Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ambasada Latverii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Sin



Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Ambasada Latverii   Wto Maj 24, 2016 7:13 pm

First topic message reminder :


***

***
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Taskmaster



Liczba postów : 73
Data dołączenia : 21/10/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Czw Cze 02, 2016 3:37 pm

Taskmaster obserwował całą sytuację która nastąpiła między gospodarzem, a osobą określoną jako "Żniwiarz". Nie interweniował, bo nie miał zamiaru robić sobie dodatkowych wrogów. Podczas zleceń dla organizacji na pewno będzie miał ich na pęczki...
Później robot podał mu napitek, z którego napił się od razu, gdy tylko znalazł się przed jego nosem. Nie sprawdzał, czy jest zatruty. Nie było przecież powodu podejrzewać o złe intencje kogoś, kto potrzebuje twojej pomocy znacznie bardziej niż ty jego. Sake było całkiem niezłe, zdecydowanie lepsze niż to, które zaserwowano najemnikowi w azjatyckiej restauracji. I podane z większą klasą.
Odbywały się jakieś rozmowy, które nie interesowały Tony'ego w żadnym stopniu. Przysłuchiwał się im z pokerową twarzą. Rozdrapywali jakieś sprawy ideologiczne i dotyczące savoir vivre. Pierwsze ani trochę nie obchodziło Taskmastera, a z drugim podobno nie miał zbytnich problemów. Także, jedynym punktem, który zachęcił go do odwrócenia wzroku, był moment w którym Żniwiarz wyewakuował się z pomieszczenia. Tasky roześmiał się i po raz kolejny, szkolnym gestem podniósł rękę.
-Jeśli będzie potrzeba, mogę go znaleźć i do ciebie sprowadzić, Doom- powiedział w stronę gospodarza zachęcającym tonem. Starał się jak najlepiej zareklamować własne umiejętności zarówno przed gospodarzem, jak i przed innymi zgromadzonymi. Była miedzy nimi przecież spora część złoczyniącej śmietanki tego świata. A dbanie o przyszłych klientów jest równie ważne, jak dbanie o obecnych...
Z zamyślenia wyrwała go wiadomość. Poczuł, jak ktoś wdziera się do jego umysłu i zostawia tam wiadomość.
-Ortchocea?- szepnął. Po chwili jednak zorientował się, że kosmity w pobliżu ani śladu, zaś jedynym kto kieruje na niego wzrok, był Dan. A więc był telepatą. To definitywnie przydatna informacja na temat człowieka, z którym kiedyś przyjdzie mu współpracować.
Wiadomość nie była skonkretyzowana, ale wyrażała jedną myśl - mafiozo zgadza się i aprobuje chęci porozmawiania. A być może nawet wyczuwa, co Tony miałby mu do zaoferowania. Była to dosyć kusząca propozycja, na którą zapewne skusiliby się nawet Avengers, gdyby zyskali w swoich szeregach jakichś żółtodziobów.
Gdyby zapłacili, nie byłoby większego problemu. Taskmaster mógł pracować dla kogokolwiek, byle pieniążki się zgadzały. By odrzucić od siebie myśl o przerażającej chciwości definiującej życie, Tony postanowił wykorzystać swoje zdolności. Ponownie skupił uwagę na gospodarzu, starając się ogarnąć słabe punkty w jego ruchach i opancerzeniu. To były przydatne informacje, choćby miał ich nigdy w życiu nie użyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sin



Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Czw Cze 02, 2016 5:41 pm

Siedziała obserwując wszystko. Nie mogła powiedzieć, że było nudno. Najpierw Żniwiarz swoim wybuchem dał jej też trochę do myślenia.
Czy częściowe podporządkowanie się Doomowi było mądrym posunięciem? Sądziła, że tak, bo mądra osoba nie tyle dałaby się skontrolować, co mogłaby wykorzystać tą nową, młodą organizację do swoich celów. Jakby nie patrzeć, zgromadzono tu wiele indywiduów, do których Hydra nie zawsze miała dostęp.
Z resztą... to będzie tylko kolejny pionek z przerostem ego na tronie. Razem daje to już 4 takich typów. Jak uroczo i przyjemnie. Ale trzeba przyznać: bycie przywódcą Hydry to nie robota dla ludzi, którzy wątpią. Choć z resztą nikt nie powiedział, że Doom Hydre dostanie.
- Herbaty. Normalnej. Dwie kostki cukru.- rzuciła tylko robotowi wygodniej siadając. Po dostaniu naparu powoli sączyła go. Osobiście wypiłaby coś mocniejszego, ale warto byłoby zachować jako taką dojrzałość, szczególnie że w dalszym ciągu była ubrana jak randomowa dziewczyna z ulicy.
Na wspomnienie jej zachowania poczuła łaskotanie ironii w podbrzuszu. Osobiście nie rozumiała tego ataku przemyśleń ze strony Żniwiarza. Coś musiało go kiedyś łączyć z Hydrą, skoro tak zażarcie bronił jej "wolności". Sin dużo by dała aby się tego dowiedzieć, jednak mężczyzna dosłownie znikając po prostu uciekł oknem. Musiała sprawdzić w bazie, czy to dziwo nie było z nią w jakiś sposób powiązane.
Niemniej, teraz zostało jej wytrzymać na tej nudnej "rozmowie dorosłych". Oparła głowę o ramię podziwiając gust Dooma. Całkiem jej pasował, lubiła miejsca z przepychem.
- Nie ma co, wesoły początek panowie.- rzuciła głośno towarzystwu upijając łyk herbaty i oblizując wargi z lekko krzywym uśmieszkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Pią Cze 03, 2016 5:20 pm

No i proszę, Żniwiarz spier... Znaczy się, wyszedł. Cliff spojrzał za nim, na chwilę tracąc dziki wyraz oczu, poddając się zamyśleniu. Przez chwilę migotała mu myśl, czy dobrym pomysłem jest wypuszczanie go. Co prawda, Doom chyba jak na razie niczego tak ważnego nie powiedział, ale mógł komuś rozpowiedzieć. A pan Dymek nie wyglądał mu na kogoś kto umiał dotrzymywać tajemnic. Aczkolwiek, jak zwykle, nie przetrzymał zbyt długo takiego gdybania i zaraz znowu zawitał mu psychopatyczny wyraz oczu, połączony z młodzieńczym błyskiem i lekko drwiącym uśmiechu. Spojrzał na Liama, ziewnął delikatnie i się spytał
- Jeju, chłopie, jakiś ty poważny. Pewny ty jesteś że młodego wieku nie marnujesz?- On sam, choć zdecydowanie nie wyglądał, już był po trzydziestce. Choć, idąc tym tropem że lat masz tyle na ile się czujesz, to Cliff chyba miał ledwie 18 lat. Żył zabawą, nie obowiązkami i tymi duperelami. A że przy tym za rozrywkę uznawał pożeranie ludzi to... Inna sprawa. Tu spojrzał na Dooma, i odrzekł - Oh, rzadko kiedy słyszę że zachowuję się odpowiednio.
Tu upił łyka swojej kawy. Widać, że Doom nie miał byle siuwaksów, więc jego uśmieszek nieco się poszerzył i upił kolejnego łyka. Po chwili spojrzał na Tasky'ego, uśmiechnął się jeszcze bardziej drwiąco oraz kpiąco aby zaraz rzec.
- Nie zrozum mnie źle, ale wątpię że dasz radę dymek złapać.
Tu już nie puścił żartu o majtkach na spodniach, mimo że chciał. Dobra, dobra, niby takie stroje nie były niczym dziwnym no... Ale serio, były one takie dziecinne. Przez to Cliff jak na ironię losu był wśród tego kręgu dziwaków był oryginalny, bo nosił normalne ciuchy. Gdyby nie to że Cliff do refleksji skory był rzadko, to zapewne pomyślałby że to ironia losu. I, co jak co, ale ten Żniwiarz był wkurzający. Strasznie, bo pamiętał że jak chciał mu rękę wykręcić to wylądował na stole. Pierdzielony idiota! Upił kolejnego łyka kawy, patrząc tutaj na Sin. W zasadzie, była ona podobnie ubrana do niego na tej zasadzie, że oboje nie nosili dziwnych strojów. Badawczy, ale i też rekini wzrok przez chwilę uważnie przyjrzał się jej, by po chwili znowu spojrzeć na Dooma, jakby oczekując że mówić coś jeszcze zacznie. Bo, może i powie coś interesującego... A jak będzie przynudzać, zapewne zaśnie. Mało kulturalne, ale Cliff ledwo wytrzymywał jak ktoś przynudzał. A ten pseudo szlachecki wystrój nie dośćże jeszcze bardziej go nużył, to aż zbytnio nęcił go by porozwalać meble. Szczerze, zawsze jak jego ofiara miała zbyt bogate mieszkanie, to zawsze po jego wizycie z mebli były drzazgi... Eh, biedni mężowie bogatych ofiar(Mężowie, bo z uwagi na odpowiednie warunki, miał więcej ofiar wśród płci pięknej.). Aczkolwiek, starał się jak najbardziej nie myśleć o tym jakiego by rozpierdzielu nie zrobił, skupiając się na Doomie, choć widać było że lekko go to drażniło.
Powrót do góry Go down
Victor von Doom



Liczba postów : 183
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Nie Cze 05, 2016 2:02 pm

Doombot siedział dalej spokojnie i tylko machnął ręką, by roboty posprzątały rozlaną kawę i się oddaliły. Samo sprzątnie nie trwało długo, te maszyny w końcu zostały zbudowane po to by wykonywać te funkcje. Wewnętrznie ucieszył się na widok niepożądanego gościa za oknem budynku. Mógł dzięki temu przejść do rzeczy ostatecznych, by ukończyć to spotkanie i móc zająć się kolejnymi ważnymi sprawami.
-Moi drodzy goście... Skoro pozbyliśmy się już niechcianych elementów przejdźmy do podstawowych, lecz ważnych spraw. Nazwa naszej organizacji będzie brzmieć: Masters of Evil, nie dlatego, że jesteśmy źli tylko dlatego, że walczymy z tymi "dobrymi". Propaganda amerykańska i pewnie innych krajów będzie dla Nas wroga musimy się z tym pogodzić. Oczywiście nie ważcie się zdradzać jakiekolwiek informacje o tej organizacji komukolwiek. Najlepiej też byłoby wyeliminować Pana Chmurkę, gdyż posiada za dużo informacji. Przywódcą naszego małego stowarzyszenia będę oczywiście JA. Dlaczego? Bo to ja je postanowiłem założyć i Was tu zebrałem. Nie będziecie traktowani poniżająco, ani nie będzie dostawać misji uniżających Waszej godności. Jeśli macie jakieś pomysły, bądź prośby wysłucham je. Z otwartymi rękami przyjmę wszystkie rady. Sin, Liama, Taskmastera i Gianta teraz wyślę do Latverii. Reszta niech zajmie się swoimi sprawami. Jeśli nie macie takowych to mogę Wam pomóc i kilka celów pokazać w tej chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taskmaster



Liczba postów : 73
Data dołączenia : 21/10/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Nie Cze 05, 2016 3:07 pm

Taskmaster z wyrazem chłodnej ciekawości na twarzy przypatrywał się drobnym pogaduchom odbywającym się na sali. Czy ci ludzie naprawdę mieli jakieś sensowne plany w głowach, czy tylko udawali? Nie wyglądali na osoby, które byłyby w stanie razem prowadzić warzywniak, a co dopiero funkcjonować w organizacji, której celem jest przejęcie władzy nad światem. Tak, władzy nad światem... pracodawca mógł sobie to nazywać jak chciał, ale zarówno przeczucia, jak i oddane przez Centralę wspomnienia mówiły najemnikowi co nieco o tym, jak kończą się takie inicjatywy. Ostatecznie i tak przychodzą bohaterowie, odbywa się wielka bitwa, a oni wygrywają. Duże czy małe, drużyny złoczyńców sprawdzają się raczej na krótką metę. Idealny okres czasu, by nachapać się pieniędzy i uciec. To pozostanie zapewne sensownym "planem B" aż do końca współpracy z Doomem.
Tony zignorował stwierdzenie chłopaka, dotyczące tego, ze nie uda mu się złapać "Żniwiarza". Miał swoje sposoby, więc za odpowiednią, płatną z góry kwotę byłby w stanie doprowadzić do Doktora nawet Hulka! A przynajmniej tak zakładał... lekko się skrzywił, gdy zdał sobie sprawę, że w gruncie rzeczy nie miał za sobą ani jednej prawdziwej walki. Wszystkie wielkie starcia w jakich uczestniczył były dawno i nic z nich nie pamiętał, więc dlaczego miałby specjalnie dobrze oceniać swoje umiejętności? Być może w tamtych okolicznościach sprzyjało mu szczęście, które tym razem zechce się odwrócić.
Ostatecznie wątpliwości rozwiała jedna, prosta myśl - Tony ufał Centrali, a ona twierdziła, że żyje do tego momentu tylko dzięki swoim możliwościom. Dzięki tym słowom, cały problem zdechł jeszcze w głowie najemnika.
Doom wypowiedział swój ostatni, duży tekst, w którym wymienił Taskmastera jako jednego z ludzi, których pośle do Latverii (rzecz jasna była to całkiem spodziewana okoliczność, gdyż Tony zgłosił się kilkanaście minut wcześniej). Wstał i zasunął po sobie krzesło. Przeciągnął się i spojrzał po ludziach.
-Ja jestem gotowy w tej chwili- wzruszył ramionami. -Ale spodziewaj się, że przyjdę potem po pieniądze, panie doktor. I mam zamiar samemu wycenić, jak bardzo się namęczyłem przy usuwaniu twojego "problemu"- przez moment był strasznie poważny, zaś jego maska przybrała dość niepokojący wyraz. Potem jednak rozluźnił się i odwrócił na pięcie w stronę mafioza, któremu obiecał rozmowę po zakończeniu przemowy. Przeszedł kilka kroków w jego stronę, czekając na reakcję. Nie chciał przecież naruszać tak bardzo pilnowanej przez Dana przestrzeni osobistej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sin



Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Sro Cze 08, 2016 3:29 pm

Sin drgnęła czując na sobie żarłoczne spojrzenie i zerknęła kątem oka na młodego chłopaka. Przez chwilę odpowiadała spojrzeniem na spojrzenie i uśmiechnęła się wrednie. Nie chciała go ani zachęcać ani odstraszyć, ale właściwie... to on najbardziej wydawał mu się interesujący. Co do majtek na spodniach... nie wchodziła w gust innych ludzi, dla niej mężczyźni w takim zestawieniu wyglądali całkiem apetycznie, no ale każdy ma swoje fetysze i upodobania. Jedni zaprowadzają dzieci by oglądać kotki w piwnicy, inni zakładają farmy by robić bomby i dać dom swym trzem kochankom owcy, świni i kozy, a Sin lubiła gości w obcisłych gaciach najlepiej takich w których... CHYYYBA za mocno się rozmarzyła.
Po przejawie wiekuistej megalomanii, która aktualnie Sin mało obchodziła bo przywykła, że ktoś mimo jej pochodzenia zawsze rozkazywał. Mother Night, Red Skull, Mia Faust... póki co zawsze ktoś rozporządzał jej życiem. Tylko zmieniała się twarz.
- Jak będę miała jakieś uwagi to się odezwę.- odparła podnosząc się. Nie miała ochoty już tu dłużej siedzieć. W sumie, zawsze była ciekawa jakże ta wspaniała Latveria wygląda. Czy będzie ją widział obraz nędzy i rozpaczy za wysokimi murami Hogwartu pałacu Dooma. Ale to Europa. Tam podobno było ładnie, czy coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Sro Cze 08, 2016 4:12 pm

Słysząc przemowę Dooma chciał buchnąć śmiechem, czego jednak mimo ogromne chęci, nie robił. "Masters of Evil" i pitolenie że nie jest się złym? Ha! Dobre sobie. On sam i tak uważał zło za banalne, a na jego słowa uśmiechnął się zadziornie słysząc jego słowa. Był to uśmiech bardzo podobny do tego, jaki serwował kujonom gdy wciskał ich łby do muszel klozetowych ażeby zaraz spuścić wodę. Odgarnął włosy, ażeby rzec. Teatralnie jęknął na słowo "Giant", gdyż akurat mimo wszystko wolał żeby do niego mówić po imieniu lub nazwisku, a najlepiej wcale. Bo, tak jak był zainteresowany ludźmi gdy był głodny, tak po porządnym najedzeniu się jak najbardziej ludzi unikał. Po jego mowie odrzekł
- Rozumiem...
Westchnął cicho siadając ciut wygodniej, i przymrużył oczy. Lekko go ta nuda doprowadzała do szału, i coraz bardziej kusiło go rozwalenie tej ambasady w drobny mak. I "kusiło" to był w tej chwili ogromny eufemizm. Wstrzymywał się resztkami woli raczej co widać było po jego lekko nerwowych ruchach. Coraz bardziej wyobrażał jak trzaska kości zębami, lub rozrywa mięśnie na wszelkie możliwe osoby. Doom powinien zorientować się, że najzwyczajniej w świecie Cliff był głodny, bo poza typową dla nastolatka pozą znudzonego ucznia, patrzył na każdego tak jak każdy patrzył na swoją ulubioną potrawę. Tak, każdego, bez choćby najmniejszego wyjątku i... Ten wzrok potrafił wywołać dreszcze nawet dość twardym osobom. Dobrze że wyćwiczył całkiem niezłą samokontrolę, bo jeśli jak debil by rzucał się od razu na potencjalne ofiary, prawdopodobnie nie skończyłby jeść a już by zginął, i to dobre siedem lat temu. jednakże, gdy Sin i Cliff skrzyżowali spojrzenia, patrzył na nią wzrokiem typowym jak patrzy wilk na owcę nim ją zje. I powinna się domyślić, że to nie jest typowo męskie pożądanie kobiety. Warknął cicho i spytał się Dooma
- Tylko... Musimy od razu lecieć? Myślę że tak inteligentny człowiek... Puszka, konserwa, czy do czego teraz mówię, powinna zorientować się co muszę zrobić...
Chyba że chcesz ryzyko że zjem ich trzech, oraz pilota jeśli będzie - przeszło Cliffowi przez myśl. Tak, nie wahałby się ani chwili jakby to miał zrobić. A jakby to zrobił w trakcie lotu, może nawet coś fajnego by pozwiedzał. W sumie zawsze marzyło mu się oderwanie wierzy Eiffla i wsadzenie w budynek Francuskiego parlamentu, lub rzucenie tam gdzie akurat dużo ludzi. Tak, Cliff raczej nie myślał jak zdrowy człowiek...
Powrót do góry Go down
Amora



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Sob Cze 11, 2016 7:57 am

Amora kroczyła dumnie korytarzem wraz z James'em. Nie do końca jeszcze wiedziała na jakie spotkanie została zaproszona jednak liczyła, że szybko sie wszystko wyjaśni. Przed salą w której odbywało się spotkanie przystanęła i zwróciła się do War Machine. Chwyciła jego uzbrojoną dłoń i zbliżyła się nieco.
- Zaczekaj na swoją damę. W razię potrzeby poproszę Cię o pomoc. - powiedziała po czym wskazała mu aby poczekał przed salą.
Drzwi się otworzyły i weszła pewnym, szybkim krokiem. Rozejrzała się po zgromadzonych i zmrużyła nieco oczy. Zastanawiała co takie osoby i ona - królowa Asgardu, robią w miejscu takim jak ambasada Latverii. Podeszła więc powoli do gości. Nie czuła potrzeby aby się przedstawiać. Jeżeli nigdy o niej nie słyszeli to ich strata.
- Więc? Co ja tu robię? - spytała zwracając swój wzrok na Doombota. Szybkim spojrzeniem omiotła całe to towarzystwo. Jakas dziunia, dwumetrowy blondasek, kolo w kapturze, reszta mało ją interesowała. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej czekając na odpowiedź. I gdzie przekąski oraz napitki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Rhodes



Liczba postów : 82
Data dołączenia : 19/09/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Sob Cze 11, 2016 12:36 pm

James poszedł za jego nową największą miłością w życiu do jakiejś dziwnej budowli. Wcale nie podobała mu się atmosfera tego miejsca, zupełnie jak ta kupa żelastwa która ich tu prowadziła. Nie spuszczał z niej oczu. "Moja droga", jak śmie ją tak nazywać. Zezłomowałby tego robocika na miejscu gdyby Amora nie miała niczego przeciwko. Uwięziony przez własne pożądanie, po prostu był biernym obserwatorem. Ciszę przerwała jego pani, mówiąc mu, że ma zostać przed drzwiami. Nie miał zamiaru się sprzeciwiać, wszystko byleby się podlizać.
-Wróć szybko, piękna. Jestem na każde twoje wezwanie- powiedział czule z uśmiechem na twarzy. Miał jednak okazję zajrzeć do środka, gdy jego oczy śledziły Enchantress wchodzącą przez drzwi. W jego hełmie pojawiło się kilka powiadomień, te twarze zgadzały się z bazą danych kryminalistów. Oparł się o ścianę, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Minęło tylko kilka chwil i już czuł tęsknotę za nią, no i przy okazji mógłby zobaczyć co tu robi tylu bandziorów.

Wymknął się wyjściem ewakuacyjnym i od zewnątrz podleciał do jednego z okien. Ahhh... Była tam, taka piękna~ No i rzecz jasna otaczały ją czarne charaktery. Może NIECO sprzeciwił się temu co mówiła, ale to dla jej dobra. Szybciej jest rozbić okno i wlecieć, niż otwierać drzwi. A nawet jeśli, może szybko wrócić na swoje miejsce, gdyby udawała się do wyjścia. Mógł zdobyć też trochę informacji dla każdej frakcji (joł) którą wspierał. Ustawił mikrofon kierunkowy w stronę okna i nasłuchiwał co się tam dzieje. Może go nie zauważą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor von Doom



Liczba postów : 183
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Sob Cze 11, 2016 3:20 pm

Doombot siedział dalej za wielkim stołem i spoglądał po wszystkich. Wszystko znów układało się po Jego myśli po zniknięciu Pana Chmurki. Był gotów po prosty odesłać chętnych na misje do Latverii. Dlatego też to uczynił. Wstał i gestem dłoni rozkazał robotom podejść do swoich "podopiecznych" i zaprowadzić do prywatnego samolotu. Zanim wyszli z pomieszczenia robot wydał głośny dźwięk.
-Nie będę was już tu dłużej trzymał. Gigancie w samolocie będziesz miał jedzenie, ale niestety nie takie jakiego zapewne oczekujesz. Cała reszta też otrzyma pożywienie i wiele innych przydanych rzeczy. Podróż powinna Wam minąć dość przyjemnie i szybko. W razie jakiś ewentualności będziecie mogli się ze mną kontaktować na bieżąco.
Zrobił krótką chwilę między słowami i pożegnał ich.
-Żegnajcie. Mam nadzieję, że misja zostanie wykonana szybko i efektywnie. Powodzenia.  
Roboty wyprowadziły ochotników z pomieszczenia, a następnie z budynku na pas startowy. Byli już w drodze do Europy, a dokładniej Latverii. Ledwo jedni goście wyszli, a już przybyła Amora i jej cichy wielbiciel. Amora po ludzku tak jak oczekiwał weszła drzwiami. Jeden z robotów podszedł do niej poprowadził do odpowiedniego miejsca przy stole. Było one dość blisko Dr. Dooma, by okazać jej odpowiedni szacunek. Reszcie gości przedstawił piękną towarzyszkę ich rozmów:
-To jest Enchantress.
Dr. Doom czekał, aż spocznie na swoim miejscu. Zanim do tego doszło otrzymał sygnał alarmowy od kilku kamer i robotów. Za oknem czyhał James Rhodes. Nie podobało się to Doomowi. Postanowił natychmiast podejść do okna i przemówić do intruza.
-War Machine, daje Ci prosty wybór. Możesz tu wejść i złożyć mi przysięge, że nie zdradzisz żadnej informacji jaka zostanie wyjawiona, ponieważ wierzę w Twój honor i prawość. Możesz również odlecieć i zostawić mnie w spokoju. Jeśli nie wybierzesz, którejś z tamtych dwóch możliwości okno zostanie zasłonięte i konsulat przejdzie w tryb obronny.
Zostaniesz potraktowany jako wandal, przestępca i najeźdźca, a informacje o tym, że przeszkadzasz w mojej pracy, oraz o twoich szpiegowskich poczynaniach zostaną przesłane do Twojego rządu. Rozumiesz?

Stał przed oknem i czekał na Jego odpowiedź.

Z/T Dla Liama, Sin, Gianta i Taskmastera
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dan Stahl



Liczba postów : 9
Data dołączenia : 28/05/2016

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Sob Cze 11, 2016 11:11 pm

Dan obserwował z wielkim zainteresowaniem przebieg wydarzeń,przysłuchiwał się każdemu wypowiadanemu słowu. Przyszło mu pracować z dość ciekawymi ludźmi, a każda informacja mogła być przydatna.
Spostrzegł ,że Taskmaster jest gotowy ,aby z nim porozmawiać. Z chęcią się dowie co ma mu do powiedzenia. Kiedy roboty zaczęły wyprowadzać ochotników z pomieszczenia, Dan wstał razem z adiutantem i wyszedł bez słowa z sali robiąc krótkie skinięcie głową w stronę Dooma. Szedł chwilę za grupą. Po chwili skierował swoje myśli w stronę Taskmastera: Zatrzymaj się.Słucham Twojej oferty..

Kątem oka zauważył nowego gościa wchodzącego do sali. Była to urodziwa kobieta na ,której widok uśmiechnął się i uniósł z podziwem brwi. Jest na co popatrzeć.- pomyślał. Po chwili dotarło do niego na czym za bardzo się skupił, więc potrząsnął głową i znowu spojrzał na idącą przed sobą postać przyszłego rozmówcy. Nie czas na kobiety, najważniejsze są interesy. Zatrzymał się na środku korytarza,a wokół niego jego ,,czarne upiory". Włożył podany płaszcz i kapelusz czekając aż Taskmaster zareaguje na jego wiadomość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Nie Cze 12, 2016 9:04 am

Zasiadła przy stole, tuż obok przemawiającego robota odgrywającego role samego Victora. Dziwne, że nie pofatygował sie na to spotkanie osobiście. W końcu jest tu podobno cała smietanka towarzyska przestępczego świata. Okazałby w ten sposób szacunek a jednak po raz kolejny robot. Westchnęła i pomachała łapką do wszystkich w momencie gdy ja przedstawiono. Dla tego świata jej imię nic nie znaczyło. Jeszcze... W końcu po kilku sekundach rozmowy jej sługą stał się sam James Rhodes! A własnie! James!
Spojrzała przez okno. Gdyby nie jej ksieżniczkowe usposobienie to pewnie zaliczyłaby teraz srogiego facepalma. Wstała od stołu i podeszła do okna. Doombot rzucił dwa rozwiązania ale moment! To był jej James! Ona będzie decydować co się z nim stanie.
- James... - westchnęła po czym z całej siły uderzyła w wielkie okno doprowadzając do jego rozbicia w drobny mak. Gestem ręki zaprosiła War Machine do środka. Czuła się aktualnie za niego troche odpowiedzialna. Gdy ten znajdzie się już w sali kobieta podejdzie bliżej zbroi.
- James... Proszę opuścić zbroję. Natychmiast. Usiądziesz z nami. I zabraniam Ci kontaktować się z kimkolwiek z Avengers. Zrobisz to dla mnie? - powiedziała na koniec mrugając kusząco i pytając hipnotyzującym głosem. Musiała wprowadzić go w głebszy trans. Niestety nie miała na to zbytnio czasu ponieważ zaproszono ich tutaj. Ehh...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Rhodes



Liczba postów : 82
Data dołączenia : 19/09/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Nie Cze 12, 2016 10:16 am

James wyraźnie nie docenił ochrony tego miejsca. Ta kupa metalu dowiedziała się o tym strasznie szybko. To nieco urocze, że myślał, iż to on kontroluje sytuację. Pilot War Machine usłyszał i widział wystarczająco wiele, by nie bać się nawet jednego z jego słów. Jego najsłodsza zaprosiła go do środka, więc nie miał prawa odmówić. Wszystko by spędzić z nią każdą sekundę jaką tylko może. Wleciał przez okno, przenosząc wzrok z piękności na tego uciekiniera ze złomowiska. Na jego twarzy pojawiła się twarz przepełniona niechęcią, by nawet przebywać w okolicy tego...

Do jego uszu doszedł dźwięk jej pięknego głosu niosący mu kolejne prośby. Kiwnął głową.
-Oczywiście ma pani- Otworzył tył machiny, czemu towarzyszyły odgłosu poruszającego się metalu. Po paru chwilach stanął przed rozmówcami bez swojego metalowego garnituru, który zostawił koło swojego krzesła, wiecie, w razie czego. Usiadł na miejscu naprzeciwko pięknej kobiety i odchylił się nieco do tyłu. Zerknął ostatni raz na Enchantress po czym przesunął wzrok na robota stworzonego przez tego tchórza który nie raczył się tu nawet pojawić.
-Tsk, tsk, tsk. Dałeś mi naprawdę trudny wybór. Nie wiem co mi się bardziej podoba, serio. Opcja 2, czy 3. Mógłbym polecieć za tamtymi bandziorami których właśnie wypuściłeś i przedstawić ich wszystkich policji, ale z drugiej strony skoro chcesz powiedzieć, jak to ty nazwałeś "mojemu rządowi" o moich postępkach, nie mam powodów by Ci zabraniać. Tylko pamiętaj wspomnieć, że nie reagowałeś na obecność tylu kryminalistów, a na dodatek załatwiłeś im darmowy transport za granicę. Prezydent będzie wprost wniebowzięty. Słuchaj, jestem jedną osobą. Zabiorą mi moją lśniącą zbroję i posiedzę parę lat w kiciu, bu hu, wielka sprawa. Wiesz co CI się przytrafi za te postępki? Będziesz musiał marnować budżet swojego kraju, pieniądze od TWOICH podatników jako karę za złamanie prawa, a na dodatek ryzykował wojnę z jednym z największych mocarstw na świecie. Chłopie, to nie musi się tak skończyć. Musisz być zdesperowany, by wysyłać najemników do swojej roboty. Powiedz o co chodzi, mogę Ci pomóc, skorzysta na tym każdy. Jako członek Avengers mam za zadanie pomagać ludzkości. Znaczy wiesz, chyba, że to jeden z twoich szemranych interesów, skoro tak Ci zależy, by nikt o tym nie usłyszał...- powiedział mierząc robota wzrokiem. Nie był do końca szczęśliwy by pomagać komuś każdemu, ale skoro zależało tak na tym Amorze, no i zapewne chodzi o to Latverię, może się poświęcić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor von Doom



Liczba postów : 183
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Pon Cze 13, 2016 9:05 pm

Dr. Doom siedział dalej na krześle i przyglądał się sytuacji. Zauważył pewną ciekawą rzecz. Jak na ilość słów, które padały z ust Enchantress sporą część stanowiło imię nowo przybyłego człowieka. Jej wypowiedź też wydawała mu się dziwna. W jednej chwili mu rozkazywała, a już w drugiej prosiła cały czas mówiąc tym samym tonem. Victor chyba nawet nie chciał się wgłębiać w szczegóły tych stosunków i zaklęć. Sam nie przepadał za magią i tego typu sprawami, ale miał do nich respekt. Z jeden strony przypominały mu utraconą matkę, a drugą pomoc mnichów.
Oburzenie Rhodeya było sensowne. Miał trochę racji w swych oskarżeniach. Taka była prawda wielki Doctor Doom współpracuje z kryminalistami i sam jest za takiego uważany. Dr. Doom w swojej wielkiej szlachetności i zrozumiałości i innych cechach jakie sobie wydumał miał zamiar naprostować War Machine.
-Drogi panie Jamesie Rhodesie mogę się tak do pana zwracać?
Odczekał czas na potwierdzenie, bądź zaprzeczanie pytania i kontynuował mowę.
-Nie wszyscy, których przejmuje są kryminalistami. Są oni często nie zrozumienia. Inni mają dobre poglądy i intencje, ale źle się do tego zabierają. Reszta to zwykli najemnicy, którzy rozpoczynają dla mnie prace. To proste jak popyt i podaż: jako iż jest potrzebna usługa musi zostać zaspokojona. Wasza narodowa resocializacja jest bezsensowna, oraz bezcelowa. Głodzenie ludożercy nie pomoże mu odstawić ludożerstwa. Każdy popełni błędy, które są nazywane czasem nawet zbrodniami, bądź grzechami. Ja staram się je wyeliminować.
W tym miejscu musi się pojawić Dr. Doom. Staram się pomóc wszystkim na tyle ile jestem w stanie. Są oni moimi gośćmi i nie będę ich wydawał na pastwę systemu przesiąkniętego głupotą i biurokracją. Nie wiem, która z tych dwóch rzeczy jest gorsza. To ty byłeś intruzem na terytorium mojego konsulatu. Teraz jesteś moim gościem i tak długo jak nie postąpisz agresywnie tak długo będę Cię gościł z wszelkimi dogodnościami. Nie mam zamiaru walczyć z USA. Chcę pokoju i wzajemnego zrozumienia między naszymi krajami.
Zdecydowanie nie jestem zdesperowany. Jestem człowiekiem zajętym, lecz przedsiębiorczym. Moja maszyny nie mogą być wszędzie, a w pojedynkę jest bardzo ciężko zbudować imperium. Ilu było potrzebnych Ojców Założycieli, by stworzyć ten kraj? Wielu. I ich trud oraz współpraca najwidoczniej nie poszły na marne. Avengers zależy na dobru ludzkości, lecz źle się do tego zabierają. Mi też na tym zależy, ale mam inne sposoby. Bardziej efektywne i efektowne, Dr. Doom nigdy nie przegrywa i mam zamiar właśnie do zwycięstwa dążyć. Wręcz mógłbym Ci zaoferować współpracę. Wiem, że nie jesteś głupi James.

Dr. Doom starał się przemawiać z całą swą stanowczością i charyzmą. Wiedział, że będzie ciężko zawziętego patriotę namówić na to, by pracował dla zagranicznego dyktatora, ale warunki były, aż nazbyt sprzyjające, więc grzechem byłoby nie spróbować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Sob Cze 18, 2016 5:40 pm

Troszkę nudzila ja ta sytuacja. Dookoła pełno nieznajomych twarzy, wszyscy zebrali się w jakimś szczytnym celu opanowania świata. Nagle wchodzi ona i nadal jest nuda? Wsłuchowała sie uważnie w słowa padające z głośnika Doombota. Jej prawa brew nieco się uniosła analizując wypowiedź Victora, który owym narzędziem sterował.
Wyprostrowała się na krześle po czym spojrzała w kierunku James'a. Zwykły człowiek miałby dołączyć do takiej organizacji? Nieco dziewne ale przecież Victor na pewno ma plany co do niego. Ale chwila!
Przecież James należał do niej! To jej ma być wierny i posłuszny! Troszkę się zdenerwowała jednak wpadła na pewien pomysł. Chciała rozrywki to proszę.
Pod stołem pstryknęła palcami zwalniając okowy zaklęcia, które wieziło i mamiło umysł James'a. Był wolny od jej magii. Ciekawe co teraz zrobi w sytuacji gdy będzie miał wolną rękę. Zagra dalej udając zainteresowanego i zakochanego pieska Amory? A może rzuci się do zbroi i rozpocznie się zacięta walka? W końcu w sali było jeszcze kilka osób. Pewnie by nawet nie zdążył... Ale powodzenia. Show must go on!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Rhodes



Liczba postów : 82
Data dołączenia : 19/09/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Sob Cze 18, 2016 6:19 pm

Szczerze? James liczył, że po prostu zgasi tego robota i pójdzie dalej podbierać alkochol z barku Avengers, albo pójdzie ze swoją panią na plażę. Doświadczenie powinno mu raczej podpowiedzieć, że nie ma co liczyć na najlepsze wyjście (z resztą z całą słusznością). Puszka zapytała mu się, raczej zbędnie w jego przekonaniu, czy nazywanie go "panem Jamesem Rhodesem" jest w porządku. Musiał się ugryźć w język, by nie rzucić kąśliwie "nazywaj mnie pączusiem". Zamiast tego kiwnął głową i machnął ręką. A to był dopiero początek długiej i kwiecistej gadki o tym jak to jest niewinny.

Wyłączył się gdzieś w połowie, słowa dyktatora wydawały się mu strasznie odległe. Spojrzał na enchantress. Ahh, była tak piękna jak zapamiętał, z włosami koloru szczerego złota i błyszczącymi oczyma. Miał wrażenie, że mógłby patrzeć na ten obrazek wieki... Znaczy czuł tak, aż do pewnego momentu. Nagle jakby za dotknięciem magicznej różdżki przestał patrzeć na nią z takim zachwytem, a rytm serca zaczął się uspokajać. Nie potrafił nawet uzasadnić samemu sobie czemu tak robił tak długo. Przetarł oczy, mrugnął dwa razy i spojrzał jeszcze raz. Nie czuł niczego.

Usłyszał jak z ust, nie to złe słowo, jak z syntezatora mowy tego stworzenia nauki dobiegła propozycja współpracy. Oparł się łokciem o stół i spojrzał z delikatnym zdziwieniem na przedstawiciela dyktatora.
-Cóż i tak planowałem Ci pomóc, jako Mściciel- zaczął mówić, przechodząc pod koniec zdania bardziej w mruczenie- Więc powiedz w krótkich żołnierskich słowach jak mogę pomóc- powiedział tym razem z większym przekonaniem i wyraźniej. Nie miał żadnego powodu by nie podjąć współpracy. Nawet jeżeli to jakiś szemrany interes, może go zatrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor von Doom



Liczba postów : 183
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Sro Cze 22, 2016 6:16 pm

Dr. Doom był bardzo zadowolony z tego obrotu spraw. War Machine wydawał się, aż nazbyt otwarty na współpracę. Przestał zwracać uwagę już na szczegóły Jego zachowań z Enchantress. Nie interesowały go w żadnym stopniu Jego zachowania niczym jakiegoś szczeniaczka. Chciał go wykorzystać w praktycznych celach, by powoli, acz skutecznie zyskać Jego wierność i zaufanie. Dr. Doom miał kilka pomysłów jak może niby niewinnie wykorzystać tego Amerykanina.
-Panie Rhodes, jest wiele sposobów, by mógłbyś mi pomóc, oraz inni członkowie Avengers, ale widzisz jest jeden główny problem. USA, NATO i wszelkie inne organizacje mnie nienawidzą. Twierdzą, że jestem tyranem, ciemiężcą i łamię prawa człowieka. Dr. Doom nim nie jest! Staram się o dobro moich poddanych dlatego nie ma swobodnego przepływu ludności. Coś złego dzieje się w Latverii i nie mogę wypuścić tego zła na zewnątrz, gdyż zaginięcie osób spoza MEGO państwa będzie MOJĄ, a także wiesz jak traktowani są Romowie wśród innych narodów... Z olbrzymią wzgardą i niezrozumieniem przesiąkniętym złośliwymi stereotypami. Dobrze o tym wiesz.
Dlatego właśnie otrzymuje bolesne dla mojej gospodarki państwie. Prośbą Dr. Dooma jest to czy mógłbyś spotkać się  z wpływowymi ludźmi i spróbować ich przekonać w sprawie tych embarg i innych szkód?

Doombot specjalnie zaczął syntezować głos na smutny, by pokazać jaki to biedny on jest i wzbudzić współczucie w niewyżytym filantropie szukającym tylko chwały i damy w opałach. te właśnie cechy tak przejaskrawione mogły zostać łatwo wykorzystane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Czw Cze 23, 2016 5:30 pm

Wpatrywała się w okno, które przedstawiało piekna panorame miasta. Byli bardzo wysoko na piętrze toteż mozna było podziwiać stąd praktycznie cały Nowy York. Co prawda część tych widoków zasłaniały inne drapacze chmur jednak spora część metropolii była doskonale widoczna.
Podczas gdy robot wygłaszał zaje*** nudne przemówienie Amora podeszła do okna. Właściwie już sama zapomniała po co tutaj się zjawiła. Doombot totalnie ja olewał a to ona powinna być tutaj najważniejsza. Tak się nie robi. Chciała się troszke rozerwać. A raczej kogos rozerwać. Stojąc pod oknem uniosła dłoń wpatrując się w Jamesa. Następnie używając telekinezy skupiła energię w okolicy szyj meżczyzny po czym przekręciła dłonią doprowadzając do skręcenia karku człowieka. Miał być wspólnikiem Victora? Jaka szkooooda. No ale ona też była tutaj obecna i nie znosiła gdy ktoś ją ignorował. Zupełnie jakby była powietrzem.
- Ehhh... Jaka szkoda. - westchnęła zaś na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. To kogo teraz miała zabić? W sali siedzieli też inni więc czy oni jakoś na to zareagują? A może sam Doombot w końcu zwróci na nia uwagę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Czw Cze 23, 2016 6:31 pm

Krótko osądzam, że Amorze udało się zabić Rhodesa.

***

Dosłownie kilka sekund po dokonanym morderstwie zbroja War Machine nagle obudziła się do życia. Wbrew pozorom nie przeszła do trybu ataku, nie skierowała swoich licznych broni ku Amorze czy komukolwiek innemu w pomieszczeniu... Nie, zamiast tego bowiem skierowała się innemu celowi: ciału swojego pilota. W ekspresowym tempie przejęła je na ręce i skierowała się ku wybitej wcześniej przez Enchantress szybie, przez którą wyleciała... I właściwie tyle ją było widać.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Victor von Doom



Liczba postów : 183
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Pią Cze 24, 2016 9:26 pm

Dr. Doom był zszokowany i rozwścieczony tą całą sytuacją. Dał James'owi gwarancję, że włos mu z głowy nie spadnie. W sumie włos mu z głowy nie spadł, ale kark się niepotrzebnie skręcił. War Machine nie powinien umierać. Miał go wykorzystać w swoim bardzo słusznych celach. W końcu podbój całego świata nie jest czymś łatwym, ani nawet średnim, lecz oczywiście koszmarnym, a Amora w tej chwili zepsuła bardzo dobry plan. Doombot wstał z krzesła z hukiem uderzając w stół i łamiąc go w pół z wściekłością. Inne roboty rozpoczęły ostrzał w stronę Amory. Były to pociski ogłuszające i paraliżujące, by móc ją spacyfikować. Tymczasem główny robot robił zamieszanie.
-COŚ TY UCZYNIŁA?! Zabiłaś go! Był mi potrzebny! Mogłem w bardzo prosty sposób naprawić moją sytuację, a ty to wszystko zniszczyłaś! Odwrócił się do Amory i pomaszerował energicznym krokiem z furią w oczach. Chwycił jej szyję prawą ręką, a lewa zaczęła się świecić od energii elektrycznej, która się kumulowała, by zadać cios.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amora



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 16/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Sob Cze 25, 2016 10:36 am

Dawno nie słyszała tego dźwieku. Odgłos skręcanego karku był jak najpiękniejsza pieśń. Amora się nim wręcz napawała. Bezwładnie padające na ziemię ciało... To był widok. Tego jej brakowało. Dawno nikogo nie zabiła i juz prawie zapomniała jaką czerpie z tego frajdę. Na jej twarzy pojawił się uśmiech niczym u diabła. Skoro zaten Victor nie miał jej nic do zaoferowania to jej obecność w tym miejscu, to marnowanie jej cennego czasu.
Uniosła brew widząc gest Doombota, który rozwalił stół. Wiedziała już wtedy, że nie był zbyt zadowolony. Ale cóż... Skoro chciał wykorzystać James'a, który był własnością Amory to czego sie spodziewał? Enchantress należy traktować bardzo poważnie i zawsze stawiać na pierwszym miejscu. W innym wypadku kończy się to tragedią. Taką jak teraz.
Rozwalony stół był dla blondynki sygnałem do odwrotu. Klasnęła w dłonie uwalniając falę uderzeniową z energii telekinetycznej. Może nie zrobi to nikomu krzywdy ale na pewno poodpycha i wytrze tymi robotami podłogę. Sekundę później jej już nie będzie. Umiejętność teleportacji w tym wypadku bardzo się przydała.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wasp



Liczba postów : 142
Data dołączenia : 20/11/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Sob Cze 25, 2016 4:53 pm

Janet od doktora Strenge'a leciała wielce nie pocieszona. Było jej smutno, że nie była w stanie pomóc mu w kwestii jego problemu z ratowaniem wszechświata. Głupie moce, które nie pasowały akurat do tego zadania. Niemniej wracała już do bazy by do reszty oddać się jakiemu zajęciu gdy usłyszała dźwięk wiadomości. Po wygrzebaniu komunikatora musiała przysiąść sobie na jednym z parapetów czując, że skrzydła odmawiają jej współpracy. Informacja którą otrzymała otrzeźwiła ją.
James Rhodes, War Machine nie żyje. Biedny, kochany War Machine. Poczuła narastającą wściekłość. Wstrętna, obrzydliwa czarodziejka! Zacisnęła pięści na komunikatorze i przez kilka chwil istniała obawa że w przypływie złości, Janet zniszczy przedmiot. Jednak po chwili schowała go do kostiumu i oparła ręce na blaszce. W głowie dudniła jej krew. Jak mogło dojść do czegoś takiego! Ugh, Amora zapłaci jej że w ogóle pojawiła się w Midgardzie! Poderwała się czując jak skrzydła ruszają w ruch. Czas złożyć wizytę Victorowi von Doomowi.
Na miejscu znalazła się trochę przed teleportacją Amory, jednak gdy wpadła robić Sajgon nie zauważyła przeciwniczki. Spojrzała gniewnie na Doombota, choć równie dobrze mógłby być to Doom. Nie obchodziło jej to. Była Mścicielką i przybyła tu by pomścić przyjaciela, który został brutalnie zamordowany!
- Gdzie ona jest?!- krzyknęła do robota podlatując tuż przed jego maskę. I niech go ręka boska broni przed kryciem kogokolwiek!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor von Doom



Liczba postów : 183
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Nie Cze 26, 2016 11:32 pm

Dr. Doom rozwścieczony gdy zobaczył, że Enchantress od tak znika cisnął jeszcze serię piorunów w miejsce gdzie przed chwilą jeszcze stała ta kobieta. Wiadomo nic to nie dało, ale mógł chociaż nieco rozładować swe emocje, a potem uznał, że to było i tak bez sensu. Zmarnował tylko część energii. Usiadł znów na krześle obok złamanego stołu i położył dłoń na masce, a dokładniej podbródku. Siedział w tej pozie i w pewnym momencie zaczął w pewnym sensie narzekać do znajdujących się tu złoczyńców i zwyrodnialców.
-A teraz mi powiedzcie dlaczego Dr. Doom się tak męczy? Dlaczego ja męczę się w tej bezsensownej karuzeli walki, chaosu i śmierci? Pojawia się jakaś blondyneczka z wybujałym ego i przerażającymi zdolnościami tylko po to, by wciągnąć mnie na wojnę, bądź jej skraj z jedną z najniebezpieczniejszych organizacji na ziemi? Dr. Doom planuje. Dr. Doom przybywa i Dr. Doom stara się wypełnić ten plan, ale każdy rzuca mu kamienie pod nogi! Od jej pojawienie siedzicie tu i tylko milczycie! I to mają być największe mroczne umysły tego świata?! Jesteście żałośni! Nie robicie zupełnie nic z tą swoją HYDRĄ! Przywódca według Was zapewne jakiejś byle jakiej włoskiej mafii się bardziej od Was stara! Za to mam do Niego szacunek w przeciwieństwie do Ciebie Zemo i Ciebie Schmidt.
W tej chwili roboty przystawiły do karków Barona i Red Skulla karabiny gotowe ich po prostu zabić. Podczas przemowy nawet nie wiedział w której chwili do pomieszczenia wparowała jedna z członkiń Avengers. Roboty ją też wzięły na celownik. Milczał pewną chwilę, by zebrać myśli i kontynuował mowę.
-Witaj Wasp. Miło, że do tego budynku przybył kolejny Mściciel. Nie wiem gdzie jest teraz ta wiedźma, lecz mam zamiar ją odnaleźć i wypatroszyć. Jeśli ścigasz ją to niechętnie, ale przyjmę Twoje wsparcie. Enchantress może być wszędzie z Tą swoją nieznośną teleportacją. Nienawidzę magii. Jak najszybciej nadam na całym świecie list gończy za nią i okrągłą, oraz dość pokaźną kwotę za dostarczenie żywej lub martwej.  Znieważyła Victora von Dooma, a mnie się nigdy nie znieważa! Panie Stahl mam dla Ciebie pewne zadanie mam nadzieje, że wykonasz je bezbłędnie. Szczegóły podam Ci poprzez komunikator, oraz listowie.
Jeden z robotów podał mu kopertę wypełnioną słuchawką bezprzewodową i wydrukowaną instrukcję z zaleceniami, oraz kartę debetową wystarczającą na wyżycie kilka dni w dość drogich hotelach, oraz kilka przelotów lotniczych w biznes klasie.
Victor wstał z krzesła i udał się wraz z robotami do pancernej limuzyny takiej jaką jeżdżą prezydenci. Szefowie Hydry zostali spacyfikowani i umieszczeni na tylnych siedzeniach. Dr. Doom wraz z Wasp usiadł na środkowych, a na przednich siedział robot kierowca i Sabretooth sprawujący rolę eskorty i obrony. Von Doom cały czas kalkulował i rozważał czy odpowiednio postąpił. W tych czasach pełnych absurdu postanowił zadać sobie kilka ważnych pytań i przy okazji podzielić się z nimi z siedzącą obok niewiastą:
 -Jak uważasz czy postępuję... dobrze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wasp



Liczba postów : 142
Data dołączenia : 20/11/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Wto Cze 28, 2016 8:08 am

W tym momencie Wasp była tak mocno rozsadzana energią, że byłaby przekonana, że z łatwością rozniosłaby całą ambasadę Latverii. Właściwie, to nawet by jej to mogło udać, gdyby przybrała postać Gigant Girl. Całkiem zabawna wizja nie ma co. Niemniej, nie przyszła wyżywać się na Doomie, choć gotowa była go przycisnąć gdyby odmawiał jej współpracy. Nie bardzo interesowało ją, co się stanie z dwoma przeciwnikami HYDRY. Nie byli jej problemem, co najwyżej Kapitan by ją zrugał za niezareagowanie na zabicie innych ludzi, o ile to jeszcze byli ludzie. A z resztą kogo to obchodzi? Przybyła tu w sprawie War Machine, nie dwóch zabytków z lat 40.
-... naprawdę?- zrobiła głupi błąd spuszczając z tonu i lekko opuszczając dłonie. Czyżby Doom faktycznie nie był po stronie Amory, a cały wypadek był winą Czarodziejki? Co za przebrzydła zołza!
- Czyli w interesie nas obojga idzie ją złapać.- i choć nie mogła pozwolić na patroszenie... to jednak pomoc kogoś tak potężnego jak Doom, była całkiem miłym dodatkiem. A z resztą, nikt nie powiedział co się może zdarzyć w ogniu walki. Wypadki chodzą po ludziach. Szczególnie, gdy walczysz z rozwścieczoną Mścicielką.
Ruszyła za Doomem. Jeśli spróbuje ją napaść zawsze mogła się obronić, tak przynajmniej była przekonana.
- Jeśli pytasz o tych tam z tyłu to szczerze nie mam pojęcia na cholerę ich ciągniesz.- przyznała szczerze wskazując kciukiem tylne siedzenie za nimi. Zmieniła rozmiar na znów duży by niepotrzebnie się nie przemęczać.
- A jeśli pytasz o polowanie na czarownicę, to cóż sama mam ochotę załatwić z nią porachunki. Zabiła Mściciela, nawet nie bardzo wiem za co. Nie podoba mi się, że ktoś taki myśli, że ujdzie bezkarnie. Nie bez powodu nasza grupa nazywa się Mściciele.- odparła dumnie z uniesioną głową. Lubiła tą nazwę, brzmiała godnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor von Doom



Liczba postów : 183
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Sro Cze 29, 2016 7:21 pm

Doombot siedział cały czas obok Wasp i próbował jakoś przeskanować jej kostium. Nie mógł znaleźć tego dzięki czemu się zmniejszała. Będzie musiał w przyszłości dobrać się jakoś do Cząsteczek Pyma, ale jeszcze nie wiedział jak. Zdziwiło go też, że nie wiedziała po co ciągnie w niewolę zarządców Hydry, a nawet narzeka, że to robi! Czyżby Steve Rogers nieodpowiednio wyedukował swoich przyjaciół, a raczej sojuszników kto jest wrogiem? W Dr. Doomie wręcz wzbudzało to śmiech.
-Przecież jest pani inteligentną osobą... Moja droga wiesz zapewne jakie życie jest dzisiaj niepewne. Takie potwory jak oni mogą raz ściskać mi dłoń, a sekundę później wbić nóż w plecy. Są to kanalie bez żadnej krztyny honoru. Życie bywa też bardzo kosztowne, więc trzeba zadbać o swój byt. Nie chcę od tak wymęczyć się dla kogoś kto zabierze owoce mej pracy i postara się mnie zaanihilować. To dosyć logiczne nie sądzisz?
To są terroryści, zbrodniarze, potwory w ludzkiej skórze. Są współodpowiedzialni za jedną z największych klęsk ludzkości: Holocaust. Nawet nie wie Pani jak boli mą godność to, że jestem do nich porównywany. Nie potraficie po prostu zrozumieć mnie i moich metod dlatego muszę się bratać z nimi. Z wielką chęcią, a wręcz ulgą oddaję ich Wam.

W głębi swej cybernetycznej duszy Dr. Doom myślał zupełnie co innego, ale jakby przedstawił szczerszą wersję to, by Wasp się oburzyła najprawdopodobniej. Potrzebował najprościej rzecz mówiąc wybielić swój wizerunek wśród świata, ludzkości i superbohaterów, oraz zyskać ich zaufanie, a może nawet miłość. Musiał dopracować swój plan. W jego założeniach Janet powinna poczuć wdzięczność za wydanie tych zbrodniarzy.
-Bardziej chodziło mi o całokształt. To, że mam zamiar ukarać Amorę to dość oczywiste, że jest słuszne. Chyba nigdy Dr. Doom nie był w tak bliskiej odległość od słynnej filantropki takiej jak ty i z nią nie walczył. To fenomen niemal na skalę światową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ambasada Latverii   Today at 4:59 am

Powrót do góry Go down
 
Ambasada Latverii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Ambasada Densorinów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: