Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Washington Square Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Washington Square Park   Wto Lip 24, 2012 2:45 pm

First topic message reminder :








Park miejski znajdujący się na Manhattanie. W związku z sąsiedztwem z New York University i położeniem w Greenwich Village, jego okolice są zamieszkiwane przez intelektualistów i artystów. Park jest znany z wbudowanych szachownic zachęcających do publicznego grania w szachy na świeżym powietrzu. W obecnej postaci otwarty został w 1871 r. i jest czynny przez cały rok. Zajmuje powierzchnię 39,000 m².

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Scarlet Witch



Liczba postów : 169
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Sro Mar 23, 2016 10:46 pm

Scarlet Witch również przebrana była w cywilny strój. Miała na sobie białą koszulę, która częściowo była wepchnięta w czarne spodnie. Jej bujne włosy zostały związane w koka, a na nosie spoczywały okulary przeciwsłoneczne, choć w rzeczywistość pogoda nie zmuszała do noszenia ich, ba... Ledwo słońce co wyglądało zza chmur.
Ale Szkarłatna czuła się źle i wolała schować swoje oczęta za ciemnymi szkłami. Przynajmniej z tej perspektywy świat wydawał się bardziej przygnębiony od niej samej.
Przewróciła oczami, choć Jess nie mogła tego widzieć... Na całe szczęście, bo zachowanie Maximoff ostatnio coraz bardziej zrażało inne istoty.
- Podczas walki?- spytała udając, iż nie ma pojęcia o co chodzi.
Na twarzy Wandy zagościł jeden z tych sztucznych uśmiechów. A potem upiła łyk kawy myśląc o tym, że najchętniej zrobiłaby sobie kilka dni wolnego i napiłaby się czegoś mocniejszego niż trunek, który w tym momencie spożywała.
Nieraz zdarzało jej się tracić kontrolę, a wtedy działo się wiele złych rzeczy, toteż nie mogła sobie pozwolić, aby takie akcje następowały podczas zwykłego patrolu lub jakiejś nic nieznaczącej misji, prawda?
- Nie mam żadnych problemów, rozumiesz!- powiedziała, wręcz niemal wycedziła przez zęby.
I tak, to co się dziś stało, było jedynie wierzchołkiem całej góry lodowej. Przecież jak Wanda wpadała w szał to nawet jej najbliższym zdarzało się ucierpieć.
A jak Spider Woman zaczęła mówić o specjalistach, Wandzie naprawdę podniosło się ciśnienie. Że niby ma iść się leczyć, w snach! Umiała sama o siebie zadbać.
- Wiesz może gdzie się podział mój brat?- spytała chcąc trochę rozluźnić atmosferę.
Lubiła Jess, w końcu gdyby za nią nie przepadała, to pewnie zadzwoniłaby po pomoc do kogoś innego, ale naprawdę... Spider powinna znać na tyle Wandę, aby oszczędzić sobie dopytywań. Przecież jak Szkarłatna Wiedźma nie chciała nic powiedzieć, to żadna siła nie zmusi ją do wyplucia z siebie słów, które ukrywa wewnątrz siebie.
- Po prostu nie wierzę, że znów mnie zostawił... Znaczy się, nas zostawił- dodała po chwili.
Była nie tyle co zła, ale również zaniepokojona zachowaniem brata. Oboje jakoś dziwnie ostatnio ukazywali swoje oblicza innym. A to podobno nasza brunetka jest tą dziwną w rodzeństwie.
Wzięła kolejny głęboki wdech i wskazała ławkę na którą mogłyby usiąść, w końcu nie zamierzały przez cały czas chodzić, prawda?
Gdy mogła w końcu odsapnąć to spojrzała przed siebie. Nagle do jej uszu dobiegł okropny dźwięk dziecięcego płaczu. Nasza Wiedźma z grymasem niezadowolenia na twarzy spojrzała na zakłócającego jej spokój osobnika.
Był to organizm w wieku trzech, czterech lat, który jadł jakąś bułkę drąc się przy tym w wniebogłosy.
W pewnym momencie Scarlet zapragnęła, aby to dziecko się uciszyło i wtem chłopczyk zaczął dusić się. Prawdopodobnie kawałek jedzenia, które jadł, stanął mu w przełyku. Całe szczęście stojąca obok matka zdążyła zareagować.
Dopiero po kilku sekundach do Wandy doszło, że to nie był zwykły przypadek. Czy ona omal jednym pragnieniem nie zabiła tego brzdąca?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan



Liczba postów : 247
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Czw Mar 24, 2016 1:09 am

Na tym etapie Billy mógł już niemalże stwierdzić, że właściwie przyzwyczaił się do teleportacji. Prawie. Mniej więcej. Co prawda wciąż nie podobała mu się jej losowość, bo jak do tej pory wszystko wskazywało na to, że jego zdolności lubiły same wybierać co im najbardziej odpowiadało - ze szczególnym naciskiem na umieszczanie go w powietrzu... Ale przynajmniej nie wylądował jeszcze w żadnym naprawdę niebezpiecznym miejscu, może tylko pomijając to niedawne zmaterializowanie się nad stromym zboczem góry. Żadnego dna morza, wnętrza wulkanu, ani niczego podobnego... Więc chyba mogło być dużo gorzej.
Najważniejsze jednak, że chłopak przyzwyczaił się już do wszystkich efektów wizualnych - i nie tylko - towarzyszących teleportowaniu się pomiędzy różnymi lokacjami. Rozchodząca się w każdą stronę błękitna energia wyglądała tak naprawdę przepięknie, kiedy człowiek do niej przywykł i nie zamykał odruchowo oczu - więc mógł cieszyć nią wzrok. Zapach ozonu wcale nie drażnił, wręcz przeciwnie, zdążył stać się znajomy i dzięki temu działał na nastolatka kojąco... Nawet brak stałego gruntu pod stopami wcale go nie niepokoił, gdyż wiedział już co na to poradzić: utrzymać wokół siebie tę elektryzującą aurę jeszcze przez chwilę dłużej, stopniowo rozluźnić na niej swój uchwyt, zamiast wypuszczać ją gwałtownie spod swojego władania...
Tak, to właśnie w ten sposób tym razem udało mu się łagodnie osadzić Victora oraz siebie samego na podłożu... Na trawniku? Owszem, zdecydowanie. Otaczająca ich energia zaczęła przygasać, lecz zanim jeszcze jej ostatnie iskry zniknęły na dobre, Kaplan zorientował się już gdzie trafili. Och, świetnie znał tę okolicę, bo choć może nie był jakimś wielkim fanem parków, to jednak do tego konkretnego miał z domu tak naprawdę jakieś pół godziny na piechotę. Nie mógłby go nie rozpoznać... Tyle że może nie przemyślał do końca materializowania się w miejscu publicznym, co potencjalnie mogło sprowadzić na niego spore kłopoty - i na Victora również. Szczególnie, jeśli Tarcza miałaby go przez to namierzyć...
W trakcie teleportacji Billy trzymał swojego rówieśnika za rękę i teraz wciąż jej nie puszczał, ba, nawet zacisnął na niej trochę mocniej palce. Liczył na to, że Latynos jak najdłużej nie przerwie kontaktu i tłumaczył sobie w myślach, że to tylko zabezpieczenie na wypadek, gdyby musieli szybko teleportować się ponownie, uciekać z powrotem do schronu... Na przykład właśnie przed S.H.I.E.L.D. lub przed kimkolwiek innym. Może i takie chowanie się niezbyt mu się podobało - a do tego przypominało mu bardzo nieprzyjemne rzeczy z jego przeszłości - ale dla dobra Victora był skłonny znowu postawić na tak zwane odwroty taktyczne. Swego czasu nabrał w nich sporo praktyki.
Z tego wszystkiego przynajmniej nie wyróżniali się strojem. Obaj mieli na sobie cywilne ubrania, ciepłe, choć kurtki pozostawili w schronie... I przy odrobinie szczęścia mogło to zadziałać na ich korzyść. Dwóch przeciętnie się prezentujących chłopców - nawet takich, którzy nagle pojawili się na środku parku - było chyba mniej niepokojących od takich w kostiumach... Szczególnie, że czasami ciężko było odróżnić stroje bohaterów i złoczyńców, jeżeli nie wiedziało się z kim dokładnie ma się do czynienia. Może zostaną po prostu uznani za przypadkowych mutantów, co... Również nie byłoby takie dobre, ale nie wzbudziłoby raczej ogromnej paniki?
Najważniejsze było jednak to, że przybyli tutaj w określonym celu i teraz Billy otrząsnął się już z tego chwilowego rozkojarzenia, aby przeczesać wzrokiem najbliższe otoczenie, wypatrując twarzy, którą - pomimo zaledwie dwóch osobistych spotkań - i tak znał doskonale. Internet, telewizja, gazety... W swoim pokoju posiadał nawet plakaty i figurki ze swoją ulubienicą. Mógł szczerze powiedzieć, że widywał ją codziennie. To znaczy, nie tylko ją, nie miał na jej punkcie żadnej obsesji, ani nic z tych rzeczy... Było to po prostu zdrowe zainteresowanie wielkiego fana.
Rozpoznał ją praktycznie od razu, choć nie miała na sobie charakterystycznej czerwieni, a do tego założyła ciemne okulary. Towarzyszyła jej inna młoda kobieta, której jednak Kaplan chyba nie kojarzył, nawet jeśli kształt jej szczęki i ust wydawał mu się jakby znajomy, szczególnie w połączeniu z ciemnymi włosami. Mimo braku pewności chłopak ostrożnie założył, że nieznajoma mogła być częścią środowiska bohaterskiego - i po prostu zwykle występowała w masce. Ta opcja brzmiała całkiem sensownie, biorąc pod uwagę towarzystwo, w jakim przebywała.
Tym nagłym pojawieniem się i tak zwrócili już na siebie z Victorem zainteresowanie otoczenia, w związku z czym Billy nie widział powodu, aby zwlekać. Od razu skierował się ku kobietom, do których zresztą nie miał wcale daleko i pociągnął za sobą swojego rówieśnika. Liczył na to, że Scarlet Witch ich skojarzy, choć z drugiej strony nie był pewien, czy to aby na pewno dobrze... Na wszelki wypadek uniósł wolną rękę w geście oznaczającym, że nie posiadał złych zamiarów - a przynajmniej miał nadzieję, że zostanie to w ten sposób odebrane.
- Potrzebujemy pomocy. Uch, pilnie? Wiem, że pewnie nie brzmi to najlepiej z moich ust po... Po ostatnim, ale to sytuacja kryzysowa i dotyczy... Nas wszystkich. Chodzi o to, co robi agencja i o czym mówił Tony. To znaczy, pan... Tony - próbował ułożyć swoją wypowiedź tak, aby uniknąć zdradzania zbyt wiele na wypadek, gdyby brunetka nie była jednak bohaterką, lecz po fakcie dotarło do niego, że po jego teleportacji to pewnie i tak nie miało już większego znaczenia. A postarał się nawet, by nie używać nazwiska "Stark"!
Billy zdawał sobie sprawę z tego, że serce biło mu szybko i mocno, gdy spoglądał pomiędzy kobietami, oceniając wyrazy ich twarzy i przewidując już ich reakcje. Mściciele - ze Scarlet Witch na czele - byli bohaterami, ale co więcej: byli jego bohaterami, a to różnica, jego wzorami do naśladowania i tym, co pozwalało mu przetrwać złe chwile. Wierzył, że im teraz pomogą, a jednak nie potrafił się tym nie denerwować. Nie byłby sobą, gdyby się nie martwił. Jego palce znów zacisnęły się mocniej na dłoni Vica.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha



Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Sob Mar 26, 2016 12:09 pm

Vic wciąż nie był przekonany do tego wszystkiego, do tego, że ktokolwiek zechce mu pomóc. Jasne, bohaterowie, pomagają każdemu w potrzebie, sam był ich wielkim fanem, wypełniali prawie całe jego życie, przynajmniej to życie które znał ze swoich fałszywych wspomnień, bo nie był pewien ile z tego było prawdą a nie - w każdym razie, potrafił przy tym wszystkim myśleć na tyle logicznie, by nie wierzyć całkowicie w to motto 'zawsze i wszystkim w potrzebie'. Nie ma co się oszukiwać, mieli na głowie bezpieczeństwo tego miasta i pewnie kilku innych, całego świata i własne personalne problemy, czym był w tym wszystkim jeden cyborg? O ile sami nie zechcą go przeskanować, to raczej małym robaczkiem. Uznał jednak, że wszelkie dyskusje z Billym będą bezowocne, i chwilowo po prostu będzie za nim podążał.
Do teleportacji wciąż w pełni nie przywykł, a dodatkowo jasne światło, które ich przy tym otaczało wcale nie pomagało w polubieniu tego środka transportu, Vic jednak lubił widzieć co się dzieje, a efekty wizualne, z reguły mu przy tym przeszkadzały, nawet jeśli na kilka chwil.
Kiedy światło w końcu ustąpiło, a jego nogi znalazły się na trwałej powierzchni, rozejrzał się ostrożnie dookoła. Byli w czymś co przypominało park, co do tego nie miał wątpliwości, nawet jeśli nie przypominał mu żadnego konkretnego, to wystarczyło spojrzeć na pobliskie budynki by uświadczył się w przekonaniu, że wrócili do Nowego Jorku. Nie znał tu każdego zakątka, ale zbyt wiele razy o nim marzył, oglądał w telewizji czy na necie, by nie poznać wieżowców, z pozoru tak podobnych do wszystkich a jednak wyjątkowych i charakterystycznych. Przynajmniej dla niego i jego hopla na punkcie tego miasta. Ale nie było powodu by teraz to roztrząsać, zwłaszcza, gdy przyglądała im się całkiem ładna grupka osób. Robiło się coraz cieplej, więcej osób spędzało czas na dworze, co wyjątkowo nie było Vicowi na rękę, tym razem lepiej by się czuł, gdyby wszystkie spojrzenia nie były na nim skupione. Do tego też nie przywykł, do uwagi. Zawsze raczej trzymał się z boku, był raczej niewidzialny, pasowało mu takie podejście. A fakt, że Billy wciąż trzymał go za rękę nie dodawał mu szczególnie odwagi, wręcz przeciwnie, miał wrażenie, że jeszcze więcej osób im się przyglądało. Zanim jednak miał okazję cofnąć dłoń, rówieśnik pociągnął go za sobą; dopiero w tym momencie wzrok cyborga padł na dwie kobiety siedzące na ławce. Zajęło mu to kilka sekund, ale w końcu rozpoznał w jednej z nich Scarlet Witch, nawet bez charakterystycznego stroju i czerwieni, wciąż pozostawała na tyle specyficzna w całym swym jestestwie... I oczywiście burza włosów, nieomylna. Natomiast nie miał najmniejszego pojęcia kim była druga kobieta. Najprościej było założyć, że była to inna bohaterka, zamaskowana, stąd jej twarz nic mu nie mówiła. Oczywiście nie musiała to być prawda, równie dobrze mogła to być znajoma czy przyjaciółka nie zamieszana w sprawy herosów.
Gdy się przemieszczali wciąż czuł na sobie spojrzenia niektórych osób, na szczęście dość szybko wrócili do swoich zajęć, raczej przyzwyczajeni do pojawiania się nietypowych postaci, nawet na środku parku... A tak długo jak żadnej z nich nie wykazał się agresją, raczej zignorują ich obecność, zapomną o niej. Tak, właśnie w to zamierzał wierzyć, dopóki nie usłyszy zbliżających się syren radiowozu, bo, przecież nie zrobili nic złego. Więc tak, zdecydowanie nie ma się czym przejmować.
Mówienie także zostawił chłopakowi, sam nie miał nic o dodania, zbyt sceptycznie nastawiony do tego wszystkiego. Był to plan Billy'ego i pozwoli mu go realizować tak jak miał na to ochotę, sam jedynie poczeka na efekty, czasem może w czymś pomoże, jeśli będzie to wymagane czy mile widziane. Po prostu... Będzie lepiej, jeśli Billy zajmie się rozmową, wie co ma mówić. Chyba, względnie...
Kolejna próba cofnięcia ręki również skończyła się fiaskiem, moment, który wybrał, był tym gdy czarodziej zacisnął palce na jego dłoni. Wyczuwając zdenerwowanie i niepewność w tym małym geście, przeklął się cicho w myślach, westchnął, i zostawił już tak ich ręce; skoro dzięki temu chłopak czuł się lepiej, to nie chciał mu odmówić tego komfortu, nawet jeżeli sam czuł się z tym nieco nieswojo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman



Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Sob Mar 26, 2016 7:24 pm

Może Jess tak, ale userka aż tak dobrze nie zna się na tych wszystkich relacjach.

Musiała się więc zadowolić tym co otrzymała. Westchnęła tylko cicho rozumiejąc, że nic więcej nie osiągnie. Sączyła powoli swoją kawę, ale nie miało to już dla niej żadnego sensu. Wiedziała, że przyjaciółkę coś gryzie, ale jednak nie potrafiła na to zaradzić. Nijak. Szukała więc jakiegoś sposobu, by zmienić temat, ale Szkarłatna sama dała jej inny temat.
- Nie mam pojęcia Wando. Ledwo zauważyłam jak znikł. Może dostał wezwanie od TARCZY, albo Avengersów?- to zawsze było jakieś wyjaśnienie. A co do samego Pietro, który nawet nie miał chwili by pożegnać się z siostrą... aż się w niej zagotowało. Czy on nie widział co teraz działo się z Wandą? I że nie jest to nic dobrego? Do cholery był jej bratem, jak mógł oślepnąć na coś aż tak ważnego? Była tak przejęta własnymi myślami, że incydent z dzieckiem umknął jej uwadze. A z resztą Spider Woman nie do końca przepadała za dziećmi.

Ale nie mogła się długo powściekać na nieodpowiedzialnego brata Scarlet Whitch, bo nagle pojawiła się dwójka, tak naprawdę chłopców. Obaj podeszli do nich z nietęgimi minami, co nie wróżyło niczego dobrego. W myślach starała się jakoś obu skojarzyć ale nie potrafiła. To było jeszcze bardziej niepokojące.
- Co się dzieje?- zmarszczyła brwi i spojrzała na Wandę- Co ta stara puszka znowu nawyprawiała?- dodała jeszcze dodatkowo bo nie mogła nie skojarzyć Iron Mana, nawet jeśli tylko z imienia. Choć w sumie nie jednemu psu Burek na imię, aaale nie wynikajmy w to aż tak głęboko. I cóż, Jess mogła się tylko cieszyć, że nie została rozpoznana zważywszy, że w świecie Marvela "tajna tożsamość" w większość jest tylko ładnym eufenizmem.
// przepraszam że tak późno, ale po prostu mi umknęło gdzieś//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan



Liczba postów : 247
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Pon Kwi 11, 2016 8:56 am

Skupiony na swoim zadaniu Billy przestał nawet zwracać uwagę na gapiów, którzy kręcili się po parku. Był to zresztą po części wynik jego świadomego działania, gdyż chłopak umyślnie nie patrzył w kierunku wszystkich tych ludzi, zamiast tego utrzymując wzrok stale na swoich rozmówczyniach, z naciskiem na Scarlet Witch. Tak było mu łatwiej, nawet jeżeli przez cały czas miał wrażenie, że szalejące ze stresu serce zaraz przebije mu się przez żebra i wyskoczy z klatki piersiowej na zewnątrz. Czuł na sobie spojrzenia, lecz powtarzał sobie w duchu, że to nic, że tylko mu się wydaje - i równocześnie czerpał komfort z kontaktu fizycznego, który przez cały ten czas utrzymywał z Victorem.
Tak, to ostatnie pomagało mu jeszcze bardziej od spoglądania tylko i wyłącznie na obie kobiety. Pomijając nawet wszystko inne - w tym rosnące zainteresowanie Kaplana jego rówieśnikiem czy fakt, że w sporej mierze działał właśnie z jego powodu, w związku z czym Latynos poniekąd stanowił jego motywację - to świadomość, iż nie był z tym sam, sprawiała wręcz cuda, szczególnie na polach pewności siebie oraz zdecydowania... Choć odrobinę niepokoiło go milczenie Victora. Rozumiał je, oczywiście, bo w końcu deklarował się, że osobiście załatwi tę sprawę, a jednak... A jednak czuł się z tym trochę dziwnie.
Mimo to w tej chwili najważniejsze było coś innego, a mianowicie reakcja Scarlet Witch oraz jej wciąż jeszcze bezimiennej towarzyszki... Właściwie to głównie tej ostatniej. Kiedy kobieta przemówiła, Billy od razu przeniósł na nią swój wzrok, a uścisk w jego klatce piersiowej nieco zelżał, jak gdyby ktoś poluzował trochę supeł zaplątany w jego wnętrzu.
To chyba był dobry znak, prawda? W końcu nie zostali z góry spławieni, tylko zapytani o szczegóły problemu - być może jedynie przez to, że wspomniał o Iron Manie, ale nawet jeśli... Najważniejsze to przecież zdobycie zainteresowania - z nim zaś można już było działać, tak? Byle teraz tego nie zepsuć.
Nastolatkowi nie umknął również fakt, iż kobieta bez problemu zrozumiała o kim mówił - co świadczyłoby na korzyść teorii, iż rzeczywiście była jedną z bohaterek, najpewniej nawet Avengers lub ich przyjaciół. Nie chciał się teraz zajmować zgadywaniem jej tożsamości, koniec końców miał ważniejsze kwestie na głowie, jednakże jego umysł sam automatycznie wskoczył na ten tor. Długie, czarne włosy stanowiły pewną wskazówkę, lecz w gruncie rzeczy niewielką, ubiór raczej niczego nie sugerował... Był za to pewien maski i na podstawie wcześniejszych spostrzeżeń ostrożnie zakładał, że zakrywała ona zwykle górną część twarzy kobiety. To wszystko razem mocno zawężało już pole poszukiwań i wiodło Kaplana prosto do oczywistego - jak dla oddanego fana bohaterów - wniosku, iż miał właśnie do czynienia z nikim innym, jak ze Spider Woman... Być może. Prawdopodobnie. Tym razem jego serce zabiło mocniej z ekscytacji, a nie stresu - nim przypomniał sobie, że teraz czekają go dokładniejsze wyjaśnienia.
- Nic. To znaczy, poza grzebaniem w tajnych danych należących do Tarczy, ale odniosłem wrażenie, że to akurat hobby... - nie zdążył ugryźć się w język i prawdę mówiąc nie był pewien tego, jak obie jego rozmówczynie zareagują na tę uwagę, więc postanowił po prostu nie dać im ku temu okazji. W związku z tym od razu odezwał się ponownie, zwiększając tempo, przemawiając szybciej... I w końcu przechodząc już do konkretów.
- To naprawdę nie jest najlepsze miejsce do dyskusji, ale nie wiem ile mamy na nią w ogóle czasu... I na pewno nie możemy rozmawiać w Wieży, bo to z niej ostatnio zgarnęli nas agenci, a obecnie wolelibyśmy uniknąć z nimi wszelkich kontaktów. Nie wiem co dokładnie planują, ale to zdecydowanie nic dobrego. Jeżeli mi pozwolicie, zabiorę nas wszystkich gdzieś, gdzie nie będą nas mogli tak łatwo namierzyć i podsłuchać... - zaoferował, po czym zerknął ku Victorowi, dopatrując się na jego twarzy oznak... Czegokolwiek. Aprobaty lub wręcz przeciwnie. Czegoś, co powiedziałoby mu jak mu idzie.

// Myślę, że możemy zrobić przynajmniej tę jedną kolejkę bez mamy... A potem będziemy się martwić co dalej, co Wy na to?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman



Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Pią Kwi 22, 2016 7:19 pm

Patrzyła na tą absurdalną dwójkę rozmyślając bardzo mocno, czego właściwie była świadkiem. Brzmiało to tak absurdalnie, a zarazem komicznie, że nie mogła nie unieść brwi w zdziwieniu. No, ale cóż takie życie superbohatera. Szczególnie, ze obaj chłopcy wydawali się... przejęci. Przynajmniej na ocenę Jessici. Czyli nie mogło być zbyt wesoło. A jakby nie patrzeć jej psim obowiązkiem było pomóc bezbr... chwila, ten dzieciak umie w teleporty. Nie był bezbronnym maluszkiem. Coś się za nimi kryło, choć kobieta jeszcze nie była pewna co.
- Więc jesteś jakoś powiązany z TARCZĄ?- ale z drugiej strony, to przecież tylko dzieci. Z mocą Wandy i jej własnymi zdolnościami rozgromią każdego przeciwnika... w założeniu. Inaczej czeka ich kiepski koniec.
- Czego ta młodzież nie wymyśli...- westchnęła tylko unosząc rękę do twarzy i zabierając wredny kosmyk ze swojej twarzy. Niemniej, obaj prosili tylko o to by zostać wysłuchanym. No, tego im nie odmówi. Głównie dlatego, że byłoby to z jej strony podłe. A przecież każdy zasługuje na to by móc się bronić, choćby nie wiem jak wielkim zbrodniarzem był. Spider Woman coś o tym wiedziała. Na chwilę wróciło wspomnienie Hydry, ale potrząsnęła tylko głową.
- Jestem za, skoro tak bardzo przerażają was przestrzenie publiczne i agenci.- spojrzała na Scarlet. W końcu... to tylko dwójka dzieciaków. Uzdolnionych pewnie, ale tylko dzieciaków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan



Liczba postów : 247
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Pią Kwi 22, 2016 10:04 pm

Kiedy domniemana Spider Woman znów się odezwała, spojrzenie Billy'ego natychmiast opuściło oblicze Victora i ponownie powędrowało właśnie ku niej... Lecz gdy tylko do chłopaka dotarł sens jej słów, jego wzrok instynktownie opadł ku ziemi. Nie miał zamiaru odpowiadać na to pytanie na głos - a mimo to jego zachowanie wyraźnie i dobitnie świadczyło o tym, że owszem, był "jakoś powiązany z Tarczą" i zdecydowanie nie czuł się z tego powodu dumny. Ani trochę. Pewnie powinien się wytłumaczyć - ale tak naprawdę wiązałoby się to z tematem, o którym tak czy siak planował zaraz opowiedzieć, tyle że... Nie tutaj. Nie przy tylu świadkach, którzy tak łatwo mogliby ich podsłuchać.
Widoczne zakłopotanie, ba, wręcz zawstydzenie nastolatka ustąpiło jednak miejsca zgoła odmiennemu uczuciu, gdy być-może-Spider-Woman skomentowała ich "misję"... A właściwie głównie jego misję, skoro Victor nie był jej nawet przychylny, ani nie wierzył w jej sukces. "Czego to młodzież nie wymyśli", tak? Pewnie mogło być gorzej, bo przynajmniej kobieta nie nazwała ich dziećmi, lecz nie mniej jednak... Ani trochę się to Kaplanowi nie spodobało. Jasne, w pewnym sensie rozumiał dlaczego nie był brany na poważnie, tyle że nie sprawiało to od razu, że takie traktowanie nie bolało, nie godziło w jego dumę... Nie rozpalało w głębi jego duszy gorących iskierek złości, które na szczęście nie były silniejsze od poczucia obowiązku. Miał przecież zadanie do wykonania. To było w tym momencie najistotniejsze, a jeżeli przy okazji mógł udowodnić, że młodzież wcale sobie czegoś nie wymyśliła, tylko przybyła z poważnym problemem... To skłamałby mówiąc, że ta wizja nie przynosiła mu pewnej satysfakcji.
Brunetka - dalej nazywana już roboczo Spider Woman, gdyż Billy'ego zmęczyło podświadome dociekanie czy rzeczywiście miał rację odnośnie jej tożsamości, kiedy i tak wszystko coraz bardziej na to wskazywało - wyraziła zgodę na teleportację... I to było najważniejsze. Właściwie to przystała na propozycję przeniesienia się w inne miejsce, ale przecież musiała się domyślać co to oznacza, prawda? Widziała sposób, w jaki chłopcy się tutaj dostali... Więc Kaplan czuł się w pełni usprawiedliwiony. Tym bardziej, że tekst dotyczący strachu przed przestrzenią publiczną i agentami również nie przypadł mu do gustu... A cicha zemsta wcale nie była poniżej jego godności. Może i tak naprawdę wolałby być lepszym człowiekiem i tak dalej, ale tego nie mógł sobie odpuścić.
- Drżę z ich powodu - skomentował dość suchym i cichym tonem, a w następnej chwili zacisnął już ponownie palce na dłoni Latynosa, na której to uchwyt w międzyczasie zdążył trochę poluzować. Tym razem nie szukał w tym kontakcie komfortu, lecz raczej starał się go przekazać Victorowi... Wraz z niemym ostrzeżeniem, że zaraz czeka ich kolejna podróż w ciemno.
Dlaczego w ciemno? Bo Billy co prawda mógłby zabrać całą ich grupkę z powrotem do schronu albo... Albo chyba w dowolne inne miejsce, jakie tylko przyszłoby mu teraz do głowy, choć nie miał jeszcze okazji tego sprawdzić... Ale jednak w dziwny sposób czuł się bezpieczniej, gdy pozwalał swoim mocom samym zadecydować. W głębi ducha wciąż pamiętał o swoich początkowych obawach związanych z tą metodą podróżowania - o wizjach wylądowania na dnie morza i tak dalej - lecz najwyraźniej określając dokładnie czego chciał zyskiwał pewność, że to otrzyma.
Zakątek, w którym Tarcza nie będzie mogła ich znaleźć albo podsłuchać... Gdzie nikt im nie przeszkodzi, nie wtrąci się, nie pokrzyżuje planów. Odosobniony, ale jednocześnie bezpieczny, najlepiej w jakiś sposób ukryty przed resztą świata... Ale zarazem w miarę możliwości położony stosunkowo niedaleko od Nowego Jorku - na wypadek, gdyby kobiety chciały potem wrócić o własnych siłach. Skupiając się na tych wymaganiach, Kaplan zaczął powtarzać formułkę, która nie oddawała może ich wszystkich... Ale przecież chłopak wiedział już, że nie musiała, bo jego teleportacyjne zdolności i tak reagowały nie tylko na słowa, ale i na myśli, zresztą nie tylko te świadome.
- Zabierz nas w bezpieczne miejsce, zabierz nas w bezpieczne miejsce, zabierz naswbezpiecznemiejscezabierznas... - jego ciało znów zaczęło emanować błękitną energią, początkowo głównie z oczu i rąk, lecz wkrótce potem już z całej powierzchni... Aura ta otoczyła całą czwórkę, wypełniając najbliższą okolicę zapachem ozonu i na moment niemalże oślepiając zebranych. Nie potrwało długo, nim zniknęła, zabierając ze sobą zarówno nastolatków, jak i obie bohaterki.

Z/t dla wszystkich i zacznę w następnym temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spectrum



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 16/06/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Sro Cze 29, 2016 6:09 pm

Od jakiegoś czasu nie zajmowała się tego typu sprawami niemal całkowicie poświęcając się swojemu drugiemu życiu. Tym razem jednak nie miała sumienia, by odmówić, gdy zgłosił się do niej były partner z policji. Poinformował ją o dziwnych, nieoznakowanych ładunkach przypływających w regularnych odstępach czasu z różnych miejsc Stanów Zjednoczonych do portu w Nowym Orleanie. W portowych dokumentach nigdzie nie można było znaleźć żadnej wzmianki o takich transportach, a same kontenery dość szybko znikały z miejsc rozładunku. Jakiś czas temu postanowiła przyjrzeć się temu procederowi. Minęło kilka dni, gdy nadarzyła się okazja, by przyjrzeć się jednemu z niezarejestrowanych statków wpływających do portu. Korzystając z osłony nocy i swoich mocy dostała się na jego pokład chcąc bliżej przyjrzeć się przewożonemu towarowi. Okręt pełen był jednak załogi, która ewidentnie miała wojskowe wyszkolenie. W jeszcze większe zdumienie wprowadziły ją jednak pozostałe zabezpieczenia, którymi strzeżone były kontenery. Nie były tanie, ani łatwo dostępne. Wiedziała, że nikt nie trudziłby się aż tak bardzo, gdyby chciał przewieźć owoce, czy meble. Nie… Coś jest na rzeczy i Monica chciała się dowiedzieć co. Nie chciała ryzykować wykrycia, gdyż mogłoby to narazić jej śledztwo, więc spokojnie wycofała się. Nie trwało to długo nim wpadła na trop człowieka będącego pośrednikiem podczas kolejnych transportów pochodzących z Nowego Jorku.
Nie mając innych śladów, postanowiła udać się do NY licząc, że mężczyzna ten doprowadzi ją w jakiś sposób do swoich mocodawców lub przynajmniej nakieruje ją na przewożony ładunek lub kogoś kto może coś na ten temat wiedzieć. Trzeci dzień niemal nie spuszczała go z oka, podążając za nim niczym cień. Do tej pory nic się jednak nie wydarzyło. Nie otrzymał żadnej wiadomości, nie spotkał się z nikim podejrzanym, a w domu prowadzi zwykłe, codzienne życie. Przynajmniej tyle widziała. Tak ja w poprzednich dniach, tak i tym razem w okolicach południa udał się do parku Washington Square, gdzie codziennie toczył mniej lub bardziej udane szachowe pojedynki z przypadkowymi ludźmi. Monica miała przeczucie, że niedługo coś się stanie i jej śledztwo wreszcie ruszy z miejsca. Zajęła miejsce przy jednym z wolnych stolików z szachownicą i obserwowała. Coś jej umykało, ale jeszcze nie potrafiła tego dostrzec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Melyonem Morningstar



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 14/02/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Sob Lip 02, 2016 4:24 pm

Kolejne miejsce i kolejne szkice. Od ostatniej przygody w życiu Melyonem ponownie zagościła monotonia. W końcu nie udało jej się pojechać do domu dziadka, studia i praca skutecznie jej to uniemożliwiły, w skutek tego już prawie zapomniała co miała sprawdzić.
Od dłuższej chwili opierała się gdzieś na przeciwko miejsc do grania w szachy i zawzięcie szkicowała siedzących tam szachistów i ich przeciwników. To chyba jedyne osoby które pozostawały względnie w miejscu i nie ruchomo by móc odwzorować ich wystarczająco dokładnie na szkicach.
Cały czas stała oparta w dosyć ciekawy i nieco dziwaczny sposób, oparta swoimi skromnymi czterema literami o barierkę, zaparta jedną nogą o ziemię, druga zaś zgięta w kolanie i oparta o niższy szczebelek płotka tak by mogła oprzeć na nim szkicownik. Kilka ołówków było założonych za oboje z jej uszu, gumkę w sztyfcie trzymała w ustach. Pochylona nad własnym kolanem co jakiś czas lekko unosi głowę łypiąc na pierwowzory swoich rysunków. Jeden z kosmyków zsunął się i zaczął dyndać tuż przy nosie dziewczyny.
Kilka ostatnich pociągnięć, lekkie skrzywienie, zawsze coś jest trochę nie tak. Przerzuciła stronę w notatniku i zaczęła rysować kolejną osobę, nowo przybyłą kobiecą twarz. Zamaszyste płynne ruchy ręki i po chwili, gdyby ktoś spojrzał jej przez ramię dostrzegłby powoli pojawiający się pierwszy szkic nowej, kolejnej twarzy w szkicowniku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Cole



Liczba postów : 25
Data dołączenia : 03/05/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Nie Lip 03, 2016 9:25 am

Misja. No dobra, może to trochę za dużo powiedziane. W każdym razie SHIELD wysłało ją w teren. Nie zdarzało się to często, biorąc pod uwagę, że Emma dopiero przechodziła szkolenie. Czasami gdzieś tam ją wysyłali, były to jednak pomniejsze sprawy, którymi doświadczeni agenci nie mogli się zająć. Pełne ręce roboty.
Emma miała nawiązać kontakt z kobietą o pseudonimie Spectrum. Według wywiadu TARCZY była na tropie mężczyzny powiązanego z tajemniczymi transportami. Gruba ryba wśród płotek, ale mógł zaprowadzić ich dalej. Wszystkie dane wskazywały na możliwą współpracę z różnymi grupami terrorystycznymi, nawet tymi największymi. A w takim przypadku każda pomoc była przydatna. W końcu mieli wspólny cel.
Dotarła do Washington Square Park, gdzie rzekomo miała przebywać kobieta. Powinna ją bez trudu znaleźć, miała dość dokładny opis.
Chodziła po parku dobre dwadzieścia minut. Nejt oczywiście pomagał. Swoją drogą był wyjątkowo grzeczny. Widać dotarło do niego po ostatnim razie. Albo po prostu wziął zadanie na poważnie.
W końcu dostrzegła swój cel. Kobieta siedziała przy jednym z szachowych stolików.
-Okej... -wzięła wdech. -Po prostu... podejdź i zacznij rozmowę. A dopiero potem przejdź do rzeczy. -siedziała przy grze, więc był to dobry pretekst. Co prawda Emma nie była dobra w szachy, ale...
-Hej. -przywitała się. -Można? -spytała, pokazując szachownicę. -W sensie, czy zagramy? -było to dość bezpośrednie podejście, może nie do końca godne agenta... Z drugiej jednak strony Emma jeszcze nim nie była. I nie miała być, więc...

//Mam nadzieję, że może być. Jakby coś się nie zgadzało z Twoją wizją (głównie, jeśli chodzi o tożsamość Twojej postaci), to pisz, poprawię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spectrum



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 16/06/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Wto Lip 05, 2016 6:25 pm

Czego nie dostrzega?, zastanawiała się obserwując szachowe poczynania mężczyzny. Przychodził tu regularnie, czyli albo aż tak lubił grać, albo podczas takich potyczek w jakiś sposób wymienia informacje, dostaje lub przekazuje rozkazy od swoich mocodawców. Zaczynała powątpiewać, czy on aby na pewno ma coś wspólnego z całą tą sprawą. Głośno westchnęła spuszczając lekko głowę. Rozejrzała się po okolicy. Może ktoś inny również go obserwował? Mogli w jakiś sposób rozpoznać Monicę, dlatego powstrzymują się od kontaktu… Nikt jednak specjalnie nie wyróżniał się z tłumu. Właściwie, to mieszkając w USA trzeba się naprawdę postarać, by ktoś dostrzegł cię pośród tych wielkich, obecnych wszędzie mas ludzi. Na chwilę zatrzymała się na młodej dziewczynie. Jak ona tak może?, pomyślała widząc dość dziwną pozycję, którą przyjęła. Musiała być strasznie nie wygoda, ale dziewczyna wyglądała tak jakby wcale się tym nie przejmowała. Choć siedziała od niej w jakiejś odległości Monica widziała płynne ruchy jej dłoni. Artystka? Być może…
Chciała już wrócić do obserwacji celu, gdy wyrosła przed nią kolejna młoda osoba. Monica szybko zlustrowała ją wzrokiem. Wyglądała dość zwyczajnie. Niska, szczupła, stwierdziłaby nawet, że całkiem ładna. Nie specjalnie miała ochotę na grę w szachy, ale czego mogła się spodziewać zajmując miejsce przy jednym ze stolików. Spojrzała na zegarek. Zbliżała się godzina 13. Przeważnie kończył i udawał się w drogę powrotną do domu około 14, więc mimo wszystko miała jeszcze trochę czasu. Nic się chyba nie stanie, gdy zagra z dziewczyną. Kątem oka będzie mogła przecież pilnować mężczyzny.
- Tak, siadaj. Taki jest chyba cel tego miejsca, prawda? – odpowiedziała na zadane przez nią pytanie. – Czarne, czy białe? – spytała wskazując na rozłożone na szachownicy figurki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Cole



Liczba postów : 25
Data dołączenia : 03/05/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Wto Lip 12, 2016 7:51 pm

Usiadła z lekkim uśmiechem, aczkolwiek bez nadmiernej ekscytacji.
-Niech będą czarne. -wybrała, pozwalając kobiecie zacząć. Bo białe zaczynały, prawda? Trochę to rasistowskie...
Kiedy dziewczyny przygotowywały się do gry, Nejt lewitował sobie koło ich celu, próbując wychwycić ewentualne rozmowy czy przekaz danych w jakkolwiek innej formie. Emma miała tylko nadzieję, że coś mu nie dowali i nie zacznie wywracać im szachów...
Zastanawiała się, czy powinna poruszyć temat misji teraz, czy może trochę później. Przygryzła wargę. Hm, chyba jednak lepiej później. Ale nie za późno. Tak... ze trzy tury. Tak, tak powinno być dobrze. Chociaż czy to w ogóle miało jakieś znaczenie?

//Można rozpisać szachownice na kartce i korzystając z tych współrzędnych rzeczywiście rozegrać partyjkę :D


Ostatnio zmieniony przez Emma Cole dnia Sro Sie 10, 2016 1:57 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spectrum



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 16/06/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Sro Lip 20, 2016 7:16 pm

Nie zanosiło się na to, by sytuacja przy stole obserwowanego mężczyzny miała się w krótkim czasie odmienić. Nie było więc większych przeciwskazań do stoczenia szybkiego pojedynku z przybyłą dziewczyną. Co jakiś czas planowała jednak zerkać w tamtą stronę i w razie czego ruszyć do akcji.
Skinęła głową na odpowiedź towarzyszki i rozstawiła po swojej stronie szachownicy białe figurki, poczekała aż rywalka zrobi to samo. Coś ją dręczyło. Jej wzrok był wyczulony na wszelkiego typu dziwne zachowania, a dziewczyna wydawała się nieco spięta. Przez długi czas pracowała w policji i robiłaby to dalej, gdyby miała na to czas. Jej nowa praca momentami jest bardzo czasochłonna i coraz trudniej było jej tłumaczyć się swoim przełożonym z kolejnych nieobecności, czy nagłych zniknięć w ciągu godzin pracy. Z tego powodu zrezygnowała. Czasami, gdy miała jakiś luźniejszy okres „dorabiała” jako konsultant lub prywatny detektyw. Choć straciła nieco ten pazur, który wcześniej z łatwością pozwalał jej rozwiązywać nawet najtrudniejsze sprawy, to z czytaniem ludzi nadal radziła sobie dobrze. Przynajmniej na tyle, by wiedzieć kiedy ktoś stara się coś ukryć.
- Skąd jesteś? – spytała sięgając dłonią ku szachownicy. Chwyciła skoczka stojącego na B1 i przestawiła na pole C3. - Nie potrafię przypisać twojego akcentu do konkretnego miejsca. – odpowiedź na zadane przez nią pytanie nie bardzo ją obchodziła. Bardziej ciekawiło jak zareaguje jej rozmówczyni. Co uda jej się odczytać z jej mowy ciała.



// Parę tur rzeczywiście można rozegrać. Cała partia potrwałaby za długo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Cole



Liczba postów : 25
Data dołączenia : 03/05/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Nie Lip 24, 2016 10:02 am

Również rozstawiła swoją część figur i czekała na pierwszy ruch kobiety. Nejt co chwila raportował, co dzieje się przy stoliku kilkanaście metrów dalej, ale nie było to nic ciekawego. W końcu mężczyźni grali w szachy... A jedyne słowa, jakie padały z ich ust to 'mhm', 'dobry ruch' i tym podobne.
-Hm? -spojrzała na kobietę. -Ach, jestem stąd. Znaczy z Nowego Jorku. -w jej głosie słychać było lekkie napięcie. Ktoś inny mógłby na to nie zwrócić specjalnie uwagi, ale ktoś z doświadczeniem policyjnym i detektywistycznym jak Spectrum na pewno to wyłapie. -A Ty? -spytała, żeby podtrzymać rozmowę, przenosząc wzrok na szachownice i przesuwając piosnek z H7 na H5.


Ostatnio zmieniony przez Emma Cole dnia Sro Sie 10, 2016 1:51 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spectrum



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 16/06/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Pon Lip 25, 2016 3:37 pm

Tak jak się spodziewała… Dziewczyna jest lekko zestresowana, co wyraźnie dało się usłyszeć w jej głosie. Ale dlaczego? Czy tak reagowałby ktoś kto przyszedł tu zagrać z kimś w szachy? Prawdopodobnie nie. Z doświadczenia wiedziała, że za takim zachowanie zawsze coś się skrywa. Choć wie też, że to mimo wszystko wcale nie musi niczego oznaczać. Ukradkiem zaczęła bardziej przyglądać się siedzącej naprzeciwko osobie.
- Nie powiedziałabym, że jesteś z Nowego Jorku. Chyba straciłam gdzieś swój dobry słuch, że tego nie usłyszałam. – stwierdziła, po czym krótko odpowiedziała na kontrpytanie. – Luizjana. - gdy dziewczyna wykonała swój ruch, nie czekała długo ze swoim i po chwili pion z F2 znalazł się na polu F3. – Od dawna grasz? – spróbuje podtrzymać rozmowę. Może uda jej się wyłapać coś co pomoże jej ustalić, czy ma do czynienia z przypadkowym przechodniem, czy z kimś więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Cole



Liczba postów : 25
Data dołączenia : 03/05/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Nie Lip 31, 2016 6:39 pm

-Moi rodzice byli z drugiego wybrzeża. -było to oczywiście kłamstwo. No, częściowo. Swoich rodziców Emma nie znała, od najmłodszych lat zajmowali się nią naukowcy w instytucie.  Ale byli dla niej jak rodzice. Nie był to jeden z tych instytutów, o których piszą w książkach, gdzie źli ludzie traktują mutantów jak zwierzęta, trzymają je w klatkach, pobierają próbki i przeprowadzają bolesne i nieludzkie testy. Tam miała nawet swój prywatny pokój. No, prawie, bo znajdowały się w nim kamery. Ale wciąż był to pokój, a nie cela. No, a jeden z dwóch naukowców przypisanych bezpośrednio do niej i tylko do niej był właśnie z zachodniego wybrzeża. Więc faktycznie mogła od niego nabyć trochę akcentu.
-Nie. Znaczy, od dawna umiem, ale gram sporadycznie. -odpowiedziała. Tym razem była to prawda. Często grywała z Nejtem w planszówki. Może nie ostatnio, ale wcześniej, jak byli młodsi.  
Normalnie zerknęłaby ukradkiem na stolik ze swoim śledzonym, ale Nejt sprawował tam pieczę, więc nie musiała. Ale musiała się przed tym powstrzymywać.
Jeśli zaś chodzi o szachy, to przesunęła wierzę z H8 na H6.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spectrum



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 16/06/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Sro Sie 03, 2016 7:30 pm

- Dobrze. Przestańmy owijać w bawełnę. – rzekła stanowczym tonem. Nie wyglądało na to, by dziewczyna kłamała lub w jakiś dziwny sposób się zachowywała, ale Monice coś w tym wszystkim nie grało. To, że się do niej dosiadła nie może być dziełem przypadku. Nie wierzyła w dzieła przypadku, i teraz nie miało się nagle zmienić. Pora zastosować jeden z często spotykanych w policji manewrów.  – SHIELD? Hydra? Któraś z agencji rządowych? – miała dość tej krótkiej gierki. Ktokolwiek, by jej nie przysłał był chyba całkowicie zdesperowany. Wątpliwym było, by dziewczyna zdołała już skończyć swoje szkolenie, a co dopiero być na samodzielnym zadaniu. No chyba, że zaczęła wyjątkowo wcześnie oraz była bardzo uzdolniona, a i takie przypadki przecież się zdałały. – Nawet nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. – jak gdyby nigdy nic przesunęła pion z B2 na B4, po czym spojrzała prosto w oczy siedzącej naprzeciwko dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Cole



Liczba postów : 25
Data dołączenia : 03/05/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Sob Sie 20, 2016 5:29 pm

Spojrzała na nią, nieco zbita z tropu. Nie zdążyła jednak o nic spytać, jak z ust kobiety wypłynęły kolejne słowa. Patrzyła na nią zaskoczona. Aż tak słabo jej idzie? Nie skończyła szkolenia, ale bez przesady. A może jednak? Już chciała się wyprzeć, ale kobieta ponownie ja uprzedziła. Ech... No cóż, tak czy siak chciała się potem ujawnić, więc co za różnica. Najważniejsze teraz, żeby cel się nie zorientował.
-SHIELD. -odparła cicho, ale tak, żeby Spectrum była w stanie usłyszeć odpowiedź. W je głosie i tak było czuć lekki zawód, spowodowany przedwczesnym zdemaskowaniem. -Miałam się z Tobą skontaktować w sprawie Twojego celu. TARCZA też się nim interesuje, podejrzewają, że to część czegoś większego. -przestawiła pionek z D2 na D3, chociaż nie poświęcała już uwagi grze. Teraz miała ona na celu tylko zachować pozory. -To taka propozycja współpracy. Po co prowadzić dwa osobne śledztwa, jak można jedno wspólnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spectrum



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 16/06/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Sro Sie 24, 2016 6:29 pm

- Skąd w ogóle wiecie o tym co robię? To jest raczej osobiste zlecenie. – nie podobało jej się to, że SHIELD wie na temat tego czym się zajmuje. Starała się działać ostrożnie, ale chyba musiała gdzieś popełnić błąd. A skoro TARCZA potrafiła ją wykryć i odnaleźć, równie dobrze mogą zrobić to też ci których próbuje wyśledzić, czyli z jej śledztwa chwilowo mogą być nici. Może właśnie dlatego od jakiegoś czasu nie może dowiedzieć się czegoś więcej. – Poza tym, skoro wam się udało to wykryć, to mogli to już zrobić inni. A to oznacza, że może nie być już żadnego dochodzenia. No i kolejna sprawa. Dlaczego wysłali akurat ciebie? Nie wyglądasz mi na doświadczoną agentkę, częściowo zdradziło cię twoje zachowanie. Z kimś innym poszłoby ci lepiej. – może nie brali jej całkiem poważnie, byli tak zajęci innymi zadaniami, że nie mieli pod ręką nikogo innego lub sami mieli coś do ukrycia. Wiele zdążyła już w życiu zobaczyć i wiedziała, że żadnej z opcji nie można od razu odrzucać. – Chcecie wymiany informacji i wspólnego śledztwa? Powiedz szefom, żeby któryś z nich spotkał się ze mną osobiście. – jeśli już miała z kimś rozmawiać, to niech to będzie chociaż ktoś doświadczony, kto miał jakiekolwiek pojęcie o pracy w terenie. Przez cały zachowywała się i rozmawiała spokojnie. Gra straciła dla niej choćby minimalne znaczenie, dlatego też nie wykonała swojego kolejnego ruchu. Dla zachowania pozorów wpatrywała się tylko w szachownicę, niby rozmyślając nad tym co zrobić dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Melyonem Morningstar



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 14/02/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Sob Sie 27, 2016 6:25 pm

Z lekkim westchnieniem Mel odłożyła ołówek na złączeniu kartek w szkicowniku i zamknęła go, następni wrzuciła go do torby, tak samo jak pozostałe sprzęty do rysowania.
Całkiem spokojnie podeszła do grających przy jednym ze stolików dwóch kobiet.
- Bardzo przepraszam czy mogłabym chwilkę paniom przeszkodzić?
Zapytała cicho aczkolwiek słyszalnie. Czuła się nieco zawstydzona i było to zdecydowanie widoczne w jej postawie i mimice twarzy.
W tym czasie jej cienisty przyjaciel stanął nieopodal, a raczej usiadł na stoliku przy którym grało dwóch mężczyzn po czym tajemniczo się uśmiechnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spectrum



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 16/06/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Pon Wrz 12, 2016 3:19 pm

Oczekiwanie na odpowiedź dziewczyny przedłużało się. Pewnie musiała lepiej zastanowić się nad tym jak postąpić, zwłaszcza iż wyglądało na to, że nie miała żadnego doświadczenia operacyjnego. Doprawdy niewiarygodne, że SHIELD zdecydowało się wysłać kogoś takiego. Widać sprawa nie była dla nich tak istotna, jak z początku mogłoby się wydawać. Wtedy przy zajmowanym przez nie stoliku pojawił się ktoś jeszcze. Monica natychmiast rozpoznała w tej osobie artystkę, którą dostrzegła gdy tu przybyła. Malowała coś przyjmując niebywale dziwną pozycję.
- O co chodzi? – w jej głosie słychać było irytację i zdenerwowanie. Nie miało to nic wspólnego z przybyciem kolejnej osoby, bardziej z przedłużającym się oczekiwaniem na reakcję młodej agentki, tego jednak dziewczyna wiedzieć nie mogła. Po chwili jednak zreflektowała się, że nie było to najprzyjemniejsze przywitanie na które było ją stać. Wszakże świeżo przybyła panna jeszcze niczym jej nie zawiniła. – Przepraszam, zły dzień. W czym możemy ci pomóc? – spytała już zdecydowanie łagodniejszym i przyjaźniejszym tonem.




///// Mel -> Przepraszam za taki zastój, ale przez dłuższy czas czekałem na jakiś odzew od Emmy, a później (nie mogąc się doczekać żadnej wiadomości) zapomniałem, że tu zalegam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Wto Wrz 27, 2016 4:06 pm

Wysoko na niebie - nie tylko ponad gałęziami drzew, ale i nad dachami pobliskich budynków - pojawił się nagle srebrzysty punkt. Niestety odległość uniemożliwiała dokładne ocenienie jego rozmiarów, a wyjątkowa prędkość, z którą się poruszał, skutecznie maskowała jego kształty, przemieniając go po prostu w smugę... Przemykającą szybko nad parkiem - i wkrótce potem znikającą z zasięgu wzroku, co przyspieszyła jeszcze obecność koron drzew.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Melyonem Morningstar



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 14/02/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Sro Wrz 28, 2016 3:35 pm

Słysząc ton jakim została zadana prośba o dalsze wyjaśnienia czarnowłosa cofnęła się o pół kroku zastanawiając się nad tym czy nie powinna jednak zrezygnować i dać sobie spokój. Gdy jednak okazało się że rozgoryczenie nie było skierowane w jej stronę odchrząknęła lekko i w końcu zapytała.
- Chciałam tylko zapytać czy nie będą miały panie problemu jeśli wykorzystam wasz wizerunek w projekcie studenckim ? To co powstanie w ramach projektu będzie publikowane więc wolę zapytać o zgodę, właściwie to w ręcz kazano nam pytać o zgodę. Także ten, jeszcze raz przepraszam jeśli przeszkodziłam
Mel cały czas skupiona była na swojej rozmówczyni więc nie miała szans zauważyć dziwnego ufo które przemknęło po niebie. Jedyne co zrobiła to trochę nerwowo zakołysała się w przód i w tył na stopach.

// ja też przepraszam odpisuję dopiero teraz ale wyskoczyło mi kilka rzeczy którymi musiałam się zająć na bieżąco, przepraszam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spectrum



Liczba postów : 12
Data dołączenia : 16/06/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Czw Wrz 29, 2016 5:53 pm

Wyglądało na to, że cel zbiera się do opuszczenia swojego miejsca. Młoda agentka TARCZY nadal się nie odzywa, a dołączyła do nich kolejna dziewczyna. Chyba powoli nadchodzi pora, by i ona się stąd zabrała. Zmarnowała wystarczająco wiele czasu, a miała coraz większe wrażenie, że wpadła w ślepy zaułek. Dała się wkręcić, nie ma tu nic do roboty. Pora odpuścić sobie tę sprawę, przynajmniej dopóki w jej ręce nie wpadnie kolejny trop.
- Nie, nic się nie stało. I raz jeszcze przepraszam, że z początku tak na ciebie naskoczyłam. – jej nie przeszkadzała w żaden sposób. Tuż przed jej przybyciem zdążyła powiedzieć to co miała zamiar i dla niej temat się kończył. Zaraz miała uczynić podobnie jak mężczyzna, którego cały czas obserwowała, czyli grzecznie odejść od stołu i wrócić do domu. Znajdzie sobie inne zajęcie i trochę odpocznie. Tak przynajmniej sobie to wyobrażała, ale życie bardzo często przekonywało jej, że to co ona sobie wyobraża w kwestiach prywatnych bardzo rzadko idzie w parze z rzeczywistością. – Nie mam nic przeciwko. Zwłaszcza jeśli ma ci to przynieść pozytywny rezultat z projektu. Można spytać czym przykułyśmy twoją uwagę? Bo nie jes… -  nie dokończyła wypowiedzi, bo jej uwagę przykuł przelatujący z olbrzymią prędkością obiekt, który dostrzegła nad sąsiadującymi z parkiem budynkami. Co to miało być? Nie była w stanie nadążyć nad tym co widziała,  a co dopiero dostrzec co takiego to było. Jakaś nowa zabawka armii, Starka i jego kumpli z Avengers lub coś zupełnie innego? Jednego jednak była pewna. Niby nie dostrzegła żadnego wyraźnego kształtu, ale to z pewnością się jej nie przywidziało.
- Co do… Też to widziałyście? – spytała zaskoczona, ciekawa tego, czy może one zwróciły uwagę na coś więcej niż ona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Melyonem Morningstar



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 14/02/2016

PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Pią Paź 07, 2016 11:11 am

czarnowłosa już zaczęła się zastanawiać nad odpowiedzią gdy jej rozmówczyni przerwała swoją dotychczasową wypowiedź i zadała zaskoczona czymś na niebie pytanie. Mel zadarła gwałtownie głowę i właściwie wykonała obrót dookoła własnej osi przyglądając się niebu i usiłując wspomniane coś.
- Gdzie?! Nic nie widziałam, ani nic nie widzę. -
Stwierdziła spoglądając ponownie na kobietę. W tym czasie widmowy przyjaciel podszedł nieco bliżej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Today at 4:58 am

Powrót do góry Go down
 
Washington Square Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Trafalgar Square
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: