Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Washington Square Park

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Loki
Administrator
Loki

Liczba postów : 3982
Data dołączenia : 23/05/2012

Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1Wto Lip 24, 2012 2:45 pm

First topic message reminder :

Washington Square Park - Page 7 800px-Washington_Square_Park_Chess_Players_by_David_Shankbone
Washington Square Park - Page 7 800px-Washington_Square_Arch_by_David_Shankbone
Washington Square Park - Page 7 800px-WashSqParkand5thAve
Washington Square Park - Page 7 800px-Central_Fountain_Wash_Square_Park_by_David_Shankbone

Washington Square Park - Page 7 450px-Hangman%27s_Elm_by_David_Shankbone

Park miejski znajdujący się na Manhattanie. W związku z sąsiedztwem z New York University i położeniem w Greenwich Village, jego okolice są zamieszkiwane przez intelektualistów i artystów. Park jest znany z wbudowanych szachownic zachęcających do publicznego grania w szachy na świeżym powietrzu. W obecnej postaci otwarty został w 1871 r. i jest czynny przez cały rok. Zajmuje powierzchnię 39,000 m².

_________________

Washington Square Park - Page 7 GlOj7xo

No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Gwen Stacy

Gwen Stacy

Liczba postów : 101
Data dołączenia : 03/04/2016

Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1Nie Kwi 07, 2019 1:44 pm

Zapewne mając na uwadze możliwe  reakcję dziewczyny, jak również swoje własne uczucia, Harry starał się przekazać posiadane przez siebie informację, w sposób jak najbardziej ogólny, delikatny i taktowny, a przy tym łatwy do zrozumienia, jednak dla Gwen wiadomość powyższa brzmiała niczym wyrok, tragedia, koniec świata  i kumulacja wszelkich nieszczęść w jednym. Nastolatka wsłuchiwała się w słowa przyjaciela z otwartymi ustami, nie będąc w stanie w jakikolwiek sposób zareagować. Gdyby nagle Harry otworzył drzwi swojej limuzyny i kazał jej się wynosić, albo znów pochłonęłaby ją czarna dziura, prowadząca nie wiadomo do czego, zapewne szok jaki doświadczyłaby wówczas Stacy, nie byłby nawet w połowie tak ciężki jak obecne doznania. Gwen czuła się niczym znokautowany bokser. Właśnie straciła Petera. Po raz drugi. I to zanim na dobre podjęła walkę o jego odzyskanie. Bo przecież nie nie wyobrażała sobie że będzie konkurowała z MJ.
- Mary i Parker? Razem? Ale jak? No przecież to… no… to takie dziwne… - Wydukała w końcu Gwen, próbując ogarnąć myślami tak niepojętą sytuację. Niby wiedziała że znajduje się w „alternatywnej” rzeczywistości, co z definicji sprawiało, iż pewne rzeczy mają prawo różnić się od tych które przyjmowała jako naturalne, ale taki związek po prostu nie mieścił się jej w głowie.
Czy była zazdrosna? Podobne uczucie z całą pewnością gdzieś tam przebijało się w jej umyśle, jednak w chwili obecnej najbardziej nurtował ja zupełnie inny problem. Tak naprawdę nie stanowili z Peterem pary, chociaż większość znajomych właśnie tak o nich myślała. A może byli kochankami, tylko po prostu nie chcieli tego oficjalnie przyznać?  Z racji faktu iż zwykle przebywali w czwórkę, przez postronnych obserwatorów byli zwykle traktowani jako dwie zaprzyjaźnione pary, wybierające się na wspólne randki. Tym bardziej, że „jej Mary” wcale nie kryła się z swoimi uczuciami do Harry’ego, a chwile w których otwarcie go obejmowała, całowała, czy tez szeptała do niego czułe słowa, budziły w Gwen podobne pragnienia posiadania kogoś bardzo bliskiego.
Tyle że teraz wszystko się skomplikowało, jawiąc się nastolatce jako gigantyczny problem. Bo skoro MJ i Peter byli razem, to z kim był Harry? Ok, kiedyś tam Parker wspominał o rzekomo kolejce chętnych by umówić się z milionerem i wieść królewskie życie u jego boku, więc może jej obecne rozumowanie nieco upraszczało sytuację, ale i tak krzyczało jej w głowie, wskutek czego Gwen nie była w stanie ukryć zakłopotania. Z rumieńcem na twarzy dziewczyna przygarbiła ramiona, odwracając jednocześnie wzrok, tak aby nie zostać przyłapaną na powyższych dywagacjach. Kilkukrotnie otwierała usta by wprost zadać pytanie czy jej odpowiedniczka w tutejszym świecie była dziewczyną Harry’ego, jednak za każdym razem zamykała buzie, nie wydajać z siebie żadnego dźwięku poza krótkim, urwanym „aa”.
Gwen próbowała jakoś wytłumaczyć sobie zaistniała sytuację. Wiedzę na temat burzliwych romansów czerpała głównie z telewizji i szkolnych plotek, dlatego też niezwykle ciężko było jej zrozumieć postępowanie MJ. A chyba jeszcze trudniej było wyobrazić sobie, jak to możliwe by cały „proces” zamiany przebiegł tak łagodnie? Nastolatka była raczej skłonna założyć, że po wszystkim przyjaźń łącząca ich czwórkę poddana została ciężkiej próbie. Zwłaszcza jeśli dodać do tego śmierć Stacy i to że Harry pozostał samotny. Z przerażeniem dziewczyna stwierdziła nagle że rzeczywiście może mieć rację, czego najlepszym dowodem miałby być fakt dlaczego Harry przyszedł do parku sam, zamiast od razu zabrać z sobą pozostałą dwójkę?
- Bo jeśli tak, to co tobą? Jesteś teraz z kimś innym? O, przepraszam. Zdaje się ze w ogóle nie powinnam była pytać. To pewnie nie jest temat o którym chciałbyś mówić … - Odpowiedziała Gwen, zła na własną ciekawość. Instynkt podpowiadał jej że powinna natychmiast zmienić temat, w poszukiwaniu czegoś neutralnego. Przecież to Harry, a Harry nie zwykł rozmawiać o jakichkolwiek uczuciach. A zwłaszcza o własnych. No chyba że rozważali miłość jako reakcje chemiczną. Poza tym Stacy nie miała za bardzo pomysłu jak po takim wyzwaniu przejść do zwykłych rzeczy? Przecież nie zapyta teraz o jakiś banał, typu kapela rock’owa czy darmowa dostawa czwartej pizzy. - Zaraz to sobie przetrawię i wracam o normalności.   - Usiłowała zażartować spider- girl, do tego stopnia będąc zdeterminowaną by znaleźć zastępczy temat do rozmów, że nim się zorientowała wypalił bez zastanowienia. - Albo wiesz co, przebije cie jak chodzi o rewelacje. Mam moce pająka.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1Czw Kwi 11, 2019 9:00 pm

Harry sam nie był pewien jakiej reakcji się po dziewczynie spodziewał. Kiepskiej, to oczywiste, ale jakiej dokładniej? Jak poważnej? Pod tym względem główny problem polegał chyba na tym, że nie znał aż tak dobrze jej własnej sytuacji uczuciowej z jej świata. Nie miał pojęcia na jakim etapie znajdowała się jej relacja z tamtym Peterem - rzecz jasna zanim spotkało go to, co go spotkało. Z drugiej strony trochę sugerował się też jej wiekiem. Po wyglądzie obstawiał, że musiała być od niego przynajmniej te kilka lat młodsza, a wówczas wszystko przeżywało się bardziej.
Koniec końców zaskoczyła go spokojem. Och, musiała być w głębokim szoku i wcale tego nie kryła, jej wyraz twarzy mówił sam za siebie, ale... To było w tych okolicznościach zrozumiałe. I przecież o własnych siłach jakoś się opanowała, skoro nie zaczęła mu tu płakać, ani protestować, ani zarzekać się, że mu nie wierzyła... I tak dalej. A za to wszystko chyba również by jej nie winił. W pewnym sensie potrafiłby to zrozumieć, szczególnie biorąc pod uwagę jej dotychczasową emocjonalność... Niespodzianka. Która sugerowała, że ta Gwen była najwyraźniej dojrzalsza, niż początkowo mu się wydawało. Z drugiej strony... Czy powinien się temu dziwić? Prawdopodobnie nie. Jak na kogoś w swojej sytuacji zachowywała się i tak bardzo sensownie.
- Też się dziwiłem. Najwidoczniej przeciwieństwa się przyciągają - poparł słowa dziewczyny, po trochę się z nią solidaryzując, a po trochę dając zwyczajnie upust resztkom swojego starego, dobrego zgorzknienia, które zapewne przeciekło do jego głosu. Ponownie, nie żywił już tak naprawdę do nikogo pretensji, nie chował urazy ani do MJ, ani nawet do Petera... No, przynajmniej nie o to. Ale jak na kogoś, kto wolał szukać partnera w swoich własnych kręgach, Mary Jane zaskakująco nie miała problemu z zejściem się z typowym nerdem. Chyba że już wtedy znała jego superbohaterską tożsamość, bo to zmieniało postać rzeczy... Ale nie. Nie powinien w ten sposób myśleć. Nie zasługiwała na to, jak zirytowany jej ówczesnym postępowaniem by nie był.
Z tego wszystkiego największe zaskoczenie stanowiły jednak dla mężczyzny rumieńce Gwen, przez które aż na moment uniósł brew. Prawie miał ochotę zapytać ją o to, co chodziło jej teraz po głowie, ale ostatecznie jakoś się przed tym powstrzymał. W normalnych okolicznościach pewnie by to zrobił i spróbował ją trochę podrażnić, lecz nie teraz. Może poprawiłby jej tym humor, a może by go pogorszył... Więc wolał w ten sposób nie ryzykować. Nie uprawiać hazardu jej nastrojem.
Koniec końców Osborn postanowił więc uprzejmie poczekać, tym samym pozwalając jej we własnym tempie przetworzyć nowe informacje, poukładać sobie wszystko w głowie i przemówić dopiero wtedy, gdy rzeczywiście będzie już na to w pełni gotowa. W związku z tym nie skomentował także tych jej pierwszych prób kontynuowania rozmowy, dźwięków, które nie układały się w słowa... Umyślnie sprawiał wrażenie, jak gdyby nie zwracał na nie uwagi.
Jakież więc było jego zdziwienie, kiedy Gwen wreszcie się odezwała - i poruszyła temat, którego zupełnie się nie spodziewał. Jego życie uczuciowe? Ha. Kompletnie nie istniało, bo nie miał czasu nawet na to, aby o nim pomyśleć, a co dopiero coś z tym zrobić... Z drugiej strony być może jego ciche parsknięcie śmiechem nie było jednak najlepszą reakcją na to pytanie. Mężczyzna spróbował się zreflektować po prostu kręcąc przecząco głową, przekazując w ten sposób zarówno to, że nie, z nikim nie był, jak i to, iż nie poczuł się urażony... Ale nie zdążył się odezwać, by udzielić bardziej obszernej odpowiedzi, gdyż blondynka zabrała się już za zmienianie tematu. I to z hukiem.
Rozbawiony uśmiech, który zdążył zawitać na ustach Harry'ego, teraz stopniowo przygasł, chociaż nie zniknął całkowicie, w jego oczach z kolei zawitał wyraz pełen namysłu. Znów nie spuszczał wzroku z Gwen, a mimo tego, że nie odpowiedział jej od razu, to całokształt jego zachowania wyraźnie świadczył przynajmniej o tym, że nie kwestionował jej słów. Zastanawiał się, ale nie wątpił... I pewnie ta akceptacja dawała jej do myślenia, ale prawdę mówiąc w tym momencie nawet to Osbornowi nie przeszkadzało.
Nie oczekiwał takiej szczerości. Z jednej strony był nią pozytywnie zaskoczony, z drugiej... Tworzyła dla niego nowe problemy. W tym nagłe zaniepokojenie tym, że Gwen mogła nieco zbyt chętnie dzielić się swoją tożsamością. Oczywiście był to jej wybór, a pod tym względem mogła mu zaufać, ale... Znajdowała się w obcym świecie. Wiara w ludzi mogła nie być dla niej najlepszym wyborem. Nie wspominając już o tym, że skoro ona się przyznała, to chyba on też powinien jej co nieco wyjaśnić. Bez konsultacji z Parkerem. Cudownie. Może to chociaż Petera czegoś nauczy...
- Taak. Podejrzewałem, że możesz mieć. To aż dziwne... To, jakie różnice, a jakie podobieństwa posiadają pomiędzy sobą obie nasze rzeczywistości - odparł spokojnie, póki co pozwalając dziewczynie samej wyciągnąć z jego słów dalsze wnioski. Potem będzie mógł je skorygować, jeżeli zajdzie taka potrzeba... Ale prawdę mówiąc wychodził z założenia, że powiedzenie mniej i pozostawienie reszty w domyśle mogło im wszystkim wyjść na dobre. Nawet jeżeli doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakie nieporozumienie mogło wyniknąć ze sposobu, w jaki to wszystko ujął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwen Stacy

Gwen Stacy

Liczba postów : 101
Data dołączenia : 03/04/2016

Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1Pią Kwi 12, 2019 9:05 am

To był jeden z tych momentów w których palniesz coś głupiego, a chwile po tym zdasz sobie z tego sprawę. I chociaż w przypadku Gwen podobny błąd zdarzał się jej wyjątkowo często, to akurat jeśli chodzi o utrzymanie w tajemnicy swoich wyjątkowych zdolności, dziewczyna potrafiła się pilnować. Przynajmniej do tej pory. Wszystko przez to, że Harry tak ją rozbrajał. A może to wynik stresu i wpływu obcej rzeczywistości? W każdym razie gdy już zrozumiała co chlapnęła, Stacy zdecydowała, że jeśli istniał choć cień szansy by wszystko odwrócić, to ona musi tego spróbować, a ponieważ wyznawała zasadę że najlepiej zapomina się o pewnych sprawach poprzez przykrywania je innymi, ważniejszymi tematami, ponownie postanowiła zastosować tą samą strategię. Ostatecznie Gwen uznała, że zamiast przyznawać się do tożsamości spider - girl, lepszym rozwiązaniem byłoby jak wprost zwierzy się z swoich obaw, nawet jeśli będzie to oznaczało przyznanie się do pewnych uczuć.
- Czekaj! Nie! Żartowałam. Zapomnij co mówiłam. – Szybko usprawiedliwiła się nastolatka. – Spanikowałam, bo wydawało mi się, że skoro Peter i Mary są teraz razem, to ty pewnie kochasz mnie. Znaczy się, nie mnie, tylko... no … tą druga Gwen. I nie żeby było coś w tym złego, a już na pewno nie jest to powód do wpadania w popłoch, ale no wiesz… trochę to dla mnie szok. – Usiłowała tłumaczyć się dziewczyna, okraszając swoją wypowiedź nerwowym uśmiechem. – Widzisz, wychodzi na to że nie tylko ty jesteś tym, który nieustannie coś sobie ubzdura w głowie, a potem całymi dniami analizuje pewne rzeczy. Ale to chyba nic złego, co nie?
Gwen zdawała sobie sprawę że jej tłumaczenie może brzmieć mało przekonywująco. W końcu ciężko było usprawiedliwić się, dlaczego spośród wszystkich możliwych, wydumanych rewelacji ,wybrała właśnie taką. Może dlatego że cały czas myśli o spider – manie? A z drugiej strony, wydawało jej się dziwne aby powątpiewający w wszystko Harry, nagle miał uwierzyć jej na słowo. Przecież nie przyłapał jej bezpośrednio na akrobacjach w bohaterskim stroju, a normalnie H2O nie zwykł brać na poważnie niczego, czego zawczasu nie sprawdził trzykrotnie.
Nie zmieniało to faktu że Stacy wielce ulżyłoby gdyby nagle Harry zaczął się śmiać, traktując wszystko jako dobry żart. Zdecydowanie zaduma czy zamyślony wyraz twarzy przyjaciela, nie poprawiał nastolatce humoru. Problem w tym, że śmiech i Osborn nie stanowili przepadającego za sobą duetu, podobnie zresztą jak nie dało się go posadzić o ignorowanie jakichkolwiek informacji.
Jakby na potwierdzenie powyższych obaw, Harry w końcu zdecydował się odpowiedzieć, tym samym jeszcze bardziej potęgując obawy Gewn.
- Chwila, co to znaczy podejrzewałeś? I jakie znów różnice czy podobieństwa?  Jest coś jeszcze o czym mi nie mówisz? – Spytała nastolatka, pozostając w przekonaniu, że dyskusja obecna tyczy się bardziej spraw sercowych, niż huśtania się na pajęczej sieci. Być może zgodnie z zasadami dobrej telenoweli, w ich czwórce uczucie pojawiało się w najróżniejszej konfiguracji i formie?
Stacy nieco rozpaczliwie zaczęła analizować temat, dochodząc do wniosku, że jeśliby jednak przyjąć ta drugą opcje, to nie wykluczone że w tym świecie rola spider – girl przypadła MJ. Chociaż oni tu mieli spider- mena, więc Mary raczej odpadała. Wiec? Nie, to raczej niemożliwe by Harry na podstawie jednej żartobliwie rzuconej uwagi doszedł do takich wniosków. Brzmiałoby to trochę paranoicznie.
– Nigdy nie wiem czy jak marszczysz czoło w w ten sposób to znaczy że się czegoś domyślasz, czy już jesteś pewien? – Upewniała się Gewn – Ale jak nie chcesz, nie musisz mi mówić.
„Czy ja się cały czas rumienię?” – Zastanawiała się dziewczyna, przyłapując się na fakcie bardzo starannego przyglądania się swoim butom. Na pewno nie wstydziła się faktu że ugryzł ją jakiś pająk. A Harry? Harry był przecież jej kumplem, wiec chyba nie powinna reagować na niego w ten sposób. Ale i tak nic na to nie poradziła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1Pon Kwi 15, 2019 4:19 pm

W trakcie całego tego słowotoku brwi Harry'ego stopniowo przesuwały się coraz wyżej i wyżej po jego czole, aż w końcu osiągnęły pod tym względem szczyt swoich możliwości, dosłownie i w przenośni. Nie mógłby powiedzieć, że taka strategia odwracania uwagi od raz popełnionej gafy działała. Przeciwnie, jedynie dobitniej podkreślała problem... Szczególnie z punktu widzenia Osborna, który w końcu miał dość do czynienia z Parkerem, aby się do takiego zachowania przyzwyczaić i już praktycznie nie zwracać na nie uwagi. Co nie oznaczało, iż Gwen nie słuchał. Przeciwnie, robił to bardzo uważnie, bo - również dzięki Peterowi - wiedział doskonale, iż w takich okolicznościach często potrafiło paść sporo ciekawych i w innym wypadku niedostępnych informacji. Niekoniecznie istotnych, jasne, ale wciąż ciekawych.
Och, nie zawiódł się. W jego oczach na moment zagościł błysk rozbawienia, lecz wyjątkowo mężczyzna nie miał ochoty się znęcać i drążyć tematu... A mógłby. I to jak. Z drugiej strony to jeszcze nic straconego, bo potem będzie mógł do woli wytykać Gwen jej wizje ich domniemanego związku i tak dalej, ale w tej chwili był zdecydowany jej odpuścić. Mimo wszystko dopiero co przyznała się do czegoś istotniejszego od wybujałej wyobraźni, więc mógł wziąć swój okropny sadyzm na łańcuch.
Nie to, żeby w pewnym sensie nie potrafił jej zrozumieć. Jej przemyślenia mogły się wydawać logiczne, nawet jeżeli w rzeczywistości nie pokrywały się ze stanem faktycznym... A Harry nie czuł się nimi w żadnym razie urażony. Może odrobinę zgorszony, ale w taki sposób, w jaki kogoś zniesmaczyłaby perspektywa umawiania się z własną siostrą, a o tych jego odczuciach Gwen nie mogła wiedzieć, więc jej nie winił. Może później jej to wszystko wyjaśni. O ile będzie pamiętał, bo w końcu miał trochę na głowie...
- Wypraszam sobie ubzdurywanie - skomentował tylko, lekko marszcząc przy tym czoło, choć ton jego głosu wcale nie wskazywał na to, aby to wytknięcie jakoś szczególnie go dotknęło. A tak poza tym... Czy to w ogóle było słowo? Ubzdurywanie? To znaczy, ogółem tak, tyle wiedział na sto procent, lecz pod względem tej konkretnej formy mógł właśnie dokonać bezczelnego słowotwórstwa. Na szczęście szybko został wyrwany z tych jakże fascynujących rozważań językowych.
Do tego momentu rozbawienie mężczyzny zdążyło już całkowicie wyparować, pozostawiając po sobie tylko zastanowienie. Czy było jeszcze coś, o czym Gwen nie mówił? Sporo, naprawdę sporo, przez co w pierwszym odruchu Harry miał ochotę odpowiedzieć jej pytaniem na pytanie - a chcesz sobie wybrać temat z listy? Na szczęście trzymał swój sarkazm na wodzy. W innym wypadku sam również dużo częściej by się w coś wkopywał. Oczywiście sytuacja zmieniała się wówczas, gdy ktoś go porządnie zirytował, a on sam przestawał przez to nad sobą panować... Ale teraz nie miał tego problemu.
Krótki moment jego zwłoki wystarczył zresztą, aby Gwen ponownie się odezwała... Po części wycofując się ze swoich wcześniejszych słów. Albo raczej dając mu wybór względem tego, czy aby na pewno chciał się do nich ustosunkować, co... Doceniał, ale równocześnie rozumiał, iż chyba tak czy siak powinien to zrobić. Wciąż szczerze nie chciał wyjaśniać dziewczynie wszystkiego, pod tym względem nic się nie zmieniło, jak bardzo Parker by sobie na to nie zasługiwał. Bo... To naprawdę nie były jego sekrety do wydawania. Tyle że z drugiej strony takie skakanie wokół tematu coraz mocniej go męczyło.
- Myślę, że przede wszystkim powinnaś o tym porozmawiać z Peterem. To bardziej jego rzecz niż moja. On lepiej wyjaśni ci sytuację. Nie tylko... W tej kwestii - odparł wreszcie nieco ostrożnym, lecz spokojnym tonem, uznając takie ujęcie sprawy za wystarczająco dobry kompromis... Chyba najlepszy, na jaki mógł sobie w tych okolicznościach pozwolić. Sprowadzał się w gruncie rzeczy do tego, że on sam właśnie umył ręce. Przyznał, że coś tam było, coś wartego, a wręcz wymagającego obgadania, ale równocześnie zaznaczył, że sam nie mógł wziąć za to odpowiedzialności. Za to powinien pewnie zmienić temat. Żeby blondynka miała o czym myśleć.
- Swoją drogą, wyglądasz na parę lat młodszą, niż byłaby teraz Gwen w naszym świecie. Czym się tam u siebie zajmujesz, poza czekaniem na uwagę Starka i bujaniem się na sieciach? - spytał więc, wychodząc z założenia, że ludzie na ogół lubili mówić o sobie samych. Ten temat często ich pochłaniał, jak długo trafiło się na odpowiedni wątek. A jeżeli przy okazji takie zagranie mogło sprawić, że Harry dowie się czegoś istotnego, bo na przykład dziewczyna nawiąże jednak do swojego pajęczego alter ego... To tym lepiej. Rzecz jasna pytanie o to wprost byłoby pewnie co najmniej niedelikatne, więc tego uczynić nie planował... Póki co. Może później, jeśli będzie to z jakiegoś powodu konieczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwen Stacy

Gwen Stacy

Liczba postów : 101
Data dołączenia : 03/04/2016

Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1Wto Kwi 16, 2019 7:58 am

Słysząc odpowiedź Harry’ego, Gwen, mogła wreszcie rozluźnić mięśnie i wypuścić długo wstrzymywany oddech.  Oczywiście tak powściągliwy komentarz w żaden sposób nie rozwiewał wszystkich wątpliwości nastolatki, zwłaszcza iż trudno było nawet stwierdzić, czy tyczył się on samej istoty rzeczy, czyli domniemanego związku Osborna i Stacy, czy też  stanowił odpowiedź na zarzut iż sam Harry również ma tendencje do „ubzdurywania” sobie różnych rzeczy, ale przynajmniej sugestia porozmawiania o wszystkim z Peterem, wydawała się idealnym rozwiązaniem na nurtujące dziewczynę problemy. A to dlatego że z Peterem komunikowało się zupełnie inaczej. Prosto, otwarcie, bez tajemnic, analiz i domysłów. Nawet jeśli czasem powiedziało się za dużo, w skutek czego łatwo było się obrazić, taka złość zwykle przechodziła bardzo szybko. Wyglądało na to, iż oboje nie byli dobrzy w trzymaniu sekretów, a już zwłaszcza ciężko było im siedzieć cicho, gdy w grę wchodziła możliwość obgadania Harty’ego.
Bo czy to nie dziwne że skryty i oszczędny w słowach H20 mógłby tak ekspresyjnie wypowiadać się o zmarłej Gwen, chwaląc ją zupełnie nie w swoim stylu, a chwilę później, zapytany o własne relacje z dziewczyna, nawet nie potrafił otwarcie potwierdzić lub zaprzeczyć tak oczywistym domysłom? Stacy z rozbawieniem pomyślała, że być może ona i szef Oscrop mają z sobą więcej wspólnych cech charakteru niż skłonna była wcześniej przyznać. A chwilę później dopadła ją dużo bardziej poważna refleksja, odnośnie faktu, dlaczego jako pierwsza napisała do Harry’ego, a nie na przykład do Mary czy Petera? Niby dało się to wytłumaczyć faktem że tamci nie posiadali prywatnego samolotu mogącego zabrać ją do Vegas, ale przecież mogła przedstawić swoją prośbę milionerowi za pośrednictwem przyjaciół. A teraz wyszło na to że najbardziej to chciała spotkać się z Harry’m.
- Za późno. Już się nakręciłam i teraz siedzi mi to w głowie. – Przyznała Gwen, odpowiadając na oskarżenie o udziwnianiu.
Powyższa kwestia zdominowała jej rozmyślania do tego stopnia, iż dziewczyna zupełnie zapomniała o problemie z tożsamością spider – girl. Problemie, co do którego Harry też podszedł wyjątkowo spokojnie i … w sumie to nie wiadomo jak. Gwen nawet nie wiedziała czy H2O jej uwierzył, czy też całkowicie zignorował temat, uznając go za żart. Bez wątpienia  gdyby to jej przyjaciel zakomunikował o posiadaniu niezwykłych mocy, dziewczyna nie odpuściłaby mu dopóki nie stałaby się ich naocznym świadkiem, domagania się poznania historii z najdrobniejszymi szczegółami, nie wspominając o obowiązkowym przymierzeniu kostiumu. Na szczęście Harry był lepszym dyplomatą.
- Mam osiemnaście lat. – Przyznała Gwen. Dziewczyna nie miała pojęcia w jakim wieku byłą jej odpowiedniczka, ale uznała że zawsze warto jest podkreślić swoją ”dorosłość”.  – Nie siedzę w sieci. Może czasem, ale rzadko. – Wyjaśniła nastolatka mając nadzieje, że Harry pyta o internet, a nie o „tą” sieć. A jeśli nawet tak, to ona zamierzała udawać że nic o tym nie wie. - Chodzę do szkoły, mam swoja kapelę, spędzam dużo czasu nad planowaniem przyszłości, a jeszcze więcej  marnuje go snując się godzinami w towarzystwie trójki zgredów, z którymi o dziwo świetnie się bawię. Poza tym, jako ta „najrozsądniejsza”, ratują przyjaciółki przed zrobieniem różnych bzdur. Tak jak Wiewiórę.
Dziewczyna na chwilę zrobiła pauzę, uświadamiając sobie, że wszystko o czym opowiada dotyczy jej sytuacji sprzed wypadku Petera. Przynajmniej wtedy mogła powiedzieć że była zadowolona z swojego życia. Obecnie zaś poświęcała się głownie próbie stworzenia maszyny czasu, czy grzebania przy strukturze rzeczywistości, po to by odzyskać to co straciła. Szybko jednak odrzuciła te ponure rozważania, skupiając się na fakcie iż być może jest to dobry moment aby ponownie wspomnieć o Vegas? Chociaż tym razem będzie musiała zrobić to nieco ostrożniej. Rudzielec pewnie nie należała tu do topowych bohaterów i pewnie Harry w ogóle o niej nie słyszał, ale sam fakt znajomości z kimś takim, sugerował że w całej tej wzmiance o spider - girl było coś na rzeczy.
- W ogóle nie wiem co się ze mną dzieje. Początkowo nie potrafiłam myśleć o niczym innym jak o tym iż znalazłam się w obcym miejscu i o powrocie do domu, a teraz próbuje przebyć cały kontynent, by ratować kogoś kogo praktycznie nie znam. Tak jakbym stopniowo traktowała ów świat jak własny. I nie chodzi tu tylko o Wiewiórę. Nawet o tobie myślę jako o moim Harrym. – Na głos zastanawiała się Gwen, nagle uświadamiając sobie że ostatnie dwa słowa, bardzo mocna zahaczały o temat nadmiernego teoretyzowania, dopowiadania sobie, dramatyzowania i ogólnie rzecz biorąc ciągłego nakręcania się na rzeczy odbiegające od faktów. - … znaczy nie mówię „mój” w sensie „że mój”, ale no wiesz…  nie „taki mój”…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1Pią Kwi 19, 2019 10:37 pm

Harry jedynie przewrócił oczami na upartość dziewczyny, decydując się jej nie komentować... Głównie dlatego, że był prawie pewien, że przynajmniej częściowo sobie z niego żartowała. Prawdopodobnie w głównej mierze. Kto wie, może nawet praktycznie całkowicie? Nie to, żeby było to jakoś szczególnie ważne, bo mieli na głowach istotniejsze kwestie, a on sam tak czy siak zdawał sobie sprawę z tego, w jaki sposób bywał na ogół postrzegany... Dlatego tak naprawdę się tym nie przejmował. Zbytnio.
Cieszyło go natomiast to, jak łatwo Gwen ustąpiła w kwestii tych różnic i podobieństw, o których istnieniu dopiero co jej wspomniał. Być może po prostu bardziej zainteresowało ją coś innego, może do tego tematu jeszcze w przyszłości zamierzała wrócić, ale póki co każda chwila zwłoki zwiększała szanse na to, że jednak nie - że poczeka na rozmowę z Peterem i wtedy wszystko sobie wyjaśnią. Albo i nie, jeżeli Parker uzna, że woli zachować swoje tajemnice dla siebie i jakoś się z tego wszystkiego wykręci. Jedno z dwojga. Ale wówczas Osborn będzie już mógł z czystym sumieniem się dostosować... Lub ponownie pokłócić ze swoim przyjacielem.
W tym momencie natomiast jego nadzieje przynajmniej ten jeden, jedyny raz w jego życiu zostały najwyraźniej wysłuchane i Gwen skoncentrowała się na opowiadaniu o sobie. Idealnie. Przede wszystkim od razu potwierdziła jego potwierdzenia w kwestii wieku, co... Dobrze było wiedzieć. Nie żeby planował na przykład zaoferować jej alkohol czy coś podobnego - bo na ogół starał się go unikać w swoim towarzystwie, nie licząc wyjątkowych sytuacji - ale i tak dobrze. Jeżeli zaś chodziło o resztę jej opowieści, to mężczyzna miał względem niej co najmniej mieszane uczucia.
Najbardziej w oczy, czy też może raczej w uszy rzuciło mu się to, w jaki sposób blondynka ustosunkowała się do jego sieciowej sugestii. W tym momencie brew Harry'ego lekko drgnęła, w gruncie rzeczy ledwo zauważalnie i krótko, jak gdyby zamierzał ją unieść - odruchowo czy nie - ale w ostatniej chwili jednak się przed tym powstrzymał. Mógłby drążyć temat albo chociaż posłać swojej rozmówczyni sceptyczne spojrzenie, lecz przecież już sobie postanowił, że nie będzie pod tym względem za bardzo naciskał. Nie tylko dlatego, że Gwen z pewnością w ciągu ostatnich dni dość już przeszła i nie potrzebowała obecnie dalszego męczenia o szczegóły. Reszta jego powodów była mniej altruistyczna. W końcu sam nie chciał być zmuszony do rozmawiania o innych pająkach... Tych z tego świata. Czyli tak naprawdę o Parkerze. A ta ścieżka w dyskusji najpewniej w końcu by ich do tego doprowadziła. Znając życie, prawdopodobnie nawet prędzej niż później.
Osborn zmusił się więc do tego, aby skupić się na reszcie informacji. Te zaś brzmiały... Zaskakująco normalnie. To znaczy, nie powinien był się spodziewać niczego innego, na rozsądek zdawał sobie z tego sprawę, lecz chyba po prostu dziwnie się czuł słysząc o tym, co teoretycznie mogłaby teraz robić ich Gwen. Oczywiście ona już miałaby szkołę za sobą, ale być może kontynuowałaby studia i pracę naukową... Albo zaczepiłaby się w jakiejś firmie. Gdyby chciała, bez problemu zatrudniłby ją w Oscorp. Jakieś stanowisko na pewno by się tam dla niej znalazło. Z drugiej strony obstawiał, że raczej by się na to nie zgodziła, mimo wszystko woląc poradzić sobie sama. Ale... Czym by się zajmowała oprócz tego? Też założyłaby kapelę? Znalazłaby innych znajomych, odpowiedniki tych przyjaciółek z równoległego świata? Może. Tyle że oczywiście tego się już pewnie nie dowiedzą, o ile... Coś się nie wydarzy.
Tu i teraz natomiast mężczyzna ograniczył się do wydania z siebie cichego pomruku, po części wyrażającego jego zainteresowanie, a po części zastanowienie, ale i po prostu zachęcającego nastolatkę do dalszego mówienia. Wspomnienie Wiewióry na pozór zignorował, lecz szczerze powiedziawszy coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że Gwen nie zrezygnuje i faktycznie będą musieli w jakiś sposób się tą kwestią zająć. Może udałoby mu się skontaktować z kimś, kto był już na miejscu i mógłby przejąć tamtą dziewczynę, zaopiekować się nią do momentu, gdy podróż samolotem na drugi koniec kraju znowu będzie wchodziła w grę... Niezła myśl.
Pomysł ten znów zszedł jednak na dalszy plan, gdy relacja z życia Gwen przerodziła się w nieco bardziej, z braku lepszego słowa, filozoficzne rozważania, przez które Osborn westchnął lekko, nie do końca bezgłośnie, ale blisko. Nie dziwił się temu podejściu. W pewnym sensie mógł się do niego odnieść, choć z nieco innego punktu widzenia... Bo przecież praktycznie od początku doskonale rozumiał, że nie miał do czynienia z ich Gwen, a jednak już sam jej wygląd sprawiał, iż ciężko było mu podchodzić do niej kompletnie neutralnie i budować opinię od podstaw. Wiedział o tym wszystkim, a jednak umysłowi ciężko było zapanować nad emocjami. Więc... Tak. Znał to z autopsji.
- Wiem jaki twój. Z twojego świata. A tak jeszcze w kwestii ubzdurywania, to nie martw się, tutejsza Gwen była dla mnie praktycznie jak siostra. I chodziła z Peterem. MJ... Dopiero później. Choć nie chcę nawet wiedzieć kto jeszcze oprócz nich, kiedy i dlaczego - wyjaśnił bez szczegółów, decydując, że to już najwyższa pora, aby zlitować się nad dziewczyną... Bo wyglądało na to, że rzeczywiście trochę utknęła na tamtym temacie, jeżeli sądzić po jej obecnym zamotaniu. A on nie był okrutny. Zazwyczaj. Właściwie to zależy wobec kogo... I czy prywatnie czy nie. Nie wspominając już o jego aktualnym stanie psychicznym z momentu porównywania... Dobrze, czyli może jednak czasami zdarzało mu się bywać odrobinę okrutnym.
- Dotarcie do tej twojej Wiewióry byłoby teraz trudne. I tak czy siak zajęłoby jeszcze przynajmniej parę godzin... Przy sprzyjających wiatrach. Możemy spróbować załatwić to inaczej. Nawiązać z nią kontakt, załatwić jej jakąś opiekę czy chociaż schronienie do czasu, aż będzie mogła wrócić... Bo rozumiem, że normalnie mieszka w Nowym Jorku? Dlatego się znacie? - zaoferował, bo zwlekanie z tym chyba nie miałoby sensu... A może ustalenie czegoś poprawiłoby Gwen nastrój po tych najświeższych informacjach o MJ i Parkerze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwen Stacy

Gwen Stacy

Liczba postów : 101
Data dołączenia : 03/04/2016

Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1Sob Kwi 20, 2019 1:51 pm

Im dłużej trwała ich wspólna podróż, tym częściej Gwen chwytała się na wpatrywaniu w szybę limuzyny, błądząc wzrokiem po panoramie miasta, w nadziei ujrzenia w niej centrum handlowego, będącego celem tej wyprawy. Lubiła pogawędki z Harrym, jednak czuła by się znacznie swobodniej, gdyby w czasie tej wymiany zdań mogła zająć czymś ręce. Jakiekolwiek proste zajęcie, nie tylko pomogłaby nastolatce ukryć swoje zakłopotanie, ale dodatkowo, w jakieś części, odciągałoby jej uwagę od kłębiących się w głowie myśli. A te ostatnie nie chciały się jakoś odczepić. Nawet jeśli Osborn zdążył już kilkukrotnie zdementować wysnute przez nią insynuację, jakoby oni stanowili parę, jakkolwiek zdaniem Stacy jedno zaprzeczenie tego faktu w zupełności by wystarczyło, nie wywołując przy tym poczucia dodatkowego skrępowania, niektóre sprawy, jak na przykład wspólna wyprawa na zakupy, nieustannie podsycały  wyobraźnię dziewczyny. Ostatecznie Gwen nie pamiętała by kiedykolwiek wybierała się na takie wycieczki z kimkolwiek innym niż z Mary, a już robienie tego z chłopakiem, jak nic podchodziło jej pod randkę.  
- Nie! To powinnam być  ja! Nie wydaje mi się by ona zaufała komuś obcemu. - Stanowczo zaprzeczyła Stacy, gdy Harry zaproponował rozwiązanie problemu Wiewióry przy pomocy pośrednika, ignorując przy tym drobny szczegół, iż ona sama także stanowi dla Rudej obcą osobę. Spider – girl nie wspomniała przy tym ani słowem na czym miałaby polegać owa pomoc. Z jednej strony zależało jej na tym by skierować uwagę Harry’ego na ratowanie Doreen, jednak trudno było jej wytłumaczyć pewne szczegóły, unikając tematu podwójnej tożsamości przyjaciółki. Jak również swojej własnej. Zamiast tego, dopiero teraz Gwen zaczęła się zastanawiać nad faktem, czy rzekoma misja ratunkowa w ogóle ma sens?
Wszystkie jej podejrzenia brały się z jednego filmiku w pośpiechu obejrzanego w telefonie. W tym czasie, pochłonięta nieco innymi sprawami, nastolatka nawet nie zdała sobie trudu, by sprawdzić datę powstania nagrania na którym Doreen walczy z bandziorami. A przecież mogło być one już dawno nieaktualne. Biorąc pod uwagą to, jak często jej przyjaciółka miała w zwyczaju popadać w wszelkiego rodzaju kłopoty, sprawa w Vegas zapewne dawno już została przesłonięta kilkunastoma innymi problemami. Wiewióry w ogóle mogło już nie być w tym mieście.
- Chociaż w sumie zgadzam się z sugestią ze powinnam najpierw do niej zadzwonić. Nawet jeśli będzie tym faktem nieco zaskoczona… w ogóle, to wiesz, nie wspominałam o tym wcześniej, ale ona jest jedną z tych możliwych opcji, jakie biorę pod uwagę w kwestii powrotu do domu. - Zasugerowała Gwen. W rzeczywistości dziewczyna nie miała pojęcia w jaki sposób Rudzielec mógłby służyć jej pomocą, pomijając rzecz jasna serię szalonych rozwiązań na które Harry na pewno się nie zgodzi, ale uznała że warto zasugerować o tym przyjacielowi, tak by bardziej zachęcić go do ewentualnej misji ratunkowej. - Chwila! Czy ty właśnie powiedziałeś że Peter i Gwen… czemu dopiero teraz odpalasz taką bombę?! Przecież to wszystko zmienia! Na przykład to, że nie powinnam się z nim spotykać. Nie teraz. Nie dam rady.
Nowe informację sprawiły że umysł nastolatki ponownie zaczął pracować na pełnych obrotach, podsuwając dziewczynie cały wachlarz inspiracji, odnośnie snucia najróżniejszych domysłów na temat domniemanych związków w jakie uwikłana była Gwen z tego świata. Swoją drogą okazało się tez, że jej rzeczywistość i ta obecna, jednak różnią się między sobą. I to dość znacznie. Peter którego znała z całą pewnością był inny. Bardziej odpowiedzialny, ostrożny, no i hmm.. nieśmiały? Stacy nie miała pojęcia jak to nazwać. Z całą pewnością swojego Parkera nie podejrzewałaby o burzliwe romanse i częste zmiany partnerek. W zasadzie to nie podejrzewałaby go o to by mógł otworzyć się przed jakakolwiek dziewczyną. Z jakiegoś powodu jej przyjaciel czuł się niedowartościowany. Może dlatego tak bardzo zależało mu na posiadaniu tych bohaterskich mocy?
Wszystko to nie zmieniało faktu, że próbując postawić się w sytuacji drugiego z Peterów, tego który najpierw był z Gwen, a potem z Mary, i jak twierdził H2O, mogła to nie być droga jedynie przez „dwa punkty”, spotkanie z byłą dziewczyną zawsze jest trudną sprawą. Nawet z taką która w rzeczywistości  jest tylko podobna do siebie. „Ależ to skomplikowane” - pomyślała Gwen. Jakby nie miała wystarczająco innych problemów, akurat teraz na wszystko nakładało się „dorastanie”.  
- Nie spotkamy go tu, prawda? Znaczy się w galerii? - Upewniła się Stacy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1Sro Kwi 24, 2019 9:36 pm

Harry jedynie westchnął cicho, lecz głęboko, powoli wciągając i wypuszczając powietrze z płuc, a równocześnie starannie dbając o to, aby utrzymać kiełkującą w nim irytację w miarę możliwości z daleka od tej reakcji. Powinien się był spodziewać, że jego sugestia zostanie odrzucona. Czego innego on oczekiwał, że niby coś uda się ten raz załatwić łatwo? No chyba nie. Wszechświat w ten sposób nie działał, szczególnie dla niego. Można by pomyśleć, że w tym momencie byłby już do tego przyzwyczajony, ale najwyraźniej nadzieja naprawdę umierała ostatnia.
Obecnie nie miał ani siły, ani tym bardziej ochoty, żeby się o to sprzeczać... I nie posiadał lepszego planu działania. To znaczy, owszem, teoretycznie dysponował własnymi samolotami, ale podejrzewał, że naruszenie teraz strefy powietrznej nie byłoby dobrym pomysłem, nie dla osoby prywatnej. Innymi słowy, jeżeli Gwen chciała tam polecieć osobiście, to najprawdopodobniej będzie musiała poczekać przynajmniej parę godzin. Niby Osborn podejrzewał, że lotniska zostaną uruchomione szybko, bo wstrzymywanie lotów nigdy nie kończyło się dobrze, ale nie zdziwiłoby go, gdyby tak czy siak potrwało to przynajmniej do jutra. Co się zaś tyczyło alternatywnych metod podróży... To już chyba bardziej opłacało się wytrzymać tę zwłokę i skorzystać z drogi powietrznej, niż męczyć się z wolniejszym transportem naziemnym. Nie to, żeby oczekiwał, iż Gwen dałaby radę usiedzieć w miejscu, gdy tak się martwiła...
W związku ze wszystkim powyższym Harry poczuł się szczerze zaskoczony, kiedy dziewczyna niespodziewanie przyznała mu rację, nawet jeżeli w mniej znaczącej kwestii. Jedna z jego brwi odruchowo się uniosła, lecz tylko na moment, nim nad nią zapanował i przywrócił ją mniej więcej do poziomu jej sąsiadki. Chyba mógł to uznać za małe zwycięstwo. Ogólnie pojętego rozsądku rzecz jasna, a nie swojej kontroli nad własną mimiką.
Już najzupełniej świadomie, mężczyzna kiwnął więc głową, wyrażając swoją aprobatę dla decyzji o skontaktowaniu się z przyjaciółką Gwen. Albo raczej z odpowiednikiem jej przyjaciółki z innego świata, ale myślenie o tym za każdym razem, stałe czynienie tego rozróżnienia, w pewnym momencie zaczynało się robić męczące. Pamiętał o tym, oczywiście, bo niby jak mógłby o czymś takim zapomnieć, ale... Upraszczał sobie sytuację, to wszystko.
Podobnie nie chciał się jeszcze zastanawiać nad tym, jak ta Wiewióra miała pomóc z problemem podróży między rzeczywistościami. Oczywiście gdzieś tam w głębi ducha nie dawało mu to już spokoju, bo nie potrafił całkowicie się nie martwić, ale obecnie wybierał skupienie się na czymś innym. Bo inaczej chyba by w końcu... Oszalał. Tyle że może tak nagła zmiana tematu, jakiej dokonała teraz Gwen, wcale nie stanowiła dla niego - a przede wszystkim dla jego zdrowych zmysłów - lepszej opcji.
Przez krótką chwilę Harry po prostu wpatrywał się więc w blondynkę z namysłem, z lekko uniesionymi brwiami i wyrazem szczerego niezrozumienia w oczach. Był prawie pewien, że wcześniej zdążył wspomnieć o związku Gwen - ich Gwen - i Petera. Albo przynajmniej go jakoś zasugerować. Ale może jednak nie? Dla niego samego była to w końcu oczywistość, więc istniała opcja, że przeskoczył nad tym faktem, przeszedł do wyjaśniania innych kwestii, zakładając po prostu, że dziewczyna musiała zdawać sobie z tego sprawę... Szczególnie, że jej własne uczucia względem Parkera były dla niego całkiem jasne, a to tylko utwierdzało go w przekonaniu, że wiedziała.
W porządku. W takim razie mógł to być jego błąd, nawet jeżeli wciąż nie miał takiej pewności. Ta myśl trochę go zresztą irytowała, bo nie przepadał za popełnianiem pomyłek, jak chyba każda normalna osoba... Tyle że on oczywiście nie był do końca normalną osobą i znosił to nieco gorzej. Dobrze, że przynajmniej w grę nie wchodziła żadna kwestia życia i śmierci, tylko coś przyziemnego, ale i tak nie był tym zachwycony.
- Nie zrozum mnie źle, ale zagonienie go w takie miejsce wymagałoby pewnie godzin przekonywania i zdecydowanie obietnicy nakarmienia. Myślę, że jesteś bezpieczna - odparł najzupełniej poważnym tonem głosu, który mógłby właśnie sugerować, że żartował... Ale nie zmieniało to faktu, że to nowe postanowienie Gwen trochę komplikowało mu życie. Jeżeli mieli nie mieszać Parkera, to chyba odpadało im parę dojść... Albo raczej tych należących do Spider-Mana. Z drugiej strony istniała za to opcja, że nie będą musieli tłumaczyć dziewczynie zawiłości związanych z jego tożsamością, a to zawsze plus. Inna sprawa, że akurat to Harry i tak zamierzał zrzucić na Petera...
- Niedługo będziemy wysiadać - dodał, rzucając okiem za okno. Zdawał sobie sprawę z tego, w jaki sposób Gwen co chwilę wyglądała na zewnątrz, ale nie był w stanie stwierdzić czy kierowała nią ciekawość czy zniecierpliwienie. Na wszelki wypadek wolał spróbować zaspokoić to pierwsze lub uciszyć to ostatnie... A okolica za szybą wyglądała mu wystarczająco znajomo, więc czuł się ze swoją oceną całkiem pewnie. Nawet jeżeli zależała od stanu drogi przed nimi. Dobrze, że zniszczenia miasta zdawały się być niewielkie. Jeszcze tylko masowych remontów potrzebowali... To by dopiero była katastrofa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwen Stacy

Gwen Stacy

Liczba postów : 101
Data dołączenia : 03/04/2016

Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1Czw Kwi 25, 2019 8:48 am

Charakterystyczny  budynek Centrum Handlowego wreszcie wyłonił się spomiędzy miejskich wieżowców, zwiastując tym samym zbliżanie się limuzyny Oscorp do wyznaczonego celu. Co prawda mając na uwadze tempo w jakim przesuwały się pojazdy na zatłoczonych ulicach, fakt iż coś majaczy na horyzoncie, wcale nie oznacza rychłego dotarcia na miejsce. Zwłaszcza w uczęszczanych lokalizacjach, które niemal każdy mieszkaniec Nowego Jorku miał na swojej liście jako pozycję wartą odwiedzenia. Teoretycznie można by mieć nadzieje, że w skutek niedawnej inwazji jaka dotknęła miasto, ludzie przez jakiś czas będą dość ostrożni w wychodzeniu na zewnątrz, a co za tym idzie, minie kilka dni zanim znów na ulicach zapanuje typowy dla nich tłok, jednak póki co sytuacja była dokładnie przeciwna. W chwili ataku robotów, przerażeni mieszkańcy chowali się w najbliższym możliwym miejscu. Teraz natomiast większość z nich starało się jak najszybciej wrócić do domu, chociażby po to by skontaktować się z rodziną i bliskimi, w skutek czego ruch na drogach był nawet większy niż zazwyczaj. A przy tym dużo bardziej chaotyczny.
- Nadal uważasz że to konieczne? – Spytała Gewn, cały czas pozostając nieprzekonaną jak chodzi o upór Harry’ego, odnośnie uzupełnienia stanu posiadanej przez nią garderoby. W tym przypadku chodziło nawet nie tyle o możliwość dość problematycznego spotkania z Peterem, czy jej ogólną niechęć do robienia zakupów, jak fakt iż takie postępowanie sugerowało, że jej powrót do swojego świata zajmie znacznie więcej czasu niż nastolatka skłonna była przypuszczać. A może było to stopniowe przygotowywanie jej na informacje iż droga powrotna w ogóle nie jest możliwa?
Początkowo dziewczyna podejrzewała, że ktoś taki jak Harry jest w stanie zorganizować różne rzeczy praktycznie „od ręki”, uznając iż wcale nie byłaby zdziwiona, gdyby jej przyjaciel nagle oświadczył, że w piwnicach swojej firmy trzyma prywatne urządzenie do teleportacji między różnymi wymiarami. Teraz jednak, zamiast rozmowy o szybkim zamknięciu sprawy, bardziej prawdopodobna wydawała jej się dyskusja odnoście poszukiwania lokum, gdzie ona mogłaby się zakwaterować na kilka najbliższych dni. Najdziwniejszym w tym wszystkim był z kolei fakt, iż sama Gwen jakoś szczególnie nie czuła z tego powodu rozczarowania. W jej głowie, początkowe przerażenie i świadomość konieczności natychmiastowego powrotu do domu, stopniowo ustępowało miejsca ciekawości  i chęci poznania nowego świata. Poza tym ten Harry okazał się znacznie bardziej ugodowym jak chodziło o wsparcie jej planów. Osborn który na nią czekał, był kategorycznie przeciwny jakiemukolwiek gmeraniu przy prawidłowościach wszechświata. Oboje natomiast byli bardzo znanymi osobistościami. Przynajmniej w Nowym Jorku, co z kolei pociągało za sobą zupełnie inne, dużo bardziej naglace problemy.
- Uprzedzam tylko, że jak namierzą nas twoi paparazzi, a nasze wspólne zdjęcie wyląduje w jakiejś kronice towarzyskiej, to ty będziesz tłumaczył się przed Peterem. – Zasugerowała Gwen tłumacząc tym samym co myśli o tajemnicach wśród przyjaciół. Poza tym wbrew temu co sama deklarowała wcześniej, nieprawdą było iż nie chciała się spotkać z Parkerem. Oczywiście że chciała. Chociaż nie wiedziała jak się do tego przygotować. Jednak w tej sprawie Harry raczej nie będzie dobrym doradcą, ponieważ najprawdopodobniej zacznie analizować ten problem od niewłaściwej strony. Mary mogłaby jej pomóc, ale ona z kolei była bezpośrednio uwikłana w sprawę, więc nie wiadomo czy by chciała. – Chyba że jak prawdziwy celebryta masz ukrytą w aucie perukę i ciemne okulary?
Żartując z przyjaciela, Gwen cały czas obracała w dłoniach swoja komórkę, próbując przy tym zdecydować czy powinna zadzwonić do Rudej już teraz. Co prawda mogłaby skontaktować się z Dorren w podobny sposób jak z H2O, ale biorąc pod uwagę ilość pytań jakie miała do Wiewióry, rozmowa wydawała się lepszym rozwiązaniem. Z drugiej strony nastolatka wolałaby przeprowadzić ją na osobności, dlatego też postanowiła zaczekać z tym tematem aż będzie sama.
- Za to jak chodzi o ewentualne pamiątki potwierdzające mój pobyt  w waszym świcie, zakupowe paragony wydają mi się nawet lepszą opcją niż jakiekolwiek zdjęcia. Te ostatnie zawsze można podważyć oskarżeniem o fotomontaż, natomiast płatność za sukienki złotą kartą kredytową Harry’ego Osborna od razu sugeruje jakąś alternatywną  rzeczywistość. – Zauważyła Gwen, uśmiechem na twarzy manifestując swój dobry nastrój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1Nie Kwi 28, 2019 4:09 pm

Harry nie potrzebował wiele, aby oderwać spojrzenie - ostrożnie neutralne, a dzięki temu nie wyrażające jego stałej i niezmiennej irytacji typowymi dla tego miasta korkami - od widoku za szybą. Pytanie Gwen wystarczyło, aby od razu z powrotem przeniósł na nią wzrok... I praktycznie natychmiast uniósł jedną brew w niemym zapytaniu. Nie był do końca pewien do czego dziewczyna się w tym momencie odnosiła. Do tej wyprawy czy do pomysłu zobaczenia się z Parkerem? Mm, prawdopodobnie do tego pierwszego, bo na drugie to w końcu ona sama naciskała, nie on... Choć, fakt, przed chwilą sam zasugerował, że powinna odbyć z Peterem rozmowę. Ale to co innego. I tak była już wtedy na to uparta, więc mógł z czystym sumieniem wybrać mniejsze zło.
Usatysfakcjonowany tym tokiem myślowym, Osborn kiwnął głową, decydując się po prostu obstawić, że rzeczywiście chodziło o zakupy. A w tej kwestii to on zamierzał trzymać się swego. Co prawda mogliby się niby udać bezpośrednio do domu i zwyczajnie zamówić ubrania i inne rzeczy przez internet, za należytą opłatą kurier dostarczyłby je najprawdopodobniej na następny dzień, niezależnie od stanu miasta, ale... Ale skoro dotarli aż tutaj, to zmienianie kursu nie miałoby większego sensu. To w końcu nie tak, że w tym momencie gdzieś im się bardzo spieszyło, pomijając może to, że do odpoczynku.
Na szczęście wszystko wskazywało na to, że przynajmniej pod kątem zakupów Gwen jednak odpuściła. Zapewne - pomimo wcześniejszego pytania - sama dobrze rozumiała, że szanse na spotkanie Petera w centrum handlowym, w dodatku takim położonym z daleka od natywnych terenów Parkera, powinny być minimalne. I to w porywach. Co prawda ogromne zbiegi okoliczności się zdarzały, ale istniały jakieś granice prawdopodobieństwa. A w takim miejscu Harry już prędzej spodziewałby się MJ. Co... Pewnie też nie skończyłoby się najlepiej, ale nie planował teraz denerwować Gwen tą wizją. Byłoby to kompletnie kontrproduktywne, a ona dopiero co się uspokoiła.
- Mam na niego swoje sposoby, o to się nie martw. Ale z kolei nie nazwałbym siebie celebrytą, więc niestety, ale takiego przebrania nie posiadam... Musisz podjąć to ryzyko, że ktoś cię ze mną zobaczy - zgoda, może i to ostatnie nie było do końca prawdą, bo ciemne okulary akurat czasem dla dyskrecji nosił i może nawet gdzieś by się tutaj znalazły, ale nikt nie przekonałby go do peruki, nie bez bardzo dobrego powodu. Bardzo dobrego. Inaczej nie naraziłby na coś takiego własnych włosów.
Z Peterem natomiast faktycznie jakoś by sobie poradził. Och, ani przez chwilę nie wątpił w to, że jego przyjaciel mógłby się popisać hipokryzją i zacząć mu prawić kazania na temat ukrywania ważnych spraw, jak na przykład przybyszów z równoległych rzeczywistości... Lecz w takich okolicznościach Harry również posiadał amunicję. Uciąłby wyrzuty Parkera własnymi i jeszcze zakręciłby go tak, że sam chciałby uciec od tematu i zakończyć rozmowę. Na szczęście na jego odruchu unikania udzielania szczerych odpowiedzi zawsze można było polegać. Bo było się z czego cieszyć...
Kolejne słowa dziewczyny sprawiły już, że Osborn po prostu przewrócił oczami, choć nie w wyrazie irytacji, a pewnej formy rozbawienia, na co wskazywał również fakt, iż jeden z kącików jego ust na moment się uniósł. Nie to, żeby Gwen nie miała racji odnośnie możliwych oskarżeń o fotomontaż, tyle że... Gdyby ktoś naprawdę się uparł, to paragon w ten czy inny sposób też by w końcu sfałszował. Dałoby się to wykryć, oczywiście, ale kiedy problemy można było zrzucić na różnice między światami, to błędy schodziły chyba na dalszy plan. Mężczyźnie to jednak nie przeszkadzało, więc nie zamierzał się takich szczegółów czepiać. W końcu takie dowody też były... Adekwatne.
- Mm, platynową - poprawił tylko, umyślnie nie zdradzając niczego ani wyrazem swojej twarzy, ani tym bardziej tonem głosu, żeby nie było całkowicie jasne czy żartował, czy może jednak mówił na poważnie. Nie to, żeby było to szczególnie ważne... Po prostu lubił się czasem trochę podrażnić. Teraz jednak jego spojrzenie znów na moment przeskoczyło na powoli zmieniające się widoki za oknem i Harry westchnął cicho, niemalże bezgłośnie. Zmienił przy tym minimalnie ułożenie swojego ciała, opierając się wygodniej o siedzenie, nim ponownie skierował wzrok na Gwen.
- Może być szybciej, jeżeli stąd już dalej pójdziemy na piechotę, a kierowca w tym czasie podjedzie i zaparkuje gdzieś w pobliżu budynku. Na miejscu mogę ci nawet kupić te okulary przeciwsłoneczne, ale ostrzegam, że będziesz je nosić w środku na własną odpowiedzialność - uprzedził, odnosząc się rzecz jasna do tego, w jaki sposób były na ogół oceniane osoby z ciemnymi okularami założonymi na nos we wnętrzach budowli. Nie to, żeby go to obchodziło, ale... Ponownie, czasami lubił się z kimś podrażnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwen Stacy

Gwen Stacy

Liczba postów : 101
Data dołączenia : 03/04/2016

Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1Pon Kwi 29, 2019 7:20 am

Zapewnienie z strony Harry’ego, odnośnie poradzenia sobie z ewentualnymi pretensjami jakie mógłby mieć do nich Petrer, w znacznym stopniu uspokoiło Gwen. Z sobie tylko znanej przyczyny, nastolatka dużo bardziej przejmowała się zdaniem Parkera i jego możliwymi wyrzutami w temacie „powinnaś skontaktować się ze mną  wcześniej”, niż chociażby faktem, że gdyby prasa faktycznie zaczęła drążyć temat potencjalnej towarzyszki właściciela Oscorp,  ktoś wreszcie powiązałby ją z zmarłą Gwendolyne Stacy. To ostatnie nie wydawało jej się tak ważne, jak świadomość, że komu jak komu, ale Peterowi należało powiedzieć o swojej obecności w „tym”, Nowym Jorku.
- Mówiłam o tobie. Celebryta to może złe słowo, ale drugi największy pracodawca w mieście już chyba pasuje? – Zauważyła dziewczyna, podkreślając kto z nich jest postacią bardziej rozpoznawalną.
Chociaż akurat ten rodzaj popularności wcale nie gwarantował Harry’emu sympatii przypadkowo napotkanych osób. Zadowolonych pracowników firmy zwykle było tyle samo co tych wybitnie złych na swojego szefa, a dodatkowo należało jeszcze policzyć tych, którym nie w smak była sama działalność Oscorp i jej wpływ na życie mieszkańców. Co więcej, nawet jeśli większość rozgoryczonych nigdy nie spotkała Harry’ego osobiście, to właśnie na nim skupiała swój gniew, a w złości ludzie zwykle bywają dużo bardziej ekspresywni, w skutek czego o ewentualne obraźliwe komentarze czy inne słowne napaście było nietrudno. Z drugiej strony Osborn którego znała, doskonale potrafił radzić sobie z tego typu presją, choć nigdy nie zdradził w jaki sposób to robi. Z każdym razem gdy Gwen drążyła sprawę, ucinał temat krótkim stwierdzeniem, iż w porównaniu do kierowania całością firmy, takie ekscesy to tylko drobiazgi.
- Dla mnie wystarczy czapka. – Dodała nastolatka, na chwilę zastygając bez ruchu, gdy wioząca ich limuzyna wyprzedziła stojące na drodze auto – widmo, a po chwili zaczęło wolno lawirować pomiędzy kolejnymi opuszczonymi samochodami. Pojazdy nie tylko pozbawione były kierowców i pasażerów, ale w większości z nich drzwi do kabiny pozostawały otarte. Co dziwniejsze wokół tak zaparkowanych aut kręciło się mnóstwo ludzi.
Nic dziwnego że w tej sytuacji korek na drodze był znacznie większy niż zwykle, a sama limuzyna wkrótce również musiała się zatrzymać.
 - Chyba nie mamy innego wyjścia. – Zauważyła Gwen odnosząc się do propozycji kontynuowania podróży na pieszo.
Przyklejona do szyby, dziewczyna nie odrywała wzroku od wydarzeń rozgrywających się na ulicach. Wszystko wskazywało na to iż jedna z licznych walk toczących się nad miastem, miała miejsce gdzieś w pobliżu Centrum Handlowego, a przerażeni mieszkańcy w panice porzucali swoje samochody, szukając lepszego schronienia. Gwen starała się wypatrzeć jakiś śladów pobojowiska. Poprzewracanych samochodów, wielkiej dziury w ziemi, czy zniszczonych budynków, jednak w pobliżu nie było widać nic takiego, co jedynie sugerowało skalę tworzącego się na ulicy zatoru.
Obecnie każdy na własną rękę próbował wrócić do domu, ignorując wskazówki tych którzy poza myśleniem wyłącznie o sobie, usiłowali zapanować nad sytuacją. Wywołało to ogólny chaos, rozładowanie którego musiało zabrać trochę czasu. Przynajmniej zmartwienie o ewentualne rozpoznanie Harry’ego właśnie przestało mieć rację bytu. Większość ludzi z komórkami przy uchu, pochłonięta była swoimi sprawami, do tego stopnia iż nie zauważała osób na które wpadała. Jednocześnie wspomniane wcześniej nikłe prawdopodobieństwo spotkania tu spider – mena czy innego z bohaterów, właśnie znacznie wzrosło. Za to zupełnie inaczej kształtowała się nadzieja że Centrum będzie funkcjonowało normalnie.
Gwen dopiero teraz zdała sobie sprawę z skali inwazji. Do tej pory przebywała w dzielnicach, których atak maszyn w ogóle nie dotknął, przez co całe zagrożenie wydawało jej się dość wirtualne. Gdyby wcześniej zdała sobie sprawę, że jest tak źle, sama włączyłaby się do walki. Pomogłaby spider – menowi albo znalazłaby pana Starka, udowadniając mu swoja rpzydatność. W głowie Gwen zrodziła się myśl że być może wciąż jest tam potrzebna, przez co dziewczyna nie była w stanie dłużej usiedzieć na miejscu, niemalże wyciągając Harry’ego na zewnątrz.
- No chodź, idziemy. Może uda nam się zobaczyć jednego z tych robotów, albo tego który je powstrzymał. – Zaproponowała wyraźnie pobudzona nastolatka, nie mogąc się doczekać by jak najszybciej znaleźć się na miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1Czw Maj 02, 2019 4:57 pm

Harry jedynie uśmiechnął się na... Och, powiedzmy, że był to komplement - odnośnie znajdowania się w czołówce pracodawców. Zdecydował się ani nie potwierdzać, ani nie zaprzeczać domysłom dziewczyny, choć... Prawdę mówiąc na ogół starał się w miarę możliwości trzymać na uboczu, zwłaszcza w porównaniu z takim Starkiem. Jasne, nie myliła się co do tego, iż był rozpoznawalny, ale bardziej przez właśnie dziennikarzy czy osoby zainteresowane tematyką pokrywaną przez Oscorp niż przez zwykłych zjadaczy chleba. Zdarzało się to, oczywiście, bo w końcu przewijał się przez media, ale o wiele rzadziej... A niby ilu poważnych reporterów mogli zastać w centrum handlowym? Innymi słowy, nie był tym bardzo zmartwiony.
- Jasne - skwitował krótko to zażyczenie sobie przez Gwen czapki, dodając ten element ubioru do swojej mentalnej listy zakupów... W tej chwili jeszcze mało kompletnej, ale wychodził z założenia, że więcej pozycji zapewne przybędzie do niego - do nich - samych. Planował puścić dziewczynę luzem w tym czy innym sklepie i postawić na to, że będzie wiedziała czego chciała. Z MJ zazwyczaj tak to wyglądało, gdy z jakiegoś powodu jej towarzyszył... Pomijając sporadyczne zagadywanie o jego opinię. Nie to, żeby Mary Jane jej potrzebowała, bo i tak wyglądała dobrze praktycznie we wszystkim, co uznała za stosowne na siebie założyć... Ale to inna sprawa. Osborn ostrożnie zakładał, że taki był po prostu protokół.
Kiedy jego propozycja przebycia reszty drogi na piechotę spotkała się, zgodnie z jego przewidywaniami, z tak entuzjastycznym przyjęciem, mężczyzna mimo wszystko przewrócił oczami, po czym poświęcił krótką - z konieczności naprawdę krótką - chwilę na zwrócenie na siebie uwagi kierowcy i wydanie mu odpowiednich poleceń. Zaraz potem samochód tak czy siak musiał się znowu zatrzymać ze względu na korek, więc Harry wykorzystał ten moment, żeby go opuścić, rzecz jasna drzwiami wypadającymi po stronie chodnika, które następnie przytrzymał dla Gwen, a na koniec ostrożnie zamknął. Wycofując się nieco dalej od jezdni, Osborn odruchowo potoczył wzrokiem po otoczeniu, starając się ustalić jak najwięcej... Szczególnie rzeczy, które ciężej byłoby mu dostrzec czy w inny sposób odnotować z wnętrza pojazdu.
Okolica prezentowała się... Mniej więcej tak, jak się tego po niej spodziewał w kilka godzin po masowym ataku. Nie oczekiwał po niej niczego lepszego, ale gorszego tak naprawdę również nie, więc czuł się względnie usatysfakcjonowany. Tłumy, choć jak zawsze irytujące, równocześnie przynosiły mu swym widokiem coś na kształt ulgi. Pewnie, przeszkadzały mu w przemieszczaniu się i stanowiły zagrożenie dla jego bardzo szerokiej przestrzeni osobistej, ale... Chyba po prostu dobrze było widzieć tylu ludzi. Potwierdzało to coś, co i tak wiedział - że miasto przetrwało, nawet jeżeli jego populacja została uszczuplona. Swoją drogą, ciekawe z jaką liczbą ofiar mieli do czynienia. Nie spotkał się jeszcze z żadną oficjalną informacją w tym temacie, ale na to było zbyt wcześnie... Prawdę mówiąc nawet na jej szacowanie. Nie wspominając o osobach uznawanych póki co za zaginione, które równie dobrze mogły po prostu nie mieć jak skontaktować się z bliskimi. Nie, wiarygodne dane pojawią się pewnie dopiero za parę dni.
- Z tego co wiem, roboty w większości eksplodowały... Więc jeżeli już, to zobaczymy prędzej ich smutne resztki, a nie coś, co przypominałoby prawdziwą maszynę. O ile ktoś ich stąd nie zabrał - ustosunkował się wreszcie do nadziei Gwen, lecz ton jego głosu wyraźnie wskazywał na to, iż jego myśli zajmowało w tej chwili coś innego... Co nie zmieniało faktu, iż ta ostatnia kwestia trochę go zastanawiała. Może nawet niepokoiła? Odrobinę. Oczywiście głęboko wierzył w to, iż taka Tarcza czy inne organizacje jej pokroju nie omieszkają w ekspresowym tempie zabrać się za sprzątanie pozostałości Sentineli, ale... A nuż jakieś niebezpieczne kawałki wpadną w niepowołane ręce? W końcu agentom ciężko byłoby dotrzeć do każdego jednego robota i to na czas. A hieny potrafiły działać zaskakująco szybko. On sam na szczęście nie czuł potrzeby przeglądania szczątków tych maszyn. W dalszym ciągu uważał, że potrafiłby zbudować takie lub lepsze, więc po co miałby grzebać w śmieciach?
- Jeżeli ci tak zależy na ich zobaczeniu, to mogę potem zorganizować nagrania z kamer wokół Oscorp, bo trochę ich tamtędy przemaszerowało... Ale pewnie dość podobnych klipów znajdziesz sama w internecie. Choć prawdopodobnie w gorszej jakości. Większość tych, na które się wcześniej natknąłem, wyglądała na robione z komórek - zaoferował, teraz już zerkając na Gwen i wraz z nią kierując się chodnikiem ku centrum handlowemu. Aż tak daleko do przejścia nie mieli, nawet jeżeli po drodze musieli uważać, aby na nikogo nie wpaść. Co... Nie było wcale łatwe.

Z/t za oboje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




Washington Square Park - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Washington Square Park   Washington Square Park - Page 7 Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Washington Square Park
Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: