Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zuccotti Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3349
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Zuccotti Park   Wto Lip 24, 2012 4:49 pm



Zuccotti Park (dawniej Liberty Plaza Park) znajduje się na Manhattanie. Założony został w 1968 roku. Uległ częściowemu zniszczeniu podczas 9/11 w 2001 roku. W 2006 roku otworzono go ponownie, pod zmienioną nazwą, dedykowaną dla Johana E. Zuccotti, prezesa korporacji Brookfield Office Properties, która obecnie jest właścicielem parku.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sólstafir

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 24/04/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Kwi 30, 2013 10:50 pm

Nastała noc, zsunął swoją opaskę i zmiętą schował w kieszeni kurtki. Noc nie należała ani do ciepłych, ani przesadnie zimnych. W sam raz by rozruszać kości. Wybrał się do centrum starając się nie myśleć o niczym innym jak o drodze. Płyta chodnikowa za płytą… krok po kroku. Przyśpieszył mu oddech. Wizja przed oczami zamajaczyła. Nie wróżyło to dobrze. Może powinien zostać w Instytucie? Gdzieś musieli kręcić się jacyś dilerzy. Kupi cokolwiek, byle tylko działało. Stopa za stopą… znów obraz rozmazał się, światła lamp i neonów zlały w potworny kłębek jasności by znów rozprostować swe wici. Monopolowy… Od razu skierował się do sklepu z alkoholem. Pół litra – żadnej zapitki. Pierwszą setkę wydoił tuż za rogiem. Obraz przestał się rozpływać. To dobrze… głosy… wszędzie dźwięki… znów łyk – łapczywy, długi, pięćdziesiątka weszła w gardło jak woda. Chuchnął krzywiąc się od potwornego smaku. Tak było zdecydowanie lepiej, dźwięki stonowały swą głośność, wróciły do siebie wtapiając się w tło. Przysiadł gdzieś na ławeczce, chowając nieco butelkę przed wzrokiem przechodzących ludzi. Pewnie mogliby go wziąć za jakiegoś pijaka, na co mu to? Trzeba było znaleźć jakiegoś dilera. Jak najszybciej… powinien znaleźć sobie jakąś pracę. Może nocnego stróża?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Kwi 30, 2013 11:28 pm

Noce, szczególnie w dużych miastach, zwykle mają to do siebie, że nie pustoszeją od tak sobie i zawsze znajdzie się jakieś miejsce w którym coś się dzieje. Jakaś bardziej znana kapela gra w barze, organizują imprezę w klubie, lub puszczają wielki seans filmowy w kinie. Grunt, że zawsze, ale to zawsze coś się dzieje i sporo osób z tego korzysta. Tak jak na przykład Johnny Storm. Bardziej znany również jako Human Torch.
Młody Storm, stały bywalec większości ważnych wydarzeń towarzyskich w Nowym Jorku, aktualnie wracał z pewnej całkiem udanej imprezy. Klub świetny. Zdecydowanie będzie musiał po powrocie dopisać mu dodatkową gwiazdę w swojej prywatnej liście ulubionych miejsc... o ile sobie o tym przypomni rano.
Jako, że wypił chyba nieco więcej niż jeden przysłowiowy kieliszek i dziwnym trafem, wyjątkowo nie znalazł towarzyszki na powrót do domu lub hotelu, musiał samotnie wyjść z klubu i udać się w miejsce umówione z taksówkarzem. Oczywiście, jego samochód stał kilkadziesiąt metrów dalej na parkingu i był pewien, że bez problemu dojechałby do domu... Wizja zdenerwowanej siostry po jego ostatnim takim powrocie była jeszcze zbyt świeża w jego pamięci by ponownie zaryzykować taką akcją. Mały skandal Fantastycznej Czwórki też nie był zbyt zachęcającą wizją...
Tak więc chcąc nie chcąc, nasz bohater musiał poczekać na taksówkę jak każdy przeciętny obywatel w wolny wieczór po imprezie. I, co akurat podobało mu się jeszcze mniej - faktycznie musiał na nią czekać, bo transport się spóźniał.
Przynajmniej nie musiał stać sobie od czapy pod latarnią, bo okolica okazała się być na tyle miła, by sprezentować mu mały park w którym mógł poczekać.. chociaż może "park" w tym konkretnym przypadku nie jest zbyt dobrym określeniem dla betonowych murków i kilku badyli w środku miasta. Przynajmniej nie jest to sam chodnik.
Nie mając bardziej ambitnego pomysłu na spędzenie czasu oczekiwania taksówki, Johnny dosiadł się do jakiegoś mężczyzny na ławeczce, wyjął podrasowaną wersję telefonu i zaczął grać w jakże ambitne "Angry Birds".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sólstafir

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 24/04/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sro Maj 01, 2013 12:22 am

Co za typ… Spojrzał na niego. Dookoła pełno pustych ławek, musiał wybrać tą? Varg zamknął oczy. Starał się o tym nie myśleć… Skrrrrrrrrriiiiiiiiiikkkkkkkk… Dźwięk przesuwanego po ekrania palca wydawał się atomową wersją przeszywającego uszy odgłosu pocieranego styropianu. Na całym ciele zjeżyła mu się skóra, złapał się za głowę tonąc nią niemal między nogami rzucony dzikim zrywem ciała. Obraz zamigotał pozostawiając smugi, które jeszcze długo zostały w powietrzu. Ruszył za nimi trafiony całą gamą kolorów. Buuuuuuuuuttttttttttteeeeeeeeeeeellllllllllkkkkkkkkaaaaaaaaaaaaaaaa… Własna myśl o samym słowie wydawała się płynąć w nieskończoność, kiedy to jego jaźń rozparcelowana między tysiącami świetlistych punktów przemierzała chyba całe galaktyki. Może gdyby był w stanie stwierdziłby, że opuszczanie Instytutu było najgorszą decyzją jaką mógł podjąć. Tak bardzo chciał się wyciszyć. Tyle razy marzyło mu się życie poza zgiełkiem miasta, z dala od tej hałaśliwej cywilizacji potęgującej dolegliwośći chyba stukrotnie… o ile jakakolwiek skala miała jeszcze jakieś znaczenie. Tysiące nachodzących na siebie głosów zmieniło się w ciche – plum – cała rzeczywistość zafalowała jak tafla wody, do której spadł mały kamyk. Podążał tą falą obracając się dookoła własnej osi rozszczepiany przez pasma kolorów i kształtów dopóki nie wizualizował sobie świetlistego tunelu porządkującego część wrażeń na tyle by odzyskać wymiarowy balans. Pozostały 4 wymiary… głębokość wciągnęła go w głąb ciemności poprzetykanej różowymi liniami skręcającymi się w seledynowe świdry…

A w normalnym świecie nie minęła nawet pełna sekunda.

…eeeellllkkkkkaaaaa…. Bbbbbbuuuuuuttttttttttteeeee…. lka. Gdzie moja butelka?! Pasma światła uniemożliwiały mu ocenę sytuacji, jednak jak tylko dorwał dłonią szklaną powłokę wyżłopał z miejsca chyba 200 mililitrów. Porzyga się… porzyga się ale to i kac będą wręcz nagrodą, wybawieniem. Zakręciło mu się w głowie, czyjś głos zakołatał znikając z pamięci i pojawiając się znowu. Przepraszam… wiem, że nie powinienem… ale znasz kogoś, kto może coś załatwić? Wybałuszył oczy ledwo dostrzegając rysy twarzy kogoś z kim rozmawiał. Skrrrrrrriiiiiiiieeeeeeeekkkkkk… flashback pocieranego dotykowego ekranu uderzył feerią barw prosto między oczy, by pulsować w rytm oszalałego serca. Boże… kiedy to się skończy… AAAAAAAAAAAAAAAAA!!! Własny krzyk rozsadził mu przynajmniej trzy plany wirujących fraktali, dopóki nie natrafił na gardziel jakiegoś wszechpotężnego bytu, który pochłaniał go do wnętrza kosmicznego żołądka, gdzie usłyszał szum fal oceanu zmieszany z dźwiękiem pukanego szkła… zapachów nie dało się opisać, bo ulotne jak wspomnienia o normalnym świecie przewijały się tak szybko, że nie dało się dzisiaj na nich skupić…

Varg patrzył nieobecnie na nieznajomego. Pytanie czy w ogóle usłyszałby cokolwiek… Myśli pędzące z prędkością światła kreowały w mózgu światy, których nie dało się opisać słowami. Był tym tak zmęczony… Odpoczynku. Chwili… Oddddppoooooo… Lakersi wygrywają meeeeecz! Skrrrriiiieeeeeekkkk… znów zapętlony dźwięk pocieranego ekranu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pią Maj 03, 2013 10:18 pm

Środek dużego, betonowego i obrzydliwego miasta. Sara za czasów swego człowieczeństwa była tutaj wielokrotnie. To tutaj najwięcej było handlu narkotykami i gangów do rozbicia. To miasto oglądała stanowczo za wiele razy, mimo to po latach swej nieobecności postanowiła je znowu odwiedzić. Była akurat noc, więc ulice były puste, jedynie czasem jacyś pijacy i taksówki przemykały wśród gry świateł bijących z budynków takich jak kluby nocne czy kasyna. Kolorowe neony oświetlały sylwetkę Kerrigan. Z pozoru mogłaby wydawać się ona normalna, jednak niby skrzydła wyrastające z pleców niszczyły całe wrażenie. Mimo wszystko miała nadzieję, że nie zwróci na siebie uwagi. Dobrze wiedziała, że teraz nie powinna się tutaj pokazywać. Cywile uciekli by w przerażeniu, a służby porządkowe szybko by ją usunęły, jeśli by tylko zdołały. Nie miała jednak ochoty z nikim walczyć. Była wyczerpana po tych kosmicznych podróżach i jedyne o czym marzyła to kubek gorącej kawy. Szkoda, że nie pozyska go w żaden legalny sposób. Miasta nie znała zbyt dobrze, jednak dotarła w końcu do tego słynnego "parku" w Nowym Yorku, który średnio park przypominał, ale kto co lubi. Była pewna, że nikogo tutaj nie będzie, a jednak się myliła. W oddali dojrzała dwóch mężczyzn towarzysko ze sobą siedzących... Narzucało to od razu pewne nieprzyzwoite myśli, ale to nie o tym. Nie za bardzo było gdzie się skryć, bo raczej jakiś konkretnych krzaków czy drzew tutaj nie było, pozostało jej więc udawać jakże zwyczajną kobiecinę i nie rzucać się w oczy. Nie chciała wzbudzić paniki, a donośny krzyk niesie się echem po wieżowcach.
Powrót do góry Go down
Reed Richards

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 02/05/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sob Maj 04, 2013 5:43 pm

Reed nigdy nie należał do zbyt sentymentalnych osób, ale w chwili, gdy znalazł się znów w mieście, z którym związało swój los wielu superbohaterów, dotarło do niego, że jest znów w domu i uśmiechnął się. Wielokrotnie próbował znaleźć przyczynę dla której właśnie tutaj współczynnik niezwykłości na kilometr kwadratowy był większy, niż gdziekolwiek indziej. Miał na ten temat pewną teorię, ale wydawała się ona tak nieprawdopodobna, że nie wyniósł jej nigdy poza drzwi swojego laboratorium.
Nie miał jednak zbyt wiele czasu, aby nacieszyć się chwilą spokoju, gdyż od razu po wylądowaniu Fantasticarem na dachu Baxter Building, napotkał nabzdyczoną żonę, która nie była w nastroju do tkliwych powitań. Reed miał zamiar przemknąć chyłkiem do laboratorium i tam przeczekać tą burzę. Zapewne zniknąłby na długie godziny, ponownie wracając do swoich badań nad niezwykłością Nowego Jorku, gdyby nie to, że zdołał jeszcze usłyszeć słowa Susan, wypowiedziane specyficznym tonem.
-Tym razem Johny, naprawdę prosi się o burę...
Nie potrzeba było do tego genialnego umysłu, aby zgadnąć, że słowa te, skierowane były do nikogo innego jak do Reeda, choć ich właścicielka udawała, że mówi tylko do siebie. Mr. Fantastic uznawał, że skłonność kobiet do subtelnego i niebezpośredniego wydawania rozkazów, typowa wyłącznie dla płci żeńskiej jest jedną z najniebezpieczniejszych broni, jaką te mogą użyć przeciwko swoim najbliższym. Nie mógł tak po prostu zapytać jej o co chodzi z Johnym i gdzie może go znaleźć. To by było za proste.
-Zajmę się tym... - rzucił cicho w kierunku Susan, choć nie wprost do niej. Subtelny rozkaz, wymagał subtelnego potwierdzenia.
Tak szybko jak mógł, wrócił znów do lądowiska ich Fantastycznego Wozu. Zająwszy miejsce za sterami, kazał komputerowi zlokalizować Human Torcha. Dostawszy jego współrzędne z dokładnością do 2o cm, od razu uruchomił pojazd i ruszył ku miastu.
-Znowu w domu. Nie ma to jak rodzinne problemy - westchnął, mknąc przez nocne niebo. Przebywając w Europie i wraz z Benem jeżdżąc od uczelni,do uczelni , Richards czuł się jakby był znowu w collegu. Bez rodziny, bez żadnej odpowiedzialności, tylko on i nauka. Oraz Ben. Tak na marginesie ciekawe co też skłoniło go do pozostania w Paryżu?
Zastanawiając się nad tym, Reed ani na chwilę nie stracił kontroli nad pojazdem. Znalazłszy się nad Parkiem Zuccotti, Fantasticar obniżył lot i Richards wylądował na parkingu niedaleko, od razu zajmując jakieś 3,12 miejsca.
Dla Johnyego pojawienie się wielkiego, latającego buta z czwórką na masce (Richards za każdym razem czuł się niezwykle urażony, gdy stosowano to porównanie) 0znaczało, że ktoś postanowił nieco skrócić jego wolny wieczór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sob Maj 04, 2013 6:38 pm

Po niezbyt długim czasie spędzonym na graniu w wybuchające ptaki próbujące zabić małe, zielone świnki, Johny doszedł do wniosku, że wybór miejsca zaraz obok nieznajomego mężczyzny nie należał do zbyt trafnych. Szybko do jego nosa dotarł zapach alkoholu silniejszy od tego, który czuć było z niego samego. On sam raczej nie był pijany, nie, trzymał się przecież wręcz perfekcyjnie. Tylko promile we krwi nie pozwalały mu na prowadzenie samochodu, taki drobny szczegół. Czysto formalna rzecz.
Słysząc niezbyt wyraźne pytanie i to chyba skierowane do niego (albo do butelki, gościu wyglądał na takiego, który aktualnie mógłby rozmawiać nawet z chodnikiem) Pochodnia uniósł lekko brwi i zerknął na mężczyznę obok siebie.
- Em, pewnie zależy o co pytasz? - odparł, zastanawiając się przy okazji, czy facet w ogóle coś jeszcze kontaktuje, czy tak sobie bredzi.
Johnny zerknął na godzinę w telefonie i wyłączył grę. Coś mu się wydawało, że więcej już nie zamówi taksówki z tej konkretnej firmy. Ich strata, napiwki zwykle miał na poziomie.
Szukając nowego zajęcia, zaczął się od tak sobie rozglądać po okolicy... i uniósł wysoko brwi kiedy w pewnym momencie jego spojrzenie trafiło na dosyć nietypową postać. Kobieta, chyba kobieta, miała dosyć nietypowe... dodatkowe coś z tyłu pleców. Coś, co przypominało kościste skrzydła? Ich szkielet, przynajmniej.
- Nocny zjazd fanów fantasy, czy jak? Larpa tu robią? - mruknął do siebie. Na szczęście chwilę potem usłyszał całkiem znajomy dźwięk silnika. I to nie taksówki, tylko kochanego Fantasticar. No, to jest akurat dobra wiadomość dzisiejszego wieczora. Koniec z czekaniem na transport!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sólstafir

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 24/04/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Maj 06, 2013 4:41 pm

Głos mężczyzny przebijał się przez echa mnogich głosów kołatających się ulicami Manhattanu. Dragi… cokolwiek… - wymamrotał patrząc chyba w jego kierunku… o ile jego twarz nie rozciągnęła się feerią kolorowych barw zmieszanych w wirze neonów gnących wizję do tego stopnia, że nie był do końca pewien czy mówi właściwie w stronę jego twarzy. Zamknął oczy ściskając nerwowo powieki z nadzieją, że uspokoi swe myśli. Nic nie pomagało, zwłaszcza, że teraz pojawiła się obok kobieta z kościastymi skrzydłami demona obdartymi z błon lotnych. Mogłaby mieć trąbę i jechać na różowym jednorożcu – co gorsza niewidzialnym różowym jednorożcu, a i tak traktowałby to jako dość łagodną halucynację. Podobnie jak gwiezdny, latający but. Norma. Naprawdę norma. Gdyby strzelał tęczą i brokatem naraz, gdyby błyszczał jak polerow... W każdym razie cokolwiek by się nie wydarzyło, dla niego wyglądało normalnie – tak jak zwykło kiedy jego mózg zaczynał tratować świadomość tempem biegnących przez próżnię promieni słońca. Potrzebuję czegoś by odpłynąć… to nie tak, nie jestem ćpunem… w sumie to i tak bez różnicy. Po prostu potrzebuję czegokolwiek - – wydukał, choć w jego głowie trwało to pewnie wieczność poprzetykaną chorymi iluzjami.

Wyglądał pewnie na wykolejeńca, który zrobi wszystko dla otrzymania działki, ale nie wszystko jest tym co wydaje się na pierwszy rzut oka. Narkotyki spowalniały jego myśli do stanów, kiedy jego mózg mógł zwyczajnie odpocząć od natłoku informacji. Potrzebował pomocy. W Instytucie wszystko było okej, ale nie mógł siedzieć tam przecież przez wieczność. Nie chciał być od nich zależny, w dodatku czuł się tam jak dziecko. Nie mógł im w żaden sposób pomóc, a przecież był im winny uratowanie życia. Nienawidził gdy praca jego mózgu przyśpieszała do takiego stopnia, że nie był w stanie skoncentrować się na niczym innym jak podróżą po nieznanych światach majaków, przywidzeń, omamów i całej reszty nadprogramowych zdarzeń. Musiał wiedzieć jak poradzić sobie z tym problemem, nie mógł tak żyć wiecznie. W Instytucie zakazywali mu prochów jak dziecku. Bez nich nie mógł liczyć na ulgę. Tak źle i tak niedobrze. Potrzebował specjalisty i to dobrego, bo innego wyjścia dla niego chyba nie było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Maj 06, 2013 5:01 pm

Obserwowała nieco z dalsza dwóch delikwentów siedzących na ławce. Jeden zdawał się być trzeźwy, drugi jednak miał totalny odlot. Akurat dla niej zagrożeniem był bardziej ten pierwszy, ale jeszcze nie spanikował, jest więc dobrze. Może to nie taki zwykły cywil tylko też jakiś super-nie-wiadomo-co. W wojsku sporo słyszała o takich istotach, kosmitach i w ogóle rzeczach o których śmiertelnicy nie maja pojęcia. Normalne więc jest, że zawsze reagują na dziwactwa krzykiem i paniką.
-Ależ jesteś bystry, chłopcze.
Burknęła do tego co śmiał się do niej odezwać i złożyła bardziej skrzydła co by aż tak nie odstawały od jej sylwetki. Pijakowi najwyraźniej było bardzo źle, pewnie przesadził z alkoholem, a teraz jeszcze dragów chce. Kerrigan głównie z takimi miała do czynienia, więc wiedziała co zrobić. Powolnym krokiem zbliżyła się pijaczka, zaszła go do tyłu i... Zadała szybki cios w nasadę głowy aby go ogłuszyć.
-Problem z głowy...
Spojrzała na tego drugiego. Stała teraz blisko niego, więc mógł się jej bardziej przyjrzeć, co ją akurat niezbyt radowało. Zapewne teraz zobaczy jej robacze włosy i chropowatą skórę mieniącą się fioletem. Na domiar złego, przyleciał tutaj... But. Latający but, dajcie spokój. Nigdy nie widziała takiego dziwacznego pojazdu, bardziej jednak martwiło ją to, kto takim czymś jeździ. Na pewno nie jakiś milioner z Nowego Yorku, chociaż oni też czasem dziwne dziwactwa sobie kupowali. W sumie powinna się już zwijać stąd, zbyt tłoczno zaczęło się tutaj robić, jak na środek nocy... Jednak to prawda, że Nowy York nigdy nie śpi.
Powrót do góry Go down
Reed Richards

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 02/05/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Maj 07, 2013 5:16 pm

Richards wyskakując z pojazdu od razu zauważył trzy postacie, spędzające tą podobną do wielu innych noc, w tej typowej dla miejskiego krajobrazu namiastce parku. Jedna z nich miała znajome blond-włosy, a i specyficzny sposób siedzenia wskazywał, że Fantasticar dokładnie namierzył położenie jego drogiego szwagra. Drogiego pod wieloma względami. Na przykład w kwestii potencjalnych kosztów zniszczeń, jakie zdarzało mu się wygenerować.
Choć z tej odległości, nie widział twarzy, ani innych szczegółów anatomicznych pozostałej dwójki, wiedział, że Johnny nie przebywałby w towarzystwie zwyczajnych ludzi. O, nie, ten chłopak miał wyjątkowy dar przyciągania kosmitów, mutantów, czy nadludzi. Ogółem mówiąc, istot które nieco odstawały od typowej amerykańskiej fauny.
Rozejrzawszy się po ulicy i stwierdzając, że nie grozi mu rozjechanie, przeszedł na drugą stronę jezdni, ku parkowi.
-Johnny, nie mów, że znowu zepsuł ci się zegarek. Wiesz która jest godzina? Twoja siostra się niepokoi - burknął karcąco, gdy był jeszcze kilka kroków przed całą trójką. Nie dodał, że jemu samemu los szwagra też obojętny nie był. Zwłaszcza, że gdyby nie on, już teraz mógłby na przykład leżeć w łóżku. Należało mu się to, po całym tygodniu męczącej pracy. A tymczasem przez niego musi robić za niańkę. Frustrujące.
Jakieś 5 sekund po wygłoszeniu tej nagany, Reed rzucił okiem na specyficzną towarzyszkę Johnny'ego. Te krótkie oględziny wystarczyły, aby na jakieś 75% móc stwierdzić, że nie jest ona pochodzenia ziemskiego. Gdyby nie irytacja i zmęczenie, z pewnością poświęciłby tej formie życia dużo więcej czasu, zamiast pozwolić by ta wymknęła mu się z rąk. Ale to jednak naprawdę nie jest dobra pora na badania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Maj 07, 2013 10:14 pm

Johnny uniósł brwi słysząc… słowa mężczyzny obok siebie. Przy okazji też stwierdził, że chyba pora wstać z ławki, bo zrobiło mu się aż nieco nieswojo – i to też od razu uczynił.
Co do samych „dragów” o które pytał nieznajomy… Pochodni zdarzyło się kiedyś raz czy dwa brać coś na imprezie dla zabawy, ale raczej nic specjalnego. Dostępu tez raczej zbyt dużego do tego typu cudów nie miał, albo raczej nie miał potrzeby mieć. W jego przypadku sporym plusem było to, że dzięki swojej mocy raczej nie musiałby się martwić czymś takim jak zatrucia, czy większe powikłania – wystarczyłoby zmienić się w kulkę ognia i po sprawie. Odpowiednia temperatura ładnie wypaliłaby niepotrzebne substancje z jego organizmu.
- Nie, raczej nie mam niczego takiego, ani nie znam kogoś, kto by miał coś w tym stylu. Sory – odparł Sólowi. Zerknął w stronę Fantasticar’u i z zadowoleniem stwierdził, że Reed już idzie w jego stronę…
A potem uniósł brwi widząc „kobietę” niedaleko siebie i jak… nokautuje pijanego mężczyznę. I to czymś, co wcześniej uznał za ciekawą atrapę.
W pierwszej chwili aż na chwilę go zamurowało. Tak trochę.
- Co do..?
Spojrzał na kobietę, a potem na męża swojej siostry, który akurat podszedł bliżej.
- Czekałem na taksówkę właśnie, żeby po pijaku nie wracać.. to chyba akurat dobrze, nie? Ale patrz, kogo spotkałem w trakcie czekania…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sólstafir

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 24/04/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Maj 07, 2013 11:23 pm

Podeszła… i dziabnęła go gdzieś w czerep. Można by rzec, że zobaczył gwiazdy, ale w jego przypadku, nie było to niczym niecodziennym. Osunął się na ziemię, spadając z ławki pozbawiony czucia. O czym myślał… o niczym. Był jakiś taki ogłuszony…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sro Maj 08, 2013 12:21 pm

Po tylu latach "emerytury" od jej policyjnych obowiązków jednak nadal wiedziała jak ogłuszyć delikwenta. To się chwali, obawiała się, że przez te lata niewoli i eksperymentów nic nie będzie jej wychodzić. Jednego panicza miała już z głowy, ale teraz dwaj pozostali gapili się na nią jakby ducha ujrzeli. Może ducha nie przypominała, no ale jednak nieco różniła się od standardowej kobiety, jakie zapewne widzą na co dzień. Trzeba było nie podchodzić do tego pijaczka, ale teraz to mogła sobie gdybać co by zrobić, a co nie. Zrobiła dwa kroki w tył nie będąc pewna ich dalszej reakcji.
Cóż.... Wy zapewne też nie jesteście normalni, inaczej zapewne cały Nowy York by już wiedział o tym, że tutaj jestem. Cywile zawsze tak reagują na "potwory".
Ostatnie słowo, "potwory" rzekła z wielką odrazą. Sama nie była zachwycona faktem, że tak daleko jej teraz było do kobiecego piękna. Gdyby pokazała się teraz swojemu mężowi i dzieciom... Nie, to były zbyt bolesne myśli by do nich wracać. Co gorsza, nie mogła zemścić się na tym, kto zniszczył całe jej życie bo cwaniak zmył się i w sumie nie wiadomo czy jeszcze żyje czy nie. Jeśli jednak żyje, gdzieś w odległej galaktyce, to i tak go znajdzie i przerobi na karmę dla psów. I tak nie ma już nic do stracenia. Teraz jednak nie ma co rozmyślać o tamtym, jest tu i teraz, a dwaj panowie pomogą mieć złe zamiary wobec niej. Jeśli chce w przyszłości na kimś się zemścić, to musi przetrwać tą chwilę niepewności.
Powrót do góry Go down
Reed Richards

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 02/05/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sro Maj 08, 2013 11:19 pm

-Mogłeś zadzwonić, że się spóźnisz. Do Susan, albo kogokolwiek...
Czepiał się. Teraz po prostu ewidentnie czepiał się szczegółów, tylko po to aby móc się wyżyć na kimś za swoje znużenie. Wprawdzie Johnny mógł zadzwonić, ale kompletną pomyłką byłoby oczekiwanie, że faktycznie to zrobi.
-Choć z dwojga złego faktycznie wolałem sam się tu zjawić, niż odbierać cię jutro ze szpitala, albo z aresztu.
Kiedy chłopak zwrócił mu uwagę na swoją towarzyszkę, Reed znów na nią spojrzał. Dopiero teraz zaczął się na nią gapić. Dopiero teraz przyjrzał się jej od stóp do głowy, zapamiętując wszystkie warte uwagi elementy jej ciała. Dopiero teraz spojrzał w jej oczy. Dopiero teraz uświadomił sobie kuriozalność tego spotkania.
Gdyby na tąż kobietę natknął się podczas jednej z wielu podróży do najdziwniejszych zakątków uniwersum, od razu instynktownie wiedziałby jak zareagować. Teraz, stając z nią twarzą w twarz w nowojorskim parku, nie miał zielonego pojęcia jak ją traktować. Jak turystkę, wysłanniczkę, najeźdźcę? Richards zastanawiał się nad tym krótko. Nie miał żadnych danych na jej temat, które pozwoliłyby ją sklasyfikować. Co gorsza, w obecnej sytuacji miał do dyspozycji jedynie jeden sposób na ich zdobycie.
-Dobry wieczór pani - przywitał się Reed. Poniewczasie zaczął mieć wątpliwości, czy aby nie popełnił gafy. Wprawdzie obca istota wskazywała pewne cechy typowe dla płci żeńskiej, ale równie to mógł to być osobnik hermafrodytyczny, albo...
"Za dużo myślisz Reed" - powiedział sam sobie. Uśmiechnął się delikatnie do niej i ciągnął dalej temat.
-Istotnie, normalność to coraz rzadziej spotykana cecha w tej części świata. Zabawne, czasami wydaje mi się, że to nadnaturalność staje się normą w obecnych czasach.
Próbując nawiązać z nią rozmowę, Richards nie mógł także darować sobie przyjemności obejrzenia jej z każdej strony. Dosłownie. Rozciągając szyję na odpowiednią odległość, niezbyt subtelnie zbliżył swoją głowę do jej skrzydeł.
-Zapewne nietaktem będzie zapytać, co taka kobieta jak pani, robi o tej porze, w miejscu takim jak to?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sob Maj 11, 2013 8:53 pm

Johnny przewrócił oczami słysząc wyrzuty Reeda. Nie no, naprawdę...
- Halo. Mam 24 lata, nie pięć. Jakby coś było nie tak, to bym dzwonił. Nie moja wina, że Sue jest nadwrażliwa - odparł z teatralnym westchnieniem. Zaraz potem spojrzał na męża swojej siostry oburzony. Prawie.
- Hej. Dawno mnie nie odebrałeś z żadnego aresztu. Poza tym - to był tylko raz! - odparł, udając nadąsanego i zranionego.
Naprawdę, mogliby trochę wyluzować z tym pilnowaniem go. Razem z Sue zachowują się jakby miał z 15 lat... Ale przynajmniej ma transport, co akurat jest na plus.
Podobnie jak Reed, Human Torch zerknął na... kobietę obok nich. I na nieprzytomnego mężczyznę, co znowu skwitował uniesieniem brwi. Pijany bełkot może czasem był uciążliwy, ale bez przesady. Nie trzeba od razu człowiekowi dawać po głowie.
Po usłyszeniu uprzejmego powitania i tego zalążka rozmowy w wykonaniu Reeda, Pochodnia musiał powstrzymać parsknięcie śmiechem. Pan 100% kultura na stanowisku! Inną sprawą było, że w sumie faktycznie ciekawiło go kim jest to kobieco-podobne stworzenie. Zjazd fanów science fiction już raczej odpadał z racji możliwości poruszania kosteczkami z tyłu pleców... No i to, że sama nazwała się "potworem" też było ciekawe.
- I po co taka kobieta jak pani ogłusza niewinnych pijaków o tej porze, w takim miejscu jak to? - dodał Johnny do pytania Reeda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sólstafir

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 24/04/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Maj 13, 2013 5:03 pm

Tak… to byli prawdziwi superbohaterowie. Ktoś o aparycji żywej groźby inwazji robali z innej planety wali w łeb niewinnego obywatela, a ci niemal zapraszają ją na kawę. No nic… upadek moralny, znieczulica i reszta dopada nawet tych znanych i lubianych obrońców ludzkości. Ostatecznie wszyscy są ludźmi nie? Niby tak… Leżał tak sobie na chodniku, ale coś zdaje się niedługo chyba zacznie padać. Pewnie za moment spadną pierwsze krople deszczu, uderzą w twarz mężczyznę i coś wydaje się, że się ocknie. Pewnie będzie go boleć głowa… i pewnie będzie dość zirytowany…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Maj 13, 2013 7:43 pm

Już zaczęła żałować, że tutaj przyszła... Kto by pomyślał, że takie tłumy i "fani" do niej zbiegną by się jej bliżej przyjrzeć. Wątpiła w to, że oni sami byli normalni, ale przynajmniej wyglądali na takich, dzięki czemu mogli ukrywać się przed wzrokiem gapiów. Ona niestety nijak nie pasowała do tutejszego otoczenia. Dlaczego tamci kosmici nie zrobili z niej jakiegoś zmutowanego kameleona?
Jeden z jej towarzyszy właśnie zapuszczał żurawia nad jej kościanymi skrzydłami, więc jednym z kościstych "palców" zrobiła mu pstryczek w nos, co by nie pozwalał sobie na zbyt wiele. Jedno miała już z głowy, ale teraz napłynęły w jej stronę pytania, fala pytań, która zaraz ją zaleje. Tak bardzo tego nie lubiła, i to już za czasów człowieka. Jej fach nie pozwalał na zadawanie ich zbyt wiele, gdyż nie było na to czasu, a przecież każdy mógł zawsze kłamać. Teraz jednak nie miała do czynienia z przestępcami(chyba), więc powinna wrzucić trochę na luz.
-Co tutaj robię? Wspominam czasy, kiedy jeszcze byłam człowiekiem. Wszystko się jednak zmienia, nie tylko miejsca, ale i ludzie.
Darowała sobie te milusie przywitana, uściski dłoni i inne takie, chociaż zawsze była kulturalną osobą. Teraz nie była już człowiekiem, więc nie musiała się stosować do żadnych zasad etykiety.
Drugi koleś poruszył zaś kwestie nieprzytomnego pijaka. W sumie już o nim zapomniała. przewróciła tylko oczami i podniosła nieprzytomnego mężczyznę, a następnie usadowiła ponownie na ławce z której się zsunął.
-Uraz z przeszłości... Zresztą dla niego też to jest lepsze rozwiązanie niż żebranie o dragi obcych ludzi.
Chciała jeszcze dodać "najlepiej to bym go zamknęła w ośrodku dla uzależnionych" ale powstrzymała się. Kiedyś to i może mogła tak robić, teraz jednak nie miała już takiej mocy. I w ogóle to powinna wreszcie nieco wyluzować, bo ciągle zachowuje się jak jakaś pani policjant. Teraz może grać tylko wiedźmę bez charakteryzacji.
Powrót do góry Go down
Reed Richards

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 02/05/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Maj 14, 2013 4:13 pm

Powstrzymał się przed dalszą dyskusją z Johnnym na temat jego zachowania. Czasami rzeczywiście próbował zachowywać się jak ojciec chłopaka. Właściwie to zaraził się tym od Susan. Kiedy ona matczyła swemu bratu, Fantastic naturalnie dostosował się do niej, zajmując pozycję drugiego rodzica. Szkoda tylko, że było już za późno na wychowanie ich "syna" za pomocą tylko i wyłącznie słów. Jedyną nadzieją na to, że chłopak spoważnieje, było to, aby sam z siebie dorósł. Ergo: nadziei nie było.
Dlatego też jego odpowiedź, skwitował jedynie ponurym spojrzeniem.
Po otrzymaniu delikatnej, niewerbalnej prośby o zaprzestanie oględzin, prosto w nos, Reed postanowił ją usłuchać i wrócił z głową na swoje właściwie miejsce.
-Och, więc jesteś Ziemianką z pochodzenia? - zaciekawił się. Nie było sposobu, aby dowiedzieć się o czymś takim bez rozmowy. Dlatego wywiad osobisty jest jedną z najlepszych rodzajów badań naukowych. Tu nie tylko same słowa, które mogły być sfałszowane i ich znaczenie dostarczały niezbędnych informacja. Także okazywane emocje, sposób wymawiania poszczególnych dźwięków, każdy najmniejszy ruch dawał nową wiadomość dla badającego.
Reed musiał za wszelką cenę oszacować niebezpieczeństwo jakie mogła stanowić tajemnicza osobniczka. Puścić ją wolno, jako cywila, czy zawiadomić SHIELD. I to nie tak, że nie zauważył jej irracjonalnego zachowania polegającego na ogłuszeniu tego "zmęczonego" człowieka na ich oczach. Widział, ale skierowawszy całą uwagę na tą kobietę, fakt przygrzmocenia w potylicę zwykłego człowieka, istniał dla niego tylko jako jeszcze jeden czynnik, jaki należało wziąć pod uwagę, przy ocenie zagrożenia. A akurat takie zachowanie zdecydowanie działało na niekorzyść kobiety.
Czy to była znieczulica? Z pewnością, choć bardzo specyficzna, dosięgająca głównie mocno zaangażowanych naukowców.
-Zdajesz chyba sobie sprawę, że takie postępowanie wobec niewinnych osób, nie jest szczególnie moralne, ani dobrze widziane? - powiedział wyciągając rękę, aby przytrzymać nieprzytomnego ćpuna, gdyby przypadkiem ten chciał po raz drugi spotkać się z brukiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3349
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Maj 21, 2013 12:39 pm

Sara zażyczyła sobie usunięcia obu jej kont, niestety nie myśląc o tym, że stawia Was przez to w dość niewygodnej sytuacji. Mam nadzieję, że uda Wam się jakoś przejść nad tym do porządku dziennego - najlepiej załóżmy po prostu, że przestraszyła się rosnącego "tłumu" i zwiała z tego miejsca, co Wy na to? Oczywiście to tylko propozycja, równie dobrze z nieba może spaść kamyk, który akurat roztrzaska jej głowę - zostawiam to Wam.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sólstafir

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 24/04/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Maj 21, 2013 8:41 pm

Za pozwoleniem Lokiego na „masakrację” Kerrigan… ;) UWAGA post zawiera brutalne opisy.



Niespodziewany błysk przeszył chmury nad Manhattanem. Zblizała się burza. Pierwsze krople deszczu spadły z nieba niedługo po rozdzierającym niebiosa grzmocie. Kilka z nich osiadło w kosmykach jasnych włosów, parę też uderzyło go w policzek. Przelotne opady rosiły spragnione wody drzewa i inne rośliny… woda przebudziła też mężczyznę pojąc jego… nienawiść. Uderzony w potylicę sięgnął za obolałą głowę przesuwając końcami palców w rozpuszczonych włosach. Znał to zbliżające się uczucie. Coś kłębiło się w nim i nie były to tylko setki nieartykułowanych dźwięków, głosów, kształtów i halucynacji. Coś kusiło go by sięgnąć powoli do kieszeni spodni wyjmując parę słuchawek, które chwilę później znalazły się już w uszach. Spojrzał z dezaprobatą na młodzieńca i kogoś kto mógł być jego starszym bratem, by odwrócić się w kierunku szkarady zamykając oczy i uśmiechając się krzywo. Palec zjechał na przycisk play…

SOUNTRACK - Grendel- "Hate This" (Northborne remix)


You think you know…

W słuchawkach rozległy się pierwsze słowa rozchodzące się echem przy akompaniamencie elektronicznego, prostego bitu wymieszanego z dźwiękami otoczenia. Powiew wiatru poruszył włosami młodzieńca, który wbił wzrok w ziemię. Fala jak kolorowa tęcza wymuszona działaniem pryzmatu, przesuwała się po okręgach dookoła jego pola widzenia wyciemniając i rozjaśniając tunel niczym snop światła. Nadchodzące z każdej strony dźwięki zaczęły powoli krystalizować się w jedno spójne pasmo. Sólstafir poruszył delikatnie końcami palców, na których błyszczały się pierwsze kropelki zimnego potu. Nieobecne mętne spojrzenie, którym omiótł kilka budynków dookoła nie wróżyło wiele dobrego. Przymknął powieki poddając się dziwnemu uczuciu. Rozległ się dźwięk przekręcanego w zamku klucza.

You think you know…

Muzyka nabrała na mocy, na złowieszcze sample nałożyły się głośniejsze miarowe uderzenia podobne marszowemu tempu kroczącej z duma defilady wojsk… albo wbijającego pale w ziemię kafara. Drobinki piasku na chodniku zaczęły delikatnie podrygiwać unosząc się nie więcej jak kilka milimetrów nad powierzchnią ziemi. Tańczyły opadając i podnosząc się na nowo w takt muzyki sączącej się w słuchawkach Varga.

You think you know about?

Tekst utworu skłonił go do rozwarcia ust…

You think you know about?

Szepnął, a drobinki piasku skoczyły do wysokości kolan.

You think you know about hate, you motherfucker?!

Spytał cicho, jednak gdzieś dookoła głos wokalisty zabrzmiał już zupełnie głośno. Przerażające uczucie… Drobiny zaczęły szaleć i znajdujący się dookoła mogli na własnej skórze poczuć smagające ich miarowo delikatnymi podmuchami dźwięki. Materiał ubrań zaczął drgać na ich ciałach tak jakby wchodzili do sali, w której odbędzie się koncert.

You think you know?

Jednostajne miarowe bicie złączyło się z odgłosem hi hatu trącanego w rytm nabierających na mocy kolejnych sampli… Powietrze przeszył dźwięk rodzący się dosłownie znikąd. Kolejne uderzenia poruszały ziarnami piasku falującymi w powietrzu jak linie oscyloskopu dookoła ciała Baldurssona, który wstał z ławki i wlepił spojrzenie w Kerrigan. Jego oczy przestały zjeżdżać na wszystkie strony. Patrzył wyraźnie i ostro tak jakby nie wypił ani grama alkoholu.

Park zaczął drgać w rytm rozchodzący się przez przestrzeń coraz głośniej i głośniej. Wydawało się, że cała okolica staje się areną najbardziej nietypowego koncertu jaki widziała ta okolica. Ubranie na Vargu zaczęło dosłownie falować, ale nie wydawało się by działa mu się jakakolwiek krzywda.

I need to break away
From all the words you say
From all the deeds you've done
From all the faith you break

I need to get away
From all the time you waste
From all the rage you bring
From all the hope you take!

W każde rozchodzące się powietrzu słowo, każde drzewo w parku drgało konarami targane akustyczną falą. Dźwięk nie powodował jeszcze wielkiego dyskomfortu ale wciąż wyraźne bassy sprawiały, że można było poczuć się jak w głośnym klubie. Trudno było skupić się już na własnych myślach. Z pewnością trudno byłoby też zrozumieć zagłuszoną decybelami mowę.

This is a part of me
So deep inside of me…

Sólstafir nie wypowiedział ani jednego słowa, zsynchronizował ruchy ust z wokalistą, kiedy chwilowa cisza przechodząca w echo przerodziła się w kolejną fazę sampli i zniekształconych dźwięków wraz z uderzanymi talerzami. Moc dźwięku wzrastała z sekundy na sekundę. W końcu gdy elektroniczna muzyka rozbrzmiewała na tyle głośno, że zaczęłaby irytować…

I HATE YOU ALL!!!

…Wyraz gniewu przeszedł przez park i okoliczne przecznice krzykiem płoszącym drzemiące na gzymsach ptaki.

- How the fuck are you gonna make me feel better?

- Don't yell at me!

- "Don't yell at you?" You fucking egotistical bitch!
You come here with this fucking self-righteous shit;
You gonna find some words in that book that are gonna make me feel better?

Jednostajny rytm uciętego z pewnego filmu dialogu wywołał na twarzy Islandczyka krnąbrny nienawistny wyraz pogardy.

Think you know about?

Fala dźwiękowa wytworzona przy uchu Kerrigan rozeszła się po jej ośrodku równowagi wywołując natychmiast mdłości.

Think you know about?

Kolejna fala nudności targnęła ciałem Sary. Zachwiała się lekko, kiedy poziom i pion zaczęły mieć dla niej nieco rozmyte pojęcie… Zataczając się, chlusnęła wymiocinami, dłońmi chcąc zatrzymać torsje. Jednocześnie w idealnym okręgu dookoła Varga naprężone do granic możliwości płyty chodnikowe dosłownie eksplodowały unosząc w górę kilogramy sypkiej ziemi i żwiru tworząc przeczące prawom fizyki wznoszące się i opadające słupy jak w wielkim naturalnym equalizerze dźwięku. Potężne akustyczne fale pompowały grunt w górę, słabnąc na ułamki sekund dając mu wrócić niżej, by kolejny raz strzelić wzwyż.


THINK YOU KNOW ABOUT HATE, YOU MOTHERFUCKER?!

Krzyk wokalisty wywołał po bokach Sólstafira efekt podobny do sonic boom. Potężne kręgi sprężonego dźwiękiem powietrza wytworzyły dosłownie tarczę dookoła ciała mutanta. Pchając wszystko na swej drodze z potworną siłą nie sposób było się do niego zbliżyć. Ryk dźwięku kierowanego na zewnątrz mógł już swobodnie zdruzgotać bębenki. Najrozsądniej byłoby po prostu biec gdzie pieprz rośnie, jak najdalej od epicentrum tej kanonady. Piasek miotany niewidzialnymi membranami szarpał wszystko na swej drodze. Wyciągnął ręce przed siebie tworząc takie soniczne powierzchnie po przeciwnych bokach istoty, która dosłownie za nic uderzyła go jak psa. Kerrigan rzucało od lewa do prawa, resztki wymiocin dosłownie roztrzaskiwały się o nią razem z nieprzebranymi kilogramami ziemi i resztek chodników tworząc lepiącą się breję. Kapiący z nieba deszcz idealnie pokazywał koncentrację okręgów źródeł dźwięków w powietrzu i na ziemi. Sólstafir wyglądał jak człowiek otoczony niematerialną perkusją. Kotły sprężonego powietrza miotały drobinami wody oraz materią, w każdą stronę, zaś przeciwdrgania dookoła ciała mutanta zapewniały mu całkowitą niewrażliwość na efekty własnych działań… a on dopiero się rozgrzewał przed tym co miało nadejść za kilka sekund.

HATE THIS!!!
YOU MOTHERFUCKER!
HATE THIS!!!
YOU KNOW WHO I AM?!
HATE THIS!!!
YOU MOTHERFUCKER!
HATE THIS!!!


HATE THIS!!!
YOU MOTHERFUCKER!
HATE THIS!!!
YOU KNOW WHO I AM?!
HATE THIS!!!
YOU MOTHERFUCKER!
HATE THIS!!!

Niczym niszczycielskie miarowe uderzenia kafara łomoczącego czaszkę istoty jak z innej planety – dźwięki dosłownie wbijały ją w ziemię. Była w klatce otoczona źródłami dźwięku. W takt mocarnych ciosów drgały grube szyby pobliskich biurowców. Musiały w końcu ustąpić. Natężenie dźwięku dosłownie mordowało okolicę. Do tańca deszczu i ziemi dołączyło teraz szkło z roztrzaskanych okien i witryn. Z lotu ptaka wydawało się że epicentrum sonicznej miazgi znajdowalo się dokładnie dookoła Kerrigan. Pulsujący rytm miotał jej półprzytomne, odporne ciało rozpłaszczone odczuwalnymi tonami decybeli. Każda żyła w jej insektoidalnym ciele, każda tchawica i komórka wystawiona była na ciśnienia tak wielkie, że rozsadzały wiązania błon. Sólstafir w nieprzytomnym amoku umieścił kolejną membranę pod ciałem istoty. Dwa skierowane w przeciwne strony talerze ładujące w jej ciało skrajne ilości kinetycznej energii cząsteczek powietrza miotanego dźwiękiem, dosłownie gniotły ją żywcem. Wyciskały ją jak oliwkę w potwornym imadle. Odgłos łamanych kości i egzoszkieletu milkł w agonalnej pieśni łomoczących huków.

Melodia skaczących dźwięków pustoszyła powłokę Kerrigan aż do stopniowego wyciszania się, kiedy mutant „zdjął” z niej zabójcze membrany. Przypatrywał się jej leżącej na ziemi. Wyglądała jak robak, pozbawiony możliwości ruchu, wyrzucony na ląd bezkręgowiec. Świdrował ją wzrokiem tak nienawistnym, tak okrutnym i nieludzkim, że zasługiwał na jeszcze gorszy koniec niż to co ją teraz spotykało. Dookoła niego ziemia pulsowała nieustannie w górę i w dół nadając melodii istną wizualizację. W oddali widać było migające światła radiowozów, karetek i wozów strażackich…

Think you know about…

Think you know about…

Ineed to break away
From all the words you say
From all the deeds you've done
From all the faith you break

I need to get away
From all the time you waste
From all the rage you bring
From all the hope you take…

Patrzył tak cały czas nie dając podejść do siebie ani Człowiekowi Gumie, ani Żywej Pochodni, odpychając ich ewentualne interwencje srogimi porcjami wstrząsów.

Muzyka znów przyśpieszyła, ostrzegawczy sygnał alarmowy w tle zwiastował błyskawicznym werblem kolejna falę wstrząsów. Syrena przypominała do złudzenia odgłos pracy elektrokardiografu. Pikanie było oznaką ostatnich uderzeń serca Sary. Widział to w jej oczach. To chore ale napawał się jej bólem i strachem jak największą nagrodą. Jego oczy drgały lekko w obłąkańczym szale kiedy pozbawiał ją życia… Seria uderzeń perkusji…

HATE THIS!!!
YOU MOTHERFUCKER!
HATE THIS!!!
YOU KNOW WHO I AM?!
HATE THIS!!!
YOU MOTHERFUCKER!
HATE THIS!!!


HATE THIS!!!
YOU MOTHERFUCKER!
HATE THIS!!!
YOU KNOW WHO I AM?!
HATE THIS!!!
YOU MOTHERFUCKER!
HATE THIS!!!

… I rozpoczęło się prawdziwe piekło. Wyciągnął dłonie zaciskając silnie pięści. Czując jak własne paznokcie zagłębiają się w jego skórze zagryzł zęby. Potężne soniczne eksplozje rzucały jej ciałem jak szmacianą lalką. Wtedy po raz ostatni widział oznakę świadomości na jej twarzy. Zerknęła gdzieś w dal, a potem wywróciła oczami pokazując jedynie białka. Kolosalne uderzenia wbijały ją w ziemię. Ciało Sary rozpadało się. Krwotok z wszelkich otworów ciała wskazywał, że w środku zdaje się być już przerobioną przez młynek papką. Roztrzaskane organy, niezliczone obrażenia wewnętrzne, połamane kości. Akustyczna furia Sólstafira wytłukła z Kerrigan nawet oczy i zęby. Huk towarzyszący generowanym falom szarpał gałęziami opierających się jeszcze drzew jak wiatr. Bił ją jak tłuczkiem rozsmarowując do tego stopnia, że w końcu przestała przypominać coś więcej jak krwawą miazgę. Truchło posklejane grudami ziemi i błota było zbeszczeszczone gorzej od należącego do Hektora z Iliady. Varg nie wiedział nawet kiedy z jego nosa pociekła strużka krwi. Szkarłątna kropla ściekła po brodzie spadając pod stopy mutanta kiedy muzyczna tortura dobiegała do końca wraz z ostatnimi taktami.

Think you know about hate you motherfucker?!

Echo ostatniego słowa zmierzało do ciszy. Varg rozluźnił pieści w koło niego wciąż jednak wirowały jeszcze drobinki piasku. Spojrzał na chłopaka, którego zagadał o narkotyki, przełknął z trudem ślinę i widząc rażące w oczy światła karetek i reszty służb… osunął się nieprzytomny na ziemię. Jego ciałem zaczęły rzucać konwulsje podobne do ataku padaczki… W końcu znieruchomiał. Stracił przytomność z grymasem bólu zastygłym na zakrwawionej twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sro Cze 05, 2013 8:26 pm

Human Torch musiał przyznać, że mimo wszystko rozmowa pomiędzy Reedem i nieznajomą do jakoś szczególnie interesującej nie należała. Fakt, wygląd (chyba) kobiety skłaniał do myślenia i był dosyć interesujący, jednak te pełne uprzejmości pytania Człowieka Gumy do ekscytujących nie na leżały. Dlatego też, podczas słuchania ich i sporadycznym zerkaniem w stronę swoich rozmówców, Johnny zaczął rozglądać się dookoła od niechcenia. Już wpadł na pomysł by sprawdzić stan swojej podrasowanej komórki, kiedy jego uwagę przyciągnęło coś nieco... nietypowego. A mianowicie, ziarenka piasku i drobne kamyczki drgające na kostce niedaleko nich. Prawie jak drgania wywołane jadący w oddali ciężkim pojazdem, albo inne trzęsienie ziemi. Zmarszczył lekko brwi i dźgnął Reeda palcem w bok. - Ej, o co chodzi..? - zapytał, tym razem serio zaciekawiony... a potem całość zaczęła się dziać stanowczo za szybko. I zbyt niezrozumiale.
- Ci do..? - wydusił tylko, zapalając płomienie w dłoniach, aż ogień pokrył je w całości. Na tym jednak w większości się skończyło, bo w pierwszych chwilach mężczyzna nie znalazł źródła tych drgań, wibracji. Dopiero potem zorientował się kto jest ich przyczyną. Było to jednak chyba zbyt późno.
Human Torch cofnął się do tyłu, częściowo też odepchnięty przez "barierę" Sóla. Widząc jednak jak ten atakuje dziwną kobietę, czymkolwiek te fale były spróbował przebić się przez nią płomieniami.
- Co ty robisz?! Reed, co tu się odwala? - zerknął na niego. Szybko jednak się okazało, że raczej niewiele mogli zrobić i przed ich oczami... cóż. Dokonano egzekucji. I to niezbyt przyjemnej w widoku.
Gdy mężczyzna upadł chyba zemdlony, Johnny nie poruszył się. A na pewno nie ruszył w jego stronę.Wciąż zaskoczony i ogłuszony tym wszystkim zerknął na swojego szwagra, chcąc zobaczyć jego reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reed Richards

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 02/05/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pią Cze 07, 2013 8:33 pm

Reed z niechęcią oddał chwilę uwagi szwagrowi, który wyraźnie się o nią domagał. Niezbyt był zadowolony z przerywania mu ważnego wywiadu, ale momentalnie zmienił nastawienie, gdy zobaczył o co chodziło chłopakowi.
-To... To jest - zająknął się. Bardzo chciał w tym momencie w prosty sposób wytłumaczyć to zjawisko, ale niestety nie miał pojęcia co mogło je wywołać, co z kolei wprawiało go w niemałą konsternację. Dopiero dziwne zachowanie ich "przyjaciela", którego obca istota nazywała niezbyt subtelnie "ćpunem", oraz wyginające się w pewien specyficzny rytm drzewa, uświadomiły mu, że kosmitka nie jest wcale najbardziej niezwykłą istotą w okolicy. Późniejsze wydarzenia pokazały także, że nie najniebezpieczniejszą.
Gdy Sólstafir wziął na cel jego rozmówczynię, Fantastic krzyknął do niego, lecz dźwięk jego głosu nie miał najmniejszych szans przebić się przez akustyczną sferę, jaką wytworzył wokół siebie obcy mężczyzna. Widząc jak jej ciało wygina się w coraz brutalniejszych torturach, ruszył jej na ratunek. Starał się roztoczyć wokół niej ochronny kokon z samego siebie. Wtem potężna wibracja dosłownie zmiotła go stamtąd i rzuciła na pobliski budynek. Ściślej mówiąc -rozpłaszczyła go na kilku piętrach wieżowca. Miażdżące dźwięki spowijające całą okolicę, sprawiały, że ciężko mu było skupić się na powrocie do naturalnej postaci.
Gdy dźwięk zelżał odrobinę, ciało Reeda, przypominające nieco pizzę o rozmiarach zasługujących na miejsce w Księdze Rekordów Guinessa, zleciało na chodnik. W końcu zdołał ściągnąć do siebie wszystkie kończyny i z ulgą znów przybrał wygląd zwyczajnego człowieka. Oddychając ciężko, zaczął iść z wolna do miejsca, gdzie jeszcze kilka chwil wcześniej, prowadził najzupełniej normalną rozmowę, z niezupełnie normalną kobietą. Przyspieszył kroku, gdy zauważył omdlałego sprawcę ataku fonicznego, coś co wyglądało jak resztki jego ofiary, ale nigdzie nie dostrzegł Human Torcha.
-Johnny? Nic ci nie jest?! - zawołał go. Wielką ulgą było dla niego usłyszeć znów swój własny głos. Nieporównywalnie większa ulgą było jednak ujrzenie chłopaka, który stał z boku, najwyraźniej cały i zdrowy.
To wielkie wydarzenie ściągnęło w ten rejon ratowników ze wszystkich rodzajów sił, jakimi dysponował w tym momencie Nowy Jork. Policjanci przybyli na miejsce, chcieli koniecznie wiedzieć co się tu właściwie stało. Oczekiwali, że nikt inny jak właśnie przebywający akurat na miejscu lider Fantastycznej Czwórki, wyjaśni im wszystko. Nie mieli litości dla jego stanu - Mister Fantastic ledwie trzymał się na nogach i zmagał z potwornym bólem głowy. Zanim cokolwiek im odpowiedział, spojrzał na coś, co nikt poza ich trójką, która widziała osobiście Sarę, nie był w stanie zidentyfikować jako ciało. Z obrzydzeniem odwrócił ciało od jej truchła.
-Johnny, jeśli chcesz, poczekaj na mnie w Fantasticarze - powiedział do szwagra, a sam zaczął relacjonować służbom przebieg zdarzeń, w międzyczasie wraz z ratownikami, badając stan udźwiękowionego mutanta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Cze 11, 2013 1:02 pm

Policja, straż pożarna i kilka innych jednostek podobnego typu, które zajechały na miejsce, tak naprawdę spowodowały jeszcze więcej zamieszania niż było wcześniej. Kilka zdezorientowanych policjantów przez chwilę nawet celowało w Human Torcha oraz Mr. Fantastic, jednak ci którzy rozpoznali miejscowych superbohaterów prawie od razu opuścili bronie, każąc zrobić to samo kolegom po fachu.
Dwójka mundurowych, o najwyższym stopniu z obecnych, podeszła do Reeda aby wyjaśnić co tu się tak naprawdę stało. Inni zaś, którzy mniej więcej zorientowali się o co może chodzić, zakuli w kajdanki nieprzytomnego Sólstafira i zabrali do jednego z radiowozów. Kobietę... cóż, zdecydowali się zakryć czarnym workiem do zwłok, bo przeniesienie ciała okazało się być problematyczne.

// Sólstafir zostaje przeniesiony na policję, więc wychodzi z tematu. Niech się do mnie zgłosi potem na PM, aby omówić szczegóły. //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Nie Cze 16, 2013 8:11 pm

Kiedy do Johhny'ego podszedł Reed, ten zerknął na niego, wciąż nieco ogłuszony. Z resztą, zarówno fizycznie jak i psychicznie, więc dosyć znacząco.
- Spokojnie, żyję... - odparł, zaraz też znowu zerkając na Sólstafira i resztkę ciała Sary. Dużo rzeczy w życiu widział, nie jeden horror też się oglądało, a na większości nawet śmiało... Ale to jednak nie było to samo co widzieć podobne sceny w rzeczywistości. Mniej czy bardziej widowiskowe - zawsze pozostawiały w umyśle jakąś nową ryskę.
Kiedy pojawiły się służby, Johnny z niezbyt dużym zdziwieniem zauważył, że większość na ich widok robiła miny w stylu "Ach, to oni" albo " No tak, to wszystko wyjaśnia". No hej, przecież nie mają monopolu na dziwne akcje! Jest pełno superbohaterów, albo zdarzeń w których nie biorą udziału. Od razu.
Kiedy Reed próbował go odesłać do ich samochodopodobnego czegoś, w pierwszej chwili chciał się sprzeciwić. W końcu też "brał" w tym udział i może się przydać! Ostatecznie jednak doszedł do wniosku, że Reed faktycznie może się po prostu trochę o niego martwić i sam dobrze sobie poradzi z glinami.
- Przyjdź zaraz - mruknął po skinięciu głową. Ruszył w stronę ich Fantasticar. Wsiadł do środka i opadł na fotel z ciężkim westchnieniem.
- To się nazywa zajebisty koniec imprezy - mruknął do siebie, zerkając w stronę Reeda, policji i całej tej szopki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reed Richards

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 02/05/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sro Cze 19, 2013 3:23 pm

Reed wyniósł się stamtąd natychmiast, gdy przestał być potrzebny. Ciężko było mu uwierzyć, że jeszcze tego samego dnia stał za pulpitem i rozmawiał ze studentami Uniwersytetu w Strasburgu na temat paradoksów czasowych. Spojrzał na zegarek. Dobrze, wczorajszego dnia.
Oświetlany przez błyskające koguty wozów policyjnych, przekroczył ulicę. Wolno powłóczył nogami. W każdej komórce swojego ciała wciąż czuł bolesne wibracje. Z ulgą zajął miejsce w wygodnym fotelu Fantasticara.
Powiódł palcem po sterze i uśmiechnął się na myśl, że dzisiejsze wydarzenie to idealny prezent powitalny od miasta. Tak aby nie wyszedł z wprawy i nie zapomniał, że tutaj nie ma co liczyć na jakikolwiek normalny dzień. I wcale nie był z tego powodu nieszczęśliwy. Przeciwnie, wiedział, że życie tutaj nigdy mu się nie znudzi.
Wszystko świetnie, lecz w tym momencie dotarło do niego, że ten "prezent" kosztował kogoś życie. W dodatku życie tak niezwykłe. Ludzie giną tutaj codziennie i nierzadko właśnie na ich oczach, ale z tak okrutnym potraktowaniem nie spotkał się dawno.
Przez uruchomieniem silnika spojrzał na wyraźnie zmęczonego Human Torcha.
-No, chłopcze, chyba w końcu możemy uznać, że ten dzień już za nami - oznajmił podrywając ich pojazd do lotu.
-Start spreadin' the news...- zaczął początkowo cichym, jedynie dla siebie słyszalnym głosem, ale z każdą sylabą, śpiewał coraz głośniej. Może to późna pora, może zmęczenie, może wzruszenie, może chęć wymazania z pamięci poprzedniego fonicznego koszmaru, swoim własnym fonicznym koszmarem, albo jeszcze coś innego spowodowały, że Richards podczas ich drogi do BB, postanowił uraczyć Johnny'ego swoim wykonaniem "New York, New York". I choć Fantasticowi można było zarzucać wiele, to jednak z całą pewnością nie to, że był Sinatrą.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   

Powrót do góry Go down
 
Zuccotti Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: