Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zuccotti Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Zuccotti Park   Wto Lip 24, 2012 2:49 pm

First topic message reminder :



Zuccotti Park (dawniej Liberty Plaza Park) znajduje się na Manhattanie. Założony został w 1968 roku. Uległ częściowemu zniszczeniu podczas 9/11 w 2001 roku. W 2006 roku otworzono go ponownie, pod zmienioną nazwą, dedykowaną dla Johana E. Zuccotti, prezesa korporacji Brookfield Office Properties, która obecnie jest właścicielem parku.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Human Torch

avatar

Liczba postów : 84
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sro Cze 19, 2013 2:38 pm

Johnny odwrócił głowę w stronę Reeda kiedy ten wszedł do pojazdu. Wyglądał na równie zmęczonego co on sam, ale chyba nie można było uznać tego za pocieszające. W ogóle,patrząc na wydarzenia tego wieczora, ciężko było teraz znaleźć cokolwiek pocieszającego. Może z wyjątkiem wizji prysznica i ciepłego łóżka. Oraz dobrego posiłku. Albo tylko łóżka...
- Taak. I oby daleko za nami - odparł Pochodnia na stwierdzenie szwagra. I chociaż starał włożyć w to jak największą ilość swojej zwyczajowej swobody, optymistycznego podejścia i tej całej reszty normalnego zachowania, nie szczególnie mu to wyszło. A przynajmniej w pierwszej chwili, bo kiedy młody Storm usłyszał pierwsze słowa piosenki, co raz głośniejsze słowa z resztą, przewrócił oczami w bardzo swój sposób.
- Nie no, serio..? - uniósł brwi, zerkając na niego jakby z niedowierzaniem, ale po chwili uśmiechnął się lekko.
- Już wiem dlaczego nie chcesz wychodzić ze mną na karaoke - rzucił. Prawda jednak była taka, że w pewien dziwny sposób to właśnie ta głupia piosenka i fałszowanie Reeda nieco poprawiło mu humor. Nie raz i nie dwa już mieli ciężkie dni, ale zawsze jakoś udawało im się wrócić do normalności. Dzisiaj również dadzą radę. Jak zwykle.
Po jakimś czasie nawet sam Johnny zaczął nucić cicho pod nosem.

[z.t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 405
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pią Cze 28, 2013 2:23 pm

To mógł być taki cudowny dzień... Codziennie spędzał kilkadziesiąt minut na wgapianie się błyszczącym wzrokiem we wszystkie nowinki dotyczące superbohaterów, marząc, by kiedyś samemu stać się jednym z nich, a jak już się okazuje, że miał jakieś moce, to oczywiście musiał wszystko spieprzyć zabijając pierwszą lepszą osobę. Nawet jeśli tamtemu się należało... Nie, stop, tak nie można... Nikomu się nie należy. No i na marginesie to chyba zabijając. Nie miał na tyle odwagi by zostać i sprawdzić. Uciekł z podkulonym ogonem tutaj, w pierwsze lepsze miejsce, by pozbierać rozbiegane myśli.
Ciekawe, jak zareagują jego rodzice jak się dowiedzą? No ok. jasne, cholernie świetnie się będą z tym czuli. Czy już się wmieszała w to policja? A może obwołali go już zagrożeniem, super-złoczyńcą i wysłali za nim w pogoń szwadrony bohaterów? Po plecach Billego przeszedł zimny dreszcz na samą myśl o tym. Nie, raczej nie będą marnować sił na jakąś płotkę, prawda? Przecież nie jest nikim specjalnym ot tylko... mordercą – podsunął mu usłużny umysł.
I tchórzem.
Jego myśli krążyły nieubłaganie w koło tego jednego wydarzenia, niczym sępy nad padliną i raz po raz atakowały kolejnymi falami samooskarżenia. A jeśli tak... A jeśli nie... Ta cholerna niepewność i niemożność podjęcia jakiejkolwiek decyzji była dobijająca.
Zrzucił z ramienia plecak i opadł więc nieco bezwładnie na znajdującą się nieco na uboczu ławkę, pogrążając się w coraz to bardziej czarnych myślach i próbując zdecydować, co zrobić ze swoją osobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teddy Altman

avatar

Liczba postów : 79
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Lip 01, 2013 8:14 pm

Tak naprawdę Teddy nie powinien szlajać się po tych pagórkach leśnych, po tych łąkach zielonych, ale jakoś nie miał ochoty wracać do domu. Zwłaszcza że mama pisała mu, że Greg przyszedł i na niego czeka. A po ich kłótni w Avengers Mansion nie sądził, że mógłby o czymkolwiek z Gregiem jeszcze rozmawiać.

Jedynym minusem było to, że nie miał co ze sobą zrobić, ani - jak pomyślał zawstydzony - żadnych znajomych, do których mógłby zadzwonić; wszyscy byli ze szkoły, z grupy Grega. Pomyślał na krótko o innym numerze, który posiadał w telefonie, ale nie będzie przecież... dzwonić do... Pochodni... bo ucieka przed... kolesiem... w którym kiedyś był... zabujany. Uch.

Poczuł lekkie rumieńce na twarzy i spuścił głowę w dół, siadając na jednej z bocznych, już zajętych ławek. Oparł łokcie na kolanach i obracał w dłoniach telefon, zagryzając wargę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Lip 01, 2013 11:15 pm

O tej porze - choć już nieco późniejszej - na placu kręciło się całkiem sporo osób, lecz jednak większa ich ilość krążyła dookoła parku, załatwiając swoje sprawy w okolicy. Ot, zwykła codzienność, nic ponadto, jak można by się było zresztą spodziewać... A przynajmniej do czasu.
Otóż w pewnym momencie z jednej z pobliskich uliczek dobiegł krzyk - zdecydowanie kobiecy - który sam w sobie łatwo byłoby pominąć w ogólnie pojętym zgiełku i chaosie miasta, gdyby nie to, że zaraz potem z tegoż właśnie kierunku napływać zaczęli ludzie - falą usuwający się z owego miejsca. Nowojorczycy mogli być co prawda przyzwyczajeni do licznych zagrożeń, co nie zmienia faktu, że każde kolejne też chcieli przeżyć. Przyglądanie się tego nie ułatwiało. Naturalna selekcja dbała o resztę.

Uwaga:
Sesja jest prywatna, więc przed napisaniem w tym temacie należy zapytać o pozwolenie - może się zgodzę, jeśli nie będzie to kolidowało z założeniami.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Sro Lip 03, 2013 3:34 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wiccan

avatar

Liczba postów : 405
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Lip 02, 2013 10:57 am

Był tak bardzo zajęty użalaniem się nad sobą, że nie zauważył, że przysiadł się do niego całkiem przystojny... nie no, kogo on chciał oszukać. Nawet wrzucony w otchłań depresji zauważyłby TAKIE ciacho. Jasne włosy, dobrze umięśniony niczym jakiś młody bóg... Wprawdzie nie widział jego oczu, ale musiały być one niebieskie, nie ma innej opcji. A ten delikatny rumieniec, cholera, jak się dłużej będzie tak wgapiał to wyjdzie na nie wiadomo jakiego stalkera czy innego idiotę.
Billy odwrócił wzrok od chłopaka niczym wyjętego z jego najskrytszych marzeń i prawie stwierdził, że pierdoli to wszystko, jeśli ma iść siedzieć to się przynajmniej napatrzy, kiedy spokój parku przerwał przeszywający krzyk, który postawiłby na nogi umarłego. Dodatkowy exodus ludności z tamtego obszaru tylko upewnił bruneta, że dzieje się coś złego. Szlag. Nawet zanim pójdzie siedzieć nie może mieć chwili spokoju i wytchnienia czy coś?
- Cholera, jak mają mnie zamknąć to może przy okazji uda mi się zrobić coś dobrego - mruknął do siebie zrywając się z miejsca i biegnąc w stronę, z której dobiegał krzyk. "With great power comes a great responsibility" jak mawia jeden z jego ulubionych bohaterów (i nie, nie chodzi mu o przemówienie Roosevelta z 45, którego ten nie zdążył nawet wygłosić).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teddy Altman

avatar

Liczba postów : 79
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Lip 02, 2013 11:22 am

Teddy był tak pochłonięty myślami o tym, jaki to jest beznadziejny, że nie zwrócił uwagi na to całe przypatrywanie się jego osobie. A gdyby nawet zwrócił uwagę, kto koło niego siedzi, to jego dzień od razu zyskałby na przyjemności, ale zapatrzony w swoje problemy egzystencjalne nastolatek nie rozglądał się nigdzie.

Oczywiście wtedy zaczął się chaos. Teddy najpierw uniósł głowę, spoglądając w stronę, z której dobiegł krzyk, a potem zauważył uciekających stamtąd ludzi. Już chciał wstać, odruchowo, bo w końcu Vision do niego 'podleciał', Vision teoretycznie coś mówił o nowej erze superbohaterów, więc po co innego byłby mu potrzebny Teddy.

Nie zdążył się podnieść, kiedy przed nim śmignęła ludzka sylwetka - o dziwo, pędziła w stronę zamieszania, a nie od.

Teddy wiele nie myślał. Upewniwszy się, że nikt nie zwraca na niego uwagi, zmienił się tak, jak myślał nad tym w domu: urosły mu mięśnie, zmienił się kolor skóry na zielony i włosów na czarny, a także z pleców wyrosły skrzydła. Ruszył w stronę zamieszania, lądując przed biegnącym w stronę...

...chłopakiem? Bardzo, bardzo młodym. Może jak on sam. Wyciągnął ręce, zagradzając mu drogę.

- Powinieneś uciekać w drugą stronę - powiedział, marszcząc brwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 405
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Lip 02, 2013 12:53 pm

Billy po części czuł, że może robi największe głupstwo w swoim życiu, jednak nie przyznałby się do tego za Chiny Ludowe. No bo niby ma jakieś moce, ale w sumie średnio kojarzy, co tak naprawdę potrafi. Oprócz robienia za żywy elektryczny rożen ma się rozumieć. Jednak poczuwał się do pewnej odpowiedzialności i nie chciał już więcej być tchórzem. Chciał z tym skończyć raz na zawszę, po tej sprawie sam odda się...

Chwila, od kiedy Hulk ma skrzydła? Ledwie wyhamował przed zagradzającą mu drogę postacią i o mały włos skończyłby na klacie nieznajomego. Jeszcze tego brakowało by w totalnie szczeniackim stylu odbił się od klaty jakiegoś superbohatera.
Musiał nieco zadrzeć głowę, by przyjrzeć się nieznajomemu, którego nie był w stanie rozpoznać. Mózg na najwyższych obrotach przeglądał wszystkie znane mu postaci zarówno bohaterów, jak i anty, jednak jedyne, co wyskakiwało to jeden wielki -error-. Na pierwszy rzut oka powiedziałby - Hulk. Ale raz - skrzydła, dwa - jakoś młodo mu wygląda i chyba postura też nie do końca taka wielka, trzy - oczy... gdyby nie to, że musiał się skupić, co do niego mówią, to najchętniej utonąłby w tych błękitnych tęczówkach. Ale nie, nie, nie, jesteś w trakcie akcji, skup się, panie Kaplan.

Nie było czasu na żadne słowne potyczki, Billy miał jednak pomysł, jak równocześnie przekonać siebie, jak i stojącego mu na drodze osobnika co do słuszności swojej decycji.
- Nie, jeśli jest szansa, że będę w stanie coś tam poradzić - powiedział z, miał taką nadzieję, zawadiackim uśmiechem. Uniósł lekko jedną rękę, po której zatańczyła błękitna błyskawica, znajdując odbicie w jego oczach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teddy Altman

avatar

Liczba postów : 79
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Lip 02, 2013 2:16 pm

Kiedy chłopak spojrzał na niego, Teddy musiał naprawdę uważać, żeby utrzymać się w powietrzu. I na szczęście dzięki tej wzmocnionej, zielonej skórze nie było widać tych przeklętych rumieńców, które jak tak dalej pójdzie zostaną z Teddym na zawsze, a to nie będzie za fajne.

Chłopak był, cóż. Uroczy. Z tą rozczochraną, czarną fryzurą, ciepłymi, brązowymi oczami i... piorunami w rękach?

Teddy uniósł brwi i poczuł się rozdarty. Ale zaraz też przyszła mu do głowy myśl, że skoro pioruny, to Thor, a skoro to nie jest Thor, to jakiś Asgardczyk na pewno. A takiemu wolno być obecnym w takich sytuacjach, prawda?

- Może obaj damy radę - powiedział, uśmiechając się lekko, zaraz jednak podleciał i chwycił chłopaka pod pachy (później będzie przepraszał) i poleciał z nim w stronę zamieszania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sro Lip 03, 2013 4:00 pm

Przez ten czas okolica prawdopodobnego źródła zamieszania zdążyła się już oczyścić z mieszkańców miasta, na skutek czego zarówno park, jak i przynajmniej kilka pobliskich uliczek niemalże opustoszały. Owszem, paru niedobitków poukrywało się w różnych zakamarkach, wyglądając z nich z jawnym zainteresowaniem, lecz w gruncie rzeczy były to nieliczne przypadki "samobójców". Niektórzy z nich trzymali nawet w rękach komórki - być może planowali robić zdjęcia lub nagrywać filmiki ze zdarzenia... W końcu na miejscu nie było jeszcze najwyraźniej nikogo z mediów - ani z policji, skoro już o tym mowa. Jedno i drugie stanowiło zapewne tylko kwestię czasu.
Z drugiej strony tym ciekawskim wypadało przyznać jedno - a mianowicie to, że przynajmniej nie pchali się na siłę dalej, bliżej samego zdarzenia. Wyglądało na to, że liczą, iż to chaos przyjdzie do nich... A w międzyczasie jeden czy dwóch z nich zadowalało się utrwalaniem na swych telefonach zielonego potwora oraz towarzyszącego mu nastolatka - ale głównie tego pierwszego. Odcień jego skóry od pewnego czasu był w modzie.
W każdym bądź razie poszukiwanie centrum zamętu nie zajęło zbyt wiele czasu - choć zaprowadziło Teddy'ego i Billy'ego w dość niewygodne miejsce, a mianowicie prosto w jedną ze stosunkowo wąskich uliczek. Poruszanie się w niej w powietrzu było o tyle trudne, że położone blisko siebie ściany uniemożliwiały płynne zawracanie w locie - a przynajmniej przy takiej rozpiętości skrzydeł, jaką dysponował Altman. Manewr ten nie był kompletnie niewykonalny, jednakże wymagał spowolnienia - oraz sporej dawki ostrożności.
Nie to było jednak w tej chwili najistotniejsze.
Otóż całkiem blisko wylotu uliczki - ot, jakieś kilka metrów od niego - na asfalcie spoczywała młoda kobieta o długich za ramiona, czarnych włosach. W zasadzie "spoczywała" nie było tu najlepszym określeniem. Wszystko wskazywało na to, że delikwentka dopiero co została powalona; jej nogi oraz brzuch oplatał nabijany ćwiekami z brązu bicz, którego ostre elementy w wielu miejscach porozcinały skórę ofiary. Na luźnej, fioletowej bluzce i długiej spódnicy widać było już sporo śladów krwi, która zabrudziła także okaleczone ramiona kobiety. Mimo ran - z pewnością bardzo bolesnych - brunetka zareagowała natychmiast, gdy tylko bicz zaczął ciągnąć ją po podłożu: mianowicie wbiła w nie palce, starając się zatrzymać. Tak, właśnie tak - wbiła palce w asfalt, pozostawiając w nim bruzdy. Jej poczynania sprawiły, że broń zacisnęła się mocniej wokół jej ciała, a ćwieki utkwiły w nim głębiej.
Kto jednak trzymał bicz, można by spytać. To dopiero była niezła zagadka - gdyż jego drugi koniec ginął w czymś na kształt owalnej wyrwy w jednej ze ścian... Która jednak wcale nie prowadziła do wnętrza budynku. Przeciwnie, tuż za nią kłębiła się gęsta, cóż, ciemność - z braku lepszego określenia. Nie posiadała ona formy dymu, już bliżej byłoby jej do cieczy, jeśli sądzić z kręgów, które rozchodziły się po jej powierzchni... Lecz i to nie do końca oddawało naturę tego zjawiska.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wiccan

avatar

Liczba postów : 405
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sro Lip 03, 2013 6:57 pm

Pierwsza podróż powietrzna w żcyiu zaliczona. Na dodatek z całkiem przystojnym hulkopodobnym młodzieńcem. Gdyby to nei była poważna akcja pewnie piszczałby jak napalona trzynastka, jednak biorąc pod uwagę okoliczności - nie wypadało. Choć trzeba przyznać, że był pod wrażeniem uwagi i delikatności, z jaką został, z braku lepszego słowa 'wieziony'. Wąska uliczka co prawda napawała go pewnymi obawami, jednak okazały się one nieuzasadnione, gdyż zafundowano mu calkiem bezpieczną podróż.

Billy puszczony wylądował całkiem pewnie na nogach, nawet biorąc pod uwagę to, że była to pierwsza w życiu okazja. Nogi wytrzymaly, kolana się nie ugięły zbytnio, nie musiał się nawet specjalnie asekurować ręką. Jednym słowem - sukces. Nie wiedział, czy przypisac to wrodzonemu zmysłowi równowagi czy uwadze, z jaką został opuszczony, wszak efekt był bardziej niż zadowalający. Schody dopiero się zaczynały.

Uwaga włączamy fazę taktycznego myślenia. Co można zrobić w tej sytuacji? Billy podbiegł do dziewczyny, po drodze posyłając w portal dwie garście elektryczności, a nuż zadziała jak powinno. Pobieżne oględziny powiedziały jedno - lepiej byłoby posłać ładunek po biczu, metalowe kolce powinny nadać się na przewodnik, jednak nici z tego, dopóki dziewczyna jest wciąż oplątana. Zdjąć go tez raczej nie da rady, szarpanie tylko go bardziej zaciśnie. Przydałoby się go przytrzymać choć na chwilę tuż przed miejscem, w którym wbija się w ciało. Jak przestanie ciągnąć, chociaż na chwilę, to istnieje szansa, że da się poluzować na tyle, by oswobodzić dziewczynę. Na razie stworzenie z portalu wydawało się być zainteresowane tylko nią, znaczy, jest ważna i trzeba psotawić priorytet na ratowanie jej, świecącym cosiem zajmując się w drugiej kolejności.
- Mam nadzieję, że mięśnie masz nie tylko na pokaz. - powiedział do zielonoskórego, po czym kontynuował. - Jak dasz radę przytrzymać to na chwilę, to może uda mi się ją z tego wyplątać - rzucił, tymczasowao łapiąc szamoczącą się dziewczynę za co się dało, byle uchronić ją przed wciągnięciem do portalu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teddy Altman

avatar

Liczba postów : 79
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Czw Lip 04, 2013 5:05 pm

Nigdy się do tego nie przyzna, ale tak naprawdę chłopak mu się wyślizgnął z rąk i tylko szczęście uratowało Teddy'ego od nurkowania po niego. No i wąskość w tej uliczce również nie należała do plusów sytuacji, więc gdy Teddy'emu udało się wylądować, od razu schował skrzydła w plecy i ocenił sytuację. A przynajmniej chciał, kiedy chłopak zwrócił się do niego.

Teddy przyjrzał się scenie przed nim z uniesionymi oczami, ale stwierdził, że załatwi sprawę pojedynczo; nieważne, kto tu jest tym złym, na pewno nie pozwoli się pomylić. No bo kto normalny wbija palce w asfalt. Jednak po kolei.

- Mogę nawet więcej - rzucił w odpowiedzi, wzmocnił skórę na dłoniach kolejnymi warstwami i rozerwał bicz w połowie, wypuszczając tylko część, która była owinięta wokół brunetki. Drugą ciągnął do siebie. - Pokaż się! - krzyknął w stronę wyrwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pią Lip 05, 2013 2:45 pm

Posłane przez Billy'ego wiązki energii elektrycznej nie tyle uderzyły w portal, co raczej bez większego trudu przeniknęły przez niego, prawdopodobnie przechodząc po prostu na drugą stronę - co by się po niej nie znajdowało. Nie wpłynęło to w żaden sposób na bicz, który ani nie został cofnięty, ani nawet szarpnięty; na tej podstawie można się było domyślać, że trzymająca go osoba albo nie została trafiona - albo też była odporna na tego rodzaju ataki, jedno z dwojga.
Jako że brunet pochwycił zmaltretowaną ofiarę, ta nie pozostawała mu dłużna; jej palce natychmiast porzuciły przeorany asfalt, aby zamiast tego desperacko i zaskakująco mocno zacisnąć się na jego przedramionach. Czynność ta sprawiła, że górna część jej ciała uniosła się nieco, odsłaniając kolejne rany, tym razem wyraźnie poważniejsze - na klatce piersiowej i przede wszystkim szyi, która mocno krwawiła. To mogło wyjaśniać czemu nie krzyczała, ani nie prosiła o pomoc - zwyczajnie nie mogła. Wyraz jej twarzy, a w szczególności oczu, mówił jednak sam za siebie; panika, przerażenie, ból... A pod tym jeszcze nikła nadzieja na ocalenie.
Rozrywany przez Teddy'ego bicz ustąpił zadziwiająco łatwo, wręcz jakby posłusznie - lecz na tym skończyły się sukcesy chłopaka, bo końcówka, którą zatrzymał w rękach nagle ożyła, mocno i pewnie oplatając się wokół jego nadgarstka i pnąc się dalej po jego ręce, szybko i sprawnie. Nawet przy wzmocnionej skórze czuć było otarcia, a to nie było wszystko... Gdyż w mgnieniu oka jej czubek przekształcił się w głowę węża, która oderwała się od ramienia Altmana, po drodze rozkładając kołnierz - i spluwając jadem prosto w oczy chłopaka.
Jakby zaś tego było mało, odseparowana część bicza - ta owinięta wokół poszkodowanej kobiety - wcale nie miała zamiaru się zatrzymać, wciąż starając się pociągnąć ją w stronę wyrwy w ścianie. Mimo wszystko trzeba było uczciwie przyznać, że działała teraz ze zdecydowanie mniejszą siłą, przez co Billy'emu o wiele łatwiej było się jej przeciwstawić.
Nagle brunetka szarpnęła mocno przedramiona swojego wybawiciela, tym samym pozwalając, by bicz przesunął ją trochę bliżej portalu, a jednocześnie ciągnąc chłopaka za sobą. Na skutek tego stracił on na moment równowagę - i to w ostatniej chwili, gdyż w sekundę czy dwie potem tuż za nim - oraz nieco nad nim - spotkały się dwa ładunki elektryczne... Wystrzelone z portali, które w całym tym zamieszaniu wykwitły niezauważone na przeciwległych ścianach pobliskich budynków. Było bardzo blisko.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wiccan

avatar

Liczba postów : 405
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Lip 23, 2013 12:53 pm

Sytuacja wyglądała... ciężko. Biorąc pod uwagę, że ‘coś’ siedzące w portalach mogło je otwierać, gdzie tylko chciało. Na razie robiło to na powierzchniach pionowych, co w ciasnej alejce dawało stworowi przewagę.
Billy’emu udało się z trudem zachować równowagę. Szarpnięcie dziewczyny uratowało mu skórę, jednak z drugiej strony zbliżając do niebezpieczeństwa. Umysł chłopaka pracował na zwiększonych obrotach, analizując całą sytuację. Może i umiał miotać błyskawicami, jednak albo ich przeciwnik miał taką samą umiejętność, co, idąc dalej, czyniło go zapewne odpornym na tego rodzaju ataki, albo posługując się portalami wysłał jego własną wiązkę przeciwko nim posługując się portalami. Znaczy – jest gorzej niż się wydawało, biorąc pod uwagę, że rany dziewczyny wyglądały poważnie i obficie krwawiły.
- Z tymi ścianami wokół ma nas jak na widelcu. Proponuję taktyczny odwrót! – krzyknął. Oj tak, zawsze chciał użyć tego zwrotu, jednak nigdy nie przypuszczał, że będzie do teog zmuszony TAKIMI okolicznościami.
- Chcę się stąd wydostać, chcęsięstądwydostaćchcę... – powtarzał przez zaciśnięte zęby jak mantrę, siłując się z pozostałościami bicza i wyciągając dziewczynę ku wylotowi alejki, starając się uważać na otwarte portale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teddy Altman

avatar

Liczba postów : 79
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Lip 23, 2013 3:26 pm

Nie spodziewał się, że zwykła lina zamieni się w węża, co dopiero w takiego, który będzie pluł jadem. Dlatego też gdy oberwał w oczy, odruchowo zacisnął powieki, jak również i pięść, w której trzymał jeszcze ten biczo-wąż wychodzący z portalu.

Słyszał, jak drugi chłopak coś krzyczy, ale był zbytnio zajęty zbyt późnym zmienianiem swoich tkanek w oczach, mając nadzieję, że to chociaż trochę pomoże; nie pomogło. Zacisnął zęby i, nadal mając zamknięte oczy, machnął ramieniem z wężem, rozpoczynając pęd swojego ciała, po czym wbił najpierw ramię (i biczo-węża) w ścianę, a z rozpędu i samego siebie.

- Szlag! - krzyknął, nie wiedząc, czy to cokolwiek pomogło, czy nie. No i miał nadzieję, że nie zawalił nic na pozostałych, ale wejście powinno być gładkie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Czw Lip 25, 2013 3:27 pm

Dziś Kate miała wyjątkowo zawalony harmonogram. Od razu po lekcji łucznictwa, miała zajęcia z fechtunku. Dlatego też dość żwawym krokiem przemierzała ulice Nowego Jorku. Mogła wziąć taksówkę, oczywiście, zwłaszcza patrząc na to, iż w jednej ręce niosła torbę ze strojem oraz szpadą, na lewym ramieniu zaś zawieszony miała łuk z niepełnym zestawem strzał, - cóż kilka ucierpiało podczas treningu - jednakże humor jej nad wyraz dopisywał. Co nakłoniło ją do spaceru. Poza tym nie miała ochoty stać w korkach...
Nie słyszała całego zamieszania, w uszach miała słuchawki, zaś muzyka płynąca z radia odcinała ją od otoczenia. W ustach miała słodki posmak lizaka, a późne słońce kładło się lekkimi pasmami na jej twarzy. Mogło być lepiej? Oczywiście, że nie. Jedna z pędzących kobiet wpadła z impetem na młodą pannę Bishop, przewracając ją na ziemię. MP 4 wypadła z jej kieszeni i przejechała się kawałek po asfalcie, po czym skończyła zmiażdżona pod czyimś butem. Wyśmienicie. Wstała, i próbowała kogoś zatrzymać, aby dopytać się o przyczynę tej paniki - bezskutecznie. Jednak jeżeli ludzie tak reagowali... komuś musiała dziać się krzywda. A ona nie mogła na to pozwolić. Nie było nawet o tym mowy. Ścisnęła mocniej pasek torby i rzuciła się biegiem w kierunku, z którego biegli przerażeni nowojorczycy. Z czasem fala ustała, i dziewczyna poniekąd zgubiła trop. Rozejrzała się, nieco marszcząc brwi i poprawiając okulary przeciwsłoneczne na nosie. Ujrzała gapiów, stojących z wyciągniętymi komórkami, gotowymi nagrywać...co? Tego musiała się dowiedzieć. Podeszła do jednego z nich robiąc skromny wywiad i ustalając dokąd powinna się udać.
Wbiegła w wąską alejkę, już od jej początku, widząc pewien ruch. Dobiegła do centrum całego zdarzenia przez chwilę oceniając całą sytuację. Jedna ranna ofiara, młody chłopak, zakładała, że młodszy od niej, oraz... wielkie zielone coś. Ich przeciwnikiem były, na dobrą sprawę, pozaziemskie dziury w ścianach. Nie wiedziała co się za nimi kryje... lub w nich. Jednak sytuacja nie wyglądała dobrze. Młodszych chłopak o mało co nie oberwał, przed czym uchroniła go zakrwawiona kobieta, której o dziwo pragnęły te dziury, portale... jak zwał tak zwał. Wielkolud wbił siebie w ścianę, co lekko ją zaskoczyło, jednak musiał mieć ku temu powód. Tak myślała.
Rzuciła torbę pod jeden z budynków i zaciskając dłonie w pięści podbiegła do chłopaka. Na początek warto by było pomóc kobiecie i ocenić jej stan. Tak, to również było istotne. Uklęknęła przy nich, również starając się utrzymać kobietę na tyle, na ile było to możliwe. Prześledziła wzrokiem, rany powstałe na ciele kobiety oraz ich...ujmijmy to tak, szkodliwość. Głębokość, oraz obfitość krwawienia.
- Co się dzieje? - Poświęciła nieznajomemu jedno spojrzenie, zaraz skupiając się na więzach, w których utknęła poszkodowana. Czy byłaby w stanie je przeciąć, nie raniąc przy okazji bardziej kobiety... Czy w ogóle dałaby radę to zrobić? Jak założyła nie były to do końca ziemskie technologie... a tym bardziej sposoby na uprowadzenie kogokolwiek. Jednak... nie zamierzała się poddać, a kto wie być może uda jej się cokolwiek wskórać. Zwłaszcza, że sytuacja nie wyglądała dobrze. Z każdej możliwej strony. Wyjęła scyzoryk z kieszeni spodni i nie bacząc na ćwieki, które mogły poranić znacznie jej dłonie, wysunęła ostrze i próbowała przeciąć, lub chociaż nadciąć bicz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Czw Lip 25, 2013 10:31 pm

Oczy Teddy'ego wciąż mocno go piekły - w taki sposób, że aż chciałoby się potrzeć palcami powieki, zaś gdyby chłopak je teraz rozchylił, to prędko zorientowałby się, iż jego wizja jest bardzo mocno zamazana, lecz nie do końca utracona. Widziałby plamy barw, ruch co większych obiektów - ale bez konkretów, nie wspominając nawet o jakichkolwiek szczegółach. Stopniowo obraz stawałby się wyraźniejszy, jednakże działoby się to irytująco i niepokojąco powoli.
Jego przeciwnik z kolei nie miał zamiaru czekać, aż stan Altmana ulegnie poprawie. Wąż opleciony wokół ręki nastolatka w którymś momencie powrócił do swojej - zapewne - oryginalnej formy i już jako bicz niczym mityczna Hydra rozmnożył się na wiele części wychodzących z jednego miejsca. Wszystkie one natychmiast przystąpiły do oplatania ciała chłopaka, starając się go skrępować i zacisnąć się jak najmocniej.
W tym czasie Kate zdążyła już znaleźć się przy Billy'm i podjęła próbę rozcięcia więzów kaleczących nieznajomą kobietę. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić - jak szybko się okazało, gdyż ten fragment bicza również nie planował tak po prostu dać się usunąć. Po rozcięciu go na dwie części, jedna z nich - ta mniejsza - połowicznie przekształciła się w głowę i kawałek tułowia węża, który od razu wystrzelił ku dłoni panny Bishop...
... I pewnie by ją ukąsił, gdyby w tym właśnie momencie cała trójka nie zniknęła na pozór bez śladu. Tylko na pozór - gdyż w rzeczywistości wszyscy zmaterializowali się w dokładnie tych samych pozycjach nie tak daleko od miejsca wydarzeń. W zasadzie chodziło o odległość zaledwie paru budynków - i wysokość jednego, całkiem sporego, gdyż grupka znalazła się akurat na dachu wieżowca. Z tej nowej lokacji nie mogli ujrzeć dokładnie co dzieje się z Teddy'm - pobliskie budowle zasłaniały im widok na uliczkę - lecz byli przynajmniej w stanie określić gdzie mniej więcej Altman przebywa. To zawsze coś.
Dlaczego jednak wąż nie ugryzł Kate? Otóż po przeniesieniu się w inne miejsce całość bicza oplatającego ranną kobietę poszarzała i stosunkowo szybko rozsypała się w pył. Próżno byłoby nawet zbierać jego pozostałości - bowiem o wiele silniejszy na tej wysokości wiatr sprawnie przystąpił do ich usuwania.
Oswobodzona na skutek tego ofiara natychmiast przycisnęła jedną dłoń do swojej szyi, najwyraźniej starając się zatrzymać krwawienie w tamtych okolicach. Odruchowo skurczyła się w sobie, starając się przemieścić w taki sposób, by przysiąść na kolanach, wolną ręką opierając się o podłoże. Spoglądała w dół - zaś usta rozchyliła i nabrała gwałtownie powietrza, po czym wydała z siebie cichy, skrzypiący dźwięk. Wyglądało na to, że próbowała coś powiedzieć, lecz jej głos zupełnie odmawiał jej posłuszeństwa.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wiccan

avatar

Liczba postów : 405
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Lip 29, 2013 3:34 pm

Czuł dziwną, zbierającą w sobie energię. Było to dziwne uczucie, nowe, a jednocześnie jakby znajome. Bał się, czuł, że robi coś, przed czym może nie być odwrotu, lecz jednocześnie wiedział, że jak się podda, wszystko będzie na nic.
Jego świadomość nieco bezwiednie rejestrowała ruchy zielonoskórego chłopaka, jednak nie pozwalał, by szamotanina rozproszyła go, podobnie jak pojawienie się nowej osoby, która przybyła z pomocą i pytała go o coś, jednak jej słowa przepłynęły jakby obok. Jak mawiała jego matka, „nie wszystko na raz”, starał się skupić więc na pojedynczym zadaniu, które…
Dziwne uczucie, upływ energii, po czym dziwne wrażenie, jakby jego wnętrzności miały zamienić się w zewnetrzności i półmrok alejki nagle ustąpił przed pełnym słońcem. Billy zmrużył oczy i zamrugał kilka razy ze zdziwieniem zauważając, że są na dachu jakiegoś wieżowca. Oni znaczy dwie dziewczyny i jego skromna osoba. Czyżby była to umiejętnośc nowoprzybyłej? W pierwszym odruchu chciał zerwać się zobaczyć, co się dzieje z zielonym przystojniakiem, jednak wykrwawiająca mu się na rekach dziewczyna stanowiła priorytet. Tym bardziej, że wredne bicze rozsypały się w proch, czy to pod wpływem światła, czy zbytniego oddzielenia od właściciela – tego nie wiedział.
Rzucił szybkie spojrzenie dziewczynie z łukiem – Mam nadzieję, że wiesz więcej o pierwszej pomocy niż ja – rzucił, po czym podtrzymując dziewczynę, by się nie przewróciła i próbując usłyszeć co ta próbowała powiedzieć, zaczął bezwiednie mamrotać do siebie
- Zatamować krwawieniezatamowaćkrwawienie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teddy Altman

avatar

Liczba postów : 79
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Lip 29, 2013 6:48 pm

Teddy miał wybitnie wszystkiego dość. W ostatnich dniach niewiele dobrego w jego życiu się działo, ale dzisiejszy dzień naprawdę przechodzi wszelkie pojęcie. Właśnie stracił numer telefonu Johnny'ego Storma, bo owijający się wokół niego bicz zgniótł mu telefon, a Teddy nie pomyślał, aby zapisać ten numer gdziekolwiek indziej. Jeśli będzie tutaj dłużej siedział, to pewnie Greg rozpozna go w telewizji, kiedy w końcu takowa się zjawi (bo pomimo zielonej skóry i czarnych włosów, Teddy był pewny, że kto jak kto, ale Greg go pozna).

Krótko mówiąc, Teddy miał dość.

Nie patyczkując się zmniejszył się i jak najszybciej rozłożył skrzydła, wylatując poza zasięg liny-bicza. Ponieważ nadal nie odzyskał wzroku, po prostu kierował się w górę, wracając do swojej formy, aby oddalić się w bezpieczne miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Czw Sie 01, 2013 10:06 am

Skrzywiła się nieco czując jak ćwieki wbijają się w jej skórę, rozcinając, rozrywając ją i wywołując krwawienie. Jednak nie było to teraz aż tak ważne. Nie pozwoli by jakakolwiek kobieta umarła na jej oczach. A jej stan.... cóż, poniekąd sugerował taką możliwość. Delikatnie mówiąc.
Lekki uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy w końcu udało jej się przeciąć bicz. Głównie dlatego, że nie wierzyła, iż zwykłe ostrza da radę. Ale skoro ludzie potrafią nas zaskakiwać to czemu i nie przedmioty. Już miała się zabrać do dalszego rozcinania krępujących kobietę więzów, gdy na jej oczach jedna część bicza przemieniła się w głowę węża. Przez chwilę miała wrażenie, że wszystko diametralnie zwolniło. Ciemnowłosy chłopak, zdawał się ledwo oddychać. Jego klatka piersiowa zupełnie jakby się nie poruszała. Zielone monstrum zamarło w miejscu wraz z owijającym go sznurem. Teraz jej wzrok był jedynie skupiony na tym potworku. Na wężowych ślepiach i rozdzierającej się paszczy. Mimo wszystko ciężko było jej uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Ale! Nie czas teraz na własne rozterki. Weź się w garść Kate, masz robotę do wykonania.
Jedno mrugnięcie i wszystko wróciło do normalnego stanu rzeczy. I ona również mogła na powrót się poruszać. Ręka, musi cofnąć rękę. Już zamierzała się odchylić do tyłu, by choć spróbować uniknąć ataku, gdy otoczenie się zmieniło. Jak za dotknięciem magicznej różdżki. Słońce z lekka raziło ją w twarz, włosy tańczyły na wietrze. Przewróciła się na ziemię, tracąc równowagę, która została zachwiana gdy próbowała uciec przed wężową głową. Ale już jej nie było, rozwiała się w pył. Dziewczyna obejrzała się dookoła, zastanawiając się dokąd ich przeniosło. I dlaczego... To ten chłopak? Skoro zadawał się z potworem, to może sam posiadał jakieś umiejętności. Nie było to wykluczone, raczej sporo superbohaterów się tutaj kręciło. W każdym bądź razie znaleźli się na budynku, na dachu. Musi być stąd jakieś zejście. I co z tamtym? Da radę sam? Póki co nie szlo mu najlepiej z tego co zdążyła się zorientować. Jednak teraz priorytety.
Na jego słowa, jedynie lekko wzruszyła ramionami w geście nie wiedzy. Nie miała pojęcia czy wie więcej od niego... nie była nawet pewna ile sama wie o pierwszej pomocy. Musieli zatamować krew. Bezzwłocznie. Kate uniosła się lekko na kolanach, znacznie skracając swoją bluzkę. Rozciągnęła lekko w ręku oderwany przed chwilą materiał, zastanawiając się ile im to kupi czasu. O ile w ogóle im go kupi.
-Dzwoń na pogotowie. Orientujesz się mniej więcej gdzie jesteśmy? - Rzuciła mu własny telefon. Nie miała czasu wypytywać go czy ma swój i czekać aż go odnajdzie. I liczyła, że chłopak wie. Orientacyjnie, zdawała sobie sprawę. Ale na ile było to celne trafienie? Jednak ulica...to już coś. Jeżeli usłyszą sygnał karetki, mogą z dachu ją dojrzeć i mieć pewność, że chociaż podali dobrą ulicę.
-Przytrzymaj jej głowę. - Rzuciła, wcześniej przyglądając mu się chwilę gdy mamrotał coś pod nosem. Być może to stres? Nie zdziwiłaby się. Sama miała wrażenie, że całe ręce jej się trzęsą. Zacisnęła dłonie w pięści, wciąż trzymając kawałek obdartej bluzki i wzięła głęboki oddech. Lepiej. Oceniła, która rana jest, przynajmniej według niej, najpoważniejsza i być może śmiertelna. Wszystkie wyglądały paskudnie. Obawiała się jednak, że zabraknie jej bluzki by zająć się wszystkimi. Więc wszystko po kolei. Najwyżej karze rozebrać się chłopakowi. W najgorszym wypadku nieco zmarzną. Zajęła się owijaniem jej gardła. Być może wtedy będzie wstanie wykrztusić choć słowo. Zwłąszcza, jeżeli we z czym mieli do czynienia i jak to zniszczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Czw Sie 01, 2013 11:56 am

Wzbicie się w powietrze okazało się dobrym rozwiązaniem - bicz co prawda wystrzelił w górę tuż za Teddy'm, jednakże nie był na tyle szybki, aby go dosięgnąć i w pewnym momencie - czy to z powodu ograniczonej długości czy też po prostu braku szans na pochwycenie chłopaka - najwidoczniej zrezygnował i wycofał się w stronę portalu, który w kilka sekund później zamknął się i zniknął bez najmniejszego śladu.
Wizja Altmana wciąż ulegała powolnym zmianom - momentami widział na tyle lepiej, że udawało mu się dojrzeć tylko nieco rozmazane kształty, lecz już w następnej chwili wszystko znów się rozpływało - jak gdyby na powierzchni jego oczu znajdowały się teraz ruchome strefy: działające i nie. Z drugiej strony dawało mu to przynajmniej nadzieję na "samoistną" poprawę - bez pomocy kogoś z zewnątrz.
Zebrani na dachu mogli już teraz ujrzeć wznoszącego się Teddy'ego, lecz w gruncie rzeczy mieli teraz na głowie coś zupełnie innego - poważniejszego. Najbardziej niebezpieczne dla życia ofiary obrażenia znajdowały się zdecydowanie na przodzie jej szyi oraz na klatce piersiowej - przy czym to pierwsze miejsce o wiele łatwiej było zabandażować zaimprowizowanym opatrunkiem. Kobieta - mimo wyraźnej paniki i przerażenia - wykazała przy tym na tyle rozsądku, by sama zabrać swoją dłoń - do tej pory przyciskaną do gardła - i tym samym ułatwić Kate pracę. Całe jej ciało drżało, ręce o wiele wyraźniej, zaś jej palce poruszały się w taki sposób, jak gdyby chciała zacisnąć pięści, ale za każdym razem się rozmyślała. Materiał na jej szyi szybko stał się wilgotny... A jednak wraz z upływem czasu można było zauważyć, że co drobniejsze rany na jej ciele przestawały już krwawić. Początkowo były to bardzo subtelne zmiany, niemalże niezauważalne dla oka - nie w takiej sytuacji - ale fakt pozostawał faktem: obrażenia może i nie znikały, lecz stopniowo zasychały.
Sama ofiara wydawała się być tego świadoma, gdyż już po krótkiej chwili podjęła następną próbę przemówienia - która w pierwszej kolejności zakończyła się podobnym do poprzedniego skrzypiącym odgłosem. Na twarzy kobiety pojawił się przy tym grymas - częściowo bólu, ale także i niezadowolenia - lecz nie zrezygnowała i tym razem udało jej się wydusić z siebie ledwo zrozumiały szept:
-Znajdzie... Nas...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Sro Wrz 25, 2013 9:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wiccan

avatar

Liczba postów : 405
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Czw Wrz 19, 2013 10:40 am

Podwyższony poziom adrenaliny sprawiał, że sekundy ciągnęły się jak minuty, rozciągając się niczym stara guma. Kolejny upływ sił zachwiał nim lekko, sugerując, że jeśli wyjdą z tego cało Kaplan mógł się liczyć ze spotkaniem pierwszego stopnia z podłożem. Kluczowe było słówko – jeśli.
Odruchowo złapał rzucony weń przedmiot, który okazał się być telefonem. Nie był to wielki wyczyn, rzut był bowiem nie wymierzony po to, by go zabić, ale by podać mu ów przyrząd. Wystarczyło to jednak by rozproszyć jego koncentrację i by błękitna aura zniknęła. Dziewczyna sprawnie zabrała się do udzielania rannej pierwszej pomocy, a telefon sugerował potrzebę wezwania pomocy medycznej. Szybko wykręcił numer ratunkowy, jednak zawahał się przed wciśnięciem zielonego przycisku połączenia, rozglądając się chaotycznie na boki w próbie zorientowania w sytuacji. Bo co on powie medykom? „Byliśmy tu, a tu, ale potem coś nas zniknęło i znajdujemy się na dachu, w pobliżu parku, prawdopodobnie tego samego ale głowy nie dam?” Nie wyglądało to dobrze. Wtem jego wzrok przykuł znajomy, zielony kształt wznoszący się nieopodal, który wydał mu się najpiękniejszym widokiem na świecie w zaistniałej sytuacji.
- Hej, tutaj! – krzyknął i zakręcił młynka rękami w nadziei, że zwróci to jego uwagę, po czym przystąpił do dalszych kalkulacji.
Biorąc pod uwagę kierunek, z którego wyleciał zielony przystojniak mógł podać nieco bardziej przybliżoną lokalizację miejsca zdarzenia. Wcisnął więc zieloną słuchawkę i przystąpił do opisywania sytuacji medykom (którzy, notabene nie wydawali się bardzo zdziwieni ale cóż, w NYC działy się różne dziwne rzeczy, wiec pewnie zdążyli przywyknąć).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teddy Altman

avatar

Liczba postów : 79
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Nie Wrz 22, 2013 12:26 pm

Teddy najchętniej wydłubałby sobie oczy, jeśli miałby pewność, że drugie mu wyrosną i będzie miał spokój z tym dziwnym... czymś, co nadal miał na oczach. A tak, niestety, będzie musiał mieć nadzieję, że samo przejdzie, że te chwile, kiedy widział lepiej, staną się dłuższe i bardziej... przejrzyste.

Szczęściem w nieszczęściu było to, że pomimo tak krótkiego okresu, gdzie był "ślepy", jego pozostałe zmysły zdążyły się wyczulić i niemal od razu usłyszał wołanie znajomego głosu - może i usłyszał go dopiero dzisiaj, ale nie tak dawno, więc jeszcze nie zapomniał. Odwrócił się w tamtą stronę i powoli podleciał, w międzyczasie wykształcając w swoim organizmie echolokację jak u nietoperzy. Dzięki temu był w stanie wylądować na tym samym dachu, na którym znajdowali się pozostali, kawałek za nimi, żeby nie sprawiać kłopotu. Przymknął oczy, aby pozwolić łzom wypłukać obcą substancję, ale pozostał w gotowości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Wrz 23, 2013 6:24 pm

Dziewczyna nie była w stanie zauważyć drobniejszych ran, które zdążyły zaschnąć. Ba, nawet gdyby były wystarczająco doże umknęłyby jej gdzieś, ponieważ całą uwagę Kate skupiała ta najpoważniejsza - na szyi. Nie była również zbyt zadowolona, gdy kobieta postanowiła się odezwać. Fakt - jakakolwiek informacja na temat dziwnego stworzenia, które ich zaatakowało była cenna. Jednak należało brać pod uwagę, że jeżeli da radę ona wymówić jedno słowo, przy czym mało istotne, a później straci zbyt wiele krwi by to przeżyć, cóż. Nie będzie to zbyt optymistyczne. Dlatego też Kate starała się w miarę uspokoić, uciszyć nieznajomą. Uparła się coś powiedzieć, już nawet zaczęła. Nastolatka przysunęła się nieco, nadstawiając ucha i nieco marszcząc brwi. "Znajdzie nas". Co? Kto? Mnóstwo kolejnych pytań zaczynało układać jej się w głowie, niemalże bawić w berka. Jedna myśl goniła drugą, śmigając przed jej oczami. Potrząsnęła lekko głową, w geście odpędzenia tych natrętnych myśli i skupienia się w pełni na kobiecie. Wciąż przytrzymywała jej lekko prowizoryczny bandaż w obawie, że puści i na nowo zacznie się zabawa z krwotokiem.
- Proszę nic nie mówić. Karetka już tu jedzie. - Rzekła spokojnie do kobiety, zaraz śląc pytające spojrzenie młodemu chłopakowi obok. Wiedziała, iż nie dała mu zbyt prostego zadania, zwłaszcza, że sama była średnio zorientowana gdzie mogą się znajdować. Kojarzyła kilka budynków, jednak z dokładnością co do numeru ulicy - nie było szans.
Zmarszczyła brwi, gdy ciemnowłosy zaczął machać rękami, coś wykrzykując. W pierwszej chwili nie bardzo zrozumiała czemu ma to służyć, pomocy raczej tak nie wezwie... I nagłe olśnienie. Ten dziwny zielony mutant. Hulkopodobny. Niemalże zdążyła o nim zapomnieć w natłoku emocji. Zerknęła przez ramię, by orientacyjnie określić jego położenie, w którą stronę się kieruje i czy wciąż walczy z tym...czymś. Jeżeli tak by było, to porządnie skarciłaby chłopaka za te wrzaski. Mięli teraz inny problem. Szczęściem był sam... chociaż jego lot wydawał się z lekka niestabilny. Jakby za dużo wypił procentów. Ucieszył ją jednak fakt, iż jego pojawienie pomogło nastolatkowi zająć się wzywaniem pomocy. Gdy tylko dogadał się z medykami odebrała mu swój telefon, kontrolując krwawienie na szyi kobiety. Miała wrażenie, że nieznacznie się uspokoiło - jednak na ile to była prawda? Miała nadzieję, że w sporym stopniu, bo inaczej nie miała bladego pojęcia jak bardziej jej pomóc.
- Jak się ma sytuacja tam na dole? - Rzuciła w stronę zielonego, nie racząc go jednak spojrzeniem. Czy ten potwór, kosmita...cokolwiek to było, wciąż czekało tam na nich lub innych przypadkowych nawet ludzi? Czy faktycznie zamierzało wrócić, o ile kobieta właśnie to miała na myśli, a jeżeli tak to co mają zrobić? Jak sobie z tym poradzić? Mięli z tym kontakt może kilka chwil, a już niewiele brakowało by stracili życie. Kate, tak na dobrą sprawę, uratowała jedynie ta teleportacja. Która również zaczęła ją zastanawiać... Oczywiście, wciąż mogła o nią podejrzewać ciemnowłosego, jednak powoli traciła w to wiarę. Zmarszczyła lekko brwi oczekując sygnału nadjeżdżającej karetki...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sro Wrz 25, 2013 11:33 pm

Wzrok Teddy'ego powoli wracał do normy - okresy widoczności stopniowo wydłużały się i zyskiwały na wyraźności, zaś zamknięcie oczu okazało się być dobrym posunięciem, gdyż przyspieszyło ten proces. Po ich otworzeniu chłopak widział już niemalże normalnie - nie licząc zdarzających się jeszcze z rzadka rozmazań wizji, które nie trwały jednak dłużej, aniżeli sekundę. Najwyraźniej jego uszkodzona przez jad tkanka potrafiła się zregenerować w ekspresowym tempie.
W tym czasie Billy zdążył już odbyć rozmowę telefoniczną, aby wezwać pogotowie. Co prawda pod tym względem obyło się bez problemów - jego rozmówca wykazał zadziwiające zrozumienie, jak gdyby takie rzeczy wcale nie zdarzały się zbyt rzadko - lecz wciąż pozostawała kwestia wysokości, na jakiej się znajdowali. Dach nie był rzecz jasna odcięty od reszty budynku, jednakże zniesienie rannej po schodach wieżowca nie należałoby do najłatwiejszych zadań, z kolei winda niekoniecznie pomieściłaby nosze, których poszkodowana najwyraźniej wymagała... Cóż, w najgorszym wypadku będą się tym martwić sanitariusze.
Roztrzęsiona ofiara natomiast - o dziwo - dostosowała się do polecenia Kate, choć najprawdopodobniej nie tyle z powodu jej słów, lecz raczej w celu uniknięcia bólu i dalszych uszkodzeń swojego poszarpanego gardła. Starała się oddychać w miarę możliwości spokojnie, lecz nie do końca jej to wychodziło. W kącikach jej oczu wciąż widać było łzy - te na policzkach z kolei zmieszały się częściowo z kroplami krwi. Dodatkowo kobieta wcale nie poczuła się lepiej na wspomnienie karetki; przeciwnie, jej ciałem wstrząsnął wówczas dreszcz, a strach odbijający się w jej oczach rozbłysnął ze świeżym zapałem - jak gdyby ta wieść wzmogła w niej jeszcze poczucie zagrożenia. Przez chwilę zdawała się coś rozważać i dopiero kolejna wypowiedź Kate sprawiła, iż ponownie podjęła próbę przemówienia:
-Szpital... Nie będzie...- zdołała wyszeptać. Przyszło jej to z wyraźnym trudem, zaś po tych słowach padło kolejne, już praktycznie bezgłośne, które wypadałoby właściwie wyczytać z ruchu jej warg - lub też odgadnąć, co w tym wypadku wbrew pozorom nie było takie trudne. Zapewne chodziło o "bezpieczny".

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Teddy Altman

avatar

Liczba postów : 79
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Paź 01, 2013 6:51 pm

Miał ochotę krzyknąć z radości, że wzrok mu powrócił, ale stwierdził, że na dzisiaj dość ma krzyków. Zamrugał oczami, starając się odgarnąć ostatnie ślady 'ślepoty', po czym odetchnął, widząc rozmazanie jedynie przez łzy, które otarł dłonią. Rozejrzał się i zmarszczył brwi, patrząc na kobietę.

- Popsułem swój telefon - mruknął na pytanie dziewczyny, po czym ucieszył się, że ma zieloną skórę i nie widać na niej rumieńca; bo on może rozpaczać przez utratę numeru Johnny'ego Storma, ale ona chyba o to nie pytała. - Znaczy, nie wiem dokładnie, uch - potarł dłonią kark - dość szybko straciłem... wizję.

Nie patrzył na tego fajnego chłopaka obok, bo nie chciał widzieć wyrazu jego twarzy. W końcu to Teddy nawalił. Ale postanowił jakoś to nadrobić i spojrzał na kobietę.

- Mogę ją przetransportować na ziemię - zaproponował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   

Powrót do góry Go down
 
Zuccotti Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: