Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zuccotti Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3402
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Zuccotti Park   Wto Lip 24, 2012 2:49 pm

First topic message reminder :



Zuccotti Park (dawniej Liberty Plaza Park) znajduje się na Manhattanie. Założony został w 1968 roku. Uległ częściowemu zniszczeniu podczas 9/11 w 2001 roku. W 2006 roku otworzono go ponownie, pod zmienioną nazwą, dedykowaną dla Johana E. Zuccotti, prezesa korporacji Brookfield Office Properties, która obecnie jest właścicielem parku.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Czw Paź 17, 2013 2:07 pm

Dziewczynie z lekka ulżyło gdy kobieta przestała mówić, czyli tym samym oszczędzać zaczęła swoje gardło. Kate nie mogła stwierdzić w jakim jest dokładniej stanie, jednak wolała nie ryzykować. Tylko im tu brakowało na nowo otworzonych ran, strzelających krwią.
Zignorowała pierwsze słowa blondyna, które raczej nie miały nic wspólnego z zaistniałą sytuacją. W końcu popsuty telefon nie równał się rannej kobiecie i dziwnemu czemuś, które najprawdopodobniej chciało ich wszystkich zabić. No, przynajmniej w jej świecie, nie była pewna skąd mógł pochodzić zielony stwór. Na wzmiankę o straceniu wizji jedynie skinęła głową. O tyle dobrze, że nie skończyło się czymś poważniejszym. Mimo wszystko musieli się zająć kobietą, a Kate mimo szczerych chęci sama sobie nie poradzi, zwłaszcza jeżeli powróci kosmiczny znajomy z mało przyjaznymi zamiarami. Wtedy Zielony zdecydowanie im się przyda. Wciąż nie była pewna jaką rolę mógł mieć ciemnowłosy. Póki co mogła jedynie podejrzewać go o bycie typem samobójcy, który porywa się na wszelkie niebezpieczne wydarzenia, w których może zginąć. Taki... fetysz? Albo miał zdolności, do których nie chciał lub nie miał okazji się przyznać. Kto wie, na razie trzymała się pierwszej wersji, dla niej odrobinę bardziej realistycznej. No, powiedzmy. Ale przynajmniej udało jej się wyciągnąć inne, już z pewnością bardziej trafne wnioski. Zważając na ich zachowanie, nie znali się. Taak, tym bardziej szła w typ samobójcy. Ale! Teraz należy skupić się na czymś innym.
Przetransportować... Cóż, nie była pewna czy to najlepsze wyjście. Nie znała pełnego stanu kobiety, a ruszenie jej mogło pogorszyć sytuację. W końcu... kto wie w jakim stanie były jej kości. Panna Bishop przybyła dość późno, więc nie miała świadomości jakich obrażeń zaznała nieznajoma. Równie dobrze ktoś mógł nią miotać o ściany. Odetchnęła głęboko marszcząc brwi. Wstała, spoglądając na blondasa.
- Nie jestem pewna czy to najlepsze wyjście. Obawiam się, że moglibyśmy pogorszyć jej stan. Z drugiej jednak strony nie powinniśmy zostawać to zbyt długo, bo... - Nie zdołała dokończyć zdania, ponieważ ranna coś z siebie wykrztusiła. Kate uważnie przyglądała się jej twarzy, analizując jej słowa. Szpital nie będzie... bezpieczny. Ufała, iż kobieta wie co mówi. Równie dobrze powodowane to mogło być pewnego rodzaju paniką, lub ciągłym uczuciem zagrożenia. Tak czy inaczej dziewczyna nie miała pojęcia co innego mogliby z nią zrobić. Nawet ratownicy na miejscu, nie opatrzą jej w pełni, a nie mogli pozwolić jej umrzeć. Ona nie mogła pozwolić jej umrzeć. Musieli działać. Szybko.
- Może gdybyśmy jakoś usztywnili jej ciało, moglibyśmy ją znieść na dół przed przyjazdem karetki. W innym wypadku musimy się liczyć z konsekwencjami, jeżeli ma coś z kręgosłupem. - Rzuciła idąc w stronę schodów, prowadzących z dachu do bloku. Szarpnęła za klamkę, jednak okazały się być zamknięte. Na jej szczęście nie wydawały się na tyle mocne czy zabezpieczone kłódką, by nie dało się ich otworzyć z niewielkim użyciem siły. Co prawda do tej pory uczyła się różnych sztuk walki, które miały przede wszystkim zapewnić jej możliwość obrony. Nikt raczej nie sądził, że kogokolwiek mogłyby zaatakować drzwi, tym samym, nie była pewna czy ten zabieg zadziała. Chciała jedynie sprawdzić jak szeroka jest klatka schodowa, i czy ratownicy poradzą sobie z noszami... albo czy oni sobie poradzą. I żeby w razie czego móc zapukać, do któregoś z mieszkań z zapytaniem o pomoc. naprawdę deska do prasowania i jakieś paski, nawet to by wystarczyło w tej chwili.
Katherine skupiła się na drzwiach, odprężając się z lekka i myśląc o samym ciosie. najlepiej trafnym i skutecznym. Nie miała tyle siły ile faceci w telewizji, a drzwi nie były lipne. Jednak wyglądały na tyle słabo, że zaufała swoim możliwościom. Zamachnęła się i z półobrotu uderzyła stopą w drzwi, licząc, że ustąpią pod siłą "ataku".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3402
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sro Lis 06, 2013 1:26 pm

Kopnięte przez Kate drzwi z hukiem ustąpiły pod siłą uderzenia, odskakując do wewnątrz i ukazując dziewczynie znajdującą się za nimi klatkę schodową - może nie jakąś bardzo wąską, ale za to dość stromą. Teoretycznie rzecz biorąc znoszenie kogoś tą drogą byłoby możliwe, po prostu należałoby przy tym zachować najwyższą ostrożność, by przypadkiem samemu nie stracić równowagi i nie zlecieć piętro niżej.
Nim jednak grupka zdążyła postanowić co dokładnie zrobić dalej - czekać na karetkę czy też w jakikolwiek sposób działać na własną rękę - początkowo niemalże niezauważalna, lecz stopniowo rosnąca kropka na horyzoncie powiększyła się do tego stopnia, iż można już było wstępnie określić jej kształt... Co tak czy siak nie stanowiło wielkiego wyczynu, gdyż w końcu liczba rodzajów obiektów latających była ograniczona.
Zbliżał się helikopter.
Maszyna poruszała się szybko i już wkrótce zawisła nad dachem, obniżając się tak, aby na nim wylądować. Jej śmigła narobiły przy tym rzecz jasna szumu oraz wytworzyły nieprzyjemne podmuchy powietrza, ale na to nic nie można było niestety poradzić. Drzwi przesunęły się, ukazując wnętrze pojazdu; w przejściu czekał mężczyzna, którego spojrzenie w pierwszej kolejności powędrowało ku rannej, a następnie przesunęło się po twarzach nastolatków. Miał na sobie charakterystyczny granatowy uniform.
-Podrzucić was gdzieś?- spytał, unosząc lekko brew.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Teddy Altman

avatar

Liczba postów : 79
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sob Lis 09, 2013 1:33 pm

Teddy czuł się bardziej niż bezużyteczny. Jedyne, na co mógł się przydać, to podejście do rannej kobiety, kiedy dziewczyna poszła zająć się drzwiami. Nie chciał wchodzić jej w paradę mówiąc, że on może się tymi drzwiami zająć, w końcu, no, jest silniejszy od niej.

Jak się jednak okazało, siła nie była tak bardzo potrzebna, jak Teddy uważał. Dziewczyna poradziła sobie dobrze bez jego pomocy z wykopaniem ich, ale po tym fakcie od razu wstał i podniósł je, żeby ona nie musiała dźwigać. Po co, skoro nie musi. Zaniósł je do kobiety i położył obok, zagryzając kciuk. Nie powinni jej ruszać, bo jak ma coś uszkodzone, to będzie naprawdę, naprawdę... niefajnie.

Wtedy właśnie nadleciał śmigłowiec, a Teddy instynktownie zasłonił siebie i kobietę swoimi skrzydłami. Odwrócił się do osobnika wychodzącego ze śmigłowca i zmarszczył brwi.

- Ta kobieta potrzebuje pomocy medycznej jak najszybciej. - Wskazał na alejkę, w której to wszystko się odbywało. - A tam powinni znaleźć się jacyś... eksperci od... em, eee, nienaturalnych rzeczy? - Wspaniale, Teddy, jakiś ty wygadany, pomyślał i wstrząsnął głową.

Znowu zwrócił uwagę na kobietę i na drzwi; aby ułatwić jej transport, powinni ją ułożyć na tych drzwiach. Zwrócił się do bruneta.

- Um, używasz czegoś w rodzaju magii, prawda? - Przynajmniej tak wywnioskował z tego, czego zdążył być świadkiem. - Mógłbyś przetransportować ją na drzwi tak, żeby nic jej nie... ruszyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Lis 18, 2013 5:54 pm

Po skończonej rozmowie telefonicznej Billy chciał się jeszcze do czegoś przydać, pomóc przy rannej, jednak w jednej chwili dotarło do niego kilka faktów, które skutecznie "zwiesiły" chłopaka.
Uno, krew. Nie, nie był niewinną dziewoją mdlejącą na sam widok owej życiodajnej substancji, jednak nigdy nie widział jej na żywo w takich ilościach. W sumie to najgorszy nie był sam jej widok, a wszechogarniający zapach, który przywodził na myśl sklep rzeźniczy po świeżej dostawie.
Dos, jeszcze przed chwila znajdował się w sytuacji, którą można chyba określić jako zagrażająca życiu i zdrowiu, zarówno fizycznemu jak i psychicznemu, a krążąca w żyłach adrenalina powoli przestawała działać.
Tres, w sumie robił to swoje "coś", co dość skutecznie uszczuplało jego zasoby energetyczne przy używaniu. Reasumując, wypadł na chwilę z akcji a do rzeczywistości przywrócił go odgłos wywarzanych kopniakiem drzwi.

Aż podskoczył i prawie upuścił trzymany telefon, który, z braku laku, odrzucił właścicielce.  Wdech, wydech, nie zwieszaj się Kaplan, to jeszcze nie koniec - pomyślał, próbując zwalczyć wszechogarniające zmęczenie i przetworzyć w swoim mózgu kolejne informacje i polecenia, jakimi był bombardowany. Zielono-skóry w sumie sprawnie podsumował sytuację a jedno spojrzenie na schody powiedziało mu tyle, że raczej nie będzie w stanie przetransportować rannej tamtą drogą. Bardziej prawdopodobne było to, że po drodze sam gdzieś kipnie i będą przy okazji dodatkową ofiarę, a tak swojej ledwie zaczynającej się kariery superbohatera (?) nie chciał kończyć. Drogą eliminacji - zostaje śmigłowiec, a tyle powinien w stanie sobie poradzić.

Magia? Więc tym były jego zdolności? W sumie sam nie wiedział, co tak naprawdę robi.
- Postaram się - odpowiedział, po czym zaczął mruczeć pod nosem coś o podnoszeniu, przenoszeniu, w-kółko-Macieju-to-samo-a-nuż-widelec-zadziała. Wyobraził sobie niewidzialne nosze, które delikatnie unoszą dziewczynę i przenoszą do otwartych drzwi śmigłowca, gdzie czeka odpowiednia ekipa medyczna. O dziwo, zadziałało. Początkowo nastąpił wprawdzie drobny chwiej w te i wewte ale, suma sumarum, wyszło.

Pod koniec wprawdzie nie było wesoło, przed oczami pojawiły mu się mroczki, a po skończeniu zadania zachwiało nim dość mocno dając po sobie poznać, że jego ciało i "moc" na razie nie są do końca kompatybilne i nie życzą sobie takiego ciągłego używania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Lis 18, 2013 9:46 pm

Zdecydowanie jej ulżyło, gdy drzwi ustąpiły pod uderzeniem. Dało jej to pewną satysfakcję, że mimo wszystko byle drzwi nie stanowiły dla niej większej przeszkody. Rzuciła okiem na klatkę schodową, szybko oceniając sytuację. Nie byłoby większych problemów ze zmieszczeniem siebie oraz rannej, jednakże zagrożenie stanowiły dość strome schody. Tym samym gdyby sami próbowali się tędy przedostać, za pewne nie tylko kobieta potrzebowała by natychmiastowej interwencji lekarskiej. Nie miała również pewności jak poradziliby sobie sanitariusze z taką przeszkodą, być może doskonale, być może wcale... albo wszystko pozostawało w rękach zwykłego szczęścia. Nie czas jednak był nad tym rozmyślać, koniec końców, wyszło na to, że jednak w spokoju powinni poczekać tutaj na pomoc.
Spojrzała niepewnie na drzwi, które usunął z jej drogi zielonkawy chłopak, zastanawiając się czy ich nie użyć do zniesienia rannej na dół... Jednak wątpliwości stanowiło, czy mutant sobie poradzi. Nie znała w pełni jego zdolności, koordynacji, a wiele szczegółów miało tu spore znaczenie.
Z dość głębokich i poniekąd nagłych rozmyślań wyrwał ją odgłos skrzydeł helikoptera. Uniosła głowę, nieznacznie zasłaniając twarz przed mocnymi podmuchami, które wytwarzały śmigła. Rzuciła okiem na maszynę, która zawisła tuż obok nich, by powoli opaść i stanąć na dachu budynku. Kate zlustrowała mężczyznę, podchodząc do jego osoby dość nieufnie. Jakby nie patrzeć ich sytuacja zbyt ciekawa nie była. Poza tym tajemnicza kobieta czegoś się obawiała... kto wie, czy ten mężczyzna nie należał do tych "złych". W końcu rzadko który helikopter zatrzymuje się i proponuje "podrzutkę" trójce nastolatków.
Zbliżyła się do blondyna, delikatnie marszcząc brwi na jego dość, nieskładne słowa, i delikatnie opierając dłoń na jego ramieniu. Jakby chciała mu dać znak, żeby się uspokoił, a przy okazji uciszył.
- Jeżeli znacie kogoś kto mógłby się zająć sprawami raczej kosmicznymi, z pewnością nie pochodzącymi z naszej planety, to tam mogą znaleźć coś ciekawego, tak sądzę. - Dopełniła wypowiedź chłopaka, nie spuszczając wzroku z tajemniczego mężczyzny w uniformie. Przy okazji dokładniej przyjrzała się jego kostiumowi, próbując odgadnąć czy coś jej zaświta. Niestety, nic jej do głowy nie przyszło.
Schowała w końcu telefon do kieszeni, by z zaciekawieniem spojrzeć na ciemnowłosego chłopaka. Magia? Tego by się nie spodziewała. W trakcie całej tej "akcji" wyglądał dość nieporadnie i jedynie mamrotał coś pod nosem jak mantrę. Nie przyszłoby jej do głowy, że była to jakakolwiek forma zaklęcia. Poruszyła lekko brwiami, przekrzywiając głowę jakby w geście zrozumienia. Oczywiście odnosiło się to tylko do niej samej. Ot, taki drobny geścik.
Przyglądała się jak ranna kobieta szybuje do helikoptera. Po krótkim namyśle Kate również wskoczyła do pojazdu, chcąc się poniekąd upewnić, że z ranną wszystko będzie w porządku. Wciąż w jakimś stopniu czuła się odpowiedzialna za jej stan, dlatego też wolała potowarzyszyć w tej krótkiej podróży nie specjalnie licząc się z konsekwencjami.
Mimo wszystko uśmiechnęła się na swój wyjątkowo uroczy sposób, do mężczyzny z uniformie.
- Jeżeli propozycja podwózki nadal jest aktualna to chętnie skorzystam. - Rzuciła, by zaraz zerknąć na dwójkę chłopaków. Ciekawe czy rozejdą się w swoje strony czy postanowią przelecieć się z nią maszyną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3402
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Lis 19, 2013 4:54 pm

Mężczyzna stojący w przejściu usunął się na bok, aby przepuścić zarówno lewitowaną poszkodowaną, jak i wchodzącą w pełni o własnych siłach Kate. Tą pierwszą natychmiast zajął się kolejny delikwent - siedzący nieco głębiej w śmigłowcu i ukryty przed oczami osób pozostających jeszcze na zewnątrz. Jej słabe protesty najwyraźniej nie ułatwiały mu pracy. W tym czasie jego kolega znów pojawił się w drzwiach, zerkając po kolei na młodych.
-Niech was o to głowa nie boli. Parę osób już się tam rozgląda, ale o ile mi wiadomo... Na dole nie ma już nic ciekawego, tylko trochę zniszczeń i lekkiego promieniowania. Wy natomiast jesteście bardziej interesujący od gruzów. Panowie wsiadają czy wolą tu sobie jeszcze postać sam na sam?- mężczyzna oparł wymownie dłoń na przesuwanych drzwiach, ale na tym poprzestał. Jeżeli w ogóle dało się je zamknąć ręcznie, to on i tak tego nie spróbował, czekając na reakcję nastolatków.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Teddy Altman

avatar

Liczba postów : 79
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sob Lis 23, 2013 1:24 pm

Teddy nie powiedział tego głośno, ale ręka dziewczyny na jego ramieniu dodała mu otuchy i pewności. Przyglądał się, jak chłopak lewituje ranną kobietę do śmigłowca, więc nie zauważył, że dziewczyna sama również odchodzi w tę samą stronę. Nie wiedzieć czemu, chciał ją zatrzymać, żeby... no właśnie. Potrząsnął głową i patrzył, jak dziewczyna znika w środku śmigłowca.

Wieści o tym, że koleś ze śmigłowca wie tyle o sytuacji na dole, uspokoiły go. To znaczy, że dobrze zrobił, zawierzając im opiekę nad ranną; w końcu nawet nie kwestionował ich, tylko od razu zadziałał. Musi pamiętać, żeby następnym razem przemyśleć, tak, tak. Oczywiście dalsza część wypowiedzi osobnika sprawiła, że Teddy był niezdolny spojrzeć w stronę drugiego chłopaka na dachu i cieszył się, że nadal jest zielony, przez co (oby) nie widać rumieńców na jego twarzy.

- Um, uch, poradzimy sobie - mruknął, po czym zaraz dodał: - Znaczy, ja, ja sobie poradzę, mam na plecach te, no,skrzydła. Nie wiem jak... ugh, on. - Kolejne elokwentne słowa z ust pana Altmana, panie i panowie. Spuścił głowę, zasłaniając grzywką oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sob Lis 23, 2013 2:41 pm

Dziewczyna dość szybko zlustrowała wzrokiem cały helikopter, by w końcu zatrzymać swój wzrok na rannej kobiecie. Widziała, że ta wciąż stawiała opór, panicznie się czegoś bojąc. Pytanie - czy rozpoznawała, któregoś z tych mężczyzn i to ich się obawiała, czy wciąż protestowała przeciw szpitalowi. Kate przygryzła lekko wargę i spojrzała na łuk, który w roztargnieniu zostawiła na dachu. Póki oczekiwali na decyzję chłopaków, postanowiła zgrabnie wyskoczyć z pojazdu, zgarnąć swoją własność i na powrót zająć miejsce przy kobiecie. Broń położyła blisko siebie, by w razie czego móc zareagować. Oczywiście, wiele tu łukiem nie zdziała, jednak samą strzałą już prędzej... Wystarczyłoby wbić jej grot w część ciała, której uszkodzenie może ograniczyć w znacznym stopniu reakcje napastnika, jednak go nie zabić. Przezorny zawsze ubezpieczony, jak to się czasem mawia.
Starała się jakoś pomóc przy kobiecie. Mówić do niej cicho, uspokajać ją lub chociaż przytrzymywać gdy za bardzo się wierciła. W końcu każdy zbędny ruch mógł wzmóc krwawienie, a tego zdecydowanie nie chcieli.
Uniosła zaciekawione spojrzenie na wzmiankę, że oni są "bardziej interesujący". Nie była pewna jak interpretować te słowa... znaczy, może tamci dwaj faktycznie byli dość ciekawymi okazami. Hulkopodobne ze skrzydłami i magik, czarodziej, bez różnicy. Znaczy, nie była do końca pewna jak można by zareagować na takich nastoletnich bohaterów, zgadywała, że ktoś pokroju Kapitana Ameryki nie byłby ku temu specjalnie przychylny. Znaczy - sprawy superbohaterów zdecydowanie nie należy do jej kręgu zainteresowań, więc co ona tam wie, o Kapitanie Ameryce... w każdym bądź razie nie wyglądał jak osoba specjalnie chętna na grupkę nastolatków plączących się pod jego amerykańskimi nogami. W każdym bądź razie uznała, że ten zwrot jej zbyt specjalnie się nie tyczył. Jakby nie patrzeć nie wykazywała się specjalnymi umiejętnościami, więc raczej znikała przytłumiona ich niecodziennością.
Widząc zachowanie blondyna uśmiechnęła się lekko i przesunęła bliżej drzwi. Oparła się pewnie na jednej ręce, drugą wyciągając w jego stronę, tak jakby chciała pomóc mu wejść do środka.
- Chwila odpoczynku dobrze ci zrobi, zwłaszcza jeśli powrócą problemy z widocznością. Kto wie. - Wzruszyła lekko ramionami, zaraz posyłając mu jeden ze swoich uroczych i dość przyjaznych uśmiechów. Zaraz po tym zerknęła na ciemnowłosego, z dość podobnym uśmiechem. - Darmowa podwózkaaa. - Rzuciła, chcąc go jakby zachęcić. Może faktycznie dobrze by było gdyby ktoś pozostał poza helikopterem, jednak z drugiej strony ci mężczyźni nie wydawali się szczególnie... źli? Albo raczej nie sprawiali wrażenia, jakby mięli złe zamiary. Tak, coś bardziej w ten deseń. Spojrzała wyczekująco na obu chłopaków, nie cofając ręki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3402
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Nie Gru 08, 2013 11:19 pm

Jedna z brwi agenta podjechała wyraźnie w górę, a jego spojrzenie przesunęło się między Teddy'm i Billy'm, a następnie z powrotem i jeszcze raz. Szczęśliwie mężczyzna postanowił najwidoczniej darować sobie skomentowanie elokwencji pierwszego z nastolatków, tym samym oszczędzając mu jeszcze większego zawstydzenia. Zamiast tego wzruszył tylko lekko ramionami.
-Sądziłem, że zechcesz rzucić okiem na ośrodek, do którego będziesz się niedługo przeprowadzać, ale jak wolisz... A kolega się nie skusi?- z tymi słowami skupił się już na Kaplanie.
W tle natomiast drugi agent męczył się akurat przy kolejnych próbach wbicia igły w ramię rannej. Można by było zgadywać, że w trzymanej przez niego strzykawce znajdował się środek przeciwbólowy lub uspokajający - lecz tak czy siak nie miało to większego znaczenia, gdy mężczyzna nie mógł wprowadzić go do żył. Skóra kobiety stawiała zaskakujący opór.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wiccan

avatar

Liczba postów : 360
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Gru 16, 2013 5:27 pm

Zastanawiał się, ponieważ ogarniały go kolejne fale wątpliwości. Po prawdzie to najchętniej zmył się z miejsca jak najszybciej, zanim wszystkowidzące media zjawią się tutaj, nagrają go i...
A w sumie, po wszystkich zdarzeniach dzisiejszego dnia co miał do stracenia? Instynktownie poszukiwał kontaktu wzrokowego z pozostałą dwójką nastolatków. Pewność siebie i zdecydowanie dziewczyny były uspokajające, jednak wahanie skrzydlatego przystojniaka udzielało się trochę i jemu.

Dopiero teraz znalazł chwilę, by bliżej przyjrzeć się oznakowaniom na ubraniach i pojeździe, jakby mimochodem szukając w tej sytuacji bodźców, które pchnęłyby go w jakimś konkretnym kierunku. Zaraz, zaraz, czy on ich skądś nie... Ojacięsięicałąresztękręcę. Gdyby nie drastyczne braki w zasobach energii to chyba podskoczyłby z radości. W każdym bądź razie jego wewnętrzny fanboy aż rwał się do skorzystania z okazji i dowiedzenia się czegoś więcej o kulisach działania organizacji wspierającej i współpracującej z superbohaterami, których tak ubóstwiał. Godzinami śledził na internecie niewyraźne zdjęcia i nagrania z różnych akcji, w których czasem na unfiormach pojawiał się dokładni taki symbol. Takiej okazji to nie może zmarnować.
-S.H.I.E.L.D. ?- wyrwało mu się mimochodem

Przygryzając wewnętrzną stronę ust by nie roześmiać się jak głupek, bo jeszcze go za wezmą za psychicznie niezrównoważonego czy coś.

- Ja... chętnie się skuszę, dzięki. Znaczy dziękuję. Będę zaszczycony - zmieszał się czując, że zaraz zacznie bredzić. W dodatku agent wspomniał o jakimś tajemniczym ośrodku. Z miarę pewnym krokiem podszedł i wsiadł do maszyny, na odchodnym rzucając zielonoskóremu ukradkowe spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Teddy Altman

avatar

Liczba postów : 79
Data dołączenia : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Gru 23, 2013 5:16 pm

Głupiej Teddy już się poczuć nie mógł.

-- Uch, prawda, oczy -- odezwał się do dziewczyny, nie zaszczycając spojrzeniem drugiego faceta w helikopterze. Przetarł powieki i może by wsiadł do środka, ale kiedy drugi chłopak wskoczył do środka, Teddy zwątpił. -- Nie, nie. Lepiej, żeby nie było zbyt tłoczno. Polecę za wami, tak będzie najlepiej -- oznajmił, rozpostarł skrzydła i machnął nimi, wzbijając się w powietrze.

Cóż. Nie był pewny, czy teraz mieliby okazję się z nim skontaktować, skoro jego telefon przepadł. Dlatego, prawda, lepiej by było, jakby nie zgubił ich z oczu. Bo jeszcze się rozmyślą, czy coś. Nie, żeby Teddy'emu aż tak zależało... No, cóż, zależało mu bardzo, bo komu by nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3402
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Gru 23, 2013 9:00 pm

Jeden z kącików ust agenta uniósł się lekko, gdy Billy wypowiedział nazwę "S.H.I.E.L.D."; najwyraźniej nie przejął się tym rozpoznaniem, a wręcz przeciwnie, zdawał się być z niego zadowolony. Mężczyzna odczekał moment, pozwalając nastolatkowi w spokoju podejść do śmigłowca i wpakować się do środka, jednocześnie wysłuchując słów Teddy'ego - które ostatecznie skwitował kiwnięciem głowy.
-Nie zgub się po drodze- skomentował tylko, po czym zasunął wreszcie drzwi maszyny, a następnie dał znak pilotowi, aby ten poderwał ją w powietrze i skierował ku celowi ich podróży.

[z/t dla wszystkich]

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Goshi

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Cze 23, 2014 3:10 pm

Blond dziewczyna, oceniając lekko na 15 lat, przemierzała ten park w wesołych podskokach. Normalnie jak Czerwony Kapturek... A co tutaj robiła? Ha, oto jest pytanie!
W dużej mierze jej pobyt w USA zapoczątkowali rodzice. Bogaci i w ogóle... Czuli się ostatnio winni, że spędzają z nią mało czasu, więc zapytali ją pewnego razu: "Jedziesz z nami do Ameryki?", a ona się zgodziła. Tak prosto z mostu walnęli do niej z pytaniem. Fajną ma rodzinkę, nie? Rozumieją się jak wilki w stadzie! Oczywiście zabrali ze sobą nie tylko ją, ale i jej starszego brata... Jakżeby mogło być inaczej. Właściwie to dziwiła się, czemu akurat wybrali to miejsce, a nie na przykład Japonię. Nagle ją olśniło. Odwalało jej na punkcie Japonii, zresztą - znając życie - pewnie Oli naopowiadał różnych bzdur mamie i tacie z ostatniej wizyty w tym kraju, żeby nie mogła tam pojechać. Niby rozumiała jego sytuację - jemu rzadko kto specjalnie organizował wyjazdy za granicę, bo dawno temu osiągnął pełnoletniość, i sam musiał za wszystko płacić - jednak całościowo oceniłaby Olivera jako wrednego, starszego brata, hultajstwo i tałatajstwo. Cóż, widać między każdym rodzeństwem powstaje drobna nić nieporozumienia od czasu urodzenia drugiego dziecka. Tak przynajmniej słyszała, gdyż jakoś specjalnie to nie przyjaźniła się z nikim, kto przeżywa to samo, co ona.
Wracając do tematu wyjazdu, chyba zapomniałam coś wyjaśnić. Z pewnością wszystkie szkoły, w których uczą się dziewczęta w jej wieku, miałyby pretensje do rodziców nastolatki przez jej nieobecność w środku roku szkolnego. Nawet jeśli jej ojciec i matka wyprawiliby się osobiście do dyrektora placówki i jej to usprawiedliwili. Gdyby uczęszczała na zajęcia szkolne. "Gdyby", ponieważ odbywała własną edukację w domu, i nikt się jej nie czepiał.
Spostrzegła niski mur, ławkę, czy co to tam było (grunt, że nie miało oparcia, dlatego w razie czego stare pierniki nie mogły jej nic zarzucić) i na to pobliskie wzniesienie, stworzone przez człowieka, wskoczyła. Póki jej familia się nie upomni o przyjście do hotelu, może spokojnie połazić po mieście i trochę pozwiedzać. Całe miasto zdawało jej się istną metropolią, w której da się łatwo zgubić, zatem uznała, iż najpierw pod lupę weźmie jakiś ustronny park; dopiero potem zacznie się szlajać po sklepach.
Szczerze mówiąc, trochę jej się nudziło, toteż zaczęła iść po tym czymś, co przypominało murek i podśpiewywać sobie losową melodię pod nosem. Padło na "London Bridge is falling down". Jak na ironię, nie znajdowała się teraz w swoim domku w Wielkiej Brytanii, lecz na terenie obcego państwa. Specjalnie tęsknoty do swojej ojczyzny to ona nie żywiła. Po prostu wolała, kiedy coś się dzieje. Do piosenki dodała jeszcze chwiejne kroki, jakby chciała spaść, natomiast jej mina zdradzała, że świetnie się bawi. Nie czuła wcale zimna, ani ciepła. Dla niej temperatura była w sam raz. Jeśli już by tak doskwierało jej gorąco, zrazu wywołałaby chłodny wietrzyk lub małą ulewę. Tak jej było idealnie. Nie musiała ani trochę przejmować kontroli nad pogodą. Normalnie perfekt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 251
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Cze 23, 2014 6:44 pm

Po paro godzinnym, głebokim śnie obok ukochanej Peter w końcu się wybudził. Jego rany jeszcze nie do końca się wygoiły, lecz mógł w końcu swobodnie się poruszać. Chłopak nie był jeszcze w pełni wybudzony, ale powoli już wracał do świata żywych. W tle można było usłyszeć niewyłączony telewizor oraz tykanie zegara wiszące na ścianie nad komodą. Parker ukradkiem wyślizgnął się z łóżka tak by nie obudzić MJ i ruszył w stronę komody. Wyciągnął jakiś tam zwykły t-shirt, jeansy, bokserki i inne potrzebne ubrania. Następnie ruszył w stronę łazienki, do której ledwo co się doczołgał. Ubrania rzucił na podłogę, a sam potem zaczął ściągać, a nawet zrywać z siebie kostium Spider-Man'a. Przebranie było doszczętnie zniszczone, więc bez wahania wrzucił je do kosza na śmieci. Półnagi Parker wykonał swoją toaletę "codzienną".  W tym międzyinnymi porządnie się wykąpał, gdyż koniecznie tego potrzebował, bo w końcu nie było go od trzech tygodni w domu, tylko walczył z niepojętymi dla niego stworami. Gdy młodzieniec wyszedł spod prysznica, ubrał się w normalne ciuchy leżące na podłodze i wyszedł z pomieszczenia. Kolejno ruszył ku kuchni by zjeść na szybko śniadanie i zostawić Mary karteczkę z wiadomością, że wyszedł się przewietrzyć w Zuccotti Park znajdującym się zaledwie pare przecznic od ich mieszkania. Spidey po cichu ubrał buty i opóścił lokum.
Na klatce schodowej można było usłyszeć stukotanie jego obuwia o stopnie i różne dźwięki dochodzące z innych mieszkań. Przekraczając próg oddzielający klatkę od świata zewnętrznego Parker nabrał głeboki oddech. W końcu po długim okresie czasu mógł odetchnąć i się wyluzować. Peter kulejąc lekko na lewą nogę przysłuchiwał się ćwierkotowi ptaków latających po okolicy. Przeszedł tak jeszcze w tym melancholijnym stanie przez parę alejek, aż w końcu dotarł do parku. Miejsce trochę wydawało się opustoszałe jak na taki ładny dzień. W sumie to tym lepiej dla niego, chciał mieć chociaż odrobinę spokoju. Przechadzając się tak po ścieżkach parku postanowił przycupnąć na jakiejś ławce. I tak zrobił. Oparł się o oparcie i odchylił głowę do tyłu zamykając oczy. Ku jego zdziwieniu usłyszał w tle nucenie znanej mu melodii z anime Kuroshitsuji przez jakąś młodą damę. Nawet nieumyślnie zaczął podśpiewywać owy utwór z uśmiechem na twarzy.


Ostatnio zmieniony przez Spider-Man dnia Pią Sie 08, 2014 9:00 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Goshi

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Cze 24, 2014 3:49 pm

Blondi oczywiście spokojnie, aczkolwiek radośnie, spacerowała sobie po murku; rozglądając się na boki, czy jakieś stare pierniki czasem nie idą w jej stronę, by w razie czego zawsze móc zwinnie wymknąć się od odpowiedzialności. Czysto. W sumie to jakieś tłumy nie kręciły się po parku, dziewczyna rzekłaby wręcz, że jest opustoszały. A może tu straszy? Tak, to na pewno to! Wolała karmić swoje zmysły ciekawą iluzją niż nudną rzeczywistością.
Tak sobie szła po tym i szła... Nagle usłyszała, że ktoś tak jak ona nuci dokładnie tę samą piosenkę pod nosem. Może jest z Wielkiej Brytanii? Nie czekając na pierwszy krok ze strony nieznajomego, zeskoczyła. Zresztą i tak skończył jej się akurat grunt pod nogami, kiedy wyrwała się ze swoich rozmyślań.
Podeszła do chłopaka i bez ogródek go zagadnęła:
- Hej - nie było to wymuszone, a szczere i w dobrych intencjach. - Jak się nazywasz? Jesteś stąd? Mógłbyś mnie oprowadzić? Prooooszę! - Dosłownie przylepiła się do niego. Pewnie według ludzi starego rocznika takie coś byłoby karygodne i bezczelne. Nie dość, że na wstępie zasypała go pytaniami, to jeszcze wzięła go pod rękę i nie chciała puścić. Jednak ona to nie traktowała jako nieuprzejmość. Jej zdaniem lepszym określeniem na to byłaby nadmierna grzeczność. Posiadała zdolność samokrytyki i to właśnie stanowiło jej przykład.
Kuroshitsuji? Ach, więc może być Otaku, dobrze się składa! Goshi jak tylko pozna jego imię, zacznie wypytywać o wiarę, wiek i... Zainteresowania, a anime i manga się do tego zaliczają! Może znajdzie w nim bratnią duszę? Kto wie, kto wie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 251
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Cze 24, 2014 4:50 pm

Siedział tak jeszcze przez kilka sekund dopóki nie usłyszał głosu dziewczyny, której podśpiewywanie pod nosem znanej mu melodii słyszał nieopodal. Dziewczyna miała przyjemny głosik i przyjemnie mu się go słuchało. Jednakże Peter zdziwił się nagłą zaczepką dziewczyny, a tym bardziej jej złapaniem mężczyzny za prawe ramię. Można by nawet uznać, że lekko odskoczył na lewy bok. Z zestresowania pochwycił zręcznie nawet swój plecak, którego miał przy sobie w każdym miejscu i okoliczności, gdyż był jednym z tych praktyczniejszych i wygodniejszych toreb. Pomimo swojego otwarcia na nowe znajomości, Parker odrobinę się zestresował, lecz próbował się opanawać i być miłym dla nowo poznanej mu osóbki.
- O, witam. - Na jego twarzy zawitał szczery uśmiech. - Jestem Peter, a ty? I tak, jestem stąd. Nawet mieszkam pare ulic od tego miejsca. - Jednak na prośbę Goshi chłopak wyraźnie się zakłopotał, bo nie wiedział co dokładnie mógłby jej pokazać w tym mieście. Dla miejscowych to raczej nic nie wydaje się takie interesujące, gdyż widują owe rzeczy na co dzień.
- Emm.. nie ma problemu. Tylko nie wiem co mogłoby Cię zainteresować? - Benjamin mimo to miał skryte podejrzenia, że ogółem wielbi kulturę wschodnią. Nie da się też ukryć, że raz na bardzo długi okres czasu obejrzał jakiś odcinek anime lub przeczytał mangę. A czemu aż tak rzadko? No cóż.. ciągłe walki ze złymi robiły swoje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Goshi

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sro Cze 25, 2014 8:47 am

Ach, jeśli faktycznie czytał mangi i oglądał animce, to wspaniale! Goshi na pewno znajdzie w nim przyjaciela! Co z tego że jest między nimi sporo lat różnicy... Dla niej pięć tysięcy lat nie stanowi nawet chwili!
Nieznajomy się jej lekko wystraszył... Tak przynajmniej przeczuwała dziewczyna. Biorąc pod uwagę jego zmieszanie, stwierdziła, że należy trochę zwolnić z poufałościami. Ledwo co go zobaczyła, a nawet nie znała jego imienia. Choć na pedofila to on raczej jej nie wyglądał...
Tak więc puściła go i trochę się zawstydziła. Nigdy nie utrzymywała dłuższego kontaktu z chłopakami, za wyjątkiem jej brata. Nie wiedziała, jak trzeba z nimi rozmawiać. Faktem jest, że nigdy za bardzo nie wiedziała, jak konwersować z każdym przypadkowym przechodniem... Ale po co się przejmować? Jest ładna, miła... Normalnie niczym ta Pinkie Pie z "My Little Pony" podbije świat i stworzy milionową armię sprzymierzeńców, hehe! Oczywiście półżartem, półprawdą, bo jako tako w zasoby sojuszników to ona jest dość biedna.
- Nazywam się Goshiki Demeritto Wycherley! - przyłożyła prawą rękę do czoła, tak jak to robią panny w animcach i promiennie się uśmiechnęła. - Ale możesz mi mówić w skrócie Goshi!
Kapturek to ma dopiero szczęście! Trafiła na miejscowego, który pokaże jej co i jak (pod warunkiem, że sama uściśli mu swoje wymagania).
Na początku trochę się zawahała, gdyż chciała spytać o najfajniejsze sklepy z ciuchami w mieście, a po krótkim czasie przypomniała sobie, że ma do czynienia z facetem, nie z laską. Postanowiła zaproponować coś innego.
- To może... - przyłożyła palec wskazujący do ust, jak zawsze, gdy się zastanawiała. Zmarszczyła brwi. - Pokazałbyś mi jakąś restaurację albo kawiarnię? - w ostatnim momencie ją olśniło i ledwo co powstrzymała się, by nie klepnąć się otwartą dłonią w czoło. Ale ona głupia! To jak propozycja randki przecież, co ona wyprawia...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 251
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Sro Cze 25, 2014 12:47 pm

Tak. Teraz już w stu procentach był pewny, że interesuje się kulturą wschodnią. Nawet starała się naśladować to charakterystyczne zachowanie postaci z anime i ich mimikę twarzy. Dodawało to młodej dziewczynie uroku. Ciekawe ile mogła mieć lat.. trochę intrygowało to Pajęczaka. Choć stwierdził, że na pewno nie więcej niż szesnaście. Takie zachowanie jest normalne u młodzieży w takim wieku. Można powiedzieć, że każdy znajduje sobie jakiegoś tak zwanego "mentora" i próbuje się do niego upodobnić. W tym przypadku dziewczyna fascynowała się wschodem, więc jej zachowanie chyba minimalnie różniło się od ludzi pochodzących z tamtej strony świata.
Nie przeszkadzało to Parker'owi. Co więcej.. go to zainteresowało. Nieczęsto też napotykał się na takich ludzi w swojej okolicy i od razu było widać, że dziewczyna nie jest stąd. Peter.. jak na gentlemana przystało, nie mógł odmówić Goshi oprowadzenia jej po.. kawiarni? Hmm.. rzeczywiście zabrzmiało to trochę jak randka. Jednak wątpił odrobinę by to dziewczyna miała na myśli. Po prostu tylko to tak zabrzmiało. Ciekawe jak zareagowałaby Mary Jane gdyby tu była.
- Haha, jasne. Nie ma problemu. - Zaśmiał się cicho, ale tak by Goshi nie pomyślała, że śmieje się z niej i wstał z ławki na równe nogi. - No to co? Idziemy? - Zerknął na nią chwilowo z uśmieszkiem na twarzy, a następnie skierował się w kierunku, którym mieli się udać.

[z/t oboje]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noiro

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 16/08/2014

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Czw Gru 25, 2014 10:07 pm

J.: Zapowiadał się kolejny samotny wieczór dla młodego Rift Walkera... no może nie do końca, bo przecież zawsze obok miał mnie, czyli wielkiego... - tutaj młodzian się zirytował, w końcu kto by się nie zirytował mając obok siebie głos bez ciała. Nie była to choroba psychiczna, a zwyczajnie jego własna moc, która lubiła się od czasu do czasu odezwać. Był to praktycznie jego głos rozsądku.
Noiro: Oj daj se siana, przecież każdy tą gadkę zna. Jestem bezdomny, nie mam towarzyszy, kasy jakoś styka na podstawowe racje żywnościowe, więc czego oczekujesz? Tego, że nagle z nieba spadnie mi dach nad głową? - zapytał nieco z wyrzutem w powietrze, jednak ani on ani nikt obok J. nie widział. Jedynie było go słychać, a osoby które ewentualnie to usłyszały równie dobrze mogły pomyśleć, że dzieciak gada z kimś przez głośnomówiący.
Noiro westchnął ciężko, poprawił worek z rzeczami na ramieniu, a następnie podszedł do jednej ławki i usiadł na niej, wyciągając zawiniętego w sreberko kurczaka z frytkami. Na nic lepszego go nie było stać, chociaż każdego dnia imał się każdej pracy dorywczej jaką tylko mógł dorwać. Czasami mył gary w barach, czasami sprzątał, kosił trawniki, ogólnie rzecz biorąc wszystko czego ludziom nie chciało się zrobić, a płacili by ktoś za nich to zrobił. Jednak młody Rift Walker był jak zawsze pełen pogody ducha. Nigdy się nie poddawał i nawet w najgorszych sytuacjach mógł się pokusić o uśmiech by się pokrzepić... ewentualnie pokrzepić kogoś. W końcu młodzian zabrał się za jedzenie, ze smakiem konsumując kurczaka oraz zagryzając frytkami z sosem barbecue, którego zwinął z McD. Ilekroć jadł ten posiłek to zawsze miał wrażenie, że je go pierwszy raz. W końcu tak jest w przypadku osoby, która ledwo wiąże koniec z końcem. Jak co wieczór spoglądał w gwiazdy, wydawał się nieobecny jednak życie nauczyło go by wytężać słuch i nie dać się podejść od tyłu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1347
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pią Sty 02, 2015 1:12 am

NPC Storyline - Vareoth


Park pośrodku miasta wydawał się dość spokojnym miejscem. Oczywiście na tyle, na ile spokojny może być Nowy Jork. Co jakiś czas dało się usłyszeć rozmowę głośniejszych przechodniów, gdzieś w tle samochody trąbiły na siebie wzajemnie, wiecznie żywe miasto kontynuowało pracę kolejnego dnia.
W pewnym momencie wszystko ucichło. I nie było tu mowy o zwykłym odsunięciu się wszystkich "generatorów hałasu" na większą odległość. Kiedy chłopak zaczął rozglądać się po okolicy, okazało się, że wszystko najzwyczajniej w świecie stanęło w miejscu. Samochody, ludzie, ptaki oraz przedmioty które znajdowały się w danym momencie w powietrzu - wszystko przestało się poruszać. W tym wszystkim zatrzymały się również zegary. I zapewne to było dziwne, jednak nie na tyle, na ile to co pojawiło się zaraz potem. Jakieś dziesięć metrów od Noira, niczym z podziemi - wyruszył jaszczur, gad stojący na czterech łapach, pokryty czarno-szarymi łuskami. Jego ślepia były ubarwione na niebiesko, spoglądając na chłopaka niczym na możliwą ofiarę. Nikt inny go nie dostrzegał, gdyż nikt inny nie mógł. Czas dla otoczenia zatrzymał się. Czarnołuska bestia, stwór miał ponad trzysta sześćdziesiąt centymetrów wzrostu, długi był na ponad siedem i pół metra, do tego bardzo masywnie zbudowany. Jaszczur ruszył w kierunku chłopaka, powolnym, pewnym krokiem. Spoglądał na niego bez żadnych uczuć, bez żadnych emocji. Znaczenie istnienia Rift Walkera nie miało dla niego najwyraźniej najmniejszego znaczenia.
/Tak chaotyczna magia... w tak młodej duszy./
Odezwał się głos. Głos w głowie Noira, obcy, niski, zimny. A gad szedł dalej przed siebie, tym spokojnym wzrokiem - spoglądając na młodzieńca z góry, niczym gigant. Nie wykonywał gwałtownych ruchów, nie przybierał agresywnej postawy. Po prostu maszerował przed siebie. I o ile nie prowokował niczego samodzielnie, to ciężko powiedzieć by dla człowieka - istota taka jak on nie wyglądała groźnie, wręcz morderczo. Jaka będzie jednak reakcja Noiro...?


Vareoth:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Noiro

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 16/08/2014

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pią Sty 02, 2015 2:31 am

Noiro delektował się właśnie panierką, w którą był owinięty kurczak, chociaż tak naprawdę nie było to nic specjalnego. W końcu to tylko kawałek mięsa obtoczony w mące wymieszanej z mieszanką jajeczną, solą i przyprawami, jednak jeśli się głoduje to praktycznie wszystko można uznać za posiłek godny władcy… nawet coś tak prostego jak kurczaka z fast fooda oraz frytki. W pewnym momencie jednak zauważył, że wszystko ucichło. Zdziwiło go to bardzo, w końcu park mimo wszystko nie był otoczony żadną barierą tłumiącą dźwięk miasta, chyba że ktoś taką barierę właśnie postawił, jednak nawet zagraniczne firmy budowlane nie stawiają konstrukcji w tak błyskawicznym tempie, dlatego z miejsca odrzucił tą kwestię. Tak samo jakieś nieświadome użycie riftu i przejście przez ten osobliwy korytarz, który zawsze prowadził do jakiegoś miejsca na pozór podobnego do lokacji, w której się znajdował ale ostatecznie różniącej się szczegółami. Czasami z nudów brał ołówek oraz kartkę, notował wszystko co jest w wymiarze, który zwał „domyślnym”, a następnie wchodził do riftu by zabawić się w jakże banalną grę pod tytułem „znajdź jak najwięcej różnic”. Oczywiście bawić się tak mógł praktycznie do utraty sił, jednak potrzeba zdobywania pożywienia oraz poszukiwania miejsca do spania nieco naginała te plany. Teraz jednak na pewno był w wymiarze domyślnym i właśnie zajarzył co się stało. Wszystko zastygło, jakby czas się zatrzymał. Zegarki, zwierzęta, ludzie… wszystko to stało ale był pewien, że na pewno nie z jego winy, bo przecież nie otwierał TEGO rifta, ani żadnego innego który by coś takiego spowodował.
- O jaaaa – wydał z siebie dźwięk zdziwienia i fascynacji, jak to u młodego osobnika się zdarza kiedy napotka nowe zjawisko. Ciało Noira mogło faktycznie być starsze niż 16 lat, jednak jego umysł pozostał gdzieś na tym poziomie. W końcu rodzice nad nim nie czuwali, nie mówili co ma robić, a co nie, wiedzę miał gdzieś tak na poziomie przeciętnego licealisty, co sugerowało że chyba do końca tej szkoły nie skończył, jednakże do głupich nie należał… no dobra czasem to było podważane przez J. ilekroć dzieciak zachowywał się lekkomyślnie, jednak cóż innego mógł mówić owy głosik kiedy to młodzian próbował komuś pomóc (nie zawsze na tym dobrze wychodząc)?
- Huh!?– przeląkł się, kiedy nieopodal wyrósł jak z podziemi jaszczur wielkości ciężarówki. Zresztą kto, by się nie przeląkł widząc takie zjawisko pojawiających się znikąd jaszczurów. Jak to przy takich reakcjach bywa, Noiro nieco przereagował i nie dość, że spadł z ławki na której siedział to jeszcze wypuścił jedzenie, które upadło mu na spodnie. Szukał w pamięci czy kiedykolwiek widział coś takiego, jednak niezależnie ile sprawdzał to nie znajdował żadnej pozytywnej odpowiedzi. Nigdy nie spotkał się z taką istotą, aż do teraz. Nie wiedział jakie są z usposobienia, czy są agresywne czy spokojne jednak wiedział jedno… jaszczury są drapieżnikami i żywią się mięsem, a jak to w takich wypadkach bywa nie powinno się im okazywać strachu. Nie pamiętał, gdzie to czytał chociaż raczej kojarzyło mu się to z jakimś programem telewizyjnym, który kiedyś widział sprzątając u pewnej osoby dom w zamian za nocleg. Dzieciak mógł się domyślać, że owa istota na pewno ma coś wspólnego z tym zatrzymaniem, w końcu takiej wielkości jaszczury nie wyrastają od tak. Stworzenie było iście masywne i na pewno jednym kłapnięciem paszczy dałoby radę go zjeść. Noiro wziął głęboki wdech i starał uspokoić, chociaż zastanawiało go jedno. Czemu inni ludzie zastygli, a on nie? Zresztą ważniejsze było to, że stworzenie się do niego zbliżało powolnym i pewnym krokiem. Odruchowo Noiro chciał wyciągnąć ręce przed siebie, otworzyć rift i zanurkować w fioletowym korytarzu prowadzącym gdzieś daleko. Pal licho worek z rzeczami, które da się przecież ponownie jakoś zdobyć jednak ową myśl przerwały mu słowa, które usłyszał w głowie.
- Chaotyczna magia…? – już po samym tonie głosu mówiącego Noiro poczuł się nieswojo. Był zimny niczym lód, jednak skoro ktoś wiedział o małym sekrecie Rift Walkera to pewnie wie też coś więcej. Prawdą było to, że każdy rift czy to bojowy czy normalny odznaczał się losowością. W bojowych (z których rzadko korzystał) moc praktycznie za każdym razem była inna, natomiast w tych zwykłych zawsze inne było otoczenie. Magia, która była w chłopaku jest czymś niestabilnym, czymś co się ciągle zmienia, czymś nad czym w pełni nie ma kontroli – K… Kim jesteś i… czy to Ty zatrzymałeś czas? – na moment się zawahał, jednak w końcu odezwał się nieco odważniej jak to w takich chwilach bywało. Widział przeróżne rzeczy, jednak wiedział też że książki nie ocenia się po okładce. Zresztą skoro jaszczur mógł się pojawić nieopodal niego, zatrzymać czas to pewnie nie problemem byłoby zabicie młodego Rift Walkera zanim ten by się zorientował. W pesymistycznej sytuacji, Noiro potrafił dostrzec tą niewielką iskierkę optymizmu. Niepoprawnego czasami, jednak zawsze jakoś próbował się nim pokrzepić na duchu. Zresztą stworzenie nie wykonywało gwałtownych ruchów, nie szykowało się do skoku ani nie robiło nic co wskazałoby na potencjalny atak, dlatego też i młodzieniec postanowił nie przybierać postawy agresywnej. Początkowy strach przed nieznanym przerodził się w zwyczajną ludzką ciekawość, jednak czy ciekawość nie jest pierwszym stopniem do piekła? Dzieciak powoli wstał, nie wykonywał gwałtownych ruchów i spojrzał badawczym wzrokiem na czarnołuskiego. Dla większości faktycznie mógł wyglądać morderczo, jednak nie musiał mieć takich zamiarów. Pewna kosmiczna zabójczyni, którą kiedyś spotkał niby wyglądała groźnie, była zimna z początku jednak po rozmowie krótszej jakoś się faktycznie dało połapać, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Postanowił postawić ponownie na tą kartę, chociaż w oczach innym to był akt głupoty i naiwności. Zresztą jak spojrzał na to z innej perspektywy to nawet mógł się pokusić o myśl, że jaszczur wygląda dostojnie i fajnie jak na mroczne standardy, które mimo wszystko jakoś pociągały młodych. Oczywiście z wizualnej perspektywy, a nie mroku w sensie istnego mroku duszy. W pewnym momencie nawet dzieciak wpadł na to, że istota może używać telepatii i zapewne też może zajrzeć do głowy Rift Walkera, a co za tym idzie przewidzieć jego ruchy oraz… zobaczyć tą gonitwę myśli w głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noiro

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 16/08/2014

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Kwi 14, 2015 11:57 pm

MG przerywa akcję, a postać zostaje zwolniona z tematu. Tak mi przykazano to się zmywam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Seraphin

avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 11/09/2015

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Nie Wrz 13, 2015 10:49 pm

Seraphin już od dłuższego czasu siedział w domu i nie przyjmował od nikogo żadnych zleceń. Nie miał na to najmniejszej ochoty, Poza tym znudziło mu się takie życie. Ciągle w ukryciu, ciągle w niepokoju, że ktoś cię znajdzie. I chociaż Seraphin nigdy nie myślał o tym w ten sposób, to uganianie się za bezbronnymi w sumie ludźmi bardzo szybko go znudziło. Choć jego zabójstwa na zlecenie trwały przez trzy lata, teraz Kovak był tym po prostu zmęczony. Potrzebował zmiany otoczenia i nowej, bardziej zajmującej pracy. Nagle zerwał się z łóżka, na którym obecnie leżał i spojrzał za okno swojego mieszkania. Pogoda zachęcała wręcz do wyjścia, a Tyrone czuł, że musi coś zrobić.. Tak więc Seraphin wreszcie wstał i poszedł do szafy. Mężczyzna długo stał przy niej próbując wybrać jakieś ubrania, w których jeszcze nikt go nie widział. Wreszcie znalazł bardzo starą koszulkę z wizerunkiem czaszki z petem w zębach. Oczywiście w kolorze czarnym. Do tego założył czarne jeansy podkreślające nieco jego sylwetkę oraz czarne osiemnastodziurkowe glany. Przejrzał się w lustrze i gdy dodał do swojego wyglądu jedną pieszczochę nabijaną niewielkimi ćwiekami i tak ubrany wyszedł z mieszkania zabierając ze sobą jeszcze kurtkę skórzaną, przypominającą ramoneskę i ciemne okulary na oczy. Włosy pozostawił rozpuszczone, bo nie spodziewał się na spacerze żadnych kłopotów. Skrzydła jak zwykle spoczywały zwinięte na plecach Seraphina. Gdy opuścił już blok w którym mieszkał skierował swoje kroki do miejsca zwanego Zuccotti Park. Tyrone lubił to miejsce i często się tam pojawiał. Teraz również zbliżał się do swojego ulubionego miejsca. Jednej z ławek, która była najniej widoczna dla ludzkiego oka ze wszystkich. Usiadł na niej i zaczął swój zwykły relaks. Położył się wygodnie na ławce i grzał w słońcu. Nie przeszkadzało mu to, że prawdopodobnie wiele par oczu się na niego patrzy. Seraphin jednak miał to w nosie, bo przecież na taki relaks stać było każdego, a miejsce było wręcz idealne. Zresztą to Nowy York i nie było się co dziwić właśnie takiemu zachowaniu Kovaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1347
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Pon Wrz 14, 2015 10:26 pm

NPC Storyline - Onuris

Seraphin mógłby tak spędzić swój wolny czas, jednak Nowy Jork był miejscem które od czasu do czasu musiało coś nawiedzić, dla zachowania równowagi we wszechświecie. Jakiś przeraźliwy krzyk mężczyzny odbił się echem w parku, ludzie zaczęli odwracać się i szukać źródła tego dźwięku - a na ziemi pojawił się wielki okrąg o średnicy kilkudziesięciu metrów, który dosłownie na centymetry nie sięgał mutanta. Coś czarnego przemknęło kilkanaście metrów dalej, a potem pojawiło się "wyrastając" z cienia i chwytając jakiegoś człowieka, który wrzasnął przerażony upadając na ziemię. Nie byłby w tym nic aż tak strasznego, gdyby nie fakt, że coś co się pojawiło było wysokie na ponad trzy i pół metra oraz długie na ponad siedem i pół. Bestia posiadała czarne łuski okrywające całe ciało, długie pazury oraz coś co wyglądało jak malunki na łbie - ciągnące się do karku oraz na lewej łapie zaczynając od ramienia. Były to jakieś bliżej niezrozumiałe wzory. Osobnik który się pojawił prawdopodobnie reprezentował rodzinę istot znanych jako gady, choć raczej nie był to typowy przedstawiciel fauny Ziemskiej. Jaszczur miał dobrą budowę ciała, naturalną i podkreśloną, jednak nie umięśnioną. O jego sile czy chociażby ciężarze mógł świadczyć fakt, że klatka piersiowa człowieka którego dobił do ziemi - została zmiażdżona pod jego łapą. Ludzie w pierwszej sekundzie przyglądali się zajściu, a potem zaczęli uciekać, krzycząc w przerażeniu. Nie wszyscy dali jednak radę uciec - ci bowiem którzy znaleźli się w czarnym okręgu, padli na ziemię. Stracili oni przytomność, a ich skóry stały się trupio-blade, pulsy ledwo wyczuwalne, niemniej jednak nadal żyli. Owy "smok" który się pojawił, podniósł swą prawą zakrwawioną łapę, następnie oparł ją na ziemi obok truchła człowieka. Następnie wszyscy dookoła usłyszeli głos w swych głowach, świadczący o kontakcie z telepatą.
/Jakże łamliwa i słaba rasa. A jednak niektórzy z was ośmielają się nas okraść.../
Odezwał się głos. Człowiek ze zmiażdżonymi organami jeszcze żył, krztusząc się własną krwią. Czarnołuski spuścił swój łeb, spoglądając na niego, a następnie zmiażdżył mu tą samą łapą głowę - kończąc jego cierpienie. Chwilę potem okrąg zniknął z ziemi, jednak ludzie którzy byli nieprzytomni - dalej leżeli, nie ruszając się. Przybysz zaczął się natomiast rozglądać, bardzo powoli - jakby szukając kolejnej ofiary. Atmosfera zaczęła robić się nieprzyjemna, wszystkie znajdujące się tutaj istoty odczuwały niepokój, powodowany przez kogoś od zewnątrz, nie wiadomo jednak w jaki sposób. Temperatura otoczenia również zaczęła powoli spadać, a światło jakby traciło swe właściwości - bo mimo tej samej pory dnia co pięć minut temu - powoli zaczynało robić się coraz ciemniej. Jak by mgła lub chmura nagle zaczęła się tworzyć w parku Zuccotti. Nie biała, lecz ciemna - przy niemożności ustalenia skąd się brała, choć wiadomym było kogo należy o to obwinić.



Onuris
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Seraphin

avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 11/09/2015

PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   Wto Wrz 15, 2015 12:26 am

Tak Seraphin częściej spędzał swój czas wolny śpiąc lub też trenując w zaciszu swojego domu, jednakże akurat dzisiaj nie zamierzał robić ani jednego ani drugiego. A, że dawno nie pojawiał się w NY w świetle dnia utwierdziło go tylko w przekonaniu, że trzeba znaleźć sobie inne zajęcie. Leżał sobie na ławce niewiele uwagi poświęcając mijającym go ludziom. Jednakże to nie znaczyło, że stracił kompletnie czujność. Wręcz przeciwnie. W momencie gdy jakaś istota z pewnością nie pochodząca z Ziemi pojawiła się w parku Kovak zerwał się ze swojego miejsca. Ciekawiło go co tez za stworzenie zechciało nawiedzić tak monotonną egzystencję ludzi na ziemi. W sumie Seraphin lekko nieświadomie rozłożył swoje skrzydła, gdy podchodził do przybysza, bo chyba tak należało go nazwać. Już sam wygląd stworzenia nie tyle imponował Tyrone'owi co jego niewątpliwie bardzo duża siła. Chwilkę przyglądał się pobojowisku jakiem pojawiło się w miejscu czarnego okręgu. Jednak nie podszedł od razu do stworzenia. Stał z boku i obserwował. Był ciekaw co jeszcze bestia potrafi. Oceniał nawet swoje szanse jakie miał by w pojedynku z tym bezskrzydłym smokiem jednak niezbyt dobrze mógł poznać bestię. Na razie sam wygląd stwora jak i jego siła lekko deprymowały Kovaka. Ok, może i mężczyzna władał dobrze mieczem, który są mógł wytworzyć jednak już sam pancerz stworzenia wydawał się na pierwszy rzut oka bardzo twardy. Dopiero po jawnej demonstracji siły stworzenia Seraphin postanowił wejść do akcji. Oczywiście nie chodziło o troskę o ludzi ale o zapobieżenie dalszej rzezi i zwrócenie uwagi policji, Avengesrów czy też wojska na park, w którym akurat przebywał Kovak. Ostrożnie podszedł do stwora z boku i dopiero gdy usłyszał ten dziwny głos w głowie zrozumiał, że bezskrzydły smok jest telepatą.
- Cóż ludzie są rzeczywiście kruchymi istotami jednak mają potężnych sprzymierzeńców, którzy ich chronią. – powiedział spokojnie patrząc z boku na stworzenie. Poza tym skoro stanąłeś mu swoją zapewne ciężką łapą na piersi tego człowieka nie miałeś, żadnego problemu, by zmienić klatkę piersiową jak i głowę w miazgę. pomyślał i dalej obserwował stworzenie. Swoją drogą Seraphina ciekawiła moc stworzenia jednakże na razie musiał uważać by nie stać się kolejną ofiarą smoka. Lecz nagle w parku zaczęło się robić chłodniej. Teraz życie nie tylko ludzi ale i Kovaka było zagrożone. Co prawda jak na razie nie był to jakiś drastyczny spadek lecz Tyrone zaczął się zastanawiać czy nie uciec. Jednak coś kazało mu zostać na miejscu. Brak słońca jakoś Seraphinowi nie przeszkadzał. Ale cała sytuacja była na tyle dziwna, że mutant musiał po prostu doczekać do jej końca. Oczywiście czuł, że zaczyna lekko słabnąc ale jakoś specjalnie mu to nie przeszkadzało o ile nie będzie musiał walczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zuccotti Park   

Powrót do góry Go down
 
Zuccotti Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: