Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bryant Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3531
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Bryant Park   Wto Lip 24, 2012 5:06 pm







Prywatnie zarządzany park publiczny w Midtown Manhattan. Od wschodu przylega do niego New York Public Library, tworząc pewnego rodzaju ścianę i umożliwiając wejście do parku jedynie od strony Sixth Avenue. W tej okolicy przestępczość jest minimalna, co czyni park idealnym miejscem odpoczynku dla porządnych obywateli. Bryant Park posiada czytelnię na otwartym powietrzu, w której odbywają się eventy literackie, a także piękną fontannę i karuzelę. Funkcjonują tu również Bryant Park Grill, Bryant Park Cafe i cztery sklepiki. Park oferuje darmowe wi-fi.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Nie Sie 05, 2012 12:42 am

Patrick wszedł do parku od strony Sixth Avenue. Miał na sobie czarny długi płaszcz utworzony z symbiontu. Książka ponownie stała się priorytetem. Przez moment miał pewne wątpliwości, czy aby na pewno dobrze postąpił spotykając się z nią, a na domiar tego dał jej do zrozumienia, że wie o piórze a co za tym idzie o księdze również. Abigail Whistler mogła być sprawczynią tego całego zamieszania, która bawiła się z nim w kotka i myszkę. Tymczasem w kieszeni od spodni rozbrzmiał telefon Patricka. Odebrał go.
- Patrick Mulligan, słucham? - rozpoczął
- Alex Moore. Jestem pod pańskim biurem, ale najwyraźniej jest pan zajęty gdzie indziej. Mam dość naglącą sprawę, czy wróci pan w najbliższym czasie? - odparł mężczyzna o młodym głosie.
- Bardzo mi przykro, że musiał się pan fatygować na marne. Wrócę do biura prawdopodobnie za kilka godzin, jednakże to nic pewnego. Jeśli to Panu nie przeszkadza, możemy się spotkać na mieście albo u Pana?
- Jeśli to przyśpieszy wszystko, to gdziekolwiek panu wygodnie.
- Aktualnie jestem na spotkaniu w Bryant Park, więc możemy się umówić właśnie tam - zaproponował Patrick. - Pod parasolami z nazwą parku. Niech mi pan wstępnie powie o co chodzi?
- Właściwie to dlatego chciałem załatwić wszystko osobiście. Słyszałem, że zajmuje się Pan... nietypowymi sprawami.
- Nie sądziłem, że dodanie tego “nietypowego” zakresu działalności, będzie miało taki szybki odzew - przerwał żartobliwie Patrick.
- Wiem jak głupio to zabrzmi, ale dziś rano znalazłem pod swoimi drzwiami zapakowaną w papier książkę, która, to dość krępujące, wydaje się być w jakiś sposób ponadnaturalna.
Patrick zamilkł na chwilę, a jego policyjny instynkt wyostrzył się. Druga osoba z tą książką dzwoniła do niego i chciała umówić się na spotkanie - to był zbyt duży zbieg okoliczności. Nie mógł i nie chciał zagrać tą samą kartą co w przypadku Abigail Whistler. Grono podejrzanych powiększało się, ale Patrick miał już gotowy plan działania.
- Rzeczywiście dziwna sprawa - odpowiedział w końcu. - Aha, jaka godzina Panu pasuje?
- Jak najszybciej, sprawa jest dość nagląca.
- W takim razie niech będzie osiemnasta.
- Osiemnasta, pod parasolami w parku Bryant.
- Świetnie!
- Zapewne pozna mnie pan po białym garniturze. Jak pan wygląda wiem, bardzo ładne zdjęcie. Do zobaczenia zatem.
- Rozpoznam Pana na pewno. Do zobaczenia - zakończył rozmowę Patrick.
Sytuacja uległa zmianie, do gry wszedł nowy gracz. Pytanie czy był to zwykły pionek, czy może ważniejsza figura. Mężczyzna stał na przeciwko Bryan Park Cafe wpatrując się w parasolki, pod którymi mają się spotkać. Obserwował okolicę i możliwe drogi dojścia. Pani Whistler i Pan Moore, przybędą tutaj o godzinie 18:00, musiał w jakiś sposób przyciągnąć ich do siebie. Na dodatek musiał znaleźć się blisko niech tak aby usłyszeć o czym rozmawiają, gdyż mogło się tak też zdarzyć. Bardzo chciał zobaczyć ich reakcję na brak jego obecności. Pat spojrzał na zegarek, było około godziny 17:30. Schował się za jedną z budek i rozejrzał czy nie ma gapiów. Symbiont zaczął oplatać jego całe ciało swoimi czerwonymi ślizgowatymi mackami, które po chwili zaczęły się cofać odsłaniają nową postać. Jedną z mocy Toxina była możliwość całkowitej zmiany osobowości. Patrick wyglądał teraz jak osiemdziesięcioletni staruszek z siwą brodą i włosami. Ubrany w czarny płaszcz i elegancki garnitur, oraz kapelusz. Podszedł do baru i zamówił kawę, chwycił również za wiszącą na specjalnym wysięgniku gazetę, po czym usiadł przy stoliku. Czytał gazetę co jakiś czas spoglądając na zegarek i obserwują otoczenie. Widział jak będzie wyglądać Pan Moore, leczy wygląd Abigail był dla niego zagadką, mimo to jego wnikliwe spojrzenie byłoby wstanie dostrzec osoby, które go szukają. Potrafił wychwycić tą mają subtelną zmianę zachowania, odróżniającą ich od reszty przemierzającego park społeczeństwa. Dodatkowo wyłączył dźwięk w swoim telefonie, mogło przecież zdarzyć się tak, że spróbują się z nim skontaktować. W efekcie liczył, że oboje podejdą właśnie do niego - sugerując się strojem i tym, że w Bryant Park Cafe nie było aktualnie zbyt dużo klientów. Musiał teraz czekać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Bryant Park   Nie Sie 05, 2012 7:35 pm

Alex po rozłączeniu się z detektywem zaczął od sprawdzenia na swoim telefonie gdzie znajduje się Bryant Park. Chłopak nigdy nie miał cierpliwości do spamiętywania co gdzie jest w mieście. Po znalezieniu, okazało się że dojazd będzie bardzo prosty, chociaż trochę utrudniony przez kończące się godziny szczytu. Po znalezieniu optymalnej trasy chłopak ruszył żwawo przez miasto, które nigdy nie śpi. Książka nie dawała mu spokoju. Czemu ktoś miałby posunąć się tak daleko, żeby zostawić mu przed mieszkaniem zaczarowany przedmiot? Moore nie był znany nigdzie poza kręgami mechaników, co zawdzięczał swoim kilku małym patentom, oraz przestępców, jednak żadnego z jego aliasów nie dało się łatwo z nim powiązać. Osoba która sprezentowała mu tajemniczy pakunek musiała albo zrobić to przypadkiem, co było bardzo nieprawdopodobne, albo też dysponować nadzwyczajnymi środkami i siatką informacyjną, która dałaby mu wiedzę o talentach Alexa w dziedzinie mechaniki lub też jego nienaturalnych zdolnościach. Chłopakowi z oczywistych powodów się to nie podobało. Ktoś go prześwietlił i wybrał w jakimś nieznanym celu, a krew na stronach książki nie sugerowała nic wesołego. Obecnie jego jedyną nadzieją był detektyw, z którym jechał się spotkać. Mężczyzna brzmiał na doświadczonego i wieści o książce wcale go nie poruszyły, jednocześnie jednak traktował wszystko dość poważnie, albo miał też zadziwiający talent aktorski. Które z dwóch? Cóż, o tym miał się zaraz przekonać. Do parku udało mu się dostać na dziesięć minut przed wyznaczonym czasem. Nieliczni ludzie siedzieli przy stolikach, niektórzy czytali gazety, inni zajmowali się innymi sprawami. Nigdzie nie było widać detektywa, Alex miał jego zdjęcie w telefonie – pobrał je wcześniej z internetu na wszelki wypadek razem z innymi jego dostępnymi danymi. Trochę dziwnym wydawał się brak detektywa. Jasne, umówili się na 18:00 a nie na 17:50, ale wedle słów Patricka, w chwili gdy do niego dzwonił był już w parku. Może zajmował się czymś innym. W oczekiwaniu na mężczyznę chłopak usiadł przy jednym z licznych wolnych stolików, położył neseser przed sobą i zaczął czekać, niecierpliwie bębniąc palcami o blat i bawiąc się swoim telefonem. Dobrze, że dopilnował by założyć okulary maskujące jego dość dziwne oczy – ludzie przypatrywali mu się już wystarczająco ciekawsko, w końcu młodzi ludzie z białymi włosami i w białych garniturach nie są często spotykani nawet w stolicy kultury i finansów Ameryki Północnej.
Powrót do góry Go down
Abigail Whistler

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 23/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Sie 06, 2012 12:05 pm

Nowy Jork. Miasto, gdzie nagle 8 244 910 ludzi musiało gdzieś się śpieszyć, robiąc niesamowite korki o tej porze. To właśnie dlatego niewiele brakowało, a Abigail by się spóźniła. Nie miała nawet czasu na wcześniejsze zbadanie terenu w celu wykrycia potencjalnego niebezpieczeństwa, które gdzieś z pewnością musi czyhać. W końcu cała sprawa była bardzo dziwna: komuś udało się ominąć wszystkie zabezpieczenia, zostawić książkę i detektyw, o którym nigdy wcześniej nie słyszała, wiedział o księdze i piórze, o którym nie wspomniała nawet słowem. Najwidoczeniej komuś udało się uzyskać dostęp do jej komórki i przekierować na numer kogoś, kto zechciałby zastawić na nią pułapkę. Bo to wszystko jest wykonywalne, trzeba byłoby być po prostu bardzo dobrym gościem od sprzętu elektronicznego. A Abigail na tą pułapkę była gotowa: magnum w torebce i nóż ukryty w rękawie. Ciekawe, kto wpadnie w czyją pułapkę? No i pozostaje pytanie, dlaczego wybrał to miejsce. W końcu jeśli istnieje jakieś bezpieczne miejsce w całym Nowym Jorku, to to na pewno jest to Bryant Park...
Sama Abigail wyglądała jak jedna z zwykłych spacerowiczek. Miała na sobie jeansy i szarą koszulkę z czarnym smokiem, na którą zarzuciła skórzaną kurtkę. Dodatkowo na szyi miała wisiorek z niebieskim szkiełkiem. O książce oczywiście nie zapomniała, o piórze również. Obie te rzeczy już czekały w torebce.
Paliła papierosa, rozglądając się po okolicy. Detektywa nie było widać, chociaż zbliżała się już 18:00. No cóż, miał jeszcze chwilę czasu. Pozostało czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3531
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Sie 06, 2012 4:20 pm

Tak więc wyznaczona na spotkanie godzina osiemnasta zastała całą trójkę zgromadzoną już w parku, choć wciąż jeszcze nie nawiązującą ze sobą ściślejszego kontaktu. Zarówno Patrick - obecnie w formie staruszka - jak i Alex znajdowali się zupełnie blisko siebie; dzieliły ich może dwa czy trzy stoliki, nie więcej. Abigail natomiast przechadzała się tylko odrobinę dalej. Innymi słowy: wszyscy byli teraz wzajemnie w zasięgu swojego wzroku.
W czasie, gdy żadne z nich nie poświęcało akurat uwagi swym księgom - a przynajmniej do nich nie zaglądało - magiczne tomy postanowiły dorzucić do sprawy jeszcze coś od siebie. Pod wszystkimi poprzednimi słowami wypisały następne - schludnie, elegancko, pochyle i z zawijasami, a do tego oczywiście na czerwono... Znowu krwią. W ten właśnie sposób utworzyły w sobie pięć nowych linijek tekstu:
"Quattuor histriones."
"Venator."
"Creator."
"Berserker."
"Predator."
Na tym jednak książki nie miały najwyraźniej zamiaru poprzestać. Temperatura skóry, w którą były obite - nie, właściwie to w grę wchodziła ta otaczająca ich okładki, lecz na nie same nie oddziałująca - zaczęła się stopniowo podnosić. Początkowo zapewne trudno byłoby to wyczuć przez warstwy materiału, lecz wkrótce potem pojawił się także i zapach spalenizny - nie było rzecz jasna ani śladu ognia, księgi i warstwy dookoła nich pozostały w gruncie rzeczy nietknięte, lecz te ostatnie nagrzewały się powoli coraz bardziej i bardziej.
Zwracały na siebie uwagę.



_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Abigail Whistler

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 23/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Sie 06, 2012 7:16 pm

Podwójne piknięcie z lewego nadgarstka dawało jasno do zrozumienia. 18:00. I nic. Jeśli to pułapka, to zastawiona przez niepunktualnego kretyna. Nienawidziła niepunktualności.
- Mulligan, dupku. Gdzie się podziewasz? - mruknęła pod nosem, rozglądając się w około. Może zdjęcie ze strony internetowej nie należało do niego? Albo nie oddawało jego twarzy w rzeczywistości? Nieważne... Ale tutaj nie było nawet kogoś podobnego!
Abigail wyrzuciła niedopałek gdzieś za siebie i skierowała się w stronę Bryant Park Cafe. Może się jeszcze detektyw pokaże. A wtedy panna Whistler pokaże mu, czym jest punktualność.
- Wody. - powiedziała do kelnerki, zajmując miejsce przy jednym ze stolików. Nie dane jej było jednak poczekać w spokoju. Otóż torba, którą trzymała na kolanach, nagle zaczęła się nagrzewać. Jednak nie tak, jak nagrzewają się rzeczy na słońcu. Bardziej, jakby położyć ją przy ognisku.
- Cholera, cholera! - powiedziała głośno, zrywając się na równe nogi. Natychmiast wyciągnęła księgę(jak słusznie podejrzewała, to ona była źródłem ciepła) i rzuciła ją na stolik. Nie interesowało ją za bardzo, czy ktoś to dziwnie zinterpretuje. Wolała wyciągnąć księgę niż pozwolić, by nagrzana broń wystrzeliła.

A bardzo lubiła tą torebkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Sie 06, 2012 9:11 pm

Nadeszła godzina osiemnasta, a detektywa nigdzie nie było widać. Mało profesjonalne, ale oczywiście zrozumiałe. Zdecydowawszy, że zadzwoni do niego za 5 minut Alex, postanowił dalej relaksować się na krześle przy stoliczku. Nim upłynął czas wyznaczony przez chłopaka, Moore pociągnął nosem. Coś w pobliżu się paliło. Grill? Nah, o tej porze raczej nikomu nie chciałoby się rozstawiać z całym tym kiełbaskowym bajzlem. Kilka pociągnięć później Alex zidentyfikował źródło zapachu. Właściwie powinien to przewidzieć. Magiczna książka znowu zachowywała się, jakby nie zależało jej na utrzymaniu opinii całości literatury. Chłopak szybko schował telefon i zbliżył rękę do nesesera. Był ciepły, ale jednak nie gorący. Ostrożnym, ale szybkim ruchem Moore otworzył walizkę i wyciągnął o wiele bardziej nagrzany materiał. Po odwinięciu czarnego tomu okazało się, że jest on całkiem chłodny. Znajdujące się obok pawie pióro miało podobną temperaturę co materiał. Alex otworzył książkę, jako że i tak nie miał nic lepszego do roboty, a detektyw dalej się spóźniał i zaczął ją badać. Pojawiły się kolejne słowa. Tym razem więcej.
- Hm, może im dziwniejszą rzecz to coś robi, tym bardziej się nagrzewa? - powiedział sam do siebie, próbując zidentyfikować nowe wyrazy. Kilka z nich nawet wyglądało bardzo znajomo. Alex rozejrzał się wokół, na wypadek gdyby detektyw miał się zjawić, jednak jeśli nie dostrzeże niczego interesującego, to wyjmie telefon i zacznie wyszukiwać niezrozumiałe zwroty.
Powrót do góry Go down
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Sie 06, 2012 10:28 pm

Patrick siedział przy swoim stoliku. Spojrzał na zegarek była 18:00. Złożył gazetę i położył ją na blacie stolika. Rozejrzał się dyskretnie po okolicy. Już wcześniej dostrzegł młodego chłopaka ubranego w biały garnitur, który usiadł przy stoliku niedaleko jego. Tymczasem Abigail nadal pozostawała poza jego zasięgiem, podejrzał może dwie lub trzy kobiety przechadzające się po parku, które mogłoby nią być. Patrick poczuł ciepło z tyłu pleców, na szczęście hamowała je tkanka Toxina, która była dużo wytrzymalsza niż inne materiały.
- Ta książka robi się gorąca - oznajmił Toxin i faktycznie tak było.
- Wiem, czuję to po plecach, lecz musimy wytrzymać! Nadal nie widzę Abigail Whistler.
- Dam radę, tak myślę... To nie to samo co w tym budynku!
- Dobrze, a teraz daj mi chwilę...
Mulligan nie dokończył wypowiedzi, gdyż zauważył pewną scenę przy barze. Stojąca tam w czarnej skórze kobieta, którą widział wcześniej zmieniła swoje zachowanie. To był impuls, gdy nagle po krótkiej chwili zauważył jak kobieta wyciąga ze swoje torebki księgę i rzuca ją na stolik. Spora księga wydała przy tym niosące się uderzenie. Pionki rozstawiły się, niestety nic nie wskazywało na to, że mieliby się spotkać albo, że nawet się znają. To mogły być przypadkowe osoby, które tak samo jak on zostały wciągnięte w ten wir dziwności. Przerzucił swój wzrok na chłopaka w garniturze, on także po chwili miał przyjemność doznać zmian w książce i poczuć dziwny zapach spalenizny.
Patrick musiał jednak po raz kolejny zmienić swój plan.
Wstał od stolika i podszedł do stojącej przy barze Abigail Whistler, po drodze przywracając swoją twarz do normalność. Strój pozostał ten sam, w jakim był ubrany staruszek, na głowie dalej znajdował się kapelusz. Chwycił Abigail delikatnie za rękę.
- Przepraszam, za spóźnienie - zaczął cichym głosem. - Musiałem mieć pewność.
Stał plecami do siedzącego kilka metrów dalej Alexa Moore'a.
- Skąd Pani ma tą książkę?
- Rozumiem... - odpowiedziała, unosząc lekko brwi. - Nietypowa sytuacja, więc jestem skłonna wybaczyć. Ten jeden raz...
Przez chwilę zastanawiała się, co może zdradzić detektywowi. W końcu jednak zdecydowała się mówić.
- Wpadła do mnie. Znikąd. Nie było jej i nagle się pojawiła. Bez dymu i czarodziejskiego "puf". Skąd Pan o niej wie?
- Nie była Pani jedyną osobą, która zadzwoniła w tej sprawie - odparł, nie chciał jej jeszcze mówić, że też jest posiadaczem księgi i pióra. - Przypuszczam, że książka nie wybiera zwyczajnych ludzi? Ma Pani jakiś pomysł, dlaczego wybrała właśnie Panią?
- Bo jestem córką łowcy wampirów i brałam udział w pokonaniu samego Draculi. - Mimo faktu, że to najszczersza prawda, starała się to powiedzieć najbardziej sarkastycznym tonem, na jaki ją stać. Nie wszyscy muszą o tym wiedzieć. - Proszę na mnie spojrzeć. Czy wyglądam na kogoś... specjalnego? To w końcu ile jest tych ksiąg?
- Jak Pani jest łowcą wampirów, to ja mam w sobie kosmicznego potwora o mózgu dziecka - dodał i się zaśmiał. Mimo wszystko był wstanie w to uwierzyć, cóż on sam nie był zbyt zwyczajną osobą. - Dobrze, a teraz niech mi Pani powie na koniec, czy zna siedzącego za mną chłopaka w białym garniturze? On także posiada tą samą księgę co Pani.
Uśmiechnęła się samymi kącikami ust. Ostatnimi czasy nawet takie żarty mogą okazać się prawdą. Kto wie?
- Nie... Pierwszy raz widzę go na oczy. A szkoda, bo całkiem uroczy.
- Dobrze w takim razie chodźmy do niego.
- "Kosmiczny potwór o mózgu dziecka", poważnie?
Odwrócił się i razem z Abigail, która złapała za książkę i podeszli do stolika Alexa.
- Panie Moore, nazywam się Patrick Mulligan, a to jest Abigail Whistler - przywitał się.

// Albo Alex pisze własnego posta - ale tworzymy wspólną rozmowę i wkleję go ja tutaj, albo MG w swoim poście?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Sie 07, 2012 11:49 am

Alex na chwilę podniósł głowę i zobaczył dwie osoby zmierzające w jego stronę. Pierwszą z nich był Mulligan, tego Moore rozpoznał natychmiast. Lepiej wyszedł na zdjęciu.
- Hm w samą porę - powiedział chłopak widząc podchodzące do niego osoby. Nie spodziewał się co prawda kobiety, ale detektyw wspominał coś o spotkaniu. Jego wyraz twarzy wyostrzył się, gdy zobaczył książkę w rękach nieznajomej.
- Czyli nie tylko ja dostałem to cholerstwo? - zapytał dość retorycznie.
- Najwidoczniej. -
- Pani Whistler, także ją otrzymała. Chciałbym wiedziać jakie dziwności zauważyliście?
- Myślę, że zanim zaczniemy wymieniać wszystko, może zwyczajnie porównajmy czy te cholerne książki są takie same - powiedział Alex..
- Może to nam powiedzieć więcej, niż dziwne zachowania pojedynczych, a nawet jak nie, to zaoszczędzi trochę czasu.
- Świetny pomysł, przystojniaku. - powiedziała Abigail, otwierając księgę na stronie z napisem. Dopiero wtedy zobaczyła nowe słowa - Dobra... Wcześniej tego nie było. Wam też pojawiały się słowa pojedynczo? Jakby pisane niewidzialną ręką?
Patrick schował dłoń do marynarki i wyciągnął z niej księgę i pióro, nie było sensu dłużej tego ukrywać.
- Ja także otrzymałem owinięty w czerwony papier pakunek - powiedział, otwierając księge na którejś z kolejnych zapełnionych stron. - Nie sądziłem, że ktoś dostał ją poza mną, aż do waszych telefonów. To wszystko jest dziwne - popieprzone wręcz, te pojawiające się wykonane z krwi napisy, to że nie można jej spalić ani się jej pozbyć. Księga zawsze wraca...
- O, pozbyć się jej też nie można? Cóż, moja robi to samo co poprzednie, poza tym jak ją pociąć, to odcięte kawałki można spalić, ale i tak wszystko odrasta - rzucił Alex zaciekawiony.
- Nikt wcześniej nie spotkał się z takimi rzeczami jak przypuszczam, skoro ruszyliśmy do pana Mulligana?
Nigdy. - dziewczyna pokręciła głową. - Myślałam żeby zadzwonić do Strange’a, ale mimo to zadzwoniłam do pana. Do kogoś, kto też ma księgę. Też dziwne, nie?
Cały dzisiejszy dzień, obfituje w dziwne zbiegi okoliczności Panno Whistler.
- Abigail.
- Abigail. - Skoro już z nią przeszedł na taką stopę, to wypadałoby także zmniejszyć dystans z Panem Moorem. - Patrick - powiedział podając mu dłoń. - Sądzę, że spędzimy wspólnie trochę czasu...
- Alex - rzucił zrezygnowany Moore.
- Jakieś pomysły czemu zostaliśmy wybrani? - zapytał, nieśiwadom rozmowy przeprowadzonej wcześniej przez dwójkę przy jego stoliku.
- Ja jestem tylko lekko poprawionym genetycznie inżynierem i mechanikiem, w dodatku mało kto zdaje sobie sprawę z moich profesji. Oczywiście może zostałem wybrany przypadkiem - w ostatnich słowach słychać było powątpiewanie.
- Rozmawialiśmy już o tym, przed chwilą. Patrick jest połączony z kosmitą, a ja jestem pogromczynią Draculi.
- Dlatego właśnie uważam, że książkami zostały obdarowane osoby o pewnych niezwykłych umiejętnościach. Pytanie brzmi, kto za tym stoi i jak go znaleźć? - zapytał detektyw.
- Uważam, że powinniśmy zacząć od przetłumaczenia tego bełkotu. Coś mi mówi, że ktoś kto zaszedłby tak daleko, by nam wcisnąć magiczne książki, nie zapisałby ich tekstem bez znaczenia - zaczął Alex powoli, dalej trawiąc informacje o kosmicie.
- Potem, albo gdy to już się nie uda, dobrze byłoby upewnić się, czy nikt inny nie odstał takich książek. W większej grupie na pewno łatwiej byłoby znaleźć doręczyciela, mając więcej okoliczności znalezienia pakunku i być może odkrywając nowe cechy - zakończył propozycję chłopak.
- To nie będzie łatwe - odparł Patrick, nieco zamyślony i skupiony na rozwiązaniu. - Przydałby się jakiś kustosz, pracownik muzem, archiwum czy też biblioteki, który może pomóc nam odkreślić właściciela tej książki! Księgi są wiekowe, więc jakiś kolekcjoner mógł je kiedyś posiąść na jakiejś aukcji. - Po tych słowach spojrzał na białowłosego chłopaka. - Alex wyglądasz na osobę, która może pomóc nam znaleźć coś o księdze w internecie, ja sam nie lubię za bardzo z tego ustrojstwa korzystać.
- A jak znajdziemy innych odbiorców? Zostawimy ogłoszenie w Daily Bugle, czy jak?
[b]- Gazety czy internet specjalnie nie pomogą. Ktoś kto dostaje takie coś raczej nie zapisuje tego na swoim koncie na Facebooku. Co do kolekcjonerów, to brzmi nieźle. Są w Nowym Yorku jakieś organizacje stowarzyszające dziwaków nam podobnych? -
zapytał chłopak. W końcu trzy osoby o których wiedzieli, że na pewno dostały książki to łowca wampirów, kosmita i on.
- Fantastyczna Czwórka? SHIELD? Avengers? X-Men...?
- O tych ostatnich coś słyszałem, rozróba w mieście? Kosmici? W każdym razie nie mam innego pomysłu niż przepuszczenie informacji o książkach przez agencje łączące takich jak my. W ten sposób może ktoś natrafi na informację i się z nami skontaktuje. Jeśli nie, to trudno.
- Mamy do wyboru trzy grupy? Pytanie czy ruszamy wspólnie czy się rozdzielamy i każdy wybiera inny cel! Budynek Baxtera - po tych słowach spojrzał wymownie na niebo. - Shield albo X-Meni. - Tych ostatnich najmniej kojarzył. - Więc?
- Swoją drogą, zanim się rozejdziemy, znaleźliście coś o piórach? To całkiem poza moją ekspertyzą...
- Faktycznie całkiem zapomnieliśmy o piórach... - Wtedy Patrick przypomniał sobie coś co kilka godzin temu miał okazję ujrzeć. Nie chciał wdawać się w szczegóły, tego co wydarzyło się wcześniej, ale miał przeczucie, że warto wspomnieć o ognistym ptaku - Kilka godzin temu zauważyłem, jak z płonącego budynku wyleciał ognisty ptak - zatrzymał się na chwilę...
- Ognistych ptaków nie ma - przerwał mu Alex. Po tem pomyślał. Kosmici. Łowcy wampirów. - Ok, kontynuuj
- Słup ognia wystrzelił w niebo - dokończył Patrick. - Po czym rozłożył skrzydał i długi ognisty ogon i odleciał. Cholera, pierwszy raz na oczy widziałem coś takiego! Wyglądał jak jakaś mityczna, bajkowa istota... t
- to nie ma sensu. Płonące ptaki nie istnieją. Nie. Istnieją.
- Wszystko, może być połączone z tą książka. Musimy brać pod uwagę takie “zjawiska”. Zresztą, istnieje Thor - Bóg Piorunów, wampiry, kosmici i ludzie pająki, czemu Feniks miałby nie istnieć?
- No dobra. Kto może wiedzieć coś o ognistym ptaku?
- Cóż, może ma to znaczenie, może to tylko przypadek. Proponuję podzielić się tak. Patrick poszuka połączeń u kolecjonerów i w antykwariatach używając swoich detektywistycznych zdolności, Abigail przyjrzy się magicznym właściwościom jako jedyna chociaż trochę powiązana z mistycznym światem, a ja użyję swoich... połączeń... żeby wypytać półświatek przestępczy i spotkamy się gdzieś jutro o tej porze - rzucił Alex mając nadzieję, że nikt się nie obrazi. Brak pomysłu na kontakt z innymi posiadaczami książek postanowił zostawić szczęściu.
- Niech będzie. Tylko się nie spóźnijcie. Następnym razem będę strzelać. - Abigail uśmiechnęła się i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
Powrót do góry Go down
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sob Sie 11, 2012 4:01 am

Przemierzając ulice Nowego Jorku w towarzystwie dwóch masywnych owczarków Niemieckich, wychwytywał najdrobniejsze skrawki informacji zawartych w rozmowach prowadzonych przez napotkane osoby, wsłuchując się i oceniając je pod względem przydatności dla własnych celów. Błahe ploteczki, wyniki finansowe spółek giełdowych, w zasadzie mieszkańcy metropolii gadali o wszystkim oraz o niczym, wypełniając jego umysł nieustającym napływem wiadomości z różnych sfer życia, sport, polityka, religia, kultura, a przechodząc przez niezbyt sympatyczne wyglądającą grupkę afro-amerykanów, zdążył wzbogacić swoje słownictwo nowymi wulgaryzmami. Niewielki był z tego pożytek, ale od czasu do czasu wypadałoby się dowiedzieć co dzieje się w kraju i na świecie, dla tego gdy znalazł się w pobliżu kiosku ruchu zakupił dzisiejszy egzemplarz The New York Times, krzyżówka, sekcja dotycząca mody. Kiedy on był zajęty podsłuchiwaniem czyiś rozmów oraz przeglądaniem prasy, to para owczarków próbowała odnaleźć właściwy trop, połączenie zapachów skrzepniętej krwi oraz wiekowego papieru. Dla ludzi walory aromatyczne krwi zwykle kojarzyły się z cierpkim zapachem miedzi, natomiast istot o bardziej wyczulonym węchu potrafiły wychwycić subtelne różnice w tym niezwykłym płynie. Ale psy, chociaż swoim wyglądem nie różniły się niczym od pozostałych udomowionych zwierząt, to wewnątrz były równie obce co ich właściciel, dziwne i niezbadane jak odległe zakątki kosmosu, nawet nie można mieć pewności w jaki sposób owe stworzenia odnajdywały się w otaczającym je świecie, przez jakie organy odbierały zewnętrzne bodźce. Podążając za owczarkami w końcu znalazł się w Bryant Park, no cóż, osobiście podejrzewał że zmiennokształtne ogary zaczną węszyć w pobliżu księgarń, albo po antykwariatach, ogólnie w miejscach, które do fundamentów przesiąkły charakterystycznym zapachem starych woluminów, a znaleźli się w zielonym zakątku Manhattanu. Zapewne nie bez powodu, pędziły jakby z góry wiedziały gdzie powinni się udać, ale jeśli okażę się że przyprowadziły go tu z innego powodu niż zakładała misja, to przyjdzie im odczuć jego gniew. Zamiast zrolowanej gazety przeprowadzi szybką utylizacje wadliwych modeli, mając nadzieje że nowe ogary okażą się bardziej rozgarnięte od swoich poprzedników. Żeby uniknąć ewentualnego rozpoznania przez pozostałych graczy, książkę trzymał zawiniętą w gazetę, nie zamierzał otwarcie odnosić się z nią, póki nie będzie miał pewności z kim dokładnie przyjdzie mu się zmierzyć, starał się zachować wszelką możliwą ostrożność i czujność, bo przeciwnik mógł czaić się wszędzie, kryć się pośród tłumów statycznych obywateli, udając jednego z nich.
- Suchen Sie nach dem Buch ähnlich...- Po czym spuścił jednego psa ze smyczy, który pośród ludzi zachowywał się dość potulnie, podchodził, zaczepiał, pyskiem trącił, a gdy chciał się czemuś lepiej przyjrzeć, to potrafił przez chwile stanąć na tylnych łapach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3531
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Sie 13, 2012 1:21 am

W trakcie prowadzenia przez Abigail, Patricka i Alexa rozmowy, w księdze każdego z nich pojawiły się kolejne słowa, zdecydowanie wypisane tą samą niewidzialną ręką - i oczywiście w dalszym ciągu przy pomocy czyjejś krwi. Brzmiały one: "EAM COEPI". Dokładnie w tym samym czasie w egzemplarzu otrzymanym przez Kleisera również nakreślił się zwrot: "ES HAT BEGONNEN". Tym razem jednak tomy nie uczyniły niczego, co zwróciłoby uwagę zainteresowanych na nowe dodatki.
Tuż po pojawieniu się Kleisera w zasięgu wzroku pozostałej trójki coś zaczęło zmieniać się w otoczeniu - już w samym powietrzu, które stało się jakby cięższe. Przez moment wszyscy czworo mieli wrażenie, jak gdyby patrzyli ponad ogniskiem - widziany przez nich obraz drgał minimalnie. Dźwięki wyciszyły się, choć nie zamilkły zupełnie. W tej chwili wystąpiły też lekkie zawroty głowy; niby nic poważnego czy bardzo przeszkadzającego, ale jednak była to wyraźnie wyczuwalna przypadłość. Co ciekawe ludzie dookoła nich zdawali się niczego nie zauważać...
Aż nagle wszystko ustało.
Dosłownie.
Skończyły się wszelkie dolegliwości, ustąpiło drganie powietrza, powróciły także odgłosy typowe dla parkowych realiów. Sytuacja zdawała się być na powrót stabilna... Gdyby tylko nie to, że osoby zebrane w okolicy jakby przestały zwracać uwagę na Abigail, Patricka, Alexa i Kleisera. "Owczarki" tego ostatniego również straciły nim zainteresowanie - dokładnie tak, jak gdyby w ogóle go tam nie było. Wszyscy poza tą czwórką kontynuowali to, co robili przez cały czas i zapewne nie byłoby w tym niczego nazbyt niezwykłego... Ale w chwilach, gdy czyjeś spojrzenie padało na kogoś z tej grupki, to przechodziło przez niego lub nią na wylot. Patrzono PRZEZ nich, nie na nich. Niepokojące uczucie - jak gdyby nagle przestali istnieć dla tych ludzi.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Sie 13, 2012 9:12 pm

Długa rozmowa, która mogłaby być jeszcze dłuższa gdyby nie czas i zagadkowość całej sytuacji. Cała trójka zaczęła się powoli rozchodzić w swoje strony. Gdy Patrick zrobił kilka kroków w tył jego pajęczy zmysł odezwał się. Jedna z odziedziczonych zdolności po pierwszym ziemskim gospodarzu dla czarnego symbionta, była od tamtej chwili przekazywana z pokolenia na pokolenie. Przydatna rzecz jak już kiedyś stwierdził Mulligan. Patrick rozejrzał się dyskretnie, lecz nie dostrzegał niebezpieczeństwa. Pajęczy zmysł zazwyczaj pojawiał się dosłownie na sekundy przed zagrożeniem, lecz tym razem było inaczej. Coś jednak było nie tak. Było już dobrze po 19:00 po południu, a jednak powietrze zdawało się przełamywać pod naporem ciepła. Jak miraż na asfalcie podczas jazdy samochodem. Dźwięk jakby zamilkł, lecz mógł to być tylko wymysł jego wyobraźni. Po chwili wszystko wróciło do normy, a pajęczy zmysł ucichł. Czy ta fatamorgana wywołała pajęczy zmysł? Czym to było i co się stało? Wtedy jego detektywistyczny instynkt coś dostrzegł, w tamtej chwili nie wiedział tak na prawdę się wydarzyło. Symbiont milczał od dłuższego czasu, chwile spokoju od niego były czymś błogim, lecz czasem przeradzało się to w całkowity brak kontaktu z Toxinem. Patrick obchodził właśnie stoliki dookoła, zmierzając w kierunku wyjścia. Przez cały czas gdy trójka świeżo poznanych wybrańców tajemniczej księgi toczyli rozmowę, przyglądał im się co jakiś czas barman. Wykonywał swoje czynności i zerkał na nich ponownie, robiąc to cyklicznie i bardzo dyskretnie. Gdy Mulligan obchodził stoliki, ten ani razu na niego nie spojrzał, ani na niego, ani na pozostały. Zastanawiało go dlaczego... nie znał jednak na to odpowiedzi. A była ona bardziej niepojęta niż mogło mu się wydawać.

// DO RESZTY: Jak odkryjecie, co się stało z nami to możecie mnie zawołać albo zadzwonić - nie odszedłem daleko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Abigail Whistler

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 23/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Sie 14, 2012 6:32 pm

Abigail nie potrzebowała żadnej telepatii, żadnego nadludzkiego systemu wykrywania zagrożeń. Nie posiadała żadnych supermocy. Mimo to mogła pochwalić się szóstym zmysłem. To właśnie dzięki nimu wiedziała, że ktoś ją śledzi, to dzięki niemu wiedziała, kiedy wystrzelić. Wiedziała, kiedy coś było nie tak. Wręcz czuła jak cząsteczki tlenu przestały zderzać się z cząsteczkami wodoru w powietrzu. Może po prostu była przewrażliwiona? Zwłaszcza, że to dziwne przeczucie trwało tylko chwilkę.
Dziewczyna rozejrzała się. Najwidoczniej tylko ona to poczuła, co tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że jej się to wszystko wydawało. Inni ludzie zachowywali się prawie tak, jakby grupa dziwnych person ze starymi książkami nie istniała...
- Momencik...
Abigail zmarszczyła brwi. Pomachała ręką do jakiegoś człowieka. Nic. Zero reakcji. Machnęła ręką do kelnerki, nic. Spojrzała w jej stronę, ale nie patrzyła na nią. Dziewczyna zrozumiała, że dla przechodniów przestała po prostu istnieć. A dla przypadkowych kompanów?
- Też to czujecie?
I wtedy wpadła na szalony pomysł. I jeśli to nie zwróci uwagi przechodniów na ich małą grupkę... Mianowicie wyciągnęła swój magnum 44 i wycelowała w Alexa. A że był to kawał żelastwa... Na pewno ktoś powinien to zauważyć. Chyba, że sprawa jest jeszcze bardziej szalona niż ten pomysł. A to oznacza kłopoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sro Sie 15, 2012 4:27 pm

Alex na początku nie zorientował się w sytuacji. Ludzie przestali go zauważać, ale on nigdy nie dbał o innych. Kiedy rozmowa dobiegła końca wszyscy już mieli się rozejść. Detektyw pierwszy odsunął się od stolika, łowczyni wampirów zbierała swoje rzeczy. Moore spokojnie zebrał książkę i pióro ze stolika po czym włożył je do nesesera. Miał wyznaczoną robotę i planował się nią zająć natychmiast. Wtedy właśnie Abigail coś zauważyła i zaczęła się dziwnie zachowywać. Najpierw pomachała do jakiegoś przechodnia, który całkiem ją zignorował. Nie, to nie było właściwe słowo. Ignorowanie kogoś lub czegoś to reakcja. Dla osoby przechodzącej dziewczyna zdawała się być całkiem niewidzialna. Alex już stał obok stołu, gdy padło pytanie łowczyni, która bardzo mocno się nad czymś zastanawiała.
- Czujemy co? - zapytał zdezorientowany Alex nie mając pojęcia co się dzieje ani dlaczego. Jego zmysły jednak się wyostrzyły. Atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. I w tym momencie, bez żadnego ostrzeżenia, Abigail wycelowała swoją bronią mu w twarz. Wielki srebrny pistolet, kaliber .44 na oko. Chłopak nie widział takich za często, gdyż w jego świecie niewielu chodziło cowboyów. I to właśnie doświadczenia z tych realiów kazały mu zareagować zanim myśli skończyły płynąć. Być może większość ludzi doszłaby do innych konkluzji, ale Alex wychował się na Bliskim Wschodzie, a potem dorastał w cieniu półświatka Europy. Dlatego zanim broń dobrze została wyjęta, on nacisnął prawą nogą na ziemię aktywując swojego Ball Rollera. Z prędkością nieosiągalną dla zwykłych, nieuzbrojonych w ekwipunek i niemodyfikowanych genetycznie ludzi chłopak kopnął prosto w broń zanim dziewczyna dobrze ją uchwyciła, a potem ślizgiem znalazł się za nią i wykręcił jej rękę w policyjnym stylu, opierając jej twarz o stół. Albo przynajmniej spróbował to zrobić. Nie był przy tym brutalny, nie planował zrobić łowczyni wampirów krzywdy, na wypadek gdyby celowanie w innych ludzi było jakimś nowojorskim zwyczajem, którego jeszcze nie opanował.
Powrót do góry Go down
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 258
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sro Sie 15, 2012 6:14 pm

Parker szybował lekko między wieżowcami obrzucając okolicę dociekliwym spojrzeniem. Czyżby sądził, że znajdzie tam jeszcze jedną wskazówkę? Cóż, nie znalazł.
Gdy dotarł do Bryant Park, nic nie zadawało się wskazywać na to, iż dzieje się coś złego. Spider-Man zdjął zatem maskę w jednym z ciemniejszych kątów i narzucił na siebie ponownie prywatne ubranie. Przecież nie będzie się przechadzał alejkami w kostiumie! Przeczesał ręką włosy, wcześniej nieco przyklapnięte, teraz jednak przywrócone do dawnego porządku (a raczej nieporządku, bo ładu na jego głowie raczej nigdy nie było). Nie wiedział, na co zwracać uwagę, więc starał się obejmować wzrokiem jak największy obszar. Zerkał też na mijających go ludzi, a nuż któryś jakoś się wyróżni… Jakby na zawołanie dostrzegł dwójkę, dość specyficzną, która szamotała się teraz przy kawiarni. Jego pajęczy instynkt również mu to zasygnalizował, a skoro to zrobił, nie mogło się dziać nic dobrego. Ona, wysoka brunetka, wyciągnęła niespodziewanie z torebki broń i wycelowała ją w jasnowłosego chłopaka w białym garniturze. Ten jednak szybko do niej dopadł, wytrącając jej pistolet z ręki i starając się unieruchomić kończynę. Czyżby to było to, co miał tu znaleźć? Dziwne, że nikt ze spacerowiczów ani klientów Park Cafe nie zwracał na nich uwagi. Nikt nie krzyknął, nikt nie zaczął siać paniki. Co to za Nowy Jork bez takich osobników? Zawsze, ale to ZAWSZE znajdował się ktoś taki. A tu nic. Cisza. Pochłonięci byli swoimi przyziemnymi, prostymi sprawami jak zabawa z psem czy picie małej czarnej, jakby ich w ogóle nie widzieli. Dopiero po chwili, nieco dalej, Peter zauważył znajomą sylwetkę Patricka. Mężczyzna maszerował przed siebie, tyłem do nich. Skoro on tu był, może również dostał książkę i tę samą wskazówkę? Jednak podejście do niego nie wchodziło w grę, bo chociaż Pająk wiedział, że facet dzieli swoje ciało z symbiontem, to z kolei Toxin nie zdawał sobie sprawy, że Peter Parker = Spider-Man. Pozostawała jeszcze opcja ponownego przebrania się w czerwono-niebieski strój, ale spuszczenie z oka pary zupełnie odpadało. Zareagować? Nie zareagować? Jako cywil nie będzie miał wielkich możliwości, aby się bronić nie zdradzając swoich umiejętności poza tymi podstawowymi, które można podciągnąć pod doskonałą znajomość sztuk walk. Ale jeśli kobieta ma coś jeszcze w zanadrzu? Nie mógłby przecież narazić obecnych tutaj ludzi. Postanowił więc wtopić się w tłum i obserwować ich z kawiarnianego ogródka, w którym usadowił się dość powoli. W razie czego skoczy gdzieś i powróci jako super bohater, obrońca i tak dalej… A potem znowu zainteresuje się księgą, o ile ona wcześniej nie wykaże zainteresowania nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Sie 20, 2012 5:36 pm

To było dość... nieoczekiwane doznanie, jakby przez chwile matryca rzeczywistości uległa drobnym re-konfiguracjom, zakłócając pierwotny przepływ energii w materii świata i dając początek serii anomaliom. Drżenie cząsteczek powietrza, wytłumienie akustycznych wibracji, dosyć niepokojące zjawiska, zważając na to że Ziemia należy do klasy planet, które są w miarę stabilne, no, przynajmniej tak było parę miesięcy temu. Ale ten chwilowy fenomen nie mógł się równać kataklizmom jakie obecnie trapią powierzchnie planety, żadne znane mu zlodowacenie lub erupcje wulkanów nie skutkowały łamaniem praw fizyki, chyba że to wszystko było jakimiś urojeniami, coś najwyżej musiało przyćmić jego zmysły, w końcu całemu zajściu towarzyszył też ból głowy. Chociaż, paczka z dokładnym adresem wszechświata, książka, której stronicę same zapisują się krwią, może to wszystko było jedynie kolejnym elementem gry, swego rodzaju sygnałem, aż ostrożnie rozwiną gazetę i zajrzał do oprawionego czarną skórą woluminu, w którym dostrzegł nowe słowo. Zaczęło się... chymmm... rzeczywiście, zaczęło się coś dziać, kiedy jedna kobieta zaczęła mierzyć z broni palnej do ludzi, ciekawy czy była jedną z uczestników, czy kolejną ofiarą szaleństwa, niezrównoważona emocjonalnie jednostka szkodząca dla ogółu społeczeństwa? No cóż, póki co zamierzał przyjąć stanowisko biernego obserwatora i poczekać aż sytuacja się nieco bardziej rozwinie, zamiast kontynuować poszukiwania pozostałych graczy, to poczeka aż sami się ujawnią, lub też się pozabijają. Przyczai się jak na prawdziwego drapieżnika przystało, by w dogodnym momencie zaatakować. Na ile było to możliwe wmieszał się w tłum spacerowiczów, powoli przechadzając się z miejsca na miejsce, jednak ku jego zaskoczeniu owczarek niemiecki jaki przy nim został nie okazywał się zbyt skory, żeby za nim pójść. Szarpną smyczą i warkną twardo.
- Was ist falsch, Hans? - Właściwie to co jest nie tak z pozostałymi ludźmi? Ich obojętność względem wymachującej pistoletem kobietą oraz jego osoby wydawało się dość nietypowe, zamiast go uprzejmie omijać to bezimienne masy nowojorczyków szedły wprost na niego, a na widok uzbrojonej wariatki nikt nie krzyczał pod wpływem paniki. Jakby znaleźli się w jakimś cholernym czwartym wymiarze, niedostrzegani, ciekawe co się stanie gdy złapie za gardło statystycznego szarego obywatela, skrzywdzi go, czy jego ręka przejdzie przez niego jak przez warstwę powietrza?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3531
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Sie 20, 2012 8:13 pm

Nikt najwyraźniej nie zwrócił uwagi na to, że Abigail wyjęła broń - ani jedna para oczu nie powędrowała w stronę jej i Alexa także w chwili, gdy ten wytrącał jej magnum z rąk i unieszkodliwiał ją z popisową szybkością. Był to w zasadzie niezbity dowód na to, że dla otoczenia po prostu przestali istnieć - a może tylko stali się niewidzialni? Kto wie...
Grunt, że dosłownie w kilka sekund później na niebie pojawiło się... Pęknięcie. Sprawiało wrażenie czegoś na kształt rozdarcia w materiale, o nieregularnym kształcie i postrzępionych krawędziach. Po drugiej stronie widać było mieszaninę wielu barw, lecz nie dało się wyróżnić żadnych konkretnych kształtów. Być może kolory te były jedynie grą świateł, a nie materialnymi obiektami, ale w tej chwili trudno byłoby to stwierdzić z pewnością.
Patrickowi z kolei nie było dane opuścić parku. Gdy dotarł do jego granicy i już miał wykroczyć poza przynależący do niego teren... Coś go zawróciło. Nie, nie został w żaden sposób odepchnięty, nie natrafił także na fizyczną barierę, nic z tych rzeczy, a wręcz przeciwnie - przeszedł swobodnie, lecz w kluczowym momencie kierunki w mgnieniu oka dokonały płynnie takiej zamiany, że mężczyzna na powrót postawił stopę w parku. Cokolwiek kontrolowało poczynania grupy, było na tyle silne, aby przynajmniej chwilowo być w stanie utrzymać ją na wymaganym przez siebie obszarze. Dodatkowo poskutkowało to tym, że Patrick skierowany został teraz twarzą ku wyrwie na niebie - której, nawiasem mówiąc, nie zauważał nikt poza piątką właścicieli ksiąg.
W obrębie owego pęknięcia przemknął cień - na tyle szybko, że równie dobrze mógłby być jedynie złudzeniem... Gdyby nie to, co wydarzyło się później. Na krawędzi rozdarcia zacisnęła się łapa o potężnych, złocistych pazurach, która szarpnęła wystarczająco mocno, aby poszerzyć jeszcze przejście. Towarzyszył temu odgłos, który kojarzyć mógłby się z rykiem dzikiego kota; przeszedł on płynnie w coś na kształt warczenia.
Zaraz potem z wyrwy wyskoczyło niezwykłe stworzenie, jakiego ta planeta jeszcze nie miała nigdy dotąd okazji oglądać. Liczyło sobie prawie dwa metry wysokości w kłębie. Pod krótkim, jasnym futrem przesuwały się i prężyły mięśnie - coś w ruchach bestii mówiło, że są one iście stalowe. Do ciemnej i sprawiającej wrażenie ostrej grzywy przytwierdzone były dziwne symbole, z paszczy natomiast wystawały dwa potężne kły. Zęby były groźnie obnażone, a oczy - przymrużone.
Potwór wylądował z hukiem na trawie. Żaden z bywalców parku nie zwrócił na niego uwagi, a i on najwyraźniej ich ignorował. Jego nos poruszał się subtelnie w sposób sugerujący węszenie. Potoczył wzrokiem po okolicy, jak gdyby analizował sytuację - co nie mogło przecież mieć miejsca, prawda? W końcu był tylko zwierzęciem... - po czym ponownie wydał z siebie dzikie ryknięcie, odchylając przy tym głowę do tyłu. Potem zaś... Skoczył.
Od razu skierował się prosto ku znajdującej się najbliżej niego dwójce, a więc ku Abigail i Alexowi. W momencie kontaktu opuścił łeb w taki sposób, że trafił w nich głównie czołem, oszczędzając im tym samym zapoznania się z ostrymi kłami. Siła uderzenia wystarczyła, aby odrzucić ich na dobre trzy metry do tyłu. Stolik wywrócił się, grupa dobrze to widziała, lecz jednocześnie pozostał na miejscu - jak dziwnie by to nie brzmiało. Po prostu wzrok mówił im pierwsze, a mózg i tak przekonywał o drugim, powodując uczucie rozdarcia.
Bestia obróciła się, przy okazji przydeptując przednią kończyną broń Abigail - i uszkadzając ją, zapewne nieumyślnie. Zaraz potem zwróciła swe spojrzenie ku Peterowi i natychmiast ku niemu ruszyła, w kluczowym momencie unosząc łapę, aby zadać cios - sądząc z umięśnienia i pazurów: potężny cios.
W tym czasie wyrwa w niebie pozostawała wciąż otwarta. Po drugiej stronie przewijały się kolejne cienie, coraz więcej i więcej...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Sie 20, 2012 9:24 pm

Nagły atak zaskoczył Alexa. Szczęśliwie dla Abigail to na jego plecy spadła główna siła uderzenia, dlatego uniknęła poważnejszych obrażeń, jakich zapewne doznałaby gdyby to ona przyciskała jego twarz do stołu. Mniej szczęśliwie się złożyło, że bestia zniszczyła broń dziewczyny, potężny rewolwer który byłby bardzo dużym atutem w tej walce. Początkowy szok minął dość szybko, podczas swojego krótkiego życia dzieciak brał udział w kilku strzelaninach i jego organizm wiedział jak reagować. Szybko rozejrzał się w sytuacji. Z jego punktu widzenia było trzech uczestników całej sceny, on na nogach, panna Whistler zbierająca się z ziemi oraz atakowany nieznajomy, który zdawał się mieć coś z całą sytuacją wspólnego, w końcu inni przechodnie, nieświadomi całego zdarzenia dziejącego im się tuż pod nosem znajdowali się o wiele bliżej. W tym konkretnym mężczyźnie musiało być coś specjalnego, a chłopak nie bardzo miał ochotę sprawdzać co takiego. Ruszył za bestią na pełnej prędkości. Gdy był blisko, wyskoczył w powietrze i wykonując całkiem pokazowe akrobacje spróbował wylądować na plecach potwora - lwa z innego świata, koncentrując całą energię lądowania i potęgując ją wibracjami w swojej pięści, którą wbił między łopatki zwierzęcia, po czym szybko zeskoczył z niego uważając na ewentualne ataki innych w parku. Jeśli dostanie po tym wszystkim okazję, to znowu dogoni lwa, pilnując by zawsze trzymać się za nim a nie przed nim, i podobnym uderzeniem, tylko że otwartą dłonią, spróbuje złamać prawą tylną łapę zwierzęcia w jej zgięciu, czyli tam gdzie większość kotów ma jeśli nie wady konstrukcyjne, to przynajmniej nieprzemyślany projekt ewolucji. W swoich działaniach postawił raczej na skruszenie kości niż fizyczne złamanie ich na pół. Poza tym jednak postara się trzymać w miarę z dala od niebezpieczeństwa i wspierać co bardziej konstruktywne akcje towarzyszy.
Powrót do góry Go down
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Sie 20, 2012 10:27 pm

Patrick z każdym krokiem oddalał się od Abi i Alexa, nie wiedział więc jak ta skierowała w jego kierunku swojego wielkiego gnata, a ten ją błyskawicznie obezwładnił. Pajęczy zmysł ponownie zaczął sygnalizować zagrożenie, lecz tak jak wcześniej tak i teraz nic złego się nie działo. Choć nie do końca. Gdyż właśnie wtedy dziwna tajemnicza siła zawrócił go ponownie w kierunku parku. W pierwszym momencie stał lekko zdezorientowany, gdyż poczuł się jakby na chwilę go zamroczyło i zatoczył się na pięcie. Chciałem nawet powtórzyć ten manewr, lecz wtedy coś innego przykuło jego uwagę. Dostrzegł nie niebie potężne rozwarcie. Niczym jakiś ostry pazur rozdzierający sukienkę Jezusa.
Patrick wzdrygnął się na sam dźwięk potężnego ryknięcie, który doszedł do nich z góry. Nie musiał czekać długo gdy lwia mutacja wyrwana czysto z książkowej fikcji stanęła pomiędzy nimi. Bestia ruszyła prosto na Abi i Alex, który szybko zareagował i próbował atakować bestię, gdy ta odwróciła się w kierunku innych cywili. Nadal w parku znajdowało się mnóstwo osób a fakt, że tylko nieliczna grupka widziała tego potwora świadczył o tym, że jego wcześniejsze przypuszczenia były prawdziwe. Zostali odcięci od rzeczywistości.
Bestia pozostawiła Abi na ziemi i ruszyła w przeciwnym kierunku. Patrick ruszył do przodu w mgnieniu oka przemieniając się w Toxina. Wybił się i gdy Alex kończył swój atak ten stał już przed kociakiem. Chwycił go za potężne kły. Siła Toxina pozwalała mu na takie bezpośrednie zatrzymanie.
- Miau! - warknął szyderczo Toxin, który w duchu poprosił Patricka o wolną rękę. Patrick zgodził się zwłaszcza, że po ostatniej akcji w ogniu Toxin potrzebował chwili na zabawę. Dostał tą szansę pod warunkiem, że nie straci kontroli i będzie uważał na cywili. Zgodził się.
- Masz dziesięć minut... - po czym puścił ster i pozwolił dziecku się zabawić.
Patrick Mulligan odszedł na drugi plan, pozostawiając wszystko w rękach symbionta. Toxin nie próżnował. Od pierwszej sekundy przeszedł do morderczej ofensywy. Cały czas trzymał mocno bestię za rogi, gdy z jego ciała wystrzeliło kilkadziesiąt malutkich wiązek symbiotycznej nici zakończonej ostrymi końcami, które wpełzły w ciało bestii. Dostały się pod powieki, do nozdrzy, próbując nawet wejść do ust i uszu. Najbardziej mu jednak zależało na oczach i nosie, gdyby tam udało mu się ulokować chwycił by się mięsa niczym tasiemiec mały haczykami chwyta się jelita i wyrwałby jej gałki oczne i kawałki skóry w nosie. Gdyby to się powiodło odskoczyłby do tyłu utworzył z prawej ręki wielkie ostrze, wyskoczył w górę i wbił je w kark bestii. To powinno ją powalić i zadowolić młodego Toxina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Sie 21, 2012 1:06 am

Fascynujące, czyżby barwna wyrwa w nieboskłonie stanowiła przejście czasoprzestrzenne? No cóż, czym owe zjawisko rzeczywiście nie było sprawia jawny problem dla niego oraz pozostałych uczestników gry, dając nieopisanym monstrom szanse, żeby przedarły się na pozornie bezbronną Ziemie i siały spustoszenie w okolicach parku. Osobiście nie ma nic przeciwko drobnym rozróbom, swąd spalonych ciał, krzyki rozpaczy, zdominowanie i odebranie wszelkiej nadziei, ale bez przesady, nigdy nie napuściłby na miasto olbrzymiego lwo-podobnego stwora. Gdzie w tym finezja? Gdzie terror i groza? Tylko masa mięśni, futra oraz dzikich wrzasków, ale teraz stał przed dość niewygodnym wyborem, a mianowicie co dalej miał uczynić? Wcześniej wychodził z założenia, że cel gry polegał na wyeliminowaniu pozostałych uczestników, pokropienie stron księgi ich krwią, ale pojawienie się bestii skłoniło go do ponownego przemyślenia swoich zamiarów. Przebywali w odrębnym wymiarze, zdani wyłącznie na siebie przeciwko kreaturom, których nieznana liczba pewnie jeszcze czyhała po drugiej stronie wyrwy. Czyżby współpraca była jedyną rozsądną opcją, aby wyjść z tej sytuacji bez większego uszczerbku na ciele? Czy właśnie na tym ma polegać ta gra? Oczywiście zbytnio się tym nie przejmował, wizja śmierci go nie odstraszała, ale nie widział siebie w roli pokarmu dla zwierząt. To on stał na szczycie łańcucha troficznego galaktyki, zresztą wkrótce to udowodni gdy dobierze się kociakowi do skóry. Jeszcze postał chwile ze skrzyżowanymi na piersi rękoma, obserwując i analizując poczynania dwóch graczy, mimo łagodnej presji czasu chciał doprze przemyśleć to i owo, ocenić teren, zaplanować taktykę walki z potworem, przewidzieć ewentualne konsekwencje. Teraz szczerze żałował że nie wyposażył się w kilka granatów Chitauri, ale cóż, przynajmniej nie był całkowicie bezbronny, ściągną obie rękawiczki, po czym ruszył do boju, przekształcając swoje dłonie w mierzące ponad 50 centymetrów ostrza. Jego plan zakładał wykorzystanie elementu zaskoczenia, szybko i sprawnie chciał się znaleźć pod bestią, obierając za cel brzuch oraz znajdujące się wewnątrz organy. Miał nadzieje że skóra okrywająca mniej odsłonięte partie ciała okaże się stosunkowo cieńsza od tej znajdującej się choćby na grzbiecie czy łapach. Tak czy inaczej będzie musiał sobie jakoś poradzić z tym naturalnym pancerzem, ale najpierw pozostaje kwestia zajęcia kluczowej do przeprowadzenia ataku pozycji. Zaszedł lwa olbrzyma z boku, po czym stosując manewr spotykany w Bejsbolu wykonał z biegu długi ślizg. (nie ten na brzuchu.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Abigail Whistler

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 23/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Sie 21, 2012 10:40 pm

Czyli Alex ją widział. Bardzo ją widział. No i przy okazji wykonał swój (pewnie) popisowy numer z dostaniem się z wytrąceniem broni i dostaniem się za jej plecy. Już chciała pokazać, co ona zwykła robić w takich sytuacjach(czyli standardowy kopnięcie w łydkę i uderzeniem głową w twarz). Nie zdążyła. A raczej zapomniała o swoim planie, bo spostrzegła coś niesamowitego. Nagle niebo się rozpruło i wypluło stworzenie, jakiego nigdy wcześniej nie widziała.
- Cholerna ma... - zdążyła powiedzieć, nim szarżująca bestia wpadła na walczącą dwójkę. Na szczęście ten cały Alex przyjął na siebie większą siłę uderzenia. Mutant, przeżyje.
Jedyne, o czym marzyła Abigail, powoli się zbierająca, to o dostaniu się do swojej broni. Wtedy po prostu rozwali łeb bestii i pozostanie jeszcze 5 pocisków dla potencjalnych kolegów potwora.
- Cholera. Cholera, cholera, cholera. - Właśnie to była jej reakcja na to, co zobaczyła. Jej jedyna szansa, jedyny atut. Jej broń została rozdeptana. Koniec. Tylko nóż.
Nóż!
Widząc tych wszystkich superludzi atakujących potwora czym to akurat dysponował, Abigail zdecydowała się na taki manewr: zamierzała wskoczyć na potwora od tyłu, wbić nóż prosto w kark i po prostu przeskoczyć nad Toxinem. Plan prosty, teraz niepozostało nic, jak po prostu wprowadzić go w życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 258
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sro Sie 22, 2012 3:06 pm

Pajęcze zmysły zaczęły szaleć. Przez moment Parker nie wiedział, co się dzieje, ale ten stan prędko uległ zmianie. Dostrzegł bowiem wielką wyrwę w niebie, która powiększała się i powiększała, a po chwili wydobył się z niej ryk. Dźwięk nie zdążył jeszcze przycichnąć, a z dziury wyskoczył stwór, do którego bezsprzecznie należał donośny głos. Wszystko działo się tak szybko, iż nie było zbytnio czasu na przemyślaną reakcję. Bestia zaszarżowała niczym dzik i przywaliła łbem w dwójkę szamoczących się wcześniej ludzi. Ale to wcale nie był koniec jej popisów, bo wykazała nagłe zainteresowanie Pająkiem i ruszyła również w jego kierunku. Peter zdążył odskoczyć w ostatniej chwili, zanim dosięgły go pazury bestii. Schował się za barem i wykorzystując zamieszanie wyciągnął z plecaka maskę, przywdziewając ją na głowę. Zrzucił z siebie okrycie wierzchnie, a plecak wrzucił pod ladę. Nie sądził, aby ktokolwiek w tym zamieszaniu zwrócił na niego uwagę, bo jako człowiek nie wyróżniał się niczym szczególnym. W tym czasie zarówno Alex, jak i Toxin zaatakowali.
- Zdawało mi się, że widziałem kotecka. Dobrze mi się zdawało… – powiedział, wyskakując z ukrycia, będąc jednak po drugiej stronie baru niż wcześniej. Miało to miejsce po tym, jak się tam niezauważenie przeturlał. To dawało mu pewność, że nikt nie skojarzy go z chłopakiem, którego zaatakował stwór. Chyba. – …widziałem kotecka! – dodawszy to, rzucił się w kierunku bestii, jednak nie atakując jej. Po prostu przeleciał obok na wystrzelonej wcześniej nici, którą przyczepił do znajdującego się w pobliżu, w miarę wysokiego, budynku. Nie miał pojęcia, czy w tych kłach nie ma jakiegoś jadu, mogącego być ukrytym także w pazurach. Postanowił spróbować zmęczyć lwopodobną istotę, nim wszyscy łaknący z nią kontaktu podczas ataku padną, w najlepszym wypadku, sparaliżowani. Pobiega, polata na pajęczynach, zakręci się tu i ówdzie. A w międzyczasie sprawdzi, co w zanadrzu ma nowa nieznajoma, która spadła z nieba niczym wielka, paskudna gwiazda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3531
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sro Sie 22, 2012 6:01 pm

Początkowo odnieść można było wrażenie, że grupa wybitnie nie ma w tej walce szczęścia. Pierwszy był Alex, który spróbował wskoczyć na plecy bestii, nie zwracając najwyraźniej uwagi na widniejący na nich symbol - nigdy nie było warto ryzykować zbliżania się do potencjalnie magicznych znaków, dopóki nie miało się pewności, że są one tylko ozdobą i niczym więcej. Białowłosemu nie udało się nawet dotknąć zwierza; rysunek na grzbiecie potwora zabłysnął złociście, a jasny strumień energii odepchnął mężczyznę jeszcze gdy był on w locie. Alex przebył kilka metrów, po drodze przenikając przez przypadkowego przechodnia... Tak, owszem: przenikając. Nieznajomy nawet niczego nie poczuł, podczas gdy dla samego Alexa przypominało to przebicie się przez ścianę chłodnej wody. Miał przynajmniej tyle farta, że wylądował na trawie, nie uszkadzając się przy tym jakoś specjalnie - no i odsuwając się nieco od miejsca walki.
Próba Toxina zakończyła się tylko odrobinę lepiej. W pierwszej chwili bestia ryknęła przerażająco - przede wszystkim z bólu i zaskoczenia - lecz zaraz potem zaświeciły się talizmany przymocowane do jej grzywy... Która natychmiast stanęła w ogniu. Płomienie rozprzestrzeniły się po ciele monstrum, obejmując w głównej mierze plecy, ogon i pysk - z naciskiem na kły. Można było zauważyć, że źródła największego gorąca skupiały się przy magicznych symbolach. Oczywiście siłą rzeczy języki ognia zabrały się za Toxina. Zwierzak zdecydowanie nie był zadowolony.
Praktycznie w tym samym czasie Kleiser wykonał ślizg i zaatakował brzuch potwora. Okazało się to być słusznym posunięciem; wykształcone przez mężczyznę pazury zagłębiły się stosunkowo łatwo w ciele bestii, ta jednak wykazała się refleksem i sycząc z bólu odskoczyła na bok... Tym samym oszczędzając Abigail lądowania na rozpalonych plecach. Zamiast tego dziewczyna zderzyła się z Kleiserem - co było o tyle ciekawe, że oboje mieli akurat wyciągnięte bronie: ona nóż, on zaś zakrwawione szpony. Dla obojga skończyło się to niezbyt przyjemnie. Lewe ramię Abigail zostało rozcięte owymi pazurami - nie na tyle, aby było to dla niej niebezpieczne, ale jednak boleśnie - podczas gdy jej własne ostrze przesunęło się po szyi Kleisera. Ta rana z kolei była dość głęboka - jak na standardy tego miejsca przynajmniej. U zwykłego człowieka zapewne doprowadziłaby do śmierci.
W trakcie walki z każdej księgi zaczęło sączyć się światło o złocistej barwie. Nie było bardzo intensywne, stanowiło bardziej coś na kształt poświaty, a wydobywało się dokładnie z kilku słów. W egzemplarzu Abigail błyszczał wyraz "Venator", u Alexa - "Creator", u Patricka - "Berserker", u Kleisera - "Der Raubtier", zaś w przypadku Petera - "Scurra".
Cienie przemykające za wyrwą teraz już praktycznie kompletnie zasłoniły widoczne po drugiej stronie barwne światła - o ile tym właśnie były. Dosłyszeć można było dochodzące stamtąd prychnięcia, ryki i warczenie, ale odgłosy te sprawiały wrażenie jak gdyby przytłumionych... Choć nie mniej jednak niepokojących.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sro Sie 22, 2012 7:57 pm

Zaskoczony Alex wylądował w trawie po swoim nieudanym ataku. Szybko orientując się w swoim błędzie przeszedł na twardszą powierzchnię, gdzie znacznie skuteczniej mógł wykorzystywać zdolności swojego obuwia po czym westchnął. Fantastyczny potwór przypominał bossa z jakiejś gry. Płonął, ryczał, skakał i drapał, a ataki ledwo się go imały. Jeśli zwierzak nie chciał pójść grzecznie spać, to trzeba go będzie zmusić. Okulary z twarzy Moore'a zostały strącone w locie, teraz wiec spoglądał na świat czerwonymi oczami. Chłopak nie przepadał za używaniem swoich zdolności w sposób jaki planował, ale nie chciał ryzykować kolejnej niespodzianki. Krzyże w źrenicach Alexa błysnęły bielą, gdy ten zaczął gromadzić swoje moce. Zdecydował się na łagodne podejście, potwór miał więcej niż sporo zabawy z jego towarzyszami. Najpierw chłopak znieruchomiał zaciskając pięści. Po chwili uważny obserwator, których raczej brakowało w obecnym momencie, dostrzegłby jak całe ciało chłopaka drga. Nie w ten charakterystyczny dla rozgorączkowanych ludzi sposób, raczej zachowywało się jak jeden obiekt i zaczynało wibrować w miejscu. Na chodniku pod stopami Alexa pojawiła się rysa, która zaraz przerodziła się w pęknięcie. Drgający coraz mocniej chłopak w garniturze zaczął rozmywać się w oczach, zaś podłoże z trzaskiem pękało. Mały kamyk który wystrzelił podczas tego procesu Moore'owi w twarz zmienił się w piasek i rozproszył przy kontakcie. Powietrze wokół Alexa zaczęło wibrować razem z nim, podnosząc z chodnika mniejsze kamyki i mieląc je na pył. Rozmyty chłopak wystawił rękę przed siebie i w jednej chwili pojawił się znowu. Pył opadł, wibracje ustały, zaś przed dłonią wycelowaną w potwora pojawiło się w powietrzu białe pęknięcie. Upewniwszy się, że nikt nie zostanie załapany między nadchodzący atak a jego cel, chłopak pozwolił swojej mocy działać. Powietrze przed nim zaabsorbowało masywne wibracje i pękło, wysyłając w potwora potężną falę uderzeniową, która kruszyła kamienie i rozbryzgiwała ziemię przed sobą, zostawiając szerokie na kilka metrów pobojowisko na swojej trasie. Alex pamiętał o dziwnym świetle i odbiciu, więc natychmiast ruszył po łuku do swojego przeciwnika, jakby monstrum zdecydowało się zmienić kierunek fali.
Powrót do góry Go down
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sro Sie 22, 2012 8:09 pm

Pajęczy zmysł zaczął wariować, lecz było już za późno. Ogień spowił ręce i macki Toxina, które próbowały wniknąć do ciała bestii. Symbiont zawył przeraźliwie. W jego masce na wysokości ust pojawiły się niewielkie podłużne ułożone obok siebie otwory. Tak jakby maska symbionta miała się zaraz rozerwać i odsłonić jego wielkie kły. Jeszcze nie teraz. Toxin odskoczył w tył i opanował się.
- Ogień. Nienawidzę ognia! - warknął pod nosem.
Patrick zdążył nauczyć go czym jest czas i jak się go określa, dlatego też Toxin wiedział, że dziesięć minut nie będzie trwać wiecznie. Nie mógł za bardzo zaszaleć, bo Patrick nigdy by już mu nie pozwolił przejąć pełnej kontroli. Te myśli, nie zatrzymały jednak jego ofensywnego temperamentu. Wtedy także dostrzegł jak akcja w mgnieniu oka rozwinęła się. Atak nieznajomego na brzuch bestii poskutkował. Krew się polała, a w głowie Toxina pojawiły się bestialskie myśli. Oczami wyobraźni widział, jak rozrywa tą bestię na strzępy. W między czasie dostrzegł pojawienie się Spider-Mana, który przyczepił się do budynku i przyglądał całej sytuacji.
Gdy ataki wszystkich się skończyły a dziewczyna, której imienia nie zapamiętał wpadła na tego dziwnego gościa symbiont ponownie ruszył do natarcia. Gdy był przy bestii odskoczył w bok i robiąc efektowne gwiazdy w prawą stronę zaczął okrążać bestię, strzelając przy okazji w jej łapy silnymi lepkimi pajęczynami licząc, że unieruchomi ją to na chwilę. Odbił się prawą ręką od betonu i wylądował kilka metrów od bestii stojąc wprost do jej boku. Wbił swoje wielkie czarne pazury dość głęboko w chodnik. Chwilę później można było zobaczyć jak coś pod chodnikiem pełźnie w bardzo szybkim tempie rozrywając i unosząc lekko betonowe płyty. Czarne macki wystrzeliły z ziemi pod bestią niczym szybko wyrastający ciernisty krzak, którego każdy koniec zakończony był ostrym wierzchołkiem, a same macki obrośnięte kolcami niczym róże.
Gdyby to nie poskutkowało a bestia zaatakowała, unikałby jej ataków w zwinnym pajęczym stylu, po czym odskoczyłby w górę, wystrzelił pajęczynę i przykleił do budynku niedaleko miejsca, w którym znajduje się Spider.Wykonałby ten sam manewr gdyby atak Alexa, miał go przypadkowo zranić. Dziwna fala wibracji na pewno nie podziałałaby na jego symbiont kojąco zwłaszcza, a że jego czas niedługo minie i liczył, że zanim pojawi się Patrick nie odwali nic głupiego. Byłby wtedy z niego dumny i może pozwoliłby mu na więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bryant Park   

Powrót do góry Go down
 
Bryant Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Bryant Park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: