Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bryant Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3472
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Bryant Park   Wto Lip 24, 2012 3:06 pm

First topic message reminder :







Prywatnie zarządzany park publiczny w Midtown Manhattan. Od wschodu przylega do niego New York Public Library, tworząc pewnego rodzaju ścianę i umożliwiając wejście do parku jedynie od strony Sixth Avenue. W tej okolicy przestępczość jest minimalna, co czyni park idealnym miejscem odpoczynku dla porządnych obywateli. Bryant Park posiada czytelnię na otwartym powietrzu, w której odbywają się eventy literackie, a także piękną fontannę i karuzelę. Funkcjonują tu również Bryant Park Grill, Bryant Park Cafe i cztery sklepiki. Park oferuje darmowe wi-fi.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sob Mar 30, 2013 11:24 pm

Patrick wysłuchał odpowiedzi chłopaka w czerwonej masce. Lubił go chociaż jest to pierwszy raz gdy ze sobą współpracują. Spider-Man był ciekawą i nietuzinkową osobą, która odbiegała od sztywnego bohaterskiego szablonu, w który wpasowywali się choćby członkowie Avengers. Miał jednak doświadczenie, którym podzielił się w ciężkich chwilach z nim i to pomogło Patrickowi podjąć decyzję o tym jak chce rozwinąć swoją więź z symbiontem. Kto wie jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie wsparcie tego skromnego chudzielca.
Oboje niemalże w tym samym momencie poczuli pajęczy zmysł, który poraził ich zmysły. Dźwięk łamanego grubego pnia rozszedł się niemalże po całym lesie. Ogromny konar z jeszcze większą koroną zaczął przechylać się w stronę Toxina. Gałęzie łamały się, napotykając na opór sąsiedniego drzewa wydając charakterystyczny dźwięk. Usłyszał słowa pająka, lecz nie było czasu aby mu odpowiedzieć, musiał ratować swoją własną skórę. Zanim ruszył w dół szybkim spojrzeniem rozejrzał się po okolicy. Potężne konary zaczęły pękać jak zapałki wywołując reakcję łańcuchową, która rozprzestrzeniała się wokół nich, w efekcie czego nie było bezpiecznego miejsca do którego mógł się udać. Gdy drzew przechyliło się mocniej, ruszył w dół. Wystrzeliwując pajęczyny oraz macki z różnych części swego symbiotycznego ciała, chwytał się za gałęzie pchając swoje ciało w dół. Grawitacja w tym momencie była przyjacielem, ale również i wrogiem. Toxin musiał lawirować pomiędzy ogromnymi gałęziami, zmieniać swój kierunek, skakać z konara na konar łamiąc. Razem z Spider-Manem potrafili robić te akrobatyczne sztuczki wręcz instynktownie, co nie zmieniało faktu, że przez całą drogę w dół pajęczy zmysł cały czas sygnalizował zagrożenie. Wylądował na ziemi dość gładko. Jego symbiotyczne zmysły wyczuły obecność istot, których nie czuł wcześniej. Zaintrygowało go to, gdyż z jego punktu obserwacyjnego nie dostrzegł lwów. Tylko kątem oka zauważył spadającą księgę, lecz potem martwił się już o coś innego. Maska Toxina ponownie się rozwarstwiła, a Mulligan mógł zobaczyć jakiego zniszczenia dokonało stworzenie o które pytał ich towarzysz. Te drzewa były niewyobrażalnie wielkie, a jednak coś zdołało je złamać?
- Może Hulk tu jest? - zapytał Toxin.
- Znasz Hulka? - odpowiedział pytaniem Patrick.
- Nie osobiście... no wiesz z gazet!
- Czytasz gazety?
- Czasem trafia mi się nudny wypad w miasto, więc...
Patrick obejrzał się i spojrzał na Kleisera, przerywając wewnętrzną rozmowę. Chociaż nie ukrywał, że zdziwił go sposób wykorzystania przez Toxina "wolnego" czasu na czytanie gazet. Chyba nawet nie zdawał sobie sprawy, że ten potrafi czytać. Zapytany odpowiedział na pytanie kosmicznego stonogi.
- Nie mam pojęcia... - odparł dość zdezorientowany. - Gdzie dziewczyna?! Co tu się do cholery stało?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3472
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Nie Mar 31, 2013 6:42 pm

Zarówno Spider-Manowi, jak i Toxinowi udało się dotrzeć bezpiecznie na dół. Wokół nich - a także Kleisera oraz Abigail - zalegały teraz większe i mniejsze fragmenty połamanych drzew oraz rzecz jasna potężne pnie i gałęzie same w sobie. Sprawiło to, że ta niewielka część lasu zamieniła się w istne pobojowisko; niebo zostało częściowo odsłonięte, ale za to przedzieranie się przez przeszkody byłoby bardzo trudne... Dla zwykłych ludzi przynajmniej. Książka Pająka natomiast - zagubiona na moment podczas akcji - zmaterializowała się grzecznie tuż obok jego stóp.
Wielkie koty zdążyły poumykać pomiędzy gęstą roślinność, lecz od czasu do czasu między sporymi liśćmi ujrzeć można było jeszcze prześwit futra albo błysk ich ślepiów. O dziwo nie zaatakowały ponownie; przeciwnie, utrzymywały bowiem teraz dystans i względną ciszę. Z całą pewnością nie nastąpiło to na skutek działań Kleisera, a i spadające drzewa same w sobie nie mogły ich tak przecież wystraszyć... Więc logicznym było, że powodem takiego stanu rzeczy był ryk, który rozległ się może kilkanaście sekund wcześniej - a raczej stworzenie, które musiało go z siebie wydać. Koty były tutejsze i bezsprzecznie stanowiły silne i sprawne drapieżniki; czego mogły się obawiać?
Odpowiedź nasuwała się sama - i nie należała do najprzyjemniejszych.
Nim grupa zdążyła przemyśleć sprawę i wyciągnąć odpowiednie wnioski rozległ się kolejny donośny ryk, za którym tym razem podążyły następne; w takim miejscu trudno było ocenić ze stuprocentową pewnością jak rozchodzą się dźwięki, lecz wszystko wskazywało na to, że odgłosy docierają co najmniej z trzech stron - jak gdyby te nieznane jeszcze istoty były na tyle inteligentne, aby próbować otoczyć swe niedoszłe ofiary. Niemalże jednocześnie nastąpił także i charakterystyczny huk - towarzyszący łamaniu drewna... A zaraz potem następny pień zaczął spadać, akurat tak, że ku grupie zbliżała się jego rozległa korona.
Roślinność w otoczeniu zebranych natychmiast się zatrzęsła, gdy poukrywane w niej dzikie koty rozpoczęły ucieczkę - tym razem nie próbując już schować się w pewnej odległości od nich, lecz naprawdę uciekając, rozpierzchając się w kilku kierunkach - byle dalej od lokacji, w którym nastąpić musiało to potężne uderzenie w drzewo. Nie starały się przy tym nawet czaić; po prostu wybierały obecnie jak najkrótszą drogę w jak najdalsze miejsce...
Na "horyzoncie" zaś - który siłą rzeczy znajdował się stosunkowo blisko, ograniczony po prostu licznymi konarami - dało się widzieć inny ruch. Ciemne kształty, podejrzanie duże... Ale czyż wszystko nie było w tym miejscu większe, aniżeli na Ziemi? Kolejne ryknięcia rozbrzmiewały coraz bliżej, do tego sądząc z odgłosów znów nastąpiło uderzenie - lecz żadne drzewo nie runęło, a więc celem musiało być coś innego...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 256
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sob Kwi 27, 2013 4:49 pm

Co prawda Peterowi udało się wylądować miękko na ziemi, ale nie dane mu było pozostać w tym samym miejscu choćby chwilę dłużej. Kolejne drzewo padało w jego stronę, przed czym ostrzegł go pajęczy zmysł. Dał mu o sobie znać również w momencie, gdy wybrał kierunek ucieczki przed rozległą koroną rośliny i wielkim pniem. Alternatywą było prawdopodobnie spotkanie z dzikim zwierzęciem, kolejnym tego dnia. Czyżby był to osobnik, przed którym uciekły te mniejsze? A może było ich więcej, ponieważ dźwięk dochodził z przynajmniej trzech różnych stron? Gdzie by nie uskoczył Spider-Man, i tak będzie dla niego źle, więc postanowił zdać się na łut szczęścia (w końcu Black Cat była daleko od niego i nie powinna przynieść mu takiego rozwoju wydarzeń, jakiego nie chciał) i przeskoczył nad Toxinem. Trzymał się niższych partii, nie chcąc skończyć tak jak ostatnio. Trochę męczyło go to ciągłe uciekanie w dziwnej puszczy rozmiaru XXL, ale z kim niby miał walczyć? Przeciwnik dopiero nadciągał, a sądząc po odgłosach, raczej nie był posępnym Entem, który urwał się prosto z planu ,,Władcy Pierścieni” i utknął w tym dziwnym świecie. Spidey czuł się trochę jak na Battleword, chwilowe déjà vu. Wrażenie to przerwało pacnięcie Pająka w jakąś twardą powierzchnię – to przed nią musiał go ostrzegać spider sense. Banalne, ale dał się nabrać samemu sobie. Mogłoby się zdawać, że Parker jest dziś największą pierdołą we wszechświecie… Chłopak podniósł się zwinnie i zerknął naprzeciw. Pokręcił głową, niezbyt pewien tego, co widzi. Ma omamy, czy z jego wzrokiem wszystko w porządku? Wyciągnął ręce by sprawdzić, czy znowu go gdzieś nie przeniosło... Przecież przed nim niczego nie było. Ale nie mogło nie być, bo w coś jednak uderzył...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pią Maj 03, 2013 7:07 pm

W oddali nadal było słychać jak upadające drzewa przepychają się przez gęsty las w kierunku ziemi. Zmysły Toxina były maksymalnie wyostrzone. Mocny wzrok spostrzegł uciekające drapieżne bestie, które płynnie niczym on sam, przenikały pomiędzy upadającymi drzewami.
- Chyba je wystraszyłem! - stwierdził z zadowoleniem Toxin.
Odpowiedź przyszła bardzo szybko, pod postacią trzech potężnych ryknięć, które dobiegły do nich z różnych stron.
- To chyba nie Twoja zasługa!
Zwierzęta posiadały pewien niezbadany instynkt, który w pewien sposób posiedli pajęczy ludzie. Instynkt, który nakazywał im ucieczkę przed zagrożeniem, które miała zaraz nastąpić. Tyczyło się to pogody, katastrof klimatycznych, czy też ataku groźnego, silniejszego przeciwnika. W tym wypadku była to ta trzecia opcja. Patrick nie miał zamiaru stawać murem bestiom, które na nich nacierały. Jeśli to one powaliły te potężne drzewa, nawet ich wspólne siły mogły nie wystarczyć aby się przeciwstawić takiej sile. Spider-Man przeskoczył ponad jego głową, co uświadomiło go w przekonaniu, że ten również wpadł na podobny pomysł. Zresztą tego nakazywał zdrowy rozsądek, a tego pajączkowi nie brakowało. Ruszył za pająkiem, lecz nie przebyli kilkunastu metrów kiedy ten przypieprzył w powietrze niczym mistrzowski mim.
- To było dziwne...
- Niewątpliwie.
Zatrzymał się obok pająka i położył dłoń na niewidzialnej ścianie, która stała przed nim. Plan ucieczki spełzł na niczym. Zostali uwięzieni tutaj, w podobny sposób jaki miał miejsce gdy znajdowali się jeszcze w Bryant Parku. Ich początkowa teorie legły w gruzach. Patrick zaczął zastanawiać się czy nie jest to kolejna magiczna sztuczka wywołana przy pomocy ksiąg, które posiadali. Zaczął wątpić, że zostali przeniesieni na inną planetę, lecz jakim w tym wszystkim był cel?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Maj 14, 2013 3:59 pm

Wydarzenia rozwijały się w dość zatrważającym tempie, dosłownie chwile wcześniej przygotowywał się do między gatunkowej walki z tutejszymi drapieżnikami, żeby raz i dobrze rozstrzygnąć kto zajmował wyższe miejsce w kosmicznym łańcuchu troficzny. Kotowate wyprowadziły pierwszy atak, a on zamiast je rozerwać w krwawym odwecie musiał szybko lawirować odwłokiem między spadające konary drzew, żeby nie podzielić los jakiegoś Ziemskiego karaczana. Po prostu istna seria niefortunnych wydarzeń, stado oponentów czmychnęło w popłochu, znikając gdzieś w leśnej gęstwinie, był najzwyczajniej sfrustrowany takim obrotem spraw, tym że musiał się teraz obejść smakiem, bo przy swojej taktyce walki uwzględnił również asymilacje wrogiej biomasy. Wyrażając się krócej, chciał zjeść kociaczki, rozłożyć tworzące je tkanki na proste substancje odżywcze, ale jakieś hałaśliwe bydlęta zmusiły go do zmiany swoich obiadowych planów. Z nimi też będzie trzeba się jakoś rozprawić, tylko najpierw ustali dokładniej gdzie znajdywali się jego współtowarzysze niedoli, czy przypadkiem nie wylądowali pod jakimś wielgachnym drzewem... Jeżeli dobrze kojarzy, to ten w czerwono niebieskim wdzianku powinien być Człowiekiem Pająkiem, a jednak do czegoś się przydają Nowojorskie gazety, poza robieniem papier-mâché. Do tego przydałoby się ustalić jakiś konkretny sposób działania przeciwko wielkoludom, ale tych jakoś nie widać, tylko słychać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3472
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Czw Maj 16, 2013 2:51 pm

Niewidzialna - z braku lepszego słowa - ściana, z którą spotkanie trzeciego stopnia zaliczył właśnie Parker nie zdradzała swej obecności praktycznie niczym - przynajmniej pod względem wyglądu. Kamuflowała się wręcz idealnie. Przejście w nią następowało płynnie, a do tego "wyświetlany" na niej obraz pozostawał w zupełnie naturalnym ruchu... Choć teraz, wiedząc już o jej istnieniu, zauważyć można było pewne prawidłowości - chociażby tę, iż wielkie koty nie uciekały w jej kierunku, a więc musiały być świadome jej istnienia. Dodatkowo uderzenie w nią nie wywołało żadnej zmiany - nie uszkodziło jej, nie zmodyfikowało jej "aparycji" i tak dalej. Zarówno Spider-Man, jak i Toxin - dotykając bariery - mogli natomiast zauważyć, że są w stanie przyczepić się do jej powierzchni, chociaż nawet dla nich była ona nieco śliska...
Mężczyźni nie mogli jednak poświęcić więcej czasu na odkrywanie i badanie właściwości tego zjawiska, gdyż wciąż mieli przecież na ogonie bestie, które wystraszyły ich dotychczasowych kocich przeciwników. Sądząc zaś z wydawanych przez nie odgłosów - znajdowały się coraz bliżej. Ryki, dźwięki uderzenia i pękającego drewna nadchodziły teraz z praktycznie każdej strony, nie licząc rzecz jasna tej jedynej, którą blokowała niewidzialna ściana.
Wreszcie oczom grupy ukazało się coś więcej, aniżeli tylko przebłyski jasnej sierści między roślinnością. Połamane drzewa przekraczały właśnie stworzenia o gęstym, białym futrze, które - przemieszczając się na czworaka - liczyły sobie prawie dwa metry wzrostu. Kilka z nich wręcz przekraczało tę liczbę; można by zgadywać, że różnica między tymi osobnikami leżała w ich płci. W pewnym momencie jedna z bestii stanęła na tylnych łapach, aby w cztery - tak, cztery - przednie chwycić leżący jej na drodze spory pień. Uniosła go i odrzuciła za siebie bez większych problemów, porykując przy tym głośno. Przez krótką chwilę pozostała w pozycji wyprostowanej - prężąc mięśnie jak przy pokazie siły.
Właściwie wyglądem i sposobem poruszania się istoty te przypominały w dużej mierze ziemskie goryle.
... Goryle to roślinożercy, prawda?
Kreatury wyraźnie okrążały grupę, trzymając się od niej w mniej więcej równej odległości - która obecnie wynosiła około dziesięciu metrów. Tylko jeden z nich wysuwał się nieco na przód; był to właśnie ten, który z taką łatwością rzucił uprzednio powalonym drzewem. W pewnym momencie zatrzymał się on i znów uniósł się na tylne łapy - by od razu rozłożyć szeroko ramiona i wydać z siebie dziki ryk. Stado natychmiast podniosło jeszcze większy jazgot, dodatkowo uderzając łapami o podłoże.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Nie Maj 19, 2013 8:32 pm

Cudnie, kolejna planeta, gdzie naczelne mleko pije utrzymują dominującą pozycje w całym ekosystemie. Szkoda że nie dysponował w tej chwili swoimi kosmicznymi zabaweczkami z Gniazda, bo chętnie dodałby rasę gorylowatych stworów na między galaktyczną listę gatunków zagrożonych wyginięciem. O tak, nic tak nie poprawiało mu humoru jak systematyczna eksterminacja, zagłada milionów istnień w imię pustych idei. Dobrze, jego niepohamowana żądza mordu dawała o sobie znać, może miał niezmierną ochotę zobaczyć co kudłate humanoidy miały w środku, jakiej barwy była ich krew, jednak sytuacja w jakiej się znaleźli zmuszała do zachowania wszelkiej możliwej rozwagi. Starał się nie dać gospodarzom powodu do ataku, nie prowokował zwierząt gwałtownymi ruchami czy głośnymi dźwiękami, tylko cierpliwie czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Oczywiście jeśli agresywnie zachowujące się naczelne same przystąpią do ofensywy, wtedy nie będzie stał pokornie, tylko zacznie się bronić, zębami, szponami, oraz asymilacją, w końcu będzie miał okazje pożywić się tutejszą biomasą, zbadać z czego organiczne życie na tej planecie się składa. Kontem trzech jarzących się zimnym błękitem ślepi, spojrzał na pajęczych towarzyszy, ciekawie co oni wymyślą, czy również zachowają fizyczne opanowanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 256
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Nie Cze 02, 2013 7:22 pm

Teren, na jakim się znajdowali, musiał być sporych rozmiarów. Skoro dźwięki nie dochodziły jedynie od ściany wyświetlającej reality show rodem z National Georaphic, to cała reszta była zapewne ograniczona dopiero gdzieś hen hen, daleko. Lecz nie to zaprzątało teraz głowę Parkera, bowiem choć bardzo chciał się pochylić na dłużej nad istotą tegoż dziwnego elementu tutejszej, powiedzmy, architektury, miał na głowie poważniejsze problemy. Koci napastnicy uciekli gdzie pieprz rośnie (patrząc na tutejszą florę: rly?), ale na ich miejsce pojawiły się kolejne futrzaki. I to nie byle jakie – stado wielkich, zmutowanych goryli. Peter i bez swojego pajęczego instynktu wiedział, że najmniejszy ruch może ich kosztować zdrowie bądź życie. Przeciwnik przewyższał ich liczebnością i – jak łatwo było ocenić – siłą.
- Od zawsze byłem za tym, by zaprzestać testowania leków na małpach – powiedział na widok dodatkowej pary łap włochacza, gdy jeden z goryli, będących najpewniej przywódcą, ryknął. I to tak ryknął, że gdyby rosnące dookoła nich drzewa nie leżały na ziemi, zapewne złamałyby się pod natężeniem i siłą jego wrzasku.
- Spokojnie, myłem dziś uszy – odburknął pod nosem i spojrzał to na Kleisera, to na Toxina.
Kosmita przybrał chyba podobną taktykę, ale Spider-Man nie do końca wiedział, co mogło mu chodzić teraz po głowie. Oby nic, co byłoby w stanie zaszkodzić i tak kiepskiej już sytuacji… Szczególnie, że widział ich czerwone i na pewno bardzo ostre rogi na czole.
Spidey dźgnął detektywa łokciem pod żebro i przechylił się nieznacznie w jego stronę.
- Weź ich jakoś ładnie przywitaj, czy coś. Musimy improwizować, nie zabrałem ze sobą czerwonego dywanu, który moglibyśmy rozwinąć naszym gwiazdom – zwrócił się do Mulligana półszeptem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Nie Cze 09, 2013 9:23 pm

Gdy rumor upadających drzew ustał , słychać było tylko mocne drania wydawane przez tupot silnych łap. To co niosły za sobą nie pierwszy raz potwierdziło niezwykłość tego świata. To miejsce czymkolwiek było, szykowało dla nich niejedną niespodziankę. Kilka metrów przed nimi, pojawiły się trzy ogromne kosmiczne goryle o śnieżno białym futrze. Stanęły przed nimi dumnie, co stworzyło dość niepewną sytuację. Niezwykli towarzysze detektywa powściągliwie wyczekiwali tego co może się wydarzyć. On sam stał jak wryty, wpatrując się trzy niezwykłe choć tak znajome istoty, które stały przed nimi. Nie ma co się oszukiwać, dla niego ten niezwykły świat, który został przed nim okryty gdy stał się inkubatorem dla symbionta, nadal budził zachwyt. Podobnie jak oni, nie zamierzał reagować, pomimo dźgania w biodro przez pająka, który zrobił to w stylu iście jak z sitcomu, to nie miał zamiaru niczego robić. Nawet Toxin wydawał się wyczekiwać w milczeniu, chociaż w jego przypadku, łatwo można było założyć, że wystarczyłoby słowo, aby ruszył do zabawy.
- Idź pierwszy - odparł szeptem do Spider-Mana. - Może mała przekąska je zadowoli i dadzą nam spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3472
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Nie Cze 16, 2013 5:16 pm

Względny bezruch całej trójki zdawał się wcale nie uspokajać - lecz też i na szczęście nie prowokować jeszcze bardziej - bestii, które wciąż wydawały z siebie niezwykle głośne porykiwania oraz piski, a jednocześnie w dalszym ciągu maltretowały łapami podłoże wraz z okoliczną roślinnością. Goryl stojący na czele grupy przyglądał się zaś mężczyznom z góry. Gdyby nie to, że był tylko zwierzęciem, można by się było pokusić o stwierdzenie, że w jego wzroku tkwiło wręcz coś inteligentnego - jak gdyby rzeczywiście kojarzył fakty i wyciągał wnioski. Kto wie, może to instynkt coś mu właśnie podpowiadał?
Jego oczy natychmiast wyłapały ruch, gdy Spider-Man trącił łokciem Toxina, a potężne mięśnie aż na to drgnęły - po czym wielki futrzak zaczął uderzać jedną parą pięści o swą klatkę piersiową; mocno, energicznie, rycząc przy tym zawzięcie, jakby jego zamiarem było zastraszenie intruzów... Ale mimo to nie zaatakował.
Kiedy tylko goryl zorientował się, że jego działania nie prowokują ucieczki lub agresji ze strony obcych - wówczas powoli opuścił oba zestawy łap, by oprzeć je o podłoże. Wszystko wskazywało na to, że całe to jego zachowanie było czymś w rodzaju próby sił - ale czy na pewno? Założenie czegoś takiego stanowiło jeszcze w tej chwili spore ryzyko, nawet jeśli przynosiło również pewną ulgę.
Bestia parsknęła cicho po raz ostatni i już zaczęła się obracać, gdy nagle po gęstym futrze w okolicach jej szyi przebiegło coś na kształt błękitnych iskier. Reakcja stworzenia była natychmiastowa - a mianowicie ryknęło ono głośno, wyprężyło całe swe ciało i znów poderwało się na moment na tylne kończyny, rozkładając przy tym szeroko dwie pozostałe pary ramion.
Dosłownie w mgnieniu oka zniknął cały ten spokój, który w ciągu ostatnich kilku sekund przywódca goryli niemalże odzyskał. Co więcej, samiec zdawał się mieć już za sobą etap straszenia - jeśli sądzić po tym, że teraz ruszył z miejsca, szarżując prosto na Spider-Mana; zapewne wybrał go losowo, ale i pozostali mężczyźni znajdowali się w końcu wystarczająco blisko, aby załapać się na zagrożenie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Nie Cze 16, 2013 11:14 pm

Tak na przyszłość będzie musiał zapamiętać, że gdy znajdzie ładnie opakowaną paczuszkę pośrodku zapuszczonych ruin i gruzu, to powinien ją czym prędzej wrzucić do komory w silniku, gdzie są wytwarzane pola Torsyjne. Rzecz jasna mowa tu o technologi Chitauri i siedmiu poziomach rzeczywistości, ale mniejsza o naukowe szczegóły. Mówiąc krócej, zniszczyć wszystko co jest obce i co za tym idzie stanowi źródło potencjalnego zagrożenia, czyli jak zobaczy drugi taki prezencik, KABUM! Tajemniczą zawartość zamieni w stertę elementarnych cząstek! Podarunki od nieznajomych to nic dobrego! No dobrze, czas najwyższy pokazać ostre ząbki oraz pazurki, zamiast narzekać w myślach na to, na co nie miał już żadnego wpływu, otworzył przysłowiową Puszkę Pandory i teraz musiał ponieść tego konsekwencje. Skoro stojąc w miejscu uzyskali skutek odwrotny od zamierzanego, to byli zmuszeni do podjęcia walki, odpowiednich działań, które uchronią ich przed zwierzęcymi agresorami. Jeżeli chodzi o niego, to nie zamierzał schować się jak jakiś robaczek pod kamień, raz, miał swoją godność, był w końcu chędożonym wojownikiem, kosmicznym najeźdźcą, zdobywcą paru układów planetarnych, byle zwierzęta go nie zastraszą! Dwa, teraz nie znajdzie wystarczająco wielkiego głazu, żeby pod nim wpełznąć... Trzy! Czas najwyższy dać upust gromadzonej od dłuższego czasu frustracji! Również głośno zaryczał, no, wydał z siebie zbliżony odgłos przez żuwaczki, po czym ruszył do boju, szarżując prosto na przywódcę stada, zanim ten dotrze do dwóch pozostałych towarzyszy. Może jeśli szybko wyeliminują najsilniejszego samca, to reszta stworów straci animusz i czmychnie, kto wie. Póki co, chciał od tyłu, albo z boku, zaatakować oponenta, przebić się przez warstwę futra, skóry i wpuścić do jego organizmu własne komórki, przygotowując go do asymilacji. Komórka po komórce, tkanka po tkance, organ po organie, stopniowe osłabianie prowadzące do zgonu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pią Cze 21, 2013 4:25 pm

Umysł detektywa spostrzegł niejasność. Wnikliwe spojrzenie, wzmocnione siła symbionta dostrzegło elektryczne wyładowanie na plecach przywódcy stada. Sytuacja zmieniła się diametralnie, przez co pokojowe z niej wyjście wydawało się już nie do osiągnięcie. Co je tak rozruszało i dlaczego? Goryle wydawały się czuć przewagę psychiczną nad ich trójką, co widać było w zachowaniu ich przywódcy. Pozostała dwójka podążała za nim jak cień i wykonuje każde polecenie. Komuś nie podobało się to, że nie zaatakowaliśmy. Patrick nadal wierzył, że za tą całą księgą i wszystkimi wydarzeniami, które napotykają na swej drodze stoi jakiś człowiek.
Poczuł złość. Zacisnął pięści i spojrzał na Spider-Mana, oraz Kleisera, który bez słowa ruszył na przywódcę stada.
- Negocjacje się skończyły! - stwierdził symbiotycznym głosem, lecz słowa były jego.
Ruszył za stonogą, wyskoczył w powietrze przeskakując nad zbliżającym się do niego gorylem. Wystrzelił w paszczę przywódcy lepką pajęczynę - którą ciężko ściągnąć, zwłaszcza takimi wielkimi łapskami - i przeleciał nad nim, aby zająć się dwójką pozostałym małp. Na zbliżającej się dwójce przeciwników, powtórzyli teraz wspólnie ze Spiderem ten sam oślepiający manewr. Wykorzystując chwilowe oślepienie, rozdzielili się: Toxin podleciał do tego z lewej, a Parker z prawej.
W tej chwili ciężko było powiedzieć, który z nich w głównej mierze kontroluje to ciało. Bez wątpienie po ostatnich wydarzeniach, władza Patricka wyraźnie się umocniła, teraz jednak to on był tym, którego emocje wpływały na młodego towarzysza. To ona podświadomie nakazywał im działać, gdyż miał dość już tej sytuacji - był wściekły, gdyż ciągle kroczyli w kółko, nie znajdując żadnych rozwiązań, a tylko natrafiając na kolejne przeszkody, ryzykując swym życiem. Hamulce zaczynały puszczać, a emocje obu gospodarzy odzwierciedlane były w czynach. Symbiont rozciągnął swe pazury zamieniając je w ostrza długie jak katana, którymi zamachnął się, próbując zranić podbrzusze bestii, a potem szybkim unikiem przeszedł pod jego ramionami zachodząc go z tyłu. Wskoczyłby na jego plecy, w locie rozdzielając swoje ramiona na cztery silne macki. Cztery macki miały ząbkowatą strykturę. Oplotły się na ramionach czterech bestii, wbijając w nie swoje małe kolce, niczym małe haczyki. Wykorzystując całą swą siłę, próbował wygiąć jego ramiona w tył, tak mocno, aż wyrwałby je ze stawów. Żaden bolesny ryk bestii, potok krwi, nie zatrzymałby go od wyrwania mu ramion ze stawów. Dlatego, zaatakował jego podbrzusze, aby zadany mu ból, trochę go osłabił. Mogło wyglądać to bestialsko, ale nie mieli odwrotu. Znajdowali się w kosmicznej dżungli, którą rządziła jedna zasada: przetrwają najsilniejsi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 256
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Nie Cze 23, 2013 8:01 pm

- Jestem żylasty, nie najedzą się i jeszcze bardziej je to wkurzy – zdążył odpowiedzieć Peter, gdy po plecach małp przebiegły niebieskie iskierki odpowiedzialne prawdopodobnie za to, co stało się chwilę później.
Najwyraźniej nie uda im się dogadać i wypracować konsensusu, bowiem goryl-przywódca ruszył na nich z ogłuszającym rykiem. Herr Kleiser jako pierwszy wystrzelił w jego kierunku, próbując unieszkodliwić stwora. Tuż po nim do walki włączył się Toxin, idąc na drugą małpę ze stada. Parkerowi została więc ta trzecia.
- Kto ostatni na mecie ten trąba!
Wykonał spory skok i po chwili znajdował się już naprzeciwko futrzaka. Postanowił pobawić się z nim w kotka i myszkę, bowiem uknuł w głowie drobny plan.
- Hej, włochaczu! Chodź, zjemy sobie po bananie! Uaha ha ha – krzyknął, odbijając się od podłoża. Przelawirował w powietrzu nad gorylem, kładąc jedną rękę na jego karku i ,,przelatując’’ za jego plecy. Czekał na to, aż małpa odwróci się - wtedy Spidey ruszy inną drogą, a konkretnie wykona ślizg pod nią, między łapami i znowu znajdzie się w tym samym miejscu, przyprawiając małpę o zawrót głowy. Liczył na to, że rozwścieczony stwór zacznie na niego biec, a wtedy on to sprytnie wykorzysta, by sprawdzić zdolności budowlańców tegoż miejsca.
- Coś kiepski masz refleks, bracie. Więcej ruchu, więcej ruchu!
Całe szczęście, że Peter nie miał problemów ze sprawnością fizyczną. Chociaż nie ma co czarować, po tak długim czasie walki, która rozpoczęła się jeszcze w parku oraz obrażeniach, jakich doznał, powoli opadał z sił. Miał już dość, chciał wrócić do domu, wziąć prysznic, zjeść dobry stek i zatopić się w ramionach Mary Jane. Może poprosi o małą przerwę na konsultację z trenerem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3472
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sob Lip 06, 2013 1:35 am

Podjęta przez Kleisera próba przeprowadzenia na najsilniejszego samca ataku z boku okazała się nie być zbyt skuteczna. Rozpędzona bestia zupełnie zignorowała kosmitę, nie starając się zwolnić czy zatrzymać, aby móc w niego uderzyć - zamiast tego pomknęła dalej przed siebie, na tyle szybko, że Kleiserowi udało się jedynie raz przeczesać nienaturalnie grube futro, które zdawało się stanowić coś na kształt trudnej do przebicia warstwy ochronnej. Pokrywało większość ciała goryla, nie licząc jego stóp, dłoni, klatki piersiowej oraz części twarzy. Co prawda cele uskoczyły potworowi z drogi, lecz nie był on już w stanie się zatrzymać - dodatkowo oślepiony chwilowo przez Toxina tak czy siak uderzył w ścianę, a wyświetlany na niej obraz aż zadrżał na moment. Możliwe też, że w miejscu tym pojawiło się niewielkie pęknięcie... Choć to akurat mogło być złudzeniem.
W tym czasie pozostałe małpy akurat zdążyły wykazać jawne zdezorientowanie. Co jak co, ale najwyraźniej nie spodziewały się po obcych ataku, a już na pewno nie takiego - zapewne dopuszczały do siebie tylko mniej więcej takie formy agresji, z jakimi miały do czynienia podczas spotkań z innymi mieszkańcami dżungli... W której prawdopodobnie były największymi istotami. To była dla nich nowość - nieprzyjemna nowość.
Hierarchia panująca w stadzie oraz zwierzęcy instynkt sprawiły, iż pozostałe samce - nieco mniejsze od dominującego, być może po prostu od niego młodsze, a może zwyczajnie nie tak dorodne - natychmiast wystąpiły na przód, chcąc chronić jeszcze drobniejsze samice. To właśnie dwa z nich stały się obiektem zainteresowania Toxina oraz Spider-Mana, choć pierwszy z nich miał przy tym zdecydowanie mniej szczęścia.
Obaj mężczyźni posiadali pewną wyższość nad swymi przeciwnikami - a mianowicie zwinność. Goryle były od nich o wiele cięższe, a ich siła fizyczna znaczyła doprawdy niewiele w sytuacji, gdy po prostu nie mogły trafić czy pochwycić swego celu. Właśnie dzięki temu Toxinowi udało się zadrapać jego przydział bestii - która jednak słabo to odczuła, chroniona gęstym futrem i twardą skórą - by zaraz później znaleźć się tuż za nią. Jego starania zyskały mu głośny ryk ze strony małpy... Tuż potem zaś - mocne uderzenie o pień jednego ze stojących jeszcze w okolicy drzew. Najwidoczniej zwierzaki nie były wcale takie głupie; mając coś na plecach potrafiły jeszcze przynajmniej sprawić temu czemuś ból.
Pająkowi z kolei szło poniekąd lepiej - przynajmniej bowiem nie oberwał jeszcze w żaden sposób, jednakże z drugiej strony nie był też w stanie sprowokować potwora do ataku. Owszem, zwierzak próbował go pochwycić lub jakoś się od niego odpędzić, lecz w najbliższych planach nie miał najwyraźniej szarży. Jego irytacja rosła, a wraz z nią odgłos przypominający trochę warczenie, ale goryl nie chciał opuścić tego konkretnego miejsca... Prawdopodobnie wolał zostać w pobliżu samic, aby móc je chronić.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Lip 08, 2013 2:55 pm

Cóż, tego akurat w swoim planie nie przewidział, jego ryk, oraz podjęta ofensywa nie wywołały u przywódcy gorylego stada absolutnie żadnej reakcji, po prost szarżował dalej w obraną stronę i szybko napotkał przeszkodę w postaci niewidzialnej ściany. Oj, czołowa kolizja z taką przeszkodą musiało porządnie wstrząsnąć masywnym samcem, no, ale teraz wypadałoby wrócić do meritum sprawy, co miał wobec tego dalej uczynić? Jego atak w żaden sposób nie poskutkował, nawet nawiązany kontakt z futrem i skórą zwierzęcia nie dał mu możliwości zarażenia go własnymi komórkami, tak, jakby tkanki goryla wypełniały substancje, zapewniające im większą trwałość. Ciekawe czy cała powierzchnia jego ciała jest równie dobrze chroniona, rzecz jasna mógł w wiadomy sposób o tym się przekonać, ale w tym celu wolałby obrać odpowiednią taktykę, poświęcić chwilę czasu, żeby lepiej dopracować poszczególne elementy nowego planu. Jego uwadze nie uszedł snop iskier, który wcześniej poraził małpoluda w okolicach szyi, bardziej niż prawdopodobnie wywołując u przywódcy stada nagły napad agresji. Przy trzech parach oczu, ciężko o brak spostrzegawczości i jeśli połączy się ten fakt z niewidzialną barierą, to można wyciągnąć tylko jeden wniosek. Gra nadal trwa, z piątki uczestników tylko trójka wciąż walczy i jeśli Planeta Małp, stanowiła drugi etap rozgrywki, była kolejną areną, jak Bryant Park, to może ocalałe księgi zachowały swoją nieprzewidywalną moc. Przy mniej napiętych okolicznościach chętnie by skorzystał z własnego egzemplarza, ale teraz był zajęty czymś innym. Wszystko wskazywało na to, że wewnątrz ciała goryla znajdywał się wczepiony implant, stwór musiał być poddany chirurgicznemu zabiegowi, a miejsce, gdzie dokonano operacji mogło cechować się większą wrażliwością, świeża, niewygojona rana. Wielkolud mógł być jeszcze oszołomiony po walnięciu z impetem w ścianę, więc szybko wznowił swój atak, żeby tym razem dziabnąć stwora z tyłu w kark, albo się przebije przez skórę, albo chociaż uszkodzi obce ustrojstwo, żeby dłużej nie rozwścieczało samca αlfa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 256
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sob Lip 27, 2013 11:16 am

Spider-Man nie zamierzał ustawać w swoich działaniach. Musiał istnieć jakiś sposób, by sprowokować wielkoluda do ruchu. Parker rozejrzał się, szukając pomysłu. Jego wzrok spoczął na przewróconych drzewach i gdyby tylko nie miał na twarzy maski, można by było zauważyć u niego uśmiech.
Skierował wyprostowane ręce w stronę jednego z leżących pniaków i wystrzelił dwa strumienie pajęczyny. Lepka nić owinęła się dookoła niego, po czym Spidey szarpnął, przyciągając go do siebie. Nie próbował jednak złapać owego elementu tutejszej przyrody. Okręcił się za to kilka razy wokół własnej osi, jakby wykonywał rzut młotem. Gdy uznał to za stosowne, puścił syntetyczną przędzę, a pień niczym pocisk poleciał prosto na goryla. Miał nadzieję, że trafi on centralnie w stwora i zmusi go wreszcie, by zaszarżował.
- Podanie do małpiszona! - krzyknął i przykucnął, gotowy do ewentualnego skoku.
Widział również przez moment działania Patricka i Kleisera, przy czym ten drugi radził sobie zdecydowanie lepiej. Byłoby naprawdę miło, gdyby kosmita podzielił się z nimi swoim szczęściem. Może wreszcie dowiedzieliby się, o co w tym wszystkim chodzi i uzyskaliby możliwość powrotu, pokonując włochate indywidua.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Lip 30, 2013 11:10 pm

Dźwięk chrupnięcia o konar potężnego drzewa, rozszedł się echem po gęstej dżungli strasząc pobliskie ptactwo przesiadujące na koronach. Mężczyzna wydał z siebie syk bólu, którego w ogóle się nie spodziewał. Pomarańczowo czarna maź rozczłonkowała się na drzewie, niczym ośmiornica ciśnięta o ścianę. Toxin naprężył swoje silne nogi i odepchnął bestię, wyzwalając siebie, w efekcie upadając na trawiaste podłoże. Powstał z niego dość powolnie. Patrick chyba pierwszy raz odkąd został połączony z symbiontem otrzymał taki cios. Wyprostował plecy i usłyszał jak coś w nich strzyknęło.
- To był zły pomysł... - skwitował w myślach swoje ostatnie działania, lecz Toxin nie odpowiedział. Czas na przemyślenia się skończył, gdyż goryl nie miał zamiaru na tym poprzestać. Toxin skupił się i zrobił uskok w przód, stając bliżej stada. Bliżej niż by tego chciał, lecz tym razem nie zamierzał działać tak pochopnie. Rozwarstwił swoją ogromną paszczę i ryknął przeraźliwie na znajdujące się obok stado. Chciał ich tym sprowokować, zmusić do działania, aby się trochę rozsunęli.
Agresywne nastawienie Patricka, które tak bardzo przypodobało się młodemu towarzyszowi ulotniło się wraz z gruchnięciem o ten konar. Musieli przyjąć inną taktykę. Taką, która przez pierwsze sekundy poprzedniego ataku dawała im znaczną przewagę, musieli być szybcy. Razem.
Symbiont wyskoczył w powietrze, a gdy znalazł się na odpowiedniej wysokości obrócił się i wystrzelił pajęczyną w twarz goryla, tym razem nić byłą cały czas połączona z jego dłonią. Naciągnął ją, aby niczym z procy wystrzelić w stronę goryla. Będąc metr od niego wysunął prawą stopę i przywalił gorylowi prosto w paskudną maskę. Upadł na ziemię plecami do goryla, obrócił się szybko, a jego ramię wyciągnęło się niczym macki Omega Reda. Na końcu znajdowało się twarde zgrubienie zakończone kolcem, które miało podciąć nogi goryla, aby ten stracił równowagę i przewrócił się, a gdyby tak się stało Toxin odbiłby się od podłoża, zrobił salto w powietrzu i wbił głowę goryla obiema stopami w glebę. Na tym by jednak nie poprzestał, lecz ten goryl miał już dość! Liczył, że sprowokowane stado ruszy w jego stronę, a gdyby tak się stało, on nadal by atakował. Cisnąłby pajęczyną w stronę drzewa, z którym miał niedawno bliski kontakt i zakręciłby się na jego pniu niczym jojo, nadając sobie prędkości, którą ulotniłby na cielsku kolejnego gorylątka. Odbiłby się od niego i wpadłby pomiędzy stado, a wtedy nadszedłby główny akt. Toxin pochyliłby się, jakby bolał go brzuch. Jego plecy i klatka piersiowa, zaczęły by bulgotać niczym kożuch na gotującej się zupie. Symbiotyczna tkanka zbierałaby się w miejscu, gdzie pomarańczowa strefa łączy się z granatową. Nagle wyprostowałby się, a z jego ciała wystrzeliłyby macki, które pochwyciłyby tyle goryli ile by się dało. Pociągnąłby je do siebie, silnym szarpnięciem, a sam uskoczyłby w powietrze, tak aby goryle zderzyły się ze sobą.

//Loki, grałeś kiedyś w Web of Shadows? Mogłoby dać Ci to lepsze wyobrażenie moich ataków - zrób research :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3472
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Czw Sie 08, 2013 9:49 pm

Rzucony przez Spider-Mana pień drzewa poszybował ku jednemu z samców, na skutek czego inne znajdujące się w pobliżu osobniki - to znaczy przedstawicielki płci "pięknej" - natychmiast rozpierzchły się na wszystkie strony świata. Cel z kolei nie ruszył się z miejsca; pozwolił, by drzewo w niego uderzyło i nawet oplótł je dwoma parami ramion. Chociaż zaparł się o podłoże, to sama siła ciosu odsunęła go sporo do tyłu. Pień odchylił się na tyle, że osiągnął właściwie pozycję pionową - lecz tylko na moment, gdyż zaraz potem goryl cisnął nim w stronę Pająka, który bez trudu odskoczył, unikając trafienia... Na co natomiast nie mogła sobie pozwolić niewidzialna ściana, która oberwała na tyle mocno, iż obraz na niej utrzymywany aż zadrgał. Inna sprawa, że drzewo poniosło większe straty - rozpękając się na kawałki...
Zaatakowany przez oswobodzonego już Toxina goryl nie był na tyle szybki i zwrotny, aby uniknąć jego pierwszego ciosu - a w dodatku nawet się go nie spodziewał, co tylko zwiększyło szanse na powodzenie owego manewru. Mężczyzna bez poważnych problemów powalił swojego przeciwnika i dokończył dzieła lądując na jego głowie. Po czymś takim zwierz nie był już nawet w stanie się podnieść - stracił przytomność, co najprawdopodobniej było dla niego tym lepszym z możliwych zakończeń.
Wystraszone zarówno przez działania Spider-Mana, jak i przez niedawny ryk Toxina stado rozbiegło się po okolicy, ani myśląc zbliżać się teraz do walczących. Mimo wszystko samice trzymały się wyraźnie dalej, chronione przez silniejsze osobniki, ale żaden nie miał zamiaru zaatakować pierwszy. Ich priorytety były obecnie świetnie widoczne: najwyżej w hierarchii wartości stało bezpieczeństwo większości ich grupy.
W tym samym czasie dosłownie odrobinę dalej atak Kleisera przede wszystkim dostarczył kolejnego dowodu na to, że coś lub ktoś w dalszym ciągu uważnie obserwuje poczynania drużyny - i może w nie ingerować. Nim jeszcze kosmita dosięgnął samca alfa, na karku zdezorientowanej i jakby nieco ogłuszonej bestii znów pojawiły się iskry, a powietrze ponownie przeszył jej ryk. Wielki goryl poderwał się z miejsca - nieco niezdarnie, ale z całą pewnością w pełni sił - i w ostatniej chwili pochwycił nadciągającego ku niemu Kleisera, po czym uderzył nim... W ścianę. Dokładnie w tym samym punkcie, z którym przed chwilą sam zaliczył spotkanie trzeciego stopnia.
Powstała już poprzednim razem rysa szybko powędrowała dalej, rozgałęziając się niczym - nie przymierzając - pajęcza sieć. Obraz w tym miejscu został zniekształcony, lecz początkowo nie zniknął zupełnie... A jednak pęknięcia musiały sięgać głęboko, gdyż już po kilku sekundach uszkodzony fragment powierzchni zmienił wygląd - przybierając szarą barwę o metalicznym połysku. Jedna drobna "płytka" nawet odpadła, po niej zaś następna i kolejna, tworząc niewielkie wyrwy, przez które wpadało znacznie jaśniejsze światło.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sob Sie 10, 2013 1:49 pm

No cóż, chciał dobrze dla zwierzęcia, szybko zakończyć walkę nie czyniąc małpoludowi większej krzywdy, poprzez precyzyjne wyeliminowanie źródła jego agresywnego zachowania, ukrytego pod skórą implantu, ale skoro mu tego nie ułatwiał, to będzie zmuszony posłużyć się innymi metodami, żeby się nim rozprawić, unieszkodliwić. Zdążył się przekonać, że futro zwierzęcia stanowi wytrzymałą osłonę, ale nie całe ciało goryla było nią okryte, więc twarz oraz pierś stanowiły idealny cel do przeprowadzenia kolejnego ataku. Nie przeją się tym, że stwór walną nim o niewidzialną ścianę, w sumie wyglądało na to, że powierzchnia postawionej bariery ucierpiała bardziej od niego, bo on jeszcze trzymał się w jednym kawałku, a ściana zaczęła pękać i sypać. Ciekawe co ujrzą po jej drugiej stronie, dalszą część olbrzymiego lasu, ciągnącego się aż po przepastny horyzont planety, a może wszystko to było tylko jedną wielką mistyfikacją? Sztucznym środowiskiem skonstruowanym na potrzeby bliżej nieznanych badań? Pewnie zamiast kolejnych drzew, zobaczą laboratoryjną aparaturę pozaziemskiej cywilizacji, ale dość już tych domysłów, musiał najpierw uporać się z samcem alfa, zanim będzie mógł dalej rozważać tą kwestie. Skoro znalazł się dość blisko oponenta, postanowił napluć gorylowi prosto w oczy, właśnie tak, bezczelnie pokryć jego twarz własnymi organicznymi płynami, ale nie śliną, tylko żywiczną substancją, stosowaną przez Chitauri do konstruowania gniazd oraz podobnych, architektonicznych struktur. Lepka, szybkoschnąca ciecz, powinna na jakiś czas zająć przywódcę stada, oślepić go, albo udusić, gdyby dostała się do drug oddechowych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sro Sie 14, 2013 8:52 pm

Finalny atak został przerwany, ba nawet nie miał okazji zostać wykonanym, gdyż stado cofnęło się, zamiast zaatakować. Patrick przyjrzał się dokładniej niespodziewanej sytuacji, dopiero teraz to dostrzegł. Samice bały się przybyszów z innego świata, tak samo mocno, jak wcześniej oni bali się zmierzający w ich stronę goryli.
- Dlaczego nie zaatakowali? - zapytał zdziwiony Toxin. Było to pierwsze pytanie od dłuższego czasu. Milczenie Toxina sprawiło, że na moment Patrick zapomniał o swoim towarzyszu, o roli jaką dla niego pełnił. Był jego przybranym ojcem, nauczycielem i mentorem. Jedyną siłą we wszechświecie, która mogła powstrzymać tego symbionta przed zmienieniem się w bestię pokroju Venoma, albo Carnega. Ta myśl sprawiła, iż poczucie winy po początkowym ataku złości, jeszcze mocniej go przytłoczył. Musiał wyjaśnić mu co tutaj zaszło, najlepiej jak potrafił.
- Bronią swoich młodych, spójrz! - Patrick spojrzał na skryte za samice młode goryle, spojrzał oczami Toxina.
- Chronią swoje dzieci... - Patrick nie wiedział, czy Toxin pyta, czy stwierdza fakty, dlatego nie przerywał mu. Dla niego były to zupełnie nowe doświadczenia, gdyż pomimo swojej fizycznej formy, był on zaledwie kilkuletnim dzieckiem, które poznawało otaczający go świat. Większość rzeczy, nadal była nowością. - Powinniśmy... ich... zostawić w spokoju.
- Tak też zrobimy - przytaknął Patrick.
Pomimo, że młody symbiont nie do końca rozumiał rodzicielską miłość, to mimo wszystko jego decyzja mile zaskoczyła mężczyznę. Toxin rozróżniał dobro od zła, co bardzo go cieszyło.
Wtedy doszedł ich dźwięk potężnego uderzenia, w kierunku, którego momentalnie odwrócili głowę. Oboje zobaczyli jak niewidzialna bariera pęka pod uderzeniem cielska kosmity. Patrick dostrzegł wyżej usytuowane pęknięcia, których nie zauważył wcześniej. Teraz połączyły się one z tym głównym, tworząc siatkę pęknięć, jakby bariera była stworzona z najzwyklejszego szkła. Czy to w ogóle możliwe?, pomyślał.
Goryl z którym walczył, leżał pokonany, a resztą stada nie musiał się martwić. Teraz jego uwaga skupiła się tylko i wyłącznie na roztrzaskaniu otaczającej ich bariery. Teraz, albo nigdy! Podbiegł do przodu w kierunku porozrzucanych kłód, zrobił gwiazdę na jednej z nich, chwytając ją swoimi mackami, a gdy obrócił się powietrzu nadał jej rozpęd i cisnął nią w barierę, tam gdzie pęknięcia były najobfitsze. Chwycił kolejną pajęczyną, a drugą wystrzelił w stronę stojącego drzewa, zrobił szybko obrót wokół jego pnia, i posłał ją tam gdzie poprzednią. Odbił się od drzewa i wyskoczył w powierz, chwytając z ziemi, kolejne konary swoimi pajęczynami, podciągnął je do góry, a gdy jego opadające ciało i lecące w górę kłody znalazły się na tej samej wysokości, uderzył w nie swoimi silnymi nogami, wiadomo w jaką stronę. Upadł z gracją w gęstej fioletowej trawie, przyglądając się efektom swych działań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 256
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Sie 20, 2013 7:53 am

- No serio?! – krzyknął widząc, że jego pomysły wciąż nie przynoszą zamierzonego skutku, a goryl, zamiast oberwać w pysk, złapał kłodę. Jednak okazało się, że nie ma aż takiego pecha, jak sądził – uskoczył przed pniem, który, rzucony przez małpę, trafił w ścianę. Może nie było to to, co zaplanował, ale efekt był zadowalający. W miarę, bo ściana cały czas była w jednym kawałku. Zawsze to jakieś jej naruszenie…
Sporo w tej kwestii ,,zrobił’’ jednak kosmita, ciśnięty na hologram.
- Rzut za 3 punkty – powiedział, będąc pod wrażeniem wykonanego przez stwora manewru.
W pierwszym odruchu Spidey chciał pomóc Kleiserowi podnieść się na nogi. Jakby nie patrzeć, siła, z jaką został ciśnięty, była spora. Ale okazało się, że nie jest to potrzebne, bowiem Herr nie ucierpiał tak bardzo jak mogło to z początku wyglądać. Zresztą, wciąż był on zagadką dla pajęczaka – co jeszcze potrafi ten facet i kim tak naprawdę jest? Widział w swoim życiu wiele, ale wciąż coś potrafiło go zaskoczyć.
- Nie bądź samolub, daj pobawić się też innym! – krzyknął żartobliwie do Toxina, w oka mgnieniu znajdując się koło niego. Stado zdawało się wycofać, więc chyba na chwilę mogli o nim zapomnieć, a w razie problemów plecy osłaniał im nazista. Peter, idąc za pomysłem Patricka i jego symbionta, także zaczął chwytać pajęczyną przewrócone drzewa i rzucać nimi w ścianę. Wyglądali jak okropnie niezsynchronizowani tancerze, stawiający całkowicie odmienne kroki, ale mimo wszystko tańczący do tej samej muzyki. Nawet udało im się wylądować na trawie niemalże w tym samym momencie.
- No dalej… – w jego głosie było słychać nadzieję na to, że wysiłek nie był bez sensu i coś jednak dał. Oczekiwanie na efekt przypominało tę okropną chwilę między otrzymaniem przez prowadzącego show wyniku rywalizacji, a jego ogłoszeniem. Co prawda Parker nigdy nie brał udziału w żadnym teleturnieju czy programu tego typu, ale i tak potrafił sobie to bardzo dobrze wyobrazić na innych, podobnych przykładach z życia wziętych.
- Z tej ekscytacji cały aż chodzę! – dodał, przeskakując z nogi na nogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3472
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sob Sie 31, 2013 4:09 pm

Wypluta przez Kleisera mieszanka trafiła goryla w oczy - a raczej w powieki, które odruchowo zdążył opuścić w instynktownym geście chronienia zmysłu wzroku. Jedna z jego łap powędrowała ku pyskowi, jak gdyby chciał zetrzeć nią obcą substancję, lecz w praktyce niewiele mu to dało; zbyt szybko zasychała, aby mógł na to coś poradzić. Potwór zrobił nawet nieco chwiejny krok czy dwa do tyłu, wyraźnie zdezorientowany zaistniałą sytuacją...
... I właściwie to by było na tyle, jeśli chodziło o jego możliwości dalszego działania - szczególnie, że właśnie w tym momencie tuż nad jego głową przeleciał ciśnięty przez Toxina konar drzewa, zaś zaraz po nim kolejne. Częstotliwość nadlatywania pniaków wzmogła się, gdy do zabawy dołączył także i Spider-Man.
Trzeba tu uczciwie przyznać, że kilka pierwszych "pocisków" nie wyrządziło ścianie wielkiej krzywdy. Owszem, odpadło od niej jeszcze parę płytek, lecz w głównej mierze to drzewa rozpryskały się z hukiem w deszczu większych i mniejszych kawałków drewna, sypiąc dookoła drzazgami. Skutecznie odstraszyło to oślepionego goryla, który umknął na bok, pozostawiając Kleisera w spokoju - no, mniej więcej, bo kosmita tak czy siak znajdował się teraz w samym centrum wydarzeń i bardzo łatwo mógł czymś oberwać.
Wreszcie jeden z konarów przebił się przez ścianę na drugą stronę, tworząc tym samym nieco większą wyrwę - przez którą wpadało nienaturalnie jasne światło. Następne pnie poprawiły dziurę i powiększyły ją do tego stopnia, że możliwe byłoby jej przekroczenie i wydostanie się na zewnątrz... Tylko cóż takiego tam czekało?
Poza oślepiającym blaskiem, do którego pewnie trzeba będzie przyzwyczaić oczy.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sob Wrz 14, 2013 3:54 pm

Kolejne uderzenie drewnianych pni, a nawet całych konarów, sprawiło, że ściana iluzja zaczęła sypać się kawałek, po kawałku. Jasne światło dobiegało z tego, co kryła za sobą. Toxin zatrzymał się na chwilę, patrząc zamyślony w blady otwór. Goryle rozproszyły się, widocznie wystraszone ich siłą, a teraz tą przedziwną wyrwą w krajobrazie.
Grupa zebrała się ponownie tuż pod bramą. Młoda dziewczyna imieniem Abigail, nadal nieprzytomna znajdowała się w ciele kosmity. Dobrze. Teraz pozostawało jedno ostateczne pytanie, co znajdą za tym przejściem? Chciał już wrócić do domu. Chciał zobaczyć czy świat, który rozpadał się na jego oczach, nadal istnieje. Co jeśli nie istniał, a oni trafią do pustki, w której nic nie będzie.
Musiał pamiętać, że nadal posiadali swoje egzemplarze tajemniczych ksiąg, od których wszystko się zaczęło. One rozpoczęły tą lawinę dziwności i one mogły ją zakończyć.
Patrick wskoczył na ścianę, ponad wyrwę i spojrzał w dół. Jego głowa wygięła się, szyją wyciągnęła i przeszła przez otwór.
- Światło mnie oślepia! Nic nie widać!- poinformował Toxin, gdy jego głowa była w środku, i powtórzył gdy wróciła do ciała. - Zupełnie, nic nie widać.
Patrick spojrzał na swoich towarzyszy, Spider-Mana i Kleisera. W parku, to właśnie młody pająk był tym, który nakłonił ich do przejścia przez wyrwę, teraz nadeszła jego kolej.
- Czas wrócić do domu, Panowie! Przybyliśmy przez taką wyrwę i przez nią wrócimy.
Jeśli będą mieli szczęście. Toxin stanął na rękach obrócił się i wskoczył zwinnie do środka.
Tam czekała na nich, tylko przerażająca pustka i oślepiająca jasność...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 256
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Wrz 17, 2013 6:05 am

Walka, o dziwo, dobiegała powoli końca. Kleiser wykończył jedną z małp, która odbiegła oślepiona. Pająk starał się nie trafić w kosmitę, który stał akurat na drodze do ich celu – jednak kto jak kto, ale on i symbiont byli zwinni i potrafili tak manewrować pniakami, by omijały Herra. No, gdyby mężczyzna zaskoczył ich jakimś ruchem, mógłby być problem, ale najwyraźniej na rękę było mu z nimi współpracować. I nic dziwnego.
Jeden z drewnianych pocisków wreszcie naruszył ścianę na tyle porządnie, by ta pękła całkiem pod jego naporem i w efekcie powstała dziura. Wydobyło się z niej ostre światło, które na chwilę oślepiło Parkera.
- O nie, to już ten moment? Czemu nie widziałem najpierw tunelu? – jęknął z udawaną rozpaczą, łapiąc się za głowę. – Jestem rozczarowany!
Na słowa Toxina lekko przytaknął i obserwował, jak Patrick wraz z towarzyszem skaczą przez wyrwę.
- Do nie-zobaczenia! – krzyknął Peter do małp, machając przy tym do nich i po chwili wskoczył w jasną przepaść w nadziei, że po drugiej stronie wreszcie czeka na nich dom. O ile coś z niego zostało, bo tego też nie mógł być pewien…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pią Wrz 27, 2013 2:44 am

Czy wyrwa w barierze była kolejnym portalem zakrzywiającym czas oraz przestrzeń? Raczej nie, przynajmniej w siedemdziesięciu ośmiu koma dziewięciu procentach był przekonany, że właśnie rozbili ścianę zmyślnej celi, którą można było porównać do Ziemskiego terrarium. Zamknięta przestrzeń wewnątrz której odwzorowano określone warunki klimatyczne i dodano system monitorujący. Pewnie ich poczynania nie uszły uwadze obserwatorom, którzy próbowali przewidzieć ewentualne reakcje, sposoby działania, obrane taktyki. To nie była gra, tylko przeprowadzano na nich testy, stali się laboratoryjnymi myszkami wyższych form inteligentnego życia, albo po prostu popadał w paranoje. Oczywiście nie można od razu wykluczyć takiego obrotu spraw, może oślepiające światło pochodziło od lamp z większego pomieszczenia, gdzie mackowate istoty czekają na nich z kwantowymi skalpelami. Albo po prostu trafią do kolejnego, sztucznie stworzonego ekosystemu, gdzie będą musieli walczyć z następnymi przedstawicielami obcych gatunków. Kotowate, gorylowate, może tym razem przyjdzie im walczyć z olbrzymim królikiem plującym kwasem? Tak czy inaczej wszystko zaraz się wyjaśni, bo również i on przeszedł na drugą stronę, nie zapominając o swoich rzeczach zawiniętych w płaszczyku. Podobnie jak dwóch pozostałych towarzyszy miał już tego wszystkiego dość, tajemnicze księgi, czasoprzestrzenne podróże, ale jeszcze zmusił się na ten jeden czym, żeby opuścić stado pozaziemskich naczelnych. Może to, co czeka na nich po drugiej stronie bariery, nie jest takie do końca złe? Żeby lepiej ochronić swoje oczy przed jasnym światłem, zamkną drugą warstwę powiek, które w przeciwieństwie do tej pierwszej, nie opuszczały się z góry, tylko z boku, w formie cienkiej błonki.
- E.T. wants to go home...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bryant Park   

Powrót do góry Go down
 
Bryant Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Bryant Park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: