Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mikael

avatar

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 12/03/2014

PisanieTemat: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Cze 12, 2016 10:36 pm

Jest to zakopana głęboko pod ziemią, zasypana piaskiem od wielu setek, albo i tysięcy lat świątynia, która z biegiem czasu zaczęła przypominać raczej jaskinię. Nie wiedzą o niej nawet największe światowe organizacje, dlatego można uznać to miejsce za odludne. W środku znajdują się hieroglify mówiące, o istocie z nadludzkimi mocami, wręcz boskimi, pozwalającymi przenosić rzeczy z miejsca na miejsce, a także różnymi innymi, potężnymi umiejętnościami. Powiada także, o jego czterech, wiernych sługach, podążających za nimi zawsze i wszędzie. Wygląda na to, że nikt nie dotarł tu od samego zapadnięcia, bądź zasypania jaskini, gdyż nie ma tu absolutnie żadnych śladów czyjejś obecności. Co jednak czeka tutaj tego co wejdzie? Nie wiadomo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor von Doom

avatar

Liczba postów : 324
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Cze 19, 2016 2:35 pm

Dr. Doom przyjechał do Egiptu bynajmniej nie na wakacje. Nie miał zamiaru się opalać, albo zwiedzać piramid. Przybył do Egiptu, a dokładniej do specyficznych ruin w pewnym celu. Celem tym było zdobycie jakiegoś przydatnego artefaktu. Byłby on przydatny do realizacji kolejnych planów, a w rezultacie celów. Przybył do tego afrykańskiego kraju jakim był Egipt bardzo szybko po zaplanowaniu podróży. Jego odczyty wskazywały jakieś spore nagromadzenie energii, które miał zamiar wykorzystać. Zabrał ze sobą spory odział robotów liczący dwadzieścia servo-botów i pięć invicible-botów. Miał zgodę rządu egipskiego na rozpoczęcie wykopalisk.
Kraj, który miał problemy wewnętrzne nie chciał zbytnio narażać się na dodatkowy konflikt zewnętrzny, a Dr. Doom nie posiadał negatywnych stosunków z nim... jeszcze. Roboty rozstawiły sprawnie stanowiska i przeszły do dokładnego skanowania całego terenu. Chciał wiedzieć wszystko począwszy od mrowiska stojącego dwa kilometry dalej, po głaz na którym będzie siedział. Nie mógł przegapić chociażby najmniejszego szczegółu, gdyż mógł być on przydatny do zdobycia tej rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pon Cze 20, 2016 10:08 am

Baal miał dziś w planach zwiedzanie, dokładniej mówiąc poszukiwania świątyni pewnego mutanta, którego zapamiętał dawno temu. Pierwszego mutanta, chodzącego po tej planecie - Apocalypse'a. Niewielu o nim wie, nie mówiąc już o pamiętaniu. Demon był jednak bardzo wiekową istotą, żyjącą wiele tysięcy lat dłużej, a może nawet milionów? Sam już nie wie, po pewnym czasie przestaje się już je liczyć i skupia na teraźniejszości całkowicie. Ale dziś był wyjątek, dziś chciał zbadać świątynie tej istoty. Wiedział, że może być ona pełna pułapek, dlatego dobrze się przygotował, założył kombinezon przystosowany do zarówno walki, jak i po prostu wysiłku fizycznego. Opakował się 7 sztyletami oraz jednym tanto, zamocowany na tyle paska, sztylety miał zaś dwa na udach, dwa na łydkach oraz dwa na bokach pasa i ostatni zaraz nad tanto, by mógł w jednym czasie dobyć dwóch broni. Na koniec użył jeszcze swojej zdolności zmiennokształtności, by zarzucić na siebie płachtę w kolorze piasku i turban. Był już kiedyś w tej świątyni, jeszcze za czasów, kiedy była świeżą budowlą, a on sam udawał jednego z robotników, dlatego mógł się tam swobodnie dostać przez Piekło.
Tak właśnie zrobił i po chwili mógł już podziwiać wnętrze świątyni. Musiał przyznać, że w obecnym stanie, gdyby Apocalypse wrócił do życia, to mógłby nie dać mu rady, nie po tym, jak dużą część mocy utracił w walce z Miephistem. Dziś jednak skupiał się tylko na zwiedzaniu i czytaniu hieroglifów, a nie na rozważaniach dotyczących mocy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor von Doom

avatar

Liczba postów : 324
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sro Cze 22, 2016 12:56 pm

Roboty skończyły badać teren i stworzyły holograficzną wersję mapy całego obszaru. Znał już teren bardzo dokładnie i mógł przejść do działania, gdyby nie jeden mały szczegół. Roboty odkryły, że ktoś się tu znajduje i czyta hieroglify. Nikt nie powinien przeszkadzać w Jego ambitnych planach toteż postanowił wyprosić tego osobnika. Wyruszył do miejsca, w którym przebywał ten jak się okazało mężczyzna wraz z pięcioma servo-botami i jednym invicible-botem bezpośrednio przy sobie i stanowczo skierował do niego dość nieprzyjemne słowa.
-Czemu ty przebywasz?! Prowadzę tu bardzo ważne badania naukowe, w których nikt nie może mi przeszkadzać. Odjedź z tego miejsca. Będziesz tylko przeszkadzał. Potem pozwiedzasz.
Roboty wycelowały broń w najprawdopodobniej cywila, by zmusić go do jak najszybszego opuszczenia tego miejsca. Były gotowe, by go zabić. Ostatnio w krajach arabskich dużo ludzi ginęło bez żadnego śladu, więc jeden nie zrobiłby większej różnicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sro Cze 22, 2016 8:35 pm

Baal spokojnie zwiedzał sobie świątynię, kiedy jego uszom doszły dźwięki jakiś silniczków, czy czegoś podobnego i dziwne uczucie, że ktoś się zbliża. Nie lubił, kiedy ktoś mu przeszkadza w robienie tego, co lubi najbardziej - poznawaniu nieznanego i grzebaniu w różnych ciekawostkach. Kiedy w końcu ktoś się pojawił, w asyście miał ze sobą jakieś blaszane puszki. Nie robiły one na Baalu najmniejszego wrażenie, nawet nie zwracał na nie uwagi, po prostu dalej czytał hieroglify i podziwiał ich złożoność i piękno. W końcu przyszedł jakiś blaszany ważniak, spojrzeniem demon rozpoznał w nim Victora Dooma, samozwańczego geniusza i władcę własnego kraju. Po chwili ten balon nadmuchanego ego zaczął bablać coś o tym, by Baal wyszedł sobie i nie przeszkadzał. Nie zareagował na to specjalnie, przynajmniej nie cieleśnie, ale odpowiedział mu:
- Panie Von Doom, jeśli nie chce pan problemów, szczególnie mogących się odbić na pana zdrowiu, to radzę spuścić z tonu i schować ego, po czym udać się w stronę wyjścia. Dać mi w spokoju przebadać to miejsce, inaczej może się zrobić dla pana nieciekawie, proszę mi zaufać. Powiedział, kończąc bez jakichkolwiek emocji i dalej czytając hieroglify...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor von Doom

avatar

Liczba postów : 324
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pią Cze 24, 2016 9:52 pm

Dr. Doom lekko się zażenował, że ten przechodzień i turysta od tak zaczął mówić do niego po nazwisku, oraz wręcz grozić. W oczach Dr. Dooma to było nie do pomyślenia. Jego ego i kompleks Boga nie pozwalał mu na takie traktowanie wobec swej persony. Trochę w nim zawrzało, ale nie, aż tyle, by wybuchnąć na niego i krzyczeć do zdarcia gardła. Tym razem miał ochotę tylko rozstrzelać przeszkodę za pomocą robotów i to miał zamiar zrobić. Bez żadnego słowa wyjaśnień przewrócił oczami i technopatycznie rozkazał po prostu rozstrzelać człowieka, który go niemalże zignorował i dalej odwrócony plecami
Victor nie miał czasu i humoru na patyczkowanie się z jakimś losowym ktosiem. Dr. Doom też chciał przyłożyć rękę do tego morderstwa za tą prywatną niemal zniewagę. Jego rękawice zaczęły świecić i władca Latverii cisnął silnym ładunkiem elektrycznym w jak myślał człowieka, który najprawdopodobniej się niczego nie spodziewał. Gdyby był zwykłym cywilem zostałby z niego sam pył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Czw Lip 07, 2016 11:33 pm

Faktycznie - ilość nagromadzonej w zasypanej świątyni energii była zauważalna, wysoka i każdy jej skok lub obniżenie było odnotowane przez roboty Dooma. Co jakiś czas władca Latverii otrzymywał aktualizacje dotyczące tego, jak idą badania i w które części jaskini nie warto zaglądać, jeśli chciał on oszczędzić na swoim czasie. Te decyzje należały do mężczyzny i zależnie od tego, co sobie zażyczy - Servo-guards z pewnością to wykonają i dostosują się do polecenia.
Baal, którego obecność w świątyni z pewnością mogła zadziwić Victora, czytał hieroglify. Na samym początku główną trudnością było rozeznanie, gdzie dokładnie się zaczynają, a potem - jedynie była kwestia estetyczna. Niektóre hieroglify były bardziej, inne mniej wyraźne, jednak ostatecznie dla dość wprawionego oka demona - dało się odczytać lub wywnioskować z kontekstu dalszych piktogramów o czym to traktowało. Właściwie na ten moment nie było to nic odkrywczego. Ot, historia powstania, narodzin, istnienia Apocalypse’a. Treści, które niejednego archeologa mogłyby tak samo zainteresować, jak i zaniepokoić.

Spokój, do którego wrócił Baal, nie trwał długo. Bezczelność demona - słuszna czy nie - przyczyniła się do ataku w miejscu, jakie i tak nie należało do najbezpieczniejszych. O tym nie tylko on powinien wiedzieć, ale także Doktor Doom, który rozpoczął atak i też w nienajlepszy sposób, a raczej - z pewnością niebędący uznany za odważny.
Roboty Victora, z jakimi mężczyzna ruszył na pogawędkę, niemalże od razu przyczyniły się do wykonania polecenia, którym było otwarcie ognia ku plecom Baala. Jedne pociski w ogóle nie trafiały, gdyż było to losowe ustawienie, co poniektóre natrafiały na ostrza broni demona albo odbijając się i rykoszetem uderzając w ściany lub pobliskie skały, albo opadając tuż za mężczyzną na ziemię. Mogło to być odczuwalne. Na początku Baal - pod siłą nacisku kierowanej na niego broni - mógł poczuć pchnięcie do przodu, a następnie i uderzające o jego tylne (dolne, górne) części ciała pociski. Może i był on odporny, jednakże ilość była tutaj znacząca, gdyż uderzając w to samo miejsce po raz któryś, powodowały większą wrażliwość. Nie przyczyniały się jednak do ran postrzałowych.
Ładunek elektryczny, jaki wydobył się z rękawicy Victora, trafił w demona, rozprowadzając się po całym jego ciele, z pewnością szokując go w pierwszej chwili i na niewielką skalę unieruchamiając go.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sob Lip 09, 2016 7:36 pm

No cóż, pan Doom wyraźnie nie był w humorze na pogawędki, podobnie zresztą Baal, który dał mu szanse wykazania się, pokazania tego, co ma. Dwa roboty strzelały niemal na oślep, a sam ich twórca wypuścił w stronę demona wiązkę elektryczności. Pocisków było dużo, jednak nie były groźne, na początku łaskotało, później Baal coś tam poczuł, kiedy trafiało kilka w jedno miejsce, a w pewnym momencie zrobił nawet pół kroku w tył, pod naciskiem kul. Na koniec dał się trafić wyładowaniem. Nie było groźne, lekko wstrząsnęło demonem, lekko go unieruchamiając, ale nie trwało to długo. Baal naprężył się, co powinno go bez problemów oswobodzić. Pomyślał, że jeśli to wszystko, co mam mu do zaoferowania Doom, to szkoda jego czasu. Ale pomyślał też, że skoro doktor zaatakował pierwszy, to dostanie to, co chce. Zaraz po oswobodzeniu powiedział:
- Hmp, moja kolej. Wtedy właśnie wszedł w swoją demoniczną formę, zamieniając się w ludzki, a właściwie demoniczny czołg, który siłą i ogólną mocą dorównywał nawet Hulkowi, posiadając przy tym potężne magiczne czary. Od razu po przemianie wystrzelił z rąk promienie ognia, skierowane w roboty, zaś z jamy ustnej wystrzelić kulę ognia skierowaną w doktora. Oczywiście, jeśli ten ruszy się przed wystrzeleniem, to trafi ona w miejsce, w które się przemieścił. Po wystrzeleniu promieni, Baal miał ruszyć na puszki, jeśli te wykonają jakiś unik i potężnym ciosem w tors rozwalić je na kawałki, jednocześnie spoglądając na Dooma...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor von Doom

avatar

Liczba postów : 324
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sro Lip 13, 2016 6:53 pm

Dr. Doom gdy zobaczył transformację człowieka w jakieś koszmarne monstrum jak najszybciej tylko mógł włączył pole siłowe wokół siebie i kilku z grupy robotów. Victor wiedział, że z demonami nie można igrać dlatego wezwał wszystkie roboty jakie przebywały wraz z nim w Egipcie. Parę minut przynajmniej zajmie im dojście do tego miejsca, lecz lepiej późno niż wcale. Zaczął analizować co może zaszkodzić najbardziej demonowi, lecz nie miał zbytniego pomysłu. Wszystkie roboty nie będące pod polem siłowym dalej kontynuowały ostrzał, lecz nie używały już dość słabo efektywnych pocisków laserowych. Zmieniały rodzaj pocisków próbując wybadać co najmocniej zaszkodzi potworowi. Cały czas pozostawały w ruchu i zmieniały formację, by nie dać się łatwo zniszczyć przez ataki obszarowe oponenta.
Roboty pod polem siłowym ustawiły się w szyk w półkolu przed demonem i wymierzyły w niego broń mając już załadowaną tą amunicję, która się okaże najbardziej użyteczna. Sam Victor wzbił się nad maszyny i wyłączył pole siłowe. Następnie również zaczął ostrzeliwać demona za pomocą pocisków elektrycznych. Dr. Doom był bardzo zniesmaczony tą sytuacją. Nie spodziewał się sił piekielnych w świątyni powiązanej najprawdopodobniej z mutantem. Było to bardzo nieprzyjemne doświadczenie, które chciał jak najszybciej zakończyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pią Lip 15, 2016 6:38 pm

Sytuacja nie prezentowała się zbyt ciekawie, czego Doktor Doom z pewnością był świadomy, skoro jego niezadowolenie przekładało się na działania, dzięki którym miał mieć spokój i możliwość dalszej eksploracji świątyni. Nie zapowiadało się jednakże na to, żeby Baal był skory do pomocy. Zwłaszcza po zaatakowaniu jego - wówczas - osoby. Teraz w demonicznej postaci.
Mimo że robotów znajdywało się już na samym początku więcej przy Victorze, demonowi udało się jedynie potraktować dwa z nich ognistymi promieniami. Spowodowało to zarazem, że ich bronie z hukiem opadły na ziemię, jak i niedługo po tym na podłożu wylądowały stopione w niektórych miejscach pozostałości po Servo-guardsach. Władca Latverii zdążył jednak uchronić siebie, jak i ostałe roboty, przed kulą ognia, tworząc pole siłowe. Te, przez moment, zdawało się być osłabione, jednakże nie uległo całkowicie atakowi demona, dzięki czemu jeden z głównych przeciwników Fantastycznej Czwórki nie musiał się martwić o utratę życia i momentalne obrócenie się w proch.
Reszta wezwanych robotów dołączała z każdą chwilą do centrum całej akcji, pozostawiając resztę świątyni choćby w części rozkopaną, z rozstawionym sprzętem. Posiłki w postaci kolejnych strażników władcy Latverii starały się dostosować broń na tyle, że w końcu skończyły z mocniejszym kalibrem czy - w przypadku co poniektórych - silniejszym promieniem, które już mogło zaszkodzić Baalowi. Może też nie w taki sposób, jak zakładał Doktor Doom, aczkolwiek na tyle, by choć trochę osłabić przeciwnika, zyskując przy tym samemu na sile, głównie w liczbie jego robotów. To umożliwiało mu, aby potem wykorzystać pozostałe roboty, formując w pomniejsze grupki. Silniejsze ładunki elektryczne także udzielały się Baalowi, który mógł dostrzec zniknięcie pola siłowego i to, jak Victor unosi się nad robotami.
Sam Doom mógł spostrzec z jaką, cóż, lekkością zostały zniszczone przez demona Servo-guards, od razu lądując na ziemi, dołączając do reszty. Już wystarczyło spojrzenie przeciwnika, aby uświadomić sobie, że walka nie skończy się tak szybko. Nie zmieniało to jednak tego, iż Victor stracił pięć podstawowych robotów, mając jeszcze po swojej stronie Invicible robots.
Zarówno jeden, jaki drugi mężczyzna mogli spodziewać się, że wszystkie te ataki także mają wpływ na otoczenie; gdzieniegdzie więcej piasku się usypało, co poniektóre cząstki zeszkliły się (lub były na dobrej drodze), a wystające ze ścian skamieliny opadały z głuchym hukiem.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor von Doom

avatar

Liczba postów : 324
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Lip 31, 2016 12:53 pm

Po wystrzeleniu kolejnego pioruna Dr. Doom znów włączył pole siłowe i zaczął krzyczeć w stronę demona. Swój głos wzmacniał za pomocą odpowiednich urządzeń wbudowanych w maskę.
-Poddaj się woli potężnego Dr. Dooma potworze! Jesteś niczym w porównaniu ze mną i moim geniuszem! Odejdź lub ugnij się mej woli, albo przepadnij na wieki!
Odleciał lekko w stronę wyjścia z pomieszczenia. Chciał dać większe pole do manewru swym konstruktom. Gdy był już wystarczająco daleko od centrum walki opadł na ziemię i wyłączył pole siłowe. W takim gradzie pocisków potwór nie powinien długo walczyć. Podda się, albo umrze. To było obojętne dla Victora. Chciał się tylko pozbyć przeszkody na drodze ku eksploracji terenów ruin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Lip 31, 2016 1:16 pm

Cóż, nowe roboty wyraźnie były trochę lepsze od poprzednich, tamte nie mogły zrobić Baalowi nic, nawet jak ten był w ludzkiej formie. Te obecne są w stanie przyprawić demona o nieprzyjemny ból, bez obrażeń zewnętrznych, ale te wszystkie pociski i promienie były trochę denerwujące. Przez chwilę Baal nie podjął żadnych działań, taki ostrzał nie był dla niego groźny. Kiedy jednak dostrzegł, że wielki doktor Doom sie wycofuje, ruszył w jego stronę, wybijając się z nóg jak rakieta w jego stronę. Wydawałoby się, że będzie chciał go po prostu staranować, ale miał inny plan. W pewnym momencie po prostu otworzył portal do Piekła. Zanim w nim zniknął kilka metrów przed Doomem, wypatrzył sobie punkt przy wejściu. Znikając w portalu, przeniósł się do Piekła. W nim nie tracił czasu, momentalnie otworzył kolejny raz portal w miejscu, które wypatrzył sobie przed zniknięciem(mniej więcej przy wyjściu, do którego kieruje się Doom). Wyskakując z portalu w tym miejscu był blisko Victora, chciał wyskoczyć w niego, po czym wciągnąć władcę Latverii do Piekła. Tam z kolei akcja toczyłaby się bez robotów, gdyż portal miał zniknąć wraz ze zniknięciem w nim mężczyzn. W Piekle Baal miał zamiar zgnieść Doomowi nadgarstki, by nie mógł wykonać ataku, samemu też go pilnując, aby nie zrobił nic głupiego...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor von Doom

avatar

Liczba postów : 324
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Lip 31, 2016 8:45 pm

Dr. Doom oczywiście nie był głupi. Podczas walki z kimś nigdy nie należy się do niego odwracać plecami. Miał na oku Baala szarżującego na swoją personę i który WCIĄŻ był ostrzeliwany przez roboty. Victor nie mógł zrozumieć ile może znieść ta istota? Kaliber broni był już dość dobry i powinien przynajmniej cierpieć męki. Dyktatora nużył ten stwór. Nawet nie odpowiedział na jego wezwanie do poddania się! Co za tupet! Musi zostać zniszczony!
I wtedy właśnie Victor się strasznie zdziwił i od razu wzbił się w powietrze znowu. Jak to szarżujący wielki demon zniknął? Victor myślał, że stał się niewidzialny, ale po natychmiastowym włączeniu innych trybów widzenia tylko po to, by się przekonać, że nic nie ma. To musiała być jakaś forma teleportacji. Dr. Doom włączył pole siłowe i funkcję porażeniem prądem elektrycznym na powierzchni całej zbroi tak, że jeśli zostanie zaatakowany z zaskoczenia praktycznie znikąd to przeciwnik też ucierpi i to ogromnym porażeniem prądem (a przynajmniej powinien).
Jedyne co mógł teraz robić to czekać czujnie z której strony zaatakuje ten jakże niebezpieczny przeciwnik. Roboty przez ten czas ustawiły się wokół osoby Dooma dość ciasno. Oczywiście one były na ziemi, a on w powietrzu, ale wolał mieć je wszystkie w pobliżu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Wto Sie 02, 2016 10:04 pm

W demonicznej formie Baal musiał coraz bardziej zwalczać nieprzyjemne, irytujące uczucie oraz pojawiające się obrażenia, które zaczynały mu doskwierać. Mimo o wiele zwiększonej wytrzymałości, demon nie mógł liczyć na to, że nic mu się nie stanie. Pociski i laser wielokrotnie uderzające o te same części ciała, te same punkty - powodowały, że ból zaczął wzrastać. Podobnie jak irytacja oraz chęć zwalczenia Doktora Dooma, który sam się nie poddawał.
Władca Latverii mógł się nastawiać na możliwość (i jedyne wyjście, mogłoby się wydawać)  odparcia ataku, do którego przygotowywał się Baal, napierając w jego stronę gniewnym, pewnym krokiem. Gdy urzeczywistniała się myśl, że lada moment z całym impetem demon w niego uderzy - ten zniknął.
I się nie pojawiał.

Okazało się, że Baal mimo ostatków możliwości otworzenia sobie portalu, dzięki któremu mógł skierować się do Piekła i - jak w planach - zechciał z powrotem wrócić w to samo miejsce, nie miał na to szans. Wyszło bowiem na to, że rany i uderzające w nie pociski osłabiły demona na tyle, że portal po prostu nie chciał się otworzyć. Jakby Piekło zapragnęło na trochę dłużej ugościć mężczyznę w tym otoczeniu albo zmusić do zregenerowania się, swoich sił i ewentualnego powrotu. Najprawdopodobniej wściekły z nieudanego planu mężczyzna, będzie musiał podjąć się takiej próby lada moment.

Takie przypuszczenia mógł, a nawet powinien mieć Doom, który zdziwiony patrzył w pustkę. W to, co było wcześniej - nic nie zmieniło się oprócz tego, że parę sekund temu znajdywał się portal, przez który zniknął przeciwnik. Victor nie mógł mieć pojęcia czy Baal zniknął na dobre, czy tymczasowo lub zakamuflował swoją obecność, aby go zaatakować.
Poza tym władca Latverii także mógł dostrzec, że świątynia nie jest bezpiecznym miejscem do przebywania. Od pocisków jego robotów, które odbijały się i uderzały w ścianę budynku, odłamki cegieł spadały na podłogę, zaraz przykryte warstwą piaski, jaki sypał się więcej i częściej. Zapowiadało się na to, że lepiej było opuścić te miejsce, chyba że chciało się być zasypanym albo ponownie zaatakowanym.

ZT.


Baal w tym poście dostaje ZT. Jak wspomniałam w treści MG - zostałeś przekierowany do Piekła, w którym możesz napisać post. Uwzględnij w nim, że nie udało Ci się otworzyć portalu powrotnego oraz to, że obrażenia dają Ci się we znaki.
Tutaj masz link: http://theavengers.forumpolish.com/t1689-grota-potepionych#22626

Doom, Tobie sugeruję z kolei, żebyś dał post, ZT i od razu zakończył pobyt w Egipcie, jako że Baal nie pojawi się od razu, a ktoś inny czeka na tę miejscówkę.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor von Doom

avatar

Liczba postów : 324
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pią Sie 05, 2016 3:40 pm

Dr. Doom doszedł do wniosku, że ta świątynia nie jest niczym dobrym, ani godnym uwagi dla niego. Demon się nie pojawiał, a na pierwszy rzut oka nie było w niej nic ciekawego, bądź godnego jego uwagi. Przynosiła same kłopoty dlatego doszedł do wniosku, że powinna zostać zniszczona. Roboty jak najszybciej przyczepiły ładunki wybuchowe do filarów i ścian, a następnie wszystkie wróciły do transportowce wraz z ich twórcą.
Gdy byli już nad Grecją Dr. Doom zdetonował ładunki. Najprawdopodobniej z świątyni powinien zostać pył,, bądź gruzy, ale to już Victora nie interesowało. Chciał zamknąć już temat wycieczek do Egiptu i nie wracać tam więcej.
W Latverii udał się do swojego laboratorium gdzie zaczął obserwować dokładniej hieroglify. Wydawało mu się, że mimo wszystko traci czas, ale wolał być pewien czy coś ciekawego nie przegapił.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Wto Sie 09, 2016 12:08 am

Roboty Doktora Dooma przyczepiły ładunki wybuchowe do poszczególnych punktów świątyni, której eksploracja mogła dać mało zadowalające lub bardzo zadowalające wyniki; te można było wykorzystać. Z ładunkami pozostawił również część sprzętu znajdującego się w głąb budynku, do którego się nie cofnął.
Odległość dzieląca transportery z Doomem i jego robotami od miejsca, które opuścił - była wystarczająco wielka, by można było uznać, że ładunki wybuchowe nie zadziałały odpowiednio.
Wybuch nie był słyszalny dla władcy Latverii, ale z pewnością dla kogoś kto znajdywał się w okolicy świątyni; ludzi czy zwierząt… Wejście do świątyni było uniemożliwione przez gruz, który je zasypał. Zawaliła się ściana frontowa i jedna z bocznych oraz filary które były przy wejściu. Przez ich zniszczenie zapadł się cały strop, zamykając jakieś osiem, może dziewięć metrów od samego progu budowli.
Wnętrze świątyni, do której można było dostać się jedynie przez to wejście, było zasypane, ale dało się po niej przemieszczać. Mniejsze czy większe odłamki kamieni, poniszczonych przez walkę ścian, walało się po ziemi. Wcześniej uruchomione pole siłowe zaburzyło pracę maszyn i bomb znajdujących się w środku, a i jak się okazało… świątynia na swój sposób także zaczęła się bronić. Oddziaływać na zgromadzoną energię. Nie dało się jednak zauważyć żadnych istotnych zmian.
Pozostawione przez doktora Dooma maszyny nie nadawały się do niczego. Bardziej zaznajomione z technologią i nauką osoby mogłyby na tym skorzystać, próbując zebrać odczyty. Przynajmniej jedno z opuszczonych stanowisk mogłoby dać jakieś informacje ze względu na oddziaływania budowli.
W każdym razie ktokolwiek znajdzie się z chęcią pozwiedzania świątyni, na pewno będzie musiał pomęczyć się z gruzem, blokadą wejścia i pyłem wewnątrz.

/zt

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Czw Mar 16, 2017 10:54 pm

Chłopak przeleciał wzrokiem wzdłuża kadłuba statku, a następnie nonszalanckim krokiem ruszył do włazu wejściowego, gdy nagle stanął jak wryty słysząc w głowie bardzo dobrze mu znany głos. Miss Frost. W pierwszej chwili lekko się zaniepokoił myśląc, że dowiedziała się o ich niezaplanowanym wyjeździe i zechce go za to ukarać, ale na szczęście temat przekazu był zupełnie inny no i nie skupiony na nim, przynajmniej nie tylko. Obstawiał, że przeznaczony był dla całego Instytutu, w końcu takie wieści powinny dotrzeć do każdego.
Maszyny, które miały polować na mutantów? Doprawdy słodko. Co prawda się tego nie spodziewał, ale jakby nie patrzeć nie było to szczególnie zadziwiające. Ludzie od dłuższego czasu byli tym wszystkim zaniepokojeni, a niedawno doszły do tego akty agresji. Głupcy. X-meni tracili na nich swój czas, narażali dla nich życie oraz zdrowie, a Ci odpłacają się w tak niewdzięczny sposób. Byli niczym ludzie, który robiąc swoje pierwsze kroki bali się ognia, który ostatecznie przyniósł im tyle korzyści. Mieli zamiar na nich polować niczym na niebezpieczne zwierzęta? Julian nie miał zamiaru na to przystawać, zdecydowanie.
Póki co jednak musiał odłożyć swoje plany na bok chociaż nie było to łatwe, gdyż kolejne informacje, który otrzymali tym przekazem były równie ciekawe oraz zabawne. Thunderbolts? Naprawdę? Prezydent był doprawdy idiotą. Tak bardzo boi się mutantów, a tutaj proszę, robi żenującą kopię X-menów, którzy na dodatek chcieli powstrzymać Jean Grey, która obecnie była połączona z Phoenix Force? Ich porażka musiała być iście wybornym widokiem. Niemal żałował, że nie miał okazji się tam udać, aby móc napawać się bezradnością tych ludzi, którzy uważają, że mogą na nich polować. O nie, nic takiego im się nie uda.
Informacja o liście mutantów dodatkowo go wzburzyła. "Ludzie" przesadzali z tymi swoimi paranojami. Oczywiście to nie tak, że popierał ten cały atak, ale czy był mu przeciwny? Cóż... trudno powiedzieć. Wiedział natomiast, co zrobiłaby mu mentorka, gdyby zechciał im pomóc, więc te myśli odrzucił, przynajmniej na razie. Postanowił poczekać na kolejne posunięcia rządu. Jeśli zaatakują Instytut, jego dom definitywnie nie będzie się hamował. Co prawda wolałby trochę mniej pokojowe rozwiązanie skoro tak wyglądała cała ta sytuacja, ale ostatnie słowa dyrektorki, a mianowicie - "Bądźmy ostrożni i czujni, nie dawajmy ludziom kolejnych powodów do agresji, a być może uda nam się jeszcze uratować sytuację." - dały mu do myślenia.
Wróćmy jednak do chwili obecnej. Hellion miał ochotę zdobyć te całe bransolety, ale wiedział, że mogło to się skończyć zakończeniem ich lotu jeszcze przed startem. Wścibskie pytania, jeszcze ktoś zechce go śledzić w drodze powrotnej do hangaru i problem gotowy. Poza tym jakby nie patrzeć te całe roboty były dopiero tworzone, nie powinni mieć problemu, a jeśli jednak... Cóż, mały pokaz sił był wyjątkowo mu się podobał.
Gdy zajęli z Q miejsca pilotów zerknął jeszcze na Evana, który wyglądał na przestraszonego tymi wszystkimi nowinami. Jego emocje lekko zelżały, a on sam przywołał na twarzy lekki uśmiech, który miał nadzieję doda mu odwagi.
- Miss Frost powiedziała, że rząd zaczął nad nimi pracę. Gdyby byli już w fazie końcowej na pewno by się o tym dowiedziała i nam o tym powiedziała, a poza tym... zdobycie bransolet prawie na pewno pokrzyżowałyby naszą małą przejażdżkę, więc póki co poradzimy sobie bez nich. Usiądź i zapnij pas młody. - dokończył, a następnie w końcu wystartowali z każdą chwilą oddalając się od jego domu.
Podróż, cóż, jak podróż. Nieszczególnie przyjemna z racji osoby drugiego pilota, który postanowił kolejny już raz grać najmądrzejszego i nie podał mu żadnych informacji. Miał wielką ochotę mu przywalić i powiedzieć, żeby przestał grać małe, wszystkowiedzące bobo, ale nie było to zbyt rozsądne będąc w powietrzu. Pozostało mu dopilnować całej reszty, w razie gdyby QQ był mocny tylko w gębie. Co prawda nie było to zbyt ciekawe, ale jakby nie patrzeć potrzebne. Na całe szczęście kamuflaż nie postanowił im nawalić. Kilka razy na radarze pojawiły się w okolicy inne jednostki powietrzne, ale z racji wcześniejszego ostrzeżenia wyminęli je z łatwością i ostatecznie dotarli.
Egipt. Nie ma co, ciekawy wybór. W sumie mogłoby nie być tak źle, w końcu niektóre Egipcjanki były całkiem niezłe, ale do lądowania podeszli na jakimś odludziu, gdzie na pierwszy rzut nie było nic. Nici ze zwiedzania czy mniej lub bardziej niewinnych flirtów. Oby to wszystko było warte swojej ceny w postaci zdrętwiałych kości. Gdy ostatecznie znaleźli się na ziemi chłopak wstał ze stołka pilota i nie zwracając nawet uwagi na Różowego otworzył właz i wyszedł na piasek przy okazji zagarniając Evana ramieniem. Niby taki przyjacielski gest, ale chciał się też upewnić, że QQ go nie okłamał i nie odleci, gdy tylko Julian wysiądzie z Blackbirda.
Wieczór był całkiem przyjemny. Temperatura nie obniżyła się jeszcze na tyle, żeby mogło być im chłodno, a resztki słońca dawno już zniknęły za horyzontem. Z racji tego, że w okolicy nie było żadnych oznak cywilizacji było raczej ciemno, ale gwiazdy odwalały robotę lamp ulicznych, więc widoczność była niezgorsza.
- No i jesteśmy na miejscu Evanie. Nie powiem, egzotyczna wycieczka. Może uchylisz mi rąbka tajemnicy i powiesz, czemu tak właściwie tutaj przylecieliśmy? Niestety nasz przyjaciel nie jest szczególnie rozmowny, a nie będę ukrywał - nie lubię błądzić po omacku. Gdybym znał cel tego lotu byłoby mi łatwiej Ci pomóc. - po tych słowach posłał mu lekki uśmiech i poczochrał mu włosy oswobadzając go od swego ramienia, aby lekko się porozciągać. Co dalej? Nie ma co ukrywać, był tym naprawdę zaintrygowany. Udało mu się nawet zapomnieć o tym, że gdy tylko wrócą Miss Frost obedrze go za to ze skóry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pią Mar 17, 2017 6:20 pm

W trakcie podróży Evan siedział cicho na swoim miejscu, grzecznie przypięty do fotela pasami i pogrążony w myślach. Jego spojrzenie przesuwało się to po dość monotonnym widoku za szybą, to znów po towarzyszących mu chłopakach i choć miał do nich naprawdę sporo pytań, to jednak nie chciał się im naprzykrzać. Przez całą drogę odezwał się szczerze mówiąc tylko raz i to wtedy, gdy Julian zwrócił się do niego jako pierwszy. Genesis po prostu mu przytaknął, gdyż słowa starszego nastolatka pokrywały się z jego własnymi przemyśleniami w temacie bransolet... Więc nie miał nic do dodania.
Mimo to Evan nie mógłby powiedzieć, że się nudził, choć lot rzeczywiście potrwał dość długo. Za bardzo się niepokoił, aby odczuwać znużenie, a i miał się nad czym zastanawiać. Momentami jego myśli wędrowały ku jego towarzyszom, zaraz potem zaś ku sytuacji, w jakiej znajdowali się obecnie wszyscy mutanci... Czasami jego uwagę przykuwała też cała ta aparatura pozwalająca na sterowanie maszyną. Ciekawiła go, ale wydawała się bardzo skomplikowana, więc chłopak mógł tylko zgadywać za co odpowiadały jej poszczególne elementy. Przeznaczenie niektórych z nich łatwiej było określić od innych. Na przykład radar nie pozostawiał większych wątpliwości... Ale różne przyciski czy dźwignie już tak.
Pod koniec podróży nastolatek zaczął coraz bardziej i bardziej utwierdzać się w przekonaniu, że jednak wiedział dokąd lecieli... A jego domysły właściwie potwierdziły się w chwili, gdy znaleźli się już nad pustynią. Nie rozumiał do końca dlaczego Quentin uznał za stosowne ich tutaj zabrać, ale przynajmniej zorientował się, że miało to coś wspólnego z tymi obrazami, które ujrzał jeszcze w Instytucie - zaraz przed tym, jak szkoła została zaatakowana. Teraz praktycznie nic z nich nie pamiętał, zachował jedynie ogólne wrażenie piasku, słońca i złota, lecz najwyraźniej telepata był w stanie wyciągnąć z tego wszystkiego coś więcej. Tylko... Po co?
Nastolatek odrobinę obawiał się lądowania, lecz na szczęście przebiegło bez żadnych problemów. Być może powinien pokładać więcej wiary w umiejętności swojego rówieśnika, ale z drugiej strony sugerował się właśnie jego młodym wiekiem i możliwym brakiem doświadczenia... Więc prawie czuł się usprawiedliwiony. Prawie, bo i tak zrobiło mu się trochę głupio i niekomfortowo, przez co szczerze liczył, że Quentin nie czytał teraz w jego myślach. Genesis nie miał jednak czasu, aby oddawać się tym emocjom, gdyż już po chwili - kiedy tylko rozpiął pasy i wstał z fotela - został zgarnięty przez Juliana i u jego boku wyprowadzony z odrzutowca. Trochę go to zdezorientowało, ale w żaden sposób nie zaprotestował, tylko pozwolił starszemu chłopakowi sobą sterować.
Na zewnątrz było ciemno... I pusto, przynajmniej na tyle, na ile Evan mógł to stwierdzić bez lepszego oświetlenia. Żadnych ludzi, ani nawet zabudowań... A jednak miejsce to zdawało mu się być dziwnie znajome. Chyba nigdy nie przebywał na pustyni, niczego takiego sobie nie przypominał, więc podejrzewał, że mógł podświadomie łączyć ten krajobraz z wizją, którą otrzymał... Takie wyjaśnienie brzmiało najrozsądniej, może nie licząc opcji zwykłego déjà vu.
- Sam chciałbym to wiedzieć - odparł cicho, gdy tylko Julian zapytał go o cel ich podróży, równocześnie odruchowo przygładzając zmierzwione włosy. Nie wiedział dlaczego, ani po co tutaj przylecieli, jednakże chyba był w stanie wyjaśnić inną kwestię... W miarę swoich możliwości, oczywiście o ile się nie mylił. W związku z tym chłopak od razu mówił dalej, teraz już nawet trochę głośniej.
- Mam wrażenie, jak gdybym kojarzył tę okolicę. Wiem, nic takiego tu nie ma, więc po czym mógłbym to poznać? Nie jestem pewien, po prostu... Tak czuję. Kiedy byliśmy jeszcze w pokoju Quentina odebrałem jakiś telepatyczny przekaz, serię obrazów, które chyba dotyczyły tego miejsca. To... Pewnie dlatego chciał nas tu zabrać - streścił, zerkając krótko na Juliana, a następnie przesuwając spojrzeniem po swoim najbliższym otoczeniu.
Nie był pewien co powinni zrobić dalej. Może gdyby pamiętał coś więcej z tej wizji... Ale nie, chyba nic przydatnego nie przychodziło mu do głowy - nic takiego, co mogliby w jakiś sposób wykorzystać. Mimo to... Pozostawała jeszcze opcja zaufania przeczuciu. Coś go tutaj przywołało, prawda? Albo ktoś. Nie stałoby się tak bez powodu. Tylko czy aby na pewno chciał ten powód poznać - wiedząc to, co wyjaśnił mu Quentin? W głębi ducha bał się, że trafią na jakieś potwierdzenie jego słów... Albo nawet na coś gorszego. Z drugiej strony niepewność też nie była miła.
- Coś tutaj jest - rzucił nagle, zaskakując tym nawet samego siebie, nim zorientował się, że owszem, coś ciągnęło go prosto przed niego. Nie potrafiłby tego dokładnie opisać, być może podświadomie odbierał coś niewidocznego, jakąś energię - psioniczną lub innego rodzaju... Ale liczył na to, że nikt nie spyta go o szczegóły. Dla lepszego określenia obszaru, który miał na myśli, nastolatek ręką zatoczył przed sobą okrąg. Nie było to bardzo precyzyjne, ale i tak mówiło więcej od ogólnego "tutaj".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sob Kwi 08, 2017 6:19 pm

Na rękę mu było, że Quentin nie przeszkodził im w wyjściu z pojazdu, a z racji tego, że nadal nie pojawiał się w drzwiach mógł na spokojnie wypytać Evana o wszelkie szczegóły. Lot w takie miejsce nie mógł stanowić przypadku. Julian był pewien, że Różowy z pewnością nie wybrałby takiego pustkowia, gdyby nie miał w tym jakieś celu, a skoro zabrał ze sobą młodego Sabahnura miał z tym coś wspólnego. Pozostawało dowiedzieć się co konkretnie.
Dużo piachu i średnia widoczność. Temperatura też nie była zachwycająca. Definitywnie wolałby znaleźć się tutaj w ciągu dnia, najlepiej w mieście, na basenie, gdzie mógłby poszerzyć grono swoich fanek, a raczej dać dziewczynom, które jeszcze nie znały jego osoby szansę na znalezienie miłości swojego życia. Niestety na razie musiał zadowolić się tym miejscem oraz klimatem. Wzdrygnął się lekko, a następnie poprawił na sobie bluzę, którą zagarnął z Blackbirda przy okazji zerkając na młodszego chłopaka.
- Nie jest Ci zimno? W razie czego możesz wziąć coś lepszego. Na pewno znajdziemy coś, co będzie pasowało. - rzekł lustrując go wzrokiem, czekając na ewentualną odpowiedź.
Jak się okazało otrzymał wyjaśnienie, ale nie to, którego się spodziewał, ale jednocześnie to, które mimo wszystko bardziej go interesowało. W końcu jakby nie patrzeć poleciał z nimi niemal na drugi koniec świata definitywnie narażając się na gniew Miss Frost. Wyjaśniła mu, że jest to młode wcielenie Apocalypsa, więc taki przejażdżki zapewne nie były na jej liście zajmowania się malcem. Jedyną jak na razie opcją na uniknięcie bolesnej śmierci, której najpewniej doświadczy zaraz po powrocie do Instytutu mogło załagodzić jedynie zdobycie dobrego wyjaśnienia.
Niestety nie mogło być zbyt miło. Słowa Genesisa nie wniosły do tematu zbyt wiele, chociaż... Po krótkim namyśle Keller zmienił swoją opinię. Kojarzył te okolicę? Odebrał telepatyczny przekaz z serią obrazów tego miejsca? Czyżby miało to jakiś związek z jego faktycznym pochodzeniem? Jeśli tak to nastręczało to dodatkowych problemów. Z informacji, jakie przekazała mu mentorka wynikało, że nastolatek nie wiedział o swoim pochodzeniu i tak miało pozostać. Musiał więc rozwiązać te sprawę w miarę szybko i dopilnować, żeby nie dowiedział się o sobie niczego nowego. Zapowiadała się doprawdy kupa frajdy. Gdyby tylko wiedział, że wcześniej już kilka osób zdążyło wszystko popsuć...
Z tych rozmyślań wyrwało go nagłe odezwanie się towarzysza. Słowa "coś tu jest" skierowane w stronę hałdy piasku nie pobudowały pewności Juliana. Evan definitywnie coś wyczuwał, albo był doskonałym kłamcą. W normalnej sytuacji zapewne uznałby to za jakieś bzdury, ale trzeba było pamiętać o jego pochodzeniu.
- Tutaj, tak? - mruknął, a gdy otrzymał potwierdzenie lekko się skupił i z pomocą swojej mocy począł przesuwać piasek z tego miejsca w dalsze miejsce. Cóż, lepsze to niż bawienie się z łopatą, do której najprędzej wysłałby Różowego. Co prawda korciło go takie wyjście, ale nie miał czasu na zabawy. Jeśli faktycznie trafili na ślady starego Apocalypsa musiał być ostrożny, a przede wszystkim skupiony. Żadnych niepotrzebnych dogryzek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sob Kwi 08, 2017 11:39 pm

Kiedy tylko Julian wspomniał panującą na pustyni niską temperaturę, Evan zerknął ku niemu z wymalowanym na twarzy lekkim zaskoczeniem. Zdawał sobie sprawę z tego, że w takich miejscach nocą bywało zimno, często nawet blisko zera stopni Celsjusza, w końcu takie informacje zawierały się w standardzie edukacji, jednakże... Prawdę mówiąc nie zwrócił uwagi na chłód - bo po prostu go nie odczuwał. Jego ciało zazwyczaj z własnej inicjatywy reagowało na tego typu niedogodności, automatycznie przystosowywało się do warunków otoczenia, w związku z czym nie musiał przejmować się wizją zmarznięcia. To właśnie dlatego chłopak jedynie potrząsnął przecząco głową i nie kontynuował tematu.
Kwestia tajemnicy kryjącej się pod piaskiem była dla niego zresztą dużo pilniejsza. Sam nie rozumiał do końca dlaczego, bo jednocześnie bardzo go niepokoiła i przyciągała - zarówno na poziomie jego świadomości, jak i podświadomości. Odczuwał dziwne zniecierpliwienie... Nie, to nie do końca to. Właściwiej byłoby chyba powiedzieć, że odnosił wrażenie, iż zaraz miało się stać coś istotnego - i właśnie tego wyczekiwał. Z tego wszystkiego aż serce zabiło mu mocniej.
- Tak - odparł krótko i prosto na następne zapytanie swojego towarzysza, lecz zaraz potem odniósł już wrażenie, że w gruncie rzeczy było to zupełnie zbędne. Jego słowa i tak nie uściśliły obszaru, który miał na myśli, a sam Julian również nie wskazał konkretnego miejsca... Udzielenie odpowiedzi stanowiło jednak odruch, nad którym nie zdążył zapanować, a przemyślenia te naszły go o sekundę zbyt późno, aby miał rozwinąć to zdanie o coś przydatniejszego. W tym momencie zabrzmiałoby to już nienaturalnie.
Na szczęście najwyraźniej starszy chłopak nie potrzebował niczego więcej, gdyż od razu zabrał się do roboty, a Genesis w pierwszej chwili zamrugał szybko, odruchowo przygotowując się na fruwający w każdą stronę piasek, który przecież bardzo łatwo mógłby mu się dostać do oczu. Wyglądało jednak na to, że nie musiał się o to martwić - ziarenka przesuwały się dość posłusznie, czyli najprawdopodobniej poruszało nimi coś bardziej precyzyjnego od, na przykład, wiatru. Evan przyglądał się temu z nieskrywanym zainteresowaniem. W końcu do szkoły przybył niedawno i w gruncie rzeczy nie miał jeszcze okazji zobaczyć zbyt wielu pokazów czyichś zdolności... A wcześniej znał jedynie moce swoje i wujka. Nic dziwnego, że takie widoki były dla niego fascynujące.
- Trochę głębiej - odezwał się w pewnym momencie, obserwując przemieszczające się stale masy piasku, wydobywane z coraz niższego poziomu, co z każdą chwilą stawało się jednak bardziej skomplikowane... Bo w końcu grawitacja ściągała w dół pobliskie fałdy, gdy Julian pozbawiał je oparcia, przez co musiały być przytrzymywane na miejscu. Gdyby Evan wiedział, że coś by to w ogóle dało, spróbowałby pewnie przebić się niżej swoimi promieniami optycznymi - ale trochę się martwił, że mógłby w ten sposób uszkodzić coś ważnego tam na dole. Nie, lepiej nie ryzykować.
Powstający przed nimi dół stawał się więc coraz większy, aż w końcu pomiędzy piaskiem mignęło coś nowego - jakiś rodzaj jasnego kamienia, wygładzonego, podłużnego... I najwyraźniej posiadającego kant. Zbieg okoliczności? Przypadek? Możliwe, ale jakie było tego prawdopodobieństwo? Moce Juliana prędko odsłoniły więcej, a Genesis wręcz nie mógł się powstrzymać przed poczynieniem kilku kroków przed siebie. Nogi poniosły go ku krawędzi dziury jeszcze zanim mózg zarejestrował, że w ogóle się poruszał...
Pod piaskiem - teraz już odkryta - znajdowała się... Nie do końca jaskinia, bo Evan w subtelnych szczegółach zauważał ludzką rękę, lecz przynajmniej coś na jej podobieństwo. Wejście okalał szereg oszlifowanych kamieni, ciągnący się zarówno przy suficie, jak i ścianach oraz podłodze. Tę ostatnią tworzyła posadzka z materiału, którego nastolatek nie potrafił nazwać. Nie znał się na różnego rodzaju skałach. Do wejścia prowadziły schody, ale mocno podniszczone, zapewne wytarte przez wiatr i przemieszczające się po nich drobinki. Tuż za nim natomiast zalegała sterta sporych kamieni, która blokowała drogę do środka.
Genesis nawet nie zauważył, że przestał poruszać się po piasku, a zaczął po kamieniu. Dopiero mniej więcej w połowie schodów zatrzymał się i oderwał wzrok od znaleziska, aby zerknąć przez ramię na Juliana. Nie przyszło mu też do głowy, że starszy chłopak mógłby upuścić podtrzymywane masy, które wówczas najpewniej znów zakryłyby przejście. Jeżeli mieli tam wejść, to piasek musiał wylądować gdzieś dalej... Chyba że później znów utworzą sobie drogę powrotną.
Tak, Evan brał teraz pod uwagę już tylko tę jedną możliwość: sprawdzenia wnętrza jaskini. Zawrócenie na tym etapie nie miałoby sensu, a on... Mimo wszystko chciał zrozumieć co tu się działo. Czuł, że nie spodobają mu się odpowiedzi, które znajdzie w tym miejscu - o ile je znajdzie - ale chęć poznania prawdy była silniejsza od niepokoju. Quentin, Shadowcat i Nightcrawler i tak mocno namieszali mu już w głowie. Być może przynajmniej dowie się czy któreś z nich miało w ogóle rację.
- Wchodzimy, prawda? - spytał jednak, aby upewnić się, że Julian w dalszym ciągu zamierzał dotrzymywać mu towarzystwa. Głazy nie stanowiły dla niego tak naprawdę żadnej przeszkody, mógł je rozbić bez większych problemów, więc czekał tylko na potwierdzenie, że nie będzie tam w środku sam. Już teraz wystarczająco się denerwował i naprawdę nie chciał zostawać tylko i wyłącznie ze swoimi myślami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Kwi 09, 2017 8:23 pm

Lekko zdziwiła go odmowa przyjęcia cieplejszych ubrań. Jego koszula oraz spodenki do kolan nie były zdecydowanie ucieleśnieniem definicji "ciepłych ubrań". Jeszcze ten krawat... kto normalny nosi na co dzień krawat? Być może Julian powinien mu udzielić kilku porad w sprawach dobrego ubierania się, bo taki nie miał szans u żadnej interesującej dziewczyny w Instytucie. Nie można jednak było zapomnieć o fakcie, że zaczynało się robić po prostu zimno... i tutaj rodziło się pytanie. Czy mogło tutaj chodzić o myśl przewodnią Apocalupse'a "przetrwanie najlepiej dostosowanego"? Czyżby ten chłopak potrafił się dostosować do warunków klimatycznych? Jeśli tak to powstawało drugie, bardziej niepokojące pytanie. Jego ciało robiło to samoistnie, czy też potrafił je kontrolować w tym stopniu. Jak daleko wychodziła obecnie jego zdolność do panowania nad swoimi zdolnościami i które zdołał odblokować? Co prawda Keller nie znał wszystkich jego zdolności, ale podczas pobytu zdołał poznać kilka z nich i niektóre nie napawały go optymizmem... Nadzieję budziło jednak nastawienie chłopaka. Wydawał się miły, grzeczny, a przede wszystkim nie wrogo nastawiony. Gdyby było inaczej Miss Frost nie pozwoliłaby mu bytować w Instytucie. Chociaż... Jeśli potrafił kontrolować swoje moce to może również potrafił oprzeć się telepatom takim jak jego mentorka. To definitywnie nie budowało w nim pewności siebie.
Wiedział jednak, że nie może oddać się tym coraz bardziej paranoicznym myślom i pozostać na ziemi. Póki Evan nie okaże nieprzyjaznych zamiarów musiał uznać go za osobę pokojowo nastawioną i dbać o jego bezpieczeństw, a w razie czego... cóż, modlić się, że nie potrafi używać swoich mocy w stopniu bojowym.
Z tego skupienia wyrwały go nagłe słowa nastolatka. Niemal podskoczył i odwrócił się jego stronę, dopiero po chwili zrozumiawszy co do niego mówił. Skorzystał z tej rady i począł "kopać" głębiej jednocześnie starając się dopilnować, żeby pozostały piasek nie zakopał jego dzieła. Nie było to łatwe, gdyż rosnąca dziura po prostu sprzyjała pokazowi grawitacji, ale dzięki uporowi ich oczom ukazały się w końcu kawałek gładkiego, dziwnego kamienia. Nie podobało mu się to. Czyżby Genesis naprawdę był jakoś połączony z tym miejscem? Jeśli tak będzie musiał być naprawdę uważny, żeby nie dowiedział się zbyt dużo.
- Ej, uważaj bo się tam zsuniesz. - rzekł widząc, jak czarnowłosy podchodzi do świeżo stworzonego leja, ale ten jakby go nie słyszał i ruszył dalej, w końcu dotarłszy do kamiennych stopni. Keller ruszył za nim, niechętnie, ale czy miał inne wyjście? No właśnie. Co prawda wymagało to większego skupienia, ale używając większej części swoich zdolności przesłał kolejne połacie piasku daleko od wejścia, żeby go nie zasypało, a następnie uwolniwszy go od swojego wpływu szybkim krokiem ruszył za podopiecznym. Przy okazji otarł czoło, na którym pojawiły się śladowe ilości potu.
- Hm... Niech Ci będzie, ale trzymasz się mnie i definitywnie się mnie słuchasz. Żadnej samowolki. Nie chce, żeby coś Ci się stało. - odrzekł patrząc na niego uważnie, a następnie raz jeszcze użył swoich mocy i przesunął stertę kamieni mniej więcej tam, gdzie całą te kupę piachu. Zaraz stworzę drugą piramidę - mruknął do siebie, po czym odwrócił się w stronę wejścia do tej dziwacznej jaskini. Z lekkim westchnięciem wytworzył nad nimi zieloną kulę ze swojej energii psionicznej, która działała niczym latarka. Julian ostatni raz odwrócił się w stronę pustyni i nieba po czym skupił się na kuli, która wraz z nim ruszyła w stronę ciemności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pon Kwi 10, 2017 9:16 pm

Evan nie tyle nie dosłyszał ostrzeżenia Juliana - bo owszem, dobiegło ono jego uszu - co nie do końca zrozumiał od razu sens jego słów, w całości skupiony wówczas na czymś innym... A mianowicie na widoku, który miał przed sobą oraz na tajemnicy mogącej skrywać się pod połaciami piasku i kamieni. Dopiero po chwili zorientował się co zostało do niego powiedziane, ale wtedy i tak było za późno na reakcję, bo przeszedł już swoje - i to bezpiecznie, bez zsuwania się po wydmie.
Na kolejne słowa Juliana Genesis mógł jednak zareagować, bo w końcu ich wyczekiwał - skoro sam zadał starszemu chłopakowi pytanie. Nawet nie próbował kwestionować podanych przez niego warunków, tylko kiwnięciem głowy natychmiast wyraził swoją zgodę, nim znów przeniósł spojrzenie na wejście, za którego dalsze odkrywanie zabrał się jego towarzysz. Przez chwilę Evan w milczeniu obserwował szybujące kamienie, z których część najpierw pękała na mniejsze kawałki, aby móc zmieścić się w portalu... A kiedy droga została już niemalże całkowicie oczyszczona, nastolatek znów ruszył po schodach w dół, aby być gotowym do wkroczenia do środka.
Pojawienie się zielonego światła - gdy nic już tak naprawdę nie wymagało zrobienia - lekko go zaskoczyło i sprawiło, że zerknął krótko na jego źródło, marszcząc przy tym czoło. Musiał przyznać, że nie przyszła mu do głowy konieczność zorganizowania jakiegoś oświetlenia... W ogóle o tym nie pomyślał, zbyt pochłonięty innymi problemami, z jednej strony mniej praktycznymi, ale za to - przynajmniej dla niego - bardzo poważnymi. Dobrze, że Julian był w stanie generować energię bez używania jej do konkretnego celu, bo promienie Evana nie nadawały się do rozjaśniania otoczenia... Prędzej zniszczyłby nimi okolicę.
Tknięty nagłymi wyrzutami sumienia, Genesis ponownie obrócił głowę w kierunku, z którego przybyli, aby spojrzeć na czekający nieopodal odrzutowiec. Powinni zawołać Quentina? To w końcu on chciał tutaj w ogóle przylecieć i najwyraźniej miał w tym jakiś cel... Tyle że z drugiej strony Evan nie mógł się już doczekać zbadania tej sprawy, a w gruncie rzeczy chyba nie był rówieśnikowi niczego winny, prawda? Poza transportem. I... Informacjami wcześniej... Dobrze, może jednak był, choć nie prosił ani o jedno, ani o drugie. No i... Zamierzał Quentinowi podziękować - bo był wdzięczny za otrzymaną od niego pomoc - tylko... Coraz bardziej się denerwował i chyba nie mógł już dłużej zwlekać.
Po wejściu do wnętrza podziemnej budowli Genesis starał się trzymać blisko swojego towarzysza, tak jak ten mu wcześniej przykazał. Co prawda nastolatek czuł, że jego zdolności - nie tylko te mutacyjne, ale i po prostu umiejętności, które wyniósł z treningów z wujkiem - były właśnie mocno lekceważone, ale próbował nie mieć tego koledze za złe. W końcu Julian najprawdopodobniej nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że Evan odebrał już pewne przeszkolenie... I że ciężko było mu zrobić krzywdę.
Tak czy siak, młody mutant zachowywał teraz zarówno te, jak i inne myśli dla siebie, skupiając się na obserwowaniu otoczenia... Przynajmniej na tyle, na ile było to możliwe w dość bladym świetle bijącym od wytwarzanej przez starszego chłopaka sfery. Widział przede wszystkim to, że znajdowali się w dość szerokim korytarzu. Kamień tworzący ściany chyba różnił się od tego przy wejściu, bo choć również był jasny i gładki, to jednak bardziej złocisty, aniżeli biały - ale w tym blasku wizualnie zmieniał barwę, więc Evan trochę strzelał. Początkowo na podłodze leżało jeszcze trochę piasku, ale im dalej szli, tym było go mniej, aż w końcu zniknął całkowicie... Za to co kawałek natrafiali na wbudowane w boki tunelu nie-do-końca-kolumny, bardziej przypominające po prostu wypukłości w ścianach, delikatnie zdobione, choć rzeźbienia te trochę się zatarły.
Genesis nie oglądał w swym krótkim życiu zbyt wielu filmów. Na farmie zawsze miał ciekawsze rzeczy do roboty, więc nigdy nie miał na to jakoś czasu... A jednak widział parę - zdaniem wujka - klasyków, w tym taki opowiadający o Egipcie, piramidach i mumiach. Z jego dość ograniczonej wiedzy wynikało coś niepokojącego, co teraz nagle przyszło mu do głowy i za nic nie chciało jej opuścić.
- Czy w takich miejscach są pułapki? - zapytał poważnym, choć raczej spokojnym tonem, równocześnie zwalniając trochę kroku. Przeniósł przy tym zaintrygowany wzrok na Juliana, oczekując jego odpowiedzi. Filmy nie musiały odpowiadać rzeczywistości, zdawał sobie z tego sprawę... Więc nie nastawiał się ani na potwierdzenie, ani na zaprzeczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sob Maj 06, 2017 7:18 pm

Julian zaczął żałować, że przypadkiem nie spóźnił się na rozmowę z Miss Frost. Gdyby tak się stało to kto wie, może przez ten cały atak czy co tam się stało nie zdążyłby poznać Evana i teraz znajdowałby się w Instytucie. Oczywiście nie chodziło o to, że się bał. Nic z tych rzeczy. Trzeba by czegoś znacznie gorszego, żeby czuł teraz lęk. Chociażby gniew mentorki na wieść, że puścił młodego poza Instytut i to jeszcze z Quentinem... I gdy tylko sobie to wyobraził wszelkie niezadowolenie zniknęło jak za dotknięciem różdżką. Nie oznaczało to jednak, że miał zabawić tutaj dłużej, niż to było konieczne. Zbadają te jaskinię, a później wracają do domu, niezwłocznie. Oczywiście nie chciał, a raczej nie mógł tego tak po prostu odbębnić. Jeśli zadziałałby w taki sposób zapewne młody Apocalypse miałby do niego żal i nie daj Bóg wróci tutaj za kilka dni, ale tym razem bez opieki, a poza tym był święcie przekonany, że Miss Frost nie zadowoli się byle czym. Miał cichą nadzieję, że znajdą tutaj coś na tyle ważnego, żeby uśmierzyć jej gniew w pewnym stopniu. Poza tym kto wie, może Kukułki spojrzą na niego lekko przychylniej, jeśli Emma będzie usatysfakcjonowana? Oczywiście to były tylko takie myśli, które zaraz wyrzucił na tył głowy, ale mimo wszystko dalej już nie leciały. W końcu można mieć marzenia, prawda?
Zastanawiało go, gdzie pałęta się teraz Różowy, a fakt, że ostatni raz widział go na pokładzie Blackbirda nie zachwycał. Jeśli nim odleci nim wrócą albo co gorsza go rozwali z pewnością to Hellion oberwie.
Póki co jednak postanowił pomartwić się tym później i skupić na miejscu, w którym się znajdowali. W końcu kto wie, co ich czeka. Jeśli było najeżone pułapkami rodem z filmów przygodowych musiał pozostać w gotowości. Nie był pewien jak chłopak może zareagować na odniesione obrażenia. Jeśli oznaczałoby to wejście w tryb maszyny destrukcji to wolał tego uniknąć.
Gdy tak szli przez ten korytarz skrzywił się lekko, gdyż jego kula nie dawała tyle światła, ile by chciał. Skupił więc na chwilkę swój umysł i wytworzył 2 kolejne kule, które zajęły miejsce po bokach pierwszej, gdzie ona podleciała trochę wyżej tworząc wzór trójkąta nad ich głowami. Dzięki temu miał taką nadzieję będą mieli lepszy obraz wizji ścian bocznych jak i sufitu. Zmiana koloru ścian, które warto dodać były niezwykle gładkie, a także kolumny, które pojawiły się po bokach w pewnym momencie przekonywały go, że nie są w jakiejś tam jaskini. To musiała być jakaś piramida, której do tej pory nie odkryto, albo coś tego pokroju, zdecydowanie. Głos Evana, który przerwał te ciszę, w której słychać było jedynie ich kroki był dla niego tak niespodziewany, że niemal podskoczył w górę. Szybko jednak doszedł do siebie i przeanalizował pytanie nastolatka.
-Hmm. Jeśli się nie mylę, w niektórych piramidach były zamontowane pułapki, ale nie ma możliwości, żeby mogły przetrwać do naszych czasów. Nie mamy jednak pewności, czy to dzieło kogoś z Ziemi. Nie wiemy nawet jak długo to tutaj leży. Powinniśmy zachować ostrożność, tak na wszelki wypadek. - rzekł, a następnie posłał mu lekki uśmiech idąc powoli przed siebie. Gdzie to ich tak właściwie zaprowadzi? Co jeśli korytarz nagle się zawali? Tyle obaw, tak mało odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sob Maj 06, 2017 9:32 pm

Evan przyjął wszystkie te nowe informacje ze spokojem i zrozumieniem - najwyraźniej nie widząc niczego aż tak dziwnego we wspomnieniu kosmitów i bez problemu akceptując wyjaśnienie dotyczące pułapek. Chłopak kiwnął tylko głową i nie kontynuował już dłużej tego tematu. Prawdę mówiąc po części wynikało to z faktu, że czuł się trochę źle zakłócając panującą w tym miejscu ciszę. Milczenie wcale nie było dużo lepsze, ale wygrywało z wizją naruszenia... Sam nie był pewien czego, chyba po prostu tej niecodziennej atmosfery.
Wszystko wskazywało na to, że od wielu lat nikt nie postawił stopy na tym terenie. Od jak dawna dokładnie? To Genesis mógł tylko zgadywać, ale z braku ambitniejszego zajęcia i tak zaczął się nad tym zastanawiać. Wejście nie tkwiło bardzo głęboko pod piaskiem, lecz nawet taka blokada pewnie wystarczyła, aby konstrukcja pozostawała ukryta... I czym tak właściwie była? Piramidą, jak zasugerował Julian? Grobowcem? Świątynią? Po prostu czyimś domem? Tutaj niestety znów dawała o sobie znać ograniczona wiedza nastolatka, gdyż nie miał wielu innych pomysłów.
Korytarz zdawał się kierować łagodnie w dół, lecz spadek był na tyle subtelny, że początkowo Evan nawet nie zwrócił na niego uwagi. Kiedy w końcu się o tym zorientował, nie czuł zdziwienia - bo w końcu logika podpowiadała mu, że cały ten kompleks musiał ciągnąć się w dół lub tylko wszerz, skoro z oczywistych powodów nie mógł w górę. Im dalej zaś szli tunelem, w tym lepszym stanie były rzeźbienia na kolumnach, wykonane w tym charakterystycznym dla Egipcjan stylu, który Genesis rozpoznawał zarówno z lekcji, jak i z różnego rodzaju dzieł popkultury.
Nie potrwało już długo, nim światło nagle załamało się na ścianach przed oboma chłopcami, tym samym sygnalizując ich zakończenie. Korytarz nie kończył się żadnymi drzwiami, tylko wychodził bezpośrednio na pokaźnych rozmiarów salę o wysokim sklepieniu. Jeszcze zanim blask psychicznej energii rozjaśnił sytuację, Evan mógł już wyczuć przestrzeń - chłodną i przejmującą. Nie musiał dobrze widzieć, aby przekonać się o tym, że pomieszczenie było obszerne.
W pierwszym odruchu nastolatek przyspieszył kroku... Lecz jednak zawahał się tuż przed wkroczeniem do sali. Jej podłoga składała się z różnej wielkości kamiennych płyt, ściany zaś - przynajmniej w tych miejscach, które widział z punktu wejścia - już w całości pokrywało pismo obrazkowe, ciągnące się od podstawy i przynajmniej tak wysoko, jak mógł to zobaczyć. Co więcej, zdobienia zachowały się w świetnym stanie. Nieco dalej dało się zauważyć zarysy jakichś obiektów... Po ich kształtach Genesis zakładał, że mogły to być kolejne kolumny, ale nie wykluczał też wysokich posągów. W zielonym świetle wszystkie powierzchnie nabierały podobnego odcienia, ale mimo to dało się określić, że naturalnie musiały być jasne - i pokryte ciemniejszymi wzorami.
Tyle że... Coś bardzo nie pasowało do tego iście starożytnego obrazka. Sprawa stała się jasna, gdy blask objął większy teren, ukazując zniszczenia tu i tam, a także... Porzucony sprzęt? Evan nie był pewien jego pochodzenia czy przeznaczenia, ale wyglądał na nowoczesny. Czyli jednak ktoś poza nimi już tutaj był i to pewnie nie tak dawno temu... Dlaczego więc ten ktoś zostawił na miejscu wszystkie te urządzenia? Odchodził w pospiechu? A może zamierzał tu wrócić?
- Nie podoba mi się to - skomentował nastolatek, choć na usta cisnęło mu się też kilka innych wypowiedzi, głównie pytań. Mimo wszystko nie chciał zarzucać nimi swojego towarzysza, bo zdawał sobie sprawę z tego, że Julian pewnie wcale nie wiedział więcej od niego. Mogli tylko wspólnie gdybać... Chyba że się mylił, ale w takim wypadku miał nadzieję, że starszy chłopak sam da mu znać o wszystkim istotnym.
Genesis zbliżył się ostrożnie do jednej z maszyn. Wyglądała na wyłączoną, a on i tak nie miał pojęcia jak ją uruchomić - i nie posiadał żadnego powodu, aby to zrobić - więc nawet nie próbował. Przyjrzał jej się tylko uważnie, obchodząc ją dookoła, nim powędrował dalej, wzdłuż jednej ze ścian, delikatnie muskając ją opuszkami palców i spoglądając na wyrzeźbione w niej obrazki. Nie mówiły mu wiele, ale były na swój sposób ładne, a to już coś... Lecz chłopak tak czy siak liczył na to, że znajdzie wśród nich coś charakterystycznego, co zwróci jego uwagę.
- Tutaj musi coś być, inaczej dlaczego... - Evan zawahał się, przygryzł lekko dolną wargę i jednak nie dokończył zdania. Nie wiedział jak ująć swoje odczucia w słowa, szczególnie w taki sposób, aby nie zabrzmiały źle i naiwnie... Ale przecież coś go tutaj przyciągnęło, więc teraz musieli to tylko zlokalizować. Jakoś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Maj 07, 2017 2:19 pm

Reakcja Evana była zadowalająca. Julian martwił się, że zaraz będzie musiał mu matkować jeszcze bardziej niż do tej pory, ale jak się okazało zniósł informację o pułapkach dość znośnie, no chyba, że to ukrywał. Jeśli chodzi o brak większej reakcji na kosmitów to tym nieszczególnie się przejął. Cóż, Instytut był najlepszym przykładem na to, że świat wcale nie był tak prosty jak się wszystkim wydawało, a już na pewno nie było proste i logiczne.
Miejsce, w którym się znajdowali wydawało się opuszczone od lat. Pajęczyny, wszechobecny kurz, którego gruba warstwa pokrywała podłogę. Wyciszało to w pewnym stopniu ich kroki, co było mu na rękę. Tak naprawdę nie miał pewności gdzie się znajdowali. Wszystko to wyglądało jak zaginiona piramida czy świątynia, która przed wiekami została pogrzebana pod piaskiem. Co prawda nie zawsze słuchał na lekcjach historii starożytnej, gdyż te Logana były ciekawsze, ale z tego, co w głowie mu zostało nie przypominał sobie żadnej wzmianki o tym miejscu. Równie dobrze mogło się zaraz okazać, że znajdowali się w kryjówce kogoś lub czegoś, co po prostu chciało, aby to miejsce sprawiało wrażenie opuszczonego.
Jak na razie jednak nic na to nie wskazywało. Podłoże, które łagodnie kierowało się w dół było obsiane coraz to nowszymi kolumnami. Im dalej zaszli tym lepszej jakości były hieroglify, które się na nich znajdowali. Budowla była Egipska, co nie ulegało wątpliwości. Dobrze znał to pismo, ale niestety nie na tyle, aby móc je odszyfrować. Przystanął jednak przy jednej z nich i zerknął na obrazki licząc, że może jednak coś uda mu się rozpoznać. Szybko jednak zaprzestał tej czynności, gdyż ich kolejne odkrycie przykuło jego uwagę w całości. Porzucony sprzęt, który dostrzeli, gdy pojawił się w świetle jego kul nie. Dodając do tego zniszczenia zyskiwali pewien obraz sytuacji. Urządzenia, do których powoli podszedł, aby przyjrzeć się im z bliska były zdecydowanie nowoczesne. Z pewnością nie stanowiły naturalnej części tego przybytku, a więc ktoś był tu już przed nimi. Jeśli miałby strzelać to obstawiałby, że znaleźli inne wejście, a to, z którego skorzystali oni ewentualnie zapieczętowali od zewnątrz, gdyż wydawało się nieużywane od lat. Warto było o tym pamiętać, gdyby ich pierwotna droga została zasypana czy zablokowana. Niestety były także minusy. Skoro ktoś już tutaj był to mógł wrócić, a sądząc po sprzęcie, na który patrzył mógłby stanowić zagrożenie. Dodatkowo co mogło skłonić go do porzucenia tego wszystkiego? Z pewnością nie było to nic taniego, więc nie zrobił tego z własnej, nieprzymuszonej woli. Coś go wygnało, przestraszyło? Jeśli tak to musieli być znacznie bardziej ostrożni niż przypuszczał. Rozejrzał się jeszcze po sali, a następnie odwrócił do Evana.
- Zgadzam się. To wszystko jest niepokojące i tak, coś tutaj jest. Z pewnością to nie była wycieczka krajoznawcza. Hm... Nie czujesz niczego? Jakieś przeczucie? Kolejny przebłysk wspomnienia? Spróbuj się skoncentrować. Wyrównaj oddech, zamknij oczy. Może to pomoże. - rzekł do niego, a sam wytworzył kilka kolejnych kul, które posłał pod sufit w różnych punktach, ażeby powiększyć ich pole widzenia. Dodatkowo spróbował zwiększyć ich jasność. Kto wie, może w taki sposób sobie pomogą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   

Powrót do góry Go down
 
Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.
» Świątynia centralna
» Świątynia Szatana [Podziemia]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety-
Skocz do: