Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mikael

avatar

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 12/03/2014

PisanieTemat: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Cze 12, 2016 10:36 pm

First topic message reminder :

Jest to zakopana głęboko pod ziemią, zasypana piaskiem od wielu setek, albo i tysięcy lat świątynia, która z biegiem czasu zaczęła przypominać raczej jaskinię. Nie wiedzą o niej nawet największe światowe organizacje, dlatego można uznać to miejsce za odludne. W środku znajdują się hieroglify mówiące, o istocie z nadludzkimi mocami, wręcz boskimi, pozwalającymi przenosić rzeczy z miejsca na miejsce, a także różnymi innymi, potężnymi umiejętnościami. Powiada także, o jego czterech, wiernych sługach, podążających za nimi zawsze i wszędzie. Wygląda na to, że nikt nie dotarł tu od samego zapadnięcia, bądź zasypania jaskini, gdyż nie ma tu absolutnie żadnych śladów czyjejś obecności. Co jednak czeka tutaj tego co wejdzie? Nie wiadomo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Maj 07, 2017 5:14 pm

Nie zaprzestając powolnego przesuwania się wzdłuż ściany i ani na moment nie odrywając wzroku od hieroglifów, Evan zmarszczył lekko czoło. Po tej pierwszej serii obrazów - jeszcze w Instytucie - nie miał już żadnej innej wizji... A nawet z tej pierwszej tak naprawdę wiele nie pamiętał, bo obrazy przemknęły mu przed oczami za szybko, aby zdążył się im przyjrzeć. To Quentin ich tutaj w ogóle doprowadził, pomijając może znalezienie zejścia pod ziemię. Genesis nie był pewien jak rówieśnik tego dokonał, ale żałował, że teraz im nie towarzyszył.
- Myślę, że Quentin prędzej by z tym pomógł - wspomniał cicho, lecz poza tym nie protestował, ani nie wyrażał żadnych innych wątpliwości. Wcześniej jego przeczucie się sprawdziło, więc nie wykluczał tego, że będzie miał kolejne, ale... Poprzednim razem przyszło do niego niespodziewanie i po prostu wskazało mu kierunek, który powinien obrać. Tutaj natomiast nie było nawet kolejnego przejścia - tylko to jedno, którym przybyli do pomieszczenia.
Choć nastolatek w dalszym ciągu spacerował przy ścianie, to jednak teraz przeniósł wzrok z jej powierzchni na swoją drugą stronę, aby przesunąć nim po wnętrzu sali. Szukał czegokolwiek, co wywołałoby w nim jakieś skojarzenie, dało mu punkt zaczepienia... Ale tak naprawdę poza kolumnami i pismem obrazkowym nie mógł chyba liczyć na nic więcej. W tej chwili chłopak widział dwie opcje. Albo gdzieś tutaj znajdowały się ukryte drzwi... Albo wizja życzyła sobie, aby skorzystał z napisów na ścianach i filarach. Obie wersje były potencjalnie problematyczne.
- Masz przy sobie telefon komórkowy? Jeżeli tak, spróbuj nagrać jak najwięcej z tych hieroglifów lub chociaż zrób im zdjęcia - zasugerował swojemu towarzyszowi. Może i oni nie potrafili odczytać historii wykutej w całym tym kamieniu, ale chyba istniała opcja, że w Instytucie mieszkał ktoś, kto umiałby to zrobić... Albo może jakiś komputer przetworzyłby dla nich informacje? Evan nie był pewien czy to działało w taki sposób, ale gotów był spróbować. W końcu niczego by na tym nie stracili - i tak już tutaj byli, a nie mieli lepszego pomysłu, więc mogli przynajmniej dobrze spożytkować czas poświęcany na zastanawianie się co dalej.
Evan chętnie by z tym pomógł, ale nie posiadał własnej komórki, w związku z czym nie miał jak uwieczniać obrazków na ścianach. Nastolatek postanowił więc, że póki co skupi się na tej drugiej możliwej opcji, czyli na szukaniu sekretnego przejścia... O ile takie w ogóle gdzieś tutaj było. Przemawiał za tym przede wszystkim fakt, że tunel prowadził praktycznie donikąd. Ot, puste pomieszczenie z hieroglifami... Genesis brał pod uwagę, że to właśnie one mogły stanowić jedyny cel istnienia tego miejsca, a także to, że sala została już przez kogoś wcześniej ogołocona - ale jeżeli nie? W takim wypadku musiało być z niej inne wyjście.
Z jego ograniczonej wiedzy wynikało, że na filmach takie przejścia zazwyczaj uruchamiało się poprzez naciśniecie niepozornie się prezentującej płytki albo przesunięcie elementu rzeźby. W zasięgu światła chłopak nie widział niczego, co mogłoby zadziałać jako dźwignia, więc tę opcję ostrożnie odrzucił. Wszystkie kamienie tworzące podłogę wyglądały tak samo - to znaczy, różniły się od siebie wymiarami, ale w powtarzający się sposób i żaden nie wybijał się ponad inne kształtem czy kolorem. Mimo to i tak miał czas, aby się po nich przespacerować, więc kontynuował wycieczkę wzdłuż ściany, w ten sposób w końcu docierając do tej prostopadłej do niej. Sala rzeczywiście była spora...
Przez cały ten czas Evan zachowywał milczenie. Skupiał się na własnych myślach i starał się wyciągnąć jakiś sens z tej zagadki. Jego spojrzenie znów utrzymywało się w głównej mierze na hieroglifach, po których wodził palcami mniej więcej na wysokości swojej głowy. W pewnym momencie musiał oderwać na moment dłoń, aby wyminąć blokujący mu drogę głaz, lecz prędko to naprawił i kroczył dalej, nie zwracając uwagi na poczynania Juliana.
Młody mutant zdążył dotrzeć do połowy ściany przeciwległej do wejścia, gdy w końcu coś się stało. Gdy palce Genesisa przesunęły się po jednym z wielu symboli, jego krawędzie nagle rozpaliły się błękitnym blaskiem, a chłopak natychmiast się zatrzymał i - z lekko rozchylonymi z zaskoczenia ustami - wbił wzrok w ten konkretny znak. Przypominał mu bardzo wąski, poziomy prostokąt, pod którym znajdowały się trzy kropki... Ale chyba nie kojarzył mu się z niczym konkretnym.
- Julian... - zaczął, aby zwrócić na siebie uwagę towarzysza, lecz szybko zorientował się, że to chyba nie było konieczne. Niebieskie światło powędrowało w dół, przelewając się po zarysach hieroglifów, a Evan w końcu pomyślał o tym, aby oderwać rękę od ściany. Starał się przyjrzeć poszczególnym zabarwiającym się symbolom - kilka z nich wyglądało na ptaki, była też jakaś głowa, coś pokroju krzyża i może chorągiewki - ale zmiany postępowały zbyt szybko, aby miał za nimi nadążyć, więc w końcu przestał próbować.
Jasność prędko dotarła do podłogi i ruszyła wąskimi szczelinami pomiędzy płytami. Już w tym momencie z dołu zaczęły dobiegać jakieś dziwne dźwięki, jak gdyby pod spodem przesuwało się coś ciężkiego i chyba od dawna nieużywanego. Blask zbierał się po środku sali, wyznaczając sporych rozmiarów kwadrat, aż w końcu znajdujące się w jego obrębie kamienie wprawiły się w ruch - w dół i na boki, tworząc szybko rosnące przejście, odsłaniając kręte schody. Stopnie dopiero ustawiały się na swoich miejscach, a Genesis ostrożnie zbliżył się do ich szczytu i wyjrzał przez krawędź... Nie był pewien jak głęboko prowadziło przejście, ale przynajmniej przenikające w dół światło rozpaliło wypadające co kawałek w ścianach... Lampy? Nie do końca, ale nastolatkowi brakowało lepszego określenia. Wmontowane w mur zbiorniki na tę jasność sprawiały, że na stromych schodach było widno.
- Mam nadzieję, że to się za nami nie zamknie - skomentował Evan, na moment powracając spojrzeniem do wciąż jarzącego się znaku, od którego to wszystko w ogóle się zaczęło. Zaraz potem jego wzrok przeniósł się już na Juliana, wyraźnie pytający, nawet jeżeli Genesis i tak już praktycznie postanowił, że zejdą na dół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sro Maj 10, 2017 11:51 pm

Julian spojrzał badawczo na towarzysza, ale jego mina niewiele mu powiedziała. Dopiero wspomnienie Różowego dało mu jakiś obraz sytuacji, ale nie był mu zbytnio na rękę. Naprawdę nie miał teraz nastroju na użeranie się z Q. W normalnych warunkach potraktowałby go jak zwykle, czyli dzieciaka z tłumu, ale mimo wszystko wiedział jaki potrafił być, a z racji tego, że pilnowanie Evana było zadaniem od Miss Frost wolał się postarać. Co prawda ta myśl pojawiała się dzisiaj w jego umyśle wyjątkowo często, ale nie potrafił się jej wyzbyć. Zdarzyło mu się już widzieć kobietę rozsierdzoną i wolał nie doświadczać tej furii na swojej skórze, jej mocy tym bardziej.
- Jeśli zajdzie taka potrzeba to po niego pójdziemy, razem. Nie mógłbym Cię zostawić tutaj samego, ale też wolałbym tak szybko stąd nie wychodzić. Być może znajdziemy coś ważnego, co nie powinno czekać. - dodał na końcu, a następnie ponownie przyjrzał się otoczeniu. Hieroglify, maszyny, kolumny, a wszystko w wielkiej pustej sali. Jeśli to miała być jakaś zagadka to wyjątkowo nie trafiała w jego gusta.
Z obecnej perspektywy nie wyglądało to zbyt kolorowo. Jeśli wizje nastolatka sprowadziły ich do najzwyczajniejszej na świecie sali, w starożytnym czymśtam to mentorka z pewnością nie przyjrzy oka na tak lekkie zabranie jednego z Blackbirdów. Oczywiście będzie mógł się bronić, ale czy miał szansę z tak potężnym telepatką? Dobrze wiedział, że nie mógłby niczego przed nią ukryć.
Na kolejną sugestię, a mianowicie nagranie tego wszystkiego na telefon pokiwał głową, a następnie zabrał się do roboty katalogując po kolei wszystko, co wpadło mu w oczy. Strał się przy tym zachować kolejność, aby nie uciekł im sens tego wszystkiego. Profesor McCoy zapewne i tak by sobie z tym poradził, ale Julian nie miał ochoty wyjść na niechluja czy głupka. Oczywiście nie było opcji, aby mogli to wysłać komukolwiek teraz, ale niezależnie od wyniku ich eksploracji tego czegoś będą mogli to przestudiować i zrozumieć, co takiego tak właściwie znaleźli. W pewnym momencie uniósł się również pod sufit, aby nagrać i tamtą część obrazów, gdy nagle z tego skupienia w katalogowaniu głos Evana oraz dziwne światło, które dostrzegł dopiero w drugiej kolejności. Co się tak właściwie stało? Jakim cudem stracił czujność i naraził nastolatka na niebezpieczeństwo? Plując sobie w brodę Hellion szybko podleciał w stronę towarzysza i stanął obok niego na ziemi.
- Co Ty tak właściwie zrobiłeś? - rzucił w jego stronę, uważnie obserwując jak kolejne symbole zaczynały oświetlać pomieszczenie. Główną uwagę zwróciło jednak coś innego, a mianowicie dziwne dźwięki spod podłogi, jakby przesuwało się tam coś ciężkiego. Z lekkim niepokojem utworzył pod nimi platformy, gdyby nagle mieli się zapaść. Kto wie, może była to jakaś pułapka? Póki co wszystko na to wskazywało.
Jak się okazało jego domysły nie były trafne, ale też niecałkowicie chybione. Kręte schody... No proszę, czyżby właśnie odkryli to, czego nie udało się właścicielom tego sprzętu?
- Chyba nie możemy tam nie zejść, ale teraz jeszcze bardziej trzymasz się mnie. Oczy szeroko otwarte, melduj o wszystkim, co wyda Ci się dziwne czy niepokojące. - zarekomendował, a następnie postawił stopę na pierwszym stopniu i upewniwszy się, że nic się nie dzieje począł upuszczać platformę z ich dwójką w dół, a 2 kule, które nad nimi pozostawił ruszyły przed nimi. Przy okazji upewnił się też, że Evan nadal znajduje się na platformie. Co prawda nie odpowiedział na jego ostatnie pytanie, ale po prostu nie wiedział. Co, jeśli to się za nimi zamknie? Cóż, będzie musiał naprawdę się postarać i użyć pełni swoich możliwości. Zapewne zburzenie kawałka posadzki naruszy całą budowlę, a więc będą musieli działać szybko, nim wszystkie te kamulce oraz piach z powierzchni ich zasypią. Nieszczególnie przyjemna wizja. Cóż, pozostawało mu mieć nadzieję, że nie czeka ich ten najgorszy scenariusz, czyli pogrzebanie żywcem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Czw Maj 11, 2017 5:55 pm

Prawdę mówiąc Evana odrobinę dziwiło to, że Julian właściwie od samego początku nie próbował go - a wcześniej ich - powstrzymać, nie mniej jednak chłopak potrafił to docenić... I chyba nie chciał jeszcze pytać o wyjaśnienie takiego stanu rzeczy. Był ciekaw odpowiedzi towarzysza, to oczywiste, ale... Równocześnie trochę się jej obawiał. W tej chwili wolał wierzyć w jego altruizm i dlatego starał się nie zastanawiać zbyt długo nad innymi opcjami, które mogły kryć się za zachowaniem starszego nastolatka.
W związku z powyższym na kolejną serię poleceń Genesis zareagował kiwnięciem głowy, a następnie wkroczył już ufnie na wytworzoną przez Juliana platformę. Wierzył, że nie zostanie nagle upuszczony, w ogóle się tym nie przejmował, lecz wrażenie tak czy siak było... Co najmniej dziwne. Niby miał pod stopami stałą podstawę, w dodatku nawet w pewnym sensie widoczną... A jednak niematerialną. Z drugiej strony to wszystko nie przypominało mu też latania, ani za pomocą odrzutowych butów, ani o własnych siłach.
Połączenie błękitnego blasku lamp i zielonego sfer skąpało najbliższe otoczenie w różnokolorowym świetle, którego odcienie zmieniały się i mieszały wraz z ruchem kul oraz samej platformy. Podczas gdy podróżowali, Evan spoglądał głównie w dół, starając się dojrzeć dno lub cokolwiek innego, lecz kontrast między jasnością i ciemnością sprawiał, że ta ostatnia wydawała się teraz jeszcze bardziej głęboka i nieprzenikniona. Nic mu to nie dawało.
Wyglądało na to, że droga na dół najwyraźniej miała trochę potrwać, w związku z czym młody mutant zdecydował się wykorzystać ten czas, aby w końcu odpowiedzieć na wcześniejsze pytanie Juliana. W żadnym wypadku nie zamierzał go wtedy zignorować, ale trochę pochłonęły go te wszystkie zmiany w pomieszczeniu i... Tak po prostu wyszło. Na moment w ogóle zapomniał, że jego towarzysz się odezwał, lecz teraz chwila spokoju odświeżyła mu pamięć.
- Nie wiem jak to się stało. Jeden z hieroglifów zareagował na dotyk. Przesunąłem wzdłuż niego palcami, a on się zaświecił, potem inne też... - w trakcie tego tłumaczenia Genesis wciąż patrzył w dół, ale na jego obliczu ukazał się wyraz pełen namysłu. Wątpił, aby starożytni Egipcjanie posiadali technologię, która pozwoliłaby im zbudować coś w rodzaju... Panelu dotykowego, a może nawet czytnika linii papilarnych... A jednak właśnie z tymi urządzeniami skojarzyło mu się całe to zajście. Pewnie się mylił, może właśnie za tym znakiem znajdowało się coś czułego na nacisk i to wszystko, ale wrażenie tak czy siak pozostawało. Poza tym... Równie dobrze budowlę mogła postawić jakaś inna cywilizacja, bardziej zaawansowana technologicznie od ludzi. Ten mechanizm ukazujący schody wyglądał już przecież na skomplikowany, więc takie wyjaśnienie brzmiało zaskakująco sensownie.
Genesis nie mógł tak naprawdę dodać nic więcej do swojego wyjaśnienia, bo nie chciał gdybać na głos, a to oznaczało, że nie wiedział co jeszcze powinien rzec. Przez krótką chwilę milczał, równocześnie szukając sensownego tematu do poruszenia i obserwując swoje otoczenie... Nim w końcu znów zerknął na Juliana, tym razem wyraźnie niepewnie i z wahaniem. Wreszcie przyszło mu do głowy o co mógłby go spytać - i było to coś bardzo ważnego. Moment może nie należał do najlepszych, ale odpowiedź teoretycznie mogła wiązać się z ich obecnym położeniem, więc chyba warto było spróbować.
- Quentin mówił mi o mutancie o imieniu Apocalypse. Według niego w starożytności był czczony w Egipcie. Teraz jesteśmy w Egipcie. W czymś, co mogło być kiedyś świątynią - wspomniał, wyraźnie oczekując, że starszy chłopak pociągnie ten wątek dalej, dorzuci coś od siebie... W jakiś sposób ustosunkuje się do tego pomysłu. Mimo to Evan nie pytał o nic konkretnego, jeszcze nie w tej chwili, w ten sposób pozwalając Julianowi zadecydować dokąd poprowadzi rozmowę.
W tym czasie natomiast Genesis nie spuszczał go z oczu. Jak do tej pory od trzech różnych osób otrzymał dwie różne wersje wydarzeń, więc nie zdziwiłaby go kolejna... Ale chciał zobaczyć reakcję swojego towarzysza. Jego wyraz twarzy, ruchy ciała... Quentin twierdził, że Apocalypse był złem wcielonym - choć nie ujął tego w dokładnie te słowa - i Evan rozumiał dlaczego. Tyle że... Choć obawiał się potwierdzenia tej opcji, mimo wszystko musiał wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quentin Quire

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 01/10/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pon Cze 19, 2017 6:02 pm

Doskonale wyczuwał, że Evan z tym egoistycznym dupkiem powoli się oddalają, nałożył sobie na nich telepatyczne obróżki by mu się czasem szczeniaczki nie zgubiły; sam w tym czasie zajął się rzeczami ważnymi, przeskanował otoczenie, pouczył się staroegipskiego bo namierzył w jednym z miast nieopodal specjalistę. W przeciwieństwie do tamtej dwójki nie chciał iść całkowicie nieprzygotowany, przecież to była podstawa każdego z nudnych i męczących treningów. Bla bla bla, tak, właśnie to mówiła większość nauczycieli. Przejrzał sobie Blackbirda, zgarnął plecak z przydatnymi rzeczami i dopiero ruszył śladami tamtej dwójki.
W przeciwieństwie do nich chciał mieć pewność, że nie stanie na żadną pułapkę więc lewitował sobie kilka centymetrów nad ziemią do tajemniczej sali pokrytej hieroglifami; jakby w świątyniach było to coś niecodziennego... W każdym razie ta konkretna świątynia albo wyłamywała się z kanonu albo jej część została już dawno zeżarta przez czas i piasek pustynny. Brakowało wyraźnie zaznaczonego wejścia, powitalnych kolumn i innych architektonicznych pierdół. No co? Trochę się na tym znał, kiedy człowiek się nudzi lubi zaczerpnąć wiedzy.
Zanim jednak od razu zszedł do tunelu, którym aktualnie poruszali się Evan z Nadzianym Bałwanem, rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu; przesunął wzrokiem po hieroglifach oraz licznych scenkach, które choć z pozoru zbliżone do mistycznych i niezrozumiałych dla ludzi aktualnie, miały w sobie coś innego. W pewien sposób podkreślały boskość jakiegoś osobnika, zdecydowanie górującego nad pozostałymi chociaż nie pokazywana w ten sam sposób co bogowie i faraonowie. A to oznaczało, że trafili idealnie. Jego uwadze również nie umknął wciąż lekko błyszczący symbol. Och, sam się czuł teraz niesamowicie bosko, gdy unosił się w powietrzy pośrodku zaginionego grobowca, świecąc latarką na kolorowe ściany, bo wiele z nich zachowało barwnik, co poniekąd było zaskakujące patrząc na to z jaką brutalnością zostało to potraktowane... Wystawione na powietrze po tylu tysiącach lat zapieczętowania. Nie mówiąc o ewidentnych śladach niedawnej walki. Zero szacunku dla historii, no naprawdę.
Kiedy Q dotarł na dół tajemniczego korytarza Evan wraz Julianem już zdążyli z niego wyjść i stali w średniej wielkości sali o półkolistym sklepieniu, podtrzymywanym przez kolumny, bogato zdobione hieroglifami i scenkami przedstawiającymi, jak skromnie zgadywał Q, samego Apo, ich głowice zakończone twarzami jakiejś postaci, raczej bez wyraźnych znaków szczególnych. Raczej, bo wiele z nich przez kontakt z powietrzem nawet tak niewielki, zważając na długość Niebieskiego korytarza, rozpadła się częściowo.
Dla większego dramatyzmu, Q ukrył swoją obecność iluzją, by nagle pojawić się tuż za Evanem, jego usta przy uchu szaraczka.
- Witam w świątyni Apocalypsa.- Zaśmiał się cicho, wręcz trochę złowieszczo. - Dobrze trafiliśmy, hieroglify piętro wyżej dość jasno mówią o samym Apo. I całe szczęście, że z nami jesteś, bo byśmy się tu nie dostali... No chyba, że Julian w nerwach wysadziłby całą podłogę. - Poprawił okulary. Czujniki zareagowały jedynie na twoje DNA. Każdy inny mógłby sobie macać te znaczki do woli. I nie wykluczam, że miałeś wizję dlatego, że niedawno, jak zakładam, ktoś pierwszy raz od tysięcy lat otworzył świątynię. Hej, hej, myślicie, że znajdziemy samego Apo? Może gdzieś się tu zmaterializował i zbiera siły. Może czeka na nowe naczynie. - Przysunął twarz blisko twarzy Evana, tak by stykali się policzkami i poruszył znacząco brewkami. Zaraz jednak się oderwał od niego i podleciał kawałek do przodu, przesuwając światłem z latarki po kolumnach, odczytując kolejne znaczki, z własnej ciekawości, zanim poleciał dalej. Kolejny korytarz, szerszy i zdecydowanie wyższy od poprzedniego, zamiast kolumn, albo raczej funkcję kolumn pełniły ludzkie sylwetki, sufit oparty na ich głowach - swoją drogą, wyglądem mogły się kojarzyć z Apo. Może nie było to idealne odwzorowanie, nie oczekujmy od nich zbyt wiele, ale makijaż, pewne cechy... Apo jak w mordę strzelił. W sumie rzeźb było przynajmniej osiem, Q ze swoim metrem siedemdziesiąt sięgał im może do połowy ud... A może i mniej. Za łukiem przejściowym zamiast pomieszczenia samego w sobie było coś w stylu rozgałęzienia, niewielkiego kwadratowego przedsionka z bogato zdobionym sufitem (co tu nie było bogato zdobione? Oczopląsu można było dostać) od którego odchodziły trzy pomieszczenia, każdy w inną stronę.
- Z tego co wiem, na wprost będziemy szli głębiej aż dojdziemy do sanktuarium, ołtarza czy jakkolwiek się to u nich wtedy nazywało, w każdym razie bardzo ważne i bardzo małe pomieszczenie. Ale skoro już tu jesteśmy, czemu nie liznąć trochę historii? Wiecie, mało kto ma szansę tak dokładnie zwiedzić sobie zapomniane świątynie, pełne skarbów, pułapek... A sądząc po tym, że to świątynia mutanta, można tu znaleźć zaje*** rzeczy. Więc jak, Evvie - objął go ramieniem - chcesz poznać nieco swojej rodzimej kultury? Zabrać trochę złota? W końcu, teoretycznie należy do ciebie. - Wyszczerzył się do niego, umyślnie kierując go przodem do jednej z bocznych sal. Nie miał pojęcia co tam było, bo latarka nie sięgała zbyt daleko wgłąb, ale wiedział, że mogą tam znaleźć coś super. Może jakieś trupy? Uhuhuh, aż zrobił sobie iluzję takiego kapelusza jak nosił Indiana Jones i bicza. W końcu co to za poszukiwacz skarbów bez odpowiedniego image'u?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Wto Cze 20, 2017 10:14 pm

Z tego wszystkiego Evan nie zdążył doczekać się żadnej reakcji Juliana na swoją... Nazwijmy to, sugestię. Nawet jeżeli wyraz twarzy starszego chłopaka albo po prostu mowa jego ciała uległy jakimś zmianom, Genesis po prostu tego nie zobaczył... Gdyż właśnie w tym momencie zaskoczyło go nagłe pojawienie się Quentina - i to zdecydowanie zbyt blisko niego, aby miało to być komfortowe.
Choć jego głos był znajomy i w związku z tym nie zwiastował tak naprawdę żadnego zagrożenia, chyba, to Evan po prostu się go nie spodziewał. To głównie z tego powodu chłopak aż się lekko wzdrygnął, równocześnie natychmiast się obracając, aby móc spoglądać na Quentina... I przy okazji odsuwając się od niego na niewielki krok. Nie oczekiwał po nim niczego złego, nie w tym rzecz, ale zwyczajnie wolał zachowywać swoją przestrzeń osobistą w stanie nienaruszonym... A z tym drugi nastolatek zdawał się mieć pewne problemy.
Wciąż pogrążony w lekkim szoku i z nieco rozchylonymi ustami, Genesis słuchał więc słów swojego rówieśnika, z każdym padającym zdaniem coraz bardziej nie mając pomysłu na to, co powinien mu odpowiedzieć. Jego brwi zmarszczyły się na wspomnienie znaczenia znajdujących się teraz ponad nimi hieroglifów, które odczytywać potrafiło chyba dość mało osób na świecie, w tym najwyraźniej Quentin... Ciekawy zbieg okoliczności.
Zaraz potem jednak nastolatka zainteresowało już wyjaśnienie metody działania mechanizmu sterującego schodami. Czytnik DNA na pewno wykraczał poza możliwości technologiczne starożytnych Egipcjan, jak zaawansowana nie byłaby kiedyś ich cywilizacja, więc kto go wykonał? Kosmici, jak podejrzewał wcześniej? W końcu przypisywano im różne osiągnięcia na Ziemi, w tym budowę piramid... Więc może...?
Także i ten tok myślowy prędko został przerwany następną zmianą wątku, a zaraz potem kolejną dawką trochę niepokojącej fizyczności w wydaniu Quentina. Sprawiła ona, że Evan delikatnie drgnął, lecz jakoś powstrzymał odruch natychmiastowego się odsunięcia... Choć na szczęście nie musiał zbyt długo przejmować się tym kontaktem, bo jego rówieśnik sam go przerwał i ruszył już w dalszą drogę. Genesis praktycznie automatycznie znów się obrócił, aby znajdować się do niego przodem i powiódł za nim wzrokiem. Miał niejasne wrażenie, że nie do końca nadążał za wszystkimi tymi nowymi informacjami, a jego konsternacja otwarcie odbijała się na jego twarzy. Nie krył jej, bo... Prawdę mówiąc nigdy nie nauczył się maskować emocji. No i na dodatek po prostu nie widział ku temu powodu... Ten pomysł nawet nie przychodził mu teraz do głowy. Dosłownie.
Nim jeszcze udał się za Quentinem - czy chociaż ustosunkował się do jego słów, nawet jeżeli nie był pewien jak to uczynić - Evan zerknął jeszcze niepewnie ku Julianowi, jak gdyby szukał w nim jakiegoś wsparcia albo może wskazówki odnośnie tego, co powinni dalej zrobić. Mimo to nastolatek zdecydował się ulec i podążyć za różowowłosym, bo w końcu innego wyboru i tak nie było, a... A przecież chciał zbadać to miejsce. Szczerze i prawdziwe, choć z trochę egoistycznych pobudek, przez które aż czuł się źle - ale chciał.
W trakcie tego krótkiego spaceru do następnego punktu postoju Genesis trzymał się blisko Juliana. Nie miał nic przeciwko temu, aby Quentin prowadził ich małą drużynę, skoro najwyraźniej tego właśnie sobie życzył... I przynajmniej zachowywał się tak, jak gdyby wiedział co robił - nawet jeżeli przy okazji mówił dziwne rzeczy.
Gdyby widok nieprzyjemnie znajomych posągów nie zajął myśli chłopaka - a uczynił to bardzo skutecznie - to zapewne Evan zwróciłby uwagę na to, że po zejściu niżej zdobienia okazywały się w większości o wiele bogatsze niż na górze. Być może był to czysty przypadek, a może tam wyżej coś już zginęło lub zostało zniszczone... Tego nastolatek nie wiedział, ale za to rzeźby na pewno stanowiły sporą odmianę od kolumienek i licznych znaków na ścianach. Tyle że wcale nie na lepsze. Nie dla Genesisa. Były... Niepokojące. Na swój sposób coraz bardziej potwierdzały wersję, którą wcześniej przedstawił mu Quentin.
Przyglądając się ostrożnie jednemu z tych bliższych posągów, nastolatek nie poświęcał wielkiej uwagi Quentinowi, który kontynuował zabawę w przewodnika. Rzecz jasna słuchał jego wypowiedzi i rozumiał ich sens, po prostu... Skupiał się na własnych myślach i odczuciach, nie odrywając wzroku od twarzy statuy. Aby na nią patrzeć musiał odchylić głowę do tyłu, a kąt i tak był niemiły, ale to nie miało teraz żadnego znaczenia. Uścisk w jego klatce piersiowej wzmógł się, wyraźnie sygnalizując stres.
W tym czasie zaś Quentin mówił o ołtarzach, historii, skarbach, pułapkach... Ale Genesis zareagował tak naprawdę dopiero w momencie, gdy rówieśnik objął go ramieniem i w końcu zadał mu takie pytanie, które najwyraźniej wymagało odpowiedzi. Evan znów zmarszczył czoło, opuszczając głowę i kierując swoje spojrzenie na różowego. Nie bardzo rozumiał jego zachowanie. To całe... Podekscytowanie? Radość? Sam nie był pewien.
- Nie wydaje mi się, żeby należało do mnie - odparł na początek i pewnie zabrzmiał przy tym dużo spokojniej, niż czuł się w rzeczywistości. Jego wzrok odruchowo przesunął się za światłem rzucanym przez latarkę w stronę komnaty, ku której skierował go Quentin, ale nie mógł dojrzeć czy faktycznie był to jakiś skarbiec. Nie wykluczał takiej możliwości... Właściwie prawie w nią wierzył, bo w końcu do tej pory drugi chłopak zdawał się wiedzieć co robił. Na tę myśl Genesis znów ku niemu zerknął, akurat na czas, aby ujrzeć pojawienie się kapelusza...  I nawet w tych okolicznościach nie mógł się powstrzymać przed lekkim uśmiechem, bladym i krótkotrwałym, ale bez wątpienia przez chwilę obecnym.
- ... Chcę wiedzieć co mnie tu wezwało - przyznał jednak i te słowa wymówił już zdecydowanie ciszej. Podejrzewał, że Quentin mógł mieć rację odnośnie tego, że zaalarmowała go czyjaś obecność w świątyni, co brzmiało nierealnie, bo nie miał pojęcia jak miałoby to w ogóle działać i dlaczego... Bo nie, nie pogodził się jeszcze z myślą, że to miejsce należało kiedyś do niego... Ale zakładając, że to prawda, to musiał istnieć jakiś bezpośredni powód. Czemu budowla miałaby być tak ważna?
Spojrzenie Evana znów powędrowało w stronę bocznej sali. W oczach odbijał mu się niepokój, ale mimo wszystko był zdecydowany, aby zbadać tę sprawę. Wiedział, czuł, że nie spodobają mu się odpowiedzi, jeżeli jakiekolwiek tutaj znajdzie, ale... Ale tak czy siak wolał je poznać, niż żyć w niepewności i zastanawiać się czyja wersja wydarzeń jest prawdziwa.
Jego dalsze posunięcia zależały jednak od reakcji Quentina. Jeżeli faktycznie wiedział co gdzie się tutaj znajdowało, być może mógłby ich zaprowadzić do tajemnic, które skrywała świątynia. A jeśli blefował, to... To tak naprawdę Genesis i tak nie miał innego wyboru, jak tylko mu zaufać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Czw Sie 17, 2017 7:17 pm


- Czy ja już nie wyjaśniałem ci tej kwestii? Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – zaczął odsuwając się od Evana i udając urażonego, by po chwili głośno się roześmiać. Poklepał chłopaka po plecach i uśmiechnął się. – Przecież to oczywiste. To przeszłość. I przyszłość. Choć tego drugiego z oczywistych względów wolelibyśmy uniknąć. – nagle zakończył pozostawiając swe słowa bez wyjaśnienia. Ciągle zdawał się zachowywać o wiele pewniej niż dwójka towarzyszy, jakby to wszystko było dla niego jak szkolna wycieczka do muzeum. Sprawiał też wrażenie, że wie o wiele więcej niż oni, i w tym akurat pewnie kryło się sporo prawdy.
- Co masz na myśli? Możesz mówić trochę jaśniej? – spytał przyglądający się przez cały ten czas rozmowie Quentina i Genesisa, Hellion. Był bardziej skupiony na otoczeniu od swoich znajomych, jakby spodziewał się, że wkrótce może wydarzyć się coś nieprzyjemnego. Różowowłosy zerknął na Kellera krótkim, lecz wiele mówiącym spojrzeniem, a jego słowa skomentował tylko wzruszeniem ramion. Julian westchnął mocno podirytowany nieznośnym zachowaniem QQ. Nie podejmował jednak dalszych prób wyciągnięcia czegoś więcej. Musiał chyba stwierdzić, że dalsza dyskusja mogłaby tylko narazić go na jakieś załamanie nerwowe, a tego nie chciał przeżyć na własnej skórze. Co innego, gdy to on doprowadzał do tego stanu innych. Zachował zdrowy rozsądek, co trzeba powiedzieć jest do niego zupełnie nie podobne. Quire wrócił do Evana i znów zakładając rękę na jego ramię pokierował chłopaka do sali, o której wspomniał przed momentem. Była odrobinę mniejsza od tej, z której przyszli, ale zdecydowanie utrzymana w podobnym stylu. Ściany i kolumny zdobiły hieroglify przedstawiające kolejne epizody z życia Apocalypse’a. Co właściwie i tak nie mówiło nic nikomu poza Kid Omegą. Na niektórych z nich oprócz samego Apo pojawiająła się także tajemnicza postać bez twarzy? Lub ukrywająca ją pod jakimś białym kapturem lub maską. Obaj walczyli z grupą dziwnie prezentujących się istot, nie przypominających żadnego znanego egipskiego bóstwa, ani tym bardziej stworzenia.
- Ciekawe. Bardzo ciekawe. – odszedłszy wcześniej od Evana, Q, z zainteresowaniem przyglądał się wspomnianym obrazom.
Żadnych śladów po skarbach obiecanych im przez Quentina, lecz te mogły kryć się gdzieś dalej. Na przeciwległej ścianie znajdowały się jednak umieszczone w równych odstępach przejścia do innych części świątyni. Ich wnętrza skrywały się za wydawać się mogło w o wiele głębszych ciemnościach niż wszystko co napotkali do tej pory. Można było założyć, że to złudzenie spowodowane nakładającymi się na siebie światłami latarki oraz utrzymywanych przez Kellera kul energii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pią Sie 18, 2017 6:44 pm

Evan zdążył się już przekonać, że nastroje Quentina zmieniały się jak w kalejdoskopie. W jednej chwili chłopak tryskał złośliwym humorem, a w następnej sprawiał już wrażenie śmiertelnie urażonego, po czym natychmiast się rozpogadzał... I Genesis jeszcze nie do końca nauczył się rozpoznawać co z tego było prawdziwe, a co tylko udawane. Mimo to już sama ilość energii ciągle tryskającej z rówieśnika w pewnym sensie go przytłaczała. Nie wiedział jak postępować z kimś tak śmiałym i pewnym siebie, z kimś, kto zdawał się narzucać całemu światu swoją wolę, jak gdyby zawsze był niepodzielnym panem każdej sytuacji.
To wszystko wpędzało Evana w potężne zakłopotanie i zdezorientowanie, a równocześnie sprawiało, że jego własna pewność siebie prędko topniała, na swoim miejscu pozostawiając jedynie liczne wątpliwości. W tej konkretnej chwili tyczyły się one głównie wspomnianej przez Quentina przyszłości... Bo nastolatek naprawdę nie rozumiał co takiego różowy miał na myśli. Przeszłość, tak, to dla niej tutaj przybył - chciał ją odkryć i w końcu uporządkować sobie w głowie swoją historię... Choć w dalszym ciągu wątpił, aby to dosłownie ona go tutaj przywołała, bo jak miałaby się z nim skontaktować. Ale przyszłość?
Przyglądając się Quentinowi pytająco, tym razem Genesis nawet nie zareagował na ponowne nawiązanie przez niego kontaktu fizycznego. Może zwyczajnie zaczynał się już do niego przyzwyczajać... W końcu Quire na zmianę praktycznie się do niego łasił i uciekał robić swoje, nie przejmując się czymś takim, jak na przykład przestrzeń osobista albo społecznie akceptowane granice. Z drugiej strony Evan zaczynał sądzić, że chłopak umyślnie je przekraczał.
Przynajmniej w tym wypadku nie musiał sam dopytywać go o wyjaśnienia, bo wyręczył go w tym Julian, za co Genesis był mu bardzo wdzięczny. Rozmawianie z Quentinem w dalszym ciągu wydawało mu się... Trudne. Powoli się tego uczył, lecz jeszcze daleko mu było do opanowania tej sztuki. Z Julianem z kolei o wiele łatwiej mu się dyskutowało, nawet jeżeli obaj jego rówieśnicy dzielili pewne cechy... Dwa silne charaktery. Pewnie dlatego się nie dogadywali.
Najważniejsze jednak, że Q nie udzielił im żadnych konkretnych odpowiedzi, a Evan w myślach zgodził się z tym westchnieniem Juliana, na którego zerknął wówczas krótko. Na jego twarzy jasno wymalowało się zrozumienie, lecz nie odezwał się, już po chwili pozwalając różowemu poprowadzić się dalej, znów nie reagując na rękę na swoich ramionach. Po cichu cieszył się, że ta, z braku lepszego określenia, wymiana zdań odbyła się bez jego udziału. Nie chciał ponownie zirytować Quentina i to nie dlatego, że obawiał się jego reakcji, tylko po prostu szczerze nie uśmiechało mu się psucie mu humoru.
Po wejściu do nowej sali Genesis rozejrzał się po niej powoli i ostrożnie, starając się od samego progu wyłapać jak najwięcej szczegółów. Tutaj brakowało już tych wielkich posągów - jakichkolwiek innych zresztą również, przynajmniej w zasięgu wzroku i światła - przez co chłopak odnosił wrażenie, że wrócili do poprzedniego wystroju, opierającego się na kolumnach i rysunkach na ścianach. To mu odpowiadało. Co prawda wśród hieroglifów również widział podobizny swojego domniemanego przodka, ale nie były one aż tak natrętne, jak jego ogromne rzeźby.
Krótkie wahanie chłopaka sprawiło, że Quentin się od niego odłączył, ale Evan nie czuł jeszcze potrzeby ponownego do niego podejścia. Ze swojego miejsca również wszystko dość dobrze widział. Jego spojrzenie wędrowało pomiędzy oświetlanymi obrazkami, lecz oczywiście wciąż nie rozumiał tego, o czym mówiły...  Mógł się tego jedynie domyślać, z nadzieją zakładając, że hieroglify były bardziej dosłowne od współczesnych liter. Z drugiej strony mógł też spytać kogoś, kto najwyraźniej potrafił je odczytać.
- Co jest takie ciekawe? I nie mów, że hieroglify, wiesz o co mi chodzi - zagadnął, tym drugim zdaniem lekko zaskakując samego siebie. W końcu Genesis powoli zbliżył się do różowego, po drodze zerkając przez ramię na Juliana, żeby upewnić się, że wciąż był przy nich... Co od razu po fakcie wydało mu się głupie, bo przecież blask zielonej energii powinien mu to powiedzieć.
Dokładniejsze przyglądanie się obrazkom nawet jemu pozwoliło wyłapać pewne różnice w stosunku do poprzednich komnat. Wydawało mu się na przykład, że tutaj przedstawiono więcej nietypowych postaci... Ale niestety żadna z nich - a przyjrzał im się uważnie - nie kojarzyła mu się z niczym konkretnym, więc chyba pozostawało mu tylko liczyć na to, że Quentin będzie potrafił to jakoś wyjaśnić.
- Hej, na tych ścianach pewnie nie ma drogowskazów, co? I czy nie powinniśmy zacząć jakoś oznaczać tego, z której strony przybyliśmy? - zapytał jeszcze, gdy jego wzrok dotarł aż do przejść na końcu pomieszczenia. Nie interesował się jeszcze nimi przesadnie, bardziej ciekawiła go wypisana tutaj historia, ale z drugiej strony wiedział też, że niedługo będą musieli wybrać dalszą drogę... Więc równie dobrze mogli sprawdzić to, czy którakolwiek została jakoś opisana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pią Sie 25, 2017 8:15 pm

W pierwszej kolejności nie zareagował na pojawienie się Evana u jego boku. Wciąż wpatrywał się w hieroglify, można było odnieść wrażenie, że zignorował chłopaka. Może taki był jego pierwotny zamiar, ale po dłuższej chwili w końcu przemówił.
- Nic bezpośrednio związanego z tym miejscem. Ale skoro tak bardzo jesteś ciekaw… Historia mówi o jednym z wcześniejszych etapów życia rzeczonego mutanta. Jakieś dwa i pół tysiąca lat przed naszą erą młody Apocalypse sprzymierzył się z Imhotepem oraz Rycerzem/Wojownikiem Khonshu, przez większość czasu nazywanego tu po prostu Moon Knight, by powstrzymać inwazję obcych. To te insektoidalne istoty. Przekaz jest dość niejasny, głównie z powodu tego, że część hieroglifów poddała się upływowi czasu. – mówiąc wskazywał Evanowi odpowiednie fragmenty opisywanej historii, by chłopak miał świadomość do czego w tym momencie się odnosi. Mówił szybko, trochę od niechcenia, ewidentnie pomijając niektóre szczegóły, ale według niego mimo wszystko na tyle zrozumiale, by nie musieć się później powtarzać. – Cała trójka założyła później Bractwo Tarczy, którego celem miała być ochrona Ziemi pod podobnymi zagrożeniami. Jest też mnóstwo innych informacji, ale sądzę, że te cię nie zainteresują. Sam uważam część wiadomości za nudną oraz aż nazbyt przesadzoną i nierzeczywistą. Przyszło mi coś jednak do głowy. Jeśli nie znajdziemy żadnych prawdziwych skarbów, to badacze z pewnością byliby gotowi słono zapłacić za możliwość obejrzenia tego miejsca. – niby to tylko luźna idea rzucona do znajomych, a jednak po jego minie widać było, iż uważa taką opcję za wartą rozważenia. Faktem jest, że z przyczyn historycznych i kulturowych, miejsce to byłoby rozchwytywane przez badaczy historii mutantów oraz tych chcących dowiedzieć się czego więcej na temat dziejów Starożytnego Egiptu. Z drugiej strony dla rozsądnego człowieka, a ta Quentin do takich niestety raczej się nie zaliczał, mogło istnieć więcej powodów za tym, by po wszystkim tę świątynię zniszczyć lub ponownie ukryć przed światem. Wszystko zależało od tego co odkryją wchodząc w głąb i w głąb budowli. Właściwie, żaden z nich nie ma pojęcia jak daleko mogą jeszcze zajść. W tradycyjnej świątyni z tamtego okresu zbliżaliby już pewnie do najważniejszych pomieszczeń przeznaczonych dla kapłanów oraz wiernych, lecz to miejsce zdecydowanie nie było takie jak inne.
- Powiedziałby nam, gdyby odkrył jakąś mapę, prawda Quire? – Hellion odezwał się zza pleców tej dwójki w odpowiedzi na jedno z pytań Genesisa i to w taki sposób jakby sam nie był do końca przekonany co do prawdziwości swoich słów. Niechęć i nieufność chłopaka do Kid Omegi brały się z dotychczasowych doświadczeń z chłopakiem. Trudno go rozgryźć, odkryć prawdziwe myśli i zamiary, a fakt, że uważał się za lepszego od innych nie pomagał. W pewnych stopniu wynikały również z dość oczywistych podobieństw w charakterach, choć żaden w życiu by tego nie przyznał. – O tym drugim nawet nie pomyślałem. – uderzył lekko dłonią w czoło zdając sobie sprawę z ich głupoty. Pokonana przez nich do tej pory droga nie była przesadnie skomplikowana, lecz pojawia się przed nimi coraz więcej możliwości wyboru dalszej trasy, a nie chcą chyba później ryzykować tego, że utkną w świątyni tylko dlatego, że nie wpadli na coś tak prostego jak oznaczenie drogi powrotnej.
- Nie ma niczego co pozwoliłoby dokładnie określić nasze położenie, ani co mogłoby pomóc podjąć decyzję co do tego, w którym kierunku się udać. Przyznaję, że kieruję się instynktem. Instynktem, który do tej pory nigdy mnie nie zawiódł. Poza tym jesteśmy tu sami, nie wyczuwam niczyjej obecności, mamy więc mnóstwo czasu na zwiedzanie. A zabezpieczeniem naszego powrotu nie powinniście się martwić. Wszystko jest tutaj. – kończąc wskazał na swoją głowę i pokiwał głową nie dowierzając w ich brak wiary w taką osobowość jak on. Był potężnym telepatą, coś takiego jak zapamiętanie przebytej drogi lub późniejsze wyciągnięcie tej wiedzy z ich wspomnień są dla niego więcej niż możliwe do wykonania.
- Idziemy dalej? – spytał ochoczo, odwracając się w kierunku przyciemnionych przejść po drugiej stronie pomieszczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sob Sie 26, 2017 12:31 am

Evan starał się czekać cierpliwie na jakąkolwiek reakcję Quentina - albo Juliana, skoro już o tym mowa, choć tak naprawdę konkretnych informacji mógł mu w tej chwili udzielić chyba tylko ten pierwszy - ale cisza ze strony chłopaka oraz to, że nawet na niego nie spojrzał, wcale nie działały cudów na jego i tak już podkopaną pewność siebie. Większość dotychczasowych doświadczeń z Quentinem podpowiadała Genesisowi, że mogła to być z jego strony celowa zagrywka. Początkowo tego nie zauważył, potem z kolei nie chciał w to wierzyć, ale z czasem dotarło do niego, że Quire umyślnie próbował go przestraszyć albo w inny sposób wyprowadzić z równowagi... Nawet jeżeli Evan wciąż nie rozumiał dlaczego. Teraz różowy mógł robić coś podobnego, tyle że... W gruncie rzeczy niczego to nie zmieniało, bo Genesis na pewno nie zamierzał go o to pytać, ani tym bardziej naciskać, aby prędzej odpowiedział.
Na szczęście nie musiał, bo w końcu, w końcu, jego rówieśnik zdecydował się przemówić... A kiedy już zaczął, to z jego ust wylał się istny monolog. Evanowi ani trochę to nie przeszkadzało. Zdecydowanie wolał słuchać słów Quentina, niż tej głębokiej, niepokojącej ciszy, która zdawała mu się wręcz nienaturalna... Pewnie dlatego, że nigdy wcześniej nie miał z taką do czynienia. Przywykł do tego, że zawsze docierały do niego jakieś odgłosy. Szum wiatru wśród gałęzi drzew, śpiew ptaków czy dźwięki wydawane przez inne zwierzęta, odległe rozmowy... Tutaj wszystkiego tego brakowało. To chyba właśnie przez to nastolatek był aż za bardzo świadomy bicia swojego serca.
Z tego też powodu Evan bardzo uważnie słuchał słów Quentina, uczepiając się ich prawie jak tonący koła ratunkowego, a równocześnie wodził wzrokiem po wskazywanych przez niego hieroglifach. Wymienione przez chłopaka imiona nic mu nie mówiły, przynajmniej nie te dwa pierwsze, bo Moon Knight zabrzmiało już trochę znajomo... Jak gdyby kiedyś usłyszał to miano, ale nie mógł skojarzyć gdzie, kiedy i od kogo. A może było to tylko takie wrażenie? Nieważne, potem będzie się nad tym zastanawiał.
Na wspomnienie insektoidalnych kosmitów nastolatek z zaskoczenia aż otworzył szerzej oczy, po czym zamrugał szybko, zastanawiając się czy Quentin aby na pewno mówił prawdę. Przez krótką chwilę zerkał to na niego, to na postaci uwiecznione na ścianie. Dowody zdawały się potwierdzać tę wydarzeń wersję, ale... To wszystko tak bardzo różniło się od tego, czego na ogół nauczano na temat starożytnego Egiptu. Można by pomyśleć, że dawni mieszkańcy Ziemi pozostawiliby po sobie więcej wzmianek o swoich kontaktach z istotami z innych planet... Że do tej pory ktoś już by się na jakąś natknął i ją rozpowszechnił. Pomyśleć tylko, że dosłownie parę minut wcześniej Genesis sam rozmyślał o kosmitach, nawet jeżeli pod trochę innym kątem.
Zafascynowany dalszą opowieścią, z trudem nadążając za Quentinem, w pierwszej chwili Evan nie tylko zignorował tę część o sprzedawaniu naukowcom informacji o świątyni, ale i nie zwrócił uwagi na coś o wiele ważniejszego... Co dotarło do niego nagle i niespodziewanie dopiero w momencie, gdy rozmowa toczyła się już na trochę inny temat - i to znów z udziałem Juliana. Genesis zmarszczył czoło, jednym uchem słuchając o mapach, trasach i instynktach, a równocześnie intensywnie wertując własne wspomnienia. Coś mu tutaj nie pasowało i to bardzo.
Kiedy więc Quentin zwrócił się ku kolejnym korytarzom i zasugerował kontynuowanie wycieczki, Evan co prawda kiwnął głową i ruszył za nim - trzymając się po lewej stronie, bo pamiętał coś o tym, że w labiryntach dobrze było przemieszczać się stale wzdłuż lewej ściany, aby w końcu gdzieś trafić, do środka lub na drugą stronę, wszystko jedno - ale był już zdecydowany zagadnąć o coś innego.
- Sądziłem, że Apocalypse był... Zły. Wcześniej tak go przedstawialiście, ty i Shadowcat. Ale według tych zapisków chronił Ziemię przed różnymi zagrożeniami i nawet zadbał o to, żeby inni robili to dalej po nim - zauważył. Nie spytał o nic konkretnego, nie na głos, ale jego intencje i bez tego powinny być jasne. Widział tutaj nieścisłość i miał nadzieję, że ktoś mu ją wyjaśni. W jego wyobrażeniu obrońca planety nie mógł być jednocześnie oprawcą ludzkości... Bo chyba aż tak bardzo nie zmieniłby podejścia?
Choć do tej pory Quentin tak chętnie prowadził ich małą grupkę, teraz Evan starał się kroczyć nawet odrobinę przed nim, lecz nie na tyle, aby go tym zirytować. Po prostu znów przyszło mu do głowy to, że według filmów Egipcjanie lubili pułapki... A nie był pewien czy Q potrafił się jakoś bronić. Julian to co innego, skoro umiał na przykład unosić się na telekinetycznych konstrukcjach, to pewnie tworzył też z nich tarcze, ale jak szybko? Czy zaskoczony nagłym atakiem postawiłby barierę automatycznie czy wręcz przeciwnie, nie zdążyłby się na niej skupić? Z ich trójki największe szanse na przetrwanie takich niespodzianek miał właśnie Genesis i był tego w pełni świadomy. Wujek wytłumaczył mu to bardzo wcześnie na ich treningach. Potrafił wytrzymać więcej, jego ciało trudniej było uszkodzić, a kiedy do tego dochodziło - mógł leczyć się szybciej i ograniczać szkody między innymi przez przesuwanie organów wewnętrznych. To wszystko sprawiało, jak tłumaczył mu wujek, że mógł i powinien przyjmować ciosy za innych, za tych fizycznie delikatniejszych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Wrz 10, 2017 11:25 pm

- Może na początku miał inne poglądy na temat wyglądu świata. Może to była tylko gra pozorów, by ukryć przed wrogami swoje prawdziwe zamiary. Nie wiemy dokładnie jakie wydarzenia ukształtowały go w osobę jaką znamy my. Dziś Apo jest raczej oznaką końca świata. Zresztą… Biblijna apokalipsa, jak i zwiastujący ją czterej jeźdźcy… To wszystko nie wzięło się znikąd. – odezwał się, z początku może lekko podirytowany krótkowzrocznością towarzysza. Jego ton i wyraz twarzy zmieniał się jednak wraz z każdym kolejnym słowem. Stawał coraz bardziej spokojniejszy, bardziej wyrozumiały, aczkolwiek wciąż nieco wyniosły. Może rozumiał zainteresowanie Evana. Apocalypse był w końcu jego ojcem? W takim sensie jak Logan dla Laury.
- Magneto również z początku nie był zły. – Julian dołączył do toczącej się właśnie rozmowy. – Na początku współpracował z Xavierem. Dopiero później ich drogi się rozeszły, a Magnuś nie musiał aż przejmować się opinią przyjaciela o swoich dość radykalnych metodach. Dziś Erik uważa, że walczy o dobro mutantów, lecz wszystko co robi zdaje się temu przeczyć. Jest tak zapatrzony w swoją wizję przyszłości, że zatracił gdzieś część swojej dawnej osobowości. Tak przynajmniej słyszałem.
- Dobre porównanie. Jak na ciebie, wręcz nadzwyczajnie trafne. – Q uszczypliwie skomentował ten wywód. Obaj zmierzyli się wzrokiem, lecz żaden w oczywisty sposób nie podjął tej słownej zaczepki. Wtedy zrezygnowany i rozczarowany takim obrotem spraw Quentin znów zwrócił się do Kid Apocalypse’a. – Może Hellion trafił na nie przypadkiem, ale tak, jego porównanie jest całkiem celne i może odnosić się też do twojego ojca. – zerknął przed siebie. Wędrował wzrokiem od jego przejścia do drugiego, ostatecznie subtelnie nakierowując grupę na to znajdujące się po lewej. Gdy Evan podjął próbę wyjścia przed szereg, podążył za nim oczami, lecz nie skarcił chłopaka za jego zachowanie. Po prostu dalej brnął przed siebie.
Z wielkiej sali przeszli do korytarza. Był węższy niż wcześniejsze, które przemierzali i uniemożliwiał poruszanie się jeden obok drugiego. Wciąż mieli jednak pewną swobodę ruchów. Mimo wszystko przejście nie było długie i wbrew obawom Kid Omegi nie kryło on żadnych pułapek. Wciąż znajdowali się przecież w świątyni. Miejscu kultu, a te raczej nie słynęły z zasadzek w żadnej kulturze. Co prawda mieli do czynienia ze świątynią poświęconą jednej z najpotężniejszych istot, które kiedykolwiek stąpały po powierzchni Ziemi i pewne wątpliwości mogą być wskazane. Po dotychczasowym przebiegu poszukiwań można wysnuć jednak wniosek, że świątynia była stosunkowo duża. Może nawet większa niż każde z nich myślało. Mnóstwo pomieszczeń i przejść, które prawdopodobnie ciągnęły się wzdłuż i wszerz. Jako, że cała budowla skryta jest pod piaskiem, z zewnątrz ciężko było o określenie jej rozmiarów. Możliwym było więc, że sama świątynia była bezpośrednio połączona także z innymi obiektami.
Sala, w której się teraz znaleźli była mniejszych rozmiarów. Mimo to, wciąż całkiem duża. Surowa i prosta w wystroju, pozbawiona większości ozdób, które widzieli wcześniej. W oczy rzucał się też brak malowideł, co mogło wskazywać na to, że jej przeznaczenie było inne. W kilku punktach stały masywne kamienne podstawy, lekko ścięte pod kątem u swojego końca. Z pozoru nic więcej nie było widać. Mieli przed sobą puste pomieszczenie, z którego nie wychodziła żadna inna droga.
- Nie wiem jak wy, lecz jestem rozczarowany. – nie ruszając się z przed wejścia skomentował Quentin. – Nie mam pojęcia co to za sala, ale wygląda na to, że niczego się tu nie dowiemy.
Kule wytworzone przez Helliona przemieściły się lekko przed nich, oświetlając tym samym większy fragment pomieszczenia. Gdyby skupić wtedy wzrok na jednej z podstaw znajdujących się mniej więcej po środku, można by dostrzec wystające zza niej strzępki materiału i fragment kości. Kolejny ślad czyjejś obecności, lecz niezwykle łatwy do przeoczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pon Wrz 11, 2017 8:29 pm

Prawdę powiedziawszy Evan znajdował się teraz na bardzo dziwnej i nietypowej dla niego pozycji. Z jednej strony nie czuł się na siłach wchodzić z Quentinem w dyskusję - szczególnie teraz, gdy wyglądało na to, że nawet Julian był podobnego zdania co on - bo nie sądził, aby ich gdziekolwiek doprowadziła, może jedynie do sprzeczki, a tego chłopak wolałby uniknąć... Z drugiej jednak ciężko było mu się pogodzić z tym, o czym mówili jego towarzysze. Rozumiał to, że ludzie się zmieniali, że czasem przytrafiały im się rzeczy, które kształtowały ich charakter w zupełnie inną stronę, ale nawet z tą świadomością chyba po prostu nie chciał wierzyć, że to mogło być tak proste.
Co prawda wujek wspominał mu o Magneto, więc chłopak posiadał o nim pewną - trochę szczątkową - wiedzę, ale mimo wszystko nie czuł się z nią na tyle pewnie, aby włączać się do dyskusji, gdy padł ten przykład. W efekcie znów musiał ograniczyć się do słuchania wymiany zdań pomiędzy starszymi nastolatkami, dzieląc swoją uwagę pomiędzy spoglądanie na ich twarze oraz obserwowanie otoczenia. To ostatnie stawało się trochę monotonne, bo choć natykali się na nowe rzeczy, to jednak każda z nich pasowała do jednego schematu. Może tak było lepiej? Przynajmniej nie wpadli jeszcze na żadną poważną niespodziankę. Ta wizja wciąż Evana martwiła, ale dalej oczekiwał jakichś pułapek, ale ich dotychczasowy brak powoli gasił te obawy.
- To nie mój ojciec - wtrącił się tylko nieco cichszym głosem, choć nie do końca szeptem, kiedy Quentin użył tego określenia. Nieco się przy tym powtarzał, bo przecież wypierał się tego jeszcze w Instytucie, ale pod tym względem nie zamierzał się poddawać. Inne kwestie mógł w ostateczności odpuścić, tę jednak nie. Chociaż... Po fakcie dotarło do niego, że w takim wypadku Quentin pewnie tym bardziej nie da mu z tym spokoju, skoro zyskiwało mu to jakąś reakcję... Genesis przeczuwał błędne koło.
Gdy zbliżyli się do korytarza, który wymagał poruszania się gęsiego, Evan umyślnie wysunął się jeszcze trochę bardziej na prowadzenie, aby wkroczyć do niego jako pierwszy. Liczył na to, że nikt - czyli tak naprawdę Quentin, bo po Julianie się tego nie spodziewał - nie zaprotestuje... I sądził, że było to nawet całkiem prawdopodobne, skoro wcześniej towarzysze nie zareagowali na jego trzymanie się z przodu.
Choć do tej pory obyło się bez pułapek, to nastolatek i tak zachowywał czujność, a serce aż zabiło mu szybciej, gdy tak przemieszczał się tym korytarzem. Pewnie, że się denerwował. Nie przywykł do takich wypadów, a świadomość, że uczył się o - najprawdopodobniej - swojej własnej przeszłości wcale go nie uspokajała. Przeciwnie, zamartwiał się tym, co jeszcze mogą znaleźć.
Szczęśliwie tunel okazał się być zwykłym przejściem bez ukrytych niespodzianek, a kiedy tylko go opuścił, Genesis westchnął z ulgą. Nim jeszcze porządnie rozejrzał się po nowym pomieszczeniu, zerknął przez ramię za siebie, aby upewnić się, że z pozostałymi wszystko było dobrze. Nie spodziewał się, aby coś miało im się teraz stać, ale po prostu zdążył się przekonać, że za sobą nie przepadali, delikatnie mówiąc... Dlatego skupił wzrok głównie na ich twarzach, czytając z nich te widoczne emocje.
Dopiero wówczas chłopak przesunął spojrzeniem po sali... Mniejszej i dziwnie pustej w porównaniu do poprzednich. Evan nie widział w niej żadnych hieroglifów, więc wyglądało na to, że tym razem Quentin nie przetłumaczy im niczego ciekawego - co zresztą sam zaraz stwierdził, a nastolatek odruchowo kiwnął mu na to głową. Właściwie wzrok przyciągały jedynie te kamienne konstrukcje, których przeznaczenia Genesis nawet się nie domyślał.
Zakładając, że przebywali w świątyni... Do czego mogłoby w niej służyć takie pomieszczenie? Składowano w nim coś? A może tu na coś czekano? I przede wszystkim po co im były te kamienie, bo chyba tylko na podstawie ich obecności można by teraz było coś ustalić... Zastanawiając się nad tym Evan zmarszczył czoło, korzystając z blasku sfer i powoli wodząc spojrzeniem po sali.
- Wcześniej trafiliśmy już do miejsca, które wyglądało na koniec trasy, ale odblokowaliśmy mechanizm, który przepuścił nas w dół. Może warto na wszelki wypadek to sprawdzić? - zapytał, choć zdawał sobie sprawę z tego, że szanse na to były w gruncie rzeczy niewielkie. Mimo wszystko nie chciał czegoś przeoczyć... A chyba miał pomysł jak mogliby to dość szybko sprawdzić - albo przynajmniej zacząć sprawdzać.
- Mógłbyś nacisnąć na podłogę, ściany... Te kamienie, prawda? Swoimi mocami. Jeżeli coś tutaj reaguje na ciężar, to w ten sposób to uruchomimy, a sami będziemy przy wejściu, więc w razie czego nic nam się nie stanie. Albo chociaż zmniejszymy na to prawdopodobieństwo... - dodał, spoglądając na Juliana, bo to w końcu do niego się teraz zwracał. Nie planował przekonywać go do tego pomysłu, ale chciał coś wnieść do ich wędrówki.
Jeżeli jego towarzysze przystali na tę propozycję, a próby wykazały, że wspomniane powierzchnie nie posiadały żadnych czujników nacisku, Evan zdecydował się wejść głębiej do pomieszczenia, a najlepiej okrążyć je w pobliżu ścian. Być może pod innym kątem zobaczy coś nowego? To właśnie w takiej sytuacji - lub nawet wcześniej, gdyby telekineza Juliana poruszyła szczątkami - zobaczyłby ten materiał i resztki kości... Tyle że prędko odwróciłby od nich wzrok, wskazując je jednak swoim towarzyszom. Nie bardzo wiedział co innego mogliby tutaj zrobić, więc - jeśli nie natknąłby się na nic ciekawego - zgodziłby się już na zawrócenie.
Sprawy miałyby się inaczej w przypadku, gdyby nacisk jednak dał jakiś efekt, ale na to również ciężko byłoby się przygotować, więc chłopak mógł jedynie pozostawać ostrożny i czujny. Nasłuchiwał niepokojących odgłosów, wypatrywał zmian... Gdyby miało się pojawić zagrożenie, był gotów przynajmniej spróbować zejść mu z drogi, ale prawdę mówiąc spodziewał się głównie czegoś podobnego do poprzedniej sytuacji, czyli na przykład otworzenia się nowego przejścia... W dół, na bok, może nawet na górę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Wto Wrz 26, 2017 11:15 am

- Nie zaszkodzi spróbować. – Julian ostatecznie zgodził się z Evanem, choć widać po nim było, iż nie ma wielkich nadziei na odnalezienie kolejnego tajemnego przejścia. Nie powinni przecież liczyć na to, że za każdym razem im się poszczęści. Nie wszędzie kryje się kolejna, niewidoczna na pierwszy rzut oka, droga, a już sam fakt, że dotarli tak daleko był ogromnym sukcesem. Mimo to zgodnie z pomysłem chłopaka zaczął sprawdzać, czy coś w ich otoczeniu nie zareaguje na wystosowany przez jego moce nacisk. Próbom tym towarzyszyły ukazujące się w różnych punktach krótkie zielonkawe rozbłyski energii. Pod wpływem działań Helliona znajdujący się nieopodal szkielet rozpadł się na drobniejsze elementy uderzające o podłoże, czemu towarzyszyły ciche, lecz dość charakterystyczne dźwięki, które zainteresowały grupę młodych mutantów.
Hellion i Quentin zbliżyli się do tego miejsca chcąc przyjrzeć się szczątkom. Żadnemu z nich ten widok się nie podobał, lecz to kolejny znak, że w bliższej lub dalszej przeszłości ktoś inny również odkrył wejście do świątyni. Poza uszkodzeniami wywołanymi przez działania Kellera, sam szkielet był dość dobrze zachowany, a ogólny wygląd kości i budowa czaszki wyraźnie wskazywały na to, że mieli do czynienia z człowiekiem. Nienajgorszy stan znaleziska, na co wpływ miały panujące w świątyni warunki, wskazywał na to, że osobnik ten leży tu względnie krótko, maksymalnie kilkadziesiąt lat, może nieco dłużej. Może to świadczyć, że to miejsce wcale nie jest tak wielką tajemnicą, jak mogłoby się wydawać, a nielicznym przedstawicielom rasy ludzkiej co jakiś czas udawało się znaleźć drogę prowadzącą do środka. W tym przypadku gorzej sytuacja miała się z opuszczeniem tych murów, co skończyło się właśnie w ten nieprzyjemny sposób.
Coś o wiele ciekawszego kryło się jednak pod kawałkiem tkaniny, który częściowo zsunął się ze szczątków. Kimkolwiek była osoba, którą znaleźli, w czasie swojej śmierci miała ze sobą coś jeszcze. Coś o wiele bardziej zaskakującego i nieprawdopodobnego. Coś co budziło jednoznaczne skojarzenia z odkrytymi wcześniej symbolami odnoszącymi się do rasy obcych, z którą Apocalypse, wspólnie z sojusznikami, przed tysiącami lat toczył bój. Z oczywistych względów trzeba było wziąć pewne poprawki, bo na niewielkich malowidłach nie można było wiernie oddać ich wyglądu. Czaszka*, nieco większa od ludzkiej. Częściowo wybrakowana, ale pozwalające ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że nie należy do żadnego ze znanych gatunków ludzkich.
- Myślicie, o tym samym co ja? – spytał, wyraźnie wstrząśnięty znaleziskami, Julian. Nic dziwnego. Już samo odkrycie ludzkich szczątków nie jest dla nikogo czymś przyjemnym, a co dopiero coś takiego. W głowie zwykłego człowieka krążyłoby mnóstwo różnych myśli, podobnie jak to dzieje się u młodych mutantów.
- Powinniśmy iść dalej. – zasugerował Q odwracając głowę, w kierunku przejścia, z którego przed momentem przyszli. Był bardziej skupiony, nad czymś się zastanawiał, a może miał już swoją teorię na temat tego wszystkiego, którą w tej chwili nie zamierzał się z towarzyszami dzielić. – To ślepy zaułek. – mają jeszcze kilka innych możliwości, które mogą zaprowadzić ich ku celowi.


*KLIK  - trochę jak to choć w trochę gorszym stanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Wto Wrz 26, 2017 4:36 pm

Evan w milczeniu i niemałym napięciu obserwował efekty działania mocy Juliana. Gdzieś w głębi ducha miał świadomość, że odbijało się to na jego twarzy oraz w jego postawie, ale tak naprawdę aktywnie nad tym nie rozmyślał... W przeciwnym wypadku jedynie sam jeszcze bardziej nakręcałby własny niepokój kolejnymi obawami, tym razem dotyczącymi tego, w jaki sposób postrzegany był przez rówieśników.
Chłopak starał się podążać wzrokiem za błyskami wywoływanymi przez telekinezę, ale od czasu do czasu jego spojrzenie przesuwało się także po prostu po widocznych powierzchniach... Przynajmniej do momentu, gdy jego uwagę zwrócił nowy, dziwny odgłos. Nastolatek natychmiast zmarszczył czoło i przesunął wzrokiem po otoczeniu, a wypatrzenie źródła tego dźwięku okazało się nie być wcale trudne.
Nim jeszcze nastolatek porządnie się nad tym zastanowił, jego nogi wykonały już pierwsze kroki w stronę znaleziska, być może nie chcąc ustępować jego towarzyszom. Wraz z nimi zbliżył się do - jak dotarło do niego po drodze - kości... I nie potrzebował być żadnym ekspertem, aby ocenić, że najwyraźniej były one ludzkie. Czy prawdziwe? Praktycznie na pewno tak, bo niby po co ktoś miałby tu umieszczać sztuczny szkielet. Prawdę mówiąc Genesis domyślał się, że w końcu mogą natknąć się na coś takiego... Ale nigdy wcześniej nie miał okazji ujrzeć na własne oczy pozostałości człowieka.
Uczucie było... Dziwne. Tak naprawdę chłopak sądził, że będzie gorzej, dużo gorzej, a jednak w praktyce okazało się, że właściwie nie czuł strachu czy obrzydzenia. Być może wynikało to z faktu, że mieli do czynienia z kośćmi, a nie z rozkładającymi się zwłokami? Przynajmniej oszczędziło to im nieprzyjemnego zapachu. Mimo wszystko jednak kiedyś ktoś tutaj zginął, a ta myśl napawała Evana głównie współczuciem, nawet jeżeli brał pod uwagę opcję, że to mógł być jakiś złodziej albo inny bandyta.
Spojrzenie nastolatka przesunęło się po elementach szkieletu i zamierzał je odwrócić, bo czuł się trochę tak, jak gdyby okazywał zmarłemu brak szacunku - choć pewnie nie większy od bycia porzuconym w zapomnianej przez świat podziemnej świątyni bez prawdziwego pochówku - kiedy... Kiedy w końcu zauważył tę część, która nie pasowała mu do całości. W pierwszej chwili uznał ją po prostu za czaszkę, ale w następnej sekundzie dotarło do niego, że jedną już widział, więc wbił w nią wzrok po raz kolejny, mrugając szybko. Może to i była czaszka, ale na pewno nie należała do zwykłego człowieka. W innych okolicznościach Evan prawdopodobnie obstawiałby mutanta, ale w połączeniu z hieroglifami, które dopiero co widzieli we wcześniejszej sali...
W połączeniu z nimi pomyślał pewnie właśnie to, o co zagadnął Julian. O tych istotach uwiecznionych na ścianach. Kosmitach, którzy zaatakowali Ziemię. Czyli... Mieli chyba przed sobą dowód, że tamta historia przynajmniej opierała się na faktach, nawet jeżeli nie była prawdziwa co do szczegółu. W końcu Genesis zmusił się do kiwnięcia głową, a kilka sekund później powtórzył ten gest, gdy Quentin zaproponował zawrócenie. W tym momencie rzucił mu także długie spojrzenie.
- Powinniśmy zrobić temu zdjęcie? Albo... Zabrać ze sobą czaszkę? O ile to w ogóle bezpieczne - czytał gdzieś, że w takich dawnych egipskich budowlach znajdowały się czasem groźne zarazki... A może to były wirusy albo grzyby albo coś podobnego? Nie był pewien, to wspomnienie przychodziło do niego jak przez mgłę. Evan nie obawiał się, że sam na coś zachoruje, bo na ogół łatwo pozbywał się wszelkiego rodzaju infekcji, ale pozostali to inna historia... A wypuszczenie na świat jakiegoś kosmicznego paskudztwa byłoby pewnie jeszcze gorsze od wypuszczenia nań starożytnego, ale ziemskiego paskudztwa.
- Zostańmy jednak przy zdjęciach - ocenił więc sam po bardzo krótkim namyśle. Miał tylko nadzieję, że po wcześniejszym uwiecznianiu hieroglifów Julian wciąż posiadał na komórce wolne miejsce i wystarczająco dużo baterii... Choć jeżeli nie, to może Quentin mógłby użyczyć swojego telefonu? O ile go ze sobą zabrał, bo Evan nie zdążył tego zrobić.
Czy udałoby się sfotografować znalezisko czy nie, nastolatek był gotowy wraz z towarzyszami wrócić korytarzem do poprzedniej sali. Teraz poruszał się już wyraźnie trochę pewniej, bo w końcu znał tę trasę i wiedział, że prawdopodobnie nie musiał spodziewać się na niej niczego nieprzyjemnego. Jeżeli nie stało się nic niespodziewanego, już chwilę później chłopak obrócił się wokół własnej osi i zatrzymał przed ścianą pełną przejść - w tym tego, które już wykorzystali. Skoro wcześniej Quentin wybrał drogę po lewej, to teraz mogli sprawdzić następną... Chyba najlepiej było iść po kolei? O ile nikt nie zaprotestował, Genesis wkroczył w nowy tunel, znów trochę zwalniając, aby bardziej uważać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Paź 22, 2017 10:34 pm


Miejsca w pamięci telefonu wciąż pod dostatkiem, bateria także jeszcze swoje wytrzyma, więc Julian spokojnie mógł wykonać zdjęcie, co po chwili uczynił. Gdy znalezisko zostało udokumentowane, cała grupa ponownie wkroczyła w przejście prowadzące do odwiedzonej wcześniej sali.
- Myślicie, że jest ich więcej? – spytał Quentin nie pozostawiając też żadnych wątpliwości co do tego, że chodzi mu o kolejnych przedstawicieli obcej rasy, której czaszkę odkryli. Trochę spoważniał, może analizował wszystko co udało im się do tej pory zobaczyć. Widać było, że żarty już mu nie w głowie. – I gdzie tamta osoba ją w ogóle znalazła? – może to miejsce nie jest tylko i wyłącznie zwykłą świątynią. Jak inaczej można byłoby wytłumaczyć to co przed chwilą widzieli? Podobne rzeczy raczej nie należały do typowych przedmiotów, które ktoś trzymałby w miejscu takim jak to. Pytania QQ mogą być o tyle istotne, że odkrycie na nie odpowiedzi, może im też pozwolić znaleźć informacje po które w pierwszej kolejności tu przybyli. Być może w tych murach skrytych jest więcej tajemnic niż początkowo przypuszczali, a obecność Genesisa może pozwolić im je odkryć.
Gdy tylko Evan wybrał kolejną ścieżkę, Quire ruszył zaraz za nim. Korytarz był równie wąski i długi jak poprzedni, a prowadził do pomieszczenia tylko nieco mniejszego. Jego ściany ponownie pokryte były pismem obrazkowym, co Quentin natychmiast wykorzystał, by na chwilę oddalić się od swoich towarzyszy. To hieroglify oraz ukryta w nich historia były dla niego najważniejsze, ponieważ nie tylko uzupełniały ich stan wiedzy na temat samego Apokalipsa, lecz mogły także zawierać wskazówki dotyczące tego co powinni uczynić, by być może otworzyć kolejne ukryte przejście. Evan z Julianem mogli na spokojnie przyjrzeć się temu miejscu.
Przy każdej z pozostałych ścian znajdował się kamienny słup, jakiś rodzaj obelisku sądząc po charakterystycznym kształcie i zakończeniu. Każdy składał się z kilku osobnych segmentów, na prawie każdej z ich ścianek znajdował jakiś symbol. Na pojedynczym słupie zestaw znaków na kolejnych segmentach był taki sam, niektóre powierzchnie pozostawały puste. Łatwo było dostrzec, że liczba fragmentów, z których składał się obelisk zależna była od ilości hieroglifów znajdujących się łącznie na ściankach pojedynczego z nich. Tak też, jeśli widzieli trzy symbole, to z tylu też elementów zbudowany był słup. Jeśli któryś z chłopaków podjął próbę, odkryłby, że segmenty można obracać. Wymaga to nieco siły, ale zdecydowanie jest możliwe.  



*Obrazek poglądowy: Obeliski - zestaw symboli prezentuje się mniej więcej tak. Liniami czerwonymi oddzielone są kolejne znaki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pon Paź 23, 2017 9:35 pm

Już pierwsze pytanie Quentina sprawiło, że Evan rzucił ku niemu okiem, choć nie odpowiedział mu od razu. Prawdę mówiąc ta myśl nawet nie przyszła mu do głowy, ale teraz, gdy rówieśnik już o tym wspomniał... A potem dołożył jeszcze kolejną problematyczną kwestię... To faktycznie było zastanawiające i głęboki namysł z pewnością znalazł swoje odbicie na twarzy nastolatka. Jego spojrzenie na moment uciekło w dół, na podłogę, podczas gdy jego umysł starał się znaleźć logiczne wyjaśnienie.
Tamta historia z wcześniej opowiadała o zwycięstwie nad takimi potworami - ale czy mogły się wtedy ostać jakieś żywe osobniki, które ukryłyby się akurat w zakamarkach świątyni? Może, ale Evan chyba w to nie wierzył. Bardziej prawdopodobna wydawała mu się opcja, że ich zwłoki z jakiegoś powodu zdecydowano się zachować, choć... Nie widział ku temu żadnych sensownych powodów. Niby starożytni Egipcjanie konserwowali własnych zmarłych, ale po co mieliby pomagać najeźdźcom w ich życiu pozagrobowym? Chyba że...
- Może to jakieś trofea albo ofiary albo coś podobnego? - zasugerował, choć w jego głosie brakowało przekonania. Po prostu nic lepszego nie przychodziło mu teraz do głowy, a nie znał się na tej kulturze na tyle, aby móc opierać swoje przypuszczenia na realnej wiedzy. Trochę czytał, resztę widział w filmach albo w programach dokumentalnych i to tak naprawdę wszystko.
Mimo to jedno wydawało mu się niemalże pewne. Po tylu latach te stwory raczej nie mogły tutaj przetrwać, nawet jeżeli początkowo było ich dużo i z czasem zaczęły żywić się sobą wzajemnie. Może przeżyłyby w ten sposób parę miesięcy, ale bez przesady... Więc najprawdopodobniej nie musieli się z ich strony niczego obawiać. Chyba że zostały zamrożone w jakichś komorach rodem z science fiction, ale o tym Evan nie chciał myśleć.
Po dotarciu do nowego pomieszczenia i wstępnym objęciu go wzrokiem, Genesis zaczął od odprowadzenia Quentina spojrzeniem, lecz nie podążył za nim fizycznie. Choć wciąż tkwiły w nim niepokój i przede wszystkim ostrożność, to jednak czuł się już wystarczająco pewnie... I miał nadzieję, że nie okaże się to zgubne. Chłopak zerknął jeszcze ku Julianowi, głównie po to, żeby ustalić gdzie dokładnie się znajdował, lecz zaraz potem przystąpił już do badania sali.
Hieroglify oczywiście nic mu nie mówiły, dlatego nie przyglądał im się uważnie, pomijając próbę wyłapania wśród nich czegoś charakterystycznego. Traciłby tylko na nie czas, więc wolał po prostu dać Quentinowi chwilę na zapoznanie się z nimi, żeby potem zapytać go o streszczenie tutejszych zapisków. Nie chciał mu przeszkadzać. Ani go irytować. Jedno wiązało się z drugim, a to ostatnie chyba bardzo łatwo było wywołać... Jak sam zdążył się przekonać.
Genesis postanowił więc przez ten czas obejrzeć z bliska te trzy słupy. Wyglądały trochę inaczej od konstrukcji, które spotykali tu do tej pory i prawdę mówiąc w tej sali stanowiły chyba najbardziej interesujący element wyposażenia wnętrza... Bo niemalże jedyny. Nastolatek podszedł najpierw do tego po lewej stronie, odruchowo uciekając się do swojej wcześniejszej strategii i krocząc zgodnie z ruchem wskazówek zegara do kolejnych dwóch.
To było... Dziwne. Całość wyglądała mu na zagadkę, na coś, co pojawiłoby się w filmie przygodowym pokroju, na przykład, Indiany Jonesa... Tak podpowiadała mu wyobraźnia, być może w tej chwili odrobinę nadpobudliwa, ale oczywiście nie posiadał żadnych dowodów na poparcie tego pomysłu. Stojąc przy ostatnim z obelisków, chłopak ułożył dłoń na jednym z segmentów, po czym pchnął go na próbę, stopniowo zwiększając nacisk, żeby nie przedobrzyć. W końcu płyta ruszyła z miejsca i na tym Evan poprzestał, nie obracając jej do końca - pomógł jej nawet powrócić na poprzednie miejsce. Chciał, żeby na początek wszystkie były ustawione dokładnie w taki sposób, w jaki je zastali.
- Fragmenty tych słupów można przemieszczać. To chyba jakaś układanka... - odezwał się na wypadek, gdyby jego towarzysze nie zwrócili uwagi na jego działania, co w gruncie rzeczy wcale by go nie zdziwiło. Sam zastanawiał się już nad tym, w jaki sposób powinni obrócić kolejne segmenty, ale bez znajomości znaczenia hieroglifów ciężko mu było cokolwiek ustalić. Niektóre symbole jakoś mu się kojarzyły, w związku z innymi posiadał tylko pewne przemyślenia... A jeszcze inne nie przypominały mu tak naprawdę niczego konkretnego.
Siedzącego mężczyznę łatwo było rozpoznać. Dwa pionowe kształty za nim kojarzyły się chłopakowi z piórami albo może jakimiś roślinkami... A te dziwne odwrócone v mogły być nogami ze stopami, a w takim wypadku pewnie sugerowałyby ruch, przychodzenie, odchodzenie czy coś podobnego. Przerwany prostokąt - być może oznaczający jakieś pomieszczenie? - powtarzał się aż cztery razy, dwukrotnie w połączeniu z inną figurą, która kształtem przywodziła nastolatkowi na myśl usta. Podłużny symbol ze zwisającymi elementami przypominał biżuterię Egipcjan, więc faktycznie mógł się odnosić do jakichś skarbów, ale ten ostatni, tworzący kąt rozwarty... Evan nie miał pojęcia co mógł reprezentować. Czy powinien w ogóle myśleć o tych hieroglifach aż tak dosłownie? A może odpowiadały literom, dźwiękom...?
- Q, potrafisz powiedzieć co znaczą te wszystkie obrazki? I... Czego dotyczą napisy na ścianach? Jakieś wskazówki? - spytał w końcu, nie chcąc przekręcać segmentów bez uprzedniego zdobycia wszystkich dostępnych informacji. Wiedza z filmów wciąż straszyła go wizjami pułapek, teraz nawet bardziej, bo w końcu ułożenie niewłaściwej sekwencji mogło się chyba wiązać z negatywnymi konsekwencjami, prawda? Tak to sobie przynajmniej tłumaczył.
Po kolei... Trzy słupy, od dwóch do czterech hieroglifów na każdym... I teoretycznie istniałaby możliwość użycia jednego znaku dwa razy, choć chyba nie miałoby to sensu pod kątem znaczenia. Ten z dwoma symbolami pewnie najłatwiej by było ułożyć, więc mogliby od niego zacząć. Jeżeli Genesis dobrze zgadywał ich tłumaczenie, to... Odnosiłyby się może do wychodzenia z jakiegoś pomieszczenia? Albo może właśnie wkraczania do niego? Gdyby chociaż mieli pewność, że błędne ułożenie nie sprowadzi żadnego nieszczęścia - co podpowiadała logika, ale nie chęć przetrwania - mogliby po prostu wypróbować po kolei każde ułożenie. Potrwałoby to chwilę, ale przy takiej liczbie hieroglifów było do zrobienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sob Paź 28, 2017 10:09 pm

Od momentu, w którym pojawił się przy nich Q, ukazując od razu swoje wielkie ego tym wejście wszystko zaczęło nabierać tempa, ale również się pogarszać. Tym, co najbardziej go zaniepokoiło, przynajmniej na początku był fakt, że Evan został już poinformowany o całej sytuacji przez tego skretyniałego telepatę. Ukazał przy tym, kolejny już raz, swoją głupotę, bo jak inaczej można nazwać kogoś, kto mówi potomkowi Apocalypse'a, że jest ojciec był prawdopodobnie największą zmorą tego świata, przy okazji narażając setki innych ludzi w Instytucie na niebezpieczeństwo wiążące się z utratą kontroli Genesisa. Bo w końcu skąd niby mogli mieć pewność, że po usłyszeniu tych informacji coś w jego mózgu nie przeskoczy i nie zmieni się w swoją starszą wersję? Zdecydowanie miał zamiar poinformować o tym Miss Frost. Quire przekroczył tutaj wszelkie granice.
Musiał to jednak zostawić na później, gdyż jak na razie nie zapowiadało się na szybki powrót na powierzchnię. Odsłaniały się przed nimi kolejne pomieszczenia, które zawierały różnego rodzaju informację, które mogły się dla nich okazać niezwykle cenne. Zwłaszcza teraz, gdy jego podopieczny wiedział o swojej przeszłości. Z jednej strony dawało im to szansę na poznanie nieznanych dotąd informacji na temat przodka młodzika, co mogło pomóc w uniemożliwieniu potomkowi kroczenie jego śladami. Z drugiej jednak wiązało się ze sporym ryzykiem, wiążącym się ze zmianą psychiki czy też nastawienia Evana. Mimo wszystko zaniepokojony tą opcją pilnie obserwował podopiecznego od momentu, w którym dowiedział się o tym, jak szeroki zakres miała jego wiedza o swoim pochodzeniu. Starał się to jednak robić dyskretnie, aby nie wzbudzić zdziwionych spojrzeń czy nieufności.
Szło mu to raczej nieźle, ale nawet nie przez jego znakomite umiejętności we wszystkim, a nowymi informacjami, które otrzymywali niemal na każdym kroku.
Najpierw informacje o walce z kosmitami, a teraz czaszka, która zdecydowanie nie była ludzka. Oczywiście mogła należeć po prostu do mutanta, ale nie można było uznać tej opcji za pewną. Początkowo chciał ją wziąć ze sobą, ale nie był co do tego pewien. Nawet jeśli leżała to od dziesięcioleci albo i setek lat to ze względu na panujący tu klimat mogły zachować się na niej wirusy czy inne cholerstwa. W końcu nigdzie nie było napisane w jaki sposób umarł jej właściciel.
Jego niepewność ostatecznie rozwiał Evan, oznajmiając, że powinni ją tutaj zostawić. W normalnych warunkach zapewne nie pozwoliły na rozkazywanie jego osobie, ale był tym wszystkim tak mocno zafrasowany, że nawet nie zwrócił na to uwagi. Cóż, tym lepiej dla chłopaka. Niech zna łaskę Kellera.
Kolejny korytarz, w który się zagłębili nie różnił się wiele od poprzedniego, równie wąski i długi, bez żadnych znaków szczególnych. Prowadził on do kolejnego, nieco mniejszego niż ostatnio pomieszczenia. Tym razem udało im się trafić do zapisanych hieroglifami ścian, co wzbudzało w nim mieszane odczucia. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć Różowy poleciał w górę, aby je zbadać, co jakoś nieszczególnie zachwycało Juliana. Mimo wszystko nie ufał całkowicie jego tłumaczeniu. Dobrze go znał i wiedział, że jakieś cenniejsze czy istotniejsze informacje mógł chcieć zachować dla siebie, dlatego postarał się sfotografować otaczające ich pismo chociaż w pewnym stopniu, aby Profesor McCoy mógł się im przyjrzeć. Ewentualnie zasugeruje Miss Frost, aby odczytała jego myśli. Był przekonany, że kobieta podzieli jego obawy co do całkowitej szczerości tego dupka.
Od tego zajęcia oderwały go nagłe słowa Evana, które natychmiast odciągnęły go od ścian. Szybkim krokiem podszedł do podopiecznego, aby przyjrzeć się słupom, o których mówił. Zagadki? Cóż, jeśli to naprawdę miał być jakiś klucz pomoc Quire'a była niezbędna, ale na szczęście od wypowiedzenia tych, jakże ciężkich do przetrawienia nawet przez jego umysł słów, uratował go Genesis, wymawiając na głos dokładnie te słowa. Mimo wszystko nadal miał w głowie wszystko co Q napsuł, a także jego chęci sprzedania tego miejsca naukowcom, na co nie miał zamiaru się zgodzić nigdy w życiu. To byłaby istna głupota, a dodatkowo mogłoby narazić mutantów na jeszcze większą niechęć ze strony ludzi niż dotychczas. Jakoś nie wydawało mu się, że informacje o wszechpotężnym mutancie, który był uzurpatorem Ziemi wzbudzą w społeczeństwie pozytywne nastroje.
Niestety nie mógł stać w milczeniu, gdyż znając porywczość i brak roztropności telepaty mógł napytać im jeszcze większej biedy.
- Póki co tylko je zbadaj i nie próbuj przesuwać. Lepiej nie sprawdzajmy, czy dopisze nam szczęście przy losowym ustawieniu tych hieroglifów. Może gdy to przetłumaczysz otrzymamy klucz, jakim należy się tu posłużyć. Z racji tego, że jest to świątynia Apocalypse to z pewnością ewentualne pułapki nie będą byle igraszką. Człowiek, którego zwłoki znaleźliśmy chwilę temu dowodzi, że to nie jest plac zabaw. - rzekł, lustrując go twardym spojrzeniem. Tym razem nie miał zamiaru się przed nim ugiąć, nawet jeśli miałoby to doprowadzić do konfrontacji. Różowy mógł się zabić, jeśli aż tak mu się nudziło, ale nie miał zamiaru pozwolić na to samo dla siebie czy Evana. Miss Frost skróciłaby go za to o głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Lis 12, 2017 4:42 pm

Quire sprawiał wrażenie jakby pozostała dwójka przestała go interesować. Skupiony na odczytywaniu hieroglifów w pierwszej chwili nie reagował na skierowane do niego pytania. Był zajęty i nie chciał, by mu przeszkadzano. Zmiany w jego zachowaniu były nagłe i nieoczekiwane.
- Mowa o narodzinach bohatera i krwawym upadku społeczności, która się go wyrzekła. Mowa o długiej podróży, którą musiał przebyć, by osiągnąć wielkość, której inni mu zazdrościli. Mowa też o powstaniu klanu Akkaba, którego przedstawiciele cieszyli się ogromną władzą oraz szacunkiem wśród ludu. Sami zaś przelewali krew swoich pobratymców, by zbliżyć się do cudów Wielkiego Domu. – odezwał się w końcu, odpowiadając na pytania zadane przez Evana, całkowicie przy tym ignorując Helliona. Nie odrywał się jednak od rozrysowanych na ścianach hieroglifów, wciąż zapoznając się z zapisaną z ich pomocą opowieścią. W lekkim zamyśleniu wędrował od jednego kąta pomieszczenia do drugiego, w kółko czytając te same fragmenty. Zupełnie jakby wciąż czegoś szukał. Jakiejś podpowiedzi, wskazówki, rozwiązania. W końcu, za którymś razem, zatrzymał się w połowie drogi. Gładził się po brodzie, zastanawiał się, układał sobie wszystko w myślach. Stał tak przez krótką chwilę, po czym zerknął wpierw na Genesisa, potem na Juliana i znów na tego pierwszego, by po chwili bez słowa podejść do jednego z obelisków.
- Zobaczmy co tu mamy. – dokładnie przyglądał się jego budowie, a także zapisanym na każdej z ruchomych powierzchni symbolom. Podobnie uczynił także z pozostałymi słupami. Samodzielnie sprawdzał jaką siłę trzeba włożyć, by przemieścić każdy segment. Nie przekręcał ich do końca, może ulegając wcześniejszym naciskom ze strony Kellera. Upewniał się tylko czy wszystkie elementy układanki są sprawne i nie będą mieli problemów jeśli zdecydują się ją rozwiązać.
- Poszczególne znaki nic nie znaczą. Razem natomiast tworzą słowa, po jednym na obelisk. – odsunął się tego, przy którym przebywał obecnie i spojrzał na stojących nieopodal towarzyszy. – Bohater, wejść lub wchodzić, Dom Srebra. – wskazując na poszczególne słupy wymawiał prawdopodobne prawidłowe ułożenia. – Rozwiązanie wydaje się dziecinnie proste, może nawet trochę za proste, zwłaszcza biorąc pod uwagę to co zostało zapisane na ścianach tego pomieszczenia. Z drugiej strony, patrząc na dostępny zestaw symboli nie widzę innych możliwości. Możliwe, że to tylko część układanki, którego ułożenie doprowadzi nas do kolejnego etapu. To jednak tylko moje domysły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pon Lis 13, 2017 6:39 pm

Spojrzenie Evana na moment powędrowało ku Julianowi, kiedy ten wtrącił swoje dodatkowe uwagi do jego pytań... W większości pokrywające się z tym, o czym chłopak sam myślał. Szczególnie w przypadku tej pierwszej części, dotyczącej losowego przesuwania segmentów oraz potencjalnych negatywnych następstw takiego działania. Czyli jednak nie tylko on obawiał się obecności w świątyni pułapek... Ta wiedza z jednej strony go zaniepokoiła, bo uświadomiła mu, że być może miał powody do zmartwień, z drugiej jednak uspokoiła go, że chyba jednak nie wpadał w żadną paranoję. Choć oczywiście istniała też opcja, że obaj przesadzali, ale nawet w takim wypadku miło było nie być w tym odosobnionym.
Przynajmniej Quentin zdawał się wiedzieć co robił... A na pewno bardziej od nich dwóch. Jego krótka relacja tak naprawdę niewiele Genesisowi powiedziała, bo o klanie Akkaba słyszał chyba po raz pierwszy w życiu, ale już teraz mógł zadecydować, że ani trochę mu się on nie podobał. Ranienie czy zabijanie swoich? Evan potrafił zrozumieć wojny, nawet jeżeli był im przeciwny, docierał do niego nawet sens brania jeńców i wiedział, że niektóre dawne kultury składały takie osoby w ofierze swoim bóstwom... Ale coś takiego? I czym właściwie był ten Wielki Dom? Ich rajem?
Nastolatek posiadał o wiele więcej pytań, lecz widział, że Quentin nie skończył jeszcze zbierania informacji, więc pozwolił mu kontynuować przyglądanie się hieroglifom, sam zaś wodził za nim wzrokiem i milczał, aby go nie rozpraszać. Dzięki temu przynajmniej zyskał chwilę, aby dogłębniej zastanowić się nad tym, co właśnie usłyszał. Narodziny i rozwój bohatera brzmiały ciekawie. Ta część do niego przemawiała, choć te krwawe konsekwencje już mniej. Po cichu zastanawiał się czy tym bohaterem z opowieści był Apocalypse. Skoro to jego świątynia, to czemu nie? Choć z drugiej strony... Może on mu tylko pomagał? Skoro czczono go wtedy jako boga, to chyba mógł wstawiać się za herosami, jak... Jak... Zdaje się, że w starożytnej Grecji?
Wreszcie jednak Q oderwał się od czytania, zmierzył wzrokiem jego oraz Juliana i w końcu zainteresował się samymi słupami. Evan prawie odetchnął przez to z ulgą. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo zaczynał polegać na swoim rówieśniku... Ale może to nic dziwnego? Ufał jego ocenie sytuacji, bo to on posiadał najwięcej informacji na jej temat. Co prawda przy okazji sprawiał, że Genesis czuł się... Niezbyt rozgarnięty... Lecz taki chyba miał już styl bycia. No i chłopak nie mógł nie zauważyć, że Q był dla niego o wiele milszy niż dla Juliana, zaczynając na przykład od tego, że na ogół nie ignorował jego słów. Pewnie powinien to uznać za specjalne względy. Albo po prostu Quentin aż tak nie lubił Juliana...
- Brzmi logicznie - zgodził się ostrożnie po kolejnych wyjaśnieniach rówieśnika, równocześnie jeszcze raz przesuwając pełnym namysłu wzrokiem po obeliskach. Trochę go zaskoczyło, że najwyraźniej odgadł znaczenie kilku z tych rysunków, nawet jeśli tylko w przybliżeniu i częściowo... Ale z drugiej strony rzeczywiście były dość dosłowne, więc może jednak nie miał wielkich powodów do dumy.
- Więc... Chyba nie ma na co czekać? Obracamy? - spytał następnie, teraz zerkając już z Quentina na Juliana i z powrotem. Odnosił wrażenie, że oni obaj chcieli tutaj dowodzić, podczas gdy sam Evan nie bardzo wiedział jak się odnaleźć pomiędzy nimi i ich konfliktem. Czuł się z tym bardzo nieswojo.
Genesis stał teraz koło trzeciego słupa, czyli ostatniego, który oglądał, według Q oznaczającego ten... Dom Srebra? Jeżeli obaj jego towarzysze się zgodzili, po sprzeczce albo - oby - bez niej, to gotów był przekręcić segmenty zgodnie z instrukcjami Quentina. Nie posiadał lepszego pomysłu, a ten wydawał mu się niezły. Pamiętał też o tym, aby uważać na stan fragmentów obelisku. Mimo wszystko nie chciałby żadnego z nich uszkodzić, a przecież miały swoje lata. Na ogół chłopak dobrze panował nad swoją siłą i wiedział ile potrzebował jej włożyć w daną czynność, więc teraz też nie powinien mieć z tym problemów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sob Gru 16, 2017 8:37 pm

Zirytował go fakt, że został całkowicie zignorowany przez Q. Z racji tego, że nie był to dzisiaj pierwszy raz, gdy ten idiota burzył mu krew miał ochotę mu przywalić, ale po chwili udało mu się opanować. Ostatnią rzeczą, jaką chciał teraz widzieć był tryumfalny uśmieszek tego Różowego Pawiana na widok, że udało mu się sprawić, aby Julian stracił kontrolę. Zresztą, miejsce, w którym się znajdowali również nie było zbyt dobre na jakiekolwiek pojedynki. Zapewne starczył jeden niewłaściwy ruch i wszyscy skończą pogrzebani żywcem. Szkielety, które wcześniej mijali dobitnie świadczyły o tym, że nie znajdowali się na placu zabaw, no chyba, że dla żądnych krwi i przygód archeologów rodem z Indiany Jonesa.
Dodatkowym bodźcem, który pomógł mu zapomnieć o nerwach, które żarły go od momentu, w którym dołączył do nich trzeci towarzysz był fakt, że udało mu się odczytać znajdujące się w tym pomieszczeniu hieroglify. Cóż, nie miał zamiaru powiedzieć tego na głos, ale w duchu przyznał, że mimo wszystko Quire nie był jednak taki bezużyteczny czy niepotrzebny. Bez niego nie byliby w stanie odczytać tego pisma, przynajmniej nie w tej chwili. Z racji braku zasięgu w tej świątyni musiałby wyjść z powrotem na pustynię, żeby wysłać zdjęcia znaleziska do Instytutu, gdzie Profesor McCoy mógłby je odczytać. Wątpił, żeby Evan zgodził się na opuszczenie tego miejsca w tej chwili. Będąc szczerym on sam zaczynał czuć pewne podniecenie i to nie to związane z faktem, że jeśli coś im się stanie Miss Frost usmaży go żywcem.
Klan Akkaba, który cieszył się ogromną władzą. Cuda Wielkiego Domu. Niestety żadna z tych rzeczy nie była poruszana na zajęciach w szkole. W pierwszej chwili chciał spytać się Wrzodu o to, czy wie o co chodzi, ale w ostatniej chwili udało mu się powstrzymać. O nie, nie da mu tej satysfakcji.
Z tego zamyślenia wyrwały go kroki. Oderwał wzrok od podłogi i zorientowawszy się co ich "przewodnik" planuje ruszył za nim, ale nim zdołał go powstrzymać ten zdążył już zacząć kręcić jednym z obelisków. Już miał się na niego wydrzeć i zwyzywać od największych idiotów wszechświata, ale ku jego uldze okazało się, że nawet on nie był takim idiotą. Ograniczył się jedynie do obracania ich, nie przekręcając całkowicie. Cóż, chociaż tyle. Keller wziął kilka głębokich wdechów, starając się opanować strach, które na chwilę nim zawładnął. Ta świątynia musiała być jakoś powiązana z Apocalypsem, tego był niemal pewien. W końcu z jakiego innego powodu ciągnęłoby tu jego potomka w tak dziwny i niezrozumiały sposób? Miał chociaż nadzieję, że nie znajdą tutaj żadnego zahibernowanego strażnika tej świątyni, który postanowi ich poszatkować za naruszenie świętego miejsca.
- Ech, chyba nie mamy wyjścia. Skoro doszliśmy już tak daleko... Nim to zrobimy spróbujmy się chociaż trochę zabezpieczyć. - dodał na koniec, a następnie się skoncentrował i pod sufitem utworzył coś w rodzaju dachu, a nad podłogą platformę. Oba były na tyle duże, że obejmowały niemal całe pomieszczenie. Gdy upewnił się, że wszyscy znajdowali się na tej swoistej "strefie bezpieczeństwa" przybrał bardziej bojową pozę i biorąc głęboki oddech spojrzał na Evana.
-Spróbujcie. Jeśli coś pójdzie nie tak zamienię te barierę na bańkę, żeby nie zasypało nas od boków, ale... oby nie było takiej potrzeby. - doskonale wiedział, że tak czy siak tu utknął, a gdy w końcu zabraknie mu sił jego moce po prostu przestaną działać, a głazy w końcu ich przysypią. Po prostu cudownie.
Jeśli pomieszczenie by się posypało miał zamiar natychmiastowo zamknąć ich w swoistej prostokątnej klatce, dodając ściany po bokach, wkładając w to wszelkie dostępne siły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Wto Sty 02, 2018 7:04 pm

Można było spodziewać się, iż ustawienie filarów w pozycjach wskazanych przez Quentina, zakładając oczywiście iż były prawidłowe, natychmiast wprawi w ruch jakiś mechanizm znajdujący się w tej części świątyni, a ten otworzy przed nimi kolejne przejście lub uruchomi pułapkę, która przyniesie nastolatkom śmierć. W pierwszej chwili nic takiego się nie stało. Można było nawet zacząć przypuszczać, że to wszystko było na nic, a same słupy ostatecznie nie pełniły żadnej roli poza ozdobną. Ta „cisza” coraz bardziej przedłużała się, a twarz QQ wyrażała coraz większe rozczarowanie i zrezygnowanie. Był ciekaw tego co mogli odkryć, jakie tajemnice mogły jeszcze się przed nimi objawić. Ciekawość tę zaogniło to co zobaczyli w poprzedniej sali. Szkielet człowieka i dziwnie prezentująca się czaszka. Tymczasem wszystko wskazywało na to, że będą musieli zadowolić się spisaną za pomocą namalowanych na ścianach hieroglifów wiedzą.
- To chyba na nic. – powiedział mając na myśli ich wcześniejsze działania. – Jeśli te filary kiedykolwiek pełniły jakąś rolę, połączony z nimi mechanizm już dawno musiał ulec zniszczeniu. – właśnie wtedy, jakby robiąc mu na złość, coś zaczęło się dziać. Symbole wyryte na słupach zaczęły mienić się blado-błękitnym światłem. Pracować zaczęły także jakieś tryby, co dla wszystkich było dość wyraźnie słyszalne. Coś się przemieszczało, coś się poruszało. Na razie poza ich wzrokiem, lecz za chwilę powinni przekonać się o efektach tego zjawiska. W końcu przejście, którym przybyli bohaterowie zamknęło się. Kamienna płyta z głośnym hukiem opadła z sufitu we wnętrzu korytarza całkowicie zagradzając drogę, a w krótkich odstępach czasu słychać było jeszcze kilka podobnych odgłosów. Próby utorowania sobie drogi powrotnej nic by nie wskórały. Musieli czekać i liczyć na to, że nie uruchomili pułapki.
Symbole świeciły coraz mocniejszym światłem, a dołączać zaczęły do nich także te zapisane na ścianach. Z każdą sekundą dźwięki towarzyszące pracy mechanizmu stawały się coraz mniej mechaniczne, a bardziej… futurystycznie? Zupełnie jak w wielu nowoczesnych filmach science fiction. Jakby machineria miała jedynie zapewnić energię w początkowych chwilach uruchamiania jakiegoś o wiele bardziej zaawansowanego urządzenia. Natężenie światła wciąż rosło, coraz bardziej utrudniając obserwowanie tego co działo się dookoła, ostatecznie zmuszając grupę do zamknięcia oczu, gdyż dalsze próby podglądania mogły skończyć się utratą wzroku. Po kilkunastu sekundach cała trójka mogła odczuć, że oślepiające światłe już ustąpiło.
Nie znajdowali się w tym samym pomieszczeniu. Być może znaleźli się nawet poza murami starożytnej świątyni. Otoczenie stanowiło połączenie dawnego budownictwa, choć o wiele nowocześniejszego niż styl, którym charakteryzowały się budowle starożytnych Egipcjan i samo miejsce kultu Apocalypse’a, oraz technologii, która zdecydowanie nie należała do tamtych czasów, zresztą do tych obecnych także. Obok nich znajdowały się jednak słupy podobne tych, z którymi zetknęli się przed paroma chwilami, choć nie całkowicie podobne. Różniły się liczbą segmentów, a rozrysowane na nich słowa stanowiły już całość. Jedna ścianka na każdym z nich pozostawała pusta. Na każdym z filarów lekko świecił się wyłącznie znak, który wcześniej układali na odpowiadającym im słupom w świątyni.
Sala była dość jasna, co zawdzięczano znajdującemu się przy krawędziach ścian i sufitu oświetleniu. Poza nimi i filarami nie było tu nic więcej. Nic co powiedziałoby im, gdzie się znaleźli. Droga dalej kryła się za jedynymi drzwiami w pomieszczeniu. Drzwiami przypominającymi te w niezwykle zaawansowanych placówkach badawczych lub na statkach kosmicznych. Problem w tym, że na pierwszy rzut oka nie było widać żadnego zamka, który pomógłby je otworzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pią Sty 05, 2018 9:49 pm

Obserwując poczynania Juliana, Evan coraz bardziej i bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że telekineza była niesamowicie przydatną zdolnością. Co prawda nie czuł się o nią zazdrosny i z pewnością nie mógł narzekać na własne moce, nawet jeżeli należały w większości do takich czysto fizycznych, ale podziwiał to, ile dało się uczynić za jej pomocą. Dla przykładu on sam nie byłby w stanie osłonić kolegów z każdej strony w taki sposób, w jaki zamierzał to zrobić Julian. Mógłby się wokół nich rozciągnąć i utwardzić, ale to ograniczyłoby ich ruchy oraz widoczność i w razie aktywowania pułapki tak czy siak by go zabolało... Podczas gdy postawiona wokół nich bariera eliminowała oba te problemy.
Co prawda wyobraźnia podsuwała chłopakowi pewne braki telekinezy, przynajmniej w tej sytuacji... Ale z drugiej strony pocieszało go to, że w razie czego będzie mógł jakoś je uzupełnić swoimi własnymi zdolnościami. Gdyby nawet zostali tutaj zasypani, wystarczyłoby tylko, aby Julian otworzył dla niego szczelinę w swojej tarczy, a promienie dematerializujące najprawdopodobniej zajęłyby się resztą, niszcząc lub odrzucając warstwy skały i piasku. Czy przebiliby się w ten sposób na powierzchnię? Być może, o ile nie zeszli zbyt głęboko w dół. Do korytarza - najpewniej tak.
Pomimo wszystkich tych planów, wątpliwości i ostrożności, po przesunięciu segmentów nic się jednak nie stało. Evan w napięciu nasłuchiwał i rozglądał się uważnie po pomieszczeniu, czekając na jakiś znak, który mógłby świadczyć o tym, że coś się wokół nich zmieniało... Lecz na próżno. Czoło nastolatka lekko się zmarszczyło i już w chwilę później jego spojrzenie przeskoczyło najpierw na Quentina, a następnie na Juliana, jak gdyby szukał na ich twarzach jakichś odpowiedzi. To też nie dało mu tak naprawdę wiele. Może rzeczywiście po tylu latach cała ta maszyneria już nie działała...? Szkoda, ale zawsze mieli do sprawdzenia jeszcze inne drogi.
Genesis rozważał właśnie zasugerowanie, że powinni zawrócić, bo najwyraźniej nic z tego, gdy odezwał się Quentin, wyrażając jego własne przemyślenia... A kiedy tylko zamilkł, mechanizm jak na złość w końcu ruszył, uparcie sprzeciwiając się jego słowom. Nagłe pojawienie się światła było zaskakujące i Evan drgnął przez to wyraźnie, choć nie podskoczył. Jego spojrzenie znów odruchowo przesunęło się ku słupowi, przy którym w dalszym ciągu stał, lecz w następnej sekundzie nastolatek uznał już, że może jednak na wszelki wypadek powinien się od niego odsunąć... Co też zaraz wprowadził w życie, kierując się bliżej swoich towarzyszy. Czuł, że serce biło mu nieco szybciej w oczekiwaniu.
Przez krótką chwilę chłopak starał się ustalić skąd dokładnie dochodziły wszystkie te odgłosy. Z góry, z dołu, z boków? Interesowało go gdzie znajdował się odpowiedzialny za ich wydawanie mechanizm, choć sam nie był pewien co takiego dałaby mu ta informacja. Może powodowała nim zwykła ciekawość, może instynkt... Grunt, że jego uwagę niespodziewanie odwróciły głośniejsze dźwięki - dochodzące od strony jedynego wyjścia z pomieszczenia. Nastolatek natychmiast obrócił się tak, aby je widzieć i jego usta rozchyliły się na moment, kiedy ujrzał blokujący teraz drogę kamień. Kolejne odgłosy sugerowały, że takich płyt było więcej, wypadających w pewnej odległości od siebie... Evan podejrzewał, że pomiędzy telekinezą, promieniami dematerializującymi i zwykłą siłą fizyczną jakoś by się ich pozbyli, ale póki co za bardzo interesowała go reszta wydarzeń. Przecież to jeszcze nie był koniec. No i... Cofanie się tak czy siak było jedynie ostatecznością, do której Genesis niekoniecznie chciał się uciekać.
Światło z kolumn wciąż jaśniało, symbole na ścianach również zaczynały błyszczeć - a Evan wykorzystał tę chwilę, aby ponownie zerknąć na swoich rówieśników. Nie chodziło mu tylko o ich reakcje. Chciał mieć pewność gdzie przebywali, znać ich dokładne położenie... Czuł się dzięki temu trochę lepiej i przede wszystkim w razie czego orientował się w którą stronę się zwrócić, gdzie kogoś osłaniać, blisko kogo się trzymać. W tym czasie jego mutacja powodowała wytwarzanie dodatkowych błon na oczach, aby chronić je przed coraz bardziej intensywnym blaskiem, lecz w końcu nawet on zdecydował się po prostu opuścić powieki.
Kiedy jakieś kilka sekund później chłopak zamrugał ostrożnie, a następnie całkowicie otworzył oczy, ukazał się przed nim dziwny i nowy widok. Evan wciąż widział dobrze, bez mroczków, które być może przeszkadzały pozostałym - bo jego wzrok prędko dostosował się do warunków otoczenia. Nastolatek nie znał się szczególnie ani na dawnej historii, ani na nowoczesnej technologii, ale widział trochę filmów i odbył niezbędne lekcje, które teraz napędzały jego wyobraźnię i podsuwały mu możliwe rozwiązania. Nie wyczuł, aby się przemieszczali... I nie był pewien czy wykryłby, na przykład, teleportację. Jak się więc tutaj znaleźli? I gdzie w ogóle znajdowało się to tutaj?
Spojrzenie Genesisa przesunęło się po kolei po każdym ze słupów, zatrzymując się nieco dłużej na rozświetlonych na nich znakach, lecz zaraz potem padło już na drzwi. W tej chwili wydawały mu się bardziej interesujące, bo najprawdopodobniej prowadziły przecież do jakiegoś nowego miejsca... A chyba to właśnie starali się osiągnąć, prawda? Dotrzeć gdzieś. Może do tego Domu Srebra, o którym Q wspominał... Czymkolwiek by on nie był.
- Przynajmniej nie trafiliśmy jeszcze na żadną pułapkę - skomentował Evan, po części starając się tym pocieszyć samego siebie, lecz zaraz potem skierował się już ku drzwiom, stąpając powoli i ostrożnie. Liczył na to, że być może zadziałają one na czujnik ruchu lub coś podobnego, bo w tej chwili nie widział przy nich żadnego panelu, nie wspominając już o dowolnym odpowiedniku klamki... Ale, nauczony wcześniejszymi doświadczeniami, miał więcej pomysłów.
Jeżeli drzwi nie zareagowały na samą jego obecność przed nimi, nastolatek zdecydował się dotknąć ich powierzchni, najpierw delikatnie, a potem - jeżeli nie stało się nic złego - pewniej. Jego dłoń powędrowała wzdłuż, jak mniemał, metalu, utrzymując się mniej więcej na wysokości jego klatki piersiowej. Być może kontakt fizyczny spowoduje pojawienie się jakiegoś przycisku albo czegoś podobnego? A może, jak w jednym z poprzednich pomieszczeń, jego dotyk wywoła po prostu otworzenie się przejścia? Nie znał się na tym, a w pobliżu nie było żadnych hieroglifów, które Q mógłby dla nich rozszyfrować w ramach wskazówki, więc musieli improwizować. Oczywiście zawsze mogli spróbować po prostu zniszczyć, wyważyć czy rozepchnąć drzwi, ale Genesis wolał jeszcze chwilę poczekać z siłowymi rozwiązaniami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Czw Sty 25, 2018 12:53 pm

Dotyk Genesisa, czy też raczej jego DNA w rzeczy samej okazał się kluczem do otwarcia dalszej drogi. Sunąc dłonią po powierzchni drzwi Evan w pewnym momencie mógł poczuć lekkie ukłucie. Na tyle szybkie i krótkie, by nie było widać już po nim śladu, gdyby chłopak chciał sprawdzić co się stało. Po kilku sekundach drzwi wsunęły się w jedną ze ścian, sprawiając, że przejście stało przed nimi otworem.
Znajdujące się przy podłodze i suficie światła powoli rozświetlały znajdującą się za drzwiami przestrzeń. Niektóre z nich co chwilę przygasały, inne nie zapaliły się w ogóle, lecz mimo wszystkie szczegóły wystroju były jak najbardziej dostrzegalne i rozpoznawalne. Wystroju nieco ubogiego, bo młodzieńcy mieli do czynienia z kolejnym korytarzem, lecz jednocześnie na tyle wyjątkowego, by móc stwierdzić, że miejsce, w którym się znajdują z całą pewnością nie powstało w tych samych czasach co świątynia. Wnętrze było surowe, wręcz ascetyczne, zaawansowane. Przypominało przestrzenie jednych z najlepszych placówek badawczych obecnych czasów, a w pewnym stopniu nawet to co można było zastać w podziemiach Instytutu. A jednocześnie w tym wszystkim było coś trudnego jednoznacznie do określenia, co mówiło, że miejsce to powstało znaczny czas temu.
Korytarz był dość długi, z całą pewnością mierzył co najmniej 100 metrów, a dodać należało do tego odchodzące z niego odnogi. Takich możliwych dróg było trzy. Dwie biegnące w przeciwnych kierunku, rozpoczynające się jakieś kilkanaście metrów od miejsca, w którym znajdowała się trójka młodych mutantów, a trzecie, ostatnie, skręcające odbijające w prawo zaczynało się pod koniec tego korytarza, będąc właściwie jego naturalnym przedłużeniem. Na samym końcu widać było kolejne drzwi, obok których znajdował się świecący na czerwono panel. Służący pewnie do ich otwierania, a jednocześnie stanowiący jakąś formę zabezpieczenia przed dostępem osób do tego nie uprzywilejowanych.
Wcześniej widać było co najmniej jeszcze kilka zamkniętych przejść. Trzy z nich znajdowały się po lewej stronie, kolejne trzy po przeciwnej i trudno powiedzieć, czy każde prowadziło do osobnych pomieszczeń, czy może te znajdujące się bliżej siebie w rzeczywistości umożliwiały wejście do tego samego pokoju. Dwie najbliższe odnogi głównego korytarza miały właściwie identyczny układ. Drzwi na końcu i co najmniej jeszcze jedne gdzieś po drodze. Ta ostatnia, odchodząca w prawo, kończyła się ledwie po kilkunastu metrach, szerokimi na całą szerokość wrotami.
Nigdzie nie wisiały żadne tabliczki, które mogłyby pomóc w nawigacji, lub które podpowiadałyby cokolwiek o przeznaczeniu kolejnych pomieszczeń, więc każdy ruch dalej wiązał będzie się z swoistą niespodzianką, niepewnością, a być może nawet zagrożeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Czw Sty 25, 2018 6:03 pm

Powierzchnia drzwi wydawała się gładka, dlatego kiedy Evan poczuł po wewnętrznej stronie dłoni delikatne ukłucie, to rękę cofnął głównie z powodu zaskoczenia, a nie dlatego, że naprawdę go to zabolało. Odruchowo obrócił wspomnianą kończynę w taki sposób, aby móc spojrzeć na punkt, w którym pojawiło się to dziwne wrażenie, lecz z góry spodziewał się, że nie zastanie tam żadnego śladu. Nie dość, że tak drobne - jak się domyślał - uszkodzenie nie powinno być dobrze widoczne, to jeszcze jego ciało prędko by się przecież naprawiło. Brak ranki nie był więc dla niego niczym dziwnym albo nietypowym, lecz sam fakt zahaczenia o coś już tak... To w końcu nie było drewno, na którym mógłby się natknąć na drzazgę.
Chłopak rozważał właśnie poinformowanie o tym zajściu swoich towarzyszy, którzy na podstawie jego zachowania na pewno i tak zorientowali się, że coś się stało, kiedy drzwi w końcu zareagowały... Z opóźnieniem, ale zawsze. Podczas gdy się przesuwały, Genesis opuścił rękę luźno wzdłuż ciała, z zaciekawieniem zerkając na drugą stronę i mimo wszystko zachowując milczenie. Uznał, że w takim wypadku nie musiał się jednak tłumaczyć z tego, co się właśnie wydarzyło. Quentin i Julian bez problemu powinni to załapać z kontekstu, a jeżeli nie... To pewnie o to spytają. Choć Q i tak mógł wyciągnąć tę informację bezpośrednio z jego głowy.
Choć rozciągający się przed nimi korytarz wyglądał zupełnie inaczej od dotychczasowych wnętrz, to nastolatkowi pierwsza rzuciła się w oczy zmiana oświetlenia. Po cichu zastanawiał się skąd to wszystko czerpało energię... O ile w ogóle wciąż znajdowali się pod pustynią, a nie w zupełnie nowym miejscu. Z każdym odkryciem coraz więcej na to wskazywało i teraz Evan mógłby niemalże uwierzyć, że wspomnienia o świątyni to tylko dziwny sen czy złudzenie... Gdyby nie to, że obrócenie głowy wciąż ukazywało mu filary z egipskimi znakami.
Genesis zerknął krótko na swoich towarzyszy, a jego twarz wyrażała coś pomiędzy zapytaniem i nadzieją... Rzecz jasna na to, że ich zamiary nie zmieniły się przez te rewelacje i wciąż planowali ruszyć dalej. On sam na pewno był na to zdecydowany. Jego ciekawość rosła, lecz nie tylko ona nim kierowała... Bo tak, chciał wiedzieć dokąd trafili i dlaczego, co go tutaj przywiodło, kim był - tak naprawdę, a nie według tego, co mówili mu inni... Ale wszystko to sięgało o wiele głębiej. Poza zainteresowanie i pragnienie poznania siebie, a nawet poza lęk przed tym, co mogą znaleźć. Chłopak nie miał pewności jak powinien najlepiej określić to uczucie, ale wiedział, że było silne. Zapytany o nie, z braku lepszego słowa nazwałby je chyba grawitacją.
Nastolatek ruszył więc przed siebie, a jego w pierwszej chwili ostrożne kroki szybko stały się pewniejsze. Wbrew pozorom w takim otoczeniu miewał się już trochę lepiej. Może dlatego, że nie kojarzyło mu się ze śmiertelnymi pułapkami z filmów? To mógł być jeden z powodów. Poza tym... Odnosił wrażenie, jak gdyby to wszystko było w jakiś sposób znajome. Nie kojarzył, aby kiedykolwiek przebywał w takim miejscu, nie pamiętał tego, a jednak nie mógł się oprzeć tej myśli.
- Sprawdzimy drzwi po kolei? - niby to zapytał, ale bardziej zasugerował swoim kolegom. Choć młody mutant domyślał się, że to właśnie to pomieszczenie na końcu korytarza prawdopodobnie okaże się najbardziej interesujące - między innymi dlatego, że najwyraźniej było zamknięte, jak sugerowało czerwone światełko na panelu obok - to jednak Genesis chciał być dokładny. Rozumiał, że kręcenie się po tym miejscu wiązało się z ryzykiem, ale prawdę mówiąc to samo można by było powiedzieć o całej tej ich wycieczce. Skoro zaś już tutaj dotarli, to nie powinni marnować żadnej okazji.
Evan zatrzymał się przy najbliższych drzwiach i spojrzał najpierw w jedną stronę, a potem w drugą, nim obrócił się na lewo. Wcześniej trzymał się tej swojej labiryntowej zasady, więc równie dobrze mógł to kontynuować. Wiedział już, że Q i tak pamiętał przebywaną przez nich trasę, więc nie martwił się, że się zgubią... Nawet jeżeli po drugiej stronie zastaną więcej możliwych dróg.
- W razie czego postawisz barierę? - spytał Juliana na wszelki wypadek, choć jak do tej pory chłopak nie potrzebował do tego żadnej zachęty. Genesis wątpił, aby samo otworzenie przejścia miało już uruchomić jakiś mechanizm obronny, bo w końcu w takim razie właściciel tego miejsca narażałby też na szkodę samego siebie... Chyba że zostali już oznaczeni jako intruzi i byli w jakiś sposób śledzeni. Ale wówczas raczej by ich tutaj nie wpuszczono?
- Przy okazji... Nie ma tutaj nikogo poza nami, prawda? - te słowa Evan skierował już do Quentina, a w jego głosie dało się wyłapać nutkę wahania, gdy zerkał tak na rówieśnika z namysłem i lekko zmarszczonym czołem. Głęboko wierzył w to, że Q by ich o czymś takim poinformował, ale mimo wszystko wolał się upewnić... Tak na wszelki wypadek, gdyby na przykład wyleciało mu to z głowy.
Jeżeli te drzwi posiadały już zwykłą - albo i jakąś nietypową - klamkę, Genesis ułożył na niej dłoń i odczekał do momentu, gdy jego towarzysze zareagują na jego słowa. O ile tylko żaden z nich nie zaprotestował, chłopak ostrożnie otworzył przejście, samemu przesuwając się tak, aby nie stać bezpośrednio przed nim, tylko z boku. Oczywiście brak klamki czy panelu oznaczałby próbę powtórzenia wcześniejszego zabiegu, czyli po prostu dotykania powierzchni drzwi w nadziei na to, że te również na niego zareagują.
Jeśli z kolei Quentin albo Julian woleli, żeby wstrzymał się z tym działaniem i zgłosili swoje wątpliwości, Evan był skłonny ich posłuchać i jeszcze chwilę poczekać. W końcu nie zamierzał niczego na nich wymuszać, ani tym bardziej się rządzić. Po prostu... Zależało mu na sprawdzeniu wszystkich możliwości, a osobiście nie widział powodów do zwlekania - nawet jeżeli był otwarty na argumenty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Czw Lut 01, 2018 6:51 pm

Początkowa cisza wcale mu się nie spodobała. Wolałby już nagłe zawalenie się ścian czy sufitu. Po pierwsze oznaczałoby to, że faktycznie posuwają się na przód, a po drugie, że pułapki nie są zbyt finezyjne ponieważ tak, wcale nie był przekonany co do tego, że nic się nie stało. Równie dobrze mogli po prostu "tego" nie widzieć albo po prostu jeszcze nie zauważyć. Mimo wszystko jednak nie mógł się poddać paranoi. Zwłaszcza teraz, gdy pod swoją opieką miał Evana. Pozostawienie go z Q nie wchodziło w rachubę.
Z niepokojącej, pełnej napięcia ciszy wyrwał go głos tego ostatniego, a przez to, jak bardzo skupił się na całej tej sytuacji niemal podskoczył. Na szczęście w ostatniej chwili udało mu się opanować i nie dać nic po sobie poznać. Niestety wiązało się to z pewnym minusem, a mianowicie tym, że nim zdążył zareagować droga powrotna została zablokowana przez wielką kamienną płytę. Po prostu cudownie. Pozostawało jednak pytanie. Była to pułapka, która uwięziła ich w tym pomieszczeniu, a mechaniczne odgłosy sugerowały, że to jeszcze nie koniec, czy też był to proces otwierania się przejścia. W obecnej chwili pozostawało mu nic innego jak czekać, aby się o tym przekonać.
Oślepiające światło było ostatnim, co zapamiętał z tych podziemi. Po otwarciu oczu ku swojemu szczeremu zdumieniu zorientował się, że znajdują się w zupełnie innym miejscu. Wielka, w miarę dobrze oświetlona sala pełna dziwnych urządzeń. Zdecydowanie nie wszystkie wyglądały na ziemskie.
Uwagę Genesisa puścił mimo uszu. Z pewnej strony było to pocieszające, ale póki co nie mieli pewności, że uda im się stąd wydostać. Gdziekolwiek się teraz znajdowali.
- Q, jesteś w stanie zlokalizować, gdzie znajdujemy się w obecnej chwili? Nadal jesteśmy w pobliżu miejsca, w którym wylądowaliśmy Blackbirdem? - rzucił, posyłając mu krótkie spojrzenie, a następnie skupił swoją uwagę na podopiecznym. W pierwszej chwili chciał zabronić mu podejścia do drzwi, ale jeśli faktycznie znajdowali się w jakiejś świątyni czy też bazie Apocalypse pułapki prędzej zareagują na niego i Różowego niż na młodszą wersję poprzedniego właściciela. O ile faktycznie miejsce to było powiązane z tym mutantem.
Jak się okazało miał rację. Drzwi zareagowały na dotyk chłopaka, otwierając przed nimi swoje podwoje. Wygląd wnętrza dość mocno go zaskoczył, a mianowicie jakość wykonania. Kojarzyło mu się to z podziemiami Instytutu.
Kiwnął głową do Evana, gdy ten zaproponował mu najprostsze, ale pewnie też najlepsze rozwiązanie tej sytuacji.
- Tak, ale lepiej trzymajcie się blisko mnie. Im mniejszy obszar tym łatwiej będzie mi postawić skutecznie barierę przeciwko ewentualnemu niebezpieczeństwu. - rzucił, patrząc bardziej w stronę Q. Mimo wszystko nie bardzo chciał, aby umarł w tym miejscu. Zdecydowanie przyda im się przy szukaniu wyjścia, a poza tym Miss Frost nie byłaby zachwycona tą stratą. Niestety.
Gdy upewnił się, że jego przekaz został zrozumiany raz jeszcze przyjął pozycję pół-bojową i wyciągnął przed siebie ręce, przygotowany na, miał nadzieję, cokolwiek, co mogłoby na nich wyskoczyć zza tych drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Lut 18, 2018 10:02 pm

- Próbuję to zrobić odkąd tylko się tu znaleźliśmy. – z grymasem na twarzy odparł na prośbę Juliana. Już to jedno zdanie mogło im mówić całkiem dużo, a gest, który Quentin wykonał w następnej chwili przekazywał jeszcze więcej. Jeśli ktoś znał Profesora Xaviera i często przebywał w jego towarzystwie nie powinien mieć problemu z jego rozpoznaniem. Podobnie jak mentor wszystkich mieszkańców Instytutu dla Utalentowanej Młodzieży, tak teraz różowowłosy chłopak przyłożył jedną z dłoni do swojej skroni. Czy to miało jakieś głębsze znaczenie, czy też ten sposób młodzieniec chciał pokazać swoich towarzyszom, że wkłada w to naprawdę dużo energii… Trwał tak jeszcze przez chwilę, po czym opuścił rękę i zwrócił się do przyjaciół.
- Jeśli ma to być dla nas jakieś pocieszenie, to nadal znajdujemy się gdzieś w Egipcie. Chyba. Ciężko powiedzieć. Coś blokuje niemal wszelkie próby wyjrzenia poza to miejsce. A gdy już mi się to uda, natychmiast ściąga mnie z powrotem. – wyraz jego twarzy wyraźnie wskazywał, że nie wie co dokładnie jest tego przyczyną i jest z tego powodu ogromnie rozczarowany. Do tej pory nie miewał większych problemów ze swoimi mocami, a teraz czuł się może tak jakby ktoś odebrał mu ulubioną zabawkę. Może niedokładnie w ten sposób, ale blisko. Nawet jeśli to co się działo miało z tym niewiele wspólnego.
- Tu moje telepatia także wydaje się być w jakiś sposób ograniczana, choć nie tak mocno. Wciąż na przykład mogę sięgnąć do waszych umysłów, choć nie tak łatwo jak wcześniej. – oświadczył pełnym powagi głosem, chyba chcąc pokazać, że sobie z tą niecodzienną sytuacją jakoś radzi i wciąż ma wiele do powiedzenia. Zwłaszcza, że wciąż miał w zanadrzu jeszcze drugą ze swoich zdolności, którą tak często się nie chwalił. Nie kontynuował tematu, uznając go za zakończony. Zamiast tego, podobnie jak Hellion, skupił się na obserwacji poczynań Evana. Nie ukrywał swego zdumienia, gdy przejście otworzyło się. Choć najbardziej zaskakujący był sposób w jaki do tego doszło. Zachowanie młodzieńca również nie uszło jego uwadze, lecz ewentualne wnioski, które po tym wyciągnął, zachował już dla siebie.
Zbliżył się do „potomka” Apocalypse’a, skinieniem głowy wyrażając aprobatę dla zaproponowanego przez niego planu. Zaś na słowa Kellera odpowiadając na swój sposób.
- ”Pan przodem. Będę tuż za tobą.” – w głowie Juliana rozbrzmiał kpiący głos Quire’a, potwierdzając tym samym to co powiedział wcześniej odnośnie tego, że jego moc wciąż jest w tym miejscu, prawdopodobnie wewnątrz blokującej ją bariery, całkiem użyteczna. Słowom tym towarzyszył widniejący na jego twarzy szelmowski uśmieszek oraz ruch dłoni, którym niejako zapraszał Juliana do przejścia przez drzwi i podążenia za młodym Evanem. – ”Akurat jej złości nie powinieneś się tak bardzo obawiać.” – dodał po chwili, komentując jeszcze te myśli Kellera, które odnosiły się do „troski” jaką według niego Frost darzyła Q.
Wracając jednak do bieżących wydarzeń.
- Na pewno nie towarzyszy nam nic żywego. – zapewnił po krótkiej chwili, urażony faktem, że w ogóle takie pytanie zostało zadane. A nawet bardziej tym, że uczynił to akurat Evan. Szedł za dwójką towarzyszy, a gdy ci zatrzymali się przy jednym z przejść, przystanął nieco z boku, nie chcąc pchać się na pierwszy ogień, gdyby mimo wszystko ten kompleks został wyposażony w jakieś pułapki. Tuż przy przejściu, które w pierwszej kolejności wybrał Genesis, znajdował się świecący na zielono kwadratowy panel. Przyłożenie do niego dłoni poskutkowało otwarciem drzwi, któremu towarzyszył szmer. Podobnie jak wcześniej korytarz, tak teraz nowo otwarte pomieszczenie powoli rozświetlane było przez kolejne światełka umieszczone przy podłodze i suficie. Na oko można było ocenić, że wnętrze mierzy kilkanaście metrów wzdłuż i może cztery wszerz. Na całej jego długości przy ścianie po prawej ustawiony był rząd różnej wielkości szafek i masywnych metalowych skrzyń, które w żaden sposób nie zdradzały tego co może się w nich kryć. Nigdzie nie było też widać żadnych wskazówek, które mogłyby im jakoś pomóc. Ich otwarcie w każdym razie nie powinno być problemem, jako że już na pierwszy rzut oka było widać, że posiadały już uchwyty i zamki w tradycyjnym tych słów znaczeniu. Poza tym pomieszczenie było puste i nic nie wskazywało na to, by kiedykolwiek pełniło jakąś ważną rolę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   

Powrót do góry Go down
 
Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety-
Skocz do: