Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mikael

avatar

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 12/03/2014

PisanieTemat: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Cze 12, 2016 8:36 pm

First topic message reminder :

Jest to zakopana głęboko pod ziemią, zasypana piaskiem od wielu setek, albo i tysięcy lat świątynia, która z biegiem czasu zaczęła przypominać raczej jaskinię. Nie wiedzą o niej nawet największe światowe organizacje, dlatego można uznać to miejsce za odludne. W środku znajdują się hieroglify mówiące, o istocie z nadludzkimi mocami, wręcz boskimi, pozwalającymi przenosić rzeczy z miejsca na miejsce, a także różnymi innymi, potężnymi umiejętnościami. Powiada także, o jego czterech, wiernych sługach, podążających za nimi zawsze i wszędzie. Wygląda na to, że nikt nie dotarł tu od samego zapadnięcia, bądź zasypania jaskini, gdyż nie ma tu absolutnie żadnych śladów czyjejś obecności. Co jednak czeka tutaj tego co wejdzie? Nie wiadomo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Wto Lut 20, 2018 1:23 am

Podczas gdy Quentin i Julian rozmawiali, Evan nie wtrącał się w tę ich wymianę zdań, nie mniej jednak słuchał jej uważnie... Nawet jeżeli na to nie wyglądało, bo akurat nie patrzył na żadnego z nich. Choć ich otoczenie było praktycznie puste, a do zapamiętania mieli tak naprawdę tylko rozkład drzwi w korytarzu, to Evan tak czy siak się rozglądał. Na wszelki wypadek.
Osłabienie telepatii Q nie brzmiało dobrze, ale skoro nie został jej pozbawiony całkowicie i najwyraźniej wiązało się to tylko z tym miejscem, czyli nie było efektem trwałym, to nie działa im się chyba wielka krzywda... Genesisa martwiło jedynie to, że ich pozostałe mutacje też mogły w jakiś sposób ucierpieć, ale on sam nie miał jak tego teraz sprawdzić. Jego zdolności były w większości raczej... Niszczycielskie z natury. A nie chciał niczego tutaj uszkodzić, chyba że będzie to konieczne dla ich przetrwania albo kontynuowania wyprawy. Pewnie mógłby spróbować zmiany kształtu, ale jak ocenić skuteczność czegoś takiego?
Przynajmniej wciąż chyba przebywali w Egipcie. To chyba nie było miłe, ale nastolatek rozumiał, że większej pewności nie uzyskają, więc jakoś się z tym pogodził. Poza tym... Jeżeli nawet gdzieś się teleportowali albo w inny sposób przenieśli, to tak naprawdę najważniejsze było to, aby znaleźli potem drogę powrotną - a nie to, gdzie trafili. Oczywiście, że chciałby się tego dowiedzieć, bardzo, ale priorytet stanowiło dla niego coś innego.
Evan pokiwał głową dopiero w momencie, gdy Q odpowiedział na jego własne pytanie, ale już się nie odezwał. W końcu wszyscy byli gotowi na otworzenie drzwi... I na szczęście prędko przekonali się, że za nimi nie kryło się nic niebezpiecznego. No, nie bezpośrednio za nimi, bo teoretycznie coś wciąż mogło zostać ukryte w środku pomieszczenia... Ale chłopak jakoś w to nie wierzył. Sam nie wiedział dlaczego. Na pewno nie chodziło jedynie o fakt, że to konkretne miejsce wyglądało na coś w rodzaju magazynu.
Spojrzenie Genesisa powoli przesunęło się wzdłuż ścian sali, najpierw w jedną stronę, a potem z powrotem. Szafki, skrzynie... Może zamknięte na klucze, a może nie, tego nie potrafił stwierdzić na odległość. Nawet jeżeli tak jednak było, to nastolatek wątpił, aby w ten czy inny sposób nie potrafili ich otworzyć - ale czy warto było się za to w ogóle zabierać? Wcześniej Quentin wspominał, że chciał znaleźć skarb, ale Evana bardziej interesowały odpowiedzi - choć pewnie by nie odmówił, gdyby rówieśnik się uparł, bo a nuż natknęliby się jednak na coś ciekawego. Tyle że... Przy takiej liczbie mebli przeszukiwanie ich mogło potrwać zbyt długo.
- Skoro już tutaj jesteśmy, pewnie nie powinniśmy niczego opuszczać. Jeszcze byśmy coś przeoczyli. Telekineza? - zaproponował wreszcie mimo wszystko, zerkając krótko to na Q, to na Juliana. O ile zamki oraz materiały, z których zbudowano skrzynie i szafki nie postawią zbyt dużego oporu, samo otwieranie ich powinno przebiec wystarczająco szybko. Telekineza nadawała się do tego idealnie. W innym wypadku mogło być potrzebne bardziej indywidualne podejście... Niekoniecznie jednak wymagające większej siły.
Jeżeli towarzysze Evana zgodzili się z jego sugestią i w ruch poszła telekineza, nastolatek odczekał chwilę, aby zobaczyć efekty jej działania. O ile tylko nie pojawiły się żadne komplikacje i sytuacja w dalszym ciągu wyglądała bezpiecznie, wkroczył do pomieszczenia, gotów przejść się wzdłuż ścian, aby po kolei zajrzeć do otworzonych przestrzeni - szukając czegoś, co będzie się jakoś wyróżniać albo z innego powodu zwróci jego uwagę.
Jeśli jakiegoś zamka nie udało się ruszyć - ani telekinezą, ani siłą fizyczną, której posiadał sporo - chłopak miał na to jeszcze jeden sposób, choć bardziej czasochłonny. Wystarczyło, aby przyłożył do niego dłoń i wytworzył z niej niewielkie pasmo tkanki, na tyle gęstej i twardej, aby mógł ją w środku odpowiednio wygiąć i nacisnąć na zapadki. Podobny efekt dało się zresztą osiągnąć telekinetycznie, więc nie musiał działać sam. Typowy zamek mechaniczny powinien na coś takiego pozwolić, a jeśli nie... Trudno.
Jeżeli jednak okazało się, że telekineza nie podziałała na zbyt wiele - czyli na przykład połowę lub więcej - skrzyń i szafek, Evan uznał, że nie warto było marnować aż tyle czasu na otwieranie i sprawdzanie wszystkiego z osobna. W takim wypadku przyjrzał się jedynie tej odsłoniętej zawartości, ewentualnie skusiłby się na próbę otworzenia tych mebli, które w jakiś sposób się wyróżniały... Chyba że Quentin albo Julian zarządziliby w tym czasie coś innego.
Oczywiście istniała też opcja, że jego towarzysze wcale nie wyrazili chęci przeszukiwania pomieszczenia, a w takim wypadku Genesis najprawdopodobniej by z tego zrezygnował... Choć z wahaniem. Wiedział i rozumiał, że nie powinni się ociągać, sam o tym myślał, bo mieli przecież jeszcze do przejścia kilka innych sal... Na których się mogło nie skończyć... Ale jeżeli ktoś zostawił tutaj coś ważnego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sob Lut 24, 2018 1:40 pm

Słysząc odpowiedź Quentina Julian uniósł lekko brwi. "Próbuje"? Będąc szczerym nieszczególnie mu się to spodobało. Jakkolwiek nie byłby irytujący to jego zdolności były ogromne, a fakt, że nie mógł z nich skutecznie skorzystać nie napawał optymizmem. Ze względu na ten fakt nawet nie pomyślał o tym, żeby posłać mu kpiący uśmieszek czy też rzucić jakimś złośliwym tekstem. Z racji na ich obecne położenie po prostu nie miał do tego głowy. Wolał skupić się na przeżyciu najbliższych godzin i możliwość powrotu i zdania raportu Miss Frost. Dobrze wiedział, że skoro już polecieli bez jej zgody to będzie musiał ją jakoś udobruchać, nawet jeśli to nie on był pomysłodawcą tej wycieczki.
Widząc, że telepata raz jeszcze próbuje zeskanować otoczenie zatrzymał się, skupiając na nim swoje spojrzenie, czekając na wyniki kolejnej próby. Okazały się w pewnym stopniu pocieszające, ale przy okazji wywołały tyle samo zmartwień. To, że tamte drzwi nie przeniosły ich do jakiegoś innego wymiaru czy na drugi koniec świata było pocieszające, gdyż gdzieś niedaleko nadal znajdował się Blackbird, ale skoro moce różowego były przyblokowane to co z tymi jego oraz Genesisa? Do tej pory nie odczuł żadnego problemu, ale zdecydowanie będzie musiał być bardziej uważny, aby wyłapać ewentualne problemy przy korzystaniu z telekinezy.
Słysząc w głowie "kolegę z Instytutu" skrzywił się i lekko zirytował. Nie lubił grzebania w jego umyśle, tym bardziej przez te konkretną osobę. Postanowił jednak zacisnąć zęby i ruszyć dalej udając, że niczego nie usłyszał.
Zamiast tego skupił się na pomieszczeniu, do którego dostali się o dziwo bez większych problemów. Gdy światła rozmieszczone przy podłodze oraz suficie się rozświetliły przyjrzał się otoczeniu, na które składał się rząd szafek oraz metalowych skrzyń. Niemal od razu zaciekawiło go, co może się w nich znajdować, ale równie szybko powstrzymał te ciekawość. Wciąż nie mieli pewności, czy ta budowla nie była nastroszona milionem pułapek.
Spodobał mu się jednak pomysł Evana. Gdy chłopak skończył mówić Hellion kiwnął lekko głową w jego stronę, aby dać znać, że się z tym zgadza, a następnie skupił się na znajdujących się tutaj meblach i z pomocą swojej mocy spróbował je otworzyć. Gdyby którekolwiek stawiały opór miał zamiar użyć nieco więcej mocy, ale pilnując, aby niczego nie uszkodzić. W razie potrzeby miał zamiar po prostu odpuścić danemu zamkowi, którym ewentualnie mógłby się zająć Q. Co prawda nie zamienił z nim teraz ani słowa, ale wierzył, że widząc iż Keller zajął się już wykonywaniem zadania nie uzna, że sam wykona to lepiej i spróbuje mu przeszkodzić. Naprawdę nie miał teraz głowy do takich głupot. Nawet, jeśli Różowy drażnił go tak jak zawsze, a może nawet nieco bardziej. Jeśli jednak nic nie poddałoby się jego woli miał zamiar wypatrzeć najbardziej wyróżniające się obiekty i spróbować własnoręcznie je otworzyć.
Jeśli udałoby się im do czegoś dostać miał zamiar, idąc obok Evana, przyjrzeć się zawartości. Miał dziwne przeczucie, że to właśnie najmłodszy z nich najprędzej odkryje tu coś ciekawego. Poza tym wolał być blisko niego na wypadek, gdyby coś postanowiło go zaatakować. W razie takiej ewentualności miał zamiar odgrodzić ich barierą od ewentualnego zagrożenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Mar 18, 2018 6:35 pm

Mina Q dość wyraźnie mówiła, że nie ma ochoty bawić się w przeszukiwanie szafek w nadziei, że uda im się znaleźć cokolwiek co mogłoby być w całej tej historii istotne. Z drugiej strony jasno dawał też do zrozumienia, że nie zamierzał im przeszkadzać. Samemu i tym razem unikając brudnej roboty.
Większość kontenerów poddawała się już lekkiemu „podmuchowi” mocy, ujawniając tym samym swoją zawartość. Inne wymagały nieco większego wysiłku, lecz miało to raczej związek z dość długim okresem podczas którego były nieużywane przez co niektóre zawiasy czy mechanizmy lekko się zastały, aniżeli z jakimiś specjalnie zastosowanymi środkami bezpieczeństwa. Otwarcie wszystkich skrzyń oraz szafek nie przysporzyło więc Hellionowi żadnych trudności, a i ostatecznie nie trwało długo, oszczędzając grupie masę czasu. Jeden rzut oka wystarczył też, by można było stwierdzić, że ich zawartość była raczej rozczarowująca. Oczywiście, w zależności od tego co nastolatkowie spodziewali się tu znaleźć. Część kontenerów była po prostu pusta, nie licząc gromadzącego się w nich przez lata kurzu, w innych nie było nic poza starymi i podniszczonymi szatami, czy też innego rodzaju ubiorem. Zainteresować mogło, lecz niekoniecznie, jedynie to, że niektóre z tych szat nosiły także dość wyraźne ślady stoczonych walk, z wyblakłymi już plamami krwi włącznie. W kieszonkach niektórych z nich, a także na dnie szafek można byłoby też odnaleźć pochodzące z różnych okresów historii monety. Skrzynie za to przechowywały broń. Najczęściej białą, pochodzącą z różnych regionów świata, choć zdecydowanie najpopularniejszą z nich wszystkich był tradycyjne egipskie chepesze. Oprócz tego kilka sztuk broni dystansowej w postaci łuku. Nic wyszukanego. Nic tego co dałoby się w jakiś sposób wykorzystać. Zwłaszcza, że wiek i w tym przypadku zrobił już swoje. Dziwić mógł jedynie sposób przechowywania tego wszystkiego, pozbawiony ładu i jednoznacznie świadczący o braku przywiązania do każdego z przechowywanych elementów.
Niezależnie od tego czy Genesis oraz Julian zdecydowali się dokładniej przyjrzeć zawartości wszystkich skrytek, czy też nie, Quentin bez słowa postanowił wykorzystać ewentualną chwilę nieuwagi swoich towarzyszy na oddalenie się pozornie w kierunku następnych w kolejności drzwi w długim korytarzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pon Mar 19, 2018 11:45 pm

Evan w dalszym ciągu wahał się pomiędzy chęcią bycia dokładnym podczas przeszukiwania otoczenia, a świadomością, że nie powinni się z tym zbytnio ociągać. Problem w tym, że sam nie wiedział co było w tej chwili ważniejsze. Nie potrafił tego określić. Na pewno nie chciałby opuścić czegoś istotnego tylko dlatego, że zbyt szybko posuwali się do przodu, ale z drugiej strony... Nie mieli wieczności do swojej dyspozycji, a to dopiero pierwsze pomieszczenie. Równie dobrze za którymiś drzwiami mógł się kryć kolejny korytarz albo mechanizm, który przeniesie ich w jeszcze inne miejsce.
W związku z tym nastolatek starał się w miarę możliwości spieszyć podczas przeglądania odsłoniętej przez telekinezę Juliana zawartości sali. W duchu pocieszał się tym, że przynajmniej otwieranie tych wszystkich pojemników nie sprawiło im żadnych kłopotów, ani nie wymagało dłuższej pracy... Więc samo przejście się wzdłuż skrzyń i szafek nie powinno aż tak bardzo ich opóźnić. Nawet jeżeli Q najwyraźniej zamierzał trzymać się z daleka... Co trochę Evana zaniepokoiło. Nie dlatego, że martwił się jego poczynaniami, ani nic z tych rzeczy, po prostu... Wolałby stale mieć obu swoich kompanów w zasięgu wzroku. Dla własnego dobrego samopoczucia oraz dla ich bezpieczeństwa. Z jego znajomości popkultury jasno wynikało, że rozdzielanie się to zwykle zły pomysł.
Puste pojemniki chłopak mijał szybszym krokiem, natomiast trochę zwalniał przy tych, w których coś spoczywało. Broń go nie interesowała i nie czuł potrzeby, aby jej dotykać, więc na ogół obdarzał ją jedynie krótkimi zerknięciami. W razie potrzeby potrafił wytworzyć własną - taką, którą dla odmiany potrafił się posługiwać, bo część z tej tutaj wyglądała mu raczej obco. Co prawda w ostateczności każde ostrze mogło działać wystarczająco podobnie - tniesz lub wbijasz - ale z różnymi rodzajami tak czy siak wiązały się odmienne style i zastosowania.
Zakrwawione - a przynajmniej Genesis zgadywał, że była to krew - materiały znajdujące się w niektórych szafkach też nie zachęcały do nawiązywania z nimi kontaktu fizycznego. Nastolatka odrobinę ciekawiło skąd wzięły się na nich te zabrudzenia, a wyobraźnia podsuwała mu kilka różnych rozwiązań, zaczynając od ran stoczonych w boju, a na ofiarach kończąc... Ale teraz i tak nie miał jak dowiedzieć się prawdy. Przejrzał za to część z tych ubrań w lepszym stanie, a w paru kieszeniach natknął się na kawałki metalu... Po wzorach domyślał się, że były to monety, lecz w ogóle się na nich nie znał, więc nie potrafił na ich podstawie określić skąd pochodziły - ani z kiedy, szczególnie że nie były przecież pierwszej młodości. Na wszelki wypadek zabrał je ze sobą, mając nadzieję, że może komuś z większą wiedzą dostarczą jakichś informacji. Jeżeli to, co tu znaleźli oraz to, co wszyscy mu mówili było prawdą, to i tak w pewnym sensie należały do niego.
Wreszcie Evan zerknął pytająco na Juliana, nie precyzując jednak na głos tego, o co mu chodziło... Bo sam tak naprawdę nie był tego pewien. Po części o to, co starszy chłopak myślał o ich niespecjalnie zachwycających znaleziskach, ale i o to, czy gotów był opuścić pomieszczenie, do którego drzwi tak czy siak się już zbliżali. Wyglądało na to, że jednak zmarnowali czas, nawet jeśli krótki, ale przynajmniej Genesis mógł stwierdzić, że miał czyste sumienie.
Po powrocie na korytarz nastolatek od razu odszukał wzrokiem Quentina i skierował się ku niemu... A więc i ku następnym drzwiom. Nie ustawił się bezpośrednio przed nimi, tylko trochę z boku. Co prawda nie spodziewał się już pułapek, a przynajmniej nie w takim stopniu, jak jeszcze niedawno, ale nie chciał być nieostrożny. Poza tym panele - o ile występowały - i tak znajdowały się na ścianach.
- W porządku, miałeś rację, nic ciekawego - poinformował spokojnie rówieśnika, bazując przy tym jedynie na jego zachowaniu, bo w końcu Q tak naprawdę niczego im nie powiedział... Tylko po prostu się oddalił. Dla Genesisa tyle wystarczyło do wyciągnięcia wniosków.
- Jak wcześniej? - dodał, teraz obracając już głowę tak, aby zerknąć na Juliana, odpowiadającego za telekinetyczne tarcze. Pewnie i tym razem nie będą potrzebne, ale na wszelki wypadek nie zaszkodzą. Chyba. Chociaż jeżeli coś wpływało tutaj na zdolności Q, to może innymi też mogło jakoś manipulować... Ale o tym Evan nie chciał myśleć. I bez tego mieli już przecież czym się martwić.
Kiedy obaj jego towarzysze - albo przynajmniej Julian - potwierdzili już, że byli gotowi, słownie czy nie, Genesis znów skorzystał z panelu dotykowego. Zaczynał się do tego przyzwyczajać i to zaskakująco szybko, szczególnie jak na kogoś, kto dorastał na farmie, bez dostępu do zaawansowanej technologii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pią Kwi 13, 2018 8:08 pm

Obaj skinęli głowami potwierdzając tym samym swą gotowość. Lekko dostrzegalna poświata zielonej energii otoczyła trójkę młodych mutantów, co było wyraźną oznaką tego, że Julian wszelkie względy bezpieczeństwa brał jak najbardziej na poważnie. Bariera powinna poradzić sobie z większością zagrożeń, a oprócz tego zakładać należało iż w razie potrzeby może zostać wzmocniona. Podobnie jak w poprzednim przypadku tak i teraz drzwi otworzyły się niemal w tej samej chwili, w której dłoń Genesisa zetknęła się z powierzchnią panelu kontrolnego. Tak jak i wtedy, i tym razem nie czekało na nich żadnego zagrożenie. Nic nie wyleciało w ich kierunku, nic nie eksplodowało, nic nikogo nie poraziło… Do tej pory wszystko przebiegało dość pomyślnie dla tej niezwykłej drużyny. Pomijając oczywiście niedawną teleportację w nieznane.
Nowo odkryte pomieszczenie jednoznacznie sygnalizowało swoje prawdziwe przeznaczenie. Quentin wszedł do środa zaraz za Hellionem. Tym razem zdawał się być bardziej zainteresowany przeszukaniem pomieszczenia niż wcześniej. Lokacja była ogromna. Wewnątrz okazywało się też, że sam ten pokój sięga do końca głównego korytarza, a pozostałe drzwi po tej jego stronie prowadzą właśnie tu. W głąb sala również mierzyła co najmniej 20 metrów. Wypełniona całą masą aparatury, tej klasycznej dla współczesnych czasów oraz tej bardziej kojarzącej się ze znanymi z kin kosmicznymi sagami, zdecydowanie mogła sprawiał ogromne wrażenie. Jasno przy tym krzycząc: „centrum medyczne”. Biorąc pod uwagę bliskość do jednego z wejść do tego tajemniczego kompleksu, będących zapewne jedną z głównych dróg dostępu, położenie tego miejsca wydawało się dość logiczne. Po trudnych bojach sojusznicy Apokalipsa, a może nawet on sam, mogli natychmiast zająć się rannymi kompanami lub opatrzyć swe własne rany. Niezależnie od tego jak poważne były i jakiego stopnia fachowości wymagały. Domyślać można było się, iż niektóre z tych urządzeń być może funkcjonują względnie samodzielnie sterowane przez komputer lub według wcześniej zaprogramowanych im wytycznych. Inne wymagały udziału osób trzecich. Pod tylną  ścianą w tej części pomieszczenia stały dwa zbiorniki, jakieś zbiorniki regeneracyjne lub coś w tym rodzaju. Szyba na jednym z nich, umożliwiająca obserwację korzystającej z niej osoby, była wybita. Od wewnątrz, sądząc po leżących nieopodal urządzenia odłamkach szkła. Bardziej po środku stały dwa stoły operacyjne, a przy nich znajdowały się stoliki z odpowiednimi narzędziami. Oprócz tego cała masa innych rzeczy, których młodzieńcy bez odpowiedniej wiedzy niekoniecznie musieli kojarzyć. Ten najbardziej oddalony fragment sali, znajdujący się bliżej końcowej części korytarza, był częścią laboratoryjną, gdzie przeprowadzić można było różnej maści badania i zajmował dość sporo miejsca. Mikroskopy, chłodziarki, liofilizator oraz komputery? O dziwo wszystkie z nich były aktywne, a umieszczone w tamtej części pomieszczenia na ścianach i opuszczone z sufitu ekrany regularnie migały wyświetlając czerwony napis: „Badanie zakończone”. Dostrzeżenie tego wymagało jednak zbliżenia się do tamtej części tego centrum.
Quentin wędrował od urządzenia do urządzenia, przypatrując się wszystkim dość dokładnie, nie pomijał też szafeczek, skrzyneczek i innych kontenerów, które tym razem mogły skrywać coś intrygującego. Nic z nich nie zabierał. Przyglądał się tylko, zamykał i przechodził dalej. Zajęty tym nie dostrzegł jeszcze oddalonych jeszcze kawałek ekranów. Julian czekał zaraz przy wejściu. Zdecydowanie bardziej wolał pilnować bezpieczeństwa Genesisa niż łazić za różowowłosym.
- Nie dotykaj niczego jeśli nie ma potrzeby. – przypomniał chłopakowi. – Sprawdźmy co tu mamy i idźmy dalej. Nie mamy wody, ani jedzenia, a od rozpoczęcia naszej wędrówki w głąb świątyni minęło już trochę czasu. Musimy dowiedzieć się co to za miejsce, co cię tu ściągnęło i stąd zniknąć. – napomknął jeszcze przypominając o sytuacji, w której się znaleźli i powodzie dla którego w ogóle tu przybyli. Powinni się pospieszyć, a zbadanie całego kompleksu może im zająć wieki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pon Kwi 16, 2018 2:20 pm

Kiedy tylko przejście się otworzyło, Evan bez problemu pozwolił, aby jego towarzysze go wyprzedzili, sam zaś wkroczył do środka jako ostatni i zatrzymał się niedaleko za drzwiami, początkowo po prostu rozglądając się po sali... A było po czym. Teraz przynajmniej faktycznie mieli na czym zawiesić oko, a zgromadzone w pomieszczeniu obiekty wykazywały sporą różnorodność - na pewno większą od samych skrzyń i szafek. Kontrast był wyraźnie widoczny i to nie tylko pod tym względem. W końcu tutaj cały ten sprzęt dodatkowo podkreślał fakt, że znaleźli się w miejscu zaopatrzonym w nowoczesną technologię... Być może bardziej zaawansowaną od tej ogólnodostępnej dla większości ludzi.
Spojrzenie Genesisa padło na moment na Quentina i przez kilka sekund chłopak obserwował jego poczynania, lecz ani myślał się odzywać. Wciąż nie był do końca pewien jak się z nim obchodzić, więc w tej chwili wolał mu po prostu nie przeszkadzać... A mimo to z jakiegoś powodu cieszył się, że tym razem rówieśnik zainteresował się zawartością sali. W pewnym sensie prawie był z tego dumny, zupełnie tak, jak gdyby zrobił coś właściwego, choć w głębi ducha rozumiał, że tak naprawdę niewiele zależało tutaj od niego.
Evan już zamierzał ruszyć głębiej w pomieszczenie, aby z bliska przyjrzeć się temu i owemu, najlepiej tam, gdzie nie docierał jeszcze Q, by z osobna szybciej pokryli większy teren, gdy wstrzymały go słowa Juliana. Nastolatek zerknął na niego i wysłuchał go w milczeniu, po czym kiwnął głową na znak swej zgody... A jeżeli przy okazji poczuł nieprzyjemne ukłucie wyrzutów sumienia, to starał się za bardzo tego po sobie nie okazać. Co pewnie nie do końca mu się nie udało. Albo raczej prawie wcale.
- Wybacz. Postaram się spieszyć - obiecał i naprawdę planował tego dotrzymać. Sam świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że ich czas tutaj był ograniczony, to wcale nie tak, że to ignorował, tylko... Ciekawość momentami brała nad nim górę. I chęć bycia dokładnym również.
Po tej krótkiej wymianie zdań Genesis w końcu wykonał kilka niepewnych kroków przed siebie, po drodze zastanawiając się jeszcze nad tym, czemu najbardziej chciał się przyjrzeć. Nogi zaniosły go najpierw w pobliże znajdujących się pod jedną ze ścian zbiorników, lecz nie zatrzymał się przy nich. Przeszedł obok, choć powoli i uważając na to, aby nie nastąpić na szkło - i zmierzył je długimi spojrzeniami, szczególnie ten z wybitą szybą. Nie był pewien dlaczego właśnie te urządzenia go zainteresowały, ale wydawały mu się... Dziwnie znajome. Może nie całkiem, ale przywodziły mu na myśl jakieś skojarzenia, których jednak nie mógł złapać. Prawie je miał, ale gdy starał się na nich skupić, to i tak mu umykały. Wiedział jedno. Te wspomnienia nie były dobre. Niepokoiły go i równocześnie naprawdę nie chciał ich sobie przypomnieć - i czuł, że pewnie powinien, bo były ważne.
Głowa chłopaka lekko się obróciła i jego spojrzenie z namysłem powędrowało ku Quentinowi. Zastanawiało go to, czy Q siedział teraz w jego umyśle i był świadom jego dylematów... Albo czy wiedział o nich coś więcej. Mimo to Evan nie zamierzał go o to pytać i to tylko po części dlatego, że trochę obawiał się informacji, które mógłby wówczas uzyskać.
Odpędzając od siebie te myśli, Genesis spróbował skupić się na tu i teraz. Zawędrował aż do tej najbardziej odległej części sali, przyglądając się kolejnym urządzeniom, z których rozpoznawał tylko niektóre. Wiedział na przykład do czego służyły mikroskopy i jeżeli natknął się na taki, który miał już założoną jakąś próbkę, to krótko zerknął na jej przybliżenie, w razie konieczności ustawiając ostrość, ale nie marnował na to wiele czasu. Tak naprawdę ten obraz pewnie tak czy siak wiele by mu nie powiedział, ale był po prostu ciekawy.
Wreszcie jego uwaga skupiła się na ekranach i wyświetlanym na nich napisie - to znaczy, najpierw zainteresował się tylko jednym z nich, ale zaraz potem przesunął wzrokiem między pozostałymi, upewniając się, że wszystkie głosiły tę samą wiadomość. Po raz kolejny zaintrygowało go skąd brało się zasilanie tych wszystkich maszyn, ale w tej chwili to był chyba ich najmniejszy problem... No, chyba że ktoś wciąż tutaj urzędował. Wtedy faktycznie mogliby mieć problem.
- Badanie zakończone - odczytał na głos, aby zainteresować tym Quentina i Juliana. Liczył na to, że do niego podejdą, ale nie chciał wołać ich wprost, jeżeli zajmowali się teraz czymś innym, więc decyzję pozostawiał im w pełni. Sam skupił się na wyławianiu spojrzeniem komputerów.
- Myślicie, że są tu jakieś bazy danych? I może nośniki, na których można by je zabrać? - spytał w tym czasie, bo choć najchętniej przejrzałby dostępne informacje już tutaj, w tym momencie, to przecież Julian dopiero co upomniał go, że powinni się spieszyć. Przetransportowanie danych do Instytutu wydawało mu się więc lepszym rozwiązaniem, o ile było w ogóle możliwe... Chyba że te komputery tak naprawdę niczego nie składowały i posiadały na przykład tylko wyniki tych ostatnich badań - o których informowały ekrany.
Jeżeli przy którymś z komputerów udało mu się znaleźć cokolwiek, co zdawałoby się nim sterować - mysz lub jej odpowiednik, panel dotykowy, coś na kształt klawiatury albo coś podobnego - Evan ostrożnie tym poruszył czy spróbował wcisnąć przycisk wyglądający na jak najbardziej neutralny. Nic zbyt dużego albo kolorowego, wyróżniającego się - bo nie chciałby jeszcze wprawić w ruch żadnego mechanizmu. Zastanawiał się tylko czy uda mu się sprawić, by na jednym lub wielu ekranach komunikat został zastąpiony... Wynikami tych badań albo jakimś menu czy tak naprawdę czymkolwiek, z czego mogliby teraz w jakiś sposób skorzystać.


Ostatnio zmieniony przez Genesis dnia Nie Maj 13, 2018 5:56 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : Literówka mi nie dawała żyć.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Wto Maj 08, 2018 7:21 pm

Przez cały ten czas Julian trzymał się w pobliżu chłopaka, choć nikt nie mógłby powiedzieć, że chodził za nim krok w krok. Po prostu zawsze był gdzieś obok, najwyżej parę odpuszczając go na kilka metrów, żeby w razie problemów móc zareagować tak szybko jak to możliwe. Swoje obowiązki traktował poważnie, a do takich obowiązków zwłaszcza podczas tej podróży zaliczała się ochrona najmłodszego przedstawiciela ich niewielkiej grupy. Nawet jeśli ten miał w zanadrzu więcej niespodzianek niż on i Quentin razem wzięci. Niemniej, na słowa Evana natychmiast przerwał przeszukiwanie pomieszczenia i w kilka chwil znalazł się tuż u jego boku.
- Angielski? I to współczesny? – z tonu jego głosu oraz wyrazu twarzy łatwo można było odczytać zaskoczenie tym faktem. – To dziwne i kompletnie się tego nie spodziewałem, ale to może być nasza szansa, by wreszcie dowiedzieć się czegoś przydatnego. Q? – z entuzjazmem, ale i niechęcią związaną z jego stosunkiem do trzeciego z młodych mutantów plądrujących świątynię zwrócił się do różowowłosego. – Znasz się na komputerach chyba najlepiej z nas wszystkich. Możesz? – odezwał się ponownie, gdy udało mu się już przykuć uwagę wciąż do tej pory zajętego szukaniem czegoś ciekawego w licznych szafkach i pojemnikach rozsianych po całym pomieszczeniu. Quentin podniósł głowę spoglądając na przyjaciół.
- Keller, co ty byś beze mnie zrobił? – z niewidocznym dla nikogo błyskiem w oku i zwycięskim uśmiechem zamknął przeglądany właśnie schowek i powoli ruszył ku tej części laboratorium, w której znajdowały się ekrany, komputery i wszelkie inne urządzenia.
- Po prostu… Nieważne. Zajmij się tym. – Julian wyraźnie powstrzymywał się, nie chcąc dać się sprowokować przez pełnego arogancji kolegę. Może w innych okolicznościach, by to zrobił, lecz teraz był mu on potrzebny.
W tym samym czasie działania Evana zakończyły się powodzeniem. Co prawda nie znalazł żadnych fizycznych przedmiotów, które mogłyby służyć do kontroli tutejszych komputerów, lecz przesunięcie dłonią po powierzchni blatu jednego z długich stołów stojących tuż pod ekranem na który spoglądali spowodowało wyświetlenie się na nim klawiatury. Nie był to klasyczny ekran dotykowy, prędzej coś na wzór projekcji, hologramu, który reagował w chwili „naciśnięcia” wybranego „klawisza” zgodnie z zasadą działania rzeczywistych urządzeń tego typu. Dla kogoś nieprzyzwyczajonego i niewprawionego pisanie może być z początku nieco nieintuicyjne, ale po kilku chwilach powinno być lepiej. Żadnego odpowiednika myszki, panelu dotykowego lub czegoś w tym rodzaju. Albo więc wszystko można było wykonać wyłącznie przy pomocy klawiatury, albo jest jeszcze jeden sposób kontroli nad komputerami. Dotykowe ekrany, reakcja na ruch, coś innego? Do tej pory nic nie wskazywało na żaden ukryty sposób. System może jest więc skonstruowany w ten sposób, by obsługiwać go wyłącznie przy pomocy komend tekstowych.
Tak czy siak, naciśnięcie któregokolwiek z przycisków klawiatury poskutkowało zmianą jednej wiadomości na drugą: „Wyświetlić?”, krótką i nie pozostawiającą złudzeń, że po kolejnym potwierdzeniu będą mogli zapoznać się z wynikami tajemniczego badania. Kolejne kliknięcie i… Ekran zalała istna lawina cyfr, liter oraz wykresów, które dla osoby nieobeznanej z tematem nie mówiły zbyt wiele. Na szczęście dla młodych podopiecznych szkoły utworzonej przez Charlesa Xaviera na samym spodzie pojawiło się kilka wniosków, które mogły sporo im wyjaśnić.


Analiza próbki numer 46: Zakończona
Zgodność ze wzorcem: 99.99%
Wynik: Pozytywny
Tożsamość: En Sabah Nur - potwierdzona


Po chwili, w okienku przysłaniającym część wyników, pojawił się następny komunikat.


Przywrócono dostęp do zasobów
Poinformować sojuszników?
T/N?


Niezależnie od podjętej decyzji, kolejny krok będzie taki sam. Zostaną przekierowani do głównego katalogu, z którego mogą uzyskać dostęp do historii przeprowadzonych testów i badań, danych medycznych i nie tylko. Wszystkie informacje skupione raczej wokół tematów medyczno-naukowych, aniżeli te które mogłyby ich najbardziej interesować. Daty utworzenia bywały od siebie dość odległe, w niektórych przypadkach chodziło nawet o całe lata. Najstarsze, dostępne im dokumenty pochodziły z początku poprzedniego wieku. Wiele z nich miało w nazwie te same słowa: „T-O Virus”. Najświeższy datowany był na rok 2010. Gdyby udało im się znaleźć sposób na przesłanie tych danych na serwery Instytutu lub jakiś nośnik, być może dr. McCoy mógłby z nich coś wyciągnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Maj 13, 2018 8:24 pm

Na pytanie Juliana Evan aż skarcił się w duchu, a jego głowa automatycznie lekko się pochyliła - co w zasadzie mogłoby zostać odebrane również jako oszczędna forma przytaknięcia. Wprost nie mógł uwierzyć, że w ogóle nie przyszło mu na myśl to, iż współczesny angielski w takim miejscu był co najmniej dziwny... Być może wpadłby na to później, gdyby lepiej się nad tym wszystkim zastanowił, ale w pierwszej chwili po prostu to zaakceptował, zbyt zaciekawiony samą treścią komunikatu i zawartością komputerów, aby martwić się językiem. Teraz, gdy starszy chłopak zwrócił mu już uwagę na ten problem, Genesis tym bardziej nie wiedział co powinien o tym sądzić.
Ktoś musiał tu przebywać stosunkowo niedawno, prawda? Ta opcja wydawała mu się chyba najbardziej prawdopodobna. Ktoś, kto obsługiwał cały ten sprzęt, prowadził jakieś badania... I tak naprawdę nie musiał nawet przybyć w ten sam sposób co oni. Może świątynia była tylko jedną z możliwych dróg? W końcu taka teleportacja umożliwiała podróżowanie między różnymi miejscami. Evan prawie chciał spotkać tę osobę i dowiedzieć się od niej czegoś więcej. Z drugiej strony pamiętał też o tym wszystkim, co zdążył usłyszeć na temat Apocalypse'a i kompleksu pogrzebanego pod piaskami pustyni... Więc domyślał się, że ten ktoś mógłby wcale nie być do nich przyjaźnie nastawiony.
Pogrążony we własnych rozmyślaniach, ostrożnie sprawdzając komputery, nastolatek tylko jednym uchem słuchał tej krótkiej wymiany zdań pomiędzy swoimi kolegami. Teraz już tak czy siak wiedział jakich rozmów mógł się po nich spodziewać, więc prawie wyciszał ich sprzeczki... Prawie, bo całkowicie zwykle nie był w stanie, chyba że - jak w tym momencie - pochłaniało go coś innego. Najważniejsze było jednak to, że nie zamierzał wtrącać się pomiędzy to zazwyczaj obustronne dogryzanie. Nie czuł się na siłach, aby uspokoić towarzyszy, a z kolei branie czyjejś strony po prostu nie wchodziło w grę.
Z tego wszystkiego Evan podniósł głowę dopiero w momencie, gdy dyskusja została już właściwie zakończona, a Quentin powoli zbliżał się do tej części laboratorium, w której znajdowały się komputery. Po raz kolejny udało mu się uniknąć bycia wciągniętym w te docinki, dzięki czemu w duchu odetchnął z ulgą. Szczerze cieszył się z tego, że Julian nie dał się sprowokować. W pewnym sensie chyba rozumiał ich zachowanie, może nie do końca, ale w jakimś stopniu tak... Lecz sam naprawdę nie chciał się z nikim kłócić. Unikał tego jak tylko mógł.
Przynajmniej jego działania odniosły jakiś skutek, co chłopak odkrył z zaskoczeniem. Nie, nie dlatego, że mu coś wyszło, bo jak do tej pory mimo wszystko odnosił tutaj całkiem spore sukcesy. Po prostu nie spodziewał się pojawienia się klawiatury we właśnie takiej nietypowej formie, przez co w pierwszej chwili aż drgnął i niemalże się cofnął... Nim dotarło do niego, że nie stało się nic złego, tylko wręcz przeciwnie. Nastolatek pozostał więc na swoim miejscu przy stole, przesuwając spojrzeniem po wyświetlanych przyciskach, aby upewnić się, że wyglądały one znajomo i nie wyróżniały się wśród nich żadne wyjątkowo dziwne... Albo zwracające na siebie uwagę wielkością, kolorem czy w jeszcze inne sposób.
W porządku, czyli mogli jakoś sterować komputerami. To znaczy, najwyraźniej Q miał się tym zająć, lecz zanim on dotarł do holograficznej klawiatury, Genesis już przez moment nad nią stał i mógł ją wypróbować, nawet jeżeli ostrożnie i nieśmiało, gdyż przez naciśnięcie tylko jednego klawisza. Na szczęście nie doprowadziło to do niczego niebezpiecznego, zaś zmiana komunikatu prędko przyciągnęła uwagę Evana z powrotem na najbliższy mu ekran. Działając z drobnym opóźnieniem, lecz nie pytając kolegów o opinię, chłopak użył tego samego przycisku, mając nadzieję na to, że zadziała on jako tak.
Tym razem młody mutant już odchylił się lekko do tyłu, choć nie spróbował się cofnąć. Takiego natłoku danych również się nie spodziewał, a zaskoczenie jawnie odbiło się na jego twarzy - w lekko rozchylonych ustach czy szeroko otworzonych oczach. Nastolatek zamrugał szybko, dość wcześnie rezygnując ze śledzenia wzrokiem przesuwających się informacji. Zamiast tego rozejrzał się na boki, aby zerknąć na Quentina i Juliana, szukając na ich obliczach... Sam nie był pewien czego. Pewnie po prostu sugestii odnośnie tego, o czym teraz myśleli.
Gdy spojrzenie Evana po raz kolejny padło na ekran, znajdowały się na nim już te ostateczne wnioski. Dobrze, podsumowanie przynajmniej rozumiał... A raczej tak mu się wydawało. Zgadywał, że ktoś badał tutaj próbkę czyjegoś DNA, żeby... Żeby potwierdzić, że miał do czynienia z konkretną osobą, z Apocalypse'em, tak? I najwyraźniej mu się to udało, choć niekoniecznie o tym wiedział, skoro to oni odebrali ten komunikat. Ale skoro domyślali się już, że ten ktoś musiał tutaj przebywać niedawno - i posiadał jakąś tkankę Apocalypse'a do sprawdzenia - to co to tak naprawdę dla nich oznaczało?
- Myślę... Że pewnie nie chcemy nikogo informować o tym, że tutaj jesteśmy? - zwrócił się do swoich towarzyszy, choć może wyraził się przy tym za mało konkretnie. Byłoby przecież cudownie, gdyby mogli poinformować o swoim położeniu Instytut, tyle że coś mu podpowiadało, że jednak nie o niego tutaj chodziło... A sojusznicy tutejszego badacza mogliby nie być zachwyceni ich ingerencją. Mimo wszystko Genesis odczekał moment, aby usłyszeć opinie chłopaków, a jeżeli chociaż jeden z nich podzielał jego zdanie - albo przynajmniej skłonny był ustąpić - to wcisnął N. W innym wypadku... To on musiał się dostosować z T. Choć uważał to za zły pomysł.
Wyświetlany na ekranie obraz ponownie uległ zmianie, choć teraz przynajmniej nie zalał ich informacjami. Evan powiódł wzrokiem po zaprezentowanych im danych, niestety podejrzewając, że on sam nie wyciągnąłby z nich za wiele, choćby nawet miał czas, aby dokładnie je przeczytać... Ale jego spojrzenie zawiesiło się na datach - a dokładniej na tej najnowszej. Rok dwa tysiące dziesiąty... Cztery lata temu. Niedawno, choć nie aż tak, jak się obawiał. Może nie musieli się jednak martwić tutejszym badaczem? Z drugiej strony rozpiętość dokumentów w czasie sugerowała, że mogli mieć do czynienia nie z jedną osobą, lecz z kilkoma autorami... Albo alternatywnie z kimś długowiecznym. Powtarzające się wspominanie jakiegoś wirusa było z kolei niepokojące. Genesis nigdy o takim nie słyszał, dlatego obawiał się, że ktoś mógł go tutaj tworzyć, a nie na przykład szukać na niego lekarstwa, choć naprawdę chciałby wierzyć w tę ostatnią wersję.
- Rozejrzę się za... Jakimiś nośnikami danych. Q, pewnie nie widziałeś żadnego w tych wszystkich schowkach? W ostateczności moglibyśmy pewnie spróbować podpiąć się tu z telefonem, o ile któryś z was ma kabel... Albo zadziała opcja bezprzewodowa... - nawet kiedy to mówił, chłopak nie sądził, aby którakolwiek z tych możliwości miała przynieść pozytywne efekty. No, może pierwsza, ale w powodzenie sposobu z komórką już wątpił. Mimo wszystko starał się jednak zachować optymizm i myśleć dalej, zamiast się poddawać. Te informacje wyglądały na cenne. X-Men najprawdopodobniej powinni je otrzymać, więc nie mogli ich tutaj tak po prostu porzucić.
- Wiecie co to za wirus? - spytał jeszcze, w końcu odstępując na krok od holograficznej klawiatury. Chyba mógł już pozostawić ją w rękach Quentina... Być może on znajdzie jakiś inny sposób na przetransportowanie plików. Evan nie bardzo się na tym znał, lecz gotów był podążyć za wskazaniami kolegów, a w szczególności Q, jeżeli ten natknął się gdzieś na coś w rodzaju pendrive'a, płyty, dysku przenośnego lub czegokolwiek, co mogło je przypominać. Jeśli natomiast na coś takiego nie trafił, to Genesis wyruszył na poszukiwania na własną rękę, omijając te schowki, które rówieśnik już wcześniej przeglądał, aby zaoszczędzić na czasie. Może Julian i Quentin wpadną na coś lepszego, ale on wolał nie czekać na to bezczynnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sro Cze 06, 2018 7:12 pm

Julian przytaknął na pytanie swojego młodszego kolegi. Powiadomienie kogokolwiek o ich obecności w tym miejscu mogłoby sprowadzić na nich kłopoty, na które zwyczajnie nie są gotowi.
- Choć jestem ciekaw kto obecnie może mieć jakiekolwiek powiązania z Apocalypsem, tak muszę też przyznać, że to nie jest najlepsza chwila na tego typu eksperymenty.
Największą uwagę spośród dwójki towarzyszy Evana do wyświetlanych danych przywiązywał właśnie Keller. Quentin nieco swoim zwyczajem sprawiał wrażenie niezainteresowanego, ale kątem oka dokładnie śledził wszystko co działo się obok niego.
- Baza danych z całą pewnością jest zbyt duża, by pomieścić jej zawartość w pamięci naszych telefonów. Nawet biorąc pod uwagę wyłącznie część medyczną. Przeszukując szafki nie znalazłem też niczego co w najmniejszym stopniu przypominałoby jakiś nośnik, na który moglibyśmy to wszystko przerzucić. Może poszczęści nam się gdzie indziej, ale jest też jeszcze jedna możliwość. – zrobił dłuższą pauzę, by dwójka jego towarzyszy sama doszła do tego dość oczywistego rozwiązania. Gdy uznał, że trwa ona zbyt długo, odezwał się ponownie. – Dokładnie. Skoro system chciał wysłać gdzieś wiadomość, to znaczy, że musi mieć jakieś połączenie ze światem zewnętrznym. Potencjalnie przez specjalnie zaprojektowaną, na użytek Apo i jego minionów, sieć. Jeśli jednak zdołam dostać się do odpowiednich protokołów, powinienem być w stanie wysłać wiadomość, tudzież duży zbiór danych, do odbiorcy nie znajdującego się w tej samej sieci. Hank powinien ucieszyć się na tak spory zbiór informacji do przeanalizowania, nie sądzicie? – nie chcąc tracić więcej czasu zabrał się do roboty jeszcze, gdy wyjaśniał kompanom swój tok rozumowania i pośrednio zamiary.
Podobnie jak wcześniej Q, Evan również nie mógł liczyć na szczęście w swoich poszukiwaniach. Niektóry szafki były co prawda pełne różnych rzeczy, lecz w zdecydowanej większości stanowiły one część wyposażenia stricte medycznego. Opatrunki, buteleczki z jakimiś środkami i odczynnikami, strzykawki, skalpele i tak dalej… Wszystko starannie poukładane w miejscach odpowiednio przeznaczonych dla danych typów przedmiotów oraz narzędzi. Jedna z większych szafek, szaf właściwie, w części laboratoryjnej kryła w sobie kilka przenośnych chłodziarek, których otwarcie ujawniłoby przechowywane w nich probówki i inne naczynka. Część z nich była pusta, w części znajdowały się jakieś substancje. Ich oznaczenia niestety niewiele mogły młodemu mutantowi powiedzieć. Chyba, że potrafiłby skojarzyć któreś z nich z wyświetloną przed paroma chwilami na ekranie listą raportów.
- Złamanie zabezpieczeń może trochę potrwać. – różowowłosy przemówił raz jeszcze. Nie widząc reakcji ze strony Juliana, dodał: - Jeśli nie dotarł do ciebie sens mojej wypowiedzi, to chciałem w ten jak najbardziej uprzejmy sposób powiedzieć, żebyś przestał gapić mi się na ręce. Może spróbujecie dostać się do tamtego zamkniętego pomieszczenia na końcu korytarza? Czegokolwiek tu szukamy, wielce prawdopodobne, że kryje się właśnie tam. – choć brzmiał spokojnie i raczej naturalnie, tak między wierszami dało się wyłapać, że obecność Juliana i fakt, że ten go pilnuje okropnie go drażnią i chętnie zostałby tu sam. A przynajmniej pomogłoby już samo to, że chłopak odszedłby od niego przynajmniej na jakieś kilka metrów.
- Nie martw się. Nie zrobię nic głupiego i nie ruszę się stąd bez waszej wiedzy. – wyprzedzając ewentualne komentarze ze strony Kellera zapewnił o swoich dobrych zamiarach. Czy szczerze? Trudno powiedzieć. To w końcu Q. Ale też to nie tak, że proponował, by poszli gdzieś dalej. Byliby właściwie tuż za ścianą. W każdej chwili mieliby możliwość skontrolowania jego poczynań, lub on dołączenia do nich, gdy upora się ze swoim zadaniem.
- Denerwujesz mnie. Coraz bardziej mnie denerwujesz. Dlaczego oni w ogóle trzymają cię w szkole? – poziom irytacji jednego i drugiego rosły równomiernie. Gdyby nie sytuacja, w której znalazła się ich trójka pewnie już dawno doszłoby do rękoczynów. – Ale niech ci będzie. Evan, znalazłeś coś? Jak nie, to zostawmy tu samozwańczego Hackermana i zerknijmy dalej. Ostatecznie, gdyby McCoy dowiedział się o naszej wyprawie i całej tej dokumentacji, nie wybaczyłby nam gdybyśmy nie dostarczyli mu choć jej części.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sob Cze 09, 2018 4:19 pm

Prawdę mówiąc Evanowi nie do końca podobał się pomysł przesyłania danych bezpośrednio do Instytutu. Zgoda, nie znał się aż tak na komputerach, dlatego głównie liczył na to, że Quentin wiedział co robił... Ale niepokoiła go myśl, że takie połączenie mogło zadziałać w obie strony. Jeżeli mieli podpiąć się pod... Pod sieć Instytutu... To jaką posiadali pewność, że ktoś tego kiedyś nie wykorzysta? Albo że ten system nie będzie jakoś chroniony - że przypadkowo nie spowodują ataku? Być może przesadzał. Prawdopodobnie tak. Nie zmieniało to jednak faktu, że tak czy siak obawiał się sprowadzenia na szkołę problemów.
Mimo to chłopak nie zaprotestował na głos. Q wydawał się pewny swego, a w dodatku nawet Julian nie zgłaszał żadnych uwag, czyli najwyraźniej się z nim zgadzał... To z kolei wydawało się być na tyle rzadkie, że Evan był skłonny temu zjawisku zaufać. Nie przestał się dzięki temu automatycznie martwić, do tego potrzebował czegoś więcej, ale jego niepokój i tak nieco się skurczył.
Młody mutant nie zrezygnował jednak z szybkiego i sprawnego przejrzenia części pozostałych skrytek, do których Quentin wcześniej nie dotarł. Wychodził z założenia, że nawet jeżeli nie znajdzie w nich nośników danych, to może przynajmniej natknie się na coś innego ciekawego, a jeśli nie... To tak czy siak czekali przecież na efekty działań Q, prawda? Lepiej było czymś się przez ten czas zająć, niż stać bezczynnie w miejscu. Szkoda tylko, że w praktyce znaleziska okazały się być niezbyt ciekawe, ale nastolatek starał się myśleć optymistycznie. Wyeliminowali tę opcję. Wiedzieli, że nic ważnego się w tych wszystkich szafkach nie znajdowało, więc mogli z czystym sumieniem zostawić je w spokoju.
Kiedy Quentin odezwał się ponownie, Genesis odruchowo od razu obrócił ku niemu głowę, równocześnie przerywając sobie przeglądanie probówek w jednej z chłodziarek. Prawdę mówiąc jedynie przesuwał wzdłuż nich wzrokiem, bo napisy na nich nie brzmiały znajomo, więc musiał przyznać, że nie było to wcale fascynujące zajęcie... A Q zasługiwał na uwagę, bo mógł mieć przecież do powiedzenia coś ważnego.
Niemiłego, ale ważnego, jak się szybko okazało. Tym razem Evan westchnął już cicho i skierował spojrzenie na podłogę, mimo wszystko z konieczności słuchając wymiany zdań pomiędzy swoimi towarzyszami... O ile można tu było w ogóle użyć takiego określenia, skoro przemawiał głównie Quentin. Nie chcąc zbyt szybko zwrócić na siebie ich zainteresowania, Genesis powoli i cicho zamknął chłodziarkę, a następnie całą szafę, w której znajdowało się urządzenie, po czym odstąpił od niej na krok, czekając na koniec tej sprzeczki. W międzyczasie objął się luźno ramionami na wysokości pasa.
Nastolatek podniósł wzrok dopiero w momencie, kiedy Julian wspomniał jego imię. Od razu pokręcił przecząco głową na znak, że nie natrafił na nic ważnego czy przydatnego, potem zaś zerknął krótko na Q. Nie był pewien jak czuł się z rozdzielaniem ich grupki. Chyba nie najlepiej, ale skoro obaj jego towarzysze byli za, to nie zamierzał się z nimi sprzeczać, no i... Może naprawdę wyszłoby im na dobre, gdyby zrobili sobie od siebie małą przerwę. Evan trochę się obawiał, że jeszcze chwila i zaczną sobie skakać do gardeł.
- W porządku. Racja. Choć myślę, że to bardziej kwestia kiedy niż gdyby... - zgodził się, w trakcie mówienia opuszczając już ręce swobodnie wzdłuż tułowia. Nie miał złudzeń. Podejrzewał, że ktoś w Instytucie musiał znać ich położenie, czy to dzięki telepatii, czy na podstawie położenia samolotu, który ze sobą zabrali. Nie chciał jeszcze myśleć o tym, co ich czeka po powrocie do szkoły... Choć z drugiej strony sam też posiadał do nauczycieli parę pytań, dlatego na pewno nie zamierzał ich wtedy unikać. Teraz chyba już będą musieli powiedzieć mu coś więcej, skoro sam poznał część faktów.
- Więc... Powodzenia? - zwrócił się do Quentina na odchodnym, choć tuż po fakcie dotarło do niego, że coś takiego mogło mu się nie spodobać, bo na przykład uznałby, że powodzenia mu nie mu potrzeba i wystarczą jego umiejętności. Sam Genesis zaczynał już być zmęczony tym, jak ostrożnie odnosił się do tego konkretnego rówieśnika... I jak niezręcznie się przy tym czuł. Chętnie by coś na to poradził, ale zachowanie Q jakoś tak od razu wpędzało go w wahanie. Co gorsze, nie zdziwiłby się, gdyby akurat to Quentinowi odpowiadało - i ta myśl też Evanowi przeszkadzała, bo zupełnie do niego nie pasowała. Pobyt poza domem najwyraźniej źle na niego wpływał.
Chcąc, nie chcąc, chłopak skierował się więc wraz z Julianem ku drzwiom prowadzącym na korytarz, a gdy te już się za nimi zamknęły, ruszył ku wskazanemu przez Quentina pomieszczeniu. Taki układ sal mógł sugerować, że właśnie w tej mieściło się coś istotnego, ale z drugiej strony wrażenie to wynikało pewnie ze zwykłych ludzkich oczekiwań i niekoniecznie znajdowało swoje odzwierciedlenie w architekturze tego miejsca. Genesis starał się nie liczyć na zbyt wiele, ale tak czy siak miał jeszcze nadzieję na jakieś większe odkrycie.
- Wiesz, on wcale nie jest taki zły - zauważył cicho po drodze, mając oczywiście na myśli Q. Bo... Zgoda, wprawiał go w zakłopotanie oraz przede wszystkim w brak słów, a do tego zazwyczaj przekazywał swoje myśli w nieprzyjemny sposób - i Evanowi nie chodziło tutaj o telepatię - ale przynajmniej z własnej inicjatywy wyjaśnił mu rzeczy, o których dorośli albo mówić nie chcieli albo robili to strasznie nieumiejętnie... A wcale nie musiał mu pomagać. Ani zabierać go do Egiptu i chodzić z nim po tej świątyni i... Placówce.
Nastolatek zatrzymał się przed drzwiami, a dokładniej nieco na bok od nich i przed panelem, który umożliwiał dostęp do kryjącego się za nimi pomieszczenia. Zerknął pytająco na Juliana, upewniając się, że ten był w razie czego gotowy do działania i że wciąż obowiązywały ich dotychczasowe zasady, czyli telekinetyczna tarcza i tak dalej. Odczekał moment na jego reakcję, po czym wreszcie ułożył na panelu dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pon Lip 02, 2018 7:45 pm

Żadnej reakcji od zajętego swoimi obowiązkami Quentina już nie uświadczyli. Dla dobra dalszych stosunków między nim, a Julianem może to nawet lepiej, gdyż w obecnej sytuacji przewidzenie tego w jaki sposób zachowałby się różowowłosy było zadaniem niemal niemożliwym.
- To jego mechanizm obronny. Nie jest przyzwyczajony do braku kontroli nad toczącymi się dookoła niego wydarzeniami, a w takiej pozycji znalazł się odkąd przybyliśmy do świątyni. Może zgrywać pewnego siebie i wszechwiedzącego, ale to widać. Chwila wytchnienia może nam wyjść wyłącznie na dobre. – Hellion odparł na słowa Genesisa. W jego głosie słychać było zdecydowanie mniej złości niż podczas krótkiej, lecz zaostrzającej się wymiany zdań z ich kompanem. Zdawał się rozumieć to co młodzieniec starał się mu w ten prosty sposób przekazać. Można było wyczuć nawet, iż przemawia z własnego doświadczenia, a to miał z całej ich trójki największe i nawet Q nie mógłby z tym faktem za bardzo dyskutować. Był przecież między innymi liderem jednej z grup działających swego czasu wewnątrz struktur Instytutu. Wiedział więc jaka dynamika może panować między poszczególnymi członkami takiej drużyny, wiedział jak różne osoby mogą zachowywać się zależnie od sytuacji. Tym razem niestety i jemu puściły nerwy. Może niepotrzebnie, a może to właśnie będzie jeden z tych oczyszczających momentów, które pozwolą mu spojrzeć na wszystko nieco inaczej.
Panel kontrolny przy interesujących ich drzwiach świecił się już na zielono. Droga teoretycznie stała przed nimi otworem, wystarczyło tylko podążać tymi samymi krokami co wcześniej. Gdy znaleźli się tuż przy przejściu, Julian zmienił lekko pozycję i skinieniem głowy potwierdził swoją gotowość do ponownego przeprowadzenia wypracowanej wcześniej procedury. Skoro coś działa, nie ma sensu tego zmieniać.
Ku zaskoczeniu młodych mutantów przyłożenie dłoni do panelu nie zakończyło się tak jak we wcześniejszych przypadkach. Co prawda w pierwszej chwili usłyszeli charakterystyczny dźwięk rozsuwanych drzwi, przez ułamek sekundy może nawet zdołali zerknąć do środka czającego się za nimi pomieszczenia, lecz nim otwarły się całkowicie coś je przyblokowało. Mechanizm wydał z siebie kilka mało przyjemnych sygnałów, by wreszcie z powrotem zagrodzić im drogę. Choć panel kontrolny wciąż świecił barwą oznaczającą przyznany im dostęp do pokoju, tak kolejne próby otwarcia drzwi kończyły się wyłącznie wydaniem dźwięku przypominającego zgrzyt, ledwie widocznego poruszenia przeszkody i ich ponownym zatrzaśnięciem. Biorąc pod uwagę ich dotychczasowe doświadczenie nic nie miało prawa blokować drzwi z drugiej strony. Taka możliwość nie istniała. Jedyną prawdopodobną przyczyną ich problemu było więc pewnie uszkodzenie mechanizmu, lub przewodów, które kontrolowały pracę futurystycznych drzwi.
- Nie może być zbyt dobrze, co? – spytał wciąż czujny chłopak i wyraźnie nie oczekiwał odpowiedzi. – Mogę spróbować rozsunąć je siłą, ewentualnie całkiem wyrwać. – zaproponował zaraz potem, ewidentnie skłaniając się ku rozwiązaniu siłowemu. Ewentualne konsekwencje mogły być trudne do przewidzenia. Kompleks musi mieć przecież jakieś zabezpieczenia przed nieoczekiwanym użyciem podobnych środków w jego wnętrzu. Ale czy mieli inne wyjście?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pią Lip 06, 2018 2:17 pm

Prawdę mówiąc Evan był aż zaskoczony tym, jak spokojnie i poważnie Julian odniósł się do jego słów. Nie to, żeby spodziewał się zaprzeczenia albo zbycia, ale... Powiedzmy, że jak do tej pory nikt starszy jakoś szczególnie go nie słuchał. To znaczy, nie od momentu, gdy przybył do Instytutu, bo przy rodzicach i wujku na to nie narzekał. A teraz, proszę, spotkał się ze zrozumieniem, którego wcale nie oczekiwał.
Właściwie chłopak sam nie ująłby tego wszystkiego lepiej i nie bardzo wiedział jak na to odpowiedzieć, w związku z czym ograniczył się do zerknięcia na Juliana i kiwnięcia głową. To... Wiele tłumaczyło, naprawdę, nawet jeżeli taki sposób odreagowywania był dla Genesisa w gruncie rzeczy obcy. On sam w przypadku braku kontroli oraz niepewności na ogół zachowywał się zupełnie inaczej, wręcz w przeciwny sposób, bo wycofywał się i cichł. Ale... Chyba potrafił zrozumieć chęć takiego udawania. Dla samego siebie i dla innych.
Teraz jednak tak czy siak nie mieli czasu, aby o tym dyskutować, więc może to i lepiej, że temat umarł śmiercią naturalną. Ważniejsze było zbadanie pomieszczenia kryjącego się za drzwiami... Tyle że te sprawiały problemy. Evan zmarszczył czoło, gdy tak pierwsza, jak i druga próba ich otworzenia nie przyniosła pożądanego efektu, a jego dłoń zastygła kilka centymetrów od panelu, gdy zastanawiał się co dalej. Przygryzając dolną wargę, zerknął na swojego towarzysza, kiedy ten się odezwał... I zaraz potem powoli pokręcił głową.
- Jeżeli nie będzie innego wyjścia, zgoda, ale nie chcę tu niczego niszczyć - stwierdził. Prawdę mówiąc nie chodziło mu nawet o sam fakt, że mogliby w ten sposób uruchomić jakieś systemy obronne. Po prostu zostawienie po sobie uszkodzeń wydawało mu się bardzo... Z braku lepszego słowa, niegrzeczne. Nawet jeżeli znajdowali się w siedzibie kogoś, kto mógł być, no, zły. Oni nie byli, więc powinni ograniczać straty materialne, prawda?
Tylko co innego im pozostawało? Próba otworzenia drzwi nie sprawiła, że po drugiej stronie coś się poruszyło albo spróbowało ich zaatakować, czyli najprawdopodobniej przynajmniej samo wejście do środka powinno być bezpieczne. To już coś. Drzwi przesuwały się kawałek i wracały na swoje miejsce... Ale przez krótką chwilę mieli do dyspozycji szparę. Zwykły człowiek na pewno nie byłby w stanie się przez nią przecisnąć, szczególnie tak szybko - ale oni nie byli normalnymi ludźmi. I Evan może wpadł na pewien pomysł.
- Jeżeli dasz radę powstrzymać je przed zamknięciem się, przejdę nawet przez bardzo wąski otwór. Chcę tylko mieć pewność, że... Wiesz. Że ten mechanizm nie jest na tyle silny, by ci się wyrwać i na mnie zacisnąć - zasugerował. Co prawda podejrzewał, że w ostateczności byłby w stanie prędko przelać swoje tkanki na drugą stronę albo przeciwnie, zebrać je w przejściu, utwardzić i zablokować drzwi własnym ciałem, może nawet je przepchnąć, ale wolałby nie ryzykować. Jeśli mogli to załatwić łatwiej i bezpieczniej, to powinni.
Odczekawszy najpierw na odpowiedź Juliana, Evan ponownie przyłożył dłoń do panelu, licząc na to, że drzwi przesunął się chociaż na ten centymetr. Dobrze, że nie musiał przejmować się swoimi ubraniami - bo takie zwyczajne pewne zablokowałyby się przy przechodzeniu, ale jego były dostosowane do mutacji pozwalającej na zmianę kształtu i wyginały się wraz z nim. Z tego co zrozumiał, sporo uczniów w Instytucie potrzebowało czegoś takiego, aby swobodnie korzystać ze swoich zdolności.
Jeżeli wyrwa rzeczywiście powstała, nastolatek rzucił okiem na swojego kolegę, czekając na znak, że mógł zaczynać. Wystarczyłoby mu kiwnięcie głowy, choć miło by też było usłyszeć, że Julian czuł, iż będzie w stanie utrzymać drzwi. Jeśli otrzymał jedno albo drugie - albo cokolwiek podobnego - Genesis prędko przystąpił do przekształcania swojego ciała, redukując i przesuwając tkanki w taki sposób, aby zajmować jak najmniej miejsca, szczególnie w jednym wymiarze - aby po prostu stać się zupełnie płaskim. Zatracił przy tym ludzki kształt, bo tylko by mu przeszkadzał... I w końcu wsunął się w tę pustą przestrzeń, starając się jak najszybciej przedostać na drugą stronę.
Mimo to chłopak pozostawał czujny i gotów był w razie czego zareagować. Gdyby drzwi zaczęły się na nim zaciskać, a on wiedział, że nie zdąży im umknąć - bo na przykład zbyt wiele mu jeszcze do tego brakowało - skupiłby się pomiędzy nimi i ścianą, mnożąc i utwardzając swoje komórki, aby zatrzymać je dość długo, by reszta jego ciała przeniosła się do pomieszczenia. Dopiero wówczas uciekłby tą zatrzymującą drzwi częścią.
Po drugiej stronie - o ile w ogóle udało mu się tam dostać - Evan z powrotem poskładał się do swojej normalnej postaci... Chyba że zauważył lub wyczuł coś, co by go przed tym powstrzymało. Gdyby coś go zaatakowało, nie traciłby czasu na odzyskiwanie ludzkiej formy, tylko od razu postarałby się przenieść za jakąkolwiek nadającą się do tego osłonę, aby kupić sobie chwilę na przemyślenie sytuacji i odtworzenie ciała. Jeżeli zaś nie było za czym się schować, postarałby się przez moment po prostu pozostawać w ruchu, aby uniknąć obrażeń i ustalić lepszy plan działania. Jeśli jednak nic takiego się nie wydarzyło... To Genesis zabrał się po prostu za rozglądanie po pomieszczeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sob Lip 28, 2018 2:46 pm

Plan był prosty i biorąc pod uwagę zdolności obu młodzieńców, zdecydowanie możliwy do realizacji. Julian zastanawiał się więc nad nim ledwie przez krótką chwilę.
- Warto spróbować. Lepszego pomysłu i tak w tej chwili nie mamy, a ten może nam oszczędzić zachodu. – i przede wszystkim, jeśli skutecznie przeprowadzony, pozwalał uniknąć niepotrzebnej destrukcji. Choć sam Keller akurat nie miałby z nią wielkiego problemu. Zwłaszcza, że jak do tej pory nic nie wskazywało na to, by oprócz nich ktoś jeszcze wewnątrz kompleksu przebywał i swoimi działaniami mógłby co najwyżej zamknąć to przejście na amen, chyba że rzeczywiście istniały jeszcze jakieś zabezpieczenia i czekałby go los o wiele gorszy.
- Dam znać, gdy uznam, że możesz bezpiecznie przejść na drugą stronę. – dodał potwierdzając, że chłopak czekać ma na jego sygnał. Nie wspomniał jak ten będzie wyglądał, ale forma głosowa byłaby prawdopodobnie najskuteczniejsza, więc to jej raczej należało się spodziewać. Tak czy siak mogli zaczynać.

Wydawać się mogło, że drzwi ledwie drgnęły. A jednak powstała w ten sposób szczelina była na tyle szeroka, by umożliwić młodym mutantom próbę wykonania przedstawionego przez Evana pomysłu. Metalowe krawędzie w ułamku sekundy otoczone zostały przez zielonkawą poświatę świadczącą o działaniu mocy Kellera. Uważne oko dostrzegłoby, iż przez kilka kolejnych sekund drzwi dosłownie o milimetry przesuwały się to w jedną to w drugą stronę. Julian miał problemy z ich całkowitym zatrzymaniem, a może wciąż po prostu sprawdzał jak dużo energii potrzebuje w tym celu użyć. Musiał też działać w pełnym skupieniu. Wystarczyła chwila nieuwagi, by moc rozproszyła się i zmuszeni byliby spróbować ponownie. Albo zadziałałby tak silnie, by zwyczajnie je uszkodzić i w najgorszym wypadku zaprzepaścić szansę na bardziej subtelne rozwiązanie problemu. To drugie przytrafiało mu się co prawda coraz rzadziej, lecz wciąż zawsze brał taką ewentualność pod rozwagę. W końcu okazało się, iż w rzeczy samej stopniowo dozował siłę bariery. Poświata stawała się coraz wyraźniejsza, a sama blokada silna na tyle, by skutecznie zablokować drzwi. Odpowiadający za ich działanie mechanizm cały czas próbował zatrzasnąć przejście, o czym świadczyły dźwięki uruchamiających się regularnie silniczków lub siłowników, ale opór stawiany przez Juliana był zbyt duży.
- Dobra. Dawaj. – dwa krótkie słowa były sygnałem, na który pozwolił sobie bez niepotrzebnego ryzyka. Genesis mógł więc zająć się swoją częścią zadań, czyli prześlizgnięciem się do znajdującego się za drzwiami pomieszczenia. Bez trudu przyjął umożliwiającą to formę. Równie łatwo przyszło mu też przejście dalej. Podczas tego procesu nie wyczuł nic co mogłoby odwieść go od tego zamiaru. Wszystko zdawało się być w jak najlepszym porządku.
To co chłopak zastał po drugie stronie… Różniło się od tego co do tej pory widzieli. Było trochę ciemniej i brudniej, choć takie wrażenie z całą pewnością nie było spowodowane brakiem czy uszkodzeniem oświetlenia. Samo pomieszczenie miało spore rozmiary, znajdowało się w nim mnóstwo skrzyń, szafek narzędziowych, dwa dość duże stoły robocze oraz coś co mogło przypominać niewielką serwerownię. Ta ostatnia znajdowała się na lekkim podwyższeniu, podeście na który wejść pomagało kilka niskich schodów i w znacznej części była prawdopodobnie wbudowana w jedną ze ścian. Na widoku były więc kolumny urządzeń, paneli, żadnych kabli, które potencjalnie były po prostu schowane przed wzrokiem. Trudno powiedzieć też za co ta konstrukcja mogła odpowiadać, ale raczej nie było to nic szczególnie istotnego dla samego kompleksu. Inaczej by tego tak łatwo odnaleźli. W każdym razie sprzęt wydawał się działać, o czym świadczyć mogły chociażby święcące się na niektórych panelach lampki. Obok stał stolik, na którym leżała sterta papierów. Rysunków konstrukcyjnych, niestety niedokończonych, bez opisów. Na jednym z pierwszych znajdował się jednak napis: „MasuGadi”.  Na ścianie za tym biurkiem zamontowany był ekran, jeden z tych, które Evan widział przed chwilą w centrum medycznym.
Gdzieś w rogu całego warsztatu, lub pracowni jak można by też spróbować określić pomieszczenie, stał mały pojazd z ramieniem zakończonym chwytakiem. Sterowany automatycznie lub za pomocą jakiegoś pilota. W jego pobliżu znajdowały się też kolejne zamknięte drzwi i kolejny panel. Coś bardziej wartego ochrony pewnie znajdowało się za nimi.
Na suficie zaś znajdował się obudowany szyb wentylacyjny, albo jakieś przejście konserwacyjne? Sprawiało wrażenie na tyle dużego, że znajdujący się na czworaka młody człowiek być może miałby szansę się tam zmieścić.  
Po jakimś czasie, potrzebnym Genesisowi na pierwszą ocenę nowego pokoju, chłopak mógł usłyszeć głos Helliona, który wciąż podtrzymywał chroniącą przejście moc:
- I co? Widzisz jakąś inną drogę do środka? Albo coś innego co może pomóc?




/////
Ogólnie samo pomieszczenie wygląda mniej więcej W Ten Sposób, tylko jest może trochę większe i odrobinę jaśniejsze oraz bez komputera na tym najbliższym stole/biurku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Czw Sie 09, 2018 7:00 pm

Po chwili napięcia i ostrożnego obchodzenia się z drzwiami, Evan wreszcie znalazł się w pomieszczeniu, które - ze względu na układ sal - mogło być tym najważniejszym przynajmniej przy tym korytarzu. Już wstępne rozejrzenie się wykazało, że było na czym zawiesić oczy, w związku z czym w pierwszym momencie chłopak poczuł się odrobinę przytłoczony. Nie wiedział od czego zacząć, co mogło być dla niego - dla nich - najważniejsze... Dlatego najpierw po prostu rozejrzał się powoli ze swojego miejsca przy drzwiach, z daleka badając wzrokiem te obiekty oraz zakątki, które znajdowały się na widoku.
Odnosił wrażenie, że trafił do czegoś w rodzaju warsztatu, zresztą takiego o pokaźnych rozmiarach i bogatym wyposażeniu - nawet jeżeli nie technologicznie, bo tego ocenić nie potrafił, to chociaż ilościowo, gdyż tych wszystkich skrzyń i innych pojemników było najwyraźniej mnóstwo. Oczywiście istniała opcja, że stały puste, ale nawet jeżeli, to nastolatek wątpił, aby dla niego osobiście miało to teraz jakieś znaczenie. I tak nie potrafiłby pewnie zrobić niczego istotnego z zebranymi tutaj narzędziami.
Ani... Z większością innych rzeczy. Tak mu się wydawało. Przeznaczenia niektórych nawet się nie domyślał, pozostałych owszem, choć część z nich szczerze mówiąc mu do tego miejsca nie pasowała - jak na przykład ten pojazd w rogu pomieszczenia. Do czego tutaj służył? Dobre pytanie. Genesis uznał, że od niego będzie się akurat trzymał z daleka, chyba że znajdzie dla niego jakieś zastosowanie. Póki co nie wydawał się ważny.
Nastolatka zainteresowały z kolei drzwi znajdujące się po drugiej stronie sali. Miał nadzieję, że te nie zostały już w żaden sposób zablokowane, umyślnie czy przez przypadek... Tak czy siak warto by było wypróbować znajdujący się przy nich panel, choć może po poświęceniu krótkiej chwili na myszkowanie. Już z daleka Evan widział w końcu te papiery na jednym stoliku i miał ochotę przynajmniej na nie zerknąć. Czuł, że z kartkami poradzi sobie lepiej, niż z komputerami i innymi urządzeniami.
Zanim jednak zdążył zrobić cokolwiek, z korytarza dobiegł go głos Juliana i chłopak aż się lekko wzdrygnął, w swoim zamyśleniu nie spodziewając się tego dźwięku. Na szczęście szybko dotarło do niego kto się do niego zwracał i dlaczego, a jego głowa odruchowo obróciła się w tym kierunku, podczas gdy on sam zamrugał szybko, skupiając się na tych pytaniach.
- Nie jestem pewien, tu jest mnóstwo różnych rzeczy. Drzwi, ale po przeciwnej stronie, więc chyba prowadzą gdzieś dalej. Jakieś urządzenia, narzędzia, znowu taki ekran, jak tam w tej sali, w której został Quentin... I są też jakieś papiery, moglibyśmy je ze sobą zabrać. Zwinąć, schować przy ubraniu, nie powinny przeszkadzać. Ale to musiałbyś zrobić ty, bo gdybym musiał zmieniać kształt, to bym je zgubił albo zniszczył - wyliczył na początek, nie chcąc przegapić niczego ważnego, ale też starając się za bardzo nie opóźniać.
- Moment - dorzucił, po czym szybkim krokiem skierował się ku stolikowi, na którym spoczywały kartki. Zaczął prędko je zbierać, od razu rzucając na nie po kolei okiem. Niestety niewiele mu mówiły, a w większości - poza jedną, tą opatrzoną słowem MasuGadi, które chyba nic dla chłopaka nie znaczyło - nie posiadały żadnych dodatkowych informacji, opisów, ani nawet nazw, dlatego szybko zrezygnował z ich analizowania i po prostu zrobił z nich stosik. Bezzwłocznie wrócił z nimi pod drzwi i przesunął je przez szparę w nich, wszystkie naraz lub w mniejszych dawkach, jeżeli się nie mieściły.
- Tylko na jednej z nich jest coś napisane. Może ktoś w Instytucie będzie miał z tego pożytek. Poza tym... - Genesis zawiesił głos i po raz kolejny powiódł wzrokiem po warsztacie, zastanawiając się co jeszcze mógłby dodać. To dopiero w tym momencie jego spojrzenie padło wreszcie na sufit, a raczej na wystający przy nim szyb... Wcześniej był zbyt zaabsorbowany pozostałymi ciekawostkami, aby zwrócić na niego uwagę, ale może to właśnie on miał rozwiązać ich problem z zaciętymi na amen drzwiami?
- W suficie jest szyb wentylacyjny, biegnie w obie strony, ku tamtym drzwiom i ku tym, więc... Teoretycznie gdzieś tam powinieneś móc go znaleźć. Wygląda na wystarczająco obszerny, żeby się przez niego przecisnąć... Mógłbym pewnie spróbować się do niego wdrapać i pomóc ci znaleźć wejście po twojej stronie, chyba że już je gdzieś widzisz - prawdę mówiąc Evan miał nadzieję, że akurat tego uda mu się uniknąć. Nie tylko zmarnowaliby trochę czasu, skoro on przebywał już w środku i musiałby się cofnąć, ale i nastolatek nie czuł się do końca komfortowo z samą ideą przemieszczania się w czymś wąskim i ciemnym. Nie bał się, nie miał klaustrofobii, po prostu... Wolałby, żeby to drugie wejście do szybu znajdowało się jednak na widoku.
Czekając na odpowiedź Genesis zastanawiał się już nad tym, co powinni zrobić później. Oczywiście drzwi wydawały mu się najważniejsze, ale czy całą resztę mogli już zostawić w spokoju? Odnosił wrażenie, że z większością tutejszych obiektów nie potrafiliby zrobić nic pożytecznego, kusiło go już tak naprawdę tylko dokładniejsze sprawdzenie tego ekranu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pon Wrz 10, 2018 5:19 pm

Co prawda wspomnianych rysunków było na tyle dużo, by zaistniała potrzeba podzielenia ich na dwa nieco mniejsze pliki, lecz nie stanowiło to przecież większego problemu i po paru sekundach całość znalazła się w ręce Helliona. Zaś na wspomnienie o szybie Julian omiótł głową korytarz, w którym wciąż przebywał, czego Genesis raczej nie mógł widzieć, ale co mógł sobie wyobrazić, bo już za chwilę usłyszał głośnie i pełne rozczarowania westchnięcie.  
- Po tej stronie nie widzę nic co choć trochę mogłoby go przypominać. Może, w którymś z poprzednich pomieszczeń? Wcześniej nie zwracałem uwagi na to co znajduje się nad naszymi głowami, a przez to mogłem coś przeoczyć. Na przykład wejście do szybu. – prawda była taka, iż jeszcze przed kilkunastoma minutami żaden z nich pewnie nawet nie przypuszczał, iż podobne działanie może okazać się bardziej niż wskazane. Zwłaszcza jeśli wciąż zamierzali trzymać się dotychczasowych założeń i w miarę możliwości ustrzegać się niszczenia blokujących drogę drzwi, czy czegokolwiek innego, przynajmniej póki istnieje lub może istnieć inna możliwość dostania się do miejsca docelowego.
- Masz tam coś czym dalibyśmy radę zblokować drzwi? Chcę rozejrzeć się za wejściem do tego szybu, ale też nie mam ochoty całkiem odcinać ci tej drogi ucieczki, gdyby coś miało jednak pójść nie tak i nie bylibyśmy w stanie tej sztuczki powtórzyć. – gdyby chłopak zdecydował się za czymś takim rozejrzeć, odkryłby, iż w niektórych z kontenerów znajdują się cienkie płyty. Stalowe na pierwszy rzut oka, ale ponownie było to mocno mylące. Materiał mimo niewielkiej grubości był o wiele bardziej sztywny niż mogło się wydawać. Powiedzenie czegoś więcej o jego możliwościach bez uprzednich testów było niemożliwe. Tak czy siak, kilka takich blaszanych płyt potencjalnie powinno przynajmniej na jakiś czas załatwić sprawę. Chyba, że zdecydują się zdać na los. Lub Evan ostatecznie sam postanowi sprawdzić, gdzie znajduje się najbliższe wejście do szybu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sro Wrz 19, 2018 4:33 pm

Prawdę mówiąc Evan trochę spodziewał się takiej odpowiedzi w kwestii szybu. Miał nadzieję, że otrzyma inną, oczywiście, ale ta i tak go nie zdziwiła, nawet jeżeli z każdym padającym z ust Juliana słowem rósł ciężar odkładający się w jego klatce piersiowej. Co prawda starszy chłopak nie zasugerował mu, aby - zgodnie ze swoją własną propozycją - faktycznie wspiął się do środka i pomógł znaleźć inne wejście... Przeciwnie, brzmiało raczej na to, że był zdecydowany zrobić to na własną rękę... Ale jednak Genesis czuł się zobowiązany do wzięcia w tym udziału. Rozdzielili się już z Quentinem. Naprawdę nie powinni tego powtarzać. To się zawsze źle kończyło, prawda? A może po prostu szukał wymówek, bo nie chciał zostać całkiem sam. Hellion najwyraźniej się tym nie martwił... Albo przynajmniej potrafił tego nie okazywać.
Powstrzymując westchnienie, Evan powoli pokiwał głową, równocześnie wbijając wzrok w podłogę. Wiedział, że Julian i tak nie widział tego gestu, ale uczynił go odruchowo, nim zdążył się przed tym powstrzymać, a kiedy tylko się na tym złapał, od razu zastygł w bezruchu. Nie pomyślał. Od teraz będzie pamiętał, by reagować na głos, a nie fizycznie. Więc... Chyba powinien już zacząć stosować się do tego postanowienia.
- Też nie patrzyłem - potwierdził z lekkim wahaniem, bo brzmiało to lepiej od zwykłego przyznania racji czy wyrażenia zrozumienia. Na szczęście tyle najwidoczniej wystarczyło, bo Julian mówił dalej, a jeszcze w trakcie słuchania jego słów Genesis rozejrzał się już ponownie po pomieszczeniu, starając się namierzyć wzrokiem coś pasującego do jego instrukcji. Coś... Bardzo cienkiego albo wąskiego, ale zarazem wytrzymałego, by nie zostało zgniecione przez drzwi. W tej chwili nie przychodziło mu do głowy nic odpowiedniego, więc chyba będzie musiał dokładniej poszukać.
- Sprawdzę - zapowiedział więc, po czym po raz kolejny oddalił się od drzwi. Poruszał się szybko i co chwilę obracał głowę to na lewo, to na prawo, by upewnić się, że nic przydatnego nie leżało na widoku... Ale szczerze mówiąc domyślał się już, że tak nie było. Zauważyłby wcześniej, a pamięć miał mimo wszystko całkiem dobrą, więc coś takiego chyba nie wyleciałoby mu z głowy. To oznaczało konieczność przejrzenia zakrytych miejsc... Zaczynając od skrzyń i kontenerów. Choć może raczej w odwrotnej kolejności, gdyż te ostatnie najprawdopodobniej wygodniej mu będzie otwierać.
Tak postanowiwszy, nastolatek od razu przystąpił do działania, zabierając się najpierw za najbliższy sobie pojemnik. Starał się nie przeciągać, ale mimo wszystko zachowywać jakieś środki ostrożności. Nie bał się na przykład rozcięcia palców, bo i tak by się w końcu wyleczyły, ale nie chciałby uszkodzić czegoś potencjalnie istotnego. Na szczęście całkiem szybko natknął się na coś, do powinno odpowiadać ich potrzebom... Było wąskie i metalowe, choć chłopak miał wrażenie, że trochę zbyt cienkie. Drzwi musiałyby się jeszcze trochę zasunąć, aby oprzeć się na tym arkuszu, a tego Evan wolałby uniknąć, aby w razie czego nie utrudniać sobie wyjścia z pomieszczenia.
- Może coś mam, jeszcze moment - poinformował na wszelki wypadek Juliana, podnosząc przy tym trochę głos, aby mieć pewność, że zostanie usłyszany. Nie chciał kazać starszemu mutantowi zbyt długo czekać. Martwił się, że już teraz nadwyrężał jego cierpliwość... Dlatego ze wzmożonym zapałem wrócił do przeglądania tego, a następnie innych kontenerów, aby w końcu uzbierać jeszcze kilka takich samych - albo przynajmniej z zewnątrz identycznych - płyt. Wszystkie po kolei opierał na uboczu, żeby później, czyli właśnie teraz, zgarnąć je razem i przetransportować w pobliże drzwi.
- Wsunę je i zobaczymy czy wytrzymają. Tylko... Puszczaj drzwi powoli? Nie jestem pewien z czego są te płyty, więc lepiej, by się na nich oparły, a nie w nie uderzyły - zwrócił się do Helliona, równocześnie zaczynając już wprowadzać arkusze w otwór. Po dwa, po jednym, zależnie od tego, jaka zaszła konieczność... A kiedy przestały się mieścić - albo mu się skończyły - odsunął się o krok, aby pozwolić swojemu towarzyszowi działać. W napięciu obserwował to, czy i ewentualnie w jaki sposób płyty się sprawdziły.
Genesis czuł, że to był ten moment, kiedy powinien wreszcie zaoferować, że może jednak spróbować prześledzić bieg szybu... Ale z drugiej strony Julian już podjął decyzję - a był starszy, bardziej doświadczony i... I pewnie dużo lepiej wiedział co robił. Może nie w pełni, ale i tak lepiej. A poza tym on mógł przynajmniej poświecić sobie w szybie swoją energią, podczas gdy Evan nie mógł sobie na to pozwolić. Za bardzo bałby się, że coś zniszczy. I... I to nie tak, że nie miał już nic do zrobienia w tej sali. Właśnie.
- Poczekam na ciebie i w międzyczasie przyjrzę się reszcie tego sprzętu. Może natknę się jeszcze na coś ważnego... Ach, zdejmę dla ciebie kratę po tej stronie, żebyś widział gdzie się zatrzymać - powiedział, a kiedy tylko Hellion zaczął się oddalać, Genesis czym prędzej uczynił to samo. Pierwszy przystanek wypadał dla niego pod szybem. Rozciągnął trochę nogi, aby się do niego zbliżyć, po czym przyjrzał się dokładniej kracie. Jeżeli było to możliwe, postarał się odpowiednio zmanipulować kształtem swoich palców i utwardzić ich końcówki, aby po prostu wykręcić śrubki i w ten sposób utworzyć przejście. W przeciwnym razie musiał uciec się do metody siłowej i ostrożnie wyrwać kratę. Po fakcie wrócił do poprzedniej formy i odłożył obiekt na bok.
W tym momencie nastolatka przede wszystkim interesował ten znajomy już ekran, dlatego to prosto do niego się skierował. Pamiętał, że wcześniej klawiatura wyświetliła się w reakcji na kontakt fizyczny, w związku z czym teraz chłopak spróbował czegoś podobnego, przesuwając palcami po biurku. Gdyby to nic nie dało, ponowiłby to działanie w paru innych miejscach, a na koniec ostrożnie tyknąłby nawet sam ekran.
Jeśli któraś z tych akcji wywołałaby reakcję urządzenia, nastolatek zapewne na chwilę by przy nim pozostał, aby lepiej je zbadać... Chyba że wyświetlane informacje z jakiegoś powodu go zniechęciły lub okazały się niedostępne - albo na przykład powtarzały się z tymi z poprzedniego pomieszczenia. W takim wypadku, lub gdyby ekran w ogóle nie odpowiedział, Evan z oporami zrezygnowałby z tego pomysłu. Tak czy siak warto było to sprawdzić. Potem... Pozostawało mu już tylko czekanie na Juliana.
Jeżeli ekran nie zatrzymał go na dłużej, Genesis powoli zbliżył się do drzwi, lecz tym razem tych, z którymi jeszcze nie miał styczności. Nie chciał otwierać ich bez Helliona, dlatego zwlekał z tym ile mógł... Ale w sytuacji, gdyby jego towarzysz wciąż nie nadchodził, a kolejne minuty mijały, młody mutant w końcu zainteresowałby się pobliskim panelem. Choć nieświadomie grałby na czas - dając Julianowi szansę dotrzeć na miejsce - to wreszcie ułożyłby na nim dłoń. Przynajmniej pozycja panelu pozwalała mu stać z boku, a nie bezpośrednio przed drzwiami...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sro Lis 14, 2018 7:09 pm

Szyb wentylacyjny musiał dokądś prowadzić. Do kolejnych pomieszczeń? Na zewnątrz? Do jakiegoś systemu tłoczącego powietrze, którym oddychali od momentu, w którym znaleźli się w tej dziwnej części piramidy? O ile wciąż znajdowali się w jej wnętrzu, lub tuż pod nią? Szanse na to, że przeoczyli wejście do niego, w którymś z poprzednich pomieszczeń były więc całkiem duże, ale też istniała możliwość, iż nie wszędzie będzie ono równie łatwo dostępne. Jeśli Julianowi się poszczęści, nie powinno potrwać długo nim dołączy do Genesisa po drugiej stronie uszkodzonych drzwi. Do tego czasu Evan znów musi radzić sobie sam. Chłopakowi zresztą bez problemu udało się wpierw poluzować śruby, a następnie zdjąć samą kratę otwierając drogę przez którą Keller niedługo być może znajdzie się w tym samym pomieszczeniu.
Sprawdzenie zawartości komputera rzeczywiście mogło być dobrym sposobem na zabicie choć kilku, kilkunastu minut, a może nawet większej jego ilości. W zależności od tego czy znajdzie tam coś interesujące, lub tego czy w ogóle uda mu się dostać do zapisanych w nim danych. Podobnie jak we wcześniejszym przypadku urządzenie zareagowało na dotyk. Klawiatura pojawiła się pod palcami chłopaka. W tym samym momencie rozświetlił się również ekran. Na nieszczęście dla młodego mutanta, w przeciwieństwie do urządzenia napotkanego w pomieszczeniu medycznym, ten wyświetlał prośbę o wpisanie hasła. Cokolwiek więc znajdowało się w jego pamięci przynajmniej jeszcze przez jakiś czas pozostanie tajemnicą, ale już teraz należało zakładać, iż może to być coś mniej lub bardziej istotnego. Może Quentin, gdy upora się już ze swoim zadaniem, mógłby spróbować obejść zabezpieczenia. Chyba, że wcześniej nastolatkowie odkryją jak brzmi rzeczone hasło. Co prawda mógł spróbować swojego szczęścia, ale tu należałoby zastanowić się nad tym, czy miałby w ogóle jakieś szanse na sukces.
Ułożenie dłoni na panelu tym razem zadziałało, choć nie od razu. Potrzeba było kilku dobrych sekund, by drzwi uchyliły się i ujawniły coś czego nastolatek pewnie nie przewidywał. Przejście nie prowadziło do kolejnego pokoju, jak mogło się zdawać po dotychczasowych doświadczeniach z tym miejscem. Zamiast tego za drzwiami znalazł się… szyb windy? Prowadzący w dół, góra kilkadziesiąt metrów sądząc po mrugającym na dole świetle. Prawdopodobnie wydobywało się ono z wnętrza kabiny, która z jakiegoś powodu odmawiała współpracy i po uruchomieniu panelu nie pojawiła się na poziomie, na którym przebywał obecnie Evan. Zejście tam powinno być proste nawet, gdyby chłopak postanowił nie czekać na Helliona, co jest o tyle ważne, że nie minęło wiele czasu od chwili, w której Keller ruszył na poszukiwania wejścia do systemu wentylacji, więc może jeszcze trochę potrwać nim w ogóle się tu zjawi. Problem leżał również w tym, że dopóki Genesis nie znajdzie się lub też obaj nie znajdą się we wnętrzu kabiny, nie ma żadnej możliwości, by ocenić co może czekać dalej. Poza tym był jeszcze Quentin, który wciąż powinien pracować w części medycznej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sob Lis 17, 2018 9:12 pm

Pomysł ze sprawdzeniem ekranu bardzo szybko okazał się niewypałem i z jednej strony Evan tego żałował - nie tylko dlatego, że nie mógł uzyskać dostępu do najwyraźniej nowych informacji, ale i przez to, że to skreślało z jego listy jedno zajęcie dla zabijania czasu przed przybyciem Juliana... Lecz z drugiej chłopak i tak podejrzewał, że pewnie zapoznanie się z tymi danymi wiele by mu nie dało. Nie dość, że nie miał jak przerzucić ich do Instytutu, to jeszcze wcale by się nie zdziwił, gdyby tu na miejscu nic mu nie powiedziały. Szkoda, że Quentin został w tyle. Może on więcej by tutaj zdziałał... A tak, niestety, Genesis musiał zrezygnować i spróbować czegoś innego.
Wybór był niewielki. Część pomieszczenia sprawdził już wcześniej, niektórych rzeczy po prostu nie chciał ruszać, więc... Pozostawało mu tylko skupienie się na drzwiach i przynależącym do nich panelu. Opóźniał to jak mógł i to do tego stopnia, że nawet poruszał się teraz zauważalnie wolniej, ale czas uciekał, a on wiedział, że nie powinien czekać w nieskończoność. Z każdą chwilą wyobraźnia coraz bardziej nakręcała zresztą jego niepokój, lecz nie o niego samego, lecz o Juliana. Co prawda wiedział, że w sprawdzonych przez nich do tej pory pomieszczeniach wszystko było w porządku, ale nie myślał pod tym względem do końca racjonalnie. Martwił się, że coś mogło się stać. Quentin przynajmniej siedział cały czas w jednej - bezpiecznej - sali... Chyba.
Chcąc, nie chcąc, Evan uruchomił więc wreszcie panel przez ułożenie na nim dłoni... I w następnej chwili zmarszczył lekko czoło, zaskoczony brakiem natychmiastowej reakcji, do której zdążył się już przyzwyczaić po poprzednich tego typu akcjach. Nim jednak nastolatek zdążył porządnie się nad tym zastanowić, drzwi w końcu zbudziły się do życia... I odsłoniły znajdującą się za nimi pustkę. Chłopak aż zamrugał szybko, podchodząc nieco bliżej krawędzi i ostrożnie zaglądając do środka, a następnie - gdy dotarł do niego brak podłogi na tym obszarze - w dół. Szybki rzut oka w górę utwierdził go jeszcze w przekonaniu, że szyb prowadził tylko w jedną stronę i wówczas jego wzrok znów opadł.
Wysoko - to jego mózg zarejestrował w pierwszej kolejności. Z drugiej strony nie na tyle wysoko, żeby miało go to przestraszyć. Wymiary tego wnętrza niestety trochę go ograniczały, bo oznaczały, że nie mógł na przykład wykształcić sobie skrzydeł, aby w ten sposób dostać się na dół, ale nie była to przecież jedyna możliwość. Mógłby przecież, na przykład, przedłużyć sobie po kolei nogi, żeby opuścić stopy na dostępne w szybie podłoże, a następnie wrócić do normalnej formy... Albo wytworzyć na skórze mikroskopijne haczyki, dzięki którym mógłby się czepiać ściany - i zejść po niej. Albo... Och, na pewno znalazłoby się coś jeszcze. Musiał się tylko nad tym zastanowić.
Na moment chłopak cofnął się o krok od przejścia, aby potoczyć wzrokiem po sali. Teoretycznie mógłby też spróbować wykorzystać coś, co się w niej znajdowało, ale... Jakoś nie do końca ufał tym wszystkim sprzętom, wliczając w to kable, które mógłby pozbierać z okolicy. Chyba wolałby tego jednak uniknąć i polegać głównie na swoich własnych możliwościach. Wszystko byłoby więc pięknie, przynajmniej jak na te okoliczności, gdyby nie fakt, że Julian wciąż do niego nie dołączał... I nastolatek nie bardzo wiedział co powinien z tym zrobić. Czekać na niego czy może ruszyć dalej, licząc na to, że towarzysz wkrótce do niego dołączy? Nie chciał być sam. Nie na długo.
A może... Może mógłby spróbować zwrócić na siebie uwagę Quentina? Nie wiedział jak dokładnie działała telepatia, prawdę mówiąc ledwo znał te jej najogólniejsze aspekty, a w dodatku zdawał sobie sprawę z tego, że wcześniej Q miał problemy z korzystaniem ze swoich zdolności, bo coś je najwyraźniej blokowało czy ograniczało, ale... Ale przecież co mógł stracić? Jeżeli nie uzyska żadnej reakcji, to tak czy siak nikt się o tym nawet nie dowie, bo wszystko rozegra się tylko i wyłącznie w jego umyśle.
Evan nie miał pojęcia jak się za to zabrać, więc zrobił po prostu to, co wydawało mu się najbardziej logiczne i oczywiste - skupił się na myśleniu o Quentinie, tak intensywnie, jak tylko potrafił, starając się jakoś go do siebie przyciągnąć. Odruchowo chciał zamknąć przy tym oczy, ale ostrożność nie pozwalała mu tego uczynić. Wolał zachować przynajmniej resztki czujności, nawet jeżeli poza obserwowaniem otoczenia koncentrował się na nawoływaniu w swojej głowie telepaty.
Nie wiedział nawet o co dokładnie by go zagadnął, gdyby udało mu się doprowadzić do nawiązania połączenia. Wśród jego myśli krążyły przede wszystkim pytania o bezpieczeństwo obu towarzyszy, no i oczywiście chęć prędkiego sprowadzenia ich do siebie, więc te dwie kwestie najpewniej najłatwiej byłoby z niego wyczytać, ale poza tym... Poza tym jego ciekawość względem szybu windy również wyróżniała się na tle innych rozważań i uczuć.
Genesis poświęcił na te starania dłuższą chwilę, od czasu do czasu zerkając z nadzieją w stronę dopiero co otworzonego szybu wentylacyjnego, lecz jeżeli nie osiągał swoimi próbami żadnych efektów, to w końcu zmuszony był z nich niechętnie zrezygnować. Jeżeli do tego doszło, chłopak ponownie zbliżył się do krawędzi i zerknął w dół, aby upewnić się, że przez ten czas sytuacja nie uległa żadnej zmianie. Powoli nabrał powietrza głęboko w płuca, a następnie w podobnym tempie je z nich wypuścił.
Wiedział już jaka metoda wydawała mu się najlepsza. Używał jej wcześniej, choć po to, aby dostać się gdzieś wyżej, a nie osunąć niżej... Tyle że później tak czy siak musiał lądować, więc mechanizm był wystarczająco podobny. Nastolatek skupił się na ostrożnym przekształcaniu swoich stóp i łydek, aby utworzyć z nich coś na kształt odrzutowych butów, które powinny umożliwić mu lot bez zajmowania miejsca jak skrzydła. Kiedy tylko były gotowe, Evan wypróbował je jeszcze w sali, wznosząc się, a następnie opadając. Wolał upewnić się, że będzie w stanie zrobić to w miarę możliwości delikatnie... I może wciąż trochę grał na zwłokę. Dopiero po tym wszystkim ponownie oderwał się od podłogi i powoli przeniósł mniej więcej na środek szybu, aby tam zacząć się obniżać. Przez cały ten czas koncentrował się na utrzymywaniu równowagi, a w tym celu aż rozchylił ramiona na boki. Sztuka polegała na ścisłym kontrolowaniu przepływu energii...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Pią Lis 30, 2018 4:44 pm

Wcześniejsze doświadczenie w podobnych manewrach z pewnością okazało się przydatne, gdyż wybrana przez chłopaka metoda skutecznie i przede wszystkim bezpiecznie pozwoliła mu pokonać długą drogę w dół szybu, by w końcu wylądować na kabinie windy. Klapa ewakuacyjna na jej górnej części była otwarta… Nie, ślady w miejscu, gdzie ta powinna się znajdować świadczyły raczej o tym, że została brutalnie wyrwana. Z jakiego powodu? Przez kogo? Kiedy? Nic co w jakiś sposób pozwoliłoby na te pytania odpowiedzieć, ale raczej można było śmiało założyć, iż w jakimś stopniu mogło mieć to związek z awarią samej windy. Co bystrzejsze oko wypatrzyłoby też kilka nieregularnych plam tuż przy otworze. Starych, zaschniętych i mocno wyblakłych. Krew? Może. A jeśli tak, to czy mógł ją przeoczyć w warsztacie, który właśnie opuścił? Ktokolwiek lub cokolwiek pozostawiło te ślady musiało przecież uciekać w tamtym właśnie kierunku. Raczej nie trudno byłoby pomylić je tam z plamami oleju lub innych płynów, a i nieco odmienna kolorystyka pomieszczenia również mogła pomóc ukryć przed wzrokiem coś takiego.
Po zejściu do środka, co było już o wiele łatwiejsze i nie wymagało żadnych niesamowitych akrobacji, przywitałoby go niczym nie wyróżniające się od tego co młodzi mutanci do tej pory napotkali wnętrze. Z pozoru, bo też migające światło utrudniało dostrzeżenie szczegółów. Ale chwila uwagi wystarczyła, by i tu dostrzec podobne plamy co na dachu kabiny. W znacznie większej ilości. Na panelu sterującym, na leżącej na dole klapie, na samej podłodze… I zdawały się ciągnąć dalej. Drzwi kabiny były lekko rozchylone, ale krótkie oględziny wystarczyłyby, by stwierdzić, że nie blokował ich w tej pozycji żaden przedmiot, ani nic innego. Za to na wysokości około metra na powierzchni do kilku centymetrów od krawędzi obu rozsuwanych części widoczne było duże i wyraźne odkształcenia. Jakby od zewnątrz ktoś lub coś starał przebić się do środka.
Migające światło regularnie przepływało przez rzeczoną kilku centymetrową szparę i rozpływało się w korytarzu, czy innym pomieszczeniu, które znajdowało się dalej. Chłopak mógł spróbować to wykorzystać, by przynajmniej w niewielkim stopniu rozeznać się w sytuacji w inaczej pokrytych mrokiem wnętrzach dalszych rejonów kompleksu. Bez dodatkowego źródła światła nie będzie to zbyt pomocne, ale każdy strzępek informacji może okazać się na wagę złota przy podjęciu decyzji o kontynuowaniu podróży lub powrocie na górę i zaczekaniu na któregoś z towarzyszy.
Gdyby Evan zdecydował się zerknąć, dostrzegłby właściwie tylko, że i to miejsce zdaje się nie różnić od pozostałej części kompleksu. Oprócz tego kilka śladów na podłodze, które można by wziąć za krew oraz… Trudno było dokładnie powiedzieć, lecz wydawać się mogło, iż na skraju tej niewielkiej oświetlanej strefy, a w dużej części pewnie też poza nią, coś leżało.  

*****************

Tymczasem w części medycznej, Quentin wciąż walczył z zabezpieczeniami tutejszego systemu. Były skomplikowane, wielowarstwowe i złamanie wszystkich może być dla niego niemożliwe, ale wydawało się, iż chłopak przynajmniej jest już na dobrym tropie, by zyskać dostęp do części danych, głównie tych bezpośrednio powiązanych z tą częścią kompleksu, oraz do bardziej podstawowych protokołów komunikacji, które umożliwiłyby przesłanie tych informacji dalej. Do Instytutu lub w jakiekolwiek inne miejsce posiadające wystarczająco dużo pamięci. A tej potrzeba będzie sporo, bo w grę wchodziły nie tylko tekstowe raporty medyczne, ale też mnóstwo zdjęć, analiz, symulacji, plików wideo…
Gdyby mimo wszystko Quire odruchowo wciąż próbował monitorować sytuację w swoim otoczeniu, udałoby mu się wyczuć, iż ktoś starał się z nim skontaktować albo zwyczajnie zwrócić uwagę. Ze względu na objawiające się od samego początku ograniczenia jego zdolności stwierdzenie tego kto starał się zwrócić jego uwagę, ani gdzie ta osoba przebywała nie było możliwe. Ale opcji nie było przecież dużo, przynajmniej w tej pierwszej kwestii. Poza Quentinem i dwójką jego towarzyszy kompleks zdawał się być opuszczony. To musiał więc być jeden z nich. Chyba, że miejsce to wcale nie jest tak puste i coś innego dowiedziało się o jego obecności. Zaalarmowane na przykład przez próby przebicia się przez zabezpieczenia. Z drugiej strony uczucie to było na tyle słabe, iż równie dobrze można było to uznać za nic wartego uwagi. Za wytwór wyobraźni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Nie Gru 02, 2018 1:34 pm

Evan starał się wylądować jak najbardziej cicho i delikatnie, nawet jeżeli dźwięk energii napędzającej jego lot tak czy siak zdradzał pewnie jego przybycie. To nie tak, że spodziewał się, iż na dole nagle kogoś zastanie, ale z natury był ostrożny, a w dodatku wolałby, żeby góra windy nagle się pod nim nie zapadła, bo z zaskoczenia mógłby nie zdążyć utrzymać się w powietrzu. Może i taki upadek nie zrobiłby mu ogromnej krzywdy, ale w najlepszym wypadku by zabolał, a w najgorszym musiałby poczekać na naprawienie szkód. Co... Przynajmniej dałoby mu powód do zwłoki i dalszego liczenia na pojawienie się Juliana... Ale nie potrafił się w ten sposób oszukiwać.
Droga w dół wydawała się być prosta, bo do wyboru posiadał tak naprawdę tylko jedną i być może tak właśnie było najlepiej. W związku z tym chłopak najpierw przyklęknął na jedno kolano, preferując opcję z opuszczeniem się do środka, niż z próbą wlecenia przez przecież o wiele węższe od szybu przejście... I w gruncie rzeczy dopiero w tym momencie dotarło do niego to, co szczerze powiedziawszy chyba musiał zauważyć już wcześniej - tylko świadomie tego nie przemyślał i nie zinterpretował.
Spojrzenie Genesisa przesunęło się wzdłuż krawędzi dziury, a jego czoło zmarszczyło się w wyrazie głębokiego namysłu i oraz niepokoju. Czy to były plamy krwi? A może jakiegoś... Smaru, oleju lub czegoś podobnego? Umysł nastolatka potrafiłby uzasadnić użycie takich substancji w tym miejscu, choć niestety aktywna wyobraźnia wcale nie pomagała mu myśleć rozsądnie i wszechstronnie. Jedna z dłoni Evana przeniosła się nawet nad jeden z takich śladów, lecz powstrzymał się przed jego dotknięciem. Nie był pewien czy kontakt mógłby mu w jakiś sposób zaszkodzić, nie tylko ze względu na jego mutację, ale wolał założyć, że to niehigieniczne, niż potem żałować. Ostatecznie jego ręka wróciła na poprzednie miejsce na jego udzie.
Po kilku sekundach takiej obserwacji głowa chłopaka odchyliła się powoli do tyłu, a jego wzrok przemknął w górę. Zakładając, że ktoś wyruszył z dołu i dotarł przynajmniej do tego miejsca... I chyba był ranny, co mogło w mniejszym lub większym stopniu ograniczać jego ruchy... Ten ktoś tak czy siak musiał w jakiś sposób przenieść się dalej, wyżej, więc albo potrafił latać, albo zostawił po sobie więcej śladów. Niestety w tak wybiórczym oświetleniu Genesis nie byłby pewnie w stanie ich dostrzec - na przykład na ścianach... A w pomieszczeniu, które dopiero co opuścił? Być może tam...?
Nie, nie mógł od razu wrócić. Powinien przynajmniej spróbować zbadać to, co znajdowało się po drugiej stronie szybu. Wtedy zadecyduje czy się cofnąć i dokładniej sprawdzić tamten warsztat, przy okazji oferując towarzyszom kolejną szansę na dołączenie do niego. Nastolatek w dalszym ciągu nie tracił nadziei na to, że w końcu do tego dojdzie. Przecież by go tak nie zostawili, prawda? A nawet jeżeli Quentin był zajęty, to wciąż przynajmniej Julian szukał alternatywnej drogi, by do niego dotrzeć. W to wierzył. Choć... Może powinien był zostawić mu wiadomość, że zszedł na dół, ale to wydawało mu się oczywiste.
Zwalczając w sobie chęć ucieczki na górę, Evan westchnął cicho, drżąco, po czym - zgodnie z poprzednim planem - osunął się do wnętrza kabiny, po drodze koniecznie uważając na to, aby złapać w miejscu, w którym nie było żadnych podejrzanych śladów czy ostrych krawędzi. Wciąż nie sprowadził swoich nóg do normalnej postaci, lecz niczego to dla niego nie zmieniało, gdyż w odrzutowych butach mógł się poruszać zupełnie naturalnie... Przynajmniej na ziemi, bo w powietrzu musiał oczywiście zachowywać ostrożność.
Chłopak nie był pewien co właściwie spodziewał się zastać dole. Przez tę chyba-krew oczekiwał czegoś... Niepokojącego, może nawet niebezpiecznego, a na pewno rzucającego się od razu w oczy, nawet w tym nieprzyjemnie migającym świetle, które coraz bardziej mu przeszkadzało. Jego serce aż zabiło szybciej, gdy po raz pierwszy przesuwał wzrokiem po nowym otoczeniu, lecz... Lecz tak naprawdę było spokojniejsze, niż się tego obawiał. Nic się na niego od razu nie rzuciło, a przed chwilą naprawdę trochę się o to martwił, znów ze względu na głupią, bogatą wyobraźnię.
Nie oznaczało to, że widok mu się podobał. Kolejnych plam się spodziewał, choć zaskoczyła go ilość płynu, który musiał się tutaj rozlać. Jeżeli to faktycznie była krew, to... To ile jej wypłynęło? Nie potrafił tego określić przez samo przyglądanie się śladom, a szkoda, bo na tej podstawie mógłby spróbować ocenić jak poważnie ranna została ta osoba. O ile była tylko jedna - co nagle przyszło mu do głowy. Nie, zbyt wiele niewiadomych, nie powinien aż tyle o tym myśleć, bo i tak niczego w ten sposób nie ustali.
Plamy to jednak jedno, porzuconej klapy też oczekiwał, bo w końcu gdzieś się musiała podziać - przecież by nie zniknęła - ale te odkształcenia na drzwiach... To najbardziej go zaniepokoiło. Przestraszyło. I niestety potwierdzało teorię, że miał do czynienia z krwią. W porządku, czyli ktoś na pewno został zaatakowany na dole, odniósł obrażenia, uciekł do windy, która nie zadziałała, a... A to coś, co go skrzywdziło, starało się do niej dostać za nim, więc zerwał klapę i - uciekł? Taką Evan miał nadzieję. Szpara między rozsuwanymi panelami drzwi wydawała się zbyt mała, żeby przez nią przejść lub kogoś przez nią przeciągnąć, a same chyba nie przemieściłyby się automatycznie akurat do tego stopnia? Zamknęłyby się lub rozsunęły całkowicie. Raczej.
Przez krótką chwilę Genesis rozważał próbę uruchomienia windy. Być może rzeczywiście powinien sprowadzić ją na górę i poczekać na pozostałych. Ale... Skoro nie zadziałała wcześniej, to czemu teraz by miała? Prawdopodobnie nie została naprawiona, bo w takim wypadku również by ją wyczyszczono, tak? A korzystanie z panelu mogłoby zwrócić uwagę tego czegoś, co zaatakowało poprzednim razem - o ile to coś w dalszym ciągu tutaj żyło. Ta krew wyraźnie była stara, ale ile czasu mogło minąć od jej przelania?
Rezygnując z tego pomysłu, nastolatek zrobił krok w stronę drzwi, nie zbliżając się jednak do nich za bardzo. Chciał tylko ułatwić sobie zerknięcie na zewnątrz przez tę dziurę. Choć... Po drugiej stronie tak czy siak światło było zgaszone, więc mógł się jedynie opierać na tej migającej lampie z windy, ta zaś nie dawała mu wiele, szczególnie przez otwór. Ta część była akurat dziwna. Jak do tej pory w innych pomieszczeniach nie musieli się martwić o włączanie światła, więc może tutaj w ogóle nie działało? W takim wypadku przydałoby mu się jakieś jego źródło, nim ruszyłby dalej. Być może udałoby mu się przerobić rękę w sposób podobny do nóg, tylko wykorzystywać w niej mniej energii - jedynie dla rozjaśnienia otoczenia... Ale gdyby coś go wtedy zaskoczyło albo przestraszyło, mógłby nad sobą nie zapanować i na przykład coś zniszczyć. Lepiej było tak nie ryzykować i na początek rozejrzeć się za jakąś latarką albo czymś podobnym, a ten plan pozostawić sobie jako ostateczność. Czyli powrót na górę miał jednak sens.
Mimo to nawet przy tym mrugającym snopie światła Genesis potrafił dojrzeć więcej plam na podłodze po drugiej stronie drzwi. Były zgodne z jego dotychczasową teorią, więc tylko ją potwierdziły, a nie wniosły niczego nowego. Chłopak skupił się na wypatrywaniu obiektów, które z jakiegoś powodu nie pasowałyby mu do wystroju tej... Tej świątyni, bazy, sam już nie wiedział czego. Takich, które wyróżniałyby się stylem albo również zostały zakrwawione, bo sprawdzenie trasy odbytej przez tę nieznajomą osobę oraz wykonanych przez nią czynności wydawało się mu niezłym planem.
Jego uwagę dość prędko przykuł kształt na granicy zasięgu światła, ale nie widział go dobrze, może po części przez to miganie. Evan odruchowo zmrużył oczy, jak gdyby w ten sposób chciał dostrzec coś więcej - spróbować lepiej określić wymiary tego czegoś, przybliżoną formę, z czymś to sobie skojarzyć. Obiekt nie wyglądał mu chyba na żaden typowy dla tego miejsca mebel czy napotkany już przedmiot, ale mógł się mylić. Wyobraźnia z kolei znów podpowiadała mu nieprzyjemne rzeczy, sugerując, że mógł właśnie ponownie natknąć się na czyjeś szczątki, niekoniecznie ludzkie... Jak wcześniej z tą czaszką. Czy tamte stworzenia potrafiłyby się tutaj dostać? Może jakoś im się udało. Albo... Albo to mogła też być inna istota. Na przykład ta, która uszkodziła drzwi windy.
W porządku. Na początek i tak potrzebował źródła światła. Z tą myślą nastolatek przeciągnął się przez dziurę w dachu kabiny, wydłużając w tym celu ciało, żeby nie kłopotać się chwytaniem krawędzi i wspinaniem. Dopiero tam uruchomił odrzutowe buty, znów rozkładając ręce na boki dla zachowania równowagi, po czym skierował się prosto w górę, aż do przejścia prowadzącego do warsztatu. Kiedy ostrożnie w nim wylądował, od razu zabrał się za poszukiwania. Wcześniej sprawdził już część kontenerów i skrzyń, więc jeżeli zauważył wtedy wśród ich zawartości coś, co przypominało latarkę, przenośną lampę lub coś podobnego, to właśnie tam zaczął się rozglądać. W innym wypadku czekało go przejrzenie reszty pojemników, a także każdej innej powierzchni, która mogłaby skrywać potrzebne mu urządzenie. W razie czego przeszedłby się nawet po ciemnych zakamarkach pomieszczenia, w nadziei na to, że być może coś takiego przypadkiem wylądowało na uboczu i nie zostało potem podniesione. W obliczu ciągłych niepowodzeń zbadałby też pojazd, którego do tej pory unikał. Niczego w nim nie uruchamiał, po prostu dokładnie go obejrzał. Genesis podejrzewał, że w ostateczności być może dałoby się jakoś wykorzystać tutejsze kable, żeby przeprowadzić światło na dół - o ile by tam sięgnęły - ale... Prawdę mówiąc po prostu nie posiadał wystarczającej wiedzy, aby się do tego uciec. Szkoda, że nie miał telefonu komórkowego. Mógłby nim sobie poświecić i nie musiałby teraz szukać alternatywy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quentin Quire

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 01/10/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Sob Gru 08, 2018 6:22 pm

Quentin, kiedy już zajął się hakowaniem uznał, że najlepiej zamknąć się na bodźce i po prostu zanurzyć w swoim świecie. Było to coś, czego nauczył się już dawno temu, odcinanie się od rzeczywistości. W końcu w Instytucie nigdy nie było mowy o ciszy i spokoju, więc musiał zapewnić je sobie sam. W pewnym momencie skrzywił się lekko na myśl, że pewnie włamanie poszłoby mu znacznie szybciej, gdyby mógł wprosić się na chwilę do głowy jakiegoś eksperta i jak po sznurku dostał się do wszystkich danych. Jednak teraz nie wchodziło to w grę. Ale przecież, skoro już raz mu się udało, nie pozwoli, żeby takie drobne niedogodności mu przeszkodziły.
Hakowanie takich rozbudowanych i obwarowanych systemów z jakiegoś powodu przypominało mu domek z kart. Skojarzenie było niezbyt oczywiste, większość ludzi zapewne określiłaby je mianem fortec, bastionów, bunkrów, otoczonych szańcami zabezpieczeń. Ale dla młodego mutanta były jak konstrukcje z papieru. Owszem, robiące wrażenie i stanowiące wyzwanie, ale nieadekwatnie pracochłonne w swojej kruchości.  Nie ważne, jak stabilna i imponująca wydawała się konstrukcja na pierwszy rzut oka, zawsze istniały punkty, które można było wykorzystać do jej zawalenia. Musiały, bo w końcu tworzyli je ułomni ludzie, którzy kiedy sprawdzą swoją pracę tysiąc razy nie zrobią tego po raz tysiąc pierwszy, przekonani, że ich twór jest nie do zniszczenia. A przecież to właśnie teraz robił. Siał zniszczenie, nawet, jeśli powoli i mozolnie, to jednak nieubłaganie otwierając kolejne foldery. Uśmiechnął się do siebie, kiedy udało mu się dobrać do protokołów komunikacyjnych i natychmiast przystąpił do przesyłania danych, do których dotychczas zdobył dostęp. W końcu głupio byłoby stracić wszystkie efekty pracy, gdyby na przykład wysiadł system/zasilanie/sufit zawaliłby im się na głowy, grzebiąc ich głęboko pod ziemią i zostawiając na pastwę mumifikującego wpływu pustynnego klimatu. Dlatego też przeglądał zdjęcia bardzo pobieżnie, nie odtwarzał nagrań i odpuszczał teksty dłuższe niż stronę. Może teoretycznie miał komfort czasu i nadludzkie tempo pracy, ale… Tak naprawdę mogło stać się cokolwiek, a Q wiedział, że lepiej wysłać jak najwięcej w częściach niż absolutnie nic. W końcu, zawsze będzie mógł przejrzeć to wszystko, kiedy już wrócą do szkoły, lub nawet po zakończeniu przesyłania. Oczywiście, miejscem docelowym transferu skompresowanych danych, opisanych jako „Nienawidzę piasku” stały się komputery Instytutu.
Gdy tylko pliki zostały przekazane w całości, natychmiast rozłączył systemy. Ot, dla bezpieczeństwa. Mógł nie zgadzać się z Xavierem w wielu punktach, ale nie zamierzał narażać danych wrażliwych swoich i innych uczniów na dostęp z zewnątrz dłużej niż było to absolutnie konieczne. W końcu komputery MacCoya zawierały archiwa ze wszystkich testów jakie przeprowadzono w szkole. Gdyby ktoś chciał wykończyć ich wszystkich, a nie czarujmy się, takich ludzi nie brakowało, o czym najlepiej świadczyły ostatnie wydarzenia w Nowym Jorku, nie mógł dostać piękniejszego prezentu. Brakowało tylko ogromnej kokardy. Z drugiej strony, grupa, która prowadziła te testy chyba nie była zainteresowana zmieceniem mutantów z powierzchni planety. Chyba, że chcieli znaleźć coś, co powali nawet Apocalypse’a, bo taka metoda sprawdziłaby się z całą pewnością również na reszcie posiadaczy genu X. Quentin otrząsnął się z nieprzyjemnych myśli i zajął dalszym buszowaniem w systemie. Jego palce ślizgały się płynnie po klawiaturze, światło monitora wyostrzało rysy jego twarzy, a w szkłach okularów odbijały się kolejne linijki kodu. Ten mały sukces sprawił też, że przystąpił do zadania z nową energią, przezwyciężając pewne znudzenie, wywołane jego powtarzalnością i żmudnością. W końcu, jeśli udało mu się zrobić tak dużo, dlaczego nie miałby iść na całość?
Zamarł jednak, kiedy do jego świadomości dobiegł sygnał. Słaby, niemal niesłyszalny. Przywodził na myśl dźwięk dobiegający z oddali, jakby grube ściany świątyni oddzielające go od potencjalnego źródła tłumiły wszelkie próby kontaktu. Choć teoretycznie nie powinno być to możliwe, w końcu mury nie mogą powstrzymać idei i tak dalej… Chyba, że zawierały jakieś ciekawe dodatki, na przykład diamenty, albo inne cholerstwo, dodane z myślą o uzdolnionych telepatycznie gościach. Albo mieszkańcach, w końcu tworzący to miejsce musieli zapewne szykować się na każdą ewentualność. Ciężko było jednak o tym rozstrzygać. Zwłaszcza bez kompletu danych o wydarzeniach, do których tak uparcie Quire próbował się dostać. Cokolwiek wywoływało te problemy bardzo nie podobało się Quentinowi i podświadomie nie mógł doczekać się, aż znowu znajdą się na zewnątrz.
Przez chwilę myślał, że naprawdę ma omamy. Cudownie, najpierw zacznie słyszeć rzeczy, których nie ma, a potem widzieć martwych ludzi…Jakby żywi, którzy go otaczali nie byli wystarczająco irytujący. Chociaż, z drugiej strony, zmarli nie mogli być wiele gorsi od żywych, a kilku naukowców, z którymi chętnie by porozmawiał, miało taki status quo…Ten głos jednak nie był wyłącznie szumem, jak początkowo podejrzewał, ani pochodną nieuświadomionej klaustrofobii i związanego z nią ataku paniki. Wydawał się …znajomy, chociaż Q nie potrafił przypisać do niego konkretnej tożsamości. W pierwszym odruchu Omega założył, że musi należeć do jednego z jego towarzyszy, którzy go potrzebują (Nic nowego pod słońcem). Później jednak to rozumowanie wyhamowało gwałtownie. Nie znajdował się w bezpiecznym Instytucie, gdzie nikt, przynajmniej teoretycznie, nie chce zrobić mu krzywdy. Przecież, przy tak zaburzonym sygnale, podszycie się pod sojuszników nie byłoby żadną sztuką dla potencjalnego napastnika. A próba nawiązania kontaktu tylko zdradziłaby jego lokalizację. Przez chwilę zastanowił się nad tym, kalkulując, co w tej sytuacji jest lepsze dla powodzenia misji, a może przede wszystkim lepsze dla niego? W końcu, jeśli któryś z jego towarzyszy wpadł w kłopoty i teraz był poszukiwany przez coś znajdującego się w korytarzach to wydanie swojej pozycji nie tylko będzie głupie, ale prawdopodobnie zaprzepaści szanse ich wszystkich. Szybko jednak zrewidował ten pogląd, jedyne, co zapewne robili Keller i Genesis to otwieranie kolejnych przejść. Jeśli ktoś z nich uruchomił jakieś zabezpieczenia to…cóż, pewnie był to on. Nawet geniuszowi może się zdarzyć, nie? Tak czy inaczej mógł w każdej chwili zamaskować swoją obecność, tak, jak zrobił to przy wejściu do świątyni, żeby nastraszyć Evana.
-Jeśli to Hellion oczekuję, że wyciągnę go za nogi z jakiejś ciemnej dziury to uduszę go gołymi rękami. Niby mógłbym to zrobić mocą, ale wtedy nie będzie tak zabawnie…- mruknął do siebie, odruchowo zakładając, że to Keller stoi za połączeniem. W końcu posiadał on zdolności również na polu psychicznym, więc miał większe szanse się przebić w tak niesprzyjających warunkach niż Evan. Chociaż, kto ich tam wie. Mógł być równie dobrze zbyt dumny, żeby w ogóle zwrócić się do niego o pomoc, choćby od tego zależało jego życie. I pewnie nadal był święcie obrażony w wyniku ich wcześniejszej wymiany zdań. ”Denerwujesz mnie” pokrzywił go w myślach różowowłosy. Cóż, Quentin był, jaki był i nie zamierzał nikogo za to przepraszać. Aktualnie jego wszechwiedza i ośli upór stanowiły rozwiązanie problemu i nie dbał o to, że Hellion ma z tym problem. Najwyraźniej był zbyt przyzwyczajony do tego, że wszyscy niemal bezmyślnie się go słuchają i Q z rozkoszą pokazywał mu różnice pomiędzy sobą, a jego świtą. Może do końca tej wyprawy przyjmie do wiadomości ten tyci tyci, ale jednak ważny szczególik, że kłócenie się z nim nie prowadzi do niczego dobrego? Wszystkim wyszłoby to na pewno na zdrowie, nawet, jeśli pozbawiłoby go w pewnym stopniu rozrywki płynącej z irytowania Juliana, której brak mógł sklasyfikować jako dopuszczalne straty.
Genesis wydawał się natomiast lepiej nastawiony, a przynajmniej bardziej przekonany, że Q niekoniecznie musi być wyłącznie problemem, więc może kontakt przyszedłby mu łatwiej?
„Halo halo, z tej strony przyszły honorowy członek The Hacker Republic, ktokolwiek zawraca mi głowę, jeśli może, niech natychmiast przemieści się do części medycznej i powie mi, czemu uznała taką procedurę za stosowną. ” rzucił w eter, wkładając w to 100% swoich obecnych możliwości i starając się mimo wszystko choć trochę ukierunkować przekaz.
Potem wrócił do swoich zadań, zachowując jednak pełną czujność i czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony Evana bądź Kellera. Albo atak. Ostatecznie dobra walka na śmierć i życie potrafi skutecznie urozmaicić człowiekowi dzień. Taka ewentualność oznaczała jednak, że musiał spiąć się jeszcze bardziej, żeby wycisnąć z komputera jak najwięcej informacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   

Powrót do góry Go down
 
Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety-
Skocz do: