Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mikael

avatar

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 12/03/2014

PisanieTemat: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.   Nie Cze 12, 2016 8:36 pm

First topic message reminder :

Jest to zakopana głęboko pod ziemią, zasypana piaskiem od wielu setek, albo i tysięcy lat świątynia, która z biegiem czasu zaczęła przypominać raczej jaskinię. Nie wiedzą o niej nawet największe światowe organizacje, dlatego można uznać to miejsce za odludne. W środku znajdują się hieroglify mówiące, o istocie z nadludzkimi mocami, wręcz boskimi, pozwalającymi przenosić rzeczy z miejsca na miejsce, a także różnymi innymi, potężnymi umiejętnościami. Powiada także, o jego czterech, wiernych sługach, podążających za nimi zawsze i wszędzie. Wygląda na to, że nikt nie dotarł tu od samego zapadnięcia, bądź zasypania jaskini, gdyż nie ma tu absolutnie żadnych śladów czyjejś obecności. Co jednak czeka tutaj tego co wejdzie? Nie wiadomo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Genesis

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.   Wto Lut 20, 2018 1:23 am

Podczas gdy Quentin i Julian rozmawiali, Evan nie wtrącał się w tę ich wymianę zdań, nie mniej jednak słuchał jej uważnie... Nawet jeżeli na to nie wyglądało, bo akurat nie patrzył na żadnego z nich. Choć ich otoczenie było praktycznie puste, a do zapamiętania mieli tak naprawdę tylko rozkład drzwi w korytarzu, to Evan tak czy siak się rozglądał. Na wszelki wypadek.
Osłabienie telepatii Q nie brzmiało dobrze, ale skoro nie został jej pozbawiony całkowicie i najwyraźniej wiązało się to tylko z tym miejscem, czyli nie było efektem trwałym, to nie działa im się chyba wielka krzywda... Genesisa martwiło jedynie to, że ich pozostałe mutacje też mogły w jakiś sposób ucierpieć, ale on sam nie miał jak tego teraz sprawdzić. Jego zdolności były w większości raczej... Niszczycielskie z natury. A nie chciał niczego tutaj uszkodzić, chyba że będzie to konieczne dla ich przetrwania albo kontynuowania wyprawy. Pewnie mógłby spróbować zmiany kształtu, ale jak ocenić skuteczność czegoś takiego?
Przynajmniej wciąż chyba przebywali w Egipcie. To chyba nie było miłe, ale nastolatek rozumiał, że większej pewności nie uzyskają, więc jakoś się z tym pogodził. Poza tym... Jeżeli nawet gdzieś się teleportowali albo w inny sposób przenieśli, to tak naprawdę najważniejsze było to, aby znaleźli potem drogę powrotną - a nie to, gdzie trafili. Oczywiście, że chciałby się tego dowiedzieć, bardzo, ale priorytet stanowiło dla niego coś innego.
Evan pokiwał głową dopiero w momencie, gdy Q odpowiedział na jego własne pytanie, ale już się nie odezwał. W końcu wszyscy byli gotowi na otworzenie drzwi... I na szczęście prędko przekonali się, że za nimi nie kryło się nic niebezpiecznego. No, nie bezpośrednio za nimi, bo teoretycznie coś wciąż mogło zostać ukryte w środku pomieszczenia... Ale chłopak jakoś w to nie wierzył. Sam nie wiedział dlaczego. Na pewno nie chodziło jedynie o fakt, że to konkretne miejsce wyglądało na coś w rodzaju magazynu.
Spojrzenie Genesisa powoli przesunęło się wzdłuż ścian sali, najpierw w jedną stronę, a potem z powrotem. Szafki, skrzynie... Może zamknięte na klucze, a może nie, tego nie potrafił stwierdzić na odległość. Nawet jeżeli tak jednak było, to nastolatek wątpił, aby w ten czy inny sposób nie potrafili ich otworzyć - ale czy warto było się za to w ogóle zabierać? Wcześniej Quentin wspominał, że chciał znaleźć skarb, ale Evana bardziej interesowały odpowiedzi - choć pewnie by nie odmówił, gdyby rówieśnik się uparł, bo a nuż natknęliby się jednak na coś ciekawego. Tyle że... Przy takiej liczbie mebli przeszukiwanie ich mogło potrwać zbyt długo.
- Skoro już tutaj jesteśmy, pewnie nie powinniśmy niczego opuszczać. Jeszcze byśmy coś przeoczyli. Telekineza? - zaproponował wreszcie mimo wszystko, zerkając krótko to na Q, to na Juliana. O ile zamki oraz materiały, z których zbudowano skrzynie i szafki nie postawią zbyt dużego oporu, samo otwieranie ich powinno przebiec wystarczająco szybko. Telekineza nadawała się do tego idealnie. W innym wypadku mogło być potrzebne bardziej indywidualne podejście... Niekoniecznie jednak wymagające większej siły.
Jeżeli towarzysze Evana zgodzili się z jego sugestią i w ruch poszła telekineza, nastolatek odczekał chwilę, aby zobaczyć efekty jej działania. O ile tylko nie pojawiły się żadne komplikacje i sytuacja w dalszym ciągu wyglądała bezpiecznie, wkroczył do pomieszczenia, gotów przejść się wzdłuż ścian, aby po kolei zajrzeć do otworzonych przestrzeni - szukając czegoś, co będzie się jakoś wyróżniać albo z innego powodu zwróci jego uwagę.
Jeśli jakiegoś zamka nie udało się ruszyć - ani telekinezą, ani siłą fizyczną, której posiadał sporo - chłopak miał na to jeszcze jeden sposób, choć bardziej czasochłonny. Wystarczyło, aby przyłożył do niego dłoń i wytworzył z niej niewielkie pasmo tkanki, na tyle gęstej i twardej, aby mógł ją w środku odpowiednio wygiąć i nacisnąć na zapadki. Podobny efekt dało się zresztą osiągnąć telekinetycznie, więc nie musiał działać sam. Typowy zamek mechaniczny powinien na coś takiego pozwolić, a jeśli nie... Trudno.
Jeżeli jednak okazało się, że telekineza nie podziałała na zbyt wiele - czyli na przykład połowę lub więcej - skrzyń i szafek, Evan uznał, że nie warto było marnować aż tyle czasu na otwieranie i sprawdzanie wszystkiego z osobna. W takim wypadku przyjrzał się jedynie tej odsłoniętej zawartości, ewentualnie skusiłby się na próbę otworzenia tych mebli, które w jakiś sposób się wyróżniały... Chyba że Quentin albo Julian zarządziliby w tym czasie coś innego.
Oczywiście istniała też opcja, że jego towarzysze wcale nie wyrazili chęci przeszukiwania pomieszczenia, a w takim wypadku Genesis najprawdopodobniej by z tego zrezygnował... Choć z wahaniem. Wiedział i rozumiał, że nie powinni się ociągać, sam o tym myślał, bo mieli przecież jeszcze do przejścia kilka innych sal... Na których się mogło nie skończyć... Ale jeżeli ktoś zostawił tutaj coś ważnego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hellion

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 10/10/2014

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.   Sob Lut 24, 2018 1:40 pm

Słysząc odpowiedź Quentina Julian uniósł lekko brwi. "Próbuje"? Będąc szczerym nieszczególnie mu się to spodobało. Jakkolwiek nie byłby irytujący to jego zdolności były ogromne, a fakt, że nie mógł z nich skutecznie skorzystać nie napawał optymizmem. Ze względu na ten fakt nawet nie pomyślał o tym, żeby posłać mu kpiący uśmieszek czy też rzucić jakimś złośliwym tekstem. Z racji na ich obecne położenie po prostu nie miał do tego głowy. Wolał skupić się na przeżyciu najbliższych godzin i możliwość powrotu i zdania raportu Miss Frost. Dobrze wiedział, że skoro już polecieli bez jej zgody to będzie musiał ją jakoś udobruchać, nawet jeśli to nie on był pomysłodawcą tej wycieczki.
Widząc, że telepata raz jeszcze próbuje zeskanować otoczenie zatrzymał się, skupiając na nim swoje spojrzenie, czekając na wyniki kolejnej próby. Okazały się w pewnym stopniu pocieszające, ale przy okazji wywołały tyle samo zmartwień. To, że tamte drzwi nie przeniosły ich do jakiegoś innego wymiaru czy na drugi koniec świata było pocieszające, gdyż gdzieś niedaleko nadal znajdował się Blackbird, ale skoro moce różowego były przyblokowane to co z tymi jego oraz Genesisa? Do tej pory nie odczuł żadnego problemu, ale zdecydowanie będzie musiał być bardziej uważny, aby wyłapać ewentualne problemy przy korzystaniu z telekinezy.
Słysząc w głowie "kolegę z Instytutu" skrzywił się i lekko zirytował. Nie lubił grzebania w jego umyśle, tym bardziej przez te konkretną osobę. Postanowił jednak zacisnąć zęby i ruszyć dalej udając, że niczego nie usłyszał.
Zamiast tego skupił się na pomieszczeniu, do którego dostali się o dziwo bez większych problemów. Gdy światła rozmieszczone przy podłodze oraz suficie się rozświetliły przyjrzał się otoczeniu, na które składał się rząd szafek oraz metalowych skrzyń. Niemal od razu zaciekawiło go, co może się w nich znajdować, ale równie szybko powstrzymał te ciekawość. Wciąż nie mieli pewności, czy ta budowla nie była nastroszona milionem pułapek.
Spodobał mu się jednak pomysł Evana. Gdy chłopak skończył mówić Hellion kiwnął lekko głową w jego stronę, aby dać znać, że się z tym zgadza, a następnie skupił się na znajdujących się tutaj meblach i z pomocą swojej mocy spróbował je otworzyć. Gdyby którekolwiek stawiały opór miał zamiar użyć nieco więcej mocy, ale pilnując, aby niczego nie uszkodzić. W razie potrzeby miał zamiar po prostu odpuścić danemu zamkowi, którym ewentualnie mógłby się zająć Q. Co prawda nie zamienił z nim teraz ani słowa, ale wierzył, że widząc iż Keller zajął się już wykonywaniem zadania nie uzna, że sam wykona to lepiej i spróbuje mu przeszkodzić. Naprawdę nie miał teraz głowy do takich głupot. Nawet, jeśli Różowy drażnił go tak jak zawsze, a może nawet nieco bardziej. Jeśli jednak nic nie poddałoby się jego woli miał zamiar wypatrzeć najbardziej wyróżniające się obiekty i spróbować własnoręcznie je otworzyć.
Jeśli udałoby się im do czegoś dostać miał zamiar, idąc obok Evana, przyjrzeć się zawartości. Miał dziwne przeczucie, że to właśnie najmłodszy z nich najprędzej odkryje tu coś ciekawego. Poza tym wolał być blisko niego na wypadek, gdyby coś postanowiło go zaatakować. W razie takiej ewentualności miał zamiar odgrodzić ich barierą od ewentualnego zagrożenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 126
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.   Nie Mar 18, 2018 6:35 pm

Mina Q dość wyraźnie mówiła, że nie ma ochoty bawić się w przeszukiwanie szafek w nadziei, że uda im się znaleźć cokolwiek co mogłoby być w całej tej historii istotne. Z drugiej strony jasno dawał też do zrozumienia, że nie zamierzał im przeszkadzać. Samemu i tym razem unikając brudnej roboty.
Większość kontenerów poddawała się już lekkiemu „podmuchowi” mocy, ujawniając tym samym swoją zawartość. Inne wymagały nieco większego wysiłku, lecz miało to raczej związek z dość długim okresem podczas którego były nieużywane przez co niektóre zawiasy czy mechanizmy lekko się zastały, aniżeli z jakimiś specjalnie zastosowanymi środkami bezpieczeństwa. Otwarcie wszystkich skrzyń oraz szafek nie przysporzyło więc Hellionowi żadnych trudności, a i ostatecznie nie trwało długo, oszczędzając grupie masę czasu. Jeden rzut oka wystarczył też, by można było stwierdzić, że ich zawartość była raczej rozczarowująca. Oczywiście, w zależności od tego co nastolatkowie spodziewali się tu znaleźć. Część kontenerów była po prostu pusta, nie licząc gromadzącego się w nich przez lata kurzu, w innych nie było nic poza starymi i podniszczonymi szatami, czy też innego rodzaju ubiorem. Zainteresować mogło, lecz niekoniecznie, jedynie to, że niektóre z tych szat nosiły także dość wyraźne ślady stoczonych walk, z wyblakłymi już plamami krwi włącznie. W kieszonkach niektórych z nich, a także na dnie szafek można byłoby też odnaleźć pochodzące z różnych okresów historii monety. Skrzynie za to przechowywały broń. Najczęściej białą, pochodzącą z różnych regionów świata, choć zdecydowanie najpopularniejszą z nich wszystkich był tradycyjne egipskie chepesze. Oprócz tego kilka sztuk broni dystansowej w postaci łuku. Nic wyszukanego. Nic tego co dałoby się w jakiś sposób wykorzystać. Zwłaszcza, że wiek i w tym przypadku zrobił już swoje. Dziwić mógł jedynie sposób przechowywania tego wszystkiego, pozbawiony ładu i jednoznacznie świadczący o braku przywiązania do każdego z przechowywanych elementów.
Niezależnie od tego czy Genesis oraz Julian zdecydowali się dokładniej przyjrzeć zawartości wszystkich skrytek, czy też nie, Quentin bez słowa postanowił wykorzystać ewentualną chwilę nieuwagi swoich towarzyszy na oddalenie się pozornie w kierunku następnych w kolejności drzwi w długim korytarzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.   Pon Mar 19, 2018 11:45 pm

Evan w dalszym ciągu wahał się pomiędzy chęcią bycia dokładnym podczas przeszukiwania otoczenia, a świadomością, że nie powinni się z tym zbytnio ociągać. Problem w tym, że sam nie wiedział co było w tej chwili ważniejsze. Nie potrafił tego określić. Na pewno nie chciałby opuścić czegoś istotnego tylko dlatego, że zbyt szybko posuwali się do przodu, ale z drugiej strony... Nie mieli wieczności do swojej dyspozycji, a to dopiero pierwsze pomieszczenie. Równie dobrze za którymiś drzwiami mógł się kryć kolejny korytarz albo mechanizm, który przeniesie ich w jeszcze inne miejsce.
W związku z tym nastolatek starał się w miarę możliwości spieszyć podczas przeglądania odsłoniętej przez telekinezę Juliana zawartości sali. W duchu pocieszał się tym, że przynajmniej otwieranie tych wszystkich pojemników nie sprawiło im żadnych kłopotów, ani nie wymagało dłuższej pracy... Więc samo przejście się wzdłuż skrzyń i szafek nie powinno aż tak bardzo ich opóźnić. Nawet jeżeli Q najwyraźniej zamierzał trzymać się z daleka... Co trochę Evana zaniepokoiło. Nie dlatego, że martwił się jego poczynaniami, ani nic z tych rzeczy, po prostu... Wolałby stale mieć obu swoich kompanów w zasięgu wzroku. Dla własnego dobrego samopoczucia oraz dla ich bezpieczeństwa. Z jego znajomości popkultury jasno wynikało, że rozdzielanie się to zwykle zły pomysł.
Puste pojemniki chłopak mijał szybszym krokiem, natomiast trochę zwalniał przy tych, w których coś spoczywało. Broń go nie interesowała i nie czuł potrzeby, aby jej dotykać, więc na ogół obdarzał ją jedynie krótkimi zerknięciami. W razie potrzeby potrafił wytworzyć własną - taką, którą dla odmiany potrafił się posługiwać, bo część z tej tutaj wyglądała mu raczej obco. Co prawda w ostateczności każde ostrze mogło działać wystarczająco podobnie - tniesz lub wbijasz - ale z różnymi rodzajami tak czy siak wiązały się odmienne style i zastosowania.
Zakrwawione - a przynajmniej Genesis zgadywał, że była to krew - materiały znajdujące się w niektórych szafkach też nie zachęcały do nawiązywania z nimi kontaktu fizycznego. Nastolatka odrobinę ciekawiło skąd wzięły się na nich te zabrudzenia, a wyobraźnia podsuwała mu kilka różnych rozwiązań, zaczynając od ran stoczonych w boju, a na ofiarach kończąc... Ale teraz i tak nie miał jak dowiedzieć się prawdy. Przejrzał za to część z tych ubrań w lepszym stanie, a w paru kieszeniach natknął się na kawałki metalu... Po wzorach domyślał się, że były to monety, lecz w ogóle się na nich nie znał, więc nie potrafił na ich podstawie określić skąd pochodziły - ani z kiedy, szczególnie że nie były przecież pierwszej młodości. Na wszelki wypadek zabrał je ze sobą, mając nadzieję, że może komuś z większą wiedzą dostarczą jakichś informacji. Jeżeli to, co tu znaleźli oraz to, co wszyscy mu mówili było prawdą, to i tak w pewnym sensie należały do niego.
Wreszcie Evan zerknął pytająco na Juliana, nie precyzując jednak na głos tego, o co mu chodziło... Bo sam tak naprawdę nie był tego pewien. Po części o to, co starszy chłopak myślał o ich niespecjalnie zachwycających znaleziskach, ale i o to, czy gotów był opuścić pomieszczenie, do którego drzwi tak czy siak się już zbliżali. Wyglądało na to, że jednak zmarnowali czas, nawet jeśli krótki, ale przynajmniej Genesis mógł stwierdzić, że miał czyste sumienie.
Po powrocie na korytarz nastolatek od razu odszukał wzrokiem Quentina i skierował się ku niemu... A więc i ku następnym drzwiom. Nie ustawił się bezpośrednio przed nimi, tylko trochę z boku. Co prawda nie spodziewał się już pułapek, a przynajmniej nie w takim stopniu, jak jeszcze niedawno, ale nie chciał być nieostrożny. Poza tym panele - o ile występowały - i tak znajdowały się na ścianach.
- W porządku, miałeś rację, nic ciekawego - poinformował spokojnie rówieśnika, bazując przy tym jedynie na jego zachowaniu, bo w końcu Q tak naprawdę niczego im nie powiedział... Tylko po prostu się oddalił. Dla Genesisa tyle wystarczyło do wyciągnięcia wniosków.
- Jak wcześniej? - dodał, teraz obracając już głowę tak, aby zerknąć na Juliana, odpowiadającego za telekinetyczne tarcze. Pewnie i tym razem nie będą potrzebne, ale na wszelki wypadek nie zaszkodzą. Chyba. Chociaż jeżeli coś wpływało tutaj na zdolności Q, to może innymi też mogło jakoś manipulować... Ale o tym Evan nie chciał myśleć. I bez tego mieli już przecież czym się martwić.
Kiedy obaj jego towarzysze - albo przynajmniej Julian - potwierdzili już, że byli gotowi, słownie czy nie, Genesis znów skorzystał z panelu dotykowego. Zaczynał się do tego przyzwyczajać i to zaskakująco szybko, szczególnie jak na kogoś, kto dorastał na farmie, bez dostępu do zaawansowanej technologii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 126
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.   Pią Kwi 13, 2018 8:08 pm

Obaj skinęli głowami potwierdzając tym samym swą gotowość. Lekko dostrzegalna poświata zielonej energii otoczyła trójkę młodych mutantów, co było wyraźną oznaką tego, że Julian wszelkie względy bezpieczeństwa brał jak najbardziej na poważnie. Bariera powinna poradzić sobie z większością zagrożeń, a oprócz tego zakładać należało iż w razie potrzeby może zostać wzmocniona. Podobnie jak w poprzednim przypadku tak i teraz drzwi otworzyły się niemal w tej samej chwili, w której dłoń Genesisa zetknęła się z powierzchnią panelu kontrolnego. Tak jak i wtedy, i tym razem nie czekało na nich żadnego zagrożenie. Nic nie wyleciało w ich kierunku, nic nie eksplodowało, nic nikogo nie poraziło… Do tej pory wszystko przebiegało dość pomyślnie dla tej niezwykłej drużyny. Pomijając oczywiście niedawną teleportację w nieznane.
Nowo odkryte pomieszczenie jednoznacznie sygnalizowało swoje prawdziwe przeznaczenie. Quentin wszedł do środa zaraz za Hellionem. Tym razem zdawał się być bardziej zainteresowany przeszukaniem pomieszczenia niż wcześniej. Lokacja była ogromna. Wewnątrz okazywało się też, że sam ten pokój sięga do końca głównego korytarza, a pozostałe drzwi po tej jego stronie prowadzą właśnie tu. W głąb sala również mierzyła co najmniej 20 metrów. Wypełniona całą masą aparatury, tej klasycznej dla współczesnych czasów oraz tej bardziej kojarzącej się ze znanymi z kin kosmicznymi sagami, zdecydowanie mogła sprawiał ogromne wrażenie. Jasno przy tym krzycząc: „centrum medyczne”. Biorąc pod uwagę bliskość do jednego z wejść do tego tajemniczego kompleksu, będących zapewne jedną z głównych dróg dostępu, położenie tego miejsca wydawało się dość logiczne. Po trudnych bojach sojusznicy Apokalipsa, a może nawet on sam, mogli natychmiast zająć się rannymi kompanami lub opatrzyć swe własne rany. Niezależnie od tego jak poważne były i jakiego stopnia fachowości wymagały. Domyślać można było się, iż niektóre z tych urządzeń być może funkcjonują względnie samodzielnie sterowane przez komputer lub według wcześniej zaprogramowanych im wytycznych. Inne wymagały udziału osób trzecich. Pod tylną  ścianą w tej części pomieszczenia stały dwa zbiorniki, jakieś zbiorniki regeneracyjne lub coś w tym rodzaju. Szyba na jednym z nich, umożliwiająca obserwację korzystającej z niej osoby, była wybita. Od wewnątrz, sądząc po leżących nieopodal urządzenia odłamkach szkła. Bardziej po środku stały dwa stoły operacyjne, a przy nich znajdowały się stoliki z odpowiednimi narzędziami. Oprócz tego cała masa innych rzeczy, których młodzieńcy bez odpowiedniej wiedzy niekoniecznie musieli kojarzyć. Ten najbardziej oddalony fragment sali, znajdujący się bliżej końcowej części korytarza, był częścią laboratoryjną, gdzie przeprowadzić można było różnej maści badania i zajmował dość sporo miejsca. Mikroskopy, chłodziarki, liofilizator oraz komputery? O dziwo wszystkie z nich były aktywne, a umieszczone w tamtej części pomieszczenia na ścianach i opuszczone z sufitu ekrany regularnie migały wyświetlając czerwony napis: „Badanie zakończone”. Dostrzeżenie tego wymagało jednak zbliżenia się do tamtej części tego centrum.
Quentin wędrował od urządzenia do urządzenia, przypatrując się wszystkim dość dokładnie, nie pomijał też szafeczek, skrzyneczek i innych kontenerów, które tym razem mogły skrywać coś intrygującego. Nic z nich nie zabierał. Przyglądał się tylko, zamykał i przechodził dalej. Zajęty tym nie dostrzegł jeszcze oddalonych jeszcze kawałek ekranów. Julian czekał zaraz przy wejściu. Zdecydowanie bardziej wolał pilnować bezpieczeństwa Genesisa niż łazić za różowowłosym.
- Nie dotykaj niczego jeśli nie ma potrzeby. – przypomniał chłopakowi. – Sprawdźmy co tu mamy i idźmy dalej. Nie mamy wody, ani jedzenia, a od rozpoczęcia naszej wędrówki w głąb świątyni minęło już trochę czasu. Musimy dowiedzieć się co to za miejsce, co cię tu ściągnęło i stąd zniknąć. – napomknął jeszcze przypominając o sytuacji, w której się znaleźli i powodzie dla którego w ogóle tu przybyli. Powinni się pospieszyć, a zbadanie całego kompleksu może im zająć wieki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Genesis

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 12/12/2015

PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.   Pon Kwi 16, 2018 2:20 pm

Kiedy tylko drzwi się otworzyły, Evan bez problemu pozwolił, aby jego towarzysze go wyprzedzili, sam zaś wkroczył do środka jako ostatni i zatrzymał się niedaleko za drzwiami, początkowo po prostu rozglądając się po sali... A było po czym. Teraz przynajmniej faktycznie mieli na czym zawiesić oko, a zgromadzone w pomieszczeniu obiekty wykazywały sporą różnorodność - na pewno większą od samych skrzyń i szafek. Kontrast był wyraźnie widoczny i to nie tylko pod tym względem. W końcu tutaj cały ten sprzęt dodatkowo podkreślał fakt, że znaleźli się w miejscu zaopatrzonym w nowoczesną technologię... Być może bardziej zaawansowaną od tej ogólnodostępnej dla większości ludzi.
Spojrzenie Genesisa padło na moment na Quentina i przez kilka sekund chłopak obserwował jego poczynania, lecz ani myślał się odzywać. Wciąż nie był do końca pewien jak się z nim obchodzić, więc w tej chwili wolał mu po prostu nie przeszkadzać... A mimo to z jakiegoś powodu cieszył się, że tym razem rówieśnik zainteresował się zawartością sali. W pewnym sensie prawie był z tego dumny, zupełnie tak, jak gdyby zrobił coś właściwego, choć w głębi ducha rozumiał, że tak naprawdę niewiele zależało tutaj od niego.
Evan już zamierzał ruszyć głębiej w pomieszczenie, aby z bliska przyjrzeć się temu i owemu, najlepiej tam, gdzie nie docierał jeszcze Q, by z osobna szybciej pokryli większy teren, gdy wstrzymały go słowa Juliana. Nastolatek zerknął na niego i wysłuchał go w milczeniu, po czym kiwnął głową na znak swej zgody... A jeżeli przy okazji poczuł nieprzyjemne ukłucie wyrzutów sumienia, to starał się za bardzo tego po sobie nie okazać. Co pewnie nie do końca mu się nie udało. Albo raczej prawie wcale.
- Wybacz. Postaram się spieszyć - obiecał i naprawdę planował tego dotrzymać. Sam świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że ich czas tutaj był ograniczony, to wcale nie tak, że to ignorował, tylko... Ciekawość momentami brała nad nim górę. I chęć bycia dokładnym również.
Po tej krótkiej wymianie zdań Genesis w końcu wykonał kilka niepewnych kroków przed siebie, po drodze zastanawiając się jeszcze nad tym, czemu najbardziej chciał się przyjrzeć. Nogi zaniosły go najpierw w pobliże znajdujących się pod jedną ze ścian zbiorników, lecz nie zatrzymał się przy nich. Przeszedł obok, choć powoli i uważając na to, aby nie nastąpić na szkło - i zmierzył je długimi spojrzeniami, szczególnie ten z wybitą szybą. Nie był pewien dlaczego właśnie te urządzenia go zainteresowały, ale wydawały mu się... Dziwnie znajome. Może nie całkiem, ale przywodziły mu na myśl jakieś skojarzenia, których jednak nie mógł złapać. Prawie je miał, ale gdy starał się na nich skupić, to i tak mu umykały. Wiedział jedno. Te wspomnienia nie były dobre. Niepokoiły go i równocześnie naprawdę nie chciał ich sobie przypomnieć - i czuł, że pewnie powinien, bo były ważne.
Głowa chłopaka lekko się obróciła i jego spojrzenie z namysłem powędrowało ku Quentinowi. Zastanawiało go to, czy Q siedział teraz w jego umyśle i był świadom jego dylematów... Albo czy wiedział o nich coś więcej. Mimo to Evan nie zamierzał go o to pytać i to tylko po części dlatego, że trochę obawiał się informacji, które mógłby wówczas uzyskać.
Odpędzając od siebie te myśli, Genesis spróbował skupić się na tu i teraz. Zawędrował aż do tej najbardziej odległej części sali, przyglądając się kolejnym urządzeniom, z których rozpoznawał tylko niektóre. Wiedział na przykład do czego służyły mikroskopy i jeżeli natknął się na taki, który miał już założoną jakąś próbkę, to krótko zerknął na jej przybliżenie, w razie konieczności ustawiając ostrość, ale nie marnował na to wiele czasu. Tak naprawdę ten obraz pewnie tak czy siak wiele by mu nie powiedział, ale był po prostu ciekawy.
Wreszcie jego uwaga skupiła się na ekranach i wyświetlanych na nim napisie - to znaczy, najpierw zainteresował się tylko jednym z nich, ale zaraz potem przesunął wzrokiem między pozostałymi, upewniając się, że wszystkie głosiły tę samą wiadomość. Po raz kolejny zaintrygowało go skąd brało się zasilanie tych wszystkich maszyn, ale w tej chwili to był chyba ich najmniejszy problem... No, chyba że ktoś wciąż tutaj urzędował. Wtedy faktycznie mogliby mieć problem.
- Badanie zakończone - odczytał na głos, aby zainteresować tym Quentina i Juliana. Liczył na to, że do niego podejdą, ale nie chciał wołać ich wprost, jeżeli zajmowali się teraz czymś innym, więc decyzję pozostawiał im w pełni. Sam skupił się na wyławianiu spojrzeniem komputerów.
- Myślicie, że są tu jakieś bazy danych? I może nośniki, na których można by je zabrać? - spytał w tym czasie, bo choć najchętniej przejrzałby dostępne informacje już tutaj, w tym momencie, to przecież Julian dopiero co upomniał go, że powinni się spieszyć. Przetransportowanie danych do Instytutu wydawało mu się więc lepszym rozwiązaniem, o ile było w ogóle możliwe... Chyba że te komputery tak naprawdę niczego nie składowały i posiadały na przykład tylko wyniki tych ostatnich badań - o których informowały ekrany.
Jeżeli przy którymś z komputerów udało mu się znaleźć cokolwiek, co zdawałoby się nim sterować - mysz lub jej odpowiednik, panel dotykowy, coś na kształt klawiatury albo coś podobnego - Evan ostrożnie tym poruszył czy spróbował wcisnąć przycisk wyglądający na jak najbardziej neutralny. Nic zbyt dużego albo kolorowego, wyróżniającego się - bo nie chciałby jeszcze wprawić w ruch żadnego mechanizmu. Zastanawiał się tylko czy uda mu się sprawić, by na jednym lub wielu ekranach komunikat został zastąpiony... Wynikami tych badań albo jakimś menu czy tak naprawdę czymkolwiek, z czego mogliby teraz w jakiś sposób skorzystać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.   

Powrót do góry Go down
 
Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.
» Świątynia centralna
» Świątynia Szatana [Podziemia]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety-
Skocz do: