Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sklep "Sąsiedztwo"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Fro

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Sklep "Sąsiedztwo"   Pon Cze 13, 2016 3:13 am

Średniej wielkości sklep samoobsługowy, znajdujący się niedaleko paru ładnie wyglądający osiedli. Niby nie wyróżnia się niczym specjalnym spośród wielu podobnych, jednak czy to dzięki dogodnej lokacji, bądź niezwykle miłemu gościowi za ladą, miejsce to jest najpopularniejszym sklepem w okolicy, cieszący się dziennie wieloma klientami i sporymi obrotami.
---



To właśnie ten sklep był miejscem, w którym zdesperowana mutantka postanowiła zdobyć nieco pożywienia. Prawda, kradzież jest żałosnym czynem, Fro zdawała sobie z tego sprawę i normalnie potępiała by podobne czyny, jednak ostatni miesiąc spędzony na ulicy nauczył ją, iż ważniejsze od szeptów serca jest donośny ryk żołądka. Zresztą, Florence wcale nie chciała tak wiele! Ot batonik, jakieś chrupki, parę słodkich bułek i woda. To wszystko co dziewczyna miała w swej foliowej torebce na zakupy, teraz wystarczyło po prostu odwrócić wzrok od sprzedawcy i zacząć biec, biec i nie oglądać się za siebie. A przynajmniej taki był plan. Po raz ostatni przeglądając pułki z pieczywem i powoli gotując się do rozpoczęcia szaleńczego sprintu, świat jednak postanowił spłatać niezłego figla nastolatce, w momencie gdy ta miała już ruszyć z miejsca do sklepu wparowała banda trzech, nie... czterech bandziorów w maskach. Dwójka z nich, która przekroczyła drzwi jako pierwsza, od razu zaczęła się wydzierać i mierzyć z spluwy do kasjera, pozostała dwójka zaczęła rozglądać się za klientami. Szybko zauważyli niedoszłą złodziejkę, która teraz przemieniła się w przerażoną ofiarę. Była to dość naturalna reakcja, pierwszy raz w swym marnym życiu spotkała się z sytuacją, gdzie mierzono do niej z pistoletu! Zdecydowanie nie była to sytuacja do której przeciętny dzieciak byłby przyzwyczajony. Mężczyzna, który jako pierwszy zauważył Fro szybko zaprowadził ją pod ladę, gdzie rzucił ją na podłogę i błyskawicznie skrępował sznurem. Widać ktoś tu był uważnym skautem. Mutantka w dalszym ciągu dość oszołomiona przez strach niemal całkiem zamilkła, nawet chyba nieco się trzęsła, cóż przynajmniej miała wolny jęzor...


[...i tu oto, zostawiam resztę Marcusowi. Mam nadzieję, że może być.]


Ostatnio zmieniony przez Fro dnia Sro Cze 15, 2016 9:54 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Pon Cze 13, 2016 12:10 pm

Ha! A co tutaj tak właściwie robił Markus? Można było się śmiało zastanawiać, albowiem... On sam do końca nie był pewien! Cóż, może cofnijmy się w przeszłość, by przypomnieć sobie, co działo się wcześniej. Chłopak, po niecodziennym spotkaniu, pożegnał się z nowo poznanymi osobami i wrócił do domu. Tam spędził trochę czasu, zajmując się swoimi sprawami i pomagając...
A tak! Przyszedł tutaj, by zrobić zakupy dla siebie. Zabrakło kilka produktów i chcąc, nie chcąc, musiał się udać tutaj, wśród tych wszystkich ludzi, którzy mogliby go wytykać, gdyby go ujrzeli... Brr... Więc, dlatego też ubrał na głowę dużą, czarną czapkę, a po tym nawet założył na głowę kaptur, który by dobrze zasłaniał jego twarz. Możliwe, że przez to wyglądał jeszcze bardziej podejrzanie i, że będzie mu za bardzo ciepło w tym... Ale nieważne! Chodziło o to, by zakryć jego rogi przed całym światem. Nie każdy musiał pozytywnie reagować na nie i zdawał sobie dobrze z tego sprawę.
Wracając jednak do danej sytuacji, w chwili, gdy wybierał jakieś tanie mleko, usłyszał coś niepokojącego. Uniósł głowę, skołowany, by potem mieć świetną okazję, aby ujrzeć, że kogoś tutaj przywiało... Brawo. Napad? A-ale... Jak to?
Nawet nie zdążył zareagować, gdy jeden z napastników podszedł również i do niego. łapiąc za bluzę i zaciągając również w stronę lady. Zaskoczony chłopak upuścił trzymane przez siebie zakupy, jak również dał się tam ściągnąć. No co? Wydarzenie było tak gwałtowne, że nawet nie mógł nawet pomyśleć, by próbować się bronić. Przez co dał się zaciągnąć tam, by też zobaczyć, że nie był jedyny, który został pochwycony. Wtedy mu się zebrało na bohaterskie działanie... Dość szybko stłamszone. Mężczyzna, który go tutaj przyciągnął, widząc, że Markus coś chciał zrobić, z miejsca wybił mu to z głowy, uderzając go mocno w plecy, tak, że zamroczyło mu przed oczami. Po czym został rzucony na podłogę.
- Dobra, każdy, kto będzie próbować coś kombinować, zostanie od razu zastrzelony - odezwał się on jeszcze. I on został skrępowany sznurem, by nie mógł czegoś ponownie zrobić... Chociaż pierwsza próba nawet nie została zrealizowana.
- Wykładaj pieniądze - warknął do sprzedawczyni inny, kierując ku niej broń. Jak się to teraz ułoży? Aktualnie nikt nie ośmielił się wezwać pomocy... Przynajmniej tak na to nie wychodziło.

[Mam nadzieję, że o coś takiego chodziło x.x]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Wto Cze 14, 2016 2:13 am

Super, towarzystwo. Jak już być zakładnikiem to tylko w towarzystwie! Od razu jest jakoś tak... raźniej. Co prawda nijak nie zmieniało to ciulatej sytuacji w jakiej nastolatka się znalazła. Że też wybrała akurat ten sklep w tym samym momencie to jakieś oprychy z prawdziwego zdarzenia. Florence martwiła się o swe żabie życie, jej "towarzysz" już zdołał na siebie zwrócić uwagę rabusiów i zapłacił za to prawdopodobnie niezłym bólem. Auć. Fro zdecydowanie nie chciała poczuć podobnego ciosu na sobie. Mimo to, musiała przyznać, iż chłopak musiał być całkiem dzielny, w ogóle cokolwiek próbując. Tymczasem nasza mutantka jedynie się trzęsła, żałosne. Można by rzec, iż choć Markus na dobrą sprawę nie zdziałał całkiem nic, to udało mu się poruszyć duszę dziewczyny. Normalnie, aż nabrała nieco odwagi!
- Psst, wszystko w porządku? Spokojnie, jestem pewna, że nic nam nie zrobią...

Wyszeptała, próbując jakoś wspomóc duchowo niedoszłego bohatera. W między czasie kasjer zaczął pakować pieniądze do worka bandytów, a jeden z oprychów zaczął pakować co ciekawsze rzeczy do drugiego wora, ot pewnie uważał to za coś w stylu premii za dobrze wykonaną robotę.


Ostatnio zmieniony przez Fro dnia Sro Cze 15, 2016 9:53 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Wto Cze 14, 2016 6:34 pm

Taa... Nie ma to jak zostać złapanym, prawda? Bohaterstwem też tak jakby nie miał się jak wykazać. Smutne, ale prawdziwe. Można tutaj jedynie westchnąć głęboko i obserwować samą sytuacją, zarazem łudząc się, że ktoś pomoże... Ewentualnie modlić się, by czasem nie chciano ich zabić za coś czy coś  w tym stylu...
No, ale Markusowi już się dostało. Więcej mu do szczęścia nie było potrzebne, no i też potrzebował chwili, by znów zdołać kontaktować. Auć... Nigdy więcej... - pomyślał, czując, że ból powoli robi się znośny. Wtedy do jego uszów dobiegł czyiś głos. Jego wzrok, momentalnie skierował się w stronę osoby, do której on należał. Mimowolnie się uśmiechnął, mimo, że może tego dzięki kapturowi, nie widać.
- Ta... Jakoś żyję - odpowiedział jej.
Próbował się przekręcić jakoś, by miał lepszą możliwosć na rozmowę. Hm... Na próbie się skończyło.
- Oby... Trochę się pokomplikowało to - wymamrotał jeszcze. Widział, jak zajmowali się pakowaniem pieniędzy, a co do tej dwójki... Cóż, nadal byli pilnowali, by nie wyskoczyli z jakimś wybrykiem. Auć.
- Myślisz, że się to jakoś ułoży? - wyszeptał cicho po chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Molly Hayes

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Pią Cze 17, 2016 2:21 am

Wytargała Chase'a na świeże powietrze i teraz nie zostało już nic do roboty, poza znalezieniem jakiegoś ogólnodostępnego komputera, poszlaki, a ostatecznie samego Victora. Szkoda, że tak rzadko wychodziła na miasto gdzieś indziej niż do taniej, meksykańskiej knajpki na burrito, na stację po napoje, lub do sklepu, gdy brakowało w kryjówce zaopatrzenia. Prócz małej ilości informacji na temat celu oraz beznadziejnego humoru i przygnębienia blondyna istniało jeszcze jedno utrudnienie misji: Molly oraz jej niemożność skupienia się na czymś ważnym dłużej niż piętnaście minut. Teraz, po kilku minutach spaceru wyjście na powierzchnię traktowała głównie jako przechadzkę i rozglądała się w około, jak małe dziecko pierwszy raz zwiedzające oceanarium. Tam też by z resztą kiedyś poszła, najlepiej z Chasem i resztą paczki, ale na razie musiała zadowolić się ludźmi miast rybek. Tu jakaś kwiaciarka, tu babka z beczącym w wózku dzieciakiem, tam jakieś poruszenie...
- Hej Chase, patrz! Film akcji kręcą! Chodźmy zobaczyć z bliska - rzuciła rozentuzjazmowana i natychmiast zaczęła ciągnąć chłopaka w stronę marketu. Czwórka napastników z bronią palną w tak mało uczęszczanym miejscu dziwiła ją bardziej niż brak kamer oraz reżysera, ale dopiero nieobecność gapiów i próbujących ich powstrzymać przed wejściem na plan ochroniarzy otrzeźwiła dziewczynkę. - Albo nie kręcą... i tak chodźmy! - podekscytowanie zastąpiła nagle ekscytacja. Ile to czasu minęło od kiedy ostatni raz zmiażdżyli tych złych? Tajemniczy Victor nie jest jedynym, cały świat się roi od takich szumowin. Ale nie ma tak łatwo, dobro zawsze zwycięża, a potem "żyli długo i szczęśliwie" oraz napisy końcowe, jednak zanim dojdziemy do epilogu trzeba kogoś sprać na kwaśne jabłko.
- Hej! - krzyknęła stając przed automatycznymi drzwiami, które otworzyły się wraz z ruchem jej rąk. Ma się tę moc... synchronizacji z maszynami. - Za zakupy się płaci, a nie dostaje pieniądze. Odłóżcie to natychmiast na miejsce i przeproście tego pana za najście, a stanie się wam mniej niż by mogło - Groźba ze strony dwunastolatki w śmiesznej, wełnianej czapce w paski z ogromnym pomponem nie wydawała się w żadnym wypadku poważna, a więc broń dwójki napastników, tego co jeszcze chwilą pakował bonusy do kradzieży i któregoś z pilnujących leżących za ladą zakładników została wycelowana raczej w towarzyszącego Molly chłopaka. Przynajmniej jeden gość prawie się zastosował do rozkazu i odłożył wór z co ciekawszymi przedmiotami na ziemię, po czym skierował w stronę nieproszonego, małego klienta, ale tak to jest, jak się zapomni wywiesić tabliczkę z napisem "zamknięte", będą się ludziska dobijać, choćby i w środku nocy, czy napadu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chase Stein

avatar

Liczba postów : 34
Data dołączenia : 18/02/2016

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Sob Sie 06, 2016 1:50 am

Chase szedł obok Molly, ale myślami nadal był w bazie, przy... martwej już Gert z przyszłości. Nie potrafił przestać o niej myśleć. Starał się skupić na zadaniu, które im wyznaczyła i będąc szczerym jedynie to trzymało go w kupie. To oraz Molly, która wyciągnęła go z bazy, w której znajdowało się martwe ciało kobiety. Chciał znaleźć tego Victora. Znaleźć i się zemścić za to, co zrobił z jego ukochaną. Co prawda nie była to ta właściwa ukochana, bo ona w końcu żyła... ale to niczego nie zmieniało! Doprowadził do śmierci kobiety, która przybyła do nich z przyszłości.
Skupiając się na tych jakże nieprzyjemnych myślach w międzyczasie knując wizje zemsty chłopak oderwał się od rzeczywistości i jedynie Molly dzieliła go od wpadnięcia pod jakieś auto.
Jak się jednak okazało jego plany musiały zostać odłożone na dalszy plan albowiem z apatii wyrwała go nieoczekiwanie Hayes mówiąc coś o filmie.
Film? O czym ona mówi? - mruknął do siebie, a następnie powędrował wzrokiem tam, gdzie właśnie go ciągnęła. Chłopak czuł dziwne "coś" w środku, które mówiło mu, że coś tu jest nie tak, ale pewność zyskał dopiero, gdy stanęli przed samym budynkiem. Brak gapiów, kamer i innych aktorskich rekwizytów bardzo jasno świadczył o tym, że byli świadkami najprawdziwszego napadu. W pierwszej chwili miał ochotę to zignorować i dalej podążać swą planowaną ścieżką mściciela, ale zaraz powrócił na ziemię. Był członkiem Runaways, nie mógł tak po prostu tego zignorować.
Chcąc nie chcąc westchnął cicho pod nosem, a następnie zagarnął z plecaka rękawice, buty oraz google. Może będą niepotrzebne, ale nie miał jakoś ochoty na stawanie przed nimi bez uzbrojenia.
Gatkę wstępną pozostawił Molly. Widząc ekscytację malującą się na jej twarzyczce nie miał serca odebrać jej grania pierwszych skrzypiec. Tym razem będzie po prostu jej "gorylem".
Gdy broń przeciwników została wymierzona w jego stronę przewrócił oczami... ale tak szczerze to jakoś nieszczególnie im się dziwił. Oto weszła do środka mała dziewczyna, która zamierzała powstrzymać ich od dokończenia napadu, a obok niej stał chłopak, który wyglądał jakby urwał się ze zlotu fanów Transformesów. Mieli jednak problem, jego broń była jak najbardziej prawdziwa.
Gdy tylko jeden z nich ruszył w stronę jego siostrzyczki wymierzył w niego jedną z rękawic i lodowatym tonem rzekł:
-Jeszcze jeden krok, a zmienię Cię w grzankę... a Wy złóżcie broń, albo za chwilę pożałujecie tego, że postanowiliście zamieszkać w tym mieście. Mam bardzo zły dzień, nie będzie taryfy ulgowej. - rzekł do pozostałej trójki wymierzając w nich drugą rękawice. Coś w jego głosie mówiło im, że nie żartuje. Jeden ubniżył nawet broń mierząc nią w podłogę. Reszta jednak nadal stała i patrzyła na niego oraz Molly nie wiedząc za bardzo co tutaj się wyprawiało. Sam Chase, uprzednio założywszy na oczy google, aby żaden z nich nie schował mu się za regałem patrzył na nich z lodowatym spokojem. Dokładnie mierzył, aby nie zranić nikogo z zakładników. Załatwią to albo szybko albo boleśnie, wybór zależał od przestępców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Nie Sie 07, 2016 3:51 pm

Florence miała nadzieję, iż cała ta sprawa szybko się zakończy, w jedną, bądź drugą stronę. - Obecnie niezbyt obchodziło ją, czy przestępcy opuszczą budynek sami czy też w kajdankach, dziewczę chciało po prostu przetrwać... Jeżeli jest coś czego Fro się nie spodziewała, to sytuacji w której jakaś młodziutka dziewuszka wpadnie do środka grożąc oprychom! Doprawdy! Jak to niby mogło być możliwe?! Nasza żabcia zbyt się bała aby zrobić cokolwiek a tu nagle jakaś całkiem obca osoba przyszła ich uratować(pomijając fakt, jak niewyobrażalnie to wyglądało) zaraz za nią pojawił się jej starszy brat? Kolega? Nasza nastolatka, nie widziała w nich raczej żadnej szansy na ratunek, bardziej martwiła się, iż cokolwiek złego mogło by się im stać! Przecież stali tak z gołymi rękoma przeciw uzbrojonym bandytą! Ci, co prawda zadziwieni widokiem jaki zastali, byli przez moment nieco zmieszani, szybko jednak doszli do wniosku, że natrafili na jakieś niedorozwinięte dzieciaczki i wymierzyli w nich swe spluwy, mierząc głównie w chłopaka z dziwnym gustem dotyczącym rękawiczek. W tym właśnie momencie, Fro instynktownie zareagowała wystrzeliwując swój jęzor w stronę najbliższego z bandziorów i oplątując nim jego ręce, ściągając przestępcę na ziemię. Dziewczyna sama nie wiedziała czemu właściwie to zrobiła, zapewne było to jakieś połączenie stresu, szoku i chęci uratowania "bohaterskich dziwaków", którzy pojawili się w drzwiach sklepu. Może dzięki temu drobnemu zamieszaniu zdołają uciec? Tylko co wtedy stanie się z nią i Marcusem? Ugh... chyba nie był to najlepszy pomysł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Pon Sie 08, 2016 9:28 am

No a Markus... Cóż, za bardzo nie mógł się wykazać w tej chwili. Jego umiejętności nie nadawały się na takie chwile, więc jedynie mógł grzecznie podziwiać, to co się tutaj działo. I przy okazji połudzić się, że ci, którzy zorganizowali napad, nie będą dalej wydziwiać... To znaczy się, po prostu zostawią zakładników w spokoju. Aż westchnął w myślach. Sytuacja nie była za dobra, by się wyluzować, a zamroczenie spowodowane wcześniejszym ciosem dopiero co odchodziło.
Evans próbował cokolwiek wymyślić. Może spróbować sięgnąć po ostrza? Jakieś umiejętności dotyczące walki wręcz posiadał. Chwila. A właściwie je wziął dzisiaj?! Tego teraz nie był pewny, za to był czegoś innego - będąc związany, mógł jedynie pomarudzić, ale to też nie bardzo. Chciał coś jeszcze zrobić, ale...
Zamrugał oczami, unosząc nieco głowę. A teraz, to kogo przywiało? Próbował przybrać na tyle odpowiednią pozycję, by móc zobaczyć, o co chodziło. Więcej ich przyszło? Chyba, że to policja... Nie, chwila. Nie słyszał dźwięku syren. Co jest?
Wtedy zobaczył jak pojawiły się dwie osoby. Przekrzywił nieco głowę, czując, że... Pogubił się. Przyszli na zakupy? - to była pierwsza myśl, która do niego przyszła. Nie, chwila.
- Hę? - czy oni planowali powstrzymać ten napad? No chyba tak, sądząc po ich słowach. I nie wyglądali na dorosłych... Nie, chwila, stanowczo nie byli dorośli. Markus zmrużył oczy. Pogubiłem się. Słyszał całkiem dobrze ich słowa, ale no... Jemu akurat nie wydawało się, że dorośli posłuchają ich. Z drugiej strony, przecież mógł się mylić!
Przynajmniej ze swojej pozycji nie widział, by spieszno było im do poddania się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Molly Hayes

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Wto Sie 09, 2016 11:22 pm

Czując za sobą obecność Chasea i słysząc jego pełen przekonania oraz determinacji głos Molly, jakkolwiek niemożliwe się to by mogło wydawać, stała się jeszcze bardziej pewna siebie. Gdyby odwaga była namacalna, to otaczające dziewczynkę powietrze ciężko byłoby nawet pokroić. W tej chwili żałowała ona tylko jednego, że nie miała przy sobie swojego, wspaniałego stroju. Niby dawno już zrezygnowała z festyniarskiego wdzianka, ale kto by się nie zgodził, że powiewająca peleryna w takim momencie dodałaby uroku oraz niesamowitej epickości. Tak, wtedy wyglądałaby, jak najprawdziwszy bohater, którym przecież była, no ale jakby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, to taki strój z pewnością by je rozwiał, czyż nie?
- Uuuuu, groźnie - podsumowała beztrosko słowa braciszka, po czym już cichszym głosem zauważyła, że rabusie wcale nie musieli tu mieszkać i mogli być co najmniej słoikami, albo przyjezdnymi, no ale na pewno czegoś pożałują.
Długaśny jęzor, co zaskakujące, wcale jej nie zaskoczył, z resztą mała mutantka dostała nawet nagłego kopa energii na myśl, że uratować może kogoś o wspólnym genie X. Rabusie natomiast zostali zdecydowanie wytrąceni z równowagi, szczególnie ten jeden, co właśnie wylądował na glebie. Molly wykorzystała spowodowany tym zdarzeniem ułamek sekundy nieuwagi oraz chwilową lukę w obronie rzucając się na najbliższego jej faceta i... przytulając go. Podobno miłość rozwiązuje wszelkie problemy, a dziewczynka, której oczy poczęły się świecić na różowo, obdarowała rabusia naprawdę ogromem uczucia, tak wielkim, że aż kruszącym żebra. Raczej nic poważnego, poza bólem, szokiem, trudnością z oddychaniem, no i potrzebą otrzymania specjalistycznego gorsetu w komplecie z kajdankami, gdy się to wszystko już skończy. Zgniatając w pełnych dziecięcego afektu kleszczach złodzieja numer dwa dziewczynka ustawiła się plecami do regału ze słodyczami, tak, by żaden z przeciwników ze spluwą nie miał większych szans na postrzelenie jej unikając zranienia kolegi. Ot, mądra dziewczynka. Albo to instynkt. Albo miłość do słodyczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chase Stein

avatar

Liczba postów : 34
Data dołączenia : 18/02/2016

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Sob Sie 13, 2016 8:33 pm

Chłopak westchnął cicho, gdy mężczyźni skierowali broń na niego. Do tej chwili miał cichą nadzieję, że pójdą po rozum do głowy i ich posłuchają, ale czego się spodziewać po dorosłych? Nigdy nie potrafią słusznie ocenić sytuacji, a ta zdecydowanie nie była dla nich zbytnio dobra. Chase może przeceniał swoje siły, ale dwóch członków Runaways to aż nadto na czterech mężczyzn z pistoletami.
Oczywiście nie zapomniał o czynności jaką jest myślenie. W sklepie oprócz nich znajdowali się zakładnicy i to o ich bezpieczeństwo musieli zatroszczyć się w pierwszej kolejności. Na szczęście sytuacja była dość korzystna albowiem wszystkie bronie skierowane były na nich, więc przynajmniej w teorii postronni nie powinni ucierpieć. Blondyn musiał się dodatkowo zaopiekować Molly. Nie darowałby sobie, gdyby stała jej się jakaś krzywda. Zerknął na nią kontem oka nie opuszczając swych rękawic, a to co ujrzał... Nie sposób było się nie uśmiechnąć. Może i stali właśnie naprzeciw przestępców i groziła im śmierć, ale widok jej szerokiego uśmiechu po ich dzisiejszych przeżyciach był dla niego sporą ulgą. Niczym lód na siniaki (tak tak, Chase nie potrafi dać ładnej przenośni).
Ich szansą okazał się niespodziewany atak jednej z ofiar, a konkretniej młodej dziewczyny. Stein skomentował ten nagły strzał językiem uniesieniem brwi, ale nie było czasu na zabawne komentarze. To był czas na działanie!
Patrząc, jak jego siostrzyczka "obdarza uczuciami" drugiego z przestępców uśmiechnął się pod nosem. Z tego zamyślenia wyrwał go widok trzeciego z tej kompanii, który patrząc z przerażeniem na krzyczącego kolegę mimowolnie wymierzył spluwę w dziewczynkę. Niewiele myśląc skupił się i wysłał w jego stronę wiązkę elektryczną o dość dużym natężeniu, porządny paralizator raz. Sklep wypełniło małe "bzzt" oraz zapach spalonych włosów, a niedoszły przestępca runął na podłogę tracąc przytomność. Krzyki zakładników nie były szczególnie miłe, ale nie ma co się im dziwić. Oto ratowała ich trójka dziwaków. Dziewczynka z językiem niczym żaba, druga z siłą godną jakiegoś herosa oraz chłopak, który swoimi rękawicami (tak, celowo zaznaczam, to rękawice, nie rękawiczki
: /) zrobił właśnie grzankę z dorosłego faceta.
Wróćmy jednak do rzeczywistości. W momencie, w którym jego oponent padł na deski Chase ruszył w stronę powalonego przez Fro mężczyzny chcąc jej pomóc, oczywiście jeśli tego potrzebowała. W razie konieczności miał zamiar uderzyć go z całym impetem swoja rękawicą co zdecydowanie powinno go ogłuszyć. Porażenie było zbyt niebezpieczne, zwłaszcza, że był połączony językiem z osóbką, która go powaliła. Co z czwartym przeciwnikiem? Póki co stał ogłupiały patrząc na to, jak trzech jego kolegów zostało pokonanych w kilka chwil, ale z pewnością niedługo się ocknie. Kto wie, może to właśnie czwarty z przebywających tutaj nadludzi, Markus będzie miał tutaj coś do powiedzenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Wto Sie 16, 2016 8:09 pm

Biedna Fro była co najmniej skołowana, jej czyn miał za zadanie pozwolić uciec prawdopodobnie młodszej dziewuszce i jej braciszkowi, tymczasem ci w jakiś magiczny sposób załatwili kolejnych bandziorów.  Niby jako kobietę-żabę naszej Florence nie powinno nic dziwić, ale magiczne rękawiczki(hehe) i siła dziewuszki pozostawiły zakładniczkę z otwartą szczęką. Aż jej jęzor częściowo wrócił do paszczy uwalniając nóżkę przestępcy. W łepetynie dziołszki kiełkowało się głównie jedno pytanie - kim do diaska byli ich bohaterowie? Czyżby byli jakimiś dziwadłami jak Fro? Zdają się wyglądać dość normalnie. Resztę główki Rebecci zajmował natomiast lęk, mimo wszystko ciągle znajdowała się w dość stresującej i zdecydowanie nowej sytuacji. Może to właśnie dlatego ciągle nic nie powiedziała? Zapewne. Tym czasem czwarty z rabusi dalej był nieco szokowany, jednak zdawał się powoli wracać do rzeczywistości.

/Sorka, mam mało czasu w tym tygodniu/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Pią Sie 19, 2016 6:11 pm

Eee... A Markus to najchętniej wycofałby się. Poszedł. Daleko. O, to całkiem niegłupie wyjście, gdyby nie fakt, że nie bardzo miał jak to zrobić. Chyba, że zyskałby nagle możliwość teleportacji, co byłoby całkiem wygodne. I jego dziecięcy charakter nie istniałby. Ah, wiele jest czynników, które przydałoby się zmienić, ale jak się nie da, to trzeba wykorzystywać to, co się ma...
Z niepewnością obserwował pozostałą trójkę. I właściwie, międzyczasie, gdy oni robili te wszystkie super rzeczy, jasnowłosy zdołał "wyczuć" dotykiem jedno z ostrzy, które znajdowały się przy jego nadgarstkach. Jego uwaga odwróciła się chwilowo od tego, co się tutaj działo, by skupić się na uwolnieniu się. Jeśli zaś ci "źli" nie zwrócili na niego uwagi, nieco niezdarnie starał się odzyskać wolność.
Naburmuszył się nieco. Nie szło mu najlepiej z tym, ale chęci i upór nie znikały, co sprawiło, że niedługo potem uwolnił trochę swoje łapki (i przy okazji kilka razy ukuł się nożem). Jasnowłosy również starał się wstać na nogi. Dziwna sytuacja. Nie rozumiał jej kompletnie aktualnie, mimo że wcześniej coś docierało do niego, co się tutaj działo. Ale odkąd sytuacja się odwróciła na niekorzyść przestępców, w głowie Markusa był jedynie mętlik.
Niespecjalnie zamartwiał się również na teraz, kim byli nieznajomi. Póki nie byli nim zainteresowani, on również nie zdradzał tego... Dobra, niejawnie. Umiejętności, które zdecydowanie nie były przypisane zwykłym ludziom (według Markusa) przyciągały uwagę młodego na chwilkę.
A co do czwartego przeciwnika... Tutaj nastąpił przypadek. I to zwykły... Gdy jasnowłosy wstał na nogi, zatoczył się trochę, tracąc równowagę. Przeszedł kilka kroków, starając się nie zaliczyć upadku, zanim wpadł na oszołomionego, całym tym wydarzeniem, mężczyznę. Oboje upadli na ziemię, a szesnastolatek wylądował na nim. Nie brzmiałoby to groźnie, gdyby nie to, że przez przypadkowe działanie, bliskie spotkanie z podłożem spowodowało, że przestępca doznał urazu głowy i wyglądał na jeszcze bardziej oszołomionego niż wcześniej.
Międzyczasie jasnowłosemu udało się odzyskać ręce, jak również jego złote oczy przekierowały się na niego. Poczuł, że blednie... Ujrzał krew wypływającą z głowy tamtego. Zapewne jedynie drobne rozcięcie, ale widok czerwonej posoki wystarczył, by odczuł panikę. W końcu, przecież nie chciał mu zrobić krzywdy! Przypadek! Nie mogę tego zostawić.
Wokół ukrytych rogów pod materiałem, pojawiło się niebieskawe światełko. Przygryzł dolną wargę, skupiając energię na wyleczeniu "przypadkowej ofiary". Czuł się trochę wystraszonym tym czynem, przez co nie do końca zapanował nad tą umiejętnością - również osoby, które znajdowały się niedaleko jego osoby doświadczyły na sobie owej umiejętności. Innymi słowami - leczenie. Nic strasznego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Molly Hayes

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Pon Sie 29, 2016 12:14 am

Coś skrzypnęło, coś zgrzytnęło, coś trachnęło, no ale mała Molly przecież by człowieka nie zabiła, nawet jeśli takowy był bardzo niemiłym panem. No ok, może niechcący, temu się jednak zdecydowanie upiekło. Wypuścił broń, którą siłaczka kopnęła ku wyjściu ze sklepu, po czym puściła obolałego, niedoszłego złodzieja na ziemię, gdzie już mógł się bez problemu zwijać odchorowując nadmiar otrzymanej miłości.
Mutantka odwróciła się ku stojącej za nią szafce ze słodyczami i zupełnie niezdrowymi, gazowanymi napojami, zupełnie ignorując sytuację, która się przecież już prawie całkiem uspokoiła. Zastanawiała się długo nad wyborem, w końcu był taki ogromny, aż ostatecznie sięgnęła po dwie oranżady o smaku E631 i kolorze E124, malinowe, po czym odwróciła się i na widok Markusa zamarła z szeroko otwartymi oczkami i ustami.
- Holy Molly, ty TEŻ świecisz!? - wykrzyczała podekscytowana dostrzegając bladą, ledwo widoczną spod kaptura, błękitną poświatę. Uniosła się zachwytem robiąc jednocześnie niesamowicie słodką, a do tego dziwaczną minkę, po czym podbiegła do chłopaka - Alealealeale super! Pokażesz z bliska? - dorzuciła podbiegając do niego wręcz w podskokach, pstrykając jednodolarówką zapłaty za napoje na blat, za którym schował się kasjer, gdy rozpoczął się istny armagedon i pokaz sztuczek bojowych oraz łapiąc Markusa za bluzę na lewym ramieniu i podnosząc jedną ręką do pionu. Spojrzała w górę, w końcu białowłosy był duży, a z perspektywy niedoszłej gimnazjalistki nawet bardzo. Jej oczy były jak pięć złotych, dobrze wypolerowane pięć złotych,niby już przestały emanować na różowo, a jednak wciąż świeciły. Gdyby Mol miała teraz flamaster i notesik poprosiłaby zupełnie nieznajomego o autograf, niestety nie posiadała takich precjozów przy sobie, lecz jedno było pewne, Markus właśnie zyskał szczerą, wierną wielbicielkę. Fankę, która nie przejmując się szkliwem i plombami zerwała właśnie oba kapsle zębami.
- Molly jestem, możesz mi mówić przepotężna księżniczka - rzuciła po wypluciu ich na ziemię i wyciągnięciu prawej dłoni. Przykro trochę, że zignorowała wciąż leżącą na ziemi i wciąż związaną, jak francuski baleron żabkę, no ale ludzie świecący wszystkimi kolorami tęczy mają pierwszeństwo, a małe, nadpobudliwe dzieci, jak Hayes niestety podzielnej uwagi nie posiadają, a i pamięć mają krótką oraz wybiórczą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chase Stein

avatar

Liczba postów : 34
Data dołączenia : 18/02/2016

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Pią Wrz 09, 2016 9:13 pm

Widząc, że tajemnica dziewczyna wypuściła przestępce z sideł swojego długiego języka niewiele myśląc podskoczył do jej "ofiary". Co prawda był mocno skołowany całą tą sytuacją (chociaż tego nie był pewien, gdyż oczy mężczyzny skupione były jedynie na Fro - cóż, trudno mu się dziwić), ale nadal miał przy sobie broń, którą mógł zrobić krzywdę osobnikom znajdującym się w sklepie, więc potraktował go mocną dawką elektryczności ze swych rękawic. Tym razem jednak postarał się ją ograniczyć, albowiem znajdował się tuż przy swym celu, a mimo wszystko nie chciał go zranić.
Na całe szczęście zabieg ten udał mu się w stu procentach i już po chwili trzech z czterech napastników leżało nieprzytomnych. Blondyn posłał znajdującej się nadal na ziemi Rebecce lekki uśmiech, chcąc... dodać jej otuchy? uspokoić ją? Mniej więcej. Nie mógł jednak poświęcić jej więcej czasu albowiem został jeszcze ostatni z oponentów. Odwrócił się w stronę miejsca, w którym jeszcze przed chwilą się znajdował, uniósł rękawicę gotową do ciosu i stanął jak wryty albowiem on także został już pokonany przez jakiegoś chłopaka. Nie skupił się jednak na tym, albowiem zdarzyło się coś znacznie dziwniejszego, a mianowicie błękitnawą poświatę spod kaptura, a także dziwne uczucie... Poczuł przyjemne ciepło, a także odczuł, że nagle wróciły mu siły, które utracił podczas tego starcia. Co prawda nie był to wielki ubytek, ale to odczucie... to było coś niezwykłego. Zarówno on jak i ta dziewczyna definitywnie nie byli normalni.
W głowie zaczęły mu się kołatać pewne myśli, ale wiedział, że najpierw musi zająć się kilkoma sprawami. Najpierw pomógł podnieść się Fro, a następnie odwrócił się w stronę klienteli, a także pracowników sklepu. Ich miny wyrażały wszystko. Od podziwu, przez całkowite zdumienie po to najgorsze, strach. Stein dobrze wiedział, że nie mogą zostać tutaj zbyt długo, no ale nie mógł tego zostawić tak bez słowa.
-Ummm, mam nadzieję, że nikomu nie stała się krzywda? - rzekł, a następnie przerwał na chwilkę czekając na ewentualne zgłoszenia, a następnie, natrafiwszy na ciszę kontynuował z lekkim uśmiechem. -Dobrze. Jeśli ktoś ma telefon prosiłbym o zadzwonienie na policję, a także pogotowie. Trzeba zająć się tymi panami, a następnie wsadzić ich za kratki. W sumie... to byłoby na tyle. Dziękuję państwu za uwagę i życzę miłego dnia! - rzekł, a następnie podszedł do Molly, która stała przy tajemniczym chłopaku i zachwycała się aurą, którą najwidoczniej oboje zauważyli. Tak, jemu też skojarzyła się z tą Molly, ale to było chyba coś innego. Nie wiedział do końca co zrobił Markus, ale miał pewne podejrzenia związane z nagłym odzyskaniem utraconej energii. Na całe szczęście stała obok nich także czwarta bojowniczka, a więc mógł zwrócić się do całej trójki (przy okazji biorąc oranżadę od Przepotężnej Księżniczki).
-Dobra robota Molly, a co do Was... nie do końca wiem kim jesteście i co tutaj robicie, ale jak widać "coś" nas łączy. Chciałbym z Wami chwilkę porozmawiać jeśli nie macie nic przeciwko, ale... - tutaj przerwał i zerknął na tłum, który nadal stał w miejscu i patrzył na czwórkę dzieciaków. Warto chyba dodać, że ich miny robiły się coraz bardziej niepokojące, a szepty typu "dziwolągi" czy "potwory" raczej nie poprawiały sytuacji. -Nie wydaje mi się, żeby ten sklep był dobrym do tego miejscem. Co prawda uratowaliśmy tych wszystkich ludzi, ale nie potraktują nas jak bohaterów co bardzo dobrze widać. Jeśli macie czas - tutaj zwrócił się bezpośrednio do Markusa i Fro - -moglibyście pójść z nami w ustronniejsze miejsce. Chyba mógłbym Wam coś zaproponować. Oczywiście nie zmuszam, decyzję pozostawiam Wam. - rzekł, a następnie odłożył nienapoczęty napój na ladzie, a także trochę pieniędzy w zamian za zakupy małej Hayes. Zerknął raz jeszcze na stojących w bezruchu ludzi, a następnie uśmiechnął się do dziewczynki i ruszył w stronę wyjścia, aby ostatecznie znaleźć się na ulicy. Co dalej? Znaleźć jakieś ustronne miejsce. Miał cichą nadzieję, że tajemnicza dwójka pójdzie wraz z nimi, ale przecież nie mógł ich zmusić. Spotkali dwójkę ludzi takich jak oni, ludzi, którzy w pewnym sensie ich uratowali, ale też zmotywowali do działania (w mniejszym lub większym stopniu). To, co z tym zrobią zależało tylko od nich.

z.t za mnie oraz Fro

W razie gdyby ktoś nie chciał dawać swojego posta (bo nie widzi takiej potrzeby/nie chce) niech da mi znać na pw/gg a dodam go w moim "z.t" i nie będzie musiał pisać posta. Oczywiście można samemu wyjść z tematu, w razie czego kolejka nie obowiązuje i możecie dać posta kiedy chcecie - i tak nie będzie w nich już nic nowego.

(no i przepraszam za błędy w poście)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Pon Wrz 12, 2016 9:58 pm

Sytuacja, która tutaj miała miejsce nie spodowała, że Markus czuł radość. Wręcz przeciwnie, nadal czuł się nieco wystraszony, dlatego też skupiał swój wzrok na nieznajomym, który stał się przypadkową ofiarą. Wydawało mu się, że wszystko już było dobrze, a krew przestała tak strasznie wypływać z jego głowy. Chyba niedługo się obudzi... To dobrze. Tyle dobrze. Przynajmniej jedna dobra rzecz w tym całym chaosie.
Ale akurat zbieranie zainteresowania nie było czymś, co teraz chciał doświadczyć. Dlatego też najpierw z niepewnością spojrzał na nieznajomą, poważnie rozważając w myślach taktyczny odwrót. Ta... Jakby to jeszcze byłoby możliwe w tej sytuacji. Ale nieważne.
O... Ucieczka też odpada. Stwierdził to w chwili, gdy został podniesiony przez tą dziewczynkę. Samo działanie spowodowało, że odczuł lekkie zdezorientowanie na starcie... Lecz po kilkunastu sekundach wlepił w nią swoje ślepia, jednocześnie unosząc dłonie do kaptura, naciągając go bardziej na twarz. Niebieskawe światło już zanikało.
- Nie ma co pokazywać - powiedział do niej z nutką niepewności w głosie. Nie był przyzwyczajony do tego, by ktoś tak skupiał na nim swoją uwagę. Chociaż... Nigdy nie wiadomo. Nie znając jej, mógł próbować się domyślić, że takie zainteresowanie było jedynie chwilowe. Albo i nie.
W końcu jednak, udało mu się na chwilkę okiełznać chęć ucieczki, dlatego też wydawał się być spokojniejszy niż wcześniej. Co i tak nie zmieniało faktu, że zaskoczenie nie znikało, zwłaszcza, gdy w taki sposób otworzyła napoje.
- Jestem Markus - przedstawił się jej. Również wyciągnął rękę i delikatnie uścisnął jej. Chyba o to chodzi, prawda? - nawet uśmiechnął się łagodnie, ale samej niepewności nie udało mu się do końca zniwelować.
No i koniec końców to nie był koniec problemów. A szkoda. Jednakże nie mogli tutaj pozostać... Ale ta propozycja przedstawiona przez drugiego z przybyłych? Iście z nimi? Gdzie, po co, dlaczego? Szepty nie ruszyły go. Może po prostu nie słyszał ich? Kaptur mógł nieco wytłumiać dźwięki.
Ale dobra, nie wnikając w to dalej, postanowił zaryzykować i pójsć, usłyszeć... I zapewne odejść. Bo dlaczego nagle miałoby się znaleźć inne rozwiązanie? Więc... Jeśli nic go nie zatrzyma tu na stałe, to i poszedł wraz z nimi.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Molly Hayes

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   Pon Wrz 12, 2016 11:28 pm

Zgasły jej już nawet końcówki włosów, a wyciągniętą dłoń Markusa ścisnęła z siłą odpowiadającą jej aparycji, chociaż może trochę nazbyt energicznie nią potrząsnęła.
- Miło poznać - odparła nie tracąc animuszu, mimo odpowiedzi odmownej dotyczącej prezentacji luminescencyjnej części mocy. Być może miała nadzieję, że Markus się niedługo przełamie, a może po prostu nie opuszczał jej niekończący się optymizm.
- Nawet jeśli, to już odstało - skomentowała pełne obaw pytanie Chase trącając lekko stopą stękającego i odzyskującego przytomność, niedoszłego złodzieja powalonego na ziemię przez zakapturzonego świetlika. Łyknęła oranżadę i łypnęła na klientów oraz zbierających się w okolicy gapiów. Słyszała podszepty, ale jakoś nie mogła zrozumieć podejścia cywili. Tony Stark miał całą rzeszę fanów (wrogów niby też, ale to nieważne), lecz już same mechaniczne rękawice bez zbroi odrzucały i sprowadzać miały do miana potwora? Nie mówiąc już o dosyć powszechnie znanym aspekcie genu X. To już nie te czasy, żeby rzucać się na mutantów z pięściami, wieszać ich za nogi w miejscu publicznym, a potem podpalać. Owszem, nosiciele genu nie spotykali się z jakąś nadzwyczajną sympatią, a szkoła Xaviera nie była akceptowana przez całe społeczeństwo, aczkolwiek, tak jak do homoseksualizmu ludzie się już powoli przyzwyczajali, a ci z Los Angeles już raczej na pewno powinni. No nic, ktoś ich będzie musiał wychować.
- Co pan powiedział?! - zwróciła się do najbliższego podszeptującego tonem dresa pytającego o problem. Za jakieś 10 lat mogłaby wyglądać nawet groźnie - Przejęzyczył się pan chyba, bo miało być "bohaterowie". Babcia z kurzajką na nosie jest od nas bardziej potworna, a to... to było o-o-obywatelskie zatrzymanie - dodała grożąc mu palcem, a gdy dotarła do dosyć skomplikowanego epieteu zacięła się trochę dukając i zastanawiając się w trakcie mówienia nad poprawnością wyrażenia. Nikt tu nie będzie nazywał Przepotężnej Księżniczki "potworem"! Zobaczycie, Molly jeszcze kiedyś będzie bardziej sławna niż taki Wolverine, czy Colossus, a wtedy wszyscy z tego sklepu pożałują, że nie wzięli dziś od niej autografu (od Markusa też).
- Ja wiem, że Chase brzmi jak miły pan z (białego) Vana, od którego nie powinno się brać cukierków, ani tym bardziej iść z nim w ustronne miejsce, ale my robimy krzywdę tylko tym złym. Nie jesteście przecież źli, prawda? - rzuciła odwracając się na pięcie, tyłem do całej złorzeczącej gawiedzi i patrząc się to na Markusa, to na Fro swoimi ogromnymi, wesołymi oczętami - Ci ludzie nie dostrzegają naszej wspaniałości, więc nie ma sensu zaszczycać ich naszą obecnością. Łachy bez! - dodała używając "naszej" także w kontekście nowo poznanej dwójki, a po ostatnich dwóch słowach odwróciła się, ku być może już nie szepczącym i zgaszonym jej postawą ludziom rozciągając w dół prawe oko i wystawiając język. Ot, taka głupia mina. Następnie złapała zapewne bardzo zdezorientowaną, lecz na szczęście już rozwiązaną przez Chase'a żabcię za nadgarstek i pociągnęła za sobą oraz braciszkiem do wyjścia. Żeby nie było, ciągnięcie nie miało nic wspólnego z nadnaturalną siłą. Tyle pary w łapie miała Moliś, co normalna dwunastolatka, a chwycenie było raczej uzewnętrznieniem jej otwartości na nowe znajomości oraz namacalnym dowodem, iż uznała ona Fro za swego rodzaju przyjaciółkę, nie żadnym przymusem. Czy ktoś kiedykolwiek widział Molly zmuszającą kogoś, poza Chasem, do czegoś inaczej niż teatralnym fochem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sklep "Sąsiedztwo"   

Powrót do góry Go down
 
Sklep "Sąsiedztwo"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sklep z ubraniami Gladraga
» Sklep Madame Malkin
» Sklep z eliksirami J. Pippin's
» Sklep Ollivandera
» Sklep Odzieżowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Los Angeles-
Skocz do: