Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Fort Tryon Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Fort Tryon Park   Wto Lip 24, 2012 3:17 pm

First topic message reminder :







Park publiczny w Washington Heights na Manhattanie, mogący poszczycić się wspaniałym widokiem na rzekę Hudson. Poświęcony został tematyce średniowiecza; znajduje się tutaj The Cloisters, oddział Metropolitan Museum of Art. Więcej na temat muzeum TUTAJ.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Pią Lut 15, 2013 9:04 pm

Spotkanie z babcią było... nieoczekiwane. Daalkiin czekał na nią przed jej domem, ubrany w czarny płaszcz. Wyglądał trochę jak jakiś agent rządowy. Isabella zupełnie nie miała usprawiedliwienia dla swojej nieobecności. Przynajmniej tak jej się zdawało.Gdy przyszła bowiem do domu, babcia spytała tylko: "I jak było?". Lafia zgłupiała. Czyżby babcia wiedziała o jej wycieczce na statek kosmiczny? Zaraz jednak sobie przypomniała. Tego dnia miała jechać do siostry i zostać u niej na noc. Na śmierć o tym zapomniała. Jednak znając życie, siostra pewnie również zapomniała o jej wizycie. Co właściwie było jej teraz na rękę, chociaż w normalnych warunkach pewnie wkurzałyby się na jej ignorancję. Jak zwykle babcia spytała, czy nie jest głodna. Ech... czy wszystkie babcie na świecie zawsze na wstępie pada to pytanie? Gdy powiedziała babci, że znowu wychodzi, ta kazała jej poczekać i przygotowała jej parę kanapek na drogę, ciesząc się, że wnuczka spędza tyle czasu na świeżym powietrzu. Zupełnie nie bała się, że częsta nieobecność w domu może być wynikiem złego towarzystwa albo środków odurzających. Isabella była rozsądna ,no i zawsze przychodziła w umówionych porach. Wyszła z domu trochę mechanicznie, wciąż ogłupiała sytuacją. Nie mogła uwierzyć, że wszystko tak łatwo poszło. Dołączyła do Daalkiina z małym plecakiem i kanapkami w środku. Ruszyli przed siebie. Zmysł orientacji poprowadził ich do parku publicznego, jednego z częściej odwiedzanych przez Lafię. Nie było w nim za dużo ludzi, co Isabella zrzuciła na dosyć senną aurę dnia. Musieli wyglądać naprawdę dziwnie, ponad dwumetrowy pseudo agent rządowy i zwykła, aczkolwiek mająca w sobie coś dziwnego, dziewczyna. Ignorując tych wszystkich gapiących się ludzi, podeszła do samotnie stojącego drzewa z rozłożystymi gałęziami. Chwyciła prawą ręką najniżej rosnącą gałąź, do której i tak ledwo dosięgła, a lewą nogę zgięła w kolenie i oparła się nią o pień. Podciągnęła się do góry, chwytając jednocześnie drugą ręką za gałąź rosnącą tuż obok poprzedniej. Jedną nogą była teraz na tej, na której chciała usiąść, a druga była zaczepiona o pień. Wciągnęła i drugą nogę, obróciła się bokiem i oparła się plecami o pień drzewa, jedną ręką trzymając gałąź powyżej. Było to całkiem wysoko, ale siedziało się bardzo miło i nie łaziły po nim mrówki.
- I jak ci podoba ziemska przyroda? - Chociaż raz mogła spojrzeć na niego z góry - I ludzie - dodała po chwili z uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Pią Lut 15, 2013 9:30 pm

Podróż jak zwykle to miało miejsce przy Dur-Shurrikunie - przebiegła bez zarzutów. Zostali zrzuceni tuż przy domu Isabelli, Odrodzony wcześniej przyodział swój miecz, niewielki komunikator oraz płaszcz z kapturem który całkowicie zakrył jego ciało. Ludzie nie byli przyzwyczajeni do takich widoków tak więc nie należało ich stresować. Może źle ujął to we własnej głowie... Zapewne byli już przyzwyczajeni, jednak kojarzyło im się to bardzo negatywnie... "Kosmici".
Na szczęście nie przyszło mu czekać za długo przed domem swej nowej znajomej. Gdy tylko wyszła - oboje ruszyli do parku. Odrodzony maszerował tuż obok dziewczyny - jej tempem, dokładnie zakryty czarnym płaszczem z kapturem na głowie. Nie zwracał uwagi na otaczających ich ludzi, zarówno na tych gapiących się jak i tych którzy nie zainteresowali się nimi nawet na chwilę. Nikt tutaj nie miał względem nich złych zamiarów, a to był tylko spacer. Daalkiin nie nosił żadnych butów, bo chodź budowa jego ciała tego nie zabraniała, to jednak był on przystosowany do takiego chodu. Palce jego stóp były zakończone pazurami, a sam ich wygląd przypominał wyglądem budowę ciała łapy psa, tak więc nie należało się spodziewać aniżeli miałoby mu być tak niewygodnie. Niemniej jednak ludzie wyraźnie lubili sobie komplikować życie, gdyż samiec czuł pod stopami szorstką nawierzchnię która tylko czekała na biedaka z którego zedrze skórę - gdy takowy tylko się wywróci. Czegoś takiego nie było na pokładzie Dur-Shurrikuna ani na większości stacji kosmicznych. Niemniej jednak nie był to znaczący problem. Po kilku minutach marszu przez park, weszli w końcu na trawę co jednak bardziej mu odpowiadało. Dziewczyna doprowadziła go do jednego z drzew, na które następnie w miarę zwinnie się wspięła.
Samiec wziął ciut głębszy wdech gdy usłyszał zadane mu pytanie.
-Za bardzo zniszczyliście swoją planetę i nie zamierzacie przestać. W takim tempie - szybko doprowadzicie do samozagłady.
Odparł spokojnym głosem, nie przykładając do tego tematu większych emocji. Akurat istnienie ludzkiej rasy - lub jego brak - było mu obojętne. Z resztą to samo podejście reprezentował Dur-Shurrikun, tak więc czego się dziwić? Odrodzony spojrzał na chwilę na pień drzewa po czym ponownie uniósł łeb do góry. No tak, teraz to sobie uświadomił... Biedna, była od niego o pół metra niższa, ciągle będzie musiała zadzierać głowę do góry - gdy będzie z nim rozmawiać. Jakoś jej to zrekompensuje.
-Nie jesteście lubianą we wszechświecie rasą... Może więc na razie pozostawię ten temat w spokoju.
Odparł, podchodząc bliżej drzewa i siadając pod nim. Fakt, faktem... On tam nie wejdzie, bo by mógł się za łatwo zdradzić. Budowa jego ciała mówiła z resztą sama za siebie, a płaszcz od dołu go nie zakryje, tak więc futrzaste stopy... No i ogon... Były by bardzo widoczne. A on nie zamierzał nikogo prowokować. Zamiast tego obrócił się plecami do drzewa, oparł o nie i powoli zsunął na ziemię, siadając z nogami ugiętymi w kolanach. Wbił swój wzrok w wodę która znajdowała się przed nimi. Cóż, gdyby nie ludzkie podejście, to ta planeta mogłaby być miła... I przyjemna.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Pią Lut 15, 2013 10:14 pm

Gdy usłyszała jego opinię o Ziemi, zamyśliła się na moment. Niewątpliwie przyznała mu rację. Takie parki jak ten były jedynie nielicznymi punktami na mapie fabryk i innych rzeczy działających niekorzystnie dla środowiska. Sama starała się segregować śmieci i takie tam, ale miała świadomość, że na tle całego świata, to nic nie znaczy. Codziennie wymiera tysiące gatunków, a ludzi chętnych do zmian dla dobra ekosystemu jest mało. Nie wiedziała jednak, co sama mogłaby tutaj wskórać. Zajmowała się ochroną ludzi przed innymi ludźmi. Jak to się mówi: Nie można robić wszystkiego. Mimo że bardzo by chciała pojechać na jakiś światowy szczyt i nawrzeszczeć na tych wszystkich polityków i dyrektorów koncernów dbających tylko o własne interesy, zamiast o wspólne dobro mieszkańców planety. Ale po prostu Lafia nie ma na to warunków. Patrzyła z góry na Daalkiina z nie lada przyjemnością. Trzeba przyznać, że z tej perspektywy jeszcze go nie widziała, jednak jakimś cudem wydawał jej się jeszcze większy.
- Muszę się z tobą zgodzić - westchnęła - U nas często nieodpowiedni ludzie dochodzą do pewnej władzy, co skutkuje dbaniem tylko o dobro jednostki, a nie ogółu. - zamilkła na moment , po czym zawisła głową w dół - Nie wiem, może taka już nasza natura. Może gdybym miała taką władzę, to też bym się zmieniła? - Jej dosyć długim włosom niewiele brakowało, aby połaskotać Daalkiina po głowie. Co do ludzi we wszechświecie: Niezbyt się zdziwiła, że niezbyt ich lubią. Świadczy o tym przede wszystkim fakt, że taka na przykład ona co noc ma dosyć sporo do robienia. Mimo, że nie zaskoczył zbytnio jej ten fakt, miała nadzieję, że gdyby kiedykolwiek spotkała przedstawicieli innych ras, to ich opinia nie jest aż tak zszargana, aby zastrzelić ją na miejscu. Wróciła do pozycji, w której krew nie wraca do głowy. Spojrzała na powoli sunącą rzekę Hudson.
- To ja postaram się tą opinię naprawić - powiedziała z zawziętością. Jeszcze jedna misja do wykonania. I jeśli kiedykolwiek się zacznie, to może być pewna, że nigdy się nie skończy. W końcu raczej nie będzie nawracać całych cywilizacji. Natenczas wystarczyłoby jej, aby przekonać Daalkiina o zaletach swej rasy.
- Gdybyś był bardzo zdesperowany, aby spróbować ziemskiego jedzenia, to moja babcia zrobiła kanapki - rzuciła z uśmiechem bez związku z tematem rozmowy. Zeskoczyła zgrabnie z drzewa, po czym usadowiła się obok Odrodzonego. Trawa jest o wiele miększa od twardej kory.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Sob Lut 16, 2013 4:12 pm

-Bo im to umożliwiacie.
Odparł krótko Daalkiin, obserwując przy tym wodę. Niemniej jednak nie spodziewał się, że Isabella będzie brała na siebie aż tyle. Próba naprawienia poglądu na ludzkość to nie lada wyzwanie. Samiec uśmiechnął się tylko co z tak bliskiej odległości dało się zauważyć, gdy Lafia usiadła obok niego. W tym momencie głód mu nie doskwierał tak więc próbowanie ludzkiego pożywania raczej nie było mu akurat potrzebne. Jego wzrok przykuł natomiast dźwięk który pojawił się jakieś pięćdziesiąt metrów od obojga, dokładnie na prawo od nich.
Wpierw na ziemi pojawił się czerwony okrąg, a następnie zaczęły wydobywać się z niego promienie, kierujące się coraz to wyżej i wyżej ku górze. Ludzie którzy znajdowali się w okolicy, wpierw poczęli obserwować zjawisko, jednak doświadczeni - natychmiast ruszyli co sił w nogach - by opuścić to miejsce. Chwilę później w miejscu dziwnego okręgu zaczęła formować się czerwona sylwetka, która początkowo składa się tylko z czystej energii o czerwonym zabawieniu. Promień światła które rzucał okrąg - powiększył się, by na chwilę oślepić wszystkich, a następnie ukazać w miejscu dziwną postać:

Postać była ubrana w szaty o krwisto-czerwonym zabarwieniu. Ktokolwiek to był - przypominał człowieka. Dłonie o pięciu palach, mierzył z metr dziewięćdziesiąt, nie wyglądał na specjalnie umięśnionego. Przybysz wpierw skierował swój wzrok ku niebu, przyglądając mu się przez chwilę, a następnie opuścił powoli głowę, badając wzrokiem okolicę. Ludzie zaczęli uciekać i krzyczeć w panice, jedynie dwóch mężczyzn - policjantów pełniących tutaj patrol - sięgnęło po broń i ruszyło w stronę przybysza. Mężczyźni podeszli do nieznanego, a jeden z nich krzyknął.
-Połóż się powoli na ziemi! Już!
Policjanci stanęli dwa może trzy metry od przybysza. Ten skierował na nich swe spojrzenie i powoli uniósł lewą rękę do góry z której następnie wystrzeliło coś co wyglądało jak czerwone pioruny - osaczyły one obu policjantów, a ci zaczęli skomleć. Jeden po kilku sekundach padł na ziemię, a kolor jego skóry zmienił się na blady, jakby mężczyzna był martwy od dłuższego czasu. Długi nadal stał na nogach, jakoby dalej walczył. Obcy podszedł do niego powoli, uniósł do góry prawą rękę, a następnie wziął zamach i wbił dłoń prosto w klatkę piersiową policjanta który zamarł w tym momencie w bezruchu. Napastnik przyjrzał się policjantowi, a chwilę potem wyciągnął dłoń, a wraz z nią wyrwał z mężczyzny - jego serce, które teraz dzierżył w dłoni. Policjant zatrząsł się i padł zakrwawiony na ziemię. Kobieta która to oglądała - wpierw zamarła w bezruchu, a gdy drugi policjant upadł, krzyknęła przerażona piskliwym głosem - a następnie uciekła. Obcy zmiażdżył organ który trzymał w dłoni, a jego wzrok padł na dwójkę która nadal tu pozostawała - Daalkiina i Lafię.
Daalkiin obserwował wszystko wręcz... Zszokowany. Ten typ nie wyglądał tak jakby pochodził z tej planety, jego energia o tym nie świadczyła. Musiał się tu pojawić przed utworzeniem się pola, inaczej nie byłby w stanie się tu dostać. Tak twierdził Jinkusu. Odrodzony chwycił dłoń swej towarzyszki i wstał na równe nogi. Jego wzrok nie schodził z obcego który ledwo zdążył się pojawić, a już miał na koncie dwa trupy. Atakowanie ludzi w środku parku? Mało sensowne. Chyba, że chce się wyciągnąć z przeciwnika energię życiową, bo najwyraźniej to uczynił na tej dwójce.
-Powinniśmy się wycofać, póki jeszcze możemy. To nie nasza walka.
Rzucił krótko Daalkiin. Dla niego - należało się stąd wynosić. Niech Ziemskie władze oraz bohaterowie się nim zajmą. Co jednak powie na to Lafia...?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Sob Lut 16, 2013 5:37 pm

To krótkie stwierdzenie Daalkiina wprowadziło ją w zadumę. Pewnie miał rację. Zbyt wielu ludzi w ogóle nie obchodził los jakiś tam zwierząt żyjących na drugim końcu świata, czy choćby innych ludzi tuż za ścianą. Och, tyle mówi o ludziach jak o osobnym gatunku, ale ona sama czasem za bardzo skupiała się na sobie, własnych niby-problemach. Zauważyła uśmiech na jego twarzy, kiedy wspominała o naprawieniu opinii ludzkości na międzygalaktycznej arenie. No cóż, może brzmi to jak gadanie dziecka, które ciągle myśli, że "może zmieniać świat", ale Lafia wiedziała, że jeśli jasno określi sobie skomplikowane cele, to tym bardziej będzie się starać je zrealizować. Podejrzewając, że aż tak głodny nie będzie, żeby z desperacji chociaż skubnąć kanapki, uśmiechnęła się do niego. Trudno, więcej zostanie dla niej. Przyglądała mu się właśnie w milczeniu, analizując odbytą przez nich rozmowę, gdy nagle zauważyła, że jego wzrok zatrzymał się w jednym punkcie. Zaciekawiona, na co takiego patrzył, odwróciła wzrok w tę samą stronę i zamarła.Płomienie. Unoszące się coraz wyżej i wyżej. No cóż, o ile ktoś nie postanowił zrobić ogniska na środku parku, to nie wyglądało zbyt dobrze. Ludzie, którzy nie zamarli z przerażenia/zaskoczenia/niezrozumienia jak ona, rzucili się do ucieczki. Przyglądając się temu dziwnemu zjawisku, mogła zauważyć pewien... zarys sylwetki. Wyglądało to, jakby jakaś postać formowała się z ognia. Po chwili ogień rozszerzył się, zmuszając Isabelle do chwilowego przymknięcia oczu. Po ponownym ich otworzeniu, mogła ujrzeć już całą postać. Posturą przypominał człowieka, niezbyt umięśnionego, w długiej, czarnej szacie.Patrząc na jego dziwną maskę, przyszedł jej na myśl odkurzacz. Nie był raczej czas na dziwne skojarzenia, ale nic nie mogła na to poradzić. Musiała skontrolować miksturki które czasem zażywa, czy aby efektem ubocznym nie jest obniżenie inteligencji. Dwóch policjantów podeszło do dziwnego przybysza, każąc położyć mu się na ziemi. I Lafia miała szczerą nadzieję, że nieznajomy po prostu grzecznie ich posłucha i zrobi co każą. Z drugiej strony jednak wiedziała, że tego nie zrobi. Po zobaczeniu tej dziwnej postaci, była pewna że nie mają do czynienia z jakimś głupkiem z sąsiedztwa chcącym nastraszyć ludzi. Zła aura była wyczuwalna, a przynajmniej Isabelle przeszedł dreszcz na widok ognia. Lafia rozejrzała się po parku, ale na szczęście większość cywili uciekła. Została tylko kobieta znajdująca się niedaleko policjantów. Gdy Isabella znów spojrzała na scenę rozgrywającą się jakieś pięćdziesiąt metrów dalej, jeden policjant był już martwy. Obcy po prostu podszedł do niego i... wyrwał mu serce. Lafia była tak zszokowana, że nie zarejestrowała żadnych innych szczegółów. On ich zabił... zabił, zabił... - ta myśl ciągle chodziła jej po głowie. Morderca (bo tak Lafia wykrzyczała do niego w myślach) zwrócił się teraz w ich stronę, jedynych, którzy jeszcze nie uciekli. Jeszcze, bo nie wiedziała, co zrobi Daalkiin. Odrodzony wstał gwałtownie, ciągnąc ją za rękę. Była mu wdzięczna, że wyrwał ją z tego letargu. Gdyby tego nie zrobił, nie wiadomo ile czasu zajęło by jej otrząśnięcie się z tego co zobaczyła. Teraz zaczęła myśleć logicznie, nie myśląc o śmierci dwójki niewinnych ludzi, jakby celowo pomijając ją w myślach. Kiedy Daalkiin zasugerował jej ucieczkę, odruchowo chciała się zgodzić. Jednak zanim odpowiedziała twierdząco, ugryzła się w język. Dopiero co obiecała, że nie pozwoli nikomu zginąć na jej służbie. A ona była na służbie zawsze. Pokręciła przecząco głową z rezygnacją i puściła dłoń Odrodzonego.
- Masz rację - zrobiła dwa kroki do przodu - to nie twoja walka. Ale moja jak najbardziej - Kosa wysunęła się jej z rękawa do lewej ręki. Zaczęła się maksymalnie wydłużać, tak, aby mogła złapać ją w obie dłonie, prawą wyżej, lewą niżej. Jednocześnie Lafia zrobiła lekki rozkrok. Postanowiła od razu wyciągnąć ostrze, także ze zwykłego patyka zmieniło się w użyteczną broń. Isabella jasno przedstawiła swoje stanowisko w tej sprawie. Nie wiedziała jeszcze, co postanowi Daalkiin, który, sadząc po ich wcześniejszej rozmowie, nie darzył ludzi zbytnią sympatią. Ugięła lekko kolana, będąc przygotowaną do ewentualnego uniku lub ataku. Jej spojrzenie było ostre, oczy szeroko otwarte, aby niczego nie przeoczyć. Wiedziała, że nie powinna tak myśleć, ale chciała pomścić śmierć policjantów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Sob Lut 16, 2013 6:07 pm

Wzrok Daalkiina padł na dziewczynę, a z jego pyska wydobył się cichy, gardłowy warkot.
-Nie jeste...
Zaczął, a słowa Odrodzonego zostały urwane gdy w ułamku sekundy, napastnik wystrzelił w niego czerwonym promieniem wyglądającym niczym pocisk plazmowy. Samiec odleciał daleko do tyłu, wpadając głęboko do wody - gdyż wylądował na środku jeziora. I tyle było po nim śladu. Teraz na polu walki pozostała Lafia oraz napastnik, który wymierzył swą dłonią w dziewczynę i zamarł w bezruchu...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Sob Lut 16, 2013 7:02 pm

Stała przed nim, więc nie mogła zobaczyć, jak zareagował na jej słowa. Jej oczy były utkwione w przeciwniku, ale spodziewała się usłyszeć jakąś odpowiedź Daalkiina. Nie dane jej jednak było usłyszeć od niego czegoś więcej od cichego warkotu i niedokończonego zdania, ponieważ szybciej niż oczy Isabelli mogły to zaobserwować Odrodzony został odrzucony daleko do tyłu przez czerwony promień przeciwnika, wpadając do rzeki Hudson. Isabella nie zdążyła zareagować w żaden sposób, czy to krzykiem, czy w jakikolwiek inny sposób. W tym momencie pomyślała tak wulgarne słowo, że sama powinna zarumienić się ze wstydu. Teraz jednak nawet nie zarejestrowała tego faktu. Odwróciła szybko głowę, ale zdążyła tylko zauważyć, że Odrodzony wpada gdzieś do na środek rzeki. Na więcej sobie nie pozwoliła. Znów zwróciła się ku przeciwnikowi. Ten mierzył swą dłonią w Isabelle, stojąc w całkowitym bezruchu. Lafia nie namyślając się długo, skoczyła za drzewo, na którym przed paroma minutami siedziała razem z Daalkiinem. Na szczęście nie odeszła od niego za daleko, więc wystarczył niedaleki skok do tyłu i obrócenie się plecami do chropowatej powierzchni drzewa. Cała się trzęsła. To dlatego, że nie chciała uciec. Dlatego Daalkiin został trafiony. Prawdopodobnie przeciwnik uznał go za większe zagrożenie. I miał rację. Isabella bała się, że skoro Odrodzony został tak szybko wyeliminowany z walki, to tym bardziej ona nie ma szans. Po pierwsze: uspokój się - nakazała sobie w myślach. Przeprosiła także Daalkiina za to, że nie może mu teraz pomóc. Najważniejsze w tej chwili jest ustalenie taktyki. Skoro, jak widać, jego moc opiera się na strzelaniu dziwnymi czerwonymi promieniami (Lafia modliła się, aby to była jedyna jego moc), jest to moc dystansowa. Jeśli zostanie trafiona, to koniec. Powinna trzymać się z daleka od jego rąk, ale na dystans nie mogła mu nic zrobić, chyba że rzucić w niego sztyletem. Jedynym wyjściem pozostaje więc zbliżenie się do niego na tyle, aby móc spróbować zrobić mu cokolwiek swoją kosą. Co jednak jest prawie niemożliwe do wykonania. Widziała już, jak szybkie potrafią być jego promienie. Myśl, myśl! - pouczała siebie gorączkowo. Nie znała jednak ograniczeń jego mocy, a poznanie ich mogłoby mieć kluczowy wpływ na walkę. Czy jest jakiś konieczny odstęp czasowy pomiędzy kolejnymi promieniami? Jeśli tak, może Lafia ma jakieś szanse. Do głowy wpadł jej tylko najbardziej oklepany pomysł jaki kiedykolwiek widziała w filmach. Podniosła 2 średniej wielkości kamienie, mieszczące się w dłoni, leżące obok jej buta. Najbliższe drzewo, które mogła użyć za osłonę znajdowało się jakieś 5 metrów od niej po prawej stronie. Wzięła głęboki oddech i... rzuciła jednym kamieniem w skupisko drzew i krzaków rosnące trochę dalej, wystarczająco daleko aby musiała postarać się przy rzucie o dobrą celność, a ułamek sekundy później drugim kamieniem w ... samego przeciwnika. Nie czekając na efekty wyskoczyła zza drzewa i rzuciła się ku kolejnemu drzewu. Chciała narobić tym ruchem trochę hałasu, tak aby zobaczyć czy przeciwnik mając trzy cele, może wystrzeliwać promienie tylko z jednej ręki, i czy jest jakiś odstęp czasowy między nimi. To była chyba najgłupsza rzecz jaką mogła zrobić, zaraz po przywitaniu się z nieznajomym i straceniem przytomności. Ale i tak nie mogła za długo zostać za tym drzewem, jeśli przeciwnik wiedział gdzie ona się znajduje. Miała nadzieję, że chociaż trochę go tym zdekoncentruje. Zawsze była możliwość, że wróg zrobi coś, czego Lafia nie wzięła pod uwagę. Wtedy byłoby jednym słowem... krucho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Sob Lut 16, 2013 7:25 pm

Rzut kamieniem okazał się nieskutecznym rozwiązaniem, gdyż przeciwnik nie zareagował na to w żaden sposób. Drugi kamień - rzucony w niego - nawet nie sięgnął celu, co prawdopodobnie było spowodowane faktem, iż przeciwnik kiwnął dłonią, a kamień po prostu upadł na ziemię. Przeciwnik wymierzył tuż przed biegnącą dziewczyną i wystrzelił swą mocą, strzał trafił prosto w ziemię przed nią - doprowadzając do wybuchu który odrzucił ją do tyłu o jakieś dziesięć metrów, jednak nie spowodował poważniejszej krzywdy - może trochę poobijał, do czego dołożyło się również lądowanie na ziemi. Przybysz wymierzył ponownie - tym razem obiema dłońmi - prosto w Lafię, znowu pomknęło ku niej czerwone, oślepiające światło...
Tym razem nie trafiło jednak celu. Isabellę zasłoniła większa sylwetka, wielki czarny ktoś. Gdy światło ustało, na "wybawcę" oraz Isabellę padło niebieskie światło. Przed dziewczyną stał jej znajomy, zwrócony do niej plecami, z dłońmi wysuniętymi przed siebie którymi wytworzył wielki mur o niebieskim kolorze. Przeciwnik opuścił swe ręce, przyglądając się Daalkiinowi, a Odrodzony wyłączył osłonę i również opuścił swe dłonie. Szybkim ruchem zrzucił z siebie czarny płaszcz, ujawniając swój wygląd przed okolicą. Ciało samca było pokryte ciemną, wręcz czarną mazią - którą była jego własna krew. Płyn znajdował się zarówno na jego rękach, jak i korpusie, plecach cz pysku. Spodnie były poszarpane i również zakrwawione, Odrodzony wyraźnie mocno oberwał - mimo to nadal stał na nogach, jakby nigdy nic. Prawą dłonią sięgnął do pasa od którego odczepił Kunzahkrii. Powoli opuścił rękojeść ku ziemi, a białe, energetyczne ostrze miecza wysunęło się. Daalkiin ugiął swe kolana, stawiając prawą nogę wysuniętą bardziej do przodu. Kilka kropel jego krwi spadło na ziemię, a on sam warknął cicho, a następnie rzekł, machając ogonem na lewo i prawo.
-Zaatakowałeś moją przyjaciółkę. Zapłacisz mi za to. Swoim życiem.
Rzekł zimnym, gniewnym głosem. Emocje go nie kontrolowały, jednak wrogość całkowicie wypełniała jego głos. Napastnik skrzyżował swe ręce na klatce piersiowej, przyglądając się nowemu przeciwnikowi, który jednak przeżył.
-Przeżyłeś. Mało kto przeżył moje trafienie. Chodź więc i weź swoją zapłatę.
Obu dzieliło jakieś pięćdziesiąt metrów. Lafia mogła obserwować, jak w jednej chwili Daalkiin stał tuż przed nią, a w następnej był już przy przeciwniku. Wykorzystał do tego swą moc, poruszając się o 400% szybciej niż zazwyczaj, uniósł miecz do góry, bardziej na prawo, by wykonać cięcie na ukos, a następnie zaatakował przeciwnika, który to jednak zdążył w ostatniej chwili złapać dłonią przedramię samca i zatrzymać atak. Odrodzony nie pozostał jednak obojętny, gdyż natychmiast uniósł lewą nogę i spróbował kopnąć oponenta, który w tym momencie przesunął swój środek ciężkości na własne lewo i cofnął prawą nogę, schodząc z linii ataku. Puścił w tym momencie ręce Daalkiina, szarpiąc go przed tym, przez co Odrdzony przeleciał przez miejsce gdzie wcześniej stał napastnik. W tym momencie wróg podniósł swe dłonie, chcąc wykonać ponowny atak, a Daalkiin skoczył do góry i w tył, lecąc głową do dołu nad napastnikiem, wykonał cięcie mieczem. Obcy wpierw wystrzelił w puste pole gdzie nie było już czarnofutrego, a następnie wykonał przewrót w prawo przez ramię, wstając natychmiast na równe nogi i kierując swój wzrok na Daalkiina. Odrodzony wylądował na nogach i spojrzał natychmiast na przeciwnika, odwracając się w jego kierunku. Walka wyglądała na bardzo wyrównaną, chyba, że Lafia jakoś się w nią wtrąci.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Sob Lut 16, 2013 8:05 pm

Okej... Isabella zdała sobie sprawę z tego, że to był zły pomysł jeszcze zanim wyskoczyła zza drzewa. Ale za nic nie mogła zostać za tym samym drzewem. Ale zawsze są jakieś plusy. Dzięki temu ruchowi dowiedziała się, że...Tak właściwie to nie dowiedziała się niczego oprócz tego, że wróg potrafi zatrzymywać kamyki w locie. Ty chyba znaczy, że potrafi albo manipulować grawitacją, albo masą przedmiotów albo... Agr, jako osoba bez żadnych nadnaturalnych zdolności nie miała pojęcia co to może oznaczać. Nie udało jej się nawet dostać zza najbliższe drzewo. Miała jednak szczęście, że żyje. Czerwony promień trafił w ziemię tu przed jej nogami. Wybuch odrzucił ją do tyłu na dziesięć metrów. Na szczęście nic poważnego jej się nie stało, nie zarejestrowała nawet bólu od upadku, widząc wielkie, oślepiające światło lecące w jej kierunku. Miała zamiar posłuchać swojego ciała, które mówiło jej, że nie może się zatrzymać ani na moment, by nie zostać trafioną czerwonym promieniem, ale wtedy ciemna sylwetka zasłoniła sobą przeciwnika. Daalkiin! - krzyknęła w myślach, jednak na głos nie mogąc wydusić ani słowa. Niebieska bariera ochroniła ich oboje, co przypomniało jej barierę sali treningowej na Dur-Shurrikunie. Poczuła taką ulgę widząc Odrodzonego... ale zaraz spostrzegła sporą ilość czerwonej mazi zlepiającej futro Daalkiina. Krew. Uśmiech zaraz zszedł jej z twarzy. Wyglądał, jakby wcale przed chwilą nie oberwał wielkim, śmiertelnie groźnym czerwonym promieniem. Daalkiin powiedział 3 krótkie zdania po czym rzucił się na przeciwnika. Chociaż poruszał się z taką szybkością, że jej oczy nie były w stanie za nim nadążyć. Podniosła się na nogi i zrobiła krok do przodu. Daalkiin i nieznajomy wymieniali się seriami ciosów. Walka wyglądała na wyrównaną, ale Isabella martwiła się dużym upływem krwi Odrodzonego. Bała się, że z tego powodu Daalkiin zasłabnie, albo cokolwiek, a wtedy będzie to szansa dla przeciwnika. Pochyliła się do przodu, ugięła kolana, ścisnęła mocniej kosę i wystartowała. Gdy odpowiednio zmniejszyła dystans, krzyknęła do Odrodzonego:
- Schyl się! - po czym chciała skoczyć mu na plecy, a następnie, wyginając ciało w łuk, podnieść kosę nad głowę i wykorzystać siłę rozpędu do uderzenia przeciwnika. Jeśli zrobiłby unik - machnęłaby bronią w bok, starając się dosięgnąć przeciwnika. Jeśli by się nie udało, chciała lądując na ziemi skoczyć jednocześnie za wrogiem, robiąc zamach kosą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Sob Lut 16, 2013 8:40 pm

Atak Lafii okazał się strasznie przewidywalny... Zapewne było to spowodowane ostrzeżeniem dziewczyny. Daalkiin rzeczywiście się schylił, jednak Isabella nie była tak szybka jak jej tworzysz i gdy tylko wyskoczyła - ku niej pomknął czerwony promień przeciwnika. Jednak i tym razem nic się jej nie stało, gdyż tuż przed nią przeleciał Kunzahkrii. Energetyczne ostrze miecza przyjęło na siebie całą siłę ataku, a następnie pomknęło dalej. Przeciwnik zaskoczony takim tokiem wydarzeń, skoczył dopiero w ostatniej chwili przez co ostrze dziewczyny sięgnęło jego ciała, tworząc na piersi wroga dotkliwą ranę. Obcy upadł na ziemię, a następnie od razu wykonał przewrót do tyłu, stając na równych nogach. W tym momencie jednak - Isabellę minął Daalkiin, który uderzył przeciwnika ręką. Dłoń samca przez całym atakiem otoczyło dziwne, ledwo-widoczne, przezroczyste pole, a po uderzeniu przeciwnikiem rzuciło do tyłu niczym piłką do baseballa. Czarnofutry następnie wysunął lewą rękę przed siebie i wykonał dłonią ruch jakby "chodź tutaj" w swoim kierunku, a napastnikiem rzuciło - tym razem w kierunku towarzysza dziewczyny, zupełnie jakby ten przyciągnął go do siebie. Oszołomiony przeciwnik, nie wiedząc jeszcze w pełni co się działo, zatrzymał się na ręce samca, gdyż ten złapał go lewą ręką - przykładając rękojeść wyłączonego Kunzahkrii do ciała napastnika i otwierając ostrze, przez co miecz przebił obcego na wylot.
Ciało napastnika zaczęło płonąć od stóp, spalając się czerwonymi płomieniami. Odrodzony odepchnął od siebie truchło wroga, które spłonęło na ziemi - i wyłączył miecz, przypinając go natychmiast do pasa. Ogon samca zafalował powoli, a on sam odwrócił się w stronę Lafii, lustrując ją spojrzeniem.
-Nie najgorzej.
Rzucił i uśmiechnął się szeroko, ukazując swe białe, ostre kły. Tuż za Lafią pojawił się Kruziikrel - transportowiec Jinkusu. Pokrywa była otwarta, czekając aż oboje wsiądą do środka. Najwyraźniej okręt zamierzał ich stąd zabrać. Daalkiin podszedł powoli do Isabelli, przyglądając się jej spokojnym, opiekuńczym spojrzeniem. Ciało samca otoczyła biała poświata, a jego rany zaczęły się zrastać, znikając całkowicie i pozostawiając po sobie jedynie brud w postaci krwi na jego ciele.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lafia



Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Sob Lut 16, 2013 10:20 pm

Wiedziała, że mówiąc to, ostrzeże zapewne przeciwnika, ale gdyby Daalkiin się nie schylił, nie byłoby szans na niego wskoczyć. I miała rację - zaraz po tym, jak odbiła się od pleców odrodzonego, w jej stronę poleciał czerwony promień, który jednak został unieszkodliwiony przez ostrze Daalkiina. Zanotowała w myślach, żeby podziękować mu za któreś już z kolei uratowanie życia. Zobaczyła, że to trochę zdezorientowało przeciwnika, co szybko wykorzystała i machnęła kosą. Sukces! Ostrze dotarło do piersi przeciwnika i pozostawiło na niej długą szramę. Wróg przewrócił się na ziemię, na widok czego Lafia uśmiechnęła się zadowolona, że chociaż tyle udało jej się osiągnąć, jednak zaraz potem przeciwnik podniósł się i oddalił się od ostrza dziewczyny i pazurów Odrodzonego. Jednak Daalkiin nie miał zamiaru dać mu odpocząć. Natychmiast minął Isabellę i ruszył ku niemu. Uderzył przeciwnika, a tym rzuciło do tyłu jak szmacianą laleczką. Lafia nie miała pojęcia, jak Odrodzony to zrobił, ale była pewna, że i on ma swoje tajemnice. Po tym po prostu... przyciągnął go do siebie. Jak magnes, albo coś w tym rodzaju. Isabella otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, widząc takie niezwykłe umiejętności. Kiedy Daalkiin zabijał wroga, Lafią wzdrygnęło. Chciała powiedzieć, czy nie lepiej go wpierw wypytać o powód przybycia, ewentualnych sojuszników itd. ale wiedziała, że raczej było to bez sensu. Przeciwnik raczej nie wyglądał na skorego do pomocy, a ona nie byłaby w stanie wydobyć tego innymi, bardziej brutalnymi metodami. Wróg spłonął częściowo na ostrzu Daalkiina, a częściowo na ziemi.Przyglądała się temu beznamiętnie, nie ukazując żadnych uczuć, chociaż w środku była w rozsypce. Odrodzony uśmiechnął się do niej, a za nią pojawił się jeden ze statków Dur-Shurrikuna. Spojrzała w bok, a kątem oka zobaczyła jakąś białą poświatę. Jej wzrok znów powędrował ku Odrodzonemu, z zafascynowaniem obserwując proces gojenia się ran. Ona sama czuła się paskudnie i pod względem fizycznym, i psychicznym. Postanowiła wypić jedną ze swoich miksturek. Wyciągnęła z kieszeni malutką, przeźroczystą fiolkę z czerwonym płynem w środku i wzięła małego łyczka. Na pewno nie zaszkodzi, a siniaki po upadku będą lepiej się goić, tym bardziej, że na jej ciele pojawiały się stosunkowo łatwo. Schowała z powrotem fiolkę i podeszła do dwóch martwych policjantów. Upadła na kolana przed nimi, a łzy same zaczęły lecieć jej z oczu.
- Przepraszam - powiedziała do nich, wiedząc, że to i tak bez sensu. To nie była pierwsza widziana jej śmierć. Widziała kiedyś, jak w czasie bójki przed jakimś podrzędnym klubem został zadźgany mężczyzna. Dla niego też było za późno. Wtedy także klęczała przy nim i płakała, nad zmarnowanym życiem. Ta dwójka to dla niej prawdziwi bohaterowie. Wytarła ręką oczy, wstała i podeszła do transportowca - Nic tu po nas, za chwilę zaroi się tu od policji - powiedziała spokojnie, aczkolwiek z wielkim smutkiem. Każda śmierć boli. Weszła zgrabnie do maszyny, rozkładając się na fotelu. Westchnęła z ulgą, że to już koniec. Daalkiin usiadł po chwili obok niej, i pofrunęli, jak podejrzewała Lafia, zdać raport Dur-Shurrikunowi
[zt oboje]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy



Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Mar 17, 2013 3:42 pm

Shy starała się wtopić w tłum. Nie było to proste, w parku, gdzie ludzie raczej przechadzali się spokojnie, lub rozmawiali, zamiast iść żwawym krokiem, tak jak to zwykli robić na ulicach. Niemniej, starała się mimo wszystko wyglądać na kogoś, kto przyszedł do parku w konkretnym celu - na przykład aby przemyśleć swój artykuł do jutrzejszej gazety, lub spotkać się z przyjacielem w celu omówienia tematu pracy semestralnej na studiach. Na ogół nie miała problemu z wyglądaniem przeciętnie, dzisiejszy dzień również nie przerwał jej passy. Przystanęła na chwilę, na moście w środku parku. Rozejrzała się. Nie wyglądało na to aby ktokolwiek ją śledził. Wiedziała jednak, że jej Pan ma na swoich usługach ludzi, którzy potrafili się ukrywać jeszcze lepiej niż ona. Z roztargnieniem dotknęła dłonią zimnej, kamiennej poręczy mostu.
Ha! Ha! Ha!
Wzdrygnęła się, słysząc odgłos dziecięcego śmiechu, który przeraził ją o wiele bardziej niż powinien. Znów rozejrzała się, upewniając się, że nikt nie zwrócił na jej zachowanie uwagi. W parku w ogóle nie było dużo ludzi, a młoda dziewczyna, ubrana w jeansy i szarą kurtkę, z plecakiem na ramieniu, nie mogła wzbudzić niczyjej podejrzliwości. Shy odetchnęła i ruszyła dalej. Nie miała pojęcia dokąd idzie i to ją przerażało. Fakt, że nie miała celu, paraliżował jej myśli, zamieniał je w zimną, grząską, lepką maź, przez którą nie mógł przebić się żaden bardziej rozbudowany wniosek, żaden plan. Uciekła. Sama sobie w to nie dowierzała. No, właściwie to nie do końca uciekła, bo przecież nie może zostać w mieście na noc - musi wrócić do hotelu przed zmrokiem. Przecież w mieście może jej się stać coś złego! Oddaliła się samowolnie. Dla niej to jednak było równoznaczne z ucieczką, najbardziej heroicznym czynem w jej życiu. Dlaczego to zrobiła? Coś jej kazało. Coś pokierowało jej dłońmi, kiedy pakowała plecak i nogami, kiedy wychodziła z hotelu. Nie miała przy sobie pieniędzy, poza skromnym "kieszonkowym", nie miała ubrań, tylko trochę jedzenia i dokumenty. Jak mogła?! Była zła, była samolubna, żeby tak zostawiać Pana, który polegał na niej jak na nikim innym. Przecież miała luksusowy pokój w hotelu, przecież miała jedzenie, miała lekarza, który wiedział o tym kim jest... Na co jej była ta ucieczka?!
A jednak musiała. Coś, co tkwiło głęboko w niej, głębiej niż jakiekolwiek zachowanie wyuczone w toku tresury, podpowiadało jej, że ten stan nie jest dla niej właściwy. Że powinna odejść. Nie wiedziała tylko dokąd i po co.
Zatrzymała się przy jakiejś ławce, w otoczeniu klonów, mieniących się różnokolorowymi liśćmi. Usiadła. Położyła plecak obok siebie, cały czas trzymając na nim rękę, jakby się bała, że ktoś go jej odbierze.
"Zrobiłam to! Uciekłam!" - jej umysł zalały fale dwóch ambiwalentnych emocji, euforii i strachu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Mar 17, 2013 4:17 pm

NPC - Acroth Storyline
Złotołuski od początku nie rozumiał sytuacji. Dlaczego dowódca wybrał akurat jego, by udał się do tego parku i zbadał otoczenie? Przecież Kendov mógł poradzić sobie lepiej. Lub chociażby sam Daalkiin. Byli dobrze obeznani z technologią, zwłaszcza ten pierwszy. Wybór jednak padł na niego. Smok od początku miał złe przeczucia. Choć może były to tylko przeczucia. Ufał swemu dowódcy, Jinkusu niejednokrotnie wyratował go z opresji, zawsze mógł na nim polegać. W hangarze, wszedł na pokład Kruziikrel. Te transportowce zawsze budziły w nim dobre wspomnienia. Nadal pamiętał, jak na Omedze 8 osłaniali ewakuację ludności cywilnej, kiedy to pojawiły się Kruziikrele. Nieczęsto widzi się fale ognia spadającą na przeciwników. Potem te same maszyny zabrały ich z planety, ratując życia ludności cywilnej i wielu żołnierzy. Złotołuski siedział spokojne w fotelu, tuż przed panelem pilota. Niby mógł pilotować maszynę ale zawsze wolał, żeby to Jinkusu trzymał stery. Wierzył, że starożytny okręt wojenny lepiej zna się na pilotowaniu statków kosmicznych, niż on. Sama podróż nie była długa. Pod osłoną kamuflażu, Kruziikrel dostał się na teren parku, lądując niedaleko miejsca w którym znajdowała się dziewczyna. Transporter wybrał miejsce gdzie aktualnie żadne wścibskie spojrzenia nie sięgały Acroth wstał z fotela i powoli udał się w kierunku wyjścia. Ten smok był dość ciekawym stworzeniem. Mierzył dokładnie dwieście dwadzieścia dwa centymetry wzrostu, posiadał długie, masywne skrzydła - jego ciało było dobrze umięśnione i masywne, postura sama w sobie budziła grozę. Samiec posiadał cztery palce u rąk i trzy przy obu łapach, wszystko zakończone złotymi, ostrymi pazurami. Właz transportowca otworzył się, kamuflaż działał w dalszym ciągu - a jednostka nie oddziaływała z kolei na otoczenie, tak więc nie dało się wykryć maszyny. Gad powoli postawił łapę na włazie, a następnie pewnym krokiem zszedł na dół i wziął głęboki wdech, rozglądając się dookoła. Kruziikrel zamknął właz i wzbił się w powietrze, odlatując w kierunku hosta i zostawiając samca na ziemi. Warto by wspomnieć, że ten rosły gad ubrany był w mundur oficera Crathygtańskiego Imperium (MUNDUR). Czarno-srebrny mundur był dość ciekawym połączeniem, względem złotego koloru łusek oraz ślepi tego gada. Ubranie było do niego dokładnie dopasowane, tak więc posiadało też otwory na skrzydła oraz ogon, nie przeszkadzając w poruszaniu nimi. Cały strój leżał idealnie. Jedyne nieokryte części ciała tej istoty - stanowiły łeb, skrzydła, ogon, ręce oraz łapy - te z czego połowa z wymienionych głównie ze względu na budowę i uwarunkowania ciała. Dla przykładu - Acroth nie potrzebował butów, gdyż przez łapy ciepło nie uciekało, nie wspominając już o znalezieniu i dopasowaniu do jego "zwierzęcej budowy" - tego elementu ubioru.
Acroth rozejrzał się spokojnie po otoczeniu, znajdował się za krzakami, a akurat w tym momencie, większość ludzi opuściła park. Los po prostu przygotował idealną sytuację. Powoli zaczynało się ściemniać, lecz nadal było bardzo jasno, a nietypowy wygląd przybysza łatwo zwracał na niego uwagę.Nie było jednak czasu do stracenia. Samiec ruszył przed siebie w kierunku najbliższych krzaków - za którymi znajdowała się ławka na której siedziała Shy. Los chciał, że rozsiadła się ona niedaleko dawnego miejsca walki - w której udział brał towarzysz smoka. A ten musiał zbadać pozostałości.
By nie podrzeć ubrania - Acroth obszedł szybkim krokiem krzaki dookoła, dostrzegając w połowie drogi nieznajomą, młodą dziewczynę. Ludzie raczej nie byli sympatycznie nastawieni do obcych. Jednak on nie zatrzymał się. Nie miał czasu na to, by czekać aż nieznajoma sobie pójdzie. Po za tym, była bardzo młoda. Wyglądała niegroźnie. Raczej nie była przeszkolona. Acroth podszedł do nieznajomej po cichu i zatrzymał się jakieś pięć metrów od niej. Skrzydła gada były złożone i przyciśnięte do jego ciała, on stał wyprostowany, a ogon opadał spokojnie ku ziemi, nie poruszając się. Ręce smoka były opuszczone wzdłuż jego ciała, a jego mina wyrażała spokój i opanowanie, nie okazując żadnych oznak wrogości. Ludzie nadal byli młodą rasą - nadal się uczyli i nie rozumieli. Złotołuski wiedział o tym i postanowił, że postara się połączyć niewystraszenie tej tutaj osoby - z wykonaniem swojego zadania. Stanął więc w miejscu, spojrzał na nieznajomą z góry, wziął wdech i rzekł.
-Am... Witaj! Nie zrobię Ci krzywdy... Tylko postaraj się nie krzyczeć.
Rzekł bardzo spokojnym, wręcz kojącym głosem, zupełnie niczym rodzic, opiekun przemawiający do dziecka. Znał się na tym co nieco - miał w końcu świetnego mentora od którego mógł się uczyć. Pozostawało tylko pytanie - jak zareaguje nieznajoma? Zaraz się przekona.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy



Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Mar 17, 2013 4:50 pm

Shy nie była do końca zwykłą dziewczyną, o czym jednak smok nie mógł wiedzieć. Nie potrzebowała jednak być nikim niezwykłym, żeby "zauważyć" Acrotha niemal równie szybko co on ją. Wystarczyła jej do tego wieloletnia praktyka w wykrywaniu ludzi zachodzących ją od tyłu i przylepiających jej gumy do włosów, czy prześmiewcze karteczki do pleców. Poza tym musiała być zawsze czujna, żeby być zdolną do chronienia swego Pana. Dlatego nie umknął jej uwadze fakt, że za nią przez krzaki zaczął się przedzierać ktoś zdecydowanie duży. Musiał być bardzo ciężki, bardzo wysoki, lub łączyć te dwie cechy naraz, ponieważ robił swymi krokami sporo hałasu.
Dziewczyna szybko rozważyła różne opcje. Mogła wstać i udając, że nie ma to nic wspólnego z przybyszem, odejść w jakieś bardziej bezpieczne miejsce parku, czy nawet wrócić do hotelu. Mogła też wstać, odwrócić się i stawić czoła temu nieznajomemu, który najprawdopodobniej stanowił zagrożenie dla jej życia, lub przynajmniej zdrowia. Mogła? Nie, to niemożliwe! Jak w ogóle przyszło jej do głowy, że mogłaby zrobić coś takiego? Przecież to byłoby narażanie życia, zupełnie bez potrzeby. A co jeśli ten ktoś miał broń? Stawianie oporu mogło oznaczać śmierć, a Shy, wbrew pozorom, żyła na tym świecie wystarczająco długo, żeby zdawać sobie sprawę, że ktoś kto zakrada się do Ciebie od tyłu i ma broń oznacza same kłopoty. Trzecią opcją było pozostanie w bezruchu i zamknięcie oczu, jakby się spało. A także opuszczenie głowy i puszczenie plecaka. Jeśli temu komuś zależało na pieniądzach, a zazwyczaj tak było, to nie powinien jej niepokoić, tylko porwać plecak i uciec. Rachel utraci wtedy portfel i dokumenty, ale kiedy wróci do hotelu jej Pan zdobędzie dla niej nowe. O ile zechce ją przyjąć po tym jak podle go potraktowała oddalając się bez uprzedzenia go. I nie zabrała komórki! Nie, z pewnością po powrocie czeka ją jakaś bardzo nieprzyjemna kara.
Siedziała więc, ze spuszczoną głową i zamkniętymi oczami. Pulsometr na jej nadgarstku odzywał się coraz szybszymi piknięciami, ale unormował się na poziomie 110 uderzeń na minutę. Shy czekała, aż bandzior zabierze, po co przyszedł i pójdzie.
Kiedy usłyszała ten głos, coś kazało jej otworzyć oczy.
"Smok! Jaszczuroludź!" Shy otworzyła szeroko oczy i usta. Potem je zamknęła. Potem znów otworzyła. Ani jej przez myśl nie przeszło, żeby krzyczeć. Już raczej piszczeć z radości. Dziewczyna uwielbiała smoki - były potężne, władcze i mogły wszystko. Były panami własnego losu. Przeczytała o nich wiele książek i obejrzała wiele filmów, ale nigdy nie sądziła, że jakiegoś spotka. Nie sądziła, że w ogóle istnieją.
- Jesteś prawdziwy? - zapytała zdumiewająco spokojnie. O jej zdenerwowaniu świadczyło tylko pikanie pulsometru, który obwieszczał właśnie 140 uderzeń. Wymuszona przemiana następowała po przekroczeniu 180-200, więc Shy miała jeszcze spory zapas. Wolała jednak nie przemieniać się w parku, więc wzięła parę głębokich oddechów. Ostrzegawcze pikanie zwolniło, a po chwili ustało. Póki co nie było źle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Mar 17, 2013 5:16 pm

NPC - Acroth Storyline
Takiej reakcji nie spodziewał się nawet ten tutaj osobnik. Krzyk, pisk, ucieczka... Ale fascynacja? Złotołuski zareagował wręcz z niedowierzaniem, otwierając ze zdziwienia lekko pysk. Zaraz jednak zorientował się co robi i zamknął paszczę, chowając swe ostry kły przed światem. Ogon smoka zafalował na lewo i prawo, a on sam poczuł się lekko zakłopotany. Od nieznajomej wręcz biła aura fascynacji jego osobą, a on... Nigdy nie spotkał się z czymś takim. No może po za Onurisem - ale ten osobnik lubił zazwyczaj wszystko i wszystkich - będąc przy tym bardzo dociekliwym. Jednak człowiek? To naprawdę było nietypowe. Jaszczur podniósł powoli prawą łapę do góry, a następnie postawił ją na ziemi i w ten sposób uczynił kilka kroków ku nieznajomej dziewczynie, stawiając łapy w sposób pewny. Za każdym razem jego pazury pozostawiały w ziemi ślad po przejściu, a on sam podszedł bliżej nieznajomej i zatrzymał się tuż przed nią, frontalnie do jej osoby. Smok przekrzywił delikatnie łeb na bok, spoglądając na nią z dużą uwagą, a następnie pochylił się, uginając kolana i kucając przed nią. Wyprostował swój łeb, a ogon jaszczur zaczął szorować po ziemi na lewo i prawo. Znajdował się dosłownie na wyciągnięcie ręki. Gad spojrzał w oczy nieznajomej.
-A wyglądam na iluzję?
Zapytał spokojnym głosem, a na pysku złotołuskiego pojawił się delikatny uśmiech. W tym momencie z jego głowy wypadł plan. Przecież miał do wykonania zadanie, jednak chwilowo nie miało to znaczenia. Był po prostu ciekaw znajdującej się tutaj osoby. Nie wyglądał agresywnie, wręcz przeciwnie. Przejawiał raczej objawy pozytywnego nastawienia do nieznajomej, będąc ciekawym co ją tak w nim zaintrygowało. Ręce jaszczura spokojnie spoczywały - oparte o jego kolana, a on sam po prostu przyglądał się dziewczynie. Skrzydła były złożone, oddech gada był również spokojny i miarowy. Można powiedzieć, że trafiła w sedno, sprawiając, że zainteresował się jej osobą. Ale czy na pewno był prawdziwy? Na to pytanie musiała odpowiedzieć sobie sama. Niemniej jednak, jego masywne ciało rzucało potężny cień na otoczenie, na swej twarzy - Shy mogła poczuć jego ciepły oddech, trawa uginała się pod wielkimi łapami stworzenia, a on sam... Ciężko powiedzieć, by nie można było uznać go za prawdziwego. Spełniał wszelkie warunki bycia prawdziwym. Z resztą nie dowierzając, nieznajoma zawsze mogła go po prostu dotknąć i samodzielnie się przekonać. Gdyby to uczyniła, smok nie zareagowałby w żaden sposób, pozwalając jej wybadać, że jest w stu procentach prawdziwy - natomiast pod palcami, Shy poczułaby ciepłe i miłe w dotyku łuski, które jednocześnie sprawiały wrażenie bardzo twardych, wytrzymałych. Sam smok nie zamierzał wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Zdążył sobie przypomnieć o zadaniu, jednak ta minuta czy dwie nie powinny wpłynąć na rezultat jego wykonania. Po za tym, było w nim coś jeszcze. Był smokiem, władał potężnymi mocami, a jego instynkt mówił mu jasno - ta dziewczyna nie była zwyczajnym człowiekiem - była kimś więcej. Należało dowiedzieć się kim. Być może okazała by się dobrym sprzymierzeńcem - lub Acroth byłby w stanie wyeliminować natychmiast przyszłe zagrożenie. To jak losy dalej się potoczą, zależało wyłącznie od tej dwójki - słów jakie dobiorą, ich zachowania i decyzji. Ich życie było w ich rękach - tak jak zawsze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy



Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Mar 17, 2013 5:48 pm

Kiedy smok podchodził, puls dziewczyny na przemian przyśpieszał i zwalniał. Acroth naruszał jej prywatną przestrzeń osobistą. W innym wypadku dziewczyna czuła by się osaczona i atakowana. On podchodził do niej powoli i spokojnie, jakby to ona była dzikim zwierzęciem w większej części niż on. Kiedy przed nią kucnął, zamknęła oczy. Nie bała się, co to to nie. Gdyby smok chciał ją zaatakować, już dawno by to zrobił. Skoro nie atakował, nie miał więc złych zamiarów i było to dla niej więcej niż logiczne. Zamknięcie oczu miało pomóc jej opanować swoje emocje. Opanować organizm, który reagował jak bomba zegarowa, lub lepiej jak nitrogliceryna. Jakikolwiek gwałtowny ruch ze strony obecnego tutaj gada i Shy dosłownie wybuchłaby. Dlatego skupiła się na oddechu, na powietrzu, które wnikało do jej organizmu przez płuca, dostarczając zbawienny tlen i opuszczało go przez usta, wyrzucając dwutlenek węgla. Fakt, że czuła na twarzy także oddech tego "mirażu" niezbyt jej pomagał. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się lekko, choć wyraz jej twarzy przypominał raczej grymas bólu.
- Jesteś prawdziwy. A teraz mógłbyś się nieco odsunąć? - Całe jej ciało było napięte niczym struna - cecha typowa dla każdego drapieżnika. Dla zwierzęcia. Tymczasem to napięcie, wyczuwalne z tak bliska dla smoka, przejawiała nastoletnia, bardzo przeciętna z wyglądu dziewczyna. Była zestresowana, bo smok wkraczał na jej teren osobisty, a był jej obcy. Był potencjalnym zagrożeniem i fakt, że był także piękny i fascynujący nie miał z tym nic wspólnego. Grzebień kostny na plecach dziewczyny uniósł się, tworząc pod bluzą wybrzuszenie. Acroth, kucający tuż przed nią, nie mógł jednak tego dostrzec. Także ogon Kid'Ab Naar drgał nerwowo, ale pozycja dziewczyny skutecznie ukrywała narząd, owinięty wokół jej pasa, pod spodniami.
- Po co nosisz ubranie? - zapytała, otworzywszy oczy, aby odwrócić swoją własną uwagę od sytuacji w jakiej się znalazła. No i pytanie bardzo ją nurtowało, odkąd tylko go ujrzała. Był przecież smokiem, niemożliwe żeby wstydził się nagości tak jak ludzie. Ona przecież, w swojej prawdziwej formie, nie nosiła ubrań i nie wyobrażała sobie powodu dla którego miałaby to robić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Mar 17, 2013 6:11 pm

NPC - Acroth Storyline
Samiec powoli podniósł się do góry, a następnie cofnął o trzy kroki do tyłu, zaraz po tym jak usłyszał jej słowa. Widać próbowała się uspokoić, jego obecność mocno na nią wpływała. Odnosił wrażenie, że pomimo nerwów jakie jej towarzyszyły, nie oddała by tego momentu za nic w świecie. Nie wiedział tylko dlaczego tak uważał. Teraz przyjrzał się jej z lekkiej odległości i wydobył przy tym z siebie cichy, gardłowy warkot. Nie było to ostrzeżenie, był to po prostu warkot, tak jak ludzkie "hmm". To jednak było nic. Następne pytanie które zostało mu zadane, prawie wybiło go z równowagi. Smok otworzył lekko swój pysk w wyrazie zdziwienia, przekrzywiając przy tym łeb na bok, a jego ogon zafalował po ziemi. Samiec przesunął swoją prawą łapę po trawie, a następnie opuścił wzrok i spojrzał na własne ciało. Ludzie przykładali do ubrań wielką wagę, wstydzili się swoich ciał. Z nim było akurat inaczej, bo został wychowany w innej kulturze. Tak więc uniósł swe spojrzenie i wbił je w nieznajomą.
-Okrycie oficera... Cóż, po prostu potrzebne mi było do spotkania się z kimś, bym został należycie odebrany... Po za tym, ludzie traktują ubranie jako element cywilizacji, nieprawdaż? Wstydzą się swoich ciał. Ja tak nie mam, jednak nie czuję potrzeby zdejmowania z siebie odzienia w tym miejscu.
Odparł, mówiąc wolno, wyraźnie oraz płynnie. Widać temat ten nie był dla niego żadnym problemem. Ludzie mieli do tego inne podejście niż on, Dur-Shurrikun czy Daalkiin. Dla nich - okrycie ciała było ważne. On miał przecież swoje łuski... Po za tym, nic tak nie budziło we wrogach grozy - jak właśnie widok masywnego ciała przeciwnika. Acroth potrafił wzbudzać grozę samym swoim wyglądem. Teraz wyglądał wręcz bardzo łagodnie. Samiec wyprostował swój łeb i wykonał jeden krok w przód, przyglądając się nieznajomej. Skoro wdali się w konwersację... Nawet na temat tego, czy nosi ubrania czy też nie... Wypadałoby się przedstawić.
-Me imię to Acroth. A Twoje?
Zapytał, odpowiadając przy tym uśmiechem - na uśmiech nieznajomej dziewczyny. Nie dało się pominąć, miała innych zapach niż ludzie. Tak, Acroth miał bardzo dobry nos, jego zmysły - względem ludzkich -były bardzo dobre. I w tym wypadku po prostu rozpoznawał różne osoby właśnie po zapachu, potrafił wszystko rozróżniać. Nie oznaczało to jednak, że inne zmysły były gorzej rozwinięte. Wprost przeciwnie. Po prostu smok był lepiej rozwinięty genowo - niż ludzie. Jego ogon w dalszym ciągu zamiatał ziemię, a on sam stał wyprostowany, ręce w dalszym ciągu były opuszczone wzdłuż ciała, jedynie pięści były lekko zaciśnięte. Samiec stał i obserwował swoją rozmówczynię.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy



Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Mar 17, 2013 7:20 pm

Pomruk smoka nieco ją zelektryzował. Czuła, że nie jest niczym groźnym, dla niej jednak niósł w sobie zapowiedź czegoś co mogło być groźne. Nie chciała umierać, na pewno nie dziś, choć wizja śmierci zadanej jej przez mitycznego gada sama w sobie nie była taka zła.
Okrycie oficera? Shy nie była fanką militariów, ale oglądała telewizję i nie przypominała sobie, by mundur jakiegokolwiek państwa miał akurat taki krój. Jakaś ukryta, lub pomniejsza frakcja czy zgrupowanie? I skąd w ogóle znalazł się w niej smok? No i jak to możliwe, że on tak sobie chodził po Tryon Parku w biały dzień? Tyle pytań i ani jednej odpowiedzi. "Nie, moja droga. Odłóż te pytania na później, kiedy okazja będzie bardziej sprzyjająca. Teraz ciesz się tym, że jest ktoś taki jak ty." - zbeształa samą siebie. Kiedy smok nieco się odsunął, Shy uspokoiła się. Teraz mogła swobodnie prowadzić konwersację. Która notabene zbaczała właśnie na dość osobiste tematy.
- Nie wiem dlaczego właściwie rozmawiamy. Mogę być w błędzie, ale ktoś taki jak ty raczej nie łaziłby po parku tylko po to, żeby zaczepiać bezbronne dziewczynki. - Zauważyła z przekąsem. Miała nadzieję, że ta impertynencja nie zostanie odebrana jako niegrzeczność. Ale doprawdy! Przecież ona była nikim, smok nie mógł przyjść konkretnie do niej. A w jego głupotę nie wierzyła, więc zapewne była tylko przypadkowym świadkiem jakiegoś ważniejszego celu.
- Shy. - dodała, bez dłuższego, zbędnego tłumaczenia. Dlaczego on chciał znać jej imię? Na co mu to było? Przecież ona nie była nikim ważnym. To cud, że w ogóle się do niej odezwał. Co w niej widział?
Odruchowo spuściła wzrok, a włosy opadły jej na oczy.
- Nie przeszkadzaj więc sobie, ja nie zamierzam krzyczeć. - Dodała, wracając do pierwszych słów jakie w jej stronę wypowiedział, bo przecież zapewne tylko mu przeszkadzała. Jak wszystkim. Wszędzie.
Skuliła się w sobie, garbiąc się i wbijając wzrok w kolana. Grzebień kostny opadł, ogon też przestał podrygiwać. Przecież była nikim... Tylko jej Pan ją doceniał, tylko on okazał jej choć odrobinę dobra. Wychował ją, choć nie musiał - mógł ją wydać rządowi, żeby przeprowadzano na niej skomplikowane eksperymenty, żeby jej życie polegało tylko na cierpieniu. Nie zrobił tego i za to była mu winna dozgonną wdzięczność i wierność. Właściwie, to powinna już wracać do hotelu, pewnie już od dawna jej szukają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Mar 17, 2013 7:41 pm

NPC - Acroth Storyline
Smok zamknął na chwilę swe ślepia. Nie oznaczało to, że w takim momencie był bezbronny, gdyż nadrabiał innymi zmysłami. W stoickim spokoju wysłuchał jej słów. Jej podejście zaczynało robić się dla niego trochę dziwne. Wydawało się, że traktowała go jak rasę nadrzędną - ktoś taki jak on? A kim on był? Żołnierzem w służbie legendy międzygalaktycznej. Ona jednak wydawała się traktować go w jakiś sposób... No właśnie. Nad-rasa? To trochę niepoważne. Acroth nigdy nie uważał się za lepszego od innych. Posiadał wielką siłę, posiadał wielką moc, wiedział - że należał do grona potężnych istot. Zbudowano w nim taką świadomość. Jednak jednocześnie ze świadomością siły, zbudowano w nim poczucie odpowiedzialności za własną siłę, poczucie opieki nad słabszymi - chronienia tych którzy sami nie mogli się chronić. Jako, że jego celem nie było zaczepianie bezbronnych dziewczynek ani innych dzieci czy istot, po prostu puścił zdanie wypowiedziane w jego stronę mimo uszu. Zrozumiał ją dobrze, jednak nie chciał o czymś takim rozmawiać.
Nieznajoma - teraz już bardziej znajoma - przedstawiła mu się. Samiec powtórzył sobie jej imię w myślach, a następnie uśmiechnął się delikatnie, przyglądając się dziewczynie. W końcu dziewczyna stwierdziła, żeby sobie nie przeszkadzał. No tak! Zadanie! Jednak głupio byłoby teraz tak po prostu ją zignorować. Smok podszedł więc ponownie bliżej - tak jak poprzednio - kucnął przed nią i spojrzał na nią, wbijając swe spojrzenie w jej oczy.
-Bardzo ładne imię...
Zaczął spokojnym, opiekuńczym tonem. Teraz przyszedł czas na smoczą perswazję, czary rodem z legend. Samiec uśmiechnął się przyjacielsko, ukazując delikatnie swe kły, a jego skrzydła rozłożyły się do połowy, rzucając na ziemię dookoła - złotą poświatę. Ogon jaszczura spoczął spokojnie na ziemi, a on sam kontynuował.
Zdradź mi - kim jesteś? Pachniesz inaczej niż ludzie, emanuje od Ciebie inna aura, inna energia.
Rzekł spokojnie, spoglądając tak na nią i oczekując teraz odpowiedzi. Ciekawość wzięła u niego górę, po prostu zainteresował się tym - kim była nieznajoma. Jego węch mówił, że nie reprezentowała rasy ludzkiej, z resztą to samo mówiła jej energia, aura. W takim razie kim była? Reprezentowała jakąś ziemską rasę - o której nie wiedzieli? A może przybyła z innej planety? Innej galaktyki? Acroth chętnie dowie się czegoś takiego. Po za tym... Shy wydawała się zagubiona, niepewna. A on poczuwał się w obowiązku by poprawić trochę jej nastrój, pomimo tego, że się nie znali. Po prostu, była kimś kogo nie mógł tak zostawić. Może i sam nie rozumiał dlaczego - ale instynkt mówił mu, że powinien jej pomóc, a jego instynkt rzadko się mylił, więc czynił tak jak uważał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy



Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Mar 17, 2013 8:30 pm

Znów podszedł. Czyżby jednak uznał, że Shy jest niewygodnym świadkiem, którego należałoby się pozbyć? Cóż, nie zamierzała mu bynajmniej w tym przeszkadzać. Spokojnie czekała na cios, który jednak nie nadszedł. Zamiast tego Acroth stwierdził, że jej imię jest ładne... Ładne? Dobre sobie! Było najbardziej zwyczajne ze zwyczajnych. Nawet nie bardzo brzmiało jak imię, tak mógłby się wabić kot czy pies, a nie dziewczyna. Podniosła jednak mimowolnie wzrok. Domyślała się, że niezbyt długo będzie mogła mu się przyglądać, więc zamierzała wykorzystać jak najlepiej te chwile, które jej pozostały.
Ten wzrok... Hipnotyzował ją. Było w nim coś nieludzkiego, ale przez to aż boleśnie znajomego. Kiedy zapytał ją o to kim ona jest... Oniemiała. Do tej pory, przez całe jej życie, jedynie wąska grupa osób wiedziała o tym, że Shy nie jest człowiekiem. Skąd ten smok mógł to wiedzieć? No tak, poza tym że był mitycznym stworzeniem, które zapewne w jakiś magiczny sposób to wyczuwało...
W pierwszej chwili, odruchowo chciała go wyśmiać, powiedzieć, że coś mu się wydaje, że chyba zwariował. Ale potem pomyślała sobie "Dlaczego nie?", przecież akurat on był ostatnią osobą, która miałaby jakikolwiek cel w wyjawieniu światu jej tożsamości. Shy odetchnęła więc i wstała z ławki, zwinnie wymijając pochylającego się nad nią smoka. Plecak został, niczym porzucona szmata, która wobec tego co miała nadejść, traciła swoje znaczenie.
- Jestem Kid'Ab Naar. - oznajmiła, zdejmując bluzę, która opadła na trawę za ławką, która teraz dzieliła te dwie istoty. W podświadomości dziewczyny krzyczała setka głosów, które przestrzegały ją przed ujawnieniem. Całe życie uczyła się przecież jak ukrywać to kim jest. Nie było wcale prostym teraz, w jednej chwili pozbyć się tego wpojonego strachu. To był jednak dziwny dzień, pełen niespodzianek. Jeśli kiedykolwiek miałaby się na to zdobyć to tylko dzisiaj. Odwróciła się tyłem do smoka i zdjęła bluzkę, odsłaniając nagie plecy. I sterczący pomiędzy łopatkami grzebień kostny. Potem zdjęła również stanik. Następnie buty, skarpetki i spodnie. Aż dziw brał, że nikt właśnie nie wybrał sobie tego miejsca w parku na przechadzkę! W końcu stała już zupełnie naga, z długim, cienkim ogonem wijącym się jak szalony wokół nóg.
Przemiana nie zaczęła się nagle - rozpoczęła ją niezbyt zauważalna zmiana w posturze, lekkie grubnięcie ogona, parę takich nieistotnych rzeczy. Potem jednak, niczym lawina nabierająca rozpędu, dziewczyna zaczęła się zmieniać. Porastać zieloną sierścią, garbić, deformować. Nie towarzyszył temu najcichszy dźwięk, może poza cichym powarkiwaniem w które zamienił się zwykły oddech.
Po jakimś czasie, przed smokiem stanęło... Stworzenie. W budowie podobne do skrzyżowania psa z lwem i jakimś gadem. Otrzepało się, tak jakby dawno się nie ruszało i zamlaskało. Przysiadło na zadzie i skierowało na niego swój wzrok, a potem przeciągnęło się niczym kot. W końcu podeszło bliżej i otarło się o jego nogi, w równie kocim geście. Zdawało się pytać "I co teraz?", jakby było żywo zainteresowane swoją przyszłością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Mar 17, 2013 9:08 pm

NPC - Acroth Storyline
Nowa znajoma wstała i po prostu minęła go, tak więc on uczynił to samo. Nazwała siebie Kid'Ab Naar. Pierwszy raz słyszał tą nawę, tak więc będzie jeszcze musiał sięgnąć do jakiegoś słownika - lub po prostu zapytać Dur-Shurrikuna, o to czy spotkał się z taką rasą oraz co może powiedzieć na jej temat.
Samiec podążył wzrokiem za dziewczyną, obracając się w jej kierunku. To co natomiast zaczęła dalej czynić, sprawiło - że był lekko... Zaskoczony. Nie wiedział co ma powiedzieć, gdyż dziewczyna zaczęła się po prostu rozbierać. Smok obserwował ją ze stoickim spokojem, choć zapewne większość ludzkich mężczyzn byłaby już niesamowicie podniecona, szykując sobie popcorn i wygodne jedzenie. Acroth był jednak smokiem, posiadał inne zasady i inaczej spoglądał na niektóre zjawiska oraz zachowania. Shy rozebrała się do naga, stojąc tyłem do samca, a ten nadal zastanawiał się - co się zaraz stanie. Był pewien, że w tym wszystkim nie chodziło to by zaimponować mu wyglądem. Z resztą nie zmusiła go do czekania. Minęła chwila, jak dziewczyna zaczęła się zmieniać, a stojący tutaj gad z zaciekawieniem obserwował jej przemianę.
Przemiana dobiegła końca, a złotołuski przekrzywił swój łeb delikatnie na bok, obserwując zwierzątko z zainteresowaniem. A więc cóż... Shy potrafiła zmieniać się w takie stworzenie... Lub po prostu to nim właśnie była. Gdy ruszyła ku niemu, smok ugiął kolana i ponownie kucnął, opierając swe ręce na własnych kolanach i ani myśląc by jej dotykać. Wcześniej jakoś nie wyraziła wielkiej chęci na zbytnią bliskość. Teraz co prawda otarła się o jego nogę, jednak wiele to nie znaczyło. Gad krążył za nią wzrokiem i milczał, jakby się nad czymś zastanawiał. W końcu wziął głęboki wdech, rozkładając przy tym skrzydła, a jego ogon delikatnie przesunął się po ziemi.
-Widzę, że jest Tobie bliżej do mnie, niż do ludzi.
Skomentował lekkim żartem, a następnie wbił wzrok przed siebie. W ziemi - jakieś sto metrów od tej dwójki - pojawił się czerwony okrąg. Acroth już to wcześniej widział. Z krtani gada wydobył się gardłowy warkot, a on sam podniósł się do góry. Czerwona energia zaczęła wydobywać się z okręgu i ponownie formować w POSTAĆ. Smok spojrzał w dół na Shy i rzucił.
-Nie zbliżaj się. To moja walka. I najlepiej wróć do ludzkiej postaci.
Rzucił, wręcz rozkazując, a następnie ruszył szybkim, stanowczym krokiem naprzód. Samiec maszerował agresywnie do przodu, prosto ku obranemu celowi. Podczas tej krótkiej drogi, ciało smoka zaczęły otaczać złote płomienie, zupełnie niczym aura - rozświetlając przy tym okolicę. Gad zacisnął dłonie w pięści, podchodząc do formującej się postaci dokładnie w momencie w którym nieznany skończył wyłaniać się z energii.
Acroth wykonał skok w przód, rozkładając przy tym skrzydła i uderzając nimi pojedynczo - a następnie składając je - dzięki czemu nabrał większej siły - wyciągnął prawą rękę w kierunku postaci i pochwycił ją, lądując na łapach na ziemi - a następnie unosząc nieznanego przybysza za krtań do góry. Smok spojrzał na rywala, jednak ten nie pozostał bierny jego agresji - i pomimo faktu, że gad zaczął go dusić, trzymając go tylko jedną ręką w górze - przeciwnik uniósł własną prawą rękę i z dużą siłą cisnął nią w kierunku smoka, a w momencie uderzenia rozbłysła czerwona energia.
Smok w tym momencie puścił oponenta - czerwony wybuch który powstał - odrzucił go daleko do tyłu, sprawiając, że ten przeleciał ponownie te sto metrów - wracając na wysokość położenia Shy. Lecąc nad ziemią, rozłożył skrzydła, wyhamowując - a następnie wbijając łapy w ziemię, co spowodowało, że przerył jakieś dziesięć metrów trawy zanim zatrzymał się tuż przy dziewczynie. Samiec warknął niezadowolony, a jego ślepia zalśniły złotym blaskiem. Górna część munduru zakrywająca tors smoka - została w większości rozdarta - jednak samemu smokowi wyraźnie nic się nie stało, gdyż wszystko przyjęły twarde łuski. Gad uniósł swe ręce i zerwał z siebie "garnitur" od munduru - czyli jego górny element, odsłaniając przy tym cały swój korpus. Na dobrą sprawę - dopiero teraz mógł robić wrażenie, gdy umięśnione, masywne ciało gada zostało wystawione na światło, a samo światło - odbijało się od łusek smoka. Jaszczur był teraz całkowicie skupiony na swoim przeciwniku, nie spuszczając z niego wzroku... Tylko co zrobi Shy...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy



Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Mar 17, 2013 9:33 pm

Kiedy znów znalazła się w swojej prawdziwej skórze, Shy poczuła się dobrze. Po raz pierwszy od... Dwóch tygodni, kiedy to pozwolono jej się przemienić na 10 minut, żeby mogła rozprostować mięśnie. Wszystko wtedy odbywało się pod ścisłą kontrolą. Teraz była wolna i mogła iść gdzie tylko zechciała. Zupełnie inaczej teraz postrzegała świat. Przede wszystkim widziała go w dużo bardziej jaskrawych kolorach. Była raczej stworzeniem nocnym i poruszanie się w dziennym świetle... Cóż, nie było to jej naturalne środowisko. Po drugie, wszystko to co było przeszłością straciło na znaczeniu. Ważne były jej odczucia i instynkty teraz, w danej chwili. Znajdowała się też znacznie niżej, zmieniła się jej perspektywa. Kiedy smok kucnął, odskoczyła nieco spłoszona. Na sekundkę ukazała białe kły, ale zaraz się uspokoiła. Nie, on nie był zagrożeniem. Uniosła łeb i zaczęła węszyć w poszukiwaniu znajomych zapachów. Las, drzewa, ludzie, zapach spalin... Ani śladu innych. Wydała z siebie krótki, nawołujący skrzek, podobny do odgłosu jaki wydają gepardy. Nasłuchiwała przez chwilę. Wobec braku odpowiedzi, już miała odbiec gdzieś głębiej w park, kiedy coś zaczęło się dziać. Odwróciła się w tamtą stronę i zawarkotała, jak pies. Wskoczyła na ławkę i stamtąd warczała na intruza, niepewna czy powinna atakować czy raczej uciekać. Na szczęście w jej obronie stanął Acroth, który zmierzył się z tajemniczą istotą. Nieprzyjazną istotą.
Smok walczył a ona warczała, przebierając łapami w miejscu. Jej ogon podrygiwał rytmicznie. Nie była pewna co ma robić. Kiedy on został dorzucony aż do niej, zeskoczyła z ławki i pobiegła w stronę dziwnej istoty, warcząc. Czuła potrzebę chronienia go. Kiedy była bardzo blisko, skoczyła, celując paszczą w ramię istoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Mar 17, 2013 9:42 pm

NPC - Acroth Storyline
A więc wszystko zaczęło dziać się bardzo szybko. Acroth zobaczył, jak Shy wyprzedza go i rusza w kierunku wroga... A pazurami i kłami. W tym momencie smok nie wiedział czy nazwać to aktem niesamowitej odwagi czy największej głupoty. Rzuciła się na nieznanego przeciwnika, który był jednym ze sługów Strażnika. Napastnik uniósł obie ręce do góry, a przed nim pojawiło się czerwone światło - nieprzyjaciel wymierzył do Shy, a w tym momencie smokowi wręcz zrzedła mina.
Shy mogła usłyszeć za sobą głuchy ryk, a chwilę potem czerwone światło całkowicie ją oślepiło. Potem z za niej wystrzeliły promienie złotego światła... I świat ucichł, a dziewczyna straciła przytomność... [zt oboje]

Temat czysty, można grać jakby nic się tu nie wydarzyło.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
King Snake



Liczba postów : 42
Data dołączenia : 13/04/2013

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Cze 23, 2013 12:10 pm

( coś się mnie zrąbało  kolor czcionki jest automatycznie taki sam jak tła. Nie wiem jak to naprawić, dlatego na razie ustawiłem na biały żeby było widocznie. Proszę MG o wyrozumiałość )

Słońce już powoli zbliżało się do Linii widnokręgu.  Jego promienie powoli oświetlały  Fort Tyron Park. Mało kto zwracał uwagę na wysokiego mężczyznę o zielonych oczach i blond włosach stojącego przy jednej z lokalnych ławek. Ubrany był on w długi płaszcz oraz wysokie wojskowe buty.
Mężczyzna jednak wyglądał na uśmiechniętego. Gdyż w istocie uśmiechnięty był. King Snake, gdyż to on był tym mężczyzną, właśnie kończył etap w jego dniu przeznaczony na odpoczynek po treningach. W końcu nieprzerwany wysiłek fizyczny mógł niemało zaszkodzić… A tego King Snake nie chciał. Dlatego po ćwiczeniach udawał się zawsze do parku, albo trochę rekreacyjnie popływać. Tym razem jednak wybrał park.
Obserwował wszystkich ludzi przechodzących tędy; jakiś starszy mężczyzna, młoda para… Nikt z nich nie zwracał na niego uwagi. W sumie normalni ludzie jakich można spotkać o tej porze w parku. Nie tak jak spotkane kilka godzin wcześniej kobiety, o których był pewien że dysponowały nadprzyrodzonymi zdolnościami. Czy ta dziewczynka przez którą przenikały przedmioty.
King Snake zadrżał ze złości. Stracił dwie zdobycze, tylko przez cholerne prawo. Albo te dwie przeklęte dziewczyny, które pojawiły się nie wiadomo skąd i przekonały jego prawie – że – pomocników do odejścia z nimi. King Snake nie był mściwy na ich szczęście. Ale i tak jego duma została mocno urażona.

Po raz sam już nie wiem który tłumaczę: czyta się ogłoszenia, bo jest w nich informacja na temat tego, że Forum Motion zepsuło edytor tekstu. Kolor widoczny w postach się NIE zmienił, a pisać należy ze znacznikami, a nie w WYSISYG, wtedy wszystko jest jak przedtem i nie ma żadnego problemu.
~ Loki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Venom



Liczba postów : 119
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Nie Cze 23, 2013 1:01 pm

Slash w końcu wyszedł z swojej kamienicy. W końcu każdemu przyda się chociaż trochę dotlenić. Pojawił się też tutaj z innego powodu. Tym powodem było to że stosunkowo nie dawno uganiał się właśnie w tym miejscu za slasherem. Podczas tej akcji prawie padł. Chwilę stał przed miejscem zdarzeń, myśląc czemu od początku nie słuchał swojego symbionta. Po chwili ruszył jedną z alejek słuchając malownicze dźwięki spiewających ptaków. Nagle jakby sybiont miał coś do powiedzenia. I znowu prawdopodobnie zrobił ten sam błąd i go znowu olał. Może miało to związek z tamtymi zdarzeniami a może w ogóle z czymś innym?

... Flash, nie Slash. Poza tym kaleczysz język, postaraj się zwracać na to większą uwagę i - przede wszystkim - NIE PISZ NIESTANDARDOWYM KOLOREM. Po coś jest ustawiony ten konkretny.
~ Loki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Fort Tryon Park   Today at 4:58 am

Powrót do góry Go down
 
Fort Tryon Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: