Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lasy Latverii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Lasy Latverii   Wto Cze 21, 2016 9:01 pm

First topic message reminder :

Głównie mieszane lasy, w których żyje sobie co nieco zwierzyny - słowem, nic szczególnego. Ich największe skupisko występuje w centrum kraju, na południe od Doomstadtu, a na północ od Doombergu. Inne miasto, Doomwood, leży z kolei w samym środku lasu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Taskmaster

avatar

Liczba postów : 73
Data dołączenia : 21/10/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Czw Lip 14, 2016 11:32 am

Nareszcie! Parę konkretnych śladów zwróciło uwagę najemnika, który nie omieszkał podzielić się spostrzeżeniami z resztą zespołu. Nie brał pod uwagę, czy ich to interesuje - po prostu musieli wiedzieć, na czym stoją.
Robił to podczas dość dziwnych czynności, jak oglądanie zostawionych na krzaku piór, oraz sprawdzaniu stabilności niektórych bardziej skarłowaciałych, starych drzewek. Później jeszcze poświęcił minutkę na dowiedzenie się, że gałązki jednego z krzaczków zostały połamane dość niedawno, co dawało szansę na wytyczenie nowego kursu oddziału.
Nie pierwszego i nie jedynego możliwego. Urwał więc kontakt z Centralą i zabrał się za dzielenie zadań między swoich towarzyszy.
-Słuchajcie, mam plan!- zawołał, by zwrócić na siebie ich uwagę. -Musimy najpierw namierzyć nasz cel, a do tego najlepiej będzie poszerzyć perspektywę- skrzyżował ręce na piersi, zaś wiatr zaszeleścił jego licznym uzbrojeniem.
-Liam? Ty chyba jesteś bardzo szybki, hmm?- dopytał, a potem lekkim, jakby rozleniwionym ruchem wskazał na lekko zdezelowany krzaczek. -Całkiem niedawno ktoś tędy przechodził. Może to zwierzę, a może nasz cel. Albo jedno i drugie... tak, czy inaczej, według moich danych operacyjnych ty byłbyś w stanie to coś dogonić. Zgoda?- postanowił zagrać ugodowo. Wiedział jednak, że Liam się zgodzi. Gorzej mogłoby być z Giantem, któremu jak na razie Tony zdecydował się nie dawać skonkretyzowanego zadania, a jedynie dzieloną z Sin "sugestię".
-A wy, misiaki- wskazał na nich dwoje. -Jeśli macie ochotę na trochę ruchu, moglibyście się wspiąć na drzewa. Te dwa są stabilne i wysokie, a w naszym położeniu, każde nowe spojrzenie na sytuację to zysk- mruknął, a potem odwrócił się na pięcie.
-Ja tymczasem pobawię się w zoologa- dodał bardzo cicho, po czym pstryknął przełącznik z tyłu maski, odzyskując kontakt z Centralą.
-Co się stało?- wydawała się poruszona.
-Nic, wydawałem polecenia- prychnął.
-Aha. Czego ci teraz potrzeba?
-Konkretnej rzeczy. Słuchaj, natknąłem się na pióra. Spore, większe od mojego palca wskazującego, brązowe...
-Jakie "brązowe"?
-No, takie... brązowe!
-Ale takie jasno brązowe, czy takie ciemno brązowe?
-Jest różnica? Ptaki mogą być tego samego gatunku, ale jaśniejsze lub ciemniejsze!
-To jakie w końcu?
-Ciemniejsze- spasował.
-Yhm- mruknęła, a potem przez moment przewracała stronami w jakiejś książce. Było to słychać, ale Taskmaster wyczuł jakąś farsę.
-Co ty, pracujesz obłożona książkami przyrodniczymi?
-Nie, sprawdzam w internecie. A strony przewracam, żebyś słyszał jak pracuję.
-Oh. To miło z twojej strony- trochę się zakłopotał.
-Dzięki- zaśmiała się. -Nareszcie mnie doceniłeś.
-To jak z tym ptakiem? Albo nie ptakiem... jak z piórami?
-Google nic nie mówi na hasło "ptak z ciemnobrązowymi piórami"- westchnęła.
-A sama masz jakiś pomysł, co to jest?
-Na pewno nie gołąb. Więcej ci nie pomogę- odpowiedziała i się rozłączyła. Głuche, przeciągłe bzyknięcia zastąpiły ją w uszach Taskmastera, który czym prędzej wyłączył nadajnik.
Centrala jak zwykle okazała się niesamowicie pomocna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pon Lip 18, 2016 8:27 am

O dziwo grupa mniej więcej posłuchała poleceń Taskmastera... I, zgodnie z jego przewidywaniami, najłatwiej było mu dotrzeć do Liama. Taka Sin z kolei nie wyglądała już na zachwyconą z otrzymywania rozkazów - lecz przynajmniej zabrała się za wspinanie na jedno z drzew, a to już coś. W tym czasie Liam ruszył natomiast na zarządzone zwiady - w nadludzkim tempie, więc dosłownie tylko mignął pozostałym.
To pozostawiało Taskmastera z Giantem... Czyli w dość niepokojącym towarzystwie, zważywszy na raczej nietypowe upodobania kulinarne tego ostatniego. Obaj mężczyźni mogli jednak wyłącznie czekać na wyniki poszukiwań Liama lub oględzin Sin - i, wbrew oczekiwaniom, to te ostatnie dotarły do nich najpierw.
-Drzewa, drzewa, jeszcze więcej drzew. Fascynujący widok. Ten las się ciągnie i ciągnie, na piechotę z niego dzisiaj nie wyjdziemy, prędzej nas noc zastanie- skomentowała dziewczyna głośno z góry, ale czy jej ocena otoczenia była słuszna i zgodna ze stanem faktycznym? Ciężko stwierdzić. Na tym zresztą Sin nie poprzestała:
-Liama nie widać. W ogóle mało widać poza gałęziami. Ale to drzewo coś trochę zmasakrowało, hardcore'owy dzięcioł, korniki albo inne robale- zreferowała mianowicie, choć rzeczywiście nie były to zbyt konkretne informacje.

***

Pozwalam sobie tym razem zanpcować nie tylko Sin, ale i krótko Liama; Sin będę już prowadził do końca misji lub do momentu, gdy ktoś ją przejmie, Giant ma urlop, więc chwilowo będzie pomijany, a co do Liama, to prosiłbym o tyknięcie go o post, jeżeli ktoś ma z nim kontakt.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Taskmaster

avatar

Liczba postów : 73
Data dołączenia : 21/10/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sro Sie 10, 2016 5:40 am

Z ogromnym zadowoleniem obserwował, jak najpierw Liam, a potem Sin przyjęli polecenia. Chłopak rzeczywiście biegł szybko, a właściwie to tylko przeleciał przed oczami najemnika tak prędko, że nieuważny człowiek nawet nie zauważyłby jego obecności. Chyba, że poczułby uderzenie powietrza, które wzbił w ruch zwiadowca.
Sin tymczasem przytuliła się do drzewa. Było to całkiem urocze, ale w gruncie rzeczy bezużyteczne. Tony już miał na końcu języka jakiś zrzędliwy komentarz, ale pannica zaczęła się wspinać. I co ciekawe, zdała raport szybciej niż jej biegnący współpracownik. Taskmaster klasnął kilka razy w dłonie.
-Przyjąłem, możesz schodzić- odwrócił się do Gianta i przez moment patrzył w oczy kanibala. Ten nawet nie drgnął od momentu prośby Tony'ego. -Mam wrażenie, że ktoś walnął w to drzewo w góry... albo ostrzelał. Nie mówi to zbyt wiele, masz jakiś pomysł?- niechętnie przyznał się do niewiedzy. Jednocześnie miał nadzieję na to, że Liam przyniesie im jakieś bardziej treściwe wieści. A najlepiej położenie przeciwników.
-Eh- westchnął. -Drzewa to twarde skurczybyki. Kiedyś słyszałem o przypadku, w którym samolot walnął w brzozę i się na niej złamał. A drzewo jak stało tak stoi do dziś- od niechcenia kopnął w jedną z potężnych, Latverskich roślin. Sin już prawie zsunęła się na ziemię, toteż Taskmaster postanowił poświęcić jej trochę atencji. Podszedł i poklepał ją po ramieniu.
-Dobra robota- powiedział tonem, którym zwróciłby się do ucznia. W międzyczasie umiejętność "relacje damsko-męskie" powolutku wracała do jego zaoranego amnezją umysłu. -Mówisz, że powinniśmy przygotować się na spędzenie tu nocy? Niezły bajzel, nikt z nas nie wziął cukrowych pianek. Ale, ale!- wyszczerzył się paskudnie.
-Ognisko możemy rozpalić. Jeśli Lili nic nie znajdzie, zaczniemy zbierać chrust- odsunął się od Sin dokładnie w tym momencie, w którym użył przygotowanej naprędce ksywki Liama. Nadawanie podkomendnym przezwisk było trochę jak nazywanie zwierząt. Pozwalało się do nich przywiązać i tworzyło specyficzny rodzaj więzi z mentorem. Jeśli była fajna, mogła nawet przylgnąć do protegowanego na stałe.
Tony od zawsze uważał, że największą jego porażką jako złoczyńcy, było pozostawienie szkolonemu przezeń Crossbones'owi jego oryginalnego pseudonimu. Było przecież tyle śmieszniejszych możliwości! Ale jakoś żadna nie odniosła większego sukcesu, inni adepci woleli mieć u swojego boku "czaszkę z piszczelami" niż np. "Kapitana Kowadło", "Człowieka Bicepsa" czy "Doktora Manhattana". Tyle dobrego, że uczeń pożyczył sobie od mistrza wzór maski. To osładzało porażkę w nadawaniu śmiesznych pseudonimów nauczanym przez Taska złoczyńcom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Nie Paź 23, 2016 8:41 pm

Wszystkie postaci poznikały, a Taskmaster przez wystarczająco długi czas nie reagował na pytania odnośnie tego, czy chciałby kontynuować sesję w towarzystwie samych NPC czy może ją przerwać lub anulować, w związku z czym uznaję, że najwyższa pora na podjęcie decyzji przeze mnie. Wydaje mi się, że najlepszym wyjściem będzie unieważnienie całej akcji, co też niniejszym czynię. Wszystkie postaci zostają wyprowadzone z tematu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Wto Mar 14, 2017 11:55 pm

Dzień po tym, jak pojawiła się w Latverii, na zamku zleceniodawcy - była już w samochodzie, wiozącym ją w kierunku tutejszych lasów, by tam zacząć poszukiwania.
Poprawka - wiozącym ich. Całą trójkę, która poprzedniego dnia zdążyła pobieżnie się poznać, podzielić się wiedzą, informacjami, jakie znaleźli, doświadczeniem... I cennymi dla każdego z nich tajemnicami, jakimi były ich szczególne umiejętności.
Cóż, czasem trzeba.
Potem było grzebanie w dostępnym sprzęcie, kręcenie nosem - w przypadku Sol przynajmniej, jednak dosyć dyskretne, by czasem nie drasnąć wielkiego ego Dooma - wybieranie co lepszych kąsków, a w końcu wzięcie Joan i Ashera by spróbowali trochę postrzelać. Ot, by chociaż wiedzieć, jak się to robi, jak się obsługuje broń. Podstawy podstaw, zresztą na więcej nie starczyłoby im czasu.

Soleil całą drogę na południe od zamku von Dooma spędziła raczej w milczeniu, to przyglądając się zmieniającym się krajobrazom okolicy za oknami, to przeglądając jeszcze raz wszystko, co znaleźli na temat zaginięć i zaginionych.
Żuła gumę. Wolałaby papierosa, ale przekonała się na własnej skórze, dosyć gwałtownie zresztą, jak do kwestii palaczy podchodzi ich pracodawca. Oblanie wodą nie było szczególnie przyjemne, cudem nie zalało tabletu, więc wolała nie ryzykować, zwłaszcza w aucie.
Co prawda rozsądek podpowiadał, że po wyjściu z auta może te nie powinni palić(mieli być niewidoczni, więc powinni i bezwonni), ale cóż...
Na razie więc zadowalała się miętowym odświeżeniem z dodatkiem nikotyny, przeznaczonym dla rzucających palenie. Albo dla znajdujących się w takiej właśnie, smutnej i trudnej sytuacji.
Zaproponowała też po listku Jo i Asherowi w ramach bycia miłą. Albo przynajmniej znośną.

Gdy podróż, dosyć krótka zresztą, dobiegła końca, Van Court wysiadła z auta niespiesznie, zarzucając na ramię plecak i przeciągając się po swojemu, z cichym pomrukiem. Potem rozejrzała się przede wszystkim po najbliższej okolicy całkiem bystro i uważnie, nasłuchując, chociaż ponad odgłosami silników mogą nie dosłyszeć za wiele.
- Joan? - zagadnęła, sprawdzając, czy na pewno ma przy sobie wszystko*(chociaż teraz już nie wróci. A przed wyjazdem sprawdziła trzy razy).
- Ślady, wczoraj wspominałaś... - przypomniała dziewczynie jej pomysł na szukanie i podążanie za śladami. Sama wyjęła komórkę, sprawdzając zasięg i monitoring ewentualnych zakłóceń. Skoro z robotami stracili łączność, coś mogło powodować zakłócenia sprzętu, sieci, fal radiowych - to wszystko można było wykryć nieco wcześniej, póki ich własny sprzęt nie padnie. Napisanie programu do tego, a właściwie przerobienie jednego ze starszych projektów(bo takimi zagadnieniami bawiła się już dawno) nie było wcale trudne. Teraz powinna mieć wgląd w to, jak wygląda tutaj siła sygnałów sieci, fal radiowych, dać znać, gdy pojawią się zakłócenia, choćby elektromagnetyczne.
Sprawdziwszy ekran telefonu, schowała do kieszeni przy pasie.
W zasadzie czekała na tamtych i na to, co ewentualnie miały do powiedzenia... roboty, by mogli ruszać.


*Wszystko - to jest nowoczesna komórka, mini laptop o sporej mocy przerobowej, zapalniczka, papierośnica, guma do żucia(:V), noże(dłuższy przy pasie, dwa krótsze przy łydkach), mały paralizator, dwa pistolety i amunicja do nich(Glocki 17 gen 4), karabinek typu FN F2000 z miotaczem FN XM303 na ładunki łzawiące(oddzielnie), amunicja. Gogle łączące w sobie wizję termalną i noktowizor. Wygodne, solidne buty, spodnie z nowoczesnego, wytrzymałego i oddychającego materiału, bluza w stylu Crye Combat Shirt i kamizelka kuloodporna(jak najlżejsza i najmniej krepująca ruchy; podejrzewam że Doom może mieć dostęp do materiałów wysokiej klasy, odpornych i lekkich. If not, to kevlar i/lub dyneema). Wszystko ciemne, ale nie czarne- ciemna zieleń, szarość, granat.
Kilka małych granatów zwykłych i dymnych, a jeśli to nie problem - ładunki gazu paraliżującego układ nerwowy i naboje elektryczne(porażające na chwilę ładunkiem), male ładunki wybuchowe i/lub oślepiające(najlepiej jak najmniejsze w formie, kulki, itp - zależnie od możliwości forumowej technologii). Flara, latarka, baterie do niej i do telefonu/laptopa(naładowane), mały powerbank.
Dodatkowo takie rzeczy jak wytrzymała linka, taśma, tego typu sprzęt w plecaku, niezbyt dużo, najpotrzebniejszy. Jakiś prowiant i woda ofc też.
Wszystko w: kaburach(pistolety) przy pasie z kiszeniami, w plecaku. Karabinek zawieszony przez ramię.
Mały edit: rękawiczki, apteczka. Zaliczyłam wcześniej do "najpotrzebniejszego", ale wolę wypisać.


Ostatnio zmieniony przez Soleil Van Court dnia Czw Mar 16, 2017 8:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sro Mar 15, 2017 3:42 pm

Dzień wyjazdu nadszedł szybciej niż z początku mogło się wydawać. Asher nie zabrał ze sobą dużo rzeczy. Ostatecznie stwierdził, że co za dużo to niezdrowo dlatego wziął tylko to, co jego zdaniem wydawało się potrzebne. Przy pasku od spodni przymocował mały nożyk i swoją maczetę, bez której prawie nigdzie się nie ruszał. Była też kabura z pierwszym lepszym pistoletem, który wpadł mu w ręce. Skoro już „wiedział” co nieco o strzelaniu to i pistolet mógł okazać się dosyć przydatny. Część amunicji umieścił w kieszeni spodni. Z kolei jej reszta była w plecaku, który teraz znajdował się na plecach chłopaka. Poza amunicją był tam też prowiant, woda i latarka. Asher ubrany był w szarą bluzę pod którą była kamizelka kuloodporna. Poza tym jego ubiór był całkiem normalny.

Siedząc w samochodzie potwornie się nudził a podróż wydawała się strasznie dłużyć. Rudowłosy przez większość drogi patrzył się w widoki za oknem. Było to na dłuższą metę dosyć nużące i nudne, ale nie było specjalnie żadnego innego zajęcia, rozmowa również odpadała gdyż nikt z obecnych specjalnie się do tego nie kwapił. Gdy Sol zaproponowała po listku czegoś co przypominało gumę, chłopak pokręcił tylko przecząco głową.
Podróż dobiegła końca dosyć szybko, jednak Asher czuł się jakby trwała co najmniej kilka dni. Błyskawicznie wysiadł z auta i zrobił parę kroków, nie oddalając się zbyt daleko. Rozejrzał się dookoła. Las jak las, co miałoby być w nim takiego nadzwyczajnego? No cóż być może się sam niebawem przekona. Teraz czekał już tylko aż ruszą, towarzyszyło mu przy tym lekkie zniecierpliwienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joan Nilsen

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 25/09/2013

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sro Mar 15, 2017 8:46 pm

Starała się wybrać taki sprzęt, który by jej za bardzo nie przeszkadzał, a jednocześnie byłaby w stanie coś z nim zrobić. Wzięła tylko kilka rzeczy, które wydawały jej się najlepsze, a o parę nawet poprosiła, gdy ich nie znalazła. Nie chciała się nawet przyznawać, ale nauki na strzelnicy bardzo jej się podobały. Pierwszy raz strzelała i z jakiegoś powodu poczuła lekki dreszczyk. Bardzo szybko załapała podstawy nie tylko teoretycznie. Po tym jednak poszła przygotować się samej w swoim pokoju, bo musiała pozbierać jeszcze parę informacji i stworzyć program do wykrywania śladów. Do tego ostatniego zwędziła z laboratoriów najlepszy tablet z kamerą jaki mogła znaleźć, a który będzie na tyle duży by jeszcze być poręcznym.

Kiedy jechali samochodem na początek ich wątpliwej przygody, Jo chyba tylko siłą woli i plastrowi nikotynowemu na ramieniu przekonała samą siebie, by nie zapalić w aucie. Oczywiście wzięła ze sobą paczkę papierosów razem ze swoją zapalniczką, choć opcja wykorzystania zdolności Ashera do odpalenia rakotwórczej substancji była bardzo zabawna i zachęcająca. No i nie byłaby w stanie odmówić gumie do żucia dla palaczy.
Rozkoszując się miętowym, odświeżającym smakiem, zaczęła sprawdzać, czy ma wszystko. Glock 17 był w kaburze przy jej pasie taktycznym. Nie mogła sobie odmówić i musiała wziąć taki pasek jak tylko go zobaczyła. W dodatkowych kieszonkach miała zapasową amunicję. Zrezygnowała ze smartphona na rzecz małego telefonu satelitarnego.Po za tym oczywiście wzięła tablet, który zwinęła z laboratorium, nim poszła spać. Idąc za przykładem Sol zaopatrzyła się też w mały paralizator, oczywiście zadbawszy o to, by poznać chociaż podstawy obsługi tego małego ustrojstwa. Dodatkowo zaopatrzyła się w nóż bojowy przymocowany do prawego uda i mniejsza wersja pod nogawką na lewej łydce.
Solidne buty, wygodne spodnie z wytrzymałego materiału i koszulka, która według niej przypominała te ze sklepów sportowych idealnych na łażenie po górach w lato. Na to wszystko lekka kamizelka kuloodporna. Wybrała najlżejszą, bo wolała szybciej biegać i się uchylać, niż być wolniejszą i modlić się, że jak ją trafią, to pociski nie przebiją ochrony. Wszystko w odcieniach ciemnej zieleni.
W plecaku miała suchy prowiant, wodę, gogle z noktowizją i termowizją i rękawiczki, gdyby musiała zrobić coś nieprzyjemnego własnymi dłońmi.
Spojrzała na Sol, kiedy ta się do niej odezwała. No tak, ślady. Wyciągnęła tablet i włączyła go, od razu aktywując program, który stworzyła wieczór wcześniej. Podała urządzenie drugiej kobiecie.
- Użyłam informacji na temat tropienia i śledzenia, by stworzyć algorytmy, które będą wyłapywać ślady pozostawione przez ludzi lub inne istoty nieprzywykłe do lasu. Będzie skanował teren przed nami i pokazywał trafienia. - wyjaśniła w skrócie, choć miała jeszcze ochotę opowiedzieć, jak "wykopała" zdjęcia tysiąca możliwych śladów, a potem je przetworzyła i dopasowała do programu dla porównania. Kładła się spać z niezłym bólem głowy. Właście sama w tym momencie mogłaby używać tej bazy danych w głowie i robić to co program, ale prawdopodobnie straciłaby mocno na czujności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Czw Mar 16, 2017 12:54 pm

Co prawda biegnąca przez las droga znajdowała się w przeciętnym stanie, przez co po rozwinięciu słusznej prędkości samochód trochę na niej podskakiwał, ale przynajmniej była prosta, praktycznie bez rozwidleń czy zakrętów, a do tego zupełnie pusta. Robot-kierowca milczał w trakcie podróży, lecz w końcu zatrzymał samochód i pozwolił swoim pasażerom wyjść na zewnątrz... W miejscu, które przypominało dosłownie każde inne. Trawa, drzewa, trochę drobnego ptactwa, nic ciekawego.
Wykonany przez Joan program do szukania śladów w pierwszej chwili również nie zarejestrował w pobliżu niczego odstającego od normy. Sygnał w komórce Soleil nie był najlepszy, ale nie zniknął też całkowicie; utrzymywał się głównie przy dwóch kreskach, czasem spadał na jedną... Jak to w gęstym lesie. Nie występowały natomiast takie zakłócenia, jakich nie można się było spodziewać w takim miejscu. Póki co wszystko prezentowało się dość naturalnie.
-Kontakt utraciliśmy dokładnie na zachód od tego miejsca. Servo-Guards patrolują lasy stałymi trasami. W podłożu zostawiają ślady- rozległ się beznamiętny głos robota, który w dalszym ciągu siedział w samochodzie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Czw Mar 16, 2017 8:07 pm

Sol wzięła od Joan tablet i zapoznała się z programem, pobieżnie, bo czasu nie było teraz na rozwodzenie się nad tym, jaki był dobry(a był), ale tak, że po kilku chwilach zrozumiała, jak był napisany, jak działał i jak powinno się go obsługiwać. Oddała jednak sprzęt właścicielce, uśmiechając się lekko do niej, jednym tylko kącikiem ust.
- Świetnie, dobra robota. Oby tam dalej... - wskazała ruchem głowy centrum lasu gdzieś przed nimi. - ...nie przestało działać - wyraziła nadzieję, względnie życzenie, widząc jedną kreskę zasięgu. Świetnie.
Zaraz znowu wyjęła telefon(może zwyczajnie nie będzie go chować?), by odpalić kompas. Tak, co prawda mało kto zwracał na to uwagę kupując smartfony, producenci pomijali go w specyfikacji, ale żyroskop bywał cholernie przydatny. Teraz umożliwiał skorzystanie z prostej aplikacji kompasu, by mogła zorientować się w okolicy dokładnie.
- Na zachód stąd, środek lasu, jak pamiętam... - powtórzyła za robotem, spoglądając na niego krótko. - Rozumiem, że jednak idziemy sami? - spytała leciutko tylko kpiącym głosem.
Czyżby tyle wynikało z obietnic słynnego Dooma na wczorajszym spotkaniu? Nie byłaby w gruncie rzeczy ani zaskoczona, ani rozczarowana jakoś zbytnio, bo nie było na to czasu ni miejsca.
Spojrzała za to w górę, bo rozglądając się po tym miejscu, dokładnie takim, jak wiele innych i przez to kompletnie nijakim, coś przyszło jej na myśl.

- Joan? Wiem, co mogliśmy pominąć. A przynajmniej ja... - zaczęła cicho. - Doom ma swoje satelity? Mogłabyś spróbować się z nimi stąd połączyć, zobaczyć las z góry? Wszystko wskazuje na to, że w środku dokładnie urwał się kontakt z robotami, może coś tam jest... - to tylko luźna propozycja; Van Court zwróciła oczy na dziewczynę, pytając ją niemo, czy jest w stanie. Potem spojrzała na Ashera i posłała mi coś, co w jej mniemaniu było motywującym uśmiechem.
Nie musiało. Mogło w rzeczywistości być raczej dziwnym grymasem.

Poczekała na odpowiedź robota, Joan, dała jej ewentualnie chwilę, nim skinęła głową, by ruszali - w stronę miejsca, gdzie zniknęły roboty. Ustawiła jeszcze kilkoma naciśnięciami telefon tak, by wszelkie nowe informacje sygnalizował jej różnego rodzaju wibracjami(lepsze niż dźwięki w tych warunkach), schowała go do kieszeni ponownie - i wyjęła nóż.
Ruszając, oznaczyła jedno z drzew płytkim, skośnym nacięciem nieco poniżej wysokości oczu przeciętnego człowieka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joan Nilsen

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 25/09/2013

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pią Mar 17, 2017 6:02 pm

Wzruszyła ramionami na pochwałę. Ten gest wyraźnie mówił, że to oczywiste że wykonała świetną robotę. Nie przejęła się zasięgiem, program i tak powinien działać, bo nie wymagał połączenia z siecią. Spodziewała się też, że jak znajdą ślady to spokojnie dotrą do końca. Miała tylko nadzieję, że nie będzie jak w filmach. Znajdą pierwsze oznaki bytności poprzedniej ekipy i nagle wyskoczy na nich zasadzka.
Bardziej zmartwiły ją następne słowa Soleil. Rzeczywiście nie zapowiadało się jakby mieli dostać obstawę z obiecanych robotów. Stojąc po za samochodem rozejrzała się, szukając blaszaków. Poczuła się znacznie mniej pewnie, gdy dopuściła możliwość braku ochrony z czegoś, co by mogła kontrolować w razie potrzeby. Oczywiście nie pokazała po sobie ani niepokoju, ani niezadowolenia.
Znów zaczęła się rozglądać po miejscu nawet oceniając pogodę. Zupełnie zapomniała o takich rzeczach jak prognoza pogody. Teraz nie miało to zupełnie znaczenia, wrócić się i tak nie mogli. Miała tylko nadzieję, że nie będzie letniej burzy. Skierowała wzrok na Reda, ciekawa jak ten się czuje w takim miejscu. Wspominał chyba coś o umiejętności posługiwania się maczetą. To prawdopodobnie znaczyło, że tylko Nilsen nie pasowała do tego obrazka. Czuła się jak dziecko, chcące bawić się w żołnierza sił specjalnych.
Jej uwagę znów przyciągnęła Sol, a jej pytanie okazało się całkiem interesujące.
- Nie jestem na tyle...- Joan miała już powiedzieć jej, że połączenie się z satelitą jest niemożliwe, ale przypomniała sobie o telefonie. - Właściwie mogłabym spróbować. Może się uda, nawet jeśli Doom nie ma satelity. - Nie wierzyła za bardzo w to ostatnie. Spodziewała się nawet tego, że Doktor zadbał, by inne satelity nie miały możliwości podglądania jego państewka.
Wyciągnęła z kieszonki telefon i wybrała swój numer domowy w Nowym Jorku. Po połączeniu posłała "mackę"swojego umysłu i jeśli udało jej się dotrzeć do satelity to tam została. W miarę możliwości próbowała odszukać najświeższe zdjęcia terenu lub dotyczące go dane, które by im pomogły w ocenie stanu okolicy. Kiedy tylko (jeśli dała radę) zebrała informacje, rozłączyła się wracając w pełni do swojego umysłu i przegrała dane na tablet, by móc je pokazać innym.
Po tym wszystkim ruszyła za Sol obserwując, to co robiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sob Mar 18, 2017 1:41 pm

Z zamyślenia wyrwał rudowłosego głos robota. Robot wyglądał na takiego, który raczej nie planował w najbliższym czasie wysiadać z auta. I jeszcze te pytanie które zadała Sol, upewniło tylko w przekonaniu Ashera że będą musieli poradzić sobie sami. Nie był tym jakoś specjalnie zaskoczony, można było przewidzieć taki obrót spraw. Tak czy siak chłopak był jednego pewien jeśli faktycznie będą musieli pójść sami to przynajmniej puszki nie będą im przeszkadzać i może będą się mniej rzucać w oczy.
Asher uśmiechnął się krzywo. Spojrzał jeszcze raz na las. Nic się nie zmieniło przez te parę minut, las jak las – przynajmniej na razie. Potem spojrzał na resztę, na Sol, Joan i na tego nieszczęsnego robota. Każdego z nich obdarzając tym samym krzywym uśmiechem. Nie widząc lepszego zajęcia jeszcze raz rozejrzał się wzrokiem po okolicy, może coś mu wpadnie w oko?
Po chwili w końcu Sol skinęła głową i dała sygnał do ruszenia. Nareszcie – przemknęło przez myśli rudowłosego. Ruszył dosyć swobodnym i luźnym krokiem za Sol obserwując jednocześnie jej poczynania jak i również teren przez który teraz szli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Nie Mar 19, 2017 10:42 pm

Robot od razu zareagował na pytanie Soleil - i nie wyglądało na to, aby przejmował się tonem jej głosu czy czymkolwiek innym. Nic dziwnego, w końcu był tylko maszyną, nawet jeżeli zaawansowaną technologicznie - bo przecież dziełem Dooma.
-Otrzymałem rozkaz opuszczenia lasu- poinformował mianowicie, rozwiewając resztki wątpliwości, jeżeli ktoś je jeszcze w tym momencie posiadał. Mimo to najwyraźniej robot miał odczekać do chwili, gdy grupa się oddali, bo wciąż nie robił nic, co wskazywałoby na to, że zamierzał odjechać.
Póki co pogoda jeszcze dopisywała i raczej nic nie świadczyło o tym, aby w najbliższym czasie miała ulec poważnym zmianom. Po niebie płynęło sobie spokojnie całkiem sporo chmur, ale od czasu do czasu spomiędzy nich wychodziło słońce... Którego w gęstym lesie i tak nie będzie widać, bo w końcu drzewa z pewnością zafundują drużynie chłodny cień. Sama temperatura również sprzyjała; w słońcu nie było za gorąco, ale jednak dość ciepło... Choć może odrobinę zimniej, niż średnio o tej porze roku.
Jak się wkrótce okazało, Doom satelitę posiadał - i Joan udało się go znaleźć... Tyle że kiedy tylko nawiązała wstępne połączenie, nagle poczuła intensywny ból głowy, skupiający się przy skroniach; utrzymywał się jedynie przez kilka sekund, nim zaczął ustępować, pulsując coraz słabiej, lecz wyraźnie wskazując na to, że coś poszło nie tak - a kontakt został zerwany. Komórka z kolei "sama" się wyłączyła, więc nie można było natychmiast stwierdzić w jakim znajdowała się stanie. Wyglądało na to, że Doom mógł się pochwalić świetnymi zabezpieczeniami...  
Kiedy grupa ruszyła już między drzewa, samochód jeszcze przez chwilę stał w miejscu. Dopiero w momencie, gdy wszyscy zniknęli z pola widzenia robota - pojazd w końcu wykręcił i ruszył w tę samą stronę, z której przybył. Trójka z kolei mogła póki co maszerować w całkiem niezłym tempie, bo okolica na to pozwalała; pomijając konieczność wymijania naturalnych przeszkód pod postacią konarów i innych obiektów, teren był stosunkowo płaski i łatwy. Podłoże było dość twarde, więc buty nie zapadały się w żadne błoto - co miało zarówno swoje plusy, jak i minusy. Program wykrywający ślady nie zgłaszał niczego interesującego, czujki Soleil również nie. Od czasu do czasu w oddali dało się zauważyć ruch inny od poruszania się gałązek i liści na wietrze, lecz najczęściej były to po prostu przemieszczające się wiewiórki albo ptaki. Te ostatnie stale wydawały z siebie jakieś odgłosy... Ogólnie rzecz biorąc - sceneria nie wydawała się zbyt złowieszcza.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pon Mar 20, 2017 9:00 am

Skinęła głową Joan, obserwując jeszcze przez chwilę robota, wywracając oczami, gdy odezwał się swoim beznamiętnym, metalicznym głosem rozwiewając tym samym wszelkie wątpliwości.
No i tyle by było z bardziej zaangażowanej i aktywnej pomocy od strony Dooma.
Ech, ci tyrani, chciałoby się powiedzieć i żachnąć, machnąć rękę - ale nie chciało się jej nawet marnować energii na takie narzekanie. Było to bezcelowe, zwłaszcza że na robotach nic nie robiło chyba wrażenia. Nie od wrażeń zresztą tutaj były.
Od tego byli oni. Juhu.
- Świetnie - mruknęła tylko i właściwie tyle by było z interakcji na linii człowiek-maszyna. Żadnych przełomów w tej dziedzinie dzisiaj nie będzie, przynajmniej na tę chwilę.

- Dobra, szukamy śladów zostawionych przez Servo-Guards, mamy dane na temat ich tras, wiemy że kontakt urwał się na zachód stąd, więc po prostu pójdziemy w tę stronę do momentu, aż znajdziemy ich ślady i przetniemy trasy. Zobaczymy, co tam znajdziemy - zaproponowała niezbyt głośno, by nie zakłócać tej specyficznej ciszy leśnej, ale tak, by ją słyszeli. Ton miała pewny, niekoniecznie jednak rozkazujący i nieznoszący sprzeciwu - brzmiała przede wszystkim tak, jakby wiedziała, co robi.
Fakt, że tak naprawdę było dokładnie na odwrót i nie czuła się wcale tak pewnie jak brzmiała ukrywała starannie przed tamtymi, bo po co się z tym ujawniać? Jeśliby Jo czy Asher chcieli przejąć dowodzenie, bardzo chętnie by im to umożliwiła, z radością zrzucając na czyjeś inne barki obowiązki szefa ich małej, nieco może kulawej grupy ratunkowej. Nie czuła się stworzona do dowodzenia. W agencji pracowała jednak zawsze pod kimś, nawet jeśli najczęściej robiąc z grubsza i tak to, co sama chciała. Teraz, od kilku ładnych lat działała tylko na własną rękę, ale raczej nie w ten sposób - łażąc po lesie, gdzie zasięg mógł się w każdej chwili urwać, a jakieś małe, wredne, bzyczące paskudztwa latały i uparcie brzęczały jej nad uchem, grając na nerwach.
Spray na komary. Wiedziała, że o czymś zapomniała.
Cholera.

- I jak? - spytała po chwili Joan, mając na myśli próbę o jaką ją poprosiła. Zerknęła na dziewczynę kątem jednego oka, kątem drugiego oka na Northwoode'a(tylko trochę zezując), ale generalnie raczej patrzyła dookoła - i pod nogi.
Stąpała ostrożnie, nie chcąc wdepnąć w błoto, wejść w mrowisko, potknąć się o korzeń albo złamać nogę o lisią norę; to byłoby doprawdy głupie i lekko kłopotliwe w tej sytuacji.
No i wypatrywała przy tym śladów, może przede wszystkim nawet.
Jednocześnie starała się zwracać pewną uwagę na otoczenie; na samym początku każdy trzask i szelest mógł dezorientować, drażnić i stanowić potencjalne zagrożenie, każdy szmer mógł zwiastować zagrożenie wyłaniające się z pobliskich krzaków, ale po kilku chwilach, kilkunastu minutach mózg przyzwyczajał się, zaczynał filtrować odgłosy tła. Pomagało skupienie i przypomnienie sobie raz, że paranoja to rzecz niezdrowa, a dwa - tego jak to w terenie bywało i co pamiętała ze swojej dawnej pracy. Mniej więcej przyzwyczaiła się więc do tej ciszy - względnej, bo las przecież niezmiennie tętnił życiem. Znaczna część dźwięków była jednak naturalna; ptaki, owady, wiatr, leśne zwierzęta... Te odgłosy można było rozpoznać, różniły się wszak choćby od tych, jakich sami byli źródłem. Rozpoznać i przy odrobinie wprawy, koncentracji i chęci spróbować ocenić, czy szelest albo pęknięcie jakiejś gałęzi to płochliwe zwierzę, czy może inny wędrowiec. Albo robot.
Niepokojąca byłaby też cisza.

Tyle teorii. Sol miała szczerą nadzieję, że uda się im(jej) w razie czego to poznać, nie przeoczywszy przy tym żadnych śladów. Ale jak wiadomo, teoria to jedno, praktyka drugie, ale mimo wszystko miała chyba dostateczne doświadczenie. Chyba.
Nacięcia na drzewach robiła co kilkanaście kroków, zaznaczając sobie w ten sposób trasę, jaką szli.


Ostatnio zmieniony przez Soleil Van Court dnia Pon Mar 20, 2017 9:57 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joan Nilsen

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 25/09/2013

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pon Mar 20, 2017 8:31 pm

Z lekkim grymasem zamknęła oczy i pomasowała skroń, odwracając na chwilę twarz od reszty.
Mogła się tego przecież spodziewać. Satelita odłączyła jej telefon i prawdopodobnie mogła go nawet zmienić na bezużyteczny szmelc. Dodatkowo dostała kopniaka w umysł i swoje ego. Do tej pory jeszcze nie spotkała zabezpieczenia, którego nie mogłaby od tak obejść. Teraz tylko zastanawiała się, że ta chwilowa szpila w głowie była przez atak, czy też przez nagłe rozłączenie. Będzie musiała to sprawdzić, gdy tylko wrócą. Jeśli wrócą.
Idąc za Sol na początku skupiła się na ponownym włączeniu telefonu, ale jeśli ten nie reagował, to go schowała. Właściwie przy takim układzie i tak by łączyła się z satelitą Dooma, która była w tej chwili najbliżej. Znów dostałaby „kopniaka”. Kolejna rzecz, o której mogłaby pomyśleć wcześniej, prośba o dostęp do satelity. Westchnęła cicho, słuchając kobiety przed nią.
Przynajmniej jedna osoba wiedziała co robi, bo Joan po takiej porażce starała się zachować spkojny wyraz twarzy. Jej uwaga znów została przyciągnięta przez pytanie. Pokręciła głową.
- Niestety nie da rady. Prawdopodobnie zabezpieczenia nie pozwalają na stałe połączenia i zostałam „wyrzucona” nim cokolwiek zdołałam zrobić. – Fakt, że dostała po głowie, zamierzała zachować dla siebie. Źle to by o niej świadczyło.
Miała ochotę zakląć i to paskudnie. Patrząc na ich aktualną sytuację, to od Dooma dostali tylko sprzęt i nic więcej. Żadnego wsparcia, czy dokładnych informacje, których i tak sami musieli poszukać.
Idąc dalej skupiła się na skanowaniu terenu przed nimi, oraz na tym, by samej nie potknąć się o jakieś gałęzie, pieńki czy inne obiekty, które mogły się znaleźć pod jej nogami. Starała się też nie być przytłoczoną przez dźwięki lasu, których tak bardzo nie znała. Właściwie nawet nie wiedziała jak rozpoznać naturalne dźwięki od tych wywołanych przez ludzi czy też zwierzęta.
Szła dalej, czekając na sygnał trafienia z tabletu, a w głowie walczyła z chęcią poproszenia Ashera o podpalenie lasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Wto Mar 21, 2017 2:24 pm

Szedł dosyć ostrożnie, uważnie patrząc pod nogi i rozglądając się po terenie. Od czasu do czasu zerkał tylko na Sol i Jo. Dopiero wówczas zaczął zdawać sobie sprawę z tego, jak stosunkowo mało wiedzieli o tych poszukiwaniach, na które zostali posłani. Czy ta cała akcja miała nadal szansę na pozytywny wynik? To się z pewnością okażę, niemniej jednak Asher odczuwał coraz to większe wątpliwości w tym temacie.
Na propozycję Sol zareagował tylko skinieniem głowy na znak, że zrozumiał. Ona jedyna sprawiała wrażenie jakby wiedziała co robić. Z kolei Asher wydawał się być lekko zmieszany tym wszystkim, zagubiony a nawet zamyślony. Więc rudowłosy zaczął zwracać większą uwagę niż dotychczas na otoczenie, w szczególności na dźwięki jakie mogli usłyszeć.

Rozglądał się na boki, czasem zerkał w górę w stronę koron drzew. Parę razy oglądał się nawet do tyłu, z myślą że może coś istotnego przeoczył. Nie zapomniał też aby co jakiś czas patrzeć pod nogi, by przypadkiem nie wywrócić się.  Z kolei słuch przy tym wszystkim starał się jak najbardziej wyostrzyć. Starał się wyłapać nawet najmniejszy dźwięk, który być może miałby jakieś znaczenie w niedalekiej przyszłości.  Wszystkie dźwięki, widoki zdawały się być całkiem normalne. Tak normalne, że aż nudne.
- Może pomyliliśmy lasy? – odezwał się w końcu a ton jego głosu był dosyć luźny, swobodny.
Asher nie krył też przy tym swojego rozbawienia całą tą sytuacją. Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech, no może nieco trochę złośliwy. To wszystko zdawało się w jego mniemaniu wyglądać jak jakiś kabaret albo bardzo dobry żart.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Wto Mar 21, 2017 8:36 pm

Spacerując tak sobie przez las grupa w pewnym momencie natknęła się na ścieżkę przecinającą obraną przez nią trasę mniej więcej prostopadle; jej dwa końce prowadziły odpowiednio na północ i południe, a sądząc po śladach na ziemi - prędko wyłapanych przez program Joan, lecz dość dobrze widocznych również gołym okiem - musiała to być jedna z dróg przebywanych przez roboty stróżujące, cięższe od ludzi i zawsze posiadające taką samą "podeszwę". Pewnie warto byłoby zapamiętać to miejsce, aby w razie czego użyć go do orientacji w terenie - bo niestety nie dawało wiele poza tym. W końcu drużyna miała iść dalej na zachód, a nie odbijać na boki... To chyba niemożliwe, aby dotarła już do miejsca utraty kontaktu, marsz trwał na to zdecydowanie zbyt krótko, nie wspominając już nawet o tym, że ślady ciągnęły się w obie strony bez żadnych przerw czy zakłóceń.
Atmosfera nie ulegała tak naprawdę żadnym zmianom. Ptactwo wciąż śpiewało, najwyraźniej nie przeczuwając w okolicy jakiegokolwiek niebezpieczeństwa - przynajmniej nie dla siebie... A gdzieś w pobliżu musiał płynąć jakiś strumień, gdyż słychać było szum wody - chyba z lewej, czyli południowej strony. Kolejny charakterystyczny punkt, który mógł, lecz nie musiał się w przyszłości przydać. Las zdawał się za to robić jeszcze bardziej gęsty...
... I to właśnie ta jego gęstość, w połączeniu z cieniem oraz bujną roślinnością pokrywającą podłoże, mogła oszukać drużynę, a w szczególności tę osobę, która najbardziej wysunęła się na przód pochodu. W pewnym momencie jej stopa trafiła na obniżenie terenu, świetnie ukryte pomiędzy czymś w stylu sporych paproci. Nawet pomimo braku błota grunt okazał się na tyle mało stabilny, że łatwo się było na nim poślizgnąć i osunąć przynajmniej metr niżej i dalej - jeżeli nie więcej.
Gałęzie, liście i krzewy skutecznie maskowały zbocze biegnące mniej więcej prostopadle do kierunku obranego przez grupę. Oczywiście po jego zauważeniu całkiem łatwo można już było odszukać granicę i spadek terenu, ale jeżeli się o nim nie wiedziało - to niespodzianka mogła być dość nieprzyjemna. Zbocze należało raczej do tych stromych, lecz porastały je gęsto drzewa, dzięki którym bez większych problemów dałoby się zjechać na dół. Różnica wysokości między tymi dwoma poziomami gruntu wynosiła jakieś trzy, może cztery metry.
Z góry niestety nie dało się dojrzeć niczego ciekawego na dole - a właściwie nie dało się tam dojrzeć dosłownie niczego, kropka, z oczywistych powodów. Zejście niżej pozwoliłoby jednak zobaczyć teren o mniejszej zawartości drzew i krzewów, a także bardzo wąski strumyk płynący leniwie wzdłuż dolnej części skarpy. Przy nim znów biegły ślady robotów - a więc kolejna ścieżka. Siłą rzeczy w tym miejscu było trochę jaśniej, choć niewiele, gdyż ta niemalże-polana miała tak naprawdę może ze cztery metry średnicy, nie więcej. Co ciekawe, przy jej północnej granicy śladów robotów było więcej, jak gdyby kręciły się w tym miejscu... I chyba nawet wbijały się głębiej w grunt. Tu czy tam odbite zostało coś większego, bliżej niezidentyfikowanego, w innych miejscach ślady po prostu się rozmazały... Całość zaś pokrywało co nieco liści i drobinek ziemi, jak gdyby odciski powstały już dłuższy czas temu.
To największe skupisko śladów wypadało akurat w miejscu, w którym roboty musiały przechodzić zawsze w trakcie swoich patroli. Między innymi dlatego ciężko byłoby z całą i niezachwianą pewnością rozróżnić kiedy powstały które tropy. Oczywiście jedne z nich były wyraźniejsze od innych, łatwiejsze do dostrzeżenia, niektóre z kolei zatarte przez świeższe ślady, nie mniej jednak przy takiej ich liczbie niedoświadczeni tropiciele mieliby poważny problem z wyczytaniem z nich czegoś konkretnego.
Jedno było pewne: tuż przy krawędzi drzew doszło swego czasu do jakiegoś zamieszania. Teorii mnożyć można było do woli - być może ktoś czaił się w krzakach lub na drzewach, może znalazł sobie jeszcze jakąś inną kryjówkę, może roboty zostały jakoś zwabione... Albo zdezorientowane? Czy ktoś byłby w stanie przełamać się przez zabezpieczenia technologii Dooma, aby przejąć nad nimi kontrolę?
No i co stało się z nimi potem? Te większe odciski w ziemi mogłyby świadczyć o tym, że przynajmniej niektóre z nich upadły na podłoże - ale z drugiej strony być może ślady te zostały zostawione przez inne obiekty lub istoty... Czy Servo-guards potrafiły latać? Bo jeżeli nie... To albo przeniosło je ktoś lub coś innego - coś zdolnego do lotu, wystarczająco silnego, aby wciągnąć je na drzewa lub będącego w stanie skutecznie zakryć trop - albo roboty wróciły na swoją standardową trasę i przeszły gdzieś dalej. Tyle że jeżeli łączność z nimi została utracona właśnie tutaj, to czemu w takim wypadku miałyby kontynuować patrol? Czyżby ktoś je przeprogramował i nadał im inne zadania? Może nawet... Funkcję szpiegowską? Ale ta wersja wydarzeń również posiadała wady i nieścisłości.
Tak czy siak, wszystko wskazywało na to, że grupa przynajmniej bez problemów dotarła do miejsca, w którym miała rozpocząć śledztwo - a to już było chyba coś. Jak do tej pory nie zaatakowało jej też nic poza zdradzieckim obniżeniem terenu oraz komarami. Tyle że... Coś zdawało się być teraz inaczej. Śpiew ptaków dochodził jakby z dalszej odległości - a może po prostu miało to związek z tym, że drużyna znalazła się kilka metrów niżej? Była to niewielka różnica, którą pewnie nie każdy mógłby wyłapać, szczególnie wówczas, gdy skupiał się na czymś innym.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sro Mar 22, 2017 9:21 pm

Jak widać, umiała sprawiać bardzo dobre wrażenie, skoro tamci uwierzyli, że Soleil wie, co robi. Marne to było pocieszenie, ale jednak jakieś.
- Rozumiem - skinęła głową krótko. Szkoda, ale tego na głos już nie powiedziała(morale, morale), nie zgłębiając się już w szczegóły. Nie udało się, to się nie udało, trudno. Jakoś przeżyją bez tego.
Chyba.
Jeśli z tego wyjdą cało, to Doom...
Właściwie, to Doom nic. Była na tyle trzeźwo myśląca, że zdawała sobie sprawę, że takiemu tyranowi z dostępem do mocy, technologii i zasobów się nie pyskuje i nie wygarnia... zazwyczaj. Nie na jego terenie i nie będąc w jego mocy. co nie zmieniało faktu, że już teraz miała wielką ochotę to właśnie zrobić - a gdy chciała, to potrafiła całkiem malowniczo się złościć i opiórkować porządnie człowieka od góry do dołu.
To na razie jednak musi zostać tylko w sferze marzeń...

- Nie, raczej nie. Wiesz, Latveria nie jest aż tak wielka... - odparła Asherowi z przekąsem i krzywym uśmiechem, chociaż to by było paradne, doprawdy. Niewykluczone jednak, że się i tak...
...zgubili. A jednak nie.
Jednak szli dobrze - wiedziała to w momencie gdy natrafili na pierwsze ślady Servo-Guards, odciśnięte w poszyciu. Pochyliła się, przykucnęła nawet, by je sobie dokładnie obejrzeć, rozglądając się i na boki; ślady biegły w obie strony, więc to nie tutaj,z resztą, za wcześnie jeszcze. Ale dobrze, byli na dobrym tropie.
- Możemy zaznaczyć na mapie, że tutaj na nie trafiliśmy - rzuciła cicho, głównie w stronę Jo, samej najpierw wstając i robiąc na najbliższym drzewie większe nacięcie, tym razem w kształcie litery "X". Potem wyjęła telefon, sprawdzając co i jak i otwierając zrobione wcześniej mapki; kilka kliknięć, ruchów palcem i wstukanych komend później na nowej warstwie zaznaczyła miejsce, w którym ich drużyna natknęła się na pierwsza trasę. Sprawdziła też, czy lokalizacja gps nadal działa i schowała telefon ponownie do kieszeni.
Mogli iść dalej.

I poszli, a jakże.
Poszli jeszcze trochę, jeszcze kawałek, gdy nagle idąca i rozglądająca się dookoła Soleil doznała bardzo nieprzyjemnego uczucia.
Mianowicie - tam, gdzie postawiła stopę, nagle zabrakło jej podłoża. Podstępny grunt miał czelność opaść nagle i bez żadnego ostrzeżenia, kryjąc ten spadek w równie podłych, co gęstych paprociach.
Zrobiła na moment dosyć zabawną zapewne dla postronnych, zaskoczoną minę, bo mimo stałej czujności tego jednak się nie spodziewała - i bam. Straciła równowagę i po prostu poślizgnęła się, zsuwając niezgrabnie w dół, bo przecież nie zdążyła się niczego złapać. Przynajmniej póki nie wpadła na rosnące na zboczu drzewo.
Auć.
- Putain! - syknęła. Nóż wypadł jej z ręki i zleciał gdzieś niżej, a ona sama zsunęła się niemal dwa metry w dół, z jedną nogą wykrzywioną dziwnie trochę w bok, trochę do tyłu, a drugą wyciągniętą ciągle przed sobą, zostawiając za sobą ślad spłaszczonej flory leśnej.
Jak zostało wspomniane, zatrzymała się na drzewie; tyle dobrego, że zdążyła wyprostować obie nogi i to stopami głownie uderzyła w pień, wyciągając ręce przed siebie, by i nimi wyhamować się, zanim wybije sobie zęby o twardą przeszkodę. I tak niemal się przytuliła do pnia
- Putain... - wycedziła znowu w języku, który z pewnością nie był angielskim i po chwili podniosła się, powoli i niepewnie, podpierając się ciągle o usłużne drzewo i sprawdzając w pierwszej kolejności, czy nic jej nie jest.
Wykręcona podczas zjazdu noga nieco bolała, ale chyba była cała. Dłonie miała brudne i otarte po wewnętrznej stronie, w jednym miejscu do krwi - będą piekły. Kolano chyba tak samo, mocne spodnie były co prawda całe, ale czuła że pod nimi skóra szczypie. Jakieś krzaki i gałęzie podrapały jej przedramiona, gdy rękawy bluzki się podwinęły; na prawej ręce miała nawet całkiem ładną szramę. Na policzku chyba też. I liście we włosach. Do tego tyłek obity, ubranie brudne, ale w gruncie rzeczy mogło być gorzej. Poklepała się jeszcze po kieszeniach; telefon raczej cały, wszelkim bogom i duchom oraz pomysłowi, by włożyć ją do kieszeni przy pasie akurat dzięki. Odetchnęła aż na to.

- Uch... - mruknęła pod nosem, by zaraz na sam dół częściowo zejść, a częściowo zjechać już ostrożniej, pomagając sobie rękoma. Będąc już niżej, otrzepała sobie spodnie i dłonie, krzywiąc się trochę przy tym i obejrzała się cała, sprawdzając, czy żadna kostka nie jest aby na pewno skręcona. Siniaki będzie mieć na pewno.
Spróbowała wypatrzeć w poszyciu swój nóż, jednocześnie rozglądając się dookoła. Dostrzegła strumyk - świetnie, opłucze trochę dłonie.
Akurat przy nim biegła kolejna ścieżka, która Servo-Guards patrolowały teren, więc i tak warto byłoby przystanąć, zobaczyć, zaznaczyć(gdzie ten cholerny nóż?!), sprawdzić wodę - jeśli tylko była czysta, a nie szlamowata, to wypłukać ręce.
- Idziecie? - spytała tamtych niezbyt głośno, kiwając na nich ręką i pokazując na ślady... Chociaż? To nie były jedyne. Hm.
- Widzicie to? - wskazała zaraz palcem na północną granicę małej "polanki", przy drzewach, tam gdzie ślady były w nietypowo większej liczbie. To ją oczywiście zastanowiło, ale nim tam podeszła - rozejrzała się dookoła, uważnie, patrząc nie tylko na poziom ziemi pod nogami, ale i wyżej. Zaczęła też znowu uważnie nasłuchiwać.
I tak jakby... ciszej tu było? Czy tylko się jej wydawało? Mogło się jej wydawać, w całej jej podejrzliwości przecież, a mimo to...
Wstrzymała nieznacznie oddech, nadal stojąc na brzegu strumyka, całkiem nieruchomo przez moment, nasłuchując i wbijając spojrzenie w linię drzew, przy której kręciły się zaginione roboty. Przyłożyła palec do ust tak, by tamci widzieli.
A potem wyciągnęła komórkę, by sprawdzić odczyty.
Jo i Asher mogą przecież też podejść zbadać tamto skupisko śladów; nie musiała wszystkiego robić pierwsza, zwłaszcza po tym, jak się obiła. Czuła to nadal; lewa kostka nadal trochę bolała, tak samo kolano. Szlag by to...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pią Mar 24, 2017 8:57 pm

Wzruszył tylko ramionami w odpowiedzi na to co powiedziała Sol. Nadal bowiem był w przekonaniu, że kompletnie pomylili miejsce w którym powinny się odbywać poszukiwania. I jak na razie nic nie zwiastowało aby ta przekonanie prędko się zmieniło…do czasu.  Do czasu aż natchnęli się na pierwsze jakiekolwiek ślady. A więc jednak coś znaleźli, cóż za paradoks.
Zatrzymał się przy śladach i przyjrzał się uważnie. No bez wątpienia należały do robota. A więc może faktycznie idą w dobrą stronę. Ciekawe czy to faktycznie mógłby się okazać być dobry trop czy raczej niekoniecznie. Zapewne sami się wkrótce przekonają. Jednak niewątpliwie należy wspomnieć też o tym, że zaznaczenie na mapie tego miejsca to dosyć rozsądny pomysł, o którym Asher nawet przez chwilę nie pomyślał. Wykorzystując chwilę czasu rozejrzał się dookoła, być może mogłyby być tu jeszcze jakieś ślady, które umknęły im na tą chwilę. I chyba się mylił, nic więcej tutaj raczej nie znajdą.

Więc ruszyli dalej. Zapowiadała się kolejna dawka dosyć nudnawego i spokojnego marszu. W tle nadal było słychać dobrze już znane „odgłosy lasu” czyli raczej wracają do punktu wyjścia. I tak szli i szli. Nic nie zwiastowało nagłego zwrotu akcji, który nastąpił. W pewnym momencie Sol zniknęła z oczu rudowłosego, tak jakby zapadła się nagle pod ziemie albo wpadła w dziurę. Asher momentalnie się zatrzymał aby nie zlecieć na dół. Cóż ta cała sytuacja, a właściwie to Sol – wzbudzała w nim lekkie rozbawienie. Chłopak lekko się zaśmiał i uśmiechnął, ale po chwili momentalnie zdał sobie sprawę z powagi sytuacji.
Przybrał więc bardziej poważny, odpowiedni wyraz twarzy do sytuacji. Następnie ostrożnie i powoli zszedł na dół, tak aby przypadkiem nie stracić równowagi i upaść na ziemie. Przy okazji słuchając nieco dziwnego słowa, które wypowiedziała Sol.  Nie potrafił nawet powtórzyć w myślach tego słowa ani określić w jakimś mogłoby być ono języku. A zresztą czy to było teraz ważne? Gdy Asher już zszedł na dół powoli podszedł do kobiety, uważając przy okazji aby nie przewrócić się po drodze.
- W porządku? – zapytał grzecznie, zdawał sobie jednak sprawę z tego że to raczej pytanie retoryczne. Z tego co widział Sol poradziła sobie całkiem nieźle z „upadkiem”, ale niemniej jednak sądził że powinien wykazać jakieś zainteresowanie w tej całej sprawie.
Wyciągnął też niczym dżentelmen rękę w kierunku kobiety, aby chociażby pomóc jej normalnie ustać na nogach. Niezależnie od tego czy Sol skorzystała z pomocy ( lub też nie ), Asher ponownie rozejrzał się po terenie bo wcześniej jakoś nie było na to czasu. I niewątpliwie w oczu rzucał się na pewno strumyk.
I znowu odezwała się Sol. Skinął głową w odpowiedzi na jej pytanie i zaczął iść. No i kto by się spodziewał, natrafili na kolejne ślady. Teraz wydawało się być jedno pewne – zmierzają w dobrym kierunku. Powoli się zbliżając zauważył coś jeszcze, tych śladów było więcej. To przerosło wszelkie jego oczekiwania.
- Widzę – odpowiedział krótko i zdecydowanie. I można było to to sprawdzić, właściwie to Asher zapewne zrobiłby to natychmiast gdyby nie jeden fakt, który udało mu się zauważyć. Wydawało mu się, że czegoś tu brakuje i jakby faktycznie tak było. Gdzie się podział ten śpiew ptaków i „odgłosy” natury? Zostały w tamtej części lasu, ale dlaczego? Interesujące, a może to tylko drobny szczegół na który nie powinni zwracać uwagi? Tak wiele pytań a tak mało odpowiedzi…
Wyglądało jednak na to, że Sol również to zauważyła. Więc może okaże się to być dosyć istotne? Tak czy siak Asher poczekał jeszcze chwilę, badając reakcję obu kobiet. Zastanawiał się bowiem czy któraś z nich ma zamiar jako pierwsza zbadać skupisko śladów. Cóż Sol bez wątpienia sprawiała wrażenie jakby miała na chwilę obecną dosyć wrażeń, z kolei co do Jo nie był pewien.
Skoro więc nikt raczej jakoś się do tego nie palił to Asher postanowił je zbadać jako pierwszy. Powoli podszedł do śladów, szukając po drodze jakiś „niespodzianek”, które mógłby mu sprezentować dosyć zdradliwy las. Gdy był już na miejscu przykucnął przy nich, aby móc się im przyjrzeć bliżej.
- Mhm, ciekawe – mruknął cicho pod nosem. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to zapewne fakt, że niektóre z tych śladów wyglądają na nieco starsze, w porównaniu do pozostałych. Bez wątpienia roboty musiały przechodzić tutaj parę razy. Przyglądał się jeszcze chwilę po czym wstał i znów się rozejrzał. Może uda mu się wypatrzeć więcej śladów albo coś innego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joan Nilsen

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 25/09/2013

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sob Mar 25, 2017 7:59 pm

Powoli zaczynała się przyzwyczajać do odgłosów lasu i lekko się rozluźniła, choć wciąż nasłuchiwała czegoś, co by nie pasowało. Kiedy natknęli się na pierwsze ślady robotów, włączyła gps w tablecie i porównała współrzędne do mapy, którą miała w głowie, a którą też przesłała na urządzenie. Chciała sprawdzić czy punkt zgadzał się trasami patroli Servo-Guards, oraz czy rzeka czy jakiś inny ciek wodny był zaznaczony na mapach. Po tym ruszyła dalej za pozostałą dwójką.
Starała się jednocześnie patrzeć na ekran tabletu z włączonym programem i przed siebie oraz trochę pod nogi. Gdy tak zmieniała kierunki patrzenia, Sol nagle zniknęła. W pierwszej chwili stanęła nie wiedząc, co się dzieje, a po chwili dopiero do niej dotarło, że odgłos którzy słyszy, to dźwięk zjeżdżającej na tyłku i przeklinającej po francusku Van Court. Podeszła do krawędzi stoku i spojrzała w dół, by zobaczyć, co się dzieje z drugą kobietą. Była żywa, a kiedy wstała, Joan odetchnęła. To nie tak, że się przejmuje zdrowiem Sol. Po prostu blondynka była teraz potrzebna.
Nilsen skrzywiła się lekko widząc, jak Asher rusza w dół. Schowała tablet do kieszeni, po czym sama ostrożnie zaczęła schodzić, starając się iść od drzewa do drzewa i łapać się wszystkiego, co nie pozwoli jej upaść. Może po drodze dostrzeże też nóż Sol. Chętnie go weźmie i odda kobiecie. Odetchnęła będąc już na dole i dopiero wtedy się rozejrzała. Red już zajął się poszkodowaną i zapytał o stan, więc Jo już się nie fatygowała. Zainteresowała się natomiast śladami.
Wyciągnęła tablet i zeskanowała miejsce, a w głowie znów sprawdziła mapy i to gdzie się znajdowali. Czy tutaj też rzeczywiście przebiegała trasa robotów patrolowych? Zaznaczyła punkt na mapie i skupiła się na śladach. Próbowała oddzielić za pomocą programów, to co nie pasowało do tego, co z pewnością zostawiły Servo-Guards. Tak naprawdę spodziewała się oznak bytności jakiś ludzi. Ślady mówiły trochę historię miejsca i w tym było coś dziwnego. Joan zaczęła szukać śladów, które mogły zostawić urządzenia zdolne do lotu. Jakieś przypalenia niewidoczne na pierwszy rzut oka, czy też odciski zostawione po silnym uderzeniu powietrza pod ciśnieniem. Zeskanowała też i obejrzała samej drzewa wokół miejsca upadku robota. Może jakieś gałęzie czy same konary nosiły ślady wciągnięcia na górę. Jeśli nic nie znajdzie, to zeskanuje większy obszar. Może jednak uda jej się znaleźć coś znaleźć? Może to były inne roboty, albo jednak jacyś ludzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pon Mar 27, 2017 8:33 pm

Na tę chwilę GPS - i inne urządzenia - zdawały się działać w porządku, nawet jeżeli zasięg w dalszym ciągu był kiepski. Momentami zanikał całkowicie, lecz pokręcenie aparatem prędzej czy później go przywracało. Jak na tę okolicę chyba i tak nie można się było spodziewać niczego dużo lepszego...
Joan jako pierwszej udało się przyuważyć nóż Soleil, spoczywający w runie leśnym pomiędzy rosnącymi niewinnie paprotkami. Na jego powierzchni akurat błyskał refleks światła, co ułatwiło poszukiwania. Co prawda broń trochę oblepiła się ziemią, ale poza tym wyszła z upadku bez szwanku, więc wystarczyło tylko ją przeczyścić.
Mógł się do tego przydać ten płytki - i, skoro już o tym mowa, nieobecny na dostępnych mapach - strumyk, w którym woda okazała się być dość czysta, choć trudno orzec czy nadawałaby się na przykład do picia. Jego podłoże tworzyły przede wszystkim kamienie; drobinki gleby najprawdopodobniej zostały spomiędzy nich wypłukane.
Podczas gdy Soleil sprawdzała odczyty - wciąż w normie jak na warunki otoczenia - Asher i Joan zajęli się śladami, choć na dwa różne sposoby. Mężczyzna przyglądał się im osobiście, zaś kobieta postawiła na technologiczne rozwiązanie... I w tym wypadku jej podejście przyniosło chyba trochę lepsze rezultaty. Oboje mogli zaobserwować, że mniej więcej na wysokości kolan przy śladach gałązki krzewów zdawały się być nadłamane, lecz ich uszkodzone końcówki już się zaleczały, czyli najwyraźniej oberwały chwilę temu, a nie w ostatnich dniach. To by się zgadzało.
Miejsce, w którym znajdowała się grupa, pokrywało się z jedną z tras robotów patrolujących; tak samo było zresztą w przypadku poprzedniej lokacji, w której członkowie wyprawy natknęli się na ich ślady. O pomyłce nie mogło chyba być mowy - to gdzieś tutaj doszło do zniknięcia Servo-guards... A przynajmniej do utraty z nimi kontaktu.
Tak ludzkie oczy, jak i sprzęt, nie wykrywały w pobliżu innych podejrzanych śladów. Wyglądało na to, że stąpały tędy jedynie roboty... Ale to oznaczałoby, że albo poprzednia ekspedycja nawet tutaj nie dotarła - albo pozostałości po niej zdążyły się zatrzeć. To nie pasowało do całego obrazka i mogło wzbudzać wątpliwości. Prawdę mówiąc na tej pseudo polanie nie dało się nawet dojrzeć tropów zwierząt; nie korzystały tutaj ze strumyka? Dziwne.
Skany wykazały za to coś ciekawego na drzewach przy trasie Servo-guards - i to wysoko, blisko ich czubków. Jakieś otarcia, wgłębienia, dość wąskie, ale za to całkiem długie, bo kilkucentymetrowe... Niektóre trochę krótsze od innych. Albo powstały od różnych narzędzi - wbijanych w korę - albo od nacięć, co mogło się wydawać bardziej prawdopodobne. Niewielka część gałęzi - szczególnie na samej górze, lecz nie tylko - nosiła subtelne ślady uszkodzeń. Tu coś było nadłamanego, tam naciętego... Człowiek miałby problemy z wyłapaniem takich szczegółów. Maszyna mogła więcej. Niestety tablet nie podpowiadał żadnych możliwych rozwiązań, nie podsuwał dopasowań do tych wgłębień.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Joan Nilsen

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 25/09/2013

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sro Mar 29, 2017 7:08 pm

W pewien sposób była z siebie dumna, kiedy znalazła nóż i oddała go ogarniającej się Sol. Jako ktoś, kto mało miał do czynienia z taką okolicą, cieszyła się, że nie zatraciła przez okoliczności swojej spostrzegawczości.
Obecność servo-guards była wyraźna. Joan obserwowała uważnie ekran, skanując teren uważnie. Połamane gałązki krzewów raczej wskazywały, że roboty nic sobie nie robiły z roślinności. Ich stan też mówił, że roboty dalej tędy przechodziły. Tak właśnie myślała Nilsen, bo nie widziała innego rozwiązania.
Kiedy skierowała urządzenie w górę, skan wyłapał nietypowe ślady. Program też nie dał żadnych wskazań, co to może być. Dziewczyna zapisała parę skanów i zrobiła zdjęcia z przybliżeniem, po czym spojrzała na dwójkę towarzyszy.
-Macie może pomysł, co mogło zostawić takie ślady? – spytała pokazując obrazy z tabletu. - Bo ja z jakiegoś powodu pomyślałam o latających małpach z krainy Oz – dodała pół żartem, pół serio, choć tak naprawdę miał być znak, że nie ma zielonego pojęcia jaka może być odpowiedź na jej własne pytanie. - Co dziwne w tym miejscu są tylko ślady robotów, jakby zwierzęta tu nie przychodziły – stwierdziła jeszcze, choć spojrzała trochę pytająco na resztę. Nie znała się na zachowaniach zwierząt.
W myślach stwierdziła, że jednak powinna bardziej interesować się realnym świata poza tym cybernetycznym.
Po chwili zastanowienia skierowała się w stronę granicy polany by wejść kawałek między drzewa, skanując obszar. Chciała zobaczyć, jak daleko zajdzie bez znalezienia żadnych oznak bytności zwierząt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Czw Mar 30, 2017 8:09 pm

Zerknęła na Ashera z mieszaniną złości i rozbawienia jednocześnie. Złości, na głupi spadek terenu. Rozbawienia, bo zdała sobie sprawę, że taki upadek po prostu musiał wyglądać zabawnie.
Tak, śmiech Northwoode'a też słyszała. Albo jej się wydawało.
- Tak, w porządku - skinęła głową w podzięce, nie mając zamiaru być bardziej wylewną na ten moment.
Ale nawet skorzystała z podanej jej dłoni, chociaż robiła to niezbyt chętnie. Ale w końcu kto lubił okazywać słabości?
Od Jo przyjęła swój nóż, tak samo i jej kiwając głową, unosząc nieznacznie kąciki ust w czymś w rodzaju półuśmiechu, by, gdy już się otrzepała, oczyściła wilgotną chustką broń i ręce, sprawdziła czy jest cała i sprawdziła odczyty - samej ruszyć w stronę śladów, za dwójką towarzyszy.
Tym razem uważniej i ostrożniej nawet jeszcze niż do tej pory stawiała stopy na podłożu.

Odczyty zdawały się w porządku, chociaż sygnał nie był najlepszy - ale w gruncie rzeczy, co się dziwić, gdy byli w szczerym... lesie. Nie, to nie było podejrzane, więc kobieta schowała zaraz urządzenie z powrotem do kieszeni, by z nożem w ręku ruszyć w stronę śladów i osobiście im się przyjrzeć.
Skoro Joan i Asher znaleźli ślady tak na i przy ziemi, jak i wyżej, obejrzała je sobie sama dokładniej, dokąd mogła sięgnąć. Sprawdziła też połamane gałęzie, by spróbować ocenić, jak dawno coś tędy przechodziło. W końcu technicznie z robotami stracono łączność już jakiś czas temu, a te nadłamania zdawały się znacznie świeższe.
Kucnęła nawet, by przyjrzeć się dokładnie śladom, potem wstała i zerknęła na tablet Joan, by zobaczyć zdjęcia. Czy te ślady były raczej regularne, o gładkich, mechanicznych niemal brzegach, precyzyjne, czy może nieco poszarpane i nieregularne? To mogło podpowiedzieć, z jakim rodzajem... przeciwnika mają do czynienia. Czy z mechanicznym, czy z żywą istotą. Również rozstaw śladów, odległość od siebie miała znaczenie - mogły być to przypadkowe nacięcia, ot, zrobione przy okazji i niecelowo, a mogły to być wbite w korę szpony, ułożone w pewnym... porządku względem siebie, w pewnym wzorze.

- Podsumujmy... - zaczęła cicho, rozglądając się uważnie. - Nie widać tu śladów zwierząt, mam też wrażenie, że nie słychać. A jest tu woda, naturalne źródło. Do tego ślady... - wskazała na złamane gałązki - ...są dosyć świeże. Zbyt świeże jak na moje oko... Do tego te na górze... - westchnęła, próbując wbić się spojrzeniem między drzewa. Mocniej zacisnęła dłoń na rękojeści noża, drugą opuściła, zginając i rozprostowując palce, gotowa do... czarów. W razie czego.
- Cokolwiek to jest, potrafi latać, albo, jeśli jest organiczne, jest na tyle zwinne, by skakać tak wysoko, więc... radzę spoglądać nie tylko na ziemię. Trzymamy się w miarę blisko, jeśli coś zauważymy albo coś nam się stanie, komunikujemy to, ale najlepiej trzymajmy się w zasięgu naszego własnego wzroku. Chyba nie mamy co tu się kręcić, możemy spróbować ostrożnie iść dalej... - spojrzała na Jo, która już ruszyła między drzewa.
- Jo? Potrafisz... wyczuć czy w okolicy są jakieś maszyny czy komputery? - zapytała jeszcze, nim sama ruszyła za dziewczyną, kilka kroków ledwie. Jeśli smartfon nie zapikał, komunikując nieprawidłowości, to jakie mieli wyjście? A ona sama wyczuwać mogła co najwyżej magię.
Toteż szła ostrożnie za Jo zagłębiając się te kilka kroków najpierw między drzewa(jak miło, że ktoś szedł przed nią), rozglądając się na wszystkie strony, włącznie z górą, i stąpając ostrożnie. Nie szła jednak całkiem po trasie i śladach Servo-guards, a dwa, może kroki z lewej strony, by móc wypatrywać tropów, ale nie być na bezpośredniej linii po której roboty widocznie się poruszały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pią Mar 31, 2017 11:27 am

Po wstępnym zakończeniu oglądania śladów i okolicy Asher był jednego pewien, przez to miejsce musiały przechodzić roboty. Jednak miał jedną wątpliwość w tym wszystkim. Zauważył uszkodzenia gałązek krzewów i to wydawało się być dziwne, gdyż wcześniej na nic takiego nie napotkali. Można by było założyć że to sprawka robotów patrolujących, ale czemu miałyby nagle niszczyć roślinność?  Rudowłosy podszedł bliżej do jednej z gałązek i przyjrzał się uważniej. Teraz był pewien jeszcze jednej rzeczy, te uszkodzenia są świeże.

Wtedy odezwała się Jo i pokazała obrazy z tabletu. To dopiero było dziwne zjawisko. No i właśnie co to mogło być. Lepszego pytania nie można było zadać, gorzej jednak z odpowiedzią. Raczej nie mogła być to sprawka zwierzęcia…. raczej. W pobliżu dodatkowo nie było żadnych śladów zwierząt co tylko utwierdzało chłopaka w swoim przekonaniu.
Kolejna odezwała się Sol i podsumowała wszystko co znaleźli, widzieli. I to wszystko co mówiła, miała w tym wszystkim dużo racji. W sumie to wszystkie ważniejsze kwestie zostały już powiedziane. Nie było więc problemu w tym aby mogli powoli ruszać dalej. I tak się faktycznie stało. Asher ruszył powoli za Sol rozglądając się przy tym po okolicy i co jakiś czas zerkając do góry. Patrzył też pod nogi, aby przypadkiem nie spotkała go jakaś niespodzianka ze strony lasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Nie Kwi 02, 2017 5:24 pm

Nadłamania gałązek zdecydowanie były świeższe, niż być powinny - gdyby powstały podczas porwania. Te zdawały się mieć kilka dni, może tydzień, niewiele więcej... Więc albo roboty w dalszym ciągu uczęszczały tą samą trasą - albo szkody wyrządziło coś innego. Wszystkie ślady w podłożu zdawały się wskazywać na Servo-guards, ale kto wie cóż takiego się tutaj działo.
Cięcia na drzewach z kolei - o wiele lepiej widoczne na ekranie urządzenia niż gołym okiem - zdawały się mieć dość gładkie krawędzie. Czym by nie zostały zrobione, narzędzie to musiało być wystarczająco ostre, aby bez problemu wbijać się w drewno, bez szarpania i pogłębiania śladów. Odległości od siebie nacięć, ich rozstawienie - te i podobne cechy zdawały się już być przypadkowe. Chociaż... Większość znaków wypadała po przeciwnych stronach pnia danego drzewa.
W okolicy nie dało się wyczuć żadnej magii, tyle było pewne; w najbliższym otoczeniu nie przewijały się też żadne sieci, jeżeli pominąć te, o których występowaniu drużyna i tak już wiedziała lub przynajmniej się go domyślała - jak na przykład komórkowe. Być może dalej sytuacja ulegnie zmianie... W przypadku jednego, drugiego lub obu.
Wycieczka pomiędzy drzewa zaprowadziła drużynę kilkanaście metrów od polany - i dopiero w tym momencie na skanach zaczęły się pojawiać tropy zwierząt, a dokładniej saren, najprawdopodobniej dwóch sztuk. Z jednej strony mogło się to wydawać uspokajające, tyle że... Skoro zwierzyna rzeczywiście zapuszczała się w tę okolicę, to dlaczego nie korzystała z dobrodziejstw strumienia? I czemu przychodziło tu tak niewiele stworzeń? Oczywiście wśród roślinności mogło się kryć więcej śladów...
... I nie tylko śladów, jak przekonał się Asher w momencie, gdy akurat badał wzrokiem korony drzew. Jego stopa natrafiła wówczas na coś twardego i podstępnie kryjącego się wśród paprotek; w pierwszej chwili chłopak mógł odnieść wrażenie, że był to po prostu spory kamień - który przypadkowo od siebie odtrącił i posłał przed siebie, gdzie obiekt ten trafił w piętę Soleil i w ten sposób się zatrzymał, częściowo zakryty liśćmi.
Prędko okazało się, że nie było to wcale nic naturalnego, tylko pistolet LUR Panzer - zachowany w dobrym stanie, ale z pustym magazynkiem. Servo-guards raczej takich nie używały, więc... Jak się tutaj znalazł? Do kogo należał? No i przede wszystkim: co stało się z ostatnim właścicielem broni?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pon Kwi 03, 2017 3:02 pm

Idąc dalej wśród drzew jakoś niewiele rzeczy początkowo wpadało mu w oko. Rozglądał się starając skupić swoją całą uwagę, jednak niewiele z tego wynikło. Do czasu aż swój wzrok skierował w górę, w stronę koron drzew. Poczuł wtedy pod stopą coś jakby kamień, który na pewno wyróżniałby się na tle innych swoją wielkością. I faktycznie z początku zdecydował, że to coś na ziemi to tylko kamień. Po co miałby poświęcać swoją uwagę jakiemuś kamieniowi? Było przecież tyle ważniejszych rzeczy. Dosyć przypadkowo i pewnie z przyzwyczajenia odrzucił „kamień” przed siebie. Dopiero wtedy swój wzrok opuścił w dół.

I zauważył coś dziwnego. Rzecz, którą przed chwilą nieświadomie kopnął. Teraz gdy to coś było częściowo odkryte łatwiej można było stwierdzić, że to na pewno nie kamień. Chłopak zatrzymał się przed pistoletem. I chcąc się szybko upewnić czy przypadkiem nie traci czasu na byle co, lekko przykucnął i odkrył liście z przedmiotu.
- Czekajcie. Chyba coś znalazłem – powiedział od razu i aż uniósł brew w górę ze zdziwienia. A więc bez wątpienia był to pistolet. I na pewno musi mieć coś wspólnego z tymi zaginięciami, albo po prostu jakiś wesoły wędrowiec go zgubił. Albo jedno albo drugie, nie było innych możliwych opcji. Skupił się i przyjrzał uważniej swojemu znalezisku. Nic nie przychodziło mu do głowy. Pistolet jak pistolet i Asher raczej nic więcej nie mógł powiedzieć na jego temat. Ale za to była tu osoba, która raczej bez wątpienia to potrafiła.
- Pistolet jak pistolet. Ale jestem przekonany, że Wy potraficie więcej powiedzieć na jego temat niż Ja. Prawda? – spytał z nutką ciekawości w głosie i zerknął na Sol i na Joan. Z pewnością będą mogły coś powiedzieć. Sol przecież znała się na broni z tego co mówiła, natomiast Jo miała swoją moc związaną z technologią i to właśnie sprawiało, że na pewno więcej mogłaby wywnioskować niż Asher.  Chłopak tak jak wcześniej wspominał nie znał się na broni palnej i mógł powiedzieć tyle co nic.
Poczekał na odpowiedź ze strony obu kobiet. I czekając wpadł na całkiem niezły pomysł. Wstał na nogi i przeszedł parę kroków w stronę drogi, którą parę chwil temu szli. Skoro wcześniej nagle na ziemi pojawił się pistolet to może coś znajdzie i tym razem? Miał zamiar właśnie teraz tego poszukać. Odczepił maczetę od paska i zaczął nią przeczesywać zapewne dosyć różnorodną roślinność, znajdującą się na ziemi. Skupiał nad tym całą swoją uwagę chcąc nie pominąć jakiegoś być może ważnego śladu lub przedmiotu. Gdyby jednak po kilku krokach nic nie znalazł to zwyczajnie się wróci, nie chciał oddalać się za daleko. Maczetę wciąż trzymał w ręce, a tak na wszelki wypadek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   

Powrót do góry Go down
 
Lasy Latverii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Las
» Lasy Cairngorms
» Lasy Cheshire

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Latveria-
Skocz do: