Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lasy Latverii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Lasy Latverii   Wto Cze 21, 2016 9:01 pm

First topic message reminder :

Głównie mieszane lasy, w których żyje sobie co nieco zwierzyny - słowem, nic szczególnego. Ich największe skupisko występuje w centrum kraju, na południe od Doomstadtu, a na północ od Doombergu. Inne miasto, Doomwood, leży z kolei w samym środku lasu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sro Kwi 05, 2017 4:37 pm

Czekając, aż Jo odpowie, czy jest w stanie namierzyć roboty, Sol ostrożnie, krok za krokiem szła, rozglądając się dookoła. Niemal dosłownie - rzut oka w prawo, w lewo, w górę, pod nogi, powtórzyć. Nawet przez ramię się z raz obejrzała, chociaż nie, nie kręciła głową cały czas we wszystkie strony... Po prostu była czujna.
Przy okazji uznała w duchu, że w takich sytuacjach naprawdę przydałoby się jakieś trzecie, a może i czwarte oko.
Właściwie, jakby tak odpowiednio spreparować czyjeś oczy... Użyć magii... Na pewno dałoby się jakoś zrobić takie podręczne, latające gałki oczne, połączone mistyczną energią z nią samą i przekazujące obraz bezpośrednio do jej głowy.
Wyglądałoby to zapewne dziwnie, niepokojąco i przerażająco dla postronnych, ale pomysł był przedni, bo o ileż ułatwiałby rozglądanie się i czujność! Gdyby już przyzwyczaiła się do odbierania takiej ilości bodźców wzrokowych, rzecz jasna.
Na pewno w jednej z babcinych ksiąg dałoby się znaleźć gdzieś odpowiedni przepis... Tak. Niektóre babcie dzieliły się z wnuczkami przepisem na szarlotkę i sernik, zaś inne magicznymi inkantacjami i alchemicznymi przepisami.

Jednocześnie Sol, mimo tych radosnych rozmyślań, zwracała uwagę na to, że część śladów jest świeża - to ją niepokoiło. Dodać do tego dziwną ciszę i pustkę na polanie, oraz ślady na drzewach, które kojarzyły się jej z czymś zdecydowanie dużym. Czymś, co mogłoby może objąć pień drzewa, by zostawić ślady po obu jego stronach? Może było to i głupie, ale nie mogła pozbyć się tego obrazu z głowy.
Przynajmniej póki coś nie trafiło jej w kostkę.

Obróciła się gwałtownie i odruchowo, sięgając dłonią do kabury... Gdy okazało się, że to tylko Asher kopnął coś w jej stronę. Zmierzyła go niezbyt przychylnym spojrzeniem, które jednak złagodniało, gdy dostrzegła że to raczej nie kamień - i że młody kuca, by to zbadać.
Sama pochyliła się, by spojrzeć, a potem wyciągnęła rękawiczki z plecaka. Cienkie, umożliwiające wygodnie poruszanie palcami, bardziej miał chronić przed zadrapaniami czy bezpośrednim kontaktem z nieznanymi substancjami. W tym wypadku - nie chciała zostawiać swoich śladów, a nuż zatrze to czyjeś, albo... No, wolała być ostrożna.

- Magazynek jest pusty - oznajmiła, gdy wzięła broń w rękę, prostując się i kontrolnie rozglądając, nim wróciła spojrzeniem do pistoletu, sprawdzając jego stan i próbując wywnioskować po jego stanie, oraz po stanie poszycia, jak długo mógł tu leżeć.
- Ale broń w dobrym stanie. To LUR Panzer, produkcja hiszpańska, wzorowany na starszych niemieckich pistoletach... Servo-guards raczej ich nie używają, ale na pewno używa ich nasz szef - stwierdziła. - Ba, to chyba jeden z jego ulubionych, zresztą mogliśmy sobie nawet taki wziąć, gdy nam sprzęt pokazywał... - zmarszczyła brwi w zamyśleniu, oglądając broń ze wszystkich stron.
Zasadniczo, mógł należeć do ludzi Dooma. Wysłanych przez niego, na przykład do poprzedniej drużyny. Dlatego pomysł Ashera, by przyjrzeć się ziemi w miejscu gdzie stoją i najbliższej okolicy wydał się trafny i sama kontrolnie się rozejrzała, odgarniając nogą ściółkę tu i tam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joan Nilsen

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 25/09/2013

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pią Kwi 07, 2017 9:40 am

Znalazła w końcu ślady zwierząt. Właściwie nie wiedziała, czemu się tym zainteresowała. Teraz wydawało się to stratą czasu, zwłaszcza że reszta poszła za nią, choć zamierzała sama wrócić na polanę. Pytanie Sol było całkiem dobre. Joan wcześniej zastanawiała się nad tym, czy nie mieć "włączonych zmysłów" przez cały czas, ale stwierdziła, że to bardzo szybko pozbawiłoby ją energii.
- Daj mi chwilę - mruknęła pod nosem, zatrzymując się. Kiedy miała już rozciągnąć swoją moc tak, by wykrywać urządzenia na obszarze dookoła nich usłyszała, że pozostała dwójka robi coś dziwnego i jej skupienie uleciało. Przez chwilę przyglądała się broni i rzeczywiście sama pamiętała podobny model, który leżał na stołach u Dooma.
W miejsce znalezienia pistoletu skierowała skaner tabletu. Może ten coś znajdzie. Jeśli tak, to Jo podała urządzenie Sol. Sama mutantka chciała coś jeszcze zrobić.
Potrząsnęła głową, zostawiając towarzyszy ich badaniom, a sama znów skupiła się na tym, co chciała zrobić wcześniej. Sięgnęła do swoich mocy i mentalnie uruchomiła skaner. Jeśli w zasięgu znajdowały się jakiekolwiek urządzenia, była w stanie je wyczuć. Problem jednak polegał na tym, że nigdy dokładnie nie zbadała swoich możliwości zasięgowych jeśli chodzi o wyczuwanie maszyn. Zignorowała oczywiście komórki, tablet i inne, które drużyna miała przy sobie. Może ktoś jeszcze tu był, albo na samej polanie było jakieś urządzenie, albo przy strumieniu. By zwiększyć obszar poszukiwań, Nilsen zaczęła iść dość chaotycznie, ale na razie nie chciała się za bardzo oddalać od polany czy od towarzyszy.
Planowała też sprawdzić, jak idą ślady na drzewach, bo jeśli układały się w ścieżkę na kolejnych roślinach, to może podążając tym tropem, coś wyczuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Nie Kwi 09, 2017 6:42 pm

Roślinność w pobliżu miejsca, gdzie leżał pistolet, nie wyglądała na przygniecioną czy w inny sposób uszkodzoną - nie licząc oczywiście przypłaszczenia tam, gdzie stanął już ktoś z grupy. Do broni przylepiło się trochę gleby, ale część z niej - po jednej stronie - zdążyła jakby przyschnąć, podczas gdy reszta przypominała konsystencją po prostu tę w okolicy: nie błoto, ale standardowo wilgotną ziemię... Nie było tego zresztą dużo. Wyglądało więc na to, że pistolet raczej leżał tutaj już od dłuższego czasu, choć ciężko byłoby ustalić coś dokładniejszego... Może tylko tyle, że po drodze mógł padać deszcz? Ale nawet to nie było do końca pewne. Z drugiej strony sama broń nie wykazywała żadnych śladów zniszczenia, choć zwykłe użytkowania już tak. Gdyby uzupełnić naboje, można by pewnie z niego korzystać.
Rozszerzenie obszaru poszukiwań od punktu znalezienia pistoletu okazało się dobrym pomysłem - a jeszcze lepszym odgarnianie traw i krzaczków, aby obejrzeć teren pod nimi. Przez pierwszych kilka czy kilkanaście sekund nie przynosiło to żadnego efektu, lecz wreszcie Asher natknął się na kolejny obiekt, który nie pasował do obrazka spokojnego i cichego lasu, a mianowicie na rozpłaszczony nabój - który prawdę mówiąc przypominał praktycznie rozwinięty kwiat. Nie było na nim widać śladów krwi, ale jeżeli od chwili jego wystrzelenia w okolicy padał deszcz, to mogły się z niego po prostu zmyć; z drugiej strony istniała też opcja, iż nabój odbił się od obiektu, w który został skierowany i w ten sposób wylądował w podłożu, wbity niezbyt głęboko dzięki skałce, na której się zatrzymał. Jedno z dwojga.
Dalsze przeczesywanie poziomu gruntu pozwoliło namierzyć jeszcze dwa pociski. Oba znajdowały się trochę głębiej od tego pierwszego, w związku z czym wymagały połączenia działań całej grupy: odgarniania roślin i skanowania podłoża. Wszystkie były w podobnym stanie - zero krwi, za to rozczapierzone. Kto wie, w okolicy mogło znajdować się ich więcej, ale chyba doszukiwanie się każdego z nich mijałoby się trochę z celem; i tak dało się już z tego wyciągnąć pewne wnioski.
Na pobliskich drzewach nie występowały co prawda kolejne nacięcia, jednakże przyglądanie się im pozwoliło znaleźć jeszcze jeden nabój, tym razem tkwiący w korze... A także kilka wgłębień, jak gdyby ktoś wbijał w pnie coś podłużnego, ale cienkiego, o średnicy mniejszej od centymetra. Te dziury były chyba puste.
Joan natomiast - przemieszczając się, czyli zmieniając badany przez siebie obszar - dotarła w końcu do miejsca, w którym na granicach swojego poznania wyczuwała jakieś urządzenie... Bardzo słabo i nie z konkretnego punktu, więc być może coś było z nim nie tak. Uszkodzone, wyłączone, jeszcze coś innego? Tak, prawdopodobnie coś w tym stylu. Sygnał docierał gdzieś z północnego zachodu, więc pewnie tam należało szukać, tyle że oznaczałoby to oddalenie się jeszcze bardziej od reszty drużyny.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sro Kwi 12, 2017 8:15 pm

- Jasne - odparła Joan i wzięła od niej tablet, jeśli ta jej go dała, uprzednio chowając znaleziony pistolet do plecaka. To ślad, a poza tym całkiem sprawna broń, której szkoda zostawiać w lesie, skazaną na zapomnienie. Było coś smutnego i nostalgicznego w umierającym na odludziu sprzęcie, więc Sol postanowiła uratować chociaż jeden.
Ale gdyby ktoś pytał, to nie miała przecież żadnych sentymentów, co to, to nie.
Potem, z tabletem w ręku rozglądała się dalej, sprawdzając jednym okiem odczyty.

Asher pierwszy znalazł kolejny trop, ale współpraca pozwoliła po chwili na zwiększenie tej liczby i wkrótce Sol obracała w palcach jeden ze znalezionych naboi, oglądając go uważnie, próbując sprawdzić może jego kaliber, rodzaj? Pasował do znalezionego Panzera, czy może jeszcze do innej broni, z czego zrobiony?
Patrzyła też na drzewo, na którym były nacięcia, zadzierając głowę.
I te wgłębienia. Wszystkie były idealnie gładkie, zrobione dosyć precyzyjnymi narzędziami. Kobieta wyciągnęła nawet dłoń, by palcami dotknąć, jeśli sięgała, do jednego z takich wgłębień, by zbadać, czy na pewno puste. I kolejny nabój... Czy ten wbił się w drewno i był cały, czy też rozpłaszczony?
Tak czy inaczej pewne wnioski nasuwały się same.
Idąc za śladami znaleźli się kawałek od polany, ale skoro nie widzieli nic tam ani własnymi oczami, ani tymi elektronicznymi, to i tak powinni szukać dalej. Niemniej Sol przystanęła na moment.

- Wydaje mi się, że mamy do czynienia z czymś nieorganicznym, twardym... Maszyna? - zaczęła niezbyt głośno, jeszcze chwilę w zamyśleniu obracając jeden z pocisków w długich palcach i przygryzając dolną wargę, gdy próbowała jakoś połączyć to, co do tej pory wiedzieli i znaleźli.
- Te ślady na drzewach są... zbyt idealne, gładkie i precyzyjne, by zrobiło je zwierzę. Zdają się jednak nieco chaotyczne... Pociski też mogą być pewną wskazówką... - chociaż nie całkiem, bo jeśli były ołowiane lub z ołowianymi, grzybkującymi elementami, to ich rozpłaszczenie nie było niczym dziwnym. Jeśli były twardsze, bardziej penetrujące, to tu już można było się zastanawiać, w co musiały trafić, że zrobiły się z nich śliczne kwiatki.

Po tym jak już podzieliła się swoimi przemyśleniami zamilkła, chcąc sprawdzić czy ślady na drzewach, jakiekolwiek, powtarzają się też dalej... No i czekała czy Asher znajdzie coś jeszcze, albo czy Joan coś wyczuje.
Sama rozglądała się po prostu czujnie dookoła, pod nogi, przez ramię raz czy drugi - i w górę. Jakoś nie miała dobrych przeczuć i skojarzeń i wolała w razie czego niczego nie przegapić.
Nadal też męczyła ją sprawa ciszy na polanie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pią Kwi 14, 2017 11:02 am

Po chwili szukania znalazł pierwszy ślad. Dopiero gdy przyjrzał się uważniej dostrzegł, że to nabój. No w sumie to dosyć rozpłaszczony nabój, który na pierwszy rzut oka przypomina coś w rodzaju kwiatka. Asher schylił się i podniósł go z ziemi by następnie obejrzeć swoje znalezisko. Pierwsze skojarzenia nasuwały się same, nabój musiał zostać wystrzelony z tego pistoletu co wcześniej znaleźli. Pocisk mógłby też zostać wystrzelony z czegoś innego, ale to zupełnie nie trzymałoby się całości dlatego chłopak od razu tą opcję odrzucił. Był wręcz przekonany, że na ziemi nic już ciekawego nie znajdzie.
I wtedy odezwała się Sol, przerywając dalsze rozmyślenia Ashera. Słuchał z widocznym ciekawieniem tego co mówiła.  Gdy wspomniała o nacięciach dopiero wówczas dostrzegł je na jednym z pobliskich drzew. Podszedł do niego i przyjrzał się bliżej. Wkrótce Van Court skończyła mówić i wtedy chłopak odwrócił się w jej stronę i podszedł trochę bliżej.
- Ja znalazłem tylko taki śmieszny nabój – mówiąc to pokazał jej swoje znalezisko – I w sumie nic poza tym. Ale zakładam, że ten kwiatuszek został wystrzelony z pistoletu, który widzieliśmy wcześniej. A skoro magazynek tam był pusty to zakładam, że gdybyśmy mieli sporo czasu i odrobinę szczęścia to może jeszcze znaleźliśmy by parę. Ale szukanie całej gromady podobnych kwiatków to bez sensu – powiedział, starając się przy tym wytłumaczyć jak dokładniej przemyślenia do których doszedł.
No i właściwie to tyle. Odczekał jeszcze chwilę i schował w końcu swój kwiatek do kieszeni spodni. Może się jeszcze przyda? Raczej nie, ale kto wie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joan Nilsen

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 25/09/2013

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pią Kwi 14, 2017 3:20 pm

Jej zmysły wyczuły coś dziwnego. Sama obecność urządzenia, które jest prawdopodobnie uszkodzone, w lesie było ciekawym zjawiskiem, nie pasującym do naturalnego obrazka. Dodatkowo gdy się skupiła po tym na śladach na drzewach zauważyła kolejny pocisk, a przy nim coś dziwnego.
- Tutaj jest kolejny - powiedziała do reszty, by skupić ich uwagę. - Dodatkowo przy nim są ślady jakby ktoś coś wbijał w drzewo. .
Starała się zajrzeć do środka, ale nie spodziewała się czegoś ciekawego. Zrobiła to też bardzo ostrożnie, bo w głowie pojawiła się myśl, że może coś stamtąd wyskoczyć.
Potrząsnęła głową, by się skupić. Dla samej siebie właściwie spojrzała mniej więcej z której strony została wystrzelona kula, ale spodziewała się, że wyobrażony tor lotu będzie prowadził w miejsce, gdzie Asher znalazł pistolet. Jeśli też nic nie wyskoczyło/wystrzeliło z wgłębień, Joan chwyciła jakiś cienki patyczek, by nim pogrzebać w dziwnych śladach. Może poczuje tam coś, co wcale nie było drewnem.
- Na północny zachód od nas wyczuwam jakieś urządzenie. - Stwierdziła, że jednak warto poinformować innych o tym. Ta sprawa Powoli stawała się na tyle interesująca, że zaczynała nieco odpływać we własne rozmyślania i spostrzeżenia. W duchu zbeształa samą siebie, że przecież nie jest tutaj sama. - Nie jestem w stanie określić co to, ale chyba jest coś z nim nie tak. Jakby uszkodzone... - ostatnie słowa wypowiedziała jakby w zamyśleniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sob Kwi 15, 2017 4:56 pm

Wszystkie znalezione naboje były tego samego rodzaju - i kalibrem pasowały do broni, na którą grupa się natknęła. Chyba potwierdzało to teorię, że jakiś czas temu zostały tutaj z niej wystrzelone, a następnie z jakiegoś powodu sam pistolet również porzucono. Nawet ten wbity w drzewo nabój także był rozpłaszczony, a więc spotkało go coś podobnego do pozostałych... Tylko poleciał pod innym kątem, bo nie w dół, a raczej na bok. Poza tym wszystkie zrobiono najwyraźniej ze stopu ołowiu - i najprawdopodobniej nie miały przebijać się przez grube pancerze.
Badane przez Soleil i Joan wgłębienia w drzewach znajdowały się na różnych wysokościach, lecz w większości skupiały się około półtora metra nad ziemią. Niektóre utworzono trochę wyżej, inne niżej, ale w takich wypadkach zmieniał się też trochę kąt wbijania narzędzia... Zaś te "średnie" szły mniej więcej poziomo. Wszystkie były głębokie, wsuwane do środka palce nie sięgały ich krańca i dopiero patyk napotkał wreszcie na jakiś opór... A więc jakieś kilkanaście centymetrów ubytku w drewnie, puste na końcu. Nie wypełniało ich za to nic podejrzanego - bo chyba tylko zupełnie naturalna żywica - i sprawiały wrażenie raczej niegroźnych.
Zarówno pociski, jak i dziury w drzewach znajdowały się na obszarze o promieniu mniejszym od dziesięciu metrów. Dalej w oczy nie rzucało się już nic szczególnego, choć oczywiście zawsze istniała opcja, że inne ślady ukrywały się pomiędzy roślinami czy w glebie. Być może szukanie ich coś by dało, a może zmarnowałoby tylko czas grupy... Zaś - zgodnie ze spostrzeżeniami Joan - kolejny pewny trop czekał na północny zachód od obecnego położenia drużyny. Grupa mogłaby się rzecz jasna rozdzielić, aby ktoś kontynuował poszukiwania tutaj, a ktoś inny skoczył po urządzenie, ale czy aby na pewno był to dobry pomysł? W lesie widoczność nie należała do najlepszych, więc zapewne straciliby się wzajemnie z oczu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Wto Kwi 18, 2017 5:16 pm

- Dobrze zakładasz - zgodziła się z Asherem, zerkając na niego z lekkim uśmiechem. - Naboje pasują... - co by oznaczało, że... strzelał tylko właściciel broni. Roboty Dooma nie miewały takiego sprzętu, więc... kto to był?
Zaczęła się też zastanawiać, czy te dziury w drewnie nie są śladami po jakimś typie... energii? Sprawdziła jeszcze, czy wokół śladów w drewnie nie widzi przypaleń, jak od wysokiej temperatury, bo to miałoby jakiś sens...
Może. A może nie. W tym momencie nic nie mogło zostać uznane za pewne.

- Prócz tego, ze zdecydowanie miała tu miejsce walka czy też - wymiana ognia, że uczestniczył w niej ktoś prócz Servo-guards i że było tu być może coś... sporego... Nadal nie mamy pewnych wniosków - westchnęła, pocierając palcami wskazującym i kciukiem nasadę nosa w zamyśleniu. - Ciągle zastanawia mnie też ta polana... Żadnych śladów poza tymi na jej skraju, żadnych zmian w odczytach, a zwierząt brak. Albo wyczuwają tam coś, czego nie wyłapaliśmy, albo to co się tu działo wyjątkowo je przepłoszyło... - wzruszyła jednym ramieniem, ale obejrzała się za siebie, przez moment wpatrując się w stronę polany właśnie. Z przygryzioną dolną wargą, zastanawiała się nad czymś widocznie, na jej bladej twarz odmalowało się skupienie i wewnętrzna walka z własnymi myślami...
Póki Joan nie przyznała, że coś wyczuwa. Wtedy Soleil wróciła spojrzeniem do swoich towarzyszy, spoglądając na nich bystro, czujnie; przechyliła głowę na jedną stronę, na podobieństwo ciekawskiej dziewczynki.

- W takim razie... nie wiem, czy jest sens zawracać na polankę albo szukać więcej śladów tutaj, a rozdzielać się nie radzę. Idziemy? Porozglądamy się po drodze, tutaj chyba już wszystko mamy... - zaproponowała, wskazując gestem dłoni na obszar dookoła siebie.
Bo tak, mogliby spędzić tutaj kolejne pół godziny, przegrzebując się przez paprocie i krzewy jagód, ale... po co?
- Jeśli nie macie innych propozycji to chodźmy, tylko ostrożnie. Nie schodzimy sobie z oczu - dodała jeszcze i przypomniała ten ważny, podstawowy fakt, a jeśli faktycznie nie oponowaliby, zmierzała ruszyć... pierwsza, a jakie inne miała wyjście, chociaż starała się trzymać blisko Nilsen, skoro to ona wyczuwała urządzenie.
Oddała jej zresztą tablet i wyciągnęła na krótko swój telefon, sprawdzając odczyty...a potem szła, ostrożnie i uważnie, wypatrując i nasłuchując by wyłapać wszelkie odchyły od leśnej normy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pią Kwi 21, 2017 1:47 pm

Wysłuchał tego co miała do powiedzenia Sol i uśmiechnął się przy tym delikatnie. Bez wątpienia to co mówiła było interesujące oraz pokazywało jak niewielu rzeczy mogli być obecnie pewni. Asher wrócił też spojrzeniem na polanę próbując ponownie wyobrazić sobie atmosferę jaką na niej zastali. Ta cisza i brak śladów zwierząt były niepokojące, każdy z nich raczej zdawał sobie z tego sprawę. Co by tu teraz zrobić…
Z pomocą na to pytanie przyszła Joan, która jak sama powiedziała wyczuła jakieś urządzenie. I to raczej mogłoby się okazać dobrym posunięciem. Znalezienie urządzenia raczej nie będzie trudne, bo przecież Jo wskaże kierunek.

- Pewnie, że idziemy – odpowiedział od razu na pytanie Sol, uśmiechając się przy tym szeroko. O tak, bardzo chciał tam iść jak najszybciej. Z jednej strony chociażby z czystej ciekawości, a z drugiej bo przecież raczej nic nie trzymało ich przy tym miejscu. Chociaż na upartego pewnie znaleźliby kolejne naboje i inne śmieci, ale przecież nie byli tutaj od ich zbierania. Zerknął jeszcze raz zanim ruszył do tyłu, w stronę polany. Był wręcz przekonany, że raczej nic ciekawego tam teraz nie dojrzy, zrobił to po prostu dla czystej zasady.
Widząc, że Sol znowu zamierza iść przodem ( chyba zapomniała już swój upadek ) postanowił również puścić Jo przodem. Szedł za nimi, co się stało już lekką tradycją na tej wyprawie. Dopiero po postawieniu paru kroków przypomniał sobie, że wciąż w prawej ręce trzymał maczetę. I nie postanowił jej schować póki co. Zacisnął tylko mocniej dłoń na niej przez chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Wto Kwi 25, 2017 12:45 pm

Pomysł Soleil zdawał się mieć sens; wgłębienia w drzewach wykonano w końcu bardzo precyzyjnie, a atak energetyczny czy laser z pewnością potrafiłby osiągnąć taki efekt... Wokół dziur brakowało przypaleń, ale być może znajdowały się one w środku - to już trudno było stwierdzić bez dokładnego zbadania wnętrza.
Grupka ruszyła dalej, stosując się do wskazań Joan - choć kobieta wyznaczała trasę głównie własnymi ruchami, a rzadziej krótkimi słowami, aby skorygować obrany kierunek. Wędrówka nie była może bardzo długa, ale drużyna i tak przebyła między drzewami przynajmniej kilkadziesiąt, a może i sto lub trochę więcej metrów... W dodatku poszukiwania wymusiły oddalenie się od ścieżki robotów.
-To tutaj- oznajmiła w pewnym momencie Joan, przyspieszając kroku i na moment wychodząc na prowadzenie. Grupa zbliżyła się do kolejnej skarpy, ciągnącej się prostopadle do trasy ich spaceru - czyli przed nimi. Krawędzie miała nieregularne, a w najwyższym punkcie sięgała może trzech metrów w górę; częściej jednak kończyła się trochę niżej. Jej podstawa wznosiła się łagodnie, lecz ostatni odcinek piął się już praktycznie pionowo - i nawet nie porastała go trawa. Być może kiedyś z tego miejsca coś wydobywano, a może po prostu natura tak dziwnie je ukształtowała... Trudno orzec.
Na szczęście Joan nie próbowała wspinać się na samą skarpę, tylko zatrzymała się jakieś dwa metry od niej i przyklęknęła na jedno kolano. Wsunęła rękę między niewielkie krzaczki z jagodami i wyciągnęła przybrudzone urządzenie, które jednak niewątpliwie było telefonem komórkowym - zresztą takim z wyższej półki, ze sporym, dotykowym ekranem... I pęknięciem z przodu. Czyli wszystko wskazywało na to, że sprzęt nie zniósł najlepiej upadku, a do tego mogła go dobić wilgoć. Kto wie jak długo tutaj leżał?
-Zobaczę czy mogę coś zrobić- obiecała Joan, skupiając się na komórce, która najwyraźniej nie chciała tak po prostu się włączyć. Uszkodzenia, najpewniej rozładowana bateria... To wszystko pewnie robiło swoje. Kobieta spróbowała też otworzyć telefon, aby zajrzeć do środka - i chyba nie potrzebowała z tym pomocy.
Soleil i Asher znów mieli więc chwilę "wolnego", a przynajmniej tak mogło im się wydawać przez kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund... Nim ze strony skarpy dobiegać ich zaczęły jakieś odgłosy, początkowo ciche, wyraźnie generowane z daleka - lecz zbliżające się. Na szczęście wiatr kołyszący koronami drzew był słaby, przez co jego szum praktycznie nie zakłócał odbierania innych dźwięków, a i ptactwo śpiewało w sporej odległości od obecnego położenia drużyny... Więc nowe odgłosy stosunkowo łatwo było wyłapać. Rozlegały się szybko, jeden po drugim, ale trochę nieregularnie - mogły przypominać grupie dźwięki, które wydawały ich własne buty w kontakcie z tutejszą gęstą roślinnością. Biegnące zwierzę, może jakaś sarna - czy coś innego?

***

Przez kilka kolejek poprowadzę Joan tak, by wiele nie robiła, żebym nie musiał wtrącać się w jej postać - bo może jeszcze wróci. Jeżeli do tego nie dojdzie, to zostanie już po prostu NPC. Jeśli ktoś ma z nią jakiś kontakt, to proszę o dźgnięcie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Czw Kwi 27, 2017 10:49 pm

Sol pamiętała swój upadek, ale skoro już sama narzuciła na siebie rolę niejako... przywódcy? Ich małej grupki, to czuła się trochę zobowiązana. Chociaż, jeśli Joan zechciała, to miała zamiar oddać jej tę zaszczytną funkcję - to w końcu Nilsen wyczuwała tutaj maszyny, nie ona.
- To idziemy... - mruknęła, skoro Asher tak ochoczo na to przystał, widać ze rwał się do przodu. Cóż, może to i dobrze? Gdyby nie tamci, pewnie jeszcze z dziesięć minut zastanawiałaby się, oglądała to miejsce i pozwalała swojej prawie-paranoi działać.

Szła kawałek pierwsza, owszem - potem faktycznie zgodnie z przewidywaniami Joan ją wyprzedziła. Soleil nie protestowała. Za to szła ostrożnie, uważając, by tym razem nic sobie nie zrobić, bo to dopiero byłby wstyd! Przecież nie jest jakąś łamagą.
Wypatrywała też śladów, ale tym razem nie mieli szczęścia - a może jednak? Nim doszli całkiem do skarpy, Nilsen znalazła to, co wyczuwała - komórkę. Cóż, chyba Van Court spodziewała się czegoś... bardziej imponującego, ale dobre i to.
Roboty Dooma raczej nie nosiły telefonów...
Sol podeszła bliżej, by się przyjrzeć, ale skoro dziewczyna radziła sobie na razie, to nie wtrącała się, chociaż w razie problemów z baterią miała powerbank ze sobą.

Tylko chyba niekoniecznie będzie czas go teraz użyć.
- Ciii... - szepnęła, przykładając palec do ust i spoglądając w górę, w stronę skarpy. Niemal mechanicznie skuliła się, stanęła na ugiętych nogach spięta, gotowa do działania bądź ucieczki. Sięgnęła do kabury po własnego Glocka, drugą dłoń pozostawiając wolną do swoich sztuczek i rozejrzała się krótko, by zaraz wycofać się w miarę możliwości za jakąś osłonę - duże drzewo, a najlepiej krzaki, żeby móc skryć się, także nieco z góry, przy okazji schodząc z bezpośredniej "trasy" owych dźwięków. Gestem dłoni wskazując na drzewa i na boki pokazała tamtym, by zrobili to samo...
A potem zostawało czekać. Dopiero gdy zobaczą co to, mogą zdecydować się na kontakt - i wybrać jego formę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sob Kwi 29, 2017 10:51 am

No i ruszyli dalej. Kawałek drogi mieli do przejścia. Asher rozglądał się dookoła, cóż w tym lesie nigdy nie należało tracić czujności. Na miejsce dotarli jednak szybciej niż z początku Asher mógł przypuszczać.  I od razu w oczy rzuciła mu się skarpa, która była nawet dosyć wysoka. Potem zerknął w końcu na Jo wyciągającą coś z krzaków. Zdziwił się, gdy okazało się że to tylko telefon komórkowy. Chyba każdy z nich spodziewał się czegoś…innego. Tak czy siak znalezisko nie wyglądało raczej najlepiej, chyba przeżyło trzęsienie ziemi albo upadek z wysokości. W sumie może spadło z tej całej skarpy?

Z krótkiego zamyślenia wyrwał go dźwięk, który właśnie dochodził do ich uszu. Chłopak uniósł jedną brew do góry zastanawiając się co to może być i starając się jeszcze bardziej wytężyć słuch. Dźwięk wydawał się być dziwny, jakby „coś” w ich stronę się zbliżało. Uśmiechnął się dosyć krzywo, nie bardzo mu się to podobało.  No dobra ale tak stojąc i czekając na cud nic nie zdziała. Dlatego pomysł Sol z schowaniem się wydał się idealny na ten moment. Namierzył wzrokiem najbliższe drzewo i schował się za nim. Spojrzał wtedy jeszcze na moment na swoją maczetę, czyżby wreszcie miał okazję zrobić z niej większy użytek niż przeczesywanie roślinności? Cóż to się okaże a teraz musieli jeszcze chwilę zaczekać. Czekając tak schowany za drzewem jeszcze raz wytężył słuch, może dowie się czegoś ciekawego…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sob Kwi 29, 2017 1:53 pm

Dźwięk coraz bardziej przybierał na głośności, czyli wciąż się zbliżał, stale mniej więcej w tym samym tempie... Aż nagle ustał, zakończony czymś jeszcze lepiej słyszalnym, uderzeniem - może upadkiem? Nie wiązał się z tym odgłos żadnego wystrzału czy innego ataku, ale za to cichy, wyraźnie stłumiony okrzyk już tak. Przebijała się przez niego irytacja, wręcz frustracja... Złość... Ale i w pewnym stopniu zdeterminowanie. Do tego bez wątpienia wydany został przez kobietę.
Ukryta za drzewami trójka - z Joan bliżej Ashera niż Soleil - mogła tylko wyobrażać sobie co działo się na skarpie, gdyż pod tym kątem zebrani jeszcze nikogo na niej nie widzieli. Słyszeli za to cichy i nieregularny szum roślin, po których być może ktoś się przemieszczał... Ale jeżeli tak, to teraz najpewniej robił to już na kolanach lub całkiem się czołgając, przez co znajdował się niżej. Umyślnie? Czy po prostu ten ktoś nie miał już sił się podnieść?
Wreszcie jednak nad skarpą ukazała się jakaś postać - a konkretniej tylko jej głowa i ramiona. Ciemne włosy, brązowe kosmyki - i odrosty - przeplatane czerwonymi... To najbardziej rzucało się w oczy. Twarz miała młodą, lecz zabrudzoną, ręce zresztą też. Na jej skórze nie widać było żadnych zadrapań, przynajmniej z daleka, ale rany mogły znajdować się niżej... Albo po prostu była tak zmęczona.
Wyglądało na to, że dziewczyna zdecydowała się odpocząć chwilę w tym miejscu, być może zastanawiając się jak w tym stanie powinna najlepiej poradzić sobie ze skarpą. Oddychała ciężko, przymknęła też jasne oczy, więc chyba nie zwróciła uwagi na poukrywaną za pniami drużynę... Głowę oparła na moment na przedramionach. Nie wyglądało na to, aby była w stanie walczyć, więc być może nie stanowiła żadnego zagrożenia, ale kto wie?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sob Kwi 29, 2017 9:25 pm

Problem był w tym, że nikt nie wiedział i póki jeszcze nie widzieli kto to, nie bardzo mogli cokolwiek robić. Głupio byłoby wyskakiwać z czymś nieprzemyślanym, więc zostało im jedno wyjście.
Więc czekali. Sol czekała. Tamci pochowali się na szczęście, ale wszak na głupich nie trafiło, "drużyna" była całkiem niezła.
Jeszcze żyli.
Kluczowe było tu słowo "jeszcze".

Tak czy siak, Van Court zamarła na ten moment, gdy nie wiedzieli jeszcze, kto, co i jak. Wpatrywała się w skarpę, kucając w wybranej przez siebie kryjówce, niemal wstrzymując oddech, by jak najlepiej słyszeć wszystko. Starała się zorientować, jakiego rodzaju są odgłosy - czy ludzkie, ciężkie, lekkie, zmęczone, wolne, szybkie... Tak, zdecydowanie brzmiało to tak, jakby ktoś uciekał. W pośpiechu, może ranny, na pewno zmęczony. Zdyszany?
Zdyszana.

Dziewczyna. Włosy z czerwonymi kosmykami, więc farbowane, bo miały odrosty. Czyli farbowała je już jakiś czas temu - zaniedbanie? Nie miała czasu, czyżby... No, to był daleko posunięty wniosek, że uciekła z jakiejś formy uwięzienia, ale nie mogła tego wykluczyć.
Brudna, zmęczona, być może ranna, a więc uciekała jakiś czas, albo była osłabiona. Potknęła się, a przynajmniej tak to wcześniej brzmiało - gdyby się czołgała umyślnie, najpewniej czym prędzej chciałaby zejść ze skarpy, z widoku, na niższy teren, osłonięty tą skarpą.
Tak czy inaczej, czasu nie było wiele. Przez kilka uderzeń serca Soleil obserwowała dziewczynę, nasłuchiwała też - jeśli nic nie zwiastowało kolejnych osób lub maszyn, czyli innymi słowy - jeśli tamtej nic nie siedziało na ogonie, spojrzała krótko na Ashera i Jo.
- Ubezpieczasz mnie, w razie czego, wiesz czym - i bynajmniej nie miała tu na myśli maczety, gdy szeptała do Northwoode'a.
Co prawda otaczał ich las, ale ona miała teraz ręce zajęte... No, oby nie musiało do tego dojść.

A potem podjęła decyzję, szybką, być może nie najlepszą, ale co mieli robić? Siedzieć tu dalej i patrzeć?
Pistolet miała w ręku; sprawdziła czy był załadowany i odbezpieczyła, by wstać i płynnymi, szybkimi i ostrożnymi jednocześnie ruchami podejść do jednego z drzew i wychylić się zza niego. Tak, celując w tamtą. Wpatrując się w nią, gotowa jednak skryć się, uskoczyć, opuścić broń w razie czego. Mięśnie miała napięte, wzrok skupiony.
Oddychała spokojnie.

- Hej ty tam - odezwała się półgłosem tak, by ją dziewczyna dosłyszała, ale nie przesadnie głośno. Za to ton miała pewny, zdecydowany, ale spokojny. Zero agresji.
- Tylko spokojnie. Nie chcę zrobić ci krzywdy, jeśli nie będę musiała. Kim jesteś, co tu robisz? - spytała, milknąc i no... W razie czego skryje się za drzewem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pon Maj 01, 2017 8:59 am

Jedno było w tym momencie pewne ktoś albo coś się zbliżało i było teraz na skarpie.  Dźwięki jakby lekko ucichły, za to Asher próbował połączyć te które już słyszeli. Jednak wciąż w jego odczuciu wysuwało się zbyt wiele niewiadomych by jednoznacznie stwierdzić z czym lub kim mają do czynienia. Chłopak się zamyślił i mogłoby to trwać trochę dłużej gdyby nie to, że widzieli teraz właśnie część postaci….a raczej kobiety która jest na skarpie. Teraz znacznie łatwiej było mu wysunąć pewne wnioski niż wcześniej na podstawie samych dźwięków. Zmęczona, jakby zaniedbana no i te odrosty, które pierwsze się rzuciły w oczy. Kim mogłaby być ta kobieta? Zgubiła się albo może uciekała przed kimś? O to raczej musieliby sami zapytać.

Popatrzył jeszcze na nią chwilę, próbując wyłapać jeszcze jakiś szczegół. Była zmęczona, może ktoś ją wcześniej zranił? Asher na tą chwilę mógł się paru rzeczy domyślać na zasadzie : „co by było gdyby….”. Wtedy właśnie usłyszał szept Sol.
- Jasne ..– odparł jej szeptem krótko. Spojrzał jeszcze chwilę na swoją maczetę. Czuł lekkie rozczarowanie, że na razie na wiele mu się nie przydała. No ale cóż, w tym wypadku pistolet bez wątpienia sprawdzi się lepiej. Przyczepił ponownie maczetę do paska, sięgnął następnie do kabury po pistolet. Poświęcił chwilę na sprawdzenie stanu magazynka i odbezpieczył. Przykucnął wygodnie i lekko wychylił się zza drzewa, by lepiej widzieć całą sytuację. Wycelował w nieznajomą na skarpie i pozostało mu czekać. Gdyby coś poszło nie tak to Asher nie zawaha się natychmiast strzelić w kobietę. Ciekawe jak to wszystko się potoczy…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sro Maj 03, 2017 10:16 pm

Gdy dziewczyna już odpoczywała, ponad zwykłe odgłosy lasu nie wybijało się nic innego, żadne niepokojące dźwięki - więc wszystko wskazywało na to, że nie było za nią żadnej pogoni... Albo potrafiła się ona zachowywać niemalże bezgłośnie, jedno z dwojga. Przed czymś przecież delikwentka uciekała, a chyba miała dobre powody, skoro zmuszała się do biegu w takim stanie... Ewentualnie ścigały ją jej własne zwidy. Jeżeli spędziła trochę czasu sama w dziczy, to nie można było wykluczyć takiej opcji. Tyle że z drugiej strony... Las zajmował spory teren, ale mimo wszystko nawet na piechotę dałoby się z niego wyjść, gdyby podążało się stale w jednym kierunku. Trochę by to potrwało, wymagałoby wysiłku, ale było możliwe. Dlaczego więc dziewczyna tego nie zrobiła? Co jej w tym przeszkodziło? Takich pytań pewnie można by mnożyć o wiele więcej.
Zmęczenie nastolatki musiało w jakimś stopniu obniżać jej czujność, a własne ciężkie oddechy najprawdopodobniej choć trochę utrudniały jej słuchanie odgłosów otoczenia. Z opuszczonymi powiekami i pochyloną głową nie zauważyła tego, że Soleil przemieściła się i wychyliła zza drzewa - nie mówiąc już nawet o dojrzeniu pozostałych.
Kiedy jednak kobieta się odezwała, nieznajoma zareagowała aż zaskakująco szybko, zważywszy na jej stan. Jej oczy natychmiast się otworzyły, ale najpewniej zasugerowała się nie wzrokiem, lecz jeszcze słuchem - obstawiła skąd dochodził dźwięk głosu Soleil i na tej podstawie prędko zadziałała... Przez zręczne odturlanie się na bok, by przywrzeć płasko do ziemi. Odsunęła się przez to od krawędzi skarpy w wystarczającym stopniu, aby z dołu praktycznie nie było jej widać, ale po braku dalszych odgłosów ruchu dało się poznać, że prawdopodobnie nie przeniosła się już nigdzie dalej.
-Mogłabym cię zapytać o to samo!- rozległ się jej głos, a właściwie stłumiony okrzyk. Dziewczyna zdawała się brzmieć na pewną siebie, wręcz zirytowaną, ale - biorąc pod uwagę jej wcześniejsze zachowanie i prezencję - mogła to być zwykła fasada... Albo nawet mechanizm obronny. W końcu kto lubił okazywać słabość? O dziwo jednak nastolatka na tym nie skończyła, choć zamilkła na moment.
-Doom cię przysłał?- spytała mianowicie i być może zabrzmiała przy tym trochę przyjemniej; wciąż na rozdrażnioną i czujną, ale nie aż tak wrogą.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pią Maj 05, 2017 9:44 pm

Udało się jej niezauważenie przemieścić tam gdzie chciała, dobrze. Dalej nie było już idealnie, ale... dziewczyna nie zaatakowała od razu.
Jej reakcje były godne oszczędnego podziwu z jednej strony, ale z drugiej - nic dziwnego. Ucieczka, adrenalina, cały organizm postawiony w stan gotowości. Sol też nie pozwalałaby sobie na zbytnie rozluźnienie na jej miejscu.
Plus dla małolaty.

Drugi plus za ten brak agresji, trzeci - za myślenie. Van Court doświadczenia trochę miała, widziała, że czerwona, jak ją w głowie ochrzciła, myśli. Rozumuje logicznie, składa elementy w całość, przetwarza bodźce i informacje. Dobrze. Gdyby nie to, że sama zachowywała czujność, to pewnie uśmiechnęła by się lekko.
Na Ashera i Jo nie patrzyła, nie chciała się rozpraszać. Zresztą, gdy tamta się ruszyła, Soleil skryła się mocniej za drzewo, opuszczając nieco(ale nie całkiem) broń i wychylając głównie kawałek głowy zza pnia, by mieć oko, a nawet parę, na sytuację. I nasłuchiwała.

Nim zdążyła pomyśleć nad odpowiedzią na jedną kwestię, dziewczyna wypowiedziała drugą. Doom. Albo go znała, może była z poprzedniej grupy, albo to pułapka... Tyle, że to ziemia Dooma, jego kraj. Ciężko, by pozwolił komu innemu kręcić się tutaj, w takim miejscu... Więc cóż.
Za wroga Victora podawać się nie miała zamiaru. Mentalnie wzruszyła ramionami; te realne, fizyczne były nadal lekko uniesione, mięśnie napięte, spokojne.

- Tak - odparła nieco tylko głośniej, by tamta słyszała.  - W sprawie zaginięć, by je zbadać. Ty? Jeśli też jesteś od niego albo jesteś ofiarą, może mogłybyśmy porozmawiać bez potrzeby krzyczenia - dodała spokojnie, rzucając jednocześnie sugestię, ciągle wpatrując się w miejsce gdzie ostatnio słyszała czerwoną.
I nie, nie mówiła "my", tylko "ja". Ich liczebność była przewagą, z której nie zamierzała na razie rezygnować; liczyła, że Northwoode i Nilsen załapią i będą cisi i skryci... Tamta, jak się rozejrzy, może ich zobaczyć. Ale może nie, a zaskoczenie było istotnym elementem, gdy nadal nie wiedzieli, z kim mają do czynienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Nie Maj 07, 2017 11:06 am

Nieznajoma zareagowała natychmiast na słowa Sol, odskoczyła do tyłu niczym poparzona. Swoją drogą dla kogoś takiego jak Asher wyglądało to nieco komicznie, ale jednak jeszcze w tej chwili nie wskazane było śmianie się. Tak czy siak młoda kobieta zniknęła na ten moment z pola widzenia także rudowłosy opuścił nieco broń w dół. W sumie to wstał na nogi i schował się za drzewem bo i tak nie wiele by teraz zdziałał będąc wychylonym.  Potem nieznajoma coś powiedziała, a więc potrafiła mówić. To dobrze, całkiem dobrze. Jej pierwszej uwagi jednak rudowłosy nie miał zamiaru komentować nawet w myślach. Natomiast już po chwili powiedziała jedno istotne słowo klucz: Doom. Ciekawe kim ona w końcu była. A raczej kim dla niej był Doom.  Na pierwszy rzut oka do głowy przyszło mu, że to po prostu jedna z osób które mogą szukać. Ale jednak z każdą chwilą zaczynał coraz bardziej wątpić w tą teorię.

Minął moment i Sol jej w końcu odpowiedziała. I bynajmniej nie wynikało z tego by w najbliższym czasie miała zamiar wspomnieć o nim albo o Jo. To dobrze, wyglądało na to że miała jakiś plan. Tylko jedna kwestia zastanawiała chłopaka czy „czerwone odrosty” w to uwierzą. Miał ku temu wątpliwości, po co Doom miałby wysyłać na arcyważne poszukiwania tylko jedną osobę? No cóż tak czy siak na tą chwilę Asher miał zamiar grzecznie stać za drzewem i słuchać póki co. Zerknął jeszcze chwilę na Jo a potem czekał na dalszy rozwój wydarzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Wto Maj 09, 2017 3:53 pm

W trakcie całego tego zajścia Joan skupiała się na swoim własnym zadaniu, czyli po prostu zajmowała się dopiero co znalezioną komórką. Zapewne słuchała wymiany zdań i uważała na tyle, aby nie wystawić się na niebezpieczeństwo, ale widać uznała, że lepiej nie marnować czasu - skoro i tak nie przydawała się teraz Soleil i Asherowi. Kobieta nie odwzajemniła nawet spojrzenia swojego towarzysza, tylko siedziała cicho za swoim drzewem.
Dziewczyna na skarpie z kolei przez krótką chwilę milczała. Z dołu nie widać było, aby wykonywała jakiekolwiek ruchy, więc jeżeli nawet, to musiały być one bardzo drobne. Najpewniej zastanawiała się nad swoją odpowiedzią i nad tym, czy powinna zaufać obcym... Choć kto wie, równie dobrze mogła też oceniać swoje szanse.
-Wysłał cię samą? Bo jeżeli tak, to widać niczego się nie nauczył. Powinien zebrać większy oddział, może wtedy coś by zdziałał... Ale pewnie duma nie pozwala mu przyznać, że ma poważny problem i to pod samym nosem- oznajmiła w końcu i tym razem w jej głosie zabrzmiało coś na kształt goryczy. Zaraz potem nad krawędzią mignęły kosmyki jej włosów, więc najprawdopodobniej przesunęła lub obróciła głowę.
-Na twoim miejscu wyniosłabym się z lasu póki możesz. Ja zamierzam- dodała jeszcze. Wciąż nie ustosunkowała się do sugestii zejścia ze skarpy, lecz możliwe, że w ten sposób badała teren. Jako że leżała, musiała mieć ograniczone pole widzenia... Więc zawsze istniała opcja, że Asher czy Joan mogliby spróbować odejść na tyle daleko, by w dogodnym miejscu wspiąć się na wzniesienie i zaskoczyć dziewczę na górze. Z drugiej strony wymagało to rozdzielenia się i gry na czas - nie wiadomo jak długi. Niekoniecznie się opłacało.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Wto Maj 09, 2017 11:05 pm

Pozycja ta sama, co dotychczas. Czujna, spięta, gotowa do działania, z bronią opuszczoną, ale nadal gotowa do oddania ewentualnego strzału. Na szczęście chyba na ten moment przynajmniej, czerwona nie zamierzała się rzucać. Była spokojna i mówiła, a Van Court rozważała nawet, czy nie "ujawnić" towarzyszy, ale.. Nie lubiła ot tak rezygnować z przewagi. Tamta nie zdawała się uzbrojona, ale cholera ją wie, może miała coś ze sobą - a ze skarpy teoretycznie, technicznie posiadała możliwość powystrzelać ich... No, albo wyczerpać sobie magazynek, jeśliby nie trafiła. Ale po co to wszystko, skoro mogły porozmawiać... Jeszcze chwilę?

Krótki rzut oka w bok; młoda czaiła się, więc Sol wymiarkowała tak, by nie dostrzegła, jak zerka w bok. Nawet nie skinięcie głową, a ruch oczu, który mówił Asherowi(bo tylko on patrzył), że jeszcze trochę.

Jeszcze trochę...

- Większy oddział? - powtórzyła, marszcząc brwi. Teraz grała. Zdziwienie, ale i pewne zaniepokojenie odmalowały się na jej twarzy, tak przecież stworzonej do strojenia różnych min. Ostre rysy potrafiła układać w różne emocje, grać spojrzeniem, ruchem warg, nosa, brwi - całej twarzy i każdej części z osobna, byle uzyskać pożądany efekt. Do tego nie zapominała o postawie całego ciała, o drobnych gestach zdradzających przecież tak wiele.
Teraz też, pozornie zasłuchana, zaskoczona, jeszcze bardziej opuściła ramiona i broń, jakby nie była w stanie utrzymać ich tak po usłyszeniu słów czerwonej. W rzeczywistości, ruchy były starannie wyważone, by tylko wyglądała na nagle w pewnym sensie bezradną; mięśnie rąk miała napięte.

- Co tam się dzieje? - spytała nieco ciszej, poważniejszym tonem, wkładając w niego więcej... napięcia. Udawać zaczynała niemal odruchowo. - Nie odejdę tak bez informacji... cokolwiek się tam dzieje, jeśli jakiś większy oddział miałby temu zaradzić, to trzeba Dooma poinformować. Co widziałaś? Co się z tobą stało, przed czym uciekałaś? Może... może trzeba ci jakoś pomóc? Wydostać się? - ostatnie pytanie zadała z lekkim wahaniem, nieco łagodniej - jakby zdała sobie sprawę, że dziewczyna może być ranna, że może potrzebuje pomocy i opieki. Była wszak młoda.

Na zewnątrz wszystko mówiło, że blondynka jest zmieszana, niepewna, co zrobić, a za to chce pomóc. Wewnątrz - była zaciekawiona, jak tamta zareaguje i czy takie podejście coś da. Jeśli nie... spróbują innego, ale ta czerwona musi im wyśpiewać wszystko, co wie i co widziała.
Póki bowiem sama nie oceni niebezpieczeństwa jako niemożnego do pokonania, póki Van Court nie zamierzała ot tak oddawać pola i zawrócić z podkulonym ogonem. W takich przypadkach instynkt samozachowawczy i pragmatyzm ścierały się w niej z ambicjami. Na tę chwilę - te drugie brały górę, sprawiając, że nie chciała się wycofywać.
Dlatego mimo pozornego opuszczenia gardy - czujnie trwała, gotowa do ewentualnej obrony czy choćby schowania się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Czw Maj 11, 2017 12:39 pm

Jo sprawiała wrażenie dosyć pochłoniętej pracą nad telefonem. No cóż przynajmniej miała jakieś zajęcie, czego właściwie w tym momencie Asher jej lekko zazdrościł. Stał pod tym drzewem i czekał nie wiadomo na co. Aż zacznie się coś dziać, na co przyjdzie mu poczekać jeszcze kilka chwil. Zauważając krótkie spojrzenie Sol westchnął tylko cicho. Pocieszające jednak było to, że rozmowa obu kobiet wydawała się nadal dosyć interesująca i cóż może dowiedzą się czegoś istotnego. Na pewno warto czekać….tylko, dlaczego w odczuciu rudowłosego to wszystko aż tak się wydłuża?

Czerwona coś tam zaczęła gadać. Tak jak się spodziewał najpierw spytała czy Van Court jest sama, a później co też nie zdziwiło chłopaka oznajmiła że chce się wynieść z lasu. Ciekawa za to wydawała się odpowiedź Sol, ruchy jej ciała i ton głosu. Odruchowo się lekko uśmiechnął słysząc i widząc co robi. Całkiem niezła z niej aktoreczka, to musiał przyznać. Może dostała już kiedyś Oscara, chyba Asher będzie musiał ją o to zapytać przy innej okazji. Co prawda nie widział mimiki twarzy, a szkoda. Jednak musiał również przyznać, że gdyby był na miejscu czerwonej to by jej uwierzył, a przynajmniej tak na 90 %.Teraz może dzięki temu dowiedzą się czegoś interesującego. No cóż wystarczyło znowu chwilę poczekać na odpowiedź czerwonej i będą wiedzieć na czym stoją. Asher pozostał mimo wszystko także czujny, nie wiadomo czy przypadkiem za chwilę coś się nie odwali. A w tym lesie jak się już zdążyli przekonać zawsze trzeba być czujnym i ostrożnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pon Maj 15, 2017 3:47 pm

Ciężko byłoby z niezachwianą pewnością stwierdzić czy dziewczyna na skarpie w ogóle widziała to, co działo się poniżej. Co prawda teraz dało się dojrzeć kosmyki jej włosów, ale twarzy wciąż nie, a chyba nie miała innego sposobu, aby obserwować Soleil... Lecz ostrożności pewnie nigdy dosyć. Nawet jeżeli cały ten pokaz gry aktorskiej się zmarnował, to i tak lepsze to, niż gdyby miało go właśnie zabraknąć.
Słowa kobiety nie od razu wywołały zresztą reakcję. Pierwsze pytanie zostało na początek całkowicie zignorowane, przez co Soleil mogła mówić dalej, rozwinąć swoją wypowiedź i zagadnąć o więcej kwestii. W tym czasie nieznajoma chyba się nie poruszała, a przynajmniej nie w zauważalny z dołu sposób... I milczała. Odezwała się dopiero kilka sekund po tym, gdy Soleil skończyła pytać.
-Mnie skierował tutaj z trzema innymi osobami. Widzisz je gdzieś? No właśnie. Nie wiem czy tamci zwiali, czy zginęli, ale w tych lasach siedzi coś morderczego i inteligentnego, a Doom nie zrobił wcześniej żadnego wywiadu i posłał nas na stracenie. Jeżeli nie powiedział ci nic konkretnego, to ciebie najwyraźniej też. Dalej chcesz tu dla niego zostać?- w tym momencie dziewczyna w końcu powoli podniosła się do siadu i spojrzała podejrzliwie w stronę Soleil. Nie widać było, aby trzymała przy sobie jakąś broń, ale równie dobrze mogła się ona znajdować niżej, wciąż jeszcze zasłonięta skarpą. Nastolatka okazywała wystarczająco dużo rozsądku, aby poruszać się powoli, bez gwałtownych ruchów. Na sobie miała zaś czarną, trochę zabrudzoną podkoszulkę z krótkim rękawem.
Dziewczyna sprawiała wrażenie bardzo czujnej, wyraźnie nie ufała do końca Soleil, nawet jeżeli okazywała dobrą wolę przez podniesienie się - a jednak w pewnym momencie niespodziewanie obróciła głowę, by spojrzeć w kierunku, z którego sama dopiero co przybyła. Usłyszała tam coś? Być może, choć do grupy na dole nie dotarł żaden nowy czy nietypowy dźwięk.
-Jeżeli mam ci coś opowiedzieć, to nie tutaj. Zbierajmy się stąd- przykazała, znów zwracając twarz ku Soleil. Jej mina chyba się trochę zmieniła, lecz różnica ta była naprawdę minimalna i ciężka do wychwycenia; dziewczyna starannie o to dbała i najpewniej nie chciała zdradzić zbyt wielu emocji. Wyglądała jednak na... Zniecierpliwioną? Jak gdyby gonił ją czas - lub coś innego.
Nastolatka przeniosła się jeszcze bliżej krawędzi, lecz na czworaka - i to właśnie w ten sposób zaczęła osuwać się niżej, na początek zawieszając się na wzniesieniu na rękach i przy okazji pokazując, że nosiła ciemne bojówki... I nie miała na sobie butów. Dziwne mogłoby się też wydawać to, że nie przeszła kawałek dalej, gdzie nie byłoby już tak stromo... Ale chyba i tak nie chciała wstawać, no i widocznie jej się spieszyło.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pią Maj 19, 2017 10:58 am

Tak wydłużało się i może istniały lepsze sposoby na to, by czerwoną zmusić do rozmowy, ale z drugiej strony, czasem jednak uprzejmość popłacała. Dziewczyna była młoda, mogła się przecież zaprzeć i próbować zwiać, zamiast podzielić się wiedzą - bo tak i już. Dlatego Soleil obrała pewną taktykę i na ten moment konsekwentnie się jej trzymała. No i nie zamierzała dawać sobie luzu i przestać grać, póki nie dowiedzą się czegoś... albo młoda nie będzie w bezpośrednim zasięgu.

- Troje? - Sol zmarszczyła brwi i skoro Czerwona się podniosła, to widziała już to wahanie i jakby wewnętrzną walkę z poczuciem obowiązku, a niepewnością, którą nieznajoma zasiała w sercu blondynki.
- Mówił o tym, że posłał drużynę i że zaginęła... - zaczęła powoli, z namysłem, jakby jednocześnie zastanawiając się nad czymś, ale i chcąc obserwować tamtą. no, z oczu nie zamierzała jej tracić.
- Kawałek stąd widziałam ślady walki, kule, ślady w drzewach, znalazłam broń... To kogoś z was? - spytała, przyglądając się młodej uważnie, raz, że szukając broni, dwa, że przez kilka uderzeń serca wpatrując się w jej gołe stopy. Auć, musiały ją nieźle boleć.
Chyba nawet nieco jej współczuła... I fakt, że gdzieś tam w środku faktycznie czuła irytację na Dooma, który właściwie nic nie zrobił w kierunku zbadania całej sprawy przed posłaniem drużyny. Niemniej chłodny profesjonalizm chwilowo pozwalał tłumić tą konkretną emocję, co najwyżej przekonująco odgrywać.

- Okej, coś cię goni? Mogę odprowadzić cię kawałek, tam dalej zostałam wysadzona, sygnał jeszcze mam, to skontaktuję się z nim, by kogoś przysłał po nas... - zaproponowała, przybierając minę, która wskazywała jasno, że dziewczyna ja przekonała, choćby swoim wyglądem. I że jej współczuje - bardziej, niźli w rzeczywistości.
- Chcesz się czegoś napić? - jeśli tamta nie miała broni, którą Van Court mogłaby dostrzec, to w ramach dobrej woli mogła schować swoją... Nie było to jedyne, czym potrafiła się wszak bronić, nadal zaś w ukryciu siedzieli tamci.
Właściwie idealnie byłoby, gdyby ujawnili się, gdy już tamta stanie obok Sol, na ziemi, wtedy wiadomo, że w razie czego daleko nie ucieknie.
Tylko ze nie miała jak im tego przekazać... Musiała więc liczyć na ich ocenę sytuacji i decyzje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Nie Maj 21, 2017 3:19 pm

Z każdą kolejną chwilą rozmowa wydawała się być coraz bardziej interesująca. Czerwona na pewno wiedziała coś czego oni nie wiedzieli. Jednak Ashera bardziej zastanawiało gdzie się podziało to coś, co goniło dziewczynę. Jakim cudem udało jej się to coś zgubić? Rozmowa tymczasem toczyła się dalej. Czerwona powiedziała że chce się stąd zwijać, a przecież jeszcze chwilę temu nic na to nie wskazywało. Może coś zauważyła albo usłyszała. I zaczęła schodzić z skarpy, dosyć powoli ale jednak schodzić. W końcu, Asher miał wrażenie że będzie stać na tej skale do końca świata. Wkrótce kobieta stała już chyba na ziemi kiedy Sol zaproponowała jej coś do picia. Chłopaka to zastanowiło, czy Van Court faktycznie jest tak miła, czy po prostu aż tak znakomicie udaje.

Czerwona tak czy siak teraz stała na ziemi. Skoro była w stanie zejść z skarpy to raczej teraz mogła spróbować im uciec. Kątem oka zerknął jeszcze raz delikatnie na Joan ( chociaż nie zdziwiłby się gdyby znowu tego nie odwzajemniła ). Doszedł do wniosku że skoro czerwona jest już na dole to chyba dosyć chowania się za durnym drzewem. Wychylił się ostrożnie i wyszedł z kryjówki. Pistolet trzymając wciąż lekko do góry, gdyby za chwilę musiał strzelić.
- Cóż za miła rozmowa – skomentował tylko krótko całe to zajście  i odruchowo się uśmiechnął. Teraz mógł się dokładnie przyjrzeć czerwonej. Właściwie to ciekawe czy miała jakieś imię, czy po prostu wszyscy wołali na nią czerwona. Nie miała ubranych butów więc zejście z tej skarpy mogło się wydawać faktycznie całkiem niezłym osiągnięciem. A tak poza tym to przyglądał się czerwonej by upewnić się czy aby na pewno nie ma żadnej broni. Zerknął potem na Sol i znowu na czerwoną. Czekał teraz na dalszy rozwój wydarzeń, wciąż czujny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3435
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Czw Maj 25, 2017 6:06 pm

Gdy dziewczyna opadła już na niższy poziom - zaciskając przy tym zęby, lecz utrzymując równowagę, co mogło nie być łatwe w jej stanie, szczególnie biorąc pod uwagę brak butów - stało się jasne, że najpewniej nie posiadała przy sobie przynajmniej żadnej broni palnej, bo raczej nie miałaby jej gdzie schować... Chyba że byłaby bardzo malutka. Podobnie rzecz miała się w przypadku ostrzy - może jakiś drobny scyzoryk czy inny nóż zmieściłby się gdzieś w kieszeniach, ale najprawdopodobniej nic większego. Oczywiście w tych czasach nie dało się wykluczyć opcji, że posiadała jakieś moce, mniej lub bardziej niebezpieczne, ale póki co nic na to jeszcze nie wskazywało.
-Pewnie tak- przyznała na pytanie odnośnie śladów walki, kiedy tylko znalazła się ponownie na ziemi, ale ton jej głosu wyraźnie wskazywał na to, że nie miała ochoty o tym rozmawiać... A może po prostu w ogóle nie chciała teraz o czymkolwiek dyskutować? W końcu dopiero co wspomniała, że najpierw wolałaby przenieść się w inne miejsce, więc w ciągu tych kilku sekund chyba nie zmieniła zdania.
Dopiero w tym momencie młoda znów skupiła całą swoją uwagę na Soleil i zmrużyła podejrzliwie oczy. Skoro zdecydowała się zejść do uzbrojonej nieznajomej, to albo miała problemy z ocenianiem sytuacji - albo alternatywa wydawała jej się bardziej niebezpieczna. Na wspomnienie wody gwałtownie potrząsnęła głową i znów się odezwała:
-Strata czasu, chodźmy już. Ale nie próbuj tutaj nikogo wzywać, mogą to wyłapać. Przy drodze będzie bezpieczniej- uprzedziła, odbijając w końcu od skarpy. Mimo to dziewczyna nie zbliżyła się od razu do Soleil, tylko podążyła po łuku na bok, niby się nie odsuwając, lecz utrzymując cały czas podobny dystans. Zapewne to również wynikało z braku zaufania... Albo z zaplanowanej próby ucieczki, choć za tym również tak naprawdę nic nie przemawiało.
To właśnie w tej chwili Asher wyłonił się ze swojej kryjówki, Joan z kolei co prawda również się przemieściła, ale w dalszym ciągu trzymała się trochę na uboczu. Przynajmniej dała już spokój znalezionej przez siebie komórce, którą póki co najwyraźniej schowała, więc znów obserwowała otoczenie oraz rozgrywającą się akcję. Nastolatka natomiast nie wyglądała na zadowoloną z ich pojawienia się - przeciwnie, raczej na zirytowaną - ale z drugiej strony nie dałoby się też powiedzieć, że sprawiała wrażenie zaskoczonej. Być może spodziewała się większego towarzystwa po tym, że sama również została wcześniej posłana z kimś.
-No i świetnie. Co prawda byłaby milsza, gdyby jedno was coś zjadło, ale nie można mieć wszystkiego - a teraz chodźmy. Mogą gdzieś tu być- skomentowała i jej głos w pełni odpowiadał reszcie jej zachowania, idealnie oddając tę jej irytację. Dziewczyna ruchem głowy wskazała po skosie za siebie, sugerując ruszenie nie do końca w kierunku, z którego grupa przybyła, ale i nie idealnie wzdłuż skarpy, tylko mniej więcej pomiędzy tymi dwiema opcjami.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   

Powrót do góry Go down
 
Lasy Latverii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Las
» Lasy Cairngorms
» Lasy Cheshire

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Latveria-
Skocz do: