Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zoo na Bronksie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Fenris



Liczba postów : 164
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Zoo na Bronksie   Czw Cze 23, 2016 8:05 am




Zoo na Bronksie jest największym miejskim zoo Stanów Zjednoczonych, oraz jednym z największych na świecie. Mieści na swoim terenie ponad 107 hektarów dostosowanych do warunków mieszkających w nim zwierząt. Niegdyś wszystkie te tereny należały do Fordham University, ale uczelnia zgodziła się odsprzedać je miastu za symboliczną kwotę 1,000 dolarów, pod warunkiem że zostaną zagospodarowane na zoo i tereny parkowe. Na tle innych ogrodów wyróżnia się prestiżem i wieloma nagrodami, od organizacji zajmujących się ochroną przyrody. Było to jedno z niewielu ogrodów zoologicznych na świecie, gdzie starano się zachować, dziś już wymarłe, tygrysy tasmańskie, oraz lwy górskie.
Tutaj powstał też pierwszy na świecie szpital dla zwierząt.

Obecnie zoo utrzymuje swoje dobre tradycje i prestiż. Promuje ochronę środowiska, oraz świadomość o zagrożonych gatunkach. Jest jedynym z zoo Stanów Zjednoczonych, w którym trzyma się gatunki ściśle zagrożone wyginięciem. Zoo cieszy się nieprzerwaną popularnością zwiedzających. Szacuje się że rocznie odwiedza je ponad dwa miliony ludzi. Poszło również z duchem czasu. Na jego terenie mieszczą się prestiżowe ekologiczne restauracje, kino 3D, park dinozaurów, oraz kolej gondolowa, zataczająca koło nad całym obiektem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgulus



Liczba postów : 19
Data dołączenia : 20/06/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Czw Cze 23, 2016 2:12 pm

Wędrowali trochę, ale zawędrowali. Morgulus dorwał jakiś czas temu ulotkę o tym miejscu, a fakt, że może spotkać tutaj duże koty napędzał go jak porządne paliwo. Na szczęście wyciągnął już kilka wniosków i wiedział, że frontalne wejście gdziekolwiek w jego przypadku wzbudza zbyt duże zainteresowanie.
Pewnie to przez łysinę, a może rogi? Jego ubranie też ciekawiło innych, ale na szczęście nie spotkał jeszcze żadnego amatora BDSM, który lubuje się w takim odzieniu.
Uczył się szybko, a Midgard z każdą chwilą wydawał mu się prostszy niż na początku. Znalazł się przy krawędzi wielkiego płotu, który odgradzał zoo od reszty świata. Nie był on żadną przeszkodą dla kogoś, kto potrafił skakać jak prawdziwa bestia! Szybki suseł i już znalazł się po drugiej stronie barykady.
- No dawaj, dawaj. - rzucił do Fenrisa spoglądaj przez szpary stalowego ogrodzenia. Ciekawiło go na co go stać i jakie ma możliwości, a zresztą miał nadzieje, że dzisiaj jeszcze się przekona co takiego potrafi wilk.
Morgulus rozejrzał się dookoła i jak dobrze zauważył na horyzoncie nie widział żadnego strażnika, ale gorzej z kamerami. Nie miał w końcu pojęcia, że Midgarczycy tak bardzo lubią być obserwowani przez technologię. Trochę smutne, ale też trochę zabawne. Ich świat tak naprawdę przypominał wielkie więzienie, w którym to ci przy władzy kontrolują i ciągle patrzą na tych maluczkich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris



Liczba postów : 164
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Czw Cze 23, 2016 3:01 pm

Fenris czuł się dziwnie wędrując w towarzystwie nowego..."przyjaciela". Morgulus całą drogę mówił, to do niego, to do, zszokowanych pochodem odmieńców, mieszkańców miasta. Ludzie pokazywali ich sobie palcami szepcząc coś o mutantach. Wywołali kakofonię klaksonów przechadzając się środkiem ruchliwej jezdni. Przez cały ten czas demon starał się wręcz kipieć młodzieńczą energią, której wilk niemal mu zazdrościł. On sam lustrował tylko midgard czujnym okiem i raz po raz wciągał nosem powietrze miasta.

Gdy dotarli do ogrodzenia i Morgulus znalazł się po drugiej stronie. Fenrir jednym ruchem wysunął szpony i rozdarł ogrodzenie. Ruch był tak płynny, że z dla niewprawnego oka mogłoby wydawać cię że młodzieniec rozgonił ręką płot jak chmurę dymu.

-A więc to jest menażeria tego grodu? - rozejrzał się. - Ponoć mają tutaj największe drapieżne bestie, jakie znane są ludziom. Dobrze że nas tu przywiodłeś. Zobaczymy co midgard ma do zaoferowania. - jeszcze raz wciągnął powietrze - Ale coś jest nie tak. Duchy tutejszych bestii są jakby uśpione. Są różnej wielkości. Z kłami i pazurami, lecz ich wola została złamana. Przysparzają hańbę swym dzikim przodkom.

Fenris przypomniał sobie raz jeszcze swoje zamknięcie. Spojrzał na Morgulusa i pomyślał że kiedyś też był tak pełen energii i woli, co on.
-Kiedyś lud midgardu cenił sobie polowania na dzikie zwierze... - zaczął powoli. - Ciekawe czy zmienili upodobania. Jeśli wiesz co mam na myśli. - wyszczerzył zęby w tym charakterystycznym uśmiechu, który nie wróżył nic dobrego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgulus



Liczba postów : 19
Data dołączenia : 20/06/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Czw Cze 23, 2016 5:40 pm

Widział każdy jego ruch, aż zadrżał z ekscytacji! Nie mógł już się doczekać, aż zobaczy z kim, a raczej z czym dokładnie ma do czynienia. Wiedział oczywiście, że Fenris ma w sobie na pewno niebywałą moc, ale nie miał pojęcia jak wielka ona była.
Morgulus marzył o tym żeby kiedyś dogonić swego ojca, którego potęga dorównywała nawet samemu Odynowi. Oczywiście droga ku takiej sile była długa, ale młody demon liczył się z tym, że będzie musiał poświęcić swojemu rozwojowi wiele czasu.
- Hm. To smutne, że Midgardczycy zamykają zwierzęta w takich ogromnych klatkach. Myślę, że każdy zasługuje na wolność. - odpowiedział na jego słowa rozglądając się po raz kolejny po terenie.
Zrozumiał, że Fenris chce uwolnić wszystkie zwierzęta i podarować im możliwość wyboru, który będzie miał niezbyt przyjemne skutki. Chaos i anarchia, a tego chyba ludzie boją się najbardziej? Nie rozumiał dlaczego, gdyż w jego mniemaniu był on oczyszczający i prawdziwy.
- Chcesz je uwolnić? To na co czekamy! - plan brzmiał jak dobra zabawa, a to na pewno mobilizowało Morgulusa do działania. Już prawie leciał, ale zrozumiał, że nie bardzo wie w jakim kierunku powinni się udać. Całe szczęście, że miał ulotkę o zoo, a przy okazji mini mapkę, która coś tam przedstawiała.
- Myślę, że powinniśmy zacząć od kotów, a może lepiej się rozdzielić i uwolnić ich jak najwięcej? Ciężka decyzja. - rzucił w eter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris



Liczba postów : 164
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Czw Cze 23, 2016 7:35 pm

- Od kotów? - Fenris wyglądał na zdziwionego, ale przyglądał się małej mapie przez ramię demona. Widywał już wilki i niedźwiedzie, ale wiele ze stworzeń Midgardu była dla niego tajemnicą.

- Wszystkie - rzucił krótko. - Uwolnimy wszystkie, ale najpierw uwolnimy ich honor.

Wilk nabrał pełne usta powietrza, po czym zawył. Wycie miało moc syreny i niosło się na wiele mil. Było w nim coś więcej niż tylko dźwięk. Było w nim coś pierwotnego i prostego. Było w nim wezwanie do walki tak silne, że nawet Morgulus miał problemy żeby z ekscytacji nie zedrzeć koszuli i nie przyłączyć się do wycia. Gdy tylko zaczął, rodzina orłów z pobliskiej klatki jakby się ożywiła. Ptaki najpierw zaczęły dynamicznie krążyć po całej klatce, a potem zaczęły agresywnie dziobać druty, jakby chciały uciec na wolność. Zaraz potem, małpy z naprzeciwko podniosły wrzask, który wystraszył pobliskich turystów. Uciekali pod gradem pocisków miotanych w nich przez zwierzęta.

Gdy Fenris skończył, z oddali słychać było ryki ogromnej ilości zwierząt, i krzyki turystów.
-Obwieściłem nasze przybycie - powiedział przysłuchując się dźwiękom zwierząt i szczękającego metalu. - Czekają na nas. Uwolnijmy tych, którzy sami nie dają rady.

Wilk podszedł do klatki ptaków i podobnym szybkim ruchem przeciął ogrodzenie. Ptaki Momentalnie poszybowały skrzecząc gdzieś w dal.

- Poszukaj swoich kotów. - rzucił na odchodne puszczając się w bieg i uwalniając zwierzęta z klatek które mijał. Co jakiś czas wył, już nie tak donośnie jak kiedyś, ale gdy to robił, cały zwierzyniec zdawał się mu odpowiadać na zew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgulus



Liczba postów : 19
Data dołączenia : 20/06/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pią Cze 24, 2016 2:27 pm

Wszystkie to wszystkie, ale Morgulus wolał się jednak skupić na kotach. Czuł, że odnajdzie z nimi więź, a nie ma nic wspanialszego niż relacja z puszystym i uroczym drapieżnikiem, który w każdej chwili może pozbawić cię życia.
- To lecę. - rzucił na odchodne i pomknął ze swoim skarbem, którym była ulotka zoo z mini mapką. Zlokalizowanie samych klatek nie było specjalnie trudne, ale nie spodziewał się niedogodności. Demon już wcześniej zauważył, że ludzie zasypywani są wszelkimi znakami, które określają, w którą stronę powinni iść albo co robić. Wydawało mu się to strasznie przytłaczające, ale może taki był urok Midgardu?
Czy naprawdę Midgardczycy to rasa, która jest na tyle głupia, że potrzebuje ciągłego przewodnictwa pomalowanych blach. Prześmieszne, ale nie w tym pozytywnym znaczeniu.
Gdy tylko dotarł do klatek spojrzał na uwięzione bestie, a te jakby rozjuszone jego obecnością zaczęły wydawać przeróżne odgłosy. Wiedział, że musi pokazać im swoją dominację, a przy tym i siłę. Ssaki, a tym bardziej te, które są mięsożerne i żyją w pewnej hierarchii potrzebują alfy.
Czas było pokazać im swą prawdziwą formę. Zwierzęta mogły ujrzeć już nie rogatego humanoida, ale istotę o całkowicie demonicznym pochodzeniu. Geny ognistego giganta i demona sprawiały, że już przez swój wygląd mógł siać strach. Wielka bestia, która w pewnym stopniu przypominała tygrysa, którego dotknęły mroczne siły. Wielkimi szponami rozerwał kraty, a duże koty wydostały się na wolność. Mogły rozpocząć swoje polowanie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris



Liczba postów : 164
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pią Cze 24, 2016 3:16 pm

Kilka minut później zoo ogarnął prawdziwy chaos. Węże z rozbitych terrariów wniknęły grzechocząc w wysoką trawę. Stada dzikich psów ujadając pognały do miasta. Atakowani turyści w większości opuścili teren. Nie wszystkim się udało.

Fenris zadowolony z siebie wdrapał się na dach jednego z budynków administracji i z góry obserwował przebieg wydarzeń. Musiał przyznać że bestie Midgardu trochę go zawiodły. Niedźwiedź polarny, jak głosiła wieść największy drapieżnik ziemi, nie dorastał nawet do pięt straszniejszym bestiom Asgardu, czy innych światów. Za to słonie wydały się interesujące. Patrząc na moc, z jakimi tratowały samochody zaparkowane na okolicznym parkingu nie mógł uwierzyć, że nie są agresywne.

Midgard wydawał się słabym światem. Na każdym kroku wywoływał w Fenrisie jedynie zawód. Nic dziwnego że wymagał tak wielu obrońców. Tu i tam leżały zwłoki ludzi stratowanych, lub rozszarpanych przez zwierzęta. Fenrirowi zaburczało w brzuchu. Ale może uda się to wykorzystać. Asgardczycy często narażają karku dla słabeuszy z "ziemi." To może być przyczyną ich upadku.

Wilk otrząsnął się z zamyślenia i zaczął rozglądać się za Morgulusem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgulus



Liczba postów : 19
Data dołączenia : 20/06/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pią Cze 24, 2016 3:47 pm

Demon, który grasował na czele stada drapieżnych kotów czuł, że żyje. Dawno się tak świetnie nie bawił, ale spodziewał się, że idąc tutaj może naprawdę nieźle zaszaleć. Ludzie ponoć uwielbiają zoo, a teraz uwielbia je i syn Surta! Los chciał, że ta rozrywka nie była, aż tak satysfakcjonująca.
Postanowił, że opuści swoją gromadę i zacznie szukać Fernisa, który pewnie został całkowicie pochłonięty przez pierwotne instynkty.
Ruszył jak prawdziwe zwierzę i nic nie było go w stanie powstrzymać... jak na razie. Rozjuszony i podekscytowany wystrzelił w kierunku swojego towarzysza, którego czuł już z odległości. Odkrył, że jest on na dachu, a śmieszna Midgardzka budowla nie była dla niego żadną przeszkodą. Nawet nie musiał się wdrapywać! Możliwości, które posiadał pozwalały mu na pokonywanie wszelkich barier.
Wszedł po ścianie jakby ta była zwykłą powierzchnią, a prawa grawitacji nie istniały.
- Yo. - rzucił do swojego ziomka w zbrodni, a jego ciało zaczęło się deformować i wracać do bardziej ludzkiej postaci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris



Liczba postów : 164
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pią Cze 24, 2016 4:15 pm

Nagle przed Fenrisem stanęła bestia, mogąca równać się z tymi widywanymi w Asgardzie. Gdy zobaczył że zmierza w jego kierunku po pionowej ścianie stanął miękko na obydwu nogach i obnażył szponiaste łapy. Chwilę po tym jednak jego węch, a także tajemnicze "Yo!", które wydała z siebie bestia, sprawiły że rozpoznał w niej swojego drucha.

Gdy demon odzyskał już znane wilkowi kształty, Fenris machnął wokoło dłonią jakby demonstrował coś. - I jak przypadł ci do gustu ten świat? - zapytał gdy zoo zaczynało z wolna pustoszeć. - Co właściwie przygnało Cię do tej zapomnianej przez bogów krainy? Mówiłeś że jesteś tu od niedawna. Twój ojciec Cię tu przysłał? - zapytał z nadzieją w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgulus



Liczba postów : 19
Data dołączenia : 20/06/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pią Cze 24, 2016 6:54 pm

Wilk był istotą potężna i forma, którą przybrał Fenris sprawiła, iż Morgulus prawie umarł z ekscytacji. Zrozumiał, że w końcu znalazł naprawdę odpowiedniego kompana, ale wiedział, że różnią się jak ognień i woda. Na szczęście demon miał to głęboko w dupie.
Obserwacja, a raczej beznadziejne gapienie się zostało przerwane. Całe szczęście, że ta czarna bestia postanowiła coś powiedzieć.
- Ehhh... - przeciągnął zmęczony - Midgard jak na razie jest nudny i jak na razie tęsknie za Muspelheimem. - powiedział wynudzony na śmierć pół demon, pół gigant.
Polowanie w świecie ognia, siarki i wiecznej walki było o wiele ciekawsze. Istoty, które tam grasowały były ciekawsze i o wiele bardziej drapieżne. Potrafiłby zmiażdżyć zwierzęta Ziemi.
- Nie, ale myślę, że wie gdzie jestem. Mój ojciec to w końcu ktoś kto z łatwością może zmiażdżyć władcę Asgardu, Odyna. - zaczął nieśmiało jak gdyby stał się dzieckiem mówiąc o swoim papie.
- Jestem tutaj od trzech dni, a zostałem po prostu porwany. Jacyś ludzie przywołali mnie, a potem próbowali przejąć nade mną kontrolę i może by im wyszło, ale nie jestem podrzędnym demonem. Jestem mieszanką dwóch potężnych ras ognistych gigantów i demonów. - dodał po chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Punisher



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pią Cze 24, 2016 7:49 pm

To właśnie chaos przywołał Franka w to miejsce. W jego kupionej na czarnym rynku krótkofalówce policyjnej od kilkudziesięciu minut trąbiono właśnie o Bronx Zoo. Informacje te były na tyle świeże, że w okolicy nie było widać jeszcze żadnego wozu strażackiego, a więc nikt nie kierował tutejszą ewakuacją. Ludzie przepychali się, taranowali, a nawet szarpali, by tylko skierować się do zapchanego wyjścia z zoo. Castle'owi już wcześniej świtało w głowie o potencjalnie odpowiedzialnych za to osobnikach. Nie byli to ludzie, a raczej ktoś do nich podobny. Informacje przekazywane przez jego radio właśnie na to wskazywały. Mściciel miał okazje zebrać podstawowe dane na ich temat, i można by rzec, iż był przygotowany. Tak właśnie działał Punisher, który nie posiadał życia prywatnego. Każdy swój czas poświęcał szpiegostwu oraz wyłapywaniu jak najwięcej ciekawostek o swoich celach. Nie w jego typie byłoby bowiem stanąć naprzeciwko komuś, o kim nie miałby zielonego pojęcia. Szanse na jego powodzenie byłyby wówczas nikłe. Co innego, jeśli znał czyjeś mocne strony, a także słabości, które sprytem potrafił umiejętnie wykorzystać.

Frank gwałtownie przeciskał się głównym wejściem do zoo. Nie miał łatwo, bo w końcu szedł pod prąd, ale wkrótce udało mu się postawić nogę w miejscu, w którym miał może raptem dwa metry luzu. Zamieszanie posiadało wiele minusów, lecz w oczach Castle'a znacznie przewyższały plusy. Przez chaos nikt nie będzie w stanie go wykryć, usłyszeć, a nawet i wywęszyć. Mściciel był przecież tylko zwykłym człowiekiem wśród całych setek innych ludzi. Co prawda odróżniał go jedynie sprzęt, ale kto by teraz zwracał na to uwagę? Każdy wolał ratować swoje życie tak jak instynkt nakazywał.

Na początek Punisher mijał proste uliczki, przy każdej z nich zostawiając pewną niespodziankę. Starał się nie wpaść na dwójkę grasujących tutaj złoczyńców, na pewno nie teraz. Miał w tym zbyt duże doświadczenie. Specjalnie pokonywał dystans w taki sposób, by jak najbardziej pozostać zlanym w tłumie. Metr za metrem, spokojnie, bez podejrzeń. Nawet czaszka malująca na klacie wtapiała się w masę innych (jak nie takich samych) wzorów odzienia. Kiedy wszystko zostało już załatwione, kolejnym etapem było udać się w stronę pomniejszego budynku. Celem było na niego wejść i tam też rozpakować swoje "zabawki". Frank najbezpieczniej czuł się na dachu. Specjalnie wybierał taki, by w razie szybkiej ewakuacji móc z niego zeskoczyć i się nie połamać. Przezorny zawsze ubezpieczony.

Castle prócz swojego standardowego ekwipunku, na tę okazje postanowił wziąć ze sobą karabin M4A1 (tłumik, luneta snajperska, granatnik) noszony na plecach, rewolwer ruger super redhawk schowany w płaszczu zamiast podstawowych Coltów, a także Moździerz M224 - nieposkładany - trzymany w dłoni. To właśnie ten ostatni sprzęt mściciel składał. Miał w tym naprawdę dobrą wprawę, więc zajęło mu to raptem chwile. Kiedy działo zostało załadowane, Punisher przykucnął i sięgnął po swoją lornetkę. Starał się zlokalizować cel, a raczej cele. Nie powinno stanowić to problemu. Łatwo zlokalizować jest kogoś, kto siał chaos, postrach i ogólną rozpierduchę.

Na początku jakby zgubili się nawzajem, szukając siebie po obu stronach, lecz po chwili połączyli siły, wyraźnie wdając się w jakąś konwersacje. Jeden posiadał rogi, zaś drugi wilcze uszy. Tak, kojarzył ich. Nieludzie, których mocy nie powinno się lekceważyć. Byli młodzi, więc ich rozróba zaistniała pewnie w myśl zabawy. Czemu by nie rozwalić czegoś dla jaj, co? Banda gnojków nadających się tylko do piachu.

Działo moździerz M224 to naprawdę precyzyjna broń. Pozwala na "wstukanie" koordynacji poprzez wcześniejszą obserwacje, przez co pocisk wybuchowy trafia idealnie tam, gdzie zostało mu wskazane. Głównie stosowane przeciwko czołgom, bądź innym opancerzonym pojazdom znajdujących się w ciągłym ruchu. Frank wycelował swój w tego o wilczych uszach. Pocisk został odpalony, a towarzyszący temu hałas powinien zostać zagłuszony przez krzyki ratujących się ludzi i wrzeszczących zwierząt. Szansa na ucieczkę oponenta przed rakietą była raczej umowna. Nawet, jeśli w pewnym momencie osobnik dostrzeże ją na niebie, to dostanie raptem kilka sekund na ucieczkę. To i tak za mało, zważywszy na potencjał, oraz zasięg wybuchu takiego pocisku. A warto było wspomnieć także o tym, że obok "wilczka" stał również rogaty. Czyżby dwie pieczenie na jednym ogniu? Zaraz się okaże.

Jeśli po udanym ataku (bądź nie) któryś z nich ostanie się na nogach, to w przypadku wykrycia przez nich pozycji Castle'a, mściciel zeskakuje z dachu, starając się zgubić "ogon" w ciasnych uliczkach zoo.


Ostatnio zmieniony przez Punisher dnia Pią Cze 24, 2016 8:29 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris



Liczba postów : 164
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pią Cze 24, 2016 8:03 pm

Podczas rozmowy Fenris przybrał znów swoją spokojną, niemal nieśmiałą z wyglądu postać młodzieńca.
-Ja przybyłem na Mitgard wiele dni temu. Siostra uwięziła mnie z mojego dotychczasowego więzienia i razem wyruszyliśmy na poszukiwania naszego brata, którego asowie uwięzili gdzieś w tym świecie. - odwrócił się spojrzeć w stronę miasta. - Jednak po naszym pojawieniu się tu zostaliśmy rozdzieleni. Teraz sam próbuję odnaleźć i siostrę i brata, by ocalić ich przed asami.

Wilk stał tyłem jakiś czas po czym odwrócił się, a w jego oczach znów płonął ogień czynu.
- Dawno temu, gdy gościłem na dworze twego ojca, podarował mi broń, abym mógł zmiażdżyć nią naszych wspólnych wrogów. Był to magiczny topór z Uru, wykuty w kuźniach Muspelheimem'u. Zwał się Syöksyhammas i rósł w siłę wraz z moją potęgą. Dawno temu udało mi się nim zdruzgotać Mjölnir'a.

Fenris zapatrzył się w stronę zachodzącego słońca. Nie bylo pewne czy wspomnienia tryumfu cieszyły go, czy smuciły. - Odebrano mi go podstępem, gdy chwytano mnie do niewoli - wilk zacisnął pięść i zęby. - Często marzę o tym, że twój ojciec w swej mocy znajdzie sposób, by broń wróciła w me ręce. Wtedy pomściłbym nim krzywdy wyrządzone mojemu rodzeństwu. Myślisz że...

Coś przerwało rozważania wilka. Zastrzygł uszami i wciągnął powietrze. Gdy się odwrócił zobaczył w powietrzu dziwny obiekt pędzący w ich stronę. Zamiast uciekać, czy odskoczyć ustawił się na jego trajektorii i rozwarł ramiona, żeby go złapać.

***

Po kilku sekundach z dachu budynku nie zostało wiele. Mocno osmolona, kudłata i mierząca dobrze ponad dwa metry wzrostu wydostała się z rumowiska zrzucając z siebie gruz. Fenris zawył. W chmurze opadającego pyłu wyszczerzył zęby. A więc trafił mu się wojownik. Dobrze. Teraz zobaczy na co stać Mitgardczyków.

Już miał oddać się dawno zapomnianej radości polowania. Czuł niemal namacalną ekscytację z radości rozerwania godnego przeciwnika gołymi rękoma, gdy nagle jakiś impuls przeszedł przez tył jego głowy.

Morgulus.

Wilk za pomoca wechu szybko odnalazł pod gruzowiskiem miejsce gdzie padł jego przyjaciel i starał się wydobyć go z gruzu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drakon



Liczba postów : 106
Data dołączenia : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pią Cze 24, 2016 8:45 pm

Huk wystrzału, reakcja na zagrożenie, zimno, woda, ciemność... i znowu reakcja. Należało powróci do domu, do Stanów Zjednoczonych. Zamiast w Waszyngtonie, smok wyciągnął ich z wody w Nowym Jorku. Podróż była szybka, wręcz błyskawiczna. Skoro Kenneth stracił przytomność, on przejął kontrolę, rozbił ciało człowieka i w postaci cząsteczek lodu przetransportował na dużej odległości. Potem wystarczyło złożyć. Jednak po odtworzeniu, nie zwrócił światu Kennetha Walkera, lecz dał siebie. Ostatnim razem gdy był sobą, spotkał wspaniałego maga. Istoty magiczne są w tym świecie rzadkością, on sam czuje się niczym relikt.
Drobinki lodu zaczęły zbierać się i wirować pod wodą, około pięciu kilometrów od brzegu. Formowanie smoczego ciała poszło błyskawicznie, pomimo ponad dwustu sześćdziesięciu dwóch centymetrów wzrostu oraz ponad czterystu kilogramów wagi. Zapewne był to efekt lat doświadczenia w posługiwaniu się sztuką, jaką była smocza magia. Dla niego, już nawet niezauważalne. Przyjemne uczucie chłodu, choć dla niego ledwo zauważalne, pojawiło się przy kontakcie łusek z otaczającą go wodą.
Skrzydła smok rozsunęły się powoli na boki, a następnie jednym zamaszystym ruchem - wręcz uderzeniem - pozwoliły mu wystrzelić z wody niczym rakieta. Pomknął ku wysokiemu niebu, by białe łuski skryły się wśród chmur, na nieboskłonie. Od Nowego Jorku należałoby udać się na południe, by dotrzeć do domu Kennetha. Do Waszyngtonu. Lub bezpośrednio do znajdującej się gdzieś tutaj bazy SHIELD. Po drodze musiałby jednak zmienić ciało.
Nie zastanawiając się już dłużej, smok ruszył spokojnym lotem na wysokości kilku tysięcy metrów. Było to raczej szybowanie z wiatrem, aniżeli agresywny lot. Trzymał daleki dystans względem okolicznych obiektów, więc ludzkie oko go nie uchwyci. Prawda, kamery, satelity... kto by się tym teraz przejmował?
Białołuski nie planował niczego nadzwyczajnego. Lot miał spokojnie przeprowadzić go nad Nowym Jorkiem, do kolejnego celu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie smocze zmysły. Pozwoliły one odebrać mu ból, cierpienie, panikę. Tak silną, wszystko w jednym miejscu. Skrajne emocje spowodowane były wystąpieniem zagrożenia. Serce zaczęło podpowiadać gadowi, by ruszył z pomocą. Przysięgał przecież, tysiące lat temu, w swym świecie. Jednak to nie był jego świat... nadal jednak, jego zobowiązanie.
Saurian uderzył skrzydłami i skierował swój lot ku źródłu. Posłał swój umysł przed sobą, pozwalając sobie wybadać sytuację zanim dotrze na miejsce. Dzikie zwierzęta, wypuszczone z klatek, atakujące ludzi. Obie strony odczuwały strach, jednak to naturalni predatorzy mordowali rodziny z dziećmi. Nie powinien interweniować, przecież się ujawni! Głupstwo! Brak rozwagi! Dziecinada!
Krzyk człowieka, młodego mężczyzny, obił się o czuły słuch gada. Wzrok stwora skierował się ku niemu, by dojrzeć osobę uciekającą przed stadem dzikich psów. Człowiek potknął się, wywrócił. Skulił, wiedząc, że nie zdąży wstać, licząc, że jakoś przeżyje. Gniew, strach, instynkt przetrwania...
Potężny huk rozległ się po okolicy, gdy ponad dwu i pół metrowy smok wylądował agresywnie na ziemi, wgniatając ją nieco pod sobą. Sam nie do końca wierzył w to co robi. Jego łapy spoczęły na ziemi tuż przed głową bezbronnego człowieka, przerażonego i skulonego. Wyprostowana sylwetka smoka, samo umięśnienie, masa, rozmiar - już to wystarczyło by zwierzęta zatrzymały się oraz zwątpiły. Dookoła panował chaos, znajdowali się ranni oraz martwi ludzie. Ciężko było przyjąć do wiadomości, że należy się do tego miejsca, do tego świata. Młody człowiek, czując, że psy nie atakując, podniósł powoli wzrok by ujrzeć smoczą łapę. Niepewny i przerażony podniósł głowę do góry, szorując wzrokiem po ogromnej sylwetce białego gada. Ten, widząc zachowanie bezbronnego, pochylił się lekko i wyciągnął ku niemu lewą rękę. Dla niego było to naturalne, w jego świecie byłoby to normalne. Strażnik podający rękę temu, kogo ma chronić. Tutaj... tutaj było inaczej. Jednak ktoś musiał to zrobić, ktoś musiał tu być. Mężczyzna, chyba nie do końca świadom, przyjął pomoc. Jego mała - w porównaniu ze smokiem - dłoń chwyciła nadgarstek gada. Smok złapał go za rękę i pomógł mu wstać, a następnie pociągnął z umiarem za siebie, chowając mężczyznę za swą posturą.
Dzikie zwierzęta wzięły się za siebie i postanowiły zaatakować, ruszyły ku łuskowatej, pradawnej bestii... a potem zamarły, padając na ziemię, całe stado niemalże w tym samym momencie. Ich oczy zrobiły się puste, mięśnie i ścięgna zdrętwiały... a ciała zostały następnie rozerwane od środka przez krwawe lodowe ostrza które utworzyły się w ich żyłach oraz tętnicach. Krew rozprysnęła się wszędzie, widok był okrutny, przerażający - śmierć jednak, szybka i bezbolesna. Te zginęły, zasmakowały już ludzkiej krwi. Jednak innych nie musiał czekać ten sam los. Smok postanowił odwrócić to, co obcy uczynili. Dzikie zwierzęta zaczęły być splątywane przez lodowe łańcuchy, dookoła nich pojawiały się lodowe klatki które uniemożliwiały im ucieczkę. Smocza magia była niepowstrzymana, z tych krat nie uciekną bez jego woli. Nie zagrożą więc już sobie ani ludziom.
Obrońcy praw zwierząt zapewne wzajemnie siebie ukrzyżują, obedrą ze skóry i spalą dookoła tego ZOO. Niemniej jednak życie ludzi miało tutaj większą wartość, od życia tych zwierząt. Oczywiście, Saurian nie zabił wszystkich, jedynie mięsożerców mogących stanowić zagrożenie dla mieszkańców tego miasta. Skończyłoby się to w ten sposób - policja strzelałaby do tych istot. On oszczędził im bólu oraz ludziom - dodatkowych ofiar.
Pozostali jedynie dwaj, ci którzy to spowodowali. Saurian skierował swe spojrzenie ku Fenrisowi oraz Morgulusowi. Bez uczuć, bez nienawiści czy gniewu. Skrzydła smoka rozłożyły się na chwilę, a następnie zsunęły powoli i przyległy ponownie do jego ciała. Widzieli go, mieli masę czasu by przyjrzeć się z kim mają do czynienia. Smok mógł dotknąć ich umysłu, jednak postanowił się powstrzymać. Jego własny był chroniony, jego byt pozostanie dla nich tajemnicą. Powinien teraz zaatakować. Powstrzymał się jednak, by dać im możliwość... wykonania pierwszego ruchu. Dopiero co zwrócił sobie wolność po tylu latach. Niech dadzą mu skorzystać, tak dawno nie walczył.
Zamiast tego, smok pozwolił sobie na skorzystanie ze swej magii. Bez żadnych gestów, bez słów czy efektów specjalnych. Po prostu obniżył temperaturę otoczenia, wymusił na naturze teren parku spowiło zimne powietrze. Oczywiście nie przesadzał, mając na uwadze życie ludzi i samych podopiecznych ZOO. Dalej stał wyprostowany, bez żadnej specjalnej pozycji - frontem do dwójki istot. Czekał, spoglądając na nich w milczeniu, bez żadnych emocji które mogłyby pojawić się na jego pysku. Oni znajdowali się na budynku, on na ziemi. Nieszczególna przewaga z ich strony.
Uwagę czułych zmysłów zwrócił odgłos wystrzału. Niby nic takiego, pewnie nie wyłapałby o co chodzi - gdyby wcześniej Kenneth nie miał takiego kontaktu z podobnym sprzętem. Odgłos urządzenia o dalekim zasięgu, jednak odpalonego dość niedaleko. Pocisk nie leciał w jego kierunku, jednak... w odpowiedzialnych za to? Kara z niebios? Wtedy też stało się coś przez co smok... zwątpił. Głupiec próbujący złapać ludzki pocisk? Czyżby tak to się miało zakończyć? Nie będzie mógł walczyć, bo zginą zanim zaczną?
Saurian szczerze powątpiewał w możliwość ocalenia ze strony przeciwników. Jednak nie zamierzał być gorszym od tajemniczego strzelca. Skoro już zaczęli, warto wywiesić flagę. Co prawda jego czyny raczej mówiły same przez siebie. Smok zacisnął prawą dłoń, pozwalając energii swobodnie przepływać przez jego ciało. Wykorzystał ją, by uformować w swej dłoni długą na pięć metrów, lodową włócznię. Po stworzeniu prostej broni, smok podniósł rękę do góry, cofnął korpus oraz prawy bark do tyłu, a następnie z zamachu rzucił obiektem nad uszkodzony budynek. Włócznia - po znalezieniu się centralnie nad budynkiem - miała eksplodować i rozpaść się na setki małych, lodowych igieł których celem było wbicie się w ziemię oraz ranienie lub likwidacja wszystkiego co się pod nimi znajdzie. Czyli prawdopodobnie dwóch odpowiedzialnych za zamieszanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgulus



Liczba postów : 19
Data dołączenia : 20/06/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Sob Cze 25, 2016 3:51 pm

Ciężkie życie miał pan wilk, ale tak niestety bywa jak jest się potomkiem najbardziej wyklętego osobnika. Już miał odpowiadać na jego słowa, ale jego zmysły zarejestrowały coś niezwykłego, a przy tym niebezpiecznego. Najpierw usłyszał dźwięk, który był niepokojący, a następnie dostrzegł zbliżający się w ich stronę pocisk, który nie wróżył niczego dobrego.
Morgulus nie zamierzał czekać, a tym bardziej dokańczać rozmowy, gdyż w tym momencie musiał pokazać jak wygląda bycie wychowanym przez Surta. Miał kilka odruchów, ale najważniejszym była walka, która przychodziła mu automatycznie i bez zastanowienia złapał swoją włócznie i wykorzystując swoją nadludzką siłę, ale też i zwinność posłał broń w stronę obiektu.
Oręż wykuta w ogniach Muspelheimu był niezwykle precyzyjny, a wykorzystany przez odpowiednią osobę zabójczy. Zdolności, które posiadał powinny mu na to pozwolić, ale przezorny zawsze ubezpieczony! Dlatego też demon natychmiast zmienił swoje położenie, a aby tego dokonać wykorzystał swoje predyspozycje. Odbił się od powierzchni budynku zaraz po wypuszczeniu włóczni, która miała przedziurawić pocisk, a następnie przebić tego który stał za atakiem. Wszystko dzięki wykorzystaniu tej samej trajektorii lotu.
Skok Morgulusa był pewny i silny, gdyż chciał wykorzystać swój cały potencjał. Nie powinien mieć problemu z wyjściem z pola rażenia, gdyż uznał, że nie zatrzyma się i zwiększy jak najbardziej dystans od epicentrum wybuchu, o ile jego broń nie poskutkuje. Wiedział, że los bywa różny i dlatego też był przygotowany w ostateczności do wchłonięcia ognia.
Jeżeli zmiana położenia nie wyjdzie, a on zostanie narażony dodatkowo na atak ze strony lodowej bestii, która postanowiła skończyć z życiem wielu zwierząt, a przy tym podziurawić ich stworzonymi z zimnego diabelstwa igłami. Morgulus gdy tylko ujrzy, że tworzy się coś lodowego przygotuje swoje ogniste zdolności!
Skumulowana energia kinetyczna atomów miała stworzyć potężną falę ognia, która w postaci wybuchu miałaby stopić narażający go na niedogodności atak. Jak widać Midgardcy obrońcy nie są bohaterami, a tylko zwykłymi rzeźnikami. Wybuchy, lodowe ataki i tak naprawdę wszystko mogło mieć gorsze skutki, niż samo uwolnienie zwierząt. Na szczęście Morgulus znał się na walce, a tak naprawdę wychował się na niej. Najpotężniejsze ognie Muspelheimu płynęły w jego żyłach, a on musiał je tylko odpowiednio wykorzystać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry


Liczba postów : 413
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Sob Cze 25, 2016 10:02 pm

Rozgardiasz, chaos oraz mówiąc kolokwialnie rozpizgaju działo się w Bronxowskim Zoo. Ludzi było na szczęście coraz mniej, chociaż ofiary i tak będą dosyć liczne jak na takie zdarzenie. Policja wraz ze specjalnymi służbami pewnie niebawem się zjawią by próbować łapać zwierzęta i ponownie zamykać je do klatek. No, ale do tego jest jeszcze sporo czasu.
Fenris i Morgulus nie mieli kontaktu z bronią midgardczyków, więc nie mogli na początku rozpoznać wystrzału z moździerza. Pomijając to, że pocisk po prostu jest spadającym z zawrotną prędkością obiektem to nie wydawał żadnego świstu jak w grach wideo. Dało się dostrzec, że coś spada z ogromną prędkością ale szansa na wyliczenie trajektorii skąd strzelono oraz próba złapania tego z takiej odległości nie mogły się skończyć dobrze. Znaczy mogły gdyby zagrożenie rozpoznano odpowiednio wcześnie. Pocisk trafił pomiędzy Morgulusa i Fenrisa. Poczuli mocne szarpnięcie, w uszach im zadzwoniło, a jeszcze wcześniej zobaczyli wybuchający pocisk. Rzuciło nimi znacznie w tył, a następnie zostali przysypani gradem lodowych igieł, które dotkliwie obu poraniły. Morgulus zniósł to trochę lepiej niż jego towarzysz, dlatego miał tylko jakieś mniejsze rany szarpane na wysokości klatki piersiowej oraz kilkanaście lodowych igieł rozsianych w okolicy torsu. Fenris zniósł to już nieco gorzej, bo ran szarpanych było więcej i pokrywały znaczną część przodu ciała. Na dodatek w niego również powbijały się lodowe igły.
Podsumowując obaj wyglądali jak nieco poszarpane poduszki na igły.

/Teraz wytłumaczenie dlaczego Punisher dał radę was trafić. Po pierwsze żadne z was nie miało kontaktu z moździerzem i nie wiecie jaki to jest dźwięk. Po drugie wokół panuje istny zwierzyniec i dźwięk po prostu był zagłuszony przez te wszystkie odgłosy zwierząt i ludzi. Pocisk moździerza leci z naprawdę ogromną prędkością, a nawet jakby któryś z was dał radę go złapać to uruchomilibyście zapalnik. Tylko w grach jest ten patent, że słyszy się lecący moździerz. Z określeniem odległości widząc pocisk od połowy lotu również jest dosyć ciężko (zakładając, że jest się w stanie zareagować).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgulus



Liczba postów : 19
Data dołączenia : 20/06/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Sob Cze 25, 2016 11:46 pm

No i tyle było z przeszkolenia w walce i wewnętrznych instynktów demona! Został właśnie zmieciony przez przebrzydły pocisk jakiegoś Midgardczyka, ale to nie było najgorsze. Jego zdolności do absorbowania, a nawet wytwarzania ognia również zawiodły. Przypadek? Możliwe, że Midgard nie jest wcale taką przyjazną krainą jak sądził.
Morgulus pozbierał się jak najszybciej i nie zamierzał czekać na kolejny atak, a po prostu wycofać się jak najdalej. Walkę może i mógłby wygrać, ale tylko w momencie gdyby dorastał siłą swemu ojcu. Bytowi, który jest w stanie stanąć do pojedynku z Odynem. Możliwe, że Wszechojciec postanowił zaingerować. Ewentualnie rządy wszystkich państw, które pewnie nie spodziewają się co dzieje się w Zoo w Nowym Jorku.
Młody pół gigant postanowił, że wykorzysta całe zamieszanie, które wcześniej utrudniło mu skorzystanie z nadludzkich zmysłów i całej reszty. Uderzenie z tej dziwnej broni sprawiło, że otoczyła ich mgła kurzu i dymu, a to była dobra okazja do wycofania się. Zaczął biec ile sił miał w nogach, a co jakiś czas wykonywał skok. Zmienił się też jak najszybciej w swoją demoniczną formą, a to dlatego, że chciał jak najszybciej uniknąć tego całego cyrku, który miał go czekać.
Wykorzystywał zawrotne uliczki, a w tłumie ludzi zmieniał swą postaci by się w niego wmieszać, a następnie znowu wracał do swej prawdziwej i bardziej mrocznej.

z.t - o ile będę miał taką możliwość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris



Liczba postów : 164
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Nie Cze 26, 2016 10:49 am

To co wygrzebało się z gruzowiska, w niczym nie przypominało młodzieńca, który wcześniej rozmawiał z demonem na dachu. Mierząca sporo ponad dwa metry sylwetka, była mieszaniną futra i stalowych mięśni. Oczy lśniły my karmazynowym blaskiem. Jego futro w wielu miejscach było widocznie poparzone, a on sam splunął krwią na podłogę. Powoli podniósł się z kolan. Chwilowo wnętrze budynku dawało mu pewną osłonę, ale dumny Agardczyk nie zamierzał z niej długo korzystać.

Wilk już miał w szale wyskoczyć na nieznanych przeciwników, gdy nagle poczuł znaną już sobie woń. Nie dowierzając sięgnął za plecy i z impetem wyrwał sobie jeden z lodowych sopli, które ugrzęzły w skołtunionym futrze. Tak, teraz był pewien. Odnalazł tego, którego szukał.

Odwrócił się rozglądając się za Morgulusem. Chciał ostrzec go przed niebezpieczeństwem i zalecić ucieczkę, jednak demon był na tyle mądry, że wpadł na to bez pomocy wilka. - Szkoda że ja taki nie jestem - pomyślał potrząsając głową. Nie miał innego wyjścia. Był tu jego wróg. Fenris nie mógł się mylić. Ta po trzykroć przeklęta woń, która nie miała miejsca ani w Asgardzie, ani w żadnym z dziewięciu światów. Głęboko wryła mu się w pamięc, będąc jednym z pierwszych zapachów, jakie wilk poznał po przybyciu do Mitgardu. Krew napłynęła mu do żył na myśl o tym wspomnieniu. Nie liczyło się już zoo, Morgulus, czy tajemniczy pocisk, który zniszczył dach.

Wilk wyszedł powoli starając się zanalizować pole walki za pomocą węchu. Wiedział w którym miejscu znajduje się smok, a szczerze mówiąc nie obchodziło go wiele więcej.

-TY!- Ryknął na smoka oskarżycielsko wskazując na niego szponem. - GADAJ, CO ZROBIŁEŚ Z MOJĄ SIOSTRĄ, POCZWARO! - Fenris ryczał tak, że ciężko było zrozumieć jego słowa. Przeczuwając zmieszanie smoka dodał - WIELE DNI TEMU SPOTKALIŚMY CIĘ RAZEM Z MOJĄ SIOSTRĄ. OFEROWALIŚMY POMOC W LECZENIU DRUCHA! TAK SIĘ NAM ODPŁACZASZ, POMIOCIE FAFNIRA? - wilk splunął na ziemię krwawą plwociną w geście pogardy. - OPUŚCIŁEM WAS NA CHWILĘ, A GDY WRÓCIŁEM, NIE BYŁO PO WAS ŚLADU! OD TAMTEGO DNIA SZUKAM HELI PO MIDGARDZIE! - Fenrir złapał pobliski kawałek gruzu i cisnął nim w smoka. Bardziej dla wyładowania agresji, niż żeby trafić gada. Czuł, że szał przejmuje nad nim kontrolę, a tego nie chciał. Na razie. - GADAJ WIĘC, CO JEJ ZROBILES? ZAMKNĄŁEŚ JĄ W MENAŻERII, TAKIEJ JAK TA? CIESZY CIĘ WIDOK ISTOT ZAMKNIĘTYCH ZA KRATAMI? - To był błąd. Fenrir poczuł jak na wspomnienie własnego uwięzienia pęka w nim żyłka. - TYLE DLA CIEBIE ZNACZY: "NIEPOKONANY MUR ZAUFANIA, KTÓRY UTWORZY I OBRONI NASZĄ PRZYJAŹŃ"? - zacytował pogardliwie słowa gada, które usłyszał wiele dni temu. - NAJPIERW PORYWASZ SIOSTRĘ, A TERAZ  ATAKUJESZ BRATA. TYLE WARTE SĄ SŁOWA SMOKA! CHCESZ MNIE ZAMKNĄĆ, RAZEM Z NIĄ? NIEDOCZEKANIE TWOJE!

Fenrir przestał mówić, dyszał ciężko wciąż wpatrując się krwawo w gada. Żyły widocznie pulsowały mu pod mięśniami, a on resztkami sił starał się utrzymać nad sobą kontrolę. Wyglądał niczym koszmar. Posklejane od krwi futro, resztki lodowych kolców sterczących mu z pleców. Z uzębionej paszczy wydobywał się ciężki głęboki oddech. Krew na kłach była jego własną, ale dodawała bestii nieziemskiej powagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Punisher



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Nie Cze 26, 2016 2:11 pm

Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Pocisk z moździerza trafił perfekcyjnie we wskazane wcześniej miejsce, dlatego jedynym, co w tej chwili pozostawało, to czekać na dalszy rozwój sytuacji. Frank cały czas stał w tym samym miejscu, gdyż na chwile obecną nie było potrzeby się przemieszczać. Patrzył przez lornetkę w kierunku pokaźnej eksplozji, obok której przy okazji pojawił się ktoś jeszcze. Na pierwszy rzut oka był to smok. W zoo raczej takich nie trzymali, więc musiał być to kolejny nadczłowiek. Ten jednak wyróżniał się od reszty pod względem zachowania. Castle wyłapał nawet, iż gad próbował powstrzymać dwójkę winnych katastrofy, tak samo, jak i on. Nie było więc potrzeby go unicestwiać. W oczach mściciela nie zasłużył na karę, lecz na medal.

Wzniecony przy eksplozji dym co prawda przysłaniał dwójkę oprawców, lecz nie było łatwo się domyślić, że zwyczajnie leżeli pod gruzami znacząco ranni. To nie oznaczało, iż był to koniec. Miał do czynienia z nadludźmi, więc wielce prawdopodobnym było, że za moment się podniosą. Punisher niedbale odrzucił lornetkę na bok, po czym ściągnął z pleców swoje M4A1 w pełnym doposażeniu. Od razu przystawił prawe oko do snajperskiej lupy i zaczął skanować miejsce zdarzenia. Pozycję posiadał wręcz arcy dogodną. Z tej wysokości na dachu miał dosłownie całe zoo na pełnym widoku. Nie musiał martwić się o chaos, ani o to, że ktoś stanie mu na drodze, przeszkadzając. Ludzie przemieszczali się dołem, a instynkt samozachowawczy kazał uciekać im w stronę wyjścia. Jeśli któryś z jego celów postanowiłby się przemieścić, Frank ze względu na pozycje mógł odstrzelić go jak niczym spłoszoną kaczkę.

Tak też po chwili się stało. Z opadającego już powoli dymu wyłonił się ten rogaty. Skłonił się do tchórzliwiej ucieczki, zostawiając swojego kolegę na pastwę losu. Cóż za paskudne niedoświadczenie w boju. W wojsku ani na myśl by nikomu nie przyszło, by zostawiać rannego "brata" na polu bitwy. Rogaty wybiegł w przerażeniu, a Castle spokojnie to dostrzegł. W miejscu wybuchu momentalnie zrobiło się luźno od cywilów z przyczyn oczywistych, dlatego jego cel był jedynym, który wyszedł z zadymienia. Nim zdąży w ogóle wtopić się w otoczenie, trochę mu to zajmie, a do tego czasu mściciel spokojnie obierze go na muszkę. Do tego dochodził również fakt, że rogaty był ranny, co powinno znaczniej ograniczać jego mobilność.

- One batch, two batch, Penny and Dime.

Wyszeptał pod nosem nazwę ulubionej książeczki swojej zmarłej córki, nieustannie mierząc przez wieko lupy do uciekającego. Punisher robił to niemal zawsze przed pociągnięciem za spust. Uwielbiał, wręcz kochał to uczucie, kiedy zaraz posłać miał kolejnego łotra do piachu. To był ten moment, który pozwalał mu przestać myśleć o swojej tragedii choć na kilka sekund. Właśnie przez te sekundy na chwile wracał do bycia Frankiem Castle, a nie śmiercionośną maszyną w postaci Punishera. To był jeden z najważniejszych powodów, dla których nieustannie zabijał i karał zbirów. Oni bowiem dostarczali mu kolejnej dawki, przy której poczuć mógł się lepiej. W ten sposób rewanżował się za to, co go spotkało, choć doskonale wiedział, iż jego głód nigdy nie zostanie zaspokojony, a żniwa będą trwały wieczność.

Mściciel wstrzymał oddech i zamknął usta, przygotowując się do oddania strzału. Jeśli by tego nie zrobił, różnica ciśnień przy wystrzale mogłaby rozerwać jego siatkówkę oczną. Podstawowa wiedza każdego wojskowego, mierzącego się z bronią ponadstandardową. Wkrótce oddana została precyzyjna seria sześciu strzałów. Była najbezpieczniejsza i wystarczyła w sam raz. Jeśli trwałaby dłużej, pociski stałyby się wówczas mało celne ze względu na odrzut broni o tak potężnym kalibrze. Frank celował w nogi uciekającego. Udo, podudzie, łydkę, piętę - nie miało to znaczenia. Cel i tak powinien zostać powalony na glebę. Co prawda miał do czynienia z nadczłowiekiem, i jego wytrzymałość przewyższała tą, jaką posiadali zwykli ludzie, lecz mówimy tutaj o pociskach z M4A1 o amunicji dodatkowo penetrującej. Takiej serii nie jest w stanie zatrzymać nawet kamizelka kuloodporna, która zostałaby przeszyta na wylot po obu stronach.

Castle nie zamierzał gubić rogatego z oczu, dlatego stał i obserwował swoje rezultaty. Miał również ciekawą przewagę w topografii otoczenia. Punisher znał to zoo doskonale i żadna uliczka nie była mu obca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drakon



Liczba postów : 106
Data dołączenia : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Nie Cze 26, 2016 7:14 pm

Huk eksplozji, kłęby dymu oraz kurzu zebrały się w powietrzu. Lodowy smok zmruży swe powieki, skupiając wzrok na uszkodzonym budynku. Czyżby zginęli...? Nie, oczywiście, że nie. Więcej wolności dla niego. Coś poruszyło się, osłaniane krótką chwilę przez cały ten dym. Rogate stworzenie wydostało się na zewnątrz... i zaczęło uciekać. Tchórz. Zabijać słabszych od siebie - pierwszy. Stawić czoła zagrożeniu, ostatni. Saurian nie zamierzał marnować na niego swego czasu.
Jego umysł wysłał impuls dookoła, taki sam jak poprzednio. Znowu tworzył dla siebie mapę mentalną, która miała ułatwić mu zadanie rozeznania się w sytuacji. Jego ekstremalnie, względem ludzkich, wyostrzone zmysły - miały swoje ograniczenia. Każda dodatkowa możliwość analizy sytuacji była mu na rękę. A znajdował się na miejscu osobnik o którego istnieniu ten gad chętnie dowie się więcej. W końcu mistrz miał nieco pojęcia o broni tego świata, dzięki swemu uczniowi. Moździerz z którego wystrzelono, nie mógł być obsługiwany przez byle kogo. Nie z taką precyzją. Pytanie czy on zaraz nie stanie się drugim celem ataku. Skan odnalazł mężczyznę znajdującego się na budynku. Nie miał względem smoka złych intencji, nie mierzył w jego kierunku. Widać więc pracowali ku chwale tej samej sprawy. Przynajmniej w tym momencie.
W końcu z dymu wydostał się drugi osobnik. Wyskoczył ku białołuskiemu, wylądował niedaleko. Był zły, rozpierał go gniew. Na nim nie robiło to jednak wrażenia. Choć mógł przyznać, że raczej nie planował względem siebie pytań typu "co zrobiłeś z osobą spośród mej rodziny". Ale może to tylko on. Niemniej jednak wilkowata istota mówiła do niego dalej. Smok przekrzywił łeb delikatnie w bok. Siostra? Wyleczeniu druha? Kennetha? Zapewne mówił o Heli. Był tam mężczyzna, zapewne Fenris, którego tamta samica przedstawiła. Nie byli z Ziemi. Prawdą było, że wtedy bardzo mu pomogli. Hela wezwała na pomoc swego towarzysza, który wyleczył ciało Drakona. Bez tego musiałby wykazać sporo więcej własnego wysiłku. Obiecał im swą przyjaźń, gotowość do wspomagania ich sprawy. Pojawiła się więc pewna komplikacja. Czyżby miało właśnie dojść do bratobójczej walki?
Kobieta rzekomo zniknęła. To oczywiste, ciężko by ukrywając się - siedzieli cały czas w jakimś rozpadającym się budynku. Ten "rywal" był strasznie nieobliczalny. Zaślepiony przez emocje, nie miał pojęcia o kontakcie ze smokiem. Ku lodowemu władcy skierowano gruz... on rzucił w niego gruzem. Smok stał tak, gdy ten podnosił kamień, zastanawiając się czy to ten moment kiedy powinien poderżnąć mu krtań i pójść dalej przez życie. Wstrzymał się jednak. Pierwsza myśl mówiła, by ustąpił ataku. Jednak za nim dalej stał ten niepozorny cywil, który uznał, że mur jakim jest ponad dwu i pół metrowy smok = doskonała kryjówka. Raz uratował, to uratuje po raz drugi? Oczywiście, mógł to przyjąć na klatę. Na jego łuskach po takim ataku nie pozostanie nawet ślad. Wątpił by wilk dysponował czymkolwiek co zdolne byłoby do zranienia go. Niemnie jednak, niech go zaskoczy.
Białołuski otoczył nadlatujący kamień lodową magią, pokrywając go swym żywiołem, a następnie miażdżąc w powietrzu i puszczając, by kruszyny upadły na ziemię. Znowu bez ruszenia chociażby palcem. Niech wilk wie, z kim zadziera. Niemniej jednak, wilk kontynuował swą wypowiedź. Przywołał jego słowa... tylko, że go nie było w momencie ich wypowiedzenia. Skąd więc wiedział? Twierdzi przecież, że nie spotkał swej siostry.
Saurian postanowił ponownie zaatakować. Mało mu pomyślunku, bo zostawić w swym ciele broń swego przeciwnika. Smok postanowił uderzyć na dwóch płaszczyznach. Pierwszą była telepatia. Proste psioniczne uderzenie skierowane w umysł Fenrisa. Jeśli nie posiadał stosownej ochrony przed telepatami, to dostanie migreny. Nie miał to mu wyrządzić krzywdy, a raczej "dać w łeb". Ręce smoka wciąż spoczywały swobodnie wzdłuż jego ciała, pozwalając mu w każdej chwili odpowiednio zareagować na przeciwnika. Był nieco większy, jednak nadal niższy od smoka. Pewnie łatwo tego nie przeżyje. Drugim etapem było skierowanie energii ku igłom w ciele wilka. Lodowym igłom, stworzonym przez smoka. Obie czynności trwały oczywiście sekundę, może mniej. Gad chwycił owe igły swą magią, a następnie szarpnął nimi by wbić je jeszcze głębiej do wnętrza ciała wilka. Nie ważne czy na plecach, czy korpusie, ramionach, pysku. Każda miała wejść głębiej, spowodować ból i wyrządzić szkody. Oczywiście żadna nie miała przejść na wylot. Nie chciał go zabić. Jeśli ten głupiec rzeczywiście był bratem Heli, nie byłoby to wskazane. Jednak lekcja wychowawcza wyraźnie mu się należała. Znów nadszedł czas na kontakt z umysłem. Skoro nie był to telepata, to może nawet nie poczuje dotknięcia swego umysłu. Przesłania myśli smoka, informacji drogą telepatyczną.
/Twoja "siostra" usłyszała me słowa po tym, jak ty oddaliłeś się. Skoro jej nie spotkałeś, a od tamtego czasu poszukujesz... jakim sposobem je znasz?/
Zapytał, ciekaw co oszust odpowie na jego słowa. Nie chciał już wspominać o różnicach w zachowaniu pomiędzy tamtym, a tym osobnikiem. Tamten był bardziej dostojny, pewny. Ten mógłby być co najwyżej wrakiem poprzednika którego spotkał. Nieobeznany nawet w sztuce manipulacji informacją, którą nieudolnie próbował tutaj wykorzystać. Po okolicy tymczasem rozeszły się odgłosy wystrzałów. Człowiek znajdujący się na budynku wyraźnie nie zamierzał uznać tchórzostwa jednego z potworów. Widać nie każdy miał dzisiaj dobry humor.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry


Liczba postów : 413
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Sro Cze 29, 2016 9:29 pm

Cywil, który stał za smokiem postanowił chyba już nie nadużywać jego protekcji. Mówią, że do trzech razy sztuka a skoro Fenris stał się teraz duży i straszny to człowieczek postanowił wykonać taktyczny odwrót. Oczywiście był wdzięczny smokowi za to, że tamten go ochronił ale akurat tak się złożyło, że wolałby być jak najdalej od rozszalałej wilczej bestii. Strach wziął górę nad ciekawością. Morgulus natomiast szykował się do ucieczki, a jego czynnik regenerujący zajmował się leczeniem otrzymanych wcześniej ran. Jako, że miał do czynienia z bronią palną, a raczej słyszał kiedyś wystrzały to mógł zorientować się o potencjalnym niebezpieczeństwie i uniknąć części pocisków. Jako, że obrane przez niego cele nie zawsze należą do tych najlepiej opancerzonych zwłaszcza od strony tylnej to przy takiej amunicji poczyniło to pewne szkody. Pociski nie wbiły się wprawdzie głęboko, ale dały radę obalić demona na chwilę. Czynnik regenerujący zaczął wypychać pociski na zewnątrz i pozwalał na kontynuowanie biegu. Tym samym umożliwiając ukrycie się za osłoną i wyjście z zasięgu Punishera. Chociaż do ukrycia się w tłumie jeszcze trochę brakowało. (Punisher może podjąć próbę pościgu. Następny post będzie decydujący czy uda się uciec czy nie.)
Tymczasem Saurian zaatakował mentalnie Fenrisa sprawiając, że odczuł on bardzo bolesną migrenę, a zaraz potem wbijane kolce we własne ciało. Ból z tej lodowej akupunktury był naprawdę dotkliwy. Regeneracja próbowała coś zaradzić i stopniowo wypychała powbijane kolce, które sprawiły wilkowi intensywną dawkę bólu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris



Liczba postów : 164
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Czw Cze 30, 2016 2:50 pm

Gdzieś w okolicy padło kilka kolejnych głośnych huków, które zdały się towarzyszyć tym dziwnym atakom z dalekich odległości. Żaden z nich nie sięgnął Fenrisa, a wilk szczerze wątpił, że strzelec po prostu spudłował. Miał nadzieję że Morgulus zdołał ujść cało, ale to znaczyło że teraz on stanie się celem ataków. Teraz musiał być po dwakroć czujny.

Mierzył wzrokiem swojego przeciwnika, próbując go ocenić. Niestety, smocza, pokryta łuską twarz nie zdawała się wyrażać żadnych emocji. Widać smoczy przeciwnik był typem, który najpierw wolał strzelać, później zadawać pytania, bo w odpowiedzi na słowa Fenrisa odpowiedział po prostu kolejnym popisem nadnaturalnych umiejętności. Lodowe zadrżały nagle i poruszyły się. Widocznie przeciwnik zamierzał przekłuć go jak worek pszenicy. To nie było najgorsze. Wilk przyzwyczajony był do zimna i bólu, który tylko podniecał jego szał.

Potem nastało gorsze. Gdy Drakon spróbował dostać się do umysłu Fenrisa najpierw trafił do kawałka umysłu, który w żaden sposób nie był broniony przed wstępem. Wszystkie mentalne bariery, zaczynały się dopiero od tego miejsca. Jak gdyby był to przedsionek, w którym wilk witał gości wewnątrz własnego umysłu. Gdyby smok to potrafił, mógłby wyczuć tutaj wiele pozostałości po umyśle Hel, którego też przecież dotykał. Drakon jednak zebrał się w garść i zaatakował umysł potwora impulsem. Umysł Fenrisa okazał się większym wyzwaniem, niż przeciętnego wojownika, jednak nie stanowił żadnego wyzwania dla pradawnej smoczej magii. Uderzenie zadudniło o ściany umysłu wilka, a ten zaryczał donośnie.

Mentalny cios do reszty wyzwolił szał Fenrisa. Stracił te resztki siły woli, które wykorzystywał do powstrzymania się przed rzuceniem na gada. Jeszcze zanim Drakon skończył "mówić" w jego głowie. Fenrir wystrzelił na przód. Opadł na cztery łapy i błyskawicznie zmniejszył odległość między sobą a smokiem. Z każdym susem stawał się o kilka centymetrów większy, a jego zmysły wyostrzały się. Gdyby Drakon spróbował odpowiedzieć ogniem, wilk biegłby zakosami, gdyby chciał stworzyć barierę, stratowałby ją. Nic nie zatrzyma wilka Asgardu gdy trwa szał krwi. Gdy był już blisko posiadał znaczącą przewagę wzrostu nad smokiem. Po zmniejszeniu dystansu wilk zwierzęco skoczył na ofiarę. Z niesamowitą prędkością wybił się i poleciał w jego stronę. Nie rzucił się jednak do gardła, a do jednego ze skrzydeł smoka, by odebrać mu jedną z ewentualnych dróg ucieczki. Gdy potężne szczęki zacisną się na smoczym skrzydle, wilk wykorzysta impet skoku, bo powalić przeciwnika, a szponami rozpocznie szukanie luki w obronie jego pancerza. Szał krwi zawładnął Fenrisem, ale ten liczył na to że jeśli jego przeciwnik jest wojownikiem, to zrozumie że honor nakazuje mu nie stać bezczynnie, gdy ktoś w oczywisty sposób atakuje jego osobę.

O dziwo szał bestii w żaden sposób nie przeszkadzał w prowadzeniu umysłowej "rozmowy" z Fenrisem, jak gdyby dwa osobne byty zajmowały się walką i kontrolą. Być może do tego właśnie celu służył mu umysłowy przedsionek w głowie.

-Łączyła nas więź- przekazał w umyśle, licząc na to że smok jeszcze nie opuścił jego głowy. -Więź jaka może powstać tylko między bliźniaczymi bogami.

Dalszy los tego dnia pozostał w rękach Drakona. Jeśli chciałby i był w stanie uspokoić umysł Fenrisa, tak by przestał zachowywać się jak rozszalała bestia.
Mógł też w oczywisty sposób kontynuować pojedynek, ale kto wie do jakiej skali może on eskalować?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Punisher



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Czw Cze 30, 2016 4:43 pm

Przemieszczający się cel zgodnie z założeniem został obalony na glebę, a Frank miał tylko chwilę, by w tym momencie skrócić dystans między nim. Młody demon posiadał zdolności szybkiej regeneracji, dlatego tylko kwestią czasu było, nim jego organizm pozbędzie się ciał obcych w postaci pocisków. Castle nie mógł pozwolić temu wybrykowi natury na pomyślną ucieczkę - nie na jego warcie. Kto bowiem czynił zło, musiał liczyć się z konsekwencjami. Taka była kara dla tych, którzy sami zabijali.

There is no escape - OST

Punisher sprawnym ruchem zeskoczył z dachu, w miarę gładko lądując stabilnie na dwóch nogach (po raz kolejny wybranie niższego budynku okazało się słuszne). Nie zamierzając spuszczać z oczu swojego skrępowanego celu, mściciel ruszył prosto przed siebie, poruszając się w iście taktyczny sposób. Frank co kilkadziesiąt metrów przylepiał się plecami do skraju ścianek, a kiedy upewnił się, że droga była bezpieczna, pokonywał kolejny dystans, czyniąc to samo. Wszędzie dookoła panoszyli się ludzie, a to znacznie ułatwiało mu sprawę ze względu na niewykrywalność. Castle znał to miejsce i wiedział w którą uliczkę powinien skręcić, by obrać najszybszą drogę na skróty. Czasem zdarzyło mu się popchnąć barkiem jakiegoś cywila, lecz w tym momencie było to dla niego mało istotne. Priorytetem było nie zgubić rogatego z oczu, który już teraz zdążył podnieść się z ziemi i ponownie obrać nogi za pas. Na to Punisher nie mógł pozwolić.

- Mam Cię.

Wyszeptał pod nosem mężczyzna, gdzie to skręcając teraz w odpowiednią alejkę, niemal wyskoczył prosto naprzeciw pędzącego celu, tym samym po raz pierwszy pokazując się oponentowi na oczy. Dzielił ich dystans jakichś czterdziestu metrów, a cała sytuacja wyglądała zupełnie tak, jakby ktoś nagle wyszedł na tory mknącego pociągu. Różnica jednak była taka, że ten ktoś ten "pociąg" zamierzał właśnie zatrzymać. Frank stojąc okrakiem, trzymał pewnie w dłoniach swoje M4A1 skierowane lufą do kreatury, i właśnie przeładowując umocowany w nim granatnik, bez zawahania wystrzelił prosto na klatę pędzącego. Stojąc nawet w takiej odległości, Castle liczyć musiał się z piskiem w uszach. Było to do przeżycia, jednak jak poczuć musiał się ten, któremu granat został zdetonowany tuż przy gardle? Wielce prawdopodobnym było, iż do odłączenia rogatego z "prądu" jeden pocisk nie wystarczy, dlatego zaraz po tym mściciel przeładował i oddał kolejny strzał w najbardziej odsłonięte miejsce, nawet, gdy stworzenie leżeć będzie na ziemi. Jeśli to również nie wystarczy, Punisher powtarzał aż do skutku. W planach przestać miał dopiero wtedy, gdy wybryk natury straci przytomność.

W wypadku jednak, gdyby pocisk z granatnika w trudny do wyjaśnienia sposób nie trafił w cel, rozsądnym było uciec rogatemu z oczu, skręcając w najbliższą alejkę. Najlepszym sposobem było kierować się tam, gdzie wcześniej Frank rozłożył swoje "niespodzianki".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drakon



Liczba postów : 106
Data dołączenia : 19/08/2013

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Czw Cze 30, 2016 11:11 pm

Logika. Procesy myślowe. Coś czego stojącemu przed smokiem stworzeniu, zaczęło wyraźnie brakować. Z jednej strony chciał rozmawiać, a z drugiej podjął się ponownie ataku. Prymitywnego, wpierw się pochylając, a potem wyskakując ku białołuskiemu. Zapomniał, że ma w ciele coś czym smok może go rozszarpać na strzępy, zanim w ogóle go sięgnie? Migrena spowodowała zanik pamięci, informacji o tym, że to smok spowodował ból? Jeszcze gorzej. Wilk nigdy nie zaznał czym jest smok? Opancerzona bestia którą Midgard określiłby mianem latającego czołgu?
Długi ogon białołuskiego przesunął ostrzem po ziemi, gdy wilk leciał ku niemu, chcąc go dopaść. Była to piękna okazja by zakończyć wszystko raz i na dobre. Istota nieposiadająca zdolności latania, nie była w stanie kontrolować lotu. Wystarczyłoby więc wysunąć przed siebie ogon i wbić ostrze w krtań tej istoty. Światło by zgasło. Mógł również zmienić swe ciało w lód, rozbić je na drobinki, a następnie złożyć ponownie - kilka metrów w jedną lub w drugą stronę. Albo w kilku jednocześnie. A potem wyśmiać, że próbował go w ogóle sięgnąć. Kolejna opcja? Przerobić mu flaki na papkę dzięki ostrzom które miał w swym ciele... lub po prostu zabić w nim życie jedną chęcią, jednym gestem magicznym. W końcu Fenris, jak każda żywa istota, składał się z wody. Wody, którą ten smok mógł wykorzystać. Ach, jak dawno tego nie czynił...
Lodowy smok wyciągnął lewe skrzydło na bok, rozkładając się. Chciał chwycić skrzydło? Proszę bardzo. Smok cofnął prawą łapę do tyłu, by móc się lekko zaprzeć i nie zostać wywróconym. Nie miał ochoty na aż tak bliski kontakt. Ugiął do tego również kolana, dla poprawienia stabilności. Tak samo ugięte zostały stawy łokciowe, ręce przygotowały się na chwycenie nagrody. Sam się na niego rzucił... na pokryte pancernym, grubymi łuskami skrzydło. Czyż nie widział, jak smok wygląda? Nie widział warstw łusek na całym ciele - również na skrzydłach? Wielu smokom tego brakowało. Nie temu. Ten był istnym czołgiem, a łuski kryły również zewnętrzną stronę skrzydeł. Gruba błona również nie dawała się łatwo uszkodzić. Z resztą małe poszarpanie jej od strony wewnętrznej nie zrobi tu różnicy. Jednak skoro Saurian był w stanie znieść ostrzał pocisków penetracyjnych kalibru 155mm, jaki problem miałby mieć ze szczękami czy pazurami tej istoty? Tamo nie robiło na nim wrażenia. A po jedną warstwą łusek, była druga. Pod nimi, twarda i gruba skóra.
Białołuski zaczekał aż wilk go dopadnie, chwyci w kły jego skrzydło. Nie zamierzał dawać mu taryfy ulgowej. Wykonał na początek trzy, błyskawiczne ruchy. Pierwszym było chwycenie Fenrisa dłońmi, gdziekolwiek. Łeb, barki, przedramiona, brzuch, klatka piersiowa, plecy. Byle go dotknąć. Choć dotyk pojawił się w momencie gdy został złapany. Drugim celem był ruch ostrza na ogonie Sauriana. Wystrzeliło ono do góry ku krtani wilka... zatrzymując się na skórze, nie przebijając jej. Miał to być prosty ruch mówiący "zginąłeś, przegrałeś". Niemniej jednak nie zabił go. Ważniejsze bowiem było co innego. Saurian, mając kontakt, uwolnił swą magię i pozwolił pełni swej telepatycznej mocy zaatakować umysł Fenrisa. Na odległość potrafił się świetnie bronić, jednak nie tak dobrze atakować. Z bliska mógł łamać potężne bariery, naginać wolę innych istot do swej własnej. I to zamierzał zrobić. Umysł Sauriana spróbował dokonać bolesnego wdarcia do umysłu wilka, przebić ewentualne bariery, a następnie złamać jego wolę i zmusić go do posłuszeństwa. Sprawić, by wilk nie pragnął w świecie niczego bardziej, niż służyć białołuskiemu Saurianowi. Fenris miał uznać w nim swego jedynego pana, w pełni oddać mu, na każde słowo, na każdy rozkaz. Jeśli się uda...
/Puść, Fenrisie. Cofnij się i pokłoń przed swym suwerenem./
To na początek. Miał uznać władzę smoka nad swą wolą. Smocza wola miała stać się wolą tej istoty, pochodzącej ze świata Asgardu. Samiec przewidział jednak alternatywę. W razie, gdyby z jakiegoś powodu nie udało się nagiąć woli wilkowatego, smok zniszczy swe ciało, zmieniając je w lód i rozrywając na kawałki. Następnie zmieni się w chmurę lodowych igieł, którymi przesunie się do innego miejsca, kilka metrów dalej. Skoro był w stanie tyle wyrządzić na odległość, wątpił, by w bliskim kontakcie - gdzie jego możliwości wpływania na umysłu innych stawały się prawdziwie potężne - zawiodły. Jeśli zawiodą... nadjedzie czas by zakończyć walkę, tak jak zwykł robić to przed laty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry


Liczba postów : 413
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pon Lip 04, 2016 8:14 pm

Fenris rzucił się w stronę skrzydła swojego przeciwnika, który wcześniej przyjął odpowiednią pozycję by zamortyzować jak najwięcej z uderzenia. W momencie kiedy do niego doszło złapał tamtego za przedramię i przystawił ogon do krtani. Kły wilka wbiły się w opancerzone skrzydło jednak go nie przebiły. Po prostu nieco się wbiły, a wtedy smok przypuścił swój telepatyczny atak. Wilk nie miał zbytniej możliwości obronienia się przed telepatią, a pazury którymi mógł próbować skrobać pancerz niewiele zdziałały. Lodowy smok był bardzo dobrze opancerzony.
Wola Fenrisa została złamana i został zmuszony do posłuszeństwa. W subtelny sposób zostało zaimplementowane mu pragnienie służenia Saurianowi. Uczucie musiało być dosyć ciekawe jak po solidnym praniu mózgu. Na komendę szczęki aż same chciały mu się rozluźnić tak jak zwykle poprawia się błędy, które się dostrzega po upomnieniu. Nie mogąc zbytnio odmówić swojemu nowemu „panu” wilk puścił go i pokłonił swój łeb. Rozkaz zadziałał jak sznurki, za które pociągał lodowy lalkarz.
Przejdźmy teraz do Franka, który ruszył w pościg za swoją zdobyczą. Dorwał ten pociąg w jednej alejce, gdzie spokojnie można było użyć granatnika. Kreatura oberwała pierwszym pociskiem, który zwalił ją z nóg i wbił w metalowe ogrodzenie jednej z klatek. Po drugim strzale rogacizna była raczej nieprzytomna sądząc po tym, że przestała się poruszać. Na pewno żyła, ale raczej nie będzie stanowić teraz zagrożenia. Nie z poharatanym przodem ciała oraz ranami wewnętrznymi.
Wyglądało też na to, że na teren Zoo wchodzą już specjalne służby i stopniowo zamykają zwierzęta w klatkach. Zapewne w ciągu kilku minut dotrą do miejsca całego zajścia, gdzie byli bohaterowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Punisher



Liczba postów : 99
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pon Lip 04, 2016 11:41 pm

Punisher przewiesił swoje M4A1 przez ramie, po czym spokojnym krokiem ruszył prosto w kierunku nieprzytomnej istoty. Kamienna mina, żołnierska postawa, oraz niemiłosierne wręcz opanowanie. Frank nie emanował żadnymi emocjami, mimo, że jego dzisiejszy cel należał do tych bardziej egzotycznych. To był już drugi demon w jego repertuarze. Zawsze zastanawiał się co sprowadzało takie kreatury do świata żywych. Rutyna w zaświatach? Trudno powiedzieć. Ważne było to, iż nawet istoty o mocach paranormalnych nie unikną kary. Na pewno nie z rąk Castle'a.

Mściciel zatrzymał się przy rogatym w odległości niespełna metra, a następnie dokładnie mu się przyjrzał. Przez chwile chciał nawet wydobyć z niego kilka informacji, jednakże szybko zrezygnował z tego pomysłu. Punisher nie miał bowiem do czynienia z człowiekiem, lecz z istotą. Ktoś taki zaraz po przebudzeniu może przecież z automatu uciec, bądź użyć innej magicznej sztuczki, która pokrzyżowałaby Frankowi plany. Trzeba było działać szybko i skutecznie.

- Nie wiem co taki wybryk natury jak Ty próbował osiągnąć, ale wybrałeś złą porę na demolkę, skur**synu.

Rzucił w eter, po czym sięgnął teraz za płaszcz po swój ruger super redhawk, którego lubił od zwyczaju nazywać "magicznym rewolwerem". Bez nawet najmniejszej nuty zawahania, Castle wymierzył nim oburącz prosto w kierunku głowy rogatego, tym samym dociskając jego ciało butem. Wkrótce pocisk został wystrzelony. Za zadanie miał przejść przez czaszkę, kolejno mózg, a na końcu wyjść z drugiej strony. W zasadzie jeśli dobrze by się do tego przyłożyć, to i nawet cały łeb winien eksplodować. W ten czy inny sposób śmierć była nieunikniona.

Wydawać by się mogło, że to koniec, jednak Punisher zdecydowanie nie byłby sobą, gdyby zapomniał o drugim delikwencie urzędującym w tym miejscu. Nim również planował się zająć. Wobec tego bez zastanawiania się chwycił rogatego za nogę, po czym razem z jego truchłem ruszył do miejsca, które wcześniej wysadził przy pomocy moździerza. Ciało umarłego ciągnął za sobą po ziemi, w wyniku czego te jak niczym ślimak pozostawiało za sobą szlak, w skład którego nie wchodził śluz, acz krew, która teraz tryskała z tkanki szyjnej niemalże we wszystkich kierunkach.

Jak to bywa w zwyczajach, nie ładnie jest przyjść z gołymi rękami w czyjeś gości. Frank musiał pomyśleć o jakimś prezencie. Wcześniej zastawione "niespodzianki" w co poniektórych alejkach zoo wydawały się dobrym pomysłem. Owymi niespodziankami były ładunki C4, które Castle trzymał na czarną godzinę. Walka z rogatym na szczęście obyła się bez skorzystania z nich, ale właśnie teraz nadeszła ich chwila. Mściciel zrobił przystanek i sięgnął po drodze po jedną bombę, którą postanowił przymocować do truchła demona. Szybka kalibracja i po kłopocie. Teraz można było ruszyć dalej - do celu.

Po pewnym czasie był już na miejscu. Zastał tam wielkiego smoka, oraz przerośniętego wilczura. Mężczyzna nie odezwał się ani słowem, a znajdując się od nich w odległości trzydziestu metrów, powitał ich jedynie zimnym spojrzeniem.         
Frank nie był sam. Istoty szybko mogły dostrzec, że ten człowiek trzymał za nogę kogoś jeszcze. Było to ciało uciekającego stąd wcześniej tchórza - no... bez głowy. Czy naprawdę opłacało się robić chaos w miejscu, w którym miło spędza się czas całymi rodzinami? Cóż... jego kolega pewnie znał już odpowiedź na to pytanie. To właśnie w takich miejscach jak to zginęła rodzina Castle'a. I to właśnie przez takich skur**eli jak oni.  

- Wygląda na to, że dobrze trafiłem.

Chłodno powiedział, rzucając teraz ciałem rogatego prosto w kierunku wilka. Wkrótce również szybko ściągnął z pleców swoje M4A1, cały czas trzymając kciuk na detonatorze. Smokowi nie powinno nic grozić, on nie był winny.

***

[A tutaj magiczny rewolwer w akcji tak dla lepszego wglądu w potencjał tej broni.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Today at 4:58 am

Powrót do góry Go down
 
Zoo na Bronksie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: