Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zoo na Bronksie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 289
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Zoo na Bronksie   Czw Cze 23, 2016 8:05 am

First topic message reminder :




Zoo na Bronksie jest największym miejskim zoo Stanów Zjednoczonych, oraz jednym z największych na świecie. Mieści na swoim terenie ponad 107 hektarów dostosowanych do warunków mieszkających w nim zwierząt. Niegdyś wszystkie te tereny należały do Fordham University, ale uczelnia zgodziła się odsprzedać je miastu za symboliczną kwotę 1,000 dolarów, pod warunkiem że zostaną zagospodarowane na zoo i tereny parkowe. Na tle innych ogrodów wyróżnia się prestiżem i wieloma nagrodami, od organizacji zajmujących się ochroną przyrody. Było to jedno z niewielu ogrodów zoologicznych na świecie, gdzie starano się zachować, dziś już wymarłe, tygrysy tasmańskie, oraz lwy górskie.
Tutaj powstał też pierwszy na świecie szpital dla zwierząt.

Obecnie zoo utrzymuje swoje dobre tradycje i prestiż. Promuje ochronę środowiska, oraz świadomość o zagrożonych gatunkach. Jest jedynym z zoo Stanów Zjednoczonych, w którym trzyma się gatunki ściśle zagrożone wyginięciem. Zoo cieszy się nieprzerwaną popularnością zwiedzających. Szacuje się że rocznie odwiedza je ponad dwa miliony ludzi. Poszło również z duchem czasu. Na jego terenie mieszczą się prestiżowe ekologiczne restauracje, kino 3D, park dinozaurów, oraz kolej gondolowa, zataczająca koło nad całym obiektem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 289
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Czw Lip 07, 2016 9:29 pm

Fenris w szale nie zwracał większej uwagi na cokolwiek w swoim otoczeniu. Z całej siły zaciskał kły na smoczym pancerzu, ten jednak za nic w świecie nie chciał ustąpić. Oczy zaszły mu krwawą mgłą. Sam nie był pewien, co bardziej wywołuje jego gniew. Przeszkoda w poszukiwaniach swojej siostry, czy absolutna bezsilność wobec swojego przeciwnika. Nie przeszkadzało mu ostrze przystawione do krtani, krew kapiąca z ran, czy zaciskający się uchwyt smoka na swoim ramieniu.

Nagle nastąpił impuls. Niczym grom boga rozlał się po jego czaszce, podążając wzdłuż kręgosłupa lodowatym dreszczem. Oczy wilka zawężyły się. Walczył sam ze sobą i przegrywał tę walkę. Po kilku sekundach walki, drgając niczym w gorączce, puścił obślinione smocze skrzydło. Wciąż łypiąc gniewnie na swojego wroga odstąpił dwa kroki do tyłu. Widać że stawia je w wielkim bólu, jakby całe jego ciało zaczęło ważyć tony, a ziemia po której stąpał zamieniła się w kruszone szkło. Twarz wykrzywił mu grymas bólu, warstwy potu zalały, już skudłaconą od krwi sierść. Stanął w końcu prosto, na baczność, przed smokiem, o tyle, na ile pozwalała mu na to jego karykaturalna sylwetka. Walcząc z sobą uniósł prawą pięść na wyciągniętej dłoni w stronę smoka, po czym z impetem uderzył się w pierś. W tej pozycji pozornie zastygł. Mijały minuty, a wilk w sposób swego ludu oddawał smoku honor. Pod skórą dragały jednak mięśnie, które instynktownie chciały rwać się do walki.

Wtem Fenris zastrzygł uszami. Na placu pojawiła się woń, której obecności już od jakiegoś czasu obawiał się wilk. Odwrócił głowę w stronę z której nadchodził samotny człowiek umazany krwią. Wlekł za sobą bezgłowe ciało morgulusa, cuchnące specyficznym zapachem broni midgardczyków. W jednym momencie Fenrir straszliwie ryknął. Już kolejny raz, odkąd jest w tym świecie traci bliską osobę. Nie znał Morgulusa zbyt długo, jednak czuł z nim więź dwóch wygnańców w obcym świecie. Jego śmierć nie ujdzie ani żałosnemu człowiekowi z bladym emblematem, ani żadnemu z ludzi na sucho!

Wilk chciał skoczyć do przodu na morderce demona, ale nogi nie chciały oderwać się od ziemi. Kotłował tylko powietrze przed sobą wściekłymi ciosami pazurów. Piana toczyła mu z pyska i znów zdawał się urosnąć o kilka łokci. Wyglądał jak ujadający pies, rzucający się na niewidzialnym łańcuchu.

W końcu zrozumiał. Trafiło to w niego niemal tak nagle jak pocisk moździerzowy kilka minut temu.

Spojrzał na smoka oczekując instrukcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Nie Lip 10, 2016 5:21 pm

Białołuski cofnął powoli swe dłonie. A więc zadziałało, kolejny umysł uległ przy bezpośrednim kontakcie ze smokiem. Gad poczuł, jak przeciwnik puszcza jego skrzydło, na którym z resztą nie pozostawił śladu... no może poza śliną. Niemniej jednak ryzykowny ruch bardzo się opłacił. Fenris cofnął się bowiem do tyłu, by następnie wykonać zlecone mu zadanie. Pierwsze z resztą. Pokłonił się przed smokiem. Saurian nie odebrał tego w żaden znaczący sposób. Nie czuł się wywyższony, nie poczuł się lepiej czy nie uniósł łba do góry. Krótko - nie poczuł się od tego alfą.
Smok złożył jedynie swe skrzydło, przyciskając je - tak jak drugie - do swych pleców. Następnym ruchem było obrócenie łba w kierunku nadchodzącej osoby. Człowiek, uzbrojony. Wzrok białołuskiego wbił się w posiadaną przez mężczyznę broń. Karabin szturmowy, mały kaliber. Nie stanowił dla niego najmniejszego zagrożenia. Nie powinien więc podejmować żadnych ruchów. Zapewne widział jednak, jak Fenris się mu pokłonił. Różne można było wyciągnąć z tego wnioski. Ktoś niezorientowany zapewne nie wpadnie na pomysł kontroli umysłu, lecz kto wie. Niezależnie jednak od tego, kontrola nie sprawiła, by wilk w jakikolwiek sposób uspokoił swe nerwy. Dało się go natomiast trzymać w ryzach. Choć gdyby dostał zgodę, zapewne ruszyłby na człowieka, samozwańczego sędziego, który chciał zaprowadzić tu nieco sprawiedliwości. Sprawiedliwości? Nie, to było złe określenie.
/Muszę ciebie stąd zabrać. Uspokój swe nerwy, na początek./
Odezwał się białołuski w umyśle wilka. Przy okazji pozwolił sobie omieść otoczenie wzrokiem. Bardzo spokojnie, nie śpieszyło mu się. Nie, żeby zaraz miała się tutaj zjawić odpowiedź ze strony stróżów prawa. Smok ruszył w kierunku Fenrisa, zatrzymując się przy nim i wychodząc bardziej do przodu, oddzielając go od człowieka.
/Gdzie możemy ciebie ukryć? Masz tutaj kogoś?/
Odezwał się ponownie w umyśle wilka. Oczywiście Saurianowi samemu w sobie przyszło na myśli kilka kryjówek ale... po co korzystać z własnych, skoro Fenris mógł znać jakieś miejsce... lub mieć kogoś zaufanego, gdzie można go było zostawić. Smok odczuł chaos panujący w umyśle tego stworzenia, emocje, gniew, niezrozumienie. Ciężko było tego nie czuć. Nie działał więc z niczego polecenia. Nadal jednak niezrozumiałą była ta zmiana zachowania. Z kogoś kogo spotkał wcześniej do... chaotycznej bestii. Białołuski stał teraz pomiędzy wilkiem, a człowiekiem. Oczywiście tuż przed wilkiem, lekko bokiem - bardziej frontem względem człowieka. Skoro postanowił zmienić cel i zabrać stąd tego osobnika. Musiał tylko jakoś tego dokonać. I nawet miał pomysł. Na początek tylko... miejsce.
Powrót do góry Go down
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 477
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Nie Lip 10, 2016 9:18 pm

Pancerz Morgulusa był trochę naruszony przez moździerz, a potem granatnik. Strzał z redhawka nie urąbał mu całej głowy, chociaż pozostawił całkiem sporej wielkości otwór w czaszce. Następnie Punisher oporządził ciało tak jak chciał i zaczął je ciągnąć po ziemi zostawiając czerwony ślad. Trzeba przyznać, że do najlżejszych nie należał ale z drugiej strony Frank najsłabszy fizycznie też nie był.
Po dociągnięciu truchła do reszty, czyli Fenrisa i Sauriana oraz obejrzeniu reakcji wilka Frank rzucił truchłem. Oczywiście nie mógł wiedzieć jaki efekt będzie miała detonacja, więc chyba tylko dlatego jeszcze nie nacisnął przycisku. W oddali widać już było służby porządkowe miasta, które siłą zaciągają poszczególne nieco bardziej oporne zwierzęta do klatek. Część była problematyczna ze względu na środki jakie zastosował smok, więc je pozostawiano na koniec. Wyglądało na to, że jeszcze ich nie zauważyli ale to była kwestia kilku chwil kiedy do tego dojdzie. Tak naprawdę jakby nie patrzeć to do każdego z tu obecnych służby mogłyby mieć jakiś interes. Do Punishera za metody jakimi się pała, bycie uzbrojonym oraz wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę, a do Fenrisa i Sauriana ze względu, że są w centrum zamieszania oraz zapewne z powodu ich wyglądu. Wypadałoby dosyć szybko zmienić miejsce.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 289
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pon Lip 11, 2016 8:29 am

Wszystko działo się niesamowicie szybko. To była pierwsza walka Fenrisa, odkąd ten wydostał się ze swojego więzienia i wszystko zdawało wymykać się spod kontroli. Stał teraz jak słup soli, patrząc jak jego wrogowie tryumfują. W głębi swojego umysłu czuł się zaledwie jak świadek wydarzeń, a nie jak ich bohater. Morgulus zdawał się już nie żyć, a wilk powoli zaczął jednać się ze swymi bogami, nie spodziewając się wiele innego losu. Był wściekły. Mieszała się w nim frustracja braku kontroli nad własnym ciałem, gniew w stosunku do swych wrogów, chęć pomszczenia przyjaciela, a na de wszystko szał z powodu nieuniknionej porażki.

Człowiek rzucił ku niemu okaleczone ciało ognistego giganta w geście ewidentnej prowokacji. Wilk oczyma wyobraźni rozszarpywał jego krtań gołymi rękoma, po czym na jego oczach zlizywał sobie krew z pazurów. Niestety bez woli smoka mógł zaledwie szczerzyć zęby, a i to z wielkim trudem.

Wtem smok nawiązał kolejny kontakt. Ku niemałemu zdziwieniu wilka nie był to rozkaz sam w sobie. Fenrir nie był pewien, czy była to próba pomocy, czy kolejny podstęp, ale nie miał nic do stracenia, a sporo do wygrania. Chwilowe zawieszenie broni między walczącymi, oraz lodowa, orzeźwiająca obecność smoka w umyśle pozwoliły Asgardczykowi na ponowną próbę opanowania się. Wilk dyszał ciężko, a z każdym oddechem zdawał się uspokajać. Wyprostował się, jego oczy przestały się żarzyć tak intensywnie jak chwilę temu, a jego sylwetka zdawała się niewiele zmniejszyć, tak że teraz znowu dorównywał smokowi wzrostem. W myślach skarcił sam siebie że nieznajomy ma większą kontrolę nad jego szałem, niż on sam.

Teraz był w stenie trzeźwiej ocenić sytuację, w jakiej się znalazł. Przez swój gniew naraził i siebie i Drakona na zdemaskowanie. Gdyby walka potoczyła się kilka minut dłużej, cały plan wilka wziąłby w łeb. Podsumowując wszystko, był niemal wdzięczny smokowi za pomoc w opanowaniu. Niemal, bo wciąż pozostawał w jego prawie absolutnej władzy. Drakon chciał opuścić to miejsce, a wilk zgadzał się z nim w zupełności w tej kwestii. Honor nakazywał mu jednak, jeżeli już nie pomścić zabitego kompana, to zdobyć jego ciało i pożegnać je z należytym szacunkiem. Fenris wyczuwał jednak że całe truchło przesiąknięte jest siarkowym zapachem broni Midgardu, a sam nie raz zakładał na ludzi podobne pułapki. Postarał się jak najlepiej przekazać swoje myśli smokowi licząc, że ten zrozumie, a jego magia i na ten problem znajdzie rozwiązanie.

Widząc brak natychmiastowej reakcji potworów, której zapewne się spodziewał, człowiek sięgnął po broń. W reakcji smok stanął pomiędzy nimi, co całkowicie zbiło Fenrisa z tropu. Zdezorientowany pomyślał, że Drakon zasłania człowieka przed wilkiem, aby obronić go przed ewentualnym wyrwaniem się bestii spod swojej kontroli. Jednak po chwili zrozumiał, że jest zupełnie na odwrót, i to wilka zasłania przed człowiekiem. Czyżby nie współpracowali? Smok, wciąż zasłaniając go swym ciałem zapytał, czy zna dobre miejsca aby się ukryć. Równie dobrze białołuski, mógł wyrwać tę informację z umysłu Fenrira, co wilk bardzo docenił. W odpowiedzi smok został zalany potokiem chwilowych obrazów pobliskich lasów, kanałów miejskich, opuszczonych budynków, parków, z rzadka ludzkich mieszkań. Widać wilk prowadził koczowniczy tryb życia i nigdzie nie zatrzymywał się na stałe. Po pewnym czasie jednak jeden z obrazów wypłynął na wierzch potoku. Pierwsze z miejsc na Midgardzie, gdzie wilk zasmakował ludzkiej gościnności. Niewielki dom po drugiej stronie wybrzeża. Położony na uboczu, na skraju dziczy i bagien. Brzozowy dwór, siedziba najnowszego światologa Midgardu.

Dom Państwa Birch w Nowym Orleanie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Punisher

avatar

Liczba postów : 117
Data dołączenia : 14/04/2013

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pon Lip 11, 2016 10:27 pm

Frank nieustannie trzymał swój kciuk na detonatorze, dokładnie przetwarzając sobie w głowie zaistniałą tutaj sytuację. Nie mógł pozwolić sobie przecież na jakikolwiek błąd. Castle zawsze musiał mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. Jeśli coś bowiem choć w niewielkim stopniu szło nie po jego myśli, czuł się wówczas mało pewnie. W takich sytuacjach wolał zwykle usuwać się z wcześniej obranego zadania, w celu przemyślenia go raz jeszcze na spokojnie, lecz nigdy się nie poddawał. Wybierał odpowiedni sprzęt, najlepszy plan działania, oraz ogólną taktykę. Nigdy nie rzucał się na "głęboką wodę" - na coś, co znacząco przerastało jego możliwości. Na szczęście bardzo rzadko dochodziło do takich sytuacji, a wcześniej obrany cel niemal zawsze zostawał wyeliminowany.

- Przesuń się...

Rzucił krótko do przerośniętego gada, przy okazji przeszywając go teraz chłodnym spojrzeniem. Z oczu mściciela smok nie mógł wyczytać żadnych emocji, zupełnie, jakby człowiek przed nim stojący od dawna już przestał tętnić życiem. Jego dusza była pusta i mroczna - przesączona bólem oraz niemiłosierną nienawiścią.

- Przesuń się, bym mógł skończyć z tym skur**synem tak samo jak z jego tchórzliwym towarzyszem. Ktoś musi odpowiedzieć za tę masakrę. Ktoś musi zostać ukarany.

Powtórzył już znacznie dokładniej, a samemu uniósł swój detonator w dłoni nieco wyżej. Punisher nie chciał karać niewinnego, który dodatkowo w pewnym stopniu przyczynił się do ustabilizowania sytuacji w tym miejscu. Mimo wszystko jeśli ten gad nie usunie mu się z drogi, będzie zmuszony uśmiercić także i jego. Istniało zbyt duże ryzyko, że taki przerośnięty wilczur znów zacznie dokonywać mordu w miejscach takich jak to, a jeśli teraz z jego śmiercią Frank pociągnie tylko jedną osobę, to i tak będzie to lepszym wyborem, niż pozwolenie na późniejsze wymordowanie całych setek. Frank musiał wybrać po prostu mniejsze zło, sugerując się czystą logiką.

Castle nieomal aktywował detonator, kiedy to w ostatniej chwili do jego uszu dotarł dźwięk policyjnych syren, który stawał się coraz bardziej słyszalny z każdą kolejną sekundą. Wyglądało więc na to, że miał dosłownie kilka minut, by wyeliminować swój cel i pomyślnie zwiać z miejsca zdarzenia. Sytuacja poważnie się skomplikowała, ponieważ nawet, jeśli teraz Punisher aktywowałby bombę, to i tak nie miał sto procent pewności, że w wyniku eksplozji wilczur straci życie. Wówczas mściciel zmuszony będzie skorzystać z granatnika, lub innych metod, a na to czasu już nie było. Po co więc teraz miałby aktywować C4 i przy okazji zwabić do siebie służby mundurowe w przynajmniej dwa razy krótszym czasie? Zmuszony był zaniechać ataku.

- Wygląda na to, że będę musiał zostawić go w Twoich rękach i uwierzyć, że skończysz z nim w równie skuteczny sposób co ja, gdybym miał kilka minut więcej. Zapewne zdajesz sobie sprawę z tego, że jeśli pozwolisz mu żyć, to w krótszym, czy dłuższym czasie znów dojdzie do takiej samej tragedii, w której ucierpią niewinni.

Powiedział, tym samym odrzucając detonator gdzieś na bok, po chwili to samo czyniąc również ze swoim M4A1. Frank zapiął płaszcz pod szyję, w celu ukrycia chyba najbardziej już rozpoznawalnego loga czaszki przez policję, po czym zabrał od leżącego cywila czapkę z daszkiem, z automatu zakładając ją na głowę. Teraz pozostawało mu wcielić się w przechodnia, gdzie to wkładając dłonie do kieszeni, skierował się spokojnym krokiem w stronę wyjścia. Jeden trup w postaci demona to i tak dobry wynik. Wciąż jednak pozostawał niesmak z niedokończonego zadania.  

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Nie Lip 17, 2016 9:44 am

Smok nie wydawał się wzruszony poleceniem. Odsunąć się? Bo co? Wysadzi jego i siebie? Człowiekowi trochę by zajęło znalezienie czegoś, co realnie będzie w stanie zagrozić lodowemu. Niemniej jednak może kiedyś.
Sytuację uratowały syreny policyjne. Zbliżające się jednostki służb porządkowych, które od tego momentu miały przejąć inicjatywę. I oczywiście się ujawnił. Jednak było warto. Znów wzbić się w powietrze, znów sięgnąć po wspaniałą magię jaką władały smoki. Poczuć na łuskach zimne powietrze, wziąć głęboki wdech. Było warto. Przecież nie zamierzał ukrywać się przez resztę czasu, przez całe swe istnienie. Wcześniej czy później będzie musiał wyzwolić się od człowieka. Uczynił go bowiem długowiecznym, nie nieśmiertelnym.
Teraz należało się skupić na czym innym. Wewnątrz nowojorskiego ZOO znajdował się smok oraz wilk. Nie pasowali tutaj, wręcz bardzo nie pasowali. Jeden z głupców został ukarany śmiercią... drugi zapewne trafi na dywanik do swojego szefa. Saurian zamierzał tego dopilnować. Co prawda długo sobie nie porozmawiali, jednak nigdy nie wydawało mu się by tamten mężczyzna był kimś kto zaakceptowałby takie nierozważne działania. Po co bowiem miałby się kryć z tym wszystkim? Tajemnica którą należy ujawnić... w ZOO?
Smok więc odwrócił się do Fenrisa. A więc bagna Nowego Orleanu? Ponad dwa tysiące kilometrów od tego miejsca? Przynajmniej tyle dobrze, że bagna. Szczęście w nieszczęściu, że Kenneth dużo podróżował swego czasu po Ameryce, tak więc przeciągnięcie ich po tych częściach świata nie powinno być specjalnym problemem. Smok skupił się na chwilę na pokazanym mu w umyśle obszarze. Rezydencja? Nie, to zbyt niebezpieczne. Okolica, nie wiedział co tam się znajduje, gdzie dokładnie się pojawią. Choć jego "teleportacja" była nieco inna, różniła się innych. Smok po prostu rozbijał ciało na cząsteczki i w ten sposób przenosił. Teraz będzie musiał zrobić to samo. Sięgnął więc lewą ręką ku ramieniu Fenrisa, chwycił go i wpierw... nieco się zabezpieczył. Przy kontakcie, pozwolił sobie znowu wpłynąć na umysł wilka oraz wyłączyć jego układ nerwowy - dokładniej odczuwanie bólu, kontaktu z otoczeniem. Ostatnie czego potrzebował przy przenoszeniu kogoś kogo najzwyczajniej w świecie nie znał - to panika tej istoty. Inni mogli po prostu teleportować się z punktu A do punktu B. On musiał jeszcze rozłożył i złożyć wszystko co ze sobą zabierał. Gdy więc upewnił się, że Fenris nie będzie panikował - wziął się za teleportację. Lodowa magia chwyciła wszystkie cząstki w ciałach Fenrisa oraz Sauriana, a następnie skutecznie zaczęła zmieniać obu w lodowe istoty - które w kolejnym etapie został po prostu rozbite na części. Z zewnątrz wyglądało to tak samo, obie istoty zmieniły się czysty lód, a potem rozbiły i rozpłynęły w powietrzu. W efekcie usunęli się z tego miejsca, a następnie pod postacią lodowych cząsteczek - w iście błyskawicznym tempie - smok przeniósł ich te dwa tysiące kilometrów - ku bagnom. Nie jednak do losowego miejsca, lecz najbliżej wskazanej przez wilka lokalizacji. Stąd też obaj wylądowali kilkaset metrów od domu niejakich "Birch". Tam pozostało złożyć ich ciała z powrotem, co było po prostu odwróconym procesem z początku teleportacji. Tak więc wpierw uzyskali wygląd lodowych rzeźb, a następnie przywróciło im ich ciała... cóż, Fenrisowi. Dla Sauriana nie było różnicy czy jego forma miała funkcje organiczne czy był po prostu "zamrożoną wodą".

[zt Fenris + Drakon -> Dom Państwa Birch]
Powrót do góry Go down
Sly

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Wto Lis 08, 2016 7:15 pm

Dzień wydawał się być takim jak zawsze. Słońce wstało, oświetlając swymi promieniami budynki. W zoo na Bronx'ie bramy otwarto punktualnie o godzinie szóstej rano. Turyści początkowo powoli, z czasem napływali coraz szybciej i liczniej. Nikt nie zauważył że w zoo było jednego mieszkańca mniej. Dopiero pewien znudzony swoją pracą strażnik, jak zwykle siadając przed ekranami kamer z tradycyjnym pączkiem w dłoni. Przeleciał wzrokiem każdy ekran, nie poświęcając mu uwagi. Coś jednak nie dawało mu spokoju. Takie podświadome "coś nie pasuje". Gdy przyjrzał się uważniej, dostrzegł że...
Jedna małpa zniknęła. Konkretniej, goryl.
Zaraz zrobił się rozgardiasz i harmider. Rozbrzmiały syreny, policja przybyła na miejsce natychmiast. Szczelnie otoczyli teren , mając nadzieję że nikt jeszcze nie zadeptał śladów. Jednak żadnych śladów nie było.
Goryl jakby... rozpłynął się w powietrzu. Wyglądało to na kolejny "skok" Porywacza.
Kim był Porywacz? Gazety nadały taki przydomek osobnikowi, który stał za tajemniczymi porwaniami małp. Zawsze zdawały się rozpływać w powietrzu, a jego cele wydawały się być zupełnie losowe. Gazety się o nim rozpisywały, zafascynowane nowym złoczyńcą. W końcu ile można pisać o mordercach, kosmitach oraz bohaterach?
Taką sytuację zastali Oliver i Richard. Co chwila błyskały lampy z aparatów, a stacje telewizyjne już prowadziły reportaże. Policja szczelnie otaczała wybieg dla goryla, powstrzymując dziennikarzy. Nie przepuszczali nikogo, by umożliwić ekipie śledczej pracę. Ci zaś, w białych rękawiczkach przeszukiwali uważnie każdy fragment wybiegu, szukając jakiejkolwiek poszlaki lub dowodów. Zdawało się że robią to trochę bez przekonania, tak jakby byli pewni że niczego nie znajdą. Nie było się co dziwić, gdyż to już któreś z rzędu porwanie zwierzęcia. Nigdy jednak nie znikała tak duża małpa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Monkey

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 30/10/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Wto Lis 08, 2016 7:50 pm

Richard już od jakiegoś czasu śledził informacje dotyczące zniknięć zwierząt z nowojorskich zoo. Niepokoiło go to. Nikt bowiem, kto zmuszony jest do porwań zwierząt, nie kieruje się dobrymi intencjami. Przez te wszystkie lata, które dane mu były żyć w normalnej cywilizacji dał się przekonać, że mimo przebywania w zamknięciu, ludzie traktują swoich podopiecznych zazwyczaj w bardzo dobry sposób. Regularne posiłki, dostosowane klatki. Komfort, z którego przyzwyczajone do tego istoty nie byłyby w stanie zrezygnować. Zaprzestał więc prób uwalniania zwierząt za wszelką cenę. Często spotykał się wówczas z agresją ratowanej, jak mu się wydawało, istoty. Zwierzęta albo próbowały wrócić albo po prostu ginęły, nieprzystosowane do życia w normalnych wydawałoby się dla nich warunkach.
Gdy tylko dowiedział się o kolejnym porwaniu, i to z chyba największego ZOO w Nowym Jorku, musiał zareagować.  Nie czuł jednak potrzeby, by na tym etapie śledztwa, potrzebny był "Monkey". Mogłoby to przynieść bardzo dużo niepotrzebnego mu hałasu, a tego nie chciał. Udał się więc w ubraniu cywilnym, tak, by nie przykuwać do siebie niczyjej uwagi. Na miejscu zastały go tłumy ludzi. Większość z nich stanowiła zwykłych ciekawskich, przywołanych tanią sensacją. Nie interesowało ich to, że zginął goryl. Przyszli tu, bo nie mieli nic ciekawszego do roboty. Typowa ludzka ignorancja. Żyć po to, by zaspokoić swoje głupie potrzeby. Richard czuł ogarniającą go irytację. Banda idiotów. Szybkim krokiem, tak jednak by wyglądał podobnie jak reszta, czyli kolejny bezmyślny pajac, szukający rozrywki, udał się w kierunku klatki zaginionego goryla, mając nadzieję, że coś znajdzie. Widząc jednak scenę odganiania przez policję ciekawskich dziennikarzy, doszedł do wniosku, że próba zbliżenia się do miejsca zbrodni nie przyniesie ze sobą nic dobrego. Musiał spróbować czegoś innego. Krążył więc bez celu, szukając pomysłu na dalsze działanie.
Nagle, jego uszu doszły go miłe  uszu dźwięki, małpie krzyki. Skierował swój wzrok w kierunku, z którego ów dźwięk dochodził. Zobaczył cztery szympansy w klatce na lewo, rozbawione na jego widok. Odkąd wrócił z dżungli, wszelkiego rodzaju małpy tak reagowały w jego obecności. Ludzie dziwnie na to patrzyli, on miał to gdzieś. To wśród tych człowiekowatych istot czuł się najlepiej. Wśród nich nie ma mowy o obłudzie, kłamstwie, zdradzie. Małpy są proste. Ludzie nie.
Podszedł więc do klatki zaaferowanych jego obecnością zwierząt, mając na celu porozumienia się w jakikolwiek sposób z szympansami. Mimo upływu lat, nadal czuł, że je rozumie. Miał nadzieję, że będą one w stanie przekazać cokolwiek, co pozwoli mu na dalsze działanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Wto Lis 08, 2016 10:55 pm

Oliver wyraźnie zaciekawiony szedł spokojnie w kierunku epicentrum zdarzenia, do jakiego ponownie doszło w słynnym miejskim zoo. Od jakiegoś czasu zaczęły znikać w nim zwierzęta, a zdecydowanie najbardziej owiany tajemnicą był fakt, że sprawca nie pozostawiał po sobie żadnego śladu. To właśnie ten fenomen od niedawna przykuwał uwagę mężczyzny. Nie interesowały go bowiem braki w klatkach, ani dalszy żywot uprowadzonych zwierząt, a właśnie sposób, w jaki złodziej działał, oraz jakie środki podejmował. Coś tak pilnie strzeżone nie mogło po prostu zniknąć, nie pozostawiając za sobą żadnej poszlaki. Chciałoby się orzec, że osoba za to odpowiedzialna posiadała zdolności nadprzyrodzone, ale jak było naprawdę? Warto się dowiedzieć.  

Blauvelt przybył na miejsce zupełnie sam, wcześniej nakazując swojej ochronie nie przekraczać wejścia do parku. Chciał przyjrzeć się tej sprawie z boku, a z "gorylami" na karku niepotrzebnie rzucałby się w oczy.
Mężczyzna jak zwykle ubrany był w czarny garnitur oraz krawat, który wyglądał zupełnie tak, jakby stojącą osobą za jego uwiązanie było kilkuletnie dziecko. W ręce co prawda trzymał papierosa, lecz wyrzucił go, kiedy do jego ucha dotarły ponadprzeciętne okrzyki małp na widok pewnego faceta przy ich klatce. Zjawisko to było na tyle interesujące, że Oliver pokusił się podejść bliżej, by po chwili także zatrzymać swoje kroki tuż obok niego.

- Uwaga, bo jeszcze powiedzą nam co tutaj zaszło.

Zagaił żartobliwie, naśmiewając się oczywiście z okrzyków małp skierowanych w ich kierunku. Blauvelt trzymał dłonie w kieszeniach i nieustannie wpatrywał się w zwierzęta, samemu znajdując się na tyle blisko nieznajomego, że równie dobrze dalszą rozmowę mogliby prowadzić szeptem.
Powrót do góry Go down
Shadow

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 08/11/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Sro Lis 09, 2016 10:08 am

Light już od pewnego czasu słyszał o dziwnych porwaniach małp. Na początku go to nie interesowało. Jednak kiedy kolejny pra-człowiek został porwany, to chłopak postanowił się nieco rozejrzeć. Przybył na miejsce ostatniej zbrodni. Nazwany przez gazety ,, Porywacz'' dokonał tutaj skoku i porwał goryla. Jego ofiary Zawsze zdawały się rozpływać w powietrzu, a jego cele wydawały się być zupełnie losowe. Gazety się o nim rozpisywały, zafascynowane nowym złoczyńcą, co mogło wynikać z braku świeżych tematów, w końcu ile można wałkować to samo o bohaterach i złoczyńcach. Tymczasem Chłopak dotarł na miejsce zbrodni. Co chwila błyskały lampy z aparatów, a stacje telewizyjne już prowadziły reportaże i wciskały nosa w nie swoje sprawy. Funkcjonariusze szczelnie otaczali wybieg dla goryla, powstrzymując gryzipiórków. Nie przepuszczali nikogo, by umożliwić ekipie śledczej pracę. Ci zaś, w białych rękawiczkach przeszukiwali uważnie każdy fragment wybiegu, szukając jakiejkolwiek poszlaki lub dowodów. Widać było że robili to bez entuzjazmu, widocznie już stracili nadzieję na znalezienie jakichś śladów. Więc czas aby prawdziwi ,,profesjonaliści'' wkroczyli do akcji. Zauważył że dwie osoby stoją przy dziwnie okrzykujących małpach na widok jednego z nich. Podszedł do nich i rzucił od niechcenia. -Jakby tak mogły nam coś powiedzieć. Miał tylko nadzieję że zagadani przez niego ludzie się nie przestraszą zbytnio. W końcu niecodziennie do kogoś podchodzi napakowany koleś z czarno-czerwonymi włosami, i rubinowymi oczami. Tak jak zawsze, Mutant był ubrany w swe ulubione czarne spodnie i Czarną bluzę z kapturem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Czw Lis 10, 2016 3:05 pm

Małpy faktycznie chciały coś przekazać. Najpierw wyraźnie wskazywały w górę, jakby chciały przekazać "Coś z góry". Potem na moment się uspokoiły, by wejść na rosnące w pobliżu drzewo... z wyjątkiem jednej. Ta najpierw zdawała się parodiować goryla, by następnie nagle paść na ziemię, zupełnie jakby ją piorun trzasnął. Wtedy reszta małp, zsunęła się na jakiś linach, przygotowanych do zabawy przez pracowników, by zwierzaki mogły się bawić. Chwyciły te linki i podniosły "martwego" towarzysza, przesuwając mu liny pod plecami. Po chwili wróciły na drzewo, i zaczęły go wciągać. Gdy był już na na szczycie drzewa, małpy skończyły pokaz. Podeszły do Richarda i zdawały się mówić "to już tylko tyle". Rozkładały ramiona i wykonywały gesty przekazujące wiadomość.
Zaś po przeciwnej stronie rozległ się okrzyk chwilowej radości. Widać coś znaleźli. Jeden z członków ekipy wstał. Trzymał w ręku jakiś czerwony mały przedmiocik. Z odległości (oraz przez masę ludzką) widać było tylko tyle. Reporter zaś udał się do wyjścia z wybiegu, chowając znalezisko w foliowej torebce. Całkiem prawdopodobne że szedł do wozu, który był zaparkowany przed wejściem. Istotnie, po chwili pojawił się w jego okolicy, z torebeczką na dowody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Monkey

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 30/10/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pią Lis 11, 2016 9:31 am

W oczekiwaniu na jakiś znak od małp, do Richarda podeszło dwóch nieznanych mu osobników. Nie sądził jednak, by znaleźli się oni tu kompletnie przypadkowo. Pierwszy z nich co prawda, mimo założenia eleganckiego garnituru w zwyczajny dzień i fatalnie zawiązanego krawata, jeszcze łapał się w granicach normalności. Chansy nie rozumiał ubierania garnituru na co dzień, gdyż według niego ubiór tak elegancki nadawał się do eleganckich okoliczności, a nie do oglądania bandy skaczących małp. Mimo to wiedział, że jest wielu takich, którzy w garniturze czują się po prostu dobrze i nie zamierzał w to wnikać. Od przybysza czuć się dało dym papierosowy, co trochę poirytowało Richarda. Nie znosił on nikotyny, a ten gościu podszedł do niego tak, jakby znali się już jakiś czas. Nie przepadał za ludźmi, którzy bez większego powodu zaczynają rozmowy z nieznanymi sobie osobami. Jeszcze ta ironia w głosie skierowana w kierunku zwierząt. Głupi ludzie. Nie doceniają tego, co zwierzęta, a zwłaszcza małpowate potrafią. No ale cóż, kultura wymagała odpowiedzi. Elegancki przybysz więc ją dostał:
- Mogą nam przekazać więcej niż nam się wydaje. Nie można ignorować świata zwierząt.
Przybysz nie zrobił na nim najlepszego wrażenia. Jeżeli nie docenia zwierząt, po co tu przyszedł? Może jest odpowiedzialny za porwania i sprawdza czy nic nie naprowadzi policjantów na jego trop? Słynna maksyma mówi, że przestępca zawsze wraca w miejsce zbrodni. Może tak jest i tym razem?
Rozmyślania Richarda zostały nadejściem kolejnego ignoranta. Ten jednak,w porównaniu do pierwszego, strasznie wyróżniał się z tłumu. Ba, gościu czuł jakiś fetysz do koloru czerwonego. Te włosy, oczy. Chansy miał dziwne przeczucie, że z tym typkiem jest coś nie tak. Podczas przymusowego pobytu w Hydrze miał do czynienia z różnymi osobami czy mutantami. Ci ostatni często odbiegali od normy zwłaszcza w kwestii koloru oczu. Co prawda, odpowiednie soczewki również mogą przynieść taki sam efekt, jednak lepiej było nie ryzykować i mieć rubinookiego na uwadze. Wiedział, że jeżeli jest mutantem, może być niebezpieczny. Richard nie miał przy sobie nic, oprócz swego wyszkolenia, co pomogłoby mu w walce z przybyszem. Musiał być ostrożny. Po chwili, potężnie zbudowany chłopak odezwał się. I po raz kolejny, wystarczył ton głosu, by drugi gość nie spodobał się Monkeyowi. Po co oni tu w ogóle przyszli? Szacunku do zwierząt nie mają żadnego. Albo więc odpowiadają za zniknięcia albo wręcz przeciwnie, szukają złodzieja. Nie miał jednak nerwów odpowiadać dla kolejnego ignoranta i fuknął tylko pod nosem. Małpy jakby na to czekały, gdyż zaczęły coś inscenizować. Nie trzeba było nadludzkiej inteligencji, by domyślić się o  co chodzi. Goryl został uśpiony, a następnie wciągnięty w górę na jakichś linach. By tego dokonać potrzeba było albo nadludzkiej siły albo helikoptera. Pytań nadal pozostało wiele. Odpowiedzi żadnych. Tylko domysły.
Po chwili jego uszu doszły tryumfalne głosy od strony klatki goryla. Coś mają. Z tej odległości zdołał dojrzeć jedynie coś czerwonego. Prawdopodobnie ampułka usypiająca. A może się mylił? Wiedział, że małpy przekazały mu wystarczająco dużo. Odwrócił się od klatki i ruszył przed siebie. Na pożegnanie dwóch przybyszy rzucił jednak:
- Zwierzęta widzą więcej. Nie potrafią jednak tak dobrze tego nam przekazać. Dla tego ludzie, tacy jak wy je ignorują.
Miał nadzieję, że cierpkie słowa uwolnią go od ignorantów. Po pierwsze, lubił działać sam. Po drugie, w obu gościach było coś, co niepokoiło Richarda i nie zamierzał sprawdzać co. W głowie miał już plan.
Jeżeli goryla uśpiono, była szansa, że zamieszany w kradzież był któryś z pracowników. Nic jednak nie zrobi, bez odpowiedniego zakamuflowania. Ruszył więc w kierunku jednego z policjantów, by go zagadać podszywając się pod kierownika ZOO. Jeżeli funkcjonariusz okaże zainteresowanie, Richard chce sprowadzić go za pobliski budynek pod pretekstem zauważenia czegoś dziwnego. Tam go ogłuszy i przebierze się w jego mundur. W stroju funkcjonariusza będzie miał dużo większe pole manewru.
Jeśli jednak plan się nie uda, spróbuję najprostszej znanej metody na odwrócenie uwagi. Zacznie krzyczeć, że zauważyłem podejrzanego człowieka uciekającego po drugiej stronie zoo. No cóż. Finezji w tym żadnej, ale liczy się rezultat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pią Lis 11, 2016 2:41 pm

Przedstawienie, które zgotowały małpy za klatką, na swój sposób było dość intrygujące. Oliver nie spodziewał się czegoś takiego po zwierzętach, przez co na początku jakby stał w zdumieniu, mimo, że jego postawa niezbyt na to wskazywała. Mężczyzna przecież rzucił tylko żartem, tymczasem małpy faktycznie próbowały przekazać coś od siebie. No ale co to było? Kraty z klatki goryla były nienaruszone, a zamknięte wejście do celi także pozostawało w znakomitym stanie. Istniało duże prawdopodobieństwo, że w porwaniu uczestniczył helikopter, bądź inny obiekt latający, zdolny do wciągnięcia zwierzyny, po uprzednim pozbawieniu jej przytomności. Dodatkowo małpy zademonstrowały gwałtowny upadek goryla, który nijak miał się do środka usypiającego - działającego przecież po jakimś czasie. Nagła śmierć także nie wchodziła w grę, bo o tym już dawno wiedziałaby ekipa badawcza. Do czego więc posunęli się porywacze? Skorzystali z wysokiego napięcia? A może opracowali jakąś specjalną broń ogłuszającą? Robiło się ciekawie.  
Niewykluczone, że współwinnym w kradzieży był również pracownik zoo, przekupiony za sprawą ogromnej sumy pieniędzy. Taki ktoś bez problemu jest w stanie wyłączyć chwilowo monitoring, nie wzbudzając podejrzeń ze strony kolegów. No ale po co komu te zwierzęta? Raczej trudno jest udomowić rosłego goryla, nie mówiąc już o innych zdziczałych drapieżnikach.

Wkrótce jednak słowem postanowił odezwać się gość obok, w wyniku czego Oliver skierował wzrok w jego kierunku. Swoją drogą facet był naprawdę niski - czubkiem głowy sięgał Blauvelt'owi raptem do klatki piersiowej. Potem zjawił się kolejny obserwujący, także będący świadkiem małpiego przedstawienia. Nawet coś mruknął pod nosem, ale zdaje się, że oznajmił to samo, co wcześniej Oliver, który teraz wsunął jedną z fajek do swych ust.

Całość przerwał dopiero odgłos triumfu jednego z ekipy badawczej. Coś ewidentnie udało mu się znaleźć, jednak na pierwszy rzut oka trudno było stwierdzić, co to tak naprawdę było. Możliwym, iż była to pozostałość po użytym przedmiocie, który sprawił, że goryl padł na glebę jak niczym kłoda. Warto było się temu przyjrzeć, dlatego Oliver postanowił ruszyć w kierunku odkrywcy, tym samym bacznie go obserwując. Kiedy był już wystarczająco blisko, wyciągnął swoje ręce z kieszeni, po czym zwrócił na siebie jego uwagę.

- Cóż za entuzjazm. Czyżby było już wiadomo, co tutaj zaszło?

Zapytał grzecznie.
Powrót do góry Go down
Shadow

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 08/11/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pią Lis 11, 2016 6:58 pm

Małpy jednak miały coś do przekazania. I to coś bardzo ważnego. Zaprezentowały najdokładniej jak mogły z ich perspektywy scenę pojmania ich towarzysza. Wygląda na to że porywacze obezwładnili czymś goryla a następnie wciągnęli go na linach do czegoś w niebie. Był to najprawdopodobniej helikopter albo coś w tym rodzaju. Tymczasem od strony ekipy badawczej wydobył się okrzyk radości. Komuś z ekipy policji udało się w końcu znaleźć jego wskazówkę. Dwaj mężczyźni którzy tak jak Light zainteresowali się przedstawieniem małp udali się w stronę odkrywcy. Tymczasem Czerwonooki postanowił obejść całe Zoo. Podejrzewał że udział w porwaniu mógł mieć jakiś pracownik tegoż przybytku. W końcu jak to się stało że tak bezproblemowo porywacz/e mogli się dostać do Zoo i ukraść okaz z muzeum. No chyba że mieliby jakiegoś super Hakera który potrafiłby umiejętnie ukryć swoich współpracowników. Więc możliwe że Mutant znajdzie coś przydatnego penetrując inne zakamarki Zoo, bez skupiania się tylko na miejscu gdzie dokonano zbrodni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Nie Lis 13, 2016 3:55 pm

Plan Richarda nie wypalił. Żaden z policjantów nie wypadł ze szczelnego kordonu. Zaś próba odwrócenia uwagi metodą "tam ktoś jest" sprawiła, że tłum dziennikarzy ruszył naprzód. Jednak stróże porządku, choć z pewnością byli wdzięczni za pozbycie się części tłumu, nie zmienili pozycji. Jeden z nich dobył krótkofalówkę i coś zaczął do niej mówić. Pewnie wezwał kogoś, by to sprawdził.
Oliver miał za to więcej szczęścia. Technik był młody, około dwudziestu lat gładko ogolony. Włosy miał dosyć krótkie, brązowego koloru. Jego oczy zaś były niebieskie, sprawiały wrażenie lodu.
-Może nie wiemy jak wyciągnęli goryla, ale za to wiemy jak go uśpili-Powiedział technik, szczęśliwy. -Widzi pan to?-Podniósł radośnie torebeczkę z dowodem. W środku był czerwony nabój usypiający, nieco zmodyfikowany. Powiększono kapsułkę ze środkiem, a sama igła wydawała się cieńsza.-To diabelnie silny środek nasenny. Trafili prosto w mózg goryla. Musiał to być perfekcyjny snajper, a tacy służą tylko Fokach-Dodał z entuzjazmem. Wiedziałeś że "Foki" to potoczne określenie Navy SEAL. Jakiś były snajper z tej jednostki to zrobił? Raczej nie ktoś w czynnej służbie...
Shadow, przechadzka po terenie Zoo nic ci nie dała, poza dowodem, że nic nie znikło. Porywacze musieli działać w idealnym skupieniu, bo poza zniknięciem goryla i przedmiotem znalezionym przez technika nic innego nie zauważyłeś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Monkey

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 30/10/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pon Lis 14, 2016 8:54 am

Plan Richarda był ambitny, jednakże nie przyniósł pomysłodawcy żadnych korzyści. No nie licząc pozbycia się tłumu dziennikarzy, którzy automatycznie podążyli śladem sensacji. Jeżeli chodzi o próbę wyciągnięcia któregoś z funkcjonariuszy, okazali się oni na tyle zdyscyplinowani, że żaden nie dał się wciągnąć w dyskusję. Trochę to dziwne, gdyż podawał się za kierownika, który mógłby im trochę pomóc w śledztwie. Ale cóż, widocznie mają inne priorytety.
Lekko zbity z tropu, stanął na boku czekając na rozwój wydarzeń. Ku jego zaskoczeniu, mężczyzna w garniturze, z którym miał nieprzyjemność spotkać się pod klatką szympansów, udał się w kierunku policjanta trzymającego znalezisko. A więc jednak Richard mylił się co do niego, gościu wyraźnie interesował się sprawą. Wstępnie można go wykreślić z grona podejrzanych o kradzieże. Ale tylko wstępnie. Nigdy nic nie wiadomo. Mężczyzna mógł bowiem być na tyle sprytny, by udawać zainteresowanego sprawą i próbując dowiedzieć się, co policja wie o zbrodni. Ku zdziwieniu Monkeya, funkcjonariusz bez większych trudności odpowiedział na pytanie ciekawskiego. A przed chwilą kilkakrotnie on został odtrącony. Być może chodziło o ubiór. Garnitur magnetyzuje. Najwidoczniej czas na zmianę garderoby. No cóż, teraz trzeba zmienić cel rozmowy i porozmawiać z elegantem. Istnieje przecież szansa, że pierwsze wrażenie było złudne i gościu nie jest taki zły. Warto było spróbować, zwłaszcza gdy istniała szansa na to, że przyśpieszy to jego śledztwo. Ruszył więc w jego kierunku pewnym siebie krokiem. Gdy dotarł do celu, przyjmując najbardziej przyjazny ton, na jaki mógł sobie pozwolić w kierunku obcej mu osoby, zapytał:
- Jeśli można wiedzieć, czy dowiedział się Pan czegoś konkretnego? Interesuje się tą sprawą, gdyż nie znoszę znęcania się nad zwierzętami, należę do stowarzyszenia obrony tych istot i leży mi to na sercu.
Miał nadzieję, że historyjka o stowarzyszeniu przekona rozmówcę i skłoni go udzielenia informacji. Na razie wszystko stanęło w miejscu i Richardowi pozostało czekać na odpowiedź eleganta.
Gdzie jest ten z czerwonymi włosami? Gdzieś tu spacerował.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pon Lis 14, 2016 11:41 pm

- Rozumiem.

Odparł krótko na wcześniej udzieloną odpowiedź, tym samym mrużąc swoje oczy i zaciągając się dymem z papierosa. To było nawet trochę zabawne. Czy ten członek ekipy badawczej naprawdę odpowiedział na pytanie odnośnie znaleziska? Na pytanie pierwszej lepszej osoby przechadzającej się po miejscu zbrodni, zabezpieczonej przez kilkudziesięciu funkcjonariuszy? I to tak szczegółowo? Szczerze powiedziawszy Oliver nie był nastawiony na udzielenie mu jakichkolwiek informacji, przez co zmuszony byłby do skorzystania ze swoich umiejętności, a tu proszę. Młody chłopak powiedział mu wszystko, co chciał usłyszeć. Doprawdy głupiec z niego.

Do pozbawienia goryla przytomności użyto więc pocisków usypiających, lecz nie takich zwyczajnych, z jakich zazwyczaj korzystano. Dawka była na tyle potężna, że zwierzę padło w trybie natychmiastowym. Dodatkowo chłopak wspomniał coś o snajperach, jako, że środek ten prawdopodobnie trafił małpę prosto w głowę, co faktycznie nie jest łatwym zadaniem. Tylko czemu akurat Foki? Owszem, snajper był dobry, lecz bzdurą jest stwierdzenie, że taki musi służyć tylko w Navy SEALs. Oliver osobiście znał wielu dobrych snajperów - może nawet lepszych - którzy bez problemu poradziliby sobie z takim zadaniem.

W międzyczasie nieopodal ktoś zaczął się wydzierać, a po krótkiej chwili na jednym z zakrętów przeleciał facet, który jeszcze wcześniej stał przy klatce z małpami. To był ten mały - nawiedzony - co to wcześniej niemal pogryźć chciał za rozsądną ironię. Biegł przed siebie i krzyczał, a za nim stado reporterów z nadzieją na sensację. Chyba nie był normalny. Biedny człowiek.

Potem zrobiło się jeszcze dziwniej. Po kilku okrążeniach wokół klatek, biegacz zgubił swój "ogon", i pech chciał, że akurat zatrzymał się w pobliżu. Oliver wyciągnął więc papierosa z ust i za jego pomocą aktywował swoje zdolności. Było bowiem tak jak przewidział. Gość zaczął zadawać pytania. Swoją drogą trzeba było przyznać, że miał tupet.  

- A niby co taki ignorant jak ja może wiedzieć?

Odpowiedział pytaniem na pytanie, a jego prawa końcówka ust powędrowała nieco wyżej od lewej.
Powrót do góry Go down
Shadow

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 08/11/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Wto Lis 15, 2016 12:28 pm

Jednak mutantowi nie  udało się nic ciekawego znaleźć na swojej drodze. Więc wygląda na to że tylko ten goryl był celem. Złodzieje musieli działać w perfekcyjny sposób albowiem na miejscu nie było żadnych. Tymczasem wrócił do miejsca gdzie Policja znalazła wreszcie jakiś ślad. Zauważył że duża grupa osób w tym naprawdę sporo dziennikarzy zniknęło, czyżby ktoś odwrócił ich uwagę? Dostrzegł że dwójka która tak jak on zainteresowała się przedstawieniem teraz rozmawiała. Shadow dosłyszał pytanie czy ten w garniturze podzieli się informacjami. Szykownie ubrany pan odpowiedział mu retorycznym pytaniem. Czerwonooki podszedł do nich. - Panowie, widzę że cała nasza trójka jest zainteresowana tymi dziwnymi porwaniami, dlatego proponuję abyśmy na razie współpracowali, w ten sposób łatwiej będzie nam znaleźć osoby które porywają te istoty. Poza tym w trójkę łatwiej sobie poradzimy w konfrontacji z nimi. - Zakończył swój nieco dłuższy wywód niż przewidywał. Nie lubił ludzi, ale wygląda na to że sprawa może być zbyt poważna aby działać w pojedynkę. No i w końcu im też zależy na znalezieniu tych przestępców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Monkey

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 30/10/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pon Lis 21, 2016 7:10 am

Odpowiedź eleganta nie przyniosła żadnych informacji dla Richarda. Rozmówca był wyraźnie obrażony za wcześniejszego zachowanie chłopaka. No cóż, Chansy zbyt gwałtownie zmienił podejście do sprawy i mogło to się wydawać dziwne, a wręcz irytujące. Wcześniej zimny, niechętny do współpracy a teraz przymilający się pod jakimś bezsensownym pretekstem. Ewidentny błąd z jego strony. Teraz należało się skupić na tym, jak wyciągnąć z niego informacje. Na chwilę obecną znajdował się w martwym punkcie, a bez pomocy nieznajomego nic nie zdziała.
Niezręczną ciszę przerwało nadejście czerwonowłosego, który kręcił się w nieznanym celu po terenie zoo. Jego słowa trochę zaskoczyły Richarda. Teraz zrozumiał, że obaj nieznajomi interesują się sprawą i to w poważny sposób. Szczerze mówiąc, Monkey wolał rozwiązywać sprawy sam, ale wsparcie zawsze się przyda, zwłaszcza jeśli chodzi o pozyskanie informacji. Nie musiał więc nic udawać. Czas zagrać w otwarte karty i sprawdzić reakcję obu. Być może będzie to błąd, za który przyjdzie mu zapłacić. Nie musiał jednak ujawniać wszystkiego o sobie. Przecież jest zwykłym gościem, którego boli znęcanie się nad zwierzętami. Tylko tyle. Odpalił więc beznamiętnie:
- Widzę, że mamy jeden cel. Jeżeli chcemy więc coś zdziałać, musimy połączyć siły. Tak jak mówi czerwony - spojrzał w kierunku potężnie zbudowanego chłopaka - Sorry za tą bajkę ze stowarzyszeniem, ale potrzebuję informacji. Wszyscy ich potrzebujemy. Tak myślę.
Miał nadzieję, że nie zaleciało to wszystko patosem. Zwrócił się więc w stronę eleganta:
- A więc, co udało Ci się ustalić?
Wierzył, że teraz rozmówca trochę chętniej udzieli informacji. Naprawdę ich potrzebował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Czw Lis 24, 2016 8:03 pm

Kolejna niezrozumiała odpowiedź ze strony nadpobudliwego faceta okazała się niczym, w porównaniu do przezabawnego spostrzeżenia, którym ni stąd ni zowąd postanowił podzielić się młodzieniec o czerwonej barwie włosów. Że niby w trójkę "łatwiej" poradzą sobie w konfrontacji z uzbrojoną po zęby organizacją? Na ustach Olivera szybko zagościł typowy dla niego sarkastyczny uśmiech.

- Nawet nie mów takich rzeczy publicznie, bo jeszcze i za Tobą zaczną biegać z kamerami.

Odrzekł naprawdę ciepłym tonem, przez co całość oczywiście gryzła się z samym przesłaniem. Było to jednak normalne w wykonaniu Blauvelt'a. Bywał specyficzny - nie ukrywał tego. Starał się sprowadzić młodego z powrotem na ziemię, ale i tak wiedział, że właśnie rzucił grochem o ścianę. Właściwie to kto to w ogóle był? Mężczyzna widział go już przy klatce z małpami, ale wtedy nie doszło przecież do żadnej konkretnej rozmowy.
Niemniej w spokoju dopalił peta, a jego resztką pstryknął w kierunku kanału, przerzucając teraz swoje spojrzenie na tego mniejszego.

- Łatwo się domyśleć, że sprawca skorzystał z odpowiedniego środka, który skutecznie pozbawił goryla przytomności. W tym przypadku była to bardzo silna dawka usypiająca, niewątpliwie uwolniona z lufy doświadczonego snajpera. Pocisk bowiem trafił prosto w głowę, w wyniku czego cel padł na glebę w trybie ekspresowym. Na koniec zwierze zostało wciągnięte prawdopodobnie do helikoptera.
Powrót do góry Go down
Shadow

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 08/11/2016

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Pią Lis 25, 2016 11:40 am

Shadow uważnie wysłuchał słów gościa palącego papierosa. - Nie takie rzeczy się już robiło w pojedynkę warknął krótko Czerwonooki i wysłuchał relacji pana eleganta. Nie odzywał się i nie komentował w żaden sposób słów tegoż człowieka. Na razie chciał usłyszeć co ma do powiedzenia ten mały typek. Więc w końcu pojawiły się nowe dowody w sprawie tajemniczych porywaczy małp. Ta sprawa robiła się coraz ciekawsza. Nie bez powodu zatrudniono doświadczonego strzelca, zwłaszcza że koszta usług takich były duże. Więc raczej mniejsze organizacje przestępcze odpadały w związku z tym. Dlatego Czarno-czerwono włosy spokojnie oczekiwał z założonymi rękoma na odpowiedź o wiele mniejszego od niego ,,kolegi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Sob Lis 26, 2016 11:49 am

Zapowiadało się na coraz ciekawszą sprawę. Jakiś były snajper z SEAL to zrobił... a może to tylko idiotyzm technika? Różni ludzie chodzą po tym świecie.
Sam technik zaś postanowił was zostawić samych, wchodząc do auta. Po chwili usłyszeliście charakterystyczny chrobot klucza w zamku, gdy zamykał za sobą drzwi. Zapewne chciał w spokoju popracować nad całą sprawą. Co wam by się również przydało, gdyż mieliście jakiś trop, ale trzeba było go wykorzystać. Co zatem należało zrobić?
Z pewnością należało pójść szlakiem snajpera, sprawdzając czy jakiś żołnierz o tej specjalizacji nie opuścił w ostatnim czasie szeregów SEAL. A jednak jeżeli nie pochodził z tego oddziału, a po prostu był wyjątkowo dobrym wolnym strzelcem? No, wtedy byłoby dużo gorzej.
Można też było spróbować dorwać się do tej strzałki. Substancja użyta w pocisku mogła pomóc ustalić miejsce produkcji. Technik wydawał się nastawiony przyjaźnie, jednak co będzie w obecności przełożonych? Czy będą tak samo chętni do współpracy, jak technik?
Kolejną alternatywą, mogącą dać najlepsze skutki, ale również najbardziej ryzykowną, było wytypowanie kolejnego celu porwania. Należałoby wygrzebać czy nie ma jakiegoś chorego systemu w porwaniach zwierząt, a następnie zaczaić się na porywaczy. Jednak fakt, że używali helikoptera mógł bardzo utrudnić ten sposób. Ponadto, w wypadku pomyłki kolejna małpa by znikła. A także to, że nawet schwytani wrogowie mogliby nie chcieć rozmawiać.
Należało podjąć wybór. Była was trójka, i w teorii mogliście rozdzielić zadania. Jednak czy dalibyście radę to zrobić osobno? Wszak co trzy głowy, to nie jedna.
Ostatecznością było przeszukanie całego świata, ale raczej wszystkie małpy zostałyby wcześniej porwane. Wasze śledztwo zaczyna się tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Sob Sty 07, 2017 11:20 pm

Oliver westchnął pod nosem, tym samym stawiając kilka kroków przed siebie, by tylko jak najszybciej usunąć się z miejsca jego prześladowania przez dwóch dziwaków. Miał cichą nadzieję, że w końcu dadzą mu spokój, gdyż w przeciwnym wypadku zmuszony byłby do niezbyt przyjemnej dla nich interwencji. Byłaby wielka szkoda. Ten w czerwonych włosach to przecież jeszcze dzieciak. Niemniej trzeba było działać dalej i najlepiej podjąć jakieś realne wnioski dotyczące tej sprawy.
Blauvelt rozejrzał się po okolicy w poszukiwaniu wolnej ławki. Większość była zajęta, lecz kiedy pewna starsza pani w końcu opuściła jedną z nich, mężczyzna niezbyt pośpiesznym i eleganckim krokiem ruszył ku jej kierunku, by w końcu posadzić na niej swoje zacne cztery litery. Prawą nogę skrzyżował na tej lewej, zaś same łokcie ulokował z tyłu na oparciu, starając się nie myśleć o kolejnej fajce wystającej z paczki.
Fakty były następujące. Substancję w pocisku usypiającym dało się sprawdzić, ale wymagało to zdecydowanie zbyt dużo zachodu. Musiałby opuścić zoo i udać się do jakiegoś laboratorium, by kolejno czekać bóg wie ile na wyniki, które i tak w niczym mu nie pomogą. Miejsc produkcji jest naprawdę masa, a on był sam jak palec. Zanim dojdzie do jakiejkolwiek poszlaki, prędzej zoo ulegnie zamknięciu przez braki w zwierzętach. Z kolei szukanie snajpera? Mógłby, ale po co? Nie bardzo znał się na organizacjach i nie miał ochoty zagłębiać się w takie tematy. To nie była jego bajka.
Mężczyzna mógł także zaczaić się na porywaczy, lecz to również nie było takie proste. Musiałby przychodzić tu codziennie z wieczora, lub nawet w samym środku nocy i czekać w oknie pasażera swojej limuzyny. Niestety nie miał na to czasu, a sama sprawa daleko mijała się z priorytetem. No nic... póki co pozostawało mu siedzieć na tej ławce i walczyć samym ze sobą o papierosa w kieszeni. Kto wie... może jednak przyjdzie tu jutro na obchody. A może nie?
Powrót do góry Go down
Sly

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Nie Sty 08, 2017 5:30 pm

Siedząc na ławce, Oliver idealnie wtapiał się w tło. Oczywiście, gdyby Monkey lub Shadow go wypatrywali, zauważyliby go. Jednak dla każdego losowego osobnika był tylko częścią tła. Dlatego nie zauważył go pewien jegomość ubrany w czarny płaszcz, dosyć wysoki był. Mocno zarysowana, kwadratowa szczęka, ogolony na łyso. Praktycznie żadnych włosów na twarzy lub ciele. Widziany był z boku, więc ubiór skrywał ów płaszcz. Jedynie spodnie i buty, obydwa wyglądały na bardzo drogie.  Przy uchu miał telefon, i wyraźnie obserwował pojazd, pod którym stali Monkey i Shadow.
-Tak szefie, jestem pewien, Czysto, znaleźli tylko tą strzykawkę. Zneutralizować?-Głośniczek lekko zatrzeszczał, przekazując odpowiedź. -Tylko dwójka jakiś gości. Nie powinni się zorientować.-Powiedział z wyraźną nadzieją. Z wiedzy Olivera wynikało że tylko Shadow, Monkey oraz technik (pomijając oczywiście go samego) mogli wiedzieć o strzykawce. Równocześnie lekko zawiał wiatr, na który płaszcz zareagował dziwnie. Jakby był czymś obciążony. Może w istocie tak było? -Przyjąłem.-Powiedział łysy, i schował telefon do kieszeni. Podszedł do furgonetki, i otworzył drzwiczki od przodu. Zasłonił tym samym widok Oliverowi, jednak po ruchach można by poznać że coś wydobył z płaszcza. Rozległ się jakby stuknięcie, jakby metal uderzył o metal. Kurek pistoletu z tłumikiem? Możliwe. Wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   Nie Sty 08, 2017 11:04 pm

No proszę. Czyżby ktoś próbował pozbyć się technika? Porywacze popełnili błąd, zostawiając w klatce pocisk usypiający? A i owszem, popełnili, tym samym próbując pozamiatać dowody pod przysłowiowy dywan. Rosły, dobrze zbudowany i elegancko ubrany łysy mężczyzna pojawił się w samą porę. Było to nawet trochę zabawne, kiedy okazało się, że ta dwójka dziwaków jednak na coś mu się przydała. Cóż za ironia losu. Powinien im za to podziękować? Oliver uśmiechnął się pod nosem, jakby przecząco potrząsając głową z niedowierzaniem. Sprytnie odbił się rękoma od ławki i stanął w pozycji wyprostowanej, poprawiając swój krawat. Wkrótce samemu wsunął dłonie do kieszeni i spokojnym korkiem ruszył w kierunku furgonetki, należącej do młodego technika.
Kiedy już znalazł się wystarczająco blisko, jak gdyby nigdy nic oparł swoje plecy o prawy bok pojazdu, tym samym ulegając pokusie sięgnięcia po kolejnego papierosa. Będzie musiał z nimi przystopować, bo paczka powoli zaczynała się kończyć.

- Jest broń straszniej­sza niż oszczer­stwo. To prawda.

Rzucił luźno, mając nadzieję, że łysy w środku go usłyszy. W sumie sam nie wiedział, czemu to powiedział. Przecież wcale nie było mu szkoda świeżo po studiach chłopaka w środku.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zoo na Bronksie   

Powrót do góry Go down
 
Zoo na Bronksie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: