Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Penthouse Aarona Irvine, Wegdwood House 69

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aaron Irvine

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 29/08/2016

PisanieTemat: Penthouse Aarona Irvine, Wegdwood House 69   Czw Wrz 01, 2016 7:08 am

Penthouse Wegdwood 69

    Liczne wieżowce Manhattanu posiadają dość sporą ofertę loftów, apartamentów i penthouse’ów. To co urzekło Aarona, Leenę, a nawet wiecznie niezadowolonego Jah’mie w tym właśnie mieszkaniu to nieprzesadny rozmiar. Mimo dość wysokiej ceny, (która generalnie, nie jest problemem zważywszy na dość długi czas życia naszych bohaterów) dostarczało wszystkiego co potrzebne do pracy w ciszy i spokoju. Trochę to ironiczne, ale świetlana istota taka jak Irvine wybrała coś innego niż jasny i przestronny lokal – właśnie to, nawet za dnia wypełnione delikatnym półmrokiem, miejsce.
    Nie ma sensu zabierać się za opis każdego pokoju z osobna, choć wartym zauważenia jest eklektyczny styl w jakim zostało umeblowane (na życzenie oczywiście samych nabywców). Na parterze mieszkania liczącego trzy kondygnacje z czego ostatnią jest pojedynczy pokój, sypialnia i obserwatorium – jedyne zalanie światłem pomieszczenie umieszczone na szczycie tej strony budynku. Najważniejszą częścią mieszkania jest zaś parter – tutaj z reguły przebywa Aaron. Duża, otwarta kuchnia z wyspą, połączona bezpośrednio z jadalnią, w której znajduje się ciężki, drewniany stół – atmosferę umila nowoczesny gramofon wypełniający przestrzeń muzyką zawsze, gdy właściciel przebywa w domu. Wartym zauważenia jest, że głośniki znajdują się w całym domu – poukrywanie w subtelny sposób przed wzrokiem gości sączą, cichą zazwyczaj, muzykę wszelakich gatunków ożywiając wszystkie pomieszczenia dolnej kondygnacji.
    Kolorystyka domu jest naturalna – beże, brązy, szarości. Rzadko zaś pojawiają się krzykliwe kolory jak ognisty pomarańcz, czy wściekła czerwień. Tam gdzie naturalność zanika, dominują delikatne fiolety, purpury – a w przypadku gabinetu, głęboka, karmazynowa czerwień. Wspominając o gabinecie, należy zauważyć, że znajduje się tam kilka z bardzo wielu regałów wypełnionych książkami. Jedno z dwóch osobistych hobby Aarona to kolekcjonowanie dzieł literackich i naukowych z przestrzeni dziejów. Ostatnio dostarczono mu przedostatni pakiet księgozbioru z domu w Londynie, choć nadal nie ściągnął wszystkich tomów z poprzedniego mieszkania w San Francisco. Niektóre meble przypominające regały – tyle że węższe, zajęte są drugim hobby psychologa – kolekcjonowaniem możliwie najstarszych dzieł muzycznych. Nie ogranicza się w tym wypadku do nośników takich ja winylowe płyty, kasety analogowe czy CD – dzieła muzyczne przybierają także formę zapisów nutowych, tabulatur, partytur i wszelkich innych sposobów organizowania muzyki w bezdźwięcznej formie.
    Eklektyzm - został już wspomniany. Można rzec, że żyjąc na przestrzeni dziejów od ludzkiego neolitu zatraca się ortodoksyjny gust. Nie mówimy tutaj o kiczowatym braku wyczucia, ot co to, to nie  - wszystko dobrane jest w sposób do siebie pasujący, uzupełniający wzajemne braki. Najczęściej uczęszczanymi pomieszczeniami są - jeden z przestronnych salonów zobrazowany powyżej, oraz przywołany wcześniej gabinet. W gabinecie, poza regałami znajduje się ogromne, wiecznie przykryte różnego rodzaju papierami z kategorii psychologii, fizyki, biologii, neuronauki i innych -  biurko z wygodnym, skórzanym fotelem. Dość ważnym meblem jest także trzykomorowa szafka. Na każdych drzwiach zostały wyrzeźbione w drewnie inicjały odpowiadające właścicielom –
„A. I” dla Aarona, „L. H” przynależna Leenie, oraz „J. B.” będąca własnością Jah’mie. Nie wynika to oczywiście z faktu potrzeby takowego podziału, jednak ułatwia utrzymanie porządku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Evrain Keirtz

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 22/08/2016

PisanieTemat: Re: Penthouse Aarona Irvine, Wegdwood House 69   Wto Wrz 06, 2016 6:32 pm

W czasoprzestrzeni otworzyła się wyrwa. W sumie to w salonie jednego z Manhattańskich loftów. Dokładnie Aarona, którego nikt by nie podejrzewał o bycie tym, kim jest, czy podróżowanie u boku czegoś, co ludzie nazywają demonami. Evrain wszedł jak do siebie w jednej dłoni trzymając gliniane naczynie z Cottage Pie. Nie było jeszcze tak ciemno, aczkolwiek jakaś doza światła by się przydała, dlatego też stworzył małą barierę, wywierającą nacisk na włącznik światła. - Elektryczność... Cudowny wynalazek. Z my się tyle męczyliśmy żeby na to wpadli. - pomyślał, przechadzając się po salonie o dość wysokim suficie. Czuł się tutaj dość swobodnie, choć przyszło mu odwiedzić przyjaciela tylko raz. "Odwiedzić" to chyba też dużo powiedziane, skoro po prostu pomagał przy przeprowadzce. Po co płacić za przeloty, jak ktoś może Ci otworzyć portal, żeby wszystko przerzucić prawda? Tak jest też szybciej.
Wnętrze było urządzone jak zwykle. Eklektyczny styl, lecz z odpowiednim wyczuciem. Niczego nie za dużo, ani nie za mało. Wszystko zaplanowane. - Czego się spodziewać. Spędza tutaj pewnie połowę swojego czasu, więc wszystko musi być na swoim miejscu. Ja za to... Po co mi właściwie to mieszkanie. Cały czas spędzam w pracy lub na odnajdywaniu ciekawych indywiduów. Restauracji mi się zachciało... Cholera... - spojrzał a lekką zazdrością na przyjaciela. W końcu opuścił się na jedno z oparć fotela. Nie na niego samego, powinni szybko złapać tego pendrive i wracać do niego. Miał ochotę się czegoś napić. Czegoś mocniejszego. Jako pracodawca nie mógł się zbytnio upijać z obsadą. Z gośćmi też nie wypada, więc Aaron był jego ostatnią nadzieją. Portal, oczywiście, zniknął zaraz za wcześniej wymienionym. Przyglądał się mu, kiedy ten pewnie szukał odpowiedniego pendrive.
- Dawaj. Weź odpowiedniego pendrive i zbieramy się do mnie. Zjesz sobie coś, napijemy się. Opowiesz nad czym tam teraz pracujesz. Może nawet częściowo będę wiedział o co chodzi. Wtedy zanudzę Cię gadaniem o renowacji aut, bo ostatnio nabyłem kolejne, a na koniec... Hmm... Może jak się dobrze zrobimy to wylądujemy w jakimś dziwnym miejscu robiąc coś głupiego, jak ostatnio. - uśmiechnął się rozbawiony na myśl o wydarzeniach ostatniej nocy, którą tak spędzili razem. Powiedźmy tylko, że ten cały film "Hangover" to nic w porównaniu z tym, co oni razem wyprawiają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 169
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Penthouse Aarona Irvine, Wegdwood House 69   Wto Wrz 06, 2016 7:08 pm

Kolejny raz zabłądziła. Kosmitka chciała dostać się do parku, w którym przebywał Quill. Niestety w tak przeludnionym mieście ciężko poruszać się swobodnie, będąc jedną z niewielu – bo nie jedyną, skoro została pomylona z jakąś She-Hulk, zieloną skórą istotą. Mimo to bardzo szybko nauczyła się ukrywać swoją nietypową karnację. Co prawda dół kosmicznego stroju był widoczny, jednak górę skrywała pod dość obszerną bluzą z kapturem. Dłuższe zielone pasma włosów wymykało się spod dresowego materiału, ale na to już nie zwracała uwagi. Najważniejsze, że rękojeść miecza, przymocowanego na plecach zielonej, aż tak się tam nie odznaczał i mogła go swobodnie nosić po mieście. Nie mówiąc już o broni laserowej skrytej za pasem kombinezonu i kilku innym kosmicznym zabawkom… reasumując, ciężko było ją zaskoczyć.
Kluczyła uliczkami starając się nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi, dopiero gdy zapadł wieczór odważyła się na nieco śmielsze korzystanie z głównych ulic. Idąc rozmyślała o wydarzeniach z ostatnich kilku godzin. Pomimo tego, że miała za sobą walkę z ziemskimi terrorystami w ramach akcji pomocowej nowo poznanej superbohaterki Sue Storm, pomimo dość burzliwej wizyty w Stark Tower oraz szybko przerwanego spotkania z Novą, zielonoskóra kosmitka nie odczuwała zmęczenia. Nie mogła pozbyć się jednak wrażenia, że emocjonalnie odrobinę jednak tak. Znowu nie wiedziała na czym stoi. Już byli tak cholernie blisko u celu… Ale kolejny raz plan nie wypalił. Na dodatek uświadomiła sobie, że dawno nic nie piła. Oj tak. Mocny drink ukoił by nerwy i rozjaśnił umysł.
Zanim się obejrzała krajobraz odrobinę się zmienił. Budynki, które zaczęła mijać wyglądały inaczej niż te znajdujące się w samym centrum Manhattanu. Może nawet bardziej kosmicznie? Nowocześniej? W myślach przywołała obraz nieistniejącego już Xandaru. Sama przed sobą musiała przyznać, że klimat Xandaru przystawał mniej więcej do ziemskiego, dlatego krok jej zwolnił i zaczęła się z zaciekawieniem rozglądać po budynkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aaron Irvine

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 29/08/2016

PisanieTemat: Re: Penthouse Aarona Irvine, Wegdwood House 69   Sro Wrz 07, 2016 12:53 pm

Jedną z wielu, mniejszych lub większych zalet bycia w przyjaźni z Evrainem była jego ciekawa zdolność do zaginania czasoprzestrzeni i tworzenia w niej wyrw jak ta. Jah’mie już dawno rozpracował sposób jej działania, lecz powtórzenie tej samej sztuczki wymagałoby zbyt dużo czasu, a co za tym idzie – przy dynamice świata otaczającego ich – utratę cennych danych jakie można było pozyskać. Aaron jak i Leena doszli zresztą do jednomyślnego wniosku, że skoro Evrain już posiada naturalny talent do takich zabiegów, to po co eksperymentować kolejne milenia w celu nauczenia się tego samego. Trójosobowy byt „anielski” już i tak spędził zbyt dużo czasu, na tworzeniu ciała swemu ziemskiemu „awatarowi”. Leena do tej pory potrafi wyklinać mozolność tego procesu, przez którą przegapiła wszystkie epoki paleolityczne.  Z punktu widzenia zaś Jah’mie – Szkoda, że nie jesteśmy w stanie stwierdzić jakie prawa rządziły fizyką trzeciego planu na początku jego istnienia. To dałoby tyle możliwych zastosowań… – To jak najbardziej psychologicznie poprawne tematy ocierające się z grubsza o filozofię. W końcu kto inny, jak nie istota wyższa powinna stawiać trudne pytania i próbować na nie odpowiedzieć poprzez prawa logiki, empirię oraz szczyptę abstrakcji?
- Poczekaj chwilę, skoczę do gabinetu bo wydaje mi się, że właśnie tam go zostawiłem – rzucił Aaron, gdy tylko wyszli z portalu w jego salonie. Przez sufitowe okno wpadało ciepłe, popołudniowe światło – nadając otoczeniu przytulne barwy idealne do chwilowego odpoczynku przy aromatycznej herbacie, na jednym z wygodnych foteli.
- Rozgość się, barek jest w kuchni, nie powinieneś mieć problemu ze znalezieniem go. Szkło wiesz gdzie jest – powiedział wychodząc z salonu. Gabinet był jak zwykle w totalnym chaosie. – Gdzie on może być? – zapytał sam siebie podnosząc masę papierów i przekopując się przez nie do klawiatury komputera. Niestety nie było go w złączu USB jakie oferowała klawiatura, a z którego Aaron tak chętnie korzystał. Przeszukał szuflady biurka, znajdując w międzyczasie zagubione wcześniej: biuletyn APA, zaproszenie na spotkanie z PTP (czasami bywał w tamtej części świata), identyfikator z konferencji w Tokyo. Szuflady, szafki nawet zaczął rozglądać się po podłodze – szukając go na kolanach. W końcu wstał i soczyście zaklął po polsku, tak głośno, że nawet Evrain powinien był to usłyszeć. Wrócił do salonu z wściekłą miną i fioletowym błyskiem w oczach. – Kur-wa mać, zgubiłem, ten, je-bany, pendrive! – kontynuował także w języku polskim, po czym z wściekłością wzbił się w powietrze. Wokół jego stóp pojawiły się bardzo jasne, złociste łuny światła. Stanął na antresoli i rozejrzał się gorączkowo wokół. Stąd miał widok na całą ulicę przed niskim wieżowcem Wedgwood 69. Poczuł coś dziwnego – spojrzał za okno i wypatrzył źródło tego odczucia - zielonoskórą istotę, która najprawdopodobniej usilnie starała się ukryć swoją inność – szło jej dość dobrze, jednak w kontekście Aarona mogła co najwyżej próbować.
- O mutantka. Widzisz ją? O tam, popatrz – rzucił z balkonu do Evraina, który albo powinien już wrócić z kuchni, albo nadal siedzieć w salonie. Wskazał przez wielkie okno w zachodniej ścianie – było ją w tym miejscu widać jak na dłoni. Zainteresowanie Aarona po chwili zmalało, gdy tylko przypomniał sobie o celu wizyty. Wściekły jak wcześniej poszybował jeszcze wyżej – wzdłuż krętych chodów wprost do własnej sypialni. Zalana była w pełni słonecznym światłem, a na półokrągłym biurku – kilka centymetrów od domowego laptopa leżało nic innego jak pendrive. Podszedł do niego i odczytał pojemność – 64GB. Z uśmiechem schował go do kieszeni, powtarzając sobie, że powinien był sprawdzić go przed odlotem. Spojrzał przez okno. Zielonoskóra przeszła już kilka kroków, jednak nie wyglądało na to by gdziekolwiek się spieszyła. Teraz zdecydowanie pasja Leeny miała okazję wziąć górę. Przykładając dłoń do czoła skupił wzrok na istocie, która najprawdopodobniej była mutantem – a przynajmniej tak zakładała Leena po swoich badaniach. Wysłał mentalne macki, które z wolna docierały do umysłu jego celu.
- Wyglądasz na zagubioną – szepnął w jej umyśle starając się jej nie przestraszyć. – Przepraszam, gdzie moje maniery. Nazywam się Aaron Irvine. W tym momencie obserwuję cię ze szczytu wieżowca Wedgwood 69 – ten z brązową markizą. Nie jestem pewien czy twoja percepcja pozwoli ci mnie ujrzeć z tej odległości, ale serdecznie zapraszam do siebie. Ostatnie piętro, penthouse – na pewno dotrzesz. Oferuję trunek, wyżywienie i… – przerwał na moment zastanawiając się. Spojrzał w dół schodów, po czym uśmiechnął się zawadiacko, choć nikt tego nie mógł zobaczyć. – …doborowe towarzystwo. Będziemy tutaj jeszcze przez dziesięć minut, zastanów się i przyjdź jeśli uznasz moje zaproszenie za wystarczająco zachęcające. – Aaron utrzymał jeszcze chwilę kontakt na wypadek, gdyby zielonoskóra zechciała coś odpowiedzieć, po czym pożegnał się i powoli wycofał  mentalną sondę z jej umysłu.
Zszedł na dół z laptopem pod pachą i z barku wyciągnął swój ulubiony rum. Evrain posiadał wszystko, ale ten rum było zdobyć bardzo trudno i ostatnimi czasy w Crossroads Aaron musiał niestety stosować dobre, choć nie aż tak jak ten zastępstwa.
- Gimme’ that pie – rzucił do demonicznego przyjaciela zasiadając przy kuchennej wysepce z laptopem. Włączył muzykę z ostatnio zakupionej płyty po czym zmiksował sobie na szybko cuba libre i podpiął pendrive do laptopa by sprawdzić, czy posiada na nim wszystko co powinien. – Chcesz też? – zapytał podnosząc w kierunku Evraina wysoką szklankę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Evrain Keirtz

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 22/08/2016

PisanieTemat: Re: Penthouse Aarona Irvine, Wegdwood House 69   Sro Wrz 07, 2016 2:51 pm

-Skacz, skacz. Jak to niektórzy ludzie mówią... A tak. "Na jednej nóżce"... Do tej pory nie wiem skąd im się to wzięło, przecież to zaprzecza logice. Come on, nie ma co tracić czasu. - odparł do przyjaciela, gdy ten oznajmił, że pójdzie poszukać pendrive. W końcu po to tutaj przyszli. Nie przepadał za zmienianiem swoich planów, ale czego nie robi się dla przyjaciół, prawda? -Might as well... - rzekł z Angielskim akcentem, wzruszając ramionami. Nie było po co tak siedzieć o suchym pysku. Zwrócił swoje kroki do kuchni w poszukiwaniu odpowiedniego trunku.
-Jasne, że wiem, gdzie wszystko jest. Pomagałem to zaplanować i złożyć do kupy, nie wiem czy pamiętasz... - pomyślał, ale tych słów na głos nie wypowiedział, kiedy to widział Aarona niknącego gdzieś w zakamarkach swojego gabinetu. Osobiście się tam nie fatygował. Szanował jego prywatność. W między czasie zaczął przeglądać barek. Rum nie, piwo za słabe. Sięgnął w końcu po miód pitny bo Whiskey, które miał tutaj było z tej części świata, a osobiście uważał, że Szkoci robili lepsze. Kwestia gustu. Nadal trzymając ich kolację w jednej dłoni nalał sobie około połowę szklanki. Bardziej na pobudzenie kubków smakowych niźli proste uwalenie się. Był demonem z klasą, jakich mało. Wtedy właśnie usłyszał polskie przekleństwa odbiegające z gabinetu. Wrócił do salonu, znów przysiadając na oparciu fotelu, mocząc usta w trunku ze swojego szkła.
- Oh, nie wiedziałem, że polski też znasz. Jakoś nie widziałem Cię tam podczas drugiej wojny światowej, a znasz jego dość nowoczesną odmianę. - uśmiechnął się znad szklanki zupełnie nie przejmując się tym, że wizyta może zając trochę dłużej. W końcu miał co pić, jeść też. Na upartego mogliby tu nawet zostać. Trochę szkoda, bo miał coś specjalnego przygotowanego dla blondyna, aczkolwiek nadarzy się jeszcze okazja. Całe wzbijanie się w powietrze dając upust emocjom też nie robiło na nim wrażenia. Z miejsca wstał dopiero, kiedy tamten wspomniał o jakiejś mutantce. Udał się na balkon spoglądając w stronę, na którą wskazywał Aaron. Szybko wypatrzył ją w tłumie. Odróżniała się od reszty pomimo tego, że próbowała to ukryć. Przejść niezauważoną pod ich okiem byłoby bardzo trudno. Oparł się o balustradę, spoglądając na ścieżkę, którą kroczyła. -Zgubiłaś się, czy czegoś szukasz..? W tej okolicy, niestety, nic ciekawego poza nami nie ma. - zastanowił się, pozostając na swoim miejscu, kiedy wściekły druh poszybował w górę schodów do swojej sypialni, jak się brodaczowi wydawało.
-Czy te badania są tak ważne żeby się gorączkować..? Dobrze, że miał mnie pod ręką bo chyba by go szlag trafił, gdyby miał wracać tutaj z powrotem samolotem. Cały dzień stracony. - to pomyślawszy stracił zainteresowanie zielono skórą, gdyż nie robiła nic ciekawego. Wrócił się do salonu, do którego schodził również Aaron. Cały zadowolony, z laptopem pod pachą.
-Rozumiem, że znalazłeś pendrive? Wyglądasz jak dumne dziecko, które właśnie dokonało wielkiego czynu, jak przejście przez płot, czy coś. - zaśmiał się z tego widoku, przechodząc za nim do kuchni. Nie oddał jego przysmaku tak łatwo, wręcz cofnął dłoń do tyłu, zanim tamten mógł poczuć coś więcej niż tylko jego zapach. - To nie wracamy do mnie? Przecież jutro masz tę konferencję, nie? - w końcu podał przyjacielowi swoje danie pod sam nos, siadając naprzeciwko niego. Nadal zastanawiał się jak to jest, że zawsze kończą w kuchni, gdzie on przygotowuje jedzenie, a blondyn polewa alkohol. Inaczej, wiedział jak do tego doszło, ale nie pamiętał od którego momentu tak się stało.
- Nie, dzięki. Nie przepadam za rumem, wiesz o tym. Poza tym... - uniósł szklankę z miodem pitnym do góry, spoglądając na nią, co powinno zaprowadzić tam również wzrok przyjaciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 169
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Penthouse Aarona Irvine, Wegdwood House 69   Sro Wrz 07, 2016 6:56 pm

Przestraszyć? Będąc w towarzystwie Cosmo przywykła do przekazów telepatycznych dlatego głos, który pojawił się w jej głowie wcale nie przeraził… bardziej zaciekawił. Zresztą Zielona również nie należała do osób strachliwych, ale obydwoje nie mogli o tym wiedzieć. Mimo to wyraźny męski głos sprawił, że zaniechała wędrówek. Zatrzymała się powoli gdzieś na środku chodnika, aby ostrożnie rozejrzeć się po otoczeniu. Najwyraźniej miała nadzieje na odnalezienie właściciela męskiego głosu. Zareagowała dość typowo fakt, ale nie pomyślała, że została tak łatwo wykryta, dlatego całe zainteresowanie oraz zmysł detektywistyczny skupiła na przechodniach i osobach znajdujących się w niedalekiej odległości. Dopiero, gdy mężczyzna się przedstawił i dookreślił swoją lokalizację zadarła głowę do góry, by sięgnąć wzrokiem ostatnie piętro wieżowca. W oddali dostrzegła kogoś na balkonie, ale to tyle na co było ją stać. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że ziemianin na który patrzy to jeden z dwóch zainteresowanych jej osobą. Póki co jednak skupiła się na
- Zagubiona? No nie żartuj. Co mnie zdradziło? – Mruknęła w głowie i choć treść dość szorstka, ton kazał się być całkiem żartobliwy. Mężczyzna mógł od razu wywnioskować, że nie ma do czynienia z zaszczutym mutantem, a ukrywanie się najwyraźniej miało zupełnie inne podłoże niż strach.
-Nazywam się Gamora i z moją percepcją jest wszystko w porządku, jednak nie jest aż tak wnikliwa jak twoja, Aaronie Irvine – Zawahała się wewnętrznie zastanawiając nad propozycją. Trunek? Mężczyzna najwyraźniej faktycznie czytał jej w myślach. Zaczęła się zastanawiać czy to aby nie jest jakiś szpetny podstęp, ale z drugiej strony, na Ziemi o dziwo nie narobiła sobie wrogów. Jeszcze. Na dodatek jej sztampowi antagoniści pojawiali się z większa pompą niż zwykłym głosem w głowie. Jakaś kawaleria na przedzie? Kilka statków kosmicznych czy mistrzowsko wytrenowany head hunter lubujący się w pokaźnych kwotach i rzucaniu sobie wyzwania, bo takim było schwytanie i zabicie Gamory? Nic z tych rzeczy. Po prostu głos zapraszający w nieznane.  Jednak nie tylko to przemówiło za tym by skorzystać z zaproszenia. Kosmitka najzwyczajniej w świecie miała dość krążenia po mieście i miała ochotę poznać ciekawych ludzi. Jeżeli okaże sytuacja ta okaże się zwykłą pułapką to… będzie jak zwykle, jak to Quill mówił, dobra improwizacja nie jest zła.
W końcu ruszyła do budynku. Z zamkniętymi drzwiami uporała się nawet całkiem szybko. Nawet nie wiedziała czy były zablokowane specjalnym zamkiem, ot nie wytrzymały mocnego szarpnięcia Gamory. A potem już krótka piłka. Bardzo szybko odnalazła windę, a będąc już w środku wcisnęła przycisk na ostatnie piętro. Dopiero przy przedostatnim pokusiła się o ściągnięcie kaptura z głowy i rozpięcie bluzy, przynajmniej miała pewność, że nikt się do niej nie dosiądzie. Nie minęła chwila, gdy znalazła się na zamieszkałym przez Aarona piętrze. Od razu zaczęła się rozglądać i porównywać z tym co miała okazję zobaczyć na piętrze Novy w Avengers Tower.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Evrain Keirtz

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 22/08/2016

PisanieTemat: Re: Penthouse Aarona Irvine, Wegdwood House 69   Pią Wrz 09, 2016 3:29 pm

Aaron zachowywał się całkiem normalnie. Nic nie wskazywało na to, że zaprosił gościa do swojego mieszkania. Widzieli jakąś mutantkę na dole, aczkolwiek mało ich teraz pojawiało się na ulicach? Dla nich nic specjalnego, nie mógł sądzić, że zaraz ją pozna. Poczuł, będąc na balkonie, lekkie zawibrowanie w swojej świadomości. Blondyn dobrze wiedział, że umysł demona trzeba omijać szerokim łukiem, bo konsekwencje tego mogą być co najmniej nieprzyjemne. Dla obu stron. Siedzieli sobie spokojnie w jego kuchni, popijając ze swoich szklanek, kiedy do uszu brodacza dobiegł charakterystyczny dźwięk windy. Od razu spojrzał pytająco na przyjaciela.
-Spodziewasz się kogoś o tej godzinie? Przecież nawet nie powinno Cię tutaj być ze względu na tę konferencję... - Aaron obdarzył go tylko chytrym uśmiechem, na co on z kolei westchnął przeciągle. - Czy ja wyglądam jakbym prowadził jadłodajnię? Wiesz ile to kosztuje?! Szlag by to trafił... - westchnął raz jeszcze, tylko głośniej. Gość na pewno już ich usłyszał. Evrain był impulsywny, dlatego dokończył swój miód pitny i wstając od stołu skierował swoje kroki do salonu, gdzie właśnie powinna znajdować się Gamora. Stanął tuż przed nią, spoglądając dość oceniająco od stóp do głów. Uśmiechnął się półgębkiem, przechodząc w lekki ukłon.
- Wypadałoby się przedstawić, więc możesz mi mówić Galahad. - postanowił jeszcze nie zdradzać imienia oraz nazwiska, pod którym teraz występuje na świecie. Pewnie wyjdzie to w praniu, aczkolwiek teraz mógł utrzymać to w tajemnicy. Tak było po prostu ciekawiej. - Porządny miecz... Może jak pozwolisz mi się mu przyjrzeć to pokażę Ci kilka ze swojej kolekcji. Są co najmniej interesujące. - uśmiechnął się dumnie. Trzeba było zacząć od komplementu. Nie chciał się odnosić do koloru skóry, ponieważ mogłoby to być nietaktowne. Z resztą to pewnie pierwsze na co wszyscy zwracają uwagę, a on nie jest jak wszyscy.
- Podejrzewam, że to Aaron Cię tutaj w jakiś telepatyczny sposób zaprosił, aczkolwiek akurat mieliśmy przenosić imprezę do mnie... - w tym czasie za jego plecami pojawił się stary kompan witając się pojedynczym machnięciem dłoni oraz uśmiechem. Pewnie też dokończył swojego drinka, co mogło go wprowadzić w jeszcze lepszy nastrój. - Dlatego zapraszam. Spokojnie, nic Ci nie zrobimy. Gdybyśmy chcieli pewnie już coś by się stało. - puścił jej oczko z pełnym uśmiechem. Nie robiąc sobie nic z tego, co właśnie powiedział. - Z resztą pewnie potrafisz o siebie zadbać, skoro nosisz to żelastwo na plecach. - tym razem bez żadnych dramatycznych gestów otworzył portal do swojego mieszkania w Londynie jednym ruchem dłoni. Przestrzeń wpierw zawirowała, potem po prostu się rozwarła. Aaron wskoczył tam od razu bez żadnych precedensów. Evrain natomiast pozostał jeszcze chwilę.
- Żebyś wiedziała, gdzie jesteś, to przenosimy się do Londynu. Z nami jesteś bezpieczna. Będzie coś do picia, pewnie też coś usmażę lub ugotuję. Gwarantuję, że jeszcze nie spotkałaś kogoś takiego, jak my. Jesteśmy jedyni w swoim rodzaju. Z Twojej postawy wnioskuję, że lubisz walczyć. Do tego też może dojść, a lepszego na ziemi sparring partnera możesz nie znaleźć. To jak? Decydujesz się? - spojrzał na nią pytająco i trochę intrygująco. Bo kto by się na to nie skusił? Noc z nimi dwoma? Nie może być nic lepszego dla duszy poszukującej czegoś ciekawego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 169
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Penthouse Aarona Irvine, Wegdwood House 69   Nie Wrz 11, 2016 11:43 am

Gamora usłyszała głosy gdzieś nieopodal, więc zwróciła spojrzenie w tamtym kierunku. Najwyraźniej nie do końca była mile widziana, na co wskazywał komentarz drugiego mężczyzny, którego jeszcze nie zdążyła poznać, choć i ten pierwszy ujawnił się tylko i wyłącznie telepatycznie. Zastanawiała się czy nie odwrócić się na pięcie i odejść, jednak ciekawość okazała się silniejsza.

Wbiła swoje spokojne, może odrobinę beznamiętne spojrzenie w oblicze mężczyzny, który wyszedł się przywitać. Po głosie rozpoznała, że ma przyjemność z tym bardziej marudnym. Choć mogło to być wrażenie mylne, rzecz jasna. Sama nie omieszkała zmierzyć go z góry na dół, mniej więcej szacując z kim może mieć do czynienia. Mężczyzna wyglądał raczej na zwykłego ziemianina, z brodą. Zabawne. Quill czasami taką nosił jak miał kryzys wartości i dużo pił. Ile oni się nasłuchali żartów z mordki Rocketa pod adresem Petera i jego nowej towarzyszki – brody. Ale i tak wyglądało to lepiej, niż wtedy gdy wyskoczył z samymi wąsami i …kowbojskim kapeluszem. Wtedy nawet nie wiedziała kim jest ten cały ‘kowboj’, a po wyjaśnieniach Quilla nie wiedziała czy ten sobie żartuję, czy może mówi prawdę. No bo kto o zdrowych zmysłach chciałby ujeżdżać rozwścieczone zwierzę tylko dla sportu, albo spędzać czas na pasaniu owiec, na którym PODOBNO różne.rzeczy,się.dzieją., no ale… nadal nie rozumiała czemu to sobie zrobił. Ech, i kolejny raz odczuła brak swojej drużyny. Może nawet zatęskniła? Tak. Definitywnie tęskniła.

Tak czy siak nie było tego po niej widać. Wpatrywała się w twarz ziemianina, dając się zmierzyć z góry na dół. Dla Gam należało to raczej do zwyczajowego zachowania, w końcu trzeba wiedzieć z kim ma się do czynienia.
Już? Okay. Imię, czy tam pseudonim mężczyzny nic jej nie mówił, ale tyle wystarczyło. A przynajmniej póki co.
- Witam, mi możesz mówić Gamora. A gdzie Twój kolega? – Zapytała zerkając przez ramię Galahada w kierunku kuchni.

Gdy mężczyzna zagaił o miecz Zielona uniosła brwi, a potem zmrużyła nieufne spojrzenie. Oczywiście, że zainteresował się Godslayerem. Mieczem, który otrzymała od przybranego ojca, od samego Thanosa, tylko po to by móc unicestwić Magusa. Cały czas nie wiedziała z czego dokładnie jest zrobiony, ale z tego co mogła wywnioskować z jakiejś niezniszczalnej substancji… i jak nazwa mówi, mogącej zabić nawet boga.
- Myślałam, że najpierw mi postawisz drinka, a dopiero później spróbujesz rozbroić – Zażartowała, chociaż w ogóle się nie roześmiała.
- Ale mimo wszystko chętnie obejrzę twoje miecze, Galahad – Dodała już poważniej.

Gdy wspomniał o koledze i zaproszeniu telepatycznemu po prostu kiwnęła głową. Nic dodać, nic ująć. Tak było. Co do przeniesienia imprezy faktycznie podeszła odrobinę niechętnie, ale z trudem mógł doszukać się w grymasie na twarzy kosmitki jakiejkolwiek emocji zdradzającej strach. Pojawiła się za to inna… bardziej groźna, gdy ot tak rzucił, że gdyby chciał to już dawno by coś jej zrobili. Oj ten tekst bardzo nie przypadł do dość specyficznych gustów Zielonej. Gdyby Quill stał zaraz obok skupiłby się właśnie na rozładowywaniu atmosfery głupimi żartami, stając między nią, a delikwentem. Na szczęście Galahad odrobinę się wybronił dodając, że potrafi zadbać sama o siebie.

Trochę nieufnie również zareagowała na otwarcie portalu, aczkolwiek to również nie było dla niej obce. Jakby nie patrzeć z Knowhere podróżowali właśnie przez portal, chcąc się dostać szybko w różne zakątki Galaktyki. Odprowadziła wzrokiem Aarona, a jednym uchem wsłuchiwała się w to co mówił Galahad. Przekonywał ją. Była głodna. Chciała się napić. Mały sparing również by nie zaszkodził, ale…
- Londyn? – Po jej minie mógł wywnioskować, że Gam faktycznie nie wie co to za ‘kraina’.


Ostatnio zmieniony przez Gamora dnia Wto Wrz 13, 2016 8:18 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Evrain Keirtz

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 22/08/2016

PisanieTemat: Re: Penthouse Aarona Irvine, Wegdwood House 69   Nie Wrz 11, 2016 6:24 pm

Nowy gość chyba nie należał do tych najbardziej przebojowych. Przynajmniej takie wrażenie sprawiła dla Evraina, kiedy obdarzyła go takim beznamiętnym spojrzeniem. Spodziewał się, że może chociaż jego walory estetyczne jakoś ją zaciekawią, ale nic z tego. Cóż. To nie pierwszy raz. Może preferuje coś w klimatach Aarona. Oczywiście sam też nie miał nic przeciwko, kiedy dziewczyna odwdzięczyła się tym samym. Obejrzała go od stóp do głów by w końcu zawiesić oczęta na jego twarzy. Pogładził lekko brodę. Była odpowiednio przycięta. W końcu rozdawał dziś kilka zaproszeń.
- Mój kolega, a raczej przyjaciel powinien... No właśnie. - odwrócił lekko głowę, gdy ukazał się blondyn. - Miło Cię poznać Gamoro. - odparł z uśmiechem. Jego uwadze nie umknął nieufny wzrok dziewczyny. - Skąd ta wrogość? Czyżby był aż tak cenny..? Dully noted. - pomyślał, znów przenosząc wzrok na żelastwo na jej plecach. Ciekawość to pierwszy stopnień do piekła, jak mówią niektórzy, ale co on miał sobie z tego robić, skoro stamtąd pochodził? Jego serce minimalnie zabiło szybciej. Jakby krew wojownika na chwilę została wybudzona ze stagnacji. Może właśnie spotkał godnego przeciwnika? Przynajmniej na jakiś czas? Z tego oraz innych powodów nie mógł oderwać od niej wzroku. Na bardzo subtelny, acz trochę sarkastyczny żart zareagował gromkim śmiechem.
-A to dobre... To dobre. Zazwyczaj nie muszę stawiać kobietom drinków zanim zacznę je "rozbrajać" - położył duży nacisk na ostatnie słowo, ponieważ według niego podchodziło to już pod pun, które uwielbiał. - Aczkolwiek myślę, że będziesz tego warta. Tam, gdzie się udamy jest wystarczający wybór alkoholu, więc przyrządzę Ci, co tylko będziesz chciała, a później możemy przejść do tego całego rozbrajania... - puścił jej oczko z dziarskim uśmiechem. Najwyraźniej nie był tak sztywny, czy marudny, jak można go było postrzegać po pierwszych słowach. Jego osobowość była co najmniej... Złożona. Nie w taki sam sposób, jak ta jego przyjaciela, aczkolwiek na swój sposób też skomplikowana. Tak sam sądził, a to najważniejsze, prawda?
- Moja kolekcja to nie tylko miecze, a wiele, wiele innych. Jeśli okażesz się wystarczająco interesująca może pokażę Ci też ten najważniejszy. Powinien zrobić wrażenie. - rzekł dość tajemniczo z połowicznym uśmiechem. Nawet Aaron widział go w tamtej formie ze dwa razy. Nie przybierał jej bez powodu. To jeden z jego najbardziej strzeżonych sekretów. Na groźne spojrzenie tylko machnął dłonią, trochę rozbawiony.
- No już, już. Tę złą intencję zachowaj na później, może Ci się przydać. - odparł dość grożącym tonem, który jednak miał w sobie bardzo subtelną nutkę żartu. Nie chciał jej od tak odstraszyć. W między czasie zdążył otworzyć portal, na który zielono-skóra też reagowała trochę nieufnie. Jednak tym, co najbardziej zbiło go z tropu było pytanie o Londyn oraz ta przekonująca mina. Przez chwilę stał tak w nią wpatrzony, jakby nie wiedział co powiedzieć. Tak faktycznie było, jak można nie znać stolicy Wielkiej Brytanii?
- Emm... W sumie nie spytałem o to wcześniej, ale nie jesteś chyba zwykłą mutantką, co? Nie jesteś stąd..? - pozwolił temu pytaniu przez chwilę zawiesić się w ciszy, acz za kilka sekund po prostu westchnął, wystawiając dłoń przed siebie. Ze swoich barier stworzył dokładną replikę kuli ziemskiej tyle, że w kolorach czerni oraz czerwieni, gdzie czerwona była obwódka kontynentów, jak i samego globu, a cała reszta po prostu ociekała ciemnym dymem. Taka uroda jego mocy. Planeta miała około pół metra średnicy, więc pewnie widziała wszystko dość dobrze, aczkolwiek może warto było podejść. - Popatrz, jesteśmy tutaj. To Nowy Jork. - wskazał palcem ich aktualną lokalizację, która rozświetliła się czerwonym punktem. Następnie glob delikatnie się obrócił, by mógł kolejną kropkę postawić na Londynie. - A to Londyn, stolica Wielkiej Brytanii. Nie martw się, jeśli będziesz chciała wrócić, co nie jest takie gwarantowane, to oczywiście odstawię Cię z powrotem tutaj kolejnym portalem. Może dowiesz się o nas pewnych rzeczy, które sprawią, że zechcesz zostać z nami. To jak, wchodzisz w to? A co tam będę pytał... chodź. - po jego słowach planeta zniknęła, aczkolwiek on jeszcze nie cofnął swojej dłoni. Trzymał ją na wyciągnięciu gdyby dziewczyna zechciała ją chwycić by ruszyć za nim. Jednakże nie wyglądała na taką, co to lubi trzymać się ze ręce, dlatego po chwili, jeśli jej nie złapała, po prostu cofnął dłoń by wreszcie samemu przeskoczyć przez portal. Będzie musiała podjąć tę decyzję sama.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 169
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Penthouse Aarona Irvine, Wegdwood House 69   Pon Wrz 12, 2016 5:37 pm

Gamora nie lubiła ujawniać się ze swoją przebojowością. Ten kto ją znał wiedział do czego jest zdolna. Nie była też kobietą, którą za wszelką cenę chciała pokazywać się z najbardziej zabawowej strony. Nie czuła takiej potrzeby, tą natomiast trzeba było w niej rozniecić. Póki co skupiła się na czymś ważniejszym, a mianowicie rozpoznaniu terenu oraz nowo poznanej osobie. Walory estetyczne zostały już oszacowane i zdążyła gdzieś tam uplasować Galahada. Aarona zresztą też, jednak póki co nie zamierzała się z niczym zdradzać. Zresztą to i tak nie było dla niej istotne. A skoro już mowa o Aaronie, Gam na chwile przeniosła wzrok swoich zółto-zielonych tęczówek na oblicze drugiego mężczyzny. Kiwnęła mu głową na przywitanie, a że nie zwykła rzucać słów na wiatr jego uprzejmość skwitowała krótkim.
- Witaj – A potem wróciła wzrokiem do swojego rozmówcy. Jakoś nie do końca spodobał się wzrok demona, który z zaciekawieniem zerkał na rękojeść miecza wystający zza ramienia. Stwierdziła, że musi mieć go na oku. Najlepiej cały czas w końcu nie wiedziała z kim dokładnie ma do czynienia.

Z zadowoleniem wysłuchała jego śmiechu. Najwyraźniej obydwoje mieli podobne poczucie humoru co było na plus, skoro zamierzała napić się z nim i z jego kumplem. Najgorzej pić w towarzystwie gdzie gadka się nie trzyma kupy. Aczkolwiek skłamałaby mówiąc, że czasami z ekipą nie alkoholizowali się w ciszy. Niekiedy był to pewnego rodzaju hołd ku poległym, a czasami cicha kontemplacja nad różnymi wydarzeniami. Rzadko, bo rzadko, ale mieli takie momenty w swoim życiu. Zresztą z Guardiansów Gamora należała raczej do mniej rozgadanych. Pałeczkę zwykle przejmował Quill i Rocket.

Z delikatnym, wręcz tajemniczym uśmiechem wysłuchała całej wypowiedzi mężczyzny. Nawet się nie zdziwiła, gdy stwierdził, że nie musi pannom stawiać drinków. Coś jej podpowiadało, że to może być prawda. Tylko gdzie tkwił jego sekret? Ta pewność siebie? Gadka? Ciało? Gamora należała jednak do kosmitek dla której wymienione cechy to za mało.
- Jak to mówią… zawsze musi być ten pierwszy raz. Ale na spokojnie postaram się być delikatna – Znowu ten sam uśmiech. Można by pomyśleć, że Zielona kosmitka za dużo przebywa w męskim towarzystwie, by powstrzymywać się od takich tekstów, a z drugiej jednak strony, ci którzy znali ją dłużej wiedzieli, że to nie tylko naleciałość płynąca z nasłuchiwania męskich rozmów.

Gdy wspomniał o przyrządzaniu drinków, na jej twarzy mógł zobaczyć minę pt. ‘Now you’re talking!’
- Najpierw sprawdzę twoje umiejętności za barem, a potem zobaczę czy jest sens przechodzenia do rozbrajania. Jeżeli dalej mówimy o pokazie broni… - Sama zaczęła się zastanawiać jak miecz może skrywać Galahad. Najwyraźniej każdy z nich miał swoje ulubione zabawki.

Mógł zignorować jej złość. Póki co i tak nie była skora bardzo się rozeźlić, chociaż należała do w gorącej wodzie kąpanych wojowniczek, dziś zmęczenie i niechęć do świata dała się we znaki.  
Co prawda jego zaskoczenie odrobinkę ją zirytowało, ale wynikało to z burzliwego charakteru. Zaraz jednak zdała sobie sprawę, że faktycznie zadziwiło go pytanie o Londyn. Gamora zmarszczyła brwi słysząc, że Galahad nazwał ją mutantką.
- Mutantką? – Powtórzyła nie kryjąc swojego zaskoczonego tonu. Nadal nie wiedziała co dokładnie ma na myśli, ale bycie mutantem nie kojarzyło się jej z niczym dobrym. Może dlatego, że w kosmosie mutant to przerośnięta kuba mięsa, na dodatek głupia jak but i niemyśląca masa mięśniowa, którą daje się na pierwszą linie ostrzału jako żywa tarcza. W spojrzeniu Galahada nie wychwyciła nic po czym mogłaby wywnioskować, że chce ją obrazić, więc zaraz odpuściła.
- Nie. Nie jestem stąd – Mruknęła przyglądając się kuli ziemskiej stworzonej przez ziemianina. Robiła to z zafascynowaniem, wodząc skupionym wzrokiem za palcem brodacza. O tak. Taki widok Ziemi najbardziej się jej podobał. Już nie mogła się doczekać kiedy znowu będzie mogła go podziwiać. Przez chwilę. A potem odlecieć w stronę innych zakamarków Galaktyki po to by spełniać swój obowiązek. Gdy obraz zniknął Gam spojrzała na niego nieco nieobecnym wzrokiem. Zastanawiała się czy w ten sposób również mógłby jej pokazać chociażby mapę galaktyki w której właśnie się znajdują. No nieważne. W głowie Gam pojawiło się wiele pytań, ale czuła się przekonana, tym bardziej, że Galahad obiecał powrotną ‘podwózkę’. Faktycznie nie złapała go za rękę, po prostu weszła w portal, aby znaleźć się na nowym kontynencie.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Penthouse Aarona Irvine, Wegdwood House 69   

Powrót do góry Go down
 
Penthouse Aarona Irvine, Wegdwood House 69
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wielkie rody Westeros
» Royal Opera House

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Mieszkania-
Skocz do: