Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 TBA Brooklyn

Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3779
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: TBA Brooklyn   Sob Paź 29, 2016 6:47 pm


Klub nocny na Brooklynie, a dokładniej przy Wythe Avenue. Chwalony za piękne światła i dość rozsądne, choć nie nazbyt niskie ceny, a do tego organizujący częste eventy.

Wnętrze: 1, 2.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3779
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Sob Lis 05, 2016 2:09 pm

Pomimo dość wczesnej - bo bliskiej południa - godziny, nagle zaczęło się jakby... Ściemniać. Jedno spojrzenie na niebo wystarczyłoby jednak, aby zorientować się, iż to nie noc zapadała o wiele za szybko, tylko dopływ promieni słonecznych kompletnie odcinały nienaturalnie gęste, ciemne chmury, stale się kłębiące i przesuwające, jak gdyby nieustannie ich przybywało i robiły miejsce następnym.
Na ulicach Brooklynu zapadał mrok, a o tej porze nie można było liczyć nawet na światło lamp ulicznych. Niektóre budynki stopniowo uruchamiały swoje własne oświetlenie zewnętrzne, lecz nawet ono tak naprawdę wiele nie zmieniało. Sama atmosfera zrobiła się dziwnie ciężka, pełna napięcia... Szerzył się przejmujący chłód.
Część ludności przebywała w pracy, inni w swoich domach, lecz byli również i tacy, którzy znajdowali się na zewnątrz. To właśnie wśród nich wybuchła największa panika. Niektórzy starali się dostać do wnętrz najbliższych budowli, licząc na schronienie, pozostali liczyli na to, że dotrą jeszcze do własnych domów czy mieszkań...

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3779
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Sro Sty 31, 2018 9:28 pm

Pierwsze kilka, a może nawet kilkanaście minut tego "spaceru" Jessici przebiegło niemalże bez problemów, pomijając niepokojące odgłosy - dochodzące właściwie z każdej strony, choć w większości z wysokości, a nie idealnie z poziomu ulicy. Droga była jednak daleka, gdyż wypadający w tym miejscu zakręt rzeki wymuszał zrobienie półkola... I oznaczał trasę o długości około czterech kilometrów.
Gdyby kobieta potrafiła - i uznała, że wymaga tego wyższe dobro - mogłaby włamać się do jednego z wielu mijanych samochodów i spróbować go odpalić... Ba, co kawałek widywała też motocykle, a z rzadka nawet rowery, z którymi nie musiałaby się aż tak bawić. Wszystko to przyspieszyłoby jej podróż, choć niekoniecznie uczyniłoby ją bezpieczniejszą. Dla przykładu auto byłoby większym celem, a z kolei rower czy motocykl na zamrożonej - i w dodatku pełnej zwierząt - powierzchni prosił się o wypadek. Do tego pracujący silnik również zwracałby uwagę...
Od tego dziwnego zjawiska - ściany bladej energii - mógł minąć kwadrans i tak naprawdę wciąż nic nie wskazywało na to, aby coś się zmieniło. Na pewno nic rzucającego się w oczy nie zostało uszkodzone, przynajmniej w tym miejscu. Być może ta poświata stanowiła jedynie efekt uboczny czegoś, co wydarzyło się bliżej centrum Brooklynu? To by co nieco tłumaczyło...
... Tyle że nagle drzwi budynków zaczęły się otwierać. Nie wszystkie jednocześnie, nie udało się osiągnąć aż tak dobrej synchronizacji, ale odstęp czasowy nie wynosił raczej więcej od minuty, góra dwóch - i mógł zależeć od tego, ile dana osoba potrzebowała, aby dotrzeć do wyjścia. Nikt nie przejmował się zamykaniem za sobą drzwi; ludzie wylewali się na ulice niczym w transie, dość powoli i zadziwiająco spokojnie. Oczy mieli otwarte, lecz wyrazy twarzy obojętne. Mogli się wręcz kojarzyć z lunatykami. Nie interesowali się Jessicą, nie spoglądali na nią, ani na siebie wzajemnie czy na wszędobylskie szczury... Po prostu zatrzymywali się na zewnątrz. Niektórzy zdecydowanie nie byli ubrani adekwatnie do tej pogody, zdarzali się też tacy z rozciętymi głowami, które mogły sugerować niedawne upadki.
Choć niepokojące, wszystko to nie stanowiło dla Jessici zagrożenia i przeszkadzało jej pewnie tylko o tyle, że utrudniało swobodne przemieszczanie się po okolicy. Sytuacja zmieniła się w momencie, gdy jakieś pięć metrów od niej - bliżej drugiej strony ulicy, ale wciąż przed kobietą - z budynku zeskoczył nagle i zaskakująco cicho jeden z potworów. W świetle lamp i przede wszystkim w ruchu nie dało się go dokładnie obejrzeć, ale wydawał się raczej drobny, smukły i dziwnie długi, co mogło na przykład oznaczać obecność ogona. Nakierował się w taki sposób, że nie wylądował na jezdni czy chodniku, tylko bezpośrednio na jednym z mieszkańców. Z tej wysokości musiał przynajmniej go połamać, ale w pierwszej chwili człowiek - dokładniej mężczyzna w średnim wieku - nawet nie próbował uciekać... Dopiero po kilku sekundach rozległ się jego głośny, pełen bólu i przerażenia krzyk; czyli jeszcze żył - albo już przestał, sądząc po tym, w jaki sposób dźwięk ten się urwał. Może to i dobrze, że ze swojego miejsca Jessica nie mogła dobrze widzieć tego, co się tam działo, bo widok zasłaniał jej niewzruszony tłum...

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Nie Lut 11, 2018 5:19 pm

Nie chciała niepotrzebnie zwracać na siebie uwagi czających się w ciemnościach stworzeń, a z tym według niej wiązałaby się podróż jednym z wielu pojazdów, które były zaparkowane przy ulicy. Dlatego od samego początku skłaniała się ku opcji pokonania drogi dzielącej ją od klubu o własnych nogach, nawet kosztem znacznie większej ilości czasu, który będzie jej do tego potrzebny. W ten sposób miała też większą kontrolę nad otoczeniem, a w razie ataku mogła szybko zdecydować się na ucieczkę. Chciała rozwiązać tę sprawę, dowiedzieć się kto za tym wszystkim stoi i dlaczego, ale z pewnością nie za cenę własnego życia. Nie była bohaterką, choć niektórzy być może starali się ją tak widzieć. Skończyła z tym wieki temu. Tak czy siak, nikt nie miał prawa jej teraz oceniać. I tak zrobiła już więcej niż większość tych tak zwanych obrońców ludzkości, od których w tym mieście aż się roi.
Narzuciła sobie dość szybkie tempo. Mimo wszystko wciąż chciała dostać się na miejsce tak szybko jak było to możliwe. Co i tak wiązało się z około 40 minutowym marszem. Który można by nieco skrócić, gdyby w którymś momencie zdecydowała się choć przez krótką chwilę skorzystać z mocy. Przez cały czas bacznie obserwowała swoje otoczenie i przysłuchiwała się wszystkim dźwiękom, które świadczyłyby o bliskości choć jednego ze stworów. W ten sposób pokonała może połowę drogi, na szczęście przez nic nie niepokojona, gdy zaczęło dziać się coś dziwnego. Coś co Jessica natychmiast powiązała ze wcześniejszą falą energii. Nic innego nie mogło wyjaśnić dziwnego zachowania ludzi, którzy niczym bezmyślne istoty wychodzili ze swoich domów wprost na ulice. Niektórzy ewidentnie doznali przed momentem przeróżnych obrażeń, związanych z domowymi wypadkami. Przez krótką chwilę jej podświadomość wyciągnęła na wierzch nazwisko Killgrave’a. Wiedziała, że ten nie może mieć z tym żadnego związku, a mimo to obserwując niecodziennie zachowanie ludzi poczuła lekki dreszcz. Nie pozwoliła jednak, by to uczucie przejęło nad nią kontrolę. Odgoniła je ze swoich myśli, skupiając się na tym co rzeczywiście było najbardziej prawdopodobne. Zjawisko, którego doświadczyła wspólnie z Wandą było jedyną rzeczą, która mogło to wszystko tłumaczyć. Na nie nie miało to żadnego wpływu, ponieważ Scarlet Witch otoczyła je ochronną barierą. Ci którzy nie mieli takiego szczęścia znaleźli się pod czyjąś kontrolą. Tym samym stając się łatwym celem dla szalejących w tej części Brooklynu wygłodniałych potworów. Czego miała za chwilę doświadczyć na własnych oczach. Pokonała jeszcze kawałek drogi. Wszyscy, którzy znaleźli się na zewnątrz po prostu stali w bezruchu. Nie wykazywali większych oznak jakiejkolwiek świadomości.
W pewnej chwili dostrzegła jak jakieś kilka metrów dalej z dachu jednego z budynków zeskoczył jeden z potworów. Nie wylądował na ulicy. Z dużą dozą pewności mogła stwierdzić, że spadł wprost na pierwszą z ofiar. Minęło kolejnych kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund nim ofiara przebudziła się z transu.
Cholera. Przeklęła w myślach. Właśnie takich sytuacji chciała uniknąć. Musiała szybko zdecydować co dalej. Kontynuować marsz, czy spróbować pomóc nieszczęśnikom nim stwór zmieni swój obiekt zainteresowania. Powoli wycofała się za jakąś najbliższą osłonę, którą będzie zapewne samochód, jeśli jeden znajdował się gdzieś obok. Chwila moment. Zdaje się, że przeglądając wcześniej znalezioną torbę widziała w niej granaty, lub przynajmniej coś co je przypominało. Może mogłaby je wykorzystać, by odwrócić uwagę stwora? Wybuch mógłby też wybudzić cywili z tego stanu, w którym się znaleźli. Ostrożnie ściągnęła więc plecak, natychmiast go otwierając i przeszukując pod kątem właśnie granatu. Gdy go znajdzie, niezależnie od tego z jakim jego rodzajem będzie miała do czynienia, zerwie zawleczkę zabezpieczającą i szybko odrzuci w miejsce nie okupowane przez mieszkańców okolicznych budynków. O ile takowe oczywiście wcześniej wypatrzy. Cokolwiek wydarzy się później, ona ruszy dalej. Może gdyby miała przy sobie Wandę, czy nawet tego przeklętego Strange’a… A tak... Nie zamierza walczyć. Nie zamierza ryzykować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3779
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Wto Lut 13, 2018 10:50 pm

Plus sytuacji był taki, że kryjówek Jessica miała w pobliżu pod dostatkiem - zaparkowane wzdłuż ulicy samochody tworzyły niemalże ścianę... Tyle że oczywiście dość niską i z przerwami pomiędzy kolejnymi pojazdami. Gdyby kobieta chciała, pewnie mogłaby nawet spróbować w ten sposób - trzymając się na ugiętych nogach - kontynuować podróż... Ale rzecz jasna osłonięta byłaby tylko z jednej strony, a w dodatku znajdowałaby się niebezpiecznie blisko budynków - wiedząc już, że przynajmniej jedna bestia polowała przez zeskakiwanie z dachu czy ściany.
Znajdujący się teraz na zewnątrz tłum mieszkańców działał jako dodatkowa bariera, choć pewnie nieprzyjemnie było myśleć w ten sposób o żywych istotach. Mimo to nie dało się ukryć, że cała ta zgraja niesamowicie zwiększała potworom wybór posiłku i utrudniała wychwycenie konkretnej osoby... Gdyby w ogóle stworzenia te były na tyle inteligentne, aby zadecydować, że powinny się na kimś skupić - a póki co raczej nic na to nie wskazywało.
Podsumowując, jak długo nie zrobiła czegoś, co wyjątkowo zwróciłoby na nią uwagę, Jessica była... Może w pewnym sensie bezpieczniejsza niż wcześniej? A na pewno lepiej ukryta. W końcu najciemniej zawsze pod latarnią. Powolne ruchy prawdopodobnie pozwalały jej lepiej wtopić się w tłum, więc zdawały się być dobrym wyborem.
Jakieś pięć metrów dalej znajdowało się skrzyżowanie, a skręcenie w lewo czy w prawo oddaliłoby kobietę od potwora, który pożywiał się właśnie jednym z miejscowych i ukryłoby ją przed jego wzrokiem... Choć pewnie bardziej opłacałoby się jej wybrać kierunek, do którego miała bliżej, aby nie musiała przekraczać jezdni.
Jessica najszybciej wyłowiła z torby podłużny granat, na którym w świetle lamp odczytać mogła słowa "stun grenade" oraz coś drobniejszym tekstem, od którego jednak w tym oświetleniu bolały już oczy... Ale literki i cyfry pewnie odnosiły się do modelu. Budowa wydawała się wystarczająco prosta - spora zawleczka jasno sugerowała co należy zrobić. Nazwa najprawdopodobniej świadczyła o tym, że granat nie powinien nikogo zabić, więc nawet nie znając jego zasięgu kobieta mogła zaryzykować rzucenie go na dowolny pusty obszar... Ten zaś wypadał mniej więcej na środku jezdni, dwa czy trzy metry wzdłuż niej od Jessici - w stronę przeciwną do skrzyżowania. Blisko, ale skoro i tak zamierzała od razu ruszyć dalej, a do tego posiadała osłonę samochodu, to chyba nie mogła liczyć na nic lepszego.
Granat poszybował więc na drogę, nie zwracając niczyjej uwagi - w przypadku ludzi nic dziwnego, a potwór najwyraźniej skupiał się na posiłku - i Jessica mogła usłyszeć jego uderzenie o podłoże, a góra dwie sekundy potem rozległ się już huk. Towarzyszył mu błysk, który kobiecie nie zaszkodził, bo w tym momencie i tak znajdowała się już do niego plecami, ale dźwięki niosły się dobrze... Tak, dźwięki, bo sekundę po pierwszym doszło do kolejnego, a potem znowu. Krótka seria - ale niesamowicie głośna, przekraczająca próg bólu. To było właśnie prawdziwe zagrożenie płynące z używania takiego granatu; może nie rozrywał na kawałki, ale wywoływał odgłosy w przedziale od stu siedemdziesięciu do stu osiemdziesięciu decybeli w odległości półtora metra od miejsca wybuchu - a dalej stopniowo cichsze.
Tak głośne huki były w stanie dosłownie wpłynąć na pracę organizmu i zakłócić poczucie równowagi. Nie wywoływały po prostu dzwonienia w uszach, nie tylko pozbawiały na chwilę słuchu, ale i doprowadzały do zawrotów głowy, utrudniały poruszanie się, mogły wręcz powodować nudności. Dla Jessici było to bardzo nieprzyjemne - a ona przecież miała jakąś ochronę i nie przebywała tuż przy eksplozji.
Ulicę wypełniły krzyki. Tego kobieta i tak nie mogła stwierdzić, bo ich nie słyszała, ale gdyby zaryzykowała spojrzenie za siebie - zorientowałaby się, że granat rzeczywiście wybudził z transu część osób, które teraz miotały się w panice. Część upadła na ziemię, wielu zakrywało rękami oczy lub starało się je pocierać, inni dotykali uszu... Niektórym płynęła z nich nawet krew. Tego ostatniego Jessica uniknęła - może miała szczęście, a może wpłynął na to jej wzmocniony organizm.
Zerknięcie na potwora również ukazałoby coś ciekawego. Otóż bestia najwyraźniej znosiła to wszystko równie źle lub nawet gorzej od ludzi. Już po wcześniejszych spotkaniach można było założyć, że przynajmniej część z tych istot posiadała wyczulone zmysły, więc tak mogło być i w jej przypadku. Stwór przerwał posilanie się, zakrwawiony i bardzo szczurowaty pysk miał otwarty - i piszczał przeraźliwie, lecz niedosłyszalnie dla Jessici. Jego podłużne uszy mocno krwawiły, a całe jego ciało drgało, jak gdyby przechodziły go silne dreszcze. Musiało go bardzo boleć.
To wszystko otwierało Jessice drogę do skrzyżowania, przy którym mogła kontynuować trasę przed siebie lub rzeczywiście spróbować skręcić i wyrównać przy następnej okazji. W bocznych ulicach również pełno było ludzi - pogrążonych w tym samym transie. Najwyraźniej granat nie zadziałał aż tak daleko, aby ich wybudzić...
... Zwrócił za to uwagę innych stworów, bo teraz zza krawędzi dachów zaczęły wyglądać kolejne, słabo widoczne w tym świetle i - co gorsze - niemożliwe do usłyszenia. Gdy Jessica była już w ruchu, jeden z nich zeskoczył z góry do poziomu ulicy i rzucił się na bezbronnego mieszkańca, młodą kobietę, która odzyskała już świadomość i cofała się na ślepo, przy okazji wpadając na inne osoby. Nie miała szans na ucieczkę.
Ciekawe mogło się natomiast wydawać to, że bestie nie były pazerne. Nie zabijały wszystkich w pobliżu, nawet atakując działały w taki sposób, aby skupić się na jednym celu i nie zabić pozostałych... Być może instynkt podpowiadał im, że to oznaczało jedzenie na dłużej, a może wynikało to z czegoś innego?

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Nie Lut 25, 2018 5:15 pm

Głupotę na szybko wymyślonego planu dojrzała dopiero, gdy zaczęły pojawiać się kolejne stwory. Dlaczego pośród tylu różnych możliwości wybrała akurat tę która prawdopodobnie przyniesie więcej nieszczęść niż korzyści? Przecież właśnie ze względu na hałas unikała pojazdów, które znacznie przyspieszyłyby jej podróż, a teraz pomyślała, że dobrym pomysłem na uratowanie choć paru osób i utorowanie sobie drogi będzie wybuch granatu. Jeśli przyznawano jakieś nagrody dla najgłupszych zachowań, ta sytuacja z całą pewnością przyniosłaby jej nominację, a prawdopodobnie nawet zapewniła zwycięstwo. Dobrze, że nikt nie miał okazji tego popisu zobaczyć.
Jeśli przed momentem z jedną bestią mogła jeszcze rzeczywiście spróbować coś zrobić, tak teraz już na pewno nie pozostawało jej nic innego jak iść przed siebie, pozostawiając bezbronnych ludzi na pastwę… losu, któremu niechcący „pomogła”. Nie może i nie zamierza wdawać się w bezpośredni pojedynek z zabójczymi istotami. Nie miała jeszcze zamiaru umierać, nawet jeśli często zdarzało jej się ten świat i żyjących na nim ludzi przeklinać. Mogła za to zrobić coś innego, coś do czego dążyła od samego początku, a do czego teraz niejako zyskała nową motywację. Musi szybko dowiedzieć się kto za tym zdarzeniem stoi, a następnie doprowadzić do tego, by wszystko wróciło do normy. Wszystko co do tej pory widziała i czego się dowiedziała podpowiadało, że stwory powiązane są z anomalią. Więc jeśli jej się pozbędą, zagrożenie dla mieszkańców również powinno zniknąć. Do tego czasu nie obejdzie się jednak bez ofiar. Nie każdego da się uratować.
Z torbą zarzuconą na plecy postanowiła kontynuować swój marsz. Próbując unikać niebezpieczeństwa i mając oczy szeroko otwarte. Jeśli będzie musiała na chwilę zejść z ustalonej przez siebie trasy, zrobi to bez chwili namysłu. Miała to szczęście, że dróg prowadzących do celu było tym razem wiele. Jeśli zaś taka potrzeba nie zaistnieje, przez cały czas trzymać będzie się większych ulic, które gwarantują większe możliwości ucieczki, ale i obrony gdyby trzeba było. Zwłaszcza teraz, gdy wybuch granatu sprawił, że nie może opierać się na tym co usłyszy. To prawdopodobnie okaże się problemem. W każdym razie dopóki wszystkie niekorzystne objawy z tym związane nie ustąpią. Dlatego wskazana jest większa niż do tej pory ostrożność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3779
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Wto Lut 27, 2018 1:02 am

Choć pewnie nie byłoby jej przyjemnie w ten sposób o tym myśleć, to jednak w pewnym sensie Jessica miała szczęście i to spore. Przy tak łatwym dostępie do jedzenia potwory nie tylko posiadały ogromny wybór - ale i nie musiały się rzucać na ruchome i potencjalnie się opierające cele, takie jak właśnie ona, bo mogły skorzystać z całej masy osób w transie, które najwyraźniej wybudzał dopiero ból... A wtedy już było dla nich za późno.
Kobieta zgodziła się więc na poświęcenie kilku - kilkunastu, kilkudziesięciu, kilkuset, w zależności od liczebności bestii - mieszkańców, aby mieć szansę na uratowanie wszystkich pozostałych. Logiczny wybór, mniejsze zło... I tak naprawdę jedyna rozsądna opcja w takich okolicznościach. Kto wie, być może te chwilowe problemy ze słuchem okażą się jeszcze błogosławieństwem - bo co prawda oznaczały, że Jessica nie mogła dosłyszeć zbliżających się potworów, ale z drugiej strony krzyków ich ofiar również nie.
Sekundy przechodziły w minuty, czas mijał, z dachów i ścian - raz bliżej, a raz dalej - zeskakiwały kolejne stwory, podczas gdy inne nurkowały prosto z nieba, porywały swoją ofiarę i z powrotem wzbijały się w powietrze. Te ostatnie nie wyglądały na te same, które wcześniej kobieta widziała w oddali; były smuklejsze, podczas gdy tamte przypominały bardziej gargulce. Czyżby to wszystko były różne rasy tego samego gatunku? A może coś w rodzaju mutacji, przystosowania do określonych warunków środowiska?
W końcu dźwięki znów zaczęły się robić wyraźniejsze. Nie było jeszcze dobrze, ale następowała poprawa, która w dodatku pozwoliła Jessice dosłyszeć coś nietypowego... Wystrzały? Przez kłopoty ze słuchem nie mogła mieć pewności odnośnie tego, z jakiej odległości dobiegały, ani tak naprawdę z której strony, lecz powtarzające się szybko huki ciężko byłoby pomylić z czymś innym... Bo przecież nikt raczej nie zacząłby tutaj odpalać petard. Czyli wyglądało na to, że ktoś jednak próbował się bronić... Mogło to stanowić jakieś pocieszenie, nawet jeżeli marne.
Wreszcie jednak Jessica - której w tym momencie już tylko trochę dzwoniło w uszach - dotarła na Wythe Avenue, przy której mieścił się poszukiwany przez nią klub z charakterystycznie ozdobioną ścianą na zewnątrz. Drzwi do lokalu były zamknięte, choć oczywiście z odległości nie dało się ocenić czy na klucz. Znajdujące się po drugiej stronie ulicy lampy oświetlały budynek w wystarczającym stopniu, aby kobieta mogła wyciągnąć kilka wniosków... I niestety większość z nich raczej nie była zachęcająca.
Przede wszystkim przed budowlą dojrzeć się dało sporą kałużę, ciemną, więc raczej nie tworzyła jej zwykła woda. Choć była dość wąska, to ciągnęła się na jakieś dwa metry, a wieńczyły ją rozmazane ślady - jak gdyby ciągnięcia czegoś - tuż przed drzwiami... Zbliżenie się do niej potwierdziłoby zapach krwi, teraz już powoli wysychającej. Nie to był jednak najgorszy problem - ten znajdował się bowiem wyżej.
Na płaskim dachu coś się działo. Nie tylko odgłosy wskazywały na ruchy, ale i od czasu do czasu za krawędź wysuwał się jakiś kształt, raz bliżej wejścia, raz dalej - i na podstawie częstotliwości tego zjawiska chyba dałoby się założyć, że nie była to tylko jedna zmieniająca położenie istota, lecz co najmniej dwie różne. Lampy świeciły na tyle wysoko, że ich blask częściowo oświetlał dach, ale kąt i tak był niekorzystny... Choć oczywiście wystarczył do stwierdzenia, że nad klubem najwyraźniej siedziały potwory.
Tutaj ludzie nie stanowili już dodatkowej osłony. Zgromadzili się bliżej bloków mieszkalnych i tam nieświadomie czekali na swój los, więc sprzed TBA dałoby się ich zobaczyć kilkadziesiąt czy kilkaset metrów dalej, ale to wszytko. Wzdłuż ulicy - po stronie lokalu - stał cały sznur samochodów, praktycznie wyłącznie osobowych, więc dość niskich. Ktoś patrzący z dachu lokalu teoretycznie nie powinien dobrze widzieć co się działo bezpośrednio za pojazdami, ale w praktyce zawsze istniało ryzyko, że - na przykład - źle oceniło się kąt i ten ktoś jednak zauważał więcej, niż nam się wydawało.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Pią Mar 30, 2018 4:58 pm

Decyzja, którą podjęła nie należała do najszlachetniejszych. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Wiedziała też jednak, że nie miała innego wyboru. Musiała coś zrobić, a nie była w stanie walczyć. Jej jedyną możliwością na pomoc mieszkańcom Brooklynu jest rozwiązanie zagadki tej anomalii oraz pochodzenia stworów. Zagadki były jej mocną stroną. Wiedziała, że sobie poradzi. Powoli brnęła przed siebie, ze względu na problemy ze słuchem zachowując jeszcze większą ostrożność. Mijała kolejne stwory, inne niż te które widziała wcześniej. Nie mogła się zatrzymać, nie przyglądała im się więc zbyt dobrze. Z czasem problemy przemijały. Coraz więcej dźwięków dochodziło jej uszu. W tym takie, które świadczyły o tym, że nie wszyscy ludzie znajdowali się pod wpływem uroku. Ktoś się bronił. Słyszała strzały. Była tego pewna. Dobrze. Może jest więcej takich osób. Chciała w to wierzyć. W końcu dotarła do celu. Nie brnęła w głąb ulicy, zamiast tego zatrzymała się i przykucnęła zaraz przy skrzyżowaniu z jedną z najbardziej znanych ulic miasta. Obserwowała. Analizowała.
Stosunkowo niska zabudowa w tej części miasta oraz brak pewniejszych osłon na poziomie ulicy mocno ograniczały jej możliwości. Zwłaszcza jeśli planuje przy tym pozostać niezauważona przez czające się na dachu klubu, i zapewne nie tylko tam, stwory. Widziała, że nad wejściem czają się co najmniej dwa. Przy obecnym oświetleniu trudno było jej jednak określić ich dokładną liczebność. Na wszelki wypadek wolała założyć więc, że może mieć do czynienie z jeszcze paroma. To dodatkowo utrudniało dostanie się do środka. Krwiożercze istoty miały przewagę. Nie tylko w szybkości, sile oraz liczebności, ale i dzięki wysokości, która gwarantowała im lepszy pogląd na to co działo się niżej i właściwie uniemożliwiała kobiecie przedostanie się w pobliże drzwi będąc skrytą za stojącymi na ulicy autami. Znaczy się, było to pewnie możliwe, lecz jednocześnie jeden błąd mógł skutkować zdemaskowaniem i zaprzepaszczeniem być może jedynej szansy, którą będzie miała. Dopóki nie uzna, iż nie ma innego wyjścia wolała niepotrzebnie nie ryzykować.
Wciąż czając się przy budynkach mieszkalnych na skrzyżowaniu Wythe z Broadwayem, korzystając z buforu jaki stanowili ich mieszkańcy starała się znaleźć inne rozwiązanie. Bardziej oczywistym była próba odciągnięcia stworów z dachu klubu i w torbie miała ku temu odpowiednie środki. A może mogła zrobić coś w podobnym stylu? Mając oczywiście na względzie wcześniej popełniony błąd i chęć jego uniknięcia w tym przypadku. Kątem oka widziała przecież jak jeden ze stworów zareagował na wybuch. Powinna tę wiedzę wykorzystać. Nawet kosztem sprowadzenia w te strony kolejnych bestii. Gdyby tylko znalazła w torbie kolejny granat hukowy, albo chociaż błyskowy… Spróbowałaby wtedy zbliżyć się jeszcze trochę do budynku, a potem wrzucić jeden z nich wprost na dach klubu. Eksplozja powinna dać jej chwilę na pokonanie reszty drogi i wejście do środka. Jeśli nie znajdzie niczego co mogłaby w tym celu wykorzystać bez dodatkowych zniszczeń, zdecyduje się na opcję z przejściem w pobliże celu pod osłoną samochodów. Będzie starała się wtedy zachować niską pozycję, powoli przemieszczając się od samochodu do samochodu ostrożnie przy tym pilnując, by nie zostać zauważoną. Jeśli to spali na panewce, wtedy po prostu rzuci się w kierunku drzwi i za wszelką cenę dostanie do środka. Była tak blisko, nie zrezygnuje dopóki nie dowie się o co tu chodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3779
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Sob Mar 31, 2018 7:19 pm

Granatów było jeszcze kilka - różnych rodzajów, z czego jednak dwa wyglądały jakby nowocześniej od pozostałych i nie miały na sobie żadnych oznaczeń, pomijając różniące je pojedyncze paski, na jednym zielony, na drugim niebieski. Większość prezentowała się raczej standardowo, a te dwa przypominały raczej coś, z czego korzystałoby nie wojsko, lecz ktoś posiadający dostęp do bardziej zaawansowanej technologii. Sama metoda ich odpalania zdawała się być taka sama, przez usunięcie zawleczki, ale po ich powierzchni biegły nietypowe wgłębienia. Na szczęście pomiędzy nimi znajdował się również kolejny granat hukowo-błyskowy, taki jak ten, którego Jessica użyła wcześniej - więc kobieta mogła śmiało spróbować wprowadzić w życie swój plan numer jeden.
Jego wykonywanie okazało się być zresztą wręcz podejrzanie proste. Ciśnięcie granatu na dach nie stanowiło problemu, nie przy podwyższonej sile fizycznej Jessici, a światło z pobliskich lamp ulicznych rozjaśniało okolicę w wystarczającym stopniu, by nie musiała się martwić o chybienie. Także i tym razem detektyw była osłonięta przed błyskiem granatu, a choć dosłyszała huk, to z tej odległości nie wyrządził jej już krzywdy... Za to stworom na dachu najwyraźniej tak, jeżeli sądzić po nagłych piskach, krzykach, rykach i ogólnie pojętym jazgocie. Bestie natychmiast zaczęły się rzucać, a liczba widocznych jednocześnie ogonów mogła utwierdzić Jessicę w przekonaniu, że było ich tam jednak co najmniej trzy, o ile zwracała na to teraz uwagę... Chyba że któryś potwór miał ich po prostu więcej.
To dało kobiecie czas na zbliżenie się do drzwi, a gdy była już blisko nich, jedna z miotających się po dachu istot zrzuciła z góry kawałek swojego posiłku - czyjeś zakrwawione ramię, które wylądowało jakiś metr przed Jessicą. Definitywnie ludzkie, raczej męskie, gdyby zdecydowała się mu przeglądać - o tym świadczyły krótkie, niezbyt zadbane paznokcie, wyraźniejszy zarys mięśni, a do tego gęste owłosienie.
Drzwi okazały się nie być zamknięte na klucz, więc nie trzeba ich było nawet wyważać. Ustąpiły łatwo i Jessica mogła wejść do środka... Gdzie również utrzymywał się zapach krwi, choć mniej wyraźny niż bezpośrednio nad jej kałużą przed budynkiem. Mimo to wnętrze nie wyglądało na miejsce niedawnej walki - meble stały na swoich miejscach, butelki na półkach, światła się świeciły... Tylko było pusto. I cicho. Przynajmniej przez pierwsze kilkanaście sekund.  
Po ich upływie z głębi lokalu zaczęły już dobiegać kroki, początkowo przytłumione, aż w końcu kotara odgradzająca pomieszczenie za barem od tego głównego odsunęła się na bok i próg przekroczyła kobieta na oko przed trzydziestką, ubrana w krótką spódniczkę i koszulkę bez rękawów. Sądząc z typu urody była Azjatką - lecz prędzej z Indii, niż na przykład Chin czy Japonii. Czarne włosy upięte do góry, ciemne oczy, gęste rzęsy... A jednak dość jasna skóra. W dłoniach trzymała szklankę oraz szmatkę, którą ją przecierała, lecz na widok Jessici zatrzymała się i przerwała to zadanie. Nie wyglądała na ani trochę poruszoną, zaskoczoną, przejętą - nic z tych rzeczy. Jej usta opuściło za to ciche "och".
-Nie sądziłam, że ktoś tu jeszcze przyjdzie- skomentowała ze stoickim spokojem, zaraz potem wracając do czyszczenia szklanki, którą następnie odstawiła gdzieś za barem. Szmatka również wylądowała w ukryciu, a spojrzenie kobiety opadło. Zajmowała ręce czymś pod ladą.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Wto Kwi 24, 2018 11:46 am

Poszło lepiej i łatwiej niż przewidywała. Uniknęła bezpośredniego starcia, co samo w sobie jest sporym sukcesem i dostała się do środka. Czego mogłaby chcieć więcej? Może, żeby to się już skończyło, ale wiedziała, że do tego jeszcze daleka droga. Droga, którą musi pokonać, a która usłana będzie wieloma przeszkodami. Tym będzie martwić się później. Powoli brnęła przed siebie. Wstępny brak oznak czyjejkolwiek obecności cieszył ją i martwił jednocześnie. Oba te odczucia były równie dobrze umotywowane. Wszystko zmieniło się, gdy usłyszała kroki. Zwróciła się w stronę, z której prawdopodobnie dochodziły dźwięki i obserwowała. Nie odezwała się, gdy jej oczom ukazała się może nieco młodsza od niej samej kobieta.
Otrzymała już kilka sygnałów świadczących o tym, że coś zdecydowanie jest na rzeczy. Pierwszym był fakt, iż klub pozostawał otwarty nawet obliczu tego wszystkiego co działo się na ulicach tuż za jego drzwiami. Drugim, dość charakterystyczny zapach krwi odczuwalny tuż po wejściu do środka i brak jakichkolwiek oznak potencjalnie mających tu miejsce makabrycznych zdarzeń. Ta poszlaka była obecnie najsłabsza i najłatwiejsza do odrzucenia biorąc pod uwagę kałużę przed budynkiem. W głowie Jessici wciąż jednak gdzieś tam krążyła myśl, że ten detal wcale nie musi być nie bez znaczenia. Trzecim i najbardziej rzucającym się w oczy tropem było oczywiście zachowanie stojącej właśnie za barem kobiety. W obliczu masakry, która odbywała się na zewnątrz, ta zachowywała się nad wyraz spokojnie. Już nawet pomijając to, że jeśli barmanka cały ten przebywała wewnątrz tego przybytku i nie miała pojęcia o stworach, to już sama śnieżyca i niecodzienna na tę poru roku pogoda powinny zasiać w niej nutę niepokoju. Tymczasem nic takiego nie miało miejsca. Nie w tym krótkim zdaniu, które kobieta wypowiedziała do Jessici. Jones nic więcej nie mogła też odczytać z jej mowy ciała. W tym momencie lampka świeciła już ostrym czerwonym kolorem.
- Cóż mogę powiedzieć. Gdy chodzi o moje zamiłowanie do taniej whiskey, zdrowy rozsądek nie ma żadnych szans. – odparła z typowym dla siebie humorem, powoli lecz pewnie decydując się zbliżyć do baru. Zamierzała mieć barmankę pod kontrolą. Uważnie, ale nie w nachalny i rzucający się w oczy sposób będzie obserwować każdy jej ruch. Dopóki coś nie wyda jej się na tyle podejrzane, by musiała zareagować w bardziej dosadny sposób. Do tego czasu nie będzie zdradzać się ze swoimi mocami. Oparła się o bar, zrzucając wcześniej plecak i kładąc go obok siebie.
- Przez tę przeklętą pogodę spodziewałam się, że i od tych drzwi odbiję się równie mocno jak od wszystkich innych tego przeklętego dnia, ale skoro miałam na tyle dużo szczęścia… Mogę liczyć na coś do picia? – jeśli do tej chwili się nie wydarzyło, spojrzała na kobietę, a następnie w dość wymowny sposób przeniosła wzrok na butelki z alkoholem. W końcu też usiadła na stojącym tuż przy niej siedzisku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3779
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Czw Kwi 26, 2018 7:05 pm

Barmanka nie poświęcała Jessice wiele uwagi - a przynajmniej nie tak, jak zapewne by to robiła, gdyby planowała ją na przykład zaatakować i chciała ją przed tym ocenić albo chociaż mieć ją na oku. Najwyraźniej jej słuchała, gdyż skinęła głową na wspomnienie zamiłowania do whiskey, lecz jednocześnie w dalszym ciągu zajmowała się czymś za barem... Jeżeli rzeczywiście była kimś podejrzanym - kimś związanym z pojawieniem się potworów, zamieci i wszystkiego innego - to chyba po prostu nie uważała Jones za zagrożenie. Jeśli zaś była niewinna... To kto wie, może przywykła już do nowojorskich katastrof, może rzeczywiście nie wyglądała na zewnątrz i nie sprawdzała wiadomości, a może nawet miała jakieś problemy psychiczne.
Przynajmniej jedna z tych kwestii szybko i zadziwiająco łatwo się wyjaśniła, gdy - zachęcona słowami Jessici - kobieta zerknęła za siebie na rzędy butelek, po czym wzruszyła lekko ramionami. Cofnęła się o krok od lady, porzucając to, czym do tej pory zajmowała ręce, a następnie jedną dłonią przesunęła wzdłuż tej niżej położonej półki - nie całej, bo nie sięgała aż tak daleko, ale na tyle, na ile mogła bez ruszania się z miejsca.
-Na co tylko zechcesz. Większość nowych rezydentów i tak nie pija alkoholu, a nie zamierzają oddawać Brooklynu bez walki... Więc ze sporą dozą prawdopodobieństwa nikomu się już to wszystko nie przyda- skomentowała równie spokojnym tonem. Nie brzmiała nawet na zrezygnowaną, prędzej na pogodzoną ze stanem świata, w jakim się znajdowała. Jej sposób poruszania się również o tym świadczył; nie spieszyła się, nie wykonywała zbędnych gestów, sprawiała wręcz wrażenie lekko ospałej.
-Zostałaś tu z jakiegoś konkretnego powodu?- spytała następnie, choć najwyraźniej czekała na decyzję Jessici odnośnie konkretnego napoju, bo w dalszym ciągu nie odrywała wzroku od butelek z trunkami. Nawet się nie wzdrygnęła, gdy gdzieś z góry dobiegł przytłumiony huk... Prawdopodobnie dochodzący z dachu budynku. Nie przypominał wystrzału, ani niczego podobnego. Przywodził na myśl... Może uderzenie lub upadek czegoś ciężkiego?

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Wto Maj 22, 2018 4:52 pm

- Teacher’s. – odparła, ukradkiem wciąż obserwując każdy ruch wykonywany przez kobietę. Biorąc pod uwagę to czego dziś doświadczyła wolała być przewrażliwiona na punkcie własnego bezpieczeństwa, aniżeli dać się w jakiś łatwy sposób podejść. Zwłaszcza, że wciąż nie pozbyła się wszystkich wątpliwości wobec barmanki oraz całego tego miejsca. Była tu przecież ledwie kilka chwil. Wrażenie, że coś jest nie tak cały czas było w niej silne. Pojawiały się też kolejne pytania. Choćby jedno, istotne z punktu widzenia tego czego doświadczyła w ostatnich godzinach. Dlaczego jej rozmówczyni nie znajduje się pod wpływem uroku, którego ofiarą padła zdecydowana większość, jeśli nie wszyscy mieszkańcy tych obszarów przez które wędrowała bohaterka, a potencjalnie i ci wszyscy pozostali mieszkający na terenie Brooklynu? Jessicę uchroniła bariera utworzona w ostatniej chwili przez Scarlet Witch. A ją? Jeśli nie była w żaden sposób z tym wszystkim powiązana, to co takiego sprawiło, iż nie jest bezrozumnym zombie, które staje się łatwym pokarmem dla grasujących na ulicach bestii? A jeśli padła ofiarą tego efektu, to jak udało jej się dojść do siebie?
Detektyw miała wiele pytań, z których zadaniem wolała jeszcze poczekać. Jeśli barmanka miała coś na sumieniu, Jess nie chciała się tak szybko przed nią ujawnić. Inaczej może ją spłoszyć, albo poważnie oberwać. W zależności od tego z kim w rzeczywistości ma do czynienia.
- Pomijając krwiożercze potwory? Praca. Świata się wali i pali nad naszymi głowami, a szefowa karze mi harować jak gdyby nic się nie działo. Sama tymczasem pewnie leży na jakieś plaży na Jamajce, Malediwach, czy innym przeklętym raju mając gdzieś to czy coś mi się stanie. – skomentowała też wreszcie zadane przez rozmówczynię pytanie, nie ujawniając niczego o wykonywanym przez siebie zawodzie, a jednocześnie starając się sprawiać wrażenie mocno podirytowanej pracownicy jakiejś korporacji lub nieco większej firmy, których w okolicy nie brakuje. – Czasem mam tego dość, ale z drugiej strony ciężko o jakąś inną w miarę stabilną posadę, która pozwoli w miarę bezproblemowo żyć w tym mieście. A ty? Co cię tu zatrzymało? – spytała, chcąc podtrzymać rozmowę. Może odpowiedź barmanki, użyte przez nią słowa, ton głosu, pozwolą Jessice wyczytać coś więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3779
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Wto Maj 22, 2018 11:13 pm

Barmanka nawet nie skinęła głową, gdy Jessica podała jej informację na temat tego, jakiego konkretnie trunku sobie życzyła. Mimo to najwyraźniej nie zignorowała jej wypowiedzi, tylko wręcz przeciwnie, bo bez słowa odnalazła potrzebną jej butelkę, a następnie - wciąż ze stoickim spokojem - zabrała się za organizowanie napoju, który już po chwili wylądował na blacie przed Jones. Butelka nie wróciła zresztą na swoje poprzednie miejsce, lecz pozostała w pogotowiu, ustawiona za ladą.
Kobieta wysłuchała wyjaśnień Jessici i prawdę mówiąc ani przez chwilę nie wyglądało na to, aby domyślała się, że mogą one być zmyślone. W końcu dlaczego by miała? Wyraz jej twarzy praktycznie się nie zmienił, pomijając rzecz jasna ten szczegół, że teraz spędzała większość czasu spoglądając na swoją rozmówczynię. Kiedy zaś w końcu detektyw zadała jej pytanie, barmanka nie odpowiedziała na nie od razu; przez kilka sekund po prostu w dalszym ciągu się w nią wpatrywała i nawet odchyliła głowę lekko na bok, jak gdyby coś rozważała.
-Brak alternatyw. Takich, które prędzej czy później by mnie nie zabiły- odparła jednak wreszcie, a choć mówiła o swojej potencjalnej śmierci, to nie brzmiało to ani na próbę żartu, ani na coś, czego by się obawiała. Po tonie jej głosu można by wręcz było stwierdzić, że zwyczajnie nie przejmowała się własnym losem, ale przecież dopiero co sama oznajmiła, że aktywnie unikała śmierci - a dokładniej wyborów, które by do niej doprowadziły. Więc... Z czego wynikała jej postawa? Może po prostu zawsze zachowywała się w ten sposób?
Gdzieś z zewnątrz dobiegać zaczęły odległe, mocno przytłumione krzyki - bez wątpienia pełne przerażenia i paniki - lecz na nie również barmanka nie zareagowała... I to nie tylko nie spojrzała w kierunku drzwi czy nie wypowiedziała się na ich temat, ale dosłownie ani nie drgnęła. Gdyby Jessica obserwowała teraz jej oczy, zobaczyłaby, że one również pozostały w kompletnym bezruchu, więc kobieta nawet instynktownie na moment nie spuściła z niej wzroku. Zupełnie nic.
-Nie jesteś człowiekiem, prawda? A przynajmniej nie takim zwykłym- zauważyła za to, wciąż nie zmieniając tonu głosu. Teoretycznie było to pytanie, ale brzmiało raczej na to, że barmanka nie potrzebowała żadnego potwierdzenia, bo tak czy siak wiedziała już swoje... Czyli najwidoczniej chciała po prostu zacząć ten temat i to właśnie uznała za najlepszy sposób.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Sob Cze 02, 2018 7:44 pm

- Co mnie zdradziło? – spytała unosząc dłoń i przestawiając trzymaną w niej szklankę do ust. Wzięła kolejny łyk ulubionego alkoholu i odstawiła ją na blat. Sprawiała wrażenie kompletnie nie wzruszonej tym, że jej przykrywka została przejrzana. Ale czy mogła się temu dziwić, gdy najzwyczajniej w świecie się do niej nie przyłożyła, a panujące na zewnątrz warunki raczej nie pozwalały zwykłym osobom od tak spacerować po mieście? Przynajmniej ma już to za sobą. Nie musi przejmować się pozorami, co w dalszej rozmowie może okazać się przydatne. To też sprawia, że szybciej mogła przejść do konkretów, które wbrew pozorom mocno ją interesowały. Choć mogło też wydawać się inaczej, Jessica raz jeszcze zwróciła uwagę na sposób w jaki kobieta wypowiadała kolejne słowa. Brzmiała… Dziwnie. Jakby pogodziła się z własnym losem, jakby już jej nie zależało, choć można było wywnioskować, że wciąż starała się jednak uniknąć najgorszego. Obie te rzeczy wzajemnie się wykluczały. Podejrzenie Jones wobec barmanki cały czas rosło. Miała wręcz wrażenie, że stojąca za barem kobieta jest jedynie marionetką, którą z oddali ktoś próbuje kontrolować. Ale też nie miała dobitnych dowodów, by rzeczywiście tak sądzić. Może rzeczywiście nie widziała już szans na jakąkolwiek lepszą przyszłość i powstrzymanie bestii. Jess widziała to już kilkukrotnie. Nigdy jednak w takim stopniu.
- Skoro to już za nami… Mam do ciebie kilka pytań. O to co dzieje się teraz i o coś co mogło mieć miejsce w tym klubie dzień, może dwa wcześniej. – zaczęła przeszukiwać kieszeń po kieszeni w poszukiwaniu telefonu. Tyle się wydarzyło, że nie pamiętała już gdzie go schowała. Oby był w jednym kawałku. Chciała odnaleźć i pokazać kobiecie jakieś zdjęcie chorego mężczyzny, którego sprawą zajmowała się nim zaistniało całe to bagno.
- Pewnie nie masz żadnego pojęcia kto może stać za rozpętaniem tego piekła? Pytam, bo wszyscy inni ludzie nie są obecnie zbyt rozmowni. Przynajmniej dopóki coś nie wgryzie się w ich ciało, a i wtedy jest już jakby za późno na rozmowę. – spytała tonem pełnym sarkazmu. Jej mina mówiła z kolei, że kryje się za tym próba przykrycia żartem drastycznych scen, których była świadkiem przed pojawieniem się w klubie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3779
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Wto Cze 05, 2018 12:59 pm

Na pierwsze pytanie Jessici barmanka zareagowała przede wszystkim nieznacznym wzruszeniem ramion. Nie wyglądało na to, aby przejmowała się jej statusem jako "nie do końca zwykły człowiek" - czyli przynajmniej dało się stwierdzić, że nie należała do osób, które panicznie bały się mutantów i innych nadludzi. Z drugiej strony na zewnątrz grasowały prawdziwe potwory, więc może nie powinno to stanowić zaskoczenia...
-Parę rzeczy- odpowiedziała krótko, ale nie brzmiało na to, aby chciała tę myśl z własnej inicjatywy rozwinąć. Może gdyby Jones zapytała o szczegóły... Ale tak naprawdę jakie miały one w tej chwili znaczenie? Inne kwestie wydawały się o wiele bardziej palące, a kiedy Jessica o nich wspomniała, barmanka nachyliła się lekko przed siebie, opierając przedramiona na ladzie - jedno przy drugim, bokiem do reszty ciała, nie zaś łokciami. Jej spojrzenie opadło z kolei na poczynania detektyw, gdy ta szukała komórki. Nie wydawała się być tym zaalarmowana, ani nawet zaciekawiona, po prostu śledziła jej ruchy.
-Musieli ich jakoś wywabić z domów. Większość z nas nie może do nich wkraczać bez zaproszenia, więc nic dziwnego, że chcieli przyspieszyć sprawę- odparła na początek. Ton jej głosu nie zmienił się ani odrobinę, choć w zasadzie przyznała właśnie, że wiedziała coś więcej, ba, że posiadała powiązania z grupą odpowiedzialną za aktualne wydarzenia. Mimo to w dalszym ciągu nie robiła nic, co mogłoby zostać uznane za akt agresji; albo ona osobiście nie stała bezpośrednio za całym tym zamieszaniem i tylko znała sprawców... Albo na przykład nie czuła zaangażowania w tę sprawę i - pomimo udziału - nie miała problemów z mówieniem. Być może skojarzenie z marionetką nie było jednak niewłaściwe - tylko z trochę innych względów?
-Pewnie się zastanawiasz, więc oszczędzę ci stresu. Nie zamierzam atakować. Nikt mi nie kazał- dodała i to wyjaśniało chyba parę kwestii, ale za to stawiało kolejne znaki zapytania przy innych. Przez ten czas Jessica zapewne zdążyła znaleźć komórkę i przekonać się o tym, że była ona w jednym kawałku i wciąż sprawna. Kobieta mogłaby więc znaleźć na niej zdjęcie i pokazać jej barmance... Tylko czy po tych rewelacjach w dalszym ciągu chciała to zrobić?
Dokładnie w tym momencie z okolic dachu dobiegł kolejny huk - i pracownica klubu znów kompletnie go zignorowała. Być może ktoś tam walczył? Może potwory pokłóciły się o ofiarę albo o terytorium? Albo ktoś starał się je przepędzić? Trudno orzec. Same dźwięki nie mówiły w końcu wiele.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Nie Cze 17, 2018 2:06 pm

Wyznanie kobiety nie było dla Jessici wielkim zaskoczeniem. Od samego początku podejrzewała przecież, że jest z nią coś nie tak. Może nie miała na myśli dokładnie tego, ale kto by się kłócił teraz o szczegóły. Ważne, że miała rację.
- Nas? Masz na myśli, że jesteś jednym z tych potworów? Kim wy właściwie jesteście? Czym wy jesteście? – powoli wszystko zaczynało mieć jakiś sens. Już podczas pierwszego kontaktu z jednym ze stworów zwróciła uwagę na ludzkie cechy w jego wyglądzie, a także pozostałości ubrań na jego masywnej sylwetce. Jeśli monstra rzeczywiście są choć w części ludźmi, to czym są w pozostałej? Tego właśnie chciała się dowiedzieć. Jeśli barmanka okaże się równie rozmowna jak dotychczas, być może detektyw zdoła wyciągnąć z niej coś co pomoże jej powstrzymać całe to szaleństwo, albo przynajmniej przekazać to odpowiednim osobom jeśli uzna, że rozwiązanie leży daleko poza jej możliwościami.
- I o co w tych wszystkim chodzi? Czego chcecie? Dlaczego teraz? – z jej ust padały kolejne pytania skierowane do rozmówczyni. Nie bawiła się już w żadne podchody. Pytała bezpośrednio, wciąż licząc na wylewność stojącej przed nią kobiety. Czyniła tak przez wzgląd na jej dotychczasowe zachowanie i jakąś formę szczerości, którą została przez nią przed chwilą obdarowana. Nieważne z jakiego względu tak się stało. Była tym zmęczona? Nie uważała Jones za zagrożenie? A może w stylu kreskówek i filmów była jednym z tych złoczyńców, który w długiej przemowie ujawniał swój plan zaraz po złapaniu głównego bohatera? Nie interesowało jej to.  Odwdzięczała się więc podobnym zachowaniem. Na tyle na ile mogła sobie pozwolić. I na tyle na ile pozwalał jej zdrowy rozsądek. Mimo zapewnień o bezpieczeństwie, Jessice trudno było w to uwierzyć. Podobne deklaracja słyszała zbyt często, by przyjmować je ot tak po prostu, na słowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3779
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Nie Cze 17, 2018 7:46 pm

Spojrzenie barmanki powróciło z telefonu komórkowego i dłoni Jones z powrotem na jej twarz, po czym kobieta odchyliła głowę na bok - w geście, który mógłby wyrażać zastanowienie, tyle że nie wskazywało na to tak naprawdę nic innego... Nie licząc może krótkiej pauzy ze strony nieznajomej. Nie odpowiedziała od razu, w związku z czym Jessica zdążyła dorzucić jeszcze kilka pytań, a dopiero dwie czy trzy sekundy po nich barmanka w końcu wzruszyła lekko ramionami.
-Posiadamy wiele imion, ale najbardziej oklepane to "wampiry". Prawdę mówiąc sądziłam, że to wiesz i dlatego tutaj przybyłaś- w tym momencie kobieta znów zamilkła, lecz na bardzo krótko. Od razu sprawiała zresztą wrażenie, jak gdyby chciała dodać coś jeszcze... Ale kiedy przemówiła ponownie można się było tylko zastanawiać czy przed czymś się powstrzymała - czy wręcz przeciwnie, płynnie kontynuowała przerwaną myśl, bo jednak zadecydowała, że mogła i chciała o tej kwestii opowiedzieć.
-Pojawił się nowy władca, złożył korzystne propozycje przywódcom wszystkich sekt... I wielu z nich zdecydowało się za nim podążyć. Jego plan umożliwił zajęcie terenu łowieckiego i jak długo nie zostanie on utracony, lojalność liderów będzie leżała po stronie władcy- wyjaśniła krótko. Nie tłumaczyło to wszystkiego - albo tłumaczyło kiepsko - ale każda informacja mogła się okazać cenna... O ile barmanka mówiła prawdę. I nie była wariatką, która dopowiedziała sobie taką historię do przybycia potworów.
Jeszcze w trakcie mówienia spojrzenie kobiety przesunęło się trochę na lewo od twarzy pani detektyw i wbiło gdzieś za nią... Może w ścianę albo jakiś mebel, trudno by to było stwierdzić. Poza tym jednak domniemana wampirzyca nie zmieniła pozycji, wciąż opierała się przedramionami o blat, a postawę miała niegroźnie rozluźnioną. Na pewno w niczym nie przypominała bestii krążących po ulicach; właściwie zachowywała się praktycznie jak człowiek, nawet jeżeli rzeczywiście dziwny.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Nie Lip 01, 2018 9:11 am

- Gdybym przybyła tu posiadając choćby najmniejszą wiedzę na temat tych wydarzeń i gdybym była osobą, za którą mnie prawdopodobnie wzięłaś, nasza rozmowa potoczyłaby się w nieco inny sposób. Zaangażowałam się w to przez czysty przypadek. Obecnie pracuję jako prywatny detektyw. Zajmowałam się sprawą, gdy rozpoczął się atak. Po jakimś czasie obie sprawy wydały mi się w jakiś sposób ze sobą powiązane, a jeden z nielicznych tropów prowadził właśnie tu. Prawdę mówiąc nie mam pojęcia co skłoniło mnie do kontynuowania tej roboty. – odparła otwarcie i szczerze, gdy tylko wyczuła, że kobieta nie ma w tej chwili więcej do powiedzenia. Z tym jednym małym wyjątkiem, że wiedziała dlaczego dalej w to brnęła. Nie zwykła porzucać czegoś co zdążyła już rozpocząć. Strange zniknął, Maximoff też, S.H.I.E.L.D. chyba straciło ochotę na ryzykowanie życia swoich agentów… Wyglądało na to, że nikt inny nie zainteresował się tematem. Według jej wiedzy, na placu boju pozostała wyłącznie ona. Musi więc doprowadzić to do końca, albo dowiedzieć się na tyle dużo, by móc przekazać rozwiązanie problemu w odpowiedniejsze ręce. Z usłyszanych do tej pory informacji wnioskowała, że chwila ta zbliża się coraz szybciej. Wampiry… Świat chyba sobie z niej żartuje.
- Długie kły, wysysanie krwi przypadkowych nieszczęśników, wrażliwość na światło i inne tego typu bzdury wciskane przez popkulturę? Masz na myśli takie wampiry? – spytała wcale nie negując słów barmanki. Przyjęła je do wiadomości za wytłumaczenie równie dobre jak każde inne. Widziała przecież te potwory na własne oczy. Nie miała wcześniej do czynienia z czymś podobnym, więc równie dobrze mogła uznać, że kobieta mówi prawdę. – Te na zewnątrz nie są tak ludzkie jak ty. – stwierdziła, lecz w wypowiedzi tej kryło się również niewypowiedziane pytanie odnośnie natury tych stworzeń. Są jakimś stadium przejściowym, a może to ich prawdziwa forma? Inna odmiana, czy w ogóle całkiem inny gatunek, który wykorzystał okazję?
- Ten nowy lider nie mógł wziąć się znikąd. Co o nim wiesz? - cały czas bacznie przyglądając się „wampirzycy” dostrzegła jak jej wzrok opuścił Jessicę. Wpatrywała się w coś z tyłu. Nieco w bok od jej pozycji. Ktoś lub coś zjawiło się w środku. A może przebywało tam od samego początku. Detektyw nie chcąc dać po sobie poznać, że coś przeczuwa, po prostu kontynuowała rozmowę. Zachowywała się jak dotychczas. Nie sięgała do plecaka, nie korzystała z telefonu. Jeśli ktoś rzeczywiście czaił się gdzieś za nią, miała nadzieję, że zdoła coś wyczuć albo dostrzec, gdy ten ktoś postanowi się do niej zbliżyć. Oby była na tyle szybka, by ewentualnego agresora powstrzymać.
- Co pragnie w ten sposób osiągnąć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3779
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Nie Lip 01, 2018 9:13 pm

Barmanka jedynie wzruszyła ramionami, gdy Jessica wymieniła typowe, charakterystyczne cechy wampirów, lecz szczerze mówiąc gest ten bardziej przypominał potwierdzenie, aniżeli zaprzeczenie. Można by go pewnie było zinterpretować jako "coś w tym stylu" albo "mniej więcej"... I właściwie miało to trochę sensu. Przynajmniej tłumaczyło do czego służyły chmury ponad Brooklynem - blokowały słońce, aby krwiopijcy nie mogli zostać skrzywdzeni przez jego promienie. Prawdopodobnie.
-Inna sekta. Jesteśmy różnorodni- przyznała za to krótko kobieta, gdy panna Jones wyraziła wątpliwości względem braku podobieństwa pomiędzy swoją rozmówczynią i potworami na zewnątrz. Czy mówiła prawdę? Być może. Oczywiście nie sposób byłoby w tym momencie stwierdzić, że na pewno podała jakąś fałszywą informację, ale z drugiej strony niektóre fakty zdawały się potwierdzać jej słowa. W końcu ktoś posłał falę energii, ktoś wywołał te chmury, a bestie na ulicach zdawały się być na to zbyt zwierzęce.
-Wiem niewiele. Może pochodzi z tego miasta, bo dziwnie mu na nim zależało. Albo może chciał po prostu pokazać się w dużym i znanym miejscu. Posiada zdolności silniejsze od większości z nas, więc pewnie jest stary - albo niedawno przemienił go ktoś stary. A skoro trafiłaś konkretnie tutaj... To pewnie z powodu kogoś świeżo przebudzonego- barmanka w dalszym ciągu spoglądała gdzieś za Jessicę i mówiła jakby trochę wolniej, choć w minimalnym stopniu. W pewnym momencie cofnęła się od lady, a jej ciało obróciło się lekko na lewo - i odczekała sekundę, nim dorzuciła jeszcze:
-Mogę ci pokazać- nie uściśliła jednak co.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Sro Lip 04, 2018 9:02 am

Chmury, nagły spadek temperatury, przypominające nietoperze istoty latające po niebie i mężczyzna, którego przypadek skłonił ją przeprowadzenia śledztwa… Kolejne informacje uzyskiwane od kobiety sprawiały, że wszystko to powoli zaczynało składać się w jedną całość. Miało jakiś sens, o ile ktoś oczywiście był skłonny uwierzyć w istnienie wampirów oraz inne nadnaturalne historyjki. Jessica nie miała z tym najmniejszego problemu, nawet jeśli z początku gdzieś tam zaświeciła jej się lampka ostrzegawcza. Im dłużej trwała jednak ich rozmowa takie rozwiązanie stawało się coraz bardziej logiczne, zwłaszcza gdy zaczęła analizować dotychczasowe doświadczenia w związku z tymi wydarzeniami. Do tego wszystkiego pomagał też fakt, że Jones nie miała żadnych innych teorii, które wyjaśniałaby nagłe pojawienie się na ulicach miasta tak wielkiej liczby wygłodniałych potworów, a jednocześnie łączyłoby to z dziwnymi zjawiskami pogodowymi
Pojawienie się nowego gracza, który za punkt honoru wziął sobie zjednoczenie zwaśnionych wampirzych klanów i przejęcie kontroli nad miastem, a przynajmniej jego częścią, było więc wersją faktów, których detektyw postanowiła się od tej chwili trzymać. Starała się też zapamiętać każdy strzępek informacji przekazywany przez barmankę. Nie wiedziała co może jej później przydać, co może okazać się istotne dla powstrzymania trwającej wojny. Coraz głośniej w jej głowie przemawiał również głos mówiący, że to ponad jej siły i powinna zaangażować kogoś do pomocy. Ale kogo? Luke, Daredevil, Carol? Żadne z nich nie ma doświadczenia w kontaktach z krwiopijcami. A przynajmniej ona o tym nie wiedziała. Danvers może przynajmniej mieć odpowiednie kontakty, być może wiedziałaby do kogo się zwrócić. Cage ze swoją niezniszczalną skórą przydałby się w walce. Zaczęła rozważać kolejne opcje, gdy kobieta powiedziała coś co ogromnie ją zaciekawiło.
- Pokazać? – spojrzała pytająco, właściwie nie będąc pewną co domniemana wampirzyca ma na myśli. Wahała się nad przyjęciem propozycji. Wreszcie zeszła z krzesełka. – Prowadź. – rzuciła po krótkiej chwili. Co takiego chciała jej pokazać? Pakowała się w pułapkę? Tego pierwszego nie była pewna, druga kwestia była mocno prawdopodobna. Ale czy miała jakieś inne wyjście? Jeśli tak, ona go w tej chwili nie widziała. Telefon wciąż trzymała w dłoni. Jeśli chodzi o coś czemu będzie mogła zrobić zdjęcie, chyba będzie to dobrym pomysłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3779
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Czw Lip 05, 2018 8:19 pm

Barmanka już nie odpowiedziała - po prostu poczekała na decyzję Jones, a kiedy ta została podjęta, powoli kiwnęła głową i skierowała się ku przejściu na zaplecze, z którego wcześniej się wyłoniła, najwyraźniej oczekując, że Jessica przeskoczy ponad ladą i tam do niej dołączy. Nie spieszyła się, w jej ruchach wciąż objawiała się ta dziwna ospałość... Ale jeżeli faktycznie była wampirem, to mogło to być zdradzieckie wrażenie. Z drugiej strony... Sama wspomniała o różnorodności krwiopijców. A nuż akurat ona nie posiadała szczególnie przydatnych zdolności.
Tak czy siak, za kotarą znajdowało się podłużne pomieszczenie przeznaczone wyłącznie dla oczu pracowników - i rozchodzące się w dwóch kierunkach, z których barmanka wybrała ten na lewo. Jeżeli Jessica ociągała się z podążaniem za nią, to odczekała moment, aby mieć pewność, że pani detektyw będzie wiedziała dokąd udać się dalej. Tutaj znajdowały się już prawdziwe drzwi i kobieta otworzyła je standardowym kluczem - a następnie wkroczyła do kolejnej sali. Początkowo nie zaświeciła w niej światła; dopiero po kilku sekundach sięgnęła do przełącznika, więc być może potrzebowała tej krótkiej chwili, by przypomnieć sobie, że ludzie nie widzieli w ciemnościach.
Całkiem spore pomieszczenie wypełniały metalowe regały, na nich zaś stały głównie tekturowe pudła - czyli w grę wchodził jakiś składzik. Barmanka przeszła pomiędzy takimi rzędami praktycznie na drugi koniec pokoju, zatrzymała się i sięgnęła do jednego z pudeł. Po rozchyleniu górnych części cofnęła rękę, pozwalając Jessice samej przekonać się o zawartości...
Czyli o opakowaniach przypominających szpitalne pakunki z krwią. Zgadzało się prawie wszystko - przezroczysty materiał, u góry przyszykowane miejsca do dokonania połączenia... Ale brakowało jakichkolwiek oznaczeń. Tyle że to był chyba najmniejszy problem, bo uwagę zwracał przede wszystkim kolor płynu w woreczkach: zielony. Niepokoić mogło również to, że leżały tak po prostu w składziku, a nie w jakiejś lodówce.
-Pewnie nie jesteś zaznajomiona z tym, w jaki sposób powstają wampiry- zauważyła zaraz potem barmanka. A może o to spytała? Ton jej głosu niby o tym nie świadczył, ale najwyraźniej czekała na potwierdzenie albo zaprzeczenie, bo nie kontynuowała tematu z własnej inicjatywy.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Pią Lip 13, 2018 6:55 pm

Bez większego wysiłku przeskoczyła na drugą stronę baru, pozostawiając plecak na swoim miejscu. Może i istniała szansa, że pakuje się w pułapkę, to nie sądziła, by cały ten sprzęt miał jej się tam przydać. Raz, że nie wszystkim potrafiła się posługiwać. Dwa, spora część uzbrojenia była efektownie wybuchowa. W zamkniętych pomieszczeniach, w których może nie mieć gdzie się schować nic jej po tym. Podążyła za samozwańczą wampirzycą z przekonaniem, że co ma się stać i tak prędzej czy później się stanie. Nie ma więc sensu tracić czas na wahania i rozterki. Po drodze wszystkiemu dokładnie się przyglądała. Nie sądziła, by miała wypatrzyć coś interesującego, ale nic jej to przecież nie zaszkodzi.
Gdy znalazły się w pomieszczeniu docelowym, a tak detektyw przypuszczała, i zapaliły się światła nie wiedziała czego oczekiwać. Regały wskazywały na to, że znalazły się w składziku, w którym kluby takie jak ten przechowują część swoich zapasów. Wciąż nie miała jednak pojęcia co tak naprawdę miała tu zobaczyć. Podążyła tropem barmanki w głąb sali. Wszędzie mnóstwo pudeł. To w nich musiało więc znajdować się to „coś”. Nie pomyliła się, bo jej przewodniczka sięgnęła zaraz po jedno z nich. Otwierając je i ukazując jego zawartość Jessice. Nie spodziewała się niczego konkretnego, ale to co znajdowało się w środku było dla niej lekkim zaskoczeniem.
Zielony płyn przypomniał jej o treści jednej z wiadomości otrzymanej od Night Nurse. Jeśli dobrze pamiętała, krew przeniesionego przez nią do szpitala mężczyzny z czasem zaczęła przybierać ten kolor. Jego stan wtedy się pogorszył, stał się bardziej agresywny. Czy miało to związek z zawartością torebek? Potencjalnie tak. Odpowiedź kobiety powinna za chwilę co nieco wyjaśnić. Jeśli oczywiście podzieli się wiedzą. Choć po jej dotychczasowym podejściu i właściwie zadanym wprost pytaniu, nie miała prawa sądzić, że będzie inaczej.
- Nie mam zielonego pojęcia, ale podejrzewam, że ma to coś wspólnego z tym płynem? – odparła więc spodziewając się, że tak jak wcześniej barmanka teraz nieco rozjaśni sprawę. Spojrzała na nią w oczekiwaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3779
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Sob Lip 14, 2018 5:04 pm

Barmanka na początek odchyliła głowę lekko na bok, nim nią kiwnęła - jak gdyby w pierwszym momencie jeszcze się nad czymś zastanawiała... Więc być może jej odpowiedź nie była jednak aż tak jednoznaczna, jak mogłoby się to wydawać. Na szczęście zaraz potem kobieta przystąpiła do wyjaśnień, wciąż tym samym, monotonnym głosem.
-Na ogół kąsamy ofiarę. Wysysamy z niej dość krwi, by spowodować zgon. W naszej ślinie znajdują się enzymy, które zaczynają działać w zwłokach, pobudzając produkcję do naczyń krwionośnych czegoś podobnego- tutaj barmanka poruszyła głową w taki sposób, aby brodą wskazać odsłonięte woreczki z płynem. Pauza potrwała jednak bardzo krótko; niemalże natychmiast kobieta kontynuowała tłumaczenie:
-Młody wampir budzi się po kilku dniach i posiada właściwości podobne do tego, kto go przemienił, ale zwykle słabsze. Moc się rozcieńcza. Zazwyczaj decyduje to więc o przynależności do sekty, bo członkowie większości z nich wykazują podobne... Cechy- w tym momencie oparła się ostrożnie o regał, spojrzenie kierując w stronę wejścia do pomieszczenia. Jak do tej pory brzmiało to wszystko dość prosto, nawet jeżeli nienaturalnie i mistycznie. Przynajmniej zasady powinny się wydawać wystarczająco logiczne.
-Nowy władca potrafi to zrobić w inny sposób. Szybszy, pomijający śmierć... Nie znam szczegółów. Wiem tylko to, co kazano mi robić. Mnie i innym. Jeden zastrzyk - i krew zaczyna się zmieniać. Po godzinach, nie dniach, mamy nowego wampira- to wyjaśniało wykorzystanie klubu - albo może klubów? Pijani ludzie albo nie zwracali uwagi na to, co się wokół nich działo, albo dawali się przekonać do przyjęcia czegoś dożylnie.
-I... Są silne. Nie jak on, ale silne. I odporniejsze na większość naszych słabości- dodała, lecz ta uwaga zabrzmiała tak, jak gdyby kobieta nie była już pewna czy ją dorzucić. Gdzieś za regałami - w okolicach jednego z rogów pomieszczenia - rozległ się cichy odgłos, jak gdyby bardzo delikatne stukanie, prawdopodobnie przy samej podłodze... Lecz szybko został przerwany.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   

Powrót do góry Go down
 
TBA Brooklyn
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Brooklyn Thompson

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: