Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 TBA Brooklyn

Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3589
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: TBA Brooklyn   Sob Paź 29, 2016 6:47 pm


Klub nocny na Brooklynie, a dokładniej przy Wythe Avenue. Chwalony za piękne światła i dość rozsądne, choć nie nazbyt niskie ceny, a do tego organizujący częste eventy.

Wnętrze: 1, 2.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3589
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Sob Lis 05, 2016 2:09 pm

Pomimo dość wczesnej - bo bliskiej południa - godziny, nagle zaczęło się jakby... Ściemniać. Jedno spojrzenie na niebo wystarczyłoby jednak, aby zorientować się, iż to nie noc zapadała o wiele za szybko, tylko dopływ promieni słonecznych kompletnie odcinały nienaturalnie gęste, ciemne chmury, stale się kłębiące i przesuwające, jak gdyby nieustannie ich przybywało i robiły miejsce następnym.
Na ulicach Brooklynu zapadał mrok, a o tej porze nie można było liczyć nawet na światło lamp ulicznych. Niektóre budynki stopniowo uruchamiały swoje własne oświetlenie zewnętrzne, lecz nawet ono tak naprawdę wiele nie zmieniało. Sama atmosfera zrobiła się dziwnie ciężka, pełna napięcia... Szerzył się przejmujący chłód.
Część ludności przebywała w pracy, inni w swoich domach, lecz byli również i tacy, którzy znajdowali się na zewnątrz. To właśnie wśród nich wybuchła największa panika. Niektórzy starali się dostać do wnętrz najbliższych budowli, licząc na schronienie, pozostali liczyli na to, że dotrą jeszcze do własnych domów czy mieszkań...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3589
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Sro Sty 31, 2018 9:28 pm

Pierwsze kilka, a może nawet kilkanaście minut tego "spaceru" Jessici przebiegło niemalże bez problemów, pomijając niepokojące odgłosy - dochodzące właściwie z każdej strony, choć w większości z wysokości, a nie idealnie z poziomu ulicy. Droga była jednak daleka, gdyż wypadający w tym miejscu zakręt rzeki wymuszał zrobienie półkola... I oznaczał trasę o długości około czterech kilometrów.
Gdyby kobieta potrafiła - i uznała, że wymaga tego wyższe dobro - mogłaby włamać się do jednego z wielu mijanych samochodów i spróbować go odpalić... Ba, co kawałek widywała też motocykle, a z rzadka nawet rowery, z którymi nie musiałaby się aż tak bawić. Wszystko to przyspieszyłoby jej podróż, choć niekoniecznie uczyniłoby ją bezpieczniejszą. Dla przykładu auto byłoby większym celem, a z kolei rower czy motocykl na zamrożonej - i w dodatku pełnej zwierząt - powierzchni prosił się o wypadek. Do tego pracujący silnik również zwracałby uwagę...
Od tego dziwnego zjawiska - ściany bladej energii - mógł minąć kwadrans i tak naprawdę wciąż nic nie wskazywało na to, aby coś się zmieniło. Na pewno nic rzucającego się w oczy nie zostało uszkodzone, przynajmniej w tym miejscu. Być może ta poświata stanowiła jedynie efekt uboczny czegoś, co wydarzyło się bliżej centrum Brooklynu? To by co nieco tłumaczyło...
... Tyle że nagle drzwi budynków zaczęły się otwierać. Nie wszystkie jednocześnie, nie udało się osiągnąć aż tak dobrej synchronizacji, ale odstęp czasowy nie wynosił raczej więcej od minuty, góra dwóch - i mógł zależeć od tego, ile dana osoba potrzebowała, aby dotrzeć do wyjścia. Nikt nie przejmował się zamykaniem za sobą drzwi; ludzie wylewali się na ulice niczym w transie, dość powoli i zadziwiająco spokojnie. Oczy mieli otwarte, lecz wyrazy twarzy obojętne. Mogli się wręcz kojarzyć z lunatykami. Nie interesowali się Jessicą, nie spoglądali na nią, ani na siebie wzajemnie czy na wszędobylskie szczury... Po prostu zatrzymywali się na zewnątrz. Niektórzy zdecydowanie nie byli ubrani adekwatnie do tej pogody, zdarzali się też tacy z rozciętymi głowami, które mogły sugerować niedawne upadki.
Choć niepokojące, wszystko to nie stanowiło dla Jessici zagrożenia i przeszkadzało jej pewnie tylko o tyle, że utrudniało swobodne przemieszczanie się po okolicy. Sytuacja zmieniła się w momencie, gdy jakieś pięć metrów od niej - bliżej drugiej strony ulicy, ale wciąż przed kobietą - z budynku zeskoczył nagle i zaskakująco cicho jeden z potworów. W świetle lamp i przede wszystkim w ruchu nie dało się go dokładnie obejrzeć, ale wydawał się raczej drobny, smukły i dziwnie długi, co mogło na przykład oznaczać obecność ogona. Nakierował się w taki sposób, że nie wylądował na jezdni czy chodniku, tylko bezpośrednio na jednym z mieszkańców. Z tej wysokości musiał przynajmniej go połamać, ale w pierwszej chwili człowiek - dokładniej mężczyzna w średnim wieku - nawet nie próbował uciekać... Dopiero po kilku sekundach rozległ się jego głośny, pełen bólu i przerażenia krzyk; czyli jeszcze żył - albo już przestał, sądząc po tym, w jaki sposób dźwięk ten się urwał. Może to i dobrze, że ze swojego miejsca Jessica nie mogła dobrze widzieć tego, co się tam działo, bo widok zasłaniał jej niewzruszony tłum...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Nie Lut 11, 2018 5:19 pm

Nie chciała niepotrzebnie zwracać na siebie uwagi czających się w ciemnościach stworzeń, a z tym według niej wiązałaby się podróż jednym z wielu pojazdów, które były zaparkowane przy ulicy. Dlatego od samego początku skłaniała się ku opcji pokonania drogi dzielącej ją od klubu o własnych nogach, nawet kosztem znacznie większej ilości czasu, który będzie jej do tego potrzebny. W ten sposób miała też większą kontrolę nad otoczeniem, a w razie ataku mogła szybko zdecydować się na ucieczkę. Chciała rozwiązać tę sprawę, dowiedzieć się kto za tym wszystkim stoi i dlaczego, ale z pewnością nie za cenę własnego życia. Nie była bohaterką, choć niektórzy być może starali się ją tak widzieć. Skończyła z tym wieki temu. Tak czy siak, nikt nie miał prawa jej teraz oceniać. I tak zrobiła już więcej niż większość tych tak zwanych obrońców ludzkości, od których w tym mieście aż się roi.
Narzuciła sobie dość szybkie tempo. Mimo wszystko wciąż chciała dostać się na miejsce tak szybko jak było to możliwe. Co i tak wiązało się z około 40 minutowym marszem. Który można by nieco skrócić, gdyby w którymś momencie zdecydowała się choć przez krótką chwilę skorzystać z mocy. Przez cały czas bacznie obserwowała swoje otoczenie i przysłuchiwała się wszystkim dźwiękom, które świadczyłyby o bliskości choć jednego ze stworów. W ten sposób pokonała może połowę drogi, na szczęście przez nic nie niepokojona, gdy zaczęło dziać się coś dziwnego. Coś co Jessica natychmiast powiązała ze wcześniejszą falą energii. Nic innego nie mogło wyjaśnić dziwnego zachowania ludzi, którzy niczym bezmyślne istoty wychodzili ze swoich domów wprost na ulice. Niektórzy ewidentnie doznali przed momentem przeróżnych obrażeń, związanych z domowymi wypadkami. Przez krótką chwilę jej podświadomość wyciągnęła na wierzch nazwisko Killgrave’a. Wiedziała, że ten nie może mieć z tym żadnego związku, a mimo to obserwując niecodziennie zachowanie ludzi poczuła lekki dreszcz. Nie pozwoliła jednak, by to uczucie przejęło nad nią kontrolę. Odgoniła je ze swoich myśli, skupiając się na tym co rzeczywiście było najbardziej prawdopodobne. Zjawisko, którego doświadczyła wspólnie z Wandą było jedyną rzeczą, która mogło to wszystko tłumaczyć. Na nie nie miało to żadnego wpływu, ponieważ Scarlet Witch otoczyła je ochronną barierą. Ci którzy nie mieli takiego szczęścia znaleźli się pod czyjąś kontrolą. Tym samym stając się łatwym celem dla szalejących w tej części Brooklynu wygłodniałych potworów. Czego miała za chwilę doświadczyć na własnych oczach. Pokonała jeszcze kawałek drogi. Wszyscy, którzy znaleźli się na zewnątrz po prostu stali w bezruchu. Nie wykazywali większych oznak jakiejkolwiek świadomości.
W pewnej chwili dostrzegła jak jakieś kilka metrów dalej z dachu jednego z budynków zeskoczył jeden z potworów. Nie wylądował na ulicy. Z dużą dozą pewności mogła stwierdzić, że spadł wprost na pierwszą z ofiar. Minęło kolejnych kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund nim ofiara przebudziła się z transu.
Cholera. Przeklęła w myślach. Właśnie takich sytuacji chciała uniknąć. Musiała szybko zdecydować co dalej. Kontynuować marsz, czy spróbować pomóc nieszczęśnikom nim stwór zmieni swój obiekt zainteresowania. Powoli wycofała się za jakąś najbliższą osłonę, którą będzie zapewne samochód, jeśli jeden znajdował się gdzieś obok. Chwila moment. Zdaje się, że przeglądając wcześniej znalezioną torbę widziała w niej granaty, lub przynajmniej coś co je przypominało. Może mogłaby je wykorzystać, by odwrócić uwagę stwora? Wybuch mógłby też wybudzić cywili z tego stanu, w którym się znaleźli. Ostrożnie ściągnęła więc plecak, natychmiast go otwierając i przeszukując pod kątem właśnie granatu. Gdy go znajdzie, niezależnie od tego z jakim jego rodzajem będzie miała do czynienia, zerwie zawleczkę zabezpieczającą i szybko odrzuci w miejsce nie okupowane przez mieszkańców okolicznych budynków. O ile takowe oczywiście wcześniej wypatrzy. Cokolwiek wydarzy się później, ona ruszy dalej. Może gdyby miała przy sobie Wandę, czy nawet tego przeklętego Strange’a… A tak... Nie zamierza walczyć. Nie zamierza ryzykować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3589
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Wto Lut 13, 2018 10:50 pm

Plus sytuacji był taki, że kryjówek Jessica miała w pobliżu pod dostatkiem - zaparkowane wzdłuż ulicy samochody tworzyły niemalże ścianę... Tyle że oczywiście dość niską i z przerwami pomiędzy kolejnymi pojazdami. Gdyby kobieta chciała, pewnie mogłaby nawet spróbować w ten sposób - trzymając się na ugiętych nogach - kontynuować podróż... Ale rzecz jasna osłonięta byłaby tylko z jednej strony, a w dodatku znajdowałaby się niebezpiecznie blisko budynków - wiedząc już, że przynajmniej jedna bestia polowała przez zeskakiwanie z dachu czy ściany.
Znajdujący się teraz na zewnątrz tłum mieszkańców działał jako dodatkowa bariera, choć pewnie nieprzyjemnie było myśleć w ten sposób o żywych istotach. Mimo to nie dało się ukryć, że cała ta zgraja niesamowicie zwiększała potworom wybór posiłku i utrudniała wychwycenie konkretnej osoby... Gdyby w ogóle stworzenia te były na tyle inteligentne, aby zadecydować, że powinny się na kimś skupić - a póki co raczej nic na to nie wskazywało.
Podsumowując, jak długo nie zrobiła czegoś, co wyjątkowo zwróciłoby na nią uwagę, Jessica była... Może w pewnym sensie bezpieczniejsza niż wcześniej? A na pewno lepiej ukryta. W końcu najciemniej zawsze pod latarnią. Powolne ruchy prawdopodobnie pozwalały jej lepiej wtopić się w tłum, więc zdawały się być dobrym wyborem.
Jakieś pięć metrów dalej znajdowało się skrzyżowanie, a skręcenie w lewo czy w prawo oddaliłoby kobietę od potwora, który pożywiał się właśnie jednym z miejscowych i ukryłoby ją przed jego wzrokiem... Choć pewnie bardziej opłacałoby się jej wybrać kierunek, do którego miała bliżej, aby nie musiała przekraczać jezdni.
Jessica najszybciej wyłowiła z torby podłużny granat, na którym w świetle lamp odczytać mogła słowa "stun grenade" oraz coś drobniejszym tekstem, od którego jednak w tym oświetleniu bolały już oczy... Ale literki i cyfry pewnie odnosiły się do modelu. Budowa wydawała się wystarczająco prosta - spora zawleczka jasno sugerowała co należy zrobić. Nazwa najprawdopodobniej świadczyła o tym, że granat nie powinien nikogo zabić, więc nawet nie znając jego zasięgu kobieta mogła zaryzykować rzucenie go na dowolny pusty obszar... Ten zaś wypadał mniej więcej na środku jezdni, dwa czy trzy metry wzdłuż niej od Jessici - w stronę przeciwną do skrzyżowania. Blisko, ale skoro i tak zamierzała od razu ruszyć dalej, a do tego posiadała osłonę samochodu, to chyba nie mogła liczyć na nic lepszego.
Granat poszybował więc na drogę, nie zwracając niczyjej uwagi - w przypadku ludzi nic dziwnego, a potwór najwyraźniej skupiał się na posiłku - i Jessica mogła usłyszeć jego uderzenie o podłoże, a góra dwie sekundy potem rozległ się już huk. Towarzyszył mu błysk, który kobiecie nie zaszkodził, bo w tym momencie i tak znajdowała się już do niego plecami, ale dźwięki niosły się dobrze... Tak, dźwięki, bo sekundę po pierwszym doszło do kolejnego, a potem znowu. Krótka seria - ale niesamowicie głośna, przekraczająca próg bólu. To było właśnie prawdziwe zagrożenie płynące z używania takiego granatu; może nie rozrywał na kawałki, ale wywoływał odgłosy w przedziale od stu siedemdziesięciu do stu osiemdziesięciu decybeli w odległości półtora metra od miejsca wybuchu - a dalej stopniowo cichsze.
Tak głośne huki były w stanie dosłownie wpłynąć na pracę organizmu i zakłócić poczucie równowagi. Nie wywoływały po prostu dzwonienia w uszach, nie tylko pozbawiały na chwilę słuchu, ale i doprowadzały do zawrotów głowy, utrudniały poruszanie się, mogły wręcz powodować nudności. Dla Jessici było to bardzo nieprzyjemne - a ona przecież miała jakąś ochronę i nie przebywała tuż przy eksplozji.
Ulicę wypełniły krzyki. Tego kobieta i tak nie mogła stwierdzić, bo ich nie słyszała, ale gdyby zaryzykowała spojrzenie za siebie - zorientowałaby się, że granat rzeczywiście wybudził z transu część osób, które teraz miotały się w panice. Część upadła na ziemię, wielu zakrywało rękami oczy lub starało się je pocierać, inni dotykali uszu... Niektórym płynęła z nich nawet krew. Tego ostatniego Jessica uniknęła - może miała szczęście, a może wpłynął na to jej wzmocniony organizm.
Zerknięcie na potwora również ukazałoby coś ciekawego. Otóż bestia najwyraźniej znosiła to wszystko równie źle lub nawet gorzej od ludzi. Już po wcześniejszych spotkaniach można było założyć, że przynajmniej część z tych istot posiadała wyczulone zmysły, więc tak mogło być i w jej przypadku. Stwór przerwał posilanie się, zakrwawiony i bardzo szczurowaty pysk miał otwarty - i piszczał przeraźliwie, lecz niedosłyszalnie dla Jessici. Jego podłużne uszy mocno krwawiły, a całe jego ciało drgało, jak gdyby przechodziły go silne dreszcze. Musiało go bardzo boleć.
To wszystko otwierało Jessice drogę do skrzyżowania, przy którym mogła kontynuować trasę przed siebie lub rzeczywiście spróbować skręcić i wyrównać przy następnej okazji. W bocznych ulicach również pełno było ludzi - pogrążonych w tym samym transie. Najwyraźniej granat nie zadziałał aż tak daleko, aby ich wybudzić...
... Zwrócił za to uwagę innych stworów, bo teraz zza krawędzi dachów zaczęły wyglądać kolejne, słabo widoczne w tym świetle i - co gorsze - niemożliwe do usłyszenia. Gdy Jessica była już w ruchu, jeden z nich zeskoczył z góry do poziomu ulicy i rzucił się na bezbronnego mieszkańca, młodą kobietę, która odzyskała już świadomość i cofała się na ślepo, przy okazji wpadając na inne osoby. Nie miała szans na ucieczkę.
Ciekawe mogło się natomiast wydawać to, że bestie nie były pazerne. Nie zabijały wszystkich w pobliżu, nawet atakując działały w taki sposób, aby skupić się na jednym celu i nie zabić pozostałych... Być może instynkt podpowiadał im, że to oznaczało jedzenie na dłużej, a może wynikało to z czegoś innego?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Today at 5:15 pm

Głupotę na szybko wymyślonego planu dojrzała dopiero, gdy zaczęły pojawiać się kolejne stwory. Dlaczego pośród tylu różnych możliwości wybrała akurat tę która prawdopodobnie przyniesie więcej nieszczęść niż korzyści? Przecież właśnie ze względu na hałas unikała pojazdów, które znacznie przyspieszyłyby jej podróż, a teraz pomyślała, że dobrym pomysłem na uratowanie choć paru osób i utorowanie sobie drogi będzie wybuch granatu. Jeśli przyznawano jakieś nagrody dla najgłupszych zachowań, ta sytuacja z całą pewnością przyniosłaby jej nominację, a prawdopodobnie nawet zapewniła zwycięstwo. Dobrze, że nikt nie miał okazji tego popisu zobaczyć.
Jeśli przed momentem z jedną bestią mogła jeszcze rzeczywiście spróbować coś zrobić, tak teraz już na pewno nie pozostawało jej nic innego jak iść przed siebie, pozostawiając bezbronnych ludzi na pastwę… losu, któremu niechcący „pomogła”. Nie może i nie zamierza wdawać się w bezpośredni pojedynek z zabójczymi istotami. Nie miała jeszcze zamiaru umierać, nawet jeśli często zdarzało jej się ten świat i żyjących na nim ludzi przeklinać. Mogła za to zrobić coś innego, coś do czego dążyła od samego początku, a do czego teraz niejako zyskała nową motywację. Musi szybko dowiedzieć się kto za tym zdarzeniem stoi, a następnie doprowadzić do tego, by wszystko wróciło do normy. Wszystko co do tej pory widziała i czego się dowiedziała podpowiadało, że stwory powiązane są z anomalią. Więc jeśli jej się pozbędą, zagrożenie dla mieszkańców również powinno zniknąć. Do tego czasu nie obejdzie się jednak bez ofiar. Nie każdego da się uratować.
Z torbą zarzuconą na plecy postanowiła kontynuować swój marsz. Próbując unikać niebezpieczeństwa i mając oczy szeroko otwarte. Jeśli będzie musiała na chwilę zejść z ustalonej przez siebie trasy, zrobi to bez chwili namysłu. Miała to szczęście, że dróg prowadzących do celu było tym razem wiele. Jeśli zaś taka potrzeba nie zaistnieje, przez cały czas trzymać będzie się większych ulic, które gwarantują większe możliwości ucieczki, ale i obrony gdyby trzeba było. Zwłaszcza teraz, gdy wybuch granatu sprawił, że nie może opierać się na tym co usłyszy. To prawdopodobnie okaże się problemem. W każdym razie dopóki wszystkie niekorzystne objawy z tym związane nie ustąpią. Dlatego wskazana jest większa niż do tej pory ostrożność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   

Powrót do góry Go down
 
TBA Brooklyn
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Z czym kojarzy się avatar powyżej?
» Brooklyn Thompson

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: