Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 TBA Brooklyn

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: TBA Brooklyn   Sob Paź 29, 2016 6:47 pm

First topic message reminder :


Klub nocny na Brooklynie, a dokładniej przy Wythe Avenue. Chwalony za piękne światła i dość rozsądne, choć nie nazbyt niskie ceny, a do tego organizujący częste eventy.

Wnętrze: 1, 2.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 58
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Pon Lip 30, 2018 4:58 pm

Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że zabranie kilku woreczków substancją było najprzyjemniejszą rzeczą jaka może spotkać ją w najbliższym czasie. Wydostanie się poza obszar przykryty chmurami i dostarczenie ich komuś kto mógłby zająć się resztą będzie stanowić olbrzymie wyzwanie. Dlatego też odpowiedź kobiety specjalnie jej nie zaskoczyła. Choć było w niej coś co Jessicę mocno zaintrygowało. Coś mówiło jej, że dobór użytych słów nie był przypadkowy. Tkwiło w nich coś więcej niż zwykłe ostrzeżenie. Ale jeszcze tego nie dostrzegała. A może próbowała widzieć coś czego tam nigdy nie było. Było za to coś jeszcze co mogło potwierdzać jej przeczucie. Zmiana niewielka, ale trochę temu na przekór bardzo rzucająca się w oczy. Postawa jej rozmówczyni. Mowa ciała potrafi bardzo wiele o człowieku powiedzieć. Tu miało miejsce coś co sprawiło, że wampirzyca stała się… Poważniejsza? Lekko zestresowana? Coś było na rzeczy.
Niezależnie od tego jaka jest prawda, detektyw doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że zabranie kilku woreczków z substancją było najprostszą rzeczą jaką miała do wykonania. To co czekało na nią później… Ucieczka poza obszar pokryty chmurami i dostarczenie przesyłki odpowiednim osobom… Przewidywała ogromne trudności. Zwłaszcza, że czające się na ulicach bestie z każdą kolejną chwilą z pewnością czuły się tam coraz pewniej. A i w samym najbliższym otoczeniu klubu było ich całkiem sporo. Dochodzące co jakiś czas z zewnątrz dźwięki wyraźnie świadczyły o tym, że nie marnowały czasu. Niezwykle ciężka to będzie przeprawa, gdy już zdecyduje się opuścić to miejsce. Ale najpierw musiała dowiedzieć się co spowodowało odgłosy, które przed momentem mogły usłyszeć. Nie podobało jej się to. Czekała, nasłuchiwała, przypatrywała się otoczeniu. Zupełnie ja podczas zwykłego dnia w pracy. Tylko, że ten wcale taki zwyczajny nie był. Rozwiązanie było równie zaskakujące. O ile można było sądzić, że to zwykły szczur odpowiedzialny był za te dźwięki. Nie, Jess miała co do tego wątpliwości. Ale też nie słyszała już niczego więcej. Niczego poza tym co działo się na zewnątrz.
- Zaryzykuję. – odparła wreszcie, odnosząc się do ostrzeżenia, które dało jej wiele do myślenia. Nie miała innego wyjścia. Musiała to zrobić. Jeśli chce, by inni wiedzieli z czym mają do czynienia i ewentualnie mogli znaleźć jakiś sposób na zakończenie konfliktu. W każdym razie, Jones pochyliła się i sięgnęła do kartonu którego zawartość miała okazję przed momentem obejrzeć i wyciągnęła z niego dwa, trzy worki z zielonym płynem. Taka ilość powinna wystarczyć. Poza tym więcej nie miałaby gdzie schować, a taszczenie ze sobą pudełka tylko by ją spowalniało. Te torebki schowa do plecaka, który ze sobą przyniosła, a który wciąż powinien leżeć przy barze w głównej sali.
- Powinnam o to zapytać wcześniej. Dlaczego mi o tym wszystkim mówisz? Dlaczego mi pomagasz? – to intrygowało ją od samego początku. Była przekonana, że Jessica nie opuści tego budynku żywa? A nawet jeśli, to daleko i tak nie zajdzie? Czy w grę wchodziło coś innego? Może nie była do końca przekonana do przyjętych przez nowego władcę metod i chciała dać komuś szansę na powstrzymanie ataku? Po dotychczasowym zachowanie kobiety i po sposobie w jaki się wysławiała trudno było jednoznacznie stwierdzić przyczynę tak dużej otwartości.
- Jeśli nie masz nic więcej co mogłabyś mi pokazać, możemy wracać. Dokończę drinka i powinna znikać. Nie chcę, żebyś wpadła przez mnie w kłopoty. – dodała na koniec, choć zwłaszcza to ostatnie zdanie mogło zabrzmieć mało przekonująco. Była gotowa udać się w drogę powrotną. Czekała więc na decyzję towarzyszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 441
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Wto Lip 31, 2018 10:11 pm

Na telefonie detektyw pojawił się numer zastrzeżony. Mogła to zignorować, mogła odpowiedzieć na połączenie. W przypadku tego pierwszego - po raz kolejny nastąpiłaby próba. Więcej już nie. Jeśli jednak przyjaciółka odpowiedziałaby to od razu mogłaby usłyszeć głos Carol:
Jess! Wszystko w porządku? Jesteś na Brooklynie, u siebie, gdziekolwiek, gdzie jest burza i cokolwiek można zobaczyć? — w ten sposób Mścicielka chciała się upewnić, co się dzieje. Bo czy coś się działo - to widziała.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Sro Sie 01, 2018 3:54 pm

Twarz barmanki nie wyraziła żadnej opinii na temat tego, że Jessica rzeczywiście zdecydowała się zabrać ze sobą kilka woreczków. Swoje w tym temacie powiedziała już wcześniej i najwyraźniej nie miała zamiaru oceniać tego, że pani detektyw chciała podjąć ryzyko... A jeżeli nawet, to tylko wewnętrznie. Szczur tak czy siak zdawał się interesować ją bardziej, przynajmniej do momentu, gdy Jones nie zadała jej pytań. Wówczas wampirzyca powoli oderwała spojrzenie od gryzonia i przeniosła je na twarz kobiety.
-Nigdy nie dostałam rozkazu, by o tym nie mówić, jeżeli ktoś zapyta. A nikt mi nie przerwał- odparła i takie wyjaśnienie zabrzmiało pewnie aż zbyt prosto... I tak czy siak nie tłumaczyło czemu barmanka miałaby w ogóle chcieć pomóc, a jedynie to, dlaczego była w stanie. Co ciekawe, wyglądało również na to, że była święcie przekonana, iż jej przełożeni w jakiś sposób dowiedzieliby się o tej rozmowie... Nie, że wiedzieli o niej już teraz, gdy jeszcze się ona toczyła - skoro mieliby zdążyć w niej przeszkodzić.
Sugestię powrotu wampirzyca skwitowała natomiast wzruszeniem ramion, po czym ruszyła w stronę wyjścia z pomieszczenia. Po drodze ostatni raz rzuciła okiem na szczura, który przesunął się wokół pudeł w taki sposób, aby jeszcze przez chwilę podążać za kobietami wzrokiem, lecz zaraz potem stracił je już z oczu. Mimo wszystko poruszał się wolniej od nich, a musiał jeszcze zejść z półki... O ile w ogóle się za nimi udał.
-Prędzej czy później to i tak źle się dla nas wszystkich skończy- odezwała się niespodziewanie barmanka, gdy wprowadzała już Jessicę do głównej sali klubu. Sama powróciła na swoje miejsce, nawet nie zerkając przy tym na swoją towarzyszkę, która mogła zrobić co chciała - na przykład znów przeskoczyć na drugą stronę lady, gdzie wciąż spoczywał jej plecak. Wszystko wskazywało na to, że pod ich nieobecność nikogo tutaj nie było.
To właśnie w tym momencie zaczął też dawać o sobie znać telefon Jones - ale jeżeli kobieta zdecydowała się go odebrać, od razu czy z opóźnieniem, szybko zorientowałaby się, że zasięg miała kiepski, a rozmowa co prawda mogła się toczyć, ale część słów zanikała w szumie lub po prostu padała tak cicho, że praktycznie nie dałoby się ich wyłapać. W końcu coś na Brooklynie wpływało teraz na działanie urządzeń. Nie pomagało też to, że z zewnątrz wciąż dochodziły niepokojące hałasy, nie tylko z okolic dachu, ale i z ulicy... Huki, ryki, a momentami coś, co zakrawało nawet na silniki odrzutowe.

***

I taka moja uwaga - te sesje idą w różnym tempie, więc może przeprowadźcie rozmowę komunikatorowo-telefoniczną przez PM, a potem wklejcie w swoich najbliższych postach? Tak powinno być wygodniej.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 58
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Czw Sie 16, 2018 5:46 pm

Wciąż nie mogła rozgryźć napotkanej tu kobiety. Odnosiła wrażenie, że brakuje jej jakiegoś szczegółu lub dwóch, by móc ułożyć wszystko w jedna całość. I nawet jeśli do końca nie rozumiała motywacji barmanki, tak ostatecznie trudno było dyskutować z przedstawionym powodem, dla którego bez oporu dzieliła się z Jessicą informacjami. Wzruszyła ramionami, a następnie w pełnym milczeniu ruszyła za wampirzycą. Nie skomentowała nawet słów, które padły po drodze. Chciała się stąd wynieść. Miała więcej niż chciała i liczyła zdobyć wybierając TBA jako miejsce docelowe swojej wyprawy. Czas podzielić się tym z innymi. Ledwie znalazły się w głównej sali, gdy poczuła wibracje, a po chwili usłyszała też standardowy dzwonek telefonu.
Odłożyła woreczki z cieczą na barze tuż przy pozostawionej wcześniej szklance z alkoholem i przeskoczyła na drugą stronę. Dopiero wtedy odebrała, nie sprawdzając przedtem kto próbuje się z nią skontaktować..
Połączenie w żadnym wypadku nie było idealne. Mnóstwo szumów, wahań dźwięku, zakłóceń. Miała problemy z usłyszeniem wszystkiego o czym mówiła osoba po drugiej stronie, choć miała podejrzenia odnośnie tego kto tym rozmówcą może być. Choć zniekształcony, głos wydawał jej się znajomy. I to bardzo.
- Kto… Carol, to ty? – spytała z początku dość niepewnie, choć po chwili potrzebnej na krótką analizę była niemal pewna, iż rozmawia z kobietą, którą mogła nazwać swoją przyjaciółką. Carol Danvers, Ms. Marvel… Obecnie? Jedna z twarzy Avengers. – Mam tu kiepski sygnał. Ledwie cię słyszę. – dodała zaraz, powoli oddalając się od baru w głąb sali. Nie liczyła na poprawę jakości połączenia. Uczyniła tak ze względu na barmankę. Nie chciała, by słyszała cały przebieg rozmowy, choć i tego nie mogła być całkiem pewna. Wampiryzm mógł i prawdopodobnie podkręcał wszystkie zmysły. W tym słuch. Jej zachowanie wiele więc pewnie nie zmieni, choć jeśli detektyw nie ma racji, wyjątkowo wyjdzie jej to na dobre. – Utknęłam na Brooklynie. Dzielnicę opanowały wampiry. Wiek jak to brzmi, ale co całkowita i szczera prawda. Przekaż Pymowi, że mam coś dla niego. – zwłaszcza końcówkę wypowiedziała bardziej niż do tej pory ściszonym głosem, trochę zapominając o tym, iż przez problemy Carol może nie usłyszeć wszystkiego co próbowała przekazać, a częściowo próbując nie zdradzać przed potencjalnie podsłuchującą rozmowę barmanką tego, że zna kogoś o takiej renomie jak oryginalny Ant-Man, geniusz w ludzkiej skórze, Hank Pym. Choć pewnie i tak było już na podobne gierki za późno.
- Jess? Halo, Jess?! Ledwo cię ...szę! Co tam jest? I [...] Pymowi?
- Wampiry. Brooklyn został opanowany przez wampiry. Pojawił się nowy, ambitny władca. Pym… Powiedz mu, że mam coś co może pomóc stworzyć lek odwracający przemianę. – liczyła, iż Danver rzeczywiście skontaktuje się z Hankiem i w miarę dosłownie przekaże mu słowa Jessiki. Choć nie wspomniała o tym dosłownie, naukowiec powinien powiązać to ze sprawą tajemniczego mężczyzny z wcześniej.
- To-to, co jest ...late? ...łam jakieś kształty pod chmur... Jess, powtórz, bo ... zrozumiałam! Jaki lek? Po...? Czy z tobą wszys... w porządku?
- Wampiry! Ci na niebie i na ulicach to cholerni krwiopijcy! Jak *** Dracula. Wielu przemienionych nie z własnej woli. Może uda się choć część uratować. Jestem w TBA na Wythe Avenue zaraz przy Williamsburg Bridge. – problemy i niedoskonałe połączenie coraz mocniej ją denerwowały, czemu dała wyraz w swoich pierwszych słowach. Tu akurat nie było wątpliwości co do tego, że dotarły one uszu wampirzycy. Gdy detektyw zdała sobie z tego sprawę, znów ściszyła głos. W tym też dopiero momencie doszła do wniosku, że o wiele łatwiej byłoby to załatwić smsami. Te zdawały się dochodzić bez większych trudności.
- Jak to z ... woli?! Jess, powtórz ... raz. Gdzie jesteś? Teraz ... problem na moście, Senti... zaatakowały i ... Postaram się do ciebie...
- Trudno to teraz wytłumaczyć. – właściwie to kobieta sama nie była pewna tego, czy rozumie wszystko czego się dowiedziała. – Jestem w TBA. Mam zamiar stąd zaraz zniknąć. Spotkajmy się gdzieś… - zatrzymała się w pół zdania, gdyż dopiero teraz doszło do niej, iż rozmowa została zerwana. Zaklęła pod nosem.
Mimo, iż jej przyjaciółka dość wyraźnie zaznaczyła, że spróbuje się do niej dostać, Jessica nie zamierzała marnować czasu i czekać. Carol sama wspomniała przecież o jakimś problemie. Uporanie się z nim może nawet jej trochę zająć. Jeśli Jones ruszy teraz być może spotkają się gdzieś po drodze, albo… Nie ważne. Jeśli uda je się uciec, nie natykając się po drodze na Danver czy któregoś z pozostałych Mścicieli, skontaktuje się z Night Nurse i zapyta o to, czy Pym wciąż jest gdzieś w szpitalu. Od ewentualnej odpowiedzi zależeć będą jej dalsze kroki. Nim do tego jednak dojdzie, musi w jednym kawałku wydostać się poza obszar pokryty chmurami. Do dobrych wiadomości należało to, że nie miała wielkiej odległości do pokonania. Tych złych było za to znacznie więcej. Głównie przez czające się na zewnątrz bestie, ale nie tylko.
Odwróciła się w stronę baru i chowając telefon do kieszeni spodni ruszyła przed siebie.
- Na mnie już pora. – rzekła. Gdy znalazła się przy krzesełku przy którym wciąż leżał znaleziony przez nią wcześniej plecak, sięgnęła po torebki z zielonym płynem, by po chwili umieścić je właśnie w torbie. Jeśli musiała coś z niej wyciągnąć, by zrobić miejsce, zrobiła to bez zawahania. Na koniec dopiła jeszcze resztę znajdującej się w szklance whiskey. Nie mogła przecież pozwolić, by się zmarnowała. Zerknęła jeszcze na towarzyszkę.
- Pozwolisz, że kwestie finansowe uregulujemy przy następnej okazji? – nawet nie była pewna, czy miała przy sobie pieniądze. Zresztą, biorąc pod uwagę wszystko co się dzieje i dotychczasowy stosunek barmanki nie spodziewała się, by ta w ogóle się tym przejęła. – I dzięki za pomoc. Powodzenia. – dodała po czym zaczęła zmierzać w tym samym kierunku, którym się tu dostała. Z klubu takiego jak ten było pewnie jeszcze nie jedno wyjście. Potencjalnie prowadziły one jednak na wąskie uliczki między budynkami, gdzie łatwo byłoby ją zaskoczyć atakując z wysokości. Główne drzwi wychodziły na dość szeroko w porównaniu do tego przestrzeń. Łatwiej więc będzie jej dostrzec wroga i wzbić się w powietrze unikając stania się posiłkiem. Co podejrzała i tak nie będzie takie proste. Na szczęście podczas wizyty w klubie nie tylko dowiedziała się kilku przydatnych rzeczy, ale też miała okazję lekko wypocząć. Co może być kluczowe w jej ucieczce. Zwłaszcza, że do chwili znalezienie się w bezpieczniejszym miejscu zamierzała sobie pofolgować i w pełni korzystać ze swoich mocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   Yesterday at 6:05 pm

Podczas gdy Jessica prowadziła rozmowę telefoniczną, wampirzyca oparła się łokciami o blat baru i przez większość czasu śledziła ją wzrokiem. Nie wyglądała na przesadnie zainteresowaną treścią tej dyskusji, przeciwnie, wydawała się być wręcz znudzona, ale pozory mogły mylić, szczególnie w przypadku osób, które - jak najwyraźniej ona - oszczędnie podchodziły do okazywania emocji.
Wampirzyca nie odzywała się aż do momentu, gdy Jones zakończyła rozmowę i powróciła w pobliże baru. Właściwie nie skomentowała również jej pierwszych słów - informacji o tym, że będzie się już zbierała. Zamiast tego w milczeniu obserwowała to, jak Jessica pakowała swoje rzeczy - co okazało się być zresztą trochę trudne, ale możliwe do wykonania, nawet jeżeli plecak skończył przez to wypchany po brzegi i aż wydęty. Szukanie w nim czegokolwiek będzie od teraz cięższe, prawdopodobnie trzeba będzie wyjmować z niego część przedmiotów, żeby znaleźć coś konkretnego, ale przy odrobinie szczęścia być może nie zajdzie taka potrzeba.
-Wątpię, by przydarzyła się następna okazja- odparła za to na pytanie o kwestie finansowe i można by to było pewnie uznać za odmowę, gdyby nie fakt, że jednocześnie kobieta wzruszyła ramionami, a i ton jej głosu wskazywał na to, że ani trochę nie obchodziło jej otrzymanie zapłaty.
-Tobie bardziej się przyda- podsumowała życzenie powodzenia, odprowadzając Jessicę wzrokiem aż do drzwi wyjściowych... Przy których ponownie odezwał się telefon pani detektyw. Tym razem dźwięk nie informował jednak o przychodzącym połączeniu, a o wiadomości tekstowej, nadanej z nieznanego numeru, której treść prezentowała się następująco:
"Panna Danvers przebywa nad rzeką przy Williamsburg Bridge. Wkrótce postara się wyruszyć ku pani pozycji."
Most wypadał bardzo blisko TBA - i tak naprawdę wystarczyło, aby Jessica opuściła budynek i wzniosła się w powietrze, a w linii prostej miałaby do rzeki może dwieście metrów... Gdyby zaś wolała pozostać bliżej ziemi, musiałaby najpierw przejść kilka metrów do sąsiedniej ulicy - i podążając nią na północny zachód również szybko dotarłaby do brzegu, kierując się na dodatek wzdłuż początków mostu. W obu tych przypadkach zyskałaby z kolei dobry widok na to, co działo się przy Williamsburg Bridge...
... A działo się sporo. W czasie, gdy Jones przebywała w klubie, na zewnątrz sytuacja uległa gwałtownym zmianom. Przede wszystkim z wody wystawały teraz ogromne, kilkusetmetrowe macki - skupiające się najwyraźniej na ciskaniu zgarniętymi z dna kamieniami w humanoidalne i unoszące się w powietrzu roboty, wielkością przypominające ludzi albo raczej nieco od nich większe. Wśród nich Jessica mogłaby być może wyłapać sylwetkę Ms. Marvel, zaś bliżej mostu - Iron Mana, lecz odległość to utrudniała.
Problemy nie koncentrowały się jednak wyłącznie nad rzeką. Na terenie Brooklynu wcale nie było lepiej i to nie tylko ze względu na znajome już kobiecie wampiry... Bo tutaj również pojawiły się te maszyny. Liczba trupów na ulicach wyraźnie wzrosła, lecz sporo z nich powstało na skutek promieni emitowanych przez roboty, o czym świadczyły oparzenia ciał - a bestiom najwyraźniej nie spodobała się taka konkurencja. Drapieżniki starały się atakować roboty, obłazić je, niektóre były nawet na tyle silne - lub miały dość ostre pazury - by przebijać powłoki maszyn. Na ogół udawało im się uniknąć strumieni energii przeciwników, lecz ta trafione w większości zbierały się do kupy... Choć trochę im to zajmowało, zapewne ze względu na temperaturę promieni.
Pomimo liczby ofiar to zamieszanie miało swoje plusy. Hałasy silników odrzutowych czy nawet wpadanie wampirów na ludzi zdawało się wytrącać ich z transu - nie za każdym razem, ale przynajmniej wtedy, kiedy bodźce był wystarczająco mocne. Oznaczało to, że część wywabionych na ulice osób miała szansę spróbować ucieczki... No i chaos ułatwiał Jessice podróżowanie. Co prawda mogło ją zaatakować więcej przeciwników, ale celów też przybyło. Gdy tylko kobieta opuściła TBA, chodnik przed jej stopami, a następnie mur budynku po jej prawej stronie od razu zostały przeorane przez strumień energii - wymierzony w wampira, któremu udało się go uniknąć.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: TBA Brooklyn   

Powrót do góry Go down
 
TBA Brooklyn
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Brooklyn Thompson

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: