Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Quincy St (i okolice)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Hawkeye



Liczba postów : 207
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Quincy St (i okolice)   Sob Paź 29, 2016 10:50 pm


1, 2
Ulica mieszcząca się we wschodniej dzielnicy Brooklynu - Bedford-Stuyvesant, która graniczy z Williamsburgiem, Clinton Hill, Brushwick i Brownsville.
Quincy Street jest równoległa względem Lexington Ave, Gates Ave czy Monroe St, a krzyżuje się z Tompkins Ave, Marcy St i innymi ulicami. Nieopodal znajduje się Herbert Von King Park, komisariat policji, kościół czy też szkoła średnia. Zaczyna się na Broadwayu, kończy na Gates Ave (lub odwrotnie).
Przy tej ulicy znajdują się głównie budynki mieszkalne, kamienice, a także sklepy spożywcze i lokale usługowe. Wszystkie zaopatrzone w schody przeciwpożarowe, które są w zaułkach, na tyłach lub - co rzadsze - na froncie budynków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye



Liczba postów : 207
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sob Paź 29, 2016 10:55 pm

| z loftu

Wyjście z budynku, w którym Clint pomieszkiwał i odnalezienie samochodu nie trwało długo. Dłużej trwało męczenie się z zamkami u obu par drzwi - frontowych i prowadzących na tyły kamienicy. Wiedział, że powinien wymienić na coś… bardziej współpracującego, a nadal się za to nie zabrał. Siedzenie w Wieży Mścicieli było zbyt wygodne. Stąd te całe zaniedbanie budynku, ale weźmie się za to. Prędzej czy później… Dobra wymówka, prawda?
Całe szczęście ukochany samochód Clinta był nieopodal, więc mógł już spokojnym krokiem do niego się skierować. Jęknął tylko na myśl, ile jeszcze będzie musiał kupić w drodze do Wieży. Choćby karmę dla psa, bo przecież pizzy ciągle zamawiać nie będzie… a może? Barton zresztą też korzystał z zamawiania pizzy! Sam Lucky na to nieszczególnie nie narzekał albo inni sąsiedzi potrafili zlitować się nad psem. Nie można było jednak zarzucić Clintowi, że całkowicie zaniedbywał czworonoga, który swego czasu stał się najlepszym przyjacielem Najbardziej Spostrzegawczego Mściciela Mścicieli.  
Stanął przy samochodzie, a Lucky pewnie obszedł cały wóz naokoło ze dwa razy. W tym momencie Clint zdał sobie sprawę, że dość dawno nie jeździł i wypadałoby się upewnić czy ruszy, czy będzie miał jakiś problem. Już nawet nie chciał myśleć o myjni, bo to wydawało mu się oczywiste. Z jego szczęściem mógłby spodziewać się tego, że wszystko się zepsuje jak tylko wjedzie na teren, gdzie jego samochód miałby być wyczyszczony z niemałą precyzją.
Po kilkunastu minutach męczenia się z autem, Clint mógł być pewien, że ruszy spod kamienicy śmiało. Wsiadł do pojazdu, przywołał gwizdnięciem psa, uprzednio otwierając drzwi od strony pasażera i wtedy ruszył spod swojego mieszkania, mogąc przejechać kilkadziesiąt metrów. Zakupy też trzeba było zrobić, a przede wszystkim - walnąć się z kawą w wolnym miejscu, gdzie miał szansę się zatrzymać.
Jeszcze tego brakowało, żeby Barton, Mściciel, dostał mandat za parkowanie w nieodpowiednim miejscu!
Clinton jako szary obywatel spisywał się równie dobrze jak gdyby był superbohaterem. Nie miał aż tylu udziwnień w postaci jakichś przybyszy z kosmosu, którzy to zapragnęli sobie tutaj siedzieć. Prędzej mógł zdziwić się tym, że na przykład nie miał żadnych środków na koncie czy tym, że ludzie się wpychali w kolejkę. A i to go nie dziwiło szczególnie.
Hawkeye zatrzymał się przy samochodzie z kubkiem kawy na wynos w ręce. Gdyby nie fakt, że trochę się naczekał na przygotowanie jej to już dawno wyrzuciłby do pobliskiego kosza na śmieci. Podobnie gdyby nie lenistwo to mężczyzna ruszyłby do jakiejś sieciówki, bodaj Starbucks, mogąc sobie pozwolić na kawę z rabatem. Komu jak komu, ale jemu to cholernie było na rękę. W końcu to, ile kawy pije, jest ciężkie do zliczenia. Można by odnieść wrażenie jakoby kawa nigdy mu się nie kończyła.
Korzystając więc z tej chwili po zapakowaniu paru rzeczy do bagażnika, wypuścił psa z auta, samemu opierając się o bok samochodu, próbując czegoś się nasłuchać. Prototypowe aparaty słuchowe, które otrzymał, nie należały do najlepszych, ale dało się wytrzymać. Byle działało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Nie Paź 30, 2016 12:08 am

Po zakończeniu spotkania z Hoodem Loki nie wrócił od razu do swojego tymczasowego domu. Wiązało się to między innymi z faktem, że przy zastosowaniu odpowiednich zaklęć czy technologii możliwym było prześledzenie czyjejś teleportacji... Choć podejrzewał, że Midgard czekała do tego jeszcze długa droga. Ot, po prostu przezorny zawsze ubezpieczony, więc dmuchał na zimne. Poza tym Trickster zwyczajnie miał ochotę trochę się przewietrzyć i zebrać myśli - aby móc ustalić swoje następne posunięcie.
Nie spodziewał się, że otrzyma od Hooda aż tyle wartościowych informacji. Ba, złodziej pewnie sam nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wiele mu zdradził... Ale z drugiej strony nie było to raczej nic takiego, co miałoby mu zaszkodzić. Za bardzo. Szepnięcie pewnym osobom tego czy owego na temat Thunderbolts... Tak, to mogło wywołać dodatkowe zamieszanie, szczególnie w tym okresie. Gdyby jeszcze udało mu się zgrać je w czasie z małym kryzysem w S.H.I.E.L.D. - tym, o którym dyskutował ostatnio z Drakonem, to byłoby już zupełnie cudownie.
Trickster nie posiadał w tej chwili określonego konkretnego celu podróży, jednakże umyślnie wybrał się na ulice Brooklynu, wśród których wyczuwał ostatnimi czasy nietypowe wahania energii. Nie były zbyt silne, więc nie poświęcał im większej uwagi - poza tym, spójrzmy prawdzie w oczy, nie stanowiły przecież jego problemu - ale nie zaszkodzi, jeżeli z czystej ciekawości trochę rozejrzy się po okolicy, prawda? A nuż trafi przypadkiem na coś, co również uda mu się wykorzystać? Z Hoodem jakoś mu się to udało.
Do przypadku rzeczywiście doszło - lecz nie takiego, jakiego oczekiwał mag. Otóż przy zaparkowanym samochodzie dojrzał znajomą postać, krzątającą się właśnie przy bagażniku, z psem pomykającym tuż obok... Ach, chyba wszechświat życzył sobie, żeby przystąpił do działania. Lepszego znaku od losu wręcz nie mógł sobie wymarzyć.
Loki bez wahania ruszył w stronę łucznika, po drodze jeszcze z daleka minimalnie i bardzo płynnie modyfikując cechy jasnowłosej formy, którą przybrał przed wizytą u Hooda. Nie chciał zwrócić na siebie niczyjej uwagi, ba, przechodniom dookoła ciężko byłoby w ogóle dojrzeć te poprawki... Sprawiały wrażenie, jak gdyby wywoływał je zmieniający się kąt oświetlenia, nic więcej. Tricksterowi zależało na subtelnym upodobnieniu twarzy do jednego z - jak mniemał - żołnierzy, których ujrzał we wspomnieniach Robbinsa. Nie musiało być idealnie, ludzka pamięć tak czy siak była wadliwa, więc w razie czego później i tak najprawdopodobniej zostanie zidentyfikowany właśnie jako ten pechowiec... Tylko odziany w coś lepszego od munduru, gdyż w czarny, elegancki garnitur.
-Agencie Barton, jeden moment, jeżeli można- odezwał się, gdy znalazł się już wystarczająco blisko. Zadbał o to, aby przemówić dość cicho, ale jak człowiek z misją - a więc z pewnością siebie, ale bez przesady, aby nie wydawało się to dziwne w przypadku kogoś, kto właśnie się narażał... Gdyż owszem, zadecydował, że się narażał. Dla wiarygodności - oraz dla ukrycia szczegółów, których nie znał.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye



Liczba postów : 207
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Wto Lis 01, 2016 12:39 pm

Nie tylko mag. Podobnie Barton nie spodziewał się spotkania. Tym bardziej osoby, która to ponoć miała siedzieć w asgardzkim areszcie domowym czy coś w tym stylu. Wówczas nieszczególnie zwracał uwagę, ciesząc się bardziej z tego, że nie będzie przez najbliższy czas miał z bożkiem do czynienia. A przez najbliższy czas miał na myśli na zawsze. To chyba oczywiste, prawda? Dla niego było, zdecydowanie. Może nie był pierwszym, który nie przepadał za bogiem chaosu, ale z pewnością nie był na końcu tej - jak mógłby przypuszczać - długiej kolejki niechęci czy też nienawiści. Jak zwał tak zwał. W końcu zły dotyk (dzidą) boli całe życie, a raczej - nie będzie zapomniane.
Clinton zdawał się być zamyślony. Może nie na tyle, aby paść ofiarą jakiegoś wypadku czy czegoś podobnego, ale dało się zauważyć z oddali, że mężczyzna nad czymś się zastanawiał. W końcu miał czas, nikt mu nie przeszkadzał w tym momencie, a dopijanie kawy i myślenie w wolnej chwili nie powinno mu zaszkodzić. Chyba.
Prawdopodobnie to było powodem, że Barton wcześniej nie zauważył idącego w jego stronę mężczyzny. Krążenie wokół spraw, które ostatnio miały miejsce, w jakimś stopniu musiało go zająć na tyle. Bo działo się i to całkiem sporo. Łucznik mógłby cieszyć się z tego, że to nie on jest osobą całkowicie decyzyjną. Nie żeby wątpił w swoje przywódcze możliwości, bo nie miał co narzekać (a innych narzekań raczej nie usłyszy, gdy ściągnie aparaty słuchowe). Nie było mu jednak do tego spieszno. Zwłaszcza że swego czasu wolał też pracować w pojedynkę lub w duecie; kiedy bardziej jego współpraca była z SHIELD niż teraz z Avengersami - czyli czymś, przynajmniej według niego, poważniejszym? Trudno byłoby to nazwać odpowiednio. Tym bardziej jeśli brało się pod uwagę to, że właśnie Barton czy taki Lang, czy też Stark byli w tej grupie. Już trochę mniej tej powagi było. Lepiej nie komentować dalej.
Niemniej ostatnie spotkanie z Magik, śmierć Rhodesa i jego dość szybkie wskrzeszenie może były sprawami, o jakich Clint dowiedział się jak najszybciej, jednakże jakiś szalony bieg po lustro, ognisty kurczak walczący w Hollywood - to sporo tego było. Osobiście uważał, że drobiowa zemsta to szybciej mogłaby mieć miejsce w Kentucky.
Zastanawiał się też co z Wdową, która poleciała do Nowego Orleanu - brak odzewu mu się nie podobał. Podobnie jak w przypadku Bobbi, choć Barton potrafił być cierpliwy. Albo zarówno Romanoff oraz Morse o to zadbały. To także prawdopodobna wersja.
Wyrwany z zamyśleń, potrząsnął głową i spojrzał na mężczyznę, który do niego podszedł. Ktoś spostrzegawczy mógłby zauważyć u łucznika z jednej strony pełen aparat słuchowy, z drugiej już mniej - niewielka słuchawka wystawała jedynie, jakby naukowcy nie potrafili zdecydować, jaka wersja lepsza.
Wykluczył od razu możliwość trafienia na przedstawiciela handlowego, skoro ten zwrócił się do niego jak do agenta, a do tego po nazwisku. Wątpił, żeby losowa osoba od razu tak swobodnym krokiem podeszła. Przyjrzał się mu nieco sceptycznie, w dłoni nadal trzymał papierowy kubek z kawą. Ze szczeliny w przykrywce unosiła się para, znikająca zaraz w powietrzu.
Rozejrzał się za psem, który mocował się z jakimś patykiem pod jednym z budynków.
Chyba mnie nigdzie nie wzywają? — zapytał, marszcząc czoło. Już chciał powiedzieć, że ma wolne. — Kto i w jakiej sprawie?
Ach, gdyby wiedział, z kim naprawdę miał do czynienia… To nie byłby taki chętny do rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Wto Lis 01, 2016 2:40 pm

Wstęp poszedł dobrze, można by wręcz rzec, że całkiem obiecująco... Ale i nic dziwnego, bo póki co Hawkeye nie miał raczej żadnych powodów, aby podejrzewać jakieś nieprawidłowości. Niestety od tego momentu miały się już zacząć schody - zatajanie faktów nie budziło przecież niczyjego zaufania, choć efekt ten dało się w pewnym stopniu złagodzić, o ile tylko podjęło się ku temu należyte kroki... Loki natomiast znał przynajmniej większość z nich.
Dosłownie w mgnieniu oka przygotował sobie całą historię i teraz na bieżąco dopracowywał jedynie jej szczegóły. Nie był przecież w stanie podać swoich - czyli tego żołnierza - prawdziwych danych, bo po prostu ich nie znał, ale... To się jeszcze dało łatwo wyjaśnić. Nie mógł zdradzić swojej tożsamości, żeby nie narazić się swojemu dowódcy oraz całemu rządowi - którego to działań nie popierał i dlatego chciał je zdradzić komuś, kto by się nimi właściwie zajął. Logiczne. Wystarczyło tylko odpowiednio realistycznie to wszystko przedstawić i machina powinna zostać wprawiona w ruch.
-Tego pierwszego wyjawić nie mogę. Gdyby moje nazwisko wyszło na jaw, wpadłbym w poważne kłopoty, a wiele ryzykuję, żeby móc przekazać pewne nad wyraz istotne informacje... Nawet nie powinno mnie teraz być w Nowym Jorku- zaczął, zawierając w tych słowach rozsądną dawkę napięcia, stresu, ale i wciąż przekonania o słuszności swojego postępowania. Oczywiście, że taki szeregowiec martwiłby się w tej sytuacji o swój los. Musiał się jakoś chronić.
-Rozumiem, że to nie stawia mnie w najlepszym świetle i może nie zabrzmię przez to zbyt wiarygodnie, ale gwarantuję, że sprawdzenie moich danych potwierdzi ich autentyczność. Nie mam tu za wiele czasu...- Trickster potoczył wzrokiem po najbliższym otoczeniu, jak gdyby upewniał się, że nikt ich nie podsłuchuje, ale prawdę mówiąc nie mogłoby go to obchodzić mniej. W gruncie rzeczy wycieknięcie tych informacji byłoby mu nawet na rękę. Wywołałoby panikę, zwiększyło zamieszanie... A przecież właśnie do tego dążył.
-Avengers powinni dogłębnie zbadać poczynania Thunderbolts. Nie wiem czy już coś o nich słyszeliście... To organizacja rządowa, ale nie taka, jak S.H.I.E.L.D. Wyciąga superprzestępców z więzień, z Raftu, a potem wciela ich w swoje szeregi. Zmusza ich do działania po swojej stronie, a oni wcale nie są zachwyceni takim naciskiem. Są za to niebezpieczni, dostają spore prawa... Thunderbolts nad nimi w pełni nie panują. Jeden z takich przestępców, Hood, dopiero co uciekł i jeszcze nie został złapany- trochę koloryzował dla bardziej dramatycznego efektu, ale dodawał od siebie tylko takie rzeczy, które i tak zdawały mu się być logiczne. Jeżeli nawet niektóre informacje się nie sprawdzą, to grunt, że bohaterowie zostaną naprowadzeni na właściwy trop. Coś na pewno wygrzebią i raczej nie będą się wtedy za bardzo przejmowali zestresowanym żołnierzem, który trochę przekręcił parę faktów.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye



Liczba postów : 207
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Wto Lis 01, 2016 9:43 pm

A gdzie powinieneś być? — zapytał Clint. Jeśli nie mógł poznać danych osobowych, to mógł zawsze dowiedzieć się czy to jakaś organizacja, czy ktoś z wewnątrz lub nie, czy ktoś, kto po prostu wie rzeczy. Nie oszukujmy się - informacje zawsze były na chodzie. Tym bardziej jeśli były przydatne, a nie tylko miały zaspokajać ludzką ciekawość.
Loki nie powinien być zdziwiony nieufnością Bartona. Nie była ona spowodowana tym, że łucznik rozmawiał z bogiem, który przyczynił się do tego, że przez większą część jego planu sprzed parunastu miesięcy łucznik był całkiem przydatną marionetką. Trudno jest obdarzyć zaufaniem osobę, która zna jego godność, zwraca się do niego jeszcze per “agent”, ale o sobie nic nie mówi, bo nie może. Mimo to, Avenger nie wydawał się zniechęcony do rozmowy. Po prostu był sceptyczny. To ponoć zdrowe podejście.
Zresztą kolejne słowa Trickstera pod przykrywką potwierdziły powyższe powątpiewania i założenia, jakich mógł się spodziewać ze strony superbohatera.
Clinton może i nieszczególnie ufał obcemu mężczyźnie, jednakże usłyszenie plotek, otrzymanie informacji, które - według żołnierza - mogą być czymś przydatnym, interesującym i ważnym, zaciekawiło Mściciela. Tym bardziej, że nie spieszyło mu się gdzieś naprawdę - nie czekała na niego, póki co, żadna misja czy też spotkanie. Parę(naście) minut rozmowy go nie zbawi.
W trakcie gdy Loki opowiadał Bartonowi, przekazywał mu coraz to bardziej zwracające na siebie uwagę informacje, łucznik pił kawę. Starał się jednak utrzymywać kontakt wzrokowy, aby rozmówca był świadom, że Clint go słucha. Nawet jeśli na dobrą sprawę słuch stracił, to też od czasu do czasu zerknął na jego usta, aby wyczytać z ruchu warg, co ten mówi. Uśmiechnął się ironicznie na wspomnienie o słyszeniu. W jego przypadku było to cięższe, o wiele cięższe, ale nie dawał po sobie poznać. W końcu jedyną, choć znaczącą, wskazówką o jego głuchości był zauważalny aparat słuchowy.  
Mściciel zmarszczył najpierw czoło, a następnie jedna z jego brwi wzniosła się nieznacznie.
Te wszystkie niuanse nie spodobały się Clintowi. Nie dlatego, że były niepotrzebne, wręcz przeciwnie - były nieco niepokojące, zalatywały pewną hipokryzją i mogły oburzyć. Zapewne taki wyraz poddenerwowania Barton okazałby komuś kogo zna, a nie osobie, której to twarz widzi dopiero pierwszy raz w życiu, a jeszcze mu się nie przedstawiła i od razu takimi rzeczami się z nim dzieli. Zdecydowanie będzie musiał to przekazać reszcie.
Czyli Thunderbolts nie składają się z samych przestępców? Kto za nich odpowiada? — zapytał i zaraz parsknął w kubek. — Hood? Naprawdę? Awansował z Czerwonego Kopciuszka z podziemi w Thunderbolts i już uciekł? — dopytał. — Ta lojalność. Wiadomo od jak dawna to jest, ta grupa od rządu?
Może o lojalności wypowiedział się w złym kontekście - w jego przypadku chodziło o oddanie grupie, a nie spodziewałby się takiego czegoś u większości przestępców. Niemniej, jeśli miał szansę w tym momencie, aby dowiedzieć się więcej - to właśnie to robił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sro Lis 02, 2016 6:07 pm

Gdzie powinien być? Całkiem niezłe pytanie, szczególnie zważywszy na fakt, że Hood nie pamiętał takich szczegółów i sam nie wiedział gdzie można by było szukać Thunderbolts. Mimo to... W jego wspomnieniach znajdowało się co nieco obrazów, a i ta walka, o której mówił, również ułatwiała Lokiemu sprawę. Może i nie znał położenia bazy tej organizacji, ale wiedział coś innego - coś, co powinno pokryć się później z informacjami, które Avengers zdobędą na temat grupy.
-W Los Angeles- odparł więc krótko, aby uciąć ten temat i przejść już do istotniejszych spraw, czyli przede wszystkim do zdania relacji z zaistniałej sytuacji... Przynajmniej na tyle, na ile był w stanie. Zakładał, że Barton może połączyć jego odpowiedź z ostatnimi wydarzeniami spod Hollywood, o których to tak trąbiły media... Ba, że najprawdopodobniej tak właśnie zrobi. Tym lepiej.
Kolejne pytania łucznika wymagały oczywiście dalszego improwizowania, ale na to również Trickster był przygotowany. Wystarczyło tylko popuścić wodze wyobraźni, aby jak najbardziej logicznie uzupełnić luki w informacjach, które rzeczywiście udało mu się uzyskać... A z weną twórczą akurat nigdy nie miał żadnych problemów.
-Nie jestem pewien dokładnie od jak dawna Thunderbolts funkcjonują, ani kiedy po raz pierwszy pojawił się pomysł ich utworzenia, ale ja służę dopiero od kilku tygodni. Większość zasobów ludzkich to zawodowi żołnierze i obsługa techniczna, na górze również stoją osoby wyznaczone przez rząd, tylko wyższe rangą... Ale trzon głównej grupy stanowią przestępcy. Oni zajmują się prawdziwymi zadaniami, a my to wsparcie, kontrola tłumów, wywiad i tak dalej. Sama idea wydaje się być słuszna, a przynajmniej na początku się wydawała, ale... Ci przestępcy są zbyt nieobliczalni. Jedni skorzystają z okazji i uciekną jak Hood, inni... Mogą spróbować czegoś jeszcze gorszego- Loki pokręcił głową, jak gdyby dla podkreślenia, że nie chciał nawet myśleć o tym, co mogą zorganizować przy takim przyzwoleniu ze strony władzy.
Osobiście mag uważał, że szło mu całkiem dobrze, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. Nie oczekiwał, że Hawkeye tak po prostu uwierzy w jego słowa - byłby głupcem, gdyby to uczynił - jednakże chciał tylko zasiać ziarno niepewności, zaciekawić go, aby Avengers zbadali sprawę... A czuł, że to mu się udawało. Teraz chciał tylko prędko - lecz nie zbyt prędko - doprowadzić rozmowę do końca, aby nie otrzymać zbyt wielu pytań. Kłamanie było sztuką niedopowiedzeń. Karmiło się nimi, wzrastało na nich, najlepiej czuło się w ich towarzystwie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye



Liczba postów : 207
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sob Lis 05, 2016 1:16 am

Można było się tego spodziewać. Tym bardziej że wiadomości nadawały non stop, non toper o tym, co działo się aktualnie w zniszczonym Hollywood. Nie, żeby Clint wsłuchiwał się w te wiadomości… Obraz mu wystarczył, a też nie śledził tego na bieżąco. Zakładał po prostu z góry, poprzez doświadczenie, że to trwa albo niedawno się skończyło. Z pewnością dłużej zajmie sprzątanie po tej całej akcji, nie wspominając już o odbudowie miasta. Mieszkańcy nie tylko Los Angeles będą wstrząśnięci przez parę miesięcy.
Skinął krótko na odpowiedź.
Hawkeye może o tym nie wspominał, ale zastanawiał się też jak bardzo napięta będzie atmosfera podczas tej całej konferencji, o której było coraz głośniej nie tylko u nadludzi czy mutantów, ale też u zwykłych, bezbronnych (w porównaniu do poprzednich grup) obywateli Stanów Zjednoczonych. Poza tym był na tyle zorientowany czy też świadomy, że nie dziwił się nieobecności Avengers po drugiej stronie państwa; mieli sporo do zrobienia. Mimo to wiedział, że wszystko będzie na to rzutować.
Kilka tygodni — powtórzył po mężczyźnie Clinton. Tymczasem można było zrobić naprawdę dużo. Zwłaszcza jak to były jakieś organizacje - z reguły w takich powinien być porządek. Podobnie jak tajemnice, sekrety. Nie było to obce, rzadkie, a właściwie pewną codziennością. Współpraca z SHIELD, praca dla organizacji swoje robiła.
I jak dobrze rozumiem, rząd kontroluje ich… Wasze działania. Zleca, co zrobić i gdzie, ta? — zapytał. Póki mógł to korzystał z możliwości odpowiedzi. Więcej informacji, a te - jak już wcześniej wspomniano - były potrzebne i ciekawe. Temu nie mógł przecież zaprzeczyć, co dało się zauważyć choćby po tym, że Barton tym się zainteresował.
Przez parę lat wykonywania misji czy zadań Hawkeye zdążył nauczyć się tego, by nie wierzyć ślepo w to, co usłyszy (no i czasem w to, co widzi - różne rzeczy miały miejsce). Lepiej było takie wątpliwości rozwiać z kimś, kto albo znał się na rzeczy, miał doświadczenie lub też był osobą, która była w stanie pojąć czy też znieść łucznika. Swego czasu było to dość uciążliwe. Niemniej, blondyn nie miał zamiaru dać całej swojej wiary wypowiedzi człowieka, którego pierwszy raz widział na oczy. To, że mówił coś wartościowego, ważnego to jedno, ale wypadało też sprawdzić czy mieć choćby na uwadze to, o czym się dowiedział.
Na przykład czego gorszego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sob Lis 05, 2016 2:08 pm

Pomimo dość wczesnej - bo bliskiej południa - godziny, nagle zaczęło się jakby... Ściemniać. Jedno spojrzenie na niebo wystarczyłoby jednak, aby zorientować się, iż to nie noc zapadała o wiele za szybko, tylko dopływ promieni słonecznych kompletnie odcinały nienaturalnie gęste, ciemne chmury, stale się kłębiące i przesuwające, jak gdyby nieustannie ich przybywało i robiły miejsce następnym.
Na ulicach Brooklynu zapadał mrok, a o tej porze nie można było liczyć nawet na światło lamp ulicznych. Niektóre budynki stopniowo uruchamiały swoje własne oświetlenie zewnętrzne, lecz nawet ono tak naprawdę wiele nie zmieniało. Sama atmosfera zrobiła się dziwnie ciężka, pełna napięcia... Szerzył się przejmujący chłód.
Część ludności przebywała w pracy, inni w swoich domach, lecz byli również i tacy, którzy znajdowali się na zewnątrz. To właśnie wśród nich wybuchła największa panika. Niektórzy starali się dostać do wnętrz najbliższych budowli, licząc na schronienie, pozostali liczyli na to, że dotrą jeszcze do własnych domów czy mieszkań...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sob Lis 05, 2016 4:23 pm

W tym momencie Loki był już na etapie szukania motywu, którym mógłby zgrabnie i sprawnie zakończyć tę dyskusję. Oczywiście nie dawał tego po sobie poznać, bo przecież i bez tego nie był zbyt wiarygodny, jednakże wewnętrzne wyczucie podpowiadało mu, iż osiągnęli właśnie optymalną długość trwania rozmowy - więc należałoby się z niej teraz wyplątać. Przesada rzadko kiedy popłacała.
-Właśnie tak. Rozkazy przychodzą z góry, a my jesteśmy przydzielani do poszczególnych zadań. Dostajemy sprzęt, pojazdy... Wszystko to, co może nam być potrzebne. Sądzę, że to idzie po prostu z wojskowych zasobów- strzelał, ale miał wrażenie, że w tym wypadku celnie. Poza tym... Nawet jeżeli nie, to tak czy siak zawarł w tej wypowiedzi jedynie swoją subiektywną opinię, prawda? Mógł się mylić. Zaraz zresztą kontynuował:
-Co się zaś tyczy tych przestępców... Nie wiem, mogą zrobić praktycznie wszystko, o ile tylko będą sprytniejsi od Hooda. Korzystać z rządowych danych, na przykład. Wkupić się w czyjeś łaski...- wzruszył lekko ramionami. On sam na miejscu Hooda rozegrałby to wszystko zupełnie inaczej, ale z drugiej strony nie miał ochoty dawać się tak uwiązać - więc było to rozważanie czysto teoretyczne.
Nim Tricksterowi udało się dodać coś więcej, skierować wreszcie tę rozmowę ku końcowi, atmosfera wokół nich zaczęła się zmieniać. Początkowo było to dość subtelne, lecz mimo to zauważalnie magiczne - przynajmniej dla kogoś, kto znał się na rzeczy. Ta energia była w dodatku wyraźnie znajoma... Kojarzyła mu się z tym, co już wcześniej zdarzało mu się wyczuć w tej okolicy. Z tym, co go tak zaintrygowało.
Loki zadbał o to, aby niczego po sobie zbyt wcześnie nie okazać, lecz tak naprawdę chyba nie musiał się o to martwić - bo zaraz zaczęło się robić ciemno, co dało mu już powód do reakcji. Mężczyzna odchylił trochę głowę do tyłu, aby spojrzeć na niebo, które stopniowo zasnuwały ciemne chmury. Na spadek temperatury nawet nie zwrócił uwagi. Chłód mu odpowiadał.
-Pewnie powinienem to zgłosić- oznajmił, stawiając na zdezorientowany i lekko zaniepokojony ton głosu, a jednocześnie w duchu ciesząc się, że okazja do przerwania dyskusji sama do niego przyszła. Czy chciał zostać w pobliżu i przyjrzeć się problemowi? Oczywiście, z czystej ciekawości. Czy miał zamiar pomagać miejscowym z rozwiązaniem problemu? Mm, nie, raczej nie; może tylko wówczas, gdy dostarczyłoby mu to jakiejś rozrywki.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye



Liczba postów : 207
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Nie Lis 13, 2016 2:35 pm

Może gdyby Clinton spodziewał się takiego spotkania, rozmowy, tematu, który siłą rzeczy zwrócił uwagę łucznika, to miałby więcej pytań… Albo inaczej - pytania byłyby bardziej sprecyzowane, konkretne, wykluczające jakieś absurdy czy też podchwytliwe. A to ostatnie z pewnością mogłoby być osiągnięciem w kontakcie z Lokim. W końcu można by go uznać za mistrza w tej dziedzinie, czyż nie?
Niestety tak nie było. Mimo to, Clint nie mógł narzekać na brak jakichkolwiek informacji. Pewne kwestie wzbudzały powątpiewania, o ile nie cała ta dyskusja, aczkolwiek nadal to było więcej niż zero i lepiej było na tym się skupić. Wykorzystać to, sprawdzić gdy już wróci do Avengers Tower - czy to przez JARVISa, czy to za pośrednictwem kogoś z SHIELD, choć rozważał to pierwsze.
Wyraz twarzy Bartona nie wskazywał na wielce przejęty, aczkolwiek nie można było zarzucić, że nie ma żadnych oznak pewnego powątpiewania, zastanowienia czy też znaków zaniepokojenia; trudno powiedzieć, z jakiego dokładnie powodu. Najprawdopodobniej przekładało się na to wiele czynników czy wydarzeń, które wydarzyły się w ostatnim czasie.
Jest jakaś zależność wybierania ich? Kryteria, które decydują czemu ten się nadaje, a tamten nie? Czy tylko chęć wyjścia na zewnątrz i względnie poukładane w głowie? — może nieszczególnie profesjonalnie sformułowane pytanie, ale wykluczało to, co pierwsze mu przyszło do głowy. Ot, drobne utrudnienie w odpowiedzi. Zastanowiło go w końcu to udostępnianie przez wojsko broni komuś, kto czegoś takiego zdecydowanie mieć nie powinien. Tym bardziej, że część pewnie nie musiała ich używać, mogąc korzystać natomiast z innych sfer, jakie były im udostępnione - to, z kolei, nie napawało żadnym optymizmem.
Kubek po wypitej kawie rzucił celnie do kosza na śmieci, który stał nieopodal.
—  I w jaki sposób wkupić się w łaski oraz co za zadania mogą być im przydzielane? — zapytał jeszcze, choć przy ostatniej części zdania głos Clintona przycichł.
Jego uwaga, najprawdopodobniej ku uldze boga chaosu, skupiła się na schodzącej się gęstwinie ciemnych chmur. Szarość jaka nastąpiła niemalże natychmiastowo nad Brooklynem także nie należała do chętnie widzianych.
Hawkeye wzdrygnął się, czując zmianę temperatury w okolicy, co go również zdziwiło. Była już taka pora roku, że nie spodziewałby się nagłego ochłodzenia, nawet jeśli miałoby zebrać się na deszcz. Zazwyczaj latem ewentualne burze przyczyniały się do zmiany ciśnienia i po prostu to się czuło. W tym przypadku nie było to takie oczywiste.
—  Uh-huh, nie tylko ty — stwierdził, zerkając krótko w stronę mężczyzny. W oczekiwaniu na odpowiedź na jego pytania czy też działania. W międzyczasie Clint krótkim gwizdnięciem przywołał psa.
W przypadku, gdyby otrzymał odpowiedź - odczekałby aż Loki skończy mówić. Tak to skinąłby głową i otwierając drzwi od samochodu, wpuszczając najpierw psa, rzuciłby:
—  Oddelegować czy jak wy to w tym przypadku mówicie — mniej czy bardziej żartobliwym, choć już przejętym czym innym, tonem. Clint nie miał zamiaru tutaj zostawać, nie mając przy sobie ani łuku, ani kołczanu. To, że mógł takowe zdobyć gdzieś w okolicy byłoby zadowolające, ale nie ma to jak własny, sprawdzony i niezawodny sprzęt.
Gdyby nie - kiwnąłby, wsiadł do samochodu, w którym był już pies i pojechał w swoją stronę.
Jadąc więc w stronę Avengers Tower, Clint postanowiłby tylko poinformować SHIELD, żeby przyjrzeli się czy są jakieś (nienormalne) zmiany w pogodzie, czy coś innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Pon Lis 14, 2016 6:17 pm

Czyżby miało się okazać, że jednak nie tak łatwo będzie wykorzystać tę okazję do zakończenia dyskusji? Barton sprawiał wrażenie, jak gdyby - pomimo zapadających nagle wokół nich ciemności - w dalszym ciągu oczekiwał na odpowiedzi... Choć sam stwierdził, że musiał się zająć także i tymi zmianami pogodowymi. Loki westchnął w duchu, lecz w tej chwili nie miał już większego wyboru; przecież nie chciałby pospiechem zepsuć teraz wszystkiego, gdy do tej pory rozmowa rozgrywała się tak ładnie i z grubsza po jego myśli.
-Nie znam takich szczegółów, nie stoję wystarczająco wysoko w hierarchii, aby ktoś miał mnie o nich informować. Mogę tylko zgadywać, że rekrutacja posiada bardzo luźne warunki, skoro zbierają ludzi pokroju Hooda i stosunkowo słabo zabezpieczają się przed ich nieuchronną zdradą. Ale... Jeżeli go namierzycie i będziecie mieć na oku, to pewnie prędzej czy później natkniecie się na kogoś, kto po niego przybędzie. Może zechcą go odzyskać, może zgarnąć z powrotem do więzienia... Albo po prostu wyeliminować. Tego też nie wiem- wzruszył lekko ramionami, jednocześnie rozkładając na chwilę ręce, jak gdyby dla podkreślenia, że nie mógł udzielić żadnych dokładniejszych informacji, gdyż najzwyczajniej w świecie ich nie posiadał. To akurat było prawdą, choć jeszcze paru rzeczy się domyślał... A w duchu zastanawiał się również nad tym, ile czasu miał w gruncie rzeczy Hood, nim ktoś go w końcu dorwie. Jego dawni szefowie? A może - po tej rozmowie - ktoś z Avengers, aby go wypytać? Jedno i drugie mogło być zabawne... Trickster aż żałował, że nie będzie mu dane tego obejrzeć.
Wyglądało jednak na to, że ta odpowiedź wreszcie zaspokoiła głód wiedzy Bartona. Na pożegnanie ze strony mężczyzny mag odpowiedział jedynie kiwnięciem głową, lecz sam się nie odezwał; Łucznik i tak pakował się już do swojego pojazdu, więc nie miało to większego znaczenia. Loki odczekał tylko moment, aby Hawkeye zdążył ruszyć i oddalić się ulicą, lecz nim jeszcze samochód całkowicie zniknął mu z oczu, cofnął się od drogi - bliżej ścian budynków. Ciemności były mu na rękę, ale i tak wolał najpierw znaleźć jakieś ustronne miejsce do teleportacji. Ach, tylko dokąd powinien się udać? Zbadanie tego zjawiska trochę go kusiło, lecz z drugiej strony nie miał ochoty natknąć się na kolejnych bohaterów - którzy niewątpliwie wkrótce pojawią się w okolicy. Musiałby wybrać sobie wówczas następną postać, uraczyć ich jakąś historią, a to robiło się męczące... I przede wszystkim nie miało teraz żadnego istotnego celu.

[Z/t, pewnie od razu za obu]

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Today at 2:22 am

Powrót do góry Go down
 
Quincy St (i okolice)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Okolice wybiegu pandy wielkiej
» Okolice dworku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: