Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Quincy St (i okolice)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 221
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Quincy St (i okolice)   Sob Paź 29, 2016 10:50 pm

First topic message reminder :


1, 2
Ulica mieszcząca się we wschodniej dzielnicy Brooklynu - Bedford-Stuyvesant, która graniczy z Williamsburgiem, Clinton Hill, Brushwick i Brownsville.
Quincy Street jest równoległa względem Lexington Ave, Gates Ave czy Monroe St, a krzyżuje się z Tompkins Ave, Marcy St i innymi ulicami. Nieopodal znajduje się Herbert Von King Park, komisariat policji, kościół czy też szkoła średnia. Zaczyna się na Broadwayu, kończy na Gates Ave (lub odwrotnie).
Przy tej ulicy znajdują się głównie budynki mieszkalne, kamienice, a także sklepy spożywcze i lokale usługowe. Wszystkie zaopatrzone w schody przeciwpożarowe, które są w zaułkach, na tyłach lub - co rzadsze - na froncie budynków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3474
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Czw Lut 16, 2017 4:38 pm

Śnieżyca z pewnością przyciągała i utrzymywała na sobie uwagę. Temperatura w okolicy spadła do bardzo nieprzyjemnego i z pewnością ujemnego poziomu - w końcu o tej porze roku mało kto nosił kurtki, płaszcze czy ciepłe dodatki, a letnie ubrania nie stanowiły w takich warunkach zbyt dobrej ochrony, nie wspominając już nawet o ślizgawce, która wytworzyła się na ulicy i utrudniała poruszanie się. Dio w swoim kostiumie miała trochę łatwiej, Kitty - jeszcze lepiej, nie tylko ze względu na strój, ale i fazowanie... Ale także i dla nich sytuacja nie wyglądała dobrze. Szron zaczął piąć się po budynkach i innych obiektach, przymarzał drzwi od samochodów, a mróz szczypał organizmy żywe - które wkrótce mogły skończyć podobnie do otoczenia.
Całe to zamieszanie przegoniło szczury, które najwyraźniej postanowiły poszukać sobie jakiegoś lepszego i bezpieczniejszego miejsca na łowy... Lecz to i tak było ciekawe, że w ogóle zdążyły umknąć czy przynajmniej pochować się w różnych zakamarkach. Być może zostały potraktowane łagodniej, o ile to było w ogóle możliwe? Albo coś zwiększyło ich odporność na niską temperaturę?
Wśród wszystkich tych problemów, wśród utrudniającego widzenie gęstego śniegu oraz silnego, ostrego wiatru, wydarzyło się jednak coś jeszcze... Coś, co w pierwszej chwili mogło nawet pozostać niezauważone. Otóż agresor z wcześniej powrócił po ścianie - choć już innej - w dół, bez problemu się po niej skradając i najwidoczniej kierując się zmysłem odmiennym od wzroku... Po czym pochwycił wciąż oszołomioną i zziębniętą Succubus, przytrzymując ją sobie jedną przednią i jedną tylną łapą, ściskając mocno, aby ograniczyć jej ruchy. Dziewczyna zdążyła tylko jęknąć, nim została pociągnięta w górę, szybko, znów po murze - aż na dach.

***

Dio, Succubus, Eugene - żyjcie, bo stanie w miejscu w takich warunkach zaraz się przełoży na zamarznięcie. Albo na bycie pożartym.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Czw Lut 16, 2017 4:40 pm

Klaudia zaliczyła no nie oszukujmy się - porządną glebę na ryj z powodu jakiegoś tam stworka, który niestety złapał ją za nadgarstek i pociągnął za sobą z powodu jej nieuwagi. Gdyby dziewczyna nieco bardziej przejęła się obecną sytuacją nie było by tak źle i może wcześniej zauważyłaby jak coś mknie w stronę jej dłoni. Szczury uciekały w popłochu, dookoła słyszalny był jeszcze dla demoniej dziewczyny przytłumiony pisk przerażonych stworzeń, dziwne szmery i głośne powiewy wiatru. Czas wrócić do żywych, otrząsnąć się. Fioletowowłosa powoli się podniosła gdzie podczas tego na chwilę straciła też równowagę i podparła się kolanem o ziemię. Powoli potrząsnęła głową i złapała się za nią prawą dłonią. Pobolewała. W sumie wszystko ją bolało z powodu dziwnego upadku, jaki przeżyła młoda demonica. Finalnie Klaudia wstała będąc lekko pochylona, a kiedy spojrzała w dół zauważyła, że zdarła sobie spodnie w miejscu kolan, które poza brudem, który był wszędzie dookoła jakby dokładniej przyjrzeć się ulicy, chodnikom i tym, po czym stąpają były małe bąbelki dziwnego koloru krwi, mianowicie wyraźnie żółtej, jakby nieco świecącej, zupełnie jak jej oczy.
Zabaweczki, jakie znajdowały się w dłoniach Eugene zrobiły małe wrażenie na Sukkubie, ponieważ szczerze w głębi duszy nie wiedziała, że ktoś taki jak Eugene będzie w stanie się bronić, albo chociaż pogrozić czemuś czymś ostrym. Nie doceniła go, pochopnie myślała, że jest po prostu bezbronny, zbyt strachliwy i niewinny. Uniosła brwi i skinęła głową. Musi pozytywniej myśleć o innych i wyszukiwać coraz więcej plusów, nie minusów. Szklany miecz jak na coś zrobionego w chwile wyglądał dość dobrze przynajmniej według dziewczyny, ale jako iż wykonany ze szkła wydawał się jej nieco ciężki i kruchy. Jednym słowem - tylko nieporęczny straszak. Nóż, który wyglądał jak zwykłe ostrze do krojenia sera podkradnięte mamie z szuflady w kuchni był już według niej czymś bardziej praktyczny. Może i wyglądał banalnie, ale był lekki, nie za wielki, łatwy do trzymania i wyraźnie ostrzejszy od zwykłych nożyków kuchennych. Oko do ostrych rzeczy to ona miała, mogła rozróżnić co jest ostre jak brzytwa, a co tępe jak stary pordzewiały scyzoryk. Czas skończyć oceniać białą broń przyjaciela i wyjąć swoje zabawki, chociaż póki co jedną. Niech tajemniczy sztylet pod spodniami pozostanie na później. Przyda się jako element zaskoczenia. Dziewczyna z kieszeni spodni wyjęła poręczny, całkiem czarny nóż motylkowy z dość długim jak na te nożyki ostrzem, którego krawędzie były już nieco posrebżałe od ciągłego ostrzenia go. Na pierwszy rzut oka można było określić, że mógłby przeciąć lekko opadający liść, który otarłby się o jego bok, a co by to zrobiło z ludzką bądź też nie ludzką skórą - lepiej nie myśleć. Ał. Jednym zgrabnym trikiem, który może i był lekko dla pokazu, ale też był po prostu odruchem wyrobionym na treningach z wujem dziewczyna przerzuciła nóż z lewej do prawej ręki i mocno zacisnęła go w dłoni. Dopiero teraz, kiedy jej oszołomiona po upadku głowa wróciła do świata żywych Klaudia zauważyła nową twarz. Przez to, że chwilę czasu ją ignorowało zrobiło się jej nieco głupio. To niekulturalne i okazuje brak poszanowania. Sukkuba odwróciła się w stronę Shadowcat i uśmiechnęła się nieco wymuszenie, a nieco głupkowato do dziewczyny, po czym szybko skinęła głową w jej stronę, co miało według niej oznaczać przywianie.
- Wybacz, nie kontaktowałam. Co tu się do cholery dzieje? Aaaalb..o, nie ważne.
Powiedziała do Shadowcat, po czym postanowiła zwrócić się do Eugene, ale po chwili uświadomiła sobie, że on chyba też ją o to pytał. Dziewczyno, ochłoń.
- To coś jest chyba dość pancerne. Kiedy mnie dotknęło wydawało się mieć grubą skórę, na którą podziałają tylko kurewsko ostre noże, ewentualnie duża siła. Mogę coś spróbować swoim ogonem. Nigdy tego nie używałam przeciwko komuś bądź czemuś jeśli chodzi o atak pionowy, ale na to coś mogę spróbować.
Krótka analiza przeciwnika. No, dziewczyno, chyba powoli wracasz do żywych. Przydałoby się chociaż, żebyś zauważyła coś takiego, jak powstała niedawno trąba śnieżna i spadek temperatury powietrza? No, kolejne rzeczy, które zadziwiły Succubus tego dnia i spowodowały, że dziewczę uniosło brwi i nawet lekko zadrżało z zimna. Temperatura spadała coraz to szybciej w dół, co Klaudia mimo demoniej formy wyczuwała doskonale. Wtem coś pociągnęło ją ze sobą na dach. Ostatnim, co jej przyjaciel mógł usłyszeć, to ponownie rzucone popularne polskie przekneństwo i szelest ogona dziewczyny.

===
Loki mam nadzieje, że nie ma problemu w tym, że dodałam jej fakt o innym kolorze krwi ;;; W razie czego mogę to edytować.
+ wybaczcie jeśli o czymś zapomniałam / pominęłam jakąś akcję z Klaudią.
+2 Uznajmy, że to coś złapało mnie po akcji i słowach Sukkuby. Dodałam odpis 2 minuty po MG i nie zauważyłam, że coś się stało przed nim. Reakcje na niego dam już w kolejnym.
Powrót do góry Go down
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Czw Lut 16, 2017 5:22 pm

Eugene osłonił ręką oczy, widząc tą trąbę powietrzną. Szlag by to, co tu się stało? Nie dość, że zimno, to jeszcze to. Temperatura jednak spadała, a to oznaczało tylko jedno- nie jest zbyt wesoło.
Owszem, miecz ze szkła Eugene'a mógł wydawać się bardziej jak broń obuchowa- jednak to było tylko takie wrażenie. W istocie był niezwykle ostry, jednak nie było wiadome czy nie rozleci się przy pierwszym uderzeniu. Środek był solidny, ale krawędzie cieńkie- dlatego był on ostry. Jednak jeśli przetnie, to raczej no nie?
Rozruszał mięśnie, drepcząc lekko w miejscu. Zazwyczaj w zimie jakoś dawał sobie radę, jednak teraz nie był na to przygotowany. Miał przecież tylko swoją bluzę. Zaczęło go szczypać, a to już nie było miłe uczucie. Zwłaszcza, że z zziębniętymi palcami trudniej mu się wspinać.
A jednak, czuł, że powinien wesprzeć Klaudię.. Jakiś głos z tyłu głowy. Przypominający jego brata, bardzo podobny. Mówiący "No, to teraz się przełam, Eugene. Dasz radę. Tylko nie ucieknij. Jesteś Mercer, udowodnij, że ten speedster się mylił".
~Nie zawiodę cię, Sam. Będę jak ty.~Przyrzekł sobie w duchu. Jednak nie zauważył monstrum, jak przyciągnęło do siebie Succubs.
-Z-z -złap mnie gdybym spadł- Powiedział szybko, rzucając miecz o ziemię. Tylko by go spowalniał, a teraz musi iść wyżej. Nóż też wsunął z powrotem do spodni, i pobiegł. Ślizgał się lekko,ale jednak zdążył się rozpędzić na tyle, by wbiec lekko po ścianie, i chwycić się zejścia przeciwpożarowego. Zaczął się wspinać, dotykając metalu przez bluzę. Tylko nie spadnij, tylko nie spadnij...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Pią Lut 17, 2017 11:35 am

Klaudia lecąc w górę razem ze stworkiem, który postanowił ją ze sobą pociągnąć obiła się głową o rynnę, co spowodowało u niej rozkojarzenie na krótką chwilę, podczas której nieco opadła z sił i przymrużyła oczy próbując dokładniej zorientować się co się właściwie w tym momencie stało. Nóż motylkowy nie opuszczał jej dłoni. Grzecznie pozostawał na swoim miejscu będąc mocno zaciśniętym w ręku Sukkuby. Śnieżna trąba powietrzna znajdująca się za jej plecami sprawiała, że kiedy dziewczyna wylądowała na dachu wraz z bestią jej włosy mimowolnie majestatycznie unosiły się w górę dodając jej dziwnej wrogości, która mogła jej jedynie pomóc. I tak wyglądała już dość groźnie. Rogi, ostre pazury, żółte ślepia oraz fioletowa skóra. Bestia, która ją tu zaciągnęła nie wydawała się milusia, a wcześniejsza analiza, którą przeprowadziła dziewczyna uświadomiła jej tylko, że jej nóż motylkowy nie podziała na jego skórę i trzeba sięgnąć po coś z wyższej półki. Jednym sprawnym ruchem zakręciła więc czarnym ostrzem i schowała go w kieszeń i tak samo szybko odsunęła lekko boczny zamek spodni, pod którym jak się okazało znajdowała się skórzana pochwa, z której Klaudia wyjęła długi sztylet będący nieco zakrzywiony jak karambit, a wykonany był z tęczowego metalu. Przyjemny dla oka, dla skóry już nie. Stwór wciąż trzymał jej drugą rękę w nadgarstku, co powoli zaczynało boleć. W dodatku coraz to mocniejszy chłód wydawał się powoli nie do wytrzymania. Nie ma czasu na zabawę. Fioletowowłosa sprawnie wbiła ostry jak brzytwa sztylet w kończynę stwora starając się ją nawet odciąć. Z powodu obrażenia to coś poluźniło ucisk na jej nadgarstku, dlatego też dziewczyna wykorzystała okazję i szybko wywinęła swoją rękę machając nią lekko. Miała nieco siny ślad na nim z powodu mocnego zaciśnięcia, ale co tam, z czasem jej to zejdzie. Kiedy tylko odczuła jakąkolwiek wolność postanowiła odskoczyć w tył, co niestety w parze z rozkojarzeniem spowodowało mały wypadek. Klaudia dokładniej odskoczyła, jednak już na samą krawędź dachu, z którego runęła jak głupia. Na szczęście ma coś, co mogło ją z tej sytuacji poratować. Szybkie wytworzenie skrzydeł - to była najlepsza decyzja, jaką póki co podjęła. Będąc w połowie wysokości budynku, z jakiego spadała raptem wyleciała aż nad sam dach jednocześnie pozwalając sobie przez chwilę przyjrzeć się całej sytuacji. Zleciała jednak szybko w dół, ponieważ nie chciała się narazić na doskok bestii i walkę w powietrzu. Tęczowy sztylet wciąż spoczywał w jej dłoni. Lądując pociągnęła ona za sobą Eugene'a. Chłopaczyna jak widać chyba chciał zareagować i podejść na dach, przy okazji jej pomóc, ale teraz, gdy wspinał się sam do tej bestii nie mogła pozwolić na to, by zakończył on swoją podróż na dach. Sukkuba zatrzymała się w locie obok przyjaciela i złapała go wolną ręką w pasie ówcześnie tykając go palcem w talii, by ten puścił się metalu i dał się pociągnąć w dół. Z reguły wiele osób reagowało na ten gest głównie z powodu łaskotek. Talia była dla wielu czułym punktem.
- Wybacz, nn-nie możesz iść na górę. Niech to coś-ś zejdzie na dół. Jest ranne. Samem-mu jedynie zostanie z cie-e-ebie czerwona plam-ma. W najlepszym wypadku coś ci się-ę stanie.
Powiedziała lądując. Jej szczęka nieco latała z zimna, przez co wydawało się jakby Klaudia zaczynała się jąkać. To wszystko jednak z powodu zimna i tej zasranej trąby śnieżnej. Co się tu do cholery dzieje?!
Powrót do góry Go down
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Pią Lut 17, 2017 3:41 pm

Nareszcie młodzi zaczęli kontaktować z rzeczywistością. Na ich szczęście. Przy obecnej sytuacji zapewne prędzej czy później by zamarzli. Kitty obecnie była w stanie fazowania, więc nie była w stanie ocenić jak zimno jest, ale widziała zamarzającą ulicę. Widziała jak szron osiada na budynkach. A to znaczyło, że musi być naprawdę zimno. Spojrzała do góry w stronę Lockheeda, chyba całkiem nieźle się trzymał. Pewnie wewnętrzny ogień pomagał mu wytrzymać obecną temperaturę.
Skierowała spojrzenie na dziewczynę gdy ta zaczęła mówić coś na temat stwora. Gruba skóra. Ciekawa jak gruba. Przez chwilkę zastanawiała się czy by nie dać się specjalnie złapać stworowi. Mogłaby wtedy mu wyrwać coś, używając swojej mocy. Być może i jej stwór nie próbowałby od razu zabić skoro oszczędził nastolatków. Sytuacja była nieciekawa i powinni się pospieszyć.
Z rozmyślań wyrwał ją zaskoczony krzyk dziewczyny. Spojrzała w jej stronę i zauważyła jak potwór ją porywa, by wspiąć się na budynek. Lockheed również zwrócił na to uwagę. Początkowo miał zamiar ponownie zaatakować ogniem, ale nie chciał ryzykować trafienia Succubus. Kiedy już miał zdecydować się na atak dymem, młodej jakoś udało się wymknąć z łap potwora. Nie czekając ani chwili dłużej ponownie zionął ogniem w stronę wroga, trzymając się na bezpieczną odległość. Skoro istota nie wykazywała jakichkolwiek oznak do przerwania walki to i on nie będzie się patyczkował. Musiał dopilnować by Shadowcat nic nie groziło. A to oznaczało likwidację potwora.
Katherine czekała na to co teraz zrobi ich przeciwnik. Była gotowa przybrać z powrotem ludzkie ciało, by wprowadzić swój plan w życie. Już nie raz ryzykowała podczas walki, jakby nie patrzeć była członkiem X-Men już od dziesięciu lat. Wiele przeszła i wiele widziała. Zdecydowanie najgorszy był moment kiedy zaczęła powoli znikać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3474
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Pon Lut 20, 2017 9:37 pm

Porzucony przez Eugene'a miecz prędko osiągnął jedność z otoczeniem - czyli po prostu przymarzł do podłoża, a zaraz potem zaczął pokrywać się warstwą białego puchu, który w dalszym ciągu roznosiła śnieżyca. Z tego wszystkiego potem pewnie ciężko będzie go znaleźć, chyba że chłopak zapamiętał gdzie dokładnie go upuścił... Ale teraz nie miało to chyba wielkiego znaczenia.
Śnieg osiadał grubo na wszystkich powierzchniach, a że pod nim chodniki i jezdnię skuwał lód, to poruszanie się po okolicy stało się teraz niezwykle ryzykowne. Bardzo łatwo byłoby się poślizgnąć i upaść - co w najlepszym wypadku skończyłoby się poobijaniem. Dio w dalszym ciągu leżała na podłożu i na nią również opadały płatki. Nie podnosiła się, nie odzywała, więc nie wyglądało to dobrze.
Na dachu przynajmniej nie było śniegu i lodu - bo śnieżyca trzymała się trochę niższych partii. Nie oznaczało to, że na tej wysokości było ciepło, choć jednak trochę mniej mroźnie niż na dole... No i można się było normalnie przemieszczać - bez obawy o wejście w poślizg. Mimo to wspinanie się w takich warunkach po schodach przeciwpożarowych nie należało do łatwych zadań; część stopni pokryła się już szronem, więc start był trudny i powolny, a dopiero w pół drogi trasa stała się trochę przyjemniejsza... I mniej niebezpieczna... Więc można było przyspieszyć.
Na górze natomiast Succubus wcale nie miała lekko. Co prawda udało jej się wbić nóż w przedramię przeciwnika, jednakże ten - choć wyraźnie napiął mięśnie - tylko spojrzał na dziewczynę, szczerząc ostre zęby... A następnie mocno uderzył nią o powierzchnię dachu i to w taki sposób, że również jej głowa zetknęła się z twardym murem, co musiało na chwilę ją zamroczyć. Oznaczało to, że bestia znajdowała się teraz ponad Succubus, przyciskając ją pod sobą do dachu, prędko unieruchamiając wszystkie cztery jej kończyny - i ani trochę nie przejmując się nożem. Z rany sączyła się jej powoli zielona substancja, która zapewne pełniła funkcję krwi.
Stwór pochylił się, jednocześnie nienaturalnie szeroko rozchylając szczękę - niemalże jak u węża - i wyraźnie celując ku ramieniu dziewczyny, zamierzając się w nie wgryźć. Jako że Eugene znajdował się jeszcze na schodach i to raczej bliżej ich początku niż końca - bo całe to zajście potrwało tak naprawdę bardzo krótko, zaledwie kilka, może kilkanaście sekund - Succubus musiała sobie chyba poradzić sama... W ten czy inny sposób.
Na dole natomiast Kitty mogła na przykład spróbować pomóc Dio... Albo przenieść się na dach, aby dołączyć do pozostałych. W obu tych miejscach była potrzebna. Zanim jednak zdecydowała co powinna zrobić, nagle wichura jak gdyby się wzmogła - a powód takiego stanu rzeczy bardzo prędko stał się jasny. Otóż do pierwszego źródła śnieżycy dołączyło właśnie drugie, silniejsze, które wyłoniło się z bocznej uliczki. Teraz wiatr był już na tyle silny, że Lockheed miał poważne problemy z lataniem... Śniegu i lodu również przybywało o wiele szybciej.

***

Dio chyba nam zniknęła w akcji, ale chwilowo załóżmy, że jest nieprzytomna i leży sobie na ulicy, powoli zamarzając. Może graczka się jeszcze obudzi.
Succubus - kolor Twojej krwi nie sprawia mi żadnej różnicy, o to się nie martw. Uwagę mam do czegoś innego. Według karty postaci posiadasz tylko ten nóż motylkowy, nie widzę wzmianek o sztylecie. Zdobyłaś go w którymś momencie na fabule? Po małej liczbie postów wnoszę, że to mało prawdopodobne, ale w razie czego daj mi znać. W tej chwili jestem zmuszony anulować związaną z nim akcję, ale żeby nie zepsuć całego Twojego posta pozwoliłem sobie uznać, że użyłaś noża.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sro Lut 22, 2017 10:24 am

Choć wiatr nie miał na Kitty żadnego wpływu kiedy była w postaci fazowania to śnieg już jednak tak. Może i nie wpadał jej w oczy, bo po prostu przenikał przez nią, ale za to osłabiał widoczność. Wcześniej zauważyła, gdzie wylądowała dziewczyna rzucona przez trąbę śnieżną, więc podbiegła tam, łapiąc ją pod ramiona i odciągając na bok. Wyczyściła ją ze śniegu na ile mogła, by nieznajoma nie zamarzła zbyt szybko po czym podbiegła do budynku. Skierowała spojrzenie do góry i dając się ponieść prądowi powietrza, zaczęła się powoli wznosić. Musiała dotrzeć do potwora na czas. Zerknęła tylko w stronę Eugena. Mogłaby mu pomóc z dostaniem się na górę, ale nie chciała marnować czasu na to. Była pewna, że młody poradzi sobie. Wydawał się wiedzieć co robi, więc nie musiała się o niego raczej martwić. Powinni pokonać potwora i jak najszybciej zmyć się stąd. Zabawa ze zjawiskami pogody zdecydowanie nie była dla niej. Tu przydałaby się Storm. Rozejrzała się, starając się wypatrzyć Lockheeda i zauważyła niewielki kształt, poruszający się w stronę budynku.
Smok, chcąc utrzymać się jak najdalej od trąb śnieżnych, poleciał na budynek. Tutaj nic jeszcze nie zamarzało, więc mógł spokojnie wylądować na dachu, co też zrobił. Usiadł na samym środku, rozkładając skrzydła. Warknął raz i drugi w stronę potwora, buchając na niego płomieniami. Nie na tyle mocnymi jednak by mogły go dosięgnąć. Fioletowy nie chciał przypadkiem skrzywdzić dziewczyny. Nie, on tylko chciał zwrócić uwagę ich przeciwnika na siebie. Posiadał bardzo silną więź empatyczną z Shadowcat i wiedział, co dziewczyna próbuje zrobić. Miał zamiar jej pomóc zrealizować plan.
Katherine tymczasem była coraz bliżej dachu budynku i gdy w końcu znalazła się na odpowiedniej wysokości, od razu wykonała ruch, mając nadzieję, że stwór nie spodziewał się jej. Robiąc lekki rozmach wfazowała rękę w jego wnętrze, łapiąc za pierwszy lepszy organ wewnętrzny, jaki znalazł się w jej zasięgu. Wątroba, nerka, kawałek jelita. Nie znała się na anatomii potworów i nie wiedziała na co natrafi. Jeśli faktycznie udało jej się wykonać plan to zaraz wyrzuciła z ręki to "coś" z obrzydzeniem, a organ, tracąc kontakt z ręką Kitty, ponownie stał się materialny i z plaśnięciem wylądował na dachu. Z ust dziewczyny wyrwało się tylko krótkie "Bleh". Robiła już takie sztuczki kilka razy, ale i tak za każdym razem brzydziło ją to. Teraz tylko czekała na reakcję stwora, by zobaczyć jak bardzo mu zaszkodziła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 313
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Pią Lut 24, 2017 12:47 am

W głowie Kitty rozległ się chłodny, opanowany głos Emmy.
"Rogue, Marvel Girl, Wolverine i Cyclops przebywają gdzieś w przestrzeni kosmicznej, daleko od Ziemi. Zaprzyjaźnili się z naszymi znajomymi kosmitami i wplątali się w coś poważnego. Nie wiem czy będziemy w stanie stąd im pomóc. Widziałam wspomnienia Wolverine'a, z których wynika, że jakiś pradawny kryształ przemienił się w potężną czarną dziurę, która pochłonie całość istnienia... W tym w końcu nas. Jeżeli nie uda im się nic z tym zrobić, ta odpowiedzialność spadnie na nas. Kupili nam trochę czasu, więc działajmy. Propozycje?"

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3474
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sro Mar 01, 2017 12:33 am

Succubus najwyraźniej oszołomiło to uderzenie głową o dach - przez co dziewczyna nie była nawet w stanie sama się bronić i niestety w żaden sposób nie opóźniła planowanego przez bestię ataku. Została ukąszona w ramię, a szpilkowate zęby przeciwnika weszły głęboko w jej ciało... Szczęście w nieszczęściu, że nie wyszarpywały mięsa, nie do tego zostały zaprojektowane, ale za to spowodowały dość intensywne krwawienie, które zaraz zabarwiło na czerwono ubranie dziewczyny. Spomiędzy zębów wysunął się długi język, który zaczął zbierać ciecz...
... I wtedy w posiłku przeszkodził mu Lockheed, na którego warczenie stwór poderwał głowę - i odpowiedział mu tym samym, tylko w bardziej klekoczący sposób. Płomienie mu się nie spodobały, przyciągnęły jego uwagę i wywołały złość, wręcz agresję... Czyli w skrócie spełniły swoje zadanie, bo pozwoliły Shadowcat działać.
Kitty udało się wsunąć dłoń w potwora, a ten zorientował się o tym dopiero w momencie, gdy coś w jego wnętrzu zostało już pochwycone i szarpnięte. W pierwszej chwili ciężko byłoby zidentyfikować ten organ; wyglądał na wyraźnie przysuszony, szarobiały... Może w jakiś sposób uszkodzona lub czymś zakażona trzustka? Wcześniejsze położenie w ciele przeciwnika mniej więcej by się zgadzało.
Wróg z klekotem natychmiast obrócił się w stronę Shadowcat, jedną z tylnych łap trzymając na dachu, drugą oraz ogonem przyciskając do niego Succubus na wysokości brzucha - a pazury przednich wykorzystując do wymierzenia dwóch tnących ciosów, które jednak fazującej Kitty nie zrobiły krzywdy. W innym wypadku szpony stwora - przy tej długości - spokojnie mogłyby rozciąć mutantkę na pół... Lub na więcej części. Wyglądało na to, że bez brakującego narządu bestia mogła dalej funkcjonować - jeżeli nie na długo, to chociaż przez chwilę.
Przez ten czas na dachu pojawiło się kilka szczurów, które najwyraźniej uznały, że tutaj będą bezpieczniejsze niż na dole. Jeżeli nic innego, to przynajmniej temperatura na górze bardziej im sprzyjała. W tym momencie gryzonie trzymały się jeszcze z daleka od walczących, ale wyraźnie węszyły i ciągnęło je ku Succubus... Może przez krew?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sob Mar 04, 2017 8:31 pm

Wykonując swój atak Kitty poczuła lekki szum w głowie, przytłumiony głos. Jakby ktoś próbował się z nią skontaktować. Niestety podczas fazowania nawiązanie z nią jakiegokolwiek kontaktu telepatycznego było bardzo trudne i bez skoncentrowania się na tym dziewczyna nie była w stanie go wyraźnie wychwycić. Postanowiła później się dowiedzieć o co chodzi dokładnie, rozumiejąc jedynie, że chodzi o X-Menów. Zapewne osobą, próbującą skontaktować się z nią była Emma Frost. Mutantka chętnie by ją olała, z czystej złośliwości. Wiedziała jednak, że nie może, bo komunikat na pewno nie był czymś błahym. Później się tym zajmie.
Na razie miała inne sprawy na głowie. Stwór najwyraźniej nie ucierpiał zbyt poważnie po utracie trzustki, która i tak wyglądała marnie. Jak martwa. Kosmiczne zombie? Nad tym również Shadowcat się nie zastanawiała zbyt długo. Musiała się skoncentrować na walce. Zwłaszcza, że młodsza dziewczyna została poważnie zraniona w ramię i chyba nie była w stanie walczyć. Przynajmniej chwilowo. Miała nadzieję, że tamten chłopak zaraz zjawi się na dachu i pomoże jej. Im więcej ich będzie tym lepiej. Stwór będzie miał kilka celów zamiast jednego, a to powinno być dla nich na plus.
Lockheed tylko czekał aż potwór zwróci uwagę na Kitty i na niej skoncentruje swój atak. Wiedział, że w tej formie dziewczyna była bezpieczna. Chyba, że nagle ich przeciwnik okaże się wyjątkowo inteligentny i rzuci jakimś czarem. To już byłoby niebezpieczne dla niej. W chwili kiedy istota odwróciła swoją uwagę na Shadowcat, smok ponownie zionął ogniem. Tym razem dużo silniej. Celując w górne partie ciała, by przypadkiem nie trafić Succubus. Czasem ofiary były nieuniknione, ale tutaj póki co można było starać się zniszczyć wroga bez krzywdzenia osób trzecich.
Katherine natomiast nie zwróciła nawet uwagi zbytnio na to co robił potwór. Na początku używania swoich mocy miała odruch zasłaniania się choć fazując nic jej nie groziło. Nauczyła się więc nie iść za tym odruchem. Pamiętać, że nic jej się nie stanie dopóki nie ma do czynienia z magią czy innym, specyficznym atakiem. Zasłanianie się z taką mocą przy zwykłym ataku fizycznym było bez sensu. W myślach westchnęła z ulgą, że te pazury nie mogą jej dosięgnąć. Istniało ryzyko, że jednak stwór miał jakieś moce, które były w stanie ją dosięgnąć. Jednocześnie wykonała niewielki zamach nogą, celując prosto w głowę przeciwnika. Skoro utrata trzustki to za mało to ciekawe co się stanie jak wykopie mu mózg. Jeśli i to nie pomoże to pozostaną jej próby dostania się do serca. Za wszelką cenę musi uratować ta dwójkę dzieciaków. Szczególnie dziewczynę, która była już poważnie ranna. Trzeba wszystko opanować nim dziewczyna wykrwawi się. Nie mogła dopuścić do śmierci. Nie pozwoli na to.
Co do szczurów to dziewczyna raczej nie zauważyła ich, zbyt pochłonięta próbami pokonania stwora. To było w tej chwili najważniejsze. Lockheed natomiast słyszał stworzenia wyraźnie, ale je ignorował dopóki nie były blisko niego. Gdyby któryś zbytnio się zbliżył, smok po prostu poderwie się do góry by te go nie dosięgnęły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Wto Mar 07, 2017 4:27 pm

~Zimno... zimniej.... Zimne zimno zimnawe zimnawo zimnowane zimnowanym zimnem~Myślał Eugene, wchodząc wyżej. Faktycznie już drżał, ale im wyżej, tym lepiej było. Ale nadal zimno. Zachciało się kradzieży na Brooklynie... pogratuluj sobie, geniuszu.
Mimo wszystko dotarł na ten dach, i rozejrzał się za jakimiś szybami. Jeśli ich nie było, to wyjmie z plecaka kawałek szkła. Skupił się, i po chwili w jego dłoniach pojawiły się dwie włócznie. Już miał spróbować je rzucić, jednak przeszkodził mu ten smok, towarzyszący kobiecie. Szkło by tylko zmiękło, więc nie ma sensu próbować. Zaczął tworzyć kolejne włócznie, na zapas. Były wzmacniane na końcu, więc powinny przebić... albo rozproszyć. Na takim dystansie, jeśli stwór nie wykona uniku, to powinien trafić...
-N--nie ziej ponownie!-Zawołał, jąkając się. No, bał się o siebie i Succubs, więc nic dziwnego, że zaczął się znowu jąkać. Jego serce biło jak szalone. Pochwycił lepiej jedną z włóczni, i rzucił ją w stronę stwora. Miała zaostrzony czubek, wzmacniany. Nie rozbije się tak łatwo, jeśli wejdzie, prawda? Jeśli włócznie nie będą dawały efektów, Eugene zmieni taktykę. Zacznie strzelać odłamkami szkła z palców, posyłając je w stawy. Jeśli i to nie da efektu, Mercer wystrzeli opancerzonym odłamkiem. A jeśli będą efekty, to będzie kontynuował jeden z typów ataku. Co prawda opancerzone odłamki muszą się trochę czasu formować, ale nie ma innego wyjścia, jak je posyłać. Jak nic nie da rady, to będzie musiał coś wymyślić... Metodą ASAP, ale jakoś da radę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3474
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sro Mar 08, 2017 5:41 pm

Płomienie Lockheeda okazały się być świetną bronią - ciało przeciwnika bardzo łatwo się nimi zajęło, a sama bestia aż zapiszczała głośno z bólu, zresztą w sposób do złudzenia przypominający przerośniętego szczura. Minus sytuacji był taki, że stwór jedną łapą stał przecież na Succubus, więc ogień przedostał się także i na nią... I przynajmniej zmotywował dziewczynę do podjęcia próby działania, gdy po jej ubraniu rozprzestrzeniały się płomienie. Przyciskana do dachu, nie mogła się podnieść ani przetoczyć na bok, szczególnie z rannym ramieniem, ale i tak starała się jakoś przemieścić - i to było zgubne. Być może wróg uczynił to instynktownie, aby utrzymać równowagę lub zatrzymać swoją ofiarę - a może paląc się nawet nie myślał o tym, co robił... Grunt, że przesunął stopę w taki sposób, że jego pokaźnych rozmiarów pazury wbiły się w brzuch nastolatki, wydobywając z niego jeszcze więcej krwi - i wyrywając pełen bólu okrzyk z jej gardła. Sytuacja wyglądała dla niej coraz gorzej.
Kolejne dwa ataki - wymierzone przez Kitty i Eugene'a - nastąpiły niemalże w tym samym momencie. Kobieta była bardziej opanowana, podczas gdy chłopak wyraźnie zdenerwowany, a do tego zmarznięty, przez co cały drżał, rzecz jasna wliczając w to ręce... I dlatego nie celował najlepiej. Mimo to nastolatkowi udało się cisnąć pierwszą z dwóch włóczni mniej więcej w stronę potwora, a sądząc po torze lotu - pewnie nawet by go trafiła... Gdyby nie to, że wściekły i najprawdopodobniej obolały przeciwnik poruszał wokół siebie ogonem tak szybko, że znów dosłownie nie było go widać - i pech chciał, że ta dodatkowa kończyna trafiła akurat we włócznię, strącając ją na powierzchnię dachu... Przynajmniej częściowo, bo połowicznie wylądowała również na ciele Succubus.
Na szczęście atak Shadowcat przyniósł już znacznie lepsze efekty. Mózg stwora - również wyglądający na chory lub nawet obumarły, bo przede wszystkim bardzo blady - wyleciał z czaszki, zatoczył w powietrzu elegancki łuk i upadł z nieprzyjemnym plaśnięciem parę metrów dalej na dachu, na co bestia zareagowała... O dziwo nie natychmiastowym zgonem. Zaczęła się cofać, chwiejnie i niepewnie, jak gdyby straciła nad sobą kontrolę... Przez co przy okazji zdeptała Succubus, nie dającą w tej chwili żadnych znaków życia. Dopiero wtedy w końcu upadła, po skosie do tyłu - i lądując na prawym boku. Ogień w dalszym ciągu trawił jej ciało.
Przez ten czas Kitty i Eugene nie orientowali się w tym, co działo się poniżej dachu. Ulica wyglądała już jak po przejściu długiej i obfitej śnieżycy - zasypało ją do tego stopnia, że wszelkie obiekty przypominały tylko mniejsze i większe zaspy... A to nie wróżyło dobrze dla Dio, która pozostała gdzieś tam w dole, nawet jeżeli odciągnięta na bok. Wiatr szalał dalej, smagając mocno i rozrzucając świeże dawki lodowatego puchu... Ale w jednym punkcie na tej skrzącej się połaci bieli widać było coś ciemniejszego, jak gdyby śnieg został czymś zabarwiony.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sro Mar 08, 2017 10:13 pm

Tego co się stało chyba nikt się nie spodziewał. Ani Lockheed ani Kitty. Żadne z nich nie pomyślało, że ogień będzie aż tak efektywny w walce przeciwko stworowi. Łatwo został podpalony, a przez to ogień szybko objął jego ciało. I niestety również dziewczynę, z czego również żadne z nich nie było zadowolone. Dziewczyna nie była aż tak szybka by móc zareagować. Bestia szybko wpadła w panikę i po prostu zmiażdżyła Succubus. Tym bardziej Shadowcat się zdenerwowała, wykonując zamach nogą. Co prawda atak chłopaka dał niewiele, ale na pewno trochę przyblokował bestię, dając jej dodatkowe ułatwienie. Lockheed nie potrzebował prośby Eugene by nie ziać ponownie ogniem. Nie chciał pogarszać sytuacji choć właściwie wyczuwał, że dla młodszej mutantki nie ma już ratunku. Pozwolił swojej partnerce wykonać ostatni atak, wpatrując się w potwora, zadowolony, że nareszcie udało im się go pokonać. Podleciał w stronę mózgu przeciwnika, obwączłonekąc go. Nie podobało mu się to w jakim był stanie. Może i wyglądał po prostu jak smok. Ział ogniem i ryczał. Jednak tak naprawdę był kosmitą. Niesamowicie inteligentnym kosmitą. Widział, że coś jest nie tak. Złapał organ w jedną z łap, unosząc się lekko nad powierzchnią dachu. Postanowił zabrać to do badania.
Kitty z zaskoczeniem patrzała jak potwór jeszcze chwilę się chybocze nim padł na dobre. Przez moment myślała, że i ten atak nie wywrze na stworze większego wrażenia. Na szczęście jednak ten w końcu padł. Widząc, że stwór jest martwy, Katherine kucnęła przy nastolatce. Widziała w jakim stanie jest jej ciało i nie musiała nawet sprawdzać pulsu. Wiedziała, że ta nie żyje. Przymknęła oczy na chwilę. Może i była to dla niej obca osoba, ale była też tak młoda. Całe życie jeszcze było przed nią, a teraz straciła to życie. Na moment skierowała spojrzenie na płonące szczątki stwora.
Przymknęła oczy na moment i odetchnęła głęboko, podnosząc się. Odwróciła się, kierując spojrzenie w dół na ulicę. Wyglądała jak w środku ostrej zimy. Podeszła powoli do Eugene i złapała go za ramię, tym samym sprawiając, że i on przeszedł w stan fazowania.
- Przepraszam, że nie uratowałam twojej koleżanki. Bardzo mi przykro - odezwała się, a z tonu jej głosu można było wywnioskować, że mówiła to szczerze. Nie lubiła przegrywać, a obecną sytuację traktowała jak porażkę. Zabili bestię, ale przy tym zginęła niewinna osoba. To nie było zwycięstwo. To było tylko pokonanie wroga. Unosząc się lekko do góry, pociągnęła fazującego w tej chwili Eugene i powoli zleciała z nim w dół wzdłuż ściany budynku. Uścisk miała mocny, nie chciała by młodemu stała się krzywda. Lockheed był tuż za nimi, cały czas nasłuchując. W trakcie zlatywania X-Menka zauważyła ciemniejszy punkt na śniegu. Póki co ciągle trzymała chłopaka, podchodząc bliżej tego konkretnego miejsca. Lockheed leciał obok nich, na wysokości ich głów.
- Trzymaj się mnie, tak jesteś bezpieczniejszy - powiedziała do niego po czym zmrużyła lekko oczy, koncentrując się na Emmie Frost. Czas na formalności i sztuczną uprzejmość.
Pani Frost, tu Shadowcat. Nie mogłam wcześniej odebrać wiadomości z powodu walki. Dzieje się tu coś dziwnego i mam problemy z pogodą. A dokładniej ze śnieżycą. Jest tu ze mną młody mutant. Drugi, a właściwie druga, niestety nie przeżyła. Nie wiem z czym mieliśmy do czynienia, ale Lockheed ma prezent. Przydałby mi się transport jeśli to możliwe. Storm mogłaby się zająć tutejszą anomalią. Albo ktoś władający wiatrem cz wytwarzający go. Ja z nią nic nie zrobię.
W trakcie całego przekazu dziewczyna przyglądała się ciemniejszemu miejscu na śniegu, nie wiedząc czym on właściwie jest. Jednego była pewna. Nie zostanie tu zbyt długo. Nie poradzi sobie z trąbą śnieżną. Nie miała władzy nad pogodą czy wiatrem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 313
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Czw Mar 09, 2017 7:54 pm

Telepatyczna odpowiedź Emmy nastąpiła niemalże natychmiast.
"Storm jest w tej chwili nieosiągalna, a nie mogę pozwolić na wysłanie uczennicy w sam środek zagrożenia. Oddeleguję kogoś w jednym z mniejszych pojazdów, żeby zabrał was do Instytutu i wtedy zastanowimy się co dalej."

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Pią Mar 10, 2017 7:12 pm

Eugene w zasadzie drżał cały na ciele, a jednak... Widząc płonącą Succubs, skoncentrował się na tym, by zrobić cokolwiek, jakkolwiek by ją ocalić. Przecież... To miał być wspólny wypad. Mieli się uzupełniać, a tu już na powitanie ktoś ginie.
Tak jak... wtedy. Pięć lat temu.
Kolejny grób. Kolejna osoba, którą zawiódł.
Widząc, że stwór wbił pazury w Klaudię, włócznia poszybowała jeszcze wścieklej... ale stwór czystym fartem ją odbił. Wylądowała na ciele Succubs, a sam Eugene rzucił bez namysłu kolejną... którą nie trafił. Szlag by to! Nie nadaję się do niczego.
Dopiero działania mutantki coś zdziałały. Eugene nie wnikał, jakim cudem wykopała mu mózg z głowy. To nieważne. Znowu zawalił.
-Nie przepraszaj. To moja wina-Powiedział zdołowany, na słowa mutantki. Nie stawiał oporu, padając na kolana. Miał ochotę krzyczeć "boże, czemu ja". Kiedyś napotkał takie mądre zdanie, że Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym z nich był on, a czym jest drugie? Odpowiedzią według niego było "Każdy ma inny miecz, każde ostrze jest inne". Mercer teraz jednak już miał wrażenie, że poznał swoją stronę miecza.
Jego drugą stroną... była śmierć. Najpierw Sam, teraz Klaudia. Każdy, z kim poznawał się dłużej, umierał.
Więc taki jest jego los. Pasmo porażek. Ucieczka, Nowy Jork, Park, Schron, teraz Brooklyn...
Jak przez mgłę skinął głową na słowa Shadowcat, zastanawiając się nad tym wszystkim. Miał ochotę rzucić to wszystko w cholerę, i po prostu... zniknąć. Niech Wiccan organizuje swoje Young Avengers, niepotrzebny mu członek, który będzie niósł na nich śmierć. Kim był? Kimś nieprzydatnym. Nie był w stanie pomóc Succubs, gdy ta potrzebowała tego najbardziej. Był bezużyteczny, niepotrzebny. Przysłowiowy dodatkowy balast. Jego moce nadawały się tylko do życia na ulicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3474
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Pią Mar 10, 2017 8:41 pm

Dla Lockheeda zlecenie niżej stanowiło spore uniedogodnienie - gdyż wiatr wciąż był na tyle silny, że po prostu go spychał, utrudniając nawet samo utrzymywanie się w powietrzu, a co dopiero jakiekolwiek precyzyjniejsze manewrowanie. Gęsty śnieg utrudniał z kolei obserwowanie okolicy, choć teraz - dzięki fazowaniu - przynajmniej niska temperatura nie stanowiła poważnego zagrożenia... Dla Kitty i Eugene'a, bo dla smoka już niestety owszem. Wszystko dookoła dosłownie zamarzało, pokrywało się szronem, a potem prawdziwym lodem - więc z nim mogło się stać podobnie, o ile przebywałby w tych warunkach zbyt długo.
Ciemna plama, którą zainteresowała się Kitty, wypadała na mniej więcej równym terenie; pod spodem nie mogło się znajdować nic zbyt dużego... Ale coś tam było na pewno. Pod śnieżną pokrywą majaczył jakiś ciemniejszy kształt, a choć ostry wiatr maskował wszelkie zapachy, to jednak krew ciężko było pomylić z czymś innym... I to najwyraźniej właśnie ona zabarwiła w tym miejscu biel.
Podczas gdy Kitty i Eugene bawili jeszcze na dachu, zamieć najwyraźniej zajęła większy teren, rozlewając się nie tylko po tej, ale i po pobliskich ulicach. Gdyby temu obrazowi można się było przyjrzeć na spokojnie, to pewnie mógłby nawet sprawiać wrażenie całkiem ładnego - bo okolica wyglądała trochę tak, jakby pokryła ją warstwa kryształu, pięknie odbijająca światło z latarni. Niestety docenianie walorów estetycznych żywiołu wcale przed nim nie chroniło.
W dodatku... Czy to aby na pewno był żywioł? Ktoś musiał sterować zamiecią, w innym wypadku nie zachowywałaby się tak nienaturalnie. Zdawała się mieć jakiś cel, bo w końcu skupiała się w miejscu, w którym ktoś przebywał - dokładnie tak, jak gdyby na swój sposób atakowała. Strumienie powietrza odpychały Lockheeda i starały się uderzać w jego ludzkich towarzyszy, aż w końcu zaczęły ich okrążać, szybko, lecz nie na tyle, aby znów utworzyć prawdziwe tornado. Mimo to wzbijały jeszcze więcej śniegu, przez co wizja Kitty i Eugene'a stawała się już dosłownie całkiem biała. To nie powinno być możliwe, płatki nie powinny wytwarzać się w takim tempie - i to praktycznie znikąd...
A potem, niespodziewanie, wśród ogłuszającego wycia wiatru pojawił się inny dźwięk... Przypominający czyjś śmiech, wysoki, kobiecy - z echem. Nie brzmiał do końca nieprzyjemnie, lecz nie mniej jednak niepokojąco, może po części drwiąco lub w taki sposób, jak gdyby ktoś wyrażał przez niego swoje złośliwe rozbawienie. Odgłos ten zdawał się dochodzić jednocześnie z każdego kierunku.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sob Mar 11, 2017 2:24 pm

- To nie twoja wina, młody. Jak już coś to to nasza wspólna wina. Mogłam się nie wahać i od razu zrobić to co zrobiłam na koniec. Może twoja koleżanka byłaby wtedy nadal z nami - odpowiedziała chłopakowi spokojnym głosem. Sama czuła się częściowo winna za to co się stało. Przecież mogła uratować dziewczynę. Jednak w przeciwieństwie do Eugene, ona nie poddawała się uczuciu porażki, bo po prostu nie mogła. Musiała chronić jeszcze nastolatka i jakoś wrócić do instytutu.
Podczas gdy Kitty i Eugene bez problemu mogli wylądować na ziemi, Lockheed miał spore utrudnienia. Najwidoczniej śnieżyca przybrała na sile i teraz niewielkich rozmiarów smok nie zbyt dużo siły, by się przeciwstawić wiatrowi, który go spychał. Postanowił więc ostrożnie wycofał się z powrotem na dach. Wkrótce stracił dwójkę mutantów z oczu, nie wiedział co się z nimi dzieje, ale czuł, że na razie są cali i zdrowi. Dzięki empatii i silnej więzi z Katherine odczuwał silniej jej emocje i mógł jeszcze się nie martwić o nich. Przynajmniej dopóki mutantka była spokojna.
Widząc, że to co zauważyła było plamą krwi, Shadowcat potrząsnęła lekko głową. Zamiast interesować się takimi rzeczami, powinni się stąd zwijać. Sytuacja pogarszała się z każdą chwilą. Było coraz gorzej. Zamieć była coraz silniejsza. Chyba żadne z nich nie rozumiało tego co się dzieje. X-Menka przesunęła dłoń niżej z ramienia chłopaka by złapać go za rękę. Tak mogła mieć pewniejszy uścisk. Kiedy otoczyła ich biała ściana, Kitty powoli zaczęła się wycofywać. Kroczek za kroczkiem szła do tyłu, ciągnąc za sobą Eugene. Rozejrzała się na wszystkie strony, słysząc śmiech. Kobiecy śmiech. Więc to nie była jakaś anomalia pogodowa. To było coś więcej. Pierwszym co przyszło jej do głowy była myśl, że mają do czynienia z jakąś mutantką. Kobietą, która chyba czerpała radość z męczenia innych ludzi. To co robiła, było okrutne. Katherine była niemal pewna, że bez fazowania ona i jej towarzysz już dawno by zamarzli. Zatrzymała się, przymykając oczy na chwilę. Przy fazowaniu telepatia była dużo trudniejsza niż normalnie i dziewczyna musiała się skoncentrować mocno. Do Emmy dotarł kolejny, cichy przekaz od Kitty.
Ostrożnie z transportem. Ktoś steruje śnieżycą. Mutant? Czarownica? To nie koniec. Okropnie zimno.
Nie była pewna z kim mają do czynienia, ale powinni uważać, a Emma powinna wiedzieć w jakiej sytuacji znajdowała się obecnie Shadowcat.
- Ktoś się nami bawi - stwierdziła cicho, próbując ujrzeć cokolwiek w całej tej zamieci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3474
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Czw Mar 16, 2017 11:28 am

Zamieć zdecydowanie była inteligentna albo przynajmniej posiadała jakiś przedziwny instynkt - bo kiedy Kitty i Eugene zaczęli się cofać, ona również się przesunęła, w podobnym tempie i kierunku co oni, aby w dalszym ciągu utrzymywać się wokół nich. Jak długo oboje fazowali, nie mogła im wiele zrobić, ale chyba nawet się tym nie przejmowała... Skoro humor miała najwyraźniej dobry.
Słowa Shadowcat wywołały kolejną dawkę śmiechu, lecz tym razem jego echo zabrzmiało jeszcze mniej naturalnie... Bardziej jak chórek. Ruch powietrza wpływał na niesienie się dźwięku, więc być może to właśnie on odpowiadał za to wrażenie - trudno powiedzieć.
Z czasem dało się zauważyć, ze różne części tego "tornado" poruszały się w nieco innym tempie. Momentami niektóre miejsca zwalniały, inne zaś przyspieszały, uzupełniały się wzajemnie - przez co nie powstawały żadne wyrwy... A jednak dało się to poznać po prędkości płatków śniegu, o ile tylko przyglądało się im uważnie przez wystarczająco długą chwilę. Kolejna nietypowa cecha.
Nagle z białej ściany - z jej wolniej krążącego fragmentu - wysunęła się do wewnątrz... No właśnie, co to mogło być? Konstrukcja kształtem przypominała ramię, delikatne i z pewnością kobiece, jednakże zdawała się składać z wiatru i wirujących śnieżynek. Pojawiła się po skosie za Kitty i Eugene'em, wyciągnęła w ich kierunku, po czym - zakręcając - przeniknęła nie do końca materialnymi palcami przez ich karki i szyje. Oczywiście z powodu fazowania i tak by przez nie przeszła... Jednakże była na tyle lodowata, że oboje mogli to poczuć - i tylko to, żadnego bólu, ataku, nic podobnego, po prostu przejmujący mróz. Zaraz potem ręka zniknęła już z powrotem w fali śniegu, a zawtórował jej śmiech.
Cały ten szum powietrza utrudniał nasłuchiwanie czegokolwiek innego, szczególnie we wnętrzu trąby, która tym bardziej blokowała odgłosy z zewnątrz... A jednak teraz zaczynało się przez niego przebijać coś jeszcze, jakiś przyjemny dźwięk, dość niski, ale niemalże melodyjny, trochę przypominający stałe nucenie, lecz nie brzmiący do końca naturalnie - nie jak coś, co wydawałby z siebie człowiek.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 313
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Czw Mar 16, 2017 5:06 pm

Telepatyczna odpowiedź Emmy przybyła zaledwie kilka sekund po ostatnim komunikacie Shadowcat.
"Musisz wytrzymać jeszcze trochę. Wsparcie niedługo dotrze."

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Pią Mar 17, 2017 2:46 pm

Dziewczyna coraz mniej rozumiała z tego co działo się dookoła nich. Zaczynała mieć wrażenie, że ma do czynienia z jakąś śnieżną wróżką. Taką złośliwą. Albo czymś w tym stylu. Taką z legend i mitów co to bawiły się ludźmi i sprawiały, że ci się gubili w górach czy lasach. Tyle więc dobrego, że oni byli w środku miasta.Przyglądała się jak śnieg porusza się w ten sam sposób co oni, patrząc w każdą stronę. Ciężko było zobaczyć cokolwiek, Kitty starła się wypatrzyć kogoś w tym śniegu, ale zakładała, że raczej nikogo nie zauważy jeśli faktycznie mieli do czynienia z czymś lub kimś magicznym. Równie dobrze mogła to być po prostu mutantka lub osoba władająca magią, która w tej chwili świetnie się bawiła.
To co się wydarzyło po chwili, utwierdziło ją w przekonaniu, że spotkali jakąś magiczną istotę. Wzdrygnęła się, czując przeszywające zimno na wysokości karku. Sięgnęła do niego wolną dłonią i obejrzała się, ale nie mogła niczego zauważyć. Po wszystkim ponownie usłyszała kobiecy śmiech. Sama nie wiedziała co ma o tym myśleć. Śnieżyca nie zachowywała się jakby próbowała ich skrzywdzić. Raczej miała frajdę z bawienia się nimi i dokuczania im. Shadowcat nie była pewna czy powinna się szykować do walki czy może nie warto jednak prowokować przeciwnika. W sumie to i tak niewiele mogła zrobić. Nie miała żadnych mocy, które by pomogły jej w wcale ze śniegiem, a nie była w stanie wypatrzyć osoby, lub osób, sterującej całym tym zjawiskiem pogodowym.
- Kim jesteś? Czego od nas chcesz? Co tu robisz? - zadała pytania. W jej głosie nie było słychać żadnego wyrzutu czy złości. Nie chciała okazywać negatywnych emocji skoro nic jeszcze się nie działo i nic nie wskazywało na to, że właścicielka trąby śnieżnej pragnęła ich skrzywdzić. Wolała nie prowokować. Dlatego starała się by jej głos brzmiał spokojnie i w miarę uprzejmie. Jeśli istniał choćby cień szansy na uniknięcie walki to lepiej z tego skorzystać.
Miała drugiego dzieciaka do ocalenia. Z dziewczyną się niestety nie udało i pewnie długo będzie to sobie wyrzucać. Przecież mogła od razu zrobić to, czym ostatecznie pokonała potwora. Wtedy może nastolatka by wygrała. Teraz chciała chociaż ocalić chłopaka. Nie dać mu zginąć. Młody wyglądał na porządnie przybitego. Raczej ciężko będzie mu walczyć, jeśli do takiej sytuacji dojdzie. Wolałaby na spokojnie rozwiązać obecny problem ze śniegiem. I odeskortować chłopaka stąd bezpiecznie.
- Mogłabyś nam się pokazać? - zapytała jeszcze na koniec i tu już zamilkła, wyczekując jakiejkolwiek reakcji ze strony śnieżycy. Jej słuchowi nie umknęło to ciche nucenie. Całkiem przyjemne dla ucha. Może nie do końca nucenie, ale tak to trochę brzmiało. Ciężko było opisać ten dźwięk innym słowem. Co to mogło być?
Telepatyczna odpowiedź niewiele jej dała. Kto sobie poradzi z takim mrozem? Oby osoba została uprzedzona o tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Angel

avatar

Liczba postów : 49
Data dołączenia : 01/11/2013

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sob Mar 18, 2017 11:47 pm

//pierwszy post Angela

Przez ostatnie kilka miesięcy, kontakt z Warrenem miało jedynie kilka osób. Chłopak postanowił odpocząć i sporo podróżował. Informacje o wydarzeniach w Instytucie otrzymał będą w Londynie. Atak na szkołę wstrząsnął nim do tego stopnia, że w rekordowo szybkim czasie spakował się, zabukował lot i zjawił się ponownie w stanie Nowy Jork.
Podróż nie minęła mu spokojnie. Mimo że uzyskał informacje o wyrządzonych szkodach, to przez cały lot zastanawiał się, co zastanie na miejscu. Jaki zakres zniszczeń? Czy są ranni? Co z Laurą?
Gdy pojawił się wreszcie na miejscu, odetchnął z ulgą. Każdy krok, który przybliżał go do zabudowań, udowadniał mu że jest mężczyzną z bardzo mocno rozwiniętą wyobraźnią. Przez te kilka chwil, które spędził na terenie szkoły, mignęło mu parę znajomych twarzy, a każde takie spotkanie powodowało że spadał mu z serca wielki kamień. I mimo że nie było wśród napotkanych osób tej, która zobaczyć chciał najbardziej, wiedział że Laura jest cała i zdrowa.
Obejrzał dokładnie wszystkie kąty, aż wreszcie dotarł do swojego pokoju. Wyjrzał przez okno i wtedy zobaczył co tak naprawdę się wydarzyło. Wychylił się i przyjrzał dokładnie śladom pozostawionym na ziemi.
-I w czymś takim brała udział Laura? - wymamrotał do siebie i mimowolnie zadrżał. Jednak nie dane mu było dalsze zamartwianie się, gdyż otrzymał komunikat o kłopotach Kitty. Niewiele myśląc, odpowiedział na niego niemal natychmiast, w tym samym czasie wyciągając z szafy kostium, którego nie miał na sobie od długiego czasu.
-Ale o co chodzi z tą śnieżycą? - szeptał do siebie, przebierając się. W ostatniej chwili sięgnął jeszcze po grubą kurtkę. W końcu nie wiedział co go czeka.
Już po kilku minutach zbliżał się do hangaru. I z daleka zobaczył znajomą postać.
-Bobby! Świetnie Cię widzieć. Naprawdę. - powiedział, a w jego głosie zabrzmiała nutka ulgi. - Cieszę się, że jesteś cały i zdrowy. - mówiąc to, poklepał mężczyznę po plecach.
Czasami Warren zastanawiał się, jak to jest możliwe, że Robert jest od niego starszy? Wyglądał zaskakująco młodo. Jednak... Nie był to czas na takie rozmyślania.
-Ty też odebrałeś komunikat o Shadowcat? - spytał, będą niemalże pewnym, że w tej podróży będzie miał towarzysza, co go naprawdę ucieszyło. Wiedział, że komu jak komu ale Iceman'owi mógł zaufać. - Nie mam pojęcia co tam się dzieje, ale chyba nie ma czasu do stracenia?
Mówiąc to rozejrzał się po pomieszczeniu, a  jego wzrok padł na najbliżej stojącego X-coptera.
Warren wszedł do środka, nie zastanawiając się nawet nad tym, który z nich będzie dowodził misją. Współpracował razem z Icemanem już przy kilku akcja, i jak dotąd nie było między nimi nieporozumień. Tak też było tym razem. Worthington oddał stery Drake'owi, a sam usiadł tuż obok. Pogładził delikatnie kokpit maszyny i uśmiechnął się nieznacznie, zadowolony że może tu być, jednak ułamek sekundy później na jego twarzy pojawił się wyraz skupienia.
Wbił współrzędne które otrzymał do komputera.
Gdy przybyli na miejsce, Warren wychylił się na siedzeniu zerkając z niedowierzaniem przez przednią szybę.
-O cholera...- wymsknęło mu się, po czym zerknął na Icemana. -Gotowy? Postaraj sie wylądować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Nie Mar 19, 2017 9:28 am

Eugen... Metaforycznie rzecz biorąc, opadał w mrok. Wyłączył się, aczkolwiek przez jego barierę przebił się śmiech tajemniczej postaci. Odniósł go do siebie, że śmiech szydzi z niego i jego porażki.
Rozważał cały czas w głowie możliwe opcje, jak mógłby to rozegrać inaczej, i nie doprowadzić do śmierci Klaudii. Gdyby nie zechciał iść na Brooklyn, nie przeniosłaby go. Mógł to wszystko rozegrać inaczej, nie doprowadzić do jej śmierci. Cofnąć czas, zmienić historię. Przeszłość nie jest przecież stała, prawda? Może być zmieniana, wpływać na teraźniejszość. Przyszłość ostatecznie bazuje na przeszłości, każdy kolejny dzień to odcień szarości powstały z ciemnych dni poprzednich. Każdy dzień to równocześnie kontynuacja poprzedniego, a nie oderwane od historii miejsce. Teraźniejszość to równocześnie przeszłość, bo chwila którą uznajemy za teraźniejszość, jest automatycznie zmieniana w przeszłość.
Mercerowi podobne rozmyślania krążyły po głowie, samemu pozwalając się ciągnąc Shadowcat. Nie zwracał uwagi na otoczenie. W zasadzie, to mógłby umrzeć, i tak zapewne wiele by to nie zmieniło...
//Huh, taki trochę filozoficzny post mi wyszedł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iceman

avatar

Liczba postów : 112
Data dołączenia : 02/02/2013

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Wto Mar 21, 2017 9:01 pm

// z Instytutu

Przesiadywał w Instytucie i pomagał reszcie naprawiać niewielkie uszkodzenia budynku gdy dostał informację o położeniu Kitty. Szybko skierował się do hangaru po drodze mijając kilka znajomych twarzy. Wyjątkowo nie miał czasu na podrywanie dziewczyn. Nie przejął się informacją o śnieżycy a przynajmniej nie tak jak Angel. Był odporny na mróz choć śnieżyca niewątpliwie będzie utrudniać widoczność. W hangarze zauważył wcześniej wspomnianego anioła.
-Ciebie też dobrze widzieć. Niestety tak, oby jej się nic nie stało
Lodowy chłopak a właściwie już mężczyzna uśmiechnął się do niego po czym wsiadł do X-coptera. To właśnie jemu trafiło się zadanie pilotowanie tego. Cóż nie miał na co narzekać... najwyżej się rozbiją. Podróż minęła bez większych problemów. Bobby próbował nawet rozpocząć jakąś rozmowę ale to co zobaczyli... potrafiło zaprzeć dech w piersiach.
-Shadowcat zawsze lubiła imprezy ale to już przesada
Wylądował na dachu jednego z budynków po czym opuścił ich środek transportu. Patrzył przez pewien czas na to zjawisko po czym przeniósł wzrok na Angela.
-Poszukam Kitty, ty zostań. W tej zamieci nie wytrzymasz długo
Westchnął. przybrał śnieżną formę i stworzył z lodu coś na kształt zjeżdżalni po której zjechał na dół. Skok z takiej wysokości byłby głupotą.
-Kitty?!! - zawołał wchodząc w sam środek śnieżycy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3474
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sro Mar 22, 2017 3:45 pm

Kitty i Eugene nie byli w stanie tego stwierdzić, lecz z góry dało się już ocenić, że wichura zdążyła pokryć śniegiem i lodem mnóstwo ulic na Brooklynie - i nawet teraz nie szalała tylko w jednym miejscu, tylko w wielu różnych punktach. Na Quincy rozprzestrzeniła się w taki sposób, że rozciągała się od jednego do drugiego rzędu budynków na odcinku może stu metrów, a do tego sypała białymi płatkami i smagała wiatrem także po bocznych uliczkach. W centrum śnieżycy nie dało się dostrzec niemalże nic, ale za to ona sama była doskonale widoczna.
Od momentu, gdy tylko helikopter X-Men znalazł się ponad Brooklynem, jego sterowanie zaczęło szaleć. Maszynę dało się opanować, ale wszelkie elektroniczne elementy wyraźnie się buntowały, a do tego na szybach od zewnątrz zaczęła się osadzać delikatna warstwa szronu. To nie wyglądało dobrze... I na pewno nie zachęcało do opuszczenia X-Coptera, w którym było przynajmniej trochę cieplej.
Z tego wszystkiego przynajmniej zamieć utrzymywała się poniżej poziomu większości dachów - w związku z czym nie utrudniała lądowania. Na jednym z budynków dało się dojrzeć resztki ognia, tlącego się jeszcze ostatkiem sił - a w dawanym przez niego blasku widać było również... Ciało? Może nieprzytomne, a może już martwe. Większość dachów kryła się niestety w mroku, gdyż nie dosięgało ich światło latarni ulicznych, niżej zaś widoczność blokował już śnieg.

Zanim jeszcze wsparcie dotarło na miejsce, Shadowcat podjęła próbę nawiązania kontaktu z osobą, która być może sterowała śnieżycą. Na jej pierwszą serię pytań odpowiedzią był odgłos przypominający - znów wzbogacone echem - "mmhmmm..." Początkowo sprawiało to takie wrażenie, jak gdyby istota szczerze się nad czymś zastanawiała, lecz prędko zepsuła ten efekt, wieńcząc wspomniany dźwięk kolejnym chichotem. Co ciekawe, oba odgłosy nałożyły się na siebie w taki sposób, jak gdyby drugi zaczął się jeszcze przed zakończeniem pierwszego.
Ostatnie pytanie Kitty wywołało już lepszą reakcję - gdyż z jej prawej strony od trąby oderwał się zakręcający przed Shadowcat strumień powietrza, niosący ze sobą sporą dawkę wirującego śniegu, która wypełniała go, ukazywała jego kształt... Prędko formujący się w postać. Ciężko byłoby powiedzieć coś o jej rysach twarzy, gdyż pozostawały w ruchu wraz z przesuwającymi się płatkami, lecz zarys biustu i bardzo długie włosy - zlewające się z resztą "tornado" - dość jednoznacznie wskazywały na kobietę. Wystawała ze ściany śnieżycy mniej więcej od pasa, przesuwała się wraz z wiatrem, lecz wolniej. Jej ramiona uniosły się, wyciągnęły ku Kitty - a następnie zewnętrzne strony jej palców znalazły się na krótką chwilę przy policzkach mutantki. Oczywiście kontakt fizyczny był niemożliwy, zarówno ze względu na fazowanie, jak i na fakt, iż ta istota sama w sobie nie posiadała ciała... Ale nawet samo zbliżenie się jej powietrzno-śnieżnej formy wywoływało intensywne uczucie zimna.
Zamieć nie utrzymywała długo tej formy. Wykształcona przez nią postać zlała się z całością wichury - po lewej stronie Shadowcat - tyle że... To najwyraźniej nie był wcale koniec, gdyż już w następnym momencie na różnych wysokościach z trąby wystrzeliły ramiona. Wszystkich razem mogło ich być kilkanaście albo nawet więcej, smukłością przypominały kobiece, ale palce miały nienaturalnie długie, przypominające szpony - choć także i tym razem nie dało się tego stwierdzić z niezachwianą pewnością, bo w końcu tworzyły je płatki śniegu. Ręce te od razu skierowały się ku Kitty i Eugene'owi; część z nich pomknęła ku nim prosto, jak gdyby po to, aby nabić ich na pazury, reszta zaś wykonała ruch tnący - z zamachu. Ostre uczucie mrozu w pierwszej chwili można byłoby nawet pomylić z fizycznym obrażeniem - ale nie, to tylko złudzenie.
Ramiona prędko się wycofały, ale zaraz potem rozpoczęła się już nowa atrakcja. Górna część tornado zaczęła się wyginać, obniżać, tworząc sklepienie - które stopniowo wędrowało w dół... I pewnie również nie było miłe w "dotyku", nawet jeżeli nie mogło tak naprawdę wyrządzić namacalnych szkód.
Przez szum wiatru Kitty powinna być w stanie dosłyszeć swoje imię - i Eugene oczywiście również - choć na pewno stłumione oraz niewyraźne. Ciężko byłoby natomiast określić kierunek, z którego padło - Bobby zaś miałby podobny problem, bo zarówno z góry, jak i we wnętrzu zamieci Shadowcat i jej podopiecznego nigdzie nie było widać. Tak gęsta śnieżyca nie pozwalała nawet na określenie odległości od budynków, a co dopiero położenia ludzi.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   Sro Mar 22, 2017 7:13 pm

Lockheed skierował spojrzenie do góry na niebo, słysząc szum śmigieł. Czyżby nadeszła pomoc? Po chwili rozpoznał X-copter i w myślach uśmiechnął się z zadowoleniem. Miał tylko nadzieję, że to ktoś kto da sobie radę w takiej pogodzie. Zbliżył się do pojazdu, podlatując lekko nad powierzchnię dachu. Rozpoznał obie postacie, a jedna z nich zdecydowanie wywołała u niego zadowolenie. Bobby. Iceman. Tak, on na pewno wytrzyma temperaturę panującą na dole. Obserwował mężczyznę zjeżdżającego na dół po czym zbliżył się bardziej do helikoptera, zaglądając do środka i patrząc na Angela. W łapach cały czas trzymał ten nieszczęsny mózg potwora.
Katherine rozglądała się dookoła, szukając jakichś przejawów obecności osoby sterującej śnieżycą. Zależało jej na usłyszeniu odpowiedzi na swoje pytania. Naprawdę chciała wiedzieć z czym lub kim ma do czynienia. Istota nie wydawała się jakoś bardzo agresywna. Raczek... Wesoła? Rozbawiona całą tą sytuacją choć zapewne gdyby nie fazowanie to już by zamarzli dawno na tej ulicy. A może ją bawiło męczenie ludzi, tak jak wcześniej Kitty myślała. Nie podobało jej się, że ciągle słyszy te śmiechy dookoła zamiast odpowiedzi. Poza tym, czyżby miała do czynienia z większą ilością postaci niż tylko jedna? Tak to wyglądało. Głosy nakładające się na siebie mogły to sugerować. Albo to tylko efekt echa.
W końcu jednak dostała odpowiedź chociaż na jedno swoje pytanie. Zauważyła jak fragment śnieżycy zwalnia, przybierając częściowo kobiecą postać. Nimfa śnieżna? Wróżka? Czy może jakaś inna magiczna istota? Shadowcat nie znała się zbytnio na tych rzeczach, ale jednego była pewna. Nie miała do czynienia z człowiekiem, mutantką. To było coś zdecydowanie coś innego. Coś czego nie znała. Przyglądała się tej białej, wirującej postaci.
- Masz ładne włosy - wyrwało jej się z ust zupełnie nieprzemyślane zdanie. Nie walczyli. Kitty zdążyła się nieco uspokoić. Być może stąd wzięły się słowa, które zupełnie nie pasowały do obecnej sytuacji. Szczerze to bardzo podobała jej się ta śnieżna postać. Faktycznie wyglądała pięknie. Cała biała i lekko wirująca. Dziewczyna potrafiła docenić takie rzeczy. Nie odsunęła się gdy dłonie postaci ruszyły w jej stronę. Dała się "dotknąć", czując ponownie to przeszywające zimno. I o ile ten pierwszy dotyk jej nie przeszkadzał to kolejne już jej się nie podobały. Cała masa ramion, wywołująca nieprzyjemne dreszcze od mrozu. Nie była pewna czy istota naprawdę próbowała ich skrzywdzić, czy może tylko się bawiła z nimi, udając te ataki, w pełni świadoma, że niewiele może im zrobić.
Ponownie zaczęła się cofać niewielkimi krokami, rozglądając się na wszystkie strony. Zauważyła zmianę w zachowaniu śniegu. To jak obniżał się w jej stronę. Tak jakby trąba zmieniała kształt. Trochę ją denerwował fakt, że nie mogła nic zrobić. Cofanie się niewiele dawało, śnieg podążał za nią. Mogła spróbować unieść się do góry, ale i to mógł przecież zrobić śnieg. Ślepa zabawa w berka?
Słysząc swoje imię ponownie rozejrzała się dookoła. Poznała głos, a jakże. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Przybyła osoba, której mróz sam w sobie nie mógł zrobić aż tak wielkiej krzywdy jak komuś innemu.
- Bobby! - krzyknęła z całych sił, rozglądając się za chłopakiem. Chciała już wydostać się stąd. Choć fazowała to każdy dotyk istoty wywoływał u niej dreszcze zimna. Wolałaby znaleźć się w ciepłym instytucie. Ba, wystarczyła inna dzielnica. W końcu mieli środek lata. Uniosła się nieco nad ziemię, ciągnąc ze sobą Evana, którego ciągle trzymała za rękę. Cały czas kierowała się w jedną stronę bardzo powoli, więc nawet jeśli oddalała się od chłopaka to ten zapewne ją dogoni, idąc szybciej od niej. A ona sama prędzej czy później dotrze pod ścianę jakiegoś budynku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Quincy St (i okolice)   

Powrót do góry Go down
 
Quincy St (i okolice)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Okolice wybiegu pandy wielkiej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: