Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Richard "Monkey" Chansy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Monkey

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 30/10/2016

PisanieTemat: Richard "Monkey" Chansy   Czw Lis 03, 2016 4:03 pm

Imię i nazwisko: Richard Chansy

Pseudonim: Monkey

Rasa: Człowiek

Miejsce pochodzenia: Sturbridge, stan Massachusetts

Wiek: 22 lata

Frakcja: Inni bohaterowie

Wygląd:
Richard nie należał do grupy ludzi, którzy z racji swojego wzrostu z marszu dostają się do drużyn koszykówki lub siatkówki. Jego 168 cm kategoryzowało go wręcz odwrotnie. Był niski. Nigdy jednak w niczym mu to nie przeszkadzało. Chociaż, zważając na to, że przez większość swojego życia miał mało możliwości porównawczych. Wracając do naszego bohatera, mimo niskiego wzrostu od chłopaka aż biła pewność siebie. Zawsze rozczochrane, czarne, niedługie włosy, okulary przeciwsłoneczne oraz często widywana u niego biała koszulka bez rękawów, odsłaniająca bardzo dobrze zbudowane i zadbane ciało mówiły wręcz: -Halo, to ja tu rozdaję karty. Zielone oczy pełne zadumy trochę kontrastowały z resztą ciała, a zwłaszcza z perlistym uśmiechem, którego nie żałował dla swoich znajomych. Właśnie podczas uśmiechu można było zauważyć jego punkt charakterystyczny: ostre, jakby spiłowane zęby, jak u małpy. Tylko on sam wie, w jaki sposób doprowadził je do takiego stanu.
To, co jednak w normalnych warunkach przedstawiało pewnego siebie wysportowanego chłopaka, w mniej wygodnych sytuacjach ulegało drastycznej zmianie. Wówczas , Richard wolał nie ukazywać swej twarzy, chował ją za małpią maską, którą nosił jako swoisty amulet. Stanowiła ona również hołd dla zwierząt, którym zawdzięczał swoje życie. W momentach, gdy nie chciał by go rozpoznano, cały strój ulegał zmianie. Codzienne ubrania zastępował czarny płaszcz, pod którym ukrywało się prawdziwe oblicze Richarda. To właśnie widok spod odzienia ukazywał Monkeya. Wytatuowane niemalże całe ciało, które zakrywane było jedynie szmacianymi spodenkami oraz rękawicami na całą długość rąk, to właśnie widzieli Ci, którzy mieli nieprzyjemność spotkać się z Małpą. Często, po raz ostatni.



Charakter:
Richard Chansy z racji na swoją przeszłość, nie stanowił typu osobnika otwartego na nowe znajomości. Był nieufny, podejrzliwy i czujny. Cały czas próbował przejrzeć rozmówcę, z którym miał do czynienia. Nie wiedział bowiem, jakie zamiary ten może mieć wobec niego. Dla ludzi, którym już zaufał, był jednak bardzo lojalny, oddany, potrafiący się poświęcić. Nie wszystkim jednak jest w stanie powiedzieć o swoim drugim obliczu. Według niego to zbyt ryzykowne. Jego styl działania może mocno zniechęcić, a czasem wręcz przerazić. Tego się bał. Stracić znajomość z kimś, komu zaufał.
Miał jednak pewną słabość - małpy. Przy nich stawał się wesoły, rozbawiony, niczym dziecko bawiące się zabawką. Świetnie się dogadywał z potomkami ludzi. Co więcej, wyglądało na to, że je rozumiał.

Był również strasznie przewrażliwiony na punkcie maltretowania zwierząt, i to nie tylko z małpiego gatunku.
Jeżeli chodzi o jego zachowanie, gdy przybierał postać Monkeya, trudno tu cokolwiek powiedzieć. Skuteczny, brutalny, bezwzględny. Nikt, kto miał z nim do czynienia nie widział go zbyt długo, by w jakikolwiek sposób go ocenić. Egzekutor.

Umiejętności:
- Niezwykła zwinność i zręczność - 8 lat wśród małp wykształciło u niego niektóre instynkty dużo lepiej niż u zwykłego człowieka. Potrafił wykonywać akrobacje, na opanowanie których niektórzy poświęcają większość swego życia.
- Refleks - kolejna z umiejętności, które wyszkolił w dżungli. Tam aby przeżyć, nie wystarczy być czujnym. Tam trzeba widzieć i słyszeć wszystko. I na wszystko trzeba umieć reagować. Jak najszybciej.
- Siła - mordercze treningi w ośrodkach Tarczy zrobiły swoje. Zmierzyć siłowo może się z nim jedynie pełnoprawny członek SHIELD. Niektórzy twierdzą, że Richard ma w sobie nieludzki ułamek, który umożliwia mu wykorzystywanie swojego ciała ponad ludzki limit. Gadanie.
- Broń biała - bardzo wysoki poziom umiejętności bronią białą Richard zawdzięcza zarówno treningom Tarczy, jak i własnemu wrodzonemu talentowi w tym aspekcie. Świetnie radzi sobie zarówno z bronią jedno, jak i dwuręczną. Jednak jego ulubionym orężem są wszelkiego typu kostury czy pałki. Sztukę walki tego typu bronią opanował do perfekcji.
- Broń rzucana - podobnie jak z bronią białą, zarówno życie w dżungli, jak i treningi w siedzibie Hydry zrobiły z Richarda specjalistę w tej dziedzinie. Praktycznie nie chybiał. Co prawda, specjalizował się bardziej w rzucaniu wszelkimi rodzajami granatów czy ręcznych bomb, gdzie precyzja nie była aż tak konieczna, jednak każdy jego rzut był wycelowany i zamierzony.

Moce:
Brak.

Broń:



Głównym orężem Richarda jest długi zielony, rozkładany kostur. Broń robiona na zamówienie jeszcze za czasów przynależności do Hydry. Materiał, z którego został wyprodukowany nie jest znany nawet dla samego posiadacza. Mocno prawdopodobne, że użyto pozaziemskie składniki. Niesamowicie wytrzymały, potrafi siać niesamowite zniszczenie na dość sporej (3 metry w pełnej długości) odległości. Jednocześnie, Richard może utrzymywać bezpieczną odległość od rywala, a użyty w odpowiednim czasie kostur jest w stanie zablokować nadchodzące pociski. Możliwość składania broni umożliwia ukrycie jej pod czarnym płaszczem oraz brak konieczności paradowania z nią w pełnym uzbrojeniu bez większej potrzeby.

Ekwipunek:
W momencie tzw "akcji" Richard zwykł nosić ze sobą przyczepione do kostura bombki dymne oraz hologramy cyfrowe z zapisanym wizerunkiem posiadacza w pozycji walki. Przedmiot pierwszy używany jest w wiadomym celu - dezorientacji przeciwnika lub po prostu ucieczki.. Jeżeli chodzi o hologramy, służą one do odwrócenia uwagi i przeważnie używane są w momencie trwania zasłony dymnej. Przeciwnik przeważnie potrzebuje kilku sekund, by połapać się w sytuacji, co daje spore możliwości ataku lub ucieczki. Hologramy Richard wyniósł z czasów pracy w Hydrze. Obecnie produkowane są przez jego przyjaciółkę, na podstawie pierwowzorów. Posiada również małe bombki ogłuszające, jednak może ich użyć wyłącznie gdy ma na sobie płaszcz, ponieważ to w nim je ukrywa.

Historia:

Richard urodził się w niewielkiej miejscowości Sturbridge, w stanie Massachusetts. Ojciec - przedsiębiorczy działacz partyjny, matka – zawsze wiernie wspierająca partnera w jego drodze na szczyt. Wiadomo jednak, im większa polityka, tym większa korupcja, a często i powiązania mafijne. Głowa rodziny Chansy nie był wyjątkiem. Ukrywane przed resztą rodziny finansowe przekręty, często ciągnące za sobą ofiary w niewygodnych interesom ludziach. Rodzina jednak nic nie wiedziała. Dzięki swojej działalności, senior rodziny zapewniał swoim bliskim dostatni poziom życia. Mały Richard miał wszystko, co rozpieszczony jedynak mógł mieć. Najdroższe zabawki, dużo ciepła od matki. Brakowało mu jedynie obecności ojca, który wciąż był zajęty swoimi interesami. Wiadomo, pozycja wymaga poświęceń. Czas upływał, chłopak rósł, a jego ojciec coraz bardziej wsiąkał w niebezpieczne sieci polityki.
W 1998 roku rodzina Chansych udała się na przelot wynajętych samolotem nad Afryką. Miał to być swoisty prezent na 6 urodziny Richarda. A również spełnienie jednego z podróżniczych marzeń ojca chłopca. Wszystko pięknie się układało, wyśmienita pogoda, brak ciągłych telefonów, jednym słowem sielanka. Jak jednak wiadomo, nic nie trwa wiecznie. Tuż nad rzeką Kongo w Afryce Centralnej jeden z silników samolotu zaczął się palić. Oznaczało to tylko jedno, śmierć wszystkich albo próba ratunku przy pomocy spadochronów. Rodzina Chansych walczyła, tego nie można im zarzucić. Każdy z pasażerów wyposażył się w środek ochrony ich życia. Mały Richard skakał w objęciach ojca. Nie wiadomo było przecież jak zachowa się 6-latek widząc zbliżającą się ziemię. A więc stało się, skoczyli wszyscy, oprócz pilota, który mimo rozkazów Chansego seniora, wciąż wierzył w bezpieczne lądowanie. Podczas lotu w dół, rodzina widziała jak samolot rozbija się podczas walki z przeciwnościami losu. Mimo ucieczki z pokładu, nie wszystko poszło tak dobrze, jakby się wydawało. W mediach mówiono o odnalezionym wraku prywatnego samolotu, ale również o dwóch ciałach roztrzaskanych na drzewach przy brzegach rzeki Kongo w Demokratycznej Republice Konga. Ani słowa o 6-letnim chłopcu, który przeżył wówczas dramat.
Richard nie wiedział, co się dzieje. Strasznie trzęsło w tym samolocie. I czemu wszyscy tak krzyczą? Nie było czasu na rozmyślania, a tym bardziej podpytywanie starszych, gdyż kilka chwil później leciał już w objęciach ojca. W czasie lotu usłyszał też potężny wybuch. Ojciec nie pozwolił mu jednak spojrzeć w kierunku, z którego dochodził odgłos. Zostało mu patrzeć w dół, w stronę zbliżającej się ziemi. Wydawało mu się, że nic ich nie uratuje. Usłyszał tylko krzyk ojca: - k***a mać, co z tym spadochronem? Dalej potoczyło się już bardzo szybko. Ziemia była już strasznie blisko. W pewnym momencie poczuł potężne szarpnięcie. I krzyk. Krzyk jego ojca i matki. Krzyk, którego jeszcze nigdy nie słyszał. Pełen bólu, strachu i cierpienia. Ostatni krzyk. Przerywały go kolejne uderzenia. Najpierw o gałęzie, ostatecznie o ziemię. Wszystko go bolało. Miał rozdarte spodnie. Lekko szumiało mu w głowie. Spojrzał w stronę ojca, szukając wsparcia. To, co zobaczył przeraziło go. Twarz rodzica pokryta była krwią. Oczy miał nieobecne, usta lekko otwarte. Nie oddychał, nie reagował na krzyki dziecka. Na płacz dziecka. Richard próbował go obudzić, próbował wstać. Martwe ręce jego ojca zacisnęły się na jego ciele i nie chciały puścić. Po długiej, męczącej walce ze swoistym więzieniem. Mimo upływu czasu, nadal wierzył, że ojciec tylko udaje. Skąd bowiem 6-latek miał wszystko wiedzieć i rozumieć. Szarpał ciałem rodzica wciąż płacząc. Próbując podnieść głowę ojca poczuł pod palcami ciepło. Spojrzał na swoje dłonie, były całe we krwi. Dotarło do niego, że został sam. Jego ojciec rozbił głowę, uszkadzając czaszkę. To była szybka śmierć. W głowie miał jednak jeszcze jedną myśl: mama. Chodził kilka godzin szukając jej. Niestety na próżno. Zmęczony, głodny, osamotniony, usiadł przy jednym z pobliskich drzew i zaczął płakać. Nagle usłyszał szelest liści. Krzyknął tylko: - Mama? W odpowiedzi usłyszał tylko pohukiwania i piski. Niemal z wszystkich pobliskich drzew zaczęły zeskakiwać czarne, włochate stwory. Małpy. Przerażony chłopiec nie wiedział, co ma robić. Zaczął więc krzyczeć. Małpy zaczęły więc krzyczeć razem z nim. Dżunglę wypełniły wycia zwierząt i ludzkiego dziecka. Po chwili człekopodobne istoty zaczęły z zainteresowaniem zbliżać się do trzęsącego się ze strachu Richarda. Ten zauważył, że małpy nie mają złych zamiarów, inaczej bowiem od razu rzuciłyby się do ataku. Trochę się uspokoił, czuł jednak, że ma do czynienia z dzikimi zwierzętami i nic nie jest pewne, co do ich zachowania. Małpy zaczęły go dotykać, ciągać za włosy, jedna odważyła się nawet koło niego usiąść. To było miłe. I uspokajające. W pewnym momencie, w oddali zagrzmiał ryk, jakiego chłopiec jeszcze nie słyszał. Ryk tak przerażający, że małpi towarzysze momentalnie zaczęli się ulatniać. Richard znów zaczął płakać. Wiedział, że teraz nie ma ratunku. Małpa, który koło niego siedziała zaczęła szarpać go za bluzę i palcem pokazywała na gałęzie. No tak, tam chłopak będzie bezpieczny. Tylko czy zdoła sam tam wejść? Lepiej spróbować niż dać się rozszarpać. Wstał, otrzepał się i z niemałymi problemami zaczął się wspinać. Po chwili, został otoczony przez trzy małpy, które zaczęły mu pomagać w jego ucieczce, w ich ucieczce. Pomogły mu, uratowały. Nie spodziewał się jednak, że to dzięki nim przetrwa kolejne dziesięć lat. Musiał wiele się nauczyć. Małpy były bardzo opiekuńcze. Miał szczęście, trafił bowiem na szympansy bonobo, słynące ze swojej matczynej troski. Na samym początku go nakarmiono, napojono. Widząc, że ludzkie dziecko trzęsie się w nocy, małpy przytulały się do chłopca, by go ogrzać. Tak mijały kolejne lata. Chłopak rósł i potrafił coraz więcej. Nie chodzi jednak o czynności ludzkie, a czysto szympansie. W zwinności dorównywał swoim małpim towarzyszom. Często to on przynosił pożywienie dla starszych osobników. Nie był już uzależniony od łaski małp. Nieraz bronił stada. Niestraszne były mu drapieżniki. Opanował walkę bambusowym kijem, który często ratował mu życie. To były dziwne czasy w kongijskiej dżungli. Stado szympansów i człowiek pożywiające się martwym gorylem czy hieną.
W roku 2008 na dziwne stado natknął się pewien francuski badacz, który postanowił nakręcić materiał o agresywnych szympansach. Dopiero po jakimś czasie dojrzał, że wśród małp znajduje się człowiek. Prymitywny, ale równie zwinny jak jego towarzysze. I równie agresywny. Bez wahania powiadomił władze w swoim kraju. Wiadomości na całym świecie trąbiły o człowieku żyjącym z małpami. Jednak to nie władze któregoś z państw pierwsze zjawiły się przy nabrzeżu rzeki Kongo. Zjawił się tam ktoś inny.
W małpim stadzie przyszła pora mycia się w rzecznych wodach. Zarówno stare osobniki, jak i te najmłodsze miały niemałą frajdę z zimnej kąpieli przy akompaniamencie palącego afrykańskiego słońca. Wśród szympansów znajdował się również Richard, który z radością przyglądał się swoim towarzyszom. Relaksujące zajęcie stada zostało przerwane warkotami ludzkich maszyn. Z zachodu nadlatywały cztery masywne śmigłowce. Ku przerażeniu małp, zaczęły one lądować wzdłuż rzeki. Z każdej piekielnej maszyny wyskoczyło po kilkunastu podobnych Richardowi osobników. Chłopak poczuł tylko ukucie w szyi i strasznie mocne poczucie senności. Upadając zobaczył jedynie uciekające stado. Jego stado. Jego rodzinę.
Obudził się w zamknięciu. Przykuty do łóżka. Szarpał się. Krzyczał. Po chwili do pomieszczenia weszło dwoje ludzi. Pamiętając, że podobni odebrali mu rodzinę wpadł w szał. Wyrwał łańcuchy z łóżek i rzucił się na intruzów. Po chwili jeden z nich, uderzony dłonią Richarda oparł się bezsilny o ścianę. Drugi poczuł na szyi łańcuch. Chłopak czuł nienawiść i chęć zemsty. Wykrzykiwał niezrozumiałe nikomu słowa, które przerwało to samo uczucie, co przy pierwszym spotkaniu obcych. Ukucie w szyi i senność. Znowu. Próby kontaktu z chłopakiem trochę czasu zajęły. Najtrudniejsze było porozumienie się z Richardem, któremu pobyt wśród małp odebrał pełną zdolność ludzkiej mowy. Poddany został wielu testom, które wykazał ponadprzeciętny rozwój organizmu chłopaka. Przeprowadzono go przez wiele operacji, mających przywrócić mu zdolność przebywania wśród ludzi. Hydra, za pomocą technologii wczepiła w Richarda umiejętność czytania, pisania czy po prostu mówienia. Można powiedzieć, że Hydra go zaprogramowała na nowo. Nauczono go walki, szpiegostwa. Słowem, stworzyli agenta idealnego. Wszystko dla Hydry. Pozbawiony wszelkiej rodziny, przystał na propozycję organizacji. Zostanie jednym z nich. W głowie miał jednak plan. Nie zamierzał bowiem przebywać długo z ludźmi, którzy odebrali mu wszystko. Przez kolejne pięć lat ciężko trenował. W skutek działań nad jego mózgiem, zarówno jego umysł jak i ciało rozwijało się wyśmienicie i już w wieku 18 lat został wysłany na pierwszą misję jako agent Hydry. Spisał się wyśmienicie. Co prawda, nie wykazywał zgrania z resztą załogi i po wyśledzeniu celu zadania, który mieli oddelegować do organizacji, okazał się wobec niego bardzo brutalny i bezwzględny. Nawet jak na standardy Hydry. Faktem pozostało jednak, że materiałem na agenta był świetnym. Opanował walkę niemal każdym typem broni białej. Lubował się we wszelkiego rodzaju granatach czy bombach dymnych. Stronił jedynie od broni palnej. Podczas pierwszych miesięcy pobytu w normalnej cywilizacji oglądał dużo filmów. Większość z nich stanowiły dokumenty przyrodnicze. Natrafiał również na materiały pokazujące wybijanie różnych gatunków zwierząt przez człowieka. Oczywiście najczęściej za pomocą broni palnej. Właśnie przez te filmy nie zamierzał używać źródła zniszczenia tak wielu gatunków zwierząt. Hydra widziała jednak w nim przyszłość. Specjalnie dla niego stworzyła kostur, który był niemalże niezniszczalny. Miało to stanowić rekompensatę za odebranie małpiej rodziny. On jednak wciąż pamiętał. I nie zamierzał zapomnieć. Czekał na odpowiednią okazję. Brał udział w wielu misjach. Poznał nadludzi, miał do czynienia nawet z organizacją X-Menów. To wszystko jednak nie miało znaczenia. W głowie siedziało tylko jedno. Kara dla tych, którzy krzywdzą zwierzęta. Kara dla bydlaków, którzy nie szanują życia stworzeń, często dłużej przebywających na tej planecie od nich. Wiedział, że dokona zemsty, nadal jednak czekał.
Okazja nadarzyło się w roku 2013, gdy został wysłany na samodzielną misję do Tokio w celu odnalezienia pozaziemskiego artefaktu. Misji nigdy nie wykonał. Czując okazję, zamiast do Tokio, trafił do Bogoty, gdzie zamierzał się ukryć na jakiś czas. Niestety, już po tygodniu pod drzwiami hotelu, w którym mieszkał, stanęło dwóch podejrzanych mężczyzn. Richard wiedział co się kroi, chciał się jednak upewnić. Otworzył drzwi i został automatycznie zaatakowany. Był na to gotów. Kostur był w pogotowiu. Spacyfikowanie agentów nie zabrało mu dużo czasu. Wiedział jednak, że to nie koniec. Słyszał pogłoski o chipach wczepianych agentom. Musiał to sprawdzić. Udał się na prześwietlenie organizmu, a gdy jego przypuszczenia okazały się słuszne, znajomy chirurg dokonał wyjęcia urządzenia z organizmu. Chip od razu został zniszczony, a Chansy zmienił po raz kolejne miejsce zamieszkania. Wędrował po świecie okrągły rok, zbierając informacje. W końcu osiadł w Nowym Jorku, gdzie miał sporo osób wiszących mu przysługi. Tam również była Lora, specjalista od elektroniki, jakich mało. Dzięki niej Richard skopiował technologię Hydry i mógł sam wytwarzać bomby dymne oraz hologramy. Chansy sprowadził również starą, antyczną maskę przedstawiającą świętą małpę. Udał się również do znajomego tatuażysty, który pokrył niemal całe jego ciało tuszem w wielu kolorach. Vendetta może się rozpocząć. Tu dopiero zaczyna się historia Monkeya.


Ostatnio zmieniony przez Monkey dnia Pią Lis 04, 2016 7:52 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Richard "Monkey" Chansy   Czw Lis 03, 2016 5:13 pm

Przede wszystkim podpisz regulamin i dodaj avatar, bo jest on brany pod uwagę podczas oceniania karty.

W wyglądzie chyba nigdzie nie wspominasz o włosach - kolorze, długości i tak dalej. "Rozczochrane" to trochę mało precyzyjne określenie.

Najwięcej do poprawienia będzie w historii, bo w niej narobiłeś sporo błędów logicznych, technicznych, fabularnych i tak dalej - i tym podobne. Spróbuję wymieniać po kolei, żeby łatwiej było Ci to wszystko ogarnąć.

Cytat :
Tuż nad rzeką Kongo w Afryce Centralnej jeden z silników śmigłowca zaczął się palić. Oznaczało to tylko jedno, śmierć wszystkich albo próba ratunku przy pomocy spadochronów.

Zaczerpnąłem informacji i po pierwsze: w śmigłowcach silniki nie są niezbędne do lądowania, po drugie zaś raczej nie trzyma się w nich spadochronów, choć to ostatnie mogę odpuścić, może różnie z tym bywa.

Dziesięć lat wśród zwierząt w tak młodym wieku, czyli po tym wszystkim człowieka już za bardzo pewnie nie przypominał... Wątpię, żeby SHELD w ogóle się nim zainteresowało i sprowadziło go do siebie, raczej zostawiliby to innym służbom. To po prostu nie ich działka. Natomiast nawet zakładając, że zajęliby się tą akcją ratunkową, to nie zaoferowaliby kompletnie zdziczałemu dziecku zostania agentem. Może przeprowadziliby na nim jakieś testy, może oddali jakiejś organizacji, która spróbowałaby go przywrócić do społeczeństwa. Na Twoim miejscu wybrałbym po prostu jakąś inną grupę. Takie działania prędzej by mi pasowały do jakiejś Hydry albo innej organizacji przestępczej. Kolejne sprawy - w wieku osiemnastu lat nie zostałbyś posłany na pierwszą misję. Fury by na to nie pozwolił. Grupa przestępcza? Pewnie tak, bo one mają inne priorytety.

Inna sprawa, że w historii wspominasz o tym, że używasz broni białej, ale od niej stronisz. Zgaduję, że się walnąłeś i chodziło Ci tam o broń palną?

Poza tym wydaje mi się, że przystosowywanie się w ogóle do życia wśród ludzi, w społeczeństwie, zajęłoby o wiele więcej czasu. Nie chodzi mi tylko o pisanie, czytanie, mówienie, ale o całokształt zachowania. To tak, jak gdyby przyzwyczajać dzikie zwierzę do bycia w miarę udomowionym.

Póki co nie oceniam jeszcze reszty, poczekam na zmiany i wtedy się do nich ustosunkuję. Ale o tych chipach w S.H.I.E.L.D. możesz raczej zapomnieć, jeżeli się oczywiście na S.H.I.E.L.D. uprzesz. Prędzej miniaturowe bombki w mózgu, jak u Venoma - dla tych wyjątkowo problematycznych podwładnych... Ale też wątpię, aby to było często praktykowane.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Monkey

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 30/10/2016

PisanieTemat: Re: Richard "Monkey" Chansy   Pią Lis 04, 2016 7:55 am

Poprawiono.

Poszedłem za Twoją sugestią dotyczącą Hydry. Muszę się przyznać, że uniwersum Marvela nie jest mi do końca znane, ale ciągle nadrabiam zaległości.

Wyjaśniłem kwestię szybkiego ucywilizowania postaci.

Ten śmigłowiec to mój błąd. Chodziło mi o samolot. Mały, prywatny o dwóch silnikach.

Avatar dodany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Richard "Monkey" Chansy   Pią Lis 04, 2016 2:17 pm

Teraz wdaje się być w porządku. Akcept.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Richard "Monkey" Chansy   

Powrót do góry Go down
 
Richard "Monkey" Chansy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Sprawy organizacyjne :: Karty postaci-
Skocz do: