Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Upper West Side

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Lightningrod

avatar

Liczba postów : 58
Data dołączenia : 23/11/2016

PisanieTemat: Upper West Side   Nie Gru 11, 2016 11:00 pm

First topic message reminder :


Upper West Side (czasem nazywane UWS) to jedna z dzielnic Nowego Jorku, zlokalizowana na wyspie Manhattan, pomiędzy rzeką Hudson a Central Parkiem (zachód-wschód) oraz od 59-tej Ulicy do 110-tej Ulicy (południe-północ, czyli na całą długość Central Parku). Niektórzy traktują Morningside Heights - osiedle na pólnoc od 110-tej ulicy - jako część Upper West Side.

Jest to dzielnica głównie mieszkalna, której rezydenci zazwyczaj znajdują zatrudnienie w innych, komercjalnych sąsiedztwach takich jak Midtown lub Lower Manhattan.
Ma reputację nowojorskiego ośrodka kultury: w jego północnej części znajduje się jeden z dwóch kampusów Empire State University, na południowej zaś wiele pracowni artystycznych oraz Lincoln Centrum - "dom" organizacji takich jak New York Philharmonic czy Metropolitan Opera.


Ostatnio zmieniony przez Rapid dnia Pon Gru 12, 2016 1:24 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Upper West Side   Nie Cze 03, 2018 9:23 pm

Ben i Scott współpracowali ze sobą. Przynajmniej na początku, kiedy Mściciel zaoferował swoją pomoc w pokonaniu kolejnego Sentinela. Jeden starał się blokować ruchy maszyny, wystrzeliwując sieci w stronę repulsorów czy kończyn. Drugi zaś korzystał ze swoich zdolności i atakował znienacka, raz po raz powiększając swoją dłoń. Nie były to zbyt rozsądne działania, bo za każdym razem, kiedy udało się Sentinelowi przepalić sieci, promienie trafiły najpierw w drzewo - które z hukiem wylądowało na terenie parku - a później w budynek, niszcząc jego elewację pod oknami drugiego piętra.
Maszyna nie poddawała się. Działała tak jak wcześniej - sztywno i powoli, nie była w stanie dostrzec mikroskopijnego Scotta, który od czasu do czasu wydarł się z poleceniem ataku mrówek (a te głównie przymierzały się do niszczenia kończyn dolnych i ich wierzchnich powłok), ale przy swoim wzroście był nieuchwytny. Ataki były kierowane przede wszystkim w stronę Bena, któremu udawało się co poniektóre uniknąć. Liczył jednak już w myślach, ile będzie miał siniaków, ran oraz to, jak strasznie strój będzie wyglądał po całym starciu.
Zajmij się cywilami — odezwał się Scott. Nie był to głos nieznoszący sprzeciwu, ale - o dziwo - całkiem obiektywna ocena sytuacji. Przynajmniej według mężczyzny, który wraz ze Scarlet Spiderem zadbali o to, aby Sentinel stracił jedno z ramion, dokładnie lewe. Kończyna została odrzucona w stronę parku.
Ben wykorzystał chwilę na to, żeby oddalić się od robota i walczącego Mściciela. Wycelował siecią w jeden z budynków i huśtał się w okolicy Columbus Circle. Dość bezwstydnie wyłapywał wolniej uciekających cywili, żeby przenieść ich w ulice lub zaułki, z których mogli w miarę bezpiecznie przejść dalej. Towarzyszył im, chcąc sprawdzić czy w dalszej okolicy nie znajdą się roboty, gdyż te trzeba będzie zniszczyć albo chociaż skupić ich uwagę na sobie.
Gdy Natasha spojrzała w stronę cywilów - ci już zdążyli zniknąć w alejce prowadzającej do Central Parku. Nie musiała się o nich martwić, a jedynie o tych, co mogli wyjść na ulicę. Co prawda, było to mało prawdopodobne, ale wciąż niewykluczone.
Sentinel, w przeciwieństwie do Romanoff, był powolny. Jego ruchy nie były płynne i pełne gracji, więc rudowłosa nie miała problemu z tym, aby osiągnąć to, co zamierzała. Czarna Wdowa zdążyła dobiec do maszyny, zanim ta wystrzeliła w jej stronę wiązkę energetyczną. Udało jej się wcisnąć granat między poniszczone fragmenty wierzchniej powłoki i odskoczyć. Nie miała wiele czasu. Minęło raptem kilka sekund, kiedy nastąpił wybuch. Właściwie to nawet podwójny, bo najpierw pojawił się huk od granatu, by zaraz zostało to poprawione przez wybuch maszyny. Natasha zdążyła zatrzymać się za samochodem terenowym, oddalonym kilkanaście metrów od miejsca wybuchu. Ciepły podmuch wiatru wyczuła od razu, podobnie jak niosący się dym. Leżąc na ziemi, Romanoff zobaczyła odrzucone, opuszczone auto, które zatrzymało się parę metrów od dwuśladowca, za którym się schowała. W tym samym czasie usłyszała w głowie głos Emmy Frost; telepatka przekazywała informacje z pewnością przydatne.
Jeśli Natasha po raz kolejny rozejrzałaby się po okolicy, to nie zobaczyłaby żadnego przechodnia. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Wyrwy, które obserwował Rictor, jeszcze przez chwilę rozciągały się w różne strony. Z lotu ptaka łatwiej byłoby dostrzec liczne pajęczyny wspomnianych pęknięć. Te jednak zatrzymały się w pewnej chwili, więc nie było zagrożenia. Żłobienia tuż przy płytach skalnych były najszersze, jednak dalej stopniowo się zwężały i nie zapowiadało się na to, żeby stało się coś więcej.
Julio wyczuł ruch gruntu nieopodal globusa i wyjścia ze stacji metro. Detektyw, przygotowany na taką sytuację, zareagował szybko. Ze względu na jego zdolność, prędko mógł dojść do wniosku, że nie było to na tyle niebezpieczne, jednak nie należało zignorować. W oddali Lang walczył z robotem, a Natasha przyczyniła się do wybuchu; podwójny huk nie wystraszył, ale mógł zwrócić uwagę mutanta.
Rictor, po wzmocnieniu fragmentu w okolicach zejścia na stację, miał chwilę dla siebie. Nie wyczuwał nigdzie drżenia czy czegoś, co miałoby go zaalarmować, zaboleć bądź zaniepokoić. Mógł zebrać siły lub zrezygnować z dobrego miejsca i przejść dalej. W międzyczasie nastąpiło telepatyczne tknięcie, które nie przeobraziło się w coś więcej.
W podobnym momencie coś więcej zaczęło dziać się od strony Ant-Mana. Najpewniej w tej samej chwili mężczyzna otrzymał telepatyczną wiadomość, która odwróciła jego uwagę, a to nie skończyło się za dobrze. Scott Lang wymierzył i rzucił dyskiem w stronę Sentinela, przekonany o powtórce z pomniejszeniem i zmiażdżeniem buta maszyny.
Stało się wręcz przeciwnie.
Wspomniany robot zamiast zmniejszać się stopniowo, zaczął rosnąć. Przekleństwo (może nawet krzyk) Scotta zwrócił uwagę Rictora. Mężczyzna mógł zaobserwować jak przeciwnik rośnie. Przerósł wysoki parter budynku, przy którym się znajdował, pierwsze piętro, drugie… W międzyczasie Natasha również była w stanie zobaczyć to z oddali. Widok stawał się niepokojący.
Powiększający się Sentinel był niepokojący. Zwłaszcza, że zatrzymał się gdzieś na trzecim piętrze budynku, gdy każde z nich miało około dwóch i pół metra wysokości. Już wcześniej robot był spory przy swoim wzroście, mimo że nie sięgał do sufitu parteru, ale teraz - stał się wyzwaniem. Metalowa siatka, która powiększyła się podobnie, wylądowała na Columbus Circle. Zderzenie obciążników siatki spowodowało, że wyrwy ponownie się rozszerzyły.

| ZT dla Bena.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Upper West Side   Pon Cze 04, 2018 12:34 pm

Początkowo sytuacja przynajmniej w tej okolicy wydawała się Rictorowi niemalże opanowana - lecz niestety stan ten utrzymał się tylko przez chwilę, czego mężczyzna pewnie powinien się był spodziewać, jak stwierdził później z perspektywy czasu. Co prawda żłobienia przestały postępować, a wyłapane już później ruchy udało się zatrzymać i w wystarczającym stopniu naprawić ich efekty, ale przecież nie mogło być tak dobrze, żeby na tym skończyły się problemy.
Uspokoiwszy pobliskie grunty - ale wciąż zwracając na nie uwagę, aby nie dać się czymś zaskoczyć - Latynos mógł sobie w końcu pozwolić na dokładniejsze przyjrzenie się toczącym się niedaleko walkom, których odgłosy do tej pory odbierał. Ta po lewej przeniosła się jeszcze dalej od niego, więc ciężej było mu ją śledzić, zaś ta po prawej... Właściwie już się zakończyła, za to jej ludzki element dla odmiany przybliżył się do miejscówki zajmowanej przez Rica. Tym lepiej dla niego, bo miał sprawę do osoby, w której teraz rozpoznawał już Black Widow. Świetnie, kolejny Avenger. Przynajmniej ktoś, kto nie powinien go zirytować...
Korzystając z chwili, gdy spoczywająca przy porzuconym samochodzie kobieta nie robiła jeszcze nic konkretnego, Rictor wykonał kilka kroków w stronę Central Park West, wysuwając się spomiędzy linii drzew, lecz tak czy siak trzymając się blisko niej. Wciąż dzielił ich kawałek, ale skoro sytuacja trochę się uspokoiła, a maszyny działały gdzieś dalej, to liczył na to, że zostanie usłyszany. Tak jak jeszcze niedawno przy zwracaniu na siebie uwagi Torcha, tak i teraz zaczął od głośnego zagwizdania na palcach - zakładając, że ten dźwięk będzie mniej typowy, więc prędzej przykuje zainteresowanie. Jeżeli Widow spojrzała w jego kierunku, uniósł rękę ponad głowę - dla pokazania, że tak, to on był źródłem tego odgłosu. Zaraz potem, osuwając już dłoń niżej, może na wysokość ramienia, wykonał palcami uniwersalny gest przyzwania ku sobie. Tak, mógłby wyjść kobiecie na przeciw, ale nie chciał oddalać się od ronda... I zejścia do metra.
Wszystko byłoby cudownie, jak na te okoliczności oraz na możliwości Nowego Jorku, gdyby nagle Latynos nie usłyszał czegoś w rodzaju świstu powietrza. Odruchowo obrócił głowę w lewo, gromadząc w dłoni po tej właśnie stronie zieloną energię, aby w razie czego móc się bronić... Lecz nie zaszła taka konieczność. Zamiast tego mężczyzna najpierw ujrzał, a następnie poczuł ogromną, metalową siatkę - a dokładniej efekty jej opadnięcia na Columbus Circle. Aż zgrzytnął zębami z niezadowolenia, szybko badając stopień nowych uszkodzeń, a następnie kierunkując swoje zdolności z powrotem w ziemię, aby zatrzymać ich postępowanie. Tym razem jeszcze nawet nie próbował niczego przesuwać, aby podeprzeć poszczególne warstwy. Przy wciąż obecnych obciążeniach to by było ryzykowne. Po prostu sztucznie zablokował podłoże w miejscu, aby nie mogło się zapaść... Szczególnie ponad ludźmi i ich drogą do wyjścia.
- Każ swojemu kumplowi pomniejszyć tego robota! Niech go zniszczy albo chociaż czymś zajmie, żeby nam nie przeszkadzał... I niech sam się nie zwiększa! Pod ziemią jest jakieś pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt osób, trzeba je wyprowadzić na zewnątrz i wysłać do najbliższego budynku. Idź po nie i przy okazji zawiadom kogo trzeba, żeby metro przestało jeździć na tym odcinku. Utrzymam ziemię póki nie wyjdziecie - polecił, podnosząc głos na tyle, aby Widow mogła go usłyszeć. Sam nie posiadał żadnego sposobu na skontaktowanie się z Ant-Manem, a domyślał się, że Avengers musieli nosić przy sobie komunikatory. Tego samego urządzenia kobieta mogła użyć do dogadania się ze służbami, które zadbałyby o metro. Ric z kolei wolał mieć wolne obie ręce, aby w razie czego przez nie generować wibracje, dlatego nie mógł się zająć nawet tą ostatnią kwestią - choć komórkę w kieszeni posiadał.
Bliskość drzew sprawiała, że mutant tak naprawdę nie widział powiększonej maszyny, ale ta siatka w pełni mu wystarczała, aby dopowiedział sobie resztę, bo w końcu wcześniej zorientował się jak działał Ant-Man. Gdyby był optymistą, Rictor pewnie liczyłby na to, że skanery, czujniki czy cokolwiek innego w tych robotach, co odpowiadało za wypatrywanie ludzi, nie będzie działało poprawnie z powodu takiej różnicy wzrostu, szczególnie niespodziewanej... Ale optymistą nie był, więc tylko brał taką opcję pod uwagę, ale nie stawiał na nią wiele. Sam skupiał się - zgodnie ze swoją zapowiedzią - na blokowaniu podłoża. W innych okolicznościach - przede wszystkim nie w mieście - pewnie pomógłby w walce z przeciwnikiem, posyłając przez niego drgania, które powinny rozsadzić go od środka... Ale takie ogromne odłamki uszkodziłyby budynki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Upper West Side   Sro Cze 13, 2018 6:31 am

Kiedy jeszcze leżała na ziemi jej uwagę przykuł zwiększający swoje rozmiary sentinel. Domyśliła się, że zapewne Scott pomylił jeden ze swoich gadżetów i zamiast pomniejszyć zagrożenie to wywołał jeszcze większy zamęt niż był. Gdy się podnosiła nagle usłyszała gwizdanie jak na psa. Obróciła się i dojrzała jakiegoś mężczyznę unoszącego rękę. Wyraźnie czegoś od niej chciał.
Wysłuchała jego gburowatych zażaleń i pomysłu. Stwierdziła, że bezpieczeństwo ludzi w tej sytuacji jest ważniejsze. Popędziła w kierunku zejścia do metra, jednocześnie korzystając z komunikatora Avengersów próbowała porozumieć się z Ant-man'em.
-Scott, czy dasz radę przywrócić go do normalnych rozmiarów? W każdym razie, nie powiększaj już siebie ani niczego dookoła. Jakiś facet o zdolnościach manipulacji ziemią czy coś takiego, twierdzi że w metrze pod nami znajduje się jakieś 50-60 osób i w każdej chwili może ulec zawaleniu. Idę po nich, staraj się zatrzymać, a najlepiej zniszczyć robota. Tylko staraj się niczego już nie powiększać.
Po rozmowie z Ant-man'em przez komunikator starała się porozumieć z kimś z obsługi metra. Zbliżała się coraz bliżej wejścia.
-Mówi Black Widow. Wstrzymajcie ruch wszystkich kolei kursujących przez Upper West Side, metro jest narażone na zawalenie, właśnie tam wchodzę ewakuować ludzi.
Po tych rozmowach schodzi do podziemi metra i rozgląda się poszukując ludzi wymagających ewakuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Upper West Side   Pon Cze 18, 2018 6:10 pm

Efekty uszkodzenia nie były tak przeraźliwe, jak Rictor mógłby się spodziewać. Siła, z jaką siatka i jej obciążenia wylądowały na ziemi, była wyczuwalna - zwłaszcza dla mężczyzny. W okolicy Columbus Circle zadrżało, ale wbrew pozorom nie spowodowało to czegoś, co miałoby na poważnie zaniepokoić latynosa. Wierzchnia warstwa ulic, która i tak już została poniszczona, spękała jeszcze bardziej. Bynajmniej nie w sposób, który miałby zasygnalizować - przynajmniej na tę chwilę - że lada moment wszystko runie do wnętrza stacji metra. Pręty zbrojeniowe wciąż spełniały swoją funkcję. Jedyne, czego należało się strzec to tego, że Sentinel mógł ruszyć do placu, co mogłoby skończyć się zdecydowanie gorzej.
Scott Lang był prawie że zgięty w połowie. Z oddali wyglądał tak, jakby otrzymał cios w brzuch czy splot słoneczny i mimowolnie zastygnął w tej pozycji, licząc na to, że ból przejdzie. Nie to jednak było w tym momencie troską Ant-Mana, który zdziwił się, gdy usłyszał głos Natashy w swoim komunikatorze.
— Na razie go powstrzymam — powiedział. Brzmiało to tak, jakby Scott zignorował to, co wcześniej poruszyła Romanoff. Ciche przekleństwo wyrwało się z jego gardła, co rudowłosa Mścicielka z pewnością mogła usłyszeć.
— Jak tylko odblokuję pasek to go zmniejszę! Na spokojnie! — trudno powiedzieć czy starał się nie zdenerwować Czarnej Wdowy, czy pocieszał samego siebie za wtopę, do której przyczynił się w tak, no cóż, idiotyczny sposób.
Wspomniana kobieta była w stanie zauważyć Sentinela w momencie, gdy biegła w stronę metra. Maszyna była dosyć wysoka, powiększona kilkukrotnie od standardowych. Nie wykonywała jednak gwałtownych ruchów podobnie jak jej “współpracownicy”. Zdawała się mieć chwilowy problem z tym, co się wydarzyło. Plusem tego było to, że jeszcze nie zaczęła atakować. Wówczas nie trzeba byłoby się martwić o jedynie ulice, ale także budynki, skoro średnica otworów od promieni była również zwiększona.
Nawiązanie rozmowy z kimś z obsługi metra nie było problematyczne. Mężczyzna, którego szczęka drżała pod wpływem emocji, ogólnego przerażenia, patrzył na Natashę.
— J-już… t-to jest zgło-zgłoszone — powiedział, jąkając się przy tym. — Powinni wyłączyć i-i-i opuścić sta-ta-ta-cję — dodał, samemu zaraz kierując się na górę. Ociągał się nieco, co było spowodowane licznym tłumem podążającym na górę. Romanoff musiała liczyć się z tym, że będzie miała problem z zejściem na dół, aby przekonać się czy wszyscy opuścili podziemie. Nic więc dziwnego, że zajęło jej to dłużej niż się spodziewała, ale w ostateczności u końcu schodów zrobiło się luźniej. Mścicielka swobodniej mogła przemierzać po tej części metra. Z oddali mogła dostrzec, że wszystkie bramki są odblokowane i nie ma problemu z dostaniem się przez nie. Im patrzyłaby dalej, tym dostrzegłaby mniej ludzi, choć wciąż paru niespecjalnie spieszyło się z biegnięciem do wyjścia. Chociażby dziewczyna będąca o kulach z zagipsowaną nogą.
Rictor był w stanie wyłapać moment, kiedy Romanoff wbiegła na dół. Mógł także odliczać kolejne osoby, które wybiegały ze stacji. Teraz właściwie wyczuwał śladową obecność tych, co byli na dole, a to dobrze wróżyło.
Gdyby wrócił na swój punkt obserwacyjny - albo chociaż podążał wzdłuż drzew, żeby sprawdzić, co ze Scottem - to mógłby przekonać się, ile razy Sentinel został powiększony. Mógł też dostrzec Ant-Mana, który przyklęknął na jednym kolanie. Przez drugie przewieszony był pasek jego stroju. Mściciel kombinował nad nim, starając się odblokować dysk, jaki na początek miał być przezeń użyty.
Za robotem - bo ten był zwrócony frontem do Columbus Circle - wyrosła mrówcza ściana. Cienka, bo przebijało przez nią światło, ale blokująca widok na uciekających do Central Parku ludzi. Wspomniana osłona zaczęła się rozciągać; nie stykała się całkowicie z ziemią, więc jej nie obciążała zanadto. Wokół maszyny powstało półkole, które zaczęło zajmować pole widzenia Sentinela. Na jego kończynach dolnych wspinały się kolumny mrówek, choć to już było zdecydowanie cięższe do zauważenia z odległości Julio.
Sam zainteresowany czuł, że przy obciążeniach siatki jest gorzej. Najwidoczniej samo uderzenie osłabiło znacząco wyszczególnione fragmenty i drżenie stało się silniejsze w tamtych okolicach. Była to stopniowa reakcja na ciężar.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Upper West Side   Czw Cze 21, 2018 10:59 pm

Nie potrafiąc i prawdę powiedziawszy nawet nie chcąc się powstrzymać, Rictor wymownie wzniósł oczy ku niebu, kiedy Widow - po wysłuchaniu go - bez słowa zaczęła się szybko oddalać. Byłoby miło, gdyby chociaż poinformowała go co zadecydowała, bo wolałby z góry wiedzieć czy mógł liczyć na jej współpracę czy nie... Ale z drugiej strony nie czuł się ani trochę zaskoczony. Jej zachowanie przynajmniej wpisywało się w oczekiwania mężczyzny, podczas gdy wcześniejsze interakcje z Torchem wybiegły poza schemat. Wyglądało na to, że jego limit pozytywnych niespodzianek został już tego dnia wykorzystany. Kto by pomyślał, że właśnie w taki sposób?
Latynos szybko przywołał się jednak do porządku i opuścił wzrok, aby odprowadzić nim biegnącą bohaterkę. Na podstawie obranego przez nią kierunku podejrzewał, że zamierzała dostosować się chociaż do części jego słów... I to chyba musiało mu teraz wystarczyć, bo nie miał się już jak z nią skontaktować. Sam Ric ponownie ruszył wzdłuż drzew, aby powrócić na swoje poprzednie miejsce, już sprawdzone. Z tej pozycji najłatwiej mu było obserwować okolicę oraz działać. W przeciwieństwie do Widow, on przemieszczał się wolniej, lecz bynajmniej nie spacerkiem. Obserwował kobietę, upewniał się, że faktycznie wybrała się do zejścia do metra... Ale przede wszystkim stale badał stan gruntu.
W tej chwili nie było z nim jeszcze bardzo źle, jednakże mutant pozostawał czujny. Nie zdziwiłoby go, gdyby sytuacja zmieniła się szybko i niespodziewanie, bo w końcu powiększenia robota i jego sieci też się nie spodziewał, a proszę, właśnie z tym mieli obecnie do czynienia. Wolał dmuchać na zimne i być gotów natychmiast zareagować, jeżeli ziemia zaczęłaby się jednak niebezpiecznie obsuwać... Szczególnie nad ludźmi, co oznaczało, że nieustannie śledził również ich położenie.
Ta jego empatia często sprawiała mu problemy, lecz w takich momentach bywała naprawdę nieoceniona. Dzięki niej Rictor nie musiał patrzeć w stronę zejścia do metra, aby wiedzieć, że przelewali się przez nie ludzie, masowo opuszczający podziemia. Wiedział - czuł - że niektórzy zostali jeszcze na dole, ale musiał liczyć na to, że nimi zajmie się już jakoś Widow, bo sam nie mógł ryzykować przemieszczania się i schodzenia poziom niżej. Przez ten czas mógł być przecież pilnie potrzebny na powierzchni. Potrzeby ogółu ponad potrzebami jednostki i tak dalej - nawet jeżeli nie podobała mu się ta filozofia, nie był w stanie odmówić jej sensu, bo w tym wypadku popierała ją matematyka.
Wszystko powyższe oznaczało przy okazji, że jednocześnie Latynos mógł skierować spojrzenie ku wyrośniętej maszynie oraz towarzyszącemu jej Ant-Manowi... A także, najwyraźniej, gromadzie mrówek, jeżeli dobrze interpretował ten obrazek. Ric zmarszczył czoło, starając się dojrzeć co dokładnie robił Lang, ale prawdę mówiąc głównie zależało mu na tym, aby ten się pospieszył. Jakoś wątpił w to, że robot na długo pozostanie tak uprzejmie bezczynny... I tym bardziej irytowało go to, że sam nie mógł w większym stopniu pomóc.
Oczywiście jego ponure przypuszczenia względem stanu otoczenia musiały się sprawdzić, bo w końcu - a na szczęście i tak ze sporym opóźnieniem - pod obciążeniami siatki sytuacja zaczęła się pogarszać. Przynajmniej na to mógł coś poradzić, szczególnie mając do czynienia z drganiami, nad którymi potrafił zapanować... Choć ich ograniczenie i usuwanie było trudniejsze od ich generowania czy wzmacniania. Do tego musiał się głęboko skupić, działać ostrożnie, z wyczuciem - i tego właśnie teraz próbował. Pod pewnymi względami Ziemia wraz ze swoimi elementami stanowiła dla niego coś w rodzaju żywego organizmu, który w tej chwili starał się uspokoić. Rzecz jasna wyjątkowo dbał o miejsca ponad czy pod ludźmi oraz o otoczenie przejścia do metra, aby zachować tę drogę ucieczki. W ostateczności wciąż gotowy był sztucznie zablokować warstwy podłoża i przeczekać w ten sposób do momentu, gdy wszyscy opuszczą podziemia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 33
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Upper West Side   Pią Sie 03, 2018 10:00 pm

Cholera, cholera, cholera.
Nie, zaraz. Spokojnie Lang. Jesteś Avengersem. Prawdziwym bohaterem. To wcale nie tak, że gdy oni żyją w willach, ty odgrzewasz lazanię w mikrofali, bo nawet nie chce ci się podgrzewać piekarnika.
Tak. Właśnie. Czyli w wracając do meritum sprawy…
Cholera, cholera, cholera.
Scott czuł się jak skończony idiota, choć próbował nie dać się rozproszyć tym ponurym myślom. Zrobić tak kardynalny błąd w sytuacji życia i śmierci blisko setki cywilów. Tak, to mógł być tylko on. Teraz jednak nie było miejsca na płacz nad rozlanym mlekiem. Trzeba było je zetrzeć z podłogi i zjeść same płatki. Czy jakoś tak.
Scott próbował więc mimo poczucia winy jak najszybciej wszystko odkręcić. Jednak złośliwość rzeczy martwych skutecznie uniemożliwiała mu to już od ponad minuty. A w takich chwilach minuta oznaczała coś porównywalnego do dni, tygodni i miesięcy. Bo liczyła się każda sekunda.
Jeszcze trochę cholery.
Udało się! Ta jedna rzecz dostarczyła Scottowi zaskakująco dużej dawki radości, skrzętnie skrywanej pod hełmem superbohaterskiego stroju. Szeroki uśmiech pozostał więc ukryty przed światem, ale może to i dobrze. Scott wysupłał z pasa odpowiedni dysk i dla pewności sprawdził go dwa razy, ale tym razem nie było szans, żeby pomylił tę jaskrawą, pulsującą czerwień. Ant-Man odetchnął ciężko.
Dobra, Lang. To twoja szansa, by naprawić to, co zepsułeś.
Rzucił. Trafił. Sentinel zaczął się zmniejszać na jego oczach, a Scotta zalała prawdziwa euforia z powodu tego drobnego. zwycięstwa.
- Ha! - krzyknął dumnie w stronę przeciwnika.
I w tym momencie oberwał wiązką lasera.
Cóż.
Scott przeleciał kawałek wzdłuż drogi, lądując ciężko na twardym asfalcie, który na moment odebrał mu oddech. Rozglądając się błędnym spojrzeniem, Scott dostrzegł stojącego obok bohatera.
- Ej, ej, ej! - zawołał, by zwrócić na siebie jego uwagę. - Ty! Słuchaj, nie widziałeś może Nat… Ekhm, to znaczy Czarnej Wdowy - poprawił się szybko.
Już chwilę wcześniej próbował się z nią skontaktować, ale odpowiedział mu szum statyczny i głucha cisza po drugiej stronie.
Nie wyglądało to dobrze.
Chciał dodać coś więcej, ale gdy tylko podniósł się na nogi, dostrzegł szarżującego w jego stronę robota.
- O, cholera…! - wyrwało mu się, zaraz jednak odzyskał zimną krew i powiększywszy swoją rękę, złapał Sentinela, ostatecznie kończąc jego żywot.
(I żywot wejścia do stacji metra przy okazji.)
Nie było jednak czasu na świętowanie. Kolejne zagrożenie rozbłysło między drzewami Central Parku i wybrzmiało okrzykami, które nie mogły zwiastować niczego dobrego.
Scott mruknął pod nosem coś, co było jednym z hiszpańskich przekleństw, jakie nauczyli go jego koledzy z odsiadki na zachodnim wybrzeżu.
- To chyba nie koniec zabawy - rzucił do siebie i do stojącego obok mężczyzny. - Ale serio, inwazja robotów. - Westchnął. - Na filmach zawsze wygląda bardziej epicko. Dobra. Nie ma co gadać! - powiedział Scott gadając.
W następnej jednak chwili ruszył do przodu, by sprawdzić jakie tym razem zagrożenie zmierzało im na przeciw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Upper West Side   Czw Sie 09, 2018 11:32 pm

Rictor, stojący w sprawdzonym punkcie widokowym na Columbus Circle, mógł zobaczyć po dłuższej chwili, że coraz mniej ludzi wybiega ze stacji metra. Przy wykorzystaniu swoich zdolności byłby w stanie stwierdzić, że na dole było zdecydowanie mniej osób. Jako że sytuacja była chwilowo opanowana - przynajmniej w jego przypadku - to mógł swoją uwagę skupić albo na dalszej obserwacji wyjścia z metra, albo na Scotcie.
W przypadku pierwszego Rictor po kolejnych minutach dostrzegłby rudą czuprynę Natashy Romanoff, która wyróżniała się na tle surowej, brudnej okolicy. Kobieta trzymała na rękach nastolatkę, z kolei ta miała dwie kule i nogę w gipsie - białoszare bandaże szybko rzucały się w oczy. Romanoff nic się nie odzywała i upewniwszy się, że z dziewczyną w porządku, zeszła raz jeszcze na dół, aby sprawdzić czy ktoś został. Nikogo jednak nie było, więc Julio mógł zauważyć Mścicielkę, która wyszła ze stacji i pobiegła przed siebie, najpewniej chcąc powstrzymać kolejnego Sentinela. Tego już mutant nie widział.
Zatem cała jego uwaga mogła skupić się na Langu i podtrzymywaniu co bardziej drżących elementów. A wspomniane drżenie wciąż towarzyszyło. Podczas gdy Scott zajmował się swoim pasem, Sentinel  stawiał ciężkie i powolne kroki w tym samym miejscu. Ot, jakby zebrane mrówki Ant-Mana nie pozwalały na to, żeby robot postąpił dalej. Może to i dobrze. Tym samym kupiły one czas mężczyźnie, który pospiesznie mógł się podnieść i założyć z powrotem pas.
Scott nie rozejrzał się, więc jeszcze nie zauważył Rictora stojącego paręnaście metrów za nim. Lang mógł na “spokojnie” przywołać mrówki, które wówczas zlikwidowałyby brunatną ścianę za robotem, żeby przekształcić się w pięści. Gotowe do tego, żeby bronić i atakować. Zwracały też na siebie uwagę. Zatem niczym dziwnym, że w tym samym momencie robot zareagował… A przynajmniej chciał.
W tej samej chwili Ant-Man rzucił odpowiedni dysk. Ten zmniejszający, żeby nie było. Ba, sam się musiał upewnić. W każdym razie, osiągnął to, co chciał i co Rictor mógł zauważyć bez problemu. Sięgający prawie dziesięciu metrów Sentinel zaczął się stopniowo zmniejszać. Pojawiła się nawet obłoczka wokół maszyny, która wróciła do rozmiarów początkowych. Najwidoczniej te dyski miały swoje ograniczenia.
Julio wyczuł, że drżenie było mniejsze, jednak nie ustawało. Większy ciężar w okolicy placu mógłby spowodować zapadnięcie się, jeśli mężczyźnie nie udałoby się tego opanować w porę. O czym mógł przekonać się w następnej chwili.
Zmniejszony już Sentinel strzelił w stronę Langa, który nie zdążył uskoczyć czy zmniejszyć się, żeby uniknąć atak. Siła uderzenia odepchnęła Mściciela do skrzyżowania, bliżej detektywa X-Factor. Scott wylądował niedaleko Rictora czy też niewielkiej wysepki, pod którą chowała się pozostałość po poprzednim robocie.
Lang skupił się na Sentinelu, który leciał w jego stronę. Robot w ten sposób “szarżował” na Ant-Mana. Mężczyzna zdążył się uchylić, aby maszyna poleciała nad nim. Sam jednak zadecydował powiększyć swoją rękę, aby złapać przeciwnika za nogę. Udało mu się to i w następnej chwili mógł zniszczyć robota. To spowodowało wybuch.
A Rictor poczuł jak momentalnie gleba zadrżała. Zderzenie spowodowało, że żłobienia powiększyły się i wejście do stacji metra osunęło się, zasypując je. Nie wyglądało na to, żeby miało się uspokoić. Niemalże natychmiastowo w tamtej okolicy pojawiła się chmara dymu, który przesłonił dalszy ciąg Broadway i wejście do jednego z budynków. Pozostało jedynie współczuć osobom, które były najbliżej, ponieważ załzawienie oczu było gwarantowane. Unoszący się pył drażnił, a samo podłoże było niepewne, gdyż mogło zawalić się pod dodatkowym ciężarem.
Co bardziej niepokojące - w oddali obaj mężczyźni mogli usłyszeć stłumiony krzyk. Jakby ktoś był atakowany bądź ścigany. Błysk energii pojawił się między drzewami. To pierwszy zauważył Scott, który był zwrócony w tamtą stronę. Rictor mógł to odczuć po tym, że było więcej ruchu w dalszej części parku za latynosem.
Obaj mogli wywnioskować, że robot znajdował się nad ziemią. Używał wszystkich swoich silników - tych zamontowanych w podeszwach, jak i na plecach. Prędkość nie była, o dziwo, zastraszająca, ale sam fakt, że dotychczas najbezpieczniejszy teren został naruszony, był niepokojący. Tym bardziej, że przed samym Sentinelem uciekała niewielka grupa nastolatków. Część z nich biegła prosto w stronę Columbus Circle, a druga zdawała się być rozsądniejsza, bo dwójka odbiła w lewo, a jeden z młodszych obywateli miasta - w prawo. Przeciwnik wolał skupić się na tych szarżujących prosto na mutanta i Mściciela; były to cztery osoby, które znajdowały się w różnej odległości od siebie.
Gdyby sięgnąć spojrzeniem dalej, za robota, dałoby się zobaczyć zniszczone drzewa, znad których również unosił się dym. Rośliny były prawie że przepołowione, z mniejszą dokładnością. Korony zwalonych drzew przesłaniały dalszy widok, którym - a przynajmniej tak można było założyć - była ścieżka prowadząca na drugi, dłuższy bok Central Parku. W tamtej okolicy opustoszało, co widać było po uciekających w różne kierunki osobach. Najwidoczniej większość wolała nie ryzykować, nawet jeśli mogłaby zachwycić siebie i innych zdjęciami czy nagraniami z ataku.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Upper West Side   Nie Sie 12, 2018 10:05 pm

Rictor nie mógł zrobić właściwie nic w kwestii robota, dlatego jego uwaga przez dłuższy czas koncentrowała się głównie na znajdujących się jeszcze pod ziemią czy już uciekających ludziach oraz oczywiście na ich osłanianiu. Musiał zaufać temu, że Ant-Man tym razem nie pogorszy ich sytuacji - i może jeszcze temu, że Widow faktycznie się z nim skontaktowała lub przynajmniej wkrótce to zrobi. Latynos nie był w stanie wyróżnić jej energii życiowej na tle tej należącej do innych osób, ale z kolei wyczuwał to, że pod powierzchnią przebywało ich coraz mniej, a to wydawało mu się najważniejsze - krótkofalowo.
Mężczyzna z ulgą odnotowywał każdego kolejnego wydostającego się na zewnątrz cywila, aż do ostatniej parki, której połowę stanowiła Widow. Jego czoło zmarszczyło się, kiedy kobieta po odstawieniu niedoszłej ofiary zawróciła na dół, ale szybko dotarło do niego dlaczego to zrobiła - i gdyby nie to, że było już na to zbyt późno, być może nawet krzyknąłby do niej, żeby sobie odpuściła, bo pod ziemią nikt nie został. Niestety nie zdążył zareagować, więc musiał dbać o utrzymanie równowagi w okolicach metra jeszcze przez chwilę - aż w końcu członkini Avenger ponownie wyłoniła się z przejścia i ruszyła w przeciwną do niego stronę. Nie spodziewał się po niej niczego innego. Przynajmniej plac mógł się już do woli zapadać, bo nikt nie zostanie pod nim zgnieciony, a ta linia i tak nie powinna być obecnie wykorzystywana... Okoliczne budynki zaś zdawały się mieć solidne podstawy i przede wszystkim nie straciły pod sobą gruntu.
Dotychczas skupiony na kontrolowaniu podłoża, Ric przez krótką chwilę nie nadzorował aktywnie rozwoju wydarzeń po stronie Ant-Mana - choć wyłapywał niektóre co istotniejsze zajścia, ze zmniejszeniem się wroga na czele - i w związku z tym zerknął ku Avengerowi dopiero w momencie, gdy usłyszał jego okrzyk. Czuł, a nawet widział, że atak robota go nie zabił... I po kilku sekundach mógł to również usłyszeć, ponieważ mężczyzna zaczął nawijać, w dodatku wyraźnie do niego. W porządku, to chyba lepsze od bycia ignorowanym przez Widow. Marginalnie, biorąc pod uwagę słowa Ant-Mana, lecz i tak lepsze.
- Była, odbiegła, nie gra drużynowo - odparł krótko i może odrobinę za ostro na jego pytanie, odpuszczając sobie opisywanie co dokładnie się z jego koleżanką z drużyny stało i w którym kierunku się udała. Najwyraźniej tak czy siak nie zamierzała z żadnym z nich współpracować, a w takim razie nie byłaby tu dla nich przydatna. Przeciwnie, mogłaby im jeszcze zaszkodzić, gdyby nieumyślnie weszła komuś w drogę... Albo oni przypadkiem jej, choć Rictor jakoś nie był w stanie się do tej opcji przekonać.
Ta krótka wymiana zdań została szybko przerwana, gdyż Ant-Man znalazł się pod atakiem, a Latynos - pomimo nagłego zaalarmowania - nie spróbował mu pomóc. Miał trochę ograniczone opcje działania, a przecież Avenger powinien potrafić sobie poradzić... Tyle że w następnej chwili Ric zorientował się już jak mężczyzna zamierzał to zrobić i aż zaklął po hiszpańsku pod nosem. Tak, świetny pomysł, zwiększanie ciężaru na niestabilnym terenie... Czyli Widow najwyraźniej niczego mu nie przekazała. Cudownie.
- Nie... - zaczął ostrzegać, a może raczej zabraniać, ale właśnie w tym momencie doszło do wybuchu, przed którym Rictor instynktownie osłonił się uniesionymi rękami, chroniąc przede wszystkim twarz. Okazało się, że nie było to konieczne, bo akurat jemu nic nie groziło... Ale jednocześnie mutant wyczuł wzmożone ruchy podłoża i nie musiał ani spoglądać w stronę placu, ani nasłuchiwać dobiegających z niego odgłosów, aby wiedzieć co się wydarzyło. Mimo to i tak opuścił ręce, po czym zerknął ku zasypanemu wejściu do metra i chmurze pyłu, po czym skierował niezadowolone spojrzenie na Ant-Mana. Wbrew pozorom nie był na niego wyjątkowo zły. Tylko tak przeciętnie.
Ric naprawdę chętnie ze szczegółami i w dodatku bardzo, bardzo kulturalnie wyłożyłby co o tym całym zajściu myślał, ale jego uwagę przykuło nagłe zamieszanie w oddali za jego plecami. Oczywiście nie mógł go od razu zobaczyć, ale czuł przemieszczającą się energię... Rozpoznawał ją jako ludzką, a więc zgadywał, że to kolejni uciekający. W tych okolicznościach nie stanowili żadnego zaskoczenia, ich krzyki również nie, ale już reakcja Ant-Mana - owszem. A Latynos zdążył prawie przyzwyczaić się do myśli, że roboty omijały parki... Najwidoczniej teraz trafiły na obszar, którego nie zasłaniały drzewa i dlatego wypatrzyły ofiary - takie wyjaśnienie jako pierwsze przyszło mu do głowy, którą już zresztą obracał, aby spojrzeć za siebie przez ramię.
- A czego ci dokładnie brakuje do tej epickości? Dajesz, przy twojej obecnej passie może jeszcze wykraczesz - skomentował natychmiast uwagi swojego tymczasowego towarzysza, odnosząc się do jego problemów z rozróżnianiem jego własnych gadżetów oraz do tej akcji z eksplozją przeciwnika i zawaleniem się zejścia do metra. Jednocześnie Rictor odwrócił się już całym ciałem, pozwalając Ant-Manowi pierwszemu ruszyć z miejsca, podczas gdy on sam analizował jeszcze szybko sytuację.
Robot znajdował się w powietrzu, więc atakowanie go geokinetycznie odpadało. W najlepszym wypadku zdążyłby się pewnie przesunąć, na bok czy w górę... Nieważne. Latynos wiedział gdzie przebywali ludzie - i na co mógł sobie w związku z tym pozwolić. Ci umykający na boki już go nie interesowali, przynajmniej dopóki nie wpakują się w inne kłopoty. Ci pomiędzy nim i przeciwnikiem... Nie powinni być zagrożeni, jeżeli wszystko pójdzie po jego myśli. Co zaś istotniejsze, za maszyną było sporo pustej przestrzeni. Idealne warunki.
- Osłaniaj ich - rzucił do Ant-Mana, po czym bezzwłocznie wyciągnął przed siebie ręce, emitując z nich wibracje - ponad głowami nastolatków - w formie wąskiej wiązki, która jednak tuż przed robotem rozszerzała się gwałtownie, aby na początek powstrzymać jego pościg za dzieciakami i po prostu odepchnąć go do tyłu i jednocześnie trochę w górę. Mężczyzna chciał się w ten sposób upewnić, że nikogo nie będzie niedaleko wroga - że ta najbliższa mu osoba zdąży przebyć jeszcze chociaż parę metrów. Mimo to Rictor nie opóźniał zbyt długo, szczególnie w sytuacji, gdyby maszyna zareagowała w jakikolwiek niepokojący sposób. Generowane przez niego wibracje skupiły się na samym przeciwniku, atakując go i destabilizując od środka, dążąc do wywołania wybuchu. Poprzednim razem, jeszcze przed masową inwazją, zadziałało. Może teraz też się uda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 33
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Upper West Side   Nie Sie 12, 2018 11:55 pm

Błysk energii przykuł jego uwagę. Scott mruknął pod nosem coś, co najprawdopodobniej było zniekształconym przekleństwem. Wyglądało na to, że ich dzisiejszy superbohaterski dyżur wcale się nie skończył. Roboty okazały się zaskakująco zdeterminowane, a bez Wdowy i pajęczaka zostało ich tylko dwóch.
A ten robot latał.
Serio? S e r i o?, to wszystko, co przyszło Scottowi do głowy.
Miał ochotę wyrazić swoje przemyślenia na ten temat, ale najchętniej rozmówiłby się z osobą, która stała za tym całym zamieszaniem. I realnym zagrożeniem. Wprawdzie ewakuowali część ludzi, ale na litość Boską, to był Nowy Jork. Wielomilionowa aglomeracja. Scott nie chciał nawet myśleć o tym, w ilu wypadkach mogli nie zdążyć. Przygryzł wargę i nie tracąc czasu ruszył do przodu, choć przeszedł tylko kilka kroków. Zdążył jeszcze usłyszeć komentarz jego - chcąc czy nie chcąc - partnera i znowu zrobiło mu się… Głupio. Tak, głupio. Pomylenie dysków było fatalnym błędem, ale teraz musiał jakoś za niego odpokutować. A ich nowy kolega wydawał się do tego nadawać.
Głównie dlatego, że przepoławiał wszystko mało sympatycznie na pół.
(To, że Scott zepsuł też parę innych rzeczy było szkopułem, naprawdę! Liczył się fakt, że tamtych robotów już nie było. Tak, to istotne, nikt nie zaprzeczy!)
- Nie wiem. Wiadomości z przyszłości. Lapidarnych wizji apokaliptycznej przyszłości. Arnolda Schwarzburgera?
Nie, żeby był to odpowiedni czas na takie dyskusje, ale w tej chwili i tak oboje podziwiali niszczycielskie zdolności robota, które objawiły im się w pełnej okazałości i… Nie ulegało wątpliwości, że były imponujące.
- Ale nie będę marudził, póki co jestem usatysfakcjonowany, jeśli to ma sprawić, że przestaną się pojawiać - uściślił już nieco ciszej.
Ochraniać. Dobra, to brzmiało racjonalnie. Wyglądało na to, że jego towarzysz miał plan i choć Scott nie miał okazji go poznać, uznał, że nie było powodów, by mu nie ufać. Konflikt interesów, kłótnia, próba. robienia czegoś na własną rękę - to nie raz prowadziło do problemów. Ale Scott nigdy nie był Avengersem pełnego formatu. Umiał współpracować, jego ego skutecznie załamywało się pod naporem ponagleń o spłatę alimentów, które słała mu była żona. Skinął więc mężczyźnie głową i zajął się tym obowiązkiem, który dla superbohaterów powinien być podstawą. Rozejrzał się po rozbiegających się ludziach, sprawdzając, czy jakikolwiek strumień uciekinierów jest w potencjalnym niebezpieczeństwie.
Gdzieś w tym momencie zadziało się… Coś. Coś, co najwyraźniej było rzeczonym planem. Teraz więc do rozważań Scotta doszedł jeszcze jeden element - upewnić się, czy nic z robota po tej fali nie spadnie na rozproszonych ludzi. Był gotowy łapać takie szczątki, jak również czuwał, czy ich rozeźlony puszkowaty oponent nie wyciągnie zaraz nowego asa z rękawa.
NIgdy nie wiadomo, prawda?

// Kiedy robisz research na temat odpowiednika Schwarzeneggara w uniwersum Marvela. A jest druga w nocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Upper West Side   Pią Wrz 07, 2018 1:27 pm

Mimo że Rictor po raz kolejny mógł załamać się współpracą z członkami Avengers, to przynajmniej zdążył uzyskać jakąś odpowiedź. Miał szansę na rozpoczęcie rozmowy, choć zdecydowanie lepiej byłoby zająć się tym po ataku Sentineli… Albo przynajmniej w momencie, kiedy w ich okolicy nie będą pałętać się mordercze, choć proste, maszyny. Wówczas hulaj dusza, a piekło nadejdzie. O czym - jeszcze - nie wiedzieli.
Rictor, który wyciągnął przed siebie ręce, zwrócił tym gestem uwagę dziewczyny z nastolatków biegnących w ich kierunku. Biegła panicznie, nieco właściwie kuśtykała na jedną z nóg, przez co nie było to tak szybkie, jak pragnęła w danej chwili. Faktem było to, że potknęła się o pozostawiony, bezpański koszyk piknikowy. Wywróciła jego zawartość, jak i samą siebie. Prawie że z impetem wylądowałaby na ziemi, gdyby Scott nie doskoczył do niej pierwszy.
Dalej Ant-Man mógł dojrzeć jak któryś nastolatek został potrącony barkiem. W wyniku tego z nosa spadły mu okulary. Młody student za punkt honoru i odzyskania wzroku, przeczesywał palcami trawę, szukając na oślep swoich binokli. Może to nie było rozsądne, ale jednak, żeby biec dalej i w odpowiednim kierunku to lepiej było polepszyć sobie widzenie, zamiast wpadać na innych ludzi lub słupki w Central Parku.
Podczas działań Langa, które Julio mógł zaobserwować, Rictor nie musiał się martwić, że ktoś wbiegnie na niego. Biegnący w jego stronę nastolatkowie rozgałęzili się i zatrzymali nieopodal za mutantem, żeby telefonami komórkowymi nagrywać całe zajście w parku. Nie było to mądre, ale zarazem nie było czymś szokującym. Nie raz i nie dwa, Julio z pewnością widział jak młodzież wszędzie łazi z wyciągniętymi telefonami. Można było się dziwić, że w ogóle cokolwiek widzą poza ekranami smartfonów. Niekiedy kusiło najzwyczajniej w świecie zabrać, żeby przekonać się jaka panika powstanie. Mimo wszystko, nie zasłaniali Rictorowi. Nie przeszkadzali mu, jeśli tylko starał się ignorować to, co oni mówią.
Zebrani być może nie dostrzegali za bardzo wydobywającej się z paliczków detektywa "wiązek", ale liczyło się to, że sam zainteresowany doskonale wiedział, na ile wychodzi mu to, co zaplanował. Jako że robot nie spodziewał się ataku, to nie było większego oporu. Na samym początku odepchnięcie i uniesienie maszyny było dość łatwe. Dopiero w następnej chwili przeciwnik “zreflektował” się, co Rictor odczuł, a Scott mógł zaobserwować. Mianowicie, Sentinel zwiększył moc wszystkich, działających silników, jakoby miało to mu pomóc w pokonaniu bariery.
Wybuch, który nastąpił niedługo potem z pewnością mógłby skojarzyć się z obchodami Dnia Niepodległości w Stanach Zjednoczonych. Co prawda, było to o tyle uboższe, że nie pojawiło się multum kolorów, jakie mogłyby zachwycać. Tym bardziej, że mało kto myślał o takich atrakcjach od paru godzin.
Ant-Man bez problemu mógł zebrać co większe kawałki, które wystrzeliły w różne strony. Te będące najbliżej niego wyłapał niemalże natychmiastowo. W innych przypadkach musiał polegać na setce (albo i więcej) pobratymców. Mrówki bezsprzecznie zawsze miały co robić na terenie Central Parku. Teraz, kierowane, łapały odpadki. Ledwo jednak udało mu się złapać nastolatka, który wcześniej szukał swoich okularów. Wówczas miał do wyboru albo przechwycić większy, ostry fragment Sentinela lecący na chłopaka, albo samego zainteresowanego, choć ten zdawał się być niesamowicie zawzięty, byle tylko znaleźć swoją własność. Był dość oporny, jeśli chodziło o współpracę, ale nie było dużego problemu, żeby odciągnąć młodzieńca, gdyby Scott się na to zdecydował.
— Ej! Myślisz, że możesz to powtórzyć? — odezwał się nastolatek nieopodal Rictora, gdy ten mógł obserwować jak pozostałości po zniszczonym Sentinelu przechwytywane są przez Langa. — Świetnie byłoby to, no wiesz, wstawić, co nie?
Bo przecież skończyli z ratowaniem świata. Przynajmniej w okolicy, w której byli, zdawało się być względnie spokojnie. Być może była to cisza przed burzą, być może faktycznie mogli odsapnąć. W każdym razie z pewnością mieli dla siebie chwilę, żeby wymienić się informacjami i ustalić jakiś plan. O ile chcieli współpracować.

/ Wybaczcie za zwłokę. Na spokojnie macie parę kolejek, później się wtrącę <3

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Upper West Side   Sob Wrz 08, 2018 11:59 pm

Ric nawet nie próbował komentować tych sugestii epickości w rozumieniu swojego obecnego towarzysza - i to nie tylko ze względu na to, że chwilowo nie miał na to po prostu czasu, gdyż musieli zająć się kolejnym robotem. Nawet gdyby mógł sobie pozwolić na kontynuowanie dyskusji, w tym momencie zareagowałby najpewniej jedynie wymownym spojrzeniem... I to nie z takich powodów, jakich można by się po nim spodziewać. Otóż wieści z przyszłości, jej wizje, ba, przybysze z niej - to wszystko nie było dla mężczyzny niczym nowym. Przecież wręcz uczył się, chcąc, nie chcąc, u faceta z innych czasów, nie mówiąc już o wszystkich innych okazjach, przy których miał z takimi sprawami styczność. Mutanci wiedli czasem aż zbyt ciekawe życia. Szczególnie ci, którzy z jakiegoś powodu wchodzili w kontakt z Instytutem.
Na szczęście - dla świata, ogólnie pojętej ludzkości oraz przede wszystkim, co najważniejsze, dla zdrowia psychicznego Rictora - on sam nie potrafiłby chyba funkcjonować inaczej. Zbyt długi spokój chyba by go w końcu zamęczył... Co nie oznaczało od razu, że obecna sytuacja mu się podobała. Wręcz przeciwnie. Zdecydowanie nie pasowały mu te wszystkie ofiary. Z drugiej strony... Okazja do powrotu do działań pokroju tych z czasów X-Force... Mężczyzna był skłonny przyznać, że taka przerwa od subtelniejszej pracy detektywa coś w sobie jednak miała. Pozwalała mu się wyładować, wypuścić spod wodzy zdolności, które na co dzień musiał trzymać pod ścisłą kontrolą...
Teraz mógł je obrócić przeciwko konkretnym przeciwnikom i wreszcie skupić się niemalże tylko i wyłącznie na walce, pozwalając Ant-Manowi zająć się w tym czasie uciekającymi ludźmi. To było miłe. Albo raczej satysfakcjonujące. Nawet jeżeli w trakcie swojego ataku musiał włożyć w niego więcej mocy, gdy robot postanowił stawić mu opór - tak naprawdę niemalże mu to pasowało. Jak długo pilnował się, aby nie przesadzić, nie wypuścić z siebie zbyt wiele energii, wszystko było w porządku. No i... Emitowanie wibracji w powietrzu i tak stwarzało mniejsze zagrożenie od przepuszczania ich w ziemię. Taka wiązka drgań mogła coś uszkodzić czy wysadzić, ale nie wywołałaby od razu trzęsienia.
Latynos był gotów na eksplozję, bo w końcu sam świadomie starał się do niej doprowadzić, a mimo to huk i błysk i tak sprawiły, że lekko się wzdrygnął. Na takie odruchy nie dało się wiele poradzić, nawet po latach doświadczenia. Można je było jedynie zminimalizować i przynajmniej to miał opanowane. Jako że w tym momencie mógł już zastopować swoje moce, to cofnął też ręce, na wszelki wypadek osłaniając nimi twarz i szyję... Ale na szczęście znajdował się na tyle daleko, że żadne odłamki do niego nie doleciały. Ze swojego miejsca widział za to, że Ant-Man wyłapał te co bardziej niebezpieczne... Ale nie zdążył lepiej przyjrzeć się jego poczynaniom, gdyż w pobliżu usłyszał czyjś głos i obrócił głowę, aby zlokalizować jego źródło, jednocześnie unosząc już brew.
- Wiem, że mogę i pewnie powtórzę, gdy pojawią się kolejne roboty, ale ty to sobie obejrzysz zza szyby. Lećcie do najbliższych budynków, te maszyny atakują tylko na zewnątrz. Jeżeli już musicie, to nagrywajcie z okien, ale się nie wychylajcie. One muszą was trafić tylko raz - Ric nie posiadał żadnych złudzeń. Młodzież kochała media społecznościowe i prawdopodobnie dałaby się pokroić za selfiki na tle walk czy nawet powalonych maszyn... Takie to już były czasy, że ochraniający musieli się martwić o to, by chronieni oderwali wzrok od komórek i sami nie wpakowali się przed jakiś atak. W związku z tym nie próbował zabraniać im nagrywać, bo i tak by go nie posłuchali... Chyba że eksplodowałby ich telefony, ale nie był jeszcze dość zirytowany, aby się do tego posunąć.
Zaraz potem zainteresowanie mężczyzny przeniosło się już ponownie ku Ant-Manowi. Rzuciwszy najpierw krótkie, lecz uważne spojrzenia na lewo i prawo, Rictor skierował się ku niemu żwawym krokiem, szybko zmniejszając znajdującą się pomiędzy nimi odległość. Zatrzymał się dopiero nieco mniej niż dwa metry od niego, co uznał za odpowiedni dystans do przeprowadzenia rozmowy bez wchodzenia sobie wzajemnie w przestrzeń osobistą. Jego własna była przecież spora, a jej naruszanie bardzo go drażniło.
- Mam szczerą nadzieję, że twoi starają się je odgórnie wyłączyć - skomentował od razu, a choć nie zadał żadnego pytania, to liczył na to, że Avenger sam podzieli się z nim jakimiś informacjami... O ile je posiadał. Prawda była taka, że roboty najwyraźniej mordowały szybciej, niż dało się do nich w ogóle dotrzeć, a sama ich liczebność sprawiała, że walki mogły potrwać przynajmniej kolejnych kilka godzin lub dłużej... Zapewne dłużej. Bohaterów było mnóstwo, ale nie aż tylu, więc musieli wpaść na jakieś lepsze rozwiązanie.
- Chodź, skoro nie ma ich tutaj, to równie dobrze możemy się rozejrzeć gdzieś dalej - dodał następnie, ruchem głowy sugerując pierwszy lepszy kierunek. Zastanawianie się nad nim głębiej zdawało się nie mieć sensu. Skoro pod atakiem było całe miasto, to najpewniej udając się w dowolną stronę natkną się na przeciwników raczej prędzej niż później.

Z/t za obu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Upper West Side   

Powrót do góry Go down
 
Upper West Side
Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: