Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Martwy Las

Go down 
AutorWiadomość
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Martwy Las   Pon Gru 12, 2016 4:23 pm

Las pełen martwych, zeschniętych drzew oraz ostrolistnych krzewów. Obfituje w często niebezpieczną florę i jeszcze groźniejszą faunę. Na obrzeżach zawsze jest znacznie większa ilość drzew o ostrych, szpiczastych gałęziach wyglądających jak martwe drzewo zaś im bliżej środka tym więcej drzew liściastych. Zdobią je ostro zakończone liście o lekko zielonkawej fluorescencyjnej barwie.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Pon Gru 19, 2016 11:54 am

Druid, wciąż pozostając w formie niedźwiedzia zamrugał niedowierzająco kilka razy na reakcję She-hulk. Nie był pewien co wywołało na skrzydlatych większy efekt, jego empatia, czy jej upór jednak chwilowo ryzyko diametralnego zniszczenia relacji skrzydlato-pozawyspiarskich zostało oddalone na dalszy plan.
Zdecydował się jednak zostawić rozmowę istotom dysponującymi w tej chwili strunami głosowymi a sam skupił się na mrocznym lesie wokoło. Czuł jak zbliża się do nich cała masa głodnych i świadomych istnień. Niemal dosłownie "masa", bo niedźwiedź sam nie był pewien ile właściwie jest istot, ale odczuwał ich trochę bardziej jak nadciągającą falę. Mógł być to efekt tego, że kiedyś te istoty były najzwyklejszymi zwierzętami, a mrok wypaczył je tak, że nie sposób określić ile z ich starych "Ja" w nich zostało.
Stanął na tylnych nogach i ryknął przywołując do pomocy moce natury. Jego oczy zaczęły się jarzyć zieloną poświatą, a wszędzie wokoło zaczął dochodzić dziwny szelest liści i trzaskanie drewna, jakby nagle las wokoło ożył.
W zależności od tego czy według mocy druida zwierzęta dały się jeszcze uleczyć, czy były już stracone zadziała w dwojaki sposób. Jeśli jego zmysł dosięgnie świadomości zwierząt, postara się pokierować pnączami, gałęziami i korzeniami, tak by je spętać, a następnie przekazać prosty, acz donośny przekaz empatyczny. "NIE ZNAJDZIECIE TUTAJ JEDZENIA, TYLKO ŚMIERĆ! WIĘKSZA SZANSE MACIE W GŁĘBI LASU. WRACAJCIE DO MATECZNIKÓW!" Jeśli natomiast okaże się niestety, że zwierzęta te są już daleko poza granicą, gdzie można im pomóc postąpi z nimi jak z każdym pomiotem chaosu zagrażającym naturze. Będzie cisnął, dusił, kruszył i smagał aż nie poczuje że istoty oddaliły się, lub nie wyzionęły ducha. Będzie to ostatnia posługa jaką będzie w stanie dla nich wykonać. Przy odrobinie szczęścia zdąży zareagować, zanim niektóre z tych bestii zdążą wpaść na ich polanę. Wyczuwając obecność wrogich istot łatwo będzie mu pokierować furię lasu w odpowiednie miejsca.
Jeśli jednak bestie do nich dopadną przyjdzie mu niestety walczyć. Zakładał że jako niedźwiedź będzie miał większe szanse niż z mieczem w dłoni i postara się odrzucać potężnymi łapskami atakujące bestie znów w objęcia szalejącego lasu. Nie chciał się zanadto oddalać od swoich kompanów, na wypadek gdyby ktoś z nich niedługo potrzebował natychmiastowej opieki medycznej.
Gdyby koncentracja nad szalejącym lasem w niedźwiedziej formie była dla niego czymś zbyt wielkim, wróci do swojej zwykłej formy i wspomoże się kosturem strażnika. Będzie wtedy musiał odganiać się przed bestiami mieczem. Nie fechtował źle, ale walczyć z ludzkim przeciwnikiem to jedno, a walczyć z wygłodniałymi bestiami to drugie. Będzie więc zmuszony bardziej polegać na swoich przyjaciołach. Z tego powodu spojrzy na pistolet Slya, przewróci oczami i odda mu swój, nowocześniejszy i półautomatyczny.
- Chcesz się zamienić? Zważywszy na okoliczności...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Wto Gru 27, 2016 8:07 am

No i się posypało, i cały plan też w rozsypkę. Odciągnął kurek pistoletu. Jeżeli się na niego rzuci, postara się wykonać unik i pozbawić ją wierzchowca. Pistolet Deckena powinien przebić czaszkę wilka... chociaż może powinien już przestać mówić na niego "pistolet Deckena". Teraz to była to jego broń, więc powinien mówić o nim jak o swoim. Dobra, kończymy te lingwistyczne dyrdymały. Wykonał krok do tyłu, gdy wilki się szarpnęły. Trochę zwiększyć dystansik nie zaszkodzi...
-Zasada silniejszego? A jak któryś oberwie strzałą w kolano? Albo kulą? To się go zostawia?-Skomentował, udając ciekawość. Zasada silniejszego? Owszem, na ulicy była ona nazywana prawem dżungli, ale odnosiło się to raczej do grup- im większa, tym na więcej sobie mogła pozwolić.
Miał ochotę skomentować "No widzicie, jakie to czasy nastały że się pomóc proponuje", lecz zanim miał okazję się odezwać stworzenia przypuściły atak. Odciągnął spłonkę, ciesząc się że nie pada. Proch chyba nie zamoknie... Prawda?
-Tak, to definitywnie czarnobyl-Powiedział próbując rozluźnić atmosferę. Oczy które się pokazały nie podobały mu się. Gdy stworzenia wypadły z krzaczorów, Nathan stanął, wycelował, i wystrzelił w to które biegło w jego stronę na przedzie. Spojrzał na pistolet zaproponowany przez Lveliasa.
-Dzięki, ale mam własne.-Powiedział, odchylając lekko płaszcz by ukazać uzi na specjalnej uprzęży. Pocisk powinien skonfudować zwierzę, i dać mu trochę czasu na przemyślenie strategi. Wysunął ukryte ostrze. Spróbuje zmusić zwierze by na niego skoczyło, a sam upadnie na ziemię i rozetnie brzuch. Oczywiście jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem...
A jeżeli wcześniejsze działania druida przyniosą skutek, to po prostu będzie stał i patrzał, mając nadzieję że przeżyje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
She-Hulk

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 17/04/2013

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Sro Gru 28, 2016 8:55 pm

Jeżeli Jen żywiła jakiekolwiek nadzieje związane ze skrzydlatą kobietą, okazały się one płonne. To ona w tej parze pełniła rolę odpornego na argumenty wojskowego trepa. Mężczyzna sprawiał przynajmniej przelotne wrażenie poruszonego przemową zielonoskórej, nie było im jednak dane pociągnąć dalej tej uroczej konwersacji. Nagle osaczyły ich dzikie bestie niepodobne do żadnych, jakie Jen w życiu widziała. One definitywnie nie wyglądały na chętne do pogawędki. Zielona nie spuszczała wzroku z czterech egzemplarzy, które zdawały się szczególnie zainteresowane jej osobą. Sądząc po dochodzących zewsząd odgłosach, jej towarzysze także nie mogli narzekać na brak towarzystwa.
- No cóż, nic tak nie jednoczy, jak wspólny przeciwnik - rzuciła półgłosem, trzaskając knykciami i zaciskając pięści. - Próbuję tylko dostrzec jasne strony sytuacji.
Odruchowo przesunęła się tak, aby wszyscy troje stanęli mniej więcej plecami do siebie. Mieli dość problemów, aby musieć jeszcze martwić się o osłanianie tyłów.
Plan miała prosty: opędzać się od stworzeń tak długo, aż skończą się one, albo ich zapał do walki. Chwyciła dwie najbliższe pantery za karki niczym niesforne kocięta i solidnie nimi potrząsnęła, tak, aby zderzyły się ze sobą łbami. Następnie cisnęła oszołomionymi (przy odrobinie szczęścia) zwierzętami w kolejne dwie pantery znajdujące się za nimi. O ile plan się powiódł, podobnie zamierzała potraktować kolejne atakujące bestie. Jeśli zabrakłoby jej pola manewru, cóż, zawsze pozostawały stare dobre pięści i nadzieja, że jej ciosy zdołają odrzucić stworzenia na znaczną odległość, zyskując jej w ten sposób nieco miejsca i czasu.
- Mogę tak całą noc, koteczki. Pokażcie na co was stać! - krzyknęła wyzywająco z szerokim uśmiechem na twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Sro Gru 28, 2016 11:49 pm

Drzewa, które druid ożywił nie do końca można było nazwać sojusznikami ale na pewno działały na jego korzyść tymczasowo. Otóż kiedy wysłał swoją magię to poczuł, że wewnątrz korzeni czaiła się ta uśpiona rządza krwi. Dopiero chwilę później kiedy korzenie przebiły jedno ze stworzeń to odczucie stało się wyraźniejsze. Te drzewa ewidentnie chciały zamordować pantery, a druid tylko dał im nieco siły by móc to zrobić. Do zwierząt nie docierał empatyczny przekaz, a można powiedzieć że nawet bardziej je rozjuszał. Były nie dość, że zdesperowane to jeszcze głodne. Sytuacja porównywalna z przekonaniem rozbitków, że pomoc nie nadejdzie i bezsensownym jest łudzić się. Nadzieją tych stworzeń było właśnie zabicie tu obecnych. Najwyraźniej w głębi lasu było dużo trudniej zdobyć pożywienie, w końcu gdyby to było takie łatwe to po drodze spotkaliby znacznie więcej żywych stworzeń. Mogło to nawet tłumaczyć brak śpiewu ptaków oraz widoku niewielkich stworzonek. Zresztą nawet sama Jen się przekonała, że tutaj rzeczy, które powinny być małe (patrz pająk) potrafią być sporych rozmiarów i czyhać na ludzkie życie. Klimat tego miejsca pewnie ktoś by porównał do stereotypowej Australii. Takiej rodem z internetu tylko, że z groźniejszą fauną.
Chwilowo korzenie drzew powstrzymywały posiłki panter więc na razie grupka mogła się zająć tymi, które już na ścieżkę wpadły. W sumie Lvelias mógł wyczuć jeszcze jedną rzecz. Z każdym zabitym stworzeniem i każdą kroplą krwi drzewa wyglądały zdrowiej. Nabierały energii, a niektóre nawet powoli puszczały niewielkie listki. Czarne o kształcie podobnym do kierów karcianych. To zresztą mogły zauważyć pozostali członkowie drużyny, że kora drzew wygląda na zdrowszą i ich stan się poprawia po każdym przedłużonym skowycie zwierząt sugerującym zgon, a było takich dosyć sporo. Tym stworzeniom jednak nie dało się pomóc. Proces był zbyt zaawansowany. Może gdyby druid znalazł się tutaj na początku kiedy ciemność dopiero rozszerzała swoje wpływy to dałoby radę coś zdziałać. To stało się drugą naturą tych stworzeń, a ich kuracja i powrót do normalności musiałby trwać bardzo długo. Kilka, kilkanaście generacji. Lvelias nie musiał nawet specjalnie się koncentrować w niedźwiedziej formie bo wystarczyło, że obudził las, a tamten sam podłapał chęć mordu. Mogło to też mieć jakieś dalekosiężne skutki bo stopniowo jak kostki domina pozostałe drzewa również się budziły. Zroszona czerwoną posoką gleba stanowiła świetną pożywkę dla lasu i stopniowo ilość napastników malała.
Co do walki z obecnymi tutaj stworzeniami to zacznijmy od druida. Jako niedźwiedź miał trochę problemów ze stworzeniami. Były dosyć szybkie i dawały radę unikać jego potężnych machnięć łapami. Aczkolwiek jedną panterę posłał w las, który nabił ją na wystający korzeń – niczym na pal. Stworzenie poszarpało się w spazmach pośmiertnych, a po chwili zostało wciągnięte w krzaki gdzie słychać było tylko dźwięk miażdżonego ciała. Co z pozostałymi dwoma? Jedno chwyciło niedźwiedzia za łapę swoimi ostrymi szczękami, a drugie pochwyciło za nogę. To trzymające za rękę szło nawet odrzucić, ale to przy nodze szarpnęło mocniej i wywróciło niedźwiedzia. Od razu atakując w stronę gardła. Trzeba było przyznać, że stworzenia miały trochę siły, a na pewno ostre zęby bo druid poczuł te ugryzienia. Nawet jeśli jako niedźwiedź miał dosyć grubą skórę.
Sly natomiast jednym strzałem z pistoletu rozłupał czaszkę stworzeniu. Można powiedzieć, że miał trochę farta bo broń skałkowa jest dosyć nieprecyzyjna ale jak łupnie – zwłaszcza jak pocisk jest wspomagany magicznie – to zaboli. Krwawa posoka zbryzgała glebę, a cielsko pantery padło bez życia. Z drugim i trzecim już nie poszło tak łatwo chociaż wykazywały sporą odporność na pociski konwencjonalne. Niemniej takiej broni nie znały i wprowadzała lekkie zamieszanie przez co plan z nabiciem skaczącego w niego stworzenia się udał. Podbrzusze nadal było miękkie więc przez to szło się przebić zwykłym ostrzem. Teraz jednak najemnik będzie cuchnął wnętrznościami tego czegoś, a dzięki cielsku mógł się zasłonić przed trzecim stworzeniem, które nadciągało i wbijało swoje ostre pazury w cielsko towarzysza ze stada. Sly powinien coś szybko wykombinować bo również w ruch poszły szczęki stworzenia.
Przenieśmy się teraz do Shulkie, która miała zdecydowanie łatwiej niż reszta. Hulkowa skóra była dosyć twarda, a te stworzenia były zdecydowanie słabsze od tego, które spotkała wtedy na stacji. Dla przypomnienia tamten egzemplarz był w stanie naruszyć jej skórę zaś te… no cóż kiedy złapała dwie pantery to miały one okazję poszarpać się i zaatakować pazurami bądź ogonem. Jen odczuła to jednak poza drobnymi zarysowaniami oraz zniszczonymi ubraniami to specjalnie nic się nie stało. Trochę jak zabawa z dużym psem albo kotami. Ślady podobne, a healing factor szybko je zaleczał. Uderzenie oszołomiło pantery zaś ciśnięcie zdjęło jedną z pozostałych. Druga zdążyła odskoczyć i dobić do Jen, jednak ta potraktowała kota pięściami. „Maski” tych stworzeń były całkiem wytrzymałe dlatego przy ciosie, ani tamtych uderzeniach żadna z nich nie pękła. Być może to była ta twardsza część ciała. Pantery szybko się pozbierały, a ich wyrostki przy pyskach zaczęły się świecić. Koty toczyły pianę z pysków i były naprawdę zirytowane, a nawet można pokusić się o stwierdzenie ogromnej frustracji u zwierząt. Ustawiły się blisko siebie przed Shulkie, nabrały powietrza w płuca i… najwyraźniej wszyscy na drodze poczuli narastający ból w głowie spowodowany głośnym niczym granat hukowy piskiem panter. Maski kotków najwyraźniej działały jak takie pudła rezonansowe, które pozwalały wydobyć z siebie dźwięk głośniejszy niż był w rzeczywistości. Pewnie były specyficznie skonstruowane i miały jakieś elementy ruchome by nie wydobywać z siebie tego dźwięku cały czas. Najpewniej chodziło o uszy, które lekko były odchylone. Zarazem same pantery niespecjalnie odczuwały efekt tego „krzyku”. Na szczęście las odcinał skutecznie możliwość nadejścia posiłków zwierząt, a skrzydlaci wybili już większą część swoich adwersarzy. Wokół tamtych leżało około 15 ciał, które albo były przecięte w pół albo spalone za pomocą magii. Niemniej tamci dalej walczyli i nie wyglądali jakby specjalnie odczuli uderzenie tego dźwięku. Może sekret leżał w tym zaklęciu, które kobieta rzuciła na początku starcia? Gorzej było z ich wilkami, które po kilku chwilach padły ofiarą panter. Rozszarpały one na strzępy wierzchowce skrzydlatych, którzy nie zdążyli zareagować.


_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Pią Gru 30, 2016 2:12 pm

Reakcja lasu była nietypowa, nie można jednak powiedzieć że się jej nie spodziewał. Miał już do czynienia z podobnym efektem w Zakazanym Lesie nieopodal wejścia do krain Fomorów. Na wskutek pradawnej magi drzewa nabyły tam niepokojącej i mrocznej świadomości, niemal tak jak te tutaj. Każdego przed zbłądzeniem ze ścieżki przestrzegały znaki ostrzegające o niebezpieczeństwie oraz reklamy co bardziej przedsiębiorczych kamieniarzy reklamujących płyty nagrobne.
Z radością przyjął możliwość nie koncentrowania się na lesie podczas walki. Spokojnie mógł pomóc sobie i swoim przyjaciołom. Nie był tylko pewien czy pogrążone szałem drzewa zadowolą się samymi panterami. Na wszelki wypadek zaczął już je powoli uspokajać, żeby nie musiał tego robić gdy ich szał zanadto urośnie. Co do zdrowienia kory i puszczania pędów, to sam nie był pewien czy to właściwie dobry, czy zły znak, ale nie miał czasu się tym zamartwiać teraz.
Udało mu się jakoś odrzucić dwie z trzech panter, lecz ostatniej udało się go przewrócić. Druid postarał się przetoczyć z bestią tak by samemu być na górze i pokonać bestię własnymi szponami. Jeśli to się mu uda postara się poświęcić trochę uwagi własnym ranom. Okazało się że chyba oberwał najgorzej. Metalowy ukrył się pod truchłem jednej z panter, natomiast zielona nie miała najmniejszych problemów z odganianiem się przed stworami. On sam natomiast był mocno poszarpany i pogryziony. Skoncentrował się nad odkażeniem i zasklepieniem ran, jednak nagły krzyk pozostałych panter niemal powalił go na kolana. Nie dość że koncentracja na leczeniu okazała się niemożliwa, to jeszcze z bólu głowy przestał podtrzymywać formę niedźwiedzia i powrócił do swojej zwykłej rogatej sylwetki. Krzyknął coś do swoich towarzyszy, lecz jego słowa zniknęły w kakofonii. Ze wszystkich sił postarał się skoncentrować i wpłynąć na swoje ciało, tak aby zmienić zakres słyszalnych dźwięków poza skalę krzyku. Jeśli udało mu się to z nim, spróbuje też z pozostałymi. Jeśli do tego czasu Sly wciąż będzie miał problemy ze swoim potworem Druid sięgnie za pazuchę płaszcza, wyciągnie swój pistolet i wspierając się na swoim kosturze odda kilka strzałów do przytłaczającej towarzysza bestii.
Jeśli natomiast nie będzie nikomu potrzebny pozwoli sobie na kilka chwil na powrót do siebie i zebranie myśli, po czym spróbuje opanować emocje lasu. Z mocą kostura Shillelagh powinien jakoś porozumieć się z drzewami i je uspokoić kiedy przyjdzie co do czego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Wto Sty 03, 2017 5:20 pm

Flaki wylały się na Nathana. Krew towarzyszyła im, to jest nieodłączny fragment rozcinania ciała. Jednak plan "Ślizg i tniemy" zadziałał idealnie. Ostrze jednak lekko się zaklinowało, nie wyjdzie bez odpowiedniej siły. Wyrzucił z mechanicznej ręki miecz Deckena. Na byłego towarzysza naskoczyła jedna z panter, próbując się dostać do Sly'a.
-Ku**a, mało ci że już jestem cały we flakach?-Zapytał zdenerwowany, zirytowany i jeszcze kilka określeń, których nie będziemy tu przytaczać. Jednak wściekły, chwycił lewą ręką wilka za gardło. Ładunek natychmiast się uwolnił, porażając zwierze. Skąd miał dostęp do gardła stworzenia? Wszak nie zdążył wstać po poślizgu, którym rozciął brzuch przyjaciela owego tu kotowatego. A tu proszę, trzeci przeciwnik sam, grzecznie naskakuje na Nathana, odsłaniając gardło i dając mu możliwość chwycenia go. A że gryzł? Nathan też. Wystarczyło samo muśnięcie, by ładunek się uwolnił do stworzenia.
Dźwięk jaki się rozszedł, tylko pogorszył sytuację Nathana. Ból głowy powiększył jego wściekłość, przez co zamiast grzecznie (i humanitarnie) skręcić stworzeniu kark lub udusić (jeśli nadal żyło po porażeniu), przyszpilił je do ziemi. Sam zaś wyszarpnął ukryte ostrze z cielska poprzedniej pantery. Jak? Siła, i fakt że ostrze było w dolnej części ciała przeciwnika. Rzucić, przykliować między nogami, i wyszarpnąć. Tworząc też niezły łuk z krwi, ale to kiedy indziej. Zaczął wbijać w cielsko przeciwnika ostrze, wybierając miejsca gdzie były ważne narządy. Jeśli jeszcze nie zdechło... No, to już koniec, bo Nathan chwycił stworzenie i rzucił je w stronę lasu, wyszarpując wcześniej ostrze.
-Smaczengo życzę-Stwierdził na pożegnanie. Nie patrzył co z tym stworzeniem, rozejrzał się po reszcie grupy, przeładowując pistolet. A nuż widelec kolejna pantera zaatakuje. Widział już w akcji ten pistolet.
~Fajny prezent, Jones.~Pomyślał z uśmiechem. Starł z okularów posokę kota, i zaczął wycierać ukryte ostrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
She-Hulk

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 17/04/2013

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Czw Sty 12, 2017 6:48 pm

Jen czuła, jak z każdym zadanym i otrzymanym ciosem krew w jej żyłach krąży coraz szybciej. Kiedyś (wydawało się jej, że w innym życiu) był czas, kiedy lękała się tej nowej, gwałtownej i silnej strony swojej natury. Teraz przyjmowała ją z otwartymi ramionami. She-Hulk była częścią niej. Więcej - była nią, najlepszą przyjaciółką i obrońcą w jednym. Nawet przebywając w normalnej postaci czuła ją tuż obok, tuż za zasłoną powiek, gotową wkroczyć do akcji, gdy będzie potrzebna. Nie wiedziała, gdzie kończy się Jennifer Walters a zaczyna She-Hulk. Nie musiała. Stopiły się w jedność tak naturalnie, jakby zawsze nią były.
Teraz zielona część jej jaźni była w swoim żywiole. Niewielkie obrażenia, jakie otrzymywała, nie były w stanie jej spowolnić. Kątem oka widziała zmagania Nathana, któremu także szło nieźle. Ze swojego miejsca nie widziała jak radził sobie Lvelias, miała jednak nadzieję, że jeszcze się trzyma. Powoli zaczynała wierzyć, że uda im się nawet jeśli nie pokonać stworzenia, które zdawały się mnożyć w nieskończoność, to przynajmniej wyrąbać sobie przez nie przejście ku bezpieczeństwu. Dopiero rozdzierający odgłos, jaki wydały z siebie koty, sprawił, że Jen przestała rozdawać ciosy na prawo i lewo. Zachwiała się i cofnęła o kilka kroków, przyciskając dłonie do uszu, które bolały, jakby za chwilę miały zacząć krwawić. Narastający pisk rozsadzał jej czaszkę, a ściskanie jej oburącz przynosiło tylko pozorną ulgę. Jen otworzyła usta do krzyku, ale nie była w stanie stwierdzić, czy wydobył się z nich jakikolwiek dźwięk.
Pozbawiona pomocy górnych kończyn, zaczęła rozdawać kopniaki, kiedy któreś ze zwierząt podeszło zbyt blisko. Szybko jednak przekonała się, że zakrywanie uszu nie przynosi większego efektu, powróciła więc do poprzedniej taktyki. Tym razem jednak jej koncentracja była znacznie osłabiona, a wola walki nieco przytępiona przez uporczywy ból głowy. Żywiła rozpaczliwą nadzieję, że koty wkrótce opadną z sił albo któryś z jej towarzyszy wpadnie na jakiś genialny pomysł. Byle szybko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Nie Sty 15, 2017 7:21 pm

Uspokajanie drzew okazywało się dosyć wymagającym zadaniem. Owszem dało się z nimi komunikować aczkolwiek nie były skłonne do zaprzestania mordowania. Najwyraźniej zabijanie na tej wyspie było domeną każdej istoty jak również drzewa na tej wyspie. Oczywiście pantery zaczęły się wycofywać gdy las je dziesiątkował i odzyskiwał siły z każdą kolejną, która została pochłonięta przez korzenie. Rozmowa z tymi drzewami dla Lveliasa mogła być porównywalna jak królik proszący jastrzębia by ten przeszedł na weganizm bo jest zdrowy i modny. Można powiedzieć, że póki nie próbował się komunikować z lasem to ten zajęty był „posiłkiem” zaś kiedy nawiązał więź to zwrócił na siebie uwagę nieco pogarszając ich sytuację bo tym razem również drzewa zainteresowały się grupką walczącą na drodze. Las wokół nich przeszła tylko jedna myśl „zabić i pożreć by rosnąć”.
Druidowi udało się zabić panterę poprzez rozcięcie pazurami gardła stworzenia, które po kilku sekundach agonalnych konwulsji padło bez życia. Krew spłynęła na drogę, która zaczęła porastać w zroszonych miejscach trawą. Niemalże szmaragdowego koloru zmieszanego ze szkarłatem krwi. Drzewa niczym rekiny od razu wyczuły krew i jeden z korzeni wynurzył się z gleby. Malutki korzonek, który zaczepił się o łapę martwej pantery i zaczął ją ciągnąć w stronę krzaków. Po kilku magicznych zabiegach udało się druidowi nawet znaleźć odpowiedni czar by zniwelować efekt tego krzyku. Aczkolwiek ból w czaszce oraz lekka głuchota pozostawała. Podobne zaklęcie szło również rzucić na Shulkie oraz Sly’a. Swoją drogą dynamo najemnika całkiem nieźle poradziło sobie z powaleniem jednej z panter, bo iskra która przeszła po ręce, a potem na stworzenie okazała się niezwykle skuteczną bronią. Stworzenie zostało najpierw porażone, a następnie zapalił się jeden z jego niebieskich wyrostków pod wpływem ładunku elektrycznego. Ogień potem zrobił resztę rozbijając stworzenie na popiół. Najemnik nieco pogorszył sytuację obecnych poprzez dokarmianie lasu ale przynajmniej krzyk nie był problemem dzięki zaklęciu druida.
Jen natomiast odganiała koty kopnięciami i długo nie musiała walczyć bo zaraz pisk ustał. Nie dlatego, że kopnęła jedną z panter, a głównie za sprawą druida. No i może dwóch bełtów, które przeszyły czaszki stworzeń. Świszczące bełty należały do skrzydlatej kobiety, która właśnie opuszczała rękę. Nie miała w ręce żadnej kuszy ani nic zaś druid wyczuł na chwilę przed, że tamta po prostu użyła czarów. Czarne bełty miały dosyć specyficzną budowę. Grot był bardzo ostry z kilkoma wystającymi elementami, które miały utrudnić wyszarpanie strzały z rany. Przypominało to trochę kilkanaście większych haczyków zlepionych w grot. Nie było jednak czasu by wymienić się uprzejmościami gdyż teraz problemem był las.
Drzewa rozpostarły swoje gałęzie przysłaniając niebo, zaś korzenie splecione ze sobą utworzyły coś w rodzaju kopuły. Groteskowo czarny wiklinowy koszyk, w którym zostali uwięzieni bohaterowie powoli się zmniejszał, a z jego ścianek wystrzeliły właśnie ostre ciernie, które niczym węże pomknęły w stronę bohaterów. Praktycznie z każdej strony atakował las, a czas działał na ich niekorzyść. W końcu im bliżej były ścianki koszyka tym intensywniejsze były ataki. Póki co skrzydlaty mężczyzna radził sobie za pomocą miecza rozcinając korzenie, zresztą jego towarzyszka robiła to samo tylko jej rapier pobłyskiwał fioletową energią. Zwykle rapiery nie są zbyt ostre, a ten przecinał się przez korzenie jak gorący nóż przechodzi przez masło. Zresztą oręż Deckenowy, którego używa Sly też całkiem nieźle sobie radził z korzeniami i cierniami, które nacierały na niego.


_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Pon Sty 16, 2017 11:46 am

I wymienił stryjek, siekierkę na kijek. Drzewa może i były najbardziej ożywionymi przedstawicielami świata flory z jakimi Lvelias miał okazję ostatnio rozmawiać, ale ich monotematyczność (krew! Krew! KREW!) mocno druida denerwowała.
- Mam wszystko pod kontrolą! – rzucił uspokajającym tonem gdy zabił panterę i powrócił do swojej humanoidalnej postaci. Rozejrzał się po polu walki. Ogólnie nie szło im źle. Nikt nie wydawał się poważnie ranny, choć ich nowy metalowy towarzysz wyglądał jakby przed chwilą przeżył na nowo własny poród. Las zabrał truchło zwierzęcia w stronę krzaków, jednak druid miał ważniejsze rzeczy na głowie. Złapał pewniej swój kostur i ponownie, poświęcając temu całą swoją energię nakazał drzewom odstąpić. To już nie była prośba, ale magiczny przymus, którym na ogół kontrolował mniej rozumne rośliny. Wyglądało na to że na tym etapie szansa na uspokojenie lasu była raczej niewielka, tym bardziej że w głowie wciąż mu huczało, ale druid bardzo chciał spróbować. Bądź co bądź to on był odpowiedzialny za ten bajzel, mimo że jego towarzysze mogli o tym jeszcze nie wiedzieć.
Jeżeli nie przyniesie to żadnych skutków przyjdzie czas na zmianę taktyki.
- Niczego nie mam pod kontrolą! Zmiażdżą nas i nasycą się naszą krwią! - zmienił szybko zdanie gdy momentalnie otoczyła ich niby wiklinowa klatka. Odwrócił się w stronę skrzydlatej kobiety. - Chyba że zaczniemy współpracować. Jak daleko jest wasza twierdza? Muszę poznać miejsce najbliższego jej zagajnika. To bardzo ważne! - Po tych słowach otworzył kanał empatyczny w jej stronę. Jeśli znała się na magi w przynajmniej zaawansowanym stopniu będzie pewnie w stanie go pochwycić i przekazać mu wspomnienie położenia najbliższego terenu leśnego Katharsis. Tyle mu wystarczy aby ich wszystkich tam przenieść.
- Zajmijcie ich jakoś przez chwilę. Jak to mówią: „Wóz, albo nawóz” – odpowiedział teraz do nikogo konkretnego i zaczął otwierać portal do miejsca, które poznał dzięki magini. Tworzenie portalu nie trwało długo. Był to jeden z najefektywniejszych sposobów podróży druida, a zarazem jedno z najczęściej używanych przez niego zaklęć. Nie był jednak pewien na co stać otaczający las i przez ten krótki czas musiał się dobrze skoncentrować. Złapał więc znowu za kostur i zabrał się do roboty.
Gdy portal był gotowy zapraszającym gestem wskazał na niego głową.
- Panie przodem – zaoferował i odkłonił się zapraszająco. Sam został do ostatniej chwili, aby przejść ostatni i zamknąć portal za sobą.
Gdy już dotarli na miejsce otrzepał swoją szatę i jak gdyby nigdy nic złego się nie wydarzyło powiedział. - W moich stronach podniesienie ręki na druida przynosi pecha. Widocznie moje strony i te strony wiele się nie różnią. Mam nadzieję że bogatsi w doświadczenia resztę drogi przebędziemy we wzajemnym szacunku. - posłał skrzydlatym swój standardowy uśmiech. Poprzednia niesnaska wciąż została niewyjaśniona, ale w obliczu ostatnich wydarzeń miał nadzieję że uda im się dogadać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Wto Sty 17, 2017 3:59 pm

-Pantera pieczona raz-Stwierdził z uśmiechem Nate, gdy zwierze się zapaliło. Obejrzał całość swojego ubioru. Cały we krwi... No świetnie. Problem: "Zrobić pranie" właśnie zszedł z listy "Kiedyś" i dostał przepustkę na listę "Jak najszybciej". Nie może paradować w płaszczu z flakami na wierzchu. A to, swoją drogą, zdjął jakiś niezidentyfikowany kawałek jakiegoś narządu z ramienia. Jelito? A kto tam wie te pantery. Skończył wycierać ostrze o płaszcz, jego broń była czysta. Pochwycił zatem w swoją rękę oręż Deckenowy.
-Uwielbiam kiedy ktoś mówi, że ma wszystko pod kontrolą. Zazwyczaj wtedy...-Nie dokończył, po właśnie w tym momencie Lvelias jakby dokończył jego zdanie, wrzeszcząc "niczego nie mam pod kontrolą!". Biorąc przykład ze swoich "towarzyszy", przerzucił miecz do prawej ręki. Ciął korzenie i wszystko co mu się nawinęło pod ostrze, lewą ręką uderzając w ścianę, chcąc się przebić. Słysząc prośbę maga, westchnął.
-Naprawdę? Nawóz? Wolę nie wiedzieć, co by powstało po połączeniu mnie i jakiegoś drzewa-Stwierdził. Odsunął się trochę od ścian "koszyka", przerzucił miecz z powrotem do lewej ręki. Zaczął ciąć z większą siłą, jeszcze wścieklej.
Widok portalu go zaskoczył. Sam jednak podszedł i w pewnym sensie osłaniał odwrót. Chociaż nie, osłaniał to złe słowo. On po prostu został, i wydobył pistolet skałkowy
-A to na do widzenia!-Zawołał, wystrzeliwując. Sam wbiegł do portalu. W zagajniku bezpiecznie przeładował. Nie odzywał się, zostawiał negocjacje elfowi. W razie czego, dadzą radę uciec. Nie opuszczał pistoletu, trzymał go w dłoni, pod pozorem "wycierania" jej w płaszcz. Oczywiście całkiem przypadkiem lufa była skierowana w stronę skrzydlatych. Nie miał jednak palca na spuście. Ot, po prostu wycierał pistolet lufą w ich stronę. Całkowity przypadek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
She-Hulk

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 17/04/2013

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Wto Sty 17, 2017 8:42 pm

Zajęta opędzaniem się od zwierząt i próbami wytłumienia świdrującego jej czaszkę pisku, Jen ledwo zarejestrowała subtelną zmianę otoczenia. Dopiero kiedy w uszach przestało jej dzwonić, a najbliższe pantery zaniechały ataku, opuściła dłonie i rozejrzała się uważniej. Najpierw spostrzegła sterczące z głów kotów czarne bełty i skrzydlatą kobietę opuszczającą niewidoczną broń. Jen nie żywiła żadnych złudzeń w kwestii ich przewodników. Skrzydlata z pewnością nie zabiła stworzeń, aby w czymkolwiek jej pomóc, zielonoskóra uznała jednak za stosowne podziękować jej skinieniem głowy.
Dopiero wtedy w pełni dotarł do niej fakt,  że upiorny odgłos ustał. Okręciła się wokół własnej osi i stanęła twarzą w twarz z Lveliasem, który w zdążył powrócić do swojej normalnej postaci. Na jego zapewnienie o pełnej kontroli nad wydarzeniami zmarszczyła lekko brwi.
- O czym ty… - urwała na widok zamykającej się nad nimi kopuły z gałęzi, która z każdą chwilą coraz bardziej przypominała klatkę. I zacieśniała się.
Zaklęła i chwyciła oburącz pierwsze pnącza, jakie wpadły jej w ręce. Podczas gdy druid zajął się rozmową ze skrzydlatą, Jen rozrywała, łamała i wyrywała z korzeniami wszystko, co się dało. Słowa elfa ledwo do niej docierały poprzez zgiełk i jej własne bojowe okrzyki. Wydawało się, że próbuje do czegoś przekonać kobietę. Czy zamierzał wcielić w życie kolejny ze swoich błyskotliwych planów? Oby nastąpiło to szybko. Obok niej Nathan wściekle wymachiwał mieczem w próbie wyrąbania wyrwy w napierającej na nich drewnianej pułapce, ale podejrzewała, że ich wysiłki ostatecznie i tak spełzną na niczym, jeśli szybko czegoś nie wymyślą. Nawet ona nie mogła w nieskończoność walczyć z całym lasem.
- Zająć ich? Jasne, żaden problem. Może zaproszę parę drzew na kawę i zagadam o pogodzie? I przy okazji, nikt tak nie mówi! – odkrzyknęła Lveliasowi ze złością, ani na chwilę nie przerywając rozrywania gałęzi gołymi rękoma.
Jeżeli druidowi udało się przywołać portal, zielona upewniła się najpierw, że obaj jej towarzysze bezpiecznie przez niego przeszli. O skrzydlatych martwiła się znacznie mniej, ale i tak postanowiła ubezpieczać tyły, ufając swojej sile.
- Do środka, kowboju – mruknęła, bezceremonialnie popychając w kierunku portalu popisującego się zabytkową bronią Sly’a. Dopiero wówczas sama wkroczyła w świetlisty krąg, za którym przy odrobinie szczęścia czekała ich chwila wytchnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Sob Sty 21, 2017 6:50 pm

Lveliasowi nie udało się uspokoić drzew głównie z dwóch powodów. Pierwszym był poprzedni atak panter, który do tej pory huczał mu w głowie. Może nawet jak z tego wyjdą to będzie się martwił migreną. Drugim mniej ważnym czynnikiem było to, że z każdą wypitą kroplą krwi, drzewa stawały się coraz silniejsze. Były niebywale rozochocone by zabić coś jeszcze zwłaszcza, że najwyraźniej na obrzeżach lasu dawno nie było jakiegoś rozlewu krwi. Paradoksalnie takie miejsca najwyraźniej były jednymi z najbardziej bezpiecznych wbrew temu co przed chwilą ich spotkało ze strony miejscowej fauny.
Skrzydlata przez moment się wahała czy powinna zdradzić te informacje. Chociaż mogła tu też zaważać duma, którą ponoć Gwardia się szczyciła. W końcu byłby to wstyd być zmuszonym do odwrotu z powodu kilku drzew, które ich otoczyły. Była chwila na zastanowienie się zwłaszcza, że Jen, wojownik oraz Sly właśnie zajmowali się korzeniami, które próbowały ich pochwycić. Nic tak nie jednoczy jak wspólne pielenie ogródka, zwłaszcza takiego, który tego ewidentnie nie chce. Niemniej jednak dla Hulczycy wyrywanie korzeni lub łamanie co grubszych gałęzi nie było problemem. Ostrza również dawały radę aczkolwiek trzeba było w to włożyć nieco siły by nie ugrzęzło w grubszym kawałku drewna i przeszło na jeden raz. Kto kiedykolwiek rąbał drzewo do kominka ten wie o czym mowa.
Koniec końców jednak dało radę ją przekonać do tego by pomogła Lveliasowi w stworzeniu portalu. Wykonała rapierem parę cięć w powietrzu, które ukształtowały się w fioletowe znaki. Oplotły one portal i go ustabilizowały. Jak się okazało w tym miejscu magia przenosząca jest bardzo niestabilna. Mógł to druid odczuć już po samych próbach skonstruowania stabilnego przejścia. Na dodatek kobieta jeszcze w portal wrzuciła jakiś przedmiot, który wyciągnęła z kieszeni przed oddaniem przejścia do użytku. Wyglądał on trochę jak taka większa broszka z pyskiem niedźwiedzia. Mniej więcej wielkości zaciśniętej pięści. Ostatecznie ten przedmiot zaważył na tym, że dało się bezpiecznie przejść na drugą stronę i nie zostać rozerwanym na kawałeczki lub co gorsza trafić w zupełnie inne miejsce.
Po drugiej stronie czekała dosyć miła niespodzianka bo o dziwo nic tym razem nie chciało ich zabić. Miejsce, w którym się pojawili nie było takim typowym zagajnikiem. Bardziej pasowałoby to na jakiś trakt handlowy, który jest dosyć często odwiedzany przez podróżnych. Drzewa były wycięte w pobliżu miejsca gdzie ścieżki krzyżowały się. Jeśli chodzi o florę to była tutaj ewidentnie bardziej zielona i kolorowa. Drzewa wyglądały w miarę normalnie chociaż liście nadal miały ostre kształty ale to chyba specyfika tego miejsca. Różnicą było też to, że nawet słychać było jakieś ptactwo. Kruki i wrony głównie ale zawsze coś. Oczywiście Druid mógł też wyczuć obecność niedźwiedzi, które żyły w tym rejonie. Było ich nawet całkiem sporo, znacznie więcej niż w ludzkich lasach. Jednego nawet dało się dostrzec jak przemierzał krzaki gdzieś w oddali. Wielki, czarny misiek, który szukał jedzenia najwyraźniej. Większy niż przewiduje ustawa o grizzly.
Przed podróżnikami był wysoki na 10 metrów obelisk o bazaltowo czarnej barwie. Opisany był błękitnymi symbolami, które świeciły się. Czuć było od tego obiektu moc i to chyba było jedno z tych skupisk. Tylko, że to było w pełni mocy i pełniło zamierzoną funkcję. Na samym szczycie obelisku dało się odszyfrować nawet kierunki (oczywiście ten kto znał już nieco tutejszego pisma). Na wprost było wejście do Groty Katharsis. Corpse Carnival i Ziemie Nieumarłych były odpowiednio po lewej oraz prawej stronie, zaś ostatnim kierunkiem była Zatoka Rzeźnika.
Jeśli zaś chodzi o samo wejście do groty to było należycie zabezpieczone. Jak pierwsza linia obrony, rów z palisadą, a na dodatek stróżówka z mostem na drugą stronę. Kobieta ze skrzydlatych schyliła się by podnieść wcześniej rzuconą broszkę i schowała ją do kieszeni. Ich bronie zdematerializowały się.
- W naszych stronach ściąganie zagrożenia na towarzyszy i bluźnierstwo karane są śmiercią. Bądź wygnaniem jeśli zabijesz tego kto rzucił oskarżenie – powiedział mężczyzna z przekąsem. Chyba najwyraźniej tym razem postanowili im odpuścić. Głos tym razem postanowiła zabrać kobieta, która właśnie poprawiała sobie rękawice na swoich smukłych dłoniach.
- Niemniej straciliśmy przez was dwa wierzchowce więc jakoś musicie „odrobić” nasze straty. Zabierzemy was do miasta ale warunkiem jest, że oddacie nam 200 diaxów – wyciągnęła z sakiewki monetę i pokazała wyraźnie o co jej chodzi. Złota moneta z niewielkim diamentem w środku. W sumie nawet szło łatwo zapamiętać nazwę tej monety. Ciekawe jak było w wypadku drobniejszych wersji?
Jeśli zaś chodzi o mężczyznę to sięgnął po kamień, który leżał przy drodze i rzucił nim w stronę stróżówki. Trafił w dzwon, który wisiał pod jej daszkiem, a z budyneczku wyszedł inny Skrzydlaty. Ten był znacznie masywniejszy. Głównie przez to, że miał na sobie zbroje płytową i nawet samotne skrzydło było opancerzone. Powoli most na drugą stronę był opuszczany.
- To jak? Umowa stoi? – zapytała się z szelmowskim uśmiechem kobieta. Puściła również bardziej przyjazny uśmiech obu mężczyznom przed nią. Nie było to takie typowe trzepotanie rzęsami, a coś bardziej dostojnego połączonego z egzotyczną nutką i nietypową urodą kobiety. Gładka, lekko różowa cera, delikatne usta oraz błyszczące czerwone oczy. Nienaganna sylwetka. Faktycznie szło zawiesić oko zwłaszcza, że pancerz podkreślał wdzięki. Towarzyszący jej Skrzydlaty również do brzydkich nie należał. Zwłaszcza, że teraz szło obojgu lepiej się przyjrzeć bo obelisk emitował znacznie więcej światła niż było wtedy w karczmie. Można powiedzieć, że pełnił funkcję również takiej większej ulicznej latarni.

Zapraszam tutaj

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
She-Hulk

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 17/04/2013

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Nie Mar 18, 2018 11:05 am

Powrót do lasu delikanie mówiąc nie ucieszył Jen. W domu natura zawierała w sobie co prawda pokrzywy i komary, ale przynajmniej nie usiłowała jej ewidentnie zabić. To miejsce wymykało się wszystkim jej doświadczeniom. Jeżeli to było łono natury, nie chciała poznawać matki.
Na domiar złego uczucie, że coś obserwuje każdy jej ruch, nie opuszczało jej ani na chwilę. Wręcz przeciwnie, z każdym krokiem w głąb kniei zdawało się narastać. Musiała powstrzymać się od nerwowego zerkania przez ramię, tym bardziej, że nie chciała przegapić tego, co w każdej chwili mogło wyjść jej na spotkanie. Przyszła tu w konkretnym celu i zamierzała wypełnić zadanie, bez względu na obiekcje tajemniczego obserwatora.
Pójdź do lasu i złap bobra. Bułka z masłem. Tylko czy bobry nie żyją raczej w pobliżu zbiorników wodnych? Co wobec tego? Cienistą wiewiórkę? Upiorną mysz? Może lisa?
Od momentu opuszczenia miasta starała się trzymać jednej ścieżki, a w przypadku braku utaretego szlaku - jednego kierunku. Gdy tylko nabrała pewności, że zniknęła z oczu strażnikom na murach, przystanęła na chwilę i przemieniła się w swoje zielone alter ego. Wolała nie dawać leśnym potworom szans na zaskoczenie jej w bardziej bezbronnej postaci.
Ścisnęła w dłoni busolę, którą dał jej Lvelias. Według zapewnień druida, wystarczył jeden celny rzut, aby zamknąć stworzenie wewnątrz. Tropienie dzikiej zwierzyny nie należało do jej talentów, pozostawała więc wątła nadzieja, że zauważy potencjalny cel, zanim on zauważy ją. Zacisnęła zęby i wytężyła słuch. W tym mroku poleganie na oczach nie miało sensu. Jen parła więc naprzód, zdecydowana zareagować na pierwszy podejrzany szelest w krzakach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Nie Mar 18, 2018 3:01 pm

-Czy to jest ten moment, kiedy narzekam, że to nie najlepszy pomysł?-Zapytał Renko, rozglądając się nieufnie po okolicy. Niby powinny się uaktywnić mu łowieckie instynkty, ale jakoś nie nadawał się na polowania. Chociaż był łowcą. Ale łowcą portfeli.
No ale czego to z człowiekiem nie zrobi cywilizacja, prawda? Jest w stanie zniszczyć człowieka i zrobić go na nowo. Jak to określił "Fight Club"- Nie posiadasz rzeczy, a jesteś przez nie posiadany. Więc tak już przywykł, że nie musi na cokolwiek polować, to zmiękł. Dorobki kulturowo-cywilizacyjne.
Przynajmniej liczył, że Jen da radę. W sumie, miał tu jednego z Hulków w pobliżu, więc raczej mógł być spokojny o bezpieczeństwo. Zielony ogródek nie zaatakuje towarzysza zielonej kobiety, prawda?
No tak. Nie był zielony, nie liczył się. No cóż, życie.
Tak czy siak, rozglądał się uważnie za jakimiś oznakami życia, które pozwoliłyby mu określić, gdzie jest zwierze. Im szybciej je złapią, tym szybciej wrócą do domu.
Do domu...
Lepiej do miasta, takie określenie jest lepsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Wto Mar 27, 2018 10:27 pm

Po opuszczeniu bezpiecznej… no dobra, względnie bezpiecznej jaskini, Sly i Jen udali się w stronę martwego lasu. Zapewne ich instynkty łowieckie nie były tak sprawne jak tutejszych łowców, ale może im się poszczęści. W lesie było kilka utartych ścieżek, które regularnie wycinali siepacze. Było to zresztą bardzo upierdliwe zajęcie, gdyż drzewa oraz inne elementy flory stawiały zdecydowany opór. Mogli się o tym już wcześniej przekonać przy okazji, gdy atakowały ich tamte stworzenia.
Las teraz wyglądał na zdecydowanie spokojniejszy, a może to była po prostu kwestia tego, że byli dosyć blisko bram miejskich. Było tu mniej zwierzyny, a drzewa nie wykazywały agresywnych zamiarów, pojawiało się tylko to niezbyt przyjemne uczucie bycia obserwowanym przez las. Kiedy przyglądali się cieniom mogli mieć wrażenie, że na nich również coś patrzy, a po chwili czmycha, by przyszykować się do zasadzki. To miejsce zdecydowanie nie było pierwszym, lepszym laskiem po którym można było spacerować sobie w letnie wieczorki. W powietrzu czuć było wilgoć oraz zapach butwiejącego drewna. Najwyraźniej był to jakiś odpowiednik tutejszego poranka, bo pewne zasady pozostawały niezmienne.
Sly i Jen jeszcze trochę zapuszczali się w głąb lasu, a im dalej szli tym mniej widoczne były utarte ścieżki. Kwestia, że najwyraźniej dosyć szybko zarastały krzakami lub nowymi drzewami. Tutaj zaś rodził się kolejny problem. Mianowicie odgłosy zwierzyny jakieś były, ale zdecydowanie było tego więcej niż pojedyncza sztuka. W krzakach słychać było szmer poruszania się oraz skradania, zaś w cieniach przemykały przerażające kształty. Być może tamte koty wróciły po dogrywkę, a może w ciemnościach czaił się kolejny drapieżnik? Pewne było jedno - powoli byli otaczani.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
She-Hulk

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 17/04/2013

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Sro Cze 13, 2018 10:52 am

- Nie, to jest ten moment, kiedy przestajesz marudzić i szykujesz broń - szepnęła Jen do Nathana, przystając nagle i powoli obracając się wokół własnej osi. Nie spuszczała wzroku z otaczających ich chaszczy.
- Nie jesteśmy sami. Coś nas otacza. Dużo cosiów...
Lewą dłoń zacisnęła w pięść, aż chrupnęły kłykcie. W prawej ponownie zważyła busolę, mentalnie przygotowując się do rzutu. Może to, co czaiło się w krzakach nie było wcale upragnionym wiewiórko-bobrem, ale nie chciała stracić okazji. Jakaś jej część, bez wątpienia ta zieleńsza, cieszyła się na myśl o bijatyce, stara nudna Jen wolałaby jednak mieć to już za sobą. Co do jednego obie części były zgodne - zrobi, co będzie konieczne i nie cofnie się przed wyzwaniem.
- Jak sądzisz, jaka jest szansa, że to nie krwiożercze drapieżniki, tylko pokojowo nastawieni tubylcy? Może Ewoki? - dorzuciła szeptem.
Sama mogła sobie odpowiedzieć na to pytanie. Szanse były nikłe. Dobry prawnik zawsze jednak w pierwszej kolejności próbuje mediacji, nim wytoczy ciężkie działa.
- Nie mamy złych zamiarów, ale będziemy się bronić - głośno i wyraźnie poinformowała przestrzeń wokół nich. - Pozwólcie nam przejść, a nikomu nie stanie się krzywda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Nie Cze 24, 2018 9:44 pm

Wyprawa z busolą dla Jen i Sly’a była troszkę jak takie Pokemon Go, tyle że w realu. No i pokemony mogły rozszarpać gardło lub zrobić bliżej nieokreśloną krzywdę, jeśli nie trafisz w nie pokeballem. Shadow Isle Go? Tylko spisać wszystko co tutaj zobaczyła i mogłaby nic nie robić jak pewna autorka książki o chłopcu z różdżką, którego opel walnął w czoło. Najgorsze jednak jest to, że nie była specem od mistycznych sztuczek i nie miała pewności czy wszystko zadziała tak jak powinno, ale to już kwestia zaufania do lekko ekstrawaganckiego druida.
Cóż na to, że to były Ewoki chyba wszelka szansa zgasła w momencie, gdy z krzaków wyleciał łańcuch z hakiem na końcu i zaczepił się o tors Sly’a. Nie oderwał mu mięsa, ani również nie wciągnął go jak w filmach grozy. Zamiast tego łańcuch się naprężył i hak został ściągnięty, a zamiast ciała w stronę zarośli poleciało coś innego. Coś kształtem przypominającego sylwetkę najemnika, tylko że niebiesko-zielone, zaś ciało runęło na ziemię jak świeżo ścięte drzewo. Wzrok Sly miał pusty, jakby nie było w nim życia. Jakby ktoś mu zabrał duszę i uczynił rudym na resztę życia, ale jego organizm nie był przyzwyczajony do tego stanu rzeczy, więc doznał szoku. Tym samym sposobem zielona została sama na placu boju, jednak jej adwersarz na moment wyłonił się z krzaków. Była to zakapturzona, biała istota. Nie widać było twarzy, a jedynie ciemność i czerwone ślepia płonące niczym ogień. Widoczne również były ostre zęby oraz usta wykrzywione w sadystycznym uśmiechu. Sądząc po muskulaturze to mógł być mężczyzna, a po duszy zwisającej z haka zapewne również winowajca całego tego zajścia. Łańcuchy owinięte były wokół jego przedramienia oraz bioder. Tworząc tym samym swego rodzaju przepaskę biodrową z łańcuchów, zaś co do obuwia nie mogła być pewna. Widziała tylko sylwetkę wyłaniającą się z dosyć niskiego krzaka, ale po tym lesie chyba nie warto chodzić boso. Po chwili ze złowieszczym chichotem godnym Carnage’a (aż dziwne, że ten nie dopomina się o swoje prawa autorskie!), ponownie zniknął w ciemnościach lasu. Przybył najwyraźniej po to czego chciał, jednak cóż uczyni Hulczyca? Ruszy odzyskać duszę towarzysza, a może zawiadomi druida i pójdą razem na ratunek? A może zrobi coś czego Mistrz nie uwzględnił w swoich planach.
Tururu:
 

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Martwy Las   Wto Lip 03, 2018 12:43 pm

Lvelias musiał przyznać że im dalej znajdował się od ziem nieumarłych tym czuł się lepiej. Krążąc nad lasem niemal całkowicie doszedł już do siebie, lecz nawet wspomnienie ostatnich chwil przyprawiało go o zawroty głowy. Relatywizm był na tyle potężną rzeczą, że teraz poprzez porównanie mroczna knieja wydawała mu się miła, przyjazna i pełna życia. Relatywnie.
Cała ta przygoda przypomniała mu niestety o jego ograniczeniach i uświadomiła że nie jest młodym bogiem, za jakiego często się czuł. No dobra, nie bogiem, bo bogowie byli bandą zawszonych i zarozumiałych bubków, których elf miał w poważaniu, ale coś w tym guście. Zasmuciło go to, bo z pozostałych opcji zostały albo ryzykować własnym zdrowiem psychicznym i zapasami energii magicznej, aby jakoś zwalczyć tamtejszą aurę, albo po prostu zdać się w tym temacie na kogoś innego. Nie był pewien które z rozwiązań mierziło go bardziej.
Tak czy siak, jeśli miał już u kogoś szukać pomocy, to wolał swojego dobrego przyjaciela niż miejscowych ekspertów, jak bardzo biegli w sztuce magicznej by oni nie byli. Ale żeby posłać po wsparcie, należało najpierw przygotować posłańców.
Wyczuwając że ofiarowany im amulet, a zarazem powierzone im zadanie znajduje się jeszcze (dosłownie i w przenośni) w lesie, zdecydował się w końcu wyruszyć w ich stronę. Odnalazł ich, przedzierających się przez las. Wyglądali na całych, zdrowych i…
Krótkie „świst” i „wzium” i druidowi nie dane było dokończyć tej myśli. To że nie wyczuł od razu wyrywającego dusze potwora zwalił na karb swojego osłabienia sprzed paru minut. Przysiadł na jednym z drzew, (ówcześnie je o tym grzecznie informując na wypadek gdyby jednak postanowiło go pożreć) i powrócił do swej normalnej, rogatej postaci. Siedząc wygodnie w listowiu na jednym z solidniejszych konarów, użył swojej magii, aby spętać oddalającego się intruza pnączami. W razie konieczności owinie go jak baleron. Gdyby to nie było wystarczającą zachętą, empatycznie wyśle Jennifer sugestię rzutu w stwora busolą. Cóż, nie tego się spodziewał, ale równie dobrze mogą złapać tego stwora z fragmentem duszy pirata. Równie dobrze mógł wysłać jego ówczesną powłokę razem z Jenn do Nowego Jorku. Potwór z duszą i tak byłby bezpiecznie zamknięty w busoli, a Stephen i tak miał większe szanse na odebranie jej z powrotem w spokojnych warunkach laboratoryjnych u siebie w sanctorum. Czuł się z tym trochę podle. To jak wysyłać posłańców do samodzielnego montażu jak z tego sklepu z meblami z północy.
Samemu przygotował się do wzmocnienia więzów na busoli. Mogło się okazać że stwór będzie na tyle silny, że nie będzie chciał trafić tam po dobroci.
Mogło się oczywiście okazać, że ani prośbą, ani magią stwór nie zechce wtłoczyć się do artefaktu  Wtedy najzwyczajniej w świecie będzie trzeba kolokwialnie obić mu mordę. Nieprzytomny umysł zawsze jest dużo podatniejszy na zaklęcia. Jeśli przejdzie do rękoczynów, zastosuje sztuczkę, która od jakiegoś już czasu chodziła mu po głowie. Sprawi że dłonie She-hulk zaczną wydzielać fluorescencyjne związki podobne tym do ryb głębinowych, tylko intensywniejsze. Biorąc pod uwagę niechęć okolicznej fauny i flory do światła, może to dać prawniczce dodatkową przewagę w boju.
Sam oczywiście nie zamierzał w żaden sposób się wychylać, ale tylko cicho kibicować zielonej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Martwy Las   

Powrót do góry Go down
 
Martwy Las
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Alexander Aristow [martwy]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Wielka Brytania :: Shadow Isle :: Butcher's Bay-
Skocz do: