Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pierwsza planeta

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3645
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Pierwsza planeta   Pon Gru 12, 2016 11:26 pm


Pusty świat na krawędzi istnienia, znajdujący się tak daleko od wszystkiego innego, że światła na niebie, które na innych planetach uchodziłyby za gwiazdy, w tym wypadku są tak naprawdę całymi galaktykami. Skały, kamyki i piasek tworzą powierzchnię, na której nie ostało się praktycznie nic - nie ma tu żadnych budowli, naturalnych formacji, niczego... Poza ogromnym, różowym kryształem. Wszystko inne pochłonął czas.

Pierwsza planeta znajduje się oficjalnie pod opieką Imperium Shi'ar.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3645
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Wto Gru 13, 2016 11:36 pm

Otoczona płomieniami Phoenix grupka X-Men opuściła portal tuż po tym, jak wyłonił się z niego okręt kosmiczny - który pomknął dalej, kierując się prosto w stronę najbliższej planety... A raczej: jedynej planety widocznej w zasięgu wzroku.
Ognisty ptak nie podążył za nim od razu; zamiast tego zwolnił na moment, w trakcie którego być może Jean zastanawiała się co zrobić dalej, gromadziła informacje... Lub nawet się wahała. Wyraz jej twarzy wyraźnie wskazywał na lekkie zdezorientowanie, ale i na skupienie... I w końcu kobieta ponownie przyspieszyła, ścigając jednak pojazd kosmiczny.
Przez to opóźnienie okręt wylądował na powierzchni planety jako pierwszy. Jego drzwi zdążyły się otworzyć, a ze środka wystąpił mężczyzna o niebieskiej skórze oraz w granatowo-czerwonym stroju. Niektórym mieszkańcom Instytutu Xaviera dał się już poznać jako Gladiator, lecz Rogue, Wolverine i Cyclops nie mieli z nim jeszcze do czynienia... Tak samo jak i z jedną z dwóch kobiet, które opuściły pojazd zaraz po nim. Obie miały bladą cerę, a do tego czarne - skąpe - ubrania i włosy, choć w przypadku jednej z nich rozpuszczone, drugiej zaś - dość fantazyjnie upięte do góry. Ta pierwsza utrzymywała ręce drugiej za jej plecami, złączone na wysokości całych dłoni i nadgarstków czymś dziwnym, ciemnym... Nienaturalnie czarnym. Pierwsza z nich była obca; druga dopiero co zwróciła się do X-Men z prośbą o pomoc. Lilandra.
Okręt zatrzymał się jakieś pięćdziesiąt metrów od olbrzymiego kryształu - lecz i bez tego łatwo dałoby się stwierdzić, że to właśnie z jego powodu tutaj przyleciał. W końcu w okolicy nie było dosłownie niczego innego... Tylko połacie kamieni i piasku, cała masa pustej przestrzeni, na szczęście wypełnionej powietrzem, nawet jeśli trochę rzadszym niż na Ziemi. Sam kryształ był tak wielki, że przeciętny człowiek sięgał może do połowy najniższej części podstawy, na której został umieszczony. Znajdował się na wysokości dziewięciu czy dziesięciu metrów i ciągnął się drugie tyle w górę.
Gladiator, Lilandra, a także ich towarzyszka od razu zwrócili twarze ku przybywającym X-Men, gdy Phoenix osadzała ich na powierzchni planety. Sama Jean pozostała w powietrzu, jakieś trzy metry nad ziemią, a jej uwagę prędko pochłonął kryształ... Choć być może telepatycznie i tak zdawała sobie sprawę z tego, że znalazła się w centrum zainteresowania kosmitów. Tak - ona, nie pozostali mutanci... Oblicze Gladiatora wiele nie zdradzało, choć gościła na nim powaga i pewnego rodzaju zaciętość; jego kompanka z kolei zmarszczyła czoło i przypatrywała się Jean zmrużonymi oczami. Tylko Lilandra się wyróżniała, bo na jej twarz wstąpiła teraz nadzieja, pomieszana z czymś na kształt zachwytu.
-Nightside- odezwał się Gladiator, lecz nie dodał nic więcej; jego towarzyszka i tak kiwnęła głową, więc najwyraźniej wiedziała co robić... To musiało być zresztą jej imię bądź też pseudonim. Kosmita oderwał się od podłoża i - lecąc - skierował się ku X-Men, podczas gdy Nightside i Lilandra pozostawały jeszcze na miejscu. Mężczyzna nie poruszał się na tyle szybko, aby można to było uznać za rozpoczęcie ataku, ale i nie przemieszczał się zbyt wolno.
-Ta planeta znajduje się pod ochroną Imperium Shi'ar- oznajmił jeszcze po drodze.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wolverine

avatar

Liczba postów : 173
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sro Gru 14, 2016 10:15 am

Logan już odwracał się w stronę Domino mierząc w nią palcem - Słuchaj mała, lubię cię, ale ostania osoba która... - nie dane mu jednak dokończyć myśli, ponieważ cały świat z jego perspektywy został spowity ogniem, a chwilę potem zamiast na domino wskazywał na, szybko oddalający się, ziemski księżyc.
Stał, o ile można to tak nazwać, w przestrzeni kosmicznej otoczony tylko kopułą ognia nie czując przy tym żadnych przeciążeń. Nie musiał być Henrym Mccoy'em żeby wiedzieć że coś tu jest nie tak. Rozejrzał się po pozostałych. Nie był pewien czy byliby w stanie rozmawiać, ale był w tak wielkim szoku, że i tak pewnie nie zdobyłby się na wypowiedzenie choć słowa. Jedno było pewne. Jeśli feniks kierował się do instytutu, to widocznie pomyliły mu się zakręty.
W niemym szoku obserwował planety układu słonecznego, dziwny portal utworzony ze statków kosmicznych, którym się przemknęli, oraz dalsze części kosmosu. Momentalnie zapomniał o Hollywood, Rossie, tarczy, czy wszystkim co zostawili na ziemi.
Gdy Jean w końcu postawiła ich na powierzchni niewiadomej planety z początku ogarnęła go panika, bo planeta nie wyglądała na zdolną do zamieszkania. Z ulgą udało mu się jednak zaczerpnąć powietrza. Rozejrzał się po okolicy i szybko dodał dwa do dwóch. Olbrzymi kryształ, odległa planeta. Od razu przypomniał sobie jak Anna opowiadała mu o tym w sali narad dziś rano. Zabawne że wtedy te problemy wydawały się tak nieskończenie odległe. Teraz nieskończenie odległa wydawała się głównie ziemia.
- Jean, to było najbardziej ekstremalne "Do mnie moi x-men" w jakim uczestniczyłem - spojrzał na zbliżającego się w ich stronę Gladiatora - Jeśli masz jakiś plan, w którym możemy ci pomóc, to teraz jest chyba ostatnia okazja, żebyś go nam przedstawiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Czw Gru 15, 2016 10:33 am

To co wydarzyło się odkąd wspomniała Jean o Lilandrze działo się tak szybko i było tak nieprawdopodobne, że właściwie nie wiedziała w jaki sposób ma się zachować. W jednej chwili znajdowali się na wzgórzu pod Hollywood, a w następnej wylecieli w przestrzeń kosmiczną i o dziwo żadne z nich nie zginęło. Cokolwiek uczyniła Phoenix sprawiało, że mogli oddychać. Mimo to czuła się dziwnie, nieswojo. Podążali za jakimś okrętami, nie wiedziała dlaczego i dokąd zabiera ich Jean, ale nie wyglądało to najlepiej. Po wyjściu z portalu znaleźli się w zupełnie innej części kosmosu. Układ słoneczny zniknął, a w pobliżu znajdowała się tylko jedna planeta. Po krótkim wahaniu ze strony Jean podążyli właśnie w jej w kierunku, podobnie jak jeden ze statków.
Gdy znaleźli się na jej powierzchni z olbrzymią ulgą odkryła, że i tam mogli bez większych trudności oddychać. Oznaczało to, że albo w jej atmosferze znajdowało się powietrze, albo Phoenix nadal w jakiś sposób im pomagała. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że na planecie nikt nie mieszkał. Może w dalekiej przeszłości, lecz teraz w zasięgu wzroku mieli jedno wielkie pustkowie oraz ogromnych rozmiarów kryształ. Przybyli tuż przed nimi przedstawiciele obcej rasy natychmiast się nimi zainteresowali, choć najwięcej uwagi musiała przykuwać Jean.
Widząc zbliżającego się w ich kierunku kosmitę, wysunęła się nieco do przodu. Nie wiedziała czego może się spodziewać po nim, jego towarzyszce i prawdopodobnie dość okazałej załodze ich statku. Była zdezorientowana. Bała się, to oczywiste, w końcu znajdowali się na obcym sobie terenie, w kosmosie, daleko od domu, a naprzeciwko nich stoi ogromny kryształ, o którym opowiadała jej Lilandra. Lilandra, która raczej nie przybyła tu z własnej woli. Oznacza to, że obcy byli w Instytucie i Bóg wie co stało się z jego mieszkańcami i jej przyjaciółmi. Nie wątpiła w to, że próbowali stawiać opór. Storm nie pozwoliłaby, aby ich gość, kimkolwiek by nie był, wpadł w ręce osób przed którymi uciekał. Anna starała się stwarzać pozory pewności siebie. Niech przeciwnicy myślą, że się ich nie boi. Jako jedyna z pośród całej grupy prawdopodobnie nie miałaby szans w bezpośrednim pojedynku. Jean posiada moce o nieznanych im jeszcze ograniczeniach, Wolverine ma szpony i czynnik regeneracyjny, a Cyclops strzela laserami. Nie znała możliwości obcych, ale nastawiała się na to, że z całą pewnością nie są bezbronni i znają wiele sztuczek. Pośród całej tej gromadki Rogue wydawała się mała i bezbronna. Zerknęła krótko na olbrzymi kryształ, następnie na Lilandrę i pilnującą ją kobietę.
- Może się nie znam, ale ta kobieta… - udała, że nie dosłyszała jego słów i wskazała na znajomą kosmitkę. -…raczej nie przebywa tu z czystej przyjemności. – uznała, że nie powinna od razu wyrzucać z siebie, że są mieszkańcami miejsca, z którego ją uprowadzono. Miała nadzieję, że pozostali, o ile zdecydują się przemówić, także uznają, że nie warto natychmiast odkrywać wszystkie karty. Poza tym liczyła, że w ten sposób choć na chwilę skupi na sobie uwagę nieznajomych i da przyjaciołom odrobinę czasu na opracowanie jakiegoś planu. Schowała ręce za siebie i powoli zaczęła ściągać swoje rękawiczki. Jeśli jednak do czegoś dojdzie, to być może uda jej się dotrwać do momentu, w którym będzie mogła wykorzystać swoją moc, a wtedy nie chciałaby tracić czasu na pozbycie się materiału z jej dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cyclops

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Wto Sty 03, 2017 9:30 pm

To co wydarzyło się na wzgórzu szybko przeszło do historii, ale jedyną dziwną rzeczą było to że Jean miała nas zabrać do Instytutu ale tu gdzie teraz się znaleźli to na pewno nie było to miejsce.
Najgorsze było to, że znaleźli się w kosmosie.
Scott nie wiedział co powiedzieć i nie wiedział po co akurat oni tutaj się znaleźli.
Co Jean, albo Phoenix ma na myśli sprowadzając ich tutaj.
Na dodatek w ich kierunku zaczął się zbliżać jakiś obcy.

Scott nie zastanawiając się przyłożył rękę od razu do swojego wizjera w razie nagłego ataku, choć wolał tego uniknąć.

- Jean, Logan ma rację jak masz jakiś plan to lepiej żebyś go szybko wprowadziła w życie bo nie wiadomo co tu zaraz się wydarzy. - powiedział nie spuszczając wzroku z nadchodzącego gościa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3645
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Czw Sty 05, 2017 8:06 pm

W pierwszej chwili Phoenix zignorowała słowa Gladiatora, lecz podczas wypowiedzi Wolverine'a jej głowa drgnęła, obróciła się o kilka centymetrów - choć kobieta w dalszym ciągu nie oderwała jeszcze wzroku od ogromnego kryształu. Na jej twarzy gościł dość skomplikowany wyraz... Mieszanka skupienia, intensywnego myślenia, ale i w pewnym sensie niezrozumienia - jak gdyby odpowiedź znajdowała się w jej zasięgu, lecz ona wciąż nie mogła jej pochwycić i to zaczynało ją irytować.
Dopiero kolejne ponaglenie - ze strony Cyclopsa - na dobre odwróciło jej uwagę od klejnotu i Jean przesunęła wzrokiem pomiędzy swoimi towarzyszami. Przez sekundę czy dwie na jej obliczu odbijało się wahanie, nieco trudniejsze do rozpoznania ze względu na to, iż jej oczy zdawały się być w tej chwili kompletnie białe. Dla X-Men nie był to wcale niecodzienny widok, choć najczęściej mieli z nim do czynienia w przypadku Storm - u Jean z kolei stanowił nowy dodatek.
-Przypominam sobie- oznajmiła wreszcie, lecz prawdę mówiąc ten dobór słownictwa nie wskazywał na to, aby mówiła o jakimś planie... A skoro tak, to o czym innym? O tym miejscu? O kosmitach, których właśnie spotkali? O całej tej sytuacji? Być może. Gladiator jednak nie czekał na jej reakcję; w tym czasie zdążył już podlecieć bliżej, usłyszeć słowa Rogue - i od razu na nie odpowiedzieć:
-Ta kobieta jest zbiegiem odpowiedzialnym za próbę zamordowania naszego cesarza, a jej brata. Niewielu z przyjemnością oczekuje własnej egzekucji- jego głos był spokojny i opanowany, a do tego w żadnym stopniu nie zdradzał jego własnych emocji... Więc idealnie przekazywał suche fakty. Nie oznaczało to oczywiście, że nie wzbudzał - wraz z wypowiadanymi słowami - gwałtownych uczuć w innych osobach...
-Mój brat oszalał i doprowadzi nas wszystkich do zguby! Kryształ M'Kraan dosłownie nazywa się kresem wszelkiego istnienia, nie da się tak po prostu zapanować nad jego mocą...- ton Lilandry stanowił praktycznie idealne przeciwieństwo dla stoickiego spokoju Gladiatora, który jedynie obrócił głowę, aby spojrzeć ku niej przez ramię - a w tym samym momencie Jean niespodziewanie wystartowała w stronę kryształu. Kosmita prędko zorientował się w jej intencjach i ruszył za nią, w związku z czym kobieta przeleciała może kilka metrów, nim zastąpił jej drogę - rzecz jasna wciąż w powietrzu. Chyba nie spodziewał się, że odpowiedzią na ten czyn będzie telekinetyczne uderzenie, które przy akompaniamencie płomieni odepchnęło go do tyłu, a tym samym w kierunku różowej struktury... Czy też raczej jej podstawy, jeżeli wziąć pod uwagę wysokość, na jakiej się obecnie znajdowali.
Następnym, co poczuli X-Men, było coś na kształt silnego wyładowania elektrycznego, które jednak skupiło się na ich głowach - rozeszło się zaś od okrętu należącego do Shi'ar. Lilandra, Nightside oraz Gladiator najwyraźniej nie zostali nim dotknięci, lecz dla mutantów było wystarczająco silne, aby wręcz zaburzyć ich równowagę, wyrwać z płuc powietrze, utrudnić im myślenie - a to ostatnie sprowadziło Phoenix na ziemię. Otaczająca kobietę ognista aura cofnęła się na tyle, że teraz utrzymywała się tylko tuż przy niej i nie przypominała nawet ptaka, tylko odzwierciedlała kształt jej ciała. Jedna z jej dłoni uniosła się do skroni, gdy Jean dochodziła do siebie po tym ataku. Dla Wolverine'a z kolei proces też przebiegał najszybciej.
W tym czasie Gladiator zdążył zatrzymać się w locie, ale nie zbliżył się ponownie do grupy; pozostawał tam, gdzie odepchnęła go Jean, a więc w dalszym ciągu na drodze do kryształu. Dłonie zacisnął w pięści, lecz poza tym nie sprawiał wrażenia, jak gdyby przygotowywał się do natarcia... Prędzej do obrony. Wcześniej pod Instytutem zaprezentował podobną postawę - gdy grał na czas, umożliwiając Nightside działanie - lecz ta część X-Men nie mogła o tym wiedzieć.
-Wycofajcie się- zasugerował.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wolverine

avatar

Liczba postów : 173
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pon Sty 09, 2017 7:02 pm

Wszystko wokoło nie zapowiadało się wcale różowo, no chyba że wziąć pod uwagę kolor górującego nad nimi kryształu. Wyglądało na to że to co chwilowo dzieliło z Jean głowę porwało ich z ziemi i wrzuciło w sam środek wojny domowej jakiegoś kosmicznego imperium. Z reakcji wszystkich, historii, którą niedawno usłyszał w instytucie od Rouge, oraz fakcie że przetrzymywana przez nich kobieta pachniała nieznacznie instytutem, sugerowałoby że jest ona tą całą Lilandrą, o której wszyscy tyle gadali. A to był ten cały kryształ zniszczenia, tak? Różowy to mało złowróżbny kolor.
Następne wydarzenia pognały bardzo szybko. Mężczyzna z peleryną i punkową fryzurą na chwilę odwrócił uwagę, co wykorzystała Jean, szybując w stronę kryształu. Chwilę potem jakaś dziwna fala nieznanej broni posłała ich wszystkich na ziemię nie czyniąc ich potencjalnym przeciwnikom żadnej krzywdy.
Gdy tylko odzyskał zmysły podbiegł do wciąż słaniającej się na nogach Jean i zasłonił ją Shiar'czykom własnym ciałem.
- Jeśli planowaliście nas wkurzyć, to jesteście na dobrej drodze. - wskazał Gladiatora oskarżycielsko palcem. - Co jest z tobą nie tak, chłopie? Nie wiem jaki wydźwięk ma "Kres Wszystkiego Istnienia" w waszym języku, ale w naszym nie brzmi najprzyjemniej. Mieliśmy na ziemi kilku takich, którzy sięgali po coś po co nie powinni i wiesz co? - Logan wysunął szpony *snikt* - Nikt za nimi nie tęskni.
Grał na czas, przy okazji starając się wyczuć emocje Gladiatora, ten jednak wydawał się zimny jak stal. Wiedział że jeśli oni dysponują bronią, która jest w stanie z łatwością usunąć ich z walki nie mają większych szans. Jednak pod Hollywood Jean udało się radę na dystans unieszkodliwić tamtą dziwną barierę. Być może jak tylko dojdzie do siebie zrobi też coś i z tym urządzeniem.
Ponadto kątem oka widział podnoszącego się z ziemi Cyklopa. Jeśli chodzi o walnięcie z zaskoczenia nie miał sobie równych. Najbardziej martwił się o Annę. Jeśli nie znajdzie jakiejś zasłony (na niemal idealnie płaskiej równinie) Będzie jak kaczka na odstrzał. Tak czy siak zdecydował się grać na czas.
- Coś mi mówi że ten, kto zostawił ten kryształ na tej zapomnianej przez bogów planecie nie zrobił tego, by jakiś głodny władzy kosmiczny imperator wziął go sobie stąd kiedy tylko najdzie go ochota. Nie wiem po co twojemu szefowi ta cała moc, ale coś mi mówi że nie do budowania sierocińców. - Logan zawarczał lekko na Gladiatora. Zastanawiał się jak się mają inni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sob Sty 14, 2017 9:45 pm

Biorąc pod uwagę okoliczności była bardzo łatwym celem. W przeciwieństwie do swoich towarzyszy nie miała mocy, które byłyby przydatne w tego typu sytuacji, gdy mierzą się z wrogiem o nieznanej sile, na obcym terenie, daleko od domu i wsparcia innych mutantów. Byli zdani na siebie, a Anna była wręcz wystawiona do odstrzału. Nie miała gdzie się ukryć, pozwolić innym działać i czekać na dogodną sytuację, by na swój sposób przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę. Zdawała sobie sprawę, że w tej chwili była ciężarem dla Jean, Logana i Scotta. Niewielką pociechą dla Rogue był fakt, że wróg jeszcze  o tym wszystkim nie wiedział. Miała więc dwa wyjścia. Albo dalej zgrywać pewną siebie kobietę, czym szczególnie zwróciłaby na siebie uwagę, albo pozwolić, by inni przejęli pałeczkę, czekać nieco z tyłu i ruszyć dopiero wtedy, gdy w jej głowie zakiełkuje jakiś plan, którego tak bardzo im brakowało. Oby w przyszłości nie weszło im to w nawyk, o ile wyjdą z tego cało. W każdym bądź razie, oba wyjścia były dla niej równie niebezpieczne. Usłyszała krzyk Lilandry, który uświadomił jej, że musi podjąć jakieś działania. Może zbyt łatwo uwierzyła w opowieść kosmitki, ale mimo to wciąż była pod ich opieką. Przybyła do Instytutu po pomoc, a żaden jego mieszkaniec nigdy nie odmówiłby wsparcia osobie w potrzebie, nawet jeśli nie pochodzi z ich świata. Wyglądało na to, że Lilandra jest im do czegoś potrzebna, i gdyby udało jej się znaleźć sposób na oswobodzenie kobiety…
To co poczuła w chwilę po próbie ataku(?) ze strony Jean sprawiło, że straciła poczucie równowagi. Przez krótką chwilę nie potrafiła złapać oddechu, zachwiała się na nogach, ale za wszelką cenę starała się utrzymać w miarę w pionie. Nie chciała pokazać wrogowi swojej słabości. Przychodziło to jej z trudem, przez dłuższą chwilę nie była zdolna do niczego innego, ale efekty ataku z czasem zaczęły ustępować.  W tej chwili przez głowę przemknęła jej myśl, że jeszcze na Ziemi powinna była spróbować skorzystać ze swojej mocy, by powstrzymać Jean. Może udałoby im się szybciej zakończyć tamto zdarzenie, wrócić na czas do domu i nie dopuścić do zaistnienia sytuacji, w której wylądowali. A teraz opętana przez Phoenix Jean była być może ich jedyną szansą, by wyjść z tego w jednym kawałku. Mogła się domyślać, że ten atak tylko rozjuszy mutantkę, która gdy tylko dojdzie do siebie pokaże przeciwnikowi co naprawdę potrafi.
Logan zdołał już się z tego otrząsnąć, stanął między Jean, a przedstawicielami Imperium Shi’ar. Znała jego sposób działania. Chciał wyprowadzić rywala z równowagi, może nawet nieco sprowokować. Starał się zyskać dla nich nieco czasu. Anna nerwowo rozglądała się po okolicy szukając sposobu na ominięcie Gladiatora i przedostanie się w pobliże kryształu. Jeśli Phoenix wciąż była w stanie podsłuchiwać to co kryło się w ich umysłach, prawdopodobnie wiedziała o tym co krążyło w głowie Anny Marie. Zsunęła z dłoni rękawiczki, raz jeszcze zastanawiając się nad próbą przejęcia mocy Jean. Była potężna, lecz wcześniejszy pojedynek z Thunderbolts mógł nieco nadwyrężyć jej siły… Szybko jednak wyrzuciła z głowy te myśli. Nie powinna teraz tak ryzykować, a Phoenix nie uczyniła do tej pory niczego, by sobie na to zasłużyć. Przynajmniej odkąd przybyli do Los Angeles.
Powoli odzyskując jasność umysłu przystanęła w pewnej odległości od Jean i Logana. Liczyła, że Scott dość szybko się otrząśnie i do nich dołączy. Może nawet wpadnie na dobry pomysł. Nawet ona musiała przecież przyznać, że Cyklop był świetnym strategiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cyclops

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sro Sty 18, 2017 9:32 pm

Scott nie spodziewał się, że Jean z mocą tej całej Phoenix może mieć jakiegoś godnego rywala szczególnie po tym co widział nie dawno na ziemi.
Tylu uzdolnionych ludzi i nikt nie dawał rady.
Summers niestety nie podniósł się tak szybko jak Logan po upadku, ale jak się podnosił zobaczył Wolverina grającego na czas.
Wiedział, że musi mu pomóc i jeśli odwrócą jego uwagę może ktoś dostanie się do tego kryształu i w sumie najlepszą osobą była by Rogue.
Najgorsze jest to, że może się to w najgorszym wypadku skończyć walką.

- Rogue, może spróbuj dostać się do kryształu a my postaramy się odwrócić ich uwagę. - przekazał raczej tonem proszącym niż rozkazującym po czym skierował się do Logana.

- Powiedzcie nam, a po co wam moc tego kryształu? Co chcecie z nią zrobić? A w ogóle co chcecie zrobić z Lilandrą? Może możemy się jakoś dogadać? - powiedział Cyclops licząc, że udaje mu się jakoś odwrócić ich uwagę nawet w kiepski sposób na początku póki coś nie wymyśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3645
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Czw Sty 19, 2017 1:49 pm

Podczas gdy Wolverine mówił, wyraz twarzy Gladiatora stał się zauważalnie bardziej zacięty - szczególnie pod koniec, gdy obrażany był jego cesarz... Czyli najwidoczniej ta część najmniej mu się podobała. Mimo to kosmita nie dał się sprowokować do ataku, ba, nawet nie ruszył ze swojego miejsca w powietrzu, w dalszym ciągu blokując drogę na linii prostej do kryształu. W tym miejscu obejście go dookoła też nie należałoby do prostych zadań, skoro w okolicy nie było niczego, co mogłoby posłużyć za osłonę... Więc dostanie się do struktury wymagałoby chyba zmuszenia Gladiatora do opuszczenia tej pozycji i zajęcia go na chwilę czymś innym.
-Cała ta planeta oraz kryształ M'Kraan znajdują się pod opieką Imperium Shi'ar. Jeżeli istnieje szansa, że energia kryształu może zostać wykorzystana, aby chronić mieszkańców Cesarstwa...- zaczął, lecz w tym momencie zaczęło się dziać coś dziwnego. Przy powierzchni klejnotu pojawił się różowy blask, początkowo delikatny, lecz stopniowo sięgający dalej, nawet na parę metrów... I jaśniejący przy samym krysztale, przechodzący tam praktycznie w biel. Sam mężczyzna zauważył to dopiero po chwili i obrócił się w powietrzu bokiem do M'Kraan, a więc również i do X-Men. Na tle tego światła jego sylwetka pociemniała, więc ciężko byłoby coś wyczytać z tego widocznego jeszcze fragmentu jego twarzy.
Oblicza Nightside i Lilandry wyrażały za to wiele. Obie kobiety wydawały się być zaskoczone i zdezorientowane, choć w przypadku pierwszej prędko przeradzało się to w podejrzliwość i gotowość do ataku czy obrony, druga zaś zdawała się stopniowo dochodzić do jakiegoś niezbyt przyjemnego wniosku... Gdyż na jej twarzy już po kilku krótkich sekundach odbiło się pełne przerażenia zrozumienie.
-On tam jest?- rzuciła pełnym napięcia tonem, lecz prawdę mówiąc nikt nie spieszył się z odpowiedzią na jej pytanie... Głównie dlatego, że nagle przez pustkowie przetoczył się pierwszy podmuch wiatru, za którym podążyły kolejne, teraz już mniej więcej stałe, skierowane w stronę kryształu i z każdą chwilą wzbierające na sile. Peleryna Gladiatora czy dłuższe włosy części zebranych stanowiły tego świetny wskaźnik, smagając coraz mocniej...
... Aż w pewnym momencie okazały się na tyle potężne, że zaczęły dosłownie utrudniać utrzymywanie równowagi i popychać wszystkich ku strukturze. No, prawie wszystkich - bo Gladiator nawet w powietrzu był na tyle silny, że mógł utrzymywać swoją pozycję, a nawet się cofać. Nightside zareagowała szybko, wytwarzając przed sobą i Lilandrą głęboko czarną tarczę, generowaną z dłoni i chwilowo jeszcze blokującą to przyciąganie... Choć fragmenty "ciemności" i tak zdawały się odrywać od bariery i szybować ku kryształowi.
Z tego wszystkiego w najgorszej sytuacji zdawali się być X-Men - przynajmniej do momentu, gdy Phoenix nie potrząsnęła głową i znów poderwała się w powietrze, rozkładając przy tym ramiona na boki. Jej aura ponownie się rozszerzyła, a skrzydła prędko objęły jej towarzyszy, chroniąc ich przed tym, co się właśnie działo...
Zjawisko stawało się coraz silniejsze, stopniowo, ale za to nierównomiernie; tempo wyraźnie rosło, gdyż już parę sekund później cały okręt kosmiczny Shi'ar zaczął się przesuwać, pozostawiając w ziemi głębienia. Gladiator natychmiast odwrócił ku niemu głowę, a jednocześnie Nightside - wciąż utrzymując swoją tarczę - pociągnęła Lilandrę na bok, aby obie nie zostały zmiażdżone przez ciężką maszynę.
-Startujcie, natychmiast!- rozkazał Gladiator, co oznaczało, że osoby przebywające we wnętrzu pojazdu musiały posiadać z nim jakieś połączenie. Głos kosmity brzmiał ostro, lecz przynajmniej na pozór pewnie... Jak to dowódcy, który przecież w każdej sytuacji musiał utrzymywać kontrolę, aby dbać o swoich podwładnych. Już wkrótce potem dało się usłyszeć silniki, a następnie okręt zaczął się wznosić, lecz siła przyciągania kryształu obróciła go w powietrzu i utrudniała mu odlot.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wolverine

avatar

Liczba postów : 173
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pią Sty 20, 2017 1:10 pm

Słowa Logana, do których dołączył potem także cyklop, wywarły wrażenie na kosmicie. Nie zupełnie o takie wrażenie mu chodziło, jednak to że ich potencjalny przeciwnik nie był jednak maszyną bez uczuć, a z kimś kogo można rozwścieczyć łatwiej walczyć.
Ich przeciwnikowi nie dane było jednak dokończyć myśli, gdyż mimo że nie widział tego wprost z jego twarzy, to subtelne znaki w mowie ciała pokazały mu że sprawy nie idą do końca po jego myśli.
- Czyli co, chłopie? Zaraz zobaczymy jaki rodzaj ochrony to cacko ma nam do zaoferowania?
Rozejrzał się po pozostałych. Wyraz twarzy kobiet potwierdził jego przypuszczenia. Nie podobała mu się cała ta sytuacja. Owszem, kres wszystkiego brzmiał też jak jego problem, ale dziwił się że zaradzenie mu przypadło jego drużynie. Do tego niepełnej.
-Kto jest gdzie? - Zapytał się Lilandry nie mając pojęcia o co jej chodzi. Nie doczekał się jednak odpowiedzi, bo na pustkowiach nagle zerwał się potężny wiatr, zdający się wiać w stronę kryształu ze wszystkich kierunków. Aby wiedzieć z czym właściwie się mierzą Logan podniósł jakiś walający się pod nogami kamień i cisnął z całej siły w stronę kryształu. Miał szczerą nadzieję że kamień się po prostu odbije.
Wiatr jednak przybierał coraz bardziej na sile, a na płaskim pustkowiu nie było się nawet czego chwycić. Logan wbił więc szpony jednej ręki w skałę pod sobą i odwrócił się w stronę przyjaciół licząc że pomoże im złapać równowagę, gdyby znaleźli się blisko niego.
Na szczęście Jean doszła w końcu do siebie i jej nowa moc dała radę przezwyciężyć siłę kryształu.
- Co tu się dzieje? - zapytał ponownie gdy byli już względnie bezpieczni. Może ktoś w końcu pokwapi się odpowiedzieć na jego pytanie. - Czy to da się wyłączyć? Nie możemy tego po prostu rozwalić? - wskazał szponem na wizjer Cyklopa. W tle moc kryształu urosła na tyle że zaczęła ściągać w swoją stronę krążownik Shi'Ar. Nie wyglądało to szczególnie dobrze. - Czyli ta cała Lilandra jest po naszej stronie? Jest bezpieczna tam gdzie jest?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sob Sty 21, 2017 1:34 pm

Plan Scotta był prosty, sam o nim myślała, ale w ich pozycji dość trudny do wykonania. Gladiator stał na ich drodze, poza tym na tym terenie bez problemu dostrzegłby jej zamiary. Pusta przestrzeń planety uniemożliwiała prześlizgnięcie się niepostrzeżenie gdzieś obok, a nawet gdyby pozostali odwrócili uwagę mężczyzny, była jeszcze jego towarzyszka pilnująca Lilandry.
Nagle coś zaczęło się dziać. Z powierzchni kryształu zaczynało bić coraz silniejsze światło. Zainteresował się tym nawet ich wróg i byłaby to dobra okazja do wcielenia ich planu w życie, lecz okazało się, że nie była to jedyna czekająca na nich niespodzianka. Pojawił się wiatr. Z początku delikatny, z czasem coraz bardziej nabierający na sile. Wiał w stronę kryształu, przyciągając wszystko co znajdowało się na planecie. Anna starała jakoś zaprzeć się nogami, ale nie do końca było to możliwe. Powoli przesuwała się bliżej klejnotu, omal nie wywróciła się na ziemię.  Na szczęście Jean otrząsnęła się z poprzedniego ataku i w porę wkroczyła do akcji.
Byli bezpiecznie, ale na jak długo? Jean nie będzie w stanie zbyt długo zapewniać im ochrony przed tym co właśnie miało miejsce. Ciężko stwierdzić nawet, czy zdoła ich stąd wyciągnąć, gdyby okazało się, że ucieczka będzie ich jedyną szansą. Siła przyciągania kryształu była niesamowita, skoro nawet potężny okręt Shi’ar powoli przesuwał się w jego stronę, a próba odlotu przy pomocy potężnych silników była prawie niemożliwa.
- Czemu wszystko zawsze musi kończyć się właśnie w ten sposób?! – krzyknęła głosem pełnym zdenerwowania i irytacji. Opuszczali Instytut z myślą powstrzymania Phoenix i ewentualnie sprowadzenia jej do domu, a teraz znajdowali się w najodleglejszych czeluściach kosmosu z wielkimi szansami na to, że to ich ostatnie chwile na tym świecie. Tak przynajmniej wyglądało to w głowie Anny. Ogromnie ciężko było jej znaleźć jakieś pozytywy, czegoś w czym mogłaby szukać nadziei na to, że wyjdą z tego cało.
- Gdyby powstrzymanie tego było prostym zadaniem, nikt nie zostawiłby kryształu na tym przeklętym odludziu! – odkrzyknęła Loganowi. – Coś powinniśmy jednak zrobić i mówiąc to mam na myśli, że piszę na wszystko. - musiał istnieć sposób na to, aby zatrzymać działanie kryształu. Zawsze jest jakiś sposób. Trzeba go tylko znaleźć. A nie mieli wiele czasu na dłuższe dyskusje i rozmyślania. Cokolwiek mieli zrobić, decyzję muszą podjąć w miarę szybko, inaczej może być za późno. Liczyła na to, że Jean będzie wiedzieć więcej na ten temat. Istota, która ją opętała była przecież kosmicznym bytem. Nie wiadomo jak starym, ale może przypomni sobie coś co im pomoże. Dlatego też spojrzała na nią, jakby oczekując jakiejś reakcji. O nic nie pytała, uznając to za niepotrzebne.[/color]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cyclops

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Wto Sty 24, 2017 3:23 pm

Niestety, gdyby nawet chciał żeby jego plan się powiódł to byli nawet na dobrej drodze gdyż udało się odwrócić uwagę kosmity jednakże wszystko się popsuło gdy nagle zerwał się bardzo silny wiatr.
W każdym bądź razie tak mogło się wydawać na pierwszy rzut oka, a tak na prawdę Scott, Logan i Rogue mogli się czuć jakby ktoś chciał ich zaraz wessać do ogromnego odkurzacza.
Tym odkurzaczem był ten ogromny kryształ.

Robiło się coraz to bardziej nie ciekawie, a na dodatek Summers nie zdążył powstrzymać Wolverina przed rzuceniem kamienia.
W końcu nie wiadomo co się może stać.

- Co to jest? Kolejny mutant i jego moce? Bo raczej nie możemy liczyć, że nagle z tej budowli wyłoni się Storm. - powiedział po czym starał się zaprzeć jak najmocniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3645
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Wto Sty 24, 2017 7:06 pm

Rzucony w stronę kryształu kamień z łatwością nabrał prędkości i w momencie kontaktu z różową materią... Po prostu zniknął. Nie rozbił się, nawet nie zdematerializował, wyglądało to bardziej tak, jak gdyby został wciągnięty do środka - tylko co stało się z nim później? Przestał istnieć? Znajdował się w środku? Niestety nie sposób byłoby to jeszcze stwierdzić.
Zasysanie wciąż z każdą chwilą stawało się coraz silniejsze, co widać było zarówno po okręcie Shi'ar, jak i po tarczy Nightside. Gladiator zdecydował się nawet wylądować przy obu kobietach i złapał je przy łokciach - na wypadek, gdyby bariera miała nie wytrzymać. Telekinetyczne moce Jean sprawdzały się lepiej, ale na jak długo? Po kobiecie widać już było wysiłek, nawet jeżeli uparcie nie odpuszczała.
-Lilandra nas tu wezwała- przemówiła nagle, odnosząc się do jednego z pytań Wolverine'a, choć nieco po czasie. Pomimo szumu wiatru dało się dosłyszeć, iż z jej głosem było teraz coś nie tak... Jak gdyby jakiś pogłos, echo, coś podobnego? Dziwne zjawisko, to na pewno. Można by się też zastanawiać kogo dokładnie rudowłosa rozumiała przez "nas".
W tym czasie przynajmniej Gladiator posłuchał pomysłu Logana - albo po prostu sam wpadł na ten sam, trudno powiedzieć. Grunt, że kosmita wystrzelił z oczu w stronę kryształu wiązki laserów, które co prawda sięgnęły celu, lecz najwyraźniej nie wyrządziły mu żadnej krzywdy... Czyli energia również była wchłaniana albo przynajmniej jakoś rozpraszana albo neutralizowana. Widząc to, mężczyzna już po kilku sekundach odpuścił i skupił się na czymś innym:
-Zamknijcie bramę!- rozkazał mianowicie, a w chwilę później tunel, przez który okręt i Phoenix przylecieli w te okolice zniknął z nieba, na którym do tej pory dało się go rozpoznać dzięki jego jasności. Z jednej strony oznaczało to, że droga powrotna została odcięta. Z drugiej... Przejście prowadziło przecież w pobliże Ziemi. Planeta mogłaby ucierpieć... A skoro maszyna Shi'ar i tak nie mogła uwolnić się z tego przyciągania, to brama stanowiła jedynie ryzyko.
Teraz kryształ był już na tyle silny, że znajdujące się przy nim fragmenty podłoża zaczęły głośno się odrywać - i ku niemu wędrować. Jeżeli tak dalej pójdzie, to cała Pierwsza Planeta może w końcu zniknąć, zjedzona przez klejnot... Wbrew pozorom mogło to nawet nie potrwać aż tak długo, skoro dotychczasowe wydarzenia były tak na dobrą sprawę kwestią zaledwie paru sekund.
Ogniste skrzydła Phoenix ponownie się rozłożyły - a następnie uderzyły niczym u prawdziwego ptaka, gdy kobieta poderwała X-Men w powietrze i pociągnęła ich za sobą ku kosmitom, których zaraz potem również zgarnęła. Kolejnym przystankiem był już okręt Shi'ar, a cała grupa dosłownie przeniknęła do jego wnętrza, jak gdyby ściany nie stanowiły żadnej przeszkody. Jean odstawiła wszystkich na podłodze w centrum dowodzenia pojazdu - w otoczeniu gromady spanikowanej załogi - ale sama nie opadła jeszcze na ziemię. Płomienie otaczały maszynę, w dalszym ciągu utrzymując formę ptaka... I odsuwając okręt od kryształu oraz całej planety.
Lilandra natychmiast pomknęła na przód maszyny, aby móc spoglądać na kryształ. Gladiator podążył za nią, lecz nie bez sekundy czy dwóch wahania; Nightside została w tyle, ba, wręcz trochę się odsunęła, mieszając się z resztą załogi, by nie zwracać na siebie uwagi. Nikt nie spieszył się natomiast z podchodzeniem do mutantów.
-Mój brat jest w środku. To wszystko jego wina, mówiłam mu, że tak to się skończy... Kiedy chciałam zwrócić się o pomoc do Rady, oskarżył mnie o próbę zamachu, żeby móc wykonać na mnie wyrok- wyjaśniła Lilandra, zapewne głównie ze względu na X-Men, lecz może i dla wiadomości swoich pobratymców. Czy słyszeli wcześniej tę wersję historii? Może, ale jeżeli nawet, to przecież tak czy siak zobowiązani byli służyć cesarzowi - i wierzyć jego słowu.
-Co możemy zrobić?- spytał na to Gladiator, również nie odrywając wzroku od kryształu. Ten brak zainteresowania X-Men stawał się coraz bardziej widoczny, ale z czego wynikał? Z niedawnej wrogości? Z przekonania, że Ziemianie nie mogli się przydać, gdy potężni Shi'ar mieli problemy? A może jeszcze z czegoś innego?
Grunt, że w tym właśnie momencie znów wtrąciła się Jean, wciąż tym nietypowym głosem - niby jej własnym, lecz jakby odmienionym. Kobieta osunęła się niżej, by postawić stopy na podłodze, a jej aura chwilowo zanikła, w związku z czym najwyraźniej okręt stawiał już opór o własnych siłach. Z tej odległości widać jakoś sobie radził.
-Dostanę się do wnętrza kryształu. Spróbuję to zatrzymać... Ale gdyby miało mi się nie udać, gdybym nie była jeszcze tak silna, jak powinnam być... Musicie stąd odlecieć- zarządziła, zostając co prawda przy mutantach, lecz zwracając się nie tylko do nich, ale i do kosmitów. Lekko rozłożyła przy tym ręce, a wyraz jej twarzy przedstawiał skomplikowaną mieszankę uczuć: niepokoju, może wręcz niepewności, ale i nieustępliwości.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Rogue

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sob Sty 28, 2017 8:12 pm

Atak Gladiatora nie przyniósł żadnego rezultatu. Kryształ pochłaniał wszystko, ich ataki, ani broń na niewiele się zdadzą. Szanse na sukces spadły więc i to drastycznie, bo czy właściwie mieli w takim razie jakieś inne wyjście? Gladiator także musiał to zrozumieć, już po chwili zrezygnował ze swoich prób i rozkazał swoim podwładnym zamknięcie portalu, dzięki któremu zdołali dostać się tu w tak krótkim czasie. Musiał zrozumieć, że nie mają żadnych szans. Sami stąd nie uciekną, ale mogą dać innym więcej czasu na znalezienie rozwiązania, gdyby nie skończyło się tylko na wchłonięciu tego miejsca. Przyciągane siłą kryształu fragmenty podłoża już odrywały się od planety. Ile czasu minie nim cała planeta się rozpadnie? Sądząc po dotychczasowym przebiegu wydarzeń nie potrwa to tak długo jak początkowo można byłoby sądzić. Siła podmuchów narastała w takim tempie, że obawiała się, iż Jean długo tego nie wytrzyma. Mutantka widząc, że Shi’ar także nie będą w stanie długo z tym walczyć postanowiła wziąć wszystko w swoje ręce. Wzbiła się w powietrze, zgarnęła wszystkich tak samo jak wcześniej uczyniła z Rogue, Cyklopem oraz Loganem i przeniosła ich wszystkich na pokład okrętu wielkiego Imperium. To, że stali po przeciwnych stronach barykady w tej chwili nie było istotne. Ich życie było zagrożone, a to wszystko zmieniało.
- Zrobiłaś wszystko co mogłaś, by to powstrzymać, Lilandro. Gdybyśmy tylko dostali się tu wcześniej, może udałoby się nam do tego nie dopuścić. Nawet twoi pobratymcy muszą widzieć jak wielki błąd popełnili. – odpowiedziała Lilandrze w pełni świadoma tego, że przedstawiciele Shi’ar ignorują Annę i pozostałych mutantów. Nie była pewna, że brało się to z ich wysokiego mniemania o sobie i swoim Imperium, czy czegoś innego, ale cokolwiek by to nie było, miała to w nosie. Nie potrzebowała ich akceptacji, ani uznania. Na szczęście inicjatywę znów przejęła jej przyjaciółka. Skupiła się na niej i słuchała, i nie wierzyła w słowa, które wychodziły z ust Jean.
- Chyba żartujesz! – wykrzyczała, gdy dotarło do niej to co przed momentem zaproponowała ich towarzyszka. Nie takiego rozwiązania się spodziewała. Nie na to liczyła. Mierzą się z czymś innym niż zwykle, z czymś o wiele groźniejszym, ale musi przecież istniej jakaś inna możliwość. Naprawdę pragnęła w to wierzyć. Umysł działał jednak trzeźwo i mówił Annie, że nie ma czasu na szukanie innej drogi. Albo spróbują zrobić coś teraz, albo będzie za późno. To czas na radykalne metody. Radykalne metody… Właśnie! Ciało Jean wykazywało wyraźne oznaki zmęczenia. Długie, niemal nieustanne korzystanie z mocy ogromnie ją wyczerpuje. Sporo musiało ją kosztować samo utrzymanie ich w bezpiecznej strefie, by moc kryształu ich nie wciągnęła. W tym stanie nie będzie mogła walczyć zbyt długo, Phoenix nie zdoła pokazać pełni swoich mocy. Rogue wiedziała w jaki sposób zwiększyć szanse pozostałych. Nie spodobają im się jej słowa, ale to może być szansa, na którą czekała odkąd przyjęto ją do Instytutu. Od początku musiała udowadniać swoją wartość, a teraz mogłaby możliwość, by pokazać, że jest silniejsza niż ona sama i pozostali myślą.
- Nie zabierzesz mojej przyjaciółki. – stwierdziła pewnym głosem zwrócona w stronę Jean. Nie mówiła jednak do mutantki, a do przebywającej w jej ciele istoty. – Jej ciało dłużej nie wytrzyma, nie zdołacie tego powstrzymać. Nie w tym stanie. Nie wystarczy wam sił, by długo stawiać opór, a co dopiero zwyciężyć. – liczyła, że tymi słowami dotrze do Phoenix i przekona ją do propozycji, którą za chwilę miała z siebie wyrzucić. – By tego dokonać potrzebujemy radykalnych środków, dlatego… - zawahała się. Docierała do niej powaga sytuacji, być może do głosu próbował dojść strach, lecz wiedziała, że musi go w sobie pokonać. Spojrzała na swoich towarzyszy, na Logana, na Cyklopa, i znów skupiła się na kobiecie o czerwonych włosach. Wzięła głęboki oddech i ponownie przemówiła. – …dlatego mam dla ciebie propozycję, Phoenix. Jeśli jest to jedyna szansa na powstrzymanie tego szaleństwa... Zostaw Jeannie w spokoju, opuść jej ciało, a pójdę z tobą. Nie wiem, czy łączy was jakaś więź, jakaś umowa, ale masz ją od tego wszystkiego uwolnić. Znasz moje moce, wiesz co potrafię i wiesz, że może to okazać się przydatne. Jestem w o wiele lepszym stanie, jestem wypoczęta i gotowa do działania. Będziemy mieć większe szanse, a jeśli nie zdołamy tego powstrzymać… Przynajmniej będziemy wiedzieć, że zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy. – liczyła, że jej się uda. Nie wiedziała co jeszcze mogłaby powiedzieć, co mogłoby przekonać Phoenix. Dlatego dodała tylko to co od dawna siedziało jej w głowie. – Potrzebuję tego tak samo jak ty. Potrzebuję coś sobie udowodnić, a to może być właśnie ta chwila. – Profesor zawsze uczył ich, by za wszelką cenę walczyć o innych. O życia cywili, przyjaciół, a nawet wrogów. Od chwili, gdy przyjął ją pod swoje skrzydła chciała pokazać, że się nie pomylił. Chciała pokazać samej sobie, że jej moce mogą przynieść coś innego niż cierpienie. Poza tym, gdyby miało się udać, lecz zwycięstwo miało być okupione śmiercią, zamknięciem w krysztale, czy też z jakiegoś innego powodu nie byłoby możliwości powrotu… Jean bardziej przyda się szkole. – Co ty na to, Phoenix? – cały czas spoglądała w oczy Jean, jakby spodziewając się, że w nich coś zobaczy. Jaka będzie reakcja istoty? Wkrótce powinna się tego dowiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3645
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Nie Sty 29, 2017 1:49 pm

Na protest Rogue Phoenix zwróciła twarz w jej kierunku. Nie wyglądała na zaskoczoną, najprawdopodobniej świetnie zdawała sobie sprawę z tego, że nie spotka się ze strony X-Men z łatwą zgodą... W końcu dzieliła umysł z Jean - w nieokreślonym stopniu - więc musiała wiedzieć o drużynie przynajmniej najważniejsze rzeczy, jeżeli nawet nie zagłębiała się w szczegóły.
Jako że oczy rudowłosej wciąż były w całości białe, tak naprawdę nie dało się stwierdzić gdzie dokładnie patrzyła, a jednak można było odnieść niejasne wrażenie, iż spoglądała teraz prosto w oczy Rogue. Do tej pory chyba wszyscy zdążyli się już zorientować, że rozmawiali w głównej mierze z istotą, która zamieszkiwała ciało Jean... Albo chociaż na równi z nimi obiema. Mimo to na twarzy kobiety odmalował się wręcz wyraz zbliżony do współczucia... Podczas gdy za oknami okrętu powierzchnia planety zaczęła się powoli zapadać w stronę kryształu.
-Kiedy po raz pierwszy objawiły się jej moce, Jean Grey połączyła się z umysłem rannej przyjaciółki. Czuła jej ból i z tego bólu telepatycznie krzyczała - a ja usłyszałam ją z odległości wielu galaktyk... I zerwałam między nimi tę więź, aby mogła przeżyć. Nie pojmuję upływu czasu jak wy, ale wiem, że minęło go trochę, nim nasze drogi ponownie się skrzyżowały. Ocaliłam ją przed śmiercią i dałam jej moc, by powstrzymała zagładę gatunku ludzkiego... I od tego momentu z nią pozostałam- biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, Phoenix najprawdopodobniej mówiła o misji na wyspie w Rosji, która miała miejsce już ładnych kilka tygodni temu. Na tym jednak nie poprzestała, płynnie kontynuowała temat, zaraz wyjaśniając do czego w ogóle zmierzała przez przytoczenie tej opowieści:
-Po przyjęciu nowego gospodarza jestem słaba. Korzystając z moich zdolności rosnę w siłę. Nie mogę teraz zmienić ciała, choć fizycznie jest na granicy swoich możliwości. Umysł będzie musiał sam sobie poradzić. Ale jeżeli to nie wystarczy...- Phoenix wyciągnęła rękę w stronę Rogue, a kiedy ją wznosiła, wzdłuż jej ramienia na nowo pojawiła się ognista aura, jasna, ciepła i żywa, wręcz pulsująca energią. Praktycznie białe języki płomieni przeniosły się również na drugą mutantkę, której postać na moment otoczyła podobna poświata, wypełniająca jej ciało i duszę uczuciem niesamowitego, lecz przyjemnego gorąca... Niosącego ze sobą nagłe rozbudzenie, ekscytację, wolność, mknącego żyłami i zbierającego się we wszystkich zakamarkach.
-Jeżeli mi się nie uda i nie będę mogła do was wrócić, zabierzcie moją esencję do szkoły Xaviera. Wyczułam w niej kilka telepatycznych umysłów - wystarczająco potężnych, by były w stanie przyjąć moją moc i wiedzę bez postradania zmysłów. Quentin Quire, Emma Frost i jej córki... Spróbuję złączyć się z jednym z nich i odtworzyć, by znów podjąć walkę... Ale będę na to potrzebowała czasu- ręka Phoenix dawno zdążyła już opaść, ale za to jej aura ponownie rozprzestrzeniła się na całą sylwetkę kobiety. W trakcie rozmowy Pierwsza Planeta zdążyła zmniejszyć się do tego stopnia, że jej zniknięcie musiało być kwestią sekund... Kryształ zaś trwał dumnie na swoim miejscu, emanując własnym światłem.
-Wasza przyjaciółka jest w pełni świadoma tego, na co się decydujemy- dodała jeszcze rudowłosa, choć w tych okolicznościach stanowiło to naprawdę marne pocieszenie... O ile jakiekolwiek w ogóle.

***

Wrzucam mg już teraz, żeby jakoś naturalniej odegrać tę rozmowę.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wolverine

avatar

Liczba postów : 173
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pon Sty 30, 2017 8:34 pm

Jean, czy raczej feniks, przeniósł wszystkich do okolicznego krążownika obcych. Nie byli tutaj bezpieczni, ale za to mieli wspaniały widok na to co ich prawdopodobnie zabije.
-Co możemy zrobić?- Odpowiedział na słowa gladiatora - Czyli przylecieliście tutaj włączyć ten kryształ zniszczenia nie wiedząc jak go potem wyłączyć? Widzę że instynkt samozachowawczy nie idzie w parze z technologią.
Jego słowa wywarły jednak mniejszy efekt niż rzut grochem o ścianę. W normalnych okolicznościach może i jeszcze bardziej go to zdenerwowało, ale nie da się być chyba bardziej zdenerwowanym niż w obliczu początku końca wszechświata. Wrócił więc do swoich przyjaciół. Nie był pewien co nie podoba mu się bardziej. Cała ta sytuacja, czy to że nie może absolutnie nic na nią poradzić.
- Wybacz że ci się wtrącę - odpowiedział na pierwsze słowa Jean - ale czy jeśli ci się nie uda, to znaczy że z nami koniec? Ze wszystkim koniec. - ostatnie zdanie nie było pytaniem, lecz bardziej stwierdzeniem faktu. Na ogół mierzyli się z potężnymi złoczyńcami, potworami, czy robotami. Zawsze jednak, pomimo niebezpieczeństwa wroga dało się pokonać. To teraz było o wiele trudniejsze. Trudność polegała na całkowitej, świadomej akceptacji tego że ktoś z nich nie wróci dzisiaj do domu, a wybór tego kogoś może przesądzić los reszty. Zamknął się w sobie zaciskając pięści i słuchał wymiany zdań między Anną a Feniksem. Czasem zastanawiał się czy Rouge też nie ma mocy psionicznych, tak często mówi dokładnie to o czym on sam myślał. Ona jednak w przeciwieństwie do niego miała czym poprzeć swoje słowa. Logan setki razy poświęcał się dla dobra drużyny, ale on zawsze wracał. Łatwo było zostać bohaterem dla dobra bliskich. O wiele trudniej dać odejść bliskiemu bohaterowi. Zwłaszcza że chwila gdy się poświęca jest prawdopodobnie jego największą chwilą. Chwilą w której ostatecznie uświadamiamy sobie jacy jesteśmy dla siebie bliscy.
Nie wtrącał się w rozmowę kobiet. Z jego punktu widzenia nie była to absolutnie żadna różnica. Owszem, nie było tajemnicą że od zawsze czuł coś do Jean, ale jak mógłby wybrać ją nad Annę? Albo na odwrót? Jak potem mógłby spojrzeć Gambitowi w twarz. Wiedział przecież że tamten darzy Rouge wyjątkowym uczuciem.
-Czy...czy możemy się przynajmniej z nią pożegnać? - wypowiedział z wielkim trudem te słowa do Feniksa, gdy już kobiety przestały rozmawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3645
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sro Lut 01, 2017 3:12 pm

Phoenix nie odpowiedziała wcześniej na pytanie Logana odnośnie innych możliwości, a raczej ich braku - jednakże spuściła wówczas na moment głowę... I gest ten był chyba wystarczająco wymowny oraz przede wszystkim dobijający. Na ten widok wśród personelu okrętu rozległ się szum cichych rozmów, zaś Lilandra i Gladiator ponownie skupili się na obrazie malującym się za szybą. Rozmowa między X-Men w dalszym ciągu trwała w najlepsze, podczas gdy Shi'ar zajęli się już między sobą innym wątkiem:
-Nawiążemy kontakt z najbliższymi zamieszkanymi układami. Będą miały szansę przeprowadzić ewakuację w dalsze rejony. Moc kryształu rośnie, ale przy tych odległościach być może zyskamy im wystarczająco dużo czasu, a jeżeli w transport zaangażujemy też zasoby nasze i naszych sojuszników...- polecenia te wydawała Lilandra, Gladiator zaś uważnie ich wysłuchiwał. Właściwie nic dziwnego; skoro Cesarz okazał się szaleńcem i najprawdopodobniej już zginął, to równie dobrze jego siostra mogła być teraz nową władczynią, z koronacją czy bez.
Jej pomysły i tak miały teraz tylko niewielki związek z X-Men, szczególnie że po pytaniu - prośbie - Wolverine'a oczy Phoenix straciły ten wewnętrzny blask, który do tej pory czynił je w całości białymi. W następnych sekundach wyraz twarzy kobiety również się zmienił; goszczące na jej obliczu współczucie zmieniło się w coś bardziej osobistego... W świadomość pożegnania i tego, co - z bólem serca - sprowadzała na swoich najbliższych, połączoną jednak z głębokim postanowieniem oraz przede wszystkim przeświadczeniem, iż niestety było to jedyne rozwiązanie.
-Przepraszam, że was w to wciągnęłam. Wtedy jeszcze nie wiedziałam... Nie rozumiałam skali zagrożenia...- jej spojrzenie przesunęło się po twarzach X-Men, nim znów je opuściła. W tym właśnie momencie kryształ wciągnął resztę Pierwszej Planety i zawisł tak po prostu w przestrzeni kosmicznej. Sprawiło to, że rozbłysnął chyba jeszcze jaśniej - i to przyciągnęło uwagę wielu osób, w tym rudowłosej.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wolverine

avatar

Liczba postów : 173
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Wto Lut 07, 2017 8:27 am

Pomimo wyostrzonych zmysłów do Logana nie docierało nic co działo się z kryształem na zewnątrz, ani polecenia Lilandry. Dla niego jego własny wszechświat przestawał właśnie istnieć dużo szybciej, niż ten wszystkich wokoło. Słowa ukochanej nie poprawiły mu samopoczucia.
- Jean... - zaczął Logan dziwnie żałośnie, ale cokolwiek chodziło mu po głowie nie dało o sobie znać w żaden inny sposób. Miał ochotę ją objąć. Pożegnać po raz ostatni. Nie łudził się że Jean do nich wróci. Kolejny raz tracił bliską mu osobę. Tym razem jednak nie działo się to podczas wypadku, czy nagłego ataku. Tym razem świadomie się się z tym godził, dla piep*****go dobra ogółu. To wcale nie było w niczym lepsze. Miał ochotę objąć ją ramionami, pożegnać po raz ostatni, ale wiedział że nie ma do tego żadnego prawa. Na pewno nie w obecności Scotta. Ten moment należał do nich, a Logan niczym pies musiał zadowolić się resztkami ze stołu.
- Jeśli jest coś... - dodał po chwili – cokolwiek co możemy zrobić, tylko powiedz.
A to wszystko tylko dlatego, że jakieś zadufane w sobie imperium ufoludków z dziwnymi fryzurami, o którym wcześniej nikt na ziemi nie słyszał, postanowiło zabawić się w niszczycieli wszechświata. Miał ochotę rozerwać na strzępy tego, kto na to wpadł. W Rosomaku wrzało, ale niemoc i żal jakoś tępiły te uczucia. Przynajmniej na zewnątrz.
Przedłużałby ten moment w nieskończoność, gdyby nie fakt że czas grał bardzo na ich niekorzyść. Gdy Jean zwróciła uwagę na to co dzieje się z kryształem, on także podążył za jej wzrokiem. Z kryształem ewidentnie było coraz gorzej, a to oznaczało że czas na pożegnania właśnie się kończył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Czw Lut 09, 2017 6:58 pm

- Czuję się zaszczycona. – tylko tyle zdołała z siebie wydusić, gdy Phoenix przekazała jej część swojej esencji, jak sama ujęła to co przed paroma sekundami się wydarzyło. – I dziękuję za to co zrobiłaś dla Jean. Byłaś przy niej, gdy potrzebowała pomocy, a żadne z nas nie było w stanie nic zrobić. Cokolwiek miało później miejsce, nie ma już najmniejszego znaczenia. – tak właśnie czuła. Istota pomogła mutantce, dokładnie w ten sam sposób jak uczyniłoby którekolwiek z nich, gdyby miało tylko wtedy taką możliwość. Nawet jeśli później Jean i Phoenix współdzieliły ciało ich przyjaciółki, i omal nie doprowadziły do poważnego incydentu pod LA, nic z tego nie miało już znaczenia. Obie były ich ostatnią deską ratunku i Anna wyraźnie dostała do zrozumienia, że teraz nie może nic z tym zrobić.
- Damy ci tyle czasu ile będziesz potrzebować. – dodała bez wahania, komentując to co mają uczynić, gdy spełni się czarny scenariusz i Phoenix nie będzie w stanie odnieść zwycięstwa. Ale czy rzeczywiście będą w stanie to uczynić? Ile czasu minie nim zagrożenie dotrze do Ziemi? Czy znajdą sposób, by chociaż na jakiś czas powstrzymać niebezpieczeństwo? Gdyby udało im się zaprząc do roboty największe umysły, gdyby wszystkie ugrupowania połączyły siły… Być może udałoby się znaleźć rozwiązanie. Najpierw jednak będą musieli znaleźć sposób na powrót do domu, a to już samo w sobie może nie być takie łatwe. Nie była pewna na co mogą liczyć, że strony Shi’ar i ich dowództwa. Kto w ogóle przejmie władzę, skoro ich władcy podobno już nie ma? Lilandra? Jaka właściwie jest u nich struktura władzy? Mogą przecież teraz rzucić się sobie do gardeł, by samemu przejąć rządzy nad Imperium. Tak byłoby na Ziemi, nie miała co do tego wątpliwości, ale jakimi zasadami kierują się przedstawiciele tego ludu?
Wszystko co miało miejsce przez następnych parę chwil było niezwykle trudnym doświadczeniem dla każdego z nich. I po raz pierwszy od dawna nie miała zielonego pojęcia jak powinna się zachować, co powinna powiedzieć. Zwyczajnie stała wpatrując się w oczy przyjaciółki, w myślach w niecenzuralnych słowach karcąc się za ten brak reakcji. Gdy w końcu ciszę przerwało imię kobiety wypowiedziane ustami Logana, przerzuciła na niego wzrok i poczuła się jeszcze gorzej. Co on miał zrobić? Kochał tę kobietę, wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, lecz to uczucie przez cały ten czas musiał trzymać wyłącznie dla siebie. Gdyby nie obecność Scotta, pewnie w jednej chwili doskoczyłby do kobiety, uścisnął, wypowiedział na głos te dwa słowa. Musiał się powstrzymywać. To najgorszy rodzaj tortur na jaki człowiek może zostać skazany. O niego mimo wszystko obawiała się jednak najmniej. Najwięcej wątpliwości budził w niej Scott. Nie wiedziała co pocznie, jak zareaguje, jak to na niego wpłynie…
- X-Men! Mamy robotę do zrobienia, wszechświat do ocalenia! – wykrzyczała nagle, gdy wszyscy zainteresowali się zdarzeniami na zewnątrz. – Wolvie, Cyklop, nie stójcie jak kołki! Na pewno znajdzie się coś w czym możecie tu pomóc nim wrócimy do domu. – zrobiła krótką przerwę, by mieć pewność, że na pewno ją usłyszeli i przemówiła, tym razem do Grey.  - Jeannie, idź skop kogo trzeba. Pokażmy, że nie warto z nami zadzierać. Sprawmy, by Profesor mógł być z nas dumny. Niech wszyscy o nas usłyszą. – nie myślała nad słowami, które wylatywały z jej ust. Działała pod wpływem impulsu i mogła jedynie liczyć, że przyniesie to jakiś rezultat. Najgorszym co mogli teraz zrobić to poddać się, bezczynnie czekać i opłakiwać przyjaciółkę, która miała zamiar pojedynek, w którym prawdopodobnie nie miała większych szans. Świat chyli się ku zagładzie i ich obowiązkiem jest zrobić wszystko co w ich mocy, by całe to gówno powstrzymać nim będzie za późno. Nie czekając na reakcję żadnego z jej przyjaciół podeszła do Lilandry.
- Musimy wrócić na Ziemię, ostrzec jej mieszkańców. Możesz nam w tym pomóc? – niemal błagająco spytała kobietę. – Jeśli nie możesz nas tam odesłać, to może jest chociaż jakiś sposób, by przekazać wiadomość? Wiem, twoi ludzie są dla ciebie w tej sytuacji priorytetem i całkowicie to rozumiem, ale ja też nie mogę pozostawić swoich bez żadnego ostrzeżenia. – zrozumiałaby, gdyby Lilandra odmówiła. Doskonale rozumiała, że w przypadku zagrożenia przywódca Imperium najpierw powinien troszczyć się o życie swoich poddanych, a dopiero później myśleć o innych. Nie była głupia i liczyła się z opcją, że mogą zostać z niczym, bez żadnej możliwości pomocy swoim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3645
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pią Lut 10, 2017 6:28 pm

Nim jeszcze uwagę Jean - jak i wielu innych osób na pokładzie okrętu - przykuło całkowite zniszczenie Pierwszej Planety, kobieta zdążyła kiwnąć krótko głową na słowa... Nie, praktycznie na pytanie Wolverine'a. Nie miała jednak okazji mu odpowiedzieć, a przynajmniej nie od razu, gdyż zaraz potem pałeczkę przejęła już Rogue - i dyskusja popłynęła dalej. Jean przeniosła wzrok na drugą mutantkę, a nawet uśmiechnęła się lekko, choć w sposób, który nie obejmował jej oczu. Nic dziwnego, skoro zdawała sobie sprawę z tego, co niedługo ją czekało... A jednak z jej twarzy dało się wyczytać coś na kształt dumy - być może z postawy Rogue? Tak, najprawdopodobniej.
Lilandra z kolei wyglądała przede wszystkim na zaniepokojoną - delikatnie mówiąc. Sprawiała wrażenie, jak gdyby chciała panować nad sobą i nad całą tą sytuacją, ale jej powaga była wręcz przytłaczająca, niebezpieczeństwo - niesamowicie ogromne... Kto potrafiłby zachować w pełni zimną krew w obliczu możliwego końca świata? No właśnie.
-Sami nie otworzymy stabilnej bramy prowadzącej w pobliże Ziemi, do tego potrzebujemy kilku okrętów, poza tym przyciąganie kryształu mogłoby przez nią przeniknąć. Przygotowujemy się do skoku do najbliższej zamieszkanej galaktyki, stamtąd powinniśmy być w stanie teleportować was do domu- wyjaśniła, lecz przy swoich ostatnich słowach wyraźnie rzuciła okiem ku Gladiatorowi, ten zaś kiwnął głową. Krzątający się wokół personel najpewniej już się tym zajmował.
Jean odczekała aż do tego momentu, być może chcąc mieć pewność, że X-Men w ten czy inny sposób dotrą na Ziemię, lecz nie mogła pozostawać z nimi dużo dłużej. Być może nawet sama opóźniała wyruszenie? W końcu każda sekunda miała znaczenie, gdy nie było ich już przed tobą wiele... Kiedy jednak Lilandra zamilkła, rudowłosa rzuciła Cyclopsowi długie spojrzenie, jak gdyby oczekiwała, że mężczyzna coś zrobi lub powie - po czym, nie doczekawszy się z jego strony reakcji, wykonała kilka kroków w stronę Rogue. Dotknęła jej ramienia, aby zwrócić na siebie jej uwagę, po czym bez słowa po prostu ją przytuliła, na moment przymykając oczy. Zaraz potem Jean zwróciła się już do Logana, którego z kolei ucałowała w policzek. Jej wzrok znów powędrował ku Scottowi, lecz koniec końców nie wykonała pierwszego ruchu. Być może wciąż miała do niego żal i nie wiedziała jak się zachować? Liczyła na to, że to on zechce pożegnać się z nią? Może. Grunt, że sprawiała wrażenie zranionej, nawet jeżeli próbowała to ukryć.
-Wróćcie do domu, wszyscy... I trzymajcie się razem, nawet wtedy, gdy nie będzie to łatwe. Nie pozwólcie się podzielić- poprosiła, zapewne odnosząc się do rozłamu zapoczątkowanego przez odejście z Instytutu Cyclopsa. Jej oczy znów stały się kompletnie białe, a płomienista aura rozlała się wokół jej ciała, jednocześnie unosząc je w powietrze. Nim niezwykła jasność uniemożliwiła spoglądanie na jej postać, dało się dostrzec jeszcze jedną zmianę: jej dotychczasowy strój zaczął się przekształcać w coś zielono-złotego, z szarfą na wysokości bioder... Lecz szczegóły szybko się zatarły, a Phoenix zniknęła z oczu zebranych - opuściła statek i skierowała się w stronę kryształu. Przez szybę można było obserwować lot ognistego ptaka, który w pierwszej kolejności okrążył klejnot, nim oplótł go luźno skrzydłami... I wsunął się do środka.
-Dwadzieścia sekund do skoku- zakomunikował nagle jeden z przedstawicieli Shi'ar - i na szczęście, bo bez ochrony ze strony Phoenix okręt znów zaczynał być wciągany. Jego napęd ledwo sobie radził... Z każdą chwilą stopniowo coraz gorzej... Aż w końcu dystans pomiędzy nim i kryształem ponownie począł maleć.
-Dziesięć sekund- rozległ się głos chyba tej samej osoby i przez chwilę wszystko wskazywało na to, że okręt wytrzyma do momentu skoku... Lecz nagle gwałtownie nim szarpnęło - i przyciąganie gwałtownie wzrosło, teraz o wiele prędzej ściągając maszynę ku kryształowi. Nie minęła nawet połowa pozostałego czasu, a pojazd znalazł się tuż przy klejnocie; z tego miejsca otworzył do niego ogień, ale tak naprawdę nie dało to chyba żadnego widocznego efektu.
Bardzo jasne światło emitowane przez kryształ praktycznie uniemożliwiało już dojrzenie czegokolwiek na zewnątrz okrętu. Być może tak było nawet lepiej... Lecz wszyscy znajdujący się na pokładzie i tak wyczuli moment zetknięcia się z artefaktem - gdyż pojazdem ponownie mocno szarpnęło, jego ściany gwałtownie się wgniotły, a każdy przebywający w środku został dosłownie zrzucony z nóg.
Miejsca, w których wcześniej znajdowały się szyby, zgniotły się do tego stopnia, że nie było już przez co wyglądać; po przeciwnej stronie pomieszczenia plątanina metalu została w pewnym stopniu zablokowana przez tarczę Nightside, więc ta część okrętu prezentowała się trochę lepiej. Nie zmieniało to faktu, że nawet wyjście na zewnątrz mogło się okazać niemożliwe - przynajmniej bez przebijania się przez ścianę... Oczywiście zakładając, że było to w ogóle bezpieczne, bo przecież równie dobrze mogli w dalszym ciągu znajdować się w przestrzeni kosmicznej.
Wszędzie dookoła Shi'ar powoli dochodzili do siebie. Gladiator pomagał Lilandrze wstać - i trzymał się blisko niej, wyraźnie gotów bronić swojej nowej pani, gdyby coś miało jej nagle zagrozić... A to niestety było w tej chwili bardzo prawdopodobne.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wolverine

avatar

Liczba postów : 173
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pią Lut 10, 2017 7:45 pm

Improwizowana przemowa motywacyjna o dziwo podziałała na Logana. Może nie tyle zainspirowała go mądrość jej słów, co rozbawił nieco fakt, że to właśnie Anna stawia ich na nogi. Tak czy siak przypomniał sobie kim właściwie jest, a tym kimś na pewno nie był rozczulający się mazgaj. Uśmiechnął się więc i skinął Rouge głową.
- Dzięki dziecino, potrzebowałem solidnego kopa. - Co do pomocy załodze statku, to sam nie wiedział co miałby robić, ale racja, być może po powrocie na ziemię Stark, Dziwny, czy ktokolwiek z jajogłowych wymyśli co zrobić z ziemią. Trzeba tam tylko na czas trafić.
Niewielki intymny gest ze strony Jean był dla Logana najcenniejszym z podarunków. Wykorzystał tę chwilę, żeby objąć ją ramionami. Nie chciał by uścisk wyglądał na coś więcej niż pożegnanie przyjaciół, ale każdy kto choć trochę ich znał wiedział co to dla niego znaczy. W końcu zdecydował ją puścić.
- Jeśli ci się uda, sprowadź tego gościa tutaj, żebym sam mógł mu spuścić manto. - desperacki humor Anny zaczynał mu się udzielać. Podobało mu się to. Wolał nie rozstawać się w smutku i bólu. Kto wie? Może jeszcze kiedyś się zobaczą.
- Nie martw się o nas. Damy sobie radę. - upewnił ją jeszcze.
Logan przesłonił oczy ręką gdy Jean opuszczała okręt. Powoli podszedł do okna odprowadzić ją wzrokiem. Wciąż patrzył w tamtą stronę, mimo że po Jean nie został nawet ślad, a kryształ powoli oddalał się. Wszystko szło dobrze, gdy nagle coś szarpnęło okrętem, a kryształ w oddali znów zaczął rosnąć.
-Nie mówcie mi tylko, że ktoś niechcący wrzucił wsteczny- zaczął z grymasem, choć wcale nie było mu do śmiechu. Ledwie zdążył wypowiedzieć te słowa już byli przy artefakcie, a ściany zaczęły zagniatać się do środka. Loganem rzuciło i wpadł w jakąś aparaturę wyrządzając jej chyba więcej szkód niż sobie. Jednak nie zostali całkowicie zgnieceni, jak zakładał Rosomak. Nagle wstrząsy ustały i zrobiło się w miarę spokojnie. Logan podszedł do Anny i pomógł jej wstać, jeśli tego potrzebowała.
-Czy ktoś mógłby wyjaśnić co się stało? Wykonaliśmy ten skok? Jean powstrzymała kryształ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Nie Lut 12, 2017 9:56 pm

Ku zaskoczeniu samej Anny i jej przyjaciół wypowiedziane przez nią słowa chyba przyniosły odpowiedni rezultat. Z pewnością nie mogła się tego wcześniej spodziewać, plotła przecież wszystko co jej ślina na język przyniosła. Przeszłyby wtedy nawet największe bzdury. Krótkie spojrzenie na Jean pozwoliło jej odetchnąć z ulgą. Jej wyraz twarzy mówił wszystko i nie potrzebowała żadnych dodatkowych pochwał. Mimo to uśmiechnęła się, gdy dotarły do niej słowa Logana.
Do głosu znów doszła Lilandra, tym razem odpowiadając na prośbę Rogue. No i była to odpowiedź nadzwyczaj pozytywna, na tyle na ile było to w tej sytuacji możliwe. Niczego więcej nie mogła i nie powinna od Shi’ar oczekiwać. Była wdzięczna już za to, że poświęcą chwilę, by pomóc im wrócić na Ziemię.
- Dziękuję. – krótko odpowiedziała. W jej głowie powoli zaczynała świtać iskierka nadziei. Jeśli uda im się zmusić Starka, Richardsa, Bannera i innych geniuszy do wymyślenia sposobu na uniknięcie zagłady, ci w końcu pewnie takie znajdą. Są największymi umysłami na planecie, na kogo jeśli nie na nich mają liczyć w takich sytuacjach? Być może współpraca z Imperium także okaże się w tej kwestii pomocna. – Możecie liczyć na nasze wsparcie w tej sprawie i nie tylko, na tyle na ile będziemy w stanie go udzielić. – może za jakiś czas ich współpraca się zakończy, może będą chcieli ją kontynuować. Ciężko stwierdzić jaką decyzję ostatecznie podejmie Lilandra i czyją opinią w tej kwestii będzie się kierować. Warto jednak zadeklarować chęć współpracy, tak na przyszłość. Mijało coraz więcej czasu, a Jean jeszcze nie odlatywała. Jakby na coś czekała, ale Anna nie była pewna na co. Być może chciała mieć pewność, że nic nie będzie grozić jej przyjaciołom, gdy już ruszy do ostatniego w swoim życiu pojedynku. Nikt z pewnością nie miał prawa jej popędzać, opuści ich, gdy uzna, że jest gotowa. Co do tego mutantka nie miała żadnych wątpliwości. Nie miała czasu się nad tym nawet zastanowić, bo ledwie odpowiedziała Lilandrze, a poczuła na swoim ramieniu czyjś dotyk.
- Jean? – cicho się zająknęła, gdy zwróciła się ciałem w stronę kobiety, a ona nie czekając na przyzwolenie, ani nie wypowiadając żadnych słów, po prostu przytuliła Annę. Poczuła się dziwnie, z pewnością się tego nie spodziewała. Zaskoczona tą chwilą czułości w ten sam sposób zareagowała dopiero w ostatniej chwili, lekko obejmując rudowłosą i starając się nie dotknąć dłońmi jej ciała. Wciąż nie miała na sobie rękawiczek, a taki wypadek nie był im teraz potrzebny. – Przykro mi. – wyszeptała przyjaciółce do ucha. Było jej przykro, że musiało do tego dojść i tego, że dzieję się to w ten właśnie sposób. Obserwowała kolejne etapy tego pożegnania, coraz bardziej docierało do niej, że prawdopodobnie już nigdy jej nie zobaczą. Na jej ostatnie słowa tylko skinęła głową. Wolverine już na nie odpowiedział i zrobił to w podobnym tonie, w jakim prawdopodobnie zrobiłaby to ona sama. Wtedy zniknęła. Ruszyła do walki.
- Żegnaj. – po raz ostatni pożegnała się z Jean obserwując jak leci w kierunku kryształu. Z trudem powstrzymywała się przed uronieniem łzy, nawet teraz chciała zgrywać twardszą niż w rzeczywistości była. Wtedy zaczęły się problemy. Pozbawiony ochrony Phoenix statek powoli zaczynał poddawać się działaniu mocy kryształu. Byli niemal gotowi do skoku, ale z każdą sekundą znajdowali coraz bliżej zagrożenia. Nawet szansa na ucieczkę wydawała się coraz bardziej od nich oddać. Potem było już tylko gorzej.
Leżąc nieopodal miejsca, w którym wcześniej stała, rozglądała się po pokładzie i oceniała co właściwie się stało. Podparła się lekko na łokciach i stwierdzając, że raczej nikt nie ucierpiał, powoli zaczęła się podnosić. Odmówiła pomocy Logana, wskazując na wciąż nagie dłonie. Niemniej podziękowała mu za dobre chęci. Chyba w końcu powinna założyć te rękawiczki. Jej moc na nic się teraz nie zda. Stojąc już na nogach włożyła ręce do kieszeni kurtki i wyciągnęła z nich parę rękawiczek, które po krótkiej chwili wylądowały na jej dłoniach. Gdy Logan zadał swoje pytania, Anna tylko zerknęła w stronę Gladiatora i Lilandry, spodziewając się, że właśnie z tamtej strony dotrą do nich odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1519
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Wto Lut 14, 2017 9:03 am

NPC Storyline - Jinkusu

Załamanie się wszechświata potrafi zwrócić na siebie uwagę. Zwłaszcza, jeśli mówimy o jednym z punktów łączących ze sobą różne rzeczywistości. Jednostka wczesnego ostrzegania przesłała informację do dowództwa operacyjnego floty. Wpierw pojawił się okręt naukowy, który po wstępnej analizie - uciekł równie szybko, jak zjawił się na miejscu. Szybkość z jaką pustka rozszerzała się na wszechświata była dla tej jednostki zbyt wielka, by umożliwić bezpieczne funkcjonowanie.
Skok niemalże wewnątrz pola pustki nastąpił natychmiast. Bez dodatkowych efektów, może poza ledwo widocznym, lekkim białym błyskiem oraz falą uderzeniową, która rozeszła się na kilkadziesiąt kilometrów dookoła okrętu. Okręt nie wykorzystał nadprzestrzeni, portali czy żadnych zewnętrznych obiektów. Wewnętrzny system umożliwił mu wykonanie skoku dzięki systemowi transportu wymiarowego. Jednostka przecięła rzeczywistość - pojawiając się na miejscu natychmiast po wykonaniu przemieszczenia. Okręt znajdował się już w trybie condition one. Wszystkie systemy ochrony oraz uzbrojenia bojowego pozostawały w pełni aktywne, skanery wypuściły badanie oraz zbieranie informacji dalekiego zasięgu. Okręt ten posiadał jedną przewagę, niezgodną z powszechnie obowiązującymi zasadami istnienia. Przynajmniej u tych, którzy takie posiadali i/lub ich przestrzegali. Ta świadoma jednostka wyposażona została w energię magiczną, moc dostępną dla Urkyn'Vareis. Zakazane przymierze, które umożliwiało okrętowi funkcjonowanie w tym wrogim środowisku.
Urkyn'Vareis Cruiser dotarł do poszukiwanych przez siebie sygnałów. Maszyny nie miały w zwyczaju poddawać się emocjom, tudzież panice. Strach zarezerwowany był dla istot organicznych. Okręt nie czuł strachu przed pustką, zniszczeniem. Ilość systemów które chroniły wszystkich Jinkusu, w połączeniu z mocą którą dysponował ten okręt, raczej wykluczy taką możliwość. Tak długo, jak nie ulegnie uczuciu pychy... ale to znowu było zarezerwowane dla organików. Prawda? Odnalezienie Phoenix Force nie było specjalnie trudne. W tych warunkach, byt nie krył się ze swą obecnością. Ktoś w końcu musiał naprawić to, co szaleniec postanowił zniszczyć własną pychą, głupotą. Okręt przesłał Phoenixowi wiadomość, telepatią. Kontakt świadomego okrętu z bytem, za pomocą zdolności zarezerwowanej dla organików. Nawet Jinkusu zastanawiali się, czy nie poszli za daleko?
/Zu'u qiilaanzin hi (Pozdrawiam cię). Jestem Kundruniik. Przybyłem służyć pomocą. Jestem na twe rozkazy./
Informacja została wysłana do Phoenixa. Niemniej znajdował się tam również okręt. Nawiązanie z nim standardowego kontaktu było nieco trudniejsze. Pustka pochłaniała wszystko, co było wysyłane do środka. Każda informacja, dane, fale, energia oraz materia. Okręt otworzył więc wszystkie częstotliwości oraz kanały łączności, namierzając nimi znajdującą się w tragicznym położeniu jednostkę Shi'ar.
-Jednostka Shi'ar, tutaj CRU Kundruniik, The Core. Jaki jest wasz status? Czy potrzebujecie pomocy?
Sygnał został nadany oraz powtórzony kilkukrotnie, w celu uniknięcia przerwania informacji ze względu na możliwe (w tym bardzo prawdopodobne) zakłócenia. Jeśli nie odbiorą informacji, pozostanie im zdać się na łaskę Phoenix Force. Byt ten znajdował się najbliżej, zarówno ich samych - jak również epicentrum zagrożenia. Łatwiej będzie mu wypchnąć coś na zewnątrz - niż komuś z zewnątrz wyciągnąć cokolwiek z środka. Choć w tym wypadku, ich okręt był stracony.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3645
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sro Lut 15, 2017 1:37 pm

Telepatyczna odpowiedź nastąpiła szybko i była bardzo konkretna, choć w głosie Phoenix Force dało się wyczuć coś, co na przestrzeni tysięcy lat nigdy wcześniej się w nim nie pojawiało - a mianowicie napięcie. Można by wręcz pomyśleć, że istota podchodziła do sprawy emocjonalnie, co z drugiej strony było przecież niemożliwe, gdyż tak naprawdę nie posiadała uczuć...
"Kryształ jest ranny... Chory... Uzdrowię go, lecz najbliższe zamieszkane światy mogą ucierpieć. Trzeba je uprzedzić, niech ewakuują kogo zdążą..."

To ostatnie szarpnięcie trochę przetrzebiło załogę - część osób upadła na tyle niefortunnie, że utraciła przytomność, a do grupy tej zaliczał się między innymi Cyclops. O tyle dobrze, że jego wizjer nie został uszkodzony albo wręcz strącony, bo to nie skończyłoby się dla nikogo przyjemnie... Szczególnie, jeżeli okręt w dalszym ciągu znajdował się w przestrzeni kosmicznej. Tego zaś nie dało się w tej chwili stwierdzić - brak jakichkolwiek przezroczystych paneli odbierał jedną opcję zbadania otoczenia, zaś zniszczone, wręcz zmiażdżone urządzenia uniemożliwiały sprawdzenie czegokolwiek... A także skutecznie krzyżowały próby nawiązania połączenia, choć na to mogło też wpływać samo działanie kryształu. Oznaczało to, że przybyły w pobliże okręt nie otrzymał żadnej odpowiedzi - bo Shi'ar nie byli nawet w stanie odebrać jego komunikatu.
-Skok wyglądałby inaczej- skomentował na początek Gladiator, przesuwając czujnym wzrokiem po pomieszczeniu, teraz wizualnie znacznie mniejszym, gdy jego ściany i sufit w większości wygięły się do środka, tworząc nieregularne wgniecenia. Czyli... Wyglądało na to, że coś poszło nie tak. Powód wydawał się jasny: bliskość kryształu. Pozostawało tylko jedno pytanie: co dokładnie ich spotkało? Jeżeli zostali wciągnięci, to przynajmniej wiedzieli już, że nie oznaczało to natychmiastowej destrukcji.
Najwyraźniej jednak nie oznaczało to również spokoju - gdyż nagle okręt zaczął się trząść, mniej intensywnie niż poprzednio, ale za to o wiele dłużej. Znajdujące się na jego pokładzie osoby mogły wręcz odnieść wrażenie, że się unosił... A następnie w czterech miejscach na suficie oraz w jednym na podłodze zaczęły się tworzyć nowe wgięcia, głębokie, zapewne wystarczające, aby już za moment rozerwać pojazd. Rzecz jasna spowodowało to jeszcze większą niestabilność i utrudniało utrzymanie się na nogach, w związku z czym na przykład Gladiator poderwał się w powietrze, zabierając wraz ze sobą Lilandrę. Nieprzytomni nie mieli się jak bronić, przez co osuwali się swobodnie po podłożu; części załogantów wyrwały się okrzyki zaskoczenia czy strachu...

***

Co parę dni tykam Cyclopsa, ale nawet mi nie odpisuje, więc zakładamy, że chwilowo stracił przytomność, a kiedy czy jeżeli wróci - to może się włączy do akcji.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   

Powrót do góry Go down
 
Pierwsza planeta
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Pierwsza planeta
» Planeta Sin
» Siostrzana miłość - czyli która pierwsza rzuciła jedzeniem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna-
Skocz do: