Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pierwsza planeta

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3783
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Pierwsza planeta   Pon Gru 12, 2016 11:26 pm

First topic message reminder :


Pusty świat na krawędzi istnienia, znajdujący się tak daleko od wszystkiego innego, że światła na niebie, które na innych planetach uchodziłyby za gwiazdy, w tym wypadku są tak naprawdę całymi galaktykami. Skały, kamyki i piasek tworzą powierzchnię, na której nie ostało się praktycznie nic - nie ma tu żadnych budowli, naturalnych formacji, niczego... Poza ogromnym, różowym kryształem. Wszystko inne pochłonął czas.

Pierwsza planeta znajduje się oficjalnie pod opieką Imperium Shi'ar.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Wolverine

avatar

Liczba postów : 176
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sob Lut 18, 2017 3:20 pm

Logan uderzając ciężko o jakąś konsoletę zobaczył kątem oka, że Scott upadł jeszcze gorzej od niego. Zachwiał się do tyłu i uderzył głową w stopień prowadzący do jednego ze stanowisk załogi. Wolverine od razu podbiegł do niego sprawdzając jego stan. Gdy upewnił się że jednak żyje, oraz ze jego wizjer nie został chyba uszkodzony pozwolił sobie odetchnąć z ulgą. Nawet w obliczu niespokojnej miny gladiatora, oraz reszty załogi.
Ułożył Scotta mniej więcej w pozycji bezpiecznej gdy kolejne wstrząsy zatrzęsły okrętem, a w kokpicie zaczęły pojawiać się kolejne wgniecenia.
- Jesteśmy tutaj jak sardynki w puszce. Zaraz nas zupełnie rozerwie. - krzyknął w stronę Lilandry i Gladiatora. - Macie tutaj jakieś skafandry? Albo Grodzie? - Na statkach kosmicznych znał się mniej więcej tak jak na robieniu na drutach. Rzucał pomysły poznane głównie z filmów klasy D. Sytuacja nie prezentowała się szczególnie dobrze. Rozejrzał się jeszcze za Anną, czy też nie potrzebuje pomocy.
Jeśli zaraz wywieje ich wszystkich w bezkresną przestrzeń kosmiczną, to kto poinformuje ziemię o zagrożeniu? Przez chwilę wciskał przycisk od x-menowego komunikatora, ale oczywiście nikt z ziemi się nie odzywał. Będąc wyjątkowo zdesperowany spróbował wezwać telepatycznie Emmę. Gdyby dał znać jej, ostrzegłaby kogo trzeba.
- Dobra Emma, czas zrobić z tego "jedna z najpotężniejszych telepatek na ziemi" użytek. - wymamrotał do siebie. Nie wierzył jakoś szczególnie że do niego sięgnie. Po prostu to było lepsze niż bezczynnie czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cyclops

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pon Lut 20, 2017 9:08 pm

Scott miał chyba pecha co do ostatnich wydarzeń.
Najpierw ta wyspa, potem strata Jean, odejście z instytutu, zniszczenie jego domu, sytuacja w Hollywood a teraz to.
Dobrze, że Jean albo Phoenix lub obie przeniosły ich na statek.

W tym właśnie momencie wydarzyły sie rzeczy, które bardzo wstrząsnęły Cyclopem.
Logan i Rogue zaczęli się żegnać z Jean, bo ta chciała się poświęcić dla dobra sprwy a na dodatek Anna chciała się poświęcić żeby ratować Grey, ale Phoenix szybko jej to wyperswadowała.
Scott czuł na sobie te wszystkie spojrzenia, gdy ten wpatrywał się w niszczącą się planetę choć myślami był całkiem w innym miejscu.
Wreszcie, gdy Phoenix wyleciała zamknął oczy i próbował się skontaktować z Jean telepatycznie.

- Jean przepraszam za wszystko. Nie wierzę, że możesz nas opuścić i nie pocznę dopóki nie znajdę jakiegoś sposobu nie znajdę żebyś wróciła do nas.... do mnie. Powodzenia. - pomyślał licząc, że odbierze tą wiadomość.
Nastepnie Summers odwrócił się i stanął przy najbliższej ścianie statku i zaczęły docierać do niego słowa reszty o skoku w nadprzestrzeń.
W pewnym momencie coś szarpnęło i zrobiło się ciemno.

Nie wiadomo po jakim czasie Scott odzyskał przytomność i dla bezpieczeństwa wszystkich nie otwierając oczu ręka po omacku wyczuł, że nie ma wizjera ale całe szczęście znalazł go nie daleko i od razu założył.
Po otwarciu oczu zobaczył, że to nie było już wnętrze statku tylko jakieś złomowisko.

- Jaki status? Czy wydostaliśmy się z pod tego kryształu? - zapytał Scott, ale nie zapytał o to co chciał.
Czyli co z Jean.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Czw Lut 23, 2017 10:56 am

Jeśli nas wciągnęło to żadna z tych rzeczy niezbyt nam się przyda, pomyślała gdy Logan zwrócił się z tymi pytaniami w kierunku Shi’ar, ale powstrzymała się wypowiedzenia tego na głos. Ich sytuacja i tak była już zła. Może przemawiało przez nią czarnowidztwo, ale patrząc na wszystko co się działo trudno było jej dostrzec jakieś pozytywy. Mogła tylko wnioskować, że statek dłużej tego nie wytrzyma i wkrótce dojdzie do pęknięć w jego poszyciu, a to albo będzie oznaczać ich śmierć, albo… Ciężko stwierdzić co dobrego mogłoby ich czekać. W głowie Anna widziała tyle różnych możliwości i mało która z nich miała szczęśliwe zakończenie. Mogli tylko liczyć na to, że Jean powstrzyma zło czające się wewnątrz kryształu i nikt inny w wyniku jego działania nie ucierpi.
- Zaraz się wszystkiego dowiemy. – odpowiedziała Scottowi wskazując na kolejne wgniecenia, samej z trudem utrzymując się na nogach. Skłamałaby mówiąc, że się nie bała. Starała się jednak trzymać w ryzach, tego nauczyło ją życie oraz pobyt w Instytucie. Musi być silna, by dać choćby skrawek nadziei innym. Przyglądała się wszystkiemu co działo się dookoła niej. Gladiator wpadł na dobry pomysł, szkoda tylko, że ona tak nie potrafiła. Inni, szczególnie ci którzy wcześniej stracili przytomność, nie mieli tyle szczęścia. Jeśli zaraz nie przestanie nimi trząść powinna się czegoś złapać, o coś zaprzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3783
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Czw Lut 23, 2017 3:06 pm

Zarówno podłoga, jak i sufit wyginały się coraz mocniej, a ściany odpowiednio dostosowywały się do ich nowego kształtu. Za nimi musiały być przecież kolejne warstwy metalu - które opóźniały ten proces i stanowiły dodatkowe zabezpieczenie - a jednak w tej sytuacji nie pomagały aż tak bardzo, jak zapewne powinny. Co więcej, nie wyglądało na to, aby pojazd tworzyły znane ludziom materiały... Ale przecież musiały być wytrzymałe, prawda? Mimo to stopniowo ulegały pod naciskiem, doprowadzając do tego, że w niektórych miejscach nie dałoby się już nawet stanąć bez schylania się.
Na słowa Wolverine'a Gladiator rzucił ku niemu okiem, po czym spojrzał na Lilandrę; ta nawet na niego teraz nie patrzyła, tylko w niemym szoku obserwowała wszystko to, co działo się teraz dookoła nich. Kobieta zwróciła uwagę na swojego ochroniarza dopiero w momencie, gdy ten zaczął ją opuszczać na podłogę tuż przy Rosomaku. Wówczas zmarszczyła czoło, lecz nie odezwała się, najwyraźniej ufając jego decyzji - jakakolwiek by ona nie była.
-Nie w tym pomieszczeniu. Nightside?- w tym momencie skorzystanie z drzwi zdawało się już być niemalże niemożliwe, ale prawdę mówiąc tak czy siak byłoby to bardzo tymczasowe rozwiązanie. Nightside natomiast od razu zareagowała na wezwanie swojego dowódcy, posyłając mu pytające spojrzenie... Ale chyba szybko zrozumiała w czym rzecz, bo minęły może trzy sekundy, nim kiwnęła głową.
Lilandra znajdowała się teraz na tyle blisko Wolverine'a, że usłyszała te jego cichsze słowa... I zdecydowała się zwielokrotnić ich siłę przekazu. Sama była telepatką - na tyle potężną, że skontaktowała się z Phoenixem przebywając daleko poza Ziemią... Ale teraz trafili przecież jeszcze dalej, może nawet byli w innym wymiarze albo po prostu w miejscu, z którego nie mogły się wydostać myśli. Grunt, że kobieta spróbowała pchnąć obraz sytuacji w stronę Ziemi.
Gladiator z kolei wyciągnął przed siebie ręce, aby to na nie przyjąć zderzenie z powierzchnią maszyny... Po czym skierował się w stronę najbliższej w miarę gładkiej warstwy sufitu. Przebił się przez nią bez problemu, a w tym czasie Nightside przyszykowała już swoją tarczę, najpewniej po to, aby od razu zablokować dziurę - tyle że najwyraźniej nie było takiej potrzeby, gdyż otwór nie zaczął zasysać. To oznaczało przynajmniej tyle, że nie znajdowali się w przestrzeni kosmicznej.
Okrętem ponownie szarpnęło, lecz tym razem na bok. Być może to Gladiator próbował coś zrobić z zewnątrz, a może już samo jego pojawienie się wywołało taką reakcję - trudno orzec. Ważne, że już w następnej sekundzie sytuacja gwałtownie się zmieniła. W środku pojazdu można było odnieść wrażenie, że na chwilę powędrował on w dół, szybko, jak gdyby został upuszczony... A następnie o coś uderzył. Później jeszcze przez krótką chwilę lekko nim trzęsło, nim wszystkie te wrażenia jednocześnie ustały.
Zaraz potem zaś ze strony sufitu dobiegł głośny trzask - i cały ten wielki płat grubego, odkształconego metalu zaczął być odrywany przez utrzymującego się w powietrzu Gladiatora. Za nim widać było kosmos - a jednak na zewnątrz najwidoczniej dało się oddychać i po prostu przetrwać, bo inaczej kosmita chyba nie naraziłby ich na nieprzyjazne warunki. Mężczyzna odrzucił na bok nie do końca oderwany dach, po czym laserami z oczu po części wyrwał, a po części wytopił przejście w ścianie, aby zebrani mogli wyjść na zewnątrz.
Tam natomiast okolica prezentowała się przedziwnie. Przede wszystkim obszar ten zdawał się być unoszącym się w powietrzu fragmentem Pierwszej Planety - raczej płaskim, niemalże pustym, mającym średnicę pewnie kilkuset metrów, choć bez jakichkolwiek obiektów trudno byłoby to określić dokładnie. Dookoła szybowało więcej takich kawałków podłoża, przemieszczających się powoli i w różnych kierunkach. Niektóre były malutkie, przypominały bardziej pojedyncze głazy, inne zaś - osiągały podobne rozmiary do tego, na którym znajdowała się grupa. Nigdzie nie dało się dojrzeć żadnego źródła światła, a jednak było widno.
Kilkadziesiąt metrów od szczątków okrętu coś się poruszało. Wyglądało na to, że sterta piasku i kamieni zlewała się właśnie z ziemią: jej kupka stopniowo malała, topniała, aż w końcu zanikła całkowicie. Nietypowe zjawisko, ale chyba w tych okolicznościach równie niepokojące co wszystko inne - nie bardziej, a może nawet trochę mniej.
-Miejcie się na baczności, coś tu jest- zarządził Gladiator, a w następnej chwili podłoże wokół pojazdu zaczęło się jakby zmieniać. Kamienie prędko starły się w pył i dołączyły do ziarenek piasku, przesuwających się, tworzących lej, w którym okręt zaczął się zapadać.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wolverine

avatar

Liczba postów : 176
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Nie Lut 26, 2017 2:46 pm

Gdy Logan sięgał w stronę Emmy przez Bóg wie jaki szmat kosmosu nie liczył na wielkie szanse powodzenia. Jednak gdy tylko stanęła obok niego Lilandra poczuł dziwny przypływ siły, jakby wypił kilka litrów umysłowego energetyka i odniósł wrażenie że przekaz został odebrany. Prawdopodobnie nawet przez Emmę.
- Cokolwiek ty właśnie... - zaczął do Lilandry nie będąc pewien o czym mówi - ...to dzięki.
Chwilę potem Gladiator zdecydował się na małą misję zwiadowczą. Koleś wydawał się być karkiem przynajmniej pokroju Thora, zważywszy na siłę i ogólnie nie przejmowanie się ścianami, czy podobnymi głupotami. Widać zresztą było że ekipa kosmitów nie robi tego pierwszy raz, bo od razu wyrwa w ścianie została zasklepiona przez moc innej kobiety.
Po chwili drgania ucichły, widocznie za sprawą Gladiatora i statek stanął na ziemi, z nowym wyjściem ewakuacyjnym.
- Gdzie my u licha jesteśmy? - powiedział do nikogo szczególnego - To wygląda jak jakiś kiczowy scenariusz w Danger roomie. - rozejrzał się po okolicy dokładniej w poszukiwaniu czegokolwiek co mogłoby być tutaj poza nimi. Odczuwał dziwne wrażenie że są obserwowani. - Jean? - zapytał sam siebie.
- Tak, też mam takie wrażenie - odpowiedział Gladiatorowi. Wtedy jednak zdarzyło się coś dziwnego i ich okręt zaczął zapadać się pod ziemię. Logan bez namysłu skoczył do środka i wyciągnął jakąś nieprzytomną osobę, o ile jeszcze jakieś były i potrzebowały pomocy.
Wrócił z tym kimś do wszystkich i ułożył go na ziemi. Wytężył wszystkie zmysły aby namierzyć tego kogoś, kto tu na nich czekał. Wyszedł przed tłum, tak by być ewentualnym pierwszym celem ataku. Bądź co bądź miał największe szanse przetrwania go.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Czw Mar 02, 2017 5:45 pm

Żyją, to już coś. Co równie zaskakujące mieli powietrze. Nie byli w pobliżu kryształu. Odczuliby przecież jego siłę, a i sam Gladiator raczej nie byłby w stanie wtedy nic zrobić. Gdy utworzono wyjście dla pozostałych, nie czekała ani przez moment.
- Jeszcze nie zgadłeś? Znając szczęście jakie zawsze nam towarzyszyło odpowiedź nasuwa się sama. – dostępnych opcji zresztą nie było przecież wiele. Wyszła zaraz za Loganem i krótkie obrzucenie tej lokacji wzrokiem wystarczyło, by wyciągnąć pewne wnioski. Z informacji przekazanych przez Gladiatora wynikało, że nie udało im się uciec. Pamiętając o tym, że cała planeta, na której się wcześniej znajdowali została wciągnięta przez kryształ, to wniosek może być tylko jeden. Wessało ich do środka, a te fragmenty podłoża, po których teraz stąpają są pozostałościami Pierwszej Planety. Nie widziała innej możliwości. Nie zna się na tych wszystkich kosmicznych sprawach, ale przecież nie musi, by stwierdzić, że ich szanse na przetrwanie tego kryzysu spadły i to wyraźnie. Stąpała po podłożu powoli, może aż nazbyt ostrożnie, ale od samego początku nie opuszczało jej dziwne wrażenie, że coś się wkrótce stanie. Dzisiejszy dzień i zdołał jej już udowodnić, że nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być jeszcze gorzej. Zatrzymała się kawałek za Loganem, tak samo jak on przyglądając się okolicy. Było dziwnie, wszystko wyglądało tak nieprawdopodobnie. Rozejrzała się dookoła raz jeszcze, ale nigdzie nie dostrzegała żadnego źródła światła. Dlaczego więc było tu jasno? Nie tego się spodziewała, to wszystko ją ogromnie zaskakiwało, wręcz oszałamiało.
Coś się działo. Ciężko było to wyjaśnić, ale zjawisko to nie wróżyło nic dobrego już, gdy dostrzegła, że coś jest nie tak, a co dopiero, gdy zaczęło wciągać statek. Odruchowo cofnęła się kawałek dalej. Inni pewnie też tak uczynią. Ktoś jednak miał inne zamiary.
- Logan! – krzyknęła za bohaterem, gdy ten bez wahania ruszył do wraku. Co on sobie myślał decydując się na ten ruch? Nie mógł przecież wiedzieć co się wydarzy, czy zdąży uciec. Zrobiła kilka kroków w tamtą stronę. Chciała popędzić za nim, ale ostatecznie nie było takiej potrzeby. Zdołał opuścić pokład statku, i to nie sam. Spojrzała na niego gniewnie, chcąc skarcić mężczyznę za to zachowanie. Wiedziała, że nic to nie pomoże. Takim już był człowiekiem, miał swoje zasady i zawsze gonił za kłopotami. Nie mają pojęcia z czym mają do czynienia, nie wiedzą czego powinni się spodziewać, ale Anna wzrokiem szukała już jakieś drogi ucieczki. Nie mieli dużo miejsca, ale wokół unosiły się przecież inne fragmenty podłoża. Może uda im się na nie w jakiś sposób przedostać, i gdyby byli do tego zmuszeni, choć na chwilę uchronić się przed najgorszym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cyclops

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pią Mar 03, 2017 3:13 pm

Sytuacja nie wyglądała za różowo, szczególnie że zaraz mogliby zostać zamknięci jak sardynki w puszce.
Scott nie mógł swoim laserowym wzrokiem rozerwać statku, bo w końcu znajdowali się w przestrzeni kosmicznej i wiadomo co by się stało gdyby to zrobił.
Nagle jednak wszystko się zmieniło.
Wszystko jakby się uspokoiło, czyli możliwe że się udało przetransportować na ziemię.
Niestety szybko się dowiedzieli, gdzie się znajdują a dokładniej domyślili się tego szczególnie po słowach Rudej.
W tym momencie Logan wyskoczył przez dziurę w pokładzie co oczywiście nie zdziwiło Summersa bo w końcu zawsze twierdził że on najpierw robi potem myśli.

- Logan stój. Nie wiadomo jak a nas zadziała a atmosfera na zewnątrz. Anna ma rację. My jesteśmy w środku tego kryształu. - wykrzyczał jednak na nie wiele się to zdało.

Nie było wyjścia, dlatego postanowił ruszyć za dwójką mutantów na zewnątrz.
Nie było za komfortowo, gdyż wszędzie unosiły się kawałki planety na której nie dawno byli.
Cyclops dogonił ich i postanowił zatrzymać stając przed nimi, ale za nim zdążył cokolwiek powiedzieć ujrzał jak statek zostaje wchłonięty.

- Stójcie oboje. Logan co ty sobie wyobrażałeś wychodząc. Ten twój instynkt kiedyś nas zabije. Jesteśmy w obcym nam miejscu i musimy współpracować. - powiedział po czym rozejrzał się po okolicy i ponownie przemówił.

- Słuchajcie, nasz statek nie nadaje się do dalszej drogi. Możliwe, że ten kryształ wciągnął jakiś inny statek który został nie uszkodzony i możemy się nim stąd wydostać. Mamy dwa zadania. Pierwsze odnaleźć jakąś drogę ucieczki z tego czegoś oraz dwa znaleźć statek. Logan, mówiłeś coś o Jean. Spróbuj użyć swojego węchu to może uda nam się ją przy okazji znaleźć i uratować. Pamiętajcie tylko, że gdybyśmy spotkali jakieś zagrożenie nie idziemy na żywioł. - odwrócił się od nich, skalibrował swój wizjer i lekko się uśmiechnął, bo w końcu zachował się tak jak wtedy gdy był ich przywódcą.


Ostatnio zmieniony przez Cyclops dnia Nie Mar 05, 2017 1:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3783
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sob Mar 04, 2017 9:23 pm

W maszynie, a i owszem, pozostało kilka nieprzytomnych osób, a kiedy zaczęła dosłownie zapadać się pod ziemię, nie tylko Wolverine wpadł na pomysł niesienia im pomocy. Ci załoganci, którzy dopiero wychodzili na zewnątrz - czyli znajdowali się na samym końcu grupy - szybko podzielili się na takich, którzy biegiem ruszyli na bezpieczny grunt oraz takich, którzy cofnęli się, aby wynieść bezbronnych. Ci pierwsi zdążyli się oddalić, drudzy z kolei mieli już z tym pewne problemy, zresztą z Loganem włącznie; wspinanie się po piasku szło ciężko, mozolnie, ale na szczęście nie było całkowicie niemożliwe. Ci, którzy radzili sobie najgorzej i najwolniej, otrzymali pomoc ze strony Gladiatora, czyli po prostu zostali przez niego poderwani w powietrze i przetransportowani na stały ląd. Niestety sam pojazd musiał zostać spisany na straty - zapadł się w podłoże, które dodatkowo go ścisnęło... I chyba uwięziło gdzieś w sobie. A może wyleciał drugą stroną? Z tego miejsca nie dało się tego dojrzeć.
Wszystko wskazywało na to, że ziemia w tym miejscu powróciła do poprzedniej postaci; nawet część piasku znów uformowała mniejsze i większe kamienie. Oczywiście wrażenie to mogło być bardzo zdradliwe - taka pułapka chyba nikogo by teraz nie zaskoczyła... Ale z drugiej strony oznaczało to, iż otoczenie stale się zmieniało, było w stanie się modyfikować i samo w sobie mogło już stanowić jakąś formę zagrożenia. Część przedstawicieli Shi'ar wciąż patrzyła podejrzliwie na grunt, który przed chwilą na ich oczach pożarł okręt, inni zaś rozglądali się uważnie po okolicy.
Dla Wolverine'a ciekawostkę mogła stanowić kwestia woni unoszących się w powietrzu. Przede wszystkim było ich zaskakująco mało. Owszem, podłoże miało swój zapach, podobny do tego z Pierwszej Planety, to samo tyczyło się wszystkich zebranych osób, ale poza tym - niemalże nic więcej. Co prawda mężczyzna mógł też wyczuć Jean, lecz jej woń nie dochodziła z żadnego konkretnego kierunku; być może utrzymywała się po prostu na osobach, których mutantka niedawno dotykała?
-Okręty nie zapuszczają się zwykle tak daleko. Nie wykryliśmy żadnego od naszego przybycia do momentu wciągnięcia- pomocnie skomentował plan Cyclopsa jeden z załogantów Shi'ar, stojący akurat dość blisko niego. Zaraz potem zawtórował mu zresztą kolejny:
-Przy takiej sile przyciągania kryształu - nawet jeżeli znajdziemy jakąś drogę wyjścia - zgromadzenie wystarczającej mocy do wybicia się na zewnątrz będzie graniczyło z cudem...- zauważył mianowicie. Kilka innych osób pokiwało na to głowami, niektórzy zaczęli między sobą szeptać, być może dzieląc się spostrzeżeniami lub starając się coś ustalić, znaleźć jakieś rozwiązanie.
Wszystko to nie potrwało jednak długo. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, ziemia znów zaczęła się poruszać. Tym razem nie tyle w siebie wsysała, co po prostu się zapadała: po jej powierzchni powędrowała siatka pęknięć, a najpoważniejsze z nich prędko się pogłębiały, na skutek czego podłoże dosłownie się rozrywało... Zmuszając grupę do rozdzielenia się. Tych, którzy nie zdecydowaliby się ruszyć na czas, czekałoby pewnie spadnięcie pomiędzy wyrwy... Te zaś ukazały przynajmniej, że teren miał maksymalnie jakieś dziesięć metrów grubości, może trochę mniej. Niżej z kolei widać było już jakby przestrzeń kosmiczną...
Shi'ar w popłochu rozbili się na mniejsze grupki, szukając bezpiecznego podłoża. Nightside całkowicie zrezygnowała z przemieszczania się na własnych nogach - i przywołała coś na kształt ruchomej plamy mroku, do której od razu wskoczyła, w niej utrzymując się w powietrzu. Gladiator pilnował Lilandry, lecz oboje rozglądali się za źródłem problemów.

***

Cyclops, mam wrażenie, że Ty nie czytasz dokładnie postów pozostałych osób, tylko tak mniej więcej orientujesz się w sytuacji. Przez to w swoich własnych odpisach reagujesz nie do końca adekwatnie do wydarzeń. Spróbuj zwracać na to większą uwagę.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Cyclops

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Nie Mar 05, 2017 1:35 pm

Shi'ar bardzo szybko sprowadzili Cyclopsa na ziemię uświadamiając mu, że nie wykryto żadnego statku, a szansę na to że jakiś statek już tu był wcześniej też raczej były nikłe.
W między czasie statek zapadł się już do końca więc nie mieli już powrotu.
Scott jednak postanowił podnieść wszystkich na duchu.

- Posłuchajcie wszyscy. Wiem, że sytuacja wygląda źle ale nie możemy tutaj zostać i czekać na nieuniknione. Zawsze jest jakieś wyjście. Jean Grey chciała nam wszystkim pomóc i możliwe, że ... oddała za nas swoje życie żeby kupić nam trochę czasu. Nie możemy się teraz poddać. Wspólnymi siłami trzeba znaleźć jakieś wyjście. Wysłuchamy wszystkich propozycji i spróbujemy się stąd wydostać. - przekazał wszystkim, a gdy chciał już kontynuować nagle ziemia pod nimi zaczęła się zapadać i pojawiły sie pęknięcia.
Większość zaczęła panikować i rozbiegać się w małe grupki.
Uspokajanie ich nie mialo sensu, bo pewnie nikt teraz by nie słuchał ale musiał spróbować.

- Spokojnie. Nic nam się nie stanie. Wszystko będzie dobrze. Wiem, że to może być ciężkie ale nie panikujmy bo możemy pogorszyć sprawę. - krzyknął po czym uważając po czym chodzi zaczął pomagać pobliskim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 176
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pon Mar 06, 2017 2:00 pm

Gdy napotkał na sobie karcący wzrok Anny i usłyszał słowa Cyklopa, zrozumiał jak bardzo instynktownie postępuje. W odpowiedzi jednak tylko prychnął. Może nie trzyma się podręcznika, ani nie czeka aż ktoś wymyśli jakiś plan, ale dzięki temu jeden nieszczęśnik nie umarł. Jeszcze. Nic nie wskazywało na to że jego stan został na długo odroczony.
I bez zachęty Scott'a cały czas niemal panicznie pociągał nosem, jakby sam ten fakt miał sprowadzić Jean z powrotem. Nie wyczuwał jej w żadnym konkretnym miejscu, ale jakby wszędzie dookoła. To było coś więcej niż jej ślad na x-menach, ale mniej niż ona sama. - Ona gdzieś tu jest...albo była...chyba. Sam nie wiem. - Logan zawsze był pewien swojego nosa, więc inni powinni być świadomi jego rozterki.
Nie miał jednak czasu w spokoju skupić się na doznaniach, po ziemia pod jego nogami właśnie się rozstąpiła i z impetem oddaliła od siebie ukazując pustkę kosmosu. Wolverine stracił równowagę i pewnie spadłby wprost w przepaść, gdyby nie zdążył wbić w półkę skalną pazurów. Wgramolił się jakoś na powstałą w ten sposób platformę.
- Jeżeli naprawdę chcemy zrobić jakieś głosowanie - odkrzyknął do wszystkich w odpowiedzi na słowa cyklopa. - To nie krępujcie się rzucać genialnymi pomysłami, bo coś mi mówi że powoli kończy nam się czas. - To miejsce zaczynało mu powoli działać na nerwy, a najgorsze było to, że wokoło nie było nikogo, na kim mógł wyładować swoją frustrację. Jeżeli naprawdę byli wewnątrz kryształu, to gdzieś tu powinna być Jean i brat Lilandry.
O, jemu chętnie dałby w mordę....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3783
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sro Mar 08, 2017 3:13 pm

Pęknięcia rozprzestrzeniły się bardzo szybko - i to do tego stopnia, że praktycznie w mgnieniu oka podstawa, na której znajdowali się X-Men i Shi'ar, po prostu się rozpadła, tworząc dwie główne części... Oraz całą masę o wiele drobniejszych, często na tyle małych, że nie dałoby się na nich nawet postawić stopy. Pomiędzy tymi większymi fragmentami unosiły się pył i kamienie. Najwyraźniej grawitacja działała w tym miejscu bardzo wybiórczo.
Grupa została przymusowo podzielona, bo mniej więcej połowa zebranych została na jednej bryle, podczas gdy reszta oddalała się na drugiej. Żadna z nich nie przemieszczała się bardzo szybko, raczej w tempie spacerowym, a do tego nie poruszały się idealnie w przeciwnych kierunkach - tylko lekko po skosie do siebie wzajemnie. Oczywiście najlepiej mieli ci nieliczni, którzy utrzymywali się w powietrzu, czyli Gladiator z Lilandrą i Nightside, ale inni nie mogli sobie już na to pozwolić. Jeżeli chodziło o samych X-Men, to Rogue i Wolverine znaleźli się na jednym fragmencie lądu, zaś Cyclops na osobnym. Gdyby zadziałał szybko, być może mógłby jeszcze spróbować do nich przeskoczyć, ale z każdą sekundą stawało się to coraz bardziej trudne i ryzykowne.
Otoczenie nie zamierzało jednak poprzestać tylko na tej atrakcji - jak okazało się już kilka sekund później. Na tej bryle, na której przebywali Rogue i Wolverine wraz z częścią Shi'ar, coś zaczęło się nagle zmieniać. Fragment gruntu prędko się wypiętrzył, co na początku przypominało tworzenie się pagórka, lecz szybko stało się jasne, iż ta struktura będzie wysoka, stroma... A do tego z każdą chwilą coraz bardziej człekokształtna... Niczym prawie dziesięciometrowy golem - tyle że jego krawędzie zaczęły się przygładzać, szczegóły - stawać coraz wyraźniejsze, ba, pojawiły się nawet kolory... Ukazując wreszcie postać, która przypominała przedstawicieli Shi'ar, szczególnie przez te charakterystyczne czarne kreski przy oczach. Diadem na głowie pomagał w ustaleniu tożsamości, lecz nawet i bez niego łatwo byłoby się zorientować któż to był... Zwłaszcza, że widok mężczyzny wywołał spore poruszenie wśród kosmitów.
Co prawda delikwent się uśmiechał, lecz w bardzo nieprzyjemny, choć pewny siebie sposób. Jego pełne wyższości spojrzenie szybko przeczesało grupę, nim wreszcie utkwiło w Lilandrze; w tym momencie mężczyzna rozłożył ręce na boki w taki sposób, jak gdyby gestem tym chciał wskazać na swoje otoczenie... Lub właśnie na siebie samego.
-A więc przybyłaś podziwiać narodziny nowej ery...- zaczął podniosłym tonem, a jednocześnie mutanci i kosmici odczuli kolejną zmianę; grunt wokół ich stóp zaczął się częściowo unosić, jak gdyby nagle wypuścił nieregularne i krótkie macki, mające za zadanie pochwycić łydki zebranych, oblepić je, w ten sposób ich wszystkich unieruchamiając.
-Wciąż nie rozumiesz, kryształ zniszczy Imperium!- najwyraźniej Lilandra nie zamierzała nawet wysłuchać brata do końca. Weszła mu w słowo, co wyraźnie mu się nie spodobało, jeżeli sądzić po nagłym zmarszczeniu się jego czoła, zwężeniu oczu, zaciśnięciu szczęki... Interesujące było też to, że kosmitka wspomniała jedynie o ich własnym Cesarstwie, a nie o całym świecie - lecz być może po prostu liczyła na to, że w ten sposób prędzej dotrze do mężczyzny.
-Odtworzę je! Tutaj! Na zawsze pod moją władzą...- gigant zacisnął na moment dłonie w pięści, lecz zaraz potem zaczął już wyciągać jedną rękę w stronę Lilandry, zapewne chcąc ją pochwycić. Oczywiście siłą rzeczy musiał się do tego pochylić i - sądząc po ułożeniu jego ciała - chyba zamierzał oprzeć się na jednym kolanie, co oznaczało, że przez chwilę trudniej byłoby mu utrzymywać równowagę...
... Tyle że Gladiator nawet na to nie czekał, tylko od razu wystrzelił z oczu w stronę dłoni Cesarza stałą wiązkę promieni laserowych. Wokół trafionego miejsca natychmiast uniosła się cała masa pyłu, podświetlanego przez energię, przez co trudno było ocenić efekt ataku - ale przeciwnik wyglądał raczej na wściekłego niż obolałego. Jego twarz przeszła z irytacji w jawną złość, a i głos brzmiał na bardzo wzburzony, gdy rzucił:
-Ty masz czelność...!

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wolverine

avatar

Liczba postów : 176
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Czw Mar 09, 2017 11:19 am

Sytuacja rozkręcała się jeszcze bardziej. Cały teren rozorało jak na pola do jakiejś dziwnej gry, które zaczęły obracać się wokoło pustki między nimi. Coraz bardziej przypominało mu to scenariusz "protect the civilians" z danger room'u, a ze wszystkich głupot do jakich był tam zmuszany, tych nie lubił chyba najbardziej. Stał więc cały spięty, mając na głowie całą masę inżynierów i pilotów shi'arskiej jednostki, nie wiedząc nawet skąd może nadejść pierwszy atak. Na szczęście ziemia rozstąpiła się tak że wciąż miał pod ręką Annę, na wypadek gdyby potrzebowała pomocy. Scott to twardy chłop. O niego akurat nie musiał się martwić.
Okazało się że życzenie Rosomaka spełniło się szybciej, niż by się tego spodziewał. Jedna z osób, których w tym miejscu wglądał raczyła się w końcu pokazać. Szkoda tylko że nie była to Jean, a człowiek przez którego to wszystko się zaczęło. Do tego objawił się w iście Pymowej krasie. Widocznie kolos postanowił zignorować wszystkich poza swoją siostrą. Nieładnie. Czas na lekcję dobrych manier.
Okazało się że Gladiator ubiegł go w tym zamiarze. Logan nie miał zamiaru jednak pozostawić go samego. Szybko uporał się szponami z dziwnymi skalnymi mackami i pobiegł w stronę kolosa.
- Im są więksi... - zaczął pod nosem, ale nie dokończył. Planował podciąć ścięgna golemowi. Nawet jeśli takowych nie posiadał to utrata sporej ilości budulca z okolicy kostki powinna wystarczyć, żeby pozbawić go równowagi. -Teraz! - Być może uderzenia optyczne Gladiatora i Cyklopa wystarczą aby powalić dziada na ziemię, albo jeszcze lepiej, za krawędź platformy. Jeśli wyląduje na plecach, Logan szybko do niego doskoczy i spróbuje zaatakować oczy lub szyję.
-Jeśli ktoś już wymyśli jakiś plan... - powiedział niezależnie od stopnia sukcesu ataku. - Niech da mi znać. Ja go na razie trochę zajmę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cyclops

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pon Mar 13, 2017 1:02 pm

Jak zaczął rozstępować się grunt pod nogami wszystkich, Scott zajął się ratowaniem pobliskich osób, choć mógł również przeskoczyć o swoich towarzyszy z instytutu.
W trakcie pomocy pewnemu kosmicie z załogi statku, na którym się nie dawno znajdowali poczuł jak coś oplata jego nogi.
Były to tak jakby jakiś pnącza, ale z kamienia i domieszką piachu, które szybko zniszczył wiązką lasera.
W tym samym momencie nie daleko Logana i Rogue pojawił się brat Lilandry, który od razu zaczął z nią prowadzić rozmowę.
Nie trwała ona zbyt długo, gdyż Gladiator od razu zaatakował przywódcę swoim laserowym wzrokiem.
Summers wiedział co to znaczy, dlatego krzyknął od razu do Wolverina, żeby się zatrzymał ale niestety nie pomogło to i zaczął walkę.
Cyclops nie miał już teraz wyjścia musiał pomóc im.

- Wszyscy schowajcie się i odejdźcie jak najdalej. - po czym Scott użył swojego promienia żeby uderzyć w to samo miejsce, które trafił Gladiator.

- Anna. Nie wiemy, czy twoje moce podziałają, więc proponuje ci się też ukryć. - liczył, że chociaż ten raz go posłucha i nie będzie znowu się przeciwstawiała, ale wiadomo jaka jest Rogue.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pon Mar 13, 2017 8:08 pm

Sam fakt, że ich grupa została rozdzielona nie wróżył niczego dobrego. Na szczęście Logan był z nią, Scott niestety został na drugim fragmencie. W sumie i tak jest nie najgorzej. Zawsze mogło stać się tak, że to ją oddzieliłoby od jej towarzyszy i dopiero wtedy miałaby przechlapane. Wtedy powierzchnia tego fragmentu planety zaczęła się wypiętrzać i przez ułamek sekundy przemknęło jej przez głowę, że lepiej jednak byłoby, gdyby znalazła się po drugiej stronie. To jednak tylko krótka myśl, którą szybko odrzuciła. Formujący się kształt stawał się coraz wyraźniejszy, w końcu nie miała żadnego problemu ze stwierdzeniem z kim mają do czynienia. Psychotyczny brat Lilandry, cesarz imperium Shi’ar, szaleniec z powodu którego to wszystko ma miejsce. To wszystko sprawiło, że trochę ją przytkało. Chciała się odezwać, ale nie była w stanie wyrzucić z siebie ani słowa, żadnej riposty i to pomimo faktu, że miała już masę ciekawych pomysłów. Przysłuchiwała się za to rodzinnej dyspucie, zastanawiając się czy próba siostry cesarza odniesie sukces. I się zaczęło…
Nie wiedziała czy powinna się zaśmiać, czy może od razu uderzyć w twarz, gdy usłyszała słowa Scotta. Może to wcześniejsze uderzenie tak na niego wpłynęło, ale chyba nie zdążył zauważyć, że tu nie ma gdzie się ukryć. Byli łatwym celem, w dodatku bez możliwości ucieczki. Owszem można by spróbować przedostać się na niektóre z co większych fragmentów podłoża, ale nie wiadomo przecież czy i one wkrótce się nie rozpadną, ani gdzie ich zabiorą. Mieli ograniczone pole manewru i niemal wszyscy byli dość łatwym celem. W najlepszej sytuacji znajdowali się ci, którzy mieli możliwość uniesienia się w powietrze, ale i to pewnie nie pomoże im na długo.
W głowie dawnego Scotta z całą pewnością zrodziłoby się kilka pomysłów. Pod tym względem zawsze można było na niego liczyć, ale od jakiegoś czasu pokładała w nim coraz mniej wiary. Miała ku temu swoje powody. Zresztą ostatnie wydarzenia wyraźnie pokazały, że w tym krótkim czasie wyraźnie się zmienił i zaczął działać zbyt impulsywnie. Nie myśli, nie obserwuje otoczenia, nie analizuje wszystkiego co dzieje się dookoła niego. Dawniej tak by się nie zachował. Na trzeźwe myślenie u Logana również nie było co teraz liczyć. Każdy kto zna go równie długo doskonale zdaje sobie sprawę ze sposobu działania tego zawziętego staruszka. Miało ono swoje plusy.
Nie zamierzała pchać się na pierwszy ogień. Cofnęła się parę kroków w tył, o ile udało jej się wydostać z zastawionej przez cesarza pułapki. W każdym bądź razie planowała się nie wychylać i przez jakiś czas na spokojnie obserwować całe zdarzenie. Każdy przeciwnik ma słaby punkt, który można wykorzystać. Trzeba go tylko odkryć i umiejętnie z tego odkrycia skorzystać. I gdzie u diaska jest Jean? Nie powinna być tutaj? Walczyć ze złym cesarzem? Miała nadzieję, że ich przyjaciółce nic się nie stało odkąd ostatnio się widzieli. Od tego momentu nie minęło dużo czasu, ale nie wiedzieli mogło się wtedy tu wydarzyć. Wysłała kilka prostych myśli, gdyby Jean/Phoenix wciąż była cała i z pomocą telepatii wciąż nasłuchiwała. Może usłyszy jej prośbę i przybędzie z pomocą. Choć niespecjalnie na taką ewentualność liczyła. Musieli liczyć się z tym, że zdani są tylko i wyłącznie na siebie.
„Wiesz więcej o krysztale i twoim bracie. Może wiesz coś co moglibyśmy wykorzystać przeciwko niemu? – spytała w myślach Lilandrę. Była telepatką, powinna odebrać jej przekaz. Jeśli nie uzyska odpowiedzi, po chwili powtórzy pytanie, w ten sam sposób. Dopiero za kolejnym podejściem planowała zadać je na głos, o ile miałaby taką możliwość. Nie będzie przecież jakoś specjalnie przekrzykiwać się przez cały ten raban, by wróg mógł ją usłyszeć i odpowiednio zareagować. Liczyła, że dostrzeże lub wymyśli coś co pomoże im go pokonać. W ostateczności zawsze będzie mogła posunąć się do jedynego rozwiązania, które będzie mogło przynieść jakieś rezultaty, a które jeśli nie zadziała najpewniej doprowadzi do jej śmierci. Nie żeby ten moment był jakoś specjalnie odległy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3783
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Czw Mar 16, 2017 12:26 am

Gladiator ani na moment nie przerwał swojego ataku, lecz przesunął wiązkę lasera dalej, na klatkę piersiową Cesarza, jak gdyby szukał najlepszego celu, może jakiegoś słabego punktu, choć wróg starał się zakrywać rękami. W tym czasie kosmita osunął się też na moment niżej, aby odstawić Lilandrę na podłoże - ale nie na ten sam fragment, z którego wytworzył się gigant. Nightside natychmiast znalazła się przy kobiecie; pod postacią czarnej plamy krążyła głównie przy niej, lecz również przy pozostałych Shi'ar, zataczając niewielkie koła i ósemki, najpewniej będąc w gotowości do obrony. Poza tym wystrzeliwała drobne "pociski" swojej mocy w kamienne twory blokujące kończyny zebranych, w tym Rogue, aby ich uwalniać. Macki nie odtwarzały się, więc być może wymagały świadomego rozkazu...
W tym czasie Wolverine zdążył dobiec do Cesarza, a cały ten pył wzburzony podczas ataku Gladiatora okazał się być dla niego świetną osłoną. Co prawda przeciwnik mógł się zorientować, że mutant czegoś próbował - ale nie widział go, gdy ten dotarł już na miejsce. Tutaj przysłużyła się również właściwość, którą można było zaobserwować wtedy, kiedy olbrzym po raz pierwszy oberwał laserem; najwyraźniej nie czuł bólu... Więc początkowe ciosy pazurami go nie zaalarmowały. Dopiero po kilku sekundach - gdy ubytek był już większy - Cesarz uniósł atakowaną nogę i z dużą siłą uderzył nią o ziemię. W ten sposób ukruszył ją jeszcze bardziej... Ale za to posłał po podstawie wstrząsy, które bez trudu zaburzyły równowagę wszystkich przebywających na niej osób. Najprawdopodobniej gigant zamierzał trafić w Logana, a to by zabolało... Lecz dzięki pyłowi na szczęście nie trafił. Jego stopa minęła mutanta o centymetry.
Zarówno znajdujący się w powietrzu Gladiator, jak i stojący na innej płycie Cyclops nie musieli się martwić o drgania podłoża. Nie wpłynęły one na ich ataki, teraz skierowane już w jeden punkt na klatce piersiowej wroga. Ich siła okazała się jednak za mała, aby go przewrócić... Za to wystarczająca, by wbić się głęboko w jego kamienne ciało. Do pyłu dołączyły również odłamki skały, większe i mniejsze, a Nightside starała się niszczyć je lub odbijać nim dosięgały bezbronnych, lecz nie była w stanie dotrzeć do wszystkich.
Przez ten czas Rogue podjęła próbę nawoływania Jean - lecz ta milczała, nie reagowała też w żaden inny zauważalny sposób. Być może już wcześniej zdążyła spotkać się z Cesarzem... A może po prostu przebywała gdzieś indziej, starając się uleczyć sam kryształ - tak jak to obiecała? Ona sama z pewnością chciałaby pomóc przyjaciołom, ale z kolei Phoenix mógł już zadecydować, iż wyższe dobro - zatrzymanie wchłaniania wszechświata - było ważniejsze.
Kontakt z Lilandrą Rogue nawiązała już o wiele prościej, bo praktycznie od razu; nie musiała się nawet powtarzać. Kosmitka najwyraźniej się tym zresztą zainspirowała, gdyż pozwoliła sobie połączyć się również z Wolverine'em i Cyclopsem, a być może z kimś jeszcze - nie dało się tego wyczuć do czasu, aż te osoby się nie odezwą.
-"We wnętrzu kryształu powinien być w stanie rządzić i manipulować wszystkim: ziemią, powietrzem, czasem i przestrzenią... Jeżeli jeszcze tego nie robi, to być może dlatego, że dopiero się uczy - albo nami bawi. Naprawdę nie wiem jak moglibyśmy mu teraz zaszkodzić... Lecz skoro się tu znalazł, to jest więźniem kryształu jak my"- wyjaśniła telepatycznie Lilandra.
Ta chwila wystarczyła, aby Cesarz doszedł do siebie - choć w dalszym ciągu znajdował się pod atakiem. Jedna z jego pięści powędrowała w górę, a dosłownie sekundę później z podłoża wśród Shi'ar i mutantów wybijać się zaczęły skalne kolce, wysokie na dwa, trzy metry, o średnicy od dziesięciu do dwudziestu centymetrów. Niektóre wyszły z ziemi idealnie pionowo, inne zaś po dość łagodnym skosie.
Na tym gigant nie poprzestał. Wykorzystał moment zamieszania i uderzył w Gladiatora, częściowo od góry, przez co skierował go ku podłożu, a nie idealnie poziomo. Kąt ataku był taki, że kosmita poleciał pomiędzy swoich sojuszników, przy okazji niszcząc kilka kolców i ostatecznie uderzając w Rogue - która wraz z nim poszybowała dalej, aż na drugą płytę. Coś takiego powinno ją zaboleć i mocno poturbować... Jednakże do tego nie doszło. Zamiast tego w momencie kontaktu przy kobiecie uaktywniła się ognista energia Phoenixa, mocno osłabiona, lecz wciąż na tyle silna, by przynajmniej osłonić swoją aktualną nosicielkę. Mimo to Rogue i Gladiator nie mogli tak po prostu wytracić nagle pędu, więc zaryli w ziemię kilka metrów za grupą, pozostawiając w niej podłużne wgłębienie.
Płomienista aura nie zniknęła jeszcze całkowicie - i pewnie na szczęście, bo inaczej spotkanie z gruntem nie byłoby dla mutantki najprzyjemniejszym doznaniem. Gladiator jeszcze się nie podniósł, ani nie poderwał do lotu, lecz przesuwał się właśnie na kolana, patrząc w stronę giganta. Na jego kostiumie pojawiło się kilka rozdarć, głównie z przodu - od tego ciosu pięścią Cesarza, ale poza tym mężczyzna zdawał się być w dobrym stanie... Natomiast w Rogue wszystkie instynkty zdawały się nawoływać, aby go dotknęła. Do tej pory jej moce raczej nie wykazywały żadnych oznak własnej świadomości, więc to mogła być nowość... Związana z Phoenix Force? Możliwe. Grunt, że opcja ta zdawała się być aż nienaturalnie kusząca, a chęć nie chciała ustąpić. W końcu Gladiator był potężny i wytrzymały, utrata odrobiny energii życiowej nie zrobi mu chyba wielkiej różnicy - i co z tego, że jego umiejętności czy wiedza w tej sytuacji dużo Rogue nie dadzą?

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wolverine

avatar

Liczba postów : 176
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pią Mar 17, 2017 10:55 am

Niestety poprzedni plan ataku Logana się nie powiódł. Nawet pomimo uszkodzonej nogi połączona moc Gladiatora i Scotta nie wystarczała do powalenia giganta. Co więcej przeciwnik z łatwością odparł ich atak. Gladiator po otrzymaniu ciosu poleciał w dal niczym szmaciana lalka, a Rosomak sam ledwo co odskoczył przed zmiażdżeniem. Kamienna stopa cesarza uderzyła z łoskotem o skałę podłoża niczym prasa hydrauliczna. Znając swoje zdolności regeneracyjne Logan stwierdził, że prawdopodobnie by z tego wyszedł, ale jeśli mógł, wolałby uniknąć niewątpliwej przyjemności bólu regenerowania każdej kości w ciele. Poza tym, prawdopodobnie to wyeliminowałoby go z walki na przynajmniej dobre kilka godzin, a na to nie mógł sobie chwilowo pozwolić.
O tyle dobrze, że noga kolosa jeszcze bardziej skruszała po jego ataku, a sam przeciwnik zdawał się tego nie zauważyć. Może gdyby ponowili atak tym razem by im się udało. Jednak z wyłączonym z walki gladiatorem mogą i tak nie mieć dość siły ognia.
Telepatyczny przekaz od Lilandry nie był bardzo pokrzepiający, ale przynajmniej wyjaśnił im wszystkim na czym mniej więcej stoją, co było miłą odmianą od tych wszystkich szaleństw, które działy się przez ostatnią godzinę. Wyglądało na to że cesarz rzeczywiście nie jest w pełni swoich sił. Logan z łatwością przekradł się do niego pod jego nieuwagę, więc na pewno nie był tutaj wszechwiedzący. Przynajmniej na razie. Jeśli chodzi o kontrolowanie czegokolwiek, to racja, ze skałami szło mu całkiem nieźle, ale gdyby opanował tę całą resztę z czasem i przestrzenią, to nie rozmawiali by teraz w ten sposób. Dodatkowo cesarz (albo reprezentujący go chwilowo kamienny kolos, na co Logan wpadł po namyśle) zdawał się nie czuć bólu. Rosomak, jako jeden ze specjalistów w sprawie bólu, zarówno odczuwania jak i zadawania, wiedział jak wielka to strata, zwłaszcza gdy walczy się z wieloma przeciwnikami naraz i nie ma sposobu widzieć ich wszystkich jednocześnie. Najzwyczajniej pozbawia się dodatkowych informacji o tym co się z nim dzieje.
Nie miał szczególnej wprawy w rozmowach telepatycznych, a nawet te lata spędzone w instytucie z Xavierem i Jean nie sprawiły że kiedykolwiek się do tego przyzwyczaił. Nie mógł jednak odmówić im praktyczności. Przesłał więc tyle o ile swoje spostrzeżenia reszcie, lub po prostu temu z kim teraz rozmawiał. Skorzystał także z tego że nie musi się wydzierać do wszystkich żeby przekazać im co robi, tak więc może cesarz uzna nagłą ciszę pod nogami za zabicie Rosomaka. Zwłaszcza że skoro nie czuł bólu, to pewnie o dotyku też nie było mowy.
- Lilandra, tak? - zapytał w umyśle – Co z twoim gościem w pelerynie? Mam zamiar rozharatać temu kamiennemu skurczybykowi piszczel, ale przydałoby się więcej siły ognia, żeby go powalić.
Nie czekał na reakcję, tylko przystąpił do dzieła. Doskoczył tytana i zadał kilka kolejnych ciosów w już osłabione miejsce na nodze. Podczas swojej długiej kariery jako żołnierz i wojownik walczył już z hulkami, demonami, nieumarłymi, obcymi, robotami, wampirami i masą innych podobnych odmieńców. Jedno było pewne, jeśli coś miało jakieś typowe słabości, to była nimi głowa i to ją Logan planował odseparować od ciała kolosa.
Jeśli moc ataków Cyklopa, lub kogokolwiek, kto mógłby do niego dołączyć nie wystarczyła by powalić giganta na glebę, to będzie musiał dostać się do niej inaczej. Rozpędził się jak mógł najbardziej i wskoczył możliwie od tyłu na nogę kolosa wbijając się w nią szponami. Po czym metodycznie, raz za razem wbijając i wyciągając szpony parł w górę pleców potwora. O ile cesarz nie zacznie nagle czuć bólu, albo wykształci sobie oczu na plecach wspinaczka zdawała się być tylko kwestią czasu.
Jeśli w taki czy inny sposób dostanie się do głowy cesarza dołoży wszelkich starań, aby ta przestała do niego należeć.
Oczywiście jeśli Gladiatorowi, Cyklopowi, lub Nightshade uda się wyrzucić cesarza poza ich platformę, lub cesarz jakoś zauważy go na swoich plecach, szybko schowa szpony i opadnie na ziemię.
Zdawał sobie sprawę że walka to tylko chwilowy problem i nawet jeśli pokonają przeciwnika, to wciąż nie załatwi to problemu Jean, uwięzienia w krysztale, czy nawet problemów z samym cesarzem. Logan był jednak prostym człowiekiem i lubił rozwiązywać problemy jeden po drugim. Zresztą może razem z innymi zajmie imperatora na tyle długo, aż ktoś wpadnie na jakiś plan wydostania się stąd. Poza tym tak długo jak cesarz walczył z nimi, tak długo pozostali byli w miarę bezpieczni poza jego uwagą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cyclops

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Wto Mar 21, 2017 2:37 pm

Laser Scotta i kosmity nie był wystarczający, żeby zrobić przeciwnikowi większe szkody.
Na dodatek kontra w postaci uderzenia nogą o ziemię prawie zmiotła Logana i na dodatek jeszcze bardziej zniszczyła podłoże.
No właśnie... podłoże.
Cyclops miał pewien pomysł i mógł nawet wypalić.

-Logan. Postaraj się uderzać go jak najmocniej, żeby stracił równowagę. A ty Gladiator, skieruj wiązkę lasera w podłoże pod nim. - powiedział do kosmity i swojego towarzysza, sam kierując wiązkę lasera w ziemie licząc, że po osłabieniu gleby, która wykonał przeciwnik stopą, uda się go powalić, a może nawet i zniszczyć całkowicie ziemi a ten spadnie w nicość.
W tym samym czasie kosmita uderzył Gladiatora i zauważył, że oberwała również Rogue.
Teraz i tak Summers nie mógł jej pomóc, a może wykorzystać to, że tamten skupił się na nich.
Dlatego ustawił moc w wizjerze prawie na pełną i zaczał uderzać w ziemie pod kosmitą.

- Szybko uciekajcie z tamtąd na inne kawałki ziemi. - wykrzyczał robiąc mniej wiecej obryz dookoła kosmity, licząc że każdemu uda się uciec włącznie z Wolverinem i Rogue.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Nie Mar 26, 2017 4:33 pm

Brak odpowiedzi ze strony Jean w żaden sposób na nią nie wpłynął. W jakimś stopniu nawet się tego spodziewała, nie czuła więc rozczarowania. Ona miała stoczyć swój pojedynek i prawdopodobnie była w pełni skupiona tylko na nim. Za to kontakt z Lilandrą po chwili przyniósł od niej reakcję, ale słowa które pojawiły się w jej głowie nie były zbyt obiecujące. Owszem, mieli podstawy sądzić, że brat kobiety nie opanował jeszcze pełni swoich możliwości, ale aby na pewno była to dobra wiadomość? Rogue miała wątpliwości. W międzyczasie sam przeciwnik postanowił wykorzystać ich moment zawahania i przystąpił do kontrataku, w dodatku na kilku płaszczyznach. Najgorsze w skutkach dla Anny wcale nie były wysuwające się z podłoża kolce, lecz silne uderzenie wymierzone w Gladiatora tak nieszczęśliwie, że jednocześnie i Rogue stała się w jego wyniku poszkodowana.
Wbrew temu co można by sądzić ten upadek wcale nie wyrządził jej krzywdy, nie czuła się obolała. Sprawdziła jednak, czy nie doznała żadnych obrażeń, bo coś takiego było dość nieprawdopodobne i wtedy poznała przyczynę tego stanu rzeczy. Otaczała ją aura podobna do tej która pokrywała Jean/Phoenix. Delikatne, nie tak silna, ale Anna nie miała wątpliwości, że to ona sprawiła, że nic się jej nie stało. Mimo to z pewną dozą ostrożności zaczęła zbierać się z podłoża, obserwując skutki uderzenia, które odesłało ją i Gladiatora aż tutaj. Właśnie, Gladiator. On oberwał najmocniej, ale i tak całość przyjął dość dobrze. Nie wyglądał specjalnie gorzej niż ona. Mimo to zwlekał z kolejnym ruchem. Może jednak było z nim gorzej niż można było ocenić na pierwszy rzut oka? Z Gladiatorem było związanego też coś jeszcze. Coś czego Rogue nigdy do tej pory nie doświadczyła. Wszystko mówiło jej, aby go dotknęła, skorzystała z mocy. Przystanęła obok tuż obok niego i wtedy się zaczęło.
- Przepraszam. – cicho wymamrotała zdając sobie sprawę z tego, że to zajście z całą pewnością nie będzie dla niego przyjemne. Dla nikogo nie było. Kierowana instynktem nawet nie zwróciła uwagi na to kiedy z jej dłoni zniknęła charakterystyczna para rękawiczek. Przymknęła oczy i pozwoliła, by wszystko potoczyła się swoim torem. Nie walczyła, nie powstrzymywała się, choć nie miała przecież pewności skąd wzięło się w niej to nagłe przekonanie o słuszności takiego postępowania. Czuła tylko, że może mieć to związek z przekazaną jej cząstką Phoenix, a może to jej chęć pomocy i pokazania tego, że i ona może się do czegoś w tej sytuacji przydać wzięła nad nią górę? Mniejsza z tym. Nikt nie powinien mieć jej tego za złe, bo i tak nie mają wielu innych możliwości, a jeśli do tego uda im się wyjść z tego pojedynku cało, tym bardziej odbierze argumenty ewentualnej krytyce. Niech się dzieje…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3783
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pon Mar 27, 2017 2:51 pm

Rozmowy telepatyczne miały to do siebie, że mogły rozgrywać się trochę szybciej od tych tradycyjnych - i tak właśnie było tym razem. Może i różnica nie należała do ogromnych, lecz w trakcie walki każda sekunda miała znaczenie, szczególnie przy planowaniu następnych kroków albo ostrzeganiu się o zagrożeniu. Dzięki temu Lilandra mogła odpowiedzieć na pytanie Wolverine'a praktycznie natychmiast:
-"Pomoże"- w tym krótkim zapewnieniu zawierało się tak naprawdę wszystko. Być może kosmitka w jakiś sposób sprawdziła stan swojego towarzysza, a może na tyle dobrze znała jego możliwości - lub pokładała w nim taką wiarę - że po prostu założyła, iż ten zdąży dojść do siebie po oberwaniu... Grunt, że brzmiała na pewną swego.
Kolejne ciosy Logana ukruszyły więcej materiału z nogi przeciwnika. Gigant nawet nie próbował jej odtworzyć, a jego uwaga jeszcze przez kilka sekund skupiała się na odrzuconych od reszty grupy Rogue i Gladiatorze... Oczy Cesarza zwęziły się, czoło zmarszczyło, na jego obliczu zagościło coś w stylu podejrzliwości - której źródło nie było jednak jasne. Dopiero pierwsze problemy z utrzymywaniem równowagi w końcu sprawiły, że skierował wzrok w dół, szukając źródła problemu.
Na jego nieszczęście w tym samym czasie Cyclops zdecydował się skierować swoje promienie optyczne w ziemię przy jego stopach, na skutek czego w powietrze znów wzbiła się chmura pyłu, całkiem nieźle maskująca Wolverine'a i pozwalająca mu rozpocząć wspinaczkę po jednej z nóg olbrzyma. Dla wroga nie był to jedyny problem; lasery zaryły w podłoże, pozostawiając w nim spore wgłębienia, choć początkowo nie na tyle poważne, aby miały przebić się przez tyle metrów skały. Przy okazji mogło to oznaczać, że pozostałości Pierwszej Planety składały się ze szczególnie gęstych minerałów - na pewno twardszych od ziemskich kamieni.
-"To nie będzie przyjemne"- rozległ się kolejny głos, żeński, lecz tym razem nie Lilandry. Najprawdopodobniej była to Nightside, gdyż czarna plama, w której kosmitka podróżowała, nagle zmieniła strategię. Zaczęła rosnąć, rozszerzać się, lecz wyraźnie nie następowało to łatwo; przypominało rozciąganie na siłę materiału, który starał się stawiać opór. Mimo to postępy dało się zauważyć gołym okiem.
Wszystko to trwało dosłownie moment, a w tym czasie Rogue zdążyła sięgnąć ku Gladiatorowi. Poczynania pozostałych odwróciły od nich zainteresowanie Cesarza, przynajmniej na chwilę, ale nie sposób było stwierdzić kiedy przeciwnik zaatakuje ponownie. Na szczęście moce kobiety działały szybko... I - w tym wypadku - nietypowo. Najwyraźniej Phoenix Force nie tylko popychało mutantkę do akcji, ale i dawało jej coś od siebie.
Pierwszy przyszedł nagły natłok informacji. Ta część była zapewne znajoma. Wiedza i wspomnienia przeplatały się ze sobą, bo w końcu Rogue otrzymywała losowe urywki jednego i drugiego. Co nieco obrazów z wyraźnie zaawansowanej technologicznie i wysoko rozwiniętej krainy... Potem cała masa scen z kosmosu, oglądanego bez żadnej bariery - jak gdyby Gladiator rzeczywiście latał bezpośrednio w bezkresnej przestrzeni, czasem przy zamieszkanych planetach, innym razem tuż przy jaśniejących gwiazdach... Całkiem sporo danych na temat pilotowania przynajmniej jednego z okrętów Shi'ar - oraz o kilku stylach walki wywodzących się z Imperium...
... Tyle że wraz z tym wszystkim pojawiło się coś jeszcze, coś, co w pierwszej kolejności objawiło się oderwaniem stóp Rogue od ziemi - początkowo na zaledwie kilka centymetrów, gdyż utrzymywanie kontaktu fizycznego z Gladiatorem uniemożliwiało jej uniesienie się wyżej. Wiedza jak latać znajdowała się w głowie kobiety, lecz zdawała się być jednocześnie nowa i znajoma, więc w pierwszych chwilach wymagała skupienia... Jak gdyby trzeba ją sobie było dopiero przypomnieć, powtórzyć. Ciało musiało się przyzwyczaić.
Dłuższy dotyk okazał się być jednak niemożliwy - gdyż przerwał go sam kosmita. Chyba głównie z powodu wstępnego szoku nie zrobił tego od razu, tylko po kilku sekundach, ale gdy już się otrząsnął - natychmiast szarpnął się do tyłu. Na jego twarzy malowało się przede wszystkim zaskoczenie, może wręcz oszołomienie, lecz nie wyglądało na to, aby miał zaraz stracić przytomność; powalenie go zapewne wymagałoby dłuższego kontaktu, więc teraz musiał być jedynie osłabiony.
-Co to...- zaczął, w dodatku na głos, a nie telepatycznie - ale prędko sam zamilkł i gwałtownie potrząsnął głową. Być może uznał, że na polu walki nie było czasu na dociekanie takich kwestii, a już na pewno nie teraz, gdy ich towarzysze kontynuowali starcie... I pomimo pierwszych sukcesów nie radzili sobie za dobrze?
Do tej pory promienie optyczne Cyclopsa co prawda nie zniszczyły całej płyty, lecz w znacznym stopniu ją uszkodziły, utrudniając Cesarzowi stąpanie po niej - i przy okazji wytrącając go z równowagi. Gigant odchylił się do tyłu... I w końcu zleciał z podłoża, z Loganem wciąż wbitym z tyłu. Na świętowanie byłoby jednak o wiele za szybko: przeciwnik osunął się co prawda sporo metrów w dół, ale zatrzymał się na takiej wysokości, że ziemia znajdowała się mniej więcej przy jego pasie - i nie wyglądał na zadowolonego.
-Skoro taki jest wasz plan...- rzucił i było to jedyne ostrzeżenie, nim uniósł rękę ponad głowę, zacisnął dłoń w pięść i wreszcie z rozpędu uderzył nią w tę bliższą mu - i uszkodzoną przez Cyclopsa - podstawę, na której wciąż jeszcze znajdowała się część Shi'ar. Kosmici nie mieli dokąd uciec; odległość do następnego kawałka gruntu była zbyt duża, aby mogli ją przeskoczyć, w innym wypadku zrobiliby to już wcześniej... Na szczęście Nightside z wyprzedzeniem zaczęła pracować nad rozwiązaniem i teraz jej czarna plama ruszyła za spadającymi towarzyszami, wyłapując ich w locie, a następnie dosłownie ich w sobie pochłaniając. Ich krzyki ucinały się dokładnie w momencie zniknięcia.
Przez cały ten czas Wolverine nie napotykał większych problemów; Cesarz na ogół skupiał się na kimś lub czymś innym, pozwalając mu na wspinaczkę. Oczywiście poruszał się, co samo w sobie stanowiło pewne utrudnienie, a zachodzące dookoła zmiany również mogły rozpraszać... Szczególnie zniszczenie jednej z podstaw, której resztki pod postacią kamieni i pyłów lewitowały teraz w przestrzeni. Wszystkie co większe fragmenty Pierwszej Planety przesuwały się dość daleko od olbrzyma, czyli i od Logana; oznaczało to, że gdyby zechciał zeskoczyć, to tak naprawdę nie będzie miał gdzie wylądować.
Pierwsze cięcie pazurami przy szyi nie wywołało żadnej reakcji wroga - drugie tak naprawdę również umknęło jego uwadze. Trzecie jednak niestety go już zainteresowało, być może przez odgłosy, a może z powodu powstającej niestabilności głowy. Cesarz obrócił ją, aby spróbować spojrzeć za siebie, a w tym samym czasie przeniósł za siebie rękę, aby otwartą dłonią uderzyć w swój kark, na którym znajdował się Wolverine. Przypominało to polowanie na komara, ale przynajmniej na chwilę zajęło przeciwnika.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Wto Kwi 18, 2017 1:52 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wolverine

avatar

Liczba postów : 176
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pon Kwi 03, 2017 10:52 am

Logan będąc przyczepionym do cesarzowych pleców nie miał najwygodniejszego miejsca do obserwacji pola walki. Racja, był wysoko, ale wciąż poruszająca się sylwetka manipulatora przeszkadzała mu w dokładnej ocenie pola walki. Sama wspinaczka całe szczęście nie była aż tak trudna. Owszem, blok skały po którym się wspinał prowadził właśnie potyczkę z jego kompanami przez co ciągle pozostawał w ruchu, ale całe szczęście nie zwracał uwagi na samego Wolverina. Wspinał się już w gorszych warunkach. Przynajmniej nikt teraz do niego nie strzelał. Tak więc metodycznie, szpon za szponem, posuwał się naprzód.
Gdy w końcu dotarł na szczyt, a właściwie do ramion, zabrał się do pracy. Trzymając się wciąż jedną ręką dla asekuracji, uderzał w kark cesarza metodycznie raz za razem niczym drwal, albo górnik. Każdy cios odłupywał coraz więcej skały, a na całe szczęście główny zainteresowany pozostał wciąż niezainteresowany. Dopiero za którymś ciosem cesarz widocznie zorientował się co się dzieje. Może to dlatego że odgłosy laserów Gladiatora i Cyklopa na moment ucichły i w końcu usłyszał dziwny metaliczny chrzęst w okolicach swojej szyi.
- Przyznam, synek, że spodziewałem się że w powaleniu cię pomogą mi moi kumple... - zaczął gdy cesarz ewidentnie uniósł dłoń, aby go nią zmiażdżyć. Brat Lilandry prawdopodobnie go usłyszał, skoro mówił mu niemal do ucha. Liczył na to że szczególnie sprowokuje do ataku kolosa, jeśli z niego zadrwi. Odczekał spokojnie do idealnego momentu, licząc na to że imperator nie widzi szczególnie dobrze swoich pleców i karku, a chciał dać mu jakiś cel do uderzenia. W ostatnim momencie schował po prostu szpony i zleciał w dół ciągnięty siłą grawitacji. -...ale jak bardzo chcesz, to możesz to być ty sam. - dokończył lecąc w dół gdy dłoń cesarza z łoskotem uderzyła w nadwyrężony kark. Gdy był w połowie pleców jeszcze raz wysunął szpony aby zamortyzować nimi upadek. Pozostawiło to na plecach cesarza bruzdy jak na bardzo kochanym drapaku dla kotów.
Początkowo planował wiać co sił w nogach spodziewając się lawiny walących głazów, albo całego cielska kolosa, jednak dopiero na dole zwrócił uwagę, że skończyła mu się przestrzeń do manewrów.
Kątem oka zauważył jednak że Nightshade wyłapuje swoją mocą spadających w pustkę załogantów okrętu Shi'Ar. Z typową dla siebie karkołomnością pognał w tamtą stronę i z całej siły wybił się w powietrze. W połowie lotu zastanowił się jeszcze czy dobrze zrobił, bo o ile ktoś go nie złapie, to wolałby chyba dać się zgnieść skałom, niż wylądować w otchłani kosmosu. Na tego typu rozważania było już jednak za późno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3783
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Wto Kwi 18, 2017 2:33 pm

Krzyk cesarza, który rozległ się w momencie zderzenia jego dłoni z karkiem, miał w sobie więcej złości i frustracji niż bólu... Bo tego ostatniego właściwie w ogóle nie dało się wyłapać. Nic dziwnego, skalny twór już kilka razy dowiódł, że nie odczuwał tego, co działo się z jego fizyczną formą. Miało to swoje plusy i minusy, lecz w tym wypadku dla X-Men zmieniało chyba niewiele... Najważniejsze wydawało się bowiem to, że plan Wolverine'a zadziałał i ten jeden cios kolosa wystarczył, aby sam rozbił część swojej postaci - praktycznie odłupując sobie głowę od całej reszty ciała.
Co ciekawe, na tym nie zatrzymało się niszczenie olbrzyma; po jego sylwetce prędko pomknęła seria głębokich pęknięć i w kilka sekund po utracie głowy cesarz dosłownie się roztrzaskał - z siłą, która posłała większe i mniejsze odłamki w każdą stronę. Niektóre były drobne jak przeciętne pociski, inne przypominały spore głazy... A więc i szkody mogły wyrządzić różnego rodzaju, lecz wszystkie były potencjalnie niebezpieczne. Wystrzelone w ten sposób pozostałości wroga sięgnęły aż do płyty, na której znajdowali się teraz niemalże wszyscy przebywający jeszcze na zewnątrz.
Skoro zaś już o tym mowa, to Wolverine słusznie liczył na to, że ktoś złapie go w locie. Nightshade zdążyła wykręcić w powietrzu na czas, aby jego również wchłonąć w swoją czarną powłokę... Tyle że mężczyzna prędko przekonał się, iż nie było to wcale miłe doświadczenie. Przede wszystkim od razu poczuł niesamowite zimno, lecz nie po prostu fizyczne. To sięgało o wiele głębiej, do umysłu i do duszy, na siłę przywołując na myśl negatywne wspomnienia - te smutne i te straszne, liczne, wiele na raz... Zdolność ta musiała mieć jednak ograniczony zasięg, gdyż nie ruszała tego, czego Wolverine i tak sam nie pamiętał.
W rzeczywistości Logan przebywał w tworze Nightshade przez kilka, może kilkanaście sekund, lecz mogło mu się zdawać, iż trwało to wieki. W końcu jednak został z niego dosłownie wypluty - prosto na ten fragment podłoża, na którym czekali pozostali. Przynajmniej dzięki temu wszystkiemu uniknął ataku odłamkami... Lecz najwyraźniej nie był to koniec zabawy z cesarzem.
Atmosfera zaczęła się zmieniać. "Niebo" wyraźnie się odbarwiało; wcześniej przypominało po prostu przestrzeń kosmiczną, lecz teraz jakby zbierały się na nim gęste chmury lub coś do nich podobnego - i mieniącego się nieprzyjemnymi odcieniami pomarańczu, żółci i czerwieni. Kłęby poruszały się, tworzyły okręgi o coraz większych promieniach... I wirowały, niektóre zgodnie z ruchem wskazówek zegara, inne zaś przeciwnie do niego.
Powietrze również zostało wprawione w ruch, stopniowo nabierając prędkości, aby utworzyć dość silny wiatr - także poruszający się na planie koła. Nie było to może jeszcze tornado, no i średnica wydawała się na nie za duża, ale efekt i tak był niemiły, szczególnie na odkrytej skórze... A mniejsze odłamki unosiły się, aby krążyć wraz z powietrzem - znów służąc za pociski.
Wreszcie spośród chmur w ziemię uderzyła błyskawica, która bez trudu rozłupała kamienne podłoże w środku grupy - i pozostawiła w nim wgłębienie. Pomiędzy kolorowymi kłębami pojawiło się więcej wyładowań, błyskających co chwilę, mogących w każdym momencie zaatakować. Wyglądało na to, że pozbawienie cesarza ciała zmusiło go do zmiany strategii.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Rogue

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Wto Kwi 25, 2017 6:58 pm

W jednej chwili mnóstwo obrazów i informacji pojawiło się w jej głowie. Była nimi lekko oszołomiona. Na pierwszy rzut oka nie miały one żadnego sensu, były poszarpane, z czasem jednak zaczynały układać się w odpowiednie fragmenty wiedzy i wspomnień Gladiatora. Wśród nich były i takie, które w innych okolicznościach mogłyby im się przydać w powrocie do domu, inne powinny wspomóc Annę w toczącym się pojedynku, a jeszcze inne były tylko przypadkowymi cząstkami większej całości i nic jej nie mówiły. Nie zwracała uwagi na to co działo się z innymi, była skupiona na opanowaniu wszystkiego co działo się jej umyśle. Chciała zerknąć na mężczyznę i dopiero wtedy to dostrzegła. Nie była pewna dlaczego wcześniej nie zwróciła na to uwagi, dlaczego tego nie wyczuła, ale unosiła się w powietrzu. Niezbyt wysoko, właściwie ledwie oderwała stopy od podłoża, ale i tak oniemiała. Razem z kontaktem musiała przejąć nie tylko wiedzę i umiejętności Gladiatora, lecz także cząstkę jego mocy. W związku z tym z początku nawet tego nie odnotowała, wydawało jej się to czymś naturalnym. Wciąż robiła to raczej przypadkowo, nieświadoma tego jak tę umiejętność wzbudzić i uśpić, ale czuła, że wkrótce to sobie „przypomni”.
Nie chciała go puszczać. Chciała trwać w tym stanie jak najdłużej, lecz on nie był tego samego zdania. Uciekł spod jej dotyku, a na jego twarzy malowało się zaskoczenie. Nie był pewien tego co właśnie się wydarzyło. Zresztą ona też nie, przynajmniej nie do końca. Niektóre skutki były typowe dla jej mocy, inne były natomiast czymś nowym. Domyślała się, że miało to związek ze znajdującą się w niej cząstką Phoenix Force.
- Później. – odpowiedziała oszołomionemu mężczyźnie. Nie mieli czasu na wyjaśnienia. Dookoła wciąż toczyła się walka i muszą pomóc swoim przyjaciołom. Na opowieści o tym co się zdarzyło przyjdzie pora, gdy wygrają. Muszą za wszelką cenę powstrzymać cesarza, nie mogą pozwolić, by ten w swoim szaleństwie doprowadził do zagłady znanego im świata.
Przyglądała się starciu wciąż nie do końca pewna swoich możliwości. Nie mogła przecież bezmyślnie ruszyć póki nie zrozumie możliwości, które zyskała podczas kontaktu z Gladiatorem. Starała się skupić na wspomnieniach dotyczących latania, spojrzała także na wojownika jakby pytając się co powinna uczynić. W głowie miała wszystko czego potrzebowała, musiała to jednak uporządkować, być może potrzebowała jakiegoś impulsu.
Tymczasem pozostałym nie szło najlepiej. Wściekły cesarz zniszczył fragment podłoża na którym wciąż przebywali jego podwładni. Byli straceni, tak myśl przemknęła w umyśle Anny. Nawet nie wiecie jak bardzo ucieszyła się, gdy okazało się, że była w błędzie. Towarzyszka Gladiatora, Nightside, przeszła do działania i wydawało się, że jej plan może osiągnąć sukces. Całe zamieszanie pomogło Loganowi w dalszym egzekwowaniu swojego pomysłu. Niebezpiecznego, jak zawsze, ale mogącego się powieść. Tego potrzebowali. Jakiejś nadziei. Zanosiło się na to, że może im się udać. Nieprawdopodobne wyczyny Wolverine’a sprawiły, że cesarz wielkiego imperium sam doprowadził do zniszczenia swojej powłoki. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw, ale przeczuwała, że to jeszcze nie koniec ich problemów. Logan na szczęście został uratowany przez Nightside tak samo jak uczyniła to ze swoimi rodakami. Wciąż byli na nogach. Anna obserwowała wystrzelone odłamki ciała pokonanego przeciwnika, starając się uniknąć tych fragmentów, które mogły lecieć w jej kierunku. Dopiero wtedy przeniosła wzrok na innych, doglądając czy ktoś nie ucierpiał, tudzież jakie straty ponieśli, gdyż prawdopodobieństwo, że wszystkim się udało, było wg niej niewielkie. Zbliżyła się do Logana, który pojawił się na płycie zaraz po tym, wciąż starając się unosić w powietrzu. Chciała, by ciało przywykło do tego uczucia, by mogła pozwolić sobie na więcej.
- Nic ci nie jest? – spytała, z oczywistych powodów nie oferowała mu jednak pomocy, jeśli takowej potrzebował po tym jak wylądował na podłożu. – Dobra robota, głupcze. – dodała chwaląc jego poczynania, a jednocześnie za to samo go ganiąc. Udało mu się, ale jakie miał gwarancje, gdy podejmował się tego karkołomnego zadania? Nie licząc ogromu nowej wiedzy, wciąż była przecież w jakimś stopniu sobą. Nie dane było im jednak długo cieszyć się z sukcesu Rosomaka. Tak jak przypuszczała, to jeszcze nie był koniec. Pojedynek przechodził dopiero w następną fazę. Nad ich głowami działo się coś dziwnego. Można było odnieść wrażenie, że w jakiejś odległości nad nimi tworzą się chmury. Ale czy było to w ogóle możliwe? Nawet jeśli wcześniej bez chwili zawahania odpowiedziałaby przecząco, tak nie mogła przecież kłócić się z tym co widziała na własne oczy. Coś nieprawdopodobnego miało właśnie miejsce. Pojawił się wiatr, który z każdą sekundą powoli nabierał na sile. W końcu był na tyle silny, by wprawić w ruch niektóre z wcześniej roztrzaskanych fragmentów ciała cesarza. To nie koniec. Błyskawica, która ni z tego ni z owego uderzyła w płytę, zdołała dość poważnie uszkodzić płytę, na której się znajdowali. Nie wróżyło to nic dobrego. Wkrótce może rozpętać się prawdziwe piekło.
- Jak niby mamy walczyć z burzą? – takie określenie tego zjawiska wydawało się jej najodpowiedniejsze. Nie mogła przecież porównać go z niczym innym. – Ktoś ma jeszcze jakiś genialny plan? Biorę wszystko, nawet najgłupsze pomysły. – rzuciła do wszystkich sama także starając się odnaleźć coś na czym mogliby oprzeć kolejne działania. Nie mogą przecież bezmyślnie czekać, bo to doprowadzi tylko i wyłącznie do ich zguby. Może razem z mocą latania, przejęła od Gladiatora także coś jeszcze? Coś co na przykład do tej pory ukrywał? Nie pokładała w tej myśli większych nadziei, ale i tak nie widziała innych opcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 176
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Wto Kwi 25, 2017 7:48 pm

"I'm są więksi, tym...cośtam cośtam". Pomyślał sobie Logan, gdy ogromny posąg cesarza pomógł mu zdekapitować własnego siebie. Jak na kogoś wszechpotężnego cesarzowi widocznie brakowało doświadczenia w czymkolwiek związanym z walką.
Niestety na tym plan Rosomaka się skończył, bo nie zdążył nawet wylądować stabilnie na jednej ze skalnych platform, a sylwetka cesarza rozpadła się z impetem na setki kawałków niczym przedziwny magiczny szrapnel. Logan rzucił się na ziemię, ale i tak jeden z nich wbił mu się w plecy. Czując lepiącą mu się do pleców koszulę i stojąc na skraju skalnej półki na wpół skoczył, na wpół dał się wystrzelić falą uderzeniową w pustkę.
Szybka powtórka z własnych koszmarów podziałała na niego niczym kubeł orzeźwiającej wody. Logan prawdopodobnie przeszedł najgorsze rzeczy z obecnych tutaj, a w przeciwieństwie do innych nigdy do końca się z nią nie rozliczył. Ktoś mógłby pomyśleć, że przeżycie na powrót broni X, wojen, śmierci bliskich i innych nieszczęść mogłoby bardziej wpłynąć na kogoś takiego jak Logan. Problem polegał na tym, że Rosomak żył przeszłością bardziej nawet niż teraźniejszością, a moc Nightshade nie pokazała mu więcej, niż widziałby każdej nocy, po których budził się zlany potem. Przeszłość wcale nie podziałała negatywnie na Rosomaka. Wręcz przeciwnie, gdy tylko kobieta odstawiła go bezpiecznie na miejsce wraz z innymi rozbitkami poczuł nieprzeniknioną chęć nie dopuścić, by po tej przygodzie przybyło mu tego typu wspomnień.
-Taaa....-odparł Annie otrzepując się i wyrywając odłamek z pleców. - Znasz mnie. I Dzięki. Ktoś musiał rozwalić tego gościa gdy wy byliście zajęci przytulaniem się. - powiedział do uszczypliwie, ale nie złośliwie. Od takie potyczki. Nie od dziś byli przyjaciółmi. Zaraz, zaraz... Czy ona tu podleciała?
Oczywiście nie był to koniec cesarza, co Logan skomentował głośnym przekleństwem. Pogoda zmieniła się diametralnie. Rozszalały wiatr unosił ostre odłamki i ciął za ich pomocą ciała zebranych. Na Loganie drobne nacięcia goiły się niemal natychmiastowo. Nie czyniło to jednak z tego uczucia nic wiele przyjemniejszego. Przypominało to niekończący się szlif po asfalcie po upadku z motocykla. Logan Ryknął gniewnie. Byli tutaj zupełnie wystawieni. Nie było niczego za czym można by się schować lub wykorzystać. Instynktownie zasłonił ciałem kilku cywili przed wiatrem i stanął tak by stać do niego plecami i zasłaniać jak największą powierzchnię.
To wcale nie było końcem atrakcji. Chwilę potem potężna błyskawica znowu roztrzaskała kolejną z platform na której stali, a z chmury wyładowań trzaskały kolejne błyskawice.
Był niemal zbity z tropu. Wciągnął powietrze jakby licząc na to że w tym czasie cesarz chowa się za jednym z kamieni. Na to jednak chyba nie było szansy. Pozostało mu więc tylko czekać aż ich przeciwnik znowu się zmanifestuje.
- Nie wiem mała, wielki piorunochron? - rzucił przez zęby bo wciąż męczył go ból porozdzieranych pleców. - Wygląda na to że druga runda należy do ciebie, Rouge. Nie przejęłaś przypadkiem po Ororo interesu z piorunami, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3783
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pon Maj 01, 2017 8:36 pm

W przypadku Rogue - jak się szybko okazało - unikanie szybujących odłamków nie miało tak naprawdę większego sensu; część z nich udało jej się wyminąć, lecz te, które uderzyły w jej ciało, tak czy siak nie wyrządziły mu żadnej szkody. Kobieta poczuła co prawda kontakt, lecz nie bolał tak bardzo, jak pewnie powinien... Ale chyba nie powinno jej to dziwić, bo w końcu Gladiator wykazywał się wysoką odpornością i wytrzymałością. Najwyraźniej one również na nią przeszły. To i latanie... Co jeszcze? Zapewne nadludzka siła, którą kosmita zaprezentował, choć trzeba byłoby to sprawdzić w praktyce.
Podczas gdy X-Men rozmawiali, Nightside starała się pozbierać resztę Shi'ar do swojego tworu; najwyraźniej uznała, że w środku będą bezpieczniejsi, nawet jeżeli samo doświadczenie nie będzie dla nich przyjemne. Część z kosmitów była już zresztą ranna, niektórzy oberwali kamieniami, inni - w mniejszym stopniu - poocierali się podczas przemieszczania się po płytach... Lecz teraz powoli ich ubywało i chyba tylko Gladiator - znów utrzymujący się w powietrzu i obserwujący wszystkie te niepokojące zmiany pogodowe - miał pozostać na zewnątrz.
Wolverine akurat zdążył skończyć mówić, gdy znów odezwał się wspomniany przez niego interes z piorunami: kolejna błyskawica wystrzeliła ku ziemi, tym razem większa i potężniejsza od poprzedniej, a do tego lepiej wycelowana... Bo w końcu miała mniej obiektów do wyboru. Uniknięcie czegoś takiego - prześcignięcie światła - graniczyłoby z cudem... A jednak w ostatnim momencie piorun odbił na boki, rozgałęził się, zamigał - i pozostał już widoczny. Elektryczność spływała słupem z nieba, prędko kształtując się niemalże w humanoidalną, choć uproszczoną postać... Ale bardzo niestabilną, nieregularną, jak to czysta energia. Chyba cesarz się rozwijał, a to - zgodnie z wcześniejszymi słowami Lilandry - nie zwiastowało niczego dobrego.
Tryumfalny śmiech wypełnił otoczenie, choć zdawał się dobiegać z każdej strony jednocześnie, a nie od tej nowej formy przeciwnika. Zarówno Nightside, jak i Gladiator prędko odsunęli się od niej na kilka metrów, choć mężczyzna znajdował się wyżej i na przedzie, zaś czarna plama kosmitki usytuowała się niżej, a do tego za nim. Nic dziwnego, skoro chroniła w sobie sporo osób... A - teoretycznie - światło stanowiło przeciwieństwo ciemności, więc być może ta energia mogłaby jej w jakiś sposób zaszkodzić.
Gladiator nie czekał na kolejny atak ze strony cesarza; jego oczy rozpaliły się i wystrzeliły z nich dwa promienie, skierowane mniej więcej tam, gdzie powinna wypadać klatka piersiowa przeciwnika. Niestety akcja ta nie przyniosła praktycznie żadnego efektu, przynajmniej zauważalnego, gdyż laser po prostu przeszedł gładko na drugą stronę, a śmiech wroga nawet przy tym nie ustał. Na twarzy Gladiatora rysowała się irytacja, ale i zacięcie, choć mężczyzna przerwał swoje poczynania.
Niestety na odpowiedź przeciwnika nie trzeba było długo czekać. Z jego ciała odłączył się strumień energii, który wycelował prosto w X-Men... Lecz zanim jeszcze zdołał w nich trafić, naprzeciw wyszło mu coś pokroju bariery - mieniącej się czerwienią i złotem, przypominającej rozchodzące się wąsko płomienie. Osłona wzięła swój początek przy Rogue i prędko się przesunęła, aby chronić wszystkich i blokować atak cesarza... Ale choć w pierwszej chwili radziła sobie świetnie, to zaraz potem zaczęła się już cofać - pod naporem błyskawic, których od nowej formy cesarza uderzało coraz więcej i to z różnych stron. To była kwestia sekund...

***

Przy okazji, Rogue, edytowałem Twoją kartę. Trochę przed czasem, ale co tam.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wolverine

avatar

Liczba postów : 176
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Pią Maj 05, 2017 9:26 am

Sytuacja wyglądała coraz gorzej. Małe ostre fragmenty skał siekały skórę Rosomaka, lecz ta momentalnie się goiła, pozwalając kolejnym drobinom znowu ją rozszarpać. Oczywiście nie oznacza to wcale że nie czuł bólu. Wręcz przeciwnie, bycie ścieranym żywcem sprawiało, że aż zaciskał zęby w wyniku ciągłego uczucia rozrywania skóry. Ale jak już dzisiaj się okazało ból był dobry. Ból oznaczał że wciąż żyjesz.
Co wcale nie oznaczało że za chwilę miałoby się to nie zmienić. Z ulgą zauważył że Nightshade zabiera cywili z pola walki. Ich obecność nigdy nie pozwalała mu się skupić na walce. Perspektywa ukrycia się pod płaszczem ciemności wydawała się kusząca, ale szybkie wspomnienie kadzi broni x, oraz ogólne poczucie niedokończonego obowiązku sprawiły że pokręcił przecząco głową.
Kolejny z gromów przeszył powietrze i Rosomak już cały się spiął oczekując przyjęcia uderzenia, jednak ku jemu zaskoczeniu strumień światła skręcił nagle i przybrał humanoidalną postać. Nietrudno się było domyślić że to cesarz nie miał jeszcze dość i szykował się już na dogrywkę.
Na szczęście od razu zajął się nim gladiator. Logan zyskał sobie chwilę na rozejrzenie się po okolicy. Wielki piorunochron, tak? Szkoda że w okolicy nie znajdowało się nic metalowego, tylko gołe skały. Nawet po ich statku nie został żaden ślad. W tym czasie atak Gladiatora nie przyniósł skutku. Rosomak i tak nie pokładał w nim zbyt wielkich nadziei. Była to chyba raczej próba sił, niż coś na co kosmita stawiałby w walce.
Cesarz jednak nie bawił się w próbowanie i od razu z całą mocą wystrzelił w niego i Annę. Kolejne spięcie mięśni w oczekiwaniu na uderzenie które jednak nie nastąpiło. Dziwne płomienie przejęły na siebie część mocy cesarza. - Jean? - szepnął Logan rozglądając się za ukochaną. Okazało się jednak że źródłem mocy nie była Marvel Girl, tylko stojąca obok Anna. Dopiero teraz przypomniał sobie krótką scenę jaka miała miejsce między kobietami na statku Shi'Ar.
- Nieźle mała. Pokaż mu kto tu rządzi. - dopingował przyjaciółkę. Niestety w miarę natłoku ataków cesarza, bariera ognia stawała się z minuty na minutę słabsza. Gdyby poszło tak dalej pewnie i tak zostaliby razem porażeni.
Nagle Logan uświadomił sobie że jednak mają ze sobą coś metalowego. Puścił się więc bokiem, chcąc skupić na sobie uwagę cesarza. Jeśli zostałby rażony gromem zanim dobiegłby do celu swojego ataku, postara się wyhamować odrzut wbijając szpony w skałę, aby nie wypaść poza promień skalnej półki. Nie był pewien co by zrobi, gdy jednak uda mu się dotrzeć do cesarza. Odruchowo zaatakuje pewnie szponami. Kto wie, adamantium działa nawet i na hulki. Tak czy siak pewnie nie obejdzie się beż poważnego porażenia prądem. Jeśli do tego dojdzie spróbuje wbić szpony drugiej ręki w ziemię aby się uziemić.
Nie był pewien czy cesarzowi w jakiś sposób to zaszkodzi. Prawdopodobnie nie, a on sam mocno się przy tym upiecze, ale przede wszystkim da Annie chwilę na rozeznanie się w swoich nowych mocach i szansę na kontratak.
Oby Rouge uczyła się szybciej od cesarza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   

Powrót do góry Go down
 
Pierwsza planeta
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Pierwsza planeta
» Planeta Sin
» Siostrzana miłość - czyli która pierwsza rzuciła jedzeniem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna-
Skocz do: