Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala konferencyjna

Go down 
AutorWiadomość
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 411
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Sala konferencyjna   Czw Sty 12, 2017 2:59 pm

Sala konferencyjna jest miejscem, w którym drużyna Avengers spotyka się w celu przekazania sobie raportów, przedyskutowania spraw z jakimi są powiązane. Zapadają tu także decyzje, ogólnie pojęte obrady.
Jest to przeszklone pomieszczenie, którego widoczność może zostać ograniczona częściowo bądź całkowicie. Wyciszone, uniemożliwiające usłyszenie tego, co dzieje się w środku. Długi stół z wygodnymi krzesłami zwraca przede wszystkim uwagę, gdy tylko wejdzie się do środka. Sprzęt Starka wspomaga w przekazywaniu informacji, choć wraz z postępem technologicznym - wykorzystywane jest wszystko za pośrednictwem holograficznych wyświetleń i działań, kierowanych niekiedy przez sztuczną inteligencję, JARVISa.
Na prawo od wejścia znajduje się komoda z ekspresem do kawy, innymi napojami, butelkowaną wodą czy też wysokimi szklankami, które można wykorzystać. Ściana nośna jest przeszklona, wzmocniona i nic nie jest widoczne z zewnątrz.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 411
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna   Czw Sty 12, 2017 3:05 pm

| 1-2h po spotkaniu z Emmą

Carol chciała skorzystać z - w miarę - wolnego czasu w trakcie oczekiwania na przybycie Strażników Galaktyki. Chwila przerwy, choć zapewne była niedopuszczalna, była zarazem niesamowicie przez nią pożądana. Nic dziwnego, że postanowiła jednak zrobić swoje. Na początek - z pewnością wziąć prysznic, by wyzbyć się wszystkich trosk i ochłonąć po tych spotkaniach pełnych rewelacji. Ot, jakby faktycznie miało to jej pomóc w tym wszystkim. Pomijając oczywiste odświeżenie, to może i trzeźwość umysłu, i lepsze samopoczucie, gdy nie miała na sobie tego całego ciężaru.
Następnie Danvers napiła się czegoś, zjadła coś i usiadła. Po prostu; jakoby taka błaha czynność miała jej w tym wszystkim pomóc. Najprawdopodobniej tak też było. Otoczona swoimi rzeczami przynajmniej na moment czuła się lepiej, bardziej komfortowo, nie musieć choć przez chwilę zamartwiać się sprawami. Chciała na moment odsunąć je na dalszy tor, pozwalając sobie na ciszę, która pozwoli jej zebrać myśli. Mimo to, trudno było jej od tego wszystkiego uciec. Siłą rzeczy przejęcie się tym, czego zdążyła się dowiedzieć, miało większy wpływ.
Po przygotowaniu się, kobieta opuściła swoją kwaterę, by chwilę przed przybyciem - nareszcie zapowiedzianych - gości, skierować się do sali konferencyjnej.
Nie niosła ze sobą żadnych papierów i nie wiadomo czego jeszcze. Wszystko, co było jej potrzebne - znajdowało się w pomieszczeniu, do którego zmierzała. Ręce skrzyżowane na wysokości klatki piersiowej i nieco zadumane spojrzenie świadczyło nie tylko o zamkniętej postawie, ale także o zastanowieniu.
Zajęła miejsce u szczytu stołu, uruchamiając od razu jeden z paneli. Krótkie rozeznanie z tym, co aktualnie się dzieje w Wieży czy jej okolicach powinno być wystarczające. Zwłaszcza że JARVIS później poinformował Danvers o tym, że Gamora i Quill pojawili się w Avengers Tower. Wyszła więc przed salę konferencyjną, jako że do tego pomieszczenia dostęp mieli jedynie członkowie drużyny.
Sygnał windy zwiastował zatrzymanie dźwigu, a zaraz rozsunął panele, dzięki czemu blondynka mogła zobaczyć zielonoskórą kobietę oraz mężczyznę, który wyglądał po prostu zwyczajnie, a zdążył już pokazać swoją klasę. Klasę, jaką najwidoczniej inaczej pojmował.
Dla zobrazowania - Mścicielka nie była w swoim stroju superbohaterki. Miała proste ubranie. Dopasowane, jasne spodnie dżinsowe i również jasną, damską koszulę.
Carol Danvers — przedstawiła się niemalże od razu, wyciągając rękę w ich stronę w celu formalnych zachowań; najpierw podała ją Gamorze. — Ms. Marvel — dodała po chwili, ażeby mogli choćby w ten sposób zorientować się, z kim będą rozmawiać. Starka nie było.
Gdy Strażnicy uścisnęli dłoń Carol, kobieta wskazała na salę konferencyjną, wpuszczając ich pierwszych. Bez słowa skierowała się ponownie na wcześniej zajęte miejsce i znowu je zajęła, patrząc na nich. Z ciekawości.
Może byli ciekawi, gdzie znajduje się Tony?

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna   Pią Sty 13, 2017 10:05 pm

Zacznijmy sprawę od początku. Quill nie czuł się dobrze w momencie, w którym usłyszał niemiłą nowinę o Knowhere. Jego miejsce, jego drugi dom był nagle pod atakiem nieznanej cywilizacji. Czy Peter miał zamiar stać bezczynnie na ziemi i pozwalać by z każdą kolejną sekundą stacja badawcza stawała się zwyczajną pustką? Aby nie usłyszeć żadnego sygnału SOS? Nie, nie chciał tego, dlatego też bladość na jego skóry przeszła w tamtym momencie w czerwień. Gryzł swoją wargę, aż w końcu ruszył za Gamorą w kierunku Avengers Tower. Quill miał teraz jeden cel - chciał obronić Knowhere, więc był gotów na wszelkie poświęcenia jakie miałyby nadejść ze strony Avengersów. Pisemne przeprosiny? Zgoda. Kilkanaście plaskaczy na swoją twarz? Zgoda, ale do cholery, ile miałby robić rzeczy, byleby tylko móc odpowiedzieć na sygnał i czym prędko kierować się do Cosmo, Mantis i reszty jego przyjaciół. Taki był naprawdę Peter Quill - w obliczu zagrożenia dla jego “rodziny” był w stanie poświęcić nawet swoje życie, honor czy tytuł.
Quill jechał windą wraz z Gamorą w absolutnej ciszy. Co chwila jednak ruszał się to z jednej strony do drugiej, powtarzając pod nosem “Knowhere”. Gdyby tylko zielonoskóra spojrzała na niego, zobaczyła jak jego mimika twarzy zmieniała się w każdej chwili - raz był zmieszany, zaraz był znowu wściekły, a jeszcze później smutny. Przytłaczająca sprawa nie dała mu zdrowego rozsądku.
W końcu drzwi otworzyły się, a przed dwojgiem ze Strażników stanęła blondynka, która zaraz wyciagnęła ku nim swoją dłoń w geście przywitania. Teraz zapewne Quill walnąłby jakimś tekstem lub pochwalił się swoim tytułem, ale to nie była ta sytuacja i to jeszcze nie w tej chwili. Dlatego też ograniczył się do zwykłego i najprostszego przedstawienia się. - Peter Quill. Strażnicy Galaktyki. - Pierwszy raz wypowiedział nazwę swojej drużyny z powagą. Jak gdyby napawała go duma, że był strażnikiem, gdyż notabene nim był z powodu mianowania go tytułem Star-Lorda przez Mistrza Słońca. Quill pamięta to spotkanie jak przez mgłę, ale to dzięki temu “bóstwu” lub tej “istocie” zawdzięczał to kim jest obecnie.
Zaraz jednak Peter nie pozwolił Gamorze wypowiedzieć się pierwszej. Nie było to po prostu z czystego braku grzeczności, a po prostu tak pilnej dla niego sprawy. - Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie, Ms. Marvel. Byłem wtedy pod silnymi emocjami i nie myślałem zbyt logicznie, za co naprawdę przepraszam zarówno ciebie jako przedstawicielkę Avengersów, ale także samego Tony’ego Starka. Jeśli będę musiał wykonać kilkanaście podpisów czy coś innego, dobrze, ale teraz jestem tutaj do was nie z moją osobistą pobudką, ale z prośbą o którą proszą kilka tysięcy istot na bazie Knowhere. Potrzebujemy waszej pomocy z naprawą statku lub częściowym dostępem do części. Nie chcę być wrogiem waszej organizacji, tak samo jak nie chciałbym, abyśmy mieli w przyszłości niesprzyjające warunki do rozmów. Ale teraz jest to dla mnie sprawa pilniejsza niż to co możecie o mnie sądzić. Tam chodzi o dzieci, istnienia. Po prostu niewinnych ludzi. Dlatego proszę. - Mogło wydawać się to komiczne, lub absolutnie przesadzone, ale Quill po prostu uklęknął na jednym kolanie, patrząc się w twarz Carol. - Nie zwracam się tutaj jako człowiek do człowieka, ale jako bohater do bohatera. Będę starał się ze wszystkich sił pokazać, że zasługuje na waszą aprobatę wobec mnie. Ale odłóżmy prywatne sprawy. Połączmy chociaż na chwilę oboje nasze siły. - Przemowa była dosyć długa, ale płynęła jednak z serca Star-Lorda. W sumie to nawet Gamora mogła nigdy nie uświadczyć jak Quill wygłaszał aż takie głębokie słowa. Ale czy on sam na to zważał? W tamtej chwili nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 182
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna   Nie Sty 15, 2017 1:48 pm

Przekrzywiła głowę odrobinę w bok, gdy zaraz po krótkiej przemowie drzwi windy nawet nie drgnęły. Rzuciła pytające spojrzenie Quillowi na zasadzie ‘Może ty wiesz coś więcej? Może trzeba wcisnąć jeszcze jakiś przycisk?’ Tak jakby Peter na chwilę stał się mistrzem operowania ziemską technologią. Co zrobić, ciążyło na nim terrańskie piętno, bo każdy wychodził z założenia, że skoro się tu urodził, to znaczy, że wie wiele o funkcjonalności zielonej planety. To nic, że było to … co najmniej ładnych kilkanaście lat temu.
Na szczęście nie musieli nic więcej robić, ponieważ metalowe ściany rozsunęły się i głos JARVISa zaprosił ich do środka. Gamora weszła do windy wraz z poddenerwowanym przyjacielem. Widziała jak wiadomość o Knowhere ujawniła się na jego obliczu w postaci strapienia. Stał się nawet cichszy, a znając od tylu lat Quilla wiedziała, że atak wywarł na nim ogromnie negatywne wrażenie. Nie potrafiła go pocieszyć, zresztą nigdy nie była dobra w te klocki, dlatego stała obok niego również nic nie mówiąc.
‘Wycieczka’ nie trwała długo. Po kilku dłuższych (bo zwykle w takich momentach dłużyła się nawet najkrótsza chwila) sekundach byli już na gościnnym piętrze. Od razu dostrzegła Carol, a będąc zaskoczona obecnością blondynki nie powstrzymała zapuszczenia żurawia w głąb pomieszczenia, w poszukiwaniu Tony’ego Starka. Zmierzyła ją z góry na dół, szacując jakie stanowisko może pełnić. W swoich rozmysłach zatrzymała się na asystentce Tony’ego, nie zamierzała jednak dopytywać. Właściwie wręcz przeciwnie. Stwierdziła, że po tym co wydarzyło się na dachu wolała rozmawiać z kimś kto nie miał okazji tego na bieżąco obserwować. Na dodatek gonił ich czas i to z każdą minutą coraz to szybciej zbliżali się do katastrofy, dlatego po krótkich oględzinach wyciągnęła dłoń i przywitała się z kobietą.
- Gamora – Przedstawiła się, odwzajemniając uścisk dłoni. Ta druga część godności Danvers bardziej ją przekonała, dlatego zaraz pożegnała się z łatką asystentki, którą bez przypadek uplasowała ją na biurowym stanowisku. Zwaliła winę na niepozorny wygląd ziemskiej kobiety oraz jej ubiór. A skoro formalnością stało się za dość, pchnięta postępowaniem Ms. Marvel, zajęła miejsce po jej prawicy i zasiadła na krześle wcześniej pozbywając się za dużej bluzy, którą przewiesiła przez oparcie fotela. Carol natomiast miała okazję przyjrzeć się z bliska zbroi kosmitki.
- Carol… Ms. Marvel – Wypowiedziała najpierw jej imię, a potem pseudonim nie skrywając pytającego tonu, bo nie była pewna jak ma się do niej zwracać.
- Przybyliśmy tu prosić o pomoc. Nasz statek rozbił się na Ziemi i potrzebujemy odpowiednich części. Żeby tego było mało podczas przeprawy do tego miejsca dostaliśmy informację, że została zaatakowana nasza siedziba. Przy statku zostawiliśmy głównego mechanika i z tego co zdołał nam przekazać to będziemy potrzebować ogromnej ilości mocy i jakiegoś super komputera. Jestem z nim w kontakcie, więc jeżeli byś miała pytania… - Położyła komunikator na blacie stołu.
- Ach, i oczywiście Peter chciał coś powiedzieć… - Odchrząknęła wymownie dając mu znak, że może teraz zacząć jedną ze swoich przepraszających przemów. Nie spodziewała się jednak, ze Quill doda do niej również elementy… groteski.
Z początku szło całkiem dobrze. Przy obietnicy podpisów uniosła jedną brew, zastanawiając się o co mu chodzi, ale zaraz odłożyła to na bok, bo dalsza wypowiedź była całkiem sensowna, ale gdy przed nią uklęknął… Gdy uklęknął przed siedzącą Carol, miała ochotę zsunąć się niżej, wciskając jak najmocniej w fotel. Z trudem trzymając pion, starała się w żaden sposób nie reagować na poczynania przyjaciela. Jedyne co z jej twarzy można było wyczytać to nerwowy uśmiech, ponieważ nie wiedziała jak Danvers odbierze zachowanie Petera. Miała nadzieje, że nie wywali ich na zbity pysk. Aż sama w końcu nie wytrzymała i jak gdyby nigdy nic wypaliła pytaniem:
- A co u Tony'ego Starka????? - Zbyt nerwowy ton jak na beztroskie pytanie, ale na serio była ciekawa co tam u niego słychać!!!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 411
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna   Pon Sty 16, 2017 3:44 pm

Och, gdyby tylko Carol wiedziała, że została jej przypisana rola asystentki to by się załamała. Wściekła nawet najprawdopodobniej, nie mając zamiaru tego przekazać Starkowi, który by jej tego nie zapomniał. Zapewne do czasu, póki nie dostałby za to. Śmiech śmiechem, ale sprowadzanie do takiej funkcji bywało irytujące. Zwłaszcza jeśli napuszeni ludzie głównie o takim czymś gadali.
Niemniej, Gamora nie musiała się obawiać jakiegoś oceniającego spojrzenia. Tak jakby kolor jej skóry wcale nie dziwił Danvers; w rzeczy samej tak było. W końcu po czasie niekrótkiej współpracy z Jennifer bądź też Bruce’em - zielony nie był obcym jej kolorem. Już nie wspominając o innych dziwnościach, osobach… Obserwacja dwójki obcych jej osób nie trwała długo. Najwidoczniej, podobnie jak ona, mieli sprawy, które nie cierpiały zwłoki. Szkoda tylko, że nie spodziewała się tego, co zaraz miało się wydarzyć.
Początkowo była chwilowo zagubiona, kiedy jednocześnie odezwali się Peter i Gamora. Momentalnie przypomniały jej się obrazy, jakie kilka godzin wcześniej przesłała jej Emma. Na szczęście w tym przypadku ograniczyło się to tylko do dwóch osób, a nie całej grupy, choć i tak nie zapowiadało się na to, że będzie lekko.
Quill musiał jednak ustąpić kobiecie, jako że Ms. Marvel najpierw zwróciła się do Gamory, gdy ta się odezwała. Tym bardziej, że najwidoczniej cały spektakl pozostawiła Star-Lordowi, mówiąc spokojnie, aczkolwiek zarazem rzeczowo, od razu przechodząc do konkretów, dzięki którym Carol miała nadzieję, że to pójdzie znacznie szybciej i łatwiej.
Nic jednak nie zdążyła odpowiedzieć, bo kiedy tylko zielonoskóra kobieta dała wolną rękę Quillowi, ten od razu skorzystał, włączając u siebie moduł katarynki. Całe szczęście dla niego, Danvers zdążyła się do tego przyzwyczaić. Szybko mówiący Tony o swojej technologii, trajkocząca Wasp na temat nowej linii ubrań czy Jennifer opowiadająca niuanse z jej adwokackiej pracy. Inne osoby, którym nie brakowało powietrza przy monologu - to wszystko wyrobiło pewną cierpliwość, odporność na rozgadanie się. Ba, Carol sama - przy sprzyjających okolicznościach - nie była milcząca.
Teraz jednak jej twarz wyrażała zdziwienie, być może także i współczucie wobec sytuacji, jaka wydarzyła się na Knowhere czy nadal się dzieje. Potrafiła zrozumieć troskę, obawę. Tym bardziej, że przecież na dobrą sprawę to samo dotyczyło ich planety, którą powinni zająć się priorytetowo. Chwila współczucia zaczęła jednak przeradzać się w konsternację, a wyraz twarzy blondynki już nie tyle był zaszokowany, co po prostu… Niesprecyzowany. Tak jak to, jak miała podejść do tej całej sytuacji. Zwłaszcza że chwilę później lider (!) drużyny zza stratosfery uklęknął przed nią. I choć mogłaby zażartować z tego wszystkiego na ogół, to w takiej sytuacji poczuła się po prostu obrażona. Tak jakby myślał, że zamiast argumentów, desperacja pomocy będzie czymś, co kupi kobietę. Jakby była naiwna w tym wszystkim i dało się łatwo ją przekonać do swoich próśb, żeby wszystko rzuciła w cholerę, byle tylko im pomogła. To była bezczelność, przez którą wyraz twarzy Danvers stał się zawzięty, a milczenie po jego słowach przedłużało się w nieskończoność tak jak podróż windą na piętro, na którym aktualnie się znajdywali.
Nie tylko Quill, ale także Gamora doskonale mogła widzieć zmieniające się spojrzenie u kobiety. Wyraz twarzy, który nie wydawał się zadowolony. Skonfundowany przeokropnie w takiej sytuacji. Carol parsknęła; wyśmiewczo, z pewną bezczelnością jaką została uraczona chwilę wcześniej. Nawet się nie kryła. Nie mogła w tym momencie, kiedy nerwy - tak już właściwie nadszarpnięte - potrzebowały ujścia w jakikolwiek sposób, a Quill dołożył swoje.
Czy to są żarty? — to było pierwsze, o co spytała mężczyznę. Zaraz spojrzenie przeniosła na Gamorę, ignorując jej pytanie o Starka (przy którym zerknęła na nią ukradkiem). — On tak na poważnie? — kolejne pytanie skierowane było do zielonoskórej.
Znowu minęła chwila, podczas której Carol zdążyła parsknąć, przepraszając oboje, mimo że nie odczuwała takiej potrzeby. Kwestia grzecznościowa, choć sytuacja i tak stała się wystarczająco absurdalna, że można by było podziwiać, że Ms. Marvel jeszcze nie wybuchła. Niewiele brakowało.
Tony Stark jest tymczasowo nieobecny — odpowiedziała. — Nie potrwa to długo, ale dlatego Tony’ego nie ma tutaj, co zdążyliście zauważyć — zaczęła tłumaczyć brak przyjaciela. Obiecała sobie, że będzie musiała mu to wypomnieć. — Będzie o wszystkim wiedział, jako że jest również osobą decyzyjną i też on w głównej mierze dysponuje technologią, która może wam się przydać.
Sytuacja przedstawia się następująco — odchrząknęła, poprawiając się na fotelu. — Nie przepraszaj mnie za szopkę, którą odstawiłeś na dachu, bo mnie tam nie było, więc niespecjalnie mnie to obchodzi. W tym przypadku musisz przeprosić i Starka, i Ridera. Osobiście— zerknęła ku mężczyźnie. Odetchnęła, a dłonie splotła ze sobą na szklanym blacie stołu. — Nie mogę powiedzieć jak szybko uda się wszystko przygotować, ale zanim o tym będziemy mówić… To nie będzie tylko pomoc, bo na dobrą sprawę też potrzebujemy paru rąk do działania. Zobowiązujecie się do współpracy.
Spojrzała po tej dwójce. Dużo nie powiedziała. Chciała być pewna, że nadążają i Quill zaraz nie odstawi kolejnej sceny, która przyczyni się do tego, że opinia Carol na temat jego drużyny może być jednak dość… słaba.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna   Pon Sty 16, 2017 4:51 pm

Peter Quill walczył ze swoimi myślami, a może bardziej reakcją Carol Danvers na jego słowa. No, może nie do końca słowa, ale o ten ostatni gest, który mężczyzna wykonał - klęknięcie. W głowie sam sobie przyznał, że to było już komiczne posunięcie, ale było za późno. Nie mógł też niczego odwarknąć do kobiety, gdyż bądźmy szczerzy - to była sytuacja w której musiał grać według tego jaką melodię wydają skrzypce. Zwłaszcza, że teraz ta parsknęła. Więc Quill wstał z ziemi, otrzepał kolana ze zbędnego kurzu - nawet jeśli takowego nie było - i spojrzał w oczy Carol poważnym spojrzeniem. Jednak nie mówił nic, dopóki ta nie miała już nic ważnego do powiedzenia. A gdy nastała taka możliwość, Quill nie siadał nawet do stołu. Gdzieś tam toczyła się bitwa o losy Knowhere, a on nie miał zamiaru pić herbatki z Mścicielami i rozmawiać o tym jaka jest ziemia. Przyszedł tutaj jedynie w dwóch celach - przeprosić i odzyskać możliwość pilotowania swoim statkiem. Nie było mu potrzebne nic więcej. A może jednak to było za dużo, zwłaszcza, że w ostatnich sytuacjach zszargał imię swojej drużyny, a jako lider zawiódł nawet w takiej sytuacji. Ale jednak Quill nigdy nie mówił, że jest perfekcyjnym liderem. Przeważnie pracował sam, a sytuacja posiadania drużyny była dla niego nadal nowym wyzwaniem. Nie mógł jednak zawieść ich. W szczególności będącej teraz w potrzebie bazie Knowhere.
Zanim jednak zaczął mówić, Peter wyjął zza swojego płaszcza pewien… symbol? Może bardziej coś w rodzaju naszywki, przedstawiająca podobiznę tej, której nosił na swoim pierwszym z uniformów. Znak Mistrza Słońca. Potężnego bytu, który dał mężczyźnie moc, która sprawiała, że był tym, kim teraz jest. Dodatkowo pozwolił mu odrzucić dawną przeszłość, dręczącą Pete’a od momentu dostania się do projektu kosmicznego NASA.
Quill patrzył się w naszywkę, przyglądał się jej kształtom, a potem jednym, szybkim ruchem pchnął ją po wypolerowanym blacie stołu w stronę przedstawicielki Avengers.
- Carol, wiem. Cała ta szopka z przykucnięciem była nie na miejscu. Ale nie rozumiesz jak bardzo dla mnie znaczy ten czas, który właśnie z tobą poświęcam. Zostałem Star-Lordem nie dlatego, że takie było moje widzimisię. Zostałem nim, bo zostałem wybrany do pełnienia tej roli. Tak jak wy jesteście obrońcami Ziemi, ja mam swoją powinność względem galaktyki i jej niebezpieczeństw. Mogłem nie przychodzić do was, oburzyć się jak małe dziecko i tupnąć nogą, bo nie chcieliście mi pomóc. Ale nie chcę tego robić, bo wierzę, że razem naprawdę coś zdziałamy. - Peter odwrócił teraz wzrok bardziej ku własnym dłoniom, dając na chwilę moment ciszy. Układał teraz kolejne słowa, ale było mu zdecydowanie ciężej myśleć, wiedząc, że gdzieś tam w kosmosie baza dostaje kolejny pocisk. Kolejne małe istnienia giną, a nikt z zewnątrz nie odpowiada na sygnał. Na twarzy Quilla widoczne było zdenerwowanie całą sytuacją, ale trudno było tego nie robić. W końcu to cecha typowa dla ekstrawertyków - oni dawali całego siebie na zewnątrz. I tak było właśnie z nim. Z emocji nawet zaczął robić kółka naprzemiennie wokół swoich kciuków. Po chwili jednak znowu odezwał się. - Masz moje słowo, że Richard jak i Tony dostaną moje przeprosiny. Dostaniecie pomoc ze strony mojej drużyny, dodatkowo, jak mówisz, moglibyśmy nawiązać… kolegowanie się, że nazwę to prostym językiem. Ale potrzebuję od was natychmiastowej pomocy, bo sytuacja naprawdę jest poważna. A już raz Tony widział jak wygląda Knowhere, Cosmo, to jest szef całej stacji, gdyby nie my, mógłby teraz bronić jej. - Z kolejnymi słowami Quill stawał się coraz bardziej spokojniejszy. Może nie chodziło tutaj już o sam fakt, że miał pewność co do swoich słów, ale nie chciał też rzucać daremnego bełkotu. Uśmiechnął się do Carol, przez chwilę także poświęcając uwagę siedzącej przy nim Gamorze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 182
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna   Sro Sty 18, 2017 9:53 am

Gdyby nie z sekundy na sekundę rzednąca mina Carol to może by jakoś zignorowała to ...ciężkie do zignorowania przyklęknięcie Quilla, ale widząc w jaki sposób to odbiera... Miała chęć skorzystać z jego pozycji i kopnąć go w głowę i niczym kijem golfowym wystrzelić ją hen, hen daleko. Zielona posłała mu minę pt. "Widzisz, Quill? Nie każdy aprobuję twoje wygłupy." Chociaż coś tam jej podpowiadało, że to nie był zwykły wybryk, a skoro tak... to nie widziała przyczyny dlaczego resztki swojej godności zostawił na podłodze tego budynku. Zrobiło się przykro. Najzwyczajniej w świecie zrobiło jej się przykro, dlatego spuściła wzrok i oddając się chwili refleksji próbowała dojść do tego jak to się stało, że wylądowali pośrodku takiej sytuacji.
- Raczej nie - W końcu odpowiedziała na pytanie Carol, nie chcąc jej w żaden sposób ignorować, aczkolwiek miała świadomość, że to pytanie mogło należeć do tych retorycznych, a potem na kolejne dodała:
- Raczej tak, ale zwykle mniej w tym dramatyzmu i pełzania po ziemi, no chyba, że akurat dostał z kopa prosto w krocze - Uniosła jedną brew i z trudem się powstrzymała, by nie zerknąć w tamtym kierunku tylko po to aby się upewnić, że faktycznie nic takiego się nie wydarzyło.
- Ale wierz mi, musi mieć poważny powód, żeby tak się płaszczyć - Zaraz dodała i rozłożyła ręce w geście bezradności, posyłając Peterowi jedno ze swoich spojrzeń pt. 'Ogarnij się, człowieku. Na serio muszę za ciebie ciągle świecić oczami? To zwykle była Twoja rola'.
Na szczęście Carol zaraz przeszła do konkretów, dlatego spojrzenie zielonej skupiło się na twarzy blondynki. Nie miała problemu z tym, że to Tony był osobą decyzyjną, problem pojawi się wtedy, gdy blondynka nadmieniła, że będą musieli czekać. No chyba, że wrogie wojska na chwilę się wstrzymają z atakiem, by Strażnicy mogli w spokoju przedyskutować strategię defensywy. Intuicyjnie czując, że nie będzie takiej opcji pozwoliła sobie na delikatny grymas niezadowolenia, zupełnie nie skierowany do Carol. To stres i nóż na gardle sprawiał, że kosmitka traciła cierpliwość. Konkretny ton blondynki stawiał jednak do pionu i miała nadzieje, że Peter również z tego skorzysta.
Na dalszą część przekazanych informacji zareagowała jednogłośnie.
- Tak czy siak byśmy wam pomogli. Swoją drogą, cały czas to robimy. Nie raz ratowaliśmy Ziemię przed planowanymi atakami, do których nie doszło, ponieważ w porę zareagowaliśmy. Nie było też ani potrzeby, ani czasu, żeby się z tym ogłaszać, więc możesz być pewna, że i w tym momencie jesteśmy gotowi do współpracy - Dodała zanim Peter zaczął swój wywód. Ton nie tyle co wskazywał na przechwałki, jednak kosmitka chciała zaznaczyć, że los Ziemi nigdy nie był im obojętny.
Gamora wiedziała, że Quill lubił monologizować i z odpowiednią gestykulacją dodawać jeszcze większej dozy emocji i dramatyzmu, ale najczęściej robił to tylko po to by ściągnąć uwagę na siebie, gdy za plecami wroga reszta drużyny szykowała się do wymierzenia ostatniego ciosu, ...ale na litość boską, siedzieli z Ms. Marvel do której zwrócili się o pomoc. Z drugiej strony taki był również jego styl, dlatego postanowiła znieść to dzielnie, a gdy już skończył to i ona się odezwała.
- Dlatego tak szczerze, Carol jeżeli nie macie czasu to po prostu powiedz, a zwrócimy się do kogoś innego. Niestety nie możemy sobie pozwolić na zbyt długą zwlokę, a i tak czuje, że z każdą minutą i tak już jest za późno -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna   Czw Sty 19, 2017 4:58 pm

Komunikator na stole otworzył się w wariancie priorytetowym, a więc nie czekał aż ktoś odbierze wiadomość, ale od razu podał ją wszystkim do wiadomości. Dochodził z niego sfrustrowany głos Rocketa, który mimo poddenerwowania starał się wyjaśnić wszystko możliwie szybko i wyraźnie.
- Słuchajcie mamy kolejny problem. Właśnie ktoś lub coś uaktywniło Kryształ M'Kraan. - Nad komikatorem wyświetlił się hologram wspomnianego kryształu. - Dla tych którzy nie odrobili swojej pracy domowej w języku Shi'Ar nazywa się "Kres wszystkiego" czy jakoś tak, a ten kto mu tę nazwę nadawał nie słynął wcale z wyobraźni poetyckiej. Zaczyna się skromnie, ale jak się rozpędzi może dojść do flarkinu jakich mało. - hologram oddalił się pokazując możliwy, wciąż powiększający się i przyspieszający promień zagrożenia. Fala koniec końców dosięgnęła do ziemi, którą szop wytłuścił czerwonym kolorem i podpisał. Na tym rocket zatrzymał prezentację i ją powiększył - Wiem że to nie w naszym stylu, ale nie damy rady ogarnąć tego samemu. Potrzebujemy pomocy. Pokażcie to mścicielom. Muszą zrozumieć że od tego zależy też los ziemi. - wciąż mówił nie wiedząc że Carol prawdopodobnie wszystko słyszy. - Mam plan. Dostanie się do kryształu jest niemal niemożliwe konwencjonalną podróżą. Zbierzcie tylu ochotników ilu się da i załatwcie nam to !#$$$!@ źródło mocy. Wszyscy przeniesiemy się do centrum operacyjnego Knowhere, odbijemy je, jeśli jest zajęte i postawimy je na nogi. Potem podzielimy się na dwie ekipy jedna zostanie i będzie bronić Knowhere oraz urządzenia teleportacyjnego, a druga dostanie bransolety i przeniesie się pod kryształ. Nie wiem co tam się dzieje, ale na tym etapie może jeszcze uda się to powstrzymać. Jeśli nam nie uwierzą niech pogadają z Novą, byle szybko. Tu nie chodzi o decyzję "Czy?", ale "Jak?". Odbiór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 411
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna   Czw Sty 19, 2017 9:16 pm

Danvers liczyła na to, że lata spędzone w wojsku, w wywiadach, a potem w drużynie czy chociażby na spotkaniach Anonimowych Alkoholików przyczynią się do tego, że cierpliwość kobiety, wszystkie te nauki wysłuchiwania - nie pójdą na marne. Nie mogła dać się sprowokować kolejnymi słowami, mimo że zapragnęła kontynuować swój monolog, choć najwidoczniej nie było jej to dane. Być może nie postarała się o monopol na długie wypowiedzi. Być może to rozważy po spotkaniu.
Słuchała Quilla i słuchała Gamory. Kiwnęła dwukrotnie na jej odpowiedzi. Raczej nie. Raczej tak. Nie były one wylewne, ale wystarczająco dużo powiedziały Carol, która wzięła to pod uwagę, słuchając dalej Quilla już z przymrużeniem oka. I pewnym znudzeniem, jakie jednak było niedostrzegalne dla członków Strażników Galaktyki.
Przysunęła do siebie naszywkę rzuconą przez Petera. Dało się zauważyć, że nie miała pojęcia, co ona oznacza, więc wzrok Carol chwilę był zagubiony, a brwi ściągnięte w zastanowieniu. Nie komentowała nic, nie odzywała się, niezależnie od tego czyja kolej była w wyścigu wypowiedzi. Na dobrą sprawę miała jedną odpowiedź. Dłuższą, podobną jak oni, ale jedną.
Potrafiła zrozumieć niecierpliwość Quilla, chaotyczne działania i to jak teraz się zachowywał, choć nadal nie był on najbardziej aprobowaną osobą w Avengers Tower. Podobnie zgadzała się ze słowami Gamory. Przede wszystkim jej słowa zwróciły uwagę.
Doceniam to. I na pewno nie tylko ja, choć może przyda mi się wasza pomoc… — powiedziała w zastanowieniu. Najwidoczniej te słowa nie wchodziły w plan, który był już przygotowany. Carol zmrużyła przy tym oczy, patrząc na nich. Zaczęła bawić się naszywką, którą podrzucił jej Quill. Obracać między palcami po kształcie lub po stronach. Musiała mieć czymś zajęte ręce, oczekując na to, że będzie miała szansę wypowiedzieć się.
Tak, owszem. Stark jest osobą decyzyjną — powtórzyła. — Jak mówiłam też przed chwilą, jest nieobecny — kolejne powtórzenie. Może nauczyła się tego na pamięć, może dzięki temu była w stanie wrócić na tory przerwanego jej wątku wypowiedzi.
Dostaniecie od nas pomoc — przyznała otwarcie. Mogłaby na tym skończyć, bo przecież to było najważniejsze. — Wcześniej zdążyłam z Tony’m podyskutować, mając na uwadze waszą prośbę i poprzednie spotkanie.
Zerknęła wymownie na Quilla i gestem dłoni zaprosiła, by usiadł.
Mimo to. Na razie słownie. Propozycja jest taka, że razem ze Starkiem i ogólnie Mściciele - pomożemy wam w odbudowie tego waszego statku, tak. I tak, będzie wasza pomoc potrzebna tutaj, jako że od jakiegoś czasu nie zawsze jest się w stanie wszystkiego dopilnować — zerknęła po obu, choć nie było to złośliwe spojrzenie. — I brakuje ludzi. Na czas przebywania na Ziemi zostaniecie włączeni do drużyny. Tym samym udostępnione zostanie dla was piętro, żebyście mieli gdzie wypocząć, wykonać swoje potrzeby, przebrać się i być na zawołanie. Otrzymacie identyfikatory, komunikatory — wypowiadała się swobodnie, pewnie i zdecydowanie. Najwidoczniej miała to przygotowane i przemyślane, przynajmniej jako tako w przypadku tego ostatniego. — Dzięki nim będziecie mogli się komunikować między sobą, między nami oraz z Fantastyczną Czwórką. Dostaniecie także dostęp do wspólnych części, o czym najpewniej JARVIS, nasz system, was poinformuje, co to dokładnie za pomieszczenia są.
Carol Danvers niemalże się uśmiechnęła, zadowolona z planu.
Będzie to współpraca, jak mówiłam. Już na ten moment ty, Gamoro — zwróciła się do kobiety. — Wybierzesz się z naszym Mścicielem do Asgardu. Clint Barton, Hawkeye, ten z kawą, blondyn — opisała pokrótce, machnęła ręką. — Skapniesz się, o wszystkim cię poinformuje. Ty natomiast, Quill, pójdziesz tam i przeprosisz Novę. Może ci pomoże w działaniach na Knowhere, może nie. To jest sprawa między wami.
W skrócie. Współpraca, statek i, lub części. W zamian za to działanie, obecność tutaj i udział w misji. Coś jeszcze? — zapytała. Miała nawet na tyle rozluźniony ton, jakby przygotowywała się na jakiś żart.
A, co do statku, bo nie po to o nim mówiłam. Zdążyłam się dowiedzieć, że z Milano jest jeszcze gorzej niż było na początku, kiedy nikt o was nie słyszał. Nie wiem jakie jest prawdopodobieństwo wyruszenia nim, ale wiem, że Tony miał przygotowany na taką kosmiczną wyprawę statek. Łatwiej jest zmodyfikować, dodać, nie niszcząc niż zniszczone podreperować. Przynajmniej wydaje mi się, że to będzie wygodniejsze. Jeśli wasz mechanik prześle zdjęcia, skan oraz listę potrzebnych rzeczy to JARVIS będzie w stanie porównać i oszacować to, na ile opłaca wam się wyruszyć waszym statkiem. W razie czego będzie mógł przyjść tutaj i odpowiedni statek sprawdzić, żeby wyrazić własną opinię. Ewentualnie wtedy dostosować.
Odetchnęła, zbierając myśli.
Co o tym sądzicie? — tak, dopiero teraz Carol dała możliwość gadania. Wcześniej pewnie uniosła rękę, zaakcentowała swoją wypowiedź, wymownie dając im znak, że jeszcze nie skończyła. Teraz musieli jej posłuchać. — Macie jakieś pytania?
Quill mógłby teraz jej dłoń wycałować za to, co powiedziała, eheh.
Ledwo Carol zdążyła swoje skończyć, zapytać i spojrzeć po twarzach obecnych, kiedy nagle wybudził się komunikator, który Gamora położyła na blacie. Przedstawiony hologram i głos, który mogła jedynie porównać z tym, co zapamiętała z odtwarzania sobie sytuacji z dachu, zwrócił uwagę Ms. Marvel. Nie odzywała się, skupiając na tym, co widzi i co słyszy.
Nic nie powiedziała, kiedy Rocket skończył. Czekała na to, aż któreś z nich się odezwie. Mogli zauważyć, że Danvers nie miała najbledszego pojęcia, o co chodzi z tym kryształem. W tym przypadku nawet tego nie ukrywała.
Zresztą, obecni tutaj Strażnicy usłyszeli najważniejsze i wiedzieli, że najpierw trzeba sprawdzić, porównać parametry oraz osiągi, zgodność. Mogli przy okazji o to zagadać.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna   Pią Sty 20, 2017 10:33 pm

W ciszy, której musiał siedzieć Quill i wysłuchać Carol Danvers, mężczyzna wychwycił ruchy swojej towarzyszki z drużyny próbując jakoś ją pocieszyć, odezwać się słowem mówiącym "To przecież tylko ja". Ale nie chciał też przerywać mówiącej kobiecie, dlatego czekał w milczeniu, aż ta sama wyda pozwolenie na odezwanie się. Słowa toczyły się, więc Pete nie próbował nawet odwracać swojej uwagi niczym innym niż postacią siedzącej naprzeciw nim kobiety. Było to o tyle trudniejsze, że nadal miał na uwadze gdzieś z tyłu głowy sytuację z Knowhere. Co się tam dzieje, jakie są straty, co może zrobić siedząc właśnie w tym momencie. Ze względu na swą umiejętność myślenia pod stresową sytuacja, Peter uspokajał się. Na słowa Gamory mówiące o płaszczeniu się na podłodze jedynie przytaknął głową i pozwolił na dalsze toczenie się rozmowy między kobietami.
Gdy jednak Carol przeszła do meritum sprawy oraz tego co chciała przekazać, Quill wraz z kolejnymi sekundami zmieniał swoje nastawienie. Na początku jedynie spojrzał na kobietę zszokowanym spojrzeniem, potem przerodziło się to w coraz bardziej szerszy uśmiech na twarzy, aż w końcu był na takim etapie, że wręcz tryskał radością. Całkiem szybka zmiana nastroju, prawda? Ale było to naprawdę dobrze uzasadnione. Quill teraz wiedział, że jest jakakolwiek nadzieja, że uratują Knowhere. Słowa Gamory mówiące o ratowaniu Ziemi także zostały przez Quilla potwierdzone szybkimi machnięciami głową w górę i w dół. Lecz nadal siedział w absolutnej ciszy i słuchał tego co ma im powiedzenia Mścicielka.
Słysząc o możliwości wzajemnej pomocy, Quill nagle popatrzył na zielonoskórną a blondynkę i próbował pomyśleć o co w tym mogło chodzić. W końcu jednak Carol wytłumaczyła, że będzie to na zasadzie pracy z innym członkiem ziemskiej organizacji - Clintem. Jeśli to ma działać na zasadzie właśnie wspólnej organizacji to musiał też dowiedzieć się od Gamory co o tym sądzi i czy na pewno podoła temu zadaniu. Mężczyzna troszczył się przede wszystkim o to, czy kosmitka da sobie radę w nowym otoczeniu. W końcu Ziemia nie jest takim samym miejscem jak reszta kosmosu. A on sam wiedział jakim miejscem jest ta planeta. W końcu wychowywał się na niej. Inna sprawa jednak dotyczyła jego samego. Musiał ponownie spotkać się z Novą, który odczuwał do niego najprawdopodobniej wściekłość i chciał zadać mu ból, jeśli odezwie się ponownie złym zakresem słownictwa. Dasz radę, Quill, w końcu jest on twoim przyjacielem. Musicie dogadać się, tu nie chodzi już o was, a o wspólne miejsce w kosmosie. Głęboki wdech i wydech i lecisz, rozległa się myśl po jego głowie.
W końcu przeszli do tematu dotyczącego tego co najważniejsze, czyli statku za pomocą którego mieli się poruszać. Star-Lord nadal pod napływem swoich emocji nie wiedział co na początku odpowiedzieć, lecz odzyskał ponownie możliwość mowy. - Ja, ja… Ja naprawdę nie wiem jak wam dziękować. Szczególnie nie wiem jak dziękować za to Starkowi, no i tobie, Carol. Robicie solidny kawał roboty dla naszej całej ekipy i nie wiem co tak naprawdę mogę powiedzieć jeszcze z tych wszystkich emocji. Ale najpierw zacznijmy od całej specyfikacji naszego statku. Zaraz odezwę się do Rocketa i dow… - Nagle słowa zostały przerwane kolejnym działaniem komunikatora, który działał w ciągu tego dnia już naprawdę często. Jednakże słowa Rocketa nie były pozytywne, co gorsza.. Były bardzo negatywne. Przez co Quill ponownie zaniemówił i spojrzał na to, co przekazał mu szopowy przyjaciel, a następnie odezwał się do Carol, która była teraz zaciekawiona nowym napływem informacji od strony Milano. - Ms. Marvel, mamy teraz poważny kłopot. Em… Kłopot dotyczy najprawdopodobniej nas wszystkich, jeśli ktoś nie zajmie się nim na czas. Widzisz, ten cały kryształ M’Kraan jest bardzo ważny w dziejach rasy Shi’ar. Według ich legend, w jego wnętrzu jest tak naprawdę umieszczony cały wszechświat. M’Kraan jest inaczej nazywany też “Końcem Wszechrzeczy”. Dalsza część mówi o tym, że jest on “nexusem” dla czegoś co jest nazywane alternatywnymi rzeczywistościami. W sensie, nasz świat nie jest jedyny. Jest wszelaka ilość innych alternatyw dla Ziemi czy innych planet. - Quill mówiąc całe te słowa zauważył, że Carol prawdopodobnie chce usłyszeć skróconą wersję tego, co jest w tym najważniejsze, więc po prostu przerwał i inaczej ułożył słowa. - Mówiąc prościej - jeśli pole statyczne kryształu pierdyknie, wszyscy jesteśmy w kompletnej #$*@. Wszystko co nas otacza zacznie być wciągane przez czarną dziurę. Jeśli nie powstrzymamy tego… żegnaj okrutny świecie. - W skrócie tak rysowała się cała sytuacja z kryształem. A skoro Rocket przekazał takie informacje to najprawdopodobniej miał w tym cel. Nigdy nie żartuje, gdy sprawa jest poważna. Nie dając czasu na odpowiedź dla Carol, Quill odezwał się przez komunikator. - Rocket, mamy pozwolenie na przeniesienie Milano na lądowisko Avengers Tower. Pakuj wszystko co jest potrzebne na statek, użyj wszelkich metod na pobudkę naszej dziecinki. Dostajesz pełną autoryzację do środków. Zachowajcie jednak ostrożność i jeśli to możliwe, przenieście się do nas w bezpieczny sposób. Nie możemy powodować paniki wśród ludzi. Jeśli wydusisz wystarczającą ilość energii, możesz użyć nawet maskowania. Spotkamy się na miejscu. A.. I jeszcze jedno - nie róbcie burdy, gdy już wyjdziecie ze statku. Macie tam czekać, aż ktoś ewentualnie po was nie wyjdzie. Później opowiem więcej. Bez odbioru. - Quill puścił przycisk komunikatora, przerywając nadawanie. Następnie co zrobił to ponownie odezwał się do kobiety. - Ja nie mam żadnych pytań. Ale przez nowe informacje pewnie ty możesz mieć jakąś. Dlatego pytaj. Bo jeśli nie masz żadnych to naprawdę muszę wziąć się za to, co nam polecasz teraz zrobić. - Powaga na twarzy Quilla była teraz naprawdę wyraźna. Nie była to żadna głupkowata postawa czy uśmiech. Sprawy nabrały innego tempa i mężczyzna musiał się do niego dostosować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3754
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna   Pią Sty 20, 2017 10:52 pm

Jak gdyby problemów było ostatnimi czasy za mało, nagle w pomieszczeniu zabrzmiał głos Jarvisa, jak zawsze uprzejmy i spokojny - choć donoszący o czymś bardzo nieprzyjemnym:
-Doktor Pym donosi, że przy szpitalu Metro-General Hospital pojawił się szalejący Hulk. Nowy, nie doktor Banner. Doktor Pym twierdzi także, że jest w stanie to wyjaśnić, ale teraz nie ma na to czasu. Z moich ustaleń wynika, że zaangażował właśnie Hulka parę budynków od szpitala.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gamora

avatar

Liczba postów : 182
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna   Sob Sty 21, 2017 3:55 pm

Czując spojrzenie Quilla zerknęła na niego kątem oka, prawie nie zmieniając pozycji głowy, w końcu cały czas przysłuchiwała się słowom Carol. Wychwyciła znaczenie, bo przecież nie znali się od wczoraj, a jej mina mimowolnie złagodniała. Nie na długo, rzecz jasna. Nie chciała, by Danvers odebrała to jako brak zainteresowania jej słowami. Zresztą ten ich moment trwał tylko kilka sekund, ale tyle wystarczyło. Sama posłała mu spojrzenie pt. „No wieeem”, co nie oznaczało, że wcale nie będzie mu wypominać tego wygłupu, ALE nie zrobi tego na pewno przy Carol, by nie podburzać i tak już nadwątlonego autorytetu Quilla. Zresztą nie tylko dlatego odpuściła. Wszyscy mieli inne, ważniejsze sprawy na głowie.
Gamora całą sobą skupiła się na Carol. Kiwnęła głową oddając uznanie w momencie, gdy blondynka wyznała, że docenia to co zrobili dla Ziemi. Było to też pewnego rodzaju zachęcenie, by nie wzbraniała się przed prośbą o pomoc. Ponowną informację o Tonym przyjęła bez odzewu. Nie odezwała się również, gdy przez chwile zapanowała cisza. Spuściła wzrok na naszywkę, którą bawiła się Carol, a potem powróciła spojrzeniem do jej twarzy. A gdy w końcu padła zgoda na pomoc, nie powstrzymała delikatnego uśmiechu. Uśmiechu, który z rzadka przyozdabiał ładną i egzotyczną, jak na ziemskie standardy twarz Gamory. Zaraz oczywiście spoważniała, neutralizując emocję tylko po to by przyswoić każde słowo, które padło z ust kobiety. Jej ostrożna natura nigdy nie pozwalała na zbyt długie pławienie się w luksusie dobrych informacji. …No i tym razem miała rację, ale o tym miała się przekonać troszeczkę później.
Nie spodziewała się aż takiej szczodrości z rąk Mścicieli. Właściwie myślała, że po prostu udostępnią im komputer, podadzą na tacy wielką baterię i zaraz będą mogli wyruszyć. Włączenie ich do drużyny odebrała jako ogromny ukłon w ich stronę, chociaż już w tym momencie wyczuła, że Carol wypowiadając te słowa ma jakiś dodatkowy zamysł. ‘Pomoc już teraz’? Musiało się coś święcić. Mimo to cały czas się nie odezwała. Pozytywne zaskoczenie wymalowało się na jej twarzy, gdy do pakietu dorzuciła również i piętro i identyfikator i komunikator. Gdyby nie znajdowali się w tak kryzysowej sytuacji zapewne poczułaby się jak w domu, mając tak szeroki dostęp do dobrodziejstw Avengers Tower, jednak cały czas siedziała w napięciu, czekając na przysłowiowy haczyk. I taki też wkrótce dostała.
Zielona uniosła brwi zaskoczona zadaniem zleconym przez Carol. Mowę w gębie jej odebrało. Nie mogła odmówić, bo co? Pierwsze zadanie i już kręcenie nosem? A może tylko ją sprawdzali? Posłała kobiecie ciężkie do zinterpretowania spojrzenie. Ni to konsternacja, ni niezgoda na wzięcie udziału w wyprawie do Asgardu. Co prawda w głowie zanotowała sobie wygląd Bartona, ale póki co siedziała z nieodgadnioną miną i jednym uchem wsłuchiwała się w dalsze słowa Danvers. Podsumowanie, które padło z jej ust zabrało wszelką nadzieje na pomyłkę. Sprawa wyglądała na dograną, ale czy Quill się zgodzi na to by zostawić swojego największego wojownika na Ziemi, gdy egzystencja Knowhere stanęła przed znakiem zapytania?
Na pytania Carol nie zdążyła odpowiedzieć, ale nawet nie chciała. Pragnęła natomiast poznać opinię Quilla, który od razu się uaktywnił. Nawet zaczęła się obawiać, że zaraz zerwie się z miejsca i znowu zrobi manewr z klękaniem i całowaniem po dłoniach. Tym razem podstawi mu nogę.
Przeniosła swoje spojrzenie i z nieco nietęgą miną słuchała przemowy Star-Lorda. Z niejakim znudzeniem przeniosła wzrok na blat stołu, akurat w momencie, gdy odezwał się komunikator. Ściągnęła groźnie brwi wsłuchując się trzeszczące słowa Rocketa. Chłodnym wzrokiem omiotła hologram, robiąc to bez większego zainteresowania, bo w końcu wiedziała jak cała akcja może się skończyć. Co zresztą Peter nie omieszkał wyjaśnić.
- Przestańcie panikować. Trzeba się skontaktować z Shi’ar. To w końcu pod ich opieką znajduje się kamień. … A dopiero potem będziemy się martwić. Możesz się do nich odezwać? - Przemówiła twardym tonem do komunikatora.
- Ale plan jest dobry – Dodała jeszcze, bo druga część wypowiedzi Rocketa brzmiała bardzo sensownie. Nie mieli na co czekać, musieli działać. Znaczy oni, bo Gam najwyraźniej miała inne zadanie.
Brak pytań Quilla odebrała z ogromnym zawodem. Tak po prostu? Po prostu się zgodził? Skoro nie miał nic przeciwko to nie zamierzała się wzbraniać, w końcu to on był liderem. I z jednej strony go rozumiała. Cholera. Nawet bardzo. Byli w krutandzkiej dupie po same uszy, dlatego wybrzydzanie nie wchodziło w grę… ale nie potrafiła pozbyć się złości, że tak łatwo mu to przyszło. Odwróciła się od niego, wcześniej posyłając mu swoje skrajnie niezadowolone spojrzenie. Nie chciała o tym rozmawiać, nie teraz, dlatego zwróciła się do Carol.
- A co do pytań to właściwie mam jedno… Gdzie znajdę Bartona? – Była gotowa wstać i pójść do Hawkeye’a, w ogóle nie żegnając się z Quillem. Miała tylko nadzieje, że nie będą musieli dzielić jednej windy.
Oczywiście gdyby tego było mało, zaraz odezwał się Jarvis z kolejnymi rewelacjami. Gamora niestety nie wiedziała o kim dokładnie mowa, jednak z tego co usłyszała nie brzmiało to zbyt ciekawie. W rezultacie spojrzenie Gam skupiło się na Carol, starając się odczytać z jej miny jak poważnym problemem był ten 'inny Hulk'.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 411
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna   Pon Sty 23, 2017 6:41 pm

| pozwolę sobie na skrócenie reakcji w związku z umową między Mścicielami a Strażnikami.

Miała prawo nie mieć najbledszego pojęcia, jaka będzie reakcja gości. Zwłaszcza Gamory, bo po zachowaniu Quilla Carol mogła jedynie domyślać się tego, co on powie. Niewiele zresztą by się pomyliła, ale o tym zaraz. Przyglądała się tej dwójce, gdy słuchali Rocketa. Potem natomiast spojrzała na Quilla, który zaczął jej wyjaśniać co się dzieje.
Danvers poprawiła się na fotelu, zakładając nogę na nogę. Łokcie oparła o podłokietniki, a luźno splecione ze sobą dłonie bezwiednie zawisły nad jej udami, kiedy blondynka z uwagą słuchała Petera czy też wtrąceń Gamory. Była pełna podziwu, jak to mężczyzna nie pozwalał swojej towarzyszce na udzielenie się. Dość typowe zachowanie, za którym nie przepadała.
Fragment o alternatywnych światach zwrócił jej uwagę. Zwłaszcza w świetle tego, co powiedział jej Tony, więc nic dziwnego, że Ms. Marvel bardziej była w tej chwili skupiona na Quillu, czekając aż do końca wyjaśnień. Nie odzywała się, nie przerywała, choć pojawiały się pytania, które miała ochotę zadać. Trudno jednak było powiedzieć, że mieli na to czas. Zarówno jedna, jak i druga strona borykała się z problemami, które wymuszały na ich grupach działanie. Wobec tego Carol nie miała pretensji. Większą niedogodnością dla kobiety było to, że to wszystko się piętrzyło, choć drobnymi krokami zaczęła to organizować. I z tego była dumna. Z siebie.
Mam wiele pytań — powiedziała. — Zdążę je jednak zadać w drodze — przyznała. Chwilę później odezwał się JARVIS z własną informacją, poprzez którą Carol zamknęła oczy na moment, odliczając od dziesięciu w dół.
O, Pym na pewno będzie musiał mi to wyjaśnić — odezwała się, mając w pierwszych sekundach zerwać się i polecieć, by sprawdzić, co się dzieje. Ktoś jednak musiał zająć się resztą.
Barton jest w salonie na ostatnim piętrze. Zaraz tam przejdziesz — odpowiedziała Gamorze, zanim zdecydowała się przekazać parę rzeczy.
JARVIS, odezwij się do Fantastycznej Czwórki i w moim imieniu poproś Sue, że jeśli może to niech przeniesie do nas Milano. Jej możliwości pozwolą uniknąć ciekawskich oczu. Ona wie gdzie to się znajduje, więc nie ma ryzyka niebezpieczeństwa.  Do hangaru, który możesz otworzyć — to było pierwsze.
Nova, Hawkeye, zaraz do was dołączy Gamora. Będziecie mogli od razu wyruszyć w swoją stronę, a ciebie, Richard, chcę zaraz w hangarze, bo ktoś będzie miał coś do wyjaśnienia dla ciebie — to drugie; spojrzała na Quilla. — Wando, Vision, jeśli możecie to lećcie pomóc Pymowi z tym nowym Hulkiem, o którym dowiemy się później. Będzie co wyjaśniać — trzecie polecenie. Wszystko wypowiedziane zdecydowanym głosem, który nie liczył na sprzeciw.
Później porozmawiamy — to natomiast była ogólna uwaga do członków drużyny. Być może zapowiadała ona jakieś spotkanie Mścicieli lub ogólne latanie pomiędzy piętrami, żeby dowiedzieć się tego i owego.
Danvers podniosła się, zlecając JARVISowi przesłanie rozmowy, nowych informacji do głównej bazy. Dotknęła jednego z paneli ściennych, wyłączając hologramy w sali konferencyjnej. Sięgnęła też po niewielkie opakowanie, z którego wyciągnęła komunikatory. Po jednym podała i Quillowi, i Gamorze bez słowa.
Potem poszła z nimi do windy. JARVIS wiedział, gdzie ma ich zaprowadzić. Carol z Peterem wysiadła szybciej na piętrze hangaru, natomiast Gamora pojechała wyżej do salonu, w jakim czekała na nią reszta Mścicieli.

| ZT x3
- Carol & Peter - hangar
- Gamora - salon na ostatnim piętrze

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna   

Powrót do góry Go down
 
Sala konferencyjna
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Sala przesłuchań

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Avengers Tower-
Skocz do: