Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Vahlut Hangar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Vahlut Hangar   Pią Sty 13, 2017 9:42 am

Jeden z dwóch mniejszych hangarów, znajdujący się w centralnej części okrętu, wychodzący na lewą stronę jednostki. Służy on jako port dostępu dla mniejszych maszyn, zaczynając od myśliwców przez małe transportowce oraz frachtowce. Ze względu na rozmiary, nie uraczy się tutaj dużych okrętów. Hangar ten łączy się z korytarzami katapult (CATO, Catapult Assisted Take Off), znajdującymi się w lewej części okrętu, umożliwiającymi pozwalającymi na skrócenie czasu startu myśliwca. CATO wykorzystywane są przez Ahmiin Krifiik (Alert Fighters).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Eulalia

avatar

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Vahlut Hangar   Wto Lip 18, 2017 3:16 pm

- Raczej, że ja nie jestem - odparła, pochylając lekko łeb pod łapą Khardesha i uśmiechając się delikatnie. Wolała wytłumaczyć, co miała na myśli przez swoje słowa. Po prostu nie sądziła, by tygrys zabrał ją gdziekolwiek bez powodu. W końcu była tylko zwykłym członkiem gwardii na Densorinie, nikim specjalnym. On natomiast był szanowanym na ich planecie operatorem. A zabrał ją, by mogła dołączyć do CORE, więc oczywiście, że się na to zgadzała i zdecydowała bez wahania.
- Do zobaczenia? - spojrzała za samcem, patrząc jak podchodzi do swojego myśliwca, a po chwili znika w niewielkim błysku. Podążała wzrokiem za unoszącą się maszyną dopóki sama nie została przeniesiona do drugiej z nich. Rozejrzała się dookoła, rozsiadając się wygodnie w fotelu. Przyjrzała się konsoli, nie próbując jej dotykać mimo wszystko. Lepiej nie ryzykować próbami obsługi czegoś, na czym się nie zna. Chociaż... Tak ładnie świecił, że kusiło ostrożnie dotknąć. To inteligentna maszyna, więc raczej nic się nie stanie.
Przesunęła ostrożnie łapą po panelu. Przy okazji uśmiechając się do siebie na słowa maszyny. Zabiorę cię ku gwiazdom. Zabrzmiało trochę tak... Jak w jakiejś baśni. Jak dokonanie czegoś niemal niemożliwego. Jak zapowiedź wspaniałej przygody, która na nią czekała pośród gwiazd. W międzyczasie przed jej oczami pojawił się widok na zewnątrz. Ponownie musiała się przyzwyczaić do tego, że teraz widzi więcej niż do tej pory. Zaczęła się przyglądać oznaczeniom i opisom poszczególnych jednostek. Informacje, których normalnie na pewno by nie uzyskała, teraz były na wyciągnięcie ręki.
Przyglądała się również swojej planecie, która powoli robiła się coraz mniejsza. Co prawda nie pierwszy raz miała okazję podziwiać taki widok, ale tym razem miała tutaj już zbyt szybko nie wrócić. W końcu Khardesh sam powiedział, że zamieszka na Durze i będzie odwiedzać swoją planetę tylko od czasu do czasu. Miała nadzieję, że dadzą jej chociaż w jakiś sposób poinformować rodziców. Lub może sami się tym zajmą. Wystarczyłby zwykły list, nic więcej nie trzeba. Rozejrzała się po okolicznych stacjach, by ostatecznie zatrzymać swój wzrok na Red River 1.
- Wrażenia okej. Myśliwiec jest świetny - odparła tygrysowi spokojnie. Póki co nie działo się nic nadzwyczajnego poza tym, że siedziała w jednostce należącej do CORE. W kosmosie już była. W końcu ich planeta była całkiem zaawansowana. Może nie tak jak niektóre cywilizacje, ale i tak Eulalii wydawało się, że nieźle sobie radzą. Dopiero błysk światła i nagła zmiana otoczenia były dla niej zaskoczeniem. Nie spodziewała się tego. Gdyby miała jak to zapewne znów by zaczęła machać ogonem na boki w ekscytacji. Teraz jednak siedziała i tylko końcówka jej ogona kiwała się na boki lekko. Tym uważniej zaczęła się przyglądać wszystkiemu dookoła. Ogrom statków kosmicznych był niesamowity. Przeskakiwała oczami z jednego opisu na drugi, odczytując nazwy i statusy jednostek. Przechyliła łeb, widząc okręt, wyglądający jak Dur-Shurrikun, ale nim nie będący. Opis mówił co innego. Wtedy też usłyszała krótką, rzeczową rozmowę na ich temat. I w końcu po chwili mogła dostrzec tytana, który został oznaczony jako cel ich podróży.
- Też nie zdawałam sobie z tego sprawy - odparła na słowa operatora, czując narastającą ekscytację wewnątrz kiedy byli coraz bliżej celu i w końcu wlecieli do hangaru. Kolejna teleportacja i gepardzica stanęła łapami na podłodze pomieszczenia. Rozejrzała się dookoła, patrząc na wszystko co tylko mogła wyłapać swoim wzrokiem.
- To hangar, prawda? Ogromny. Nie wierzę, że tu jestem naprawdę - odezwała się do Khardesha kiedy ten stanął niemal tuż przed nią. I choć jej ton głosu był w miarę spokojny to, niestety, znowu zdradzał ją ogon, majtający na wszystkie strony za jej plecami. Starała się nad nim panować podczas misji, gdy mogłaby coś nim niechcący szturchnąć, tym samym zdradzając swoją obecność. Jednak na co dzień po prostu nie przejmowała się nim. Zwłaszcza, że szczególnie dla kotów okazywanie emocji przez ogon było po prostu czymś naturalnym.
- Czy moi rodzice dostaną jakąś informację? - zapytała, przypominając sobie o czym myślała kilka minut temu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Vahlut Hangar   Sro Lip 19, 2017 7:00 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Jinkusu|Khardesh|Sunny Emmerich

Khardesh był znacznie spokojniejszy. Choć jej postawa przypomniała mu, gdy on pierwszy raz trafił na ten okręt, by przejść swoją własną próbę i finalnie wpleść swą karierę w CORE. Stwór uśmiechnął się ciepło, nieco rozbawiony. Przed oczami widział drugiego siebie, w swym pierwszym dniu. Na tyle go o wciągnęło, że zapomniał odpowiedzieć na zadane mu pytanie. Z pomocą przyszedł więc nikt inny, jak sam okręt. Obok Eulalii, bez ostrzeżenia, pojawił się holograficzny obraz avataru okrętu. Mierzący dwa metry dwadzieścia centymetrów, pokryty futrem "raptor". Obraz crathygtan, takich, jakimi ci byli za czasów swego istnienia. Ślepia były białe, lekko świecące. Futro posiadało dwie barwy kolorystyczne, białą oraz czarną. Łeb zdobiły dłuższe uszy oraz odstające do tyłu owłosienie, przypominające lekko kolce, stworzone nie z kości, lecz futra. Avatar był umięśniony, atletycznie zbudowany, wręcz perfekcyjny. Dobremu obserwatorowi potrafiło się to rzucić w oczy. Zapewne samicom mógłby imponować, jednak był nazbyt idealny. Związane to było z kulturę crathygtan, którzy avatary okrętów przedstawiali jako istoty idealne. Takie miały być ich okręty, potężne i niezwyciężone. Imperium dbało o to, by zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz, maszyny budziły podziw. Nawet, udając organicznych crathygtan. Eulalia spokojnie mogła posiadać taką wiedzę, zarówno z nauki za czasów młodości, jak i szkolenia pośród gwardii.
Avatar był wyprostowany, hologram był bardzo dokładny, lekko przezroczysty - niczym duch. Dało się dostrzec, że postać jest obrazem maszyny, a nie realnym obiektem. Dłonie znajdowały się za plecami, długi ogon opadał swobodnie ku ziemi, nie poruszając się. Łapy i dłonie (schowane za plecami) zdobiły ostre pazury o lekko metalicznym wyglądzie. Gołym okiem dało się dostrzec, że nie była to kość, lecz jakiś rodzaj metalu. Sylwetka na tyle dobrze imitowała organika, że hologram wydawał się nawet oddychać.
-Drem yol lok. - Zaczął. Słowa te, choć po crathygtansku, zazwyczaj były dobrze rozumiane. Ten krótki zwrot był powitaniem oraz pozdrowieniem, w języku crathygtanskim. -Witaj w nowym domu, Eulalio. Obecnie znajdujesz się w hangarze przeznaczonym dla jednostek szybkiej odpowiedzi. Myśliwców.
Wyjaśnił, nie poruszając się, choć był w stanie to uczynić. Avatar pozostawał w miejscu, przyjmując charakterystyczną, wojskową postawą z dłońmi splecionymi za plecami, nad ogonem.
-Twoi rodzice otrzymają oficjalną informację. Za niedługo będziesz miała możliwość skontaktować się z nimi samodzielnie.
Odpowiedział na drugie pytanie, pozwalając jej nie zawracać sobie głowy tym problemem. Operatorzy CORE, choć wymagało się od nich sporo, posiadali dużą autonomię oraz zasoby. Gepardzica szybko wyłapie, że kontakt z rodziną nie będzie dla niej w żaden sposób utrudniony. Może się okazać, że będzie łatwiej, niż do tej pory.
Żeby wrażeń nie było mało, drzwi prowadzące do hangaru otworzyły się, a do środka weszły dwie istoty. Pierwszą był... Dur-Shurrikun. Dokładniej, avatar w postaci androida. Dokładnie taki sam, jak avatar, identyczny. Tylko prawdziwy. Pokryty skórą, z własnym zapachem oraz tą metaliczną powłoką pazurów. Dodatkowo, hologram pozostał na miejscu, przez co w pomieszczeniu były teraz dwa avatary. Druga postać, jaka się tu pojawiła, była znacznie mniejsza. Mierzyła 148 cm wzrostu, była mała, chuda oraz bardzo młoda. Posiadała włosy koloru srebrnego, jasną, może nieco bladą cerę. Ubrana była w mundur koszarowy CORE. Była człowiekiem. Wiek - 11 lat. ISAC, którego Eulalia nadal posiadała, o wszystkim poinformował. Dziecko, tudzież młodzik - jak to mówią densorini. Przy tym wszystkim, stopień wojskowy oraz informacja, że osoba ta była inżynierem. Maszerowała obok andorida, z ISACiem w dłoniach, wpatrzona w niego, rozmawiając o czymś z androidem.
-... pozwoli to zwiększyć efektywność skanerów Fortu Eltanin o 150%, zachowując ich dane technologiczne na niezmienionym poziomie.
Wyjaśniła dziewczyna, zatrzymując się w momencie, w którym oboje podeszli do Eulalii. Sunny podniosła wzrok do góry, lustrując samicę wzrokiem od łap, po czubek łba.
-O! Ty musisz być...
-Eulalia, tak. Eulalio - Sunny Emmerich. Główny inżynier oraz najpotężniejsza znana nam technopatka.
Wtrącił Khardesh, cofając się o krok i nieco "chowając" za Eulalią, pozwalając jej stanąć przed dwoma avatarami oraz młodą inżynier. On sam znalazł się za samicą, co wyczuć mogła na swym ogonie, który zaczął zahaczać o łapy samca, gdy krążył za nią podekscytowany. Tygrys pozwolił sobie podnieść obie dłonie do góry i oprzeć je na ramionach gepardzicy, nie unieruchamiając jej, lecz raczej dbając, by ta nigdzie nie uciekła, niesiona emocjami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Eulalia

avatar

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Vahlut Hangar   Pią Lip 21, 2017 1:12 pm

Nowe miejsca zawsze wywoływały w niej ekscytację. Zresztą, pewnie nie tylko w niej. Każdy lubił odkrywać nowe miejsca, rzeczy. Dowiadywać się czegoś. Eulalia już w myślach postanowiła zrobić sobie później spacer po okręcie. Może się zgubi, może w końcu zmęczy. Ale skoro można było się teleportować po terenie to nie będzie to raczej żadnym problemem. A koniecznie chciała zobaczyć jak najwięcej, by poznać swój nowy dom.
Kiedy nagle ktoś się pojawił obok niej, Eulalia odsunęła się o krok, by uważnie i czujnie przyjrzeć się nieznajomej sylwetce. O dziwo ISAC tą postać oznaczył jako Dur-Shurrikun, co trochę dziewczynę zaskoczyło. Zaraz jednak zdała sobie sprawę, że był to hologram. Musiał to być więc avatar okrętu, na którym się znajdowali. W końcu była to żywa istota. Mogła się więc również i tej postaci przyjrzeć. Musiała przyznać, że robiła spore wrażenie. Może i hologram nie był jakoś niesamowicie wysoki, ale i tak wyglądał ciekawie. Szczególnie to dwukolorowe futro.
Zerknęła krótko na jaszczurzy ogon, nim uniosła spojrzenie na twarz raptora kiedy ten się odezwał do niej. Na powitanie skinęła lekko głową, nie chcąc przerywać wypowiedzi. Jeszcze raz rozejrzała się po hangarze, gdy hologram wyjaśnił, do czego ów był przeznaczony. Informację o tym, że jej rodzice wkrótce się o wszystkim dowiedzą przyjęła z ulgą. Nie chciała by niepotrzebne się o nią martwili. Druga część wypowiedzi była jeszcze lepsza, bo do wiedziała się, że sama niedługo będzie mogła się z nimi skontaktować z nimi. Może i była dorosła, może i już nie potrzebowała opieki. Ale jednak rodzina to rodzina, była najważniejsza na świecie.
Dźwięk otwieranych drzwi do hangaru natychmiast przykuł uwagę gepardzicy i jej spojrzenie od razu tam powędrowało. Jakieś było jej zaskoczenie, gdy ujrzała trzeciego Dura. Za dużo Durów na raz, zdecydowanie. Potrząsnęła lekko łbem. Ten nie był hologramem, więc... Robot? Tak podejrzewała samica. Android. Identyczny jak jego niematerialny odpowiednik. Chyba będzie musiała się przyzwyczaić do takich dziwactw w tym miejscu.
Druga postać jednak zaraz skoncentrowała na sobie całą uwagę Densorinki. Niska, mała. Młode, o czym poinformował ją ISAC natychmiastowo. I choć informował ją również o stopniu wojskowym i tym, że była inżynierem to mimo to nie potrafiła nie rozczulić się nad dziewczynką. Bądź co bądź, to było jeszcze dziecko. A Eulalia miała olbrzymią słabość do dzieci. Nic więc dziwnego, że na jej pysku pojawił się uśmiech, wyraz twarzy się rozluźnił i rozpogodził. Łapy Khardesha na jej ramionach trochę ją uspokajały.
- Witam. Cieszę się, że mogę poznać kogoś najpotężniejszego na sam początek - odezwała się, patrząc na Sunny i wyciągnęła do niej łapę na powitanie. Czekając na uścisk, uniosła łeb do góry, by spojrzeć na androida Dura. - Takiego spotkania jednak zdecydowanie nie spodziewałam się na sam początek. - schyliła lekko łeb na moment. W zasadzie to sama nie była pewna jak powinna przywitać androida. Niby był tylko avatarem, ale jednak reprezentował żywy okręt, na którym w tej chwili byli. Czy powinna mu okazać jakoś szacunek? Czy traktować raczej normalnie? Nikt jej nie uprzedził o tym spotkaniu.
- Mam nadzieję, że spełnię oczekiwania CORE - dodała jeszcze po krótkiej chwili wahania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Vahlut Hangar   Nie Lip 23, 2017 1:19 am

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Jinkusu|Khardesh|Sunny Emmerich

Dziewczynka zaśmiała się na słowa gepardzicy. Dokładnie na bycie nazwaną "najpotężniejszą". Wyraźnie ją to rozbawiło. Spojrzała na dłoń samicy, zakończoną pazurami, przy okazji przypominając sobie podejście densorinów do kwestii podawania dłoni. Dziwna reakcja, jednak Sunny odwzajemniła gest i chwyciła swą małą dłoni, "wielką" dłoń densorinki. Dla ludzkiego dziecka, była bowiem dość spora.
-Nie przesadzajmy... po prostu mam trochę talentu.
Skomentowała krótko kwestię swej "siły", w którą nie do końca wierzyła. Sunny była bardzo utalentowana i tego się trzymała. Nigdy nie uważała się za potężną, a ową potęgę przypisali jej znajomi oraz przyjaciele. Zarówno po to, by ją podbudować, jak i w uznaniu jej umiejętności kontaktowania się z crathygtanską technologią.
Android skinął łbem w geście zrozumienia oraz pozytywnego odebrania komplementu, jeśli takowym można by nazwać słowa samicy. Nie spodziewała się takiego spotkania, już na początku? Khardesh, stojący za nią, zacisnął delikatnie dłonie na jej ramionach, tak, by nie wytworzyć uczucia dyskomfortu, jednak na tyle, by poczuła. Przy tym geście, tygrys przesunął łeb na jej ramię, by nieco zbliżyć pysk do ucha samicy.
-Naprawdę? Znajdujesz się wewnątrz okrętu, spodziewałaś się kontaktu z nim później, niż natychmiast?
Zapytał, zerkając na Eulalię kątem oka i zastanawiając się czy jej słowa były spowodowane stanem rzeczywistym, jaki przyjęła czy może faktem, że nie wiedziała co ma powiedzieć. Jak się zachować. Z drugiej strony, dla Khardesha, to spotkanie było tak oczywiste, że nie wpadł na pomysł, by ją uprzedzić.
-Twoje osiągi pozwalają założyć, że będziesz wartościowym członkiem naszych operacji. Wykorzystaj ISACa, by zlecić plan kwatery, jaką mam dla ciebie przygotować. Po wszystkim, zostanie tobie przydzielone pierwsze zadanie. Tymczasem, Khardesh...
Wyjaśnił avatar okrętu, przybliżając, jak pozycję Eulalii widziało CORE oraz co, po kolei, ją teraz czeka. Mogliby sprawdzić jej możliwości oraz atrybuty fizyczne, jednak dane te były już w posiadaniu tytana. Weryfikowanie ich nie było konieczne. W tym momencie. Co prawda, obecny tutaj Khardesh mógł uznać, że ją sprawdzi, we własnym zakresie. Nie będzie to jednak decyzja odgórna, ze strony dowództwa.
Android odsunął się na bok, robiąc miejsce oraz przejście w stronę wyjścia. Słysząc swoje imię, tygrys wiedział, że nadszedł moment na rozluźnienie atmosfery oraz oficjalne wprowadzenie nowej rekrutki do grona członków CORE. Mundur dostawało się wraz z przysięgą, jednak od jakiegoś czasu, operatorzy tworzyli tutaj pewną tradycję prostego, krótkiego chrztu. Korzystając, że stał już za nią, samiec wpierw ją puścił, a następnie chwycił ją pod kolana i za łopatki, po czym poderwał jej nogi do góry, spod ziemi, w ten sposób unosząc samicę do góry. Gdyby była samcem lub była chociaż większa od niego, musiałby kombinować. W tym wypadku, postanowił na prostotę. Zaskoczenie, które zapewne jej teraz załatwił, powinno skutecznie ukrócić jej próby nagłego wyrwania się z jego ramion. W najgorszym wypadku, złapie ją mocniej.
-Biosfera III.
Rzucił krótkim hasłem, po którym biały błysk przeniósł tą dwójkę w inne miejsce, jednak nadal na pokładzie okrętu. Choć tak to mogło nie wyglądać. Nagle zrobiło się jasno, biało... i zimno. Khardesh i Eulalia znaleźli się w pokrytej śniegiem krainie, z przepięknym widokiem na kosmos, w tym kilka doskonale - bo blisko - widocznych planet, jak również silnie świecących gwiazd. Jednak, tak, znajdowali się w miejscu, gdzie był śnieg oraz minusowa temperatura. Jakby tego było mało, przy wodzie. Tygrys dalej trzymał gepardzicę w ramionach, zerkając na nią spokojnie. Do jej uszu zapewne dotarł odgłos wody, znajdującej się tuż przy nich. Na tyle blisko, że wręcz... pod nimi. Khardesh do pasa był zamoczony w lodowatej wodzie. Gdy tylko Eulalia mogła zorientować się, gdzie jest, tygrys zabrał swe ręce i po prostu ją puścił, posyłając ją prosto do lodowej wody oraz cofając się o kilka kroków do tyłu. Jasne, sam również znajdował się w tej wodzie, co prawda do pasa. Nie mógł powiedzieć, że było mu przyjemnie, jednak szkolenia przyzwyczaiły go do zimna. Czego zapewne nie będzie mógł powiedzieć o tej samicy. Lub przynajmniej - nie w tym stopniu, co operatorzy CORE, którzy takie temperatury musieli znosić. Oczywiście w warunkach operacyjnych, każdy dostawał stosowne umundurowanie lub opancerzenie, więc tej temperatury praktycznie się nie czuło. Teraz jednak... cóż, samica mogła polegać wyłącznie na własnym ciele i futrze. Oraz rozbawionym tygrysie, który stał jakiś metr od niej, dalej w wodzie. Na wszelki wypadek. Gdyby planowała go zabić.
-Witaj w CORE.
Padło krótkie hasło powitalne. Oczywiście, nie było to oficjalnie przyjęcia w szeregi organizacji, o czym ta zapewne wiedziała. Bardziej nieoficjalne, koleżeńskie powitanie w grupie, do której miała teraz należeć. Khardesh ugiął lekko swe łokcie, otwierając nieco dłonie oraz rozstawiając nogi nieco na boki, przy ugiętych kolanach. Na wszelki wypadek, wolał się pilnować.
[zt -> TUTAJ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Vahlut Hangar   

Powrót do góry Go down
 
Vahlut Hangar
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Hangar
» [Alfa] Hangar i zbrojownia
» Hangar

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Tytan Dur-Shurrikun-
Skocz do: