Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Chinatown, Manhattan

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Chinatown, Manhattan   Pon Lut 06, 2017 6:38 pm


Jedna z kilku Chińskich Dzielnic znajdujących się na terenie Nowego Jorku. Umiejscowiona na Manhattanie, co sprawia, że jest tą najbardziej znaną i najchętniej odwiedzaną przez turystów. Miejsce tętniące życiem, pełne restauracji, targów i sklepów z pamiątkami. Większość ponad stuletnich domów w tej dzielnicy to kamienice czynszowe, co przyczynia się do tłoku i hałasu. Leżące w centrum Chinatown obsługiwane jest przez wiele linii metra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Wto Lut 21, 2017 10:09 pm


Podróż przez Dark Dimension nie trwała długo, ale i tak mogła nieprzyzwyczajonych do tego wymiaru Black Cat i Spider-Mana wprowadzić w lekki niepokój. Pajęczy zmysł Petera cały czas odzywał się informując go o czającym się wszędzie wokół zagrożeniu. Jeśli ktoś uważał, że Cloak i Dagger przesadzali mówiąc o niebezpieczeństwach związanych z tym miejsce, to teraz chyba miał dowód co do prawdziwości słów tej dwójki. Felicia cały ten czas trzymała się blisko Parkera i chyba z ogromnym trudem powstrzymywała się od tego, by złapać go za ramię i nie puszczać, aż wyjdą u celu podróży.
Portal otworzył się w wąskiej uliczce pomiędzy kamienicami, niedaleko ulicy East Broadway, jednej z głównych dróg przechodzących przez Chinatown. Z tego poziomu ciężko stwierdzić, w którym miejscu dokładnie, ani po jednej, ani po drugiej stronie uliczki nie widać było żadnych szyldów, które mogłyby udzielić jakiejś podpowiedzi. Informacje przyszły na szczęście dość szybko przyszły ze strony Cloaka.
- Jesteśmy niedaleko stacji metra Wschodni Broadway. Teoretycznie Chinatown, ale dzielnica rzeczywiście zaczyna się kilka przecznic dalej. – powiedział, jako ostatni wychodząc z portalu, pilnując by nie doszło do wypadku. – Dalej wolę nie ryzykować. Coś zakłóca działanie mocy i nie wiem, gdzie byśmy wyszli, ani czy wszystkim by się to udało. Zresztą już teraz widzicie, że lekko rozminąłem się z wcześniejszymi zamiarami. – cóż, mieli pojawić się na dachu jednego z budynków, znaleźli się na poziomie ulicy. Mogło skończyć się o wiele gorzej, gdyby portal otwarł się na odpowiedniej wysokości, ale niekoniecznie nad jakimś podłożem. Było gorzej niż wcześniej, trudniej o dokładność. Nie wspomniał o tym, ale to co blokowało jego zdolności najwidoczniej przybierało na sile.
- Kojarzycie kościół przy Hester Street? To tylko fasada. Negative i jego ludzie wykorzystują go do swoich działań. Myślę, że tam go znajdziemy. – odezwała się spokojna do tego czasu Dagger. – Całkiem niedaleko znajduje się jedna z siedzib Bank of America.
- Wiem gdzie to jest. – odpowiedziała Black Cat po chwili namysłu. Dagger skinęła głową na słowa złodziejki.
- Spotkajmy się na dachu budynku naprzeciwko świątyni. To dobry punkt obserwacyjny i tam obmyślimy dokładny plan działania. Rozejrzyjcie się po okolicy jeśli chcecie, ale zróbcie to raczej dyskretnie. Większe zainteresowanie tamtym miejscem zwróci uwagę wroga, a tego chcielibyśmy chyba uniknąć. – spojrzała na Pająka, Felicię i swojego przyjaciela, czekając na pytania z ich strony lub jakieś potwierdzenie tego, że zrozumieli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 250
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pią Lut 24, 2017 10:50 pm

Podczas podróży przypomniały mu się jego spotkania z doktorkiem i wszelkie dziwaczne przejścia przez które z nim przechodził. Zawsze miał zasady co do tego co należy zrobić by demony nie pożarły twojego serca podczas przechadzki po piekle. Fun times. Tym razem było jednak nieco inaczej. Wszystko było otoczone jedynie ciemnością. Spidey sense też wariował mocniej niż zwykle, jakby każdy milimetr przestrzeni z dala od Dagger sam w sobie był śmiertelnym niebezpieczeństwem. Uh, ten cały Cloak aktywuje jego szósty zmysł tak często, że już czuje ból głowy który będzie odczuwał kiedy będzie po wszystkim. Ich współpraca może być cięższa niż myślał...
Anyways, Spidey i spółka (to tylko nazwa robocza tego team upu...) wylądowali na ulicach Chinatown. Chwila, ulicach? Właśnie miał wyskoczyć z tekstem o tym, iż nie wygląda mu to na dachy, gdy Cloack wszystko wyjaśnił. Huh, całkiem poręczny koleś z niego, wie co się dzieje i co robić, ma łeb na karku. Szybko ustalili cel. Spider-Man kojarzył drogę do kościoła, w końcu te 11 lat patrolu nie mogło pójść na marne. Peter rozejrzał się dookoła obmyślając na szybko trasę i trajektorię swoich potencjalnych akrobacji. Kiedy Black Cat wspomniała o tym, że wie gdzie jest bank, Parker westchnął  i pokręcił delikatnie głową.
-'Course you do- powiedział sam sobie pod nosem.
Bohater spojrzał się na Cloak & Dagger, drapiąc się po brodzie.
-Skoro twoja teleportacja nie działa...jak planujecie wejść na dach? Mogę zaoferować podwózkę panience, ale co z tobą Cloak? Cat może być ciężko zanieść Cię "na barana"...- dodał pod koniec żartobliwie. Jeżeli Dagger zgodzi się na to by ją zabrał na dach, to tak zrobi. Jeżeli nie chce, bo zna inny sposób to nie. Ciekawe co z jej kolegą.
[...]
Tak czy owak, jakoś znaleźli się w końcu na dach naprzeciwko kościoła. Webhead podszedł do krawędzi, schylił się i delikatnie położył stopy na ścianie budynku. Potem puścił ręce, tak by siedzieć tyłkiem na swoich piętach. Nie miało to żadnego konkretnego zastosowania, czasami po prostu lubił szpanować.
-Więc to tutaj, huh? Jest coś po czym można rozpoznać ludzi Negative'a bądź samego Negative'a? Jak wchodzimy? Mogę iść pierwszy, Spidey-sense wskaże wszystkie niebezpieczeństwa poza tym mogę was zapewnić, że nikt nigdy nie patrzy na sufit
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Cat
PR Manager
avatar

Liczba postów : 300
Data dołączenia : 16/10/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pią Mar 03, 2017 12:02 am

Po nieoczekiwanej wycieczce oczom Panny Hardy pojawił się facet, o czerwonej twarzy. Później swym bacznym spojrzeniem filowała jego całą posturę. Jegomość prezentował się nad wyraz dobrze. Nie mniej jednak to nie było najważniejsze, albowiem kluczem był powód ich spotkania i zapewne rychłej konwersacji. Pierwszy do głosu doszedł jak się opisany przed chwileczką prowodyr spotkania. Wyjaśnił dwójce, gdzie się znajdują i co przed chwilą zaszło. Prawił o jakiś wymiarach i innych farmazonach. Kobieta Kot oparła się o pobliską ścianę i poczęła bawić się swoimi włosami. Kręciła typowe dla płci żeńskiej loczki na palcach, albowiem jak zwykle pozycja kobiety w typowym, męskim gronie ograniczana jest przez samców alfa do minimum. Felicja nigdy nie potrafiła zrozumieć tego jakże fascynującego zjawiska społecznego. Jednakże, gdy usłyszała Hester Street odruchowo poderwała się do stójki i oznajmiła chłodnym tonem swego głosu, iż wie gdzie to jest. Była gotów do ruszenia w drogę, lecz Pajączek musiał wtrącić uszczypliwe zdanie względem Felicji. Ta przestąpiła z nogi na nogę i zrobiła wymowną twarz w kierunku rozmówcy. Następnie cudem w spokoju wysłuchała tego, co miał do powiedzenia Spiderman. Gdy przerwał on przemówienie, ta natychmiastowo doszła do głosu.
- Oj Pajączku nie schlebiaj tak sobie. Może to ja wniosę cię na „baranach”, bo coś ostatnio twoje stare kości nie są w stanie sprostać najprostszym czynnościom. - musiała ogryźć mu się. Niech wie, że kobieta nie da sobie w kaszę dmuchać. Nie mniej jednak później poczekała na proponowane rozwiązania i czym prędzej ruszyła wraz z nimi.

[.....]
- I co Pajączku? Jakoś mi się udało wejść tam, gdzie i tobie. Powinieneś bardziej doceniać płeć piękną, no chyba, że chcesz aby te pazurki zanurkowały w twojej skórze. - wyszeptała do prawego ucha mężczyźnie.


Ostatnio zmieniony przez Black Cat dnia Pią Kwi 07, 2017 7:47 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Sro Mar 22, 2017 7:46 pm


Dwójka młodocianych bohaterów najwidoczniej nie zamierzała się rozdzielać. Dagger złapała Cloaka za rękę, uśmiechnęła się słysząc niezbyt udany żart Spider-Mana, po czym obydwoje odwrócili się do Pająka i Kotki plecami, i ruszyli w swoją stronę. Pozornie wybiegając na ulicę, ale gdyby któreś z dwójki podjęło próbę ich dogonienia lub prześledzenia drogi, którą chcieli pokonać, mogłoby odkryć, że ci jakby rozpłynęli się w powietrzu. Ale czy któreś z nich miało na to czas i chęci? Mało prawdopodobne. Mieli przecież inne zmartwienia.
Młodzieńcy dotarli na miejsce jakiś czas po Parkerze i Felicii. Nie zajęło im to długo, nie wyglądali też na specjalnie zmęczonych, a mieli przecież do pokonania spory kawałek drogi. Ale prowadząc obserwację groźnego przestępcy jakim bez wątpienia jest Negative i nie mogąc polegać na mocach Cloaka musieli znaleźć jakiś sposób na w miarę szybkie i bezproblemowe przemieszczanie się pod dzielnicy, więc pewnie było tego jakieś wytłumaczenie. A może gadka o zablokowanych umiejętnościach była tylko jakimś wykrętem? Ale co mieliby w ten sposób zyskać? Pajęczy zmysł Petera w żaden sposób nie sugerował przecież, by duet bohaterów miał stanowić zagrożenie. Nie było łatwo ten zmysł obejść, zdolni do tego byli tylko nieliczni i taka opcja teraz chyba nie wchodziła w grę. Ale czy aby na pewno?    
- Rozpoznasz go, zdecydowanie wyróżnia się z tłumu. Jeśli go zobaczysz zrozumiesz skąd wziął się jego pseudonim. – zaczął Cloak odpowiadając na pytanie Spider-Mana. Nie mówił o szczegółach, może licząc, że o tych wypowie się Dagger? – Tak samo jak jego straż, gdy już dostaniemy się do środka. Natomiast tutaj, w tłumie? Ciężko powiedzieć. Ci na najniższym szczeblu raczej nie wyróżniają się niczym szczególnym pośród zwykłych ludzi. – zbliżył się do Parkera i przykucnął. Spojrzał na Dagger i wrócił do obserwacji okolicy. Nie odzywał się w tym czasie, całkowicie skupiając się na odnalezieniu czegoś co pozwoliłoby mu odkryć szpiegów złoczyńcy. Po chwili pokiwał głową z wyraźnym rozczarowaniem. – To może być każdy. Ale nie oni są naszym celem. Musimy wejść do środka i rozprawić się z prawdziwym zagrożeniem.
- Możemy wejść od frontu, ale nie wiemy jaki opór zastaniemy w środku. To zbyt ryzykowne. Z tyłu, od strony wąskiej uliczki jest drugie wejście. Domyślam się, że w jakiś sposób można też dostać się do środka od góry, ale nie miałem do tej pory możliwości, by to sprawdzić. Patrząc na wiek budynku, a także jego przeznaczenie, stwierdziłbym, że to nie jedyne sposoby wtargnięcia między mury świątyni. – kościoły, zwłaszcza te starsze, kryły czasami różne tajemnice. Różnie toczyły się dzieje kapłanów i samego kościoła, więc czasami decydowano się na umieszczenie w świątyniach znanych tylko nielicznym tajnych przejść, o których wraz z upływem lat i śmiercią wtajemniczonych zapominano. – Nie wiem. Twój zmysł może się przydać. Ale może powinniśmy zaatakować z dwóch stron? – rzucił do wszystkich, chcąc poznać ich opinie, może wysłuchać ich pomysłów. Po raz pierwszy w jego głosie można było usłyszeć niepewność. Czy to przez bliskość rywala, czy jeszcze mimo wszystko brak doświadczenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dagger

avatar

Liczba postów : 4
Data dołączenia : 09/03/2017

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Nie Mar 26, 2017 6:38 pm

Cloak i Dagger dołączyli do reszty bohaterów trochę spóźnieni. Droga dłużyła się, ponieważ obaj przywykli do znacznie szybszej teleportacji. Na szczęście podróż odbyła się dostatecznie dyskretnie i nie wymęczyła ich tak bardzo, jak można byłoby sądzić. Dagger obawiała się o swego przyjaciela. Bez swoich zdolności, był niemal bezbronny i wahała się, czy powinien zabrać udział w tej akcji. Przecież zawsze mógłby do nich dołączyć, gdy już znajdą i zlikwidują źródło zakłóceń. Jednak znała go dość długo i wątpiła, aby pościł ją samą, Negative był niebezpieczny. W grę wchodziła również jego siostra i wszelakie próby perswazji były tylko grochem rzucanym o ścianę.
- Biały garnitur, jakbyś widział biznesmena przez błonę fotograficzną. - wtrąciła swoje trzy grosze do słów Tyrone.
Blondyna patrzyła w architekturę, która przypominała jej Holy Ghost Church. Starała się jak najlepiej zapamiętać budowę budynku.
- Chyba nie ma sensu pchać się tam drzwiami frontowymi?! - jej pytanie było retoryczne. Kobieca intuicja zalecała podzielić się na dwie grupy. Pająk i Black Cat potrafili się wspinać, więc szukanie wejścia od góry było skazę na nich. Od biedy para mogła zawsze znaleźć jakieś okno lub zdewastować jakiś witraż, aby dostać się do środka.  Tandy wolała jednak pozostawić kwestie strategii i plan bardziej doświadczonym superbohaterom.  
W stosunku do większości współczesnych herosów była jedynie smarkiem. Symbol Nowego Yorku miał zdecydowanie większe doświadczenie w podobnych potyczkach. Obserwowała kościół, który miał już swoje lata. Była pewna, że w następnym wydaniu Daily Bugle będzie wzmianka o człowieku-pająku, dewastującym zabytki i relikty kultury.
- Proponuję uderzyć od bocznej uliczki, poprzez drugie wejście. Chyba, że znajdziecie jakąś dziurę w ścianie i sposób na podrzucenie nas do środka. Może tak uda nam się częściowo uniknąć zbędnej walki. - zaproponowała, choć sama czuła wady tego pomysłu. Gdyby doszło do strzelaniny, cześć gangsterów pozostałaby za ich plecami. Każda decyzja niosła ze sobą ryzyko, a nie mieli wielkiego wyboru. Tandy zaczęła rozmieniać zalety i wady planu, przeciągnęła się lekko i oparła o jedną z barierek. W odpowiedzi na ostatnie pytanie Cloaka, wzruszyła bezradnie ramionami i uśmiechnęła się, przysłuchując się temu co miała do powiedzenia reszta. Zmaterializowała światło, a następnie zaczęła bawić się nowo-utworzonym sztyletem, przekładając go z jednej dłoni do drugiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 250
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pon Mar 27, 2017 3:43 pm

Kiedy Spidey tak sobie siedział, jedna myśl nie mogła opuścić jego głowy- "Jak oni właściwie zniknęli?" Nic nie powiedzieli, nie ukrywali tego w żaden sposób i podobno teleportacja była tutaj niedokładna. Przy rozmyślaniu, muskał kciukiem brodę, delikatnie marszcząc maskę. Nie miał wrażenia, że było to coś co chcieli wykorzystać by zrobić mu krzywdę, ale czuł się nieco oszukany. Urgh, kocha pracować z ludźmi, do których ma podejrzenia.

Chwilę po sobie usłyszał jak ktoś inny wylądował na dachu. Obrócił głowę w kierunku głosu. To tylko Black Cat. Otworzył szeroko oczy słysząc jej komentarz o pazurkach.
-Kinky- skwitował krótko i przechylił głowę na bok. Eh te kobiety i ich humorki. Miał właśnie coś powiedzieć w sprawie ich znikających współpracowników, gdy nagle zauważył owe osoby na dachu. Przeniósł wzrok z kocicy na nich.

Kiedy usłyszał niezbyt szczegółowy opis mężczyzny, wyobraził sobie typowego podstarzałego chińczyka, który jest wiecznie smutny, stąd ksywka "negative". Nieco więcej światła rzuciła na sprawę Dagger. Więc miał biały garnitur. Ciężko mu było zrozumieć o co jej chodziło z błoną fotograficzną, może to jakaś przenośnia? Patrzenie na błonę fotograficzną zazwyczaj odwraca kolory... A może jednak jest przystojny i bardzo fotogeniczny? Raczej nie mówiłaby, że dosłownie to osoba z odwróconymi kolorami, nie? Nie żeby nie widział dziwniejszych rzeczy w życiu.

Przytaknął na słowa pary bohaterów. Zazwyczaj wchodził wszędzie sam, a jak już był w drużynie, to ktoś inny był od planowania i chciał by tak było i tym razem. Ich słowa brzmiały rozsądnie, ale nie podobało mu się jak bardzo to brzmiało jak spekulacja, brakowało im informacji. Oparł się o krawędź dachu i po jednym sprawnym manewrze, stanął na równe nogi.
-Nie ma sensu zgadywać i iść ślepo w paszczę lwa. Sprawdzę boczną alejkę i wtedy pójdziemy. Cat, dopracuj z resztą plan, pewnie znasz się na włamywaniu lepiej niż ktokolwiek z nas- zwrócił się na chwilę ku grupie. Chwilę później wykonał kilka kroków do tyłu i wyskoczył z rozbiegu w stronę kościoła. Starał się wylądować na ścianie nad oknami i z dala od wzroku gapiów. Najpierw szybko wpełznął na dach by sprawdzić czy znajdzie tam potencjalne wejścia by mogli wejść z dwóch stron, o ile złodziejka uzna "pracę w parach" za dobry pomysł. Obrócił się na chwilę do tyłu by sprawdzić czy reszta grupy nie uciekła. Podszedł do krawędzi i kucając, patrzył w dół na boczną uliczkę by sprawdzić czy jest chroniona. Następnie pozostało wejść ponownie na ścianę i zajrzeć do środka przez okna, o ile cokolwiek przez nie widać. Starał się pokazywać jak najmniej ciała przy patrzeniu. Nikt nigdy nie patrzy do góry i Spidey-sense pewnie by go ostrzegł w razie kłopotów, ale lepiej dmuchać na zimne. Po chwili wrócił do reszty by przekazać informacje i dowiedzieć się czy plan został zmieniony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Cat
PR Manager
avatar

Liczba postów : 300
Data dołączenia : 16/10/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pią Kwi 07, 2017 7:14 pm

Black Cat na tą chwilę nie miała za wiele do powiedzenia – co niektórym może wydawać się nieco dziwne, ponieważ zazwyczaj nie chowa języka za zębami (czy też ma o czymś pojęcie, czy też nie). W tej główce, pokrytej białymi, powiewającymi na wietrze włosami rodził się plan bezszelestnego wtargnięcia do budynku jak i zwędzenia kilku wartościowych fantów do kolekcji. Może uda jej się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Kto to wie? Dopiero po chwili zaczęła skupiać uwagę na tym, co mówi reszta. Niechętnie odwróciła wzrok od kościoła i spojrzała na swoich towarzyszy, opierając przy tym jedną z dłoni o biodro.
Zupełnie inaczej wyobrażała sobie kogoś o pseudonimie Negative.  Podobnie jak Spider-Man widziała go jako osobę starszą, wiecznie niezadowoloną i po prostu smutną. Dopiero, gdy Dagger dorzuciła swoje trzy grosze na temat złoczyńcy, zaczęła postrzegać go zupełnie inaczej. Czyli głównym celem jest mężczyzna wyróżniający się z tłumu poprzez kolor garnituru, który nosi. Jakoś nie wzbudzał w niej strachu… Może to przez tą biel? Zobaczymy, czy będzie taka odważna, gdy przyjdzie jej stanąć z nim twarzą w twarz.
W rzeczy samej. – skomentowała słowa Pająka z rozbrajającym uśmiechem na ustach, gdyż tego rodzaju komplement naprawdę przypadł jej do gustu. Jak mało kto znała się na włamaniach, niemniej jednak praca w grupie trochę utrudniała zdanie. Zwykle działała sama – czasem nawet wchodząc na żywioł bez zbędnego planowania – brała, co chciała i tyle ją widzieli.  
Niebieskimi oczami zaczęła śledzić poczynania Spider-Mana, który chwilę po tym znalazł się na dachu budynku. Została sam na sam z mężczyzną, uważającym ją za pospolitą złodziejkę (oczywiście miał po części rację, ale Felicia nigdy mu jej nie przyzna) oraz z kobietą, do której pałała większą sympatią.
Proponuję się rozdzielić. Wy możecie uderzyć od bocznego wejścia, a ja – zważywszy na moje… Mhm… umiejętności, bez problemu dostanę się do środka przez okno. Spider-Man może mi… potowarzyszyć. – dodała nie kryjąc przy tym cwanego uśmiechu, gdy Pająk znalazł się tuż obok niej po swoim obchodzie na ścianach oraz dachu kościoła. Tak… Planowanie nie było jej najmocniejszą stroną, za to liderowaniem (choć możliwe, że nieudolnym) mogła zająć się na poważnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Czw Kwi 13, 2017 9:05 pm


Każdy kto choć raz widział Spider-Mana w akcji nie mógł mieć żadnych wątpliwości co do tego, że dzięki jego niezwykłym zdolnościom dostanie się na ścianę kościoła i to w taki sposób, by nikt postronny nie zwrócił na niego uwagi nie będzie stanowiło dla bohatera najmniejszego problemu. Wspiął się na dach i w tym momencie pojawiło się pierwsze rozczarowanie. Choćby starał się z całych sił znalezienie tam wejścia do środka budynku graniczyło, nomen omen, z cudem. Wprawdzie było coś, konkretnie wyróżniający się kolorem i nie zniszczony przez czas fragment podłoża mniej więcej w centralnej części budynku, co wskazywało na to, że w przeszłości, i to nie tak odległej, rzeczywiście było tu jakieś zejście na poddasze, ale prawdopodobnie po tym jak Negative ustanowił tu jedną ze swoich baz musiało zostać zamurowane. Wyglądało to dość nieumiejętnie i wyraźnie rzucało się w oczy. W każdym bądź razie nie było szans, by stąd bezszelestnie wejść do środka. Innych możliwości również nie było tu widać.
Krótki rzut oka na czekających na jego powrót towarzyszy pozwolił dostrzec, że podczas jego krótkiej nieobecności właściwie nic się tam nie zmieniło. Jakby ze wszystkimi ustaleniami czekali aż Pająk zda im relację ze swojego zwiadu.
Boczna uliczka… Każdy kto sądził, że nikogo między tymi budynkami nie znajdzie będzie musiał uznać, że był w błędzie. Ale czego można było się spodziewać? Wprawne oko Spider-Mana mogło dostrzec przynajmniej pięć osób rozlokowanych wzdłuż całej alejki. Dwie z nich leżały na ziemi w podartych ubraniach może kilka metrów dalej, jedna chwiejnym krokiem z trudem przemieszczała się ku wyjścia z uliczki. W Nowym Jorku miejsca takie jak to zajmowane były przez tych, którzy nie mieli gdzie się podziać i pomieszkując w wąskich uliczkach starali się przeżyć z dnia na dzień. Poniżej, spod niewielkiego daszku pod którym musiało znajdować się wejście, o którym wspomniał Cloak, w regularnych odstępach czasu unosiły się kłębki dymu. Nie było jednak pewności, czy za jego powstanie odpowiedzialne były jedna czy dwie osoby. W każdym razie uzyskali potwierdzenie, że wejście jest strzeżone. Na szczęście nikt nie zwrócił uwagi na obserwującego wszystko z góry Pajączka. Mieli szansę na to, że być może uda im się do rozpoczęcia akcji zachować pewien element zaskoczenia.
Kolorowe witraże niestety utrudniały dostrzeżenie czegokolwiek co działo się we wnętrzu świątyni. To bez wątpienia nie jest dobra wiadomość dla gromadki bohaterów. Nie mogą oszacować liczby przeciwników, z którymi przyjdzie im się zmierzyć, ani czy nie czekają tam na nich żadne niespodzianki. Jakąkolwiek decyzję podejmą, będą działać po omacku. Chyba, że wymyślą coś na co nikt inny by nie wpadł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dagger

avatar

Liczba postów : 4
Data dołączenia : 09/03/2017

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Wto Kwi 18, 2017 10:15 am

Akrobatyczne sztuczki Człowieka Pająka były jeszcze bardziej spektakularne niż na nagraniach. Niestety, reszta musiała ze niecierpliwieniem czekać na wyniki rekonesansu. Bezczynne sterczenie na dachu nie należało do najciekawszych rzeczy jakie bohaterowie przywykli czynić podczas swoich przygód. Jednak z każdą spędzoną chwilą mogli lepiej przyjrzeć się okolicy.
Niestety działania Spider-Mana nie przyniosły żadnego większego pożytku. Skoro gangster zatroszczył się o to, aby zamurować dach to najprawdopodobniej zabezpieczył również boczną uliczkę. Wszelkie szanse, aby dostać się do środka incognito wydawały się blondynce zerowe.
Bez teleportacji, ubrani we wrzucające się wrzucających się w oczy kostiumach mogli zapomnieć o zachowaniu anonimowości. Dagger była przygotowana mentalnie na to, iż jawna konfrontacja z mafią jest nieunikniona.
Była ciekawa, czy Black Cat ma jakiś plan B. Możliwe, iż gdyby Cloak podrzucił ją po jakiś profesjonalny sprzęt, nie byłoby problemu z cichym włamaniem.
Wydawało się to bardziej rozsądne, niż wpychanie się na siłę w bazę wroga.
- Macie jakieś alternatywne pomysły? - dodała, tak jakby wyczuwała pułapkę w bocznej uliczce. Nie wiedziała, czy gorszym pomysłem było wchodzenie w ciemną uliczkę, czy pchanie się drzwiami frontowymi. Skoro nie mogli sobie pozwolić na pełną dyskrecje, nie wiedziała co będzie najlepszym ruchem.
Postanowiła pozostawić analizę sytuacji bardziej doświadczonym. Nie była zawodową włamywaczką i nie sądziła, że wymyśli lepszy plan wtargnięcia do budynku, niż Felicia. Zwróciła się bezpośrednio do włamywaczki.
- Nie masz żadnego asa w rękawie? - powiedziała, wzruszając lekko ramionami. Przekonana, iż gdyby to ona dokonała rekonesansu, dałoby się znaleźć lukę w zabezpieczeniach tego starego kościoła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 250
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Nie Cze 18, 2017 7:33 pm

Zwiady, o ile ekscytujące, nie przyniosły pająkowi ani jego towarzyszom zbyt wielu informacji. Wyglądało też na to, że poza Black Cat był chyba najbardziej spokojny w obliczu potencjalnego niebezpieczeństwa. Nic dziwnego, pewnie ta dekada pracy jako superbohater mocno przyzwyczaiła go do takich sytuacji, ba, regularnie znajdował się w nawet gorszych. Cloak, a zwłaszcza Dagger przypominali mu go sprzed 10 lat, co było dla niego bardzo dziwne. Zawsze uważał siebie za świeżaka wśród superbohaterów, a teraz przyszło mu pracować z dosłownie nowym pokoleniem superludzi. Na swój sposób poczuł się staro. Wyobraził sobie jak za parędziesiąt lat będzie mógł wygodnie siedzieć w swoim fotelu, odpoczywając od burzliwej kariery ochotniczego stróża prawa, bo Nowy York będzie miał zastępy nowych nadludzi do obrony. Z drugiej strony pewnie teraz stał się swojego rodzaju wzorcem do naśladowania. Zaczął powoli rozumieć co czuli Cap, Reed i Pan Stark, kiedy Peter brał z nich przykład. Właściwie pewnie dalej tak się czują.
Miło, że musiał mieć tę refleksję akurat w tym momencie, wcale się teraz nie stresuje... Z przemyśleń wyciągnęła go blondynka, pytając o jakiś plan działania. Spidey usiadł na krawędzi budynku, wpatrując się w boczną alejkę i odpowiedział jej:
-Idziemy bokiem, to chyba najbezpieczniejsza opcja. Tylko martw się o gangsterów. W końcu zaraz przyjdzie po nich czwórka bohaterów, nie mają szans- skończył żartobliwie, mając nadzieję, że jakoś podniesie morale grupy- Spróbuję załatwić kolesia przy wejściu, w razie czego mnie ubezpieczajcie. Czekajcie gdzieś na górze, aż stanę na rękach, to będzie nasz sygnał... Na serio, w praktyce to będzie miało więcej sensu
Przyczepił się stopami do ściany budynku, na którym siedział, a następnie naprężył mięśnie nóg, by odeprzeć się od powierzchni, z którą stykają się jego podeszwy. Chciał w ten sposób przeskoczyć ulicę i wylądować na suficie kościoła. Przeszedł się nad miejsce, w którym był daszek, z którego wydobywały się kłęby dymu. Przykucnął i spojrzał w dół. Wziął głęboki wdech i wydech, zostawiając odrobinę wilgoci na swojej masce. Spojrzał jeszcze raz w innym kierunku, by upewnić się, że reszta grupy jest w okolicy i przystąpił do akcji. Ułożył pewnie ręce na ścianie, a po chwili przyczepił się do niej także stopami, powoli schodząc w dół, ukrywając się przed wzrokiem gangsterów dzięki dachowi nad ich głowami. Żałował, że nie może być bardziej romantyczny w tym momencie. Jakoś ładnie ująć ironię w tym, że dach ma za zadanie chronić, a teraz ich skrzywdzi. Niestety ugryzł go radioaktywny pająk, nie radioaktywny poeta.
Moze jednak powinien się skupić na czymś poważniejszym. Na przykład na bezdomnych, których wcześniej zobaczył. Co jeżeli go zobaczą i zareagują żywiołowo albo-nie daj Thorze- wprost krzykną "It'z spahdah mehn!". Wtedy strażnicy będą przygotowani na niego, z wyciągniętymi broniami. Co prawda poradziłby sobie z uzbrojonym przeciwnikiem, ale jeżeli wystrzeli choć raz, zaalarmuje całą okolice. Wtedy cały element zaskczenia poszedłby się kopać. Pozostało mu jedynie liczyć, że do czegoś takiego nie dojdzie. Spojrzał nawet na najbliższego bezdomnego, mając nadzieję, że zawiąże w ten sposób jakąś niemą umowę między nimi. Z każdym kolejnym ruchem czuł narastającą presję. Pojedyncza kropelka potu spłynęła mu po twarzy, w końcu wsiąkając w maskę.
W końcu mógł stanąć na daszku pod którym znajdował się jego cel(e?). Wciąż trzymał niski profil, poruszając się na czworaka po powierzchni. W ten sosób dotarł na samą krawędź. Stanął do niej tyłem i położył dłonie płasko na ziemi. Wtedy właśnie stanął na rękach. Gasp. To był ten sygnał!~
Następnie specjalnie przewrócił się do przodu, zakręcając się naokoło daszku, by kopnąć obunóż gangstera(ów?) z nadzieją, że znokautuje ich obu stosunkowo cicho.
__________
Pozwoliłem sobie odrobinę przyśpieszyć i get shit done. Cat zgodziła się na pominięcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Czw Lip 06, 2017 9:08 pm


Plan Spider-Mana zdawał się sprawdzać. Bezpiecznie i przede wszystkim względnie szybko udało mu się dostać na wspomniany daszek, a wszystko wskazywało na to, że udało mu się tego dokonać pozostając nie zauważonym, ani przez grupkę bezdomnych, ani przez niczego nie spodziewającego się przeciwnika. Zdawało się, że uda mu się zachować element zaskoczenia. Być może tak ważny podczas tej eskapady. Należy jednak pamiętać, że w świecie bohaterów wiele rzeczy rzadko kiedy jest takie jakie się wydaje na pierwszy rzut oka. Mimo nieraz naprawdę genialnych i dopracowanych do ostatnich szczegółów planów, bardzo często coś idzie nie tak i potrzebna jest wtedy spora ilość improwizacji.
Pozostali nie posiadali podobnych zdolności co Pajączek. Więc wyszukanie odpowiedniego miejsca, w którym mogliby oczekiwać na znak Petera i dotarcie tam może zająć tej grupie nieco więcej czasu. Gdyby tylko Cloak mógł korzystać ze swoich mocy, sprawa prezentowałaby się zupełnie inaczej i być może byłoby już po wszystkim. Tak jednak nie było, musieli działać staromodnie, a w każdym razie musiał to robić właśnie Tyrone, gdyż zdolności akrobatyczne przedstawicielek płci pięknej nieco ułatwiały im to zadanie. Tak czy siak mieli do pokonania kawałek drogi, do tego trzeba było jeszcze zająć względnie bezpieczne i gwarantujące możliwość szybkiego dołączenia do akcji pozycje. Co powinno nieco ograniczyć ich możliwości. Z praktycznego punktu widzenia najkorzystniej dla nich być może byłoby zaczekać przy obu końcach uliczki, lub w jakiś sposób bezszelestnie dostać na któreś ze schodów przeciwpożarowych. W obu przypadkach groziło im wykrycie, ale chyba muszą zaryzykować. A może uda im się jednak znaleźć lepsze rozwiązanie? Tego także nie należy przekreślać.
Gdy wszyscy byli gotowi, Spider-Man przystąpił do realizacji kolejnego punktu planu. Odepchnął się od ściany, zgodnie z zamysłem okręcając się wokół daszku i… Miał szczęście. Częściowo. Udało mu się trafić przeciwnika, z dużym impetem posyłając go wprost na pilnowane przed niego drzwi. Azjata odbił się od drzwi i nieprzytomny upadł na ziemie. Hałas spowodowany tym zdarzeniem wzbudził zainteresowanie pozostałych znajdujących się w uliczce osobników. Samo wejście do budynku wciąż pozostawało na swoim miejscu, nawet jeśli widoczne było lekkie wgniecenie.
W tym momencie dał o sobie znać pajęczy zmysł Człowieka Pająka. Najpierw delikatnie, z każdą sekundą coraz intensywniej ostrzegając przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Mocne uderzenie w drzwi musiało zaalarmować część znajdujących się w środku strażników. Pewnie wysłali kogoś, by sprawdził co się wydarzyło. Parker nie miał dużo czasu, z zza wejścia dało się już słyszeć co najmniej dwa nieco przytłumione głosy. Co teraz zrobią współpracujący ze sobą bohaterowie? Upłynęło kilka sekund, gdy rozległ się dźwięk odsuwania zasuw zamykających drzwi. Te wtedy się otworzyły, a w progu stanęli ubrani w czarne garnitury i maski przypominające głowy demonów mężczyźni. Raczej masywnej postury, wyżsi od Petera o jakieś kilkanaście centymetrów. Widząc Spider-Mana jeden z nich natychmiast rzucił się na Spider-Mana posyłając w jego stronę szybki prawy sierpowy. Drugi zaczął nawoływać swoich towarzyszy, co nie było trudne do odgadnięcia nawet pomimo tego, że robił to w języku chińskim. Nie obejdzie się więc bez walki, element zaskoczenia również został utracony. Powinni się pospieszyć, jeśli chcą dorwać Negative’a. A nie będzie to łatwe, gdyż poziom trudności całego zajścia z pewnością wzrośnie i najpierw będą musieli uporać się z grupą strażników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 250
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Czw Wrz 21, 2017 10:24 pm

Spider syknął cicho gdy zobaczył jak bandzior rozbija się o drzwi. Może i są przeciwnikami, ale to zdecydowanie wyglądało boleśnie. Nie żeby miał czas przepraszać kolesia, że zbyt się podekscytował przy pukaniu do drzwi, w końcu już teraz ktoś zbliżał się do niego. Kiedy posiłki bad guyów zjawiły się w drzwiach rzucił szybko:
-Um, macie chwilę pogadać o Bogu?
Mili panowie postanowili grzecznie odpowiedzieć na pytanie prawym sierpowym skierowanym w webheada. Człowiek pająk postarał się złapać jego prawą rękę, a następnie przyłożył otwartą dłoń do jego brzucha. Obie przyczepiły się do jego ubrania, zupełnie jak do ściany. Spidey ostrożnie go podniósł, obracając swoją ofiarę w lewo, tak by trzymać go prostopadle do swojego ciała, a następnie rzucił nim o drugiego zbira. Możliwe, że znokautował, albo chociaż ostro ich poturbował tą akcją. Obrócił dłonie nadgarstkami do góry i wykonując swój klasyczny gest, przymocował ich siecią do ziemi.
-Uznam to za nie
Machnął ręką w stronę swoich towarzyszy, by pokazać, że mają szybko iść za nim i wbiegł do budynku, kierując się przypadkowym korytarzem. Jeżeli jego Spidey sense wskazywał duże zagrożenie w jakimś kierunku, właśnie w tę stronę pobiegnie, w końcu jego cel chciałby mieć przy sobie tylu ochroniarzy ile się da, racja?

***
Skończmy to relatywnie szybko, kay? :D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Sob Paź 07, 2017 7:31 pm


Wbiegając do nawy głównej Spider-Man mógł usłyszeć dźwięk zatrzaskujących się frontowych drzwi świątyni, a kilka sekund później doszedł do tego pisk opon świadczący o tym, że ktoś w pośpiechu uciekał przed grupą bohaterów. Negative’a można było posądzać o wiele, lecz do tego na pewno nie zaliczały się głupota i brak woli przetrwania. Przecież nikt bez przyczyny nie wyrasta na jedną z najgroźniejszych osób w nowojorskim półświatku, a z całą pewnością nie robi tego równie szybko co mężczyzna rządzący obecnie dużą i sprawnie działającą organizacją przestępczą. Do tej pory nie popełniał błędów. Nie zwracał na siebie uwagi. Wszystko zaczęło się sypać niedawno, od napadu na laboratoria Horizon Labs, gdzie pomagać mu musiał ktoś trzeci. To właśnie wtedy bohaterowie wpadli na jego trop, lecz mogli być oni pewni, że podobna sytuacja nie zdarzy się prędko.
Nie było szans, by Człowiek Pająk lub któryś z jego towarzyszy mógł szybko przedostać się na drugą stronę budynku, by spróbować podążyć za uciekającym przestępcą. Na drodze ku temu stała pokaźna ilość złoczyńców, z którymi trzeba byłoby wpierw się zmierzyć. Nawet zdolności Petera nie wie, by w tej sytuacji dały, jako że na prawie na każdym kroku czaił się ktoś kto mógłby sprowadzić go na ziemię, a przynajmniej skutecznie zatrzymać na kilka chwil, by zapewnić swojego szefowi odpowiednią ilość czasu. Oprócz zwykłych ludzi, których jedyną bronią były ich pięści, było też wielu takich, którzy posługiwali się pałkami, czy też nożami. Na szczególną uwagę zasługiwali kolejni mężczyźni w maskach. Tym razem o wiele lepiej uzbrojeni. Miecze oraz elektryczne nunczako, a u niektórych można było też dostrzec broń palną. To nie byłaby łatwa przeprawa nawet dla zaprawionych w boju herosów, a tu dwójka towarzyszy miała pod tym względem skromne doświadczenie.
Chwilę po Pająku dołączyła także pozostała część grupy. Black Cat, Cloak i Dagger spojrzeli po sobie, cała trójka na moment zatrzymała wzrok na Peterze, by ostatecznie zgodnie kiwnąć głowami i stanąć w pozycjach świadczących o ich gotowości do zmierzenia się z całym zastępem wrogów.  
Następnie wszystko wydarzyło się dość szybko. Pierwszy ruszył Cloak. Dosłownie rzucił się na najbliższego przestępcę, a za moment do akcji wkroczyły także obie przedstawicielki płci pięknej. Dagger trzymała się raczej z tyłu, skupiając się na tym co potrafiła najlepiej, czyli walce dystansowej.
Gdzieś w oddali słychać było policyjne syreny, które wraz z upływającym czasem rozbrzmiewały coraz wyraźniej.
- Na mnie już czas. – rzekła Felicia odnajdując Petera na placu boju, by po tym w ułamku sekundy zniknąć mu z oczu. Starcie, choć zaciekłe, powoli zbliżało się ku końcowi. Wiele czarnych charakterów leżało nieprzytomnych na ziemi, inni wciąż zaciekle starali się pokonać któregoś z bohaterów, a jeszcze inni, ci nie znajdujący się pod wpływem mocy Negative’a, uciekli słysząc zbliżającą się policję.
Minęło kilka kolejnych minut i było po wszystkim. Bandyci zostali przekazani w ręce władz, a współpraca Spider-Mana i młodocianego duetu powoli dobiegała końca. Żadne z nich nie dostało tego czego chciało. Mr. Negative uciekł, zabierając ze sobą łup z napadu na Horizon, nie było też niczego co pomogłoby im ustalić co to mogło być, lub dokąd mężczyzna mógł się udać. Cloak podziękowała Peterowi za współpracę i cenne doświadczenie, które dzięki niemu zdobyli, wyraziła też nadzieję na to, że ich drogi w przyszłości jeszcze się skrzyżują. Młodzieńcy zaraz zniknęli, pozostawiając Spider-Mana sam na sam ze swoimi myślami.


////// zt dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Panther

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 21/10/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pią Maj 25, 2018 9:48 pm

Na niebie pojawiło się dziwne załamanie światła. Kwadratowe kafelki zaczęły wyłaniać się zza dachów budynków mieszkalnych. Powoli przyjmowały swój właściwy kształt. Średniej wielkości maszyna pochodziła z serii Quinjetów znanych między innymi z telewizji i gazet. Właściwie był to tylko prototyp, który w ramach testów miał trafić w ręce SHIELD jeszcze tego popołudnia. Nad stworzeniem tego cudu nowoczesnej technologii czuwał osobiście nie kto inny jak T'challa. Był to jeden z kilku powodów jego nieobecności w wielkim świecie.

Planowany cel podróży musiał zostać jednak zmieniony. Pasażer został poinformowany o ataku terrorystycznym na Stany zjednoczone. Większe miasta zostały opanowane przez roboty, z którymi policja nie miała żadnych szans. Pantera wyjrzał przez okno na jedną z ulic. Złe wieści się potwierdziły. Pierwsze, o czym pomyślał, to Avengers Tower. Czemu nie reagują? A właściwie czemu nie są w stanie sobie z tym poradzić, bo nie wierzył, że zostawiliby miasto bez opieki. Zagrożenie ze strony licznych sił wroga wydawało się ogromne. Chaos, który zapanował w tym czasie, był niewyobrażalny. Przede wszystkim zwykli ludzie byli w niebezpieczeństwie. Nie zamierzał ich tak po prostu zostawić. Umieścił komunikator w lewym uchu. Może mu się to później przydać w próbie skomunikowania się z pozostałymi mścicielami. Teraz jednak nie ma czasu do nich dołączyć.

Z głośnika nad jego głową wydobył się głos zaniepokojonego pilota, był tam też ktoś jeszcze... Okoye. Donośnym głosem rozkazała natychmiast zawrócić statek. W jej słowach słychać było jednocześnie złość i zaniepokojenie. Początkowo miała zamiar lecieć z nim, ale T'challa postanowił sam się tym wszystkim zająć. Uważał, że jej obecność w Wakandzie jest potrzebna do utrzymania w niej bezpieczeństwa. Był pewien, że zostawił miasto w dobrych rękach. Dzięki pomocy kilku zaufanych osób mógł spokojnie pracować. Samolot znajdował się kilkadziesiąt metrów nad dwupiętrowym budynkiem, prawdopodobnie któregoś ze sklepów. Było ich tu całkiem sporo. Pilot starał się bezdźwięcznie zawrócić maszynę i ponownie przejść w tryb kamuflażu.

- Otworzyć dolny właz. Wystarczająco długo mnie nie było. Nie przyjmuję sprzeciwu. - Spokojnym tonem przekazał informację do pilota. W tym momencie spoważniał. Zdawał sobie sprawę z zagrożenia, które na niego czeka i konsekwencji jego wyboru. Jako Mściciel, ale przede wszystkim jako król nie mógł teraz okazać słabości. W głowie usłyszał głos Starka, wyobraził też sobie twarze wszystkich tych ludzi, członków policji, Avengers, SHIELD... swoich obywateli.

"NIECH BĘDZIE WIADOMO,
Że my, Avengers, połączyliśmy się, aby chronić i bronić planetę Ziemię, jej mieszkańców i wszelkie jej zasoby, przed wszystkimi możliwymi zagrożeniami, ziemskimi lub innego pochodzenia, które mogą się okazać zbyt potężne czy niebezpieczne dla konwencjonalnych sił."


Dotknął dłonią naszyjnika, z którego wydobyły się cząstki vibranium. Nanotechnologia przemieniła je w czarny stój bojowy. Od głowy, aż po same stopy. Twarz zasłoniła maska, a w dłoniach znajdowały się tnące niemal wszystko pazury. Poczuł w swoim ciele dreszcz adrenaliny. Wziął głęboki wdech.

Z głośnika kolejny raz wydobył się ten sam, znajomy kobiecy głos.

- Nie wahaj się.

Właz pod jego nogami momentalnie się otworzył, a powietrze wessało go w dół. Samolot zniknął z widoku i oddalił się na bezpieczną odległość.

- Ja nigdy się nie waham (I never freeze) - Skrzyżował przed sobą ręce, by zmniejszyć opór powietrza. Spadał w kierunku wspomnianego wcześniej budynku, tuż obok ulicy. Z pomocą zmodyfikowanych butów bez problemu wylądował. Starał się przy tym zachować możliwie jak najciszej. Stój pozwolił na w miarę bezpieczny lot, o ile można tak to nazwać.

Podszedł do krańca dachu i ostrożnie przez niego wyjrzał w kierunku ulicy. Nie zna wroga. Chce jednak cokolwiek się o nim dowiedzieć. Może roboty mają jakieś odsłonięte elementy, które można zaatakować. Najlepiej, gdyby udało mu się pozyskać ich pamięć i za jej pomocą ustalić ich pochodzenie. Priorytetem są jednak cywile. To w ich kierunku zamierza ruszyć, ale najpierw musi ustalić, od którego miejsca musi zacząć. Jeśli w całym mieście panuje podobna sytuacja, to nie ma nawet po co wzywać pomocy. Chyba że policja lub inny z herosów pojawi się również w tym miejscu. Jest na tą chwilę zdany na siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora https://youtu.be/wT_Z41P7kXA
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 363
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Sob Maj 26, 2018 4:58 pm

Bezpośrednio w umyśle T'Challi rozległ się bez ostrzeżenia kobiecy głos, spokojny i opanowany, być może dublujący się z komunikatem, który - o czym Emma wiedziała - Carol zamierzała nadać do członków swojej drużyny. Pannie Frost to nie przeszkadzało. Tak czy siak chciała dorzucić od siebie coś więcej, a niektóre informacje mogły się przecież powtórzyć.
"Te roboty to Sentinele. Najłatwiej uszkodzić je atakami fizycznymi, gdyż na energetyczne czy bazujące na wysokiej temperaturze są już odporniejsze. Ich słabymi punktami są stawy, zniszczenie głowy może je wyłączyć, zaś zakłócenie pracy repulsora na klatce piersiowej - doprowadzić do jego wybuchu. Avengers wysyłają właśnie do ich centrum dowodzenia grupę, która postara się je unieszkodliwić. Dopóki im się to nie uda, gramy na zwłokę."

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 250
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Nie Maj 27, 2018 10:18 am

-Akurat gdy towarzystwo mogłoby się przydać, nikogo nie ma w pobliżu, genialnie... - wymamrotał do siebie brązowooki, przemierzając ulice miasta w pośpiechu. Mimo iż walka sama w sobie szła mu nieźle, chociaż wcześniej był w grupie. Teraz, zmuszony do kręcenia się przez uliczki by pozostać w ukryciu, ewentualnie wspinający i przekradający się przez dachy, Peter starał się odnaleźć kogokolwiek. W wyniku wybuchu, jego maska uległa małemu uszkodzeniu co znacznie utrudniało mu skupienie uwagi. Zarówno odgłosy walki jak i cywili uciekających w panice były teraz niemalże nieodstępnym elementem, wciąż sprawiały że sytuacja była dezorientująca.
Całe szczęście, w końcu udało mu się znaleźć dobrą drogę. Chinatown było w zasięgu wzroku. Brązowooki przysiadł na chwilę na dachu jednego z budynków aby uzupełnić zapas sieci. Mało. Za mało. - Powinno wystarczyć na jakiś czas.. - wymamrotał do siebie, sprawdzając jeszcze raz czy wszystko było odpowiednio połączone zanim rzucił się z dachu, kierując się do wybranego obszaru. Póki co, starał się unikać niepotrzebnego marnowania sieci, unikając starcia z wrogiem, jedynie czasem zmieniając trasę by zejść im z oczu. Najlepiej byłoby teraz znaleźć towarzystwo. No i jakiegoś fast fooda, ale nie można mieć wszystkiego prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 426
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Nie Maj 27, 2018 8:50 pm

T’Challa z punktu w jakim się znajdował, nie był w stanie dostrzec pozostałych członków drużyny. Ci byli rozproszeni, przynajmniej częściowo. Jedni działali w różnych częściach Nowego Jorku, paru znalazłoby się poza miastem. Najwięcej Mścicieli było faktycznie pod ich Wieżą, ale nie dało się zauważyć latających zbroi, mlecznej bariery, ognistej poświaty, smugi po lecącej tarczy czy energetycznych pocisków.
Pilot, który poinformował króla Wakandy o problemie, faktycznie był zaniepokojony, ale potem wziął się za to, co powinien - zadbać przede wszystkim o bezpieczeństwo nielicznej załogi, o bezpieczeństwo mężczyzny, jak i to, by samolot nie został doszczętnie zniszczony. Kapitan samolotu czekał na sygnał, podczas gdy Okonkwo przygotowywał się: zmienił swój strój, przyjął odpowiednią pozycję.
Chwilę po słowach Okoye, król Wakandy zniknął w mgnieniu oka, podobnie jak właz został ponownie zamknięty. Wówczas został uruchomiony kamuflaż, a transport zniknął w obłokach.
T’Challa wylądował na jednym z dachów budynków mieszczących się przy Bayard St., ulicy równoległej względem większej - Canal Street. Okolica była typowa dla dzielnicy Chinatown; czerwone lampiony, liczne szyldy z chińskimi napisami czy dwujęzyczne tablice na chodnikach. Teraz nie wyglądało to zbyt przyjemnie. Część szyldów była zniszczona i leżała na ulicy, tablice były przewrócone, niektóre podziurawione. Cała droga budziła niepokój i zmartwienie; multum straganów z warzywami, owocami i bibelotami za mniej niż dolara, również leżało na ulicy - zniszczone, zmiażdżone. Gdzieniegdzie soki tych pierwszych znaczyły asfalt, a czasem mieszały się z krwią cywilów. Bo i tych dało się zauważyć gdzieniegdzie. Nie wszyscy mieli szansę uciec przed wrogiem.
Peter Parker natomiast dosyć szybko mógł znaleźć podpowiedź na swoją myśl. Podobnie jak Okonkwo. Obaj byli na dachach budynków po przeciwnej stronie ulicy. Spidey mógł dostrzec T’Challę niemalże naprzeciw siebie. Prawie, ponieważ król Wakandy może i był po drugiej stronie, ale na dachu dwa budynki obok. Mogli jednak zauważyć siebie wzajemnie i dotrzeć do siebie, aby współpracować.
Ponadto, młody fotoreporter nie miał problemu ze znalezieniem działającego w okolicy fast foodu. Niestety nie było żadnej budki z hot-dogami ani foodtrucka, który zapewniałby coś lepszego do jedzenia. Na tej ulicy mógł spotkać się z kuchnią chińską. Gdzieś był lokal serwujący sushi, nawet dwa. Jeden z nich zamknięty i zniszczony, a drugi przepełniony ludźmi, których część pochowała się w budynkach. Mógł jeszcze skorzystać z lodziarni. Przed nią stał prawie dwumetrowy rożek o zniszczonej górze. Dosyć spora figura przechylona była nad chodnikiem, gdzie leżał zraniony pies.
W tym samym momencie odebrali wiadomość od Emmy Frost; spokojny, rzeczowy ton kobiety pojawił się w ich umyśle z powyższą informacją, która przynajmniej w jakimś stopniu mogłaby im ułatwić walkę z robotami.
Kilkadziesiąt metrów od nich - choć T’Challa miał bliżej, jednak minimalnie - był robot. Szaro-fioletowa maszyna o wzroście około dwóch i pół metra stała nieopodal skrzyżowania Bayard Street i Mulberry Street. Sztywne działania robota były powolne. Jakby poszukiwał celu. Nie wyglądał na szykującego się do ataku.

| Posty będą co 2-3 dni od ostatniego posta.
Jeśli są jakieś niejasności, czegoś nie rozumiecie lub macie jakieś pytania - to śmiało na PW.
W razie czego mogę jeszcze zorganizować mapkę, żebyście mieli podgląd na to, gdzie mniej więcej jesteście.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lil

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 23/05/2018

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pon Maj 28, 2018 8:53 pm

Lilith Brown przepadała za sushi, zwłaszcza tymi bardziej łagodnymi. Ludzie się brzydzą surowej ryby, a potem idą po hamburgera, w którym nawet nie są pewni co jest. Ona sama nie była jakimś wielkim koneserem. Wiedziała po prostu, że najbardziej smakują jej te z łososiem oraz że w tym miejscu podają takie, które bardziej jej podchodzą, a w innym mniej. I tyle jej w zasadzie starczyło do szczęścia, przynajmniej pod tym względem.
Teraz siedziała w swojej ulubionej knajpce w Chinatown gdy nagle na zewnątrz zapanował zamęt. Z początku uznała, że po prostu znowu jakiś turysta postanowił przejechać przez wąską alejkę samochodem, ale gdy w pomieszczeniu zaczęło się zagęszczać zrozumiała, że coś się dzieje. Zerknęła na telefon, w powiadomienia. O rany… roboty atakują duże miasta Ameryki. Natychmiast wstała i rozejrzała się po ludziach, którzy weszli. Byli wśród nich ranni? Jak poważnie? Była gotowa pomóc każdemu, ale nie powinna marnować energii i czasu. Pominęła osoby, których rany nie były szczególnie groźne. Gdy tylko zapewniła pomoc tym, którzy zdążyli się schować, ale mieli poważne rany, wyjrzała na zewnątrz, by zobaczyć ile osób zdążyło się ukryć. Oczywiście póki co nie otwierała drzwi. Chciała tylko przez przeszklone drzwi zobaczyć jak wygląda na ulicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Panther

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 21/10/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Wto Maj 29, 2018 5:19 pm

Nowy Jork nie był taki, jakim go zapamiętał. Co prawda na ulicach nigdy nie panował jakiś szczególny spokój, czy porządek, ale dawno nie widział podobnych zniszczeń. Poczuł się bardziej jak na terytorium nieprzyjaciela niż własnym "podwórku". Choć Wakanda była dla niego najważniejsza, to sporo łączyło go z tą częścią świata. Gniew był jednak niewskazany w takiej sytuacji. Cały czas teren pod jego nogami nie został należycie zabezpieczony. Na ulicy widział mnóstwo krwi i brudu. Było to zapewne sprawką tego ogromnego robota podejrzanie spokojnie stojącego nieopodal niego.

Na przeciwnym dachu zauważył jakąś postać. Wydawała się dziwnie znajoma. Widział już go wcześniej w telewizji oraz w bazie danych SHIELD. Założył, że prawdopodobnie będzie mu w stanie pomóc. Nie pojawił się tam przypadkiem. Lepsze to niż działanie w pojedynkę. Wiedząc, że osoba z naprzeciwka zdaje sobie sprawę z jego obecności, spojrzał na niego, a następnie w stronę robota. Przyłożył palec wskazujący do ust, a następnie wskazał dłonią w stronę robota. Nie chciał wydawać niepotrzebnych dźwięków. Maszyna może je wykryć. Oby nie posiadała urządzenia, dzięki któremu mogłaby wykryć ciepłotę ludzkiego ciała. To skomplikowałoby sprawę.

Mając nadzieję, że osoba na dachu zrozumie jego wiadomość, ruszył żwawo w kierunku ściany budynku, na której mogłyby znajdować się jakieś okna, balkony, drabiny. Cokolwiek, co przyśpieszy jego zejście na ziemię i pozwoli zakraść się do ofiary. Miejsce te musiało być poza zasięgiem widoku robota. W razie czego mógł również bezpiecznie zeskoczyć z pomocą zmodyfikowanego obuwia, ale zostawił tę opcję na wszelki wypadek, gdyby niczego ciekawszego nie znalazł.

W międzyczasie usłyszał w głowie kobiecy głos. Informacje, które przekazała, wydawały się dość wiarygodne. Szczegółowy opis przeciwnika z pewnością mu się przyda. Wiadomość o podatności na ataki fizyczne działała na jego korzyść. Skuteczny cios z pomocą pazurów z vibranium może okazać się wystarczający. Biorąc pod uwagę wszystkie słabe punkty, które owe Sentinele posiadają, najlepszym celem wydają się stawy. Jeśli uda mu się je zniszczyć będzie mógł w łatwy sposób dostać się do głowy, a następnie zadać decydujący cios, który go unieszkodliwi. Musiał jeszcze pamiętać o śmiertelnie niebezpiecznej klatce piersiowej, w której znajdował się repulsator. Wybuch mógłby ranić nie tylko jego, ale i postronne osoby. Dodatkowo zniszczyłby ich pamięć, przez co dowiedzenie się czegokolwiek stałoby się niemożliwe.

Kiedy dotarłby już na ziemię, to postarałby się dostać jak najbliżej maszyny, chowając się za samochodami, sklepami itp. aby pozostać niewykrytym i znaleźć odpowiedni moment na atak. Cały czas śledzi pozycję osoby na dachu. W każdej chwili jest gotowy do ataku, ale wolałby jak najlepiej się do niego przygotować. Jedno skutecznie cięcie wystarczy, by wygrać. Jeśli zaatakowaliby obaj, byłoby o wiele łatwiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora https://youtu.be/wT_Z41P7kXA
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 250
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pią Cze 01, 2018 11:23 am

Peter mimo iż zauważył, ba nawet zrozumiał co tajemnicza postać starała się mu przekazać, jakoś za bardzo się tym nie przejął. Skradanki oraz ataki z ukrycia nie są jego mocną stroną, a tym bardziej nie są ulubioną metodą. Zamiast tego, pająk zeskoczył prosto z dachu i wystrzelił nić w kierunku latarni, by dzięki niej nabrać prędkości w stronę robota.
- Hej, kolego! - krzyknął w stronę przeciwnika będąc tuż przed nim, lądując na jego klatce piersiowej i skutecznie powalając go na ziemię samemu kucając na nim. - Kurde, nie wiedziałem że aż tak zwalam z nóg ale hej! Nie narzekam. - zaśmiał się cicho, zbyt zadufany w sobie aby zauważyć nadchodzący cios, który momentalnie zrzucił Petera z robota. Uderzając o ścianę zdążył tylko przyczepić nogi robota do podłoża, mając nadzieję że w jakikolwiek sposób uda się go unieruchomić. Dopiero teraz przypomniał sobie o tajemniczej postaci, która wcześniej wydając mu sygnał była teraz albo zawiedziona, albo wściekła. - I tak źle i tak niedobrze... - mruknął i stanął na równe nogi, rozglądając sie dookoła aby zorientować się w obecnej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 426
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Nie Cze 03, 2018 2:33 pm

Lilith ciężko było stwierdzić czy wchodzące i spanikowane towarzystwo było zranione. Z pewnością byłaby w stanie dostrzec powszechną nerwowość i strach przed tym, co miało miejsce na ulicach. Lokal szybko się wypełniał i pomimo że na początku personel liczył, że nie będzie przeludnienia, to po zorientowaniu się, co ma miejsce na ulicy, zrezygnowali z jakichkolwiek uwag. Pozostali jedynie przy tym, aby podawać schłodzone napoje. Nie byli skorzy do przygotowywania obiadów, mimo że menedżer na zapleczu zdążył nakrzyczeć na jednego z pracowników.
Dopiero później Brown była w stanie dostrzec osoby, które wchodziły do restauracji, a które zdawały się być zranione: jedna  była całkowicie skulona, inna kuśtykała i była wsparta o ramię towarzysza, ktoś inny krwawił z nosa i czoła… Miała kogo wybrać.
Ciężko było przepchnąć się do okna. Gdy już to się udało - widok był niepokojący, przykry właściwie. Cała ulica była zniszczona. Może nie wyglądało to tak, jakby asfalt popękał, ale lampiony były zerwane, części od schodów pożarowych leżały na ulicy, stragany były zniszczone. Na ścianach przeciwległych budynków były żłobienia o jednej szerokości, które ciągnęły się kilka metrów. Mniej więcej na wysokości klatki piersiowej osoby średniego wzrostu. Gruz na ulicach był, podobnie jak zniszczony samochód dostawczy czy zwłoki osób, które nie zdążyły uciec przed wrogiem.
T’Challa natomiast nie miał problemu ze znalezieniem punktu, z którego mógłby zejść. Na większości budynków znajdowały się schody przeciwpożarowe. Wystarczyło jedynie, żeby król Wakandy zeskoczył na jeden z balkonów i mógł albo zdecydować się na dłuższą drogę i schodzić po kolei, albo zeskakiwać po poręczach na niższe poziomy. Między drugim a trzecim piętrem minął się z nastolatkiem siedzącym w oknie, który obserwował to, co dzieje się na ulicy. Gdy młody chłopak zauważył superbohatera, jego oczy otworzyły się szerzej i wyciągnął telefon w jego stronę, żeby zrobić zdjęcie.
Jednocześnie nie musiał obawiać się, że zostanie zauważony. Dzieliło go około czterdzieści metrów od Sentinela, który zwrócony był do niego plecami. W międzyczasie Black Panther usłyszał kobiecy głos, jednak nie mógł go powiązać z kimkolwiek mu znajomym. Pozostało mu jedynie zastanawianie się nad tym, kto to był, choć pierwsze przypuszczenia pojawiały się same od siebie.
Co prawda, ciężko było chować się za sklepami, bo lokale były na parterach budynków mieszkalnych w jednej linii, więc T’Challi pozostało chowanie się za kolejnym wozem dostawczym, wysuniętym stołem pod skrzynie z owocami i warzywami czy słupki, do których przybite były tablice reklamowe. Wciąż jednak pozostawał niezauważony i znajdował się zdecydowanie bliżej maszyny.
Tylko że w tym momencie Peter Parker postanowił popsuć plan T’Challi. Najprawdopodobniej albo nie zrozumiał, albo nie chciał zrozumieć, albo zrozumiał i wolał zrobić to po swojemu.
Zanim dotarł do wrogiego robota, minął się ze zranionym psem, który nie był w stanie się podnieść. Jako że Spider-Man nie zareagował na potrzebującą pomocy zwierzynę to ktoś obserwujący mógłby zauważyć jak w następnej chwili figurka rożka spada na czworonoga. Trudno powiedzieć czy to zabiło psa, czy jedynie przedłużało i nasiliło jego cierpienie…
Peter bezproblemowo dostrzegł T’Challę i vice versa. Lilith była w stanie zobaczyć jak jakaś postać mignęła nad ulicą w niebiesko-czerwonym kostiumie.
Spidey wylądował na korpusie maszyny w momencie, gdy ta zwracała się w jego stronę. Repulsor na klatce piersiowej Sentinela był na wysokości lewego uda fotoreportera. Ciemnowłosy nie zdążył zareagować, mimo uderzającego Spider-sense, bo przysłowiowy ułamek sekundy później poleciał na ścianę budynku. Uderzenie było bolesne. I nie chodziło tu jedynie o plecy, którymi zderzył się z cegłami, ale udo, które jako pierwsze spotkało się z odrzucającą wiązką energii.
Udało mu się jednak osiągnąć to, co chciał - liczne sieci przesłoniły dolne kończyny przeciwnika. Sięgały do połowy jego łydek, przez co miał problemy z poruszaniem się, ale nie wiadomo na jak długo.
Rozejrzenie się po okolicy dało Peterowi kolejne informacje: aktualnie był na Mulberry St., Sentinel stał na skrzyżowaniu tej ulicy i Bayard St., ale nie był jedyną maszyną. Zarówno po prawej, jak i po lewej stronie, w odstępie dwustu metrów, młody superbohater był w stanie dostrzec kolejne roboty. Sytuacja nie prezentowała się zbyt dobrze, ale jeśli zacząłby współpracować z T’Challą, który wciąż był na Bayard St., to może się polepszy.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lil

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 23/05/2018

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pon Cze 04, 2018 9:14 pm

Lilith już na widok rannych zrezygnowała z gapienia się co się dzieje na zewnątrz, a jedynie zerknęła. Po tym co zobaczyła w powiadomieniach z serwisów informacyjnych spodziewała się tłumu terminatorów, ale widocznie nie trzeba było ich aż tylu, by zterroryzować ulicę. Pewnie gdzieś poza jej polem widzenia było ich kilka, ale póki nie atakowały restauracji, nie były ważne. Przynajmniej nie dla niej jako dla lekarza. Skupiła się więc na swoich priorytetach.
-Rannych proszę o zebranie się w jedno miejsce!- przekrzyczała tłum. Słowo "proszę" było czystą formalnością. Komunikat podany był głosem pewnym i nie znoszącym sprzeciwu. Zatrzymała jednego z pracowników roznoszących napoje -Potrzebna będzie apteczka i chłodna woda.- powiedziała już ciszej, skoro stał tuż obok.
Nie była w stanie podać dokładnej liczby rannych, ale oceniła mniej więcej jej rząd wielkości, czyli czy było to 5, 10 czy może 50. W tą ostatnią wartość wątpiła, tym bardziej że nie liczyła osób, które nie miały groźnych ran lub wymagających szybkiej interwencji. Teraz, gdy zaczęli gromadzić się bliżej zadanie powinno być nieco łatwiejsze.
-Jest tu jakiś lekarz?- upewniła się czy będzie mogła liczyć na jakąś bardziej profesjonalną pomoc. Jeśli tak to świetnie, ktoś pomoże jej ogarnąć ten cały bajzel. Jeśli nie, sama musiała zająć się chociaż pobieżnym zorganizowaniem pomocy. Pewnie rozda zadania osobom wyglądającym na co bardziej ogarnięte, zaczynając od tych, którzy pomogli rannym dotrzeć do kryjówki. Nie kazała nikomu dzwonić na pogotowie. Cokolwiek zostawiło takie ślady na ścianach i rozwaliło dostawczak, z pewnością było w stanie zrobić to samo z karetką, a z tego co twierdził NYTimes.com, tak wyglądało teraz całe miasto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Panther

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 21/10/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Wto Cze 05, 2018 5:15 pm

Przemieszczanie się w kierunku maszyny udało się zgodnie z oczekiwaniami. No może fan robiący mu zdjęcie w takich okolicznościach był dość dziwnym widokiem, przynajmniej siedział bezpiecznie w domu.

Kiedy biegł do kolejnych pozycji, miał nadzieję, że chłopak z dachu, choć w części posłucha się nadanego wcześniej sygnału. Nieco odetchnął, nie widząc dużej ilości ludzi na ulicy, choć zapach krwi nie był zbyt przyjemny. Nie da się pomóc wszystkim, niestety trzeba się z tym pogodzić. A co do wcześniejszych gestów, okazały się kompletnie chybione. Człowiek Pająk samodzielnie zdecydował się zaatakować. O ile nie był na niego wściekły, to poczuł się zawiedziony. Nie miał jednak czasu na rozpamiętywanie. Kończyny robota splątała sieć, a ten poleciał hen w dal od uderzenia. Pantera natychmiast ruszył w kierunku przeciwnika. Na koniuszkach palców wysunęły się pazury. Skoczył tuż przed jego nogami i precyzyjnym uderzeniem wycelował w głowę, aby go unieszkodliwić.

Po wylądowaniu na ziemi pobiegł w kierunku faceta w kostiumie. Mocno oberwał. Bez względu na to, co zrobił, nadal może być ich tu więcej, rozliczy się z nim później. Musiał jednak przyznać, że unieruchomienie kończyn było dobrym pomysłem. Gdyby nie całkowita samowolka nawet by go pochwalił. Sieć nadała się do tego idealnie.

Cały czas starał się w jak największym stopniu pozostać w cieniu, nie czuł się jeszcze bezpiecznie. Gdyby coś stało się za jego plecami i robot lub kto inny nadal chciałby walczyć, natychmiast by zawrócił. Patrzył w międzyczasie przez okna budynków, co dzieje się w ich wnętrzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora https://youtu.be/wT_Z41P7kXA
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 250
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pią Cze 08, 2018 8:18 pm

Dopiero gdy pierwsza dawka adrenaliny opuściła ciało Peter'a, ten zdał sobię sprawę z piekącego bólu wypełniającego jego udo oraz większą część pleców, która miała największą styczność ze ścianą w momencie uderzenia. Pająk syknął z bólu, przeklinając samego siebie w myślach ale jego uwaga szybko została przekierowana do obecnych wydarzeń. - Później się nad sobą poużalam... - wymamrotał, poprawiając maskę która uległa małemu przesunięciu.
W momencie zauważenia człowieka w kocim kostiumie, Peter przypomniał sobie również stworzenie, które prawdopodobnie było aktualnie przygniecione pod wielkim rożkiem. Ignorując rwący ból, pająk rzucił się w stronę rożka by zorientować się w sytuacji. Całe szczęście, i jakimś cudem, pies był tylko zamknięty i odseparowany od jakiejkolwiek drogi ucieczki, gdyż góra rożka zablokowała się na jednym z śmietników pozostawiając niewielką, lecz wystarczającą przestrzeń do przeżycia. - Dobra Burek, już wszystko gra! Mam cię! - rzekł uradowany, wyciągając zwierzę z potrzasku najdelikatniej jak tylko się dało, zanim swoją uwagę przekierował na towarzyszącą mu postać.
- Oh wow, kitty cat! Niezły cios! A tak, i te sygnały. Um, sorki? - brązowooki zaśmiał się cicho, drapiąc się niezręcznie w tył głowy. - Ale wiem, nie musisz dziękować. Rozgryzłem to! Tylko jedno pytanie. Widzisz... - Spidey zamilkł na chwilę, wyglądając na głęboko zamyślonego. - ...kto ci robi manicure?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   

Powrót do góry Go down
 
Chinatown, Manhattan
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: