Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Chinatown, Manhattan

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 153
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Chinatown, Manhattan   Pon Lut 06, 2017 6:38 pm

First topic message reminder :


Jedna z kilku Chińskich Dzielnic znajdujących się na terenie Nowego Jorku. Umiejscowiona na Manhattanie, co sprawia, że jest tą najbardziej znaną i najchętniej odwiedzaną przez turystów. Miejsce tętniące życiem, pełne restauracji, targów i sklepów z pamiątkami. Większość ponad stuletnich domów w tej dzielnicy to kamienice czynszowe, co przyczynia się do tłoku i hałasu. Leżące w centrum Chinatown obsługiwane jest przez wiele linii metra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Czw Sie 09, 2018 5:19 pm

Flash rozeznał się w sytuacji panującej na polu bitwy. Pająk wraz z czarną panterą gdzieś się oddalali, więc pojawienie się go w tym samym czasie, co taktyczny odwrót tej dwójki, zbiegł się w czasie i parze z fantastycznej czwórki poszczęściło się, że Venom przybył na miejsce wydarzeń. Wyglądało to wszystko na proste do załatwienia, więc nie powinno być problemu z szybkim uporaniem się z problemem, powrotem do Harrego, którego zostawił na polecenie ptaszynki. Odbezpieczył granatnik na mg4, włożył nabój do komory, przeładował i był gotowy do strzału. Odezwała się do niego niewidzialna kobieta, poprosiła o wkroczenie do akcji. Nie odpowiedział, uznał że milczenie odbierze jako odpowiedź, a dalsze poczynania za jeszcze kolejne potwierdzenie. Skierował swój wzrok na prawo od jego pozycji, broń także. Kucnął i wycelował karabinem w gromadkę robotów. Cztery jednostki, które kierowały się w centrum akcji. Nie czekał dłużej, wycelował w najbardziej wysuniętego. Strzelił z granatnika. Powinno go to powalić. Przeładował granatnik. Wycelował w drugiego. Strzelił. Jeżeli mu się poszczęści, to pozbędzie się dwóch pionków z szachownicy. Nie zmieniając pozycji z kucającej, chroniony przez krawędź, murek dachu budynku, odbezpieczył maszynkę i zaczął naparzać w gromadkę, tym razem nie z granatnika, tylko z zwykłej amunicji, mając na celu dobicie uszkodzonych i spowodowanie uszkodzeń u pozostałych. Mg4 potrafiło wyrządzić szkody, a jego pozycja z góry wzmacniała efekt, który chciał uzyskać. Stanowisko ogniowe Flasha nie było zbyt mocno umocnione, więc był gotowy, że wróg po ogarnięciu się z ataku granatnikiem, odnajdzie szybko jego pozycję. Jeżeli otworzy ogień w jego kierunku, przekoziołkuje do tyłu, chroniąc się budynkiem przed ostrzałem. Chciał jak najdłużej naparzać ostrą amunicją w wroga, uszkodzić jego obwody. Dopiero jak ich uszkodzi miał w planie skok z powietrza na jednego z wrogów, zniszczenie go i doskoczenie do kolejnego, tym samym robiąc zamęt wśród ich szeregów, choć raczej zamętu nie zrobi, bo nie były ludźmi, jedynie przełamie ich formację, co chciał uczynić później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Invisible Woman

avatar

Liczba postów : 175
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pią Sie 10, 2018 3:01 pm

Odziany na czarno przybysz, kimkolwiek był, nie uznał za stosowne odpowiedzieć na polecenie Sue czy chociażby skinąć jej na nie głową, przez co kobieta zmarszczyła lekko czoło, jeszcze przez sekundę czy dwie obserwując jego dalsze poczynania. Przynajmniej spojrzał we wskazanym przez nią kierunku... I nie okazał agresji ani wobec niej, ani Johnny'ego, więc chyba nie do końca myliła się w ocenie. Trudno, uznała. Mężczyzna albo wkroczy do akcji albo nie, a ona nie miała czasu, aby się mu dłużej przyglądać.
Blondynka skierowała więc swoją uwagę z powrotem na brata - akurat na czas, aby ujrzeć, a przede wszystkim poczuć zniszczenie kolejnego Sentinela. Nagły zastrzyk mentalnego bólu sprawił, że kobieta zacisnęła zęby i zmrużyła oczy, dbając jednak o to, aby zachować w istnieniu oba swoje pola siłowe, czyli zarówno to, którym otaczała walczących, jak i to służące jej do utrzymywania się w powietrzu. Zaraz potem Invisible Woman zadbała już o to, aby zmniejszyć to pierwsze, bo tak naprawdę Johnny nie potrzebował aż tyle przestrzeni, by wykończyć ostatniego robota. Wcześniej musiała rozciągać barierę wokół kilku maszyn i to przede wszystkim z tego względu nadała jej spore rozmiary - by sięgnąć każdej z nich i jeszcze zostawić wokół nich trochę ulicy, by w razie czego dało się je okrążać. Teraz Johnny i tak powinien mieć dość miejsca na działanie, szczególnie w powietrzu, gdyż pionowego wymiaru Sue nie zmieniła. Tak naprawdę na tak - relatywnie - małym obszarze dla kobiety również nie robiło to dużej różnicy, ale zawsze to lepiej nie marnować energii na trochę większe pole.
Susan szybko zorientowała się co jej brat tym razem planował. Rozumiała też dlaczego, a choć zmartwiła ją nagła bliskość Johnny'ego i Sentinela, to z drugiej strony wiedziała już, że robot tak naprawdę nie mógł mu wiele zrobić. W końcu chłopak już wcześniej był trafiany i łatwo dochodził do siebie. To odrobinę Sue uspokajało, ale i tak obserwowała rozwój wydarzeń, gotowa dopomóc bratu przynajmniej przez strącenie uderzeniem bezkształtnego pola siłowego ewentualnych siatek, gdyby maszyna zdecydowała się ich użyć. Tak jak poprzednio, kobieta celowałaby z góry, aby przypadkiem nie zepchnąć siatki gdzieś, gdzie chciałby się przemieścić Johnny.
Wszystko byłoby pewnie dobrze, gdyby kawałek dalej Sue nie usłyszała nagłego wybuchu. W pierwszej chwili jej to nie zaalarmowało, bo w końcu doskonale rozumiała, że Sentinele przy niektórych atakach eksplodowały. Przeciwnie, ucieszyła się, że najwyraźniej ktoś, najpewniej ten nowy, ruszył do akcji... Ale zaraz potem zerknęła już w jego kierunku, aby przekonać się czy to rzeczywiście on - i zdążyła zobaczyć kolejny wystrzał. Oczy kobiety rozszerzyły się, gdy dotarło do niej, że ten człowiek używał granatów na terenie, na którym mogli się jeszcze znajdować bezbronni ludzie i najwyraźniej w żaden sposób nie zabezpieczał pola walki, jak robiła to ona dla Johnny'ego.
To jej niedowierzanie sprawiło, że nie zareagowała od razu, ale kiedy tylko się z niego wybiła, natychmiast znów skupiła się na bracie, aby asystować mu do końca. Dopiero po zniszczeniu czy wyłączeniu tego ostatniego Sentinela Invisible Woman zdematerializowała to jedno pole siłowe i pozwoliła Torchowi znów poruszać się swobodnie po okolicy. Do tego czasu mężczyzna w czerni zapewne kontynuował swój atak, z daleka czy już z bliska, ale przynajmniej zrezygnował z dalszego korzystania z granatów...
-Nie wiem kto to, ale z zachowania zakrawa na kolegę Punishera- zwróciła się do Johnny'ego, a z jej głosu łatwo dało się wyczytać niezadowolenie i dezaprobatę. Ten tutaj w jej opinii naprawdę zdawał się dzielić z Frankiem kompletne skupienie na chęci zniszczenia celu, bez poszanowania dla otoczenia... Nie wspominając już o podobnych, jeżeli nie gorszych zdolnościach interpersonalnych. Teraz unieszkodliwienie robotów było ważniejsze, ale po fakcie Sue zamierzała zwrócić mu uwagę na jego poczynania.
-Leć do nich, postawię barierę- dodała następnie, choć domyślała się, że brat tak czy siak będzie się takiego planu spodziewał. Blondynka była gotowa w każdej chwili otoczyć maszyny - ile by ich do tej pory nie przetrwało - lekko zabarwionym polem siłowym i czekała tylko na to, aby Johnny zajął swoją pozycję. Zamierzała działać praktycznie tak samo, jak poprzednim razem, odprowadzając te silniejsze ataki w górę, a słabsze blokując. Jeżeli musiała, sama również trochę się do wrogów zbliżyła, ale tak naprawdę najważniejsze, że miała ich w zasięgu wzroku.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pią Wrz 07, 2018 1:40 pm

Lilith, która odczuwała coraz większe zmęczenie, nie miała problemu ze sprawdzeniem ciała nieprzytomnej, tymczasowej pacjentki. Przy okazji mogła przyjrzeć się kobiecie - kilku bruzdom w okolicach rany i pomniejsze blizny na ręce. Nie były one niczym groźnym; w żaden sposób nie były naruszone, szarpnięte.
Ponownie używając swojej zdolności mogła wywnioskować, że infekcja dopiero co następuje. Głównie w okolicach otwartej rany po brudnym pręcie. Szybkie działanie powinno wyeliminować rozprzestrzenienie, jak i zdecydowanie poważniejsze powikłania. Jedyne, na co teraz można było liczyć, to możliwość przemieszczenia się czy zadzwonienia po służby ratunkowe. Bardziej prawdopodobnym było to, że jednak są na tyle zajęci, że właściwie nikt nie będzie w stanie zareagować. W takich okolicznościach nie było to niczym dziwnym.
— Jasne — odparł pracownik lokalu, który zaraz zmienił zainteresowanie. Obmył ręce i skierował się do kolejnego pomieszczenia. Wcześniej wytypowana dziewczyna poinformowała, że musi wyjść, co też uczyniła w następnej chwili. Za nią poszedł kolejny mężczyzna, więc Lilith została z ofiarą i pielęgniarką w części kuchennej. Kobieta przemieściła się do wyjścia, żeby tylko spojrzeć czy jest ktoś, kto potrzebuje pomocy. Ludzie byli spanikowani, ale nikt nie wydawał z siebie odgłosów wskazujących na cierpienie.
Pracownik, który wrócił w międzyczasie, przyszedł z dwiema butelkami jakichś słodzonych napojów, a także tacą. Na niej znajdowały się przysmaki charakterystyczne dla kuchni w lokalu.

Jonathan, mimo swojego roztargnienia tego dnia, nie został ponownie zaatakowany. Przynajmniej w tamtej chwili. Zatem bez problemu mógł dołączyć do swojej siostry. Pozostałości Sentinela, które przez niego przeleciały, nie zrobiły mu krzywdy. Po prostu mógł poczuć pewien dyskomfort, o ile na to zwrócił uwagę przy ratowaniu obywateli Nowego Jorku. Rozglądając się po okolicy, nie dostrzegłby więcej robotów oprócz tych, które wcześniej zostały przez członków Fantastycznej Czwórki zauważone. Nie otrzymał żadnych wiadomości tekstowych ani komunikatów, które mogłyby być dla młodego mężczyzny bardziej absorbujące.
Cztery maszyny właściwie tylko czekały na to, aby znaleźć swoje potencjalne ofiary. Albo stać się nimi.
A o to ostatnie z pewnością zadbał Flash, który korzystał z broni większego kalibru. Było to wystarczająco nieodpowiedzialne, by ktoś postronny - a zarazem bardziej zorientowany na sytuację i działanie organizacji SHIELD - mógł wyrazić swoje zaniepokojenie czy też oburzenie. Z pewnością znalazłaby się niejedna osoba, która by je podzieliła. Kto wie, być może nawet teraz takie niuanse doszłyby do zatroskanej Agentki 19.
W każdym razie oba wybuchy powiodły się. Huk pierwszego zwrócił uwagę Invisible Woman. Drugi ładunek wzmógł hałas i przyczynił się do tego, że mimo wszystko zebrany pył, piach i pozostałe śmieci walające się po okolicy zaraz się przemieściły. Sam Flash nie miał z tym problemu, podobnie jak Sue i Johnny, którzy znajdowali się wystarczająco daleko i wysoko, żeby nie musieć się martwić o napad kaszlu. Bardziej frustrujące było to, że na dobrą chwilę widoczność pogorszyła się.  Dla samego zainteresowanego  lepiej było wstrzymać ostrzał. Tym bardziej, że od jednej strony mógł zauważyć zbliżającego się Human Torcha, który miał zamiar skupić się na kolejnych i ostatnich robotach w okolicy.
Pannie Storm od czasu do czasu dokuczało krótkie pulsowanie w skroniach. Nie było to o tyle bolesne, co bardziej - i najzwyczajniej w świecie - irytujące. Kobieta musiała trochę bardziej się pilnować, jednakże wciąż wątpliwym było, żeby wybuchy choć trochę w swojej sile przypominały te, co miały miejsce pod Avengers Tower. Mimo wszystko, miała więcej kontroli. Utworzona bariera zapewniała jej bratu pole do manewru. Blondynka dobrze przewidziała konieczność przekierowania silniejszych ataków. Johnny od razu stał się celem, a Sentinel, który wysunął się w jego stronę, niespecjalnie chciał zwlekać. Momentalnie na jego torsie rozświeciło się okienko. Z niego wydobyła się wiązka energii, która na parę centymetrów przed  Pochodnią została skierowana w górę. Niejednej osobie mogło się to skojarzyć z atakiem na Nowy Jork sprzed parunastu miesięcy.
Mimowolnie zbliżając się do miejsca, w którym były roboty, Sue znalazła się bliżej obcego mężczyzny. Może nie na tyle, żeby móc mówić spokojnym tonem, ale gdyby ten podniosła - to zostałaby usłyszana.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 125
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pią Wrz 07, 2018 4:30 pm

Ponoć głupi ma szczęście. Być może dlatego Johnny już więcej nie oberwał od robota, którego miał zamiar zniszczyć jako ostatniego. Z powodzeniem roztopił jego głowę i zaraz ją puścił, zostawiając unieruchomiony korpus tam, gdzie stał. Był pewien, że ten już nikomu nie będzie zagrażał.
Z drugiej strony, wcześniej sporo razy oberwał, więc może jednak tak głupi nie był. Inaczej pewnie maszyny ani razu by go nie trafiły.
A skoro chwilowo nie miał nic do roboty to mógł się przemieścić bliżej siostry, by zobaczyć, że nic jej nie jest. Następnie rozejrzał się na tym ich nowym towarzyszem i dojrzał go na jednym z dachów. W czarnym stroju z białym pająkiem z przodu. Co dawało oczywiste skojarzenia z symbiontem. Doskonale pamiętał Spidey'a z tamtych czasów. Był... Inny. Nie wchodząc w szczegóły. Ciężko było stwierdzić po co ten tu przyszedł, ale sytuacja dosyć szybko się rozjaśniła.
Torch skrzywił się kiedy nieznajomy zaczął atakować roboty z broni, nie zważając na... Na nic. Na otoczenie. Tak lekkomyślny to nawet on nie był.
- Uch, najwidoczniej. - skomentował krótko, zaraz ruszając z miejsca, by się zbliżyć w stronę sprzymierzeńca i robotów. Nie podobało mu się to, jak nieznajomy walczył. Nie było przecież pewności czy głupie granaty zadziałają na Sentinele, a tylko niszczył miasto. Z czego nikt nie będzie zadowolony. Już szczególnie nie mieszkańcy tej okolicy. Znowu będzie, że bohaterowi nie potrafią ich obronić bez niszczenia wszystkiego dookoła. Oni jako Fantastyczna Czwórka zawsze potrafili tak współpracować, by zrobić jak najmniej szkód, ale w obliczu kogoś, jak ten czarny było to dużo mniej możliwe.
- Hej! - krzyknął w stronę Venoma, gdy był bliżej niego. - Może tak darujesz sobie te granatniki, co?! Ludzie są w tych budynkach. Mamy ich chronić, a nie zabijać! Powinieneś być wystarczająco silny żeby dać sobie z nimi radę! - zawołał, machając jedną ręką w stronę budynków przy ulicach. Nie daj boże któryś granat się odbije od Sentinela i już nieszczęście gotowe. Nawet on zdawał sobie z tego sprawę. Nie miał ochoty współpracować z kimś pokroju Punishera, a ten gość zachowywał się, jak on. Zniszczyć przeciwnika za wszelką cenę? Oczywiście, że nie. I jakby mała była wiedza blondyna na temat symbiontów to wiedział, że osoba z takowym staje się wyjątkowo silna. Ponoć ataki fizyczne są najlepsze, więc gość mógłby któremuś po prostu przywalić w głowę.
Będąc niemal pewnym, że i Sue doda od siebie coś do jego wypowiedzi, ognisty skierował się w stronę robotów. Oczywiście nie mógł przewidzieć, że między tym całym pyłem, kurzem i innymi brudami maszyna do niego wystrzeli, ale jego siostrzyczka jak zwykle o wszystkim pomyślała i promień energii tuż przed nim skręcił w górę, ku niebu.
Poczekał aż siostra zrobi w barierze dziurę, która pozwoli mu dostać się do środka. Nie miał problemu z jej zauważeniem, bo jak zwykle bariera miała lekko białą barwę. Jak tylko miał możliwość zaatakowania robota, wziął się do dzieła, lecąc w stronę najbliższego, by z bliska uderzyć w niego ogniem. Chciał podlecieć jak najbliżej, by jak najszybciej go unieszkodliwić. Kilka metrów - góra pięć -  mu wystarczyło. Po drodze starał się uniknąć jakiegokolwiek promienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lil

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 23/05/2018

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Sob Wrz 08, 2018 8:01 am

Dobra, udało się. Przynajmniej na tyle, na ile mogło. Zatrucie niestety będzie postępować i w obecnej sytuacji Lil mogła co najwyżej spróbować wzmocnić organizm kobiety, żeby spowolnić proces.
Jednak była zmęczona. Gdy przyszedł pracownik z napojami, wzięła jedną z butelek i po prostu z gwinta obaliła prawie połowę. Cukier powinien ją nieco pobudzić. Nie pogardziła też czymś słodkim z tacy. Tylko ze dwa ciasteczka ryżowe. Mimo utraty energii, nie miała zbytnio apetytu.
-Trzeba patrzeć czy nie zaczyna gorączkować.- powiedziała upewniając się jak daleko w ciągu tych parunastu minut zdążył dotrzeć ten smar i inne brudy z pręta -Najlepiej by było zabrać ją do szpitala, ale teraz można zapomnieć o powodzeniu tej misji.- mówiła bardziej do siebie niż do obecnych. Jednak mimo dość pesymistycznych wizji, sprawdziła w Google maps czy jest w okolicy jakaś klinika. W końcu nie ma szans, by znała wszystkie takie punkty w Nowym Jorku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Invisible Woman

avatar

Liczba postów : 175
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Nie Wrz 09, 2018 11:28 pm

Sue odprowadziła brata spojrzeniem, skupiając się na pilnowaniu, aby po drodze do kolejnej grupki Sentineli nie spotkało go nic złego. Czekała też na odpowiedni moment, aby wpuścić go pod swoją lekko zabarwioną barierę - a z doświadczenia uczyniła to na tyle płynnie, by nie musiał zatrzymywać się w powietrzu - lecz zanim do tego doszło, usłyszała jeszcze słowa Johnny'ego skierowane do ich nieostrożnego sojusznika. Początkowo kobieta ich nie skomentowała, bo prawdę mówiąc ujęte w nich zostało praktycznie wszystko to, co najważniejsze, nie mniej jednak przesunęła się trochę bliżej nieznajomego, wciąż obserwując poczynania brata.
Kiedy ten znalazł się już we wnętrzu pola siłowego, Susan tymczasowo zamknęła za nim drogę, a jej wysiłki skupiły się - jak wcześniej zaplanowała - na odprowadzaniu i blokowaniu ataków, zgodnie z ich siłą. Pulsujący ból głowy nie był jeszcze taki zły, nie dekoncentrował jej na tyle, aby nie mogła działać, ale wolała nie ryzykować pogorszenia swojego stanu wówczas, gdy nie musiała tego robić. To właśnie dlatego musiała wybierać kiedy należało przekierować promień w górę, a kiedy nie było to absolutnie konieczne.
-Jeżeli wciąż chcesz z nimi pomóc, wpuszczę cię pod barierę. Atakuj ich stawy i uważaj szczególnie na te okna na ich klatkach piersiowych, bo wydobywające się z nich ataki są potężniejsze od tych z dłoni. Lepiej podchodzić do nich z boku- zwróciła się do nieznajomego w czarnym kostiumie, z konieczności podnosząc głos na tyle, aby mógł ją dosłyszeć i zrozumieć. Nie spoglądała w jego kierunku, więc w najlepszym wypadku wyłapałaby jego obecność kątem oka. Jej wzrok wciąż spoczywał na sytuacji mającej miejsce pod polem siłowym.
Sue mogłaby pewnie dołączyć się do reprymendy udzielonej przez brata. Po części wciąż miała na to ochotę, choć pouczanie kogoś innego niż Johnny przychodziło jej trochę mniej naturalnie. Mimo to kobieta wolała już chyba wykorzystać ten bardzo ograniczony czas, który posiadali teraz na dyskusję, aby przekazać mężczyźnie wskazówki potrzebne do skutecznej walki z robotami. To było mimo wszystko ważniejsze, a o BHP w zawodzie bohatera mogli porozmawiać za moment, po usunięciu tych kilku Sentineli.
Jeśli mężczyzna przystał na jej - oraz tak naprawdę Johnny'ego - propozycję i wyruszył w stronę blado-mlecznej bariery, Invisible Woman znów odczekała do odpowiedniego momentu, aby wpuścić go do środka bez wymuszania na nim zatrzymania się, a zaraz potem natychmiast zamknąć za nim przejście. W tym czasie jednak nie przestawała pilnować brata i jego przeciwników. Nie podobał jej się ten ograniczający widoczność pył, lecz światła zwiastujące pojawienie się promieni tak czy siak się przez niego przebijały, więc chyba mogli poczekać na jego opadnięcie... Susan co prawda mogłaby obniżyć go kolejnym, płaskim konstruktem, ale wolała nie rozpraszać aż tak swojej uwagi. I bez tego miała przecież co robić, a ograniczanie zniszczeń w okolicy i odprowadzanie ataków wydawało jej się w tym momencie pilniejszą sprawą.
W międzyczasie Sue z ciekawości zwróciła się jeszcze do Herbie'ego i zagadnęła AI o aktualne położenie Carol i Tony'ego. Sztuczna inteligencja szybko doniosła jej, że oboje opuścili już Avengers Tower i obecnie przebywali w pobliżu Williamsburg Bridge... Blondynka nie mogła oprzeć się wrażeniu, że dobrze się stało, iż właśnie tak się podzielili, bo zostawienie Johnny'ego zarówno z Ms. Marvel, jak i z Iron Manem skończyłoby się pewnie źle - choć z różnych powodów. Z dwojga złego wolałaby już chyba zostawić go pod opieką Tony'ego, bo na niego przynajmniej by się nie zagapił...

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Sro Wrz 19, 2018 6:52 am

Flashowi udało się, zadowolony z siebie, odłożył karabin na bok, nadal w pozycji kucającej, obserwując przedpole bitwy, którą będzie musiał zakończyć wręcz. Upomnienia fantastycznej czwórki przemilczał, nie angażując się zbytnio w kłótnię z nimi. Bo po co? Przecież nikomu się nic nie stało. Roboty uszkodził, to było pewne, trochę naśmiecił kurzem. Wybuchy ładunków, nabojów granatnika, na pancerzach maszyn doprowadziły do zebrania się dużej ilości śmieci i kurzu w powietrzu, tworząc ograniczającą pole widzenia chmurę, która utrudniała by walkę w zwarciu, gdyby teraz wkroczył. Czekał więc w spokoju na krawędzi budynku, w pozycji która dawała mu ochronę, dzięki murkowi. Gdyby roboty postanowiły oddać ogień w jego kierunku, miał zamiar szybko przekoziołkować do tyłu i zasłonić się betonem i cegłą. Nasłuchując, obserwując tamto miejsce, gdzie maszyny powinny być, czekał aż opadnie dym. Zaatakuje pewnie z góry albo obejdzie ten budynek, na którym stał i zaatakuje z alejki jak drapieżny kot, ale jeszcze się nad tym później zastanowi. Najpierw poczeka i niech akcja się rozwinie, nie chciał niepotrzebnie ranić swojego ciała, nabić sobie siniaków lub ran postrzałowych. Jeszcze nie wiedział jaką bronią dysponują roboty, jeżeli jakimiś energetycznymi blasterami, to wolał uniknąć z nimi kontaktu. Obserwował co się działo, wyczekiwał odpowiedniego momentu, zapominając już o upomnieniach pary z fantastycznej czwórki. Czekał jak myśliwy na swoją ofiarę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pią Paź 26, 2018 10:32 am

Johnny nie miał problemu z tym, żeby zaatakować Sentinela, który wyszedł mu naprzeciw pod barierą. Całkiem niedaleko znajdowała się i druga, zmierzająca w stronę Torcha. Należało jednak skupić się na jednej, póki ta jako jedyna (i oddana Stormowi) postanowiła atakować. Nie było to problematyczne, ale bardziej uciążliwe. Trudno powiedzieć czy przez blondyna przemawiało już zmęczenie, czy nie wszystkie maszyny były z tego samego materiału. Może niektóre z nich były felerne? W każdym razie, Johnny musiał użyć więcej ognia, bo na razie to ledwo topiły się przednie panele. Maszynie jednak nie przeszkadzało to w tym, żeby dalej atakować, wystrzeliwując ze swoich dłoni promienie. Te udawało się Johnny’emu omijać.
Bariera, którą swoją siłą utrzymywała Sue, drżała w niektórych miejscach. Inny Sentinel chwilowo zignorował istnienie Storma, kierując wiązki energii w stronę bariery. Jeśli było u góry otwarcie, pozostałość po odprowadzeniu wcześniejszego ataku lub choćby inny dopływ powietrza, to mogło to zostać zlokalizowane przez maszynę, która niezwłocznie uruchomiła silniki na plecach o podeszwach butów, żeby unieść się nad ziemię. Najwidoczniej uznała, że siła przebicia będzie słabsza pod naporem robota, który dodatkowo starał się osłabić część bariery.
Sue wówczas mogła zdecydować. Albo zachęcić Flasha, żeby wszedł do środka, albo wyprowadzić maszynę tak, by wydostając się z bańki o mlecznej barwie - trafiła na zainteresowanego i czekającego na zabawę agenta.

Obecni przy Lilith również skorzystali z możliwości napicia się czy poczęstowania. I gdyby kobieta się rozejrzała to zobaczyłaby, że prawdopodobnie nikt nie ma apetytu, a co najwyżej ogromne pragnienie.
Towarzysze niedoli, przyglądali się w milczeniu albo Brown, albo nieprzytomnej poszkodowanej. Przy niej siedziała pielęgniarka, sprawdzając od czasu do czasu temperaturę, puls i pilnowała, aby zareagować w odpowiedniej chwili, gdyby kobiecie zrobiło się niedobrze.
— Chyba ze trzy przecznice stąd jest klinika weterynaryjna — zaczął nieśmiało kelner. Sprawdzenie w aplikacji dało odpowiedź młodej lekarce - faktycznie była przychodnia. Nie znajdowała się ona trzy przecznice stąd, lecz dwie; widniała informacja, że miejsce aktualnie jest zamknięte. Jeśli zainteresowałaby się witryną kliniki, to przynajmniej od razu dowiedziałaby się, że miejsce zostało zamknięte na czas urlopu.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 125
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pon Paź 29, 2018 7:28 pm

Walcząc z robotami Johnny tylko chwilę zwracał uwagę na czarnego mężczyznę, sprawdzając co zrobi. Niestety wyglądało na to, że gość postanowił kompletnie zignorować zarówno jego słowa, jak i Sue. A pomyśleć, że to na niego narzekano, że się nie słucha albo czegoś nie rozumie. Ten gość był sto razy gorszy. Nie potrafił nawet współpracować. Miał nadzieję, że przynajmniej przestanie rozwalać wszystko dookoła, bo jeśli to on już się o to postara. Doskonale wiedział, że symbionty są wrażliwe na ciepło, więc jego ogień powinien być bardzo dobrym argumentem na to, by się uspokoił i ogarnął. Może i młody Storm sam nie należał do najbardziej odpowiedzialnych osób, ale przynajmniej zawsze starał się ograniczyć zniszczenia podczas walki. Tak, jak i reszta jego drużyny. No trudno, nie będzie go prosił. Sam da sobie radę z robotami.
Nawet jeśli niszczenie ich tym razem okazało się trudniejsze. Blondyn postanowił zwalić ten problem na zmęczenie. Ciągłe używanie mocy od dłuższego czasu i nie wyłączanie ognia mogło zrobić swoje. Fakt, że potrafił być w tej postaci przez kilkanaście godzin bez przerwy, ale to nie oznaczało, że przez cały ten czas był w pełni sił. Może i miał super moce, ale męczył się jak każdy człowiek. Nie miał zwiększonego wytrzymałości. Nie oznaczało to jednak, że miał zamiar zrezygnować z walki. Co to to nie. Nie byłby sobą, gdyby lekkie zmęczenie miało mu przeszkodzić w zniszczeniu wroga. W dalszym ciągu dawał z siebie wszystko i uparcie topił robota, starając się robić uniki przed jego atakami.
To niszczenie robotów zaczynało być denerwujące. Okej, miał trochę z tym zabawy. Mógł poniszczyć kilka puszek. Ale co to za walka kiedy nawet nie możesz obrazić przeciwnika, bo nie zwraca na to uwagi? Roboty albo ignorowały świadomie jego zaczepki, ale były tak zaprogramowane, by na nic nie zwracać uwagi. Być może nawet nie potrafiły rozróżniać słów. Nie wiedział, jak bardzo zaawansowane są. Miał nadzieję, że dosyć szybko uda im się zniszczyć te Sentinele i będzie można odpocząć. Nie żeby był jakoś specjalnie mocno zmęczony, ale odpoczynku nigdy za wiele. Tutaj wręcz bardziej myślał o Sue niż o sobie. Ona musiała ciągle utrzymywać barierę, która od czasu do czasu obrywała rykoszetem i wiedział, że jego siostra to odczuwa.
Chłopak tylko czekał na moment kiedy jeden robot przestanie stwarzać zagrożenie, by móc się zająć kolejnym. Jeśli nieznajomy nie zamierzał im pomóc to on sam się zajmie wszystkim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Invisible Woman

avatar

Liczba postów : 175
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Sro Paź 31, 2018 7:37 pm

Aby jak najlepiej wykonywać swoje zadanie, Sue skupiała na barierze i robotach pod nimi nie tylko swoje myśli, ale i wzrok, w związku z czym poświęcała naprawdę niewielką uwagę mężczyźnie czającemu się na uboczu. Przez cały ten czas miała go jednak na krawędzi pola widzenia i to w pełni wystarczało, aby wiedziała, że - pomimo jej zachęty - nie wkroczył do akcji... A więc bohaterem najwyraźniej jednak nie był. Albo przynajmniej bardzo nietypowym - bardziej, niż do tej pory sądziła, porównując go wcześniej do Punishera. Trudno. Najważniejsze, że nie wchodził im w drogę, a jeżeli chciał tylko ich obserwować, to już wyłącznie sprawa jego i jego sumienia. Może zresztą posiadał ku temu swoje powody i nie powinna zbyt szybko go oceniać... Choć miło by było, gdyby chociaż odpowiedział na ich słowa, nawet prostą odmową.
Susan nie chciała się rozpraszać takimi myślami, dlatego szybko wyparła z głowy refleksje na temat nieznajomego. Widziała, że Johnny ma pewne problemy z roztopieniem swojego przeciwnika, ale i tak czynił z tym postępy, więc w dalszym ciągu kupowała mu na to czas polem siłowym - niewiele więcej mogła tak naprawdę zrobić. W dalszym ciągu część ataków blokowała, inne - silniejsze - odprowadzała ku niebu, oczywiście po upewnieniu się, że nikomu i niczemu nie zrobią tam krzywdy... I toczyło się to w ten sposób aż do momentu, kiedy jeden z robotów - ten, którego Johnny sobą nie zajmował - postanowił spróbować przelecieć przez barierę na zewnątrz.
Wcześniej blondynka nie miała problemów zarówno z blokowaniem Sentineli w miejscu, jak i z zamykaniem ich w klatkach, niczym w chomiczych kulach, aby mogły się przemieszczać, ale i tak nie były w stanie nic zrobić. W pierwszym odruchu teraz zamierzała skorzystać z jednej z tych opcji, najpewniej po prostu przez wzmocnienie pola siłowego w miejscu, w których maszyna chciała się przez nie przebić, ale... Coś ją tknęło. Istniała przecież jeszcze jedna możliwość... Być może nie powinna się do niej uciekać, może nie było to do końca właściwe, ale jednak pokusa okazała się zbyt wielka. A ich kolega przecież wcześniej chciał się zaangażować w walkę.
Kiedy więc robot zbliżył się do bariery, Invisible Woman ją dla niego otworzyła, a dokładniej skonstruowała dla niego odchodzący od niej tunel - prowadzący w powietrzu łukiem prosto do mężczyzny w czerni. Przejście było na tyle szerokie, aby Sentinel nie czuł potrzeby się rozpychać, przynajmniej w założeniu, a delikatne zabarwienie ścianek powinno zasugerować mu gdzie mógł się swobodnie przemieszczać. Sue liczyła na to, że wróg będzie chciał poruszać się po najmniejszej linii oporu. Wiedziała już, że w taki sposób Sentinele wybierały swoje cele, więc miała nadzieję, że przy innych czynnościach również stosowały się do tej zasady... Bo jeżeli nie, to będzie musiała zmienić strategię i to szybko.
Jeśli jednak wszystko przebiegło zgodnie z planem, to maszyna powinna zostać zawiedziona bezpośrednio do tamtego milczącego delikwenta, który od razu zostałby wraz z nią zamknięty w obszerniejszym polu siłowym, zależnie od dostępnych warunków otoczenia będącym kopułą na dachu lub sferą obejmującą więcej terenu. Dzięki temu posunięciu cały twór w dalszym ciągu byłby jednym konstruktem, a więc kobieta nie musiałaby dzielić swojej uwagi pomiędzy dwa różne. Mimo wszystko pilnowałaby tego, aby mężczyzna sobie poradził, w razie czego by zainterweniowała i go osłoniła, ale - jeżeli jej przypuszczenia były właściwe - raczej nie musiała się o to martwić.
Gdyby zaś rzeczywiście sytuacja wymagała zmiany strategii, Sue zaczęłaby od zafundowania przeciwnikowi sprawdzonej we wcześniejszych starciach chomiczej kuli, aby w ten sposób kupić sobie i swoim towarzyszom trochę czasu na obmyślenie lepszego planu i na działanie. W takim wypadku oczywiście tunel i druga kopuła czy sfera nie byłyby potrzebne, więc przy istnieniu pozostałoby tylko pole siłowe wspomagające Johnny'ego.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Czw Lis 01, 2018 6:52 pm

Flash obserwował pole bitwy, tamci dobrze sobie radzili. Zauważył tunel, który odprowadzał, w założeniu, jednego robota, do niego. Chciała zaangażować go w walkę, nawet podsuwała mu wrogów na talerzu, który uznała, że jest zjadliwy. Przez chwilę wpatrywał się w kobietę, na kilka sekund, zanim cofnął się o krok, a nawet dwa. Nie myśląc zbytnio, wskoczył rozpędzony do tunelu, chcąc szybciej dostać się do maszyny, niż czekać na nią, aż sama przyleci. Mogło to wyglądać jak zjazd "wodną zjeżdżalnią" z "wysokiej wieży", twarzą do "basenu na dole", z wysuniętymi łapami. Śmigał po barierze-tunelowej, nabierając szybkości. Dłoń uformowała się z siekierę, lewa, prawa była nadal normalna. Miał zamiar zjechać  tunelem, który stworzyła bohaterka, na sam dół. Wpadając z rozpędem na maszynę, zawisnąć na niej, oprzeć się nogami o jej sylwetkę. Chwycić prawą dłonią ją za mechaniczny bark, utrzymać się w tej wiszącej pozycji na sekundę, żeby wprowadzić szybki atak ramieniem z siekierą, w szyję, chcąc jej odciąć głowę. Siekiera dotrze do celu to odskoczy do tyłu, robiąc salto. Zegnie nogi, nachyli się , będzie gotowy do uników, w prawo lub lewo, chcąc uciec przed "możliwymi" kontraktami promieni. Pozbądźmy się ich szybko, Flash. Taki jest plan. Nie ograniczajmy się. Precyzyjne trafienia, unik, wycelowanie, trafienie krytyczne, unik znowu, nie inaczej. Bez problemu to widzę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lil

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 23/05/2018

PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   Pon Lis 12, 2018 9:20 pm

Lilith wzięła swoją bluzę i narzuciła na ramiona kobiety. Trzeba było pilnować też żeby się nie wyziębiła. Spojrzała jak z jej przytomnością, ale skoro była przy niej pielęgniarka, mogła sobie chwilowo odpuścić.
Ktoś wspomniał o klinice weterynaryjnej kawałek dalej. Zastanowiła się chwilę. Może nie takie głupie. Jednak trzy przecznice to dużo zważywszy na warunki. Dwie też, bo oczywiście sprawdziła co GPS na to.
-Niebezpieczne.- powiedziała kręcąc głową, choć wciąż się zastanawiała-Pacjentka sama nie pójdzie. Ja nie dam rady jej zanieść, a nie będę nikomu kazać iść tam gdzie te roboty. Zbyt mała szansa, że dotrzemy na miejsce.- zdecydowała, ale jednak przeszła do sali i spróbowała dostać się do szyby, by spojrzeć co się dzieje na zewnątrz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chinatown, Manhattan   

Powrót do góry Go down
 
Chinatown, Manhattan
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: