Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Nabrzeże w pobliżu Hart Island

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Czw Lut 09, 2017 8:33 am



Nabrzeże znajduje się zachodniej części zatoki Long Island Sound. Większości nie rożni się niczym od normalnego nabrzeża portowego Nowego Yorku. Często znajdują się tu jakieś magazyny, gdzie nie gdzie suchy dok albo budynek w którym mieści się siedziba jakieś spółki. Nie cumują tu ani duże statki ani zbyt duzo jachtów. Małe senne nabrzeże. Najbardziej interesująca jest bliskość do kompleksu wysp Pelham Islands.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Czw Lut 09, 2017 8:33 am

Samochód zatrzymał się spokojnie w cieniu tak aby nie rzucać się w oczy. Kierowca wybrał tez takie miejsce aby nawet płonący Ghost Rider nie prowokował zbytniej ciekawości.

Jason wysiadł z samochodu poprawił ubranie i zapalił papierosa. Wsparł się o maskę samochodu i spokojnie czekał na rozmówców.  
Przydał by się tez Irons ale trudno. Jak zwykle coś kombinuje, z kimś się spotyka.
Charles spokojnie wysiadł z samochodu i spokojnie lustrował okolice.

Jason spojrzał w prawo gdzie na wodzie majaczyła wyspa Hart. Siedziba jego w firmy. Rozjaśniała mrok nie tylko siła swoich reflektorów ale także magii która ją otaczała. Jak światłość na progu. Jak tarcza przeciw mrokowi. Jego duma. Jego nadzieja na przebaczenie grzechów.
Był świadomy tego że trochę dalej znajduje się nie widoczna stąd cześć nabrzeżna jego spółki gdzie cumują ich kutry transportowe oraz jest park maszynowy. Na lądowisku o tej porze może też znajdować się śmigłowiec. Ale na razie niech będą tu a firma tam. Nie ma potrzeby straszyć pracowników Zarathosem.

Dziś odbędzie rozmowę która możne dużo zmienić. Może dzięki temu po 40 latach może bardziej się otworzą na współpracowników. Przecież potwory zagrażają wszystkim.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

avatar

Liczba postów : 72
Data dołączenia : 29/08/2014

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Czw Lut 09, 2017 10:01 am

Motocykl wtoczył się powoli pomiędzy magazyny, wielkie, głównie czerwone kontenery tworzyły jakby ściany i wyznaczały uliczki, po których właśnie teraz poruszał się Johnny. Nie do końca wiedział o co chodzi, ale demon w jego wnętrzu pchał go tutaj wyraźnie pokazując, że musi tu przybyć. Dziwne skurcze twarzy i szybkie ruchy karkiem świadczyły, że Zarathos chce się uwolnić, ale Blaze wciąż trzymał go w sobie, bojąc się o postronnych. Nie sprzyjała mu jedynie pora, bowiem słońce już zaszło, a o tej porze dni najciężej było trzymać Ghost Ridera w ryzach.

- Dalej, Johnny - mruczał pod nosem rozglądając się na boki, szukając jakiś przejść - Gdzie to do chol...

Jest! W oddali mignął mu jakiś odblask światła, a może ognia, jednak dostrzegł już miejsce spotkania. Powoli zbliżył się do samochodu i nie zsiadając z motocykla zaparkował prostopadle do auta Jasona.

- Johnny Blaze, miło mi... - powiedział patrząc na mężczyzn. Nie wiedział do końca co z sobą począć, zawsze tak się czuł gdy musiał świecić oczami po akcji demona - Ładny wóz - rzucił nie do końca wiedząc, co innego mógłby powiedzieć, a czuł, że Zarathos chce się wyrwać na zewnątrz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Czw Lut 09, 2017 11:17 am

Spomiędzy budynków najpierw dobiegł go warkot motoru. Brzmiał... normalnie. Jason drgnął zaniepokojony. Wyczuł jak za jego plecami ochroniarz zajmuje pozycje nie rzucającą się w oczy skąd będzie mógł prowadzić ogień za osłony. Spodziewali się raczej ryku siedmiu piekieł z jakim zostawił ich odjeżdżający Zarathos. Czyżby.....
Za rogu wyjechał...człowiek. Nosiciel lub zbłąkany podróżny. Coś za dużo by było dziś wypadków. Jason zmrużył oczy. Słabo widział tu w zapadającym mroku.
Kiedy motocyklista podjechał do nich aż uniósł brwi w zdziwieniu. Johnny Blaze. Starszy ale Blaze. Do diabła..... Przecież to z nim umówił się w knajpie..... znaczy....cholera. Niech cię piekło pochłonie Demonie. Jak on to ustawił!
-"Ty! (Jason ledwo utrzymywał zdziwienie i złość w sobie) Cholera ustawiliście to z Zarthosem! Ale po co.... (Był wyraźnie skonfundowany sytuacją). Do diabła nie mogłeś człowieku powiedzieć, wspomnieć, przez ten cholerny telefon! (wstał i zaczął chodzić zdenerwowany przed lekko osłupiałym Jonnym)Nie Zarathos jak zawsze musiał odstanowić scenkę w środku miasta! Kogo wy u diabła tam poturbowaliście w tym barze?! Na boga..."

Cofnął się pod samochód i stanął wlepiając oczy w człowieka.
Ok. Jak znasz życie i tego demona facet pewnie nie ma nic z tym wspólnego. Ale i tak strasznie to dziwne.

-"Dobra Jonny. Przepraszam. Pewnie nie miałeś na to żadnego wpływu" (powiedział pojednawczym tonem i wyciągnął dłoń w geście powitania). Jestem Jason Darkwood i rozmawialiśmy przez telefon o twoim zatrudnieniu. rozumiem że nastąpi ponowna pertraktacja.... umowy (powiedział z ironicznym uśmiechem).

-"Ty mnie nie znasz ale ja miałem przyjemność podziwiać twoje dokonania u szczytu twojej kariery. Zastanawiałem się czy tylko tragedia osobista zmusiła cię do zniknięcia. Jak widzę niestety nie."

-"Twój..."towarzysz" mnie zna. Dobrze. Kiedy... Dawno. Razem "podróżowaliśmy".Ale teraz... (spojrzał przenikliwie na Johnna) mam dla was propozycje. dla każdego inną (uśmiechnął się)"
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

avatar

Liczba postów : 72
Data dołączenia : 29/08/2014

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Czw Lut 09, 2017 1:01 pm

- Rozmawialiśmy, tyle że ja faktycznie Pana nie znałem - powiedział powoli ściskając podaną mu dłoń. - Nie do końca panuję nad... no tym wszystkim.

Zgasił motocykl i zsiadł z niego. Wsadziwszy dłonie w kieszenie kurtki rozejrzał się po okolicy, dostrzegł szofera Jasona i wyciągnąwszy jedną dłoń przechylił się lekko ku niemu wykonując coś jakby chciał pomachać i równocześnie zasalutować. W jego głowie pojawiały się skrawki wspomnień demona, ale tylko urywki, wręcz marne ochłapy. Kluczową jednak informacją było: "póki co to przyjaciel. Bez nerwów".

- Eee dzięki za miłe słowa - odparł na wzmiankę o swojej karierze, ale jakoś bez przekonania, z miną typu "nie umiem rozmawiać z ludźmi, błagam, ratunku". - I, ten no, to fajnie.

Ostatnie słowa nie były sprecyzowane zbytnio, ot tak wypowiedziane przez faceta o lekko nieobecnym spojrzeniu.

- A co do kafejki. Bo ja wiem... Facet w dziwnym stroju, umiał latać. Jakiś magik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Czw Lut 09, 2017 1:38 pm

Facet w dziwnym stroju. Latał i czarował. Na widoczniej jakiś z Magów. Może sam Doctor Strange. E pewnie nie bo skończyło by się to bardziej dramatycznie i naprawdę niezłymi fajerwerkami magii i ognia.

-"Faktycznie Johnny jesteś w pozycji nie do pozazdroszczenia. Jedyne że Ghost rider to mimo wszystko przyzwoity gość. (zaśmiał się) oczywiście jak na starożytnego demona. ale do szczegółów bo wyglądamy ja handlarze jakimiś podejrzanymi substytucjami w tej alejce. Johnny chciałbyś uczyć moich chłopców jeździć? Wspominałem ci wstępnie że prowadzę firmę udostępniająca ochroniarzy i najemników. No widzisz....trochę się rozminąłem z realiami. Owszem jesteśmy najemnikami i zajmujemy się ochroną z tym że... niezwykłą (skrzywił usta w grymasie który mógł uchodzić za uśmiech). Zabijamy potwory."

Zrobił pauzę

-"Potrzebuje ciebie chłopcze abyś nauczył chłopców jeździć jak należy a twojego....druha żeby pomógł im utrzymać się przy życiu. I posłać do piekła kilu złych nadnaturalni (wyszczerzył zęby w wilczym uśmiechu). Co wy na to?"
Powrót do góry Go down
ArKon

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 15/01/2017

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Czw Lut 09, 2017 10:06 pm

Gdy samochód Jasona ponownie ruszył, Arkon znów za nim podążał w niewidzialnej postaci.

Po dotarciu na miejsce obserwował sytuację.
Jako, że okazało się, iż jest spokojnie i nie ma żadnych zagrożeń. Przemieścił się do samochodu, a dokładnie na tylne siedzenie.
Wypadałoby się przywitać.
Tym razem dopasował się do wymogów sytuacji. Nie przybrał swej naturalnej postaci, a formę iluzji człowieka. Co nie zmienia faktu, że poza swą naturalną postacią odczuwał istotny psychiczny dyskomfort. No ale nie chciał irytować Jasona. Cóż... przyjaźń wymaga poświęceń, czasami baaardzo dużych. Westchnął.
Iluzja jaką przybrał pojawiła się w tym miejscu pojazdu (wygląd iluzji w linku w podpisie), gdzie była poza zasięgiem wzroku rozmówców. Zmaterializował również swe tytanowe chłodne dłonie, by móc wchodzić w interakcję z otoczeniem np. drzwiami samochodu. Oczywiście o odpowiednich rozmiarach i pod iluzją.

Powoli i niespiesznie wysiadł z pojazdu i udał się miarowym krokiem w kierunku rozmówców.
Chwilę dojścia do rozmówców wybrał tak, aby stanąć koło Jasona w chwili, gdy zakończy on swą wypowiedź.
- Dobry wieczór. Już jestem. Witam ponownie Panie Blaze.
- Jasonie.

Ukłonił się grzecznie i po kolei każdemu z  obecnych.
- Mieliśmy już okazję się spotkać choć obaj byliśmy wtedy pod innymi postaciami. ...Zwę się Ar’Kon. Miło mi Pana poznać i mam nadzieję, że przystaną Pan i Pański towarzysz na propozycję mego przyjaciela. Jako istota nie stąd ręczę, że jest on osobą, która szanuje swych współpracowników, dba o nich i współpraca z nim to prawdziwa przyjemność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny Blaze

avatar

Liczba postów : 72
Data dołączenia : 29/08/2014

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Czw Lut 09, 2017 10:23 pm

- Witam. - Wyciągnął ochoczo dłoń i znowu lekko przygarbiając się, oczy błysnęły poczciwością i wydawały silę nieco nieobecne. - Wiesz, cała ta czacha i kości... - szczęknął zębami kilka razy z dziwnym uśmiechem - czasem to mi się wymyka. Ale żyjecie! - zauważył błyskotliwie - Więc chyba nie przemienię i... no wiecie.

Przyłożył sobie dłonie do głowy i wykonał ruch, jakby wybuchała. Wsadził potem jedną z nich do kieszeni i wyciągnął małą salszetkę.

- Drażetek? - zapytał, po czym wsypał sobie połowę do ust. Często mrugał oczami, co jakiś czas dwukrotnie, w bardzo szybkim czasie, coś jakby tik nerwowy.

- Praca jak praca, ale wiecie, nie boicie się, że kogoś... ocenię?

Przy tych słowach lekko pokiwał głową na boki i wytrzeszczył oczy, obrazując to co ma na myśli. Bezpośrednio jakoś nie lubił o tym mówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Sob Lut 11, 2017 6:44 am

Jason skinął głowa Ar-konowi.

-"W gwoli grzeczności i zapoznania się. Aby okazać dobrą wolę obu ze stron i rozwiać wątpliwości. Ar-kon i Ghost Rider to starożytne byty jednak o różnicy pochodzeń. Ar to przybysz z gwiazd a Rider...hym....spoza. Tak... Z innego wymiaru którym rządzi istota uważana za szatana. Inaczej rzeczy ujmując obcy i demon. Mnie obaj..panowie..znają. (skinął ręką w kierunku szofera) A to Charles, przyjaciel i obrońca"

Spojrzał na Johnnego. Chłopak ma problemy z interakcją ale ma trochę racji z tą...oceną.

-"Johnny. Po pierwsze nie mógł byś przebywać na terenie ośrodka. Nie ze względu na nasz brak gościnności czy szczególne tajemnice. Twój...współtowarzysz to demon. A system ochrony bazy został stworzony aby powstrzymywać i zwalczać takie istoty. W związku z tym pobyt na terenie ośrodka byłby niebezpieczny zarówno dla Ghost Ridera jak i pewnie personelu. Johnny proponuje ci abyś prowadził zajęcia w specjalnie przygotowanym do tego, wynajętym, ośrodku. Co do Demona... Jakoś nie wierze że podjął by stała współpracę i to jeszcze w ubraniu personelu Daimond Dogs (uśmiechnął się sympatycznie). Myślałem raczej o wspólnych , skoordynowanych, działaniach przeciw plugastwom. Nasza firma zajmuje się powstrzymywanie wszystkich związanych z okultyzmem istot nadnaturalnych które zagrażają obywatelom USA. Myślę że to smakowity kąsek dla Ridera" ( Uśmiechnął się jadowicie).

-"Co do "oceny". Faktycznie nie cały nasz personel posiada krystaliczną przeszłość ale obecnie wszyscy wykonują prawdziwie zbożny cel (jego usta lekko drgnęły w nie określonym grymasie kiedy wymawiał "zbożny"). Zam twojego towarzysza na tyle aby wiedzieć że sam podejmuje decyzje i umie, kolokwialnie mówiąc, "odpuścić sobie". Zawsze istnieje ryzyko jednak myślę że akceptowalne i Ghost potrafi wznieść się ponad swój głód dla większych celów."

Spojrzał bez pośrednio w jego oczy. Ciekawe czy ten chłopak tak samo cierpi jak nosiciel którego zostawił wtedy za sobą w Londynie.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

avatar

Liczba postów : 72
Data dołączenia : 29/08/2014

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Czw Lut 23, 2017 4:10 pm

- Dobrze. W sumie i tak nie mam co ze sobą teraz robić...

Johnny nie kłamał. Od bardzo dawna męczyła go potworna nuda, pojedynek z Doctor Strangem był dla niego ciekawym ożywieniem sytuacji i chociaż nie przepadał za swoim "współtowarzyszem" to nauczył się go kontrolować. Mimo to i tak odczuwał jego głód, zwłaszcza w chwilach, gdy przebywał pośród ludzi o niezbyt czystym sumieniu.

- Ghost Rider to ja, umiem go okiełznać! - powiedział, jednak widząc wzrok rozmówców zmarszczył lekko brwi, odwrócił lekko głowę, tak jakby chciał spojrzeć za swoje lewe ramię na coś leżącego na ziemi przy jego stopach i już mniej pewnym głosem dodał - Okey, macie rację. Za dnia nic mi się nie powinno wyrwać, ale w nocy Jego moc jest silna, niemal równie silna jak moja wola. Nie jestem zbyt dobrym kompanem na wieczorny wypad do baru.

Uśmiechnął się krzywo i podrapał się po potylicy. Tak po prawdzie to jedna z dłuższych rozmów, jakie ostatnio prowadził jako Johnny. Dobrze, że zostało mu sporo funduszy z kariery kaskadera, dzięki temu nie musiał się póki co obawiać o jedzenie i dorabiać jako, na przykład, dostawca pizzy. Ale oferta Jasona była niezwykle kusząca. Mógłby znowu robić to, co kochał i nie obawiać się, że przy okazji spali komuś duszę. Bajecznie!

- Jestem gotów rozwalić jakiegoś demona, byt obcy, byt piekielny lub inny odbyt. - Jego oczy zabłysły, zatańczyły w nich ogniki ognia. Dosłownie, nie bez podstaw ćwiczył ten numer przed lustrem. - Rozumiem, że to udowodni moją wartość dla Daimond Dogs? I'm right, huh?

Spojrzał na Jasona z dziwnym uśmiechem, unosząc tylko lewą stronę ust, a między jego porozrzucanymi bez ładu i składu włosami zabłysły, zupełnie jak w oczach, nieśmiałe płomyki. Cóż, odkąd kaskader opanował na stosunkowo wysokim poziomie swoje drugie Ja lubił się tym popisywać, a okazja ku temu nie trafiała się za często.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Sob Lut 25, 2017 5:55 pm

Jason uśmiechnął się pełnym uśmiechem. No tym razem Zarathos znalazł kogoś komu jego obecność sprawia przyjemność. Ten jeździec którego znał w przeszłości był na granicy wytrzymałości psychicznej i bardzo cierpiał. Jonny był był zadowolony z mocy jaką oferował demon. Jason się zmartwił. To zawsze ma swój koszt.
Miał właśnie odpowiedzieć kiedy rozdzwonił się jego telefon a chwilę później ochroniarza. spojrzał na niego szybko. Zakodowana informacja z bazy. Namierzyli potwora. Przyszła skrócona odprawa.
Chcąc nie chcąc przerwał niegrzecznie konwersacje i zatopił się w lekturze. Poważna sprawa.
Słyszał nadjeżdżający samochód. Pewnie z firmy z jego sprzętem.
W momencie kiedy czarny GMC wyjechał w pole widzenia odwrócił się do Johnnego.
-”Chyba wcześniej niż się spodziewałeś możesz się wykazać i z nami współpracować”
Bez zbędnych słów podał mu Pada z odprawą. Zrobili według zaleceń. Dobrze teraz piekło zemsty spotka się z Draculą.
Nad ich głowami pojawiły się jak anioły stróże drony. Miały zadanie wykonywać zwiad, ostrzegać i bronic swoich podopiecznych.
Jason podszedł do samochodu który przyjechał i poczekał aż personel wyładuje jego rzeczy. Widział jak Blaze kończy przeglądać dane i wsiada na motor. Ruszył z pewnością do celu. Echhh....młodość.
Darkwood skończył przebieranie się w uniform podobny do operatorów z tym że jego twarz zasłoniła kominiarka a całość była "przypisana" dzięki czemu nie będzie zniszczona podczas przemiany tylko zniknie pod sierścią. Przy biodrze miał tylko colta sig sauer 1911 oraz swój klaive.
Zwrócił się do ochroniarza.

-"Drogi przyjacielu jedz do domu i tam czekaj na mnie. Nic tu po tobie na razie. Bądź pod telefonem"

Kierowca niezbyt szczęśliwy ale posłuszny odjechał, a Jason ruszył w GMC po Drakulę
zt/
Powrót do góry Go down
Namor

avatar

Liczba postów : 24
Data dołączenia : 08/04/2014

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Nie Kwi 02, 2017 2:00 pm

Początek fabuły.

Opuszczoną o dość późnej godzinie dzielnicę portową ogarnęły odczuwalne drgania, w wyniku czego cała okolica mimowolnie zaczęła bić w swe nabrzeżne dzwony. Noc była niezwykle spokojna, a na niebie gościła pełnia księżyca, rzucająca światło w plażę, na której lada moment coś miało się wydarzyć. Jako pierwszy swą głowę wynurzył z wody dziwny stwór, wraz z kolejno stawianymi krokami coraz bardziej przypominający "wielką rybę na nogach". Jak się później okazało, stwór ten pełnił rolę wierzchowca, gdyż na jego grzbiecie siedziała istota, swoimi gabarytami najbardziej zbliżona do rozmiarów człowieka. No ale człowiek to na pewno nie był, gdyż kolor skóry przybysza był mocno niebieski, a przy skrzelach przymocowany miał niespotykany dotąd wynalazek, przyczyniający się do nieustannego pompowania wody, niewątpliwie zawdzięczającej mu życie na powierzchni.
Jak się później okazało, cudzoziemiec nie był sam, gdyż po upływie raptem chwili, takich bliźniaczo do siebie podobnych kreatur wyszło z wody kilkadziesiąt - każdy zasiadający "rybę" wielkości konia.
Sporą uwagę przykuwała także wojskowa dyscyplina owych stworzeń, zwłaszcza w momencie, kiedy istoty w końcu wyszły z wody i ustawiły się w dwuszeregu. Nawet na równo sięgnęły za umocowany do pleców przedmiot, który zaraz dumnie przyłożyły do mordy i zaczęły w niego dmuchać, tym samym wydobywając z siebie długi, pojedynczy dźwięk. To właśnie ten dźwięk sprawił, iż po chwili z morza wyszły kolejne dwie istoty - już znacząco różniąc się od tych wcześniejszych. Pierwszy przybysz miał dobre ponad dwa metry wzrostu, jego ciało było masywne, a na swych barkach posiadał złote uchwyty, do których przyczepioną miał długą pelerynę z kapturem. Cudzoziemiec ten zdecydowanie stał wyżej w hierarchii, lecz prowadził za sobą kogoś jeszcze. Był to Namor - sam władca pięciu oceanów, król Atlantydy, oraz lider podwodnej armii. Jemu jedynemu było najbliżej do człowieka - w zasadzie to przypominał go do złudzenia. Namor prócz standardowego ubioru na sobie miał bardzo długą szatę o zielonym kolorze, której wysoko postawiony kołnierz sięgał niemal za szpiczaste uszy, zaś w swej prawej dłoni trzymał Trójząb Neptuna, dumnie unosząc go ponad wodną bryzę. To właśnie nim mężczyzna uderzył o grunt plaży, w wyniku czego podwładni mogli spocząć i w końcu przestać dmuchać w rogi.

- Mój panie, czy to na pewno rozsądne? Tyle lat zajęło nam odbudowanie naszego domu i zbieranie armii godnej stawić czoła ludziom lądu. W końcu jesteśmy silni i możemy walczyć. Wygrać wojnę raz i na zawsze.

Odezwał się ten większy, który teraz podszedł do Namora, nie zerkając jednak w jego kierunku. Stał po  prawej stronie i nieufnie obserwował okolicę, jak gdyby zaraz coś miało się wydarzyć. Coś, co nie do końca miało pójść zgodnie z planem.

- Będzie tak jak powiedziałem, komandorze. Nie próbuj kazać mi się powtarzać. Atlantyda już dość ma żądzy krwi i nieposkromionej nienawiści. Czas zażegnać topór wojenny. Pokażmy im, że nie musimy zniżać się do ich poziomu i że jesteśmy od nich lepsi.

Surowo odrzekł, dalej robiąc swoje. Czekał.


Ostatnio zmieniony przez Namor dnia Nie Kwi 23, 2017 5:50 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 128
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Nie Kwi 02, 2017 9:06 pm

Ostatnio Stephen dostał wiadomość pochodzącą z Atlantydy. Pochodziła bezpośrednio od jej króla- Namora. Z początku pomyślał, że chodzi o jakąś magiczną istotę terroryzującą morza i oceany, ale okazało się, że zwyczajnie chce pogadać z nim i Avengers. Zadziwiło go to, znając niechęć podwodnego królestwa do świata powierzchni. Cynicznie uznał to za pułapkę, choć gdzieś głęboko miał nadzieję, że mówi prawdę. Miał dosyć przeciwników i problemów na głowie, więc jeżeli może usunąć z siebie i innych ciężar całego państwa ryboludzi, warto spróbować.

Dotarł na umówione miejsce odrobinę wcześniej by przygotować się na spotkanie. Proste zaklęcie odpychające piasek spod jego stóp i iluzja pozwalająca mu ukryć swoją obecność przed wszystkimi, w tym przybywającymi ludźmi z Atlantydy. Chciał sprawdzić teren i zobaczyć na ile szczere są ich intencje. Nigdy nie można być zbyt ostrożnym.

Czekał jakiś czas, aż w końcu zauważył łeb pierwszego stworzenia wystającego z wody. Wiedział, że od tego momentu zaczyna się jego praca. Jeżeli przyszli walczyć, będzie pierwszą linią obrony, jeżeli na serio zamierzają pogadać, to będzie pierwszym by ich przywitać. Nie był zaskoczony w żaden sposób wyglądem tych istot, widział je wcześniej i znał o wiele okropniejsze widoki. Czekał cierpliwie, aż pojawi się sam król, bo z wiadomości uznał, że chodzi o spotkanie osobiste. Zresztą jednemu z atlantów właśnie przeszło przez myśl, że król zaraz się pojawi. Okazało się to być całkowitą prawdą. Zauważył wyróżniającą się od reszty postać, wyglądającą zupełnie jak człowiek. Nikt inny jak Namor. Zamierzał szybko przeczytać jego myśli by sprawdzić czy jest wrogo nastawiony i się ujawnić, ale zauważył, że zaczynają rozmowę. Wysłuchał ich, jego wzrok wędrował od jednego rozmówcy, do drugiego. Wyglądało na to, że serca ludu się nie zmieniły, w przeciwieństwie do przemyśleń ich władcy. Potwierdził to szybko sprawdzeniem jego umysłu. Mówił szczerze.

-W rzeczy samej, szkoda by było osłabiać niedawno odbudowane królestwo, królu Namorze. Audiencja z waszą wysokością to dla mnie wielki honor- powiedział, przytakując. Dopiero w tym momencie ujawnił się Namorowi i tylko jemu. Podwładni dalej nie mieli pojęcia, że czarodziej stoi przed nimi. Uważał na słowa, bo nie chciał tego zepsuć, czy się narazić. Namor jest jego gościem.
-Wolałbym porozmawiać w moim domu. Czy ich obecność jest wymagana? Sanctum od środka jest większe niż na zewnątrz, ale może zrobić się tłoczno... Zresztą jest tak zabezpieczone, że obroni nas lepiej niż parutysięczna armia- powiedział wskazując na resztę świty króla.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Namor

avatar

Liczba postów : 24
Data dołączenia : 08/04/2014

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Pon Kwi 03, 2017 10:35 pm

Dzięki swojemu naturalnemu sonarowi, Namor już wcześniej wykrył obecność Strange'a, mimo, iż przez pewną chwilę Sorcerer Supreme był kompletnie niewidzialny. W zasadzie to trudno było mu się dziwić. On również nie do końca wierzył w wiadomość nadaną z Atlantydy, dlatego zachowanie pełnej ostrożności z dozą nieufności było w pełni zrozumiałe i nawet wymagane od kogoś o tak poważnym stanowisku. Namor szanował i cenił maga nawet bardziej niż członków Avengers, oraz innych organizacji przyczyniających się do szerzenia dobra tej planety. Stephan odpowiadał przecież głównie za bezpieczeństwo na ziemi i w pojedynkę chronił ją od wszelkiego zła. Można by rzec, iż król Atlantydy widział w nim swojego odpowiednika - lidera ludzi lądu.
Namor oczywiście skinął głową w stronę Strange'a na znak oddania mu należytego szacunku, a następnie uniósł dumnie swój podbródek, zerkając prosto w oczy mężczyzny. Z uwagą wysłuchał jego słów, po czym uśmiechnął się delikatnie, tym samym marszcząc swoje brwi do środka. Wiedział, że reszta jego podwładnych nie jest w stanie wychwycić maga wzrokiem. Cóż za wspaniała magiczna sztuczka.

- Cała przyjemność po mojej stronie, Doktorze Strange. Cieszę się, ze podzielasz moje zdanie, a także doceniam szybką odpowiedź z Twojej strony.

Odparł niezwykle spokojnym głosem, jednak sama tonacja bez wątpienia emanowała elegancją, oraz szlachetnym wychowaniem króla oceanów. Atlantyda wbrew pozorom nie była dzikim ludem, jak to można było wywnioskować po wyglądzie poddanych, a sam jej rozwój technologiczny być może i nawet przewyższał ten ziemski.

- Chętnie wybiorę się do Twojego królestwa. O moich ludzi nie musisz się martwić. Już wcześniej nakazałem im wracać, gdy tylko się zjawisz.

Dodał, tym samym uderzając drugim końcem trójzębu o grunt, w wyniku czego cała jednostka bez słowa wycofała się w stronę wody. Ostał się jedynie komandor, który po chwili wykonując obrót na pięcie, został jeszcze na chwile zatrzymany przez Namora. Oboje wymienili się spojrzeniem, a następnie na równo potaknęli głową w swoim kierunku.

- Rozumiem, że planujesz otworzyć portal.

Ponownie zwrócił się do Sorcerera Supreme.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 128
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Pią Kwi 07, 2017 8:51 pm

Bycie telepatą czasami bywa dosyć niezręczne, w końcu wiesz co ludzie o tobie mówią, czy kłamią i w ogóle czasami zastanawiasz się po co ci w ogóle komunikacja werbalna, skoro wiesz o kimś wszystko nim otworzy usta. O ile Namor miał wiele  przemyśleń, z którymi Stephen się zgadzał, miał wrażenie, że czasami przesadza z chwaleniem go. W rzeczy samej, był Sorcerer Supreme i jego zadaniem była ochrona tego świata, wiele razy udało mu się odeprzeć potężne siły, które chciały go przejąć, ale ciężko powiedzieć, że zawsze działał w pojedynkę, zostawiał sporo roboty bohaterom, bo mimo wszystko był tylko jeden. Największy problem miał jednak ze stwierdzeniem, że jest liderem świata na powierzchni. Właściwie było odwrotnie, to on był sługą magii i tego świata. Chciał wytłumaczyć to królowi Atlantydy, ale wolał nie próbować szczęścia z denerwowaniem go, a poza tym ludzie nie lubią jak im się grzebie w głowach, więc o ile jeszcze się tego nie domyślił, Strange wolał trzymać to w sekrecie. Poza tym to zaklęcie nie sztuczka...

Doktor przytaknął na informację, że ludzie zostaną odwołani. Poczuł swego rodzaju ulgę, bo nie musiał transportować całego oddziału ryboludzi przez zatłoczone ulice Nowego Jorku. Wierzył, że Namor nie ma złych zamiarów i nie będzie szukał zaczepki, ale pilnowanie, by Sanctum nie zjadło tylu osób mogłoby być problematyczne nawet dla niego i Wonga.

Kiedy królewska eskorta wróciła pod wodę, Namor zasugerował podróż przez portal. Co za zbieg okoliczności, czarodziej planował to samo.
-W rzeczy samej- przytaknął, po czym schylił się i podniósł garść piasku. Rzucił ją zamaszystym ruchem za siebie, ale co ciekawe, po bliższym przyjrzeniu się, można zauważyć, że niektóre ziarenka lewitowały w powietrzu. Ułożyły się w idealne koło. Krótko po tym Strange skierował w ich stronę rękę. Każda drobinka piasku zaczęła emitować z siebie promień pomarańczowego światła. Promienie zbiegły się dokładnie w środku koła. Rozgałęziały się, tworząc coś na wzór pajęczej sieci. Po chwili, przerwy między promieniami zniknęły i przed rozmówcami pojawiło się coś na kształt pomarańczowej, okrągłej szyby, która oczywiście była portalem. Stephen wykonał kilka kroków do przodu i zniknął podczas wchodzenia do magicznych drzwi.
[z/t do Sanctum]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Namor

avatar

Liczba postów : 24
Data dołączenia : 08/04/2014

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Nie Kwi 09, 2017 4:17 pm

Kiedy Sorcerer Supreme w sposób iście spektakularny otworzył portal, król Atlantydy na moment zmrużył swoje oczy, delikatnie unosząc podbródek. Dawno nie widział takich sztuczek, a ponadto był to naprawdę wygodny i szybki sposób podróży do własnego królestwa. Książę ciekaw był wielkości pałaców oraz ogólnego poziomu technologicznego miasta, do którego Strange miał go zabrać. Teren swą wielkością przebije Atlantydę? Luksusy i dobrobyt pozostaną niedoścignione? Systemy obronne znacząco przewyższą te ukryte w głębinach? A może to sam Namor posiada zbyt duże mniemanie o słynnym magu żyjącym na lądzie? Za moment wszystko się okażę.
Władca oceanów kolejny już raz stuknął trójzębem o piaszczysty grunt, w wyniku czego zbiornik wodny uformowany teraz w niewielki gejzer, momentalnie wystrzelił za sprawą ciśnienia, opadając prosto na samego lorda, nawadniając jego ciało przed wędrówką. Od tej chwili książę przez kilka pierwszych godzin zachowa pełny potencjał swojej potęgi, jednak potem - o ile w tym czasie nie wróci do wody - będzie stawał się co raz to słabszy.

- A więc prowadź.

Skwitował przedstawienie zgotowane przez Strange'a, samemu wykonując pierwsze korki w kierunku magicznych drzwi. Szata, którą ciągnął za sobą po piachu była tak długa, że dopiero po kilku metrach w całości wyszła z wody. Było to trochę zabawne, zważywszy na to, iż portal do tego czasu nie mógł się w pełni zamknąć.

[z/t - do Sanctum Strange'a]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anette Maxwell

avatar

Liczba postów : 53
Data dołączenia : 24/04/2017

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Nie Kwi 30, 2017 7:28 pm

Noc dawno pokryła płaszczem Nowy Jork. Srebrna tarcza Księżyca otoczona była migoczącymi gwiazdkami, które postrzegły niczym najcenniejszy skarb.
Zdawać by się mogło, że każdy o tak późnej porze już śpi. Jednak nie każdemu to było dane. Ktoś, kto uciekał przed zgiełkiem miasta, właśnie odnalazł na nabrzeżu kryjówkę, a dokładniej na portowym wybrzeżu, w okolicach doków. Było to idealne miejsce na schronienie. Tajemnicza osoba poruszała się powoli, zatem i jej cień przemieszczał się wolno po kontenerach. Można było, bez problemu dostrzec, że ten ktoś trzymał się za prawe ramię.
Szczur, który z ciekawości wyszedł ze swojej kryjówki, poruszał nosem węsząc w powietrzu. Skierował łebek w stronę, z której dochodziło szuranie. W jego czarnych ślepiach odbiła się kobieca postać, mająca na sobie brązowy kowbojski kapelusz, tego samego koloru płaszcz, jeansowe spodnie oraz ciemnej barwy kowbojki. Zwierzak od razu podbiegł do idącej osoby, gdyż poczuł zapach krwi. Czerwone plamy skapywały wprost na ciemne podłoże tworząc widoczne ślady. Szczur zaczął zlizywać posokę, która tak go przyciągała.
Kobieta spojrzała na stworzenie i można było dostrzec jej spojrzenie przepełnione bólem. Mimo, że posiadała czynnik regenerujący to jej rany, w tym przypadku nie chciały się goić tak szybko jak powinny.
-k***a, mać...-syknęła.
Anette, bo tak nazywała się dziewczyna, oparła się o jeden z hangarów, po czym osunęła na podłogę.
-Dlaczego teraz? Dlaczego?-spojrzała w górę, na ozdobiony nieboskłon.
Jej szaro-niebieskie oczy patrzyły smutno zza okularów.
-Jeszcze I.A.C'a nie mogę teraz prosić o pomoc, bo się wszystko wyda...-westchnęła, przenosząc wzrok na swoje prawą rękę, która nie wyglądała za dobrze.
Miała na niej rany szarpane, skóra posiadała srebrny odcień, palce zaś były grube, długie i zakończone ostrymi pazurami. Odwróciła rękę tak, aby spojrzeć na wewnętrzną stronę dłoni.
-Czy to się kiedyś skończy?-zacisnęła powieki.
Oparła głowę o hangar. Nie mogła powstrzymać łez cisnących się pod powieki. Pozwoliła sobie na chwilę słabości.
Spróbowała wstać, ale bezskutecznie. Nie miała siły, aby wykonać taką czynność. Ponownie spróbowała, ale kolejny raz upadła na tyłek. Przeklinała pod nosem. Jako, że była uparta, za wszelką cenę próbowała wstać, ale kończyło się to fiaskiem.
Przy ostatnim razie, zrobiło się jej czarno przed oczami, a ostatnie co zapamiętała to była srebrna tarcza Księżyca oraz odgłos fal uderzających o brzeg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightcrawler

avatar

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Pon Maj 01, 2017 6:40 am

Kurt spacerował po nabrzeżu w swojej "ludzkiej formie" której zawdzięczał zegarkowi. Chociaż była noc i teoretycznie Kurt nie był widoczny w ciemnościach to lepiej się czuł w tym przebraniu. Gdy dostrzegł ślady krwi po jego plecach przeszedł dreszcz. Idąc za tymi śladami które, dzięki umiejętności widzenia w ciemnościach, nie były trudne do znalezienia znalazł szczura a chwilę później usłyszał pytanie. Czyżby było skierowane do niego? Aż tak było go widać?
Ruszył dalej i wreszcie zauważył nieprzytomną dziewczynę. Przeniósł się tuż obok niej przez co wrócił do formy nietoperza lub, jak to nazywali znajomi, "elfa". Delikatnie potrząsnął jej ramieniem.
-Czy nic pani nie jest?
Uważnie przyjrzał się dziewczynie. Młoda fanka westernu z rozwalonym ramieniem. Będzie musiał ją stąd zabrać. Tylko szpital czy Instytut?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anette Maxwell

avatar

Liczba postów : 53
Data dołączenia : 24/04/2017

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Pon Maj 01, 2017 10:24 am

Pytanie było skierowane tak, w powietrze. Coś na zasadzie zapytania retorycznego.
Anette nie wyczuła Kurta swoim nosem, bo była zbyt zmęczona. Przynajmniej na razie, nie wyglądało na to, że odzyska przytomność tak szybko.
Jak włochaty elf ją podszedł bliżej to bez problemu mógł dostrzec coś jeszcze. Jej prawa ręka wyglądała tak, jakby w ogóle nie należała do niej. Jej grube, potworze palce drgnęły lekko wydając specyficzny odgłos ocierania pazurów o podłoże. Stopniowo, całe jej ciało zaczęło drżeć.
Koszmar, którym były wspomnienia zaczęły napływać do jej głowy. Uciekała długim korytarzem, a tuż za nią słychać było kroki. Odwracała się, ale nikogo nie było. Była już tak blisko wyjścia, kiedy coś ją chwyciło i nie chciało puścić. Ciemność zaczęła się zbliżać, oplatając jej ciało mackami. Pożerała ją, chcąc jak najszybciej ją wchłonąć. Anette dostrzegła świecące na czerwono oczy, a potem wielką łapę która złapała ją za twarz.
Ocknęła się i błyskawicznie złapała za głowę. Zaczęła się wić z bólu, tuż pod nogami Kurta. Łzy spływały po jej policzkach. Nie dostrzegła jeszcze elfa, gdyż walka z mutacją, podarowaną przez projekt Weapon X skutecznie odbierała jej zwracanie uwagi na otoczenie.
W pewnej chwili poderwała się na równe nogi. Nadal trzymała się za głowę. Cofając się uderzyła plecami o hangar, więc upadła na kolana.Jak spojrzała przed siebie dostrzegła Kurta. W myślach już chciała go zabić, ale walczyła z tym. Nie chciała go zranić. Nie mogła. Jej twarz była pełna bólu, a po jej policzkach spłynęło mnóstwo łez. Cierpiała i to było widać. Nieludzki wrzask wydarł się z jej gardła, a ona sama na krótką chwilę zmieniła nieco wygląd. Cała jej skóra zrobiła się srebrna, rysy twarzy nabrały ostrych kształtów, zęby zaostrzyły się. Jak tylko spojrzała na elfa, ten mógł dostrzec, że stały się całe białe. Wyciągnęła ku niemu łapsko. Palce jej drżały.
-Pomóż...mi…proszę...-tylko dlatego, że nie miała już siły mutacja w trybie błyskawicznym ustąpiła, a ona upadła bezwładnie pod nogami Kurta.
Wtedy, coś błysnęło na jej szyi. Nieśmiertelnik z wygrawerowanym napisem: “Logan 458-25-243 T78 A”.
Dziewczyna została skazana na łaskę i niełaskę futrzastego elfa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightcrawler

avatar

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Pon Maj 01, 2017 2:39 pm

Z dziewczyną było coraz gorzej, w końcu ze szczęścia na pewno by nie płakała. Nagle Anette się podniosła i zaczęła się cofać. Reakcja na wygląd Nightcrawlera czy próba walki z... no właśnie. Była ranna a nie chora więc Kurt stawiał na to pierwsze. No cóż, nie dziwił się jej. On też by na widok takiego potwora uciekał.
Pewnie zwróciłby jej uwagę ale upadła na kolana. Gdy usłyszał ten wrzask po jego plecach przeszedł dreszcz. Do tego ta nagła zmiana wyglądu... mutant. Tak, to zdecydowanie była mutantka. Gdy dziewczyna upadła Kurt zauważył coś przez co otworzył szeroko oczy. Nieśmiertelnik... jak ten u Logana. Napis na nieśmiertelniku tylko go w tym upewnił
-Najpierw Wolverine, potem X-23 a teraz ty....
Ludzie którzy ją tak załatwili raczej nie pozwoliliby jej uciec. Musieli jej coś podrzucić. Nie mógł jej zabrać do Instytu, nie mógł narażać mutantów którzy tam są ale zostawić jej też nie mógł.
Co robić... co robić? Do szpitala też jej nie powinien zabierać. Ale powinna sama się zregenerować.
-Masz w okholicy jakąś khyjówkę? Dom przyjahciółki, cokolwiek...
Skorzystał ze swojego zegarka by przybrać ludzka formę po czym wziął dziewczynę na ręce. Zaczął szukać w okolicy jakiegoś koca czy materaca. W końcu nie może leżeć na zimnej podłodze
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anette Maxwell

avatar

Liczba postów : 53
Data dołączenia : 24/04/2017

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Pon Maj 01, 2017 4:51 pm

Nic dziwnego, że Kurta przeszedł dreszcz widząc, jak dziewczyna się zmieniła, na tą krótką chwilę. Wszak ostrożność, w takim przypadku była wskazana.
Rany na ciele dziewczyny, nieznacznie się zasklepiły, a do tego przestały krwawić. Czynnik regeneracyjny zaczął działać. Jedynym, w tym momencie problemem był brak siły. Mimo to, dziewczyna odzyskała przytomność. Od razu zaczęła węszyć powietrze. Otworzyła nieznacznie powieki, aby przyjrzeć się temu, który się tutaj kręcił. Dostrzegła jego dziwną formę, która potem zamieniła się na ludzką. Nie zdziwiło ją bardzo to, jak wyglądał, gdyż wiedziała doskonale, jak ona sama potrafi zmienić wygląd. Jak tylko została wzięta na ręce, otworzyła powieki. Zeszła z rąk Kurta. Chwiejnym krokiem stanęła przed nim. Przyjrzała mu się uważnie.
-Jesteś cały?-obeszła go dookoła.
Sprawdzała z uwagą, czy stojący przed nią jest cały. Zdawała sobie sprawę z tego, co się stało. Skoro film się jej urwał, do tego na powrót była człowiekiem, mutacja musiała się odezwać.
Widząc, że Kurt jest cały, odetchnęła z ulgą. Położyła dłoń na klatce piersiowej. Nie była świadoma tego, że Kurt widział nieśmiertelnik, jaki miała na szyi.
-Tak się cieszę, że jesteś cały.-posłała Kurtowi uśmiech-Przepraszam, że cię wystraszyłam.-założyła z góry, że swoim wyglądem mogła go wystraszyć-Mam z tym problem…-spojrzała na swoje dłonie-...od prawie pięćdziesięciu laty borykam się z tym problemem...-bez skutecznie…-przeniosła wzrok-Dzięki za pomoc!-rozmasowała kart.
Nie bardzo wiedziała co powinna teraz powiedzieć. Wpatrywała się z uwagą w stojącego przed nią chłopaka. Nastała taka niezręczna cisza przerywana uderzeniami fal o brzeg.
-Moja droga, czy wszystko w porządku?-z zegarka na jej lewym ręku odezwał się dość robotyczny głos.
-Ach...tak, tak, wszystko w porządku, kochanie.-przesunęła rękę tak, aby odpowiedzieć-Nie przejmuj się.
-Może powinienem po ciebie przyjechać?-głos po drugiej stronie komunikatora był wyraźnie zmartwiony.
-W sumie, możesz, ale nie wiem dokładnie gdzie jestem.-Anette rozejrzała się dookoła.
-Moja droga, chyba nie stało się to co myślę?-rozmówca zaczął zadawać pytania.
-Ahahaha! Nie wiem o czym mówisz!-dziewczyna zmieszała się nieznacznie.
-Przyjadę po ciebie, tylko daj mi znać, gdzie jesteś.-rozmówca zaczął naciskać.
-Wiesz...-Anette spojrzała na Kurta-...dam ci znać, gdzie jestem, ale nieco później. Muszę komuś postawić czekoladę na gorąco za pomoc.-uśmiechnęła się.
Jak najbardziej był to szczery, nie udawany w żaden sposób uśmiech.
-Jak sobie życzysz, moja droga. Jak cos, wiesz, że jestem.-tajemniczy głos umilkł.
-Wiem! Jasne, że wiem i dziękuję za troskę!-dziewczyna zabrała dłonie za siebie-Spokojnie, to nie mój chłopak, ale on tak zawsze, jak się przejmuje.-znowu się uśmiechnęła-Rzuciłam tym tekstem o gorącej czekoladzie, a nawet nie wiem, gdzie o tej porze takową zakupić.-zamyśliła się.-Jeszcze raz dziękuję.-wyszczerzyła się do Kurta.
Teraz, wyglądała tak jakby nic wcześniej nie miało miejsca. Jak najbardziej, Anette była świadoma tego co się działo chwilę temu. Już kiedyś tak się stało, nie raz, więc potrafiła sobie jakoś poradzić. Niemniej, póki co wolała udawać, że nic się nie stało takiego.
-Też jesteś mutantem, prawda?-podeszła bliżej Kurta-Widziałam twoje niebieskie futerko, czy co tam masz.-spojrzała mu w oczy-Pokaż się jeszcze raz.-jej szaro-niebieskie oczy intensywnie wpatrywały się w oczy rozmówcy, wyczekując, aż ten pokaże swoją elfią formę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightcrawler

avatar

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Wto Maj 02, 2017 2:12 pm

Czyli jednak się regeneruje? Pięknie, czyli miał rację łącząc ją z Loganem i Laurą. Charakterek też pewnie ma podobny. Tylko czy bardziej do logana czy do X-23?
Kurt już żegnał się z życiem gdy dziewczyna nagle się odezwała. Odetchnął z ulgą i kiwnął twierdząco głową. Był cały... przynajmniej na razie.
-Nie przestraszyłaś, spokojnie
Uśmiechnął się. Mógł dodać, że codziennie ma styczność z rzeczami dużo groźniejszymi nieprzytomna dziewczyna ale po co się zdradzać? Nagle usłyszał obcy głos dobiegający z.... zegarka? Nie umknął mu żaden fragment ich rozmowy. Gdy dziewczyna zasypała go wyjaśnieniami tylko kiwnął głową.
-Na czekoladę thochę za późno. Powinnaś odphocząć
Na kolejne pytanie również kiwnął głową. Tak był mutantem i najwidoczniej dziewczyna to zauważyła skoro pytała o drugą formę. Opuścił głowę, nie uważał swojego prawdziwego wyglądu za powód do dumy, przeciwnie, wstydził się go. Po dłuższym czasie westchnął i kliknął coś na swoim zegarku. Kamuflaż zniknął, wyciągnął do niej rękę.
-Kurt Wagner choć mówią na mnie Nightcrawler
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anette Maxwell

avatar

Liczba postów : 53
Data dołączenia : 24/04/2017

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Wto Maj 02, 2017 3:14 pm

Owszem, posiadała czynnik regenerujący, ale nie oznaczało to, że wracały jej siły w takim tempie, jak uzdrawianie ran. Dlatego też, od tego hasania świat jej lekko zawirował. Cofnęła się krok do tyłu. Musiała wziąć kilka wdechów i wydechów, aby w miarę wszystko było w porządku.
Tak, była mutantką, posiadała czynnik regenerujący. Jednak, to co widział Kurt nie było jej normalną mutacją, a można by rzec, acz w cudzysłowie podarowana przez profesorów, którzy eksperymentowali na niej. Jej związek z Loganem nie był taki, o jakimś myślał Kurt.
-Ech, faktycznie.-Anette poprawiła kowbojski kapelusz-Ewentualnie zostaje nam spacer po parku.-poprawiła okulary.
Nie rozumiała, czemu spuścił głowę. Patrzyła, jak Kurt nacisnął przycisk na swoim zegarku, po czym jego prawdziwa forma pojawiła się przed jej oczami.
-Anette Maxwell,-uścisnęła jego dłoń-Zwą mnie Omen albo Messiah, z powodu tego, kim jestem.-pokazała swoje pazury, unosząc ręce na wysokość głowy.
Przyglądała się z uwagą Kurtowi. Czy dobrze myślała, z tego co zaobserwowała?
-Czy ty się wstydzisz?-stanęła bardzo blisko niego, tak aby dotknąć jego policzków.-Ej, nie masz powodów, by się wstydzić. Ja rozumiem, że jesteśmy, kim jesteśmy, ale przez to jesteśmy wyjątkowi na swój sposób.-posłała mu uśmiech, patrząc przy tym prosto w oczy.-Nie masz powodu do tego, by się tego wstydzić. Ty przynajmniej...-cofnęła się do tyłu, spojrzała na swoje dłonie, a potem znów na Kurta-...Nikogo nie zabiłeś. Przynajmniej, nie wyglądasz na takiego. Ja mam powód, by się wstydzić tego, kim jestem...-jeszcze bardziej się cofnęła-...jestem potworem, kimś komu zabrano życie zwykłego mutanta.-przeniosła wzrok na srebrną tarczę Księżyca-To co widziałeś, chwilę temu jest wynikiem eksperymentu. Część moich wspomnień z tamtego okresu wróciła, ale nie wszystko. Wiem jedno, stając się Messiahem, nie kontroluje się. Dlatego pytałam, czy wszystko jest z tobą w porządku. Cieszę się, że nic ci nie zrobiłam.-posłała Kurtowi uśmiech-Mam nadzieję, że znajdę kiedyś kogoś kto mi pomoże z tym walczyć, pomóc nad tym zapanować.-zacisnęła dłonie w pięści-Nie mogę pozwolić, żeby ta bestia, tkwiąca we mnie znowu zabrała komuś życie.-ujęła w dłonie nieśmiertelnik-On, właściciel tego nieśmiertelnika był wtedy w tym samym laboratorium co ja. Przyrzekłam sobie, że go odnajdę. Może on mi pomoże w jakiś sposób.ścisnęła mocno nieśmiertelnik
-Jestem pewna, że on może mi pomóc. Czuję to, gdzieś tam w głębi serca.-odwróciła się do Kurta tyłem, aby spojrzeć na rozciągający się krajobraz. Wsłuchiwała się w fale uderzające o brzeg.
-Znajdę go. Czuję, że on tu gdzieś jest, w Nowym Jorku.-puściła nieśmiertelnik, po czym schowała go pod ubranie.
Wiatr delikatnie poruszał jej dolną część płaszcza. Zamknęła powieki, aby skupić się na morskich falach.
Sama nie wiedziała, czemu powiedziała o tym Kurtowi, ale nie wyczuła w nim kogoś, kto chciałby zrobić jej krzywdę. Ba, uznała nawet, że może jej pomoże, w jakiś sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nightcrawler

avatar

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Wto Maj 02, 2017 5:12 pm

Dziewczyna powinna pójść się położyć a nie chodzić na spacery. Ale nie miał na to żadnego wpływu. Gdy zadała mu pytanie kiwnął głową. Tak, wstydził się swojej prawdziwej postaci. Wyglądał jak potwór, jak demon. Nawet nie miał normalnego koloru skóry.
Jej historia nie zdziwiła go. Podobne słyszał nie jeden raz. Teraz miał całkowitą pewność, że miała dużo wspólnego z Loganem i Laurą.
-Moi rodzice mnie porzucili a wychował cyrk
Powiedział gdy skończyła się skarżyć na swoją przeszłość. Każdy z nich miał problemy z powodu swoich mocy czy czegokolwiek innego. Byli inni, byli mutantami.
-Nie patrz na to co było wczohaj. Tylko na juhto
Położył dłoń na jej ramieniu i się uśmiechnął. Chciał ją jakoś pocieszyć choć wybitny w tym nie był. Później dziewczyna zaczęła mu opowiadać o swoich planach. Czyżby tak szybko zaufała Kurtowi?
-Mutant którego imię jest na twoim nieśmiertelniku... znam go. I nie tylko jego
Nie mógł się powstrzymać, w sumie nie powiedział niczego za co może dostać po głowie od Frost prawda? Nie zdradził lokalizacji Instytutu ani niczego co jest związane z jego mieszkańcami....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anette Maxwell

avatar

Liczba postów : 53
Data dołączenia : 24/04/2017

PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   Wto Maj 02, 2017 8:03 pm

Nie czuła, żeby Kurt miał złe intencje. Jak ktoś kto wstydzi się tego kim jest, mógłby być osoba mająca złe zamiary? Anette wiedziała, że pozory mogą mylić, ale widziała w jego oczach, że nie jest złą osobą. Oczy są przecież zwierciadłem duszy, więc jeśli ktoś sporo przeszedł potrafił dostrzegać takie rzeczy.
-Patrz na to z drugiej strony, Kurt. Cyrk, ci będący tam, oni byli twoją rodziny. Zapewne, gdyby nie oni, nie rozmawialibyśmy teraz.-spojrzała na niego, kiedy położył jej rękę na ramieniu-Czasami, żeby iść do przodu, trzeba uporać się z przeszłością. Ta sprawa, to niezamknięty rozdział w moim życiu. Muszę najpierw go zakończyć, nim pójdę do przodu.-poklepała elfa po ramieniu-chodzi o to Kurt, że przeszłość zaczyna wyciągać po mnie swoje łapska. Za długo już od tego uciekałam. Trzeba stawić jej czoła. Czuję, że jestem gotowa stanąć twarzą w twarz z tym, co było.-spojrzała na swoje dłonie-Wprawdzie, te wszystkie wydarzenia sprawiły, że jestem tym kim teraz jestem, mam spojrzenie na świat, jakie mam, ale to, że będę myśleć o jutrze, nie sprawi, że to się samo rozwiąże. Tylko i wyłącznie ja mogę to zrobić, stawiając temu czoła.-dziewczyna, po wcześniejszym dość dziecinnym nieco zachowaniu, teraz zachowywała się jak ktoś zupełnie inny.
To jednak była ciągle ta sama osoba. Anette po prostu nie pokazywała tego, jak bardzo życiowo jest doświadczona, jak dorosłe ma myślenie. Tu już nie chodziło o sam wiek, ale to jak ukierunkowała swoje myślenie.
Spojrzała na nieśmiertelnik ponownie.
-Co?-odwróciła głowę w stronę Kurta-Znasz Logana?-jej oczy źrenice rozszerzyły się-Gdzie go znajdę? Jak mogę się z nim spotkać?-złapała elfa za dłonie-Jaki on jest? Myślisz, że zna odpowiedź, dlaczego...dlaczego oni nam to zrobili? Dlaczego nas tak skrzywdzili?-wpatrywała się z nadzieją w oczach w Kurta.
Nie mogła uwierzyć, że przypadkowo spotkana osoba, może znać tego, którego tyle lat szukała. Pod wpływem takich emocji, jej dłonie zmieniły swój kształt.
-Przepraszam...-cofnęła się-...widzisz, o tym mówiłam...-skupiła się na swoich dłoniach, aby te na powrót były normalne.-Rzadko się zdarza, że przy pozytywnych emocjach tak się zmieniają....dziwne...-jak tylko wszystko wróciło do normy, spojrzała ponownie na Kurta.-Jesteś uroczy, mówił ci to ktoś?-posłała mu uśmiech, aby zmienić tok rozmowy-Mało tego, zainteresowałeś się mną, kiedy tak leżałam tutaj nieprzytomna. Nie każdego stać na to, żeby pomóc.-ułożyła ręce za siebie-Czemu Nightcrawler? Lubisz skrywać się w cieniu i podglądać dziewczyny?-zamknęła prawa powiekę, pokazując przy tym język.-Zabawne, znam cię chwile, a mam wrażenie, jakbym znała kilka lat.-pokazała palcem ku górze-Może to sprawka tego na górze? Może dlatego cię spotkałam, bo jak mówisz znasz właściciela nieśmiertelnika. Może jak go spotkam, to w końcu zacznę żyć bez strachu, że przeszłość mnie dopadnie.-stanęła bokiem do Kurta.
Znowu zaczęła wsłuchiwać się w szum morskich fal.
-Słyszysz? Melodię fal uderzanych o brzeg? Coś pięknego.-zamknęła powieki, gdyż chciała skupić się na wodzie napierającej na brzeg.
Anette po prostu uwielbiała muzykę natury, gdyby mogła spędzała by na łonie natury praktycznie cały czas.
Stała tak wsłuchując się w rytm morskich fal. Oddychała powoli. Uspokajało ją to, co znajdowało się dookoła, odgłosy natury, które tak kochała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nabrzeże w pobliżu Hart Island   

Powrót do góry Go down
 
Nabrzeże w pobliżu Hart Island
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Nabrzeże w pobliżu Hart Island
» Nabrzeże/przystań/keja.
» Nabrzeże i stocznie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: