Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Riverside Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Morgana le Fay



Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Riverside Park   Sob Sie 04, 2012 4:09 pm

First topic message reminder :






Jeden z wielu parków na Manhattanie, leżący tuż przy rzece Hudson. Popularny wśród tych, którzy chcą pojeździć na rowerze, skuterze, rolkach czy po prostu przejść się w urokliwej okolicy. Posiada kilka boisk, wypożyczalnię kajaków, a do tego jest miejscem wielu imprez, takich jak chociażby koncerty i festiwale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Scattershot



Liczba postów : 38
Data dołączenia : 28/04/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pon Maj 23, 2016 9:55 am

Scattershot w skupieniu, z poważną miną przyglądał się dziwnemu zjawisku, którego był właśnie świadkiem. Nie miał pojęcia co działo się z tym kolosem, jednak nie miał wątpliwości, że mógł być groźny. Owszem, mógł JEDNAK sam Christopher nie mógł oprzeć się wrażeniu, że cokolwiek się działo z nieznajomym, on sam nie mógł mu ani pomóc, ani też zaszkodzić gdyby okazało się, że jego zachowanie stanie się agresywne. Jedynie mógł patrzeć. Patrzeć jak się zmienia, jak sanitariusze zbliżają się do niego próbując interweniować.
W tym właśnie momencie nie łudzi się już, że będą w stanie mu pomóc. Czymkolwiek był ten atak, wykraczał poza wiedzę medyczną jaką mogli dysponować - To zdawało się akurat oczywiste. Pluvier powolnym krokiem zbliżył się do Smugi stając tuż obok niej. Zaplótł ręce na piersi i chrząknął cicho.
- Ym... Może nic nie ukryje się przed okiem tarczy, jednak i tak powinniśmy zasugerować ważniakom z góry by przydzielili pogotowiu eskortę. - Mruknął powoli kręcąc głową.
- Tej sprawy nie można zignorować i zbagatelizować. - Dokończył wycierając pokryte brudem i ziemią dłonie o już i tak zmaltretowaną koszulę. W chwili obecnej nadawała się jedynie do wyrzucenia i Scattershot nie miał wątpliwości, że taki właśnie będzie jej los.
- Skoro wzywają, to trzeba iść... - Po chwili milczenia i zadumy ustosunkował się do kolejnych słów dziewczyny.
- Swoją drogą... Kontaktują się z tobą przez telefon..? - Uniósł brew, a na jego ustach zagościł delikatny, pobłażliwy uśmiech. Poczuł się jak w przedszkolu.
- No dobrze. Chodźmy. Zapewniam cię, że jeśli chcą nas widzieć na Carrierze, to bez najmniejszego problemu nas przechwycą. - Zagwarantował zerkając na tarczę zegarka. Południe dawno minęło, tak samo jak jego szansa na spokojny lunch.
- Diabli nadali... - Burknął zrezygnowany.
- Chodź dzieciaku. Nie każmy na siebie zbyt długo czekać. I zachowuj się. Żadnych wygłupów, żadnego skakania na lewo i prawo i nie ekscytuj się przesadnie. Okaż profesjonalizm. - Wyrecytował całą litanię, jednak jego mina zdradzała, że nie wierzył by Holly miała się dostosować do któregokolwiek z wymienionych punktów.
- Ah... Jeszcze jedno! - Dodał tchnięty nagłą myślą.
- W raporcie... I tak napiszę, że to wszystko tutaj, to twoja wina. - Uśmiechnął się krzywo zezując na towarzyszkę.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Smuga



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pon Maj 23, 2016 2:19 pm

-Mhm, niegłupie. -Smuga wstukała szybką wiadomość o eskorcie dla karetki i wysłała do SHIELD. -No... tak, a co? Znaczy, tylko jak jestem tak o. Znaczy w cywilu. -wspominali jej coś o innych sposobach komunikacji? Chyba nie... Czyżby nie traktowali jej poważnie? W sumie... co za różnica, jej tam to nie przeszkadzało, zawsze to jedno jakieś dodatkowe urządzenie do noszenia. No chyba, że zwykle robią to gołębiem pocztowym czy coś...
-Hm, to zajdźmy jeszcze do mnie do domu, to niedaleko. Przebiorę się w coś.. wygodniejszego. -rzuciła z uśmiechem. Dawno nie miała okazji wskoczyć w te ciuchy. Dawno czyli jakieś... trzy dni? Dobra, kwestia względna.
-Pff. Nie będziesz mi rozkazywał. -naburmuszyła się. Jak ma się nie ekscytować na Carrierze, jeśli już teraz ledwo może ustać w miejscu. -Ech, dobra, spróbuję. -rzuciła, chociaż była to pusta obietnica bez pokrycia. A tak, żeby się odczepił.
-Ej! -pobiegła za nim. -Wszystkiego się wyprę. Z tego co wiem, jestem w SHIELD dłużej niż Ty. Zresztą, oni i tak przywykli do mojego skakania. I nie było z tym dotychczas żadnych problemów, więc wiesz. No, prawie żadnych. Ale nie takich, w każdym razie.

ZT

(Wizyta u Smugi w domu poza fabułą, zaczynaj na Carrierze ;p)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wandelopa



Liczba postów : 36
Data dołączenia : 12/03/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Wto Maj 24, 2016 1:58 pm

Był to przepiękny dzień. Przepiękny zwłaszcza na kolejną ucieczkę z sierocińca po kolejnej oblanej rozmowie adopcyjnej. No ale zdarza się, kiedy jest się defektem świata. No dobra, trochę to przesadzone. Bardziej by pasowało... Niedoróbką? Trudno było powiedzieć, czy Wandzia jest człowiekiem z zalążkami mocy, czy niedorozwiniętym superbohaterem. Tak czy siak, nasza mała bohaterka nie była zbyt przejęta, że kolejna rodzina zrezygnowała z adopcji, gdy tylko wyszły na jaw jej 'usterki'. Zawsze tak było. "Ależ urocza dziewczynka", "Och, jak landrynka." "Ups, ale przelatują przez nią książki, dziękujemy do widzenia." Z jednej strony lepiej, kiedy to wszystko wychodzi na jaw jeszcze przed adopcją, niż na przykład dwa dni po niej. Na stówę wróciłaby wtedy do sierocińca. Problematyczne było by takie... podróżowanie.
No, więc spacerowała sobie skocznym krokiem, jak to jedenastoletnie dziewczynki maja w zwyczaju. To rozgoniła stado gołębi, to pogoniła kota, to pobawiła się chwilę z psem jakiegoś losowego przechodnia. Zawsze po takich wypadach dostawała surowe kary, ale nie zamierzała z tym skończyć. Dzięki temu czuła się... normalna. W sensie jakby miała rodzinę. No, prawie. Samotny spacer to jednak nie to samo, co spacer z rodzicami. Za swoimi jednak nie tęskniła. Nawet nie była pewna, czy chciałaby ich poznać. W końcu porzucili ją, jak tylko się okazało, że jest inna.
Wskoczyła na ławkę i usiadła na niej. Nogi ledwo wystawały za krawędź siedziska. Zaczęła oglądać sobie przechodniów. To była taka jej rozrywka. Ludzie byli tacy różni. O, na przykład ten student, z wielką teczką na ramieniu, zgarbiony, w płaszczy i z szalikiem. No i obowiązkowo 'rejbany'. Albo tamta pani po czterdziestce, w futrze, z zadartym nosem. A obok jej nogi malutki cziłała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ms. Marvel



Liczba postów : 28
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Wto Maj 24, 2016 2:23 pm

Kamala miała dziś dobry dzień. Dostała piątkę ze sprawdzianu z geometrii, co osobiście uważała za OGROMNE osiągnięcie (szczególnie, że podwójne życie superbohatera jest zajmujące, a ona nie pała jakąś specjalną miłością do..tego przedmiotu), które aż prosi się o wynagrodzenie. Najlepiej w postaci lodów i dobrej lektury. Ha, tak! Dobra lektura! Wyszczerzyła się na samą myśl o tym. Jej ostatnie przygody z SAMĄ CAROL DANVERS są jednym z najchętniej czytanych ficków tego miesiąca. No, troszkę jednak ją przerobiła.. tu zmieniła słowo, tam zmieniła bohatera...a tam... ostatecznie jej przygoda zamieniła się w high school au!stony, a oryginalna Ms. Marvel odgrywała rolę badass'owej koleżanki chłopaków. Kamala podrapała się po głowie, zastanawiając się, kiedy to wszystko potoczyło się tym torem; Oczywiście zadzwoniła z wieścią o sprawdzianie do Ammi, która była jeszcze bardziej zdziwiona niż jej córka. Parsknęła pod nosem, wspominając tę rozmowę - oto, jaką wiarę w córkę pokłada jej mama! Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Uśmiechnęła się szeroko, założyła słuchawki na głowę i załączyła niezawodnych Queenów. Dziarskim krokiem przemierzała sobie Riverside Park.
- Don't stop me noooow , don't stop me noooowww, coz i'm havin' a good time - nawet nie kryła się ze śpiewaniem. Przyzwyczaiła się do tego, że w tak ogromnym mieście jak NYC ludzie przestają się przejmować innymi i robią to, co czyni ich szczęśliwym. Nikt jej nie powstrzyma.
Jej spacer w blasku chwały jednak nie potrwał zbyt długo, bo, bardzo rozentuzjazmowana, potknęła się jedną nogą o wystający korzeń, co sprawiło, że jej druga noga automatycznie rozciągnęła się i wygięła w nienaturalny sposób, by ciało  zachowało równowagę. Dziewczyna mocno westchnęła i rozejrzała się bacznie dookoła, czy przypadkiem nie miała jakichś świadków.
Ku jej zdziwieniu, dookoła nie było nikogo blisko prócz jednej dziewczynki, samotnie przesiadującej na ławeczce.
Jak gdyby nigdy nic, postanowiła spokojnie przejść obok - może nic nie zauważyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wandelopa



Liczba postów : 36
Data dołączenia : 12/03/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Wto Maj 24, 2016 2:38 pm

Po staruszce nagle zrobiło się jakoś tak pusto. Co to ma być, skrypt do spawnowania przechodniów się zawiesił? I czym teraz Wandelopka ma się zająć?Gdyby była zima, to by chociaż ulepiła bałwana czy coś, a tak? Rozejrzała się naburmuszona. Nie, to nic nie zmieniło, nadal nikogo. Wyjęła z kieszeni truskawkowego lizaka. Cukierek trafił do jej buzi a papierek do kieszeni. Co jak co, ale wiedziała, żeby nie śmiecić.
Z nudów zaczęła coś sobie nucić. Nie był oto raczej nic konkretnego, ot takie tam, luźne 'improwizacje'. Zastanawiała się, co ze sobą zrobić. Pewnie nie zostało jej dużo czasu, zanim opiekunowie z sierocińca ją znajdą, więc trzeba go wykorzystać do maksimum.
Wtem jej uwagę przykuła muzyka. Nie, nie ta, którą sama nuciła. A właściwie nie muzyka, a śpiew. Może niezbyt ładny, ale za to głośny. Zeskoczyła z ławki i ruszyła w stronę źródła dźwięku. Nie musiała długo iść, żeby je dostrzec. jakaś nastolatka szła dziarsko przez park, krzycząc w niebo głosy. Wandelopa przyjrzała jej się uważnie. Hm, nie było wiele do oglądania. Poza strojem wyglądającym, jakby dziewczyna po prostu wylosowała poszczególne jego części z szafy. Wandzia znów się naburmuszyła - że też świat ma czelność nie podsyłać jej ciekawych osobistości do pooglądania. W tym momencie dziewczyna potknęła się o korzeń i runęła na nieuchronne spotkanie z matką ziemią. A może jednak? Stało się coś dziwnego i jedna z nóg nastolatki dziwnie się wygięła, ratując jej nos przez rozkwaszeniem o beton.
-Oż Ty w piernik nadziewany! -krzyknęła Wandzia i podbiegła do nieznajomej. -Ale bajer, jak to zrobiłaś? -zaczęła skakać dookoła niej, przyglądając się jej nodze, jakby spodziewała się znaleźć tam coś interesującego. -Jesteś mutantem, prawda? Jednym z tych superbohaterów, co? Fuuuush! -zrobiła pozę jak superman w locie. -Co jeszcze potrafisz? Tylko nogę możesz tak rozciągnąć? -zalewała dziewczynę gradem pytań, nie zważając na to, że jest jej obca. W ekscytacji mignęła z dwa razy, trochę, jakby.. ciężko stwierdzić, to sprawiało takie wrażenie, jakby dziewczynka jednocześnie nie zrobiła nic specjalnego i coś zrobiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ms. Marvel



Liczba postów : 28
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Wto Maj 24, 2016 10:45 pm

Kamala sprytnie odwróciła wzrok od dziewczyny, jak gdyby nigdy nic się nie stało. To, niestety, nie pomogło. Sekundy później usłyszała dosyć donośny okrzyk zdziwienia, bardzo oryginalny jak na taką małą dziewczynkę, swoją drogą. Khan nie wiedziała co zrobić, nie na co dzień atakują ją po parkach małe, samotne dziewczynki. Ściągnęła słuchawki, wsadziła ręce do kieszeni i zaczęła się rozglądać na boki.
- Em, co? - spojrzeniem panicznie szukała ratunku po otoczeniu, mając nadzieję, że gdzieś znajdzie jej rodziców, którzy dostrzegą, że ich dziecko jest nieco...natarczywe. Nic takiego się jednak nie stało. Jej obecność i zainteresowanie nogą Kamali zaczynało ją z lekka przerażać. - Hej, nic się nie stało, nie krzycz tak, ranyy. - Delikatnie starała się usunąć małego intruza ze swojej przestrzeni osobistej. -...ja mutantem? Ha-ha... nie. - zaśmiała się poddenerwowana. Nikt nie wie o jej mocach. Nikt, kto ją zna. Bardzo jej zależało, aby świat się nie dowiedział, SZCZEGÓLNIE jej rodzice.
Z drugiej strony te pytania ją mocno zmartwiły. Nie była mutantem, moce mutantów zazwyczaj objawiają się inaczej. Nikt... nie "wykluwa się" z kokonu. Chyba że była ona bardzo dziwnym mutantem. Tak czy inaczej - Kamala nie wiedziała czym jest. Starała się być superbohaterką i w sumie myślała, że zna swoje możliwości, ale nie znając swojego pochodzenia co ona tak naprawdę może o sobie deklarować? Co jeszcze geny mogłyby jej spłatać, na korzyść bądź nie?
Widząc, że mała nie daje za wygraną, położyła dłoń na jej ramieniu, a drugą rękę przyłożyła do swoich ust. - Shh. Chyba nie szukasz kłopotów, co? Zaraz.. - zmrużyła ciemne ślepka i przyjrzała się bacznie dziewczynce. Coś było nie tak. Czy ona..
- CZY TY MIGASZ?! - Wyrwało się jej półszeptem, wcale nie takim dyskretnym. - Jesteś mutantem?! - Wyrwało jej się, po czym szybko rozejrzała się na boki. Muszą zachować czujność. Ms. Marvel doskonale pamięta swoją poprzednią misję ratunkową, podczas której, ku swojemu zdziwieniu, odkryła ludzką nienawiść do obdarzonych genotypem X. - Zgubiłaś się? Ktoś cię gonił?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wandelopa



Liczba postów : 36
Data dołączenia : 12/03/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Czw Maj 26, 2016 11:51 am

Próby odpędzenia Wandelopy były bezskuteczne. Zresztą jak zawsze, mała była naprawdę uparta, wręcz upierdliwa. I to nie tylko wtedy, kiedy naprawdę chciała, po prostu była.
-Skoro nie jesteś mutantem, to czym jesteś? -spojrzała na nią podejrzliwie, mrużąc oczy i opierając ręce na bokach. Chyba chciała wyglądać poważnie, ciężko jednak tak wyglądać, kiedy się jest jedenastolatką ubraną w tak jaskrawe kolory i mając we włosach zdecydowanie więcej spinek, niż trzeba.
-Czasami szukam, ale zazwyczaj to one mnie znajdują. -odparła beztrosko. Nawet wiedziała, kiedy znajdą ją kolejne. Czas: przeciąg kilku godzin. Miejsce: sierociniec. Okoliczności: ucieczka z sierocińca. Przewidywane konsekwencje: klęczenie na grochu albo brak kolacji.
-Ugh. Tak, zdarza mi się. -skrzyżowała rączki na piersi i zmarszczyła nosek.  -Nie wiem, czy jestem. Może miałam być, ale coś nie wyszło, bo to się dzieje samo z siebie. -wolałaby nie być. Nie mieszkała by wtedy w sierocińcu. Albo chociaż mieć, ale w całości, a nie tak... O, w połowie, bez sensu. -Nie i nie. Doskonale wiem gdzie jestem i jak stąd się wydostać. Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytania. -wycelowała w nią oskarżycielsko palcem. No i poniekąd ktoś ja gonił, a raczej jej szukał. Panie z sierocińca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ms. Marvel



Liczba postów : 28
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Maj 27, 2016 10:34 am

-....em, tak, okej.. - po usłyszeniu tak niespodziewanych odpowiedzi od swojej małej prześladowczyni Kamala doszła do wniosku, że coś tutaj jest bardzo nie tak i rzuciła jej baczne spojrzenie, przez chwilę studiując jej osobę. Nikt jej nie gonił, nic jej nie zagrażało, więc...gdzie jej opiekunowie? Czy miała ona do czynienia z młodocianym uciekinierem? Zmarszczyła brwi. Dziecięce zarozumialstwo nie do końca pasowało do określenia tej dziewczynki... nie no, okej, pasowało, ale była ona przy tym bardzo sprytna i trafna w swoich uwagach. Musiała wielu dorosłych ludzi wprawiać w niezłe zakłopotanie.
- Wiesz, mutanci zazwyczaj nie panują nad swoimi mocami na samym początku - uśmiechnęła się do niej. Doskonale pamiętała jak wielkim kłopotem były dla niej zupełnie randomowe metamorfozy niektórych jej części ciała. - szczególnie, kiedy nie wiedzą, co tak naprawdę potrafią i w jakim stopniu. Zakładam, że przyjdzie ci to z czasem, serio. - Kamala ruszyła w stronę ławki. Zdjęła plecak, wyciągnęła z niego mleczną czekoladę, połamała ją i położyła obok siebie, już na ławeczce. - Nie wiem, czym jestem. Nie sądzę, bym była mutantem. Długa historia - doszła do wniosku, że nie ma się co ukrywać ze swoimi mocami. Dzieciak był zbyt dociekliwy, a sama przecież nie była do końca "normalna", więc... co jej szkodzi? I tak nawet nie kojarzy Ms. Marvel - Ogólnie to potrafię się rozciągać, przybierać różne kształty..takie tam. - Na dosłownie kilka sekund przed dziewczynką nie siedziała Kamala Khan, lecz Spider-Man z krwi i kości. Park wyglądał na pusty, więc pozwoliła sobie na odrobinę szaleństwa. Wzięła kostkę czekolady do ust i podsunęła słodycze w stronę dziewczynki. - Późno się robi. Nikt się o ciebie w domu nie martwi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wandelopa



Liczba postów : 36
Data dołączenia : 12/03/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Maj 27, 2016 10:33 pm

Hm, mówisz? -złapała się za brodę, a patyczek od lizaka przewędrował z jednego kącika ust w drugi, z cichym ciamknięciem. -Ja przenikam przez przedmioty. -odpowiedziała, chcąc udowodnić, że wie, co potrafi. -Albo przedmioty przeze mnie, zależy. Czasami szklanki, kubki i miski przelatują mi przez dłonie i roztrzaskują się o podłogę. Albo próbuje oprzeć się o poręcz na schodach, a zamiast tego moja dłoń przez nią przenika. Niestety głowa już nie. -skrzywiła się na samo wspomnienie. -A jak ma przyjść z czasem, to trochę się wlecze, bo mam tak od urodzenia. Właśnie dlatego rodzice mnie zostawili. I siedzę w tym zakichanym sierocińcu. -to ostatnie dodała trochę ciszej, ale dziewczyna mogła bez trudu to usłyszeć.
Ruszyła z dziewczyna i wdrapała się na ławkę obok niej. -Luz na szelkach, mam czas. Opowiadaj. -obróciła się do niej przodem i usiadła po turecku, wpatrzona w nią jak w kogoś, kto zaraz ma zacząć opowiadać jakąś niezwykle interesującą historię, albo czytać jej książkę. -O ja Cię! Ale superfajnie! -krzyknęła podekscytowana, gdy nastolatka zmieniła się w Spidermana. -I widzisz, to jest supermoc, a nie jakieś... -popatrzyła na swoje małe dłonie. -Przenikanie... Wiesz, ile naczyń w życiu stłukłam? -rzuciła naburmuszona. Spojrzała na czekoladę i chwilę się wahała. Nie dlatego, że nie znała dziewczyny, po prostu miała lizaka. Lizak z czekoladą nie grał zbyt dobrze. Ale przecież go nie wyrzuci. Wyjęła z kieszeni papierek po słodyczu i zawinęła w niego lizaka, po czym poczęstowała się czekoladą. -Martwi to raczej nie. Wkurzeni są, że znowu sobie polazłam. Pogadają, dadzą jakąś banalna karę i z bańki. A jutro znowu sobie ucieknę na trochę. -wzruszyła ramionami. -No, opowiadaj, zanim mnie znajdą. -nalegała.

(Sorki, bez kolorkòw, bo z telefonu :p)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ms. Marvel



Liczba postów : 28
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Wto Maj 31, 2016 8:00 pm

- Auć - aż jęknęła współczująco na jej słowa odnośnie mocy i "panowania" nad nimi. Cóż, jej akurat muszą być naprawdę.. frustrujące i bolesne momentami, ale hej, kto by nie chciał przenikać przez ściany? Wykrzywiona z wyimaginowanego bólu mina Kamali  szybko zrzedła i smutno spoglądała na cukierkową dziewczynkę.  - ..Naprawdę masz to od urodzenia? - wykrztusiła z siebie. Nie wiedziała co ma powiedzieć odnośnie sierocińca - że jej smutno? Że rozumie? Nie sądziła, by było to na miejscu. Na pewno słyszała to już tysiące razy, a to jej w niczym nie pomoże. Bo Khan nie miała pojęcia jak to jest, żyć bez rodziców i z dziwnymi mocami, których nie może nawet nauczyć się opanować. Bez żadnego mentora, nic. Popatrzyła na nią przez chwilę i wzięła kolejny kawałek czekolady do ust, pozwalając jej się powoli rozpuścić.
- Noo, generalnie to pewnego razu wracałam z domu, zemdlałam, a następne co pamiętam, to brak powietrza i paniczne wydostawanie się z dziwnego, obleśnego kokonu. - wzdrygnęła się na samo wspomnienie tej lepiącej się mazi, pokrywającej jej całe ciało. -  Nie bardzo chce mi się o tym opowiadać, szczerze mówiąc. - wzruszyła przepraszająco ramionami, widząc, jak ciekawa była jej historii. - Wiesz, nadal uważam, że powinnaś trenować swoje umiejętności. Starać się je zrozumieć, prowadzić obserwacje, kiedy coś się dzieje, w jakim jesteś wtedy humorze, i tak dalej - przybrała teraz wygląd Kapitana Ameryki dającego kazanie młodszej jednostce. Oczywiście machając przy tym palcem. - Każda moc jest dobra, jeśli używasz jej w dobrym celu i jesteś przy tym kreatywna. Serio, nauczysz się. - musiało to wyglądać nieco dziwnie z jej strony, gdy przed jej oczyma symbol z II wojny światowej wcinał czekoladę i sprawdzał na powyklejanym brokacikami telefonie godzinę. - Może... może są inni mutanci, którzy by się tobą zajęli? - zaczęła rozmyślać na głos, już w swoim ciele - może... może oni są gdzieś i szukają takich jak ty, jak ja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wandelopa



Liczba postów : 36
Data dołączenia : 12/03/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Wto Maj 31, 2016 10:05 pm

-No dokładnie - 'auć'. -powtórzyła po niej. Kiedyś próbowała chodzić po sierocińcu w kasku rowerowym, ale on też przez nią przenikał. Ciekawe, bo reszta garderoby jakoś nie... Hm, może to dlatego, że nosiła ubrania z tkanin naturalnych...
-No przecież mówię. -odpowiedziała, ciamkając czekoladę. -Znaczy, nie wiem, kiedy dokładnie się toto pojawiło, ale bardzo wcześnie, bo w sierocińcu jestem odkąd pamiętam. -więc teoretycznie mogła mieć kilka tygodni lub nawet z dwa-trzy latka. Tak czy siak nawet nie pamiętała, jak jej rodzice wyglądają. Albo wyglądali, mogą już nie żyć przecież. Teoretycznie. Różne rzeczy się zdarzają.
-Ble. -skrzywiła się, wystawiając język. Dobrze, że już zjadła czekoladę. -Nie serio, ohyda, chyba womit w drodze... -pochyliła się lekko, targnęły nią lekkie konwulsje a potem... beknęła. -Hehe, jednak nie. -machnęła ręką i uśmiechnęła się. -No, się nie dziwię. -zabawiać gości przy kolacji to tym zdecydowanie by się nie dało. Ale na historie przy ognisku już owszem.
Słuchała jej ze zmarszczonym noskiem. -Hm... może to rzeczywiście nie głupie... W zasadzie nie próbowałam... W ten sposób. -raczej skupiała się, próbując wymusić przeniknięcie, co wyglądało mniej więcej tak, że napinała każdy mięsień ciała i robiła się nienaturalnie czerwona. Do tego wstrzymywała oddech i nadymała policzki. Boki zrywać.
-Kapitan Ameryka, serio? -spojrzała na nią z politowaniem. Jakoś nie pałała sympatią do jego postaci.
Oczy jej się zaświeciły. -Łaaa, ale by było superaśnie! Taka szkoła dla mutantów! -rozmarzyła się. Po chwili jednak wróciła na ziemię. -Hm, chyba by było trochę za dobrze. Poza tym, ile można szukać. I czy tak ciężko wpaść na to, żeby sprawdzać sierocińce? Przecież tam najpewniej by ktoś taki trafił. Jak ja. Który rodzic by chciał takie zepsute dziecko. -na powrót wyjęła lizaka, żeby się trochę pocieszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ms. Marvel



Liczba postów : 28
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Cze 03, 2016 12:01 pm

Skrzywiła się i z dezaprobatą spoglądała na dziewczynkę, gdy ta, bardzo przejęta obleśnością tego, co przeżyła Kamala, skomentowała to donośnym beknięciem. Fuknęła, niby obrażona, że mała tak to wyolbrzymia. Przecież nie było aż tak źle.
..Albo może i było. Ble.
Wróciła do normalnej postaci, troszkę zawiedziona, że Kapitan nie zadziałał jak powinien, ale trudno. Obserwowała, jak mały cukierkowy potworek najwidoczniej próbuje dokonać autodestrukcji. Brew powędrowała do góry, kiedy z jej czerwonych policzków w końcu wydobyło się powietrze, tym samym do niczego nie prowadząc.
- Nie jestem pewna by wstrzymywanie powietrza miało ci w czymś pomóc, co nie jest czkawką. - podrapała się po policzku. Oparła się plecami o ławkę i zjechała nieco do dołu, wpatrując się w dal. - Oczyszczenie myśli, obiektywna obserwacja - raczej o to mi chodziło... I wiesz, zawsze można się zorientować z temacie, popytać, poszperać w sieci... - przerwała i przez kilka sekund nie wydobyła żadnego dźwięku, jedynie jej oczy robiły się coraz większe i większe. Po czym zrobiła facepalma a'la genius idea - NO TAK! Słuchaj młoda, mam wtyki. - błyskawicznie podniosła się z ławki i przybrała superbohaterską pozę. - Nigdy nic nie wiadomo. Podaj mi namiary do siebie. - podała jej notesik i ołówek, by mogła zapisać adres sierocińca, jej imię, telefon, cokolwiek. - I robi się późno, chyba będę się zaraz zbierać..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wandelopa



Liczba postów : 36
Data dołączenia : 12/03/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Cze 03, 2016 2:20 pm

Zaśmiała się na fuknięcie dziewczyny.
-Hm, może pomóc w utracie przytomności. -zauważyła. -A na czkawkę to najlepiej jest wypić szklankę wody do góry nogami. -z tak wielu sposobów na ta nieprzyjemną przypadłość ten właśnie uważała za najlepszy. Przy czym przestraszenie za najgorszy, bo kiedy ktoś ją straszył, to aktywował się jej defekt. Dzieciaki w sierocińcu nie omieszkiwały tego faktu wykorzystywać, kiedy tylko się dało. Przynajmniej do czasu, gdy Wandelopa przestała reagować, bo to całe straszenie stało się tak oczywiste, że już rzadko kiedy ją zaskakiwało.
-Do sieci to akurat nie za bardzo mam dostęp. W sierocińcu nie ma takich luksusów. A na kawiarenkę mnie nie stać. -co prawda dostawali jakieś tam kieszonkowe, ale były to drobniaki. A często starsze dzieciaki odbierały te drobniaki tym młodszym. Wandelopa nie miała tego problemu, bo w przeciwieństwie do reszty, zamiast czekać, aż będzie jakieś oficjalne wyjście, na którym można by te pieniądze wydać, po prostu wymykała się i wydawała wszystko od razu.
Spojrzała na dziewczynę, gdy rozległo się klaśnięcie. -Hę? -spytała, nie rozumiejąc, o czym Kamala mówi. -Ło, chwilunia... -rzuciła, ale przed jej nosem pojawił się notes i ołówek. -Dobra, nie wiem, co tam wymyśliłaś, ale każda opcja jest lepsza, niż sierociniec. -nabazgrała na kartce adres jej sierocińca. -W internecie powinnaś też znaleźć numer telefonu. -dodała. -Powiesz coś o tym planie zanim pójdziesz? -poprosiła, robiąc maślane oczka.


(To z wstrzymywaniem powietrze to był opis, co zazwyczaj robiła, nie, że akurat teraz, ale niech będzie, dobrze wyszło ;p)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ms. Marvel



Liczba postów : 28
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Nie Cze 05, 2016 6:33 pm

Schowała notesik do plecaka, który zaraz założyła na swoje plecy.
- OK. Znajdę cię, nie ma problemu. - kiwała się na piętach w przód i tył. - Tak się składa, że mam, em... "zaprzyjaźnionego" najprawdziwszego na świecie Mściciela i będę musiała się z nią niedługo zobaczyć, więc... może ona będzie coś wiedzieć, ha? HA? - oczywiście wypięła dumnie pierś by podkreślić, jak dumna jest z tego powodu. Inna sprawa, że to spotkanie raczej nie będzie opierało się na pogaduszkach przy herbacie i ciastku..
Uśmiechnęła się do małej. - Odezwę się. Nie rozmawiaj z nieznajomymi i nie bierz od niech słodyczy, pamiętaj - przybrała "groźną" minę i pogroziła jej palcem po raz ostatni. Powiedziała to pół-żartem, pół-serio, ale dopiero po chwili zorientowała się, jaka hipokryzja się z niej wylewała. NO CÓŻ.... nie każdy jest superbohaterem na pół etatu, prawda?
- Tak w ogóle to jestem Kamala!
Pomachała jej na pożegnanie i ruszyła dalej, ku akademikowi, pogrążona w myślach. Na początku chciała odprowadzić dziewczynkę do sierocińca, by upewnić się, że nic jej nie jest, ale w sumie nie było aż tak późno, słońce nadal mocno świeciło, a nie wiedziała, czy jej obecność byłaby pożądana przez małą. W razie czego jednak zaraz, gdy zniknęła jej z oczu, przemieniła się w wiewiórkę i z drzew obserwowała ją do czasu, aż spokojnie nie opuściła parku, bez towarzystwa żadnych natrętnych osób.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wandelopa



Liczba postów : 36
Data dołączenia : 12/03/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sro Cze 08, 2016 9:32 am

Oczy jej się zrobiły jak pięć złotych.
-O ja Cię... Nie, chwila, robisz mnie w konia. -dziewczyna wyglądała jednak na poważną. -W końcu się wyrwę z sierocińca, łiii! -zeskoczyła z ławki i zaczęła skakać z radości. Co prawda zmiennokształtna nieznajoma niczego jej nie obiecała, ale mała i tak była wniebowzięta.
-Spoko spoko, mam swoje. -na dowód wyjęła z ust lizaka i pokazała go swojej hipotetycznej wybawicielce.
-Wandelopa. -również się przedstawiła, odruchowo robiąc to przezwiskiem. -To na zrazie! -pożegnała ją. Nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. W końcu! Rozejrzała się i westchnęła, widząc dwie znajome postaci idące w jej stronę. Powolnym krokiem ruszyła w ich stronę, aby razem z nimi wrócić do sierocińca. Krok miała półwesół. No, może trochę bardziej wesół niż niewesół.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sentry



Liczba postów : 26
Data dołączenia : 10/10/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sro Cze 15, 2016 8:07 am

Karetka po chwili podjechała na miejsce, gdzie dostała wezwanie. Na miejscu prócz nieprzytomnego Roberta nie było nikogo innego. Mężczyzna, który wyskoczył z erki podrapał się po głowie z niedowierzaniem. Może to i dobrze, że ktoś wezwał na miejsce pogotowie, ale, żeby olać sprawę i uciec z miejsca zdarzenia? Ktoś mógł mieć chociaż głowę na karku i dać chociaż namiastkę zeznania z czym tak naprawdę mieli tutaj do czynienia. W pobliżu nie było jednak nikogo kto mógłby chociaż uchylić rąbka tajemnicy odnośnie leżącego na ziemi mężczyzny. Kierowca, Dave, także po chwili opuścił auto i zebrał sprzęt lekarski, którego nie mógł wziąć sanitariusz Marv.  Marvin, był spokojnym mężczyzną o ciemnym kolorze skóry, który właśnie miał kończyć swoją zmianę i wrócić na obiad do domu, ale wszyscy znali go jako osobę, która nigdy nie kończy swojej pracy, póki nie wykona wszystkiego co w jego siłach. Sprawdził tętno osoby leżącej w parku i odetchnął z ulgą. Robert żył, tylko bardzo mocno spał. Wszystkie niezwykłe akcje, których świadkami byli agenci SHIELD, zniknęły wraz z pojawieniem się karetki. Tak jakby coś czuwało nad tym, żeby nikt nigdy nie dowiedział się o Reynoldsie i o tym, że dysponuje on niespotykanymi siłami.
Robert dalej stał nad samym sobą. Osoby, które stały w pokoju, znajdowały się teraz nad tym drugim Robertem i rozmawiały o czymś bardzo cicho. Bob w końcu zaczął rozróżniać poszczególne wyrazy. Rozmawiali o nim, tylko o tym drugim, który teraz leżał nieprzytomny na zimnym blacie.
Myślisz, że gdy się obudzi nie będzie niczego pamiętał? Świat potrzebuje Sentry’ego. Ja potrzebuję Sentry’ego, bo potrzebuję też tego drugiego.
W tym momencie obydwie postacie spojrzały się na Roberta stojącego przy stole. Krew mu się zmroziła od widoku zimnych i bezdusznych spojrzeń. Nie wiedział kim oni są, ale jedno było pewne – nie mieli dobrych intencji.
Marvin wezwał policję na miejsce zdarzenia, gdy tylko Robert znalazł się w karetce. Patrol przyjechał po jakichś pięciu, może dziesięciu minutach. Sanitariusz wyjaśnił co tu się wydarzyło. Policjanci natomiast obiecali, że wezmą się za sprawę. Było tu kilka kamer monitorujących park więc na pewno znajdą jakieś poszlaki. W zasadzie chcieli mieć to za sobą, zwłaszcza po tym co się ostatnio działo w mieście. Niebiescy postali chwilę, spisali protokół i niecałe pół godziny później cofali radiowozem i odjechali. Marv i Dave tymczasem pozamykali karetkę i chwilę potem udali się do szpitala Świętego Łukasza, który znajdował się trzy przecznice stąd.

[Sentry  z tematu]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Nie Cze 19, 2016 3:29 pm

- No tego się nie spodziewałem! - osoby mijające Petera na ulicy musiały uciekać mu z drogi. Nie dlatego, że był wielki w barkach. Nie dlatego, że był tak gruby i zajmował pół chodnika. On najzwyczajniej wyglądał na osobę mocno obłąkaną. Gadanie do samego siebie, machanie rękami. Mężczyzna niespecjalnie zwracał uwagę na ziemian,  a tym bardziej niezbyt przejmował się ich zdaniem. Sytuacja z dachu budynku Avengers wyprowadziła go tak mocno z równowagi, że nawet kompletnie zapomniał o kwestii statku. Najlepsze co mógł zrobić to przejść się, uspokoić nerwy. Odetchnąć. W słuchawkach płynęła muzyka z ulubionej kasety.
Przeszedł już naprawdę spory kawałek, gdy w końcu emocje odpłynęły na tyle, by mógł bez problemu się ogarnąć. Nawet nie wiedział kiedy zrobił aż tyle kroków, że znalazł się w rejonie parku Riverside na Manhattanie.
- Ładny kawałek.. - szepnął cicho rozglądając się po okolicy. Cóż, czemu z tego nie skorzystać. Nic tak nie koi nerwów jak spacer po parku. No przynajmniej w teorii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jolt



Liczba postów : 17
Data dołączenia : 31/05/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pon Cze 20, 2016 12:04 pm

Po pierwszym przystanku w drodze powrotnej z uczelni, jakim była kawiarnia, Lee trafiła do parku. Trochę nadrabiała drogi tą trasą, ale wolała cichy park od ulic, na których panował ciągły szum. Czuła się tutaj bezpieczniej, pewniej. Szła przed siebie dziarskim krokiem, machając przed sobą po ziemi swoim ślepym kijkiem. A no właśnie, tutaj też rzadziej kogoś nim trącała. Co prawda takie trącenie nie było zbyt bolesne, ale ludzie i taks potrafili się przyczepić.
Szła sobie spokojnie, kiedy nagle potrącił ją jakiś dzieciak na deskorolce. Udało jej się nie upaść, ale upuściła swój ślepy kijek. Dzieciak zaś odjechał, śmiejąc się z niej. No tak, bywały i takie typy... Lee nie przejęła się tym za bardzo, już nie raz na takich trafiała. Póki komuś nie działa się realna krzywda, to chyba nie ma sensu... Prawda, przydałoby się gówniarza nauczyć życia w społeczeństwie, ale w tym momencie niewiele mogła zrobić.
Przykucnęła i opadła na czworaka, szukając swojej laski za pomocą rąk.
-No, gdzie jesteś? -szeptała do siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Czw Cze 23, 2016 6:10 pm

Wiatr był miłą ulgą od słońca, które dawało o sobie znać, mimo koron drzew w parku. Jak się zastanowić może ten dzień nie jest, aż tak całkowicie spisany na straty. Peter zajął jedną z wolnych ławek. Usiąść, pomyśleć, ochłonąć do końca. Ta, to miejsce sprzyja takim chęcią.  Awesome Mix Tape vol.1 powoli się kończyła, toteż mężczyzna ściągnął słuchawki i zaczął rozkoszować się względną ciszą w parku. Ptaki śpiewały, fontanna z cicha szumiała wodą, a dzieciaki...no były dzieciakami. Właściwie nie zależnie od planety, czy to Ziemia, czy choćby Spartax podrostki są wszędzie równie głośne i upierdliwe. Quill już nawet miał rozpocząć słuchanie od nowa, kiedy właśnie jego teoria musiała okazać się faktem. Jakiś mniej rozgarnięty dzieciak próbował zamienić swoją deskorolkę w rozpędzony buldożer, z tą różnicą, że zamiast betonowej ściany trafił w niewinną, młodą dziewczynę. Cholera, gdyby trafił na niego...to Peter miałby na czym wracać do domu. Mężczyzna podniósł się migiem z ławki i ruszył w stronę staranowanej dziewczyny. Kiedy zbliżył się do niej zrozumiał, czemu do tej pory nie podniosła się jeszcze z ziemi.
- Tu jestem, ale zakładam, że nie mnie szukasz hmm? - Quill starał się, by jego głos zabrzmiał delikatnie tak, by dodatkowo nie nastraszyć ofiary przyszłego kierowcy buldożera. Uniósł zagubioną laskę i wsunął tuż pod jej szukającą dłoń. - A choć nie mnie szukasz, to pozwól mi się podnieś. No chyba, że zamierzasz nagle tu się położyć i opalać. W tej sytuacji musisz zrobić mi miejsce obok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jolt



Liczba postów : 17
Data dołączenia : 31/05/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Czw Cze 23, 2016 7:21 pm

Usłyszała kroki. Już chciała prosić o pomoc w poszukiwaniach, ale spacerowicz odezwał się pierwszy.
-Oh. N-nie... -odparła serdecznie, słysząc głos jakiegoś mężczyzny. -[color:bba9=#darkred]Szukam swojej laski. Może mógłb... -w tej chwili poczuła, jak pod jej palce wsuwa się znajoma rękojeść ślepego kijka. -Dziękuję. -odparła i wstała z pomocą nieznajomego. -Cóż, opcja dość nawet kusząca. -odparła śmiejąc się lekko. -Ale może nie na chodniku. -położyć się w cieniu drzew, to brzmiało zachęcająco. Zwłaszcza w taką pogodę jak teraz. Żar lał się z nieba, chyba możnaby smażyć jajka na chodniku. -Jestem Lee. -przedstawiła się, wyciągając dłoń mniej więcej w stronę mężczyzny. Spudłowała o kilka centymetrów w lewo. Wiatr szarpnął nieco mocniej, rozwiewając jej czuprynę na wszystkie strony, ale zignorowała to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Cze 24, 2016 8:56 am

- Nie ma sprawy, do usług. - na twarzy mężczyzny przeskoczył uśmiech. Ok, umówmy się. Może to nie był czyn porównywalny z ratowaniem Ziemi albo kosmosu, ale hej! I tak było całkiem nieźle. - Peter, Peter Quill. Miło Cię poznać. - Starlord uścisnął lekko dłoń dziewczyny. - A no właśnie, wiedziałem, że spodoba ci się ten pomysł. Zresztą od początku widziałem jak wygodnie się układasz do opalania. A tego gnojka mogę zaraz przyprowadzić. Jeszcze nie wie, że za nic tak mocno nie przepraszał w życiu. Wystarczy tylko słowo. - Peter już zaczął szukać wzrokiem gówniarza z już niedługo złamaną deskorolką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jolt



Liczba postów : 17
Data dołączenia : 31/05/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Cze 24, 2016 12:56 pm

Uśmiechu oczywiście nie widziała, ale słyszała go w jego głosie. To słychać. Zwłaszcza, jeśli słuch musi ci rekompensować wzrok. Te drobne różnice w tonie głosu - dla Lee to było jakby widziała jego mimikę twarzy.
Mężczyzna przedstawił się pełnym imieniem. -Pelham. Laureline Lee Pelham. -również się poprawiła.
-To... może usiądziemy gdzieś pod drzewem? -zaproponowała. -Słońce trochę za mocno grzeje, żeby rozmawiać na środku chodnika. -a na dłuższą rozmowę się zapowiadało. Właściwie zawsze zapowiadało się na dłuższą rozmowę, jak już Lee zaczęła z kimś rozmawiać, raczej nie miała problemów z nawiązywaniem znajomości.
-Nie, nieważne. Szkoda zachodu, naprawdę. -ktoś by mógł go nauczyć nieco uwagi, albo może szacunku do innych, ale pewnie ktoś w końcu to zrobi. Nie było sensu teraz za nim ganiać. Zwłaszcza, że był na desce, a więc pewnie już daleko stąd. Podejście Petera jednak sporo o nim mówiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Cze 24, 2016 7:27 pm

Peter nie spodziewał się, że tak potoczą się sprawy. Oczywiście to bardzo miła propozycja, ale spodziewał się, że skończy się tym, że pomoże nieznajomej i koniec. Rozejdą się każdy w swoją stronę. Quill pewnie wróci do kwestii jak przywrócić statek do stanu używalności. Nawet jemu odbijał się już czkawką pobyt na Ziemi. Zresztą przesiadywanie tu no nawet nie w jego stylu. Brakowało mu kosmicznych barów i spelun, rozrób z najróżniejszymi przedstawicielami ras, no i najbardziej z tego wszystkiego wolności. Wolności, którą dawał kosmos. Już nawet miał ochotę przywrócić tego gówniarza do porządku. Tyle rozrywki jego.. No ale może tak raz, dla odmiany...
- Niech będzie, właściwie czemu nie. Chodźmy. - mężczyzna czuł się lekko zmieszany. Nie wiedział czy wziąć ją pod ramię, czy może się nie wtrącać w jej drogę. Postanowił wybrać najbardziej neutralny sposób.
- Naprawdę przyjemnie dzisiaj, choć to ciężki dzień. Nie masz nic ciekawego do roboty czy miałaś po prostu ochotę na spacer? - Rozmowa rozmową, ale przecież najłatwiej pójść za jego głosem prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jolt



Liczba postów : 17
Data dołączenia : 31/05/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Cze 24, 2016 8:43 pm

Uśmiechnęła się i zamiatając ziemię przed sobą swoim kijkiem, udała się za mężczyzną w stronę najbliższego drzewa. To znaczy, ufała u, że tam ich prowadzi.
-Jak dla mnie trochę za ciepło. -odparła. Mimo ledwie koszulki na ramiączkach i spodni do połowy łydki. Najchętniej by popływała. Ale w jeziorze, nie w basenie. Niestety było to trochę poza opcjami.
-Wracam z uczelni. -odpowiedziała na pytanie. -Właściwie powinnam iść prosto do domu. -zatrzymała się i spojrzała w kierunku, w którym szła przed zderzeniem z deskorolkarzem. -Tak, trzeba nakarmić Tommy'ego. To może zmiana planów? Zamiast siąść pod drzewem po prostu pójdziemy powoli w tamtą stronę? -pokazała kierunek kciukiem. -Chyba, że Ci nie po drodze. -przez chwilę chciała się do niego zwrócić per 'pan', ale przecież się przedstawił. Więc chyba mogła zwracać się na 'ty', prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill



Liczba postów : 48
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pon Cze 27, 2016 12:57 pm

- Ta, jest ciepło. Ale to i tak chłodno przy ciepłu bijącym tuż przy powierzchni słońca. - uwaga mogła zostać odebrana pseudonaukowo lub jako żart. Tyle, że Peter nie jednokrotnie przysmażył słońcem statek. Wyjątkowo wiedział o czym mówi. Wyjątkowo, bo rzadko zdarzało się, że nie zmyślał.
-Tommy'ego? Oczywiście, może być i tam. Póki co i tak nie mam nic konkretnego do zrobienia. - Chyba, że zamknąć się w pokoju i  zacząć studiować miesiącami " Instrukcję napraw serwisowych wszelakich statków galaktyki " autorstwa szopa Rocketa. Ta, wygląda na to, że jednak ma czas.
Nie umknęło uwadze mężczyzny, gdy nowo poznana dziewczyna bez problemu wskazała kierunek, którym podążała wcześniej, mimo faktu, że obrócili się już kilka razy.
- Całkiem nieźle sobie radzisz, no wiesz, jeśli chodzi o no ten... - No tak, Peter chciał zabrzmieć sympatycznie, a wyszło tak, że wolałby walczyć z inwazją Skrulli, niż dokończyć to zdanie. - Oczywiście nie chciałem zabrzmieć chamsko...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Riverside Park   Today at 4:55 am

Powrót do góry Go down
 
Riverside Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: