Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Riverside Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13, 14  Next
AutorWiadomość
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Riverside Park   Sob Sie 04, 2012 4:09 pm

First topic message reminder :






Jeden z wielu parków na Manhattanie, leżący tuż przy rzece Hudson. Popularny wśród tych, którzy chcą pojeździć na rowerze, skuterze, rolkach czy po prostu przejść się w urokliwej okolicy. Posiada kilka boisk, wypożyczalnię kajaków, a do tego jest miejscem wielu imprez, takich jak chociażby koncerty i festiwale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Speed

avatar

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Wto Lut 07, 2017 1:22 pm

-Może to przez nich czuję ten niepokój...- pomyślał Tommy kiedy w końcu poukładał jakoś swoje myśli. Nawet jeżeli nie, będzie mógł się wyżyć na tych frajerach. Kiedy myśli są zbyt skomplikowane, walnij coś. Kiedy się pozbierał, Kate już wyciągała ku nich rękę. Tommy dobrze zrozumiał co chce zrobić. Przeniósł wzrok na drugiego mężczyznę i przygryzł wargę. Nie chodzi o to, że nie wierzył w nią, ale była jedna na dwie osoby, a jedna z nich była na dodatek uzbrojona. No i jeszcze chciał się wyżyć, więc... Zauważył, że jeden z nich podchodzi do niej, kiedy drugi zostaje przy chłopaku. Los tak chciał, że to ten z nożem. Dobrze, Speed, jak jest od teraz znany, zostawisz jej jednego a zajmiesz się drugim. Złotousty Rapid wyraźnie wolał siedzieć w kącie, a bezdomny którego napadli ci zbirowie właśnie stworzył jakiś... Portal, tarczę? Ciężko orzec. Za to łatwo orzec, że to idealna okazja na atak.
-Oczywiście, że sobie poradzi- rzucił do chłopaka nim wystartował. Odepchnął się od powierzchni nogami i swoją ręką i wymijając wszystko po drodze dobiegł do kolesia z nożem. Ten pewnie jeszcze nawet nie zauważył, że Tommy ruszył się z miejsca. Speed skupił się na ręce w której koleś trzymał nóż. Bokiem prawej ręki uderzył w jego nadgarstek, zaś drugą delikatnie objął nóż, tak by nie dotykać ostrej krawędzi. Wszystko zrobił w biegu, więc zatrzymał się dopiero za kolesiem, z jego nożem w ręku. Przez kierunek i moc z jaką białowłosy biegł, zbir wbrew swojej woli obrócił się, niemalże upadając przez nagłe uderzenie. Złapał się za nadgarstek i spojrzał na młodzieńca.
-Jak!?- krzyknął próbując dowiedzieć się co się stało. Speed odpowiedział tylko krzywym uśmieszkiem. Powoli rozpędzał atomy ostrza, które trzymał.
-Wiesz, zazwyczaj nie pozwalam bad guy'om dźgać swoich ofiar, ale ciebie lubię, here, knock yourself out- powiedział rzucając nóż do jego właściciela, jakby go podawał tak zwanym balonem. Podczas rzutu jego prawa ręka zaczęła drżeć. Nóż eksplodował w locie, raniąc klatkę piersiową i ręce jego przeciwnika, dodatkowo odrzucając go nieco do tyłu. Broń była na tyle daleko od jego ciała i na tyle mała by go nie zabić, a jedynie zranić. Rzezimieszek przewrócił się na plecy i zaczął wyć z bólu. Tommy spokojnie i powoli podszedł do niego. Położył delikatnie stopę na jego gardle, a jego wzrok stał się nagle o wiele ostrzejszy i surowszy niż zwykle.
-Ruszysz się, to skończysz jak ten nóż- powiedział leżącemu. Miło raz na jakiś czas kogoś skopać. Odwrócił się i spojrzał na Kate i jej przeciwnika.
-Hej zająłem się nim!- krzyknął, by odwrócić uwagę kolesiowi, który był przy dziewczynie, aby ułatwić jej walkę. Resztę zostawi dla niej, da radę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sro Lut 08, 2017 8:52 pm

No i wyszłam... Ale stanowczo nie wiem co dalej - pomyślała ciemnowłosa dziewczyna, patrząc na ową trójkę. Nie zdziwiło jej to zbytnio, że nie uznali jej za jakiekolwiek zagrożenie - w końcu, co mogła zrobić samotna nastolatka przeciwko takim wielkoludom? W dodatku uzbrojonym. Sama również nie wiedziała co powinna dalej robić. Zbliżyć się? Prowokować? Krzyczeć? Próbować zaatakować ich kamieniami i wierzyć, że zdąży zwiać, zanim będą się chcieli zemścić? Różne myśli i pomysły powoli zapełniały jej umysł.
Mimo to, nie przystąpiła do żadnej akcji. Mniej więcej w tym samym momencie pojawiła się tutaj nieznajoma dziewczyna - Samantha rozpoznała w niej jedną z osób, które próbowała podejrzeć jeszcze nie tak dawno. Chyba. Aż tak głośno byłam? Również zaskoczyło ją to... Że sama zdecydowała się zareagować w podobny sposób, co i Sam.
Wydawało jej się, że powinna coś zrobić. Przekierowała swoje spojrzenie na nieznajomą i wtedy zobaczyła, że puściła jej oczko. Chwila. Ona to planuje? Niemożliwe... - samo oddawanie komuś swojego portfela uważała za dziwne. Chyba, że była wyjątkowo bogatą panienką i oddanie tego jej nie zrobi różnicy, a Sammy mogła to przypuszczać, gdy miała okazję ujrzeć ów przedmiot.
Cóż, od mniej więcej tego momentu, zaczęło się robić coraz to bardziej dziwniej.
Uwagę Samanthy przyciągnął krótki rozbłysk, przez co odwróciła w tamtą stronę głowę. Zamrugała oczami, starając się zarejestrować to, co właściwie wywołało go... Lecz zanim właściwie do niej dotarło, o co właściwie chodziło, usłyszała swoje imię.
- Hę? - zaskoczyło ją to. No i ten głos... Był dziwnie znajomy. Jednakże jeszcze nie miała możliwości, by rozpoznać właściciela. Za mało danych, a zanim skupiła się na jego wyglądzie, spojrzała ponownie na ofiarę tej akcji... Bo ponownie zaczęło się coś dziać.
Dziewczyna cofnęła się o mały krok, czując się coraz bardziej niepewnie. Nie wiem co myśleć o tym. Co się tutaj właściwie dzieje? - może umysł płatał jej jakieś figle? Ale nie. Dobrze widziała, że nieznajomy został pokonany, lecz nie potrafiła wyjaśnić, w jaki sposób. Powinnam stąd uciec, póki są zajęci? - czuła jednak fascynację, która spowodowała, że pozostała tutaj. Dlatego też obserwowała jeszcze, co się tutaj działo, starając się jednak nie wchodzić im w drogę... By poczekać na jakieś wyjaśnienia, o ile jakieś byłyby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Lut 10, 2017 12:58 pm

Sammy bardzo się nie pomyliła. Właściwie trafiła prosto w sedno. Kate faktycznie była "bogatą panienką", ale nigdy nie lubiła się z tym afiszować. Nie był to dla niej również żaden powód do przechwałek. Raczej należała do tych dziewcząt, które w konstruktywny sposób wykorzystywały zarobione przez ojca pieniądze... w przeciwieństwie do jej siostry. Część z nich lubiła przeznaczyć na datki dla biednych, czy nawet na zakup zwykłej bułki dla spotkanego żebraka. A część na doskonalenie swoich umiejętności, ale i tym również nie lubiła się chwalić. Ogólnie to całkiem skromna z niej osóbka, ale nie można jej ująć pewności siebie, w końcu własnie teraz stała z wyciągniętym portfelem w kierunku oprycha, gdzie drugi przykładał nóż do niewinnego i najwyraźniej przestraszonego chłopaka. Nie mogła przejść obok tego obojętnie. Nie potrafiła, widząc krzywdę drugiej osoby, a zarazem poczuła niesamowitą złość. Oczywiście w takim momencie nerwy trzymała na wodzy, ponieważ tego uczył ją trener. Subiektywne odczucia nigdy nie szły w parze z idealnie dobranym atakiem, bo taką właśnie miała odpowiedź na kolejny ruch oprycha skoro już się połasił na jej portfel.
Zanim do tego jednak doszło miała okazję poświęcić tę krótką chwilę na magię jaka się poczyniła za plecami oprycha, a potem nagłe wybuchy, których prowodyrem jak się okazało był Tommy. Co wywołało na ładnej buzi delikatny uśmiech. Coś czuła, że chłopak nie zostawi jej samej, ale nie mogła być pewna, w końcu chwilę temu zasłabł (?). Z ulgą odebrała również kredyt zaufania jakim obdarzyła ją Sammy, dając wolną rękę w opanowaniu mrożącej krew w żyłach sytuacji. A skoro jeden z oprawców leżał już, starając się ogarnąć nie tylko swoją porażkę, ale zaskakującą i zatrważającą sytuacje w której się znalazł, Kate postanowiła zająć się drugim.
Celowo upuściła portfel, robiąc przy tym teatralnie zaskoczoną minę, co jeszcze zaakcentowała niewinnym.
- Ups - A potem korzystając z totalnego już zdezorientowania dresa, który połasił się na portfel Kate złapała go lewą dłonią za nadgarstek, zręcznie go usztywniając. W pół sekundy zrobiła krok na przód dostawiając nogę do przeciwległej nogi przeciwnika, tak by móc go podciąć. Przerzuciła go przez wpół zgięte plecy, a gdy wylądował na twardym podłożu twarzą do ziemi z wygiętą do tyłu ręka, którą cały czas podtrzymywała, postanowiła go unieruchomić przysiadając w pasie rzezimieszka. Druga ręka mężczyzny dołączyła do pierwszej, a wspomagając się kolanem wyciągnęła z torby linę.
- Wszystko okay? To ty otworzyłeś ten portal? - Zapytała Noira z zacięciem wiążąc nadgarstki mężczyzny. Nie obyło się oczywiście bez wierzgania, co oczywiście spotkało się z jeszcze mocniejszym i bolesnym wygięciem dłoni.
- Uspokój się, bo złamię ci rękę - Syknęła, a potem podniosła wzrok na wychudzonego chłopaczka. Katem oka zerknęła również na tego drugiego dresa, któremu chyba odeszła ochota na drobne kradzieże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 350
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Lut 10, 2017 2:30 pm

Opuszczając Runaways i Los Angeles Billy skupił się przede wszystkim na Nowym Jorku jako takim. Jego teleportacja i tak nie była zazwyczaj idealnie precyzyjna, a miasto znał przecież na tyle dobrze, że jak długo znalazłby się wystarczająco blisko centrum, czyli najlepiej na Manhattanie - dalej jakoś by już sobie poradził. Tak czy siak zakładał, że pewnie będzie musiał po prostu zadzwonić do Kate albo przynajmniej wysłać jej wiadomość... Ale jednak jego myśli same z siebie powędrowały ku niej i - w mniejszym stopniu - ku pozostałym członkom grupy. Najwyraźniej to wystarczyło, aby należycie pokierować jego teleportacją, o czym chłopak bardzo prędko się przekonał.
Jego pojawienie się wywołało całą serię typowych dla niego efektów - z jasnym światłem na czele. Zapach ozonu szybko wypełnił okolicę, po której rozlała się również fala błękitnej energii, dodatkowo rozjaśnianej błyskami i wyładowaniami elektrycznymi, które pomknęły w losowych kierunkach. Wieczorną porą całość wyglądała tym piękniej... Ale zarazem zwracała też większą uwagę. Niestety na to Kaplan nie miał żadnego wpływu, przynajmniej jeszcze nie teraz. Jego zdolnościom trochę brakowało subtelności... Na co pewne osoby lubiły narzekać.
Minęło ładnych parę sekund, nim wszystkie te zjawiska zaczęły powoli zanikać, a sam Billy stał się lepiej widoczny. Otaczająca go energia utrzymywała się wokół niego wystarczająco długo, aby chłopak mógł powoli osunąć się niżej i stanąć pewnie na ziemi... A raczej na trawie. Dopiero wówczas błękit ustąpił całkowicie, najpierw cofając się jedynie do jego dłoni i oczu, a następnie kompletnie ginąc. W tym momencie nastolatka wypełniło nagłe uczucie satysfakcji. Chyba mógł się już pokusić o stwierdzenie, że przynajmniej teleportację opanował w wystarczająco dobrym stopniu... Ale nic dziwnego, skoro to właśnie ją ćwiczył najczęściej.
Billy najpewniej dłużej cieszyłby się tym swoim małym sukcesem, gdyby nie musiał pilnie zorientować się w swoim otoczeniu. Jego spojrzenie przesunęło się po okolicy - przez co jego oczom ukazał się dość niecodzienny widok, do którego chyba jednak powinien zacząć się powoli przyzwyczajać. Kate i Tommy'ego rozpoznał od razu, a pechowców, których koleżanka i kolega przyciskali do ziemi, uznał za Typowe Zbiry. Gdyby w grę wchodził tylko Tommy z jakąś ofiarą, to oczywiście możliwości byłoby o wiele więcej, jednakże osądowi Kate mógł już zaufać. Raczej nie rzuciłaby się na kogoś niewinnego... Prawda? Miał taką nadzieję.
Pozostałe osoby były dla Kaplana obce, a przynajmniej w tej chwili nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek je spotkał - albo gdzieś zobaczył. Dziewczyna, obok niej chłopak, a dalej jeszcze jeden... Z czego ta pierwsza wyglądała raczej normalnie, drugi miał na sobie dość niecodzienny strój, trzeci zaś zasłaniał się czymś, co Billy'emu od razu skojarzyło się z portalem lub chociaż niecodzienną tarczą energetyczną. Nie takie rzeczy się już widziało, nawet jeżeli głównie w internecie albo w telewizji...
- Chyba wpadłem akurat na czas? - spytał, oczywiście mając przez to na myśli spotkanie z nastolatkami ich pokroju, bo akurat na pacyfikację tych dwóch powalonych osobników wyraźnie się spóźnił. Swoją drogą, tworzyło to teraz problem, który Billy'ego osobiście bardzo interesował. Co zrobić z już złapanymi przestępcami, drobnymi czy nie? Niby powinni ich zabrać na policję, takie rozwiązanie nasuwało się samo, ale co z tymi wszystkimi problematycznymi kwestiami...? Jak tu wytłumaczyć funkcjonariuszom na przykład to, że byli młodymi bohaterami - i całą resztę? Kaplan już to widział, że zostaną wzięci na poważnie.
- Byłem w Los Angeles i przynoszę wieści, więc kiedy tylko będziecie mogli... - dorzucił, równocześnie przesuwając wzrokiem pomiędzy Kate, Tommy'm oraz ich ofiarami. Po cichu liczył na to, że jeszcze przed jego pojawieniem się powstał już jakiś plan na to, co mogli z nimi teraz zrobić... I że był to plan, który nie opierał się na pomyśle ich wysadzenia... W skrócie, miał po prostu nadzieję, iż to Kate odpowiadała za kombinowanie albo przynajmniej za decydowanie, a nie Tommy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noiro

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 16/08/2014

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sob Lut 11, 2017 9:19 pm

Z początku Noiro miał początkowo poczucie winy, że naraża inne osoby z powodu swojej niezdarności oraz nieudanej ucieczki przed jakimiś tam zbirami, które pewnie kroją na tej dzielnicy każdego kogo popadnie. Jego pewnie obrali sobie i tak dla zabawy, bo w końcu co faktycznie może mieć przy sobie bezdomny poza jedzeniem, ubraniami i jakimiś wyżebranymi drobniakami? Składany karton, w który wpadła bohaterka serialu?
Oczywiście jego podejście znacznie się zmieniło kiedy w mgnieniu oka jeden ze zbirów został obezwładniony przez białowłosego chłopaka. Dosłownie w mgnieniu, bo Noiro mrugnął i tamten był już na deskach aczkolwiek chyba dobrze, że miał przed sobą portal. W końcu kawałki noża mogłyby go trafić przypadkiem. No i tutaj dochodzimy do momentu, kiedy zrobiło mu się szkoda tych zbirów. Jakby sam obskoczył lanie to nie byłoby jeszcze tak źle, ale jednemu z nich faktycznie stała się krzywda sądząc po krzyku. W pierwszym odruchu chciał mu nawet jakoś pomóc ale nie był pewien czy dostanie akurat odpowiednią moc oraz czy tamten nie zaatakuje go. Noiro zamknął górną część portalu i spoglądał zza niego na to co się aktualnie działo. Kate właśnie z gracją obezwładniała drugiego rzezimieszka, a dzieciak wydał z siebie aż onomatopeję zachwytu bo to faktycznie wyglądało tak fajnie jak na filmach.
- Wow – dopiero potem dotarło do niego, że zadała mu pytanie. W sumie szybko zamknął portal i miał moment zawahania się czy powinien się do tego przyznać. W świetle tego, że ostatnio do mutantów i nadludzi opinia publiczna raczej nie jest pozytywnie nastawiona mógł mieć mieszane uczucia. Z drugiej jednak strony nie mógł ani skłamać, ani zwalić tego na tamtą bogu ducha winną dziewczynę więc odetchnął ciężko i odpowiedział lekko spuszczając głowę – tak, ale ja tylko chciałem uciec. Nie zamkniecie mnie chyba za to? I… jemu nic nie będzie chyba?– wskazał palcem lewej dłoni w stronę opryszka, który niedawno oberwał odłamkami. W sumie nie wiedział czy Miss America pominęła go w raporcie na temat tamtego hotelu. Mógł być przez to niespójny, a jeśli wspomniała o nim to Kate lub ktokolwiek kto czytałby taki dokument mógłby rozpoznać ten charakterystycznie wyglądający portal. Doszłoby wykroczenie za wejście na teren badany przez agentów federalnych. Z drugiej strony cela byłaby całkiem niezła opcją. Dach nad głową, jedzenie, miejsce do spania. Pomijając to, że pewnie musiałby walczyć o życie to niewiele by się zmieniło.
Moment potem w parku pojawiła się jeszcze jedna osoba. Jakiś chłopak chyba nawet młodszy od niego, który przybył tu niczym Terminator. Z wyładowaniami elektrycznymi, masą światła i energią. Cud, że nic nie zapaliło się od całej tej energii. Głupio by było gasić pożar w parku. Jeśli nikogo to nie wystraszyło to na pewno zwróciło uwagę.
Nie chciał im też za bardzo przeszkadzać, ale wypadałoby się jakoś odwdzięczyć za to, że w ogóle chcieli pomóc. Dlatego obdarował Kate, Sammy i Speed'a uśmiechem. Podrapał się lekko zakłopotany po głowie - Dzięki za pomoc - no i tu zrobiło się trochę niezręcznie bo nie wiedział za bardzo jak pociągnąć konwersacji by nie wyjść na wiochmena. Mógł oczywiście wypalić "jesteście superbohaterami?" i jarać się jak przeciętny nastolatek nowym dronem z Lidla, ale to nie byłoby w jego stylu. Mógł za to jarać się wewnętrznie bo to co zrobili było ekstra. Chociaż teraz mu nadal było szkoda tych bandziorów, którzy nie dość że potrzebują opieki medycznej to jeszcze pewnie psychiatrycznej. Na dodatek czuł się jak w jakimś komiksie. Jak taki bohater drugoplanowy, który teraz powinien zejść ze sceny bo główni będą omawiać jakieś światowe sprawunki i plany przeszkodzenia złemu w zrealizowaniu planów zagłady wszechświata. Ach, gdyby tylko on miał takie problemy, a nie co włożyć do gara. W sumie nawet żołądek upomniał się o jedzenie głośnym niczym wezwanie Krakena burknięciem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lightningrod

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 23/11/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Nie Lut 12, 2017 11:42 pm

Chwila. Dosłownie minuta. Taka krótka minutka i Billy już nie bardzo wiedział co się dzieje. Jakieś bariery, eksplodujące noże, chłopak materializujący się w świetle błyskawicy, Kate upuszczająca portfel by potem grozić temu biednemu dresowi połamaniem ręki. Taki trochę overkill jeśli chodzi o "starcie" z, jak się wydawało, zwykłymi Rycerzami Blokowiska, którzy po czymś takim najchętniej zwialiby gdzie raki zimują. Pewnie zrobiliby to, krzycząc "Dziwadła!" gdyby tylko Tommy wysadził ten nóż gdzieś na ich oczach, pomijając całą "walkę", bo miny mieli nietęgie. Dla Billy'ego wyglądało to trochę jak znęcanie się nad nimi... Znęcanie się nad znęcającymi się.
- Ej... Nie przesadzacie trochę? To tylko... Dresy.
Zawołał do towarzyszy, po czym odwrócił się do Sam, chcąc sprawdzić, jak ona zareagowała widząc to wszystko. A przede wszystkim chciał się dowiedzieć, czy wszystko z nią ok i co właściwie tutaj robi. Ale  nie dane mu było, ponieważ nowo przybyły szybko nawiązał kontakt z Kate i Tommym, a i chłopak najwyraźniej odpowiedzialny za ten dziwny coś oddzielający go od niedoszłych napastników, również podszedł, by podziękować trójce znajomych LR za pomoc. Westchnął więc tylko i przesunął swoje gogle na czoło. Wygląda na to, że ten drugi Billy miał rację, że wymagał od nich treningów. Według LR przydałyby się im treningi w postępowaniu z "przestępcami", bo przyprawianie ich o traumę na całe życie, nadużywając mocy w trakcie ich zatrzymywania zdecydowanie nie jest dobrym wyjściem... Skutecznym, ale nie dobrym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pon Lut 13, 2017 7:49 pm

Jedynym śladem po potyczce jaki pozostał, był odrobinę cięższy oddech u Speeda, spowodowany bardziej tym, że chce się uspokoić niż prawdziwym zmęczeniem. Postanowił nawet ściągnąć stopę z szyi biedaka który wszedł mu w drogę. Położył ręce na biodrach i spojrzał na Kate i "jej" dresa. Woah, nie powinien raczej z nią zadzierać jeżeli chce pozostać w jednym kawałku... Musiał przyznać, że miło jest zobaczyć jej ząbki. Pokazał jej "okejkę", by pokazać, że był zadowolony z akcji, przy okazji wykonując najpiękniejszy uśmiech na jaki go stać. Dopiero po chwili przypomniał sobie o istnieniu innych osób w okolicy. Ba, nie zwrócił nawet póki co uwagi na Sammy, tylko na dwóch chłopaków, którzy wyrazili swoje obawy. Pierwszym z nich był niezbyt ułożony chłopak o chudej posturze i czarnych włosach. Wyglądał jakby był w wieku Tommy'ego, może nieco starszy. Białowłosy, przez swój niedawny wyczyn, charakter i cienką budowę rozmówcy patrzył na niego z góry.
-Hmph, wydajesz się sporo tłumaczyć z tego portalu na niewinną osobę- zauważył, wzniecając w swoim umyśle lekkie podejrzenia- Nie wsadzimy Cię do więzienia tylko jeżeli nie powiesz "małpka". A co do tego frajera- powiedział wskazując kciukiem za siebie na wijącego się po ziemi mężczyznę- nóż eksplodował na tyle daleko od niego i był na tyle mały, że najwyżej poraniłem jego skórę, odłamki raczej nie weszły zbyt głęboko. Pewnie to go pośle do szpitala na jakiś czas, ale raczej będzie żył- potem zwrócił się do Lightningroda, Rapida, czy jak mu tam w końcu i powiedział chłodno i bezczelnie- dostał to na co zasługiwał. Ciesz się, że go nie uderzyłem mocniej, bo jego kości obróciłyby się w pył. Raczej nie słyszałem by Spider-Man tulał złoczyńców do snu
Tommy nie widział problemów z używaniem przemocy przeciwko takim gnidom. Brakuje mu jakiejkolwiek empatii do nich. Niech posmakują własnego lekarstwa i cieszą się, że nie pobił ich mocniej. Ciężko mówić tu o jakichkolwiek wyrzutach sumienia czy przemyśleniach co do tego czy zrobił dobrą rzecz. Widać to było w jego pokerowej twarzy przerywanej czasami cwaniackim uśmieszkiem.
Nagle coś trafiło Tommy'ego. Spojrzał na Kate i podbiegł nieco bliżej do niej.
-Kate, nie żebym chciał przerywać świętowanie, ale... Co my z nimi zrobimy? Oddanie ich w ręce policji raczej odpada. Nie jesteśmy jak inni bohaterowie, którym ufa policja, nie mamy żadnych dowodów, a narzędzie zbrodni jakby...eksplodowało. Mamy najwyżej świadków, ale będzie ciężko ich wszystkich wyciągnąć na posterunek i jeszcze gdybyśmy musieli zajmować się jakimiś nudnymi procedurami, albo gdyby powiadomili o tym naszych rodziców... Hej, może ten koleś którego okaleczyłem mógłby trafić do szpitala, to prawie jak więzienie. Masz jakiś po...- chciał zapytać Kate o jej przemyślenia lecz nagle zauważył znajome wyładowania elektryczne o znajomy kolorze o znajomym zapachu, które przeniosły tutaj znajomą sylwetkę. Tommy zapewne był pierwsza osobą, która na to zareagowała i zwyczajnie westchnął. Już miał nadzieję, że za jakiś czas spławi młodego i spędzi chociaż chwilę sam na sam z Kate, ale oczywiście musiał się pojawić Billy...
-Wpadłeś akurat po czasie- odpowiedział na pytanie swojego klona niezbyt przyjemnym tonem.
-Los Angeles? Coś ty wyrabiał w Los Angeles?- Tommy podniósł wymownie brew- Whatever. My też mamy dla Ciebie wieści. Kate zrekrutowała nowego członka do naszej drużyny. Przyszedł w komplecie z kostiumem. Twój imiennik- powiedział wskazując na chłopaka w stroju do nurkowania- No i mamy tyci problem z dwoma delikwentami- skrzywił się nieco. Podszedł bliżej do osoby, którą trzymała Kate i w razie potrzeby pomógłby z trzymaniem go.
-Hej "Asgardianie", dałbyś radę położyć te królewny do snu jakąś magiczna sztuczką? Moglibyśmy zostawić ich gdzieś na ławce, uszliby wtedy na bezdomnych i moglibyśmy zwyczajnie zadzwonić po karetkę po tego poranionego- zwrócił się do Billiego. Skoro już się wtrynił w tę sprawę, niech się przyda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pon Lut 13, 2017 11:28 pm

Może jednak iść stąd? - zaczęła ją nachodzić taka myśl, gdy widziała, jak sytuacja zaczęła się rozwijać. Dla niej... Działo się to wszystko tutaj bardzo szybko i chaotycznie. Na dodatek dochodziły rzeczy, które jej zdaniem nie należały do zwyczajnych rzeczy. Nie. Chcę się coś więcej dowiedzieć. Cokolwiek. Widząc rzeczy, które nie dawało się od tak przypisać do "normalnych", zaczęła odczuwać ciekawość wymieszaną z lekką obawą, dotyczącą kilku spraw.
Mam mętlik w głowie. Naprawdę nie wiedziała, jak zareagować na widok tego wszystkiego. I tym bardziej, jak zagadać osoby, które kompletnie nie znała. Wrażenie, jakie na niej wywarli sprawiało, że nie umiała siebie zmusić do zwrócenia ich uwagi. Jedynie co, to uśmiechnęła się mimowolnie po usłyszeniu podziękowań ze strony Noiro. Oczywiście - nie sądziła, że również mogły być skierowane w jej stronę, ale tak jakoś... A nieważne!
A jej pewność siebie i chęć zmuszenie siebie do zagadania zmniejszyła się wraz z przybyciem kolejnej osoby - w bardzo zwracający na siebie sposób. Gubię się w tym coraz bardziej!
Międzyczasie w myślach zastanawiała się nad jeszcze jedną sprawą - głos. Znajomy, znajdujący się dość blisko niej... Dlatego też w którymś momencie jej wzrok skupił się na owym osobniku. Zamrugała oczami... Chwila. Niemożliwe... A może?
- B-billy? - zaczęła powoli łączyć fakty. Skoro pozostali byli zajęci innymi sprawami, ona ruszyła się i stanęła naprzeciw niemu. - Billy - powtórzyła nieco pewniej i chwyciła go za dłonie, patrząc na niego uważnie. W końcu do niej dotarło, że jedna z tajemniczych osób, była... Kolegą z jej klasy. Złapała go również za dłoń, by ściągnąć bardziej jego uwagę i próbować... Zapobiec ewentualnej ucieczce. Nie była pewna jakby zareagował na to, co teraz zrobi - na grad pytań.
- Co tu robisz? Wyjaśnisz mi co się dzieje? Co to za strój? - zaczęła je zadawać, posługując się nieco ściszonym głosem. - Te światła... Co to było? Jak pojawiłeś się. Elektryczność? Jak? - nie zamierzała odpuścić czternastolatkowi. - Proszę. O co chodzi? - w momencie, gdy Speed wspomniał o Billy'm, dziewczyna puściła jego dłoń. Przez krótki moment się nieco naburmuszyła i splotła swoje dłonie. Jedynie, gdy usłyszała burczenie w brzuchu, rozejrzała się, szukając źródła... I tyle. Bo szybko skupiła się ponownie na jedynej osobie, której teraz zaufała i od której chciałaby dowiedzieć się czegoś więcej. Przynajmniej miała taką nadzieję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Wto Lut 14, 2017 7:08 pm

- Zamknąć? Za co? - Posłała mu rozbawione spojrzenie, jeszcze mocniej zaciskając więzy na nadgarstkach mężczyzny. Już nawet na niego nie patrzyła, ponieważ całą swoją uwagę skupiła na chłopaku. Podziw jakiemu dał upust podczas obezwładniania przeciwnika połechtał jej ego, ale nic po sobie nie pokazała. Przecież to oczywiste, że dała radę takiemu troglodycie bez jakichkolwiek większych umiejętności. Facet najwyraźniej brał wszystko na siłę i na masę, a Kate potrafiła to świetnie wykorzystać - co zresztą mieli okazję zaobserwować.
Zdziwiła się empatią Noira. Oto ten parszywy drań, a właściwie dwóch, chcieli dla zabawy zrobić z niego sito, a on się martwił czy aby coś im się nie stanie? Dziewczyna spojrzała na niego, na tyle na ile mogła skrywać swoje zaskoczenie, aż w końcu posłała mu spokojny uśmiech.
- Jasne, że nie. Zresztą... w więzieniu będzie miał sporo czasu na rekonwalescencję - To brzmiało jak plan? Chyba tak. Kąciki ust powędrowały jeszcze wyżej, a w spojrzeniu natomiast, mógł dostrzec tańczące, wesołe chochliki. Właściwie dopełniła tylko słów, które dorzucił Tommy, ale nie zdążyła pokusić się o nic więcej, ponieważ zaraz usłyszała głos Rapida.
Dziewczyna zwróciła się w kierunku chłopaka tym razem z wyraźnie zaskoczoną mina. Rzadkie zjawisko, bo mowę jej odebrało, ale mogli tego nie zauważyć, ponieważ z odpowiedzią wyrwał się Shepherd. Kate podniosła wzrok na białowłosego chłopaka i zaraz ponownie zerknęła na Billy'ego, już z nieco pewniejszą miną, tak jakby dopiero teraz poukładała myśli w głowie.
- Tylko dresy? Tylko dresy dla zabawy krzywdzą niewinnych spacerowiczów? Czy może piją piwko pod blokiem? Albo na ławce w parku? Sorry, ale uważam... że należała się im nauczka... - Mówiła spokojnie, z mało słyszalną nutą zarzutu, ale każdy z nich mógł przyrzec, że w tonie głosu Kate było coś jeszcze. Zaciętość? Niesamowita pewność siebie? A może tłumiona złość osoby, która kiedyś... znalazła się w podobnej sytuacji. Podobnej tylko zakończonej tragicznym skutkiem? Bo jakby nie patrzeć Rapid właśnie mówił do ofiary napaści, która to nie miała takiego szczęścia jak Noiro. No, ale nie mógł o tym wiedzieć. Właściwie nikt z zebranych nie miał o tym pojęcia, więc nie była zła. Miała po prostu nadzieje, że Billy zobaczy różnice.  
Od mrocznych wspomnień uratował ją Tommy. Siedząc cały czas na dresie zadarła głowę odrobinę do góry, by sięgnąć go wzrokiem i wysłuchała z uwagą opinii chłopaka. Mówił sensownie, aczkolwiek jej plan gryzł się z twierdzeniami chłopaka, dlatego nawet nie machała głową. Nie zdążyła nic dodać, ponieważ Speed nagle przerwał swoją przemowę w nienaturalny sposób, co odebrała z zaskoczeniem. Dopiero po sekundzie zobaczyła piękny blask błyskawic, a w nosie zakręcił się znajomy już zapach ozonu. Kate bardzo dobrze wiedziała co zwiastują te znaki, dlatego po spektakularnym pokazie świateł zerknęła w stronę źródła, no i się nie zawiodła.
- Hej, Billy! - Posłała mu uśmiech i wstała. Zawinęła jeszcze kilka węzłów na nogach mężczyzny, by nie pokusił się o wstawianie i już w pełni zadowolona skupiła się na Kaplanie.
- Na czas, by wszystkich stąd zabrać - Dopowiedziała swoje trzy grosze, zanim Speed zdążył się rozkręcić. Albo prawie wszystkich... Dodała już myślach.
- ZrekrutowaliśMY - Dodała jeszcze troszeczkę się wcinając w zdanie, mrugając przy tym do Tommy'ego - jeżeli tylko na nią spojrzy, oczywiście.
- LA? Kurcze, myślałam, aby się tam udać na wakacje, no ale nieważne - Machnęła ręką, tą w której nie trzymała luźno dokładnie tej liny, która pętała dresa. Słysząc w jaki konsternacyjny ton przeszedł Kaplan zaraz dodała:
- Opowiesz nam wszystko w naszej nowej bazie, bo słyszałam, że znalazłeś jakieś fajne miejsce - Uśmiechnęła się zadowolona z działań chłopaka.
- A teraz plan wygląda następująco... - Ciężko westchnęła i przeszła powoli do konkretów już z powagą na twarzy.
-Coś czuję, że to co powiem może się wam się nie spodobać, no ale... ja z nimi zostanę. Zadzwonię na policje, powiem, że zostałam napadnięta, i że pomogli mi młodzi superbohaterowie, bo tych dwóch chciało mnie okraść - Wskazała na oprychów, z czego jeden leżał związany, a drugi najzwyczajniej w świecie bał się podnieść.
- Zostanę jako świadek i każdy z was wie, że tak będzie najlepiej. Twoi rodzice oszaleją, jak dostaną wezwanie na policje, Billy - Spojrzała na Kaplana.
- Tobie na pewno nie przyda się akcja z policją - Przekierowała wzrok na białowłosego bliźniaka, nie wchodząc już szczegóły, a potem posłała po spojrzeniu kolejno Rapidowi i Noiro oraz Sammy - Twoi też pewnie nie będą zachwyceni, a ty... najwyraźniej ukrywasz się przed policją. A ty chyba też byś wolała nie mieć z nimi do czynienia. Swoją drogą, to cześć... jestem Kate - Pod koniec zrobiło się jej głupio, że padają bezosobowe określenia, więc postanowiła się przedstawić. Swoją drogą dopiero teraz zerknęła na Sammy i Rapida zdając sobie sprawę, że najwyraźniej nie są sobie obcy. To dobrze.
- A do mojego ojca ta informacja nawet nie dojdzie. Telefon odbierze jego asystentka z którą wiem jak rozmawiać, więc nie mam o co się martwić. A szpital to za mało, Tommy... - Zwróciła się do chłopaka z powagą na twarzy. Skoro jeden z nich miał tam trafić, a drugi po prostu przysnąć na ławce... Nie, na to nie mogła się zgodzić.
- Oni muszą trafić za kartki, a ja tego dopilnuję. Billy, mógłbyś zabrać stąd wszystkich? Może do naszej kryjówki? Tam byśmy się spotkali? - Zapytała Wiccana, a potem zwróciła się do Noira i Sammy.
- Słuchajcie, najlepiej by było gdybyście poszli z resztą grupy, ale jak ładnie poprosicie Billy'ego - Wskazała głową na Wiccana - To podrzuci was gdzie chcecie - Posłała chłopakowi przepraszający uśmiech. Nie chciała naciągać jego mocy, ale zależało jej na czasie. A potem bez czekania na zgodę wykręciła numer na policje i przyłożyła telefon do ucha.
- Ach i mam dla Ciebie nowy pseudonim - Posłała uśmiech Kaplanowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 350
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Wto Lut 14, 2017 9:38 pm

Na raz działo się... Bardzo wiele i to delikatnie mówiąc. Wystarczyłoby chyba powiedzieć, że Billy dopiero co pojawił się w parku, a już czuł się mocno skołowany tym wszystkim, co miało miejsce dookoła niego. Wcale nie pomagało mu też to, że jeszcze nie uspokoił się do końca po swoich perypetiach z Uciekinierami, szczególnie tym jednym, Tommy-podobnym, wrednym, agresywnym, całkiem przystojnym i niesamowicie irytującym. Jeżeli uda im się jednak nawiązać tę współpracę między grupami, to Kaplan szczerze liczył na to, że będzie mógł napuścić na niego Kate. To powinno być szalenie satysfakcjonujące.
Teraz natomiast nastolatek nie był nawet pewien na kim zawiesić wzrok i kogo słuchać. Oczywiście Kate stanowiła w takich okolicznościach bezpieczny wybór, a Tommy miał po prostu sporą siłę przebicia, więc na jego słowa Billy mimowolnie również zwrócił uwagę... I dzięki nim zaczął sobie powoli układać w głowie zarys wydarzeń.
W pierwszej kolejności Kaplan rzucił okiem ku wskazanemu przez białowłosego chłopakowi, z którym najwyraźniej dzielił imię. Co prawda ten był już zajęty dziewczyną, przy której się znajdował, lecz Billy mimo wszystko lekko się do niego uśmiechnął, może odrobinę wymuszenie, ale raczej nie powinno być tego za dobrze widać. Po prostu... Czuł się jeszcze odrobinę skrępowany i niepewny... A do tego nie opuścił go ten dziwny niepokój z wcześniej. Potrzebował chwili, żeby sobie to wszystko uporządkować.
Zainteresowanie nastolatka dość prędko opuściło tę parkę i powróciło ku Kate i Tommy'emu, których wywody w dalszym ciągu się wzajemnie przeplatały - a Billy niezmiennie starał się ich uważnie słuchać, nawet jeżeli natłok informacji wcale mu tego nie ułatwiał. Jego brwi podjechały w górę na wspomnienie o magicznej sztuczce, a potem uniosły się jeszcze trochę wyżej, gdy jego wyblakła kopia zasugerowała wezwanie karetki. Jak gdyby akurat tego nie mogli sami załatwić...
Mimo wszystko Kaplan zachował ten komentarz dla siebie i tylko kiwnął zgodnie głową, podchodząc już bliżej do powalonych mężczyzn. Nie był pewien co dokładnie zrobili, aby sobie na to zasłużyć, ani czym odpowiedzieli im Young Avengers, ale w pełni wystarczyła mu świadomość, że wymagali pomocy medycznej. No, przynajmniej jeden z nich, bo co do drugiego Billy miał wątpliwości.
- Zaśnijcie, zaśnijcie, zaśnijciezaśnijciezaśnijcie... - tym razem efekty świetlne nie były już aż tak widowiskowe, jak miało to miejsce w przypadku teleportacji, choć i tak wystąpiły. Energia chłopaka skupiła się przy jego dłoniach i oczach, a następnie otoczyła również opryszków, prędko pozbawiając ich przytomności. Kaplan nie czekał na kolejne polecenia, ani nawet nie pozwolił na to, aby błękit zanikł, tylko od razu przystąpił do wymawiania następnej inkantacji.
- Chcę ich wyleczyć, chcę ich wyleczyć, chcę ichwyleczyćchcę... - światło na chwilę rozpaliło się jaśniej, lecz zaraz potem zaczęło już stopniowo ustępować, a nastolatek uznał to za dobry znak. Być może oznaczało to po prostu, że jego moce nie musiały zrobić wiele, aby doprowadzić mężczyzn do dobrego stanu. Billy nie był pewien czy powinien to sprawdzać... Ani tym bardziej czy miał na to ochotę.
Przez ten czas Kate zdążyła już wyłożyć większość swojego planu, a Kaplan nie mógł nie zgodzić się z jej tokiem myślenia. Nawet nie chciał myśleć o reakcji swoich rodziców, gdyby skontaktowała się z nimi policja... Sam musiał jak najszybciej się z nimi spotkać, aby wyjaśnić im co się stało i dlaczego, ale szczerze mówiąc wykorzystywał każdą wymówkę, aby odłożyć to na później. Zły pomysł, świetnie o tym wiedział, ale... Takie zachowanie było jednak silniejsze od niego.
Chłopak odczekał do chwili, gdy Kate skończyła mówić, po drodze kiwając głową w odpowiednich momentach, aby potwierdzić, że zgadza się z przyjaciółką - i że oczywiście zabierze zainteresowanych na miejsce, o ile tylko wyrażą taką chęć. Pytające spojrzenie Billy'ego przesunęło się po twarzach zebranych, lecz wówczas jego uwagę przykuły jeszcze ostatnie słowa Kate.
- Nowy pseudonim? - spytał niepewnie, marszcząc przy tym czoło i nie ukrywając swojego zdezorientowania. Może i jego obecny nie został dogłębnie przemyślany, więc nie oddawał idealnie natury jego zdolności i całej reszty istotnych kwestii, ale naprawdę mu się podobał... I co niby było z nim nie tak? Przecież brzmiał dobrze. Mimo to Kaplan prędko potrząsnął głową, przypominając sobie, że przecież Kate zabrała się już za kontaktowanie się z policją. Wszystko inne mogli omówić w kryjówce. Nie powinien opóźniać.
- Kto się ze mną wybiera, tego zapraszam bliżej. Ty nie masz wyboru - ostatnie zdanie skierował do Tommy'ego, równocześnie posyłając mu drobny uśmiech. Kate kazała, więc wątpił, aby białowłosy miał się jej sprzeciwić. Innym mógł sobie podskakiwać do woli, ale istniały pewne granice, których chyba nawet on by nie przekroczył. Z tą myślą Billy poczekał chwilę, aby wszyscy chętni mogli się przy nim zgromadzić, po czym przywołał z pamięci obraz pomieszczenia, do którego zamierzał się z nimi teleportować.
- Do kryjówki, do kryjówki, do kryjówkidokryjówki... - powtarzał, skupiając się na tym miejscu oraz na osobach, które chciał ze sobą zabrać. Błękitna energia szybko pojawiła się przy jego ciele i rozprzestrzeniła się dalej, otulając wszystkich zebranych, unosząc ich w powietrze... A następnie transportując ich z parku, nie pozostawiając po nich nawet śladu, jeżeli nie liczyć powoli zanikających iskier oraz tej charakterystycznej woni.

Z/t, kiedy wszyscy wyjdziecie, to zacznę tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noiro

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 16/08/2014

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Czw Lut 16, 2017 7:21 pm

Znalazł się nawet ktoś kto popierał Rift Walkera. Oto młody chłopak (pewnie w jego wieku) również wyraził swoją dezaprobatę w kwestii użycia zbyt wielkiej siły wobec zwykłych dresów. Noiro rzecz jasna miał też zawsze jakiś plan ucieczki na taką ewentualność byleby nie robić tym ludziom krzywdy. Pewnie by go przewrócili, uderzyli ze dwa razy, a potem dali moment poleżeć na ziemi. Dostatecznie długi moment, by ten mógł sobie chociażby otworzyć Rift pod sobą i do niego wpaść, uciekając przy tym swoim adwersarzom. Raz czy dwa faktycznie taka sztuczka zadziałała, a chłopak zostawiał bandziorów albo przestraszonych bądź zdziwionych. Czasami pewnie jedno i drugie, ale był absolutnie przeciwny temu żeby robić sobie krzywdę. Bo jeśli nie on będzie odmawiał użycia przemocy to błędne koło będzie się napędzało. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że to równie dobrze może być ułuda i samemu nic nie wskóra z taką mentalnością.
Oczywiście to, że Speed wyraził się w ten a nie inny sposób spowodowało lekkie skrzywienie. Z drugiej strony nie za bardzo zrozumiał czemu miałoby chodzić akurat na małpę, a nie inne zwierzę. Według teorii ewolucji człowiek pochodził od małpy więc może to było na rzeczy.
Kate trochę go uspokoiła bo sama nie dość, że obezwładniła kogoś nie czyniąc mu krzywdy to jeszcze chyba faktycznie wolała żeby tamci trafili do aresztu cali. Chciał jeszcze coś dodać chyba, ale głos mu ugrzązł w gardle na widok tego uśmiechu oraz wesołego spojrzenia. Jakoś go to uspokoiło na tyle, by dać poczucie zapewnienia, że nic złego raczej już się nie stanie. Postanowił tylko zwrócić na ostatnią rzecz uwagę co mogło dziewczynie umknąć. Nie zaatakował żadnej ze stron, a po prostu powiedział coś co raczej powinno być rozważane podczas takich akcji. Nawet jeśli były to takie stereotypowe opryszki.
- A gdyby odłamek trafił w oko? – zasugerował Noiro co mogłoby się jeszcze stać. Fakt, że odłamki mogły być małe na tyle by poranić „jedynie” skórę nie zamykał opcji takich tragicznych wypadków jak wbity kawałek metalu w oko. Nawet jeśli byłby na tyle mały to mógłby trwale uszkodzić temu człowiekowi wzrok. Chłopakowi zdecydowanie nie podobało się to w jaki sposób białowłosy traktował zwykłych ludzi. Spojrzał na niego krzywo jednak nie chciał wszczynać kolejnej bójki. Jednak zapamięta to sobie.
Wyglądało również na to, że tamta dziewczyna, która stanęła w jego obronie oraz chłopak z goglami najwyraźniej się znają. Chyba nie powinien im przerywać chwil rodem z komiksu gdzie postać drugoplanowa, w domyśle dziewczyna głównego bohatera dowiaduje się o jego sekretnej tożsamości. W sumie tamci też wyglądali jakby się znali. Taka większa imprezka superbohaterów, która w różnych crossoverach komiksów była nawet dosyć popularna. Jakby się zastanowić to on i Sammy z tej grupki wyglądali najnormalniej. Chociaż… mógłby być jakimś bohaterem o ksywce „Człowiek Bezdomny” jeśli ktoś by oceniał po ubiorze albo po prostu „Bezdomny”. Złoczyńcy drżeliby na samo wspomnienie o tym bohaterze. Głównie ze śmiechu.
- Noiro – przedstawił się. W sumie nie ukrywał się przed policją, a bardziej przed różnego typu organizacjami, które chciały mu znaleźć rodzinę zastępczą. Tak na siłę wpakować do bidula albo znaleźć dorosłych, którzy się nim zajmą. Pewnie znając jego szczęście to miałby wybór między patologią, a patologią w gronie rodzinnym. Podziękuje za obie opcje.
Nie trzeba było namawiać Noira żeby poszedł z Billym. W gruncie rzeczy nie miał bardzo napiętego grafiku. Nikt na niego nigdzie nie czekał, a do pracy bądź szkoły nie będzie szedł. No i całkiem podobała mu się ta sztuczka, którą zrobił. Ta z usypianiem dresów. Nie było już tych błyskawic rodem z terminatora, ale najwyraźniej działało. Myślał jednak, że takie czary to będą jakieś skomplikowane inkantacje, uje muje dzikie węże, a tutaj wystarczyło wypowiedzieć słowa dosyć szybko. Z drugiej strony nie powinien zbyt wiele oczekiwać gdyż sam może otworzyć portal przyjmując jakąś pozycję albo po prostu wbijając palce w przestrzeń. Co innego, że żadnych specjalnych mocy nie miał w świecie rzeczywistym.  Pozostało mu zatem pójść z nimi, bo w końcu chyba nie będzie jedynym dziwadłem w tym cyrku. Zresztą do specjalnie walecznych i stawiających na swoim czarnowłosy nie należał. W gruncie rzeczy był bardziej taką owieczką, której wystarczy powiedzieć żeby gdzieś poszła i faktycznie pójdzie. Brakowało mu tej pewności siebie, której dozę pewnie miał każdy z tutaj obecnych.
Podszedł bliżej do Wiccana i na pożegnanie posłał jeszcze Kate uśmiech. W sumie ciekawe gdzie idą?
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lightningrod

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 23/11/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Czw Lut 16, 2017 10:39 pm

Billy zacisnął szczękę. Oni naprawdę nie widzieli nic złego w niepotrzebnej brutalności? O ile Kate nie zrobiła nic strasznego, to grożenie temu dresowi że użyje swojej supersiły (bo najwyraźniej taką moc posiadała?) do złamania mu ręki było zbędne... A Tommy... Tutaj nawet nie trzeba się było zastanawiać nad tym co poszło źle!
- Nie słyszałem też, żeby kieszonkowcy, których łapał Spider-Man lądowali w szpitalu po jego interwencji - Odparł marszcząc brwi, następnie zwrócił się do Kate - I uważasz, że to NASZE zadanie, by dawać im nauczkę? Że to my jesteśmy sprawiedliwością i możemy wymierzać kary każdemu, kto według nas źle postępuje? ZWŁASZCZA w taki sposób jak zrobił to Tommy?!
Nikt jednak nie zdawał się przejmować tym co chłopak mówi, więc dał sobie spokój. Chociaż nowo przybyły, ten drugi (a może raczej pierwszy) Billy zaczął leczyć (?) powtarzając w kółko, że chce to zrobić, niczym mantrę, to szkoda, że w ogóle musiał to robić w sytuacji, w której mogłoby się obejść bez tego. W dodatku wyglądało na to, że Kate zamierza dopilnować jednak, by Walu i Wojtas zostali doprowadzeni do organów odpowiedzialnych za wymierzanie kar, zamiast zajmować się tym samemu, Quirke wykorzystał więc tę chwilę, podczas której "dorośli" omawiali swoje sprawy, tj. co dalej, i postanowił odpowiedzieć na pytania Sam, na której zachowanie normalnie odpowiedziałby intensywnym rumieńcem i zakłopotanym bełkotem (DZIEWCZYNA trzyma go za RĘCE!), jednak teraz był zbyt przejęty by w ogóle zauważyć ten fakt.
- Słyszałaś o mutantach, nie? - Rozpoczął od zadania jej pytania - Było o nich ostatnio w telewizji. Ja... Jakby jestem jednym - Pokazał dziewczynie sztuczkę, podobną do tej, którą wcześniej prezentował Kate, z iskrami przeskakującymi między palcami wskazującymi obu dłoni - A to są... Bohaterzy? I dołączyłem do nich. Chociaż to może błąd. Okaże się. Chcę zobaczyć jak "mieszkają" i może... No nie wiem... Ustalić jak oni sobie wyobrażają heroizm?
Podszedł więc bliżej Pierwszego Billy'ego, stając jednak w pewnej odległości od Tommy'ego.
- Kate! - Zawołał jeszcze do dziewczyny, zanim się przenieśli - Mogę liczyć, że zajmiesz się Sam? Podaj jej mój adres, jeśli będzie chciała się jeszcze skontaktować.
Następnie odwrócił się do znajomej.
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy... Gdy sytuacja nie będzie tak szalona jak teraz.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 108
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Lut 17, 2017 2:32 pm

Komentarz Noiro, który zapewne miał sprawić, że Tommy zastanowi się nad swoimi czynami i czy to robi jest słuszne, spowodował jedynie, że chłopak spojrzał na niego znudzonymi oczyma.
-Wtedy zostałby świetnym cosplayerem Nicka Fury'ego- zażartował chłodno. Ma to do siebie, że nie słucha porad ofiar...właściwie to niczyich porad. Zakończył tylko podłym uśmiechem i odwrócił się.
-Więc słyszałeś strasznie mało. Myślisz, że jak nokautuje ich jednym ciosem nie raniąc ich przy tym?- odpowiedział z klasą istnego nerda. Nie mówił nic kiedy Billy zwrócił się ku Kate, a jedynie wzruszył ramionami.
[...]
Kiedy usłyszał plan Kate zamarł w bezruchu. Pierwszy raz od dawna całkowicie się zatrzymał. Był całkiem zaskoczony. Chciał coś powiedzieć i nawet otwierał usta, ale nie wychodziły z nich żadne słowa. Poczuł takie dziwne uczucie, jakby w jego klatce piersiowej pojawiły się ostrza dźgające go raz po raz od środka. Ciężko mówić, że jakąś konkretną emocję, martwił się, że ci kolesie wstaną albo, że będzie miała problemy na policji, albo w domu, nie wspominając o tym, że teraz będzie musiał się z nią rozdzielić. A tak dobrze się rozmawiało. Kiedy wspomniała o tym, że powinien unikać problemów z policją, opuścił głowę i lekko kiwnął.
-Nie boisz się, ze będziesz miała problemy w domu?- zapytał, choć i o tym pomyślała dziewczyna. Chyba nie miał już po co starać się jej zatrzymać. Westchnął i zaczął:
-Zostań w kontakcie, powiedz jeżeli stanie się coś złego i powiadom nas kiedy będzie po sprawie...-powiedział, wracając powoli do normalnego tonu. Zauważył, że brzmi przez to jak mięczak, więc dodał- Tak dla dobra drużyny
Tommy wie już conieco o sposobie w jaki Asgardian rzuca zaklęcia, powtarza jakieś życzenie i nagle to staje się rzeczywistością. Tym razem nie było inaczej, choć Tommy wyłapał coś z czym się nie zgadzał. Leczyć ich? To mógłby nawet być problem. Doskoczył do swojego klona, położył swoją rękę pod jego podbródkiem i podniósł ją by zamknąć mu usta. Nie powinno boleć, chyba, że sobie przygryzie język.
-Sorka. Pomyślałem po prostu, że Kate ma większe szanse na to, że jej uwierzą przez te niecodzienne rany. Jeżeli ich jajogłowi są cokolwiek warci, zauważą, że nie ma śladu po eksplozji na odłamkach ani nigdzie w parku. Normalni ludzie nie są do tego zdolni, za to superbohaterowie są. Uratował ją superbohater, któremu nie dała rady się przyjrzeć, bo biegł za szybko i unieszkodliwił dresów przez wysadzenie w powietrze noża bez żadnego śladu. Pomyślą, że to Quicksilver. Podobne moce bywają pomocne
Koniec końców podszedł do Billy'ego. Machnął szybko na pożegnanie Kate.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Lut 17, 2017 9:21 pm

Nastolatka aktualnie przestała skupiać się na kwestii dotyczącej dwójki nieznajomych napastników. Jej uwaga powędrowała ku koledze, ale również... Ku jedynej dziewczynie, która się tutaj znajdowała. Nie licząc jej samej. I mowa o policji...
- Samantha. Miło poznać - powiedziała przyjaźnie. - Chociaż... Czy to dobrze, by akurat ty tutaj została? - dodała. Rzeczywiście, Kate miała rację; Sammy wolałaby nie mieć bliskiego spotkania z policją. Raczej jej ciocia nie byłaby tym zachwycona, że mogłaby wpakować się w kłopoty, będąc tak daleko od rodzinnego miasta. Nie, nawet, ze w ogóle się w coś wpakowała. I po tym skupiła się na słowach Rapida.
Dziewczyna zamrugała oczami, wysłuchując wyjaśnień swojego kolegi. Nie sądziła, że akurat coś takiego się dowie, ale... Gdy zastanowiła się nad tym, to wydawało jej się to nawet pasować. Telewizję oglądała, o mutantach słyszała... I nie tylko od mediów. Większym zaskoczeniem było to, że Billy był jednym z nich. Nie spodziewała się tego, lecz za zaszokowaną też nie wyglądała.
- Mhm... Okej. Chyba rozumiem - zaskakująco łatwo zaakceptowała ten fakt. Możliwe, że to wydawałoby się być zbyt podejrzane, ale raz, widziała dowód z jego strony, a dwa... Sama nie była zwykłą dziewczyną. Ale o tym nikt z pozostałych jeszcze nie wiedział.
- Superbohater? Brzmi fajnie  - dodała nastolatka. To wyjaśniało niecodzienny strój chłopaka... Chociaż i tak to na swój sposób dziwaczne... Osoba, którą znasz od pewnego czasu okazuje się być superbohaterem z mocami.
Chciała się dowiedzieć coś więcej, ale... Chwila, ewakuacja? I miała tutaj zostać? Zmarszczyła nieco brwi na tą myśl, po czym szybko coś rozważyła...  A raczej stanęła pomiędzy wyborem... Pozostać czy może jednak nie?
Dobra, nie ma czasu! Spojrzała na Kate z lekkim uśmiechem, po czym skinęła nieco głową i ponownie skupiła się na chłopaku.
- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz! - oświadczyła mu, by potem  dołączyć do pozostałych... Chociaż nawet nie bardzo wiedziała, o co z tym chodziło! - Zamierzam się dowiedzieć coś więcej - więc tyle z szlachetnego pozostawiania jej tutaj. Ciekawość była o wiele silniejsza. Stanęła około metr od niego, znajdując się w zasięgu... I... Została przeniesiona wraz z nimi.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 98
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pon Lut 20, 2017 9:49 pm

Kątem oka dostrzegła, że jej decyzja wprawiła Tommy’ego w osłupienie. Celowo nie patrzyła w stronę chłopaka by dać mu chwilę. Wzrok usilnie wpatrywał się natomiast w Kaplana, do którego tak naprawdę kierowała całą prośbę. Miała pewne obawy czy go nie przemęczy, ale skoro nie zgłaszał żadnego sprzeciwu to było sensu przesadnie się roztkliwiać. Ufała mu, że wie co robi. Tak jak on jej. To niesamowite jaka zawiązała się między nimi nić porozumienia. Zresztą nie tylko między nią i Billym. Tylko akurat w wypadku Tommy’ego nić niosła również dreszczyk podniecenia i zadziwiającej ekscytacji, ale w końcu była nastolatką… mogła sobie na to pozwolić.
A propos… Słysząc jego słowa skierowała swoje spojrzenie na obdarzonego białą czupryną chłopaka. Uśmiechnęła się delikatnie, chcąc tym samym przekazać jak najwięcej zapewnienia, że wie co robi, i że przecież panuje nad sytuacją.
- Nie będę miała problemów i jasne, odezwę się… dla dobra drużyny – Uśmiech minimalnie się poszerzył. Ucieszyła się, że tak się o nią troszczy, ale nie zamierzała przeciągać tej chwili. Zresztą słowa Tommy’ego dodane po krótkiej pauzie wyraźnie na to wskazywały, że nie czuł się najlepiej w takiej sytuacji. W tym czasie Asgardian postanowił uśpić i uleczyć oprawców, dlatego przeniosła spojrzenie na chłopaka. Nie zdążyła skupić wzroku na czynach Billy’ego, gdy przy nim zaraz pojawił się Speed. Dobrze myślał. Sytuacja w wypadku uszkodzeń ciała wydawała się być bardziej wiarygodna, ale… nie taki był jej plan. Nie zamierzała również zostawić sukcesu całej akcji w rękach Quicksilvera. Chciała dać znać policji, że nad sytuacją zapanował kto inny… a dokładnie grupa młodych super bohaterów. Zapobieganie drobnej przestępczości. Na dobry początek. Czemu nie?
Nie wdawała się jednak już w żadną dyskusje. Skupiona na planie zastanawiała się jak to wszystko rozegrać przed policją. Nie wyglądała na zdenerwowaną, ale troszkę miała stresa, w końcu pierwszy raz będzie tak bardzo kłamać w żywe oczy. Ale dobra, dobra. Przecież da radę. Grunt to uwierzyć we własną ściemę, a byle jaki policjant nie ugnie się przed słowotokiem przestraszonej dziewczyny – na dodatek z dobrego domu, prawda?
Musiała przyznać, że zachowanie Sammy bardzo ją zaskoczyło. Spodziewała się, że dziewczyna będzie chciała się wycofać i odejść, ale jednak nie. Zamiast tego wykazywała się zaciekawieniem. Czyżby coś przed nimi ukrywała? A może należy do grupy młodych ludzi zafascynowanymi nadprzyrodzonymi mocami? Odwzajemniła uśmiech dziewczyny i prawdopodobnie coś by odpowiedziała na jej miłe słowa, gdyby nie Rapid. Uśmiech powoli znikał z oblicza Bishop, ponieważ chłopak najwyraźniej podejmował decyzję za Sammy. Kate myślała, że dokładnie wyjaśniła dlaczego lepiej, by Sam poszła z nimi, że tam będzie bardziej bezpieczna, na dodatek za sprawą dobrego serca Asgardiana z podwózką pod same drzwi domu. Rapid natomiast miał inne plany. Na szczęście dziewczyna postanowiła iść z nimi, co zostało skwitowane kolejnym uśmiechem. Szczerze? Miała nadzieje, że będzie miała okazję ją poznać i że to spotkanie nie okaże się ostatnim.
Odrobinę zignorowała Noira, ponieważ zaraz po krótkim przedstawieniu zwróciła się ku ciągle zmieniającej się sytuacji jaka miała miejsce w parku. To nie znaczyło, że straciła nim zainteresowanie. W tym wypadku też miała nadzieje, że jednak będą mieli okazję by spokojnie porozmawiać.
Na sam koniec poruszyła jeszcze jeden istotny temat. Pseudonim. Widząc zdezorientowanie na obliczu Billy’ego od razu zaczęła tłumaczyć.
- Jak już zwróciłeś uwagę Twoja moc poszerzyła zakres… i to dość… magicznie – Nie chciała się wdawać w szczegóły, bo nie mieli czasu dlatego nie siląc się już na dramatyczną pauzę (a taki był zamysł we wstępnych planach) zaraz dodała:
- …A skoro o magii mowa to pomyślałam o ‘Witchcratf’. Potem jednak zmieniłam zdanie i sięgnęłam jeszcze głębiej w etymologię tego słowa… - Teraz zaczęło się zapowiadać na długi wykład, ale nic bardziej mylnego…
- Więc co powiesz na Wiccan? Zastanów się nad tym i pogadam później – Dodała i zaraz zajęła się rozmową z centralą policji, ponieważ akurat odezwał się głos mało sympatycznej pani.
Wszyscy już zniknęli, a Kate została sama z oprychami. Nie musiała długo czekać. Dziewczyna została przewieziona na komisariat. Niestety nie przemyśleli jednego… Oprawcy również byli świadkami całej sytuacji, ale na szczęście, tak się przestraszyli młodych bohaterów, że po prostu potwierdzili wersje Kate. Tak czy siak dziewczyna spędziła ponad godzinę na komisariacie starając się wytłumaczyć co dokładnie zaszło w parku. Wypuścili ją dopiero, gdy przyjechała asystentka ojca.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Denim

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 18/03/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Czw Mar 23, 2017 8:31 pm

"Ile to szczęścia dają pieniądze" pomyślała Selena. Niewiele osiemnastoletnich dziewczyn ma całkiem sporą sumkę na koncie, brak zmartwień, możliwość lotu na inny kontynent, własne mieszkanie i perspektywy na spokojne i przyjemne życie. Spacerowała teraz po parku, który od wieków chciała zobaczyć ale nigdy nie było dane spełnić jej marzenia. Dzisiaj wreszcie zrealizowała swój cel i w dodatku kupiła sobie specjalnie dopasowaną do niej deskę longboard. Dziewczyna sukcesu.
Zaczęło się niewinnie pare lat wcześniej. Szukając czegoś do zjedzenia w kontenerze na śmieci okazało się że ma w sobie coś dziwnego. Potrafiła zmieniać położenie przedmiotów. Na początku była przerażona. Lata życia w ciągłej walce o przetrwanie nauczyły ją, że najlepiej się nie wyróżniać z tłumu, a taka zdolność jest czymś nienormalnym i nierealnym w oczach społeczeństwa. To w zasadzie jej pomogło. Nikt przecież nawet nie mógł pomyśleć, że piłeczki w maszynach losujących wypadają takie, jakie sobie wybierze bezdomna dziewczynka. Na początku wygrywała tylko parę funtów na jedzenie. Wiadome jest jednak, że z czasem apetyt rośnie. Coraz więcej liczb skreślonych liczb było "przypadkiem" wylosowywane. Zaczęła sobie wynajmować pokoje w hotelach. Nie chodziła już głodna i w obdartych ciuchach. A przy tym nadal była jedynie kolejną osobą, która przyszła kupić los.
Z dniem osiągnięcia osiemnastu lat stała się wolna. Nie musiała się już martwić o to, że zamkną ją w domu dziecka. Zaczęła chodzić do kasyn, gdzie to podczas gry w ruletkę zarobiła kilkadziesiąt tysięcy. Kupiła malutkie mieszkanie i bilet lotniczy do Nowego Jorku. Zaczęła spełniać swoje dziecięce marzenia.
Podeszła do siedzącego na ziemi żebraka o kuli. Nie było dla niej ważne to, czy jest to autentyczne schorzenie czy może to kolejny oszust jakich pełno w tych czasach. Wyjęła z portfela 100 dolarów i wrzuciła mężczyźnie do puszki. Byl zszokowany, lecz nie zdążył jej podziękować, bo Selene już odjechała na desce. Chciała tylko spłacić malutką cząsteczkę długu zaciągniętego parę miesięcy temu...
Pogoda była idealna. Miała na sobie ciuchy kupione w jednym z nowojorskich butików. Aksamitny, szary, rozpinany sweter zarzucony na zwiewną sukienkę do kolan w kolorowe kwiaty były najlepszym wyborem. Nie za ciepło i nie za zimno. Lubiła swoje nowe życie. Zaczęła planować rozkręcenie swojego drobnego biznesu, jakiś antykwariat albo biuro. Nie miała jeszcze na ten cel pieniędzy, ale wiedziała że to tylko kwestia czasu. Już niedługo będzie młodą kobietą sukcesu. Cieszyła ją ta myśl. Uśmiechnęła sie do siebie i przyspieszyła zwalniającą już deskorolkę. Znów poczuła silny wiatr we włosach, który niemal ją unosił. Otworzyła ramiona, tak, jak robią to w filmach.
"Wszystko jest możliwe!" krzyknęła w duchu. Mijani ludzie stali się teraz jedną masą, z której nie da się wyróżnić twarzy. Sunęła po drodze szybciej i szybciej. Już nie kontrolowała tego co się dzieje wokół niej. Zanurzyła się w swoich myślach. Nastrój uniesienia ustąpił miejsca melancholii. Wspomnienie jej mamy, pięknej kobiety, ubranej zawsze w idealnie dobrane ciuchy, opowiadającej jej bajkę na dobranoc, było nadal żywe. Wada jej pamięci. Ale i zaleta. Przynajmniej miała pewność, że obraz kobiety, która poświęciła swoje życie dla jej bezpieczeństwa, nigdy się nie rozpłynie. Błogosławieństwo w przekleństwie.
"Bądź dobrym człowiekiem, skarbie" Katarzyna zawsze uczyła ją, że najważniejsze jest to, by być dobrym. Wczesniej nie myślała o tym, ze kiedyś będzie takie trudne iść przez świat spokojnie i realizować takie banalne postanowienie. "Gdzie się podziała moja niewinność? Na której ulicy została?". Nie mogła pogodzić sie z tym, że przestała być dobra. Codziennie przecież niszczy komuś życie. Co prawda, nie bezpośrednio ale miała wyrzuty sumienia. Nie ma jednak wyjścia. Musi grać, by żyć.
Znów przyspieszyła. To było już dwunaste okrążenie całego parku. Nie czuła jednak zmęczenia. Pragnęła jedynie szybkości i wiatru. To, czy potrąci kogoś czy nie było dla niej nieważne. Liczyło się tylko to, co ona robiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Nie Mar 26, 2017 5:07 pm

Szedł spokojnym krokiem przez park, oglądając się z uśmiechem za każdym przechodniem, którego mijał. Ludzie, wszędzie ludzie. Co chwila nowa bądź bliżej poznana twarz. Chrisowi trudno było powstrzymać chęć zaczepienia choćby jednego z nich. Ten miał fajnego psa, ten miał fajną bluzę a ta dziewczyna... wow, cud nie z tej Ziemi. Może do niej jednak zagadać? Uroczy uśmiech, ruch brwiami iiii... nie. Nawet nie spojrzała, będąc zbyt zajęta patrzeniem w ekran telefonu. Minęli się, na co Chris tylko wywrócił oczami.
- Co one w tym widzą - westchnął, wkładając ręce do kieszeni. Pomijając fakt, że sam dość często siedział przy telefonie to nie widział w tym powodu, dla którego jest się na wszystko aż takim obojętnym.
- Założe się, że gdybyśmy mieli takie super bryki to by się do nas zlatywały jak fanki Ironmana - powiedział, garbiąc się niby urażony, ale zaraz rozchmurzył się. Ooo tak. To by było coś. Chris już wyobraził siebie w otoczeniu grupy Ziemianek.
Towarzyszył mu Richard i właśnie byli podczas zwyczajnej przechadzki po parku. Musieli zaczerpnąć świeżego powietrza, ponieważ ostatnio prawie nigdzie nie wychodzili. Park był miejscem idealnym na wypoczynek. Cicho, bezpiecznie, zielono. Żyć nie umierać, tylko powinni coś zrobić z tymi gołębiami, które tak uporczywie domagały się drobinek chleba.
 Nietypowe zestawienie jaszczurów nie mogło obejść się bez dziwnych spojrzeń ze strony ludzi. Niby przywykli do obecności mutantów, kosmitów oraz innych dziwadeł, jednak wielu z nich nadal darzyło ich nieufnością a nawet strachem o swoje bezpieczeństwo. Nie było w tym nic dziwnego. Christopher również się z tym oswoił.
 Gdy przechodzili obok matki prowadzącej wózek, dziecko niespodziewanie zaczęło płakać na widok Ricka. Chris spojrzał na niego i trącił go lekko, chcąc, aby szli dalej. Kiedy kobieta znalazła się za nimi, reptilianin zagryzł wargę.
- Faktycznie nie masz ręki do dzieci - rzucił na rozluźnienie, śmiejąc się cicho. Nagle stanął przed mężczyzną i przyjrzał mu się w pełnym skupieniu. Chyba udało mu się znaleźć winowajcę.
- To przez te włosy. Przypominają gniazdo albo twoje ostatnie dzieło kulinarne - zagaił, przystawiając zamyślony palce do podbródka. Zaraz potem pstryknął palcami.
- Fryzjer. Umówimy cię z nim potem. Niedaleko znam takiego dobrego no i ma w miarę tanio. Może starczy drobnych na hot doga czy coś. -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pon Mar 27, 2017 4:42 pm

Richard, w przeciwieństwie do Chrisa, nie przypatrywał się tak przechodniom. Nie przepadał za kontaktem wzrokowym, tym bardziej z obcymi. Zwykle trzymał wzrok wbity gdzieś w ziemię, podnosił go tylko okazjonalnie, zazwyczaj kiedy Chris chciał mu coś pokazać. Wyjątkiem były zwierzęta, na nie od razu zerkał chociażby kątem oka. Były znacznie ciekawsze od ludzi i w przeciwieństwie do nich nie czuły takiej niechęci w stosunku do mutantów. No, przynajmniej do niego. Od Chrisa zwykle uciekały.
Na głos przyjaciela przerwał obserwację kamieni na ścieżce i spojrzał do tyłu na dziewczynę, która ich minęła. Kolejną uwagę skwitował uśmiechem.
- Do Iron Mana jeszcze ci daleko. - rzucił rozbawionym głosem, choć dość cicho. Owszem, w towarzystwie reptilianina bywał gadatliwy, w parku jednak trochę się ograniczał.
Faktem było, że nie musiał. Nie przejmował się kąśliwymi uwagami, zwłaszcza tymi, które dotyczyły wyglądu. To wszystko było raczej winą przyzwyczajenia. Tyle czasu spędził w miejscach publicznych nie odzywając się ani słowem, jak widać ta cecha już z nim została.
Płacz dziecka przerwał mu głębokie dygresje. Richard rzucił ludzkiemu szczenięciu zniesmaczone spojrzenie i nieznacznie przyspieszył kroku. Nie przepadał za dziećmi, nie potrafił znieść ich płaczu, nie nadawał się do nich, i tak dalej. Zalety ich posiadania mógłby wyliczyć korzystając z jednej dłoni. Pozbawionej części palców. A i tak nie wykorzystałby wszystkich.
Rozchmurzył się dość szybko, głównie ze względu na żartobliwą gadkę Chrisa.
- Tak, tak. To już wiem. Za to ty byłbyś dobrą m-... - przerwał, gapiąc się na reptilianina, który nagle zastąpił mu drogę. -...co ty robisz?
Uniósł lekko brwi, by zaraz parsknąć z udawanym poirytowaniem.
- Od włosów się odczep. - odparł, po czym wyminął przyjaciela. -Ale jestem za hot-dogiem. Oczywiście na twój koszt. - rzucił przez ramię już normalnym tonem.
Poczuwszy na sobie czyjeś spojrzenie, ukradkiem rozejrzał się wokół i akurat trafił na wzrok jakiejś pary, siedzącej na ławce. Szybko wbił oczy w jakiś inny punkt. Zawsze tak było. Prędzej czy później ktoś zacznie im się przypatrywać, zazwyczaj z niechęcią w oczach. A przez ten cholerny instynkt tych spojrzeń nie dało się ignorować. Mógł jedynie powstrzymywać się od szukania ich źródeł, a z tym bywało ciężko, zwłaszcza kiedy był sam.
Odwrócił się i spojrzał na Chrisa, czekając aż ten go dogoni. Kretyn, niech sam lepiej odwiedzi fryzjera. Wcale nie wygląda lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sro Mar 29, 2017 7:58 pm

Jemu? Daleko do Iron Mana? Przecież Chris to człowiek ze stali. Człowiek sukcesu. Żadna (pomijając tamtą pierwszą, drugą i następną) mu się nie oprze. Może nie ma na sobie kozackiej zbroi, nie potrafi latać, nie jest jakoś super bogaty itp, ale ma te swoje kapcie a to chyba o czymś świadczy.
 Christopher mimo przyjaźni z Rickiem sporo się od niego różnił, co było już widać gołym okiem. Reptilianin w przeciwieństwie do niego świetnie się sprawował w roli opiekunki, pozwalając dzieciom na robienie dosłownie wszystkiego i jednocześnie samemu spędzając cały wieczór przyklejonym do ekranu podczas kreskówkowego seansu. Dziwne, że ktoś może uwielbiać horrory tak samo jak ogłupiające zabawy i bajki dla dzieci. Cóż... Chris cały był dziwny.
Na wzmiankę o samodzielnej zapłacie za hot-doga łuskowaty zamrugał zdziwiony i chwilę mu zajęło zrozumienie tego cwanego triku. Dopiero po kilku sekundach się ocknął.
- Ale wtedy nigdy nie uzbieram kasy na tą brykę na laski. - powiedział z żalem, jakby parówka i bułka były wydatkiem większym niż kupno domu, ale o tym, że woli wydawać pieniądze na solarium już nie wspomni.
 Szybko dogonił przyjaciela i dorównał mu kroku, wiedząc, że Richarda się nie przekona. Oczywiście znowu powrócił do gapienia się na kogo popadnie, ale odnosił wrażenie, że towarzysz zrobił się jakiś bardziej nieswój.
Rickowi dość często zdarzało się czuć niezręcznie w otoczeniu większej ilości ludzi. Chris zdawał sobie sprawę z wyostrzonych zmysłów, jakie tamten posiada. Każdy szmer, szept, spojrzenie. Nic nie mogło umknąć jego uwadze. To go wiecznie prześladowało. Dar ten był jednocześnie przekleństwem, jednak musiał z tym jakoś sobie radzić. Park to zdecydowanie lepsze miejsce na wypoczynek niż zatłoczone miejskie ulice czy ciasna kawiarenka i reptilianin zawsze starał się o to, aby darować Rickowi niepotrzebnego stresu i wybierać się tam, gdzie faktycznie można fajnie spędzić wolny czas.
Chrisowi również udało się dostrzec parę, która obdarzała ich niezbyt sympatycznym spojrzeniem. Jaszczur zerknął krótko na niebieskowłosego i gdy miał pewność, że nie patrzy, wbił swój wzrok w siedzącą nieopodal dwójkę, machając przyjacielsko ręką. Uśmiechnął się do nich niewinnie i po chwili wykrzywił w niepokojącym grymasie. To, co się później stało, wywołało pisk ze strony kobiety, która gwałtownie rzuciła się w ramiona kochanka. Niewątpliwie miała okazję zobaczyć prawdziwą twarz Chrisa, pragnącego sobie z nich zażartować, wykorzystując przy tym swoją brzydotę swój nieskazitelny urok osobisty.
Sztywniacy...
Jaszczur położył dłoń do piersi i ukłonił się niczym aktor na scenie. Następnie przybrał poprzedni wygląd i jak gdyby nigdy nic wrócił do zwiedzania parku razem z Rickiem. Hah, to mu się nigdy nie znudzi.
W pseudo-tanecznych podskokach kontynuował dyskusję, jaką im wcześniej chamsko przerywano. Musiał to nadrobić.
- Myślisz, że są w tym parku krokodyle? A jeśli tak to co one jedzą? Też hot-dogi? - zapytał z nieskrywaną ciekawością. Albo nie. Ma lepszy pomysł.
- ... Popływamy z nimi? - zaproponował z szelmowskim uśmiechem, zatrzymując się i pocierając z ekscytacją ręce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sammy

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sro Mar 29, 2017 8:50 pm

Sammy starała się nie spóźnić na to spotkanie, ale... Cóż, przypadki chodziły po ludziach. Nie była pewna przecież która jest godzina... A sama dziewczyna po prostu późno się obudziła. Dlatego też nieco nerwowo i szybko ubrała się, zgarnęła ze sobą jakieś ciastko i pomknęła, by złapać najbliższy transport, na który było ją stać.
Potarła oczy, już docierając na ustalone miejsce. Okej, chyba już jestem - pomyślała w którymś momencie, rozglądając się wokół. Huh... Tak. Zdecydowanie to miejsce.
Wzięła do rąk telefon, po czym słuchawki, które założyła i... Puściła sobie muzykę. Nigdzie nie dostrzegła Billy'ego, dlatego też zdecydowała się na umilenie sobie czasu słuchaniem, bez zwracania uwagi na otoczenie. I tak nie miałaby odwagi zagadać do kogokolwiek... Sama tak czuła teraz po sobie.
Westchnęła cicho, delikatnie się krzywiąc. Muszę jeszcze wymyślić, co zrobić z tym... Że oficjalnie tutaj nie mieszkam - pomyślała jeszcze, kręcąc głową. Wczoraj również uświadomiła sobie, że... Cóż, zgodziła się na dołączenie do tej grupy bohaterów - co nadal wydawało się jej być niesamowite - ale jednak nie pomyślała, że wypadałoby tutaj mieszkać. Cóż. Problem, który musiała jakoś rozwiązać... Sama lub też z czyjąś pomocą.
Zaczęły ją ogarniać różne myśli, gdy tak sobie czekała...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lightningrod

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 23/11/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Czw Mar 30, 2017 9:54 pm

Spóźniający się speedster. Kto by pomyślał. Billy pędził alejka tak szybko, jak tylko potrafił nie wykorzystując przy tym swoich mocy. Chociaż planował pojawić się na miejscu spotkania z Sam jakieś dziesięć lub piętnaście minut wcześniej, pech jednak chciał, że już był spóźniony pięć. A przed nim jeszcze kawałek drogi.
Pędząc na łeb na szyję nie zwracał za bardzo uwagi na to co działo się gdziekolwiek indziej niż na wprost przed nim. Ale dzięki temu dotarł na miejsce spotkania dość szybko. Spóźniony ledwie dziesięć minut. Już z daleka wypatrzył Sam i machając do niej zawołał:
- Sam!
Gdy nagle...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Mar 31, 2017 2:40 pm

Nawet nie pozwolił Richardowi się odezwać, wyraźnie nakręcając się na jakąś akcję. Co z tego, że pomyślał o niej jakieś 5 sekund temu; pragnął zabawy.
- Albo nie, stój. Mam coś o wiele lepszego, idziesz? Pokaże ci na miejscu. Zobaczysz, będzie fajnieee. - powiedział, szczerząc się szeroko.
Poklepał Ricka po plecach i pospiesznie się dokądś skierował. Dopiero po przejściu kilku metrów po kamienistej ścieżce, zerknął za siebie oraz uniósł obie ręce ku górze i pomachał, zachęcając towarzysza do pójścia za nim. Wyglądał na bardzo podekscytowanego. Kto wie co właśnie narodziło się w jego głowie. Ludzie spoglądali na niego, widząc jego dziwne i zbyt otwarte zachowanie, tak też paru z nich siedzących na ławce odprowadziło jaszczura wzrokiem, a po jego zniknięciu za bramą wyszeptali jakieś kąśliwe uwagi.

------

z.t -----> http://theavengers.forumpolish.com/t1632p50-opuszczony-plac-budowy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Denim

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 18/03/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Mar 31, 2017 6:25 pm

Przestała się uczyć i zaczęła uciekać przed różnymi instytucjami lata temu. Od tamtego czasu niewiele osiągnęła. Mimo że znalazła sposób na zarobienie dobrych pieniędzy i już nie musiała się o nic martwić, nadal czuła się nieswojo. W jej głowie cały czas pałętały się myśli, że to wszystko za chwile może zniknąć. Nie była pewna czy jej moc jest na stałe, czy może kiedyś "rozładuje się" i zniknie tak, jak się pojawiła- nagle. Wtedy wszystko, co do tej pory zgromadziła, musiałaby sprzedać. Znów jej los stałby się niepewny. Kto zatrudniłby dziewczynę, która nie ukończyła szkoły, a na dodatek przez wiele lat żyła na ulicy? Chyba tylko szaleniec. Miała plan na otwarcie swojego własnego biznesu, ale jeszcze nie zdążyła zgromadzić wystarczającej ilości gotówki, by móc zacząć działać.
Podczas tej długiej przejażdżki deskorolką dziewczyna zdała sobie sprawę, że jej życie jest bardzo nieciekawe. Pełne rutyny. Miałkie. Na dodatek była samotna. Nie odczuwała zbyt często potrzeby przynależenia do jakiejś społeczności. Ale ostatnimi czasy coraz bardziej pragnęła kogoś, z kim mogłaby porozmawiać. Nigdy nie miała przyjaciółki. Raz miała kolegę, z którym lubiła się bawić, jednak Katarzyna i Jan postanowili przeprowadzić się do innej dzielnicy. Tak naprawdę to miała tylko ich, a kiedy zginęli, została calkowicie sama. Na ulic nie ma przyjaciół, wszystkich interesuje tylko ich własny los.
"Niech się coś w końcu wydarzy" pomyślała.
Jazda w kółko przez park Riverside stawała się coraz bardziej nużąca, więc zaczęła robić slalomy wokół ludzi, których mijała, co nie spotkało się z aprobatą przechodniów. Zagapiła się na jednego z mężczyzn siedzących na ławce. Nagle usłyszała krzyk jakiegoś chłopaka dobiegający z jej prawej strony. Odwróciła głowę w jego stronę, jednak nie zdążyła już zahamować. Zeskoczyła z deski i przewróciła nieznajomego. Nie patrzyła na to, co się dzieje z tym człowiekiem, miała na uwadze jedynie swoją deskę, która z ogromną prędkością zmierzała w stronę rzeki. Nim zdążyła cokolwiek przemyśleć, jej deska się zatrzymała i zaczęła płynąć w powietrzu w jej kierunku. Złapała ją i dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego, że przed chwilą użyła swojej mocy w miejscu publicznym. Rozejrzała się więc dookoła i spostrzegła, że tylko dwie osoby widziały co zaszło. Chłopak, który próbował wstać po upadku i dziewczyna, możliwe że jakaś jego znajoma, bo wołała do niego po imieniu.
"Mój Boże, tylko nie to..." pomyślała przerażona. Szybko jednak obrała postawę groźnej i silnej dziewczyny i podeszła do pary.
- Tylko spróbujcie komukolwiek powiedzieć o tym, co widzieliście, a znajdę was i zabiję -szepnęła do nich poważnym tonem. Była w stanie to zrobić. Dla jej bezpieczeństwa była zdolna zrobić różne rzeczy. Nie wyglądało jednak na to, by jej słowa zrobiły na nich wrażenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Mar 31, 2017 8:22 pm

Czekała... Czekała... I jeszcze raz czekała... Cóż, nie narzekała, po prostu słuchając muzykę, by urozmaicić sobie chociaż na trochę czas. Oby tylko nie zapomniał o tym spotkaniu. Miała nadzieję, że jednak chłopakowi nie wyleciało to z głowy. Co mogłaby wtedy zrobić... W sumie, nie była nawet pewna, czy miała do niego numer. Zapamiętać. Sprawdzić, czy mam numer, ewentualnie o niego poprosić.
Mniej więcej kilka minut później usłyszała swoje imię. Drgnęła nieco, zdejmując z uszów słuchawki - po czym go dostrzegła i uśmiechnęła się lekko...
By potem zobaczyć, jak ktoś na niego wpadł.
To wydarzenie sprawiło, że odczuła zaskoczenie wymieszane z niepewnością, po czym, niewiele myśląc, pobiegła w tamtą stronę, by potem przykucnąć przy chłopaku. Na jej buzi odmalowało się zmartwienie.
- Billy, wszystko dobrze? - spytała się go. Oby nic sobie nie uszkodził...
No i na dodatek miała dość miły widok... Na samodzielnie powracającą deskę do dziewczyny, która... To chyba ona wpadła na Billy'ego. I chwila, co to jest? - nie była pewna, co myśleć o tym. - Wygląda trochę, jakby miała moc... Ale chwila. Używałaby ją przy wszystkich?
Zmrużyła nieco oczy, patrząc na nieznajomą, która aktualnie "górowała" nad nimi.
- Nie groź nam - odpowiedziała jej natomiast, nie dodając jednak nic od siebie więcej. Bardziej chciała się najpierw upewnić, że jej koledze na pewno nic się nie stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sob Kwi 01, 2017 1:04 pm

Na pisk kobiety gwałtownie odwrócił się do tyłu. Rozbawienie pomieszane z zaniepokojeniem pojawiło się na jego twarzy, kiedy zorientował się, że to Chris przestraszył parę siedzącą na ławce. Z jednej strony dobrze im tak, niech zajmą się sobą. Z drugiej nie wiadomo było, jak zareagują. Sądząc po wcześniejszej wrogości mogli skłonić się nawet ku wezwaniu policji. Mało prawdopodobne, ale mutantowi o takim wyglądzie łatwiej byłoby zarzucić próbę zaatakowania cywilów. Nieważne jak bardzo tolerancyjne wydaje się być społeczeństwo, zdarzą się i takie przypadki.
Rozejrzał się dookoła, upewniając się, że nikt więcej nie zainteresował się sytuacją. Gdyby nie to, że był tu z Chrisem, pewnie ukradkiem opuściłby to miejsce, żeby nie zwrócić na siebie zbyt wielkiej uwagi.
-Daj im już spokój. - rzucił cicho do przyjaciela.
Z ulgą patrzył, jak Chris zostawia tamtych i do niego dołącza. On chyba nie do końca rozumiał, że takiego zachowania powinien unikać. Richard zawsze wolał trzymać się na uboczu, nie ze strachu, a ze zwykłej chęci uniknięcia nieprzyjemnych sytuacji. Taka profilaktyka. Mimo to doceniał starania Chrisa, był mu wdzięczny za to, że nie ciągnął go do dużych miast. Niby zachowywał się jak idiota, chociażby teraz, ale jednak zauważał potrzeby innych. A że był jego jedynym przyjacielem, Rick był skłonny przymknąć oko na takie zachowania, o ile nie przekracza bezpiecznej strefy.
Głównie dlatego z uśmiechem słuchał rozmyślań Chrisa na temat krokodyli, choć zdawał sobie sprawę z tego, jak dziecinnie to wszystko brzmi.
-Jeden już tu jest i nie chce kupić mi hot-doga. - rzucił sarkastycznie.
Zwolnił kroku czując, jak Christopher gwałtownie się zatrzymuje i odwrócił się. Posłał mu pytające spojrzenie, ale nie musiał długo czekać na wyjaśnienie.
Wzruszył ramionami i poszedł za przyjacielem, nie zwracając większej uwagi na jego entuzjastyczne zachowanie. Tylko co go tak podekscytowało?

z.t.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Riverside Park   

Powrót do góry Go down
 
Riverside Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13, 14  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: