Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Riverside Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 13, 14, 15  Next
AutorWiadomość
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Riverside Park   Sob Sie 04, 2012 4:09 pm

First topic message reminder :






Jeden z wielu parków na Manhattanie, leżący tuż przy rzece Hudson. Popularny wśród tych, którzy chcą pojeździć na rowerze, skuterze, rolkach czy po prostu przejść się w urokliwej okolicy. Posiada kilka boisk, wypożyczalnię kajaków, a do tego jest miejscem wielu imprez, takich jak chociażby koncerty i festiwale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Maximus

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 16/05/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Nie Maj 21, 2017 7:02 am

Nietrudno było przekabacić wielkiego psa na swoją stronę. No dobrze, Maximus nie był naiwny, domyślał się, że Lockjaw na niewiele mu się przyda – zapewne miał zaimplementowane odgórne rozkazy od Black Bolta, a że sam nie był aż tak naiwny, jak większość ziemskich, mniejszych odpowiedników… Cóż. Nie zmieniało to faktu, że do Lockjawa Maximus nic nie miał. Nigdy nie widział potrzeby zabawy nim jak swoją rodziną czy przedstawicielami innych ras. Psy po prostu były dobre i lojalne na swój własny, psi sposób. Istoty pokroju ludzi, inhumans, czy kree były zaś czymś zupełnie innym. Pierwszą znaczącą różnicą był fakt, że wręcz z upodobaniem narzucały sobie sztywne ramy zasad i wolały udawać kogoś, kim nie były, by świat podziwiał ich sztuczne, ale dopasowane do standardów oblicza.
Inaczej było się kimś „szalonym”, prawda?
(No a psy nadal były po prostu psami. Maximus bardzo to w nich cenił.)
Luna poznała go po krótkiej chwili. Maximus opdowiedział na jej naiwne słowa pobłażliwym uśmiechem. Niemalże rozczuliła go bezpieczna bańka, w jakiej do tej pory wychowywano Lunę. Rodzina nadal miała do niego sentyment.
Było w tym coś wręcz koszmarnie zabawnego.
- Luna, mała, jakże wyrosłaś. Kto by pomyślał… - odparł Maximus, nadal drapiąc zadowolonego, przerośniętego psa. – Naprawdę? Cóż, pewnie dlatego, że nie mieszkam w jednym miejscu. Podróżuję i zwiedzam. A jednak udało nam się na siebie trafić! Prawda, że to niesamowite? – Roześmiał się krótko.
Maximus lubił mówić dla samej zasady mówienia. Możliwe, że w ten sam sposób był swoistą przeciwwagą wiecznie milczącego brata.
- A skoro o tym mowa… Co ty robisz na Ziemi? – Maximus uniósł brwi, wyrażając tym samym starannie wystudiowane zdumienie. – Nie spodziewałem się ciebie tutaj spotkać. Jest z tobą matka? Może ciotka?
Cóż, zawsze warto było się upewnić, prawda? Zanim sytuacja przerodzi się w tę nieprzyjemną ciszę, gdy spotykasz na przystanku kogoś, z kim prowadzisz cichą wojnę podjazdową, ale nie wypada wam próbować się wzajemnie udusić na oczach innych ludzi.
Społeczeństwo z jakiegoś powodu uznawało to za nietaktowne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pon Maj 22, 2017 10:08 am

Luna spojrzała na siebie w dół, chwilkę patrząc. Faktycznie, na pewno już trochę urosła. Nadal jednak była ciągle za mała na wiele rzeczy. Ciągle tylko "jak będziesz starsza", "jak będziesz większa" i inne, tym podobne teksty. W zasadzie to jej to nie przeszkadzało. I tak zawsze miała co robić, bez trudu znajdowała sobie zajęcia.
- Podróżujesz? A gdzie na przykład byłeś? Ja widziałam ocean, jest niesamowity. I taki ładny, niebieski. Ładniejszy niż się wydaje z Księżyca. Plaża też jest fajna, piasek. Ale ja wolę wodę. - wyraźnie podekscytował ją temat podróży. Luna marzyła o tym, by zobaczyć całą Ziemię. Wszystkie piękne miejsca. Dlatego nieraz prosiła tatę, by ją gdzieś zabierał. Żeby pokazać jej coś nowego, czego jeszcze nie widziała. Z jego prędkością to nie było żadnym problemem. Przecież był najszybszym człowiekiem na świecie. Przynajmniej według niej.
Na pytanie o mamę i ciocię blondyneczka pokręciła przecząco głową, wyrażając tym samym ich brak na Ziemi.
- Jestem tylko z Lockjawem. Odwiedzić tatę. No, już go odwiedziłam. Teraz poszedł ważne sprawy załatwić. Bo on jest Mścicielem, jak mama kiedyś. I ciocia Wanda też jest. Rozmawiałam z Jarvisem. To taki gadający komputer, pokazał mi gry z kucykami - właśnie w tej chwili przypomniało jej się, że przecież ma w jednej ręce cały czas swoje pluszaka, więc zaraz go wyciągnęła do przodu żeby pokazać wujkowi.
- To jest księżniczka kucyków. Księżniczka Luna. Zupełnie jak ja - wyszczerzyła się w szerokim uśmiechu. Widać było, że niezmiernie podoba jej się ten fakt podobieństwa między nią i kucykiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maximus

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 16/05/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pon Maj 22, 2017 11:19 pm

Gdzie Maximus był? Cóż. To bardzo dobre pytanie. Pamiętał jeszcze czasy, gdy Attilan znajdował się na oceanie Atlantyckim. I późniejszy okres, gdy z jakiegoś powodu uznano, że dobrym pomysłem będzie mieszkać w Himalajach. Nie, żeby księżyc brzmiał na miejsce bardziej przyjazne do życia, ale mimo wszystko… Na księżycu przynajmniej nie padał śnieg. Oczywiście Attilan wytwarzał własne warunki do życia, mimo wszystko nadal nie było to najbardziej przemyślana decyzja. W opinii Maximusa.
- Cóż, moja mała, byłem w wielu miejscach. Ziemia ma tą zaletę w przeciwieństwie do naszego wspaniałego królestwa, że nie są jednym organizmem. – Maximus rozłożył wymownie ręce.
Oczywiście brzmiało to, jakby miał na myśli wspaniałą kulturę wielkich i zróżnicowanych państw. W rzeczywistości jednak nawiązywał także do trawiących ludzkość konfliktów, które obserwował z niemałym zafrapowaniem. W jego oczach, jak i tym bardziej w oczach wszelkich ras kosmicznych, wszyscy ludzie byli jednakowi, a i tak znajdowali powody, by próbować się pozbijać. Zupełnie inaczej niż wielkie galaktyczne imperia.
(No chyba, że chodziło o potencjalną walkę o władzę. Ale to była inna skala. Tak. Maximus doskonale wiedział, że jest urodzonym hipokrytą.)
- Cóż, księżyc jest dość monotonnym kawałkiem szarej skały. Z tej perspektywy Ziemia ma wielką przewagę. Powiem ci też coś w sekrecie… - Pochylił się i rozwichrzył dziewczynce włosy. - …możesz tu znaleźć także innych Inhumans. Nie wiem, ile opowiedzieli ci na historii… - urwał znacząco, jakby przekazywał Lunie jakąś ogromną, sekretną wiedzę.
Maximus wysłuchał spokojnie Lunę, kiwając głową na znak, że uważnie jej słucha. W rzeczywistości wyławiał ważne fakty z jej odpowiedzi. Że o ile nie musiał obawiać się własnej rodziny, o tyle ojciec dziewczynki nadal pozostawał problemem. A jednak sam fakt, że zostawiał ją samą, jak choćby teraz, przemawiał na jego korzyść. Maximus uśmiechnął się mimowolnie.
- Rozumiem! Wycieczka. To cudowne i takie rzadkie. Większość naszych pobratymców nie ma tak wspaniałej okazji jak ty Luna. Musisz to wykorzystać, zanim znowu zamkną cię na tym nudnym kawałku skały, prawda? Powiedz mi, zamierzasz długo tu przebywać? Mimo całych uroków ziemi, naprawdę miło spotkać czasami własną rodzinę. Oczywiście… Nie musisz mówić nikomu, że mieliśmy to szczęście. To może być nasza mała tajemnica i niespodzianka, tak? – spytał, kładąc znacząco palec na usta.
Maximus spojrzał na pluszowego konia.
(Kolejny powód, dla którego Ziemia powinna zostać zniszczona w niedalekiej przyszłości.)
- Jest… Cudowna. I tak, zupełnie jak ty. Także księżniczka i także Luna! – Uśmiechnął się do niej szeroko. – W Attilan nie mamy takich rzeczy, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sro Maj 24, 2017 8:45 pm

-A gdzie na przykład? I jak one się nazywały? Gdzieś daleko stąd? Była tam woda? Albo las? - wspominając las zrobiła jeszcze większe oczy niż już i tak miała do tej pory. Dla tak ciekawskiego dziecka jak ona, nie wiedzącego o Ziemi praktycznie nic odpowiedź w stylu "byłem w wielu miejscach" nie była zadowalająca. To jej kompletnie nic nie mówiło, poza samym faktem, że wujek bardzo dużo widział. Na pewno dużo więcej od niej, bo ona to może ze dwa razy była na Ziemi wcześniej. Koniecznie więc musiała z niego wyciągnąć więcej informacji. I nie da się zbyć choćby nie wiem co. Będzie go męczyć aż to dostanie to, czego chce.
- Innych Inhumans? - rozdziawiła buźkę, słysząc tą informację - Ale... Przecież wszyscy zostali zabrani na Księżyc. Zapomnieli o kimś? To trzeba koniecznie powiedzieć cioci Medusie żeby mogła ich zabrać. Przecież powietrze im zaszkodzi, pochorują się - kolejny temat, na który miała niesamowicie dużo do powiedzenia, bo coś tam wiedziała. Ona musiała brać specjalne lekarstwo czy co to było jak wybierała się na Ziemię. Ale może jak ktoś mieszkał tutaj to był przyzwyczajony do tego brzydkiego powietrza? I jego organizm nie działał źle na nie. Tego niestety mała Luna nie mogła wiedzieć.
- Nie wiem. Dzień, najwyżej dwa. Nie chcę za bardzo mamy martwić. Wie, że tu jestem, ale i tak chce żebym szybko wracała. A ja chcę jeszcze gdzieś się z tatą wybrać. - odpowiedziała wujkowi. Na wspomnienie o tajemnicy oczka jej zabłysły. Jakie dziecko nie lubi tajemnic? Wspaniale jest mieć jedną z kimś. Sama położyła paluszek na usta i skinęła głową - Tajemnica - powtórzyła za mężczyzną szeptem.
- Tata mi ją kupił - dodała jeszcze na temat kucyka, a na pytanie pokręciła głową - Nie mamy, szkoda. Byłoby super. Ale czasem oglądam bajki. Łapiemy ziemską telewizję. - uśmiechnęła się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maximus

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 16/05/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Czw Maj 25, 2017 7:54 am

Tyle pytań! Typowo dziecięce zachowanie. Ciekawskość błyszcząca w oczach, wypieki na twarzy, lekko otwarte usta. I ten cień domagania się odpowiedzi w głosie. Niewątpliwie kropla arystokratycznej krwi odziedziczona po matce, choć Crystal chyba najmniej wpisywała się w ramy rodziny królewskiej. Maximus uśmiechnął się mimowolnie do własnych myśli.
- Nazwy niewiele ci powiedzą, moja mała – zauważył z rozbawieniem. – Ale widziałem i wielką, słoną wodę oceanu i słodkie jeziora. Podróżowałem przez ogromne kaniony, które powstały na długo przed naszą rasą. Widziałem góry i doliny. Byłem tutaj, w Stanach Zjednoczonych, ale i w krajach Azji, które są zupełnie inne. Zobaczyłem dżunglę Gwatemali, brazylijską plażę i Rzym, który ludzie uważają za kołyskę ich kultury, choć nie dorasta Attilanowi do pięt… - Zmierzwił jej włosy. – No i widziałem śnieg. A ty? Widziałaś już śnieg? – spytał.
Opowiadanie przychodziło mu z łatwością. Zwłaszcza, że tym samym zjednywał sobie Lunę. Nie miał oczywiście nic przeciwko niej. Nie nienawidził swojej rodziny (wbrew pozorom). Owszem, potrafił ich wykorzystać, użyć, ale nigdy nie groził im śmiercią i nigdy nie próbował ich zabić. Gdy Attilan go potrzebował, był gotowy mu pomóc. O ile oczywiście miałby na to ochotę. Nawet jeśli wydawało się, że próbuje pozbawić kogoś życia, zazwyczaj już z góry widział niepowodzenie takiego założenia. Po prostu nie widział potrzeby, by informować o tym innych.
Z jakiegoś powodu miał przydomek „szalony”, prawda?
- Och, nie. Oni odeszli przed wiekami, przed tysiącleciami, przed setkami tysięcy lat. Nie chcieli żyć z nami i kto wie, gdzie są dzisiaj. To ich wybór, moja śliczna. – Maximus rozłożył ręce.
Nie była to wiedza powszechna, ale nie była też ukryta na tyle głęboko, by do niej nie dostrzec. Wiedzę taką powierzano w ręce króla, a Maximus zadbał o to, by wiedzieć wszystko to, co wiedział też Black Bolt.
No i okazjonalnie bywał królem. Jak mu się chciało. Raz na kilkanaście lat. Mało przyjemna fucha.
- Jeśli pokażesz jej, że jesteś tu bezpieczna, na pewno pozwoli ci zostać tu dłużej. Sama przecież była ciekawska ziemi i spędziła tu długi czas. Musisz tylko być bardzo przekonująca. – Mrugnął do niej porozumiewawczo. – Ale nie mów jej, że ja ci to poradziłem.
Crystal od razu wiedziałaby, że to zły znak. Ona i Gorgon zawsze ufali mu najmniej, albo inaczej – nie ufali. Karnak zachowywał spokój ducha, może dlatego, że znali się od dziecka, Tryton z kolei był… Cóż, zawsze trochę naiwny.
- Tajemnica! – skinął śmiertelnie poważnie głową. Wiedział, że jeśli zaznaczy się istotę takiej „tajemnicy”, dziecko weźmie ją bardzo poważnie. Niemalże jak zadanie, które trzeba wykonać, coś specjalnego, co dzieli tylko ich dwójka.
A więc coś wyjątkowego na tyle, by jednak utrzymać taki mały sekrecik.
(No i pokazywało to też, że Maximus jej u f a, skoro powierza jej t a j e m n i c ę.)
- To już coś, prawda? Ale nadal namiastka! Zdecydowanie musisz nadrobić tak wiele rzeczy! A masz tak mało czasu… Szkoda, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sob Maj 27, 2017 11:52 am

Faktycznie, nazwy nic by jej praktycznie nie powiedziały, bo i tak nie wiedziała co, gdzie leży. Ale chciała po prostu poznać jakieś nazwy miejsc. Wiedziała na przykład, że teraz jest w Nowym Jorku, na Manhattanie. Znała jeszcze kilka innych nazw. Była jednak ciekawa jak jeszcze inaczej ludzie ponazywali różne miejsca i czy te nazwy brzmią fajnie. Postanowiła już jednak więcej nie męczyć wujka o to, faktycznie nazwy nie były ważne.
- Kaniony? Co to są kaniony? - tą nazwę pierwszy raz słyszała. Cała reszta była jej znana. Ocean, jeziora, góry, doliny i pozostałe miejsca, które wymienił Maximus. Jednak o kanionach nigdy nie słyszała - Dżunglę? - tu jej oczy zabłysły - Widziałeś groźne zwierzęta? Lwy? I węże? - i nawet nie przyszło jej do głowy, by pomartwić się, że przecież wujkowi coś się mogło stać. Za bardzo fascynowała ją myśl o spotkaniu tych wszystkich groźnych zwierząt, które żyły na Ziemi. Sama chciałaby jakieś zobaczyć.
- Nie, nie widziałam śniegu. Znaczy, widziałam na obrazkach. Musi być fajny, ale podobno jest bardzo zimny - odpowiedziała mężczyźnie, wcześniej kręcąc przecząco głową na jego pytanie. Śnieg też chciałaby kiedyś zobaczyć. Musi się wybrać na Ziemię zimą żeby go obejrzeć. Tylko wziąć dużo ubrań żeby było jej ciepło. Nie miała ochoty zmarznąć, a przychodziło jej to dosyć łatwo. Dlatego nawet teraz miała na sobie sukienkę z grubszego materiału i sweterek na guziczki choć rozpięty.
- Udają ludzi? - kolejne pytanie po krótkim namyśle i słowach Maximusa odnośnie Inhumans żyjących na tej planecie. Wydawało jej się dziwne, że ktoś mógł odejść z Attilan. Przecież tam było fajnie. Choć faktycznie Ziemia była lepsza, było więcej ciekawych rzeczy do zobaczenia. Dlatego lubiła się spotykać z tatą i zwiedzać razem z nim. Choć równie dobrze mogli siedzieć w jednym miejscu i rozmawiać cały dzień. To też byłoby fajne.
- Jestem bezpieczna z tatą - skinęła lekko głową - A tata ma dużo znajomych i ciągle na kogoś wpadam. I się dziwią, że chodzę sama, a przecież mam Lockjawa. On jest mądry i silny, obroni mnie. Albo teleportuje gdzieś jak będzie czuł zagrożenie. - wymieniony psiak klapnął tyłkiem na chodnik, spoglądając na Lunę. Cieszył się, że dziewczyna jest w tak dobrym humorze. To było ważne.
- Z tatą mogę szybko zwiedzać różne miejsca, ale i tak wolałabym pobyć tu dłużej i zobaczyć więcej. Tylko mama ciągle się martwi o mnie. Powiem później cioci Wandzie żeby przekazała mamie, że nadal nic mi nie jest. - tutaj nastąpiło dużo energiczniejsze skinienie głową na potwierdzenie, że ma za mało czasu, a za dużo do zobaczenia. - A ty, wujku, nie masz jakiegoś zajęcia teraz? - zapytał, zastanawiając się, czy może jego uda się namówić na małą wycieczkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maximus

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 16/05/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sob Maj 27, 2017 8:29 pm

Maximus uśmiechnął się uprzejmie.
- Kaniony, moje droga są specyficzne i jedyne w swoim rodzaju. To wyryte przez rzekę przepaście pomiędzy wysokimi górami. Wyobraź sobie stać na szczycie świata i widzieć na dole ludzi jak mrówki. Trochę jakbyś stała na wieżowcu na Manhattanie, różnica jest taka, że naokoło siebie masz naturę, a dołem płynie rzeka, zamiast samochodów. Koniecznie musisz to zobaczyć.
Ciekawość Luny i jej błyszczące, pełne zainteresowania oczy stanowiły zestaw, który był Maximusowi na rękę. Oczywiście córka Crystal była po prostu dzieckiem, ale już teraz posiadała moce, co w ich środowisku było niezwykłą rzadkością. Zazwyczaj trzeba było jednak osiągnąć pewien konkretny wiek, inaczej istniało zbyt wielkie ryzyko, że coś pójdzie nie tak.
(Co nie przeszkadzało rodzicom jego i Black Bolta eksperymentować na własnym potomstwu. Z drugiej strony… Na czyim innym mieliby?)
- Owszem, jest zimny, ale jest też jedyny w swoim rodzaju. Nic ci nie zrobi, gdy będziesz ciepło ubrana, a jest lepki i możesz nim tworzyć… Cóż. Wszystko. Jak klocki tylko mokre. – Maximus uśmiechnął się wymownie.
Celowo rozbudzał w Lunie zainteresowanie ludzkim światem, licząc na to, że naturalna, dziecięca ciekawość zrobi swoje. Potrzebował jej blisko i to, w najlepszym wypadku, bez rodziny i najbliższych. Jeśli dobrze pamiętał, jej zdolności mogą pomóc mu w tym, co już od dawna dręczy jego umysł.
Ale nie oznaczało to, że nie czuje sympatii to dziecka. Maximus, wbrew pozorom, nie był kompletnie pozbawiony sentymentów. Po prostu widział większy obrazek, coś, na co reszta jego rasy wolała pozostać ślepa.
- Czasami. Czasami żyją w wioskach z dala od świata. Pomyśl o tym jak o ludzkich krajach. – Maximus wzruszył ramionami. – Każdy ma inny sposób na życie, moja mała. Nawet ty, niewiele dzieci udaje się wyrwać na ziemię. Pierwsza była twoja mama, a ty poszłaś w jej ślady… - Maximus wysłuchał jej słów, analizując informacje, które dziewczyna podawała mu jak na tacy. – Och, oczywiście. Niezawodny i poczciwy Lockjaw. Jak mogłem zapomnieć… - Roześmiał się lekko. – To dobrze. Cieszę się, że jesteś bezpieczna i dobrze o ciebie dbają. Koniecznie powiadom swoją mamę, martwienie się jest jej maminym przywilejem. – Pokręcił głową. – Ja? Ach, nie. Nic konkretnego… - Wszystko ostatnio wydawało mu się takie nudne. – Nic, co trzymałoby mnie gdziekolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Czw Cze 01, 2017 1:03 pm

Wiedziała czym są przepaście. Takie olbrzymie dziury, naprawdę wielkie. Ale to co opisywał jej wujek, brzmiało o wiele ciekawiej. Co prawda nie umiała sobie wyobrazić jak rzeka może wyryć przepaść, ale reszta opisu trafiała do jej wyobraźni. W końcu patrzała przez okno Wieży Mścicieli, kiedy stała na balkonie i żegnała ciocię. Patrzenie z takiej wysokości w dół było niesamowite choć również nieco straszne. Rzeka zamiast samochodów i natura na pewno by wyglądały lepiej z góry niż budynki i ulica.
- Mokre klocki? To brzmi śmiesznie - odparł z uśmiechem na twarzy. Widziała śnieg na zdjęciach i w telewizji, ale nigdy nie pomyślała, że może być jak klocki. Wiedziała, że można z niego lepić różne rzeczy i w sumie fajnie by było się kiedyś nim pobawić. Żeby tylko nie zmokła przy tym za mocno. Musi kiedyś zobaczyć zimę.
Na dalsze tłumaczenie mężczyzny kiwała lekko głową, słuchając go uważnie i starając się zrozumieć jak najwięcej. Wiadomo, była dzieckiem. Nie wszystko było dla niej łatwe do pojęcia, ale i tak się starała.
- Z Lockjawem zawsze jestem bezpieczna - kolejne przytaknięcie na słowa wujka i kolejny szeroki uśmiech, gdy ten się roześmiał. Lubiła kiedy jej rodzina była szczęśliwa, a Maximus miał chyba teraz bardzo dobry humor. Co za tym idzie i jej nastrój był bardzo dobry.
- Nic konkretnego? To... Może pójdziemy gdzieś razem? - poprosiła, przy okazji robiąc słodką minkę i wielkie oczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maximus

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 16/05/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Czw Cze 01, 2017 7:34 pm

Maximus odpowiedział Lunie uśmiechem, widząc jak wyobraźnia dziewczynki działa w zadziwiającym tempie. Celowo podsycał jej ciekawość, widząc więc, że jego strategia działa, poczuł zadowolenie. I brak zaskoczenia. Jego strategie rzadko kiedy nie działały.
- Tylko takie bardzo malutkie klocki – uściślił lekkim tonem, mrugając do niej znacząco.
Dalej przyszła pora na inne historie i wyjaśnienia. Maximus starał się odmalować przed Luną obraz fascynującego i nieznanego świata. Przychodziło mu to o tyle łatwo, że Ziemia faktycznie była takim miejscem. Attilan był zaledwie jednym miastem, miał za sobą eony historii, ale był na tyle mały, że łatwo było poznać każdy jego zakamarek. Ziemia zaś była ogromna i zróżnicowania. Sam Maximus musiał jej to oddać. Kiedyś, nim uciekli na księżyc, zmieniali okazjonalnie położenie swojego miasta. Wtedy mogli dostrzec wiele różnych krajobrazów. Ale dzisiaj? Szara i nieprzyjazna powierzchnia Księżyca była wszystkim, co mogli dostrzec z okna. Zamknięci, odcięci, uzależnieni. Stagnacja a nie rozwój.
Wypadało to zmienić.
- Och, tak. Poczciwy Lockjaw to najlepszy opiekun, jakiego możesz mieć – odparł, drapiąc gigantycznego psa za uchem.
Uniósł brwi na propozycję Luny, ale szybko pozwolił sobie także na uśmiech w odpowiedzi na jej propozycję.
- Gdzieś, księżniczko? A masz jakiś pomysł? Jest coś, co chciałabyś zobaczyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sob Cze 03, 2017 12:23 pm

Malutkie klocki. Ciekawe jak bardzo malutkie. Pewnie takie tyci. Jak płatki śniegu. Widziała na telewizji, że są małe, ale jak bardzo małe to nie była pewna, bo nie widziała śniegu w rzeczywistości. Już wiedziała, że kiedyś poprosi mamę o wycieczkę na Ziemię zimą. Albo znowu się wymknie jeśli mama nie będzie chciała się zgodzić. Tylko tym razem zostawi liścik, żeby się nie martwiła o nią.
Plan Maximusa działał świetnie, Luna zdawała się być coraz bardziej zafascynowana tym wszystkim co można zobaczyć na tej planecie. Gdyby mogła to najchętniej by tu zamieszkała. U taty. I codziennie wybierała się z nim na jakąś wycieczkę. To byłoby chyba jej wymarzone życie. A nawet jeśli nie zamieszkać to chociaż zostać na dłużej, tak na miesiąc lub dwa.
Lockjaw odchylił łeb, merdając lekko ogonem z zadowoleniem kiedy Maximus go chwalił i do tego drapał za uchem. Lubił być doceniany, a rodzina królewska zawsze go doceniała. On za to dawał z siebie wszystko, by nie byli nim zawiedzeni.
- Chciałabym... - odezwała się, ale zaraz przerwała, zastanawiając się nad tym. Było tyle rzeczy, które chciałaby zobaczyć, że czasu by im nie starczyło. Musiała odrzucić wszystkie pomysły, które wiązały się z tym, by wybrać się gdzieś dalej. Wujek pewnie raczej by się z nią nie oddalił nie wiadomo gdzie. Trzeba wybrać coś co jest w miarę blisko.
- Możemy zobaczyć zoo? Chyba, że znasz coś ciekawszego, wujku - uśmiechnęła się do mężczyzny, zadzierając łepek do góry. W zoo było mnóstwo zwierząt, mogłaby je wszystkie obejrzeć. Ale Maximus na pewno znał Ziemię lepiej od niej i mógł zaproponować jeszcze lepszego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maximus

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 16/05/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Nie Cze 04, 2017 7:16 am

Maximus czuł, że miał ich oboje. Może nie do końca w garści, ale przeciągniętych cienką, niedostrzegalną nicią na swoją stronę. Oplecenie Luny było banalnie proste. Entuzjazm bijący z oblicza dziewczyny był niemalże rozczulający. Maximusowi brakowało podobnego podekscytowania wśród dorosłych. Wszyscy byli tacy szarzy i znudzeni, a przecież można było zrobić tak wiele. Owszem, Maximus też czasami się nudził, ale on przynajmniej spróbował zrobić w s z y s t k o. I dopiero potem uznał, że nie zostało mu nic więcej.
Lockjaw był nieco mniej pewną kwestią. Poczciwy pies nie był głupi i choć nie nienawidził Maximusa (w końcu przybiegł do niego na sam jego widok), na pewno byłby ostrożniejszy, gdyby książę zrobił coś zbyt oczywistego.
Musiał być delikatny i pamiętać o obecności ojca Luny. Nie, żeby chciał jej zrobić. Wręcz przeciwnie. Chciał zobaczyć, czy ona może coś zrobić mu.
Póki co zaś uśmiechnął się czarująco.
- Chciałabyś, księżniczko? – pociągnął, słysząc zawahanie w głosie dziewczynki.
Przyglądał się jej uważnie, zastanawiając co powie. Czy będzie zachłanna czy jednak ostrożna i zapobiegawcza?
Okazało się, że jednak poszła tą drugą drogą. Było to na rękę Maximusowi, choć gdzieś we wnętrzu poczuł trochę zawodu. Zabranie Luny gdzieś daleko byłoby szaleństwem, wyzwaniem i ryzykiem. Musiał jednak być cierpliwy.
Właśnie. Cierpliwość była w tym wypadku słowem-kluczem.
- Nie chcesz się oddalać od tego miasta, prawda? Mądra dziewczynka – odparł pobłażliwie Maximus, mierzwiąc jej jasne włosy. – Nie chcielibyśmy martwić twojej rodziny, choć chętnie pokazałbym ci niektóre miejsca… - Westchnął. – Ale może przyjdzie na to czas. – Pstryknął ją leciutko w nosek. – Póki co możemy zobaczyć zoo, chyba, że spieszy ci się malutka. Powiedz mi, czy taka odważna dziewczynka jak ty boi się ciemności?  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sro Cze 07, 2017 10:59 am

- A ja bym chciała zobaczyć wiele miejsc. Kiedyś spytam mamę albo tatę, czy mogę się wybrać z tobą gdzieś dalej. Nie tak bardzo daleko, ale tak troszeczkę daleko. Do innego miasta na przykład - pokiwała głową entuzjastycznie. Nie była pewna, ile wolnego czasu ma wujek, więc nie chciała zawracać mu za bardzo głowy jakimiś dalszymi wycieczkami. Ale skoro mężczyzna sam powiedział, że chętnie by ją zabrał w różne miejsca to teraz już wiedziała, że jakby co to może go prosić o wycieczki. Po prostu na początek wolała być ostrożna. Wiedziała, że dorośli wiecznie są czymś zajęci i mają mało wolnego czasu.
- Z Lockjawem niczego się nie boję - odparła pewnym głosem, pocierając nos dłonią po tym lekkim pstryknięciu. Prawda była taka, że ze swoim strażnikiem u boku Luna mogła iść gdziekolwiek i kiedykolwiek. Była całkowicie pewna, że psiak ją obroni i nic jej się nie stanie. Ufała mu bezgranicznie.
Lockjaw natomiast był zadowolony z faktu, że mała księżniczka tak bardzo mu ufa, co wyraził dotykając jej policzka swoim mokrym nosem. Dla tego malucha zrobi wszystko, nie tylko z poczucia obowiązku ale i uczuć, jakimi ją darzył. Dziewczynka poklepała psa po boku pyska z uśmiechem.
- A wiesz, wujku, gdzie tu jest zoo? - bo ona nie miała bladego pojęcia, więc jeśli Maximus też nie wiedział to trzeba będzie kogoś zapytać o drogę. Ona sama słabo znała w ogóle miasto i po prostu szła, gdzie ją nogi poniosą. Nawet jeśliby czuła, że się zgubiła to wiedziała, że Lockjaw bez problemu odnajdzie drogę powrotną do Wieży Mścicieli. W końcu miał doskonały węch. Nawet jeśli ziemskie zapachy, nieprzyjemne zapachy, trochę go rozpraszały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maximus

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 16/05/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Cze 09, 2017 7:52 am

- Kiedyś… - powtórzył Maximus.
Nie spodobał mu się pomysł pytania mamy i taty, zwłaszcza mamy o wycieczkę z wujkiem. Crystal zawsze była mniej tolerancyjna w stosunku do jego wybryków. Może dlatego, że nie byli z sobą tak bezpośrednio związani. Teraz jednak nie dał po sobie poznać cienia niezadowolenia, zamiast tego uśmiechnął się do Luny.
- Kiedyś. Powiem ci kiedy, wcześniej nie pytaj mamy, niech przywyknie do tego, że jesteś tu bezpieczna, inaczej tak ambitne plany jak nasze mogą ją przestraszyć. Pamiętaj! – przestrzegł ją.
Jakby nie patrzeć – nie skłamał. Gdyby Crystal dowiedziała się, że Maximus planuje coś z jej córką, momentalnie przywołałaby ją do siebie na Księżyc. I byłoby to bardzo mądre posunięcie, choć Maximus wolał go, mimo wszystko, uniknąć.
- To dobrze, moja mała. Pokażę ci potem miejsce, w którym będziesz mogła mnie znaleźć… Gdybyś czego potrzebowała. Ale najpierw zoo, tak? Wydaje mi się, że jedno jest w Central Parku. Takim miejscu jak to tylko znacznie, znacznie większym. Lockjaw na pewno już cię tam zaciągnął. – Maximus roześmiał się lekko.
Spróbował sobie przypomnieć, czy faktycznie jest tam zoo. Wydawało mu się, że tak. A przynajmniej miał mgliste wspomnienie, że kiedyś po szklaneczce mocniejszego, portowego whisky rozważał wypuszczenie zwierząt z klatek i podziwianie związanego z tym chaosu. Wtedy też odkrył, że najbliższym zoo jest to w Central Parku.
(Gdzieś w połowie drogi do realizacji tamtego niecnego planu przysnął na ławce.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sro Cze 14, 2017 9:47 am

Pokiwała głową, robiąc przy tym bardzo poważną minę, by pokazać, że rozumie. Tez nie chciał żeby jej mama się przestraszyła i zabroniła jej gdziekolwiek się wybierać lub, co gorsza, zabroniła jej kolejnych podróży na Ziemię. To byłoby najgorsze. Przecież tata nie miał jak wybrać się na Księżyc, a ona zawsze miała Lockjawa obok siebie. Wystarczyło go poprosić.
- Dobrze. Poczekam jak mi powiesz. Jak zaplanujemy jakąś wycieczkę w fajne miejsce - odparła z lekkim uśmiechem. Zdecydowanie była zadowolona z tego pomysłu. Może nawet razem wybiorą, gdzie pojechać na tą wycieczkę. Na pewno wybór będzie bardzo trudny, tyle chciałaby zobaczyć miejsc na Ziemi. A nie zawsze przecież miała czas. I nie mogła za długo tu być, bo jej powietrze mogło zaszkodzić, a nie chciała być chora.
- Byłam w Central w Parku - jej uśmiech poszerzył się - Poznałam tam Asmo i wpadłam do jeziora. Ten park jest olbrzymi, zgubić się można. Ale zoo nie znalazłam. Znajdziemy je, wujku? - tu się troszkę zmartwiła. Central Park wydawał się jej być istną dżunglą. Pełną drew, krzaków, ścieżek, jeziorek. Zupełnie nie była w stanie się zorientować w nim i to Lockjaw ją bezpiecznie prowadził chodnikami.
- To chodźmy - złapała go za rękę i bez namysłu pociągnęła w którąkolwiek stronę. Najwyżej Maximus ją poprawi i pokaże którędy iść. Jej ochroniarz wiedział, w którą stronę jest Central Park, ale nie chciał jej psuć zabawy, więc tylko szedł grzecznie tuż obok.

/zt x 2 chyba, że chcesz coś jeszcze napisać c: Jak nie to czekam na posta w nowym miejscu~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gloriana

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 11/08/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sob Sie 19, 2017 12:27 pm

Gloriana w postaci małego, szarego kotka przemierzała ulice Nowego Yorku. Tłumy ludzi, gwar ulicy oraz częste klaksony samochodów stojących w korkach strasznie ją denerwowały. Chciała pobyć sama, lub przynajmniej w miejscu gdzie nikt nie będzie trąbił, krzyczał lub trącał ją przez nieuwagę. Szczególnie gdy była w tej formie, ludzie traktowali ją jak rynsztokowego szczura. Każdy przeganiał, próbował kopnąć lub nawet trącał reklamówką czy teczką, którą miał w ręce. Przecież nie roznosiła wścieklizny a sama obecność kota na ulicy przecież nie zabija. Ehhh.
Dotarła więc do wielkiego parku. Krążyła od drzewa do drzewa starając się omijać spacerowiczów z psami bo wtedy mogłoby się to zakończyć nieprzyjemną sytuacją, której Meggan wolała uniknąć. Spacerując tak znalazła wielkie drzewo, jedno z bardziej okazałych w całym parku. Bez zbędnego namysłu postanowiła obrać je jako tymczasowy przystanek i miejsce odpoczynku. Używając więc kociej zwinności i pazurów wspięła się na jedną z niższych gałęzi, jednak taką która znajdowała się kilka metrów ponad głowami wścibskich ludzi. Tam wygodnie się ułożyła i mrucząc cichutko przymknęła oczy chcąc się chwilkę zdrzemnąć
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigma

avatar

Liczba postów : 201
Data dołączenia : 19/05/2014

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pon Sie 21, 2017 6:53 am

Ludzie byli bardzo kruchymi istotami. Imały się ich choroby wywoływane przez bakterie, ulegali bardzo szybkiemu starzeniu się zaś ich ciała nie mogły wytrzymać 72 godzinnej pracy bez przerwy. Nie byli jak maszyny, które mogą wykonywać znacznie cięższą pracę bez przerwy, musieli spać i odpoczywać zaś Sigma nie potrzebowała żadnej z tych rzeczy. Za dnia niezbyt często była potrzebna w instytucie. Chyba, że coś uległo uszkodzeniu i należało naprawić elektronikę lub pozbyć się przypadkowo zassanego wirusa. Czasami też zapuszczała się do miasta w poszukiwaniu zepsutych dronów-zabawek, które w wolnych chwilach przerabiała wedle własnego projektu. Ostatnio mając do dyspozycji właśnie taką zabawkę, kilka metalowych blaszek oraz ekran telefonu komórkowego, skonstruowała prototyp drona, który miał latać po instytucie i obserwować miejsca, w których nie było żadnej formy monitoringu. Zabrakło jej jednak pewnej rzeczy, którą musiała zdobyć by taki robocik operował bez większych przeszkód. Musiała zdobyć znacznie lepszy akumulatorek oraz parę części, które posłużą jako stacja ładowania. Coś jak roomby, które jeżdżą po pomieszczeniach i odkurzają, a następnie same się ładują. Maszyna miała bardzo ambitny plan skonstruowania większej ilości takich urządzeń, by wykonywały te mniejsze prace na terenie instytutu jak chociażby koszenie trawników, obserwacja, odkurzanie czy ścieranie półek, gdzie na to ostatnie miała jeszcze inny plan by móc doczyścić każdy rodzaj powierzchni. Zanim jednak jej technologiczne rewolucje i panoszenie się mogło przejść dalej, została powiadomiona o kolejnym mutancie, a właściwie mutantce, z którą powinna się rozmówić.
To było jedno z jej zadań, które regularnie wykonywała w instytucie. Zresztą cóż się dziwić, omijały ją praktycznie wszystkie metody kontroli umysłu czy chociażby zatrucia lub obecności innych groźnych substancji w ciałach mutantów. Zanotować dla chłopców w wieku dojrzewania, którzy mogą dorwać się do wspomnień: bez skojarzeń. Było o tyle bezpiecznie ją wysłać, gdyż najpewniej da radę poradzić sobie z sentinelami a na dodatek nie zaboli ją strata ręki bądź innej kończyny tak długo jak zabierze część ze sobą. Według informacji, które uzyskała od Emmy używającej cerebro, niejaka Meggan Puceanu znajdowała się w Riverside Park. Problem w tym, że jedyny rysopis jaki dostała od telepatki to aktualny wygląd Gloriany w postaci szarego kota. Nie trzeba wspomnieć jak wiele zwierząt pasuje do tego rysopisu i jak trudne to będzie zajęcie. Oczywiście trudne byłoby dla człowieka, a nie maszyny która może włamać się do monitoringu miejskiego i szukać kotów lub po prostu przejść się po parku. Plusem takiego urządzenia jak cerebro była możliwość znalezienia mutanta gdziekolwiek na świecie tak długo jak nie miał żadnej formy ochrony przed telepatią. Zasadniczym minusem był brak możliwości podania dokładnej lokalizacji, a tylko przybliżoną.
Pozostawała jeszcze kwestia tego jak znaleźć kota, ale tu z pomocą przyszły bazy danych oraz artykuły naukowe z dziedziny weterynarii. Istniała określona częstotliwość dźwięków, które mogły usłyszeć tylko koty oraz taka, którą słyszały psy. Było jasno określone jakie natężenie dźwięku sprawia im dyskomfort, a dzięki tej informacji mogła wydedukować tą bezpieczną. Założyła również, że mutantką będzie kierowała zwykła, ludzka ciekawość i tak w głowie maszyny powstał plan zwabienia do siebie Gloriany. Przekalibrowała swój emiter dźwięku na odpowiednią częstotliwość, a następnie puściła na niej odpowiednio przerobiony utwór „Knocking on the Heaven’s Door”. Ostatnie co jej pozostało to przejść się po parku. Ubrana w żółtą, lekko za dużą koszulkę z napisem „I ♥ Humanity” oraz czarne spodnie i wygodnie czarno-żółte trampki wyglądała trochę nietypowo. Zwłaszcza z krótkimi fioletowymi włosami i ślepiami tego koloru. Można było ją zszufladkować jako jedną z tych lekko ekscentrycznych subkultur zafascynowanych animacją japońską. Zostało tylko obserwować czy zwabi jakiegoś kota muzyką, a może po prostu pogna za nią koci tabun?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gloriana

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 11/08/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Sro Sie 23, 2017 5:07 pm

Od momentu znalezienia się w parku Glori mogła stwierdzić że to miasto miało jakiś urok, który ją tu trzymał. Szczególnie miejsca takie jak te. Zielono, mniej ludzi, żadnego samochodu. Tylko spokój, słoneczko, ćwierk ptaszków i od czasu do czasu darcie mordy przez dzieci, którym starzy nie chcieli kupić loda albo waty cukrowej. Trzeba było przyznać że z każdą chwilą te małe bestie stawały się coraz bardziej irytujące. Szczególnie gdy taka rodzinka przysiadła na ławeczce pod drzewem na którym spała Gloriana. Otworzyła tylko jedno oko i westchnęła kocim westchnięciem. Już miała się zamieniać w gołębia żeby dać im wszystkim nauczkę jednak wtedy usłyszała coś nadzwyczaj dziwnego. Dziwny dźwięk, który w kocich uszkach odbijał się nieznanym echem. Zupełnie inne doznania aniżeli odbierając hałasy z otoczenia. Podniosła się zatem i przeciągnęła grzbiet wyginając się przy tym w charakterystyczny sposób. Przysiadła na dupci i rozglądała się nadstawiając uszów. W końcu coś musiało być źródłem tego dziwnego dźwięku. Mogła podejrzewać że najprawdopodobniej radyjko u kolesia z budki się zepsuło i wydaje dziwne dźwięki jednak z każdą minutą dźwięk jakby dochodził z innego miejsca, zupełnie jakby się przemieszczał. Po chwili jednak przypływał z jednego miejsca. Zaciekawiona tym faktem Meggan zeskoczyła zgrabnie z drzewa i przemykając się między krzeczkami, co by te małe bestie jej nie dojrzały, zmierzała w kierunku źródła muzyki. Piosenka całkiem znana bo nie raz ją słyszała. Stąd pierwsze podejrzenie o radiu. Kiedy jednak dojrzała fioletowowłosą dziewczynę była przekonana że to ona jest źródłem dźwięku. Wskoczyła zatem na ławkę na której siedziała. Gapiła się na nią. Piękne kocie oczy zawsze sprawiały że ludziom topniały zlodowaciałe serduszka. Któż by się oparł takiemu urokowi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigma

avatar

Liczba postów : 201
Data dołączenia : 19/05/2014

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Czw Sie 24, 2017 10:47 am

Istniała szansa, że strategia Sigmy przyniesie zupełnie inny efekt niż zakładała. Fakt, że większość kotów w mieście stanowił gatunek miejski, który zajmował się likwidacją szkodników nie oznaczał płochliwości tych zwierząt. Mogą również pojawić się zaciekawione osobniki, które będą chciały zbadać źródło dźwięku jednak i na to znalazło się rozwiązanie. Ten typ kotów nie nawykł do interakcji z ludźmi dlatego łapanie ich i próby udomowienia były daremne, a nawet niewskazane. Zbyt wiele kotowatych nie było na obszarze, w którym aktualnie przebywała. Wskazywał to jej skan termiczny, który regularnie przeprowadzała. Wystarczyło tylko dostroić wyłapywanie temperatur z przedziału 38-39* a można było znaleźć zdrowego kota lub chorego człowieka. Oczywiście wszystko potem było weryfikowane przez rozmiary znalezionego obiektu.
Dodatkowo na korzyść działało to, że ze zwierzętami Sigma miała dosyć nietypowe relacje. Zwierzę mogło wyczuć zagrożenie lub intencje człowieka na podstawie różnych czynników biologicznych. Poczynając od tonu głosu, ułożeniu ciała, a zapachu kończąc. Od Sigmy nie czuć było żadnych emocji, którymi zwykle kipiał człowiek. Tak jakby przed zwierzęciem postawić przedmiot, który się porusza i wygląda jak coś co dobrze znają. Psy często były skonfundowane, bo ani nie czuły wrogości ani strachu. Nawet jak były szkolone to również poczuwały się nieswojo w obecności maszyny. Podobnie zresztą miały inne zwierzęta, z którymi SI miała styczność, nawet pomimo stosowania protokołu pieszczot i drapania za uchem.
Do siedzącej na ławeczce Sigmy „dosiadł się” kot zgodny z opisem i wpatrywał się w nią. Na maszynę nie działały kocie sztuczki psychologiczne, aczkolwiek aktualnie ściągnęła trochę danych na temat behawioryzmu tych zwierząt. Z jej dłoni nadal płynęła muzyka o tej specyficznej częstotliwości. Wyłączyła emiter w prawej ręce i wyciągnęła ją w stronę kota, patrząc się na niego badawczo swoim bezemocjonalnym wzrokiem. Po obwąchaniu Sigmy wyszłoby, że ta nie pachnie jak człowiek. Nie czuć tych związków, które składają się na pot oraz inne płyny ustrojowe człowieka. Chociaż zgadzała się temperatura ciała.
- Aprobujesz ten utwór? Czy chcesz jakiś inny? – zadała pytanie kotu. Istniała spora szansa, że przechodzący ludzie pomyślą o niej jak o osobie niepoczytalnej psychicznie. Dla ludzi było to nietypowe rozmawiać w miejscu publicznym ze zwierzętami, jednak maszyna nie jest czymś co przejmuje się opinią przechodniów, których nie spotka ponownie.
- Wolisz bym traktowała Cię jak człowieka, czy głaskać jak kota? - dodała drugie pytanie. W sumie kot najpewniej zapragnąłby pieszczot i nie zwrócił uwagi na słowa tylko po prostu ocierał o rękę maszyny. Kluczowa jednak była reakcja, chociaż najdrobniejsza chwila konsternacji u kota. To by oznaczało, że rozumie to co się mówi i istniała duża szansa, że trafiła właśnie na swój cel. Oczywiście mógł to też być niezwykle inteligentny kot.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gloriana

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 11/08/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Nie Sie 27, 2017 3:28 pm

Usiadłszy sobie na ławeczce kociątko kiwało główką w rytm muzyki jednocześnie wpatrując się w poczynania nieznajomej dziewczyny. Ta swym wyglądem bardziej przypominała postać z kreskówek, które Meggan oglądała za młodu, aniżeli nastolatkę wychowaną w wielkim mieście. Ten styl, a raczej jego brak, no i te włosy koloru bliżej nieznanego. Sztuczne? Bardzo możliwe bo w naturze takie nie występują. Chyba że ktoś jest metamorphem tak jak Glori.
W pewnym momencie jednak coś zaalarmowało mutantkę. Nie była w stanie wyczuć żadnej emocji wypływającej od fioletowowłosej. Absolutnie nic. Zero złości, spokoju, przejęcia, podniecenia, strachu, nic. To oznaczało że nie ma przed sobą człowieka. Ojj nie... Gloriana z łatwością odczytywała intencje ludzi niczym z książki kucharskiej napisanej dla mężczyzn. Tym razem nie czuła nic. W dodatku kiedy ta przemówiła dając do zrozumienia iż wie, że Gloriana kryje się pod postacią kotka, to wiele zmieniło.
Kotek zjeżył grzbiet i syknął głośno a po chwili rozrósł się do postaci wielkiego lwa. Ryknął dziewczynie prosto w twarz pokazując zębiska niczym szable. Ludzie dookoła zaczęli uciekać w popłochu i panice wołając o pomoc.
- Kim jesteś! Skąd wiesz?! Jak mnie znalazłaś? - przemówiła w lwiej formie do nieznajomej. Cały czas szczerzyła zęby zupełnie jakby za chwilę chciała rzucić się na dziewczynę i ją rozszarpać. O ile można ją było nazwać dziewczyną. W końcu poza wyglądem nie wykazywała ludzkich cech. Nawet nie pachniała jak człowiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigma

avatar

Liczba postów : 201
Data dołączenia : 19/05/2014

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Nie Sie 27, 2017 5:54 pm

Kiwanie głową typowe dla ludzi słuchających muzyki i odginających kończyny w rytm było jednym z dowodów na to, że Sigma trafiła w dziesiątkę. Rzadko się zdarzało, że zwierzęta posiadały tego rodzaju poczucie rytmu, chociaż podobno niektóre gatunku papug i ptaków domowych również były zdolne do takich odruchów. Wymagało to rzecz jasna tresury, zaś w przypadku kotów sprawa miała się nieco inaczej. Zwłaszcza wśród tych bezpańskich, gdyż kotek przed nią ani nie miał obroży, ani również nie wykazywał obecności chipa. Nawet bezpańskie koty w mieście się chipuje, by mieć nad nimi jakąkolwiek kontrole. Włosy Sigmy były łudząco podobne do tych ludzkich, nawet w dotyku syntetyczne włókna były niemalże jak zwykły włos. Różnica była tylko w drobnych szczegółach jak chociażby brak naturalnego łoju oraz potu na włosach, które wydzielała skóra człowieka. U cyborga po każdym włosie poruszały się niezliczone ilości nanomaszyn dbających o wygląd każdego włosa. Wypełniały niedoskonałości, które powstawały na skutek uszkodzeń wywołanych przez wiatr, nieczyste powietrze oraz po prostu zabrudzenia. W ten sposób maszyna praktycznie zawsze była czysta i nie wymagała kąpieli. Chyba, że było wymagane usunięcie brudu z większej powierzchni, wtedy wystarczyła woda, która w połączeniu z mikromaszynami działała cuda.
Sigma odsunęła rękę gdy kot wykazał oznaki agresji, a następnie obserwowała transformacje z małego kociaka w nieco większego. Nawet nie drgnęła jej powieka patrząc prosto w twarz wielkiego kota. Dostrzegła parę pomniejszych ubytków, które nie zagrażały zdrowiu a były tak mikroskopijne, że dentysta by ich po prostu nie wyłapał gołym okiem. Wyglądało na to, że rozmiary obiektów, w które się zmieniała nie miały znaczenia. Gorzej jednak było w przypadku gdyby ludzie zadzwonili po służby porządkowe dlatego Sigma dzięki monitoringowi miejskiemu przyglądała się czy w pobliżu już ktoś zgłasza stróżom prawa obecność lwa w parku. W najgorszym przypadku mogą się pojawić te maszyny, o których dowiedziała się na terenie instytutu. Oczywiście nie zakładała, że lew może naruszyć jej strukturę w znacznym stopniu. Najpewniej mogłaby zostać uszkodzona zewnętrzna warstwa skóry, która nie była aż tak wytrzymała. Miała jak najlepiej imitować ludzką skórę w dotyku oraz wyglądzie. Była jedynie nieco wytrzymalsza na wierzchu, a im głębiej tym bliżej do lepiej opancerzonych miejsc.
SI przyglądało się z ciekawością siedzącemu praktycznie na ławie kotu. Układała tylko w głowie warianty dialogowe, które uznawała za najoptymalniejsze. Chociaż najtrudniejsze pozostawało pytanie „kim jesteś”. Kim w rzeczywistości była poza maszyną z numerkiem seryjnym?
- Trudne pytanie. Niegdyś byłam jednostką organiczną, teraz jestem w pełni cybernetycznym organizmem. Wydedukowałam twoją tożsamość na podstawie reakcji na muzykę o częstotliwości słyszanej tylko przez zwierzęta oraz przeprowadzenia eksperymentu z dialogiem. Prawdopodobieństwo poprawnego wyboru było wysokie, a bilans zysków i strat niewielki. Znalazłam Cię przy pomocy telepaty, który dał mi wskazówkę na temat miejsca oraz aktualnie posiadanej formy – odpowiedziała zakładając nogę na nogę, a na kolanie ułożyła swoje dłonie – Nie jestem tu by Cię skrzywdzić ani również nie czuję zagrożenia z twojej strony. Przybyłam tu w celu przeprowadzenia dialogu oraz zaoferowania dachu nad głową, pod którym mieszkają tobie podobni – powiedziała dyplomatycznie maszyna. Utrzymując kontakt wzrokowy z kotem, jednak jeśli Gloriana spróbuje ją zaatakować pazurami to SI po prostu złapie ją za łapę i przytrzyma. Nie czyniąc szkody, ale również nie pozwalając wyzwolić się z uścisku. W wypadku ugryzienia po prostu przyjmie to na przedramię, na którym pojawią się nanomaszyny mające za zadanie zadziałać jak galaretka amortyzująca uderzenie, a następnie zaschną błyskawicznie tworząc skorupę trzymającą kota za zęby. Pozostanie tylko zablokować ramię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gloriana

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 11/08/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Nie Sie 27, 2017 7:13 pm

Ryk zwierzęcia prawdopodobnie był słyszany w całym parku a i możliwe że najbliższej okolicy. Niewielu jednak spodziewałoby się obecności lwa w centrum miasta. Niby jak mógłby dostać się tutaj niezauważenie? Zdecydowanie awykonalne toteż możliwe że służby porządkowe takie nieco z początku zignorują takie informacje. Gloriana jednak nie przejmowała się aktualnie takimi sprawami. Miała przed sobą jakiegoś cyborga wysłanego przez kogośtam, telepatę tralalala. Zabrać ją gdzieś? O nie moment moment!
- To wszystko brzmi zdecydowanie zbyt nieprawdziwie. A skoro nie potrafię odczytać twoich intencji, udowodnij jakoś że mówisz prawdę. Masz 10 sekund. - powiedział ogromny lew który cały czas szczerzył zębiska na fioletowowłosą. Ta wyglądała zupełnie jakby nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia. Ludzie dookoła pierzchali niczym myszki na widok kota a ona? To w pełni utwierdziło Meggan że nie ma przed sobą człowieka. Zresztą ta sama się przyznała więc nie było nad czym rozmyślać. Wszystko co mówi może być również próbą manipulacji. Wiadomo że każdy mutant chciałby bezpiecznego miejsca gdzie otrzyma dach nad głową i dobre papu. Wizja takiego życia zapewne napawała wielu nadzieją. Glori jednak wiedziała jacy potrafią być ludzie. Jej trudne dzieciństwo sprawiło że teraz ciężko z obdarzeniem zaufaniem innych.
- Dziewięć... - ryknęła zjeżywszy rudą grzywę, po końcach której przez ułamek sekundy przeskoczyły małe płomyki jednak szybko zniknęły. W przypływie emocji Meggan miewała kłopoty z kontrolą mocy. Czasami zdarzało jej się manifestować kilka na raz. Ale w tym wypadku to nie problem. Ci co mieli zwiać już dawno są poza bramami parku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigma

avatar

Liczba postów : 201
Data dołączenia : 19/05/2014

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pon Sie 28, 2017 11:52 am

Pewnie każdy z funkcjonariuszy byłby zdziwiony gdyby do niego zadzwoniono i zgłoszono obecność lwa w parku. Zwłaszcza, że Zoo jest w znacznej odległości od tego miejsca, a na dodatek nie zgłaszało zaginięcia jednego ze swoich podopiecznych. Kwestia, że Nowy Jork już swoje przeżył i mogą po prostu chcieć to sprawdzić. W takim przypadku Sigma powinna działać szybko, zwłaszcza że mogą chcieć ją wylegitymować a cyborgi zwykle nie noszą przy sobie dokumentów. Nawet nigdzie nie była zarejestrowana, bo ani nie potrzebowała służby zdrowia ani również pieniędzy na życie. Wystarczyło tylko podejść do bankomatu i wprowadzić do niego nanomaszyny, by mieć pieniądze na taksówkę. To był plan na wypadek, gdyby nie mogła pożyczyć kwoty z instytutu.
Maszyna rzadko kiedy określała coś jako niemożliwe, a robiła to tylko w momencie gdy dana zmienna w żaden sposób nie wpływała na końcowy wynik. Chociaż najlepszym argumentem tutaj byłoby zadanie pytania o to, czy maszyna może kłamać. Maszyna nigdy nie kłamie, a posługuje się danymi, które zostały do niej wprowadzone. Nie można zarzucić komuś kłamstwa, jeśli został wprowadzony w błąd. Kłamstwo zwykle ma również podłoże osobistej korzyści, na których SI niespecjalnie zależało. Ważne były tylko dane, które potem posłużą jako dobro wspólne i modyfikacje do kolejnego modelu.
Przeanalizowała również płomienie, które przeskoczyły po grzywie lwa. Wyglądało na to, że mutacja nie opierała się jedynie na fizycznej zmianie postaci, ale również dodatkowych atrybutach jak właśnie ten przeskakujący ogień. Trzeba będzie przedsięwziąć odpowiednie środki bezpieczeństwa na wypadek kontaktu z ogniem.
- Czy komputer może kłamać? Gdybym chciała Cię pojmać, byłabym w stanie wyprowadzić dostatecznie silny cios by dokonać ogłuszenia, a jednak tego nie zrobię. Pragnę jedynie rozmowy, jednak będąc w formie lwa ściągasz uwagę. Niebawem mogą przybyć tu służby porządkowe z odpowiednim sprzętem do radzenia sobie z nadludźmi – odpowiedziała zarzucając sobie kosmyk fioletowych włosów za ucho. Swoimi fioletowymi oczami patrzyła prosto w paszczę lwa, któremu próbowała wyperswadować pewne racje. Mutantka mogła zbyt długo przebywać w formie zwierzęcia i przyzwyczaić się do tego, że jest traktowana inaczej – Aktualnie śledzę monitoring miejski i mamy powyżej 10 sekund – zeskanowała pobliskie otoczenie. Ludzie się już ulotnili, więc można będzie nieco inaczej podejść do sprawy. Nie było świadków, ani postronnych ofiar.
- Chyba najbardziej optymalnym argumentem będzie to, że zadałam pytanie o to jak wolisz być traktowana. Jako kot czy jako człowiek. Dałam niczym niepodyktowany wybór, aczkolwiek najpewniej wybierzesz opcję człowieka. Mylę się? – przekręciła lekko w bok głowę i wyciągnęła rękę w stronę paszczy Gloriany. Stopniowo, powoli, bez nerwowych ruchów. Jeśli się dała dotknąć to Sigma po prostu zaczęła ją gładzić z lekkim uśmiechem na twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gloriana

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 11/08/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pon Sie 28, 2017 8:54 pm

Glori była skołowana w tym momencie. Z jednej strony dziewczyna mówiła całkiem sensownie. Gdyby chciała ją pojmać to już dawno by to zrobiła, gdy tylko odkryła że ta jest w pobliżu. Chociaż to też mogłoby być problematyczne gdyż wtedy zapewne spłonęłoby pół parku. Ale to na szczęście się nie zdarzy. Z drugiej strony natomiast brak uczuć i bycie robotem budziło w Meggan sporo wątpliwości co do intencji fioletowowłosej. Niestety nie mogła w ten sposób ściągać na siebie uwagi. Bo za chwile zapewne zjadą się służby porządkowe i je obie zabiorą.
Zmieniał więc postać i przyjęła formę czarnowłosej szczupłej dziewczyny w letniej, zielonej sukience. Bez słowa usiadła przy Sigmie i wpatrywała się czujnym okiem w każdy jej ruch. Gardy opuszczać nie zamierzała.
- Więc co to za miejsce, o którym mówiłaś? - zaczęła jak gdyby wydarzenia sprzed minuty w ogóle nie miały miejsca. Ciekawiło ją gdzie mutanci w tym wielkim mieście znajdowali schronienie. W końcu nie każdy mógł zmieniać wygląd i wtapiać się w otoczenie. Ba! Niektórzy wręcz byli odmieńcami. Nawet sama Glori w naturalnej formie ma spiczaste uszy. Te jednak często kamufluje przemianą. Dla tych mniej uzdolnionych takie znamiona musiały sprawiać sporo trudu w codziennym funkcjonowaniu. Wszyscy przecież wiedzą jak społeczeństwo reaguje na mutantów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigma

avatar

Liczba postów : 201
Data dołączenia : 19/05/2014

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Pią Wrz 01, 2017 6:32 pm

Niepewność, którą okazywała Gloriana wpisywała się w zachowanie większości osób odczuwających lęk przed technologią. Stopniowa cyborgizacja przerażała ludzi chociaż większość pewnie nie zdawała sobie sprawy, że zostali już jej poddani. Wszelkie rozruszniki, płytki oraz sztuczne biodra według humanistów podchodziły już pod definicję cyborga, czyli połączenie człowieka i maszyny. Sigma wywnioskowała, że to najwyraźniej kolejny etap hipokryzji rasy ludzkiej, która mówi o pokoju a wszczyna kolejne wojny. Jest połączona z maszynami, a jednak się ich boi. Te istoty były pełne sprzeczności, których komputer myślący zerojedynkowo nie mógł zrozumieć. Póki co nie mogła stworzyć odpowiedniego algorytmu, który miałby w pełni symulować zachowanie ludzkiej psychiki. Trudno było stworzyć odpowiednie równania, jednak nie było to niemożliwe.
Mutantka przyparta do ściany najwyraźniej postanowiła obrać tę najbardziej rozsądną ścieżkę. Przybrała ludzką formę, a co za tym idzie najpewniej nie pojawią się problemy w momencie przybycia władz. Mogą wskazać losowy kierunek, w którym udał się lew lub po prostu stwierdzić, że nigdy go tu nie było. Maszyna mogła kłamać bez mrugnięcia okiem. Nie posiadała nerwowych tików, które przysługiwały jedynie istotom żywym. Maszyna rozłożyła się na ławce, opierając dłonie na oparciu ławy. Założyła nogę na nogę i wpatrywała się w przestrzeń udając relaksującego się człowieka.
- To azyl. Dla wszystkich, którzy uciekają od prześladowań lub pragną opanować swój dar, by móc wtopić się w społeczeństwo. Ja przybyłam tam, by uciec od mojego twórcy, który postawił sobie za cel terminację tej jednostki i odzyskanie danych – przekręciła lekko głowę w stronę Gloriany i spojrzała na jej szpiczaste uszy, które wyróżniały się aczkolwiek można było to jeszcze jakoś wytłumaczyć jako naturalną wadę genetyczną. Nie były niczym nadzwyczajnym co zaniepokoiłoby funkcjonariuszy, których można było dostrzec w oddali. Może szukali lwa? Sigma mogłaby też pochwalić się tym, że była w stanie odeprzeć maszyny swojego stwórcy ale nadal tamte stanowiły zagrożenie. Adaptowały się, dokładnie tak jak ona i nigdy nie wiadomo kiedy ponownie mogą uderzyć. Drugi raz fale dźwiękowe nie zadziałają.
- Gdybym dalej była człowiekiem najpewniej nazwałabym to miejsce domem. Może nawet tak jest. Bronię go gdy zachodzi potrzeba, nadzoruje działanie urządzeń elektronicznych oraz dbam o porządek na terenie rezydencji – powiedziała z lekkim, nostalgicznym uśmiechem maszyna. Poczuła jak w jej mózgu zachodzą dziwne procesy, które wyrzucały mnóstwo błędów oraz samowykluczających się odczuć. Czuła radość oraz tęsknotę, ale nie zachodziły w niej żadne biologiczne reakcje. Tylko jej wewnętrzny procesor miał problem ze zidentyfikowaniem skali zagrożenia. W końcu nawet firewall nie uznawał tego za problem.
- Jaka jest Twoja historia? – zmieniła temat i postanowiła dowiedzieć się czegoś o mutantce, z którą przyszło jej rozmawiać. Telepaci pewnie dowiedzą się prędzej czy później o historii dziewczyny, aczkolwiek podobno było coś w rodzaju etykiety, której przestrzegali. Mówiła ona jasno, że nie wolno wchodzić do czyjegoś umysłu bez zgody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gloriana

avatar

Liczba postów : 14
Data dołączenia : 11/08/2017

PisanieTemat: Re: Riverside Park   Wto Wrz 05, 2017 3:43 pm

Siedziała tam z założoną nogą na nogę i przez chwilę przypatrywała się temu czemuś. Kultura wymagała żeby nazwać ją dziewczyną jednak nie wykazywała żadnych ludzkich oznak. Dla Meggan była zupełnie nie do odczytania. Jak tu się z taką dogadać? Do tego jej sposób wypowiadania się... Nawet nie ukrywała że jest maszyną, ba chyba była z tego dumna. Wiele rzeczy dla Glori było jeszcze zadziwiających lub niezrozumiałych. Musiała się jeszcze bardzo dużo nauczyć.
- Brzmi jak sen, który nigdy się nie spełni - skomentowała słowa o tym całym AZYLU. Brzmiało niewiarygodnie, szczególnie gdy ludzie od niedawna wiedzą o mutantach. Wielu się boi a inni traktują jako wynaturzenie. Na ścianach kilku budynków widziała już charakterystyczne napisy szerzące nienawiść. To właśnie dlatego łatwiej jej funkcjonować w formie zwierzęcej.
- Moja historia? To długa opowieść na inny dzień. Więc... Zabierzesz mnie tam? Chcę sprawdzić czy to co mówisz jest prawdą - powiedziała spoglądając na dziewczynę-robota. Skoro ta zaproponowała pomoc to dlaczego by nie skorzystać? W końcu Glori dostanie dach nad głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Riverside Park   

Powrót do góry Go down
 
Riverside Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 14 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 13, 14, 15  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: