Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Greenwich Village - kampus uniwersytetu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Nellie

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 22/11/2016

PisanieTemat: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Sob Lut 18, 2017 3:30 pm

Nellie z niepokojem rozejrzała się po pomieszczeniu. Zdawała sobie sprawę z faktu, iż niektórzy agenci rozrysowują prowadzone przez siebie sprawy na olbrzymich ściennych tablicach, ale to co miała przed oczyma stanowiło grubą przesadę.  Sprawdzona metoda analizy śledztwa, oparta na przybijaniu do ściany luźnych wątków i łączenia wszystkiego przy pomocy szpilek, nici i  stosu żółtych karteczek, w przypadku młodego, nabrało nowego wymiaru. Meredith miała przed sobą tablicę w trójmiarze.
Jimmy wykorzystywał każdą wolna przestrzeń swojego mieszkania. Pomiędzy modelami budynków, wycinkami z gazet, aparaturą chemiczną i ekranami kolejnych monitorów, ciągnęły się dziesiątki linek, przypominających sznurek do prania. Technik stała nieruchomo, nie tylko z względu na szok jaki wywołał u niej ten widok, ale również z obawy, iż przy najmniejszym ruchu coś przewróci, a cała mizerna konstrukcja, zbudowana przez studenta, runie w drobny mak. Poza tym dziewczyna była przerażona, a najbardziej zatrważał ja fakt, że młody Olson wciąż zaliczał się do nastolatków.
- „Gdybyś czegoś potrzebował” to tylko taki zwrot grzecznościowy. Wcale nie oznacza przyzwolenia, aby swojego dłużnika, od razu pakować w beznadziejną misję.  – Spróbowała wyjaśnić Nellie. Przez anomalia pogodowe, technik utknęła w Nowym Jorku. Wszystko wskazywało na to iż lotnisko na razie pozostanie zamknięte, a dziewczyna spędzi tu jeszcze trochę czasu, nim doczeka się jakiegoś transportu.
W zaistniałej sytuacji była wdzięczna za pomoc jaką okazał jej agent Eliot Olson, przekazując klucze do jednego z mieszkań będącego własnością Tarczy. Problem w tym iż szybko okazało się że za ową przysługę Meredith będzie musiała sporo zapłacić. Co gorsze wcale nie chodziło tu o wartość materialną.
Przynajmniej do wczoraj uważała starego, poczciwego Olsona za równego gościa i swojego przyjaciela, ale zlecenie by ona opiekowała się jego narwanym synalkiem, zdecydowanie było ciosem poniżej pasa. Jimmy miał obłęd w oczach, wystarczyło spojrzeć na jego pokój by stwierdzić ze chłopak przejawia problemy z rozumieniem rzeczywistości, a jego plany, ambicje i wizję przyszłości, mogłyby wywołać gęsią skórkę u niejednego agenta.
„Pewnie to wszystko przez hormony” – pomyślała technik.
- Więc mówisz że jak ona ma na imię? – Spytała Nellie.
- Astrid. Widziałem jej dokonania w telewizji. Mówię ci, takie włamanie to dla niej jak pierdnąć. – Z zapałem wyjaśnił Jimmy.  
- A dlaczego twierdzisz że będzie chciała ci pomóc, angażując się w cos takiego?
- Ponieważ potrafię udowodnić ze ona to …. no ona. Wiesz. Ochrona tożsamości. - Ekscytował się chłopak, a sądząc po jego głosie zainteresowanie włamywaczką, w tym przypadku przekraczało sprawy zawodowe.
- Cudownie, zamierzasz szantażować przestępcę? Nie wystarczy ci że terroryzujesz pracownicę Tarczy? – Prychnęła Meredith. – A zatem geniuszu, jak zamierzasz skontaktować się z swoją ekspertką?
- Po pierwsze działamy w słusznej sprawie. A po drugie - telefon. Nie do namierzenia. Zdobycie tego numeru kosztowało mnie dwa tygodnie pracy.
Podniecony Jimmy w napięciu zaczął wciskać sekretne cyfry na ekranie smartfonu. Odwagi wystarczyło mu na dwa dzwonki, po czym spanikowany rzucił telefonem w stronę technik.
- Masz, ty gadaj.
- Co? Dlaczego?
- Nie potrafię rozmawiać z dziewczynami.
- A ja to co? Wielbłąd.
- Miałem na myśli z ładnymi dziewczynami.
- Wal się! – Wściekła się Nellie, nagle zdając sobie sprawę że cały czas ma na linie pannę Astrid i że tamta słyszała przynajmniej to ostatnie zdanie.
– Yyy… hej, nie znamy się, zresztą to nieistotne bo jest tu ze mną pryszczaty oszołom, który ma na ciebie ciężkie teczki. – Zaczęła bełkotać Meredith, czytając z podsuniętej jej przez chłopaka kartki. – Chcielibyśmy się z tobą spotkać przy Krzywym Abralu. Co to u licha jest krzywy abral? Znaczy się ponoć nie pożałujesz.

Nie pisz postów fabularnych od razu w temacie - gdzie powinien się znajdować opis lokacji i najlepiej jakieś jej zdjęcie.
~ Loki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astrid Elusive

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 13/02/2017

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Nie Lut 19, 2017 2:00 pm

- Tak... Taaak. Taaaaaak, sosy są okey - przewróciła oczami, starając się, aby jej głos nie wyrażał zniecierpliwienia - Dziękuję... Tak, cola może być.... Mhmm... Dobrze, do usłyszenia.
Z uczuciem ulgi wcisnęła symbol czerwonej słuchawki i rzuciła telefonem w kanapę. Aparat odbił się i przekoziołkował, ale szczęśliwie nie spadł na ziemię. Astrid westchnęła, rozglądając się po pokoju hotelowym.
- Co ja tu robię w ogóle? Źle mi było w LA? I czemu gadam do siebie?
Bezwiednie zaczęła krążyć po mieszkanku, zastanawiając się, ile będzie do niej jechać pizza. Poprawiła ułożenie laptopa, złożyła kilka ubrań, leżących na biurku. Ostatecznie postanowiła wziąć prysznic. Zawsze stawała się wtedy niewidzialna, bo woda i piana spływająca po "niczym" wyglądała hipnotyzująco. Powinna się do tego już przyzwyczaić, w końcu żyła z tą mocą i sprawnie z niej korzystała, ale ten element zawsze wyglądał, jej zdaniem, tak samo fascynująco. Odpięła dusik z szyi, zrzuciła resztę i wsuneła się do kabiny. Puściła wodę o losowej temperaturze i po prostu obniżyła ciepło swojego ciała, dzięki czemu czuła przyjemne gorąco. Zadowolona z własnego pomysłu przemknęła oczy... I wtedy zadzwonił telefon.
- Nie eeee... - jęknęła cicho.
Przez chwilę ignorowała dzwonek, mając nadzieję, że ktoś, kto dzwoni, znudzi się czekaniem. Niestety nic takiego się nie zdarzyło. Dziewczyna musiała zakręcić wodę i owinąć się ręcznikiem. Szybko złapała telefon i przyłożyła go do ucha.
- Catharine - warknęła w słuchawkę, przedstawiając się.
- A ja to co? Wielbłąd.
- Co? - spytała skołowana
- Wal się!
Zniesmaczona odsunęła telefon, uznając go za głupi dowcip, jednak wtedy ktoś zaczął mówić z sensem.
- Krzywy co..? - skonfudowana niewiele zrozumiała z wypowiedzi osoby po drugiej stronie.
Doświadczenie podpowiedziało jej, że słyszy bardzo dziwnego, potencjalnego klienta, który najpierw chce ją postraszyć szantażem, a dopiero później przejść do rzeczy. No, ale żeby przyjść, musiałaby wiedzieć, gdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nellie

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 22/11/2016

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Nie Lut 19, 2017 9:58 pm

Krzywy Abral okazał się popiersiem Abrahama Lincolna, ustawionym w jednej z alejek otaczających Uniwersytet. Pomimo iż rozmowa z niedoszła wspólniczką nie wypadła najlepiej, a dokładniej rzecz ujmując okazała się całkowitą klapą, Nellie i Jimmy  zdecydowali się pojawić na miejscu, mając nadzieję ze Astrid również się tu zjawi. Meredith, która jako samouk  nigdy nie miała okazji zetknąć się z uczelnią, z zainteresowaniem przyglądała się tłumowi wokół siebie.
Przypominało jej to mrowisko. Dziesiątki osób niczym w metrze w godzinach szczytu. Aż dziw że ludzie nie wypadali tu na siebie. Każdy spieszący gdzieś tam, w sobie tylko znanym celu. Teoretycznie ogromny chaos, ale gdyby poddać go szczegółowej analizie, nagle okazywało się że wszystko ma tu swój cel, a cały ten bałagan funkcjonuje według określonych reguł.
Młody Olson nerwowo ściskał teczkę, w której miał przygotowane szczegóły planowanej przez siebie operacji. Z przejęcia, nieustannie przeskakiwał z nogi na nogę, cały czas zadzierając swoją chudą szyję, w nadziei iż uda mu się ogarnąć wzrokiem większą przestrzeń, dzięki czemu będzie w stanie wypatrzeć oczekiwanego gościa.
- Nie przyjdzie. – Zdecydowała technik. – Tracimy tu tylko czas.
- Poczekajmy jeszcze trochę. – Nie poddawał chłopak o blond włosach.
- No dobra, przyjmijmy zatem ze wbrew logice, twoja piękność zechce poświęcić nam pięć minut. Podejrzewam iż ona nas nie pozna, a zatem przydałabym się jakaś wskazówka jak dziewczyna wygląda.
Jimmy podsunął Meredith zdjęcie na którym znajdowała się rzekoma włamywaczka. Patrząc na nie, Nellie mogła dostrzec ładną buzię, ciekawskie oczy i olbrzymi, eksponowany ponad miarę dekolt. Technik szybko zorientowała się ze podobna fotka, tylko w znaczy powiększeniu, zdobi jedną z ścian chłopaka. Nie podobało jej się to, ponieważ jasno sugerowało że profesjonalizm nie był jedynym kluczem jakim kierował się Jimmy przy wyborze Astrid. Poza tym stojąc obok śliniącego się Olsona, ona sama robiła z siebie pośmiewisko.
- Posłuchaj Nellie. Gdy Astrid się pojawi,  tak jak mówiliśmy wcześniej, pójdziemy do kawiarni żeby wprowadzić ją w tajniki śledztwa – nieśmiało wtrącił chłopak – miałbym prośbę, czy mogłabyś po wszystkim zostawić nas samych? No wiesz, pod pretekstem telefonu, albo pójścia do toalety?
Meredith nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Była gotowa zasadzić młodemu kopa na to jego chude dupsko, a zaraz potem zrobić to samo z opiekuńczym ojczulkiem. Zamiast tego odpowiedziała chłodno.
- Dziesięć dolców.
- Co? Za taki drobiazg?
- I drugie tyle za to iż nie powiem Astrid o tych wszystkich fotkach jakie trzymasz w łazience.
- Daj spokój. Dla biednego studenta taka suma oznacza głodówkę.
- A trzecia dycha, za to że jesteś dupkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astrid Elusive

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 13/02/2017

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Pon Lut 20, 2017 5:08 pm

Po osiągnięciu porozumienia w sprawie tego, czym jest krzywy Abral, Astrid po raz kolejny tego dnia z ulgą odrzuciła telefon. Początkowo ani trochę nie zamierzała potraktować go poważnie, po prostu zrzuciła ręcznik i z powrotem wskoczyla do kabiny, pozwalając sobie na relaks pod strumieniami wody. Jednak po chwili oparła się plecami o ściankę i westchnęła, rozmyślając. Ktoś kto mówił po drugiej stronie zabrzmiał jakby robił sobie żarty, ale tylko z początku. Może po prostu coś dziwnego działo się w jej otoczeniu? Może nie powinna tego ignorować?
Zrobiła szybki rachunek. Jeśli zareaguje, przegapi pizzę i skróci prysznic. Jeśli nie, umknie jej... Coś. Dziewczyna oblizała nerwowo usta na myśl o nieznanym. Czy nie tego potrzebowała w tym głupim mieście? W końcu miała szansę pogadać z kimś, nawet jeśli ten ktoś chciał ją szantażować. Z wahaniem zakreciła wodę i powoli podniosła temperature swojego ciała. Skóra posłusznie zaczęła się suszyć, a jej "właścicielka" udała się do pokoju, po drodze zakładając sobie na szyję dusik. Zaczerwienieniła się nagle, gdy pomyślała, co mogą znaczyć "ciężkie teki". Jeśli ktoś ma kamerę w jej pokoju... Ale wtedy też nie wolno pokazywać swoich mocy. Ruszyła się w końcu i zaczęła ubierać, starając się nie myśleć o tym, że ktoś mógłby nagrywać ją nagą.
- To chyba niemożliwe - spróbowała uspokoić siebie samą.
Oczywiście nie ubrała się tak jak na misję. Luźne spodnie, sportowe buty i lekka bluzka to był pierwszy niepognieciony zestaw, który wpadł jej w ręce. Eksponowany w czasie akcji dekolt był teraz zupełnie zakryty, chociaż to oczywiście nie zmniejszyło jego rozmiarów. Zadowolona z siebie włożyła w uszy słuchawki i przy dźwiękach muzyki udała się na miejsce spotkania.

Po około dwudziestu minutach dotarła do celu, zastanawiając się, jak ma znaleźć kogoś, kogo nigdy nie widziała na oczy w takim tłumie. Przyjrzała się osobom w najbliższym otoczeniu samego "Abrala" i ostatecznie wybrała sobie kilka typów, należących do kategorii "rozglądamy się za kimś". Następnie przypomniała sobie rozmowę, z której wywnioskowała, że rozglądać powinna się za parą - młodym chłopakiem i, zapewne, starszą dziewczyną. Zostały już tylko dwie możliwości, toteż Astrid zdając się na intuicję ruszyła w kierunku jednej z nich, powoli, licząc na to, że oni sami również ją zauważą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nellie

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 22/11/2016

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Wto Lut 21, 2017 8:52 am

Czekanie na Astrid z każdą chwilą stawało się bardziej nieznośne. Jimmy wariował. Zaczął dostrzegać swoją wspólniczkę w co drugiej przechodzącej dziewczynie, a wszystkie potencjalne Astrid, rozpoznawał po biuście. Praktyka pokazała że kostium włamywaczki stanowi idealny kamuflaż. Patrząc na nią, większość obserwatorów podobnych do Jimmy’ego, koncentrowała się nie na tym na czym powinna. Meredith była pewna że gdyby zapytała teraz o kolor oczu Astrid, kształt jej ust, lub chociażby o taki banał jak strona na którą dziewczyna zaczesuje włosy, młody Olson nie byłby wstanie udzielić poprawnej odpowiedzi.
Nellie również udzielało się zdenerwowanie. Zalewała ją fala wątpliwości. Od spraw najprostszych, np. tego czy przez telefon podała Astrid godzinę spotkania, po te najbardziej niepokojące, przemyślania których sprawiały że ciało technik ogarniały dreszcze.
Dziewczyna szybko doszła do wniosku, że jedynym powodem dla którego włamywaczka rzeczywiście mogłaby się pojawić na terenie Uniwersytetu, była próba zatarcia śladów i odegranie się na tych którzy grzebali w jej życiorysie. W końcu jaki przestępca byłby zachwycony gdyby ktoś innych chwalił się zdemaskowaniem jego tożsamości. Co gorsza tłum ludzi sprawiał iż Astrid miała tu doskonałe warunki by wyeliminować dwójkę niedogodnych świadków.
- Jest! Idzie! Tym razem to na pewno ona! Jak wyglądam? – Ekscytował się Jimmy, machając rękoma w stronę jakiejś blond piękności. Tymczasem Nellie podjęła decyzję. Uznała ze najlepiej zrobi jeśli czym prędzej opuści to miejsce i uda że nigdy nie miała kontaktów z chłopakiem bawiącym się w detektywa.
Rzucając się do ucieczki, technik wpadła prosto na Astrid, która nieoczekiwanie pojawiła się z zupełnie innego kierunku niż widział ją Olson. Przestraszona Meredith, niczym oparzona odskoczyła do tyłu. Była przekonana że lada moment, włamywaczka wyciągnie nóż i wbije jej go między żebra.
- Nie! Czekaj! Nie mam z tym nic wspólnego. Wrobiono mnie w tą akcję, tak jak ciebie. – Wydukała Nellie. Nie czekając na ruch wydumanej przeciwniczki, technik sama postanowiła przejść do ataku. Chwytając Jimmy’ego za ramię, pchnęła chłopaka prosto na zaskoczoną Astrid, w taki sposób że twarz studenta wylądowała na pokaźnym biuście dziewczyny.
Meredith pomyślała że przynajmniej tyle mogła się młodemu przysłużyć. Korzystając z zdobytej przewagi, Nellie starała się wyminąć zdezorientowaną parę i pobiec w kierunku wyjścia, jednak zamiast tego, jej stopa poślizgnęła się na upuszczonych przez chłopaka teczkach, a sama technik wylądowała na ziemi, boleśnie obijając sobie plecy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astrid Elusive

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 13/02/2017

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Sro Lut 22, 2017 6:52 am

W momencie, kiedy Astrid już miała grzecznie zapytać, czy rozmawia z szantażystami, wszystko jakby przyspieszyło. Kobieta stojąca przy posągu obróciła się i znienacka ruszyła, wpadając prosto na nią. Jej słowa i ton utwierdził złodziejkę, że ma do czynienia z właściwymi osobami, jednak nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. "Ona się boi". Myśli Catharine goniły się nawzajem, zastanawiała się nad możliwymi akcjami, które powinna podjąć, aby właściwie wykorzystać sytuację. Do tej pory nie przyszło jej do głowy, że szantażyści mogą nie być doskonale wyszkoleni do takiej akcji. Jednak zanim obróciła w myśli każdy scenariusz, to chłopak na nią wpadł. Odetchnęła głośniej, kiedy oparł się twarzą o jej biust. Skumulowana irytacja i zaskoczenie nałożyły się na odruchy - dziewczyna złapała młodego za nadgarstek i szarpnęła, przekręcając jednocześnie. Na chwilę straciła kontrolę nad swoim ciałem, pozwalając zadziałać odruchom, które starała się wyrobić na treningach, a które, do tej pory, nie zostały jeszcze sprawdzone. Na szczęście zdołała się powstrzymać przed wyciągnięciem broni, ograniczyła się do przytrzymania Olsena za wykręconą rękę, drugą dłoń wsuwajac pod jego wierzchnie ubranie, tak, by dla tłumu wyglądała jak dziewczyna, która obejmuje ukochanego, co oczywiście nie wyszło do końca, ale było na tyle naturalne, że nikt nie zwrócił uwagi. Natomiast dla Nellie jej poza sugerowała, że Astrid trzyma pistolet przy kręgosłupie jej towarzysza. Złodziejka musiała wykorzystać strach szantażystki i możliwie szybko ulotnić się z tłumu. Zauważyła teczki, rozrzucone na ziemi i nagle zrozumiała, że prawdopodobnie dotyczą one jej samej. To było jak szósta w totolotku. Rzuciła ostrzegawcze spojrzenie kobiecie, która mimo tego, że przyszła z chłopakiem, nie wydawała się przejęta jego losem.
- Stój! Nie wygłupiaj się, bo go zastrzelę, a ciebie dopadnę chwilę później!
Głos Astrid brzmiał zdecydowanie, pełen pewności siebie, która tak naprawdę była bluffem. Złodziejka nigdy nikogo nie zabiła, ale chociaż tego nie chciała, była zdecydowana wykorzystać aktualną sytuację. W pośpiechu starała się wpłynąć na fale dźwiękowe tak, by jej słów nie usłyszał nikt poza ich trójką. Chyba się udało, ponieważ nie słyszała jeszcze wrzasków i nie została zaczepiona.
- Zbierz te papiery i idź tam! Trzymaj je przed sobą, na wyciągniętych rękach!
Głową wskazała kierunek - mało uczęszczaną uliczkę, od której dzieliło ich około 150 metrów. Krótkie rozkazy powinny otrzeźwić jej ofiarę, na czym szczególnie zależało Astrid, która chciała jak najszybciej oddalić się od tłumu. No i musiała w jakiś zręczny sposób trzymać chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nellie

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 22/11/2016

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Sro Lut 22, 2017 3:22 pm

Sprawa wyglądała fatalnie, przez co nawet świadomość tego iż udało jej się przewidzieć zamiary włamywaczki, ani odrobinę nie była w stanie poprawić ponurego nastroju Nellie. Technik rozumiała że musi coś zrobić, zanim dotrą do wskazanej przez przestępczynię uliczki. W przeciwnym razie prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wrócą. Niestety nie miała co liczyć na pomoc Olsona, ponieważ Jimmy wydawał się być zadowolony z bliskości jaka wywiązała się miedzy nim a dziewczyną, do tego stopnia, iż gotów był za to umrzeć. A już na pewno nie zamierzał powiedzieć choćby słowa w swojej obronie.
Meredith miała zamiar przekonać Astrid o tym iż są niegroźni, a poza tym mogą być dla niej pomocni.
- Sekundę. Przemyśl to, proszę. Nie zabijaj go. On… znaczy my,…  możemy ci się przydać. Na przykład Jimmy jest geniuszem w sprawach informatyki. Potrafi włamać się do każdego banku, lub też wyciągnąć informację z każdej rządowej instytucji. Właśnie tak dostał twój numer. Poza tym shakował system szkolnego monitoringu i wpadł na trop grubej afery. A co najważniejsze jest w tobie po uszy zakochany i napalony, do tego stopnia że możesz karmić go z ręki.
Nellie starała się mówić szybko ponieważ każdy kolejny krok przybliżał ją i chłopaka do miejsca gdzie niechybnie zostaną straceni. Przez chwilę zastanawiała się czy nie odwołać się do swojego powiazania z Tarczą i nie próbować zastraszyć oprawczyni swoimi kontaktami. Mogła usiłować wmówić Astrid iż cała agencja będzie jej szukać, chociaż bardziej prawdopodobne było to, że nikt tam nie zauważy jej nieobecności.
- A ja jestem mechanikiem. Potrafię naprawić wszystko. Znam się też na ładunkach wybuchowych, a jeśli pozwolisz mi sięgnąć do torby, to mam tam kilka wynalazków które mógłby cię zainteresować. Na przykład gogle z promieniami pozwalającym zaglądać przez dowolny materiał. Znaczy się nie mówię o podglądaniu przez ubranie, chociaż tak też by się pewnie dało, ale o cegłach, metalu, drewnie i tym podobnych. Są tez buty do chodzenia po ścianie, albo miniaturowy dron przypominający owada. Co tylko zechcesz. No i chyba działasz na mnie tak jak na tego pryszczatego.„Co za bełkot. Przecież ona nigdy tego nie łyknie” zastanawiała się Nellie.
- W każdym razie nie marnowalibyśmy ci czasu, ale mamy poważny problem do rozwiązania, a bez kogoś takiego jak ty, w życiu nie damy rady. – Zakończyła monolog Meredith.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astrid Elusive

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 13/02/2017

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Sro Lut 22, 2017 9:52 pm

Astrid w którymś momencie gadaniny zwyczajnie przewróciła oczami, nie mogąc znieść paplaniny. Czy technik długo tak mogła? Na szczęście już tutaj tłum się przerzedził, dzięki czemu jej nerwy nieco się rozluźniły, ale tylko nieznacznie. Przez chwilę pomyślała sobie, ile mogłaby osiągnąć w drużynie złożonej z osób o zdolnościach takich, jakimi chwaliła się szantażystka. Żaden bank nie byłby im straszny...
Wciąż obawiała się zasadzki, pluła sobie w brodę za nieprzemyślaną akcję. Zwyczajnie instynkt nakazał jej działanie, a ona jak głupia go posłuchała. No cóż, teraz było za późno by o tym myśleć, trzeba było skupić się na aktualnych wydarzeniach. Dziewczyna dopiero w tym momencie zwróciła uwagę na zachowanie chłopaka, najwyraźniej zadowolonego z sytuacji w jakiej się znalazł. Tym razem przewróciła oczami w myślach. Nawet nie miała na sobie żadnego specjalnego stroju! Musiała przyznać, że mile lechtało to jej dumę i poczucie własnej wartości, ale jednocześnie było obleśne. On zwyczajnie się do niej ślinił. A raczej do jej biustu. W miarę możliwości odsunęła od siebie dzieciaka i dopiero wtedy dotarło do niej kilka ostatnich zdań. Co to miało znaczyć? Czy trafiła na dwójkę psycho fanów? To niemożliwe, o jej istnieniu nie wiedziała nawet policja. Rodzona matka nie miała pojęcia, gdzie jest Catharine i czym się zajmuje. Co to miało znaczyć?
- Ogarnij się, kobieto! - fuknęła, w końcu wchodząc w upragnioną uliczkę.
Pchnęła Olsena dalej od siebie i założyła rękę na rękę, starając się przyjąć pozę nieskończenie pewnego siebie zawodowca. Miała tylko nadzieję, że zaraz zza rogu nie wypadnie kilkunastu agentów z bronią w ręku, każąc jej się poddać.
- A teraz gadajcie, czego chcecie! Po kolei i z sensem, proszę, to może nie zrobię wam krzywdy - rozkazała, chwytając teczki znajdujące się w rękach Nellie. Rzuciła okiem na pierwszą stronę, ale zorientowała się, że nie może nawet na chwilę spuścić wzroku z parki. Ukrywając zręcznie zdenerwowanie, wbiła spojrzenie w kobietę, odnosząc wrażenie, że to ona tutaj dowodzi i z nią właśnie powinna rozmawiać. Miała nadzieję, że strach im nie odpuści i groźby odniosą realny wpływ na ich potulność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nellie

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 22/11/2016

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Pią Lut 24, 2017 10:14 am

Działania Nellie nie przyniosły żądnego rezultatu. Włamywaczka siłą wepchnęła ją i Olsona do bocznego zaułka, nie zważając na paplaninę technik. Meredith próbowała się zapierać, wbijając w ziemię swoje obcasy i znacząc na miękkim gruncie dwie głęboki bruzdy, jednak pchnięta przez rzuconego na nią Jimmy’ego, w końcu musiała ustąpić.
Na szczęście na terenie Uniwersytetu ciężko było znaleźć całkowicie odosobnione miejsce. Nawet tutaj, a zasięgu wzroku trójki konspiratorów, znajdowało się kilka postronnych osób. No i były jeszcze kamery porozstawiane po całym kampusie. Nellie mogła się przynajmniej łudzić się, że ich porywaczka nie zaryzykuje zdemaskowania, a zamiast kulki między oczy, wszystko skończy się na próbie zastraszenia.
Poirytowana faktem iż Jimmy do tej pory nie zrobił nic aby wyciągnąć ich z zaistniałej sytuacji, technik boleśnie kopnęła chłopaka w kostkę. Najwyższy czas by młody zaczął myśleć głową, a nie tym czymś co ma między nogami. Student chrząknął, skupił swój wzrok na Astrid, po czym zaczął przemowę.
- Władze uczelni starają się to tuszować. Faktem jednak jest że w przeciągu dwóch ostatnich tygodni, siedmioro studentów zostało wywiezionych stad na noszach i jak do tej pory żaden z nich nie wrócił do pełni zdrowia. Wszystkiemu winien pewien specyfik. Jest sesja, a to paskudztwo daje prawdziwego kopa. Możesz wejść do biblioteki i po godzinie wyjść stamtąd, mając we łbie całą zgromadzoną tam wiedzę. Ale to coś wcale nie działa tak rewelacyjnie.
Jakby to wyjaśnić. Jeśli twój mózg będzie szklanką, to zgromadzone w nim informację będą zaledwie przykrywały dno naczynia. Natomiast po zaimplementowaniu sobie narkotyku o którym mówię, nasza szklanka nie tylko będzie pełna, ale wciąż będzie się w nią wlewało. Reakcją obronną organizmu jest oczywiście opróżnienie zawartości do naturalnego poziomu, tyle że, to z czym mieliśmy do czynienia na początku, zostanie w tym procesie mega rozwodnione. W praktyce możesz stracić umiejętność mowy, poruszania się, a nawet naturalnych odruchów, takich jak oddychanie.
- Przestań ględzić jak profesor! Jesteś na drugim roku. Po prostu powiedz co odkryłeś i tyle. – Nellie starała się temperować entuzjazm chłopaka, ale było już za późno.
- Zmierzam do tego. Zapewne zastanawiacie się czemu po prostu nie zmniejszyć dawki? Problem w tym, że to tak nie działa. Sama substancja nie zawiera wiedzy, a jedynie przepis na jej przyswajanie. Nagle twój mózg chłonie wszystko. To tak jakbyś w tej chwili zapamiętywała każdy najdrobniejszy szczegół. Nawet to co naturalnie jest ignorowane. Ile dziś widziałaś osób, jak były ubrane, w którym kierunku szły, co mówiły, albo na przykład siłę wiatru i ilość liści strąconych przez podmuchy. I tak dalej. A wszystko to siedzi cały czas w twojej głowie i cały czas tej wiedzy przybywa.
- Jimmy przestań chrzanić. Do rzeczy!
- Co więcej nie chodzi tu o samą wiedzę. Zaburzone zostają również inne procesy. Na przykład ignorowanie bólu, które chwilowo pozwala ci osiągać nadzwyczajne wyniki w sporcie. Jesteś w stanie zrobić szpagat tu i teraz, tak jak stoisz? Pewnie nie. A co by się stało gdyby nagle twoja łepetyna uznała że zrobisz to bez trudu? Nawet za cenę zerwanych ścięgien, czy połamanych kości?
- Sama się o to prosiłaś. – Tym razem Merdith zwróciła się do drugiej dziewczyny. – Lepiej było nie dopuszczać go do głosu. W każdym razie zapowiada się dłuższy wykład. Wiec może zamiast stać tutaj, może przejdziemy się do jakieś knajpy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Nie Lut 26, 2017 5:51 pm

Randy często łapał różne dorywcze fuchy. Dzisiaj na ten przykład robił za kuriera. Dopiero co dostarczył paczkę do odpowiedniego adresata, zebrał podpis i z dokumentem w torbie schodził właśnie po schodach, zastanawiając się, co będzie robił przez resztę dnia. To była ostatnia przesyłka, którą miał doręczyć tego dnia. Poszło mu z tym szybciej, niż się spodziewał.
Zszedł ze schodów i podszedł do uchylonych drzwi wychodzących na zaułek, w którym zostawił rower. Położył dłoń na klamce i już miał wyjść, kiedy usłyszał strzępki rozmowy. Jakieś szklanki...? Narkotyki, studenci...? Teorie spiskowe? Duńczykowi udało się wyłapać większość, jednak część słów mu umykała, więc aby słyszeć lepiej, bez zastanowienia przysunął się do drzwi. Które natychmiast zareagowały skrzypieniem. Szlag by to. Oskarżenia o podsłuchiwanie nie były tym, czego Randy w tym momencie potrzebował, ale teraz nie miał już odwrotu. Zamiast zatrzymać drzwi, otworzył je do końca, powoli, kierując na zebrane towarzystwo pytające spojrzenie.
- Specyfik, hm?
Z udawania, że go nie ma, nic nie wyszło, ale zawsze jeszcze pozostawało stare dobre robienie dobrej miny do złej gry i zachowywanie się, jakby jego obecność nie była absolutnie niczym dziwnym.
A poza tym... nadal był ciekaw. Chociaż mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła (co ostatnimi czasy okazało się dla niego zadziwiająco bliskie prawdy), nie spodziewał się z ich strony zagrożenia, przynajmniej nie w środku dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astrid Elusive

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 13/02/2017

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Pon Lut 27, 2017 6:48 am

Astrid z dużą dozą niedowierzania patrzyła na parę. Niesamowite dla niej było to, ile potrafią gadać. Miała wrażenie, że nie uda jej się przeżyć w tym towarzystwie ani chwili dłużej, bo po prostu zacznie krzyczeć na nich, żeby się zamknęli. Gdyby tylko miała pewność, że kradzież teczek załatwia sprawę, najprawdopodobniej odwróciłaby się na pięcie i znikła w tłumie.
Niestety - było zupełnie odwrotnie. Nie wiedziała absolutnie nic o tym, co było w aktach, ponadto nie wiedziała nawet, czy to było o niej. Może to tylko dane dotyczące tego specyfiku, o którym mówili? A nawet jeśli nie, nawet jeśli zabrała właściwe dokumenty, nie wierzyła, że nie istnieją kopie. Najpierw trzeba było przekonać się o wadze zarzutów. Astrid nie mogła sobie przecież pozwolić na bycie szantażowaną marionetką, to z pewnością skonczyłoby się dla niej tragicznie. Skierowała wzrok na kobietę i zrobiła głębszy wdech.
- Nie przyszłam tutaj, żeby słuchać o problemach studentów. Niech łykną kilka energetyków, jak chcą kopa. Interesuje mnie to, co wiecie na mój temat. Oraz w jaki sposób chcecie tą wiedzę wykorzystać.
Kiedy skończyła mówić, musiała przyznać Nellie rację z jednego tylko powodu. Nie mogła rozmawiać o takich rzeczach na ulicy. Skarciła się w duchu. Zero konspiracji, albo poczucia odpowiedzialności. Westchnęła ciężko.
- W porządku. Chodźmy do knajpy, ale ma być dyskretnie.
Właśnie, kiedy skończyła mówić, usłyszała skrzypnięcie drzwi. Odruchowo spojrzała na nie, tylko po to, by zobaczyć jakiegoś chłopaka, wychodzącego na ulicę. Wszystko wskazywało na to, że znalazł się tu przypadkiem, dopóki nie zadał swojego pytania. Astrid zaklęła w duchu i spojrzała na Nellie. Ile mógł słyszeć? Jak to wykorzystać? Co chciał i czy naprawdę był tutaj przypadkiem? Złodziejka zdecydowała, że musi bardziej uważać, bo szybko wypadnie z fachu.
- Cóż...
Zamilkła, odchrząkując. Ponagliła technik spojrzeniem, dając jej znak, aby to ona zareagowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nellie

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 22/11/2016

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Pon Lut 27, 2017 5:56 pm

Nellie doskonale zdawała sobie sprawę że nie jest w stanie zapanować nad toczącą się dyskusją. Nie miała w tym kierunku żadnych zdolności. Była gadatliwa tylko wówczas, gdy temat dotyczył skomplikowanych zagadnień technicznych takich jak na przykład budowy maszyn albo algorytmów sterowania. W przeciwnym wypadku wolała dyskretnie wycofanie się, z dala od prowadzonej konwersacji.
Co gorsza Jimmy kompletnie odpłynął w swoich naukowych wywodach i żadna siła nie była w stanie zawrócić go z obranej metody dążenia do celu. Chłopak przez chwilę się zawahał, słysząc opinię Astrid, która w jego oczach została odczytana jako brak powagi, arogancja i lekceważenie tematu. W chwilach gdy się obrażał, policzki Olsona stawały się pełniejsze, oczy węższe, a cała twarz przypominała pyzatego małolata, którym student był kilka lat wcześniej.
- Przecież wiadomo że tu chodzi o coś znacznie większego. Nikt z nas nie jest kretynem. Normalnie po kilku takich próbach, ów specyfik sam zniknąłby z rynku. Ale, ale ktoś sobie robi na uczelni poletko doświadczalne, po którym zapewne zaatakuje całe miasto. – Oburzał się Jimmy. Na szczęście chłopak szybko odpuścił, widząc że właśnie osiągnął ważniejszy cel niż jakaś tam misja ratowania Nowego Jorku i całego świata. Czekała na niego wizja kawy wspólnie z Astrid.
Tymczasem, nieoczekiwanie dla wszystkich, na uliczce pojawił się nowy osobnik. Jasnowłosy chłopak o cerze tak jasnej, iż Olson mógł przy nim uchodzić za meksykanina, a sama Meredith prezentowała się niczym cień o północy. Na widok nieznajomego, technik zrozumiała iż musi podjąć błyskawiczną decyzję.
Nie miała pojęcia czy przypadkiem ów gość nie jest wspólnikiem Astrid, który przybył po to ułatwić włamywaczce pozbycie się ciał. W tej sytuacji oboje z Jimmym mieli przechlapane, jednak gdyby blondyn okazał się zabłąkanym przechodniem, mógłby być jednocześnie szansą na ich ocalenie. Więcej świadków, najlepiej takich zorientowanych w tym kto jest kim, najprawdopodobniej mogłoby sprawić iż Astrid nie zaryzykuje spełnienia swojej groźby.
Nellie postanowiła zaryzykować. Nie mogła przepuścić takiej okazji.
- Hej. Śnieżynka, jak miło cię widzieć. Dobrze że jesteś. Wyglądasz świetnie. – W kilku krokach Meredith pokonała dystans dzielący ją od chłopaka, przykleiła się do nieznajomego, objęła swoimi ramionami jego szyję, a nawet pozwoliła sobie na delikatny pocałunek na policzku mężczyzny.  Chciała sprawić wrażenie iż ona i blondyn są dobrymi znajomymi. – Pamiętasz Jimmy’ego? Specjalistę od tropienia tajemniczych intryg? A ta tutaj ma na imię Astrid. Oni, chyba… no wiesz. W każdym razie idziemy właśnie do knajpy, a w tobie cała moja nadzieja, bym cały wieczór nie robiła za ich przyzwoitkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Pon Lut 27, 2017 9:08 pm

Randy zdecydowanie nie lubił ściągać na siebie uwagi a teraz znajdował się w jej centrum i winą za to mógł obarczać jedynie siebie. Ale teraz nie było już odwrotu. Był całkowicie gotów na zostanie wyśmianym za swoje nagłe wtrącenie a może nawet pobitym, skopanym i porzuconym w jakimś rowie, kiedy Afroamerykanka podchwyciła jego grę.
Nie, zaraz, coś było nie tak. Poszło za łatwo. Gdzie jest haczyk? W jaki bałagan znowu wlazł? Jednak czas na zmianę zdania dawno już przeminął. Postanowił brnąć w to dalej.
- Wiesz, że nie lubię tej ksywki - odrzekł.
W jego tonie nie było złości, jedynie nadąsanie. Pocałunek był kolejnym gestem, którego się nie spodziewał, jednak nie dał po sobie poznać zaskoczenia. Położył dłoń na jej plecach, spoglądając na twarz dziewczyny. Gdy zaczęła przedstawiać swoich towarzyszy, Randy przeniósł swoje spojrzenie na nich. Jedynie ruchem głowy potwierdził, że pamięta Jimmy'ego. Nigdy dużo nie mówił i nie widział sensu w zaczynaniu teraz. Kłamstwo, by było wiarygodne, powinno na tyle pokrywać się z prawdą, na ile to możliwe.
Pilnując się, by dobrze odegrać rolę, która właśnie mu przypadła, zastanawiał się, czemu Nellie mogłaby chcieć, żeby im towarzyszył. Z postawy Astrid i z tego, co udało mu się podsłuchać, wywnioskował, że nie była dobrowolnym uczestnikiem tego przedsięwzięcia. Jednak Nellie i Jimmy również nie wydawali się czuć komfortowo w jej towarzystwie. Zgadywał, że się jej bali. Może powinien wziąć z nich dobry przykład i też się bać.
Po dłuższej chwili przyglądania się złodziejce, spojrzał znów na Nellie.
- Czemu nie - zgodził się, zabierając dłoń z jej pleców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astrid Elusive

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 13/02/2017

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Wto Lut 28, 2017 1:03 am

Złodziejka liczyła na to, że Nellie w jakiś sposób pozbędzie się niechcianego gościa, choćby nawet siłą. Poufny charakter rozmowy sugerował, że jest to bardzo wskazane, co więcej, Astrid nie zamierzała słuchać sposobu, w jaki zamierzają ją zmusić do wysłuchania ich "prośby", przy obcych... Ale czy chłopak, przypominający wyglądem albinosa był obcy? Zachowanie technik dowodziło, że nie, jednak mutantka od momentu, kiedy postanowiła być bardziej ostrożna, zwracała większą uwagę na detale. Mimo przyjaznego przywitania, nie padło żadne imię, ponadto pierwsza reakcja mężczyzny nie wskazywała na to, że kogokolwiek z obecnych znał. Na skutek tych obserwacji postanowiła tym bardziej zwiększyć czujność. Część uwagi poświęciła też dla studenta. Zauroczony jej wyglądem nie wydawał się być zagrożeniem, jednak lepiej dmuchać na zimne. Zawsze mogło się zdarzyć, że ma w zanadrzu pistolet i przeszkolenie w zakresie samoobrony. Okazało się niestety, że miał nieco za długi język, zdradzając część informacji, zupełnie niepotrzebnie, albinosowi. Złodziejka miała tego już wyraźnie dość.
- Przestańcie gadać! - zwróciła się do szantażystów.
- Tak nie możemy tego ciągnąć! Co chcecie osiągnąć? Jeśli mam was wysłuchać, to tylko na osobności. Nie godzę się na żadne przypadkowe osoby..!
Głos uwiązł jej w gardle. Catharine zdała sobie sprawę, że poza siłą, nie ma specjalnych argumentów, by stawiać żądania. Co prawda przemoc nie była argumentem łatwym do odrzucenia, widać było to po emocjach Nellie, wyraźnie obawiającej się o życie. Sytuacja zaczęła ją przytłaczać. Jednocześnie miała władzę i była bezsilna, wobec groźby szantażu. Paradoks zdecydowanie męczył dziewczynę.
- Chodźmy do knajpy i pogadajmy rozsądnie przez chwilę - zaproponowała, mając na myśli siebie i parę.
- Jestem pewna, że wymyślimy coś, co będzie pasować nam wszystkim, o ile będziecie chcieli ze mną współpracować.
Od samego początku złodziejka nie przewidywała żadnych postronnych osób. Kto zresztą na jej miejscu zrobiłby inaczej? Czy Nellie nie wiedziała, że szantażowanym osobom zależy właśnie na dyskrecji? A może po prostu nie istnieją dane, które by Astrid obciążały? Może to wszystko to tylko bluff?
Pełna podejrzeń i rozterek złodziejka bezwiednie oddała decyzję o kolejnych krokach w ręce technik, zbyt zajęta dla odmiany rozmyślaniem, by podejmować racjonalne akcje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nellie

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 22/11/2016

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Wto Lut 28, 2017 11:26 am

Technik była gotowa zaśmiać się w twarz każdemu, kto twierdził, że prawda popłaca.  Nie mogła uwierzyć, że poszło jej tak łatwo. Kłamała na tyle swobodnie, iż przez chwilę stwierdziła, że powinna była zostać agentką. „Śnieżynka” nie oponował, dając się wciągnąć w grę, której najprawdopodobniej nie rozumiał, Jimmy nie wyskoczył z żadnym kompromitującym komentarzem, a Astrid mimo protestów, ostatecznie zgodziła się ustąpić. Zachowanie włamywaczki było nico dziwne. Z jednej strony dziewczyna cały czas podkreślała konieczność zachowania dyskrecji, a jednocześnie zgodziła się omówić wszystko w publicznym miejscu, takim jak kawiarnia.
- Tylko przypieczętujemy naszą współpracę.– Podsumowała Nellie. Oczywistym było iż wszelkie szczegóły misji powinni omówić na osobności, najlepiej w „tajnej” kwaterze Olsona, ale najpierw Jimmy i Meredith woleli mieć pewność że Astrid ich nie pozabija.
Nieznajomy blondyn stanowił pewnego rodzaju problem. W drodze do kawiarni jego obecność wydawała się niezbędna, jednak później należało się go pozbyć albo wtajemniczyć w szczegóły planu. Nellie miała jednak wątpliwość czy w ogóle uda im się zorganizować jakąś misję. W roli szantażystów zarówno ona jak i Jimmy, wypadali słabo. Tak zwane „grube teczki”, jakie rzekomo student miał na włamywaczkę również nie były przekonywujące. Ich zawartość w większości składała się z dziesiątek zdjęć z kamer monitoringu, wykonanych w różnych miejscach, takich jak galeria handlowa, wystawa czy stadion, które tylko najbardziej zdesperowany śledczy mógłby powiązać z przestępstwami mającymi miejsce w tym czasie. Natomiast sama Astrid nie wyglądała na kogoś kto zechciałby pomóc chłopakowi dobrowolnie.
Meredith nie była tym faktem specjalnie zmartwiona. Ona również uczestniczyła w tym przedsięwzięciu, nie do końca z własnej woli, a nie uśmiechało jej się nastawianie swojego tyłka w cudzej sprawie. Osobiście uznała iż Jimmy lepiej by zrobił gdyby,  w prowadzoną przez siebie  działalność wywiadowcza, zaangażował ojca. No ale stary Eliot nie był kimś, kogo chłopak mógłby zabrać z sobą na schadzkę.
Przez chwilę technik rozważała nawet takie rozwiązanie, aby uciec z lokalu gdy tylko posadzi młodego i jego bohaterkę przy wspólnym stole. Jimmy irytował ją do tego stopnia, iż ostatecznie uznała że nie zrobi mu tej przysługi. Zamiast tego, gdy tylko znaleźli się w kawiarni, Meredith, w imieniu całej czwórki, złożyła największe zamówienie jakie przyszło jej do głowy, poczynając od kawy, przez tuzin pączków, desery i soki. Jimmy niemal płakał na widok pełnej tacy niesionej przez technik.
- Co ty wyprawiasz? Mówiłem przecież że jestem biednym studentem. – Próbował interweniować chłopak, odciągając Nellie z dala od stolika.
- Yhm. Dusho masz?
- Dwa dolce. Stary odciął mnie od funduszy.
- Co? Zabierasz dziewczynę na randkę, mając przy sobie dwa dolce?! – Oburzyła się technik. – Jestem głodna!
- Cicho. Bo cię usłyszą. Mówiłaś że masz pracę?
- Taa, ale marnie płatną. Taka z ciebie zdolna bestia, a nie mogłeś przelać na własne konto kilku drobnych?
- Jestem uczciwy, a poza tym… O w mordę! Teczka. Zostawiłem ją obok Astrid!  - Młody Olson nagle uświadomił sobie własne gapiostwo i powagę popełnionego błędu.
Próbując uratować sytuację, Jimmy nawet nie starał się zachowywać pozorów opanowania, rzucając się w stronę włamywaczki, niczym futbolista po decydującą piłkę. Problem w tym, że z studenta był marny sportowiec, w skutek czego zamiast pewnie przejąć zgubione dokument, Jimmy zwyczajnie zwalił się na krzesło zajmowane przez Astrid.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Wto Lut 28, 2017 9:50 pm

Już miał odpowiedzieć Astrid, że nikogo tu szczególnie nie obchodzi, na co ma a na co nie ma ona ochoty, jednak postanowił dla dobra sprawy zachować milczenie i sprawiać wrażenie na tyle uprzejmego na ile to możliwe. Przy tej okazji próbował też jak najwięcej dowiedzieć się o dwójce szantażystów, jednak nie był zadowolony z efektów swoich starań. I wciąż nie udało mu się poznać imienia ciemnoskórej dziewczyny. To mogło okazać się problemem w niedalekiej przyszłości.
Już w knajpie usiadł przy stole, nie mając w planach niczego zamawiać. Na przeciwko niego siedziała Astrid. Po namyśle doszedł do wniosku, że chyba gdzieś ją już widział, ale nie miał pojęcia gdzie. A może jedynie mu się wydawało? Trudna sprawa.
Zastanawiał się, czy nie podjąć z nią rozmowy, jednak nie było mu dane rzeczywiście tego zrobić, gdyż Jimmy się na nią zwyczajnie wywalił.
- Nie wiedziałem, że jesteś tancerzem, James - w jego tonie dało się słyszeć sarkazm i pewne nieznaczne rozbawienie.
Zaraz jednak skarcił się za to w myślach. Głównie dlatego, że naprawdę nie chciał mieć ich przeciwko sobie a jednocześnie nadal był ciekaw jak ta sprawa dalej się potoczy. Zależało też mu na rozwiązaniu problemu związanego ze specyfikiem, o którym wcześniej wspominali. Było mu szkoda osób już pokrzywdzonych i jeśli mógł jakoś pomóc w tej sprawie, to był ku temu chętny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astrid Elusive

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 13/02/2017

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Czw Mar 02, 2017 5:09 pm

Astrid nie była zachwycona z przebiegu rozmowy. Oczywiście wybór kawiarni jako miejsca rozmów mógł wydawać się paradoksalny, jednak złodziejka wprawiona już nieco w swoim fachu odkryła, że to znacznie bezpieczniejsza opcja niż, na przykład, dom. Jej perspektywa była nieco inna niż Nellie, ponieważ ona musiała obawiać się podsłuchu również ze strony szantażystów - nagranie rozmowy mogłoby się okazać dowodem obciążającym znacznie bardziej, niż ewentualne teczki. Łatwiej założyć podsłuch we własnej kwaterze, niż we wszystkich kawiarniach Nowego Jorku. Mimo słów technik, Catharine oczywiście nie traktowała niczego co mówili zobowiązująco. Zależało jej na tym, by dowiedzieć się co wiedzą szantażyści, co zresztą zamierzała zrobić, czytając teczki przy nich. Ale to uniemożliwiała obecność albinosa. Z jego powodu zresztą milczała całą drogę do kawiarni. Na miejscu natomiast zaskoczyła ją rozrzutność Nellie. Nie miała pojęcia w jaki sposób mieliby zjeść i wypić aż tyle. Jakkolwiek nie było, nie dotyczyło to Astrid - jeśli chcą, niech kupują. Ona zapłaci za tyle, ile sama zje. Sięgnęła po kawę, dosypała cukru i obserwowała jak student dyskutuje z towarzyszką, od czasu do czasu zerkając na mężczyznę obok. Czuła się niezręcznie, jakby zostawiona przez ekipę w towarzystwie dopiero co poznanej osoby. Odchrząknęła, zbita z tropu. Pociągnęła łyk napoju i właśnie odkładała filiżankę, kiedy Jimmy nagle skoczył na nią, z gracją przeciętnego paraolimpiczyka. Zaskoczona i skołowana do reszty nawet niespecjalnie zareagowała. Odsunęła się nieco, wstając.
- Co ty wyprawiasz..? - Właściwie nie było w niej nawet złości. Złodziejka zwyczajnie wyrażała zdumienie, pamiętając by nie wykorzystywać swoich zdolności
- Przestań się wydurniać. Mieliśmy rozmawiać - westchnęła po sekundzie, nie wykonując żadnego ruchu w kierunku chłopaka. Nie zamierzała ani się z nim bić, ani mu pomóc.
Pierwsza opcja mogłaby ściągnąć niepożądaną interwencję służb porządkowych, a na drugą nie miała po prostu ochoty. Rzuciła spojrzeniem w kierunku albinosa, uśmiechając się pod nosem. Może nawet jego obecność by się jej podobała, gdyby nie całość sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nellie

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 22/11/2016

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Sob Mar 04, 2017 9:51 pm

Była w Nowym Jorku ledwie kilka dni, a już zdążyła znienawidzić to miasto. Główny problem Nellie polegał na tym, iż wyrwano ją od codziennych obowiązków, zapakowano do helikoptera i wysłano na śmiechu wartą misję, nie dając ani minuty aby przygotować się na wypadek gdyby coś poszło nie tak. Na przykład aby zabrać z sobą kartę kredytową.
W skutek tego wszystkiego, wylądowała tutaj, bez centa przy duszy. Mieszkanie Olsona tylko częściowo rozwiązało sprawę. Meredith nie musiała spać na ulicy, jednak w lodówce jej gospodarza nie pozostało już nic więcej poza światłem. Inaczej mówiąc, technik zwyczajnie głodowała, a towarzystwo Jimmy’ego było jej szansą na to by przetrwać do czasu aż ktoś ściągnie ja na powrót do bazy. Wprawdzie student potrafił kilkakrotnie w ciągu dnia zarzekać się jaki to z niego biedak, jednak wystarczyło spojrzeć na sprzęt jakim zwykł posługiwać się młody, by zorientować się że ktoś taki wcale nie musi żywić się tynkiem z własnych ścian. Poza tym stary Eliot znany był z tego iż prowadził dochodową działalność. Nellie uznała że jej pomoc powinna być coś warta, a skoro chłopaka na to stać, to ona nie zamierzała się krępować i ulżyć swojemu żołądkowi.
Meredith miała nadzieję że jeśli zamówi w imieniu wszystkim, presja wywarta na Olsona będzie tak duża, że Jimmy w końcu się podda i zapłaci. Zwłaszcza jeżeli Astrid przyłączyłaby się do uczty. Niestety jej plan, szybko okazał się niewypałem. Gdy technik wróciła do stolika, ujrzała  przy nim dość dziwaczna scenę.
Młody student klęczał przed włamywaczką, wyciągając ręce w stronę dziewczyny, tak jakby właśnie zamierzał się oświadczyć. Tyle ze zamiast pierścionka, ofiarowywał swojej miłości, trzymane w dłoniach teczki. Przemawiając, Jimmy nie by w stanie ukryć łamiącego się głosu. Wyglądało to tak, jakby chłopak lada moment miał się rozbeczeć.
- Przepraszam. – Mówił Olson. – Weź je. Proszę. Są twoje. Nic tam nie ma. Znaczy się jest, ale nic takiego co mogłoby ci zaszkodzić. Ja…, ja śledzę cię od kilku miesięcy. Z początku była to zwykła fascynacja. No wiesz, tym jak wyglądasz i co robisz. Ale później …. Bo widzisz zawsze chciałem być agentem. Tak jak ojciec. Próbowałem dwukrotnie, ale oni tam nie patrzą na to jaki jesteś zdolny, tylko na fakt, iż nie potrafisz wykonać kilku głupich ćwiczeń. Odrzucali mnie i tyle.
I wtedy pomyślałem że w duecie bylibyśmy nie do zatrzymania. Chciałem się do ciebie odezwać, ale zabrakło mi odwagi. Poza tym i tak nie miałem wiele do zaoferowania, a ten cały cudowny lek wydawał się mi ostatnią szansą naprawienia wszystkiego. Tyle że z natury jestem ostrożny. Najpierw zacząłem sondować i zbierać informację co to za specyfik i czym jest organizacja która zajmuje się jego dystrybucją.
Przez to właśnie wpadłem i grozi mi niebezpieczeństwo. Oni są groźni, a przy tym cholernie dobrzy. Zorientowali się że ich śledzę i … i… . Błagam musisz mi pomóc.
- Jimmy ty tępy debilu!– Technik nie chciała dłużej słuchać skomlenia chłopaka. Dla Nellie było tego zdecydowanie za dużo. – Ktoś chce odstrzelić ci jaja, a ty jakby nic się nie stało, ciągasz mnie z sobą po mieście? A teraz jeszcze narażasz ich?  
Nieoczekiwanie kłótnie przy stole zakłócił właściciel restauracji, rzucając na stół magnetyczną kartę.
- Bez pokrycia! – Krzyknął. – Dobra smarkacze, macie dwie minuty. Albo któreś z was płaci za to co zamierzaliście tu zeżreć albo wołam gliny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Nie Mar 05, 2017 8:37 pm

Niezdarność mogłaby przytrafić się każdemu, ale rezygnacja ze, zdawałoby się, "kluczowego" elementu planu przez moment emocjonalnej słabości to już była inna sprawa. Chociaż Randy nie mógł oprzeć się wrażeniu, że może to i lepiej, w końcu ten szantaż od samego początku wydawał mu się kiepskim pomysłem, to jednak z każdym słowem Jimmy irytował go coraz bardziej, co prawdopodobnie było widać po jego minie. Przyszedł tu ratować studentów a nie słuchać ckliwych opowiastek o uczuciach jednego z nich.
Zaraz, jaka organizacja? Ta informacja zdecydowanie go rozbudziła. Już miał swojego czasu przykre doświadczenia w tym względzie i nie pisał się na powtórkę. Choć po części sam był sobie winien, pakując się w tę sytuację w pierwszej kolejności. Powinien był domyśleć się takiej możliwości. Co nie zmieniało faktu, że teraz był nie tylko zirytowany ale i zły.
Reakcja czarnoskórej wcale go nie uspokoiła. Przewrócił oczami i pomyślał, że oboje są siebie warci.
- Słuchajcie - niemalże wszedł jej w słowo, starając się być głosem rozsądku - giną ludzie, skupcie się. Pokaż, co masz - zwrócił się do Jimmy'ego - na pewno coś...
Nie dokończył, ponieważ wtrącił się właściciel restauracji. No że też, do cholery, nie miał kiedy mu przerwać. Randy spojrzał na niego i chyba przekazał tym spojrzeniem wystarczająco wiele, gdyż twarz starszego mężczyzny nabrała o wiele mniej groźnych rysów. Blondyn, wyraźnie już wkurzony, pragnął jedynie jak najszybciej skończyć z tymi dyrdymałami i przejść do sedna sprawy. Po coś tu jednak przyszedł a ta dwójka (teraz już trójka) marnowała jego czas. Obrócił rachunek w swoją stronę, by przeczytać, ile są winni, wyciągnął z kieszeni portfel i z wyraźnym niesmakiem na twarzy zapłacił odpowiednią sumę, żeby tylko właściciel dał im w końcu święty spokój. Ten zebrał pieniądze i upewniwszy się, że kwota się zgadza, odszedł od stolika, mamrocząc pod nosem coś, czego Randy nie zrozumiał.
Duńczyk odprowadził go spojrzeniem. "I nie wracaj" miał dosłownie na końcu języka. Ostatecznie przeniósł wzrok na studenta, oczekując od niego wyjaśnień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astrid Elusive

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 13/02/2017

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Wto Mar 07, 2017 9:07 pm

"Zwykła fascynacja", "w duecie bylibyśmy nie do zatrzymania", "grozi mi niebezpieczeństwo". Fragmenty wypowiedzi chłopaka krążyły jej w głowie. Co to miało być? Czy dzieciak miał problemy decyzyjne? Najpierw chciał ją zaatakować, potem wyznawać zauroczenie, a na koniec odbyć spowiedź i prosić o pomoc? Powiedzieć, że Astrid była skołowana, byłoby eufemizem. Nie miała żadnego pomysłu co miałaby zrobić. Do ogólnego zagubienia dorzucił się właściciel kawiarni, wyrażenie wściekły. Ale najwyraźniej napotkał kogoś bardziej poirytowanego niż on sam. "Śnieżynka" zareagował na tyle szybko, że Astrid nie zdążyła nawet zastrzec, że ona płaci za siebie. Nie była skłonna mieć długów u kogokolwiek, toteż zapamiętała, że musi oddać chłopakowi należność. Ta myśl pomogła jej skupić się na rzeczach ważnych. Chciała być delikatna, więc ostrożnie odepchnęła Jimmy'ego od siebie, uwalniając od niego swoje nogi. Aby zniechęcić go do dalszych prób łapania jej, obniżyła temperaturę swojego ciała. Starała się zrobić to w granicach rozsądku, chciała po prostu sprawić wrażenie chłodnej, nie zachęcającej do kontaktu fizycznego. Nie miała pewności, czy niedoszli szantażyści wiedzą o jej zdolności do zmieniania ciepłoty ciała i na wszelki wypadek nie zamierzała tego pokazywać. Obrzuciła spojrzeniem albinosa, dając sobie chwilę na zastanowienie. Wydawał się w tym towarzystwie najrozsądniejszy, ale teraz, kiedy dzieciak przyznał, że nic na nią nie ma, Catharine nie zamierzała brnąć w tak pokręconą sytuację. Jej nie obchodziło, że Jimmy może zginąć, nie była policją. Ponadto groźba szantażu nie nastawiała jej pozytywnie do tego dziwnego duetu. Dziewczyna uniosła dłonie w obronnym geście, jakby pokazywała "zwolnij, stop".
- Nie potrzebnie mi się spowiadasz. - Zaczęła spokojnie, postanawiając postawić sytuację jasno, bez oszukiwania kogokolwiek.
- Miło mi, że ci się podobam, ale, nie obraź się, to za mało, żebym pakowała się w jakąś podejrzaną akcję. Nie pracuję za darmo, a na pewno nie dla kogoś, kto chciał mnie do współpracy zmusić. Przykro mi.
Astrid zdobyła się na współczujący uśmiech i znów spojrzała na albinosa. Zdziwił ją swoim podejście... No ale może niektórzy po prostu są "dobrzy"?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nellie

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 22/11/2016

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Pią Mar 10, 2017 8:57 am

Słysząc deklarację Astrid, Nellie była przekonana, że w ten oto sposób definitywnie kończy się ich współpraca. Skoro nie mieli czym zapłacić za głupie pączki, to tym bardziej nie wchodziło w grę wynajęcie profesjonalnego włamywacza. Paradoksalnie niepowodzenie Jimmego wprawiło technik w dobry nastrój. Im szybciej się rozstaną, tym większa szansa że sekta ścigająca studenta, nie czepi się Meredith. Poza tym, dzięki hojności „śnieżynki”, Nellie mogła uznać dzisiejszy dzień za udany. Towarzystwo najwyraźniej nie przejawiało ochoty do częstowania się złożonym zamówieniem, co z kolei oznaczało iż technik nie będzie groził głód.
Mimo wszystko Nellie nie spieszyła się do opuszczania kawiarni. Wyznawała zasady, że skoro ktoś już zapraszał ja na poczęstunek, to niegrzecznie jest odmówić, a gest blondyna, dziewczyna potraktowała jako takie zaproszenie.
- Zawsze jesteś taki hojny? – Spytała zajmując miejsce obok „śnieżynki”. Po chwili przypomniała sobie ze przecież „oficjalnie”, ona i chłopak stanowili parę dobrych znajomych, a co za tym idzie zadawanie tego typu pytań, było nie na miejscu. Przynajmniej do czasu póki Astrid siedziała przy stole. – Znaczy się Śnieżynka, widzę że ktoś tu dostał w pracy awans i nie zaprosił najlepszej kumpeli na świętowanie swojego sukcesu? Hmm?
Tymczasem Olson nie zamierzał się poddawać. Siadając na krześle, zwrócił się do włamywaczki, tym razem nieco poważniejszym tonem.
- Rozumiem co masz na myśli. Powiedz zatem jaka jest twoja cena i co chciałabyś w zamian za udzielona pomoc. – Zapytał student.
„Ty gnido. Mnie to żałujesz głupiej kawy, a pannie idealnej gotów jesteś płacić krocie, byle tylko zatrzymać ja przy sobie”. – Pomyślała oburzona Meredith.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Sob Mar 11, 2017 10:40 pm

Słysząc wypowiedź Nellie przewrócił jedynie oczami. Całe to przedsięwzięcie wydawało mu się coraz gorszym pomysłem. Zaczął zastanawiać się, czemu jeszcze stamtąd nie wyszedł.
- Nie przesadzałbym z tą najlepszą - wymamrotał, nie patrząc na nią.
I nie chodziło nawet o mówienie prawdy. "Śnieżynka" po prostu czuł się coraz mniej komfortowo z tą sytuacją i miał potrzebę, by każdy inny siedzący przy tym stole czuł się równie źle.
Dlatego nie miał przyjaciół.
Spojrzał znów na Astrid. Nie miał pojęcia, ile by sobie życzyła za taką misję, ale był pewien, że nie posiada takiej kasy. Pomijając kwestię tego, że czynsz w Nowym Jorku potrafi być absurdalnie wysoki, to i Randy nie zbijał fortuny na tym, czym się zajmował.
- Może przyjęłabyś w zamian coś innego niż pieniądze? - spytał w końcu.
Oczywiście i tu był pewien, że pewnie nie będzie w stanie tego zaoferować, ale zawsze warto było spróbować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astrid Elusive

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 13/02/2017

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Nie Mar 12, 2017 3:01 pm

Najemniczka uniosła nieznacznie brew. Oczywiście w swoim fachu nauczyła się już nie oceniać po pozorach, jednak nic nie wskazywało na to, żeby chłopak był bogaty. Ubranie, choć nie było złe, nie było z pewnością odzieżą markową. Zegarek również nie mógł kosztować więcej niż jedną, góra dwie stówki. Taka wycena nie stawiała studenta w kanonie osób, które mogłyby pozwolić sobie na korzystanie z jej usług... Ale nie znaczyło to, że Astrid od razu skreśliła tę możliwość.
- Cena zależy od zlecenia, kotku. Ale mam wrażenie, że kieszonkowe ci nie wystarczy...
Przeciągnęła nieco ostatnie słowo, licząc, że chłopak wygada się, skąd planuje wytrzasnąć forsę. Chwilę później usłyszała propozycję "Śnieżynki". Obrzuciła go zainteresowanym spojrzeniem.
- Co masz na myśli..? - Uśmiechnęła się, dopijając swoją kawę do końca. Zdążyła już przestawić psychikę na spojrzenie biznesowe i nie miała najmniejszych oporów, by wycisnąć z potencjalnych zleceniodawców maksymalną ilość pieniędzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nellie

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 22/11/2016

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Pon Mar 13, 2017 5:05 pm

Szczęście Nellie miało twarz „Śnieżynki”. Chłopak nie tylko zgodził się udawać jej znajomego, ale coraz wyraźniej angażował się w obcą sobie sprawę, starając się tuszować nieudolność Jimmy’ego i technik. Meredith przesunęła się do blondyna, objęła swoimi dłońmi jego ramię, po czym położyła głowę na barku nieznajomego, w sposób, w jaki sądziła że robią to najlepsze przyjaciółki.
- Dziękuję. – Wyszeptała, co dla niewtajemniczonych miało oznaczać wdzięczność za postawioną kawę, a w rzeczywistości dotyczyć całości działań „Śnieżynki”.
Była ciekawa cóż takiego zaoferują Astrid. Ona na pewno niewiele. Chyba że w poczet przyszłej zapłaty mogliby zaliczyć czapkę z logo „Tarczy”. Nellie nic więcej nie miała. Widziała za to, iż Eliot Olson należy do bogatszych agentów. Niestety poza majątkiem, stary charakteryzował się również tym że wychowywał potomka twardą ręką, co w skrócie oznacza iż nie rozpieszczał Jimmy’ego łatwą forsą. Student był skazany by samemu pracować na swoje konto. Przynajmniej do czasu aż ojciec uzna, iż młody zasłużył sobie, na miejsce przy rodowej fortunie.
Z drugiej strony Jimmy był geniuszem zdolnym dobrać się do każdego banku. Wprawdzie chłopak sam wcześniej deklarował iż nie przywłaszczy sobie cudzych pieniędzy z racji uczciwości, ale Nellie nie wykluczała że student wyznaje zasadę „wyższego dobra” oraz celu który uświęca środki.
Natomiast „Śnieżynka” wnosił do sprawy element zagadkowości, tajemnicy i ryzyka, ponieważ nikt z pozostałych nie był w stanie wyjaśnić co go tu trzyma.
Nellie nie miała pojęcia czy udało jej się oszukać włamywaczkę, za to młodego Olsona zupełnie wyprowadziła w pole. Początkowo chłopak nic nie mówił, właśnie dlatego iż obawiał się tożsamości „Śnieżynki”, ale ostatecznie uznał iż dobry znajomy Meredith, to nie jest ktoś, kto mógłby im zaszkodzić.
- Nie chce być bohaterem. W zupełności wystarczy mi jeśli przekażę sprawę profesjonalnej agencji. Wówczas oni rozwiążą problem, a ja będę miał z głowy nękających mnie zbirów.
- A ewentualny wyraz wdzięczności z strony rzekomej agencji, nie ma tu nic do rzeczy. – Złośliwie wtrąciła Nellie.
- Właśnie że nie ma. Chodzi o to że póki co mam za mało dowodów, a aby je zdobyć muszę dostać się do wewnętrznej sieci Uczelni. Wewnętrznej, znaczy się takiej nie połączonej z moim komputerem domowym. Dlatego właśnie potrzebuję cię byś w tajemnicy wprowadziła mnie do biura Rektora. Na przykład w nocy. Wówczas przejrzę jego dysk i dowiem się co takiego szkoła ukrywa przed światem. – Wyjaśnił Jimmy. – Na ile wyceniasz swój udział w takiej akcji?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Randy

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 29/07/2013

PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   Pon Mar 13, 2017 11:27 pm

Sweet baby Jesus... Czy ona musiała się tak do niego kleić? Może to się da zgłosić na policję jako molestowanie? Nie? To jest dopiero niesprawiedliwość.
Nie mniej, nie odsunął się ani nie przysunął, nie zareagował w żaden widoczny sposób. Spuścił wzrok, zastanawiając się, co odpowiedzieć Astrid, nim znów na nią spojrzał.
- Nie miałem na myśli nic konkretnego - stwierdził. - Na pewno nic materialnego. Po prostu... myślałem, czy w zamian nie przyjęłabyś na ten przykład jakiejś przysługi od kogoś z nas. Jimmy chociażby jest zdolny i wbrew pozorom całkiem bystry... jeśli się skupi - tu posłał młodemu Olsonowi przelotne spojrzenie.
Nie miał pojęcia, czy mówi prawdę. Miał nadzieję, że tak. W sumie, gdyby był idiotą nie odkryłby chyba tej afery, nie? Raczej? Tak czy inaczej, w kwestii nauki, technologii, etc. sprawiał wrażenie kogoś, kto nie urwał się z księżyca.
- Na pewno przyznasz, że pomoc kogoś technicznie uzdolnionego bywa przydatna, nawet jeśli tylko w ramach planu zapasowego albo zdalnego wsparcia. W takim wypadku James jest twoim człowiekiem.
Starał się wyglądać na pewnego siebie, ale nie było to łatwe. Jimmy zdążył już zrobić z siebie idiotę i Randy wątpił, żeby Astrid była zainteresowana jego pomocą. Nie miał jednak sam nic do zaoferowania a o umiejętnościach Nellie nie był w stanie powiedzieć nic. Tyle musiało póki co wystarczyć, dopóki nie wymyśli jakiejś bardziej atrakcyjnej oferty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Greenwich Village - kampus uniwersytetu   

Powrót do góry Go down
 
Greenwich Village - kampus uniwersytetu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Greenwich Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Offtopic :: Archiwum-
Skocz do: