Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Soleil Van Court

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 58
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Soleil Van Court   Pią Mar 03, 2017 9:08 pm

Imię i nazwisko: Soleil Van Court

Pseudonim: Sol albo po prostu Van Court. Ma też kilka różnych tożsamości na potrzeby zleceń, w sieci przybiera najróżniejsze pseudonimy zależne od kaprysu i konieczności.

Rasa: Człowiek

Miejsce pochodzenia:
Londyn, Anglia

Wiek: 36 lat

Frakcja: Czarne charaktery

Wygląd: Wysoka aż na 180 cm i bardzo szczupła kobieta o mimo to dosyć proporcjonalnej i harmonijnej sylwetce, lekko umięśnionej - chociaż bez przesady. Na pewno coś ćwiczy, to widać, ale być może robi to nieregularnie.
Rysy podłużnej twarzy ma wyraziste i dosyć ostre, mimikę posiada żywą i chociaż może być uznana za interesującą w dosyć specyficznym stylu, to pięknością nikt jej jeszcze nigdy nie nazwał.
Półdługie włosy w kolorze ni to brązu, ni to ciemnego blondu kontrastują z dużymi, niesamowicie jasnymi, błękitnymi oczami przypominającym barwą lód, które niezmiennie czujnie lustrują otoczenie i rozmówców. Niejednokrotnie bywają podkrążone albo przekrwione ze zmęczenia. Czasem podkreśla je czarną kredką, która tylko potęguje tę jasność tęczówek. Można odnieść wrażenie, że aż świecą w jej twarzy. Całego obrazu dopełniają blade usta, które częściej niż powinna zaciska w wąską kreskę niezadowolenia, albo wykrzywia w kpiący uśmieszek, który ujawnia pewną asymetryczność jej rysów. Skórę ma bladą, gładką, chociaż tu i ówdzie widać przebijające błękitne żyłki. Chociaż wygląda nadal dosyć młodo, w okolicy oczu pojawiają się czasem pierwsze, delikatne zmarszczki, widoczne, gdy się przyjrzeć z bliska.
Ubiera się prosto, wybierając stonowane barwy i najczęściej praktyczne kroje, trochę w męskim stylu, chociaż z kobiecym sznytem. Lubi elegancję, ale i wygodę. Często jej wizerunku dopełnia papieros lub skręt w ustach; gdy wpadnie w ciąg ma manierę odpalania jednego papierosa od drugiego.

Charakter: Soleil jest z całą pewnością osobą bystrą, inteligentną, ale i specyficzną.
Lotny umysł idzie w parze z ciętym językiem, czarnym humorem i nieco nieopanowanymi skłonnościami do sarkazmu i złośliwości, a nade wszystko - przekory. Lubi słowne potyczki i przekomarzanki, uważa, że zdolność do nich świadczy o inteligencji, a tę niezwykle sobie ceni. Nie znosi głupoty, nie lubi tkliwości. Źle toruje też też patos, drażni ją wszelka wzniosłość i pompatyczność, na którą reaguje mechanizmem obronnym w postaci kpin i pozornego lekceważenia tematu, czasami obojętności. Będzie wywracać oczami, sprowadzać temat na lżejsze tory czy obracać wszystko w żart.
Jest przy tym wszystkim dosyć energiczna, ciekawska, całkiem wesoła nawet i skłonna do żartów(w swoim własnym stylu). Lubi dobrą zabawę, nie znosi za to nudy; porusza się pewnie w większości tematów i niewiele rzeczy stanowi dla niej tabu, chociaż unika mówienia o samej sobie zbyt wiele. Można zaryzykować określenie: bezwstydna, ale z pewnym… wyczuciem. Smakiem. Pilnuje, by nie przekroczyć granicy wulgarności(nie przeklina!). Bywa szorstka i wybuchowa jeśli się ją zezłości, impulsywna, całkiem malowniczo się irytuje, chociaż stara się opanowywać tak skrajne emocje(co nie znaczy, że jej to wychodzi) – rzadko jej służą.  Zwłaszcza, że porządnie wkurzona potrafi być agresywna, wychodzi z niej wtedy pewien sadyzm i brutalność. Czasem masochizm. Różnie to bywa.
Warto dodać, że panna Van Court skrupułów posiada mało, lub wcale. Kłamie bez zająknięcia czy mrugnięcia okiem, zwodzi i mami. Lubi działać na własną rękę, lub, w przypadku współpracy, mieć sporo do powiedzenia, co czasami kończy się ciągłym gryzieniem się w jęzor. Mówią, że żmijka od własnego jadu nie umrze, ale kto ją tam wie…
Robi to, na co ma ochotę i co bardziej się jej opłaca lub wyjątkowo ją zaciekawi. Potrafi dobrze grać i udawać, jeśli akurat jest jej to potrzebne. Ceni sobie nade wszystko wolność i niezależność, chociaż czasami doskwiera jej własny styl życia – do tego się jednak oczywiście nie przyzna. To byłaby słabość, której nie chce ujawniać nawet przed samą sobą. Dosyć chorobliwie poszukuje adrenaliny… Albo celu w życiu, takiego prawdziwego. Typ niespokojnej duszy, której zawsze mało. Ciężko się z nią zaprzyjaźnić(i nie ma się co dziwić), ale jeśli komuś uda się pozyskać jej szczerą sympatię – potrafi być zaskakująco lojalna.
Uwielbia „dobrą” w jej mniemaniu muzykę, niemal ciągle czegoś słucha. Sporo pije i pali, chociaż będzie twierdzić uparcie, że od niczego nie jest uzależniona, chociaż lista nie-uzależnień jest sporawa.


Umiejętności:
- Aktorka. Gra bardzo dobrze i potrafi jeśli chce udawać kogoś całkiem innego. Zręczna charakteryzacja, modulacja tonu głosu, zmiana zachowania – i już jest Anną, Silke czy Ruth, nawet jeśli wewnątrz aż ją skręca, gdy musi udawać na przykład wesołą i szczebiotliwą.
Czasami jednak rozmywa się jej trochę rola i własny charakter, gdy za długo musi udawać. To się nazywa dobre odgrywanie.
- Świetnie gotuje. Serio. Często nie ma na to czasu, ale ciągnie ją do kuchni. Poza tym, pochłanianie  ogromnej ilości słodyczy czy dobrego jedzenia ogółem(i nie tycie) też podpada pod nadzwyczajne zdolności, prawda?
- (Nie)młody geniusz. Jeśli chodzi o komputery – programowanie? Sieci? Bazy danych? Włamanie, wyczyszczenie, podmiana danych, załatwienie nowych dokumentów, podpięcie się do kamer czy przeprogramowanie skomplikowanych, nawet tych najbardziej nowoczesnych urządzeń? Jak najbardziej. Cały czas się doszkala, jest na bieżąco z nowościami. Hobbystycznie gromadzi też co ciekawsze dla niej informacje, wie jak znaleźć coś niemal na każdy temat i o każdym. Umie jednak łączyć fakty, wyszukiwać wiadomości, ma ogólne pojęcie o wielu rzeczach… Przynajmniej teoretyczne. Niemniej, jeśli potrzebujesz świetnej hakerki bez większych skrupułów, Sol to właściwa osoba. W związku z tym ma też trochę kontaktów w środowisku i zna „pewne” osoby.
- Wojowniczka(od siedmiu boleści). Znaczy – przeszkolili ją, trenowała kick-boxing i ju-jitsu, ćwiczy też (dosyć) regularnie, ale bardziej jest zwinna i szybka, niźli silna(chociaż w złości potrafi przyłożyć). Potrafi całkiem dobrze strzelać z broni palnej mniejszego kalibru(głównie broń krótka, z długą radzi sobie zdecydowanie gorzej), posługiwać się krótkimi ostrzami i kijami; skoczy ze spadochronu(ach, ta adrenalina), wespnie się po linie, umie prowadzić auta i motocykle. Jest dobra, ale nie najlepsza; nadrabia zacięciem i zimną krwią. Jest oburęczna z wyszkolenia – normalnie silniejszą ręką jest prawa, ale gdy musi, umie używać obu równie sprawnie.
- Grywa na gitarze, jej śpiew nie odstrasza, robi całkiem ładne zdjęcia. Tak w ramach odstresowania się.
- Spora, ciągle pogłębiana wiedza o magii, zwłaszcza tej żywiołów i nekromancji, demonologii, o mitologiach, rytuałach i wierzeniach(głównie Europy środkowej, wschodniej, mity nordyckie i Celtów). Trochę zna się też na ziołach i alchemii. Wiedza ta jest jednak dosyć chaotyczna i nieuporządkowana, czasem wyrywkowa – główne źródła wiedzy to opowieści i zbiory babki, książki jakie czasem trafią w jej ręce(a pochłania każdą, właściwie bez wyjątku) i różnego rodzaju podania ludowe.
- Mówi biegle po angielsku, francusku i niderlandzku(języki rodzinne), nieźle po chińsku i niemiecku.


Moce: Magia. Tylko tyle i tyle.
Naturalne zdolności odziedziczone po rodzinie ze strony matki, rozwijane z różną systematycznością dopiero od wieku lat dwudziestu. W praktyce nieco przeszkadzają wspomniana niechęć do pompatyczności i pewien wrodzony sceptycyzm, właściwy nieufnej osobie z zacięciem do nauk ścisłych, który każe w pierwszym odruchu negować, podważać i nie dowierzać.
Warto zaznaczyć, że nie obnosi się z mocami chętnie i raczej ukrywa przed resztą świata fakt korzystania z magii, chociaż ponoć ma do niej niemałe, naturalne predyspozycje(tak twierdzi babcia, a te, jak wiadomo, mówią wnuczkom różne miłe rzeczy, nie zawsze zgodne z prawdą).
Największy talent wykazuje w magii żywiołów(zwłaszcza lodu), a także, ku swej własnej konsternacji, w nekromancji.

W większości opiera się na zaklęciach bądź rytuałach poznanych z ksiąg – każde zaklęcie wymaga pewnego czasu, by się go nauczyć, a potem by je opanować. Im więcej razy się je rzuca i ćwiczy, tym lepsze efekty można osiągnąć. Zaklęcia wymagają minimalnie chociaż prostych gestów lub inkantacji słownej – lub obu tych rzeczy naraz. Każdy czar wymaga też chwili skupienia i zabiera energię – im więcej korzysta z magii, tym bardziej jest osłabiona, tak więc nie może korzystać z zaklęć bezmyślnie. Im silniejsze zaklęcie, im dłużej działa – tym więcej energii pożera. Po latach praktyki doszła do momentu w którym całkiem nieźle zna swoje możliwości, może też zużywać więcej energii, niż na samym początku drogi, nadal jednak musi się kontrolować.
W skrajnych wypadkach korzystanie z magii przez zbyt długi czas bez odpoczynku może poskutkować efektami takimi jak: zawroty głowy, krwotok z nosa i uszu, wyczerpanie organizmu, omdlenie, i tym podobne.

W skład jej mocy wchodzą:

Wykrywanie magii – najbardziej podstawowa, pasywna umiejętność, z której nie zdawała sobie do pewnego momentu sprawy, chociaż objawiała się najwcześniej. Jest w stanie wyczuć aktywną magię(o ile nie jest specjalnie ukryta) – działające zaklęcia, rzucane rytuały, silne przedmioty, istoty magiczne zakłócenia  - w promieniu ok 5 kilometrów. Objawia się najpierw pewnym przeczuciem, a im bliżej źródła, tym sygnał jest wyraźniejszy, ale niekoniecznie przyjemny – mrowienie skóry karku i czubków palców, „iskry” wzdłuż kręgosłupa potrafią czasem rozproszyć, chociaż nauczyła się z tym żyć i funkcjonować.

Odporność na zimno – pasywna umiejętność; korzystanie z magii żywiołu lodu dało jej zwiększoną odporność na ten żywioł. Chłód nie robi na niej większego wrażenia, dopiero siarczysty mróz potrafi faktycznie ją „ruszyć”, tak w sensie odczuwania, jak i np. odmrożeń. Ma z tego powodu lekko chłodną w dotyku skórę – i zdecydowanie gorzej znosi upały.

Z dziedziny żywiołu lodu:

Zimny dotyk – zaklęcie sprawia, że dłonie Sol(lub jedna, jeśli chce) pokrywają się cienką warstwą lodu. Dotykając kogoś lub czegoś, możne w zależności od skupienia ochłodzić, obniżyć znacząco temperaturę lub zamrozić kogoś lub coś, pokrywając to warstwą lodu lub, w przypadku np. płynów, zamrażając dogłębnie. Im jednak większy cel, tym zaklęcie wymaga większego skupienia i czasu – szklankę wystarczy wziąć w dłoń, osobę trzeba potrzymać mocno przez kilka chwil, bo zamrażanie postępuje stopniowo.

Ochłodzenie – zaklęcie, które obniża temperaturę w otoczeniu Sol. Najlepiej działa w pomieszczeniach, na „świeżym powietrzu” lepiej koncentrować się na mniejszym obszarze(w promieniu ok 50 metrów) by efekty się nie rozmyły. Temperatura spada, z ust unosi się para, przedmioty zaczynają pokrywać się szronem, a potem, przy odpowiednim skupieniu – lodem.

Lodowy wybuch - zaklęcie to działa w obszarze wokół Sol. Potrafi stworzyć ostre, nieregularne i różnej wielkości kawałki lodu, które wybuchają dookoła czarującego w promieniu do 3 metrów, raniąc stojące wokoło istoty. Kawałki lodu są dosyć ciężkie, a ich ostre krawędzie mogą dotkliwie poranić zwłaszcza, że rozrzucenie ich jest gwałtowne i silne. Mogą przybierać formę kolców, a mogą po prostu nieregularne odłamki, zależnie od woli i potrzeby Sol.

Nekromancja wymaga zdecydowanie więcej energii, w dodatku ciężko ukryć używanie jej przed postronnymi; skutki korzystania z negatywnej energii to chociażby nagła bladość czy uwidocznienie się żył pod skórą. Na dłużą metę, przy intensywnym użytkowaniu, mogłyby okazać się trwałe. W przypadku silniejszych zaklęć osoby znajdujące się w pobliżu mogą odczuwać jej działanie w postaci ogólnego nieprzyjemnego wrażenia, rodzaju ściskania w żołądku – wiadomo, że coś jest nie tak. Tak czy inaczej, na pewno takich zaklęć nie rzuca się ot tak. No i na pewno rozeznani w magii mogą z łatwością połapać się, że to ta bardziej „czarna” jej strona.

Kontakty z duchami – zdolność ta wymaga koncentracji i krótkiej inkantacji, nie jest pasywna – i całe szczęście. Soleil używając jej widzi i słyszy w najbliższym otoczeniu wszelkie duchy i zjawy, może też z nimi rozmawiać – im dłużej jednak trwa czar, tym one bardziej zdają sobie z tego sprawę. Mogą wtedy zacząć ją prześladować, szeptać jej do ucha, czy prosić o pomoc, co jest zawsze wyjątkowo uciążliwe i nieprzyjemne – zwłaszcza gdy czynią to te, z którymi wcale nie chciała się skontaktować.

Odpędzenie – Niezbyt miło by było, gdyby jakiś duch się do niej przyczepił, a ona nie umiałaby sama się go pozbyć. Za pomocą krótkiego rytuału potrafi odpędzić takie namolne istoty, czy to częściowo(na przykład od siebie samej, by przestały włazić jej w tyłek) czy na dobre(to znaczy – wysłać tam, gdzie ich miejsce). Rytuał wymaga inkantacji, rysowania symboli i pewnej ilości czasu – a im silniejsza i bardziej uparta istota, tym może być trudniej; na te silniejsze może nie zadziałać wcale.

Pogawędka ze zmarłym –
zaklęcie to wymaga oczywiście zwłok, w które na moment tchnięte zostaje życie – lub jego pozory. Zwłoki potrafią mówić, chociaż ich odpowiedzi bywają nieprecyzyjne, a im starsze ciało, tym mniej pamięta. Niemożliwe jest też użycie tego zaklęcia dwa razy na jednych zwłokach w krótkim czasie, trzeba więc mądrze wykorzystać czas trwania – a zaklęcie konsumuje wyjątkowo sporo energii, wymaga bowiem sporej koncentracji w czasie jego trwania.

Kradzież życia – rytuał z którego do tej pory korzystała raptem dwa razy i to nader ostrożnie. Wymaga on bowiem żywej osoby, z której rzucający zaklęcie może „wyssać” energię życiową, by wzmocnić siebie – i nieco się odmłodzić. Osoba albo musi być świadoma i zgadzać się na rytuał, albo w przypadku braku zgody - musi być nieprzytomna. W zależności od uznania, można zaczerpnąć tylko trochę, osłabiając ofiarę, bądź też doprowadzić do jej całkowitej śmierci z wyczerpania. Niestety, czerpanie sił witalnych uzależnia i wciąga – efekt dla czarującego można śmiało porównać do zażywania czegoś mocnego. Nie tylko bowiem opóźnia on procesy starzenia własnego ciała, odmładzając się nieco, ale i zyskuje na najbliższych kilka godzin(lub dni, zależnie od tego ile energii wciągnął) więcej siły, energii, innymi słowy dostaje „kopa”. Sam rytuał jest dosyć czasochłonny, wymaga odpowiednich składników, bliskiego kontaktu(dotyku), nakreślenia kręgów, w których osoba od której czerpana będzie siła musi się znaleźć. Należy też upuścić jej nieco krwi.

Broń: Pistolet, najczęściej Glock 17 gen 4 lub Smith & Wesson SW99. Nóż, czasem długi kij.

Ekwipunek:
Na co dzień: pistolet, nóż, laptop i/lub smartfon i tablet(zawsze najnowsze modele, dopasowane pod jej potrzeby, zaszyfrowane). Srebrna papierośnica, zapalniczka, portfel z dokumentami(często na kilka różnych nazwisk) i kartami kredytowymi/gotówką. Nieduże „gadżety” typu mały paralizator, kilka sztuk mini czujników namierzających – w razie czego.

W teren: więcej broni, noktowizor, miękka maska zakrywająca dolną część twarz(umożliwiająca swobodne oddychanie i mówienie), noktowizor, kamizelka kuloodporna i trochę więcej sprzętu, w zależności od rodzaju zlecenia(jeśli trzeba, to rozpiszę, ale rodzaj sprzętu zależy na pewno od rodzaju akcji)

Historia: Urodzona w Anglii, z matki Francuzki i ojca Holendra. Niezbyt ją kochali, albo wybitnie nie umieli tego okazać - nie bardzo chcieli się nią zajmować, mieli własne życie, zapewniali więc córce liczne dodatkowe zajęcia, ale nie własne towarzystwo. Niechętnie też zabierali ją do rodziny(czy w zasadzie gdziekolwiek). Nie było więc niczym dziwnym, że gdy zginęli w wypadku samochodowym(a miała wtedy 14 lat), to popłakała trochę, owszem, ale skoro i tak prawie nigdy ich nie było…
Tułała się potem po rodzinie, po szkołach z internatem – to wyrobiło w niej samodzielność i nauczyło, że najlepiej radzić sobie na własną rękę. Dalecy krewni chętniej przesyłali pieniądze na utrzymanie niźli gotowi byli wziąć ją na stałe czy sprowadzić się do Anglii by się nią opiekować. Jej też niespieszno było opuszczać kraj.
Poszła na studia, na których radziła sobie świetnie- tutaj dały o sobie znać talenty i inteligencja; z łatwością skończyła dwa kierunki. Już dwudziestoletnią osobą będą, odnowiła też kontakty z babką ze strony matki, najbliższą krewną, którą ledwo pamiętała i o której rodzice niechętnie mówili.
Niechętnie, bo była „szurnięta” - tak naprawdę była czarownicą, dawniej członkinią jednego z francuskich sabatów. Nie praktykowała już zbytnio, ale okazała się skarbnicą wiedzy, jak i niezłą nauczycielką – bo, jak się szybko okazało Sol odziedziczyła po tej gałęzi rodziny wrodzony talent do magii. Jej matka ponoć także go miała, ale nigdy nie chciała używać, odcinając się od „tych głupot” jak zwykła je nazywać.
Sol z początku także był sceptyczna i podchodziła do sprawy ostrożnie; porzuciła zgłębianie magii w momencie, gdy po studiach dostała pracę w prywatnej agencji wojskowej(czy też po prostu najemniczej). Pracowała tam kilka lat, głównie w sektorze informatycznym, szybko pnąc się w górę i wdrażając własne, często dyskusyjne metody – krótko mówiąc, nie do końca legalne. Przeszkolono ją także standardowo do pracy w terenie i pod przykrywką, jako agentkę. W tym czasie jeździła trochę po świecie, liznęła trochę innych kultur oraz niejako uzależniła się od adrenaliny – oraz zaczęła więcej pić i palić. Sporo widziała, nabrała doświadczeń, ale w końcu zmiany w kadrach i przekształcenie firmy na bardziej „ułożoną” zabolały mocno indywidualistkę Sol, której zaczęto bardziej niż do tej pory patrzeć na ręce i wymagać „standardowych”, ugrzecznionych procedur – odeszła więc, po pewnym czasie, w ramach prezentu na pożegnanie po cichu czyszcząc swoje dane, tak, jakby nigdy nie istniała w firmie żadna Soleil Van Court. I kilka innych osób i danych, dla niepoznaki.
Nabrawszy apetytu na nowe wróciła zamieszkać przez jakiś czas z babką, szukając nowego zajęcia – i nieco poważniej interesując się samą magią. To wtedy przysiadła porządniej do nauki, rozwijając swoje zdolności i wciągając się bardziej w temat. Przez pewien czas siedziała u babki, potem wyruszyła w podróż po Europie, szukając wiedzy i ciągle się ucząc.
W końcu niespokojny duch Soleil uznał jednak, że brakuje jej dawnych zajęć – wróciła więc do „zawodu” hakera i najemnika, już jako freelancerka. Działa głównie na polu sprzętu, nieco rzadziej przyjmując zlecenia wymagające działań „w polu”, ale i te się zdarzają, zwłaszcza, gdy się nudzi. Najmuje się do tych raczej nielegalnych, nie mając zbyt wielu skrupułów, chociaż jeśli ktoś ją zachęci(i zapłaci odpowiednio dużo) może i zrobić czasem coś… dobrego. Tak naprawdę jednak wszystko co nielegalne i chaotyczne jest zdecydowanie bardziej ekscytujące.
Podróżuje przy tym po świecie, ciągle rozwija talent do magii, która z czasem coraz bardziej niepokojąco zaczyna ją fascynować; dosyć aktywnie poszukuje nowych zaklęć, których mogłaby się nauczyć i jest gotowa sporo dla nich zrobić. Czasem odwiedza babkę.
Złapać można ją przez sieć, zwłaszcza na ciemnej stronie internetu.


Ostatnio zmieniony przez Soleil Van Court dnia Pią Mar 03, 2017 10:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3401
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Soleil Van Court   Pią Mar 03, 2017 10:06 pm

Co do wykrywania magii - weź pod uwagę, że niektóre czary, użytkownicy magii czy artefakty ukrywają swoją energię, więc nie można ich wyczuć.

Z magii lodu... Przy zamrażaniu przez dotyk - marznięcie następuje stopniowo, więc to logiczne, że żywa ofiara jest tego świadoma. Mrożący krzyk wywaliłbym całkiem. Ochłodzenie jest raczej w porządku, lodowy wybuch też.

Teraz nekromancja. Kontakty z duchami są okej, odpędzenie może nie zadziałać na niektóre istoty - te z wyższej półki... Pogawędka ze zmarłym też niech będzie. Kradzież życia na pewno trzeba jakoś ograniczyć, proponowałbym na przykład tak, że ta druga osoba musi wyrazić zgodę albo wziąć udział w dłuższym rytuale - tu już niekoniecznie dobrowolnie - podczas którego jesteście w tym samym miejscu, na przykład na jakimś kręgu i robicie dziwne rzeczy pokroju wymiany krwi, inkantacji, palenia ziółek i tak dalej, i tym podobne. Czyli odpowiednie okoliczności - i nie działa w mgnieniu oka, tylko trzeba się trochę postarać.

Z historii... Parę rzeczy niezbyt mi pasuje, ale nie będę się już czepiał, zwrócę tylko uwagę, żebyś miała tego pełną świadomość: usunięcie danych o Tobie z baz firmy jeszcze wszystkiego nie załatwia. Zostaje wiedza ludzi, informacje, które już poszły w świat, znalazły się na różnych nośnikach i tak dalej.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 58
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Soleil Van Court   Pią Mar 03, 2017 10:51 pm

Done&done.

Co do wykrywania magii - wpisałam domyślnie aktywną, ale dopisałam to co piszesz, by nie było wątpliwości.

Czarymary poprawione. W Kradzieży nie precyzowałam jakich "składników" wymaga, zarysowałam tylko, że wymaga, ale mogę ew. dopisać.

Co do historii - mam tego pełną świadomość. Ba, z przyjemnością zagrałabym kiedyś konfrontację z byłym współpracownikiem czy coś takiego - jakby była całkiem zniknięta, to nie byłoby motywów do gry w przyszłości, a z tego może wyjść coś fajnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3401
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Soleil Van Court   Sob Mar 04, 2017 2:30 pm

W takim razie akcept.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Soleil Van Court   

Powrót do góry Go down
 
Soleil Van Court
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Sprawy organizacyjne :: Karty postaci-
Skocz do: