Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dwupiętrowy apartament Bishopów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Mar 18, 2017 11:43 am

Apartament znajdował się w jednym z wielu niebotycznie drogich i niegrzeszących klasycznym wyglądem budynków. Ten raczej należał do ściśle nowoczesnych i ekskluzywnych.
Do windy prowadził hall. W windzie witał głos a'la Jarvis. Żeby wjechać na odpowiednie piętro trzeba było podać odpowiedni kod na dotykowym wyświetlaczu - a jakże.
Dom państwa Bishop znajdował się na ostatnim piętrze. Przeprowadzili się do niego po wyprowadzce siostry Kate, Susan, a i tak jest za duży jak na mieszkające w nim dwie osoby, z czego jedna najczęściej tylko po prostu tu sypiająca. Pan Bishop całe dnie spędzał albo w pracy, albo w delegacjach. Pokój Kate znajdował się na poddaszu. Dodatkowo z jej sypialni można było wyjść na spory taras.
No, ale tak pokrótce.
Parter:
- salon, kuchnia, łazienka, pokój gościnny, sypialnia ojca,  i oddzielny pokój na jego gabinet
I piętro:
- korytarz a'la salon, sypialnia Kate, łazienka, pokój gościnny przerobiony na sale treningową - idealna do ćwiczenia strzelania z łuku, garderoba.

Wystrój nowoczesny. Parter powściągliwy w kolorach. Na ścianach dzieła droższe, bądź bardzo drogie dzieła sztuki i zdjęcia. Wszystko to zaaranżowała Kate chcąc nieco rozpogodzić ponurą atmosferę, robiąc to pod okiem ojca. Swoje piętro zaprojektowała Kate, we własnej osobie.

Zdjęcia poglądowe:
Parter

I piętro


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Mar 18, 2017 12:29 pm

-> Z Szósta aleja zachodnia

-Sądziłam, że dam radę jeszcze uskoczyć... - bąknęła tylko i dała się prowadzić czarnowłosej. Było jej obojętne gdzie się zmyją, byleby zeszły z tej cholernej ulicy. Rzucając się pod ciężarówkę AC nie miała planu jak się stamtąd ewakuuje jeśli coś pójdzie nie tak. Pewnie jakoś pozbierałaby się i odpełzła w jakiś zaułek żeby się w spokoju zregenerować na tyle by móc normalnie iść. Szczęściem w nieszczęściu zjawiła się Kate. Jej Kate! Pozbierała ją do kupy i zabrała.

-Matko, gdzie Ty mnie wleczesz... zachlapię Ci krwią dywan. - Zaśmiała się krzywo dziewczynie do ucha. Taki lekko czarnawy humor. A co tam, kto jej zabroni.
Gdy panna Bishop prowadziła ją przez apartament, zapewne do jej pokoju, by miały święty spokój, ruda oglądała sobie spokojnie wystrój. Jakoś nie zdziwił ją nowoczesny wygląd i ogólne bogactwo. To było w stylu tej rodziny, tak samo jak widoczne dokładnie upiększenia Kate, która jak i kiedyś nie lubiła jak wnętrza były zbyt zimne i surowe. Dobrze wiedzieć, że to wciąż ta sama pannica... teraz tylko jeszcze bardziej wysportowana niż za czasów szkolnych... AC z resztą też.

Gdy Kate wreszcie ją posadziła, oby na czymś czego nie upaćka, odetchnęła ciężko i pochyliła się pozwalając by kaskada rudych włosów zasłoniła jej twarz.
-Dzięki. - Głos już miała nieco luźniejszy niż na ulicy, choć wciąż zaciskała zęby i oddychała bardzo płytko. Rana na udzie przez drogę zdążyła zalać krwią całą prawą nogawkę, ale teraz, gdy dotarły w bezpieczne miejsce, nie zostawiała za sobą już żadnych świeżych śladów. Rana przestała wylewać z siebie kolejne porcje posoki, a mniejsze zadrapania i siniaki całkiem zniknęły.
-Ładnie tu masz. Kiedy się tu sprowadziliście? - Odezwała się po kilku chwilach unosząc głowę i odgarniając włosy za ramiona lewą, niepotłuczoną ręką.
-Tak w ogóle to nie wiem czy mam Cię uściskać czy zadźgać! - Wyrzuciła nagle świdrując swoimi zielonymi gałami jej niebieskie. Od tak jakby wcale Kate jej tu nie przywlekła po wypadku. Zupełnie nic się nie stało, spotkanie po latach normalnie. Cała Alice, stara dobra Alice, nie ma to jak bagatelizować swoje kłopoty. Tak samo jak za czasów szkoły, gdy Kate broniła ją przed starszymi łobuzami, którzy wybitnie uwzięli się na nią za ognisty kolor włosów. Wtedy też się niczym nie przejmowała, a gdy po kolejnym incydencie, zmartwiona Kate pytała czy wszystko gra, AC potrafiła wyskoczyć jak pietrucha z pytaniem czy Kate oglądała nowy zwiastun tego filmu na który chcą iść do kina.

Dlaczego AC wspomina to jakby wydarzyło się najmniej ze 25 lat temu? To było stosunkowo niedawno, a i tak wydawało się jakby wieki minęły. Wszystko było łatwiejsze. Jakieś takie beztroskie i bez większych konsekwencji. Teraz... po tym co stało się na świecie... po tym co jej się przytrafiło... po tym jak istnienie mutantów została ujawniona i jak ich przyjęto... każda decyzja, każdy ruch wydawał się okupiony ciężkimi konsekwencjami.
-Uch... dzięki, że nie wezwałaś karetki. - Bąknęła ze szczerą wdzięcznością w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Mar 18, 2017 6:40 pm

- Na serio? Rozumiem, że posiadasz super moc poruszania się z nadludzką prędkością… - Posłała jej karcące spojrzenie, a właściwie …miało być karcące i pewnie by było, gdyby zaraz po wypowiedzianym zdaniu nie przypomniała sobie o pewnym chłopaku, który to ostatnio bezczelnie skradał jej myśli. Świadoma, że wyraz twarzy nie do końca przybrał odpowiednią minę, a chcąc podtrzymać poważną atmosferę sceptycznie uniosła jedną brew
- Dobra, nie ma co. Uratowałaś tę kobietę, ale nada nie rozumiem, dlaczego nie chcesz specjalistycznej pomocy. Znaczy, mogę cię opatrzyć, ale tak czy siak będziesz musiała iść na prześwietlenie – Kontynuowała swój wywód już poważniejszym tonem. Naprawdę się zmartwiła, co zresztą Alice mogła zaobserwować po coraz to częściej rzucanych w jej stronę badawczych spojrzeniach. Póki co tylko na twarz i to z takiej odległości, że odrobinkę musiała zezować. Zaraz jednak skupiła się na przebiciu drogi z ulicy do apartamentu.
Na szczęście obyło się bez zbędnych ceregieli i po kilku minutach były już w mieszkaniu.
- Daj spokój. Jutro ma wpaść Maria i poogarniać mieszkanie. Teraz mam inne zmartwienie. Nie umrzesz mi, prawda? – Zapytała pomagając dziewczynie wejść po schodach na jej piętro. Niby ojca nie było, ale nigdy nie mówił kiedy miał wpaść do domu. Zresztą czemu by miał mówić? W końcu przychodził do siebie. Co prawda mogła zadzwonić i najzwyczajniej w świecie się zapytać, ale stwierdziła, że ojciec i tak nie wchodzi do niej na górę.
- …Bo co ja zrobię z twoim ciałem??? – Spojrzała na dziewczynę z powagą, a potem się roześmiała. Troszkę czarnego humoru nie zaszkodzi, no nie? Chyba w tej kwestii obie się ze sobą zgadzały. Pomogła jej usiąść na łóżku, a gdy już miała pewność, że Alice znalazła oparcie w postaci miękkiego materaca, to postawiła ich torby na podłodze i zabrała się za ściąganie swojego płaszcza. Jak się chwilkę później okazało pod spodem miała piękną sukienkę. W ogóle wyglądała jakoś tak bardziej kobieco i rewelacyjnie, a zarazem zupełnie się tym nie chełpiła. Raczej jak zwykle zachowywała się naturalnie i swobodnie, nawet mając na sobie niebotycznie drogą sukienkę. Nie wyglądała również na taką, która by się martwiła, że piękny, fioletowy materiał zostanie ubrudzony ciężką do sprania krwią.
- Dobra… pokaż co tam masz – Wskazała na bluzkę dziewczyny – Albo czekaj, zaraz wracam – Wyszła z pokoju i po chwili wróciła z całkiem nieźle zaopatrzoną apteczką. Położyła ją na łóżku i usiadła obok Alice.
- Dzięki – Odpowiedziała na komplement dziewczyny dotyczący wystroju – Przenieśliśmy się tu po ślubie Susan – Rzuciła układając walizeczkę na kolanach i otwierając ją w poszukiwaniu waty, gazy, wody utlenionej itd. Wiedziała, że w końcu nadejdzie ten momenty, gdy Alice powie co myśli o ich rozłące, ale nie sądziła, że stanie się to w momencie, gdy ta będzie jeszcze nieopatrzona. Może dopiero przy kawie? Albo.. w kolejnym stuleciu? Kate nie lubiła, ani za bardzo nie umiała się tłumaczyć, czego dała wyraz zaciskając mocniej usta i ściągając brwi.
- Tak, wiem, wcale się tobie nie dziwie, ale sama wiesz. Szkoła, zajęcia z wiolonczeli i inne. Straciłam rachubę czasu, nie wiem co się ze mną stało –Odpowiedziała po krótkiej chwili ciszy. Sądząc po tonie głosu na serio była tym przejęta.
- Karetki nie wezwałam i mam nadzieje, że nie będę tego żałować – Wyciągnęła gazę i wodę utlenioną – Podnoś koszulkę. Swoją drogą… czemu nie chciałaś? Wpakowałaś się w jakieś problemy? – Zapytała zerkając na przesiąkniętą od krwi bluzkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Nie Mar 19, 2017 10:11 am

Kate widać też udzielił się czarny humor i to chyba jeszcze bardziej niż rudej. AC uśmiechnęła się powstrzymując by nie chichotać, bo skończyłoby się to tylko grymasem bólu.
-Rany, na randkę szłaś żeś się tak odstawiłaś? - Wydusiła widząc w co przyjaciółka jest ubrana, gdy ta zdjęła płaszcz i zaczęła śmigać w koło szukając apteczki. No zestawiając dziewczyny, jasno było widać, że dwa światy się tu stykały. Elegancka czarnowłosa dama, ubrana w zwiewną, drogą sukienkę, kobieca i piękna. Obok rozczochrany rudzielec, z sportowej bluzce na szerokich ramiączkach, wytartych jeansach i trampkach na nogach. Ani elegancka, ani kobieca, ani delikatna. Cóż, najważniejsze, że się mimo wszystko przyjaźniły nie?
-Dobra dobra... wiolonczela ważniejsza od nas... niezły wykręt. - Mruknęła tylko postanawiając zostawić TEN temat na nieco inną porę. Teraz chyba było co ważniejsze. Kate przybiegła z apteczką i kazała wyskakiwać jej z bluzki.
-Czekaj. Spokojnie. W kłopoty wpakowałabyś mnie gdybyś wezwała karetkę. - Odpowiedziała spokojnie zaglądając do apteczki. Wysoka jakość, dobre wyposażenie... no tak czego się spodziewać, pewnie mieli tutaj siłownię, basen, butlę z tlenem i respirator... na wszelki wypadek.
AC uniosła prawą rękę wstrzymując oddech i zaciskając mocniej zęby. Lewą metodycznie obmacała sobie bok i żebra..
-Dobra. Mam pęknięte trzy żebra... tak sądzę. Żadnego złamania. Nie ma obrażeń wewnętrznych. Uf. Możemy to zostawić na później. Trzeba zająć się nogą. - Mówiła rzeczowo, widać znała się na medycynie. Matka chirurg w końcu, ale AC zawsze wolała jednak w ślady ojca i do wojska iść... coś się zmieniło. W każdym razie.
Spojrzała trochę niepewnie w niebieskie oczy Kate po czy z apteczki wzięła nożyczki i rozcięła nogawkę spodni by odsłonić ranę na udzie.
-Tylko nie panikują Kate i się nie złość. Powinnam Ci powiedzieć o tym lata temu, ale wtedy się bałam. A teraz to jest chyba jeszcze bardziej niebezpieczne niż wtedy. - Zaczęła niezbyt pewnie z przepraszającą miną. Odsłoniła udo i metodycznie otarła ranę i jej okolicę gazą, by pozbyć się krwi i oczyścić miejsce. Jeśli Kate chciała pomóc nie broniła się. Rana wyglądała jak zrobiona kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt godzin temu. Otwarta co prawda, czerwona, ale nie krwawiła. Nie pokryła się strupem co prawda, ale nie wyglądała jakby była wyrządzona kilkadziesiąt minut temu.
-Pamiętasz ten wypadek samochodowy, który miałam z mamą, jak odebrała mnie po któryś zawodach w innym mieście? zimą. Nie było mnie jakiś czas w szkole. Oficjalnie, nie był groźny i potrzebowałam tylko kilku dni obserwacji. - Podjęła dalej. Dała chwilę przyjaciółce na przywołanie odpowiedniej chwili. AC pamięta dokładnie jak Kate ją odwiedzała znosząc tony słodyczy i wciąż pytając czy AC dobrze się czuje i kiedy do szkoły wraca.
-To był śmiertelny wypadek... to znaczy... powinien być... Mama miała paskudną ranę na brzuchu i inne obrażenia. Ja poharataną klatkę i nogę. Było tyle krwi. Powinnyśmy tam umrzeć nim karetka przyjechała, ale coś się stało. Moje rany się zaleczyły i uleczyłam mamę... przynajmniej na tyle by zdążyła dotrzeć do nas pomoc...
Jestem mutantem Kate.
- Wyjaśniła kończąc dramatycznie. Nie miała pojęcia jak ta zareaguje. Podsunęła jej pod nos prawą rękę, na dłoni której były jeszcze głębsze zadrapania. Zadrapania, które na oczach czarnowłosej wyleczyły się nie zostawiając nawet blizny.
-Potrafię leczyć innych, a moje ciało regeneruje się i samo leczy. Dlatego nie chciałam żebyś wezwała karetkę. - Dodała na koniec i przygryzła wargę czekając na reakcję i odpowiedź przyjaciółki. Nie potrafiła jej przewidzieć i może dlatego tak się obawiała...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Nie Mar 19, 2017 2:23 pm

Kontrast między dziewczynami faktycznie był widoczny gołym okiem, ale Kate, jak to Kate, zupełnie inna od swojej siostry, nigdy nie oceniała człowieka patrząc przez pryzmat zawartości portfela. Nigdy również nie traktowała nikogo z góry, a swoja pewność siebie budowała na o wiele mocniejszych i zdrowszych podwalinach, niż wyżywanie się na innych. Wręcz przeciwnie. Uważała, że to najgorsza forma pobudzania do wzrostu swojego ego. I nie zamierzała przechodzić obok tego obojętnie.
- Naaah, co miesięczne za zakupy z siostrą. Po ślubie stała się jeszcze bardziej zrzędząca niż była, no ale… to moja siostra – Posłała dziewczynie ciepły i zarazem nieobecny uśmiech. Nieobecny, bo myślami błądziła raczej wokół obrażeń jakie odniosła Alice. Ale dobra. Jeżeli to miało w jakiś sposób pomóc to czemu nie? Zresztą po to również pociągnęła czarny humor dziewczyny. Kate nie często była w takiej sytuacji, z drugiej strony ostatnio podjęte przez nią decyzje właśnie do czegoś takiego prowadziły. Przecież nie z każdej walki wyjdą cało, prawda? Przede wszystkim ona. Jako jedyna nie posiadała super hiper mocy. Za to samo zaparciem potrafiła pokonać wszystkich. Nie bez powodu opanowała kunszt strzelania z łuku (prawie) do perfekcji. Nie bez powodu w dość szybkim tempie stała się specjalistką od różnych sztuk walki.
W tym swoim beznadziejnym tłumaczeniu, dlaczego kontakt się urwał nie wspominała również o wolontariatach. Obydwie wiedziały, że akurat nie o to chodzi. Nie było istotne co robiła, tylko dlaczego do tego doprowadziła. Na szczęście Alice nie zamierzała drążyć. A przynajmniej póki co, a tyle wystarczyło by móc podjąć decyzje co odpowie na kolejne, słuszne zarzuty.
Zabrała skierowane wcześniej na bluzkę dłonie, skoro Alice wyraźnie zaznaczyła, że ma poczekać. No dobra. Ułożyła je na apteczce. To, że mówiła rzeczowo na temat anatomii swojego ciała jakoś bardzo jej nie zdziwiło, w końcu wiedziała kim jest mama rudzielca, no ale cały czas nie rozumiała drugiego dna w wypowiedzi przyjaciółki. ‘Dobra’? Złamanymi żebrami możemy zająć się później? Gdzieś tam z tyłu głowy, powolutku zaczęła łączyć pewne… póki co jeszcze niewypowiedziane fakty... ale nadał podtrzymywała atmosferę niezrozumienia i delikatnego zbicia z tropu.
Nic nie odpowiedziała na kolejne słowa dziewczyny. Po pierwsze nie wiedziała co, a po drugie całą swoją uwagę skupiła na ranie i na wymyślaniu niebezpieczeństw o których zdawkowo wspomniała Alice. Porwana przez mafię??? Złapana za przemyt złota skradzionego z egipskich piramid podczas wycieczki do Kairu? Ostatnio czytała o pewnej szajce...
Z każdą sekundą, wraz z rozsuwającym się pod naporem nożyczek materiałem dostrzegała też jak poważne obrażenia wyglądały na … dość zasklepione. Najpierw pomyślała, że może Alice miała tę ranę wcześniej, ale z tego co pamiętała, idąc chodnikiem zaraz przed wypadkiem nawet nie utykała. Mimo to nawet nie pytając się o zgodę chwyciła wacik i starała się pomóc w oczyszczaniu.
- O co mam się złościć? – Co do paniki to w pełni zrozumiała. Umiejętność zachowania zimnej krwi sprawdzała się teraz w stu procentach, ale na co miała się złościć? Podniosła wzrok na chwile zaprzestając oczyszczać ranę i spojrzała jej prosto w oczy. Zmrużyła powieki w geście zastanowienia, gdy Alice wspomniała swój wypadek. No pamiętała… ale co to miało do rzeczy. Z tego co pamiętała wyszła z niego bez szwanku… i na pewno bez takiej rany… blizny? Cholera… Rozbiegany wzrok Kate świadczył o zagubieniu, ale nie zamierzała jej przerywać.
Ściągnęła brwi wsłuchując się w dalszy ciąg historii z wypadkiem. Śmiertelny? Dziewczyna poczuła jak zasycha jej w gardle więc wstała i podeszła do stolika, na którym stał dzbanek z wodą. Nalała do obu szklanek i pośpiesznie upiła kilka łyków. Nie chciała by Alice poczuła się zignorowana, więc zaraz siedziała obok wyciągając do niej drugą szklankę. Wyglądała na osobę, która musiała wszystko poukładać sobie w głowie. W pierwszym odruchu chciała się zapytać, dlaczego nie powiedziała o tym wcześniej, ale z drugiej strony… czy nie byłby to wyraz hipokryzji? Sama ukrywała przed nią mroczną tajemnice, dlatego nie zamierzała robić z tego problemu. Wolała pójść o krok dalej i skupić się na teraźniejszości. Pewien pomysł wpadł jej do głowy, ale postanowiła to zostawić na później.
- No dobra, teraz już wszystko jasne…. W takim razie…. Pewnie chcesz się uleczyć? Będą towarzyszyć temu jakieś magiczne światła? Fajerwerki? – Zapytała wzorując się troszkę na mocy Wiccana.
- Mam wyjść, żebyś zrobiła to w spokoju? …I czy w ogóle mogę jakoś Tobie pomóc? Tak na serio mam o wiele więcej pytań… ale wolałabym cię widzieć poskładaną. Znajdę jakieś rzeczy na przebranie – Znowu się uśmiechnęła. Na dodatek nie wyglądała na przestraszoną, czy zdegustowaną. Najwyraźniej przyjęła to do świadomości i nic dalej się nie zmieniło, w końcu przed sobą cały czas miała Alice, prawda? Rudowłosą dziewczynę, z którą uwielbiała spędzać czas. A po drugie... ostatnio bujała się z dość zróżnicowanym towarzystwem, w którym to brak mocy był raczej czymś zaskakującym, niż jej posiadanie. Ciekawe czy Alice zwróci na to uwagę... Bo najwyraźniej chyba ją niczym nie zaskoczyła.
- A w ogóle to gdzieś się spieszysz? -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Nie Mar 19, 2017 7:58 pm

Za to lubiła Kate. Dziewczyna była najbogatszą osobą jaką AC znała... chyba... w każdym razie... ta nie dawała swoim zachowaniem tego odczuć. To, że ma kasę, że z dobrego domu, że pani, nigdy nie dała tym nikomu w kość. Nie wywyższała się, nie chełpiła. W szkole też ciężko pracowała, nic nie miała "kupione" jak to mówią. To, że gdzie by nie poszły, czy do kina, czy na lody, czy gdziekolwiek i że to Kate zawsze za wszystko płaciła nic nie zmieniało. Czarna ma dar robienia tego w tak naturalny sposób, że nawet AC nie czuła się źle z takim "sponsoringiem". To było cudowne w tej dziewczynie, a sądząc po tych kilkunastu minutach ponownego spotkania, to się nie zmieniło.

Coś innego niemal wstrząsnęło rudą. Spodziewała się jakiejś reakcji, po swojej opowieści. Jakiejkolwiek. Krzyku, histerii, paniki, niedowierzania... czegokolwiek, nawet zwykłego wooow. Kate natomiast wyglądała na zupełnie niezaskoczoną faktem, że jej przyjaciółka nie jest "normalna", jakby wiedziała o jej mocach od samego początku. AC za to wyglądała jakby dostała w twarz. Wytrzeszczyła oczy i rozchyliła japę.
-Serio...? - wydusiła. -Kate... ja Ci właśnie powiedziałam, że twoja stara przyjaciółka jest zmutowanym dziwolągiem, a nie, że przegapiła ostatni odcinek serialu. - Dodała wlepiając zielone gały w nastolatkę. -A to ponoć ze mną jest coś nie tak. - Dodała zaraz spuszczając z siebie powietrze i rozluźniając atmosferę. Miała nadzieję, że panna Bishop wyjaśni jej skąd taka reakcja, a w zasadzie to jej brak.
Jeśli jeszcze potrzebowały rozluźnić atmosferę, to Kate zrobiła to perfekcyjnie następnymi pytaniami.
-Wyjść... fajerwerki? Światełka... co? Magiczne?? CO? - Całkiem ja zakręciło. Przez chwilę nie wiedziała czy to ona zgłupiała czy Kate. Jakie magiczne światełka...
-Tak możesz pomóc. Nie, żadnych magicznych cosiów nie będzie. Chociaż jak leczę kogoś to moje dłonie leciutko świecą, ale tak delikatnie! Dobra, nie o tym. - Mówiła wciąż zaciskając zęby, ale mimo wszystko na buzi miała "banana". Nie mogła się powstrzymać. Kate była dla niej jak słońce w pochmurny dzień. Zwłaszcza teraz, gdy tak potrzebowała towarzystwa i przyjaciółki.
-Spieszę? Nie w zasadzie to nie... wręcz przeciwnie. Uczęszczam teraz do Szkoły dla Uzdolnionej Młodzieży, byłam u mamy, właśnie miałam wracać do szkoły, ale... jakoś tak... - Zająknęła się. Z jakiegoś powodu wspomnienie domu, albo szkoły, sprawiło jej ból. Szybko zmieniła temat.
-rzeczy na zmianę mam w torbie, więc zapomnij, nie wbiję się w żadną Twoją kieckę, wiesz, że jakoś nie wyglądam w nich dobrze. Nie pogardziłabym za to czekoladą i możliwością wzięcia prysznica... bo naprawdę nie chcę ubrudzić Ci bardziej pokoju. - Odpowiedziała na wcześniejsze zagadnienie przywołując znowu uśmiech na usta. Rana na nodze, oczyszczona i zdezynfekowana, regenerowała się nieco szybciej, wciąż wolno, ale widocznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Pon Mar 20, 2017 7:04 pm

To prawda, 'czarna' miała wiele darów, ale przede wszystkim mogła się poszczycić niesamowitą siłą perswazji. Akurat przy niej czasami się ścierały. Dwa potężne charakterki zwykle mogły na siebie działać destrukcyjnie, jednakże... zawsze potrafiły dojść do porozumienia. Zresztą, Kate widziała w niej materiał na dobrą przyjaciółkę. Dlaczego? Cóż, Alice nie szczędziła na szczerości. Dziewczyna miała chociaż pewność, że rudzielec powie co myśli, a nie to co chciała usłyszeć. Imponowała jej również odwagą oraz cholernie niestrudzonym, pozytywnym podejściem do życia. Kate nigdy się do tego nie przyznała, ale dzięki temu potrafiła dodać jej siły. Taak, nawet ona miewała chwile zwątpienia, ale tym również nikomu się nie chwaliła.
Wiedziała, że Alice tak zareaguje. Na serio miała ochotę się roześmiać i po części celowo nie postąpiła zgodnie z oczekiwaniami rudzielca, no ale, tak jak już było wspomniane wcześniej, obcowała z mutantami na co dzień, więc jeszcze jeden nie robił jej różnicy, a wręcz przeciwnie. Musiała przyznać, że ucieszyła się z tego newsa.
- Od razu 'zmutowanym' - Odpowiedziała pozostawiając drugą część określenia, czyli 'dziwoląga' w spokoju. Był to oczywiście żart, bo przecież wcale nie uważała jej za wynaturzenie. Wręcz przeciwnie. Co zresztą mogła wywnioskować po śmiałym i uśmiechu i spojrzeniu prosto w zielone oczy Alice.
Kolejne pytania dotyczące świateł i innych dźwięków, czy obrazów podczas używania mocy Kate zadała już poważnym tonem, choć mogło to zabrzmieć jak żarty, czy nawet naśmiewanie się, ale nic bardziej mylnego. Nie zamierzała jednak ot tak wszystkiego tłumaczyć. Niech jeszcze bardziej się zaciekawi...
- Okay. Dobrze wiedzieć, że nic mnie oślepi - Odpowiedziała tak jakby właśnie w tej chwili robiła sobie notatkę pamięciową. A może nawet tak było?
- To w czym mogę pomóc? - Zapytała po krótkiej pauzie. Niebieskooka ewidentnie o czymś myślała... Coś tam jej chodziło po głowie, a skoro takie pytania padły to znaczy, że powolutku będzie do czegoś dążyła. Dlatego też zadała pytanie o plany dziewczyny. Jednak przy odpowiedzi rudzielca zyskała jej pełną uwagę.
- Szkoła dla uzdolnionej młodzieży? - Powtórzyła zgodnie ze swoimi myślami.
- Nigdy o takiej nie słyszałam... - Kate nie miała zielonego pojęcia, że jest coś takiego jak szkoła dla mutantów. Zapewne dlatego, że ta była ukrywana przed światem. Chyba nie trzeba przypominać jak napięte nastroje panowały między ludźmi, a mutantami. Kate nawet nie była świadoma jak bardzo...
- I hej! Myślisz, że moja garderoba składa się tylko z kiecek?! - Obruszyła się, gdy Alice zasugerowała jaką to odzieżą ją uraczy. Zaraz jednak spojrzała w dół na siebie i głośno westchnęła. Wyciągnęła jeden palec w przód i dodała:
- Albo nie odpowiadaj - Przewróciła oczami, tak jak za starych dawnych czasów i zaraz opuściła rękę... a potem wstała z łóżka.
- Możesz się wziąć prysznic na tym piętrze - Wskazała kciukiem na drzwi wyjściowe z pokoju. Otworzyła szafę i wyciągnęła ręcznik, który zaraz rzuciła w kierunku przyjaciółki.
- Drzwi drugie po prawej - Dodała odwracając się przodem do niej - A ja wskoczę zaraz po tobie... jakiś taki dzień pełen wrażeń, a jeszcze nie koniec - Westchnęła i zsunęła obcasy. Dała Alice swobodę w działaniu, by na spokojnie mogła skorzystać z łazienki. Jeżeli pomyli drzwi... i otworzy nie te co trzeba, to będzie miała okazję podziwiać salę treningową wraz z pokaźną kolekcją łuków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Pon Mar 20, 2017 7:37 pm

Alice dopiero teraz zaczynała sobie zdawać sprawę jak bardzo była samotna. Po tym jak Kate zerwała kontakt... no cóż czas mijał, ruda starała się udawać przed samą sobą, że sobie radzi. Że Kate pewnie tak tylko na chwilę, a potem, że przecież ma nowych kolegów w nowej szkole i to przed którymi nie musi ukrywać, że jak rozwali sobie nogę na boisku, że ta natychmiast się wyleczy. Potem porwanie i ten cały koszmar na Kubie i wcale nie mniejszy stres, gdy wróciła. Zawsze była silna, potrafiła robić dobrą minę do złej gry nawet gdy było naprawdę niefajnie. Była na tyle dobra, że udało się jej nawet w jakimś stopniu oszukać samą siebie. Teraz gdy siedziała na łóżku w pokoju najlepszej przyjaciólki jaką w życiu miała, zdała sobie sprawę, jak bardzo tego potrzebowała. Przy Kate wszystko było łatwiejsze, prawda dziewczyny miały silne charaktery, różniły się w niektórych kwestiach, ale też się uzupełniały. Jeszcze godzinę temu Alice pogrążona była w depresji, stawiała krok za krokiem, ale tak by nie dotrzeć za szybko do celu. Było jej obojętne czy kolejny dzień nadejdzie czy nie, w zasadzie to było jej nawet obojętne czy ten tir ją zabije. Teraz znowu się uśmiechała! Po tylu miesiącach po raz pierwszy szczerze i wesoło. To był dobry dzień.
-Ha. Ja też nie. Póki nie przyjechali do nas do domu. - Odpowiedziała zdawkowo.
Wzięła czysty ręcznik i powoli wstała. Uważała by nie obciążać nogi, by nie rana się na nowo nie zakrwawiła, niech się leczy w spokoju.
-Nie koniec? Kate mam nadzieję, że teraz Ty nie wskoczysz pod ciężarówkę żeby sprawdzić jak działa moje leczenie kogoś co? - Zapytała unosząc brwi. Pół żartem pół serio, bo nie miała pojęcia do czego Kate zaczęła dążyć, a zaczęła niewątpliwie, bo badała już grunt. Takie rzeczy uwadze AC nie umkną. Tak czy siak nie miała zamiaru się nimi martwić. Kąpiel. Relaks, zregenerowanie obrażeń... tak, to były priorytety na ten czas.
-Nie zapomnij o czekoladzie. - Puściła jej oczko i wykuśtykała z pokoju.

***

Nie spieszyła się. Naprawdę miała okazję żeby się zrelaksować i korzystała z niej. Gdy była odprężona i zadowolona, z masą czekolady pod ręką regenerowała się szybciej. Najszybciej gdy spała, jak to mówią sen to zdrowie, ale teraz nawet jakby chciała to usnąć nie byłaby w stanie!
Brudne ciuchy zrzuciła, spodnie zawinęła w kłębek bo i tak były już do wyrzucenia. Wymoczyła się porządnie i wypachniła tym wszystkim co zastawione było na półkach przy kabinie. Pierwsza klasa, nawet dała radę włosy po tym rozczesać.

Wróciła po dłuższym czasie, ale była niemal jak nowo narodzona. Owinięta tylko w ręcznik, z wilgotnymi włosami opadającymi na plecy, rzuciła stare ciuchy obok swojej torby i usiadła na łózko. Siniak na prawym ramieniu zniknął całkowicie, a po ranie na nodze prawie nie było już śladu. Po wciąż płytkim oddechu można było wnioskować że z żebrami będzie jeszcze trzeba trochę czasu, ale przynajmniej siniak na boku też już nie straszył.
-Nie masz pojęcia jak bardzo cieszę się, że Cię widzę Kate. - Zaczęła. W tych słowach była wręcz nieopisana moc, szczera prawda, która ledwo AC sama ogarniała
-Mam ochotę wpełznąć pod kołdrę i pilnować Cię, żebyś znowu mi nie uciekła. - Zaśmiała się delikatnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sro Mar 22, 2017 8:06 pm

Nie było jej łatwo. Po podjęciu decyzji o zaprzestaniu kontaktów nie myślała do końca świadomie. Chciała być sama. Musiała się odciąć.Najwyraźniej zatwardziała część charakteru dziewczyny zagrała pierwsze skrzypce. Nie chciała z nikim o tym rozmawiać, a nie było nawet najmniejszej szansy, by Alice się nie zorientowała, że jest z nią coś nie tak. Może kiedyś zaweźmie się na tyle by usiąść i z nią o tym porozmawiać. Póki co jednak na samą myśl czuła ogromną gulę w gardle. Większą niż wtedy, gdy na głos musiała przyznać się do porażki. O wiele większą niż musiała się komuś zwierzyć z własnych słabości. Zresztą kto jak kto, ale Alice wiedziała jak ciężko z niej coś wydusić... I może z boku na to patrząc, wygrywająca starcie Kate wyglądała na niewzruszoną, jednakże wiedziała jak bardzo ją zawodzi, nie chcąc całkowicie otworzyć drzwi przed swoim światem. Czy czuła się bez niej samotna? Na pewno. Aczkolwiek podobnie do Alice starała się skupić na działaniu. Nie tłumaczyła w żaden sposób swojego zachowania. Na początku nie miała najzwyczajniej w świecie jakichkolwiek chęci, a potem... a potem czuła, że może być już za późno. Nie chcąc zbyt głęboko zanurzać się w przeszłości, ruszyła do przodu. Z podniesioną do góry głową.
Dopiero w tej chwili poczuła jak bardzo brakowało jej beztroski i szczypty szaleństwa jakie zaszczepił w jej życiu rudzielec. Może na pierwszy rzut oka wyglądała na pannę ułożoną, grzeczną i wywodzącą się z hermetycznego towarzystwa, jednak w spojrzeniu... skrywała łobuzerską iskrę.
Teraz natomiast było w nich zaskoczenie. 'Póki nie przyjechali do nas do domu' zabrzmiało źle. Bardzo źle. Nie chciała jej jednak zamęczać pytaniami. A przynajmniej nie teraz. Raczej zaczęła rozmyślać nad tym co to za szkoła, która sama puka do drzwi... Z zamyślenia wyrwały kolejne słowa Alice, które przyjęła z niewinnym uśmiechem.
- A to miałam w późniejszych planach, a teraz zmykaj pod prysznic - Odpowiedziała poniekąd zgadzając się na dość drastyczne sprawdzenie jak rudzielec radzi sobie z uleczaniem innych. Żart czy nie żart, końcówkę dodała chcąc już wygnać przyjaciółkę do łazienki. Dzięki temu będzie miała okazję zrobić research i poszukać coś o szkole dla utalentowanej młodzieży i och, jaki spotkał ją zawód, gdy po dobrych 15 minutach rycia w internetach... nic nie znalazła. Zamknęła głośno laptopa. Schowała dolną wargę w głębi buzi przygryzając ją i zarazem niwelując niezadowoloną minę. Maszerując w te i we w te po pokoju dotarła do szafy. Otworzyła ją i wybrała rzeczy na przebranie.
I sama nie wiedziała, czy zerknięcie w stronę leżącej na półce tabliczki czekolady nasunęło wcześniejszą prośbę przyjaciółki, czy może jej prośba otworzyła odpowiednią szufladkę pamięci, dlatego spojrzała na jedną szafek, do której zaraz podeszła.
Wstążka cały czas tam była. Fioletowa. Pośpiesznie i niedokładnie zawiązana, ale tak cholernie urocza. Sięgnęła do tasiemki by poczuć delikatny materiał pod palcami. Damn, jej ulubiona. No nieważne. Jest okazja by ją rozpakować. Złapała za tabliczkę i położyła na widoku, tak by Alice mogła się częstować.

Zmierzyła przyjaciółkę z góry na dół, gdy ta wróciła z łazienki. Oględziny wypadły pomyślnie. Dziewczyna nie nosiła śladów wcześniej zdobytych obrażeń. Huh. Może troszkę przegięła z tym oglądaniem, dlatego zaraz się zreflektowała i spojrzała w oczy posyłając uśmiech. To tylko i wyłącznie ciekawość, ale nie chciała, by Alice poczuła się w jakikolwiek sposób skrępowana.
- Przecież nigdzie nie uciekam - Posłała jej ciepły uśmiech, chcąc zapewnić, że faktycznie nigdzie się nie wybiera.
- Jesteś zmęczona? - Zapytała dobrze wiedząc, że w ostatnim zdaniu Alice nie to miała na myśli, ale chciała mieć pewność. Może po całym procesie leczenia musiała się zdrzemnąć. Pytanie wynikało z troski, a i przy okazji chciała się dowiedzieć jakie są wady jej mocy.
- Mówiłaś o tej szkole... że po ciebie przyszli... możesz wyjaśnić o co chodzi? ...Wiesz, że możesz mi zaufać, prawda? -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sro Mar 22, 2017 9:24 pm

Wiesz, że możesz mi zaufać? Czemu to zabrzmiało jakoś dziwnie? Obie mogły sobie zaufać bezgranicznie, a jednak... każda miała swoje sekrety i tajemnice, mniej lub bardziej poważne, bolesne czy niebezpieczne. O jednej z nich AC już powiedziała przyjaciółce, teraz miała opowiedzieć o drugiej? Nie wiedziała czy mogła? To znaczy nie chodziło o Kate, tylko tak w ogóle... z jakiegoś powodu nie ma żadnych ogólnodostępnych informacji o Instytucie no nie?
-Ej spokojna. To nie żadna izolatka czy obóz jeniecki. - Zaśmiała się, bo powaga Kate wydała się jej jakoś... za poważna.
Sama AC sięgnęła po czekoladę. Wciągnęła od razu dwie kostki jedna za drugą. Ruda kochała słodycze!! Potem odrzuciła ręcznik by wciągnąć na siebie świeżą bielizną i wygrzebać z torby czyste spodnie i bluzkę. Nie odpowiedziała póki co dalej na pytanie przyjaciółki o szkołę.
Bez skrępowania przebierała się, nawet wtedy gdy Kate świdrowała ją wzrokiem. Kogo jak kogo, ale czarnej nie miała powodów się wstydzić, tyle wspólnych treningów, szatni, pryszniców, basenów, plaży w lato. AC zmieniła się jednak fizycznie odkąd ostatnio widziały się. Zawsze był szczupła i wysportowana, teraz jednak jej ciało nabrało atletycznych rysów. Wyraźnie, acz nie przesadnie zarysowane wszystkie mięśnie. Ani grama tłuszczu. Widać ostro trenowała. Gdy wciągnęła na siebie czarne leginsy i jasną koszulkę na ramiączkach, chwyciła za kolejną partię czekolady i usiadła na łóżko.
-To szkoła dla dzieciaków, które tak jak ja mają aktywny gen X. Zdolności mają też nauczyciele. Z resztą, ostatnio wrzało coś, bo nasze istnienie wyszło na jaw do globalnej opinii publicznej. Sporo jest takich ludzi, sporo dzieciaków, które sobie nie radzą ze swoimi mutacjami, które się boją i które potrzebują pomocy. Instytut wyszukuje takie dzieciaki. Mnie też znaleźli. Cieszę się, bo to fajne miejsce. - Odpowiedziała uspokajającym tonem. Co więcej miała powiedzieć?
-Zmęczona? Nie... chyba... leczenie innych bardziej męczy, regeneracja jest bardziej taka... nie wiem... naturalna? Choć ciężko mówić o mutacji, że jest naturalna... chociaż... wiesz, że przez tą moc prawie nie będę się starzeć? - Westchnęła. to średnio pocieszające. Patrzeć jak przyjaciele starzeją się i umierają podczas gdy ona wciąż wygląda jak nastolatka i w takiej formie jest? Słabo słabo. to jednak będzie zmartwienie na kiedyś w przyszłości.
-Ale Kate Ty nie rób uników. Znasz więcej osób z mocami? W ogóle nie zrobiła na Tobie wrażenia informacja, że Twoja przyjaciółka jest mutantką. - Zastanawiała się czemu, a Kate jakoś nie kwapiła się z wyjaśnieniami. Trzeba było więc pociągnąć za język.
- TY TEŻ JESTEŚ!!?!! - Wciągnęła powietrze w płuca, po czym szybko wypuściła krzywiąc się, bo żebra wciąż bolały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Czw Mar 23, 2017 6:06 pm

Wiele można jej zarzucić, ale nie brak twardego stąpania po ziemi. Kate nie wymagała od Alice, po latach ciszy, zwierzeń z ostatnich wydarzeń. W przeciwieństwie do rudzielca nie kierowała się tylko i wyłącznie emocjami. Dlatego też, najwyraźniej zupełnie niepotrzebnie, chciała przypomnieć, że można jej ufać.
- To by wiele wyjaśniało skoro chyba nie chcesz wrócić - Słysząc jej odpowiedź po prostu wzruszyła ramionami. W śmiechu Alice wychwyciła nutę braku przekonania, a i jej riposta zakrawała ni to o żart, ni to o wyjaśnienia, skąd takie słowa znalazły ujście w ustach Kate.
Bezwstydu przesunęła wzrokiem po nagim ciele Alice. Zauważyła zmianę. W sumie obydwie mogły się poszczycić zadbaną figurą, ale Bishop, w przeciwieństwie do rudzielca należała raczej do tych smukłych i gibkich, niż masywniejszych dziewcząt. Może przez te lekcje baletu? Uczęszczała na nie od najmłodszych lat, rozciągając się do granic możliwości. Co prawda trenowała taniec bardziej dla ojca, niż dla siebie, ponieważ uwielbiał patrzeć jak kręci piruety. Praktycznie tylko wtedy zwracał na nią uwagę. Nabyte od najmłodszych lat umiejętności ułatwiły naukę innych, bardziej destrukcyjnych. I tak też stała przed nią. Niewinnie wyglądająca, karate kid Kate.
- Ale przepakowałaś – Tym razem z pomiędzy jej warg uciekł cichy śmiech. Oparła tyłeczek o oparcie fotela i zajęła się składaniem rzeczy, które miała ubrać zaraz po kąpieli. Przez ten czas z ogromną uwagą wysłuchała ważnych informacji na temat tajemniczej szkoły. To czym się zajmują… cóż w pierwszym momencie pomyślała o Rapidzie. Nie do końca panował nad swoimi mocami i niósł za sobą pewne zagrożenie. Może tam powinni go wysłać na przeszkolenie?
- A co się dzieje jak osiągasz najwyższy stopień? Zostajesz… X-Menem? – Troszkę zażartowała, ale jednak Alice mogła wyczuć tą niepewną nutkę, która mogła zasugerować, że w głowie Kate pojawiła się pewna teoria i wypowiedziała ją zanim zdążyła przemyśleć. Tak często celowała prosto w dziesiątkę.
- Nie będziesz się starzeć? To świetnie już wiem kto będzie się mną opiekował na starość – Roześmiała się.
- A coś czuje, że będę baaardzo wredną i zgryźliwą staruszką – Jej uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył. Wredne to i złośliwe już teraz, a co dopiero za kilkadziesiąt lat.
- Nie robię uników, właściwie chciałam tobie wcześniej o nich opowiedzieć, ale jakoś… - Potrząsnęła czupryną roztrzepując swoją grzeczną grzywkę.
- ...Czymś innym mnie zainteresowałaś – Dodała wypuszczając powietrze. Odepchnęła się od oparcia i wyszła na środek pokoju. Chciała iść do łazienki, ale Alice zatrzymała ją krzykiem.
- C-co?! – Spojrzała na nią rozbawiona – Jaaa? Nieee, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Ja mam wrodzony dar przekonywania. Czekaj, pójdę wziąć prysznic i wszystko Tobie opowiem, okay? Ale teraz na serio idę. …I zostaw mi chociaż jedną kostkę! – Ostatnie zdanie rzuciła już zerkając na przyjaciółkę przez ramię, ponieważ ruszyła do łazienki.
Będąc w sporym, wyłożonym jasnofioletowymi kafelkami pomieszczeniu zsunęła z siebie obcisłą sukienkę. Nie było łatwo samemu rozpiąć zamek, który sięgał aż do szyi, a ciągnął się do dołu pleców, no ale skoro sama zdołała ją zapiąć to i bez pomocy da radę ją rozpiąć. I tak też się stało. Nie minęły dwie minuty, a naga Kate stała pod gorącym strumieniem wody. Sukienka, pończochy i bielizna zostawiła leżące niedbale na podłodze. Pooootem posprząta. Teraz musiała zebrać myśli, a strużki gorącej wody tylko w tym pomagały.
Gdy wróciła do pokoju wyglądała na bardziej wypoczętą. Na sobie mała postrzępione jeansy, a na górze fioletową luźną bluzkę, z tych opadających na jedno nagie ramię. Na szyi natomiast delikatny łańcuszek ze strzałą. Wycierając włosy w ręcznik usiadła na łóżku obok przyjaciółki.
- A więc…Stworzyliśmy ze znajomymi pewną inicjatywę… Pomocową inicjatywę. Sama dobrze wiesz jak źle się dzieje w Nowym Jorku. Mściciele czy nawet X-meni nie zawsze dotrą na czas, zresztą ostatnio ciągle są zajęci, dlatego postanowiliśmy im pomagać. Na początku mieliśmy działać pod jedną z tajnych organizacji, ale szybko się z tego wycofaliśmy... – Uniosła brwi i posłała jej pytające spojrzenie.
[b]- I tak, teraz jest czas na zadawanie pytań -
Znała ją na tyle, że wiedziała, nie skończy mówić, a Alice będzie jej przerywać. ...No chyba, że zwykle w gorącej wodzie kąpana duszyczka nauczyła się cierpliwości?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Czw Mar 23, 2017 7:21 pm

-Nie! To nie tak... znaczy... Kate ja ostatnio... życie mi się spieprzyło bardziej niż mogę sobie to wyobrazić... nie wiem jak sobie mam poradzić... zresztą widziałaś. snułam się jak duch, póki ktoś nie dał mi pretekstu żeby wskoczyć pod ciężarówkę. - Zaprzeczyła szybko. Zająknęła się równie szybko. Skrzywiła i przetarła twarz jakby chcąc ją opłukać zimną wodą. Weszła z rozpędu na kruchy lód, na który nie zamierzała się pchać. Zganiła się za to w głębi. Z ulgą odebrała więc wyjście przyjaciółki do łazienki. Miała chwilę żeby się ogarnąć i odzyskać równowagę.
Wiedziała, że Kate do tego wróci. Szykował się ciekawszy temat co prawda, ale znała ją na tyle, z resztą w tym bardzo były do siebie podobne, czarna odnotowała to w pamięci i wróci do tematu, tego była pewna jak koloru własnych włosów.

Nim Kate wróciła zdążyła opędzlować ponad pół tabliczki. To jednak pomogło. Nabrała troszkę rumieńców i zdawała się pogodniejsza. Jak to czekolada łagodzi obyczaje!
Kate podjęła dalej temat, na szczęście ten nie bolesny, w sumie to i dobrze. Na bóle i jednej i drugiej pewnie przyjdzie bardziej odpowiednia pora. Najlepiej wieczorem z dużym wiadrem lodów i kakao, po dniu pełnym wrażeń.
Tymczasem wysłuchała przyjaciółki. Minę miała zdziwioną, niemal zszokowaną. Brwi unosiła coraz wyżej do góry. To było takie nieme "WTF".
Alice miała poważne zaległości. Gdy działo się wszystko TO w NY jej tu nie było. Miała swoje sprawy dalece ważniejsze od zagłady miasta. Nadrabiała informacje z internetu, ale nie żeby jakoś specjalnie się tym interesowała.
-Stark, Mściciele... X-Meni... tajne organizacje... - Chyba trochę ją zatkało. No dobra, może więcej niż trochę. -Chcesz mi powiedzieć, że z bandą dzieciaków założyliście klub "Nastoletni Mściciele" i bawicie się w ratowanie świata? Serio? - Nie wiedziała czy ma się śmiać, kpić, płakać czy jeszcze co innego. Chwilę nawet przypuszczała, że Kate jaja jakieś sobie robi, jako forma małej zemsty za to, że nie powiedziała jej o swoich mocach wcześniej.
-Ty poważnie... - Zreflektowała się widząc, że mina Kate nie zdradzała żadnych dowcipów. -Dlatego nie zdziwiło Cię, że mam moce! Znasz innych! Przez Hugo ominęło mnie więcej niż sądziłam. - Odetchnęła i wstała. Była tak zaaferowana, że zapomniała nawet że wciąż ją ostro kuje w boku.
-Eeee... no dobra... mnie zatkało... weź opowiadaj co i jak... bo... ja cię... - no to ładnie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Mar 25, 2017 6:45 pm

Miała rację. Nigdy wcześniej nie widziała rudzielca tak przygaszonego i wyzutego z wszelkich emocji, a chęć z jaką rzuciła się pod samochód… no cóż, pozostawiała wiele do życzenia. Przesuwając wzrokiem po dłoniach, za którymi schowała zdała sobie sprawę, że jest poważniej niż myślała. Nie mogła jej zrozumieć, bo jak mogła nie wiedząc co tak naprawdę zaszło? Ale była gotowa to dźwignąć. Ba, wolała to niż zrzucanie z siebie swoich problemów. Mimo to podjęła decyzję o pozostawieniu dziewczyny samej, ot tak by zebrała myśli. A w tym pomoże czekolada. Zawsze pomagała, co nie?
Kate również miała okazję się zrelaksować. Prysznic pomagał. Prawie zawsze. Tylko raz nie wystarczył przy pozbywaniu się złych emocji. Teraz nie potrzebowała chłodnego osądu, ale i tak przez to co stało się w przeszłości nie potrafiła oddać się chwili. W pełni ucieszyć się z tego spotkania. Trzeba to zmienić. Uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze. Początkowo odrobinie sztucznie, ale po chwili zobaczyła w swoim spojrzeniu prawdziwą siebie. Chwile później siedziała już na swoim łóżku i wpatrywała się w przyjaciółkę z tym samym, delikatnym uśmiechem, który niestety powoli znikał.
Nie przestała mówić widząc tą dość zszokowaną minę Rudzielca. A potem przyszła kolej wątpliwości rudzielca. Nie do końca takiej reakcji się spodziewała. Czyżby ten pomysł na serio wydawał się, aż tak szalony? W dobie wieku gdzie bohaterowie z super mocami starali się pomagać jak mogli? Pomimo zaskoczenia postanowiła jej nie przerywać.
Wpatrywała się w dziewczynę z poważnym, wręcz niezłomnym wyrazem twarzy. Zacisnęła mocniej usta przy ‘bandzie dzieciaków’, tym samym powstrzymując się od szybkiego i ostrego komentarza. Na serio? Uważała ich za byle jakich gówniarzy bawiących się w bohaterów? Kate, jak zwykle w takich sytuacjach, poczuła nieodpartą chęć udowodnienia, że jest wręcz przeciwnie. W takich momentach wzbierała w niej jeszcze większa siła. Jakby nie patrzeć dziećmi już nie byli. Może nie zachowywali się jak wielce dorośli, ale wiedzieli czego chcą i byli bardzo zdeterminowani by wspólnymi siłami poprowadzić grupę, dzięki której mogą ocalić istnienie niewinnych osób. Jednak to nie wszystko. Kate miała jeszcze własne pobudki. Dziewczyna pragnęła być kimś. Chciała nadać swojemu jestestwu jakieś znaczenie. Chciała być kimś lepszym od swojego ojca. Być jak Hawkeye. Jej wybawca z dzieciństwa. Jej największy bohater.
- Świata jeszcze nie, ale jeżeli zajdzie taka potrzeba to staniemy do walki – Odpowiedziała bez krzty uśmiechu. Nawet powieka jej nie zadrgała. Och, jeszcze bardziej zatęskniła za Tommym. On by wiedział jak wykorzystać każde wypowiedziane przez Alice słowo w bardzo, ale to bardzo dosadny sposób. Musiała przyznać, że był w tym mistrzem. No, ale nic to. Miała zamiar poradzić sobie na swój sposób, dlatego cicho odchrząknęła.
- Jaka jest myśl przewodnia waszej szkoły? Jest jakaś w ogóle? Na serio uczucie się panować nad mocami… po nic? Pytam, bo nie wiem - Wzruszyła ramionami. Może faktycznie uczyli ich jak przetrwać i kamuflować swoje moce w świecie, gdzie człowiek, człowiekowi wilkiem, ale wyczuwając trzeciego 'wroga' potrafili się zjednoczyć... i to w niesłusznej sprawie.
- A X-meni? Wszyscy są ‘dorośli’? – Uniosła brwi wyczekując na odpowiedź.
- Tak, znam innych mutantów. Chciałam cię zabrać do naszego miejsca spotkań, żebyś ich poznała… ale powiedz mi tylko jedno… kim do diabła jest Hugo? -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Nie Mar 26, 2017 11:43 am

Może Kate miała rację i to Alice zareagowała niewłaściwie. Ruda spuściła głowę i wbiła oczy w swoje dłonie leżące na kolanach. Tyle się zmieniło. Kiedy odkryła swoją moc, była przerażona, bała się skończyć w jakimś laboratorium jako czyiś królik doświadczalny. Potem dowiedziała się, że są inni tacy jak ona. A teraz w zasadzie to już nikogo nie dziwi. Mściciele, bogaci ekscentrycy z reaktorem atomowym w piersi, bogowie z mitologii, magiczne artefakty, kosmici... nastolatka z jej zdolnościami przy tym nie wydaje się czymś szczególnie niebezpiecznym, albo "wow". Skąd więc to zdziwienie, gdy Kate powiedziała jej o grupie młodzików, która chce zbawiać świat?
Niby nie miała na myśli nic złego, nie chciała ich okpić, ani nic w tym stylu, wyszło jednak niezbyt taktownie.
Może to dlatego, że przez te lata sama AC nabrała niezdrowej pewności siebie, przeświadczenia, że jest niezniszczalna, że nikt i nic jej krzywdy nie zrobi... może ta reakcja wynikała z tego właśnie podświadomego przeświadczenia, że nieważne jak byłoby niebezpiecznie, ona zawsze wyjdzie z tego cało, ale Kate, albo ktoś inny już nie koniecznie...

Nie odpowiedziała na zarzutu i pytania przyjaciółki. Dopiero gdy padło imię Hugo łzy skapnęły na jej kolana.
-Przepraszam Kate. Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało. Nie powinnam się dziwić... kosmici mało co nie zrównali z ziemią całego miasta, którego bronili mityczni bogowie i herosi, a ja się dziwię, że młodziki ze zdolnościami nie chcą ich marnować. Przepraszam. - Powiedziała ze smutkiem nie patrząc na dziewczynę. Potem dłuższą chwilę milczała próbując zapanować nad łzami i samą sobą.
-Był moim przyrodnim bratem. Starszym. Bękartem mojego ojca. - Wydusiła przez zęby. Zacisnęła powieki i wstrzymała oddech. Z jednej strony chciała się wypłakać, wyżalić i wyrzucić z siebie ten ciężar, a z drugiej nie chciała zadręczać Czarnej godzinę po tym jak ją odzyskała!
-Kate... to chyba nie jest odpowiedni moment... na takie historie... Nie chcę Cię tym obarczać... poza tym dopiero godzinę temu się spotkałyśmy... mamy tyle do nadrobienia... właśnie powiedziałaś mi o nastoletnich zbawcach świata... zajmijmy się tym... bolesne tematy zostawmy na później... jak emocje opadną... na jakiś dzień, wieczorem przy dużym wiadrze lodów orzechowych... mamy sobie wiele do powiedzenia, wyjaśnienie i wyżalenia. Tak bardzo Cię potrzebowałam... dalej potrzebuję... ale nie chcę Cię zasypać wszystkim na dzień dobry bo mi znowu zwiejesz. - Dodała na koniec spoglądając wreszcie na nastolatkę i uśmiechnęła się przez łzy.
Wstała, pociągnęła nosem i przetarła oczy.
-Dobra, to idziemy gdzieś? Po drodze opowiesz mi waszym składzie. - rzuciła na zachętę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sro Mar 29, 2017 10:54 pm

Problem z byciem superszybkim jest taki, że robisz rzeczy tak szybko, że zwyczajnie musisz planować dzień praktycznie co do sekundy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Tommy nie był dobry w tym całym planowaniu, w końcu to wymaga zatrzymania się, dokładnego przemyślenia wszystkich opcji... He ain't got time for that. W tym wypadku ta wada oznaczała, że przybył na miejsce o 10 minut za wcześnie. Dziesięć minut w czasie speedstera to coś około wieczności.

Przed dostaniem się do budynku załatwił sobie nowe ubrania, bo nie mógł znieść dziadziowatego ubranka ojca tamtej dziwnej dziewczyny. Zdobył prosty t-shirt w cienkie, zielono-białe poziome paski. Towarzyszył temu szary dres z szerokimi nogawkami i zielonymi sznurkami, wystającymi z przodu. Poza tym nosił proste, czarne trampki. Początkowo zastanawiał się nad czymś bardziej eleganckim by przypodobać się Kate, ale doszedł do wniosku, że (o ile chciałby by było inaczej) to nie randka i będą tam inni ludzie. Wolał nie podrywać jej przy tłumie. Eh, ma niesamowitego niefarta do spotykania się z nią sam na sam.

Tak czy siak, w końcu wylądował przed jej domem, jak wspomniano wcześniej, dziesięć minut przed czasem. Zerknął nerwowo w górę, na budynek. Z jakiegoś powodu wydawał się przerażający albo raczej to co mogło go czekać w środku było przerażające. Tu mieszka. Co jeżeli jest tam ktoś z jej rodziny i będzie oceniał każdy jego ruch? Przymknął na chwile oczy i wziął głęboki wdech. To po prostu spotkanie. Poza tym on miałby mieć problem z dziewczyną, phi.

Zbliżył się do klamki i powoli wyciągnął ku niej dłoń. Co prawda budynek miał windę, ale by się rozładować, Tommy wbiegł po schodach. Po drodze zatrzymał się przy lustrze, by poprawić sobie ostatecznie włosy. W końcu pojawił się przed drzwiami apartamentu. Zerknął za siebie by sprawdzić czy ktoś jeszcze się pojawił. Zacisnął dłoń w pięść i zapukał parę razy w drzwi. Teraz nie ma odwrotu... Oby nie pomylił adresu.

*******
tbh nie wiedziałem czy wejść. Wiem, że spowalniam rozgrywkę. Ha, ta ironia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 397
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Czw Mar 30, 2017 12:17 am

Po zakończeniu drużynowego spotkania - owocnego, ale zarazem bardzo stresującego - Billy nie był do końca pewien co powinien ze sobą zrobić. Oczywiście nasuwało mu się kilka opcji, mniej lub bardziej ważnych czy pociągających... Ale nie wiedział którą wybrać. Najpilniejsze zdawało mu się porozmawianie z rodzicami, ale z drugiej strony wcale mu się do nich nie spieszyło, gdy wyobrażał sobie czekającą go dyskusję i konieczność tłumaczenia się ze swoich ostatnich poczynań. Zamiast tego wolałby wybrać się na te dwie godziny do schronu, żeby spędzić trochę czasu z Victorem, najprawdopodobniej głównie przyglądając się jego pracy, bo na coś więcej brakowało mu śmiałości i odwagi. Mógłby też rozejrzeć się za Eugene'em i Klaudią... Albo skoczyć do dowolnego innego członka grupy. Skoro już o tym mowa, to bardzo chętnie pogadałby z Cassie o jej relacjach z Mścicielami.
Ostatecznie jednak nastolatek uznał, że powinien zachować się dojrzale i odpowiedzialnie - i stawić czoła rodzinie. Powrót do domu z Central Parku zajął mu około pół godziny, gdyż tym razem wyjątkowo zdecydował się zrezygnować z teleportacji i skorzystać z bardziej konwencjonalnej metody podróżowania, jaką stanowiło metro. Przez całą drogę coraz bardziej się denerwował, narastała w nim panika oraz chęć ucieczki, ale mimo to starał się ułożyć sobie w głowie wystarczająco dobre wyjaśnienia... Co wcale nie przychodziło mu łatwo. Stojąc przed drzwiami mieszkania był już w stanie myśleć tylko i wyłącznie o tym, aby wszystko jakoś się ułożyło. Kurczowo trzymał się tej nadziei... Ale nigdy nie należał do optymistów.
Nie spodziewał się przyjęcia, które na niego czekało. To znaczy, oczywiście doskonale pamiętał, że zostawił rodzicom list opisujący szczegóły jego sytuacji i tłumaczący konieczność zniknięcia na jakiś czas... A pomimo całego tego stresu w głębi ducha wiedział, że na jego widok mama i tata w pierwszej kolejności poczują pewnie ulgę i nie zaczną mu od razu robić wymówek... Ale ich reakcja i tak przekroczyła jego najśmielsze oczekiwania. Wyściskali go, nakarmili, wypytali o szczegóły... Za to nie wydawali się być źli. Serce chłopaka biło przez ten czas jak oszalałe, był w pełni gotów na wykład o tym, dlaczego postąpił niewłaściwie - ale ten nie nadszedł. Pewnie uznałby to za dziwne i podejrzane, gdyby nie był zajęty cieszeniem się ze swojego niezwykłego szczęścia.
Rodzice przyjęli nawet dobrze wiadomość o tym, że znów musiał wyjść. Umyślnie podał im wcześniejszą godzinę, nie zaś tę, o której powinien się stawić u Kate. Przed wybraniem się do niej chciał załatwić coś jeszcze... Nie mógł się powstrzymać, choć przez - krótką - chwilę naprawdę próbował. Chyba miał po prostu za słabą wolę i o wiele zbyt dobrze rozwinięte skłonności masochistyczne.
Po szybkim prysznicu i przebraniu się - w ciemne ubrania, czerń i czerwień, byle nie rzucać się za bardzo w oczy, gdy znajdzie się już na mieście - Kaplan wymknął się na dach i teleportował się do schronu. Wbrew pozorom nie od razu odszukał w nim Victora - najpierw zajrzał jeszcze do wciąż nieprzytomnej Skuld. Jej śpiączka z pewnością nie była naturalna, przez co nie chciał sam jej wybudzać... Powoli zaczynał rozważać podjęcie próby odesłania jej do Asgardu. Tam chyba powinni być w stanie jej pomóc, prawda? Wcale nie chodziło o to, że chętnie również by się tam wybrał.
Billy nie potrafił za długo odmawiać sobie przyjemności zobaczenia Victora, w związku czym szybko wymknął się z pokoju przydzielonego Skuld. Odnalezienie Latynosa nie było trudne, zresztą pewnie po części dlatego, że on sam musiał zdawać sobie sprawę z obecności Kaplana w schronie - koniec końców jego teleportacja nigdy nie była zbyt subtelna. Choć ze wszystkimi ich spotkaniami wiązała się pewna dawka stresu - przynajmniej po stronie Billy'ego - to jednak na widok Victora nastolatek od razu poczuł się lepiej. Trochę przerażała go świadomość tego, jak szybko rozwijało się w nim to... Zainteresowanie... Ale Vic był taki miły, że chyba nie miał żadnych powodów do niepokoju. Może tylko te mieszane sygnały, które od niego otrzymywał... Ale starał się nimi nie przejmować.
Kaplan został w schronie tak długo, jak tylko mógł, obserwując poczynania rówieśnika i prowadząc z nim luźną rozmowę. Baza wyglądała coraz lepiej. Gdyby tylko znaleźli sposób na to, aby każdy mógł się do niej przenosić bez potrzeby korzystania z pomocy Billy'ego... Tak, wówczas na pewno zrobiliby z niej użytek. W końcu jednak nadszedł czas pożegnania i nastolatek niechętnie teleportował się z powrotem do Nowego Jorku - z jakimiś dziesięcioma, a może nawet piętnastoma minutami w zapasie.
Dzięki odpowiedniemu ujęciu zaklęcia chłopak wylądował na dachu budynku, który zajmowała Kate. Jak do tej pory nie miał jeszcze okazji przebywać w środku, ale zdawał sobie sprawę z paru szczegółów - i jeden z nich zamierzał teraz wykorzystać. Wiedział, że dziewczyna mieszkała na najwyższym piętrze, a jej sypialnia posiadała balkon... Na który łatwo mógł zeskoczyć, dla bezpieczeństwa asekurując się telekinezą. Najpierw obszedł dach dookoła tuż przy krawędzi, wyglądając zza niej, aby znaleźć właściwe miejsce - a następnie wziął już głęboki oddech i osunął się niżej. Dobrze, że z tego wszystkiego zaczynał się przyzwyczajać do sporych wysokości.
Ujrzane jeszcze przez okno fiolety utwierdziły Kaplana w przekonaniu, że dobrze trafił. Oczywiście widok samej Kate również w tym pomógł, choć Billy'ego odrobinę zaskoczył fakt, że przyjaciółka miała już jakieś towarzystwo, w dodatku dla niego obce. To... Trochę komplikowało sytuację. Nie miał jak wyjaśnić wchodzenia przez balkon. Chyba że... Jeżeli na dach prowadziły ogólnodostępne schody, być może jednak mógłby stworzyć jakąś mało wiarygodną, ale możliwą do kupienia bajeczkę? Z całą pewnością nie zamierzał szukać teraz innego - odosobnionego i wystarczająco przestronnego - punktu do teleportacji, żeby z niego wracać się grzecznie pod mieszkanie.
W duchu zastanawiając się nad dobrym wyjaśnieniem, Billy zbliżył się do drzwi i już odruchowo zamierzał telekinetycznie nacisnąć znajdującą się po ich drugiej stronie klamkę, gdy przypomniał sobie, że tego również nie powinien robić. Same problemy, ot co. Gdyby tylko miał pewność, że ten rudzielec wiedział o ich sytuacji... Ale niestety takiej pewności nie posiadał i w związku z tym nie powinien ryzykować.
Jeżeli do tej pory nie został przez nikogo zauważony, Kaplan ograniczył się do zastukania w szybę, domagając się wpuszczenia. Jeśli jednak dziewczęta nie zwróciły na niego uwagi i na czas opuściły pomieszczenie, zwabione pukaniem z drugiej strony mieszkania - o którym Billy nie miał pojęcia, że powinno rozlegać się właśnie teraz - wtedy nastolatek mógł już bez skrępowania otworzyć sobie drzwi i wkroczyć do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Kwi 01, 2017 10:55 am

Nie zamierzała się znęcać za tą dość negatywną w skutkach reakcję Alice. Nie poczuła jednak żalu, gdy ta uciekła wzrokiem na dłonie. Nie wiedziała, co przez ten czas rozłąki działo się z przyjaciółką. Może sama nie była wzorem do naśladowania, ale chyba nigdy nie wyśmiała rudzielca, na dodatek, aż w tak perfidny sposób, gdy ta dzieliła się z nią szalonymi pomysłami. Dlatego w pierwszym momencie zupełnie nie zareagowała widzą minę zbitego psa. Ba. Skrzyżowała ręce i z zamkniętą postawą czekała na jakieś wytłumaczenie. O dziwo, nie nastała między nimi krępująca cisza, a Kate i tak odpuściła srogą minę, widząc łzy skapujące na dłonie dziewczyny. Od razu sięgnęła po chusteczkę z pudełka znajdującym się obok łóżka i przysiadła obok rudzielca. Podała jej miękki, zachęcający wręcz do wypłakania się materiał.
Wysłuchała przyjaciółki, ani razu jej nie przerywając. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że w jej życiu faktycznie delikatnie mówiąc się pochrzaniło. Zresztą nie była w tym sama. Może wyglądała na pannę pochodzącego ze stabilnego domu, ale nie do końca wszystko się zgadzało. Ojciec był dobrym biznesmenem, ale jego działalność należała do tych wątpliwych. To trochę smutne, że na swoim ogródku nie potrafiła zrobić porządków, a chwytała się pracy bohaterki. Cóż, zapewne w jakiś sposób wszystko sobie wyjaśniła. No bo, hej… czy dzięki kasie ojca właśnie nie załatwiła prawie wszystkim członkom strojów? Prawie, bo nowych jeszcze nie zdążyła ogarnąć, ale dajcie jej czas… dajcie czas… miała tak dobre oko, że nie musiała nawet prosić o wymiary.
Gdy Alice skończyła mówić po prostu ją objęła i mocno do siebie przytuliła. Głaszcząc po plecach cmoknęła w rudą czuprynę, a potem ciężko westchnęła.
- Słuchaj… po pierwsze, Ty nie możesz mnie obarczać… Ty [u]musisz[/i] mnie obarczać, bo tego chcę, a po drugie naprawdę wole wiedzieć co zaszło między tobą, a tym... Hugo – Ujęła twarz rudzielca w dłonie i nakierowała na swoją twarz. Patrząc w prosto w oczy przyjaciółki mówiła dalej:
- Nie mówię, że teraz, zaraz. Zgadzam się na później, żebyśmy sobie wszystko poukładały, ale chce, żebyś wiedziała, że możesz na mnie liczyć. Zawsze mogłaś… po prostu… - Przygryzła dolną wargę i sama uciekła wzrokiem, ale tylko na kilka sekund.
- Sama trochę się pogubiłam, ale teraz widzę wszystko wyraźnie i czysto. Wiem czego chcę – Puściła twarz Alice, a gdy ta wstała powiodła za nią wzrokiem.
- I czekaj – Sięgnęła do torby i wyjęła komórkę. Dopiero teraz zorientowała się, że Tommy potwierdził spotkanie. Nie powstrzymała również delikatnego uśmiechu widząc wiadomość od niego. W sumie nie wiedziała kto dokładnie przyjdzie dlatego pokrótce opisała całą drużynę. Billy’ego, Tommy’ego, Eliego, Cassie, śpiącą asgardiankę i kilka innych osób oraz dwa nowe nabytki. A może trzy? Sama nie wiedziała co z Noiro, no ale nieważne. Przecież się dowie. Nie ma co zaprzątać sobie głowy. Tyle o ile opisała również na czym polegają ich moce. Tylko przy Wiccanie miała mały problem, dlatego skupiła się na faktach, czyli teleportacji, piorunach i ogólnie rzecz biorąc mistycznej aurze chłopaka. Nadmieniła również o niesamowitym podobieństwie między Billym, a Tommym, ale zaznaczyła, że nie są braćmi.
- Także póki co nigdzie nie musimy iść – Dodała gdzieś między opisem tej zwartej ekipy – Zaraz powinni się zjawić – Posłała jej uśmiech. Cóż za zbieg okoliczności, akurat po wypowiedzianych przez KAte słowach ktoś zapukał do drzwi.
- Oho i to przed czasem – Zerknęła na tarczę zegarka na przegubie dłoni, a potem ruszyła do wyjścia z pokoju.
- Zaraz wracam – Rzuciła do przyjaciółki i zbieg po schodach. Zatrzymała się przed drzwiami i bez zastanowienia chwyciła za klamkę. Tommy nie musiał długo czekać. Tuż po charakterystycznym szczęknięciu zamka mógł podziwiać ładną buzie Kate ze ślicznym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Włosy jeszcze odrobinę mokre, tym razem nie tworzyły misternej fryzury, ani zwykłego kucyka z tyłu głowy. Rozrzucone dookoła głowy tworzyły artystyczny nieład. Grzywka od biegu po schodach również dodawała jej porannego uroku, choć z porankiem już dawno się pożegnali. To czego nie mógł dostrzec to niesamowicie szybko bijącego serca. Bieg po schodach aż tak ją zmachał? Nie sądzę.
- Hej – Przywitała się i spojrzała raz w lewo, raz w prawo – Widzę, że jesteś sam – Dodała już raczej retorycznie, ku potwierdzeniu własnych spostrzeżeń, a potem bez skrępowania wyciągnęła dłoń i w żartobliwy sposób wciągnęła Tommy’ego do mieszkania, łapiąc za wystające dresowe sznurki.
- Chodź, chce ci kogoś przedstawić – Puściła je zaraz i zamknęła za nimi drzwi. – Chcesz się czegoś napić? Coś się wydarzyło pod moją nieobecność? – Zapytała cały czas wpatrując w chłopaka. Przez myśl jej przeszło, że Tommy pojawił się wcześnie specjalnie, by mieli okazję porozmawiać sam na sam... Ech, no cóż. Niestety, nie tym razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Wto Kwi 04, 2017 10:19 am

Alice nie odpowiedziała więcej na ten temat. Przyjęła ze spokojem słowa przyjaciółki i przytaknęła. Potrzebowała rozmowy, bardzo, ale zdecydowanie nie w tej chwili. Kto wie, może obie dziewczyny nie zdawały sobie jeszcze sprawy jak bardzo siebie wzajemnie potrzebowały?

Nie było czasu się jednak nad tym zastanawiać. AC sądziła, że Kate zaraz ją gdzieś zabierze, że pojadą w jakieś ustalone miejsce spotkań czy czegoś w tym stylu, a tu niespodzianka! Zanosiło się, że ów miejsce jest właśnie tu, albo że czarna zwołała do siebie ekipę. Rozległ się dzwonek do drzwi i dziewczyna wyparowała by je otworzyć. Ruda miała chwilę żeby odetchnąć i odzyskać równowagę. Znaczy miała nadzieję na taką chwilę, ale jej nie otrzymała. Niemal w tej samej chwili, w której Kate zamknęła za sobą drzwi pokoju, na balkonie wylądował jakiś chłopak. Z dachu zeskoczył czy co?!
Alice obejrzała się na drzwi czy Bishop przypadkiem nie wraca, ale nie. Została sama z chłopakiem za szybą. Wstała z łóżka i powoli podeszła do drzwi balkonowych. Lekko się uśmiechnęła do nieznajomego. Połączyła fakty, może trochę sobie dopowiedziała. Kate mogła zadzwonić po nich gdy któraś była w łazience. W końcu rozmawiały na ten temat i kto wie czy nastolatka właśnie tak sobie tego nie zaplanowała. Otworzyła drzwi balkonowe stając w wejściu.
-Em... drzwi wejściowe są chyba piętro niżej. - Zaczęła z uśmiechem i rozejrzała się po balkonie. Ktoś był z chłopakiem? Nie? Okej. Jak on tu wlazł?! Przecież drabiny nie było.
-No i Kate też chyba jest właśnie na dole, bo o ile Ty nie zadzwoniłeś właśnie dzwonkiem to ma też innego gościa. - Dodała po czym odsunęła się i otworzyła drzwi szerzej by przepuścić chłopaka.
Postępowała nieostrożnie? Pewnie tak, w końcu go nie znała, mógł być kimkolwiek, ale ostrożność do mocnych cech AC nie należała, zdecydowanie.
-Nazywam się Alice Carter. AC jak kto woli. Kate zaraz przyjdzie, mam nadzieję, że nie urwie mi głowy za to, że Cię wpuściłam. Albo, że Ty mi zaraz głowy nie urwiesz. - Przedstawiła się dodała ze śmiechem na koniec, po czym poczęstowała się kolejną kostką czekolady i usiadła na łóżku, dokładnie w tym miejscu, na którym siedziała chwilę wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Czw Kwi 06, 2017 4:05 pm

Zgodnie z jego oczekiwaniami, drzwi otworzyła mu Kate. Na jego twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Jego gałki oczne szybko, choć dokładnie się jej przyjrzały. Musiał przyznać, że nie widział jej jeszcze z tej strony. Wyglądała bardziej casualowo niż zwykle. Nie ułożyła nawet włosów, które zresztą wyglądały na nieco mokre, jakby niedawno je myła. Powinien się spodziewać, że nie przywita ich w sukni wieczorowej, ale czasami zapominał, że ktoś tak fajny jak ona to też tylko człowiek.

-Hej-
Wyciągnął rękę z kieszeni i pomachał jej na przywitanie. Kiedy zaczęła patrzeć na boki, Tommy instynktownie odwrócił się by zobaczyć na co patrzy. Okazało się, że tylko sprawdzała czy przyszedł sam.
-Ta, przyszedłem sa...- zaczął wyjaśniać gdy nagle zauważył jak dziewczyna wyciąga rękę. Momentalnie jego policzki zapłonęły czerwienią. Mógł skupić się w tym momencie tylko na jej dłoni. Domyślał się, że nie chce zrobić niczego...złego, ale mimo wszystko jego serce chyba właśnie swoim biciem zbliżało się do prędkości światła. Uspokoił się nieco dopiero kiedy został wciągnięty. Zaśmiał się i spojrzał jej w oczy. Położył sobie jedną rękę na klatce piersiowej, a drugą opierał się o ścianę. Jego brew podeszła do góry.
-"Kogoś przedstawić"? Chwilę spuszczamy z Ciebie wzrok i już znajdujesz kolejnego rekruta?- uśmiechnął się i lekko przyłożył pięść do jej ramienia- Nie narzekałbym na szklankę wody. Jeżeli chodzi o fabrykę, to poznaliśmy moce nowych członków- powinienem Ci wspomnieć wcześniej, ale tamta dziewczyna i chłopak, któremu pomogliśmy, zgodzili się do nas dołączyć- dziewczyna potrafi tworzyć i kontrolować lód- powinna Ci kiedyś pokazać, to całkiem fajne- A tamten koleś...otwiera portale czy coś, nie zwracałem na niego za dużej uwagi
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 397
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Czw Kwi 06, 2017 4:14 pm

Ze wszystkich możliwych opcji doszło chyba do tej najmniej dla Billy'ego fortunnej... A mianowicie Kate prędko opuściła pomieszczenie, zostawiając w nim swoją towarzyszkę samą. Tłumaczenie się bez jej wsparcia lub subtelnych znaków, które mogłaby mu dyskretnie zapewnić, nie zapowiadało się najlepiej, lecz teraz chłopak i tak nie mógł się już z tego wycofać... Bo najwyraźniej został dostrzeżony. Wyglądało na to, że będzie musiał improwizować.
Skoro rówieśniczka go zobaczyła i wstała z łóżka, to z pewnością nie mógł sobie pozwolić na użycie telekinezy do otworzenia drzwi. W związku z tym nastolatek poczekał grzecznie po ich zewnętrznej stronie na podejście dziewczyny, wykorzystując te ostatnie sekundy na zebranie myśli. Przede wszystkim nie zamierzał odzywać się jako pierwszy, żeby przypadkiem czegoś nie palnąć. Odpowiadanie było prostsze i o wiele bezpieczniejsze. Przynajmniej pozorne spokój i obojętność miał opanowane do perfekcji... Kto by pomyślał, że z lat bycia dręczonym w szkole można było jednak wyciągnąć jakieś korzyści.
Podczas gdy nastolatka zajmowała się drzwiami, Kaplan zdążył szybko się jej przyjrzeć, najpierw przez szybę, a potem już bezpośrednio. Po ocenieniu jej z bliska uzyskał pewność, że wcześniej jej nie spotkał... A przynajmniej nie zobaczył, bo teoretycznie mogli już się kiedyś minąć i nawet nie zwrócić na siebie uwagi. Swego czasu chłopak nabrał nawyku przemieszczania się po mieście ze wzrokiem wbitym w ziemię przed sobą, więc wcale by go to nie zdziwiło.
Kiedy stanęli już przed sobą twarzą w twarz, na szczęście - i o dziwo - nie doszło pomiędzy nimi do momentu niezręcznej ciszy, czego Billy po cichu się obawiał. Dziewczyna od razu zaczęła mówić, sprawiając przy tym wrażenie otwartej i przyjaźnie nastawionej, co w pewnym stopniu skojarzyło mu się z zachowaniem Kate. Nic dziwnego, że się... Kolegowały? Przyjaźniły? Ta kwestia pewnie stanie się niedługo jasna.
Tekst o drzwiach wejściowych Kaplan podsumował jedynie lekkim wzruszeniem ramion, od którego płynnie przeszedł do luźnego skrzyżowania rąk na klatce piersiowej. Zwlekał z odpowiedzią, lecz szybko okazało się, że nie była ona potrzebna - bo rudowłosa i tak kontynuowała wypowiedź... Przy okazji dostarczając mu informację, iż ktoś jeszcze również zdążył już przybyć. Tommy? Jednak Noiro? Czy może Kate zaprosiła też innych? Bardzo możliwe.
- Ma innego gościa. Albo gości - potwierdził, gdy dziewczyna przesunęła się, aby wpuścić go do środka, z czego zresztą chętnie skorzystał, po drodze uważając, aby się o nią nie otrzeć. Póki co nie szło mu chyba tak źle... Jeszcze trochę i kto wie? Być może nawet nauczy się nawiązywać nowe znajomości. Dla dobra drużyny pewnie powinien.
Teraz jednak Billy z lekkim zainteresowaniem powiódł wzrokiem po pokoju, w którym się znalazł. Choć wcześniej sugerował się głównie kolorystyką, to musiał przyznać, że pomieszczenie bardzo pasowało do Kate... To znaczy, przynajmniej na tyle, na ile był to w stanie stwierdzić bez głębszego zastanawiania się nad tematem. Nigdy nie rozmyślał nad sypialnią przyjaciółki. Zostawiał to Tommy'emu.
Gdy towarzysząca mu dziewczyna ponownie zaczęła mówić, Kaplan powoli powrócił ku niej spojrzeniem. Kiwnął głową w momencie, gdy nastolatka - Alice - się przedstawiała, lecz nie chciał jej przerywać, więc nie od razu odwdzięczył jej się tym samym. Jedna z jego brwi uniosła się za to na sugestię, że miałby rówieśniczce coś zrobić... I musiał spożytkować całą swoją siłę woli, aby powstrzymać się przed rzuceniem poważnym tonem jakiejś sarkastycznej uwagi, która mogłaby zostać źle zrozumiana - czyli na przykład wzięta na serio. Pracował nad trzymaniem języka na wodzy.
- Billy Kaplan. Wiem, że mój wygląd sieje trwogę w sercach słabszych duchem, ale pozory mylą - skomentował więc, zadowalając się czymś w bardziej oczywisty sposób żartobliwym, nawet jeżeli ton jego głosu wcale na to nie wskazywał. W trakcie mówienia nastolatek przesunął wzrokiem za wędrującą w stronę łóżka Alice, ale nie poszedł w jej ślady. Nie był do końca pewien gdzie powinien sobie znaleźć miejsce... I bardzo liczył na to, że Kate prędko odbierze tego, kto zadzwonił do drzwi, a następnie wróci z tą osobą do sypialni. Z nią od razu poczułby się lepiej, a teraz nie wiedział nawet jaki temat mógłby poruszyć.
- Więc... Kate nie wspominała, że zaprosiła do siebie na teraz parę osób? - zagadnął w końcu, stawiając na coś stosunkowo neutralnego, a jednak teoretycznie mogącego pozwolić mu ustalić ważną informację. Jeżeli Alice wiedziała o ich spotkaniu, to być może miała na nim być... Albo po prostu nie zdążyła wyjść przed wyznaczonym czasem, jedno z dwojga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Kwi 08, 2017 8:02 am

Wnikliwe spojrzenie Kate dostrzegło rumieńce na policzkach Tommy’ego, ale w żaden sposób na nie zareagowała. No, może minimalnie uśmiech brunetki zmienił się w bardziej uroczy, a i wzrok przez te kilka sekund, gdy na wstępie patrzyli sobie w oczy, bardziej łagodniejszy niż zadziorny i nawet głęboki. Zaraz jednak się zreflektowała. Nie chciała sprawić, by Tommy spalił się ze wstydu. Będzie jej jeszcze potrzebny. I nie tylko jej. Dlatego posłała mu jeden ze swoich spokojniejszych uśmiechów.
- Jak zwykle nie próżnuję, ale tym razem to ktoś, więcej niż zwykły rekrut – Posłała mu tajemniczy uśmiech.
Wsłuchując się w krótkie podsumowanie Tommy’ego wychwyciła coś jeszcze. Coś co sprawiło, że kąciki ust powoli powracały do poziomu, a i mina wyrażała skupienie, ale chyba nie do końca na jego słowach. Znaczy, Kate go słuchała, owszem. Przyjmowała wszystko do świadomości, ponieważ podzielność uwagi dziewczyny zakrawała o jeden z tych wręcz bezbłędnych, ćwiczonych na drodze praktyk sztuk walki i innych mistrzów zen, ALE… wyglądała tak jakby chwilowo zainteresowała się czymś innym, a sądząc po wzroku, który pomknął w kierunku schodów na górę… kimś kto właśnie tam się znajdował.
Pod koniec wypowiedzi chłopaka przyłożyła mu palec do ust – Shhh – Uciszyła go, póki co jeszcze nie patrząc mu w oczy. Ze skupioną miną nadsłuchiwała tego co dzieje się u góry. Czyżby Alice rozmawiała sama ze sobą? A może… przez telefon? Dopiero po chwili usłyszała również głos Billy’ego. Znaczy, nie mogła być pewna, ponieważ ton był jednak cichszy niż Alice, ale każde koleje słowo utwierdzało ją w przekonaniu, że przyjaciel musiał się zjawić na balkonie bardzo krótko po wyjściu brunetki z sypialni.
- Oho, Billy już jest – Posłała Tommy’emu kolejny już tego wieczoru uśmiech i zabrała palec.
- Czyli mówisz, że kontrolowanie lodu i tworzenie portali? Zaczyna być coraz to bardziej ciekawie – Gładko powróciła do ich rozmowy, na dodatek wyglądała na bardzo podekscytowaną informacjami.
- Chodź na górę – Wskazała kciukiem na schody i idąc w ich kierunku zgarnęła z kuchni dzbanek z wodą, miętą i limonką oraz cztery szklanki, a potem całkiem zgrabnie wspięła się na piętro.  
- Heeej, Billy – Rzuciła z uśmiechem, gdy zjawiła się w pokoju. Nie musiała go dobrze znać, by zorientować się jak mało komfortowo czuł się w tej sytuacji. Na szczęście Alice należała do takich osób, która wypełniała wiercącą dziurę w brzuchu ciszę. Mimo to miarowy krok na schodach stał się coraz to szybszy, gdy zmierzała do pokoju. Najwyraźniej nie chciała go zostawić samego w niezręcznej sytuacji. …Że też nie porozlewała.
- Widzę, że już się zapoznaliście – Odstawiła dzbanek i szklanki na stolik i podeszła do towarzystwa.
- Poznaj jeszcze Tommy’ego –  Zwróciła się do Rudzielca, wskazując na ‘wyblakłą kopie’ Billy’ego. Na co Alice mogła zwrócić uwagę, to na to, że chłopacy wyglądali prawie identycznie. Różnił ich kolor włosów no i strój.
Po krótkim przedstawieniu zdążyła dodać - Z Alice przyjaźniłyśmy się w podstawówce – Minimalnie zasugerowała ton przeszły, aczkolwiek wnioskując po podejściu Kate, dziewczyna miała pełne zaufanie do Rudzielca. Najwyraźniej nie do końca przyjaźń dziewczyn należała do przeszłości.
- Jak się okazało ma też super moce – Posłała Alice uspakajające spojrzenie pt. ‘Mów, im możesz zaufać’.
- Swoją drogą to kilkanaście minut temu właśnie ci o nich opowiadałam. Poznaj naszego nadwornego maga, Wiccana oraz speedstera, Speed’a, ale dobra. Dość tych ciągłych powitań. AC opowiedz o swojej mocy, a ja zaraz wracam. Usiądźcie sobie wygodnie – Wskazała na całą sypialnie, żeby czuli się swobodnie z wyborem miejsc, a potem kolejny już raz zniknęła za drzwiami.
Po dobrych trzech minutach mogli usłyszeć odgłos gładko sunących kółek po posadzce. Nie musieli się długo zastanawiać nad tym z czym będą mieć do czynienia, ponieważ do pokoju zaczął się ‘samoistnie’ pakować sztender z wieszakami, a na nich czarne pokrowce. Na każdym z nich znajdowała się biała karteczka z imionami. Łepek brunetki mogli dopiero dojrzeć, gdy sztender ‘magiczną siłą’ wjechał cały do pokoju.
- A teraz czas na przymierzanie – Bez zbędnych ceregieli wręczyła Billy’emu jeden pokrowiec. Drugi powędrował w ręce Tommy’ego.
- Możecie skorzystać z garderoby i łazienki – Podeszła do drzwi, by nakierować chłopaków na odpowiednie pomieszczenia.
- No nie patrzcie się tak na mnie. Chyba nie myśleliście, że Young Avengers nie zasługuje na swoje stroje? I nie martwcie się, projekty i wykonanie konsultowałam z kreatorami mody - Taa, jakby to miało ich uspokoić.
Przechodząc obok wieszaków mogli dostrzec karteczki z imionami innych członków Młodych Mścicieli, więc nie tylko dla nich przygotowała outfit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Kwi 08, 2017 9:16 am

Billy wyglądał na spiętego... to znaczy fizycznie jakoś tak, bo przecież rozmawiał, a nawet żartował. AC starała się ze wszystkich sił rozluźnić atmosferę, choć z tym starała też inna kwestia bo rudzielec przecież normalnie był otwartym i gadatliwym stworzonkiem, więc żeby cokolwiek rozluźnić zbytnio nigdy starać się nie musiała. Luźne rozmowy, zdobywanie znajomych i takie tam, szło jej całkiem sprawnie, zwłaszcza od kiedy przestała brać do siebie dogryzanie dzieciaków w szkole, że jest zardzewiałym rudzielcem.
-Tak, tak pozory mylą. Ja wyglądam jak do rany przyłóż niewiniątko, a tak naprawdę jestem krwiożerczym potworem! - Odpowiedziała żartem i zaśmiała się. Alice nie czuła się w żaden sposób skrępowana, rozmawiała swobodnie i siedziała luźno.
-No właśnie nie. Chyba, że zadzwoniła po was jak brałam prysznic. Nie wiem... opowiadała mi o kilku osobach, ale sądziłam, że to my gdzieś wybyjemy, a tu taka niespodzianka. - Odpowiedziała krótko i proszę, o wilku mowa. Kate wparowała do pokoju z bratem bliźniakiem Billy'ego.
-Siema. - Przywitała się z szerokim uśmiechem. - Alice Carter. Albo AC jak kto woli. - Dodała i porównała chłopców spojrzeniem. Bracia jak nic!
-No tak się domyśliłam jak Billy się przedstawił... i żadne tam super. - Pokręciła głową i słuchała dalszej wypowiedzi przyjaciółki.
-Nadworny mag, no to nieźle. Ja będę wtedy nadworny healerem! - Zaśmiała się i wzięła głębszy oddech.
-Cóż, no healerem, bo potrafię leczyć. Wyleczę rany otwarte, złamania, siniaki, a nawet choroby. Prócz tego moje ciało samoistnie też się leczy. Taka mega szybka regeneracja. Nie ma fajerwerków. - Mówiła spokojnie podczas gdy Kate wyszła szukając chyba czegoś.
-Tak chyba już mam, że moc budzi mi się żeby ratować życie mi i bliskim mi osobom jeśli normalnie nie jestem w stanie tego zrobić. - Zaśmiała się ponuro, gdy Kate wchodziła do środka... a raczej gdy coś do pokoju wjeżdżało.
-O Kate, dobrze, że jesteś. Jak już opowiadam, to i nie zdążyłam wcześniej Tobie powiedzieć. Trzecia moc przebudziła mi się kilka tygodni temu... chyba... tak chyba tak... Nawet nie bardzo wiem jak to nazwać, nie spotkałam jeszcze się z czymś takim. Ja sama nazywam to pamięcią mięśniową, albo fotograficzną pamięcią mięśniową. To co zobaczę gdziekolwiek, moje ciało od razu przyswaja i zapamiętuje. No wiecie, robótki ręczne, obsługę broni, akrobatykę czy sztuki walki. - skończyła i wytrzeszczyła oczy, bo to co Kate wepchała do pokoju było chyba wieszakami z kostiumami superbohaterów.
-No tak! Jakże mogło by być inaczej! - Zaśmiała się rozłożona na łopatki tym stwierdzeniem. O takie tam tylko konsultowałam z kreatorami mody! Takie rzeczy tylko Bishop!
-Chłopaki naprawdę Kate zostawiliście dobór strojów?! - Zapytała tylko na żarty złośliwie nie mogąc przestać się śmiać z tych kreatorów mody. W końcu jednak musiała przestać. Stęknęła przez śmiech, złapała się za żebra i powoli uspokoiła rzucając tylko krótkie "sorry".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 397
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sro Kwi 12, 2017 11:47 am

Billy zdecydował się jeszcze nie komentować na głos wspomnianej potworności swojej rozmówczyni, choć zmierzył ją przy tym długim spojrzeniem, równocześnie odchylając głowę lekko na bok i delikatnie unosząc brew. Już z jej zachowania - oraz z samego faktu, że trzymała się z Kate - wynosił, że niewiniątkiem najprawdopodobniej nie była, niezależnie od tego, jak wyglądała... Ale tę drugą kwestię postanowił póki co zostawić w spokoju. Może dziewczyna, pomimo żartobliwego tonu, mówiła nawet dosłownie? Jeżeli miała do nich dołączyć, to równie dobrze mogła zmieniać się w jakąś nietypową kreaturę. Tyle że... I tak nie wypadało teraz o to spytać, więc Kaplan musiał zadowolić się domysłami.
Wciąż czekając i licząc na rychły powrót Kate, chłopak otrzymał jeszcze odpowiedź na swoje pytanie i w pierwszej chwili w zamyśleniu skwitował ją jedynie kiwnięciem głowy, nim prędko się zreflektował. Nie wiedział co prawda kiedy Alice brała ten prysznic, ale pamiętał wiadomość od przyjaciółki, więc pod tym względem mógł trochę rozjaśnić sytuację.
- Pisała do nas jakąś godzinę temu - poinformował rudowłosą, choć technicznie rzecz biorąc on sam nie otrzymał żadnej wiadomości od Kate... Tylko przekazał mu ją Tommy. Takie szczegóły nie wydawały mu się jednak w tej chwili istotne, w związku z czym nie zamierzał się w nie zagłębiać. Ważne, że stawił się na miejscu, prawda?
Nastolatek akurat zaczął znów martwić się o konieczność zwalczenia niezręcznej ciszy, gdy do sypialni przybyło jego wybawienie - z dzbankiem i szklankami w rękach. Billy niemalże westchnął z ulgą, lecz jakoś się przed tym powstrzymał. Mimo to zadowolenie musiało w jakimś stopniu odbić się na jego twarzy, gdy obrócił się przodem do Kate... Oraz do swojej wyblakłej kopii. Tego się spodziewał.
- Hej - odparł krótko na powitanie dziewczyny, zaś przy jej następnych słowach krótko rzucił okiem ku Alice, nim ostrożnie i z lekkim wahaniem kiwnął głową. Tak, chyba ich dotychczasową rozmowę można było określić mianem zapoznawania się ze sobą. Skoro zaś Kate na to liczyła, to najwyraźniej rzeczywiście mieli spotkać się również z rudzielcem... Dobrze, bo to oznaczało, że Kaplan niczego nie zepsuł swoim niecodziennym wkroczeniem na scenę. Trochę się o to martwił, ale teraz miał już czyste sumienie.
Chłopak milczał, gdy Kate odstawiała przyniesione przez siebie szkło na stolik i przedstawiała Tommy'ego, lecz uważnie śledził wzrokiem jej poczynania. Kiedy zmieniła trochę temat i zaczęła już opowiadać o Alice, podniósł spojrzenie na jej twarz, lecz w dalszym ciągu zachowywał ciszę, skupiając się na chłonięciu przekazywanych przez nią informacji. Choć w tym czasie druga nastolatka także się odzywała, dorzucając do dyskusji swoje trzy grosze, Billy patrzył głównie na Kate, tylko od czasu do czasu zerkając na rudowłosą.
Określenie nadworny mag przypadło mu do gustu, choć tak naprawdę nie wiedział nawet czy faktycznie odpowiadało stanowi rzeczywistemu. Nikt nigdy nie stwierdził, że używał czarów - sam był w stanie znaleźć inne wyjaśnienie dla przynajmniej części swoich zdolności... Bo psionika miała bardzo wiele zastosowań... Ale nie zamierzał narzekać. Ta wersja podobała mu się bardziej.
Uczucie paniki powróciło, gdy Kate znów opuściła pomieszczenie, lecz tym razem w mniejszej dawce. Obecność Tommy'ego - o dziwo - odrobinę pomagała, bo białowłosy przynajmniej miał gadane... Choć większość słów opuszczających jego usta była niemiła. Kaplan liczył na to, że w razie czego będzie w stanie go powstrzymać. Najpierw jednak chłopak zdecydował się w końcu usiąść, zgodnie z przykazaniem przyjaciółki. Jego wybór padł na jeden z dwóch foteli, na którym sobie przycupnął, równocześnie słuchając wyjaśnień Alice odnośnie jej mocy.
Czyli... Wyglądało na to, że od teraz będą mieć w grupie drugiego uzdrowiciela - bo choć tak naprawdę nikt jeszcze nie oznajmił tego wprost, to najwyraźniej rudzielec dołączał do Young Avengers. W porządku, wsparcie zawsze się przyda. Billy zakładał, że Kate zdążyła już swojej przyjaciółce wszystko wytłumaczyć, więc nie pozostawało mu już nic innego, jak pokiwać głową i... Czekać. Co prawda miał ochotę spytać czy te fajerwerki odnosiły się do niego, ale uznał, że po prostu robił się na tym punkcie przewrażliwiony - po części dzięki Tommy'emu - więc zachował milczenie, wzrok zaś wbił w podłogę. Być może nie było to z jego strony najlepsze posunięcie, bo przez to w pokoju zapanowała cisza... Ale nie miał pomysłu na inny temat, a przynajmniej nie na taki, który nie zabrzmiałby płytko lub niezręcznie.
Na szczęście Kate wróciła do nich dość prędko, a jej pojawienie się zwiastował odgłos toczących się kółek. Billy aż zerknął z zainteresowaniem w stronę wejścia do pokoju, a następnie uniósł brwi w wyrazie niemego zapytania. Och, domyślał się o co chodziło, bo w końcu niedawno sam zastanawiał się nad kwestią kostiumów, no i poruszyli ją też podczas spotkania godzinę temu, ale... To mimo wszystko było trochę niespodziewane. I szybkie. Głównie to ostatnie.
Alice znów zabrała głos, opowiadając im o jeszcze jednej ze swoich mocy, lecz nastolatek nie poświęcał jej już swojej pełnej uwagi. Choć zarejestrował wspomnienie pamięci mięśniowej i parę innych rzeczy, to jego zainteresowanie oraz spojrzenie wyraźnie przeskoczyły na wieszaki i ich zawartość... Wciąż czuł się trochę niekomfortowo, lecz jednak musiał przyznać, że dobrze było mieć obok kogoś, kto ciągle mówił. To chyba poprawiało atmosferę.
Jeszcze kiedy Kate wyjaśniała sytuację, Kaplan podniósł się z miejsca, po czym przyjął od niej jeden z pokrowców. Nie protestował, gdy dziewczyna odesłała go do garderoby, a kiedy tylko drzwi się za nim zamknęły, od razu wypuścił z płuc powietrze, które nieświadomie wstrzymywał. Odrobinę niepokoił go ten udział kreatorów mody w procesie projektowania i tworzenia ich strojów... Ale z drugiej strony sam ani trochę się na tym nie znał i na co dzień nie przywiązywał do ubrań wielkiej wagi, przynajmniej jak długo były czyste i porządne. Kojarzył, że na wybiegach czasami pojawiały się istne potworności, lecz ufał gustowi Kate. Przecież nie skazałaby ich na coś takiego... Prawda? Alice miała taki ubaw, jak gdyby sądziła inaczej.
Nie mając w tym momencie większego wyboru, nastolatek otworzył pokrowiec i wydobył z jego wnętrza swój nowy kostium. Pierwsza rzuciła mu się w oczy kolorystyka - i odetchnął z ulgą, gdyż przynajmniej ona mu odpowiadała. Nic krzykliwego, głównie czerń i czerwień, trochę jaśniejszego materiału na bokach... Kolejne szczegóły tylko poprawiały ocenę stroju, zaś artystycznie poszarpana peleryna stanowiła wisienkę na torcie. W skrócie, Billy aprobował.
Problem mogła natomiast stanowić kwestia założenia obcisłego uniformu. Z tym akurat chłopak nie czuł się zbyt pewnie... Ale na szczęście posiadał do swojej dyspozycji coś, co powinno mu pozwolić trochę oszukiwać. Jego spojrzenie na moment skierowało się ku drzwiom, nim omiotło całą garderobę. Większość jego zdolności nie potrzebowała tyle miejsca co teleportacja, więc chyba będzie dobrze...
Dziewczęta w sypialni zapewne zobaczyły wydobywające się ze szczelin przy drzwiach błękitne światło, lecz nie towarzyszył mu ani huk, ani żaden inny niepokojący odgłos. Być może tylko wcześniej dosłyszały jeszcze jakieś mamrotanie, ale Kaplan starał się być cicho. Jego zaklęcie podziałało - i przeniosło na jego ciało pełen kostium, podczas gdy jego dotychczasowe ubranie wylądowało na podłodze przed nim. No tak... Wypadałoby coś z tym zrobić.
- Do mojego pokoju, do mojegopokojudomojego... - wyszeptał, skupiając się na wizji swojej sypialni oraz pojawiających się w niej części stroju, a już po chwili jego ciuchy zniknęły przy akompaniamencie kolejnego błysku. Był prawie pewien, że trafiły we właściwe miejsce, ale teraz nie miał jak tego sprawdzić. To znaczy... Może mógłby, lecz mijałoby się to z celem.
Gdy to zostało już załatwione, nastolatek odszukał wzrokiem lustro, a następnie powoli do niego podszedł. Zazwyczaj nie przepadał za przyglądaniem się swojemu odbiciu... Z różnych powodów... Ale tym razem mógł zrobić wyjątek. W innym wypadku ciekawość chyba nie dałaby mu żyć, a poza tym przed wyjściem do ludzi i nieludzi musiał mieć pewność, że się za bardzo nie wygłupi.
Przygryzając na moment dolną wargę i przechylając głowę na bok, chłopak przesunął wzrokiem po swojej sylwetce, zwracając uwagę na to, jak układał się na niej kostium. Prawdę mówiąc wyglądał w nim niemalże - niemalże właściwie. To słowo nasuwało mu się samo. Nie rozumiał do końca skąd brało się przeczucie, że czegoś mu tutaj brakowało... Ale jego jakże wysoka samoocena usłużnie podpowiadała, że najprawdopodobniej chodziło o niego samego, a nie o strój. Może nawet miała rację? W końcu pewność siebie wiele czasem zmieniała.
Na to jednak Kaplan nie mógł nic poradzić. Obiektywnie rzecz biorąc, uniform wyglądał świetnie. Przede wszystkim prezentował się profesjonalnie, jak u innych bohaterów, więc powinien zdać egzamin. Trochę martwiła go kwestia braku maski, ale obecnie i tak większość osób z nich rezygnowała, a on sam mógłby w ostateczności utrudniać rozpoznanie swojej tożsamości poprzez emanowanie energią... O ile nie zdecydują się działać w pełni jawnie. Z drugiej strony, kto w ogóle zwróciłby uwagę na jakiegoś tam nastolatka?
Wystarczająco usatysfakcjonowany tymi oględzinami, Billy zwrócił się ku drzwiom i zaraz potem ponownie wkroczył do sypialni. Nie było go krótko - a na pewno krócej, niż powinno mu zająć przebieranie się - nawet pomimo zmarnowania chwili na oglądanie się w lustrze. Jego spojrzenie powędrowało po twarzach zebranych, gdy oczekiwał od nich jakiegoś komentarza, ramiona zaś odruchowo skrzyżowały się luźno na jego klatce piersiowej.
- Co robimy w kwestii masek i ukrywania tożsamości? Nie próbujemy? - spytał, bo po prostu głupio mu było na głos szukać potwierdzenia, że nie wyglądał źle. Wolał zwrócić uwagę na inny temat i liczyć na to, że ktoś tak czy siak wyrazi swoją opinię. Do tego momentu jego wzrok zdążył osunąć się niżej, choć nie na podłogę... I nie w jeden punkt. Zerkał to tu, to tam, jak gdyby badał jeszcze szczegóły pokoju, a od czasu do czasu spoglądał na rówieśników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Czw Kwi 13, 2017 8:18 pm

-K-ktoś więcej...- powtórzył. Był tak zaniepokojony implikacjami tego wyrażenia, że nawet nie zauważył swojego zająknięcia się. Tommy nigdy się nie jąka... Dodatkowo uśmiech dołączony do tego wyrażenia tym razem go nie uspokoił, tylko wzmógł jego obawy. Nie okazywał tego za mocno, jedynie wyglądał na odrobinę zamyślanego, wlepiając wzrok na pierwszy stopień schodów za plecami Kate.

[...]

Kiedy położyła palec na jego ustach, odruchowo uniósł ręce do góry i wykonał pół kroku do tyłu. Zamarł w takiej pozycji i podobnie jak dziewczyna, zaczął nasłuchiwać dźwięków dochodzących z góry. Jego czoło się zmarszczyło, a wewnętrzne końce brwi powędrowały na dół, zaś jego wzrok powędrował w kierunku, z którego dochodził odgłos. Rozmowa. Dziewczyna i chłopak. Żeński głos nic mu nie mówił, w przeciwieństwie do tego należącego do męskiego rozmówcy. Można było wyłapać niepewność i mówił jakby rozważał każde słowo, by nie palnąć czegoś głupiego. Tak, to z całą pewnością był Billy... Wiccan-Billy, nie Lightningrod-Billy. Czy dotarł tu przed nim? Przecież przyszedł przed czasem. Oderwał się od myślenia na ten temat gdy pewna myśl. Teraz jego oczy zostały skierowane na czarnowłosą, zaś brwi uniosły się tym razem do góry. Czy ona na serio usłyszała to pomimo tego, że prowadziła rozmowę? To nie tak, że mówił cicho. Poza tym była we własnym domu- miejscu gdzie powinna się czuć najpewniej i zwracać najmniejszą uwagę na otoczenie. Niezła jest. W końcu sam by tego nie usłyszał, gdyby go nie zatrzymała od mówienia.

Kiedy Bishop w końcu zaczęła mówić, Tommy przekonał się, że Billy jednak nie przybył przed nim, skoro dopiero skapnęła się o jego obecności. Poza nim usłyszał tylko damski głos. Nie było trzeciego, męskiego rozmówcy. Więc jednak jego obawy wobec "kogoś więcej" okazały się fałszywe. No, chyba, że Kate ma jakieś preferencje, o których on nie wie...

-Tak jest, sir- odpowiedział żartobliwie na "rozkaz", który mu wydała. Ukłonił się przy tym delikatnie i uśmiechnął się uśmiechem osoby, która kocha się droczyć. Mimo wszystko, w nietypowy dla siebie sposób, powoli podszedł do schodów. W końcu panie się puszcza z przodu. Tak z uprzejmości... no i dla widoków.

Kiedy w końcu dotarli na górę, natychmiast namierzył dwie osoby przebywające w pokoju. Machnął od niechcenia ręką by przywitać się z Billym. Jego uwagę w tym momencie przyciągała druga dziewczyna. Nie wyglądała najgorzej, pomijając rude włosy, które sprawiły, że Tommy już szykował swoją mentalną listę żartów o bezduszności. Niestety musiał ją potem wsadzić do mentalnego kosza, bo to była koleżanka Kate. Nie mógł być koniecznie miły, ale nie mógł być całkowicie chamski.
-Warto dodać, że dorabia sobie na boku jako nadworny błazen- skomentował to jak Kate przedstawiła ich moce. Kiedy zdawało mu się, że dziewczyny nie patrzą, pokazał Wiccanowi subtelnie, acz zadziornie język z równie zadziornym uśmiechem.

Tommy nie przywiązywał specjalnej uwagi do faktu chwilowego odejścia Kate, może miała coś do roboty. Kiedy zniknęła z jego pola widzenia, jego wzrok głównie wędrował między licami pozostałych nastolatków w pokoju. Usiadł nieopodal Wiccana, naprzeciwko Alice. Fascynowały go supermoce, więc w tym wypadku akurat słuchał uważnie i w ciszy opisu jej zdolności.
-Well, that's lam...-Tommy ugryzł się w język, w końcu ma być miły- literally the coolest power I've ever heard of- na jego twarzy z przymusu pojawił się uśmiech. Nigdy nie był fanem healerów. Po co mieć moce, skoro nie możesz użyć ich by skrzywdzić złych ludzi w bardzo kreatywny sposób? Chociaż przyszedł mu do głowy pewnien pomysł. Spojrzał na swoje dłonie, konkretniej na opuszki palców. O ile nie było tak źle jak 2 godziny temu, nadal było widać ślady i dotykanie czegokolwiek sprawiało nieprzyjemność. Podniósł się z fotela i podszedł do "nadwornego healera".
-Nigdy nie byłem fanem paplaniny. Pokażesz nam jak to działa w praktyce?- powiedział, wyciągając w jej stronę ręce. Jego palce było mocno starte, ślady prowadziły w jednym kierunku, a linie papilarne były niemalże nie do zauważenia. Dał jej chwilę by popracowała swoją magią, o ile się zgodzi. Wysłuchał także o jej drugiej mocy. Potrafiła uczyć się ruchów po zobaczeniu ich tylko jeden raz. Całkiem przydatne, chociażby do ściągania na sprawdzianach... Ach, szkoła, ciężko powiedzieć, że za nią tęsknił i że chce tam wrócić.

Jego uwagę szybko przykuł sztender pakujący się do pokoju. Na początku był nieco skołowany. Szybko doszedł do tego, że to Kate go tu przywlokła, ale nie rozumiał czemu. Chciała sobie urządzić pokaz mody? W pewnym momencie do jego głowy wpadło nawet lepsze wytłumaczenie, które wywołało drobny uśmiech na jego twarzy. W końcu dostał pokrowiec z karteczką zawierającą jego imię. Rozpiął znajdujący się na nim zamek na jakiś centymetr i zobaczył, że ubranie było zielone. Tak! Jego ulubiony kolor.
-Biorę łazienkę- rzucił zmierzając do wspomnianego pomieszczenia.

Na miejscu, szybko zrzucił z siebie ubrania (rzecz jasna poza bielizną). Nawet jakby ktoś miał podglądać, to będzie miał najwyżej niezłe widoki. Speed wiedział jak wyglądało jego ciało, a wyglądało świeeetnie. Wyciągnął strój z pokrowca. Używając dwóch palców, pobawił się materiałem. Wydawał się być cienki, choć sprawiał wrażenie wytrzymałego. Dobrze, że nie kazała mu nosić byle rajstop. Był wielkim fanem kolorystyki- strój był zielony z metalicznymi wstawkami i pojedynczym, pomarańczowym akcentem. Pomimo tego, że z początku miał problemy z wbiciem się w niego, w końcu mu się udało. Miał właśnie wyjść, gdy zobaczył, że coś leży na podłodze. Musiało wypaść z pokrowca. Okazało się, że to były zielone rękawiczki z szorstkiego materiału i pomarańczowe gogle. Nie będzie musiał się martwić, że uszkodzi sobie dłonie przy uderzaniu, ani, że coś mu wpadnie w oczy. Świetnie. Czy jest coś o czym nie pomyślała? Nawet pasował idealnie do jego ciała, niczym druga skóra. Musiał spoglądać co jakiś czas na dół by upewnić się, że nie jest nagi. Przy wychodzeniu zauważył, że nie krępuje jego ruchów w żaden sposób.

W końcu wrócił do reszty ferajny, ze starymi ubraniami przewieszonymi przez ramię. Szedł pewnym krokiem, wyglądał świetnie, musiał, bo przecież to on. Zarzucił swoje "cywilne" ubrania na oparcie fotela i rozszerzył ramiona by się zaprezentować. Po chwili obrócił się, by można było zobaczyć jak wygląda od tyłu.
-I? Jak wyglądam? W skali od 1 do "profesjonalny model"?- zarzucił. Potem zerknął na Billy'ego w jego stroju, i o ile to pewnie nie było oczekiwane, uśmiechnął się do niego i pokazał "okejkę". Po chwili jego wzrok powędrował na "projektantkę".
-Właściwie kiedy je przygotowałaś? Jest ich pełno i są tak dobrze wykonane- zaczął, spoglądając w dół na swoje ubranie i rytmicznie zaciskając pięści- W razie czego mogę porozdawać je pozostałym, bo dla nich chyba też coś masz?- wskazał głową pozostałe kostiumy.

Billy poruszył pewną problematyczną kwestię. Faktycznie nie mieli masek. Co prawda zapewne poruszał się tak szybko, że ciężko będzie w ogóle rozpoznać jego twarz, ale co jeśli ktoś zrobi zdjęcie jak się zatrzyma? Wtedy policja i jego rodzice mogą się dowiedzieć, a tego raczej nie chce. Spuścił na chwilę głowę i zacisnął pięść, aż zaczęła się trząść. Cóż, był u Kate, to nie czas by się dołować, lepiej cieszyć się strojami.
-Cóż, zawsze mogę zrobić tak:- powiedział, po czym zaczął superszybko ruszać głową na boki, aż jego twarz była po prostu rozmazaną plamą dla pozostałych w pokoju. Mogli także usłyszeć jakby z jego ust strasznie wysoki odgłos, który brzmiał jakby "SMUFGUIKLSHIUHSFIJIOWUIDHIA". W końcu białowłosy łeb się zatrzymał.
-Racja, mówienie, o tym nie pomyślałem...

Usłyszał pewien dźwięk z telefonu. Oznaczał to, że dostał nowe powiadomienie. Tak się składa, że ostatnio zasubskrybował pewną stronę z newsami, bo pomyślał, że przyda mu to się w byciu superbohaterem. Nie mógł pokonać cierpliwości i wyciagnął komórkę z kieszeni spodni przewieszonych na fotelu. Płynnym ruchem odblokował ją coś nacisnął i wlepił wzrok w ekran.
-E, ludzie, chyba mam coś ciekawego- rzucił do pozostałych nie odrywając wzroku od smartfona. Wyciągnął go nieco do przodu, gdy inni podejdą się przyjrzeć by mogli łatwo zobaczyć nagłówek "Uwięzieni sto mil pod ziemią, tajemniczy problem kopalni Roxxon". Podniósł głowę i spojrzał na innych.
-To brzmi nieco jak robota dla superbohaterów- przejęta mina zniknęła, zastąpiona taką, która pokazywała pewność siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Pią Kwi 14, 2017 1:30 pm

Jak to się stało, że usłyszała głosy na piętrze wyżej? Już odbiegając od tego, że dziewczyna należała do ciekawskich osóbek, lubiących od czasu do czasu nadstawić ucha i podsłuchać co tam 'ściany' mamroczą... No co? W końcu każda informacja w cenie! Nie, żeby się tym chwaliła… Ale powracając…
Pomimo swojego na pozór roztargnienia w zajmowaniu się wszystkim naraz, Kate wbrew pozorom odznaczała się niesamowitą podzielnością uwagi, ale również niebywałą umiejętnością skupiania się na wybranych przez nią elementach otoczenia. Zresztą... musiała. Sztuka strzelania z łuku tego wymagała, a co dopiero sztuka celowania w stresie, podczas dynamicznej akcji. Więc takie wychwytywanie głosu piętro wyżej nie należało do wybitnych wyczynów. Według brunetki oczywiście. Miło, że Tommy dostrzegł coś co w jakimś sensie doceniało jej umiejętności w walce z szumowinami… ale nie skupił się tylko na talentach. No cóż, wbiegając po schodach musiał mieć całkiem niezłe widoki skoro przebrała się w całkiem obcisłe jeansy.
Nie chciała tracić zbyt dużo czasu, dlatego pokusiła się o szybkie przedstawianie. Co prawda w trakcie musiała posłać Tommy’emu karcące spojrzenie, gdy nazwał Billy’ego per nadwornym błaznem. Nie, to przezwisko nie przypadło jej do gustów. Darowała sobie komentarz tylko po to by nie ciągnąć tematu. Zresztą wzrok Bishopówny mówił wiele...
Nie spodziewała się raczej entuzjazmu, ale nie wyglądała na przejętą tym faktem. Przekonanie Kate nadrabiało jego brak u innych. Dlatego po prostu chwyciła za wieszaki i podała po jednym chłopakom z niesamowicie, ale to niesamowicie przekonującym uśmiechem na ładnej buzi. W tym czasie wysłuchała jeszcze Alice, która pochwaliła się kolejną mocą.
- Świetnie! Będę miała z kim trenować – Posłała jej szeroki uśmiech. Och, nie ma jak to sprawdzenie swoich walecznych umiejętności z kimś, kto o wiele szybciej się uczy. Brzmi jak wyzwanie? Oj tak. Nie trzeba przypominać, że Kate lubiła zdrową rywalizację?
Gdy chłopacy ruszyli do pomieszczeń Kate opadła na łóżko obok Alice. – No i co? Jak ci się to wszystko podoba? – Uśmiechnęła się pewniej. Miała nadzieje, że dziewczyna zmieniła zdanie i już nie rozpatrywała ich w kategoriach… przede wszystkim dzieciaków, którzy na bazie słomianego zapłonu chcą ratować świat, a raczej w kategoriach osób, który najzwyczajniej w świecie chcą wykorzystać swoje moce, czy umiejętności by wspomóc ramieniem bohaterów, pomóc ludziom… i ogólnie rzecz biorąc przyczynić się do czegoś ważnego w życiu. Stać się kimś. Stać się bohaterem na miarę Mścicieli… a w przypadku Kate, na miarę Hawkeye’a. Nikt nigdy nie zapytał dlaczego wybrała akurat łuk, chociaż sprawa chyba wydawała się być oczywista. I nie chodziło o to, że panna Bishop dosłownie nie miała żadnych innych mocy, po prostu pewne wydarzenie z przeszłości zaważyło o podziwie jakim darzyła Łucznika.
Uwagę dziewczyny przykuło światło wydobywające się z pod drzwi garderoby oraz ten charakterystyczny, pojawiający się przy teleportacji zapaszek. Uniosła brwi zaskoczona analizując w myślach różne opcje… Miała tylko nadzieje, że Billy właśnie nie ucieka się gdzieś… na drugi brzeg Stanów Zjednoczonych. Znaczy… i tak by go tam znalazła. Z tym samym pokrowcem, no ale… Zajęłoby to więcej czasu… Nie zamierzała jednak otwierać drzwi. Nie żeby się bała obrazu jaki tam zobaczy, ale wiedziała, że chłopak potrzebował chwili i nie zamierzała jej mu zabierać. Nawet jak będzie musiała z pokrowcem w ręku dobijać się do drzwi jego rodzinnego domu i tłumaczyć Kaplanom dlaczego mają ją wpuścić do pokoju chłopaka.
Na szczęście jej rozważania okazały się mylne. Oczom dziewczyn ujawnił się już przebrany… i szczerze? Wow. Twarz Kate rozjaśniła się w jeszcze większym uśmiechu. Musiała przyznać, że wyglądał epicko.. W wyobraźni Kate zniknął na chwilę obraz skromnego chłopaka, któremu brakuję pewności siebie. Znaczy ta niepewność cały czas tam była, widziała to w oczach Kaplana, ale ten kto go nie znał, na pierwszy rzut oka, dodając do tego pioruny inne efekty, które potrafił z siebie wykrzesać… cóż, mógł budzić grozę i respekt.
- Wyglądasz niesamowicie, Billy – Wyraziła swe uznanie również w słowach, a potem pomknęła wzrokiem na kolejną osobę, która zjawiła się zaraz po Kaplanie w pokoju. Podpierając się ręką powoli usiadła, by przyjrzeć się białowłosemu już nie z pół leżącej pozycji.  Nie skrywając swojego zachwytu, czy to w spojrzeniu, czy w pięknym uśmiechu zmierzyła go z góry na dół. Bacznym spojrzeniem przesunęła po jego klatce piersiowej oraz dokładnie zarysowanych na materiale mięśniach. Chciała rzucić jakimś błyskotliwym komentarzem, ale jakoś… wyjątkowo zabrakło jej słów. Z ciepłem na sercu odebrała również jego reakcję na strój Wiccana. Bardzo chciała, by Billy w końcu poczuł się pewniej.
- Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą – Odpowiedziała na jego pytanie dotyczące stroju, ale może również… tego jak wygląda?
- Trzeba jeszcze podrzucić Cassie, Teddy’emu , Eugene’owi, Elliemu… trochę sporo tego. Może wyśle im smsa, że są do odbioru i w wolnej chwili niech podskoczą? Reszta niestety będzie musiała poczekać - Wstała by móc wyliczyć członków zerkając na karteczki przytwierdzone do pokrowców. Co do strojów to nie chciała się na ten temat rozgadywać. Ot, karta kredytowa ojca potrafiła zdziałać cuda i tyle. Mało fascynująca historia, a nie chciałaby zaczęli się nad tym zbyt głęboko zastanawiać. Zresztą mieli istotniejsze sprawy do poruszenia…  
- Też o tym myślałam i... zadałam sobie pytanie. Czy Mściciele ukrywają swoje twarze? Pamiętajmy jak obsmarowywali Spider-Mana na początku jego kariery… i teraz zresztą też. Jameson nie daje mu spokoju. Nie potrzebujemy czarnego PRu na wstępie naszej działalności, a po drugie, tak patrząc prawdzie w oczy… - Zrobiła krótką pauzę na kilku sekundowe wpatrywanie się w ślepia zebranych - Kto uwierzy, że to my? Zdjęcia często są mało wyraźne… w przypadku mojego ojca to nawet nie zagląda do rubryk o wyczynach superbohaterów… - Wzruszyła ramionami.
- No chyba, że macie inne zdanie. Zapewne powinniśmy poruszyć to na jakimś wspólnym spotkaniu, pozostawiając decyzje każdemu z członków. Jeżeli ktoś będzie chciał zasłonić twarz to zrobimy mu maskę –By mieć ogląd na wszystkich ustała obok półki na której leżała maska, przypominająca tą, noszoną przez Mockingbird i przyłożyła ją na chwilę do twarzy.
- Co wy na to? – Odłożyła maskę na miejsce. Nie zdążyła zasiąść ponownie obok Alice, ponieważ Tommy kolejny raz pozytywnie zaskoczył. Chłopak najwyraźniej przejął się rolą superbohatera. I to bardziej niż myślała. Imponująco. Podeszła do niego i szybko przeczytała newsa. Od razu stwierdziła, że to robota dla nich.
- Musimy się szybko zorientować kto jest wolny. Billy – Zwróciła się do chłopaka przenosząc całą swoją uwagę na bruneta.
- Masz jakieś wieści od Eugene'a? Nic się nie odzywa… a by się przydał – Panna Bishop już w pełni skupiona majstrowała drużynę do akcji.
- Właściwie skoro to akcja zwiadowcza to dwie osoby by wystarczyły – Dodała ni to do siebie, ni do pozostałych by jak coś ją poprawili. Gdy wszyscy przeczytali bez pytania chwyciła telefon Tommy’ego i przesuwając palcem po ekranie zaczęła czytać komentarze pod krótkim tekstem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   

Powrót do góry Go down
 
Dwupiętrowy apartament Bishopów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Mieszkania-
Skocz do: