Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dwupiętrowy apartament Bishopów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Mar 18, 2017 11:43 am

First topic message reminder :

Apartament znajdował się w jednym z wielu niebotycznie drogich i niegrzeszących klasycznym wyglądem budynków. Ten raczej należał do ściśle nowoczesnych i ekskluzywnych.
Do windy prowadził hall. W windzie witał głos a'la Jarvis. Żeby wjechać na odpowiednie piętro trzeba było podać odpowiedni kod na dotykowym wyświetlaczu - a jakże.
Dom państwa Bishop znajdował się na ostatnim piętrze. Przeprowadzili się do niego po wyprowadzce siostry Kate, Susan, a i tak jest za duży jak na mieszkające w nim dwie osoby, z czego jedna najczęściej tylko po prostu tu sypiająca. Pan Bishop całe dnie spędzał albo w pracy, albo w delegacjach. Pokój Kate znajdował się na poddaszu. Dodatkowo z jej sypialni można było wyjść na spory taras.
No, ale tak pokrótce.
Parter:
- salon, kuchnia, łazienka, pokój gościnny, sypialnia ojca,  i oddzielny pokój na jego gabinet
I piętro:
- korytarz a'la salon, sypialnia Kate, łazienka, pokój gościnny przerobiony na sale treningową - idealna do ćwiczenia strzelania z łuku, garderoba.

Wystrój nowoczesny. Parter powściągliwy w kolorach. Na ścianach dzieła droższe, bądź bardzo drogie dzieła sztuki i zdjęcia. Wszystko to zaaranżowała Kate chcąc nieco rozpogodzić ponurą atmosferę, robiąc to pod okiem ojca. Swoje piętro zaprojektowała Kate, we własnej osobie.

Zdjęcia poglądowe:
Parter

I piętro


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Pią Kwi 14, 2017 7:49 pm

Jeszcze tylko chwilę trzymała się za żebra. Minęło już troszkę czasu od zderzenia z półciężarówką i w tej chwili ruda mogła już przynajmniej swobodnie oddychać. Jak widać śmianie musiało jeszcze trochę poczekać.
Co na temat chłopców. Ciężko było stwierdzić po pierwszych kilku minutach, ale mówią, że to własnie pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Cóż... brunet z balkonu, nadworny mag, zdawał się być spięty i zestresowany, mało pewny siebie w kontaktach z innymi osobami, albo tylko z dziewczynami, ciężko stwierdzić. Jego wyblakły bliźniak zaś wydał się przebojowy i szybki (zgadnijmy dlaczego), do tego z ostrym i twardym językiem. Nie trzeba było być empatą czy telepatą, żeby to zauważyć. Kąśliwa uwaga do brata, zakamuflowany niezbyt miły komentarz do jej zdolności. Kto wie... może to tylko pierwsze wrażenie i chłopak w dalszym obejściu okaże się całkiem spoko przyjacielem, na tą chwilę AC zanotowała sobie w pamięci, żeby na chłopaka niezbyt liczyć żeby się nie przeliczyć. Pożyjemy zobaczymy.
-Uważaj na palce jak biegasz z prędkością światła, chyba, że specjalnie pozrywałeś sobie opuszki żeby utrudnić identyfikację. - Powiedziała biorąc jego dłonie we własne i oglądając już podgojone nieco palce nastolatka. Gdy zaczęła "czarować" Speed poczuł delikatne, przyjemne ciepło w całych dłoniach, które rozchodziło się i kumulowała na czubkach palców. AC wsunęła swoje dłonie pod dłonie chłopaka i objęła je tylko kciukami, które przycisnęła niezbyt mocno do wnętrza jego dłoni. On czuł ciepło, a ona zaczęła delikatnie świecić. Dokładniej dłonie rudej rozjaśniły się delikatną białą poświatą, gdy leczyła palce pacjenta. Co do obrażeń, te nie były poważne i po chwili skóra na palcach odbudowała się warstwa po warstwie, linie papilarne wróciły na swoje miejsce i tadam! Palce jak nowe!
-Przy poważniejszych obrażeniach niestety i tak zostaną blizny. Tym razem Ci się upiekło. - Powiedziała spokojnie puszczając ręce Speeda i rozsiadając się ponownie wygodniej na łóżku.

Gdy chłopcy wyszli by się przebrać spojrzała na Kate wielkimi, zielonymi gałami.
-To jest niesamowite Kate. Nie sądziłam, że to może tak wyglądać i w ogóle mieć szansę. No wiesz, jest przecież tylu bohaterów. Nie ważne, niech sobie są, nie mogą być wszędzie, a i oni potrzebują wsparcia. Wchodzę w to. Wchodzę! Koniec z wyciem w poduszkę. Jak można to trzeba działa...
...łaaaaaał...
- Odpowiadała przyjaciółce gdy do pokoju wszedł przebrany mag. Ruda była pod wrażeniem, chyba z reszta wyraziła to dość jasno przerywając wowem w pół zdania.
-O kurde. - Co jeden to lepszy nie ma co.
-Kate dla wszystkich masz takie obłędnie kosmiczne stroje. Skąd Ty wytrzasnęłaś tych kreatorów mody co? - Sapnęła oglądając prezentujących swoje wdzięki młodych bohaterów.

W tym momencie miała naprawdę wrażenie, że trafiła do innego świata. Niby takie wrażenie miewała już kilka razy, ale to było coś większego. Znacznie większego. Dostała właśnie w pysk szansą, o której marzyła od dziecka! Odkąd zaczęła cokolwiek kumać. Miała dwóch bohaterów, swojego ojca i Kapitana Amerykę. Wojskowi, patrioci, wzory do naśladowania i niezłe ciacha! Potem, gdy przebudziła jej się zdolność... bała się, musiała to kryć ale wciąż marzyła by pomagać innym, by móc wykorzystać swoje dary do niesienia pomocy i dobra, a nie tylko do szybkiego leczenia siniaków nabitych na boisku. Potem kolejny raz jej świat stanął na głowie, gdy została uczennicą Instytutu dla Uzdolnionej Młodzieży, gdzie spotkała takich jak ona, młodszych starszych, gdzie mogła być sobą i niczego nie ukrywać. Sądziła, że to będzie spełnieniem jej marzeń, może nie już, może nie dziś, ale jednak. Potem pojawił się Hugo i zniszczył jej świat, zabrał niemal wszystko co było cenne w jej życiu, niemal ją zniszczył. Dotąd działała niemal jak na autopilocie, jak zaprogramowane zabawki Starka. Jeśli działała, to tylko przez jakiś impuls, tak jak z tym dostawczakiem, pod który się rzuciła. Teraz zjawiła się Katę i zapaliła światełko, które zaczęło rozświetlać ten bajzel jakim była obecnie Alice.
Kilka chwil z tą czarnowłosą wariatką sprawiło, że AC znowu się uśmiechnęła, że normalnie rozmawiała. Odżyła. Nagle dostała w twarz własnymi marzeniami, które zarówno ją zaskoczyły jak i przeraziły. Pomagać? Komu? Ona? Ona nie potrafi. Oni nie zasłużyli. Nastolatki superbohaterowie? Dzieciaki to do szkoły. Teraz, gdy zobaczyła ich w tych kostiumach, kiedy słyszała jakąś pasję i determinację w ich głosach, mało się nie popłakała. Jej strzaskane serce znowu zabiło mocniej. Jak ona mogła tak się poddać?! Została złamana, temu nie mogła zaprzeczyć. O sile człowieka jednak świadczy to ile razy wstaje, a nie ile razy upada.
-Możesz na mnie liczyć Kate. Wszyscy możecie. - Powiedziała. Nie miała pojęcia ile siedziała cicho z rozchylonymi ustami i oczami wbitymi w jeden punkt. Wykopanie się z otchłani własnego bólu i traumy to nie proste zadanie, ale właśnie zrobiła ten pierwszy najważniejszy krok. Pewnie uściskała by Kate tak mocno, że potem musiała by jej sińce leczyć, ale Tommy znalazł poważny temat.
Wlepiła oczy ze wszystkimi w niewielki ekranik i szybko przeczytała wiadomość.
-To kopalnia. Jeśli był zawał, to są ranni. Ekipy ratunkowe szybko tam nie dotrą. Przydam się i nie mam planów na wieczór. - Powiedziała poważnie gdy wysłuchała Kate.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 397
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Kwi 15, 2017 12:20 am

Nawet Billy zdawał sobie sprawę z tego, że kostium wyglądał na nim dobrze - ale w żadnym wypadku nie spodziewał się po swoich kompanach aż tak miłej reakcji, najpierw ze strony obu dziewcząt, a na koniec również od Tommy'ego. Szczególnie to ostatnie wywołało w nim niemały szok, praktycznie niewidoczny z zewnątrz. Tak właściwie nie zdziwiłoby go zwykłe wyśmianie - chociaż nie, być może w towarzystwie Kate białowłosy faktycznie by się pohamował i ograniczył do czegoś subtelniejszego - ale jego rzeczywista ocena wydawała się być szczera, nawet jeżeli mało wylewna... A może właśnie przez to ostatnie sprawiała wrażenie tak prawdziwej? Kaplan pewnie za dużo nad tym wszystkim myślał, ale nie mógł się przed tym powstrzymać. Zawsze zbyt dokładnie analizował skierowane ku niemu zachowania i wypowiedzi otoczenia.
Choć w obliczu tylu komplementów chłopak nie potrafił spojrzeć przemawiającym prosto w oczy, to jednak na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. Nie zmienił ani pozycji, ani ułożenia swojego ciała, lecz na moment uniósł wzrok ku twarzy Tommy'ego i lekko kiwnął mu głową... Po części w geście podziękowania, ale równocześnie chcąc mu też przekazać, że on również prezentował się w porządku. Taka była prawda, strój pasował zarówno do jego sylwetki, jak i kolorystyki, nie powinien też przeszkadzać mu w bieganiu... Więc spełniał wymagania, a Billy nie skomentował go na głos tylko z dwóch powodów. Po pierwsze, zdecydował się zostawić to Kate, na której opinii białowłosemu na pewno bardziej zależało... A po drugie - obawiał się, że gdyby ego speedstera jeszcze trochę urosło, to wyparłoby ich wszystkich z pomieszczenia. Można by wręcz było powiedzieć, że dbał w ten sposób o drużynę.
Kiedy pomiędzy pozostałą trójką wywiązała się krótka dyskusja o pochodzeniu kostiumów oraz o konieczności rozdania ich reszcie - albo chociaż poinformowania ich o tym, że są już do odebrania - Billy wciąż milczał i tylko słuchał z zainteresowaniem. To nie tak, że nie miał niczego do wniesienia do rozmowy, ale... Kate, Alice i Tommy już to robili, a nie chciał się z nimi powtarzać. W pewnym momencie rudowłosa również przestała się zresztą odzywać, a Kaplan zerknął na nią krótko, z wymalowanym na twarzy cieniem zaciekawienia oraz z niemym zapytaniem odbijającym się w oczach. Mimo to nie zamierzał przerywać aktualnego tematu, więc ostatecznie jednak się nie odezwał i już wkrótce potem oderwał spojrzenie od Alice, aby wrócić do śledzenia konwersacji rozgrywającej się pomiędzy Kate oraz Tommy'm.
Ci dwoje akurat wrócili do kwestii masek i - tajnych lub nie - tożsamości, a na początek speedster zaprezentował swoją metodę na unikanie rozpoznania. W pewnym stopniu przypominała ona Billy'emu sposób Supermana... Ten trochę logiczniejszy, lecz mniej znany. Większość fanów i nie tylko śmiała się z jego okularów, podczas gdy autorzy tłumaczyli, że postać ukrywała się dzięki bardzo szybkim drganiom ciała, które zniekształcały jej obraz na zdjęciach i nagraniach... Może nie było to tak fascynujące jak prawdziwi bohaterowie, ale nastolatek i tak miał do Supermana sentyment - nawet jeżeli mimo wszystko wolał Wonder Woman.
Pokaz tak czy siak wyglądał dość zabawnie i sprawił, że uśmiech Kaplana minimalnie się poszerzył. Chłopakowi daleko było jednak do śmiechu, a jego uwaga prędko przeniosła się na Kate i jej poważniejsze podejście do sprawy. Kąciki jego ust szybko powróciły do wcześniejszej pozycji, a zaraz potem Billy pokiwał głową. Tak naprawdę popierał większość słów dziewczyny, z sugestią porozmawiania ze wszystkimi członkami drużyny na czele.
- Moi rodzice i tak wiedzą co robię - wspomniał jedynie, równocześnie wzruszając przy tym ramionami. Nie wchodził pod tym względem w żadne szczegóły, co wynikało głównie z faktu, że bardzo dobrze zdawał sobie sprawę ze swojego wyjątkowego szczęścia. Nie musiał ukrywać się przed rodziną, która w dodatku najwyraźniej zaakceptowała jego decyzję, nawet jeśli uczyniła to podejrzanie łatwo... Nie każdy będzie miał tak łatwo jak on.
Nim ktokolwiek zdążył dodać coś więcej, Alice wyrwała się wreszcie ze swojego - jak podejrzewał Kaplan - głębokiego zamyślenia. Jego wzrok znów powędrował w jej stronę, lecz tym razem chłopak nie zachował już milczenia - choć początkowo tak właśnie zamierzał zrobić. Tyle że... Rudzielec poruszył właśnie kwestię, o której o wiele łatwiej było mu się wypowiadać. Nic osobistego czy luźnego i neutralnego jak do tej pory, tylko coś bezpośrednio związanego z Young Avengers... A z tym czuł się już pewniej.
- W takim razie oficjalnie witaj w drużynie - zwrócił się spokojnie do Alice, lecz na tej krótkiej wypowiedzi poprzestał, pozostawiając resztę w zdolnych rękach Kate... Do której przecież oryginalnie skierowane były słowa drugiej dziewczyny. Chyba trochę im się wciął.
Na szczęście nastolatek nawet nie zdążył poczuć się z tego powodu głupio, gdyż nagle w pomieszczeniu rozległ się jakiś sygnał, na który od razu zareagował Tommy. W pierwszej chwili Billy jedynie rzucił ku niemu okiem, bo w końcu otrzymywanie wiadomości nie było niczym dziwnym, ale białowłosy sam prędko ponownie zwrócił jego uwagę... I obu dziewcząt również. Kaplan podszedł więc bliżej swojego prawie klona, aby móc spojrzeć na ekran urządzenia i odczytać wyświetlany na nim tekst... Który najwyraźniej nie był jednak częścią SMSa.
Przebiegając wzrokiem treść informacji, nastolatek nie mógł powstrzymać się przed refleksją, że media chyba bardzo luźno traktowały swoje zadanie. Sto mil? To by dopiero była dziura. Chłopak najchętniej zwróciłby na to uwagę na głos, lecz mimo wszystko ta część o uwięzionych pod ziemią ludziach wygrała z techniczną poprawnością i zdecydował się sobie odpuścić. Roxxon... A dokładniej ich placówka w Kolorado, jak widział w dalszym fragmencie artykułu... Daleko od nich. Już bliżej zachodniego wybrzeża. Jeżeli postanowią się tym zająć, będą potrzebowali albo jego teleportacji albo przynajmniej biletów na samolot.
Choć Kaplan słuchał słów pozostałych, to jednak jego spojrzenie jeszcze przez krótką chwilę utrzymywało się na wyświetlaczu komórki i dopiero słysząc swoje imię nastolatek przeniósł wzrok na Kate. Sam chętnie dowiedziałby się czegoś więcej na temat poczynań Eugene'a, ale nie miał jeszcze okazji, aby się z nim skontaktować... Co chyba najlepiej byłoby po prostu zrobić osobiście. W ten sposób złodziejaszek nie będzie się mógł tak łatwo wykręcić.
- Nie, ale zamierzam go nawiedzić, choćby nawet zaraz. Powinniśmy mu zorganizować telefon i przykleić mu go do ręki, żeby mieć pewność, że go nie sprzeda - odparł, równocześnie przewracając oczami, rzecz jasna ze względu na zachowanie Eugene'a... Oby należące już do przeszłości, choć Billy nie do końca w to wierzył. Czuł w kościach, że będą musieli dłużej nad nim pracować.
Kaplan nie miał nic przeciwko oddelegowaniu na miejsce akcji dwóch osób, więc tylko kiwnął na tę sugestię głową. Posiadał co prawda parę luźnych propozycji, lecz nie zdążył o nich wspomnieć, bo głos od razu zabrała Alice, tym samym rozwiewając wątpliwości odnośnie połowy wysyłanej pary. Dziewczyna miała zresztą rację, jako uzdrowicielka powinna się tam przydać, więc cieszył się, że wyraziła chęć udziału w wyprawie.
- W takim razie byłoby dobrze, gdyby druga osoba posiadała zdolności ofensywne. Niby to tylko zawał, ale skoro piszą o jakiejś tajemnicy, o utracie łączności czy o tym, że ekipy ratunkowe nie wróciły... To wcale nie zdziwiłbym się, gdyby pracownicy wpadli pod ziemią na Mole Mana albo jakiegoś jego krewniaka - podsunął, a choć powiódł wzrokiem pomiędzy wszystkimi rozmówcami, to jednak na koniec skupił się na Kate. Skoro dowodziła, to decyzja należała do niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Wto Kwi 18, 2017 5:22 pm

Białowłosy był wyraźnie zadowolony z zainteresowania jakie wykazali pozostali wobec jego odkrycia. Żałował, że nie mieli żadnego systemu raportów, bo gdyby taki mieli, mogliby napisać "Tylko dzięki Tommyemu, dowiedzieliśmy się o zawale w kopalni". Kiedy inni byli zajęci czytaniem, patrzył na nich z bananem na twarzy. Przeczytał cały artykuł jeszcze przed tym jak zawołał innych, więc na ten moment zostało mu tylko trzymać komórkę i czekać aż inni dokończą lekturę. Z tej pierwszej czynności zwolniła go Kate, zabierając jego telefon. Był nieco zaskoczony, ale niespecjalnie się bronił. Mimo wszystko ufał jej i wiedział, że nie zrobi mu żadnych psikusów. Uśmiech zniknął z jego twarzy, choć było to widoczne dla innych tylko przez chwilę, bo obrócił się na pięcie w stronę okien. Oparł się o jedno z nich ramieniem i spoglądał na panoramę Nowego Jorku z delikatnie opuszczoną głową. Nie miał zamiaru wtrącać się w dyskusję o to kogo mają posłać. Nigdy nie przepadał za planowaniem. Był jednak ku temu drugi powód. Widzicie, pomimo tego, że Speed chętnie rzuciłby się na możliwość dołączenia do jakiejkolwiek akcji i zazwyczaj najpierw robił, potem myślał, ale mimo wszystko był inteligentny. Z początku chciał się zgłosić na ochotnika, lecz im dłużej o tym myślał, tym gorszym pomysłem się to wydawało. Kopalnie słyną z raczej ciasnych przestrzeni, więc będzie miał mało miejsca na manewry i musiałby poważnie ograniczyć prędkość by nie zostać czerwoną plamą na ścianie. Niby jego umiejętność eksplodowania rzeczy na zawołanie mogłaby się przydać do czyszczenia zawalonych tuneli, ale skoro są tam uwięzieni ludzie, mogą ucierpieć od niektórych detonacji. Parę rannych ludzi to najlepszy scenariusz- co jeżeli przesadzi i sprawi tylko, że sufit się zapadnie na niego i jego partnera?
Odwrócił się, bo nie chciał się przyznawać, że jest bezużyteczny. Siedział tylko w nienaturalnej dla niego ciszy i czekał na werdykt. Podświadomie zacisnął pięść w frustracji. Szanował Alice za szybką decyzję i chęć uczestniczenia w akcji. Może jej moce nie były nawet w połowie tak fajne jak te jego, przynajmniej działała, a nie martwiła się o nowych sojuszników czy rekrutów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Wto Kwi 18, 2017 7:45 pm

Gotowość Alice przyjęła z równym jej entuzjazmem. Uśmiechnęła się do dziewczyny i kiwnęła głową na znak zgody. Nie zamierzała nikogo ograniczać, ale skłamałaby mówiąc, że w pierwszym odruchu chciała odrzucić kandydaturę rudzielca. Bo nieprzygotowana do akcji. Bo niewytrenowana. Bo …bo jak coś się jej stanie to będzie czuła się winna. Patrząc na to z drugiej strony… czy oni byli przygotowani? Wytrenowani? Szkolenia w SHIELD czegoś ich na pewno nauczyły, ale to nie to samo co walka w terenie, gdzie stres sięgał do granic możliwości. Każdy z nich musiał brać odpowiedzialność również za siebie i za swoje decyzję, a taką właśnie podjęła Alice. Sama, bez namawiania i bez argumentacji z ich strony. Chciała pomóc, więc nie zamierzała się sprzeciwiać. Lęk ten nie brał się znikąd… Ostatnio coraz to częściej powtarzający się sen, a właściwie koszmar, w którym to ginęła Cassie wybijał ją z rytmu. Nie potrafiła się skupić, zresztą, ci bardziej ją znający mogli to zauważyć.  Pomimo ukrywania swoich prawdziwych emocji jakaś cząstka niej chciałaby ktoś dotarł w głąb jej duszy i rozgrzebał te wątpliwości. Niby tylko sen, ale... tak cholernie realistyczny.
- No dobra... zdolności ofensywne powiadasz.. hmmmm – W pierwszym momencie pomyślała o sobie, ale tym razem musiała się przyznać. W kopalni przydałby się ktoś z super mocami.
- Tommy wspomniał, że Sam potrafi kontrolować lód, więc może byłaby chętna? – Zadała pytanie na głos, ale nie czekała na odpowiedź. Korzystając z tego, że miała numer do dziewczyny, chwyciła za telefon i podesłała jej linka do artykułu o akcji w kopalni oraz pytanie: To ja, Kate. Chciałabyś obadać temat? Zaraz będzie u ciebie Wiccan z Alice. Daj im odpowiedź. Dzięki!
- Billy –Kolejny już raz zwróciła się do bruneta – Po drodze do Euguena dałbyś radę podrzucić Alice do Sam? Właśnie wysłałam jej zapytanie czy chce wziąć udział w akcji. Da wam znać już na miejscu. Jeżeli nie da rady to wymyślimy kogoś innego – Odpowiedziała i podeszła do Tommy’ego oddając mu komórkę. Zbyt długo zawiesiła na nim wzrok. I bynajmniej nie z zachwytu. Wyglądała tak… tak jakby chciała się przy czymś upewnić… albo jakby coś się jej nagle przypomniało i na pewno nic przyjemnego. Może jakaś wyczekiwana wizyta u lekarza, której termin minął… wczoraj. Oczywiście to nie było to. Wcześniej wspomniała już jeden sen, ale tym razem, przypomniała sobie drugi, równie uporczywy, aczkolwiek nie aż tak przerażający. Ten dotyczył pewnego chłopaka. Miał podobną fryzurę do Speeda, ale to nie był on. Z drugiej strony czy gdzieś tam na świecie mógł znaleźć się chłopak z takim samym kolorem czupryny jak Shepherd? Potrząsnęła głową i zrobiła krok w tył, jednocześnie wciskając mu telefon w dłonie.
- Okay, Alice – Zanim podeszła do dziewczyny sięgnęła jeszcze do jednej z szafek, z której wyciągnęła kolejną tabliczkę czekolady – Uważaj na siebie i daj znać po akcji – Wręczyła jej ładnie zapakowaną czekoladę i mocno uściskała.
- Billy, a ty daj znać co z Euguenem. …I w ogóle bądźmy w kontakcie – Dodała już na sam koniec odsuwając się od przyjaciół by mogli swobodnie udać się w tą niezwykłą podróż do Sammy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Wto Kwi 18, 2017 8:39 pm

Nikt nie protestował, by wzięła udział w akcji. Niby z jednej strony trochę to ją zaskoczyło, ale z drugiej, świadczyło to o jakiejś dojrzałości grupy. Każdy podejmuje decyzje i bierze za mnie odpowiedzialność. To było... super!
Na powitanie jej w ekipie kiwnęła z uśmiechem głową, a potem słuchała kolegów, co mają jeszcze do powiedzenia. Sama nie znała więcej składu poza ferajną w pokoju, więc tu pomóc nie mogła. Nie miała zamiaru przeszkadzać w uzgodnieniu reszty, więc siedziała cichutko. Aż dziwne.
Gdy wymieniali zdania, AC podeszła do biurka i na małych karteczkach napisała swój numer telefonu.
-Tak jeśli chodzi o kontakt. - Rzuciła tylko i wręczyła każdemu ową karteczkę.
-Zawsze na siebie (nie)uważam. - Rzuciła z charakterystycznym przekąsem, gdy Kate ją uściskała. No tak, ruda uważała na siebie cały czas, nawet jak ładowała się komuś pod koła wszystko miała pod kontrolą.
Plan działania mieli gotowy, jeszcze tylko drobne przygotowania i w zasadzie mogli ruszać. Jako, że AC nie miała swojego kostiumu (jeszcze zapewne) musiała sobie poradzić inaczej. Przykucnęła przy torbie, pogrzebała w niej i wyciągnęła czarną bluzę z kapturem, którą przewiązała w talii. Tak na wszelki wypadek. Czekoladę wcisnęła do kieszeni wspomnianej bluzy i skinęła głową na znak gotowości. Nie wiedziała jak Wiccan teleportuje. Czy otwiera portal, czy po prostu znika w chmurce jak Kurt. Zostawiła więc działanie dla niego. Niech złapie ją za rękę, wepchnie w czasoprzestrzenną dziurę, czy cokolwiek tam. Była gotowa.
-Wszystko będzie dobrze. Nie martw się na zapas i szykuj duży kubeł lodów, mamy do pogadania jak wrócę. - Rzuciła na koniec do przyjaciółki racząc ją ciepłym uśmiechem.
-Trzymajcie się.


//śmiało możesz zrobić za nas oboje zt//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 397
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Wto Kwi 18, 2017 11:30 pm

Jeszcze w trakcie dyskusji Billy rzucił okiem za oddalającym się od grupy Tommy'm, a jego twarz na moment przybrała pytający wyraz. Przez krótką chwilę rozważał nawet zagadnięcie go czy coś się stało... Ale ostatecznie zdecydował, że lepiej go nie zaczepiać. W gruncie rzeczy nie przychodziło mu do głowy nic takiego, co mogłoby teraz zirytować białowłosego, więc najprawdopodobniej nie było się czym przejmować. A jeżeli jednak... To na pewno będzie jeszcze okazja, aby się tego dowiedzieć.
W związku z powyższym Kaplan skupił się na słowach Kate i zgodnie kiwnął głową, gdy ta zasugerowała wysłanie z Alice innego nowego nabytku drużyny, czyli Sammy. Wytwarzanie oraz kontrola lodu teoretycznie dawały zarówno ofensywne, jak i defensywne możliwości, więc dziewczyny powinny sobie razem poradzić... Choć po części zależało to jeszcze od tego, jak silne były w ogóle zdolności Sam. Szkoda, że tak naprawdę nie mieli jeszcze szansy, aby się o tym przekonać.
Nastolatek objął się luźno ramionami w pasie i w milczeniu obserwował poczynania Kate - choć zerknął również na Alice, której najwyraźniej też coś przyszło do głowy. Na moment zapanowała cisza, ale chłopakowi ani trochę to nie przeszkadzało. Starał się też nie spoglądać na komórkę przyjaciółki, bo choć domyślał się, że pisała wiadomość do Sammy w sprawie planowanej akcji, to jednak po pierwsze nie miał takiej pewności... A po drugie sam też nie chciałby, aby ktokolwiek czytał jego SMSy.
Wreszcie Kate znów się odezwała, a Billy ponownie zareagował na jej słowa kiwnięciem głowy - i to jeszcze zanim dziewczyna skończyła mówić, bo od razu po jej pytaniu o podrzucenie Alice. Jego odpowiedź i tak nie zależała od dalszych słów łuczniczki, więc nie zwlekał z jej udzieleniem. Oczywiście nie zmieniało to faktu, że wysłuchał Kate do końca... Z grzeczności i dlatego, że nie chciał przegapić niczego ważnego.
- Jasne, nie ma sprawy - potwierdził mimo wszystko, aby słowami poprzeć wcześniejszy gest. Jako że w tym momencie dziewczyna i tak oddaliła się do Tommy'ego, Kaplan przeniósł spojrzenie na Alice. Nie był pewien czy powinni już się zbierać do Sammy, czy może ktoś planował tutaj jeszcze coś dodać... Ale na szczęście przynajmniej ta kwestia prędko się wyjaśniła i chłopak nie musiał nawet o nic pytać.
Przyjmując od rudowłosej karteczkę z kontaktem do niej - a dokładniej z numerem telefonu, o czym zorientował się po zerknięciu na szereg cyfr - Billy rzucił ciche "dzięki" i już zamierzał schować kawałek papieru do kieszeni... Gdy dotarło do niego, że żadnej teraz nie posiadał. Uroki strojów superbohaterów... W innych okolicznościach stanowiłoby to drobny problem, ale w końcu nastolatek zdążył już wypróbować teleportowanie obiektów bez przenoszenia z nimi samego siebie - i był niemalże pewien, że ostatnim razem mu się to udało. Wystarczyło tylko powtórzyć ten wyczyn.
- Do mojego pokoju, do mojego pokoju, domojegopokoju... - wymamrotał, a w trakcie wypowiadania tych słów wokół jego dłoni i oczu pojawił się błękitny blask, który po chwili przeniósł się również karteczkę... Nim ta zniknęła, przy odrobinie szczęścia przetransportowana właśnie do sypialni Kaplana. Oby tylko nie wylądowała w jakimś dziwnym miejscu.
Podczas gdy Billy się tym zajmował, dziewczyny zdążyły wymienić między sobą kilka słów i się przytulić. Nastolatek spojrzał na nie ponownie akurat w chwili, gdy Kate znów się do niego zwróciła... I w pierwszym odruchu chciał pokiwać głową, lecz złapał się na tym, że zbyt często w ten sposób reagował - i tym razem jednak się przed tym powstrzymał. Choć nie sądził, aby jakkolwiek się z tym zdradził, to jego wzrok i tak powędrował w dół.
- W porządku. Będę o wszystkim informował - obiecał, czekając już tylko na to, aby Alice przygotowała się do drogi. Nie poganiał jej, tylko cierpliwie śledził jej poczynania, a kiedy rudowłosa schowała czekoladę do kieszeni bluzy, ruchem głowy wskazał jej na drzwi balkonowe. W końcu nie chciałby zniszczyć czegoś w pokoju Kate... A choć to lądowania były bardziej niszczycielskie od startów, to po co ryzykować?
- Do zobaczenia - rzucił jedynie, gdy Alice się pożegnała, a następnie wyszedł wraz z nią na zewnątrz. Nie mieli może do dyspozycji aż tyle przestrzeni, bo ograniczała ich ściana, ale musieli sobie z tym jakoś poradzić... Teoretycznie mogliby przenieść się najpierw na dach, ale mimo wszystko Billy wolał nie tracić więcej czasu. Sam na nich czekała, prawda?
- Chcę zabrać nas do Sammy, chcę zabrać nas do Sammy, chcę zabrać nasdoSammychcę... - powtarzał, a jego moce prędko zareagowały na wezwanie, manifestując się pod postacią błękitnej aury, stopniowo rozszerzającej się na cały balkon. Wraz z nią pojawiła się ta charakterystyczna woń ozonu... A kiedy wszystkie te efekty wizualne wreszcie ustąpiły, Billy'ego i Alice już tam nie było.

Z/t za oboje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Kwi 29, 2017 8:58 am

Reszta w miarę szybko ułożyła jakiś plan. Zastanawiał się jak dobrze dziewczyny sobie poradzą, w końcu to ich pierwsza akcja. Odwrócił się do reszty, by się pożegnać:
-Trzymajcie się
Pomachał chwilę przed samą teleportacją, po czym szybko zatkał nos, bo znał odór teleportacji aż za dobrze. Po wszystkim spojrzał na Kate.
-Powinien się nauczyć rzucać zaklęcie odświeżacza powietrza przy teleportacji- skomentował, by jakoś zacząć rozmowę na nowo. Tak się składa, że zrozumiał parę spraw. Nie wyglądało na to, że w domu byli jacykolwiek dorośli. Nie wpadł na żadnego, nie słyszał żadnych reakcji na teleportację czy zachowanie młodych bohaterów. Innymi słowy, wyglądało na to, że są sami w domu. Położył dłoń na swoich ustach by ukryć swój zawadiacki uśmiech. Pewnie dało się odczytać co czuję z błysku jego oczu i mimiki reszty twarzy. Kiedy odsunął palce od swojego lica i zobaczył rękawiczki, coś go uderzyło. Nad jego głową zapaliła się metaforyczna żarówka.
Obejrzał Kate. Jakby, dosłownie. Przeanalizował ją wzrokiem od stóp do głów. Robił to w miarę szybko, by nie wyszło niezręcznie i by nie myślała, że rozbiera ją wzrokiem czy coś. W końcu spojrzał jej w oczy. Już wyglądało a to, że miał coś powiedzieć, gdy odwrócił się w stronę okna i zaczął przez nie wyglądać.
-Wiesz, to nie fair- zaczął, po czym powoli wrócił wzrokiem na dziewczynę i subtelnie się uśmiechnął- No wiesz, my nie widzieliśmy Ciebie w stroju. Bo masz swój, nie? Jestem pewien, że wyglądasz w nim świetnie, skoro nawet Billy wyglądał bardzo dobrze w swoim. Pokażesz go? Wiesz, najlepiej na sobie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 397
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Kwi 29, 2017 9:00 pm

Minęła tylko krótka chwila od zniknięcia Alice i Billy'ego, gdy nagle nad łóżkiem Kate pojawiło się znajome skupisko błękitnej i białej energii, które prędko rozciągnęło się w podłużny kształt... Nim w jego wnętrzu zmaterializowało się nieprzytomne ciało Eugene'a. Chłopak został już uleczony, choć na jego włosach wciąż widać było ślady krwi. Jego postać powoli osunęła się na materac, a gdy leżała już na nim bezpiecznie i stabilnie, aura zaczęła zanikać i w ciągu paru sekund całkowicie rozpłynęła się w powietrzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Pon Maj 01, 2017 9:19 am

Nie zamierzała ich zatrzymywać. Posłała przyjaciółce swoje nieobecne już spojrzenie. Myślami chwilowo znajdowała się w kopalni, wizualizując wszystkie zagrożenia jakie mogą ich napotkać, i tak, mając tak wybujałą wyobraźnie ciężko było nie pozbyć się złych obrazów, ale decyzja została już podjęta, a po drugie, miała nadzieje, że będą kierować się rozsądkiem. Bądź co bądź, jeżeli sytuacja okaże się przerastać ich wszystkich chyba nie zajrzą głębiej w paszcze lwa, no nie? …I to tak a propos wątpliwości.
Pożegnała towarzystwo z delikatnym uśmiechem, który nie znalazł odzwierciedlenia w tym, co działo się w środku. Na szczęście potrafiła (choć nie zawsze) utrzymać emocje na wodzy i rozegrać sytuacje tak, by w oczach odbiorców pojawił się obraz taki jaki chciała by tam zaistniał. Teraz miał nim być jeden z tych twardych, pozytywnie nastawionych i pewnych, że cała akcja zakończy się sukcesem.
Jeszcze chwile po zniknięciu Billy’ego stała z przymrużonymi od blasku oczami. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że została sama z Tommym. Z tego co mogła wywnioskować widząc spojrzenie chłopaka fakt ten dotarł również do niego i to w tym samym momencie. Nie żeby w jakikolwiek sposób się przy nim krępowała. Kate raczej należała do dziewcząt pewnych siebie, znających moc sprawczą swoich wdzięków i umiejącą to w odpowiedni sposób wykorzystać. Jednak w tym momencie poczuła się troszkę odkryta. Może dlatego, że przez ten ułamek sekundy znowu powróciła myślami do niesamowicie realistycznego snu w którym to ginęła jej przyjaciółka, a jakby nie patrzeć teraz wysłała drugą na niebezpieczną misję. A może powodem było to dziwne uczucie, gdy kolejny raz ich spojrzenia się spotkały i znowu chwyciło ją to dziwne podobieństwo do osoby, której jeszcze nie spotkała, a które wzmogło się kilkukrotnie. Przyłapała się nawet na chęci rozmowy na ten temat … ale…
…Na szczęście Tommy zaczął mówić. Wybił z coraz to głębszego pogrążania się we własnych myślach, a w nagrodę za to mógł zobaczyć delikatny uśmiech dziewczyny. Nie przeszkadzał jej zapach ozonu, ale skoro chłopak zwrócił na to uwagę, postanowiła mu pomóc. Podeszła do drzwi balkonowych i je otworzyła.
- I jaki byś wybrał zapach? – Zapytała ot tak krzątając się po pokoju. Zgarnęła szklanki i resztki czekolady kładąc to wszystko na stoliku, dlatego Tommy mógł się jej przyjrzeć nawet w zwolnionym tempie. Właściwie, o ile miała taką możliwość, załapała się na końcówkę spojrzenia chłopaka, a gdy w pełni się do niego odwróciła, ten już wpatrywał się w okno. Ściągnęła brwi zastanawiając się co miał na myśli mówiąc, że coś jest nie fair. Zanim jednak padło z jej strony pomocnicze pytanie, Shepherd zaczął mówić dalej. Słysząc jego kolejne słowa kąciki ust zawędrowały w górę. Przewróciła zabawnie oczami i cicho westchnęła.  Komplementy jakimi ją obsypywał zawsze poprawiały humor. Co prawda nie zawsze na nie reagowała, ale gdzieś tam w głębi duszy czuła, że mimo to nie zostają bez odzewu.
- Poczekaj chwilę –Zgarnęła pokrowiec z wieszaka i ruszyła w kierunku garderoby. Nie zdążyła zrobić trzech kroków, gdy w pokoju ponownie poczuła charakterystyczny zapach. Zerknęła przez ramię na wnętrze pomieszczenia w celu zlokalizowania charakterystycznego białego blasku.
- Billy? – Rzuciła pytaniem ni to do siebie, ni to do Tommy’ego, a potem zwróciła się cała w kierunku łóżka chcąc mieć wyraźny ogląd na sytuację. Dopóki Eugen w pełni się nie zmaterializował żyła w przeświadczeniu, że Wiccan postanowił jednak do nich wrócić. Tylko czemu akurat w pozycji horyzontalnej… i na dodatek z tego co mogła wywnioskować… wprost na jej łóżko? W pierwszym odruchu uniosła wyżej brew, dając tym samym choć odrobinę upustu zbierającym się różnym emocjom: od pełnego zaskoczenia po dezorientacje, aż do przypływu chęci wyjaśnienia sytuacji, najlepiej teraz zaraz. W momencie, gdy jej oczom ujawnił się, na pierwszy rzut oka nieprzytomny (miała nadzieje, że żywy) Eugene, przez chwile przestała mieć jakiekolwiek pytania. Rzuciła pokrowiec na pobliski fotel i szybko do niego podeszła.
- Eugene? – Zapytała, ale nie czekała na odzew z jego strony. Ułożyła dwa palce na szyi chłopaka sprawdzając puls. Żył, ale był nieprzytomny. Dopiero przy bliskich oględzinach dostrzegła ślady krwi na głowie. Przykucnęła obok łóżka i uniosła ją delikatnie przyglądając się włosom. Nie było rany chociaż czerwone ślady wydawały się świeże. Z tego mogła wywnioskować, że Billy go uleczył… tylko dlaczego cały czas był nieprzytomny?
- Musiał nieźle oberwać… – Mruknęła zerkając na twarz kolegi z drużyny, tym razem nie skrywając swojego zmartwienia i przejęcia się sytuacją.
- Napisz do Billy’ego i zapytaj co mu się stało – Rzuciła do Tommy’ego nawet na niego nie patrząc. Sama wstała i ułożyła Eugena w pozycji bardziej bezpiecznej, na boku tak jak ją uczyli na kursie z udzielania pierwszej pomocy.
– Eugene – Próbowała go jakoś ocucić, ale coś czuła, że… bez szpitala się nie obejdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sro Maj 03, 2017 8:58 pm

Tommy bardzo się cieszył, wyglądało na to, że zobaczy jej strój, a nawet ją w stroju. Starał się ukrywać, być w miarę spokojnym i nie piszczeć z radości. Czemu był tak podekscytowany? Cóż, patrząc na swój strój i używając odrobinki logiki, domyślił się, że ich kostiumy są w stylu tych należących do innych bohaterów. Zazwyczaj stroje superbohaterek wyglądały... kusząco. Spójrzcie na Miss Marvel, Scarlet Witch, Black Widow. Zakładając, że jej uniform będzie podobny do tych wcześniej wymienionych, zabawa w superbohatera będzie fajniejsza niż początkowo zakładał.

Właściwie to był dziwny moment. W końcu mógł spędzić z nią trochę czasu. Zazwyczaj kiedy tak ma być ktoś wpada między nich jak jakieś okrutne zrządzenie los-- Akurat kiedy ta myśl przemknęła mu przez głowę, na łóżku Kate pojawił się błysk, znak rozpoznawczy Billy'ego, który był chyba w kształcie człowieka. Oh boy. W pierwszej chwili nie był nawet zdziwiony, tylko zły, że los znowu znalazł sposób by wtrynić kogoś między nich. Chociaż coś mu nie pasowało... Przecież Wiccan zawsze teleportował się w pozycji pionowej. Poza tym nigdy nie zmaterializowałby się w pozycji leżącej na łóżku u dziewczyny. To by wymagało od niego używania jego mocy do zrobienia w końcu czegoś zabawnego, a przecież jest do tego absolutnie niezdolny. Kiedy błysk zniknął, rozpoznał w tej osobie tego tchórzliwego dzieciaka...Umm. Jak mu było? A, Eugene, dzięki Kate. Był skołowany, co dało się rozpoznać po zmarszczonym czole i wzroku skupionym całkowicie na chłopaku.

W tym momencie nie tyle spanikował, co nie wiedział co robić. Bo co można zrobić z nieprzytomną osobą, jeżeli nie masz przy sobie markerów by porysować po jej twarzy? Cóż, może powinien chociaż przyjrzeć się mu dokładniej. Tak więc podbiegł do strachajła od strony przeciwnej do Kate. Oparł się dłońmi o krawędź łóżka i przyglądał się jak dziewczyna bada Eugene'a, bo w końcu nie mógł zrobić wiele więcej. Widział to na filmach, sprawdza puls. Nie powiedziała niczego, ale była spokojna, więc żył. Potem pochylił się nieco by przyjrzeć się krwi na jego głowie. Chciałby dać mu parę parę razy z liścia, jak w telewizji. Pewnie by nie pomogło, ale czułby się lepiej...
-Tajest- odpowiedział na rozkaz i po odbiciu się rękoma od łóżka, pobiegł po komórkę. Zadzwonił do Wiccana. Kiedy trwało wybieranie numeru, ponownie podszedł, choć tym razem ukucnął obok czarnowłosej. Włączył tryb głośnomówiący, gdyby chciała coś dodać od siebie i postawił telefon na łóżko. W międzyczasie, czekając aż jego klon odbierze, Tommy postanowił nieco wesprzeć koleżankę z drużyny. Ciężko powiedzieć czy tego potrzebowała, bo nie patrzył na jej twarz i wydawała się póki co opanowana, ale to wciąż lepsze od niezręcznej ciszy.
-Hej, może bywa roztrzepany, ale Billy nie podesłałby nam umierającego Eugene'a. Będzie żył- to było najlepsze co mu przyszło do głowy na ten moment.

Kiedy (jeśli w ogóle) Billy odebrał komórkę, Tommy powiedział szybko i krótko:
- O co chodzi z nieprzytomnym Eugenem?
Miał dziwne wrażenie, że Billy nie ma czasu na pogawędkę, skoro nie zjawił tu się osobiście ani sam nie zadzwonił, więc musieli to załatwić szybko. Tak jak lubił~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Maj 13, 2017 11:46 am

Niestety obydwoje musieli obejść się smakiem. Gdzieś tam w głębi duszy również się ucieszyła, że spędzą ten czas sami, jednak zwyczajowo na pierwszym planie było rozmyślanie o tym jakie wydarzenia mogą zastać pozostałą część drużyny. Troszkę się martwiła, ale i tego nie zamierzała aż tak po sobie pokazywać. Zresztą wreszcie mieli okazję bliżej się poznać. Nie żeby nie wpasowała Tommy’ego w pewne ramy do czego raczej się nie przyzna. Zresztą coś tam jej podpowiadało, że nie raz ją zaskoczy wyjściem poza łatkę podrywacza. Bała się również tego momentu, gdy udowodni, że wręcz perfekcyjnie się w te ramy wpasowuje. Wiedziała jacy byli chłopcy, a w szczególności w jego wieku. A i sama zresztą miała dość ciężki charakter. Uciekała jak się da od pewnych emocji i za wszelką cenę starała się kierować rozsądkiem, gdy serce rwało do odrobiny szaleństwa. To pragnienie karmiła adrenaliną podczas akcji oraz skupianiem się na organizowaniu ich już prężnie działającej grupy.
Teraz natomiast nie myślała o nikim innym, jak o chłopaku, który został przeteleportowany wprost na jej łóżko. Kolejny raz nie pokazywała swoich prawdziwych emocji, ale odczuwała ulgę, że nie została z tym sama. Co prawda będąc w podbramkowej sytuacji oczywiście stanęłaby na wysokości zadania, ale mimo wszystko dobrze mieć w kimś oparcie. I to w kimś kto szybko wykonuj powierzone mu zadania. A i słowem starał się jakoś podnieść na duchu.
- Z tego co mogę wywnioskować to nawet go uleczył… no chyba, że krew na głowie nie jest Eugene’a – Powiedziała nie podnosząc spojrzenia z nad twarzy ciemnowłosego chłopaka.
Charakterystyczny dla połączenia sygnał rozbrzmiał po pokoju panny Bishop. Ta w tym momencie sięgnęła po chusteczkę i namoczyła ją w wodzie ze stojącej obok łóżka butelki. Ułożyła ją na czole chłopaka. Chociaż z tego co mogła wywnioskować nie miał gorączki, miała jednak nadzieje, że może zimna woda zacznie go ocucać i w końcu się obudzi. Zdziwiona co tak długo nikt nie odbiera zerknęła na Tommy’ego węsząc jakiś zły znak z tym związany. Na szczęście ciche kliknięcie oznajmiło połączenie z rozmówcą. Zanim jednak usłyszeli głos po drugiej stronie słuchawki jasnowłosy zdążył się odezwać i to z dość znaczącym pytaniem. …Jakie było ich zdziwienie, gdy zamiast głosu Billy’ego usłyszeli kobiecy głos.
- Nieprzytomny Eugene? Coś się stało? Czy z Billym wszystko w porządku? – Poddenerwowany ton zdradził bliską relację, dlatego Kate nie musiała się długo zastanawiać nad tym z kim mają do czynienia.
- Dzień dobry pani Kaplan – Wydusiła z siebie robiąc przy tym skonsternowaną minę tym razem już wpatrując się w oblicze Speeda. Może w jakimś ułamku sekundy miała nadzieje, że to on z nią pogada, ale w kolejnym niesamowicie krótkim odstępie czasu zdała sobie sprawę, że nie jest to najlepszy pomysł, dlatego cicho odchrząknęła i już odrobinę pewniej dodała.
- Z tej strony Kate i Tommy. Z Billym wszystko okay. Nasz kolega stracił przytomność i myśleliśmy, że coś wie na ten temat, ale chyba nie wziął ze sobą komórki. Jak pojawi się w domu to proszę przekazać, że czekamy na kontakt – Starała się zachować neutralny ton głosu i miała nadzieje, że jej wyszło… ale chyba tak, skoro mama Billy’ego po dłuższej jak na typowe standardy rozmów, podejrzliwej ciszy powiedziała:
- Okay, jeżeli jednak pojawi się u was to też przekażcie by się ze mną skontaktował. Jeżeli będzie mógł skorzystać z twojego telefonu… Kate – Tym razem głos wydawał się być uspokojony, acz nie do końca przekonany.
- Jasne, nie ma sprawy. Do widzenia – Odczekała chwilę, a gdy po drugiej stronie padło zdawkowe, ale zarazem uprzejme pożegnanie. Dopiero gdy połączenie zostało przerwane Kate głośno wypuściła powietrze.
- Huh, mało brakowało -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 56
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Maj 13, 2017 2:31 pm

Ciemność. Duża ciemność. W zasadzie, Eugene nie wiedział, czy ma zamknięte oczy, czy po prostu jest w ciemnym miejscu.
~Myśl. Co było ostatnie?~Nakazał sobie w głowie. To... gdzieś na Quincy... Chwila... Tak, został zostawiony w pomieszczeniu... Tam były drzwi... zamknięte. Próbował je otworzyć, ale zanim tego dokonał, oberwał w głowę kawałkiem dachu... Stracił przytomność. Wyłączył się. Jak by to ujął Sam- Odpadł w wyniku niespotykanego zderzenia.
Ale teraz myślał... nie był wyłączony. Odnotował jakieś dźwięki, dobiegające z daleka. Słyszał jak przez watę i kilka cienkich ścian. Ale ścian. Jednak, powoli dobiegały coraz wyraźniej... I bliżej. Zdał też sobie, że ma zamknięte oczy. Nie otwierał ich... Lata na ulicy nauczyły go, że czasem lepiej zorientować się, gdzie jest po słuchu, niż się zdradzać.
Nasłuchiwał więc dźwięków. Czuł niemiłe pulsowanie, a wata nie znikała, jednak dał radę usłyszeć. Coś mokrego na jego czole... co to było? Nie odczuwał zimna, to nie było Quincy. Zatem ktoś go musiał przenieść... Pytanie, kto? Pulsowanie się nasilało. W końcu doszła go reszta bodźców... czuł się sennie. Nie zorientuje się w sytuacji, jeśli nie otworzy oczu. Zdradzi się tym, nie miał szans na obronę... Ale inaczej się nie da. Uniósł powieki.
Ujrzał biały sufit. Czyli nie Quincy, nie żadna rzeka, żadne zaułki. Dobrze, może czuć się bezpiecznie. Podniósł się lekko, na tyle na ile mógł. Chusteczki zsunęły się z jego czoła, i opadły na klatkę piersiową. To już śmiało podsuwa odpowiedź, nie był na wrogim terytorium. Ktoś się nim zajął, więc albo dobra dusza, albo osoba która go przeniosła musiała wiedzieć, że to zaufane terytorium. Okej, oględzin ciąg dalszy. Oby pulsowanie szybko znikło...
Zerknął w bok... nasunęło mu to wszelkich odpowiedzi. Konkretniej, ujrzał Tommego. W tej chwili był to jeden z radośniejszych widoków. Obok niego znajdowała się jakaś czarnowłosa dziewczyna... Nieznana Eugeneowi, ale wiek podsunął odpowiedź.
Zatem musiał go tu przenieść Wiccan. Nie wiadomo skąd on się tam wziął, najważniejsze, że ktoś go stamtąd wyciągnął. Ratując od śmierci klinicznej, to najważniejsze.
Przeniósł go do tego mieszkania, a tam towarzyszka Tommego (Bo przeczuwał, że Tommy raczej by mu zapewnił więcej siniaków... a tych nie odczuwał) się nim zajęła. Swoją drogą, ciekawe jak wielu znajomych miał Billy...
-Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem-Powiedział cicho, jednak na tyle, by usłyszeli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sro Maj 31, 2017 2:18 pm

Usłyszawszy kobiecy głos wydobywający się z telefonu, Tommy przewrócił się na plecy, podpierając się łokciami. Spodziewał się głosu Billy'ego, a tu taka niespodzianka. Wyglądało na to, że to jego matka. Już miał się podnieść i rozłączyć, by uniknąć bardzo niezręcznej rozmowy, ale skapnął się, że Kate ma coś do powiedzenia. Naturalnie, zwrócił uwagę na jej twarz, zwykła ludzka reakcja na czyjś głos. Dopiero wtedy zauważył, że zaczęła odwzajemniać spojrzenie. Jego twarz ujawniała, że dalej patyczkował się ze zdziwieniem. W odpowiedzi, wciąż będąc na podłodze, wzruszył ramionami na znak tego, że sam nie wie co robić. Doprawdy niezręczna sytuacja. Na szczęście dziewczyna wzięła się w garść i poprowadziła jakoś konwersację. Chyba dla obu z nich była to równie nerwowa sytuacja. Z jednej strony Kate, która musiała w locie wymyślać bajeczki i brzmieć przy tym wiarygodnie, a Tommy musiał się przysłuchiwać i nie wydawać żadnego odgłosu (rzadkość dla niego). Właściwie to wolał nawet nie oddychać.
Wypuścił powietrze z płuc dopiero, gdy połączenie zostało zakończone. Wyłączył telefon w absolutnej ciszy i położył bok głowy na dłoni.
-Było. Mam pomysł na pierwszą rewizję kostiumów-dodajmy do nich kieszenie na telefony- stwierdził żartobliwie, by nieco rozładować napięcie.
Nagle uszy Tommy'ego zarejestrowały coś ciekawego. Na początku pomyślał, że to pszczoła, która jakoś tu się dostała, ale kiedy się odwrócił w kierunku dźwięku, trafiło go. To był Eugene. Doszedł do siebie całkiem szybko, o ile nie leżał za długo nim został teleportowany. Cóż, mimo wszystko był uleczony, więc nie musieli uważać z nim jak z płatkiem lodu. Chłopak wskoczył na łóżko i klęknął przed kolegą (używając baaardzo szerokiej definicji tego słowa...). Pochylił się nawet nieco przed jego twarz. Nie było to z entuzjazmu, po prostu poczuł ten nagły impuls, który odczuwają czasami nastolatkowie.
-Nie żadne "Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem", tylko gadaj co do cholery się stało- powiedział autorytarnym tonem, jak oficer do rekruta. No co? Jako bohater będzie często obrywał, będzie musiał szybko ogarniać się po każdej ranie. No i był absolutnie wkurzony za to, że przerwał mu jedyną chwilę jaką dostał solo z Kate... Poza tym był ciekaw z czym miał do czynienia Billy. Nie z troski czy czegoś, po prostu ciekawość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Cze 03, 2017 11:00 am

Szczerze mówiąc też poczuła ulgę, gdy krótka rozmowa z mamą Billy’ego dobiegła końca. Nie była pewna co do jej efektu i czy względnie udało się uspokoić kobietę. Z drugiej strony miała świadomość jaki zawód pełni pani Kaplan. Takie osoby nie tylko posiadają ogromną wiedzę dotyczącą psychiki człowieka, ale często posiadały niesamowitą intuicję. Może powinna poświęcić jej więcej czasu? Zagadać o najnowsze trendy w psychologicznym nurcie i zakończyć rozmowę w mniejszym pośpiechu? No nic, miała nadzieje, że jednak dobrze to rozegrała.
Opadła obok Tommy’ego i westchnęła prawie w tym samym momencie co on. Musiała dać sobie chwile na uspokojenie myśli.
Żartobliwą uwagę Shepherda dotyczącą kieszonek odebrała z uśmiechem, aczkolwiek coś ją tam ścisnęło. Panna Bishop zawsze starała się być wręcz idealna, więc każda, nawet humorystyczna uwaga urągała jej perfekcjonizmowi.
- Tak? W takim razie chyba mi pomożesz? – Może to złośliwe, ale jakoś lżej się na sercu zrobiło, gdy wyobraziła sobie Tommy’ego z igłą i nitką przyszywającego kieszonki. Swoją drogą była ciekawa jak na to zareaguje, dlatego spojrzenie dziewczyny skupiło się na oczach chłopaka. Może i nawet zaglądała tam odrobinę za głęboko...
Chwila ta nie trwała długo. Do uszu Kate również doszedł dźwięk prosto z łóżka. Nacisk na materac wywołał charakterystyczny odgłos, dlatego odwróciła wzrok od Speeda i spojrzała prosto na podnoszącego się Eugene’a.
- Na serio najbardziej tym się przejąłeś? – Z nutą niedowierzania i radości usiadła po drugiej stronie łóżka. Oczywiście Tommy ją ubiegł, dlatego jako pierwszy dorwał się do skonsternowanego chłopaka. Na tyle skonsternowanego, że najwyraźniej jej nie poznawał, a w końcu już mieli okazję się poznać.* Nie zamierzała jednak go o to gnębić. W końcu z tego co mogli wywnioskować Gene wiele przeżył. Nie, żeby była zła, że akurat jej nie pamięta. Jej. Nie pamięta.
Nie powstrzymała ściągnięcia brwi i grymasu niezadowolenia, gdy białowłosy zareagował tak… żywiołowo. Nie chciała by Eugene poczuł się jeszcze gorzej, dlatego chcąc powstrzymać Tommy’ego przed kolejnymi krzykami po prostu położyła dłoń na jego ramieniu.
- Hej, spokojnie. Zaraz nam zapewne wszystkie opowie. Daj mu chwilę – Dość miękki, a zarazem stanowczy ton miał na celu uspokojenia wojskowych zapędów Speeda. Zaraz jednak zabrała rękę i zwróciła się do Eugene’a z tym samym sensem pytania.
- Co tam się stało? Gdzie jest Billy? – Zapytała i sięgnęła po małą butelkę wody stojącą obok łóżka. Otworzyła i podała ją koledze by mógł chociaż zwilżyć usta. Miała nadzieje na szczegółowy opis sytuacji.

*Już wcześniej założyłam, że się znają, więc może tak zostawimy? Takie założenie również poczyniłam ze Skuld, żeby już nie bawić w powitania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 56
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Wto Cze 06, 2017 4:04 pm

Reakcje które słyszał, nieźle go zaskoczyły. Poczynając od wrażenia, że jest tu podział na dobrego i złego glinę, po przymilny ton Kate*. To podejrzane, ale może to wszystko sen? Wytwory wyobraźni, które mają oddawać wszystko takie, jakie wydaje się być... Teoretycznie.
-Nie lubię przeszkadzać...-Odpowiedział Eugene, lekko speszony. Spodziewał się obsztorcowania, ale w aktualnej sytuacji nie narzekał. Nie bardzo mógł, bo obyło się bez gwałtownych afer... chyba.
-Nie wiem... To Billy mnie przeniósł? Mogłem się domyśleć-Odpowiedziałem. Zamknął oczy i przyłożył kciuk wraz z palcem wskazującym do czoła. Skupił się, przypominając sobie jak najwierniej co się stało na Quincy.
-Razem z Succubs...-
Wspomnienie o koleżance... Martwej koleżance, warto zaznaczyć, ścisnęło mu gardło. Popłynęły łzy. I choć można się śmiać, Eugene to przeżywał. Mimo wszystko, mógł coś zrobić, by zmienić sytuację. Zmusić go do puszczenia Succubs... A nie pozwolić jej umrzeć. W końcu, przez ściśnięte gardło, dodał-P-p-przenieśliśmy się na Q-q-quincy.-Tyle zdołał wykrztusić, nim łzy wypłynęły szturmem. Mimo wszystko, Eugene był osobą emocjonalną, która śmierć dość mocno przeżywa. Succubs nie była osobą mu bliską tak jak Sam- ale mimo to, była jego koleżanką. Która zginęła niejako na jego oczach... A on nic z tym nie zrobił. Najpewniej resztki jej ciała gdzieś leżą, i zamarzają w tym zimnie. Pozostawione same sobie...
*Spoko, nie [/color]ma problemu, skoro tak założyłaś, możemy uznać, że zostali ze sobą zaznajomieni... jakoś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Nie Cze 18, 2017 4:59 pm

Twarz Tommy'ego, aktualnie skierowana ku Eugene'owi, zdradzała dziwną mieszankę między skupieniem, a niecierpliwością. W końcu wydarzyło się coś ciekawego, a on niczego o tym nie wiedział! Co jeżeli jeszcze może jakoś pomóc? Skoro już tu jest, boiduda mógłby się w końcu do czegoś przydać, a woli po prostu sobie poleżeć. Czemu musi być taki słaby?
Nagle poczuł jak Kete dotyka jego ramienia. Powoli odwrócił się ku jej obliczu.
-Waiting. My favourite- rzucił niechętnie. Westchnął- Dobrze, lepiej żeby powiedział nam powoli niż wcale
Odsunął się od chłopaka i usiadł na krawędzi łóżka od strony jego nóg. Dalej się na nim koncentrował, ale starał się być mniej inwazyjny. Tommy nawet powstrzymał się od śmiania się z łezl spływających po twarzy chłopaka przy wspomnieniu Succubus. Białowłosy natychmiast się zmartwił. Nie płaczesz kiedy osoba, o której mówisz ma się dobrze. Nawet on załapał bez słów co musiało się z nią stać i zamiast dopytywać się, siedział cicho.
-Quincy, huh?-mruknął, podnosząc się z łóżka-Mogę...mogę pójść, sprawdzić... Co o tym sądzisz?- spojrzał na Kate, w końcu ona tutaj rządziła. Nie wiedział czego oczekiwał. Że jakoś pomoże albo przyniesie chociaż jakieś informacje...cokolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Sob Lip 01, 2017 11:05 am

Kate w ogóle nie zwracała uwagi na to, czy chłopak jest skrępowany, czy nie. Nie chciała też słuchać, że w czymś im przeszkodził. Znaczy przeszkodził, ale tu wchodziła w grę siła wyższa. Coś się wali to trzeba wstać i ruszyć na ratunek. Jeżeli padł członek grupy to trzeba zrobić wszystko by mu pomóc. No chyba, że nie było co zbierać… Wiedziała, że takie coś też musi brać pod uwagę, w końcu bycie bohaterem to nie tylko zbieranie pochwał. To również niebezpieczeństwo. Jednak konsekwencje jakie mogą ponieść wcale jej nie przestraszyły. Była gotowa stanąć twarzą w twarz z przeciwnościami losu tylko po to by pomoc innym.
- Razem z Succubus? Nie, przeniósł tylko Ciebie no chyba, że… - Ukradkiem rozejrzała się po pokoju. Może Billy przetransportował również nieprzytomną – skoro się nie odezwała, dziewczynę do innego pomieszczenia? Sypialnia dla gości?
- Przebiegniesz się po domu, Tommy. Może gdzieś tu jest, ale o tym nie wiemy – Cichym głosem zwróciła się do chłopaka. Dopiero, gdy z powrotem wróciła do twarzy Eugene’a dostrzegła jego łzy. Znaczy, wcześniej zarejestrowała łamiący się głos, ale pomyślała, że może cały czas jest w szoku.
- Eugene? …Co się stało? – Zerkała na niego zaniepokojona i zmartwiona. Nie mogła tego zostawić bez odzewu, więc szybko sięgnęła po chusteczkę, by podać ją Gene'owi. Położyła dłoń na plecach chłopaka i zaczęła go delikatnie głaskać. Nie wiedziała co tam zaszło, ale na samą myśl o propozycji Tommy’ego poczuła nieprzyjemny ścisk w żołądku. Nie chciała go tam puszczać, a na pewno nie samego, z drugiej strony zdawała sobie sprawę, że on to zrobi najszybciej i dzięki temu będą mieli okazje przygotować się na różne ewentualności.
Spojrzała na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy, usilnie się nad czymś zastanawiając. Musiała się wziąć w garść. Nie była to łatwa decyzja, ale w końcu kiwnęła głową.
- …Ale tylko zobacz co tam się dzieje, okay? Wróć zaraz. Ja się przebiorę i najwyżej wrócimy razem – Posłała mu przeciągłe spojrzenie, żeby wiedział, że nie żartuje.
- Eugene, a Ty możesz tu zostać. Tata i tak jest na służbowym wyjeździe, więc… kilka dni mam wolną chatę – Nie chciała, by chłopak się tym przejmował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 56
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Nie Lip 16, 2017 12:53 pm

-Klaudia... Ona... Ona nie żyje.-Powiedział Eugene. Wziął chusteczkę od Kate i zdjął okulary. Przetarł oczy, co pomogło na łzy tylko na chwilę. Gdyby mógł zrobić cokolwiek... Szklaną barierę, nóż. Cokolwiek, by ją uratować, ale zawiódł. Ponownie ujrzał przed oczami, jak szpony tego stworzenia rozrywają jej ciało. Koszmar, dużo gorszy od tego z ulicy wiązów... Bo na żywo. Nie było to zbyt radosne przeżycie, a na młodego Mercera zadziała jeszcze gorzej. Brat zginął by go ochronić. Klaudia zginęła, bo nic nie zrobił. Myśli dramatyczne, ale nie ukrywajmy- takie podejście tylko zdawało się na siłę wersją emo. Albo nim było. Kto wie?
-Nie... Naprawdę, nie powinienem.-Powiedział Eugene, na propozycję zostania w mieszkaniu. Choć mimo wszystko przyjąłby propozycję, teraz miał obawy. Otarł oczy ponownie chusteczką. -Wolę nie być obciążeniem-Dodał. Łzy stale płynęły, ale Eugene tą resztką świadomości, tą wyrobioną mieszkaniem na ulicy, starał się trzymać realizmu. Zdawał sobie sprawę, że niewiele by wniósł. Nie był pewien, czy mógłby tego określenia, ale tułać się po kolegach z drużyny nie miał zamiaru. Ławka w parku to zawsze opcja, ewentualnie na ulicy. Domyślał się, że rodzice Kate nie byliby raczej zadowoleni ze świadomości, że ich córka przyjęła pod dach złodzieja i bezdomnego. Ucieczkę oknem powinno się od razu wyeliminować, dopóki się nie rozezna w terenie.
Przetarł jeszcze raz oczy, tym razem rękawem. Chusteczka była już cała mokra, otarcie nią oczu nie zdałoby się na wiele, a wręcz pogorszyło sytuację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Czw Sie 17, 2017 12:18 am

Dziewczyna nie wydawała się zbyt skora by pozwolić mu iść. Chłopak postanowił ją nieco uspokoić. Uśmiechnął się i powiedział:
-Spoko... Nie martw się, mówimy o mnie, cokolwiek tam znajdę, poradzę sobie

[...]

Eugene zrzucił tę ciężką jak kamień informację prosto na ich głowy. Tommy oparł się plecami o ścianę, splótł ręce na klatce piersiowej i spojrzał na podłogę. O ile często mógł wychodzić na bezdusznego, to ta sprawa wyraźnie go poruszyła. O ile nie przywiązał się szczególnie mocno do dziewczyny, śmierć jakiegokolwiek człowieka to sprawa wobec której ciężko jest być obojętnym. Darował sobie komentarza, że w końcu powiedział coś w prost. Z drugiej strony nie nadawał się do pocieszania go, ta cała empatia jakoś średnio mu wychodziła do tej pory, więc zostawił poprawianie samopoczucia Eugene'a Kate. Przez nieznaczną chwilę siedział w ciszy, aż w końcu jedno spojrzenie na schody przypomniało mu o jego planach. Wykonał ku nich kilka kroków aż się zatrzymał i spojrzał przez ramię na drugiego chłopaka.
-Co ją zabiło?- zapytał, nie zastanawiając się nawet jak ciężko będzie chłopakowi odpowiedzieć. Nie pytał z ciekawości, tylko żądzy zemsty, co można było poznać po suchym, pozbawionym emocji głosie.

Kate zaproponowała wstrząśniętemu nastolatkowi zostanie u niej, ale ten grzecznie odmówił. Tommy schodził już po schodach, ale udało mu się to usłyszeć. Wrócił się szybko na górę.
-Nie, nie rozumiesz, to nie była propozycja, tylko bezpośredni rozkaz od przywódczyni naszej paczki, nie możesz go zignorować, racja Kate?- spróbował choć trochę rozluźnić atmosferę, choć tyle mógł zrobić. Wrócił na schody zmierzające do piętra, na którym jest wyjście, po drodze zastanawiając się czy na serio właśnie zachęcił innego chłopaka do zostania na jakiś czas z dziewczyną, która mu się podoba. Tak czy siak, wyszedł z apartamentu.

[Jako, że i tak nie zamierzam zostawać w Quincy na dłużej, po prostu napiszę posta w mojej kolejnej kolejce, w którym zdam raport. Przez tę turę pobudujcie nieco relacji i może w końcu ujarzmijcie tę szaloną linię czasu...]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Czw Sie 17, 2017 12:19 pm

- J-jak to się stało? - Może nie zdążyła poznać Klaudii, ale jakoś... jakoś nie potrafiła tak łatwo przebrnąć przez to, że członek ich pączkującej drużyny stracił życie. Ta informacja wpłynęła wręcz uderzająco o czym świadczyła jej zszokowana i zaraz również zasmucona mina. Wyobraźnia nawet pomknęła zbyt daleko. Kate zaczęła się zastanawiać z jakimi dantejskimi scenami musiał się spotkać podczas... tego fatalnego zajścia, ale nie musiała o nic pytać. Tommy jakby czytając w jej myślach zadał to dość ważne, aczkolwiek, może nie do końca na teraz pytanie. Eugene był roztrzęsiony. Przywoływanie całej sytuacji mogło nie wyjść na dobre, a z drugiej strony, czy kiedykolwiek był dobry moment na przekazywanie takich informacji? Może pójście za ciosem wcale nie należało do aż tak głupich pomysłów?
Cały czas nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że śmierć Klaudii to niezbyt dobre rokowania. Ba, nawet zaczęła się zastanawiać gdzie popełniła błąd, obwiniając się za coś, na co nie miała wpływu. W myślach nawet zarządziła spotkanie z członkami drużyny, by omówić kwestie bezpieczeństwa i wycofywania się z akcji, gdy ta jest ponad siły.
Pomimo całej sytuacji, słysząc słowa Eugene'a nie powstrzymała tego charakterystycznego spojrzenia mówiącego 'Ty chyba sobie żartujesz'. Chyba nie myślał, że puści go ot tak, wiedząc jakie cięzkie przezycia ma za sobą i zapewne nie lepsze myśli przed sobą. Nie zamierzała przystawać na bezsensowną propozycję opuszczenia tego domu. I sądząc po tym co dorzucił Speed, on również.
- Racja, tak jak mówi Tommy - Wskazała kciukiem na Shepherda, zgadzając się z nim na głos, aczkolwiek wewnętrznie miała pewne obiekcje co do tej 'przywódczyni ich paczki'. Nie żeby miała opory przewodzić, ale póki co ta sprawa pozostawała do wyjaśnienia i obgadania. Na ten moment stwierdziła, że nie jest to istotne. Gene miał tu zostać i czuć się bezpiecznie. Zresztą potrzebował trochę komfortu, aby zebrać myśli, co świetnie współgrało z gościnnością Kate. Skoro America mogła u niej nocować, to czemu nie mógł z tego skorzystać również chłopak?
- Uważaj na siebie - Zwróciła się jeszcze do Tommy'ego, ale chłopak wybiegł tak szybko, że nie miała pewności czy to usłyszał.
-Nie jesteś żadnym obciążeniem. Zostajesz i tyle w temacie. Chcesz coś do picia? - Przeniosła spojrzenie na fiołkowy kubek, który stał zaraz obok łóżka, ale nie na długo. Chwile później już wlepiała pytające ślepia w Eugene'a.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 56
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Czw Sie 17, 2017 3:02 pm

-N-n-nie wiem. Na Quincy było coś... dziwnego. Wyglądało jak człowiek, ale... zmutowany. I to strasznie. Powiększone dłonie, szpony... I coś dziwnego zamiast ust. Nie wiem jak to opisać...-Wyraźnie się obwiał. Cały drżał, gdy przypomniał sobie to monstrum. Tommy będzie miał z czego drwić, Eugene prawdopodobnie będzie mieć po tym koszmary. I to z gatunku tych "budzisz się gwałtownie, a twoja pościel jest podejrzanie mokra".
Mercer wyraźnie już chciał protestować przeciwko propozycji Kate, jednak odpuścił
-Skoro tak twierdzisz... Po prostu nie chcę ci robić kłopotów-Powiedział, zwieszając głowę. Zgniótł chusteczkę i wsunął do kieszeni bluzy. Później może mu się przydać... Nie wiedział po co, ale może się przydać. Zbieractwo to coś, co sobie wyrabiasz. Odkładasz wszystko na później... za wyjątkiem pracy. Pobiegł wzrokiem za Tommym... Albo przynajmniej spróbował. Szybki był.
~Tylko ie zgiń. Proszę~Pomyślał w głowie, gdy odezwała się znowu Kate
-Wystarczy mi zwykła kranówka... Nie wiem, jak ci się odwdzięczę.-Powiedział cicho, jednak na tyle, żeby usłyszała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Pią Paź 06, 2017 5:59 pm

Tommy w ciągu swojego życia przebiegł wiele kilometrów, ale teraz biegło mu się jakoś inaczej. Czuł się jakby nic go nie powstrzymywało, zupełnie jakby miał zaraz wzlecieć w powietrze. Wprowadziło go to w poczucie dyskomfortu. W pewnym momencie spojrzał na swoje nogi i wtedy przypomniał sobie, że dalej nosi ten strój od Kate. Zatrzymał się na chwilę by przyjrzeć się nieco dokładniej swojemu odzieniu. Nigdy wcześniej nie zważał na to co nosi, ani pod względem estetycznym, ani na to czy pomoże w bieganiu, ale teraz zauważył jaką to potrafi zrobić różnicę.

W końcu dotarł na Quincy. Po drodze nawet przyzwyczaił się do kostiumu przylegającego tak dokładnie do ciała, jednak nie był gotów na grube warstwy śniegu pokrywające ulice, sięgające mu momentami aż do kolan. Zastanawiał się co tu robi śnieg o tej porze roku, jakaś anomalia czy bad guy strzelający lodem z palców. Jego rekonesans nie trwał zbyt długo, gdyż szybko zrobiło mu się zimno. Nie zwracał szczególnej uwagi na detale, zbadał tylko ogół sytuacji.

Wrócił niedługo po swoim wyjściu, na co pozwalała mu jego markowa moc. Otworzył drzwi apartamentu i wskoczył na drugie piętro, po drodze powtarzał coś bez przerwy, brzmiało to mniej więcej tak:
-Koc!Koc!Koc!Koc!Koc!Koc!Koc!Koc!Koc!Koc!Koc!
Zerwał kołdrę z łóżka Kate, po czym się w nią owinął i usiadł na materacu. Trzęsąc się, zerknął z wyrzutem na Eugene'a.
-Mogłeś mnie uprzedzić, że zima nadeszła tam wcześniej...- udało mu się wykrztusić pomimo szczękania zębami. Spojrzał się następnie na kubek i to jedno spojrzenie sprawiło, że zaczął marzyć by znalazła się w nim gorąca herbata, niestety prawda jest taka, że jego zawartość już dawno ostygła.

Kiedy w końcu się nieco ogrzał, zaczął opowiadać o wszystkim co tam zobaczył, o tym, że poza wszechobecnym lodem i śniegiem, nie było tam nic wartego uwagi, żadnej akcji, żadnych podejrzanych, niczego. Lwia część problemu zapewne została już rozwiązana przez innych. Siedział cicho, oczekując reakcji Kate. Otulił się kołdrą nawet mocniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kate Bishop

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Pią Paź 20, 2017 10:36 pm

Z zaniepokojoną miną słuchała opowieści chłopaka. Odsunęła się tak by nie czuł się aż tak przytłoczony jej osobą i by mógł na spokojnie opowiedzieć co zaszło na Quincy. Zresztą chyba dodała mu otuchy, bo chłopak wydawał się uspakajać. Miała w sobie ten dar do kojenia nerwów nawet bardzo spanikowanych ludzi. Nikt nie mógł jej tego odmówić. Nie mówiąc już o przekonywaniu do swoich racji, no ale w tym wypadku działał już urok młodej bohaterki. Mimo to nie zamierzała się tu teraz chełpić. …A przynajmniej nie aż nadto, ponieważ miała o wiele bardziej poważną sprawę na głowie.
Niby w dobie ostatnich wydarzeń nie powinna się aż tak dziwić tym co opowiadał Eugene, ale nie wyglądała jak ktoś, kto przeszedł do porządku dziennego zaraz po wypowiedzianych słowach. Wiedziała, że chłopak nie żartuje, ale jedyne słowa jakie cisnęły się na usta panny Bishop to te czy wszystkie obrazy o których opowiedział to nie był tylko jakiś koszmar. Może Wiccan coś… coś za bardzo podczas teleportacji? Albo coś za mało? Kto go tam wie jakie ma jeszcze możliwości, a przecież jako młody bohater jeszcze w pełni nie panował nad swoimi mocami.
- Widziałeś skąd się zjawił te… ten stwór? – Zapytała spokojnym głosem by nie poczuł żadnej presji, ale musiała to wiedzieć. Jej ciekawość była zbyt silna by odpuścić i dać spokój komuś kto kolejny raz w swoim życiu przeżył coś traumatycznego. Kolejny raz, bo sam gest schowania zmiętej chusteczki ‘na później’ dawał wiele do zrozumienia. Jakoś zrobiło się jej przykro. Sama dorastała w bogactwie i nigdy niczego jej nie brakowało. (No, oprócz obecności ojca, ale to chwilowo nie było istotne). Starała się pomagać jak mogła, ale niestety całego świata nie zbawi, co bardzo bolało i …napędzało do działania.
- Kłopotów? Proszę Cię! Widziałeś ile mam pokoi? To straszne marnotrawstwo miejsca! – Posłała mu uśmiech pełen otuchy.
- No co ty. Nie będziesz u mnie pił kranówki, chociaż jest całkiem niezła. No wiesz jakieś tam filtry czy cokolwiek – Wiedziała dokładnie jakie, ale nie chciała się przechwalać. W końcu sama zajmowała się urządzaniem mieszkania, a jak Bishop coś robi to robi to dokładnie!
Sięgnęła po butelkę wody i wlała ją do pustego, fioletowego kubka stojącego bok łóżka na nocnym stoliczku.
- A może chcesz coś zjeść? Możemy coś zamówić – Zapytała i zaraz szybko dodała mając obawy, że chłopak zaraz wyskoczy z brakiem pieniędzy.
- ALBOO – Podniosła nieco głos, by w razie potrzeby go zagłuszyć – Mogę zrobić naleśniki. Jestem w tym całkiem dobra… - I znowu ten uśmiech.
Choć nigdy nie wątpiła w moce Tommy’ego troszkę się zdziwiła, że tak szybko wrócił. Początkowo w ogóle nie rozumiała co chłopak do nich mówi, co jeszcze bardziej ją zmartwiło.
- Tommy? – Zapytała chcąc dodać, czy wszystko okay, ale na pewno nie było, skoro trząsł się opatulając jej fiołkowym kocem. Nie zamierzała siedzieć i wgapiać się w chłopaka jak sroka w gnat. Wstała z łóżka i wyciągnęła jeszcze jeden spod łóżka i od razu zarzuciła mu na ramiona.
- Nie no, serio. Co tam się dzieję? Potwór z czymś zamiast ust... Jakkolwiek to brzmi. Nagła zima w środku lata? Widziałeś kogoś na miejscu? – Zasypała go pytaniami jednak widząc jak chłopak się trzęsie zarządziła przerwę.
- Zaraz wracam, ale nie gadajcie beze mnie! – Rzuciła już wybiegając z pokoju. Po trzech minutach wróciła z tacą, kubkami i parującym imbrykiem, z którego wydobywała się bardzo przyjemna woń markowej herbaty. Nie zapomniała również o talerzyku z ciastkami.
- No dobra, opowiadaj – Rzuciła kładąc tacę na łóżku– Słodzicie??? -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 56
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Nie Paź 29, 2017 2:59 pm

-Zeskoczył z dachu... Potrafił się sprawnie wspinać-Odpowiedział Eugene, przypominając sobie chwilę, gdy stwór zeskoczył na jego ramiona. Wzdrygnął się na to wspomnienie. Jak wszyscy wiemy, pamięć ludzka działa na zasadzie skojarzeń, zatem stwór natychmiast przywrócił u obraz zabijanej Klaudii. Oczy znowu mu się zaszkliły, więc wytarł je rękawem. Dochodził do siebie, ale wiadomo... Eugene to nie wojak. Potrafiłby się rozpłakać, widząc zabijanego kota.
-Wiem, ale... To dodatkowa przestrzeń do odkażania-Wzruszył ramionami, spoglądając na Kate. Doceniał jej dobroć, ale naprawdę uważał się za niepotrzebny bagaż. W zasadzie był przecież tylko ulicznikiem, który wiele nie wniesie do innych. Na wzmiankę o filtrach zareagował wzruszeniem ramionami. Natomiast na propozycję zamówienia czegoś pokręcił głową. Chciał już zaprotestować, że nie ma pieniędzy i nie chce jej obciążać, a w sumie to nie jest głodny, więc po co ma marnować pieniądze...
-Nie, nie jestem głodny. Nie mus...-Tutaj jednak "Naprawdę nie trzeba" Eugene'a przerwał wymownie odgłos z jego brzucha. No cóż, umysł swoje, organizm swoje.
Próbę usprawiedliwienia się przerwało wejście Tommego, który gwałtownie wbiegł do środka. Widząc jego wyrzuty, Eugene uniósł dłonie w geście obrony
-Przepraszam-Wymamrotał tylko. Spojrzał na poczynania Kate, która wyszła. Nie odzywał się, po prostu czekał. Gdy wróciła, pokręcił głową. Jeśli udawało mu się dorwać ciepłą herbatę, to był to cud, więc przybył do różnych smaków. Niektórzy słodzili, inni nie. On był akurat z tych, którym to obojętne. Z resztą nie był pewien, co i jak kto słodzi. Jeśli było co pić, to pił. I tyle w temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   Pon Paź 30, 2017 6:37 pm

-Nie. Najwidoczniej wszyscy mają dosyć rozsądku by zostać w domach kiedy na zewnątrz jest pięć stopni...- odpowiedział Kate nim odeszła. Jego wzrok podążał za nią aż zniknęła z pola widzenia za jedną ze ścian. Następnie  spojrzał na Eugene'a. Westchnął cicho. Czemu Billy musiał go podesłać akurat tutaj, a nie do szpitala, psychologa, czy tam psychiatry. Nie, są lepsze pytania. Co William w nim widział? Bał się białowłosego już na parkingu, było oczywiste, że nie nadaje się na bohatera, więc po co go w ogóle przyjęli i puścili na akcję. Dłoń, którą trzymał koc zacisnęła się na nim nawet mocniej, a jego wzrok nagle stał się całkowicie surowy.
-Powinieneś odejść... Nie dosłownie stąd, tylko z Young Avengers. Zobacz na siebie, jesteś absolutnie niezdolny do opanowania się, co dopiero do działania. Świat to okrutne miejsce i nie wszyscy są w nim zwycięzcami- powiedział do niego chłodno. Nie miał nawet na myśli osobistej niechęci do niego, tylko uważał, że będzie jedynie przeszkadzał. Jeżeli mają fundować mu terapię po każdej akcji... na serio nie warto. Po tym stwierdzeniu zaprzestał jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego. Zamiast tego oglądał ściany, sufit, podłogę, cokolwiek.
W końcu do pokoju wróciła dziewczyna... nie "jego dziewczyna", ale pracuje nad tym. Przyniosła im ciepłą herbatę. Świetnie, akurat tego potrzebował.
-Tobie? Całkiem często- odpowiedział na pytanie o słodzeniu, podnosząc kubek z tacy z delikatnym uśmiechem na twarzy. Wziął łyk i oznajmił:
-Próbowałem powiedzieć, że cokolwiek tam było do zrobienia, zostało już zrobione przez innych... pozostaje tylko czekać aż jajogłowi coś wymyślą w sprawie śniegu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dwupiętrowy apartament Bishopów   

Powrót do góry Go down
 
Dwupiętrowy apartament Bishopów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Mieszkania-
Skocz do: