Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 110
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Nie Mar 26, 2017 8:14 am

*W robocie*

Średniej wielkości mieszkanie przystosowane do ilości mieszkających w nim osób. Umiejscowione jest na spokojniejszej dzielnicy Nowego Jorku i nie wyróżnia się jakoś szczególnie od pozostałych.
 Wewnątrz jest w sumie 5 pomieszczeń. Salon, kuchnia, łazienka i dwa osobne pokoje.
Salon wygląda na najlepiej urządzony. Na środku pokoju stoi kanapa, niski stolik naprzeciwko a pod ścianą spory telewizor podpięty do konsoli, na której to czasem lokatorzy grywają. Jeszcze gdzieś w rogu znajduje się fotel wraz z zagraconą gazetami i książkami szafką oraz lampką.
 Kuchnia jest za to bardziej uboga. Po lewej stronie mamy stolik, a po prawej zlew, lodówkę, blat z tosterem i mikrofalówką. Jakiś czajnik też się napatoczy. Typowa kuchnia studenta czyli.
Łazienka obłożona jest kafelkami, a na ścianie wisi duże lustro. Tutaj wyróżnimy kabinę prysznicową, pralkę i skarpetki Chrisa.

- Pokój Ricka -

Średniej wielkości pomieszczenie o szarych ścianach, z czego na jednej z nich widnieje stylowa czarno-biała fototapeta z wizerunkiem miasta. Oczywiście znajduje się tutaj wszystko, co potrzeba - łóżko, szafa z ubraniami, biurko itp. Prywatny teren Richarda szczyci się też nieznacznym bałaganem, który jednak nie jest jakoś szczególnie uporczywy.
Rick niewiele potrzebuje do szczęścia. Wystarczy mu cichy kąt, książki oraz muzyka, aby powstał jego azyl.
...
- Pokój Chrisa -

W przeciwieństwie do właściciela, pokój Chrisa jest wyjątkowo zadbany. Panuje w nim jednak wieczna duchota, a wysoka temperatura często bywa nieznośna dla zwykłych ludzi. Nic dziwnego, skoro warunki przypominają te w sklepowym terrarium.
Zielone ściany idealnie oddają pozytywną osobowość reptilianina i podkreślają kolor jego... łusek? Łóżko znajduje się naprzeciwko okna, natomiast po prawej stronie pokoju stoi biurko wraz z szafą na ubrania i inne śmieci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 110
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Czw Kwi 27, 2017 9:33 pm

Wszedł do środka, przepuszczając pierw Ricka. Droga do domu była długa. Zdecydowanie zbyt długa, aby pokonywać ją o tak późnej porze. Już dawno powinni spać, ale Chris przez swój brak odpowiedzialności i żądzę przygód zaciągnął przyjaciela prosto na opuszczony plac budowy, gdzie omal nie obrabował ich inny mutant i gdzie omal nie doszło do tragedii. Jedno potknięcie doprowadziło do serii kolejnych. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i nikt nie ucierpiał a cała sprawa obeszła się bez echa.
 Reptilianin westchnął, widząc przed sobą nienaruszone mieszkanie, lecz nie wyglądał na szczęśliwego z powrotu.
 Zerknął na swoje kapcie, w których wyszedł na miasto i jak zwykle wszedł do środka, nie ściągając ani nie zamieniając tego obuwia. Zamknął za sobą drzwi na zamek, po czym odłożył maskę na półce obok. W domu nie była mu ona potrzebna.
Chris omiótł wzrokiem przyjaciela, zabierając dłoń z kominiarki, która zbyt długo na niej spoczywała. W porę się zorientował.
- Chcesz czegoś? - spytał, drapiąc się po karku. Miał tu na myśli głównie coś do jedzenia. Chris zawsze wykazywał się chęcią robienia śniadania bądź też kolacji. Nie był to dla niego problem. Lubił to robić, choć tym razem sytuacja była trochę inna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Pią Kwi 28, 2017 7:07 pm

Minął Chrisa w drzwiach i wszedł w głąb mieszkania, nie odzywając się ani słowem. Oczywiście nie dlatego, że się obraził czy coś. Wiedział jednak, że jego przyjaciel po tamtej akcji nie był zbyt skory do rozmowy. Po co niepotrzebnie psuć atmosferę, która i tak nie była zbyt ciekawa? Najlepiej było poczekać, tego typu spory zawsze rozwiązywał czas.
Nie musiał ściągać butów, bo zwyczajnie żadnych nie nosił. Stopy chroniły grube łuski, biegał wszędzie boso niczym hobbit. Przynajmniej nie musiał wydawać pieniędzy na obuwie i skarpetki, jedyna para, jaką posiadał, to grube, porozpruwane w niektórych miejscach skarpety, które zakładał w zimie. Chodząc boso łatwo idzie zmarznąć, a on nie przepadał za niskimi temperaturami.
Odwrócił się i spojrzał na Chrisa, kiedy ten rzucił w jego stronę pytaniem.
- Nie, dzięki. Przeżyję. - uśmiechnął się, chcąc chociaż trochę rozluźnić sytuację. Uśmiech trochę przygasł, kiedy Rick spostrzegł niemrawą minę przyjaciela, ale sama twarz bynajmniej nie straciła przyjacielskiego wyrazu.
Mutant wszedł do salonu i na chwilę zatrzymał się przy kanapie, po chwili jednak westchnął i skierował się w stronę drzwi od swojego pokoju. Odwrócił się jeszcze raz w stronę Christophera.
- Dobranoc i do jutra. - niby wiedział, że dobrze byłoby przedyskutować wcześniejszą sytuację i wyjaśnić sobie parę spraw, ale czuł, że było na to jeszcze za wcześnie. Musiał się z tym przespać, podobnie zresztą jak Chris.
Zapalił światło, wszedł do swojego królestwa i niemal od razu potknął się na jakiejś książce leżącej na podłodze. W ostatniej chwili zdołał utrzymać równowagę i chwilę później podniósł książkę i włożył ją na półkę. Nie przypominał sobie, by ją tu zostawiał, ale taki już urok ciągłego bałaganu w pokoju - po jakimś czasie przestajesz zwracać na niego uwagę. Rick jednak nie żył jak menel czy bezdomny, bałagan nie był aż tak widoczny. Często ścierał kurze i wietrzył pokój, dlatego nie było czuć typowej dla zawalonego pomieszczenia duchoty. Nie zostawiał też na podłodze brudnych ubrań, te jeśli były jeszcze zdatne do chodzenia przewieszone były przez krzesło, w przeciwnym wypadku szybko lądowały w łazience.
Właściwie jedyne, do czego można było się przyczepić, to leżące dookoła książki, pozgniatane kartki i inne tego typu rzeczy. Biurko nigdy nie było puste, zawsze coś na nim leżało - czy to kable od urządzeń, czy papierki po gumach do żucia, najczęściej były to jednak książki i komiksy.
Rick szybko się przebrał i przewiesił codzienne ubrania przez krzesło, a zaraz potem zgasił lapkę nocną i położył się do łóżka. Normalnie od razu wziąłby do ręki telefon albo książkę i przesiedział tak z godzinę czy dwie, teraz jednak nie miał na to zbytniej ochoty. Leżał po ciemku i patrzył się w sufit, myśląc zarówno o akcji z placu budowy jak i jutrzejszym poranku. Czuł wyrzuty sumienia, wiedział, że mógł potraktować Chrisa inaczej. Jak przyjaciela. Za bardzo przejął się własnym bezpieczeństwem i zdrowiem, przez to nie pomyślał o tym, jak mógł czuć się wtedy Chris. Przecież nie przemieniłby się, gdyby wszystko było w porządku. Pewnie się bał, a Rick nie zdołał go uspokoić, bo też czuł strach. Czy można było winić kogokolwiek, oprócz Slayera, który na nich napadł? Mutant nie pomyślał o tym w tamtej chwili i od razu zrzucił winę na Christophera, podczas gdy sam powinien zareagować.
Ale nieważne, kto zawinił. Wyszli z tego cało i wrócili bezpiecznie do mieszkania. Najlepiej byłoby o tym zapomnieć. Tylko czy im się to uda? Niby niejedno razem przeszli, ale jeszcze nigdy nie byli postawieni w takiej sytuacji. Pozostawało mieć tylko nadzieję na to, że będzie to dla ich obu nauczka.
Rick długo jeszcze tak siedział i rozmyślał, ale w końcu przezwyciężył go sen. Nakrył się kołdrą i położył na boku, oddając się w objęcia Morfeusza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 110
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Nie Kwi 30, 2017 12:51 pm

Zaśmiał się cicho, kiedy Rick odwrócił się i poszedł do salonu. Nie był to może ten sam promienny śmiech co zawsze, ale jaszczur starał się odwzajemnić humor i samemu poczuć się lepiej. Wiedział chociaż, że mutant trochę się rozluźnił i jego żal był tylko przejściowy. Christopher wątpił jednak, że wraz z tym uniknie rano trudnej rozmowy. Z tym obaj na pewno się zmierzą i będzie to trudne dla obu stron. Każdy w jakiś sposób zawinił...
Uśmiechnął się do Richarda stojącego przed drzwiami do swojego pokoju.
- Do jutra. - powiedział i gdy tylko przyjaciel zamknął za sobą drzwi, westchnął i oparł się barkiem o ścianę.
  Czuł ulgę i wdzięczność za to, że Rick jednak odmówił kolacji. Nie byłby to dobry pomysł. Nie teraz. W sumie nie wiedział po co to zaproponował.
Rozejrzał się po pustym przedpokoju i z braku innych rozwiązań również postanowił udać się na spoczynek. Wchodząc do pokoju poczuł podmuch gorącego powietrza i spięte mięśnie gada niemal od razu się rozluźniły. Dopiero teraz poczuł, że jest w domu. Bezpiecznym i ciepłym domu.
Zrzucił swoją zieloną bluzę i podszedł do łóżka. Po ściągnięciu obuwia niemal od razu padł na łóżko, zatapiając się w miękkiej pościeli i obejmując poduszkę z dwóch stron. Wtulił się w nią.
Lecz mimo wszystko jego twarz nabrała przygnębionego wyrazu i wzrok Chrisa stał się nieobecny. Leżał nieruchomo, jednak nie zamykał ślepi a podświadomość nie pozwalała mu zasnąć. Trudno powiedzieć, czemu. Tylko oddech reptilianina zdradzał jego obecność, bowiem sam przypominał teraz drzemiący kamień. Takie leżenie nie miało większego sensu, więc gad po blisko godzinie obrócił się w stronę półki stojącej obok. Wziął z niej telefon, którego zapomniał zabrać ze sobą przed wyjściem z domu.
  Momentalnie rozjaśniony ekran oświetlił cały pokój, a Chris wzdrygnął się nagle i syknął, omal nie spadając z łóżka. Zawsze o tym zapominał... Jego ślepia bardzo źle znosiły tak rażące światło. Przetarł oczy oraz poprawił kołdrę, stopniowo przyzwyczajając się do jasnego ekranu.
   Pierwsze, co mu się rzuciło w oczy to mnóstwo nieodebranych połączeń. Wszystkie należały do jego nadopiekuńczej matki, która najwyraźniej bardzo się o niego martwiła, gdy ten nie odbierał od niej telefonu i był poza domem. Przecież zapomniał tylko telefonu... Oby nie zdążyła wysłać do nich karetki jak kiedyś...
  Chris miał jednak inne zmartwienie, bo telefony od matki nie były niczym nowym. Otóż ostatnie połączenie nie należało do Elisabet, lecz do jego ojca i było to stosunkowo niedawno. Reptilianin zagryzł wargę, nie wiedząc, co z tym faktem zrobić. Powinien mu powiedzieć prawdę i opowiedzieć to, co się wydarzyło czy lepiej skłamać i uniknąć odpowiedzialności? Trudna decyzja, lecz długo się nad nią nie zastanawiał. Już wystarczająco namotał, powinien naprawić swoje błędy i czuł, że prawda i tak wyszłaby na jaw. Crawford mógł im jakoś pomóc. Wiele razy to robił. Zresztą jaszczur chciał się komuś wyżalić, a rozmowa z przyjacielem byłaby zbyt trudna...
  Zanim postanowił zadzwonić, musiał się upewnić, że Rick już zasnął. Wstał z łóżka i poszedł do jego pokoju, ostrożnie stawiając kroki, aby go przypadkiem nie obudzić. Richard przez swoje wyczulone zmysły miewał problemy ze snem i dlatego za dnia często chodził zmęczony. Wbrew pozorom nocą sporo się dzieje. Mutant był na to żywym dowodem.
Reptilianin chwycił za klamkę i powoli uchylił drzwi. Jedyne co tam zastał to ciemność oraz cichy oddech pogrążonego we śnie przyjaciela. Mężczyzna stał tak oraz nasłuchiwał.
  Oparł głowę o framugę. Znowu zrobiło mu się przykro. Pomimo utraty nad sobą kontroli, pamiętał przerażony wzrok Ricka. Chris dotąd myślał, że przyjaciel mu ufa. Mylił się. Bardzo się mylił, ale reptilianin również zaczął się bać samego siebie. Odkrył coś, czego nie rozumiał.
  Najchętniej stałby przy drzwiach jeszcze trochę, lecz chciał mieć już wszystko za sobą. Zamknął drzwi najciszej jak potrafił i udał się do swojego pokoju. Zadbał o to, aby i jego drzwi zostały zamknięte. Usiadł na łóżku i zadzwonił, mając pewność, że nikt inny go nie usłyszy.
- Tato? - odezwał się, słysząc szum po drugiej stronie.
- Chris? Gdzie ty jesteś? Dlaczego nie odbierasz telefonu? - spytał Crawford, wyraźnie zaniepokojony i jednocześnie zły.
- Zapomniałem go zabrać. Jestem w domu razem z Rickiem. -
- Wróciłeś dopiero teraz? Wiesz, która jest już godzina? Co was tak zatrzymało? - zdezorientowany mężczyzna zarzucił kolejną serią pytań.
  Chris natomiast zamilkł. Nie był pewien czy mu to przejdzie przez gardło i zamiast kontynuować rozmowę, patrzył na podłogę.
  Przybrany ojciec mógł pomyśleć, że reptilianin znowu zrobił coś głupiego i nieodpowiedzialnego, jednak znał swojego syna na tyle, aby nawet w jego oddechu usłyszeć coś niepokojącego. Musiało chodzić o coś zupełnie innego.
- ... Co się u was stało? -
Jaszczur ponownie zwlekał z odpowiedzią. Wziął głęboki wdech.
- Czy mutanci są... źli? - rzucił niespodziewanie.
Crawford trzymający telefon po drugiej stronie zamrugał zdziwiony.
- N-nie, nie są. Skąd takie pytanie? -
- Jeden na nas napadł. Chciał pieniędzy, baliśmy się i wtedy ja ... -
- Chris, po kolei, bo nic nie rozumiem. -
- ... Straciłem kontrolę. -
- ... - ojciec nagle zamilkł.
- Tato, czy my jesteśmy źli? Czy ja i Rick... -
- Nie mów tak. -
- Ale ja prawie... Rick też może... -
- Chris, uspokój się i odpowiedz. Czy jesteście cali? Nikt was nie skrzywdził? -
- Tak, wszystko w porządku... -
- Jest może obok Richard? -
- N-nie. On już śpi. -
 Mężczyzna wolałby, aby obaj byli obecni. Chciał się dowiedzieć czegoś więcej od przyjaciela Chrisa, ponieważ reptilianin z trudem odpowiadał na zadawane pytania. Nie mógł porozmawiać z synem o tym, co się dokładnie wydarzyło, więc ten temat zostawił.
- Powinniście na siebie bardziej uważać. Nie jesteście już dziećmi... Szczególnie ty, Chris. Wiesz, że nie chcielibyśmy, aby coś wam się stało. -
- Wiem... -
- Jeszcze do tego wrócimy. Idź już spać, późno jest. Jeszcze się nie wyśpisz -
- Dobrze, tato. -
- ... i pamiętaj, aby mi o wszystkim mówić. To ważne, nie zapominaj telefonu. -
Kąciki ust Chrisa delikatnie uniosły się ku górze.
- Będę pamiętać. -
- Dobranoc - pożegnał się ojciec, a tuż po nim Chris, rozłączając się. Reptilianin odłożył telefon na półce i położył się. Teraz udało mu się usnąć bez większego problemu.
...
  Obudził się wczesnym rankiem, kiedy jego twarz oświetliły promienie słońca padające przez okno. Czuł się znacznie lepiej. Rozmowa z ojcem wyraźnie wyszła mu na dobre. Przeciągnął się i wstał z łóżka, zakładając kapcie. Pospałby jeszcze trochę, ale tuż przed snem postanowił, że wstanie wcześniej i zrobi śniadanie.
  Mając na sobie wczorajsze ubranie, poszedł do kuchni. Rick zapewne jeszcze spał, sądząc po nieobecności mutanta. Chris od razu zabrał się do roboty. Rozpakował bochenek chleba i uniósł przedramię, wysuwając niebezpiecznie ostre i zabójcze kolce. Już miał wykorzystać je do przekrojenia chleba, lecz w ostatniej chwili się powstrzymał.
- To będzie trudniejsze niż myślałem. - mruknął do siebie, zerkając na nóż leżący obok. Nieumiejętnie chwycił sztuciec, nie wiedząc jak się za to zabrać. Jak to coś się trzymało?
  Na szczęście w miarę szybko udało mu się zastosować te zaawansowane technologicznie narzędzie i reszta poszła już łatwo. Po paru minutach łuskowatemu udało się zrobić tosty dla Ricka. Położył talerz naprzeciwko krzesła przyjaciela, po czym usiadł po drugiej stronie stołu.
  Spojrzał na zegarek i czekał, aż mutant wstanie. Czekał i czekał, i nawet jeśli nie minęło 5 minut, Chris rozłożył się na rozgrzanym od słońca blacie i zamknął oczy. Często tak robił, mając specyficzne zamiłowanie do leżenia na słońcu. To go odprężało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Wto Maj 02, 2017 11:09 am

Rick tak naprawdę wstał jakiś czas wcześniej. Ze snu wyrwały go promienie słońca padające akurat na jego twarz. Początkowo odwrócił się na bok i nakrył kołdrą, po jakimś czasie postanowił jednak wstać. Nie było sensu dłużej tak leżeć, prędzej czy później musiał zejść z łóżka. Oczywiście, że najchętniej zostałby tam jeszcze z godzinę. Albo dwie. Albo pięć. Ale prędzej czy później musiałby opuścić pokój i porozmawiać z Chrisem. Wiedział, że go to nie ominie i szczerze mówiąc wolał mieć to za sobą.
Prawdę mówiąc sam najchętniej zapomniałby o tym wszystkim i zaczął udawać, że wszystko jest w porządku, że nic takiego się nie stało. Czuł, że rozmowa może być trudna, dla obu stron, nie tylko dla niego. Ale jednocześnie czuł się głupio wiedząc, jak zareagował. Nie chodzi tu o strach, bo on był niekontrolowany, a o późniejszą złość. Tak, zdecydowanie przesadził. Z drugiej strony jednak nie chciał się zbytnio tłumaczyć, bo faktycznie źle się zachował. Najchętniej po prostu by przeprosił, oczekiwanie na przyczyny gwałtownej zmiany Chrisa mógł odpuścić. Tylko czy takie przeprosiny by wystarczyły? Ale co innego mógł powiedzieć?
Najlepiej byłoby, gdyby obaj zapomnieli o tej sytuacji, zwłaszcza o spotkaniu ze Slayerem. Nie było sensu ciągle o tym pamiętać, wystarczyło tylko uważać na następny raz. Ale Rick był świadomy tego, że przekonanie do tego Chrisa byłoby ciężkie. W końcu to była jego zła decyzja i w tej kwestii to on był winny, na pewno będzie sobie to przez długi czas wypominać. A sam Richard pewnie żałowałby tego, że poszedł za nim. Właściwie to nawet teraz tego żałował. Owszem, nie wiedział, co planuje Chris, ale miał szansę się wycofać. Wyszedłby na tchórza, ale przynajmniej zachowałby rozsądek.
Mutant usiadł na łóżku i westchnął głęboko. Najgorsze było to, że dalej nie wiedział, co powiedzieć Chrisowi. Miał zamiar go przeprosić... ale to by było na tyle. To za mało, zdecydowanie za mało. Zaczynał mieć wątpliwości, czy w ogóle wychodzić z pokoju. Znowu przejawiał tchórzostwo, ale w tamtej chwili tylko o tym myślał. Zostać tutaj i siedzieć na łóżku, oczekując, że wszystko samo się rozwiąże. Tak było najłatwiej, gorzej ze skutkami. Czas pomoże, ale najpierw musieli to wszystko poukładać, inaczej wszystko może obrócić się w złym kierunku. Nie wychodząc mógłby wyjść na obrażonego, a przez to Chris mógłby mieć jeszcze większe wyrzuty sumienia. A tego Rick nie chciał.
Z ociąganiem wstał, prześcielił łóżko i powoli założył na siebie codzienne ubranie. Wziął z półki grzebień i szybko ogarnął włosy, robiąc to już automatycznie, bez konieczności patrzenia w lustro. Zresztą w efekcie cała fryzura i tak wyglądała na nieogarniętą, więc to nie miało znaczenia. Odłożył grzebień i stanął na środku pokoju, niepewnie rozglądając się dookoła. Co on miał... Ach no tak. Trzeba było w końcu wyjść z pokoju. Ale najpierw podszedł do okna i uchylił je, przez chwilę patrząc przez szybę na zewnątrz.
Do jego uszu dochodziły dźwięki z kuchni, które jednak ignorował. Ale przynajmniej wiedział, że Chris już wstał. I sądząc po zapachu, jaki doszedł do pokoju, zrobił tosty. Czyli nie jest tak źle, chociaż pewnie nie było to bezcelowe. Rick najchętniej jadł na śniadanie tosty, tyle że zazwyczaj sam je robił. Było to jedno z niewielu dań, które wychodziły mu całkiem dobrze, oprócz zwykłych kanapek i jajecznicy.
Niebieskowłosy odszedł od okna i z (udawaną) pewnością siebie na twarzy skierował się do drzwi. Otworzył je i wyszedł na zewnątrz, od razu kierując się do kuchni. Już nie było odwrotu.
Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy, to Chris opierający się o nasłonecznionym blacie, dopiero później spojrzał na talerz z tostami leżący na stole.
- Ciężka noc, hm? - rzucił. Choć mogło zabrzmieć to złośliwie, w głosie Ricka brzmiała raczej nuta przyjacielskiego zatroskania.
Nie wiedział nic o nocnej rozmowie Chrisa z ojcem, zbyt mocno spał, co było u niego rzadkie. Głównie stąd wzięło się jego pytanie. Nie wiedział, co przyjaciel robił w nocy, więc z góry założył, że nie spał.
Usiadł przy stole i szybko zjadł tosty, chcąc przejść już do rzeczy i mieć to za sobą. To było ważniejsze niż podziękowanie za posiłek, zresztą Chris raczej się tego domyśli.
Odsunął talerz na bok i przez chwilę wpatrywał się w przyjaciela.
- Słuchaj... Przepraszam za to wczoraj. - zaczął. -Poniosło mnie, nie powinienem tak się wściekać.
Tak, zdecydowanie brzmiało to mało przekonująco, ale Rick nie wiedział, jak inaczej to ująć. Naprawdę było mu głupio, zwyczajnie nie miał pojęcia, jak to przekazać nie robiąc z siebie ofiary, którą przecież nie był.
Nie mając pomysłu na dalsze ciągnięcie swojej części zwyczajnie zamilkł, czekając na jakieś słowa Chrisa. W końcu mieli ze sobą porozmawiać, a wzajemne tłumaczenie się do rozmowy nie należało. Przynajmniej tak mu się wydawało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 110
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Wto Maj 02, 2017 5:27 pm

Zapewne leżałby tak znacznie dłużej, gdyby nie odgłos stawianych kroków u progu, na który właśnie czekał. To musiał być Richard. Chris uniósł głowę, leniwie podnosząc się z blatu.
- C-co? Nie... tak sobie tylko leżę. - odpowiedział na jego komentarz z lekkim zakłopotaniem. Odrobinę się zestresował, wiedząc, że w ogóle nie przygotował się szykującą rozmowę przez swoje leżakowanie. Richard przyłapał go na wygrzewaniu się, którego jaszczur nie zaplanował. Chris wyglądał przez to na przygnębionego lub niewyspanego, a przecież chciał wypaść jak najlepiej, a nie przypominać wrak człowieka. Wyprostował się więc, dopomagając sobie rękoma i rozciągając je przy okazji.
 Gdy przyjaciel usiadł przy stole i na moment oderwał od niego wzrok, Chris jakby szukał ściągawki, którą gdzieś zapodział. Oczywiście takowej nie miał, za co skarcił się w myślach. Zrobił śniadanie, ale nie pomyślał o tym, co będzie dalej. Miał to wszystko rozplanować, aby nie zrobić niczego głupiego. Musiał improwizować, jednak bardzo się tego obawiał.
 Oparł głowę o nadgarstek, próbując zebrać myśli. Niestety owe myśli wcale nie były przyjemne i jego twarz posmutniała, co starał się ukryć, odwracając głowę czy pochylając się. Nie chciał sobie tego na nowo przypominać. Czas uciekał. Nie potrafił zdobyć się na odwagę  i spojrzeć na przyjaciela a tym bardziej się odezwać. Dlatego bardzo się zdziwił, gdy pierwszy odezwał się Richard.
  Reptilianin uniósł głowę, patrząc na niego zaskoczony. Zamrugał. Nie spodziewał się przeprosin. To była ostatnia rzecz, o jakiej by pomyślał...
 Czyli Ricka też dręczyło poczucie winy? Ale to nie miało sensu... Chrisowi nagle zrobiło się głupio. Nie pomyślał o tym, że przyjaciel mógł to wszystko odebrać w taki sposób.
 Kiedy ocknął  się z delikatnego szoku, potrząsnął przecząco głową, nagle zyskując głos.
- Nie, nie, Rick. To ja przegiąłem. Niepotrzebnie nas tam zaciągnąłem... To było takie durne. - wyznał. Wziął głęboki wdech i spojrzał na mutanta. Słowa same cisnęły się na język.
- Gdybym wiedział, że to tak się skończy, nigdy byśmy tam nie poszli. Powinienem ciebie posłuchać... - powiedział, przypominając sobie rozmowę z ojcem. Ostatecznie jednak postanowił ją zachować w tajemnicy. Złączył ze sobą dłonie i oplótł je między sobą palcami.
 - W nocy wszystko sobie przemyślałem. Ostatnimi czasy zachowywałem się jak gówniarz. Powinniśmy bardziej uważać, bo kiedyś naprawdę stanie się coś złego... - dodał zmartwiony, po czym spojrzał prosto w oczy przyjaciela. - Rick, boję się. Ja nie chcę, aby to się powtórzyło... -
 Były to najszczersze słowa, jakie wypowiedział od bardzo dawna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Sro Maj 03, 2017 8:01 pm

Nie musiał długo czekać na odpowiedź, bo Chris odezwał się niemal od razu. Rick szybko zwrócił uwagę na zdziwienie w jego głosie. Czyli jednak nie pomyślał o tym, że to Rick mógł przesadzić? Jak widać przygnębienie było wtedy spowodowane wyłącznie poczuciem winy. To sprawiło, że mutantowi jeszcze bardziej zrobiło się szkoda przyjaciela, ale jednocześnie poczuł ulgę. Bał się, że to jego złość tak bardzo wpłynęła na Chrisa i głównie dlatego nie potrafił sobie tego wybaczyć, teraz jednak mógł przynajmniej to wyrzucić z myśli.
Słuchał uważnie tego, co miał do powiedzenia jego przyjaciel, patrząc na niego z cieniem współczucia w oczach. Chciał go pocieszyć i wmówić mu, że nic się nie stało, ale oboje wiedzieli, że tak nie było. Musieli wyciągnąć z tej sytuacji wnioski, żeby nic takiego się więcej nie powtórzyło. Raz już zaryzykowali życiem przez głupotę, nie mogli dopuścić do tego, by znów wpadli w podobne kłopoty. Szczerość w głosie Chrisa potwierdzała, że nie tylko Rick był tego świadomy. Oboje musieli pracować nad swoim zachowaniem - Chris powinien myśleć dwa razy zanim coś zrobi, a Rick nauczyć się mu odmawiać i odciągać od głupich wybryków. Tak wyglądało to w głowie mutanta, może Christopher miał inny pomysł.
Richard nie odzywał się, nie chcąc przerywać przyjacielowi ale i dlatego, że nie bardzo wiedział, co powiedzieć. Albo inaczej. Miał w głowie dużo scenariuszy, tylko zwyczajnie obawiał się wypowiedzieć cokolwiek na głos.
W końcu westchnął cicho i spojrzał na Chrisa przyjaźnie, chcąc w jakiś sposób poprawić mu humor. Nie chciał, żeby reptilianin za bardzo pogrążył się w poczuciu winy, w końcu oboje tam poszli, w pewnym sensie Rick również był za to odpowiedzialny.
- Nie obwiniaj się tak, nie miałeś pojęcia, że spotkamy tam tego typa. Takie coś mogło nas spotkać w każdym innym miejscu. - oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że Chris powinien spodziewać się podobnego obrotu spraw, no ale musiał go jakoś pocieszyć. A przynajmniej spróbować.
Kolejne słowa Chrisa utwierdziły go w przekonaniu, że jego przyjaciel jednak wyciągnął z tego jakąś lekcję. Nie zamierzał negować jego myśli, bo doskonale wiedział, że reptilianin miał rację. Zachowywał się jak dzieciak, stanowczo zbyt często. Do tej pory Rick mu tego nie wypominał, bo uznawał to za nieszkodliwe. Dobrze jednak wiedzieć, że Christopher sam do tego doszedł. W ten sposób na pewno następnym razem będzie mieć to na uwadze, zwykłe upomnienie mógłby uznać za żartobliwą zaczepkę i puścić mimo uszu.
Odwzajemnił spojrzenie, kiedy Chris wypowiedział ostatnie dwa zdania. Rick uświadomił sobie wtedy, że jego przyjaciel naprawdę przejął się całą sytuacją, jednocześnie ukazując inne niż zwykle oblicze. W tamtej chwili wyglądał jak dziecko przerażone wizją dorosłego życia, pełnego zagrożeń i rozczarowań. Może faktycznie miał coś z takiego dziecka? Może po prostu Rick do tej pory tego nie zauważał?
- Cokolwiek by się nie stało, na pewno z tego wyjdziemy. Nie będzie tak źle. - odpowiedział, a po chwili uśmiechnął się szeroko. -W najgorszym przypadku zainteresuje się nami jakiś łowca gadów.
Oby tylko sarkastyczny komentarz nie spotkał się z niezrozumieniem, w obecnym nastroju Chrisa było to dość prawdopodobne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 110
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Czw Maj 04, 2017 3:14 pm

Słowa Ricka były prawdziwe i bardzo głębokie, lecz mimo to jaszczur unikał przyjaznego spojrzenia mutanta, jakgdyby zaczął obawiać się tego, że jednak dostrzeże w jego ślepiach ten sam strach, co tam na budowie. Nie chciał tego, a takie zachowanie tylko świadczyło o tym, że nie był na nic przygotowany. Nie zamierzał wzbudzać w Richardzie jakiegokolwiek poczucia winy. Ta rozmowa miała wszystko raz a dobrze wyjaśnić i pomóc im znaleźć jakieś rozwiązanie, dlatego też Chris w pewnym momencie skupił się właśnie na oczach przyjaciela. To przełamało barierę, jaka od tamtego czasu ich dzieliła. Rick nadal był tym samym Rickiem. Takie wydarzenie nie miało prawa go zmienić. Twarz pozostała ta sama. Głos pozostał taki sam. Rozmawiał ze swoim przyjacielem, z nikim innym.
 Chris faktycznie miał coś z dziecka. Rzadko dało się z nim rozmawiać jak z osobą dorosłą. Wielu rzeczy nie rozumiał i jeszcze więcej rzeczy nie doświadczył. Wciąż brakowało mu cech, które już dawno powinien nabyć przez minione lata. Pewność siebie, brak zahamowań i poczucia odpowiedzialności wcale nie były gestem odwagi, a zwykłej niewiedzy. Oczywiście reptilianin odbierał to zupełnie inaczej i być może to przez to tak często się potykał. Tylko czy dało się to jakoś zmienić, skoro on zwyczajnie nie chciał dorosnąć?
 Słysząc ostatnie zdanie przyjaciela, Chris na moment zamarł i nagle cały smutek zniknął, kiedy to niespodziewanie parsknął śmiechem, od razu próbując to powstrzymać i być na nowo poważny. Z marnym skutkiem, ponieważ zaraz obdarował Ricka promiennym spojrzeniem. Typowo chrisowym i pozbawionym wszelkich skaz. Jaszczura zawsze było łatwo rozśmieszyć. I tym razem to się udało.
 Odwzajemnił uśmiech, a na jego twarzy ponownie zagościła chęć życia.
- Łowcy gadów? Tacy jak w tamtym filmie o dżungli? - powiedział rozbawiony, wspominając dawne popołudniowe siedzenie przed telewizorem. Rozejrzał się po kuchni i następnie zawiesił wzrok na przyjacielu.
- Ty, a może kiedyś to odegramy? Ja będę groźnym łowcą, rozstawiającym pułapki, a ty będziesz uciekać. Przegrany sprząta piwnicę. Może jeszcze... - przystopował na moment, patrząc uważnie na towarzysza. Odchrząknął.
- ... Oczywiście jeśli będziesz chciał. Jak nie chcesz to nie. - powiedział, choć jego uśmiech ani trochę nie przygasł.
 Zerknął na pusty talerz Ricka i bez słowa odszedł od stołu, od razu otwierając lodówkę. Wyciągnął z niej kawałek ciasta, które jego mama upiekła specjalnie dla nich już jakiś czas temu, po czym na stojąco zaczął nim niedbale zapychać usta. Odwrócił się przodem do przyjaciela, zajadając się ciastem.
- Sorry, zgłodniałem od tego patrzenia - powiedział niewyraźnie, robiąc z wolnej ręki podstawkę na spadające okruszki. Przez to wszystko zapomniał zrobić śniadania dla siebie i o tym, że przecież od wczorajszego wieczoru nic nie jedli, a on przez cały ten czas chodził głodny.
- Wracając... Plan jest taki... że... jakby co to od teraz będę cię bardziej słuchać. - kontynuował wcześniejszą kwestię.  - Masz łeb od takich spraw i... no ten... mmm... Kurde, nadal jest dobre. - mruknął do siebie zaskoczony i zamknął w końcu lodówkę, aby skupić się na rozmowie. - Ekhm... i ten. Może w niektórych sprawach jesteś jednak "trochę" lepszy niż ja. Rozumiesz... - wyznał, podchodząc do stołu i opierając się o niego. Niedawne zmartwienie poczynało wracać, co było widać na licu jaszczura.
 Chris zagryzł wargę, patrząc na podłogę. Wciąż pozostawała kwestia tamtej niekontrolowanej przemiany. Zapewne ta najmniej przyjemna dla reptilianina. Myśl o ojcu sama się nasuwała, ponieważ to od tamtego wydarzenia łuskowaty zaczął nosić maskę.
Odruchowo podrapał się po twarzy.
- ...Nie lubię tej maski. - powiedział tylko. Lubił się czasem nią powygłupiać, jednak jej prawdziwe zastosowanie było zupełnie inne i on to wiedział. Zapewne gdyby nadal mieszkał u rodziny, musiałby ją nosić 24h na dobę.
- Jest jakieś inne rozwiązanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Sob Maj 06, 2017 9:38 am

Parsknięcie śmiechem przyjął z ulgą, ciesząc się, że jednak udało mu się choć trochę rozluźnić atmosferę. Mimo, że problem ten był poważny i Rick zdawał sobie doskonale z tego sprawę, to wiedział, że ponury nastrój może źle wpłynąć na Chrisa, który przecież rzadko kiedy zachowywał powagę. Powinien, Rick był właśnie takiego zdania, sam w końcu chciałby mieć pewność, że jego przyjaciel wyniesie z tego jakąś lekcję, jednak jednocześnie wiedział też, że może się mylić. W końcu to Chris, niby był jego przyjacielem ale nie można było mu zaufać. Reptilianin nieświadomie mógłby złamać obietnicę tylko dlatego, że coś mu się spodobało i chciałby to zobaczyć, znowu pakując się w kłopoty. Na pewno nie uda im się od razu dojść do wspólnego porozumienia w tej kwestii, Chris po prostu taki już był, ale nie zaszkodziło próbować.
Promienny uśmiech Chrisa odwiał na moment te wątpliwości, a sam Rick poczuł już nie tyle ulgę, co radość. Bał się, że jego przyjaciel mógłby pozostać przygnębiony do końca dnia, a wtedy i on pewnie siedziałby sam w swoim pokoju i czytał książkę. Gdyby nie Chris, Richard robiłby to przez cały czas, to w towarzystwie reptilianina się otwierał. Nawet będąc u rodziców nie rozmawiał tak chętnie jak tutaj, więc normalne, że przygnębienie Chrisa odbiłoby się i na nim. Dobrze, że chociaż tego udało mu się uniknąć.
Owinął końcówkę ogona wokół nogi krzesła i wbił wzrok w przyjaciela, słuchając jego pomysłu. Oczywistym było, że Rick uznał go za głupi, nie przepadał za tego typu zabawami i wygłupami, ale nie dawał tego po sobie znać. Nie chciał odbierać towarzyszowi radości, ale nie mógł powstrzymać śmiechu, kiedy ten udzielił mu prawa głosu w tej sprawie.
- Sprzątanie piwnicy? Zbyt potworne nawet dla pokonanego. - zaśmiał się, nie odpowiadając jednak bezpośrednio na wypowiedź, która go rozbawiła. Oczywiście, że nie chciał, a nie zamierzał kłamać. Chyba najlepiej było po prostu to przemilczeć.
Oparł się o krzesło, kiedy Chris zaczął buszować w lodówce i zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Chociaż dwójka gadów nie wyglądała na porządnych, w kuchni nie było bałaganu, zwyczajnie dlatego, że każdy po sobie sprzątał. Czasami tylko kłócili się kto zetrze ze stołu albo posprząta w lodówce, najczęściej ustalali to grając w papier-kamień-nożyce albo przebijając swoje wyniki w Mario Kart. W obu zwykle wygrywał Rick, przez co czasem z własnej woli zastępował Chrisa w sprzątaniu, żeby ten nie wpadł w rozpacz.
Mutant po chwili wstał i zabrał pusty talerz, po czym szybko go umył i włożył z powrotem do szafki. Oparł się o blat, skupiając wzrok na Chrisie.
- Plan jest taki, że przestajesz zachowywać się jak kretyn i używasz tego tutaj. - popukał palcem w głowę. -Może wtedy któraś cię zechce. - dodał z nutką złośliwości.
Wiedział, jak często Chris próbował poderwać różne dziewczyny, a przez dziecinne zachowanie te zwykle go wyśmiewały i lekceważyły, nie chcąc zadawać się z takim głupkiem. Samego Ricka takie sprawy nie interesowały, więc zwykle tylko obserwował kolejne podejścia Chrisa.
Nie umknęła mu nagła zmiana tonu w głosie przyjaciela i mniej radosny wyraz jego twarzy, dlatego zaraz podszedł do stołu i stanął obok niego.
- Też nie jestem idealny, w końcu to ty jesteś profesjonalnym dyplomatą. - rzucił, posyłając przyjacielowi uśmiech.
Temat maski sprawił, że Rick również spoważniał i spojrzał uważnie na Chrisa. Przez chwilę się w niego wpatrywał, a chwilę później odszedł i stanął po drugiej stronie stołu, będąc teraz dokładnie naprzeciwko reptilianina.
- To dla twojego bezpieczeństwa. Może kiedyś znajdziemy jakiś inny sposób, na razie musimy radzić sobie właśnie tak.
Richard również zdawał sobie sprawę z realnego zastosowania maski. Nie wiedział wprawdzie od kiedy to się zaczęło, ale miał świadomość, że jest ona konieczna. Gdyby Chrisowi zdarzyło się kogoś nieświadomie zaatakować, mieliby ogromne problemy. Głównie dlatego, że są odmieńcami, a takich ma się na uwadze, niektórzy nawet uważali ich za zagrożenie. Gdyby doszło do takiej sytuacji, już zawsze mieliby przypiętą etykietkę "niebezpiecznych potworów" i "zagrożenia dla społeczeństwa", z przymusem zostawania w mieszkaniu, o ile nie zostaliby gdzieś zamknięci.
Sam z tego względu bardziej zwracał uwagę na zachowanie Chrisa, co musiał przyznać. Sytuacja na placu budowy była apogeum tej obawy, która niestety przerodziła się w strach o własne bezpieczeństwo. Dlatego nie chciał, żeby Christopher pozbył się maski, chociaż widział, jaką niechęcią ją darzy. Po prostu tak było bezpieczniej dla wszystkich i tego trzymał się Rick.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 110
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Nie Maj 07, 2017 12:17 pm

Piwnica rzeczywiście szczyciła się złą sławą. Znajdowało się tam pełno niepotrzebnych gratów, których za nic w świecie nie dałoby się stamtąd wynieść w pojedynkę. To samobójstwo, ale i idealna kara dla przegranego, bo w końcu właśnie o to chodziło, prawda?
 Uniósł brew, słuchając Richarda i krzywo patrząc na jego gest. Miał zacząć używać mózgu? Niby przekaz był jednoznaczny, lecz Chris nie bardzo wiedział, gdzie i kiedy miał to robić i o dziwo nie było w tym nic śmiesznego. Faktycznie miewał problemy z oceną sytuacji i bywało z tego powodu groźnie. Najpierw działał, potem myślał. Z pozoru niewinne zagrywki mogłyby się kiedyś źle odbić na reputacji, o którą mutanci starali się zadbać.
 Na wzmiankę o dziewczynach, Chris pogładził dłonią włosy, choć i tak nie zmienił w ten sposób ich chaotycznego ułożenia. Spojrzał na przyjaciela z udawanym wyrzutem.
- To nie moja wina, że dziewczyny wolą patrzeć na telefon, ich sprawa. Nie wiedzą co tracą... - odpowiedział, rozpamiętując sytuację z parku. Nawet na niego nie zerknęła... To było niemiłe. Reptilianin wbił wzrok w podłogę, uśmiechając się do siebie i szczerząc przy tym kły. Jeszcze ją odnajdzie i tym razem nie da tak łatwo za wygraną. Jego się nie ignoruje i tym bardziej mu się nie odmawia.
- ... Ale zgoda. Postaram się zmienić. - obiecał, zerkając ponownie na Ricka. Jeśli dzięki temu nie wpadną w podobne kłopoty, jest w stanie spróbować zmienić swoje zachowanie.
 Rick może wyglądał niepozornie i taki chciał pozostać, ale posiadał wiele umiejętności, których Chris za nic nie potrafił przyswoić. Jaszczur wiele mu zawdzięczał, choć i tak często lubił przejmować rolę starszego brata. Podobało mu się to i dlatego też znikomo uśmiechnął się, gdy przyjaciel rzucił mu komplementem. Chris sam określał się jako profesjonalny dyplomata, ale nie ukrywał, że z ust Ricka brzmiało to zdecydowanie lepiej i to odrobinę poprawiło humor jaszczura, który był teraz bardzo zmienny i niezdecydowany.
Śledził przyjaciela wzrokiem, gdy ten skierował się na drugą stronę stołu. Chris westchnął po usłyszeniu jego odpowiedzi dotyczącej maski. Każdy to powtarzał: "To dla twojego bezpieczeństwa, Chris" a to przecież Chris był zdolny ugryźć przy nawet nieświadomej prowokacji w wykonaniu osoby trzeciej. Macanie go po twarzy czy machanie przedmiotem tuż przed nią zwykle kończyłoby się tak samo, gdyby nie maska. Na szczęście Rick nigdy nie musiał obawiać się ataku Chrisa. Jaszczur nigdy go nie skrzywdził ani nawet nie próbował. Stąd też mógł obejść się w jego towarzystwie bez maski i obawy, że coś pójdzie nie tak.
Po chwili milczenia postanowił się odezwać.
- Słuchaj, tak jakby nie powiedziałem ci jeszcze wszystkiego... - zaczął. Wolał nie mieć przed Rickiem żadnych tajemnic. Uznał, że jednak musi to powiedzieć. - To nie do końca ja sam do tego wszystkiego doszedłem. Rozmawiałem z ojcem. - wyznał z żalem. Możliwe, że Richard uwierzył, że Chris sam z siebie chciał zmienić postępowanie swoje oraz jego, lecz wyglądało na to, że stał za tym również Crawford.
- Powiedziałem mu o wszystkim... No i chyba chciał o czymś z tobą porozmawiać. Myślisz, że było to coś ważnego? - posłał mu pytające spojrzenie. - Martwią się o nas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Pon Maj 08, 2017 2:21 pm

Zaśmiał się pod nosem widząc zachowanie przyjaciela po tym, jak wspomniał o dziewczynach. To typowe zachowanie Chrisa i jego kolejne słowa Rick zgadł od razu, dlatego też uśmiechnął się złośliwie kiedy tylko je usłyszał.
- Z pewnością je zawstydzasz, boją się na ciebie popatrzeć.
Zaraz jednak zauważywszy, jak Chris szczerzy kły, przestał się uśmiechać. Nie podobało mu się to. Postanowił jednak na razie to zignorować, zwłaszcza, że przyjaciel zaraz złożył obietnicę. Dobrze. Zapamięta to na przyszłość. Oby tylko Chris też o tym pamiętał.
Wcześniej śmiał się z określenia "profesjonalny dyplomata", wiedząc, jak głupio potrafił dyskutować Chris. A że najczęściej najpierw robił, a potem myślał, często dochodziło przez to do niekomfortowych sytuacji, z których trudno było wybrnąć. Teraz jednak wiedział, że gdyby nie Chris, zostaliby obrabowani a może nawet zastrzeleni, dlatego też teraz Rick nazwał go tak szczerze, bez cienia ironii. Jeżeli to miałoby poprawić przyjacielowi humor, niebieskowłosy był skłonny zapomnieć o paru rzeczach, przynajmniej do czasu, gdy będzie musiał znowu zmierzyć się z podobnymi sytuacjami. O ile będzie musiał, bo jednak istniała szansa, że Chris zmieni swoje zachowanie. Rick jednak zawsze doceniał to, że reptilianin potrafił dyskutować z obcymi ludźmi, on sam nie umiał się do tego przekonać i zwykle szedł na ugodę zamiast się kłócić. Możliwe, że zostało mu coś z tego małego, nieśmiałego Richarda, ale pewnym było to, że zwyczajnie wiedział, jak ludzie reagują na jego wygląd i starał się unikać konfliktów. Chris tego nie zauważał, dlatego przejmował pałeczkę i dyskutował. Rick podziwiał go w tej kwestii, w pewnych sytuacjach nawet mu tego zazdrościł. W jego przypadku mógł zacząć rozmowę, ale potrzebował chwilę czasu na zastanowienie się, a przez to zazwyczaj tracił zainteresowanie rozmówcy. Nie żeby bardzo przez to rozpaczał, ale jednak czasami robił sobie przez to wyrzuty.
Właśnie to ich najbardziej od siebie różniło. Rick nie wiedział, kiedy się odezwać, natomiast Chris nie wiedział, kiedy przestać mówić. Dwa kompletne przeciwieństwa, które jednak się uzupełniają. Trudno było tego nie zauważyć i aż dziw, że dwie tak różne osoby zdołały się zaprzyjaźnić i nie dochodziło między nimi do konfliktów.
Milczenie, a co za tym idzie rozmyślanie, przerwał Chris. Richard spojrzał na niego uważnie, nie wiedząc, czego się spodziewać. Co takiego ukrywał? Przez moment poczuł wątpliwości, czy tylko w tej kwestii Chris nie był szczery, ale to zaraz minęło i zostało zastąpione przez ciekawość. Wyglądało na to, że jego przyjaciel długo trzymał to w tajemnicy, więc musiało chodzić o coś ważnego.
-...Czyli to on kazał ci przeprosić? - odpowiedział powoli, podejrzliwym tonem. W pierwszej chwili Rick całkiem zwątpił w to, co wcześniej mówił Chris. Owszem, zabrzmiało to nieprzyjemnie, ale nie taki był zamiar mutanta. Po krótkim namyśle westchnął i spojrzał na przyjaciela już przychylniejszym wzrokiem. -No dobra, to w takim razie co dokładnie ci powiedział? Bo teraz już nie wiem, w czym byłeś ze mną szczery. - choć wzrok miał dalej ten sam, w jego głosie było słychać rozczarowanie. Tak, myślał, że to Chris sam postanowił się zmienić, ale jak widać się przeliczył. Przez to Rick zaczynał wątpić, czy przyjaciel naprawdę zamierza coś zrobić ze swoim zachowaniem i czy jego obietnica była szczera.
- Pewnie chciał spytać, jak to wyglądało z mojej perspektywy. - rzucił. -Wcale mu się nie dziwię.
Oparł się rękami o stół i wbił wzrok w jego blat. Dopiero po chwili go podniósł i spojrzał w oczy przyjaciela. Tak, dalej czuł rozczarowanie. Nie tego się spodziewał, wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby Chris od razu mu o tym powiedział. Teraz Rick nie miał pojęcia, co myśleć o poprzedniej rozmowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 110
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Pon Maj 08, 2017 5:12 pm

Ton głosu reptilianina nie wydawał się być jakiś szczególny w trakcie składania obietnicy, jak gdyby nie przywiązywał do tego wielkiej wagi. Rick mógł to nie tylko usłyszeć, ale i dostrzec. Oby tamten uśmiech był zwykłym zbiegiem okoliczności, a nie zapowiedzią kolejnego szalonego pomysłu, który narodził się w głowie Chrisa. On i dziewczyny to mimo wszystko kiepskie połączenie. Naprawdę potrafił tracić przy nich głowę.
 Bądź co bądź radosna atmosfera musiała kiedyś zniknąć i Chris świadomie sam się do tego przyczynił. Może i był wyrafinowanym krętaczem, ale w przypadku Ricka wiele rzeczy szło na opak. Sumienie nie pozwoliło Chrisowi zakończyć tej sprawy właśnie teraz i wyrzucić jej kosza. Gdyby nie fakt, że zaczynała ona dotyczyć również przyjaciela, reptilianin zakończyłby ją na złożeniu obietnicy.
Otworzył szerzej oczy i wyprostował się, słysząc podejrzenia Ricka tuż po swoim wyznaniu.
- Nie, to nie tak. Ja sam chciałem... - przerwał wyjaśnienia, gdy mutant westchnął. Chris rozluźnił mięśnie, które naprężył pod wpływem chwili i zatrzymał swój wzrok na blacie. Zdenerwował się, ponieważ nie sądził, że jego z pozoru dobry gest zostanie odebrany w taki sposób.
 Zanim odpowiedział na pytanie przyjaciela, odszedł od stołu i przespacerował się po kuchni.
- Właściwie nie rozmawialiśmy zbyt długo. - powiedział, spoglądając na Ricka i licząc na to, że taka odpowiedź mu wystarczy. Mylił się, ponieważ mutant nadal czekał na wyjaśnienia. Zagryzł wargę.
- Chciałem się komuś wyżalić, okej? - dodał, marszcząc brwi i patrząc srogo. Uczucia goszczące na jego twarzy przez chwilę wyglądały tak, jakby miał się rozkleić, ale warto powtórzyć, że tylko przez chwilę. Szybko nabrał bardziej obojętnego wyrazu, wiedząc, że trochę go unosi. Westchnął więc i popukał się dłonią po czole, aby poprawić tym humor swój oraz Ricka. Zawsze tak robił, aby odgonić złe myśli i skupić się na czymś innym.
- Zadzwoniłem do niego. Robił wyrzuty, że zapomniałem telefonu i że późno wróciliśmy itd... Jak mu powiedziałem co zaszło to pytał czy wszystko w porządku - spojrzał na Richarda. - ... a nic nie było w porządku. - dodał i zamilkł na dłuższą chwilę, aby przypomnieć sobie rozmowę i nie unieść się ponownie.
- Uwierz, że o niczym takim nie rozmawialiśmy. I tak nie byłem w stanie z nim gadać. - mruknął pod nosem i skrzyżował ręce na piersi. - Ogólnie twierdził, że powinniśmy dorosnąć. No i chciał właśnie zamienić z tobą słowo, ale powiedziałem, że śpisz. - wyjaśnił na spokojnie.
Nadal trudno było mu pogodzić się z tym, że Rick mógł pomyśleć, że cała ta rozmowa oraz obietnica nie narodziła się z jego inicjatywy, a była wyłącznie zasługą ojca, który przycisnął go do muru. Wszystko na to wskazywało, ponieważ Chris rzadko kiedy zachowywał się w taki sposób z własnej woli. Nic w tym dziwnego. Możliwe, że faktycznie w jakimś stopniu się do tego przyczynił. Jaszczur jednak starał się ukrywać przygnębienie, jakie się w nim gromadziło.
- ... I co? Zamierzasz mu o wszystkim powiedzieć? Nie możemy już o tym zapomnieć i żyć jak przedtem? - zapytał, wyraźnie próbując go jakoś powstrzymać. Przecież wcześniej tak dobrze im się układało. Nic takiego się nie działo... Crawford nie musiał o wszystkim wiedzieć. Nikt nie musiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Pon Maj 08, 2017 7:51 pm

Radosna atmosfera zniknęła, i to na dobre. Rick cały czas wpatrywał się w oczy przyjaciela, z połączeniem rozczarowania ale i powoli gnieżdżącej się gdzieś w jego myślach złości. Natłok myśli sprawił, że niebieskowłosy nawet nie usłyszał pierwszej odpowiedzi, chociaż pewnie i tak spodziewał się usłyszeć coś podobnego. Jego wzrok powoli powędrował za spojrzeniem Chrisa, zaraz jednak zatrzymał się na jego twarzy. Nie potrafił dokładnie określić emocji reptilianina po wyrazie jego twarzy, wątpił zresztą w to, czy byłoby to szczere. Tak, nawet w to zaczął wątpić. Intuicja go zawiodła, uwierzył w dobre intencje Chrisa, a tymczasem ten pewnie nawet długo nad tym nie myślał i powiedział tylko to, co kazał powiedzieć mu tatuś. Zawiódł się na nim, na całej linii.
Nie odezwał się jednak ani słowem i z trudem starał się utrzymać neutralny wyraz twarzy, choć w środku kumulowały się w nim różne uczucia. Złość, zawód, smutek i żal. Wszystkie chciały dostać prawo głosu, ale jak na razie mutantowi udało się utrzymywać je w milczeniu.
Zamiast tego słuchał, co przyjaciel miał do powiedzenia, starając się opanować. Z marnym skutkiem, bo gdy tylko w głosie Chrisa pojawiła się złość, Rick był zmuszony zamknąć oczy i odetchnąć, przez co prawdopodobnie wyszło na jaw, że udaje spokój. Typowego gestu przyjaciela nie skomentował w żaden sposób, choć domyślił się, że reptilianin w ten sposób również próbuje zebrać myśli do kupy.
Od odezwania się powstrzymały go kolejne słowa Christophera, tym razem odpowiedź bardziej go zadowoliła i odgoniła częściowo złość, jaka się w nim miotała. Jednak ta wciąż tam była i tylko czekała na okazję, żeby przejąć kontrolę.
Kiedy Chris zamilkł, Rick wpatrywał się w niego przez dobre kilkanaście sekund, próbując jak najskuteczniej uspokoić myśli.
- W porządku. Powiedzmy, że ci wierzę.
I pewnie na tym by się skończyło, a sama sytuacja pewnie wróciłaby do normy, gdyby Chris znowu się nie odezwał. Tym razem Rick już nie wytrzymał.
- Zapomnieć? Czyli nie zamierzasz się zmienić? - zaczął w miarę spokojnie, potem jednak nagły napływ myśli zmienił jego ton. -Nie, Chris, to ty powinieneś dorosnąć. To przez ciebie napadł nas tamten typ. Ciągle zachowujesz się jak cholerne dziecko, uciekasz od problemów, szukasz wymówek i głupio się tłumaczysz. To tak nie działa, Chris. Do tej pory nic nie mówiłem, ale cholera, wczoraj mogliśmy zginąć. I ty chcesz tak dalej żyć?
Złość sprawiła, że z każdym słowem jego głos coraz bardziej przypominał wściekłe syczenie. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że przegiął. I to dość ostro.
-...Po prostu wiem, że stać cię na więcej. - dodał ciszej, patrząc na przyjaciela już nie wściekłym, a na powrót rozczarowanym wzrokiem. -Obiecaj, tak szczerze, że faktycznie spróbujesz się zmienić.
Zamknął oczy i westchnął, po czym pochylił głowę i spojrzał gdzieś na bok. W tej chwili milczenia zbierał myśli i wyciszał emocje, nie chcąc, by te znowu wzięły nad nim górę. Zdawał sobie sprawę, że mógł tym urazić Chrisa, ale zwyczajnie nie mógł się powstrzymać. Musiał być w stosunku z nim szczery, bo reptilianin może chcieć zapomnieć i o tej rozmowie, i o swojej obietnicy. On sam również oczekiwał szczerości, w którą w tamtej chwili zwątpił.
Po chwili ciszy podniósł wzrok na przyjaciela.
- Nie powiem mu, ale proszę cię, skończ już z tą dziecinadą. Kiedyś naprawdę wpadniemy przez to w jakieś gówno. - odezwał się w końcu opanowanym tonem. -Gorsze od tamtego menela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 110
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Wto Maj 09, 2017 6:36 pm

Ostatnie słowa reptilianina unieważniły wszelkie poprzednie, które dotąd powiedział, czyniąc je niczym więcej niż zwykłym bełkotem i kłamstwem. Czy to była właśnie ta szczerość, na którą liczył Richard? Gdy tylko się zorientował, że przyjaciel wierzy w jego wersję wydarzeń, znalazł okazję, aby to wykorzystać. To był ten sam stary Chris, który za wszelką cenę starał się uniknąć odpowiedzialności i kary, choć dopiero co złożył obietnicę, że zmieni swoje postępowanie. Jak się okazało, niczego nie chciał zmieniać przez ten incydent. Ani siebie, ani ich dotychczasowego życia i właśnie to udowodnił. Zaprzeczał samemu sobie. Gubił się we własnych postanowieniach. Rick mógł zapomnieć o wszystkim, co Chris mu wcześniej powiedział i obiecywał. Mutant omal nie dał się zmanipulować przez własnego przyjaciela.
 Jaszczur cofnął się, kiedy dotarło do niego, co właściwie powiedział, lecz wściekłość Ricka kompletnie go zaskoczyła. Patrzył na niego w szoku, dokładnie w taki sposób, jak przyjaciel na niego, kiedy stracił kontrolę. Tak, Chris w tamtej chwili przestraszył się niebieskowłosego. Słuchał jego wyrzutów, czując, jak każde następne słowo zakorzenia się głęboko w pamięci i namnaża się. Tym razem wszystko zrozumiał aż zbyt dobrze. Spuścił wzrok, już nawet nie próbując się tłumaczyć. Właśnie wtedy Richard zorientował się, że postąpił zbyt ostro w stosunku do Chrisa, który mimo wszystko stał i słuchał go dalej.
  Mutant uspokoił się i spuścił z tonu, lecz jaszczur ani razu się nie odezwał. Tylko na niego spoglądał, akurat wtedy, gdy tamten nie patrzył.
 Widok przyjaciela w takim stanie bardzo zmartwił Christophera. Takie zachowanie nie było podobne do Ricka. Reptilianin zupełnie zapomniał o tym, że to Rick najgorzej znosił całą sytuacje, tylko tego nie okazywał i tłumił gdzieś w sobie. Ten wybuch gniewu był tego dowodem. To nie Chris był poszkodowany. On był jedynie głównym problemem, a nie ofiarą, stąd jak dotąd cała uwaga skupiała się wyłącznie na nim. To Richard znalazł się w złym miejscu, to on najwięcej widział i to on najwięcej z tego wyniósł.
 Chris początkowo miał ochotę odejść, zamknąć się w pokoju i wyświadczyć w ten sposób przysługę. Z czasem jednak coraz bardziej myślał o Ricku.
 Nie odzywał się jeszcze przez długi czas i gdy zapewne mutant już uwierzył, że nic z tego nie będzie, reptilianin uniósł głowę i podszedł do stołu, wpatrując się w przyjaciela po drugiej stronie.
- Obiecuję, że się zmienię. Zrobię to dla ciebie. - powiedział, uśmiechając się delikatnie. Było to nieco wymuszone, lecz słowa pozostawały jak najbardziej prawdziwe. Obiecał, że się zmieni, nie, że spróbuje. Że zrobi do dla niego, nie dla ojca.
 I taka była prawda. Nie chciał, aby Rick pozostał dłużej w takim stanie w jakim jest teraz. Wcześniej tego nie zauważał i tym razem  nie zamierzał tego tak zignorować.
 Usiadł na krześle i przysunął się do stołu. Westchnął cicho, nie wiedząc jak zacząć rozmowę.
- Tylko co teraz? Masz jakiś plan? - zapytał. Od czego powinni zacząć? Skoro teraz zaczynają nowy rozdział, jak on będzie wyglądać? Dokładnie tak, jak przewidzieli to na początku? Trudno powiedzieć. Jeszcze wszystko przed nimi.
 Chris był wdzięczny, że przyjaciel nikomu nie powie o tym, co się stało. Dostał szansę. Gdyby ojciec poznał szczegóły i uznał, że Chris stanowi jawne zagrożenie, być może już nigdy więcej nie mógłby podejść do ludzi. Reptilianin nie zmarnuje tej szansy i nawet jeśli będzie wymagać to noszenia maski oraz konieczności zachowania większej ostrożności, zrobi to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Sro Maj 10, 2017 6:31 pm

Tak jak się spodziewał Chris zamilkł, ale w tamtej chwili nie mógł stwierdzić, czy ze złości czy zaskoczenia. Podejrzewał jednak, że to drugie, a szybkie spojrzenie w oczy przyjaciela udowodniło mu, że właśnie tak było. W ciągu zaledwie kilkunastu godzin oboje uświadomili sobie, jak niewiele o sobie wiedzą i poczuli w stosunku do siebie strach. W dodatku w obu przypadkach stało się to po straceniu kontroli przez jednego z nich. Wyglądało na to, że nie byli jednak tak idealni, jak mogli się nawzajem widzieć.
Wzrok Ricka zatrzymał się na blacie stołu, gdzieś na środku. Wpatrywał się tępo właśnie tam, nie wiedząc, co powiedzieć. Powinien czuć się źle i przeprosić za swoje zachowanie, ale prawdę mówiąc nie czuł nic prócz ulgi. Wreszcie to z siebie wyrzucił, wyczyścił myśli i pozbył się tych najbardziej denerwujących i niekomfortowych. Problem tkwił tylko w tym, że na ich miejsce pojawiły się nowe, nie mniej przytłaczające.
Chyba najgorsza była świadomość tego, że prawie oszukała go jedyna osoba, której w pełni ufał. Niemal dał się nabrać i uwierzyć w dobre intencje Chrisa, podczas gdy ten chciał go tylko wykorzystać i dalej robić to, co mu się podobało. To bolało, bardzo. Do tej pory Rickowi wydawało się, że może mu wierzyć, że miał na przyjaciela jakikolwiek wpływ. Wyglądało jednak na to, że jego słowa niewiele znaczyły. Był naiwny. Nigdy się nie odzywał, kontakt ze światem miał właściwie tylko ze względu na Chrisa, unikał konfliktów zamiast je prowokować. A teraz jeszcze uświadomił sobie, że niemal został zmanipulowany przez jedynego przyjaciela. I to w tak osobistej kwestii, od której mogła zależeć cała ich przyjaźń. Nigdy by się tego nie spodziewał, nie po nim. Nie po tylu latach przyjaźni.
Ulgę szybko zastąpił żal, przez co tym razem to Rick był przygnębiony. Nie odrywał wzroku od blatu, tak jakby szukał tam jakiejś podpowiedzi co robić. Nie chciał, żeby to wpłynęło na jego relacje z Chrisem, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że to nieuniknione. Mogli próbować to naprawić i niewykluczone, że im się uda, ale rozczarowanie pozostanie z nim na zawsze.
W końcu odezwał się Chris. Z kolejną obietnicą.
Richard uniósł przygnębiony wzrok i spojrzał na towarzysza, nie odwzajemniając uśmiechu. Chciał, żeby to było takie łatwe. Naprawdę. Ale nie potrafił zapomnieć tego, co Chris przed chwilą zrobił, przez co zwyczajnie nie był w stanie podzielić jego entuzjazmu. Nieco wymuszony uśmiech na jego twarzy wcale nie pomagał.
- Chciałbym ci wierzyć. - powiedział cicho, unikając spojrzeniem wzroku reptilianina.
Nie potrafił mu zaufać, dopóki nie zobaczy jego starań w rzeczywistości. Po tym na pewno nie uwierzy w same słowa, w końcu chwilę wcześniej słyszał niemal to samo. Choć druga część obietnicy utkwiła mu w pamięci. "Zrobię to dla ciebie". Czy to miało dla Chrisa jakieś znaczenie? Wcześniej też obiecał, że się zmieni, w końcu chcieli, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła. Obiecał, że zrobi to dla bezpieczeństwa ich obu, czyli na pewno miał też na myśli Ricka. Ale sam fakt, że o tym wspomniał dał mutantowi nadzieję na to, że może jednak tym razem było to szczere.
Nie usiadł przy stole tak jak zrobił to Chris, zamiast tego odszedł od niego i stanął przy blacie kuchennym. Oparł się rękami i wbił wzrok w ścianę przed sobą. Nie, nie obraził się, po prostu nie wiedział, czy da radę patrzeć przyjacielowi w oczy po tym wszystkim. Bał się, że znowu poczuje złość.
Po słowach reptilianina milczał. Przez moment mogło wyglądać to tak, jakby nie chciał z nim rozmawiać, ale zaraz rozległ się jego cichy głos. Brzmiał tak, jakby był zmęczony, ale to wszystko przez przygnębienie.
- To ty przyrzekasz, że się zmienisz. Wszystko zależy od ciebie. - oczywiście, że był gotowy mu pomóc, jeżeli faktycznie dostrzeże starania. Ale Chris nie musiał tego teraz wiedzieć. Niech sam spełni swoją obietnicę.
Nie spodziewał się, by cokolwiek, co powie teraz Chris w jakikolwiek sposób go rozchmurzyło. Potrzebował chwilę czasu, to wystarczy. Za nic nie wyrzekłby się przyjaźni po jednej takiej sytuacji, Chris za dużo dla niego znaczył. Zresztą nie był taki, potrafił wybaczać. Tylko musiał najpierw to przemyśleć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 110
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Czw Maj 11, 2017 4:01 pm

Domyślał się, że kolejna obietnica niczego nie cofnie. Było już za późno. Mało tego, kolejna identyczna próba mogła tylko rozzłościć Ricka na nowo, więc Christopher bardzo ryzykował, ale co innego mu pozostało? Musiał to zrobić, ponieważ właśnie o to prosił go przyjaciel - o obietnicę. Przysięgę, że od tego dnia reptilianin zmieni swoje postępowanie i zacznie trzeźwo myśleć. Chris nawet nie musiał tego usłyszeć ze strony Ricka, sam doszedł do takiego wniosku i chciał udowodnić, że tym razem go nie zawiedzie.
  Tyle, że to nie był zbyt dobry moment, aby już teraz rzucić się w wir wielkich przemian. Zdecydowanie nie. Wystarczyło spojrzeć na Richarda. Jaszczur nie sądził, że to, co teraz zrobił miało aż tak wielkie znaczenie dla mutanta i było jego piętą achillesową. Czy mógł nie wiedzieć o takiej rzeczy przez tyle lat wspólnej znajomości? Wszystko zaczęło się sypać. To nie tak miało być.
 Nie odpowiedział Rickowi, ponieważ nie zrozumiał jego przekazu albo i nie chciał go zrozumieć. Coraz bardziej czuł, że ta rozmowa nie ma sensu. Oparł głowę na dłoni, obserwując jakiś martwy punkt.
- Jednak mutanci nie są idealni. - wymamrotał pod nosem. - Co nam z tych "mocy", skoro wszystko potrafi się spie*dolić przez jakiegoś menela.
 Prawdopodobnie gdyby spotkał teraz Slayera, nie czułby wobec niego strachu, a złość. Jakimś cudem jedno spotkanie z nim potrafiło zmienić zachowanie Chrisa o 180 stopni. Do tego potrzeba daru. Jak dotąd nikt inny tak nie potrafił.
 Reptilianin poruszył palcami, pozwalając, aby dwa z nich zyskały pazury a następnie podrapał się nimi pod zarostem.
- Jak myślisz, jak smakują zmutowane jeże? - zapytał Ricka, grzebiąc pazurem w zębach. Zaśmiał się cicho ze swojego tekstu, lecz potem odchrząknął. Richard zapewne nie był w nastroju na żarty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Pią Maj 12, 2017 10:53 am

Nie odezwał się, cały czas stał i patrzył przed siebie. Obawiał się, że słowa Chrisa znowu mogą go zdenerwować, chociaż złość już dawno mu przeszła. Coraz gorzej czuł się z tym, że w taki sposób powiedział, co czuje. Mógł przecież zrobić to w sposób łagodny, charakterystyczny dla siebie. W końcu to jego przyjaciel, nie wróg. Teraz jednak było już za późno, gdyby mógł, na pewno by to odwrócił i rozegrał inaczej.
Ale z drugiej strony miał ku temu powód. Chris chciał go oszukać, zamydlić mu oczy i zadowolić fałszywymi obietnicami. Możliwe, że nawet jego przeprosiny nie były szczere, a to jeszcze bardziej martwiło Ricka. Czy w ogóle w ciągu ich rozmowy z ust przyjaciela padło coś szczerego i prawdziwego? Mutant chciałby, żeby tak było, ale teraz naprawdę zaczął w to wątpić. A to nie pomagało, ba, wręcz pogarszało jego stosunek do Christophera, przynajmniej w tym momencie.
Odwrócił się na moment, słysząc głos reptilianina, ale zaraz wrócił spojrzeniem na niezwykle ciekawy, nieistniejący punkt na ścianie przed sobą. Co on narobił, teraz oboje byli w złym nastroju. A przecież mieli wytłumaczyć sobie parę spraw i próbować się zmienić, tymczasem Chris próbował się od tego wywinąć a Rick stracił w końcu kontrolę. To takie błędne koło. Teraz reptilianin będzie uważać na każde słowo, a niebieskowłosy będzie miał problemy z uwierzeniem w cokolwiek, co usłyszy. Nie da rady poprawić w ten sposób atmosfery. Pozostawało czekać, ale istniała możliwość, że i to nie do końca pomoże.
Chyba, że któryś z nich podejmie się tego w określony sposób, co było ryzykowne i prawdopodobnie by zawiodło. Po usłyszeniu kolejnego głupiego tekstu od Chrisa, Rick uświadomił sobie, że nie ma sensu czekać. Musiał przeprosić, bo w jego głowie pojawiały się coraz bardziej ponure myśli, a przecież oczekiwał czegoś kompletnie przeciwnego.
Stał tak przez kilka minut, zastanawiając się, czy to na pewno dobry pomysł. W końcu to przez Chrisa tak się zachował, a nie usłyszał od niego żadnych przeprosin. Czy w ogóle było mu z tego powodu głupio? Zresztą, czy to by cokolwiek zmieniło? Usłyszał już od niego fałszywe "przepraszam", wątpliwym było, by znowu mu uwierzył. Ale jednocześnie wiedział, że mógł zachować się inaczej i chyba głównie dlatego w końcu postanowił sam się odezwać.
- Ja... Przepraszam za tamto. Przesadziłem. - zaczął niepewnie, po czym odwrócił się i spojrzał na przyjaciela. -Po prostu nie mogłem dłużej tego ukrywać.
Westchnął i oparł się o blat. Świetnie, drugie przeprosiny w ciągu poranka. Jeszcze trochę i obaj zaczną płakać i obiecywać sobie gruszki na wierzbie jak skłócone małżeństwo.
- Nie wiem tylko dlaczego mnie oszukałeś, przecież jesteśmy przyjaciółmi. Powinniśmy być wobec siebie szczerzy, zwłaszcza w takich sytuacjach. - kontynuował, dobierając ostrożnie słowa i obserwując reakcję Chrisa. Możliwe, że zmierzał ku temu, by reptilianin sam poczuł skruchę i tym samym pokazał, że tym razem Rick może mu uwierzyć. Chyba, że znowu postanowi zmyślać, a wtedy nie było sensu dłużej ciągnąć rozmowy. -Wiesz, że możesz mi ufać, więc dlaczego kłamałeś?
Wiedział, że wpędzanie przyjaciela w poczucie winy było chamskie, ale chciał widzieć, jak zareaguje na to Chris. Wcześniej nie był świadkiem jego rozmowy z ojcem więc nie wiedział, jak długo przyjaciel mógł planować, w jaki sposób przekonać Ricka do tego, że się zmieni. Teraz mutant wrzucił go od razu na głęboką wodę. W ten sposób odpowiedź, jaką uzyska, będzie bardziej impulsywna i być może bardziej szczera. Przynajmniej taką miał nadzieję.
Skrzyżował ręce na piersiach i nie spuszczał wzroku z przyjaciela. Starał się jednak utrzymać w miarę przyjazny wyraz twarzy, jakkolwiek dołujące nie byłyby jego słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 110
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Sob Maj 13, 2017 10:09 am

Rick wyznał Chrisowi całą prawdę i wprost rzucił mu tym, co o nim myśli. Pod wpływem emocji często dopuszczamy się do czynów, których chwilę później możemy żałować, jednak gdyby mutant powiedział to łagodniej, to czy przyniosłoby to zamierzony efekt? Wątpliwe... Jaszczur mógł to zbagatelizować.
 Lecz czy Richard wiedział, że momentami postępował dokładnie tak samo jak Chris? Dotychczas nie mówił mu prawdy o tym, co sądzi o jego zachowaniu. Tłumił to w sobie, ukazując na twarzy uśmiech, w który Chris tak  wierzył. Reptilianin dopiero po czasie zaczął łączyć te fakty, ale nic nie powiedział. Naprawdę wolał o tym teraz nie myśleć a tym bardziej o tym wspominać. To by w niczym nie pomogło.
 Żart również nie pomógł, lecz to było do przewidzenia. Christopher nie otrzymał żadnej odpowiedzi i nie doczekał się jej przez następne minuty. Z żalem odwrócił wzrok, pochylając się nad stołem. Uznał, że będzie lepiej jak po prostu zamilknie. Przyłożył nadgarstek do skroni i odwrócił się tak, że mutant nie widział jego twarzy.
 Miał mieszane uczucia. Nie potrafił skupić się na jednej myśli. Ciągle jakaś wracała albo pojawiała się nowa. Z trudem to znosił, ponieważ mało kiedy był stawiany w takiej sytuacji.
  Nie odwrócił się do przyjaciela, gdy ten postanowił się odezwać. Rick niepotrzebnie poruszył tamten pierwszy temat. Potwierdził nawet własnymi słowami to, że wcześniej nie był wobec Chrisa szczery i ukrywał to. Tylko ile to trwało? Kiedy udawał a kiedy faktycznie się śmiał w towarzystwie reptilianina?
 Jaszczur zatopił palce we włosach. Z zewnątrz wyglądał bardzo spokojnie, dlatego mało prawdopodobne, aby udało się rozpoznać jego obecny stan. Richard mówił tak, jakby w ogóle nie zauważył tego, co sam przez tyle czasu robił. Mówił o szczerości, przyjaźni, a Chris z bólem musiał tego słuchać.
 Spojrzał na Ricka dopiero wtedy, kiedy padło pytanie. Bardzo zasadnicze i trudne. Mutant nie miał pojęcia, dlaczego Chris posunął się do tak nieuczciwego manewru.
 Jaszczur wiedząc, że nie może tego przemilczeć, zabrał rękę z twarzy i omiótł wzrokiem sylwetkę przyjaciela. Wahał się, ale milczenie działało na jego niekorzyść.
- Nie ufam ci. Znaczy... nikomu nie ufam. Nikt by mi potem nie zaufał i... - odpowiedział niezrozumiale, gubiąc się w samym środku zdania. - Ja... daj mi chwilę. - powiedział, wstając nagle i wychodząc z kuchni. Nie dał nawet Rickowi szansy się odezwać, ponieważ już go nie było.
 Jaszczur przyległ do najbliższej ściany, będącej poza zasięgiem wzroku przyjaciela. Przetarł twarz dłońmi, zatrzymując je w połowie i uspokajając się. Wdech i wydech, będzie dobrze...
 Cholera, co on robi? Co Rick o nim pomyśli? Nie mógł tam jednak dłużej zostać. Pytanie, które zostało zadane było najpewniej powodem, na który tak zareagował. Richard zapewne nie zrozumiał, co kierowało Chrisem, ale sam Chris już tak.
 Spojrzał na sufit i zamknął oczy.
 Powinien się w końcu z tym zmierzyć. Jeśli chciał, aby Rick nie zrobił tego, czego tak się dotąd obawiał, powinien wszystko wyjaśnić. Zresztą tu nie chodziło tylko o niego, lecz też o samego Ricka. Jeśli chciał naprawić swoje błędy, musiał o wszystkim opowiedzieć, inaczej Richard nigdy nie zaufa mu ponownie.
 Otworzył oczy i westchnął. Im dłużej tutaj był, tym większe prawdopodobieństwo, że Rick uzna dyskusję za zakończoną a on znajdzie zbyt wiele argumentów za ucieczką. Odbił się od ściany i poszedł po maskę. Będzie potrzebna.
 Chris wrócił do kuchni i posłał przyjacielowi jedynie przepraszające spojrzenie. Zbyt gwałtownie zareagował. To był impuls i wiedział, że to było głupie. Usiadł z powrotem na krześle, gniotąc palcami czarną półkominiarkę. Minęło trochę czasu, zanim się odezwał.
- Pamiętasz, jak to dostałem? Ojciec mi ją dał. - powiedział odważniej niż przedtem, lecz w pewnych momentach milknął. - Nigdy nie powiedzieliśmy ci, dlaczego. Myśleliśmy, że tak będzie najlepiej. - mruknął do siebie. Rick znał zastosowanie maski, ale nigdy nie poznał historii, która sprawiła, że stała się nieodłącznym elementem w życiu Chrisa. Pojawiła się nagle, wcześniej nie była ona konieczna.
- Spory czas temu zdarzył się wypadek. Z mojej winy. Podczas sprzeczki tata znalazł się zbyt blisko mnie. Zraniłem go... W rekę. Mocno. - westchnął, nie mając odwagi spojrzeć w oczy przyjaciela.
- To był wypadek. - powtórzył. - Przez długi czas nikt nie chciał się do mnie zbliżyć. Wtedy wpadli na pomysł z tą maską. Nosiłem ją, a ludzie zaczęli mi ufać na nowo. Ojciec uznał, że problem został zażegnany. Więcej to się nie powtórzyło. - powiedział, odrywając wzrok od maski i kierując go na niebieskowłosego.
- Dzięki temu znowu mogłem wyjść do ludzi. - rzekł, uśmiechając się słabo. Uśmiech ten jednak szybko zanikł, podobnie jak głos Chrisa. Zacisnął mocniej palce na szmatce i spojrzał przed siebie.
- Gdyby ktokolwiek dowiedział się, co stało się w nocy, wszystko by wróciło. - dodał. - Obawiałem się, że opowiesz o tym tacie, a twoja wersja sprawi, że rodzice znowu uznają mnie za niebezpiecznego i tym razem na dobre mnie odizolują w obawie o twoje bezpieczeństwo. - wyznał w końcu zmartwiony.
 Rodzice Chrisa nie byli źli i zawsze chodziło im o jego dobro. Niestety jednak metody, jakie stosowali, bardzo krzywdziły reptilianina. Był towarzyski, musiał przebywać wśród ludzi - tylko wtedy był szczęśliwy. Gdyby zakazano mu spotykać się z Rickiem, niezniósłby tego. Był do niego bardzo przywiązany.
- Zapewne musiałbym stąd wyjechać... - wyszeptał. - Chciałem tylko czuć się normalny. Taki, jak reszta. - dopowiedział po chwili, spoglądając na Richarda.
- Nie chciałem cię skrzywdzić. Gdybym wiedział, że tak źle się z tym czujesz, powiedziałbym ci prawdę już dawno. - posmutniał ponownie, przypominając sobie o wybuchu gniewu u przyjaciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Nie Maj 14, 2017 8:40 pm

Oczekiwał... czego właściwie oczekiwał? Nie wyobrażał sobie, by pytanie, które zadał było proste. Specjalnie zadał je w taki sposób, potrzebował prawdziwej, szczerej odpowiedzi, a na te najczęściej wpływały trudne pytania. Takie, na które ciężko było zmyślić odpowiedź. Jednak robił to dla dobra ich obu, dla dobra ich przyjaźni. Liczył na to, że Chris mu odpowie. To sprawiłoby, że Rick byłby w stanie znowu mu zaufać, a poprzednią próbę oszustwa uznać za jednorazową.
Przez to nie miał pojęcia, czego się spodziewać. Nie wiedział, czy Chris się rozzłości, czy może znowu zamilknie przygnębiony. Obie możliwości wydawały się prawdopodobne, ale liczył na to, że przyjaciel jednak będzie w stanie mu odpowiedzieć. Nie musiała być to wyczerpująca odpowiedź, byle tylko była szczera.
On sam faktycznie ukrywał to, co sądzi o zachowaniu Chrisa, ale robił to tylko dlatego, bo widział, że do tej pory było ono nieszkodliwe. Dziwne i z pewnością przyciągało niepotrzebną uwagę, ale w gruncie rzeczy nieszkodliwe. Dopiero tamta sytuacja uświadomiła mu, że nie może tego ukrywać. W pewnym sensie kłamał, owszem. Starał się jednak w jakiś sposób uzasadnić swoje postępowanie. Możliwe, że nie zauważał hipokryzji, jaką teraz reprezentował. Za bardzo przejął się tym, że Chris chciał go oszukać i momentami gubił się we własnych myślach, nierzadko kłócących się między sobą, przez co często zmieniał zdanie i wysuwał nowe wnioski, sprzeczne z poprzednimi.
Spodziewał się różnych odpowiedzi, ale to, co powiedział reptilianin całkiem zbiło go z tropu. Do tego stopnia, że Ricka dosłownie zatkało. Owszem, nie wiedział dokładnie, co może usłyszeć, ale nie przypuszczał, że będzie to coś takiego. Jak to mu "nie ufał"? Przecież byli przyjaciółmi, powinni sobie ufać. Sam Richard do tej pory ufał Chrisowi, bo był on jedną z niewielu osób, przy których Rick mógł faktycznie się otworzyć i które nie patrzyły krzywo na jego mutację. A krąg tych osób ograniczał się wyłącznie do jego rodziców i właśnie Chrisa. Więc jak to możliwe, że on mu nie ufał?
Nie zdążył nic odpowiedzieć, bo reptilianin wyszedł z kuchni i zostawił mutanta samego. A raczej nie samego, a w towarzystwie setki pytań, które pojawiły się w jego głowie po odpowiedzi jaszczura.
Co w końcu było prawdą? Czy Chris w ogóle uważał go za przyjaciela? Czy znowu coś ukrywał? Czy w ogóle był sens o to pytać?
W pierwszej chwili Rick chciał pójść za przyjacielem, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Pewnie potrzebował momentu na osobności. Richard był w stanie to zrozumieć. Gwałtowna reakcja przyjaciela przyniosła wątpliwości tylko na chwilę. Niebieskowłosy szybko porzucił myśl o tym, że reptilianin znowu chce go okłamać. Coś podpowiadało mu, że nie tym razem. A nawet jeśli się mylił, nie chciał teraz o tym myśleć.
Gdy tylko Chris pojawił się znowu w kuchni, Rick od razu posłał mu pytające spojrzenie. Chciał zadać jakieś pytanie, ale wtedy zauważył maskę w rękach przyjaciela. Od razu domyślił się, że nie znalazła się tam bez przyczyny.
Nie przerwał towarzyszowi chwili ciszy, zamiast tego patrzył to na niego, to na maskę, którą trzymał. Usłyszawszy w końcu pytanie z jego strony, bez wahania odpowiedział.
- Tak, pamiętam. - na tym poprzestał, dając Chrisowi dokończyć myśl.
Racja, nigdy nie dowiedział się, z jakiego powodu Chris ją dostał. Z góry założył, że to w celu zapobiegawczym. Dlatego też uważnie słuchał tego, co przyjaciel mówił dalej.
To, co usłyszał sprawiło, że zamilkł i nie odzywał się nawet wtedy, kiedy jaszczur skończył mówić. Stał i patrzył beznamiętnym wzrokiem w maskę, którą Chris miętolił w ręce.
Teraz już rozumiał. To wykręcanie się od odpowiedzialności, te niewinne oszustwa i w końcu kłamstwo, jakie Chris chciał popełnić przed chwilą. A przede wszystkim słowa, które tak go zdenerwowały.
Rick po prostu źle je zinterpretował, uznał za nieumyślne przyznanie się do kłamstwa, podczas gdy tak naprawdę bardzo się pomylił. Nie zrozumiał, o co mu chodziło, bo nie wiedział. Nie miał pojęcia, co takiego działo się przez ten czas w myślach Chrisa.
Przez to jeszcze gorzej poczuł się z tym, jak zareagował.
- Ja... naprawdę przepraszam. Nie wiedziałem, że to tak wygląda. - wydusił z siebie po dłuższej chwili, patrząc Chrisowi w oczy przepraszającym wzrokiem. -Gdybym wiedział... na pewno bym się tak nie zachował.
Chyba źle ocenił przyjaciela, nie pomyślał o tym, że za jego postępowaniem może kryć się coś więcej. To uświadomiło mu, jak mało o nim wiedział. Ale czy tak naprawdę chciał wiedzieć więcej? Możliwe, że część wspomnień Chrisa nie była dla niego przyjemna, tak jak to, co teraz usłyszał.
Współczuł mu, nie potrafił sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji. Jednocześnie zrozumiał też, dlaczego Chris był tak otwarty w stosunku do ludzi i dlaczego często zachowywał się jak dziecko. Bo potrzebował towarzystwa. Rick nie mógł od razu tego zrozumieć, bo był całkiem inny.
Mutant w końcu odszedł do blatu i usiadł na krześle, które chwilę wcześniej przysunął bliżej Chrisa. Nie bardzo wiedział, co powiedzieć, dlatego przez jakiś czas siedział i patrzył w jakiś martwy punkt przed sobą. Czuł, że w końcu oboje doszli do pewnych ważnych wniosków i być może teraz łatwiej będzie im wspólnie zadbać o to, żeby nigdy już nie doszło do takich sytuacji. Ale musieli zrobić to razem, Chris potrzebował jego pomocy w spełnieniu swojej obietnicy.
- Wierzę ci. Teraz już wiem, że nie kłamiesz. - zaczął, ale w końcu doszedł do sedna myśli. -Spróbuję ci pomóc, ale najwięcej tak naprawdę zależy od ciebie. O to mi wcześniej chodziło, źle to ująłem. Najważniejsze, żebyśmy nie wpadli w kolejne kłopoty. - posłał przyjacielowi lekki uśmiech, starając się, żeby jakoś go do tego przekonać. Możliwe, że Chris zwątpił w przyszłość, ale przecież nic nie było stracone. W końcu byli w tym razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 110
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Pon Maj 15, 2017 8:17 pm

Chris zawsze chciał żyć jak zwykli ludzie. Nie on decydował o tym, kim jest. Rick zresztą podobnie. Mutacja wcale nie musiała czynić z nich wyrzutków, bowiem nie była ona żadnym wyrokiem. Tak uważał reptilianin, który czerpał z życia garściami. Z tego też powodu często sprawiał wrażenie nieświadomego swojej odmienności, ślepego. Nosił tytuł mutanta, lecz nawet on nie wiedział, że jego obecny wygląd nie jest zasługą genu X, a samej rasy, jaką reprezentował. Nie był człowiekiem, ale od zawsze się nim czuł. To sprawiało, że za wszelką cenę próbował odnaleźć się w ludzkim społeczeństwie.
 Z trudem opowiadał o tym, co zaszło. Ta historia przedstawiła go w zupełnie innym świetle niż dotychczas. Był bardzo wdzięczny przyjacielowi, że nie zadawał dodatkowych pytań i nie naciskał. Szczerze to Chris właśnie tego się spodziewał. Niepotrzebnie. Rick okazał się być w tej kwestii wyrozumiały.
 Reptilianin pokręcił głową, słysząc kolejne przeprosiny mutanta, które już ciężko było zliczyć. Chris nie oczekiwał od niebieskowłosego współczucia, żalu czy troski. Było to dla jaszczura obce, nie podobało mu się to. Mało kto go czymś takim darzył. Rozumiał jednak, że Richarda dręczy poczucie winy, a tego nie da się tak łatwo pozbyć ze swojej pamięci. Wiedział coś o tym aż zbyt dobrze.
- Nie musisz już przepraszać. Stało się i trudno. - stwierdził cicho, opuszczając głowę i patrząc na maskę. Starał się czymś zająć myśli, które desperacko szukały drogi ucieczki.
 Chris może oczekiwał zbyt wiele. Czy dało się żyć normalnie, nie będąc kimś normalnym? Gad ciągle wierzył w to, że jemu i Rickowi uda się jakoś odnaleźć. Niektórzy mutanci mieli łatwiej, ponieważ ich mutacje nie były widoczne gołym okiem. Dziwne, że nie spotkali jeszcze mutanta, który wyróżniałby się tak bardzo jak oni...
 Gad pierw nie zwrócił uwagi na ciche kroki stawiane przez przyjaciela, będąc zbyt zajęty własnymi myślami. Dopiero gdy krzesło obok zostało ruszone, uniósł wzrok i spojrzał na mężczyznę.
 Starania o to, aby przyjaciel mu uwierzył, okazały się skuteczne. Mimo wszystko jaszczur nie okazywał z tego powodu radości. Wiele go to kosztowało i nigdy więcej nie zamierzał przechodzić przez to ponownie. Przenigdy...
- Postaram się o to najlepiej, jak potrafię. - powiedział, próbując naśladować gest przyjaciela i uśmiechnąć się. - Będziesz ze mnie dumny. - dodał bardziej otwarcie.
 Rick zaoferował Chrisowi swoją pomoc, lecz trudno określić, jak miało to wyglądać. Mutant nie potrafił czytać w myślach. Mogło być ciężko.
Reptilianin rozejrzał się po kuchni, nagle o czymś sobie przypominając.
- Czyli koniec z telefonami do tamtej typiary za ścianą? - wskazał kciukiem za swoje plecy. O dziwo pytał na serio. Często wykorzystywał swoją zdolność zmiany głosu do coraz to głupszych żartów na wrednej sąsiadce. Ciekawe czy Rick w ogóle o tym wiedział...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Pią Maj 19, 2017 9:42 pm

Tak naprawdę uwierzenie Chrisowi sprawiło Rickowi niemały trud. Obawiał się, że przyjaciel znowu może próbować go oszukać, chociaż nic na to nie wskazywało, wręcz przeciwnie. W tym momencie winił po prostu fakt, że minęło za mało czasu. Wciąż miał uraz po tym, co się stało i jak chciał wybrnąć z tego reptilianin. To normalne, że dalej będzie podejrzliwy. Jednocześnie było mu jednak głupio po tym, jak zareagował. Miał prawo do złości, ale mógł się powstrzymać i rozwiązać to w inny sposób. Teraz jednak był pewien, że wierzy Chrisowi i był przekonany do tego, że tym razem mówi prawdę. Poprzednie wyznanie całkiem go ku temu skłoniło.
Starał się jednak wciąż zachować pewien dystans, choć na zewnątrz w ogóle tego nie pokazywał. Wolał to ukryć. W pewien sposób robił dokładnie to, co wcześniej - ukrywał swoje prawdziwe uczucia i wątpliwości, pozostawiając Chrisa nieświadomego. Ale robił to wszystko tylko dlatego, żeby w końcu skończyć tą nieprzyjemną rozmowę.
Prawdę mówiąc sam chętnie wróciłby do ich dotychczasowego życia, ale nie w tym znaczeniu, które leżało w myślach Christophera. Rick chciał, żeby potrafili sobie nawzajem zaufać i żyć bez martwienia się o to, że ktoś może im zagrozić. O ile wcześniej niby byli świadomi tego, że świat zewnętrzny nie jest do końca bezpieczny, to sami nigdy tego nie doświadczyli. Teraz z przestrachem będą zerkać za siebie i trudno będzie im się zrelaksować, przynajmniej przez najbliższy czas. Do tego dochodziła jeszcze ta rozmowa, która mogła przecież przebiec całkiem inaczej. Mogli szybko zakończyć temat i dojść do porozumienia, gdyby tylko Chris nie postanowił się wykręcić od odpowiedzialności, a Rick nie stracił nad sobą kontroli.
Mutant próbował wmówić sobie, że tamten napad nie znaczył wcale, że teraz będą prześladowani, bo to mogło spotkać kogokolwiek. Jednak cień wątpliwości dalej kłębił się gdzieś z tyłu głowy i co jakiś czas dawał o sobie znać. W końcu nie było tajemnicą, że bardzo różnili się na tle zwykłych ludzi. Zwłaszcza on. Do tej pory nikt nie zwracał na niego większej uwagi, bo nie stanowił zagrożenia. Ale skąd mógł wiedzieć, czy nie trafi na kogoś, kogo za bardzo przerazi jego wygląd i kto postanowi coś z tym zrobić? W końcu nie wszyscy tolerowali odmienność. A przez nią mógł wpaść w problemy, zresztą nie tylko on. Chris też odstawał wyglądem od człowieka, choć na pierwszy rzut oka bardzo go przypominał.
Chciał być jednak dobrej myśli i odrzucał takie scenariusze. Zdecydowanie zbyt dogłębnie nad tym rozmyślał, przecież takie coś może nigdy się nie zdarzyć. I nie powinno, jeżeli nie będą zbyt nachalni w stosunku do innych ludzi, którym takie coś może się nie spodobać. Domyślał się, że wiele osób kieruje się zasadą "toleruję, o ile nie mam z tym nic wspólnego", więc był zdania, że lepiej nie wtrącać się do ich życia. Zresztą on sam nie miał w tym żadnego celu i nigdy nawet nie przeszłoby mu to przez myśl. Gorzej z Chrisem, który był od niego o wiele bardziej towarzyski. Obiecał, że będzie się pilnował i się zmieni, ale Rick nie mógł od niego oczekiwać zmiany charakteru. I wcale tego nie chciał, w końcu to z takim Chrisem się zaprzyjaźnił, nie wyobrażał sobie, by ten miał nagle się zmienić.
- Na to właśnie liczę. - uśmiechnął się szerzej, patrząc przyjacielowi w oczy.
Ich kontakt wzrokowy urwał się, kiedy Chris zaczął rozglądać się po kuchni. Coś było nie tak? Po chwili jednak rozwiał wszelkie wątpliwości Ricka pytaniem o sąsiadkę.
- Jakimi telefonami? Znowu coś ukrywasz? - zmarszczył brwi w udawanym grymasie złości, po chwili jednak roześmiał się. -Ona jest wyjątkiem, nie ograniczaj się.
Chwilę później wstał i na moment zniknął w salonie, zostawiając Chrisa samego. Niedługo później dobiegły stamtąd odgłosy telewizora, a niebieskowłosy wrócił do kuchni.
- Za cicho, jeszcze chwilę i zwariuję. - rzucił, ubiegając potencjalne pytanie, po czym usiadł z powrotem na krześle.
Dźwięki z salonu sprawiły, że mógł skupić się na czymś innym niż niezbyt pozytywne myśli, przez co łatwiej było mu zachowywać teraz optymizm. Liczył też na to, że w ten sposób pokaże Chrisowi, że ich życie nie musi się wcale aż tak bardzo różnić od tego, co było wcześniej.
- A tak w ogóle, może przejdziemy się do parku? Świeże powietrze dobrze nam zrobi. Chyba, że wolisz zostać w mieszkaniu.
"(...) Z doniesień osób interweniujących wynika że w wyniku ataku miasto Houston zostało całkowicie zniszczone."
Rick odwrócił się w stronę salonu, kiedy dotarły do niego fragmenty newsów. Największą uwagę skupił właśnie na fragmencie o ataku.
Spojrzał niepewnie na Chrisa, nie odzywając się. Bardzo prawdopodobne, że on też to usłyszał.
- Co oni chcą w ten sposób osiągnąć? To bez sensu. - mruknął, wzdychając. Nie rozumiał, jaki cel ludzie widzieli w mordowaniu się nawzajem. Przecież można rozwiązać to w inny sposób. Dość naiwne podejście, ale kierowane wyłącznie jego charakterem i nastawieniem do świata. Nie cierpiał konfliktów, dlatego informacje o takowych były w stanie bardzo pogorszyć jego humor. W tym wypadku też tak było, ale szybko się rozchmurzył, tylko z tego względu, że już miał dość przygnębienia i niezręcznej ciszy. Na jeden dzień wystarczy.
Oparł głowę na dłoni, patrząc gdzieś przed siebie. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że chwilowo się wyłączył i wyglądało to tak, jakby nagle zapomniał o obecności Chrisa albo zaczął go ignorować. Prawda była taka, że czasami tak miał, milknął po rozmowie i trzeba było go przywrócić do rzeczywistości, czy to szturchnięciem czy też podniesionym głosem. Chris raczej to zrozumie, bo nie było to celowe działanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 110
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Sob Maj 20, 2017 4:44 pm

W pierwszym momencie poczuł dreszcz na plecach po wypowiedzi Ricka, jednakże zupełnie niepotrzebnie, bowiem ten zaraz się rozchmurzył. Chris bardzo pozytywnie odebrał taką reakcję, ponieważ oznaczało to, że nie musiał rezygnować z przyjemności, jaką dawały mu żarty. Oczywiście rozumiał, że będzie musiał znać granice i ich nie przekraczać. Wystarczy trzymać się tej zasady i będzie cacy.
 W głowie Chrisa narodził się kolejny kreatywny pomysł, aby dokuczyć sąsiadce, która bez przerwy szukała powodów, aby utrudnić im życie. Reptilianin traktował to jak swego rodzaju rywalizację, z tą różnicą, że to on zawsze miał przewagę. Nie mieszał w to przyjaciela, ponieważ mutanta takie coś nigdy nie insteresowało. Niebieskowłosy wolał siedzieć przy swojej książce lub też grać na konsoli w te swoje gry. Jak fajnie, że to drugie od zawsze było ulubionym zajęciem ich obu.
 Knucie planów przerwało Chrisowi wyjście Richarda. Gad odprowadził przyjaciela wzrokiem, wzruszając jedynie ramionami. Obstawiłby wyjście za potrzebą, gdyby nie dźwięki z telewizora z salonu. Oglądanie tv z innego pomieszczenia nie należało do najłatwiejszych, chyba że Rick posiadał zdolność widzenia przez ściany, o której Chris nie wiedział. Dopiero słowa przyjaciela po powrocie wszystko wyjaśnił. Uśmiechnął się kącikiem ust, słysząc jego ton. Reptilaninowi ta cisza nawet się podobała. Może dlatego, że z chęcią poleżałby na tym stole trochę dłużej.
 Propozycja mutanta dotycząca wyjścia do parku nieco go zaskoczyła, ponieważ to Chris ostatnio wyciągnął przyjaciela za nogi z mieszkania, aby nie spędzić całego dnia w domu. Trochę się zawahał, lecz skoro Richard to zaproponował a nie on sam...
- Czemu nie? Może będzie mniej ludzi niż ostatnio. - powiedział, patrząc na przyjaciela. Tym razem nie zależało mu na tym, aby zagadywać do obcych i tym podobne. Skoro nie mieli zwracać na siebie uwagi to nie będą - Chris będzie bardziej uważać. Wystarczy maska, odrobina samodyscypliny i może coś jeszcze... Tylko co?
 Gad odruchowo spojrzał na godzinę, gdy do jego uszu dotarła charakterystyczna melodia z tv. No tak, to te poranne wiadomości. Przetarł leniwie oko, początkowo ignorując newsy, lecz już pierwsze słowa reportera okazały się niepokojące. Tematem nr. 1 było wydarzenie, które wstrząsnęło Stanami Zjednoczonymi. Houston, ogromne miasto, zostało zrównane z ziemią. Chris jednak niewiele z tego zrozumiał, ponieważ nigdy nie śledził wiadomości. Nie interesowało go to jakoś szczególnie, dlatego zrozumiał z tego tyle, co Richard.
- Pewnie chodzi o pieniądze. - odpowiedział z niechęcią. - Ludzie tracą dla nich zmysły. - dodał, kręcąc głową z dezaprobatą.
  Szczerze mało obchodziło go to, co się dzieje tam dalej. Mieli obecnie własne problemy, które należało rozwiązać. Na tamte nie mieli najmniejszego wpływu. Przykre, ale prawdziwe. Byli jednymi z wielu, którzy mogli tylko patrzeć, jak ludzie sami siebie wyniszczają.
 Jaszczur zerknął na przyjaciela, który najwyraźniej się wyłączył. To zdarzało się aż zbyt często... Chris uśmiechnął się do siebie, schylając się i przechylając głowę z zainteresowaniem. Wstał po cichu i zakradł się do mutanta, a gdy znalazł się już wystarczająco blisko, chwycił go nagle za ramiona.
- BU! - krzyknął głośno i szybko odsunął się, wybuchając śmiechem. Nawet jeśli żart nie wypalił, gad i tak był zadowolony, że udało mu się go tak łatwo podejść.
- Uwielbiam cię, młody. - wyznał po chwili, stając przy framudze.
- Zacznij to kontrolować, bo będę tak robić częściej. To już lekka przesada. - zagroził, uśmiechając się złośliwie. Rick zbyt często tracił czujność, choć ponoć instynkt miał niemal niezawodny. Słyszał więcej, widział więcej, a i tak jego mózg lubił sobie odlatywać. Tego jego mutacja nie przewidziała...
- A co do tego parku to w sumie niedługo możemy się zbierać. - powiedział, wracając po maskę, którą zostawił na stole i chowając ją do kieszeni. Zamyślił się na moment, lecz w jego przypadku taki "moment" był niemal niedostrzegalny.
- Ale to za jakiś czas. Muszę coś jeszcze załatwić. Ty pewnie też masz jeszcze swoje rzeczy do roboty. - rzekł, patrząc przyjacielsko na Ricka. Nie musieli wybierać się tam akurat teraz i zapewne samemu mutantowi również się nie spieszyło.
 Chris wkrótce wyszedł z kuchni, nucąc sobie coś spokojnego pod nosem. Udał się do swego pokoju tylko na moment, aby rzucić na łóżko półkominiarkę, lecz wychodząc zatrzymał się na dłużej, dostrzegając zdjęcie ojca na półce. Twarz reptilianina nabrała powagi na jedną uporczywą i ciągle nawracającą myśl. Już wiedział, co powinien zrobić, aby jego obietnica nie miała prawa się nie spełnić. Był na to jeden sposób, nie do końca uczciwy. Wyszedł z pokoju, szukając po mieszkaniu taśmy. Miał szczęście, ponieważ druga szuflada, do której zajrzał, okazała się skrywać w sobie poszukiwany przedmiot. Chris przyjrzał się srebrzystej taśmie uważnie, po czym schował ją do kieszeni, upewniając się, że Rick jej nie zauważy. Powinna się nadać.
 Skierował się do łazienki, wiedząc, że przyjaciel znalazł już sobie jakieś zajęcie i nie będzie w żaden sposób przeszkadzać. Chris zamknął za sobą drzwi a następnie stanął przed lustrem, patrząc na swoje odbicie i opierając się rękoma o zlew.
 Przywykł do swojego wyglądu. Złote ślepia, ostre kły, pręgi czy łuski nie robiły na nim wrażenia ani nie wzbudzały odrazy. Wręcz przeciwnie, czuł się dzięki temu atrakcyjny i wyjątkowy. Miał takie cechy od zawsze, lecz ta odmienność coraz mniej zaczynała się jaszczurowi podobać. Nie chodziło o same łuski, a o wszystko, co mogło w jakiś sposób zagrozić innym, w tym jemu samemu. Zależało mu na tym, aby obietnica została dotrzymana. Nie chciał zawieść Ricka.
 Wziął głęboki wdech, pozwalając, aby kolce na przedramionach rozprostowały się i wydłużyły. Jeżeli chciał, aby inni w jego otoczeniu byli bezpieczni, musiał zapobiec wszelkim zagrożeniom. Utrata kontroli to nie były żarty. Nie był pewien, kiedy zdarzy się to ponownie. Nie mógł pozwolić na to, aby w takim przypadku stała się komuś krzywda.
 Rząd unerwionych kolców delikatnie przyległ do ręki i Chris zaczął je powoli owijać taśmą izolacyjną po to, aby nie miały szansy się unieść. Nie myślał o tym jak ją potem usunie. Za bardzo obawiał się tego, że coś może pójść nie tak a taka ochrona była wręcz gwarancją na to, że dotrzyma słowa a wizja zamieszkania z rodzicami się nie sprawdzi. Tak, oszukiwał, ale nie miało to takiego znaczenia. Nikt nie zauważy.
 Kiedy skończył, spojrzał ponownie na swoje odbicie i uśmiechnął się. Nagle poczuł się człowiekiem bardziej niż wcześniej. Szkoda, że nie może nic zrobić z twarzą, chociaż... istniała pewna metoda. Wyciągnął telefon i poszukał na nim zdjęcia z Crawfordem. Już i tak był do niego łudząco podobny. W okresie dorastania stopniowo i niekontrolowanie przejmował jego wygląd, dopóki nie zaczął wyglądać starzej, niż powinien. Od tamtej pory wygląda tak jak teraz.
 Wpatrywał się w znalezione zdjęcie w pełnym skupieniu, licząc na to, że gadzie cechy zostaną zastąpione ludzkimi. Działało, dopóki włosy Chrisa niespodziewanie zaczeły siwieć i wyglądać dokładnie jak te na telefonie.
- Cholera jasna. - powiedział, łapiąc się za głowę. Żadna dziewczyna teraz na niego nie spojrzy. Wyglądał jak menel (bez obrazy dla ojca). Chris zostawił telefon i potrząsnął głową. Włosy wróciły do normy, na co gad odetchnął z ulgą. Już zapomniał, dlaczego tego nie robił. Nigdy więcej...
 Reptilianin przebywał w łazience jeszcze sporo czasu. Zadbał o swoje pazury, które w gadziej formie od dawna były przerośnięte. Teraz mógł nimi co najwyżej zadrapać masło, za to ludzki wygląd pozostawił bez zmian. Samą taśmę na rękach skrył pod rękawami bluzy.
 Był gotowy.
 Wyszedł z łazienki jak gdyby nigdy nic, choć z humorem jeszcze lepszym niż wcześniej. Ach, ta ulga po skorzystaniu z toalety. Poszedł do pokoju i tam spędził jakąś godzinę na czytaniu ulubionych komiksów. Dopiero po czasie zerknął na zegarek, zabrał komiksy z łóżka i wyszedł, rozglądając się za Richardem.
- Idziemy? - zapytał, odnajdując go i ukrywając swój wyjątkowo dobry nastrój. - Bierz co trzeba. Tym razem będziemy gotowi na wszystko. - powiedział, pokazując Rickowi jego paczkę gum do żucia i telefon.
Kiedy Rick ogarnął co trzeba, Chris wraz z nim opuścił mieszkanie.


// z.t ----> Park wybrany przez Ricka //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Pią Maj 26, 2017 5:50 pm

Kiedy Chris go przestraszył, mutant gwałtownie zerwał się z krzesła, prawie wywracając się na ziemię. Wlepił szeroko rozwarte oczy w reptilianina, a gwałtownie bicie jego serca słychać było niemal w całej kuchni. Uspokoił się dopiero po chwili. Jednocześnie uświadomił sobie, że faktycznie trochę się wyłączył. Może nawet trochę bardzo.
- Bardzo śmieszne. - mruknął z udawanym obrażonym tonem, rozmasowując kark.
Nie usiadł już na krześle, zamiast tego oparł się lekko o stół i skrzyżował ręce na piersiach.
- Mhm. - odpowiedział tylko krótko, już normalnie. Odpowiadanie Chrisowi nie miało sensu, bo Rick doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że za często się wyłącza. Plusem było tylko to, że robił to wyłącznie wtedy, gdy miał pewność, że nic mu nie zagraża. W innym wypadku wyłączał się tylko częściowo i jedynie ze względu na natłok myśli, przez co nie docierało do niego wszystko, co działo się na zewnątrz. Taki już był, co poradzić.
Pozwolił Chrisowi wyjść z kuchni i sam przez chwilę stał w tym samym miejscu, co do tej pory. Pojawił się cień wątpliwości - czy wyjście do parku to na pewno dobry pomysł? Z jednej strony był to doskonały test obietnicy Chrisa, ale z drugiej co jeśli reptilianin o niej zapomni i wpadną w kolejne kłopoty? Nie chciał powtórki z tamtej akcji na budowie. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby potrafił czytać w myślach albo przewidywać przyszłość, wtedy nigdy nie spotkałyby ich problemy i mogliby bezpiecznie poruszać się po mieście. Ale żaden z ich nie miał takich zdolności, musieli zdać się na intuicję i, co tu ukrywać, los. W końcu tego ostatniego nie unikną, bo zwyczajnie nie wiedzą, co się stanie. Mogli jedynie zgadywać, a tu często zdarzały się pomyłki.
Richard po jakimś czasie wyszedł z kuchni do salonu i rozłożył się na kanapie, nie zwracając większej uwagi na włączony telewizor. Chociaż nie zarwał nocy i przespał wystarczająco, by nie padać teraz na pysk, po całej tej rozmowie nagle ogarnęło go zmęczenie.
Nie trzeba było długo czekać, by oczy same się zamknęły, a potem wszystko potoczyło się już szybko. Kilka minut później drzemał już na kanapie, tak, jakby świat dookoła nie istniał.
Chris pewnie spodziewał się, że Rick pójdzie do pokoju, ale chyba nie zauważył śpiącego przyjaciela, kiedy przeszedł do łazienki. Sam mutant wcale nie przespał długiego czasu, bo kolejne kilkanaście minut po zaśnięciu, zerwał się na odgłos trzaskających drzwi. Szybko odzyskał czujność po to, by uświadomić sobie, że to tylko Chris wychodzący z łazienki. Cholera, mógłby tak nie trzaskać.
Niechętnie uniósł się na kanapie i usiadł normalnie, nie wiedząc przez moment, co ze sobą zrobić. Christopher poszedł do pokoju, ale Rick chyba wolał zostać tutaj. Bardzo możliwym było, że na łóżku, z książką w ręce, znowu zaśnie i tym razem ciężej będzie go obudzić. Tak, najlepiej było zostać na niezbyt wygodnej kanapie.
Sięgnął po pilota i od niechcenia zaczął przełączać kanały. Sport, wiadomości, sport, jakaś komedia, znowu sport. W końcu zatrzymał na losowym kanale, na którym akurat puszczali jakiś serial. Rick zwykle nie zagłębiał się w to, co przypadkowo znalazł w telewizji, a tym bardziej w seriale. Był w tej kwestii bardzo wybredny, podobały mu się tylko pojedyncze serie.
Oparł się wygodniej na kanapie i wbił wzrok w ekran. Skoro Chris sobie poszedł, chyba nie zostało mu nic innego. A wiedział, że włączanie konsoli nie miało teraz sensu, zresztą nie był w humorze do grania. Chciało mu się spać.
Po jakiejś godzinie znów usłyszał odgłos drzwi, tym razem o wiele cichszy. Wstał na widok przyjaciela i bez słowa poszedł za nim, zabierając po drodze portfel, gumy do żucia i telefon.

// z.t. ---> za Chrisem //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 110
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   Sob Cze 10, 2017 4:45 pm

Przechadzka po mieście okazała się być krótsza niż by tego chcieli a to wszystko za sprawą niespodziewanego telefonu. Chris nie był z tego powodu zadowolony - nawet bardzo, ponieważ odebrało to szansę na spędzenie miłego południa w towarzystwie Gwen, którą świeżo poznali. Wszystko przez ten jeden incydent przy opuszczonej fabryce. Reptilianin uważał, że wszyscy zdecydowanie przesadzali. O ile wcześniej potrafił to w pełni zrozumieć, teraz zaczynało go to irytować. Niepotrzebny szum, niepotrzebne wypominanie niedawnej przeszłości. Christopher wiedział, co zrobił i dostał pożądną lekcję, więc czego jeszcze od niego chcieli? Czego jeszcze chciał ojciec? Zapuszkować ich? Wyzwać od potworów?
 Grymas niezadowolenia ciągle gościł na twarzy uczłowieczonego reptilianina. Bardzo prawdopodobne, że ciągle wracał myślami do tamtej dziewczyny i tego, że mogli już zapomnieć o normalnym dniu bez wszelkich zmartwień. Zdawać się również mogło, że po części obwiniał za to Ricka, który miał wyjaśnić zaistniałą sytuację z jego ojcem - w końcu Crawford nadal nie poznał jego wersji wydarzeń, a to czyniło temat jak najbardziej aktualny.
Po przekroczeniu progu mieszkania, Chris ściągnął maskę i pozbył się po części ludzkiego kamuflażu. W domu nie musiał kryć się ze swoim wyglądem, gdyż Rick już dawno do niego przywyknął. Gad omiótł wzrokiem mieszkanie, przeczesując pazurami swoje szorstkie w dotyku włosy.
- Coraz mniej podoba mi się to miejsce. - stwierdził nagle, odwracając się twarzą do przyjaciela. - Już drugi raz z rzędu wracamy tutaj po to, aby poruszać ten temat. - dodał ciszej z przygnębieniem w głosie. Pokręcił głową, próbując wyrzucić to ze swoich myśli.
- W ogóle wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale tamten jaszczur na zdjęciu. Ten, którego pokazywała Gwen... Czułem wtedy, jakbym już coś podobnego widział. Nie chciałem wtedy o tym wspominać, ale podobną postać widywałem w swoich snach. - powiedział półszeptem, obserwując reakcję przyjaciela.
- Pewnie masz mnie za niezłego świra, co? - uśmiechnął się lekko, na tyle, na ile pozwalała na to jego obecna postać. - Po prostu dziwne uczucie tak widzieć, że moje teorie się sprawdzają i istnieją podobni do nas. Że nie jesteśmy jedyni.
 Prawie nigdy nie mieli styczności z mutantami, a nawet jeśli to nie mieli o tym zielonego pojęcia. Zdecydowana większość mutantów skutecznie kryła się w tłumie, za to inni prawdopodobnie mieli powody, dla których unikali ujawniania się. Chris dopiero od dwóch dni zaczynał rozumieć, dlaczego tak było. Wcześniej nawet nie czuł się "mutantem", ignorował to oraz wszystkie cechy, które wykluczały go od rasy ludzi. Oni go wychowali, on był jednym z nich. Wierzył w to. To dlatego darzył ich zaufaniem i miał z nimi takie świetne kontakty... A już na pewno lepsze niż zamknięty w sobie Rick.
 Christopher skierował się do salonu i obszedł pomieszczenie. Wiedział, że przybyli tutaj w innym celu i powinni go zrealizować. Albo raczej Rick powinien. Reptilianin nie chciał tego niepotrzebnie przedłużać.
- Masz numer do Crawforda. Skoro chce rozmawiać tylko z tobą, nie będę stać wam na przeszkodzie. - rzekł, opierając się o krawędź kanapy. Jego twarz nabrała bardziej chłodnego wyrazu, kiedy odwrócił wzrok.
- Ja w każdym razie mam już serdecznie dość tego tematu. Mam jednak nadzieję, że dotrzymasz słowa i powiesz mojemu tacie tak, jak ustaliliśmy. Ja swojego słowa dotrzymałem. - powiedział, dyskretnie spoglądając na rękawy swojej zielonej bluzy.
Odszedł od kanapy i postanowił udać się do wyjścia. Położył dłoń na klamce, ostatni raz oglądając się za przyjacielem.
- Chcę trochę pobyć sam. Jakby co, dzwoń. - odezwał się, a potem wyszedł, zostawiając Ricka samego w mieszkaniu.

// z.t ----> http://theavengers.forumpolish.com/t1279p75-budynki-portowe#28314 //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka   

Powrót do góry Go down
 
Lokum Chrisa Varcera i Richarda Brooka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Lokum, lokal?
» Lokum Milla

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Mieszkania-
Skocz do: