Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dreaq (Wyspa Zewyhn)

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Sob Maj 06, 2017 4:33 pm





Mapa Alranois:
Spoiler:
 

Dreaq to stolica Federacji Alranois. Piękne oraz bardzo nowoczesne miasto, łączące w sobie wysokie budynki, zadbane ulice oraz sporo zieleni - w tym drzew, jak również pomniejszych jezior czy stawów. Jest centrum administracyjnym i finansowym państwa. Znajdują się tutaj główne ośrodki trzech gałęzi władzy federalnej: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Miasto umieszczone jest wewnątrz zatoki, posiadając swobodny dostęp do oceanu oraz morskiego handlu międzynarodowego.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Pią Lis 03, 2017 10:43 pm

Potężna eksplozja wstrząsnęła jedną z ulic w stolicy Alranois. Część ludzi zaczęła uciekać od miejsca zdarzenia, część - biegła w jego kierunku, szukając rannych. Niektórzy chwycili za posiadaną broń, gotowi odpowiedzieć na zagrożenie, jako "first responders". Doniesienia mówiły o białym portalu, który pojawił się zaraz po eksplozji. Miały z niego wyjść jakieś demoniczne istoty oraz rycerze, którzy zaatakowali postronnych. Media nie dostały się do tego miejsca na czas, stąd wszystkie relacje, to jedynie plotki. Ślad w ziemi wskazuje jednak, że Dreaq, doszło do eksplozji identycznej,
jak w innych częściach świata. Poza tym, pojawiło się coś jeszcze...


Liczba ofiar: ?

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Wto Gru 12, 2017 11:01 pm

Przechadzając się ulicami Dreaq, Baal zastanawiał się, co zrobić dalej. Po przylocie samolotem miał w planach po prostu zwiedzanie miasta, dlatego nigdzie się nie śpieszył. Rozglądał się i szczerze mówiąc, widok go zaskoczył. Cała republika była bardziej zaawansowana technologicznie niż większość świata, jedynie mała garstka mocarstw była z nimi pod tym względem porównywalna. Naprawdę fascynujący kraj warty poznania, a to właśnie esencja życia Baala, odkąd został wygnany przez Mephista - poznawać i odkrywać nowe światy. Ziemia zaś okazała się dla niego ciekawym miejscem. Pięknym oraz pełnym tajemnic. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że Ziemia to miejsce słabych fizycznie i technologicznie istot. Gdy jednak zagłębi się w historię planety odkryje się, że chodziło po niej od dawna wiele potężnych istot.

Nagle w mieście można było usłyszeć wybuch. Będąc niedaleko Baal postanowił podejść w tamto miejsce, powoli sącząc shake'a zakupionego w pobliskim barze. Musiał przyznać, że waniliowy smak to jednak jego najlepszy i z chęcią kiedyś powróci po kolejny. Na razie jednak spokojnym krokiem udał się w stronę zdarzenia, jednocześnie zachowując czujność. Nie wiedział, co się stało, ale lata doświadczenia nakazywały mu mieć się na baczności i obserwować otoczenie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Sro Gru 13, 2017 4:33 pm

NPC Storyline - Andrei Stagleishov|AP|Nodin

Na chwilę przed atakiem...
W założeniu, miała to być spokojna podróż. Policjant prowadził samochód, pilnując przepisów ruchu drogowego oraz zachowując powszechnie znaną "szczególną ostrożność". To co najbardziej wyróżniało Alranois, to nowoczesna architektura budynków oraz wiele usprawnień, jak chociażby liczniki do czerwonych świateł. Życie toczyło się tutaj, jak w każdym innym dużym mieście. Armia samochodów, co jakiś czas patrole policji, przechodzący piesi - choć nikt nie ryzykował ładowania się pod koła. Ogólnie, atmosfera była spokojna. Regularnie dało się spostrzec turystów, którzy zaczęli pojawiać się tutaj szczególnie chętnie od czasu ujawnienia ambasady obcej cywilizacji.
Kierowca zatrzymał samochód na czerwonym świetle, tuż przed skrzyżowaniem. Byli drudzy, przed nimi zwykła osobówka, obok kolejne samochody, nic nadzwyczajnego. Zielone światło, kierowca wrzucił bieg, nacisnął na pedał, a samochód ruszył spokojnie. Major spojrzał w prawo, dostrzegając dziwny ruch. Wychwycił, że z prawej strony na skrzyżowanie wpada biały van, rozpędzony. Za późno, nie zdążą.
-Z prawej, odbij! Chert!
Rzucił komandos, a kierowca nie pozostał bierny. Zerknął w stronę zagrożenia i odbił w lewo, wbijając gaz do dechy. Samochód zerwał się skocznie, odbijając i ledwo wymijając zepchnięty na nich samochód. Oficer zatrzymał pojazd, na ulicy doszło do wypadku. W pierwszej chwili. Biały van staranował trzy inne auta, ich miało być czwarte, niemniej kierowca odskoczył. Zanim zdążyli się obejrzeć, ISAC przy pasie rosjanina ostrzegł na głos: NIEBEZPIECZEŃSTWO, wykryto silną sygnaturę energetyczną na czwartej.
Stagleishov obrócił głowę w kierunku zegara "cztery". Biały van, sygnatura energetyczna, stał blisko. Z przodu byli jacyś ludzie, do tego elementy ogrodzenia chodnika, które miały powstrzymać rozpędzone pojazdy przed stratowaniem chodnika.
-Do tyłu! K chertu! Wsteczny i gaz! Trzymać się!
Rzucił rosjanin, a żołnierz nie czekając, wrzucił tylni bieg i wcisnął gaz do dechy. Obracają się za siebie, kierowca poprowadził samochód na wstecznym, wymijając pieszego, który wpadł bezmyślnie na pasy. Wtedy doszło do eksplozji. Biała kula energetyczna rozerwała vana, a następnie spopieliła skrzyżowanie. Światło na zewnątrz oślepiło całą okolicę, a limuzyna wbiła się w osobówkę za nimi. Światło zniknęło, pozostawiając dziurę w ziemi oraz spaleniznę, a po tym nadeszła fala uderzeniowa. Samochodem wstrząsnęło, w autach obok powybijało szyby, podobnie jak w oknach sklepów, budynków dookoła. Niektórzy ludzie padli na ziemię, inni pochwali się na osłony. Wszyscy zaczęli dochodzić do siebie, a to nie był koniec. Andrei odwrócił się ponownie, zerkając czy pasażerki są całe. Wtedy coś błysnęło przed samochodem. Pojawiły się dziwny, fioletowo-zielony portal, otoczony szeroką na trzy metry ramą, wysoki na jakieś pięć metrów.
-1 lincoln 5, 1 lincoln 5, 11-99! 11-99!
Wydarł się do radia oficer, a z portalu zaczęły wyskakiwać różnorakie istoty. Zaczęło się od jakiś ludzi w ciemnych, średniowiecznych zbrojach płytowych. Dzierżyli w dłoniach miecze, niektórzy dosiadali koni o mrocznym umaszczeniu oraz w podobnych zbrojach. Konni mieli już lance. Ruszyli na wszystko, co było w okolicy, atakując każdego kogo mieli w zasięgu. Łącznie pięciu konnych oraz jedenastu pieszych. Za nimi wybiegły pomioty w liczbie dwudziestu. Ostatni wyszedł ogromny, mierzący dwieście siedemdziesiąt centymetrów, demon.
Jeden z pomiotów chwycił kobietę na chodniku. Pierwszy huk. Z baru obok wybiegł mężczyzna trzymając w rękach broń długą, karabin cywilny. Wypalił w kierunku pomiota, wbijając w niego kulę. Widząc brak efektu, zaczął posyłać kolejne pociski. Andrei obejrzał się za siebie ponownie.
-Zostać w samochodzie!
Rzucił mężczyzna, sięgając po pistolet w kaburze. Otworzył drzwi, wychylił się przez nie, a następnie pociągnął za spust, biorąc na cel jednego z "konnych". Perfekcyjnie trafienie pomiędzy łączenie hełmu oraz pancerza korpusu - albo przypadek, a jeździec osunął się z konia. Przynajmniej ci byli śmiertelni i łatwi do zabicia. Wszystko działo się błyskawicznie. Ktoś jeszcze sięgnął po broń, padły kolejne strzały. Miejscowi się bronili, uciekali - lecz nie wszyscy. Być może byli to funkcjonariusze lub żołnierze w cywilu. Być może obywatele posiadający broń. Niemniej nie każdy uciekał. Szybko pojawili się ranni, kiedy bestie kogoś dopadały. Grupa pięciu pieszych oraz dziesięciu pomiotów dobiegła do autobusu stojącego nieopodal. W wyniku wybitych szyb, w środku byli ranni, kierowca nie siedział za sterami lecz komuś pomagał. Jakiś mężczyzna krzyknął, a po w powietrzu - nisko na ziemią - przeleciało kilkanaście czarnych smug. Przypominały dym, poruszały się błyskawicznie. Każda wzięła na cel jednego, z kilkunastu pomiotów oraz pieszych, którzy chcieli dopaść autobus. Przed nimi pojawiły się postaci, a raczej - postać. Rozmnożona kilkunastokrotnie. Z wyglądu stworzenie przypominało czarnego smoka, zbudowanego z cienia. Rysy były bardzo dokładne, oddając wzory na ciele, kolce, łuski czy naturalne "ozdoby". Dwóch centymetrów brakowało do dwóch metrów i siedemdziesięciu centymetrów wzrostu. Jego kopie dopadły zaskoczonych napastników, pazurami rozszarpując ich na strzępy, rozrywając kłami, przebijając się na wylot kończynami czy miażdżąc potężnym ogonem. Po wykończeniu tej grupy, wszyscy pozostali wrogowie obrócili się w kierunku "czarnych smug". Pozostało 4 konnych, 6 pieszych, 10 pomiotów oraz 1 "szef". Smugi zerwały się, rozpłynęły i zbiły w całość w jednym miejscu, tworząc razem postać anthro smoka. Był masywny, umięśniony. Czarne niczym noc łuski całkowicie pochłaniały światło. Szare znaki na nich podkreślały wygląd istoty, która stanęła przed atakującymi. Wszyscy nagle zamarli, gad wyprostował, rozłożył ręce przy sobie i obnażył pazury na dłoniach. Ogon powoli przesunął po ziemi, szurając po asfalcie oraz przeczesując sobą rozbite szkło. Jeden pomiot wyrwał się naprzód, drąc się na potęgę. Wyciągnął ręce do przodu, chcąc chwycić "smoka" na wysokości brzucha, przebić łuski i wypruć mu flaki. Nie zdążył dobiec. W połowie drogi, ledwo kilu metrów do celu, jego ciało nadęło się niczym balon, a następnie pękło w rozbłysku czarnej energii. Krwistoczerwone ślepia stwora zmierzyły okolicę, zatrzymując się na wielkim demonie. Konni dołączyli do swego pana, ustawiając się po dwóch, po bokach. Piesi miecznicy pozostali bliżej samochodów, na chwilę zamarli. Pomioty były rozrzucone po okolicy. Znów padły strzały i zaczął się chaos. Wszyscy ruszyli na siebie, w miejscu pozostał tylko "smok" i demon, konni ruszyli w cwał wyciągając lance przed siebie. Chcieli nabić na nie czarnego. Pomiot i dwóch mieczników dobiegło do limuzyny, w której były Shadowcat i Rogue. Andrei odstrzelił czwartego, jednak wtedy usłyszał charakterystyczny dźwięk odbijającego zamka. Sięgnął po drugi magazynek, wiedząc, że nie zdąży zanim dobiegną. Policjant wyskoczył z samochodu, wyciągając swoją broń, jednak skupił się na innym pomiocie, atakującym cywilów. Istny chaos.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Sro Gru 13, 2017 9:10 pm

Nie zdążyła otrzymać odpowiedzi od przyjaciółki, gdy ktoś im się wtrącił do rozmowy. Kitty obróciła głowę, by zobaczyć wysokiego, postawnego mężczyznę. Zapewne wojskowego, sądząc po jego ubiorze i wyposażeniu. Kiedy dodał, że stworzenie można wypuścić, dziewczyna nie miała zamiaru czekać ani chwili dłużej. Ona sama wolała kiedy Lockheed latał koło niej. Niestety, reszta Ziemi nie była jak Alranois. Ludzie mogliby się przestraszyć smoka. Nawet jeśli zazwyczaj był całkiem małych rozmiarów.
- No, Lockheed. Czas rozprostować kości. - odezwała się do przyjaciela, otwierając transporterek. Kosmita wyszedł z niego na czworaka, zaraz też wyłączając obrożę i stając wyprostowany na dwóch łapach. Teraz każdy już widział, że miał do czynienia z niewielkim, fioletowym smokiem, a nie rudym kotem. Przeciągnął się, podlatując zaraz do góry i siadając na krawędzi stołu. Sam skierował spojrzenie na nieznajomego, zaraz jednak z ciekawością rozglądając się dookoła.
- Katherine, osobiście wolę Kitty. - przedstawiła się. Choć mężczyzna najpewniej wiedział jak one obie się nazywają to jednak kultura wymagała by na przedstawienie się odpowiedzieć tym samy. Przynajmniej częściowo, więc podała chociaż swoje imię. Tak jak wcześniej mówiła do Rogue, ona nie była głodna. Jednak miała zamiar kupić coś dla swojego kosmicznego towarzysza. Dlatego też poprosiła mężczyznę o kilka minut dla nich. Zapewne Anna nadal chciała coś zjeść. Ona sama kupiła kilka kanapek by podać je smokowi, a sobie wzięła jedynie herbatę.
Kiedy już wszystko mieli załatwione na lotnisku, Shadowcat wstała ze swojego krzesła, zgarnęła torbę i ruszyła w stronę wyjścia. Na szczęście mężczyzna dokładnie im powiedział, gdzie samochód będzie czekać. Lockheed leciał obok niej, dokańczając ostatnią kanapkę. Pojazd stał dokładnie tam, gdzie miał stać. Mutantka od razu w myślach stwierdziła, że "niezła bryka" im się trafiła. Bez oporów podała swój bagaż i teraz pusty transporterek, po czym wsiadła do samochodu na jedno z wolnych miejsc. Westchnęła, opierając się wygodniej i wyciągając nogi przed siebie.
- Czuję się jakbyśmy były jakimiś ważnymi personami. - powiedziała cicho do Rogue, uśmiechając się przy tym wesoło. Nie spodziewała się samochodu jak dla VIPów. Naprawdę wygodne siedzenia, malutki telewizor, picie, jedzenie. Ciekawe czy wszystkich oficjalnych gości tak przyjmowali.
Mężczyźni dosyć szybko dołączyli do nich w samochodzie i dowiedziały się, że przejazd będzie trwało około godziny. Czyli mimo wszystko mieli przed sobą kawałek drogi. Sporo czasu, by pooglądać okolicę, na pewno sporo zobaczą. Lockheed rozsiadł się na jej nogach, układając się prawie jak kot. Jednak kilka minut po tym jak ruszyli, smok wstał i stanął przy szybie. On również był ciekaw nowego miejsca i chciał je obejrzeć.
Poza specyficzną architektura i niespotykanymi nigdzie indziej mieszkańcami, Dreaq nie różniło się mocno od innych wielkich miast. Masa samochodów, ogrom ludzi, wielkie budynki. Nie było jednak widać tego powszechnego pośpiechu, tak bardzo charakterystycznego chociażby dla Nowego Jorku. Kiedy zatrzymali się na czerwonym świetle, Katherine mogła chwilę się poprzyglądać ludziom, przechodzącym chodnikami. Widziała wśród nich również mutantów. Dlaczego wszędzie nie mogło tak być? Zero strachu, zero obaw, tolerancja. Miejsce idealne dla tych, którzy się różnili wyglądem.
Nagły krzyk mężczyzny, siedzącego obok kierowcy, wyrwał ją z zamyślenia. Odruchowo spojrzała w prawo, ale siedząc po lewej, niewiele mogła dojrzeć. Rogue miała o wiele lepszy widok na to co się działo z tamtej strony.
- Jakie niebezpieczeństwo? Co się dzieje? - zapytała podniesionym głosem. W tym samym czasie Lockheed przeniósł się na nogi jej przyjaciółki, wyglądając przez szybę. Kiedy kierowca rzucił wsteczny, Kitty złapała się oparcia siedzenia przed sobą. Smoka lekko rzuciło do przodu, ale nic mu się nie stało. Na zewnątrz błysnęło jakieś światło, usłyszała huk eksplozji. Zamach? Ktoś ich atakował? Dziewczyna odruchowo się schyliła całkiem w dół, spodziewając się szkła z szyb, ale te o dziwo nie pękły choć z sąsiednimi to się stało.
Szybko się wyprostowała, by zobaczyć przed nimi jakiś krąg. Wyglądał jak coś służącego do teleportacji czy po prostu przemieszczania się miedzy dwoma różnymi punktami. Postacie z mieczami i konni sprawili, że w pierwszej chwili pomyślała o bramie czasowej, ale kolejne istoty od razu tą możliwość anulowały. Portal z innego wymiaru? To było bardziej prawdopodobne.
Nie podobało się jej, że mężczyzna kazał im zostać w samochodzie. Nie były po prostu bezbronnymi dziewczynami. Były mutantkami, X-Menkami, które walczyły wiele razy. No i był Lockheed. Patrzała przez szybę jak wielu ludzi wyciąga broń, by się bronić i atakować przybyłych przeciwników. Widocznie tutaj posiadanie broni nie było czymś dziwnym. Jej uwagę szczególnie przykuło pojawienie się smoka. A przynajmniej smokopodobnej postaci. W końcu jej przyjaciel też wyglądał jak smok, a nim nie było.
W końcu Shadowcat miała dość czekania. Była wojowniczką i miała zamiar walczyć. Otworzył drzwi po swojej stronie, wychodząc szybko z pojazdu. Tuż za nią wyleciał Lockheed, który był zwrotniejszy i szybciej zauważył nadbiegających przeciwników. Bez wahania wyrzucił z siebie sporą kulę ognia, celując w dziwnego stwora, który wyraźnie miał zamiar ich zaatakować, biegnąc w stronę ich samochodu. Katherine natomiast przefazowała przez samochód, w ostatniej chwili wracając do normalnego stanu, by wymierzyć kopniaka w miecznika, używając całej swojej siły. Lewą nogę ugięła nieco w kolanie, celując prawą w kolana przeciwnika, by go powalić.  Jak fazowania używała głównie do obrony, tak w walce najczęściej używała karate, którego nauczyła się w ciągu ostatnich dziesięciu lat mieszkania w szkole Xaviera. Spojrzenie miała skierowane do góry, by móc w razie potrzeby fazowaniem uniknąć ciosu miecza.
Wiedziała też, że o przyjaciółkę nie musiała się martwić. Rogue świetnie sobie poradzi, a w razie większej ilości przeciwników połączą siły. Teraz najważniejsze było chronienie cywili i siebie. Przybyły tu tylko porozmawiać, ale z tego co widać, nie obejdzie się też bez walki. Skoro już tu są to mogą pomóc. Według Shadowcat pomoc była wręcz ich obowiązkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Pią Gru 15, 2017 9:13 pm

Po chwili Baal doszedł do miejsca zdarzenia. Zobaczył, że niektórzy przechodnie stanęli do walki z przeciwnikiem, zamiast uciekać. To lekko go zdziwiło, bo jak się okazało przeciwnikiem były pomioty i konni. Normalny człowiek uciekłby na ich widok, ale widać plotki, jakie demon słyszał na temat tego kraju, gdzie każdy musi przejść podstawowe szkolenie wojskowe, były prawdą. Nie rozpamiętywał jednak tego specjalnie i stanął czujnie w bezpiecznej odległości od dwóch głównych stron konfliktu, trzymają w prawej ręce zamocowany na tyle pasa sztylet ze znakiem do teleportacji. Kolejne dwa można było znaleźć w jego apartamencie w Tokio oraz jeden w pobliżu bazy SHIELD na pustyni w Nevadzie(kiedyś się tam zapuściłem i zostawiłem tam dwa znaki na kamieniach, z czego jeden zabrał Clint). Demon uważnie zlustrował otoczenie, w końcu zagrożenie niekoniecznie stanowią tylko pomioty i konni, czy demon i smok, ale także walące się budynki, jadące auta itd.
Chwilę później spojrzał na demona. Na nich znał się świetnie, dlatego zakładał, że nawet, jeśli nie pamięta, kim jest ten osobnik, to po chwili przeszukania powinien go poznać, a przynajmniej skojarzyć. Na smoka tylko rzucił okiem, ale ten wydawał się być obrońcą, dlatego nie okazał mu ani grama agresji w wzroku czy innych emocji. Czy jednak Baal podejmie jakieś działania? To się okaże, nie jest on bohaterem, a wtrącać się bez rozeznania nie ma sensu. W pewnym momencie wszystko znów się zaczęło. Chaos znów ruszył. Kiedy tylko to się zaczęło, Baal miał zamiar wystrzelić wiązkę ognia w najbliższego piomota/piechura, a zaraz potem w następnych. Jeśli zdarzy się, że któryś podejdzie do niego na tyle blisko, aby wywiązała się walka wręcz, będzie próbował pokonać ich dzięki swojej szybkości i sile, zadając szybkie i zabójcze ciosy, najlepiej w głowę przeciwnika, a także starając się unikać ich ciosów i kontrować we wrażliwe punkty. Jednocześnie starał się też mieć na oku poczynania demona i jego konnych, aby nie dać się zaskoczyć...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Czw Gru 21, 2017 7:11 pm

NPC Storyline - Andrei Stagleishov|AP|Nodin

Lockheed spalił pierwszego pomiota. Stworzenie nie oparło się żywiołowo ognia, zapalając się i dość szybko padając truchłem. Shadowcat powaliła miecznika, a do niej zaraz dołączył oficer policji, który kierował samochodem. Mężczyzna bez zastanowienia skierował lufę pistoletu na leżącego mężczyznę i pociągnął za spust. Kula bez problemu przebiła hełm, robiąc dziurę w czaszce oraz powodując natychmiastową, bezbolesną śmierć. Nie czekając, oficer odwrócił się i posłał trzy pociski w kierunku pomiota, który prawie dorwał rosjanina. Ten odskoczył do tyłu, wyciągając pośpieszenie magazynek, wcisnął go do pistoletu, przeładował zamek. Broń gotowa. Rouge w tym czasie swobodnie wydostała się z pojazdu, jednak w bezpośredniej bliskości nie było żadnego nowego celu.
Walczących cywili nie było aż tak dużo. Większość i tak obrała drogę ucieczki, jednak tych kilku, którzy pozostali na miejscu - robiło różnicę. Dwaj piersi i dwa kolejne pomioty padły od kul, natomiast sami cywile zaczęli się wycofywać. Umiejętności obrony zawdzięczali obowiązkowej służbie wojskowej, niemniej kwestiami bezpieczeństwa zajmą się służby. Oni robili to, co powinni, bunkrując się w budynkach i zabierając z miejsca rannych. Przynajmniej tych, których byli w stanie.
Demon nie pochodził z tego świata, tak samo, jak wszyscy jego podwładni. Atak Bala okazał się na tyle skuteczny, by zdjął znajdujące się najbliżej istoty, dwóch pieszych oraz dwa pomioty. Jeden pieszy prawie uciekł z linii ataku, jednak nie widząc nadlatującej kuli, wrócił odruchowo na miejsce i został trafiony, płonąc. Jeźdźcy kontynuowali swą szarżę w kierunku czarnego, łuskowatego gada. Ponad dwu i pół metrowy olbrzym stał nieruchomo, obserwując natarcie. Coś się stało. Dwóch rycerzy rzuciło nagle lance, dobywając mieczy ze swych pasów. Szybkimi, zamaszystymi ruchami ścieli głowy swych kompanów, a następnie wycelowali ostrza w siebie i przebili się wzajemnie, równocześnie. Cztery ciała osunęły się na ziemię. Pomioty cofnęły się do portalu, wraz z ostatnim pieszym. Chyba przestało im iść tak dobrze, morale padły. Niemniej ubezpieczali plecy swego pana.
Kilka metrów od rozbitej limuzyny, znajdowała się kobieta. Leżała na ziemi z rozciętą nogą na wysokości uda. Rana była głęboka, obficie krwawiła. Kobieta była przytomna. Po drugiej stronie ulicy, mężczyzna, nieprzytomny. Klatka piersiowa przebita na wylot, charczał przy każdym oddechu. Natomiast przy jednym z aut znajdował się mężczyzna oparty plecami o koło. Ledwo kontaktował, trzymając się dłońmi za brzuch, uciskając ranę kłutą. Była jeszcze jedna ofiara. Chłopiec, leżał na plecach. Blady, z zamkniętymi oczami wewnątrz kałuży krwi. Miał na sobie wiele ran szarpanych, prawdopodobnie dopadł go pomiot. Obok znajdowała się matka, leżała na brzuchu, głową do dołu. Dookoła niej również było sporo krwi. Twarzy tej kobiety nie powinno było się próbować obracać, jeśli ktoś miał słabe nerwy.
Demon zmierzył gada wzrokiem, jeszcze raz. Podniósł prawą dłoń, formując olbrzymią kulę ognia. Nie czekał, cisnął płomieniem w kierunku gada. Czerwone ślepia smokopodobnej istoty uległy zwężeniu. Te dwie-trzy sekundy wystarczyły, by podjął szybką decyzję. Nie zejdzie z linii ataku. Za stworem znajdowała się dalsza przestrzeń, ulica, gdzieś z tyłu jacyś ludzie - uciekający lub pochowani po oknach. Płomień trafił czarnego centralnie, zmuszając go jedynie do cofnięcia prawej łapy. Pazury przesunęły po asfalcie drogi, a gad utrzymał równowagę. Ogień nie wybuchł, lecz rozszedł na kilkanaście lin, które otoczył ciało smokowatego, związując go dokładniej i próbując się możliwie najsilniej zacisnąć na stworzeniu. Czarny stał teraz lewym profilem wystawiony naprzód, ręce nadal miał opuszczone. Płomienie nie wydawały się robić mu krzywdy, natomiast mięśnie skutecznie stawiały opór więzom. Demon zacisnął swą dłoń, próbując wzmocnić uścisk, siłując się z przeciwnikiem. Reszta czekała.

Pieszych - 1
Pomiotów - 3
1 demon

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Czw Gru 21, 2017 7:51 pm

Baalowi na razie poszło bez problemów. Tak jak się spodziewał - piesi i pomioty nie miały najmniejszych szans trafione jego płomieniami. Kolejnych kilka zginęło od kul cywili. Po tym, co słyszał o tutejszej polityce, nie bardzo go zaskoczyło. Obowiązkowe wyszkolenie wojskowe okazało się strzałem w dziesiątkę i zdało egzamin w tej sytuacji. W dodatku na horyzoncie pojawił się nowy, fioletowy smok, a przynajmniej coś go przypominającego. No cóż, może jakaś kolonia? Cholera wie, ale Baal nie bardzo się tym przejął i po prostu spojrzał w stronę sił wroga. Siły wroga powoli zaczęły się wycofywać, kiedy tylko spostrzegły, że ich sytuacja robi się nieciekawa. Baal postanowił ich po prostu zignorować. To było zwykłe mięso armatnie, nic nie znaczące. Prawdziwym zagrożeniem był ich szef - demon. Nawet Baal nie był w stanie go rozpoznać, co naprawdę go zdziwiło. Miał ogromną wiedzę o wszechświecie, o różnych rasach, planetach itd., o demonach i innych pomiotach jeszcze większą. Tym razem jednak nie był w stanie rozpoznać żadnego w tym osobniku. Postanowił mu się przyjrzeć, zanim podejmie się jakichkolwiek działań. Ranni przechodnie zaś nie grali dla niego najmniejszej roli, żaden z niego bohater i obchodzili go tyle, co zeszłoroczny śnieg.
Kiedy "szefu" wystrzelił z ręki kulę ognia, Ball postanowił nie działać, po prostu przyjrzeć się jego płomieniom, oraz próbując ocenić ogólną siłę demona. Próbował też ocenić, jak jego płomienie mają się w stosunku do tych szefunia, które są silniejsze. Tedius nie miał wątpliwości, że w końcu wywiąże się między nimi walka, dlatego próbował ocenić siłę przeciwnika, dopóki ten był skupiony na gadzie. Jednocześnie starał się mieć na baczności i nie dać się zaskoczyć jakimś atakiem. Ewentualny atak na siebie starałby się odeprzeć promieniem z ręki lub ust, w zależności od tego, jak szybki byłby atak. Promień z ust wymagałby mniej czasu. Jeśli widziałby, że taka kontra by nic nie dała, starałby się wykonać zwykły unik...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Nie Gru 24, 2017 10:07 pm

Kitty nie musiała wykonywać kolejnego ruchu po tym jak powaliła przeciwnika uzbrojonego w miecz. Policjant, który był ich eskortą bez wahania dobił go. Mieli więc jedno zagrożenie z głowy. Zauważyła też, że ogień Lockheeda działa bardzo dobrze na te stwory, które wyszły z portalu. Możliwe, że były wyjątkowo wrażliwe na ogień. To jej przypomniało o potworach z Quincy. Smok bez problemu spalił jednego, łatwo zajął się ogniem.
- Lockheed! Bierz resztę! - zawołała do przyjaciela, gdy pozostałe pomioty zaczęły się wycofywać pod portal. Coś dziwnego się działo, przeciwnicy się wycofywali. Ba, kilku z nich zabiło się. W walce pozostawał chyba tylko wielki demon, który póki co mierzył się spojrzeniem ze smokopodobnym stworzeniem. Łatwo było zrozumieć, że smok był po ich stronie i jest tu by pokonać złego. Dobrze, że spora część cywili potrafiła walczyć i też coś mogli zdziałać. Gdzieś tam nawet zauważyła, że ktoś inny też używa ognia.
Fioletowy kosmita doskonale wiedział co zrobić. Przemykając szybko i zwinnie między ludźmi i pojazdami zbliżył się w stronę pomiotów, celując w nie kolejną kulą ognia. Starał się podejść stwory od boku. Wolał nie ryzykować, że jego ogień trafi w portal i jeszcze zwabi więcej potworów. Z takimi portalami nie ma żartów. Nie wiadomo co się kryło po drugiej stronie. Chętnie by to sprawdził, ale jeśli było tam coś na wzór limbo to lepiej nie ryzykować. Nadmiar wrogów doprowadziłby do jego porażki. Może i był wyjątkowo odporny, ale nie był niezniszczalny. Starał się koncentrować na jednym punkcie. W końcu demonowi mogło się nie spodobać, że zabija jego podwładnych. Musiał być gotowy na jego reakcję.
Shadowcat w tym czasie się rozejrzała dookoła. Większość cywili zdążyła pochować się po budynkach i sklepach, barykadując się w nich i zapewne czekając na interwencję wojska czy innej służby państwowej. Nie mogła zakładać, że na Alranois wszystko działa tak jak w Stanach Zjednoczonych. Póki co musieli jednak sami sobie jakoś dać radę.
- Na pewno masz w samochodzie apteczkę, prawda? Gdzie? - zwróciła się do oficera, który wcześniej zabił miecznika kulami. Musieli działać szybciej. Jeśli apteczka była w jakimś schowku w samochodzie to Katherine nie będzie czekać aż mężczyzna go otworzy tylko przefazazuje rękę, by ją szybciej wyciągnąć i podać mu. Najchętniej ratowałaby w pierwszej kolejności chłopca, ale to mogło być ryzykowne. Ludzi starszych nie widziała wśród rannych, a dorośli mężczyźni wytrzymają chwilę dłużej. Zerknęła w stronę kobiety, która leżała zaledwie kilka metrów od nich.
- Zajmij się nią, ja muszę czegoś spróbować. - odezwała się do mężczyzny. Rozejrzała się uważnie. Przyjrzała się rozstawieniu smoka i demona, następnie zerknęła w stronę chłopca, na oko oceniając jak daleko od środka skrzyżowania leżał. Wejście w pole widzenia demona mogło skończyć się bardzo źle. Może niekoniecznie śmiercią, ale na pewno czymś nieprzyjemnym. Nie wiedziała przecież, czy jego ogień nie jest magiczny. Jak ten śnieg z Quincy. Czasem ją dobijało, że fazowanie nie dawało jej odporności na magię. Magiczne żywioły robiły jej krzywdę. Tylko te zwykłe nie. Musiała jednak zaryzykować.
Wiedziała też, że Lockheed również obserwował sytuację i był gotów pomóc jeśli tylko dostanie jakiś znak od nieznajomego sojusznika. No i łączyła ją więź empatyczna z fioletowym kosmitą. Dzięki temu wiedział, a raczej czuł co zamierzała zrobić i mógł ją asekurować. Na pewno będzie starał się zmienić położenie tak, by w razie potrzeby móc ją ochronić. Choćby i własnym ciałem. I ogniem, którego mógłby użyć, licząc na chociaż drobne osłabienie ataku przeciwnika.
Nie zwlekając już ani chwili dłużej dziewczyna, używając fazowania, przeniknęła przez chodnik w dół prosto do kanałów. Od raz ruszyła w odpowiednim kierunku, starając się odpowiednio ocenić odległość, jaką przemierzała i ile sekund mniej więcej minęło. Dobrze, że kanalizacja zawsze układała się tak, jak ulice. Mogła minąć skrzyżowanie i zdecydować kiedy mniej więcej była w odpowiednim miejscu.
W końcu zatrzymała się, decydując, że tyle wystarczy. Odetchnęła, pozwalając znowu swojemu ciału przejść w stan niematerialny i unieść się do góry. Powolutku i ostrożnie. Zamierzając wychylić ponad chodnik jedynie głowę, powoli przeniknęła przez powierzchnię nad nią i jeśli była w miarę blisko to szybko pochwyciła ciało chłopca, wysuwając do tego ręce, by błyskawicznie wrócić na dół. Dziecko automatycznie również weszło w stan fazowania, tak chyba nawet będzie bezpieczniej je nieść. Teraz tylko musiała jak najszybciej przebiec w poprzednie swoje miejsce albo nawet i kawałek dalej, by dopiero wtedy wrócić na górę. W zależności od tego czy była bliżej policjanta czy budynku, to wybrała tą bliższą z dwóch opcji. Aby jak najszybciej znaleźć apteczkę i pomóc chłopcu. Sklepy czy budynki rządowe zawsze miały, a przynajmniej powinny mieć, apteczki na wyposażeniu.


Ostatnio zmieniony przez Shadowcat dnia Pią Gru 29, 2017 11:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Pią Gru 29, 2017 8:41 pm

Miała dosłownie chwilę by ocenić sytuację. Rozglądała się dookoła, z grubsza starając się ustalić położenie cywili, sojuszników oraz napastników. Kątem oka zarejestrowała działania Kitty, która wspólnie z Lockheedem aktywnie uczestniczyła w starciu, czy to pomagając poszkodowanym, czy to walcząc z zagrożeniem. Zauważyła, że niektórzy z obywateli Federacji także brali udział w walkach. Na szczęście większość z nich zachowywała się na tyle rozsądnie, by poszukać schronienia w pobliskich budynkach. Był ktoś jeszcze. Mężczyzna, raczej nie pochodzący z tych stron. Nie było po nim widać ani śladu paniki, jakby miał już do czynienia z podobnymi istotami, lub też czymś znacznie gorszym. A może było to jedynie wrażenie jakie Anna odniosła na jego temat przez ten krótki moment. Tak czy siak, warto mieć go na oku. Odnotowała sobie tę myśl w głowie. Po wszystkim, jeśli ten wciąż tu będzie, odnajdzie go i spróbuje wyciągnąć z niego kilka informacji. Teraz powinna jednak skupić się na najważniejszym. Starcie czarnego smoka oraz demona. Ten pierwszy stał po ich stronie, o czym przemawiały jego dotychczasowe działania. Był silny, na tyle by nie przejmować się atakami agresora. Biła wręcz od niego olbrzymia pewność siebie. I nawet jeśli tak było, powinna mu w jakiś sposób pomóc. Nie zamierzała wdawać się w bezpośredni pojedynek z demonem. Raz, że nie wiedziała czym jest, ani jakie dokładnie są jego możliwości. Dwa, wciąż nie była pewna swoich nowych możliwości. Do tej pory odkryła, że jest odporniejsza na zmęczenie i obrażenia, oraz potrafi latać. Kwestia siły i pozostałych zmian, które w niej zaszły po przejęciu części zdolności Gladiatora nadal były dla niej zagadką, choć odkryła już, że podnoszenie ciężarów przychodzi jej z większą łatwością niż wcześniej. Nie zamierzała też korzystać ze swojej pierwotnej mutacji. To było absolutnie wykluczone.
Bezpośredni pojedynek z dowodzącym pomniejszymi istotami demonem nie wchodził w grę. Ale może mogła w jakiś sposób odwrócić jego uwagę od równie dużego gada, by dać czarnołuskiemu czas i sposobność na pozbycie się zagrożenia. Kitty doskonale radziła sobie pomagając poszkodowanym, pilnował jej Lockheed, a pomocą służył także podróżujący z nimi mężczyzna. Ta trójka radzi sobie ze swoim zadaniem i Anna nie musiała specjalnie troszczyć się o ich bezpieczeństwo. Rozejrzy się za czymś co będzie mogła wykorzystać. Coś czym będzie mogła rzucić w demona lub uderzyć. Coś solidnego, niezbyt masywnego, a przy tym coś co stwór powinien odczuć. Przy okazji przekona się czy po Gladiatorze przejęła także część jego siły. Może to nieodpowiednia pora na eksperymenty, ale zdarzenie tego wymaga. Cały czas będzie mieć się na baczności. Nie wszystkie pomioty wycofały się przez portal, demon także mógł dla wszystkich stanowić jeszcze olbrzymie zagrożenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Pon Sty 01, 2018 12:14 am

NPC Storyline - Andrei Stagleishov|AP|Nodin

Rogue miała dookoła siebie bardzo dużo przedmiotów, które była w stanie wykorzystać. Od znaków, przez elementy uszkodzonych budynków - w tym jakieś metalowe wzmocnienia tychże, a nawet auta. Z trzy nawet zniszczone, w takim stanie, że nikt nie przyczepi się o dalsze uszkodzenia. Baal stał z tyłu i obserwował.
Policjant wskazał Shadowcat, że apteczka znajdowała się po lewej stronie, zaraz przy ścianie - w bagażniku. Dzięki temu nie została uszkodzona. I było o czym mówić, bo mutantka wyciągnęła z bagażnika całą torbę medyczną, a nie mały samochodowy zestaw przetrwania. Mundurowy pobiegł poszkodowanej, jak tylko pojawiła się taka możliwość. Rosjanin ruszył wraz z nim, zamierzając pomóc mu przy rannej.
Nadciągnęła kawaleria. Ze wszystkich stron nadjechały radiowozy, czterodrzwiowe, dwudrzwiowe, a nawet vany. Z środka powyskakiwali mundurowi, zarówno "standardowi", jak kierowca ich samochodu oraz "ciężkozbrojni" - wyposażeni w cięższą broń szturmową, maszynową, do tego pełne opancerzenie i wygląd przypominający nowoczesne jednostki specjalne. Mundurowi się nie cackali. Zatrzymali się dość daleko, poza potencjalnym zasięgiem. Zanim kula ognia, wystrzelona przez fioletowego smoka, sięgnęła celu - dwóch pierwszych przeciwników padło od kul snajperów. Jeden operator dosłownie wyskoczył z samochodu, wycelował i praktycznie w biegu oddał strzał. Wszystko zwieńczone kulą ognia - pozostałości podkomendnych demona zostały zneutralizowane.
Demon dalej mierzył "smoka" wzrokiem. Czarnołuski pozostawał niewzruszony, obserwując przeciwnika z neutralnym wyrazem pyska. Wiążący go ogień zaczął słabnąć. Zanikać. Kitty spokojnie zrealizowała swój plan, wychyliła głowę, pochwyciła dziecko oraz zabrała chłopaka z ulicy - prosto do najbliższego budynku. Szczęście chciało, że jak tylko mutantka znalazła się w budynku - na dodatek jakiejś prostej restauracji serwującej tutejsze dania - drzwi kuchni otworzyły się z lekkim hukiem, a do środka wparowali policjanci z oddziału antyterrorystycznego. Mundurowi podeszli do kobiety w formacji, gęsiego. Jeden odebrał od niej chłopaka i natychmiast ruszył w powrotną stronę, kiedy pozostali zajęli się asekuracją oraz ewakuacją cywili.
Krwistoczerwone ślepia czarnołuskiego zmrużyły się, jakby stwór próbował dostrzec coś jeszcze. I dostrzegł. Oszustwo. Demon eksplodował ogromnym płomieniem, który rozszedł się we wszystkich kierunkach, podpalając wszystko na swej drodze. W budynku, policjanci rzucili się na ziemię, jeden nawet chwycił Shadowcat i szarpnął ją w dół, za ścianę. Szybka pękła, szkło eksplodowało pod wpływem nagłego gorąca oraz fali uderzeniowej. Rosjanin i policjant padli na ziemię, zasłaniając przy tym ranną kobietę. Rogue musiała uczynić podobnie, mając przy sobie samochód, który przyjął na siebie falę. Na szczęście ogień nie był w stanie spopielić pojazdu, a jedynie stopił mu blachę. Fala zniknęła dosłownie metr lub dwa za limuzyną, stawiając w ogniu wszystko, na co się natknęła. Sama w sobie nie była silna, po prostu zapalała to, co stało jej na drodze.
Demon zniknął, portal wraz z nim. Koniec? Niezupełnie. Jedna istota została ranna. Leżąc teraz na ziemi, pokryty był czarną smołą. Większość ciała nosiła na sobie poparzenia drugiego oraz trzeciego stopnia. Dwie kończyny były całkowicie rozszarpane, niezdatne do dalszego wykorzystania. Grzbiet przebity przez cztery, wielkie szpony. Nad nim stał ogromny, czarnołuski stwór przypominający pierwszego czarnego "smoka". Łuski tego były jaśniejsze, ślepia błękitne. Mierzył jakieś dwieście siedemdziesiąt centymetrów wzrostu. Kark porastały kolce, łapy wieńczyły pazury, z tłu znajdował się długi, uzbrojony w kolce ogon. Obok niego stał drugi, bardzo podobny stwór. Również tak wielki, miał tylko białe łuski oraz czerwone ślepia. Do tego dwa zakrzywione rogi, wyrastające z łba. Bracia dopadli swą pierwszą ofiarę. W powietrzu nie było Lockheeda. Leżał nieprzytomny, ciężko ranny. Czarny stwór wyjął z niego swej pazury, którymi przebił małego kosmitę. Nikt nie zauważył momentu, ogień wszystko zasłonił. Do tego musiał go w ten ogień wepchnąć, biorąc pod uwagę poparzenia, stopioną błonę skrzydeł, liczne uszkodzenia ciała oraz kałużę krwi, powoli tworzącą się pod ciałem małego smoka. Czarny podniósł się, strzepał długie pazury z krwi istoty. Uniósł prawą łapę i oparł swą masę na ciele stwora, wgniatając go dodatkowo w ziemię. Biały w tym czasie przesunął się powoli, odchodząc kilka kroków na bok. Obaj stali frontem do czarnołuskiego stwora, który przybył tu przed nimi. Mierzyli się wzrokiem. Oblicze pierwszego diametralnie się zmieniło. Miał pochyloną sylwetkę, ślepia delikatnie świeciły. Kolana pozostawały ugięte, lewa ręką nieco wysunięta naprzód oraz ugięta w łokciu. Prawa z tyłu, przy obu - obnażone pazury. Do tego uniesione wargi, odsłaniające ostre kły bestii.
Sytuacja uległa diametralnej zmianie. Mieli jednego, bardzo poważnie rannego kompana. Do tego dwie nowe bestie, na miejscu jednej. Jeden trzymał łapę na ciele Lockheeda. Mały smok charczał, nieprzytomny, krztusząc się i wypluwając krew w odruchu bezwarunkowym, kierowanym przez organizm. Ranny wymagał natychmiastowej pomocy, co wymusi na nich szybkie, nieprzemyślane działanie. Do tego, by zająć się rannym, potrzeba wyłączyć z walki kolejną osobę. Wszystko mieli przemyślane.
Rosjanin, oparty o skrzynkę pocztową, wyglądał z za rogu. Chwycił za ISACa na swym ramieniu, zbliżył go do ust i zaczął szeptać.
-Ranny VIP. Potrzebny MEDEVAC oraz bliskie wsparcie ogniowe na moją pozycję.
Wyszeptał mężczyzna, trzymając pistolet w prawej ręce. Kierowca szybko opatrywał kobietę, prowizorycznie i ostrożnie. Nikt się nie wychylał, każdy pozostawał nisko, nie chcąc zwracać uwagi. Pojawił się jeden plus tej sytuacji. Rogue i Shadowcaat zaczęły słyszeć wzajemnie swe myśli. Ktoś połączył ich telepatycznie, a to oznaczało, że była i trzecia istota. Niemniej myśli trzeciego osobnika, obie nie były w stanie usłyszeć. Niemniej, ktoś stworzył link. Nie trudno można było domyślić się, kto mógł to być.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Pią Sty 05, 2018 5:04 pm

Na całe szczęście Kitty bez problemu zgarnęła poważnie rannego chłopca z ulicy i mogła z nim wrócić. Nie trafiła tam, skąd przyszła, ale to nie miało znaczenia. Demon nie zauważył jej lub po prostu nie zwrócił na nią uwagi. W końcu nie atakowała tylko ratowała cywila. Być może nie interesowali go ludzie, a skoncentrował się na swoim przeciwniku. Shadowcat nie zastanawiała się nad tym. Ledwie zdążyła się rozejrzeć po pomieszczeniu, do którego trafiła, zauważając, że jest w jakiejś restauracji. Zaraz tez do środka wpadli uzbrojeni ludzi, wojsko lub inny oddział, który został tu wezwany. Oddała im chłopca, domyślając się, że mają odpowiedni sprzęt, by móc go uratować.
Kiedy już miała ruszyć ponownie na zewnątrz, by wesprzeć smoka w walce, doszło do eksplozji. Ledwie usłyszała huk, gdy jeden z policjantów pociągnął ją za ścianę. Dziewczyna przyległa do niej plecami, odruchowo przymykając oczy. Słyszała pękające szkło, poczuła też ciepło, co oznaczało falę ognia. Albo demon zaatakował wszystko dookoła, albo smok demona. Nie widziała jeszcze żeby ten drugi zrobił cokolwiek, więc nie miała pojęcia, jakie zdolności posiada. Tak czy siak doszło do pożaru i pewnie niedługo pojawi się tu straż pożarna. Patrząc po wcześniej walce cywili, zapewne i oni wezmą się za gaszenie tego, co było blisko nich, posługując się gaśnicami.
Do jej uszu nie dochodziły żadne większe odgłosy, które mogłyby świadczyć o toczącej się walce wielkich stworów. Katherine wyjrzała najpierw tylko zza ściany, a nie widząc zbyt wiele, wyszła zza niej, by wyjść na zewnątrz i rozejrzeć się dookoła, ogarnąć sytuację. W oczy rzuciły się jej dwie rzeczy. Ogień, który płonął w niezbyt dużej odległości od stworów. W dodatku teraz trzech. Po demonie nie było śladu. Kolejną rzeczą było wszechobecne wojsko. Oddział, który wcześniej wszedł do budynku był tylko niewielką częścią posiłków, które się zjawiły.
Powoli dziewczyna ogarniała sytuację, to jak bardzo się zmieniła w tej krótkiej chwili, kiedy przebywała w budynku. Coraz więcej szczegółów do niej docierało. Widziała Rogue, którą samochód ochronił przed ogniem. Jedyne czego nie mogła dostrzec to, gdzie przebywał jej przyjaciel. Nie było go w powietrzu co było bardzo dziwne. Nerwowo wodziła wzrokiem po okolicy rozmyślając, gdzie mógł byś mały smok.
Kiedy w końcu go dojrzała, serce jej zamarło w piersi. Lockheed był ledwo żywy. On, taki silny i odporny na naprawdę masę rzeczy czy sporą siłę. Leżał pod stopą jednego z potworów. Zacisnęła dłonie w pięści, zła na nich. I na siebie. Powinna była trzymać smoka blisko siebie. Nie pozwolić mu oddalać się. Teraz cierpiał. Zabije tą dwójkę. Nie daruje im. Będzie im wyrywać wnętrzności kawałeczek po kawałeczku. Za to co zrobili jej małemu kompanowi. Będą cierpieć gorzej od niego. Tym razem na pewno nie będzie się wahać przed użyciem swojej mocy ofensywnie.
Chwilowo jednak starała się zachować spokój, musiała najpierw zobaczyć jak się potoczy sytuacja pomiędzy tymi dwoma stworami i smokiem, który był po ich stronie. Najlepiej, gdyby ten był w stanie rozmawiać z nimi. Powiedzieć im, jak mogą pomóc. No i powinna postarać się zbliżyć do Rogue, by mogły omówić jakiś plan działania. Przeszła w fazowanie, by bezgłośnie móc się powoli zbliżyć do koleżanki z drużyny. Rogue miała teraz wyjątkowe moce, nie była aż tak zagrożona atakiem, jak ona. Kitty miała zamiar wziąć się za ratowanie Lockheeda jak tylko akcja ruszy do przodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Nie Sty 14, 2018 1:01 pm

Nie minęło kilka minut od rozpoczęcia starcia, a na miejscu zameldowały się służby mundurowe Alranois. Nie zwlekali z podjęciem stosownych kroków, lecz natychmiast przystąpili do akcji. Zupełnie jakby mieli już czymś podobnym do czynienia i doskonale wiedzieli jak mają postępować. Zapewne wynikało to jednak z czegoś innego. Tak silny sojusz z pozaziemską organizacją, jaka było The CORE, musiał przynosić korzyści także w takich kwestiach jak bezpieczeństwo. Widząc ich ruchy oraz precyzję działania Anna była pewna, że każdy z nich przeszedł w przeszłości długie i trudne szkolenie, co teraz przynosiło odpowiednie rezultaty. Mundurowi szybko rozprawili się z pomniejszymi demonami, tego większego ewidentnie pozostawiając w rękach smoczego sprzymierzeńca. Zamiast tego zabrali się za pomoc poszkodowanym. Pora, by i Rogue zmieniła postawę na bardziej ofensywną. Nie może dłużej zwlekać. I miała już ruszać egzekwować swój wcześniejszy plan, gdy niespodziewany wybuch wymusił na niej kolejną zmianę. Miała szczęście, że jeszcze nie oddaliła się od dotychczasowej osłony. Widząc nadciągającą falę ognia padła na ziemię, skrywając się właśnie za samochodem.
Gdyby w tym momencie znajdowała się choć kawałek dalej… Skończyłoby się to znacznie gorzej. A tak, auto przyjęło na siebie całe zagrożenie sprawiając, że mutantka wyszła z tego właściwie bez szwanku. Gdy uznała, że już jest bezpiecznie, podniosła się i lekko wychyliła zza pojazdu, by sprawdzić co dokładnie miało miejsce i jak wygląda sytuacja. A ta była nawet gorsza niż przed momentem. Demon co prawda zniknął, lecz na jego miejscu pojawiły się dwa inne stwory. Przypominające pomagającego służbom Alranois smoka, choć ewidentnie stojące po przeciwnej stronie barykady. Wszędzie płonął też ogień, będący pozostałością po wybuchu i utrudniający dokładną obserwację, ale też przedsięwzięcie jakichś konkretnych kroków, gdyż był kolejnym elementem, który trzeba było brać pod rozwagę przy obmyślaniu planu działania. Było nieciekawie. Z pozycji, którą zajmowała nigdzie też nie potrafiła dostrzec Lockheeda, co ogromnie ją zmartwiło. Mimo wszystko był dość duży i charakterystyczny, jeśli był gdzieś w pobliżu to powinna w miarę łatwo go wypatrzeć. Musiałaby mocniej zaryzykować i bardziej wychylić się zza gwarantującej względne bezpieczeństwo osłony. Pytaniem było, czy chciała teraz narażać się na zostanie dostrzeżoną przez wrogów. Z drugiej strony nie może wciąż siedzieć w tym samym miejscu. To na nic się nie zda.
Wtedy poczuła coś znajomego. Coś co w Instytucie nie było dla niej czymś obcym, bo z podobnych metod wielokrotnie korzystał zarówno Profesor, a teraz robi to Emma, gdy chce z kimś porozmawiać na odległość bez obawy, że rozmowa zostanie w łatwy sposób podsłuchana. Czasem bardzo przydatna zdolność, czasem dość problematyczna. Tym razem jest tym pierwszym. Słyszała czyjeś myśli. Chaotyczne, pełne wszelkich emocji, choć w głównej mierze skupione wokół troski i olbrzymiej złości. Od razu je rozpoznała. Kitty. Dziewczyna może nie zdawała sobie jeszcze sprawy z utworzonego między nimi połączenia. Właśnie. Utworzonego przez kogo? Opcji nie było wiele. Właściwie to nawet nasuwała się tylko jednak właściwa. Czarnołuski.
- Kitty? – spytała dość niepewnie. Chciała się upewnić, że przyjaciółka ją słyszy. – Na razie zostań tam gdzie jesteś. Nie ułatwiajmy im zadania. Gdzie jest Lockheed? Nie widzę go z tego miejsca. – poinstruowała i spytała dziewczynę. Jeśli będą trzymać się blisko siebie wróg może zechcieć wykorzystać okazję i pozbyć się ich obu na raz. Tego nie chciały. Muszą za to szybko ustalić plan działania i zacząć go realizować. A możliwość komunikacji, którą teraz miały, zdecydowanie to ułatwiała.
- Co możemy zrobić? – te słowa nie były skierowane do Shadowcat, a do trzeciej strony, która umożliwiła im tę formę prowadzenia rozmowy. Jeśli słucha i Anna nie myliła się co do jego tożsamości, liczyła, że może da im jakieś wskazówki. To w końcu on zdawał się być kluczem do ich zwycięstwa. Nie powinny mu więc bez większego pomysłu wchodzić w paradę. Zamiast tego skorzystają z jego ewentualnych rad i być może spróbują odciągnąć uwagę dwóch nowo przybyłych. Chociaż na chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Sob Sty 20, 2018 10:41 am

NPC Storyline - Andrei Stagleishov|AP|Nodin

/To nie czas dla bohaterów, cholera. Zostańcie gdzie jesteście!/
Odezwał się Stagleishov. Mężczyzna również został połączony telepatycznie z kobietami. Choć to nie on był przyczyną wytworzenia się więzi. Niemniej miał pewną słuszność w swych słowach, zwłaszcza nakazując im zostać w miejscu. Nad głowami, jakieś sto metrów nad ziemią, przeleciał VTOL V-44X Blackfish. Pilot pruł na złamanie karku, tylna klapa była opuszczona. Przelatując idealnie nad polem walki, z wnętrza statku powietrznego wyskoczyły cztery - około pół metrowe drony. Maszyny były ultra nowoczesne, małe oraz doskonale uzbrojone. Czarnołuski pozostawał nieruchomy, mierząc się wzrokiem z przeciwnikami. Nic nie mówił, praktycznie nie drgał. Zapewne to on utworzył połączenie, niemniej nie wydawał się specjalnie zainteresowany rozmową. Lub uznał, że mieli za dużo do roboty i nie było czasu na pogaduchy. Jednostki nie zwlekały ani chwili, dron wsparcia bojowego zapikował w dół. Za nim ruszył niewielki gunship, trzymając się nieco wyżej i nie schodząc pod tak ostrym kątem. Za nimi, długolufowy drony wsparcia ogniowego wyposażony w dwa wielkokalibrowe karabiny oraz prosta jednostka medyczna. Co prawda nie było to wyposażenie AAF, więc ciężko było poznać czym dokładnie są lub ustalić ich funkcje. Niemniej, działały. Pierwszy dron zapikował, a następnie skręcił po łuku - centralnie na czarnego przeciwnika. Stwór zdążył się obrócić, wyciągnąć rękę i chwycić drona w dół, zatrzymując go. Nic to jednak nie dało, gdyż mała maszyna wypaliła z bliskiej odległości, wykorzystując zamontowane uzbrojenie. Biały płomień strawił okolicę, rzucił dronem w jedną stronę, a przeciwnikiem w drugą. Dron wylądował na jednej ścianie, przeciwnik na drugiej. W tym momencie uruchomił się gunship, który momentalnie otworzył ogień z czterech działek pokładowych, zasypując wbitego w ścianę gradem ognia. Biały stwór, jak również czarnołuski, wyłapali okazję. Obaj ruszyli ku sobie, biały zamachnął się pazurami prawej dłoni, tnąc z boku. Czarnołuski zatrzymał się krok przed i uchylił korpus, zbijając uderzenie lewą ręką. Biały sięgnął po swoją energię, otaczając nią lewe przedramię i ciskając ścianą energii prosto w widmo, które rozpadło się w czarnym dym i przeleciało w tej postaci za plecy białego. Błyskawiczny ruch, biały obrócił się - za późno, czarnołuski wpasował pazury w jego kark, dopomagając sobie lewą dłonią i przebijając łuski na żebrach stwora. Ich ogony zderzyły się w uderzeniu, które wywołało głośny huk. Dwa drony dopadły do Lockheeda, wielkokalibrowy ustawił się frontalnie, pomiędzy rannym - a czarnym przeciwnikiem. Dron medyczyny był tuż za nim, małe ramiona zaczęły poruszać się i wysyłać niewielkie, jasne fale energetyczne w kierunku ciała rannego. Czarny potwór podniósł się, zasłaniając oczy lewym przedramieniem, by żadna kula go nie chwyciła. Łuski odpadały od niego, czasami skóra była rozcinana, ogień był skuteczny, niemniej w tym tempie trochę zajmie - zanim go unieszkodliwi. Samiec obrócił się w stronę brata oraz czarnołuskiego. Wolną dłoń wyciągnął, wymierzył w ich kierunku. Szykował się na coś, Andrei nie wytrzymał. Wystawił korpus z za osłony, podniósł pistolet i pociągnął za spust. Pierwsza kula przejechała po pysku stwora, perfekcyjnie go dekoncentrując, jednak nie czyniąc mu najmniejszej krzywdy. Tyle jednak wystarczyło, czerwone ślepia obróciły się na człowieka, a potem biały pocisk energetyczny przywalił prosto w czarnego, wgniatając go jeszcze głębiej w budynku. Z naprzeciwka wyleciały ledwo żywy, poważnie uszkodzony dron wsparcia bojowego, drżąc oraz z trudem zachowując pozycję i równowagę. Niemniej jednostka walczyła do końca. Z łącznie ośmiu dział, tylko jedno pozostało w miarę nienaruszone, większe działo do niszczenia ciężkiego sprzętu. I to właśnie z niego wypalił.
To był moment. Były członek specnazu ruszył sprintem w stronę rannego Lockheeda, prawie dobiegł na miejsce, kiedy czarny się wychylił. Dron wsparcia ogniowego zaczął pruć z pełną siłą, wspomagając ustawiony wyżej gunship. Bez efektu, czarna bariera energetyczna pokrywała łuski przeciwnika. Podniósł prawą dłoń, wymierzył w biegnącego żołnierza. Coś szykował, wszystko trwało sekundy. Ktoś coś zrobi albo człowiek z dużym prawdopodobieństwem - zginie.
Kawałek dalej czarnołuski oraz biały dalej wymieniali ciosy. Szybkie, ostre, brutalne. Biały wygiął się, kopnął czarnego w podbrzusze - zmuszając go do cofnięcia i złapania oddechu. Dał się za łatwo podejść, niemniej nie stracił pozycji. Biały zmienił taktykę, wyskoczył centralnie na niego, wpadł na stwora i powalił go na ziemię. Walka w parterze, czarnołuski na ziemi, biały na nim. Biały sięgnął pazurami do krtani widma, ten jednak zdążył zbić cios. Biały był nieuważny, mniej techniczny. Czarnołuski świetnie znał się na technice walki. Jego ogon związał ogon przeciwnika w "miłosnym uścisku", skutecznie wyłączając potencjalne narzędzie. Prawą nogą oplótł lewą łapę białego, unieruchamiając go dodatkowo. Fakt, był na dole ale wcale nie była to przegrana pozycja. Biały popełnił błąd, zerknął na sekundę co dzieje się za nim. Wtedy czarnołuski wpasował pazury prawej dłoni idealnie w pysk przeciwnika, wytrącając go z równowagi. Nie na tyle, by go z siebie zrzucił, biały przełożył ręce pod ramionami przeciwnika i zdołał wbić prawą dłoń w szyję stwora, zaciskając ją na krtani. Lewa przebiła łuski na klatce piersiowej, tworząc cztery głębokie rany. Czarny nie wydawał się wzruszony, jednak biały nie skończył. Kły poszył w ruch, łeb wystrzelił w dół. Czarnołuski wsunął lewe przedramię między kły rywala, ratując swój pysk przed poszarpaniem. Syknął, gdy kły przebiły łuski, skórę, rozerwały ścięgna. Krew zaczęła spływać po przedramieniu, robiło się nieprzyjemnie. Niemniej wolna, prawa dłoń prześlizgnęła się w ten sam sposób nad ramieniem białego i chwyciła jego krtań, zaciskając uścisk i przebijając łuski. Impas. Obaj mogli zakończyć swe życia, jeden trzymał krtań drugiego między pazurami, starczył ruch - będzie po wszystkim. Dla obu. Znów przydatna może okazać się interwencja z zewnątrz.

Drony:
Spoiler:
 

Tips:
-Nie trzeba czekać na koniec opisanej sytuacji, by zareagować;
-W razie próby wtargnięcia w dany moment sytuacji, warto skonsultować plan z MG;


_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Sob Sty 20, 2018 3:35 pm

Kitty zdążyła zaledwie zrobić kilka kroków kiedy w głowie usłyszała głos. Kompletnie ją to zaskoczyło. Poznała głos. Tylko, że przecież żadna z nich nie miała mocy telepatii. Ktoś ich połączył. Pozwolił im porozumiewać się telepatycznie. Jedyną opcją zdawał się być czarny stwór, który był po ich stronie. Nikogo innego nie widziała, kto mógłby mieć taką możliwość. Na szczęście nie pierwszy raz miała do czynienia z telepatią, więc szybko się ogarnęła.
- Tak, ja. A Lockheed... Jest tam, gdzie te stwory. Ten jeden go depcze. Wyrwę mu tą łapę. - można niemal było wyczuć warknięcie w tym przekazie telepatycznym. Na pewno nie będzie stała obojętnie. Okej, trochę ją nerwy ponosiły. Musiała się uspokoić. Przy takim przeciwniku lepiej myśleć trzeźwo. Słyszała jak wcześniej ich towarzysz wzywał pomoc medyczną, więc jej mały przyjaciel wkrótce powinien trafić pod opiekę. Trzeba tylko go wydostać z tamtego miejsca.
Jeszcze nie zdążyła obmyślić dokładnie planu kiedy usłyszała kolejny głos. Ten również poznała choć nie spodziewała się go w swojej głowie. Ledwie go usłyszała, gdy nad ich głowami przeleciał jakiś statek powietrzny. Dziewczyna skierowała swoje spojrzenie do góry, by zauważyć jak ten wypuszcza ze swojego wnętrza drony. Teraz zostanie w miejscu nabierało sensu. Lepiej nie pakować się pod celownik. Co prawda Shadowcat w fazowaniu nie oberwałaby, ale zasłaniałaby cel maszynom.
Oczywiście nie wierzyła, by maszyny same miały sobie dać radę z tymi... Stworami? Kosmitami? Cokolwiek to było, było na pewno silne. Jednak mogło powstać spore zamieszanie. Wystarczy wyczuć odpowiedni moment i Kitty będzie mogła skoczyć po Lockheeda, by go zabrać ze środka pola walki. Potrzebował natychmiastowej pomocy.
Jej wzrok nie odrywał się od dronów i dwóch przeciwników. Mogła jedynie zbliżyć się trochę, tak by nadal być poza zasięgiem i nie zwracać na siebie uwagi. Kilka kroków do przodu i stop. Pełna koncentracja na dronie, który zaatakował ciemniejszego z wrogów. Nie wiedziała jaką broń ten konkretny posiadał, ale siła odrzutu musiała być olbrzymia skoro ich obu odrzuciło w dwa przeciwne budynki. Czyli jeden stwór była już odepchnięty od Lockheeda.
Ledwie zdążyła pomyśleć, że przydałoby się zrobić to samo z białym kiedy ten skoczył na ich łuskowatego sprzymierzeńca. Miała wolne pole. Musiała tylko jeszcze zorientować się co robią pozostałe drony, by im nie przeszkadzać. Jeden zaatakował czarnego, wbijając go w ścianę i zapewne próbując bardziej uszkodzić. Pozostałe dwa, o dziwo, zbliżyły się do jej fioletowego towarzysza. Dron medyczny i ochroniarz. A przynajmniej tak to wyglądało. Trochę kiepsko, że wzięły się za leczenie na samym środku pola walki. Powinny gdzieś przenieść małego smoka.
- Ja zajmę się Lockheedem, jak coś. - zwróciła się krótko do przyjaciółki, by ta wiedziała, że tą część może jej zostawić. Nie była pewna jak bardzo wzrosły teraz moce Anny. Gladiator był potężny. Z częścią jego mocy mogła tu się przydać w walce bardziej niż Katherine. Ona powinna się skoncentrować na ochronie.
Nagły strzał z pistoletu wyrwał ją z koncentracji. Obróciła głowę, by spojrzeć w stronę Andrei'a, który chyba w końcu nie wytrzymał. Albo chciał zdekoncentrować stwora. Kula nic mu nie zrobiła, ale odwiodła go od ataku. W dodatku na pole wrócił wcześniejszy dron choć wyraźnie był uszkodzony. Zaskoczyło ją, gdy mężczyzna nagle skoczył w stronę Lockheeda i dronów. Podobno mieli się nie wychylać. Teraz nie było już jednak czasu na namysł.
Kitty się podniosła i pobiegła w stronę człowieka. Nie wiedziała czy zdąży na czas, więc przeszła w fazowanie, pędząc w jego stronę jak najszybciej. Miała zamiar skoczyć na niego, by złapać go, tym samym mężczyzna również przejdzie w fazowanie, a siłę skoku i rozpęd wykorzystać, by wylądować jak najdalej od linii ataku. Widziała, że czarny szykował się do strzału. Miała zapewne kilka sekund na reakcję. Pozostawało jej liczyć na szczęście i to, że zgromadzenie energii zajmie smokowi tyle czasu, aby wystrzelić zbyt późno. Ewentualnie mieć nadzieję, że nie używał magii i w razie czego atak przez nich przeniknie.
- Nie czas dla bohaterów, co? - zapytała żołnierza w momencie kiedy go pochwyciła. Chwilę przed tym jak się zatrzymali, wykorzystała dodatkową możliwość swojej mocy i sprawiła, że oboje zniknęli. - Nie wiem co to za stwór i czy na niego podziała, ale w tej chwili jesteśmy niewidzialni i niesłyszalni. - przekazała towarzyszowi, zaraz też podnosząc się do klęczek. Trzymała go za nadgarstek, by móc utrzymywać działanie swojej mocy na nim i jeśli w pobliżu był jakiś samochód to pociągnęła go w tamtą stronę, by schować się za pojazdem i zaraz wyjrzeć zza niego w stronę czarnego. Nie powinni go tracić z oczu. Jeśli ciągle był w stanie określić, gdzie się znajdują to natychmiast będą uciekać gdzie indziej. Być może czarnołuski zajmie się nimi, więc medyczny dron będzie miał czas podleczyć Lockheeda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Sob Sty 27, 2018 7:20 pm

Sytuacja kobiet oraz ich sojuszników z każdą chwilą komplikowała się coraz bardziej. Służby mundurowe Alranois rzucały na pole walki chyba wszystko co było pod ręką. Co prawda przynosiło to jakieś rezultaty, lecz były one zbyt małe i wymagały ogromnej ilości czasu. A tego akurat nie mieli zbyt dużo. Sama zresztą zmarnowała go wystarczająco wiele, do tej pory bezczynnie wszystkiemu się przyglądając. Dosyć tego. Pora pokazać, że X-Men nie są jedynie sztucznie nadmuchanych tworem składającym się z mniej lub bardziej uzdolnionych mutantów, którzy boją się podejmować jakiekolwiek działania, gdy sytuacja może ich przewyższać. Mają stanowić inspirację. Nie tylko dla kolejnych pokoleń posiadaczy genu X, ale także dla zwykłych ludzi. Z tą myślą, wyszła ze swojego ukrycia.
Przyjęła do wiadomości słowa Kitty. Dziewczyna zajęła jednym z problemów, Rogue mogła więc spróbować rozwiązać drugi z nich. Odsunęła się od pojazdu, w międzyczasie szybko szukając w zasięgu wzroku czegokolwiek co zdoła wykorzystać jako broń. Nie ruszy do walki wyłącznie z gołymi pięściami, nie widziała w tym najmniejszego sensu. Przydrożna lampa, fragment konstrukcji sygnalizacji świetlnej, czy inne najlepiej metalowe przedmioty, które wydawały jej się odpowiednio wytrzymałe i na tyle poręczne, by mogła je dość swobodnie trzymać i wykorzystać. W ostateczności chwyci leżący nieopodal znak drogowy. Wcześniejsze prędkie oględziny pola bitwy pokazały, że podobnych przedmiotów jest całkiem sporo. Niektóre z nich mogły jednak ucierpieć pod działaniem ognia, co automatycznie wykluczało je z rozważań. Idealnie byłoby, gdyby element miał jakąś ostrą krawędź, by mogła spróbować przebić się przez łuski białołuskiego, lecz w tych warunkach kompletnie na to nie liczyła.
Gdy już wypatrzy jakieś najbliżej położone narzędzie, którym mogłaby się posłużyć, ostatecznie decydując się jeden z powalonych podczas starcia znaków, szybko po nie ruszy, a następnie skieruje się ku walczącym ze sobą smokom. Ich czarnołuski sojusznik był w największych tarapatach, potrzebował wsparcia, odwrócenia uwagi przeciwnika, i właśnie to Anna zamierzała uczynić. Choć nie miała planu doskonałego. Właściwie, to całkiem sporo mogło pójść nie tak. Zwłaszcza przez fakt, że nie miała jeszcze możliwości, by na dobre zaznajomić się ze swoimi nowymi zdolnościami. Co może być szczególnie widoczne podczas lotu. Lotu, podczas którego zamierzała wziąć zamach trzymaną w rękach bronią i korzystając z pędu oraz własnej siły uderzyć w cielsko znajdującego się na górze stwora. Nie zamierza celować w żaden konkretny punkt jego ciała. Zwyczajnie uderzy, najmocniej jak będzie w stanie, w cokolwiek bęzie w stanie. Wszystko to mając nadzieję, że w ten sposób uwolni ich sojusznika, albo chociaż da mu okazję do wyplątania się ze śmiertelnego uścisku, a może nawet zadania śmiertelnego ciosu swojemu wrogowi.
Jeśli uda jej się trafić, lekko się oddali, by spróbować uniknąć jakiegoś bezpośredniego kontrataku. Ewentualnie postara się zaatakować ponownie, jeśli zobaczy szansę na powodzenie podobnego działania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Nie Sty 28, 2018 5:17 pm

Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Demon i pomioty odeszły, zostawiając jednak ze sobą falę ognia i dwa stwory. Baal jako odporny na ogień nie odniósł żadnych obrażeń i dalej tylko obserwował. Dwa stwory okazały się wrzodem na tyłku, skutecznie utrudniając opanowanie sytuacji wojskowym. Wyglądając tak samo, a jedynie różniący się kolorem, atakowały czarnołuskiego oraz małego, filetowego smoczka. O ile czarny jakoś sobie radził z białym "bratem", tak mały nie miał tyle szczęścia. Poważnie ranny mógł tylko czekać na pomoc medyczną oraz rozwój wydarzeń, będąc już niezdolnym do dalszej walki. Chwilę później jednak i czarny "brat", który sponiewierał małego dostał poważnie w dupsko od jednego z przybyłych dronów wojskowych, co wyrównało nieco szanse w tej nierównej walce.
W tym samym czasie czarnołuski walczył z białym, co wydawało się bardziej interesującą walką. Baal poważnie zastanawiał się już nad tym, czy nie pomóc czarnemu, nawet powoli wystawiając prawą rękę w jego stronę z zamiarem wystrzelenia kuli ognia, jednak widząc jedną z walecznych dziewczyn nadlatującą w ich stronę postanowił się skupić na drugim, czarnym stworze(bracie). Wystawił w jego stronę prawą ręką i tworząc dużą, ognistą kulę, wystrzelił ją w jego stronę z pełną mocą. W drugiej ręce dalej trzymał sztylet, aby w razie potrzeby użyć go do teleportacji...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Wto Lut 06, 2018 1:32 pm

NPC Storyline - Andrei Stagleishov|AP|Nodin

Rogue rozejrzała się po okolicy, by móc znaleźć przedmiot, który posłuży jej do walki (//stale powtarzam, że MG takowego nie wybiera za graczy). Z jej aktualną siłę, opcje były różne. Od prób ruszenia jakiegoś samochodu, który prawdopodobnie złamie się w pół drogi lub nie pozwoli podnieść, a ona jedynie oderwie część karoserii - po skrzynki, słupki, znaki drogowe czy słupy sygnalizacji świetlnej - które wpierw należałoby wyrwać. Na ziemi walało się również kilka krótkich - metrowych - metalowych belek, a z jednego rozbitego samochodu wystawała skrzynia wypełniona narzędziami - młotek, siekiera, śrubokręty czy przedłużona linijka. Pod jednym ze sklepów stała oparta aluminiowa drabina. Miała więc czas, by się zastanowić, a następnie wybrać. Do tego czasu nic nie robiąc. Shadowcat udało się dobiec i "przechwycić" żołnierza, zanim w kierunku tego wystrzelono cokolwiek, czym można by człowiekowi zagrozić. Mężczyzna dostrzegł wyciągniętą w jego kierunku dłoń i prawie że uprzedził Kitty w pociągnięciu ich za osłonę. Jak na żołnierza przystało, przywarł do maski plecami, obejmując pistolet obiema dłońmi i zerkając za maskę. Czarny stracił nimi zainteresowanie.
-Jeśli jest tym, co myślę - to nie zadziała.
Wypowiedział się szeptem, nie bawiąc się w porozumiewanie telepatyczne. Fakt, że potrafił nie oznaczało - że przepadał za tym rodzajem komunikacji. Drony wstrzymały ogień, poddając sytuację wyraźnej analizie. Przeciwnik nie mierzył do nich, zamiast tego obrócił rękę na stojącego dalej Baala. Dron-gunship podniósł dziób do góry i wzbił się w powietrze, odlatując na południowy-zachód od pola walki, zaraz znikając za budynkami.
Baal wyciągnął rękę, zaczął tworzyć kulę ognia. Przy samej końcówce, czarny obrócił dłoń w jego stronę i zamknął ją. Demony wystrzelił kulę, która nie przebyła nawet dziecięciu centymetrów odległości, wybuchając praktycznie w jego ręce oraz uwalniając mglistą, ciemną energię przypominającą dym. Eksplozja wytrąciła - jak początkowo mógł przypuszczać - sztylet z dłoni mężczyzny, a uwolniona energia błyskawicznie przeszyła ręce na wysokości bicepsów, tworząc na każdej pojedynczą ranę kłutą, wchodzącą z jednej strony i wychodzącą z drugiej. W tym sposób demon miał znacząco utrudnioną kontrolę nad własnymi rękoma, gdyż każdy ruch wiązał się z bólem. Jedyne co zdążył wyczuć, to jakiś magiczny impuls, który namieszał w jego ataku oraz nieco mu dodał. Odległość była zbyt mała, by wczas zdążył uniknąć trafienia. No i tutaj padła kwestia sztyletu. Jak się okazało, nie wypadł mu z dłoni, po prostu rozsypał się na popiół.
Dwa, walczące dalej gady nie pozostawały bierne. Mimo patowej sytuacji, starcie trwało dalej. Czarnołuski szarpnął trzymaną w kłach ręką, techniczny ruch połączony z pchnięciem na krtań zwalił przeciwnika na bok, a sam stwór w ostatniej chwili zbił dłoń przeciwnika ze swej krtani. Ostatnia chwila była świadectwem czterech nacięć, które pojawiły się na szyi po tym niebezpiecznym zagraniu. Biały wylądował na boku, czarnołuski dalej oplatał go nogami. Nie dał mu zareagować, prawa dłoń poszybowała. Zaciśnięta pięć sierpowym wpasowała się w bok pyska białego, huk rozszedł się po okolicy, kły zdarły dodatkowe łuski i poszarpały tkanki na przedramieniu czarnołuskiego. Niemniej puścił, łeb wbił się w asfalt, a stwór stracił przytomność. Czarnołuski zdziwił się, choć tego nie okazał. Momentalnie odepchnął się, przeturlał po boku, obrócił i wykonał przewrót w tył, stając na równe nogi. Wzrok wpierw wyłapał pozycje czarnego, a potem zerknął jeszcze na białego. Ten był teraz nieprzytomny. I zaczął powoli się rozpływać, jakby rozmywać. Niczym zanikająca zjawa. Krwistoczerwone ślepia zwężyły się się delikatnie, gdy gad zerknął na ostatniego przeciwnika - podobnego mu kolorystycznie. Ten stanął frontalnie do czarnołuskiego, dzieliło ich jakieś osiem metrów odległości. Obaj byli ranni, choć uszkodzenia na ciele czarnołuskiego wydawały się poważniejsze. Mierzyli się i czekali.
Andrei skorzysta z okazji i przemieścił się dalej, uprzednio wyrywając się z uchwytu Shadowcat. Podbiegł do drona medycznego oraz jednostki wsparcia, jak również znajdującego się przy nich Lockheeda. Mężczyzna zerknął na smoka i wstępnie ocenił jego stan, który ulegał poprawie z każdą chwilą - jednak powoli. Duża utrata krwi była tu największym problemem.
-Zabieramy go stąd. - Rzucił krótko. Dron medyczny jakby drgnął, podniósł deliakatnie położenie, a następnie opuścił się z powrotem na rannego i kontynuował proces. -Trzydzieści sekund i ma być gotowy do transportu. - Dokończył mężczyzna, jakby właśnie wymienił się z maszyną jakimiś informacjami. Niemniej posiadał to małe urządzenie przypięte do ramienia, które mogło przekazywać mu dane bez konieczności komunikacji werbalnej. Dron zmienił nieco położenie i skupił się na głębszych, poważniejszych urazach - stabilizując je na szybko oraz "na teraz". Medycyna pola walki wymagała ewakuacji rannego, zwłaszcza z zagrożonego pola. Drony uzbrojone nie podejmowały żadnej walki ani prowokacyjnych działań, by nie zwrócić uwagi ponownie na rannego.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Czw Lut 08, 2018 10:49 am

Na całe szczęście Kitty zdążyła złapać żołnierza i odciągnąć go na bok, chowając się razem z nim za samochodem. Nie miała pewności czy jej się uda, ale musiała zaryzykować. Nie mogła przecież stać bezczynnie i zastanawiać się, czy mężczyzna sam zdąży zrobić unik. Co było raczej mało prawdopodobne. Dziewczyna zawsze walczyła o czyjeś życie, pół życia spędziła na walce i nie miała zamiaru nigdy tego zmienić. Przynajmniej póki co tak myślała.
Sama wyjrzała ostrożnie, zerkając na czarnego stwora, który obrócił się nieco w inną stronę. Celował w kogoś innego. Tylko w kogo? Shadowcat obróciła głowę w tamtą stronę i zobaczyła jakiegoś mężczyznę. Kolejny mutant? Inny sprzymierzeniec, nieznany. Niestety jego moce chyba działały zbyt wolno, bo nie zdążył wiele zrobić, gdy został zaatakowany. Eksplozją jakiejś energii. Pierwszy raz coś takiego widziała.
Zerknęła krótko w stronę Rogue i pozostałej dwójki stworów. Walka zdawała się być wyrównana i żaden z nich nie zwrócił uwagi na mutantkę jeszcze, więc póki co nie musiała się martwić.
- Czym jest? Wiesz, jak z tym walczyć? - zapytała również szeptem, nie odrywając wzroku od stwora, by nie zaskoczył ich atakiem. Dałaby wszystko żeby wiedzieć cokolwiek o tych stworach. Czym są, jak z nimi walczyć. Czy dzięki swojej mocy mogła być bezpieczna, czy może używali jakiejś magii, więc fazowanie nic jej nie da. Ot, szczegóły, które byłyby przydatne w walce.
Kiedy Andrei ruszył ponownie w stronę Lockheeda, by przebyć ten ostatni kawałek drogi, który ich dzielił, mutantka podążyła ostrożnie za nim, niemal depcząc mu po piętach. Dopóki jej mały przyjaciel nie był w stanie się poruszać i leżał tutaj na ziemi, miała zamiar pilnować, by nic więcej mu się nie stało. To oznaczało uważne obserwowanie otoczenia i, w razie potrzeby, przefazowanie go wraz z dronem medycznym, któremu również nic nie mogło się stać. W tej chwili to było dla niej najważniejsze, dopilnować, by Lockheeda zabrali stąd bezpiecznie.
Nagły huk sprawił, że na moment spojrzała w stronę, z której dochodził. Zauważyła pewną zmianę. Biały potwór leżał na ziemi. I wyglądało trochę jakby zaczął znikać. Kitty nie do końca była zaskoczona. Ich czarny sprzymierzeniec wyglądał na kogoś pokroju tej złej dwójki, więc wiedział jak walczyć z nimi. Ona pierwszy raz widziała takie istoty i nic kompletnie o nich nie wiedziała.
Będzie musiała później poprosić o jakieś szersze informacje na temat tych stworów. Może poruszy to podczas ich rozmowy, na którą się wybierali. Wydawało się jej to dobrym pomysłem. W końcu powinni znać swojego przeciwnika. Kto wie, czy nie spotkają ich znowu kiedyś. Warto się zabezpieczyć na przyszłość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Pią Lut 16, 2018 7:39 pm

Nie wiedziała co się z nią dzieje. Ta bezczynność… To do niej kompletnie nie podobne. Nie może sobie na to dłużej pozwalać. Kolejna chwila zawahania może skończyć się o wiele gorzej niż do tej pory miało to miejsce. Gorzej nie tylko dla niej samej, ale przede wszystkim dla jej przyjaciół i sojuszników w tym trudnym przecież boju, którego była do tej pory biernym obserwatorem. Logan już dawno by ją skarcił za podobne zachowanie, i dostałoby jej się w pełni zasłużenie. Musi w końcu wziąć się w garść, przezwyciężyć niemoc, która nią zawładnęła.
„Dopiero co uratowałaś wszechświat przed nieuchronną zagładą. W porównaniu do tego, to co dzieje się teraz, to drobnostka. Weź się w garść i rusz dupę. Twoi przyjaciele cię potrzebują.” – powiedziała sobie w myślach, wzięła głęboki oddech i raz jeszcze powtórzyła tę samą formułkę. Podziałało. Chyba. Na pewno poczuła nieznaczny przypływ energii i woli walki. W tym czasie na placu boju wiele zdążyło się zmienić. I to nawet na lepsze, jak na pierwszy rzut oka mogło się wydawać. Ich smoczy sojusznik zdołał przechytrzyć swojego rywala i wydostał się z niemal śmiertelnego uścisku. Ostatecznie samemu zadając białemu śmiertelne obrażenia. Ten dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Został już tylko jeden stwór, który wciąż stanowił ogromne zagrożenie. Był ranny, tak samo jak ten walczący po ich stronie. Jego obrażenie były jednak mniej poważne i w opinii Rogue miał teraz zdecydowaną przewagę. Przynajmniej w walce jeden na jednego z jaszczurem, który stał po tej dobrej stronie barykady. To był ten moment, w którym Anna wreszcie powinna włączyć się do akcji. Skupi uwagę wroga na sobie. Tym samym dając sprzymierzeńcowi szansę na złapanie oddechu, może zajęcia się własnymi obrażeniami, a Kitty i reszcie czas na zabranie Lockheeda.
To nie wiele, lecz sądząc po tym jak do tej pory przebiegało starcie, na więcej raczej nie może sobie pozwolić. Stwory ewidentnie nie pochodziły z tego świata, były wytrzymałe, szybkie i zabójcze, a to pewnie nie wszystko, bo Anna nie znała wszystkich ich możliwości. Będzie musiała improwizować. W takim razie dobrze, że miała od kogo się tej niezwykle przydatnej umiejętności uczyć. Wpierw zaopatrzy się w jakąś broń, a później zrobi coś głupiego. Na szczęście wcześniejsze oględziny okolicy pozwoliły jej określić położenie co bardziej przydatnych narzędzi, które mogłaby wykorzystać. Po chwili namysłu zdecydowała się na jeden z przydrożnych znaków drogowych. Powinien być dość wytrzymały, choć i tak obawiała się, że może nie wystarczyć. Nie chciała jednak trudzić się na coś większego, bardziej nieporadnego, co tylko utrudniałoby jej ewentualne manewry i ataki. Znak był odpowiedniej wielkości i dość łatwo można było z jego pomocą zaatakować. Wciąż nieco skulona podeszła więc do jednego z takich najbliżej stojących elementów otoczenia, z odrobiną wysiłku decydując się wyrwać go z ziemi. Jeśli nie stosowano tu żadnych dodatkowych środków zapobiegających podobnym czynom, nie powinno to stanowić dla niej większego problemu.
Gdy jej się uda, wyjdzie stworowi naprzeciw. Nie siląc się na większe środki ochronności. Zrezygnowała z pomysłu ataku z zaskoczenia. To głupie i niebezpieczne, ale zdecydowała się zagrać w otwarte karty ze stworem, o którym prawie nic nie wiedziała. Poza tym, że jest zabójczo skuteczny i trudny do ukatrupienia.
- Ej, ty! – krzyknęła w kierunku czarnołuskiego przeciwnika. - Słuchaj, kotku. Daję ci ostatnią szansę na poddanie się. Jeśli odmówisz i odrzucisz tę szczodrą ofertę, stanę się nieprzyjemna. Bardzo nieprzyjemna. – tonem swojego głosu ewidentnie rzucała smokowi wyzwanie. Sprawiała wrażenie pewnej siebie, ogromnie wierzącej w swoje możliwości. A przynajmniej chciała, by tak było. W środku jednak kotłowała się od różnych emocji. Niekoniecznie tych pozytywnych. Już za późno na odwrót. Nie spodziewała się tego, że stwór dobrze przyjmie jej słowa. Liczyła się więc z opcją, że będzie musiała walczyć. Ani na chwilę nie przerwie swojego marszu, cały czas będzie zmierzać ku wrogowi, z bronią w gotowości. Jeśli dojdzie co do czego, zamierzała wykorzystywać swoje zdolności i zasięg znaku, by utrzymywać jaszczura na odległość. Wiedziała, że jeśli pozwoli mu się zbliżyć, zapewne nie będzie miała już czasu na odpowiedź. Kwestia tylko tego czy stwór w ogóle się nią zainteresuje.
Jej reakcja zależeć będzie od rodzaju ataku, a ten prawie na pewno nastąpi. Jeśli smok zdecyduje się na atak dystansowy, Anna wykona prosty unik, czyli odskoczy w wolną przestrzeń obok lub wzbije się w powietrze nim coś zdoła ją trafić. Biorąc pod uwagę okoliczności i teren, wybierze tę pierwszą opcję. W powietrzu miałaby więcej swobody, ale byłaby też łatwiejszym celem. Tu będzie mogła wykorzystać wszelkie osłony, by znikać z oczu potwora i szybko przygotować się do swojego ataku. Poza tym na dole miała więcej narzędzi, którymi będzie mogła zastąpić swój znak, jeśli go straci lub uzna, że pora na coś większego. Gdyby zdołała uniknąć ataku, sama zdecyduje się ruszyć na swojego przeciwnika. Lekko wzniesie ponad powierzchnię ziemi i tak szybko jak tylko zdoła na odległości dzielącej ją od napastnika podleci w jego kierunku (choć nie dokładnie na niego, lekko obok), starając się na nic nie wpaść i unikając ewentualnych kolejnych ataków, by ostatecznie wziąć zamach i uderzyć gada w głowę. Jeśli jej się uda, odleci odleci jeszcze kawałek i spróbuje wylądować.
Gdyby jednak stwór zdecydował się na wykorzystanie swojej przewagi w sile i zaatakował wybierając walkę w zwarciu, Anna spróbuje wybić mu to z głowy sama szybko wyprowadzając swój cios, gdy znajdzie się w zasięgu jej broni. Szybki zamach i uderzenie w tułów powinno zrobić swoje. A następnie nie czekając na jego reakcję odskoczy do tyłu, by znów nieco powiększyć dzielący ich dystans.
Jeśli sama oberwie... Ciężko powiedzieć na co w ogóle będzie mogła sobie pozwolić. Z mniejszymi obrażeniami sobie poradzi, zerwie się na nogi i w szale ruszy na stwora, specjalnie za pewne nie myśląc o swoich ruchach. Gdyby obrażenia były poważniejsze, spróbuje gdzieś na chwilę się schować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Nie Lut 18, 2018 10:30 am

Baal nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Sądził, że stwory to zwykłe zwierzęta, nie posiadające mocy, a inteligencję na niezbyt wysokim poziomie. Okazało się, że to jednak on był lekkomyślny i nieostrożny. Czyżby spokojne życie na Ziemi sprawiło, że zdziadział przez lata spokoju i bezpieczeństwa? Nie miał jednak teraz czasu o tym myśleć. Jego obie ręce zostały uszkodzone i używanie ich sprawia dość poważny ból. Bez nich ciężko mu będzie uwikłać się w walkę wręcz, przez problemy z zachowaniem równowagi. Z drugiej strony, moce potwora okazały się dość dziwne, nawet dla Baala, który przez swoje długie życie widział naprawdę wiele. Nie bardzo rozumiał, czego użył stwór, ale był w stanie jednym, szybkim i zdecydowanym ruchem przerwać działanie jego mocy i obrócić ją w dodatku przeciw niemu. Oczywiście stworowi ułatwiła to bezczynność demona, który tylko stał i czekał, aż naładuje się jego kula. To był błąd, i to kosztowny.
W tym momencie Baal musiał szybko zdecydować, czy kontynuować walkę, czy ulotnić się i wrócić do Piekła, aby szybciej zregenerować rany. Z jednej strony ucieczka będzie ujmą na jego dumie po przegranej potyczce, z drugiej jednak strony - czy kogoś tutaj obchodzi to, kim jest i czy to będzie ujma na jego honorze?
Po szybkim zastanowieniu postanowił stanąć u boku ludzi do końca walki. Ten jeden raz postanowił im pomóc i także spróbować trochę zatrzeć rysę na jego dumie. Oczywiście pomoże im w walce, nie w obronie czy ratowaniu cywilów. Po chwili zamienił się więc w swoją demoniczną formę, mając na oku przeciwnika(czarnego stwora). Będąc w swojej pierwotnej formie wyglądał bardziej okazale, był silniejszy, wytrzymalszy oraz jego zaklęcia ogniste były dużo silniejsze. Problem polegał na tym, że w tym momencie mógł użyć tylko tego z ust. Ręce dalej miał nie do końca sprawne, dlatego wiedział, że uwikłanie się w walkę wręcz nie jest dobrym pomysłem, zachowanie równowagi byłoby dość ciężkie, brak także możliwości sprawnego balansu nie działałby dobrze, dlatego musi także uważać na to, jakie uniki wykonuje, ponieważ nawet z tym będzie miał problemy. Przyjął jednak pozycję na niskich nogach, gotową do reakcji zarówno uskokiem w stronę, gdzie będzie więcej wolnej przestrzeni oraz uchylenia w bok, jeśli atak nie będzie obszarowy, a możliwy do obrony zwykłym uchyleniem. Jeśli jednak przeciwnik rzuci się na Baala frontalnie, z zamiarem bezpośredniego starcia, ten wybije się z całej siły nóg w stronę przeciwnika i rogami wystawionymi w stronę przeciwnika postara się go skontrować wbić w niego z pełnym impetem, jednocześnie będąc gotowym na ewentualne wyhamowanie, jeśli pojawi się na jego drodze znacząca przeszkoda. Jedynym momentem, w którym sam z siebie zaatakuje przeciwnika(nie kiedy ten zaatakuje Baala, jak napisałem wcześniej), będzie chwila w której wróg będzie ewentualnie rozproszony przez stronę trzecią. Wtedy postara się dostać się bliżej gada, ale na tyle, by ten nie sięgnął go łapą i miał bardzo mało czasu na reakcję. W takim momencie Baal wystrzeli z ust szybką i silną wiązkę ognia. Będzie chciał zastosować stary dobry atak z zaskoczenia. Obserwował gada, nawet najmniejszy ruch będzie podstawą do działania w każdym momencie.
W tym czasie odezwała się młoda dziewczyna, która nie miała zamiaru odpuszczać, zgrywała silną i niezależną. Baal jednak mógł zauważyć, że nawet trzymając broń targały nią emocje. Wiedziała, że walka nie jest dla niej najlepszym rozwiązaniem, ale mimo to była gotowa stanąć do walka. Taka odwaga była godna pochwały, nawet ze strony demona. Oczy Baala wylądowały na niej na dosłownie chwilkę, po czym wróciły na czarnego potwora, aby nie dać się zaskoczyć atakiem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Czw Lut 22, 2018 3:24 pm

NPC Storyline - Andrei Stagleishov|AP|Nodin

Dron uwijał się w zawrotnym tempie, pomijając poszczególne procedury medyczne oraz dokonując wstępnego zabezpieczenia pacjenta do transportu. Problemem pozostawał sam organizm małego smoka, który nie był znany dronowi, a co za tym idzie - musieli liczyć się z możliwymi powikłaniami. Podobna struktura kostna czy rozmieszczenie tkanek nie było wystarczające, by mówić o dokładnym podobieństwie.
-Przenośny komputer twierdzi, że należy unikać konfrontacji. Odwróćcie uwagę, niech nasz go wykończy. Idziemy?
Ostatnie słowo nie było skierowane do Shadowcat. Mężczyzna zerkał na nią tylko kątem oka, większą uwagę skupiając na dronie oraz jego działaniach. Na pytanie, maszyna przez jeszcze trzy sekundy prowadziła operację, by na końcu cofnąć się i "pokiwać" twierdząco. Komandos od razu schował pistolet do kabury przy pasie, zakrywając ją kurtką, a następnie wsunął ręce pod ciało rannego, momentalnie dźwigając go oraz podnosząc się na nogi. Nie czekając, ruszył w stronę ulicy odchodzącej ze skrzyżowania, gdzie na końcu - kolejnym skrzyżowaniu, zabezpieczonym przez mundurowych, czekał statek:
Spoiler:
 
Maszyna pozostawała "zaparkowana" frontem, unosząc się nad ziemią z klapą, wysuniętą pod jednostką i opartą o ulicę. Andrei szybkim krokiem maszerował przed siebie, za nim podążyły trzy drony - dwa obronne oraz jeden medyczny. W tym samym czasie, na dachu ulicy dało się dostrzec ruch, kiedy kolejny mundurowy rozstawił się tam z wielkokalibrowym karabinem wyborowym. Nie trudno było się domyślić, po co żołnierz kierował się do pojazdu, na wyjaśnienia czasu nie miał bo transport rannego kosmity do łatwych nie należał, choć Lockheed nie był na tyle ciężki, by nie mógł tego uczynić samodzielnie. Co w tym wypadku było bezpieczniejsze. Gdy mężczyzna dobiegł do jednostki, od razu udał się do wnętrza, zamierzając zostawić tam rannego. Udał się sam, gdyż drony zastawiły drogę Kitty, nie zamierzając dalej jej przepuścić. Zwykłą próbę przepchnięcia po prostu zablokują, stojąc na drodze. W razie natarczywości i próby przefazowania przez nich, drony pozwolą uzbrojeniu na wydanie charakterystycznego dźwięku zwalnianego bezpiecznika. Tyle dobrze, że kobieta nie musiała długo czekać na powrót mężczyzny, który truchtem zszedł po klapie, mijając drony. Kuliste maszyny wycofały się do wnętrza jednostki, która zaraz zamknęła klapę, a sam statek poderwał się do góry i odleciał ku gwiazdom.
-Zadbają o niego. Wróci, zanim zdążysz zatęsknić.
Rozłąka w takich chwilach nie bywała przyjemna, niemniej Shadowcat nie miała możliwości polecić z nimi. A jej mały towarzysz wymagał profesjonalnej, zaawansowanej opieki medycznej. Nie wystarczy dobry lekarz.
-W systemie słonecznym stacjonuje flota. Zabiorą go tam i wyleczą, bez obaw.
W tym samym czasie, pozostali kontynuowali walkę. Lub raczej kończyli chwilową "przerwę" na mierzenie się wzrokiem oraz komentarze. Rogue przeszła na bardziej dogodną pozycję pomiędzy dwoma, dwu i pół metrowymi gadami. Przeciwnik rzeczywiście zwrócił uwagę na Annę, nie podjął jednak żadnych działań. Wbrew temu, czego spodziewał się czarnołuski sojusznik, który przerwałby jej wypowiedź już po pierwszym słowie. Gdyby zamienili się rolami z wrogiem. Niestety, nie zaszło to dalej. Brak akcji wymagał od Rogue podejścia do wroga, gdzie wybrana przez nią opcja okazała się skuteczna. Przede wszystkim, wróg musiał skupić na niej uwagę. Zbliżyła się szybko, za szybko, na tyle, by nie spodziewał się takiego manewru. Jej "wycofanie" w walce, tym razem się opłaciło. W tym samym momencie - w bliżej nieokreślony sposób - dystans skrócił Baal. Mutantka wykonała skuteczny atak, zamach na łeb stwora. Oczywiście nie mogło pójść tak prosto, ten podniósł lewą rękę i zasłonił się przedramieniem. Tutaj zaskoczyła go jej siła, która zbiła nieco blok i pozwolił wpasować kant znaku w łeb stwora. Łuski pękły, tworząc niewielką ranę, jednak bez większych, poważnych uszkodzeń. Przeciwnik nie stracił pełni uwagi, Baal zbliżył się poza zasięg rąk, niemniej zanim zdążył wykonać swój atak - kolczasty ogon jaszczura wbił się w jego klatkę piersiową na wysokości żeber, rozdzierając skórę, a samego demona posyłając na najbliższą ścianę z ranami szarpanymi korpusu, jak również uszkodzonymi żebrami.
Uderzyła go, przechyliła jego środek ciężkości, jednak stwór szybko się pozbierał. Za szybko, zdążył wykonał krótki ruch w stronę mutantki, sięgnął prawą ręką prosto ku jej głowie bądź szyi. Jedno z dwójka, prawie złapał. Prawie, bo działania wyprowadzone przez mutantkę oraz demona, dały możliwość czarnołuskiemu, który rozpadł się w cienistą energię, w przeciągu sekundy znalazł tuż za Rogue i odtworzył swe ciało. Na drodze dłoni przeciwnika stanęło przedramię czarnołuskiego, który zablokował chwyt. Anna znalazła się "potrzasku", pomiędzy dwoma ogromnymi gadami, jednak sojusznik zmusił wroga, by ten skupił się na nim. By przyblokować drugą rękę wroga, czarny sam wykonał atak wolną ręką, dając się celowo zblokować. Impas, przerwany ogonem, który wyskoczył obok głowy kobiety. Kończyna na której końcu powstało czarne, energetyczne ostrze, przebiła korpus wroga na wylot, raz a dobrze kończąc jego żywot. Lub istnienie, gdyż czarny wróg zaraz zaczął zanikać w dymie, rozpadając się oraz pozwalając sojusznikowi puścić stwora. Jeśli do tej pory Rogue nie uciekła gdzieś dalej, czarnołuski cofnie się o dwa kroki i zerknie na nią z góry. Jeśli natomiast zmieniła pozycję, stwór obróci się w jej stronę, zaraz wychwytując ją wzrokiem.
/Atak godny podziwu, młoda./
W końcu się odezwał. Zimny, nieco neutralny - choć na pewno nie wrogi głos. To była pochwała, wyrażona przez kogoś, kto rzadko takie rzucał. Zwłaszcza względem obcych. Andrei (w tym zapewne również Kitty) wrócili do reszty. Komandos od razu podbiegł do Rogue, nie czując się już w żaden sposób zagrożony. Skoro wielki "smok" stał rozluźniony, to zapewne nic im nie groziło.
-Jesteście cali?
Rzucił krótkim pytaniem, choć wszystko było widoczne gołym okiem. Czarnołuski miał na torsie cztery rany po wcześniej wbitych w niego pazurach. Lewe przedramię poszarpane było od kłów. Krew już nie spływała, choć czarne plamy widoczne były na ciemnych łuskach stwora. Człowiek nie komentował dalej. Wielki sojusznik przemieścił się, zmniejszając dystans do Rogue i wyciągając ku niej prawą rękę. Jeśli mu pozwoli, stwór chwyci dłonią za jej przedramię, zaciskając delikatny uścisk.
/Phoenix Force... miałaś z tym kontakt./
Skomentował krótko, cofając swą dłoń po kilku sekundach. Coś wyczuł, choć nie pochwalił się - co dokładnie. Oczywiście jego słowa słyszała nie tylko Rogue ale również połączona z nim Shadowcat, jak i Andrei. Mężczyzna nie bardzo wiedział o co chodzi, poza tym, że zaczęło mu się wydawać - iż się znają. Lub właśnie poznali, biorąc pod uwagę reakcje widma.
-Zaraz będzie transport do ambasady.
/Nie jest potrzebny. Zapewnię tej dwójce bezpieczny i szybki transport na miejsce./
Wtrącił czarnołuski stwór, który nadal się nie przedstawił. Komandos niczego nie komentował, a jedynie skinął mu głową ze zrozumieniem. Nie zamierzał się kłócić, nie z tym stworzeniem. Pytanie, co powiedzą kobiety. Pozostawała jeszcze kwestia demona, który zapewne już się podniósł lub właśnie podnosił i wygrzebywał ze ściany, o którą nim rzucono. Poza człowiekiem, nikt inny go nie pilnował. Lub tak to tylko wyglądało.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Sob Lut 24, 2018 12:03 pm

Wierzyła, że dronowi uda się wyleczyć Lockheeda. Maszyna należała albo do Alranois albo do CORE. Na pewno była dużo bardziej zaawansowana od ziemskiej technologii, a skoro raz ziemskiemu chirurgowi udało się jakimś cudem zoperować Lockheeda i przywrócić do dobrego stanu, to temu urządzeniu tym bardziej się uda. W to nie wątpiła. Wiadomo, że nie potrwa to chwilę, ale w końcu jej mały przyjaciel wróci do pełni zdrowia.
Choć żołnierz wspomniał o odwracaniu uwagi to Kitty i tak ruszyła za nim kiedy ten podniósł smoka i poszedł w stronę statku kosmicznego. Nie podobało jej się, że mieli zabrać gdzieś Lockheeda, ale troska o jego zdrowie na szczęście była silniejsza. Z niesieniem smoka nie było żadnych problemów, maluch ważył poniżej dziesięciu kilogramów i nie był ciężarem. Dziewczyna spojrzała na pojazd, do którego mężczyzna wszedł. Nie miała zamiaru się pchać jeśli jej nie wolno było tam wejść. Poza tym, to by oznaczało, że chce uciec z pola walki, a przecież tego nie zrobi. Wpatrywała się więc w wejście, czekając na powrót wojskowego. W końcu ten wyszedł, a statek odleciał.
- Mam taką nadzieję. Prędzej chyba zacznę się o niego martwić niż za nim tęsknić. - odpowiedziała z lekkim skinięciem głowy. Rozumiała, że leczenie małego kosmity nie było proste. Być może skoro CORE było kosmiczną organizacją to miało kiedyś okazję spotkać rasę Lockheeda i co nieco się o niej dowiedzieć. To na pewno by im ułatwiło całą procedurę leczenia.
Skoro tutaj nie było nic więcej do roboty to Shadowcat zawróciła w stronę miejsca, gdzie zapewne ciągle toczyła się walka. Trochę przegapiła, ale miała nadzieję, że ani Rogue ani ich czarnemu sojusznikowi nic się nie stało. Inaczej by sobie tego nie wybaczyła.
Truchtem dotarła w pobliże walki, a następnie powoli kawałek dalej, by mieć dobry widok na to, co się działo. Okazało się, że walka praktycznie już się kończyła. Po tym, jak jeden z przeciwników zginął wcześniej, drugi miał utrudnienie, gdyż miał kilku przeciwko sobie. Rogue nie była w zbyt dobrym położeniu, ale smok zablokował obie ręce wroga, po czym wykonał cios ostrzem na końcu ogona. Kitty patrzyła, jak wróg znika. Tego jednego nie mogła zrozumieć. Nie padali trupem na ziemię tylko znikali. Będzie musiała później o to zapytać, o ile będzie do tego okazja. Wraz z Andrei'em mogli się zbliżyć do nich kiedy zagrożenie zniknęło. Mężczyzna wyprzedził ją z pytaniem, które chciała zadać, więc dziewczyna tylko skoncentrowała swoje spojrzenie na Rogue, sprawdzając, w jakiej kondycji jest dziewczyna. Nie wyglądała na ranną, ani specjalnie wymęczoną, więc walka musiała być krótka.
Spojrzała na Andrei'a, gdy ten wspomniał o transporcie, a następnie na czarnego smoka, który stwierdził, że sam zapewni im bezpieczny i szybko transport.
- Ja nie mam nic przeciwko. Swoją drogą, jestem Kitty. Ewentualnie Shadowcat, to moja ksywka. - przedstawiła się. Oczywiście smokowi, bo wojskowy od początku wiedział, kim są.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Czw Mar 01, 2018 7:29 am

Baal znów popełnił błąd. Zapomniał o tym, że wróg ma ogon, a to w dodatku gad... Naprawdę wyszedł z wprawy i wakacje źle na niego działają. A może po prostu się starzeje? A może jeszcze coś innego? Cholera wie. W każdym razie, walka powoli się zakończyła. Wróg został pokonany, a Baal po chwili wygrzebał się ze ściany i spojrzał na swoje rany. Nie były one mocno poważne, ale też nie takie lekkie. Ledwo sprawne ręce, rozszarpana skóra na żebrach, lekko uszkodzone same żebra. Kilka/kilkanaście dni zajmie mu rekonwalescencja w piekle. Nie miał zamiaru dłużej zostawać na Ziemi, uznał, że powrót do korzeni dobrze mu zrobi. Po wyzdrowieniu wróci do starych nawyków i postara się wrócić do formy.
Wygrzebawszy się ze ściany wrócił do swojej ludzkiej formy, rozejrzał się jeszcze trochę, po czym spojrzał na czarnołuskiego i skinął głową. Później spojrzał na Rogue, tym razem z uśmiechem na ustach. Musiał przyznać, że jej postawa była godna podziwu. Mimo iż zdenerwowana i niepewna, zebrała się i działała, nawet z większą pewnością niż on sam. Dopiero wtedy Baal uznał, że jego czas w tym miejscu dobiegł końca.
Nie mając już nic więcej do roboty w tym miejscu i nie czekając na reakcję innych uczestników akcji, teleportował się do Piekła. Tam będzie mógł szybciej uzupełnić energię i wyleczyć swoje rany. Miał tylko nadzieję, że Mefisto nie przyjdzie się z niego nabijać, bo w takich momentach potrafi być naprawdę bardzo upierdliwy...

z/t do Piekła
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   Czw Mar 01, 2018 7:19 pm

Wszystko szło zgodnie z planem. Ku jej ogromnemu zaskoczeniu. Spodziewała się trudności. Tymczasem wróg jakby ją zlekceważył. Nie pozostało jej nic innego jak tylko to wykorzystać realizując swoje wcześniejsze zamiary. Wszystko działo się szybko. Wymierzyła celny cios, lecz nim zdołała zareagować stwór już próbował wyprowadzić kontratak. Nie miała czasu na unik. Oczami wyobraźni widziała jak obrywa. Na szczęście prawie w ostatniej chwili do walki włączył się czarnołuski sojusznik, który zablokował łapę drugiego stwora nim ta zdążyła sięgnąć Rogue. Parę chwil później nastąpił koniec. Wróg zniknął podobnie jak wcześniej jego „brat”, pozostawiając w ten sposób na placu boju tylko Annę i drugiego, przyjaznego, smoka. Przez moment stała jeszcze bezruchu, po chwili odwracając się w jego stronę.
- Głupi, beztroski, lekkomyślny, nierozważny, szaleńczy… Każde z tych określeń byłoby trafniejsze. – odpowiedziała chłodno, może nieco zbyt chłodno, lekko przy tym unosząc głowę, by móc spojrzeć jaszczurowi w jego ślepia. Nie uważała, by zasłużyła na jakąkolwiek pochwałę i właśnie to próbowała w swojej wypowiedzi przekazać. Zrobiła to może dość nieudolnie, lecz ogólny ton był raczej zbliżony do oczekiwanego. Do tego była zła i rozczarowana swoją postawą. Głównie za sprawą tego, iż włączenie się do walki zajęło jej tak wiele czasu. Gdyby zrobiła to wcześniej, być może zdołaliby uniknąć części nieszczęśliwych zdarzeń, które miały miejsce odkąd wszystko niespodziewanie się zaczęło.
Słysząc kroki zbliżających się do nich osób odruchowo spuściła wzrok i przekręciła lekko głowę, by móc lepiej przyjrzeć się nadchodzącej dwójce. Widok Andreia oraz Kitty, całych i zdrowych, przyniósł jej niewielką ulgę. Pozwoliła sobie nawet na delikatny uśmiech, który szybko znikł z jej twarzy.
- Co z Lockheedem? – spytała przyjaciółkę wyraźnie zatroskana o los jej małego smoczego towarzysza. Nie widziała dokładnie co mu się przytrafiło, lecz wcześniejsza relacja Shadowcat wskazywała na to, że było to coś poważnego. Z oczywistych względów nie widziała trwającej równolegle akcji ratowniczej, a teraz skrzydlatego stworka także nigdzie nie było widać. Mina dziewczyny na szczęście zdradzała, że wszystko jest względnie pod kontrolą. Martwiła się, to zrozumiałe, ale gdyby doszło do najgorszego prawdopodobnie nie stałaby tu teraz przy niej. - Wyzdrowieje. – dodała. Nic więcej nie była w stanie z siebie wyrzucić.
Gdy czarnołuski znów się poruszył, przeniosła wzrok na niego. Zdawał się nie przejmować swoimi obrażeniami, choć jej wydawało się, iż były one dość poważne i ktoś zdecydowanie powinien się im przyjrzeć. Z drugiej strony, skoro on sam nie czuł takiej potrzeby, pewnie nie było czym się martwić. Zbliżył się, różnica wzrostu stała się jeszcze mocniej dostrzegalna. Nie zareagowała, gdy wyciągnął rękę, pozwalając na cokolwiek co zamierzał uczynić. Po chwili poczuła ją na swoim ramieniu. Nie miała pojęcia co się dzieje. To co usłyszała parę sekund później nieco ją zaskoczyło oraz mocno zaintrygowało.
- Dlatego tu jesteśmy. Mamy pytania. The CORE może mieć odpowiedzi. – odpowiedziała szczerze. Nie było sensu kłamać, ani tym bardziej próbować unikać tematu skoro jaszczur był telepatą, a w dodatku najwyraźniej wiedział coś o Phoenix Force. – Najwyraźniej ty również możesz je posiadać. Przynajmniej na część spraw, które nas interesują. Mylę się? – jeśli smok potwierdzi i będzie chciał rozmawiać, przy następnej okazji spróbuje coś z niego wyciągnąć. Teraz pragnęła się stąd zabrać. Na szczęście w tej samej chwili temat ich transportu poruszony został przez Andreia.
- Ja też. – odparła zgadzając się tym samym z Kitty. – Ale najpierw powinnyśmy zobaczyć co z naszym kolejnym tajemniczym sojusznikiem. – miała na myśli oczywiście Baala, który przez cały czas pomagał im pod obiema postaciami, a który pod koniec dość poważnie oberwał. Zerknęła w kierunku, w którym powinien znajdować się w swojej piekielnej formie. Ku jej zdziwieniu dostrzegła tam już tylko starszego mężczyznę, którego przelotnie wcześniej dostrzegła przyglądając się mającym miejsce wydarzeniom. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć lub zrobić po prostu zniknął.
- Co do… Kim on do cholery był. - Przeleciała wzrokiem po pozostałych, ciekawa ich reakcji na to zdarzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dreaq (Wyspa Zewyhn)   

Powrót do góry Go down
 
Dreaq (Wyspa Zewyhn)
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Wyspa Twarzy
» Wyspa Endor
» Bezludna Wyspa - Survival Time.
» Kronika rodu Tarth
» Most w Sligachan, wyspa Skye

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Alranois-
Skocz do: