Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1399
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Nie Maj 07, 2017 5:29 pm



Międzynarodowe Lotnisko Alranois, jest podstawowym punktem łączącym federację z resztą świata. Miejsce to nie należy do najtłoczniejszych, kursy odbywają się regularnie, jednak niezbyt często. Obiekt posiada najwyższej klasy zabezpieczenia, skutecznie chroniąc granicy Alranois przed niepożądanymi intruzami. Lotnisko ma również szeroko rozbudowaną infrastrukturę wypoczynkową oraz rozrywkową. Obiekt znajduje się przy zatoce, na północny zachód od stolicy federacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 229
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Sro Lip 19, 2017 12:00 pm

Przyglądając się siedzącym już na swoich miejscach żołnierzom szczególną uwagę poświęciła trzymanemu przez niektórych sprzętowi. Miała cichą nadzieję, że właśnie wyposażenie pomoże jej dowiedzieć się po co i gdzie lecą, bo jak na razie nikt nic na ten temat nie napąknął. Prędzej czy później i tak się tego dowie więc nie zadawała pytań, po prostu czekając na rozwój wypadków.
Wszyscy dość naturalnie zajmowali miejsca w pojeździe. Siadając po prostu po kolei na wolnych miejscach. Mogła jedynie przypuszczać, że niektórzy z nieco większą premydytacją wybrali miejsca koło najbliższych sobie kompanów, by podczas lotu porozmawiać. Poklad był duży i widać było, ze jest przystosowany do przewożenia więcej niż trzech czy czterech osób, ale i tak nie był specjalnie obszerny. Przestrzeni było akurat tyle by każdemu zapewnić nieco strefy komfortu, ale nie nadmiernie wiele. Tak, że w sumie każdy z każdym mógł bez przewszkód porozmawiać. Ona usiadła po prostu na wolnym miejscu. Wchodziła jako jedna z ostatnich, więc tych nie zajętych iejsc i tak było zaledwie kilka. Po niejwszedł jeszcze jeden żołnierz i to właśnie on udzielił odpowiedzi na jej ciche pytanie, podczas gdy ona zapoinała pas.
Nie spodobał jej się ton jakim mężczyzna się do niej zwrócił. Nie był opryskliwy, ale po prostu jej się nie spodobało, co wyraziła cichym warknięciem. Było to na tyle głośne by mężczyzna usłyszał wyraz jej niezadowolenia, ale nie było w tym agresji. Zaraz zresztą uniosła ku niemu głowę i skinęła delikatnie, pokazując że przyjęła jego słowa do wiadomości. Na jej twarzy gościł lekki sympatyczny uśmiech, jej znak firmowy, pokazujacy, że po niezafowolenie minęło.Hełm pancerza położyła na kolanach obejmując go lekko dłońmi i czekała co dalej. Obserwowała przy tym ostatnich wchodzących na pokład. Byli to Faith i dwóch żołnierzy. Jeden cichutko mamrocząc policzył obecnych na pokładzie, po czym zajął miejsce. Drugi zaś chyba odpowiadał za część biurokratyczną, bo stał koło kobiety z tabletem czekając aż ta podpisze dokumenty wyświetlone na ekranie.
" Czemu wszedzie tak nie robią? Drzewa i zwierzęta na nich żyjace były by wdzięczne za skończenie z papierologią", przeszło jej przez myśl. Westchnęła cicho nad losem biednych lasów i ich mieszkańców na kilka chwil oddając się rozmyślaniom nad barbarzyńskim działaniem cywilizacji na planetę. ie trwało to jednak długo. Zaledwie na sekundę zamknęła oczy by potem znów wrócić spojrzeniem do kobiety.
Klapa opadła zamykając ich w trzewiach pojazdu. Poczuła lekki skurcz w okolicach brzucha. Jedynie po tym poznała, że ruszyli z miejsca. Nie wiedziała czy cieszyć się czy boleć nad brakiem okien. Z jednej strony przyjemnie byłoby podziwiać widoki podczas lotu. Z drugiej jakoś nie specjalnie paliła się do wystawiania się na słońce. Wiedziała, ze pancerz ją chroni, ale nie zmieniało to faktu, że wciaż odczuwała spory dyskomfort przebywając w promieniach społecznych. Odczuwała zmęczenie i senność ilekroć widsziała jasne słońce pełni dnia. Tylko dzięki pancerzowi nie padała zemdona usypiając momentalnie.
-Jak długi?
Spytała nie mogąc już powstrzymać naturalnej ciekawości. To, że nie zadawała pytań już od conajmniej kilkunastu minut był nie lada osiągnieciem i wreszcie nie wytrzymałą. Nie lubiła nie wiedzieć. Nie jest to specjalnie dziwne biorąc pod uwagę, że zazwyczaj jeśli coś chciała wiedzieć natychmiast mogła to bardzo szybko sprawdzić w myślach kogoś kto wiedział. Nie żeby robiła to jakoś bardzo często. Teraz jednak nie bawiła się w telepatie bo wiedziała, że w jej otoczeniu są osoby i istoty, które nie tylko o telepatii wiedzą, ale są w niej bardziej biegli niż ona. Jej otoczenie było więc skazane na ciągłe zadawanie przez nią pytań. Ciekawość i głód informacji należy zaspakajac. Inaczej można oszaleć. Podejrzewać więc można, że to nie było ostatnie pytanie jakie Amelia zada podczas tego lotu.
Zaspakajając nieco ciekawość odwróciła wzrok od dowódcy i spojrzała na Akirę uśmiechając się do niej serdecznie. Widać było, że dziewczyna jest dość nerwowa i niepewna. Amelia wcale lepiej się nie czuła. Wciąż męczyło ją to co się stało na terenie Uniwersytetu, martwiła się o brata, denerowwała tym co będzie dalej, z czym jeszcze przyjdzie jej się mierzyć. Starała się jednak opanować, a przynajmniej sprawiać wrażenie opanowanej. Nie ma to jak aktorstwo. Może powinna zostać aktorką a nie policjantką. Potrząsnęła lekko głową odpędzając myśli o swojej wątpliwej karierze scenicznej i skupiła na dziewczynie. Nie miała specjalnie ochoty na pogawętki. Wolała nasłuchiwać rozmów innych z nadzieją, ze dowie się czegoś ciekawego i odpoczywać, zbierać siły póki jeszcze ma ku temu okazję. Nie wiadomo kiedy znów się taka nadarzy. Jeśli jednak Akira chciała rozmawiac Amelia z chęcią ucieła sobie z nią pogawędkę.
-Kod niebieski?
Powtórzyła pytajaco jednocześnie spokojnie zapinając pasy. Hełm dalej trzymała na kolanach. "Międzynarodowe?" dodała w myślach. Sądziła, że raczej wylądują na lotnisku wojskowym. Na cywilnym zrobią nie małe zamieszanie.
Pojazd jeszcze kołował, kiedy usłyszała głos Faith.
Nie wyłączyła pancerza od razu niepewnie zerkając w stronę wyjścia. Spojrzała jeszcze na ISAC-a sprawdzając godzinę. Lecieli kilka godzin. Dzień powinien już przechodzić we wczesny wieczór. Jednak...
- Tylko pancerz utrzymuje mnie przytomną w ciągu dnia. Jeśli go zdejmę osłabnę, a może nawet usnę i mogę nie obudzić się...-zawiesiła sie na chwilę-normalnie...- ma do czynienia z CORE, które współpracuje z widmami i innymi stworkami, które mogła ją zmusić by się obudziła mimo, że nie będzie to jej pora- do zachodu.
Wytłumaczyła swoje wachanie zerkając na Faith. Wyłączyła jednak pancerz i niemal natychmiast zachwiała się, gdy nagła fala senności uderzyła ją noczym kij bejspolowy piłkę podczas meczu. Powstrzymywanie się od uśnięcia było cięzkie. i wymagało ogromnych nakładów energii. Ona tylko dzięki temu, że była jedynie półkrwi i poświęcała ćwiczeniom ogrom czasu i energii potrafiła funkcjonować względnie normalnie na kilka godzin przed zachodem słońca. Jednak jak do tej poty nie udało jej się być przytomną wcześniej niż około dwóch maksymalnie trzech godzin przed zmierzchem, ale nawet wtedy potrzebowała czasu by zacząć funkcjonować. Na szczęście dla niej dochodziła osiemnasta. Istniała możliwość, że uda jej się utrzymać przytomność, ale już wiedziała, że będzie to istna tortura.
Ledwie klapa się uniosła Amelia jęknęła, gdy ostre światło uderzyło ją w oczy. Nie odczuwała takiego bólu jak inni Karpatianie, ale słońce raziło ją znacznie bardziej niż ludzi, szczególnie teraz gdy była bardzo osłabiona. Brak sił przekładał się na wzmożoną wrażliwość na słonce. Odpięła pas i bardzo powoli wstała. Jako jedna z ostatnich wyszła z pojazdu i zajęła miejsce obok pozostałych żołnierzy. Jakimś cudem szła w miarę prosto i normalnie. Było dla niej wciąż za wcześnie. Ciało pragnęło snu i tylko jej upór, bo siła woli już dawno sie wyczerpała, trzymał je w pionie zmuszając do robienia kolejnych kroków. Potworne osłabienie i senność objawiały się tym, że gdy tylko stanęła w jednym miejscu głowa zaczęła jej opadać,a ciało chwiało się jakby była lekko wstawiona. By zachowac jak największą trzeźwość umysłu wbijała sobie paznokcie we wnętrze dłoni, miejscami do krwi. Ból budził ją. I tak była z siebie dumna. Stała i to nawet z na wpół otwartymi powiekami. Normalnie o tej porze czołgałaby co i rusz ziewając i pojękując. Zajęta utrzymywaniem przytomności nie zwracała uwagi na gapiów, aparaty i zdjęcia. Najwyżej ktoś uzna, że ma mega chorobę lokomocyjną lub kaca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akira

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 02/03/2016

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Pią Lip 21, 2017 11:17 pm

Koniec końców dużego wyboru co do miejsca nie miała, dlatego też zajęła jedne z tych, które pozostało. Odgarnęła włosy z pola widzenia, po czym spoglądnęła ostrożnie na żołnierzy, by zobaczyć co robią, zanim sama zdecydowała się zapiąć pasy... No, samo ogłoszenie o tym też bardziej zachęciło ją do owego działania. Po tym oparła się nieco bardziej wygodniej i wbiła wzrok w ziemię. I brawo, jesteś tutaj, ale co właściwie dalej? W sumie, nie bardzo widziała dla siebie jakiś ciekawych zajęć. Oglądanie jakiś widoków odpadało, nie miała nic ze sobą, by zająć się na ten czas. Poczuła, że ruszają, co sprawiło dziwne uczucie łaskotania w żołądku.
Uniosła głowę w momencie, gdy kobieta podeszła do nich po załatwieniu swoich spraw. Przekrzywiła nieco głowę po czym skinęła delikatnie głową.
- W sumie, mam jedno, dość nietypowe pytanie - odezwała się cicho blondynka, ale tak, by była słyszalna przez ową dwójkę. - Gdzie my lecimy? - no co? Jeśli ktoś coś mówił na ten temat, to Akira musiała niedosłyszeć tego. Jeśli nie... Cóż. Zawsze warto wiedzieć, jak bardzo daleko była od Nowego Jorku.
Jasnowłosa przekierowała swoje spojrzenie na drugą osobę - Amelię - po czym na moment odwróciła wzrok, wyraźnie walcząc wewnętrznie ze sobą. Nie było jej łatwo z osobami, które nie znała. Co to, to nie. Dobra, Akira, zrobimy tak. Wyobraź sobie, że ją znasz. Nawet jeśli to kłamstwo, to wyobraź sobie i powstrzymaj się. Masz być grzeczna. Zero bycia złośliwą. Pamiętaj. Ponownie spojrzała na nią.
- Mogę wiedzieć właściwie, kim jesteś? - Brawo, spokojnie... Dobra... - W sensie... - Eh, zdecydowanie nie zabrzmiało to miło. I znów będę sobie wyrzucać to. - Jak się nazywasz. Ja jestem Akira - miała nadzieję, że w ten nieudolny sposób naprowadzi na pierwotny cel tego. Po prostu chciała poznać jej imię i przy okazji przedstawić się jej. Próba zawarcia przez nią znajomości, jako osoby inicjującej to... Nie należała w jej mniemaniu do najprostszych zadań. Jeśli nie odstraszę od siebie, to będę mogła to uznać za mini sukces.
Co do reszty ewentualnej pogawędki... W zależności od tego też, czy Amelia będzie chciała się coś dowiedzieć o samej Akirze w danym momencie. Jeśli tak, to jasnowłosa odpowiadałaby i w zależności od sytuacji, sama zadawałaby - trochę z niepewnością - jakieś pytania. Jeśli zaś nie... Nie chciała nic na siłę. W sumie, ogólnie, jeśli usłyszałaby pytanie dotyczące jej lub skierowane w jej stronę, zareagowałaby.
Jeśli zaś nic takiego nie powstałoby, zamknęłaby oczy, opierając się wygodniej i zasnęłaby na około pięć godzin. O ile coś lub ktoś nie przebudził jej międzyczasie.
Po przebudzeniu się, przetarła oczy i delikatnie przeczesała palcami włosy, starając się je ogarnąć. Rozejrzała się niepewnie, po czym westchnęła cicho.
- Ile już czasu minęło? - spytała się najbliżej znajdującej się jej osoby, nie podnosząc jednak głosu. Po uzyskaniu odpowiedzi lub też nie, zamknęłaby oczy i "zawiesiła się"... Co jakiś czas zasłaniając usta, by tłumiąc ziewnięcie. Cóż. Pewnie wynudzi się teraz, jeśli nie znajdzie się możliwość prowadzenia jakiejkolwiek rozmowy...
W końcu, gdy usłyszała komunikat, uniosła lekko brwi, otworzyła oczy i upewniła się, że przez ten czas nie odpięła pasów. Ciekawe czy na miejscu będzie coś do jedzenia.
- To jakieś oznaczenia? - międzyczasie do pytania Amelii o "niebieski kod", doczepiła swoje. Była ciekawa tego.
I w końcu wychodziło na to, że po pewnym czasie dotarli na miejsce... Pozostawało poczekać, aż maszyna bezpiecznie wyląduje, a potem żołnierze opuszczą ją. Dopiero wtedy Akira odpięła swoje pasy, stała, przeciągnęła się nieco, by rozruszać się i podbiegła do wyjścia... W sumie. Ja nawet nie wiem co mam teraz zrobić - tchnęła ją taka myśl, gdy już wychodziła. Przełknęła ślinę, rozejrzała się, by zobaczyć, gdzie dokładniej była... Dziwnie się czuję. Brakowało jej miejsca dla siebie. Na dodatek zachowanie ludzi w postaci robienia zdjęć nie sprawiło, że czuła się jakoś lepiej. A dobra. Spokojnie. I tak nikt nie zwraca na ciebie uwagi... Raczej.
Skończyło się na tym, że podeszła do Amelii i stanęła obok niej.
- W porządku? - spytała się jej. Nie wyglądała najlepiej, a skoro sama dziewczyna nie znała powodu tego, obstawiała w myślach bardziej przyziemne sprawy. Może lot jej zaszkodził?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1399
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Wto Lip 25, 2017 8:01 pm

NPC Storyline - AAF|AP|Faith Hartley|Jinkusu

Po opuszczeniu statku powietrznego, nie musiało upłynąć dużo czasu przed przybyciem transportu ziemnego. Po około siedmiu minutach, na płycie lotniska pojawiły się dwa pojazdy, niepasujące do reszty znajdujących się tutaj maszyn. Pierwszym była wojskowa ciężarówka. Dość spora i długa, z zakrytą klapą, mogąca pomieścić dość sporo żołnierzy. W sam raz, by zabrać wszystkich tu obecnych. Przed pojazdem ciężarowym, znajdował się nieco mniejszy, bo osobowy. Radiowóz policji Alranois poruszał się przed większym pojazdem, z włączonymi sygnałami świetlnymi, jednak bez sygnałów dźwiękowych. Maszyny zatrzymały się przy grupie, a żołnierze natychmiast ruszyli w kierunku swojego transportu. Z miejsca pasażera, z radiowozu, wysiadł policjant (przykład po prawej). Był to przedstawiciel słynnej policji Alranois. Słynnej nie tylko ze względu na skuteczność czy zaufanie społeczeństwa, co właśnie za umundurowanie oraz wyposażenie, które posiadali. Funkcjonariusz podszedł do Faith, która podniosła dłoń, jak tylko ten wysiadł z samochodu. Mężczyzna miał na sobie kominiarkę, woląc pozostać anonimowym. Podobnie z resztą, jego partner, który siedział za kierownicą. Zbliżając się do Faith, mężczyzna wyciągnął ku niej prawą dłoń na powitanie. Kobieta uścisnęła mu rękę, od razu przechodząc do konkretów.
-Zapakujcie je do radiowozu. Ja pojadę z resztą. Jedziecie do Dracon Maxime, więc po drodze zahaczcie o ambasadę i tam nas zostawcie. Ogarnę formalności.
Wyjaśniła, a mężczyzna skinął jej głową ze zrozumieniem, po czym zerknął w kierunku Akiry oraz Amelii. Oficer zlustrował je wzrokiem, a następnie wskazał gestem, by ruszyły za nim. W drodze do pojazdu, wskazał swemu kompanowi, by ten otworzył tylne drzwi. Zaraz po tym, sam podszedł do nich, otworzył je i spojrzał na obie kobiety.
-Zapraszam na przejażdżkę. Czas nas goni, więc bez opóźniania.
Wyjaśnił, w tym samym czasie zerkając do ciężarówki, do której wszyscy się już prawie zapakowali. Poza dwiema osobami, jeszcze tylko Atena i pojazd będzie miał wszystkich pasażerów. Gdy tylko Akira i Amelia znalazły się w środku, oficer zamknął za nimi drzwi, po czym obszedł samochód dookoła i wrócił na miejsce pasażera. Jak tylko znalazł się w środku, chwycił za radio na ramieniu, a kierowca ruszył w kierunku wyjazdu z lotniska. Za nimi ruszyła ciężarówka AAF.
-55 David, 00, ruszamy konwojem do przeprawy na Zytalst, po drodze przystanek na CORE, potwierdź.
-00, 55 David, 10-4, odbiór.

Po tej krótkiej odpowiedzi, komunikacja została zakończona, a konwój pojechał dalej. Policjanci chwilowo skupili się na swoich sprawach, jeden na drodze, a drugi, na bramce, przy której należało się odbić, podczas opuszczania lotniska. Gdy opuścili lotnisko, konwój ruszył w kierunku stolicy federacji - Dreaq. Z daleka dało się dostrzec nowoczesne miasto, łączące w sobie zaawansowane technologie z szacunkiem do zieleni, natury. Miasto, choć nowoczesne, nie odstawało od ziemskich standardów. Samochody dalej poruszały się po drogach, nie w powietrzu. Dało się jednak dostrzec smaczki, jak liczniki czerwonego i zielonego światła na pasach oraz skrzyżowaniach, płynny ruch, zadbane i czyste ulice oraz chodniki. W miarę, gdy konwój poruszał się dalej i zbliżał do miasta, dało się dostrzec coraz więcej z tutejszego sposobu życia. Przede wszystkim, co jakiś czas dało się dostrzec na ulicy osoby, które mogły przypominać cosplayowców z bardzo dobrze zrobioną charakteryzacją. Ludzie o zmienionym kolorze skóry, jakiś dodatkach, jak kolce, łuski czy futro albo pazury. Coś, czego zwyczajni ludzie nie posiadali. Przypadek mało spotykany w innych częściach świata, na Alranois całkiem normalny. Mutanci oraz nieludzie, mieli tutaj pełne prawo bytu. Musieli dostosować się oraz żyć według panujących tutaj praw, od czego nie było najmniejszych odstępów. Jednak poza tym, nikt nie musiał kryć się ze swą odmiennością. Mieszkańcy byli przyzwyczajeni. Z resztą nadal, ponad 90% populacji stanowili zwykli śmiertelnicy.
Przez czas podróży, funkcjonariusze nie byli zbyt rozmowni. Co jakiś czas, jeden rzucił coś do drugiego lub odpowiedział do radia. Poza tym, raczej milczeli. Nie było się im co dziwić, w końcu byli na służbie, wykonując dość nietypowe zadanie bezpiecznego przetransportowania personelu wojskowego przez stolicę. Obyło się bez korków czy incydentów na drodze, kierowcy, widząc radiowóz na światłach oraz jadący za nim, olbrzymi pojazd ciężarowy, woleli ustąpić miejsca. Zwłaszcza, że policja nie miała w zwyczaju z nikim się bawić. Tym bardziej żołnierze. Alranosi było miejscem, w którym żołnierz, znajdujący się na miejscu zdarzenia - miał prawo podjąć interwencję. Sytuacje takie zdarzały się wyjątkowo rzadko, jednak ze względu na specyfikę sąsiedniej wyspy, było to możliwe.
Po około godzinie drogi, samochód wyjechał z za góry, która skrywała za sobą olbrzymi budynek ambasady CORE na Ziemi. Monumentalna budowla, nowoczesna, z wieloma drogami dojazdowymi. Radiowóz podjechał stosunkowo blisko głównego wejścia, zatrzymując się przy chodniku. Za nim stanęła ciężarówka, z której wyskoczyła Faith, podchodząc szybkim krokiem do radiowozu. Drzwi otworzyły się, a policjant-pasażer również wyszedł na zewnątrz, otwierając kobietom drzwi i umożliwiając wyjście. Gdy te opuściły pojazd, mężczyzna pożegnał się, wsiadł do samochodu i ruszył z resztą konwoju do punktu docelowego.
Faith zlustrowała obie spojrzeniem, chwytając od razu za ISACa. Zanim pójdą dalej, przybliży im nieco sytuację.
-Znajdujemy się przed budynkiem ambasady CORE. Załatwię wam pokój, dostaniecie kilka godzin na odpoczynek, a następnie spotkamy się nad ranem. Wtedy przekażę wam co dalej. Pytania?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akira

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 02/03/2016

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Sro Sie 02, 2017 8:07 pm

I po pewnym czasie - Akira nie bardzo jak miała sprawdzić godzinę - przyjechał po nich transport. Przekrzywiła nieco głowę, ostrożnie patrząc na pojawiające się pojazdy. Czyli jednak nie będziemy tutaj stać wiecznie. Chyba. Tak mi się wydaje - w momencie, gdy myślała o tym, uświadomiła sobie, że nie bardzo wiedziała, jak będzie przebiegać ewentualny dalszy ciąg owej podróży. Chyba pozostaje mi poczekać. W sumie... I tak nie mam co więcej zrobić, patrząc na sam fakt, gdzie się znajduję.
Nie musiała długo czekać, by dowiedzieć się co dalej. Przekierowała spojrzenie najpierw na radiowóz, a potem na nieznajomego. Policjant? Nie czuła jakoś przypływu zaufania do tej osoby o zakrytej twarzy... No, ale przemyślenia postanowiła odłożyć na bok, będąc bardziej ciekawa tego, co będzie dalej. Dobra, trzeba zaryzykować.
Nie czekała długo na kolejne wydarzenia.
- Dobrze - powiedziała, gdy usłyszała, że ma wejść wraz z Amelią do mniejszego z pojazdów. Ciekawie się zapowiada. Szkoda tylko, że nie bardzo wiedziała, co będzie dalej. Chociaż nie. Coś słyszałam o ambasadzie. Wychodzi na to, że to jest nasz kolejny przystanek. Westchnęła w myślach, już zbliżając się do radiowozu, a potem wsiadając do niego. Siadła po prawej stronie, zapięła pasy i... Chyba czas na podróż, prawda?
W zależności od tego, czy Amelia będzie chciała rozmawiać lub coś się dowiedzieć, Akira będzie reagować, ale... Jeśli nie, to oprze się wygodnie i przekieruje swoje spojrzenie na zewnątrz.
To miejsce... - zamrugała oczami, patrząc na przemijając przez okno obraz. - Nigdy czegoś takiego nie widziałam - znaczy się, o co chodziło? Cóż, o wygląd mijanych osób. Powiedziałabym, że to przebrania w wysokiej jakości... Ale... - gdy tak pomyślała, co się działo przez ostatni czas, zdecydowanie wątpiła w taką możliwość. - Dziwne miejsce. Zdecydowanie. Westchnęła cicho, dalej spoglądając tam. Mimo wszystko to był dość ciekawe dla niej i to bardzo. Mimo iż nie rozumiem, o co chodzi.
W końcu jednak i sama trasa musiała się skończyć. Jej oczom ukazał się dość spory budynek. Wow... - delikatnie pobladła. - Robi wrażenie. Duże wrażenie. Niedługo po dojrzeniu celu podróży zatrzymali się. Jeśli ze swojego miejsca będzie mogła dojrzeć, to zobaczyła również, że i drugi z pojazdów się zatrzymał. Co dalej? Wysiadanie. Gdy opuściła już radiowóz, spojrzała na policjanta.
- Dziękuję, panu - powiedziała do niego i lekko skinęła głową. Pożegnała się również. Brawo, Akira, nie byłaś niemiła! Spojrzała po tym wszystkim ponownie na budynek, a potem na kobietę, która do owej dwójki podeszła. Wysłuchała jej słów... O, może to pora, by coś się więcej dowiedzieć?
- Ja mam pytanie - zwróciła się do niej Akira. - Gdzie my się właściwie znajdujemy? W sensie, kraj, nazwa, cokolwiek - nie wiedziała. Po prostu nie wiedziała i chciała chociaż tyle wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 229
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Pią Sie 11, 2017 9:34 am

Jej radość na dźwięk zbliżającego się transportu ziemnego była wręcz nieopisana. Tylko siłą woli, czy jak kto woli uporem utrzymywała w miarę prostą postawę. Odetchnęła z ulgą w duchu, choć nieomal zrobiła to również na głos, widząc jak na płyte lotniska wjeżdża najpierw samochód osobowy, a dokładniej radiowóz, a zaraz za nim wojskowa ciężarówka. Sygnały świetlne radiowozu delikatnie drażiły jej nadwrażliwe w tym momencie oczy. Z jeszcze większym utęsknieniem czekała by móc schować się, zamknąc oczy i przynajmniej wyłączyć na parę chwil.
Już chciała grzecznie ruszyć za reszytą żołnierzy do ciężarówki, gdy usłyszała rozmowę Faith z zamaskowanym oficerem policji. Została więc na miejscu i czekała na rozkazy. Z rozmowy dowódców dość łatwo można było wywnioskować gdzie się udają, Zastanawiało ją jedynie czemu jadą do ambasady.
Widząc gest oficera policji lekko chwiejnym krokiem ruszyła za nim do radiowozu. Skinęła nieznacznie mężczyźnie mijając go przy wsiadaniu do auta. Ledwie usiadła a drzwi się za nią zamknęły, z jej ust wyrwało się ciche westchnienie. Zamknęła oczy i delikatnie spowolniła pracę serca i płóc. Nie na tyle by zapaść w sen, ale wystarczajaco by oszczędzić nieco energii. Pozostawała przytomna,ale jakby wyłączona. Słyszała co się wokół niej dzieje jednak nie należało oczekiwać po niej jakiejkoliwek reakcji. Ponieważ zawiesiła się w ten sposób nie było szans na podziwianie widoków czy zaobserwowanie czegokolwiek. Wybudziła się dopiero, gdy samochód stanął. Jej organizm wrócił do normalnej pracy, otworzyła oczy i powoli wysiadła z samochodu, którego drzwi akurat się otworzyły. Ponownie skinęła głową funkcjonariuszowi, tym razem na pożegnanie.
Spokojnym krokiem podeszła do Faith. Oszczędzała energię, ale miała kilka pytań. Na szczęście jej towarzyszka ją uprzedziła, na co Amelia uśmiechnęła się lekko. Później przeprosi dziewczynę za dość nieuprzejme zachowanie. Przynajmniej zdaniem Amelii. W końcu nawet nie uśmiechnęła się do swojej towarzyszki. Dziewczyna zadała podstawowe pytania, co nie co rozczarowało Amelię. Sama miała nieco inne pytania.
-O której dokładnie mamy się stawić i gdzie?
" Nad ranem" to dość ogólnikowe określenie czasu. Dla Amelii nad ranem to tak około trzeciej lub czwartej, dla kogoś innego może być to szósta. To dość ważna kwestia, szczególnie, że bez pancerza im bliżej południa tym mniej energii miała. Jak dla niej najlepiej jakby się spotkali gdzieś w okolicach północy w zadaszonym, świeżo przekopanym ogrodzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1399
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Nie Sie 20, 2017 4:37 pm

[zt -> TUTAJ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Czw Lis 02, 2017 8:26 pm

Znów musiała przyznać, że była zaskoczona faktem, że jak do tej pory wszystko przebiegało dość sprawnie. Przygotowania do całego przedsięwzięcia zakończyła stosunkowo szybko, miała jeszcze chwilę, by się zdrzemnąć. Kitty o własnych siłach zwlekła się z łóżka i o dziwo w całkiem niezłym nastroju rozpoczęła kolejny dzień. Przynajmniej ona, bo po Annie widać było zmęczenie. W żadnym wypadku nie zamierzała jednak narzekać. Sama się na to pisała, liczyła się z tym, że noc zmarnuje na innych zajęciach i krótkiej drzemki będzie musiała szukać już w samolocie. Dojazd na lotnisko nie trwał długo, pora była jeszcze wczesna, więc ruch na drogach nie był większym utrudnieniem. Przybyły ze sporym zapasem czasu na odprawę i wszelkie związane z tym czynności. Wkrótce potem obie siedziały na swoich miejscach. Zdążyła zauważyć, że pasażerów wcale nie było tak wielu. Alranois wciąż było miejscem raczej tajemniczym, którym inni zainteresowali się głównie przez wzgląd na znajdującą się tam ambasadę pozaziemskiej organizacji. Minie trochę czasu nim będzie więcej zainteresowanych lotem w tamto miejsce, a może nie stanie się to wcale. Wszystko zależy też od tego jak do sprawy podejdą władze federacji. Otworzą się trochę bardziej czy będą chciały, by obecny stan utrzymał się jak najdłużej.
Tak czy owak. Część podróży dziewczyny spędziły rozmawiając na wszelkie tematy, na które mogły sobie pozwolić, i które wpadły im do głowy. Nie trzeba chyba dodawać, że tą mówiącą była głównie Kitty. Annie przypadała rola słuchacza, ale też starała się dodawać coś od siebie trochę częściej niż zwykle. Drugą część lotu Rogue postanowiła zaś wykorzystać na krótką drzemkę i podładowanie baterii na dalszą część dnia. Została przebudzona przez przyjaciółkę dopiero, gdy ogłoszono, że zbliżają się nad Międzynarodowe Lotnisko Alranois i za chwilę samolot będzie podchodzić do lądowania. Z punktu widzenia pasażerów cała procedura przebiegła bez zarzutu. Po opuszczeniu samolotu, przejściu formalności i odebraniu bagażu, obie kobiety były już wolne i zdane na siebie.
- Potrzebuję kawy. W olbrzymich ilościach. – zwróciła się do Kitty, po czym ziewnęła zakrywając usta dłonią. – Mamy jeszcze trochę czasu. Jeśli chcesz możemy jeszcze coś zjeść, a później poszukamy jakiegoś transportu na dalszą drogę. – niby obie spożyły już jakiś posiłek jeszcze w Instytucie, ale po śnie, nieważne jak krótki by nie był, Anna zawsze czuła potrzebę zjedzenia choćby prostej kanapki. Ot taki zwyczaj, którego zapoczątkowanie trudno wyjaśnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Pią Lis 03, 2017 5:26 pm

Najgorszym momentem chyba była odprawa, Kitty bardzo jej nie lubiła choć rozumiała, że była konieczna. Nie wszystko można było wnieść na samolot. Z Lockheedem musiała się pożegnać na czas lotu, smok od razu zwinął się w transporterku i poszedł spać, bo i tak nic innego nie miałby do roboty. Z innymi zwierzakami nie pogada, a transporterek mocno ograniczał jego ruchy.
Kiedy już dziewczyna usiadła obok swojej towarzyszki, rozejrzała się dookoła, zerkając na nielicznych pasażerów. Ciekawe kiedy Alranois wzbudzi powszechne zainteresowanie przez całą tą ambasadę. Zgadywała, że większość ludzi raczej nie miała ochoty się zbliżać tam póki co. Z jednej strony ambasada kosmicznej organizacji wydawała się kusząca. Z drugiej, kosmici raczej rzadko się kojarzyli z czymś przyjemnym. Dla większości pewnie kosmita oznaczał agresywnego najeźdźcę, chcącego podbić Ziemię.
Dzisiaj Shadowcat miała zamiar się odwdzięczyć Rogue i szeptem opowiadała jej o dziwnych wydarzeniach na Quincy. O śnieżycy, która zdecydowanie nie była zjawiskiem naturalnym, bo nie dość, że ją zmroziło to jeszcze widziała śnieżną istotę, kobietę zapewne. O tym jak Bobby pojawił się żeby ją odnaleźć, a na koniec jak młody chłopak ich teleportował do lasu, a potem do Instytutu, za pozwoleniem Emmy. Wspomniała też o jego "drużynie", grupce nastolatków, którzy chcieli pomagać ludziom jak oni i o tym, jak Wiccan wyraźnie był chętny na współpracę, plus chyba był ich fanem, bo nie źle się nakręcił na te myśli.
W końcu jednak po Annie zaczęło być widać zmęczenie, więc Katherine umilkła, nie mając już i tak wiele więcej do opowiedzenia. Dała się przespać koleżance, samem zerkając przez okno na chmury, zastanawiając się jak będzie na wyspie. Nowe miejsca zawsze wywoływały ciekawość i wiele różnych myśli na ich temat. Dopiero, gdy zakomunikowano zbliżanie się do celu podróży, obudziła Rogue i razem czekały na lądowanie. Na lotnisku odebrały swoje bagaże, Kitty z uśmiechem ponownie powitała Lockheeda i mogły odejść na bok, by nikomu nie przeszkadzać.
- Głodna nie jestem, ale kawą nie pogardzę. Obstawiam, że Lockheed jest głodny, jemu coś muszę kupić na pewno. - odezwała się, rozglądając za jakimś sklepem czy małym barem, gdzie mogłyby spędzić chwilę na jedzeniu i piciu - Na którą godzinę w ogóle mamy umówione spotkanie? Ktoś ma po nas przybyć czy same musimy się dostać pod tą ambasadę? - w końcu zadała najważniejsze dla niej pytania. W końcu to Anna dzwoniła i umawiała je na spotkanie, więc znała wszystkie szczegóły. Jednocześnie też skierowała się w stronę jednej z kawiarenek. Tam będą mogły posiedzieć i porozmawiać jeszcze trochę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 322
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Wto Lis 07, 2017 12:26 am

Wśród myśli Rogue nagle pojawił się telepatyczny głos Emmy, spokojny, choć pod opanowaniem można w nim było wyłapać cichy ton irytacji.
"Mamy właśnie w Instytucie niespodziewanego gościa. Tony Stark uznał, że powinien nas odwiedzić i przekonać nas do ujawnienia szkoły. Porozmawiam o tym z Carol, ale w najbliższym czasie najlepiej będzie, jeżeli wszyscy X-Men zachowają przy Avengers ostrożność. Na wszelki wypadek."

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Sob Lis 18, 2017 5:55 pm

- Jesteśmy umówione na godzinę 13. Owszem, przekazano mi, że odpowiedni transport zostanie nam zapewniony. Ktoś miał nas odebrać zaraz po przejściu kontroli granicznej i odebraniu bagażu. A jako, że nie widzę nikogo tu kto mógłby być tą właśnie osobą, mamy więc chwilę na kawę i jakiś skromny posiłek. – być może w ten sposób sprawią trochę więcej kłopotu ze swoim odnalezieniem osobie, którą miała przysłać ambasada, ale Anna nie zamierzała bezczynnie siedzieć i w ten sposób tracić czas, który równie dobrze mogą poświęcić na zaspokojenie podstawowych potrzeb żywieniowych. Kofeina nieco ją pobudzi i przywróci do pełnej sprawności, a sałatka lub inne lekkie pożywienie pozwolą zaspokoić powracające uczucie głodu.
Shadowcat być może dostrzegła wtedy, że Anna przez krótką chwilę wydawała się lekko rozproszona, przez krótką chwilę może nawet nieobecna. Na jej twarzy przez ułamek sekundy pojawił się lekki grymas niezadowolenia. Miało to związek z nagłą i nieoczekiwaną wiadomością od Emmy. Zaczęła zastanawiać się, czy Stark działał w tej sprawie w imieniu Avengers czy może rozgrywał jakąś własną gierkę? Do tej pory ich kontakty z Mścicielami były pozytywne. Sojusznicy rozumieli potrzebę X-Men i wszystkich mutantów do pozostania w ukryciu. Coś się od tego czasu zmieniło? Prawdę powiedziawszy, to lekko niepokojące, że jeden z tak zwanych przyjaciół stara się naciskać na ich wyjście z cienia. I to tuż przed rozpoczęciem konferencji, w wyniku której prawdopodobnie zostaną podjęte decyzje, które w znacznej części będą ściśle powiązane ich dalszym losem. W ten sposób tylko ułatwiliby rządowi ich ewentualną eliminację. Równie dobrze mogliby sobie narysować na twarzach ogromne czerwone tarcze. Ujawnienie Instytutu mogłoby także przyczynić się do rozprzestrzenienia opinii o tym, że szkolą armię do walki z ludźmi, co przecież nie było prawdą. Oczywiście, Rogue uważała, że w pewnym momencie warto będzie rozważyć tę potencjalnie niebezpieczną opcję, którą jest ujawnienie się światu, ale moment nie jest ku temu odpowiedni. Nie odpowiedziała. Przyjęła przekaz do wiadomości. Później przekaże Kitty czego się dowiedziała, o ile oczywiście ta nie otrzymała informacji od Frost.
Zerknęła na zegarek. Mają jeszcze blisko dwie godziny. Nie miała pojęcia jak długo potrwa podróż do ambasady, ale wstępnie zakładała, iż nie będzie ona zbyt długa. Nadmiar czasu prawdopodobnie uwzględniał ewentualne opóźnienia, które w dzisiejszym świecie mimo wszystko są czymś z czym trzeba się liczyć. Być może będą miały także sposobność, by przed spotkaniem zameldować się jeszcze w hotelu. To już jednak zależy od tego, czy kolejne wydarzenia będą przebiegać równie gładko co dotychczas.
- Dobrze więc, chodźmy. – chwyciła rączkę walizki i poprowadziła Kitty w stronę upatrzonego przed chwilą lokalu, z którego będą mieć dość dobry widok na wszystko, a którego szyld obiecywał smaczny posiłek w przystępnej cenie. Co oznaczało pewnie, że i tak przyjdzie im zapłacić co najmniej dwukrotnie więcej niż normalnie, ale nie miały przecież większego wyboru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Yesterday at 5:18 pm

- Czyli mamy trochę czasu dla siebie. Choć może ktoś się pojawi szybciej żebyśmy mogły trochę się zapoznać z całą tą ambasadą. Sam budynek mnie ciekawi, nie tylko rozmowa. - odpowiedziała na słowa koleżanki. Chętnie by zwiedziła tą całą ambasadę. Nigdy w żadnej nie była, a taka od kosmicznej organizacji pewnie była ciekawsza od zwykłej. Nie mówiąc o możliwości spotkania jakichś przedstawicieli kosmicznych ras. Chwilowo jednak mogły obejrzeć sobie uważniej lotnisko i zjeść niewielki posiłek choć nie chciała patrzeć na ceny. Na lotniskach zawsze wszystko było droższe.
Zauważyła tą niewielką, dziwną zmianę na twarzy Rogue. Mogła się tylko domyślać o co chodzi. Nie konkretnie, ale mniej więcej. Przekaz telepatyczny. W końcu sama miała z nim nieraz do czynienia. Oczywiście nie miała zamiaru dopytywać o co chodzi. Gdyby informacja była również dla niej ważna to by się dowiedziała o tym. Pozwoliła więc dziewczynie się ogarnąć, stojąc spokojnie obok niej.
Skinęła w końcu lekko głową i ruszyła za koleżanką w stronę niewielkiej kawiarenki, gdzie miały zamiar spędzić czas, który im pozostał. Najchętniej wyprałaby się na spacer po okolicy, ale nie powinny się nigdzie oddalać. W końcu czekały na kogoś, kto miał je stąd odebrać, a to oznaczało, że nie powinny się oddalać z lotniska. Po wejściu do pomieszczenia Kitty rozejrzała się za wolnym stolikiem i zaraz zajęła jedno z krzeseł, przyciągając jedno krzesło bliżej siebie, by postawić na nim transporterek z Lockheed'em.
- Mam nadzieję, że ten kto ma po nas przyjść, pojawi się wcześniej. Lockheed nie jest zbyt zadowolony z siedzenia w tym. Myślisz, że tutaj kosmici to norma? - skierowała spojrzenie na przyjaciółkę. Ta jedna rzecz od początku ją zastanawiała. Alranois wiedziało o istnieniu CORE, mieli ich ambasadę u siebie. Może więc i kosmici u nich przebywali i byli do nicj przyzwyczajeni? W takim wypadku mogłaby wypuścić smoka i zdjąć mu tą obrożę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    

Powrót do góry Go down
 
Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Zbombardowane lotnisko
» Wyspa Twarzy
» Lotnisko Gumrak
» Wyspa Endor
» Bezludna Wyspa - Survival Time.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Alranois-
Skocz do: