Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Nie Maj 07, 2017 5:29 pm



Międzynarodowe Lotnisko Alranois, jest podstawowym punktem łączącym federację z resztą świata. Miejsce to nie należy do najtłoczniejszych, kursy odbywają się regularnie, jednak niezbyt często. Obiekt posiada najwyższej klasy zabezpieczenia, skutecznie chroniąc granicy Alranois przed niepożądanymi intruzami. Lotnisko ma również szeroko rozbudowaną infrastrukturę wypoczynkową oraz rozrywkową. Obiekt znajduje się przy zatoce, na północny zachód od stolicy federacji.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Sro Lip 19, 2017 12:00 pm

Przyglądając się siedzącym już na swoich miejscach żołnierzom szczególną uwagę poświęciła trzymanemu przez niektórych sprzętowi. Miała cichą nadzieję, że właśnie wyposażenie pomoże jej dowiedzieć się po co i gdzie lecą, bo jak na razie nikt nic na ten temat nie napąknął. Prędzej czy później i tak się tego dowie więc nie zadawała pytań, po prostu czekając na rozwój wypadków.
Wszyscy dość naturalnie zajmowali miejsca w pojeździe. Siadając po prostu po kolei na wolnych miejscach. Mogła jedynie przypuszczać, że niektórzy z nieco większą premydytacją wybrali miejsca koło najbliższych sobie kompanów, by podczas lotu porozmawiać. Poklad był duży i widać było, ze jest przystosowany do przewożenia więcej niż trzech czy czterech osób, ale i tak nie był specjalnie obszerny. Przestrzeni było akurat tyle by każdemu zapewnić nieco strefy komfortu, ale nie nadmiernie wiele. Tak, że w sumie każdy z każdym mógł bez przewszkód porozmawiać. Ona usiadła po prostu na wolnym miejscu. Wchodziła jako jedna z ostatnich, więc tych nie zajętych iejsc i tak było zaledwie kilka. Po niejwszedł jeszcze jeden żołnierz i to właśnie on udzielił odpowiedzi na jej ciche pytanie, podczas gdy ona zapoinała pas.
Nie spodobał jej się ton jakim mężczyzna się do niej zwrócił. Nie był opryskliwy, ale po prostu jej się nie spodobało, co wyraziła cichym warknięciem. Było to na tyle głośne by mężczyzna usłyszał wyraz jej niezadowolenia, ale nie było w tym agresji. Zaraz zresztą uniosła ku niemu głowę i skinęła delikatnie, pokazując że przyjęła jego słowa do wiadomości. Na jej twarzy gościł lekki sympatyczny uśmiech, jej znak firmowy, pokazujacy, że po niezafowolenie minęło.Hełm pancerza położyła na kolanach obejmując go lekko dłońmi i czekała co dalej. Obserwowała przy tym ostatnich wchodzących na pokład. Byli to Faith i dwóch żołnierzy. Jeden cichutko mamrocząc policzył obecnych na pokładzie, po czym zajął miejsce. Drugi zaś chyba odpowiadał za część biurokratyczną, bo stał koło kobiety z tabletem czekając aż ta podpisze dokumenty wyświetlone na ekranie.
" Czemu wszedzie tak nie robią? Drzewa i zwierzęta na nich żyjace były by wdzięczne za skończenie z papierologią", przeszło jej przez myśl. Westchnęła cicho nad losem biednych lasów i ich mieszkańców na kilka chwil oddając się rozmyślaniom nad barbarzyńskim działaniem cywilizacji na planetę. ie trwało to jednak długo. Zaledwie na sekundę zamknęła oczy by potem znów wrócić spojrzeniem do kobiety.
Klapa opadła zamykając ich w trzewiach pojazdu. Poczuła lekki skurcz w okolicach brzucha. Jedynie po tym poznała, że ruszyli z miejsca. Nie wiedziała czy cieszyć się czy boleć nad brakiem okien. Z jednej strony przyjemnie byłoby podziwiać widoki podczas lotu. Z drugiej jakoś nie specjalnie paliła się do wystawiania się na słońce. Wiedziała, ze pancerz ją chroni, ale nie zmieniało to faktu, że wciaż odczuwała spory dyskomfort przebywając w promieniach społecznych. Odczuwała zmęczenie i senność ilekroć widsziała jasne słońce pełni dnia. Tylko dzięki pancerzowi nie padała zemdona usypiając momentalnie.
-Jak długi?
Spytała nie mogąc już powstrzymać naturalnej ciekawości. To, że nie zadawała pytań już od conajmniej kilkunastu minut był nie lada osiągnieciem i wreszcie nie wytrzymałą. Nie lubiła nie wiedzieć. Nie jest to specjalnie dziwne biorąc pod uwagę, że zazwyczaj jeśli coś chciała wiedzieć natychmiast mogła to bardzo szybko sprawdzić w myślach kogoś kto wiedział. Nie żeby robiła to jakoś bardzo często. Teraz jednak nie bawiła się w telepatie bo wiedziała, że w jej otoczeniu są osoby i istoty, które nie tylko o telepatii wiedzą, ale są w niej bardziej biegli niż ona. Jej otoczenie było więc skazane na ciągłe zadawanie przez nią pytań. Ciekawość i głód informacji należy zaspakajac. Inaczej można oszaleć. Podejrzewać więc można, że to nie było ostatnie pytanie jakie Amelia zada podczas tego lotu.
Zaspakajając nieco ciekawość odwróciła wzrok od dowódcy i spojrzała na Akirę uśmiechając się do niej serdecznie. Widać było, że dziewczyna jest dość nerwowa i niepewna. Amelia wcale lepiej się nie czuła. Wciąż męczyło ją to co się stało na terenie Uniwersytetu, martwiła się o brata, denerowwała tym co będzie dalej, z czym jeszcze przyjdzie jej się mierzyć. Starała się jednak opanować, a przynajmniej sprawiać wrażenie opanowanej. Nie ma to jak aktorstwo. Może powinna zostać aktorką a nie policjantką. Potrząsnęła lekko głową odpędzając myśli o swojej wątpliwej karierze scenicznej i skupiła na dziewczynie. Nie miała specjalnie ochoty na pogawętki. Wolała nasłuchiwać rozmów innych z nadzieją, ze dowie się czegoś ciekawego i odpoczywać, zbierać siły póki jeszcze ma ku temu okazję. Nie wiadomo kiedy znów się taka nadarzy. Jeśli jednak Akira chciała rozmawiac Amelia z chęcią ucieła sobie z nią pogawędkę.
-Kod niebieski?
Powtórzyła pytajaco jednocześnie spokojnie zapinając pasy. Hełm dalej trzymała na kolanach. "Międzynarodowe?" dodała w myślach. Sądziła, że raczej wylądują na lotnisku wojskowym. Na cywilnym zrobią nie małe zamieszanie.
Pojazd jeszcze kołował, kiedy usłyszała głos Faith.
Nie wyłączyła pancerza od razu niepewnie zerkając w stronę wyjścia. Spojrzała jeszcze na ISAC-a sprawdzając godzinę. Lecieli kilka godzin. Dzień powinien już przechodzić we wczesny wieczór. Jednak...
- Tylko pancerz utrzymuje mnie przytomną w ciągu dnia. Jeśli go zdejmę osłabnę, a może nawet usnę i mogę nie obudzić się...-zawiesiła sie na chwilę-normalnie...- ma do czynienia z CORE, które współpracuje z widmami i innymi stworkami, które mogła ją zmusić by się obudziła mimo, że nie będzie to jej pora- do zachodu.
Wytłumaczyła swoje wachanie zerkając na Faith. Wyłączyła jednak pancerz i niemal natychmiast zachwiała się, gdy nagła fala senności uderzyła ją noczym kij bejspolowy piłkę podczas meczu. Powstrzymywanie się od uśnięcia było cięzkie. i wymagało ogromnych nakładów energii. Ona tylko dzięki temu, że była jedynie półkrwi i poświęcała ćwiczeniom ogrom czasu i energii potrafiła funkcjonować względnie normalnie na kilka godzin przed zachodem słońca. Jednak jak do tej poty nie udało jej się być przytomną wcześniej niż około dwóch maksymalnie trzech godzin przed zmierzchem, ale nawet wtedy potrzebowała czasu by zacząć funkcjonować. Na szczęście dla niej dochodziła osiemnasta. Istniała możliwość, że uda jej się utrzymać przytomność, ale już wiedziała, że będzie to istna tortura.
Ledwie klapa się uniosła Amelia jęknęła, gdy ostre światło uderzyło ją w oczy. Nie odczuwała takiego bólu jak inni Karpatianie, ale słońce raziło ją znacznie bardziej niż ludzi, szczególnie teraz gdy była bardzo osłabiona. Brak sił przekładał się na wzmożoną wrażliwość na słonce. Odpięła pas i bardzo powoli wstała. Jako jedna z ostatnich wyszła z pojazdu i zajęła miejsce obok pozostałych żołnierzy. Jakimś cudem szła w miarę prosto i normalnie. Było dla niej wciąż za wcześnie. Ciało pragnęło snu i tylko jej upór, bo siła woli już dawno sie wyczerpała, trzymał je w pionie zmuszając do robienia kolejnych kroków. Potworne osłabienie i senność objawiały się tym, że gdy tylko stanęła w jednym miejscu głowa zaczęła jej opadać,a ciało chwiało się jakby była lekko wstawiona. By zachowac jak największą trzeźwość umysłu wbijała sobie paznokcie we wnętrze dłoni, miejscami do krwi. Ból budził ją. I tak była z siebie dumna. Stała i to nawet z na wpół otwartymi powiekami. Normalnie o tej porze czołgałaby co i rusz ziewając i pojękując. Zajęta utrzymywaniem przytomności nie zwracała uwagi na gapiów, aparaty i zdjęcia. Najwyżej ktoś uzna, że ma mega chorobę lokomocyjną lub kaca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akira

avatar

Liczba postów : 96
Data dołączenia : 02/03/2016

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Pią Lip 21, 2017 11:17 pm

Koniec końców dużego wyboru co do miejsca nie miała, dlatego też zajęła jedne z tych, które pozostało. Odgarnęła włosy z pola widzenia, po czym spoglądnęła ostrożnie na żołnierzy, by zobaczyć co robią, zanim sama zdecydowała się zapiąć pasy... No, samo ogłoszenie o tym też bardziej zachęciło ją do owego działania. Po tym oparła się nieco bardziej wygodniej i wbiła wzrok w ziemię. I brawo, jesteś tutaj, ale co właściwie dalej? W sumie, nie bardzo widziała dla siebie jakiś ciekawych zajęć. Oglądanie jakiś widoków odpadało, nie miała nic ze sobą, by zająć się na ten czas. Poczuła, że ruszają, co sprawiło dziwne uczucie łaskotania w żołądku.
Uniosła głowę w momencie, gdy kobieta podeszła do nich po załatwieniu swoich spraw. Przekrzywiła nieco głowę po czym skinęła delikatnie głową.
- W sumie, mam jedno, dość nietypowe pytanie - odezwała się cicho blondynka, ale tak, by była słyszalna przez ową dwójkę. - Gdzie my lecimy? - no co? Jeśli ktoś coś mówił na ten temat, to Akira musiała niedosłyszeć tego. Jeśli nie... Cóż. Zawsze warto wiedzieć, jak bardzo daleko była od Nowego Jorku.
Jasnowłosa przekierowała swoje spojrzenie na drugą osobę - Amelię - po czym na moment odwróciła wzrok, wyraźnie walcząc wewnętrznie ze sobą. Nie było jej łatwo z osobami, które nie znała. Co to, to nie. Dobra, Akira, zrobimy tak. Wyobraź sobie, że ją znasz. Nawet jeśli to kłamstwo, to wyobraź sobie i powstrzymaj się. Masz być grzeczna. Zero bycia złośliwą. Pamiętaj. Ponownie spojrzała na nią.
- Mogę wiedzieć właściwie, kim jesteś? - Brawo, spokojnie... Dobra... - W sensie... - Eh, zdecydowanie nie zabrzmiało to miło. I znów będę sobie wyrzucać to. - Jak się nazywasz. Ja jestem Akira - miała nadzieję, że w ten nieudolny sposób naprowadzi na pierwotny cel tego. Po prostu chciała poznać jej imię i przy okazji przedstawić się jej. Próba zawarcia przez nią znajomości, jako osoby inicjującej to... Nie należała w jej mniemaniu do najprostszych zadań. Jeśli nie odstraszę od siebie, to będę mogła to uznać za mini sukces.
Co do reszty ewentualnej pogawędki... W zależności od tego też, czy Amelia będzie chciała się coś dowiedzieć o samej Akirze w danym momencie. Jeśli tak, to jasnowłosa odpowiadałaby i w zależności od sytuacji, sama zadawałaby - trochę z niepewnością - jakieś pytania. Jeśli zaś nie... Nie chciała nic na siłę. W sumie, ogólnie, jeśli usłyszałaby pytanie dotyczące jej lub skierowane w jej stronę, zareagowałaby.
Jeśli zaś nic takiego nie powstałoby, zamknęłaby oczy, opierając się wygodniej i zasnęłaby na około pięć godzin. O ile coś lub ktoś nie przebudził jej międzyczasie.
Po przebudzeniu się, przetarła oczy i delikatnie przeczesała palcami włosy, starając się je ogarnąć. Rozejrzała się niepewnie, po czym westchnęła cicho.
- Ile już czasu minęło? - spytała się najbliżej znajdującej się jej osoby, nie podnosząc jednak głosu. Po uzyskaniu odpowiedzi lub też nie, zamknęłaby oczy i "zawiesiła się"... Co jakiś czas zasłaniając usta, by tłumiąc ziewnięcie. Cóż. Pewnie wynudzi się teraz, jeśli nie znajdzie się możliwość prowadzenia jakiejkolwiek rozmowy...
W końcu, gdy usłyszała komunikat, uniosła lekko brwi, otworzyła oczy i upewniła się, że przez ten czas nie odpięła pasów. Ciekawe czy na miejscu będzie coś do jedzenia.
- To jakieś oznaczenia? - międzyczasie do pytania Amelii o "niebieski kod", doczepiła swoje. Była ciekawa tego.
I w końcu wychodziło na to, że po pewnym czasie dotarli na miejsce... Pozostawało poczekać, aż maszyna bezpiecznie wyląduje, a potem żołnierze opuszczą ją. Dopiero wtedy Akira odpięła swoje pasy, stała, przeciągnęła się nieco, by rozruszać się i podbiegła do wyjścia... W sumie. Ja nawet nie wiem co mam teraz zrobić - tchnęła ją taka myśl, gdy już wychodziła. Przełknęła ślinę, rozejrzała się, by zobaczyć, gdzie dokładniej była... Dziwnie się czuję. Brakowało jej miejsca dla siebie. Na dodatek zachowanie ludzi w postaci robienia zdjęć nie sprawiło, że czuła się jakoś lepiej. A dobra. Spokojnie. I tak nikt nie zwraca na ciebie uwagi... Raczej.
Skończyło się na tym, że podeszła do Amelii i stanęła obok niej.
- W porządku? - spytała się jej. Nie wyglądała najlepiej, a skoro sama dziewczyna nie znała powodu tego, obstawiała w myślach bardziej przyziemne sprawy. Może lot jej zaszkodził?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Wto Lip 25, 2017 8:01 pm

NPC Storyline - AAF|AP|Faith Hartley|Jinkusu

Po opuszczeniu statku powietrznego, nie musiało upłynąć dużo czasu przed przybyciem transportu ziemnego. Po około siedmiu minutach, na płycie lotniska pojawiły się dwa pojazdy, niepasujące do reszty znajdujących się tutaj maszyn. Pierwszym była wojskowa ciężarówka. Dość spora i długa, z zakrytą klapą, mogąca pomieścić dość sporo żołnierzy. W sam raz, by zabrać wszystkich tu obecnych. Przed pojazdem ciężarowym, znajdował się nieco mniejszy, bo osobowy. Radiowóz policji Alranois poruszał się przed większym pojazdem, z włączonymi sygnałami świetlnymi, jednak bez sygnałów dźwiękowych. Maszyny zatrzymały się przy grupie, a żołnierze natychmiast ruszyli w kierunku swojego transportu. Z miejsca pasażera, z radiowozu, wysiadł policjant (przykład po prawej). Był to przedstawiciel słynnej policji Alranois. Słynnej nie tylko ze względu na skuteczność czy zaufanie społeczeństwa, co właśnie za umundurowanie oraz wyposażenie, które posiadali. Funkcjonariusz podszedł do Faith, która podniosła dłoń, jak tylko ten wysiadł z samochodu. Mężczyzna miał na sobie kominiarkę, woląc pozostać anonimowym. Podobnie z resztą, jego partner, który siedział za kierownicą. Zbliżając się do Faith, mężczyzna wyciągnął ku niej prawą dłoń na powitanie. Kobieta uścisnęła mu rękę, od razu przechodząc do konkretów.
-Zapakujcie je do radiowozu. Ja pojadę z resztą. Jedziecie do Dracon Maxime, więc po drodze zahaczcie o ambasadę i tam nas zostawcie. Ogarnę formalności.
Wyjaśniła, a mężczyzna skinął jej głową ze zrozumieniem, po czym zerknął w kierunku Akiry oraz Amelii. Oficer zlustrował je wzrokiem, a następnie wskazał gestem, by ruszyły za nim. W drodze do pojazdu, wskazał swemu kompanowi, by ten otworzył tylne drzwi. Zaraz po tym, sam podszedł do nich, otworzył je i spojrzał na obie kobiety.
-Zapraszam na przejażdżkę. Czas nas goni, więc bez opóźniania.
Wyjaśnił, w tym samym czasie zerkając do ciężarówki, do której wszyscy się już prawie zapakowali. Poza dwiema osobami, jeszcze tylko Atena i pojazd będzie miał wszystkich pasażerów. Gdy tylko Akira i Amelia znalazły się w środku, oficer zamknął za nimi drzwi, po czym obszedł samochód dookoła i wrócił na miejsce pasażera. Jak tylko znalazł się w środku, chwycił za radio na ramieniu, a kierowca ruszył w kierunku wyjazdu z lotniska. Za nimi ruszyła ciężarówka AAF.
-55 David, 00, ruszamy konwojem do przeprawy na Zytalst, po drodze przystanek na CORE, potwierdź.
-00, 55 David, 10-4, odbiór.

Po tej krótkiej odpowiedzi, komunikacja została zakończona, a konwój pojechał dalej. Policjanci chwilowo skupili się na swoich sprawach, jeden na drodze, a drugi, na bramce, przy której należało się odbić, podczas opuszczania lotniska. Gdy opuścili lotnisko, konwój ruszył w kierunku stolicy federacji - Dreaq. Z daleka dało się dostrzec nowoczesne miasto, łączące w sobie zaawansowane technologie z szacunkiem do zieleni, natury. Miasto, choć nowoczesne, nie odstawało od ziemskich standardów. Samochody dalej poruszały się po drogach, nie w powietrzu. Dało się jednak dostrzec smaczki, jak liczniki czerwonego i zielonego światła na pasach oraz skrzyżowaniach, płynny ruch, zadbane i czyste ulice oraz chodniki. W miarę, gdy konwój poruszał się dalej i zbliżał do miasta, dało się dostrzec coraz więcej z tutejszego sposobu życia. Przede wszystkim, co jakiś czas dało się dostrzec na ulicy osoby, które mogły przypominać cosplayowców z bardzo dobrze zrobioną charakteryzacją. Ludzie o zmienionym kolorze skóry, jakiś dodatkach, jak kolce, łuski czy futro albo pazury. Coś, czego zwyczajni ludzie nie posiadali. Przypadek mało spotykany w innych częściach świata, na Alranois całkiem normalny. Mutanci oraz nieludzie, mieli tutaj pełne prawo bytu. Musieli dostosować się oraz żyć według panujących tutaj praw, od czego nie było najmniejszych odstępów. Jednak poza tym, nikt nie musiał kryć się ze swą odmiennością. Mieszkańcy byli przyzwyczajeni. Z resztą nadal, ponad 90% populacji stanowili zwykli śmiertelnicy.
Przez czas podróży, funkcjonariusze nie byli zbyt rozmowni. Co jakiś czas, jeden rzucił coś do drugiego lub odpowiedział do radia. Poza tym, raczej milczeli. Nie było się im co dziwić, w końcu byli na służbie, wykonując dość nietypowe zadanie bezpiecznego przetransportowania personelu wojskowego przez stolicę. Obyło się bez korków czy incydentów na drodze, kierowcy, widząc radiowóz na światłach oraz jadący za nim, olbrzymi pojazd ciężarowy, woleli ustąpić miejsca. Zwłaszcza, że policja nie miała w zwyczaju z nikim się bawić. Tym bardziej żołnierze. Alranosi było miejscem, w którym żołnierz, znajdujący się na miejscu zdarzenia - miał prawo podjąć interwencję. Sytuacje takie zdarzały się wyjątkowo rzadko, jednak ze względu na specyfikę sąsiedniej wyspy, było to możliwe.
Po około godzinie drogi, samochód wyjechał z za góry, która skrywała za sobą olbrzymi budynek ambasady CORE na Ziemi. Monumentalna budowla, nowoczesna, z wieloma drogami dojazdowymi. Radiowóz podjechał stosunkowo blisko głównego wejścia, zatrzymując się przy chodniku. Za nim stanęła ciężarówka, z której wyskoczyła Faith, podchodząc szybkim krokiem do radiowozu. Drzwi otworzyły się, a policjant-pasażer również wyszedł na zewnątrz, otwierając kobietom drzwi i umożliwiając wyjście. Gdy te opuściły pojazd, mężczyzna pożegnał się, wsiadł do samochodu i ruszył z resztą konwoju do punktu docelowego.
Faith zlustrowała obie spojrzeniem, chwytając od razu za ISACa. Zanim pójdą dalej, przybliży im nieco sytuację.
-Znajdujemy się przed budynkiem ambasady CORE. Załatwię wam pokój, dostaniecie kilka godzin na odpoczynek, a następnie spotkamy się nad ranem. Wtedy przekażę wam co dalej. Pytania?

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akira

avatar

Liczba postów : 96
Data dołączenia : 02/03/2016

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Sro Sie 02, 2017 8:07 pm

I po pewnym czasie - Akira nie bardzo jak miała sprawdzić godzinę - przyjechał po nich transport. Przekrzywiła nieco głowę, ostrożnie patrząc na pojawiające się pojazdy. Czyli jednak nie będziemy tutaj stać wiecznie. Chyba. Tak mi się wydaje - w momencie, gdy myślała o tym, uświadomiła sobie, że nie bardzo wiedziała, jak będzie przebiegać ewentualny dalszy ciąg owej podróży. Chyba pozostaje mi poczekać. W sumie... I tak nie mam co więcej zrobić, patrząc na sam fakt, gdzie się znajduję.
Nie musiała długo czekać, by dowiedzieć się co dalej. Przekierowała spojrzenie najpierw na radiowóz, a potem na nieznajomego. Policjant? Nie czuła jakoś przypływu zaufania do tej osoby o zakrytej twarzy... No, ale przemyślenia postanowiła odłożyć na bok, będąc bardziej ciekawa tego, co będzie dalej. Dobra, trzeba zaryzykować.
Nie czekała długo na kolejne wydarzenia.
- Dobrze - powiedziała, gdy usłyszała, że ma wejść wraz z Amelią do mniejszego z pojazdów. Ciekawie się zapowiada. Szkoda tylko, że nie bardzo wiedziała, co będzie dalej. Chociaż nie. Coś słyszałam o ambasadzie. Wychodzi na to, że to jest nasz kolejny przystanek. Westchnęła w myślach, już zbliżając się do radiowozu, a potem wsiadając do niego. Siadła po prawej stronie, zapięła pasy i... Chyba czas na podróż, prawda?
W zależności od tego, czy Amelia będzie chciała rozmawiać lub coś się dowiedzieć, Akira będzie reagować, ale... Jeśli nie, to oprze się wygodnie i przekieruje swoje spojrzenie na zewnątrz.
To miejsce... - zamrugała oczami, patrząc na przemijając przez okno obraz. - Nigdy czegoś takiego nie widziałam - znaczy się, o co chodziło? Cóż, o wygląd mijanych osób. Powiedziałabym, że to przebrania w wysokiej jakości... Ale... - gdy tak pomyślała, co się działo przez ostatni czas, zdecydowanie wątpiła w taką możliwość. - Dziwne miejsce. Zdecydowanie. Westchnęła cicho, dalej spoglądając tam. Mimo wszystko to był dość ciekawe dla niej i to bardzo. Mimo iż nie rozumiem, o co chodzi.
W końcu jednak i sama trasa musiała się skończyć. Jej oczom ukazał się dość spory budynek. Wow... - delikatnie pobladła. - Robi wrażenie. Duże wrażenie. Niedługo po dojrzeniu celu podróży zatrzymali się. Jeśli ze swojego miejsca będzie mogła dojrzeć, to zobaczyła również, że i drugi z pojazdów się zatrzymał. Co dalej? Wysiadanie. Gdy opuściła już radiowóz, spojrzała na policjanta.
- Dziękuję, panu - powiedziała do niego i lekko skinęła głową. Pożegnała się również. Brawo, Akira, nie byłaś niemiła! Spojrzała po tym wszystkim ponownie na budynek, a potem na kobietę, która do owej dwójki podeszła. Wysłuchała jej słów... O, może to pora, by coś się więcej dowiedzieć?
- Ja mam pytanie - zwróciła się do niej Akira. - Gdzie my się właściwie znajdujemy? W sensie, kraj, nazwa, cokolwiek - nie wiedziała. Po prostu nie wiedziała i chciała chociaż tyle wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Pią Sie 11, 2017 9:34 am

Jej radość na dźwięk zbliżającego się transportu ziemnego była wręcz nieopisana. Tylko siłą woli, czy jak kto woli uporem utrzymywała w miarę prostą postawę. Odetchnęła z ulgą w duchu, choć nieomal zrobiła to również na głos, widząc jak na płyte lotniska wjeżdża najpierw samochód osobowy, a dokładniej radiowóz, a zaraz za nim wojskowa ciężarówka. Sygnały świetlne radiowozu delikatnie drażiły jej nadwrażliwe w tym momencie oczy. Z jeszcze większym utęsknieniem czekała by móc schować się, zamknąc oczy i przynajmniej wyłączyć na parę chwil.
Już chciała grzecznie ruszyć za reszytą żołnierzy do ciężarówki, gdy usłyszała rozmowę Faith z zamaskowanym oficerem policji. Została więc na miejscu i czekała na rozkazy. Z rozmowy dowódców dość łatwo można było wywnioskować gdzie się udają, Zastanawiało ją jedynie czemu jadą do ambasady.
Widząc gest oficera policji lekko chwiejnym krokiem ruszyła za nim do radiowozu. Skinęła nieznacznie mężczyźnie mijając go przy wsiadaniu do auta. Ledwie usiadła a drzwi się za nią zamknęły, z jej ust wyrwało się ciche westchnienie. Zamknęła oczy i delikatnie spowolniła pracę serca i płóc. Nie na tyle by zapaść w sen, ale wystarczajaco by oszczędzić nieco energii. Pozostawała przytomna,ale jakby wyłączona. Słyszała co się wokół niej dzieje jednak nie należało oczekiwać po niej jakiejkoliwek reakcji. Ponieważ zawiesiła się w ten sposób nie było szans na podziwianie widoków czy zaobserwowanie czegokolwiek. Wybudziła się dopiero, gdy samochód stanął. Jej organizm wrócił do normalnej pracy, otworzyła oczy i powoli wysiadła z samochodu, którego drzwi akurat się otworzyły. Ponownie skinęła głową funkcjonariuszowi, tym razem na pożegnanie.
Spokojnym krokiem podeszła do Faith. Oszczędzała energię, ale miała kilka pytań. Na szczęście jej towarzyszka ją uprzedziła, na co Amelia uśmiechnęła się lekko. Później przeprosi dziewczynę za dość nieuprzejme zachowanie. Przynajmniej zdaniem Amelii. W końcu nawet nie uśmiechnęła się do swojej towarzyszki. Dziewczyna zadała podstawowe pytania, co nie co rozczarowało Amelię. Sama miała nieco inne pytania.
-O której dokładnie mamy się stawić i gdzie?
" Nad ranem" to dość ogólnikowe określenie czasu. Dla Amelii nad ranem to tak około trzeciej lub czwartej, dla kogoś innego może być to szósta. To dość ważna kwestia, szczególnie, że bez pancerza im bliżej południa tym mniej energii miała. Jak dla niej najlepiej jakby się spotkali gdzieś w okolicach północy w zadaszonym, świeżo przekopanym ogrodzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Nie Sie 20, 2017 4:37 pm

[zt -> TUTAJ]

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Czw Lis 02, 2017 8:26 pm

Znów musiała przyznać, że była zaskoczona faktem, że jak do tej pory wszystko przebiegało dość sprawnie. Przygotowania do całego przedsięwzięcia zakończyła stosunkowo szybko, miała jeszcze chwilę, by się zdrzemnąć. Kitty o własnych siłach zwlekła się z łóżka i o dziwo w całkiem niezłym nastroju rozpoczęła kolejny dzień. Przynajmniej ona, bo po Annie widać było zmęczenie. W żadnym wypadku nie zamierzała jednak narzekać. Sama się na to pisała, liczyła się z tym, że noc zmarnuje na innych zajęciach i krótkiej drzemki będzie musiała szukać już w samolocie. Dojazd na lotnisko nie trwał długo, pora była jeszcze wczesna, więc ruch na drogach nie był większym utrudnieniem. Przybyły ze sporym zapasem czasu na odprawę i wszelkie związane z tym czynności. Wkrótce potem obie siedziały na swoich miejscach. Zdążyła zauważyć, że pasażerów wcale nie było tak wielu. Alranois wciąż było miejscem raczej tajemniczym, którym inni zainteresowali się głównie przez wzgląd na znajdującą się tam ambasadę pozaziemskiej organizacji. Minie trochę czasu nim będzie więcej zainteresowanych lotem w tamto miejsce, a może nie stanie się to wcale. Wszystko zależy też od tego jak do sprawy podejdą władze federacji. Otworzą się trochę bardziej czy będą chciały, by obecny stan utrzymał się jak najdłużej.
Tak czy owak. Część podróży dziewczyny spędziły rozmawiając na wszelkie tematy, na które mogły sobie pozwolić, i które wpadły im do głowy. Nie trzeba chyba dodawać, że tą mówiącą była głównie Kitty. Annie przypadała rola słuchacza, ale też starała się dodawać coś od siebie trochę częściej niż zwykle. Drugą część lotu Rogue postanowiła zaś wykorzystać na krótką drzemkę i podładowanie baterii na dalszą część dnia. Została przebudzona przez przyjaciółkę dopiero, gdy ogłoszono, że zbliżają się nad Międzynarodowe Lotnisko Alranois i za chwilę samolot będzie podchodzić do lądowania. Z punktu widzenia pasażerów cała procedura przebiegła bez zarzutu. Po opuszczeniu samolotu, przejściu formalności i odebraniu bagażu, obie kobiety były już wolne i zdane na siebie.
- Potrzebuję kawy. W olbrzymich ilościach. – zwróciła się do Kitty, po czym ziewnęła zakrywając usta dłonią. – Mamy jeszcze trochę czasu. Jeśli chcesz możemy jeszcze coś zjeść, a później poszukamy jakiegoś transportu na dalszą drogę. – niby obie spożyły już jakiś posiłek jeszcze w Instytucie, ale po śnie, nieważne jak krótki by nie był, Anna zawsze czuła potrzebę zjedzenia choćby prostej kanapki. Ot taki zwyczaj, którego zapoczątkowanie trudno wyjaśnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Pią Lis 03, 2017 5:26 pm

Najgorszym momentem chyba była odprawa, Kitty bardzo jej nie lubiła choć rozumiała, że była konieczna. Nie wszystko można było wnieść na samolot. Z Lockheedem musiała się pożegnać na czas lotu, smok od razu zwinął się w transporterku i poszedł spać, bo i tak nic innego nie miałby do roboty. Z innymi zwierzakami nie pogada, a transporterek mocno ograniczał jego ruchy.
Kiedy już dziewczyna usiadła obok swojej towarzyszki, rozejrzała się dookoła, zerkając na nielicznych pasażerów. Ciekawe kiedy Alranois wzbudzi powszechne zainteresowanie przez całą tą ambasadę. Zgadywała, że większość ludzi raczej nie miała ochoty się zbliżać tam póki co. Z jednej strony ambasada kosmicznej organizacji wydawała się kusząca. Z drugiej, kosmici raczej rzadko się kojarzyli z czymś przyjemnym. Dla większości pewnie kosmita oznaczał agresywnego najeźdźcę, chcącego podbić Ziemię.
Dzisiaj Shadowcat miała zamiar się odwdzięczyć Rogue i szeptem opowiadała jej o dziwnych wydarzeniach na Quincy. O śnieżycy, która zdecydowanie nie była zjawiskiem naturalnym, bo nie dość, że ją zmroziło to jeszcze widziała śnieżną istotę, kobietę zapewne. O tym jak Bobby pojawił się żeby ją odnaleźć, a na koniec jak młody chłopak ich teleportował do lasu, a potem do Instytutu, za pozwoleniem Emmy. Wspomniała też o jego "drużynie", grupce nastolatków, którzy chcieli pomagać ludziom jak oni i o tym, jak Wiccan wyraźnie był chętny na współpracę, plus chyba był ich fanem, bo nie źle się nakręcił na te myśli.
W końcu jednak po Annie zaczęło być widać zmęczenie, więc Katherine umilkła, nie mając już i tak wiele więcej do opowiedzenia. Dała się przespać koleżance, samem zerkając przez okno na chmury, zastanawiając się jak będzie na wyspie. Nowe miejsca zawsze wywoływały ciekawość i wiele różnych myśli na ich temat. Dopiero, gdy zakomunikowano zbliżanie się do celu podróży, obudziła Rogue i razem czekały na lądowanie. Na lotnisku odebrały swoje bagaże, Kitty z uśmiechem ponownie powitała Lockheeda i mogły odejść na bok, by nikomu nie przeszkadzać.
- Głodna nie jestem, ale kawą nie pogardzę. Obstawiam, że Lockheed jest głodny, jemu coś muszę kupić na pewno. - odezwała się, rozglądając za jakimś sklepem czy małym barem, gdzie mogłyby spędzić chwilę na jedzeniu i piciu - Na którą godzinę w ogóle mamy umówione spotkanie? Ktoś ma po nas przybyć czy same musimy się dostać pod tą ambasadę? - w końcu zadała najważniejsze dla niej pytania. W końcu to Anna dzwoniła i umawiała je na spotkanie, więc znała wszystkie szczegóły. Jednocześnie też skierowała się w stronę jednej z kawiarenek. Tam będą mogły posiedzieć i porozmawiać jeszcze trochę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 365
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Wto Lis 07, 2017 12:26 am

Wśród myśli Rogue nagle pojawił się telepatyczny głos Emmy, spokojny, choć pod opanowaniem można w nim było wyłapać cichy ton irytacji.
"Mamy właśnie w Instytucie niespodziewanego gościa. Tony Stark uznał, że powinien nas odwiedzić i przekonać nas do ujawnienia szkoły. Porozmawiam o tym z Carol, ale w najbliższym czasie najlepiej będzie, jeżeli wszyscy X-Men zachowają przy Avengers ostrożność. Na wszelki wypadek."

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Sob Lis 18, 2017 5:55 pm

- Jesteśmy umówione na godzinę 13. Owszem, przekazano mi, że odpowiedni transport zostanie nam zapewniony. Ktoś miał nas odebrać zaraz po przejściu kontroli granicznej i odebraniu bagażu. A jako, że nie widzę nikogo tu kto mógłby być tą właśnie osobą, mamy więc chwilę na kawę i jakiś skromny posiłek. – być może w ten sposób sprawią trochę więcej kłopotu ze swoim odnalezieniem osobie, którą miała przysłać ambasada, ale Anna nie zamierzała bezczynnie siedzieć i w ten sposób tracić czas, który równie dobrze mogą poświęcić na zaspokojenie podstawowych potrzeb żywieniowych. Kofeina nieco ją pobudzi i przywróci do pełnej sprawności, a sałatka lub inne lekkie pożywienie pozwolą zaspokoić powracające uczucie głodu.
Shadowcat być może dostrzegła wtedy, że Anna przez krótką chwilę wydawała się lekko rozproszona, przez krótką chwilę może nawet nieobecna. Na jej twarzy przez ułamek sekundy pojawił się lekki grymas niezadowolenia. Miało to związek z nagłą i nieoczekiwaną wiadomością od Emmy. Zaczęła zastanawiać się, czy Stark działał w tej sprawie w imieniu Avengers czy może rozgrywał jakąś własną gierkę? Do tej pory ich kontakty z Mścicielami były pozytywne. Sojusznicy rozumieli potrzebę X-Men i wszystkich mutantów do pozostania w ukryciu. Coś się od tego czasu zmieniło? Prawdę powiedziawszy, to lekko niepokojące, że jeden z tak zwanych przyjaciół stara się naciskać na ich wyjście z cienia. I to tuż przed rozpoczęciem konferencji, w wyniku której prawdopodobnie zostaną podjęte decyzje, które w znacznej części będą ściśle powiązane ich dalszym losem. W ten sposób tylko ułatwiliby rządowi ich ewentualną eliminację. Równie dobrze mogliby sobie narysować na twarzach ogromne czerwone tarcze. Ujawnienie Instytutu mogłoby także przyczynić się do rozprzestrzenienia opinii o tym, że szkolą armię do walki z ludźmi, co przecież nie było prawdą. Oczywiście, Rogue uważała, że w pewnym momencie warto będzie rozważyć tę potencjalnie niebezpieczną opcję, którą jest ujawnienie się światu, ale moment nie jest ku temu odpowiedni. Nie odpowiedziała. Przyjęła przekaz do wiadomości. Później przekaże Kitty czego się dowiedziała, o ile oczywiście ta nie otrzymała informacji od Frost.
Zerknęła na zegarek. Mają jeszcze blisko dwie godziny. Nie miała pojęcia jak długo potrwa podróż do ambasady, ale wstępnie zakładała, iż nie będzie ona zbyt długa. Nadmiar czasu prawdopodobnie uwzględniał ewentualne opóźnienia, które w dzisiejszym świecie mimo wszystko są czymś z czym trzeba się liczyć. Być może będą miały także sposobność, by przed spotkaniem zameldować się jeszcze w hotelu. To już jednak zależy od tego, czy kolejne wydarzenia będą przebiegać równie gładko co dotychczas.
- Dobrze więc, chodźmy. – chwyciła rączkę walizki i poprowadziła Kitty w stronę upatrzonego przed chwilą lokalu, z którego będą mieć dość dobry widok na wszystko, a którego szyld obiecywał smaczny posiłek w przystępnej cenie. Co oznaczało pewnie, że i tak przyjdzie im zapłacić co najmniej dwukrotnie więcej niż normalnie, ale nie miały przecież większego wyboru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Pon Lis 20, 2017 5:18 pm

- Czyli mamy trochę czasu dla siebie. Choć może ktoś się pojawi szybciej żebyśmy mogły trochę się zapoznać z całą tą ambasadą. Sam budynek mnie ciekawi, nie tylko rozmowa. - odpowiedziała na słowa koleżanki. Chętnie by zwiedziła tą całą ambasadę. Nigdy w żadnej nie była, a taka od kosmicznej organizacji pewnie była ciekawsza od zwykłej. Nie mówiąc o możliwości spotkania jakichś przedstawicieli kosmicznych ras. Chwilowo jednak mogły obejrzeć sobie uważniej lotnisko i zjeść niewielki posiłek choć nie chciała patrzeć na ceny. Na lotniskach zawsze wszystko było droższe.
Zauważyła tą niewielką, dziwną zmianę na twarzy Rogue. Mogła się tylko domyślać o co chodzi. Nie konkretnie, ale mniej więcej. Przekaz telepatyczny. W końcu sama miała z nim nieraz do czynienia. Oczywiście nie miała zamiaru dopytywać o co chodzi. Gdyby informacja była również dla niej ważna to by się dowiedziała o tym. Pozwoliła więc dziewczynie się ogarnąć, stojąc spokojnie obok niej.
Skinęła w końcu lekko głową i ruszyła za koleżanką w stronę niewielkiej kawiarenki, gdzie miały zamiar spędzić czas, który im pozostał. Najchętniej wyprałaby się na spacer po okolicy, ale nie powinny się nigdzie oddalać. W końcu czekały na kogoś, kto miał je stąd odebrać, a to oznaczało, że nie powinny się oddalać z lotniska. Po wejściu do pomieszczenia Kitty rozejrzała się za wolnym stolikiem i zaraz zajęła jedno z krzeseł, przyciągając jedno krzesło bliżej siebie, by postawić na nim transporterek z Lockheed'em.
- Mam nadzieję, że ten kto ma po nas przyjść, pojawi się wcześniej. Lockheed nie jest zbyt zadowolony z siedzenia w tym. Myślisz, że tutaj kosmici to norma? - skierowała spojrzenie na przyjaciółkę. Ta jedna rzecz od początku ją zastanawiała. Alranois wiedziało o istnieniu CORE, mieli ich ambasadę u siebie. Może więc i kosmici u nich przebywali i byli do nicj przyzwyczajeni? W takim wypadku mogłaby wypuścić smoka i zdjąć mu tą obrożę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Sro Gru 13, 2017 2:08 pm

NPC Storyline - Andrei Stagleishov|AP|Nodin

-Kosmici, mutanci, bestie. Normalny widok. - Odezwał się mężczyzna, podchodzący do kobiet. Musiał słyszeć ich rozmowę. Ubrany był w czarny mundur koszarowy należący od CORE. Przy pasie znajdował się przypięty ISAC, znak rozpoznawczy operatorów CORE. Do tego pistolet poza ziemskiego pochodzenia, kilka mniejszych zasobników na sprzęt. Mężczyzna był dobrze zbudowany, jak na ziemskiego wojskowego przystało. Mierzył 189 cm wzrostu, a mówił z rosyjskim akcentem. -Stworzenie można oswobodzić z klatki. - Dodał, wskazując gestem na Lockheeda zamkniętego w bagażu do transportowania zwierząt. Dość nietypowe, jak na transport istoty rozumnej, niemniej nie jemu było to oceniać. Nie czekając niepotrzebnie, mężczyzna kontynuował.
-Andrei Stagleishov, armia crathygtanska. Do niedawna Spetsnaz.
Mam was zabrać do ambasady.

Przedstawił się mężczyzna, od razu oferując, że pomoże z cięższymi bagażami. Jeśli oczywiście zdecydują się udać z nim od razu, bo gdyby chciały chwilę przeczekać i wpierw coś zjeść, mężczyzna nie wyrazi sprzeciwu, informując tylko gdzie oraz jaki samochód na nich czeka. Gdy obie dotrą na miejsce, od razu lub po czasie, ich oczom ukaże się standardowe wyjście z lotniska. Samochody, taksówki, masa ludzi (w tym turystów). Do tego mieszkanka żołnierzy oraz "ciężkozbrojnych" policjantów, uzbrojonych w broń długą. Jak praktycznie na każdym lotnisku na świecie. Chroniony obiekt strategiczny. W kwestii samochodu, który na nich czekał, Alranois sprawdziło przedstawicielkom X-Men tutejszą limuzynę (obrazki w spoilerze). Przy samochodzie również stał policjant, ubrany w kominiarkę, pełne niebieskie umundurowanie w kamuflażu oraz kamizelkę taktyczną. Nie posiadał broni długiej, a jedynie pistolet w kaburze przy pasie. Alranois było pod tym względem bardzo "normalne". Nie było tajemnicą, że w federacji mutanci oraz kosmici mogli swobodnie żyć, jak również przechadzać się ulicami. Obywatele mieli szerszy, lecz kontrolowany, dostęp do broni palnej. Praktycznie nie zdarzały się tutaj poważne przestępstwa. Z resztą, momentami Shadowcat i Rouge mogły dostrzec, że niektóre osoby wyglądają na mutantów lub przybyszów z poza ziemi. Idący w niewielkiej grupie znajomych, minął ich młody chłopak, którego skóra wydawał się być pokryta wypustkami. Przypominały one kolce, skierowane "od" kończyn, wyrazie o funkcji ofensywnej. Nikt nie zwracał na niego uwagi bardziej, niż na nie czy Lockheeda. Ten ostatni z resztą przyciągał wzrok, bo dobrze wyróżniał się z tłumu.
Policjant, widząc zbliżające się kobiety, natychmiast otworzył bagażnik samochodu. Oczywiście wykorzystując do tego przycisk na kluczyku. Klapa otworzyła się gładko, bezszelestnie. Miejsca było sporo, w sam raz, by zapakować wszystkie torby. W tym momencie panowie przejęli od kobiet kwestie pakowania bagażu, wskazując im, by spokojnie rozsiadły się w samochodzie. Wnętrze limuzyny również reprezentowało sobą luksus, choć nie przesadny. Siedzenia były miękkie, z przyjemnego materiału. Miejsca było dużo, z dodatkami - typu mały telewizor ze słuchawkami, woda w butelce zapakowana na dedykowane miejsce czy suchy prowiant - ciastka owsiane, w razie potrzeby lekkiego zabicia głodu. Przedział pasażerki nie był niczym oddzielony od przednich miejsc, tak, jak w zwykłych autach osobowych. Gdy oficer i Andrei uwinęli się z pakowaniem (co poszło im błyskawicznie), obaj wsiedli z przodu. Policjant, jako kierowca, a komandos, jako pasażer.
-Pojedziemy przez centrum. Przejazd powinien zabrać mniej, niż godzinę.
Poinformował mężczyzna, a samochód ruszył. Silnika praktycznie nie dało się usłyszeć. Należało na prawdę się wysilić, by słyszalne było ciche "mruczenie" pod maską samochodu. Oficer sięgnął prawą dłonią do radia na lewym ramieniu.
-1 Lincoln 5, opuszczam międzynarodowe i ruszam w stronę ambasady.
-1 Lincoln 5, przyjęliśmy.

Radio szybko zwróciło wiadomość od centrali, a samochód spokojnie ruszył ulicami miasta... [zt -> tutaj, po moim poście]


Samochód:
Spoiler:
 

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Wto Cze 12, 2018 8:13 pm

Bombardier Global 5000 leciał spokojnie z jakieś 20 kilometrów od przestrzeni Alranois, nieświadomy tego w ogóle. Tommy zaś leżał na kanapie, rozkoszując się Colą i jedząc do tego różne smakołyki, oglądając film Gwiezdne Wojny Epizod 3. Chciał zająć się czymś i nie przeszkadzać pilotom, którzy pewnie nastawili na autopilota całą maszynę a on sam ich nie karcił gdy chcieli sobie przysnąć. I to właśnie teraz, dwóch pilotów obudziło się z drzemki, kiedy B.O.R.I.S, zamontowany też na pokładzie Bombardiera, wydał komunikat.
"Zbliżamy się do strefy turbulencji powietrznych. Proszę o zachowanie spokoju i rozsądku. Możemy doświadczyć wstrząsów."
I właśnie ten komunikat sprawił, że Tommy raczej nie czuł się pewnie..
"Kurrrrwa...." Tony przeklął szeptem całą sytuację i ze spokojem wrócił do oglądania filmu. Był w środku pojedynku Anakina z Obi-Wanem, kiedy to właśnie usłyszał dziwne dźwięki... Nagle coś stało się z lewym silnikiem gdyż chwilę potem, zaczął z turbin ulatniać się dym. To co się stało nagle, można było nazwać szczęściem w nieszczęści. Bowiem 15 kilometrów dalej było lotnisko w Alranois ale nieszczęściem był wybuch lewego silnika marki Rolls Royce. "To będzie kosztować fortunę." Po spojrzeniu przez okno samolotu, podbiegł do kabiny pilotów i otworzył ją. Piloci próbowali odzyskać kontrolę.
"Wybuch prawego silnika~!"
"Wiemy, panie Kalvińsky. Próbujemy posadzić maszynę do wody..."
"Boziu... Wyślijcie sygnał MAYDAY~! Już~!"
"MAYDAY MAYDAY~! MAYDAY~! DO WSZYSTKICH OSÓB W OKOLICY! POWTARZAM~! MAYDAY MAYDAY MAYDAY~! MAMY AWARIĘ SILNIKA, PRZESYŁAM KOORDYNATY~! POTWARZAM~! MAYDAY MAYDAY MAYDAY~! DO WSZYSTKICH OSÓB W OKOLICY~! POWTARZAM~! MAYDAY MAYDAY MAYDAY~! MAMY AWARIĘ SILNIKA~! PRZESYŁAM KOORDYNATY~!"
Sygnał został wysłany przez pilota z nadzieją, że ktoś odbierze wezwanie i co najmniej przyślą ratunek. Teraz są na wysokości 13 000 metrów. Tommy usiadł na krześle w kabinie pilotów, gdzie ci wraz z Borysem próbowali ustabilizować lot.  Nie wiedzieli że są nad przestrzenią powietrzną Alranois.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Pią Cze 15, 2018 8:44 pm

NPC Storyline - AAF|Delta 1|MLA|

Nagłe odpalenie wiadomości alarmowej na wszystkich kanałach postawiło okolicę w stan podwyższonej gotowości. Wiadomość odebrali dosłownie wszyscy, w tym ci, którzy nie powinni byli jej otrzymać. Wyraźny brak doświadczenia lub panika pilota skutecznie utrudniły pierwszą próbę uzyskania odpowiedzi, bo w wieży kontroli lotów obsługa musiała czekać, aż ten przestanie blokować kanał. Nie mówiąc o tym, że żadna informacja dotycząca "przesłanych koordynatów", nigdzie nie dotarła.
-Jednostka wzywająca mayday, tutaj Wieża Alranois. Nie blokujcie kanału, podajcie numer lotu oraz przybliżoną pozycję.
Statek powietrzny Tommy'ego znajdował się nad Oceanem Atlantyckim. Wewnątrz przestrzeni powietrznej Alranois, rozciągniętej zgodnie z morską strefą wpływów państwa wyspiarskiego. Zanim jednak nadeszła jakaś informacja zwrotna, odezwał się kolejny głos.
-National, tutaj DSAT Delta 1, mamy kontakt wzrokowy z płonącą maszyną. 15 minut na południowy wschód od granicy wyspy.
-Delta 1, National, zbliżcie się i określcie status jednostki.
-Delta 1, copy.
W ciągu następnych trzydziestu sekund, z lewej strony samolotu Tommy'ego pojawiły się cztery maszyny. Poruszały się formacją "V", prowadzone przez dwa myśliwce siły powietrznych Federacji Alranois - F/A-181 Black Wasp II oraz dwie jednostki niepochodzące z ziemi, nieco większe od myśliwców Alranois - jednostki CORE trzymające w formacji pozycje 3 oraz 4. Wszystkie cztery maszyny zbliżyły się do samolotu bogacza, lider ustawił się na lewo - mając kokpit na wysokości kabiny pilotów. Nawiązał z nimi kontakt wzrokowy, a następnie cofnął swą maszynę i ustawił się centralnie na ogonie cywilnego statku powietrznego, wraz z całą swoją eskadrą. Chwilowo nastała cisza radiowa.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Pią Cze 15, 2018 10:16 pm

BGM

Tommy słysząc że ktoś jest na tej linii, był wręcz uradowany. B.O.R.I.S nie blokował kanałów, a wręcz przeciwnie. Analizował całą sytuację. Numer lotu ze względu na dziwne zakłócenia w okolicy nie wyświetlał się, a w Wieży Lotów Alranois, jak i na pokładowych radarach CORE i F/a-181, widniał napis UNKNWN-0101, co sugerowało że coś zagłusza maszynę bogacza i całą okolicę. Albo jest to błąd nadajnika maszyny, który Borys próbuje rozwiązać, ale w pewnym momencie zorientował się że przez awarię silnika, po prostu wysiadł też nadajnik lotu. Gdy Pilot usłyszał kogoś z wieży kontrolnej, trochę odetchnął z ulgą. "Alranois. Jak ja się cholera jasna cieszę że ktoś to odebrał. Tutaj Bombardier Global 5000. Wieziemy VIP-a. Powtarzam. Wieziemy VIP-a. Lot prywatny z Malibu, California w stronę Lotniska Chopina w Warszawie, Środkowo-Wschodniej Europie. Mamy nagłą awarię lewego silnika, silnik płonie." Maszyna była w tym momencie na wysokości 10 000 metrów. "B.O.R.I.S, odpal klapy hamujące~!" Głos vip-a rozległ się w słuchawce wszystkich którzy to słuchali tj CORE, Alranois Air Force jak i Wieży kontroli lotów. "Tak jest. Klapy hamujące aktywne. Chciałbym też zauważyć że według moich sensorów, tracimy też paliwo." Syntetyczny rusko-brzmiący głos również dało się usłyszeć. Właśnie to te klapy, które można powiedzieć są otwarte na całym dachu samolotu, hamują jego lot. Klapy te są dyszami manewrowymi, hamującymi maszynę. Dzięki czujnikom samolotu, które są bagatela rozstawione w innych maszynach Thomasa, narzędziom pomiaru jak i dyszom na klapach, maszyna może wyhamować. Od B.O.R.I.S-a zależy jak mocno. Tym razem hamują powoli. Po otwarciu klap na dachu, otworzyły się klapy na skrzydłach po obu stronach, a potem na grzbiecie. Mały bajer, który Thomas zaprojektował, a firma Bombardier Limited tam zamontowała, ma chronić życie w nagłych wypadkach. I dziś jest dzień próby tego systemu. Szczegół szczegółem, ale dodać warto, że B.O.R.I.S jest zdalnie podłączony do tego modelu Bombardiera. Miliarder uznał fakt utraty paliwa za conajmniej niefortunny i nie poprawiało to, Tomkowi humoru. Wręcz przeciwnie. Facet znalazł się w sytuacji, w której często znajdywał się w Armii. Tak czy siak, oddał swoje życie w ręce swoich doświadczonych pilotów z karierą w wojsku, i swojego SI. Błagał tylko w duszy Boga, by ten ocalił żywot jego i jego ludzi. Bo kto powiedział, żeby zdać się tylko na umiejętności, kiedy modlitwa nie szkodzi, prawda?
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Sob Cze 16, 2018 11:38 pm

NPC Storyline - AAF|Delta 1|MLA|

-Delta 1.1, Delta 1.2, broń elektroniczna.
-Delta 1.
-Delta 1, Delta 1.3, przejmuję cel.
Myśliwce odstąpiły od bezpośredniego trzymania ogona obcego statku powietrznego. Dwa myśliwce Alranois cofnęły się i rozszerzyły formację, natomiast dwie jednostki kosmiczne zmniejszyły dystans. Niestety wielu informacji Tommy, ani jego pomagierzy nie posiadali. Nie byli w stanie ich zdobyć. Jak chociażby kwestie komunikacji wewnątrz eskadry. Czy fakt, że jego statek powietrzny został namierzony przez wszystkie cztery myśliwce eskadry, które w wyniku podejrzanych działań ze strony jednostki, zaczęły uznawać go za potencjalne zagrożenie. Zwłaszcza w wyniku ostatnich wydarzeń.
-Niezidentyfikowany statek powietrzny na kursie 3-1-1, tutaj dowództwo powietrzne Federacji Alranois, słuchajcie. Zidentyfikujcie się oraz podajcie wasz realny cel albo zostaniecie zniszczeni. Wyłącznie wszystkie nielegalne systemy znajdujące się na waszej jednostce.
Jak do tej pory, załodze samolotu Tommy'ego raczej średnio wychodziło identyfikowanie własnego lotu. Wskazanie punktu startu oraz końca trasy nie było wystarczającą informacją. Transponder pokazywał natomiast bliżej nieokreśloną informację, zamiast realnego numeru jednostki powietrznej, pozwalającego przypisać go do jakiegoś państwa. Podanie modelu samolotu niczego tutaj nie zmieniało. Natomiast uruchomienie - celowe lub nie - systemów próbujących zakłócić pracę radarów nie było odbierane, jako pozytywny zamiar. Jakby tego było mało, wszystkie systemy w jego samolocie wysiadły na trzy sekundy, a następnie zostały uruchomione. To było drugie ostrzeżenie, które zapewne BORYS będzie mu w stanie objaśnić. Nieokreślona siła włamała się do systemu i wyłączyła go, a następnie cofnęła się oraz oddała kontrolę. Ktoś jasno dawał do zrozumienia, kto tutaj rządzi.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Wto Cze 19, 2018 1:57 pm

Nie był to zbyt przyjemni dzień, zwłaszcza podczas katastrofy. McCarty i O’Neili byli doświadczonymi pilotami wojskowymi. Mimo to jednak, chłopaków zżerał cholerny stres, jak gdyby dawno nie byli w takich sytuacjach. To czasem sie zdarza.
-Johnatan McCarty, Bombardier Global 5000, dowództwo czy mnie słyszycie? Numer maszyny... moment...
Pilot szukał kodu maszyny. Transponder jest zakłócany a do tego mają problemy na pokładzie, co nie wróżyło dobrze. W końcu po grzebaniu w książce raportów, znaleźli numer maszyny. Pilot trochę odetchnął z ulgą.
-NUMER MASZYNY~! POWTARZAM~! DYKTUJĘ NUMER MASZYNY. N... BG50.... KO... POWTARZAM RAZ JESZCZE~! NUMER MASZYNY TO.. N... BG50... KO... A CO DO REALNEGO CELU, TO MÓWILIŚMY.. Z CALIFORNI, USA, DO WARSZAWY.. W POLSCE~! ZA TYDZIEŃ JEST TAM KALVIŃSKY EXPO~! PREZENTACJA NOWYCH ZABAWEK I KIERUNKU W KTÓRYM PÓJDZIE KALVIŃŚKY ORGANISATION~! SPRAWDŹCIE W INTERNECIE~! A W GAZETACH HUCZY.. PRZYNAJMNIEJ TYCH BIZNESOWYCH. NIE WIEMY JAK W INNYCH~! NIE MÓWCIE ŻE NIE ŚLEDZICIE NOWINEK ZWIĄZANYCH Z BRONIĄ PALNĄ~?!
Pilot mówił donośnym głosem. Coś musiało zagłuszać jego własny słuch jak i problem miała wieża kontrolna z słuchaniem komunikatów pilotów. Coś ewidentnie go to nie chce. Ktoś albo coś. Jedno z dwóch. Co do znaków, małe objaśnienie:
N – American
BG50 – Bombardier Global 5000
KO – Kalvińsky organisation.
Dzięki tym skrótom, przynajmniej było wiadome że maszyna należy do Thomasa Kalvińskiego, bogacza z Ameryki, urodzonego w Polsce. Właściciela jednej z potężniejszych firm, The Kalvińsky Organisation. Maszyna tak na prawdę nie była by już w locie, gdyby nie klapy z silnikami manewrowymi, które hamowały maszynę, kupując im wszystkim czasu. Thomas wkurzył się kiedy widział że stres ich zżerał.. Jego w sumie też zżerał, ale mimo wszystko musiał działać. Nagle na pokładzie wszystko siadło. Dosłownie – na kilka sekund
-Ktoś grzebie nam w systemach~! Wierza~! Mamy atak hackerski na nasze systemy~!
-Holy Fucking Shit~! Idę do serwerowni. Trzymajcie maszynę w powietrzu~!
-Tak jest~!
Tommy odpiął pasy bezpieczeństwa, wstał i przeszedł przez drzwi do kabiny pilotów. Z tamtąd do pokoju wypoczynkowego w samolocie a następnie do takiego małego pokoju. To właśnie serwerownia. Kapral wyważył drzwi do serwerowni i wyrwał je, dzięki adrenalinie, która dawała większą siłę. Dotarł on do takiej małej szafeczki, którą wyjął, a tam znajdował się obudowany laptop, podłączony na specjalnie zaprojektowanym Jacku, który łączył go z serwerownią i nadajnikiem zdalnym, dla swojego AI.  Komputer wręcz wariował – a raczej jego ekran logów.
-Cholera. Nigdy nie sądziłem że będzie to robić ciężej, niż pilotować Amerykańskiego Drona, z użyciem takiego laptopa.. Okej..
Tomek rozprostował kości.. Rozciągnął się i wykonał typowy gest pianisty, rozciągając palce z dźwiękiem jakby złamania kości. Nic się oczywiście nie złamało. Głowę ruszył w lewo, a potem w prawo, ruszając w losowym kierunku góra-dół, palcami, zatrzymując je i wpisując serię komend po to, by uzyskać jakiekolwiek informacje o Hackerze.
-Borys. Raport Sytuacji~!
W tym momencie, to Tommy, ratuje wirtualną skórę swojego SI, jak jego asystent ratował przed chwilą całą trójkę.
-Kokpit, co się tam odwala...
-Właśnie rozmawiamy z wieżą. Cieńko to widzę i rekomenduję... Ugh.. Spodziewać się kompanii powitalnej, jeśli wie pan, co mam na myśli, szefie.
-Kuuuuur.. Czułem że ten czarny kot to nie przez przypadek.. Cholera jasna....
Tommy wpisywał kolejne komendy, próbując chociaż uzyskać IP hackera. Ktoś na prawdę albo nie lubi działań bogacza lub zalazł komuś za skórę i o tym nie wiedział. Tak czy siak, hacker włamujący się do komputera pokładowego, to dodatkowy dreszczyk emocji.. Dreszczyk, dający wrażenie, jak by znowu był w armii. Dreszcz akcji, który zawsze czuł, kiedy wkładał mundur, i brał do ręki przeczyszczoną broń, świeżo z serwisu.
-To były piękne czasy – powiedział Tommy do siebie, przypominając sobie służbę zasadniczą. Te codzienne dryle, większe misje w Afganistanie, w Syrii, w Iraku..  –Wspomnienia wracają..-
Facet otrząsnął się i próbował pozyskać jak najwięcej informacji i starał się by hacker, nie dostał się w ogóle do rdzenia SI, tj. Serwerowni w jego domu w USA, na 10850 Malibu Point. Miał tylko nadzieję że nie wypadł z formy – a jeśli wypadł... SI powinno mu pomóc.
-Sir, z całym szacunkiem...
-Co się tam odpierdala, McCarty.
-CELUJĄ W NAS, BRONIĄ ENERGETYCZNĄ!
-ŻE k***a CO~?!
-TO CO PAN SŁYSZY, PANIE KALVIŃSKY.
-JA PIEEEEEEERRRR...
Jeśli Tommy kiedyś myślał, że będzie łatwo, to teraz ma utrudnienie.. I to spoore.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Sro Cze 20, 2018 5:41 pm

NPC Storyline - AAF|Delta 1|MLA|

Piloci samolotu pasażerskiego mogli poczuć się zawiedzeni. Krzyki do mikrofonu zostały przerwane przez nagły skok zakłóceń i pisk w słuchawkach. Nic specjalnego, po prostu nikomu nie chciał słuchać się bzdur oraz darcia gęby w mikrofon. Łączność radiowa sama w sobie nie należała już do najbardziej zrozumiałych, zwłaszcza, jak ktoś podnosił ton i gadał więcej, niż w takim wypadku powinien.
Wieża nie odpowiedziała na informację dotyczącą wiary. Nikt tam nie miał potrzeby potwierdzania tej informacji, ponieważ dokładnie wiedzieli kto wykonał ten "atak hakerski" oraz gdzie dokładnie się znajdował. I bynajmniej nie włamywał się do żadnych serwerów. Gorzej, że wspomniany "haker" wyszedł i nie zostawił po sobie śladu. Nie było żadnego IP lub czegokolwiek innego, co pozwoliłoby na namierzenie potencjalnego elektronicznego napastnika. Jakkolwiek też wymysły pilotów kazały przekazać ich szefowi, że ktoś celuje do nich z broni energetycznej, tak informacja ta była po prostu stertą bzdur, których cywilna jednostka nawet nie byłaby w stanie potwierdzić. W międzyczasie, DSAT prowadziło wewnętrzną komunikację. Wyniki rozmów bardzo szybko dotarły do maszyny Kalvinsky'ego.
-DSAT Delta 1.3, Bombardier Global 5000. Wyłączcie agresywne systemy. Ustawcie kurs na S-W, godzina 7 względem północy. Jeśli nie spełnicie polecenia, zostaniecie ostrzelani.
Myśliwce AAF nadal trzymały tylną straż, kiedy to dwie jednostki CORE przejęły prowadzenie operacyjne sytuacji. Na potwierdzenie, że nie żartowali, tuż obok szyb kokpitu oraz wzdłuż kadłuba przeleciała seria pocisków z wyrzutni energetycznej, w którą wyposażony był myśliwiec kosmicznej cywilizacji. Ostrzał był bardzo precyzyjny i tym razem nieszkodliwy. Choć niedługo może to ulec zmianie. W końcu statek powietrzny Tommy'ego zbliżał się do wyspy Zytalst, będącej w głównej mierze jedną wielką bazą wojskową, a raczej posiadającą sporo takowych, rozmieszczonych na swym obszarze. Dodatkowo sytuacja, która niedawno miała miejsce w Alranois nie ułatwiała spokojnego podejmowania decyzji, w tym nieagresywnego.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Sro Cze 20, 2018 7:44 pm

Tommy był co najmniej wzburzony tym że ktoś jeśli już atakował maszynę – to nie zostawił śladu. Piloci próbowali się ogarnąć, i odzyskać kontrolę nad sytuacją. Kiedy Tommy zauważył pociski przez okno, przełknął ślinę nerwowo. –k***a. – Oddychał głęboko, i liczył na raczej to że pokojowo się ta sytuacja zakończy. Cała sytuacja dała mu jasno do myślenia – zatrudnił idiotów. –Będę musiał myśleć nad opłaceniem nowych pilotów. – pomyślał Tommy, kiedy to w kokpicie, odgrywała się groteska. Jak by było tego mało, nie było śladów hackera. Nic, zero śladu. Albo był to efekt awarii silnika, albo to na prędce, racjonalne z powodu istnienia serwerowni na pokładzie, włamanie hakera. Awaria silnika raczej nie robi takich szkód, zwłaszcza w systemach transpondera.. A jednak zrobiła. Tak czy siak, musiał się wziąć w garść. Tommy postanowił użyć komputera pokładowego, którego można użyć do kontroli wszystkich systemów. Wybuch silnika, powinien nie wyrządzić takich szkód, o jakich myślał Tommy. I miał szczęście, że wziął tańszą maszynę, a nie swój flagowy 737, którym rusza na ważniejsze spotkania. Tomkowi udało się, uniknąć większych niż przypadku 737 kosztów napraw. Ale miał to teraz w dupie. Musiał się uratować. Postanowił naprawić to.. Zdalnie. Po 3 minutach klikania w klawiaturę, odpalania algorytmów po kolei, przywróciło działanie transpondera i ten znów pokazywał NBG50KO.
- DSAT Delta 1.3 tu Bombardier Global 5000. Kurs S-W, 7 stopni na północ. I umm... Prosimy o potwierdzenie czy widzicie nas na radarach..Transponder właśnie odzyskał pełną sprawność. Over.
Tommy zaczął pracę nad odzyskiwaniem kontroli nad wszystkimi systemami. Awaria nieźle namieszała w komputerach, sprawiając panikę. Skoro nie było śladu hackera, uznał po prostu że to awaria silnika namieszała tak, że Tommy myślał że jest atak hackera. Tak samo piloci. I tak ich zwalnia. Po woli, klapy zamykały się, jedna od drugiej. Aktualnie maszyna jest na 6000 metrach wysokości.
-Kokpit, status.
-Panie Kalvińsky, mamy 6000 metrów wysokości
-Dziękuję, Over.
Tommy zabrał się do roboty. Kiedy ostatnia klapa została zamknięta, maszyna dzięki tym klapom zwolniła do bezpiecznej odległości i systemy zdały egzamin. Mimo dość osobliwych warunków.
-Spotkanie z UFO, kto by pomyślał.  – Skomentował całą sytuację, kiedy schował ostatnią klapę.
-DSAT Delta 1.3, Tu Bombardier Global 5000. Klapy hamujące wyłączone. Over.
Piloci zaczęli chyba odzyskiwać kontrolę nad sytuacją, i podjęli kurs. Choć pilotom to się nie podobało, to maszyna była na 5500 metrach, zachowując kurs, wyznaczony przez AAF.

-DSAT Delta 1.3, Tu Bombardier Global 5000. Maszyna leci w kierunku S-W. Godzina Siódma względem północy, over.
Teraz należy liczyć na to, że wszystko pójdzie jak spłatka i wszyscy będą cali i zdrowi, a maszyna zaczeła robić kółko. Niestabilne, ale kółko, ledwo trzymając się w powietrzu, we wskazanym przez AAF kierunku.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Nie Cze 24, 2018 1:24 pm

NPC Storyline - AAF|Delta 1|MLA|

-1.3 copy.
Myśliwce CORE odstąpiły. Nie całkowicie, po prostu cofnęły się i powróciły do formacji z liderem patrolu, przez co na prowadzenie znowu wyszedł F/A-181. Myśliwce w dalszym ciągu pilnowały statku powietrznego. Samolot Tommy'ego został poprowadzony dookoła wyspy, wieża lotniska Draeq przejęła kontrolę nad sytuacją, a następnie instruowała pilotów, jak ci mają prowadzić maszynę. Normalna procedura tego nie przewidywała. Dopuszczalne było nawet lądowanie na lotnisku Dracon Maxime, jednak w tym wypadku cyrk, jaki wytworzyła załoga samolotu - doprowadził do jedynego możliwego scenariusza. Braku zaufania oraz przyjęcia bardzo ostrożnej postawy, pozwalającej maksymalnie zniwelować zagrożenie. W końcu, gdy samolot został ustawiony w pozycji pozwalającej podjąć lądowanie.
-NBG50KO, Alranois National. Pas 1-5 jest dla was. Delta 1, Alranois National. CORE Command przekazuje informację. Cywilny statek powietrzny zostanie przechwycony oraz odstawiony na ziemię przez ich operatora. Możecie odstąpić. Potwierdźcie.
-National, Delta 1. Widzimy przesyłkę, oddajemy kontrolę.
Myśliwce odstąpiły. Najpierw cała czwórka poderwała dzioby do góry, zwiększając dystans od cywilnej maszyny - a następnie zmieniły kurs i ruszyły w stronę wyspy, którą samolot Tommy'ego musiał ominąć dookoła.
Nie zostali sami na długo. Huk rozległ się we wnętrzu statku powietrznego, kiedy coś łupnęło z góry w kadłub samolotu. Nie dało się określić, co to było. Nie rozerwało poszycia, nie wpłynęło specjalnie na tor lotu samolotu. Może tylko potrząsnęło całością. Nie minęła dłuższa chwila, kiedy samolot otoczyło pole energetyczne, wpierw oplatając całą maszynę, a następnie wytwarzając przed nią strumień energetyczny. Piloci stracili kontrolę nad samolotem, który w tym momencie sterowany był przez kogoś innego. Bynajmniej, nie za pomocą technologii czy kontroli systemów. Ktoś otoczył samolot polem energetycznym, a następnie zaczął prowadzić maszynę w kierunku pasa startowego, przygotowując pojazd do lądowania. Klapy zostały wysunięte, również bez ingerencji pilotów. Energia po prostu pokierowała systemem, zmuszając go do posłuszeństwa. Choć bardziej opierało się to na telekinezie, sądząc po odgłosach rozrywanego poszycia. Statek powietrzny i tak był już uszkodzony, dodatkowe zniszczenia nie zrobią na nim wrażenia. Załodze i pasażerom nie pozostało nic innego, jak przypiąć się i czekać na to, co ma nadejść.
Bombardier zbliżył się do pasa, a następnie został na nim w miarę gładko usadzony. W miarę, bo nie obyło się bez silnego szarpnięcia przy uderzeniu kołami o pas. Samolot zaczął się zatrzymywać, a z obu stron zaczęły nadjeżdżać bojowe wozy straży pożarnej oraz nowoczesne ambulanse - tutejsze karetki pogotowia, wprowadzone niedawno do służby. Wraz z nimi pojawiły się radiowozy wyładowane parami policjantów z Alranois Police. Po kilkudziesięciu metrach, samolot zatrzymały się, w czym znacznie pomogła mu otaczająca go energia. Gdy tylko maszyna stanęła, energia zniknęła, a oba wyjścia otworzyły się "samoistnie" wypuszczając dmuchane zjeżdżalnie do bezpiecznej ewakuacji z środka maszyny. Załoga i pasażerowie - lub raczej pasażer - mogli opuścić samolot.
Na zewnątrz służby szybko wzięły się do pracy. Strażacy - głównie przy użyciu zamontowanych na pojazdach armatek wodnych - błyskawicznie uporali się z pożarem silników, natomiast dwie karetki rozstawiły się, gdzie ratownicy przygotowali już punkt dla ewentualnych rannych. Akurat gdy Tommy wychodził, z dachu samolotu zeskoczył osobnik odpowiedzialny za ich szybkie oraz w miarę bezpieczne lądowanie. Nie był to raczej ktoś, kogo Kalvinsky mógł sie spodziewać. Z lekkim łomotem, z samolotu zeskoczył smok. Dwunożny stwór, mierzył jakieś dwieście sześćdziesiąt trzy centymetry. Był masywny, dobrze zbudowany oraz umięśniony. Lądując, rozłożył skrzydła dla szybszego wyhamowania. Spadł na łapy, nie uginając nawet nóg, których silne mięśnie bez problemu przyjęły na siebie impet. Stworzenie było przyzwyczajone do znacznie większych przeciążeń. Czarne skrzydła złożył, opierając je na swym grzbiecie i opuszczając wzdłuż ciała niczym pelerynę. Ręce opuścił wzdłuż korpusu, odwracając się by obejrzeć z bliska maszynę, którą posadził na ziemi. Nie przejmował się ludźmi ani samym otoczeniem. Z resztą otoczenie nie specjalnie przejmowało się nim, zespoły ratowniczo-gaśnicze wykonywały swoją pracę, a policjanci zabezpieczali teren. Błękitne ślepia smoka przesunęły się wpierw po maszynie, a następnie po załodze, zatrzymując się na chwilę na Tommym. Gad przyjrzał mu się, a potem powrócił spojrzeniem do samolotu. Bardzo nietutejszy. Biznesmen miał moment spokoju, zanim zaczepi go ktoś z tutejszych służb. A na to się szykowało, bo stojąca niedaleko trójka policjantów omawiała coś na szybko, nastawiając się do podążenia w kierunku Tommy'ego. Czarnołuski gad nie miał przy sobie żadnego wyposażenia czy broni. Tylko własne ciało, łuski oraz moc, którą władał.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Nie Cze 24, 2018 2:57 pm

- Alranois National, tu NBG50KO, zrozumiałem. Podchodzimy do lądowania, Over.

Tommy odetchnął z ulgą, gdy zobaczył że UFO-ki, odleciały od maszyny. Kiedy ta jednak, zaczęła opadać na ziemię, nagle coś walnęło w maszynę. Dało się zobaczyć widzialną tylko z bliska wiązkę energii, i to tylko przez chwilę, za to odpowiedzialną. Klapy samolotu zostały ponownie uruchomione. Coś ewidentnie sterowało maszyną a Logi serwera nic nie pokazywały.  Postanowił więc teraz oddać los w ich ręce. Doszła jednak do niego konkretna rzecz. Poprzednich pilotów wywalił za niekompetencje i robienie siary podczas latania Boeingiem 737 Kalvińsky – flagowym statkiem Tomka. Ten wrócił do kabiny i usiadł, zapinając pasy. Wyłączył też mikrofon, by nikt nieporządany nie mógł usłyszeć całej rozmowy, i tego jak roastuje swoich pilotów.
-Panowie.
-Słucham.
-ZWALNIAM WAS~!
-Słuchamy~!?
-NAROBILIŚCIE MI TAKIEJ SIARY, ŻE PR-OWCY DWA TYGODNIE BĘDĄ TO NAPRAWIAĆ~! GDYBYM WAS TU ZOSTAWIŁ, PR-OWO UCIERPIAŁBYM JESZCZE BARDZIEJ~! NO k***a MAĆ~! A JAK WAM SIĘ NIE PODOBA, TO ZAŁATWIE WAM WILCZY BILET DO WSZYSTKICH k***a FIRM LOTNICZYCH PIERDOLONA MAĆ~! NIKT WAS NIE ZATRUDNI I TRZEBA BĘDZIE PRACOWAĆ NA BUDOWIE, ROWY KOPAĆ~! JA ZACZYNAŁEM OD MECHANIKA SAMOCHODOWEGO. WY ZACZNIECIE OD ZERA~! I OD SPRZĄTANIA~!
-P pa pa... Panie prezesie
-MILCZEĆ k***a MAĆ~!
Tommy krzyczał na nich całą drogę, wylewając żółć, która miała uświadomić ich, jakie czekają konsekwencje jego, jego pilotów i prawdopodobnie firmy. Ta katastrofa udowodniła ich zerową kompetencję. Gdy już wylądowali, odpiął pasy, lekko wstrząśnięty całą sytuacją i poszedł do wyjścia z kabiny.
-I JUTRO, MACIE SIĘ PATAŁACHY *** SPODZIEWAĆ WYPOWIEDZENIA UMOWY~! W TRYBIE NATYCHMIASTOWY, CZY TO JASNE~!?
-Tak jest.
Piloci wręcz mieli typową postawę kogoś kto padł przed chwilą, ofiarą przemocy psychicznej. Faceci najpewniej nie byli przyzwyczajeni i ich szef jeszcze tak kogoś nie zroastował. Zrozumieli że jeden błąd, może sprawić że jedyną robotą będzie mop, albo na socjal. Gdy tylko promień energetyczny posadził maszynę na lotnisku, drzwi otworzyły się. Tommy odetchnął glęboko. Mimo wszystko, smoczydło go zaskoczyło. Sparaliżowany strachem, przęłknął ślinę i zszedł na pokład, starając się nie robić gwałtownych ruchów.
-Witaj.. Możesz pewnie nie rozumieć Angielskiego, ale... Jeśli to ty nam pomogłeś, to dziękuję. Tomasz Kalwiński, do usług. A co do pilotów, zwolniłem ich za ten cyrk. Mają przyjść w ciągu tygodnia do biura po wypowiedzenie..
Kapral podał rękę na przywitanie smokowi, trochę niepewnie, lekko się trzęsąc. Niewidzialnie dla ludzkiego oka, ale dla smoczego tak. Ewidentnie nie chciał zrobić jakiegoś błędu ze strachu, co totalnie skutowało by uwaleniem wszystkich jego osiągnięć tą jedną aferą.
-Przy okazji... Jak masz na imię?
Tak. Definitywnie stres i lekki gniew ale już wyładowany – i słusznie – na powalonych pilotach, mógłbyć widoczny w jego podejściu. Jeszcze bardziej widoczny był fakt, że nie widzywał jeszcze humanoidalnych gadów z jego gatunku.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Wto Cze 26, 2018 7:26 pm

NPC Storyline - AAF|Delta 1|MLA|

Służby bardzo szybko uporały się z zabezpieczeniem miejsca zdarzenia. Płomienie zostały zniwelowane, a tutejsi przedstawiciele władzy wzięli się za szacowanie strat oraz ustalanie uszkodzeń samolotu pasażerskiego, który zmuszony był lądować awaryjnie na jednym z ich pasów. Głównym pasażer wspomnianego statku powietrznego miał więc moment, by spokojnie zbliżyć się do stojącego tuż obok smoka. Nie był niepokojony przez służby, a przynajmniej jeszcze nie był.
Mały człowiek podszedł do mierzącej dwieście sześćdziesiąt trzy centymetry, łuskowatej bestii. Smok stał wyprostowany, skrzydła swobodnie opadały na jego grzbiet, złożone oraz lekko dociśnięte do ciała. Ramiona trzymał opuszczone wzdłuż korpusu, dłonie były otwarte. Prezentował tym samym ostre pazury, które wieńczyły każdy z jego placów na dłoni - jak również na łapach. Jego łuski były w idealnym stanie, naturalny pancerz nie nosił śladów bitew, ani wieloletnich walk, choć postawa sugerowała co innego. Stwór był wyraźnie doświadczonym wojownikiem, żołnierzem z bardzo bogatą historią. Niemniej, nagłe zbliżenie się człowieka, nie wywarło na nim żadnego wrażenia. Bestia miała jakiś metr różnicy w wysokości, względem człowieka. By Tommy mógł w ogóle spojrzeć na jego pysk, zmuszony był zadrzeć głowę wysoko do góry. Smok go zignorował. Zarówno wypowiedziane do niego słowa, jak również wyciągniętą ku niemu rękę. Zwłaszcza to drugie. Dłoń smoka była kilkukrotnie większa od dłoni człowieka, nie wspominając już o naturalnym uzbrojeniu, którym pozostawała obdarzona. Nie trzeba było być ekspertem, by zauważyć, że Tommy nie ma zielonego pojęcia - co robi. Zarówno sposób wypowiedzi, jak również ton głosu czy zachowanie - wszystko go zdradzało. Pierwszy raz widział taką istotę, nigdy wcześniej nie miał z kimś takim styczności i najzwyczajniej nie wiedział - jak powinien się zachować.
Jakiś efekt finalnie się pojawił. Na pytanie o imię, dwutonowy gigant obrócił powoli łeb w kierunku mężczyzny, spuszczając wzrok w dół. Przyjrzał mu się, lustrując go spojrzeniem, choć nie podejmował żadnych akcji. I podjąć nie zamierzał. Nie wyciągnął ręki na powitanie, nie odezwał się. Nawet nie warknął nic pod nosem. Obecność człowieka była mu bardzo obojętna. Tommy nie stanowił dla niego żadnego zagrożenia, ani też obiektu zainteresowania, od którego smok mógłby czegoś chcieć. W efekcie, nie uważał za celowe, by wchodzić z nim w głębszą interakcję. Człowiek mógł jednak próbować dalej, na inne sposoby. Nikt im nie przeszkadzał, a smok nie wydawał się ukazywać, że obecność małej istoty w bezpośrednim otoczeniu w jakikolwiek sposób mu tutaj przeszkadza. Wprost przeciwnie, wydawał się być dość neutralny, a może nawet przyzwyczajony do takich zachowań. Choć na pewno należało wziąć pod uwagę pewne zmienne, jak chociażby różnice kulturowe.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Czw Cze 28, 2018 9:13 pm

Tommy z niepewności i ostrożności, podrapał się z tyłu głowy, na szyi. Fakt, że nie umiał zareagować, był zbyt oczywisty, i to nawet dla kogoś kto nie jest ekspertem. Mimo to, jego pytanie o imię, w stosunku do jaszczura, dało efekt. Mizerny, ale dało. Widząc to, w duchu można powiedzieć że miliarder wręcz był zadowolony, ale nie było to dużo. Gdy bestia spojrzała na Tomka, ten tylko delikatnie się uśmiechnął i postanowił raz jeszcze zadać pytanie, trochę głośniej. Uznał że różnica wysokości, przy jego 175 cm, sprawiła że tylko to drugie pytanie do niego dotarło. Zadał podstawowe pytanie, by mieć pewność jakimi językami włada. Może którymś z których i on włada. Jeśli język ojczysty jest mu znany, tym bardziej uradowało by to biznesmena, bo nie musiałby się męczyć z używaniem Angielskiego. Wziął głęboki wdech i wydech, co ewidentnie pokazywało że jest zestresowany i nie chce zrobić nic głupiego. Myśli nad każdym krokiem. -Powiedz mi... Umiesz mówić w jakimś ziemskim języku?? Polski? Angielski? Rosyjski? Japoński? Cokolwiek? - Pytanie zadał po angielsku oczywiście. Liczył że skoro służby mają jego obecność w dupie delikatnie mówiąc, to został on nauczony chociaż podstaw angielskiego, a oni oswoili się. To powinno dać Tomkowi więcej możliwości do działania. Jeden język znał gorzej, drugi lepiej. Biznesmen musiał się uczyć tych języków, gdyż przydawały się w biznesie. A z wieloma klientami robił kontrakty. Nawet te mniej... legitne - że tak to określmy.
-k***a, w co ja się pakuję - przeklnął w myślach Tommy, komentując sobie w ten sposób próby rozmowy z Smokiem


Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Nie Lip 08, 2018 8:10 am

NPC Storyline - AP

Smok nie zareagował. A przynajmniej nie tak, jak spodziewał się tego lub oczekiwał Tommy. Stworzenie obróciło łeb w jego kierunku, choć nie po to by spojrzeć na niego - lecz za niego. Akurat w momencie, w którym zbliżyło się do nich trzech miejscowych policjantów. Dla zewnętrznego świata, tutejsi mundurowi z sił porządkowych nie raz przypominali coś, co można by przyrównać do wojsk reżimu. Ciężkozbrojna policja, mundury w niebieskim kamuflażu pikselowym, połączone z zasobnikami zapiętymi na udach, a dodatkowo ciężkimi kamizelkami taktycznymi - z dużym prawdopodobieństwem odpornymi na standardową broń dostępną dla cywili. Nie raz towarzyszył temu ochraniacze kolan i łokci, połączone z rękawicami taktycznymi - czasem nawet kominiarkami. Te ostatnie były dostępne nawet podczas zwykłego patrolu, stąd nieco komicznie mogli wyglądać komandosi, wypisujący kierowcom mandaty za przekroczenie prędkości. Zwłaszcza w pełnym wyposażeniu, karabinem na ramieniu oraz granatami przy kamizelce. Taki był jednak efekt wolności mutantów i innych istot z różnymi mocami. Choć zasilali oni szeregi policji oraz armii, to standardowe procedury z innych państw tutaj były niewystarczające. Stąd mundurowi pozostawali po prostu lepiej dozbrojeni, natomiast cywile mieli większe prawa do posiadania broni. Trzech policjantów, z czego dwóch miało na sobie kominiarki. Stali po bokach, dodatkowo jeden miał długi karabin szturmowy. Środkowy uzbrojony był podobnie, jak jego koledzy. Po prostu nie miał kominiarki, ani broni długiej.
-Na twoim miejscu dałbym mu spokój.
Odezwał się mundurowy, zatrzymując się tuż za mężczyzną. Jego dwaj kompani rozeszli się nieco na boki, dając sobie trochę miejsca i pola do manewrów. Smok stał po drugiej stronie, dokładnie naprzeciwko policjanta, stąd biznesmen został osaczony. Z jednej strony ponad dwu i pół metrowy gad, a z drugiej - oficer tutejszej policji. Ten drugi trzymał w dłoniach niewielki, nowoczesny tablet. Zamiast długopisu i kartki do notowania.
-Więc. Moi przełożeni chcą wiedzieć, co jest przyczyną niedoszłego incydentu międzynarodowego, który próbowaliście stworzyć waszym cyrkiem w powietrzu. Słucham wyjaśnień. Lepiej, by były dobre.
Odezwał się policjant, przybliżając Tommy'emu w pośredni sposób - w jakiej sytuacji ten się właśnie znajdował. Tutejsi przedstawiciele władzy w żaden sposób nie byli zadowoleni z tego rozwoju wydarzeń. Mimo, że nie było tego tak widać, reakcja powinna być znacznie ostrzejsza i bezpośrednia.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    

Powrót do góry Go down
 
Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Zbombardowane lotnisko
» Wyspa Twarzy
» Lotnisko Gumrak
» Wyspa Endor
» Bezludna Wyspa - Survival Time.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Alranois-
Skocz do: