Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1326
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Nie Maj 07, 2017 5:29 pm



Międzynarodowe Lotnisko Alranois, jest podstawowym punktem łączącym federację z resztą świata. Miejsce to nie należy do najtłoczniejszych, kursy odbywają się regularnie, jednak niezbyt często. Obiekt posiada najwyższej klasy zabezpieczenia, skutecznie chroniąc granicy Alranois przed niepożądanymi intruzami. Lotnisko ma również szeroko rozbudowaną infrastrukturę wypoczynkową oraz rozrywkową. Obiekt znajduje się przy zatoce, na północny zachód od stolicy federacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 218
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Sro Lip 19, 2017 12:00 pm

Przyglądając się siedzącym już na swoich miejscach żołnierzom szczególną uwagę poświęciła trzymanemu przez niektórych sprzętowi. Miała cichą nadzieję, że właśnie wyposażenie pomoże jej dowiedzieć się po co i gdzie lecą, bo jak na razie nikt nic na ten temat nie napąknął. Prędzej czy później i tak się tego dowie więc nie zadawała pytań, po prostu czekając na rozwój wypadków.
Wszyscy dość naturalnie zajmowali miejsca w pojeździe. Siadając po prostu po kolei na wolnych miejscach. Mogła jedynie przypuszczać, że niektórzy z nieco większą premydytacją wybrali miejsca koło najbliższych sobie kompanów, by podczas lotu porozmawiać. Poklad był duży i widać było, ze jest przystosowany do przewożenia więcej niż trzech czy czterech osób, ale i tak nie był specjalnie obszerny. Przestrzeni było akurat tyle by każdemu zapewnić nieco strefy komfortu, ale nie nadmiernie wiele. Tak, że w sumie każdy z każdym mógł bez przewszkód porozmawiać. Ona usiadła po prostu na wolnym miejscu. Wchodziła jako jedna z ostatnich, więc tych nie zajętych iejsc i tak było zaledwie kilka. Po niejwszedł jeszcze jeden żołnierz i to właśnie on udzielił odpowiedzi na jej ciche pytanie, podczas gdy ona zapoinała pas.
Nie spodobał jej się ton jakim mężczyzna się do niej zwrócił. Nie był opryskliwy, ale po prostu jej się nie spodobało, co wyraziła cichym warknięciem. Było to na tyle głośne by mężczyzna usłyszał wyraz jej niezadowolenia, ale nie było w tym agresji. Zaraz zresztą uniosła ku niemu głowę i skinęła delikatnie, pokazując że przyjęła jego słowa do wiadomości. Na jej twarzy gościł lekki sympatyczny uśmiech, jej znak firmowy, pokazujacy, że po niezafowolenie minęło.Hełm pancerza położyła na kolanach obejmując go lekko dłońmi i czekała co dalej. Obserwowała przy tym ostatnich wchodzących na pokład. Byli to Faith i dwóch żołnierzy. Jeden cichutko mamrocząc policzył obecnych na pokładzie, po czym zajął miejsce. Drugi zaś chyba odpowiadał za część biurokratyczną, bo stał koło kobiety z tabletem czekając aż ta podpisze dokumenty wyświetlone na ekranie.
" Czemu wszedzie tak nie robią? Drzewa i zwierzęta na nich żyjace były by wdzięczne za skończenie z papierologią", przeszło jej przez myśl. Westchnęła cicho nad losem biednych lasów i ich mieszkańców na kilka chwil oddając się rozmyślaniom nad barbarzyńskim działaniem cywilizacji na planetę. ie trwało to jednak długo. Zaledwie na sekundę zamknęła oczy by potem znów wrócić spojrzeniem do kobiety.
Klapa opadła zamykając ich w trzewiach pojazdu. Poczuła lekki skurcz w okolicach brzucha. Jedynie po tym poznała, że ruszyli z miejsca. Nie wiedziała czy cieszyć się czy boleć nad brakiem okien. Z jednej strony przyjemnie byłoby podziwiać widoki podczas lotu. Z drugiej jakoś nie specjalnie paliła się do wystawiania się na słońce. Wiedziała, ze pancerz ją chroni, ale nie zmieniało to faktu, że wciaż odczuwała spory dyskomfort przebywając w promieniach społecznych. Odczuwała zmęczenie i senność ilekroć widsziała jasne słońce pełni dnia. Tylko dzięki pancerzowi nie padała zemdona usypiając momentalnie.
-Jak długi?
Spytała nie mogąc już powstrzymać naturalnej ciekawości. To, że nie zadawała pytań już od conajmniej kilkunastu minut był nie lada osiągnieciem i wreszcie nie wytrzymałą. Nie lubiła nie wiedzieć. Nie jest to specjalnie dziwne biorąc pod uwagę, że zazwyczaj jeśli coś chciała wiedzieć natychmiast mogła to bardzo szybko sprawdzić w myślach kogoś kto wiedział. Nie żeby robiła to jakoś bardzo często. Teraz jednak nie bawiła się w telepatie bo wiedziała, że w jej otoczeniu są osoby i istoty, które nie tylko o telepatii wiedzą, ale są w niej bardziej biegli niż ona. Jej otoczenie było więc skazane na ciągłe zadawanie przez nią pytań. Ciekawość i głód informacji należy zaspakajac. Inaczej można oszaleć. Podejrzewać więc można, że to nie było ostatnie pytanie jakie Amelia zada podczas tego lotu.
Zaspakajając nieco ciekawość odwróciła wzrok od dowódcy i spojrzała na Akirę uśmiechając się do niej serdecznie. Widać było, że dziewczyna jest dość nerwowa i niepewna. Amelia wcale lepiej się nie czuła. Wciąż męczyło ją to co się stało na terenie Uniwersytetu, martwiła się o brata, denerowwała tym co będzie dalej, z czym jeszcze przyjdzie jej się mierzyć. Starała się jednak opanować, a przynajmniej sprawiać wrażenie opanowanej. Nie ma to jak aktorstwo. Może powinna zostać aktorką a nie policjantką. Potrząsnęła lekko głową odpędzając myśli o swojej wątpliwej karierze scenicznej i skupiła na dziewczynie. Nie miała specjalnie ochoty na pogawętki. Wolała nasłuchiwać rozmów innych z nadzieją, ze dowie się czegoś ciekawego i odpoczywać, zbierać siły póki jeszcze ma ku temu okazję. Nie wiadomo kiedy znów się taka nadarzy. Jeśli jednak Akira chciała rozmawiac Amelia z chęcią ucieła sobie z nią pogawędkę.
-Kod niebieski?
Powtórzyła pytajaco jednocześnie spokojnie zapinając pasy. Hełm dalej trzymała na kolanach. "Międzynarodowe?" dodała w myślach. Sądziła, że raczej wylądują na lotnisku wojskowym. Na cywilnym zrobią nie małe zamieszanie.
Pojazd jeszcze kołował, kiedy usłyszała głos Faith.
Nie wyłączyła pancerza od razu niepewnie zerkając w stronę wyjścia. Spojrzała jeszcze na ISAC-a sprawdzając godzinę. Lecieli kilka godzin. Dzień powinien już przechodzić we wczesny wieczór. Jednak...
- Tylko pancerz utrzymuje mnie przytomną w ciągu dnia. Jeśli go zdejmę osłabnę, a może nawet usnę i mogę nie obudzić się...-zawiesiła sie na chwilę-normalnie...- ma do czynienia z CORE, które współpracuje z widmami i innymi stworkami, które mogła ją zmusić by się obudziła mimo, że nie będzie to jej pora- do zachodu.
Wytłumaczyła swoje wachanie zerkając na Faith. Wyłączyła jednak pancerz i niemal natychmiast zachwiała się, gdy nagła fala senności uderzyła ją noczym kij bejspolowy piłkę podczas meczu. Powstrzymywanie się od uśnięcia było cięzkie. i wymagało ogromnych nakładów energii. Ona tylko dzięki temu, że była jedynie półkrwi i poświęcała ćwiczeniom ogrom czasu i energii potrafiła funkcjonować względnie normalnie na kilka godzin przed zachodem słońca. Jednak jak do tej poty nie udało jej się być przytomną wcześniej niż około dwóch maksymalnie trzech godzin przed zmierzchem, ale nawet wtedy potrzebowała czasu by zacząć funkcjonować. Na szczęście dla niej dochodziła osiemnasta. Istniała możliwość, że uda jej się utrzymać przytomność, ale już wiedziała, że będzie to istna tortura.
Ledwie klapa się uniosła Amelia jęknęła, gdy ostre światło uderzyło ją w oczy. Nie odczuwała takiego bólu jak inni Karpatianie, ale słońce raziło ją znacznie bardziej niż ludzi, szczególnie teraz gdy była bardzo osłabiona. Brak sił przekładał się na wzmożoną wrażliwość na słonce. Odpięła pas i bardzo powoli wstała. Jako jedna z ostatnich wyszła z pojazdu i zajęła miejsce obok pozostałych żołnierzy. Jakimś cudem szła w miarę prosto i normalnie. Było dla niej wciąż za wcześnie. Ciało pragnęło snu i tylko jej upór, bo siła woli już dawno sie wyczerpała, trzymał je w pionie zmuszając do robienia kolejnych kroków. Potworne osłabienie i senność objawiały się tym, że gdy tylko stanęła w jednym miejscu głowa zaczęła jej opadać,a ciało chwiało się jakby była lekko wstawiona. By zachowac jak największą trzeźwość umysłu wbijała sobie paznokcie we wnętrze dłoni, miejscami do krwi. Ból budził ją. I tak była z siebie dumna. Stała i to nawet z na wpół otwartymi powiekami. Normalnie o tej porze czołgałaby co i rusz ziewając i pojękując. Zajęta utrzymywaniem przytomności nie zwracała uwagi na gapiów, aparaty i zdjęcia. Najwyżej ktoś uzna, że ma mega chorobę lokomocyjną lub kaca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akira

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 02/03/2016

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Pią Lip 21, 2017 11:17 pm

Koniec końców dużego wyboru co do miejsca nie miała, dlatego też zajęła jedne z tych, które pozostało. Odgarnęła włosy z pola widzenia, po czym spoglądnęła ostrożnie na żołnierzy, by zobaczyć co robią, zanim sama zdecydowała się zapiąć pasy... No, samo ogłoszenie o tym też bardziej zachęciło ją do owego działania. Po tym oparła się nieco bardziej wygodniej i wbiła wzrok w ziemię. I brawo, jesteś tutaj, ale co właściwie dalej? W sumie, nie bardzo widziała dla siebie jakiś ciekawych zajęć. Oglądanie jakiś widoków odpadało, nie miała nic ze sobą, by zająć się na ten czas. Poczuła, że ruszają, co sprawiło dziwne uczucie łaskotania w żołądku.
Uniosła głowę w momencie, gdy kobieta podeszła do nich po załatwieniu swoich spraw. Przekrzywiła nieco głowę po czym skinęła delikatnie głową.
- W sumie, mam jedno, dość nietypowe pytanie - odezwała się cicho blondynka, ale tak, by była słyszalna przez ową dwójkę. - Gdzie my lecimy? - no co? Jeśli ktoś coś mówił na ten temat, to Akira musiała niedosłyszeć tego. Jeśli nie... Cóż. Zawsze warto wiedzieć, jak bardzo daleko była od Nowego Jorku.
Jasnowłosa przekierowała swoje spojrzenie na drugą osobę - Amelię - po czym na moment odwróciła wzrok, wyraźnie walcząc wewnętrznie ze sobą. Nie było jej łatwo z osobami, które nie znała. Co to, to nie. Dobra, Akira, zrobimy tak. Wyobraź sobie, że ją znasz. Nawet jeśli to kłamstwo, to wyobraź sobie i powstrzymaj się. Masz być grzeczna. Zero bycia złośliwą. Pamiętaj. Ponownie spojrzała na nią.
- Mogę wiedzieć właściwie, kim jesteś? - Brawo, spokojnie... Dobra... - W sensie... - Eh, zdecydowanie nie zabrzmiało to miło. I znów będę sobie wyrzucać to. - Jak się nazywasz. Ja jestem Akira - miała nadzieję, że w ten nieudolny sposób naprowadzi na pierwotny cel tego. Po prostu chciała poznać jej imię i przy okazji przedstawić się jej. Próba zawarcia przez nią znajomości, jako osoby inicjującej to... Nie należała w jej mniemaniu do najprostszych zadań. Jeśli nie odstraszę od siebie, to będę mogła to uznać za mini sukces.
Co do reszty ewentualnej pogawędki... W zależności od tego też, czy Amelia będzie chciała się coś dowiedzieć o samej Akirze w danym momencie. Jeśli tak, to jasnowłosa odpowiadałaby i w zależności od sytuacji, sama zadawałaby - trochę z niepewnością - jakieś pytania. Jeśli zaś nie... Nie chciała nic na siłę. W sumie, ogólnie, jeśli usłyszałaby pytanie dotyczące jej lub skierowane w jej stronę, zareagowałaby.
Jeśli zaś nic takiego nie powstałoby, zamknęłaby oczy, opierając się wygodniej i zasnęłaby na około pięć godzin. O ile coś lub ktoś nie przebudził jej międzyczasie.
Po przebudzeniu się, przetarła oczy i delikatnie przeczesała palcami włosy, starając się je ogarnąć. Rozejrzała się niepewnie, po czym westchnęła cicho.
- Ile już czasu minęło? - spytała się najbliżej znajdującej się jej osoby, nie podnosząc jednak głosu. Po uzyskaniu odpowiedzi lub też nie, zamknęłaby oczy i "zawiesiła się"... Co jakiś czas zasłaniając usta, by tłumiąc ziewnięcie. Cóż. Pewnie wynudzi się teraz, jeśli nie znajdzie się możliwość prowadzenia jakiejkolwiek rozmowy...
W końcu, gdy usłyszała komunikat, uniosła lekko brwi, otworzyła oczy i upewniła się, że przez ten czas nie odpięła pasów. Ciekawe czy na miejscu będzie coś do jedzenia.
- To jakieś oznaczenia? - międzyczasie do pytania Amelii o "niebieski kod", doczepiła swoje. Była ciekawa tego.
I w końcu wychodziło na to, że po pewnym czasie dotarli na miejsce... Pozostawało poczekać, aż maszyna bezpiecznie wyląduje, a potem żołnierze opuszczą ją. Dopiero wtedy Akira odpięła swoje pasy, stała, przeciągnęła się nieco, by rozruszać się i podbiegła do wyjścia... W sumie. Ja nawet nie wiem co mam teraz zrobić - tchnęła ją taka myśl, gdy już wychodziła. Przełknęła ślinę, rozejrzała się, by zobaczyć, gdzie dokładniej była... Dziwnie się czuję. Brakowało jej miejsca dla siebie. Na dodatek zachowanie ludzi w postaci robienia zdjęć nie sprawiło, że czuła się jakoś lepiej. A dobra. Spokojnie. I tak nikt nie zwraca na ciebie uwagi... Raczej.
Skończyło się na tym, że podeszła do Amelii i stanęła obok niej.
- W porządku? - spytała się jej. Nie wyglądała najlepiej, a skoro sama dziewczyna nie znała powodu tego, obstawiała w myślach bardziej przyziemne sprawy. Może lot jej zaszkodził?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1326
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    Wto Lip 25, 2017 8:01 pm

NPC Storyline - AAF|AP|Faith Hartley|Jinkusu

Po opuszczeniu statku powietrznego, nie musiało upłynąć dużo czasu przed przybyciem transportu ziemnego. Po około siedmiu minutach, na płycie lotniska pojawiły się dwa pojazdy, niepasujące do reszty znajdujących się tutaj maszyn. Pierwszym była wojskowa ciężarówka. Dość spora i długa, z zakrytą klapą, mogąca pomieścić dość sporo żołnierzy. W sam raz, by zabrać wszystkich tu obecnych. Przed pojazdem ciężarowym, znajdował się nieco mniejszy, bo osobowy. Radiowóz policji Alranois poruszał się przed większym pojazdem, z włączonymi sygnałami świetlnymi, jednak bez sygnałów dźwiękowych. Maszyny zatrzymały się przy grupie, a żołnierze natychmiast ruszyli w kierunku swojego transportu. Z miejsca pasażera, z radiowozu, wysiadł policjant (przykład po prawej). Był to przedstawiciel słynnej policji Alranois. Słynnej nie tylko ze względu na skuteczność czy zaufanie społeczeństwa, co właśnie za umundurowanie oraz wyposażenie, które posiadali. Funkcjonariusz podszedł do Faith, która podniosła dłoń, jak tylko ten wysiadł z samochodu. Mężczyzna miał na sobie kominiarkę, woląc pozostać anonimowym. Podobnie z resztą, jego partner, który siedział za kierownicą. Zbliżając się do Faith, mężczyzna wyciągnął ku niej prawą dłoń na powitanie. Kobieta uścisnęła mu rękę, od razu przechodząc do konkretów.
-Zapakujcie je do radiowozu. Ja pojadę z resztą. Jedziecie do Dracon Maxime, więc po drodze zahaczcie o ambasadę i tam nas zostawcie. Ogarnę formalności.
Wyjaśniła, a mężczyzna skinął jej głową ze zrozumieniem, po czym zerknął w kierunku Akiry oraz Amelii. Oficer zlustrował je wzrokiem, a następnie wskazał gestem, by ruszyły za nim. W drodze do pojazdu, wskazał swemu kompanowi, by ten otworzył tylne drzwi. Zaraz po tym, sam podszedł do nich, otworzył je i spojrzał na obie kobiety.
-Zapraszam na przejażdżkę. Czas nas goni, więc bez opóźniania.
Wyjaśnił, w tym samym czasie zerkając do ciężarówki, do której wszyscy się już prawie zapakowali. Poza dwiema osobami, jeszcze tylko Atena i pojazd będzie miał wszystkich pasażerów. Gdy tylko Akira i Amelia znalazły się w środku, oficer zamknął za nimi drzwi, po czym obszedł samochód dookoła i wrócił na miejsce pasażera. Jak tylko znalazł się w środku, chwycił za radio na ramieniu, a kierowca ruszył w kierunku wyjazdu z lotniska. Za nimi ruszyła ciężarówka AAF.
-55 David, 00, ruszamy konwojem do przeprawy na Zytalst, po drodze przystanek na CORE, potwierdź.
-00, 55 David, 10-4, odbiór.

Po tej krótkiej odpowiedzi, komunikacja została zakończona, a konwój pojechał dalej. Policjanci chwilowo skupili się na swoich sprawach, jeden na drodze, a drugi, na bramce, przy której należało się odbić, podczas opuszczania lotniska. Gdy opuścili lotnisko, konwój ruszył w kierunku stolicy federacji - Dreaq. Z daleka dało się dostrzec nowoczesne miasto, łączące w sobie zaawansowane technologie z szacunkiem do zieleni, natury. Miasto, choć nowoczesne, nie odstawało od ziemskich standardów. Samochody dalej poruszały się po drogach, nie w powietrzu. Dało się jednak dostrzec smaczki, jak liczniki czerwonego i zielonego światła na pasach oraz skrzyżowaniach, płynny ruch, zadbane i czyste ulice oraz chodniki. W miarę, gdy konwój poruszał się dalej i zbliżał do miasta, dało się dostrzec coraz więcej z tutejszego sposobu życia. Przede wszystkim, co jakiś czas dało się dostrzec na ulicy osoby, które mogły przypominać cosplayowców z bardzo dobrze zrobioną charakteryzacją. Ludzie o zmienionym kolorze skóry, jakiś dodatkach, jak kolce, łuski czy futro albo pazury. Coś, czego zwyczajni ludzie nie posiadali. Przypadek mało spotykany w innych częściach świata, na Alranois całkiem normalny. Mutanci oraz nieludzie, mieli tutaj pełne prawo bytu. Musieli dostosować się oraz żyć według panujących tutaj praw, od czego nie było najmniejszych odstępów. Jednak poza tym, nikt nie musiał kryć się ze swą odmiennością. Mieszkańcy byli przyzwyczajeni. Z resztą nadal, ponad 90% populacji stanowili zwykli śmiertelnicy.
Przez czas podróży, funkcjonariusze nie byli zbyt rozmowni. Co jakiś czas, jeden rzucił coś do drugiego lub odpowiedział do radia. Poza tym, raczej milczeli. Nie było się im co dziwić, w końcu byli na służbie, wykonując dość nietypowe zadanie bezpiecznego przetransportowania personelu wojskowego przez stolicę. Obyło się bez korków czy incydentów na drodze, kierowcy, widząc radiowóz na światłach oraz jadący za nim, olbrzymi pojazd ciężarowy, woleli ustąpić miejsca. Zwłaszcza, że policja nie miała w zwyczaju z nikim się bawić. Tym bardziej żołnierze. Alranosi było miejscem, w którym żołnierz, znajdujący się na miejscu zdarzenia - miał prawo podjąć interwencję. Sytuacje takie zdarzały się wyjątkowo rzadko, jednak ze względu na specyfikę sąsiedniej wyspy, było to możliwe.
Po około godzinie drogi, samochód wyjechał z za góry, która skrywała za sobą olbrzymi budynek ambasady CORE na Ziemi. Monumentalna budowla, nowoczesna, z wieloma drogami dojazdowymi. Radiowóz podjechał stosunkowo blisko głównego wejścia, zatrzymując się przy chodniku. Za nim stanęła ciężarówka, z której wyskoczyła Faith, podchodząc szybkim krokiem do radiowozu. Drzwi otworzyły się, a policjant-pasażer również wyszedł na zewnątrz, otwierając kobietom drzwi i umożliwiając wyjście. Gdy te opuściły pojazd, mężczyzna pożegnał się, wsiadł do samochodu i ruszył z resztą konwoju do punktu docelowego.
Faith zlustrowała obie spojrzeniem, chwytając od razu za ISACa. Zanim pójdą dalej, przybliży im nieco sytuację.
-Znajdujemy się przed budynkiem ambasady CORE. Załatwię wam pokój, dostaniecie kilka godzin na odpoczynek, a następnie spotkamy się nad ranem. Wtedy przekażę wam co dalej. Pytania?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)    

Powrót do góry Go down
 
Międzynarodowe Lotnisko Alranois (Wyspa Zewyhn)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Zbombardowane lotnisko
» Wyspa Twarzy
» Lotnisko Gumrak
» Wyspa Endor
» Bezludna Wyspa - Survival Time.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Alranois-
Skocz do: