Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1548
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Nie Maj 07, 2017 6:10 pm


Cavehouse, Scaly House lub oficjalnie - Sierra Hotel. Ukryta lokacja, znajdująca się na mniejszej wyspie Zytalst, wybudowana przez rząd Alranois, jako podarunek dla dwójki oddanych generałów - Sykes'a oraz Thuban'a. Miejsce to znajduje się gdzieś w głębi wyspy, pod jaskinią. Do domu wchodzi się przez drzwi, ukryte wewnątrz skały.
W środku znajduje się spory salon, dwa osobne pokoje - dla każdego oficera jeden.
Do tego standardowy pakiet z dobrze wyposażoną łazienką, kuchnią, pomieszczeniem magazynowym, salą treningową czy zbrojownią. Jeśli akurat nie są nigdzie w polu, łuskowaci generałowie mogą być znalezieni właśnie tutaj. O ile ktoś wie, jak tu trafić.
Pod samym budynkiem znajduje się również niewielkie źródło czystej wody, pozwalającej zażyć kontaktu z naturą. Miejsce to nie figuruje na żadnych mapach, a ze względu na wojskową specyfikę wyspy Zytalst - nikt przypadkowy się tutaj nie zapuszcza.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 446
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Pon Gru 11, 2017 8:07 pm

...nanie - Dokończył w stronę otaczającej ich teraz głuszy.
Wilk rozejrzał się oniemiały. Prosta triangulacja pozwoliła mu określić gdzie się mniej więcej znajduje i jaką drogę przebyli. Nie wyczuwał natomiast ani uncji magii, więc sposób przeniesienia się pozostał dla niego zagadką.
Bardziej znajome dla niego otoczenie sprawiło że się rozluźnił. Po każdej teleportacji chwilę mu zajmowało gdy zmysły na szybko starały się rozeznać w nowym położeniu w jakim się znajdował. Mimo że wilk operował na poziomie wyższym od typowych śmiertelników, to jego zmysły sięgały znacznie dalej i zajmowało mu to widoczne sekundy.
W końcu jednak odwrócił się w stronę Odrodzonego, chcąc wyczytać z jego postawy znaczenie tego wszystkiego.
- Dworujesz sobie ze mnie, Daalkiinie. - zaczął, lecz o dziwo w jego słowach nie było złości - Gdzie jesteśmy i co powinniśmy tutaj zastać?
W okolicy nie znajdowało się nic, co wilkowi wydawałoby się za charakterystyczne. Czyżby przybyli tu spotkać te dwie dziwne istoty, które zdawały się być w okolicy? Wilk był niemal podekscytowany. Kolejne z uczuć, do którego zdawał się nie być zdolny.
Wyciszył się jednak. Czegokolwiek Daalkiin by nie planował, zaraz wszystko pewnie stanie się jasne. Wilk stał wyprostowany i skrzyżował ręce na piersi. Postawa, która może wzbudzałaby grozę w kimś innym. Jednak nawet pomimo tego, że był o głowę wyższy od Odrodzonego, a do tego zdawał się być potężniejszej budowy, to obydwoje byli wojownikami i na nikim taka postawa nie zrobi tutaj wrażenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1548
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Pon Gru 11, 2017 8:43 pm

NPC Storyline - Daalkiin

Daalkiin cofnął się na trzy kroki, sprawdzając na szybko znajome otoczenie i zaraz powracając wzrokiem do wilka. Uszy stanęły bardziej pionowo, wsłuchując się w słowa czarnego olbrzyma. W przeciwieństwie do niego, oficer stanął wyprostowany, a ręce opuścił wzdłuż ciała. Klatkę piersiową wypchnął do przodu, wyglądając poważniej oraz dostojniej. Jednocześnie mięśnie pozostały rozluźnione, długi ogon - niczym u gada, tylko z futrem - spokojnie przesuwał się po trawie za nim. Białe ślepia uniosły się do góry, by chwycić wzrok asgardzkiego wilka.
-Tutejsi nazywają to miejsce Sierra Hotel. Kryptonim od Scaly House. Dom strażników Alranois, powołanych do życia przed laty. Aktualnie ich tutaj nie ma, jednak my możemy z tego miejsca skorzystać. Spokojne i ukryte przed niepożądanym wzrokiem.
Wyjaśnił oficer, robiąc krok naprzód. Wzrok opadł w dół, a czarny zmierzył swego kompana wzrokiem, dokonując szybkiego porównania jego wzrostu, masy oraz sylwetki - ze swoją własną. Oczywiście domyślić się tego było ciężko, co młody rozumiał i nie zamierzał długo trzymać Fenrisa w niepewności. Zwłaszcza, że na początku na pytanie nie odpowiedział.
-Podczas działań ze mną, wykazałeś się brakiem samokontroli,
doświadczenia czy umiejętności kooperacji. Nadal jednak uważam, że zasługujesz na szansę. Dam tobie możliwość zdobycia mego zaufania. W walce. Ty i ja. Tutaj. Bez broni.

Dodał do wcześniejszej wypowiedzi, przybliżając wilkowi powód ich przybycia w to miejsce. Nie zamierzając akceptować odmowy, Odrodzony odwrócił się i odszedł pod pobliską skałę. Szybkim ruchem rozpiął pas, a następnie pozbył się spodni od munduru, rzucając je na pobliski kamień. Tworzywo i metal akcesoriów, wydały swój specyficzny dźwięk przy lądowaniu. Z resztą kieszenie były zapchane, a na pasie były zasobniki. Gdyby miał to wszystko wyciągać ręcznie, spędziliby tutaj pół dnia. Gotowy, jak Fenris, Daalkiin odwrócił się i zerkając na Fenrisa, powolnym krokiem ruszył w stronę niewielkiego strumienia, który przepływał pod skałami oraz budynkiem. Nie miał przy sobie nic, żadnego sprzętu, żadnejbroni, nawet ISACa.
-Tylko nasze ciała. Żadnej mocy oraz magii.
Oficer wziął krok rozbiegu i skoczył przed siebie, lądując metr dalej oraz niżej, w wodzie. Chlust rozrzucił trochę wody dookoła, niemniej nie było głęboko. Na tyle, by zamoczył swe łapy, woda nie sięgała nawet w połowie drogi do kolan. Znów wyprostował się i wskazał otwartym gestem lewej dłoni, by Fenris zajął miejsce na przeciwko. Walka w wodzie miała swoje specyficzne warunki środowiskowe. Nierówne, piaszczyste podłoże w którym ich gołe łapy będą się zatapiały, zwłaszcza przez budowę palców zakończoną pazurami. Wymaga to więcej finezji oraz myślenia, a utrudnia czyste nastawienie na siłę i masę. Im obu. Bo o ile Daalkiin był lżejszy od swego rywala, nie można było zrównać go z człowiekiem. Stworzenie to ważyło pół tony. Mięśnie, choć młode, były dobrze ukształtowane. Zadbane. Ciało wysportowane, pasujące do sylwetki wojownika. Z resztą wilk miał okazję kilkukrotnie obejrzeć go w walce. Oficer preferował zwarcie, wymuszenie swoich zasad rozwiązania konfliktu, kontrolę. Jego mięśnie posiadały sporo siły, niemniej zapewne daleko będzie mu do czystej siły fizycznej Fenrisa. Stąd poszuka innych atutów. Gdy wilk się zbliżał, Odrodzony wyjaśnił zasady.
-Walka na zasadach pojedynku widm. Widma nie tolerują krytycznych ran, traktując siebie jako braci i siostry. Walka, jest nauka oraz poznaniem nowego. Rozwinięciem umiejętności. Stworzeniem więzi, zaufania.
Gdy wilk stanął na swym miejscu, Daalkiin wyprostował się, ręce podniósł na wysokość swego korpusu. Ręce złączył razem, prawą zamykając w pięść, a lewą obejmując drugą dłoń. Następnie pochylił swój korpus i pokłonił się przed kompanem w geście szacunku oraz przyjaznych intencji. Czarnofutry był szkolony przez widma, stąd nie bał się walki z przeciwnikiem, którego wcześniej spotkali.
-Dwadzieścia dwa lata. To mój wiek. Najmłodszy oficer CORE, najwyżej stopniem.
Zaczął, gdy wilk wskaże mu gestem, że jest gotowy. Daalkiin postanowił wykorzystać okazję, by obaj lepiej się poznali. Więc na początek, dał Fenrisowi zrozumieć z jak młodą istotę ma do czynienia. A jednocześnie, z jak zdolną. Zaczynając sparing, Odrodzony postanowił zaatakować jako pierwszy. Szybkim susem skrócił dystans, biorąc dwa kroki rozbiegu, a następnie wyskakując do góry. Wykonał przy tym kopnięcie prawą nogą z półobrotu, celując na wysokości korpusu wilka. Świadomie dał mu możliwość wykonania uniku, a nawet kontry, przed którą początkowo nie zamierzał się bronić. Mieli się uczyć, wymieniać ciosy niczym doświadczenia, przekazywać informacje.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 446
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Pon Gru 11, 2017 10:06 pm

Wilk jeszcze raz rozejrzał się po okolicy gdy Daalkiin przedstawił gdzie się znajdują. Pokiwał łbem w geście uznania. A więc to miejsce miało znaczenie. Będąc w mniejszym lub większym stopniu mitologicznym stworzeniem respektował wszystkie miejsca pełne mocy i historii. Czyżby dwie istoty, których obecność wyczuwał były wspomnianymi strażnikami? Ze słów Daalkiina wynikało że nie, ale nigdy nic nie wiadomo.
Zauważył że czarny mu się przygląda. Wilk nie pozostawał mu w tej materii dłużny. Tym bardziej że nie przybyli tutaj przecież na lekcję historii.
Przytyk na temat ich ostatniej walki trafił w czuły punkt. Wilk karnie wlepił wzrok w własne stopy, co wyglądało zupełnie nie na miejscu dla takiej bestii. Fenris wiele razy sam sobie wypominał brak opanowania w trakcie walki. To co on sam uważał za swą największą wadę i przekleństwo stało się niemal legendarną cechą, którą ludzie w dawnych czasach zdawali się po nim naśladować podczas bitew. Zastępy ulfhendarów w wilczych skórach specjalnie wpadali w szał na podobieństwo wilczego boga, licząc na przybranie jego siły w walce. Sam wilk spoglądał na to raczej jako na klątwę, przez którą miał więcej kłopotów niż pożytku, a która koniec końców przyczyniła się do tego, że wygnano go z Asgardu.
Tym bardziej zaskoczyły go słowa oficera. Dawał mu szansę? Brzmiało to ironicznie w obliczu tego, że nawet sam wilk już dawno spisał siebie na straty. Gdy wspomniał o pojedynku wilk niemal wykrzywił kącik ust w uśmiechu. Ukazał przy tym imponujące zębiska, jednak wciąż był to po prostu uśmiech. Daalkiin mógł interpretować to jak chciał.
Fenris tak jak miał w zwyczaju nie kłócił się tam gdzie nie było potrzeby, lub po prostu się zgadzał. Bez słowa poszedł więc za Odrodzonym. Nawet samo pozbycie się ekwipunku było dla wilka w pewnym stopniu symboliczne, czego Daalkiin mógł się nawet nie spodziewać. Gdy zeszli do strumienia zajął pozycję w pewnej odległości od oponenta, i spokojnie wybadał grunt. Musiał przyznać że jego przeciwnik wybrał ciekawe miejsce. Wątpił by Daalkiin poświęcał godzinę dziennie na walkę w strumieniu wody po kostki, tak by być gotowym, gdy nadejdzie chwila. Tak więc obydwoje znaleźli się w nietypowych warunkach. Chyba wilk że się mylił, a jego przeciwnik był cwanym draniem. Na wszelki wypadek kilka razy przeciągnął łapą po dnie, aby wybadać śliskość gruntu. Podczas rozgrzewki kilka razy lekko podskoczył i raz zerwał się próbnie do biegu.
Gdy stanęli naprzeciw siebie Fenris obnażył szpony, jak miał w zwyczaju walczyć, gdy wróg przydybał go bez broni. Zaraz jednak uświadomił sobie że dziś nie walczy w ten sposób i nie chciałby przypadkiem rozpłatać gardła Odrodzonemu. Zwinął więc dłonie w pięści i stanął bokiem w pięściarskiej pozycji nie przypominającej raczej żadnego z ziemskich stylów. Nie wyglądało jednak by wilk nie umiał walczyć w ten sposób. Czarnofutry dobrowolnie wyzbył się mocy i magii. Stawiało go to w pozycji dużo gorszej od wilka, który nie może od tak nie sięgać pa swoją siłę, czy węch, którego także wykorzystywał w walce.
Gdy wilk już miał ruszać do ataku Daalkin znowu go zaskoczył. Z początku wilk nie wiedział o czym odrodzony bredzi. Potem jednak zrozumiał
- Ponad tysiąc ludzkich lat. Tysiąc... Z czego niewiele naprawdę przeżytych... -wilk poczuł jak znów narasta w nim gniew. Spojrzał jednak na swoje czerwone oczy odbijające się w tafli strumienia. Wziął kilka wdechów. Uspokoił się. - Wilk Fenris. Pierworodny Lokiego z Asgardu. Trzeci w prawowitej linii sukcesji do tronu dziewięciu światów. Wygnaniec. Zbieg.
Z ostatnim wypowiedzianym wyrazem przyszło dziwne uczucie ulgi, które nawet wymalowało się na jego twarzy. Stali tak więc naprzeciw siebie. Istota, która z niczego dotarła na sam szczyt i bóg, który stoczył się na samo dno. Nadzy względem siebie zarówno duchem jak i ciałem. Wilk mógłby powiedzieć że są równi, gdyby nie miał wrażenia, że chyba minęli się gdzieś po drodze.
Wtedy Daalkiin ruszył.
Wyskok o ile nadawał impetu, to zdradzał w sporym stopniu trajektorię ataku. Wilk cofnął się o kilka kroków zarówno do tyłu, jak i na prawo. Postarał się przewidzieć tor lotu przeciwnika i wyprowadzić kontratak. Celował mniej więcej w miejsce gdzie powinien wylądować Daalkiin. Zginając lekko lewą nogę, podniósł prawą do ciała i prostując ją wykonał kopnięcie podobne do sztychu. Oczywiście nie włożył w nie całej siły, a wręcz starał się odepchnąć przeciwnika, niż zadać mu obrażenia. Walczyli przecież na siniaki, nie na połamane żebra. Starał się to zrobić dostatecznie płynnie, aby zachować równowagę, lecz gdyby się przewrócił, odtoczy się, zwiększy dystans i wstanie.
Nie ukrywał że czuł się spełniony. Na miejscu. Wykonując uniki i wyprowadzając ciosy dla samej przyjemności walki. Nie dla krwi, łupu, głodu, czy zemsty. Nagle nie wiadomo skąd przypomniały mu się szczenięce lata ze swoim bratem Jormungarem. A myślał że nie posiada dobrych wspomnień. Odgonił je jednak od siebie prędko, nie chcąc tracić koncentracji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1548
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Wto Gru 12, 2017 6:54 pm

NPC Storyline - Daalkiin

Daalkiin chybił celu, lądując na łapach. Dynamicznie obrócił się, widział cios, zrezygnował z uniku. Wilk trafił centralnie w klatkę piersiową odrodzonego, który przyjął cios i przewalił się do tyłu, piasek uniemożliwił utrzymanie równowagi. Padł na plecy, woda chlusnęła dookoła, zalewając ciało powalonego. Futro pociemniało, przykleiło się do skóry, oficer wsparł się na łokciach i spojrzał na wilka z dołu. Nic się nie wydarzyło, nie było wykończenia. Nie czekają dłużej, bo dał mu ledwo sekund, zawinął nogi do tyłu, nad siebie, wykonując przewrót przez ramię. Odepchnął się rękoma, wyrzucił nogi w tyłu i stanął na nich, na ziemi, znów posyłając wodę dookoła. Co prawda nie było jej dużo, ze względu na głębokość. Ale jeden z nich był już mokry. Można było jednak odnieść wrażenie, że Odrodzony się powstrzymał. Że mógł zareagować, sięgnąć go długim ogonem, niczym u widma, trafić celu tylko w inny sposób. Lub chociaż uniknąć, był do tego zdolny. Cios przyjął na siebie. Ugiął lekko swe kolana, wyciągając lewą łapę naprzód wraz z lewym profilem. Ręce ustawił przed sobą, lewą z przodu, prawą nieco wycofaną. Otwarte, lecz nie prezentujące przesadnie pazurów. Delikatnie ugięte palce, gotowe chwycić nadciągający cios. Korpus pochylił, niezbyt mocno, na tyle by się schować i nie odsłaniać całkowicie. Wzrok zmierzył Fenrisa.
-Nie znam mego pochodzenia. Znaleziono mnie w kapsule, w przestrzeni. Wychował i wyszkolił - Dur-Shurrikun, jinkusu.
Wyjaśnił, znów zaczynając się ruszać. Brak wrażenia z wieku młodego oficera, nieco mienił jego podejście. Nie raz miał okazję wykorzystać to, jako przewagę. Brano go za niedoświadczonego lub szczególnie uzdolnionego. Zmieniało się podejście do młodego oficera. Niemniej Fenrisa to nie wzruszyło. Trzema szybkimi susami po ziemi, dostawiając łapę do łapy, Daalkiin skrócił dzielący ich dystans. Na tyle, by wilk znalazł się w zasięgu jego rąk, bo sam czarnofutry wszedł znacznie wcześniej w zasięg asgardczyka. Znowu posłał pierwszy cios, błyskawiczny, prawa - tylna - ręka, z biodra wystrzeliła luźno naprzód, trafiając Fenrisa w środek klatki piersiowej, nad splotem słonecznym. Ręka zaraz cofnęła się, jeśli trzeba - wykonał szybki unik, a następnie uderzył obiema dłońmi, znowu otwartymi, ponownie w korpus. Teraz po to, by uderzenie pchnęło wilka do tyłu, nawet o krok. Nic poza tym. Celował w tors, gdyż różnica wzrostu skutecznie mu to ułatwiała, a uzębienia stwora pozbawiać nie zamierzał. Nie cofnął się, pozostał w zasięgu własnym oraz wilka. Ataki nie były silne, Fenris wyraźnie je poczuje. Wyprowadzone techniką, nie czystą siłą fizyczną. Wzrok oficera pilnował kończyn wilka, nie da się zaskoczyć. Jednak nadal - trzymał ten sam dystans, jeśli Fenris spróbuje go zmienić, Daalkiin dostosuje się, by go utrzymać. Dwa proste ciosy, czas na ruch asgardczyka.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 446
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Wto Gru 12, 2017 8:07 pm

Cios wilka miał na celu zaledwie rozeznanie się w sytuacji. Wybadanie przeciwnika. Był święcie przekonany że Daalkiin tak samo jak on zejdzie z linii ataku. Wilk po prostu ciekawy był jak szybko odrodzony zareaguje.
To że cios dosięgnął celu niemal go zdziwiło, tym bardziej że był pewien iż Daalkiin celowo przyjął go na siebie. Przez moment zastanowił się czy nie zrobił czegoś nie tak nie rozumiejąc do końca praw obrzędu, któremu się oddawali. Poniekąd właśnie dlatego nie szedł za swoim ciosem pozwalając Daalkiinowi wstać. Po drugie, walka na nogach miała w sobie dużo więcej honoru i powagi, niż zejście do parteru. Wilk wolał po prostu wymierzać ciosy, niż szamotać się w mule. Skoro nic nie zależało od przegranej czy wygranej, mógł sobie na to pozwolić.
Sposób, w jaki Daalkiin podniósł się ze strumienia zasłużył na uznanie bestii. Może było to zbyteczne, ale w tej chwili stało się jasne że Fenris nie dorównuje mu zwinnością. Gdyby nie wrodzone atrybuty wilka, Daalkiin mógłby kręcić kółka wokoło Fenrisa, a ten nie miałby nic do powiedzenia. Asgardczyk również starał się nie nadużywać swojej wrodzonej prędkości. Gdyby Daalkiin sięgnął po swoje moce telekinezy, walka już dawno by się skończyła, a tak obydwoje mogli czerpać radość z tego starcia.
Wilk zaprosił Daalkiina gestem, lecz nagle nastąpiło kolejne wyznanie. A więc tak to miało wyglądać.
Z początku Fenris uważał oficera za swego rodzaju hybrydę densorina, jednak gdy poznał więcej przedstawicieli tej rasy uznał że się mylił. To co działo się tutaj, było dla wilka niemal oczyszczającym przeżyciem. Nie znał Odrodzonego, a prawdopodobnie nigdy nie poznałby go tak dobrze, jak on sam się przed nim otwierał. Mimowolnie porównywał jego los do swojego. Mieszanka przemyśleń i adrenaliny sprowadzała na wilka istne katharsis.
Krótka przerwa skończyła się. Czarnofutry skoczył do Fenrisa, nim ten zareagował. Pierwszy cios ominął obronę wilka. Ten jednak spodziewając się nadciągającego gradu ciosów, zamiast wykonać unik zaparł się w mule i wystawił w stronę oficera lewy bark, zasłaniając się nim jak tarczą. Jeżeli Daalkiin dalej atakował, lub pozostawał w bezpośrednim zasięgu, wilk odwinie się całym ciałem i wymierzy prawą ręką zamaszysty sierpowy, wykorzystując do ciosu całą siłę obrotu.
Jeśli Daalkiin w porę wyczuje pułapkę i zwiększy dystans. Wilk nie będzie młócił powietrza pięściami. Niezależnie od tego czy trafił, czy Daalkiin odskoczył, dystans między nimi prawdopodobnie się zwiększy.
- Była nas trójka - zaczął wilk rozmasowując bark, którym się zasłonił. - Brat i siostra. Każde z nas odmienne od rasy w poczet której mieliśmy wtedy czelność się uważać. Każde odmienne od siebie. Każde ukarane w myśl starej przepowiedni, która może nigdy się nie ziścić, przez władcę, któremu wiek zamglił osąd. Mego dziada.
Jeśli w walce obydwoje przeciwników przedstawiało w miarę wyrównany poziom, tak w swych wyznaniach Daalkiin znacznie przewyższał Fenrisa. Mówił spokojnie o losie, który przecież niewiele odstawał od wilczego. Widać było że żył w zgodzie z własną przeszłością, gdy wilk znowu poczuł przypływ gniewu na samo wspomnienie przedstawianej historii. Znowu krótką chwilę zajęło wilkowi zaciskanie zębów i walka z emocjami. Gdyby Daalkiin chciał to jakoś wykorzystać, miałby ku temu wszelką sposobność, bo wilk wyraźnie stracił koncentrację.
Jeśli tego nie zrobił, Fenris zdecydował że zbyt długo stał pasywnie. Pobiegł w stronę Daalkiina szybko skracając dystans. W ostatniej chwili jednak, zamiast zadać cios, wilk pochylił się do przodu i naparł na oficera barkiem, chcąc wytrącić go z równowagi, lub nawet obalić. Był większy od Daalkiina i starał się to wykorzystać. Do głowy mu nie przyszło, że mniejszy od niego przeciwnik mógłby wykorzystać jego impet przeciwko niemu samemu. Jeśli Daalkiin wywinie się z tej prymitywnej zagrywki, Fenris wymierzy od razu kolejny szybki sierpowy, zmuszając Odrodzonego do ustąpienia pola.
- Nie spocznę, póki nie odnajdę rodzeństwa, z którym mnie rozdzielono i nie otrzymam satysfakcji, za to czego nam odmówiono!
Wilk wyrwał się do przodu, ale słowa same cisnęły się na gardło. Chciał je wykrzyczeć. Ta skarga była niemal celem jego istnienia. Zaczął tym samym mówić o swoim celu, przyszłości, zamiast tego kim jest. Choć może wcale nie. Żądza ta definiowała wilka bardziej niż cokolwiek innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1548
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Wto Gru 12, 2017 8:35 pm

NPC Storyline - Daalkiin

Czarnofutry nie cofnął się, wprost przeciwnie. Zamaszysty sierpowy dał mu aż za dużo czasu na reakcję, której Daalkiin nie zamierzał przepuścić. Zbliżył się do Fenrisa jeszcze bardziej, obracając przy tym bokiem. Lewa dłoń delikatnie zbiła uderzenie, powstrzymując je przed trafieniem, prawa wpadła pod pachę i owinęła się dookoła ramienia. Plecy młodego oficera przylgnęły do korpusu większego rywala, co pozwoliło mu wykorzystać nadchodzący impet i najzwyczajniej przerzucić go na drugą stronę, zmusić do lądowania na plecach. "Zwiastun zagłady" nie pomylił się w tym, że Odrodzony mógł być od niego szybszy. Doświadczenie pozwalało mu niwelować minus bycia mniejszym i lżejszym, gdy nadarzyła się okazja. A tą mu właśnie podsunął. Gdy padł do wody, ta znów chlusnęła dookoła. Teraz obaj byli mokrzy i pokryci piaskiem. Młody oficer puścił rękę, choć mógł iść dalej. Zakładać dźwignię, kontynuować cios. Niemniej, puścił i odskoczył. Dał mu czas, by się podniósł i ogarnął.
-Moja rodzina to operatorzy CORE. Szkolili mnie zarówno oni, jak również Urkyn'Vareis. Starożytny Kaartarn nauczył mnie, że moc nie wyznacza nam sposobu jej użytkowania. To my wybieramy drogę.
Wyjaśnił, przechodząc kilka kroków w bok i zatrzymując się, kiedy Fenris okazał się gotowy do kolejnego ataku. Daalkiin nie zmienił pozycji, nadal trzymał ręce ustawione w gardę, lekko otwarte dłonie osłaniały korpus. Nie zasłaniały widoku i nie przeszkadzały. Wyrwał się naprzód, prosto na oficera. A ten stał, nie ruszał się, czekał do ostatniego momentu. Widział co się zbliża, jak rywal obraca bark i próbuje go stratować. Krótki sus naprzód, w bok, schodząc z linii. Złapał wilka na wykroku, prawa łapa Daalkiina wbiła się w łapy Fenrisa, wycinając mu grunt spod łap i zmuszając do lądowania w wodzie oraz piasku. Nie docenił szybkości młodego wojownika, stawiając na swą masę ponad jego umiejętności. Właśnie dostał nauczkę.
-Usłyszałem kiedyś powiedzenie. Szukając zemsty, wykop dwa groby. Jeden dla siebie.
Odezwał się w odpowiedzi. Długi ogon oficera wsunął się pod ramię wilka, zanim ten wstał, a następnie szarpnął go nieco do góry oraz w bok, zmuszając stwora do przewalenia się na grzbiet. Gdy ten to uczynił, Daalkiin podniósł prawą łapę z wody i oparł ją na środku klatki piersiowej wilka. Poza, niczym u zwycięzcy, który pokonał wielkiego potwora. Nic, tylko namalować dla potomnych. Niemniej, tu był inny cel. Młody nie wbił go w ziemię, nie okazywał dominacji. Nawet nie oparł na nodze ciężaru.
-Rudna kończy się, gdy jeden z nas otrzymał zamarkowany "końcowy" cios na ziemi. Tak bawią się widma. Do końca, dla nawyku.
Wyjaśnił, zsuwając łapę z torsu rywala, kładąc ją pewnie na piaskowym podłożu w wodzie. Nogę zastąpiła ręka, którą Daalkiin podał Fenrisowi, chcąc pomóc mu wstać. Mieli walczyć na zasadach walki widm i o ile walka na ziemi nie należała do najprzyjemniejszych, o tyle wielu potrafiło przy tym polec. A jak sam Fenris usłyszał, Daalkiin nawał to zabawą. Bo niczym innym ich działanie nie było. Sparing, podnoszenie umiejętności, wymiana zdań, budowa zaufania oraz rozluźnienie atmosfery. Zabawa. Gdy wilk chwycił podaną rękę, Daalkiin zacisnął chwyt mocniej i pomógł mu wstać. Fenris wyczuć mógł, że młody ma siłę w ręce. Więcej, niż mogłoby się wydawać. Choć nadal, nie tak dużo, jak ten osobnik. Gdy obaj stali na nogach, czarnofutry cofnął się o dwa kroki do tyłu, znów uginając kolana, stawiając gardę... i czekając. Tym razem zamierzał zaczekać na atak wilka i wziąć go w pełni na siebie, do zakończenia "rundy". Bez obrony, choć nie podkładając się. Nie miało to być sztuczne, jednak nie chciał sprawy utrudniać. Fenris miał mu pokazać, że rozumie zasady tej "zabawy", sparingu. Białe ślepia znów go obserwowały, pilnowały jego sylwetki. Każdego ruchu, mogącego zdradzić zamiary.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 446
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Wto Gru 12, 2017 10:35 pm

Wilk spodziewał się że swoją brawurą zaskoczy przeciwnika zajętego atakiem. Nic bardziej mylnego. Daalkiin przewidział jego cios, prześlizgnął się pod nim i zakładając mu dźwignię, posłał wilka do wody. Szczerze mówiąc Fenris spodziewał się co nastąpi już w momencie gdy Odrodzony złapał go za ramię, tak więc mentalnie szykował się już na kontakt z wodą.
Wstał nie tak dumnie jak Daalkiin, wspierając się najpierw na swoim kolanie, potem powstając całkowicie. Otrzepał się z wody i zawarczał. Podczas następnego ataku emocje znowu wzięły nad nim górę i tak skupił się na posłaniu na deski przeciwnika, że jeszcze bardziej podstawił się do ataku.
Tym razem nie podniósł się od razu. Zimna woda, a jednocześnie słowa oficera skutecznie studziły jego zapał i emocje.
- Każdy kiedyś umiera. Lepiej zginąć podczas próby odzyskania honoru, niż żyć w hańbie. - odparł oficerowi. W słowach tych krył się pewien rodzaj pewności. Nie brzmiało to jakby wilk przeczył słowom Daalkiina. Wręcz przeciwnie, zakładał że konfrontacja z władcą Asgardu prawdopodobnie nie zakończy się dla niego dobrze. Jednak pomimo to nie chciał odpuścić.
Już miał zamiar protestować, kiedy odrodzony położył na nim swoją łapę. Kiedy jednak usłyszał wyjaśnienie gestu. Wydał z siebie dźwięk, przypominający parsknięcie.
- Z każdą chwilą zdaję się odczuwać do tych bestii coraz większą sympatię. - wilk zaśmiał się i skorzystał z pomocy przy wstawaniu.
Tak naprawdę jednak rozumiał je bardziej niż dawał po sobie poznać. Przez jeden króciutki moment żałował nawet że nie urodził się widmem. Szybko jednak odgonił tę myśl. Był wilkiem Fenrisem, zwanym kresem bogów. Zazdroszczenie komu innemu rodowodu byłoby na jego miejscu kpiną.
- Możesz zwać się szczęśliwcem - rzekł w końcu wracając do rozmowy - Jesteś panem swego losu. Można brać cię jedynie twoją miarą, twoją i twych czynów. Nie masz innych istnień, przez pryzmat których jesteś oglądany. Daalkiin, Odrodzony brzmi dumnie tylko dzięki tobie.
Wilk ruszył znowu do ataku. Tym razem nie da się zrobić tak łatwo i nie będzie ślepo zakładał że każdy cios dosięgnie celu. Pierwszym ciosem będzie kopnięcie. Wykorzystując minimalnie pęd biegu podciągnie prawe kolano wyżej do klatki piersiowej, po czym z impetem uderzy nią przed siebie.
Tak na prawdę chodzić mu będzie jednak o skrócenie dystansu. Markowany cios sprawiłby że możliwie skróciłby odległość od Daalkiina. Potem starałby się coraz bardziej doprowadzić do zwarcia serią szubkich, prostych ciosów rękoma. Specjalnie narzucił szybsze tempo walki. W żaden z ciosów nie wkładał pełni siły i wiary. Były przez to nieszczególnie trudne do ominięcia, czy zblokowania. Chciał aby Daalkiin poczuł się pewniej, a sam chciał mieć możliwość wycofania, bloku czy odskoku. Gdy wyczuł odpowiedni moment spróbował uchylić się przed nadchodzącym ciosem oficera nurkując pod nim, po czym wyrywając się do przodu, rękoma złapać oficera w pasie. Gdyby ta sztuka mu się udała, uniósłby go lekko w powietrze, po czym opadł razem z nim do wody, przyciskając go swoim ciałem. Oczywiście nie ryzykował przy tym specjalnie. Nie chciał schylając się wyrżnąć pyskiem w pędzące kolano wojownika.
Przy odrobinie szczęścia Daalkiin go nie doceni. Jesli jednak w obronie oficera nie znajdzie się ani jedna luka, wilk znów odskoczy, kiwając głową z uznaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1548
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Sro Gru 13, 2017 8:26 am

NPC Storyline - Daalkiin

Słuchając wilka, oficer stale trzymał gardę. Zachowywał gotową postawę, gdyby przyszło im sparować i rozmawiać jednocześnie. Z resztą nie wypadało jej stale zmieniać. Wzrok pilnował ciała rywala, jednak uszy uważnie śledziły każde wypowiadane przez niego słowo. Młody nie mógł się z nim zgodzić. Niemniej przemyślenia pozostawił na później. Kopnięcie było tak zamarkowane, że Daalkiin poczuł się, jakby miał możliwość pójścia po przekąskę, wrócenia i jeszcze skontrowania ciosu. Wilk wydawał się poświęcać za dużo czasu prostym uderzeniom za pomocą nóg. Co prawda łapy zakończone pazurami pozwalały ściągnąć takową po przeciwniku, tnąc go. Sytuację taką zademonstrowały mu dawniej widma. Młody wziął cios na klatę, dosłownie. Rozsunął ręce, by te nie zostały złapane w ciosie, po czym dał się trafić. Zaparł się jedynie nogami, krótko spiął mięśnie. Uderzenie sięgnęło go, lecz nie pozostawiło większego efektu. Oficer zaraz stał w gardzie, gotowy na dalsze ciosy. Tutaj doszło do szybkiej wymiany uderzeń, a raczej parowania ich przez Daalkiina. Rzadko blokował, częściej zbijał uderzenia, wychwytując idealny moment na przeciągnięcie równowagi rywala wedle własnych założeń. Pomimo, że na ziemi jego atletyczna figura mogła robić wrażenie, na okręcie spotykał istoty podobne Fenrisowi. Dorosłe, ukształtowane, często silniejsze. Musiał to nadrabiać. Wyraźnie stawiał więc na szybkość i technikę. Ciosy nie były silne, lecz dokładne technicznie. I szczerze, ostatniego ruchu się nie spodziewał.
Wilk dał nura, Daalkiin wpierw pomyślał, że ten się potknął. Przecież mógł mu teraz wpasować kolano w pysk, pozbyć się jego uzębienia albo odesłać do krainy snów. Niemniej Fenris nie upadł na ziemię. Wpadł w niego, chwycił w pasie i zerwał go z nóg. Wszystko szło zgodnie z planem wilka, bo powalił oficera na ziemię, przygniatając go swą masą. Tylko ten zdążył w międzyczasie wsunąć lewą rękę pod łeb asgardczyka, prosto na jego krtań. Zablokował jedną rękę o drugą, chwytając własnymi dłońmi za przedramiona. W efekcie skończyli w dość ciekawej pozycji. Co prawda Fenris wylądował na nim, przygniótł go swą masą i mógł przytrzymać. Jednocześnie z tym, łeb wilka został uwięziony w uchwycie oficera, który miał założone idealne duszenie. Po prostu nie zacisnął rąk, by go nie spowodować. Niemniej rywal mógł poczuć delikatny, niezbyt przyjemny nacisk na krtań. Korzystając z "przerwy" podczas impasu, Daalkiin rzucił kilka słów od siebie.
-Nie jestem "wolny". Moje życie zostało przypieczętowane, zostałem stworzony do roli wojownika, oficera. Nie znam się na niczym innym. Tytuł nadali mi Jinkusu. Odrodziłem się, odnaleziony w przestrzeni kosmicznej. Niemniej, każdy z nas tworzy swój los. Ty sam uważasz, że tylko zemsta da tobie odkupienie.
Wyjaśnił, dalej utrzymując uchwyt i nie szarpiąc się, leżąc spokojnie. Wilk musiał wykombinować, jak wyjść z tej sytuacji. Daalkiin mógł po prostu zacisnąć chwyt, założyć duszenie, a Fenris obudzi się za kwadrans. Dlatego też oficer nie uznał, że przegrał tą rundę. Co prawda nie liczył punktacji, bo ta go nie interesowała. Ale jak przystało na sparing dwóch widm, dopóki była opcja walki - nie należało się poddawać.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 446
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Sro Gru 13, 2017 11:49 am

Wilk zdziwił się gdy Daalkiin nie ruszył się nawet widząc nadciągające uderzenie. Czyżby przewidział jego zamiary? Cios wbrew oczekiwaniom dosięgł celu, po czym wywołał mizerny, niemal haniebny efekt. Dalsza wymiana ciosów z perspektywy potencjalnego obserwatora mogłaby wyglądać na równiejszą. Oficer wyraźnie pozwalał wilkowi atakować, samemu ograniczając się do zbić i sporadycznych kontr. W końcu, gdy wymiana zaczęła się przedłużać zaryzykował wykonanie swojego planu. Pochylił się i objął Daalkiina w pasie unosząc lekko do góry, a następnie opadając razem z nim znowu w wodę strumienia.
Wilk spodziewał się że tym samym runda się zakończy, lecz walka trwała dalej. Ruch, który z początku Fenris wziął za próbę przytrzymania się przed upadkiem, okazał się wstępem do duszenia. Oficer zamierzał widocznie walczyć do końca. Tym razem on zaskoczył wilka, który spodziewał się ponownego "rozejścia do narożników", a tymczasem znalazł się w dość poniżającej sytuacji.
Fenris odruchowo zawarczał uświadomiwszy sobie w jakiej znalazł się sytuacji. Normalnie zrobiłby użytek ze swych kłów i szponów i szybko rozprawił się z delikwentem, który chciałby go tak zakleszczyć. Jak widać nie do końca rozumiał zasady pojedynku, lecz miał niejaką pewność, że rozszarpywanie przeciwników nie jest podczas niego mile widziane. Tak samo odruchowo chciał sięgnąć po moc zmiany rozmiaru, ale słowo jest słowem, walczyli niczym zwykli śmiertelnicy, bez boskich mocy, zaklęć, czy "nanitów", czymkolwiek by nie były.
Nie odpowiedział od razu na słowa wojownika. Poniekąd dlatego że ten ściskał mu gardło, a poniekąd, że odpowiedź wcale nie była prosta i tak naprawdę głęboko zastanowił się nad jego słowami.
Tak więc wilk podjął próbę walki na zasadach oficera. Wciąż przyciskając go ramionami do podłoża starał się znaleźć rękoma lukę w uchwycie, aby go podważyć, lub choć odrobinę rozluźnić, dając sobie potencjalnie więcej czasu. W tym samym czasie podniósł tył ciała niemal do kucu i starał się znaleźć kolanem odpowiednie miejsce na ciele Odrodzonego, gdzie nacisk sprawiłby mu na tyle niedogodności, by puścił uścisk. Spodziewał się przy tym że Daalkiin nie ma fizjonomii dalece odmiennej od Asgardzkiej czy ludzkiej, więc na ślepo starał się odnaleźć wątrobę, nerki, czy podobne czułe miejsce. Gdyby oficer zluzował uścisk wilk wyszarpał by się, przytrzymałby go jedną ręką przy ziemi, a drugą w wymownym geście przeciągnął mu otwartą dłonią po szyi.
Chwilę mogli tak się szamotać. Jeśli próby zapasów nie przyniosły żadnych efektów, wilk wyraźnie straciłby cierpliwość i zaczął raz po raz uderzać w bok oficera. Ostatecznie spróbowałby się podnieść i uderzyć wraz z nim o jakiś kamień, lub ponownie o podłoże, wiedząc nawet że mogło by to spowodować poprawienie duszenia. Były to raczej desperackie poczynania, wilk jednak nie poddałby się, dopóki nie byłoby to ostatecznością. Można to było uzasadniać jego głupotą, odwagą, czy uporem, było jednak pewne, że jeśli w walce zachowywał się podobnie, to nie dbał bardzo o własne życie.
Niezależnie od wyniku starcia, gdy był już wolny i siedział w zimnej wodzie, rozmasowując gardziel, wrócił do rozmowy. - Nieważne jak piękne i dobre może być życie, pozbawione celu pozostaje puste. Moje nie jest ani dobre, ani piękne, ale mam cel do którego dążę. Do czego ty dążysz Daalkiinie? - Nie była to drwina, było to zwykłe pytanie, do tego bardzo filozoficzne. Wilk miał już obraz tego kim jest Daalkiin i jakie zajmuje miejsce w świecie. Teraz chciał usłyszeć co sam o tym myśli. Poniekąd ich losy wydawały się wilkowi podobne, dlatego ceniłby sobie zdanie innego wojownika.
Czekając na odpowiedź otrzepał się z wody i zajął znowu miejsce w pewnej odległości od oficera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1548
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Sro Gru 13, 2017 1:45 pm

NPC Storyline - Daalkiin

Wilk zdziwił się z wyniku, co w duchu ucieszyło oficera. Jego umiejętności dostosowywania się do pola walki stale potrafiły zaskakiwać. Zaczęła się chwila na przemyślenia, jak wyjść z opresji, którą Fenris sam sobie zgotował. Przez chwilę oficer myślał nawet, by odpuścić. Niemniej zaczęło się, a wilk nie dał za wygraną. Wyszarpanie samych ramion byłoby czasochłonne i męczące, bo choć młody był słabszy, nie był słaby. A dźwignia i mocno chwyt pozwalały nadrobić różnicę w sile. Co prawda w końcu by przegrał, niemniej rywal to przyśpieszył. Odrodzony poczuł, jak kolano wciska się w jego brzuch. Spiął mięśnie, jednak masa oraz siła robiły swoje. W tym momencie powinien był zrobić to, co należało, czyli zacisnąć uścisk i odciąć Fenrisowi dopływ tlenu do mózgu. Niemniej, postanowił dalej grać gładko. By przerwać ból, zwolnił uścisk, dał wilkowi się wyrwać, a na koniec przejechać sobie pazurami po szyi. Z tego ostatniego akurat się ucieszył, nawet uśmiechnął lekko. Wilkowaty szybko łapał zasady, zwłaszcza jeśli chodziło o walkę, sparing.
Fenris zszedł z niego i usiadł obok, rozmasowując szyję. Daakiiin wziął kilka głębszych wdechów, dając sobie kilkanaście sekund odpoczynku. Nie mógł zaprzeczyć, że sparing z wilkiem zmuszał do wysiłku. Wpierw podniósł łeb i spojrzał na towarzysza. Ogon szarpnął się w wodzie i chlusnął dookoła, a Daalkiin wykorzystał mięśnie brzucha, podnosząc się do siadu. Nogi ugiął lekko, jedną kładąc, a drugą podpierając na łapie, jednak obie pozostawiając przed sobą. Omiótł wzrokiem okolicę. Właściciele tego miejsca jeszcze nie wrócili. Inaczej daliby im o tym znać. Skupił więc uwagę ponownie na kompanie, które zadał mu kolejne pytanie. Od razu zauważył zmianę w wyglądzie Fenrisa. Wyglądał, jak mokry kundel. Futro przyległo do skóry, wymieszało się z piaskiem. Wzrokiem przesunął na chwilę na siebie, by dostrzec to samo. Cóż, przynajmniej nikt im nie powie, że siedzieli i gawędzili bez celu.
-Jako armia crathygtanska odpowiadamy za bezpieczeństwo podległych nam planet, systemów, stacji. Chronimy mieszkańców. To mój cel. Chcę pomścić crathygtan, zniszczyć Dereverial. Zanim ten demon dopadnie następną cywilizację. - Zaczął wyjaśniać spokojnie, wpatrując się w wodę, kilka metrów od nich. Ogon podwinął do siebie, przeczesując nim powoli podłoże. Wrócił wzrokiem do Fenrisa, spoglądając na pysk samca i starając się go nieco rozczytać.
-Służba wojskowa to niewykonalny cel. Na miejscu każdego wyeliminowanego zagrożenia, pojawi się nowe. Ja jedynie zrezygnowałem z mojej przeszłości. Nie interesuje mnie ona. Myślałeś kiedyś, bo uczynić to samo? Znaleźć sobie nowy cel, zapomnieć o tym, co było? Na świecie jest wystarczająco dużo problemów, by znaleźć sobie nowe zajęcie.
Wyjaśnił, a przy okazji potrząsnął lekko łbem, strzepując z niego wodę, która postanowiła wlewać mu się do oczu, ust, nosa i uszu. Co za dużo to nie zdrowo. I choć temperatura zarówno okolicy, jak i samej wody, nie były dla niego problematyczne - o tyle siedzenie w miejscu i bycie zalewanym, już nie przedstawiało się najprzyjemniej.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 446
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Sro Gru 13, 2017 10:16 pm

Wilk z początku pokiwał przecząco głową, tak jakby się nie zrozumieli. Potem jednak cierpliwie słuchał. Był istotą pełną kontrastów. Pomimo iż często reagował impulsywnie, a w walce dawał się ponieść emocjom, nigdy nie wypowiadał słów, które nie zostały przemyślane.
- Nie jesteśmy tak różni, ty i ja. Obydwoje wykreowani na obraz tego, kogo postrzegali w nas wszyscy wokół. Obydwoje zagrzebaliśmy głęboko swoją niewinność w imię pomszczenia krzywd. Demon czy tyran, niewielka różnica.
Prawda była taka, że Odyn również nie szczędził krwi mniejszych od siebie, aby zbudować chwałę Asgardu. Złoty tron, tak naprawdę spływał posoką. Wiele ras zostało wymazanych z kart historii za samo rozzłoszczenie Odyna, a co dopiero odmówienia mu hołdu. Jedyna różnica polegała na tym że stwór, o którym mówił Daalkiin był złem oczywistym, a słuszność władzy Odyna kwestionowało niewielu.
Wilk nabrał w dłonie trochę wody i chlusnął nią sobie w twarz, aby zmyć resztki mułu, który został tam po zapasach. Nastąpiła cisza pełna odgłosów natury. Szumu traw i śpiewu ptaków.
Przemyślał sobie dokładnie drugą wypowiedź oficera. Łatwo było mówić o porzuceniu przeszłości komuś, kto nigdy jej nie miał. Nieprawdą byłoby powiedzieć, że wilk podczas swojego ponadmilenijnego życia ani razu nie zastanowił się czy mógłby być kimś innym. Takie myśli nachodzą każdego, nawet tych zwących się bogami. Były to jednak myśli tak abstrakcyjne dla Fenrisa, jak wyobrażanie sobie czwartego wymiaru. Po prostu nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Zdążył zrobić już niemal dwa okrążenia, gdy w końcu się odezwał.
-Nie wiem.
Tyle. Wypowiedział te słowa głównie po to by Daalkiin nie myślał że został zignorowany. Z drugiej strony, nie mogąc podać odpowiedzi, opowiedział Czarnofutremu wiele o sobie.
Daalkiin wprowadził wilka w wyjątkowo refleksyjny nastrój. Miał mgliste wspomnienia normalnego życia zanim stał się tym, którego zwą kresem bogów. Odyn zamknął go w lochu na wieki, czym sam przyczynił się w wypełnieniu przepowiedni niemal tak samo jak wilk. Ciekawe czy gdyby tak nie postąpił przepowiednia nie wypełniła by się, czy nagięła losy Fenrisa do swoich celów.
Takie rozprawy należało jednak zostawić filozofom, nie wojownikom.
- Przyprowadzając mnie tutaj chciałeś zapewne coś ujrzeć. Czy udało ci się to dostrzec?
Zmienił temat rozmowy. Cokolwiek, byle tylko odwlec myśli od niechcianych tematów.
Jako że chwilowo nie walczyli odruchowo sięgnął na powrót do swych wyczulonych zmysłów. Ciekawiło go położenie dwu istot, które wykrył gdy tu się pojawili. Ciekawiło go czy nie byli obserwowani podczas pojedynku.
Poza tym chłonął atmosferę miejsca. Pustkowia działały na niego uspokajająco. Czuł się tu bardziej jak w domu niż w mieście, a otwarte niebo i daleka linia horyzontu dawały mu poczucie wolności.
Ciekawe ile czasu minie nim przestanie cenić sobie te drobne przyjemności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1548
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Pią Gru 15, 2017 7:01 pm

NPC Storyline - Daalkiin

Daalkiin nie podnosił się. Dalej siedział w wodzie, a jedynym ruchem z jego strony była zmiana ułożenia nóg, które zgiął w kolanach i przysunął do siebie, by usiąść w siadzie skrzyżnym. Ogon swobodnie wodził po piasku pod wodą, tuż za plecami stwora. Swe ręce przesunął na kolana, podpierając się na nich. Wzrokiem wodził za wilkiem, tyle, ile było to dla niego możliwe w ramach niewielkiego obrotu łba. Woda kapała z niego niczym z dziurawej rury, spływając po futrze z ramion, łba oraz korpusu. Jemu to jednak nie przeszkadzało. Kaartarn potrafił mieć nie takie pomysły na trening.
-Nie zostałem wykreowany przez nikogo. - Zaczął oficer, kierując spojrzenie w punt przed sobą, by nie musieć nadwyrężać karku za krążącym dookoła wilkiem. -Mylisz się, z resztą. Jest różnica pomiędzy istotą żądną władzy, a istotą żądną zniszczenia wszystkiego, co znamy.
Dokończył wypowiedź jeszcze na chwilę wracając spojrzeniem do czarnego samca. Choć wyraz pyska pozostawał na nim neutralny, Odrodzony miał lekką ochotę wstać i przyłożyć wilkowi, przypominając mu, że takich odpowiedzi nie ma. Ta, którą podał.
-Nie istnieje taka odpowiedź. Jeśli chcesz mieć wpływ na swoje życie, musisz wiedzieć. Wybrać.
Skomentował, zamykając na chwilę swe ślepia. Ten krótki moment, podczas którego Fenris krążył dookoła, a Daalkiin mógł jedynie wsłuchiwać się w plusk wody rozrzucanej na boki pod jego łapami oraz wyciszyć, na chwilę. Po prostu. Znów jednak padło pytanie. Młody otworzył swe ślepia i zerknął na wilka poważniej. Podniósł prawą rękę i wyprostował ją, gestem otwartej dłoni wskazując na miejsce przed sobą, by "zwiastun zagłady" usiadł przed nim. Nic nie powiedział, nie zamierzał go instruować. Czekał, aż wilk wykona polecenie. Gdy to uczynił, Daalkiin położył dłoń z powrotem na swym kolanie i odezwał się.
-Nie chciałem niczego dostrzec. Nie jestem widmem. One lubią szukać odpowiedzi. Dostrzegać. - Zaczął, znów podnosząc prawą rękę, lecz tym razem wyciągając ją w stronę wilka, otwartą dłonią. -Jedyne co zauważyłem, to fakt, że potrafisz się opanować. Gdy chcesz. Potrafisz walczyć tak, by nie czynić swoim krzywdy. Teraz chwyć mą rękę i pokaż mi swą "przepowiednię".
Wyjaśnił, czekając, że Fenris wykona polecenie. W swych słowach, nawiązywał do tych sytuacji, w której wilk zawiódł, jako kompan walki. A przez ten krótki okres ich znajomości, udało mu się to więcej razy, niż komukolwiek innemu, kogo znał. Stąd chciał się go nauczyć. Lepiej zrozumieć. Wilk zapewne wiedział, o co chodziło w planie Odrodzonego. Młody oficer wykorzysta telepatię, by zajrzeć do umysłu istoty i zobaczyć wszelakie obrazy, jakie ten ukaże mu, a które związane będą z tą całą przepowiednią. Przeznaczenie nie było niczym innym, jak tylko fantazją istot, które w nie wierzyły. Daalkiin chciał się o tym ponownie przekonać oraz - być może - utwierdzić w tym przekonaniu wilka.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 446
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Sob Gru 16, 2017 6:55 pm

Fenris aż przystanął słysząc reprymendę Daalkiina. Odrodzony miał słuszność. Zacisnął pięści, po czym po chwili rozpostarł je i spojrzał na ich wnętrze w zamyśleniu.
- Czy myślałem o innym życiu? Owszem. Czy w mych snach widuję swój długi dom, kobietę z którą mam dzieci, a miecz przytwierdzony nad paleniskiem? Owszem. Tylko głupiec wędruje swą ścieżką z uporem, a bez zastanowienia. Nie jestem głupcem, Daalkiinie, mimo że prawdopodobnie nie daję tego po sobie poznać. - Wilk raczej przywykł do tego, że nikt nie spodziewa się po ponadtonowej bestii filozoficznych przemyśleń. Zwłaszcza że jego skłonności do bestialskiego szału znane były dużo lepiej. Właściwie był to chyba pierwszy raz, gdy wilk poruszał tego typu tematy z kimś innym niż ojcem, czy siostrą. - To jednak musi poczekać. Najpierw należy odzyskać honor rodziny. Ile w życiu nie osiągnę, nie osiągnę spełnienia, nie zaznawszy satysfakcji za krzywdy. Do tego macki Wszechojca sięgają daleko. Wiesz pewnie, że uważa mnie za groźnego zbiega i nie da mi dożyć mych dni w spokoju. - Powaga tematu sprawiła że wilk wyraźnie się rozgadał. Nie było to do niego podobne, bo na ogół wystosowywał treściwsze wypowiedzi. Wilk zapatrzył się w swoje odbicie w tafli wody. Nie było pewne co tam zobaczył. Besitię? Wojownika? Boga? Tak czy siak nie był z tego wyraźnie zadowolony, bo pokręcił łbem jakby chciał odegnać od siebie jakąś myśl.
- Muszę rozliczyć się ze swą przeszłością, nie ją odrzucić. Wtedy będę mógł żyć dla siebie. - skwitował w już bardziej do siebie podobny sposób.
Całe szczęście rozmowa znowu odchodziła od tego tematu, co odpowiadało wilkowi. Wywoływał w nim on zbyt wiele emocji, a nigdy nie był mistrzem w opanowywaniu ich. Skupił się znowu na otoczeniu. Lekkim powiewie wiatru we włosach, miłym chłodzie bijącym od strumienia, odgłosom natury i bezkresowi nieba nad nimi. To wszystko uspokajało go niczym matczyna pieśń.
Spojrzał raz jeszcze na oficera, który wykorzystywał czas rozmowy na medytację. O nim również wiedział więcej, niż śmiał do tej pory przypuszczać. A więc on też, tak jak wilk, był jedyny w swoim rodzaju. Po tym krótkim spotkaniu wilk patrzył na Daalkiina dużo inaczej, niż wcześniej. Zastanawiał się czy oficer ma podobnie.
Daalkiin zaprosił wilka gestem, aby do niego dołączył. Fenris zrobił to odrobinę niepewnie, zastanawiając się czy to tylko zaproszenie do dalszej dyskusji, czy następna część pojedynku, czy gry. Na uwagę Daalkiina zareagował tylko prychnięciem. Nie zgadzał się z oficerem. Wilk zawsze podchodził do siebie krytycznie i surowo, uważając swój gniew za najgorszą przywarę, która absolutnie nie godzi się komuś wysoko urodzonemu. Uważał że jest wielce daleki od kontrolowania go. Czasami niemal "budził się" dopiero po walce, z krwią na rękach i brakiem pamięci ostatnich czynów. Podczas tego pojedynku zaistniały sprzyjające okoliczności. Sam Daalkiin nazwał go grą i tak podszedł do niego też wilk. Pomagał też chłód wody, zajęcie umysłu rozmową i inne aspekty. I tak zresztą chwilami działał głupio i impulsywnie. Fenris nie uważał tego za sukces. Niebawem może mu znów przyjść przelać krew w imię drobniejszej zniewagi.
Potem Daalkiin poruszył temat przeklętej przepowiedni. Zdziwiło to wilka, bo nie przypominał sobie by poruszał ten temat. Być może znowu wypaplał to w szale, lub oficer wybadał pochodzenie wilka gdy się nie widzieli. Może wspomniał o niej po prostu innego razu, a Czarnofutry to zapamiętał.
Dobrze więc, wilk nie miał nic przeciwko pokazaniu Daalkiinowi tego, co chciał zobaczyć. Już całe CORE wiedziało chyba kim jest i gdyby chcieli już dawno wydaliby go Odynowi. Złapał jego wyciągniętą rękę, jednak zwyczajem swojego ludu uchwycił go za przedramię, nie za dłoń. Obydwoje momentalnie przenieśli się do świata mitów i legend.

Obrazy pędziły dość szybko. Ukazywały przepowiednię od początku do końca, jednak te fragmenty, które nie dotyczyły wilka osobiście zostawały przedstawiane bardzo lakonicznie. Traktowały o Ragnaroku. Kresie Odyna i jego królestwa. Koniec poprzedzić miały ściśle określone znaki. Pierwszym z nich były narodziny w linii królewskiej trójki dzieci, które niepodobne będą żadnemu z bogów, ani sobie nawzajem. Ten znak miał się już jakoby wypełnić w postaci narodzin Fenrisa i jego rodzeństwa. Wizja pokazywała dzieciństwo wilka w chacie w gęstym lesie. Niewiele ukazywała ojca dzieci, lecz jego twarz raz przewinęła się przez obrazy i Daalkiin mógł go zapamiętać. Następnymi znakami miała być przedwczesna śmierć najmłodszego syna panującego władcy z ręki jego własnej krwi. Ostatnim miało być nadejście zimy jakiej świat nie widział, która trwałaby przez trzy lata, a podczas niej zamarzły by wszystkie światy, poza krainą ognia. Następnie nastał by sam Ragnarok.
Obraz pokazał Fenrisa w towarzystwie ojca. Ten dał mu znak i wilk zawył trzy razy, a każdy skowyt słyszany był w innym królestwie: Jotunheimie, Musphelheimie i Nilfheimie. Było to wezwanie do walki. Dalej wydarzenia toczą się szybko. Nie wiadomo skąd do Asgardu wlatuje okręt, który wygląda na organiczny. Na pokładzie znajdują się wilk, jego ojciec i rzesza ich popleczników. Przypuszczają atak na bramy tęczowego mostu. Podczas walki dochodzi do pojedynku ojca wilka i strażnika mostu, który to pojedynek ojciec wygrywa. Otrzymuje jednak poważną ranę i nie jest zdolny do dalszej walki. Siły atakujących zajmują placówkę i otwierają pomost reszcie armii. Odyn mobilizuje oddziały bogów i einherjerów, lecz zbyt późno. Dalej walki toczą się wszędzie. Obrazy pokazują szybko jakieś osoby, mniej lub bardziej bliskie wilkowi. Trudno odgadnąć kim są lecz każda śmierć zdaje się mieć jakąś wagę. W trakcie walki Thor, którego Daalkiin mógł znać z opowieści ziemian, zabija brata Fenrisa.
Nie wiadomo kiedy na nieboskłonie pojawiają się dwa olbrzymie wilki. Jednym z nich jest Fenris, drugim jego syn. Obydwoje pożerają słońce i księżyc spowijając mrokiem pole walki. To prowokuje dwoje najstarszych bogów, Odyna i Tyra, do stawienia czoła zagrożeniu osobiście. Po krótkiej walce Odyn ginie od kłów fenrisa, lecz jego syn zostaje zabity przez Tyra.
Ostatecznie Asgard zostaje pokonany, a największy z jego wrogów, Surtur, używa swojego ognistego miecza zemsty, by za pomocą mocy Odyna podpalić dziewięć światów. Nastaje koniec.

Wizja się urwała i obydwoje wrócili z powrotem do miejsca gdzie toczyli pojedynek. Wilk nie wyglądał wcale na zadowolonego. Wydawał się wręcz strapiony tym co widział.
- Obrazy i gusła... - podsumował krótko odwracając wzrok, lecz po głowie widocznie coś mu chodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1548
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Nie Gru 17, 2017 6:56 pm

NPC Storyline - Daalkiin

Czarnofutry zamknął swe ślepia i poprawił chwyt na przedramieniu Fenrisa. Skupił się wyłącznie na obrazach, które jego umysł zaczął odbierać. Otoczenie zostało wytłumione, wyłączone. Obrazy nie robiły na oficerze wrażenia. Głównie dlatego, że wydawały mu się nierealistyczne. Cała ta sytuacja - niemożliwa do realizacji. Nieprawdopodobna. Stąd kosmita głównie... czekał na zakończenie, zwracając uwagę na szczegóły. Twarze, miejsca. Może się kiedyś przydać. Po wszystkim, otworzył powoli oczy, spoglądając na Fenrisa dość... neutralnie.
-To bajka. Masz tego świadomość?
Rzucił bezceremonialnie czarnofutry, puszczając przedramię Fenrisa i opierając dłoń na swym kolanie. Być może go to urazi, niemniej oficerowi ciężko było nazwać to jakkolwiek inaczej, niż bajką. Z taktycznego, a nawet strategicznego punktu widzenia.
-Zostałeś wykorzystany lub ci, którzy ciebie uwięzili, są głupcami. Jeśli na prawdę jesteś takim zagrożeniem, powinieneś być martwy. Po co ryzykować?
Wyjaśnił, na początek. Nadal spoglądał na wilka, powoli przesuwając ogonem po piachu za plecami, zmuszając wodę do tworzenia fal. Nie skończył na tym swej wypowiedzi, oj nie.
-Skoro ty wiesz, jak to będzie wyglądało, to tym bardziej wiedzą oni. Logicznie więc, nikt do tego nie dopuści. Chyba, że zależy im na tych wydarzeniach. Być może sami je inicjują, a ty masz być ich narzędziem? Wykonać to wszystko, bo oni na tym coś zyskają. Myślałeś kiedyś o tym?
Dodał do swej wypowiedzi, sięgając prawą dłonią nad powierzchnię wody. Pod dłonią uformowała się mała, wirująca kulka wodna. Odrodzony przesunął rękę przed swój korpus, utrzymując wirującą wodę w jednym miejscu. Nie była to żadna magia bądź moc kontrolująca żywioł. Oficer używał swe mocy, by zmusić wodę do utrzymania konkretnego położenia. Stąd ta stale wirowała. A on wydawał się nie zwracać na to uwagi. Ot znalazł sobie zajęcie, podczas analizy.
-Nie mówiąc już o prawach fizyki oraz istotach trzecich. Przepowiednia dotyczyć musi tylko świata, z którego pochodzisz. Próba pożarcia gwiazdy nie skończyłaby się dla ciebie dobrze. Pomijając już kwestie grawitacji, praw fizyki. Istoty trzecie, nie brane pod uwagę w tej przepowiedni. Urkyn'Vareis. Nie masz co liczyć na sytuację, w której widmo tej planety pozwoli ją tobie zniszczyć. Nie mówiąc już o jej mieszkańcach.
Dokończył, na ten moment przerywając. Przepowiednia nie trzymała się kupy, była wręcz komedią w odbiorze. Dla niego. Skoro wszystko wiedzieli, to nic, tylko realizować. Albo ktoś to sobie zaplanował i chciał ich wykorzystać do swych celów albo wilk miał zostać wpędzony w zasadzkę. Niemniej żadna opcja nie wydawała się oficerowi prawdopodobna. Jego werdykt był taki, jak na początku. Była to bajka. W innym wypadku, Fenris nie przeżyłby spotkania z Nodinem, który przecież sondował mu umysł. A Daalkiin już o tym wiedział. Praktycznie od początku. Praca wymagała.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 446
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Wto Gru 19, 2017 1:58 pm

Wilk powoli kiwał łbem słysząc kolejne słowa Daalkiina. Nie przestawał ani na moment, zgadzając się z absolutnie każdym zdaniem. Znaczyło to oczywiście że zgadza się z tym co słyszy, ale wyglądało to trochę tak jak gdyby sam się przekonywał do tej idei. Jakby to że poza nim ktoś uważa podobnie potwierdzało wagę tej tezy. Cała ta historia z logicznego punktu widzenia nie trzymała się kupy, a najprostszym chyba wytłumaczeniem są ukryte machinacje Wszechojca. Z początku wilk zakładał, że jego oprawcy są głupcami, pozwalając mu żyć wobec takiego zagrożenia. Z biegiem czasu jednak coraz częściej zadawał sobie pytania, na które Daalkiin wpadł od razu. Ten, kto zbyt szybko zakłada głupotę innym, sam nie grzeszy mądrością. Nie był by to pierwszy raz gdy zwodzi swój lud.
-Jak już mówiłem.  Obrazy i gusła. Powiedziane jest też że po kresie wszystkiego wielki jesion umierając wyda ostatni owoc, z którego powstanie nowa, lepsza rasa ludzi, zdolna do życia w nowym świecie. Mój lud zawsze pokładał ufność w podobnych wróżbach. W Asgardzie na lekarstwo jest wyroczni i proroków, a podobne wieszczenia są na porządku dziennym. Niemal wszystkie się sprawdziły, choć większość brzmiała tak, że z odrobiną dobrej woli, można by nimi uzasadnić każdy scenariusz. Nigdy jednak dwie największe wyrocznie mego ludu, głowa Mimira i Norny nie były ze sobą zgodne. Nigdy też przepowiednie nie były tak szczegółowe. – wyjaśnił spokojnie swoje obawy Fenris.
Westchnął głęboko, po czym zapatrzył się w dal, tak jakby znowu wpatrywał się w przed chwilą przeżytą wizję. Po jego twarzy widać było że targają nim mieszane uczucia. Z jednej strony chciał to wszystko pojmować w sceptyczny sposób tak jak Daalkiin i rozumiał jego punkt widzenia. Z drugiej, obawa wciąż kołatała się gdzieś w jego umyśle. Nie sposób się nie niepokoić będąc uwikłanym w coś tak wielkiego. Nawet jeśli to wszystko miało się nie wydarzyć, i tak już odciskało swoje konsekwencje na życiu wilka. Nie był pewien co gniewałoby go bardziej. To że narzucono mu takie przeznaczenie bez jego woli, czy to że mógł być jedynie kozłem ofiarnym Odyna.
Co się zaś tyczy samej roli wilka w przepowiedni, to już samo stanięcie naprzeciw Odyna wydawało się dostatecznie tytanicznym wyzwaniem, ale celu i sposobności do pożarcia gwiazdy nie widział już wcale.
- Jak bardzo nie byłaby szczegółowa i jak wiele nie widniałoby w niej postaci, to wciąż tylko przepowiednia. Symbole i metafory. Odyn traktuje ją z jakiegoś powodu bardzo dosłownie. Koniec wszystkiego na pewno nie nastanie. Zbyt wiele bytów, sił i potęg miałoby coś do powiedzenia w tej sprawie. To może oznaczać kres Asgardu, rządów Odyna, jego śmierć, lub nawet po prostu jakąś zmianę. Nie mnie interpretować wizje. Sam już za młodu pokładałem w Midgardzie upodobanie i byłoby nieodżałowaną stratą, gdyby musiał paść w imię obalenia tyrana. Nie wiem czy byłaby to odpowiednia cena… - Wilk zamyślił się. Dawny Midgard, taki jakim Daalkiin go nie znał, był dla Fenrisa wspomnieniem dzieciństwa. Kroczenie między ludźmi. Uczenie ich budowy okrętów, walki i honoru. Otrzymywanie szacunku, na jaki się zasługiwało. Piękne, proste czasy, które już zapewne nie wrócą, lecz na zawsze zostaną w sercu wilka. Czasy kiedy jeszcze bogowie mieli godność próbować żyć w imię swego tytułu. – Tak czy siak, już samo istnienie tej przeklętej przepowiedni kładzie cień na moje życie Daalkiinie. Wiem jedno, co przepowiednia zdaje się potwierdzać. Moim losem jest stanąć kiedyś naprzeciw Wotana. Jaki będzie wynik i przebieg tego spotkania, nie mogę powiedzieć, ale wątpię że zakończy się na dyskusji. Muszę rozliczyć się z przeszłością, by zyskać przyszłość. Może tego nie rozumiesz, ale takie jest moje… przeznaczenie. – zakończył wypowiedź słowem, w którego istnienie sam zdawał się powątpiewać.
Nie wiedział co właściwie dawało mu tę pewność, ale czuł ją w kościach. Czuł całym swoim istnieniem. Nie był pewien, czy napędzał to gniew, żądza zemsty, honor, potrzeba obrony rodzeństwa, chęć wypełnienia przysięgi, którą publicznie wykrzyczał na głównym placu Asgardu w dniu uwięzienia, czy cokolwiek innego. Miał wrażenie, że jeśli nawet porzuci dążenie w tym celu, los i tak postawi na swoim i kiedyś przyjdzie mu walczyć z Odynem. Dlatego wolał by było to jak najbardziej na jego warunkach. Daalkiin na pewno tego nie zrozumie, jednak Fenris zawsze będzie czuł na karku oddech losu, nawet jeśli będzie się starał poświęcić swoje życie czemuś innemu. Nawet jeśli przeświadczenie to istniało tylko w jego głowie.
Choć czuł że jest inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1548
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Pią Gru 22, 2017 9:23 pm

NPC Storyline - Arion|Daalkiin

Daalkiin w ciszy przysłuchiwał się istnemu monologowi, na jaki złapało wilka. Dla wygodniejszej pozycji, oficer rozsunął nieco nogi, opierając o siebie spody swych łap, a te z kolei chwycił dłońmi tuż nad piętą. Siedział dalej w takiej pozycji, nie przerywając mu, a jedynie wsłuchując się w każde słowo. Choć wiele informacji nie dane mu było wynieść. Fernis sam zauważał, że przepowiednie dało się dopasować do losowo spotkanych sytuacji. Krótka metafora i okaże się, że ragnarok miał miejsce milion lat temu, na Crathygtanach. Niemniej, Daalkiin miał coś do powiedzenia. Zaczekał wpierw, aż wilk skończył mówić. Wtedy też wykonał przewrót w tył, wybijając znów nogi w górę, wyskakując lekko i stając na łapach. Znów plusnęła woda. Czarnyfutry otrzepał się na szybko, chociaż lekko, by nie kapało z niego, jak ze ścierki do podłogi. Wzrokiem wrócił do swego rozmówcy, po czym stwierdził:
-Midgard nie upadnie. Niezależnie od tego, jak to rozegracie między sobą. Jeśli polem bitwy stanie się ta planeta... wątpię, by winni takiego stanu rzeczy - przetrwali.
Młody rozłożył swe ręce na boki, obracając się powoli dookoła własnej osi, wskazując wojownikowi na otaczający ich świat, w prostym, wymownym geście. Zatrzymał się znów - frontem do niego.
-Ta planeta ma po prostu zbyt wielu obrońców. Oraz zbyt wiele przepowiedni, zwiastujących jej zniszczenie, jak również śmierć tutejszej cywilizacji.
Skomentował krótko, odwracając się w stronę brzegu. Dokładniej miejsca, w którym pozostawił swe umundurowanie wraz z całym asortymentem. Co prawda nie miał przy sobie żadnego specjalnego uzbrojenia. Po utracie dedykowanej broni, musiał sobie znaleźć coś nowego. Do czego się przyzwyczai, nauczy tym walczyć. Daalkiin postawił swe uszy pionowo, w momencie gdy wzrok wyłapał, jak trawa ugina się na jego drodze - którą dopiero miał przebyć. Normalnie zapewne nie szło by tego zauważyć, niemniej oficer miał w swym krwiobiegu małe, mechaniczne istoty, które skutecznie wspomagały dostrzeganie takich "smaczków".
-Arion.
Rzucił krótko młody oficer, stojąc wyprostowany, rozluźniony. Spoglądał przed siebie, a nic. Znów jednak, maszyny w jego krwi pozwalały mu dostrzec coś, czego wilk nie był w stanie. Ukrytego w kamuflażu operatora. Ten oczywiście nie ukrywał się już dłużej, skoro i tak przełożony zdołał go dostrzec. Biała energia przesunęła się falami po sylwetce smoko-podobnej istoty, formując następnie ciało stworzenia. Nadając mu na powrót kolory, umożliwiając wydawanie jakichkolwiek dźwięków czy w ogóle dać się jakkolwiek wyczuć. Stwór mierzył dwa metry i trzydzieści centymetrów wzrostu. Był atletycznej budowy ciała... o ile tak można było to nazwać. Nie miał na sobie zrobi, co dało się wywnioskować bo rozmiarach. Jednak zamiast skóry, posiadał metal. Wszędzie. Wyglądał jak smok, które Fenris spotykał już wcześniej. Arion nie miał skrzydeł, grzywa była stworzona z metalowych kolców. Dłonie kończyły się pięcioma palcami, łapy - trzema. Wszystkie zwieńczone ostrymi, metalowymi pazurami. Dominował kolor czarny, z miejscowymi zabarwieniami na czerwień - ja chociażby płyta na żebrach, ubarwienie okolic kolan, ramion czy oczu. Stwór wyglądał, jakby miał na sobie barwy wojenne lub naturalny kamuflaż, towarzyszący organicznym istotom. No i cóż, nie był maszyną. Choć z zewnątrz w pełni okrywał go metal, to Fenris na pewno nie oprze się wrażeniu, że ta istota nie zrodziła się z metalu, lecz, jak większość - jako organik. Stwór wystąpił kilka kroków naprzód, podchodząc do Daalkiina na odległość linii brzegu, tyle, by metalowe łapy stanęły w wodzie.
-Admirale.
Skwitował na powitanie, smok, skinąwszy lekko łbem, wpierw przełożonemu, a następnie Fenrisowi. Metalowy przybysz stał wyprostowany, niemalże na baczność. Ręce opuszczone wzdłuż ciała, wyprostowana sylwetka, nieruchomy ogon swobodnie opadający na ziemię za nim.
-Sykes oraz Thuban nie przybędą. W stolicy miał miejsce... incydent.
Zaczął swobodnie smok, zerkając kątem oka na czarnego wilka znajdującego się obok. Gest był jasny, wymierzony, jako pytanie do przełożonego. Czy może mówić dalej? Oficer skinął łbem, bez słowa. Stwór kontynuował.
-W centrum miasta doszło do eksplozji. Atak terrorystyczny, pomiary wykazały aktywność bomby typu zero. Lub czegoś, co ją przypominało. Żadna, ze znanych nam tutaj cywilizacji, nie dysponuje tą technologią. Dodatkowo miejsce miał... drugi incydent. W tym samym miejscu. Otworzył się portal między wymiarami. Jinkusu potwierdził brak weryfikacji, nie znamy miejsca docelowego. Z środka wyszły pomioty, demon oraz zbrojni ludzie. Miejsce oraz czas incydentów są przypadkowe. Na miejscu są nasi operatorzy oraz jeden Urkyn'Vareis. Nodin.
Wyjaśnił i umilkł. Daalkiin znów skinął łbem, bez słowa. Zlustrował przybyłego wzrokiem, a następnie skierował spojrzenie na Fenrisa. Musiał dać im zajęcie, kiedy on sam będzie się kontaktował ze swoim przełożonym. Instrukcje będą wymagane, niemniej sytuacja nie miała wysokiego priorytetu, skoro mówił mu o tym żołnierz, a komunikat nie przyszedł bezpośrednio z góry.
-Arion, Fenris, poznajcie się. Skorzystajcie z jednej rundy ostrego sparingu. Wilkowi przyda się odczuć nowoczesne metody walki.
Rzucił krótko Daalkiin, szybko znajdując im chwilowe zajęcie. Nie mógł uśmiechnąć się nieco złośliwe do czarnego wilka, komentując potrzebę "poznania nowoczesnych metod walki". Niemniej taki sparing dobrze mu zrobi. Zwłaszcza ostry. Inaczej walczy się z młodym przedstawicielem obcej cywilizacji, a inaczej z doświadczonym żołnierzem, który stracił swe ciało i został zamknięty w nowym - metalowym. Smok zszedł na bok, obracając się frontem do oficera oraz robiąc miejsce. Ten minął go i ruszył w stronę ubrań, podnosząc prawą dłoń. Wyciągnął ją przed siebie, chwytając mocą znajdującego się tam ISACa. Urządzenie wzniosło się, a następnie powędrowało do jego dłoni, w której spoczęło po chwyceniu. Daalkiin odszedł na bok, wyświetlając sobie obraz holograficzny, prezentujący mu sytuację.
Arion w tym czasie zlustrował Fenrisa wzrokiem. Był żołnierzem, wojownikiem. Dostał polecenie od przełożonego, który uznał, że przyda się im sparing. Dokładniej, wilkowi. To nie tak, że przed chwilą już się sparowali. Smok powoli ruszył przed siebie, wchodząc wgłąb wody. Jego kroki były niemalże niesłyszalne. Pomimo samych metalowych elementów, nic nie skrzypiało, nie szumiało czy nawet nie syczało.
-Diist Sunah Arion. First Lancer. Słyszałem o tobie oraz twych wybrykach. Sława cię uprzedza, niekoniecznie pozytywna. Skoro więc wydano polecenie, sparujmy się. Postaraj się nie powstrzymywać. Ostrzegam.
Metalowy smok wyciągnął lewy profil naprzód, pozostawiając lewą rękę opuszczoną wzdłuż ciała, przed sobą. Ugiął lekko kolana, zacisnął lewą dłoń. Prawą rękę podniósł i ugiął w łokciu, unosząc ją na wysokość swej klatki piersiowej, otwartą - wewnętrzną stronę dłoni prezentował wilkowi. Dość defensywna postawa. Ogon swobodnie wodził w wodzie, bardzo naturalnie i płynnie, lewo - prawo, lewo - prawo. Wilk zaraz przekona się, z jakiego metalu zostały stworzony ten smok. Oraz, że ten mierzący dwieście trzydzieści centymetrów, stwór - waży tyle, co rosłe widmo. Dwie tony. Porusza się natomiast tak, jakby tej masy nie posiadał.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 446
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Sob Gru 23, 2017 3:11 pm

Daalkiin spokojnie czekał aż wilk zakończy kolejną dłuższą przemowę. Dzieliły ich wielki zarówno w mentalności jak i światopoglądzie, jednak dusza wojownika zawsze odnajdzie się wśród swoich. Nawet sam sposób prowadzenia przez nich rozmowy, bez wzajemnego przekrzykiwania się i wtrącania sprawiał, że czuł się na miejscu.
Tak jak wcześniej Daalkiin, Fenris najpierw wysłuchał co oficer miał do powiedzenia. O dziwo po jego słowach roześmiał się przyjacielsko.
- Krzepiąca to myśl, Daalkiinie. Midgardczycy to dumny lud. Nie trudno jednak zauważyć, że wszystkie te przepowiednie uparcie dążą do spełnienia się. - nawiązał do niedawnych wydarzeń w których obydwoje brali udział. - Sam rzekłeś że twój cel nie jest osiągalny. Po tysiąckroć możesz obronić krainę, jednak gdy za tysiąc pierwszym ci się nie powiedzie, twe wysiłki pójdą na marne. Nie można czegoś uchronić raz a dobrze.
Zamyślił się. Co właściwie by zrobił, gdyby Ragnarok osiągnął przepowiedzianą skalę i zagrożenie rozlałoby się po wszystkich dziewięciu światach. Wypełniłby swoją rolę, czy nie zgodziłby się na taki bieg wydarzeń? Nie był w stanie w tym momencie na to odpowiedzieć. Miał tylko nadzieję że uda mu się postąpić właściwie.
Gdy tak rozmawiali jakaś istota zmierzała w ich stronę. Wilk nie widział jej, jednak wiedział że wzrok potrafił być zwodniczy. Nie wyglądało na to by miała złe zamiary, więc nie ingerował, aż sama nie zdecydowała się im ujawnić. Z niemałym podziwem zauważył, że Daalkiin też zdał sobie sprawę że mają gościa, zanim ten samemu im się pokazał. Zaprawdę, Midgard stał się światem nie potrzebującym bogów.
Wstał powoli i skrzyżował ramiona na piersi. Niezaprzeczalnie był to wojownik CORE, jednak Fenris z natury nie ufał nowopoznanym. Fenris wykorzystał czas gdy przybysz składał raport, aby dokładnie mu się przyjrzeć. Z pozoru kolejny z "syntetycznych" przedstawicieli CORE, tak naprawdę zdawał się być zupełnie czymś innym. Jego zmysły nie pozwoliły mu zidentyfikować na czym może polegać ta inność, lecz była wyraźna. Różnorodność etniczna szeregów wojsk Daalkiina mogła przyprawić o ból głowy.
Okazało się że nie będzie im dane spotkać gospodarzy tego miejsca. Do tego wyjaśniło się czym był nagły wybuch paniki w centrum Deraq. Miło było dla odmiany mieć minimalne pojęcie o tym co się w jego obecności mówi. Portal między wymiarami wyjątkowo go zaintrygował. Wyglądało to tak, jakby bomba przypadkiem przetarła barierę między światami i ułatwiła kontakt. Chyba że została celowo zdetonowana, alby go umożliwić, ale w takim razie najeźdźcy byliby lepiej przygotowani. Jeśli był to absolutny przypadek, jak twierdził posłaniec, to atakujący mieli niesamowite szczęście, że wydarzył się w tej kolejności, nie na odwrót. Byłby to najkrótszy atak wypadowy świata.
-Nie da się obronić raz a dobrze, przyjacielu- skwitował, nawiązując do prowadzonej wcześniej rozmowy. Nie było w tym oznak tryumfu, jedynie efekt rozmyślań. Atak na cywili nie był powodem do żartów. Choć z drugiej strony, skoro na miejscu już był Nodin, to sytuacja wydawała się opanowana.
Wilk skinął łbem na powitanie, gdy oficer przedstawił sobie towarzyszy. Jeszcze bardziej nowoczesne? Ledwo przyswoił sobie sposób walki Czarnofutrego, a okazuje się że ten dawał mu fory? Nie odebrał tego źle, gdy Daalkiin znów wytknął mu przestarzałą kulturę walki. Wilk odebrał to w zupełnie inny sposób. Daalkiina wzywały obowiązki, a on, jako dobry gospodarz zdecydował się zapewnić w międzyczasie rozrywkę. Wilk z radością ją przyjął.
Przez moment przyglądał się co robi Daalkiin, jednak nie poświęcił temu zbyt wiele czasu. Walka była dla Fenrisa najbardziej interesującą rzeczą pod słońcem. Zmierzył wzrokiem swojego przeciwnika. Jego korpus sprawiał wrażenie solidnego, tak więc wilk nie będzie musiał hamować ciosów. Z drugiej strony nieżywi przeciwnicy nie krwawili, tracili przytomności, czy oddychali. Miał ochotę spróbować walczyć sposobem Daalkiina. Nie starając się rozpłatać wroga jednym, silnym ciosem, ale małymi zwycięstwami i zdobywaniem przewagi stopniowo prowadzić walkę do zwycięstwa. Ten nowy sposób myślenia podczas starcia bardzo go intrygował. Nie był tylko pewien jak zastosować to do metalowego przeciwnika. Do tego ten ogon. Wilk powoli zaczynał zazdrościć gadom ich opancerzonych, długich "ozdób". Udeżył się kilka razy w pierś, aby krew znów zaczęłą szybciej krążyć po ciele po tej krótkiej przerwie. Był już po krótkiej walce, jednak asgardzkie ciało wymagało dużo więcej aby się zmęczyć. Pod tym względem szanse były równe.
- Fenrir Lokson -powiedział tylko. Jego przeciwnik miał tę przewagę, że wiedział z kim się mierzy. Wilk był jednak tak chętny zobaczyć te "nowoczesne techniki walki", że równie dobrze sam mógł być obiektem testowym.
Skoro oponent sam to zasugerował Fenris zwiększył tempo. Szybko ruszył na stwora, starając się niepotrzebnie nie pozbawiać równowagi. Zaatakował najpierw od prawej w plecy stwora. wykonał szybkie kopnięcie, w które włożył o wiele więcej mocy niż w pojedynek z Daalkiinem. Wciąż jednak nie z całą mocą. Nie chciał sprawiać w trakcie przyjacielskiego pojedynku późniejszej wizyty u kowala swemu przeciwnikowi. Po szybkim kopnięciu wycofał nogę i momentalnie znowu uderzył w kolano okolice kolana przeciwnika chcąc wytrącić go z równowagi. Gdyby to się udało spróbuje go obalić potężnym ciosem pięścią. O ile to się uda doskoczy do niego aby wykorzystać chwilową przewagę.
Tym razem nikt nie wspominał nic o wstrzymywaniu mocy. Wilk uważnie studiował więc zapach przeciwnika szukając w nim wzmianek o nadchodzących sztuczkach czy atakach. Wilk przywykł do takiego nadzorowania emocji wroga podczas walki, jednak ostano nie miał ku temu okazji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1548
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Pon Gru 25, 2017 9:12 pm

NPC Storyline - Arion|Daalkiin

Daalkiin przeszedł się kilka kroków, by następnie spocząć na kamieniu przy pozostawionych ubraniach. Jego wzrok skupiony był na ISACu, przekazującym informacje oraz obraz na żywo z miejsca zdarzenia. Obok wyświetlała się mapa z danymi odnoszącymi się do położenia służb.
Arion i Fenris byli w tym czasie zajęci sparingiem. A raczej jego początkiem. Wilk skrócił dystans, wykonał proste kopnięcie w stronę pleców rywala... ten natomiast - w tym krótkim czasie - wybił się nogami do góry, obracając się w powietrzu dookoła, unosząc dolne kończyny do góry i prostując prawą nogę. Z pół obrotu, wyskoczył na tyle wysoko by wpasować wierzchnią część metalowej łapy prosto w pysk czarnego stwora. Ruch był błyskawiczny, ledwo zauważalny. Zupełnie, jakby istota przeniosła się z jednego punktu do drugiego. Dla Fenrisa uczucie było proste. Zanim zdążył odstawić nogę po nieudanym kopnięciu, siła ciosu zerwała go z nóg, a on sam poczuł słynne "zderzenie z pociągiem", tylko tym razem pociąg wjechał mu centralnie w pysk i zerwał ziemię pod nogami, które wyrzuciło mu na bok. Nie miał szans utrzymać równowagi przy wyłącznie jednej nodze oraz takiej sile, pchającej go na bok.
Wilk zarył pyskiem w ziemię, a gdy podniósł łeb by poszukać celu - zobaczył przed swym okiem metalowy, ostry pazury wieńczący łapę smoka. Stwór zdążył wylądować na ziemi i wykonać proste, płaskie kopnięcie dobijające. Zatrzymał łapę przed wilkiem, zanim sięgnął celu. Żadne emocje ani stany fizyczne nie oddziaływały na tą istotę. Wilk nie był w stanie wyczuć jego intencji, strachu, jakichkolwiek emocji. Metalowy pysk utrzymywał neutralną, obojętną minę. Łapa powoli cofnęła się, noga opadła do wody. Metalowy stwór wykonał kilka kroków w tył, spoglądając w dół na Fenrisa.
-Second Lancer Arion, Armia Crathygtanska, lojalista Imperium Densorinu. Ostatni z rodu, ocalony przez lojalność przyjaciół. Cyborg, metalowy smok. Honorem jest ciebie poznać, Fenrisie Lokison. Znam tutejsze legendy.
Naturalny, choć nieco metaliczny głos Ariona dotarł do uszu asgardzkiego wilka. Smok znów stanął dwa metry od niego, spoglądając na rywala spokojnie, bez emocji, bez uczuć. Pusty. Ton jego głosu, postawa oraz szybkość ciosu świadczyły o potężnym bagażu doświadczeń, oddaniu oraz lojalności. Był istotą skorą do poświęceń, co przypłacił swym aktualnym wyglądem. Na pancerzu, czy też "skórze" smoka nie było śladu zadrapania po uderzeniu. Nawet rysy. Najwyraźniej Fenris na prawdę będzie mógł sobie pozwolić "na więcej', niż przy Daalkiinie.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 446
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Wto Sty 02, 2018 12:59 pm

Fenris całkowicie stracił zainteresowanie tym co robił Daalkiin. Po części zapał ten uleciał gdy przystąpił do ataku na stalowego przeciwnika. Gdy pierwszy cios dosięgł celu, a drugi z wizgiem przeciął powietrze ciekawość czym zaprząta sobie głowę oficer uleciała już całkowicie, a kolejny cios, tym razem przeciwnika, wybił mu ją z głowy totalnie, niemal z resztkami świadomości.
Fenris ledwo dostrzegł nadchodzące uderzenie, nie mówiąc już o jakiejkolwiek reakcji wpół własnego ciosu. Instynktownie próbował zareagować, starając się w połowie przerwać własny atak, ale tym samym tylko bardziej wytrącił się z równowagi. Cios w głowę niemal nim zakręcił, ścinając go z nóg.
Cios był potężny. Nie był niczym czego wilk nie dałby rady znieść, lecz był to już ten tytaniczny poziom, gdzie wilk czuł że walczy przynajmniej z kimś równym. Nieczęsto dochodziło do czegoś takiego. Do tej pory tego typu przeciwników mógł policzyć na palcach jednej ręki i każdego znał dobrze jak własny ogon, dlatego zawsze gdy trafiał na nowego, dawał się zaskoczyć. Tym bardziej że znów nie ostrzegł go jego wrodzony, magiczny węch. Co innego, że jeśli jego przeciwnik tak samo jak wilk, próbował dopiero swego wroga, to należało się przygotować na dużo sroższe baty.
Gdy wilk podnosił się wypluwając wodę i wyglądając przeciwnika okazało się że ten już zakończył rundę. Jeśli była jakaś rzecz, której wilk nienawidził bardziej od całej reszty, była nią na pewno własna niemoc. Zanim wstał zacisnął pięści w gniewie i ze wszystkich sił powstrzymał się przed rzuceniem się dziko na przeciwnika. O dziwo pomogły mu w tym właśnie jego słowa.
„Honorem jest ciebie poznać”.
Cały gniew nagle z niego odparował. Był niemal w szoku słysząc te słowa. Z jednej strony łechtały strasznie jego dumę, z drugiej nie czuł się ich godnym. Tym bardziej że wilk niewiele odbiegał od swego wizerunku z baśni, w których nie mieściło się przecież wiele dobrego.
Wstał, na powrót zupełnie opanowany. Sztuka ta przychodziła mu powoli coraz łatwiej w miarę jak coraz bardziej zwracał na nią uwagę.
Wśród mego ludu nie ma większego honoru, niż zapłacić ostateczną cenę za sprawę. Cały honor spotkania leży tedy po mojej stronie, wojowniku. Obym w swej chwili próby wykazał się twoją odwagą.
Wilk starał się wyglądać najgodniej jak to możliwe mówiąc te słowa i ociekając wodą. Całe szczęście futro na pysku zamaskuje fioletowego siniaka, którego prawdopodobnie przysporzył mu Arion.
Po tym krótkim starciu wilk znowu przyjrzał się przeciwnikowi. Bok w który zaatakował nie pozostał nawet wyszczerbiony, co znaczyło że do granicy wytrzymałości było jeszcze daleko. To dobrze, bo stwór znacznie przewyższał Fenrisa szybkością, a tak nie będzie musiał hamować ciosów, aby mu dorównać. O ile uda mu się mu dorównać.
W tym momencie wilk uświadomił sobie, że tak naprawdę nieczęsto zdawało mu się wycieńczać walką. Chełpił się tym, że był w stanie walczyć przez dzień i się nie zmęczyć, ale tak naprawdę nieczęsto był zmuszany aby wstępować na limity swoich możliwości. Jeśli kiedyś ma walczyć z Odynem, to nie tylko musi je osiągnąć, ale nawet przekroczyć.
Zamknął oczy, wziął kilka oddechów i ruszył do ataku. Wykorzystał ten czas jako test. Nie walczył z przeciwnikiem, tylko samym sobą. Zadawał szybkie ciosy, starając się nie wychylać. W miarę możliwości starał się cały czas stąpać po ziemi. Jeśli przeciwnik zaatakuje z dystansu, postara się wyminąć cios i skrócić dystans. Chciał dorównać tempa Arionowi wkładając swoją moc nie w siłę, a prędkość ciosów. Szybciej i szybciej. Oczywiście na tym poziomie zmuszony był walczyć instynktownie. Nie było mowy o planowaniu i wyglądaniu luk. Atak, obrona i unik w niemal pierwotnej formie. Prawdopodobnie przywykły do tego tempa przeciwnik będzie miał znów nad wilkiem przewagę, ale nie obchodziło go to. Starał się trzymać nerwy na wodzy i osiągnąć pewien rodzaj bitewnego zapału odpowiedniego tego typu pojedynkom.
Fenris był zarówno zwierzęciem jak i wojownikiem, tak więc mógł zaufać swojej naturze. Zniknął dla niego Daalkiin, Midgard, przeznaczenie i cały świat. Był tylko on, jego przeciwnik i ich ciała związane w tańcu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1548
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Sob Sty 06, 2018 12:49 pm

NPC Storyline - Arion|Daalkiin

Daalkiin pozostawał na brzegu, nie przyglądając się walce, lecz sytuacji przedstawionej przez ISACa. Oficer sięgnął do spodni munduru i szybkim ruchem naciągnął je na nogi, wpasowując ogon w wyznaczone do tego miejsce. Nieco metalowego dźwięku rozeszło się po okolicy, gdy poszczególne elementy wyposażenia uderzyły o siebie. Odrodzony, mimo nie posiada broni, nadal nosił przy sobie mniej lub więcej różnego rodzaju sprzętu oraz wyposażenia. Przygotowany oraz w miarę suchy - co wcześniej zapewnił sobie ISACiem, by nie przenieść wody z futra na mundur - z powrotem przysiadł na kamieniu i wrócił do analizy sytuacji oraz wydawania poleceń na odległość. Z perspektywy, wyglądać to mogło, jak gra. Ot obraz holograficzny, który pokazywał informacje oraz przesuwający po nim palcami, oficer. Wszystko się ruszało, odpowiadał na żądania oraz komunikowało.
Arion ponownie zwarł się z wilkiem. Tym razem o wyniku nie przesądziła nieuwaga, co nagła niezdarność wilka. Cyborg przechwycił nadlatujący cios ręki, łapiąc lewą dłonią za prawy nadgarstek, a jednocześnie wykonując własne uderzenie prawą ręką, której pięść wymierzył idealnie w splot słoneczny. Trafienie było bardzo silne, zabierając Fenrisowi dech oraz powodując uszkodzenia nerwów, jak również kości klatki piersiowej. Nieprzyjemne pęknięcie słyszalne było nawet u Daalkiina, który odruchowo postawił uszy, nasłuchując dźwięku. Arion kontynuował, skoro miał już wystawionego przeciwnika. Cios w splot słoneczny powinien był skutecznie uszczuplić jego skupienie na poszczególnych ruchach. Dlatego cybernetyczny smok wykręcił swoją lewą dłoń, a wraz z nią przekręcił staw łokciowy Fenrisa, wsuwając go najpierw do środka, a następnie unosząc od góry. W ten sposób założył silną dźwignię, której jakiekolwiek próby przeciwstawienia się, zakończone zostałyby wyłamaniem łokcia ze stawu oraz bolesnym, brutalnym przemieszczeniem. Przy tym ruchu, wymusił na przeciwniku, by ten obrócił się do niego prawym bokiem, co poskutkowało dodatkowym ruchem ogona, którego czubek wbił się w kręgosłup asgardczyka, wymuszając na nim wypchnięcie klatki piersiowej do przodu i znów... odsłonięcie korpusu, co cyborg wykorzystał, cofając ogon dla utrzymania równowagi, podtrzymując się przy tym na kontrolowanej ręce wilka oraz wykonując kopnięcie tylną nogą - prawą, po okręgu, prosto w brzuch wilka. Uderzenie mogło zaboleć, choć na pewno zamortyzowane będzie przez mięśnie. Pytanie też czy Fenris zdąży w odpowiednim czasie wypuścić powietrze. Gdy go już zgiął w drugą stronę - kopnięciem, lewa ręka szarpnęła dźwignię w kierunku pleców wilka, kierując go ku ziemi oraz zmuszając do przewrócenia się, ponownego lądowania w wodzie.
Wilk wylądował w wodzie, pod nogami pół-maszyny, a Arion nie czekał, nie zamierzał dać mu tak po prostu wstać. Przesunął prawy profil naprzód, unosząc przy tym łapę i "wbijając" ją centralnie w krtań wojownika. Szybki, gładki ruch i wilk poczuł bardzo nieprzyjemny zacisk, wgniatanie krtani w dół. Brak tlenu, do tego metalowe pazury na skórze. Nacisku nie podtrzymał za długo, niemniej cofając łapę, zgiął jej palce i przesunął pazurami po szyi wilkowatego. Z czegokolwiek były te pazury, ich ostrza pozwoliłyby przeciąć skórę, niczym rozgrzany nóż miałby wtopić się w masło. Asgardczyk mógł to poczuć poprzez podrażnienie skóry na szyi. Smok zabrał łapę i cofnął się o kilka kroków. Jego wcześniejszy ruch miał prosty cel. Sprezentowania wilkowi, że widowiskowo oraz... żałośnie - zginął. Wystarczyło podmienić pięść, na pazury, z resztą łapą zaznaczył ten sam ruch, mogąc zakończyć życie na ziemi - poprzez użycie nogi. Coś, czego ludzie i im podobni nie stosowali, często nie byli na to przygotowani. W końcu na stopach mieli buty. Densorini, na łapach, mieli pazury. A ten konkretny był z metalu. Jego pazury były absurdalnie ostre. Znów więc stanął przed wilkiem, lewym profilem przed sobą. Ręce opuścił wzdłuż ciała, ogonem zaczął ruszać i przeczesywać wodę. Czekał. Podda się czy spróbuje po raz kolejny?

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 446
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Pon Sty 15, 2018 3:39 pm

Wilk znowu obolały wylądował w wodzie. Pojedynek wstąpił na wyższy poziom, nie dało się ukryć. Nie dość że samemu sobie pofolgował, to jeszcze zlekceważył poziom spotkania. Teraz postara się nie popełnić tego błędu.
Fenris zacisnął zęby, lecz nie z bólu, tylko żeby nie powiedzieć, ani zrobić pod wpływem emocji czegoś, czego potem mógłby żałować.
Przeciwnik czekał aż wilk się podniesie, lecz ten wzniósł tylko łapę w uspokajającym geście. Prędzej słońce wzejdzie na zachodzie, niż wilk z własnej woli zaniecha walki. Potrzebował jednak być w pełnej formie, tak więc dał sobie kilka chwil na działanie swojemu organizmowi. Aby zabić jakoś czas zerknął co w tym czasie robi oficer.
Gdy w końcu nerwy i kości wróciły mu do jako takiej sprawności podniósł się ciężko i znów stanął przed przeciwnikiem. Walka z lepszym od siebie to honor, nie przywara, dlatego wilk widział tu tylko możliwość szlifowania rzemiosła. Prawdopodobnie gdyby ktoś z boku powiedział choć słowo o tym że wilk daje sobą pomiatać źle by skończył, ale całe szczęście atmosfera wokoło sprzyjała uczeniu się na błędach.
Stwór był szybki i silny niczym żywy pancerz z uru. Wilk musiał maksymalnie zwiększyć siłę ciosów, jeśli chciał coś wskórać w tej walce. Do tego jego minimalnym atutem jest to, że jego prymitywny styl walki był w stanie czasem zaskoczyć przyzwyczajonych do większej kultury pojedynku wojowników.
Skinął łbem, na znak rozpoczęcia i po sekundzie ruszył znów na przód. Znów chciał skrócić dystans, ponieważ techniką i fizjonomią jego przeciwnik górował na dystans.
Jeśli przeciwnik spróbuje zaatakować go z daleka kopnięciem, spróbuje je przechwycić, tak jak robią to wojownicy CORE. Prawdopodobnie zrobiłby to bardziej siłowo niż technicznie, ale wilk nie miał za sobą lat doświadczenia, by postąpić inaczej.
Ewentualny sztych ogonem byłby trudniejszy do pochwycenia i to jego wilk się obawiał najbardziej. Wciąż pamiętał ostatni pojedynek z Suandem i to jak się zakończyła podobna szarża. Jeśli w ruch pójdzie ogon, wilk cofnie się poza zasięg i spróbuje podejść ponownie. Gdyby walka na dystans się przedłużała, asgardczyk postara się trzymać dystans i rozpracować schemat ataków taki, by pochwycić ogon. Gdyby się to udało przeciwnik byłby dość daleko by zareagować rękoma, czy nogami, więc wilk z siłą pociągnąłby go za sobą po wodzie.
Jeżeli uda mu się skrócić dystans wykona najpierw szybkie uderzenie lewą pięścią pod żebra stwora, a następnie, prawą momentalnie wyceluje wyżej, w tors. Szybki cios nie będzie jednak prostą kontynuacją ataku. Pięść wilka powędruje wyżej w stronę ramienia przeciwnika. Licząc na moment zaskoczenia, złapie go za ramię i silnie pociągnie w dół uderzając w tym samym czasie z całą mocą kolanem w górę. Gdyby mu się to udało postara się złapać też drugą ręką i ponowić cios kolanem, zanim przeciwnik odzyska obraz sytuacji, po czym oszołomionego i zgiętego w pół z rykiem odrzucić na bok do wody.
Jeśli cała operacja mu się powiedzie od razu puści się za odrzuconym przeciwnikiem i wykona ruch, jakby chciał kopnąć go w głowę, zatrzyma jednak uzbrojoną w pazury stopę na kilka centymetrów od krtani przeciwnika.
Oczywiście wątpił w to czy gdyby miał nawet tydzień na próby przebiłby pancerz stwora swoimi szponami, jednak liczył że taki manewr zakończy rundę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1548
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Sob Sty 20, 2018 2:39 pm

NPC Storyline - Arion|Daalkiin

Arion nie bronił się przed skróceniem dystansu. Jedynie ugiął stawy kolanowe, jednak bardzo delikatnie, lekko. Obserwował górną część sylwetki wilka, szykując się na nadchodzącą konfrontację. Widząc nadchodzący atak, cyborg nie zareagował. Wystarczająco długi żywot spędził w aktualnym ciele, nie bał się bólu, bo najzwyczajniej go nie czuł. Przynajmniej nie w takiej formie, jak dawniej. Choć mógł, to zazwyczaj odcinał te receptory, by umysł mógł skupić się wyłącznie na wymianie ciosów. I tak stało się tym razem. Fenris idealnie uderzył w żebra, niemniej - bez żadnego efektu. Pancerz zatrzymał siłę uderzenia, a rywal nawet się nie wygiął. Organiczna istota zapewne poczułaby teraz potworny ból, może nawet osobnik taki wymagałby pilnej wizyty w oddziale ratunkowym oraz prześwietlenia żeber. Niemniej ten w żaden sposób nie poczuł się trafiony.
Drugi cios chwycił. Zapewne wywoła to zaskoczenie u czarnego, niemniej Arion po prostu chwycił jego pięść otwartą dłonią, zatrzymując ją w locie niczym na jakichś pokazach sztuk walki, a nie realnej konfrontacji pomiędzy dwoma istotami. Oczywiście to nie tak, że zastygł w bezruchu, bo udało mu się chwycić nadciągającą dłoń Fenrisa. Lewa trzymała dłoń, prawa pozostawała wolna. Prawa noga praktycznie w tym samym momencie pasowała się w krocze wilka. Cios poniżej pasa w pełnym tego słowa znaczeniu, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że smok specjalnie się nie powstrzymywał ani też nie zwracał uwagi, że jest metalowy. Jako, że Fenris zapewne czuł teraz ból, stwór bez problemu wbił prawą dłoń w zgięcie jego łokcia, wyginając rękę i zmuszając go do padnięcia na ziemię. Koniec kolejnej rundy, niemniej tym razem Arion oszczędził mu wykończenia, a jedynie cofnął się - odskakując na metr.
Siedząc na brzegu Daalkiin podniósł swój wzrok, spoglądając na wilka, który ponownie wpadł do wody. Nie śmiał się, jednak nie wydawał się przy tym zdziwiony. Arion w dużej części był maszyną. Te z kolei były znacznie sprawniejsze od istot organicznych, nie posiadały ograniczeń mięśni, nie musiały przejmować się bólem, zmęczeniem, zerwaniem stawu. Co prawda, w pewnym sensie groziły im uszkodzenia, niemniej nadal znacznie trudniej było zmusić ich do przerwania walki. A styl walki Ariona znacznie różnił się, od eksperymentującego wcześniej Daalkiina. Odrodzony po prostu sprawdzał wilka. Smok z kolei walczył, prowadził zwykły sparing. Niczego nie sprawdzał, zajmował sobie czas - zgodnie z wydanym poleceniem.
-Powinieneś odpuścić.
Rzucił krótko Odrodzony. Oficer obserwował wszystko z boku, z jaśniejszej perspektywy. I na ten moment, nie zanosiło się, by wilkowaty miał jakiekolwiek szanse. Pytanie tylko czy podda się swej dumie czy rozsądkowi. Arion stał pewnie na nogach, lekko uginając kolana i czekając. Pysk zamknięty, nawet nie drżał. Nie miał tego efektu, co zmęczona istota organiczna. Mógł tak długo, przecież się nie zmęczy. A Fenris z każdym upadkiem będzie tracił siły, aż w końcu nie będzie się w stanie podnieść. Pytanie - co wybierze?

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 446
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Wto Sty 23, 2018 2:42 pm

Wilk bez przeszkód skrócił znów zasięg do przeciwnika. Widocznie osobliwa maszyna zupełnie nie bała się go jako oponenta. Fenris miał nadzieję że przeciwnik mocno go niedocenia, co da radę wykorzystać w walce.
Pierwszy cios bez żadnych przeciwności dosięgł celu. Nie przyniósł nawet połowicznie takiego efektu jaki byłby w przypadku istoty „organicznej” celem ataku była jednak dywersja niż okaleczenie, więc niewiele myśląc przeszedł do następnego ataku. Jego pięść poszybowała przed siebie, lecz prosty cios i tak został przechwycony. Do tego gest, z jakim tego dokonał zdruzgotał Fenrisowi wszelkie nadzieje szans w pojedynku. Zamknął jego pięść w swojej jakby łapał rzucony mu kamień. Ot tak wyhamował impet ciosu Asgardczyka. Otwartą dłonią, na ugiętych stawach. Ta chwila zdawała się Fenrisowi trwać w nieskończoność.
Po pierwszym szoku przyszedł gniew na własną bezsilność. Oczy niemal zabłysły mu czerwienią. Zaczęły działać pierwotne instynkty. Z początku chciał uwolnić dłoń z dosłownie stalowego uścisku przeciwnika. Zaraz potem wolną ręką instynktownie zaatakował ramię robota szponami.
Kolejnego ciosu nie spodziewał się poniżej pasa. Nie zdążył zareagować. Szybkie kopnięcie w krocze na sekundę go ogłuszyło. Wilk był twardy, jednak ból z oberwania w tak silnie unerwione miejsce był tak wielki, że aż zamroczył wilka. Ta sekunda wystarczyła natomiast by przeciwnik wykręcił mu ramię i posłał na glebę. Złość wzięła nad wilkiem górę. Wilk będąc jeszcze na ziemi przeciął powietrze zakończoną pazurami łapą, ale przeciwnik nie zdecydował się tym razem na dobicie, lecz od razu odskoczył.
Tym razem nie zważając na rany czy bolączki niemal momentalnie wybił się i ruszył za przeciwnikiem. Wprawny obserwator mógłby zauważyć zmiany w jego sylwetce. Wilk powoli tracił humanoidalność swojej sylwetki. Szpony wydłużyły się, ogon nabrał rozmiarów, a garb za łbem urósł. Z wyrazu pyska zaczynało znikać człowieczeństwo.  
Już miał przechodzić do kolejnego szaleńczego i rozpaczliwego ataku, ale jakimś cudem słowa Daalkiina przywróciły mu trzeźwość myślenia. Zastygł w pewnej odległości od przeciwnika i oddychał spokojnie. Spojrzał najpierw na swoje odbicie w wodzie, potem na Daalkiina, a w końcu na swojego przeciwnika. Przekalkulował sobie wszystkie za i przeciw zaistniałej sytuacji. Wilk wyglądał znowu tak, jak w momencie pojawienia się tutaj. Zamiana była bardzo subtelna, ale zauważalna. Po jego minie dało się poznać że nie jest zadowolony z przebiegu spotkania, ale wyglądał raczej na zawiedzionego czymś, niż wściekłego.
W końcu uniósł jednak prawą rękę z otwartą dłonią ku górze.
- Oddaję ci pole i honor zwycięstwa. – rzekł krótko. – Nie jestem w stanie się z tobą równać. Mam nadzieję że kiedyś znów dane mi będzie sprawdzić z tobą siły. – wilka wiele kosztowało powiedzenie tych słów, a każde z nich brzmiało jakby wcześniej uczył się ich na pamięć. Podszedł do cyborga i wyciągnął w jego stronę rękę, ze wszystkich sił tłumiąc ochotę wykorzystania tego gestu przyjaźni jako pułapki. Gdyby stawka toczyła się o coś więcej, dążyłby do zwycięstwa wszelkimi możliwymi metodami, ale tutaj mógł sobie pozwolić na honorowe zachowanie, co nawet przyniosło mu pewnego rodzaju ulgę.
Gdy emocje już opadły znowu z ciekawością przyjrzał się temu co robił Daalkiin. Za wszelką cenę chciał odgonić myśli od porażki w pojedynku. Z oficerowej symulacji wynikało że sytuacja powoli stawała się opanowaną.
„Tak będzie wyglądał mój ragnarok, jeśli będę czekał na wypełnienie przepowiedni” – pomyślał wilk przyglądając się wyjątkowo nieudanemu atakowi. Z najeźdźców został już praktycznie tylko jeden osobnik. Fenrir w myślach przeszukał swoje wspomnienia z podróży po różnych światach, czy przypadkiem kiedyś nie miał do czynienia z podobnymi stworami. Oczywiście poznał widmo z symulacji, bo na własnej skórze miał okazję przekonać się o jego sile. Wyglądało na to że trwał impas, ale wilk nieszczególnie wierzył w to, że widmo może przegrać z kimkolwiek.
Daalkiin wyglądał na zajętego, więc wilk nie miał zamiaru przeszkadzać mu pytaniami. Mimowolnie odwrócił łeb w stronę miejsca, skąd wcześniej wyczuł wybuch paniki. Ciekawym uczuciem było widzieć zdarzenia mające miejsce kilometry stąd. Fenris potrafił sięgać tak daleko niektórymi zmysłami, ale wzrok był dla niego nowością.
Nie mając tutaj nic więcej do roboty wrócił uwagą do Ariona. Jeśli Daalkiin czegoś by od niego oczekiwał, nie był przecież daleko.
-Midgard, ani żaden z dziesięciu światów nie są waszym domem. Czemu więc walczycie w jego obronie? – zapytał lancera, ale Daalkin pozostawał na tyle blisko, że w każdej chwili mógł dołączyć się do rozmowy.
Wilka interesowała postawa CORE. Odyn, ani żaden z żołnierzy Asgardu, nie kiwnąłby nawet palcem gdyby ewentualna pomoc nie miała przynieść korzyści Asgardowi. Poza oczywiście jego wujem, ale jego kontrowersyjna postawa stanowiła temat do dyskusji od niepamiętnych czasów.
Wilk z należytą uwagą wysłuchał odpowiedzi. Zadowoliwszy swoją ciekawość zapytał znów.
- Kim są Starożytni?
Miał tutaj na myśli oczywiście widma. Rozmowa z Fenrisem bywała trudna. Wilk nie widział w niej wiele poza aparatem przekazywania informacji i poleceń. Pytania i odpowiedzi bez zbędnych ubarwień. Zakładał że jeżeli kogoś będzie interesowało jego zdanie, to prawdopodobnie o nie zapyta. Nie widział potrzeby nadaremnego strzępienia języka.
Temat ten jednak z oczywistych powodów również interesował bestię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1548
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   Sob Sty 27, 2018 4:40 pm

NPC Storyline - Arion|Daalkiin

Arion nie wydał się zaskoczony lub zaniepokojony zachowaniem wilka. Cyborg stał w wodzie, na pewnym oparciu w postaci mechanicznych nóg, ugiętych na poziomie kolan. Delikatnie i subtelnie, niemniej zauważalnie. Ręce miał opuszczone, choć wyraźnie gotowe. Palce powoli otworzyły się, ukazując rzędy ostrych, metalowych pazurów. Smok gotowy był na mocniejsze starcie, a raczej przywrócenie ego Fenrisa na ziemię. Jak długo by nie żył, wilk wyraźnie nie spotkał nigdy takiego przeciwnika. Arion miał świadomość swej przewagi, mało kto spotkał wcześniej taką istotę, jak on. Niemniej, nic z tego nie wyszło. Oficer odezwał się, a wilk zatrzymał. Dał za wygraną, co zaraz potwierdził gestem oraz słowami. Ostatecznie smok wymienił z Fenrisem uścisk, chwytając go za przedramię. "Gad" skinął mu nawet łbem, choć nic nie powiedział. Nie czuł by cokolwiek należało teraz mówić.
Obaj zbliżyli się do Daalkiina, który skupił się na powrót na holograficznym obrazie przedstawiającym pole walki. To, co teraz Fenris mógł dostrzec, to dodatkowa linia ciągnąca się na wskazany teren, oznaczająca go na całym obszarze. Obok był jakiś napis, choć język nie pozwalał zrozumieć o co chodziło. Niemniej wyglądało to trochę, jak jakiś namiar gotowości ostrzału.
-Powinienem...?
-Nie, czarnołuski da sobie radę. Tylko byś go irytował.
Skomentował oficer, wtrącając natychmiast odpowiedź dla swojego podwładnego, który opuścił uniesioną na chwilę dłoń i zacisnął obie w pięści. To oczywiste, że chciał ruszyć z pomocą. Zwłaszcza widząc Nodina powalonego na ziemię, a na nim jakiegoś stwora, który zdołał przebić łuskę widma. Niemniej Odrodzony znał to widmo, choć przez swoje krótkie życie - to zdążył sporo nauczyć się o tym osobniku. Nie należało mu przeszkadzać, to taka cecha, którą po części mógł łączyć z Fenrisem. Dodatkowa pomoc byłaby tylko czymś, o czego ochronę Nodin musiałby się martwić. Gdy walczył sam, pilnował tylko i wyłącznie siebie. Co wilk zdążył już poznać, podczas walki na okręcie w Houston, kiedy to Nodin bronił zarówno ich kompanki, jak i jego samego. Wręcz nie dał im początkowo dojść do siebie z pomocą, przejmując wszystko na siebie. Tak długo, jak długo rany pozwalały na samodzielność.
Zadane pytanie usłyszeli obaj. Niemniej czarnofutry nie zamierzał na nie odpowiadać. Lancer spojrzał wpierw na Fenrisa, następnie na oficera - a po upewnieniu się, że pytanie skierowano do niego - stanął pod kątem, bardziej frontalnie do wilka, po czym udzielił mu odpowiedzi.
-Nie ma jednego powodu. Każdy ma swój własny. Korzyści z potencjalnych sojuszników, zabezpieczanie wpływów. Z drugiej strony, ochrona słabszych. Skoro my jesteśmy bardziej zaawansowani, a podobni nam interesują się tą planetą. Pomoc w rozwoju. W końcu armia to nie tylko walka. Odpowiedzialność za innych. Roztaczanie kręgu ochrony nie tylko siebie, rodzinę i przyjaciół - ale również na obcych. Poczucie obowiązku, moralność. Honor. Niektórzy mówią prosto "bo tak". Z jeszcze innej perspektywy, wolę walczyć tutaj, niż obserwować, jak płonie planeta z której pochodzę. Dla mnie... uratował mnie człowiek. Dziecko, geniusz. Podczas jednej z operacji na tej planecie natrafiłem na... silniejszego. Z mojego ciała coś pozostało. Na tyle dużo, by uszkodzony dron medyczny utrzymał mnie przy życiu, a następnie pomógł wszczepić dwa najważniejsze organy do tej blachy. Więc jestem jej to winien. Moją przyjaźń, moją lojalność, moją siłę i moc. Jeśli będzie potrzeba, poświęcę się dla niej i dla tej planety.
Wyjaśnił, przedstawiając przy tym nico więcej, niż tylko punkt swój widzenia. On czuł się zobowiązany. Niemniej powodów było wiele, każdy mógł mieć swój własny. Skoro decydowali się służyć w armii cywilizacji, która praktycznie wyginęła, a z której pozostały tylko okręty. Powody mogły być różne, niemniej było to całkowicie naturalne. Każda istota była inna, ciężko byłoby znaleźć grupę żołnierzy kierujących się tymi samymi racjami.
Drugie pytanie nie było już skierowane do Ariona. Ten o tym wiedział. Rozumiał to również Daalkiin, który w ciszy przyglądał się jeszcze chwilę hologramowi. Wyłączył następnie urządzenie, po czym schował je i powoli podniósł się. Zrobił krok naprzód, stanął przy nich wyprostowany i zerknął na czarnego wilka. Zamierzał mu powiedzieć, w końcu nie była to żadna tajemnica.
-Możesz to rozumieć, jako stopień wśród Urkyn'Vareis. Najstarsi pośród widm, istoty o których wiemy stosunkowo niewiele. Są przywódcami swej rasy, prowadzą ich, doradzają, decydują w kluczowych kwestiach. Cieszą się szacunkiem, a podejście mają różne. Od opiekuńczego mentora, przez zachowanie braterskiego żołnierza. Nie ma tutaj schematu. Niemniej nikt nie śmie się im sprzeciwić. Z szacunku, ze strachu. Jak wolisz. Pojedyncze widmo warte jest armii. Pojedynczy starożytny wart jest armii widm. Nie znamy granic ich możliwości, nie wiemy nawet czym dokładnie są. Zazwyczaj potężne artefakty zdolne wpływać na widma, nie są w stanie wpływać na starożytnych. Nie zwalczysz ich magią czy telepatią. Nie czują się wrażliwi na zmiany rzeczywistości. Tym bardziej nie licz na pięści czy pazury. Widziałem już, jak jednego z nich potraktowano działem zamontowanym na okręcie wojennym. Otrzepał się z kurzu i zniszczył okręt. Z drugiej strony, nie wydają się niebezpieczni. Zazwyczaj zajmują się sprawami Urkyn'Vareis, nie atakują "niższych" istot. Nadal jednak powinieneś unikać wrogiego kontaktu z nimi. Starożytny może ale nie musi - być wyrozumiały.
Wyjaśnił oficer, starając się dobrać możliwe najprostsze słowa, jak również przemówić do bardziej wojowniczej części Fenrisa. Zapewne ten zada dodatkowe pytania, jeśli takie się pojawią. Sam Daalkiin nie był w stanie odpowiedzieć na wszystko. Nie był wyrocznią, CORE nie posiadało wszelakich możliwych informacji na temat samej rasy. A do dopiero jej najpotężniejszych przedstawicieli. O tym, że nie warto z nimi zadzierać, wilk zdążył się sam przekonać. Nie musiał mu tego tłumaczyć, choć przypomniał. Arion stał obok, zerkając czasem na Fenrisa, niemniej głównie skupiając swą uwagę na oficerze.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)   

Powrót do góry Go down
 
Sierra Hotel (Wyspa Zytalst)
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Wyspa Twarzy
» Wyspa Endor
» Bezludna Wyspa - Survival Time.
» Empire State Building
» Kronika rodu Tarth

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Alranois-
Skocz do: