Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 DSAT Outpost (Wyspa Zewyhn)

Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1501
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: DSAT Outpost (Wyspa Zewyhn)   Nie Maj 07, 2017 8:30 pm


Ukryta placówka DSAT, znajdująca się na wzgórzach w północno-zachodniej części wyspy Zewyhn. Na zewnątrz, pomiędzy drzewami, znajdują się trzy niewielkie budynki oraz brama wjazdowa do większego, podziemnego kompleksu. Placówka pełni rolę bazy DSAT na ternie głównej wyspy Alranois.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 517
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: DSAT Outpost (Wyspa Zewyhn)   Wto Lut 13, 2018 6:49 pm

Najpewniej CORE nie wyśle Eulali na jakieś arktyczne misje, podczas gdy Rhoshan mógł sobie radzić w zimnych warunkach jak również tych gorących. Chociaż w obu ze względu na rodzaj futra radził sobie przeciętnie. Na śniegu będzie go widać i nie zmarznie, zaś grube futro przez jakiś czas będzie izolowało gorąco. Gorzej jak wtedy człowiek by się chciał do niego przytulić. Poparzyłby się od nagrzanego futra. Czasami dobrze było mieć po prostu grubą skórę.
- Albo zaawansowany masochizm – skomentował. Były pewne granice, których nie przekraczał. Ból nie był jako tako przyjemną rzeczą, a jedynie dawał satysfakcje z dobrego treningu. Jako ten wskaźnik, że mięśnie są uszkodzone i będą się regenerowały, by móc potem podnieść więcej i więcej. Trzeba było tylko uważać, by nie zerwać sobie czegoś, bo wtedy cały trening szedł w pieruny przez rehabilitację.
- Czasami dawałem jej palec, ale nie mogła się przez skórę przegryźć. Żywi się pomniejszymi owadami – ta roślinka, którą miał była bardzo podobna do jednej z ziemskich roślin. Tylko ta była bardziej drapieżna, bo mogła rozłupać pancerz chrząszcza swoimi „szczękami”. Taka była zasadnicza różnica. No i nie zwabiała owadów słodkim zapachem, a po prostu atakowała jak drapieżnik wszystko co przelatywało i dotknęło wyrostka.
Nodin coś długo nie wracał, a Rhoshan zastanawiał się czy wszystko w porządku z mistrzem. Chociaż ten pewnie by go jeszcze skarcił za takie myślenie, bo jakże potężnym widmem chodzącym własnymi ścieżkami on nie jest. Kiedy tylko ISAC wydał z siebie dźwięk, odstawił Eulalię na ziemię, by móc sięgnąć do ramienia po swoje urządzenie i odebrać połączenie. Wtedy wyświetliło się holograficzne połączenie człowieka, który zadzierał głowę. Musiało to być dla niego niewygodne, więc jedyne co pozostało lisowi to pochylić się nieco, by ten nie musiał zadzierać głowy tak bardzo.
Istotnie im przeszkodził, a Rhoshan posłał Eulali uśmiech, by zaraz spoważnieć i wrócić wzrokiem do oficera. W końcu gdyby nic się nie stało, to nie kłopotałby się zakłócać spokoju tej dwójki. Chociaż kto wie, może ludzie mieli to w naturze, że lubili się komuś naprzykrzać. Zdecydowanie nie było tego widać po Akirze, którą wtedy spotkał w Houston. Tamta to pewnie schowałaby się pod kocykiem i nie wyszła z niego, gdyby na zewnątrz zaczęło padać. Lis na szczęście na deszcz nie musiał narzekać, bo miał futro, ale to nie znaczy że latanie z mokrym futrem jest przyjemne. Znaczy fajne uczucie to móc się otrzepać na takiego człowieka, który bardzo zadziera nosa i ukrywa się pod kocykiem.
- Wiedziałem, że poszedł się gdzieś bawić i zgarnia wszystko co najlepsze dla siebie – powiedział lis prostując się i zakładając ręce na piersi. To już wiadomo co takiego stało się z jego mistrzem. Znalazł sobie wesołą kompanie pokroju przeciwników, z którymi musiał pogłębić swoją znajomość. Najlepiej przy pomocy pazurów wbijanych w korpus lub inną część ciała. W sumie nawet fajnie się złożyło, że po chwili wyświetliła się mapa wyspy z celem. Akurat Eulalia chciała mieć spacerek, więc będzie jak znalazł wycieczka z punktu A do B.
- Ciekawe. Jeszcze nie miałem okazji na Ziemi być łowcą skarbów. Sunny pewnie będzie zadowolona jak dobierze się do artefaktu – skomentował słowa oficera. W sumie takie szukanie artefaktu to miła odmiana względem tego co miał ostatnio. Tym razem pewnie nikt nie będzie do niego strzelał, chyba że ktoś inny też zechce przyjść po artefakt. Nodin pewnie odpierał pierwszych „gości”.
Nie spodziewał się jednak tak szybkiego awansu po walkach w Houston. Na pysku wykwitł mu uśmiech i zamerdał ogonem. Nawet z ust człowieka takie gratulacje były tak samo łechcące ego – Dziękuję – chociaż niewiele mu też ten stopień mówił. Pewnie awansował z rekruta na stopień wyżej. Będzie musiał potem sprawdzić jak to wygląda w faktycznym łańcuchu pokarmowym dowodzenia. Chociaż też niespecjalnie zdziwił się, że tutaj mięśniami nic nie wskóra. W końcu mieli crathygtańską technologię więc posiadali środki do radzenia sobie z takimi olbrzymami. Reszta planety pewnie miała jakieś gadżety jak SHIELD, kwestia tylko jak faktycznie by sobie poradzili z wyszkolonymi gigantami? Hulk był tępą masą mięśniową, a siał takie spustoszenie w przeszłości. No nic, trzeba uznać, że tutaj nawet zwykły człowiek mógłby położyć futrzaka więc lepiej nie podskakiwać. Wyłączając z równania oczywiście przypadek, gdy głównodowodzący jest dupkiem, który wysyła ludzi na pewną śmierć. Wtedy można podskoczyć i go znokautować.
Lis więc pokiwał głową i przypiął urządzenie do ramienia, gdy transmisja dobiegła końca. Uśmiechnął się do Eulali – No to co? Ścigamy się kto pierwszy dotrze do połowy trasy? – zapytał po czym pomknął bez ostrzeżenia w kierunku, który wskazywał mu ISAC. To była świetna okazja, by rozprostować kości, chociaż pewnie samica będzie od niego szybsza ze względu na swoje gabaryty. Z drugiej strony to też dawało mu motywację, by biec szybciej i wykrzesać z siebie więcej niż zwykle. Nie mógł się pokazać z tej gorszej strony! Zresztą drugą połowę mogą przebyć na spokojnie, by Eulalia mogła nieco zwiedzić wyspy.
Kiedy w końcu dystans zaczął się skracać do dwóch-trzech kilometrów, mogli już nieco zwolnić tępo. Zwykle cywile ludzcy narzekaliby na taką odległość, gdyby nie mieli jakiegoś środka transportu jak rower, ale… czy widział ktoś lisa na rowerze? No właśnie. Z daleka lis usłyszał nadjeżdżającą ciężarówkę i zatrzymał się, spoglądając w jej stronę. Poczekał, aż kierowca podjechał do nich, a następnie zlustrował go spojrzeniem. Pewnie tutejszy, bo nie uciekł na ich widok, a ciężarówka zdecydowanie była militarnego przeznaczenia.
Pierwszą puścił Eulalię, by na spokojnie znalazła sobie miejsce. W końcu jest mniejsza, więc najwyżej Rho będzie się cisnął. Ona pewnie mogła wskoczyć na górę lub po prostu się podciągnąć. Lis wolał po prostu się podciągnąć, by swoją masą nie zatrząść całym pojazdem. Na pace było jeszcze trochę żołnierzy, którym lis skinął głową na powitanie, po czym usiadł na wolnym miejscu. Obok Eulali, w końcu żołnierze się posunęli i zrobili im miejsce, także na pewno się zmieszczą.
- Mamy odzyskać artefakt. Ja myślę, że to może być broń. Taka, która wywaliłaby w kosmos to Widmo, z którym walczyłem w Houston – podzielił się lis swoimi przypuszczeniami z resztą. W sumie jeśli coś jest crathygtańskie to najpewniej będzie to jakiś rodzaj broni. Nawet jeśli to statek to zawsze można go wykorzystać jako broń lub w ostateczności taran do zmiażdżenia innego okrętu. Lis również ucichł, gdy reszta się uspokoiła. Oparł się i patrzył na zmieniający krajobraz. Z terenów malowniczej wyspy, na bazę wojskową. Rhoshan spojrzał na zmyślne fortyfikacje wzniesione w tym miejscu. Niewielki posteruneczek, którego można bronić dosyć sprawnie. Kiedy reszta zeszła z paki, przyszedł i moment by Rhoshan i Eulalia też się ewakuowali z pojazdu. Zeskoczył na ziemię z dosyć głośnym tupnięciem. Nie było zapewne w tym tyle gracji co w przypadku Eulali.
Po chwili podbiegł do nich człowiek. Zmachał się niemiłosiernie, jakby goniły go psy czy coś takiego przez półtorej kilometra. Lis spojrzał na niego z góry (hehe, bo w końcu był wyższy), po czym dał mu chwilę na złapanie oddechu.
- Jasne. Jesteśmy za wcześnie? – zapytał. W sumie mogło mieć na to wpływ ich faktyczne tempo przemieszczania się. Stawiali większe kroki niż ludzie, zatem też szybciej pokonywali dystans. Potem zostało tylko pójść za żołnierzem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: DSAT Outpost (Wyspa Zewyhn)   Czw Lut 15, 2018 12:45 pm

Czyli roślinka była mała skoro Rho mógł jej dać tylko palec do spróbowania. A ona już sobie wyobrażała jakąś wielką, krwiożerczą roślinę, z którą trzeba uważać. Właściwie to nie przeszkadzało jej, że okazała się mała. Tak czy siak chciała ją zobaczyć, bo nie kojarzyła, by kiedykolwiek widziała coś takiego. Rośliny zazwyczaj spokojnie sobie rosły, żywiąc się promieniami słonecznymi. No, mogły się trafić takie, które potrafiły się poruszać. Jak na przykład pnącza, które chcą cię udusić, ale mięsożernych roślin na pewno nie widziała.
Ich spacerek i rozmowa o różnych, dziwnych rzeczach zostały przerwane przed dźwięk ich ISAACów. Nareszcie ktoś o nich pomyślał. Choć z jednej strony trochę szkoda, bo było całkiem przyjemnie móc tak sobie beztrosko rozmawiać. Odstawiana przez Rho na ziemię, stanęła tuż obok niego wyprostowana, kierując swoje spojrzenie na hologram, który się przed chwilą wyświetlił. A więc nawet dorośli ludzie byli od nich niżsi. Ciekawe. Choć i tak byli nadal w miarę wysocy. Przedstawiciele niektórych ras potrafili być naprawdę mali. Byli też tacy, przy których i ona i lis byli mali. Zawsze to jakieś nowe informacje dla niej.
- Mówiłeś coś o wybuchu, pewnie to tam Nodin walczy. A skoro tyle go nie ma to musi mieć ciężko. - zwróciła uwagę na wcześniejsze słowa samca, gdy ten jej tłumaczył, gdzie się podziewa jego mistrz. Podobało jej się zadanie, które przekazał im mężczyzna. Szukanie artefaktu oznaczało całkiem sporo podróżowania, więc dokładniej sobie obejrzy tą wyspę. Taki tam dodatkowy plus misji. Poznanie nowego miejsca i obejrzenie go sobie. Uśmiechnęła się jedynie lekko kiedy Rhoshan wspomniał o Sunny. Ciekawe czy w ogóle będzie mogła sobie obejrzeć ten artefakt. W końcu nie wiadomo było, co to dokładnie jest. Mieli tylko pewne domysły.
- No proszę, jeszcze cię nie dogoniłam, a ty już awansujesz. Gratulacje. - odezwała się z uśmiechem na pyszczku. Taki awans świadczył o tym, że lis czymś się zasłużył. Musiał wiele zrobić w tym całym Houston, czymkolwiek ono było. Co prawda nazwa stopnia nic jej nie mówiła, ale awans to awans. Oznaczał wspięcie się o jeden schodek wyżej.
Kiedy otrzymali trasę ze swoich ISAACów, gepardzica wywołała ją sobie przed oczami dzięki urządzeniu. W ten sposób nie było potrzeby zerkania na holograficzną mapę. Ledwo zdążyła to zrobić, a już Rho rzucił jej wyzwanie i ruszył pędem przed siebie. Wyszczerzyła kły w uśmiechu do siebie i zaraz ruszyła w z miejsca biegiem. Początkowo lis był przed nią, bo w końcu wystrzelił z miejsca niespodziewanie. Eulalia jednak szybko go dogoniła, a później nawet trochę przegoniła. Mimo wszystko jednak starała się trzymać dosyć blisko niego.
W końcu jednak przerwali bieg i ruszyli spacerem. To jej zdecydowanie bardziej odpowiadało, bo mogła się rozglądać na wszystkie strony i wszystko dokładnie sobie obejrzeć. Trzymała się blisko samca, a kiedy on się zatrzymał, zrobiła to samo. Spoglądała czujnie na pojazd, który się do nich zbliżał. Tutaj musiała się zdać na przyjaciela, on lepiej znał to miejsce i wiedział, jak się zachowywać. Ku jej lekkiemu zdziwieniu zostali zawołani, by dołączyć do grupy w pojeździe. Musieli trafić na wojskowych. Bez problemy podciągnęła się i znalazła sobie miejsce. Miała smukła sylwetkę i nie zajmowała wiele miejsca. Może trochę więcej od żołnierza, siedzącego obok. Czuła na sobie ich wzrok, ale nie usłyszała żadnego komentarza. Nawet takiego, wyrażającego czystą ciekawość. Sama więc postanowiła nie reagować na to przyglądanie się im.
- Też myślę, że to jakaś broń. Niebezpieczna w nieodpowiednich rękach. - odezwała się zaraz po lisie. W końcu bez powodu nie mieliby się zajmować tą misją. To musiało być coś niebezpiecznego. Przekonają się o tym później. Teraz Eulalia głównie się koncentrowała na podziwianiu widoków. Starała się trzymać ogon przy sobie, ale jego końcówka i tak drgała lekko, wyrażając jej ekscytację tymi wszystkimi nowościami.
W końcu jednak dotarli na miejsce. Ich pojazd się zatrzymał, a ludzie powysiadali z niego. Eulalia z gracją zeskoczyła na ziemię i przeciągnęła się, rozprostowując kości. Zaraz też podbiegł do nich jakiś mężczyzna, wyraźnie w pełni ubrany po wojskowemu. Gepardzica zerknęła na swojego towarzysza, a następnie z powrotem na nieznajomego. Faktycznie mogli być trochę za szybko skoro trafili na transport. Z drugiej strony nawet na pieszo byliby tu szybciej niż jakikolwiek człowiek. Ważne, że byli już tutaj i mogli poznać szczegóły misji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1501
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: DSAT Outpost (Wyspa Zewyhn)   Wto Lut 20, 2018 9:50 pm

NPC Storyline - AAF|Dur-Shurrikun|Jinkusu

-Jakby się czepiać, to nawet za późno.
Skomentował mężczyzna, odwracając się zaraz i gestem ręki wskazując im, by podążyli za nim. A skierował się w stronę wielkich wrót "hangaru", nadając dość szybkie - jak na człowieka - tempo marszu. Podchodząc do samych wrót, mężczyzna zatrzymał się gwałtownie, przepuszczając wyjeżdżający pojazd ciężarowy, podobny do tego, którym tutaj przyjechali. Różnicą była zakryta paka. Gdy tylko pojazd przejechał, cała trójka ruszyła dalej. Hangar wewnątrz góry nie był przystosowany do statków powietrznych. Dość spory, znajdowały się tutaj pojazdy naziemne, ciężarówki, opancerzone wozy bojowe, a nawet kilka czołgów. Do tego "armia" personelu, patroli, mechaników, żołnierzy - zajętych codziennymi obowiązkami. Oficer skierował się z nimi na sam koniec, przez co mieli okazję by przyjrzeć się poszczególnym pojazdom. Typowo ziemskim, mniej zaawansowanym, niemniej na pewno niebezpiecznym. Drzwi otworzyły się, jak na zawołanie. Akurat ktoś wychodził, przepuścili dwójkę żołnierzy i sami weszli na korytarz. Dość spory - dla ludzi. Rhoshan, przy swej masie, mięśniach - a co za tym idzie - szerokości, musiał momentami skręcać korpus, jeśli akurat mieli kogoś przepuścić. Był zwyczajnie za wielki. Kilka zakrętów, szybko dotarli do windy. Przewodnik nadusił na przycisk, odczekali kilkanaście sekund i maszyna dotarła na ich poziom. Weszli do środka, winda była przystosowana do transportu bardzo ciężkiego ładunku, stąd masa dwójki densorinów nie powodowała żadnego zagrożenia. W środku, mężczyzna wcisnął najniższych przycisk, a winda szybko popędziła na wskazane piętro. Drzwi się otworzyły, wyszli na zewnątrz i od razu natknęli się na ciężej uzbrojony, czteroosobowy patrol. Dowódca zatrzymał ich, zlustrował densorinów wzrokiem, sprawdził identyfikator ich przewodnika, po czym puścił ich dalej.
-W sumie nie potrzeba wam umundurowania. Wygląd mówi sam za siebie. Jeśli jednak wyjdziecie do miasta, to polecam nie zapomnieć o ISACu. Brak tego małego urządzenia i pierwszy patrol narobi wam problemów. Mimo wszystko jesteśmy ostrożni, nie chcemy, by ktoś się pod was podszywał, a co za tym idzie - swobodnie poruszał po terenie federacji.
Skomentował mężczyzna, w końcu rzucając jakiś temat do krótkiej rozmowy. Densorini mogli spokojnie poruszać się ulicami miast, pewnie - wzbudzali sensację, niemniej nie tak poważną. Tutejsi byli przyzwyczajeni. Mimo tego, nadal należało się liczyć z kontrolą ze strony policji czy AAF, którzy natknęli by się na pojedynczego lub dwójkę kosmitów w mieście. Nawet z CORE. Choć zawsze leżało to w indywidualnej decyzji patrolu. Nikt nikomu nie sprawiał problemów. I znów podróżowali korytarzami, marsz zajął im dobre dziesięć minut, zanim dotarli do miejsca docelowego. Po drodze stale mijali uzbrojone patrole, średnio co drugi ich kontrolował. Miejsce to było silnie chronione, wyraźnie trzymali tu coś, czym nie chcieli chwalić się przed resztą świata.
W końcu dotarli na miejsce. Wywnioskować to mogli z faktu, że przed drzwiami oraz w korytarzu znajdowało się łącznie szesnastu żołnierzy, uzbrojonych oraz pilnujących wejścia, jak i wyjścia. Pancerne, grube drzwi wydawały się silnie wzmocnione oraz przygotowane na możliwe niespodzianki. Gdy podeszli do samych drzwi, jeden z wartowników ich zatrzymał.
-Dowództwo przekazało kontrolę operacyjną CORE. Jest pan zwolniony. Operatorzy mają czekać na swojego przełożonego.
Krótko, zwięźle i na temat. Bardzo wojskowo. Oficer-przewodnik przyjął informację, odwrócił się, pożegnał i polecił im tutaj zaczekać. "Wartownicy potrafią być nerwowi". Odszedł, a oni zostali sami, z rozstawionymi dookoła żołnierzami. ISAC, zapytany, jasno wskazywał, że ich uzbrojenie było dla tej dwójki zagrożeniem. Warto więc było się nie wychylać, zwłaszcza, że komputer dosadnie wskazywał, iż karabiny nie miałyby problemu z ich skórą. Tak więc czekali. Dobre piętnaście minut, zanim ktoś w końcu się zjawił. Ale narzekać nie mogli, gdy "przełożony" pojawił się w krótkiej smudze białego światła.
Mierzył dwa metry i dwadzieścia centymetrów wzrostu, jego ciało pokryte było ciemno-szarym futrem na grzbiecie i ramionach z jasnym, białym futrem na korpusie, palcach oraz pysku. Jasna grzywa, srebrzyste pazury, długi ogon - również okryty futrem oraz osobną "grzywą". Oboje znali tego osobnika aż za dobrze. Dur-Shurrikun przysłał siebie, a dokładniej - avatar, androida. Żadnego dodatkowego opancerzenia, umundurowania czy uzbrojenia. Brakowało nawet ISACa, choć w jego wypadku - sam był dla siebie ISACiem. Android nieco spłoszył żołnierzy, którzy dość szybko zrozumieli, z kim mają do czynienia. Reakcja była do przewidzenia. Spuszczenie broni, wyprostowanie sylwetki, ustawienie się na baczność. ISACi oznaczyły androida po imieniu, również określając jego rangę, jako "Fozok Rel". Stopień tłumaczony zarówno, jako najwyższy dowódca, jak i prymarcha. Android wyglądał tak, jak zawsze. Doskonały zbudowany, umięśniony i zadbany. A pod cudownym ciałem, metal. Zerwanie skóry groziło zawałem oraz scenami rodem z terminatora, z tą różnicą, że "bebechy" zakryte były przez pancerz. Płyty oraz panele, znajdujące się pod skórą i będące "właściwą" skórą. Organiczna, zewnętrzna część była zwykłą przykrywą, choć idealną oraz prawdziwą.
-Drem Yol Lok. Eulalia. Rhoshan.
Przywitał się, zaczynając od tradycyjnego pozdrowienia. Pojawił się na końcu korytarza, zaraz skrócił dystans, spokojnym - lecz pewnym korkiem. Ręce trzymał wzdłuż ciała, ogon swobodnie ciągnął za sobą, nieco nad ziemią. Jego kroki były praktycznie niesłyszalne, pazury nie obijały się o metalową podłogę. Lata praktyki lub kwestia bycia maszyną.
-Poprowadzę was przez tą misję. Ograniczamy technologię do minimum.
Wyjaśnił, zatrzymując się przed nimi. Idealnie się wpasowali, samica mierzyła dwa metry, samiec prawie dwa i pół, a android znajdował się pomiędzy tą rozmiarówką. Nawet w kwestii widocznej masy mięśniowej, Rhoshan wyraźnie stał z przodu. Co prawda crathygtanin był lepiej podkreślony i "idealny", niemniej nadal mniejszy od rudzielca. Jedynie kwestia realnego ciężaru praktycznie go wyróżniała. Krótki błysk światła, a ich ISACi zniknęły z ramion futrzaków, pozostawiając ich bez wsparcia technologicznego. Bo ograniczali ją do minimum, a jednocześnie brali ze sobą mobilny superkomputer. Android nie czekał, zaraz zbliżył się do drzwi, chwycił za klamkę i pociągnął je w swoim kierunku. Ich oczom ukazały się... cóż, metrowej grubości drzwi, a za nimi niewielkie pomieszczenie, do którego w trójkę wejdą na styk. W środku stolik, a na stoliku - urządzenie. Coś, co przypominało połączenie wielu figur geometrycznych, świeciło na zielono, choć delikatnie.
-Tholaar. Artefakt. Podjedźcie.
Dur-Shurrikun zaraz znalazł się w środku, obchodząc stolik dookoła i przyglądając się urządzeniu. Wielkością, Rhoshan mógłby przyrównać to do swojej otwartej dłoni. Tak więc takie całkiem małe nie było - choć, jak na ich wielkie standardy, największe również. Żołnierze zamknęli za nimi drzwi, a trójka operatorów pozostała sama. Nie było tu kamer ani żadnego innego podsłuchu. Pełne zaufanie - to urządzenie to sprawa CORE.
-To nie jest broń.
Uprzedził możliwe pytania lub domysły. Podniósł wzrok na densorinów, zerkając wpierw na Rho, a następnie na Eul, po czym wrócił spojrzeniem do urządzenia.
-Kusah... wstępnie oceniam to, jako transmiter materii.
Tak, nie przesłyszeli się. Maszyna dokonała wstępnej oceny, przypuszczenia. Nie był pewien, co to dokładnie było, jak działało oraz co mogło im uczynić za krzywdę.
-Prawdopodobnie przeniesie nas do crathygtanskich ruin. Mogą znajdować się na tej planecie lub w innej galaktyce. Teraz nie jestem w stanie tego ustalić. Ta technologia jest w stanie wpływać na mnie oraz wszystko, co oparte jest na tworach crathygtanskich. Dlatego odebrałem wam ISACi. Jeśli coś przełamie moją świadomość, wyłączę androida i dokonam bezpiecznej likwidacji. Wy będziecie kontynuowali beze mnie, czekając na ekstrakcję. W innym wypadku, dotrzymam wam towarzystwa. Pytania?
Tutaj zakończył swoje dotychczasowe wyjaśnienia. Pozostawała jeszcze jedna, ostatnia kwestia, jednak zamierzał ją poruszyć po możliwych pytaniach oraz uwagach z ich strony. Android był bardzo... żywy. Naturalny, wykazywał jakieś emocje, tonował swój głos odpowiednio do dobieranych słów oraz powagi wypowiedzi. A wydawał się dość spokojny, jakby w sumie wybierali się tylko na zakupy.
-Możecie używać siły tylko po dokonaniu efektywnej identyfikacji wrogiego celu.
Zakończył, poruszając ostatnią, najważniejszą kwestię. A oznaczało to, że przed podjęciem walki musieli być bardziej, niż pewni - że przeciwnik jest wrogiem. Ograniczał ich całkowity zakaz podjęcia walki z niepewnym celem, oczywiście wyłączając ostateczność. Czyli chronienie samych siebie, nadal operatorzy byli znacznie ważniejsi, niż potencjalna zdobycz z czasów Imperium Crathygtanskiego. Niemniej, natrafić mogli na cokolwiek. Zaczynając od pustych ruin, przez komory hibernacyjne, innego jinkusu lub magazyn uzbrojenia. Albo nawet stocznię okrętów wojennych.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: DSAT Outpost (Wyspa Zewyhn)   

Powrót do góry Go down
 
DSAT Outpost (Wyspa Zewyhn)
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wyspa Twarzy
» Wyspa Endor
» Bezludna Wyspa - Survival Time.
» Kronika rodu Tarth
» Most w Sligachan, wyspa Skye

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Alranois-
Skocz do: