Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Północny Las (Wyspa Zewyhn)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1401
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Nie Maj 07, 2017 8:48 pm


Las, znajdujący się w północnej, a dokładniej - północno-zachodniej części wyspy.
Drzewa porastają tutaj wzgórza, tworząc naturalną izolację dla zgiełku miasta oraz technologii, pozwalając odetchnąć świeżym powietrzem oraz utrzymać kontakt z naturą. Las łączy się ze wzgórzami, których nie porastają drzewa, tak więc spragnieni wypoczynku mają w czym wybierać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 496
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Czw Wrz 07, 2017 11:37 pm

Lis zmrużył tylko oczy gdy Widmo przytrzymało jego pysk. Zastanawiał się czy wrodzona upartość Nodina prowadzi do tego, że nie da sobie nic powiedzieć, a może to była po prostu kwestia wieku i doświadczenia życiowego. Natomiast z innej strony miał wrażenie, że to było bardzo wygodne zastosowanie swojej pozycji, by wymigać się od niewygodnej rozmowy. Podobno coś takiego też miało miejsce w ziemskich korporacjach, gdzie starszy pracownik mógł po prostu kazać coś zrobić, by uciąć rozmowę. Nigdy tego nie widział, ale ze wspomnień łowcy wynikało, że czasami to miało miejsce. Szkoda tylko, że tutaj mogłoby się skończyć znacznie gorszymi konsekwencjami niż wywalenie z pracy albo obcięcie pensji. Nawet nie wiedział czy dostaje jakikolwiek żołd!
Nacisk był nieprzyjemny, a komunikat równie ostry co nasuwająca się w tym momencie riposta. Pewnie skończyłoby się to w najlepszym wypadku na przedłużonym pobycie w szpitalu. Trzeba jednak przyznać, że dobrali się nieźle. Uczeń i mistrz równie twardogłowi jeśli chodzi o przekonywanie któregokolwiek do jakiejś racji. To może okazać się cięższa przeprawa niż na początku Rhoshan myślał. Czując dotyk na szyi miał przebłyski tej bitwy z Houston, gdzie praktycznie wyszli cało jedynie cudem lub przez zwykłe szczęście. Tamta paskuda zostawiła mu trochę śladów, chociaż jakby nie patrzeć tam zatryumfował spryt nad czystą siłą. Chyba będzie musiał częściej ruszać głową, bo czasem wychodzą takie kwiatki pokroju leczenia kanałowego przy pomocy nowoczesnych pancerzy. To było tak głupie, że nie było bata by się nie udało. Kiedy Nodin robił swoje cuda, lis musiał walczyć z narastającym zaciekawieniem. Nie było to bolesne, ale również nie zawsze przyjemne. Zwłaszcza w miejscach, gdzie niedawno miał większe rany. Bardzo efektowna metoda leczenia, bo po kilku chwilach rudy był praktycznie jak nowy. Ciekawe jakby się to sprawdziło w warunkach treningowych i czy usuwa również w ten sposób zakwasy? Wtedy już byłoby istne piekło bądź raj treningowy, bo temu densorinowi nieprędko by się znudziło takie obrywanie i wstawanie. Nie lubił za długo siedzieć na miejscu, a Widmo pojawiło się w bardzo dobrym momencie. Po 24h pewnie zaczęłoby mu z nudów odbijać, a szukanie odpowiedniego zajęcia dla zabicia czasu mogłoby się nie spodobać personelowi medycznemu.
Dosyć szybko zaczął odwijać bandaże zwijając w ruloniki, by przynajmniej nie wyglądało to na porwanie dla lekarzy, którzy mogą tutaj wejść. W końcu nagle z ośrodka może wyparować wielki futrzak, który jakiś czas temu był ledwo żywy i umierający. Jednak w trakcie odwijania po prostu się znudził i uznał to za zbyt czasochłonne. Część, którą zrolował odłożył, a pozostałe ułożył po prostu na kupkę. Pewnie i tak pójdzie to do utylizacji, bo raczej opatrunków nie używało się dwa razy. Lis przeciągnął się, lekko strzelając przy tym kośćmi, które się zasiedziały. Był już gotowy, a chwilę później znajomy błysk przeniósł go w inne miejsce.
Czuł teraz zapach lasu, łąk oraz dźwięki ptactwa ziemskiego. Przenieśli się w jakieś dużo przyjemniejsze miejsce, a na pewno tu nikt nie zrobi problemu jeśli coś przypadkiem rozwalą. Chyba, że trafi się naprawdę nadgorliwy leśniczy z jajami, który nie dozna przerażenia na widok wielkiego jaszczura oraz ogromnego lisa. W normalnych warunkach pewnie kazaliby mu poddać się testowi na środki odurzające, jednak po ostatniej akcji chyba media już wiedziały co nieco o obecności obcych na Ziemi. Ha! Ciekawe jaką bajeczkę z krowami i porwaniami teraz wyskrobią fani teorii spiskowych.
To miejsce, w którym się znajdowali było jednak dosyć podobne do miejsca z odległej przeszłości. Chociaż lasy wyglądały z grubsza bardzo podobnie i zależnie od klimatu różniły się nieco drzewami to miejsce, w którym aktualnie przebywali przypominało trochę Densorin z tamtej wizji. Ten dziki jeszcze sprzed zjednoczenia.
- Świetne miejsce na piknik – skomentował żartem Lis. W sumie mógł się spodziewać mniej więcej w jakim celu pojawili się na tej przestrzeni. Mogli spędzić tutaj czas jak mistrz i uczeń, gdzie albo zdobywałby wiedzę w sposób praktyczny albo ten drugi, mniej fajny według niego. Chyba zanudziłby się ślęcząc nad tekstami, chociaż kilka rzeczy o myśliwcach z chęcią by przeczytał.
- W sumie gdzie dokładnie jesteśmy? – dotarło do niego, że w sumie wszystko pięknie ładnie, ale po przejściu przez tamten portal niezbyt wiedział co było po drugiej stronie. Wiadomo tyle, że najpewniej byli nadal na Ziemi, a wcześniej był w bazie CORE lub jego sojuszników. Pozostawała tylko kwestia co to dokładnie za miejsce. Nos lisa i jego zmysł łakomości dał mu również do zrozumienia, że gdzieś w pobliżu muszą się znajdować jagody. Jadalne i dosyć smaczne. Zwierzątek też w okolicy nie brakowało, ale chyba posiłek odłoży na później. Oparł się o drzewo i spojrzał na Widmo. Jakby wyczekując celu podróży tutaj.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1401
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Sob Wrz 23, 2017 3:45 pm

NPC Storyline - AAF|Jinkusu|Nodin

Czarnołuski puścił mimo uszu żart lisa, biorąc pod uwagę dopiero zadane przez niego pytanie. Stwór wykonał kilka kroków do przodu, zbliżając się do lisowatego i wyciągając prawą rękę przed siebie. Uniósł dłoń, wewnętrzną stroną do góry, lekko zginając palce w stawach. Czarna energia wystrzeliła z wnętrza dłoni widma, formułując nad nią kulisty obraz planety, na jakiej się aktualnie znajdowali. Frontem do Rhoshana, planeta obróciła się tak, by pokazać wyspy, na których się aktualnie znajdowali. Sam środek oceanu atlantyckiego. Czerwone ślepia czarnego wpierw zmierzyły wzrokiem planetę, a następnie skierowały się ku rudzielcowi.
/Tutejsi nazywają je wyspami Zewyhn oraz Zytalst. We władaniu Federacji Alranois, ziemskiego sojusznika Crathygtan./
Wyjaśnił, zwracając uwagę na zastąpienie CORE, nazwą rasy z której jednostka pochodziła. Oczywiście nie chodziło tutaj o uznanie, iż Crathygtanie nawiązali sojusz z tubylcami jakiś milion, lub więcej, lat temu. Czarnołuski zamknął następnie swą dłoń, niszcząc "holograficzny obraz" wytworzony za pomocą czarnej energii.
Po zamknięciu dłoni, Nodin opuścił ją, lustrując wzrokiem rozluźnioną sylwetkę lisa, który postanowił oprzeć się o drzewo. Korzystając, że widmo stanęło tuż przed densorinem, a lis musiał dodatkowo zadrzeć lekko łeb w górę, by na niego spojrzeć - czarnołuski przesunął końcówką ogona po ziemi, wsuwając ją dokładnie za łapy lisa, a następnie szarpiąc ogonem w swoim kierunku. W efekcie, ogon podciął Rhoshanowi nogi, wyrzucając je przed niego i zmuszając do twardego lądowania na ziemi oraz przerycia grzbietem kory drzewa, które znajdowało się za nim. Widmo nie dało lisowi szans na reakcję, bo jakże by mógł mu to zrobić? Gdy densorin wylądował na ziemi, oparty o pień drzewa, przy którym przed chwilą stał, czarnołuski podniósł prawą łapę do góry, a następnie położył ją na klatce piersiowej lisowatego, dociskając go do drzewa poprzez oparcie ciężaru ciała na tej właśnie nodze. Dając mu kilka sekund na zrozumienie, co się stało, Nodin pochylił swój korpus do przodu, obniżając nieco łeb, by krwistoczerwone ślepia mogły spokojnie obserwować sylwetkę stworzenia. Ręce pozostawił opuszczone wzdłuż ciała, nie krzyżując ich. Wyraz pyska miał neutralny. Czarny ani się nim nie bawił - chociażby w żarty - ani nie próbował go poniżyć. Zamiast tego, postanowił przypomnieć mu, że stał przed swym mistrzem i towarzyszem, nie kolegą z jednostki, do którego można mieć luźne podejście. Dla poprawienia doznania, stwór zacisnął lekko palce na łapie, przesuwając ostrymi pazurami po skórze klatki densorina, jednocześnie poprawiając nieco ułożenie swej łapy.
/Nie przybyliśmy tu, by odpoczywać. Nie jest to również Densorin, byś myślał o polowaniu. Tereny należą do Alranois, tak samo, jak tutejsza zwierzyna./
Do tego momentu, Rhoshan powinien zrozumieć zarówno werbalne, jak i niewerbalne komunikaty, które posłało mu widmo. Kończąc swój przekaz, Nodin cofnął swą łapę i postawił ją na ziemi, kawałek za drugą, by móc stanąć stabilnie. Korzystając z pochylonej sylwetki, czarny sięgnął prawą rękę w kierunku lisa, podając mu otwartą dłoń. Odczekał w ten sposób, aż ten go chwyci, by zaraz densorin został podciągnięty do góry, mogąc stanąć na nogach. Teraz już tak, jak należy.
/Zaczniemy od podstaw./
Rozpoczął czarnołuski, cofając się o dwa kroki do tyłu i łapiąc stwora przy prawym ramieniu, za pomocą lewej dłoni. Podciągnął go za sobą, by ten odsunął się od drzewa, tym samym robiąc im nieco miejsca do pracy. Mając już ten warunek spełniony, Nodin chwycił obiema dłońmi za nadgarstki lisa, podnosząc jego ręce do góry, na wysokość łba lisa, prowadząc je przy tym tak, by ten ugiął swe ręce w łokciach. Czarnołuski dosłownie zaczął od podstaw, dodając do tego informacje słowne. Z nadgarstków, przesunął własne dłonie na dłonie lisa, otwierając je (jeśli były zaciśnięte lub choć lekko zamknięte) i ugięte palce ustawiając we własnym kierunku, eksponując przy tym pazury futrzaka.
/Podstawy chronienia własnego łba. Eksponujesz pazury w moją stronę, co pozwala tobie ciąć tkankę atakującego przy samym blokowaniu ciosów./
Wyjaśniając, zaprezentował od razu o co chodziło. Widmo cofnęło się o krok i wykonało prosty, bardzo markowany atak prawą ręką na pysk lisa, otwierając przy tym dłoń na pazury. W umyśle Rhoshana ujawniła się krótka wizja, sugerująca by zablokował cios lewym przedramieniem, a następnie ukazująca mu z perspektywy jego własnych oczu, że ma delikatnie zbić atakującą dłoń na bok, a następnie ściągnąć swe pazury w dół po przedramieniu lub wewnętrznej stronie nadgarstka łuskowatego, co w sytuacji kontaktu ze skórą - a nie pancerzem widma - pozwoli (przy odrobinie szczęścia lub praktyki) przeciąć ścięgna, żyły czy nawet tętnice, niszcząc tym samym tkanki, znacząco utrudniając korzystanie z kończyny. Gdy Rhoshan wykonał ruch, widmo zamarzło w pozycji, do którego zostało sprowadzone.
/Wykorzystuj całą swą masę oraz ciało, kierując swe działania biodrami, nie bicepsami./
Widmo zamarło dalej w tej bardzo odsłoniętej pozycji. Stwór był lekko przechylony na prawo, wytrącony z równowagi, którą sztucznie utrzymywał, dając Rhoshanowi możliwość kontynuowania oraz informując o tym, co ten może zrobić dalej.
/Teraz przypomnij sobie swe najbardziej prymitywne instynkty. Wykorzystaj swoją masę oraz kły, które masz w paszczy./
Zasugerował czarnołuski, dając Rhoshanowi lekki obraz tego, co powinien zrobić. Błędem densorinów było nazbyt częste poleganie na nowoczesnych sztukach walki, oddalających ich od naturalnych predyspozycji, od rasy, którą byli tysiące lat temu. Nodin celowo zamarł w lekko wygiętej pozycji, odsłaniając swój korpus oraz szyję, stojąc na tyle niestabilnie, by lis mógł spokojnie powalić go naporem. Densorin powinien przy tym zachować ostrożność oraz kontrolować ruchy rąk widma, gdyż te były wyposażone w pazury na dłoniach. Proste powalenie go, bez zajęcia kontroli, mogłoby skończyć się dla niego tragicznie. W najlepszym wypadku, zabiłby swego przeciwnika oraz sam padł, gdy ten ostatnim tchnieniem wyciągnął by mu kark przez plecy, za pomocą pazurów oraz brutalnej siły. Nodin chciał pokazać Rhoshanowi, jak walczyć niczym bestia, tak, jak densorini zwykli czynić to dawniej. Bez finezyjnych sztuk i umiejętności. Co prawda zderzała się tutaj waga prawie trzech ton u Nodina z ledwo połową tony u Rhoshana, niemniej nikt nie chciał, by było łatwo. Mistrz nadal był wyższy oraz masywniejszy od swego ucznia, nie wspominając już o naturalnym opancerzeniu oraz uzbrojeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 496
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Pon Wrz 25, 2017 7:09 pm

Bardzo praktyczne były te moce widm. Można było w każdej chwili stworzyć mapę, uleczyć kogoś, a nawet zrobić rzeczy, o których lis nigdy by nie pomyślał. W takich momentach czasami myślał, że trochę szkoda nie mieć tej unikalnej umiejętności. Ułatwiłoby mu to życie w niektórych aspektach, ale pewnie wtedy nie zakosztowałby tej przyjemności jaką była walka na kły i pazury. Być może nawet jego zachowanie byłoby zupełnie inne, gdyż ćwiczenia wymagały powagi, skupienia i paru innych rzeczy, które zanudziłyby go na śmierć.
Mimo przebywania w ciele człowieka przez kilka setek lat to Rhoshan słabo orientował się w geografii tej planety. Wiedział, że była Wielka Brytania, w której stała tamta rezydencja i znał nawet kilka uliczek Londyńskich, ale to tyle. No i rzecz jasna widział też takie rzeczy jak globus. Kształty mniej więcej kojarzył gdzie są dane kontynenty, ale niewiele mógłby powiedzieć o poszczególnych krajach. Po prostu nigdy wcześniej go to nie interesowało i na każdym spotkaniu biznesowym łowcy najzwyczajniej w świecie drzemał. Kwestia tylko, że teraz ta wiedza by się bardzo przydała i trzeba będzie samemu połatać luki w niej. Chwilowo wiedział gdzie się znajduje oraz na czyim garnuszku sobie siedział tam w szpitalu.
Rhoshan zadarł łeb w górę widząc podchodzące widmo. Miał jakieś takie przeczucie, że nie będzie to poklepanie po ramieniu i potwierdzenie, że piknik to bardzo dobry pomysł. Momentalnie znalazł się na glebie, szorując plecami po korze drzewa. Nie musiał teraz przynajmniej zadzierać głowy, bo z tego kąta widzenia mógł widzieć cały przód Nodina. Nie było to komfortowe zwłaszcza, gdy docisnął go do drzewa swoją masą ale też Czarnołuski wiedział najpewniej, że może sobie na to pozwolić i lis nie będzie mu miał tego za złe w żaden sposób. Rudy już zdążył się nauczyć, że trafił mu się bardzo specyficzny mistrz w obyciu. Ktoś z boku by pewnie stwierdził, że obaj są ale chyba długo by nie pożył. Przyjął też do wiadomości, że żarty należy odłożyć na bok. Oczywiście do momentu aż nie zostanie to wyraźnie zasygnalizowane. Ciekawe czy dożyje tego dnia przy obecnym trybie życia?
Przekaz był jasny, że najpierw ciężka praca a potem ewentualnie za zgodą gospodarzy i mistrza będzie fajrant. Nic tylko czym prędzej brać swój rudy tyłek w troki, zwłaszcza że po szpitalu czuł się jakiś taki rozleniwiony. Poleżał troszkę za długo mając wrażenie, że mięśnie mu zesztywniały. Chwycił więc rękę Nodina i podciągnął się ku górze. Poprowadzony gestem, odsunął się od drzewa. Poruszył barkami dla rozruszania i nastawił uszy oraz skoncentrował się na instrukcjach. Będąc ustawionym w tej pozie miał przebłysk jakby sprzed momentów gdy stracił pamięć. Kojarzył już ten ruch, który wielokrotnie wykonywał tylko teraz potrzebne mu było drobne przypomnienie. Jak coś zostawiane przed osobą z amnezją. Zaczynali od podstaw i to zaczęło do niego wracać. Miało to sens, zwłaszcza że pazury faktycznie były dobre i do ataku oraz do obrony. Ruch, który pojawił się w jego głowie również wykonał najsprawniej jak się dało. Zbił rękę widma swoją lewą na bok i pociągnął pazury w dół na wysokości wewnętrznej strony nadgarstka. Nie musiał się martwić, że zrobi Nodinowi krzywdę pazurami, gdyż tamten miał znacznie lepsze opancerzenie. Z futrzastymi partnerami do sparingu taki ruch mógłby się skończyć bardzo dotkliwymi ranami.
Kolejne zwrócenie uwagi pozwoliło wyciągnąć pewne wnioski oraz naprawić niektóre wcześniejsze błędy. Chociaż w sumie Daalkiin też coś wspominał o instynktach, ale jakoś nigdy nie było to widoczne w jego stylu walki. Być może przez używanie tych mocy oraz wykorzystanie mieczy świetlnych. Rhoshan teraz miał odsłonięty cel, jednak musiał zaatakować tak, by jednocześnie mieć kontrolę nad rękoma widma oraz móc zaatakować punkty witalne. Zaświtała mu pewna kombinacja, dlatego rzucił się na wprost, by masą pchnąć widmo, a zarazem pazury skierować ku obu pachom mentora. Pochylił się nieco i ugiął nogi, by wybić się z nich w stronę mistrza. W razie próby kolejnych ciosów mógł je zbić dokładnie tak samo jak wcześniej lub uchylić się przed nimi, by wbić się prosto w niego. Tym sposobem może zablokować ruch jego rąk oraz zwykłemu przeciwnikowi zadałby bardzo dotkliwe rany. Najpewniej przecinając newralgiczne punkty, jednak to nie był koniec bo postanowił skorzystać też ze swoich kłów i zaatakować nimi szyję. Tym sposobem jednocześnie powaliłby przeciwnika, zaatakował 3 z jego punktów witalnych i jednocześnie uniemożliwił atak na siebie. Nawet jeśli nie da rady go przewrócić to kogoś bez opancerzenia tym by już zabił i przewrócenie się nie zawsze będzie konieczne. Mało tego taki przeciwnik mógłby posłużyć jako żywa tarcza.
Jeśli go przewróci to zostanie wyciągnąć ręce spod pach i pazurami ciąć po bicepsach by mieć pewność, że ręce zostałyby wyłączone z gry aby nie było jak przeszkodzić atakowaniu kłami gardła. Nie zaciskał zębów, ani w żadnym z przypadków nie dociągał do końca ataków pazurami. Markował to wszystko dokładnie tak jak wczęśniej widmo. Nie wiadomo w jakim stanie były wszystkie łuski Nodina po tamtym starciu w Houston, więc wolał nie ryzykować że trafi na jakąś miększą. Po skończonej kombinacji wstał z widma i tym razem to on wyciągnął w jego stronę prawą rękę, by go podciągnąć w górę. Odskoczył szybko jednym krótkim susem, tak by odległość dzieląca ich była mniej więcej taka jak poprzednio i na lekko ugiętych nogach oczekiwał dalszej dawki treningu. Przed siebie miał wystawione pazury, którymi miałby zbijać kolejne ciosy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1401
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Czw Paź 05, 2017 8:46 am

NPC Storyline - AAF|Jinkusu|Nodin

Oczekiwanie na ruch lisa zaczęło się nieco widmu dłużyć. Utrzymywanie równowagi przy pozycji "bycia wytrąconym z równowagi", nie należało do najprzyjemniejszych. I choć czas liczony był tutaj w sekundach, czarnołuski przywyknął do znacznie szybszych rozegrań. Może było to coś, czego potrzebował. Chwila spowolnienia oraz przerwy, by poćwiczyć na nieco niższym poziomie. Krótki moment zastanowienia sprawił, że widmo nie zwracało uwagi na poczynania Rhoshana. Gdy więc poczuł, jak ten na niego wpadł, atakując pazurami pachy gada, ledwo powstrzymał się od zrobienia czegoś. Czysto odruchowo. Wylądował grzbietem na ziemi, kierując czerwone ślepia na lisa oraz wyczekując dalszych ruchów, błyskawicznie analizując poczynania swego ucznia. Przewaga widm zawsze leżała w dostępu do umysłu innej istoty. Rzadko spotykało się istotę, mogącą im to chociażby utrudnić. Stąd, nauka była łatwiejsza. Mistrz znał myśli swego ucznia, wiedział, co ten próbował osiągnąć.
Densorinskie widmo pozwoliło Rhoshanowi dokończyć wszystkie czynności. Przejechanie pazurami po jego bicepsach, gdzie jego ręce leżały swobodnie po bokach czy uniesienie łba delikatnie do góry, by odsłonić szyję na atak. Nodin nie odczuł strachu lub dyskomfortu, gdy kły densorina znalazły się na jego szyi. Tyle razy już tego doświadczył, że zdążył poddać się przyzwyczajeniu. To trening, nikt mu nic nie zrobi. Do tego dochodziły łuski oraz gruba skóra. Lis się zapomniał, uznając, że widmo może mieć jakieś niedoskonałości w naturalnym opancerzeniu. Bynajmniej, nie był zwierzęciem, by jego łuski mogły nie odrosnąć, pozostawiając go w niewiedzy odnośnie własnych braków. Nadeszła kolej czarnego widma.
Kiedy lisowaty puścił, cofając swój pysk, Nodin wykorzystał okazję do wytknięcia mu wszystkich poczynionych błędów. Zanim densorin na dobre zdążył się odsunąć czy chociażby zacząć podnosić, czarny mu po prostu przerwał. Wpierw, wyszarpał z dołu nogi, wyginając się nieco i chwytając nimi nogi lisa, krzyżując je wzajemnie na wysokości kolan oraz ściągając nieco w dół, co skutecznie unieruchomiło dolne kończyny densorina. To było wytknięcie pierwszego braku kontroli nad przeciwnikiem. W tym samym czasie, prawa ręka podniosła się lekko, uginając w łokciu i natychmiast zbijając lewą rękę lisa w okolicach łokcia. Uderzenie w staw było bardzo nieprzyjemne, spychając lewą rękę lisa w kierunku jego prawej ręki, wycinając mu przy tym równowagę, możliwość jakiegokolwiek utrzymania się w górze. Rhoshan padł na korpus widma lewym barkiem, mając lewą rękę pod sobą, a jedynie prawą nieco wolną, choć w małym zakresie ruchu. Gdy to się stało, Nodin jednym ruchem zarzucił ręce do góry, łapiąc nimi swego ucznia dookoła, zupełnie, jakby chciał go przytulić. Tylko bardziej brutalnie i nieprzyjemnie, chwytając przy tym swymi dłońmi za nadgarstkami łuskowatych rąk, przez co zabezpieczył oraz wzmocnił chwyt. Po zmuszeniu lisa do pozostania parterze oraz poprawienia sobie chwytów, densorin miał już wolny tylko łeb. Którego Nodin nie zabezpieczył celowo, do tego momentu. Po ziemi przesunął swą ostatnią kończyną, tak często ignorowaną. Unosząc ogon do góry, czarny sięgnął nim do karku lisa, owijając go następnie dookoła szyi lisowatego, na której kończyna się zacisnęła. Odbierając powoli możliwość oddechu, Nodin zaczął ciągnąć ogon do góry, zmuszając Rhoshana do uniesienia łba, odsłonięcia się oraz powodując bardzo nieprzyjemne uczucie rozciągania karku. W pewnym monecie, widmo się zatrzymało, by po prostu nie pozbawić samca łba. Gdy uczeń znalazł się w tej jakże, przyjemnej, pozycji - czarny przeszedł do wyjaśnień.
/Nigdy nie wątp w mój pancerz./ Zaczął, trzymając nadal uścisk na lisie, podtrzymując to nieprzyjemne uczucie dyskomfortu, wyginania kręgosłupa oraz wyrywania (albo trafniej - rozciągania) karku. /Przestań wykonywać kilka ataków jednocześnie. Albo tniesz albo przewracasz, nigdy oba./ Kontynuował, tym razem ukazując Rhoshanowi krótką wizję tego, co mogło się stać, gdyby czarny z nim walczył. Nodin mógł po prostu ściągnąć ręce do swego ciała, blokując przy tym dłonie lisa lub nawet łamiąc mu palce. Lis byłby wtedy całkowicie odsłonięty, a ręce widma byłyby na wierzchu. Gad byłby w stanie atakować wedle uznania, wiedząc, że szybciej jego pazury sięgną celu, niż densorin cofnie swe ręce i ustawi je tak, by móc bronić się przed atakiem. Po krótkiej wizji, Nodin powoli zaczął zsuwać ogon z szyi lisa, rozluźniając nacisk do momentu, aż całkowicie go puścił. Co prawda tylko ogonem ale zawsze. Teraz Rhoshan mógł poczuć efekty rozciągania i przy okazji przyjrzeć się, w jakiej sytuacji się znalazł.
/Skup się na kontroli przeciwnika. To, że leżę na dole nie daje tobie automatycznie przewagi. Powinieneś był zrobić dokładnie to, co ja teraz, zamiast próbować dodatkowych cięć. Ranami zajmie się adrenalina./
Wyjaśnił czarny, dając lisowi kilka sekund na przetworzenie informacji oraz ewentualne próby wyrwania się lub sprawdzenia, czy byłby w stanie. Nodin nawet nie musiał korzystać ze swej siły, by utrzymać go dalej w zablokowanej pozycji. Wszystko robiły dźwignie. Ostatnie zdanie nie powinno być specjalnie odkrywcze dla densorina. Ilekroć był ranny, mógł walczyć dalej. Korzystać z uszkodzonych kończyn. Wszystko działo się przez system obronny organizmu, mający za wszelką cenę ułatwić przetrwanie. Rany na rękach nie sprawią, że przeciwnik nie będzie w stanie ich użyć. /I pamiętaj o ogonie./ Dodał na pod koniec, nie kończąc jednak swego wywodu na temat treningu. Końcówka ogona dźgnęła kilkukrotnie plecy lisa, na wysokości łopatek, by dostanie dać mu do zrozumienia, co się tam znajduje oraz że musi temu jakoś zaradzić. Nie każdy przeciwnik miał ogon, zwłaszcza taki, który mógł być wykorzystać w tej samej roli, w jakiej korzystają z niego widma.
Kończąc wypowiedź, Czarny puścił uścisk, rozluźniając swe ręce i rozkładając ramiona po bokach swego korpusu, podpierając się nieco o ziemi. Uniósł również swe nogi, wsuwając na na powrót na ziemię nie trzymając dalej za stawy nóg lisa, tym samym zwalniając kolejną blokadę. Gdy dolne kończyny widma znalazły się na trawie, Rhoshan mógł w końcu wstać, jednak...
/Wstajesz kiedy ja tobie pozwolę lub odklepię./
Przypomniał mu zasady, które amnezja musiała skutecznie usunąć z lisiego łba. Gdyby za każdym razem Rhoshan po prostu kończył swój ruch i resetował pozycję, Nodin nie miałby okazji by na spokojnie pokazać mu co może się stać lub poprzestawiać go i poprawić pozycję swego ucznia, by jego ruchy oraz działania były skuteczniejsze. Oczywiście ta zasada działała w dwie strony. Jeśli Nodin powali Rhoshana, to nie puści go, dopóki ten nie powie, że ma dość. Zawsze mógł próbować wyjść z sytuacji.
/Spróbuj jeszcze raz lub wstań i przejdziemy do kolejnego etapu./
Wyjaśnił na sam koniec. Do tego momentu, lis powinien był przynajmniej usiąść okrakiem na brzuchu bądź biodrach widma, zależnie od potrzebnych mu odległości, co jest podstawą przy pozycji w parterze. Nodin zamierzał dać mu kolejną szansę, by ten zaczął pamiętać, że przede wszystkim na przeciwnika kontrolować, a nie zmaksymalizować chaotyczne rany. Wystarczy przecież, że go unieruchomi, a następnie pozbędzie się krtani za pomocą kłów. Nie potrzeba było dodatkowo ranić kończyn, które starczyło przytrzymać. Choć zawsze problemem będzie ogon, gdyż wilkowaci i lisowaci densorini mogli go bardziej używać do balansu, aniżeli jako skutecznie broni w walce, tak, jak smoki czy Urkyn'Vareis. Decyzja należała do Rhoshana. Jeśli wstanie, Nodin skorzysta z ewentualnej oferty wyciągniętej dłoni. Jeśli nie, widmo nie będzie stawiało specjalnego oporu, dając mu jedynie znać krótkimi szarpnięciami, czy prawidłowo go unieruchomił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 496
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Pią Paź 13, 2017 8:50 pm

Utrata pamięci bywa bardzo kłopotliwą rzeczą. Zwłaszcza gdy stoi się przed własnym mieszkaniem, a tajemna skrytka na klucze pod wycieraczką jest czymś co wypadło z głowy. Na szczęście jeśli dochodzi do tego typu uszkodzeń to często nie wpływa to na pamięć mięśni, które „zapamiętały” dane ruchy. Lis w przeszłości może popełniał mniej błędów niż obecnie, zaś teraz stopniowo wszystko wracało do niego. Nie tylko dawni znajomi, ale również umiejętności pilotażu bądź obsługa broni. Bardziej skomplikowane rzeczy za to wymagały kilku powtórzeń, by większa ilość do niego wróciła.
To był jeden z ruchów, który pamiętał. Złapanie nogami przeciwnika i przewrócenie go na ziemię, by potem zamknąć go w chwycie. Widmo ze swoją siłą mogłoby spokojnie połamać jego kości jak nic nieznaczące patyczki. Nawet szturchnięcia były odczuwalne przy takiej różnicy masy i siły, a teraz przy pokazaniu przykładu lekcję można uznać za zapamiętaną. To był już najczarniejszy scenariusz w momencie, gdy nogi były zablokowane oraz barki. Zdecydowanie nie było się co siłować, zresztą początkowo to nawet zrobił w odruchu próbując się wyrwać poprzez zwykłe wysunięcie się dołem. Problem stanowiły gabaryty futrzaka oraz silny chwyt mistrza. W tym wypadku nawet minusem stawała się długość pyska jaką miał, bo nawet nie mógł odpowiednio zacisnąć szczęk na ogonie. Znaczy mógłby, ale to byłoby znacznie słabsze ugryzienie. Czuł się teraz jakby zaraz miały mu puścić kręgi i głowa miała oddzielić się od reszty ciała. Ogon u jaszczurowatych był dosyć problematyczną kwestią, bo zawsze to dodatkowa kończyna. Zazwyczaj zakończona czymś ostrym na dodatek.
Pokiwałby głową w geście, że zrozumiał przesłanie ale póki co miał ogon na karku. Chociaż po tamtej wizji wpadł mu wariant na nieco niższego przeciwnika, któremu mógłby pociągnąć z główki i wtedy się wyrwać z takiej sytuacji. Na Nodina to mogłoby nie zadziałać już nie ze względu na bycie Widmem, a wzrost. Na razie musiał doprowadzić swój kark do stanu sprzed tego dosyć nieprzyjemnego uczucia i poruszał głową kolistymi ruchami, by wszystko wróciło na miejsce. Coś w tym było, że adrenalina o wszystko zadba. Sam dobrze pamiętał jak ze złamaną ręką dalej parł do boju niespecjalnie przejmując się ranami. Zresztą w Houston chyba tylko to sprawiło, że nie padł po takiej utracie krwi od razu.
- Tak, zgodzę się że jest to jedna z bardziej uporczywych rzeczy, z którymi trzeba sobie radzić – dodał do komentarza na temat ogonów. Wychodziło, że są na nie dwa sposoby. Uważać albo pozbawić przeciwnika ogona. No i raczej nie powinny mieć znacznego udźwigu, więc mogą przegrać pojedynek siłowy. Chociaż tutaj to pewnie zależało od gatunku przeciwnika, więc najbezpieczniejsza będzie opcja pierwsza. Skoro już zasady treningów były jasne to można było go kontynuować. Rudy zdawał sobie sprawę, że pewnie są jeszcze jakieś dodatkowe reguły, o których mu nie powiedziano ale mniej lub bardziej pewnie są to zasady z pola bitwy.
- Spróbuję jeszcze raz – odpowiedział. Planował, by spróbować wydostać się z tamtej sytuacji, więc wystarczyło ją tylko odtworzyć jeszcze raz i poćwiczyć sobie zapobieganie takim chwytom. Przywoływało to ten przyjemny dreszczyk emocji, który zawsze towarzyszył rudzielcowi podczas sparingów oraz treningów. To było bardzo specyficzne uczucie różne od czegokolwiek innego, chociaż najbliżej to było przyrównaniem do pasji, którą odczuwa się w trakcie rozwijania swojej ulubionej dziedziny. Wracając jednak do tamtej pozycji zanim Nodin zamknąłby go w uścisku łap to lis postanowił spróbować jednej rzeczy. Skoro nogi miał zablokowane to nawet łatwiej mu będzie to wykonać, a mianowicie chciał zrobić pewnego rodzaju przysiad i ściągnąć się w dół górną częścią ciała, tak by umknąć przed rękoma, a następnie dorwać jedną z nich łapiąc za nadgarstek. Najlepiej  jego lewą złapać za pomocą swojej prawej i uderzyć wolną ręką w łokieć wybijając się z tego „półprzysiadu” jak ze sprężyny nadając impet uderzeniu. Tym wybiciem się z przysiadu próbował wyrwać swoje nogi, by móc uciec w stronę tamtej uderzonej ręki i spróbować wykręcić ją, by założyć chwyt za pomocą reszty swojego ciała. Chwycić, zaprzeć się nogami i trzymać. Wtedy jedynym problemem będzie ogon, który może zaatakować. Wtedy już trzeba będzie się uchylić i mocniej wykręcić rękę.
Natomiast jeśli nie udało mu się wyrwać nóg za pomocą tamtego triku to pozostało ponownie się ściągnąć w dół i z łokcia wjechać w podbrzusze. W przypadku mniej opancerzonego przeciwnika to mogłoby zaboleć, nawet bardzo ale w tym wypadku chyba zaboli po prostu lisa, gdy za pomocą swojej masy rąbnie łokciem w twarde łuski. By nie zapomnieć o ogonie, specjalnie spróbuje przesunąć nogi, by przygnieść nimi najdalej położony, dostępny odcinek ogona. Wtedy Widmu trudniej będzie wykorzystać ogon, bo nie zagnie się pod takim kątem i problemem pozostaną tylko ręce przeciwnika, które trzeba będzie atakować. Zastosuje się do tejże rady i pochwyci ewentualną nadciągającą rękę. Wykorzysta zaparcie się o ogon, by zacząć ściągać rękę w dół, jakby próbując w ten sposób ją wyłamać ze stawu. Jeśli poczuje, że Nodin się zaraz wyrwie to nadal będzie mocno trzymał rękę, ale za to poluźni resztę by móc spróbować wyślizgnąć swoje nogi z chwytu przy pomocy siły Widma.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1401
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Sob Paź 21, 2017 4:46 pm

NPC Storyline - AAF|Jinkusu|Nodin

Postanowił spróbować ponownie. Nodin spodziewał się, że trochę im to zajmie. W większości przypadków powalony wojownik nie wiedział, jak powinie reagować na zagrożenie inaczej, niż próbując się przeturlać i podnieść, zasłonić, wskoczyć do góry lub liczyć na szczęście. Skoro zaczęli od nowa, czarnołuski wpierw zablokował nogi lisowatego, standardowo przeciągając je między swoimi oraz blokując w stawach. Lis to zaniedbał, a widmu pozwalało to kontrolować położenie rywala, bez potrzeby ciągłego tarzania się po ziemi, przemieszczania oraz zmieniania pozycji.
Czarnołuski zaczął od próby pochwycenia Rhoshana za pomocą lewej ręki, najprościej, jak wcześniej, objąć i ściągnąć w dół. Na początek delikatnie. Różnica między nimi wynosiła nieco mniej od trzydziestu centymetrów, stąd widmo dysponowało większym zasięgiem ramion. Próba "uchylenia się" przed chwytem wyszła słabo, bo czarny po prostu zniżył rękę i przesunął jej pazurami po plecach lisa, znacząc mu na skórze drogę od łopatek - po kark. Obyło się bez krwi i bólu, jednak densorin poczuł, jak widmo sunie mu po skórze swymi naturalnymi ostrzami. Następnym ruchem było cofnięcie całego ramienia do siebie, wyrywając je z możliwych kontr przy prób przechwyceń, stąd plan Rhoshana spełzł na niczym. Jego nogi nadal pozostawały unieruchomione przez nogi widma, natomiast obaj mieli wolne korpusy. Z tym, że to lis był na górze, a Nodin - niby bardziej ograniczony w możliwościach - na dole.
Próba wyrwania nóg nic nie dała, gdyż chwyt czarnołuskiego był zbyt mocny, a on sam nie potrzebował nawet specjalnie siły, by utrzymać ich aktualne położenie. Widmo nie przerwało ani nie próbowało powstrzymać ciosu we własne podbrzusze, wydobywając z siebie ciche, szybki syknięcie, kiedy wypuścił powietrze nozdrzami i dodatkowo spiął mięśnie. Łokieć lisa zatrzymał się na łuskach oraz mięśniach widma, przez to sam stwór nie poczuł specjalnie uderzenia, choć zostało ono skutecznie zaznaczone. Tyle, ile się dało, lis zablokował ogon Nodina łapami, choć nie było to aż tak efektywne, jak można by się spodziewać. Cały czas, ruch jego dolnych kończyn był najzwyczajniej ograniczony.
Skoro dotarli już do tego momentu, Nodin postanowił pokazać Rhoshanowi, co ten zrobił nie tak. Cały czas spokojnie leżał, z własnymi łokciami opartymi na trawie. Nawet na chwilę nie podniósł swojego korpusu, co mógł uczynić, bo densorin skupił się na zablokowaniu jego nóg oraz ogona, a nie na torsie, ramionach czy łbie. Korzystając więc z mięśni brzucha, czarny szarpnął swój korpus do góry, chowając ramiona do środka i wyprowadzając sierpowy za pomocą prawej ręki. Próba chwycenia ciosu była z góry skazana na porażkę, taki cios należało zablokować, sparować lub zrobić unik. Nigdy nie próbować łapać. Chyba, że miało się aż taką przewagę nad przeciwnikiem. Zaciśnięta w pięść dłoń, zatrzymała się tuż przy lewej części pyska futrzatego samca, jedynie delikatnie opierając się na wardze. Nodin nie zamierzał urwać swemu uczniowi połowy łba lub pozbawić większości, jeśli nie całego, uzębienia. Nodin dał lisowi sekundę, by ten zrozumiał co się stało, jak szybki był jego mistrz oraz jaka przepaść ich dzieliła. Zaraz po tej "sekundzie", czarny cofnął korpus w prawą stronę, wycofując prawe ramię i nadając pędu lewemu, wyprowadzając przy tym drugi cios, z dołu, po prostej, wpasowując go w splot słoneczny lisa. Tym razem, cios doszedł do końca, wbijając się niemiłosiernie w ciało lisa i zatrzymując na tym jakże czułym punkcie. Nodin nie był spięty, był rozluźniony. Wykorzystał własną masę, impet oraz uderzenie poprowadzone biodrem. Do tego nieco oszukał naturę, bo sięgnął do swej mocy by energia uderzenia rozeszła się po klatce piersiowej lisa, mięśniach oraz ścięgnach pod skórą, a nie wędrowała do wnętrza - ku żebrom i organom. Czarny miał świadomość, że z siłą, jaką uderzył, mogłoby to być ostatnie uderzenie, jakie poczuł Rhoshan. Zamiast tego, tylko je zapamięta.
Efekt uderzenia był bardzo nieprzyjemny. Najpierw bardzo rażący, piekący ból, jakby ktoś właśnie przejechał densorinowi młotem pneumatycznym po splocie. Zaraz za tym pojawiły się problemy z oddychaniem, niemożność nabrania powietrza, nagły i gwałtowny skok adrenaliny, a nawet możliwy lęk - w końcu nagle odcięto lisowi dostęp do powietrza.
Czarnołuski, znajdując się już w siadzie, zerwał chwyt na nogi by nie blokować niepotrzebnie lisa. Pozwolił sobie również wtrącić lekką uwagę.
/Musisz przestać kombinować. Wiesz, że w parterze również można bić, prawda?/ Skomentował krótko, wiedząc, że informacje mogą przez chwilę docierać do mózgu lisa. W końcu były priorytety, jak chociażby złapanie oddechu. Nodin nie wypuścił lisa od razu, zamiast tego wykonał coś, co mogło spowodować zaskoczenie. Pomógł mu się uspokoić, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. By tego dokonać, wpierw wsunął prawą rękę za kompana, obejmując jego plecy i zatrzymując dłoń na łopatkach. Prawą rękę podniósł, a jej dłoń położył na górnej części pyska densorina, by obrócić jego łeb i skierować spojrzenie różnokolorowych oczu Rhoshana na swoje własne, krwistoczerwone ślepia. Spokojny wzrok widma przeszył densorina, a w jego umyśle rozbrzmiało jedno, krótkie słowo, o bardzo potężnym efekcie.
/Spokojnie./
Jedno słowo sprawiło, że zarówno ciało, jak i umysł Rhoshana zaczęły się wyciszać, uspokajać. Tętno zaczęło szybko powracać do normy, umysł zaczął się wyciszać. Niczym rozkaz dla ciała oraz umysłu, gest, które widmo skierowało do istoty w ten sam sposób, w jaki kieruje je do swych braci i sióstr. Identycznie, Nodin był w stanie wyciszyć praktycznie każdego młodzika, a ćwiczył oraz szkolił niezliczone ich ilości.
Kiedy zamierzony efekt został osiągnięty, widmo puściło swego ucznia, pozwalając mu wstać lub chociaż przesunąć się do tyłu i usiąść przed nim. Sam czarnołuski na razie nie wstawał, jedynie krzyżując swe nogi, nakładając jedną na drugą, by rozsiąść się w siadzie skrzyżnym. Siedział wyprostowany, z rękoma swobodnie opuszczonymi wzdłuż korpusu oraz ogonem owiniętym dookoła nóg. Gdy tylko uzna, że Rhoshan jest gotowy, stwór zada mu proste pytanie.
/Wiesz już, co robisz źle?/
Pytanie było niemalże retoryczne. Równie dobrze samiec mógł mu nie odpowiadać, a jedynie wymienić sobie w głowie wszystkie błędy. Przede wszystkim kombinatorstwo i finezyjne techniki, zamiast prostych, krótkich działań. Zamiast skupić się na górnych partiach ciała, gdzie znajduje się cały ośrodek niebezpieczeństwa, lis pilnował nóg widma. Jedyne uderzenie wykonał w podbrzusze, co może przyniosłoby jakiś efekt przy kimś, kto nie był Nodinem. Zablokował ogon, co było dobrym działaniem, jednak nadal korpus widma był wolny. A czarny na końcu to wykorzystał, po prostu podnosząc się i wykonując dwa szybkie uderzenia. Jedno zamarkował, a drugie doprowadził do końca. Dobrze, że rzadko zdarzali mu się tak kombinujący uczniowie. Choć w przypadku Rhoshana było to swego rodzaju... tradycją. Kombinatorstwo wydawał się mieć wpisane w geny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 496
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Nie Paź 29, 2017 10:08 pm

Kiedyś na pewno mu się uda zaskoczyć Widmo. W pozytywnym tego słowa znaczeniu rzecz jasna, bo zrobić coś głupiego nietrudno, zresztą wielokrotnie mu się to już zdarzyło, a każdy popełnia błędy. Często był za nie karany niepowodzeniem podczas sparingu i mimo, że plan niektóre elementy planu miał dobre, to reszta leżała po całości jak chociażby walka w parterze. Na Ziemi to było zdecydowanie łatwiejsze, bo ludzi rozrywało się jak szmaciane lalki, a z większymi przeciwnikami już ta metoda nie zadziała. No chyba, że mowa tutaj o kosmicznych krewetkach, które ostatnio siekali w Houston. Rhoshan wyłapał sygnał jaki dał mu Nodin za pomocą pazurów. W tym momencie pewnie zostałby oskórowany żywcem przez swojego przeciwnika. Zrobiłby mu podobne kuku jak wtedy Sunad, a to nie było przyjemne. Jeszcze nie był tego świadomy, ale po gryzieniu faktycznie zostanie mu trauma. Co innego jak samice gryzą w ramach zabaw, a co innego kiedy robi to wielki, obleśny jaszczur, który pewnie jeszcze jest zombiakiem-widmo.
Nie miał zbytnio szans, by mierzyć się na siłę z widmem czy też na szybkość. Nie w tym momencie, gdy kilkutonowy jaszczur może go sieknąć z pięści równie sprawnie i szybko co ktoś lżejszy. W tym przypadku już masa zrobi swoje, a najsłabszy cios najpewniej wbiłby go w kilka drzew. Rhoshan już odczuł te leciutkie pacnięcia, jakby ktoś odganiał muchę i pamiętał jak daleko wtedy poleciał. To było trochę jak walka zawodnika wagi lekkiej z wagą ciężką, a raczej można powiedzieć, że zderzenie tico z rozpędzonym pociągiem towarowym. Lis oberwał w splot słoneczny. Zatkało go. Dosłownie stracił dech i rozpaczliwie próbował złapać powietrze, próbując odkaszlnąć, odzyskać oddech. Pierwotny strach przed utratą tlenu zajrzał mu w oczy, a futrzak odruchowo próbował łapać się za pierś rękoma, odruchem zasłaniając zranione miejsce, by ponownie w nie oberwać tak samo. Czuł, że chwyt na nogach się zwolnił, jednak nie to było aktualnie priorytetem.
Po chwili poczuł jak Widmo go obejmuje, a wzrok zostaje nakierowany na oczy Nodina. Stopniowo futrzak zwalniał oddech, a panika znikała. Jak ręką odjął. To nie były żadne sztuczki psychologiczne, ani też ułożenie ciała, a najpewniej jakiś przekaz telepatyczny czy coś takiego. Tyle wydedukował lis, bo jeśli chodzi o zabawy umysłowe to nie był w te klocki zbyt dobry. Zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później będzie musiał nauczyć się bronić przed atakami mentalnymi, które bądź co bądź przechodzą przez grube futro, czy też nawet super refleks. Ziemskie przysłowie mówiło: „coś tam, coś tam, trenuj umysł i ciało, coś tam, coś tam”.  Rhoshan w końcu przysiadł przed widmem w nieco innej pozycji. Usiadł sobie w tym czymś co ludzie nazywali seiza, czyli siadzie na własnych kolanach, gdzie „poduszkę” stanowiły łydki. Była to dla ludzi dosyć niewygodna pozycja, jednak biorąc pod uwagę kształt kończyn lisa to może się okazać ona bardziej komfortowa, zwłaszcza, że nie siedziałby wtedy na własnym ogonie. Ułożył sobie ręce na udach i można uznać, że był gotowy wysłuchać ochrzanu oraz narzekania, jednak zamiast tego dostał pytanie.
- Eee kombinuje za dużo? Mogłem uderzyć po prostu w głowę od boków i tym kupić sobie trochę czasu na okładanie? – to była jedna z wersji, która przyszła mu do głowy. Ogłuszyć kogoś mocnym uderzeniem, by móc łatwiej potem obronić się przed ewentualnymi ciosami. Oczywiście dobry pomysł przychodzi zawsze po fakcie. Nawet jakby go widmo złapało, a miałby wolne obie ręce to mógłby wykonać to uderzenie. Z jedną ręką lub nawet wolną głową dałby radę uderzyć w pysk. Przede wszystkim jednak nie powinien doprowadzić do sytuacji, że da się pochwycić. Odpowiedź dlaczego tego nie zrobił, było po prostu stwierdzenie, że przekombinował – jak zawsze zresztą. Na dobre mu to nie wychodziło, a złych nawyków bardzo ciężko się pozbyć o czym będzie mu dane przekonać się jeszcze wielokrotnie. Czekała go jeszcze długa droga, jednak nie opłaca się zawracać z niej, gdyż było bliżej niż dalej. Tak się wewnętrznie pocieszał, mając takie motto życiowe, którym się kierował. Każdy potrzebował jakiegoś, by nie popaść w depresję i mieć co wyryć na nagrobku w razie czego.
- Chodzi mi od jakiegoś czasu po głowie. Jak właściwie bronić się przed telepatią? Da się jakoś zamaskować swoje myśli? W walce to bardzo praktyczna umiejętność, bo można przeczytać myśli przeciwnika lub po prostu go wyłączyć z walki. Jest jakaś metoda, którą może wykorzystać osoba niekorzystająca z tej mocy? – na tą umiejętność również powinien mieć jakąś odpowiedź, w końcu podczas walki jeśli telepata jest wprawny to i tak lis może przegrać nawet nie dotykając tej osoby. Zaatakuje go mentalnie, a bez należytej ochrony lub przeszkolenia może być bardzo krucho. Na technologii nie należy polegać tak bardzo, zresztą przekonał się o tym podczas walki w Houston, gdzie pancerz posłużył mu jedynie jako ostatnia deska ratunku oraz darmowe leczenie kanałowe dla tego krwiopijcy. Zresztą nawet jakby w walce wyrównali poziomy względem doświadczenia i fizyczności to nadal pozostanie ten aspekt mentalny. Trzeba się było przygotować, bo miał wrażenie, że tamten tak prędko mu nie odpuści. Takie długowieczne istoty mogą bardzo długo odczuwać urazę mimo, że poza samym istnieniem nic im się nie zrobiło.
- No i czy jest jakaś możliwość, by przekroczyć fizyczne limity istot niemagicznych? Każde ciało ma jakiś limit ile może wytrzymać, kwestia tylko czy da się przekroczyć tę granicę w jakiś inny sposób niż technologią? – oczywiście chodziło mu o ten limit, który osiąga się ostatecznie. Gdzie mięśnie nie dadzą rady więcej udźwignąć, a ciało nie będzie poruszało się szybciej. Tutaj już rolę grała kwestia fizjologii, że dane istoty nie przekraczały określonych granic. Pozostawały jeszcze wzmocnienia za pomocą czarów, ale jego interesowała bardziej stała wersja.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   

Powrót do góry Go down
 
Północny Las (Wyspa Zewyhn)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wyspa Twarzy
» Klub Nocny - Night Crow
» Klub Nocny - Katedra Mokrej Elżbiety
» Klub nocny "Szeptem"
» Wyspa Endor

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Alranois-
Skocz do: