Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Północny Las (Wyspa Zewyhn)

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Nie Maj 07, 2017 8:48 pm


Las, znajdujący się w północnej, a dokładniej - północno-zachodniej części wyspy.
Drzewa porastają tutaj wzgórza, tworząc naturalną izolację dla zgiełku miasta oraz technologii, pozwalając odetchnąć świeżym powietrzem oraz utrzymać kontakt z naturą. Las łączy się ze wzgórzami, których nie porastają drzewa, tak więc spragnieni wypoczynku mają w czym wybierać.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 517
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Czw Wrz 07, 2017 11:37 pm

Lis zmrużył tylko oczy gdy Widmo przytrzymało jego pysk. Zastanawiał się czy wrodzona upartość Nodina prowadzi do tego, że nie da sobie nic powiedzieć, a może to była po prostu kwestia wieku i doświadczenia życiowego. Natomiast z innej strony miał wrażenie, że to było bardzo wygodne zastosowanie swojej pozycji, by wymigać się od niewygodnej rozmowy. Podobno coś takiego też miało miejsce w ziemskich korporacjach, gdzie starszy pracownik mógł po prostu kazać coś zrobić, by uciąć rozmowę. Nigdy tego nie widział, ale ze wspomnień łowcy wynikało, że czasami to miało miejsce. Szkoda tylko, że tutaj mogłoby się skończyć znacznie gorszymi konsekwencjami niż wywalenie z pracy albo obcięcie pensji. Nawet nie wiedział czy dostaje jakikolwiek żołd!
Nacisk był nieprzyjemny, a komunikat równie ostry co nasuwająca się w tym momencie riposta. Pewnie skończyłoby się to w najlepszym wypadku na przedłużonym pobycie w szpitalu. Trzeba jednak przyznać, że dobrali się nieźle. Uczeń i mistrz równie twardogłowi jeśli chodzi o przekonywanie któregokolwiek do jakiejś racji. To może okazać się cięższa przeprawa niż na początku Rhoshan myślał. Czując dotyk na szyi miał przebłyski tej bitwy z Houston, gdzie praktycznie wyszli cało jedynie cudem lub przez zwykłe szczęście. Tamta paskuda zostawiła mu trochę śladów, chociaż jakby nie patrzeć tam zatryumfował spryt nad czystą siłą. Chyba będzie musiał częściej ruszać głową, bo czasem wychodzą takie kwiatki pokroju leczenia kanałowego przy pomocy nowoczesnych pancerzy. To było tak głupie, że nie było bata by się nie udało. Kiedy Nodin robił swoje cuda, lis musiał walczyć z narastającym zaciekawieniem. Nie było to bolesne, ale również nie zawsze przyjemne. Zwłaszcza w miejscach, gdzie niedawno miał większe rany. Bardzo efektowna metoda leczenia, bo po kilku chwilach rudy był praktycznie jak nowy. Ciekawe jakby się to sprawdziło w warunkach treningowych i czy usuwa również w ten sposób zakwasy? Wtedy już byłoby istne piekło bądź raj treningowy, bo temu densorinowi nieprędko by się znudziło takie obrywanie i wstawanie. Nie lubił za długo siedzieć na miejscu, a Widmo pojawiło się w bardzo dobrym momencie. Po 24h pewnie zaczęłoby mu z nudów odbijać, a szukanie odpowiedniego zajęcia dla zabicia czasu mogłoby się nie spodobać personelowi medycznemu.
Dosyć szybko zaczął odwijać bandaże zwijając w ruloniki, by przynajmniej nie wyglądało to na porwanie dla lekarzy, którzy mogą tutaj wejść. W końcu nagle z ośrodka może wyparować wielki futrzak, który jakiś czas temu był ledwo żywy i umierający. Jednak w trakcie odwijania po prostu się znudził i uznał to za zbyt czasochłonne. Część, którą zrolował odłożył, a pozostałe ułożył po prostu na kupkę. Pewnie i tak pójdzie to do utylizacji, bo raczej opatrunków nie używało się dwa razy. Lis przeciągnął się, lekko strzelając przy tym kośćmi, które się zasiedziały. Był już gotowy, a chwilę później znajomy błysk przeniósł go w inne miejsce.
Czuł teraz zapach lasu, łąk oraz dźwięki ptactwa ziemskiego. Przenieśli się w jakieś dużo przyjemniejsze miejsce, a na pewno tu nikt nie zrobi problemu jeśli coś przypadkiem rozwalą. Chyba, że trafi się naprawdę nadgorliwy leśniczy z jajami, który nie dozna przerażenia na widok wielkiego jaszczura oraz ogromnego lisa. W normalnych warunkach pewnie kazaliby mu poddać się testowi na środki odurzające, jednak po ostatniej akcji chyba media już wiedziały co nieco o obecności obcych na Ziemi. Ha! Ciekawe jaką bajeczkę z krowami i porwaniami teraz wyskrobią fani teorii spiskowych.
To miejsce, w którym się znajdowali było jednak dosyć podobne do miejsca z odległej przeszłości. Chociaż lasy wyglądały z grubsza bardzo podobnie i zależnie od klimatu różniły się nieco drzewami to miejsce, w którym aktualnie przebywali przypominało trochę Densorin z tamtej wizji. Ten dziki jeszcze sprzed zjednoczenia.
- Świetne miejsce na piknik – skomentował żartem Lis. W sumie mógł się spodziewać mniej więcej w jakim celu pojawili się na tej przestrzeni. Mogli spędzić tutaj czas jak mistrz i uczeń, gdzie albo zdobywałby wiedzę w sposób praktyczny albo ten drugi, mniej fajny według niego. Chyba zanudziłby się ślęcząc nad tekstami, chociaż kilka rzeczy o myśliwcach z chęcią by przeczytał.
- W sumie gdzie dokładnie jesteśmy? – dotarło do niego, że w sumie wszystko pięknie ładnie, ale po przejściu przez tamten portal niezbyt wiedział co było po drugiej stronie. Wiadomo tyle, że najpewniej byli nadal na Ziemi, a wcześniej był w bazie CORE lub jego sojuszników. Pozostawała tylko kwestia co to dokładnie za miejsce. Nos lisa i jego zmysł łakomości dał mu również do zrozumienia, że gdzieś w pobliżu muszą się znajdować jagody. Jadalne i dosyć smaczne. Zwierzątek też w okolicy nie brakowało, ale chyba posiłek odłoży na później. Oparł się o drzewo i spojrzał na Widmo. Jakby wyczekując celu podróży tutaj.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Sob Wrz 23, 2017 3:45 pm

NPC Storyline - AAF|Jinkusu|Nodin

Czarnołuski puścił mimo uszu żart lisa, biorąc pod uwagę dopiero zadane przez niego pytanie. Stwór wykonał kilka kroków do przodu, zbliżając się do lisowatego i wyciągając prawą rękę przed siebie. Uniósł dłoń, wewnętrzną stroną do góry, lekko zginając palce w stawach. Czarna energia wystrzeliła z wnętrza dłoni widma, formułując nad nią kulisty obraz planety, na jakiej się aktualnie znajdowali. Frontem do Rhoshana, planeta obróciła się tak, by pokazać wyspy, na których się aktualnie znajdowali. Sam środek oceanu atlantyckiego. Czerwone ślepia czarnego wpierw zmierzyły wzrokiem planetę, a następnie skierowały się ku rudzielcowi.
/Tutejsi nazywają je wyspami Zewyhn oraz Zytalst. We władaniu Federacji Alranois, ziemskiego sojusznika Crathygtan./
Wyjaśnił, zwracając uwagę na zastąpienie CORE, nazwą rasy z której jednostka pochodziła. Oczywiście nie chodziło tutaj o uznanie, iż Crathygtanie nawiązali sojusz z tubylcami jakiś milion, lub więcej, lat temu. Czarnołuski zamknął następnie swą dłoń, niszcząc "holograficzny obraz" wytworzony za pomocą czarnej energii.
Po zamknięciu dłoni, Nodin opuścił ją, lustrując wzrokiem rozluźnioną sylwetkę lisa, który postanowił oprzeć się o drzewo. Korzystając, że widmo stanęło tuż przed densorinem, a lis musiał dodatkowo zadrzeć lekko łeb w górę, by na niego spojrzeć - czarnołuski przesunął końcówką ogona po ziemi, wsuwając ją dokładnie za łapy lisa, a następnie szarpiąc ogonem w swoim kierunku. W efekcie, ogon podciął Rhoshanowi nogi, wyrzucając je przed niego i zmuszając do twardego lądowania na ziemi oraz przerycia grzbietem kory drzewa, które znajdowało się za nim. Widmo nie dało lisowi szans na reakcję, bo jakże by mógł mu to zrobić? Gdy densorin wylądował na ziemi, oparty o pień drzewa, przy którym przed chwilą stał, czarnołuski podniósł prawą łapę do góry, a następnie położył ją na klatce piersiowej lisowatego, dociskając go do drzewa poprzez oparcie ciężaru ciała na tej właśnie nodze. Dając mu kilka sekund na zrozumienie, co się stało, Nodin pochylił swój korpus do przodu, obniżając nieco łeb, by krwistoczerwone ślepia mogły spokojnie obserwować sylwetkę stworzenia. Ręce pozostawił opuszczone wzdłuż ciała, nie krzyżując ich. Wyraz pyska miał neutralny. Czarny ani się nim nie bawił - chociażby w żarty - ani nie próbował go poniżyć. Zamiast tego, postanowił przypomnieć mu, że stał przed swym mistrzem i towarzyszem, nie kolegą z jednostki, do którego można mieć luźne podejście. Dla poprawienia doznania, stwór zacisnął lekko palce na łapie, przesuwając ostrymi pazurami po skórze klatki densorina, jednocześnie poprawiając nieco ułożenie swej łapy.
/Nie przybyliśmy tu, by odpoczywać. Nie jest to również Densorin, byś myślał o polowaniu. Tereny należą do Alranois, tak samo, jak tutejsza zwierzyna./
Do tego momentu, Rhoshan powinien zrozumieć zarówno werbalne, jak i niewerbalne komunikaty, które posłało mu widmo. Kończąc swój przekaz, Nodin cofnął swą łapę i postawił ją na ziemi, kawałek za drugą, by móc stanąć stabilnie. Korzystając z pochylonej sylwetki, czarny sięgnął prawą rękę w kierunku lisa, podając mu otwartą dłoń. Odczekał w ten sposób, aż ten go chwyci, by zaraz densorin został podciągnięty do góry, mogąc stanąć na nogach. Teraz już tak, jak należy.
/Zaczniemy od podstaw./
Rozpoczął czarnołuski, cofając się o dwa kroki do tyłu i łapiąc stwora przy prawym ramieniu, za pomocą lewej dłoni. Podciągnął go za sobą, by ten odsunął się od drzewa, tym samym robiąc im nieco miejsca do pracy. Mając już ten warunek spełniony, Nodin chwycił obiema dłońmi za nadgarstki lisa, podnosząc jego ręce do góry, na wysokość łba lisa, prowadząc je przy tym tak, by ten ugiął swe ręce w łokciach. Czarnołuski dosłownie zaczął od podstaw, dodając do tego informacje słowne. Z nadgarstków, przesunął własne dłonie na dłonie lisa, otwierając je (jeśli były zaciśnięte lub choć lekko zamknięte) i ugięte palce ustawiając we własnym kierunku, eksponując przy tym pazury futrzaka.
/Podstawy chronienia własnego łba. Eksponujesz pazury w moją stronę, co pozwala tobie ciąć tkankę atakującego przy samym blokowaniu ciosów./
Wyjaśniając, zaprezentował od razu o co chodziło. Widmo cofnęło się o krok i wykonało prosty, bardzo markowany atak prawą ręką na pysk lisa, otwierając przy tym dłoń na pazury. W umyśle Rhoshana ujawniła się krótka wizja, sugerująca by zablokował cios lewym przedramieniem, a następnie ukazująca mu z perspektywy jego własnych oczu, że ma delikatnie zbić atakującą dłoń na bok, a następnie ściągnąć swe pazury w dół po przedramieniu lub wewnętrznej stronie nadgarstka łuskowatego, co w sytuacji kontaktu ze skórą - a nie pancerzem widma - pozwoli (przy odrobinie szczęścia lub praktyki) przeciąć ścięgna, żyły czy nawet tętnice, niszcząc tym samym tkanki, znacząco utrudniając korzystanie z kończyny. Gdy Rhoshan wykonał ruch, widmo zamarzło w pozycji, do którego zostało sprowadzone.
/Wykorzystuj całą swą masę oraz ciało, kierując swe działania biodrami, nie bicepsami./
Widmo zamarło dalej w tej bardzo odsłoniętej pozycji. Stwór był lekko przechylony na prawo, wytrącony z równowagi, którą sztucznie utrzymywał, dając Rhoshanowi możliwość kontynuowania oraz informując o tym, co ten może zrobić dalej.
/Teraz przypomnij sobie swe najbardziej prymitywne instynkty. Wykorzystaj swoją masę oraz kły, które masz w paszczy./
Zasugerował czarnołuski, dając Rhoshanowi lekki obraz tego, co powinien zrobić. Błędem densorinów było nazbyt częste poleganie na nowoczesnych sztukach walki, oddalających ich od naturalnych predyspozycji, od rasy, którą byli tysiące lat temu. Nodin celowo zamarł w lekko wygiętej pozycji, odsłaniając swój korpus oraz szyję, stojąc na tyle niestabilnie, by lis mógł spokojnie powalić go naporem. Densorin powinien przy tym zachować ostrożność oraz kontrolować ruchy rąk widma, gdyż te były wyposażone w pazury na dłoniach. Proste powalenie go, bez zajęcia kontroli, mogłoby skończyć się dla niego tragicznie. W najlepszym wypadku, zabiłby swego przeciwnika oraz sam padł, gdy ten ostatnim tchnieniem wyciągnął by mu kark przez plecy, za pomocą pazurów oraz brutalnej siły. Nodin chciał pokazać Rhoshanowi, jak walczyć niczym bestia, tak, jak densorini zwykli czynić to dawniej. Bez finezyjnych sztuk i umiejętności. Co prawda zderzała się tutaj waga prawie trzech ton u Nodina z ledwo połową tony u Rhoshana, niemniej nikt nie chciał, by było łatwo. Mistrz nadal był wyższy oraz masywniejszy od swego ucznia, nie wspominając już o naturalnym opancerzeniu oraz uzbrojeniu.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 517
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Pon Wrz 25, 2017 7:09 pm

Bardzo praktyczne były te moce widm. Można było w każdej chwili stworzyć mapę, uleczyć kogoś, a nawet zrobić rzeczy, o których lis nigdy by nie pomyślał. W takich momentach czasami myślał, że trochę szkoda nie mieć tej unikalnej umiejętności. Ułatwiłoby mu to życie w niektórych aspektach, ale pewnie wtedy nie zakosztowałby tej przyjemności jaką była walka na kły i pazury. Być może nawet jego zachowanie byłoby zupełnie inne, gdyż ćwiczenia wymagały powagi, skupienia i paru innych rzeczy, które zanudziłyby go na śmierć.
Mimo przebywania w ciele człowieka przez kilka setek lat to Rhoshan słabo orientował się w geografii tej planety. Wiedział, że była Wielka Brytania, w której stała tamta rezydencja i znał nawet kilka uliczek Londyńskich, ale to tyle. No i rzecz jasna widział też takie rzeczy jak globus. Kształty mniej więcej kojarzył gdzie są dane kontynenty, ale niewiele mógłby powiedzieć o poszczególnych krajach. Po prostu nigdy wcześniej go to nie interesowało i na każdym spotkaniu biznesowym łowcy najzwyczajniej w świecie drzemał. Kwestia tylko, że teraz ta wiedza by się bardzo przydała i trzeba będzie samemu połatać luki w niej. Chwilowo wiedział gdzie się znajduje oraz na czyim garnuszku sobie siedział tam w szpitalu.
Rhoshan zadarł łeb w górę widząc podchodzące widmo. Miał jakieś takie przeczucie, że nie będzie to poklepanie po ramieniu i potwierdzenie, że piknik to bardzo dobry pomysł. Momentalnie znalazł się na glebie, szorując plecami po korze drzewa. Nie musiał teraz przynajmniej zadzierać głowy, bo z tego kąta widzenia mógł widzieć cały przód Nodina. Nie było to komfortowe zwłaszcza, gdy docisnął go do drzewa swoją masą ale też Czarnołuski wiedział najpewniej, że może sobie na to pozwolić i lis nie będzie mu miał tego za złe w żaden sposób. Rudy już zdążył się nauczyć, że trafił mu się bardzo specyficzny mistrz w obyciu. Ktoś z boku by pewnie stwierdził, że obaj są ale chyba długo by nie pożył. Przyjął też do wiadomości, że żarty należy odłożyć na bok. Oczywiście do momentu aż nie zostanie to wyraźnie zasygnalizowane. Ciekawe czy dożyje tego dnia przy obecnym trybie życia?
Przekaz był jasny, że najpierw ciężka praca a potem ewentualnie za zgodą gospodarzy i mistrza będzie fajrant. Nic tylko czym prędzej brać swój rudy tyłek w troki, zwłaszcza że po szpitalu czuł się jakiś taki rozleniwiony. Poleżał troszkę za długo mając wrażenie, że mięśnie mu zesztywniały. Chwycił więc rękę Nodina i podciągnął się ku górze. Poprowadzony gestem, odsunął się od drzewa. Poruszył barkami dla rozruszania i nastawił uszy oraz skoncentrował się na instrukcjach. Będąc ustawionym w tej pozie miał przebłysk jakby sprzed momentów gdy stracił pamięć. Kojarzył już ten ruch, który wielokrotnie wykonywał tylko teraz potrzebne mu było drobne przypomnienie. Jak coś zostawiane przed osobą z amnezją. Zaczynali od podstaw i to zaczęło do niego wracać. Miało to sens, zwłaszcza że pazury faktycznie były dobre i do ataku oraz do obrony. Ruch, który pojawił się w jego głowie również wykonał najsprawniej jak się dało. Zbił rękę widma swoją lewą na bok i pociągnął pazury w dół na wysokości wewnętrznej strony nadgarstka. Nie musiał się martwić, że zrobi Nodinowi krzywdę pazurami, gdyż tamten miał znacznie lepsze opancerzenie. Z futrzastymi partnerami do sparingu taki ruch mógłby się skończyć bardzo dotkliwymi ranami.
Kolejne zwrócenie uwagi pozwoliło wyciągnąć pewne wnioski oraz naprawić niektóre wcześniejsze błędy. Chociaż w sumie Daalkiin też coś wspominał o instynktach, ale jakoś nigdy nie było to widoczne w jego stylu walki. Być może przez używanie tych mocy oraz wykorzystanie mieczy świetlnych. Rhoshan teraz miał odsłonięty cel, jednak musiał zaatakować tak, by jednocześnie mieć kontrolę nad rękoma widma oraz móc zaatakować punkty witalne. Zaświtała mu pewna kombinacja, dlatego rzucił się na wprost, by masą pchnąć widmo, a zarazem pazury skierować ku obu pachom mentora. Pochylił się nieco i ugiął nogi, by wybić się z nich w stronę mistrza. W razie próby kolejnych ciosów mógł je zbić dokładnie tak samo jak wcześniej lub uchylić się przed nimi, by wbić się prosto w niego. Tym sposobem może zablokować ruch jego rąk oraz zwykłemu przeciwnikowi zadałby bardzo dotkliwe rany. Najpewniej przecinając newralgiczne punkty, jednak to nie był koniec bo postanowił skorzystać też ze swoich kłów i zaatakować nimi szyję. Tym sposobem jednocześnie powaliłby przeciwnika, zaatakował 3 z jego punktów witalnych i jednocześnie uniemożliwił atak na siebie. Nawet jeśli nie da rady go przewrócić to kogoś bez opancerzenia tym by już zabił i przewrócenie się nie zawsze będzie konieczne. Mało tego taki przeciwnik mógłby posłużyć jako żywa tarcza.
Jeśli go przewróci to zostanie wyciągnąć ręce spod pach i pazurami ciąć po bicepsach by mieć pewność, że ręce zostałyby wyłączone z gry aby nie było jak przeszkodzić atakowaniu kłami gardła. Nie zaciskał zębów, ani w żadnym z przypadków nie dociągał do końca ataków pazurami. Markował to wszystko dokładnie tak jak wczęśniej widmo. Nie wiadomo w jakim stanie były wszystkie łuski Nodina po tamtym starciu w Houston, więc wolał nie ryzykować że trafi na jakąś miększą. Po skończonej kombinacji wstał z widma i tym razem to on wyciągnął w jego stronę prawą rękę, by go podciągnąć w górę. Odskoczył szybko jednym krótkim susem, tak by odległość dzieląca ich była mniej więcej taka jak poprzednio i na lekko ugiętych nogach oczekiwał dalszej dawki treningu. Przed siebie miał wystawione pazury, którymi miałby zbijać kolejne ciosy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Czw Paź 05, 2017 8:46 am

NPC Storyline - AAF|Jinkusu|Nodin

Oczekiwanie na ruch lisa zaczęło się nieco widmu dłużyć. Utrzymywanie równowagi przy pozycji "bycia wytrąconym z równowagi", nie należało do najprzyjemniejszych. I choć czas liczony był tutaj w sekundach, czarnołuski przywyknął do znacznie szybszych rozegrań. Może było to coś, czego potrzebował. Chwila spowolnienia oraz przerwy, by poćwiczyć na nieco niższym poziomie. Krótki moment zastanowienia sprawił, że widmo nie zwracało uwagi na poczynania Rhoshana. Gdy więc poczuł, jak ten na niego wpadł, atakując pazurami pachy gada, ledwo powstrzymał się od zrobienia czegoś. Czysto odruchowo. Wylądował grzbietem na ziemi, kierując czerwone ślepia na lisa oraz wyczekując dalszych ruchów, błyskawicznie analizując poczynania swego ucznia. Przewaga widm zawsze leżała w dostępu do umysłu innej istoty. Rzadko spotykało się istotę, mogącą im to chociażby utrudnić. Stąd, nauka była łatwiejsza. Mistrz znał myśli swego ucznia, wiedział, co ten próbował osiągnąć.
Densorinskie widmo pozwoliło Rhoshanowi dokończyć wszystkie czynności. Przejechanie pazurami po jego bicepsach, gdzie jego ręce leżały swobodnie po bokach czy uniesienie łba delikatnie do góry, by odsłonić szyję na atak. Nodin nie odczuł strachu lub dyskomfortu, gdy kły densorina znalazły się na jego szyi. Tyle razy już tego doświadczył, że zdążył poddać się przyzwyczajeniu. To trening, nikt mu nic nie zrobi. Do tego dochodziły łuski oraz gruba skóra. Lis się zapomniał, uznając, że widmo może mieć jakieś niedoskonałości w naturalnym opancerzeniu. Bynajmniej, nie był zwierzęciem, by jego łuski mogły nie odrosnąć, pozostawiając go w niewiedzy odnośnie własnych braków. Nadeszła kolej czarnego widma.
Kiedy lisowaty puścił, cofając swój pysk, Nodin wykorzystał okazję do wytknięcia mu wszystkich poczynionych błędów. Zanim densorin na dobre zdążył się odsunąć czy chociażby zacząć podnosić, czarny mu po prostu przerwał. Wpierw, wyszarpał z dołu nogi, wyginając się nieco i chwytając nimi nogi lisa, krzyżując je wzajemnie na wysokości kolan oraz ściągając nieco w dół, co skutecznie unieruchomiło dolne kończyny densorina. To było wytknięcie pierwszego braku kontroli nad przeciwnikiem. W tym samym czasie, prawa ręka podniosła się lekko, uginając w łokciu i natychmiast zbijając lewą rękę lisa w okolicach łokcia. Uderzenie w staw było bardzo nieprzyjemne, spychając lewą rękę lisa w kierunku jego prawej ręki, wycinając mu przy tym równowagę, możliwość jakiegokolwiek utrzymania się w górze. Rhoshan padł na korpus widma lewym barkiem, mając lewą rękę pod sobą, a jedynie prawą nieco wolną, choć w małym zakresie ruchu. Gdy to się stało, Nodin jednym ruchem zarzucił ręce do góry, łapiąc nimi swego ucznia dookoła, zupełnie, jakby chciał go przytulić. Tylko bardziej brutalnie i nieprzyjemnie, chwytając przy tym swymi dłońmi za nadgarstkami łuskowatych rąk, przez co zabezpieczył oraz wzmocnił chwyt. Po zmuszeniu lisa do pozostania parterze oraz poprawienia sobie chwytów, densorin miał już wolny tylko łeb. Którego Nodin nie zabezpieczył celowo, do tego momentu. Po ziemi przesunął swą ostatnią kończyną, tak często ignorowaną. Unosząc ogon do góry, czarny sięgnął nim do karku lisa, owijając go następnie dookoła szyi lisowatego, na której kończyna się zacisnęła. Odbierając powoli możliwość oddechu, Nodin zaczął ciągnąć ogon do góry, zmuszając Rhoshana do uniesienia łba, odsłonięcia się oraz powodując bardzo nieprzyjemne uczucie rozciągania karku. W pewnym monecie, widmo się zatrzymało, by po prostu nie pozbawić samca łba. Gdy uczeń znalazł się w tej jakże, przyjemnej, pozycji - czarny przeszedł do wyjaśnień.
/Nigdy nie wątp w mój pancerz./ Zaczął, trzymając nadal uścisk na lisie, podtrzymując to nieprzyjemne uczucie dyskomfortu, wyginania kręgosłupa oraz wyrywania (albo trafniej - rozciągania) karku. /Przestań wykonywać kilka ataków jednocześnie. Albo tniesz albo przewracasz, nigdy oba./ Kontynuował, tym razem ukazując Rhoshanowi krótką wizję tego, co mogło się stać, gdyby czarny z nim walczył. Nodin mógł po prostu ściągnąć ręce do swego ciała, blokując przy tym dłonie lisa lub nawet łamiąc mu palce. Lis byłby wtedy całkowicie odsłonięty, a ręce widma byłyby na wierzchu. Gad byłby w stanie atakować wedle uznania, wiedząc, że szybciej jego pazury sięgną celu, niż densorin cofnie swe ręce i ustawi je tak, by móc bronić się przed atakiem. Po krótkiej wizji, Nodin powoli zaczął zsuwać ogon z szyi lisa, rozluźniając nacisk do momentu, aż całkowicie go puścił. Co prawda tylko ogonem ale zawsze. Teraz Rhoshan mógł poczuć efekty rozciągania i przy okazji przyjrzeć się, w jakiej sytuacji się znalazł.
/Skup się na kontroli przeciwnika. To, że leżę na dole nie daje tobie automatycznie przewagi. Powinieneś był zrobić dokładnie to, co ja teraz, zamiast próbować dodatkowych cięć. Ranami zajmie się adrenalina./
Wyjaśnił czarny, dając lisowi kilka sekund na przetworzenie informacji oraz ewentualne próby wyrwania się lub sprawdzenia, czy byłby w stanie. Nodin nawet nie musiał korzystać ze swej siły, by utrzymać go dalej w zablokowanej pozycji. Wszystko robiły dźwignie. Ostatnie zdanie nie powinno być specjalnie odkrywcze dla densorina. Ilekroć był ranny, mógł walczyć dalej. Korzystać z uszkodzonych kończyn. Wszystko działo się przez system obronny organizmu, mający za wszelką cenę ułatwić przetrwanie. Rany na rękach nie sprawią, że przeciwnik nie będzie w stanie ich użyć. /I pamiętaj o ogonie./ Dodał na pod koniec, nie kończąc jednak swego wywodu na temat treningu. Końcówka ogona dźgnęła kilkukrotnie plecy lisa, na wysokości łopatek, by dostanie dać mu do zrozumienia, co się tam znajduje oraz że musi temu jakoś zaradzić. Nie każdy przeciwnik miał ogon, zwłaszcza taki, który mógł być wykorzystać w tej samej roli, w jakiej korzystają z niego widma.
Kończąc wypowiedź, Czarny puścił uścisk, rozluźniając swe ręce i rozkładając ramiona po bokach swego korpusu, podpierając się nieco o ziemi. Uniósł również swe nogi, wsuwając na na powrót na ziemię nie trzymając dalej za stawy nóg lisa, tym samym zwalniając kolejną blokadę. Gdy dolne kończyny widma znalazły się na trawie, Rhoshan mógł w końcu wstać, jednak...
/Wstajesz kiedy ja tobie pozwolę lub odklepię./
Przypomniał mu zasady, które amnezja musiała skutecznie usunąć z lisiego łba. Gdyby za każdym razem Rhoshan po prostu kończył swój ruch i resetował pozycję, Nodin nie miałby okazji by na spokojnie pokazać mu co może się stać lub poprzestawiać go i poprawić pozycję swego ucznia, by jego ruchy oraz działania były skuteczniejsze. Oczywiście ta zasada działała w dwie strony. Jeśli Nodin powali Rhoshana, to nie puści go, dopóki ten nie powie, że ma dość. Zawsze mógł próbować wyjść z sytuacji.
/Spróbuj jeszcze raz lub wstań i przejdziemy do kolejnego etapu./
Wyjaśnił na sam koniec. Do tego momentu, lis powinien był przynajmniej usiąść okrakiem na brzuchu bądź biodrach widma, zależnie od potrzebnych mu odległości, co jest podstawą przy pozycji w parterze. Nodin zamierzał dać mu kolejną szansę, by ten zaczął pamiętać, że przede wszystkim na przeciwnika kontrolować, a nie zmaksymalizować chaotyczne rany. Wystarczy przecież, że go unieruchomi, a następnie pozbędzie się krtani za pomocą kłów. Nie potrzeba było dodatkowo ranić kończyn, które starczyło przytrzymać. Choć zawsze problemem będzie ogon, gdyż wilkowaci i lisowaci densorini mogli go bardziej używać do balansu, aniżeli jako skutecznie broni w walce, tak, jak smoki czy Urkyn'Vareis. Decyzja należała do Rhoshana. Jeśli wstanie, Nodin skorzysta z ewentualnej oferty wyciągniętej dłoni. Jeśli nie, widmo nie będzie stawiało specjalnego oporu, dając mu jedynie znać krótkimi szarpnięciami, czy prawidłowo go unieruchomił.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 517
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Pią Paź 13, 2017 8:50 pm

Utrata pamięci bywa bardzo kłopotliwą rzeczą. Zwłaszcza gdy stoi się przed własnym mieszkaniem, a tajemna skrytka na klucze pod wycieraczką jest czymś co wypadło z głowy. Na szczęście jeśli dochodzi do tego typu uszkodzeń to często nie wpływa to na pamięć mięśni, które „zapamiętały” dane ruchy. Lis w przeszłości może popełniał mniej błędów niż obecnie, zaś teraz stopniowo wszystko wracało do niego. Nie tylko dawni znajomi, ale również umiejętności pilotażu bądź obsługa broni. Bardziej skomplikowane rzeczy za to wymagały kilku powtórzeń, by większa ilość do niego wróciła.
To był jeden z ruchów, który pamiętał. Złapanie nogami przeciwnika i przewrócenie go na ziemię, by potem zamknąć go w chwycie. Widmo ze swoją siłą mogłoby spokojnie połamać jego kości jak nic nieznaczące patyczki. Nawet szturchnięcia były odczuwalne przy takiej różnicy masy i siły, a teraz przy pokazaniu przykładu lekcję można uznać za zapamiętaną. To był już najczarniejszy scenariusz w momencie, gdy nogi były zablokowane oraz barki. Zdecydowanie nie było się co siłować, zresztą początkowo to nawet zrobił w odruchu próbując się wyrwać poprzez zwykłe wysunięcie się dołem. Problem stanowiły gabaryty futrzaka oraz silny chwyt mistrza. W tym wypadku nawet minusem stawała się długość pyska jaką miał, bo nawet nie mógł odpowiednio zacisnąć szczęk na ogonie. Znaczy mógłby, ale to byłoby znacznie słabsze ugryzienie. Czuł się teraz jakby zaraz miały mu puścić kręgi i głowa miała oddzielić się od reszty ciała. Ogon u jaszczurowatych był dosyć problematyczną kwestią, bo zawsze to dodatkowa kończyna. Zazwyczaj zakończona czymś ostrym na dodatek.
Pokiwałby głową w geście, że zrozumiał przesłanie ale póki co miał ogon na karku. Chociaż po tamtej wizji wpadł mu wariant na nieco niższego przeciwnika, któremu mógłby pociągnąć z główki i wtedy się wyrwać z takiej sytuacji. Na Nodina to mogłoby nie zadziałać już nie ze względu na bycie Widmem, a wzrost. Na razie musiał doprowadzić swój kark do stanu sprzed tego dosyć nieprzyjemnego uczucia i poruszał głową kolistymi ruchami, by wszystko wróciło na miejsce. Coś w tym było, że adrenalina o wszystko zadba. Sam dobrze pamiętał jak ze złamaną ręką dalej parł do boju niespecjalnie przejmując się ranami. Zresztą w Houston chyba tylko to sprawiło, że nie padł po takiej utracie krwi od razu.
- Tak, zgodzę się że jest to jedna z bardziej uporczywych rzeczy, z którymi trzeba sobie radzić – dodał do komentarza na temat ogonów. Wychodziło, że są na nie dwa sposoby. Uważać albo pozbawić przeciwnika ogona. No i raczej nie powinny mieć znacznego udźwigu, więc mogą przegrać pojedynek siłowy. Chociaż tutaj to pewnie zależało od gatunku przeciwnika, więc najbezpieczniejsza będzie opcja pierwsza. Skoro już zasady treningów były jasne to można było go kontynuować. Rudy zdawał sobie sprawę, że pewnie są jeszcze jakieś dodatkowe reguły, o których mu nie powiedziano ale mniej lub bardziej pewnie są to zasady z pola bitwy.
- Spróbuję jeszcze raz – odpowiedział. Planował, by spróbować wydostać się z tamtej sytuacji, więc wystarczyło ją tylko odtworzyć jeszcze raz i poćwiczyć sobie zapobieganie takim chwytom. Przywoływało to ten przyjemny dreszczyk emocji, który zawsze towarzyszył rudzielcowi podczas sparingów oraz treningów. To było bardzo specyficzne uczucie różne od czegokolwiek innego, chociaż najbliżej to było przyrównaniem do pasji, którą odczuwa się w trakcie rozwijania swojej ulubionej dziedziny. Wracając jednak do tamtej pozycji zanim Nodin zamknąłby go w uścisku łap to lis postanowił spróbować jednej rzeczy. Skoro nogi miał zablokowane to nawet łatwiej mu będzie to wykonać, a mianowicie chciał zrobić pewnego rodzaju przysiad i ściągnąć się w dół górną częścią ciała, tak by umknąć przed rękoma, a następnie dorwać jedną z nich łapiąc za nadgarstek. Najlepiej  jego lewą złapać za pomocą swojej prawej i uderzyć wolną ręką w łokieć wybijając się z tego „półprzysiadu” jak ze sprężyny nadając impet uderzeniu. Tym wybiciem się z przysiadu próbował wyrwać swoje nogi, by móc uciec w stronę tamtej uderzonej ręki i spróbować wykręcić ją, by założyć chwyt za pomocą reszty swojego ciała. Chwycić, zaprzeć się nogami i trzymać. Wtedy jedynym problemem będzie ogon, który może zaatakować. Wtedy już trzeba będzie się uchylić i mocniej wykręcić rękę.
Natomiast jeśli nie udało mu się wyrwać nóg za pomocą tamtego triku to pozostało ponownie się ściągnąć w dół i z łokcia wjechać w podbrzusze. W przypadku mniej opancerzonego przeciwnika to mogłoby zaboleć, nawet bardzo ale w tym wypadku chyba zaboli po prostu lisa, gdy za pomocą swojej masy rąbnie łokciem w twarde łuski. By nie zapomnieć o ogonie, specjalnie spróbuje przesunąć nogi, by przygnieść nimi najdalej położony, dostępny odcinek ogona. Wtedy Widmu trudniej będzie wykorzystać ogon, bo nie zagnie się pod takim kątem i problemem pozostaną tylko ręce przeciwnika, które trzeba będzie atakować. Zastosuje się do tejże rady i pochwyci ewentualną nadciągającą rękę. Wykorzysta zaparcie się o ogon, by zacząć ściągać rękę w dół, jakby próbując w ten sposób ją wyłamać ze stawu. Jeśli poczuje, że Nodin się zaraz wyrwie to nadal będzie mocno trzymał rękę, ale za to poluźni resztę by móc spróbować wyślizgnąć swoje nogi z chwytu przy pomocy siły Widma.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Sob Paź 21, 2017 4:46 pm

NPC Storyline - AAF|Jinkusu|Nodin

Postanowił spróbować ponownie. Nodin spodziewał się, że trochę im to zajmie. W większości przypadków powalony wojownik nie wiedział, jak powinie reagować na zagrożenie inaczej, niż próbując się przeturlać i podnieść, zasłonić, wskoczyć do góry lub liczyć na szczęście. Skoro zaczęli od nowa, czarnołuski wpierw zablokował nogi lisowatego, standardowo przeciągając je między swoimi oraz blokując w stawach. Lis to zaniedbał, a widmu pozwalało to kontrolować położenie rywala, bez potrzeby ciągłego tarzania się po ziemi, przemieszczania oraz zmieniania pozycji.
Czarnołuski zaczął od próby pochwycenia Rhoshana za pomocą lewej ręki, najprościej, jak wcześniej, objąć i ściągnąć w dół. Na początek delikatnie. Różnica między nimi wynosiła nieco mniej od trzydziestu centymetrów, stąd widmo dysponowało większym zasięgiem ramion. Próba "uchylenia się" przed chwytem wyszła słabo, bo czarny po prostu zniżył rękę i przesunął jej pazurami po plecach lisa, znacząc mu na skórze drogę od łopatek - po kark. Obyło się bez krwi i bólu, jednak densorin poczuł, jak widmo sunie mu po skórze swymi naturalnymi ostrzami. Następnym ruchem było cofnięcie całego ramienia do siebie, wyrywając je z możliwych kontr przy prób przechwyceń, stąd plan Rhoshana spełzł na niczym. Jego nogi nadal pozostawały unieruchomione przez nogi widma, natomiast obaj mieli wolne korpusy. Z tym, że to lis był na górze, a Nodin - niby bardziej ograniczony w możliwościach - na dole.
Próba wyrwania nóg nic nie dała, gdyż chwyt czarnołuskiego był zbyt mocny, a on sam nie potrzebował nawet specjalnie siły, by utrzymać ich aktualne położenie. Widmo nie przerwało ani nie próbowało powstrzymać ciosu we własne podbrzusze, wydobywając z siebie ciche, szybki syknięcie, kiedy wypuścił powietrze nozdrzami i dodatkowo spiął mięśnie. Łokieć lisa zatrzymał się na łuskach oraz mięśniach widma, przez to sam stwór nie poczuł specjalnie uderzenia, choć zostało ono skutecznie zaznaczone. Tyle, ile się dało, lis zablokował ogon Nodina łapami, choć nie było to aż tak efektywne, jak można by się spodziewać. Cały czas, ruch jego dolnych kończyn był najzwyczajniej ograniczony.
Skoro dotarli już do tego momentu, Nodin postanowił pokazać Rhoshanowi, co ten zrobił nie tak. Cały czas spokojnie leżał, z własnymi łokciami opartymi na trawie. Nawet na chwilę nie podniósł swojego korpusu, co mógł uczynić, bo densorin skupił się na zablokowaniu jego nóg oraz ogona, a nie na torsie, ramionach czy łbie. Korzystając więc z mięśni brzucha, czarny szarpnął swój korpus do góry, chowając ramiona do środka i wyprowadzając sierpowy za pomocą prawej ręki. Próba chwycenia ciosu była z góry skazana na porażkę, taki cios należało zablokować, sparować lub zrobić unik. Nigdy nie próbować łapać. Chyba, że miało się aż taką przewagę nad przeciwnikiem. Zaciśnięta w pięść dłoń, zatrzymała się tuż przy lewej części pyska futrzatego samca, jedynie delikatnie opierając się na wardze. Nodin nie zamierzał urwać swemu uczniowi połowy łba lub pozbawić większości, jeśli nie całego, uzębienia. Nodin dał lisowi sekundę, by ten zrozumiał co się stało, jak szybki był jego mistrz oraz jaka przepaść ich dzieliła. Zaraz po tej "sekundzie", czarny cofnął korpus w prawą stronę, wycofując prawe ramię i nadając pędu lewemu, wyprowadzając przy tym drugi cios, z dołu, po prostej, wpasowując go w splot słoneczny lisa. Tym razem, cios doszedł do końca, wbijając się niemiłosiernie w ciało lisa i zatrzymując na tym jakże czułym punkcie. Nodin nie był spięty, był rozluźniony. Wykorzystał własną masę, impet oraz uderzenie poprowadzone biodrem. Do tego nieco oszukał naturę, bo sięgnął do swej mocy by energia uderzenia rozeszła się po klatce piersiowej lisa, mięśniach oraz ścięgnach pod skórą, a nie wędrowała do wnętrza - ku żebrom i organom. Czarny miał świadomość, że z siłą, jaką uderzył, mogłoby to być ostatnie uderzenie, jakie poczuł Rhoshan. Zamiast tego, tylko je zapamięta.
Efekt uderzenia był bardzo nieprzyjemny. Najpierw bardzo rażący, piekący ból, jakby ktoś właśnie przejechał densorinowi młotem pneumatycznym po splocie. Zaraz za tym pojawiły się problemy z oddychaniem, niemożność nabrania powietrza, nagły i gwałtowny skok adrenaliny, a nawet możliwy lęk - w końcu nagle odcięto lisowi dostęp do powietrza.
Czarnołuski, znajdując się już w siadzie, zerwał chwyt na nogi by nie blokować niepotrzebnie lisa. Pozwolił sobie również wtrącić lekką uwagę.
/Musisz przestać kombinować. Wiesz, że w parterze również można bić, prawda?/ Skomentował krótko, wiedząc, że informacje mogą przez chwilę docierać do mózgu lisa. W końcu były priorytety, jak chociażby złapanie oddechu. Nodin nie wypuścił lisa od razu, zamiast tego wykonał coś, co mogło spowodować zaskoczenie. Pomógł mu się uspokoić, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. By tego dokonać, wpierw wsunął prawą rękę za kompana, obejmując jego plecy i zatrzymując dłoń na łopatkach. Prawą rękę podniósł, a jej dłoń położył na górnej części pyska densorina, by obrócić jego łeb i skierować spojrzenie różnokolorowych oczu Rhoshana na swoje własne, krwistoczerwone ślepia. Spokojny wzrok widma przeszył densorina, a w jego umyśle rozbrzmiało jedno, krótkie słowo, o bardzo potężnym efekcie.
/Spokojnie./
Jedno słowo sprawiło, że zarówno ciało, jak i umysł Rhoshana zaczęły się wyciszać, uspokajać. Tętno zaczęło szybko powracać do normy, umysł zaczął się wyciszać. Niczym rozkaz dla ciała oraz umysłu, gest, które widmo skierowało do istoty w ten sam sposób, w jaki kieruje je do swych braci i sióstr. Identycznie, Nodin był w stanie wyciszyć praktycznie każdego młodzika, a ćwiczył oraz szkolił niezliczone ich ilości.
Kiedy zamierzony efekt został osiągnięty, widmo puściło swego ucznia, pozwalając mu wstać lub chociaż przesunąć się do tyłu i usiąść przed nim. Sam czarnołuski na razie nie wstawał, jedynie krzyżując swe nogi, nakładając jedną na drugą, by rozsiąść się w siadzie skrzyżnym. Siedział wyprostowany, z rękoma swobodnie opuszczonymi wzdłuż korpusu oraz ogonem owiniętym dookoła nóg. Gdy tylko uzna, że Rhoshan jest gotowy, stwór zada mu proste pytanie.
/Wiesz już, co robisz źle?/
Pytanie było niemalże retoryczne. Równie dobrze samiec mógł mu nie odpowiadać, a jedynie wymienić sobie w głowie wszystkie błędy. Przede wszystkim kombinatorstwo i finezyjne techniki, zamiast prostych, krótkich działań. Zamiast skupić się na górnych partiach ciała, gdzie znajduje się cały ośrodek niebezpieczeństwa, lis pilnował nóg widma. Jedyne uderzenie wykonał w podbrzusze, co może przyniosłoby jakiś efekt przy kimś, kto nie był Nodinem. Zablokował ogon, co było dobrym działaniem, jednak nadal korpus widma był wolny. A czarny na końcu to wykorzystał, po prostu podnosząc się i wykonując dwa szybkie uderzenia. Jedno zamarkował, a drugie doprowadził do końca. Dobrze, że rzadko zdarzali mu się tak kombinujący uczniowie. Choć w przypadku Rhoshana było to swego rodzaju... tradycją. Kombinatorstwo wydawał się mieć wpisane w geny.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 517
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Nie Paź 29, 2017 10:08 pm

Kiedyś na pewno mu się uda zaskoczyć Widmo. W pozytywnym tego słowa znaczeniu rzecz jasna, bo zrobić coś głupiego nietrudno, zresztą wielokrotnie mu się to już zdarzyło, a każdy popełnia błędy. Często był za nie karany niepowodzeniem podczas sparingu i mimo, że plan niektóre elementy planu miał dobre, to reszta leżała po całości jak chociażby walka w parterze. Na Ziemi to było zdecydowanie łatwiejsze, bo ludzi rozrywało się jak szmaciane lalki, a z większymi przeciwnikami już ta metoda nie zadziała. No chyba, że mowa tutaj o kosmicznych krewetkach, które ostatnio siekali w Houston. Rhoshan wyłapał sygnał jaki dał mu Nodin za pomocą pazurów. W tym momencie pewnie zostałby oskórowany żywcem przez swojego przeciwnika. Zrobiłby mu podobne kuku jak wtedy Sunad, a to nie było przyjemne. Jeszcze nie był tego świadomy, ale po gryzieniu faktycznie zostanie mu trauma. Co innego jak samice gryzą w ramach zabaw, a co innego kiedy robi to wielki, obleśny jaszczur, który pewnie jeszcze jest zombiakiem-widmo.
Nie miał zbytnio szans, by mierzyć się na siłę z widmem czy też na szybkość. Nie w tym momencie, gdy kilkutonowy jaszczur może go sieknąć z pięści równie sprawnie i szybko co ktoś lżejszy. W tym przypadku już masa zrobi swoje, a najsłabszy cios najpewniej wbiłby go w kilka drzew. Rhoshan już odczuł te leciutkie pacnięcia, jakby ktoś odganiał muchę i pamiętał jak daleko wtedy poleciał. To było trochę jak walka zawodnika wagi lekkiej z wagą ciężką, a raczej można powiedzieć, że zderzenie tico z rozpędzonym pociągiem towarowym. Lis oberwał w splot słoneczny. Zatkało go. Dosłownie stracił dech i rozpaczliwie próbował złapać powietrze, próbując odkaszlnąć, odzyskać oddech. Pierwotny strach przed utratą tlenu zajrzał mu w oczy, a futrzak odruchowo próbował łapać się za pierś rękoma, odruchem zasłaniając zranione miejsce, by ponownie w nie oberwać tak samo. Czuł, że chwyt na nogach się zwolnił, jednak nie to było aktualnie priorytetem.
Po chwili poczuł jak Widmo go obejmuje, a wzrok zostaje nakierowany na oczy Nodina. Stopniowo futrzak zwalniał oddech, a panika znikała. Jak ręką odjął. To nie były żadne sztuczki psychologiczne, ani też ułożenie ciała, a najpewniej jakiś przekaz telepatyczny czy coś takiego. Tyle wydedukował lis, bo jeśli chodzi o zabawy umysłowe to nie był w te klocki zbyt dobry. Zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później będzie musiał nauczyć się bronić przed atakami mentalnymi, które bądź co bądź przechodzą przez grube futro, czy też nawet super refleks. Ziemskie przysłowie mówiło: „coś tam, coś tam, trenuj umysł i ciało, coś tam, coś tam”.  Rhoshan w końcu przysiadł przed widmem w nieco innej pozycji. Usiadł sobie w tym czymś co ludzie nazywali seiza, czyli siadzie na własnych kolanach, gdzie „poduszkę” stanowiły łydki. Była to dla ludzi dosyć niewygodna pozycja, jednak biorąc pod uwagę kształt kończyn lisa to może się okazać ona bardziej komfortowa, zwłaszcza, że nie siedziałby wtedy na własnym ogonie. Ułożył sobie ręce na udach i można uznać, że był gotowy wysłuchać ochrzanu oraz narzekania, jednak zamiast tego dostał pytanie.
- Eee kombinuje za dużo? Mogłem uderzyć po prostu w głowę od boków i tym kupić sobie trochę czasu na okładanie? – to była jedna z wersji, która przyszła mu do głowy. Ogłuszyć kogoś mocnym uderzeniem, by móc łatwiej potem obronić się przed ewentualnymi ciosami. Oczywiście dobry pomysł przychodzi zawsze po fakcie. Nawet jakby go widmo złapało, a miałby wolne obie ręce to mógłby wykonać to uderzenie. Z jedną ręką lub nawet wolną głową dałby radę uderzyć w pysk. Przede wszystkim jednak nie powinien doprowadzić do sytuacji, że da się pochwycić. Odpowiedź dlaczego tego nie zrobił, było po prostu stwierdzenie, że przekombinował – jak zawsze zresztą. Na dobre mu to nie wychodziło, a złych nawyków bardzo ciężko się pozbyć o czym będzie mu dane przekonać się jeszcze wielokrotnie. Czekała go jeszcze długa droga, jednak nie opłaca się zawracać z niej, gdyż było bliżej niż dalej. Tak się wewnętrznie pocieszał, mając takie motto życiowe, którym się kierował. Każdy potrzebował jakiegoś, by nie popaść w depresję i mieć co wyryć na nagrobku w razie czego.
- Chodzi mi od jakiegoś czasu po głowie. Jak właściwie bronić się przed telepatią? Da się jakoś zamaskować swoje myśli? W walce to bardzo praktyczna umiejętność, bo można przeczytać myśli przeciwnika lub po prostu go wyłączyć z walki. Jest jakaś metoda, którą może wykorzystać osoba niekorzystająca z tej mocy? – na tą umiejętność również powinien mieć jakąś odpowiedź, w końcu podczas walki jeśli telepata jest wprawny to i tak lis może przegrać nawet nie dotykając tej osoby. Zaatakuje go mentalnie, a bez należytej ochrony lub przeszkolenia może być bardzo krucho. Na technologii nie należy polegać tak bardzo, zresztą przekonał się o tym podczas walki w Houston, gdzie pancerz posłużył mu jedynie jako ostatnia deska ratunku oraz darmowe leczenie kanałowe dla tego krwiopijcy. Zresztą nawet jakby w walce wyrównali poziomy względem doświadczenia i fizyczności to nadal pozostanie ten aspekt mentalny. Trzeba się było przygotować, bo miał wrażenie, że tamten tak prędko mu nie odpuści. Takie długowieczne istoty mogą bardzo długo odczuwać urazę mimo, że poza samym istnieniem nic im się nie zrobiło.
- No i czy jest jakaś możliwość, by przekroczyć fizyczne limity istot niemagicznych? Każde ciało ma jakiś limit ile może wytrzymać, kwestia tylko czy da się przekroczyć tę granicę w jakiś inny sposób niż technologią? – oczywiście chodziło mu o ten limit, który osiąga się ostatecznie. Gdzie mięśnie nie dadzą rady więcej udźwignąć, a ciało nie będzie poruszało się szybciej. Tutaj już rolę grała kwestia fizjologii, że dane istoty nie przekraczały określonych granic. Pozostawały jeszcze wzmocnienia za pomocą czarów, ale jego interesowała bardziej stała wersja.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1496
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Nie Gru 10, 2017 5:41 pm

NPC Storyline - AAF|Jinkusu|Nodin

Nodin przesunął dłońmi po własnych nogach, pochylając lekko korpus oraz delikatnie się garbiąc. Zsunął dłonie na swe łapy, chwytając prawą dłonią za lewą łapę oraz odwrotnie względem pozostałych kończyn. Ogon wygładził trawę za widmem, przesuwając się po niej i ostatecznie wsuwając na nogi widma, niczym wąż sunący po ziemi. Czerwone ślepia uważnie spoglądały na Rhoshana, a łeb widma lekko przekręcił się na bok, gdy dane mu było usłyszeć odpowiedź na jego retoryczne pytanie. Gdy lis zamilkł, Nodin wyprostował łeb, podnosząc do lekko do góry. Otworzył pysk i uniósł swe wargi, prezentując długie oraz ostre kły.
/To też mam. A ty masz sporo mięsa./
Skwitował krótko, nie chcąc wchodzić w dalsze dywagacje na temat tego, jak rudy powinien był się dokładnie zachować. Każda akcja rodzi reakcję oraz potencjalne możliwości. Widmo celowo nawiązało do "mięsa", ponieważ Rhoshan był dobrze zbudowanym, umięśnionym samcem. Nodin miałby pożywny posiłek i na pewno skończyłby najedzony. Warto więc uważać, gdzie pcha się ręce. Oczywiście po krótkiej odpowiedzi, czarnołuski schował kły i zamknął paszczę by nie podnosić ciśnienia.
Gdy przeszli do drugiej części rozmowy, pradawny stwór puścił lewą dłoń, po czym podniósł ją i wyciągnął ku lisowi, łapiąc wnętrzem ręki za górną część pyska Rhoshana. W ten sposób, zablokował mu nieco widoczność poprzez swą dłoń, a przy okazji lekko pochylił jego łeb, zmuszając go do spojrzenia w dół.
/Wycisz się i nie patrz mi w oczy. Każdy telepata jest inny. Na tych silniejszych poskutkuje ISAC. Urządzenie jest w stanie zablokować wszelaką łączność z twoim ciałem, poprzez zarządzanie falami docierającymi do tego umysłu. Telepata nie włamie się do umysłu, którego nie widzi./
Zaczął, ściągając łeb lisa bliżej, zmuszając go przy tym do pochylenia się. Dzięki temu, łeb densorina wszedł mu w zasięg, bez konieczności przesadnego przechylania się naprzód. Nodin wykorzystał to, przesuwając dłoń z psyka w górę łba, przez oczy, na czoło, a następnie za prawe ucho lisowatego. Gdy tam dotarł, pazur widma delikatnie podrapały futrzastego za uchem, powodując przyjemne uczucie, które tak lubił.
/Możesz podać swemu ciału toksyny, które wytłumioną emocje oraz pozwolą zapanować nad ekscytacją./
Wyjaśnił, przypominając to o czym wielu zapominały. Że to wpływ na odbiór otoczenia, miały również procesy chemiczne odbywające się w ciałach istot. A telepata nie musiał wcale chcieć odczytać myśli czy wyłączyć jakieś obszary. Takie istoty lubiły się bawić, omamiać swe ofiary i przekazywać im obrazy, których nie było. Wytwarzać nieistniejące odczucia, bólu, ekscytacji, podniecenia, mrowienia czy braku kontroli nad ciałem. Prosta toksyna, czyli medykamenty, mogły takim sytuacjom prosto zaradzić. Dlatego też czarnołuski pozwolił sobie na krótką pieszczotę, którą zaraz przerwał. Oczywiście mógł pokazać ten sam przykład na zasadzie złapania i szarpnięcia za to ucho, niemniej nie widział sensu w powodowaniu pustego bólu. Dłoń przesunęła się z ucha, znów przez czoło, oczy, wjeżdżając na pysk, a na końcu - pod brodę. Końcówką palca, czarny uniósł łeb lisa do góry, prostując go nieco i odsłaniając krtań. Do tej ostatniej, widmo zbliżyło swą dłoń i wsparło na niej pazury, szorując po skórze, drażniąc ją przy tym oraz wytwarzając nieprzyjemne uczucie w witalnym miejscu. Przy okazji wyjaśnień, czarnołuki sprawdzał stan zaufania do swej osoby oraz oddania swego ucznia.
/Medytacja pozwala wyciszyć umysł. Skupić się na jednej rzeczy, obiekcie. Myśl tylko o jednym. O łusce, o kamieniu, o broni. Nie analizuj, wybierz coś prostego. Powtarzaj w myślach jedną rzecz, postaw mur i naucz się rozpoznawać, która myśl nie należy do ciebie. Bo przecież myślałeś o kamieniu, prawda?/
Pazury zsunęły się z krtani i powędrowały w dół, przez mostek, dokładnie na środek klatki piersiowej. Widmo oparło całą dłoń na klatce piersiowej lisa, a następnie pchnęło go na plecy, niezbyt mocno. Na tyle, by spowodować automatyczną reakcję, chęć podparcia się rękoma, zapobieżenie upadkowi.
/Trenuj swe ciało, by mięśnie pamiętały co czynić powinny w niebezpiecznej sytuacji. Wtedy twój umysł nie będzie potrzebował pełnej świadomości w działaniu. Cóż po tym, że ktoś odczyta myśli i intencje, skoro ciało zadziała za ciebie?/
Dokończył, pochylając się nieco bardziej i łapiąc dłonią za futro na klatce piersiowej densorina. Pociągnął go zaraz do siebie, by zmusić go do wyprostowania. Wyboru nie miał, inaczej straci trochę kolorystyki. Gdy Rhoshan wyprostował się, Nodin znów przylgnął całą dłonią na środek jego klatki piersiowej. Samiec poczuł lekki ciepło oraz mrowienie, które rozeszło się po całym ciele. Żyły i tętnice, w każdym zakątku pod lisią skóra, ujawniły się na kilka sekund. "Świeciły" czernią, przygasając powoli i powracając do normy. Czarnołuski cofnął powoli dłoń, lustrując lisa spojrzeniem, od łap po szczyt łba, po ciekawskie świata uszy.
/Oznaczyłem ciebie mą mocą. Urkyn'Vareis będą wiedzieć, żeś mój. Sojusznicy chętniej okażą pomoc, jednak wrogowie chętniej się ciebie pozbędą./
Czarny przybliżył lisowi zmiany, jakich w nim dokonał. Nie wiązało się to z żadnymi dodatkowymi zdolnościami, przynajmniej na razie nie. Niemniej Rhoshan wiedział, że Nodin w przyszłości tracił uczniów w wyniku walk. Czasami byli oni celem wroga, by zadać cios mistrzowi. Oznaczenie było jednak wyróżnieniem oraz bliższym związaniem z widmem. Stąd Nodin nie zamierzał rezygnować z tego wyróżnienia.
/Wybierz miejsce na znak. Otrzymasz go, gdy powrócę./
Odezwał się na koniec, odwracając łeb w kierunku z którego nagle dotarł do nich dźwięk wybuchu. Potężny huk dochodził z centrum miasta. Czarny podniósł się niczym błyskawica, a następnie ruszył biegiem w kierunku z eksplozji. Drzewa przysłaniały widok, jednak widmo wiedziało gdzie ma się udać. W pewnym momencie, jego ciało rozpadło się w cień, który pomknął w kilkunastu kierunkach, jednak nadal ku jednemu celowi. Rhoshan mógł być pewien, że ma tutaj zostać, nie podążać za mistrzem. Inaczej ten wziąłby go ze sobą lub nie rzucił stosownego "gdy powrócę". Niemniej, nie dane mu było na długo zostać samemu. Po kilku minutach, białe światło błysnęło kilkanaście metrów od densorina, a jego oczom ukazała się sylwetka densorinki - Eulalii...

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Nie Gru 10, 2017 7:31 pm

Czyli broń ani nic dodatkowego nie będzie jej potrzebne. Dobrze. Faktycznie szykowała się raczej spokojna misja, w której nie będzie wybuchów i eksplozji. Inaczej kazaliby jej zgarnąć jakiś pancerz i broń. Yolsil był czymś co dzięki ISACowi mogła mieć przy sobie cały czas i nikt nawet o tym nie wiedział. Podobało się jej, że już na początku ją wysyłali w nowe miejsce. Wrodzona ciekawość sprawiała, że wręcz była lekko podekscytowana tym.
- Dziękuję za informacje. I... Do zobaczenia za jakiś czas. - zwróciła się do smoka z uśmiechem na pysku. Sama również pochyliła łeb przed Acroth'em i lekko pomachała mu dłonią, gdy wychodził z jej kwatery. Kilka minut to niewiele, ale też i nie musiała nijak się szykować skoro nie musiała niczego zabierać ze sobą. Futro miała wysuszone i ułożone przez złotołuskiego, więc tym akurat się nie musiała martwić. Po ostatnich dwóch kąpielach była też czysta.
Nie czekała dłużej niż te kilka minut, by nastawić się psychicznie. Przy normalnej podróży miałaby na to czas na pokładzie statku. Tutaj miało nastąpić po prostu przeniesienie w nowe miejsce. Po chwili jednak była gotowa i przymknęła oczy, gdy promień energetyczny ją przenosił. Taka nagła zmiana otoczenia mogła wywołać zawroty głowy, wolała nie ryzykować.
Przeniesienie trwało moment. Już po chwili gepardzica znalazła się na Ziemi. Do jej nosa trafiła cała masa obcych, ale przyjemnych zapachów, pod łapami poczuła przyjemnie miękką trawę. Kiedy otworzyła oczy, ujrzała, że jest w lesie. Dookoła niej było sporo drzew, nie poznawała ich, ale to na pewno były drzewa, krzaków i trawy. Od razu podsumowała w myślach to miejsce jednym słowem. Piękne. Przyroda zawsze była piękna. W uszach słyszała szum strumyka i różne odgłosy, które najpewniej należały do tutejszej fauny.
Przez nadmiar bodźców, które docierały do niej i brak czujności, której tutaj nie potrzebowała, samica nie wyłapała od razu, że nie jest tu sama. Wszystko, co ją otaczało, zbytnio ją rozproszyło. W końcu jednak posłuchała się swojego nosa, który wyraźnie jej mówił, że poza świeżym powietrzem i zapachem roślin, wyczuwa coś jeszcze. Coś znajomego.
Szybko skupiła swoją uwagę na tym jednym konkretnym zapachu i rozejrzała się. Jej nos pochłaniał zapach, przeglądając bibliotekę zapachów, które miała zapisane w pamięci. W dodatku ta sylwetka. Rudy, lisi densorin, stojący przed nią. Nie wyglądał tak, jak go zapamiętała. Był... Jeszcze bardziej wyrośnięty i zdecydowanie bardziej umięśniony. Jednak ufała swojemu nosowi bezgranicznie. Nie mógł się mylić. To po prostu nie wchodziło w rachubę.
- Rho... - mruknęła, bardziej do siebie niż do niego. Dużo jej nie brakowało do tego żeby się rozkleić. Wytrzymała jednak i zamiast tego przebyła te kilkanaście metrów, które ich dzieliło, w błyskawicznym tempie. Nie zastanawiała się nad tym co robiła. Nie przejmowała się tym, że mogła się pomylić, bo... Nie mogła. Każdy osobnik miał swój specyficzny zapach, którego nie dało radę pomylić z niczym innym. Będąc wystarczająco blisko podskoczyła, by w następnym momencie wylądować wprost na głowie lisa. Nogami obejmowała go nieco poniżej pach, brzuch i klatkę piersiową miała na jego pysku, dłonie opierając na rudych plecach.
- Rhoshan! - jej głos wdarł się wprost do lisich uszu samca. Jej ogon kołysał się na boki w ekscytacji. Nie była w stanie wyrazić swojej radości słowami. Dlatego nie powiedziała nic więcej poza jego imieniem. Jednak w tym jednym słowie mieściło się wszystko, co w tej chwili czuła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 517
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Pon Gru 11, 2017 2:16 am

Dla rudzielca bycie gryzionym przez widma stanie się bardzo delikatnym tematem. W ogóle nieprzyjemnie jest być pogryzionym przez kogokolwiek, zwłaszcza gdy są to kilkutonowe jaszczury z ostrymi zębiskami. Nawet za bardzo nie miał aktualnie pomysłu jak sprawić, by być bardziej łykowatym bo trik z nanopancerzem we krwi zadziałał tylko na jednego cwaniaka, który postanowił się za bardzo przyssać. Zrzedła lisowi mina, gdy Nodin zaczął się z nim w ten sposób droczyć. O tak, trafiło mu się czarne widmo z równie czarnym poczuciem humoru. Pozostało tylko mieć nadzieję, że z czasem coś mu wpadnie do głowy i na wypadek gdyby ktoś go chciał pożerać to na takiego delikwenta będzie czekała miła niespodzianka. Wpychanie łap w paszczę bestii zdecydowanie nie było dobrym pomysłem. Chyba, że miało się w ręce odbezpieczony granat i była to jedyna możliwość zabicia przeciwnika. Lisowi byłoby trochę niezręcznie, ale jakby przeżył, to magią pewnie by mu jakoś rękę odtworzyli albo po prostu dostałby coś bardziej związanego z technologią. W sumie jeśli były takie możliwości to zawsze można było wrócić na pole bitwy. Jednocześnie groteskowa, ale też piękna myśl, że nawet po utracie kończyny można wrócić do pełni sprawności bojowej i wziąć ze sobą jeszcze kilku przeciwników. Jak ginąć to z takim hukiem, by trzęsło się całe miasto i żeby wspominano kogoś bardzo długo. Tak, takie rozwiązanie z hukiem zdecydowanie byłoby w stylu Inezri. Nadal odczuwał stratę, ale przynajmniej już troszeczkę ochłonął co było dosyć nietypowym dla niego. Może to zdarzenie było jakimś impulsem do działania oraz zmian?
Rudzielec poprawił się w swoim siadzie. Ogon lekko zwijając na łapach, a dłonie splatając ze sobą na podbrzuszu. Wtedy widmo wyciągnęło w jego stronę dłoń i przysłoniło nieco widoczności tym sposobem. Rhoshan zmrużył oczy, patrząc już w dół. Praktycznie na trawę, na której siedział gad. Wyciszenie myśli oraz technologia, czyli po prostu maskowanie. No tak, nie trzeba było się bronić, gdy przeciwnik atakował na ślepo, a telepatia i taki atak mentalny pewnie wymagał skupienia, które w walce raczej nie zostanie dane. Chyba, że telepata miałby kolegów, którzy dają mu czas, a żadna obrona nie jest absolutna. Warto było spróbować się wyciszyć. Skupić na głosie widma i odciąć od wszelakich innych bodźców. Nawet przez moment mu się to udawało, dopóki nie pochylił się do przodu i jaszczur nie zaczął drapać go za uchem. Wtedy całą koncentrację szlag jasny trafił, bo ten gest niezależnie kto go wykonywał był przyjemny. Chyba będzie musiał wypróbować tą drugą metodę, bo może okazać się skuteczna. Wytłumi emocje, wytłumi gniew, ale pewnie też ma to jakieś minusy w tej czy innej postaci. Zakładał, że pewnie długotrwałe zażywanie uzależnia i ma jakieś skutki uboczne, więc to raczej będzie trik raz na jakiś czas, by mieć większe szanse z telepatami. Rhoshan wiedział, że Nodin mu krzywdy nie zrobi dlatego z zaufaniem pozwalał na to mało przyjemne szorowanie pazurem. W końcu musi być trochę tego i tego, by rudzielec się nie rozleniwił. Poza tym w obecnym stanie tak czy siak nie miałby zbyt wielkich szans z jaszczurem, a ten nie miał najmniejszych powodów żeby pozbywać się ucznia.
- Metoda mniej inwazyjna niż prochy – skomentował Rhoshan. Rzadko kiedy prowadził tego typu walki, bo zwykle starał się zabić przeciwnika za pomocą brutalnej siły albo sprzętu, który miał ze sobą. Z drugiej strony takie pełne skupienie mogłoby okazać się użyteczne, gdyby oddawać decydujący strzał. Odświeżało się umysł i na czysto wykonywało jakąś akcję. Miał nawet przez moment przebłysk podstaw strzelania z karabinu wyborowego na dalekie odległości. Poza asystami sprzętu pozostawała jeszcze kwestia pociągającego za spust, który musiał wyrównać oddech, wyciszyć się i oddać strzał. Nie musiał martwić się korygowaniem trajektorii ze względu na znoszenie przez wiatr, bo robiła to najpewniej broń. Zatem co byłoby takim jego „kamieniem”? Już wybrał ten element. Myśliwiec. Po prostu kosmiczny myśliwiec, coś co ukochał tak bardzo, że nie było drugiego takiego skutecznego i lekkomyślnego pilota – w jego mniemaniu .
Ciało Rhoshana zareagowało automatycznie, gdy zaczął opadać by podeprzeć się od razu. Był to odruch wyrobiony przez każdą żywą istotę posiadającą ręce. Zgodnie ze słowami mistrza w walce też tak powinno być. Wtedy nie traci się sekund na myślenie, a na dodatek telepata odczyta je z opóźnieniem albo wcale. To bardzo dziwne, bo właśnie lis sobie uświadomił, że chcąc złapać upadającą szklankę po prostu o tym nie myśli, a odruch sam działa. Czasami najprostsze rzeczy umykają najszybciej. Kiedy poczuł ściągnięcie, odepchnął się dłońmi od podłoża, by nie stracić futra. Miał dużo sierści, ale taka depilacja nie należała do najprzyjemniejszych. W końcu rudy otworzył oczy, a jego uszy ponownie zaczęły nasłuchiwać otoczenia. Wyciszył się do tego stopnia, że słyszał widmo i tylko reagował automatycznie na pewne akcje. Spojrzał po swoich dłoniach, które zaświeciły… no, były podświetlone na czarno. Czuł, że przepływa przez niego moc, tak samo jak wtedy podczas leczenia. Ciekawe jak czuły się te wszystkie istoty używające magii? Też odczuwały takie mrowienie, a może po prostu stało się to do tego stopnia chlebem powszednim, że przestawali to czuć? W każdym razie został oznaczony przez mistrza. Niosło to za sobą korzyści, ale też i zagrożenie. Na wycofanie się było za późno, zresztą kręcił się koło widm już troszkę czasu więc wiedział kto może mu przybić piątkę, a któż inny spróbuje wybić zęby.
- Rozumiem. W sumie nie spodziewałem się niczego innego z tej znajomości. Mam już przynajmniej jedno widmo, które chce mnie zabić, ale nie czuje się odosobniony w tym przypadku – poruszył barkami, by nieco je rozluźnić po czym zmienił pozycję siadu. Przeszedł do siadu skrzyżnego lub mówiąc prościej po prostu usiadł po turecku, gdyż tamta pozycja była po prostu niewygodna. Ciężar swojego ciała trzymało się praktycznie na łydkach i na dłuższą metę to nie było komfortowe.
- Jestem jak grypa ludzi. Można się mnie pozbyć, ale nie na długi czas – pocieszył swojego mistrza. Coś w tym mogło być, że lis był właśnie takim upierdliwym bytem, którego ciężko było się pozbyć. Nie tylko z powodu sojuszników czy własnej fizjologii, ale tutaj też kluczową rolę grał upór i wola przetrwania. Już samo to, że wyszedł cało z tamtej walki w Houston mając do dyspozycji tylko pancerz stanowiło tego pewne świadectwo. W sumie miejsce na znak już wybrał, ale bardziej zastanawiało go gdzie chce się Nodin udać. Miał jakąś sprawę do załatwienia? Odpowiedź na to pytanie przyszła bardzo szybko, gdyż po chwili do uszu lisa doszła eksplozja z centrum. Odruchem futrzak podniósł się i nastawił uszy, a jaszczura kilka sekund później już tutaj nie było. Nie zabrał go, kazał tutaj czekać, by zrobić znak. Taki permanentny, który przypieczętuje jego los. Westchnął i przykucnął na moment, by sięgnąć po kamyczek znajdujący się pod jego łapami.
- Zawsze lubisz wszystko robić sam huh? – zapytał bardziej w przestrzeń niż samego Nodina, którego już tu nie było. Cóż ten konkretny osobnik jest specyficzny, ale cóż dobrali się nie najgorzej jeśli chodzi o charakterki. Pozostało mu tylko patrzeć z oddali w stronę miejsca, gdzie nastąpiła tajemnicza eksplozja. Postanowił dla zabicia czasu poćwiczyć właśnie wyciszanie się. Zacisnął dłoń wokół kamyczka i przymknął oczy. Izolując najpierw wszelkie bodźce zewnętrzne, a potem skupiając się właśnie na tamtym myśliwcu. Takim prostym, ze standardowym uzbrojeniem. Przez właśnie to ćwiczenie nie słyszał kroków Eulali. W pierwszym etapie treningu zakładał pełne wyciszenie się na bodźce zewnętrzne i skupienie na jednym obiekcie, by potem móc przejść do po prostu wyłączenia konkretnych bodźców za pomocą samej koncentracji.
Dopiero po chwili poczuł, że coś na niego wpadło z ogromnym impetem. Otworzył oczy i łapami oparł się o drzewo. Pazurami drapiąc konar, a ręką odruchem łapiąc przyklejony do niego obiekt. Spodziewał się, że może kogoś ściągnąć, ale nie tak szybko! Wzięli go z zaskoczenia, ale… czemu żył i osoba, która w niego wpadła nie atakowała? Dopiero po chwili do jego nozdrzy doszedł zapach samicy. Znajomej, aczkolwiek nie pamiętał jej imienia. Mógł sobie zwizualizować jej wygląd, ale za cholerę nie pamiętał imienia. Tak już bywa, gdy wraca się do życia z niepełną pamięcią. Jeszcze ten ktoś krzyczał mu prosto do ucha z niebywała ekscytacją i wiercił się niemiłosiernie, przez co futrzak upadł na ziemię. Wprost na swój rudy tyłek. Był całkowicie zdezorientowany tym, że ktoś tak nagle na niego wyskoczył, a na dodatek tak przyjaźnie się do niego odnosił. Uniósł łeb wprost w górę, by spróbować dojrzeć twarz samicy, która na niego wpadła. Czuł, że ją zna. Lubił ją i odczuwał wewnętrzną sympatię wobec tej osoby, ale nie pamiętał dlaczego.
- Już, już, spokojnie. Nie krzycz mi do ucha! – wymruczał podpierając dłońmi samicę w okolicy pośladków, by nie spadła. Teraz zaczęła się ta niezręczna część, bo wypadałoby zapytać o jej imię, skoro już tak ochoczo na niego wyskoczyła i udowodniła, że go zna.
- Nie ucieknę nigdzie, spokojnie. Usiądź sobie i porozmawiajmy. Znasz mnie, a ja znam Twój zapach. Myślę, że jak przy każdym wyjaśnieniu dlaczego nie pamiętam imion pewnych osób z mojej przeszłości tak i tu będę musiał opowiedzieć całą historię – powiedział lis i czekał, aż gepardzica się uspokoi. Aczkolwiek jak chciała to mogła sobie tak na nim wisieć, tylko jest to mało komfortowa pozycja do opowiadania. Starał się to ubrać delikatnie w słowa, bo wiedział, że samice to groźne stworzenia. Nie wiedział czego się spodziewać po tej konkretnej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Czw Gru 14, 2017 11:24 am

Początkowy brak reakcji Rho na jej pojawienie się byłby dziwny, gdyby nie fakt, że lisowaty miał zamknięte oczy. Medytował? Być może. Tym lepiej dla gepardzicy, bo mogła go zaskoczyć i zrobić mu niespodziankę. Ona sama właśnie dostała ogromną niespodziankę. W jego postaci. Chyba wszyscy na Densorinie byli pewni, że nie żyje. Zginął podczas jakiejś misji CORE. Ona również tak sądziła. Taka informacja dotarła na ich planetę. O powrocie do życia nikt nic nie mówił. Ewentualnie o tym, że informacja o śmierci okazała się fałszywa. Obie opcje były równie prawdopodobne.
W tej chwili jednak nieistotne. Istotne było to, że właśnie wskoczyła mu na głowę i poczuła go. Był prawdziwy, nie był iluzją czy złudzeniem. W dodatku nie zaprzeczył kiedy zawołała go po imieniu. Czyli to naprawdę był on. Wiedziała, że jej nos się nie myli. Poczuła jak nagle jej położenie się obniża, przez co domyśliła się, że samiec upadł na tyłek. Musiała go porządnie zaskoczyć skoro aż stracił równowagę. Z drugiej strony nie była już małym kociakiem, więc ważyła trochę więcej niż kiedyś. To też mogło mieć wpływ na utratę równowagi.
- Przepraszam - mruknęła na tą prośbę o niekrzyczenie do ucha. Nie zwróciła uwagi, że właśnie to zrobiła, a przecież doskonale wiedziała jak wrażliwe są densorińskie uszy. Przesadnie głośne dźwięki z małej odległości nie były zbyt przyjemne. Czuła jak Rhoshan ją łapie żeby przypadkiem z niego nie spadła. O to raczej nie musiał się martwić, sama trzymała się mocno. Miło jednak było poczuć jego dotyk. Jak kiedyś, gdy wskakiwała mu na plecy.
Dalsze słowa lisa nieco ostudziły jej zapał. Ekscytacja odrobinę opadła choć nie zniknęła całkowicie. Samica zsunęła łapy w dół i powoli się odsunęła, samej opadając na trawę tuż przed przyjacielem. Nogi ułożyła w siadzie skrzyżnym, dłonie opierając przed sobą na trawie i przechylając lekko głowę na lewy bok. Jej ogon owinął się wokół jej pasa i tylko jego końcówka wciąż drgała w ekscytacji.
- Rozumiem, że możesz mnie nie poznawać z wyglądu, bo sporo urosłam odkąd się widzieliśmy ostatnio, ale żeby po zapachu nie skojarzyć? Amnezji jakiejś dostałeś czy co? - zapytała, nie bardzo rozumiejąc. Całą historię? Był jakiś powód, dla którego jej nie pamiętał? A raczej nie pamiętał kim jest, bo zapach wyraźnie pamiętał, sam właśnie to przed chwilą stwierdził. Chyba miał sporo do powiedzenia. Cóż, raczej nigdzie się im nie spieszyło. Na to wychodzi skoro Rhoshan nic nie wspomniał o misji, dla której ona została tu przysłana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 517
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Czw Gru 14, 2017 12:46 pm

W danych Rhoshana nie mogli zbyt wiele oficjalnie podać. Wynikało to z charakteru misji, na której „zginął”. Było to zadanie od widm, dlatego też cechowało się pewną klauzulą poufności niektórych danych. Z tego co było mu już powiedziane to ta akcja nie była jednorazowa. CORE pewnie w tych oficjalnych danych podało po prostu Killed in Action. Wiele osób było święcie przekonanych, że rudzielec nie żyje, a nawet znalazłoby się co najmniej jedno widmo, które wolałoby ten stan rzeczy. Dla jednych jego powrót do życia był drugą szansą, by coś powiedzieć, a dla niego samego ciężką przeprawą z serii „zgadnij kto to”.
Czuł pod palcami dotyk miękkiego futra samicy, którą musiał kiedyś znać. Zapach na to wskazywał, a na dodatek ilekroć spotykał kogoś z przeszłości, odczuwał pewną rzecz. To było jak pamięć mięśni. Nawet po utracie wspomnień o nauce, lis przyswajał sobie dosyć szybko rzeczy, które kiedyś umiał. Było to niejako jak powtórzenie, by rozruszać wyrywające się z letargu zapomnienia ciało. Podobnie miał gdy kogoś spotykał. Widząc kogoś oraz czując zapach mógł wywnioskować chwilowo to, czy znał daną osobę oraz niejako podpowiadało mu to typ relacji. Pozwalało ocenić pozytywność, czyli sojuszników i te negatywne odczucia, którymi najpewniej darzył swoich wrogów, bądź osoby, które niezbyt były przez niego lubiane. Powód do takich przypuszczeń jakoś w trakcie ponownego spotkania wypływał na wierzch.
Samica nadal była niezmiernie podekscytowana, a lisowi troszkę było szkoda, że już z niego zeszła. Gepardzie nakrycia głowy są teraz bardzo modne, ale zanim do tego przejdziemy to wypadałoby przyjrzeć się dokładnie siedzącej przed nim osobie. Cętki, miękkie futro oraz te charakterystyczne odruchy osoby nadpobudliwej. Czyżby miał przed sobą kobiecą wersję siebie z dodatkiem cętek? Widać było po ogonie, że znajoma nie może wysiedzieć spokojnie. Tak, zdecydowanie to musiała być osoba, z którą w przeszłości był mocno związany. Lis przysiadł w trochę inny sposób. Zgiął prawe kolano, a lewą nogę wsunął pod prawą, podpierając się jednocześnie prawą ręką o podłoże. Lewą zaś oparł przedramieniem na podkurczonej nodze. Ogon również ukazywał jego zaciekawienie i ekscytację nowym spotkaniem. Zamiatał znajdującą się za nim trawę.
- W sumie to trafiłaś. Dostałem czegoś co można nazwać amnezją. Widzisz podczas jednej z misji, którą wykonywałem dla Kattala – tyle chyba mógł powiedzieć, bo to było już stare zadanie, które nie zostało wykonane i staruszek pewnie się nie obrazi o to. Zresztą nie pamiętał wszystkich szczegółów tej misji, więc to samo w sobie działało jak klauzula poufności – napotkałem znacznie silniejszych ode mnie przeciwników. Właśnie tu na Ziemi – poklepał glebę pod sobą dłonią, którą się o nią podpierał – umarło moje ciało. Normalnie pewnie byłby to koniec opowieści, ale okazało się, że ktoś zamknął moją dusze w ciele – tutaj się skrzywił zanim wypowiedział dalsze słowa. Jak można było mu spłatać takiego psikusa i zamknąć w ciele człowieka. Obrzydlistwo – człowieka. Zwykłego człowieka, którego rodzina była dosyć bogata. Nie będę tutaj zbędnie rozwodził się nad tym co robiłem, bo w większej mierze moja świadomość była zablokowana i tylko od czasu do czasu udawało mi się przejąć ciało tej nędznej kreatury, w którą mnie wsadzono. Żył przez to dłużej niż zwykły człowiek – powiedział chwytając kamyczek, który miał pod palcami i zaczął go sobie w dłoni obracać. Oczywiście w trakcie opowieści zachowywał kontakt wzrokowy z samicą, a teraz dodatkowo westchnął sobie dla podkreślenia, że nie był zbyt szczęśliwy przez fakt dzielenia ciała z człowiekiem.
- Dosyć niedawno znalazł mnie mój ojciec i z pomocą magii przywrócono mi moje ciało, zaś dzięki mistrzowi Nodinowi wykopaliśmy z niego człowieka. Brzmi przekonująco? – zapytał i przekręcił głowę w bok. W sumie pewnie ktoś mógłby uznać to za stek bzdur wyssanych z pazura, bo pewne elementy opowieści były przysłonięte przez brak pamięci albo pominięte. Samica nie wyglądała na taką, która łyknie pierwszą lepszą bajeczkę. Wyglądała na inteligentną i pewnie zdyskredytuje tą opowieść. Tutaj jeszcze pojawiało się to specyficzne odczucie, bo miał wrażenie, że to była norma o czymś jej opowiadać. Kim ona była? Na pewno przyjaźnie nastawioną osobą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Nie Gru 17, 2017 2:15 pm

Eulalia nie była w stanie ukryć swojej ekscytacji. Po wielu, wielu latach spotkała kogoś, kogo uważała za martwego. Była pewna, że Rhoshan nie żyje. Tyle lat. A tu nagle miała go przed sobą. Żywego, zdrowego. I było widać, że dobrze się trzyma, nadal służąc CORE. Czy specjalnie zrobili jej taką niespodziankę? Skoro wiedzieli o niej tak dużo to mogli faktycznie też wiedzieć, że się przyjaźniła z nim. Dlatego ją tu wysłali. Jeśli taka była prawda to była niezmiernie wdzięczna organizacji za tak wspaniałą niespodziankę. Co prawda fragment o amnezji bardzo się jej nie podobał, ale jakoś to przeżyje. Ważne, że lis rozpoznawał jej zapach i kojarzył, że się znają. Gorzej, gdyby i jego nos zapomniał o niej. Wtedy ciężko by było jej wytrzymać.
Zastrzygła uszami, słysząc imię Kattala. W końcu zdążyła już go poznać. Całkiem przyjemna istota. Słuchała uważnie Rhoshana z lekko przekrzywionym łbem. Misja, okej. Tego sama się domyśliła, że zginął na misji. Nawet jeśli była tajna. Przecież ot tak by nie zniknął, nie porzucił swojej planety. Nie zostawił jej bez słowa. Prawda? Misja też tłumaczyła dlaczego akurat tu spotkała lisa. Tyle czasu siedział w jednym miejscu. Musiało mu być strasznie nudno. W dodatku... Uwięziony w ciele człowieka? To brzmiało niewiarygodnie. Nie wyobrażała sobie jakby to miało wyglądać. Złapać czyjąś duszę i zamknąć ją w innym ciele.
Na korzyść samca przemawiało na pewno wymienianie imion. I ojca. Wiedziała, że gdyby zapytała tą dwójkę o historię lisa to powiedzieliby jej prawdę. Nie kłamaliby. Jakoś ciężko jej było uwierzyć, że mogliby skłamać. Dlatego pomimo tego, że opowieść brzmiała totalnie niewiarygodnie i po prostu jak bajka to gepardzica była w stanie w nią uwierzyć. A później po prostu może jeszcze dopytać pozostałe osoby zamieszane w to. Jeśli Rhoshan wymyślał to po prostu oberwie od niej.
- Brzmi kompletnie nieprzekonująco, ale zaufam ci. - odpowiedziała w związku z tym. Poza tym, widzieli się pierwszy raz od... Ile to lat już minęło? Eulalia sama nie była pewna. Na pewno całkiem sporo. Zdążyła urosnąć i dorosnąć. Przejść długi okres służby w gwardii densorińskiej. Nie chciała się z nim kłócić. Ponowne spotkanie nie powinno tak wyglądać. Dlatego chwilowo wolała odpuścić sobie temat wiarygodności historii Rho.
- Pewnie teraz ja powinnam powiedzieć skąd się znamy skoro nic nie pamiętasz? - zapytała, zaraz lekko się uśmiechając. - Zacznijmy od podstaw. Mam na imię Eulalia, nie wiem czy to pamiętasz czy nie. Znamy się od... No, ja byłam kociakiem jeszcze kiedy się poznaliśmy. Między nami jest jakieś trzydzieści lat różnicy. Myślę, że mogę się nazwać twoją przyjaciółką. Spędzaliśmy razem dużo czasu. Opowiadałeś mi o swoich misjach. - przemilczała osobiste rzeczy pokroju zauroczenia. Nie ma to jak szczenięce uczucia. O nich lis nie musiał wiedzieć. Nie były w tej chwili niczym ważnym. Miała mu tylko powiedzieć, kim dla niego jest.
- A skoro wiem, co z tobą się dalej działo to wypada żebym i o sobie powiedziała. Tuż przed twoim zniknięciem dostałam się do gwardii Densorinu. A dzisiaj miałam pasowanie na członka CORE. Dlatego tutaj jestem. Dostałam misję. Mówiono mi, że spotkam tu innego operatora, ale nikt mi nie powiedział, że to ty. - w ostatnie słowa ponownie wyraźnie się wkradła ekscytacja samicy. Najlepsza niespodzianka, jaką mogła dostać. Żywy Rhoshan. Chyba nic tego nie przebije. Nigdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 517
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Nie Gru 17, 2017 3:42 pm

Staruszek Kattal był bardzo specyficzną istotą. Zdecydowanie z widm jak na razie to on miał to poczucie humoru, które odpowiadało lisowi. Ze względu na jego stopień to czarne poczucie humoru miało taki charakterystyczny wydźwięk. Jak dziadek żartujący sobie z wnuków i roastujący przy okazji. Założyłby się, że Starożytny potrafiłby kogoś obrazić w taki sposób, by jeszcze rozbawić tę osobę. Był taką przeciwwagą dla Dur Shurrikuna, który jak na maszynę przystało był poważny i opanowany. Dobrali się niemalże tak idealnie jak to duo z kreskówki Pinky & Brain, tylko że żaden nie miał chęci dominacji nad światem, a obaj definitywnie cechowali się inteligencją. W gruncie rzeczy nie chodziło tu o mierzenie ich intelektu, a sam komiczny impact tego duetu.
Wewnątrz lisa zaś zachodziło to dziwne odczucie ekscytacji, gdy spotkał gepardzicę. Każda komórka krzyczała, by pójść i się przywitać. Dorwać, przytulić do siebie dawną znajomą. Pewnie kiedyś zrobiłby to od razu, a teraz nie dość, że kogoś stracił to jeszcze na dodatek życie pośród ludzi odcisnęło na nim piętno. Niestety ludzie deprawują. Sami z sobą walczą o jakieś nieistniejące rzeczy. Religie, zabijanie się o surowce naturalne oraz poglądy polityczne. Po co komu ta cała demokracja, skoro można mieć rodzinę królewską, która ma nad wszystkim kontrole? Chociaż ostatnio się przekonał, że nawet na Densorinie znajdą się kreatury, które chcą przeciwstawiać się księciu. Banda ślepców pragnących mieć odrobinę władzy tylko dla siebie. Na Ziemi za głęboko zakorzenione było to podejście, że decyzję mają podjąć wszyscy i każdy może mieć na nią wpływ, a wystarczyłoby oddać dowództwo osobie do tego odpowiedniej.
Szczerze to nieszczególnie się zdziwił, że Eulalia uważa to za nieprzekonujące, ale zaufała. To się liczyło. Zresztą sam uznałby, że ktoś prawi dyrdymały i powinien odstawić flaszkę lub inny środek odurzający albo zająć się bajkopisarstwem. Pokiwał tylko głową mając na pysku niezręczny uśmiech, gdy ta zaproponowała, że się przedstawi. W miarę opowieści kiwał głową na znak, że słucha a jednocześnie zaczął sobie coś przypominać jak przez mgłę. Podrapał się po dolnej części pyska, gładząc się po nim miarowo, gdy Eulalia podała mu swój wiek oraz informację, że jest jego przyjaciółką. Jakby kalkulował jak szybko się starzeją samice i ile mniej więcej mogłaby mieć lat jeśli chodzi o takie ludzkie przeliczniki. Nie był nigdy dobry w cyferkach, więc pozostało mu strzelać w jakiś przedział. Definitywnie nie była jak ona… Nie czuł tego czegoś co miała Inezri, która najpewniej była od niej starsza. Właściwie to nie wiedział ile miała lat, ale czuł, że może być starsza od Eulali.
Wychodziło na to, że przeszła mniej więcej taką samą drogę jak on. Z gwardii do CORE, a teraz zajmuje się misjami. Faktycznie pamiętał jak przez mgłę dzień spotkania. Przymrużył na moment oczy próbując wydobyć to z wnętrza swojego lisiego łba, a szło to opornie. Szczerze to nikt mu też o żadnej misji nie powiedział, a może mieli dopiero Rhoshanowi przekazać meldunek o tym, że jest coś do zrobienia?
- No mi też nikt o tym nie powiedział – powiedział drapiąc się po głowie – Nodin poszedł sprawdzić co tam w oddali wybuchło, a jak wróci ma mi zrobić swój znak. Pewnie wybiorę ramię, bo to takie miejsce gdzie zwykle są jakieś oznaczenia na mundurach – w sumie myślał jeszcze o całej powierzchni klatki piersiowej, ale ze względu na możliwe rany znak mógłby się zetrzeć. No i musiałby całe opancerzenie zdejmować jeśli miałby pokazać symbol, a to jest czasochłonne. Tak to wystarczyłoby usunąć tylko jeden fragment, który jest mniejszy. Mało tego odczuł też jakąś potrzebę pochwalenia się samicy, że jest uczniem widma – No bo wiesz to taka tradycja, by mistrz oznaczał swojego ucznia. Będę miał spokój u niektórych osób, a inne będą mnie chciały zabić. W sumie norma – zaśmiał się odginając lekko w tył, opierając na obu dłoniach. Chciał zobaczyć to uczucie ekscytacji jego przyjaciółki, a z resztą chciał jej dać też trochę tych przyjemniejszych informacji na początek. Lis trochę spochmurniał i spojrzał sobie w niebo, po którym gnały obłoczki. Jak ogromne okręty kosmiczne.
- Znałaś Inezri prawda? Mówiłem Ci o niej pewnie jeśli opowiadałem o misjach. Ja… ją straciłem w Houston – powiedział smutno i zacisnął łapy na trawie. Nadal obserwując obłoki, a potem kierując pochmurne oblicze na Eulalie. Była jego przyjaciółką, więc mógł chyba jej się wyżalić. Odczuł zresztą taką potrzebę – Nie mogłem nic zrobić, by ją uratować. Mimo, że jej również w pełni nie pamiętałem to wiem kim była dla mnie – lis najpewniej opowiadał Eulalii o Inezri, którą poznał na jednej z misji. To była tropikalna planeta, na której mieli wykonać pewne zadanie. Poszedł z samicą na randkę do lokalnego baru, a wszystko to zapoczątkowane było przegranym zakładem, w którym lis musiał zjeść najsłodszy owoc na planecie. Miała reputację, że w jej pobliżu zawsze coś wybuchało. Nawet nie z jej winy, tak jak ten barek, w którym przypadkowo doszło do przepięcia i po prostu wyleciał w powietrze. Taki pech, ale kto by sądził, że kiedyś wybuch zakończy jej żywot? Inezri bardzo lubiła materiały wybuchowe. Pewnie chciałaby, żeby na jej pogrzebie zrobić pokaz pirotechniczny.
Po chwili lis postanowił zmienić temat, by odgonić myśli od tej straty. Przypomniał sobie nawet okoliczności spotkania.
- Pamiętam jak przez mgłę nasze spotkanie. Jak będę farmazonił to mnie popraw, ale to chyba zaczęło się od tego, że podglądałaś mnie i Akaryntha nie? - zapytał strzygąc uszami, jednocześnie uśmiechając się lekko. Ciekawe czy Nodin również by ją przyjął na swoją uczennice? Pewnie była taka możliwość, ale pewnie już z samym lisem dostanie cholery, a jak jeszcze dorzucić kogoś to już w ogóle. Eulalia wyglądała mu w sumie na taką małą kopie samego siebie pod względem doświadczenia bojowego.
- W sumie wygląda na to, że przechodzisz bardzo podobną drogę co ja, więc czemu nie spróbujesz dogadać się z Mistrzem Nodinem i też u niego trenować? - zaproponował to w ramach żartu, bo nie spodziewał się, że samica faktycznie tego spróbuje. W sumie był ciekaw czy wpadnie w zastawione przez niego sidła.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Pią Gru 22, 2017 2:21 pm

Eulalia starała się opowiedzieć Rhoshanowi o najważniejszych rzeczach. Być może po ich usłyszeniu lisowi coś się przypomni. Nawet jeśli nie od razu to z czasem. W końcu nigdzie im się nie spieszyło skoro mieli mieć jakąś wspólną misję. Spędzą ze sobą sporo czasu, więc gepardzica mogła co jakiś czas opowiadać o różnych rzeczach z ich życia. O tym co widziała lub o czym rozmawiali. Co razem robili. Miała całkiem spory wybór, bo i sporo lat spędzili razem. Przynajmniej według niej. Miała wrażenie, że samiec towarzyszył jej prawie przez całe jej dzieciństwo choć zapewne nie do końca tak było.
- Misja niespodzianka? Skoro ty o niej nic nie wiesz, a ja nie dostałam żadnych szczegółów. Chyba, że moją pierwszą misją miało być spotkanie z tobą. - stwierdziła z lekkim śmiechem. Co prawda nie sądziła, że zrobiliby sobie z niej aż takie żarty w CORE, ale z drugiej strony... Może Nodin coś wiedział na temat tej misji i po powrocie da im znać o co w tym wszystkim chodzi. Gdzieś coś wybuchło, więc pewnie będzie chciał się zająć tą sprawą. Nie szybko raczej wróci do nich, więc mieli dużo czasu na rozmowę. Samica chciała dopytać lisa o wiele rzeczy. O tym co tu robił dokładniej, kogo poznał. Może coś ważnego o tej planecie mógłby też jej powiedzieć. Dobrze znać teren, po którym ma się poruszać. Rhoshan go znał, ale Eul kompletnie nic nie wiedziała o Ziemi.
- Zrobi ci znak na ciele? - zainteresowała się tym oznaczaniem. Nie wiedziała, że Nodin uczył go. To w sumie brzmiało całkiem ciekawie. Pewnie treningi były mega ciężkie. No i pewnie to był jakiś zaszczyt. Nie była tego pewna. Ona już miała sparing z jednym widmem, ale skończyło się zabawą. Tutaj pewnie chodziło o poważne trenowanie i doskonalenie się. Ona będzie się uczyła na misjach. Każda misja będzie dla niej treningiem. A przegrana? Trzeba się uczyć na swoich błędach i wyciągać z nich lekcje.
- Mówiłeś mi o niej coś kilka razy. Przykro mi, że zginęła. - skinęła lekko łbem. Nie miała zamiaru przypominać lisowi, że kiedy on zaczynał mówić o Inezri, ona zaczynała marudzić, że chce słuchać o wrogach i walkach, a nie miłostkach. Kazała sobie opowiadać o tym, jak wyglądali wrogowie, co potrafili. Co samiec robił, by ich pokonać. Za każdym razem szybko ucinała temat lwicy. Cóż, szczenięca miłość to egoistyczna miłość. A raczej zauroczenie. Nie chciała słyszeć o innych samicach z jego pyska. Z perspektywy czasu wydawało się jej to dosyć zabawne. Jednak naprawdę było jej przykro. Śmierć nigdy nie był niczym przyjemnym, więc to akurat mówiła szczerze.
- Dokładnie. - pokiwała energicznie głową na słowa Rhoshana. Dokładnie tak się zaczęła ich znajomość. - A później szłam za wami, bo się zgubiłam, ale nie chciałam się do tego przyznać. Ciągle przychodziłam na twoje treningi i udawałam po swojemu, że też trenuję. W końcu byłam jeszcze kociakiem. - dodała nieco szczegółów. Powoli powoli i lis będzie wiedział coraz więcej. Na pewno z czasem pamięć mu wróci. Amnezja chyba mało kiedy była permanentna.
- Lepiej nie. Wystarczy jak ciebie będzie trenował. Dwie osoby na jedno widmo to trochę za dużo chyba. Mistrz zazwyczaj ma jednego ucznia. Tak mi się wydaje. - odparł, kręcąc przecząco. Nie chciała się narzucać ze swoją osobą. Może tak jak kiedyś, przyglądać się treningom. Uczyć się z patrzenia. Samej sobie robić treningi. Misja, o której oboje nic nie wiedzieli za bardzo, też na pewno okaże się dobrym treningiem. Chrztem bojowym w CORE.
- Do CORE dołączyłam, bo chciałam żebyś był dumny ze mnie. Tak pośmiertnie. Trochę bez sensu, ale tak myślałam wtedy. - wzruszyła lekko ramionami. Osoba martw nie mogła czuć przecież dumy ani widzieć jej i tego co robiła, ale takie myślenie na pewno sprawiało, że było jej łatwiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 517
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Pią Gru 22, 2017 4:51 pm

- Misja zaliczona – zaśmiał się, chociaż może ktoś jeszcze w lesie był albo właśnie Nodin ma coś wiedzieć w tej kwestii. W końcu CORE pewnie powiadomiłoby lisa, że ma kogoś odebrać i jakie będzie ich zadanie. Mogła to być również taka niespodzianka, by lepiej mu się zdrowiało w szpitalu. Tak, zdecydowanie w takim towarzystwie mógłby sobie poleżeć i poudawać chorego trochę dłużej. Któż inny zmarnowałby taką okazję, by piękna samica zajęła pozycję pielęgniarki? Chyba tylko szaleniec, który aż nadto lubi wojnę!
Pokiwał tylko głową potwierdzając słowa gepardzicy. To właśnie ich widmo opiekuńcze postanowiło wybrać lisa na swojego ucznia. Według lisa i zapewne innych był to niejako prestiż, gdyż widma nie wybierają od tak sobie uczniów, bo fajnie jest być mistrzem. Rudzielec widział to jako zaszczyt, a zarazem oznakę zaufania ze strony jaszczura, który przecież tyle razy nadstawiał karku za ich rasę. Chociaż już widział ten prestiż ze strony samic, gdy te zobaczą znak. Oczywiście tych bardziej kumatych, które rozpoznają co on dokładnie oznaczał. Nie dość, że Rhoshan był przybranym synem Akaryntha to jeszcze dodatkowo uczniem Nodina – Densorińskiego Widma. Ciekawe jak bardzo zmienią się jego treningi oraz czy będzie mógł przyodziać ten pancerz, który widział w zbrojowni? Ten, który pozwalał zwykłym stworzeniom walczyć na równi z widmami. Sam w sobie był to tylko gadżet, bo o jego efektywności decydowało pewnie przeszkolenie oraz ogólna sprawność użytkującego. Niczego innego by się nie spodziewał, bo tak pewnie by działał taki stworzony przez Nodina, który nie lubił takich udziwnień jak sztuczne dawanie komuś siły.
Zdecydowanie takiej reakcji spodziewał się po Eul, bo czegoś takiego naprawdę długo nie czuł. Takiego czystego współczucia. Teraz mógł nawet mieć jako taki obraz tego co czuł jego ojciec, gdy tracił swoich ukochanych. Tylko musiał to przemnożyć razy tysiąc co najmniej, z drugiej strony tym bardziej podziwiał Akaryntha, że udało mu się pokonać ten ból i dokonać zemsty na oprawcach. Powinien pójść w ślady ojca, czyniąc dokładnie to samo. No może tylko skorzystać z innej metody, bo wieszanie na palach to nie jego styl.
Im dłużej rozmawiał z gepardzicą, tym jaśniej świeciło się to światełko w jego głowie. Właściwie to na Ziemi nigdy nie miał okazji być pijanym, więc ciężko mu to było nawet porównać do tego stanu, gdzie nie pamięta się poprzedniego wieczoru i dopiero rozmowy kolegów przypominają co się działo. Wiedział, że póki co jest na dobrej drodze do odzyskania znacznej ilości pamięci. Kiedyś mu nawet powiedziano żeby tego nie szukał i chyba po prostu chodziło o to, że problem sam się rozwiąże. Stopniowe przyswajanie starych informacji zaczynało dawać efekty.
- A potem pewnie tata narzekał, że coś robiłaś źle i pokazywał jak to masz zrobić poprawnie – rzucił lis, jedynie spekulując jak mógłby zareagować smok. Akarynth był przyjazny wobec rodziny, ale brak dyscypliny karał i to solidnie. Skoro Eulalia z nim trenowała to pewnie też wiedziała, że treningi gwardii były tym bardziej rygorystyczne im bliżej było się białego smoka. Z drugiej strony miał też miękkie serce dla rodziny, zwłaszcza że czasem widać było na korytarzu ten obrazek Akaryntha niosącego wymęczonego, śpiącego liska w rękach. Tak to wyglądało w tej wizji, którą Rhoshanowi pokazano oraz opowieściach, które zaserwowały mu różne osoby o swoim ojcu. W sumie Eulalia też w dzieciństwie myślała jak lis, bo ten też by się nigdy nie przyznał, że zgubił drogę. Kręciłby, że zna ale idzie okrężnie, by w ramach treningu zrobić dłuższą trasę. Gepardzica pewnie też wiedziała co się stało z biologicznymi rodzicami lisa. Skoro byli przyjaciółmi to nie musiał o to wypytywać, bo wiedział, że zginęli w trakcie walk na planecie.
- Mistrz ma jednego ucznia? – machnął na to ręką, w geście, że to bzdura. Przecież Akarynth, który był super nauczycielem miał wielu uczniów jednocześnie, a co dopiero Nodin! – To duże widmo, da sobie radę. Zresztą co Ci szkodzi spróbować? – zapytał retorycznie. W sumie Eulalia nic na tym nie traciła, a mogła jedynie zyskać. Na dodatek miał przeczucie, że samica od tak nie odpuści i będzie się przyglądała tym treningom – Tylko uprzedzę, że trening z widmem to zupełnie co innego niż sparingi z gwardzistami – chciał tylko uprzedzić, a może raczej zachęcić gepardzicę do tego. W końcu uczyliby się oboje u najlepszego i zarazem niepowtarzalnego widma, które mogli dobrze znać. W dzieciństwie miał nawet pewną scenkę jak pajacował nad klifem przed publiczką, a potem leciał na dół. Skończyłby martwy, ale Czarnołuski go wtedy uratował i przewiózł na swoim grzbiecie.
Lis słysząc jej deklarację położył dłoń na jej ramieniu i uśmiechnął się do Eulalii. Po chwili przeniósł dłoń na jej głowę i pogłaskał ją, pieszcząc za uszami lekko – Jestem dumny, że Ci się udało – powiedział, a jego uśmiech stał się bardziej chytry. Jak typowy lis, postanowił skorzystać z okazji i przyciągnął gepardzicę do siebie, by po prostu ją przytulić do siebie. Tak mu było wygodniej, niż kiedy wskoczyła mu na głowę, a z drugiej strony jej też nie musiało być najgorzej, bo był od niej wyższy i miała w co się wtulać.
- Wiesz, ja zawsze miałem jakieś szczęście do widm. Policzmy… ratowanie mojego tyłka przez Nodina jak byłem mały, potem wpadłem na egzekutora i przyniósł mnie w zębach do sali narad. Dalej trafiły mi się misje od widm, a na Ziemi to już w ogóle chyba tylko w ich towarzystwie ostatnio przebywam – zaśmiał się. Maskując, że jedno widmo mu odebrało kogoś cennego i to go boli. Wewnętrznie odczuwał ten ból straty, ale nie mógł się poddać. Nie teraz.
- W sumie minęło dużo czasu. No przyznaj się koledze, że znalazłaś sobie kogoś – postanowił się trochę nad nią poznęcać i po przyjacielsku podokuczać. W końcu była trochę młodsza od niego, więc pewnie jakoś sobie zdążyła ułożyć życie kiedy on był tu na Ziemi. Był po prostu ciekaw, a ciekawość to pierwszy stopień do lisowania.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Pon Gru 25, 2017 3:24 pm

- Ciekawe co nas czeka za wykonanie tej misji. - powiedziała jakby w lekkim zamyśleniu, niby na poważnie traktując ich spotkanie się jako misję, którą miała wykonać. To byłoby zabawne, gdyby się okazało, że nie ma tu nic więcej do zrobienia. Ciekawe ile czasu w takim wypadku mogłaby zostać na tej planecie żeby się nacieszyć przyjacielem, który powrócił do żywych. Dla niej dopiero teraz. Nie wiedziała ile czasu już żył na tej planecie.
- Myślisz, że CORE wiedziało o naszej znajomości? Czasem mam wrażenie, że oni wiedzą wszystko o wszystkim. Chyba ciężko ich zaskoczyć. - przechyliła głowę, strzygąc jednym uchem i wpatrując się w Rhoshana. W sumie to wiedziała, że CORE ma u siebie telepatów. Tylko czy wchodzili innym do głowy bez pozwolenia? To trochę niegrzeczne jej zdaniem. Nie powinno się łamać czyjejś prywatności jeśli ktoś sobie tego nie życzył.
- Czasem. Wiesz, nie trenowałam z tobą tylko obok ciebie. Wiesz, takie szczenięce papugowanie od starszych. Naśladowanie. Później, jak już traktowałam to poważniej to bardziej. - wytłumaczyła rudzielcowi. W końcu na początku to była dla niej tylko zabawa. Powtarzanie ruchów za lisem. Nie trenowanie. Dopiero kiedy zrozumiała, że podoba się jej to to wzięła trening na poważnie. Przez długi czas jednak była to dla niej tylko zabawa. Jedni bawią się w dom, a ona bawiła się w walkę. Dla takiego malucha to w sumie nie było nic dziwnego.
Samcowi chyba bardzo zależało żeby też zechciała trenować u Nodina. Albo próbował ją wkręcić w coś. Tego nie wiedziała, ale strasznie uparcie starał się ją przekonać do tego. Sama nie wiedziała czy to dobry pomysł. Nie chciała się narzucać widmu, który pewnie i tak miał już sporo roboty z Rhoshanem i swoimi obowiązkami. Wolała nie dodawać mu więcej roboty. Przecież mogła sama trenować. Albo z rudzielcem.
- Domyślam się. Widmo to inna liga. - odpowiedziała na jego ostrzeżenie. O tym nie musiał jej mówić. Wygranie z widmem na pewno było mega trudnym zadaniem. O ile wykonalnym. Nie zastanawiała się nad tym jednak, gdyż zaraz lis zaczął ją drapać za uchem. Przechyliła lekko głowę, nadstawiając to miejsce za uchem do drapania. Najbardziej jednak ją ucieszyło kiedy powiedział, że jest z niej dumny. Właśnie te słowa chciała usłyszeć od niego. Przyciągnięta, w ogóle nie protestowała. Objęła go ramionami i wtuliła policzek w miękkie futro samca, mrucząc przy tym głośno z zadowoleniem.
- To na Ziemi tyle widm żyje? - zapytała, nie odsuwając się od jego ciała. Tak jej było dobrze. Miękko, ciepło i wygodnie. Nie widziała więc potrzeby, by zmieniać pozycję. O egzekutorze wiedziała, tak samo o spadaniu z klifu. Tylko o tym co się działo na tej planecie nie wiedziała nic.
- Szczerze? Raz czy dwa, ale nic z tego większego nie wyszło. Chyba za bardzo koncentrowałam się na swoim celu. Awans w gwardii był dla mnie najważniejszy. Wyobrażałam sobie, że choć nie żyjesz to i tak będziesz dumny z mojego zaangażowania. - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Nie miała potrzeby kłamać. Miała bogate życie towarzyskie, ale to się ograniczało do znajomych i przyjaciół. Znalezienie sobie drugiej połówki było już trudniejszym zadaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 517
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Pon Gru 25, 2017 6:50 pm

Za wykonanie zadania pewnie dostaną żołd, jak to zwykle wojskowi dostają. Rhoshan był tylko ciekaw jaki przelicznik ma waluta CORE względem amerykańskich dolarów, którymi płaciło się w Stanach. W wolnej chwili pewnie sprawdzi to w ISAC’u, ale czy ktoś kiedykolwiek widział ogromnego futrzaka w supermarkecie robiącego zakupy? Pewnie kasjerka wydałaby grosika, a ludzie dziwnie spoglądaliby jakby taki otwierał sobie paczkę z mięsem i zaczął przeżuwać surowe. Kiedyś zdecydowanie musi pójść na zakupy, by wybadać reakcję ludzi.
- Myślę, że pewnie chwila wytchnienia, żołd i możliwość pozwiedzania tej planety – odpowiedział w końcu. Póki co to jego czas wolny po misjach ograniczał się do chwili odpoczynku, a następnie treningów, by utrzymać formę. Potem miał okazję pozwiedzać trochę otoczenia, zwłaszcza jeśli przebywał na okręcie. Jeśli nic aktualnie nie wybuchło jak chociażby inwazja w Houston. Mniej lub bardziej przypominało to regularną ludzką pracę. Wstawali rano, szli do pracy i po niej organizowali sobie jakoś czas. Kwestia, że był to po prostu zawód żołnierza, więc cały czas można było przebywać w pracy lub mieć wolne, w zależności od tego co działo się akurat na świecie. Na brak roboty nie będzie narzekał, bo do zdławienia są bunty przeciwko księciu, a na dodatek nie skończyli spraw z Ziemią.
- Analizują każdego z kandydatów. Na pewno wiedzą o znajomościach poszczególnych członków załogi, bo wiadomo że każdego należy sprawdzić pod względem czy jest „czysty”. Ciężko zaskoczyć, ale jest to możliwe – odpowiedział drapiąc się po uchu, merdając przy tym spokojnie ogonem. Szczerze to nie spodziewał się, że łatwo jest CORE oszukać, w końcu mają w sztabie wyspecjalizowanych szpiegów oraz maszynę, która nie jest tak głupia jak ziemskie komputery. Już samo to, że uzbrojenie miało swoje własne AI, utrudniało sprawę z oszukaniem. Co nie zmienia faktu, że nie ma rzeczy niemożliwych i ostatnio przecież udało się Czarnemu Ogniowi zaskoczyć operatorów. Gdyby byli na to przygotowani, to wysłaliby od razu dodatkowe jednostki, by zająć się tym osobnikiem. Nie była to organizacja wszechwiedząca, a po prostu ze znacznym zasobem danych, zaś każdego operatora należało sprawdzić. Przechodził testy, które miały ocenić czy dana osoba się nadaje, a znajomi również byli sprawdzani. Głownie dlatego, by mieć pewność czy ktoś nie ma powiązać z terrorystami lub inną organizacją, która może zaszkodzić CORE. Standardowa procedura, do której nawet nie potrzeba pomocy telepatów, chociaż ich pewnie używało się w ostateczności, by mieć co do danej osoby pewność. Z tego co Nodin mówił, to telepatów dało się wypchnąć ze swojego umysłu, ale na przesłuchaniu mogło to wyglądać nieco inaczej. Chyba, że ktoś był wytrenowany w obronie przed tym i poradzi sobie w każdych warunkach.
Ojciec Rhoshana bardzo dbał o gwardię, dlatego też najpewniej pozwalał w jakiś sposób uczestniczyć Eulali w ćwiczeniach. Takie coś w ramach zachęty, zresztą marzeniem chyba każdego densorina był taki prestiż jak zostanie gwardzistą bądź operatorem CORE. Rzecz jasna byli też tacy, którzy zajmowali się zaopatrzeniem albo innymi funkcjami na planecie, ale pewnie gdyby przyszło do obrony planetarnej to większość mogłaby pełnić obowiązek obrony swojego świata. Byli wojownicza rasą, która zbyt ukochała odzyskana wolność, by od tak się poddać i na nowo otrzymać kajdany.
- Ale czuje, że tak wysoko postawiona poprzeczka zdecydowanie przynosi efekty. Można pokonać Widmo samemu nim nie będąc – nie było osób niezwyciężonych, a na każdą możliwość można było się przygotować. Walka nie zawsze sprowadzała się do bezpośredniego starcia, które tak bardzo lubił lis. Nie powiedział jednak, że takie coś byłoby łatwe. Wręcz przeciwnie, jest to piekielnie trudne i tylko odpowiednio przeszkolone osoby mają szansę przeżyć to starcie. Chociaż z drugiej strony był Sędzia Kyrat, który mógł zabijać widma i sam w sobie był dosyć potężną istotą. Nawet jeśli Rhoshan go nie lubił, to musiał mu to przyznać, że miał w sobie siłę. Jeśli on mógł to osiągnąć, to każdy inny dostatecznie uparty również da radę.
Lis zaczął głaskać po głowie wtuloną w siebie Eulalię. Zatęsknił za tym przyjemnym uczuciem, gdy ktoś bliski się w niego wtulał. Na Ziemi ludzie byli jacyś dziwni, bo nie praktykowali czegoś takiego wobec innych niż bliskie osoby. Ile problemów uniknęliby, gdyby byli bardziej otwarci? Znał naturę tego gatunku, w końcu żył we wnętrzu jednego człowieka przez dłuższy czas, ale jednocześnie rozumiał swoją naturę.
- Część po prostu na okręcie przebywa, ale na samej Ziemi aktualnie przebywa na pewno Nodin. Co do jego brata Onurisa nie mam pewności, wiem tyle że żyje i nie mów o nim w pobliżu Czarnołuskiego, bo to drażliwy temat – wygadał się samicy, ale jednocześnie przestrzegł ją, by nie poruszała tego tematu przy Nodinie. To mogłoby się na niej odbić, a szkoda własne widmo do siebie zrażać – Musi minąć trochę czasu. Wiesz jak to jest z bliskimi, którzy nagle wracają do życia – dopowiedział. W sumie powinna dzięki temu lepiej zrozumieć Czarnołuskiego, w końcu przeżyła coś bardzo podobnego. Nie był to zaginiony członek rodziny, ale bliski przyjaciel więc pewnie w jakiś sposób gepardzica dałaby radę wykazać się empatią.
Z ulgą, taką dziwną ulgą której nie rozumiał do końca, odetchnął że aktualnie cętkowana była sama. Coś podświadomie mu mówiło, że powinien z tego faktu się cieszyć. Lis to dziwne stworzenie, które zostało pokarane przez ten ludzki świat – No to teraz możesz sobie podnieść poprzeczkę, by prześcignąć mnie w CORE – uśmiechnął się do niej i poczochrał pieszczotliwie po głowie. Skoro już przechodziła identyczną ścieżkę jak on, to mógł jej troszkę wjechać na ambicje, by go prześcignęła wytyczając swoją.
- Streszczę Ci w sumie na co powinnaś tu uważać. Ludzie mogą się Ciebie bać ze względu na wygląd. Dzieci raczej się nie boją, tylko dorośli i mowa tu o cywilach, bo wojsko z nami współpracuje. Mamy na tej planecie swoje zadanie, ale tak przy okazji pomagamy innym – powiedział kciukiem gładząc ramię samicy. Jakoś tak bardziej lubił ziemskie dzieci, bo nie patrzyły na niego z przerażeniem tak jak dorośli i zdecydowanie sprawiały mniej problemów. Może to jakiś samczy instynkt, który kazał ochraniać młode?
- Poza tym na Ziemi znajdują się tak zwani nadludzie. Posiadają zdolności, które najbliżej porównać z magią lub wzmocnieniami technologicznymi. Z tego co przez lata się zorientowałem to dzielą się oni na bohaterów, których ludzie kochają i złoczyńców, przed którymi odczuwają lęk. Co do samych ludzi to zauważyłem, że taki kontakt fizyczny jaki obecnie mamy jest zarezerwowany jedynie dla par lub bardzo bliskich sobie osób. Są skryci i mają swoją przestrzeń, którą trzeba uszanować. Kochają też wojny oraz są zdolni do największych poświęceń jak również największego okrucieństwa względem siebie – mniej więcej tak Rhoshan opisał rasę ludzką, z którą przyjdzie Eulali i jemu pracować. Oczywiście mogła mieć trochę inne dane z ISAC’a, zaś on przedstawił jej tylko swój punkt widzenia. Historia rasy ludzkiej to praktycznie same wojny – Dzieli ich religia oraz przekonania polityczne, nie są nawet w najmniejszym stopniu tak zjednoczeni jak nasza rasa – dodał po chwili kolejną uwagę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Sro Gru 27, 2017 7:35 pm

- Możliwość pozwiedzania tej planety brzmi zdecydowanie najlepiej. Żołd CORE pewnie i tak się nie przyda tutaj. Chyba, że mają zamiar się bawić w przeliczenie na tutejszą walutę. Zresztą i tak pewnie bardziej będziemy żyć na okręcie, nie? - zastrzygła uszami, uśmiechając się - Właśnie, będziesz musiał później wpaść do mojej kwatery i obejrzeć ją sobie. Naszemu księ- Znaczy, Acrothowi się chyba podobała. - nadal dziwnie jej było mówić o następcy tronu ich planety po imieniu, ale musiała się tego w końcu nauczyć skoro o to ją poprosił. -  Nic powiedział, ale wiesz. Jego mimika na to wskazywała.W ogóle to fajnie, że można sobie urządzić pokoik po swojemu, a nie, że wszystkie są identyczne. - troszkę zboczyła z tematu zwiedzania i żołdu, ale jakoś tak wyszło przypadkiem, że jedno z drugim się powiązało. Rozgadała się, ale to wina Rhoshana. Nie widzieli się tyle czasu i chciała mu praktycznie o wszystkim mówić. Nadrobić ten długi czas kiedy się nie widzieli choć to pewnie będzie trudne.
- Pewnie tak. Muszą co najmniej wiedzieć jak dana osoba sobie radzi w gwardii. No i czy nie ma kontaktów z kimś złym. Jeśli wiedzieli, że znam ciebie to faktycznie zrobili nam wspaniałą niespodziankę. Pewnie nie wiesz za ile Nodin wróci żebyśmy mogli go dopytać czy coś wie o tej misji? - była ciekawa co tak właściwie robił teraz Nodin. Rho mówił jej coś o eksplozji, a widmo miało tylko sprawdzić co się tam dzieje. Musiało to być coś poważniejszego skoro tyle to mu zajmowało. Może właśnie z kimś walczył. A oni sobie tu siedzieli i dyskutowali. Chętnie by się przeszła i sprawdziła co się tam dzieje. Przy okazji by obejrzała sobie kolejny kawałek tej planety. Skoro jednak ten kazał lisowi tu zostać i czekać to ona również powinna zrobić to samo i nigdzie się nie oddalać. No, przynajmniej nie za bardzo.
- Ja mam nadzieję, że nie będzie potrzeby walczyć z widmami, ale w razie czego i tak będę trenowała, więc na pewno dam z siebie wszystko. Tego możesz być pewien. - zapewniła lisa, przybierając przy tym nieco poważniejszy ton. Zwłaszcza jeśli miała walczyć u jego boku to tym bardziej miała zamiar pokazać co potrafi.
Wtulała się w samca, mrucząc z zadowoleniem na jego głaskanie. Zdecydowanie brakowało jej tej bliskości. Może i nie był jedynym, który ją głaskał czy drapał za uchem, ale był wyjątkowy, więc wolała, gdy to właśnie on to robił. No i stęskniła się za jego dotykiem. W końcu tyle lat się nie widzieli.
- Wiem aż za dobrze. Obiecuję milczeć. - pokiwała lekko głową, a że przytulała się do Rho cały czas to potarła przy okazji policzkiem o jego klatkę piersiową. Może i lis nie był dla niej członkiem rodziny, ale był najlepszym przyjacielem, więc była w stanie zrozumieć sytuację widma. Na wspomnienie, że mogłaby prześcignąć lisa w CORE, gepardzica lekko się zaśmiała. - Może kiedyś, zastanowię się. - Przecież ona dopiero co weszła do organizacji, była jej częścią od kilkunastu minut. On za to miał za sobą o wiele więcej, nawet jeśli część tego czasu siedział uwięziony w ludzkim ciele.
Kiedy samiec powiedział, że streści jej najważniejsze rzeczy, Eulalia nadstawiła uszu. Przestała się łasić i tylko jej ogon lekko poruszał się na boki za jej plecami. To, że ludzie mogą się jej bać nie było dla niej niczym nowym. W końcu w ogóle ich nie przypominała. Widziała w końcu to ludzkie szczenię na statku. Dziecko, jak powiedział Rhoshan. Była taka mała i zupełnie inna od niej. Czyli malce się ich nie boją. Może są ciekawskie, jak maluchy z Densorinu. Każde małe chyba miało ciekawość silniejsza od strachu. Pomaganie innym było oczywiste, to był główny cel CORE. Pomagać.
Z zaciekawieniem słuchała informacji o nadludziach i ich wyjątkowych mocach. Magia i technologia? Byli wyjątkowi? To brzmiało ciekawie. Już wiedziała, że chciałaby kiedyś spotkać takiego nadludzia i zobaczyć co potrafi. Nie przepadali za takim kontaktem fizycznym? To jak niektórzy z ich rasy. Niektóre samice nie lubiły być dotykane przez kogokolwiek i mogły agresywnie zareagować na niechciany kontakt fizyczny.
- Kochają wojnę? To są naprawdę dziwni. A rozdzielanie się przez religię jest bez sensu. Rozumiem poglądy polityczne, to akurat jest dosyć powszechne. W końcu każdy może myśleć co innego. Ciekawe co ISAAC o nich wie, później sobie sprawdzę. - zadecydowała jeszcze. Ludzie brzmieli na dosyć skomplikowaną rasę. Szczególnie z tym zamiłowaniem do wojny. Lubią tracić bliskich? Patrzeć na ich śmierć? Bez sensu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 517
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Sro Gru 27, 2017 9:21 pm

Racja, pewnie będą mieszkali w głównej mierze na terenie koszar lub w swoich pokojach na okręcie. Pokiwał głową zgadzając się z jej punktem widzenia. Chociaż wypady na miasto po cywilnemu pewnie będą możliwe. Tak zawsze było na akcjach, że po wykonaniu swoich wszystkich obowiązków był czas wolny. Zresztą będąc obok widm można było załapać się na takie krajoznawcze wycieczki. Miał okazję nawet odwiedzić pustynię tej planety podczas jednej z takich właśnie eskapad. Innym razem trafił w trakcie misji nad tamę, gdzie powalił jakiegoś nadczłowieka, który chciał podtopić okolice. Szczególnie trudna walka to nie była, gdyż przeciwnik złożył się po kombinacji bodajże dwóch ciosów. Szkoda, że to potrwało tak krótko. Zdecydowanie wolał takie dłuższe mordobicie z przeciwnikiem, niż szybką porażkę jednej ze stron.
- To mi przypomina, że do siebie też powinienem Cię zaprosić. Był u Ciebie Acroth? – spytał zdziwiony, a zarazem z lekką nutką zazdrości. Nastroszył nawet uszy, a jego ogon przestał się poruszać po trawie. Tak oto książę pierwszy dostąpił zaszczytu zwiedzenia kwater Eulali podczas, gdy lis siedział tutaj. Lubił księcia za to, że potrafił rozmawiać z innymi jak równymi sobie. Nie patrzył na status, a sam był dosyć problematyczną osobą do pilnowania. Na pewno nie był jak elity ludzkie, które w zdecydowanym poważaniu mają swoich poddanych tak długo aż nie dojdzie do okresu wyborów. Wtedy nagle władający tego świata dostają małpiego rozumu i zaczynają mydlić oczy ludziom, że zmienią się, zrobią to oraz to, a finalnie niewiele z tych obietnic jest spełnianych. Widział to parę razy i za każdym nie mógł się nadziwić dlaczego nadal ich wybierają. Czy rasa ludzka naprawdę była taka głupia, że nabierają się na ten sam numer wielokrotnie?
- A no to chyba kwestia tego, że jakby każdy pokój był identyczny to pewnie spadłoby morale. Nie jestem od tego ekspertem, ale wydaje mi się, że chodzi o stworzenie tego poczucia „domu”. Wtedy lepiej walczysz na polu bitwy, bo chcesz wrócić do swojej kwatery – szczerze odpowiedział lis, w końcu nie on był ekspertem od tak zaawansowanych strategii. Spróbował coś wytłumaczyć jak najbardziej sensownym według siebie wyjaśnieniem. Nie musiało ono być prawdziwe, a tak tylko chciał pokazać, że coś wie. Mógł się w końcu mylić, przecież jest tylko wielkim, rudym lisem!
- Cytując klasyka „Nodin chodzi własnymi ścieżkami”. Trudno mi powiedzieć kiedy wróci, ale kazał mi czekać na siebie, więc pewnie to nic wielkiego. Tylko czasochłonnego – wzruszył ramionami futrzak. Może widmo właśnie odbudowywało to coś co wybuchło oraz próbowało wyjaśnić co dokładnie zaszło? Ewentualnie mógł się z kimś zagadać i zapomnieć o lisie. Nie zdziwiłby się, ale mógł to być równie dobrze test! Mógł kazać mu tu siedzieć, a sam wróci za kilka dni, by sprawdzić czy jego uczeń się posłucha.
- Uwierz, czasami trzeba będzie. W Houston ledwo uszedłem z życiem po takiej jednej walce. Sunad wrócił do życia, a ja zaserwowałem mu leczenie kanałowe. Spaliłem pancerz bojowy, ale przynajmniej poczuł, że ugryzł nie tego lisa co potrzeba – skomentował Rhoshan. Właściwie to w Houston walczył z dwoma widmami, tylko w pierwszym przypadku musiał ledwo żywego Nodina odciągnąć od walki. Ważył kilka ton i nie było to łatwe zadanie, jednak jakoś im się udało. Drugie starcie miał z Sunadem, których ich rozgromił. Zresztą to imię mogła Eulalia skojarzyć, gdyż w trakcie walk o odzyskanie wolności na Densorinie, właśnie z tym widmem walczył Nodin. Należało do tych opiekunów najeźdźców, których futrzaki rozgromiły przy pomocy Dur-Shurrikuna.
Zdecydowanie przyjemnie upływał mu czas, gdy tak sobie rozmawiali nawet na poważne tematy. Jakoś tak lis miał tendencje do trafiania pod mistrzów, którzy tracili członków rodziny. Można to uznać za jakiś zły znak, gdyż następny mistrz o ile takiego będzie miał, najpewniej straci jakiegoś członka rodziny, jeżeli rzecz jasna już nie stracił. Najpewniej i Eulalia kiedyś będzie miała okazję znaleźć swojego mistrza. Takiego może jej przydzielić kiedyś CORE, by udała się na dodatkowe szkolenia, jeszcze bardziej podnosząc swoje kwalifikacje. Ciekawe czy miała takie samo zamiłowanie do pilotażu?
Wzruszył tylko ramionami, gdy skwitowała ludzi jako dziwnych. Nie mógł nic dodać do tego, bo była to bardzo… specyficzna rasa. Z drugiej strony im też Densorini mogli wydawać się dziwni. Była tam wolność wyznania, jednak nie dzieliło to społeczeństwa, a wszyscy byli zjednoczeni pod władzą króla.
- Mają dobre jedzenie. No i zwierzęta, które żyją na tym świecie są całkiem smaczne. Co do samych nadludzi to nawet miałem okazję z jednym walczyć w pobliżu tamy trzymającej jeden ze zbiorników wodnych. Nie był specjalnie silny, bo rozłożyłem go na łopatki, ale to nie znaczy, że wszyscy są tacy. Była taka niziutka, białowłosa, która potrafiła uderzyć dosyć silną falą dźwiękową, a w naszym przypadku wiesz jak to się kończy – powiedział poruszając uszami na boki i lekko drapiąc za uchem Eulalie. Zdecydowanie czuły słuch cierpiał w takich sytuacjach, ale już nie wspomniał o tym, że Akirę sprowokował do tego po prostu podrzutami.
- Inna zaś jaką spotkałem potrafiła zmienić się w sowę. Jest nawet w CORE, zaś ta od fali dźwiękowej pewnie została gdzieś w Houston. Ziemia to bardzo ciekawe miejsce pod tym względem i może właśnie dlatego teraz ma tak bardzo przechlapane. - nie wspomniał również o tym, że bardzo lubił irytować wymienione wcześniej istotki. W sposób pieszczotliwy droczyć się z nimi ile wlezie, a w końcu oberwać za nie kulke i powiedzieć "warto było".
- Kogo miałaś już okazję poznać? - zapytał ciekawie. W sumie zastanawiał się na kogo z załogi wpadła Eulalia. Może kogoś kogo znał?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Pią Gru 29, 2017 1:39 pm

- Jestem bardzo ciekawa jak się urządziłeś na okręcie. - przechyliła lekko głowę, patrząc na Rho, gdy ten zapytał czy był u niej Acroth. No własnie to przecież powiedziała przed chwilką. Skinęła lekko głową. - Po ceremonii przyjęcia zaniósł mnie do mojej kwatery żeby powiedzieć krótko o tej misji, którą mam tu do wykonania. To on mi powiedział, że ktoś tu będzie na mnie czekał i nie będzie jeszcze wiedział, że już należę do CORE. Powiedział, że misja ma niski priorytet i nie potrzebuję żadnego uzbrojenia. No i że Nodin tego nie lubi, ale to wiem akurat. - wytłumaczyła dokładnie lisowi. Miała wrażenie, że nie był zadowolony z tego, że złoty zobaczył jej pokój. Widziała to po języku jego ciała. Przecież książę był miły, nic by jej nie zrobił, a chociaż sobie zobaczył, jak się urządziła. Zachowywał się naprawdę swobodnie. Może nie powinna wspominać lisowi, że chyba właśnie została fanką ich księcia. Coś czuła, że nie zareagowałby na to dobrze.
- Może i tak, nie znam się na tym. Ale na pewno lepiej wracać do miejsca, które można w pewnym sensie nazwać swoim. Wyjątkowym. Każdy ma u siebie to co chce. I nawet sprowadzają rzeczy z domu. To duży plus. - być może Rho miał rację co do tej róznorodności kwater. Faktycznie przyjemniej było mieć coś wyjątkowego co się podoba niż coś co mają tez wszyscy inni na okręcie.
- Musisz koniecznie siedzieć tutaj, w tym jednym miejscu? - zapytał po krótkiej chwili milczenia, przemyślając to co lis jej powiedział odnośnie Nodina. Raczej nie zgubią się tutaj, w tym lesie, a fajnie byłoby trochę się po nim pokręcić i obejrzeć dokładniej. Może spotkają jakieś zwierzęta. Naprawdę była ciekawa tego miejsca i chciałaby chociaż kawałek obejrzeć. Jej kocia ciekawość nie pozwalała jej spokojnie siedzieć w jednym miejscu.
- Sunad... - zamachała ogonem nerwowo na dźwięk tego imienia, strosząc lekko sierść na nim. Tak, znała to imię. Doskonale wiedziała, kim jest to widmo. Po co wracał do życia? Powinien dalej nie istnieć. Nie powinien się wtrącać tam, gdzie oni czy po prostu CORE są. Oby znów ktoś miał okazję go zniszczyć. Najlepiej pewnie Nodin. Podwójna satysfakcja. Dobrze, że po Rho nie było widać, by walka była jakoś specjalnie ciężka. Z drugiej strony, futro mogło wszystko zasłaniać. Niemal równo z tą myślą jej dłoń wylądowała na klatce piersiowej samca, a palce zagłębiły się w sierść, szukając jakichś blizn. Powinna je wyczuć.
- Chętnie spróbuję kiedyś ich jedzenia. A co do tej niziutkiej to mam nadzieję, że nie jest naszym wrogiem? W sensie, wrogiem CORE. - zamruczała kiedy Rho ponownie ją podrapał za uchem. Nie chciałaby walczyć przeciwko tej osobie. Głośny dźwięk to bardzo groźna broń przeciwko nim. Ich wyjątkowy słuch miał też swoje minuty. Zresztą jak wszystko. To co z jednej strony było plusem, z drugiej strony mogło być wykorzystane jako słabość.
- Och, spotkałam już kilka osób. Na Densorin w ogóle wybrał się po mnie Khardesh. Chyba bawiliśmy się w udawanie pary, nie wiem czy to był jakiś test czy coś, ale było zabawne. Później nie było zabawnie, bo mnie wrzucił do lodowatej wody. - wzdrygnęła się, przypominając sobie tamtą nieprzyjemną przygodę. Dziwny sposób na witanie nowych osób w CORE. - Spotkałam Sunny, ludzkiego młodzika. No, wiadomo, że widziałam Dur-Shurrikuna. Od nas spotkałam jeszcze Itzę, niebieskofutrego. Walczyłam z Kattalem chociaż walka z tego nam średnio wyszła. No i Ennena jeszcze poznałam. To chyba wszyscy.- wyliczała po kolei, starając się przypomnieć sobie wszystkich. Przy tylu nowych wrażeniach mogła o kimś zapomnieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 517
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Pią Gru 29, 2017 4:44 pm

No dobra, wewnętrzna zazdrość lisa aż kipiała. Obrazując to, w środku miał takiego mniejszego liska, który właśnie rzucił stołem, przy którym siedział. Potem coś innego w środku kazało mu odstawić stół na miejsce, co przy wewnętrznym mamrotaniu zrobił. Na zewnątrz zaś nie mógł w żaden sposób winić nikogo za ten stan rzeczy. Chociaż ilekroć Eulalia wspominała o innych samcach to jakoś lis zerkał w inna stronę, a jego ogon nerwowo się poruszał. Mając głowę blisko jego klatki piersiowej mogła usłyszeć, że przyśpieszał mu puls. Zdecydowanie lisek był zazdrosnym stworzonkiem pod względem osób mu drogich. Tak to już było, że przyjaciele zawsze o siebie się troszczyli, ale w lisie był pewien irracjonalny lęk. Głównie przed osobami, które nie są sprzyjające księciu i mogą potem przyjść do Eulalii. Wykorzystując ją, by zwabić kogoś w pułapkę. Tak… właśnie dlatego uważał, że to był irracjonalny lęk. Takie coś na bank nie mogłoby się stać. Prawda? Chociaż jak teraz się nad tym zastanowił to złotołuski mógł chcieć Rhoshanowi utrzeć nosa w ten sposób za wcześniejszą zniewagę. Nie otrzymał żadnej kary od księcia oraz swojego mistrza, więc to mógł być odwet za tamto zachowanie. Teraz lis widział jak bardzo przebiegłą istotą był smok. Czyniąc dobrze zarazem pomógł i dał pstryczka w nos lisowi. Jeszcze do tego w taki sposób, że futrzak nie mógł powiedzieć na niego złego słowa. Chociaż przy okazji został określony niskim priorytetem…
Cóż, Eulalia będzie miała łatwiej z Nodinem jeśli już znała kilka podstawowych rzeczy, których nie lubił. Przy okazji warto było wspomnieć, że do ubioru miał bardzo podobne podejście, zresztą lis do tej pory pamiętał jak jego ciuchy zostały spopielone. A jak będą potrzebne kieszenie to gdzie ma sobie to wszystko włożyć? Chociaż… zrobienie worka ze skóry swoich wrogów też brzmiało całkiem obiecująco. Pewnie Czarnołuski zaaprobowałby takie ustępstwo, gdyby potrzebne było przenieść ze sobą trochę rzeczy. Może sam plecak nie liczył się jako element uzbrojenia i strój? W końcu można było sobie w nim trzymać jakieś przedmioty, by pomóc swoim kompanom.
- Powiedział żebym się stąd nie ruszał, ale jeśli odejdziemy niezbyt daleko to raczej nie będzie miał nam tego za złe – odpowiedział. W sumie sam z chęcią zwiedziłby wyspę, a skoro Nodin go oznaczył to pewnie po tym będzie mógł go znaleźć. Z drugiej strony to mógł być jakiś test. Widmo mogło wiedzieć, że Eulalia tu przyjdzie i będzie go kusiła na spacer. Istotnie, mistrz potrafił postawić przed swym uczniem trudne wyzwania – Może to jakiś test, czy faktycznie się posłucham i uszanuje jego rozkaz – wypowiedział głośno swoją myśl, jednocześnie drapiąc się po brodzie. Zastrzygł uszami i spojrzał w stronę lasu. Definitywnie tam były jakieś zwierzęta w oddali, aczkolwiek one pewnie też miały instynkt i trzymały się z daleka od źródeł dźwięku takich jak chociażby rozmowa.
- Tia… Sunad. Dwa razy już zginął, a Nodin miał nawet okazję do rewanżu z nim tu na Ziemi. Dwukrotnie miałem z tym widmem do czynienia. Raz zajął się nim Daalkiin oraz Nodin, a przy drugim spotkaniu ledwo uszedłem z życiem. Ponoć do trzech razy sztuka, więc może wreszcie zdechnie – powiedział lis, a jego futro się zjeżyło. Tamten jaszczur zbyt długo sprawiał im problemy. Trzeba się będzie w końcu go pozbyć, ale żeby to zrobić trzeba znaleźć powód, dla którego wraca do życia. Zająć się nim i dopiero zabić, by widmo nie powróciło. Po walce z widmem Rhoshan nie miał żadnych śladów, gdyż wyleczył go Nodin, ale za to miał inne blizny, które nabył po walkach w przeszłości. Zostały one odtworzone wraz z tym ciałem, a czując dotyk Eulali zamruczał.
- Ta niziutka? Nie, raczej nie. Po prostu zwykły cywil, którego spotkałem w Houston. Strasznie poważna istotka, dlatego droczenie się z nią to czysta przyjemność – odpowiedział z uśmiechem na pysku. O tak, dręczenie małej Akiry było równie satysfakcjonujące co dokuczanie Amelii. Nie było to leczenie swoich własnych kompleksów, a śmiesznie się patrzyło jak takie poważne osoby nagle tracą swój animusz i wpadają w gniew, wywołany przez kogoś kto stroi sobie z nich żarty. Zwłaszcza, gdy były to względnie słabe osoby, które chciały być uznawane za kogoś wielkiego.
Liskowi znowu przyśpieszył puls na samo wspomnienie o udawaniu pary, a na pysku pojawił się niezbyt zadowolony grymas. Nawet przez moment ogon przestał się ruszać, zaś sam lis troszkę mocniej wtulił w siebie gepardzicę. Jakby pokazując, że nie odda jej tak łatwo. Tanio skóry nie sprzeda. Chociaż dopiero dodatek do tej historii rozchmurzył jego oblicze. Stracił niedawno Inezri, ale nie chciał tracić też innych bliskich mu osób. Zwłaszcza na rzecz bliżej nieokreślonych samców, co do których nie miał 100% pewności.
Rhoshan przez moment powstrzymywał śmiech, gdy tylko usłyszał jak to udawanie pary się skończyło. Dopiero po chwili parsknął. Nawet on nie byłby tak złośliwą istotą, by wrzucać kogoś do lodowatej wody. Musi chyba poszerzyć swój repertuar o ten numer. Na Ziemi mieli powiedzenie, że zimna woda zdrowia doda. Cóż koty słabiej radziły sobie z zimną wodą, zwłaszcza takie jak Eulalia, gdzie ich sierść nie była dostatecznie długa, a raczej gruba, by izolować wodę. Co innego tygrysy, które miały dosyć gęste futro co czyniło z nich świetnych pływaków długodystansowych. Z tak gęstym futrem woda nawet nie zawsze docierała do skóry.
Itzę miał okazję poznać w barze, zaś Sunny na mostku, Androida na polu walki, zaś Kattala również miał sposobność spotkać, przy czym staruszka po prostu lubił za poczucie humoru. Dokładnie tak ciemne jak lisowe. Ennena nie miał chyba okazji spotkać, a raczej słabiej go pamiętał, za to co wzbudziło poruszenie u lisa i ekscytacje była walka z Kattalem. Pewnie był to jakiś sparing, ale jednak! Aż mu się ślepia zaświeciły, ledwo powstrzymując ekscytację w głosie. No na ciele już nie mógł tego powstrzymać, bo ogon mu chodził na samo wyobrażenie tego. Wielkie, wiekowe widmo oraz Eulalia w poważnym sparingu. Wiele mogła się od niego nauczyć przez te kilka chwil, a co dopiero jeśli widmo próbowało walczyć. Dopiero potem wyłapał "średnio wyszła". Jak walka mogła wyjść średnio? Tego nie rozumiał, więc przekrzywił głowę w lekkiej konsternacji.
- Jak to średnio wyszła? Co masz na myśli? Patrząc po tym co Kattal robił podczas odbijania naszej planety to musi być naprawdę doświadczonym kombatantem. Taki sparing to świetna okazja, nawet jak wyląduje się na deskach – powiedział lis. Chociaż rudzielcem pewnie i tak Nodin jeszcze nie raz wytrze podłogę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eulalia

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Sob Gru 30, 2017 2:34 pm

Eulalia wyraźnie wyczuwała zmiany w nastroju Rho. Pierwszym objawem był przyspieszony puls, który czuła, będąc tak blisko samca. Obróciła lekko głowę do góry tak, by móc zerknąć na jego pysk i widziała jak ucieka wzrokiem na bok. Nie spodziewała się po nim takich reakcji. Wyglądało na to, że był zazdrosny. O to, że kogoś poznawała? Że miała innych znajomych poza nim? Nie była do końca pewna o co może chodzić lisowi, ale teraz nie miała zamiaru go pytać. Później wróci do tego tematu. Może jak oboje wrócą na okręt. Zaprosi go do swojej kwatery żeby nie było, że nie mógł zobaczyć choć jest jej najlepszym przyjacielem. Może nawet dać mu się nieść na rękach jeśli będzie na to nalegał.
O Nodinie wiedziała jedynie, że nie lubi zbędnego wyposażenia, nadmiaru bajerów wspomagających. Rozumiała, że wolał żeby każdy używał swoich naturalnych zdolności, bez dopalaczy. Pewnie nie każda rasa miała takie możliwości. Ci ludzie na przykład nie wyglądali na wyjątkowo silnych. Z drugiej strony spotkała tylko młodzika od nich, więc kto wie. Pewnie za jakiś czas się przekona, jak tylko gdzieś się wybiorą.
- Nie odejdziemy nigdzie daleko. Chciałabym tylko trochę po tym lesie się pokręcić. Nie wiadomo za ile Nodin wróci, więc nie ma co ryzykować zbyt dużego oddalania się. Nie chcę żebyś oberwał z mojej winy. - nawet jeśli się okaże, że nie będzie go kilka godzin to nie warto podejmować ryzyka. Równie dobrze mógł wrócić za kilka czy kilkanaście minut i wtedy będzie problem. Nie chciała sprawiać lisowi kłopotów.
- Masz uważać na siebie. Dopiero co wróciłeś do życia. Przynajmniej dla mnie. Nie wolno ci teraz umierać. - stwierdziła poważnym głosem, wyczuwając kilka blizn na jego ciele pod gruba warstwą futra. Usłyszała też pomruki Rho kiedy tak sprawdzała jego ślady po bitwie. Mogła tak dalej sprawdzać jeśli przy okazji sprawiało to lisowi przyjemność. Najlepiej byłoby wiedzieć, czy i jaką słabość ma Sunad. Wtedy mogliby szybciej go pokonać. Raz, a porządnie. Nie żeby ciągle wracał, nie wiadomo po co. Nikt go tu nie chciał.
- Jak zwykle dokuczasz innym. - skomentowała jedynie krótko jego radość na wspomnienie o droczeniu się z niziutką Ziemianką. Ona nie miała takiej potrzeby, ale lis jak to lis, miał swoje złośliwości. Dobrze przynajmniej, że nie zamienia przez to ich w swoich wrogów. Skoro to zwykły cywil to pewnie teraz już nie wiadomo, gdzie jest. Nie ma co o niej rozmyślać zbyt długo.
Zaśmiała się lekko kiedy Rhoshan objął ją mocniej i przytulił do siebie. Przerwała "obmacywanie" jego futra i po prostu objęła go w pasie. Nie sądziła, że lisy to takie zazdrosne stworzenia. Mina tylko odrobinkę jej sposępniała, gdy zaczął się śmiać. Pacnęła go dłonią w plecy, udając rozgniewaną.
- To nie jest śmieszne. Tobie nie robili takiego żartu? Powiedział "Witaj w CORE" i wrzucił mnie do wody, a raczej puścił, bo jak nas przeniosło to on stał w tej wodzie. Odwiedziłeś na okręcie Biosfery? Są cudowne. Ja widziałam dwie. W tym właśnie tą z lodowatym krajobrazem. Pięknie wyglądają te pomieszczenia. Tak naturalnie. - przy okazji luźno nawiązała do tego jak bardzo się jej podobają te specjalne miejsca, których było trzy na okręcie o ile dobrze zapamiętała.
- No niby tak. Jest silny, doświadczony i w ogóle tylko trochę nam nie pykło. - zaczęła mówić, rysując kółka pazurem na plecach Rho - Jak mnie powalił na trawę i trzymał łapą to zaczął poruszać nią tak jakby robił mi masaż, nawet zamruczało mi się. I pomyślałam, że on chce się bawić i skończyło się na ciągnięciu go za ogon, a potem złapał moje nadgarstki i podniósł. Ale chociaż wiem, że nie ma łaskotek. - jakby to ostatnie było jakimkolwiek pocieszeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 517
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   Nie Gru 31, 2017 10:41 pm

Skoro tak Eulalia stawiała sprawę to pewnie Nodin nie obrazi się jeśli zrobią małe kółko po lesie. Przecież to nie jest coś czego nie mógłby przewidzieć, a dobrze wiedział, że lis nie potrafił siedzieć na tyłku w jednym miejscu dostatecznie długo. Zatem też ostatecznie futrzak skapitulował i kiwnął twierdząco głową, że jednak zgadza się przejść kawałek. Nie wyobrażał sobie Nodina, który zacznie mu prawić kazania w stylu „miałeś nie ruszać dupska! Wiesz jak się martwiłem idioto!?”. Tak, to jest równie prawdopodobny scenariusz jak ten, w którym dowódca całej tej operacji najeźdźców zakrztusi się ością i umrze przy stole.
- Nie no, jak już oberwę to tylko ze swojej winy. Przejdźmy się – w sumie tak, jakby na to spojrzeć w Nodinowy sposób, nie będzie to wina Eulali, a Rhoshana. W końcu mógł się nie zgodzić, odmówić i czekać. Pewnie tak mógłby zostać rozliczony, ale sam lis też chętnie obejrzy sobie kawałek tego lasu, a najlepiej całej wyspy. Skrzydło szpitalne już zwiedził i pewnie będzie tam stałym bywalcem. Ciekawe czy mają tam tą ziemską tendencję do zbierania jakiegoś rodzaju punktów? W stylu naklejek w supermarkecie, które potem na coś się wymieniało. Pewnie bardzo szybko zapełniłby swoją kartę stałego pacjenta i może nawet dostał wielkiego, pluszowego geparda w stroju lekarza. Tak, zdecydowanie kolekcjonowałby takie nagrody ze szpitali. Może miałyby jakąś chwytliwą nazwę jak np. „Zdrowaśki”?
Żądań Eulali zaś nie mógł do końca zagwarantować, że spełni, dlatego też na jego pysku pojawił się niewielki wyraz zakłopotania. Taki już był i najpierw robił, a potem myślał o konsekwencjach w walce. Za bardzo ją lubił, by uważać na każdym kroku oraz jej unikać. Taka już jego lisia natura, która jasno mówiła, że nie wolno mu być pokornym stworzonkiem. Z drugiej strony nie w smak mu umierać, więc to akurat mógłby obiecać, że się postara. Jakby umarł teraz to ominęłoby go mnóstwo walk oraz okazji do spotkania interesujących przeciwników! Po co umierać dziś, skoro można walczyć jutro?
- Oj tam, oj tam. Tylko troszkę dokuczam – powiedział robiąc niewinną minkę. Nigdy nie zrezygnowałby z takiego droczenia się. To wpisano w jego naturę, by być cwaniaczkiem i kombinatorem. Rude futro oraz ogonek zobowiązują. Tak jak również jasno mówią, by dbać o swoich bliskich. Również bycie zazdrośnikiem jest wpisane w lisie kanony zachowania, ale tego już nie przyzna. Chociaż sądząc po śmiechu to Eulalia już o tym wiedziała, ale zaraz obrócił sytuację na swoją korzyść, by jakoś odciągnąć samicę od niewygodnego tematu. Znaczy był bardzo wygodny, bo pewnie wydawałby się jej uroczy jako duży, zazdrosny futrzak.
- Hmm, nie. Nie przypominam sobie. Ja dostałem misję, na której trzeba było nurkować i potem bić się ze smokowatym zbiegiem – być może Eulalii trafił się taki specyficzny densorin, który postanowił ją kocić właśnie w taki sposób. Podobno koty nie lubiły kontaktu z wodą, ale to był stereotyp zarezerwowany tylko dla tych, z krótką sierścią. Na wspomnienie o biosferach już nieco powrócił mu humor, gdyż przypomniał sobie o tamtym zdarzeniu, gdzie inna gepardzica postanowiła zająć sobie czas, drażniąc Rhoshana. W przyjemny sposób, ale potem bura jaką otrzymała od Sędziego również była czymś dosyć zabawnym do oglądania.
- Miałem okazję odwiedzić taką z kurortem nadmorskim. Tam jest coś w rodzaju SPA, więc chyba może być dosyć przyjemnie. Do trzech razy sztuka, skoro już dwie zwiedziłaś – powiedział puszczając porozumiewawczo oczko. Chociaż ta lodowa biosfera była naprawdę świetnym miejscem do treningu i hartowania się. Nic tak nie poprawiało umiejętności jak survival w lodowej krainie.
Za samego Kattala już nie czuł się taki zazdrosny w pierwszej chwili. W końcu myślał o nim jak o starszej osobie, więc nie traktował jako rywala. Pierwszym odruchem było kiwanie głową, gdyż istotnie Starożytny pasował do tego opisu. Zresztą Rhoshan widział jaki był zapewne za młodu, gdy jeszcze walczył. Przyszedł i od tak załatwił wtedy Sunada, z którym teraz są tak duże problemy. W sumie powinien się z nim chyba skonsultować w tej sprawie. Może coś staruszek będzie wiedział?
Dopiero, gdy Eulalia wspomniała o „zabawach” poczuł, że jednak nie powinien ignorować starszych i również traktować ich jako potencjalnych rywali. A to cwany staruch. Pod przykrywką zabawy mógł sobie pomacać. Poprawił się lis w myślach, gdyż w swojej prostocie to było genialne. Wrzucić coś pod przykrywką zabawy i móc sobie dotykać dojrzałą, ale zarazem młodszą samicę bez żadnych przeszkód oraz skojarzeń. Masaż też był wytłumaczeniem całkiem niezłym. On nie jest rywalem, on może być jego guru i mentorem w tych kwestiach. W końcu jak jest tak żywotnym widmem, to na pewno ma też sporo doświadczenia oraz cennych rad życiowych, w kwestiach samic. Rho postanowił w końcu wstać. Zanim się to jednak stało, chwycił Eulalię w swe ramiona, by podnieść ją. Lubiła być wtulona w jego futro, więc najpewniej nie będzie marudzić, jeśli lisek ją sobie trochę ponosi w trakcie tego spaceru.
- Przydatne informacje. Jak trafimy do biosfery z leżakiem to sprawdzimy, czy również dam radę sprawić byś zamruczała po masażu. Coś tam na Ziemi w tej kwestii liznąłem, chociaż liczyłem że znajdę też łaskotki – powiedział udawanym smutnym tonem głosu i zaczął kierować się w stronę drzew z Eulalią na rękach. Jeśli jednak wolała zejść, by pozwiedzać na własną rękę to jej na to zezwolił.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Północny Las (Wyspa Zewyhn)   

Powrót do góry Go down
 
Północny Las (Wyspa Zewyhn)
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Wyspa Twarzy
» Klub Nocny - Night Crow
» Klub Nocny - Katedra Mokrej Elżbiety
» Klub nocny "Szeptem"
» Wyspa Endor

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Alranois-
Skocz do: