Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1365
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)   Nie Maj 07, 2017 8:56 pm


Wzgórza, położone w południowej częsci Zytalst. Rzadko spotyka się tutaj zwiedzających lub wypoczywających cywili. Miejsce to widziało natomiast niezliczone operacje wojskowe, treningi oraz działania terenowe. Ze wzgórz, rozciąga się widok na główną wyspę - Zewyhn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ashara Nga'ar

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 26/06/2017

PisanieTemat: Re: Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)   Nie Sie 06, 2017 9:36 pm

W zasadzie to była bardziej zajęta tym, żeby jej ktoś nie zabił, jako że zaczęło się robić zbyt dziwnie. Tak długo, jak stała stabilnie i na czymś płaskim, nie zwróciła uwagi, że w każdej chwili mogła z tego czegoś zlecieć. Jej błąd, niestety. Teraz było za późno, by cokolwiek z tym zrobić. Zwyczajnie się więc poddała, zwłaszcza, że stwór jednak nie chciał jej nic zrobić. W sumie to nawet dobrze, teraz bez obawy o swoje życie mogła spokojnie obserwować ten ewenement. Nie umiała go zbytnio zakwalifikować do żadnej znanej sobie rasy, ale z drugiej strony wszystkich rozpoznawała po aurach. Po wyglądzie rozpoznawała naprawdę niewiele osób, głównie tych, z którymi pracowała, no i oczywiście rodziców. No, jeszcze ewentualnie poznawała po głosie konkretne osoby. Z rasami to nawet po aurach miała problemy. Zmierzyła go wzrokiem, gdy jego ogon wyglądał, jakby żył własnym życiem. Kącik ust drgnął jej delikatnie, przypominał trochę ogoniasty kłębek futra, który oczekiwał, żeby rzucić mu coś do jedzenia. Domyślała się, że to złudne wrażenie i na pewno jest w tym coś więcej, jakoś wątpiła, że był kompletnie bezbronny, ale w zasadzie to było naprawdę miłe z jego strony, że zadbał o to, by w żaden sposób nie dać jej powodu, by myślała, że chce jej zrobić krzywdę. Pożałowała swojego zachowania, będzie musiała go potem jakoś przeprosić. O ile uda jej się z nim porozumieć. Widząc wyciągniętą rękę zastanowiła się chwilkę. A co jej szkodzi… Z delikatnym wahaniem wyciągnęła lewą rękę, łapiąc wysuniętą w swoją stronę dłoń mężczyzny. Musiało to wyglądać zabawnie, patrząc po wielkości dłoni Ashary, ale mówiąc szczerze tak poczuła się pewniej. W razie zachwiania się podłoża miałaby się czego przytrzymać, stwór wyglądał na sporo cięższego od niej. Spokój wielkoluda zaczął się jej udzielać, odetchnęła głęboko i zaczęła z zaciekawieniem obserwować otoczenie. W końcu kompletnie nieznana planeta, nieznane miejsca. Może kiedyś nawet uda jej się pozwiedzać?
Wszędzie woda, bardzo dużo wody. A gdzieś w oddali jakiś ląd z czymś, co przypominało bazę wojskową. W końcu coś znajomego. Obserwowała zaciekawiona proces przybliżania się do pięknej, zielonej polany, może ciut zdziwiona miejscem, ale generalnie podobał jej się ten pomysł. W końcu jednak maszyna zatrzymała się, a jaszczur wstał. Zerknęła na niego, ot wielkolud. Ciekawiło ją, co teraz zrobi, zwłaszcza, gdy puścił jej dłoń. Ku jej zaskoczeniu, zwyczajnie zeskoczył z kadłuba myśliwca. On chyba sobie żartuje. Ja mam skakać z TAKIEJ wysokości?! Spojrzała to na mężczyznę, to na kadłub. Nie ma szans. Żadnych. Ale w zasadzie wiedziała, jak osiągnąć cel i zejść na ziemię. Poczekała chwilę, aż smok odwróci się w jej stronę i bardzo wymownie wskazała najpierw na siebie, potem na niego i na końcu na trawę. Po wyrazie jego pyska wywnioskowała, że nie zrozumiał. Westchnęła głośno i odsunęła mokre kosmyki włosów z twarzy. Odruchowo roztarła ramiona, bo znad wody wiało, a ona wciąż była mokra. Szkoda, że jej rzeczy się utopiły, razem ze statkiem. Wiedząc, że ją obserwuje i mając nadzieję, że załapie, co miała na myśli, odbiła się od metalu i zwyczajnie skoczyła na futrzastego. Dopiero, gdy wyhamowała pęd na mężczyźnie, zeskoczyła na trawę, uprzejmie się odsuwając. Nie była pewna, jak tu się patrzy na przestrzeń osobistą. Wolała jednak się narazić tym skokiem nieznajomemu, niż się połamać.
Rozejrzała się wokół, ale nie widząc nic, na czym mogłaby usiąść, zwyczajnie walnęła się na trawę. Z miną wyrażającą pytanie “no więc co teraz?” Bawić się w gesty jej się nie chciało, więc zdecydowała się zwyczajnie odezwać. Jeśli ją zrozumie, to chyba rzuci mu się na szyję. Skok na pół metra w górę nie był wymagający.
- Gdzie ja właściwie jestem? Chociażby orientacyjnie, nazwa planety czy cokolwiek? - spytała spokojnie, siadając ze skrzyżowanymi nogami i opierając łokcie o kolana. Broń odpięła od paska, bo trochę przeszkadzała, więc teraz w życiu nie przypominała kogoś, kto był w stanie w ułamkach sekund wyciągnąć broń i zaatakować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1365
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)   Sro Sie 09, 2017 4:00 pm

NPC Storyline - AAF|Hakkera|Jinkusu

Smok zeskoczył z myśliwca, lądując swobodnie na trawie. Potem sytuacja uległa delikatnej komplikacji. Jasnołuski odwrócił się, unosząc swój łeb do góry, by spojrzeć na stojącą na myśliwcu kosmitkę. Nie wyglądała na zadowoloną, odnośnie perspektywy skakania z myśliwca. Przybyszka zaczęła wymachiwać rękoma, wskazując na siebie, na niego, na ziemię. Stwór załapał o co chodzi, miał nawet plan, odnośnie sposobu ściągnięcia jej z góry.
Zanim pojawiła się możliwość wprowadzenia planu w życie, kobieta postanowiła sama zeskoczyć z maszyny. Pierwszą myślą smoka było, że nie jest poważna, skoro wyraźnie nie da rady. Dopiero po krótkiej chwili, kiedy to czas leciał niczym w zwolnionym tempie, dotarło do niego, że on nie miał jej zdjąć z góry, tylko być jej celem lądowania. Szybko podejmując decyzję, Hakkera cofnął łeb lekko do tyłu, odchylając za nim korpus i wyciągając ręce przed siebie, lekko na boki. Nie mógł pozwolić, by spadła mu na łeb, bo poza komizmem sytuacji, lądowanie na jego rogach raczej nie skończyłoby się dla niej dobrze. I bynajmniej nie chodziło o nabicie się, tylko dyskomfort spadnięcia na coś, co było po prostu twarde. O ile ciało stwora było pokryte zamiennie łuskami oraz futrem, o tyle wystające rogi górowały nad łbem. Spadając, kobieta wpadła na niego, wbijając się bardziej w jego korpus, aniżeli łeb czy którąś z górnych kończyn. Stwór od razu chwycił ją i przycisnął do siebie, by wyhamować jej lądowanie, a następnie puścić oraz pozwolić zsunąć się po sobie na dół. Myśliwiec ich opuścił, a samica wylądowała bezpiecznie na trawie. O ile poczuła, że łuski stworzenia są twarde, o tyle futro pozwoliło uniknąć potłuczeń.
Gdy się odsunęła, stwór skrzyżował swe ręce na klatce piersiowej, spoglądając na nią z lekkim wyrzutem. Nawet nie chodziło o wspomożenie się nim w kwestii zejścia na dół, co po prostu sposób, w jaki to uczyniła. Gdyby stał tu ktokolwiek inny, to mogłaby skończyć nabita na jakąś broń, pazur, kolec czy cokolwiek innego. On stał, a ona usiadła. Na twarzy wręcz wymalowało się jej pytanie, na które stwór westchnął tylko. Opuścił powoli swe ręce i spojrzał na nią łagodniej, nieco rozumiejąc, w jakiej to znalazła się sytuacji. Nie wyglądała jednak na więźnia lub osobę, która mogła zostać wygnana od swoich. Jakkolwiek mogłaby ta druga opcja wyglądać.
/Planeta Ziemia, Układ Słoneczny, wyspa Zytalst, należąca do Federacji Alranois, znajdująca się na środku oceanu atlantyckiego./
Wyrecytował jej w odpowiedzi na zadane pytania. Słowa, które wypowiedziała na głos, nie były dla niego zrozumiałe. Jego własna odpowiedź nie wyszła natomiast z jego pyska, lecz rozbrzmiała w jej umyśle. Bo to własnie uczynił smok, zajrzał po prostu do wnętrza jej umysłu, sprawdzając sobie treść zadanego pytania, a następnie udzielając na nie odpowiedzi. Smok wręcz wyrecytował odpowiedź, krótko, treściwie, niczym wojskowy - którym w rzeczywistości był. Jasnołuski zerknął w dół, zaciekawiony mieczami, które samica odpięła od swojego pasa. Przed chwilą miał ostrze jednego na klatce piersiowej. Dość specyficzne doświadczenie. Będzie musiał je jej zabrać, zanim pojawi się oficer dowodzący. Niemniej mieli jeszcze chwilę, więc nie zamierzał czynić tego w dość niespodziewany sposób. Chyba, że nie będzie innego wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ashara Nga'ar

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 26/06/2017

PisanieTemat: Re: Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)   Sro Sie 09, 2017 8:30 pm

Na jej miejscu przypuszczalnie nikt nie byłby zadowolony z takiego obrotu sytuacji. Przynajmniej nie była typem osoby, która załamuje się od byle czego, więc szybko znalazła wyjście z sytuacji. Testowane zresztą kilkukrotnie w warunkach rodzimych w towarzystwie i porozumieniu z jedyną osobą, która traktowała ją jak człowieka, a nie altharski wybryk natury.
W zasadzie jakby się tak dobrze zastanowić, to jej działanie wcale nie było nieprzemyślane, Ashara doskonale wiedziała, jak się ustawić, żeby nie zrobić sobie jakiejś większej krzywdy. Nawet wyciągnęła ręce przed siebie, żeby uniknąć nabicia się na rogi, które same z siebie budziły jej ciekawość i chętnie sprawdziłaby je dotykiem. Ale takich rzeczy nie robi się obcym. Twardością lądowania się nawet nie przejmowała, lepsze to niż walnąć na trawę. Złamane kości były pewnością, a tak tylko trochę by się obiła. Trochę zaskoczył ją, kiedy zwyczajnie zaakceptował fakt, że zamierza zrobić z niego miejsce do lądowania i nawet się nastawił do tego. Dzięki temu wylądowała w o wiele bardziej komfortowy sposób, niż pierwotnie planowała. Powodów do narzekania nie miała więc wcale. Futro było miękkie i przyjemne w dotyku, a stwór był zaskakująco delikatny, kiedy ją złapał. I chyba nie wyglądał na zbytnio złego, że tak zrobiła. No poza tym wyrzutem w oczach, którego chwilowo nie potrafiła zrozumieć. Huh, może jednak go czymś uraziła? No w sumie jej sposób zejścia z maszyny nie był zbyt konwencjonalny. I zapewne uprzejmy też nie. Przygryzła wargę, posyłając mu przepraszające spojrzenie. Liczyła, że to wystarczy, skoro w cel odzywania się zbytnio nie wierzyła. Jak się zaraz okazało,niesłusznie. Wytrzeszczyła w pierwszej chwili oczy, kiedy odpowiedział jej na zadane pytanie i to jeszcze zrozumiale. Zaraz potem na twarzy dziewczyny pojawił się śliczny uśmiech, promienny i pełen szczęścia. A także olbrzymiej wręcz ulgi.
- Oooooh, Ty mnie rozumiesz! W końcu ktoś! - radość dziewczyny była prawie że namacalna.
Z tego czystego szczęścia aż rzuciła się mężczyźnie na szyję, co z tego, że w teorii mógł być jej wrogiem. Rozumiał ją, a to wystarczyło. Wtuliła się w niego, w ramach ogólnie szczęścia, radości i podziękowań. Pierwsza osoba, z którą w ogóle mogła porozmawiać.
- W ogóle to przepraszam za to z bronią, tam na statku. Spanikowałam trochę, zwykle mi się to nie zdarza, ale nerwy… Przepraszam, nie miałam zamiaru nikogo atakować. - z każdego słowa dziewczyny biła szczerość.
Nigdy nie była kimś, kto atakował. Po prostu nerwy, adrenalina, niemożność porozumienia się w normalny sposób…Chyba każdy mógłby zrobić w takiej sytuacji coś głupiego. Broń dziewczyny została gdzieś z tyłu w trawie, najwyraźniej nie brała go już za jakieś zagrożenie, skoro zaczął z nią rozmawiać. Przetworzyła sobie słowa mężczyzny i zmarszczyła lekko brwi.
- Układ Słoneczny? Znaczy… Uuuh. Która to galaktyka? - bez dostępu do jakichkolwiek zrozumiałych danych nie mogła zbytnio ustalić, gdzie to jest i jak daleko od Verros.
Wszystko, z czego mogłaby skorzystać, radośnie się utopiło razem ze statkiem.
- Mój statek się tu rozbił, kompletnym przypadkiem. Niestety utonął w tym wielkim zbiorniku wodnym. Nikogo ze mną nie ma, jestem sama. - dorzuciła melodyjnym, nieco śpiewnym głosem. Na Ziemi mogłaby być piosenkarką z takim głosem. Wyjaśnień udzieliła w zasadzie tylko dlatego, czasem nikt nie pomyślał, że ktoś chce ich tu zaatakować, a ona wysłana została na przeszpiegi.
W zasadzie zazwyczaj forma jej wypowiedzi była podobna do tej mężczyzny, ale teraz pozwoliła dojść do głosu wszystkim swoim uczuciom, co mogło być odebrane, że jest jakąś gadułą. A ona tylko chciała jak najszybciej wyjaśnić nurtujące ją kwestie i jednocześnie uniknąć posądzenia o wrogie zamiary.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1365
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)   Sob Sie 12, 2017 11:32 pm

NPC Storyline - AAF|Daalkiin|Hakkera|Jinkusu

Jasnołuski stał przed kobietą z tym łagodnym wzrokiem, prawie-że współczującym wyrazem pyska. Połączenie telepatycznie pozwoliło mu zrozumieć jej emocje, odebrać myśli, nawet te najbardziej "płytkie", pozwalając mu poznać to, co samica czuła w tym momencie. Na oczach stwora, cała ta niepewność i wątpliwości, szybko zastąpione zostały przez... pewność siebie? Szaleństwo? Na pewno ekscytację. Resztę emocji trochę ciężko mu było określić. Co innego zrozumiał natychmiast. Prawa łapa cofnęła się lekko do tyłu, a dłonie otworzyły, uginając przy tym górne kończyny w łokciach. Kobieta wpadła na niego, łapiąc go rękoma za szyję i w ten sposób się na nim uwieszając. Dla niej, oznaka pozytywna. I na dobrą sprawę, dla niego również. Tylko w tym wypadku, nie bardzo ją znając, prawie, że przyprawiła go o ostre podniesienie ciśnienia. Do tego stopnia, że lodowy chwycił ją lewą ręką, obejmując ją i przyciskając do swego korpusu. Gest, przy którym ją "przytulił", a dla siebie - unieruchomił, uniemożliwiając jej swobodę wykonywania ruchów. Druga ręka - prawa - krótkim ruchem zbliżyła się od tyłu, do karku kobiety. W dłoni uformowało się lodowe ostrze, krótki nóż, skierowany prosto w podstawę czaszki istoty. Nie mogła się obrócić, by dostrzec, co uczynił. A on prawie ją zabił, uznając, że postanowiła go zaatakować. Przerabiał to za dużo razy, a jego zmysł telepatii można było oszukać.
Nic się nie wydarzyło. Nic, poza przesadnie szczęśliwą istotą, która uwiesiła się na nim, niczym na starym znajomym, którego nie widziała przynajmniej od lat. Lodowe ostrze zniknęło z dłoni gada, a on sam spojrzał na nią łagodnie, tak samo, jak do tej pory. Łagodnie. Spokojnie. Jasnołuski powoli opuścił prawą rękę, przytrzymując kosmitkę tylko za pomocą lewej dłoni. Jej wyjaśnienia były na tyle urocze, że densorin odpowiedział jej jedynie miłym uśmiechem, połączonym z delikatnym wyszczerzeniem swych białych kłów.
/"Droga mleczna"?/
Odparł pytaniem, na zadane pytanie. Równie dobrze mógł jej podać nazwę galaktyki, jaką stosowali przedstawiciele drogi systemów, czyli jakiś ciąg liczb, znaków i innych wzorów, które nigdy go nie obchodziły. Z drugiej strony, może ona tą nazwę najzwyczajniej zna i zrozumie, gdzie się znalazła. Pytanie czy załapie, stworzenie, do którego się przykleiła, nie jest naturalnym przedstawicielem żadnej, z ras występujących w tej galaktyce.
Biały wysłuchał jej wyjaśnień, na dobrą sprawę nie dowiadując się niczego, ponad to, co już wiedzieli. Awaria jej pojazdu nie była im obca i tak na prawdę był to jeden z dwóch powodów, dla których wysłano go prosto do niej.
/To wiem. Czekamy teraz na oficera dowodzącego, który zarządzi, co dalej z tobą zrobimy. Do tego czasu możesz na mnie powisieć, jeśli to jakaś cecha kulturowa z twej planety./
Wyjaśnił jej sytuację, w jakiej obecnie się znajdowali. Tak dokładniej, to ona. Smok nie wydawał się specjalnie przejęty tym, że zaczął robić jej za wieszak. Nie takie funkcje spełniał, siedząc zarówno na polach bitew, jak i przy istotach, które potrzebowały pomocy lub otuchy. Zwłaszcza, że w jego wypadku, ciekawość wzbudzała mieszanka futra oraz łusek. Z zewnątrz, miękkie, przyjemne w dotyku oraz zadbane futro. Zwłaszcza, jeśli palce kobiety sięgnęły do grzywy smoka, znajdującej się na jego karku. Pod samym futrem, z kolei, wyczuwalne, twarde łuski. Tworzyły one spory kontrast dla futra, które grzały. Łuski nieco chłodziły, niezbyt przesadnie, jednak gdyby pozbyć się zewnętrznej warstwy, to stwór byłby w stanie skutecznie obniżać temperaturę istot, które go dotykały. Z drugiej strony, dzięki futru, ogrzewał. Mały paradoks.
Smok postawił uszy pionowo, nasłuchując odgłosu, który dotarł do jego niego jeszcze przed Asharą. Zaraz po tym, na jednym ze wzgórz pojawił się pojazd z dwoma żołnierzami, siedzącymi na miejscu kierowcy oraz pasażera, jak również z jedną istotą na pace. Smok, widząc zbliżający się pojazd, przesunął dłonią po plecach kosmitki, do momentu usadowienia jej na ramieniu. Wtedy po prostu ściągnął ją na dół, stanowczo ale w miarę delikatnie. Ostatnim, czego było mu potrzeba to reprymenda od przełożonego, za spoufalanie się z przedstawicielami obcych cywilizacji. Korzystając z chwili, jasnołuski wyciągnął prawą rękę w kierunku mieczy kobiety, otaczając je warstwą lodu, a następnie przywołując - niczym telekinezą - do swej dłoni. Sytuacja musi wyglądać tak, jakby ją kontrolował.
Samochód zatrzymał się jakieś pięćdziesiąt metrów od nich. Z paki zeskoczył czarnofutry, mierzący dwieście dwadzieścia centymetrów stwór. Miał na sobie spodnie od munduru bojowego, odstające od żołnierzy zarówno innym krojem, jak i czarnym kamuflażem. Samiec był dobrze zbudowany, o atletycznej budowie. Jego ślepia były idealnie białe, łeb zdobiły zarówno długie uszy, jak i coś, co przypominało czułki. Wyraźnie nie był to żaden typ włosów lub innej ozdoby. Przez chwilę, mogło się wydawać, jakby stworzenie się zachwiało. Żołnierz siedzący na miejscu pasażera, prawdopodobnie powiedział coś do czarnego, na co ten tylko machnął ręką, nakazując mu - gestem dłoni - zostać w pojeździe. Czarnofutry ruszył w kierunku dwójki istot, dla których tu przyjechał. Smok zmrużył lekko ślepia, przyglądając się sylwetce oficera i niemalże natychmiast dostrzegając "niedoskonałości". Brak broni, o czym Ashara raczej nie wiedziała. Nie zwróci na to uwagi. Prawa ręka była obandażowana, wyraźnie uszkodzona. Bandaż był świeży, niedawno zmieniany. Nie było na nim - widocznych - śladów krwi. Sam stwor poruszał się dość specyficznie. Nieco wolniej, ostrożniej, jakby odczuwał ból. Że coś było nie tak, głównie dało się dostrzec po densorinskim smoku, stojącym obok kobiety. Po prostu wyglądał na zaniepokojonego.
Gdy oficer zbliżył się do nich, smok wyprostował się, opuszczając ręce wzdłuż ciała, w tym tą, w której trzymał luźne miecze Ashary. Wypchnął przy tym tors naprzód, stając na baczność i kierując spojrzenie przed siebie. Teraz już było pewnym, kim był czarny. Smok stał tak ledwo kilka sekund, wracając zaraz do naturalnej postawy.
-Nasza przybyszka?
-Tak. Nie zna języka z tego sektora. Telepatia możliwa.
Odrodzony spojrzał wpierw na jasnołuskiego, a następnie na kobietę, lustrując ją uważnie spojrzeniem. Zaraz po tym, w swej głowie usłyszała jego głos. Z tą różnią, że był dla niej zrozumiały, jak w jej własnym języku.
/Daalkiin, dowódca operacyjny CORE. Przedstaw się, powiedz skąd pochodzisz oraz jaki jest cel twojego pobytu tutaj lub w tej części galaktyki./
Wyjaśnił krótko, domagając się najprostszych informacji. Na dobrą sprawę, tych samych, co przy wywołaniu jednostki w celu identyfikacji swój-wróg. Nazwa, ew. oznaczenie, do tego przynależność lub miejsce pochodzenia, a na koniec - interes bądź cel podróży. Daalkiin stał przed kobietą, wyprostowany, z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała. Czarny, długi ogon - praktycznie taki, jak u Hakkery - przesuwał się powoli, gładząc trawę za nogami stwora. Sam smok stał obok, tuż przy kobiecie. Na razie się nie wtrącał, co najwyżej dotrzymywał towarzystwa oraz dbał o porządek i bezpieczeństwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ashara Nga'ar

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 26/06/2017

PisanieTemat: Re: Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)   Nie Sie 13, 2017 9:20 am

Złożoność emocji, które obecnie czuła, radość, ekscytacja, ale też i gdzieś skrywane wyrzuty za tak wielke ujawnianie emocji, do tego ogólona niepewność, co będzie dalej, może delikatna obawa przed nieznanym i mnóstwo większych czy mniejszych uczuć, których nawet nie rejestrowała sprawiały, że można było dostać kompletnego kręćka i lepiej było się w to nie zagłębiać. W końcu Ashara była raczej bardzo złożonym typem osobowościowym i niekiedy naturalne predyspozycje walczyły bardzo silnie z wychowaniem. Przeważnie jednak wygrywało to drugie.
Nie zawsze również zdarzało jej się myśleć nad tym, co robi, stąc pełen radości „atak” na Hakkerę. Nie miała nic złego na myśli, chociaż pewnie gdyby wyjaśnił jej motywy swojego postępowania, nie miałaby mu tego za złe. W końcu jej ruch też był bardzo nieprzemyślany. Na całe szczęście jednak ruch mężczyzny był całkowicie niedostrzegalny dla dziewczyny. Być może bez okularów dostrzegłaby jakieś zmiany w aurze, ale miała je na nosie i nie widziała nic. No ale też i ciężko było jej się dziwić, skoro w końcu mogła porozmawiać z kimś, kto ją zrozumiał. W jakikolwiek zresztą sposób, choć wciąż jeszcze nie zdawała sobie sprawy, że to po prostu telepatia. Z drugiej strony sama nigdy nie opanowała systemu komunikacji w ten sposób, może dlatego, że była uprzedzona do telepatów. Ciężko się dziwić, kiedy ktoś bez pytania włazi Ci do głowy. Hakkera nie był pierwszy i zapewne nie ostatni.
Zmarszczyła lekko brwi, w wyrazie zamyślenia, gdy przypominała sobie mapy gwiezdne, które sprawdzała jakiś czas temu, przed wylotem z Altharu. Chwilkę to potrwało, gdy umiejscowiła w końcu Drogę Mleczną i zrobiła naprawdę wielkie oczy.
- O do Arthis... Daleko. – miała oczywiście na myśli to, jak daleko ją wywiało od w zasadzie docelowego miejsca, o miejscu wylotu nie wspominając. Musiała się jednak z tym pogodzić, a zwłaszcza z brakiem jakiejkolwiek wiedzy na temat ras tu występujących. Jakoś nigdy się tym nie interesowała, no cóż. Będzie chyba trzeba nadrobić niedopatrzenie, o ile będzie miała taką możliwość.
Może i byli świadomi awarii pojazdu, ale dzięki jej słowom, zgodnym z informacjami mógł mieć pewnego rodzaju potwierdzenie, że dziewczyna nie kłamie i naprawdę nie jest źle czy też agresywnie nastawiona do mieszkańców tej planety. I że zdecydowanie nie wylądowała tu specjalnie.
Słysząc delikatną reprymendę, jako że tak to właśnie odczytała, zmieszała się dosyć mocno.
- Nie, wcale... Przepraszam, czasem daję się ponieść emocjom i tak jakby zapominam o tym, co wolno zrobić, a co nie... – było jej naprawdę głupio. Przynamniej chyba mu to nie przeszkadzało, chociaż i tak komentarz dla dziewczyny był niczym zwrócenie uwagi. Całkiem słuszne zresztą.
Choć trzeba przyznać, że ogólnie interesujący był wygląd samca, a zwłaszcza zmieszanie łusek z futrem. Nigdy się z czymś takim nie spotkała. I mimo, że mogłaby spodziewać się futra sztywnego, szorstkiego, niezbyt przyjemnego w dotyku, to było dość na odwrót. Głównym jednak powodem, dla którego podświadomie mogła nie chcieć zdać sobie sprawę z faktu, co zrobiła było to, że futro było ciepłe i całkiem przyjemnie grzało. Wprawdzie powoli zaczęła już wysychać po nieplanowanej kąpieli, ale wciąz było jej zimno.
Dźwięk pojazdu usłyszała niedługo po Hakkerze, jako że jej słuch był bardziej wyostrzony niż u standardowych przedstawicieli jej planety. Bez żadnych problemów ani protestów stanęła na trawie, poprwiając bluzkę bardzo odruchowym gestem. Dla jednych byłby to gest dbania o wygląd, u niej po prostu odruch, mający za zadanie coś ukryć. Przyzwyczajenie oraz wyszkolenie w jednyjm, można rzec. Oczywiście zaraz dostrzegła, jak zabrał jej katany. Nie zareagowała na to w żaden sposób, za to ze stoickim spokojem zaczęła grzebać coś przy poprawianej wcześniej bluzce. Mogło to wyglądać dość dziwnie, dopóki nie wyciągnęła spod niej sztyletu. Chwyciła broń za ostrze ukryte w pochwie i uprzejmie podała Hakkerze, rękojeścią w jego stronę. Mogła zostawić sobie sztylet, wątpiła, żeby się zorientowali. Ale po co? Zresztą ten typ zachowań był jej znajomy, był czymś, do czego mogła się odnieść. Podstawowa zasada, którą wbijał jej ojciec. Jeżeli jesteś na obcym terenie i każą oddać broń, to oddajesz wszystko, chyba że mówią inaczej.
- Mam nadzieję, że będę mogła swoją broń po wszystkim odzyskać. Jestem do niej przywiązana, a do tego to pewnego rodzaju pamiątka. – powiedziała uprzejmie, aczkolwiek niezobowiązująco. Nie zamierzała niczego żądać czy też wymagać, chociażby dlatego, że nie byłoby to mile widziane.
Zwróciła swój wzrok na jeżdżący pojazd i żołnierzy. Zatrzymali się w pewnej odległości, a potem z paki zeskoczyło coś wybitnie podobnego do samca obok niej. No, tyle że było czarne i nie miało łusek. I przypominało o wiele większą wersję ogoniastych kłaczków futra żyjących na jej planecie. Natychmiast wychwyciła, jak się zachwiał. Wątpiła, żeby był to przewidziany ruch, a więc najwyraźniej coś było z nim nie tak. Potem bandaż na łapie, czyli całość nieprawidłowości musiała mieć podstawę medyczną. Niepokój osobnika stojącego obok niej tylko to potwierdzał. I ten charakterystyczny ruch kogoś, kto niedawno został ciężko ranny. W zasadzie aż kusiło ją, żeby unieść na chwilę okulary i zeskanować rannego, sprawdzając tym samym rozmiar „zniszczeń” poczynionych w organizmie. Powstrzymała się jednak przed tym, niekoniecznie mogłoby to być dobrze odebrane. Zresztą nawet na Altharze stykała się z różnymi reakcjami na swoją profesję. Najwyżej jeśli będzie taka możliwość, zaproponuje usunięcie dolegliwości. Mundur za to wskazywał, że ma do czynienia z kimś wyżej postawionym. Reakcja smoka również to wskazała. Po prostu się więc wyprostowała, ale bez żadnego stawania na baczność. Oficjalnie była cywilem, niezwiązanym z wojskiem. Zwłaszcza tutejszym. Ponieważ przybyły nie był jej dowódcą, uznała, że tyle wystarczy. Ręce luźno spuściła wzdłuż ciała. Trochę dziwnie było stać bez sztyletu, który nosiła ze sobą od lat, traktując praktycznie jako część ubioru, do tego niezbędną, no ale takie wymogi bezpieczeństwa. Cały czas też obserwowała obu samców, dopiero gdy się odezwali orientując się, w jaki sposób jasnołuski się do niej odezwał na samym początku.
Mina dziewczyny mogła być w pewien sposób bezcenna. Głównie dlatego, że nie cierpiała telepatii jako sposobu komunikacji. Uważała to za pogwałcenie wszelkich praw do prywatności. O telepatach również nie miała najlepszego zdania. Nadziała się kiedyś na kilku i było to jedno z najgorszych doświadczeń. Dlatego też opinia dziewczyny składała się z wielu nieprzyjemnych słów określanych jako niecenzuralne. Jak większość jednostek nie lubiła, gdy ktoś bez pytania wchodził jej do głowy i czytał wszystko, co w niej było. Zwłaszcza, że myśli były czymś najbardziej prywatnym. Stąd właśnie taka reakcja. Chociaż po pierwszej, bardzo króciutkiej fali złości pogodziła się z takim sposobem rozmowy z obydwoma samcami. Innej drogi komunikacji nie było, a jak twórcza jest dyskusja przy pomocy gestów zdążyła się już przekonać.
Wypowiadanie jakichkolwiek słów w takim wypadku nie miało już żadnego sensu, więc zwyczajnie pomyślała odpowiedź na pytanie czarnego futrzaka.
Ashara Nga’ar, Uzdrowicielka. Pochodzenie: Althar, galaktyka Verros. Lądowanie na tej planecie było całkowicie przypadkowe, spowodowane awarią statku. Obecnie spoczywającego na dnie tego wielkiego zbiornika wodnego. W tej galaktyce również znalazłam się przypadkiem.
Odpowiedź była krótka, zwięzła i rzeczowa, bez żadnych tłumaczeń czy upiększeń. Czyli dokładnie tak, jak odpowiadała zawsze, gdy była spokojna. Przy obracaniu się wśród wojskowych siłą rzeczy przejęła ich system wypowiedzi. Nigdy jej to również nie przeszkadzało. Zdziwienie jednak mogło budzić słowo „uzdrowicielka”. Normalnie przecież powinno się powiedzieć medyk czy lekarz, ale ona wolała określenie uzdrowicielka. Jakby w jej pojmowaniu były to dwie odrębne funkcje, choć sprowadzające się do doprowadzeniu pacjenta do stanu używalności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1365
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)   Wto Sie 22, 2017 11:04 am

NPC Storyline - AAF|Daalkiin|Hakkera|Jinkusu

Oba stwory nie wydawały się wzruszone jej komentarzem, na temat telepatii. W żaden sposób na to nie zareagowali. Zignorowali, puścili płazem lub nawet nie usłyszeli. Natomiast obaj usłyszeli jej odpowiedź na zadane przez oficera pytanie. Hakkera zerknął na kosmitkę, przenosząc zaraz wzrok na czarnofutrego. Ten wydawał się niewzruszony odpowiedzią. W przeciwieństwie do smokopodobnej istoty. Jasnołuski był lekko zdziwiony, zwłaszcza, że wiedział - co stało za historią Ashary. Stwór chętnie przemienił by to w jakiś żart, jednak oficerowi do śmiechu nie było.
/Twoja cywilizacja nie radzi sobie z podróżami międzygwiezdnymi?/
Zapytał, raczej retorycznie. Po poważnym tonie jego głosu, dało się odczuć, że bardziej stwierdził fakt, aniżeli zadał pytanie. Po udzieleniu odpowiedzi, Odrodzony spojrzał na Hakkerę, lustrując spojrzeniem nie tyle jego, co broń, jaką ten odebrał przybyszce. Miecze oraz sztylet. Oficer nie czuł się komfortowo, ustalając dane osoby, która przemierzała kosmos wyposażona wyłącznie w miecze. W świecie w którym dominuje broń wysyłająca wiązki bądź pociski na odległość.
-To wszystko?
Zapytał oficer, na co Hakkera wzdrygnął się lekko, zaskoczony nagłym skupieniem na sobie, uwagi. Stwór wyciągnął miecze oraz sztylet przed siebie. Przy jego rozmiarach, był w stanie objąć wszystko jedną dłonią. Może niezbyt wygodnie ale dawał radę.
-Tak, nic więcej przy sobie nie miała.
Smok zerknął na kosmitkę i posłał jej delikatny uśmiech, połączony z uniesieniem warg oraz lekkim ukazaniem kłów. Tak, by wiedziała, że wszystko jest w porządku, a rozmowa między nimi nie sprawi jej problemów. Raczej.
/Idziemy. Resztę opowiesz w drodze./
Rzucił, zaraz odwracając się i ruszając powoli w kierunku pojazdu. Pierwsze kilka kroków wykonał dość pewnie, szybko. Dopiero po chwili lekko się pochylił i chwycił dłonią w okolicach mostka. Wziął dwa głębsze wdechy, a następnie ruszył dalej. Hakkera zaczekał, aż Ashara ruszy przodem, by móc podążyć za nią. Bardziej niż na niej, jego wzrok skupiony był na oficerze.
/Ja jestem Hakkera. Admirał zwie się Daalkiin./
Odezwał się, jak tylko jego mózg przetrawił, iż się jej nie przedstawili. Nie specjalnie go to zdziwiło, zazwyczaj takie rzeczy robili oficerowie, a ten nie wydawał się w dobrej kondycji i nastroju, do rozmów.
-Ciężki dzień?
Spytał przełożonego, maszerując dalej za kosmitką. Daalkiin nastawił prawe ucho, by wyłapać wypowiedź, a następnie skierował łeb lekko na bok, zerkając kątem oka na dwójkę maszerującą za nim. Byli już dość blisko samochodu.
-Eksplozja zniszczyła wszystkie maszyny w moim krwiobiegu.
Wyjaśnił, a Hakkera zamilkł. Osoba nie w temacie pewnie nie wyłapałaby o co chodzi. Kosmitka miała jeszcze ten problem, że dzieliła ich bariera językowa. A Odrodzony wprost powiedział, że w jego krwi znajduje się teraz masa metalu, który bardzo utrudnia mu życie. I zapewne gdyby nie organizm oficera, to już by nie żył.
Gdy trójka zbliżyła się do pojazdu, żołnierz siedzący na miejscu pasażera, wyskoczył z pojazdu i zlustrował całą trójkę spojrzeniem. Bardziej, aniżeli na Asharze, skupił się na Hakkerze, którego mógł widzieć po raz pierwszy. Wojskowy zaczekał, aż się zbliżą.
-Koce?
Zapytał oficer, rzucając jedno, krótkie hasło. Odpowiedź była natychmiastowa.
-Z tyłu, torba pod siedzeniami.
Daalkiin skinął łbem i podszedł do pojazdu do tyłu. Członek AAF wrócił na miejsce pasażera z przodu, czarnofutry chwycił się poręczy i podciągnął do góry, wsiadając na pakę. Hakkera cały czas podążał za kobietą, wskazując jej gestem, by ruszyła do oficera. Co prawda to oficerowie powinni siedzieć z przodu pojazdu, jednak w wypadku jego wzrostu, raczej by się tam nie zmieścił. Ani on ani tym bardziej smokowaty stwór. Jasnołuski zaczekał, aż kosmitka wsiądzie do tyłu. Sam wsiadł zaraz po niej, od razu rozsiadając się obok i sięgając po siedzenie. Pod nim, znajdowała się torba, obszyta identycznym kolorem kamuflażu, jaki posiadali żołnierze siedzący z przodu. Z lekkim trudem, stwór rozsunął suwak torby. Przy jego wielkich łapach, nie było to wcale takie proste. W środku, od razu rzucił mu się w oczy koc o oliwkowym kolorze. Samiec wyciągnął go, jednym ruchem rozłożył, a następnie sięgnął materiałem ku kosmitce, obejmując nią ciepłym materiałem oraz owijając dokładnie. Oczywiście nie pytał jej o zdanie, nie zamierzał. Wcześniej, odłożył jej miecze na siedzenie, obok siebie, po przeciwległej stronie.
-Dokąd?
-Inuanard.
Zapytał kierowca, zapalając silnik maszyny. Wbrew oczekiwaniom, samochód nie wydobył z siebie potężnego ryku silnika. Maszyna była hybrydą, w tym wypadku działając na zasilaniu elektrycznym. Bardzo efektywnie, cicho oraz bez wytwarzania smugi ciepła, ułatwiającego namiar na pojazd. Samochód ruszył powoli, kierowca zawrócił pojazdem, by zaraz skierować się na drogę z ziemi, charakterystyczną dla niezamieszkałych łąk, lasów i tym podobnych. Daalkiin zamknął na chwilę swe ślepia, biorąc cichy wdech, natomiast Hakkera upewnił się, że dokładnie owinął kosmitkę kocem, obserwując ją nazbyt uważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ashara Nga'ar

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 26/06/2017

PisanieTemat: Re: Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)   Wto Sie 22, 2017 6:21 pm

Bardzo miłe i w zasadzie kulturalne było z ich strony, że nie skomentowali i puścili mimo uszu jej myśli odnośnie telepatii, udając, że nic takiego nie miało miejsca. Oszczędzili tym samym dziewczynie zakłopotania.
Reakcja oficera na wyjaśnienia jakoś niespecjalnie ją zaskoczyła, w zasadzie to spodziewała się czegoś podobnego. Jednak jego stwierdzenie było w pewien sposób uwłaczające godności jej ludu, co nieco uraziło dziewczynę. Uniosła delikatnie głowę, jednak nie na tyle wysoko, by można było to odebrać jako wyzwanie.
Radzimy sobie dobrze. Tylko nie wylatujemy zazwyczaj poza naszą galaktykę.
Wyjaśniła krótko i rzeczowo. Mimo delikatnej urazy po słowach Daalkiina, jej myśli nie były nasycone tym uczuciem. Wciąż jednak informacje te były suche i krótkie, na pewno o wiele mniej wyraziste, niż gdy mówiła o wszystkim Hakkerze. Samiec miał więc coś w rodzaju potwierdzenia, że naprawdę straciła wtedy nad sobą kontrolę, normalnie używając o wiele bardziej wyważonego sposobu wypowiedzi. Jej wyjaśnienia były zgodne z prawdą, ale krótkie. Rzeczowe. Nie trzeba było jednak wyciągać z niej wszystkiego na siłę, ot zwyczajnie udzielała informacji od razu selekcjonując je pod względem ważności.
Z zainteresowaniem za to obserwowała rozmowę obydwu samców. Domyślała się, że rozmowa toczy się o niej i jej broni, zwłaszcza, gdy Hakkera wyciągnął dłoń z jej mieczami w stronę Daalkiina. Odwzajemniła uśmiech, bardzo delikatnie jednak, jedynie poprzez uniesienie kącika ust. Przynajmniej nie wzdrygnęła się na widok kłów. Nie zdawała sobie również sprawy, że od niedługiej chwili lekko drży z zimna. To naprawdę nie był jej klimat, na Altharze w momencie, gdy wylatywała, było co najmniej o 15 stopni cieplej. Przynajmniej na powierzchni planety, gdzie normalnie żyła. Warunki pogodowe na Ziemi zdecydowanie nie przypadły jej do gustu, przynajmniej na chwilę obecną.
Ruszyła za oficerem, decydując się na dorzucenie powodów, dla których tu wylądowała.
Statek miał awarię sterowania. Potem wysiadło coś jeszcze, ale nie potrafię stwierdzić, co. Mechanizmy pilotażu oraz działania maszyn nigdy nie były przedmiotem moich zainteresowań i pracy.
Ostatnie zdanie dorzuciła całkiem dodatkowo i jakoś tak nawet wbrew sobie. Wolała uniknąć dyskusji o swoich defektach w postaci braku wzroku, bo przecież tylko to było przyczyną, dla której nie znała się kompletnie na statkach i pilotowaniu ich, a także nie używała broni palnej. Przynajmniej potrafiła wyrażać się dyplomatycznie, powstrzymywać niewygodne dla kogoś prywatne opinie i nie pakować się w jakieś kłopoty. Czujnie za to obserwowała czarnego samca, mając coraz większą pewność, że nie jest z nim dobrze. Wciąż jeszcze uprzejmie milczała na ten temat, choć jej dusza medyka aż wyła, by coś z tym zrobić albo chociaż zapytać, czy mogłaby jakoś pomóc.
Miło mi.
Odpowiedziała życzliwie Hakkerze, nijak nie komentując faktu, że oficer się wcześniej przedstawił. Pomijając tylko tytuł. Admirał, wysoko. W pewnym stopniu czuła się zaszczycona. I szczęśliwa jak nigdy dotąd, że od dziecka miała do czynienia z wysokimi rangą oficerami, więc przynajmniej nie palnie głupoty i mniej więcej wiedziała, jak się zachowywać w obecności takowych. No chyba, że miała takiego leczyć. Wtedy sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Wtedy miała kompletnie gdzieś stopnie wojskowe. W zasadzie trochę doceniała obecnie komunikację telepatyczną, bo dzięki temu mogła obserwować stan samca. Z każdym jego krokiem upewniała się, że było bardzo źle. Stawiała na jakieś obrażenia wewnętrzne, patrząc po zachowaniu, ale bez “skanu" nie mogła być niczego pewna. Zresztą należał do rasy, o fizjologii której nie miała zielonego pojęcia. Chociaż zrobienie tego “skanu" coraz bardziej kusiło.
Samochód żołnierzy za to wybitnie ją zainteresował. Nigdy nie widziała takiego pojazdu, na jej planecie poruszali się głównie windami lub specjalnymi poduszkowcami. Zlekceważyła nawet rozmowę admirała i żołnierza, zajęta oglądaniem pojazdu. Dopiero gdy Daalkiin wskoczył na pakę, z powrotem zwróciła na nich uwagę. Zachęcona gestem Hakkery wpakowała się na tył samochodu, siadając obok admirała. Zrobiła to nawet w taki sposób, by go nie dotknąć. Nie chciała ewentualnych nieporozumień z tego powodu.
Wygodnie usadowiona mogła z ciekawością obserwować, co robił Hakkera. I nawet nie wyglądała na rozbawioną, gdy miał drobny problem z otwarciem torby. Materiał ją zaciekawił, a w zasadzie bardziej interesowało ją jego przeznaczenie. Lekko się spięła, gdy sięgnął z tym w jej stronę, mając dziwne wrażenie, że zamierza ją tym jakoś skrępować. Jednak gdy tylko ciepły i przyjemny materiał ją otulił, Ashara mruknęła cichutko, w końcu przestając się trząść. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo zmarzła. Posłała piękny i radosny uśmiech Hakkerze w ramach podziękowania. Wolała unikać komunikacji telepatycznej, nie była dobra w kontrolowaniu myśli, przez co zawsze mogłaby pomyśleć coś nieodpowiedniego i nieszczęście gotowe. Wtuliła się w cieplutki kocyk, rejestrując, że pojazd ruszył. Potem wypyta, jak to działa. Podciągnęła kolana pod brodę, chowając się wręcz pod materiałem, tylko głowa jej wystawała. I może trochę stopy. Przy jej rozmiarach nie było to trudne. Zmarszczyła delikatnie brwi, prawie czując, jak bardzo Hakkera się w nią wgapia.
Coś nie tak?
Pomyślała licząc, że odczyta jej myśli. Dziwiła ją ta intensywność spojrzenia.
Nie zamierzam uciekać ani próbować odebrać swojej broni.
Dodała dość uprzejmie, może z delikatnym rozbawieniem. Nigdy nikt się w nią tak nie wgapiać. Od czasu do czasu zerkała na Daalkiina, jakby bijąc się z myślami. W końcu jednak ochrzaniła sama siebie, że skoro dawała sobie radę z porucznikami na Altharze, cierpiącymi na totalny przerost ego, to tutaj też sobie da radę.
Ja wiem, że to być może nie moja sprawa…
Zaczęła bardzo ostrożnie i jednocześnie z wahaniem. Musiała to jednak zrobić, inaczej do końca życia będzie miała wyrzuty sumienia. W końcu była uzdrowicielką, to było jej powołanie i obowiązek.
... ale admirał wygląda, jakby potrzebował pomocy medycznej. I to natychmiastowej.
Jeśli w telepatii dało się zaakcentować i położyć nacisk na jakieś słowo, to Ashara to właśnie zrobiła. Zawahała się, czy proponować swoją pomoc chociażby przy ustabilizowaniu jego stanu, lecz Hakkera na pewno mógł wychwycić jej myśli z tym związane. Nie wiedziała, czy mogłaby go wyleczyć, ale na pewno mogłaby jakoś pomóc i ułatwić dotarcie do infirmerii. Co najciekawsze, mimo że w pewnym stopniu byli dla niej zagrożeniem, a osłabiony żołnierz to mniejsze zagrożenie, to nie miała najmniejszego problemu z postawieniem Daalkiina na nogi. Mimo, że mogła to robić na własną zgubę. Nigdy jednak nie patrzyła na rannych pod kątem zagrożenia dla siebie, wszystkich traktowała tak samo, jako istoty, którym należy pomóc. No, może poza Reptilianami. Ich na pewno nie umiałaby wyleczyć, blokady psychiczne związane ze strachem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1365
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)   Pon Wrz 04, 2017 9:20 pm

NPC Storyline - AAF|Daalkiin|Hakkera|Inusannon|Jinkusu

Pojazd swobodnie przemierzał "naturalną" drogę wytworzoną na wzgórzach, czasami przechylając się na jedną lub drugą stronę, zgodnie z tym, jak prowadziło ich podłoże. Wgap Hakkery został mu uświadomiony, dzięki zadanemu pytaniu. Albo raczej fakt, że robi coś nie tak, co łatwo wyczytał z samego pytania czy chociażby dezorientacji kobiety. Densorin kierował się ciekawością, związaną ze spotkaniem przedstawicielki obcej cywilizacji. Co prawda w dość nadzwyczajnych okolicznościach, jednak zawsze. Odpowiedź na pytanie Ashry nie padła. Stwór po prostu odwrócił łeb i wbił swe spojrzenie w jakiś punkt przed sobą, nie chcąc dalej tworzyć dyskomfortu u kobiety.
/Nie twoja sprawa/
Podkreślił oficer, wtrącając się w jej słowa, a raczej myśli - zanim kosmitka zdążyła je dokończyć. Jak sama zauważyła, nie był to jej interes, co mu dolega oraz czy mogłaby go w tym wypadku wyleczyć. A Daalkiin nie zamierzał pozwolić jej na grzebanie w sobie. Hakkera wydawał się zdecydowanie bardziej otwarty na nową znajomość. W przypadku odrodzonego, mogła to być kwestia odczuwanego dyskomfortu, co przy dłuższym czasie potrafi znacząco wpłynąć na nastawienie jednostki do otaczającego świata. W tym wypadku, stwór wyraźnie nie chciał, by kobieta próbowała czegokolwiek. I lepiej dla niej, by nie próbowała.
Samochód poruszał się dalej, przynajmniej do momentu, w którym oficer sięgnął prawą ręką w stronę przedniej części, gdzie znajdowała się nieosłonięta kabina kierowcy. Tam, czarnofutry stuknął dwa razy o metal, zwracając na siebie uwagę kierowcy oraz pasażera.
-Na pobocze. Spodziewamy się przyjaznego kontaktu.
Rzucił krótko, otrzymując w odpowiedzi skinięcia głową ze strony żołnierzy. Na efekt nie trzeba było czekać, gdyż pojazd zaraz zjechał na pobocze, jak tylko kierowca wychwycił jakiś dobry punkt do zatrzymania maszyny. Gdy wóz stanął w miejscu, Daalkiin obrócił wzrok w stronę Hakkery, przekazując mu krótkie instrukcje.
-Wyciągnij samicę z wozu i poczekajcie na widmo. Rozwiążę dla nas problem komunikacji.
Wyjaśnił krótko. Jasnołuskiemu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Stwór od razu skupił swą uwagę na kobiecie, chwytając ją lekko za ramię i wstając, a przy okazji ciągnąć ją do góry.
/Choć, dowódca zawołał towarzysza, który ułatwi nam komunikację. Bez telepatii./
Łuskowato-futrzasty stwór zeskoczył z paki maszyny, odwracając się od razu i sięgając dłonią do kobiety, oferując jej pomoc w zejściu z pojazdu. Tym razem nie spodziewał się, by lądowała na nim, gdyż rozmiar samochodu dostosowany był bardziej do niej, aniżeli do niego. Kiedy Ashara, z lub bez pomocy jasnego, zeszła z pojazdu, densorin odsunął się na dwa kroki, a następnie odszedł na metr od samochodu, rozglądając się po okolicy i wyczekując na przybycie. Nie ostrzegł jej, kto to będzie i jak się tutaj pojawi. Dla niego nie była to żadna nadzwyczajna sytuacja, w końcu nie uciekła ani na widok jego, ani na widok oficera. Więc nie powinna się wystarczyć kolejnej istoty.
Jako, że znajdowali się na wzgórzach, oczekiwanie umilił im chłodny wiatr, który zebrał się w okolicy, uderzając o ich ciała, gdy ci stali mu na drodze. Hakkera wyraźnie nie odczuwał zmiany w temperaturze, dokładnie nagłego jej spadku o kilka stopni. Dla Ashary mogło to być już bardziej dolegliwe. Jednak nadal miała przy sobie koc, jeśli go nie zostawiła, więc powinna wytrzymać.
Delikatny czerwony błysk rozjaśnił na chwilę niebo nad nimi, by na wysokości piętnastu metrów nad ziemią, pojawił się stwór. Potężny cień padł na ziemię, gdy rozłożone skrzydła łuskowatego przesłoniły światło. Ustawiony poziomo, ponad dwu i pół metrowy osobnik szybował swobodnie ku ziemi, majestatycznie oraz powoli. Przed samą ziemią, rozłożył swe skrzydła do pełnej szerokości, napinając mięśnie oraz prostując się, lądując tym samym na łapach, cicho, jak i bez żadnych wgnieceń w ziemi. Jakieś dwa metry od Ashary, wylądował mierzący dwieście sześćdziesiąt dwa centymetry, dwunożny smok. Całe jego ciało okryte było zadbanymi, twardymi łuskami. Dominowała na nim czerń, okrywająca większą część stwora. Czerwone łuski znajdowały się jedynie na korpusie, a sam kolor widniał również na błonie skrzydeł stworzenia. Smok powoli odwrócił się w kierunku Hakkery oraz Ashary. Żołnierze znajdujący się w pojeździe, zerknęli za siebie, by móc przyjrzeć się przybyszowi. Stwór powoli podszedł do dwójki istot, spoglądając na nich z góry. Dosłownie, bo był prawie pół metra wyższy od Hakkery. Nie mówiąc o większej masie, która objawiała się w postaci ukształtowanych mięśni, długiego ogona zakończonego ostrzem czy wielkich, masywnych skrzydeł, które smok złożył i przykleił do swego grzbietu.
/Ashara, oto Inusannon, sędzia z Kyrat, przedstawiciel Urkyn'Vareis./
Przedstawił jej pokrótce przybysza, który stanął przed nimi. Smok nie wykonywał żadnych gestów, a jedynie stał i czekał... bardziej na reakcję ze strony kobiety. Pozytywną bądź negatywną. Jasnołuski nie powiedział nic na głos, lecz można było spokojnie założyć, że w ten sam sposób - telepatycznie - przedstawił samcowi Asharę. Gad miał ręce opuszczone wzdłuż ciała. Wyraz jego pyska nie zdradzał emocji, jedynie niebieskie ślepia spoglądały ku kosmitce, obserwując ją uważnie oraz czekając na jakiś znak, zanim zacznie. Smok wyraźnie wiedział, po co go tutaj wezwano. Nie zadawał zbędnych pytań, nie wydawał się zdezorientowany. Biła od niego aura siły, potęgi, a jednocześnie - w pewnym stopniu - bezpieczeństwa. Smok wydawał się bardzo groźny, jednak jako przeciwnik. Choć jego masywna postura, kły, pazury czy kolce - mogły budzić strach, nie wydawał się on sam z siebie próbować kogokolwiek nastraszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ashara Nga'ar

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 26/06/2017

PisanieTemat: Re: Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)   Wto Wrz 05, 2017 5:32 pm

Przechyły pojazdu zgodnie z układem podłoża może i nie były jakoś zbytnio komfortowe, ale wystarczająco dobrze szło jej utrzymywanie równowagi, by nie “przytulać” się do jednego czy drugiego samca. Uniosła bardzo delikatnie brwi widząc reakcję Hakkery. W zasadzie tu nie chodziło o to, że się gapił, bo de facto nie był pierwszy, ale o powody, dlaczego to robił. Nie skomentowała tego jednak, widząc, że nie było to coś, co powinno się komentować. Może kiedyś się dowie, o co chodziło. Bardzo wątpliwe może.
Odpowiedź Daalkiina, mimo że nie do niego kierowała swe słowa, sprawiła, że prychnęła bardzo cicho pod nosem.
Sumienie nie dałoby mi żyć, gdybym nie spytała.
Odparła oschłym tonem, ucinając temat. To wcale nie było tak, że była obrażona odmową przyjęcia pomocy czy ogólnie odmową dyskusji o swoim stanie zdrowia, bo jak najbardziej rozumiała, że nie ufał jej na tyle, by wskazać swoje słabe punkty czy pozwolić obcemu się leczyć, sama w końcu też tak miała, ale chodziło o sposób, w jaki to zrobił. Nie miała żadnych złych chęci czy zamiarów, a skoro nie była wprawiona w tym sposobie komunikacji, to można było to od razu wykryć, tak samo jak szczerą troskę, właściwą tym, którzy prawie że urodzili się po to, by pomagać innym. Mógł odmówić na mnóstwo innych sposobów, ale wolał w taki sposób… No cóż, zdecydowanie go nie polubiła. I jak ten typ odmowy mogłaby zrzucić na karb złego samopoczucia zdrowotnego, bo naprawdę było z nim źle, tak zdecydowanie nie mogła darować mu poprzedniego komentarza o swojej rasie. A przede wszystkim pytanie było skierowane do Hakkery, nie do niego. Więc to także szło na potężny minus. Z pełną premedytacją więc kompletnie ignorowała stan samca, wpatrzona gdzieś przed siebie. Oczywiście, ulżenie mu w bólu to była kwestia sekund, ale po co. Nigdy nie była kimś, kto pchał się gdzieś, gdzie go nie chcą. Więc jeśli kiedyś zmieni zdanie, będzie musiał sam ją poprosić, bo sama z siebie nigdy nawet nie podejmie próby pomagania mu. Zresztą z jakiej racji miałaby się dla niego narażać? Była zmęczona i ogólnie nie czuła się za specjalnie dobrze, a zimno wokół nie polepszało jej stanu. Leczenie kogokolwiek w takich warunkach na pewno poważnie odbiłoby się na jej zdrowiu, zapewne poważniej niż zwykle miało to miejsce. Więc tym bardziej pozbyła się wyrzutów sumienia. Nie był jej na tyle bliski, by ryzykowała dla niego, aż tak. Przynajmniej w tej chwili, gdy tak naprawdę nigdzie nie przynależała. Zamyśliła się dosyć mocno, wyłączając się kompletnie z otoczenia. Hakkera nie wyglądał na chętnego do dyskusji po jej pytaniu, więc w zasadzie zostwili ją samą sobie. Przymknęła oczy, ściągając na chwilę okulary. Chociaż miała je od pół roku, to wciąż nie była przyzwyczajona do ich sposobu oglądania świata. Tak, to ułatwiało życie, ale trudno było po tylu latach się przestawić. Po zbyt długim używaniu, jak teraz, zaczynała odczuwać delikatny ból głowy. Na Altharze w takim momencie zapewne natychmiast by je odłożyła i odpoczęła, ale tutaj nie było takiej opcji. Zostawało tylko posiedzieć z zamkniętymi oczami, póki nie dojadą do celu. Odetchnęła głęboko, może ciut melancholijnie myśląc, że normalnie o tej porze siedziałaby na którymś z niższych poziomów albo dyskutując z przyjacielem, albo ogarniając techników, będących chyba jeszcze gorszym materiałem do leczenia niż wojskowi. Trwała tak bez ruchu z zamkniętymi oczami, póki Daalkiin się nie ruszył i nie zastukał w metal. Wtedy od razu nałożyła okulary i dopiero wtedy otworzyła oczy, zerkając na niego. Krótko, sprawdzając tylko, co się dzieje. Dziwna natomiast była kolejność czynności. Większość osób najpierw otworzyłaby oczy, a nie wkładała okulary. Zmarszczyła delikatnie brwi, kiedy pojazd się zatrzymał. Od razu też odwróciła się do Hakkery, licząc, że jej to jakoś wytłumaczy. Wydawał się poprzednio bardziej… przyjazny i chętny do wyjaśnień. Nie pomyliła się zbytnio. Pociągnięta w górę grzecznie wstała, po krótkim momencie zostawiając koc na sobie. Zresztą nikt jej go chwilowo nie zabierał.
To całkiem uprzejme z jego strony.
Skomentowała słowa Hakkery i złapała go za dłoń, zaraz też zaskakując z pojazdu. Zdecydowanie teraz było wygodniej zejść niż poprzednio i nie musiała sobie radzić skokiem na jasnego. Kiedy tylko odszedł od samochodu ruszyła za nim, ciekawa tego, co wymyślił admirał. Liczyła, że może Hakkera powie coś więcej, no ale niestety nie dowiedziała się już nic więcej. A wielka szkoda, gdyby z góry ją ostrzegł, czego ma się spodziewać, to być może nie zareagowała w taki sposób…
Stanęła jakieś dwa kroki przed samcem, rozglądając się wokół siebie z zaciekawieniem. W sumie widoczki niczego sobie. Althar takich nie miał. Spadek temperatury odczuła natychmiast, komentując to delikatnym wzdrygnięciem się.
- Tu już nie jest zimno. - burknęła pod nosem, rozmasowując ramiona. Mimo koca było jej zimno. - Tu już pizga złem.
Język dziewczyny był całkiem przyjemny dla ucha, przypominał bardzo mocno gaelicki. Słowa natomiast były na tyle głośne, że Hakkera mógł bez problemu je usłyszeć, a z głowydziewczyny odczytać ich znaczenie. A także delikatne rozbawienie związane z tym, w jakich okolicznościach usłyszała wypowiedziane właśnie słowa po raz pierwszy.
Jakby miała się zastanowić, zapewne doszłaby do wniosku, że temperatura odczuwalna wokół przypominała mniej więcej temperaturę 6 poziomu na jej rodzinnej planecie, czyli praktycznie jakieś 18 stopni mniej, niż była do tego przyzwyczajona. Niestety nie miała okazji się nad tym zastanowić.
Nagle na niebie pojawił się olbrzymi stwór, rzucając cień na ziemię i zasłaniając słońce. Uniosła lekko głowę, próbując dostrzec, z czym ma do czynienia. Spokojnie odprowadziła go wzrokiem, kiedy lądował i na chwilkę zapatrzyła się na ładne zestawienie kolorystyczne jego ciała i skrzydeł. Chociaż może zbyt mroczne. Ale wciąż ładne. No i wtedy stwór się na obrócił. I na dobitkę zaczął iść w jej stronę.
Ashara zrobiła się praktycznie biała na twarzy, przez co tatuaże były jeszcze bardziej widoczne, a jej włosy wyglądały, jakby płonęły. Była przerażona. A nawet więcej. Sama słyszała bicie własnego serca, tak mocno waliło. Pierwszą myślą było zwyczajnie uciec, ale zaraz to odrzuciła. Jeszcze by zaczął ją gonić. Nie wiedząc nawet, że to robi, zaczęła się cofać, wpadając tym samym na Hakkerę. Dopiero wtedy zamarła, nie wykonując żadnego ruchu. Starała się jakoś nie panikować, ale chyba było widać, że stwór ją przeraził. Był wielki, łuskowaty i akurat między nimi była wystarczająca różnica wzrostu, by miała powtórkę sprzed 38 lat, gdy zaatakowali ją reptilianie. Od tamtej pory miała kompletną fobię odnośnie wszystkiego, co miało łuski. Wielkość nie miała tu żadnego znaczenia. Sama nie wiedziała, czy nowoprzybyły był bardziej groźny z tymi rozłożonymi skrzydłami czy bez nich. Przełknęła ślinę, patrząc na stwora. Po chwili usłyszała głos Hakkery w głowie.
Uhm… Miło… Poznać…
Nawet telepatycznie jej głos drżał. Nogi wrosły jej w ziemię, gdyby nie to, przypuszczalnie mało elegancko mogłaby się osunąć na ziemię. Przynajmniej nie uciekła, to już plus. Minęła naprawdę długa chwila, zanim uspokoiła się wystarczająco, by zacząć się zastanawiać, co Inusannon tu robi. Chociaż i tak ciśnienie miała bardzo wysokie i wciąż była blada jak papier. Nieświadomie kurczowo zaciskała ręce na kocu, którym była okryta. Dopiero po dłuższej chwili skojarzyła sobie przybycie wielkiego gada z tym, co mówił Hakkera o sposobie komunikacji. Telepatii miała w zasadzie już dosyć. Ten brak prywatności myśli był czymś, czego nie umiała tak łatwo porzucić.
W jaki sposób… uh… Jak chcecie rozwiązać problem komunikacji bez telepatii?
Wciąż jej głos zdradzał nerwowość. Nie do końca również wiedziała, jak zwracać się do wielkiego gada. Z jakimiś formami grzecznościowymi czy bez, a jeśli z, to jakimi? W końcu zdecydowała się na bezpieczniejszą formę mnogą. Do samego Inusannona nie chciała się zwracać, głównie dlatego, że nie wiedziała jak i budził jej nerwowość, a zwrócenie się tylko do Hakkery mogło być bardzo źle odebrane. Nigdy nie sądziła, że ktokolwiek postawi ją kiedykolwiek w takiej sytuacji. Wprawdzie od gada biła aura spokoju i wcale nie starał się jakoś przestraszyć, ale i tak była nerwowa. Pewnie niepotrzebnie tak panikowała, ale tamci przed atakiem też byli stosunkowo dobrze nastawieni. Odetchnęła głębiej. Jednak musiała przyznać, że widzenie aur było lepsze. Wtedy przeważnie widziała również nastawienie, więc mogła jakoś dopasować reakcję. Teraz tylko pozostawało jej poczekać, jak rozwinie się sytuacja. Pozory zawsze mogły mylić. Nie znała tych ras, nie wiedziała, czego mogłaby się spodziewać. Trochę żałowała, że Althar był raczej… odizolowany od reszty kosmosu i nie pchał się zbytnio do poznawania jakoś specjalnie innych ras lub galaktyk. Mieli ambasadorów, ale większość z nich pochodziła albo z planet w obrębie Verros albo naprawdę bliskich jej galaktyce. Tak jakby byli więc na zadupiu kosmosu. I teraz było to olbrzymią przeszkodą dla Ash. Nie wiedziała, czego w ogóle może się spodziewać. Przynajmniej widziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1365
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)   Czw Wrz 21, 2017 9:45 pm

NPC Storyline - AAF|Daalkiin|Hakkera|Inusannon|Jinkusu

Jasnołuski podniósł swe ręce i oparł dłonie na ramionach kobiety, gdy ta wpadła na niego, cofając się. Stwór zdążył rozłączyć się z jej umysłem, pozwalając jej na nieco prywatności, jak również umożliwiając prywatną rozmowę z przybyłym smokiem. Choć istota nie była do końca smokiem. Czarnołuski nie wydał się jakkolwiek zainteresowany bądź wzruszony jej strachem. Zdążył przyzwyczaić się do takich reakcji ze strony środowiska, choć w wypadku tej istoty, problemem była fobia. Sędzia zatrzymał się dopiero, gdy stanął tuż przed kobietą. W tym momencie, ta musiała zadrzeć głowę wysoko do góry, by móc spojrzeć na jego pysk, a nie mostek. Smok podniósł prawą dłoń, unosząc ją nad głowę kosmitki i uwieszając kilka centymetrów nad nią. Następnie, pod dłonią pojawiła się niewielka łuna czerwonej energii, która spłynęła na Asharę, rozlewając się po jej ciele w sposób nieodczuwalny inaczej, aniżeli tylko, jako ciepło. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, smok nie uczynił nic innego, poza wysuszeniem jej ubrań, skóry, włosów oraz ogrzaniem jej ciała, by tutaj po prostu nie marzła. Kobieta czuła, jak energia szybko i płynnie rozlewa się po niej, a następnie zanika, gdy zadanie zostało wykonane. Ukończywszy swe działanie, czarnołuski cofnął dłoń, a następnie zrobił dwa kroki do tyłu, odwracając się i ruszając powoli w drugą stronę, z której oni przyjechali. Skrzydła dalej miał przyczepione do grzbietu.
-Skończyłem.
Rzucił krótko Inusannon. Znów usłyszała jego głos, tylko tym razem nie rozbrzmiał on w jej głowie. Dźwięk wydobył się od samca, z miejsca, gdzie się znajdował. Przemówił swym pyskiem, a ona zrozumiała to krótkie, proste słowo.
-Jesteśmy wdzięczni, Inusannonie.
Odezwał się stojący za kobietą, jasnołuski stwór. Delikatnie zacisnął swe dłonie na ramionach kobiety, zaraz cofając je, gdy dotarło do niego co czyni. Nie było to ani silne ani nieprzyjemne, jednak nie był to czas ani miejsce na takie gesty. Lodowy stwór również wykonał krok w tył, robiąc miejsce Asharze i spuszczając na nią swe spojrzenie, czekając aż jakoś zareaguje lub może nawet przemówi. No i może wyjaśni mu ten nagły atak paniki. O ile nie wyczytał tego z jej myśli, to nadal był w stanie wyczuć jej nerwy oraz strach.
Kawałek dalej czekał na nich pojazd z dwoma żołnierzami oraz oficerem, który dalej siedział na swym miejscu, ruszając jedynie lewą ręką, zaciskając jej pięść oraz rozluźniając ją. Smok, który dał jej możliwość komunikacji z nowymi znajomymi, poza telepatią, powoli się oddalał. Nie szedł zbyt szybko, wręcz spacerował, rozglądając się i nasłuchując głosów, chłonąc otoczenie, w którym się znalazł. Jeśli ktoś spróbuje go zatrzymać, ten po prostu stanie, może nawet się odwróci. Hakkera nie planował zatrzymywać sędziego, gdyż skupiony był na nowej znajomej. Ona może mieć inne plany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ashara Nga'ar

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 26/06/2017

PisanieTemat: Re: Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)   Pią Wrz 22, 2017 10:08 am

W zasadzie w każdej innej sytuacji raczej zaprotestowałaby na taką poufałość. W końcu takie gesty, przynajmniej u niej, były zarezerwowane dla stosunkowo bliskich sobie osób, a konkretniej od „rangi” przyjaciela wzwyż. Teraz jednak było to w pewien sposób dodające otuchy... No i dzięki temu nie zaliczyła spektakularnej gleby. Wiedziała, że przesadza, była tego w pełni świadoma, że powinna chociaż próbować to powstrzymać. Ale to wcale nie było łatwe. Może gdyby kiedyś wcześniej miała więcej styczności z przedstawicielami innych ras, to ta fobia jakoś by się rozmyła. Ale nie rozmyła. A blizny przypominały o tamtym każdego dnia. Nic dziwnego więc, że reakcja na wielkie gady była taka, a nie inna. A nikt nie może ukryć, Inusannon był dosyć przerażający, przynajmniej dla obcych, co potwierdził brak jakiegokolwiek zdziwienia na jej reakcję. Zadarła bardzo wysoko głowę, wpatrując się w Sędziego. Przez to , zważywszy na to, że wpadła na Hakkerę, teraz opierała o niego głowę co w zasadzie było najbardziej niebezpieczne, jako że kompletnie eksponowała gardło. No ale przynajmniej mogła tym samym obserwować, co z tą łapą zamierza zrobić Inusannon. Przymrużyła oczy, czekając sama nie wiedząc na co. Uczucie ciepła za to było bardziej niż zaskakujące. Mruknęła zaskoczona, od razu poddając się temu . Po pierwsze, była sucha, w końcu. Po drugie, przestała marznąć, co nie oznaczało, że zamierzała się zrzec koca dobrowolnie.
Zamrugała lekko oczami, kiedy gad po prostu sobie poszedł. Jeszcze dziwniejsze było natomiast to, że w pełni zrozumiała, co obaj powiedzieli. Ekspresowa nauka języka... W końcu mogła zejść z telepatii, aczkolwiek i tak nie miała pewności, że nikt jej nie słucha. Zresztą. Nieważne. Domyślała się, w jaki sposób nagle tak dobrze poznała tutejszy język i jedyne, na co miała nadzieję to to, że jeśli jej wspomnienia zostały porządnie przetrzepane, to smok zatrzyma je dla siebie. Wiedziała dużo rzeczy, niekoniecznie legalnie i sporo osób nie byłaby zachwycona, że poszły one dalej. Nie wspominając o samej prywatności Ashary, do której była dość przywiązana.
- Dziękuję. – odezwała się zaraz za Hakkerą. Mimo ogólnie pojętego strachu głos jej nawet nie zadrżał. Cóż, umiała zachowywać swoje emocje dla siebie. Od razu słychać było nieco obcy akcent w jej wypowiedzi, ale była jak najbardziej zrozumiała. Bardziej przebijało się jednak zdziwienie, że potrafi wypowiedzieć się tak, żeby ją zrozumieli.
Uścisk na ramionach nieco ją otrzeźwił i kiedy tylko została puszczona, odsunęła się o kilka kroków, odwracając się w jego stronę. Spojrzenie samca było w zasadzie dość zrozumiałe, ciekawiło go, co spowodowało taką reakcję. Zresztą i tak było trochę lepiej niż wcześniej, mniej się już denerwowała.
- Nie mam zbyt dobrego doświadczenia z wielkimi j.... gadami. - dość płynnie zmieniła końcówkę wypowiedzi, jednak widać było, że chwilę szukała słów, przyzwyczajając się do znajomości nowego języka. Jej własny akcent również troszkę przeszkadzał, ale szybko się uczyła i z każdym wypowiadanym słowem lepiej jej szło.
Również nie planowała zatrzymywania Inusannona. Na razie musiała się przyzwyczaić, że takie istnieją. I nie do końca mogą być mordercze, jak się od dawna twierdziło na Altharze. Zapewne będzie musiała poważnie zrewidować swoje poglądy. Ale na pewno nie stanie się to ot tak, na pstryknięcie palcami. Za swój prywatny sukces uważała, że jakoś udało jej się przetrwać bez szkód na zdrowiu i nie zemdleć. Nie było tak źle.
- Dużo przebywa tu istot podobnych do Sędziego? – zapytała z lekkim wahaniem, jednak nie mając nic złego na myśli. – I dokąd, jeśli to nie jakaś tajemnica, właściwie zmierzamy? – dodała obserwując jasnołuskiego.
Obecnie w jego towarzystwie czuła się najlepiej, co wcale nie zwalniało ją z czujności i uważnego ważenia każdego słowa. Dla bezpieczeństwa w zasadzie. Nie była wśród swoich przyjaciół, przy których mogła sobie pozwolić na wszystko i nikt nie miałby jej tego za złe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)   

Powrót do góry Go down
 
Południowe Wzgórza (Wyspa Zytalst)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wyspa Twarzy
» Wyspa Endor
» Bezludna Wyspa - Survival Time.
» Wzgórze startowe przy Gibraltar Road
» Kronika rodu Tarth

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Alranois-
Skocz do: