Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ocean Atlantycki

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Ocean Atlantycki   Sob Maj 13, 2017 4:47 pm


Drugi pod względem wielkości ocean na Ziemi pokrywający około jednej piątej jej powierzchni. Ocean znajduje się pomiędzy: Europą i Afryką a Ameryką Północną i Ameryką Południową oraz Antarktydą. Atlantyk, bez przyległych mórz, zajmuje powierzchnię 82 362 000 km². Przybliżona objętość tegoż oceanu wynosi 323 600 000 km³. Średnia głębokość: 3339 m; największa – Rów Portorykański – 8605 m.
Powrót do góry Go down
Ashara Nga'ar

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 26/06/2017

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Wto Lip 11, 2017 9:48 am

Wygrana z Radą była swoistego rodzaju sukcesem. Chociaż z drugiej strony była pewna, że i tak i tak chcieli się jej pozbyć i jej prośba była im na rękę. Tak więc była zdecydowanie szczęśliwa, że w końcu być może uda jej się spełnić swoje marzenia. Tak czy siak to było lepsze niż pozostanie na Altharze.
Podróż sama z siebie nie była zbyt ciekawa. Statek spokojnie przemierzał kosmos na autopilocie, więc Ashara nie miała tam zbyt wiele do zrobienia. Ot tyle co obserwować widoki za szybą, co mimo wszystko po dłuższym czasie podróży zaczęło się potężnie nudzić. No i wszystko byłoby dobrze, gdyby w pewnym momencie statek nie odstawił akcji i nie padł autopilot. A zaraz po autopilocie padło sterowanie manualne. Więc nawet gdyby potrafiła pilotować statki, to nie miała szans zrobić czegokolwiek.
Zostawało jej tylko dryfować. Nie miała zielonego pojęcia, w jakiej części kosmosu się znajduje, ani tym bardziej, dokąd leci. Sama nie wiedziała, jak długo dryfowała po kosmosie, wiedziała tylko tyle, że w którymś momencie coś uderzyło w statek, przypuszczalnie uszkadzając poszycie ale niewystarczająco, by zagrozić pasażerce. Sygnał SOS nie działał, co było chyba celowym działaniem kilku osób i nawet wiedziała, których. Zazgrzytała zębami. Jakby ona ich dorwała...
W którymś momencie, zmęczona wgapianiem się w ciągle te samo otoczenie przysnęła na fotelu pilota. Obudziły ją jakieś turbulencje. W czasie snu dryfujący statek dostał się w pole grawitacyjne jakiejś planety. Z powodu uszkodzeń mogła więc tylko patrzeć z przerażeniem, jak statek wlatuje w atmosferę planety (uszkadzając nieco bardziej poszycie) i pędzi w stronę czegoś błękitnego. Pierwsza myśl dziewczyny była taka, że zaraz zginie. W głupim, niekontrolowanym odruchu zasłoniła oczy rękami, będąc tuż nad błękitnym terenem...
... by zaraz je odsłonić, gdy statek z całej siły wbił się w to niebieskie i zaczął schodzić w dół, chociaż wolniej. Woda. Ze wszystkich możliwości trafiła na olbrzymi zbiornik wodny. Nie dziwota, że nie rozpoznała, co ma przed sobą, skoro na Altharze od wieków takich zbiorników nie było. Tylko niezbyt duże baseny, dzięki czemu jako dziecko nauczyła się pływać.
Zerwała się z fotela pilota, słysząc syki gdzieś od strony wejścia. Uszkodzone poszycie nie wytrzymało ciśnienia i zaczęło przeciekać. Zrobiło jej się zimno, otwarcie drzwi nie wchodziło w grę. Zgarnęła broń, zostawiając widoki same sobie. Zaczęło robić się coraz ciemniej, ale przynajmniej elektryka wewnątrz wciąż działała. Przypasała broń do pasa, nie chcąc zostawiać jej na pastwę wody i pobiegła do wyjścia. Jedyne, co mogła teraz zrobić, to poczekać, aż statek napełni się wodą i wtedy otworzyć drzwi... I próbować się wydostać. O ile w ogóle ma jakiekolwiek szanse się wydostać, jako że zbiornik wydawał się być naprawdę głęboki. Poszycie puściło mocniej, więc w niezbyt długim czasie stała po kolana w wodzie.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z jednego, drobniutkiego problemu. Okulary chyba nie były wodoodporne. A przynajmniej nigdy o to nie zapytała... Podwójne cholera. O ile ktoś nie zauważył, jak wleciała do wody, to nie miała szans na przeżycie. Tak się kończą próby wzięcia życia w swoje ręce...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Namor

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 08/04/2014

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Czw Lip 13, 2017 10:32 pm

[Z Sanctum - po dłuższym czasie]

Król Atlantydy wraz ze swoją świtą właśnie mknął przez ocean, zmierzając prosto do miejsca, w którym władca zdecydowanie największego terytorium ziemskiego osobiście spotkać miał się z przedstawicielami organizacji zwanej Core - rzekomo odpowiadającej za bezpieczeństwo tej planety. To właśnie z tymi istotami Namor zamierzał omówić plany sojuszu, a także zaniechać wojnie, którą w gniewie niewątpliwie wytoczyć planowała morska cywilizacja. Można by rzec, iż to Dr. Strange okazał się głównym łącznikiem w takowych wydarzeniach, jednakże jego wiedza na temat Core opierała się na błahych, oraz oczywistych informacjach, które nie były zbyt przydatne. To sam książę zmuszony był do użycia własnych wpływów, by pozyskać znacznie szerszą wiedzę - i co najważniejsze - dopuścić do spotkania.

Gwardia królewska nie była zbyt liczna, a także nie posiadała wysoko postawionych rangą oficerów, co mogło wydawać się dziwne. Taka była jednak decyzja króla i nawet sam generał, który niezbyt pochwalał takowe posunięcie, w końcu musiał odpuścić pomimo braku jakiegokolwiek uzasadnienia ze strony księcia. Pozostawało mu uwierzyć w poczynania przełożonego, a także pogodzić się z myślą, iż na pewno wiedział co robi.

Cała jednostka liczyła może kilkudziesięciu ludzi, przy czym Namor znajdował się po środku, będąc najbardziej wsunięty w przód. Mężczyzna bowiem dosłownie leciał nad zbiornikiem wodnym na wysokości czterech metrów, utrzymując stałą prędkość wynoszącą jeden mach. Tuż za nim znajdowały się cztery obiekty latające - po dwa na jedną stronę - kształtem przypominające ziemskie F16, jednakże pod względem wielkości przewyższające je kilkukrotnie. Z pozoru lot przebiegał spokojnie i bez większych zastrzeżeń, do czasu, aż naturalny sonar władcy Atlantydy nie wykrył czegoś, co sprawiło, że mężczyzna zmuszony był zanurkować na dość sporą głębokość. Dziwne wibracje w promieniu kilkunastu kilometrów dawały jasno do zrozumienia, iż coś z impetem uderzyło o jego terytorium, co nie przytrafiało się dość często. Normalnie do takiego zjawiska wysłałby swoich ludzi i nawet nie zwracałby sobie głowy czymś równie podobnym, lecz w tym przypadku znajdował się naprawdę blisko epicentrum. Postanowił to więc sprawdzić osobiście, czym prędzej udając się w kierunku uderzenia.

Zagadką okazał się być obiekt latający - w dodatku prawdopodobnie kosmiczny. Sam król nigdy takiego wcześniej nie widział, co tym bardziej przykuło jego uwagę. Istniało nawet duże prawdopodobieństwo, że ktoś znajdował się na pokładzie i naprawdę warto było sprawdzić, czy jeszcze żyje. W zasadzie to podwodne ciśnienie już zaczynało wyniszczać statek, a szanse przeżycia potencjalnego pilota malały z każdą sekundą. Założenie Namora było iście proste. Książę szarpnął mocno za drzwi obiektu i najzwyczajniej w świecie je wyrwał, tym samym zaglądając do środka maszyny. Pilotem okazała się młoda kobieta, co na początku wprawiło władcę w lekkie zdziwienie. Wiedząc jednak, że istocie tej nie było dane oddychać pod wodą, złapał czerwonowłosą za nadgarstek, po czym gwałtownie wynurzył się z wody, jej ciało dość brutalnie podrzucając na dziób jednego z już zatrzymanych statków swoich ludzi.

- Kim jesteś i czego szukasz w moich oceanach.

Zadał pytanie stanowczym, jak i zarówno niezwykle surowym tonem, samemu unosząc się w powietrzu na wysokości niespełna pięciu metrów od poziomu wody. Ciekawym było to, iż zielona szata, która dumnie spoczywała na barkach króla była tak długa, że pomimo tej odległości, jej koniec wciąż delikatnie muskał o ocean. Oczywiście nie trzeba było wspominać o tym, że żołnierze w swych wodnych maskach od razu wyszli ze statków, momentalnie przykładając karabiny do głowy przybyszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Sob Lip 15, 2017 6:12 pm

NPC Storyline - AAF

Pojazd Ashary pojawił się na urządzeniach śledzących wczesnego ostrzegania. Jako, że tor lotu jej maszyny przypadał niedaleko wód terytorialnych Alranois, jej pojawienie się, wzbudziło zainteresowanie pobliskiej floty. Jakieś pięćdziesiąt kilometrów od aktualnej pozycji Ashary oraz Namora, znajdowała się grupa dwudziestu okrętów należących do Alranois Armed Forces (lotniskowiec, siedem okrętów podwodnych, dwanaście krążowników). Wiedząc o zbliżającym się wodowaniu UFO, admirał podjął decyzję o poderwaniu drona zwiadowczego oraz wysłaniu go z misją rozpoznania. W międzyczasie zaczęto przygotowywać grupą ratunkową oraz grupę odpowiedzi. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, flota została postawiona w stan gotowości bojowej, informując o tym dowództwo DSAT.
Dla Namora, informacja ta mogła być o tyle cenna, że skanery/radary powinny być w stanie wykrywać ruch, zwłaszcza na morzach i oceanach. W tym wypadku, wyraźnie było widać aktywność okrętów oraz jednostek latających, które - niczym podczas szkoleń - postawione były w stan gotowości. Rozluźnienie formacji, poderwanie myśliwców, przekierowanie sił. Choć bezpośrednio, w ich kierunku, wysłano jedną, mała jednostkę. Dron UAV MQ4A Greyhawk znajdujący raptem kilkaset metrów nad wodą, dotarł na miejsce może dwie minuty po wynurzeniu się grupy na powierzchnie. Jednostka była "standardem", lecz wykonaniu AAF. Technologia była sprawniejsza, a sama maszyna, poza systemem kamer, odbiorników czy skanerów - wyposażona była w sześć rakiet zdolnych razić z powietrza cele na oraz pod wodą. Wywiad pozwalał królowi posiadać wiedzę na temat zdolności tej maszyny, bo choć planów technologii zdobyć się nie dało - nikt nie był w stanie zabronić obserwacji.
Po dotarciu na miejsce, dron zaczął w charakterystyczny sposób, krążyć dookoła grupy, utrzymując odległość około 600 metrów od nich, wyraźnie obserwując rozgrywające się tutaj wydarzenia.
Powrót do góry Go down
Ashara Nga'ar

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 26/06/2017

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Nie Lip 16, 2017 8:11 am

Plan Ashary z otworzeniem drzwi, gdy statek nabierze wystarczająco dużo wody i wypłynięciem na powierzchnię w zasadzie był całkiem dobrym planem. Poza jednym, jedynym szczegółem. Nieznająca się na tak wielkich zbiornikach wodnych dziewczyna nie miała zielonego pojęcia, na jakiej głębokości się znajduje i czy w ogóle zdoła wypłynąć na powierzchnię, nie dusząc się po drodze. Po krótkim namyśle doszła do wniosku, że okulary nie są jej potrzebne do pływania, a musi zadbać, by się nie zamoczyły. Znalazła niewielką, wodoodporną torebkę i wsadziła do niej przedmiot, co znacząco pogorszyło jakość jej widzenia. Wszystko było czarne, bez ani jednej kolorowej plamki. Zero istot żywych na horyzoncie. Może to i nawet lepiej, kto wie, na co mogłaby trafić.
I mogła sobie tak czekać niewiadomo jak długo, gdyby nagle ktoś nie wyrwał drzwi statku. Pomieszczenie natychmiast zalał potężny strumień wody, uderzając prosto w Asharę. Dziewczyna krzyknęła zaskoczona, woda kompletnie ją zdezorientowała. Nie miała pojęcia, co się dzieje, ale wciąż kurczowo trzymała torebkę z okularami. Przynajmniej o broń nie musiała się martwić, porządnie przytwierdzoną do jej pasa. Zanim jednak zdążyła odzyskać jako taką równowagę i zrozumieć, co się właściwie dzieje, coś szarpnęło ją za nadgarstek i wyrzuciło na coś twardego. Plus był taki, że mogła znów oddychać, a świat zrobił się kolorowy. Nie próbowała nawet zanalizować kolorów, tylko natychmiast wyjęła okulary i założyła je na nos. Nie było to dobrym pomysłem. Spięła się zaraz, gdy dostrzegła karabiny skierowane w stronę jej głowy. Przełknęła ślinę i lekko uniosła ręce do góry, nawet nie próbując sięgać po swoją broń. Do tego nad głowami krążyło coś, co przypominało mini statek bojowy. Pewnie strzelać potrafiło, a oberwać nie chciała.
Za to mogła dość spokojnie przyjrzeć się osobnikowi, który przypuszczalnie wyciągnął ją z wody i teraz się odezwał. Chyba o coś zapytał, sądząc po tonie wypowiedzi, ale nie mogła być tego pewna. Miłe powitanie to jednak nie było i raczej się temu nie dziwiła. W końcu radośnie zleciała z powietrza, tyle dobrze, że poza własnym statkiem nic nie uszkodziła. Chyba. Jak na jej standardy mężczyzna był ubrany dość dziwnie, ale może to normalne na tej planecie? Sama miała na sobie zwykły top na bez rękawów i spodnie przypominające bojówki, z kilkoma kieszeniami również po bokach nogawek. Potrząsnęła głową na wypowiedź mężczyzny.
- Nie rozumiem. – odparła melodyjnym, przyjemnym dla ucha głosem. Po krótkim namyśle zdecydowała się użyć normalnego języka Altharu, a nie jednego z dialektów. Większa szansa, że ją zrozumie, chociaż... Na wszystkich bogów, nie miała nawet pojęcia, gdzie się znajduje i liczyła na to, że ktoś ją tu zrozumie? Idiotyzm. Powinna raczej liczyć na to, że jej nie kropną po drodze. Dlatego też nie wykonywała żadnych ruchów, wciąż trzymając ręce lekko w górze. Woda skapywała z niej, co powoli sprawiało lekki dyskomfort, jako że temperatura nad wodą nie była jakoś specjalnie wysoka, a przynajmniej nie taka, do której dziewczyna była przyzwyczajona. Nic więc dziwnego, że zaczęła marznąć. Ale życie było ważniejsze od jakichś powikłań zdrowotnych. No i ten krążący stateczek nad nimi... Zaczynała mieć wrażenie, że to raczej coś służące do obserwacji, a nie maszyna bojowa. Chociaż kto wie. Lepiej uważać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Namor

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 08/04/2014

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Nie Lip 16, 2017 8:05 pm

Przybyszka z kosmosu odezwała się dopiero po chwili, jednakże jej słowa były dla króla zupełnie niezrozumiałe. Kobieta postanowiła się także poddać oraz w pełni dostosować do aktualnej sytuacji, co było mądrym posunięciem z jej strony. Ponadto istota ta przybyła sama, a biorąc pod uwagę fakt, iż wylądowała ona w miejscu, które uśmierciłoby by ją bez interwencji kogoś z zewnątrz, istniało duże prawdopodobieństwo, że faktycznie pojazd kobiety uległ awarii i może nawet sama planeta ziemia była dziełem przypadku. Książę postanowił wykonać jeszcze test, jakim było wsłuchanie się w bicie serca kosmitki, korzystając ze swoich wyjątkowych zdolności. Robił to naprawdę często i doszedł do wprawy, dzięki której bez większych przeszkód był w stanie odróżnić kłamstwo od prawdy, a także ocenić potencjalne zamiary oponenta względem otoczenia. Trwało to dosłownie chwile, a ostateczny wynik końcowy daleko nie odbiegał od przepuszczeń. Przybyszka emanowała niepokojem, rozkojarzeniem i przede wszystkim zagubieniem. Jej rytm serca wyraźnie mówił, iż nie planowała tej wizyty, ani nie posiadała żadnych pomysłów w zanadrzu. Miała o tyle szczęścia, że nie wylądowała gdzieś na terenach miejskich.

- Jest zmarznięta, ogrzejcie ją.

Wydał polecenie, tym samym unosząc swoją otwartą dłoń w celu przekazania podwładnym, by wszelka wymierzona broń została natychmiastowo wstrzymana. Żołnierze jak w zegarku niemal na równo postawili jeden krok w tył, po czym wszyscy wyprostowali się dumnie, opierając swój karabin o prawy bark. Poruszył się tylko jeden - ten, który właśnie wyszedł z pojazdu z pewnym urządzeniem w dłoni, gabarytami przypominającym paczkę papierosów. Spokojnym krokiem podszedł on do kobiety, a następnie skierował się za jej plecy, by po chwili przyłożyć swoje urządzenie do okolic łopatek czerwonowłosej. Te jakby przyssało się delikatnie do jej skóry, jednak po krótkim czasie z tego małego wynalazku wysunęła się tuba, która niemalże natychmiast pokryła ciało kosmitki od kostek, aż do samego czubka głowy. Co ciekawe, materiał ten nie dotykał skóry, a jakby lewitował kilka centymetrów nad nią. Do tego tuba pokrywała jedynie połowę ciała od pionu - od strony pleców - więc w zasadzie cały przód zielonookiej pozostawał odsłonięty i nie krępował ruchów. Z kolei zastosowanie? Natychmiastowe ogrzanie organizmu i przywrócenie mu odpowiedniej temperatury za sprawą generowanego ciepła.

W międzyczasie Namor wyczuł w oddali sporą ilość obiektów, a wkrótce nawet nad głową uświadczył bojowego drona. Ten już zdecydowanie nie pasował do pozaziemskiej technologii, więc mogło to oznaczać jedno - był już zaprawdę blisko miejsca spotkania. Ba... nawet specjalnie zerknął w kierunku drona i delikatnie zmarszczył swoje brwi, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ashara Nga'ar

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 26/06/2017

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Wto Lip 18, 2017 7:19 pm

Brak wspólnego języka naprawdę utrudniał porozumienie. No ale jej gest uniesionych dłoni i fakt, że nie próbowała uciekać mimo wycelowanej w siebie broni chyba przekonał dziwnego mężczyznę, że nie jest zainteresowana atakowaniem kogokolwiek i zdecydowanie bez żadnej premedytacji naruszyła tutejsze terytorium. Patrząc po zachowaniu mężczyzny musiał być jakimś rządzącym lub ogólnie wysoko postawionym osobnikiem, a ten wielki, rozległy zbiornik wodny musiał być terenem pod jego zarządem. Świetnie, Ash. Właśnie prawie spowodowałaś groźny incydent polityczny.
Na całe szczęście mężczyzna nie zamierzał nic jej zrobić i uwierzył w to, że nie ma złych intencji i odwołał żołnierzy. Odetchnęła z nieukrywaną ulgą, gdy broń odsunęła się od jej głowy i wolnym ruchem sięgnęła do swoich włosów, by wycisnąć je z wody. Dopiero wtedy powoli opuściła ręce na kolana, trzymając je z dala od broni. Wolała nie wykonywać żadnych gwałtownych gestów, bo mogłyby ich sprowokować do ataku. Za to ewidentnie nie spodobało jej się, kiedy mężczyzna wydał jakiś rozkaz swoim ludziom. Trochę może zbyt gwałtownie odwróciła się, gdy jeden z żołnierzy zaczął się do niej zbliżać z czymś dziwnym w ręku, ewidentnie kierując się za jej plecy. Napięła wszystkie mięśnie, świadoma faktu, że w takim towarzystwie to nie ma żadnych szans przeżyć, jeśli postanowią jednak ją wyeliminować. Nie mając większego wyboru pozwoliła sobie przyczepić do pleców dziwny sprzęt, choć ciągle niespokojnie zerkała to na żołnierza to na dowódcę. Kiedy z urządzenia wyskoczyła dziwna tuba, zamarła. Cholera... Nie wiedziała, co to jest, ale wcale jej się to nie spodobało. O dziwo jednak wciąż miała swobodę ruchów... Na uczucie ciepła płynącego z dziwnego czegoś, natychmiastowo ratujące ją od przeziębienia i przemarznięcia panika dziewczyny wyparowała. No tak, koce nie miały sensu pod wodą, więc musieli stworzyć coś innego. Miło w ogóle ze strony dowódcy, że to zauważył i postanowił pomóc.
- Dziękuję. - odezwała się ponownie w głównym języku Altharu. Pełen ulgi uśmiech, delikatne skinięcie głową i wdzięczność w oczach dosyć jasno wskazywały, że wypowiedziane słowa musiały być podziękowaniem.
Nie obawiając się aż tak o własny żywot mogła się głębiej zastanowić nad otoczeniem i spróbować wymyślić, co dalej. Skoro natomiast trafiła na oddział wojskowy z wysoko pozostawionym dowódcą uznała, że latające coś należy najwyraźniej do reszty oddziały czy floty i obserwuje, czy nie trzeba wysłać wsparcia. Zmarszczenie brwi w takim wypadku uznała więc jako wyrażenie pytania, skąd się tu wzięła. Jakby to wyjaśnić w takim razie w miarę zrozumiale? Huh. Postanowiła użyć języka gestów. Aż przeklęła w duchu, wściekła na siebie, że nie wpadło jej do głowy nauczyć się uniwersalnego sposobu komunikacji. Opisy gestów by wystarczyły, zapamiętałaby je. Została więc jedynie improwizacja. No nic, spróbować nie zaszkodzi. Najpierw trzeba się dowiedzieć, gdzie się znalazła.
Dotknęła swojej piersi prawą dłonią, mówiąc przy tym słowo "ja" we własnym jezyku, po czym wskazała dłonią na niebo, co w zasadzie miało oznaczać kosmos i wypowiedziała nazwę swojej planety, "Althar". Następnie zatoczyła dłonią łuk, wskazując otoczenie i w pytającej tonacji wypowiedziała "to?" Chciała w ten sposób powiedzieć, że pochodzi z Altharu i zapytać, gdzie się znalazła. Miała nadzieję, że zostanie dobrze zrozumiana. Postanowiła się również przedstawić, więc znów wskazała na siebie. Postanowiła podać tylko imię, z racji faktu że raczej było dosyć łatwe do wymówienia. Nazwisko wypowiadało się ze specyficznym akcentem na drugą sylabę i przeciąganiem głosek, więc obecnie lepiej było je pominąć.
- Ashara. - no i w tym momencie napotkała problem. Powinna teraz zrobić pytającą minę i wskazać przy tym na Namora, ale...
No właśnie, ale. W niektórych kulturach wskazanie kogoś dłonią czy palcem było śmiertelną wręcz obrazą. Nie miała zielonego pojęcia, czy tutaj jest to obraza czy nie? Machnięcie ręką też mogłoby zostać źle zrozumiane, wyglądałoby, jakby go odprawiała czy coś... Wysoko postawieni dostojnicy potrafili być strasznie przeczuleni. No to utknęła w martwym punkcie, co miała dalej zrobić? Chyba tylko liczyć na to, że mężczyzna domyśli się, że podała własne imię i że chętnie poznałaby jego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Namor

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 08/04/2014

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Sob Lip 22, 2017 9:54 pm

Tuż po udzieleniu pomocy, nieznajoma skinęła głową, po czym odezwała się w swoim języku. Nie trzeba było być znawcą, ani też mistrzem dedukcji, by domyśleć się, iż gest oznaczać miał podziękowanie, zwłaszcza, kiedy tak bardzo widoczne było to w oczach kobiety. Co innego jednak okazywał król, kiedy wciąż bez ruchu lewitował w powietrzu i wręcz emanował obojętnością na zaistniałą sytuację. Jedynie zerknął surowo w kierunku czerwonowłosej i nie odezwał się ani słowem. Dla niego było to całkowicie normalne, dlatego nie bardzo rozumiał istotę podziękowania za coś, co było tylko drobnostką. Nic wielkiego przecież nie uczynił - przynajmniej we własnym mniemaniu. Mimo wszystko takie zachowanie dobrze świadczyło o kosmitce i choć Namor z zewnątrz tego nie pokazał, to w środku docenił.

Wkrótce przybyszka podjęła się dalszej gestykulacji, tym razem już pokazując miejsce, a raczej kierunek z którego przybyła. Z tego, co zrozumiał książę, jej dom nosił nazwę "Athar" oraz koniecznie chciała się dowiedzieć w jakim też miejscu omyłkowo wylądowała. Postanowiła się również przedstawić, wskazując dłonią na swoją osobę. Informacje oczywiście docierały do króla i były dla niego jak najbardziej klarowne, jednakże mężczyzna zupełnie "stał" bez ruchu, dość chłodno przyglądając się kobiecie. Trochę minęło, nim wykonał pierwszy "krok", a było nim delikatne pochylenie głowy ku prawemu barku oraz przymrużenie powiek. Wtedy też Namor zdecydował się opaść na twardy grunt, spokojnie lądując na statku i podchodząc do czerwonowłosej, by kolejno zatrzymać się w odległości trzech metrów od niej. Widowiskiem mogła okazać się reakcja straży, która to wcześniej stojąc na baczność, teraz postanowiła przyjąć pozycję gotową do ataku - oczywiście w obronie swojego króla. Wystarczył tylko jeden niewłaściwy ruch ze strony kosmitki.              

- Namor, Syn Neptuna, Książę Atlantydy, Cesarz Głębokości, Władca Siedmiu Oceanów, Najwyższy Dowódca Podwodnego Legionu, Imperialny Król.

Przedstawił się, uprzednio przykładając czubek dwóch palców do swojej klatki piersiowej. Wtedy też jego długa szata narzucona na barki zaczęła mocno trzepotać na wietrze niemalże we wszystkich kierunkach. Co ciekawe Ashara nie należała do zbytnio wysokich istot. Swym wzrostem sięgała królowi raptem do klatki piersiowej - czubkiem głowy. Namor również ponownie wsłuchał się w bicie jej serca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Wto Lip 25, 2017 9:20 pm

NPC Storyline - AAF

Potwierdzenie ze strony drona, pozwoliło oficerom podjąć decyzję o wysłaniu dwóch łodzi motorowych, w celu weryfikacji, z kim mieli do czynienia. Speedboaty zostały rozdysponowane w rejon operacyjny. Na każdym znajdowało się czterech żołnierzy, kierowca oraz trzech strzelców, z czego jeden dowódca. Łódź posiadała zdalnie kierowane działko wyposażone w granatnik, na froncie oraz dwa karabiny 12,5mm, za kierowcą oraz w tylnej części pojazdu.
Łodzie dość szybko skróciły dystans, od momentu pojawienia się na horyzoncie, do momentu dopłynięcia na odległość jakiś pięciuset metrów. Wtedy to, jeden z żołnierzy podniósł reflektor punktowy, który umieścił na burcie łodzi, kierując go następnie w kierunku grupy, wewnątrz której znajdowała się Ashara i Namor. AAF nie posiadało zdolności komunikacji z nieznanymi istotami, jednak ich pojawienie się nie zostało zarejestrowane przez systemy dalekiego ostrzegania. Stąd też uznano, że muszą reprezentować którąś z Ziemskich nacji. W efekcie, wojskowy zaczął uruchamiać oraz gasić reflektor, puszczając w kierunku grupy sygnały świetlne, a dokładniej, alfabet morsa:
.. -.. . -. - .. ..-. -.-- -.-- --- ..- .-. ... . .-.. ..-. ·-·-·-
W wolnym tłumaczeniu, oznaczało to nic innego, jak "zidentyfikuj się". Ze względów prawa międzynarodowego, jednostki nie podpłynęły bliżej, niż na odległość pięciuset metrów. Nie zamierzały tego robić. Strzelcy mieli opuszczoną broń, choć ich dłonie spoczywały przy spustach, w razie czego. Wsparcie, wsparciem, lecz pierwsi będą musieli bronić siebie sami.
Powrót do góry Go down
Ashara Nga'ar

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 26/06/2017

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Sro Lip 26, 2017 10:04 am

Surowe spojrzenie jej się nie spodobało. Z trudem powstrzymała gniewne prychnięcie. To nie była jej wina, że wleciała na tę planetę, znalazła się pod wodą i w efekcie teraz musiała się użerać z kimś, kto nie rozumiał jej, a ona jego. Rzuciła w myślach kilka mało cenzuralnych słów pod adresem konserwatora statków, bo takie awarie nie zdarzają się od tak. Więc albo konserwator zawalił sprawę, albo to było ukartowane. W co wątpiła, nie była na tyle ważna, żeby bawić się w takie coś. Podziękowanie natomiast było rzeczą całkiem naturalną, oznaczającą po prostu również dobre wychowanie. Cierpliwość i łagodny charakter matki tym razem też wzięły górę i nie zrobiła nic, chociaż na gniewne prychnięcie i takież spojrzenie latający mężczyzna zdecydowanie zasłużył.
Gestykulacja najwidoczniej coś dała, a przynajmniej była wystarczająco zrozumiała, by sprowokować nieruchomego mężczyznę. W końcu. Cierpliwość Ashary zaczynała się powolutku kurczyć, choć jeszcze było z nią całkiem dobrze. Widząc reakcję wojska z trudem powstrzymała się przed przewróceniem oczami. Chyba dość jasno pokazała, że nie zamierza nikogo atakować. Poza tym obrona obroną, ale to już była przesada. Była jedna na cały tłum wojska, oni serio sądzili, że po pierwsze, będzie na tyle głupia, żeby atakować, a po drugie nawet gdyby, to wystarczyłoby dwóch czy trzech, aby ją spacyfikować. Nie trzeba było takich pokazów. Chociaż musiała przyznać, że było to dość widowiskowe.
No i wtedy facet postanowił się jednak przedstawić. Co wprowadziło jeszcze większy zamęt. Rozbierając na części, przypuszczalnie pierwsze dwa, trzy słowa musiały być imieniem... Albo tylko pierwsze. W zasadzie kto wie, jakie tu mają standardy nazw. Za to patrząc po długości nazwy, przypuszczalnie trafiła na władcę, a nie wysoko postawionego dostojnika. Co tłumaczyłoby zachowanie żołnierzy i ich ilość. Zostawało więc tylko grzecznie się ukłonić, bo tego chyba wymagał protokół. Chyba. Rzecz jasna protokół jej planety, który był dosyć zagmatwany. Zaczynając od tego, że nie do końca było wiadomo, kto tak naprawdę rządził, a kończąc na tym, że zapisy protokołu zachowań różniły się w zależności od autora zapisu. Reasumując, ukłon, niezbyt głęboki, by nie poniżać, ale i niezbyt płytki, by wciąż okazać szacunek, był najlepszą opcją w tym wypadku.
No to kwestię przedstawienia się mamy za sobą. Pytanie, co dalej. Wzrost mężczyzny w niczym jej nie przeszkadzał, była przyzwyczajona do o wiele wyższych osób. Za to szata była naprawdę ciekawym przedmiotem. Intrygował ją materiał oraz jego możliwości. Łopotanie na wietrze za to uznała za średnio przydatne i przeszkadzające, zwłaszcza w walce.
Za to widok pływającej jednostki z kolejną bandą żołnierzy, aczkolwiek o innym wyglądzie dał jej do zrozumienia, że musiała znajdować się na jakiejś granicy, a przynajmniej w jej pobliżu. Sygnały świetlne były dezorientujące, więc uznała, że są skierowane do Namora. Chociaż prawdę mówiąc wszystko tutaj było dezorientujące. Nie miała pojęcia co robić i jak się zachować. Nic z tego nie było tym, co znała. Liczyła tylko, że nie będzie musiała z nikim walczyć. Chociaż w razie czego wyjęcie broni nie zajęłoby jej dużo czasu. Podziękowała w duchu ojcu za szkolenie, w innym wypadku nie byłoby zbyt dobrze. Tak przynajmniej mogła stwierdzić, że jeśli ma zginąć, to jak żołnierz, z bronią w ręku. Ale na razie nie było potrzeby sięgania do katan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Namor

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 08/04/2014

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Nie Lip 30, 2017 11:03 am

Przybyszka z kosmosu ukłoniła się przed władcą, w wyniku czego sam król dumnie uniósł swój podbródek, lustrując kobietę przez dobre kilka sekund. Czerwonowłosa postanowiła ukazać swój szacunek do mężczyzny, co w oczach Namora niosło tylko same pozytywy. Mężczyzna nie miał powodów do tego, by ją zlikwidować, ani też zostawić samą na pastwę losu w obcej planecie, kiedy istota ta nie znała nawet języka mieszkańców. Długo by nie przeżyła, a nawet jeśli, to pewnie w jakimś tajnym laboratorium pod okiem szalonego naukowca. W zasadzie to mógłby ją zabrać do siebie, lecz obawiał się, iż po wcześniejszym incydencie Ashara nie byłaby w stanie samodzielnie oddychać pod wodą, ani też wytrzymać ciśnienia głębin oceanu. Książę musiał coś wymyślić.

Dwa statki na horyzoncie w odległości pięciuset metrów od zdarzenia, zaczęły dawać sygnały świetlne w dobrze znanym królowi alfabecie morsa. Były to pomniejsze jednostki, które prawdopodobnie zostały wysłane przez dowódcę w celu rozeznania w teranie, a także zebrania informacji, z czym tak naprawdę mieli do czynienia. Namor rzecz jasna zrozumiał nadaną wiadomość i oczywiście był na takową odpowiednio przygotowany. Sam po chwili wykonał kilka kroków w kierunku Ashary, po czym minął ją z lewej strony i zatrzymał się tuż przy niej, zasłaniając czerwonowłosą własnym ciałem. Od tej pory była pod opieką Atlantydy i póki wrogi status z ludźmi lądu nie ulegnie zmianie, z pewnością nie odda przybyszki w nieodpowiednie ręce.

Książę skinął głową w kierunku jednego ze swoich żołnierzy, by ten jak w zegarku uruchomił swój reflektor, będąc gotowym do nadania sygnału z odpowiedzią na wiadomość. Po pewnym czasie tak też się stało, a sama wiadomość prezentowała się następująco:

..-. .-. .. . -. -..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Czw Sie 03, 2017 8:13 pm

NPC Storyline - AAF|Duskreaver|Hakkera|Jinkusu

Dowódca, lekko wysuniętej naprzód, łodzi, przyjrzał się odpowiedzi bez specjalnej reakcji. Twarze mundurowych zakryte były przez maski, więc ciężko było o jakiekolwiek oznaki emocji z ich strony. Niemniej odpowiedź nadeszła. Taka, jakiej sami żołnierze się nie spodziewali.
Pomiędzy łodziami, a statkiem, na którym stał Namor, jego straż oraz Ashara, woda wzniosła się gwałtownie do góry. Wręcz wyskoczyła, wystrzelona, a pomiędzy jej kroplami ujawnił się pojazd. Prawie czterdziestu-metrowy myśliwiec, który praktycznie wziął się znikąd. Maszyna wyleciała z wody, jakieś dwa metry od ich jednostki. Trochę naprzód i pewnie by ich przewrócił za pomocą dziobu. Myśliwiec wzniósł się nieco ponad trzy metry, ponad wysokość, na jakiej znajdowali się Ashara oraz Namor. Nie było ostrzeżenia, oznaki, że coś się wydarzy. Jednostka po prostu pojawiła się, wyskakując gwałtownie z wody, która wcześniej nie dawała znaku, że cokolwiek się w niej znajduje. Gdyby jeszcze płynęło z daleka, to tym bardziej, władca Atlantydy by to wyczuł, jak w przypadku dwóch łodzi wojskowych.
Emocje i zaskoczenie na tym się nie skończyły. Myśliwiec wyskoczył centralnie od frontu. Za Namorem, dało się usłyszeć huk czegoś, co upadło na maszynę. Zaraz po tym, jak do uszu zebranych dotarł dźwięk przecinanego stopu, z którego zostało wykonane urządzenie, jakie przyczepiono do Ashary. Gdy obie części, idealnie rozcięte, padły na blachę statku, ujawnił się ten, kto je zniszczył. Za plecami Ashary znalazł się robot. Mierzący jakiś metr i trzydzieści centymetrów wilk. Mechaniczna istota, której chwytliwy ogon zaciśnięty był na mieczu, znajdującym się centralnie nad grzbietem wilka. Spadając, robot nie zwracał zbytniej uwagi na ewentualne osoby postronne. Jego zadaniem było ściągnąć z kosmitki to, co przyczepiono do jej pleców. To więc uczynił. Jeśli ktoś stanąłby centralnie za Asharą, to wilk po prostu spadnie na niego, nie robiąc sobie nic z ewentualnych obrażeń, jakie może zadać takiej istocie. Po wykonaniu cięcia i ujawnieniu się, poprzez wyłączenie kamuflażu, poprzedzone obejściem białej energii całej sylwetki maszyny, wilk cofnął miecz od kobiety, jednak nadal utrzymał go w górze.
Koniec? Oczywiście, że nie. Nie dość, że te rzeczy działy się praktycznie równocześnie, to żołnierze na łodziach prawie się poparzyli o własne karabiny. Jeden nawet podskoczył, zaskoczony wydarzeniami, które miały miejsce. Cała ósemka podniosła lufy wielkokalibrowych karabinów doczepionych do łodzi, biorąc na cel Namora i jego straż. Nikt nie pociągnął za spust, jednak żołnierze nie wydawali się nie mieć pojęcia, co się działo lub kim był robot-wilk albo myśliwiec. Raczej żadna ze stron nie odważny się - tak po prostu - pociągnąć za spust.
Jeśli któryś ze strażników Namora spróbuje coś uczynić, odezwie się głos, znad myśliwca znajdującego się przed nimi. W innym wypadku, wypowiedź zacznie się od drugiej części.
-Nie radzę. - Rzuci głos, ujawniając formującą się, lodową sylwetkę postaci, która szybko przybierze naturalny, lecz bardzo nieludzki wygląd. Na myśliwcu, z lodu zebranego dookoła, zaczął formować się smokopodobny, dwunożny stwór, mierzący jakieś dwieście dwadzieścia pięć centymetrów. Dobrze zbudowany, o atletycznej budowie ciała, o widocznie zarysowanych mięśniach. Stwór był dość specyficzny. Nogi zakończone łapami, po cztery palce na każdej, zwieńczone pazurami. Dłonie wyposażone w pięć palców, w tym również kciuk. Łeb z którego wyrastały dwa rogi, równo ustawione z nimi - długie uszy. Do tego wszystkiego grzywa, ciągnąca się od czubka łba, do końca karku. Typowo gadzie, niebieskie ślepia. Najbardziej wyróżniały się spośród pozostałych kolorów, bieli oraz błękitu, jakie pokrywało ciało smoka. Stwór przesunął powoli ogonem po metalu, pancerzu myśliwca, na którym stał. Podniósł się z ugiętych kolan, zerkając w dół na Namora, jego straż oraz kosmitkę, po którą przybyli. Jeśli do tej pory nie musiał nic mówić, to będzie to pierwszy raz, kiedy się odezwie.
-Samica. Idzie z nami.
Rzucił krótko, praktycznie stawiając Namora przed faktem dokonanym. Dlaczego? Za plecami władcy Atlantydy, od strony, z której spadł wilk, błysnął potężny, ponad kilometrowy obiekt. Biała energia przeszła po metalowej sylwetce ogromnego okrętu. Jakieś tysiąc dwieście metrów długości, ustawiony bokiem do całej sytuacji, kilkaset metrów nad nimi. To zapewne z niego "spadł" wilk. Jasnołuski, pokryty futrem smok, nie pozostał gołosłowny. Ashara została chwycona przez promień teleportacjny, który w lekkim, białym błysku, przeniósł ją do góry - prosto za plecy smokowatego. Kobieta stanęła na równej powierzchni, na pancerzu myśliwca, tuż za smokiem, który nawet się nie odwrócił. Głupota, bo miała broń albo pewność siebie, bo nie wiadomo, jakie jeszcze asy miał w rękawie.
Po przeniesieniu kobiety, wilk i jasnołuski nie ruszyli się z miejsca, podobnie do jednego widocznego pojazdu oraz dwóch łodzi. Czekali na reakcję Namora oraz jego świty. Jeśli chodzi o pokaz siły, to zapewne się udał. A władca zapewne jakoś to skomentuje. Jeśli do tej pory czegoś nie uczynił.
Powrót do góry Go down
Ashara Nga'ar

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 26/06/2017

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Czw Sie 03, 2017 8:52 pm

Ashara miała ochotę przewrócić oczami. Naprawdę? Czy ona wyglądała jak bezbronny dzieciak? Jej broń nie była dla ozdoby, umiała się nią posługiwać. Aczkolwiek jakby się tak zastanowić, to gest mężczyzny nawet był dość miły. Chociaż zaczynała mieć naprawdę dosyć tej planety. Zwłaszcza, że wychodziło na to, że mężczyzna planuje jakąś potyczkę z nadpływającymi jednostkami. Dlatego też dziewczyna cofnęła się kilka kroków od mężczyzny, krzyżując ręce na piersiach.  Co ją na wszystkich bogów podkusiło, żeby brać statek ojca i pchać się licho wie gdzie? Armia, psia krew. Chyba lepiej już było zostać uzdrowicielką na Altharze.
No i gdy już zamierzała usiąść sobie spokojnie na powierzchni statku i poczekać spokojnie, aż cała ta historia się jakoś rozwiąże sama z siebie, to los kolejny raz postanowił zrobić jej psikusa i rozpętało się piekło. A przynajmniej tak to zrozumiała uzdrowicielka. Najpierw za nią coś wyskoczyło z wody, co już samo z siebie sprawiło, że się spięła, z trudem nie łapiąc za broń. Nie obejrzała się jednak, uznając, że zapewne to jakieś wsparcie dla władcy tych terenów. Nie była tym nawet zaskoczona. No ale nie mogło być aż tak pięknie. Zaraz potem usłyszała huk i koszmarny wizg przecinanego przedmiotu, tuż na swoich plecach... Urządzenie opadło na ziemię, zrobiło jej się zimno, więc zaraz odwróciła się i... krzyknęła. Odskakując przy tym od wielkiego robota, który wciąż celował w nią mieczem. Oczy dziewczyny otworzyły się szeroko, gdy wpatrywała się w stworzenie, które wyglądało, jakby miało ją dźgnąć. Dłonie natychmiast powędrowały na miecze. Tego było już jej zbyt wiele. Planeta świrów!
Zaraz jednak zabrała ręce z rękojeści katan, jako że wszyscy dookoła zaczęli w nich celować. Nie chciała jednak ginąć. Zostawało jej więc obserwować, bardzo uważnie, co będzie dalej. Smokowaty stwór ją zaniepokoił. Przede wszystkim był wielki. Naprawdę olbrzymi.
- O cholera. – wymruczała tylko w swoim języku. Mimo niecodziennego wyglądu przygarnęli by go do Sił Zbrojnych Altharu natychmiast. Delikatnie jednak przy tym pobladła, w końcu było to jaszczuropodobne stworzenie. Wciąż miała do nich uraz, mimo tylu lat. To, że nie spanikowała zawdzięczał tylko temu, że miał futro. Reptilianie ani inne jaszczurki nie miały futra. Ale i tak jej się to nie podobało. Zwłaszcza natomiast, kiedy spojrzał na nią i coś zaczęło się wyłaniać zza jego pleców. Miała ochotę zapytać, czy jest to coś normalnego, ale wtedy coś błysnęło, tak na ułamek sekundy. Zanim zdążyła zareagować, krzyknąć lub zrobić cokolwiek, została przeniesiona za plecy wielkiej, przerośniętej jaszczurki obdarzonej futrem. Najwyraźniej potraktowano ją jakimś urządzeniem teleportacyjnym. No cóż.
Tego generalnie było dla niej za wiele. I tak miała rozstrojone nerwy po awarii statku, nieautoryzowanym wlotem w atmosferę, lądowaniem w wielkim zbiorniku wodnym i nagłym, cudownym ocaleniu. Potraktowanie jej w taki sposób przechyliło czarę. Nie miała zielonego pojęcia, na jaką planetę trafiła i kim są ci wszyscy wokół, ale nikt nie wyglądał w tej chwili przyjaźnie. Za plecami smoka słychać było cichutki szczęk metalu, gdy w ułamku sekund dziewczyna wyciągnęła obydwie katany, ustawiając się w pozycji obronnej. Nie atakowała nikogo, ale nie zamierzała stać bezczynnie.
Stała pewnie, w lekkim rozkroku, jedną katanę ustawiając przed sobą, kierując ją ostrzem w bok, niczym tarczę. Drugą natomiast skierowała ostrzem do tyłu, gotowa w każdej chwili bronić swego życia. Mimo kompletnie zrozumiałych nerwów, może nawet obawy o życie i mocno bijącego, a  w zasadzie tłukącego się w piersi serca, ręce dziewczyny nie drżały. Spojrzenie natomiast było czujne i twarde, a usta zaciśnięte w wąską kreskę. Nic nie robiła sobie z faktu, że była mokra i zmarznięta. Żywcem mnie nie weźmiecie... pomyślała sobie, a cała jej postawa wskazywała na to, że zrobi użytek ze swojej broni przy najbliższym sygnale, że coś jest nie tak. Rozumiała, że de facto jest tu intruzem i nigdy nie powinna znaleźć się na tej planecie, ale zbyt wiele się właśnie wydarzyło, a ona nie miała zielonego pojęcia, komu ufać. A gdy nie wiesz, komu ufać, ufaj własnej broni. Zwłaszcza, że obydwie katany jeszcze nigdy jej nie zawiodły. Chociaż co prawda, to prawda, nie miała okazji do obrony własnego życia, jak w tej chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Sob Sie 05, 2017 10:30 pm

NPC Storyline - AAF|Duskreaver|Hakkera|Jinkusu

Obecni tu przedstawiciele podwodnej rasy, postanowili dać za wygraną. Realność ich "króla" była niepewna, tak więc grupka się wycofała, po wcześniejszym zeskoczeniu robota-wilka ze statku. Znajdujące się na wodzie speedboty, dostały rozkaz powrotu do bazy, po tym, jak zagrożenie został zażegnane. Wilk również zniknął, a okręt, który niewidzialny - wisiał nad nimi - przestawał dawać znaki życia.
Znajdujący się przed kobietą smok, pozostał nieruchomy, obserwując odwrót podwodnych istot. Jedyny moment, w którym się poruszył, to uszy. Zwrócił się one, na sekundę, w kierunku z którego dotarł do nich dźwięk metalu, kiedy przybyszka chwyciła za swe miecze. Nie wydało się to zrobić na nim wrażenia. Ponad pół metra wyższy od niej, stał dalej plecami do nieznanego. Jego ogon spokojnie leżał na pancerzu pojazdu, na którym stali. Dopiero, gdy wszyscy zniknęli, a łodzie odpłynęły kawałek od ich pozycji, biały stwór powoli odwrócił się w stronę kobiety. Najpierw przekręcił swój łeb, kierując na nią spojrzenie, by następnie bardzo powoli odwrócić się frontem do nieznajomej. Łuskowato-futrzasty stwór nie miał przy sobie nic, dosłownie. Żadnego opancerzenia, dodatkowego umundurowania, które zapewniałoby ochronę czy chociażby broni. Zamiast tego, samiec powoli odsunął swe ręce od ciała, delikatnie na boki. Łokcie miał jedynie lekko ugięte, dłonie otwarte, tak więc wszystko widziała. Mięśnie samca były rozluźnione, wyraz jego pyska - spokojny. Stwór wydawał się bardzo opanowany, pewny siebie, próbując wyglądać na maksymalnie niegroźnego. Na początek, pozwolił jej się sobie przyjrzeć, wręcz zlustrować spojrzeniem, jeśli będzie tego chciała. Nie miał niczego do ukrycia ani niczego, czego mógłby przeciwko niej użyć. Poza własnym ciałem, oczywiście. Po krótkiej chwili, smokowaty ruszył powoli w kierunku dziewczyny. Jego kroki były miarowe, powolne, stawiał je bardzo delikatnie. Chciał do niej podejść i nie zamierzał się zatrzymywać. Gdyby wykonała gwałtowny ruch lub krzyknęła na niego - zatrzyma się, jednak tylko na chwilę. Odczeka i ponownie ruszy, idąc tak długo, aż zbliży się do ostrza jej miecza.
Stwór nadal trzymał ręce oddalone od swego ciała, dłonie zakończone ostrymi pazurami były otwarte. Dla ludzi i im podobnych, było to... dobre. Pokazując ten sam gest densorinowi, mógłby sobie narobić problemów. Bo jednak pazury, naturalna broń. W końcu zbliżył się na tyle, by ostrze (lub metal - zależnie od ustawienia kierunku miecza) oparło się o jego ciało. Nieznajomy podszedł na tyle blisko, by miecz dosłownie przycisnął się - niezbyt mocno - do jego własnego ciała. Ostrze oparło się na brzuchu, znajdujących się na nim mięśniach, łuskach oraz futrze. Wyraźnie nie było w stanie przeciąć jego naturalnego pancerza, niczym kartki papieru. Niemniej przy nacisku, kto wie? Czując metal na swym ciele, nieznajomy nie skończył tylko na zatrzymaniu się. Jasnołuski powoli ugiął swe kolana, padając na nie, pozostawiając jedynie wyprostowany korpus. Gdy obniżył w ten sposób wysokość, ostrze - jeśli nie cofnięte - przesunęło się z brzucha, na pierś smoka, bliżej jego szyi. Niebezpieczne dla niego, jednak bliższe wzbudzeniu zaufania. W tym momencie, jego wzrok znalazł się na jej wysokości - mniej więcej. Smok spojrzał jej w oczy, przyjaźnie, ciepło, spokojnie. Dalej trzymał dłonie z dala od własnego ciała. Był na jej łasce, a przynajmniej chciał, bo ona to tak odczuła. W końcu jej metr sześćdziesiąt, kontra jego dwa metry i dwadzieścia centymetrów. Stwór był nie tylko wysoki. Miał dobrze widoczne, ukształtowane mięśnie. Ciało musiało trochę ważyć, a do tego smok posiadał długi, mocny ogon. Nie wspominając o kłach w pysku, pazurach na końcach dłoni i łap czy łuskach, które idealnie komponowały się z futrem, chroniąc jego ciało. Nie był całkowicie bezbronny, tak na prawdę sytuacja prezentowała się całkowicie inaczej. Jednak samiec wyraźnie chciał, by to ona poczuła, jakoby miała kontrolę nad sytuacją. Pytanie - co przybyszką teraz uczyni? Czy gest poddania wystarczy?
Powrót do góry Go down
Ashara Nga'ar

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 26/06/2017

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Nie Sie 06, 2017 12:11 pm

W zasadzie wcale się nie zdziwiła, że żołnierze władcy sobie odpuścili. Na ich miejscu zrobiłaby dokładnie to samo. Pojawiający się znikąd jaszczur, robot przypominający wilka i celujący mieczem, do tego statek, którego na sto procent wcześniej nie było… Tak, lepiej było odpuścić. Najpierw powinni chronić własne życie, a dopiero potem patrzeć na nią. Gorsza natomiast była sytuacja, w jakiej ona sama się znalazła. Zważywszy na to, że po przetransportowaniu jej na inny statek wszystko się wycofało, mogła być pewna, że chodziło tu o nią. A to wcale jej się nie spodobało. Jak na razie jednak spokojnie stała i czekała na reakcję stwora przed sobą.
Po niezbyt długiej chwili została sam na sam ze stworem. No i wtedy się odwrócił, przodem do niej. W pierwszej chwili porządnie się zagapiła, nigdy wcześniej nie widziała takiego stworzenia. Szczerze mówiąc, gdyby pojawił się na Altharze, w ciągu kilku sekund skończyłby jako model wszystkich rysowników czy malarzy, mogła dać sobie za to rękę uciąć. Zaraz potem uważnie zlustrowała go wzrokiem, w zasadzie dosyć zaskoczona, że nie miał ani broni ani pancerza. Z drugiej strony miał łuski, a jeśli był choć trochę podobny do reptiliańskich najeźdźców, to przypuszczalnie one były jego pancerzem. A może i faktycznie nie miał niczego? Choć to byłoby bardzo dziwne… Brak broni rzucał się w oczy i może była przewrażliwiona, ale jej się to wcale nie podobało. No i był naprawdę rozluźniony i spokojny, jakby próbował przekazać, że nie chce jej nic zrobić. Nie była tego taka pewna i na chwilę obecną naprawdę nieufna. I chociaż może czuła się trochę głupio z bronią w rękach, to nawet nie drgnęła. Tylko obserwowała, uważnie i z poważną miną. Tak, żeby nie wyszło, że to jakaś prowokacja.
Nie spodobało jej się, gdy zaczął się przybliżać. Syknęła niczym kot, protestując przed tym.
- Stój, gdzie stoisz! - wprawdzie wątpliwe było, żeby ją zrozumiał, ale ostry ton i drgnięcie mięśni dość jasno wskazywały, że nie życzy sobie, żeby się do niej przybliżył.
Nawet posłuchał, problem, że tylko na chwilę.
Prawie miała deja vu, kiedy tak się do niej zbliżał z otwartymi rękami i tymi pazurami. Tamten jaszczur robił dokładnie to samo, tyle tylko, że był brzydszy. I najwyraźniej w przeciwieństwie do tej ofutrzonej jaszczurki miał złe zamiary. Jedynym sygnałem, że coś może być nie tak były przymrużone oczy i nagle zbielałe kostki palców zaciśniętych bardzo mocno na rękojeści. Futro nie futro, to wciąż był jaszczur. A jaszczury są podstępne. No i tu nie było nikogo, kto w razie czego strzeli mu w łeb cegłą, jak wtedy, na Altharze podczas najazdu, gdy jakiś Reptilianin się na nią rzucił.
Kiedy miecz oparł się ostrzem, wzrok dziewczyny powędrował od miejsca zetknięcia metalu z ciałem nieznajomego do jego twarzy, dlatego też musiała mocno zadrzeć głowę. Dla smoka mogło wydawać się dziwne, że nie wyglądało na to, by jego wzrost jakkolwiek ją przerażał lub był problematyczny. Zachowywała się tak, jakby kompletnie naturalnym było to, że ma przed sobą kogoś, komu sięga zaledwie do brzucha. Zaraz jednak istota opadła przed nią na kolana, co wprawiło ją w totalne osłupienie.
”Miecz nie sięga do gardła, to trzeba zrobić tak, żeby sięgał? Losie przewrotny, wariat-samobójca!” pomyślała sobie zszokowana. Wyglądało tak, jakby faktycznie oddawał się całkowicie w jej ręce, a to było coś nowego. W sumie w innej sytuacji pewnie byłaby naprawdę zadowolona i mile połechtana, że taki osobnik pada przed nią na kolana, ale teraz cała ta sytuacja była kompletnie surrealistyczna. Zabrała prawie od razu broń, jednak wciąż jej nie schowała. Tak na wszelki. Chciała również się cofnąć, niezbyt zadowolona z takiego naruszenia przestrzeni osobistej, ale jej stopa trafiła na pustkę i zachwiała się nieco. Wprawdzie prawie od razu odzyskała równowagę, ale przez to na chwilę oderwała wzrok od teoretycznego zagrożenia w postaci mężczyzny. Przynajmniej nie zleciała do zimnej wody, choć dopiero to jej uświadomiło, jak mało ruchu ma. Natychmiast wróciła wzrokiem do mężczyzny, a w jej oczach było widać coś na kształt wyrzutu. Po krótkim obrzuceniu wzrokiem otoczenia okazało się, że nawet gdyby musiała się bronić, to i tak nie miała miejsca. Zapędził ją w kozi róg, co tu dużo mówić. Chociaż trzeba przyznać, że przyjazny wyraz mordopyska smoka oraz ogólnie jego wygląd trochę łagodziły zdenerwowanie. W zasadzie mógł zrobić jej krzywdę wcześniej. Schowała broń i skrzyżowała ręce na piersiach, tym razem już uważając na swoje ruchy, by nie wpaść do wody. Wciąż jednak jej serce biło bardzo niespokojnie i nerwowo, choć z boku mogła się wydawać ostoją spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Nie Sie 06, 2017 7:44 pm

NPC Storyline - AAF|Hakkera|Jinkusu

Jasnołuski nie do końca wiedział, czego powinien był się spodziewać. Prawdę mówiąc, nigdy wcześniej tego nie robił. Nie miał okazji spotkać przedstawicielki obcej mu cywilizacji, którą dodatkowo musiałby jakoś niegroźnie przekonać, by ta odłożyła broń po dobroci. Nawet mając dostęp do jej umysłu, stwór nie uważał, by potrzebował w nim jakkolwiek szperać. Mimika jej twarzy całkowicie wystarczała, by powiedzieć mu, co dziewczyna akurat czuła. A gdy smok przed nią klęknął, to najwyraźniej ją rozbroił. Prawda, większość jego znajomych rozbroiła by ją w inny sposób, wbijając jej twarz w pancerz myśliwca, wyginające jej ręce lub łamiąc jej miecze, niczym zapałki. Hakkera nie uważał, by było to potrzebne. Zwłaszcza, że sama dość szybko dała mu odpowiedź. Opuściła swe ostrze, zabierając je z dala od jego łusek. Gdy chciała się cofnąć, to okazało się, że wcale nie jest taki bezbronny, bo to ona była w kącie, nie mając gdzie postawić nogi. Co on mógł poradzić, skoro to ona stanęła na krawędzi, a zamiast słów - wyciągnęła broń? Smok powoli opuścił lewą dłoń, opierając ją o własne ciało. Z prawą zrobił coś innego, wyciągnął swą dłoń w kierunku kobiety. Dłoń wyciągnięta ku kobiecie, była otwarta. Wewnętrzną stroną skierowana do góry. Końcówki palców uzbrojone były w pazury, jednak sam gest wyglądał dość przyjaźnie. Smok nie wykonywał gwałtownych ruchów, praktycznie w ogóle się nie poruszał. Jedynie ogon przesuwał się po pancerzu pojazdu, za jego plecami, hacząc o nogi i łapy stwora. W przeciwieństwie do nieznajomej, łuskowaty stwór był bardzo spokojny, opanowany. Jego wzrok był przyjazny, a na pysku widniał nawet delikatny uśmiech.
W tym samym czasie, myśliwiec powiększył obszar osłon otaczających maszynę, tworząc dookoła nich "bąbel", który pozostawał ledwo widoczny. Dzięki temu, maszyna skorygowała odpowiednio grawitację, następnie odwracając się oraz ruszając w kierunku wysp Alranois. Pojazd nie skierował się jednak ku bazie, lecz ku mniej uczęszczanym Południowym Wzgórzom, znajdującym się na Zytalst. Podróż trwała raptem kilkanaście sekund, podczas których myśliwiec po lekkim okręgu, dotarł do wybranego miejsca przeznaczenia. Z daleka dało się dostrzec potężną bazę wojskową - Dracon Maxime. Pod nimi znalazła się polana na wzgórzach. Dość nietypowe miejsce na przyjęcie przedstawicielki obcej cywilizacji.
Smok, niezależnie od tego czy ta chwyci, dotknie lub zignoruje jego dłoń, wstanie, puszczając ją (w razie potrzeby), a następnie zeskoczy z grzbietu myśliwca na ziemię pod sobą. Maszyna obniżyła pułap maksymalnie, jak było to możliwe, jednak i tak ziemia była dziesięć metrów pod nią. "Jaszczur" nie miał najmniejszych problemów z zeskoczeniem na dół. Wylądował zgrabnie, lekko uginając nogi, wprost na łapach. Nie było nawet nawet specjalnego huku, lądowanie zamortyzowała trawa oraz ziemia. W przypadku Ashary, były dwa wyjścia. Albo sama zeskoczy albo - jeśli nie będzie w stanie zejść, myśliwiec bez pytania przeniesie ją na trawę, by następnie wzbić się w powietrze, zniknąć w osłonie kamuflażu i odlecieć, pozostawiając ją tutaj samą z jasnołuskim.
Hakkera jedynie rozejrzał się po okolicy, upewniając się ponownie, że są sami. Dopiero wtedy skierował swój wzrok na nieznajomą, podchodząc do niej bliżej i zatrzymując się tuż przy kobiecie. Stwór spojrzał na nią z góry, z lekkim zaciekawieniem rysującym się na jego pysku. Aktualnie musiał jej przypilnować, aż przybędzie oficer dowodzący. Fakt, że nie polecieli od razu do bazy, to brak chęci do robienia zamieszania. Poza tym, na pewno lepiej zadziała na nią zieleń, natura i odgłos wiatru, aniżeli maszynerii, wpatrzonych w nią kilkudziesięciu par oczu oraz wszechobecnego hałasu. Oczywiście, ona o tym nie wiedziała, bo nadal nie podjęli żadnego dialogu. [zt oboje]
Powrót do góry Go down
Drugmaster

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 29/06/2018

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Pią Sie 03, 2018 6:55 pm

Drugmaster kupił na kubie statek, tak zwany kuter rybacki, żeby nim wypłynąć na ocean. Chciał dotrzeć do miejsca, wskazanego przez szmuglera, który miał na imię johny i odsprzedał dane, dokładne współrzędne, ostatnie współrzędne, zanim stracił możliwość korzystania z sprzętów nawigacyjnych oraz innych urządzeń, które siadły mu podczas lotu koło wyspy. Ostatnia lokalizacja samolotu szmuglera johnego, zanim stracił nawigacje, to właśnie tam udawał się zakupionym statkiem. Wiedział, że gdy będzie blisko wyspy i częstych wyładowań energii, to będzie znak że jest na dobrej drodze. Mógł wybrać lotniczy środek transportu, bał się jednak że zjawiska pojawią się na trasie lotu, więc bezpieczniejszym było wybranie łodzi, na której osadził swojego człowieka z outlaws, który znał się na rzeczy, mianowicie na pływaniu łodzią. Nathaniel ufał jedynie swojej rodzinie oraz członkom organizacji, którzy pracowali dla niego bardzo długo i zyskali jego szacunek lub szacunek ojca. Siedział na krześle w kadłubie łodzi, patrząc przed siebie, wypatrując lornetką wyładowań. Jego pilot łodzi, kierowca, miał na imię sergiej, był 60 latkiem który pracował już dobre 30 lat w outlaws. Znał się z jego ojcem, byli przyjaciółmi, jednak nadal dzieliły ich różnice w hierarchii organizacji. Sergiej bawił się z małym Nathanielem, gdy się urodził, zabawiał go, gdy jego ojciec lub matka byli zajęci, a nie mieli pod ręką niańki, która mogła się zająć synem szefa.

- Kierujmy się wyładowaniami, im częściej będzie je widać, masywniejsze zjawiska, to wyspa jest blisko - Patrzył na swojego kapitana statku, który był wpatrzony przed siebie. Sergiej wiedział jak się zachowywać jako podwładny, zawsze starał się unikać kontaktu wzrokowego z drugmasterem albo ojcem, gdy mówili o sprawach biznesowych, interesach, wydawali mu polecenia. Jedynie ten staruszek patrzył w oczy, gdy został o to poproszony albo gdy bosowie outlaws chcieli powiedzieć coś do niego przyjacielskiego. Sergiej był pewnego rodzaju przyjacielem, który mógł wysłuchać jego, gdy potrzebował rozwiązać mentalny problem lub coś, co nie miało związku z outlaws.

Statek drugmastera płynął, kierował się wyładowaniami, wypatrywał ich lornetką z bardzo wielkim zoomem oraz urządzeniem, które określało od razu lokalizację, a raczej podawało współrzędne, przez połączenie z anteną na dachu kutra rybackiego, która miała połączenie satelitarne. Drugmaster zabrał z sobą swoją maczetę, kastety oraz ulubione bronie, glocka i FN P90, do którego przymocował celownik holograficzny z 50% zoomem. Oprócz tego z tyłu miał skrzynię z kamizelką taktyczną z płytami kevlarowymi wewnątrz, miejscami czyli kieszeniami na przedmioty potrzebne, w które umieści zapasową amunicję albo sprzęt, który przyda mu się, gdy dotrze na wyspę. Skrzynia zawierała dość spory zapas amunicji do broni oraz granaty odłamkowe, błyskowe, hukowe i dymne, oprócz tego apteczka z strzykwami z adrenaliną oraz mieszanką surowicy, na jadowite ukąszenia większości trujących gatunków zwierząt, zwłaszcza węży, było jeszcze w środku pojemnika parę przygotowanych ładunków, niewielkich, semtexu który służył do wywarzania drzwi, niszczenia niewielkich ścian lub uszkodzenia pojazdów, jeżeli umieści się je w czułych miejscach maszyny. Oprócz tego na kutrze było jeszcze parę kałasznikowów, które miał w razie zapasowej broni, jeżeli jego FN by zawiódł w terenie. Prowiant też był, suchy, nawet miał też paczkę parunastu gram kokainy, jeżeli będzie musiał nie spać i pozostać z otwartymi oczami.

Statek płynął do ostatnich zarejestrowanych współrzędnych przez johnego szmuglera, drugmaster kierował się także zjawiskami, jeżeli pojawiły się nagle przed statkiem, kazał zatrzymać się sergiejowi pilotowi. Jego moce pozwalały na absorbowanie energii, jednak chciał najpierw skupić się i określić za pomocą swojej elektrokinezy z jakimi potężnymi wyładowaniami ma do czynienia, zanim je by zaczął wchłaniać. Używał swojej mocy do wyczuwania wyładowań od razu jak się pojawiły w jego zasięgu, jednak też się skupiał na obserwowaniu lornetką zjawisk, więc niebezpieczne zjawiska nie powinny go zaskoczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Sob Sie 18, 2018 6:26 pm

Długo statek Drugmastera nie dostrzegł niczego w swoim rejonie. Sporadyczne wyładowania energetyczne, nagłe pioruny lub pojawiające się wysoko na niebie - dziwne kształty energii oraz plazmy. Nim bardziej zagłębiali się w obszar wyładowań, kierując się pomiarami - tym częściej pojawiały się dziwne zjawiska. Ich siła różniła się w skali, choć często powtarzał się jeden schemat. Wpierw lekkie wyładowanie elektryczne, potem energia zaczynała narastać. Następnie - wyżej na niebie lub nawet niżej - nad samą powierzchnią wody - tworzył się nieregularny kształt energetyczny, sięgający kolorystyką od niebieskiego, przez biały, po zielony. Energia w narastała gwałtownie, do momentu osiągnięcia skali przekraczającej bezpieczne normy - a następnie zapadała się w sobie i znikała. Jednocześnie, zjawiska potrafiły zmieniać swój status energetyczny na bieżąco. W jednym momencie będąc elektrycznością, w innym plazmą, a w jeszcze innym stanowić bliżej nieokreślony rodzaj wyładowań. Mężczyzna nie był w stanie nic z tym zrobić, może poza wyczuciem, że gwałtowność procesu zjawisk mogłaby go łatwo przeładować. Lub mogłyby mieć miejsce niedające się przewidzieć konsekwencje.
Pierwszym "innym" zjawiskiem było dostrzeżenie na horyzoncie pojazdu znajdującego się w powietrzu. Podpływając bliżej, choć nadal utrzymując spory dystans - przez lornetę dało się dostrzec helikopter z oznaczeniami państwa wyspiarskiego, spuszczającego po linie osobę, następnie wyławiającą z wody rozbitka i wciągającego go na pokład. Zjawiska energetyczne regularnie pojawiały się w okolicy helikoptera. Pod maszyną znajdowała się trójka rozbitków oraz unoszący się - jeszcze - na wodzie, wrak ich maszyny. Lewe skrzydło samolotu dosłownie odparowało. Była to prywatna, mała awionetka. Najwyraźniej natknęli się na akcję ratunkową.
W tym samym czasie, jakieś pięćdziesiąt kilometrów na północ od rozbitków, urządzenia wykryły silne wyładowanie energetyczne, a we wskazanym przez przyrządy miejscu, pojawiło się dziesięciokrotnie większe zjawisko, mniej więcej tysiąc metrów nad poziomem morza. Wielka, stale zmieniająca kształty bryła błękitnej energii. Wielkością - można było ją przyrównać do promu pasażerskiego.
Powrót do góry Go down
Skydive

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 01/07/2018

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Pią Sie 24, 2018 3:59 pm

Player Storyline || Aliegance: S.H.I.E.L.D || Skydive



Inwazja robotów na Stany Zjednoczone przyniosła straty za równo cywilne jak i wojskowe. Najwięcej jednak chyba oberwała sama duma i poczucie bezpieczeństwa mieszkańców USA. Oberwał też sam SkyDive – robot, „prototypowa” tajna broń Stanów Zjednoczonych, o którą chyba Rosjanie nie powinni się upominać. Po bitwie, „zwłoki” Skydive’a zostały posprzątane a on sam odbudowany, z dodatkową komorą w podbrzuszu na generator do wymiany, gdyby miał tak powiedzmy 15 procent. Po drodze napisał algorytm w języku binarnym, który sprawiał, że może w ciągu pięciu minut wymienić zasilanie i samemu się nie wyłączyć. Oczywiście ten wątpliwej jakości upgrade, miał się sprawdzić w praniu. Nad Oceanem Atlantycki, znalazł się dość szybko, przebywając w formie Sukhoi Su-47 korzystając z radarów i czujników pokładowych wszelkiej maści, próbował szukać wyładowań, i miał nadzieję, że sprawa raczej jest tylko nietypową anomalią wynikającą z zakłóceń pola magnetycznego, może nawet z walnięcia w planetę meteorytu i wiartu słonecznego – czasem w żartach przez ziemian, nazywanych pierdem słonecznym – efektem ubocznym . Tak czy siak nie miał większego zamiaru przesiadywać w okolicy więcej niż to było konieczne. Doświadczenie z Sentinelami nauczyło go by się lepiej do formy robota transformować tylko w bazie lub tylko wtedy gdy wszystkie inne formy spuszczania skutecznego łomotu spełzną na niczym. Poza tym w tej formie może w miarę szybko uciec, biorąc pod uwagę że może włączyć sobie mocny afterburner, dający 2.5 maha i gdy dostałby np. wezwanie powrotu do bazy, ten znalazł by się w mgnieniu oka. Miał jednak szczęście. Nie tylko on szuka tych przeklętych wyładowań. Odrzutowiec z logiem S.H.I.E.L.D na skrzydłach i grzbiecie leciał dość nisko, za nisko jak na takie pojazdy. 5 000 metrów nad ziemią. Miał nadzieję że oprócz niego, i człowieka na łodzi, będzie ktoś jeszcze. I miał rację, Alranois – federacja kosmitów, jak to sobie w memach żartują, są jednak poważną siłą na świecie i liczył że może coś wiedzą, a przynajmniej więcej niż on sam.  Postanowił wywołać helikopter państwa wyspiarskiego, robiąc to jak najbardziej kulturalnie, i profesjonalnie. – Do helikoptera Federacji Alranois. Tu uzbrojona jednostka Sukhoi SU 47 Berkut 1, Strategic Homeland Intervention, Enforcement and Logistics Division, S.H.I.E.L.D, Chciałbym zamienić z wami pare słów, jeśli nie macie nic przeciwko. Jeśli wyrażacie zgodę, przełączcie się na nieszyfrowaną częstotliwość 155,5 i ograniczcie zasięg fal radiowych do 5 kilometrów, over. Jeśli się nie wyrażacie zgody na rozmowę, możecie zignorować komunikat, Over. – Gdyby helikopter odebrał komunikat było by to nawet miła odmiana od ciągłej ciszy radiowej, którą mógł usłyszeć. Nie wielu mówiło coś więcej, a i sama anomalia była cholernie dziwną. Postanowił też wysłać do dowództwa tarczy, na zaszyfrowanej częstotliwości, prośbę o przedstawienie mu w miarę możliwości, danych z cywilnych satelit meteorologicznych które były nad tym obszarem w ciągu 48-miu godzin. Prosił też w komunikacie o odczyty z innych satelit przelatujących nad obszarem anomalii. Czekał na odpowiedź od helikoptera oraz na odbiór danych od Tarczy z satelit z obszaru na którym się obecnie znajduje. Nie miał zamiaru popełnić błędu taktycznego a i każy strzępek informacji nawet się przyda. Musiał mieć czysty obraz sytuacji a sama anomalia nie wyglądała za ciekawie, to też zwolnił do 500 kilometrów na godzinę, co by przypadkiem nie znalazł się blisko anomalii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drugmaster

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 29/06/2018

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Pon Wrz 03, 2018 10:02 am

Drugmaster wyczuwał wyładowania, pojawiały się w jakimś nieokreślonym schemacie, a raczej może jego braku.  Niektóre były słabsze, niektóre silniejsze. Kontakt fizyczny z nimi mógłby zakończyć się dla niego nijak, tak jak powinno. Pochłonął by je albo przeładowałyby go, a potem skończyłby jako spopielony, gdzieś na dnie oceanu. Nie chciał ryzykować jeżeli nie było to potrzebne. Dostrzegł wrak statku powietrznego, helikopter i odbywającą się akcję ratowniczą. Doskonale im szło, a on miał inne zmartwienia. Pojawiła się inne zjawisko, które wykryły przyrządy. Wiedział, że to tam muszą się udać. - Kierujmy się na północ, chce przyjrzeć się z bliska tej nowej anomalii. Gazu, Siergiej - Rzekł do swojego kapitana, który nie zerkając na niego, obrał kierunek i zaczął płynąć. Kapitan chciał zatoczyć łuk, omijając szeroko samolot w wodzie i resztę rozbitków. Nie mieli zamiaru przeszkadzać im w akcji ratowniczej, ani wtrącać się w nią, chcieli na ile to się dało, pozostać niezauważeni. Drugmaster obserwował wydarzenia przez lornetkę. Nie było mu głupio zostawić zamieszanie za sobą. Przybył tutaj w innym celu, więc ratowanie ludzi, nie wchodziło w grę. Obserwował więc wyładowania, informując o tym przyjaciela, który wprowadzał poprawki na trasie, którą się kierowali do zjawiska na północy. Skupiał się nadal na swojej mocy, chciał wyczuwać jeszcze lepiej, gdzie przed nimi pojawią się wyładowania, unikać z nimi kontaktu, póki jest to możliwe. - Dostańmy się do miejsca anomalii. Zakotwiczymy tam i pomyślimy co dalej. Myślę, że kierujemy się do źródła tych wyładowań. Jest to coś albo ktoś z czego ucieka tak ogromna energia, na tak wielkim obszarze, w nieokreślonych kierunkach, bez żadnego schematu. Trzeba dowiedzieć się czy da się dostać do tego miejsca, czy można "to coś" uspokoić, żeby nie wytwarzało losowo wyładowań, jak konfetti. - Nathaniel mówił do Siergieja, który słuchał jak zaklęty, obserwując trasę przed sobą i wokół, kierując się do obranego celu z skupieniem godnym podziwu. Wody były spokojne, ale wyładowania nie, tworzyły chaos, który wprawiał załogę w niepokój, który doskonale obaj ukrywali. Nathaniel czuł oprócz niepokoju, napięcie i narastającą ciekawość, która rosła z kolejnymi kilometrami ku ich celowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Nie Wrz 09, 2018 3:32 pm

Skydive, z oczywistych względów nie otrzymał żadnej odpowiedzi od helikoptera prowadzącego akcję ratowniczą. Lot na wysokości tysiąca pięciuset metrów nad poziomem wody spowodował z kolei, że roboty wpadł w pole wyładowań oraz zakłóceń. Kule energetyczne - o różnej wielkości - zaczęły pojawiać się przy nim, w okolicy, czasem nawet przed. Niepodjęcie żadnej akcji zapewne źle się skończy. Dodatkowo, te same zakłócenia - których polu się znalazł - uniemożliwiały jakikolwiek kontakt ze światem. W efekcie prośby wysłane do bazy o udostępnienie danych satelitarnych - spełzły na niczym. Jedynie pilot marynarki Alranois dostrzegł znajdujący się na niebie obiekt. Zachowujący przy tym dość minimalną bezpieczną odległość od poziomu wody, żadną względem wyładowań i mało dopuszczalną względem statku powietrznego.
Drugmaster powoli zbliżał się do miejsca anomalii. A ta z kolei gwałtownie powiększyła swoją obojętość. Wpierw dwukrotnie, następnie pięciokrotnie... aż zyskała rozmiar góry. Energia w dalszym ciągu nieregularnie zmieniała kształt, sięgając podstawy wody - a nawet zatapiając się pod nią. Choć było to złe określenie, bo przy każdym kontakcie z wodą, twór powodował, że woda zaczynała momentalnie parować. Kształt zmieniał zmieniał się w bliżej nieokreślone figury, przyjmując różne rozmiary - zazwyczaj około pięciu kilometrów średnicy, sięgając średnio do dwóch tysięcy metrów nad ziemią. Wraz z tym pojawiła się ogromna temperatura, podnosząc skalę do koło czterdziestu stopni Celsjusza. Bezpośredni podpływanie do obiektu - ze względu na jego gwałtowny charakter - było bardzo niebezpieczne.
Jednocześnie około tysiąca metrów, licząc od szczytu wyładowania - coś błysnęło. Błękitno-granatową poświatą, obchodzącą dookoła nieregularne kształty, tworząc bliżej nieokreślony obiekt, który zanikał równie szybko, jak się pojawiał. Prosta fala, pokazująca jakby odwróconą górę, ze szczytami i szpikulcami wymierzonymi ku wodzie, zbudowanymi w pełni z kamienia i ziemi. Czyżby...?
Powrót do góry Go down
Skydive

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 01/07/2018

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Wto Wrz 11, 2018 7:24 pm

Player Storyline || Aliegance: S.H.I.E.L.D || Skydive
CYKA BLYAT!? To właśnie krzyknął Skydive na prywatnej częstotliwości szyfrowanej, kiedy zobaczył wokół niego kule energii a nie zamierzał skończyć jak wtedy, w Vegas. Postanowił że nagle zawróci o 90 stopni w prawo i odleci jak najdalej od anomalii, jednocześnie zwiększając wysokość nad którą unosiłby się w powietrzu na 10 000 metrów. Rozsądnym wydawało się wtedy po prostu ucieknięcie z miejsca gdzie zaczęła się nasilać anomalia. Nie miał wiedzy o tym, czy było to tornado, czy inne skurczysyństwo. Swoją drogą Sky, chciał... Nie – pragnął, dowiedzieć się jak najwięcej, a skoro załoga nie odpowiedziała, oznacza to że nie miał nawet najmniejszej szansy, uzyskać odpowiedź z źródła, jakim mogła być jednostka z Alranois. Postanowił obrać inną taktykę, i odlecieć na tyle od anomalii, by wszystko na pokładzie wróciło do normy, ale jednocześnie postanowił podążać za anomalią skanerami z bezpiecznej odległości, po prostu wisząc w powietrzu. Ponowił on próbę wysłania komunikatu do Centrum Dowodzenia S.H.I.E.L.D o najnowsze dane meteorologiczne. S.H.I.E.L.D, tutaj Agent Skydive. Macie może dane z obszaru Oceanu Atlantyckiego na którym się znajduję? Było by na prawdę fajnie gydybście w miarę możliwości, podesłali mi wszystkie dane i skonifugorwali mnie – opcjonalnie - do użytkowania chmury TARCZY zdalnie. Bez odbioru. . Maszyna nie zamierzała zbliżać się do anomali, a dalej czekała na efekt ponowienia komunikatu, nadanego na szyfrowanej częstotliwości tarczy, oczywiście nadanego wtedy gdy opuścił już on zasięg zakłóceń. Dalej utrzymywał bezpieczny kurs, obserwując anomalię, utrzymując bardzo bezpieczną odległość od anomalii, lecąc wolno, i w okół niej, by nie wpaść znowu w jej zasięg oddziaływania, mając ją na „muszce” skanera. Blyat, mam nadzieję że to nie jest coś grubszego niż powinno. Nie jestem czarodzejem. Sky, skomentował żartobliwie anomalię, powoli zdając sobie sprawę że to nie jest anomalia pogodowa i porzucał resztki złudzeń. To coś grubego. I on na pewno nie jest na to coś przygotowany, więc postanowił zastosować taktykę nie wychylania się zbytnio. Musiał wiedzieć czym to cholerstwo jest. Nie zamierzał popełniać błędu z Vegas.


Ostatnio zmieniony przez Skydive dnia Nie Wrz 16, 2018 1:00 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drugmaster

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 29/06/2018

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Sob Wrz 15, 2018 2:28 pm

Statek zbliżał się do nowej anomalii. Marynarze kutra, a zwłaszcza Nathaniel, przyglądał się jej z zaciekawieniem w oczach, czując w sobie, że chce jeszcze bardziej poznać sekrety oraz dowiedzieć się, co tu się do cholery dzieje. Bryła była ogromna, wielkości góry. Nie wiedział czy coś jest w niej, w środku, jednak długo nie musiał się zastanawiać, gdy z szczytu wypłynęła fala, która wskazała na coś jeszcze bardziej ciekawego, niż ta energetyczna forma na dole, która podwyższała temperaturę i topiła wodę, wokół zanurzonej części anomalii – Ta bryła eneregtyczna, ta forma kształtującej się energii najwidoczniej znajduje się pod jej prawdziwym źródłem. Ta poświata, która przed chwilą wystrzeliła otacza ją. Prawdopodobnie jest to, ta wyspa, o której mowa była w plotce, od szmuglera. Trzeba podpłynąć jak najbliżej, w bezpiecznej odległości od energii gromadzonej pod nią. Wykonaj polecenie – Siergiej płynął w kierunku tym samym co wcześniej. Kilka kilometrów przed energetyczną figurą geometryczną, ciągle zmieniającą swój kształt, Nathaniel planował zakotwiczyć. Trzeba będzie oglądnąć to dokładnie, przygotować się i dostać się na wyspę, która posiadała jakiś kamuflaż, a dopiero po zjawisku, otaczającej poświaty, można było dostrzec skały, ziemie – Podpłyniesz jak najbliżej Siergiej. Popatrzymy chwilę, ocenimy zjawisko, a potem przygotuję się, uniosę siebie wraz z sprzętem, dostanę się na ten głaz. Pozostaniesz tutaj na statku, poruszając się z anomalią w jej kierunku. Postaraj się pozostać na tej stronie, tak żebym mógł Cię odnaleźć, gdy dowiem się wszystkiego. – Wpatrywał się w zjawisko, podziwiając to cudo, które na pewno nie było naturalne, ale syntetyczne, spowodowane przez jakąś technologię lub przez kogoś, wystarczająco potężnego żeby tworzyć tak wielkie formy energii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Czw Paź 11, 2018 6:21 pm

Skydive zmienił kierunek lotu i zwiększył wysokość, oddalając się tym samym od anomalii oraz jej źródła. By zyskać jakikolwiek kontakt ze światem, Skydive przez kilkanaście minut musiał podróżować by oddalić się przynajmniej na czterdzieści mil morskich od samej anomalii, dopiero wtedy był w stanie nawiązać połączenie z SHIELD. Bezpieczny kurs nie pozwalał na jednoczesne trzymanie anomalii w zasięgu skanerów, ponieważ robot nie był wyposażony w systemy pozwalające na akcje o tak dalekim zasięgu. Lot kulisty po orbicie centrum samej anomalii powodował z kolei konieczność poruszania się po dość szerokim kole. Skydive otrzymał od SHIELD dane z ostatniego tygodnia - i poza ostatnimi 48 godzinami - w tym miejscu nie działo się nic nadzwyczajnego. W kwestii "chmury" odpowiedź była odmowna, bo żadna "chmura SHIELD" nie istniała. A na pewno nie taka, do której dostęp mógł być możliwy z zewnątrz. Robot oblatywał strefę w kierunku północnym, trzymając się półokręgu. Kierował się prosto na grupę bojową lotniskowca, do którego należał helikopter uczestniczący w akcji ratowniczej. Jako, że zbliżał się do dziesięciokilometrowej - w średnicy - strefy wyłączonej z lotów przez jednostkę, dość szybko nadeszło ostrzeżenie.
-SHIELD Berkut 1, wchodzicie w naszą strefę kontroli powietrznej, natychmiast zmieńcie kurs.
Lotniskowiec Lunar klasy Atlantis, należący do Alranois Navy. Wraz z nim cała grupa operacyjna, w tym dwa krążowniki Monarch, trzy krążowniki Aurora oraz siedem mniejszych kutrów wielozadaniowych typu Defender. Śmietanka floty wyspiarskiego państwa, pytaniem pozostawało czy ich pojawienie się było wynikiem "bycia w okolicy", czy szerzej zakrojonej akcji - na przykład związanej z samą anomalią. Póki co, dla Skydive'a - chcieli go trzymać z dala od swojej strefy powietrznej, rozciągającej się dookoła grupy bojowej lotniskowca. Pomimo faktu bycia na wodach międzynarodowych.
Drugmaster skierował swój statek w stronę anomalii, a gdy kotwiczył - bryła zaczęła zanikać. Robić się przezroczysta, powoli zmniejszać, aż w końcu całkowicie zniknęła. Wraz z nią - cała energetyczna "osłona" rozciągająca się po okolicy. Wyspa na górze stała się lepiej widoczna, jednak po jej spodzie zaczęły krążyć fale energetyczne, a sama wyspa jakby bardzo powoli zanikała. Wraz ze zniknięciem ogromnej, zmiennokształtnej energii - znikać zaczęły pomniejsze wyładowania w okolicy. Dla pilotów prowadzących operację ratowniczą, był to doskonały powód, by mogli odetchnąć. Dla samego Nathaniela, mogło to oznaczać konieczność przyśpieszenia działań. Wyspa znajdowała się na wysokości pięciu tysięcy metrów nad poziomem morza, co oznaczało, że tam wysoko może być bardzo zimno. Przynajmniej dopóki nie dotrze na samą wyspę. Z drugiej strony, cała struktura wydawała się "zanikać", czyli robiła się delikatnie przezroczysta - na kilka sekund, potem powracała do naturalnego stanu. Pytaniem pozostawało, czy mężczyzna gotów był zaryzykować, by dostać się tam... i być może nigdy nie wrócić? Albo znaleźć się w innej części planety.
Powrót do góry Go down
Skydive

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 01/07/2018

PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   Pią Paź 12, 2018 7:48 pm

Player Storyline || Aliegance: S.H.I.E.L.D || Skydive
Plan w sumie zadziałał – Skydive uzyskał ponowny kontakt ze światem i dostęp do danych sprzed 7 dni, i w sumie ostatnie dwa dni były powiązane z anomalią, więc musiała przyjść ona nagle. To tez mu się za bardzo nie podobało. Miał dwie opcje. Poszukać jakiegoś spokojniejszego miejsca i przeanalizować dane, by podjąć decyzje, albo zrobić „Rush b, blyat” i wlecieć na hama w anomalię, pobyć w jej środku 5 minut, zebrać dane ze skanerów i porównać ich z danymi które otrzymał od dowództwa – co było jakimś planem, gdyby nie fakt zagapienia się który wprowadził go w nieprzyjemną sytuację. Wywołał go jakiś okręt z tej floty, do cholery. Idealnie. Może coś będą wiedzieć, skoro i tak jest tu duża flota. Początkowe uczucie paniki i strach przed zestrzeleniem rysował się na holo-avatarze maszyny, jakkolwiek sztucznie by nie wyglądało to u Sky’a, postanowił szybko się ogarnąć i po minucie zareagował jak prosili. Przełączył się na częstotliwość na której nadali komunikat. Do floty, w pobliżu nadającej komunikat, tu SHIELD Berkut 1. Zrozumiałem. Zmieniam kurs. Przed odlotem, zapytam tylko jeśli możecie udzielić odpowiedzi w tym temacie… Skydive w sumie „nabrał powietrza”, poza linią wydał syntetyczne wdechy, które normalnie wykonałby żywy pilot, ale Sky to i tak robot… Wziął wdech, wydech i postanowił zadać konkretne pytanie, bez ceregieli, które powinno mu rozjaśnić jakoś sytuację… Nie ryzykował i zadał je 5 kilometrów dalej od nadanego sygnału, ale też nie na tyle daleko by sama mgła zaczęła go zakłócać. Czy wiecie czym jest ta anomalia? I jeśli tak czy możecie udzielać odpowiedzi w tej sprawie, over? Robot w tym momencie zagrał trump-carda. Musiał mieć jakieś informacje, a jeśli załoga floty miała jakiekolwiek pojęcie o anomalii, tylko poprawiło by jego sytuację. Jeśli odmówiliby, tak czy siak po odpowiedzi, rozłączył się, konkretnym komunikatem, by zostać w neutralnych stosunkach z tym państewkiem. Shield Berkut 1. Rozłączam się, bez odbioru. Over. . Myśliwiec odleciałby kompletnie od floty która tam pływała, i postanowił zacząć dalej krążyć wokół chmury, czekając co się stanie, i jeśli nie stało się nic w ciągu pięciu do 10-ciu minut, postanowił ocenić swoje szanse na pewien manewr. Zaplanował go sobie. Wstrzeliłby się w chmurę anomalii i rozpędziłby się do prędkości naddźwiękowej Mah 1.2 i zwiększałby prędkość by pobyt w chmurze nie zajął więcej niż pięć minut. Nie zamierzał wykonywać tego planu teraz. Dalej krążył wokół anomalii, starając się nie wchodzić w zasięg przestrzeni powietrznej floty, tj. 10 km. Musiał zebrać bity i wszystko przeanalizować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ocean Atlantycki   

Powrót do góry Go down
 
Ocean Atlantycki
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Wrzosowy Ocean - York
» ~ Astralny Ocean - zapisy! [3/3] - zamknięte

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Oceany-
Skocz do: