Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój Icarusa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Icarus

avatar

Liczba postów : 106
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Pokój Icarusa   Wto Maj 23, 2017 6:04 pm



Pokój dwuosobowy, obecnie jednak zamieszkiwany tylko przez Jaya. Ściany w beżowym kolorze, podłoga wyłożona zielonym dywanem. Część Icarusa jest wyraźnie zadbana choć nie przesadnie. Na biurku można znaleźć komputer jak również kilka płyt z różną muzyką. Stoi na nim również zdjęcie Julii. O łóżko z błękitnym prześcieradłem i poduszką oparta jest gitara. Od czasu do czasu na krześle przewieszona jest jakaś bluza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 106
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Sob Wrz 23, 2017 12:59 pm

Po wejściu do budynku Jay już wiedział, że zaprowadzi brata do swojego pokoju. Tam będą mogli dalej sobie spokojnie porozmawiać. Szedł powoli korytarzam, nie poganiając Sama. Pewnie mężczyzna miał ochotę się porozglądać trochę, przyjrzeć się ponownie budynkowi. Jeśli tak, to rudzielec zatrzymywał się kiedy trzeba było i cierpliwie czekał aż mogli znowu ruszyć dalej.
Po przejściu przez kawałek parteru dotarli do schodów i nimi skierowali się na górę. Prosto na piętro z pokojami uczniów jak i nauczycieli. Teraz wystarczyło już tylko skręcić w skrzydło z pokojami męskimi i dotrzeć pod drzwi jego pokoju. Kawałek musieli przejść, ale w końcu Jay zatrzymał się przed odpowiednimi drzwiami i otworzył je szeroko, stając bokiem przy drzwiach, by przepuścić brata przodem.
- Witam w moich skromnych progach. - odezwał się z delikatnym uśmiechem na twarzy, wykonując ręką gest zapraszający do środka. Jak tylko Samuel przekroczył próg, skrzydlaty sam wszedł do pomieszczenia i zamknął drzwi za sobą.
- Drugie łóżko nadal jest niczyje jakbyś chciał się na nim rozgościć - powiedział w pierwszej kolejności, od razu kierując się na swoje łóżko i siadając na nim po turecku. Szybko ogarnął pokój wzrokiem, sprawdzając czy wszystko jest na swoim miejscu, a na podłodze nie ma jakiejś zbłąkanej skarpetki. W jego pokoju jednak zawsze panował porządek. Nie miał współlokatora, który mógłby mu nabałaganić i liczył, że jeśli kogoś już dostanie to nie będzie to żaden bałaganiarz. Lubił porządek. Oczywiście bez przesady. Pedantem nie był.
- To co? Masz nowy związek do ogłoszenia mi? Albo w ogóle coś ciekawego. Może chociaż zakochałeś się, ale jeszcze nie wyznałeś tego tej osobie? - zaczął dopytywać Samuela. Bo skoro ten już wspomniał żartem i nowym związku to równie dobrze rudzielec mógł faktycznie dopytać go o to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 73
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Sob Wrz 23, 2017 9:12 pm

Pomimo zapowiedzi brata, że nie wszystko w szkole zostało jeszcze naprawione po niedawnych problemach z kosmitami, Sam i tak nie wyłapał po drodze zbyt wielu uszkodzeń... A rozglądał się bardzo uważnie i ciekawsko. Chociaż oficjalnie opuścił Instytut już dłuższy czas temu, to tak czy siak czuł się w nim pewnie i całkiem nieźle pamiętał gdzie co się znajdowało - i prawdopodobnie odbijało się to w całej jego postawie. To był kiedyś jego dom. Nawet jeżeli nie każdego teraz kojarzył i wielu uczniów zapewne nie rozpoznawało jego, to nie był tu obcy.
Przy niektórych pomieszczeniach blondyn zwalniał kroku, aby zajrzeć do środka, ale nie zatrzymywał się całkowicie. Mimo wszystko nie chciał stopować Jay'a, skoro sam zaproponował, by przeszli w inne miejsce i chłopak najwyraźniej gdzieś go prowadził... Najwyraźniej rzeczywiście do sypialni, w czym Sam upewnił się w chwili, gdy wkroczyli na schody. Koniec końców na piętrze nie było już wielkiego wyboru.
Wreszcie jednak dotarli przed drzwi, które Jay otworzył, a po wejściu do środka blondyn zaczął od rozejrzenia się po pokoju. Nie był tutaj po raz pierwszy, ale ciekawiło go czy coś się zmieniło od jego ostatniej wizyty... I czy potrafiłby to w ogóle wyłapać, gdyby tak się stało. Nie widział żadnych drastycznych różnic, szybko zorientował się też, że brat najwidoczniej wciąż mieszkał sam - co chłopak zresztą z własnej inicjatywy potwierdził. Sam kiwnął na to głową i usiadł mniej więcej w połowie wolnego łóżka, odchylając się trochę do tyłu i opierając ręce za sobą dla równowagi. Tutaj rzeczywiście było chłodniej. Aż łatwiej się oddychało.
W końcu spojrzenie mężczyzny znów padło na Jay'a, siedzącego teraz naprzeciwko niego, a jedna z jego brwi uniosła się wymownie na ten szereg pytań. Blondyn miał wrażenie, że właśnie obrywał swoją własną bronią, ale prawdę mówiąc nie czuł w związku z tym żadnych pretensji... Może tylko odrobinę zakłopotania, ale na jego usta tak czy siak wstąpił lekki uśmiech. W końcu tylko żartowali.
- Obawiam się, że nic aż tak interesującego. Uznałem, że póki co kariera jest dla mnie ważniejsza, więc poświęcam się pracy i przede wszystkim pracodawcy. A wierz mi, bardzo się poświęcam. Są takie dni, gdy żałuję, że nie mam czynnika regeneracyjnego, żeby szybko odzyskiwać siły - choć jego słowa wskazywałyby na narzekanie, to z jego ust nie schodził ten uśmiech, a i oczy wskazywały na dobry nastrój.
W gruncie rzeczy jednak Cannonball naprawdę nie mógł się na nic skarżyć. Eksperymenty nerdzików bywały wycieńczające, ale jak do tej pory w żadnym nie stała mu się faktyczna krzywda. Jego pole siłowe świetnie spełniało swoją funkcję... Ale z drugiej strony przecież w żaden sposób nie pomagało na zwykłe zmęczenie, nie wspominając już nawet o stresie, który nasilił się wraz z ostatnimi wydarzeniami.
Mimo to Sam wychodził z założenia, że czego to się nie robiło dla Bobby'ego i jego armii przerośniętych minionków. Mniejsza o pracę, bo znalazłby inną, gdyby musiał... Ale Berto go potrzebował - i to z wzajemnością. To było tak naprawdę najważniejsze, a choć blondyn nie mówił o tym wprost, to miał wrażenie, że nawet nie musiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 106
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Wto Wrz 26, 2017 5:15 pm

W pokoju nie było widać raczej żadnych zmian. Gitara tradycyjnie stała obok łóżka oparta o ścianę. Zdjęcie Julii stało na biurku. Jedynie gdyby przyjrzeć się uważniej zawartości półek to można by zauważyć trochę nowych ubrań. Tak samo na biurku leżało kilka nowych płyt z muzyką. Poza tymi nieistotnymi szczegółami nic się tutaj nie zmieniło. I zapewne nie zmieni dopóki nie przydzielą Jay'owi współlokatora. Chłopak miał nadzieję, że szybko to nie nastąpi. Lubił prywatność i mieszkanie w tym pokoju samemu zdecydowanie mu odpowiadało.
- Kariera chyba nigdy nie była dla ciebie przeszkodzą w tym żeby kogoś mieć? Trochę dziwi mnie ta twoja decyzja. No, ale to twoje życie. Wychodzi na to, że wcale nie mam tak mało czasu skoro tobie nie spieszy się do ślubu i odstawiasz uczucia na bok - trochę był zaskoczony decyzją Samuela. Przecież dobrze wiedział, że brat miał już kilka dziewczyn i praca nigdy nie przeszkadzała mu w byciu z nimi. Wątpił, by nie miał wolnego czasu w obecnej pracy. Może coś się stało, o czym blondyn nie chciał mu powiedzieć, że nagle zmienił swoje nastawienie. Jay nie miał zamiaru naciskać, zadowoli się informacjami, którymi Sam zechce się z nim podzielić.
- Idź od czasu do czasu na jakiś masaż, na pewno ci pomoże. Albo spa? Teraz na pewno stać cię na takie bajery.Ostatecznie Josh ci może pomóc ze zmęczeniem. Ze swoją biokinezą chyba wszystko może zrobić. - zabawne jak niektórzy posiadając jedne moce z genu X marzą o innych. Jemu jak najbardziej odpowiadało to, że ma skrzydła. W końcu jako dzieciak sam stwierdził, że bycie mutantem nie byłoby takie złe, gdyby mógł dzięki temu latać. No i jego życzenie się spełniło, dostał skrzydła i może latać.
- Ale jak ktoś ci wpadnie w oko to daj znać, okej? Nie mówię, że masz zaraz podawać imię, nazwisko i rozmiar buta. Tylko dać znać, że ktoś jest. - specjalnie ujął to nieco żartobliwie. Nie chciał przypadkiem wyjść na wścibskiego. Po prostu interesowało go życie jego rodziny i nie chciałby dowiedzieć się czegoś takiego od osoby trzeciej. W zamian mógł obiecać, że też powie Samowi jak ktoś wykaże nim zainteresowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 73
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Sro Wrz 27, 2017 8:31 pm

Sam z rozmysłem nie ustosunkował się do wątpliwości brata względem kwestii kariery i związku. Choć tego pierwszego określenia użył w żartach - bo naprawdę nie sądził, aby miał daleko zajść praktycznie jako ochroniarz - to prawda była taka, że jego wcześniejsze zajęcia również nie wpływały najlepiej na życie uczuciowe. Z Lilą problem stanowił nie tylko wiek, ale i dystans, gdy każde z nich skupiało się na swoich własnych priorytetach. Sytuacja z Tabithą pogorszyła się między innymi przez to, że należał wtedy do X-Men... Co zresztą do tej pory było jednym z negatywnych skojarzeń, które powstrzymywały go przed ponownym przyłączeniem się do drużyny... A gdyby teraz chciał się z kimś związać, to prawdopodobnie musiałby zaciągnąć tę osobę do bazy A.I.M. - albo wybrać kogoś, kto tak czy siak tam pracował, co pewnie też ostatecznie nie skończyłoby się najlepiej.
Tyle że tłumaczenie tego wszystkiego Jay'owi i przy okazji rozdrapywanie może nie tyle starych ran, co pozostałych po nich blizn, wcale się blondynowi nie uśmiechało. Wolał, aby rozmowa trzymała się żartów i lekkiego nastroju, a brat dalej sądził, że posiadanie jednego i drugiego było możliwe... Bo pewnie było, tylko Samowi coś się nie udawało. Z drugiej strony nie żałował tego, że koniec końców znalazł się na swoim obecnym miejscu. Przy Bobby'm było mu dobrze i w najbliższym czasie nie zamierzał z własnej inicjatywy niczego zmieniać.
- Jeżeli z kimś się zejdę, to obiecuję, że dam ci znać, że masz się powoli szykować na swoją kolej. A masaż to niezły pomysł. Może nawet wprowadzę go w życie. Ale eksploatowanie uczniów chyba sobie odpuszczę - ocenił, odchylając głowę na bok. Tym ostatnim Instytut i tak się chwilami zajmował... Choć od pewnego czasu Sam miał już nadzieję, że pod tym względem zrobiło się trochę lepiej. Oczywiście wyglądało na to, że się przeliczył, skoro właśnie powstała drużyna składająca się właściwie tylko z uczniów...
- Hej, co byś powiedział na to, żebyś niedługo odwiedził mnie w pracy? Przylecę po ciebie, spędzisz ze mną parę dni, a potem odstawię cię do szkoły. Dobierzemy termin tak, żebyś nie stracił tu niczego ważnego - zaoferował nagle, starając się, aby na jego twarzy nie pojawiła się zbyt oczywista nadzieja, choć pewnie udało mu się to tylko częściowo. Mimo wszystko nie chciał przecież wziąć brata na litość.
Wcześniej Bobby zareagował na taką wizję dość niejednoznacznie, ale Sam był przekonany, że jeszcze by go do niej przekonał... O ile w ogóle Jay wyraziłby zgodę na taki wypad. Nawet nie martwił się tym, że brat będzie potem musiał zachować dyskrecję odnośnie A.I.M., bo wiedział, że mógł na to liczyć. No i... Prędzej czy później tak czy siak się ujawnią, jeżeli nie całemu światu, to przynajmniej przed X-Men.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 106
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pią Wrz 29, 2017 6:34 pm

- Po tobie będzie kolej na Paige, jej też będziesz musiał powiedzieć. Ja dopiero po niej, więc mam trochę więcej czasu. Chociaż może wyjdę poza kolejkę, przepuszczę młodych przodem. Będę takim dobrym starszym bratem. - oparł dłonie o łóżko za swoimi plecami. Czy on w ogóle musiał sobie kogoś koniecznie znaleźć? Czekanie ich matki na wnuki jakoś go nie przekonywało. Będzie ich miała dość od pozostałego rodzeństwa. Niechby każde miało po jednym dziecku i już będzie spora gromadka maluchów, które będzie mogła rozpieszczać do woli.
- Jak wolisz. Ja tylko tak podpowiadam. Josh mnie zapewniał, że jest w tym świetny - wzruszył lekko ramionami. Nie będzie nikogo na nic namawiał. Na pewno pójście do gabinetu masażu do specjalisty będzie również świetnym wyborem. Jego nie stać na takie luksusy, więc pozostawał mu Elixir, a skoro już i tak się zgodził na odwdzięczenie w postaci masażu to chętnie się przekona czy rzeczywiście nie przesadzał z tym chwaleniem się.
Na ostatnie słowa brata Jay zamrugał, wyraźnie zaskoczony, wpatrywał się w niego w ciszy przez dłuższą chwilę. I zastanawiał się czy mu się nie przesłyszało przypadkiem.
- Serio? Znaczy, naprawdę mógłbym? Nic prawie nie wiem o twojej pracy i nagle chcesz mnie zabrać na wycieczkę do niej? - wyprostował się i teraz ręce oparł na łóżku przed sobą, wpatrując się w brata. W końcu uśmiechnął się, i pokiwał energicznie głową.
- Jasne, że chcę. Pewnie będziesz musiał tylko porozmawiać z panią Frost. Będę trzymał kciuki żeby się zgodziła. Mam nadzieję, że masz dar przekonywania. - nagle Jay całkiem się ożywił. Jakby zupełnie inny chłopak. Wyraźnie się nakręcił na ten pomysł. Będzie mógł zobaczyć, gdzie pracuje jego brat. Może nawet się dowie co dokładniej robi. Tak bardzo chciał żeby dyrektorka pozwoliła mu opuścić Instytut na kilka dni.
Kto by pomyślał, że dzisiejszy dzień będzie tak inny od wczorajszego. Wczoraj był w Houston, walczył z kosmitami. Ledwo przeżył wybuch jakiejś bomby czy co to było co zmiotło całą okolicę z powierzchni ziemi. Nie byli pewnie czy uda im się wrócić do szkoły w jednym kawałku. A dzisiaj? Dzisiaj nie dość, że pojawił się Sam żeby go odwiedzić to jeszcze oferował wspólne spędzenie kilku dni u niego. Coś, o czym rudzielec w życiu by nie pomyślał. Życie naprawdę potrafiło być zaskakujące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 73
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Sob Wrz 30, 2017 4:00 pm

Sam naprawdę wolał teraz nie myśleć o tym, czym jeszcze chwalił się jego bratu Josh i dlaczego. Wahał się pomiędzy silną opiekuńczością, jaką darzył całą swoją rodzinę, a świadomością, że Jay mimo wszystko był już przecież praktycznie dorosły, więc wpychanie mu się w życie na serio - a nie w żartach czy jedynie przy użyciu ostrożnych pytań - raczej dobrze by się nie skończyło. Blondyn zdecydował się wstrzymać z ingerowaniem, nawet słownym, by póki co tylko obserwować rozwój wydarzeń. Dotychczasowy przebieg rozmowy popychał go w tę i z powrotem między przekonaniem, że coś było jednak na rzeczy, a wątpliwościami odnośnie powagi sytuacji.
Sprawiało to, że mężczyzna tym bardziej miał ochotę na trochę zabrać brata do siebie. Spędziliby ze sobą czas, pogadali, Cannonball wyjaśniłby mu coś więcej na temat swojej pracy... Może nawet Bobby znalazłby dla nich chwilę, choć przy wszystkich jego zajęciach nie można tego było od niego wymagać i Sam świetnie to rozumiał.
Przeciągająca się cisza zmusiła blondyna, aby na moment zerknął na bok i przesunął spojrzeniem po przedmiotach znajdujących się na biurku Jay'a, lecz kiedy tylko chłopak przemówił, Sam znów skierował wzrok na jego twarz i to natychmiast. Choć nie od razu usłyszał zgodę, a przynajmniej nie taką wypowiedzianą wprost, to i tak miał ochotę odetchnąć z ulgą. Na jego usta wstąpił wynikający z lekkiego zakłopotania uśmiech, gdy brat przywołał swoją niewiedzę odnośnie szczegółów posady Cannonballa... Ale najważniejsze było to, że zaraz potem Jay przystał już na jego propozycję.
- Coś wymyślę - zapewnił chłopaka na wszelki wypadek, choć wcale nie wyglądało na to, aby szczerze martwił się on uzyskiwaniem zgody od dyrektorki. Pod tym względem Sam się z nim zgadzał. Wątpił, aby parę dni poza szkołą miało stanowić jakiś problem, a gdyby nawet... To mężczyzna posiadał kilka całkiem niezłych asów w rękawie. Nie chciał ich używać, jeżeli nie będzie do tego absolutnie zmuszony, ale mimo wszystko potrafił walczyć o swoje.
Reakcja Jay'a utwierdzała blondyna w przekonaniu, że naprawdę dobrze zrobił wychodząc z tą ofertą. Ten entuzjazm mówił sam za siebie... I był wręcz zaraźliwy. To przez niego uśmiech nie schodził z ust mężczyzny, a wszelkie wątpliwości i zmartwienia póki co odsunęły się na bok. Potem będzie jeszcze czas, żeby się przejmować.
- Na miejscu powinno ci się spodobać. Jest ciepło, zwykle słonecznie, w pobliżu mamy spore tereny zielone z żyjącymi dziko zwierzętami... Oczywiście będziesz musiał zachować dla siebie co, gdzie i jak, ale to chyba nic wielkiego - Sam był nawet skłonny zabrać Jay'a poza barierę chroniącą bazę, jak długo nie zapuszczaliby się zbyt daleko od niej. Musieliby zachować ostrożność, ale w okolicy kręciły się na ogół jedynie dinozaury, a z nimi raczej nie mieliby problemów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 106
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Nie Paź 01, 2017 5:29 pm

Gdzieś w podświadomości Jay również sam zaczynał się zastanawiać nad zachowaniem Josha. A wszystko przez to jak Sam nawiązał do bycia w klatce. Sam by chyba nie wpadł na ten pomysł. Teraz jednak sprawa nieco mu się rozjaśniła. Mimo wszystko na pewno nie będzie dopytywał Elixira o to, czy mówił o klatce w tym sensie co mu brat wytłumaczył. To by było głupie, a jeszcze by się ośmieszył. Zapewne szybko zapomni o tym temacie. Tylko odnosił wrażenie, że Samuel raczej szybko o tym nie zapomni. Wydawał mu się nieco podejrzliwy. Jak zawsze troskliwy i nieco nadopiekuńczy. Cały Cannonball. Równie dobrze rudzielec wiedział, że gdyby coś się zaczęło dziać to napisałby do niego o tym. W końcu blondyn pewnie by się ucieszył, gdyby Jay wreszcie sobie kogoś znalazł. Co prawda trochę to pewnie potrwa. Zwłaszcza, że miał teraz się wybrać na wycieczkę do brata, więc będzie z dala od rówieśników. Jakoś wątpił, by w pracy u Sama były tak młode osoby jak on.
- W to nie wątpię - odpowiedział na jego zapewnienia z uśmiechem. Wiedział, że mężczyzna coś wymyśli. W ostateczności zawsze mógł użyć argumentu martwienia się o jego zdrowie psychiczne czy coś. Wszyscy dorośli w Instytucie wiedzieli jakie problemy miał Icarus. Nadal czasem je miewał choć już bardzo rzadko. A takie zabranie go z dala od Instytutu i walk mogłoby dobrze na niego wpłynąć. Taki mały urlop kilkudniowy. Powinno się udać.
Słuchał opisu okolic miejsca pracy Samuela i szczerze, brzmiało to niezwykle ciekawie. Ciepło, zielono, dzikie zwierzęta. Czyżby w okolicy był jakiś las? Albo dżungla. Jakiś egzotyczny kraj być może skoro zazwyczaj mają słonecznie. Rudzielec bardzo chętnie by zwiedził taką okolicę. Uwielbiał przyrodę. Była lepsza od cementowej dżungli miejskiej choć i tam nie brakowało drzew czy trawy.
- Brzmi bardzo interesująco. Z zachowaniem tajemnicy nie będzie problemu, ale to wiesz. I tym bardziej chcę się z toba wybrać skoro chyba mamy się pojawić w jakiejś tajnej bazie. - wiadomo, że to co niedostępne było dla większości, zawsze kusiło bardziej od zwykłego miejsca. Bardzo by się ucieszył mogąc być częścią tajemnicy Cannonballa.
Kiedy tak sobie wesoło rozmawiali, Jay usłyszał dźwięk smsa na swoim telefonie. Wyciągnął go z kieszeni i zerknął na ekran. Wiadomość od Josha. Już się stęsknił? Chłopak uśmiechnął się lekko pod nosem i kliknął guzik, by odczytać informację. Ta jednak sprawiła, że zmarszczył brwi, a uśmiech szybko zniknął z jego twarzy. Problemy z jakimś młodym mutantem? Wypadało chyba wybrać się tam i pomóc im. Tylko gdzie była cała ta Valhalla?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 73
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pon Paź 02, 2017 7:02 pm

Sam przechodził właśnie przez pewien dylemat. Z jednej strony entuzjazm i zainteresowanie brata sprawiały, że miał ochotę opowiedzieć mu coś więcej, nawet jeżeli bez zbyt dokładnych szczegółów. Z drugiej... Naprawdę nie powinien tego robić tu i teraz, a już na pewno nie bez zgody Bobby'ego. Doskonale wiedział jak różnorodne moce potrafili mieć mutanci, więc podsłuchanie przez kogoś ich rozmowy - umyślne albo przypadkowe - nie wydawało mu się wcale ani niemożliwe, ani aż tak nieprawdopodobne.
Mimo to mężczyzna powoli kiwnął głową na potwierdzenie przypuszczeń Jay'a. To była chyba wystarczająco mało konkretna informacja... A nie chciał ignorować wypowiedzi brata, ani tym bardziej jej zaprzeczać, kiedy chłopak miał przecież rację. Na szczęście tajne bazy posiadała już teraz praktycznie co druga organizacja i nie było to nawet nic dziwnego. Kiedy świat stał się taki dziwny?
- Na miejscu wszystko ci wyjaśnię, przynajmniej na tyle, na ile to będzie możliwe. I... Naprawdę mam na myśli wszystko, wliczając w to moją pracę - obiecał, lecz jeszcze w trakcie jego wypowiedzi rozległ się obcy dzwonek komórki i blondyn zerknął pytająco na brata. Ten nie tracił czasu i szybko wyjął swój telefon, Sam zaś przez ten czas uprzejmie milczał, pozwalając mu sprawdzić co i jak.
Spokojnie i cierpliwie mężczyzna obserwował to, jak na twarzy Jay'a pojawił się delikatny uśmiech, który jednak zaraz potem zniknął i zastąpiony został zmarszczonym czołem. Na ten wyraz twarzy blondyn uniósł brew. Nie był jeszcze poważnie zaalarmowany, bo i reakcja brata nie należała do gwałtownych, ale bezsprzecznie zainteresował się tym, co mogło się wydarzyć. Odczekał kilka kolejnych sekund w ciszy i bezruchu, lecz kiedy tylko stało się dla niego jasne, że Jay nie zamierzał odezwać się jako pierwszy, Sam zdecydował się wreszcie zrobić to za niego.
- Jakieś problemy? - to mówiąc, mężczyzna nie brzmiał tak naprawdę na przesadnie zmartwionego, ale jakaś drobna  nutka niepokoju musiała pojawić się w jego głosie. Uśmiech opuścił także i jego własną twarz, ale ta uniesiona przed chwilą brew znów opadła, nadając jego obliczu neutralny wygląd. Tylko spojrzenie pozostawało czujne, gdy tak w dalszym ciągu przyglądał się bratu.
Mimo wszystko jednak Sam nie spodziewał się niczego bardzo poważnego. Jay nie panikował - choć tak czy siak nie byłoby to w jego stylu - i nie podniósł się nawet z miejsca, nie informował go też o tym, że musiał już iść, ani nic podobnego... Więc raczej nie został oficjalnie wezwany na żadną misję. Gdyby zaś stało się coś wielkiego, blondyn prawdopodobnie również by o tym usłyszał... Ze swoich własnych źródeł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 106
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Czw Paź 05, 2017 12:23 pm

- Jasne. Obiecuję nie pisnąć nikomu ani słówka. Tylko telepata będzie mógł ze mne wyciągnąć to co mi powiesz, nikt więcej. Chciałbym wiedziej jak najwięcej. - pokiwał entuzjastycznie głową w chwili kiedy wyjmował telefon z kieszeni. Z sekretami zawsze można było mu zaufać. Rozumiał, że praca jego brata nie jest byle czym i dlatego tak o niej milczy. Potrafił dochować tajemnicy i na pewno nikomu nie rozgada o jego miejscu pracy jak i samym zajęciu.
Wiadomość, którą otrzymał była raczej zła. Jednak Jay nie należał do osób reagujących gwałtownie czy okazujących zbyt mocno swoje emocje. W głębi zaczął się martwić i już myśleć nad tym jak pomóc Joshowi z jego problemem. Zawsze większość emocji i zmartwień zatrzymywał w sobie, nigdy się nikomu nie zwierzał. Dlatego i teraz tak mało było po nim widać. Będzie musiał się tam wybrać, bo przecież nie zostawi blondyna w tak ciężkiej sytuacji.
Z zamyślenia wyrwało go pytanie Samuela. Rudzielec uniósł wzrok, odrywając go od telefonu i skinął lekko głową. Nie będzie przecież okłamywał brata. Zwłaszcza, że z nim teraz siedział i rozmawiał. Nie zostawi go też raczej samego w pokoju, wymyślając jakąś wymówkę, dla której musiałby wyjść na nie wiadomo jak długo. Nie chciał kręcić. Poza tym blondyn miał spore doświadczenie w spotkaniach z różnego rodzaju mutantami, w końcu bardzo wcześnie zaczął walczyć i w ogóle należeć do drużyn. Może będzie miał jakiś pomysł.
- Dosłownie chwilę temu Josh jeździł konno ze mną u boku, a w tej chwili chyba siedzi po uszy w bagnie. Napisał mi tylko, że potrzebuje pomocy z jakimś dzieckiem mutantem. W Valhalli niedaleko Nowego Jorku. Chyba... Chyba powinniśmy mu pomóc. Co ty na to? Wspólna misja? - nie chciał namawiać Cannonballa do wybranie się z nim na misję i kto wie czy nie walkę, ale wsparcie brata na pewno by mu się przydało. No i w ten sposób pobędzie jeszcze trochę dłużej na miejscu. Miał nadzieję, że Sam zgodzi się wybrać z nim na pomoc Elixirowi.
- Sprawdzisz, gdzie jest ta Valhalla? - Chłopak podniósł się z łóżka i podał bratu telefon żeby mógł zerknąć na tego krótkiego smsa. Sam skierował się do szafy z zamiarem wyciągnięcia swojego stroju New Mutants. Skoro już wiedział, że prawdopodobnie szykuje się walka to lepiej od razu ubrać się w odpowiednie ciuchy. Przechylił lekko głowę, widząc w szafie jakieś czarne ubranie i wyciągnął je razem z wieszakiem.
- Ale niespodzianka - stwierdził, podchodząc z powrotem do swojego łóżka i rozkładając na nim strój. - Chyba nasza nowa drużyna ma już gotowe uniformy. Widziałeś? - spojrzał na moment w stronę Samuela, ale zaraz wrócił spojrzeniem do czarnego ubrania, podnosząc bluzkę od niego. Właściwie to krojem przypominało jego stary strój, tylko inne kolory dostali. Czarny wydawał mu się trochę ponurym kolorem, ale nie będzie narzekał. Ktoś się postarał o ich nowy wizerunek, a darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 73
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pią Paź 06, 2017 2:31 pm

Sam spodziewał się potwierdzającej odpowiedzi, dlatego nie zareagował od razu na to kiwnięcie głową, pozwalając bratu najpierw na spokojnie zebrać myśli. Cierpliwie mu się przyglądał, czekając na więcej informacji, w tym czasie zaś usiadł prosto, po czym oparł przedramiona na udach. Cała jego postawa wskazywała na to, że poświęcał Jay'owi swoją pełną uwagę.
Kiedy zaś w końcu usłyszał dokładniejsze - choć i tak ubogie w szczegóły - wyjaśnienia, blondyn w duchu odetchnął z ulgą. Czyli jednak miał rację sądząc, że nie chodziło o nic bardzo poważnego. Młodzi mutanci często potrzebowali pomocy, a jak długo w sprawę nie były zamieszane Sentinele albo inni samozwańczy obrońcy ludzkości... Nie było źle. Byle ograniczyć rozgłos, ale tym mogli się po fakcie zająć na przykład telepaci.
- Czemu nie? W końcu zobaczę jak sobie radzisz w terenie - zgodził się więc na propozycję brata, a kiedy ten podał mu telefon, Sam przyjął go już bez słowa. Przesunął wzrokiem po treści wiadomości, ale tak naprawdę pokrywała się z tym, co Jay i tak dopiero co mu powiedział... W związku z czym szybko skupił się na szukaniu na mapie miejscowości, w której powinni się stawić.
W tym czasie słyszał i częściowo widział to, że chłopak się przemieszczał, ale świadomie nie zwracał na to uwagi, koncentrując się na swoim własnym zajęciu. Odległość z Instytutu od Valhalli była niewielka, doleciałby tam w moment... Pewnie powinien po prostu wziąć Jay'a ze sobą, żeby mogli rozwinąć większą prędkość.
Dopiero kolejne słowa brata oderwały wzrok mężczyzny od ekranu komórki i sprawiły, że podniósł głowę. Pojawienie się kostiumu samo w sobie go nie zdziwiło, bo przecież każda drużyna potrzebowała własnych strojów, ale krój i kolorystykę tak czy siak chciał zobaczyć... W większości ciemny, prosty, nie powinien w niczym przeszkadzać - tyle rzuciło mu się w oczy na początek.
- Przebieraj się, to zaraz ocenimy czy ci do twarzy - przykazał, choć domyślał się, że Jay musiał wiedzieć, że powinien się spieszyć. Wolał ująć to w ten sposób, niż niepotrzebnie przypominać, że ktoś na nich czekał... A przynajmniej na jednego z nich, bo w końcu jego obecność na miejscu będzie niespodzianką.
Sam był tak naprawdę gotowy do drogi, co oznaczało, że miał jeszcze chwilę, aby zająć się czymkolwiek innym... I doskonale wiedział co powinien zrobić. Jego uwaga znów skupiła się na telefonie, na którym wypisał znany mu na pamięć numer Bobby'ego... Ale w tym momencie zawahał się przy samej treści wiadomości. Nie zamierzał go zbytnio niepokoić, skoro akcja nie zapowiadała się na trudną, ale powinien dać mu znać, że brał w czymś udział. Ostatecznie wystukał proste powiadomienie, wybrał "wyślij" i na koniec odłożył komórkę na biurko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 106
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pon Paź 09, 2017 11:30 am

- W Houston raczej się nie popisałem. Mało byłem przydatny. To pewnie kwestia tego, z kim się walczy. - odpowiedział w czasie kiedy przeglądał szafę. W przeciwieństwie do niektórych, Jay nie miał problemu z przyznawaniem się do tego, że jego obecność gdzieś była mało przydatna. Zdawał sobie sprawę z faktu, że jego moce nie były niczym nadzwyczajnym. Nadawał się tylko do walki ze zwykłymi przeciwnikami, którzy nie miotali ogniem, prądem czy nie mieli telekinezy.
Skrzydła bardziej przydawały mu się do robienia uników, mógł dosyć szybko się poruszać dzięki nim. Jego głos również nie na każdego zadziała, zwłaszcza gdy wróg ciągle atakuje i ignoruje słowa. Jednak nigdy mimo to nie odmawiał pomocy. A przy walce z dzieckiem może się przydać choć walczyć dosłownie raczej nie będzie. Tu zdecydowanie mógł spróbować młodego mutanta uspokoić swoim głosem.
Kiedy pokazał Samuelowi swój nowy strój, nie usłyszał oceny ubioru tylko rozkaz ubrania się w niego. Skinął więc głową i skierował się do łazienki, by się przebrać. Właściwie to sam był ciekaw jak będzie w nim wyglądał. Normalnie nie nosił raczej czarnych ubrań. Chyba nie miał niczego w tym kolorze. Może ewentualnie bokserki, ale to tyle. Przebranie zajęło mu dłuższą chwilę. Dłuższą niż by to zajęło osobie bez skrzydeł. Te zawsze nieco spowalniały proces przebierania koszulki choć miał je specjalnie wycięte mocniej, by było mu łatwiej. Strój również był do tego dopasowany. Zerknął krótko w lustro, po czym zgarnął ciuchy i wrócił do pokoju, rzucając ubrania na oparcie łóżka.
- I jak? - zapytał, obracając się dookoła własnej osi, by pokazać się z każdej strony. Następnie oparł dłoń na karku i zerknął w dół na swój nowy strój - Nie przepadam za czarnym, mam wrażenie, że mi nie pasuje. - odezwał się całkiem szczerze. Nie miał jednak zamiaru narzekać na ten kolor ani nikomu marudzić o zmianę. To tylko do walki. Czarny nie będzie się wyróżniał niczym zbytnio. No chyba, że przyjdzie im walczyć na śniegu. Wtedy będą idealnym celem. Póki co jednak nie musieli się o to martwić.
- No to ruszajmy, nie każmy Joshowi czekać na nas. On pewnie sobie zdaje sprawę, że jestem z tobą i też możesz się pojawić. - kolejne słowa wypowiedział dopiero po tym jak usłyszał opinię brata na temat nowego stroju i tego jak w nim wygląda. Oboje i tak wiedzieli, że powinni się spieszyć. Mutant nie panujący nad swoją mocą mógł przysporzyć naprawdę sporo problemów, a lepiej żeby ludzie nie mieli kolejnego argumentu do nienawidzenia ich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 75
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pon Paź 09, 2017 5:36 pm

Na telefon Icarusa przyszła krótka wiadomość zwrotna od Berto: "Uważajcie na siebie. XOXO"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 73
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Wto Paź 10, 2017 11:09 pm

Prawdę mówiąc Sam nawet nie zwrócił uwagi na to, że przebieranie się zajęło bratu nieco dłużej niż komuś, kto nie miałby skrzydeł. Po części wynikało to z tego, że jego myśli skupiały się najpierw na wysyłanej wiadomości, a następnie na akcji, na którą mieli się wspólnie wybrać... Ale poza tym przecież rozumiał, że przymierzanie nowych strojów za każdym razem wymagało dokładnego obejrzenia swojego odbicia. Co prawda nieco zdziwiło go to, że Jay poszedł się przebrać do łazienki, ale nie zamierzał o tym wspominać. Skoro wolał to zrobić prywatnie - albo po prostu od razu mieć pod ręką lustro - to była to tylko i wyłącznie jego sprawa.
Odgłos kroków, a po nim ponowne pojawienie się chłopaka w pokoju od razu przykuły uwagę oraz spojrzenie blondyna, który w końcu mógł przesunąć wzrokiem po sylwetce brata, szczególnie uważnie w chwili, gdy ten się obracał. W jego głowie znów pojawiło się określenie, które wpadło do niej wcześniej... Praktyczny. Bez wielu udziwnień, które w trakcie walki albo szybkiego przemieszczania się mogłyby o coś zahaczyć... Nie licząc może pasa, ale Sam podejrzewał, że mogły się w nim znajdować płytkie kieszonki - często spotykał się z takim zabiegiem w modzie dla bohaterów.
Mimo to... Jay miał rację. Czarny to nie był jego kolor i to nie z powodów wizualnych, bo nimi Cannonball zbytnio się nie przejmował. Stały dla niego na dalszym planie. Czarny w takiej ilości wydawał mu się jednak za bardzo przygnębiający i poważny, nawet jeżeli X-Men dość często uciekali się do niego w swoich kostiumach... I właśnie dlatego Sam nie chciał, żeby brat nosił go na co dzień.
- Szukanie ci dziewczyny będzie chyba jeszcze łatwiejsze, niż podejrzewałem - ocenił wreszcie i wbrew pozorom powiedział to najzupełniej szczerze. Nie potrafiłby skłamać, a już na pewno nie członkowi rodziny i nie prosto w oczy. Nawet w czerni Jay prezentował się niezwykle korzystnie i nie sposób byłoby temu zaprzeczyć. Jako starszy brat Sam nie mógł więc przepuścić takiej okazji, aby go trochę podrażnić.
Zaraz potem jednak mężczyzna podniósł się w końcu z łóżka i kiwnął głową. Mógł wyruszać w każdej chwili, a jeżeli mieli się spieszyć, to osobiście był za skorzystaniem z okna... Dlatego to właśnie do niego teraz podszedł i otworzył je szeroko. Z tego wszystkiego pozostawała chyba tylko jeszcze jedna ważna rzecz do ustalenia.
- Przytrzymaj się mnie, to szybciej dolecimy na miejsce - bardziej poinstruował, niż zasugerował, ale wątpił, aby Jay miał z tym jakieś problemy. Nim skończył mówić, leżący na biurku telefon rozświetlił się i dał sygnał dźwiękowy, przez co Sam prędko na niego zerknął, a następnie przeniósł wzrok na brata. W końcu to jego komórka, nawet jeśli blondyn podejrzewał, że wiadomość przyszła dla niego od Bobby'ego. W trakcie oczekiwania mężczyzna oparł się na moment o krawędź parapetu, nie spuszczając Jay'a z oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 106
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pią Paź 13, 2017 4:49 pm

Jay parsknął lekkim śmiechem na to stwierdzenie. Ciekawa ocena ubrania. Czyżby chodziło o to, że tak dobrze wyglądał w nowym stroju? Tylko, że wygląd to nie wszystko. Wiadomo, był ważny przy pierwszym spotkaniu. Chłopak wiedział, że uważano go za przystojnego. Więc owszem, w pierwszej chwili faktycznie można pomyśleć, że bez trudu powinien sobie znaleźć dziewczynę. Lub, że ktoś bez trudu znajdzie mu dziewczynę. Tylko, że charakter był ważniejszy, a tu już różnie bywało. Nie każdemu mogło się spodobać jego zachowanie. Na szczęście on sam o takich rzeczach nie myślał.
- To strój na misje, a nie na randki. Nikogo nie będę w nim podrywał. - odpowiedział lekkim tonem, uśmiechając się przy tym delikatnie. Mimo wszystko jednak miło było usłyszeć komplement. Teraz jednak już nie mieli czasu na rozmawianie o takich rzeczach. Trzeba było jak najszybciej się zbierać i lecieć na pomoc Joshowi do całej tej Valhalli. Która nadal kojarzyła mu się tylko z mitologią skandynawską. Zerknął za bratem, który poszedł w stronę okna. Szybko zrozumiał o co chodzi. Wyjście przez okno dla nich obu nie było żadnym problemem, a było dużo szybsze od bawienia się w schodzenie do wyjścia.
Zdążył jedynie zrobić krok w stronę Samuela kiedy odezwał się jego telefon, który wcześnie był w rękach blondyna. Jay spojrzał na biurko i podszedł szybko do niego. Wystarczył jeden rzut okiem, by zobaczył, że sms przyszedł od Roberto. Od razu się domyślił, że Sam musiał do niego posłać informację z tym co będa robić. Dotknął ekranu, by wyświetlić wiadomość i uśmiechnął się lekko, zaraz wyłączając telefon i zostawiając go na meblu. Nie będzie mu potrzebny podczas misji.
- Berto mówi żebyśmy uważali na siebie. I przesyła ci buziaki. - ostatni zdanie dodał z uśmiechem i wyraźnie rozbawionym tonem, zaraz obejmując brata za szyję. Chyba uwieszenie mu się na plecach było najlepszym rozwiązaniem skoro mężczyzna oferował, że ich obu przetransportuje na miejsce akcji. Zapewne latał szybciej od niego choć on sam dzięki skrzydłom był dosyć szybki.
Opuszczenie pokoju i ruszenie w stronę Valhalli było ostatnią rzeczą do zrobienia teraz. Miał nadzieję, że wszystko dobrze się skończy i nikomu nic poważnego się nie stanie.

z/t x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pon Lis 06, 2017 6:28 pm

Po powrocie do Instytutu Josh czuł się prawie zadowolony z tego, że pałeczkę przejął ktoś inny. Oczywiście domyślał się, że prędzej czy później zostaną wzięci na poważną rozmowę i oberwą za samowolkę, ale nawet się tym nie przejmował. Nie takie dyskusje już odbywał i nie takie kary dostawał... Bo co mogli mu tak naprawdę zrobić? Dać mu szlaban, gdy i tak od dawna nie opuszczał terenu szkoły przez swoją skórę? Dołożyć więcej godzin treningów, co będzie mu na rękę? Dobre żarty.
Poza tym... Osobiście Elixir uważał, że nie poszło im tak źle. Zgoda, mutantka się wysadziła, więc nie udało im się jej pomóc, ale szczerze? Nie sądził, aby większość X-Men była w stanie dotrzeć do niej na czas... Może tylko telepaci, a ich nie posiadali teraz wielu. Ważne jednak, że żadnemu cywilowi nie stała się krzywda, a policjanci przeżyli. Zniszczenia dało się naprawić. Bez ich udziału najprawdopodobniej wszystko to skończyłoby się dużo gorzej i nastolatek gotów był w razie czego bronić swojego punktu widzenia.
Resztę dnia zdecydował się spędzić w swoim pokoju. Na chwilę nawet się zdrzemnął, co pomogło mu szybciej zregenerować siły, oprócz tego zaś trochę poszperał w sieci, skoczył pod prysznic i przede wszystkim zignorował czekające na niego podręczniki. Czas mijał, a chłopak nie mógł sobie tak naprawdę znaleźć miejsca... Aż do głowy przyszedł mu pewien pomysł. Jedno zerknięcie za okno potwierdziło jego przypuszczenia i upewniło go, że mógł jeszcze zrealizować ten plan.
Na początek uzdrowiciel zgarnął z dna szafy pusty plecak, przy okazji zauważając zawieszony w niej kostium. Ten widok na moment wybił go z rytmu i Josh przebiegł palcami po materiale, szybko dochodząc do wniosku, że jego strój wyglądał praktycznie tak samo jak Jay'a. W jego głowie pojawił się nagły impuls, aby już teraz się przebrać i dokładnie obejrzeć, ale chłopak prędko przywołał się do porządku. Miał coś do zrobienia. Nie mógł się tak łatwo rozpraszać.
Upewniwszy się jeszcze, że telefon komórkowy oraz łuska spoczywały w kieszeniach jego spodni, nastolatek zakomunikował swojemu współlokatorowi, że wybywał, po czym wprowadził wspomniane wybywanie w życie i opuścił pokój. Pierwszy postój wypadał w kuchni, do której blondyn musiał zejść piętro niżej. W niej zaopatrzył się w trochę przekąsek i napojów, w większości z gatunku tych zdrowszych, a wszystko to schował w plecaku, który następnie zarzucił sobie na jedno ramię... I w końcu udał się z powrotem na górę, prosto do sypialni pewnego rudzielca.
Choć Josh zapukał do drzwi, to nawet nie zaczekał na odpowiedź, tylko od razu wkroczył do środka. Jego spojrzenie prędko przeskanowało pomieszczenie i zatrzymało się na Jay'u - siedzącym na łóżku po turecku, z gitarą w ramionach... Umięśnionych i silnych ramionach... W których parę godzin temu sam się znajdował, gdy drogą powietrzną wracali do szkoły. Mmm... Tak czy siak, mógł się spodziewać, że zastanie aniołka w takiej sytuacji. Na twarzy uzdrowiciela natychmiast wykwitł przepiękny, czarujący uśmiech, który wyraźnie zwiastował, że czegoś chciał... I że to coś niekoniecznie było grzeczne i niewinne.
- Cześć. Widzę, że odpocząłeś. I jesteś bez brata. Bardzo dobrze, zbieraj się, wychodzimy na spacer póki nie mamy szlabanu - poinstruował, od razu przechodząc do rzeczy. Uśmiech nie schodził z jego ust, ton głosu miał zaś równie przymilny, choć równocześnie bardzo pewny siebie. Nie spodziewał się protestu, a przynajmniej nie takiego poważnego. Wiedział, że Jay na ogół był niezwykle zgodny i potulny, więc oczekiwał, że chłopak po prostu za nim podąży, może tylko z minimalnymi wątpliwościami albo jakimiś pytaniami. Och, zostawała jeszcze tylko jedna sprawa...
- I weź ze sobą gitarę, resztę mam - dodał i wymownie poprawił szelkę plecaka, żeby w ten sposób pokazać, że to właśnie w nim znajdował się jakiś potrzebny im ekwipunek. W głębi ducha nastolatek zastanawiał się czy rudzielec w ogóle ogarnie o co mu chodziło... Do czego się odnosił. Miał obiecaną randkę nad jeziorem i piosenki. Po prostu bardzo szybko przystąpił do realizowania tego pomysłu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 106
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Wto Lis 07, 2017 1:40 pm

Jay odstawił Josha prosto pod drzwi jego pokoju. No, właściwie to pod okno. W następnej kolejności musiał milion razy zapewnić brata, że nic mu nie jest i dobrze się czuje i, że czeka na jakieś wiadomości odnośnie obiecanej wycieczki, by poznać jego miejsce pracy. Dopiero wtedy sam drzwiami wejściowymi wszedł do budynku i skierował się do swojego pokoju, starając się unikać patrzenia na kogokolwiek i mając nadzieję, że nikt go nie zatrzyma. Po dotarciu do pokoju od razu zdjął z siebie strój, odwieszając go do szafy i poszedł wziąć prysznic. Nie żeby czuł się jakoś specjalnie brudny choć pewnie trochę był. Po prostu potrzebował chwili relaksu i uspokojenia pod gorącą wodą.
Po prysznicu ubrał się w swoje zwykłe ciuchy i położył się na łóżku. Nawet nie zauważył kiedy mu się zasnęło. Musiał być nieźle zmęczony, pomimo tego, że zbyt długo nie był w Valhalli. To pewnie wynik tej fali uderzeniowej. I tego, że jego regeneracja miała sporo do naprawienia, szczególnie w przypadku lewego skrzydła. Potrzebował teraz trochę snu, by zregenerować siły.
Kiedy się obudził, spojrzał na zegarek. Przespał dobre trzy godziny. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił było skierowanie się do kuchni i zjedzenie porządnego posiłku, bo był głodny jak lew. Przez cały ten czas się zastanawiał, co tak właściwie działo się teraz w Valhalli. I czy czeka ich poważna rozmowa z dyrektorką na temat ich samowolki. Pewnie bez kary również się nie obędzie choć właściwie to nie ich wina, że to dziecko się wysadziło i zniszczyło wszystko dookoła. Najważniejsze, że nikt nie zginął. Udało się wszystkich uratować.
Z kubkiem gorącej herbaty ruszył z powrotem do pokoju i tradycyjnie zajął się swoim hobby. Naczynie wylądowało na szafce przy łóżku, a sam Jay sięgnął po gitarę, rozsiadając się wygodnie na kołdrze. Najpierw nastroić gitarę, a potem poćwiczyć parę piosenek. To go zawsze pochłaniało. Czas mu szybko wtedy leciał.
Sam nie wiedział ile czasu minęło kiedy nagle usłyszał pukanie do drzwi swojego pokoju. Zdążył jedynie podnieść głowę i otworzyć usta, gdy te same się otworzyły, a do jego pokoju zajrzał Elixir. Jakoś nie czuł się specjalnie tym zaskoczony. Uśmiech na jego twarzy wyraźnie sugerował, że znowu czegoś od niego chciał.
- Cześć. Wiesz, wypada poczekać aż się usłyszy odpowiedź na pukanie, a nie tak od razu otwierasz drzwi. - upomniał go w pierwszej kolejności choć nie sądził, by blondyn wziął to sobie do serca i pewnie następnym razem, o ile będzie następny raz, zrobi dokładnie tak samo.
- Jaki spacer? - zapytał wreszcie, odstawiając gitarę na podłogę i opierając ją o łóżko. Wyprostował nogi, opierając stopy na dywanie i zerknął na plecak, którym Josh lekko potrząsnął. Co ten chłopak znowu kombinował? Na pewno z jednym miał rację. Szanse na szlaban były całkiem spore i powinni wykorzystać pozostały im czas wolności. Rudzielec i tak nie miał nic konkretnego do roboty, więc nie widział żadnych przeciwwskazań do tego żeby wyjść na dwór z Elixirem.
- Chodzi ci o ten koncert? - zapytał, podnosząc się z łóżka i sięgając po gitarę. Skoro Josh oczekiwał, że pójdzie z nim, biorąc ze sobą gitarę, to tylko to mu przychodziło do głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 178
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Wto Lis 07, 2017 3:10 pm

Wcale nie wyglądało na to, aby Joshowi zrobiło się przez to upomnienie głupio. Prawdę mówiąc był już z grubsza przyzwyczajony do tego rodzaju uwag i na ogół puszczał je mimo uszu... Gdyby przejmował się za każdym razem, kiedy ktoś wytykał mu kiepskie wychowanie, to chyba ze wstydu musiałby całkiem przestać wychodzić z pokoju, więc tym lepiej dla niego, że nie odczuwał ani grama skrępowania. Zresztą... U niego w domu nawet się nie pukało, nie mówiąc już o czekaniu na odpowiedź. Aniołek powinien się cieszyć, że przynajmniej na to blondyn się szarpnął.
Podczas gdy rudzielec zadawał swoje pytania, Elixir podszedł do jego biurka i oparł się o nie tyłem, zerkając na nie jednak przez ramię i przesuwając wzrokiem po przedmiotach znajdujących się na jego blacie. Choć jedną dłoń pozostawił na szelce plecaka, to drugą na moment lekko oparł na powierzchni mebla... Nim jego spojrzenie padło na kubek, do którego od razu z zainteresowaniem zajrzał. Och, herbatka. Bez namysłu uzdrowiciel sięgnął po naczynie, a następnie - pomrukując cicho z zadowoleniem - upił z niego kilka łyków, po czym odstawił je na poprzednie miejsce.
- Mhm, prywatny koncert. Zorganizowałem przekąski, mam pomysł na miejsce, więc brakuje mi jeszcze tylko gwiazdy wieczoru - potwierdził, wciąż błądząc wzrokiem po biurku, lecz ignorując ustawione na nim zdjęcie. Domyślał się kto znajdował się na tej fotografii, choć oczywiście nie mógł mieć pewności... Tak czy siak wystarczyło mu to jednak, aby uznać, że przyglądanie się jej byłoby co najmniej dziwne.
W dodatku Joshowi mimo wszystko trochę się spieszyło. Powoli zbliżała się ósma, a on chciał dotrzeć na miejsce przed zachodem słońca, do którego mieli teraz może jakieś pół godziny albo trochę dłużej. W końcu Jay był romantykiem i artystą, więc taka sceneria powinna go wprawić w odpowiedni nastrój... Byle tylko nie w melancholijny, ale Josh był skłonny podjąć to ryzyko. W końcu do odważnych świat należy, carpe diem i tak dalej. Pomimo upływu czasu nastolatek nie chciał jednak za bardzo popędzać swojego rówieśnika, żeby nie przesadzić i go nie zirytować... Bo chyba nawet aniołek posiadał jakieś granice cierpliwości.
Na szczęście jednak rudzielec wydawał się być już gotowy do wyjścia... Czyli niedawne przewidywania Elixira najwyraźniej się sprawdziły. Kilka pytań, ale zero prawdziwych protestów. Na swój sposób taka uległość nawet mu się podobała, choć zastanawiał się czy na dłuższą metę nie byłaby nudna, bo w końcu lubił też osoby z ognistym temperamentem... Nie to, żeby planował dłuższą metę. Po prostu tak sobie niewinnie rozmyślał nad różnymi kwestiami.
- To co, możemy iść? Zobaczysz, spodoba ci się ta miejscówka, a o tej porze praktycznie na pewno nikogo tam nie będzie - dodał na zachętę, choć szczerze powiedziawszy nie sądził, aby była konieczna, równocześnie energicznym ruchem odsuwając się od biurka i podchodząc do aniołka. Niczego z tego nawet nie zmyślał. Tak blisko zachodu słońca i ciszy nocnej mało kto kręcił się zwykle przy jeziorze, a jeżeli nawet, to nie z tej strony, którą Josh zamierzał okupować. To był jeden z jego niemalże prywatnych zakątków do randkowania... Albo po prostu miziania się z kimś. Czasami zastanawiał się czy nie powinien go sobie jakoś zarezerwować, ale obawiał się, że ktoś przekorny tym bardziej wszedłby mu wtedy w drogę, tak z czystej złośliwości. Ukrywanie się na widoku wydawało się o wiele bezpieczniejsze.
Tym razem blondyn postanowił być nawet tak miły, że poczekał na reakcję Jay'a, zamiast od razu skierować się do drzwi i liczyć na to, że rówieśnik za nim podąży. Proszę, potrafił się nie rządzić. Naprawdę. Po prostu ostatnio zaczął przyzwyczajać się do tego, że inni go słuchają i... Tak to już dalej poszło. Może powinien zagadnąć o to aniołka? Nie dziś, wiadomo, przecież nie chciał rozmawiać o drużynie w trakcie randki, ale na przykład jutro, pojutrze, w wolnej chwili. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że rudzielec nie lubił Juliana, więc czemu by nie zdobyć jego poparcia? Żeby tylko nie uznał, że mizianie wiązało się z agitacją wyborczą...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 106
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Sro Lis 08, 2017 2:21 pm

Jay zerknął krótko w okno, by ocenić pogodę jaka panowała na zewnątrz o tej porze dnia. Stwierdził, że jest jeszcze wystarczająco ciepło i nie potrzebował brać ze sobą bluzy. Największy plus lata. Nawet wieczory były ciepłe. Ba, czasem i noce przez co ciężko się spało, a on i tak kiepsko sypiał.
Wrócił spojrzeniem do Josha akurat by zauważyć jak ten częstuje się jego herbatą bez pytania. W pierwszej chwili chciał go upomnieć, że tak się nie robi i wypada chociaż zapytać czy może się napić. Westchnął jednak tylko w duchu. Ten chłopak był niereformowalny i pewnie by nawet nie zwrócił uwagi na jego upomnienia. Jak do ściany. Musiał się pogodzić z takim zachowaniem Elixira i tyle. Poza tym nie spędzali ze sobą aż tyle czasu, by miało to mu jakoś specjalnie przeszkadzać.
- Kiedyś byłem gwiazdą, już nią nie jestem. - odparł, zarzucając gitarę na plecy. Jak zwykle był skromny. Oczywiście, marzyło mu się pononwnie być gwiazda muzyki. Chciałby wrócić na scenę. Najlepiej ze swoim starym zespołem. Wiedział jednak, że póki co było to niemożliwe. Może kiedyś. Póki co mógł jedynie ćwiczyć dalej i rozwijać swój talent w zakątku własnego pokoju.
- Akurat towarzystwo mi nie przeszkadza, więc o to nie musisz się martwić, gdyby ktoś tam jednak był. - zrobił krok w stronę biurka, podnosząc kubek i zaglądając do niego. Niewiele herbaty w nim zostało dzięki blondynowi. - Wisisz mi herbatę. - stwierdził, odstawiając kubek na mebel i idąc w stronę drzw. Wyszedł na korytarz, czekając aż Josh również opuści jego pokój, po czym zamknął drzwi i skierował się schodami w dół i na zewnątrz.

z/t za obu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   

Powrót do góry Go down
 
Pokój Icarusa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu
» Pokój Zakochanych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: North Salem :: X-Mansion :: Piętro-
Skocz do: