Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój Icarusa

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Pokój Icarusa   Wto Maj 23, 2017 6:04 pm

First topic message reminder :



Pokój dwuosobowy, obecnie jednak zamieszkiwany tylko przez Jaya. Ściany w beżowym kolorze, podłoga wyłożona zielonym dywanem. Część Icarusa jest wyraźnie zadbana choć nie przesadnie. Na biurku można znaleźć komputer jak również kilka płyt z różną muzyką. Stoi na nim również zdjęcie Julii. O łóżko z błękitnym prześcieradłem i poduszką oparta jest gitara. Od czasu do czasu na krześle przewieszona jest jakaś bluza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Wto Lip 17, 2018 5:40 pm

Jego dzień nie zapowiadał się ekscytująco z rana. A raczej prawie południa, bo spał dosyć długo. Niespodziewanie przytrafiło mu się oprowadzanie nowej uczennicy po szkole. Trochę to mu zajęło, w międzyczasie dołączyła do nich Larie. Oprowadzanie było ciekawe. Przy okazji poznał kilka mocy nowej dziewczyny. Wydawała się być bardzo zainteresowana tym miejscem. Kilka godzin minęło spokojnie.
Wtedy jednak wszędzie w wiadomościach nastąpił chaos. Na krótko po tym, jak się zaczęła konferencja, o której chyba wszyscy wiedzieli. Konferencja, która miała zadecydować o losach mutantów. Co samo w sobie było już według niego głupotą. Nie miał jednak nic do powiedzenia w tej sprawie. Wszyscy z zapartym tchem śledzili akcję w telewizji, w kuchni grało radio, a część osób przeglądała też portale na internecie. Jay na początku również brał w tym udział, ciekaw tego, co się dzieje. Szkoła została i tak zamknięta. Nikt poza X-Menami nie miał prawa opuszczać jej terenu. Szczęściem Sentinele nie postanowiły się dobrać do nich. Być może dlatego, że mieli bransolety, a może dlatego, że według wiadomości roboty atakowały tylko największe miasta. North Salem było raczej małą mieścinką. Za mało ludzi tu mieszkało.
W którymś momencie nie uszedł uwadze rudzielca fakt, że nigdzie nie widział Josha. Wydawało mu się, że ze wszystkimi powinien siedzieć w pokoju przed telewizorem i komentować wiadomości. To byłoby w jego stylu. Nawet poszedł zapukać do jego pokoju, ale odpowiedziała mu cisza. Miał nadzieję, że nie strzelił mu do głowy głupi pomysł wymknięcia się z budynku. Choć to zapewne ich dyrektorka by zanotowała. Na pewno cały czas pilnowała wszystkich telepatycznie. W końcu ponosiła za nich odpowiedzialność. Pozostawało mu mieć nadzieję, że nie zrobi nic głupiego.
Chłopak dosyć szybko miał dość słuchania o tym, jak maszyny zabijają kolejnych ludzi, a bohaterowie próbują ich powstrzymać. Wrócił więc do swojego pokoju i położył się na łóżku. Od razu zaczął się zastanawiać, co też robi jego najstarszy brat. Pewnie brał udział w walce. Miał moce wręcz idealne do tego. Był praktycznie niezniszczalny dzięki swojej barierze. Jego przyjaciel też był super silny, pewnie razem gdzieś rozwalali roboty.
Oni, jako uczniowie, mogli jedynie czekać i trzymać kciuki za bohaterów, by jak najszybciej opanowali sytuację. Skrzydlaty wiedział, że niektórzy uczniowie mieli moce, które mogłyby pomóc w walce, ale byli zbyt niedoświadczeni, by podejmować ryzyko występowania przeciwko armii robotów. On sam na pewno by się nie pchał. Mógł jedynie pomodlić się za powodzenie tych dobrych i prędkie rozwiązanie problemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 278
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Wto Sie 07, 2018 4:25 pm

Po opuszczeniu pokoju Nori i zostawieniu przyjaciółki w towarzystwie Onurisa, Josh skierował się prosto w stronę przeciwnego skrzydła rezydencji, czyli do męskiego dormitorium. Po drodze nie kłopotał się biokinetycznym sprawdzaniem czy się na kogoś natknie czy nie, jak robił to poprzedniej nocy. Teraz nie miało to już większego znaczenia, a on sam w gruncie rzeczy czuł się zwyczajnie zbyt zmęczony, by w ogóle zwracać uwagę na swoje otoczenie.
Chłopak miał to szczęście, że nie został przez nikogo zaczepiony i w związku z tym już po chwili zmierzał korytarzem ku swojej sypialni... Lecz tuż po minięciu drzwi do pokoju Jay'a nagle się zatrzymał. U siebie najpewniej trafi na Davida, od razu lub za moment. I będzie się musiał gęsto tłumaczyć, bo jeżeli go zignoruje, to ten nie przestanie mu gderać. Och, już go dobrze znał i wiedział, że zbywanie go po prostu nie działało. Jay z kolei nie posiadał żadnego współlokatora i był na tyle słodki, że raczej nie powinien go o nic męczyć... Szczególnie po zobaczeniu jak bardzo był wykończony... To brzmiało jak plan.
Z tą myślą blondyn obrócił się w miejscu i cofnął się o te dwa kroki, aby znaleźć się przed drzwiami rudzielca, w które następnie bez wahania krótko zapukał, obwieszczając mu swoje przybycie. Nawet nie czekał na odpowiedź, jak to zresztą miał w zwyczaju, tylko od razu sięgnął ku klamce i otworzył dla siebie przejście. Przekraczając próg, prędko powiódł wzrokiem po pomieszczeniu, szukając znajomej sylwetki w miejscu, w którym ją wyczuwał... Bingo. W dodatku na łóżku. Och, łóżko, cudowny wynalazek... Uzdrowiciel mógłby ucałować osobę, która wpadła na to, aby je sklecić i wyłożyć poduszkami.
- Tęskniłeś? - spytał niewinnym tonem w ramach powitania, równocześnie przywołując na usta czarujący uśmiech, którym zwykł rozbrajać swoich rozmówców. Strategia była prosta. Należało zaatakować natychmiast, nie dać im szansy na obronę i w ten sposób postawić na swoim. Nastolatek miał to już opanowane do perfekcji... Przynajmniej wówczas, gdy naprawdę chciało mu się postarać. A teraz tak właśnie było, bo w końcu posiadał coś do zyskania.
Elixir ostrożnie oparł się plecami o drzwi, aby je za sobą zamknąć, a kiedy tylko to nastąpiło... Od razu skierował się już w stronę łóżka - i oczywiście Jay'a. Wyjątkowo nie planował nawet niczego niegrzecznego, bo naprawdę nie miał na to siły i chciał się po prostu wyspać, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę ze swojej reputacji... I z tego, że aniołek najprawdopodobniej tak czy siak pomyśli sobie swoje. Trudno, to akurat Joshowi nie przeszkadzało, byle tylko udało mu się załatwić sobie tutaj nocleg.
Skoro zaś o różnego rodzaju potrzebach mowa, to tak naprawdę od wczoraj niczego nie jadł... Na wyspie tak jakoś wyszło, że akurat w porze posiłku zostali zaatakowani, więc nie było ku temu okazji, a po walce od razu wrócili do Instytutu... Mimo to nastolatek nie czuł jednak głodu. W gruncie rzeczy wiedział, że w tej chwili nie potrzebował niczego spożywać. Jego ciało posiadało wszystko to, czego wymagało i musiał tylko zregenerować siły. A potem może wziąć prysznic. Nie tyle z realnej konieczności, co po prostu dla relaksu oraz poprawy własnego stanu psychicznego. Gdyby nie te plamy, pewnie spróbowałby nawet namówić rudzielca do wspólnego wskoczenia pod strumień wody... Och, właściwie tak czy siak mógłby mu to zaoferować. Szczerze wątpił w to, aby Jay miał się zgodzić, więc nie musiał się martwić konsekwencjami.
Nie pytając o pozwolenie albo chociaż o opinię aniołka, Josh najpierw przyklęknął na materacu, a następnie na niego opadł, od razu bokiem, przodem do rudzielca. Dzięki takiemu ułożeniu część nóg, a konkretniej łydek, wciąż miał w powietrzu i nie brudził butami pościeli. Zdawał sobie sprawę z tego, że zaraz będzie musiał się podnieść, żeby je zdjąć, bo tak na dłuższą metę nie będzie mu przecież wygodnie, ale... To mogło jeszcze chwilę poczekać. Zbyt przyjemnie mu się leżało, aby chciało mu się teraz zmieniać pozycję.
Póki co więc blondyn w dalszym ciągu pięknie się do Jay'a uśmiechał i spoglądał na niego tak niewinnie, jak tylko był w stanie... No, przynajmniej do czasu, gdyż w pewnym momencie podkusiło go przymknąć oczy. Miał świadomość, że tak łatwo nie zaśnie, bo posiadał nad tym kontrolę, ale po prostu przyjemniej mu się odpoczywało z opuszczonymi powiekami, a ze względu na biokinezę tak czy siak bez patrzenia wiedział o wszystkim, co aniołek robił. Dosłownie, bo wliczając w to te nieświadome procesy.
Zadowolony z wylądowania na łóżku, z wygody i tymczasowego spokoju, a także z miłego towarzystwa, Elixir aż westchnął cicho, lecz przeciągle. Domyślał się, że jakieś tłumaczenia będzie musiał wyłożyć, ale przy odrobinie szczęścia później... W końcu Jay zdecydowanie był mniej uparty od Davida, więc wciąż opłacało mu się próbować tutaj. Sam tak czy siak nie zamierzał odzywać się jako pierwszy i z własnej inicjatywy zaczynać wyjaśnianie sytuacji, przez którą dopiero co przeszedł, bo niby czemu miałby sam się wkopywać. A nuż anioł uzna jednak, że woli nie wiedzieć i po prostu zaakceptuje jego obecność?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Sro Sie 08, 2018 5:32 pm

Jay leżał na swoim łóżku z nogami ugiętymi w kolanach i stopami opartymi na kołdrze. W rękach trzymał telefon, oparty tuż powyżej kolan i wyraźnie coś robił na nim. Tym czymś była jakaś prosta gierka. Coś, co mogło odciągnąć uwagę chłopaka od otoczenia i głosów innych dzieciaków. Na całe szczęście nikt nie zawracał mu głowy. Rudzielec nie należał do osób zbyt towarzyskich i wszyscy o tym wiedzieli. Jak na początku jeszcze próbowali go gdzieś wyciągać, tak z czasem dali sobie z tym spokój.
Zapewne dlatego chłopaka zaskoczyło pukanie do drzwi, na które zaraz spojrzał. Nie zdążył jednak zareagować w żaden inny sposób, gdyż te zaraz się otworzyły i do jego pokoju zajrzał Josh. Zaginiony złoty chłopiec, którego nie widział od wczoraj. I nie tylko zajrzał, a wręcz wszedł bez pytania, zamykając drzwi za sobą. To było bardzo w jego stylu.
- Bardziej raczej się martwiłem. Nigdzie cię nie widziałem od wczoraj. Już myślałem, że wymknąłeś się znowu gdzieś. Najpewniej do miasta, ratując zranionych. - odpowiedział blondynowi, nie odrywając od niego wzroku i uważnie się przyglądając każdemu jego najmniejszemu ruchowi.
Elixir powoli się zbliżał do niego, dużo mu to nie zajęło, gdyż pokój, jak każdy inny, nie był specjalnie duży. Guthrie wyłączył grę i odłożył telefon na parapet, który miał po swojej lewej, więc patrząc na chłopaka. Patrząc jak ten opiera kolana na jego łóżku, a następnie niemal bezwładnie opada na nie tuż obok niego.
Obracając się na prawy bok, Jay podniósł górną część ciała, opierając się na łokciu i przyglądając złotemu. W pierwszej chwili chciał mu przypomnieć o ich ustaleniach. O granicach. I o tym, że nie powinien przebywać u niego w pokoju. Tym bardziej na łóżku. Szybko jednak zauważył, że młodszy mutant jest zmęczony. Padnięty, dokładniej mówiąc. Utwierdziło go w tym jego zamknięcie oczu. Zerknął w dół, upewniając się, że buty były poza łóżkiem. Na szczęście tyle Josh wiedział.
- Gdzie byłeś przez cały ten czas? - zapytał, może nie tyle z ciekawości co właśnie z troski. W końcu wcześniej już powiedział, że się martwił o niego. Jay nie oczekiwał rozprawki na ten temat. Jakichś mega długich wyjaśnień. Nie oczekiwał nawet w ogóle odpowiedzi, bo może blondyn wolał zachować dla siebie to, gdzie był. A on nie miał zamiaru się narzucać i wyciągać z niego siłą tych informacji. Nie wpychał nosa w nie swoje sprawy i nie wchodził ludziom z butami w ich prywatne życie. Nawet jeśli praktycznie od wczoraj byli parą. On już po prostu taki był. Pewnie trochę zajmie mu zmiana swojego podejścia do różnych spraw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 278
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Sro Sie 08, 2018 8:03 pm

Prawdę mówiąc w swoim obecnym stanie Josh zupełnie nie zwrócił uwagi na wspomnianą przez Jay'a kwestię ratowania zranionych. Och, to nie tak, że nie dosłyszał jego słów albo umyślnie je zignorował, po prostu wleciały mu jednym, a wyleciały drugim uchem, a on się na nich nie skupił... Zmęczenie zrobiło swoje, a senny umysł podsunął proste wytłumaczenie - że w okolicy, zapewne w Nowym Jorku, znowu coś się działo, jak zwykle, czym tu się przejmować. Prędzej czy później ktoś temu zaradzi i będzie po problemie. Jak długo zaś Instytut nie był niczym zagrożony, a najwyraźniej nie był, uzdrowiciel nie miał siły na nagłe rozbudzenie się i panikowanie.
Łatwo dało się to zresztą po nim poznać. Oddychał powoli, spokojnie i miarowo, jak gdyby rzeczywiście szykował się do spania, nawet jeżeli w tym momencie jeszcze nie posiadał takich planów. Choć ten wcześniejszy uśmiech zszedł już z jego ust, to ich kąciki w dalszym ciągu skierowane były nieznacznie ku górze, a wargi delikatnie rozchylone... Niemalże tak, jak gdyby umyślnie zachęcał rudzielca do wykonania jakiegoś kroku, lecz prawdę mówiąc wyjątkowo było to z jego strony całkowicie nieświadome zagranie. Powoli sobie odżywał.
Czuł ruchy aniołka, wiedział, że ten obrócił się na bok, przodem do niego, a potem na dodatek uniósł się na łokciu - ale nic sobie z tego wszystkiego nie robił. Przez chwilę prawie miał ochotę wyciągnąć do niego ręce, które obecnie znajdowały się pomiędzy nimi, aby... Przynajmniej go dotknąć, może nawet objąć, sam nie był pewien... Ale bardzo prędko doszedł do wniosku, że to jednak zbyt wiele zachodu. Może za moment. Po tym, co w ciągu ostatnich godzin przeżył, chyba zasługiwał na odrobinę lenistwa, prawda?
Kiedy w końcu padło pytanie, którego oczekiwał, Elixir nawet nie otworzył oczu. Zamiast tego na początek wydał z siebie przydługi pomruk, po czym wreszcie uniósł lekko jedną dłoń i pomachał nią leniwie, jak gdyby chciał w ten sposób zbyć temat... Albo jakby podkreślał, że nie było to nic bardzo ważnego. Mimo to nie zachował milczenia. Przeciwnie, bo tak naprawdę jeszcze w trakcie wykonywania tego gestu zabrał już głos.
- Na jakiejś wyspie, której nazwy nie jestem w stanie ani zapamiętać, ani tym bardziej wymówić. Z Onurisem. I paroma innymi gadami. Dobrze i źle do nas nastawionymi. Z tymi źle nastawionymi walczyliśmy. To znaczy, bardziej oni, Nori też tam była, a ja stałem z boku, oglądałem i pięknie wyglądałem. Ale spędziliśmy noc w jaskini i ta część nie była za przyjemna - wyjaśnił tonem zakrawającym wręcz na znudzony, jak gdyby był to dla niego dzień jak co dzień... Czego szczerze powiedzieć by nie mógł, bo byłaby to zbyt wielka przesada, nawet jeżeli trochę już w swoim krótkim życiu przeszedł. Po prostu nonszalancja pasowała do jego image'u, przez co często się do niej uciekał. Jay powinien to wiedzieć i brać na to poprawkę.
Dłoń nastolatka opadła z powrotem na pościel zanim jeszcze jego usta opuściły ostatnie słowa tych tłumaczeń. Kilka sekund później z kolei rozchylił w końcu powieki i rzucił okiem na swojego aniołka. W tym celu musiał nieco obrócić głowę, ale zrobił to tylko na tyle, na ile było to absolutnie konieczne, po czym westchnął cicho, acz głęboko. Może powinien po prostu powiedzieć czego chciał, zamiast liczyć na najlepsze?
- Później ci wszystko wyjaśnię. Ze szczegółami, jeżeli będziesz chciał. Albo Nori może to zrobić, jeśli uznasz ją za bardziej wiarygodne źródło informacji ode mnie, nie obrażę się. Teraz chcę po prostu odpocząć... A wiesz, że u siebie znalazłbym się pod gradem pytań - chłopak aż przewrócił oczami dla podkreślenia swoich słów, po czym wreszcie podniósł się do pozycji siedzącej. Na jego twarzy wyraźnie odbiła się niechęć do tego działania, ale uznał, że wolał jednak od razu pozbyć się butów i nie musieć się nimi potem martwić.
Parę sekund później obuwie blondyna wylądowało już na podłodze, a on sam nie kłopotał się jego odpowiednim ustawianiem, ani tym bardziej przesuwaniem go w lepsze miejsce. Mogło sobie tam poleżeć, chyba nikomu nie będzie przeszkadzało, a on sam będzie miał do niego potem blisko. Same plusy. Uwolniwszy się z tych istnych okowów, Josh powrócił na swoje poprzednie miejsce, z tą tylko różnicą, że teraz wciągnął na materac również stopy... A następnie trochę się powiercił, żeby przetransportować się bliżej Jay'a.
- Gdyby nie to, że nie chce mi się wstawać, poprosiłbym cię o coś do przebrania. Ewentualnie zaprosiłbym cię pod wspólny prysznic, ale to akurat może zaczekać na po drzemce - przy tej ostatniej wypowiedzi Elixir posłał rudzielcowi czarujący uśmiech, ale pełne rozbawienia i zaczepki iskierki w jego oczach wyraźnie świadczyły o tym, że nie mówił na poważnie i tylko się drażnił. Mimo wszystko pamiętał o tym, co sobie ustalili. No i... Przez plamy tak czy siak nie chciał jeszcze odsłaniać całego ciała. Wciąż je na sobie czuł i w tej chwili był już praktycznie pewien, że się przemieszczały, a to... Brzmiało niepokojąco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Czw Sie 09, 2018 5:53 pm

O dziwo Jay nie musiał jakoś specjalnie długo czekać na wyjaśnienie. Przede wszystkim dostał je, to już coś. Choć gest ręką miał sugerować, że to nic wielkiego. Nie wymagał odpowiedzi. Miło, że Josh jednak postanowił się z nim podzielić informacją na temat swojego tajemniczego zniknięcia i pobytu nie wiadomo gdzie. Nawet po podaniu miejsca nie wiedział gdzie, bo nie pamiętał nazwy wyspy i nie umiał jej wypowiedzieć. Czyli jakieś egzotyczne miejsce. Onuri go tam zabrał. A raczej ich, bo okazało się, że Noriko taż tam była. Oni i jakieś gady, z którymi walczyli. To mu mówiło... Całkiem sporo wbrew pozorom. Szczególnie pamiętając Houston.
- Czyli znowu tajna misja? A raczej misja bez pytania o zgodę. Z Nori i Onurisem, bez reszty. Oni walczyli, a ty pięknie wyglądałeś. - uśmiechnął się z rozbawieniem na ostatnie słowa blondyna. Nie dość, że tylko pięknie wyglądał to jeszcze na spanie w jaskini narzekał. Taki rozpieszczony paniczyk. Wcale tak nie myślał Elixirze. Wiedział, że większość to tylko gra. Bardzo dobra gra. Naprawdę będzie musiał mu zasugerować częstsze przychodzenie na lekcje Kurta.
- Wystarczą mi twoje wyjaśnienia. Co do odpoczynku to zgadzam się. Możesz zostać choć pewnie prędzej czy później będziesz musiał odpowiedzieć na wszystkie pytania. Raczej się łatwo nie wywiniesz. - skinął lekko głową, zaraz się nieco odchylając kiedy Josh podniósł się do pozycji siedzącej i przyglądając się, jak ściąga buty. Teraz chociaż miał pewność, że nie ubrudzi mu pościeli... Bardziej niż już to zrobił, bo zauważył, że ubrania jego też nie należały do najczystszych. Trudno, później zmieni pościel i tyle.
- Gdyby nie to, że tak dobrze cię znam to może nawet zgodziłbym się na ten prysznic. - odparł złotemu podobnym tonem, również się uśmiechając. Wyciągnął lewą rękę w jego stronę i pogłaskał go lekko po włosach, pozwalając chłopakowi odprężyć się i rozluźnić na jego łóżku. Nie przeszkadzało mu ani trochę, że Josh szukał właśnie u niego ostoi spokoju. Miejsca do odpoczynku. Nie miał współlokatora, więc nie było to żadnym problemem.
Po chwili namysłu i rozważeniu wszystkich za i przeciw rudzielec pochylił się lekko nad młodszym mutantem i ucałował go króciutko, po tym geście znowu go głaszcząc po włosach.
- Moge ci zaśpiewać kołysankę jeśli chcesz. Wtedy na pewno zaśniesz. - zaoferował na koniec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 278
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Czw Sie 09, 2018 8:15 pm

Josh nie skomentował już kwestii późniejszych wyjaśnień oraz swojego się z nich wywijania - czy też raczej domniemanego braku tego ostatniego. Och, doskonale wiedział, że gdyby naprawdę chciał, to by sobie z tym poradził. Tyle że... Po co? To przecież nie tak, że miał coś do ukrycia - wyjątkowo. Po prostu w tym momencie czuł się zbyt zmęczony na dyskutowanie, ale to nie oznaczało, że potem nie będzie w lepszym nastroju. Właściwie... Gdy tak o tym myślał, dochodził do wniosku, że po wyspaniu się najprawdopodobniej sam zechce opowiedzieć to i owo. A już na pewno się paroma sprawami pochwalić.
Chłopak ograniczył się więc do potakującego pomruku i nie kontynuował dłużej tematu. Wygodnie ułożony na łóżku, dawał się ponieść wygodzie i zadowoleniu... Szczególnie w momencie, gdy Jay pogłaskał go po włosach, na co zareagował aż cichym, lecz długim westchnieniem. Och, tak mu było dobrze. Mógłby tak częściej zasypiać... Ale zaraz, co to tam rudzielec powiedział odnośnie wspólnego prysznicowania? Że nawet by się zgodził?
Zdanie sobie z tego sprawy - nawet jeżeli z opóźnieniem - wystarczyło, aby senny umysł blondyna wreszcie choć trochę się rozbudził i nastolatek otworzył szerzej oczy, po czym obdarzył swojego aniołka długim spojrzeniem... Niemalże oceniającym, za to na pewno pełnym namysłu. Wyglądało na to, że taka opcja mogła wchodzić w grę w późniejszym etapie ich relacji. Dobrze wiedzieć. Josh zawsze chciał czegoś takiego spróbować, a do tej pory jakoś tak nie było okazji.
Mimo to uzdrowiciel wiedział, że na tę rozmowę musiał wybrać lepszy moment - i to nie tylko dlatego, że nie chciał spłoszyć Jay'a, ale przede wszystkim ze względu na swój obecny stan. Wolał być wówczas w pełni władz umysłowych.... Czyli innymi słowy po prostu całkowicie przytomny. Tak, pewnie mógłby użyć swoich zdolności, żeby już teraz to na sobie wymusić, ale jego ciało tak czy siak potrzebowało się w końcu zregenerować... A raczej wymagały tego jego moce. To i tak cud, że gdzieś po drodze nie stracił przytomności. Albo nie wyłączył się w trakcie leczenia tamtego smoka...
Rudzielec zafundował mu zresztą lepszy temat do rozważań - albo właśnie przeciwnie, do wyczyszczenia umysłu ze zbędnych myśli i skupienia się tylko i wyłącznie na czuciu. Pocałunek okazał się być niezwykle przyjemny, nawet jeżeli zdecydowanie zbyt krótki. Elixir ledwo zdążył go odwzajemnić i już było po wszystkim... Lecz chyba nie powinien narzekać. W końcu Jay dopiero uczył się z nim obchodzić. I tak robił szybkie postępy... No i nadrabiał głaskaniem. Za nie zbierał sporo punktów.
- Tak, poproszę. Ale za moment. Daj mi się tym jeszcze nacieszyć - zadecydował natychmiast, gdy padła propozycja kołysanki. To nie tak, że naprawdę potrzebował jej do zaśnięcia, bo mógł sam o nie zadbać, jednakże wiedział, że w ten sposób będzie przyjemniej... No i zwyczajnie chciał posłuchać swojego słowika, nawet jeżeli krótko. Ciekawe co dokładnie mu zaśpiewa? Posiadanie muzyka za chłopaka wiązało się jednak z fajnymi bonusami. Nie, żeby w to wcześniej wątpił.
Teraz, gdy odrobinę się już rozbudził, Josh nie mógł pozbyć się wrażenia, że coś było nie tak... Albo nie. Po prostu inaczej niż przedtem. Jego czoło na moment się zmarszczyło, lecz dosłownie na sekundę, nim znów się wygładziło, on sam zaś zdecydował się jeszcze nie poruszać tego tematu na głos... Nawet jeżeli biokinetycznie skupiał się na organizmie Jay'a, szukając różnicy, która nie dawała mu spokoju. Ufał swoim zdolnościom. Nie okłamałyby go. Rudzielec zdecydowanie był zdrowy i w świetnej formie, pod tym względem nic się nie zmieniło... Bo tak naprawdę nawet by nie mogło... Więc o co chodziło?
Takie intensywne rozmyślanie i świadome sięganie mutacją do najbliższego otoczenia przyniosło jednak jeszcze jeden efekt. Otóż Elixir wyczuł znajdujący się w przegrodzie jego pasa bursztyn, dopiero co zgarnięty z plaży na wyspie, której nazwy nie potrafił wymawiać. Piękny, głęboko czerwony kamyk, który przywodził mu na myśl piórka Jay'a, nawet jeśli odcień nie był dokładnie identyczny. Przecież zabrał go właśnie po to, aby móc mu coś zaoferować po powrocie do domu, więc czemu miałby tego nie zrobić od razu? A w dodatku teraz przyszedł mu do głowy jeszcze jeden pomysł.
- Zamknij oczy. Obiecuję, że nie planuję niczego podejrzanego, przeciwnie - zarządził niespodziewanie, a kiedy tylko upewnił się, że aniołek faktycznie to uczynił, od razu sięgnął do interesującej go przegrody i wyjął z niej bursztyn. To był w końcu kawałek zastygniętej dawno temu żywicy, prawda? Kompletnie organiczny. Mógł nim manipulować... A choć żaden z niego artysta, to metodą prób i błędów potrafił przesunąć cząstki materii w taki sposób, aby znajdujący się we wnętrzu kamyka wzór jaśniejszych i ciemniejszych stref oraz bąbelków ułożył się w drobny obrazek - wyciemnionego ptaka w locie, przedstawionego bokiem, lecz z widocznymi oboma skrzydłami. Na szczęście sam bursztyn był na tyle duży, że ten widoczek w środku łatwo się dało rozróżnić.
- Już - dodał wreszcie Josh, unosząc lekko swoją zdobycz, wysuwając ją w kierunku Jay'a, wyraźnie sugerując mu, aby wziął ją do ręki. Nie wiedział czy pod tym kątem rudzielec od razu zauważy wzór we wnętrzu kamyka, dlatego wolał, aby sam go sobie obejrzał i wychwycił tę dedykację w swoim własnym czasie. Elixir zaś w tym czasie uważnie mu się przyglądał, obserwując jego reakcje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pon Sie 13, 2018 3:46 pm

Nie był zaskoczony kiedy Josh otworzył oczy, by obdarzyć go długim spojrzeniem. Domyślał się, że chłopak już coś planował na przyszłość. Cóż, jeśli planował być grzeczny to wtedy na pewno na coś zasłuży. Wyraźnie wyznaczyli sobie granice i Jay nie będzie zadowolony jeśli któraś zostanie przekroczona. W tym szczególnie dotykanie w określonych miejscach. Przy całowaniu był jeszcze w stanie odpuścić blondynowi nieco jednak granice dotykania były sztywne i nie do przełamania.
- Powiedz tylko kiedy. Wybiorę jakąś kołysankę. Trochę użyję moich sztuczek z głosem i będziesz spał jak niemowlak. - odparł z uśmiechem, gdy Elixir wyraził zgodę i chęć na usłyszenie kołysanki. Jay mógł oszukiwać, używając sztuczek, które umożliwiała mu jego moc. Był w stanie hipnotyzować swoim głosem. Zmieniać tonację i dźwięk. Mógł zwykłymi słowami sprawić, by ktoś zasnął. Nie potrzebował koniecznie śpiewać kołysanki, ale tak na pewno byłoby dużo przyjemniej.
Nie przerywał delikatnego głaskania jasnych włosów dopóki przyjaciel nie odezwał się do niego ponownie. Rudzielec przerwał głaskanie, patrząc wprost na niego, po czym zamknął oczy, ciekaw o co chodzi. Takie coś kojarzyło mu się z tym, że miał dostać prezent. Czekał więc cierpliwie dopóki nie usłyszał głosu pozwalającego otworzyć mu oczy. Kiedy już to zrobił, zobaczył tuż przed sobą całkiem sporej wielkości czerwony bursztyn w dłoni Josha. Wziął go od chłopaka ostrożnie i podniósł do góry, wyciągając rękę na całą długość ramienia.
- To z tej wyspy? Prezent pamiątka? - zapytał z zaciekawieniem, obracając bursztyn na wszystkie strony i pozwalając by słońce wpadające do pokoju przez okno, odbijało się w nim. Wtedy właśnie Jay zauważył, że w kamieniu jest ciemniejszy kształt. Bursztyny miały czasem wtopione w siebie jakieś resztki roślin czy zwierzątek, więc podsunął sobie bliżej oczu go, by przyjrzeć się uważniej. Z początku myślał, że to po prostu ciemna plamka, ale w końcu zauważył, że ta plamka ma konkretny kształt.
- Bawiłeś się trochę tym bursztynem? - zapytał, zerkając na chłopaka. Po chwili odłożył kamyk na parapet, niedaleko swojego telefonu i objął Josha, przytulając go lekko. - Dziękuję, to bardzo ładny prezent. - powiedział z uśmiechem. Oczywiście, że się cieszył na ten prezent, miło mu było, że Elixir pomyślał o nim, pomimo tego, że był na misji i mieli przeciwko siebie groźnych przeciwników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 278
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pon Sie 13, 2018 8:42 pm

Josh zamruczał potakująco dla potwierdzenia, że tak, bursztyn był pamiątką przywiezioną z wyspy - i oczywiście prezentem również. Przez cały czas praktycznie nie spuszczał rudzielca z oczu, obserwował go bardzo dokładnie, analizował jego reakcje... Nie tylko te zauważalne z zewnątrz, ale i takie lepiej ukryte, wskazujące na jego nastrój. W końcu chciał wiedzieć czy kamyk naprawdę się aniołkowi spodobał... Właściwie czuł się aż lekko zaskoczony tym, że mu na tym zależało. Zazwyczaj aż tak się wręczaniem upominków nie przejmował, a to i tak na ogół następowało tylko wtedy, gdy pamiętał, że powinien coś komuś dać...
Nastolatek czekał więc z niecierpliwością na to, aż Jay zauważy spowodowane przez niego we wnętrzu bursztynu zmiany... A kiedy rudzielec wreszcie go do siebie przybliżył, Elixir wiedział już, że to ten moment. Kąciki jego ust drgnęły, lecz zaraz potem nad nimi zapanował, nie chcąc za szybko się z niczym zdradzić. Jako że wzrok wciąż miał utkwiony w twarzy anioła, ich spojrzenia skrzyżowały się od razu w chwili, gdy tylko Jay na niego zerknął... Jednocześnie zadając mu pytanie, którego uzdrowiciel przecież oczekiwał.
- Troszeczkę. Naturze trzeba czasem dopomóc - odparł na nie, a choć starał się zabrzmieć jak najbardziej naturalnie, to wiedział, że mu się to nie udało i w jego głosie tak czy siak przebiła się odczuwana duma. Nie, nie wynikała z faktu, że skutecznie i elegancko zmodyfikował bursztyn. To było akurat proste i nie uważał tego za żadne wyzwanie. Cieszył się natomiast z tego, że Jay najwyraźniej zaakceptował prezent... Że szczerze sprawił mu przyjemność. Blondyn lubił mieć świadomość, że potrafił kogoś zadowolić - na różne sposoby. Od razu mu to podnosiło ego.
Josh w dalszym ciągu obserwował rudzielca, gdy ten odkładał swój prezent na bok, lecz w następnej chwili skorzystał już z okazji i z miłą chęcią się w niego wtulił. Skoro Jay sam inicjował kontakt, to uzdrowiciel zamierzał w pełni z tego czerpać. Żałował tylko tego, że nie mógł dotykać go skóra na skórze, ale... To wymagałoby zdjęcia części ubrań. Rękawiczek, kurtki... A choć na usunięcie tych pierwszych mógł sobie bez problemów pozwolić, to tej drugiej już nie bardzo. Kostium pod spodem nie posiadał przecież rękawów, więc odsłaniał plamy na jego rękach. Wszystko to nie było zbyt wygodne, ale trudno. Tak czy siak nie planował zasypiać w sposób naturalny. Rozważał jedynie odczepienie tej maszyny ze swojego ramienia... Ale może później.
- Chciałem, żebyś wiedział, że tam o tobie myślałem - podkreślił w odpowiedzi na podziękowania aniołka, znów przymykając oczy i głęboko wdychając powietrze, a nawet wstrzymując je przez chwilę, aby nacieszyć się zapachem Jay'a. Tak było przyjemnie. Mógłby się do tego przyzwyczaić... Bo wbrew pozorom nie posiadał wielkiego doświadczenia z zakresu sypiania przy kimś. To było dla niego niemalże niezbadane terytorium.
A jeżeli nawet odnosił wrażenie, że aniołek zachowywał się względem niego z lekkim dystansem czy pobłażaniem... To szczerze mówiąc potrafił to zrozumieć. Naprawdę. Może i nie dawał tego po sobie poznać, ale zdawał sobie sprawę z tego, jak na niego działał - albo właśnie przeciwnie, w jaki sposób nie. Elixir zawsze czuł kiedy ludzie byli nim zainteresowani. Od razu to wiedział, gdy uznawali go za atrakcyjnego i czegoś od niego chcieli. Biokineza okazywała się tutaj bardzo przydatna, a organizmy zdradzały się zarówno drobnymi rzeczami, jak i wielkimi oznakami, jasnymi pewnie nawet dla tych, którzy nie mogli pochwalić się zdolnością czytania w czyichś reakcjach biochemicznych.
Innymi słowy, blondyn doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nieszczególnie Jay'a pociągał... A także nie wywoływał w jego mózgu aktywności wiążącej się na ogół z zakochaniem czy zadurzeniem. Nie przeszkadzało mu to. W końcu najważniejsze, że aniołek zgodził się z nim być, prawda? Cała reszta mogła jeszcze przyjść z czasem. Nauczony nabytym w Instytucie doświadczeniem, Josh głęboko wierzył w swoje umiejętności oraz we własną atrakcyjność.
- Gdyby mi się chciało tak, jak mi się nie chce, to bym się podniósł i zdjął z siebie to kosmiczne urządzenie - westchnął cicho w pewnym momencie, nawet nie otwierając przy tym oczu i w dalszym ciągu tuląc się do Jay'a. Dłonie trzymał oparte na jego klatce piersiowej, pozwalając mu się obejmować, twarz zaś umieścił wcześniej przy jego szyi i jak do tej pory jeszcze nie cofnął głowy... Teraz jedynie poruszył nią powoli w dół i w górę, w ten sposób pocierając nosem skórę rudzielca. Domyślał się, że na więcej nie powinien sobie póki co pozwalać i prawdę mówiąc tak czy siak był na to zbyt zmęczony, ale przed tym gestem nie mógł się powstrzymać. Czuł się jednak usprawiedliwiony. Aniołek go kusił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Sro Sie 15, 2018 4:42 pm

- A ty uwielbiasz pomagać naturze, prawda? Masz idealne do tego moce. - stwierdził wesołym głosem, wiedząc doskonale, jak bardzo Josh lubił używać swoich mocy. Początkowo były znane tylko jako moce lecznicze, był ich lekarzem. Z czasem się okazało, że mógł robić o wiele więcej, a działanie jego mocy nie polegało stricte na leczeniu. Tak, Jay interesował się członkami swojej byłej drużyny. Nawet jeśli tego nie okazywał i nikt o tym nie wiedział. Zawsze słuchał uważnie, gdy o nich coś mówiono.
Podobało mu się to, jak Elixir się w niego wtulił. To było całkiem urocze. To, jak bardzo pragnął i potrzebował kontaktu fizycznego. A kontaktu w postaci przytulania rudzielec nie miał zamiaru mu zabraniać. Sam go uwielbiał. Co prawda wieki nikogo nie przytulał, ale teraz już był pewien, że lubi to. Przytulanie zdecydowanie było przyjemne. Raczej nie będzie się sprzeciwiał kiedy blondyn będzie się dopraszał o przytulenie. Tyle mógł mu dać bez żadnego ale.
- To miłe. Choć na misji powinieneś myśleć o przetrwaniu i towarzyszach, nie o mnie. No, ale skoro nic wam nie jest to wszystko w porządku. - nie przerywał głaskania go po włosach, przyglądając się jak, chłopak wtula się w niego i zamyka oczy. Fakt, nie darzył Josha żadnymi romantycznymi uczuciami. Nikogo nimi nie darzył, uważał, że nie jest już zdolny do tego. Jednak ten młodszy mutant wciąż był jego przyjacielem, to się nie zmieni. Oczywistym więc było, że Icarus się o niego martwił. O jego zdrowie i życie. Cieszył się szczerze, że Elixirowi nic nie jest. A jeśli coś mu dolegało to skutecznie to ukrywał. I Jay na pewno nie byłby zadowolony, gdyby się dowiedział o czymś takim od trzeciej osoby.
Następne słowa blondyna uświadomiły Jay'owi fakt, że chłopak zdjął jak do tej pory tylko i wyłączenie buty, a do spania powinien zdjąć trochę więcej. Spanie w kurtce i rękawiczkach byłoby dziwne. Bardzo dziwne. Zwłaszcza jeśli nie było zimno. I do tego na pewno bardzo niewygodne.
- To niech ci się zachce, złoty. Rękawiczki i kurtkę też mógłbyś zdjąć. - to mówiąc, Jay sięgnął dłonią do dłoni Elixira i pociągnął lekko za jeden palec, starając się złapać jedynie rękawiczkę, by ją zdjąć. Owszem, pamiętał o ich zasadach i tym co ustalili, ale rękawiczki ciężko było zaliczyć do zasady o nierozbieraniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 278
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Sro Sie 15, 2018 8:45 pm

Josh nie komentował już większości wypowiedzi aniołka, a przynajmniej nie robił tego na głos. Na komplement odnośnie idealnych mocy do ingerowania w naturę zareagował jedynie pięknym uśmiechem, zaś w kwestii skupiania uwagi na misji tylko wzruszył lekko ramionami - na tyle, na ile było to możliwe w przybranej przez niego pozycji. To w końcu nie tak, że nie pilnował się wtedy, gdy już zaczęła się akcja... Po prostu przed nią posiadał trochę wolnego czasu. Nie zamierzał się jednak tłumaczyć, skoro Jay sam doszedł do wniosku, że w tym wypadku nie miało to znaczenia. Wolał też nie wspominać o tym, że pewna krzywda została po ich stronie wywołana... Nie liczyła się, skoro zniknęła, prawda?
Blondyn preferował się zresztą koncentrować nie na rozmowie, a na tym powolnym głaskaniu, któremu był właśnie hojnie poddawany. Dzięki niemu aż przypomniał sobie o tym, jak bardzo czuł się zmęczony, nawet jeżeli przed chwilą rzeczywiście dyskusja na moment go rozbudziła. Nie mogło to przecież trwać wiecznie... Niestety. No, niestety w tym konkretnym wypadku, bo na ogół Elixir nie chciałby jednak rezygnować z konieczności czy raczej możliwości sypiania. Opcja chwilowego wyłączenia się z życia bywała w końcu przyjemna.
Uzdrowiciel nie przewidział z kolei jednego - tego, że rudzielec zechce pomóc mu z pozbywaniem się ubrań. Same jego słowa skwitował tylko długim, choć cichym jękiem, w całości wyrażającym odczuwane przez niego niezadowolenie oraz rozleniwienie, ale zaraz potem zorientował się już, że Jay zdejmuje mu rękawiczkę... W związku z czym minimalnie się od niego odsunął, aby umożliwić sobie i jemu wystarczająco swobodne i wygodne manewrowanie. Z niewielkim opóźnieniem ostrożnie złapał w zęby materiał na swojej drugiej dłoni i w ten sposób go z niej zsunął, wbrew pozorom nie czyniąc tego na pokaz. Po prostu nie chciał zabierać aniołkowi tej ręki, którą już się zajmował, to zaś nie pozostawiało mu większego wyboru.
Kilka sekund później obie rękawiczki wylądowały na blacie biurka, a żeby je tam rzucić, Josh na chwilę musiał odchylić się w przeciwną stronę. Na tym kończyły się jednak jego chęci do działania. Powrócił tylko na poprzednią pozycję, ułożył dłonie na klatce piersiowej rudzielca... I obdarzył go czarującym uśmiechem. Kurtka musiała póki co zostać na miejscu. Nie czuł się w niej komfortowo, ale co innego mógł zrobić? Przyznać się, że być może działo się z nim coś podejrzanego? Tak, jasne. Zaraz by się zaczęło...
Musiał po prostu znaleźć sposób, żeby to cofnąć. Potrafił kontrolować swój organizm. Dosłownie właśnie na tym polegała jego mutacja, więc zmuszenie skóry do zmiany barwy... Nie powinno być dla niego aż tak wielkim problemem. Nie rozumiał dlaczego stawiała mu opór, zwłaszcza że przecież w dalszym ciągu doskonale czuł te dziwne obszary. To nie tak, że całkowicie stracił nad nimi panowanie.
- Tak bardzo ci zależy na tym, żebym się rozebrał? - spytał w międzyczasie aniołka, mając nadzieję na to, że takim niewinnym drażnieniem się odwróci jego uwagę od swojego dylematu... Możliwie bez zdradzania, że jakiś w ogóle posiadał. Z doświadczenia wiedział, że frustrowanie ludzi zazwyczaj przenosiło ich zainteresowanie na nowy temat... Choć prawdę mówiąc na Jay'u jeszcze nigdy tej metody nie wypróbowywał. Nie miał ku temu powodów, bo rudzielec zwykle sam odpuszczał i o nic nie męczył. Joshowi bardzo to odpowiadało. Lubił być w centrum uwagi, ale tylko na swoich własnych warunkach.
Mimo to... Z tym urządzeniem naprawdę było mu niewygodnie. Nie zastanawiając się długo, nastolatek uniósł się niechętnie, lecz nie do pozycji siedzącej, tylko po prostu odchylił swoje ciało w taki sposób, aby mieć dostęp do ramienia z maszyną. Odczepił ją od kurtki i wreszcie ją również odłożył na blat, ostrożniej niż w przypadku rękawiczek. Teraz zrobił już chyba wszystko, na co mógł sobie pozwolić, dlatego znów przytulił się do Jay'a i przymknął oczy.
Zdawał sobie sprawę z tego, że aniołek nie był głupi, a jego własne poczynania mogły się wydawać podejrzane. W końcu zdjęcie całej kurtki nie wymagałoby od niego dużo więcej zachodu, niż pozbycie się samego urządzenia... Jasne, musiałby się trochę pokręcić, ale różnica nie byłaby wielka. Liczył jednak na to, że rudzielec postanowi się nie wtrącać, bo... Prawdę mówiąc nie wiedział nawet co mógłby mu powiedzieć. Nie chciał kłamać wprost, ale kiedy zaczynał myśleć o tym wszystkim, co musiałby wytłumaczyć, o swoich podejrzeniach i o szczegółach sytuacji, które udało mu się już ustalić... Aż mu się gardło zaciskało, rzecz jasna w przenośni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pią Sie 17, 2018 11:10 am

Kiedy on zajął`się zdejmowaniem jednej rękawiczki, Josh zajął się drugą, robiąc to zębami. I gdyby nie to, że nie miał trzeciej ręki to Jay mógłby pomyśleć, że rzeczywiście robi to na pokaz. W tym wypadku jednak zbytnio się tym nie przejął, a kiedy już obie rękawiczki zostały zdjęte pozwolił blondynowi odchylić się i rzucić je na biurko. Przynajmniej nie próbował mu bałaganić. Być może zwrócił uwagę, że utrzymuje w swoim pokoju względny porządek.
Oczywiście dalej Elixir nie próbował się już rozbierać. Zamiast tego znowu spojrzał na niego w ten niewinny sposób. Rudzielec uniósł jedną brew, patrząc na niego. Już miał się odezwać, gdy Josh zrobił to pierwszy. Uśmiechnął się z lekkim pobłażaniem, doskonale wiedząc, że to tylko żart.
- Tak, bardzo chcę żebyś się rozebrał. Z kurtki. - odparł z uśmiechem, przyglądając się, jak blondyn zdejmuje urządzenie ze swojego ramienia. Z nim na pewno było mu bardzo niewygodnie. Urządzenie również zostało odłożone na bok i to dosyć delikatnie, czemu Jay się nie dziwił. W końcu kosmiczna technologia, trzeba było z nią uważać.
- Josh. Jeśli nie zdejmiesz zaraz kurtki to zacznę podejrzewać, że ukrywasz pod nią jakąś paskudną ranę, zrobioną magicznym atakiem jednego z tych wrogów z wyspy. A wtedy siłą ją zdejmę z ciebie i nie żartuję. Zawsze się martwiłem o wszystkich z drużyny. Tym bardziej będę się martwił o ciebie teraz. - zmarszczył brwi, patrząc na chłopaka poważnym wzrokiem. Nie podobało mu się to, jak Josh się ociągał ze zdjęciem kurtki. Jakby faktycznie coś przed nim ukrywał. I to również mu się nie podobało. Myślał, że ufali sobie i nie muszą niczego ukrywać przed sobą. A tu proszę. Elixir wraca z misji i dziwnie się zachowuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 278
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pią Sie 17, 2018 4:08 pm

Tego... Josh się nie spodziewał. Och, nie zdziwiłoby go to, gdyby rudzielec jeszcze przez krótką chwilę wciąż obstawał przy zdjęciu przez niego kurtki albo nawet okazał mu po prostu jakąś podejrzliwość, mniej lub bardziej subtelnie - tego niemalże po nim oczekiwał... Ale jego prawdziwa reakcja była bardziej wyrazista, niż by to sobie kiedykolwiek wyobraził. Nie sądził, że aniołek aż tak się tym wszystkim przejmował. Zazwyczaj ustępował o wiele łatwiej i pilnował raczej własnego nosa... Niespodzianka. Choć być może uzdrowiciel nie powinien być nią aż tak zaskoczony? W końcu w ostatnim czasie Jay ciągle pokazywał mu się od jakiejś nowej strony, zazwyczaj zresztą ekscytującej.
Nie zmieniało to jednak faktu, że teraz Elixir musiał szybko ustalić plan dalszego postępowania. Zgoda, nie był może najbardziej empatyczną osobą w tej szkole, ale tak czy siak nie chciał martwić swojej ptaszyny umyślnie - a tak by się właśnie stało, gdyby kontynuował odgrywanie, że wszystko było normalnie. Tyle że... Co innego mu pozostawało? Przyznanie się? To by się skończyło źle. Ale milczenie lub kręcenie też, bo - co ciężko mu przechodziło przez mentalne gardło - rudzielec był od niego fizycznie silniejszy i faktycznie mógłby zdjąć z niego tę kurtkę, gdyby chciał. No, Josh potrafiłby go pewnie powstrzymać biokinetycznie, ale tej opcji w ogóle nie brał pod uwagę. Używanie mutacji na towarzyszach - szczególnie w taki sposób - wydawało mu się... Niewłaściwe. W żartach, jasne. Dla ich dobra, oczywiście. Żeby podręczyć Juliana - pewnie, nie ma sprawy. Ale nie tak.
- Nic mi nie jest - odparł więc na początek niechętnie, tyle że to nie była w gruncie rzeczy prawda, czyż nie? Coś mu przecież dolegało, tyle że nie żadna magiczna rana, jak zdawał się sądzić Jay. Chyba. To znaczy, sam Josh nie czuł od plam niczego mistycznego, a na ogół potrafił wykrywać w organizmach efekty zaklęć, więc... Podejrzewał, że mógł to spokojnie założyć. Nie, chłopak był prawie pewien, że te odbarwienia wynikały po prostu z jego własnej mutacji, która najwyraźniej się rozwijała - albo przynajmniej w jakiś sposób zmieniała, niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Sądząc po tym, co widział w swoim śnie, raczej w negatywnym.
- Nie jestem ranny - spróbował więc ponownie i to faktycznie zgadzało się ze stanem rzeczywistym, dlatego jego wyrzuty sumienia nieco przygasły. Nie skłamał. W gruncie rzeczy tam na wyspie jako jedyny nie odniósł praktycznie żadnych uszkodzeń... Trzymanie się na uboczu jednak popłacało. Za każdym razem albo udawało mu się uskoczyć albo ktoś go osłaniał i jakoś tak poszło. Wciąż nie czuł się z tym najlepiej, wolałby być bardziej przydatny w walce, ale minimalnie pocieszała go myśl, że przynajmniej sprawdzał się w swojej roli. Nawet jeżeli sam jej dla siebie nie wybrał. Zawsze mogło być gorzej.
W końcu nastolatek westchnął ciężko i znów otworzył oczy, po czym odchylił głowę na tyle, aby móc zerknąć na Jay'a. W dalszym ciągu się do niego przytulał i póki co nie zamierzał przestawać, ale wyraźnie spoważniał i nie planował już kryć się za podtekstami i drażnieniem. Niestety nie zadziałało, więc musiał spróbować innej strategii. Na przykład, o zgrozo, jakiejś dozy szczerości. Z tym też nie czuł się najlepiej.
- Powiem ci, ale masz nie być zły - zarządził wreszcie, co w retrospekcji było pewnie z jego strony tragicznym pomysłem, bo mogło z góry nastawić aniołka negatywnie. Przestraszyć go. A przecież nie działo się nic aż tak poważnego... Prawdopodobnie... Nic, z czym Josh w ten czy inny sposób sobie w końcu nie poradzi. To musiała być jedynie kwestia czasu - i to właśnie dlatego nikogo nie informował o swoim małym problemie, z nauczycielami na czele. Nie było przecież sensu bić na alarm, tak? I nie miało to nic wspólnego z tym, że sam się martwił, wręcz panicznie bał i nie wiedział co zrobić...
Pomimo swojej zapowiedzi Elixir nie kontynuował jeszcze tematu. Powinien, bo zwlekanie tak naprawdę nie mogło go tutaj uratować - chyba że nagle stałoby się coś wielkiego, co odciągnęłoby ich uwagę od tej rozmowy. Jak na przykład atak na szkołę. Zdarzały się całkiem często, ale jakoś nigdy wtedy, kiedy by się akurat do czegoś przydały, więc Josh nie miał na to większej nadziei. Wiedział, że równie dobrze mógłby już zacząć mówić, ale... Ale co?
Jak powinien ująć to wszystko w słowa? I to w dodatku w taki sposób, żeby Jay'a uspokoić... Nie. Wątpił, aby to było możliwe. Więc byle po prostu za bardzo go nie zdenerwować? Tak, do tego mógł dążyć. Powinno się udać, jeżeli tylko będzie ostrożny i rozsądnie ułoży swoje wypowiedzi. W końcu nie musiał opowiadać mu dosłownie o każdym aspekcie obecnej sytuacji. Parę faktów, złagodzona wersja... I koniecznie prośba o dyskrecję. Tak. Brzmiało dobrze. Przynajmniej w przypadku Jay'a nie musiał martwić się o to, że coś komuś powie i wieść rozniesie się po Instytucie. Ufał rudzielcowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Wto Sie 21, 2018 11:23 am

Owszem, Jay rzadko się wtrącał w życie innych osób. Najczęściej trzymał się z boku, nie ingerując w nic. Nie wtykał nosa w nie swoje sprawy, nie próbował nikogo pouczać ani strofować jeśli coś było nie tak. Czasem można było wręcz uznać, że w ogóle się nie interesował innymi. To jednak nie była prawda. Jego podejście się zmieniało kiedy w grę wchodziło czyjeś zdrowie lub życie. Nie miał zamiaru dopuścić do czyjejś krzywdy jeśli był obok i mógł coś zrobić. Wystarczyło, że raz na to pozwolił. Życie nie było czymś, co można było lekceważyć. Skoro wręcz podejrzewał jakąś magiczną ranę na ciele Josha to nic dziwnego, że spoważniał i zagroził zdjęciem kurtki siłą. Naprawdę mógł to zrobić. Wiedział, że jest silniejszy od blondyna, a jeśli faktycznie mieli być parą to powinni sobie ufać.
Zmarszczył brwi kiedy Elixir stwierdził, że nic mu nie jest. Widział było, że rudzielec mu nie wierzy i jeśli zaraz chłopak nie weźmie się za jakieś tłumaczenia to dojdzie do rękoczynów. Na szczęście młodszy mutant szybko się ogarnął i zmienił swoją wersję. Nie jest ranny. Okej. W to mógł jeszcze wierzyć. Wtedy wychodziło na to, że dolegało mu coś innego niż rana, przez co nie chciał zdjąć kurtki. To jedna go nie uspokajało, bo mimo wszystko sprawa wydawała się być poważna. Czekał więc na dalszy rozwój sytuacji. Przyglądał się jak Josh nareszcie się unosi lekko i poważnieje, podejmując decyzję podzielenia się z nim swoim problemem. Skrzydlaty uśmiechnął się delikatnie, podnosząc się zaraz do siadu.
- Będę zły jeśli nic nie powiesz. - podpowiedział przyjacielowi, przedstawiając mu swój punkt widzenia. Nie rozumiał dlaczego miałby być zły jeśli złoty mu powie, co mu dolega. Wręcz przeciwnie, na pewno mu trochę ulży jeśli będzie wiedział, o co chodzi. Nawet jeśli nadal będzie to coś poważnego. Jeśli nie będzie mógł nic na to poradzić to przynajmniej pocieszy. Lub po prostu będzie z nim dzielił wiedzę na ten temat. To zawsze coś. Elixir chyba nie był chętny mówić o tym komukolwiek, ale czasem dobrze dzielić tajemnicę z kimś.
Skoro blondyn już podjął decyzję to Jay nie próbował go poganiać. Czekał cierpliwie, widząc, że to trudny temat. Żadnemu z nich nigdzie się nie spieszyło. Chyba, że Joshowi do spania. Mógł więc poczekać dłuższą chwilę aż chłopak się zdecyduje powiedzieć, o co chodzi z ta tajemniczością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 278
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Wto Sie 21, 2018 7:02 pm

Josh westchnął cicho, podążając wzrokiem za Jay'em, gdy ten podnosił się do siadu. Wciąż nie wyglądał na zachwyconego tym, że odbywali tę rozmowę i akurat to raczej nie miało się w najbliższym czasie zmienić - a przynajmniej on sam nie widział takiej możliwości. Mimo to nie mógł zwlekać bez końca i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, dlatego w końcu również zmienił pozycję, w pierwszej chwili mniej więcej kopiując ułożenie ciała rudzielca, nim jednak przeszedł do siadu tureckiego.
- Nikomu o tym nie mów. Musisz obiecać. To ważne - zaczął, po czym zrobił krótką pauzę, czekając na jakieś potwierdzenie, że anioł zamierzał dostosować się do jego życzenia. Domyślał się, że to zrobi, bo w końcu wyraźnie bardzo zależało mu na poznaniu prawdy... Ale blondyn i tak wolał to najpierw usłyszeć, a dopiero potem wyjaśnić mu sytuację. W okrojony sposób. Choć... Jeszcze nie był do końca pewien w jaki dokładnie. Pracował nad tym.
Kiedy tylko otrzymał zapewnienie milczenia, uzdrowiciel westchnął ponownie, tym razem głębiej, jak gdyby zbierał się w sobie, żeby wreszcie zacząć tłumaczyć swój problem - i tak właśnie było. Jego spojrzenie przez krótką chwilę przesuwało się po pomieszczeniu, a raczej po tej jego części, którą mógł dojrzeć bez obracania głowy, nim w końcu znów padło na twarz Jay'a. Nie patrzył mu prosto w oczy, a przynajmniej nie przez cały czas. Tylko momentami na nie zerkał, poza tym jednak wodził wzrokiem głównie po jego policzkach.
- Z góry mówię, że sobie z tym poradzę, więc nie masz się czym przejmować. To tylko... Takie chwilowe kłopoty. Zaczęły się niedawno, już po Houston. Tak naprawdę wtedy, gdy mieliśmy te dziwne sny - pamiętasz? Pytałem cię o twój. Nori też jakiś wtedy miała. A ja w swoim... - w tym momencie chłopak nagle przerwał, nie wiedząc jak ubrać w słowa swoje myśli, ani nawet jak wiele zdradzić. Poprzednim razem wypytał rudzielca o jego koszmar, ale nie opowiedział mu własnego. Prawie w ogóle do niego wtedy nie nawiązywał... A teraz naprawdę nie miał ochoty wracać do tamtych być-może-wizji.
Sam nie był pewien która z nich najbardziej go przerażała. Tyle śmierci, najpierw takich, którym pomimo całej swojej mocy nie potrafił zapobiec, a później wręcz wywoływanych przez niego samego... Gdyby nie kontrolował tak dobrze swojego organizmu, to pewnie na samą myśl o tym wszystkim - i w szczególności o uczuciach, które mu przy tych scenach towarzyszyły - robiłoby mu się niedobrze. Skoro zaś o to martwić się nie musiał, to walczył jedynie z mentalną, emocjonalną reakcją, na którą jakoś jego mutacja nie chciała wpłynąć... Choć powinna być w stanie. Chyba takie już jego szczęście.
Zupełnie nagle do blondyna dotarło, że pewnie milczał już trochę zbyt długo, aby sprawiało to wrażenie zwykłej pauzy dla namysłu. Wiedział również, że wyraz twarzy miał - jak na siebie - za poważny, albo może raczej zbyt pusty, ale szczerze mówiąc nie czuł się na siłach tego poprawiać. Był dobrym aktorem, pomagała mu w tym zarówno mutacja, jak i lata praktyki z czasów przed Instytutem, gdy dbał o swój image, w tym przed samym sobą, ale czasem po prostu nie miał ochoty na udawanie... I teraz nadarzyła się taka chwila.
- Tak czy siak, mój sen był skomplikowany, ale pojawił się w nim pewien element, z którym potem... Się obudziłem? Nie do końca z nim. Z czymś podobnym. Dlatego... Podejrzewam, że w jakiś sposób podświadomie zasugerowałem to swojej mutacji, a teraz mam problem z usunięciem tej zmiany - nie, nie uważał tak, ale ta wersja wydawała mu się bezpieczniejsza do przekazania. Nie powinna aż tak zaalarmować Jay'a. Przecież nie opowie mu teraz o tym, że w swoim koszmarze zabił dwie osoby, w tym innego ucznia, jak bardzo by się z nim nie lubił... A musiałby się do tego jakoś odnieść, gdyby chciał bardziej otwarcie wyjaśnić z czym wiązały się te plamy i co sam naprawdę o nich myślał.
A myślał... Jeżeli miał być ze sobą szczery, to myślał, że jego mutacja zaczynała rozwijać się też w przeciwnym kierunku i niekoniecznie wciąż znajdowała się pod jego kontrolą. To pierwsze mu nie przeszkadzało. Już wcześniej doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że potrafił zrobić komuś krzywdę, nawet jeśli prawie wszyscy w jego otoczeniu starali się naciskać na to, aby był tylko i wyłącznie uzdrowicielem, może z dodatkiem paru niegroźnych sztuczek. To ta druga część jego refleksji naprawdę go niepokoiła. Ona - i wnioski nasuwające się z połączenia jego opinii oraz tamtego snu.
- Pewnie najlepiej będzie, jeżeli po prostu ci pokażę. Ale nie dotykaj, zgoda? - dodał wreszcie z lekkim zrezygnowaniem, lecz nie wykonał jeszcze żadnego ruchu, aby zdjąć z siebie kurtkę. Jej usunięcie tak czy siak nie odsłoniłoby wszystkich plam, jedynie tę na prawym przedramieniu, bo pozostałe znajdowały się pod kostiumem, którego już ściągać Josh nie zamierzał... Lecz i tak wolał się upewnić, że Jay nie spróbuje nawiązać kontaktu fizycznego. W sennej wizji było to niebezpieczne, więc na wszelki wypadek nie chciał ryzykować, że w prawdziwym świecie także.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Sob Sie 25, 2018 4:46 pm

Po tym jak podniósł się do siadu, Josh podążył za jego przykładem i również usiadł na łóżku. Z tym, że w nieco innego pozycji. Jak poważne było to, co dokuczało chłopakowi? Widać bardzo poważne skoro kazał mu obiecać, że nikomu nie powie. Jay sądził, że pani Frost sama się dowie prędzej czy później o tym, co dolega blondynowi i może mu jakoś pomoże, ale nie wspomniał o tym. Zamiast tego skinął głową na prośbę.
- Jasne, obiecuję. Buzia na kłódkę. Poza tym, nie jestem gadułą, sam dobrze o tym wiesz. - odpowiedział, uśmiechając się lekko przy tym. U niego wszystkie tajemnice i sekrety były bezpieczne. Rudzielec potrafił nic nie mówić o tym, co ktoś mu powiedział. Był idealną osobą do zwierzeń i już niejeden uczeń się o tym przekonał. Jakoś tak zawsze przyciągał do siebie osoby, które potrzebowały pomocy lub które po prostu musiały się komuś wydawać. Wszyscy mu ufali. On osobiście nie do końca to rozumiał, ale nie zamierzał nikogo zawieść. Zawsze milczał. Tak będzie i tym razem.
Im bardziej Elixir starał się go zapewnić, że to nic takiego, tym bardziej Icarus zaczynał się martwić. Doskonale znał tę strategię. Strategię bagatelizowania problemu. Ujmowania mu powagi, wielkości. Koniec końców się okazywało, że jednak to coś większego, a nie małe byle co. Tego również jednak nie miał zamiaru mówić. Złoty mógł sam się domyślić, że tak czy siak nie sprawi, że Jay nagle przestanie się martwić o niego i się uspokoi. Zwłaszcza po tym, jak wspomniał, że to się zaczęło po Houston. Nie na wyspie. Czyli trwało już od jakiegoś czasu. I mimo to nikomu nie powiedział o tym. Nie szukał pomocy. Pewnie myślał, że sam sobie poradzi ze swoim problemem.
Ciekaw był, co wspólnego to wszystko miało z ich dziwnymi snami. On swój pamiętał. Teraz się dowiedział, że Nori też miała jakiś. Równie dziwny. No i Elixir. Co jemu się śniło? Co miało to wspólnego z jego obecnym stanem? Wyśnił sobie coś? Na to wychodziło. Tak zrozumiał kolejne słowa przyjaciela. Chłopaka. Ech, dziwnie mu było myśleć o Joshu w ten sposób. Pewnie trochę mu zajmie przyzwyczajenie się do tej myśli. O ile złoty prędzej nie zmieni zdania co do ich bycia razem.
- Jasne, rozumiem. Nie dotykać. - rudzielec skinął głową i pociągnął lekko za rękaw kurtki młodszego mutanta, uśmiechając się przy tym. Próbując go zachęcić w ten sposób do zdjęcia jej. Nie musiał się niczego obawiać. To akurat powinien wiedzieć. Jay nie będzie miał do niego żadnych wyrzutów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 278
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Sob Sie 25, 2018 8:27 pm

Josh kiwnął krótko głową na słowa rudzielca, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że to właśnie na tym kończyło się jego przeciąganie wyjaśnień... Szczególnie że Jay sam chwycił go za rękaw, wyraźnie zachęcając go w ten sposób do działania. Uzdrowiciel powstrzymał kolejne westchnienie, które bardzo natrętnie cisnęło mu się na usta, po czym ostrożnie cofnął rękę, aby dać aniołkowi znać, żeby rozluźnił uścisk swoich palców na materiale. Potem... Potem powoli i niechętnie zsunął z siebie kurtkę, zaczynając od lewej, zdrowej, strony, a dopiero po jej uwolnieniu zabierając się za prawą.
Odzienie opadło na łóżko za blondynem, on sam z kolei uniósł zgiętą w łokciu rękę, układając ją tak, aby znajdowała się bokiem - od małego palca - ku Jay'owi. W ten sposób wnętrze jego dłoni oraz przedramienia skierowane zostało jakby do środka... A plama mieściła się właśnie na skraju obu tych miejsc. Spoglądając na nią teraz, Elixir odnosił nawet wrażenie, że od ostatniej inspekcji trochę się rozrosła, choć w dalszym ciągu była podłużna - równolegle do długości jego ręki. Sięgała już niemalże do samego łokcia... I błyszczała metalicznie, odbijając światło z każdego dostępnego źródła, a chyba również zarysy otoczenia, choć to ostatnie mógł sobie tylko wyobrażać. Wokół niej kręciła się cała masa czarnych kropek, które sprawiały wrażenie, jak gdyby oderwały się od głównego znamienia.
Josh wbijał wzrok w plamę, wciąż ze stosunkowo obojętnym, ale przede wszystkim spokojnym wyrazem twarzy, który nijak nie odpowiadał temu, jak naprawdę się w głębi ducha denerwował. Nie chodziło już tylko o reakcję Jay'a na ten widok, ale o samą istotę problemu... Wystarczyło mu, że przez cały czas czuł na sobie te zmiany, a dodatkowe na nie patrzenie jeszcze bardziej pogarszało mu nastrój. Mimo to jakoś nie mógł oderwać od nich spojrzenia, ponuro i masochistycznie śledząc powolny, nieomal niezauważalny ruch kropek, które teraz skojarzyły mu się trochę z bąbelkami.
Gdyby Jay chciał na przykład ująć go za nadgarstek albo łokieć, żeby obrócić jego rękę i lepiej obejrzeć sobie plamę - albo jeżeli po prostu poprosiłby go o to na głos - Elixir bez wahania i oporu by mu to umożliwił lub to dla niego uczynił. Uważał tylko, by rudzielec dotrzymał słowa i faktycznie uważał na kontakt z poczerniałą tkanką. Może i szybko się leczył, ale Josh wolał nie ryzykować... Szczególnie że znał swoje zdolności. Nie zdziwiłoby go, gdyby w jakiś sposób zaatakowały czynnik regeneracyjny... Zwłaszcza po tamtym śnie.
- Więc... Tak to się prezentuje - oznajmił z lekkim opóźnieniem, równocześnie nieznacznie wzruszając ramionami, jak gdyby po raz kolejny chciał podkreślić, że to naprawdę nie było nic takiego. Chociaż było. Przy odrobinie szczęścia być może Jay nie zrozumie powagi sytuacji - nie powinien, skoro nie wiedział co ta czerń oznaczała w koszmarze - i rzeczywiście się uspokoi? Blondyn wcale by się na niego za to nie obraził. Wręcz przeciwnie.
- Mam je też w paru innych miejscach, ale tylko ta jest... Widoczna w kostiumie. Albo w normalnych ubraniach, przynajmniej letnich - dodał wciąż podobnym tonem głosu. Wolną ręką sięgnął w końcu za siebie, żeby zgarnąć kurtkę i obrócił się lekko, żeby celnie przerzucić ją na krzesło. Na początek wylądowała na oparciu, lecz już po paru sekundach zsunęła się na siedzisko, co... Tak naprawdę niczego dla Josha nie zmieniało, więc się tym nie przejmował. Jay i tak powinien docenić, że w ogóle starał się zachować jako taki porządek, zamiast podchodzić do sprawy jak we własnym pokoju, stanowiącym namacalny dowód na to, że w przyrodzie rzeczywiście mogło istnieć coś takiego, jak zorganizowany chaos.
Dopiero w tym momencie - oczywiście po powrocie do poprzedniego ułożenia ciała - nastolatek zdecydował się w końcu unieść wzrok na twarz aniołka, przyglądając się jej uważnie, badawczo, jak gdyby teraz to właśnie ją analizował. Z zewnątrz nie dało się poznać, że był zdenerwowany. Nawet jego serce biło najzupełniej naturalnie i spokojnie, o co aktywnie dbał za pomocą swojej biokinezy, dlatego rudzielec nie wyczułby niczego dziwnego nawet w sytuacji, gdyby dotykał teraz jego nadgarstka. Puls utrzymywał się w normie.
Uzdrowiciel nie tłumaczył już niczego więcej, chcąc pozwolić Jay'owi wyciągnąć własne wnioski i ewentualnie zadać mu pytania... Choć nie miałby mu za złe ich braku. Jeżeli aniołek nie zrobi niczego konkretnego, to wtedy Josh będzie się martwił jak dalej pokierować tą rozmową i całym spotkaniem. Pewnie dorzuci jeszcze parę mniej znaczących - niepokojących - informacji i zmieni temat na bezpieczniejszy. Przyjemniejszy. Och, chciał przecież zaprosić rudzielca do jacuzzi w podziemiach! Dobrze, że sobie o tym przypomniał. A obecnie tak naprawdę mógł już sobie na to pozwolić, skoro Jay i tak wiedział o plamach... Musieliby tylko uważać na dotyk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Wto Sie 28, 2018 2:23 pm

Kiedy Josh cofnął rękę, Jay puścił rękaw jego kurtki, widząc, że chłopak wreszcie się zdecydował na jej zdjęcie. Opuścił rękę w dół i nie zmieniając pozycji przyglądał się jego powolnym ruchom, w dalszym ciągu nie poganiając Elixira ani trochę. Skoro już zebrał się w sobie, by to zrobić to nie było powodów do poganiania go.
Jego wzrok od razu skierował się na lewe ramię kiedy te zostało odsłonięte i choć mu się chwilę przyglądał to nie zauważył dosłownie niczego na jego złotej skórze. Czyli ta ręka była zdrowa, nic jej zupełnie nie dolegało. Przeniósł więc spojrzenie na drugie ramię, które zostało odsłonięte. Kątem wychwycił fakt, że kurtka opadła na łóżko za mutantem. Nie była ona w tej chwili niczym ważnym. Wcześniej tylko przeszkadzała w dowiedzeniu się, co takiego jest chłopakowi. Ręka byłą ważniejsza i to na niej rudzielec skoncentrował swoje spojrzenie kiedy Josh je uniósł do góry.
Nie od razu zauważył o co chodzi. Na pierwszy rzut tam również wszystko było okej. Dopiero przyjrzenie się dokładnemu miejscu sprawiło, że zauważył... Coś. Coś bardzo dziwnego. Rozchylił lekko usta, przyglądając się tej czarnej plamie i drobnym kropkom dookoła niej. Tego zdecydowanie się nie spodziewał. Co to w ogóle było? Czarny kolor zdecydowanie nie kojarzył się z niczym dobrym. Zwłaszcza, że normalnie skóra Josha powinna być teraz cała złota. Oczywistym było, że chłopak tym bardziej się martwił. Może gdyby ta plama miała inny kolor to nie zrobiłaby na nim aż takiego wrażenia. Nie sięgał do jego ręki. Jedynie przechylił się nieco, by lepiej się przyjrzeć tej plamie.
Słuchał tłumaczeń blondyna, przeskakując wzrokiem między plamą i jego twarzą. Czyli miał ich więcej. A tylko ta była widoczna w obecnym ubiorze. Ile więcej? Jak dużo plam miał na swoim ciele? Już ta jedna wywoływała w nim niepokój. Przy okazji zerknął za kurtką, która poszybowała na oparcie krzesła, ale zaraz spadła na siedzenie. Nie, nie przeszkadzało mu to. Przynajmniej nie rzucił jej na podłogę, a wiedział jak wygląda pokój Elixira. No, jego połowa, dokładniej mówiąc.
- To... Nie jest żadna trucizna? Nic ci od tego nie jest? - zapytał o pierwszą rzecz, która przyszła mu do głowy, dosyć logiczna. Czarny kolor kojarzył się z czymś złym. W tym przypadku z czymś, co mogło zaszkodzić chłopakowi. Dlatego wolał dopytać. Najdziwniejsze, że tego nie usunął. Widocznie nie mógł. Nie było to jednak działanie magii tamtych kosmitów. Chyba, że opóźniony skutek kontaktu z tamtym czarnym z Houston. Poza tym, Josh kazał mu tego nie dotykać, a to oznaczało, że nie była to po prostu zwykła plama. Coś jednak robiła, miała jakieś działanie.
- Dużo masz ich na sobie? - zerknął na krawędzie ubrania złotego, sprawdzający czy gdzieś nie wystaje kawałeczek inne plamy. Jak wiele skrywały ubrania? Większość ciała miał zasłoniętą przez kostium, a przecież nie będzie kazał mu się rozbierać przed nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 278
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Wto Sie 28, 2018 11:49 pm

Josh obserwował to, w jaki sposób wyraz twarzy aniołka przechodził od zaskoczenia czy może raczej zdziwienia do zmartwienia. Nie komentował tego, bo prawdę mówiąc nawet nie wiedział jak - mimo wszystko dopiero przyzwyczajał się do tego, że ktoś szczerze się nim przejmował - ale uważnie katalogował sobie zmiany malujące się na jego obliczu. Śledził również wzrok rudzielca, pilnując tego, na co w danym momencie padał.
Na szczęście Jay oszczędził mu kontynuowania monologu, bo zdecydował się jednak zadać mu jakieś pytania. W pierwszej chwili uzdrowiciel jedynie wzruszył na nie ramionami, na moment zapominając, że jego celem było sprawienie, aby aniołek przestał się tak bardzo martwić, a nie odwrotnie... Ale na odkręcenie tego było już pewnie trochę za późno, a w dodatku rudzielec i tak poruszył kolejną kwestię, więc Elixir miał trochę ograniczone pole do manewru. Co nie zmieniało faktu, że zamierzał przynajmniej spróbować odkręcić ten nieprzemyślany gest. W miarę możliwości.
- Nie czuję, by na mnie wpływały. Po prostu, po prostu są na mojej skórze, trochę się przemieszczają, ale bardzo wolno, więc ciężko to stwierdzić od samego patrzenia... Ale i tak nie chcę sprawdzać co zrobiłyby komuś, kto by ich dotknął. Po co ryzykować? - wyjaśnił i szczerze mówiąc nawet przy tym nie skłamał. Zataił część prawdy, zgoda, ale jedynie w sprawie własnych przemyśleń, a nie faktów, więc to na pewno się nie liczyło. Albo góra jako pół ujemnego punktu, bo zdecydowanie nie jako cały. Przecież nie było sensu spowiadać się z tego snu. Wydarzenia z niego nie miały miejsca na serio, więc po co?
Jeszcze w trakcie tłumaczenia natomiast blondyn zabrał się już za rozpinanie swojego kostiumu. W tym celu musiał sięgnąć za siebie, żeby pociągnąć za zamek, równocześnie drugą ręką przytrzymując materiał, aby ułatwić sobie to zadanie. W dalszym ciągu nie spuszczał przy tym wzroku z twarzy Jay'a, po części dlatego, że wciąż śledził wszystkie jego reakcje w kwestii plam, ale... Ale teraz również po to, aby zorientować się co chłopak zrobi przez to jego rozbieranie się. Zawstydzi się? Zaprotestuje? A może przeciwnie, jednak okaże jakąś formę zainteresowania? Ciekawe.
Już po chwili Josh zsunął z siebie tkaninę, pozwalając jej zatrzymać się na wysokości swojego pasa, a przez to odsłaniając przed aniołkiem całą swoją klatkę piersiową. W związku z tym materiał zebrał się na jego udach, czym chłopak zupełnie się nie przejmował - ani tym bardziej swoim stopniem odkrycia. Prawdę mówiąc w tym momencie przyszło mu nawet do głowy, że skoro i tak się już częściowo roznegliżował, to pewnie równie dobrze mógłby jednak poprosić Jay'a o coś wygodniejszego do przebrania się do spania... O coś z długim rękawem, rzecz jasna.
- Póki co te... Te przebarwienia znajdują się dość wysoko na moim ciele. Przedramię, ramię, plecy, do tego mnóstwo tych drobnych plamek, ale one i tak trzymają się na ogół przy większych - dodał, w ten sposób przy okazji subtelnie wyjaśniając, że wbrew pozorom jego głównym celem wcale nie było droczenie się z Jay'em, tylko pokazanie mu stanu swojej skóry. Przemawiając, Elixir wysunął do przodu i w dół prawe ramię, aby rudzielec mógł nad nim zerknąć i zauważyć wędrującą zaraz z tyłu czerń. Tej na plecach już nie wskazywał, bo do tego musiałby się całkiem obrócić, na co nie miał ochoty. Chociaż... Rzucając okiem w dół nastolatek przekonał się, że krawędzie plamy sięgnęły już jego boku na wysokości dolnych żeber, więc jednak nawet patrząc z przodu dało się dostrzec ich ślad, o ile wiedziało się, że właśnie tam należało szukać.
Tak naprawdę dopiero w tej chwili do Josha dotarło, że wszystkie te zmiany znajdowały się po prawej stronie jego ciała. Co... Trochę go zaskoczyło, ale nie był nawet pewien tego, czy miało jakieś znaczenie. To równie dobrze mógł być zwykły przypadek, w którym wiecznie szukający wzoru i porządku umysł starał się znaleźć coś więcej,  bo w gruncie rzeczy nie przychodziło mu do głowy żadne inne rozsądne - i mające biologiczne podparcie - wyjaśnienie. No, może poza typowym pomysłem z półkulami mózgu, ale i tak nie wiedział jaki to by mogło mieć związek z jego problemem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Nie Wrz 02, 2018 6:11 pm

Jay lekko zmrużył oczy na to kolejne wzruszenie ramionami. Nie takiej odpowiedzi oczekiwał, a i Josh go nie nabierze tym lekceważącym gestem. Nie miał zamiaru dać się zbyć. Nie kiedy chodziło o zdrowie, a może i życie blondyna.
Na szczęście Elixir zaraz się poprawił, udzielając mu w końcu odpowiedzi. Raczej by nie zatajał, że coś mu grozi od tych plam. A przynajmniej taką nadzieję miał rudy. Najważniejsze, że nie czuł, by te robiły mu krzywdę, a ze swoją mocą od razu by to zauważył. Martwił się jednak, że mogłyby one komuś zrobić krzywdę, czemu chłopak się nie dziwił. Czarny kolor budził złe skojarzenia.
Uniósł natomiast jedną brew kiedy złoty zaczął się rozbierać. Nie miał zamiaru prosić chłopaka o pokazanie reszty plam, ale ten najwidoczniej sam się zdecydował na to. Domyślił się tego kiedy Josh sięgnął do zamka kostiumu i zaczął go rozpinać, odsłaniając swoje ciało do pasa. Skrzydlaty z niemałym zainteresowaniem zmienił pozycję, przemieszczając się tak, by móc spojrzeć na złote plecy, na których również były plamki. By to zrobić, teraz praktycznie stał na czworaka, przechylając się lekko.
- Czyli nici z basenu i tym podobnych rzeczy. Bo zgaduję, że nikomu innemu się nie pochwalisz swoim problemem. - odezwał się wreszcie. Zaraz też cofnął się. Nie wrócił jednak do poprzedniej pozycji, a ułożył nogi jak do klękania, siadając na stopach.
Jay czuł się trochę uspokojony. Wiedział co jest Elixirowi i wiedział, że nijak mu to nie zagraża. Wciąż jednak się martwił, bo coś złotemu dolegało i nie wiadomo co to było.
- No dobrze. Więcej cię nie męczę. Chciałeś się przespać, więc ubieraj się z powrotem. Chyba, że chcesz coś do spania? Choć moje ciuchy mogą być ciut za duże na ciebie. - zaoferował. Choć Josh był dobrze zbudowany to jednak Jay nieco lepiej. Do tego np bluzy dresowe miał nieco przyduże, by łatwiej było chować skrzydła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 278
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Nie Wrz 02, 2018 10:50 pm

Josh lubił zainteresowanie. Przyjemność sprawiało mu bycie w centrum uwagi, ściąganie na siebie zazdrosnych czy pełnych aprobaty spojrzeń... Nigdy tego nie ukrywał, bo może nawet nie byłby w stanie. Problem polegał jednak na tym, że przywykł do innego rodzaju wzroku - a nie do inspekcji, jakiej zdawał się właśnie dokonywać Jay. Spodziewał się po nim pozytywnej albo negatywnej reakcji, ale nie przyszło mu do głowy, że zamiast tego będzie ona niemal kompletnie neutralna... Że rudzielec przyjrzy się jego plamom, ale praktycznie całkowicie zignoruje całą resztę. Bardzo miłą dla oka resztę, z czego Elixir doskonale zdawał sobie sprawę. Naprawdę, jeszcze trochę i jego ego zostanie takim traktowaniem poważnie zranione... W końcu uczucia uczuciami, ale był przecież obiektywnie atrakcyjny. Wypadałoby przynajmniej zerknąć.
Wszystkie te przemyślenia sprawiły, że blondyn aż zmarszczył lekko czoło i na moment przygryzł dolną wargę, mimo to jednak równocześnie pozwalając aniołkowi się obejrzeć. Jak by nie narzekał, plamy były ważniejsze od jego samooceny. Albo należałoby raczej stwierdzić, że w tej chwili ważniejsze było przedstawienie ich Jay'owi, zaspokojenie jego ciekawości i uciszenie niepokoju... Ale owszem, poza tym te znamiona tak czy siak nosiły wysoki priorytet.
Zamyślony i, zgoda, nieco naburmuszony, uzdrowiciel przegapił nawet okazję do rzucenia jakimś tekstem o ich krótkotrwałej bliskości - albo przynajmniej dwuznacznym spojrzeniem spod uniesionej brwi. Chyba tracił wyczucie... Ale zamierzał bezczelnie zrzucić to chwilowe niedomaganie na wycieńczenie. O którym właśnie sobie przypomniał. Całe jego rozbudzenie prędko się ulatniało, przekonując go do tego, by skończyć tę rozmowę i wrócić do pomysłu ze spaniem. Czemu w ogóle z niego zrezygnował? Ach, tak. Bo Jay zainteresował się kurtką. Czyli to wszystko wina skrzydlatego.
- Póki co nie mam takich planów, fakt - potwierdził przypuszczenia Jay'a, choć prawdę mówiąc na usta cisnęła mu się też inna uwaga, z którą dzielnie postanowił się wstrzymać... Lecz nie zrezygnował z niej całkowicie. Och, co to, to nie. Josh podążył za rudzielcem wzrokiem, gdy ten nieco się od niego odsunął i przybrał nową pozycję. Czuł, że powoli schodził z niego stres, przynajmniej na tyle, na ile było to w jego przypadku na co dzień możliwe. To zaskakujące, że pamiętał takie rzeczy, ale Elixir orientował się między innymi w typowym działaniu gospodarki hormonalnej aniołka... Zapewne po prostu dlatego, że spędzał z nim więcej czasu niż z większością mieszkańców Instytutu. Koniec końców już wcześniej - czyli przed utworzeniem New X-Men - należeli do jednej drużyny, co przekładało się praktycznie na grupę towarzyską... Nastolatek znał również naturalne poziomy substancji chemicznych w organizmach pozostałych bliskich sobie osób. Zwykle nie zwracał na nie uwagi, ale mógł.
- Właśnie miałem o to pytać. O coś na przebranie. Tylko... W miarę możliwości o coś z długim rękawem. Z oczywistych powodów - podkreślił na wszelki wypadek, choć wątpił, aby Jay miał przeoczyć coś takiego. Z drugiej strony każdemu czasem zdarzało się zawiesić albo złapać chwilowe zaćmienie umysłowe, więc lepiej było z góry przypomnieć o problemie, by potem nie zwracać uwagi i nie doprowadzać do niezręcznej sytuacji. Ha - i kto powiedział, że Josh nie brał pod uwagę cudzych uczuć? Czasem mu się zdarzało.
Nie czekając nawet na otrzymanie od aniołka jakiejś koszulki czy bluzy, blondyn niechętnie zsunął się z łóżka, aby dokończyć zdejmowanie z siebie kostiumu, w ten sposób zostając w samej bieliźnie. Ani trochę go to nie krępowało - i to z wielu powodów, nad którymi nie próbował się zastanawiać. Prawdę mówiąc nie widziałby niczego złego w położeniu się w takim właśnie stroju, gdyby nie to, że obecnie musiał uważać na plamy... Tylko one go powstrzymywały. No i może odrobinę myśl, że Jay oddelegowałby go wtedy na wolne łóżko. Aż dziwne, że jak do tej pory tego nie zrobił, ale Josh nie zamierzał narzekać - ani nawet o tym wspominać, by rudzielec przypadkiem na to nie wpadł.
- Przy okazji, akurat do wody mógłbym wskoczyć, po prostu wyłącznie z tobą... Skoro i tak już o wszystkim wiesz, to nie mam nic do ukrycia i musielibyśmy tylko być ostrożni. A chodzą słuchy, że w podziemiach znajduje się jacuzzi... - to powiedziawszy, nastolatek posłał Jay'owi przepiękny uśmiech, równocześnie przerzucając także i swój kostium przez oparcie krzesła. Był grzeczny. Nie bałaganił. Powinien dostać za to jakąś nagrodę, tak dla utrwalenia pozytywnego zachowania. Chyba nawet zwróci na to aniołkowi uwagę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pon Wrz 03, 2018 3:44 pm

Jay zwracał uwagę na Josha na swój sposób. Owszem, nie było to zainteresowanie, które szło zauważyć na pierwszy rzut oka. Nie było to też tego rodzaju zainteresowanie, które się ujawniało kiedy ktoś kogoś pociągał fizycznie. W końcu rudzielec nie kochał się w Elixirze. Mimo wszystko jednak był w stanie stwierdzić, że chłopak jest przystojny. Musiałby być ślepy, by tego nie widzieć. Nie było tu jednak żadnego pociągu seksualnego. Raczej zwykłe stwierdzenie faktu. No i ciekawość. Nie tylko odnośnie tych czarnych plam, ale i złotej skóry ogółem. W końcu Josh był cały złoty. Okej, nie on jeden miał inny kolor, ale poza nim chyba tylko Cess miała metaliczną skórę, która się błyszczała w słońcu czy nawet świetle lampki. Oczywiście, że coś takiego było fascynujące.  Najbardziej więc blondyn mógł u niego wyczuć ciekawość. Ta była najsilniejsza kiedy skrzydlaty mu się przyglądał. Poza tym jego neutralne przyglądanie się przechylało się lekko w stronę pozytywną. Tak, złoty był ładny.
Spodziewał się potwierdzenia jego słów na temat nie ujawniania swojego problemu nikomu więcej. Widać było, że nastolatek robił z tego sporą tajemnicę. Jeśli tak bardzo się martwił to Jay nie miał zamiaru go namawiać na nic. Pomoże mu ukrywać to w tajemnicy, a w ostateczności może mu towarzyszyć przy rozmowie z panną Frost jeśli będzie taka potrzeba. W końcu nie wiadomo czy nie zacznie się coś złego dziać z tymi czarnymi śladami na jego skórze. Jeśli plamy zrobią się groźne to trzeba będzie komuś o nich dać znać. Wiedząc już co nieco na pewno czuł się odrobinę spokojniejszy.
- Jasne, domyślam się. Nie chcemy żebyś przypadkiem mnie nimi dotknął skoro martwisz się, że mogą komuś zaszkodzić. - odparł przyjacielowi. Chłopakowi. Jedno i drugi w sumie. Podniósł się z łóżka i podszedł do szafy, by ja otworzyć. Z długim rękawem mógł zaoferować Elixirowi tylko bluzę dresową z kapturem. Wybrał jedną z cieńszych, by nie było mu zbyt ciepło i podał ją blondynowi. Który w międzyczasie się rozebrał do końcu ze swojego stroju. Rudzielec aż się uśmiechnął pod nosem. Tylko gadał o tym, że nie ma rozbieranie, a teraz proszę. Sam się rozebrał do bielizny. Choć podejrzewał, że tamtą zasadę narzucił mu właśnie ze względu na te plamy. Nie chciał, by zostały odkryte.
- Nie wiem czy chcesz tez jakieś spodnie? Jestem od ciebie nieco wyższy, więc bluza i tak będzie długa, a z tego co widzę na nogach chyba nie masz żadnych plam. - jego zdaniem jeśli faktycznie nogi były wolne od czarnych znamion to spodnie nie były potrzebne. Nadal było ciepło i spanie w pełnych dresach byłoby kiepskim pomysłem. Podając, lub nie podając spodni Elixirowi, Jay następnie wrócił na łóżko, by usiąść na nim. Tym razem wyciągając nogi wzdłuż łóżka i opierając się o poduszkę.
- Nie mamy wstępu do podziemi. Zapomniałeś? - Zapytał, nawet nie myśląc, że złoty faktycznie mógłby zapomnieć. Pewnie doskonale pamiętał i, znając go, już myślał o złamaniu tego zakazu. Tak, to by było w jego stylu. Nie przejmowanie się zasadami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 278
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pon Wrz 03, 2018 11:38 pm

Josh zdążył już całkowicie pozbyć się z siebie swojego kostiumu, kiedy Jay podał mu dresówkę, a następnie zwrócił się do niego z propozycją zapewnienia również spodni. W trakcie przyjmowania wspomnianego elementu ubioru - oraz wysłuchiwania pierwszych słów aniołka - blondyn wzruszył lekko ramionami, co było jego pierwszą i ostatnio częstą odpowiedzią. Nie chciał wchodzić rówieśnikowi w zdanie, dlatego najpierw wciągnął na siebie bluzę, ani trochę nie przejmując się tym, że nie bardzo pasowała do tej pory roku - bo na szczęście ze swoimi mocami i tak nie musiał martwić się temperaturą - i dopiero po jej założeniu wreszcie się odezwał.
- Nie, ale dzięki. Zostanę już tak - potwierdził, zapewne zgodnie z przewidywaniami rudzielca. Nawet przy tym na niego nie spojrzał, skupiony na poprawianiu materiału dresówki. Co z tego, że zaraz i tak zamierzał się w niej położyć? Mógł przynajmniej przez chwilę wyglądać w niej dobrze. Z tego samego względu przeczesał zresztą palcami włosy. Doprowadził już ten gest do perfekcji, aby nie potrzebować lustra do ich względnie dobrego układania. Czasami człowiek musiał sobie niestety radzić w warunkach polowych.
Elixir zerknął na Jay'a dopiero wówczas, gdy ten wytknął mu domniemany błąd w jego rozumowaniu, czyli zwrócił mu uwagę na ich brak upoważnienia do przebywania na niższych poziomach. Josh już wcześniej o tym myślał. Można by wręcz rzec, że bardzo intensywnie się nad tym zastanawiał... A jego wybiórcze argumentowanie upewniło go w przekonaniu, iż jako New X-Men powinni móc korzystać ze znajdujących się pod ziemią dóbr. Przecież nie byli już tylko uczniami, prawda? Jasne, wciąż nosili ten tytuł, ale dostali nowe obowiązki, więc powinny się też z nimi wiązać jakieś bonusy. A jeżeli nawet nie, to Josh tak czy siak planował się na to powoływać.
- O wszystkim pamiętam i osobiście twierdzę, że mamy wstęp. Jesteśmy X-Men, tak? Sama nazwa wskazuje. Nowymi, młodymi, wszystko jedno. Grunt, że X-Men - zauważył pewnym siebie tonem, równocześnie mierząc aniołka długim i uważnym spojrzeniem. Jay przybrał właśnie taką przyjemną dla oka pozycję... I dającą mu tyle możliwości, gdyby tylko chciał po nie sięgnąć i nie podejrzewał, że zostanie za nie odepchnięty. Z drugiej strony robili już parę rzeczy, całowali się, więc czemu miałby nie spróbować?
Z tą myślą Josh wykonał krok w stronę łóżka, do którego nie miał w końcu daleko, po czym oparł na nim jedno kolano, aby drugie od razu przerzucić nad biodrami rudzielca. Ze względu na ułożenie ciała aniołka, uzdrowiciel usadowił się tak naprawdę głównie na jego udach, ale trudno. Tak było może nawet lepiej, bo ta pozycja nie powinna aż tak zaalarmować Jay'a... Elixirowi wydawała się być wystarczająco grzeczna, aby skrzydlaty ją zaakceptował. Prawdopodobnie. Oby, bo inaczej może się na moment zrobić dziwnie.
- To co ty na to? Jutro, pojutrze? Nie powiesz mi, że nie masz ochoty wskoczyć ze mną do jacuzzi. Gorąca woda, bąbelki, nikogo więcej w pobliżu... O ile wybierzemy odpowiednią porę... Cisza i spokój - roztaczając przed rudzielcem ten obraz, Josh pochylił się ku niemu lekko, na początek opierając dłonie na jego klatce piersiowej. Zaraz jednak przesunął je nieco wyżej, na ramiona aniołka, a potem wzdłuż nich na boki, cały czas bez pospiechu. Nie było to do końca macanie, a jeżeli już, to bardzo subtelne. Prędzej delikatne i niewinne pieszczoty, podchodzące prawie pod lekkie masowanie.
Po części blondyn badał teren. Chciał ocenić co dokładnie Jay dopuści w nowej sytuacji - czyli na łóżku. Wiedział już, że przytulanie było w porządku i że rudzielec pozwoliłby mu przy sobie zasnąć, a to były cenne informacje... Ale co z mizianiem? Potrzebował wyznaczyć granicę. Oczywiście po to, żeby później stopniowo pracować nad jej przepchnięciem coraz dalej i dalej. Skoro nie musiał już martwić się o ukrywanie plam, to jego problem gwałtownie zmalał.
Dłonie chłopaka w końcu zsunęły się na skrzydła aniołka. Powoli przeczesał palcami jego piórka, czyniąc to na tyle ostrożnie, by za żadne z nich nie pociągnąć. Wiedział jaki mógł na nie nakładać nacisk, bo w końcu biokinetycznie czuł to, w jaki sposób Jay odbierał jego dotyk. Naprawdę wygrał ze swoimi mocami loterię genetyczną... Choć pewnie nie świadczyło to o nim najlepiej, że myślał w ten sposób w chwili, gdy wykorzystywał je po prostu dla przyjemności i rozrywki... Ale kto by się tym przejmował? On zwykle nie. Skoro już je posiadał, to powinien przecież coś z nich mieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Wto Wrz 04, 2018 7:07 pm

Jay nie wiedział, że dzięki swojej biokinezie Josh mógł nawet dostosować swoje ciało do panującej na zewnątrz temperatury. To była jego podstawa do tego, by sądzić, że chłopak odmówi spodni. Co zrobił. Przy rozmiarach tej bluzy praktycznie ich nie potrzebował. Patrzył z niemałym rozbawieniem, jak blondyn poprawia materiał, jakby szykował się do wyjścia gdzieś choć zaraz pewnie pójdzie spać. W końcu po to tu przyszedł, a rudzielec widział, że jest zmęczony. Co wcale go nie dziwiło. Walka na wyspie. Niewygodne spanie w jaskini. Pewnie brakowało mu snu i potrzebował dłuższej chwili na zregenerowanie sił. Przyjrzał się również temu, jak poprawia włosy choć bez większego zainteresowania.
Siedząc na łóżku już, wysłuchał tłumaczeń Elixira na temat podziemi i jego chęci do wykorzystania jacuzzi, które się tam znajdowało. Musiał przyznać, że w pewnym stopniu to co mówił, brzmiało logicznie. Faktycznie byli X-Men. New X-Men. Nie ci oficjalni, ale jednak. Idąc tym tokiem rozumowania rzeczywiście powinni mieć dostęp do tego, co się znajdowało na tamtym piętrze. Tylko, że według niego, gdyby tak było to powinni zostać poinformowani o swoich nowych przywilejach. Z drugiej strony, nie mieli jeszcze żadnego oficjalnego zebrania. Brakowało na to czasu. Więc być może dostaną pozwolenie, ale jeszcze nikt im tego nie przekazał, bo po prostu nie było kiedy. Skrzydlaty, w przeciwieństwie do złotego, nie był tak pewien tego, ale zapewne przy odrobinie namawiania dałby się skusić na ten wypad.
Jego rozmyślania na ten temat zostały przerwane nagłym ugięciem się materaca, a następnie Joshem siadającym mu na nogach. Rudzielec odruchowo odchylił się lekko do tyłu, opierając się bardziej o poduszkę. Póki co kontakt fizyczny w pierwszej chwili sprawiał, że się odsuwał, ale zapewne szybko się przyzwyczai. Szczególnie przy kimś takim, jak Elixir, który wymagał sporo kontaktu fizycznego. Nie tylko dla własnej przyjemności, ale i dla swojej mocy. Powiódł wzrokiem za złotymi dłoniami, które wylądowały na jego klatce piersiowej, a następnie powoli przesunęły się na jego ramiona. Jednak wbrew temu, co myślał, nie był do wstęp do całowania, którego już się spodziewał po blondynie. Zamiast tego nastąpiła próba przekonania go do jacuzzi.
- Zastanowię się, okej? Jutro zobaczymy. Przyznam, że jacuzzi jest kuszące. Nigdy w takim nie byłem. Nie stać mnie na takie luksusy. - odparł, powoli opierając dłonie na na biodrach młodszego mutanta. W takiej pozycji ciężko było cokolwiek innego zrobić z rękoma, a ułożenie ich na biodrach drugiej osoby wydawało się najbardziej odpowiednie. Czuł, jak powoli palce Josha wędrują po jego piórkach i je przeczesują. Chyba spodobały mu się, że musiał je znowu podotykać trochę.
- Czy ty przypadkiem nie byś zmęczony i śpiący? - zapytał, kierując spojrzenie na twarz blondyna. Nie było w tym pytaniu żadnych wyrzutów. Wręcz przeciwnie. Było zadane lekkim tonem, a usta Jay'a były wygięte w delikatny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 278
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Sro Wrz 05, 2018 5:49 pm

Josh zamruczał potakująco na słowa aniołka, tak naprawdę odnosząc się w ten sposób do wszystkich podanych przez niego informacji - zaczynając od obietnicy zastanowienia się, a kończąc na kwestii luksusów. On sam co prawda również nie posiadał jacuzzi w swoim dawnym domu, nawet jeżeli jego była rodzina finansowo radziła sobie całkiem nieźle... Przynajmniej jak na klasę średnią. Nie oznaczało to jednak, że nigdy nie miał z taką wanną do czynienia. Przeciwnie, zdarzało mu się bywać u osób, które posiadały takie - jak to ujął Jay - luksusy, zresztą najczęściej w trakcie imprez... I wystarczy powiedzieć, że na takich domówkach zdarzały się momenty, gdy wiele pomysłów wydawało się dobrych, słusznie lub nie. A blondyn był popularny. Stał na szczycie rówieśniczego łańcucha pokarmowego. W związku z tym mógł sobie pozwolić na sporo... I przyzwyczajenia z tamtego okresu zostały mu do dziś, czego nie było trudno dostrzec.
Spojrzenie Elixira na moment zjechało niżej i chłopak krótko zerknął na dłonie rudzielca, lecz wyjątkowo w żaden sposób nie skomentował ich położenia. W innych okolicznościach może chciałby się trochę z Jay'em podrażnić, ale... Teraz mimo wszystko wolał niczego nie zepsuć. W końcu szło mu tak dobrze, że aż szkoda byłoby to zrujnować dla głupiego droczenia się. Jego wzrok powrócił więc w górę, na twarz aniołka, po czym Josh uśmiechnął się do niego zachęcająco, równocześnie odchylając głowę lekko na prawo. Dzięki swojemu obecnemu umiejscowieniu znajdował się trochę wyżej od rudzielca, dlatego spoglądał na niego spod częściowo opuszczonych powiek...
I wtedy stało się coś niezwykle satysfakcjonującego, a mianowicie Jay sam zaczął się drażnić z nim. Jasne, nie było to nic poważnego, ale za to całkiem uroczego. Szczególnie w połączeniu z uśmiechem malującym się na twarzy aniołka. Och, to chyba znak, że blondyn naprawdę osiągał jakieś sukcesy. Nie wydawało mu się.
- Uważaj, bo jeszcze trochę i pomyślę, że ze mną flirtujesz. A to totalnie zepsuje ci image tego niewinnego i nieświadomego moich złych zamiarów. A raczej zepsułoby, gdyby ktoś jeszcze się o tym dowiedział... - przez sekundę czy dwie uzdrowiciel umyślnie sprawiał wrażenie, jak gdyby rozważał swoje własne słowa, po czym wzruszył ramionami, wyraźnie dając znać, że właśnie porzucał ten tok rozumowania. Wszystko to robił na pokaz, częściowo licząc na ugłaskanie Jay'a przez rozbawienie go.
Zaraz potem jednak Elixir skorzystał już z tego, w jakiej pozycji znajdował się rudzielec - czyli odchylonej do tyłu - aby umieścić się jeszcze bliżej niego. Na początek zupełnie niewinnie skierował swoje zatopione w piórkach palce w stronę rąk aniołka, aż w końcu ponownie oparł dłonie na jego ramionach. Na tym nie poprzestał, tylko przesunął je jeszcze dalej, ku jego szyi, a następnie za nią... W ten sposób ostatecznie go wokół niej obejmując. Wymagało to od niego, aby się pochylił, przez co wreszcie oparł się o klatkę piersiową Jay'a swoją własną - i to do tego właśnie dążył. Nie stykali się ze sobą ściśle i kompletnie, między innymi przez odległość dzielącą ich biodra, lecz blondyn nie narzekał.
- Odpowiadając jednak na twoje pytanie, tak, jestem zmęczony i śpiący. Ale czy to coś złego, że przed snem chciałem, żeby mój chłopak poprawił mi trochę humor? - spytał niewinnym tonem, ani na moment nie spuszczając wzroku z twarzy skrzydlatego. Może i trochę kusił los, ale świat należał przecież do odważnych, prawda? Sztuka polegała na właściwym podjęciu decyzji kiedy warto było zaryzykować, a kiedy bardziej opłacało się wstrzymać czy ograniczyć. Elixir, zgoda, miewał pewne problemy z rozróżnianiem tych sytuacji, ale w tej sytuacji czuł się wystarczająco dobrze.
Nie oznaczało to, że zamierzał zrobić coś więcej. Mimo wszystko naprawdę miał ochotę położyć się spać i planował to zaraz uczynić. Zależało mu głównie na zbadaniu reakcji Jay'a na jego dotychczasowe poczynania, a potem... Potem może jeszcze wyciągnie od niego parę całusów czy innych pieszczot i w końcu da mu spokój. Relatywnie, bo wolałby zatrzymać go ze sobą w łóżku, ale poza tym nie przeszkadzałoby mu, gdyby rudzielec zajął się czymś innym, podczas gdy on sam by wypoczywał. Mógłby na przykład... Pobawić się komórką. Tak, to nie wymagało od niego wstawania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Icarus

avatar

Liczba postów : 155
Data dołączenia : 25/07/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   Pią Wrz 07, 2018 3:41 pm

Jay zauważył, jak Josh zwraca uwagę na to, gdzie ułożył swoje dłonie. Domyślił się jednak, że nie chodzi o to żeby ich tam nie kładł. Ostatnio sam na to nie wpadł i blondyn przekładał jego dłonie na swoje biodra. Teraz on sam to zrobił. Pewnie dlatego tak na to spojrzał. Tym razem sam coś zrobił. Wbrew temu co się mogło wydawać i co nawet Elixir sugerował, rudzielec nie był aż taki nieświadomy. Owszem, nie rwał się jakoś specjalnie do kontaktu fizycznego ani w ogóle do bycia z kimkolwiek, ale to nie znaczyło, że nie wiedział co zrobić w danym momencie. Nie znaczyło to też, że był nieśmiały czy wstydliwy. Bo nie był. Miał swoje doświadczenie choć niewielkie. Poza tym, nie miał już piętnastu lat, by każdy najmniejszy gest miał go zawstydzać. Odnosił wrażenie, że młodszy mutant właśnie tego się po nim spodziewał. Szczególnie, gdy ponownie się odezwał. Najwyżej będzie miał kolejne niespodzianki.
- Może mi to wcale nie przeszkadza? Wystarczy mi image niespełnionego romantyka. To zdecydowanie lepsze od niewinnego i nieświadomego. A twoich zamiarów nietrudno się domyślić. - mówiąc to podniósł lekko jedną dłoń, puszczając biodra przyjaciela i lekko dźgając go w żebra. Chyba tylko ktoś nieznający Josha mógłby się nie domyślać jego zamiarów. Tak poza tym to każdy wiedział o co zawsze złotemu chodzi. W końcu miał swoją opinię, taką, a nie inną. Jeśli ktoś się dowie, że są parą... Cóż, wiadomo było jakie plotki zaczną krążyć po Instytucie i o czym inni uczniowie będą myśleć. Na szczęście Guthrie nie był typem osoby, która by się przejmowała plotkami.
Nie komentując chwilowo nic więcej Jay siedział spokojnie, obserwując - a raczej czując - jak Josh znowu zmienia swoje ułożenie, przesuwając ręce i obejmując go za szyję. Ciężko było nie skojarzyć tego trochę z czymś, co by zrobiła dziewczyna. Siedział mu na kolanach i powoli przesuwał ręce, by go wreszcie objąć. Przechylił się też tak, że teraz byli dużo bliżej siebie. Zdecydowanie blondyn wiedział co robił, próbując wprowadzić odpowiedni nastrój tym co robił. Może nie do końca tym, co mówił, ale on nie miał zamiaru narzekać. Całkiem ciekawie było obserwować jego poczynania. Starania.
- Oczywiście, że to nic złego. Wręcz przeciwnie. Niefajnie, jak masz zły humor. No, ale teraz zdajesz się być w o wiele lepszym nastroju niż w momencie kiedy tu przyszedłeś. Może będziesz miał lepsze sny teraz. - odparł z uśmiechem. Czy się gniewał na to, co robił Elixir? Pewnie, że nie. Nie miał do tego żadnych powodów. Tym bardziej, że był grzeczny i trzymał się granic, które sobie wyznaczyli. Gdyby próbował którąś przekroczyć to zostałby ściągnięty na ziemię przez skrzydlatego. Nie ważne, jak bardzo postara się o odpowiedni nastrój, nie dostanie pozwolenia na przekroczenie granic. Szczególnie tych, dotyczących skrzydeł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój Icarusa   

Powrót do góry Go down
 
Pokój Icarusa
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Pokój wizytowy
» Pokój Chemika
» Pokój Gościnny (-) - Piętro
» Pokój Wspólny
» Czerwony pokój zabaw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: North Salem :: X-Mansion :: Piętro-
Skocz do: