Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Wto Maj 23, 2017 8:58 pm



Misja dyplomatyczna CORE w Federacji Alranois. Placówka nie jest objęta zasadą eksterytorialności, znajdujący się w niej personel podlega prawom państwa przyjmującego, jak również DSAT lub organizacji pochodzenia. Ambasada wypełnia szerokie spektrum zadań, często niestandardowych dla Ziemskich warunków, jak np. polityczne, kulturalno-prasowe, naukowo-technologiczne, ekonomiczne, handlowe, finansowe, wojskowe, rolne, konsularne czy administracyjne oraz kwaterunkowe.

Budynek wyróżnia się nie tylko wyglądem ale również poziomem zabezpieczeń. Mimo braku eksterytorialności, placówka jest silne chroniona technologicznie, jak również przez personel DSAT.

Ambasada CORE ulokowana jest na południowy wschód od Dreaq. Mieści się w monumentalnym, nowoczesnym budynku wyposażonym w wiele dróg dojazdowych, setki biur czy nawet punktów turystycznych. W miejscu tym można znaleźć zarówno pomieszczenia czysto urzędowe, jak również bufety, sklepy czy nawet mieszkania - znajdujące się w wydzielonej części placówki. Ogromną konstrukcję wieńczą cztery wieże, dwie rozmieszczone lustrzanie (lecz nie będące identycznymi) po obu stronach budowli, jedna - mniejsza - pomiędzy nimi, jak również jedna znajdująca się w lewym skrzydle. Poza tym, kilka sporych tarasów widokowych, wyznaczonych na budynku oraz w jego najbliższej okolicy - lądowisk, parkingi pod budynkiem oraz przy nim. Do budynku prowadzi nawet stacja szybkiej kolei, prosto ze stolicy. Teren placówki nie jest w żaden sposób ogrodzony, każdy ma tutaj wstęp, poza wyszczególnionymi sekcjami samej budowli, które dostępne są dla autoryzowanego personelu.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Nie Sie 20, 2017 5:33 pm

NPC Storyline - AAF|AP|Faith Hartley|Jinkusu

Przed placówką, jak zawsze, znajdował się tłum ludzi. Gapie, odwiedzający, pracownicy czy ochrona albo siły Alranois. Niektórzy siedzieli na ławkach, inni stali gdzieś na poboczu, rozmawiając lub najzwyczajniej - przechadzając się po okolicy. Ludzi było dość sporo. Nikt nie zwracał uwagi na broń, pojazdy wojskowe, policyjne czy jakichkolwiek innych służb. Dla tutejszych, było to dość normalne. Zwłaszcza w tym miejscu. Poza pieszymi, po ulicy poruszały się pojazdy. Od zwykłych, cywilnych samochodów, wjeżdżających do podziemnego parkingu, po wielkie pojazdy wojskowe czy nawet opancerzone pojazdy kołowe. Na niebie było podobnie. Co jakiś czas przylatywał lub odlatywał helikopter, lądując na dachu ambasady, w wyznaczonym do tego miejscu. Jakby wszyscy mieli to bardzo dużo obowiązków, a sama placówka była bardziej centrum życia społecznego, a nie tylko miejscem przeznaczonym na dyplomację.
-Placówka CORE na Ziemi. Jedyna. - Zaczęła kobieta, formułując odpowiedź na zadane przez Akirę pytanie. Faith skierowała swe spojrzenie na ogromny budynek, przytłaczający okolicę rozmiarem. - -Wcześniej, oficjalnie, był to budynek rządowy. Centrum obrony. Teraz już oficjalnie,
Ambasada CORE. Imperium Crathygtanskie. CORE, Crathygtan Operations Response Emergency.

Dopowiedziała, wracając wzrokiem do obu kobiet. W tym dokładnie momencie, minęła ich czwórka żołnierzy Alranois, którzy podążali szybkim, wojskowym krokiem, ku budynkowi. Atena zerknęła na nich, by po krótkiej chwili znów spojrzeć na Amelię oraz Akirę. Akurat, gdy padło drugie pytanie.
-To przekażę wam poprzez ISACa. Sama muszę ustalić, jak wygląda obecna sytuacja oraz dalszy plan.
Wyjaśniła, jednocześnie wykonując krótki gest dłoni, wskazujący, by obie podążyły za nią. Cała trójka udała się ku wejściu do kompleksu, mijając przy tym sporo ludzi, przechodniów czy pracowników. Miejsce dość tłoczne.
Przy wejściu również znajdowali się uzbrojeni wartownicy. W tym momencie, wartę pełni członek ERT, ubrany nieco luźniej, rodem z Houston. Znajdował się on po lewej stronie wejścia. Po prawej natomiast, stał żołnierz AAF. Ten już w pełnym umundurowaniu. Choć odnośnie uzbrojenia, to można by się sprzeczać, kto miał lepsze zabawki oraz gadżety. Oczom trójki kobiet ukazała się ogromna hala, witająca przybyłych. W środku znajdowały się liczne miejsca siedzące, stoły, pufy - rozłożone strategicznie przy ścianach. Można było znaleźć kilka automatów z napojami czy przekąskami oraz najważniejsze - pięć punktów informacyjnych. Cztery znajdowały się przy ścianach, w rogach sali. Piąty - na samym środku, zbudowany na planie pięciokątu. Faith nie była tu po raz pierwszy, więc nawet się nie zatrzymała. Od razu skierowała się ku środkowemu punktowi informacyjnemu. Podchodząc bliżej, oficer odpięła od ramienia ISACa, kładąc go na blacie, jak tylko znalazła się w jego zasięgu. Recepcjonistka zmierzyła oficer wzrokiem, a następnie przysunęła niewielki czytnik do urządzenia, które zgrało wymagane dane, pozwalając bez opóźnień wyłapać kto to jest i po co przyszedł.
-Do tego pokój z dwoma łóżkami dla kobiet za mną.
Dodała krótko. Recepcjonistka skinęła głową, a następnie wyciągnęła niewielki tablet z piórem elektronicznym, podając go Faith. Ta podpisała się, a następnie odwróciła w kierunku Akiry oraz Amelii, podając im dwie, płaskie, białe karty.
-Dwudzieste siódme piętro, południowa wieża, pokój S437. Pokój, dwa łóżka, łazienka, telewizja, kuchnia i czego wam tam jeszcze potrzeba. Możecie swobodnie poruszać się po terenie ambasady. Jeśli nie będziecie mogły gdzieś wejść, powie wam o tym ochrona bądź nie przepuszczą was drzwi. Do przemieszczania się używacie kart lub ISACa. Wszystko. Skontaktuję się gdy coś ustalę.
Wyjaśniła kobieta, wskazując im jeszcze drogę do windy, którą mieli dostać się na swoje piętro. Następnie chwyciła za własnego ISACa, który nadal leżał na blacie. Przyczepiła go do ramienia, po czym odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia. Atena miała inne sprawy na głowie. Poza tym posiadał w Alranois własny apartament, z którego nie omieszka skorzystać, skoro już tutaj trafili.
Dziewczyny zostały pozostawione samym sobie. Oczywiście ze wskazanym kierunkiem oraz dostępem do pokoju, który wcześniej im przydzielono.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Pon Sie 21, 2017 6:12 pm

Z każdą chwilą coraz bardziej cieszyła się, że dochodzi wieczór. Im niżej słońce stało na niebie tym więcej miała sił i lepiej kontrolowała głód. Co w tłumie ludzi- potencjalnych przekąsek, było bardziej niż mile widziane. Patrzyła uparcie na Atene i skupiała się na tym co kobieta ma im do powiedzenia, choć dźwięk płynącej w żyłach będących najbliżej niej istot żywych poważnie ją rozpraszał. Nie mówiąc, już o tym, że kły próbowały jej się wysunąć. Udało jej się powstrzymać tylko dlatego, że niedawno jadła. Jednak osłabienie wywołane słońcem zwiekszało odczuwanie głodu, który przecież nigdy jej nie opuszczał. Miała jednak na tyle przytomności umysłu by być pod wielkim wrażeniem całokształtu miejsca, w którym się znaleźli i zauważyć kątem oka kilka ciekawych rzeczy. Na określenie całej okolicy, ale przede wszystkim budownictwa nasuwało jej się tylko jedno słowo, przynajmniej na razie- majestetyczne. Wokół było po prostu ładnie. Jej uwagę zwróciło jednak przede wszystkim zagęszczenie ludności, która w nosie miała wszechobecne wojsko. Tak naprawdę nigdy w żadnej ambasadzie nie była, ale wydawało jej się, że inne tego typu miejsca nie są aż tak zaludnione. Szczególnie pod koniec dnia. Czy ci wszyscy ludzie- z dużym prawdopodobieństwem w dużej mierze pracownicy placówki, nie powinni już zmierzać do swoich domów? I jeszcze jedno... czemu ten budynek jest taki wielki?
-Miasto w mieście...'
Wyszeptała zamyślona rozglądajac się wreszcie nieco bardziej uważnie zaraz po tym jak Faith odpowiedziała na ich pytania. Bo właśnie tak to wyglądało. Ambasady są zazwyczaj w jakiejś konkretnej miejscowości, zazwyczaj stolicy lub innym z jakiś powodów ważnym mieście. Ambasada CORE zaś wyglądała jakby sama w sobie była małym miastem. Ludzie wokół, choć część z nich stanowili wojskowi i pracownicy placówki, wydawali się po prostu tu być. Nie koniecznie mając cokolwiek wspólnego z dyplomacją czy polityką. Jakby teren wokół budynku był dla okolicznych ogólnodostępnym parkiem rekreacyjnym.
- Czyli ambasada była tu już wcześniej, tylko nieoficjalnie?
Spytała cicho. Sposób w jaki Atena przedstwaiła to miejsce zwrócił jej uwagę. Coś za dużo " oficjalności".
Odprowadziła wzrokiem czterech mijających je żołnierzy. Sądząc po mundurach byli na służbie w siłach Alranois. Spojrzała pytająco na Atene, zauważając, że ona również zwróciła na nich szczególną uwagę. Wcześniej nikomu za specjalnie się nie przyglądała.
Uzyskując odpowiedź na swoje pytanie odnośnie czasu i miejsca zbiórki tylko kiwnęła głową, dając znać, że dotarło do niej, co przy jej obecnym stanie mogło nie być wcale zbyt oczywiste. Wyglądała pewnie gorzej niż się czuła, bo powoli wracały jej już siły, ale nie koniecznie przekładało się to na jej aparycje. Dalej dość chwiejnie stała i była blada bardziej niż zwykle.
Ruszyła za dowódcą z lekkim opóźnieniem, bo musiała jednak zebrać siły by poruszyć mięśniami, więc pewnie ostatecznie szła za Akirą lub jeśli dziewczyna poczekała na nią obok niej.
Nie bardzo odpowiadało jej, że wokół jest tylu ludzi. Osłabiona czuła się bardzo niepewnie w większych skupiskach ludzi.
-Co tu tyle ludu?
Spytała wreszcie nie mogąc się zwyczjnie dłużej powstrzymać. Akurat mijali wejście, gdzie "powitali" je wartownicy. Różnice między nimi może nie były rażące, ale rzucały się w oczy. Nie skomentowała tego jednak. Bo i po co.
Tak jak fasada kompleksu, tak jego wnętrze robiło wrażenie, szczególnie ilość przestrzeni. "Normalnie jak w dobrym hotelu" skomentowała w myślach. Innych skojarzeń nie miała. Wnętrze przypominało jej lobby. Podążyła za dowódczynią do środkowego punktu informacyjnego. Przysłuchując się rozmowie tylko utwierdzała się w swoim stanowisku, ze kompleks przypomina hotel. Tyle, że wielki i przezanaczony dla wojskowych i polityków.
Wzięła kartę i skinęła Atenie głową, by później spojrzeć na swoją towarzyszkę.
-Do pokoju?
Spytała unosząc lekko brwi z przyjaznym uśmiechem. Zdaje się, że pierwszy raz odezwała się do Akiry, ale przynajmniej wreszcie to zrobiła.
- Oporządzić się, a potem może pozwiedzać.
Może nie miała za wiele sił, ale ochota by obejrzeć sobie ambasadę była zbyt wielka by przejmować się jakimś tam osłabieniem. Zresztą już miała się lepiej. Niedługo zachód więc w ogóle będzie jak nowonarodzona. Teraz czekała tylko, co jej towarzyszka zdecyduje. Miała nadzieję, ze poprze jej pomysł. Była samotniczką z przymusu nie wyboru. Wolałaby jednak zwiedzać z kimś niż sama.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akira

avatar

Liczba postów : 96
Data dołączenia : 02/03/2016

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sro Sie 23, 2017 11:02 pm

Zdecydowanie się czuję tutaj nieswojo. Chyba wina tego, że to miejsce, które kompletnie jest dla mnie obce - pomyślała Akira, spoglądając na mijanych ludzi.  - Zazdroszczę trochę. W sumie...  Niezła mieszanka tutaj. I nie wychodzi na to, że to jest coś niecodziennego - pozostawały jej własne rozmyślania na temat tego co widziała. - Zdecydowanie jeszcze czegoś takiego nie widziałam. W sumie, odkąd opuściłam Nowy Jork widuję same nowe rzeczy - westchnęła w myślach. - Nie da się ukryć. Aż dziwne, że nie zawiesiłam się w którymś momencie. I w sumie, ten budynek na serio jest gigantyczny!
Międzyczasie wysłuchała odpowiedzi na swoje pytanie, po czym delikatnie skinęła głową na znak, że odpowiedź dotarła do niej. Nie wyjaśniało to jednak jej wszystko, co chciała wiedzieć, jednak dodatkowe pytania już podarowała sobie. Myślę, że jeśli będzie trzeba, to dowiem się wszystkiego, co potrzebuję. Jeśli nie... Cóż. Mówi się trudno. Dojrzała sam gest, więc... Po prostu poszła.
Po minięciu przez nie wartowników, znalazły się w środku owego gmachu... Który również robił piorunujące wrażenie. Wielkie. Zdecydowanie wielkie. Rozejrzała się z zaciekawieniem, by zaznajomić się również z tym, co znajdowało się tutaj. Zerknęła również na Amelię, wyrównując również krok, by nie iść przed nią.  Nie odzywała się przez ten czas.
W końcu jednak przyszło im zatrzymać się. Blondynka zerknęła w stronę recepcjonistki, po czym, zanim ponownie kobieta nie odezwała się do nich, zastanawiając się, jak bardzo jeszcze to miejsce zdoła ją zaskoczyć.
Po zakończonej rozmowie, skupiła się na Faith.
- Okej - wzięła od niej kartę. W sumie to nie jest zbyt skomplikowane. Po prostu mamy nie wchodzić byle gdzie i być w pobliżu. Odprowadziła ją wzrokiem, by potem przekierować uwagę na Amelię.
- Huh? - zaskoczyło ją to, że zwróciła się bezpośrednio do niej akurat teraz. - Dobra - wzruszyła lekko ramionami, gdy pierwsze odczucie zniknęło. - Może być. Chociaż nie jestem najlepszą osobą do towarzystwa - uprzedziła ją z miejsca.
Perspektywa jakiegokolwiek ogarnięcia się przemawiała do niej zachęcająco, dlatego też zamierzała przystać na propozycję towarzyszki. Pozostawało teraz udanie się do pokoju, prawda? Zerknęła na kartę.
- Czyli idziemy? - spytała się, by się upewnić, co do tego. Po tych słowach, skierowała się w odpowiednim kierunku, starając się dostosować swoje tempo do niej, by ani jej nie wyprzedzić, ani nie wlec się. Pozostawało dojść do wcześniej wskazanej windy i wybranie odpowiedniego piętra.
- Coś szczególnie chcesz zobaczyć? - spytała się jeszcze.
Niedługo potem dotarły - o ile wcześniej się nie rozdzieliły - na odpowiednie piętro.
- Hm... Teraz tylko ten pokój... - mruknęła do siebie, rozglądając się, by sprawdzić, w którym kierunku należy się udać... I tyle. Znaleźć pokój, użyć karty, dostać się do środka... Byle nie byłoby zbytnich problemów.
- Jak chcesz, to idź pierwsza do łazienki.  Poczekam - sama chciała chociaż trochę się ogarnąć, zanim gdziekolwiek dalej poszłaby. O zmianie ubrań chyba nie było mowy, ale przynajmniej ciut się odświeżyć. Brawo Akira. Teraz tylko poczekać, kiedy się potkniesz i palniesz coś głupiego. Z zaciekawieniem rozejrzała się po samym pokoju, by zobaczyć, co dokładnie się tutaj znajdowało.
- Nie mam pojęcia, gdzie możemy się udać, więc pozostawiam wolny wybór tobie - powiedziała jeszcze, nawiązując do jej wcześniejszej propozycji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sob Wrz 09, 2017 9:10 pm

NPC Storyline - Ancalagon|AAF|AP|Jinkusu


Zgodnie ze wcześniejszym wskazaniami, droga na górę prowadziła windą. Oczywiście dla chętnych - nadal istniały schody. Widna, jak reszta budynku, była bardzo nowoczesna. Nie przesadnie, nadal zachowywała ziemskie standardy. Guziki zostały zastąpione panelem dotykowym, na którym wyświetlały się klawisze. Wystarczyło dotknąć odpowiednik numerek, by maszyneria poruszyła się i dostarczyła pasażerów na piętro w iście ekspresowym tempie. Widna pokonała wszystkie piętra raptem w kilka sekund, błyskawicznie się rozpędzając, a następnie wyhamowując na odpowiednim poziomie.
Drzwi windy otworzyły się, a oczom kobiet ukazał się znak wskazujący kierunek oraz numerację poszczególnych pokoi. One musiały skręcić tutaj w prawo. Ich pokój znajdował się stosunkowo niedaleko. Gdy tylko wyszły na korytarz, oczy obu zarejestrowały natychmiast, że nie znajdowały się tutaj same. Przy jednym z szerokich okien, długich na całą wysokość ściany, znajdowała się spora istota. Znana już Akirze. Obiecał, że wróci i powrócił. Wysoki na ponad dwa i pół metra, czerwonołuski gad, stał w korytarzu. Ręce miał splecione za plecami, na wysokości ogona, który swobodnie spływał w dół, zataczając koło przy łapach stworzenia. Czerwone, zadbane łuski zdobiły jego ciało, nie nosząc na sobie żadnych oznak zniszczenia, brudu, uszkodzeń czy zadrapań. Ramiona, korpus, górną część łba oraz podłoże ogona, opancerzone było przez płyty, spod których delikatnie świeciła ognista energia, jakby wewnątrz gada znajdowała się magma bądź lawa. Błękitne ślepia smoka wpatrzone były w jakiś punkt za oknem. Był zamyślony, spokojny, choć stał niczym na baczność. Wyprostowany, dumny, silny. Z zamyślenia wyrwał go odgłos kroków, osób, które wyszły na korytarz. Stwór poruszył delikatnie uchem, nadstawiając je w kierunku dźwięku. Jego źrenice rozszerzyły się nieznacznie, a istota obróciła się ku obu kobietom, witając je spokojnym, przyjaznym uśmiechem.
-Po wszystkim. Więc dołączam do ciebie. Jak dałem słowo.
Wypowiedział, wykonując kilka korków naprzód oraz pochylając lekko łeb, przy jednoczesnym przymknięciu ślepi. Na krótką chwilę, w geście powitania oraz szacunku do obu kobiet. Samiec pozwolił sobie na zlustrowanie wzrokiem obu kobiet, najpierw Akiry, a następnie Amelii. Do tej drugiej się nie odezwał wprost, jednie przywitał gestem, na początku. Bardzo niespotykanie, jak na widmo, gdyż te tak nie czyniły. Dodatkowo, potrafił mówić, wykorzystując do tego swój pysk. Coś, czego widma normalnie nie były w stanie czynić. Nikt nie domyśli się, że ta istota to istny mieszaniec. Z resztą z zewnątrz wyglądał na normalnego i spokojnego. Gorzej, że w środku miał ochotę wybuchnąć emocjami, bo właśnie spotkał kogoś, kogo nie widział od prawie pół tysiąca lat.
Zależnie, jak kobiety zareagują, stwór poczeka lub przesunie się na bok, ustępując im drogi, by te mogły dotrzeć do apartamentu. On oczywiście podąży za nimi. Pokój był dość standardowy, choć nowoczesny i bardzo zadbany. Łazienka, dwa łóżka, stolik przy każdym, do tego nie wielka półka czy szafa na ubrania i rzeczy osobiste. W pakiecie z telewizorem, radiem oraz widokiem na góry. W łazience identyczny standard. Nowocześnie, jednak bez szału pięciu gwiazdek. Nie było tu przesadnych luksusów, choć braku wygody również nie można było odmówić. Głównie ze względu na poziom technologii.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sob Wrz 09, 2017 10:30 pm

Zmieszała się lekko widząc zaskoczenie Akiry, gdy odezwała się wreszcie bezpośrednio do niej. Wszystko przez to, że wcześniej nie miała sił rozmawiać ze swoją towarzyszką. Dziewczyna pewnie uważała, że Amelia ją ignoruje, jest nadęta czy coś w tym stylu. Uśmiechnęła się smutno do Akiry. Jej mina wyrażała zarówno skruchę jak i zmęczenie, które choć malało nadal trochę jej doskwierało.
-Ja jeszcze przez jakiś czas też nie będę zbyt towarzyska. Za co z góry przepraszam, jak również za to, że wcześniej nie zaczęłam żadnej rozmowy -powiedziała wciąż z tym lekko zmęczonym, ale nadal, typowo dla siebie, ciepłym uśmiechem na twarzy.
Kiwnęła głową i ruszyła w kierunku wind. Nie szła szybko. Właściwie wręcz wlokła się nie chcąc tracić energii na szybszy chód. Starała się nie wyglądać przy tym jak zombie, zachować prostą postawę i wysoko uniesiąną głowę, no i otwarte oczy. To ostatnie okazało się najtrudniejsze. Powieki ciążyły jej jakby grawitacja zaczeła na nie mocniej działać.
-Nie. Po prostu rozejrzeć się. Niedługo odzyskam nieco wigoru i chiałabym w miarę możliwości poznać to miejsce. Wydaje się intrygujace. A ty masz jakieś preferencje- wracały jej siły i stawała się coraz bardziej rozmowna.
Uniesieniem brwi i miną pełną podziwu powitała funkcjonowanie windy. Pomijając panel dotykowy, który nie był jakoś szczególnie szałowy, winda była cicha, szybka i nie trzęsła.Przy okazji miała całkiem ładny wystrój, choć w przypadku tak małych przestrzeni trudno o czymś takim mówić. Nie mniej jednak było przestronnie i mimo nowoczesności, która bywa zimna i aż nazbyt sterylna, przytulnie. Uśmiechnęła się z uznaniem i kiwnęła w pytajacym geście do Aki. Była ciekawa czy dziewczynie również spodobała się winda. Dla Am taka nowoczesna, super szybka winda nie była szczególnie wielkim zaskoczeniem. Właściwie byłaby bardziej zaskoczona, gdyby winda taka nie była. Przebywały w końcu w ambasadzie CORE. Korzystając z jak się okazało bardzo krótkiej chwili, gdy nie musiała stać prosto, oparła się o ścianę windy i lekko przygarbiła.
Gdy drzwi się otworzyły odepchnęła się od ściany stawiając jednocześnie szybki krok na przód i rozejrzała się szybko wokół. Wskazała delikatnym gestem kierunek, w którym, zgodnie z umieszczonymi na ścianach znakami, powinny się udać. Zrobiła to całkiem odruchowo i dosyć szybko, nie dając zbyt wiele czasu swojej towarzysce by się rozejrzała i sama zauwazyła znaki. Ledwie jednak wyszły z windy i skierowały się na odpowiedni korytarz zauważyła, przy jednym z szerokich okien jakie się tam znajdowały, stworka. Nie wiedzała na pierwszy rzut zmęczonego oka czy to jaszczurzy desorin czy widmo. Po dokładniejszym przyjrzeniu się, czyli po jakiejś sekundzie patrzenia na stworka, zaczęła skłaniać się ku temu drugiemu. Uśmiechnęła się ciepło, unosząc przy tym lekko brwi, co nadało jej twarzy wyraz pełen sympatii i lekkiego zaskoczenia. Nie spodziewała się zostać tu żadnego widma. Tym bardziej czerwonego. Nie krępując się specjalnie, bo i po co i czym, zlustrowała pełnym uznania spojrzeniem sylwetkę nieznajomego. Podobał jej się bardzo kolor jego łusek. Czerwony kojarzony jest często z agresją, jednak na tym stworku kojarzył jej się raczej z ciepłem domowego kominka. Wrazenie robiło również dziwne, lekko mgliste światło wydobywające się spod płyt pancerza nieznajomego gada. Jakby był powoli wygasającym wulkanem, w którym spod zastygającej powoli pokrywy wciaż wyglądają żyły gorącej, płynnej magmy. Stał dumnie, niemal na baczność, co troszkę rozbawiło Amelię. Wyglądał jak żołnierz czekajacy na rozkazy od dowódcy. Jeszcze bardziej rozbawiło ją drgające ucho. Uszy istot nasluchujących czegoś zawsze ją bawiły. Po prostu wydawało jej się to strasznie urocze jak tak drgają i obracają sie. Zachichotała cicho.
Odwzajemniła uśmiech spoglądając na nieznajomego przyjaźnie. Lekko zaskoczyło ją to, że przy takim zabarwieniu łusek, gad miał intensywnie niebieskie oczy. Prawie jak jej własne, tylko nieco jaśniejsze. Jej przypominały kamienie lapis lazuri, jego błekitne niebo. No i w jego tęczówkach brakowało srebrzystej plamki. Nie powiedziała nic na powitanie. Jedynie uśmiechała się i schyliła głowę, naśladując niecodzienny, jak na widmo, gest samca.
Spojrzała zaskoczona na widmo słysząc jego głos. Nie żyby było z nim coś nie tak. Był całkiem przyjemny. Chodziło o to jak mówił. Samiec uzywał ust przy formułowaniu słów, zamiast telepatycznie zwracać się wprost do ich myśli. Aż zamrugała zaskoczona dokładniej przyglądając się pyskowi samca. Jednak nie zauważyła żadnych różnic. Wyglądał tak samo jak każde inne znane jej widmo. Jednak mówił, a ona była do tej pory święcie przekonana, ze właśnie anatomia pyska nie pozwala tym wspaniałym istotom na porozumiewanie się za pomocą ust.
-Tylko ja tu nikogo nie znam? -spytała rozbawionym tonem spoglądając już bez zaskoczenia to na samca to na Akire. -Witaj. Jestem Amelia miło mi cię poznać i chętnie postałabym tu dłużej i pogadała... ale potrzebuje dużo zimnej wody, a i łóżkiem bym nie pogardziła, więc może odłożymy zapoznawanie się bliższe na za 10 minut -dalej mówiła rozbawionym tonem. Zwracając się jednak do samca jej głos nabrał cieplejszych nut przez co brzmiał bardziej przyjaźnie i serdecznie. Na koniec wypowiedzi gestem wskzała drzwi do pokoju, prosząc w ten sposób by samiec się odsunął i przepuścił ją, umożliwiajac otworzenie drzwi za pomocą karty. Weszła spokojnie do apartamentu.
-Super dzięki. -rzuciła do Akiry i posyłając ciepły uśmiech samcowi ruszyła do łazienki. Nie siedziała tam długo. Wzięła dość szybki, bo bardzo zimny prysznic, wysuszyła się, przebrała i wyszła. Prysznic miał na celu oczywiście ochłodzić i obudzić ją. Na szczęście zimna woda działa pobudzająco nawet na takie mieszańce jak ona.
Z szerokim i dużo bardziej przytomnym, niż kilka minut wcześniej, uśmiechem oraz wilgotnymi włosami zawiazanymi w kok wyszła do części sypialnej pokoju i przysiadła na wolnym łóżku.
Teraz nieco bardziej przytomna lepiej przyjrzała się samcowi. Dalej nie kryła się z tym, ze mu się przygląda. Gdzieś wewnątrz czuła, ze polubią się z czerwonołuskim, a to oznaczało, ze będzie mogła na sporo sobie względem niego pozwolić. Miała przemożną ochotę przeprowadzić swoje badanie. Stwierdziła jednak, ze może najpierw trochę porozmawia z samcem. Uśmiechała się więc na razie tylko serdecznie.
-Skąd się znacie? -zapytała tak na początek. Nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akira

avatar

Liczba postów : 96
Data dołączenia : 02/03/2016

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Pią Wrz 15, 2017 1:29 am

Zamrugała oczami, po czym na jej twarzy zagościł na krótki moment delikatny uśmiech.
- Okej. Przeprosiny przyjęte... Chociaż myślę, że jesteś winna mi chociaż w małym stopniu jakieś wyjaśnienie - powiedziała, myśląc nad tym... Po czym wzruszyła ramionami. - Nie przejmuj się. Nawet ja widzę, że jesteś zmęczona. Podróże na każdego wpływają inaczej - nie znała prawdziwej przyczyny zmęczenia Amelii, więc uznała, że chodziło rzeczywiście o to, że kilka godzin spędziły na podróży... W czymś, co miała ochotę przyrównać do latającej skrzynki. Tak z czystej złośliwości, chociaż główną przyczyną było to, że nie było tam okien.
- Nie wiem. Chyba po prostu by zobaczyć, co to właściwie za miejsce. Może coś międzyczasie mnie natchnie, by ujrzeć konkretną rzecz, miejsce. Aktualnie... Nie...
Nie znała tego miejsca, więc nie potrafiła konkretnie sprecyzować, co chciałaby zobaczyć. Z drugiej strony jednak skoro i tak padła propozycja co do zwiedzenia tego miejsca, i się zgodziła... No, może na coś ją natchnie. Może nie.
No dobra, tutaj nawet winda potrafi zrobić wrażenie - pomyślała. Zerknęła w stronę kobiety, po czym widząc jej uśmiech, sama uśmiechnęła się z lekka niemrawo i delikatnie skinęła głową. Tak, podobało się jej to, chociaż z drugiej strony na swój sposób odczuwała niepewność. Zdecydowanie nie czuła się przyzwyczajona do tego co widziała. Ciągle dla niej to wszystko było nowością.
Koniec końców, po opuszczeniu windy, nie zdążyła się zapoznać lepiej z korytarzami i by poszukać jakiś wskazówek co do odpowiedniego kierunku. Zauważyła gest tamtej i jej szybki ruch, więc chcąc nie chcąc, ruszyła za nią. W tym wyborze przeważyło to, że nie chciała zostać sama... I wolała jednak trzymać się bliżej osoby, którą znała... Albo chociaż kojarzyła.
No i wtedy dotarło do niej, że nie były tutaj same. Na dodatek od razu rozpoznała, kto tutaj był. Mimowolnie uśmiechnęła się łagodnie. Zdecydowanie było miło zobaczyć kogoś, kto znała dłużej i przez ten czas zdołała polubić.
- Fajnie, że jesteś - powiedziała do niego. Cieszyło ją to, że dotrzymał słowa i to, że ponownie mogła go ujrzeć. W sumie nie potrafiła powiedzieć nawet dlaczego... Chyba po prostu... Nie, nawet tego nie była pewna. Zdecydowanie nie. Chociaż... Mogło sporo przeważyć na tym fakt, że niezbyt dogadywała się z innymi przez swój charakter. - Witaj ponownie, An.
Po tych słowach usłyszała wypowiedź Amelii.
- Okej, to chodźmy wszyscy do środka - powiedziała potem. No i pozostało dostać się do środka ich pokoju... Apartamentu... Nie była pewna, jak to nazwać. Bądź co bądź, zerknęła ino na moment, jak właściwie Am otwierała drzwi za pomocą karty, po czym weszła za nią do środka.
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Dobra, tutaj chyba jednak nie dam się zaskoczyć. Jest jeszcze normalnie. Wygląda na nowoczesne, ale jednak normalne. To trochę przynosi ulgę.
- Nie ma sprawy - zwróciła się do kobiety.
Gdy już zostali tutaj sami, przekierowała swoją uwagę na Smokowatego. Przekrzywiła nieco głowę.
- Dasz się przytulić na przywitanie? - spytała się go. Jeśli nie miałby nic przeciw, podeszłaby do niego objęła i wtuliła się na moment, zanim ponownie nie powróciłaby na poprzednie miejsce.
- I jak było? Udało ci się to wszystko ogarnąć? - Akira czuła się lepiej niż wcześniej. Zdecydowanie fakt, że żywiła do niego pozytywne uczucia - nawet jeśli wstydziłaby się przyznać i powiedzieć to wprost - sprawił też, że była bardziej otwarta. A przynajmniej jej się tak wydawało, bo w końcu to nie jej było to oceniać.
- Długo czekałeś tutaj? - zastanawiało ją to po prostu.
W momencie, gdy Amelia już wróciła i usłyszała jej pytanie, na moment się zawahała.
- Z Nowego Jorku - odparła jej. - Myślę, że można powiedzieć, iż przez przypadek i moją ciekawość - dodała jeszcze. Aktualnie nie była pewna, czy właściwie powinna iść i pozostawić ich czy nie. W sumie... - Przepraszam, ale opuszczę was na kilka minut - Akira poszła również do łazienki, by wziąć szybki prysznic, wysuszyć się i takie tam, by potem po kilku minutach powrócić do nich. Nie zawijała włosy w żaden ręcznik, pozwalając, by wilgotne kosmyki włosów opadały jej na plecy.
- Dużo przegapiłam? - spytała się po powrocie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 478
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Pią Wrz 15, 2017 11:28 am

Opuszczając miasto Fenris miał głowę pełną myśli. Zaprzątał ją sobie rzeczami przyziemnymi, jak to czego się do tej pory dowiedział o Midgardzie, jego mieszkańcach, oraz jak przedziwnym przeżyciem smakowym był „kebs na cieńkim” w sosie mieszanym. Myślał też o rzeczach ważnych, jak wydarzenia ostatnich dni. Nie rozumiał, ale też za bardzo nie obchodziło go jak atak na Houston odbije się na ludzkości. On sam zafascynowany był zupełnie innym tematem.
Widma.
Do tej pory wilk uważał się za jedną z najpotężniejszych istot jakie znał. Ekscytacji z pojedynku mógł mu dostarczyć zaledwie jego wuj Thor, oraz przypuszczalnie, dziad Odyn. Byli najpotężniejszymi z rasy, która w swej pysze aspirowała do boskości. Jednak wilk był niemal niczym kalekie dziecko w starciu z Urkyn'Vareis. Zastanawiał się ile widm trzeba by było, aby obrócić w perzynę pałac wszechojca i jego wojowników. Dwoje? Troje?
Jedno?
Nie mógł pojąć jakim cudem dowiedzieli się o nich wcześniej. Sama ich potęga powinna być dobrze znana wszerz i wzdłuż całych dziewięciu światów. Przy tym wszystkim, wydawali się wilkowi jednak bardzo ludzcy. Czuli gniew, czuli też strach. Na wspomnienie o sprytnym kłamstwie Asuny wilk aż uśmiechnął się pod nosem.
Przypomniał sobie o Onurisowej łusce leżącej spokojnie na dnie plecaka. Moc, którą dostałby w zamian za nią u pradawnego z pewnością przyda się gdy już stanie naprzeciw Odyna. Skoro był tutaj uwięziony (jakby nie próbował na to patrzeć, to na wyspach i tak czuł się jak więzień), równie dobrze może zacząć poszukiwania starszego widma.
Tutaj jednak znowu był w kropce. O ile walka z widmami sprawiała wilkowi dziwną satysfakcję i wielki honor, tak ich zdolność do umykania jego  zmysłom bardzo go konfundowała. Ustalił że jeśli nie może znaleźć widma, odnajdzie kogoś, kto zadaje się z nimi na porządku dziennym. Znał tylko jedną taką osobę, a z tego co właśnie czuł, przetrwała ona jakoś atak na miasto.
Odwrócił wielki łeb w stronę, z której wyczuwał zapach Amelii. Wokoło niej było bardzo wielu członków CORE. Tym lepiej, pomyślał. O ile pamiętał wojownicy CORE również utrzymywali dobre stosunki z Urkyn'vareis. Nie było jeszcze tak bardzo późno, więc zrezygnował z szukania legowiska w tutejszych lasach i skierował się w tamtą stronę.
Jako że zwyczajowo nie przychodziło się z wizytą z pustymi rękoma, odnalazł po drodze szynk z wyrobami miodosytnymi i z lubością napełnił cały plecak. Bądź co bądź właśnie przetrwali potyczkę, a z tej natury należała się im biesiada. Amelia była chyba najbliższym druhem wilka podczas bitwy, więc to z nią wzniesie kielich braterstwa. Z chęcią wychyliłby go także z Daalkiinem, ale relacja między nimi dwoma była przynajmniej napięta.
Gdy dotarł w końcu do ziem ambasady przez chwilę zaskoczyła go architektura budynku. Pierwsze co mu przypomniał to oczywiście pałac Odyna, co sprowokowało w nim odruchowy gniew. Przekonał sam siebie jednak, by nie oceniać książki po okładce i ruszył tropem Amelii.
Wilk starał się używać głównych dróg i wejść, aby przypadkiem nie doprowadzić do kolejnego faux pas. Podążał za zapachem jak tylko się dało. Aż nie natrafił na część strzeżoną przez zbrojnych strażników. Zdecydowany załatwić to w „midgardzki” sposób, udał się za znakami wiodącymi go do informacji.
- Szukam Amelii Stein. Wiem że zatrzymała się w tym budynku. Przybyła niedawno z Houston. Jak mogę ją odnaleźć?
Jeśli było to konieczne, przedstawił się jako Wilk Ulf. Nie łudził się że utrzymanie maskarady było jakkolwiek możliwe, ale Amelia poznała go po prostu pod tym imieniem i może lepiej go będzie kojarzyć.
Jeśli ekspedientka okazała się pomocna, podążył za jej wskazówkami, licząc w myślach do dziesięciu za każdym razem gdy jego cierpliwość wystawiana została na próbę. Jednak wyjątkowo dobrze trzymał nerwy na wodzy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sro Paź 11, 2017 8:38 pm

NPC Storyline - Ancalagon|AAF|AP|Jinkusu

Ancalagon odsunął się na bok, przepuszczając je i ruszając zaraz za nimi. Z tego miejsca było to raptem kilka kroków. Do środka wszedł jako ostatni, zaraz rozglądając się po pomieszczeniu. Szczególnie zainteresował go wystrój wnętrza oraz przystosowanie pomieszczenia do bycia wykorzystywanym przez dwie osoby, które mogłyby tu zamieszkać. Na dobrą sprawę, wszystko tutaj było. Stwór obserwowałby otoczenie dalej, gdyby nie nagłe zwrócenie uwagi na Akirę, która sprowokowała go do skupienia na sobie uwagi. Pytanie jakże przyjazne, które spowodowało u stwora lekkie rozbawienie. Aż tak się za nim stęskniła? Toż to ledwo kilka godzin. Nic jednak nie odpowiedział. Klęknął jedynie, rozkładając ręce na boki i otwierając się na krótki gest. Sam lekko objął dziewczynę, dając jej na te kilka sekund rozładować emocje tudzież nabawić się od niego nieco pozytywnej energii.
-Przeżyłem.
Rzucił krótko, choć z tonu wypowiedzi szło wywnioskować nieco inne znaczenie tego słowa. Ancalagon dosłownie, tylko przeżył. Nie osiągnął nic poza tym. Puszczając ją, czerwonołuski dał dziewczynom zająć się sobą, a sam wykonał kilka kroków przed siebie, by zaraz usadowić się na jednym z dwóch wolnych łóżek. Leniwie rozłożył się, kładąc łeb na poduszce, dodatkowo wciągając dłonie pod łeb, a na samym końcu uginając lewą nogę i zakładając na nią prawą, by łapy nie zwisały mu z za małego łóżka. Na dobrą sprawę nie podzieliły się jeszcze tym, która gdzie śpi. Ale to nie był jego konkretnie problem, a An nie zamierzał stać, jak słup - kiedy one się ogarniały.
Na dole, Fenris spotkał się z dwojaką reakcją. Z jednej strony, był ignorowany przez strażników czy żołnierzy Alranois albo operatorów CORE stacjonujących w tym budynku. Z drugiej, niektórzy cywile wydawali się nim bardzo zaciekawieni, czasami nawet poddenerwowani, lekko wystraszeni lub niepewni. Choć nikt nie panikował. Kobieta siedząca przy punkcie informacji, spokojnie wskazała Fenrisowi drogę, informując mu do jakiej windy ma się udać, a następnie które piętro wybrać. Dalej wystarczyło posłużyć się znakami na ścianach, wskazującymi numery pokoi. Zanim więc wilk na dobre się obejrzał, zapewne znalazł się pod drzwiami pokoju, którym teraz znajdowała się pozostała trójka kompanów.
-Mamy gościa.
Zasygnalizował dziewczynom stwór, zanim Fenris zacznie rozkminiać metody przeforsowania informacji, że stoi po drugiej stronie oraz przyszedł do kogoś w jakiejś sprawie. Ancalagon nie wydał się tym poruszony, po prostu wylegując się dalej na łóżku. Ze wszelakich prób pozbycia się go, zwyczajnie nic sobie nie zrobi. W końcu nie bardzo ktoś był w stanie dyktować mu, co ma robić, jak i w jaki sposób.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 478
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sro Paź 18, 2017 12:41 pm

Wilk ,nieco niechętnie, musiał przyznać że czuł tu się wyjątkowo dobrze. Racja, wielu zwracało na niego uwagę, niektórzy nawet się z tym szczególnie nie kryli, ale wszystko wskazywało na to że uważali że jest raczej "na miejscu". Wyróżniał się z tłumu, ale nie był sensacją, czy nieproszonym gościem. Zupełnie jak w Asgardzie za jego złotych czasów, gdy mógł jeszcze przemierzać jego ulice jako pełnoprawny wnuk Odyna.
Szybko odsunął od siebie bolesne wspomnienie.
Z pomocą kobiety z informacji nie miał żadnych problemów z odnalezieniem właściwego kierunku. Już wcześniej zauważył zamiłowanie Midgardczyków do oznaczania kierunków. Miało to swoje wady jak i zalety, jednak wilk nie chciał się zanadto nad tym rozwodzić.
Przemierzając kolejne korytarze Fenris szukał woni innych Densorinów. Ciekawiło go jak wielu z tej wojowniczej rasy tutaj stacjonuje. Oczywiście cały czas dobrze czuł też zapach Amelii, do której się zbliżał, tak więc oznaczenia na ścianach tylko potwierdzały jego przeczucie.
Gdy w końcu znalazł się przed drzwiami znowu stanął przed problemem różnic cywilizacyjnych. Jednak w ostatnich dniach zdążył nauczyć się w takich przypadkach schować dumę do kieszeni i „poeksperymentować” z drzwiami. To, albo po prostu tracił cierpliwość.
Rozejrzał się więc najpierw za jakimiś widocznymi przyciskami, potem przesunął dłonią po drzwiach, starając się wywołać panel dotykowy. – Otwórz się! – nakazał na wypadek komend głosowych – Wilk Fenris przybył do Amelii. . - W końcu zaś pomimo braku kołatki zdecydował się załomotać do drzwi.
Razem z Amelią w pomieszczeniu była jeszcze jedna kobieta. Jej służba? Nie. Wilk pociągnął nosem. Jej giermek. Kobieta pałała chęcią dołączenia do zastępów CORE. Do tego była w Houston. Wcześniej jednak nie widziała wiele wojny. Pewnie wyznaczyli ją do noszenia rzędu za Amelią aż się nie wprawi.
Gdy (jeśli) w końcu drzwi stanęły otworem, wilk energicznie wparował do środka.
- Amelia! Widzę że zastałem cię w zdrowiu! – zaczął radośnie – Nie dawałem wiary możliwości, by nasze drogi już nigdy się nie przecięły. Tak się jednak nie stało. Czas na blót!
Fenris wspominał oczywiście zniszczenie całego miasta. On sam miał wiele szczęścia że się wykaraskał. Ciekawe jak udało to się Amelii. Wyminął ją szybko i z brzdękiem odstawił plecak pełen miodu na najbliższym stole.
Dopiero gdy rozejrzał się po pomieszczeniu zauważył przebywające w nim widmo. Stanął jak wryty zaskoczony tym widokiem. Fakt, wilk znowu zbyt bardzo zaufał swojemu węchowi i wyszedł na głupca, ale trudno zmienić lata przyzwyczajeń tylko dlatego że od kilku dni zdawają się one nie sprawdzać.
Fenris od razu rozpoznał jaszczura. Była to ta sama bestia, która ocaliła skórę jemu i Daalkiinowi. Wilk szybko wziął się w garść i uderzył pięścią w pierś w geście powitania.
- Ah!, więcej towarzyszy boju, niż spodziewałem się zastać w tych progach. Wiele ci zawdzięczam, przyjacielu. Prawdopodobnie nawet życie. Nie zostaliśmy jednak sobie przedstawieni. Wilk Fenris. – wyciągnął łapę do gada. Przedstawienie się było oczywiście zbyteczne, bo widmo mogło to wszystko wyczytać z jego głowy, jednak wilk chciał zachować pozory normalności.
Po tym wszystkim od razu udał się w stronę najbliższej szafy, z której wyczuł szkło i wyjął sobie spory kufel, który od razu napełnił.
- Wypijmy za tych którzy polegli i za tych, którzy walczyć będą dalej! – wzniósł kufel w starym toaście i gdy inni do niego dołączyli od razu opróżnił połowę. – Za wilka, który wraził sztych w gardziel Czarnego Ognia. – dodał już ciszej z wyrazem podziwu w głosie.
Midgardzki miód był dużo słabszy, niż ważony w kadziach bogów. Był jednak dużo gorszy w smaku i satysfakcjonująco wykrzywiał po wypiciu. Od biedy nadawał się do toastów.
- Gdzie jest twój brat, Amelio? Spodziewałem się wznieść z nim dzisiaj kufel. – zapytał dziewczyny wprost. Oczywiście chciał się dowiedzieć jaki los spotkał białe widmo, zwłaszcza w kontekście spotkania egzekutorów. Nie chciał jednak od razu zarzucać dziewczyny natłokiem pytań. Odpowie mu na tyle, na ile będzie chciała. Może jej reakcja oraz emocje powiedzą mu coś więcej, gdyby dziewczyna wolała milczeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Czw Paź 19, 2017 7:09 pm

Ramiona Amelii lekko opadły, a z ust wydostało się ciche westchnienie, jakby jej bardzo ulżyło. I tak właśnie było. Bardzo martwiła się tym, co pomyśli o niej Akira. Bała się, że dziewczyna może uznać ją za nadętą lub wyniosłą. Nie zdziwiłaby się. Ludzi, którzy nie próbują choć odrobinę się socjalizować zazwyczaj postrzega się w dość negatywny sposób. Ucieszyła się więc niezmiernie, gdy towarzysząca jej dziewczyna przyjęła przeprosiny. Przygryzła jednak  trochę zmieszana dolną wargę, gdy Akira wspomniała o wytłumaczeniach. Powiedzenie przerośniętemu wilkowi czy wielkiej jaszczurce, ze jest się kimś w rodzaju wampira (wciąż pozostawało w niej wpojone przekonanie, że wampirem nie jest) nie wydawało się niczym wyjątkowym. Wątpiła by w którejkolwiek z tych istot wzbudzała jakieś obawy. Powiedzenie lub choćnby zasugerowanie tego istocie ludzkiej nie było już dla niej takie... proste. Biorąc pod uwagę jak zazwyczaj postrzegani są krwiopijcy miała pełne prawo odczuwać pewien dyskonfort wynikający z obawy, że mogłaby wywołać u swojej towarzyszki strach. Na razie przytaknęła tylko na wnosek jaki wyciągnęła dziewczyna. Chciała nieco lepiej poznać Akirę, a raczej dać jej się poznać choć odrobinę, nim wyjawi jej czemu tak na prawdę była zmęczona. Poza tym jej zmęczenie powoli mijało wraz z przybliżającym się wieczorem. Wszelkie oznaki senności i wycięczenia również z każdą chwilą były coraz mniej wyraźne.
Zanim zniknęła w pomieszczeniu służącym do wszelkich zabiegów higienicznych zobaczyła jak An klękał i przytulał Akirę. Uśmiechnęła się widząc ten obrazek. Sama chętnie by się do kogoś przytuliła, tylko na razie nie miała za bardzo do kogo. Może później dobierze się do samca. Wydawał się przyjzany, więc możliwe, że jej nie zje jak mu zaproponuje badanie. Już miała zamknąć drzwi gdy usłyszała co gad powiedział, a raczej jakim tonem to powiedział. Zatrzymała się w półruchu zamykania drzwi i spojrzała na Ana pytająco spod zmarszczonych brwi. Wypowiedziane przez niego słowo, choć pojedyńcze wiele mówiło przez ton z jakim wydostało się z ust samca. W oczach Am od razu rozbłysło pytanie, ale również troska. Naturalnie nie lubiła, gdy ktoś w jakikolwiek sposób źle się czuł, a coś jej mówiło, że An jest co najmniej niezadowolony z rozwoju wypadków. Nie została jednak dłużej, dając tej dwójce przywitać się jak trzeba.
-Ou. Moje miasto... Ciekawość to bardzo niebezpieczna rzecz-zawołała wesoło słysząc o swoim rodzinnym mieście. Na koniec, mówiąc o ciekawości, przybrała teatralnie poważną minę, a głosowi nadała "tonu znawcy". Ostatecznie z pomiędzy jej ust wydostał się wesoły chichot. Zmęczenie niemal całkowicie jej minęło i nabierała typowego dla siebie dobrego humoru. Uśmiechała się serdecznie. Nie szczerzyła się jednak jak głupia. Jej uśmiech, choć jak najbardziej szeroki, był jednak przede wsyztskim ciepły. To ten typ wyrazu twarzy, który ma sprawić, ze każdy w twoim towarzystwie czuje się komfortowo, a także jeśli nie przede wszystkim mile widziany.
Siedziała przodem do gada i opierając łokcie na kolanach, a brodę na dłoniach patrzyła na niego z serdecznym uśmiechem,przynajmniej do momentu aż Akira nie wyszła z łazienki i An nie wspomniał o gościu. Nie specjalnie zdziwiła się, że samiec wie o istocie za ich drzwiami jeszcze zanim ta zapuka. Jeśli nie wyczuł zapachu przybysza to pewnie miał jakieś inne zdolności pozwalajace mu zorientować się, gdy ktoś się zbliża. Świetny słuch na przykład. Ona siedząc tak i patrząc się na samca niczym przysłowiowa sroka w malowany gnat po części wyłączyła się, więc dopóki ich niespodziewany gość nie znalazł się w pobliżu drzwi, a przez szpary w nich nie dostał się jego zapach nie wiedziała w ogóle, że ktoś tam jest. Nic więc dziwnego, że w pierwszym odruchu spytała zaskoczona:
- Atena?
Nie wydawało jej się by ktokolwiek inny mógł je odwiedzić. Jednak kobieta mówiła, że wezwie je i sprawiała przy tym wrażenie, chętnej zobaczyć je wcześniej niż to konieczne. Raczej chciała się zająć innymi obowiązkami, dziewczyny zostawiając same sobie. Dopiero na słowa Ana jakby " włączyła się" i skupiła na tym co za drzwiami. Dzięki dobremu węchowi rozpoznała kto jest nagłym przybyszem

Nic cię nie ominęło, tylko siedzieliśmy i napawaliśmy się chwilą odpoczynku. Wpadłaś akurat jak coś zaczęło się dziać. Chyba nie tylko Ciebie Akira, ktoś postanowił odwiedzić-odpowiedziała dziewczynie jednocześnie energicznie, niczym mała sprężynka wstała i podeszła do drzwi. Akurat chwytała za klamkę gdy istota z ich drugiej storny zapragnęła ujawnić swoją obecnosć głośno i wyraźnie, łomocząc w biedne drewno, bo inaczej nie dało się tego określić. Była lekko zdziwona, że drzwi wytrzymały.
Choć wiedziała kto stoi z drugiej strony już od kilku dobrych sekund nie była w pełni przygotowana, że Fenek wparuje do pomieszczenia o mało jej przy tym nie tratując. Bolesne by to było z pewnością. Pewnie nie zostałoby po niej więcej niż miazga. W porę na szczęście zeszła, a właściwie zeskoczyła mu z drogi z cichym westchnieniem zaskoczenia. Spojrzała na wilka szerkoko otwartymi oczami,by zaraz uśmiechnąć się szeroko i pokręcić z lekkim wyrazem pobłażliwości na twarzy głową. Zachowanie Wilka było dla niej równie zabawne, co zwyczajnie nie właściwe. Jego entuzjazm mógł być uznany za względnie uroczy, jednak powinien uważać, czy wchodząc nie robi z gospodarza wycieraczki do swoich łap. No chyba, ze taki byłby jego zamiar...Spokojnie zamknęła drzwi i weszła za wielkiem głębiej do pomieszczenia, gdzie znajdowały się łózka, a w ich okolicy pozostała dwójka je towarzyszy. Podeszła do Fenka i gdy tylko ten odstawił jakiś dzban z bliżej jej nie znaną substancją, na pobliski stoliczek objęła go lekko.
-Też się cieszę, że cię widzę Wilku- rzuciła odwuwajac się po zaledwie sekundzie. Pamiętała, ze Fenek nie przepada za tuleniem, więc nie chciała przedłużać. Jednak ona uwielbiała tulić i głaskać i inne tego typu czynności wykonywać, dlatego pozwoliła sobie na to króciutkie powitalne przytulenie. Tym bardziej że nie udało jej się wcześniej dobrać do łuskowatego samca. Odczuwała przemożną potrzebę tulenia
- Czyli tylko ja tu nie znałam An...cala...gona...Ana- spojrzała pytająco na samca sprawdzając, czy ten nie ma nic przeciwko skróceniu imienia- wcześniej? - spytałą z udawanym wyrzutem. - Musimy to nadrobić!- rzuciła z szerokim uśmiechem patrząc groźnie na samca dając mu tym znać, ze nie odpuści. Powzięła zamiar dobrania się do jego łusek, wiec nie ma siły na ziemi i niebie, która by ją powstrzymała. Najwyzej trochę z tym poczeka, ale ostatecznie An spędzi z nią trochę czasu, przy pierwszej nadarzającej się okazji.
Usmiechała się rozbawiona obserwując Fenka. Wzniosła z nim toast, wcześniej jednak wyciągając też odpowiednie szkła dla Ana i Akiry. Zaproponowała im nalewki i nalała jeśli się zdecydowali. Nie zdziwiła by się gdyby odmówili. Nie bierze się cukierków od nieznajomych i nie pija mikstur od obcych wielkich wilków. Sama upiła zaledwie łyczek, właściwie jedynie zwilżając napojem wargi. Gównie by nie urazić Wilka, który przybył do niej specjalnie po to. Później już tylko trzymając kufel w dłoniach przysiadła na łóżku, na którym siedziała przed przybyciem Wilka. Znów usiadła w siadzie krzyżnym przodem do Ana, tym razem jednak specjalnie zostawiła koło siebie jak najwięcej miejsca. Zapraszającym gestem wskazała wolną przestrzeń materaca Wilkowi.
- Chciałabym to wiedzieć... odpowiedziała z lekką rezygnacją i widocznym smutkiem spuszczając nieco głowę i kierując swój wzrok gdzieś w kąt pokoju zamyślona.Rozmyślała nad tym co się działo, gdy ostatnio widziała Onu. Jak bardzo w tamtej chwili zawiodła. Zastanawiała się, czy brat będzie miał jej to później za złe. Czy Nodin jej czasem nie przerobi na amunicje czy coś w tym stylu. Przede wszystkim jednak martwiła się o brata. Chciałaby być przy nim, choćby tylko po to by wiedzieć co się z nim dzieje, czy nic mu nie jest. Zrezygnowanie, jakiś bliżej nieokreślony rodzaj poczucia winy, smutek i tęsknota, a przede wszystkim troska mieszały się w niej tworząc bardzo nieprzyjemną mieszankę. W dłoniach trzymała mały kufelek i obracała go,. starając się wziąć w garść. Po dłuższej chwili uniosła wzrok, który jednak wciąż wyrażał smutek i zmarwienie.
- Mam nadzieję, ze już niedługo oboje będziemy mieli okazje wypić z nim toast przy wspólnym stole- uśmiechnęła się smutno i z cichym westchnieniem spojrzała na Fenka. Potrząsnęła głową i z całych sił postarała nadać ciału bardziej rozluźnioną postawę, a głosowi weselszy ton.
- Którędy prowadziły towje ścieżki od naszego ostatniego spotkania?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akira

avatar

Liczba postów : 96
Data dołączenia : 02/03/2016

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Wto Paź 24, 2017 12:04 am

Zamrugała oczami, słysząc, że ktoś ma tutaj przyjść... A może bardziej, że już przyszedł. Huh? Gość? Nie wiedziała, kto to mógłby być i zarazem nie przychodziło jej na myśl żadne rozwiązanie. Skończyło się na tym, że lekko wzruszyła ramionami i skupiła się na Czerwonołuskim, póki co, nie siadając nigdzie.
- Widzę, że jest ci tu dość wygodnie - stwierdziła Akira. - Jest jakaś szansa na to, byś zrobił mi trochę miejsca? - spytała się go, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Chciała usiąść na tym samym łóżku, na którym leżał, nawet pomijając już fakt, że łóżko obok było prawie wolne. Taka chwilowa zachcianka. Przynajmniej starała się nie brzmieć zbyt niemiło. Uśmiechnęła się na krótki moment, po czym opuściła luźno ramiona, by po parunastu sekundach odwrócić się w kierunku wejścia.
- Rozumiem - rzekła na słowa Amelii. - Myślisz...? - zaciekawiła się tym, o kogo chodziło. Chciała zobaczyć, kto tutaj przyszedł... Po czym odczuła nutkę niepewności. Nie wiedziała, jak powinna odpowiednio zareagować. Spokojnie, Akira - starała się uspokoić samą siebie w myślach. Nie stała w centrum uwagi, co w tym momencie było zbawienne. Czuła się na swój sposób uchroniona od dalszej rozmowy, w której mogła powiedzieć coś nieodpowiedniego... Według osób trzecich.
Mimo wszystko, gdzieś tam wydawało się jej, że udawanie części dekoracji pomieszczenia nie będzie dobry pomysłem... Ani próba bycia jakąś stojącą figurą. Dlatego też przywitała się cicho i odsunęła się kawałek, by nie stać na ewentualnej trasie. Odgarnęła kosmyki włosów za plecy. Szczerze mówiąc... - dziewczyna wydawała się być nieco onieśmielona obecnością owej osoby. - Nie wiem co zrobić ze sobą teraz... Ale dobra. Spróbuję się skupić na tym, co jest teraz.
- Podziękuję - zwróciła się do Amelii w momencie, gdy proponowała jej napój. Odwróciła wzrok, po czym westchnęła cicho... I skupiła się na Am. - Idę się przejść, nie będę wam przeszkadzała. Pozwiedzamy potem to miejsce - nie chciała, by któreś z nich poczuło się urażone jej zachowaniem, bardziej chciała... Chyba można to nazwać, że chciała zapewnić im nieco prywatności.
- An, chcesz się przejść? - spytała się go. - Nie chcę specjalnie błąkać się sama - dodała jeszcze cicho. Spojrzała jeszcze na koniec na ową dwójkę, uśmiechając się lekko.
Pozostawało jedynie opuścić owe pomieszczenie po tych słowach, co też zrobiła... Sama lub też nie. Bądź co bądź, odbiła w prawą stronę, idąc powoli bez widocznego celu. Jeśli nie była teraz sama, zdecydowała się podjąć rozmowę.
- W sumie, chyba nie przeprosiłam cię jeszcze za swoje zachowanie, prawda? - spytała się, nie podnosząc głosu. - Gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy - westchnęła cicho. - Mam dość nieprzyjemny charakter.
Splotła dłonie za plecy. Wcześniej widziany dobry nastrój i uśmiech wydawały się zaniknąć w momencie, gdy wyszła z pokoju, a zostały one zastąpione zamyśleniem i pewnego rodzaju smutkiem. Starała się zebrać jakoś odpowiednie słowa, zanim zdecydowała się powiedzieć coś więcej.
- Dość ciężko zaakceptować fakt, że tyle się wydarzyło od tamtego momentu - dodała jeszcze. - Aż sama się sobie dziwię, że nie zwinęłam się gdzieś na bok, zamykając się całkowicie w sobie - stwierdziła, zatrzymując się w momencie rozwidlenia dróg, by rozejrzeć się, zanim wybierze kolejną część trasy. Zdecydowała się tym razem skręcić w lewo.
Wyciągnęła ręce w górę, przeciągając się, po czym przeczesała palcami włosy, sprawdzając czy nadal są wilgotne. Nie minęło dużo czasu od umycia ich, więc czuła między palcami, że nie wyschły.
- Nah. Koniec smutnych rzeczy. Szczerze mówiąc, An, cieszę się, że cię spotkałam. Chciałabym móc poznać więcej tak fajnych osób jak ty i wyjść ze swojego małego świata - spojrzała na niego i uśmiechnęła się do niego. Strata osoby, którą zdołało się obdarzyć pozytywnym uczuciem bolała. Przekonała się o tym w momencie "zniknięcia" Susan. Mimo tego, gdzieś w głębi siebie nie chciała się przez to zniechęcać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Pią Lis 17, 2017 5:00 pm

NPC Storyline - Ancalagon|AAF|AP|Jinkusu

Zanim widmo zdążyło na dobre zareagować, rozległ się odgłos walenia w drzwi oddzielające pokój od korytarza. Przez myśl przeszło mu, jak bardzo projektanci tego budynku musieli przewidzieć podobne sytuacje, umożliwiając drzwiom pozostać całym oraz w ramach, pomimo czyjejś próby dostania się do środka. Unosząc łeb do góry oraz stawiając uszy pionowo, czerwonołuski obserwował, jak wilk wparował do pomieszczenia, niczym do siebie, całkowicie nie zdając sobie sprawy z obecności widma. Przynajmniej dopóki go nie zauważył, wyraźnie zaskoczony, że nie był w stanie wykryć wcześniej dodatkowej istoty w pomieszczeniu. Skoro wszyscy zwrócili już na niego uwagę, czerwonołuski szybkim ruchem zeskoczył z łóżka, stając na swych łapach i prostując korpus. Ręce opuścił wzdłuż ciała i zmierzył wilka wzrokiem. W przeciwieństwie do niego, widmo nie okazywało takiego entuzjazmu z powodu spotkania. Wrażenia nie zrobiło na nim uderzenie w pierś, ani tym bardziej wyciągnięta ku niemu dłoń. Można by powiedzieć, że oliwy do ognia dolała nieumiejętność Amelii względem wypowiedzenia jego imienia, co czerwony podsumował krótkim, wymownym spojrzeniem.
-Ancalagon Ogniołuski, egzekutor.
Krótka odpowiedź padła z jego pyska, niemniej widmo nie zamierzało odwzajemniać żadnego, z gestów dłonią. Okazanie pazurów względem Urkyn'Vareis było prostą metodą, by doprowadzić do prowokacji. W dalszym biegu wydarzeń, Ancalagon nie przyjął żadnej szklaki, nie mając zamiaru w tym uczestniczyć. Ratunkiem okazała się więc Akira, wypowiadając zdrobnioną wersję jego imienia, na co samiec zareagował natychmiastowym skierowanym na niej uwagi. Krótkim skinięciem łba potwierdził chęć opuszczenia pokoju, po czym ruszył za nią, ignorując dalszą część prowadzonej tutaj rozmowy. Wychodząc, stwór chwycił swą mocą przyniesiony przez Fenrisa trunek, co objawiło się w krótkim, czerwonym błysku dookoła napoju, a następnie nagłej zmianie koloru - na prosty, przezroczysty. Czerwony zmienił przyniesioną zawartość w czystą wodę, nie pytając nikogo o zdanie. Jedynie chwycił klamkę drzwi, które zamknął za sobą, opuszczając pokój.
Nie czekając, widmo udało się za Akirą, zaraz podchodząc do nie i trzymając krok po jej lewej stronie. Tutaj już zamilkł, wsłuchując się w to, co miała mu do przekazania. Maszerował obok, z rękoma swobodnie opuszczonymi, rozglądając się czasami po korytarzu. Na dobrą sprawę, dopiero teraz przypomniały mu się wydarzenia z nowego jorku, kiedy to narobili trochę bałaganu. Tak dokładniej, to on sam narobił. Niemniej udało się uniknąć niepotrzebnych ofiar. Gdy skręcili, ich oczom ukazały się dwie postaci znajdujące się przy wysokim od podłogi, po sufit, oknie. Dwójka nie była ludźmi, z sylwetek przypominali kolejne gadopodobne istoty, niemniej wydawali się nie być organiczni. Bo szybkim, bliższym przyjrzeniu, można było wysunąć wniosek, że nie były to istoty organiczne. Do tego wyglądali bardzo podobnie, niemalże identyczne. Wzrostem, niżsi od Ancalagona, mierzyli jakieś dwa metry i dwadzieścia centymetrów. Sylwetki były umięśnione, masywne. Ciała pokrywał metal, z wyglądu podobny do tego, z którego były zbudowane maszyny CORE spotkane w obozie w Houston. Posiadali czarno-szaro-białą kolorystykę, proste malowanie niczym naturalne ubarwienie łusek, połączone z białymi, lekko świecącymi liniami, otaczającymi miejscami "ścięgna" oraz "mięśnie". Istoty nie wykazywał anikszty organiczności, choć wyraźnie ich budowa była bardzo wzorowana na bardziej naturalnych istotach. Łby, od karu - po ogon, pokryte były kolcami, podobnie, jak ramiona. Końcówki ogonów zwieńczało coś, co wyglądało jak płetwy, budując pytanie o zdolności tych istot do poruszania się pod wodą. Korpus, brzuch czy wewnętrzne części rąk oraz nóg, wraz ze spodem ogona - posiadały białe malowanie. Ramiona, grzbiet oraz łeb - czarno-szare. Wszystko w pełni zakryte, bez odsłoniętych paneli wewnętrznych. Maszyny nie posiadały na sobie żadnego dodatkowego opancerzenia, choć przy ich biodrach znajdowały się należące do CORE - pistolety SX40. Broń przyssana była bezpośrednio do "skóry", bez potrzeby posiadania kabury. Co ciekawe, obie maszyny prowadziły między sobą dialog, niczym normalne istoty organiczne.
-Dowództwo planuje wprowadzić nowe statki powietrzne, mające zapewnić bliskie wsparcie na ziemi. Oparte na tej samej technologii.
-Coś jeszcze bardziej bezpośredniego? Może pojawią się maszyny kroczące?
-Maszyny kroczące? Takie, jak w tutejszych filmach?
-Science fiction. Jednak widzieliśmy je w akcji na Andarze.
-Tak, nasze czołgi podstawowe przejechały po nich, zupełnie, jakby nie napotkały oporu.
Rozmowa dwójki maszyn, androidów, porozumiewających się tutejszą mową, a dodatkowo prowadzących zwykłą pogawędkę. Ta dwójka to również byli Jinkusu, reprezentujący podgatunek rasy świadomych maszyn. Tuż za nimi znajdowała się wspomniana wcześniej szyba z widokiem na stolicę Alranois.
W pewnym momencie, daleko na horyzoncie - pomiędzy budynkami - dało się dostrzec białe światło oraz głuchy huk eksplozji, wytłumiony przez ściany budynku. Maszyny błyskawicznie obróciły swe łby w kierunku zdarzenia, przestawiając zakończone ostrymi pazurami, łapy, frontalnie do szyby, a wraz z tym obracając sylwetki.
-Eksplozja w Dreaq. Kondycja 3.
Odezwał się mechaniczny stwór, stojąc po prawej stronie. Zaraz po tym, obie maszyny obróciły się plecami do okna, a frontem do Akiry oraz Ancalagona, ruszając przed siebie - centralnie ku dwójce. W tym samym momencie, w całym budynku uruchomiły się niebieskie światła alarmowe, niemniej ze względu na niski kod gotowości bojowej, nie błyskały - a jedynie zaświeciły się lekko. Wraz z nimi, rozbrzmiał komunikat.
-Kondycja 3, kondycja 3, Ainuari na stanowiska bojowe.
Akira poczuła dłoń czerwonołuskiego, chwytającą ją za ramię, a zaraz po tym ściągającą ją ku stworowi, który odsunął się na bok, robiąc miejsce maszynom-żołnierzom. Ci minęli dwójkę bez słowa, kierując się dalej, skręcając w prawo, z miejsca z którego wcześniej dwójka przyszła. Dokładniej, obie maszyny udały się w stronę wind, czyli też ku pokojowi, w którym byli Amelia oraz Fenris. Oba androidy rozstawiły się po obu stronach, przy rogach, mając dobry widok na windy oraz osłonę. Na zewnątrz dało się dostrzec pojazdy ratownictwa oraz służb bezpieczeństwa, na sygnałach kierujące się w stronę wybuchu.
-Genialne! - Rzucił młody przedstawiciel Urkyn'Vareis. -Nigdy takich nie spotkałem. Jako maszyn. Dwunożne androidy, jestem pewien. Nie byłem w stanie och odczytać.
Skomentował, spoglądając w stronę korytarza, w którym zniknęły obie jednostki. Czerwony wydawał się podekscytowany, nawet ogon lekko mu drżał. W rzeczywistości z której pochodził, takie jednostki nie istniały. A tutaj, niby byli w jego przeszłości, a jednak posiadali znacznie lepszy asortyment. Po samym wyglądzie, stwór wiedział, że to technologia CORE. Przez chwilą zapominając się, że przecież był tutaj z Akirą, choć świadomość jej obecności miał, bo jednak ściągnął ją z drogi, którą oba metalowe stwory szły.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Akira

avatar

Liczba postów : 96
Data dołączenia : 02/03/2016

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Czw Lis 23, 2017 1:19 am

Po wyrzuceniu z siebie tamtych słów Akira, wewnątrz siebie, postanowiła odłożyć wszelakie smutne kwestie na bok, dotyczące głównie jej zachowania. Uznała też, że męczenie siebie i osoby towarzyszącej jej z własnej, nieprzymuszonej woli, byłoby bardzo złym posunięciem.
Założyła ręce za siebie, splatając przy tym dłonie, i szła dalej.
- W sumie to... Zdecydowanie zaczyna mnie kusić, by zobaczyć inną część tego budynku - przyznała. Lecz po wypowiedzeniu tych słów, zaczynała mieć dylemat, bo obiecała, że pójdzie potem z Amelią... Ale z innej strony, skoro obie były z kimś, kogo znały... Czy wcześniejsze plany nadal mogły się odbyć czy nie... Nie umiała sprecyzować.
- Albo poszukać miejsca z dobrym widokiem na zewnątrz. O. Co ty na to? - zaproponowała mu w tamtym momencie, zanim doszli do zakrętu... Gdzie nadszedł czas wyboru dotyczący kolejnej trasy. Nadal nie umiała zdecydować się.  Wtedy również dotarło do niej, że nie byli sami.
Zamrugała oczami, by potem skupić bardziej uwagę na osobnikami znajdujących się przy oknie. W sumie... Nie powinno mnie to dziwić, że możemy napotkać tutaj i inne osoby. Patrzyła na nich przez kilkanaście sekund, by po tym działaniu odwrócić głowę, mając przy tym wrażenie, że dłuższe przyglądanie się byłoby niezbyt na miejscu. Wiedziała na swoim przykładzie, że nie chciałaby, by ktoś patrzył na nią niczym jak na małpkę w zoo. Za to zdecydowała się rozejrzeć, by zapoznać się z ewentualnie dalszą trasą.
- Idziemy dalej? - spytała się Czerwonołuskiego, wskazując głową na trasę znajdującą się naprzeciw okna. Zaś jej myśli mimowolnie krążyły wokół owej dwójki. Sam ich wygląd robił na niej całkiem spore wrażenie, jak również i była zastanawiająca ich identyczność pod względem zewnętrznym. Wydawało się jej, że nieznajomych można było przyrównać do maszyn, ale nie była pewna na sto procent.  Nawet słyszana rozmowa między nimi wzbudzała w niej lekki mętlik.
Nim zdążyła jednak ośmielić się spojrzeć na nich ponownie, dla samego upewnienia się, dotarł do niej stłumiony dźwięk eksplozji. Nieco zdezorientowana, obejrzała się w stronę okien. Światło? Wychodziło na to, że coś się stało. Na dodatek dostrzegła pojawiające się alarmy, lecz zanim cokolwiek więcej zrobiła, poczuła na ramieniu dłoń Ancalagona i pociągnięcie w jego stronę. Nie zaprotestowała, przeszła kilka kroków w tył, schodząc z trasy. Nie będąc już na samym środku, mogła nieco lepiej im przyjrzeć, gdy przechodzili obok nich. Już po raz któryś poczuła się niepewnie przez to, że ponownie widziała wyższe od siebie istoty, co skłoniło ją na krótki moment do przemyśleń w stylu... Czy przyzwyczai się, czy zdołuje z tego powodu. Jednakże i to minęło, zastąpione podziwem dotyczącym całości ich budowy czy wyglądu.
Uniosła dłoń i potarła swoją szyję, spoglądając jeszcze na miejsce, gdzie jeszcze nie tak dawno owe osobniki się znajdowały.
- Ciekawe co właściwie się dzieje na zewnątrz - żachnęła, po czym, jeśli nadal Smokowaty miał swoją dłoń na jej ramieniu, chciała ściągnąć ją i odwrócić się na pięcie o sto osiemdziesiąt stopni i spojrzeć w górę, na niego.
- A już chciałam się spytać, czy wiesz, kim są - stwierdziła gdy usłyszała jego słowa, po czym dźgnęła go w brzuch, starając się włożyć w to nieco siły. Nie, nie zamierzała niczego strasznego, bardziej chciała by zwrócił uwagę na nią, a obstawiała, że na delikatne dźganie nie zareagowałby. - Chyba, że jednak coś wiesz. Jeśli tak, to zdradź mi, An - nie ukrywała tego, że zżerała ją ciekawość. No i dopóki nie zareaguje, będzie go dalej dźgać, a jeśli nawet i to nie zda egzaminu, to odsunie się o krok i będzie skakać, machając ręką, byleby ściągnąć jego uwagę.
- Też nie widziałam, ale obstawiam, że to dlatego, że dla mnie wszystko jest i tak nowością - Androidy...? Bardzo mocno zaawansowane, skoro tak. Dziewczyna przez ten czas starała się  nie podnosić głosu. - W ogóle, chodź do okna, chcę spróbować zobaczyć, co się dzieje na zewnątrz - chociaż nie wydawało jej się, by istniała jakaś duża szansa na to, że zrozumie tą sytuację. Mimo wszystko, jej następnym ruchem byłoby ostrożne podejście i zobaczenie co jest i co się dzieje na zewnątrz.
- Eh, widzę jedynie jakieś maszyny - powiedziała z rozczarowaniem w głosie. Odsunęła się od okna, lekko się krzywiąc. - Jednak się nie dowiem, co się dzieje na zewnątrz. Chodźmy dalej - nie zamierzała jeszcze powracać do pokoju, więc stanęła przodem do korytarza, po czym ruszyła dalej. Jednak zatrzymała się po paru krokach, unosząc głowę i patrząc na jeden z alarmów. - Chociaż teoretycznie powinniśmy jakoś zareagować na to?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 478
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Czw Lis 23, 2017 9:32 pm

Wilka zdziwiło to że widmo przemówiło zwykłym głosem, zamiast wzorem swoich braci odezwać się w ich umysłach. Jednak cały dotychczasowy pobyt wilka w Midgardzie składał się niemal wyłącznie z rzeczy nowych i zaskakujących, tak więc powoli zaczynał panować nad mimiką zaskoczenia.
Chwilę trzymał wyciągniętą w bezruchu dłoń oczekując reakcji widma. Może minimalnie zbyt późno zauważył, że chyba nic z tego i niezręczna sytuacja odrobinę się już przeciągała, nim cofnął dłoń. Wśród ludzi przetrwał, może niewiele zmieniony, zwyczaj chwytania się za ramiona na powitanie. Był to gest zaufania i pokoju. Tego czy widmo nie ufało intencjom wilka, czy w jego kulturze taki zwyczaj nie istniał, wilk musiał już sam sobie dopowiedzieć.
Gdy goście pomimo namów Amelii odmówili toastu i wyszli z pomieszczenia, skinął tylko łbem w ich stronę na pożegnanie. Zastanawiało go kto normalny odmawia wzniesienia kufla po takim toaście, jednak nie do nich tutaj przyszedł i nie przeszkadzało mu że wychodzą. Proste, choć przyjazne i pełne szacunku skinienie głowy wyglądało tak, jak gdyby wilk każdy napad chwilowej elokwencji musiał rekompensować chwilą milczenia.
Wrażenie to mogło pogłębić tym bardziej to, że gdy widmo wychodząc przemieniło miód w zwykłą wodę w pół toastu, o dziwo nie wpadł w gniew. Wręcz przeciwnie, powstrzymał kielich w drodze do ust, poczuwszy co się święci i wykrzywił kącik ust w szczerym uśmiechu. Przez wzgląd na domenę swego ojca, bestia potrafiła docenić dobry dowcip, nawet jeśli nie zakładał zadawania wymyślnych cierpień innym. Na wpół zaśmiał się, na wpół parsknął i odstawił naczynie na stół.
Nie skorzystał z propozycji zajęcia miejsca na kanapie, zamiast tego stając przy oknie i wpatrując się w widok za oknem. Spoglądając w stronę gór, wyprostowany i cichy, wyglądał niemal nostalgicznie. Dawało się jednak wyczuć, że wilk całą uwagę poświęca kobiecie, słuchając jej słów. Widocznie nie uważał utrzymywania kontaktu wzrokowego z rozmówcą za konieczny. Przyzwyczajona do dziesiątek kultur, a także posiadająca zestaw zmysłów różniący się od zwykłego człowieka Amelia powinna to zrozumieć.
Tak samo nie od razu odpowiedział na pytanie, należycie układając słowa odpowiedzi w głowie. Uśmiechnął się do niej pobłażliwie, gdy zwróciła się do niego na podobną mu modłę. Zastanawiał się czy zrobiła to mimowolnie, celowo, czy dla zgrywy. Już miał zamiar przemówić, gdy przerwał w pół słowa zastrzygając uszami i odwracając łeb pod dziwnym kątem.
Coś w mieście się wydarzyło. Najpierw dziwna energia i zniszczenie. Potem pustka, jak gdyby cała okolica na moment wstrzymała oddech, po czym wszechogarniający odór paniki. Ten zapach bóg wilk znał wyjątkowo dobrze.
Zaraz potem nastąpiło ożywienie i widocznie CORE reagowało już na wydarzenie. Fenris nie umiał nawet nadać mu odpowiedniej wagi, nie wiedząc jak często takie rzeczy dzieją się w Midgardzie.
Nie chciał jednak okazać braku uwagi swojemu rozmówcy, więc powrócił do tematu.
- Też mam taką nadzieję - zaczął w końcu, odpowiadając na pierwsze słowa kobiety już jakiś czas temu. - Prawdopodobnie zabawię jeszcze w Alranois jakiś czas, jednak ma wędrówka prowadzi mnie dalej. Dość już czasu tu zmitrężyłem. Rozumiem że też przetrwał bitwę? - ostatnie zdanie było raczej prośbą o oficjalne potwierdzenie. Po popisie mocy, jaki widział w wykonaniu młodego widma nie mógł sobie wyobrazić siły, która by go zgładziła. W głosie wilka nie było śladu wątpliwości co do losu widma.
- Zaraz potem opuściłem miasto by spotkać się z mym suwerenem. Wypełnić moją "tajną" misję. - wilk westchnął. Szybko załapał czym jest sarkazm. - Powróciłem jednak zrazu w bój. Odnalazłem Daalkiina w przedczas trefnego zadania. Miał zaskoczyć wrogiego wodza, jednak to on nas wszystkich zaskoczył. To była pułapka. Kolejne złe widmo imieniem Suand. Tylko pojawienie się Ancalagona uratowało nam wtedy skórę. Przybył w ostatniej chwili, traciliśmy nadzieję. - wilk odruchowo pomasował się po karku, w miejscu którym pazur Suanda przeszył jego krtań
Zakończył na tym swoją wypowiedź. Problem z rozmowami z wilkiem polegał na tym że nie odzywał się gdy nie miał w tym celu, lub nie zostawał zapytany. Dlatego stał teraz, poświęcając mimowolnie odrobinę uwagi wydarzeniom z centrum i czekając aż kobieta poprowadzi dalej rozmowę. Nie było to dla niego nic krępującego. Dla swojej siostry też zawsze był cieniem, a ojciec odzywał się do niego głównie gdy czegoś od niego oczekiwał. Owszem, często opowiadał różne rzeczy, ale wilk dobrze wiedział że mówił wtedy bardziej do siebie, niż do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Wto Lis 28, 2017 10:33 am

Widząc minę Ana, gdy Wilk wkroczył do pokoju niczym pan na włościach do swojej hacjendy uśmiechnęla się lekko i bezradnie wzruszyła ramionami. Co miała zrobić. Teoretycznie może mogłaby stanąć Fenkowi na drodze i go zatrzymać. Jednak w jakim celu miałaby to zrobić? Znała futrzaka, nic do niego nie miała, choć do grona bliższych znajomych jakoś jeszcze go nie zaliczała. Przeżyli jednak wspólnie kilka ciężkich chwil więc chyba można go spokojnie uznać za dobrego kompana. Nie miała więc zwiększych powodów by go zatrzymywać.
Rozbawiło ją nieco, że Wilk nie od razu zauważył Ana. Tak jakby wielki jaszczur nagle stał się niewidzialny, bo nie zauważenie czerwonego gada znajdujacego się właściwie na jednym z bardziej odsłoniętych miejsc w pomieszczeniu wydawało jej się wysoce nieprawdopodobne. Jednak Wilk chyba był tak skupiony na tym co sam mówił i robił, że zupełnie nie zwracał uwagi na otaczający go świat. Przynajmniej na początku swojej wizyty. Cała ta mikrosytuacja wywołała u niej tylko lekkie drgnięcie prawej brwi i błąkający się gdzieś w kacikach ust lekki uśmieszek, który jednak nie wypłynął, zastąpiony szerokim powitalnym uśmiechem.
Skuliła się lekko zawstydzona pod spojrzeniem widma. Dlatego starała się nie wymawiać imion stworków. Były długie, dziwne i często dość trudne w wymowie. Raz spróbowała i już ma kłopoty. Jeszcze większe wrażenie zrobiło na niej gdy widmo przedstawiajac się podało swoją pozycje, funkcje czy stanowisko, jakkolwiek by tego nie nazwać, bycie egzekutorem to było coś, a ona właśnie mu podpadła,.
" Może zginę zanim dane mi będzie wypełnić zadanie od Inusa..." pomyślała a na jej usta wpłynął lekko zrezygnowany uśmiech. Na prawdę obawiała się zadania jakie otrymała od smoczego widma. Z wielu powodów. Przede wszystkim, zwyczajnie bała się, że zawali na całej linii i tyle z jej marzeń o byciu jego uczennicą, a na prawdę jej na tym zależało, choć nie wiedziała właściwie czemu. Chętnie by jakoś tego uniknęła. Jednak wolałaby przy tym pozostać żywa.
Nawet nie zdążyła za bardzo nic powiedzeć, a dwójki z jej dotychczasowych towarzyszy już nie było, a drzwi zamknęły się z cichym trzaskiem za widmem. Zdziwiona spojrzała na kawałek drewna oddzielający pokój od korytarza. Uciekli jakby Wilk miał ich conajmniej ugryżć.
Przeniosła spojrzenie na futrzaka. Wydawać by sie mogło, że wyjście Ana i Akiry wywołało na nim tak wielkie wrażenie, że ten aż zaniemówił, bo nim się odezwał minęła dłuższa chwila. Amelia w żadnym razie nie poganiała go. Siedziała spokojnie z lekkim uśmiechem na ustach i po prostu czekała. Nie było to krępujące milczenie, choć mogłoby być. Jakby nie było rozmawiali, a Wilk jakby się zawiesił, tak jakby nie usłyszał jej pytań lub je ignorował i przed chwilą dwójka ich kompanów opuściła pokój. Jednak Amelia nie odczuwała żadnego dyskomfortu spowadowanego tym momentem zawieszenia w rozmowie. Wilk nie wydawał jej się urażony wyjściem Ana i Akiry ani tym bardziej obojętny na jej obecność. Czuła, ze choć nie patrzy choćby w jej stronę, słucha jej. Nieco dziwny był dla niej brak kontaktu wzrokowego, który wydawał jej się, głównie ze względu na wychowanie, istotną częścią komunikacji. Nie wymagała go jednak od Wilka. Podejrzewała, że w jego kulturze patrzenie przynajmniej w kierunku rozmówcy nie było wymagane i szanowała to. Kultury były różne i trzeba było się przystosować. Przekonała się o tym na pokładzie, gdy okazała się, że podanie komuś ręki może być źle odebrane. Kolejne różnice uświadamiały jej jedynie jak wiele musi się nauczyć. Miała tylko nadzieję, ze w trakcie nauki jej towarzysze będą dość cierpliwi by nie zagryźć ją za popełniane pomyłki.
Sama oczywiście mówiąc patrzyła na Fena, ale gdy zapadła cisza odwróciła wzrok i zapatrzyła się niewidzącymi oczyma na ścienę pogrążając się we włanych myślach. W tym momencie w sumie cieszyła się zaistniałą ciszą. W ostatnim czasie działo się tyle, że doceniała nawet te kilka sekund spokoju i możliwość puszczenia myśli wolno by dryfowały w przestrzeni.
Ledwie zauważalnym, subtelnym ale bardzo szybkim ruchem obróciła głowę. Nasłuchiwała. Usłyszała zmienę w oddechu Wilka sugerującą, że ten zamierza nareszcie się odezwać. Jednak nie to wywołało u niej zmianę pozycji i wzrost czujności. Obrócenie głowy tak by jej lewe ucho znalazło się bliżej źródeła dźwięku było ludzkim odpowiednikiem wilczego obracania uszu. Jej niestety nie potrafiły się ustawiać pod różnymi kątami jak zwierzęce więc musiała obrócić całą głowę. Nie miała zdolności empatycznych, ale nie były one potrzebne by wyczuć zmianę atmosfery miejsca w którym się znajdowali. Coś się stało. Nie wiedziała tylko co, a w związku z tym czy i w jaki sposób powinna zareagować. Nie mniej jednak wstała i podeszła do okna z nadzieją, że uda jej się coś wypatrzyć. Podczas jej krótkiego spaceru Wilk zabrał głos więc co jakiś czas zerkała na niego podchodząc bliżej szklanej tafli, jej wzrok był jednak sklupiony bardziej na tym co działa się poza budynkiem.
- Tak- odpwiedziała krótko na pytanie Wilka odnoszące się do Onu. Z tonu głosu futrzaka dało się wywnioskować, ze żadnych bardizej szczegółowych informacji nie potrzebuje, a samo pytanie było raczej prośbą o potwierdzenie czegoś co sam już wiedział. Uśmiechnęła się lekko przy tym krótkim słowie. Pewność w głosie Fena dawała do zrozumienia, ze futrzak nie wyobraża sobie innego biegu wypadków. Wiara w moc jej braciszka okazana przez Wilka sprawiła jej po prostu przyjemność.
Gdy Fen kończył swoją wypowiedź od kilku sekund stała już obok niego więc położyła mu dosłownie na pół sekundy dłoń na ramieniu i uśmiechnęła się delikatnie. Chciała tym pokazać, iż cieszy się z z faktu wyjścia Wilka cało z opisywanej przez niego potyczki. Wiedząc, ze Fen nie przepada, a może raczej nie jest przyzwyczajony do kontaktu fizycznego zabrała rękę i skupiła wzrok na sytuacji za oknem.
-Myślę, ze powinniśmy sprawdzić co się stało. An i Akira pewnie zbyt daleko nie odeszli. Dogonimy ich? Może wiedzą coś więcej-zaproponowała i jednocześnie ruszyła w kierunku wyjścia. Miała nadzieję, że Fen ruszy za nią. Jak nie...jego wybór, ona była zbyt ciekawa by zostać w pokoju.
Korytarz okazał się nieco pełniejszy niż gdy wchodziły z Akirą wcześniej do pokoju. Na szczęście znalezienie dwójki uciekinierów nie było jakoś bardzo trudne. Tak jak przypuszczała nie odeszli bardzo daleko. Znalazła ich kawałek dalej, za zakrętem przy oknie. Widocznie tak jak ona wcześniej wypatrywali co sie dzieje.
-Hej. Co to za poruszenie? Wiecie może co się stało?- rzuciła podchodząc blizej. Zatrzymała się trzy kroki od Ana i patrzyła na parkę. Zmarszczyła brwi jednocześnie lekko je unosząc, jednak tak, ze lewa znalazła się nieco wyżej niż prawa i lekko otwierając usta wyglądała za okno, przyjmując taką dość dzieną, ale charakterystyczną dla niej minę, która wyrażała jednocześnie wielka ciekawość jak i zmartwienie. Najcześciej widywał ją Onu, gdy jako mała dziewczynka uczyła się nowych rzeczy, które nieco ją przerażały, ale była zbyt ich ciekawa by odpuścić. Czekała na ewentualne informacje. Zapewne gdyby byli potrzebni już dostali by wezwanie za pośrednictwem ISAC-a. Nie stało się tak, więc istniała możliwość, ze tak właściwie nie wydarzyło się nic ważnego lub wręcz przeciwnie stało się coś tak bardzo ważnego, co wykracza poza ich kompetencje. Niezależnie od tego co i jak istotnego się zdarzyło, była osobą, która po prostu nie lubi nie wiedzieć, dlatego z niecierpliwoscią poszukiwała jakichkolwiek informacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sob Gru 09, 2017 6:03 pm

NPC Storyline - Ainuari|Ancalagon|AAF|Daalkiin|Jinkusu

Krótkie dźgnięcie skutecznie wybudziło go z zapomnienia, przywracając świadomość do właściwego świata. Ancalagon skierował spojrzenie w dół, mrużąc lekko swe gadzie ślepia. Akira w końcu zrozumiała, że twarde łuski widma skutecznie chronią go przed "delikatnym" ludzkim dotykiem, stąd warto wprost dać mu do zrozumienia, że czegoś się oczekuje. Znajomości maszyn, tyn konkretnych, młody stwór nie posiadał. Stąd pokiwał głową poziomo, zaprzeczając, jakoby było inaczej. Ruszył również za nią do okna. Wzrok wbił się w obiekt, czarny dym za szybą. W przeciwieństwie do swej kompanki, samiec był w stanie dostrzec znacznie więcej. Nawet gdy mowa była o tak dużej odległości, jaka dzieliła ich od centrum wydarzeń.
-To jakiś... portal. Mogę wyczuć energię z tego miejsca. Dodatkowo... oh... - Przerwał na chwilę, kierując spojrzenie w drugą stronę, jak gdyby zobaczył coś nieprzyjemnego dla oka. Wzrok powędrował w kierunku Akiry, a An dopowiedział kilka słów. -To nie dla nas. Z resztą kara ich już spotkała. W postaci czarnych łusek.
Widmo odwróciło się za dziewczyną, która już ruszyła w kierunku korytarza. Z tamtej strony, nadciągnęła Amelia. Czerwony wpierw zerknął na nią, a następnie na Fenrisa, który powoli do nich nadgonił. Dwójka musiała minąć w korytarzu Ainuari, których wcześniej widzieli. No i Akira, która wyraźnie chciała pójść dalej.
-Spieszysz się? Już po nas idą.
Skomentował krótko, będąc w stanie wyczuć znajomą istotę. Ancalagon podniósł wzrok, by móc spojrzeć na stojącą nieco dalej Amelię. Niebieskie ślepia zlustrowały ją ponownie, a on sam zrobił delikatny krok naprzód, nieco niepewny niemniej należało się postarać, by to wychwycić.
-Eksplozja oraz portal w centrum miasta. Miejscowi zaraz się z tym uporają. Z resztą... mają wsparcie. Bardzo silne.
Tutaj czerwony nie zdradził o kim była mowa. Niemniej po tonie jego głosu, można był wnioskować wynik. An był pewien, że osobnik który tam wpadł, zrobi porządek. Bardzo szybko i przy minimalnych stratach. W tym samym czasie, winda zatrzymała się na ich piętrze. W innej części budynku, ta sama, którą wcześniej tutaj dotarli. Z wnętrza windy wyszedł Daalkiin wraz z jednym z Ainuari. Strażnicy powstali go na korytarzu, obstawiając dalej windy, zgodnie z procedurami. Krótkie skinięcie łbów, minęli się, a czarnofutry poszedł dalej. Od samego początku wiedział, dokąd zmierza dlatego minął drzwi pokoju nawet przy tym nie zwalniając. Skręcił w zakręt, dokładnie do miejsca, w którym teraz znajdowała się cała czwórka. Szedł wyprostowany, z rękoma opuszczonymi wzdłuż korpusu. Stanowczo oraz pewnie. Ubrany był typowo, jak na niego przystało. Spodnie od munduru bojowego CORE, zabezpieczone pasem. Do pasa oraz samych spodni podczepione były zasobniki oraz panele udowe, w których znaleźć można było nieco więcej sprzętu. Po prawej stronie pasa przypięty był ISAC, zaraz pod ręką, łatwy do chwycenia. Brakowało jakiejkolwiek broni, jak chociażby klingi miecza energetycznego. Wcześniej, ten został zniszczony. Oficer najwyraźniej nie znalazł sobie zastępstwa ani nie wziął niczego nowego. Bez uzbrojenia bojowego, nie czuł się nieswojo. Nadal miał ISACa, swoje moce, ciało oraz wyszkolenie. Nie wspominając o maszerującym obok Ainurai. Wzrostem niemal identyczny, tylko w pełni metalowy. Maszyna różniła się od swych braci i sióstr bardziej ciemną kolorystyką, spersonalizowaną. Wzory były identyczne, niemniej same kolory znacznie mroczniejsze. Nieśmiertelny nie miał przy sobie żadnych broni, dodatkowego umundurowania czy opancerzenia. Znajdowali się na sojuszniczym terenie, nic nie było potrzebne. Przynajmniej na razie. Gdy obaj podeszli, Daalkiin wyszedł naprzód, a android zatrzymał się z tyłu, by nie przeszkadzać. Ten drugi, schował ręce za plecy, nad ogonem. Stanął wyprostowany, niemalże na baczność. Oficer był bardziej rozluźniony. Przesunął po nich spojrzeniem, wpierw zatrzymując wzrok na Akirze oraz Ancalagonie.
-Akira, Ancalagon. Udacie się na lądowisko za ambasadą. Zorganizowałem wam transport na okręt.
Po krótkim wyjaśnieniu, oficer zamilkł i zszedł lekko na bok. Oznaczało to, że powiedział im wszystko, co do przekazania miał. Z ich strony nie pozostało nic, jak tylko posłusznie udać się we wskazane miejsce. Czerwonołuski ruszył przed siebie, natychmiast, mijając Akirę i wychodząc na prowadzenie. Udał się w kierunku wind, gdzie dotknął palcem panelu, przywołując jedną. Kiedy Akira ruszyła za nim, czarny stanął z powrotem na swoim miejscu. Tym razem jego uwaga pomknęła ku Amelii. Białe ślepa przyglądały się chwilę kobiecie, a młody oficer wydawał się nad czymś zastanawiać. Jego ogon zaczął nawet lekko, melodyjnie krążyć w lewo i prawo, sunąc po podłodze.
-Gonal Amelia Stein. Initiate. - Zaczął, dość oficjalnie, od stopnia. Na końcu przetłumaczył go na "wspólny". -Wykazujesz się brakiem profesjonalizmu, poddajesz emocjom. Nie pasuje to do naszej profesji. Uznaj to za słowną reprymendę. Zostało tobie przydzielone zadanie,
przez widmo. Zadbaj o jego wykonanie. Na początek.

Tutaj Daalkiin skończył, nie zamierzając słuchać wyjaśnień. U oficera było to dość normalne zachowanie. Armia nie była miejscem na emocjonalność na polu bitwy czy podczas działań operacyjnych, a karpatianka tą niepisaną zasadę kilkukrotnie złamała. Czarnofutry skierował wzrok na ostatnią osobę. Czarnego wilka, stojącego obok. Młody poczynił kilka kroków naprzód, stając przed swoim problemem. Białe ślepia chwyciły wzrok Fenrisa, a sam stwór nie wykazywał żadnych emocji, spoglądając na niego.
-Nie będziemy marnowali twojego potencjału na siedzeniu tutaj. Wykorzystamy go. Wpierw jednak, udowodnisz mi, że jesteś jeszcze coś wart. - Daalkiin przerwał na chwilę, cofając się na dwa kroki. Odwrócił łeb w stronę stojącego za nim Ainuari, przekazując maszynie krótką komendę. -A'den. Przenieś nas do Sierra Hotel. Rzucił krótko oficer, a android zareagował natychmiast. Ciała Daalkiina oraz Fenrisa otoczone zostały białą energią, która zdezintegrowała ich oraz przeniosła w całkowicie inne miejsce. Na korytarzu pozostała Amelia oraz jeden z Ainuari, do którego Odrodzony zwrócił się mianem "A'den". Mechaniczny stwór pozostał na miejscu, zerkając teraz na karpatiankę.
Akira oraz Ancalagon udali się windą ponownie na parter. Czerwonołuski wyglądał na podekscytowanego, wargi miał lekko uniesione, a kły odsłonięte w delikatnym uśmiechu. Teraz już nie wypchał się przed siebie. Oboje wyszli spokojnie z windy, by znaleźć się na głównym holu. Natrafili tu na ten sam tłum, co wcześniej. Z tą różnią, że ze względu na podniesioną gotowość, pojawili się tutaj również Ainuari. Maszyny rozstawiły się kluczowych punktach, uzbrojone w jakieś poza ziemskie karabiny. Ancalagon zatrzymał się na chwilę, kierując spojrzenie na kobietę. Jeśli będzie chciała coś powiedzieć, wysłucha jej. Jeśli nie, przejdą do lądowiska.
Fenris trafił wraz z Daalkiinem do całkowicie innego miejsca. Znów zostali przeniesieni na drugą wyspę, tą bardziej "militarną". Znajdowali się pod skałami, u podnóża góry. Obok nich był budynek, niewielki dom wbudowany pod jaskinią, pod którym dodatkowo znajdowała się niezbyt głęboka rzeka. Odrodzony nic na razie nie zrobił, dając Fenrisowi moment. Stał wyprostowany, czekał. Zmysły wilka mogły wyczuć, że w miejscu tym żyły dwie inne istoty, które nie reprezentowały gatunku ludzkiego. Ich zapach nie należał również do nikogo, spośród istot spotkanych do tej pory w CORE. [Fenris zt]

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 478
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Pon Gru 11, 2017 6:40 pm

Jakimś cudem wilk i karpatianka wypracowali między sobą pomost komunikacyjny, który pozwalał im jako tako obcować w swoim towarzystwie. Począwszy od zrozumienia dla pewnych cech kulturowo charakterologicznych, a na kontakcie fizycznym kończąc. Kobieta bardzo potrzebowała dotyku, co wilk zdążył już zaobserwować. Wilk natomiast nie przepadał za jakąkolwiek formą spouchwalania. Te ich krótkie dotyki z jednej strony trwały dostatecznie długo, by zanadto wilkowi nie przeszkadzały, z drugiej strony, pokazywały że jej ufa i uważa za "swoją". Prawdopodobnie komukolwiek innemu przy takiej próbie wyłamałby rękę, ale trochę już przeszli i wilk traktował ją jako część swojej hirdy.
Gdy zaproponowała rozeznanie się w sytuacji na mieście wilk odruchowo chciał odmówić. Co właściwie obchodzą go midgardczycy i ich błahe sprawy? Potem uświadomił sobie że właściwie nie ma dokąd pójść. Nie ma domu ani bliskich, a sprawy którymi zaprzątał sobie większość czasu głowę zdawały się tak odległe jak kres galaktyki. Poniekąd właśnie nim były. Przynajmniej jeśli wierzyć proroctwom.
Tak więc niechętnie, ale w końcu podążył za Amelią, wmawiając sobie że to wcale nie dlatego że zdążył polubić osobliwą dziewczynę. Szedł za nią jak wielki cień, nie odzywając się i zawsze kilka kroków wstecz. Rzucał przy tym niechętne spojrzenia i przynajmniej starał się zachowywać pozory posiadania wielu ważnych rzeczy do zrobienia.
Udało im się dogonić gości Amelii jeszcze w korytarzu. Wilk jednak nie zdążył zabrać głosu w krótkiej wymianie zdań, gdy z harmidru woni ambasady wyłoniła się jedna dobrze znana wilkowi.
Dlatego gdy Daalkiin wyszedł w końcu z drzwi windy wilk bacznie go już obserwował. Będąc jak zwykle trochę z tyłu nie przeszkadzał mu w wydawaniu poleceń i po prostu uważnie się przyglądał, tym bardziej gdy przyszła kolej Amelii. Wilk uświadomił sobie to co odczuwał już wcześniej podczas zwiedzania Alranois. Obserwowanie nowych, nieznanych sobie zachowań i kultur najzwyczajniej go ciekawiło. Życie ogólnie bardzo go ciekawiło. Trudno było mu zgodzić się ze słowami Daalkiina, gdyż sam uważał emocje za przydatny mechanizm przetrwania. Rozumiał on jednak punkt widzenia Daalkiina, a także respektował zasady jakie panowały w CORE.
W końcu jednak oficer odezwał się i do niego. Mimo iż wilk przypuszczał co będzie miał do powiedzenia, to sposób w jaki to przedstawił zbił go z tropu. Od początku Fenris uważał że dla Daalkiina mimo najlepszych chęci jest tylko problemem. Dziką kartą, która nijak nie pasuje do reszty rozdania. Teraz wilk już miał zamiar odmówić, ale propozycja wykazania się i "potencjał" jakimś cudem przyćmiły jego niechęć do dawania się wykorzystywać komukolwiek.
Ostrożnie więc skinął oficerowi łbem na znak że się zgadza.
Gdy Czarnofutry wydawał jakieś polecenia jednemu z golemów, wilk odwrócił się do Amelii i powiedział:
-Wygląda na to że to pożeg...

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akira

avatar

Liczba postów : 96
Data dołączenia : 02/03/2016

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Nie Gru 17, 2017 9:17 pm

Poczuła lekki zawód, gdy zrozumiała, że Ancalagon nie pomógłby jej w tej kwestii. Nie wiedziała, skąd mogłaby pozyskać odpowiednią wiedzę, dlatego też wydobyła z siebie jedynie ciche westchnięcie i wzruszyła ramionami.
- Okej. Szkoda - mruknęła na to, pozostawiając póki co ową kwestię i skupiając się bardziej na wydarzeniach za oknem. Ciężko było zobaczyć cokolwiek więcej niż to, co znajdowało się przy samym budynku. Właściwie... To nic więcej nie zdołała.
- Mhm... - spojrzała na niego. - Okej - niewiele się dowiedziała na ten temat, ale wątpiła, czy wypytanie o to sprawiłoby, że sytuacja w tamtym miejscu stanie się dla niej bardziej jasna. Uniosła rękę i zaczęła nawijać kosmyk włosów na palec prawej dłoni, zanim postanowiła pójść spod okna i kierować się dalej wgłąb korytarza.
Przynajmniej taki był plan, zanim nie zobaczyła Amelię i zaraz po niej Fenrisa. Do tego jeszcze do jej uszów dobiegły słowa Czerwonołuskiego. Zatrzymała się, odwróciła, spoglądając na niego, po czym pokręciła przecząco głową.
- Eee... Nie, niespecjalnie - bąknęła jedynie w odpowiedzi. Schowała dłonie za plecy, splatając palce. Wysłuchała w milczeniu, jak An wyjaśniał Amelii, co wydarzyło się. Uśmiechnęła się jedynie do kobiety, nie dodając nic więcej od siebie.
Na dalszy ciąg wydarzeń nie musiała długo czekać. Do tej niewielkiej grupki dołączył ktoś jeszcze. Rozplotła swoje palce i opuściła ramiona luźno, widząc, że najpierw skupił się na niej i na Smokowatym. Kiwnęła lekko głową na znak, że zrozumiała wypowiedziane słowa przez przybyłego osobnika. Widziała, że An już ruszył przed nim, więc również sama poszła, nie chcąc być zbyt z tyłu. Jedynie jeszcze, gdy już była za oficerem, odwróciła się, ukradkiem pomachała w stronę Amelii i poszła do windy, tej samej co An. Nie wiedziała, kiedy jeszcze mogłaby ją spotkać, więc póki co postanowiła się tak zachować.
Chwila spędzona w windzie w milczeniu, a potem znaleźli się na parterze. Blondynka rozejrzała się ukradkiem, zauważając, że nieco się tutaj zmieniło od ostatniego momentu, gdy tutaj była. Wydaje mi się, że podniesiono poziom bezpieczeństwa... Co w sumie jest logiczne, patrząc na to, co miało miejsce wcześniej - pomyślała jeszcze, spoglądając na jednego z Ainuari, znajdującego się nieopodal jej.
Gdy Ancalagon zatrzymał się, również to zrobiła.
- Hm? Właściwie, jak głupio zabrzmi to, że trochę obawiam się tego, co nastąpi? - spytała go, nieco ściszonym tonem głosu. Nie dawało jej to spokoju przez fakt, że nie wiedziała co nastąpi. W tym przypadku nie umiała zachować pewności siebie.
- I w sumie, nie pędź tak, nie chcę cię zgubić - dodała jeszcze, udając obrażaną na kilkanaście sekund, po czym uśmiechnęła się do niego delikatnie. Po tych słowach już więcej nic nie dodała, skierowała się wraz z nim w stronę lądowiska. Zaś na miejscu, próbowała odgadnąć, a przynajmniej znaleźć ich "transport" najpierw, zanim znalazłaby się w środku. Z delikatnie widzianym zaciekawieniem zapoznałaby się również wnętrzem, na tyle, ile mogłaby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Czw Gru 21, 2017 6:14 pm

NPC Storyline - Ainuari|Ancalagon|Jinkusu

Czerwonołuski zerknął na dziewczynę i uniósł lekko wargi, odsłaniając kły w uśmiechu.
-Mnie to ekscytuje.
Rzucił krótko, a następnie mruknął pod nosem na kolejny komentarz. Ruszył przed siebie, już wolniej. Choć nie wyobrażał sobie, by go gdzieś tutaj zgubiła. Biorąc pod uwagę, że najbliżsi jego wzrostu byli Ainuari, a i tak brakowało im jakichś trzydziestu centymetrów. Zatrzymał się, ponownie, przy wyjściu u drzwi, które automatycznie rozsunęły się po wykryciu ruchu. Stanął prostopadle, bokiem do drzwi, wskazując Akirze by ta poszła pierwsza. Ot zastosował nieco zasad kultury, puszczając ją przodem. Na zewnątrz czekał już podstawiony okręt. Nie należał do małych, miał jakieś pięćdziesiąt metrów długości. Specyficzna budowa, niczym wzorowana ja rybie. Nie był szeroki, lecz wysoki. Choć na pewno nie można było uznać, że w środku zabraknie miejsca. Samiec powoli podszedł do maszyny, idąc cały czas za dziewczyną. Stanął obok niej, gdy ta się zatrzymała. Wzrokiem pozwolił sobie na zlustrowanie podstawionej jednostki, szukając przy tym jakiegoś wejścia. Jak mógł się spodziewać, żadnego nie było. A to oznaczało tylko jedno...
Biały błysk zalśnił im przed oczami, gdy okręt chwycił ich i przetransportował z pokładu lądowiska do wnętrza jednostki. W środku zastali przestrzenne pomieszczenie, przed nimi znajdowały się dwa rozdzielone panele, a przy nich fotele dla pilotów. Z tyłu kokpitu dało się dostrzec spore siedzenia, bardziej przypominające łóżka, jedynie bez pościeli do okrycia. Do tego zamknięte szafki, wypełnione bronią oraz uzbrojeniem wojskowym.
-Witajcie, rekruci. Jestem Vuldwiin. Zabiorę was do punktu przeznaczenia.
Odezwał się głos, rozchodzący się po wnętrzu bez konkretnego kierunku pochodzenia. Czerwony rozejrzał się dookoła, skanując wszystko wzrokiem. Wyglądał na zaintrygowanego. W pierwszej kolejności podszedł do metalowej szafki z panelem dotykowym. Przyłożył dłoń do białego pola, a to zwolniło zamek i rozsunęło wbudowaną w ścianę szafkę, ujawniając zawartość. Broń, broń i więcej broni. Pistolety, karabiny, broń biała. An nie sięgnął po nic, tylko obejrzał wszystko z daleka, a następnie podszedł do paneli kontrolnych kokpitu, kierując spojrzenie przez szybę znajdującą się po lewej stronie, wyglądając na zewnątrz. Specyficzna budowa kokpitu, każdy pilot miał "swoją" część jeśli chodzi o wyglądanie na zewnątrz, a do tego, na górze, wszystko się łączyło.
Nie dając im specjalnie dużo czasu, okręt podniósł się z ziemi i ruszył ku górze, od razu ustawiając się pod kątem jakichś trzydziestu stopni względem planety. Pasażerowie widzieli to przez okna, gdyż nagle widoczne stały się wyłącznie chmury. Nic poza tym. Niemniej w żaden inny sposób nie byli w stanie tego odczuć. Grawitacja nie spowodowała wywrotki i zsunięcia się po pokładzie. Stali, tak jak do tej pory, pewnie oraz bezproblemowo.
-To ja... skorzystam z okazji na przerwę. Pewnie chwila nam tutaj zejdzie.
Rzucił krótko czerwonołuski, znów przemieszczając się po pokładzie. Za cel obrał łóżko po prawej stronie, bezceremonialnie wskakując na nie i układając się, wygodnie, na grzbiecie. Znów oparł łeb na dłoniach, które wsunął sobie pod spód. Akira zapewne będzie miała ciekawsze zajęcie, niż leżenie, niemniej on chciał zamknąć na chwilę oczy. Wszystko tutaj dopasowywało się do rozmiaru osoby, tak więc chęć spoczęcia na jednym z dwóch foteli do pilotażu, nie będzie stanowiła problemu. Wystarczyło zbliżyć się do siedzenia, a to odpowiednio dopasowywało rozmiar oraz kształt. Panele przed siedzeniem świeciły na biało, niemniej nie reagowały na żaden dotyk. Jednostka samodzielnie kontrolowała swe ruchy, nie zezwalając nikomu na ingerencję w tor lotu.
Podróż rozpoczęła się bardzo szybko, bez specjalnej możliwości podziwiania widoków. No może poza faktem, że maszyna żwawo opuściła atmosferę, wbijając się w przestrzeń kosmiczną. A tam nie dało się dostrzec zbyt dużo. Niezliczone ilości gwiazd, na pewno. Niemniej ciała niebieskie - poza ziemią, niewidoczną z powodu ustawienia okien w kokpicie, były zbyt daleko, by dało się je dostrzec. Maszyna podążała przed siebie, powoli przygotowując się do wykonania skoku fazowego oraz stopniowo oddalają coraz to dalej i dalej od planety. Nad panelami wyświetliły się holograficzne informacje w nieznanym języku, zaznaczające kwadracikami jakieś obiekty, znajdujące się... bardzo, bardzo daleko. Na niebiesko, jednostka nie reagowała. Przez drugi panel przewinęła się sterta tekstu, przypominająca chat internetowy lub rodzaj komunikatora. Znów, obcy dialekt. W rzeczywistości, okręt ukazywał pasażerom proces łączności pomiędzy sobą, a innymi jednostkami w zasięgu, co było naturalnym zachowaniem wśród Jinkusu. Powoli podążali przez przestrzeń kosmiczną... [zt -> tutaj]

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Pią Gru 22, 2017 10:16 pm

Gdy szli korytarzem minęli istoty jakich Am do tej pory nie widziała. Dość wysokie antropomorficzne gadzie istoty szły w przeciwnym kierunku niż oni. Nie wiedziała czym są, ale po bardzo szybkiej ocenie udało jej się stwierdzić, że raczej nie są organiczne. Obejrzała się z nimi przez ramię, a potem ruszyła dalej. Wychodząc zza zakrętu ujrzała swoich towarzyszy, którzy sądząc po postawie ich ciał zmierzali jej naprzeciw. Na jej ustach pojawił się lekki uśmiech powitalny, jednak szybko znikł. Na jego miejsce pojawiła się lekko zdziwiona mina. Choć były to kwestie bardzo drobnych ruchów i ułamków sekund dojrzała jak An lustruje ją po raz kolejny tego dnia wzrokiem, jednocześnie robiąc w jej kierunku niewielki, niepewny kroczek. Gdy pierwszy raz jej się przyglądał uznała to po prostu za ciekawość wobec nowo poznanej osoby. Teraz nie bardzo wiedziała jak interpretować jego zachowanie. Normalnie wobec podobnych ruchów (minimalne zbliżenie się) wzmogłaby się jej czujność. Nikt się tak nie robił za jej kadencji mając dobre intencje. Jednak nie czuła się w żaden sposób zagrożona przez Ana. W sumie od pierwszej chwili go polubiła. Co patrząc na jej dotychczasowe kontakty z widmami nie było specjalnie dziwne. Patrzyła przez krótką chwilę w oczy gada chcąc jakoś wyczytać o co chodzi. Nie próbowała czytać w myślach, a jedynie w oczach. Szybko jednak odwróciła wzrok. Oczy Ana zbyt przypominały jej ślepia innego gada.
Po chwili jednak znów spojrzała na widmo w typowy dla siebie sposób unosząc jedną brew z pytającym wyrazem twarzy. Była ciekawa kogo określił " bardzo silnym wsparciem". Jednak sądząc po jego wyrazie pyska nic więcej nie zamierzał powiedzieć, więc nie naciskała. Szczególnie, że jej wcześniejsze rozmyslania zwiazane z oczami Ana i jego słowa zbyt mocno do siebie pasowały w jej uszach. Najważniejsze, że problem zostanie rozwiązany. Oby tylko nikomu nie stała się krzywda przy okazji.
Lekko obróciła głowę słysząc znajome kroki pośród wielu innych odgłosów. Obróciła głowę na półsekundy przed tym jak zza zakrętu ledwie może z dwa metry od nich wyszedł Daalkiin. Obróciła się całkowicie i przywitała dowódce skinieniem głowy. . Drugi raz skłoniła lekko głowę w geście przywitanie skierowanym do towarzyszącego samcowi stwora.
Uśmiechnęła się lekko na dowidzenia w kierunku Akiry i Ana. Gdy jednak ci zniknęli za zakrętem prawdopodobnie kierując się do wind, uśmiech spłynął jej z twarzy. Oficjalny ton jakim zwrócił się do niej Daal w połączeniu ze słowami które wypłyneły spomiędzy jego ust, sprawiły, że miała ochotę schować się w jakiejś mysiej dziurze. Zanim samiec kontynuował swoją wypowiedź zmieniła nieco pozycję, widocznie bardziej spięta. Stanęła nieco wyraźniej na baczność. Wysłuchała ze spokojem na twarzy wymierzonej reprymendy, a na koniec skinęła powoli głową, dając znać, że przyjęła sobie słowa samca głeboko do serca. Jej postawa nie zmieniła się do momentu, gdy Daal i Fen nie zniknęłi. Dopiero wtedy nieco się rozluźniła. Stanęła w większym rozkroku, przyjmując nieco wygodniejszą pozycję i spojrzała na towarzyszącego jej wciąż stwora.
-A'den, tak?-upewniła się, że dobrze usłyszała imię stwora. - Mógłbyś zabrać mnie do miejsca, gdzie znajduje się Szarołuski Maro lub powiedzieć gdzie jest, jeśli to gdzieś w najbliższej okolicy?-spytała uprzejmie z niewielkim wymuszonym uśmiechem. Zaczynała się denerwować nadchodzącymi wydarzeniami co uniemożliwiało jej szczere uśmiechnięcie się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Pią Gru 22, 2017 11:09 pm

NPC Storyline - Ainuari|Jinkusu|Maro

Ainuari skinął łbem twierdząco, w odpowiedzi na zadane pytanie. Nie miał tutaj specjalnie dużo do powiedzenia, gdyż wskazany osobnik znajdował się bardzo blisko. Przynajmniej, jak na odległości obliczane na poziome wszechświata. Karpatianka dostrzegła więc, przed oczami, krótki biały błysk. Otoczenie szybko się zmieniło.
Pierwsze co kobieta poczuła to chłodniejsze powietrze, które uderzyło o jej skórę. Do uszu dotarł szum fal, wzrok powrócił, a okolica prezentowała się, jako plaża. Bardzo czysta i zadbana, zarówno piasek, jak również woda. Słońce powoli zachodziło, tworząc typowy dla takiego środowiska, piękny efekt zachodu. W okolicy dało się usłyszeć kroki, rozmowy - choć niewiele. Krążyli tędy zaciekawieni turyści, jak również mieszkańcy. Tych drugich było zdecydowanie więcej, choć łącznie można było przeliczyć wszystkich na kilkanaście osób. Może dlatego, nagłe pojawienie się Amelii nie wzbudziło wzburzenia oraz wielkiego zainteresowania. Zwłaszcza, że część osób wydawała się być zainteresowana kimś innym... jakieś piętnaście metrów dalej, cztery osoby stały niedaleko olbrzymiej, wyróżniającej się istoty. Srebrnołuski Maro, którego wzrost sięgał dwustu osiemnastu centymetrów, praktycznie równał się z ludźmi, ciekawymi jego osoby. Stwór siedział na piasku w pozycji seiza, z długą, srebrną włócznią przed nogami, tuż na piasku. Skrzydła miał złożone w pelerynę, przyklejone do pleców. Ogon swobodnie ułożony między nogami, dłonie wsparte o kolana. Wyprostowana sylwetka oraz zamknięte ślepia. Ustawiony frontem w stronę oceanu. Był wyciszony, może medytował. Otoczenie wydawało mu się całkowicie nie przeszkadzać, nawet obecność tych czterech osób stojących metr od niego. Raczej byli tutejsi, biorąc pod uwagę, że żadne nie dzierżyło w dłoniach aparatu lub kamery. Po prostu przyglądali się posturze stworzenia. Trójka dorosłych, dwójka rodziców, pełnoletnia córka - może z dwadzieścia lat na oko, jak również syn w wieku maksymalnie dziesięciu. Żaden z nich nie przeszkadzało gadowi. Zachowywali ciszę i wydawali się cieszyć samym widokiem oraz bliskością mitycznego stworzenia.

[zt -> tutaj]

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Nie Mar 25, 2018 9:23 am

NPC Storyline - Barroth|Faith Hartley|Nodin

Czarnołuski smok wysłuchał ich odpowiedzi, bardziej oczekując, aż wejdą mu na grzbiet. I starając się nie pokazywać, że nim dłużej każą mu czekać - tym bardziej zaczyna się niecierpliwić. A gdy cierpliwość straci, to się rozmyśli. Będą musiały iść pieszo. Na szczęście długo nie czekał. Ani on - ani one. Gdy tylko stabilnie znalazły się na jego grzbiecie, a sam czarnołuski upewnił się, że nie spadną - ruszył. Bez ostrzeżenia wykonał długi sus na najbliższy budynek, wskakując na dach kilkanaście metrów nad ziemią. Wylądował bardzo gładko i delikatnie, wręcz nienaturalnie. Można by się spodziewać, że taki rozmiar niesie za sobą na tyle wielką masę, by wpadł przez ten dach do środka. Nic bardziej mylnego.
Dachem ruszył dalej, przeskakując z jednego na drugi - z pominięciem jednego lub dwóch budynków. Skoki były dość luźne, mięśnie nie spinały się, a co za tym idzie - stwór wyraźnie nie przykładał się do pokonywania możliwie największych odległości w powietrzu. Wydostanie się z obrzeży miasta nie zajęło długo. Co jakiś czas ludzie na dole - lub na balkonach - dziwili się zjawisku. Niektórzy wzdychali, inni coś krzyczeli. Choć nikt nie wydawał się panikować. Kobiety nie mogły narzekać na komfort jazdy. O ile daleko było mu do luksusu samochodu, zwłaszcza limuzyny, o tyle nie szarpało nimi, a siedziały dość stabilnie. By nie powiedzieć, że coś trzymało je na grzbiecie stwora. Zapewne jego energia, którą bez pytania przyczepił je do siebie, by nie spadły. Po jakichś dwóch - trzech minutach znaleźli się poza miastem. Ostatni skok był dłuższy, a czarny wylądował przy drodze, wzdłuż której ruszył szybko, wyprzedzając samochody na drodze i kierując się do widocznego z daleka budynku ambasady.
/Daruj sobie szukanie. Na tej planecie nie ma informacji o istotach mego pokroju./
Skomentował telepatycznie, biegnąc ku szybko zbliżającemu się budynkowi. Wiatr uderzający w twarz może i nie był najprzyjemniejszy, ale Nodin miał rację w jednym - dotrą szybciej, niż samochodem. Ledwo ruszyli z miejsca, a już prawie byli na miejscu. Pojazd kołowy musiałby przebijać się przez ruch uliczny, a Nodin po prostu przebiegł po dachach. Słuchał ich myśli? Możliwe. Choć niezbyt głęboko. Musiał najzwyczajniej usłyszeć przemyślenia dotyczące jego własnej osoby oraz rasy. Niczego innego nie komentował.
Smok wziął dodatkowy rozbieg, przeskakując następnie nad odgrodzoną drogą oraz dwoma pojazdami, które akurat nią mknęły. Wylądował na placu, tuż przed głównym wejściem do budynku. Nagłe pojawienie się wielkiego gada oraz jego pasażerek, wywołało konsternację cywili. Personel ambasady, jak również AAF zareagowali nieco spokojnie. Przyjrzeli się przybyszom, zatrzymali na chwilę, po czym wrócili do obowiązków. Natomiast cywile, cóż, część ruszyła dalej, część zaczęła się przyglądać i coś komentować. Choć raczej brakowało tam oszczerstw lub oskarżeń. Bardziej podziw, zaciekawienie, zainteresowanie.
Otoczenie zrobiło się bardziej tłoczne. Przed nimi znajdował się ogromny budynek ambasady, wyposażony w cztery - różnej wielkości - wieże. Struktura przypominała mini-miasto. Samochody wjeżdżały do środka oraz wyjeżdżały na zewnątrz, z parkingu podziemnego. Za budynkiem co jakiś czas lądowały lub odlatywały statki kosmiczne obcej cywilizacji. Przed budynkiem stali zarówno żołnierze AAF, w pełnym wyposażeniu oraz maskach na twarzach, w tym z karabinami w rękach, jak również Ainuari. Te drugie były mierzącymi dwa metry i dwadzieścia centymetrów maszynami, wyglądającymi na androidy. Wyglądem nie różnili się od siebie, może poza jakimiś osobistymi elementami malowania bądź ubioru. Jakby dla rozróżnienia. Byli w pełni mechaniczni, nie posiadali nawet najmniejszego kawałka skóry lub innej struktury organicznej. Istot tych było tutaj dość sporo, masywnych oraz groźnych. Posiadali różnorodne uzbrojenie. Od karabinów, przez pistolety, strzelby, cięższą broń. Podobnie pancerze, niektórzy ich nie posiadali - skupiając się na lekkim patrolu, inni mieli pełnej opancerzenie zakrywające całość, jakby w środku siedział organik. Specyficzny wygląd pozwalał łatwo odróżnić ich od organików. A pancerze były bardzo dopasowane. Nazwę tych istot mogły usłyszeć już na lotnisku, z rozmów przechodniów oraz turystów.
/Nie oczekiwałbym, by zażądali zapłaty. Wszakże reprezentujecie szkołę, nie żołnierzy./
Skomentował ich wcześniejsze słowa z miasta. Oferta pomocy była bardzo hojna, jednak nie sądził, by ktoś od nich tego wymagał. Podniósł prawą przednią łapę, robiąc niewielki schodek, jeśli by tego potrzebowały. Choć biorąc pod uwagę ich wyczyny z miasta, wątpił, by skorzystały. Niemniej nikt nie zarzuci mu, że jest niemiły i nie ułatwia zejścia z grzbiet ponad trzy i pół metrowej bestii.
Gdy znalazły się na ziemi, Nodin zaraz otoczył się czarną energią i przyjął anthro postać, zmniejszając swój wzrost do dwóch metrów i sześćdziesięciu ośmiu centymetrów. Oryginalny wygląd, w jakim spotkały go po raz pierwszy. Ludzie nieco rozstąpili się oraz odsunęli, ustępując pola ogromnej istocie. Mimo tego, Nodin nie ruszył przed siebie. Stał za obiema kobietami, spoglądając w jeden, zbliżający się punkt przy wejściu do budynku. Z środka wyszła kobieta, ubrana w długie, mundurowe czarne spodnie, wojskowe buty oraz ciemną, cywilną kurtkę. Sprawne oko łatwo wychwyci kaburę ukrytą pod kurtką oraz ISACa na prawym ramieniu, to samo urządzenie, jakie miał wcześniej Andrei. Szła ku nim szybkim, miarowym krokiem. Jej spojrzenie wpierw utkwiło w czarnołuskim Nodinie, a dopiero potem skierowało się na obie mutantki. Nie minęła chwila, kiedy kobieta znalazła się tuż przy nich.
-Nie wiedziałam, że zgadzasz się robić za transport.
Skomentowała krótko, nieco zaczepnie, posyłając przy tym lekki uśmiech do wielkiego gada. Ten odpowiedział jej gardłowym warkotem, jasno sugerującym, że nie powinna sobie z niego pogrywać. Mimo to kobieta puściła odpowiedź płazem. Skupiła uwagę na obu kobietach, wyciągając do nich prawą dłoń na powitanie oraz podając ją po kolei, tej, która akurat będzie bliżej.
-Komandor Faith Hartley - CORE.
Ledwo zdążyła się przedstawić, a już jej przerwano. W powietrzu załopotały skrzydła, cień padł na grupkę, bardzo szybko zmniejszając objętość. Kobieta nie podniosła wzroku, podobnie nie uczynił tego Nodin. Oboje wiedzieli, kto przybył. Jedno ze względu na pracę, a drugi zdążył już wcześniej zaprezentować swe zdolności. Jakieś trzy metry od grupki, wylądował kolejny anthro smok. Tym razem bardziej smok, gdyż posiadał skrzydła. Bardzo szerokie i majestatyczne. Lądując, oparł się dłońmi o posadzkę, po okolicy rozniósł się delikatny huk uderzenia skrzydeł, którymi wyhamował upadek. Zaraz podniósł się, a do wzrostu czarnołuskiego Nodina brakowało mu ledwo sześciu centymetrów. Był wielki, dobrze zbudowany jednak wyraźnie nie skupiał się na umięśnieniu. Wyglądał bardzo naturalnie. Miał na sobie odzienie, choć dość skromne i raczej ozdobne. Na biodrach znajdował się pas z podczepionymi kawałkami materiału, zwisającymi wzdłuż nóg z frontu oraz zza ogona. Na ogonie oraz bicepsach znajdowały się wielkie pierścienie. Do tego naszyjnik z podłużnym wzorem oraz kamieniem w środku. Ślepia lśniły głębokim, niebieskim kolorem. Każdy element ubioru miał na sobie wyryte znaki runiczne, delikatnie połyskujące oraz wydające się świecić. Smok podszedł do nich, skupiając swą uwagę na czarnołuskim Nodinie. Zerknął na kobiety i skinął im łbem, jednak to nie do nich przyszedł.
-Urkyn'Vareis. Nodin Czarnołuski.
/Arcymag Barroth./
-Musimy porozmawiać.
Krótka wymiana informacji, poprzedzona powitaniem. Czarnołuski wskazał gestem, by obaj odeszli na bok i nie przeszkadzali sobie oraz kobietom. Oba czarne gady odsunęły się, stając jakieś dziesięć metrów od nich. Wyraźnie rozmawiali, choć przerzucili się na telepatię. Obaj trzymali ręce opuszczone wzdłuż ciała, żaden nie krzyżował ich na ramionach. Ogony spokojnie spoczywały na ziemi. A co niektórzy przechodnie zbierali swoje szczęki z podłogi. W ten sposób łatwo dało się rozpoznać zwiedzających. Faith odprowadziła ich wzrokiem i skupieniem do kobiet.
-Podejmowanie interwencji w mieście obcego państwa, będąc gośćmi, jest ryzykowne. Ale dobrze o was świadczy. Alranois wam tego nie zapomni. Poinformowano mnie, że stan waszego przyjaciela jest stabilny. Do wieczora powinien pojawić się w centrum medycznym ambasady. Zanim wejdziemy, chciałybyście coś wiedzieć?
W miarę treściwa odpowiedź, przy której kobieta zeszła nieco na bok i wskazała gestem dłoni, że mogą ruszyć w kierunku wejścia do budynku. W środku czekała na nich ogromna hala z punktami informacyjnymi na środku. Oczywiście ich to nie dotyczyło, one udadzą się z panią komandor do wyznaczonego miejsca. Co było oczywiste. Nikt jednak nie popędzał, zwłaszcza, jeśli miałyby jeszcze jakiś sprawę do czarnołuskiego.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Wto Mar 27, 2018 12:54 pm

Smok ruszył z miejsca niemal natychmiast, jak tylko obie zdążyły usiąść na nim. Kitty zacisnęła mocniej dłonie, trzymając się mocniej kiedy ten wykonał skok do góry. I wylądowali na budynku. Tego się nie spodziewała, ale po chwili namysłu doszła do wniosku, że to w sumie lepszy sposób na podróżowanie. Gdyby Nodin biegł dołem to najpewniej musiałby omijać ludzi i samochody, a przez to poruszałby się wolniej. Skakanie po dachach budynków było dużo wygodniejsze i szybsze. Czuła się trochę jak w jakiejś grze. Ale tylko troszeczkę.
Jej rozmyślania na temat skakania i smoka przerwał znajomy głos w głowie. Głos Emmy. Który informował ich o ataku Sentineli. Plusem był fakt, że szkoła nadal była bezpieczna. Dziewczyna zerknęła na bransoletkę na swojej prawej ręce. Być może to dzięki tym błyskotkom roboty nie podążyły do budynku. Dostali je więc na czas. Na całe szczęście. Gdyby szkoła była zagrożona młoda mutantka chciałaby natychmiast wracać, by jej bronić. Nowy Jork jednak sam w sobie miał całą masę obrońców. X-Meni, Mściciele, Fantastyczna Czwórka. I pewnie o wiele więcej osób, których w tej chwili nie była w stanie sobie przypomnieć.
Po przemknięciu przez miasto wylądowali na ulicy. Niewiele czasu zajęło dotarcie już do samej ambasady. Kitty z zaciekawieniem patrzała na budynek i jego otoczenie. Pierwszy raz miała okazję zobaczyć ambasadę kosmicznej organizacji. Nic dziwnego, że była nią zaciekawiona. Już na samym terenie ambasady było tłoczno. Wszędzie było pełno żołnierzy i istot, które wyglądały na roboty.
Szkołę, która ma wyćwiczoną drużynę mutantów do walki ze złoczyńcami. Podkreśliła, odpowiadając tym samym na słowa czarnej istoty. CORE już miało okazję spotkać ich nową drużynę, New X-Men. Młodzież, która podjęła się zostać nowymi X-Menami. Bo choć osoby były z góry wybierane do drużyny to nikt im nie kazał tak naprawdę pozostać w niej. Mogli przecież stwierdzić, że nie chcą walczyć. Nikt by ich za to nie potępił. Ona sama pamiętała doskonale jak od najmłodszych lat marudziła o członkostwo w drużynie. Długo jej to zajęło, ale w końcu została najmłodszym X-Menem.
Skoro Nodin postanowił być dżentelmanem to Shadowcat postanowiła skorzystać z oferty "schodka" i po chwili znalazła się na ziemi. Kiedy obie już stały, smok wrócił do swojej dwunożnej postaci, ale nie ruszył się z miejsca. Wychodziło więc na to, że tu mieli poczekać. I faktycznie wkrótce wyszła do nich kobieta, która dosyć szybko się zbliżyła. Dziewczyna wolała nie komentować małego prztyczka na temat bycia transportem. Poczekała aż nieznajoma zwróci się do Rogue i do niej, po czym uścisnęła dłoń kobiety.
- Katherine Pryde. Wystarczy Kitty. - również się przedstawiła choć zgadywała, że ambasada doskonale wiedziała, kogo ma przyjąć. Ledwo zdążyły się sobie wszystkie trzy przedstawić, gdy dołączył do ich grupki kolejny smok. Ten chyba jednak miał sprawę do Nodina, a nie do nich, gdyż oboje zaraz odeszli na bok.
- Goście, czy nie goście. Cywili trzeba bronić. - młoda mutantka wzruszyła ramionami lekko. Chyba nikt nie sądził, że będą stały z boku i patrzyły na walkę bez mrugnięcia okiem? Wiadomości na temat Lockheeda poprawiły jej humor. Wiedziała, że smok się z tego wyliże. Żeby tylko nagle nie nabrał kompleksów w towarzystwie tych wszystkich wielkich smoków.
Przy pytaniu czy potrzebują jakichś dodatkowych informacji Shadowcat spojrzała na Rogue. Ona sama raczej nie miała żadnych pytań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Czw Kwi 12, 2018 11:44 am

Zsunęła się z grzbietu Nodina i wspomagając zdolnościami powoli opadła na ziemię. Z każdym kolejnym lotem coraz bardziej się do tej konkretnej umiejętności przyzwyczajała. Czuła się już swobodniej, choć by nabrać całkowitej pewności siebie będzie musiała poznać pełnię nowych możliwości. Może po powrocie z tej misji będzie miała chwilę, by wspólnie z Hankiem znaleźć odpowiedzi na część związanych z tym kwestii. Chciała podziękować mu za pomoc w dotarciu do ich miejsca docelowego, lecz nim zdążyła cokolwiek powiedzieć jaszczur z powrotem zmieniał postać na tę, w której go poznały. Później też był skupiony na czym innym i Anna po prostu zrezygnowała. Zamiast tego spoglądała w tym samym kierunku co smok i czekała. Nie miała specjalnie innego wyboru. Znajdowała się już przecież na terenie ambasady, nie chciała sama ruszyć przed siebie i popełnić przy tym jakiejś gafy. Zresztą, skoro ich towarzysz na coś czekał, to i one powinny to uczynić. Za chwilę też wyjaśniło się co to było. A właściwie kto to był. Z budynku wyszła i zmierzała w ich kierunku kobieta. Zbliżyła się do nich, zażartowała z Nodina, potwierdzając tym samym ich znajomość i jej współpracę z CORE. Za chwilę obie usłyszały jej imię. Uścisnęła dłoń kobiety i już miała się przedstawić, lecz wydarzenia, które miały miejsce w tym samym czasie zupełnie odciągnęły jej uwagę. Drobne elementy ubioru nowo przybyłego smoka podkreślały jego wyższą pozycję w szeregach Widm. A przynajmniej w ten sposób traktowała to Rogue. Na jego skinienie głowy zareagowała tym samym gestem, z lekką ulgą przyjmując też fakt, iż on przynajmniej bardziej zainteresowany był ze swoim czarnołuskim pobratymcem.
Kobiecie odpowiedziała więc dopiero, gdy zamieszanie spowodowane przybyciem kolejnego smoka jej na to pozwoliło.
- Rogue. – w pierwszym odruchu przedstawiła się korzystając z pseudonimu, który przylgnął do niej we wczesnych latach życia. – Anna Darkholme. – dopiero po chwili poprawiła się dodając dane najbardziej zbliżone do autentycznych. Poza podwójnym imieniem właściwie nie wiedziała o sobie wiele więcej. Dlatego też, gdy musiała już porzucić swój przydomek i sekretną tożsamość, najczęściej posługiwała się nazwiskiem przybranej matki. Kontekst i waga zaplanowanego spotkania do tego właśnie ją skłoniło.
Przestała zwracać uwagę na to co działo się dookoła. Skupiona była już całkowicie na przedstawicielce The CORE. Wysłuchała jej słów, a także wypowiedzi Kitty która w kilku krótkich słowach przekazała to co i mniej więcej ona sama miała na myśli. Niezależnie od tego gdzie by się nie znajdowały, ani z jaką reakcją ludzi nie spotkały, w reakcji na podobne zdarzenia w każdym innym miejscu na świecie prawdopodobnie zachowałyby się tak samo. Ich obowiązkiem była pomoc i ochrona tych, którzy sami nie są w stanie się bronić. Gdyby cofnąć czas i ponownie sprawić, by to wszystko się wydarzyło, zachowałyby się tak samo. Nie potrafią przejść obojętnie wobec nieszczęścia innych.
- Jesteśmy wdzięczne za opiekę medyczną udzieloną naszemu przyjacielowi. – odparła uprzejmie. – Tak, mam pytanie. Nie związane jednak z naszą wizytą. Może to nieodpowiednia chwila, ale… – w jednej chwili jej twarz spoważniała. Temat, który chciała poruszyć nie był przyjemny i może też niezbyt właściwy w tej konkretnej chwili, lecz nie była w stanie dłużej czekać, by dowiedzieć się więcej.
- Dotarły nas niepokojące wieści dotyczące wydarzeń mających miejsce na terenie naszego kraju. Czy wiecie coś na ten temat? – spojrzała na komandor Hartley z wyraźną oznaką zaniepokojenia we wzroku. Nie powinno to nikogo dziwić. Wiele miast Stanów Zjednoczonych było przecież atakowanych przez zabójcze maszyny. Cierpieli niewinni, ludzie oraz mutanci, a one nie mogły nic zrobić.
Mimo kilku kwestii które chciała też poruszyć z czarnołuskim, zamierzała podążyć wspólnie z kobietą do środka. Raz, że nie były to rzeczy tak pilne, więc może uda się o nie podpytać przy ich kolejnym spotkaniu, jeśli do niego dojdzie. O część z nich może też zresztą zagadnąć kogoś z CORE. A po drugie, nie chciała przerywać rozmowy Nodina oraz jego smoczego towarzysza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   

Powrót do góry Go down
 
Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Wyspa Twarzy
» Wyspa Endor
» Bezludna Wyspa - Survival Time.
» Kronika rodu Tarth
» Most w Sligachan, wyspa Skye

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Alranois-
Skocz do: