Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Wto Maj 23, 2017 8:58 pm



Misja dyplomatyczna CORE w Federacji Alranois. Placówka nie jest objęta zasadą eksterytorialności, znajdujący się w niej personel podlega prawom państwa przyjmującego, jak również DSAT lub organizacji pochodzenia. Ambasada wypełnia szerokie spektrum zadań, często niestandardowych dla Ziemskich warunków, jak np. polityczne, kulturalno-prasowe, naukowo-technologiczne, ekonomiczne, handlowe, finansowe, wojskowe, rolne, konsularne czy administracyjne oraz kwaterunkowe.

Budynek wyróżnia się nie tylko wyglądem ale również poziomem zabezpieczeń. Mimo braku eksterytorialności, placówka jest silne chroniona technologicznie, jak również przez personel DSAT.

Ambasada CORE ulokowana jest na południowy wschód od Dreaq. Mieści się w monumentalnym, nowoczesnym budynku wyposażonym w wiele dróg dojazdowych, setki biur czy nawet punktów turystycznych. W miejscu tym można znaleźć zarówno pomieszczenia czysto urzędowe, jak również bufety, sklepy czy nawet mieszkania - znajdujące się w wydzielonej części placówki. Ogromną konstrukcję wieńczą cztery wieże, dwie rozmieszczone lustrzanie (lecz nie będące identycznymi) po obu stronach budowli, jedna - mniejsza - pomiędzy nimi, jak również jedna znajdująca się w lewym skrzydle. Poza tym, kilka sporych tarasów widokowych, wyznaczonych na budynku oraz w jego najbliższej okolicy - lądowisk, parkingi pod budynkiem oraz przy nim. Do budynku prowadzi nawet stacja szybkiej kolei, prosto ze stolicy. Teren placówki nie jest w żaden sposób ogrodzony, każdy ma tutaj wstęp, poza wyszczególnionymi sekcjami samej budowli, które dostępne są dla autoryzowanego personelu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Nie Sie 20, 2017 5:33 pm

NPC Storyline - AAF|AP|Faith Hartley|Jinkusu

Przed placówką, jak zawsze, znajdował się tłum ludzi. Gapie, odwiedzający, pracownicy czy ochrona albo siły Alranois. Niektórzy siedzieli na ławkach, inni stali gdzieś na poboczu, rozmawiając lub najzwyczajniej - przechadzając się po okolicy. Ludzi było dość sporo. Nikt nie zwracał uwagi na broń, pojazdy wojskowe, policyjne czy jakichkolwiek innych służb. Dla tutejszych, było to dość normalne. Zwłaszcza w tym miejscu. Poza pieszymi, po ulicy poruszały się pojazdy. Od zwykłych, cywilnych samochodów, wjeżdżających do podziemnego parkingu, po wielkie pojazdy wojskowe czy nawet opancerzone pojazdy kołowe. Na niebie było podobnie. Co jakiś czas przylatywał lub odlatywał helikopter, lądując na dachu ambasady, w wyznaczonym do tego miejscu. Jakby wszyscy mieli to bardzo dużo obowiązków, a sama placówka była bardziej centrum życia społecznego, a nie tylko miejscem przeznaczonym na dyplomację.
-Placówka CORE na Ziemi. Jedyna. - Zaczęła kobieta, formułując odpowiedź na zadane przez Akirę pytanie. Faith skierowała swe spojrzenie na ogromny budynek, przytłaczający okolicę rozmiarem. - -Wcześniej, oficjalnie, był to budynek rządowy. Centrum obrony. Teraz już oficjalnie,
Ambasada CORE. Imperium Crathygtanskie. CORE, Crathygtan Operations Response Emergency.

Dopowiedziała, wracając wzrokiem do obu kobiet. W tym dokładnie momencie, minęła ich czwórka żołnierzy Alranois, którzy podążali szybkim, wojskowym krokiem, ku budynkowi. Atena zerknęła na nich, by po krótkiej chwili znów spojrzeć na Amelię oraz Akirę. Akurat, gdy padło drugie pytanie.
-To przekażę wam poprzez ISACa. Sama muszę ustalić, jak wygląda obecna sytuacja oraz dalszy plan.
Wyjaśniła, jednocześnie wykonując krótki gest dłoni, wskazujący, by obie podążyły za nią. Cała trójka udała się ku wejściu do kompleksu, mijając przy tym sporo ludzi, przechodniów czy pracowników. Miejsce dość tłoczne.
Przy wejściu również znajdowali się uzbrojeni wartownicy. W tym momencie, wartę pełni członek ERT, ubrany nieco luźniej, rodem z Houston. Znajdował się on po lewej stronie wejścia. Po prawej natomiast, stał żołnierz AAF. Ten już w pełnym umundurowaniu. Choć odnośnie uzbrojenia, to można by się sprzeczać, kto miał lepsze zabawki oraz gadżety. Oczom trójki kobiet ukazała się ogromna hala, witająca przybyłych. W środku znajdowały się liczne miejsca siedzące, stoły, pufy - rozłożone strategicznie przy ścianach. Można było znaleźć kilka automatów z napojami czy przekąskami oraz najważniejsze - pięć punktów informacyjnych. Cztery znajdowały się przy ścianach, w rogach sali. Piąty - na samym środku, zbudowany na planie pięciokątu. Faith nie była tu po raz pierwszy, więc nawet się nie zatrzymała. Od razu skierowała się ku środkowemu punktowi informacyjnemu. Podchodząc bliżej, oficer odpięła od ramienia ISACa, kładąc go na blacie, jak tylko znalazła się w jego zasięgu. Recepcjonistka zmierzyła oficer wzrokiem, a następnie przysunęła niewielki czytnik do urządzenia, które zgrało wymagane dane, pozwalając bez opóźnień wyłapać kto to jest i po co przyszedł.
-Do tego pokój z dwoma łóżkami dla kobiet za mną.
Dodała krótko. Recepcjonistka skinęła głową, a następnie wyciągnęła niewielki tablet z piórem elektronicznym, podając go Faith. Ta podpisała się, a następnie odwróciła w kierunku Akiry oraz Amelii, podając im dwie, płaskie, białe karty.
-Dwudzieste siódme piętro, południowa wieża, pokój S437. Pokój, dwa łóżka, łazienka, telewizja, kuchnia i czego wam tam jeszcze potrzeba. Możecie swobodnie poruszać się po terenie ambasady. Jeśli nie będziecie mogły gdzieś wejść, powie wam o tym ochrona bądź nie przepuszczą was drzwi. Do przemieszczania się używacie kart lub ISACa. Wszystko. Skontaktuję się gdy coś ustalę.
Wyjaśniła kobieta, wskazując im jeszcze drogę do windy, którą mieli dostać się na swoje piętro. Następnie chwyciła za własnego ISACa, który nadal leżał na blacie. Przyczepiła go do ramienia, po czym odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia. Atena miała inne sprawy na głowie. Poza tym posiadał w Alranois własny apartament, z którego nie omieszka skorzystać, skoro już tutaj trafili.
Dziewczyny zostały pozostawione samym sobie. Oczywiście ze wskazanym kierunkiem oraz dostępem do pokoju, który wcześniej im przydzielono.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 228
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Pon Sie 21, 2017 6:12 pm

Z każdą chwilą coraz bardziej cieszyła się, że dochodzi wieczór. Im niżej słońce stało na niebie tym więcej miała sił i lepiej kontrolowała głód. Co w tłumie ludzi- potencjalnych przekąsek, było bardziej niż mile widziane. Patrzyła uparcie na Atene i skupiała się na tym co kobieta ma im do powiedzenia, choć dźwięk płynącej w żyłach będących najbliżej niej istot żywych poważnie ją rozpraszał. Nie mówiąc, już o tym, że kły próbowały jej się wysunąć. Udało jej się powstrzymać tylko dlatego, że niedawno jadła. Jednak osłabienie wywołane słońcem zwiekszało odczuwanie głodu, który przecież nigdy jej nie opuszczał. Miała jednak na tyle przytomności umysłu by być pod wielkim wrażeniem całokształtu miejsca, w którym się znaleźli i zauważyć kątem oka kilka ciekawych rzeczy. Na określenie całej okolicy, ale przede wszystkim budownictwa nasuwało jej się tylko jedno słowo, przynajmniej na razie- majestetyczne. Wokół było po prostu ładnie. Jej uwagę zwróciło jednak przede wszystkim zagęszczenie ludności, która w nosie miała wszechobecne wojsko. Tak naprawdę nigdy w żadnej ambasadzie nie była, ale wydawało jej się, że inne tego typu miejsca nie są aż tak zaludnione. Szczególnie pod koniec dnia. Czy ci wszyscy ludzie- z dużym prawdopodobieństwem w dużej mierze pracownicy placówki, nie powinni już zmierzać do swoich domów? I jeszcze jedno... czemu ten budynek jest taki wielki?
-Miasto w mieście...'
Wyszeptała zamyślona rozglądajac się wreszcie nieco bardziej uważnie zaraz po tym jak Faith odpowiedziała na ich pytania. Bo właśnie tak to wyglądało. Ambasady są zazwyczaj w jakiejś konkretnej miejscowości, zazwyczaj stolicy lub innym z jakiś powodów ważnym mieście. Ambasada CORE zaś wyglądała jakby sama w sobie była małym miastem. Ludzie wokół, choć część z nich stanowili wojskowi i pracownicy placówki, wydawali się po prostu tu być. Nie koniecznie mając cokolwiek wspólnego z dyplomacją czy polityką. Jakby teren wokół budynku był dla okolicznych ogólnodostępnym parkiem rekreacyjnym.
- Czyli ambasada była tu już wcześniej, tylko nieoficjalnie?
Spytała cicho. Sposób w jaki Atena przedstwaiła to miejsce zwrócił jej uwagę. Coś za dużo " oficjalności".
Odprowadziła wzrokiem czterech mijających je żołnierzy. Sądząc po mundurach byli na służbie w siłach Alranois. Spojrzała pytająco na Atene, zauważając, że ona również zwróciła na nich szczególną uwagę. Wcześniej nikomu za specjalnie się nie przyglądała.
Uzyskując odpowiedź na swoje pytanie odnośnie czasu i miejsca zbiórki tylko kiwnęła głową, dając znać, że dotarło do niej, co przy jej obecnym stanie mogło nie być wcale zbyt oczywiste. Wyglądała pewnie gorzej niż się czuła, bo powoli wracały jej już siły, ale nie koniecznie przekładało się to na jej aparycje. Dalej dość chwiejnie stała i była blada bardziej niż zwykle.
Ruszyła za dowódcą z lekkim opóźnieniem, bo musiała jednak zebrać siły by poruszyć mięśniami, więc pewnie ostatecznie szła za Akirą lub jeśli dziewczyna poczekała na nią obok niej.
Nie bardzo odpowiadało jej, że wokół jest tylu ludzi. Osłabiona czuła się bardzo niepewnie w większych skupiskach ludzi.
-Co tu tyle ludu?
Spytała wreszcie nie mogąc się zwyczjnie dłużej powstrzymać. Akurat mijali wejście, gdzie "powitali" je wartownicy. Różnice między nimi może nie były rażące, ale rzucały się w oczy. Nie skomentowała tego jednak. Bo i po co.
Tak jak fasada kompleksu, tak jego wnętrze robiło wrażenie, szczególnie ilość przestrzeni. "Normalnie jak w dobrym hotelu" skomentowała w myślach. Innych skojarzeń nie miała. Wnętrze przypominało jej lobby. Podążyła za dowódczynią do środkowego punktu informacyjnego. Przysłuchując się rozmowie tylko utwierdzała się w swoim stanowisku, ze kompleks przypomina hotel. Tyle, że wielki i przezanaczony dla wojskowych i polityków.
Wzięła kartę i skinęła Atenie głową, by później spojrzeć na swoją towarzyszkę.
-Do pokoju?
Spytała unosząc lekko brwi z przyjaznym uśmiechem. Zdaje się, że pierwszy raz odezwała się do Akiry, ale przynajmniej wreszcie to zrobiła.
- Oporządzić się, a potem może pozwiedzać.
Może nie miała za wiele sił, ale ochota by obejrzeć sobie ambasadę była zbyt wielka by przejmować się jakimś tam osłabieniem. Zresztą już miała się lepiej. Niedługo zachód więc w ogóle będzie jak nowonarodzona. Teraz czekała tylko, co jej towarzyszka zdecyduje. Miała nadzieję, ze poprze jej pomysł. Była samotniczką z przymusu nie wyboru. Wolałaby jednak zwiedzać z kimś niż sama.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akira

avatar

Liczba postów : 67
Data dołączenia : 02/03/2016

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sro Sie 23, 2017 11:02 pm

Zdecydowanie się czuję tutaj nieswojo. Chyba wina tego, że to miejsce, które kompletnie jest dla mnie obce - pomyślała Akira, spoglądając na mijanych ludzi.  - Zazdroszczę trochę. W sumie...  Niezła mieszanka tutaj. I nie wychodzi na to, że to jest coś niecodziennego - pozostawały jej własne rozmyślania na temat tego co widziała. - Zdecydowanie jeszcze czegoś takiego nie widziałam. W sumie, odkąd opuściłam Nowy Jork widuję same nowe rzeczy - westchnęła w myślach. - Nie da się ukryć. Aż dziwne, że nie zawiesiłam się w którymś momencie. I w sumie, ten budynek na serio jest gigantyczny!
Międzyczasie wysłuchała odpowiedzi na swoje pytanie, po czym delikatnie skinęła głową na znak, że odpowiedź dotarła do niej. Nie wyjaśniało to jednak jej wszystko, co chciała wiedzieć, jednak dodatkowe pytania już podarowała sobie. Myślę, że jeśli będzie trzeba, to dowiem się wszystkiego, co potrzebuję. Jeśli nie... Cóż. Mówi się trudno. Dojrzała sam gest, więc... Po prostu poszła.
Po minięciu przez nie wartowników, znalazły się w środku owego gmachu... Który również robił piorunujące wrażenie. Wielkie. Zdecydowanie wielkie. Rozejrzała się z zaciekawieniem, by zaznajomić się również z tym, co znajdowało się tutaj. Zerknęła również na Amelię, wyrównując również krok, by nie iść przed nią.  Nie odzywała się przez ten czas.
W końcu jednak przyszło im zatrzymać się. Blondynka zerknęła w stronę recepcjonistki, po czym, zanim ponownie kobieta nie odezwała się do nich, zastanawiając się, jak bardzo jeszcze to miejsce zdoła ją zaskoczyć.
Po zakończonej rozmowie, skupiła się na Faith.
- Okej - wzięła od niej kartę. W sumie to nie jest zbyt skomplikowane. Po prostu mamy nie wchodzić byle gdzie i być w pobliżu. Odprowadziła ją wzrokiem, by potem przekierować uwagę na Amelię.
- Huh? - zaskoczyło ją to, że zwróciła się bezpośrednio do niej akurat teraz. - Dobra - wzruszyła lekko ramionami, gdy pierwsze odczucie zniknęło. - Może być. Chociaż nie jestem najlepszą osobą do towarzystwa - uprzedziła ją z miejsca.
Perspektywa jakiegokolwiek ogarnięcia się przemawiała do niej zachęcająco, dlatego też zamierzała przystać na propozycję towarzyszki. Pozostawało teraz udanie się do pokoju, prawda? Zerknęła na kartę.
- Czyli idziemy? - spytała się, by się upewnić, co do tego. Po tych słowach, skierowała się w odpowiednim kierunku, starając się dostosować swoje tempo do niej, by ani jej nie wyprzedzić, ani nie wlec się. Pozostawało dojść do wcześniej wskazanej windy i wybranie odpowiedniego piętra.
- Coś szczególnie chcesz zobaczyć? - spytała się jeszcze.
Niedługo potem dotarły - o ile wcześniej się nie rozdzieliły - na odpowiednie piętro.
- Hm... Teraz tylko ten pokój... - mruknęła do siebie, rozglądając się, by sprawdzić, w którym kierunku należy się udać... I tyle. Znaleźć pokój, użyć karty, dostać się do środka... Byle nie byłoby zbytnich problemów.
- Jak chcesz, to idź pierwsza do łazienki.  Poczekam - sama chciała chociaż trochę się ogarnąć, zanim gdziekolwiek dalej poszłaby. O zmianie ubrań chyba nie było mowy, ale przynajmniej ciut się odświeżyć. Brawo Akira. Teraz tylko poczekać, kiedy się potkniesz i palniesz coś głupiego. Z zaciekawieniem rozejrzała się po samym pokoju, by zobaczyć, co dokładnie się tutaj znajdowało.
- Nie mam pojęcia, gdzie możemy się udać, więc pozostawiam wolny wybór tobie - powiedziała jeszcze, nawiązując do jej wcześniejszej propozycji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sob Wrz 09, 2017 9:10 pm

NPC Storyline - Ancalagon|AAF|AP|Jinkusu


Zgodnie ze wcześniejszym wskazaniami, droga na górę prowadziła windą. Oczywiście dla chętnych - nadal istniały schody. Widna, jak reszta budynku, była bardzo nowoczesna. Nie przesadnie, nadal zachowywała ziemskie standardy. Guziki zostały zastąpione panelem dotykowym, na którym wyświetlały się klawisze. Wystarczyło dotknąć odpowiednik numerek, by maszyneria poruszyła się i dostarczyła pasażerów na piętro w iście ekspresowym tempie. Widna pokonała wszystkie piętra raptem w kilka sekund, błyskawicznie się rozpędzając, a następnie wyhamowując na odpowiednim poziomie.
Drzwi windy otworzyły się, a oczom kobiet ukazał się znak wskazujący kierunek oraz numerację poszczególnych pokoi. One musiały skręcić tutaj w prawo. Ich pokój znajdował się stosunkowo niedaleko. Gdy tylko wyszły na korytarz, oczy obu zarejestrowały natychmiast, że nie znajdowały się tutaj same. Przy jednym z szerokich okien, długich na całą wysokość ściany, znajdowała się spora istota. Znana już Akirze. Obiecał, że wróci i powrócił. Wysoki na ponad dwa i pół metra, czerwonołuski gad, stał w korytarzu. Ręce miał splecione za plecami, na wysokości ogona, który swobodnie spływał w dół, zataczając koło przy łapach stworzenia. Czerwone, zadbane łuski zdobiły jego ciało, nie nosząc na sobie żadnych oznak zniszczenia, brudu, uszkodzeń czy zadrapań. Ramiona, korpus, górną część łba oraz podłoże ogona, opancerzone było przez płyty, spod których delikatnie świeciła ognista energia, jakby wewnątrz gada znajdowała się magma bądź lawa. Błękitne ślepia smoka wpatrzone były w jakiś punkt za oknem. Był zamyślony, spokojny, choć stał niczym na baczność. Wyprostowany, dumny, silny. Z zamyślenia wyrwał go odgłos kroków, osób, które wyszły na korytarz. Stwór poruszył delikatnie uchem, nadstawiając je w kierunku dźwięku. Jego źrenice rozszerzyły się nieznacznie, a istota obróciła się ku obu kobietom, witając je spokojnym, przyjaznym uśmiechem.
-Po wszystkim. Więc dołączam do ciebie. Jak dałem słowo.
Wypowiedział, wykonując kilka korków naprzód oraz pochylając lekko łeb, przy jednoczesnym przymknięciu ślepi. Na krótką chwilę, w geście powitania oraz szacunku do obu kobiet. Samiec pozwolił sobie na zlustrowanie wzrokiem obu kobiet, najpierw Akiry, a następnie Amelii. Do tej drugiej się nie odezwał wprost, jednie przywitał gestem, na początku. Bardzo niespotykanie, jak na widmo, gdyż te tak nie czyniły. Dodatkowo, potrafił mówić, wykorzystując do tego swój pysk. Coś, czego widma normalnie nie były w stanie czynić. Nikt nie domyśli się, że ta istota to istny mieszaniec. Z resztą z zewnątrz wyglądał na normalnego i spokojnego. Gorzej, że w środku miał ochotę wybuchnąć emocjami, bo właśnie spotkał kogoś, kogo nie widział od prawie pół tysiąca lat.
Zależnie, jak kobiety zareagują, stwór poczeka lub przesunie się na bok, ustępując im drogi, by te mogły dotrzeć do apartamentu. On oczywiście podąży za nimi. Pokój był dość standardowy, choć nowoczesny i bardzo zadbany. Łazienka, dwa łóżka, stolik przy każdym, do tego nie wielka półka czy szafa na ubrania i rzeczy osobiste. W pakiecie z telewizorem, radiem oraz widokiem na góry. W łazience identyczny standard. Nowocześnie, jednak bez szału pięciu gwiazdek. Nie było tu przesadnych luksusów, choć braku wygody również nie można było odmówić. Głównie ze względu na poziom technologii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 228
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sob Wrz 09, 2017 10:30 pm

Zmieszała się lekko widząc zaskoczenie Akiry, gdy odezwała się wreszcie bezpośrednio do niej. Wszystko przez to, że wcześniej nie miała sił rozmawiać ze swoją towarzyszką. Dziewczyna pewnie uważała, że Amelia ją ignoruje, jest nadęta czy coś w tym stylu. Uśmiechnęła się smutno do Akiry. Jej mina wyrażała zarówno skruchę jak i zmęczenie, które choć malało nadal trochę jej doskwierało.
-Ja jeszcze przez jakiś czas też nie będę zbyt towarzyska. Za co z góry przepraszam, jak również za to, że wcześniej nie zaczęłam żadnej rozmowy -powiedziała wciąż z tym lekko zmęczonym, ale nadal, typowo dla siebie, ciepłym uśmiechem na twarzy.
Kiwnęła głową i ruszyła w kierunku wind. Nie szła szybko. Właściwie wręcz wlokła się nie chcąc tracić energii na szybszy chód. Starała się nie wyglądać przy tym jak zombie, zachować prostą postawę i wysoko uniesiąną głowę, no i otwarte oczy. To ostatnie okazało się najtrudniejsze. Powieki ciążyły jej jakby grawitacja zaczeła na nie mocniej działać.
-Nie. Po prostu rozejrzeć się. Niedługo odzyskam nieco wigoru i chiałabym w miarę możliwości poznać to miejsce. Wydaje się intrygujace. A ty masz jakieś preferencje- wracały jej siły i stawała się coraz bardziej rozmowna.
Uniesieniem brwi i miną pełną podziwu powitała funkcjonowanie windy. Pomijając panel dotykowy, który nie był jakoś szczególnie szałowy, winda była cicha, szybka i nie trzęsła.Przy okazji miała całkiem ładny wystrój, choć w przypadku tak małych przestrzeni trudno o czymś takim mówić. Nie mniej jednak było przestronnie i mimo nowoczesności, która bywa zimna i aż nazbyt sterylna, przytulnie. Uśmiechnęła się z uznaniem i kiwnęła w pytajacym geście do Aki. Była ciekawa czy dziewczynie również spodobała się winda. Dla Am taka nowoczesna, super szybka winda nie była szczególnie wielkim zaskoczeniem. Właściwie byłaby bardziej zaskoczona, gdyby winda taka nie była. Przebywały w końcu w ambasadzie CORE. Korzystając z jak się okazało bardzo krótkiej chwili, gdy nie musiała stać prosto, oparła się o ścianę windy i lekko przygarbiła.
Gdy drzwi się otworzyły odepchnęła się od ściany stawiając jednocześnie szybki krok na przód i rozejrzała się szybko wokół. Wskazała delikatnym gestem kierunek, w którym, zgodnie z umieszczonymi na ścianach znakami, powinny się udać. Zrobiła to całkiem odruchowo i dosyć szybko, nie dając zbyt wiele czasu swojej towarzysce by się rozejrzała i sama zauwazyła znaki. Ledwie jednak wyszły z windy i skierowały się na odpowiedni korytarz zauważyła, przy jednym z szerokich okien jakie się tam znajdowały, stworka. Nie wiedzała na pierwszy rzut zmęczonego oka czy to jaszczurzy desorin czy widmo. Po dokładniejszym przyjrzeniu się, czyli po jakiejś sekundzie patrzenia na stworka, zaczęła skłaniać się ku temu drugiemu. Uśmiechnęła się ciepło, unosząc przy tym lekko brwi, co nadało jej twarzy wyraz pełen sympatii i lekkiego zaskoczenia. Nie spodziewała się zostać tu żadnego widma. Tym bardziej czerwonego. Nie krępując się specjalnie, bo i po co i czym, zlustrowała pełnym uznania spojrzeniem sylwetkę nieznajomego. Podobał jej się bardzo kolor jego łusek. Czerwony kojarzony jest często z agresją, jednak na tym stworku kojarzył jej się raczej z ciepłem domowego kominka. Wrazenie robiło również dziwne, lekko mgliste światło wydobywające się spod płyt pancerza nieznajomego gada. Jakby był powoli wygasającym wulkanem, w którym spod zastygającej powoli pokrywy wciaż wyglądają żyły gorącej, płynnej magmy. Stał dumnie, niemal na baczność, co troszkę rozbawiło Amelię. Wyglądał jak żołnierz czekajacy na rozkazy od dowódcy. Jeszcze bardziej rozbawiło ją drgające ucho. Uszy istot nasluchujących czegoś zawsze ją bawiły. Po prostu wydawało jej się to strasznie urocze jak tak drgają i obracają sie. Zachichotała cicho.
Odwzajemniła uśmiech spoglądając na nieznajomego przyjaźnie. Lekko zaskoczyło ją to, że przy takim zabarwieniu łusek, gad miał intensywnie niebieskie oczy. Prawie jak jej własne, tylko nieco jaśniejsze. Jej przypominały kamienie lapis lazuri, jego błekitne niebo. No i w jego tęczówkach brakowało srebrzystej plamki. Nie powiedziała nic na powitanie. Jedynie uśmiechała się i schyliła głowę, naśladując niecodzienny, jak na widmo, gest samca.
Spojrzała zaskoczona na widmo słysząc jego głos. Nie żyby było z nim coś nie tak. Był całkiem przyjemny. Chodziło o to jak mówił. Samiec uzywał ust przy formułowaniu słów, zamiast telepatycznie zwracać się wprost do ich myśli. Aż zamrugała zaskoczona dokładniej przyglądając się pyskowi samca. Jednak nie zauważyła żadnych różnic. Wyglądał tak samo jak każde inne znane jej widmo. Jednak mówił, a ona była do tej pory święcie przekonana, ze właśnie anatomia pyska nie pozwala tym wspaniałym istotom na porozumiewanie się za pomocą ust.
-Tylko ja tu nikogo nie znam? -spytała rozbawionym tonem spoglądając już bez zaskoczenia to na samca to na Akire. -Witaj. Jestem Amelia miło mi cię poznać i chętnie postałabym tu dłużej i pogadała... ale potrzebuje dużo zimnej wody, a i łóżkiem bym nie pogardziła, więc może odłożymy zapoznawanie się bliższe na za 10 minut -dalej mówiła rozbawionym tonem. Zwracając się jednak do samca jej głos nabrał cieplejszych nut przez co brzmiał bardziej przyjaźnie i serdecznie. Na koniec wypowiedzi gestem wskzała drzwi do pokoju, prosząc w ten sposób by samiec się odsunął i przepuścił ją, umożliwiajac otworzenie drzwi za pomocą karty. Weszła spokojnie do apartamentu.
-Super dzięki. -rzuciła do Akiry i posyłając ciepły uśmiech samcowi ruszyła do łazienki. Nie siedziała tam długo. Wzięła dość szybki, bo bardzo zimny prysznic, wysuszyła się, przebrała i wyszła. Prysznic miał na celu oczywiście ochłodzić i obudzić ją. Na szczęście zimna woda działa pobudzająco nawet na takie mieszańce jak ona.
Z szerokim i dużo bardziej przytomnym, niż kilka minut wcześniej, uśmiechem oraz wilgotnymi włosami zawiazanymi w kok wyszła do części sypialnej pokoju i przysiadła na wolnym łóżku.
Teraz nieco bardziej przytomna lepiej przyjrzała się samcowi. Dalej nie kryła się z tym, ze mu się przygląda. Gdzieś wewnątrz czuła, ze polubią się z czerwonołuskim, a to oznaczało, ze będzie mogła na sporo sobie względem niego pozwolić. Miała przemożną ochotę przeprowadzić swoje badanie. Stwierdziła jednak, ze może najpierw trochę porozmawia z samcem. Uśmiechała się więc na razie tylko serdecznie.
-Skąd się znacie? -zapytała tak na początek. Nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akira

avatar

Liczba postów : 67
Data dołączenia : 02/03/2016

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Pią Wrz 15, 2017 1:29 am

Zamrugała oczami, po czym na jej twarzy zagościł na krótki moment delikatny uśmiech.
- Okej. Przeprosiny przyjęte... Chociaż myślę, że jesteś winna mi chociaż w małym stopniu jakieś wyjaśnienie - powiedziała, myśląc nad tym... Po czym wzruszyła ramionami. - Nie przejmuj się. Nawet ja widzę, że jesteś zmęczona. Podróże na każdego wpływają inaczej - nie znała prawdziwej przyczyny zmęczenia Amelii, więc uznała, że chodziło rzeczywiście o to, że kilka godzin spędziły na podróży... W czymś, co miała ochotę przyrównać do latającej skrzynki. Tak z czystej złośliwości, chociaż główną przyczyną było to, że nie było tam okien.
- Nie wiem. Chyba po prostu by zobaczyć, co to właściwie za miejsce. Może coś międzyczasie mnie natchnie, by ujrzeć konkretną rzecz, miejsce. Aktualnie... Nie...
Nie znała tego miejsca, więc nie potrafiła konkretnie sprecyzować, co chciałaby zobaczyć. Z drugiej strony jednak skoro i tak padła propozycja co do zwiedzenia tego miejsca, i się zgodziła... No, może na coś ją natchnie. Może nie.
No dobra, tutaj nawet winda potrafi zrobić wrażenie - pomyślała. Zerknęła w stronę kobiety, po czym widząc jej uśmiech, sama uśmiechnęła się z lekka niemrawo i delikatnie skinęła głową. Tak, podobało się jej to, chociaż z drugiej strony na swój sposób odczuwała niepewność. Zdecydowanie nie czuła się przyzwyczajona do tego co widziała. Ciągle dla niej to wszystko było nowością.
Koniec końców, po opuszczeniu windy, nie zdążyła się zapoznać lepiej z korytarzami i by poszukać jakiś wskazówek co do odpowiedniego kierunku. Zauważyła gest tamtej i jej szybki ruch, więc chcąc nie chcąc, ruszyła za nią. W tym wyborze przeważyło to, że nie chciała zostać sama... I wolała jednak trzymać się bliżej osoby, którą znała... Albo chociaż kojarzyła.
No i wtedy dotarło do niej, że nie były tutaj same. Na dodatek od razu rozpoznała, kto tutaj był. Mimowolnie uśmiechnęła się łagodnie. Zdecydowanie było miło zobaczyć kogoś, kto znała dłużej i przez ten czas zdołała polubić.
- Fajnie, że jesteś - powiedziała do niego. Cieszyło ją to, że dotrzymał słowa i to, że ponownie mogła go ujrzeć. W sumie nie potrafiła powiedzieć nawet dlaczego... Chyba po prostu... Nie, nawet tego nie była pewna. Zdecydowanie nie. Chociaż... Mogło sporo przeważyć na tym fakt, że niezbyt dogadywała się z innymi przez swój charakter. - Witaj ponownie, An.
Po tych słowach usłyszała wypowiedź Amelii.
- Okej, to chodźmy wszyscy do środka - powiedziała potem. No i pozostało dostać się do środka ich pokoju... Apartamentu... Nie była pewna, jak to nazwać. Bądź co bądź, zerknęła ino na moment, jak właściwie Am otwierała drzwi za pomocą karty, po czym weszła za nią do środka.
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Dobra, tutaj chyba jednak nie dam się zaskoczyć. Jest jeszcze normalnie. Wygląda na nowoczesne, ale jednak normalne. To trochę przynosi ulgę.
- Nie ma sprawy - zwróciła się do kobiety.
Gdy już zostali tutaj sami, przekierowała swoją uwagę na Smokowatego. Przekrzywiła nieco głowę.
- Dasz się przytulić na przywitanie? - spytała się go. Jeśli nie miałby nic przeciw, podeszłaby do niego objęła i wtuliła się na moment, zanim ponownie nie powróciłaby na poprzednie miejsce.
- I jak było? Udało ci się to wszystko ogarnąć? - Akira czuła się lepiej niż wcześniej. Zdecydowanie fakt, że żywiła do niego pozytywne uczucia - nawet jeśli wstydziłaby się przyznać i powiedzieć to wprost - sprawił też, że była bardziej otwarta. A przynajmniej jej się tak wydawało, bo w końcu to nie jej było to oceniać.
- Długo czekałeś tutaj? - zastanawiało ją to po prostu.
W momencie, gdy Amelia już wróciła i usłyszała jej pytanie, na moment się zawahała.
- Z Nowego Jorku - odparła jej. - Myślę, że można powiedzieć, iż przez przypadek i moją ciekawość - dodała jeszcze. Aktualnie nie była pewna, czy właściwie powinna iść i pozostawić ich czy nie. W sumie... - Przepraszam, ale opuszczę was na kilka minut - Akira poszła również do łazienki, by wziąć szybki prysznic, wysuszyć się i takie tam, by potem po kilku minutach powrócić do nich. Nie zawijała włosy w żaden ręcznik, pozwalając, by wilgotne kosmyki włosów opadały jej na plecy.
- Dużo przegapiłam? - spytała się po powrocie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 324
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Pią Wrz 15, 2017 11:28 am

Opuszczając miasto Fenris miał głowę pełną myśli. Zaprzątał ją sobie rzeczami przyziemnymi, jak to czego się do tej pory dowiedział o Midgardzie, jego mieszkańcach, oraz jak przedziwnym przeżyciem smakowym był „kebs na cieńkim” w sosie mieszanym. Myślał też o rzeczach ważnych, jak wydarzenia ostatnich dni. Nie rozumiał, ale też za bardzo nie obchodziło go jak atak na Houston odbije się na ludzkości. On sam zafascynowany był zupełnie innym tematem.
Widma.
Do tej pory wilk uważał się za jedną z najpotężniejszych istot jakie znał. Ekscytacji z pojedynku mógł mu dostarczyć zaledwie jego wuj Thor, oraz przypuszczalnie, dziad Odyn. Byli najpotężniejszymi z rasy, która w swej pysze aspirowała do boskości. Jednak wilk był niemal niczym kalekie dziecko w starciu z Urkyn'Vareis. Zastanawiał się ile widm trzeba by było, aby obrócić w perzynę pałac wszechojca i jego wojowników. Dwoje? Troje?
Jedno?
Nie mógł pojąć jakim cudem dowiedzieli się o nich wcześniej. Sama ich potęga powinna być dobrze znana wszerz i wzdłuż całych dziewięciu światów. Przy tym wszystkim, wydawali się wilkowi jednak bardzo ludzcy. Czuli gniew, czuli też strach. Na wspomnienie o sprytnym kłamstwie Asuny wilk aż uśmiechnął się pod nosem.
Przypomniał sobie o Onurisowej łusce leżącej spokojnie na dnie plecaka. Moc, którą dostałby w zamian za nią u pradawnego z pewnością przyda się gdy już stanie naprzeciw Odyna. Skoro był tutaj uwięziony (jakby nie próbował na to patrzeć, to na wyspach i tak czuł się jak więzień), równie dobrze może zacząć poszukiwania starszego widma.
Tutaj jednak znowu był w kropce. O ile walka z widmami sprawiała wilkowi dziwną satysfakcję i wielki honor, tak ich zdolność do umykania jego  zmysłom bardzo go konfundowała. Ustalił że jeśli nie może znaleźć widma, odnajdzie kogoś, kto zadaje się z nimi na porządku dziennym. Znał tylko jedną taką osobę, a z tego co właśnie czuł, przetrwała ona jakoś atak na miasto.
Odwrócił wielki łeb w stronę, z której wyczuwał zapach Amelii. Wokoło niej było bardzo wielu członków CORE. Tym lepiej, pomyślał. O ile pamiętał wojownicy CORE również utrzymywali dobre stosunki z Urkyn'vareis. Nie było jeszcze tak bardzo późno, więc zrezygnował z szukania legowiska w tutejszych lasach i skierował się w tamtą stronę.
Jako że zwyczajowo nie przychodziło się z wizytą z pustymi rękoma, odnalazł po drodze szynk z wyrobami miodosytnymi i z lubością napełnił cały plecak. Bądź co bądź właśnie przetrwali potyczkę, a z tej natury należała się im biesiada. Amelia była chyba najbliższym druhem wilka podczas bitwy, więc to z nią wzniesie kielich braterstwa. Z chęcią wychyliłby go także z Daalkiinem, ale relacja między nimi dwoma była przynajmniej napięta.
Gdy dotarł w końcu do ziem ambasady przez chwilę zaskoczyła go architektura budynku. Pierwsze co mu przypomniał to oczywiście pałac Odyna, co sprowokowało w nim odruchowy gniew. Przekonał sam siebie jednak, by nie oceniać książki po okładce i ruszył tropem Amelii.
Wilk starał się używać głównych dróg i wejść, aby przypadkiem nie doprowadzić do kolejnego faux pas. Podążał za zapachem jak tylko się dało. Aż nie natrafił na część strzeżoną przez zbrojnych strażników. Zdecydowany załatwić to w „midgardzki” sposób, udał się za znakami wiodącymi go do informacji.
- Szukam Amelii Stein. Wiem że zatrzymała się w tym budynku. Przybyła niedawno z Houston. Jak mogę ją odnaleźć?
Jeśli było to konieczne, przedstawił się jako Wilk Ulf. Nie łudził się że utrzymanie maskarady było jakkolwiek możliwe, ale Amelia poznała go po prostu pod tym imieniem i może lepiej go będzie kojarzyć.
Jeśli ekspedientka okazała się pomocna, podążył za jej wskazówkami, licząc w myślach do dziesięciu za każdym razem gdy jego cierpliwość wystawiana została na próbę. Jednak wyjątkowo dobrze trzymał nerwy na wodzy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sro Paź 11, 2017 8:38 pm

NPC Storyline - Ancalagon|AAF|AP|Jinkusu

Ancalagon odsunął się na bok, przepuszczając je i ruszając zaraz za nimi. Z tego miejsca było to raptem kilka kroków. Do środka wszedł jako ostatni, zaraz rozglądając się po pomieszczeniu. Szczególnie zainteresował go wystrój wnętrza oraz przystosowanie pomieszczenia do bycia wykorzystywanym przez dwie osoby, które mogłyby tu zamieszkać. Na dobrą sprawę, wszystko tutaj było. Stwór obserwowałby otoczenie dalej, gdyby nie nagłe zwrócenie uwagi na Akirę, która sprowokowała go do skupienia na sobie uwagi. Pytanie jakże przyjazne, które spowodowało u stwora lekkie rozbawienie. Aż tak się za nim stęskniła? Toż to ledwo kilka godzin. Nic jednak nie odpowiedział. Klęknął jedynie, rozkładając ręce na boki i otwierając się na krótki gest. Sam lekko objął dziewczynę, dając jej na te kilka sekund rozładować emocje tudzież nabawić się od niego nieco pozytywnej energii.
-Przeżyłem.
Rzucił krótko, choć z tonu wypowiedzi szło wywnioskować nieco inne znaczenie tego słowa. Ancalagon dosłownie, tylko przeżył. Nie osiągnął nic poza tym. Puszczając ją, czerwonołuski dał dziewczynom zająć się sobą, a sam wykonał kilka kroków przed siebie, by zaraz usadowić się na jednym z dwóch wolnych łóżek. Leniwie rozłożył się, kładąc łeb na poduszce, dodatkowo wciągając dłonie pod łeb, a na samym końcu uginając lewą nogę i zakładając na nią prawą, by łapy nie zwisały mu z za małego łóżka. Na dobrą sprawę nie podzieliły się jeszcze tym, która gdzie śpi. Ale to nie był jego konkretnie problem, a An nie zamierzał stać, jak słup - kiedy one się ogarniały.
Na dole, Fenris spotkał się z dwojaką reakcją. Z jednej strony, był ignorowany przez strażników czy żołnierzy Alranois albo operatorów CORE stacjonujących w tym budynku. Z drugiej, niektórzy cywile wydawali się nim bardzo zaciekawieni, czasami nawet poddenerwowani, lekko wystraszeni lub niepewni. Choć nikt nie panikował. Kobieta siedząca przy punkcie informacji, spokojnie wskazała Fenrisowi drogę, informując mu do jakiej windy ma się udać, a następnie które piętro wybrać. Dalej wystarczyło posłużyć się znakami na ścianach, wskazującymi numery pokoi. Zanim więc wilk na dobre się obejrzał, zapewne znalazł się pod drzwiami pokoju, którym teraz znajdowała się pozostała trójka kompanów.
-Mamy gościa.
Zasygnalizował dziewczynom stwór, zanim Fenris zacznie rozkminiać metody przeforsowania informacji, że stoi po drugiej stronie oraz przyszedł do kogoś w jakiejś sprawie. Ancalagon nie wydał się tym poruszony, po prostu wylegując się dalej na łóżku. Ze wszelakich prób pozbycia się go, zwyczajnie nic sobie nie zrobi. W końcu nie bardzo ktoś był w stanie dyktować mu, co ma robić, jak i w jaki sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 324
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Yesterday at 12:41 pm

Wilk ,nieco niechętnie, musiał przyznać że czuł tu się wyjątkowo dobrze. Racja, wielu zwracało na niego uwagę, niektórzy nawet się z tym szczególnie nie kryli, ale wszystko wskazywało na to że uważali że jest raczej "na miejscu". Wyróżniał się z tłumu, ale nie był sensacją, czy nieproszonym gościem. Zupełnie jak w Asgardzie za jego złotych czasów, gdy mógł jeszcze przemierzać jego ulice jako pełnoprawny wnuk Odyna.
Szybko odsunął od siebie bolesne wspomnienie.
Z pomocą kobiety z informacji nie miał żadnych problemów z odnalezieniem właściwego kierunku. Już wcześniej zauważył zamiłowanie Midgardczyków do oznaczania kierunków. Miało to swoje wady jak i zalety, jednak wilk nie chciał się zanadto nad tym rozwodzić.
Przemierzając kolejne korytarze Fenris szukał woni innych Densorinów. Ciekawiło go jak wielu z tej wojowniczej rasy tutaj stacjonuje. Oczywiście cały czas dobrze czuł też zapach Amelii, do której się zbliżał, tak więc oznaczenia na ścianach tylko potwierdzały jego przeczucie.
Gdy w końcu znalazł się przed drzwiami znowu stanął przed problemem różnic cywilizacyjnych. Jednak w ostatnich dniach zdążył nauczyć się w takich przypadkach schować dumę do kieszeni i „poeksperymentować” z drzwiami. To, albo po prostu tracił cierpliwość.
Rozejrzał się więc najpierw za jakimiś widocznymi przyciskami, potem przesunął dłonią po drzwiach, starając się wywołać panel dotykowy. – Otwórz się! – nakazał na wypadek komend głosowych – Wilk Fenris przybył do Amelii. . - W końcu zaś pomimo braku kołatki zdecydował się załomotać do drzwi.
Razem z Amelią w pomieszczeniu była jeszcze jedna kobieta. Jej służba? Nie. Wilk pociągnął nosem. Jej giermek. Kobieta pałała chęcią dołączenia do zastępów CORE. Do tego była w Houston. Wcześniej jednak nie widziała wiele wojny. Pewnie wyznaczyli ją do noszenia rzędu za Amelią aż się nie wprawi.
Gdy (jeśli) w końcu drzwi stanęły otworem, wilk energicznie wparował do środka.
- Amelia! Widzę że zastałem cię w zdrowiu! – zaczął radośnie – Nie dawałem wiary możliwości, by nasze drogi już nigdy się nie przecięły. Tak się jednak nie stało. Czas na blót!
Fenris wspominał oczywiście zniszczenie całego miasta. On sam miał wiele szczęścia że się wykaraskał. Ciekawe jak udało to się Amelii. Wyminął ją szybko i z brzdękiem odstawił plecak pełen miodu na najbliższym stole.
Dopiero gdy rozejrzał się po pomieszczeniu zauważył przebywające w nim widmo. Stanął jak wryty zaskoczony tym widokiem. Fakt, wilk znowu zbyt bardzo zaufał swojemu węchowi i wyszedł na głupca, ale trudno zmienić lata przyzwyczajeń tylko dlatego że od kilku dni zdawają się one nie sprawdzać.
Fenris od razu rozpoznał jaszczura. Była to ta sama bestia, która ocaliła skórę jemu i Daalkiinowi. Wilk szybko wziął się w garść i uderzył pięścią w pierś w geście powitania.
- Ah!, więcej towarzyszy boju, niż spodziewałem się zastać w tych progach. Wiele ci zawdzięczam, przyjacielu. Prawdopodobnie nawet życie. Nie zostaliśmy jednak sobie przedstawieni. Wilk Fenris. – wyciągnął łapę do gada. Przedstawienie się było oczywiście zbyteczne, bo widmo mogło to wszystko wyczytać z jego głowy, jednak wilk chciał zachować pozory normalności.
Po tym wszystkim od razu udał się w stronę najbliższej szafy, z której wyczuł szkło i wyjął sobie spory kufel, który od razu napełnił.
- Wypijmy za tych którzy polegli i za tych, którzy walczyć będą dalej! – wzniósł kufel w starym toaście i gdy inni do niego dołączyli od razu opróżnił połowę. – Za wilka, który wraził sztych w gardziel Czarnego Ognia. – dodał już ciszej z wyrazem podziwu w głosie.
Midgardzki miód był dużo słabszy, niż ważony w kadziach bogów. Był jednak dużo gorszy w smaku i satysfakcjonująco wykrzywiał po wypiciu. Od biedy nadawał się do toastów.
- Gdzie jest twój brat, Amelio? Spodziewałem się wznieść z nim dzisiaj kufel. – zapytał dziewczyny wprost. Oczywiście chciał się dowiedzieć jaki los spotkał białe widmo, zwłaszcza w kontekście spotkania egzekutorów. Nie chciał jednak od razu zarzucać dziewczyny natłokiem pytań. Odpowie mu na tyle, na ile będzie chciała. Może jej reakcja oraz emocje powiedzą mu coś więcej, gdyby dziewczyna wolała milczeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   

Powrót do góry Go down
 
Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wyspa Twarzy
» Wyspa Endor
» Bezludna Wyspa - Survival Time.
» Kronika rodu Tarth
» Most w Sligachan, wyspa Skye

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Alranois-
Skocz do: